Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3001 – 3200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-pomogę. Zawsze ci pomogę.-zapewnił glaszczac go po włosach.-zajmiemy się najpierw problem w twojej główce.-zdecydował tulac go i calujac w czoło.
Jun
Mężczyzna dość niechętnie pojechał nq komisariat. Pozbył się jednej nadprogramowej pracy ale policja wciąż go wzywała.
-hej Tomo.-przywitał się oceniając go wzrokiem z góry na dół i kręcąc głową.
-No dosyć spory...ale damy radę skarbie. Ja ciebie też bardzo kocham, dlatego ci pomogę.-zapewnił głaszcząc go po włosach.
Jun
-Nie oczekuję.-wzruszył ramionami.-Po co nas tu wezwali?
Takano obejrzał do końca film i również zasnął. Rano wstał wcześnie i poszedł zerknąć na listę posiłków zaraz przygotowując chłopakowi rozpisane śniadanie.
Jun
-Ajć...wierzę że nie przyjemny...-westchnął krzywiąc się lekko.
-Doberek kochanie.-przywitał się kładą przed nim talerz z posiłkiem samemu robiąc sobie jakieś tosty.
Jun
-Fiu fiu...nieźle...-pokiwał głową czytając raport.
-Smacznego. Nie jest dużo więc ładnie jedz.-powiedział z uśmiechem zaraz do niego dołączając.
Jun
-Dobra...co my tu mamy...-mruknął kiedy już byli przy ciele które odsłonił.
Westchnął tylko i postanowił się nie kłócić jedząc swoje tosty.-jak się spało?-spytał żeby przerwać ciszę.
Jun
Zgodził się skinieniem głowy starając się wytrzeć jak najwięcej krwi z ciała.
-To dobrze kotek...co już nie możesz?-spytał zmartwiony.-No nic..jak tak to zostaw, raczej nie powinieneś się zmuszać.-uśmiechnął się lekko.
[no coś nie idzie dzisiaj...]
-No cóż nie będę cię zmuszał. Wypij całą herbatę, na razie będziesz jadł tyle ile możesz przecież nie chodzi o to żebyś zaraz wymiotował czy coś...-uśmiechnął się zabierając jego talerz.
-nie będę zły.-zapewnił uśmiechając się do niego lekko.-nic na siłę. Nie mogę cię zmuszać poza tym nie chce żebyś zwymiotowal to co zjadles.
[oki doki ^^ dobranoc]
-no już nie przepraszaj. Co się stało to się nie odstanie. Możemy tylko to naprawić.-umył naczynia i poszedł do salonu żeby usiąść obok niego.-specerek to dobra myśl. Yuya dzisiaj wraca do ciebie...proponuje żebyśmy posiłki jedli wspolnie.
Jun
-nie gadaj mi teraz o jedzeniu albo piciu bo się zrzygam...-mruknął kiedy upuszczal krew do zbiorników.-Tomo...jak go umylem to znalazłem ranę postrzalowa.
-czemu nie? Mi to nie będzie przeszkadzać. Chce się z tobą solidaryzowac kiedy jest ci ciężko. Może nie będę jadł tego samego ale sądzę że będzie ci lepiej jeśli nie będziesz z tym sam.-powiedział obejmując go lekko ramieniem.
Jun
-czekaj sprawdze.-powiedział sięgając do rany i szczypcami wyjmujac pocisk z okolic serca.-proszę.-podał mu pocisk i skończył upuszcac krew.
-nie bój się nie zostawię. Zaczniesz jeść wszystkie posiłki o to zadbam. Ważne żebyś powoli starał się jeść więcej z każdej porcji. Wszystko będzie dobrze. Będę cię wspierał.-zapewnił dając mu calusa w policzek.
Jun
-tu bym miał wątpliwości...naderwana jedna komora. Strzał był nawet celny.-powiedział kręcąc głową i sprawdzając pozostałe narządy.
-Tylko? Tylko co skarbie?-spytał tulac go mocniej i patrząc na niego uważniej.-zaraz pójdziemy, na taki mały, krótki spacer.-uśmiechnął sie przed wyjściem chcąc usłyszeć dokończenie zdania.
Jun
-tak się nie da...-wywrócił oczyma.-odpocznij a ja spisze swoje obserwacje.-powiedział biorąc notes i dokładnie wszystko opisujac.
-to jakoś musisz polubić kochanie.-zaśmiał się cicho.-inaczej na to nie zaradzimy...może z czasem to polubisz?-wzruszył ramionami wstał z kanapy.
Jun
-oj wcale się nie czepiam...-mruknął kończąc notować i biodc się za jako takie zszywanie mężczyzny, w końcu a wiele nie mógł robić.
-ech skarbie...-zaśmiał się wychodząc z domu i zamykajac drzwi.-gdzie idziemy? Jest jakieś konkretne miejsce w które chciałbyś pójść?-spytał poprawiając go sobie na plecach.
Jun
-nie trzeba...ale dziękuje.-powiedział po dłuższej chwili kończąc szyć.
[oki idę spać ^^ dobranoc. Trzyma za mnie kciuki jutro bo mam kartkowke z matematyki XD]
-no więc nad morze.-zgodził się idąc spokojnie we wskazanym przez chłopaka kierunku.
Jun
Jun wyszedł dłuższą chwilę po nim i również poszedł się umyć, zaczekal na niego przy wejściu jakoś nie mając ochoty rozmawiać z policją.
Usiadł obok niego i chwilę patrzył w stronę morza trochę tępym wzrokiem.
-Ja też...na prawdę polubiłem mieszanie w tym miejscu, pracę...rodzinę. na prawdę cieszę się swoim życiem. Nawet jeśli stało się bardziej skomplikowane niż wcześniej...-uśmiechnął się do niego.
Jun
-No ten jeden raz przymknę oko.-zaśmiał się cicho.-Jestem głodny...idziemy coś zjeść.-zarządził mierzwiąc mu włosy.
-Mmmm...ja ciebie też skarbie.-zaśmiał się cichutko.-A wiesz co? Zauważyłem że następnego dnia po takiej randce jesteś miluśny, całuśny i w ogóle kochany...a może to przez to że taka długa przerwa odkąd mogliśmy być sami? Jeszcze muszę to przemyśleć...
Jun
-Oj no nie marudź jak ci wyjątek jeden robię.-zachichotał.-powiedziałeś mu?-spytał od niechcenia wkładając ręce do kieszeni.
-taki nastrój?-uśmiechnął się przyciągając go bliżej do siebie a z czasem wręcz sadzając go sobie na kolanach. Pozwalał mu się całować nie wykonując żadnych ruchów a jedynie ciesząc się chwilą.
Jun
-No i tak ma być.-zaśmiał się idąc kawałek w ciszy.-Tomo? Nadal jest sam w walczeniu o twoją wagę czy powiedziałeś kochasiowi? Mówiłem ci ostatnio że dobrze żeby wiedział...-powiedział poważnie martwiąc się o chłopaka.
-Ja ciebie też kocham baaaardzo mocno.-powiedział również go do siebie tuląc.-bardzo mocno. Je t'aime mon amour...mon chéri...-szeptał z lekkim francuskim akcentem pieszcząc jego uszy swoim głosem.
Jun
-To dobrze, że pomaga. Bardzo dobrze.-poklepał go po plecach.-głowa do góry, będzie lepiej.
-No co? Póki co nie masz możliwości posługiwania się tym językiem...A ja bym chciał żebyś się sprawdził w praktyce.-zaśmiał się cicho głaszcząc go po włosach i całując w policzek.
Jun
-Na pewno nie. Nie przesadzaj...na pewno chce ci pomóc a jedzenie wspólnych posiłków wcale nie jest złe. Jecie razem jak rodzina, nie sądzisz że to dobrze? A może to ciebie to męczy i zwalasz na niego, co?
-wiesz chodziło mi o użycie języka francuskiego.-zaśmiał się.-ale dawno nie jadłem typowo francuskiej bagietki...-zaśmiał się.
Jun
-no i widzisz? A on cię ładnie pilnuje. To bardzo dobrze...bardzo dobrze.
-Dobrze, a jak wyjdzie to też spróbujesz, prawda?-dał mu szybkiego całusa cały czas go do siebie tuląc.-A właśnie kochanie...zapomniałam ci wczoraj czegoś dać...narysowałem ci siebie, ale takiego którego bez krępacji możesz powiesić gdzieś.
Jun
-No i widzisz? Nie masz na co narzekać.-zaśmiał się wesoło.
-na prawdę kochanie. Zobaczysz jak wrócimy do domu. Miałem ci go dać już wczoraj ale zająłeś moje myśli czymś innym...-zaśmiał się.-Więc dam ci go dzisiaj.
Jun
-Ciekawe gdzie ty się robisz gruby.-mruknął mrużąc oczy i w ogóle nie widząc różnicy.-Masz ładnie dobić do 15 kilo więc nie marudź lepiej.
-Tomo!-krzyknął za nim śmiejąc się pod nosem. Wstał i szybkim krokiem poszedł za nim.
Jun
-Więc masz wyniszczenie organizmu.-fuknął już chyba na pamięć znając tabelę BMI.-Twoja poprawna waga to około 60 kg.-dodał celując w niego palcem.
Wywrócił oczyma i dał się ciągnąć aż do domu gdzie wyprzedził chłopaka i wpadł do kuchni żeby znaleźć oprawiony w ramkę rysunek jak siedzi przed pianinem. Poszedł do salonu i przekazał go chłopakowi.
Jun
-To niech się dowie...bo jeszcze trochę i juz się niczego nie dowie.-mruknął wchodząc za nim do knajpki.
-Cieszę się że aż tak ci się podoba skarbie ale chyba nie musisz się aż tak ekscytować, co-zaśmiał się obejmując go od tyłu.-Ale masz rację...jest piękne. Kiedyś narysuję naszą trójkę razem...naszą małą rodzinkę.
Jun
-Racja...przytyłeś pół kilo...duży postęp. Jeszcze tylko 7 i pół kilo...-zaklaskał.
-Naprawdę. Narysuję jak tylko znajdę chwilę żeby się do tego dosiąść...i przydałoby się jakieś nasze wspólne zdjęcie, będzie mi wtedy o wiele łatwiej.-powiedział puszczając go i stając obok.
Jun
Jun zamówił sobie coś na ciepło bo lody tylko by go bardziej zdołowały i usiadł przy wolnym stole.
-Mamy? A możesz mi je dać kochanie ty moje?-Spytał śmiejąc się cicho.-Może dzisiaj zacznę rysować...zrobię taki duży obraz...co ty na to?-zaproponował samemu będąc zachwyconym.-Kiedy Yuya wraca?
Jun
-Hmmm...nie wiem. Lubię to co gotuje mi Ryu, a ogólnie to ja chyba po prostu lubię jeść.-zaśmiał się.-Chociaż...moja mama robiła przepyszne sajgonki...
Usiadł na kanapie i otworzył pierwszą stronę. Uśmiechnął się lekko i obejrzał kilka stron zanim nie spojrzał na chłopaka wyraźnie rozczulony.
-To słodkie...ta kronika. To tak jakbyśmy naprawdę byli rodziną. Jesteś kochany.-Dał mu całusa i oglądał dalej.-O zdjęcie z wesołego miasteczka...chyba będzie odpowiednie bo jesteśmy wszyscy.
Jun
-Ale nie trzeba...-pokręcił głową.-Ja nawet nie pamiętam jak one smakowały...ojciec nie dał mi zapamiętać tego smaku...męcząc mnie czymś zgoła innym...-skrzywił się lekko wspominając przez co przechodził chcąc się nauczyć gotować chociaż tego jednego dania...oczywiście nie wyszło.
-Bardzo fajna. Jak już będziemy starymi dziadkami to pozostanie nam tylko oglądanie zdjęć z czasów kiedy byliśmy piękni i młodzi.-westchnął śmiejąc się cicho.-Masz kopię tego zdjęcia?
Jun
Wzruszył ramionami.
-Nie wiem Tomo...może. Ale sam kiedyś mu powiem, nie chcę żeby wszystkiego o mnie dowiadywał się od ciebie. Już i tak jesteś za wielka pepla...
-No ok...to już drugie zajęcie...więc będziemy oglądać zdjęcia, chodzić na spacery, jeść, pić, spać...i rozpieszczać wnuki jak na dziadków przystało.-zaśmiał się wesoło
Jun
-No jasne nic...ale jak przyjdzie do ciebie to mu wygadasz jak to wpadałeś do łazienki kiedy się sobą zajmowałem i tak dalej.-fuknął na niego i odebrał swoje zamówienie.
-Kochanie Nawet południa nie ma...-mruknął trochę zmartwiony.-Może połóż się na chwilę a ja ci zrobię kolejny posiłek ze spisu...-zaproponował cicho.
Jun
-Mój facet jest zbyt ciekawski jak na swój wiek...więc nie odpowiadaj na wszystko o co spyta...bo nie żeby coś ale już chyba zna mnie za dobrze...
-Zostanę...-przytaknął głaszcząc go po włosach.-Ech skarbie...twój organizm sobie nie radzi i jesteś zmęczony. Zrozum...-szepnął niezadowolony.
Jun
-Ech...-pokręcił głowa biorąc się za jedzenie ramenu.-A o co jeszcze cię zwykle pyta?
-Ech ty mój głuptasku...-powoli wstał podkładając mu pod głowę poduszkę i poszedł do kuchni żeby zerknąć na rozpiskę. Naszykował składniki i zabrał się za gotowanie żeby dodać chłopakowi trochę sił.
Jun
Mhm...i dlatego pyta ciebie czy go kocham...-westchnął.-No nic...nie mów mu o sajgonkach, sam powiem.
-Możesz kochanie...chodź do mnie ja ciebie zawsze przytulę przylepo.-Wyłączył gaz pod garnkami i mocno objął chłopaka ocierając mu łzy.-Zaraz nałożę ci coś pysznego a do picia dam czekoladę.
Jun
-Hmmm...w ramach celebracji mi odpowiada. Jak przytyjesz te dziesięć kilo to możesz mnie zapraszać.-zgodził się z lekkim uśmiechem.
-Z piankami.-przytaknął tuląc go jeszcze.-Hmmm ok...pewnie tata go zawiezie do szkoły...a ja go jak zwykle odbiorę.-powiedział głaszcząc go po włosach.
Jun
-Ochrona swojego zdrowia i szczęścia z partnerem były niewystarczającymi celami?-spytał unosząc brwi.
-może być kochanie.-zgodził się nakładając jedzenie na talerze i zaniósł do salonu wraz z gorącą czekoladą dla chłopaka.-proszę moja przylepo, smacznego.-uśmiechnął się siadając obok niego i zaczynając jeść.
Jun
-wcinaj, ja lodów dzisiaj nie jem bo zamarzne.-mruknął pijąc gorącą herbatę.-no to cwicz...ale to chyba nie jest trudne danie...
-ja ciebie też. Ale najpierw jedzenie później czekolada bo nie będziesz miał miejsca a nie o to chodzi. Musisz uzupełniać energię...nic dziwnego że jesteś spiacy kilka godzin po tym jak wstałeś. No już, smacznego.-powiedział odkladajac kubek z czekolada chłopaka na stół.
Jun
-no ok...-wzruszył ramionami.-no nie patrz tak na te lody...przecież mało było...-westchnął wywracajac oczyma i kończąc jeść ramen.
-będzie nadal dobra a jak będziesz marudzil to ci ją podgrzeje. Na prawdę skarbie musisz jeść...widzisz jak twój organizm jest osłabiony...tak nie można...już nawet nie chodzi o to że za mało ważysz ale twój organizm nie ma skąd czerpać substancji odżywczych. Więc jedz ładnie.-poprosił zmartwiony.
Jun
-no zjadles...-wywrócił oczyma.-chyba nie muszę ci mówić ci się stanie jak nie zaczniesz normalnie jeść? Już raz przez to przeszles.
-jest i niech to do ciebie w końcu dotrze. Wcinaj skarbie.-dał mu calusa w policzek po czym włączył telewizor na kanale z wiadomościami.-ech...nic ciekawego...-zamarudzil.
Jun
-kopniesz w kalendarz bo będziesz powoli usychal. Więc lepiej nie marudz bo doszczętnie wyniszczysz swój organizm...
-no cóż skoro nie możesz...sporo zjadłeś.-pochwalił go idąc umyć naczynia. Nic nie mógł poradzić na to że chłopak jadł tak mało. Kiedy pozmywal talerze wrócił do salonu.-dalej jesteś zmęczony?-spytał siadając obok niego.
Jun
-no ok...jak to wszystko to chyba możemy już wracać, nie? Co mówili na policji na temat raportu?
-mhm...będę mógł cię narysować jak będziesz czytał? Będziesz mógł się normalnie ruszać, po prostu chce się czymś zająć.-uśmiechnął się lekko obejmując go ramieniem.
Jun
-czyli to co zawsze...-wzruszył lekko ramionami i poprosił rachunek od razu płacąc i wychodząc.-można wracać.
Wziął tylko jakąś kartkę i ołówek i usiadł na podłodze zaczynając go rysować. Szacował powoli chcąc uchwycić chwilę.
-co czytasz?-spytał po dłuższej chwili.
Jun
-ano dobre.-zgodził się z nim.-czym przyjechales?
-Hmmm...czemu...-zamyslil się powoli kreslac szczegóły.-cóż to trudno tak jednoznacznie odpowiedzieć. Za to jaki jesteś z charakteru...kocham cię bo po prostu tak jakoś...no...nie wiem jak to wyjaśnić...kiedy jesteś przy mnie to jestem szczęśliwy.-wydukal w końcu odpowiedz.-a ty być umiał powiedzieć dlaczego mnie kochasz?
Jun
-no mądry chłopak. Moge cię podwiezc jak chcesz.
-no tak...żeby nie było ty czasem jesteś tak wredny i uparty że nie można wytrzymać.-zaśmiał się.-ale to nie zmienia faktu że cię kocham...i że chciałbym znów zobaczyć na twoim ciele więcej niż kości...wtedy jesteś najseksowniejszy.-puścił mu oczko i wrócił do rysowania.
Jun
-ej co to ma być?-spytał kiedy chłopak wskoczył mu na plecy.
-nie...zawsze w niedzielę nam wolne.-wyjaśnił powoli kończąc.-oki kochanie...skonczyłem.-powiedział wstając i podając mu gotowy rysunek.-co sądzisz?
Jun
-zaczniesz w końcu dbać o ten swój organizm? Czy to takie trudne?-spytał powoli idąc do swojego samochodu.
-chyba trochę za duży...-powiedział kładąc go na stoliku żeby później zabrać do siebie.-a jak książka? Dużo ci zostało?-spytał siadając na fotelu.
Jun
-ech ale powinieneś...bo nie dożyjesz średniej krajowej. Po prostu się skup nq tym co ważne.
-ok już się zamykam...zaraz ci jakąś ładną zrobię.-stwierdził idąc po sztywniejszy papier i siadając tym razem przy stole. Zabrał się za ozdabianie zakladki starając się żeby jak najbardziej pasowała do chłopaka.
Jun
-to się skup na sobie bo niedługo nie będziesz mógł im pomagać. Skup się na swoim zdrowiu, na swoim organizmie i na swoje wadze, jasne?-uniósł brwi i postawił chłopaka na ziemi kiedy doszli do samochodu.
[oki idę spać ^^ do dobranoc ^^]
-Nic mu nie powiedziałem kochanie...nie musisz się o to martwić.-powiedział zerkając na niego i uśmiechając się lekko.-przecież to jest dla ciebie wstydliwe...
Jun
-ok już wie zamykam...tylko wiesz ze wciąż za bardzo przekmujesz się innymi?-uniósł lekko brwi.-a teraz wsiadaj do samochodu.
-nie musisz mi za nic dziękować skarbie. Jakoś to razem przejdziemy...będę cię wspierał.-dał mu calusa i objął mocno.-kocham cię tak mocno...
Jun
-no bez stresu...-zaśmiał się ruszając powoli w stronę miasta.-ej...a Ryu mówił ci czego by chciał albo coś...?
-z jakim nagraniem, kochanie?-spytał wstając zaraz za nim.-w końcu mamy taki spokojny dzień...już dawno takiego nie było, co?-uśmiechnął się do niego lekko.
Jun
-Hmmm...nie wiem. Cokolwiek...wiesz nie będę go pytał a sam mi nic nie mówi.-wzruszył ramionami.
-jasne...wchodz do środka a ja się wszystkim zajmę.-powiedział włączając sprzed i ustawiając wszystko zgodnie z zaleceniami. Pokazał mu że może zaczynać i włożył słuchawki żeby słyszeć chłopaka.
Jun
-Hmmm...no to go kiedyś zabiorę go na coś takiego...-zapamiętał jadąc spokojnie dalej i powoli dojeżdżają do Yukan.
Takano odpowiedział mu delikatnym uśmiechem który zwiększył się kiedy zauważył rumience. On po prostu uwielbiał ten wyraz twarzy chłopaka. Postanowił że pochwali go za akcent i słowa, które do najłatwiejszych nie należały.
Jun
-na piwo...z moja głową...no na jedno małe...-wywrócił oczyma.-już dojeżdzamy, zaraz się zatrzymuje.-powiedział podjezdzajac pod dom chłopaka.
-śliczna kochanie. Na prawdę piękna. Masz dobry akcent.-pochwalił go i przytulil mocno.-co to będzie za składanka? Wydasz płytę?-spytał siadając na fotelu.-sprawdzimy jak wyszło?
Jun
-wiem że nie chce...a to pewnie dlatego że che być jak każdy normalny nastolatek. Tak po prostu...-wysłał za nim.-wpadne jeśli można.
-no cóż...na taką małą niespodziankę chyba mogę cierpliwie poczekać.-zaśmiał się lekko sadzajac go sobie na kolanach.-akcent był naprawdę ok. Jak chcesz to wydaj...sądzę że to byłoby dobre doświadczenie.-wyraził swoją opinię.
Jun
-o co masz nowego-spytał od razu wchodząc za nim do domu.
-serio? Ale teraz może bez pseudonimu? Może mała trasa koncertowa?-zaproponował.-podobała. Ta piosenka jest świetna. Może i pomogli ci ale to ty pisales słowa. Piosenka jest twoja i jest wspaniała.-dał mu calusa.-i ląduje na moim mp3.-dodał cicho się śmiejąc.
Jun
-uuuu słodko...aż się zęby psują.-zaśmiał się.-oczywiście bez urazy...muszę trochę ponabijac z młodszego braciszka.-dodał.-no to pusc się i przesłucham.
-jest piękna.-powtórzył oddając pocałunek.-Hmmm...szczerze to nigdy się na nie nie natknąlem...-powiedział oglądając płyty i puszcajac je cicho.-trasa to świetny pomysł...ale dopiero jak wyrownasz wagę.-dodał przytulajac go lekko.
Jun
-oj wiesz że się muszę ponabijac.-puknal go palcem w policzek.-Hmmm...spokojna, ładna. Przyjemnie się słucha...chociaż nic nie rozumiem bo po francusku.-zaśmiał się.
-mhm...więc jeszcze sobie trochę poczekasz na trasę. Ale chcę wtedy wejście vip.-zaśmiał się.-zmęczony?-spytał trochę zaskoczony. Objął go delikatnie i poglakal po plecach.
Jun
-to dobrze, chciałbym zrozumieć.-zaśmiał się.-no i prawidłowo. Ty pewne też się że mnie na boku śmiejesz.-wysnul taką teorię.
-ale ja wiem czemu kochanie. Po prostu nie dostarczasz organizmowi energii w postaci posiłków...jesteś osłabiony. Zjesz coś i znów się położysz na chwilę, ok? -upewnil się uśmiechając się do niego lekko.-ten vip musi być kochanie. A co jak jakieś fanki się do ciebie dorwa? O nie...muszę cię pilnować.
Jun
-na dwa fronty? W jakim sensie?-spytał nie bardzo rozumiejąc.
-położę. Będę przy tobie nie musisz się o to martwić. Ale najpierw jedzonko.-powiedział wstając i idąc do kuchni.-kochanie ja nie wiem nad czym ty się zastanawiasz. Przecież to oczywiste se ja i Yuya będziemy za kulisami czekali żeby cię wciskać pogratulować koncertu.
Jun
-ocenzurowana?-ponownie spytał unosząc brwi. Wstał u zmienił płytę na japońską.
-nie na każdym. Jesteś dużym chłopcem a ja nie jestem twoją niania. Na pierwszym i ostatnim.-zgodził się podając mu tosta z zapiekanym serem.-smacznego
Jun
-to do płyty dołącz paste do zębów bo mu się zęby popsują od takiego cukru.-zaśmiał się.-ale fajnie że robisz takie płyty. Utrzymujesz je w jakiś konkretnych klimatach?
Takano jak obiecał poszedł położył się obok niego. Wziął jakąś książkę i zaczął ją czytać żeby jakoś zająć sobie czas a nie budzić chłopaka telewizorem.
Jun
-mhm...teksty zazwyczaj brałeś że swojego doświadczenia. Więc płyta będzie miała różne kawałki? Tak chyba nawet lepiej...kiedy jest taka urozmaicona w ogóle.-wzruszył ramionami spychając plyty.
[dobranoc ^^]
-hej kochanie...-przywitał się zanim kiedy ten się obudził i odłożył książkę.-no to nie wiem co na to poradzić. Przecież nie możesz ciągle spać i wstawać na jedzenie...-westchnął tulac go do siebie.
Jun
-taka chyba nawet najlepsza.-wzruszył ramionami.-oj no nie jestem wredny. Ładne utwory, przyjemnie się je słucha.-ocenił klepiąc go po ramieniu.
-no nie wiem czy to tak minie. Musisz pilnować posiłków...ech kochanie. Jakoś to przejdziemy.-poglaskal go po włosach.-śniło ci się coś?
Jun
-to fajnie. Masz talent i mówiłem ci to już na studiach.-uśmiechnął się pijąc już letnią herbatę.-dużo napisałeś dla niego piosenek?
-na pewno. I wszystko się ułoży.-zgodził się tulac go do siebie.-ładnie pachnialem?-spytał śmiejąc się cicho.
Jun
-tyle osób ci mówi że masz talent...nie wiele osób pisze tak wspaniałe piosenki i to nie tylko w swoim rodzimym języku. Jesteś wspaniałym muzykiem. To jest twój talent.
-mhm...-uniósł kawałek koszulki i powachal.-nic specjalnego...perfumy i pot.-wzruszył ramionami cicho się śmiejąc.-ale jeśli tobie się podoba.
Jun
-to dobry pomysł. Dwa razy wydałeś pod pseudonimem ale to nie to samo. Pomyśl o tym. Normalna promocja płyty i trasa koncertowa.
-specjalny tak...? Wiesz dla mnie po prostu mój zapach nie jest jakiś wyjątkowy. Ale muszę przyznać że lubie te perfumy chociaż mi się kończą...-wzruszył ramionami.-no ok...ale później coś zjeść?
Jun
-tobie? Jakoś dziwnie w to wątpię. Nie jesteś taki.-zaśmiał się.-ale jak się zrobisz się sławny to lohoho...będziesz rozchwytywany przez fanki i co wtedy?-Zachichotal.
-Hmmm...dostałem je na prezent, ale postaram się je znaleźć. Mi też bardzo się podobają, póki co jeszcze je mam.-uśmiechnął się robiąc mu czekoladę.
Jun
-nie wiem czemu ale sądzę że byłbyś szczęśliwy występując na scenie.-dopił herbatę.-w takim razie nie będę ci przesądzał. Odpoczywaj i pilnuj posiłków.
-jasne tylko wiesz...już mi maluch powiedział że zabraniasz mu bawić się ogniem...a jakby nie patrzec ja w jego wieku robiłam wiele rzeczy w kuchni. Pod nadzorem ale robiłem. Kuchenka jest bezpieczna więc nic mu się nie stanie. Trochę za bardzo się boisz.-spojrzał na niego.-Yuya chce zostać kucharzem...zaproponowałem mu założenie zeszytu z przepisami więc cóż...mus się pewnie też tam znajdzie.
Jun
-jasne że bym przyjechał. Na koncert przyjaciela zawsze. I zabralbym Ryu...-uśmiechnął się siadają powrotem.-ok...jeszcze chwilę zostanę.
-mhm rozumiem. Maluch powiedział że zabroniłeś mu się bawić ogniem i zabrzmiało to tak jakbyś w ogóle mu zakazał. Również nie chce żeby póki co sam próbował.-zgodził się z jm podając mu kubek.-był szczęśliwy kiedy mówił że chce zostać kucharzem. Powiedział że będzie mam wtedy gotowal pyszne rzeczy.-uśmiechnął się lekko.
Jun
-jaka lista? O co chodzi?-spytał nie bardzo rozumiejąc.
-ja jestem cukiernikiem a nie kucharzem. Marzenia to dobra rzecz. Ja sam równie wcześnie wiedziałem co chce robić...zajdzie daleko.-powiedział opierając się plecami o blat.-najważniejsze żeby był szczęśliwy.
Jun
-to powinno być w pierwszej dziesiątce...-skarcil go marszczac brwi.-jeśli można spytać, ci jest na pierwszej pozycji?
-no nie wiem...z takim wujkiem co ciągle sobie nadwyreza zdrowie?-uniósł brwi.-na pewno pójdę. Żałuję że nie zobaczyłem tego, wiem jak mały się cieszył. Dużo mnie ominęło.-westchnął.
Jun
-hmmm ...jaki wzorowy tatuś.-zaśmiał się.-ale żeby go wychować musisz być dla niego przykładem a nie...mieć wyniszczenie organizmu.
-a daj spokój. Czasem nie rozumiem czemu to właśnie mnie nazywa tatą. W końcu to ty go przygarnales, uratowałeś, mieszka z tobą i w ogóle można by wymieniać dalej.-wzruszył ramionami.
Jun
-ok już milkne. Nawet słowem się na ten temat nie odezwę. Ganbare głupi braciszku.-poklepal go po ramieniu.
-nie obraziłbym się...-zaśmiał się dochodząc do wniosku że Yuya i Tomo mają czasem podobny tok myślenia.-no cóż mały ma rację. Nie może mieć dwóch tatusiow...więc czemu obaj nie zostaliśmy wujkami?-uniósł brwi.
Jun
-rzuciłem tamtą robotę więc raczej nie będę tam jeździł...chyba że prośba profesora to wtedy ewentualnie. I staram się regularnie odwiedzać Mike więc...na początku przyszłego miesiąca. A co masz jakąś sprawę w Tokio?
-ach...no cóż. Nie dziwię mu się. Dla chłopca to ważne mieć ojca, kogoś kto będzie wzorem. Jesteśmy rodziną mimo wszystko. Kochanie zaraz będzie czekolada noo...dosłownie już ci ją daje.-mruknął przelewajac czekoladę do kubeczka który podał chłopakowi.
Jun
-mogę po nią zadzwonić. Albo możemy pojechać kiedy chcesz.-zaproponował od razu.-chociaż to dziwne że ci nie smakuje. Może zacznij jeść jakieś swoje ulubione dania?
-spokooojnie. On jest moim ukochanym maluchem...-przerwało mu pukanie do drzwi które od razu poszedł otworzyć. Stanął w nich Yuya i ojciec Takano.
-odebrałem go ze szkoły i pomoglem z lekcjami. Obiad też zjadł...więc przyszedłem go odwieźć di was.
-dzięki tato. Chcesz wejść?
-nieee...mówiłem się że znajomym.-powiedział wracając do samochodu.
-jak było w szkole?-spytał Takano chłopca zabierając jego plecak.
Jun
-żebra ci widać...i bez urazy ale to jest okropne. No to pojedziemy. Porozmawiaj też o tym z Takano...może on ci to chociaż po części wybije z głowy?
-piękna...sam ją zrobiłeś?-pochwalił go oglądając owieczke ze wszystkich stron.-jest śliczna. Masz talent do takich rzeczy.-pokiwal głową z uznaniem i przytulil chłopca do siebie.-będzie ci przeszkadzać jeśli powiem że mam zdolnego synka?
Jun
-ech w takim razie jedziemy jak najszybciej. Jakoś musisz zrozumieć że tak jak teraz wyglądsz okropnie i musisz przytyc. Żeby jedzenie sprawiało ci przyjemność.
-wspaniały prezent. Kochany jesteś.-zmierzwil mu włosy.-a wiesz że dziadzius projektuje zabawki? Spodobała mu się kaczuszka?-spytał zaraz chłopa nadal oglądając swojego baranka.-a babci ci dałeś?
Jun
-oki nie ma sprawy, zorganizuje sobie kilka dni wolnych.-obiecał.
-kroliczek też będzie sliczny...-uśmiechnął się do chłopca.-pokaże ci, zrobimy sobie taką wycieczkę jak ostatnio i będziemy się fajnie bawić.-obiecał mu a przy następnym pytaniu trochę się zastanawiając.-wiesz...ja bym mógł z tobą pójść ale wujek jest zmęczony...-powiedział patrząc na Tomo.
Jun
-zauważenia tego to duży krok. Nie masz za to przepraszać. Pojedziemy w przyszłym tygodniu i Mika ci pomoże.
[dobranoc ^^]
-no cóż...chyba bardzo ci na tym zależy...dobrze taki układ może być.-zgodził się z uśmiechem i zmierzwil maluchowi włosy.-ale najpierw lec się przebrać na górę. A ty Tomo zjedz płatki z mlekiem ok?-powiedział wstając żeby też się przebrać.
Jun
-na prawdę nie ma za co. Zobaczysz wszystko się ułoży. Mika ci pomoże i potem to już będzie z górki.-uśmiechnął się lekko.
[oooj...ja się budze ale potem zasypiam.]
Takano przebral się w przeniesione do chłopaka jeansy i koszulkę.
-ok...no to idziemy. Prowadź maluchu gdzie będziemy grać.-poprosił łapiąc go za rękę.
Jun
-idź, nie pytaj mnie o takie rzeczy. Odpoczywaj a już wrócę do siebie.-powiedział z zamiarem wstania z kanapy.
-postrzelamy.-zgodził się entuzjastycznie od razu stając na bramce. Uśmiechnął się do chłopca zachęcająco.-Tomo, skarbie tylko nie rób za wielu tych zdjęć.-zaśmiał się jeszcze.
Jun
-zawsze do usług.-powiedział ba pożegnanie i wyszedł.
Wzruszyl tylko ramionami i zaczął grać z chłopcem. Niektóre strzały przepuszczal niektóre nie. W końcu podbiegł do niego i zaczął się z nim kiwac później łapiąc go od tyłu i podnosząc do góry.
Jun
-ok...jedziemy pociągiem tak?-spytał kiedy podjechał po niego samochodem.-Takano zgodził się bez problemów?
-będziemy grali jak tylko będziemy mieli czas.-zgodził się.-może następnym razem zagramy z Maksiem? Na pewno będzie wtedy jeszcze lepsza zabawa.-uśmiechnął się.
Jun
-dobrze. Więc prześpij się i za parę godzin będziemy.-powiedział i odjechał.
-dobrze, wszystkim się tutaj zajme. Zadzwoń jak już dojedziesz.-uśmiechnął się do niego.-chce dla ciebie jak najlepiej. Jeśli czujesz że chcesz jechać do jedź.-wziął aparat i złapał chłopca za rękę.-jedziesz sam czy z kimś?
Jun
Kiedy dojechali od razu zaparkowal przed domem Miki zaczął budzić chłopaka.
-Tomo już jesteśmy na miejscu.-powiedział wychodząc z samochodu.
-rozumiem. Mam nadzieje że ona ci pomoże. Zajmę się tutaj wszystkim więc nie masz się o co martwić będzie dobrze.-objął go lekko powoli idąc w kierunku domu. Cały czas pilnował Yuyi który szedł przed nimi kopiąc piłkę.
Jun
-no bierz torbę i idziemy.-powiedział zamykając samochód i pukajac do drzwi Miki. Kobieta szybko im otworzyła i wpuściła do środka. Poleciła im usiąść w salonie a sama poszła zrobić herbatę.
-dobrze skarbie. Przecież to wcale nie będzie tak długo. Mamy telefony i jeśli będziemy potrzebowali rozmowy zawsze możemy zadzwonić.-uśmiechnął się.-Yuya nie oddalaj się za bardzo.
Jun
-no spokojnie nie musisz się krępować.-zapewnił chłopaka. Kobieta po chwili postawiła przed nimi herbatę i usiadła na fotelu.
-co tam u Ryu?-zwróciła się do Juna.
-nic nowego...czuje się dobrze.
-będzie dobrze. Na pewno się uda. A jak wrócisz to pamiętaj że twoja kolej żeby zaplanować randkę.-zaśmiał się.-będę dzwonił...ale lepiej żebyś ty dzwonił bo nie chce ci w niczym przerywać.-dał mu calusa w policzek a chłopiec czekał już na nich pod domem.
Jun
-zbyt bezpośrednia...-mruknął pod nosem.-przecież wiesz że jest młody i w ogóle...-zaczął trochę kręcąc.-tak działamy. Nie często ale jest coraz lepiej. Coraz mniej się boi.-odpowiedział na pytanie.
-nie będę krzyczał, będę się cieszył...-powiedział a zaraz podbiegł otwierając chłopcu drzwi.-kochanie? Po prostu staraj się...powoli wszystko się poprawi.-powiedział zamykając za nim drzwi.
Jun
-dlatego ja herbaty póki co nie ruszam.-westchnął na to że chłopak się zachlysnal.-to jak się kochamy to sprawa prywatna. Co was ton ogóle tak ciekawi?-wywrócił oczyma.-normalnie, jak to ujęłaś pospolicie. Przecież to jeszcze dzieciak...dopiero zaczyna...nie bede szalał.-funkął.
Od razu go złapał i zmartwiony zaniósł go do sypialni. Uspokoił Yuye że nic się nie stało i zaproponował grę w chińczyka.
Jun
-ech kobieto! Normalnie....kurde co cię to interesuje? Tak patrzę mu w oczy!-westchnął.-a ty nie dramatyzuj. Nie umrzesz i uprzejmie ci przypominam że masz dla kogo żyć więc się ucisz.-mruknął trochę zirytowany tymi pytaniami.
-no zrobimy. Zapiszemy ci pierwszy przepis.-zgodził się idąc z nim do kuchni i najpierw dając mu przepis do przepisania.-damy je potem Tomo, ok? I zrobimy mu tosta jak się obudzi...
Jun
-nie musisz...doskonale pamiętam że kazałem ci się zabić...-mruknął odwracajac wzrok.-w każdym razie...zostawić was samych?
-nic mu nie będzie maluchu. Wiem że go kochasz...na pewno nic mu nie będzie. Wyzdrowieje i nauczymy cię pływać.-uśmiechnął się do chłopca.-a teraz ładnie czytaj co mam za składniki przygotować.
Jun
-ok...nie będę proponował pomocy przy obiedzie.-zaśmiał się.-jutro pójdę na grób mamy a wy będziecie mogli sobie porozmawiać.
-ok maluchu...teraz trzeba roztopic czekoladę.-powiedział dając czekoladę do kąpieli wodnej i powoli ją mieszając.-z czym mają być czekoladki?
Jun
-nie bój się Tomo, będzie dobrze. Mika spokojnie jej pomoże tylko jak już ci mówiłem musisz przestać być taki uparty.
-odbierz kochany tylko uważaj, dobrze? Chcesz żeby pomarańcze były w formie musu czy w kawałkach?-spytał od razu kiedy powoli kończył topić czekolade.
Jun
-tak wiem...to już duży krok.-objął go delikatnie.-spokojnie. Nie masz się co stresowac. Wszytsko będzie dobrze. Nie panikuj jesteś bezpieczny.-zapewnił.
-mogą być kochany. Jak obierzesz to weźmiesz blender i zrobisz mus.-powiedział kończąc topic czekoladę i mieszając ją z cukrem i śmietanka.
Jun
-wiem. Doskonale wiem że chcesz żeby się poprawiło. Mika ci pomoże. Wrócisz do domu i pochwalisz się Takano. Na pewno tak będzie.-uśmiechnął się tulac go do siebie.
-dokładnie tak. Zakrec wieczko i nacisnij guzik.-powiedział cały czas go kontrolując.-ok już gotowe. Teraz tylko daj foremki.-poprosił gaszac ogień pod masą z czekolady
Jun
-zobaczysz. Będzie dobrze.-poklepal go po ramieniu.-wszystko się ułoży.
Sam zabrał się za nakładanie czekoladek i musu. Wszystko włożył do lodówki i uśmiechnął się do chłopca.-za dwie godziny będą gotowe.-powiedział idąc sprawdzić co z Tomo.
Jun
-na krecenie się w głowie mamy to.-Mika podała mu talerz z jedzeniem następny dając Junowi ktorybod razu zaczął jeść.
-Tomo? Skarbie...-westchnął i wszedł wracając z pokrojonym jablkiem.-skarbie zjedz coś. Proszę zjedz.-usiadł na brzegu łóżka trochę smutny.
Jun
-jedz. Tomo musisz jeść...-zaczął.-zjedz ile będziesz mógł ale nie za mało...-poprosił.
-kochanie...ja wiem że nie chciałeś. Zjedz proszę i...odpocznij. Mam nadzieje że ta psycholog ci pomoże. Kochanie to nie może być tak że tracisz przytomność. Martwię się. Nie chcę cię stracić.
Jun
-no już spokojnie....
-Tomo-chan. Zjedz tyle ile będziesz mógł.-Mika usmiechnela się lekko i wyszła zaraz przynosząc herbaty.-może lykaj tabletki zwiększające apetyt? Stosuje się je przy anoreksji...
-to bardzo źle. Bardzo. Kochanie...twój organizm...nie wytrzymuje tej odrobiny ruchu. Więc kochanie musisz jeść więcej. Odrobinę. Ale musisz. -powiedział i widać było że się martwi.
Jun
-tabletki zwiększające apetyt zazwyczaj się przepisuje. Działa. Można by spróbować. Jedna dziennie i po sprawie. Przez około dwa do trzech miesięcy.
-jakoś sobie z tym poradzimy. Będzie dobrze. Pomogę ci.-przytulil go i zaczął głaskać po plecach.-będzie dobrze. Pojedziesz do psycholog i wszystko się ułoży.
Jun
-Hmmm nie sądzę. Daje się je dzieciom które nie jedzą. A skoro są dla dzieci to nie uzależniają.-powiedziala z uśmiechem.-a skoro mdlejesz to sądzę że takie tabletki będą ok żeby zwiększyć ci apetyt. Rozepcha się żołądek i potem będzie z górki. Nie powinieneś też wymiotowac.
-będzie dobrze.-szepnął jeszcze po czym ucałował delikatnie.-zostawię jabłko jak coś go zjedz jeszcze. To tylko jedno jabłko. Poczytaj sobie coś. Razem z Yuya robiliśmy czekoladki. Spróbujesz?
Jun
-zawsze warto. Mam siostrzenca niejadka. Tabletki na niego działają. I teraz już ich nie bierze i je normalnie.-wzruszyła ramionami.
-mały się o ciebie martwi. Powiedziałem mu że po prostu byłeś zmęczony i zasnąłeś ale..martwi się.-powiedział poprawiając mu poduszkę.-podać ci jakąś książkę?
Jun
-Tomo jeśli się boisz uzależnić to przecież można znaleźć inny sposób. Prawda, Mika?
-można oczywiście. Tylko no będzie to dłużej trwało i widzę że on nie może w siebie nic wcisnąć...
-zostanę. Zostanę jak długo będziesz chciał.-zapewnił.-i zajmę się małym. On bardzo cię kocha...więc postaraj się jak najszybciej wyzdrowieć.-poprosił tulac go lekko.
Jun
-no więc...nadal byśmy próbowali rozepchac ci żołądek, żebyś zaczął więcej jeść. Ale podeszlibysmy cię bardziej psychologicznie.-wzruszyła ramionami chcąc wykorzystać placebo.
-wiem kochanie. Wiem że się starasz. Jeśli będziesz chciał to z tobą pojadę. Już mówiłem że cj z tym pomogę.-dał mu calusa w czoło.-będę cię wspierał jak tylko mogę.
Jun
-spojrzała na rozpiske. Trochę ją zmienimy jeśli się nie obrazisz. Zaczniemy od jutra. Po prostu Jun nie uwzględnił że masz skurczony żołądek. Nie myslales nad pójściem do dietetyka?-spytała z lekkim uśmiechem. Już tylko poklepal go po ramieniu ze zrozumieniem.
-nie przepraszaj. W końcu się ułoży.-oddał calusa ale odsunął się od niego trochę jak chłopiec wszedł do pokoju.-my ciebie też kochamy.-przytulil go lekko.
Jun
-a gdzie tam. Na pewno by cię nie wysłali. Dietetyk zrobiłby ci profesjonalną rozpiske i zrobił dietę która by pomogła. No cóż...znam się trochę na tym więc zrobimy tyle ile będziemy mogli. Nam nadzieje że pomoże. A zaraz zrobię ci kisiel...tak na poprawę apetytu i humoru. Co ty na to?
-to będzie ok? Bo obiecalismy ci że nie będziemy tak przy tobie...-zauważył dając im obu buziaka w policzek.-ale skoro pozwalasz...
Jun
-Hmmm ok. Wybierzesz sobie smak.-usmiehchnela się do niego.-a czujesz się już tutaj lepiej?
-nie będziemy.-zmierzwil mu włosy i przytulil obejmując ich obu.-będziemy grzeczni. A jak coś będzie ci przeszkadzało to powiedz.-powiedział uśmiechając się lekko.
Jun
-no chociaż to trochę.-usmiechnela się.-chcecie osobne pokoje?
-nie będziemy.-zmierzwil mu włosy i przytulil obejmując ich obu.-będziemy grzeczni. A jak coś będzie ci przeszkadzało to powiedz.-powiedział uśmiechając się lekko.
Jun
-no chociaż to trochę.-usmiechnela się.-chcecie osobne pokoje?
-ej kotek jak ci nie smakuje to oddawaj i nie mecz chłopaka bo się stresuje.-zaśmiał się biorąc jedną z miseczki.-pyszne nam wyszły.-stwierdził z uśmiechem biorąc sobie jeszcze jedną.
Jun
-ok. Jun ulokujcie się w twoim pokoju i potem Tomo-chan zje kisielek.
-chodź Tomo.-powiedział wstając.
-musik sam robiłem.-powiedział chłopiec znów wchodząc do nich do łóżka.
-i wyszły pyszne kochanie.
-dziękuje.-uśmiechnął się tulac się do nich obu.
Jun
-mieszkałem tutaj dobry rok jak uciekłem od ojca...Mika dopiero zaczynała. Była bardzo młoda.-uśmiechnął się lekko.-no mój pokój...
-będziesz wspaniałym kucharzem...w końcu mój kochany synek.-dał mu calusa.-zdjęcia to dobru pomysł. Jak już się wylezysz z nami to pokażesz książkę...ok?
Jun
-normalny. Taki zwykły. Jej mąż trochę kręcił później nosem ale ogólnie się zgodził. Nie przepada za mną więc wyjeżdża jak mam zamiar przyjechać.
-no jasne że wyszła. Jak niby miała nie wyjść z tak pyszny musem?-spytał z uśmiechem.-następny przepis dostaniesz od wujka. Tylko ładnie go popros.
Jun
-nie za duża na ciebie ta bluza?-spytał również się przebierając i kładąc sena chwilę na łóżku.
-Więc jak wujek poczuje się lepiej to zrobicie razem pyszne naleśniki i ja je spróbuję.-przytulił ich obu.-a teraz zostawimy wujka żeby odpoczął i pogramy w jakąś grę, dobrze?-spytał patrząc na chłopca.
Jun
-Więc nie twoja, tak? W takim razie nie tylko mi bluza zniknęła w magicznych okolicznościach.-zaśmiał się.
-No dobrze już dobrze.-westchnął wychodząc i siadając z laptopem na kolanach żeby zająć się wstawianiem projektów na stronę cukierni.
Jun
-Słabo?-od razu wstał z łóżka i wziął go na ręce.-jesteś lżejszy niż Ryu głupolu. Idziesz coś zjeść.-mruknął.-Mika!-zawołał wchodząc do salonu i widząc kobietę która akurat obierała pomarańczkę.-o akurat...Tomo się słabo zrobiło i...
-i jak zwykle spanikowałeś.-dokończyła.-Proszę Tomo-chan.-spokojnie podała mu kawałek pomarańczy.
-Jasne, czemu nie.-zgodził się kończąc ostatnie rzeczy na stronie i patrząc na chłopca.-na jutro?-spytał po chwili milknąc.-A co ty taki czerwony?-spytał z uśmiechem.
Jun
-Jedz.-poprosiła.-Na prawdę mój drogi, jak jest ci słabo to zaczyna być niebezpiecznie dla twojego już nie tylko zdrowia ale też życia. Jun? Napiszę ci listę zakupów i polecisz do sklepu. To już nie siedzi tylko w głowie...
-Jasne tylko się przebiorę...
-zrobimy mój drogi...za chwilę zrobimy takie dobre z czekoladą. A kto to jest Mayako?-spytał z uśmiechem wyłączając laptopa.
Jun
-No to zjesz jeszcze trochę. I zostają nam tabletki. Chciałam z nich zrezygnować ale...skoro mdlejesz to trzeba szybko wrócić ci minimum trzy kilo. Jak długo możesz tu zostać?
-Mhmmmm...no to wszystko jasne. Zrobimy najpyszniejsze, najwspanialsze muffinki na świecie.-zmierzwił mu włosy.-Chcesz jej powiedzieć co czujesz?
Jun
-Miesiąc minimum. Jun musiałby wrócić wcześniej, wolałabym żebyś ty został. Jeśli mam ci pomóc musiałbyś tu zostać. Mój mąż chwilowo mieszka za granicą więc o to nie musisz się obawiać. Więc jak?
-No rozumiem maluchu...ale powinieneś powiedzieć. Kiedy będziesz gotowy.-zmierzwił mu włoski.-Rada ode mnie. Nigdy nie wstydź się swoich uczuć. Jeśli kogoś kochasz to powinieneś tej osobie to powiedzieć. I być szczerym ze sobą.-uśmiechnął się i wstał.
Jun
-Halo? Z tej strony Mika.
-Dzień dobry. Co z nim?
-Wszystko dobrze...no może nie wszystko ale mam pomysł jak mu pomóc. Jego organizm nie jest w najlepszej kondycji...musiałby zostać miesiąc...
-Aż tyle? Rozumiem...jeśli to mu pomoże...
-Wtedy...wtedy...-zatrzymał się i ukucnął przy nim.-Wtedy musisz zrobić to co podpowiada ci serce. Jeśli bardzo ją kochasz możesz zostać jej przyjacielem i sprawić żeby cię polubiła. Ale powoli. Yuya po prostu bądź sobą. Jesteś wspaniałym, miłym chłopcem.
Jun
Kobieta się rozłączyła i westchnęła patrząc na chłopaka. Pomyślała że będzie ciężko po czym odebrała od Juna zakupy.
-Co z nim? Bardzo źle?-spytał ją.
-Jasne, że możesz. Zakoleguj się i pokaż się ze swojej najlepszej trony.-uśmiechnął się.-Nie będę się śmiał. Każdy przeżywał pierwszą miłość. i wiem jakie to wspaniałe uczucie.
Jun
-Mika...ale mu pomożesz? Kupiłem te tabletki o które prosiłaś i to całe jedzenie...zajmij się nim. On teraz ma rodzinę, tak jak ja w końcu ją ma. Pomóż mu...-popatrzył na nią błagalnie.
-Będzie dobrze. A teraz do kuchni i zapisuj kolejny przepis.-uśmiechnął się i podał mu kolejny przepis do zapisania.
Jun
-Hmmm więc, miał parę wypadków ale potem zawsze było ok...ostatnio było małe zamieszanie z jego wujkiem, mówiłem ci o nim. Jego chłopak został porwany i był w sporym niebezpieczeństwie. Był oparzony i to nieźle, potem miał mało czasu na cokolwiek i się przemęczał...więcej nie wiem.
Półtorej godziny później wyjmowali gotowe muffinki z piekarnika.
-Chcesz je jakoś ładnie zapakować?-spytał chłopca kiedy odstawili babeczki do wystygnięcia.
Jun
-Zostanę. Pomogę jak tylko będę mógł, ale nie mogę zostawać za długo. Może niech jego chłopak przyjedzie chociaż na tydzień?-zaproponował kobiecie.
-A może zrobimy ozdobne pudełeczko?-zaproponował takie rozwiązanie.
Jun
-To dobrze, wiesz że sam mam masę roboty i nie mogę na długo wyjeżdżać.-powiedział wzdychając lekko.
[dobranoc ^^]
-no takie małe pudełka. Potrzebne będzie pudełko po butach, kolorowe kartki, papier ozdobny i wstążki. I klej.-powiedział.-przynieś do salonu i zaraz się tym zajmiemy.-powiedział z uśmiechem.-jak się czujesz? Powinieneś odpocząć.
Jun
-będę dzwonił. Pamiętam że zajęło mimo że to ja sam przyszedłem po pomoc. Po tym miesiącu będę go pilnował. Jego chłopak pewnie też będzie. Mam nadzieje że ci się uda.-uśmiechnął nie lekko.
-no dobrze. Chyba nie mam nic do powiedzenia.-oddał calusa i zaczął pomagać chłopcu z pudełkiem na babeczki.
Jun
-przekaże do Takano...i mamie Tomo. Proszę tylko żebyś zrobiła co w twojej mocy żeby mu pomóc. Żeby z tego wyszedł. Ja wiem że da radę. Poradził sobie z narkotykami i alkoholem...jestem pewny że z tym też da radę.-westchnął cicho.
-będzie piękne bo od serca co Yuya?-uśmiechnął się do malucha podając mu kokarde.-i jutro jej dasz. Chcesz jakoś ozdobic mufinki?
Jun
-dasz radę. Tam w Yukan czeka ba ciebie rodzina. Martwią się o ciebie i chcą ujrzeć ciebie zdrowego. Mika ci pomoże...zaufaj jej. Tomo...jeszcze jeden kilogram w dół i po tobie. Nie rób sobie tego. Walcz.
-więc będą z pysznym lukrem.-zgodził się pomagając mu zrobić ostatnie poprawki przy pudełku.-ok maluchu a teraz ostatni punkt czyli lukier.-poszedł do kuchni i po chwili podał mu szpryce z lukrem.
Jun
Wziął go ba ręce i zaniósł z powrotem do salonu. Podsunął mu wagę blisko kanapy i zniecierpliwiony patrzył ba ekran. W myślach błagał żeby nie było mniej.
-mhm...-stanal za nim i trzymając ręce na jego dłoniach pomógł mu ozdobic pierwsza mufinke.-o tak. Rozuniesz?
Jun
-jak mam na niego nie krzyczeć?-niemalże warknal.-Tomo kurde...jak to jest że ta cholerna waga ciągle ci spada? Musisz zaufać Mice...ona ci pomoże. Jeśli w przeciągu miesiąca się nie poprawi...to idziesz to szpitala. Tomo nie możesz zostawić swojej rodziny. Postaraj się zaufać Mice.-powiedział starając się być opanowanym.
-nie ma za co. Idź zanieś jedną Tomo a ja resztę przyniosę do zapakowania.-przytulił go i zmierzwil włosy zaraz niosąc babeczki do salonu.
Jun
-a na razie staraj się żeby jednak się poprawiło. Są osoby które na ciebie czekają. Nie zawiedz ich. Ja zostanę tutaj jeszcze tydzień. Później pewnie odwiedzi cię Takano. Nie wiem ile zostanie bo przecież macie Yuye...ale daj z siebie wszystko że sie poprawilo.
Takano zostawił Yuye i babci a sam pojechał do Tokio. Pojechał za instrukcjami Juna i juz po chwili pukal do drzwi domu Miki.
Jun
-i masz jeść...-mruknął dobity mężczyzna.staraj się nie zwymiotiwac...i w ogóle...-mruknął sięgając po jabłko.
-a jak waga? Zwiększyła się chociaż odrobinę?-spytał klepiac kobietę po ramieniu. Zdjął buty i wszedł do środka.-śpi czy po prostu leży?-dodał wchodząc wgląd domu.
Jun
Mężczyzna uśmiechnął się do niego lekko.
-może obejrzymy jakiś film?-zaproponował.
-w tydzień? Nie jest źle. Dziękuje że mu pomagasz.-powiedział sklaniajac się lekko i idąc we wskazanym przez kobietę kierunku. Zapukał do drzwi i wszedł z lekkim uśmiechem.-hej skarbie.
Jun
Zgodził się na lekki film i śmiał się co chwilę z zabawniejszych scen pomimo że znał fiok prawie na pamięć.
-nie przepraszaj. Słyszałem że udało firmie trochę przytyc.-położył się obok niego żeby chłopak nie musiał wykonywać za wielu ruchów.-zostaje na tydzień. Będę tutaj cały tydzień. Później Jun mnie zmieni a później znów ja.-wyjaśnił plan.-ja ciebie też bardzo kocham.
-wiesz skarbie domyślam się że nie wolno. Nawet nie chciałem proponować...przecież wtedy spalają się kalorie a one są ci przecież potrzebne.-zauważył również muskajac jego usta.-będzie dobrze skoro waga wie zwiększa ti będzie dobrze.-powiedział będąc dobrej myśli.
-zobaczysz wsztsko się ułoży. Yuya został u twojej mamy więc nie ma się co martwić. Ma blisko do szkoly i w ogóle. A ja przez cały tydzień będę się tobą zajmował. Na pewno ci pomogę.-dał mu calusa.-kocham cię.
-maluch sobie rodzi świetnie. Razem z Maksem odrabiaja lekcję i się zaprzyjazniaja. Nowa szkola dobrze im robi. Radziłem siebie jakiś jak ciebie nie było a teraz ba tydzień jest zamknięta.-wyjaśnił wszystko.
[dobranoc ^^]
-my za tobą też.-powiedział tylko i dał mu zasnąć. Glaskal go po włosach a kiedy kobieta weszła wziął herbatę i poszedł za nią salonu.-o czym chcialabys porozmawiać?-spytał spokojnie.
Pokiwal spokojnie głową i wziął łyk herbaty.
-postaram się go pilnować. To nie jest łatwe bo to uparciuch jakich mało ale będę go pilnował. Wiem że nie czuje głodu ale...on jakoś specjalnie nigdy go nie czuł. Bynajmniej nie pamiętam żeby tak było...-wzruszył lekko ramionami.
-rozumiem. Wiem że do najłatwiejszych nie należy ale...wierze w niego. Wiem że chce sobie z tym poradzić więc sądzę że jakoś damy radę dobić do poprawnej wagi. A później wystarczy że ją utrzymany.-uśmiechnął się.-co ile go ważysz?
-co tydzień...dobrze. Jak wróci do domu postaram się to też zostawić. Żeby kontrolować jego wagę.-wziął opakowanie tabletek i uważnie przejrzał ulotkę.-znam je. Dostają je dzieci...więc chyba nie powinny go uzależnić.
-mhm rozumiem. Będę go pilnował że wszystkim jak juz wrócę do domu. Po prostu jakiś czas będę mieszkał u niego. A wszystko wyjaśnisz mi dokładniej jak już będzie miał wracać. Póki co postaram się pomoc jak tylko mogę.-obiecał biorąc łyk herbaty.
-chociaż tyle mogłem zrobić na początek.-uśmiechnął się do niej.-w przyszłym tygodniu przyjedzie Jun. Nie mogę zostawiać dziecka i cukierni na zbyt długo.-wyjaśnił wstając.-a teraz wybacz, pójdę do niego na chwilę.
Wszedł do niego do łóżka i przytulil lekko. Patrzył na jego spiaca twarz i głaskał go włosach i policzku. Ten tydzień żył w niepewności pomimo telefonów i teraz mając go przy sobie trochę się uspokoił.
-zostawię ci kochanie a tą która masz zabiore do prania.-obiecał i dał mu calusa w czoło.-a póki co będę przy tobie cały tydzień. I przywiozłem ci pande. Jest w samochodzie.-uśmiechnął się lekko.
-naprawdę. I panda pachnie mną.-dodał dając mu calusa w policzek.-tęskniłes? Ale przecież rozmawialiśmy przez telefon. Codziennie rozmawialiśmy.-zauważył spokojnie.
-ale teraz już jestem przy tobie. Wybacz że nie byłem kiedy mnie potrzebowałeś ale teraz już jestem. Możesz korzystać przez tydzień.-zaśmiał się tym razem calujac go w usta.
-cieszę się.-uśmiechnął się lekko.-jak się czujesz?-spytał cicho
-Tomo-chan? Obiadek.-Mika stanęła w drzwiach i zawołała ich obu na posiłek.
-chodź kochanie...
-tak jak zwykle.-kobieta podała mu talerz drugi stawiając przed Takano. Usiadła z trzecim i życzyła im smacznego.
-Pyszne. Dobrze gotujesz.
-aj tam zaraz mistrzem...to nic wielkiego.-zaśmiał się cicho.-skarbie...nie baw się jedzeniem...-wywrócił oczyma.-może mógłbym zrobić jakiś deser...ale jutro.
-bawisz slonko...-westchnął cicho.-oj czekolada to swoją drogą. Zrobię ciasto czekoladowe.-zaproponował jedząc swoją porcję.
-nie bede robił dużo ale tak do pojedzenia.-uśmiechnął się i skończył jesć.-pozmywam...-zaproponował zbierając puste naczynia i idąc je umyć.
-to pochowam.-powiedział chowając naczynia do zmywarki.-będę go nosił. Jeśli Tomo chce wyjść to nie mam nic przeciwko. Taki mały spacerek przecież nam nie zaszkodzi.-uśmiechnął się wracając na swoje miejsce.
-no brawo skarbie. Chodź na spacer.-uśmiechnął się biorąc go na barana. Ubrał buty sobie i chłopakowi i wyszedł.-um to...gdzie chcesz iść?-spytał.
-lekki jak piórko. Już ci z resztą mówiłem że jestem silniejszy niż na to wyglądam. Mogę cię nosić nawet cały dzień.-zaśmiał się idąc do pobliskiego parku.
-ja też tesknilem kochanie. Yuya też za tobą tęskni ale sobie oboje radzimy. Nie zostawiam go często a mały rozumial że jadę żeby cię wesprzeć i że pewnie też tesknisz.-uśmiechnął się lekko.-wszystko się ułoży.
-mhm...ale póki ci jest dobrze. Tyjesz i w ogóle. Będzie dobrze. Nie martw się i nie denerwuj a wszystko będzie dobrze. Wierze że tak będzie.-poprawił go sobie na plecach.
-zapytam kochanie. Zapytam a jak się zgodzi to zrobię. Wiem jak ją lubisz więc zabrałem wszystko co potrzebne. I twój notes z tekstami i gitarę. I teczkę. I skończyłem rysunek naszej trójki pokaże ci go później.
-oczywiście że pomyślałem. Kocham cię i chce żebyś był tutaj jak najspokojniejszy.-uśmiechnął się lekko i dał calusa.-zostawię ci rysunek. I co tylko będziesz chciał.
-będziemy się tulic. Kupiłem perfumy i masz próbkę przy pandzie jakbyś za zapachem tęsknić.-uśmiechnął się.-będę cię tulil, całował i śpiewał. I wszystko ci chcesz.-zapewnił.
-twój, tylko twój.-zaśmiał się cicho.-no może i najlepiej na mnie ale tak jakby co to masz przy pandzie.-dał mu calusa i przytulil biorąc go na kolana.
-ale masz tą większą część przeznaczona tylko dla siebie.-zaśmiał się cicho. Tulil go do siebie delikatnie.-mój kochany. Mój...
-zawsze na zawsze.-zaśmiał się dając mu calusa.-ładnie tu. Nigdy nie byłem w tej często Tokio. Jak szybko chcesz wracać do domu?
-nie przepraszaj gluptasku. Mogę cię ponosić mów będziesz chciał.-powiedział wstają i znów biorąc go na plecy.-Yuya zaprzyjaźnił się z tą dziewczynka która mu się podoba. Oczywiście nadal przyjaźni się z Maksem. Nocuja u siebie nawzajem w weekendy.-opowiedział trochę co się dzieje w domu.
-właśnie zebranie...jest w przyszłym tygodniu. Obawiam się trochę nie wiem co robić.-zaśmiał się.-ale mały na prawdę lubi tą szkole. Wioze ich obu rano i odbieram. Uzgodnilem z Ayu że ten jeden tydzień będzie wozila Maksa. A mój ojciec odwiedza resztę mojego rodzeństwa.-opowiadał spokojnie dalej.
-bardzo zabawne kochanie. W każdym razie maluch na prawdę się stara. Robimy razem lekcję i przynosi dobre oceny. Trzymają się z Maksem razem ale też bawią z innymi. Ta szkoła jest dla niego lepsza i się stara...więc ja też się postaram na zebraniu. Jak na dobrego tatusia przystało.-zaśmiał się wciąż trochę dziwnie się z tym czując.
-nie zapomnę. Niedługo pewnie pójdzie z babcia.-uśmiechnął się poprawiając go sobie na plecach.-tak sądzisz? Wiesz ja nie widzę zmian. W wolnym czasie trochę cwicze. Nie dużo ale tak trochę. Żebyś mi nie marudzil że cię nie uniose. Mam hantelki, robię brzuszki i biegam z psami po plaży.
-wiesz co skarbie....chyba nie rozumiem. W jakimś aspekcie stałem się bardziej męski? Mógłbyś mi to wyjaśnić?-spytał idąc spokojnie dalej.
-no coż nie do końca rozumiem...ale skoro tak mówisz.-wzruszył ramionami.-czyżby pociągało cię to że jestem opiekuńczym tatusiem?-zaśmiał się cicho.
-ooo możesz komplementowac dalej.-zaśmiał się.-ale tak...dla was obu zrobiłbym wszystko.-zgodził się spokojnie.-no ale skoro ze mnie taki seksowny tatuś to może odpuszcze zebranie? Z tego co wiem to chyba będę tak jedynyn tatusiem bo zwykle chodzą mamy...-zauważył.
-mou...po prostu...sam wśród tylu kobiet. To nie dla mnie. Nawet na studiach miałem na roku wielu chłopaków...-zamarudzil.-pewnie sobie poradzę ale stres jest.
-no jasne śpiąca królewno. Nie spać, zwiedzać.-zaśmiał się zawracajac już w stronę domu.-zaraz się polozysz a na razie nie spij.-poprosił.
-jasne kotus.-zaśmiał się.-razem z Yuya trochę gotujemy. Staram się jak najczęściej z nie gotować. Maluch zapisuje każdy przepis. Nie ważne czy to obiad, śniadanie, kolacja czy deser. Gotujemy razem a in bardzo pomaga.-powiedział jeszcze trochę.
-już raz zrobił. Co prawda nie prosiłem go on to ale zwalil mnie z łóżka krzycząc żebym usmazyl naleśniki bo on zrobił ciasto. Na prawdę się cieszył że smakują i powiedział że kiedyś zrobi mi i tobie kolację. Słodki jest.-zaśmiał się.
-no chciał gorącą czekoladę z piankami...jeśli to może być jego deserem to zaraz mu ją zrobię.-zaproponował wiedząc że chłopakowi może być do napoju teskno.
-oj nie przesądzaj...niby czemu miałaby mnie maltretowac.-zaśmiał się. Nie powiedział jednak nic więcej i spokojnie poszedł do samochodu po rzeczy. Przeszedł przez salon gdzie podał chłopakowi pande i torbę z jego rzeczami wraz z gitarą a sam poszedł do kuchni zrobić czekoladę.
[dobranoc ^^]
-ale z czym? Z wyrównaniem wagi? Sądzę że tak. Masz wsparcie, chęci i powoli się uda. Szpitalu nadal nie mogę całkowicie wykluczyć ale...jestem dobrej myśli. Ty też bądź.-usmiechnela się do niego.
-mój mąż? Wiesz to trochę skomplikowane. Jest przeniesiony do działu swojej firmy w singapurze...widujemy się dosyć rzadko. Dlatego nie mamy dzieci. Ale rozmawiamy tak często jak tylko się da. To oczywiste że tęsknię ale nic nie mogę na to poradzić.
-raczej nie. Tutaj jest większość mojej rodziny, moi pacjenci których nie mogę od tak zostawić. On powinien niedługo znów zostać przeniesiony więc nie martwię się tym.-wzruszyła ramionami.-takie jest życie i nic na to nie poradzę. Ufam mu, kocham go...więc się nie martwię.
-masz talent.-kobieta uśmiechnela się jest ten skończył.-Jun wspominał mi że grasz. Masz talent. Powinieneś coś robić w tym kierunku...
-no to teraz nagraj pod swoim nazwiskiem. Znam wielu muzyków którzy mają swoje rodziny i nie ma żadnych problemów. Skoro twoja rodzina wytrzymuje z tym co teraz masz...twoja kariera muzyka będzie niczym. Spełniaj marzenia i korzystaj z talentu.-uśmiechnął się.
-nie sądzę żebyś był taką osoba. A przecież zawsze możesz spróbować. Może będzie to fajna zabawa?-uniosła brwi.-nie bój się, rodzina na pewno będzie cię wspierać.
-więc powoli musisz przywyknac. Proste. Mój drogi...karajac siebie karasz też trochę ich. Im przecież też jest trochę smutno skoro nie korzystasz ze szczęścia. Jak przestaniesz się karać to będziesz ich wspierał.
-tylko musisz zaakceptować że już jest dobrze, i nie musisz się karać.-poklepala go po ramieniu i umilkla kiedy wszedł Takano.
-wiem skarbie. Ja ciebie też kocham.
-och...jasne nie ma sprawy.-uśmiechnął się i dał mu calusa w policzek.-już się zmywam.-powiedział wstajac i idąc do pokoju żeby obejrzeć jakiś film. Nie chciał im przeszkadzać.
-masz rację, pysznie pachnie. Pewnie równie dobrze smakuje.-usmichnela się.-widać że chce dla ciebie jak najlepiej. Bez marudzenia wyszedł.-pokiwala głową z uznaniem.
-widać że kocha. Widać po tak jak na ciebie patrzy.-usmiechnela się do niego łagodnie.-Tomo-chan...w związku każde problemy idzie pokonać. Macie siebie nawzajem i pokonacie każdy mur. Tylko...przestan sam sobie to utrudniać.
-o widzisz? Właśnie takimi myślami sobie to utrudniasz.-powiedziała pukajac go palcem w policzek.-każdy zasługuje na szczęśliwy związek. Nawet nie wiesz ile razy Jun płakał że przynosi tylko śmierć i nie zasługuje żeby ktoś go pokochał. Więc nie myśl że nie powinieneś być w związku.-skrzyżowała ręce na piersi.
-co ma Jun do ciebie? A to że nawet teraz mówi bardzo podobne rzeczy co ty. 'zabilem mamę i moich trzech partnerów...Ryu przezemnie umrze. Nie powinniśmy być razem'.-zacytowała.-słuchaj...te wszystkie rzeczy...jakoś je przetrwaliscie. Teraz będzie już tylko lepiej. Nie wiń siebie za to wszystko.-położyła dłoń na jego ramieniu.-postaraj się patrzeć przed siebie.
Objęła go delikatnie niczym mama swoje dziecko.
-nie tylko ty tego nie potrafisz. Każdy ma jakieś problemy. I każdy z tym walczy. Nie obwiniaj się za rzeczy na które nie miałeś wpływu. To było i minęło. Twoje obwinianie się nic nie zmieni.-otarła mu łzy i podała chusteczkę.-jesteś szczęśliwy w tym związku?
-ech...to przeszłość. Po alkoholu się trzeźwo nie myśli. Twój wuj i tak by zrobił co by chciał, dobrze zrobiłeś wzywając policję. W porę uratowali Takano. A Yuya...najważniejsze że noc mu nie jest.-poglaskala go po włosach.-czasami?
-no...ale z tego co wiem mieszkasz sam, prawda? Znaczy masz swój dom. Więc masz swój kąt, masz kiedy odetchnąć od czułości jeśli za dużo ci przeszkadza. Mój mąż też jest typem samotnika ale nie przeszkadzało na to w pobraniu się.
Jun
-Tomo!-zawołał na chłopaka który akurat zamykał piekarnie. Wiedział że niedawno wrócił z Tokio więc chciał z nim porozmawiać.-jak się czujesz? Wybacz że dopiero teraz przychodzę...byłem na wycieczce z Ryu. Muszę cię opieprzyć. Czego ty go uczysz? Nie sądzisz że jest trochę za młody?-zaśmiał się.
-to nie tak że ciągle go nie ma...przyjeżdża kiedy tylko może i myśli jakby wrócić na stałe. Jestem szczęśliwa bo wiem że mnie kocha.-wyjaśniła.-ciężko to zrozumieć. Ale przy nim nie mogę być nieszczęśliwa.-dodała wzruszając ramionami.-masz swój dom więc nie twórz sobie problemów.
Jun
-hmmm czyli przytyles. Jest dobrze że cię pilnuje.-poklepal go po plecach.-o czym mówię? Ano o tym mówię jak to go uczysz jak mi zrobić dobrze.
-i wtedy możesz sobie odpocząć. Sądzę że Takano to zrozumie. Ja zrozumiałam.-usmiechnela się.-więc jak sądzisz? Jesteś w stanie czerpać z tego związku jak najwięcej radości nie bredzac że nie powinieneś w nim być?
Jun
-no i widzisz jak się ładnie układa? Mika zawsze pomoże kiedy trzeba. Ładnie dobijesz tych 50 i potem będzie już z górki.-uśmiechnął się wesoło.-a czemu nie? Mógłbyś go zbyc. Chociaż więc co? Dobrze go uczysz.
-ale z ciebie uparciuch. Nie krzywdzisz go. Chcesz żebym go spytała? Uwierzysz jeśli to on ci to powie? Pewnie nie. Tomo-chan. On jest przy tobie szczęśliwy. Nie krzywdzisz go. Jeśli tak by było to już dawno by z tobą zerwał.
Jun
-brawo. Jestem dumny że dobiles tej wagi. Teraz tylko kolejne pięć kilo. Powoli wszystko się unormuje.-zapewnił się.-nie będzie bonusow.
-idź do niego.-przytaknela podając mu kubek z czekoladą. Takano na łóżku z laptopem na kolanach oglądając film. Kiedy chłopak wszedł zdjął słuchawki i uśmiechnął się do niego lekko.
-jasne kochanie możesz oglądać.-objął go lekko zaraz szukając filmu o który prosił chłopak.
Jun
-no bez. Bo jestem też trochę zły...w końcu to jeszcze dzieciak.-wzruszył lekko ramionami.-mam czas. Możemy się przejść.-uśmiechnął się lekko.
Prześlij komentarz