Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3201 – 3400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-znam go prawie na pamięć.-machnął na to ręką.-możemy obejrzeć to cobty chcesz. Serio.-zapewnił wyjmujac z laptopa słuchawki i włączając film.
Jun
-weź mnie nie stresuj...staram się nie myśleć o tym jak niebezpieczne jest Tokio i że nawet sam z siebie może sobie znaleźć kogoś młodszego.-zamarudzil.-ech no nie było źle...wręcz przeciwnie.
-ja film oglądałem i czytałem książkę.-powiedział na chwilę się od niego odsuwając.-zmienię soczewki na okulary.-wyjaśnił i poszedł do swojej torby.
Jun
-Tomo...przysięgam jeśli Ryu wymyśli coś nieodpowiedniego...ukrece ci łeb. On ma ledwo 18 lat...nie przesadzaj. Proszę.
-nie jestem skarbie. Rozumiem i chce żebyś wyzdrowiał.-uśmiechnął się łagodnie.-nie umiem się na ciebie gniewac. A już na pewno nie za takie rzeczy. Kocham cię mój gluptasku.
Jun
-nie przesadzam. Jak ty go będziesz uczył to ja już się boję jakoś zboczuch z niego wyrośnie.-zaśmiał się cicho.
-wiem. Dlatego jestem tutaj i cię wspieram. I dlatego jestem tylko na tydzień.-zaśmiał się i dal mu calusa.-ten tydzień jestem cały twój.
Jun
-ech...a domyślam się że tych pytań ma bardzo dużo.-zaśmiał się.-w sumie to czego potrzebujesz?
[a jakoś leci...dostałam zapalenia spojowek XD a poza tym bardzo dobrze. A u ciebie?]
-dlaczego mnie to nie dziwi...ledwo wróciłeś i już wybiegasz na plaże zupełnie zapominając o obiedzie.-zaśmiał się podając mu zakupy z mcdonalda.
Jun
-jasne że tak. Tomo...wyjdziesz. Już z nie jednego wyszedłeś. Dasz radę.-poklepal go przyjaźnie po ramieniu.-może wezmę ten koszyk?
[to dobrze że dobrze ^^]
-no właśnie kotus...masz pilnować posiłków. Wiesz że to ważne.-objął go delikatnie patrząc jak Yuya bawi się z pieskami.-dobrze że ci kupiłem coś z mcdonalda.
Jun
-spokojnie. To już pewnie będzie ostatnia. Wszystko się ułoży.-uśmiechnął się lekko i wypakowal wszystko na taśmę.-już nie długo...a idzie dobrze.
-a wiesz...w domu nie było Jolie więc stwierdziłem że razem siedzicie sobie na plaży.-wzruszył ramionami.-przecież cię znam.-przypomniał dając mu calusa.-gratuluje skarbie. Widzisz jak dobrze ci idzie? Niedługo będzie 50 a później 55. Będzie dobrze.-pocałował go jeszcze raz.
Jun
-ech Tomo jasne że ci pomogę. Już się tak nie spinaj bo stres tylko szkodzi.-westchnął biorąc tę cięższą torbę.
-no jest...ale bardziej w formie babeczki. Mogę ci zrobić skoro naszła cię ochota. Wiesz że możesz mnie zawsze prosić o co chcesz.-objął go trochę mocniej. -a pieski się wybiegaly? Na pewno nie skoro Jolie wciąż ma tyle energii.-zaśmiał się cicho.
Jun
-oj niech ci nie będzie głupio.-zaśmiał się.-Ryu wrócił, w domu spokojnie. Był mały problem z ich ojcem, bił Ryu...no ale odesłałem szefa do Keia i jest spokój.
-na prawdę. No przecież bym cię nie kłamał skarbie.-Zachichotal cicho i wziął jedną frytke.-może być jutro. Z reszta dzisiaj już chyba trochę za późno na takie smakolyki, co?
Jun
-no cóż o to czy moja czy nie moja mógłbym się pokłócić ale nie będę bo to bez sensu.-machnął na to tylko ręką. Nie obwiniał się. Uważał jedynie że mógł coś więcej na to poradzić.-cóż rozmawiałem z nim ale to nic nie dało mimo że obiecał że już nie będzie. Wszystko okaże się jak wróci od Keia.
-oj mały...trochę więcej pewności siebie. Sądzę że to dobry pomysł. Upieklibyscie babeczki albo coś takiego. Jak jutro będę zawozil cię do szkoły to porozmawiam z twoja panią, ok? Ładnie wszystko uzgodnimy. -zmierzwil mu włosy.-i masz rację będzie fajnie.
Jun
-no jestem uparty...i tym razem uda mi się go obronić.-powiedział pewnym głosem.-jasne lekcja gotowania to dobry pomysł. Wiesz ostatnio ugotowalem Ryu ryż z warzywami na patelni....i serio mu smakowało.
-no to zmiana na lepsze.-zaśmiał się cicho.-wy mnie zmieniliscie. Ty i Yuya...skoro jestem tatą to już nie powinienem być tym rozwydrzonym paniczem. Cieszę się że zmiana ci się podoba.
Jun
-ok...może być. Wiesz to było fajne jak Ryu był dumny i szczęśliwy.-powiedział trochę nieśmało.
-to się cieszę. Kocham cię.-pocałował go namiętnie odsuwając się z lekkim uśmiechem.-zimno?-oddał mu zaraz swoją kurtkę i wstał.-to możemy już wracać.
Jun
-spaghetti może być. Serio tyle wystarczy. Zostawiam się w twoje ręce-zaśmiał się cicho.
-tylko twój.-zasmiał się obejmując go ramieniem.-Yuya idziemy już do domku. Weź pieski.-zawołał do chłopca który od razu przybiegł.
Jun
-ok to...co mów mi co i jak.-zaśmiał się wchodząc ośrodka i zdejmujac buty.
-jasne kochanie już idę.-zaśmiał się idąc zaraz do kuchni. Wrócił z trzema kubkami gorącej czekolady. Podał im kubki i usiadł na fotelu glaszczac Jolie która przy nim usiadła.
Jun
-ok...-zrobił wszystko co chłopak mu polecił i zapisał to na kartce.-mam nadzieje że w domu też mi wyjdzie.-zaśmiał się cicho.
-w pracy...w pracy dobrze. Nic nowego.-wzruszył lekko ramionami.-parę zamówień na torty. Ostatnio robiłem jakiś na otwarcie teatru.-pokazał mu zdjęcie w telefonie.-a i pamiętasz tę dziennikarkę która się do mnie dobierała? Chce zrobić wywiad z właścicielem piekarni czyli z tobą...-powiedział bo akurat mu się przypomniało.
-kochanie nie jesteś paskudny. Jesteś mój i jesteś piękny. Tylko musisz jeszcze trochę przytyc.-zaśmiał się i dał mu calusa.-a ona ogólnie chce napisać o piekarni.-wzruszył ramionami.
-ja ciebie też kocham. Więc proszę mi tu z nią nie flirtowac...i jej też nie dać...-zaśmiał się delikatnie muskajac jego usta.-cieszę się że już jesteś w domu. Mika mi przesłała mail z wytycznymi jak tam ci pomoc i tak dalej...więc damy sobie radę.
-no cóż...to nie jest zły pomysł. Za miesiąc tata już powinien wrócić z odwiedzin u wszystkich. A później...no cóż rozprawa z tego co słyszałem. Współczuję mu że musi przez to przechodzić...-westchnął cicho bo wiedzial że to ciężkie dla jego ojca.-więc postanowione. Za miesiąc robimy sobie małą wycieczkę. Ale do tego czasu też musisz przybrać na wadze.-dał mu caluska w policzek.
-wiem. I jestem z ciebie dumny mój ty najukochanszy.-zaśmiał się cicho. Kiedy chłopak wrócił objął go delikatnie do siebie przysuwając.-za co dziekujesz?-spytał z lekkim uśmiechem.
-mhm...nie ma za co.-przytulil go mocno.-Yuya ale tak całkiem sam? Tylko uważaj dobrze? I zawołaj gdybyś jednak potrzebował pomocy.-poprosił pozwalając mu zrobić kolację.
-dobrze maluchu to lec potem zobaczymy co wymysliles.-uśmiechnął się do niego i odprowadził wzrokiem.-wspaniały jest. Na prawdę pomocny...nie chce nam sprawiać problemów...
-mhm...wiesz to na prawdę świetny dzieciak i cieszę się że ma teraz kolegów w klasie. Ta wycieczka to coś co sam zaproponował i sądzę że gdybym odmówił bardzo bym go zawiódł a tak będzie fajna zabawa. Coś wymyśle żeby było fajnie...żeby był dumny z taty.-zaśmiał się cicho.
-no rajcuje...i tak chcę żeby było fajnie. I na pewno tak będzie.-zaśmiał się wesoło.-w końcu mówimy tu o mnie i o mojej cukierni.-dodał jeszcze.-hmmm nie mam nic przeciwko...-musnal jego usta swoimi.-czyżbyś szykował obiecaną randkę? Dobiles 47 kilo i chcesz nagrodę, co?-zachichotal cicho.
-oj tam zaraz okropny...czasem tylko trochę za bardzo uparty.-zaśmiał się i ucałował znienacka.-zostawiam planowanie randki tobie...ja mam to zaplanowania przebieg wycieczki. A jak dobijesz 48 to kto wie...może będzie dodatkowa nagroda?
-no proszę...ten nawyk ci się nie zmienił.-zaśmiał sue wychodząc żeby zapalić. Kiedy wrócił Yuya akurat wolał go żeby zalać herbatę.-no i co ty wymyśliłeś na kolację?-spytał mierzwiac mu włosy.-może je trochę podetniemy?
-wow...pięknie. Jeszcze będziesz znanym kucharzem z takimi zdolnościami. Wsztsko tak pięknie wygląda i pewnie tak samo smakuje.-uśmiechnął się do chłopca i zabrał się za jedzenie.-pyszne!-pochwalił go jedząc dalej.
-ma talent. Jak ciebie nie było gotowalismy razem a jego książeczka z przepisami się zapelniala. To pierwszy raz kiedy próbował zrobić coś sam i wyszło wyśmienicie.-zaśmiał się próbując wszystkiego co chłopak zrobił. Popijal herbatą żeby się nie zapchac.
-jasne że będziesz mógł. A jak podrosniesz to nawet obiady.-uśmiechnął się do niego.-a na razie zjadaj. I pamiętaj że kto przygotowuje posiłek to po nim sprząta bo pracę wykonujemy od początku do końca.-przypomniał biorąc sobie jeszcze jedno onigiri.
-nie jestem surowy...-wywrócił oczyma i wstał żeby pozbierać ze stołu.-Yuya po sprzątaniu od razu idź do mycia dobrze? Jutro szkoła i musisz się wyspać.-uśmiechnął się do chłopca robiąc sobie herbate.
-Tomo...mogę zostać u ciebie jeszcze przez jakiś czas? Wiesz zawoże Yuye do szkoły i tak dalej...nie chce go zostawiać, tutaj mu wygodnie a...u mnie to nie to samo...i wiesz on się cieszy że w końcu jesteśmy we trójkę.-uśmiechnął się lekko. Coraz mniej był przywiązany do swojego dużego i pustego domu.
-skarbie...właśnie chciałbym z tobą o tym na spokojnie porozmawiać.-usiadł obok niego i przygryzl warge nie wiedząc jak zacząć.-wiem jak bardzo lubisz czasem po prostu pobyc sam...i nie chce ci się narzucać swoją obecnością. Prawda jest taka że...coraz mniej obchodzi mnie czy będę mieszkał w tamtym domu czy nie. Przez ten czas kiedy ciebie nie było mieszkałem tutaj...tam byłem raz żeby zabrać większość niezbędnych rzeczy. Nie chce żebyś się o cokolwiek obwiniał. Powiedz jeśli moja obecność w twoim domu będzie ci przeszkadzała.
-kochanie ja chciałbym żebyś zrozumiał o co mi chodzi. Gdyby to ode mnie zależało wprowadzilbym się chociażby teraz. Wiem jednak jak bardzo lubisz pobyc czasem sam i jak nie lubisz nadmiaru czułości. Dlatego tego nie zrobię.-uśmiechnął się lekko do niego.
-jasna skoro chcesz...-wzruszył lekko ramionami. Ułożył Yuye do snu, wziął prysznic i rozłożył sobie kanapę zasypiajac pod kocem.
Wstał z kanapy jak tylko usłyszał otwierane drzwi.
-kochanie? Śmierdzi fajkami...-zamarudzil kiedy całował go na dzień dobry.-co gotujesz?
-no ale chyba nie aż tak że tak mocno później śmierdzi.-mruknął.-stało się coś?-spytał odsuwając się żeby zrobić herbatę
-aha bo uwierze.-mruknął patrząc na niego podejrzliwie.-obwiniasz się za to co powiedziałem wczoraj prawda? Przecież mówiłem żebyś tego nie robił. To nie twoja wina. Chciałbym żebyśmy mieszkali jak rodzina, daje ci to do przemyślenia bo szanuje to że lubisz prywatność i chwilę samotności.-powiedział opierając się o blat.
Pokrecil tylko głową i życzył mu miłego dnia.
-ok Yuya po sniadanku jedziemy do szkoły i zaprowadzisz mnie do swojej pani żebym mógł omówić wycieczkę.-uśmiechnął się do chłopca powoli jedząc śniadanie.
-oj...nie maluchu nie poklucilismy się...i już ci przecież mówiłem że nie zostawię cię już nigdy więcej. My...po prostu nie możemy się dogadać w pewnej sprawie to wszystko.-uśmiechnął się do niego lekko. Wiedział jak bardzo chłopiec przeżył tamtą sytuację i nie chciał żeby się powtórzyła.
-na pewno maluchu. Wiem jak bardzo się cieszysz kiedy mieszkamy we trójkę...ale Tomo-chan czasem potrzebuje...odpoczynku ode mnie.-zaśmiał się cicho.-więc nie mogę tu mieszkać cały czas.-wyjaśnił mu spokojnie i najprosciej jak potrafił.-jedz szybko bo się spóźnimy.-poprosił zbierając ze stołu.
-no mały...nie smuc się. Będzie dobrze.-poprawił mu włosy i zamknął za nimi drzwi.-no lecimy do szkoły.-powiedział po czym przywitał się z Maksem którego też woził do szkoły. Dojechali szybko więc po chwili już parkowali pod szkołą.
-wystarczy Takano.-zaśmiał się cicho. Po tych paru latach we francji ciężko mu było przedstawić się na tą japońską grzeczność.-chciałbym porozmawiać o tej wycieczce do mojej cukierni.
-cóż wolałbym podział na dwie grupy jeśli o to chodzi. Czas nie ma większego znaczenia, kiedy będzie pani pasowało. W przyszłym tygodniu albo za dwa.-wyjaśnił spokojnie.-i proszę się rozluznic...-dodał czując się trochę niezręcznie.
-nie ma za co...pomyslalem że to fajny pomysł.-wzruszył lekko ramionami.-proszę dać znać jak już pani wszystko ustali. A teraz już będę się zbierał bo mam przecież pracę.-uśmiechnął się i wyszedł wracając do Yukan gdzie zabral się za robienie tortu i obsługą klientów.
Takano akurat kończył ozdabiac tort. Ostrożnie nakładał szpryca krem a kiedy chłopak się odezwał zaskoczony nałożył trochę więcej kremu.
-ach zepsulem...-zamarudzil zaraz poprawiając. Kiedy skończył odwrócił się do niego.-dobrze spróbujmy. Gdyby jednak coś ci nie pasowało nie wahaj się powiedzieć.
-będzie dobrze.-uśmiechnął się lekko i ucałował go w policzek. Zabrał się za jedzenie buleczki.-odpada kochanie. Trzeba jeszcze odebrać Maksa a przecież nie zabierzesz ich obu na motorze. Ja pojadę z reszta już zaraz kończę.
-no cóż możemy pojechać...tylko jesteś pewny? Przecież się jeszcze boisz...-zauważył spokojnie.-możesz że mną dzisiaj po nich pojechać, chcesz? Zaraz będę jechał.
-no cóż skarbie więc pojadę sam a ty zajmij się obiadem. A kiedy będziesz chciał to spróbujesz pojechać. Będę siedział obok ciebie więc spokojnie.-uśmiechnął się lekko i wstał żeby go przytulić.-puszna bulkeczka.-oznajmił.
-czemu późno? Kotek ale nie za późno dobrze? Zostawię ci obiad do podgrzania.-ucałował go w policzek i włożył tort do lodówki.-za godziny przyjadą po niego. Cena wisi na lodówce a ja już będę jechał.
-jak wrócisz to ci zrobię. A twoja mama chyba mnie zabije...znów jej do nas nie zaprosiłem. Możesz poprosić żeby w niedzielę przyjechała z Yuya? Wiesz odwiedzilaby nas i odwiozla małego. Zaproponuj.-poprosił sprzątając po pracy korzystając że ma jeszcze trochę czasu
-kotus a...mały miał miał przecież iść do niej na weekend. Mowiles że sama go zaprosiła.-przypomniał sobie. Kiedy skończył sprzątać oparł się na chwilę o blat żeby skończyć rozmowę.-mogę jej zrobić jakiś tort ładny.-zaproponował.
-Ok to w czwartek pojedziesz ze mną odebrać chłopców ze szkoły.-zgodził się od razu.-z tortem też możesz mi pomóc a teraz już będę leciał. Pozdrów mamę ode mnie.-poprosił i wyszedł z cukierni. Chwilę później podjeżdżał już spokojnie pod szkołę.
Po powrocie do domu Takano wraz z Yuyą przygotowali obiad notując nowy przepis, po zjedzeniu odrobili lekcję. Mężczyźnie jakoś udało się przekonać chłopca że Tomo na pewno wróci i powinien położyć się spać bo przecież ma szkołę. Sam za to usiadł na kanapie i włączył sobie film.
Przytulił go do siebie bez słowa i chwilę tak siedział w milczeniu.
-Skarbie? jadłeś coś u mamy?-spytał spokojnie głaszcząc go po włosach i ramionach.-wiesz...teraz jest chyba trochę za późno na deser...jutro ci zrobię ten torcik czekoladowy, ok?
-To dobrze. Cieszę się że coś zjadłeś, to dobrze.-powiedział szczerze zadowolony.-Z Yuyą razem zrobiliśmy obiad...zostało trochę. A ciasto ci zrobię jutr jak będę w pracy. Zniosę ci na dół.-dał mu całuska.-Co tam u mamy?
-ech ten nasz maluch.-zaśmiał się.-wiesz...Yuya nie chciał iść spać, bał się że nie przyjdziesz. Rano pytał czy się pokłóciliśmy...-powiedział cicho.-Jakoś go przekonałem żeby się położył. Cieszy się też na weekend spędzony u babci, chce jej pokazać jak ładnie gotuje i w ogóle.
-Powiedz. Na pewno się ucieszy że ma trochę czasu i może sam jej coś zrobi.-pogłaskał go po włosach.-idź a ja ci odgrzeję obiad.-zdecydował wstając i idąc do kuchni. Z gorącym obiadem i parującą herbatą wrócił do salonu.
-No to zostawisz jeju. Nie marudź.-wywrócił oczyma i dał mu całusa w policzek. Pozdrowiłeś mamę ode mnie? Bardzo była zła że się nie odzywam?-spytał z lekkim uśmiechem.
-Oj...jestem na chwilę żeby zawieźć i odebrać Yuyę...i mam wtedy jeszcze na głowie Maksa...ale na jej urodzinach będę. Z pysznym tortem.-zaśmiał się cicho.-Nie mam za bardzo czasu do niej wpadać. Nie mogę przecież przeszkadzać jej w pracy.-zauważył spokojnie.-smakuje ci?
-Dobrze zrób. Dawno nie jadłem nic twojego, a mały pewnie się ucieszy jak będzie mógł z tobą pogotować.-umilkł na chwilę.-kochanie? Za miesiąc będzie rozprawa w sądzie na temat rozwodu taty...pójdziesz ze mną? Obiecałem tacie że będę ale...sam nie chcę...
-Nic się nie stało kotuś...przecież mówiłem żebyś zjadł ile możesz.-powiedział zjadając resztę.-Powiedz...mogę dzisiaj spać z tobą czy znów mnie wygonisz?
-Miło to słyszeć.-zaśmiał się cicho.-przepraszam za to co wczoraj powiedziałem. Zasmuciłem cię a tego nie chciałem.-powiedział po czym wstał i wyszedł żeby pozmywać naczynia.
-Mhm ja ciebie też.-uśmiechnął się. Umył się i dopiero wtedy poszedł do sypialni. Nie zapalając światła doszedł do łóżka i położył się zdejmując okulary.
-Tomo...-jęknął cicho.-mieliśmy poczekać do weekendu...-wymamrotał czując że jego organizm już reaguje. Cóż miał przerwę.-A jak Yuya przyjdzie?-dodał chociaż wiedział że to chłopaka nie zatrzyma.
-No niby śpi ale...w nocy czasem przychodzi i gramoli się do łóżka...-dodał jeszcze po czym się zamknął. Zajął się całowaniem chłopaka dłonie wsuwając pod jego koszulkę.
-Nie dasz mi się pobawić, co głuptasie?-zaśmiał się cicho. Oddech mu lekko przyśpieszył. Sięgnął po okulary bo czuł się niekomfortowo z tym że nic nie widział. Narobił przy tym trochę hałasu zrzucając futerał na okulary i telefon.
-Och...nic maluchu idź spać...odkładałem okulary i tak...trochę rzeczy spadło.-uśmiechnął się lekko.-idź już spać bo jutro do szkoły.-poprosił powoli tracąc opanowanie.
-dobranoc.-odparł i odetchnął z ulgą kiedy chłopiec wyszedł.-jesteś z siebie zadowolony?-spytał czując że teraz i jego serce i oddech przyspieszyły.
-taaa dobranoc.-mruknął poprawiając bokserki i odkładając okulary.-Następnym razem jak on jest w domu nic nie robimy.-powiedział jeszcze i zamknął oczy.
-Aha zwal na mnie.-wywrócił oczyma.-Jakbyś nie zaczął kombinować to bym nic nie zrzucił.-zauważył spokojnie.-Chodź już spać. Późno jest.
-dobranoc zboczuchu.-odparł przytulając go i zasypiając. Spał spokojnie, była to pierwsza od dawna noc kiedy spali razem.
-Mmmm za wcześnie...-jęknął wstając zaraz po nim i szykując ciuchy. Chciał już weekend, żeby się spokojnie wyspać. Kiedy się ubrał i przygotował śniadanie poszedł obudzić Yuyę.
-powiedziałeś to tak jakby było nie smaczne.-zaśmiał się.-no wstawaj ładnie. Zjesz i dopiero wtedy się ubierzesz, ok?-spytał szykując mu ciuchy póki jeszcze nie musiał chodzic w mundurku.
-do lasu?-zdziwił się nieco. Dla niego była to dość dziwna prośba.-po co do lasu?-ponowił pytanie spokojnie jedząc śniadanie.
-a no tak...dobrze pójdziemy.-zgodził się spokojnie.-a mały...babcia ma w niedzielę urodziny.-poinformował chłopca.
-tak wszyscy. Ty już pojedziesz w piątek tak jak ustaliliśmy i zostaniesz na weekend. A dzisiaj po szkole.kupimy jakiś prezent babci.-wyjaśnił co i jak powoli jedząc śniadanie.-bento masz już zapakowane więc nie jedz samych słodyczy od babci.-zaśmiał się jeszcze.
-ciuchy masz naszykowane.-powiedział wkładając mu bento do plecaka i sprzątając po śniadaniu. Przez takie spokojne poranki czuł że naprawdę tworzą rodzinę. Dziwną ale jednak rodzinę.
-oj no...przyzwyczaiłem się do robienia rano śniadania i bento dla małego...tak po prostu.-wzruszył ramionami zostawiając go w spokoju w kuchni i idąc sprawdzić czy Yuya się już ubrał. Poszedł do pokoju chłopca jak zwykle ze szczotka do włosów.
-oj chodź tu maluchu...-westchnął sadzajac go na krzesełku.-trzeba cię uczesac przecież. I włosy ci lecą do oczu...wypadałoby je trochę podciac albo jakoś spiac.-powiedział delikatnie go czeszac.
-uczesac się musisz.-powiedział starając się go uczesac aż w końcu przestajac i kucajac przed nim.-no mały...powiedz czemu nie chcesz do fryzjera i czemu tak uparcie nie dajesz się uczesac?
-ok mały...chcesz zapuscic i nie iść do fryzjera, ok nie ma sprawy ale czesac się trzeba. Nie ma znaczenia czy jest się chłopcem czy dziewczynką włosy trzeba czesac bo tak się poplacza że będzie trzeba na lyso obciąć. Mogę ci je ułożyć tak żeby nie leciały na oczy ale musisz przestać się tak wiercic.
-wujek włosy mimo wszystko rozczesuje. Tatuś to samo. Więc przestać mi się tu złościć i siedz grzecznie bo przysięgam że na włosach będziesz miał takie koltuny że od razu pójdziemy do fryzjera.-ostrzegł mając już tego dość zwłaszcza po kilku dniach takiej rozmowy.
Rozczesal mu włosy i spojrzał na tę nieszczęsną za długą grzywke.
-nie no tak być nie może...-westchnął.-Tomo!-zawołał go potrzebujac pomocy.
-no cóż w końcu udało mi się rozczesac mu włosy...-westchnął.-ale patrz jaką ma długą grzywke. Leci mu do oczu a nie chce dać sobie obciąć włosów.-wyjaśnił całą sytuację.
-to uparciuch jak ty...więc sam to na pewno nie przyjdzie.-westchnął wstając.-jeszcze pomyślimy co z tą twoją grzywka bo jest zdecydowanie za długa. A teraz bierz tornister i jedziemy do szkoły.
-eh co ja się mam z tymi jego włosami...-zamarudzil idąc do samochodu. Maks jak zwykle czekał z mamą przy aucie.-no oboje wskakujcie.-poprosił samemu już wchodząc do środka.
[dobranoc ^^]
-Tomo?-spytał wychodząc do kuchni i widząc chłopaka siedzącego na krześle.-ech co tobie? Czemu jesteś sam?-podszedł do niego powoli.-może ci pomogę?
-ach rozumiem. No więc póki nie wyzdrowieja pomogę ci tutaj trochę.-zdecydował przytulajac go lekko.-zostanę ale zaraz muszę iść na górę...zrobię ci torcik z płynną czekolada w środku
-więc usiadz jeszcze na chwilę...-wywrócił oczyma i dał mu calusa. Poszedł na górę i od razu wkrecil się w wir pracy. Kiedy ruch trochę zmalał zabrał się za robienie torcinku dla chłopaka który po skończeniu zniósł na dół.
-no cieszę się że mojemu wybrednemu smakoszowi smakuje mój torcik.-zaśmiał się.-widzę że u ciebie też już mniejszy ruch. Te poranne i wieczorne godziny są najgorsze...-zauważył wzruszając ramionami.
-no cóż...zapamietam żeby częściej ci robić ten deser.-zaśmiał się biorąc sobie bułkę bo trochę zglodnial.-no tak...dzisiaj idziemy kupić prezent. Nie mam pomysłu...
-wino? No znam się trochę...ale wino jako prezent? Jakoś nie jestem przekonany chociaż sam nie mam lepszych pomysłów. Żadnych w sumie nie mam. Nigdy nie myślałem nad prezentem dla mamy...-skończył trochę zawstydzony ostatnim zdaniem.
-no cóż...pomyślimy w jakimś sklepie. Nie znam jej za dobrze więc zdaję się na ciebie. Na pewno coś upieke w sobotę wieczorem.-dał mu calusa w policzek kiedy skończył jeść.-a teraz będę już wracał do pracy.
[dobranoc ^^]
-misiek...ale mały będzie u niej przecież. Możemy we dwoje.-powiedział mogąc się zgodzić na takie rozwiązanie.
-ok...odpocznij trochę sobie a ja już będę leciał. Przyjdę po ciebie jak już będzie trzeba jechać po Yuye.-dał mu calusa i poszedł na górę. Wrócił po kilku godzinach.-gotowy?-spytał znów zastajac go w kuchni.
-ok dobry pomysł.-uśmiechnął się lekko. Złapał go za rękę i wyszedł zamykając drzwi na klucz bo już i tak nikogo nie było. Wszedł do samochodu i zapial pasy czekając na chłopaka.
-dawno nigdziebrazem nie jechaliśmy.-zauważył spokojnie powoli ruszając. Otworzył też okno ze swojej strony i włączył cicho płytę z nagranymi piosenkami Tomo.-jak sądzisz jaki tort powinniśmy zrobić dla mamy?
-ok...pomyśle i do piątku na pewno wymysle jaki torcik zrobimy.-uśmiechnął się do niego lekko. Wyjął telefon z kieszeni kurtki i podał mu go.-proszę skarbie. Mogę spytać co to za sprawa?
-wiesz z tego co wiem to teraz jest w korei u Koyukiego.-wzruszył lekko ramionami.-no a skoro tajemnica to nie będę wnikal.-dodał spokojnie.
-nie ma sprawy.-wzruszył ramionami i po chwili zaparkowal pod szkołą Yuyi. Wyszedł i oparł się o samochód czekając na chłopców. W końcu odbierał ich obu.
-mhm no cóż...w takim razie wskakuj do samochodu i jedziemy po prezent dla babci.-uśmiechnął się lekko i zmierzwil mu włosy.-Tomo jak się czujesz? Możemy już jechać do ksiegarni?-spytał spokojnie.
-ok maluchu.-zgodził się z uśmiechem.-tu niedaleko jest centrum handlowe. Tam idźcie a ja znajdę miejsce do zaparkowania.-powiedział i poczekał aż Tomo również wyjdzie. Wtedy odjechał, do centrum dojechał szybko jednak długo się kręcił po parkingu żeby znaleźć miejsce.
-w sumie to nie. Trochę zajęło mi znalezienie miejsca do zaparkowania.-wyjaśnił wzruszajac ramionami.-pomyślałem że może jakieś perfumy albo coś...wiesz tak ode mnie. Albo faktycznie lepiej wino i książkę.
-ja też się jakoś specjalnie nie znam. Te które lubisz dostałem w prezencie urodzinowym.-wzruszył ramionami.-więc wino i książka. Wino wezmę z domowej piwnicy a książkę zaraz wybierzemy. A Yuya zrobi laurke.-uśmiechnął się.
-no po książkę. Ale ty wybierasz bo ja nie mam pomysłu i nie znam jej gustu.-powiedział spokojnie idąc do księgarni. Kiedy doszli pozwolił działać Tomo samemu idąc z Yuya do działu z rzeczami papierniczymi.
-eeee...ten.-wskazał palcem pierwszy raz widząc te tytuły na oczy.-no lec mały po książkę którą chcesz.-zaśmiał się mierzwiac mu włosy. Sam sobie stanął przy pulce z książkami kucharskimi. Wiedział że ma problemy z typowo japońskimi daniami więc wziął sobie książkę.
-aj ale ja umiem podstawy...tylko no tak ogólnie lepiej mi idzie z kuchnią europejską.-wzruszył ramionami.-wiem że byś mógł skarbie, bardzo mi smakują twoje dania ale...no chce sam się wziąć za coś trudniejszego.-wyjaśnił spokojnie.
-chyba nie jesteś do końca przekonany.-zaśmiał się cicho i wziął jeszcze książkę z kuchnią chińską. Kiedy już wszystkie książki zostały wybrane poszli do kasy. W trakcie stania w kolejce zaczął się zastanawiać kto będzie płacił.
-hmmm...no możemy iść skarbie. Tu niedaleko ok? Żebyśmy daleko nie szli do samochodu później.-poprosił. Zapłacił za swoje książki i poczekał na nich.-Tomo dzisiaj ty gotujesz?
-to wy już powoli idźcie a ja zaniose książki i wezmę drozdzowke. Dogonie was.-powiedział biorąc zakupy i idąc do samochodu.
-ech misiek...-wrócił się, dał mu buziaka i pobiegł do samochodu. Kiedy już wszystko zaniósł i wrócił z drozdzowka czekał na nich przed budynkiem.
-tak bardzo spokojne.-odparł idąc powoli. Kiedy usiedli dał chłopcu kawałek ciasta.-zjedz i później idź się bawić.-powiedział zaraz próbując wypieku chłopak.-pyszna.
-mhm ja też.-zgodził się spokojnie. Przyglądał się chwilę chłopcu po czym stwierdził że w domu wymyśli jak by tu spiac mu grzywke.-kotek? Jutro będziesz próbował prowadzić samochód?
-może być ale pojutrze będziemy robić tort dla mamy. Jasne że nie będziemy tego robić ale dzień...z resztą zobaczymy.-zaśmiał się cicho.-kotek? Ze zniecierpliwieniem będę czekał na niespodziankę.
-a czemu miałoby się nie udać?-zaśmiał się cicho.-tak? No to aż muszę wziąć jeszcze jeden kawałek.-powiedział biorąc jeden z pojemnika i jedząc.
-no drozdzowka nie zawsze wychodzi...-wzruszył ramionami.-powinniśmy już wracać ale mały się tak wesoło bawi że aż szkoda mi go wołać.-zaśmiał się.-dzwoniłeś już do mojego taty?
-no cóż...w domu zostawię cię w spokoju.-zaśmiał się i wstał z ławki. Zawołał chłopca i złapał go za rękę.-już idziemy bo pora na obiad. Pójdziemy w domku na spacerek z pieskami dobrze?
-po obiadku do lasu...ale najpierw damy Tomo w spokoju zrobić obiadek, dobrze?-spytał idąc z nimi powoli do samochodu. Doszli szybko i idę razu odjechali. Po 15 minutach byli już w Yukan.
-dobrze...więc po tym jak zrobimy lekcje zajmiemy się konkursem. Wiesz dokładnie z czego będzie.-spytał sprawdzając mu zeszyty i pomagając mu tylko z tymi zadaniami których nie rozumiał.
-oho...no nie są łatwe. Ale zaraz sobie z nimi poradzimy.-uśmiechnął się so niego. Kiedy chłopak skończył z zadaniami domowymi zaczęli powoli rozwiązywać zadania.
-No jasne maluchu. Podzielimy łanie zadania na te kilka dni.-zgodził się zaznaczając które zrobią dzisiaj. Akurat kiedy skończyli robić dzienną dawkę zadań poczuli prawie gotowe curry.-mmmm pysznie pachnie.-zaśmiał się.
-Smacznego.-zachichotał biorąc się za jedzenie.-Pyszne...-zachwycił się jeszcze z pełną buzią po czym połknął i uśmiechnął się do kucharza.-Uwielbiam twoje curry.-oznajmił szybko jedząc, w połowie zrobił sobie przerwę.-Tomo...chcesz iść z nami do lasu czy wolisz mieć chwilę żeby pogadać z moim ojcem?
-Mhm rozumiem. Tak się tylko spytałem, to dobrze że idziesz z nami. Tak jest milej.-uśmiechnął się kontynuując jedzenie.-Jasne że poniosę. Ale skoro mówisz że jesteś zmęczony to może lepiej zostaniesz? Pewnie długo nam zejdzie zbieranie tych liści.-zmartwił się trochę.
-Ech...no dobrze jeśli chcesz to nie będę się kłócił. Jak coś to zawsze mogę cię ponieść.-wzruszył ramionami i skończył jeść.-Dziękuję za posiłek. Był pyszny.-uśmiechnął się lekko i wstał żeby odnieść swój talerz.
-Już gotowi-spytał kiedy pochował również ich talerze do zmywarki. Zgarnął psiaki i wyszedł trochę przed nimi żeby zapalić.
-Dobrze że odbiega tak daleko bo czułbym się winny paląc przy nim...-powiedział cicho pod nosem wydychając dym.-Może następnym razem to ty porozwiązujesz z nim zadania? Co ty na to?-zaproponował uznając że maluch pewnie by się ucieszył.
-No tak wiem...-przytaknął spokojnie.-To dla niego ważny konkurs więc chcę go dobrze przygotować...
-Tatuś!-chłopiec przybiegł ożywiony pokazując mu że już zebrał kilka liści.-potrzymasz?
-Jasne daj.-wziął listki i szedł spokojnie dalej.
-Nie przepraszaj chociaż faktycznie głupio zrobiłeś.-westchnął biorąc go na plecy i idąc dalej.-Jeśli jesteś zmęczony to powinieneś odpocząć w domu. Jak wrócimy to od razu idziesz do łóżka, zgoda?-spytał powoli wchodząc do lasu i co chwilę odbierając nowe listki od chłopca.
-rozumiem, że chciałeś...ale w domu też byśmy spędzili razem czas a tak...jak tylko wrócimy idziesz się umyć i do łóżka.-powiedział spokojnie.-Jasne, zjesz w łóżku, dobrze? Powinieneś odpocząć, jeden dzień nie wstawać wcześnie...
-Możesz kochanie, możesz. Wytrzymali prawie rok bez pieczywa wytrzymają jeden czy dwa dni. Więc z jutra na pojutrze śpimy i odpoczywamy. Robimy sobie wolny weekend.-oznajmił z uśmiechem.
-Tak, tak jutro normalnie idziemy do pracy. Ale już w sobote leżymy w wyrku.-Kiedy doszli do polanki gdzie chłopiec radośnie bawił się z pieskami usiedli pod drzewem.-Yuya zebrałeś już listki?!
-Tak!-chłopiec przybiegł z naręczem listków i wrócił do piesków.
Nie siedzieli długo. Po kilkunastu minutach Takano wstał biorąc Tomo na ręce. Zawołał cicho Yuye i zaczęli powoli wracać do domu z pieskami radośnie biegajacymi im między nogami.
-etto...-zamyslil się na chwilę.-no już nie wstydz się tak. Idź się umyj zaraz coś wymyslimy.-polecił mu.
-nic nie będzie maluchu...a nawet jeśli to masz babcię panią doktor...-zmierzwil mu włosy. Przyszedł jeszcze do niego do pokoju i okrył koldra.-lepiej już?
-mhm...-poklaskal go po wloskach.-poczytam.-wziął pd niego książkę i zaczął czytać pierwszy rozdział a kiedy skończył odłożył książkę.-dobranoc.-uśmiechnął się i wyszedł gaszac światło. Później tylko sam poszedł się umyć i od razu do spania.
-ech...tak to jest jak jesteś uparty...-zaśmiał się cicho i dość szybko zasnął. Sam też był dość zmęczony chociaż dzień wcale nie był dla niego jakoś bardzo męczący.
[to idź spać ^^ dobranoc]
Takano obudził się chwilę przed budzikiem i wymacal okulary. Z lekkim zaskoczeniem zauważył brak partnera w łóżku ale tylko wzruszył ramionami i poszedł robić śniadanie. Kiedy skończył poszedł obudzić malucha i uśmiechnął się lekko kiedy zobaczył ich śpiących razem.-pobudka moi kochani.
-Tak już bo śniadanie wystygnie.-powiedział ze śmiechem.-a dzisiaj się postaralem i macie typowe japońskie sniadanko. Nic europejskiego.-pochwalił się nieco. Podszedł do szafy chłopca żeby naszykowac mu ciuchy.
-no...chciałem trochę małemu dogodzic. U mnie bardzo rzadko gotowano typowo po japońsku więc nie nauczyłem się jej gotować. A na studiach już w ogóle nie jadłem dań japońskich poza sushi. Dlatego kupiłem tą książkę i dzisiaj przetestowalem. Sądzę że wyszło ale zobacz sam.-wstał kiedy już spakowal chłopcu ciuchy do babci i poszedł z Tomo do kuchni.
-oj no...bo ja chciałem sam się nauczyć i zrobić. Więc spróbuj czy wyszło.-powiedział siadając przy stole.-smacznego.-uśmiechnął się lekko nabierajac trochę ryżu na paleczki.
-wiesz niekoniecznie. Pewnie bym stwierdził że mam ich pełno i mogłeś pożyczyć.-wzruszył ramionami.-ale dobre wyszło?-spytał po dłuższej chwili. Jemu smakowalo ale chciał znać opinię znawców.
-mhm dobrze. Następnym razem postaram się żeby było lepsze.-uśmiechnął się do chłopca.-Tomo? Aż tak bardzo jesteś zły że nie poprosiłem ciebie o małe lekcje?-spytał kiedy już sam skończył jeść.
-ech to nie tak...-jęknął przeciagle uznając że później mu wszystko wyjaśni. Spojrzał na zegarek.-zbieraj się maluchu do szkoły żebyś się nie spóźnił.-uśmiechnął się do niego wstając od stołu i szykując mu drugie śniadanie.
-co? Nie maluszku...to nie przez ciebie...dlaczego uważasz że to twoja wina?-spytał kucajac przed nim żeby rozmawiać z nim twarzą w twarz.-Yuya to nie jest twoja wina. Ja głupio chciałem mu zaimponować gotując coś japońskiego bez jego pomocy...i wyszło jak wyszło...-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
-oj Yuya...klocilismy się. Tylko że wtedy też było trochę inaczej, to były początki związku i tak dalej. Nie martw się to nie twoja wina. Czasem po prostu wychodzi że się poklocimy ale to nie trwa długo. Dzisiaj mu wszystko wyjaśnię a ty posiedzisz u babci.-poprawił mu włoski.
-na pewno. Wiem że nie chcesz. Rozumiem to i obiecuje że postaramy się nie kłócić.-poglaskal go po włoskach.-a teraz jedźmy już do szkoły, ok?
-nie klocimy się przez ciebie. Jesteśmy rodziną a w rodzinie czasem zdarzają się małe sprzeczki. Nie martw się maluszku. Nie mam zamiaru cię nigdzie oddawać bo jesteś moich kochanym synkiem.-objął go mocno i poglaskal go po włosach.-już się nie martw. Pogodzimy sie przecież.
-nie martw się. Baw się dobrze w szkole u babci.-uśmiechnal się od niego powoli odjeżdżając i dojeżdżając pod szkole dwadzieścia minut później.
Popatrzył na niego rozczulony ciesząc się że chłopiec teraz ma przyjaciół. Wrócił do Yukan i od razu wziął się do pracy. Stwierdził że porozmawia z Tomo po pracy.
Takano w południe zrobił sobie małą przerwę żeby zjeść coś na szybko. Zszedł na dół ale nie zastal tam chłopaka. Poszedł więc do domu.
-Tomo jesteś?-spytał w progu zdejmujac buty.
-skarbie...chciałbym ci wyjaśnić tę sytuację z rana...i z tą książką i w ogóle.-usiadł obok niego.-chciałem ci zaimponować...w pewnym sensie. Ugotować coś japońskiego sam. Bez twojej pomocy...bo uwielbiam twoją kuchnię i chciałem sam.-wyjaśnił na razie nie wspominając o Yuyi.
-chciałem sam...ale masz rację mogłem wziąć twój przepis.-przyznał pokornie.-ale nie klocmy się...Yuya się o te kłótnie obwinia. Powiedział że jeśli to przez niego to lepiej żebyśmy go oddali do domu dziecka...
-oj kotek...-wstał i dał mu calusa w policzek.-pizza może być o ile sam zrobisz.-zaśmiał się.-tylko mi się o nic nie obwiniaj. Żadne z was nie sprawia problemów i koniec tematu. To była moja wina o tyle.-jeszcze raz go ucałował.
-rozumiem. Przepraszam jeszcze raz.-powiedział puszczając go i wracając do pracy.
[no cóż...to nad nim panuj :P]
-Misiu wróciłem!-krzyknął kiedy po skończonej pracy wchodził do domu. Wpadł w robocie na, bynajmniej jego zdaniem odkrywczy i genialny pomysł. Pomyślał że w kuchni mogliby dyżurować na zmianę co tydzień albo co drugi dzień, miał zamiar powiedzieć o tym chłopakowi przy obiado-kolacji.
-Mhm...pizza?-spytał siadając na fotelu.-Wiesz...pomyślałem że żeby było sprawiedliwie możemy dyżurować w kuchni na zmianę. Lubię twoje dania, mały też. Co ty na ten pomysł?-spytał głaszcząc Jolie.
-Nie.-pokręcił przecząco głową.-Na to się nie zgodzę. Gotujesz świetnie, jeśli twierdzisz że zdominowałem kuchnię to zrezygnuję z gotowania w domu. Kotek...wybacz że nie poprosiłem cię o ten przepis ale nie rezygnuj przeze mnie. Proszę...nie rezygnuj też z pracy. Nie poradzę sobie z prowadzeniem i cukierni i piekarni zwłaszcza że są na różnych piętrach.-westchnął cicho.-To jest chyba ten moment kiedy powinniśmy od siebie odpocząć. Mały nie będzie zadowolony i pewnie będzie się obwiniał ale...jest ci ciężko ze mną pod jednym dachem.-uśmiechnął się do niego lekko.
-Jasne...nie będę tykał się muzyki, chyba że sam poprosisz żebym z tobą zagrał albo zaśpiewał.-obiecał od razu wyciągając w jego stronę mały palec.-z tą kuchnią też nie wychodzi najlepiej. Przepraszam, to nie powinno tak wyglądać. Dlatego chciałbym żebyśmy to jakoś podzielili...mały bardzo lubi kuchnię japońską, kojarzy mu się z domem a ja...no ja nie umiem. Chciałem ci zaimponować a tylko nabroiłem. Obiecuję że zostawię kuchnię japońską w świętym spokoju.
-Gorąca czekolada mój drogi będzie zawsze kiedy tylko chcesz.-zapewnił spokojnie.-No cóż...jakoś to rozwiążemy...-zaburczało mu w brzuchu.-ale teraz jestem głodny...więc rozwiązaniem problemu zajmiemy się później ok?
-będę grzeczny.-obiecał unosząc ręce w geście kapitulacji.-No cóż...ale jutro i tak śpimy długo.-przypomniał czekając spokojnie na jedzenie.-mmm wygląda pysznie. Tata dobrze dobrał wino...poza tym to jedno z moich ulubionych.-uśmiechnął się idąc po kieliszki.-otworzysz czy ja mam to zrobić?-spytał jeszcze.
-Myślałem.-odparł otwierając spokojnie wino i nalewając im trochę do kieliszków. Pamiętał żeby chłopakowi dąć trochę mniej.-Zastanawiałem się ile będzie gości i czy zrobić jedno czy dwu piętrowy. Myślałem żeby zrobić kwiaty z czekolady plastycznej i zrobić taki truskawkowo śmietankowy.-wyjaśnił swój pomysł próbując dania.-pyszne! Serio...przepyszne. lekko słodkie ale nic nie zakłóca smaku ryby...pyszne.
-Zapowiada się ciekawie...-mruknął pod nosem.-W każdym razie.-odkaszlnął.-Jednopiętrowy spokojnie wystarczy. Jutro go zrobimy i na niedzielę będzie gotowy i wystarczy go ozdobić. Nie będzie trudny ale efektowny...pojedziemy też do mnie po wino dla twojej mamy...mam nadzieję że wpadnę na to jakie wino wziąć.-zaśmiał się trochę niezręcznie.
-Coś wymyślę.-zdecydował spokojnie.-Serio? Jak ona go do tego namówiła? Starałem się go zaciągnął przez ten cały miesiąc jak ciebie nie było ale uparciuch nie chciał nawet o tym słyszeć. Układałem mu ją jakoś żeby nie leciała mu na oczy ale rozważałem opcję obcięcia go jak będzie spał.-zaśmiał się wesoło.
-Pojutrze skarbie...ale przyda mi się na przyszłość więc pewnie się jej spytam.-przyznał spokojnie. Sprawnym ruchem nadgarstka zamieszał wino i wziął łyk.-jedno z moich ulubionych a mimo to rzadko je pijam.-zaśmiał się.
-Tam wszystkie są zakurzone. Mniej lub bardziej, ale na każdym leży warstwa kurzu.-uśmiechnął się lekko sącząc wino i obejmując chłopaka.
-No troszeczkę....dawno nic nie piłeś z tego co się orientuję.-podniósł się z kanapy i dolał im trochę wina zaraz je zamykając.-Proszę mój drogi.
-No to dość długo.-uśmiechnął się do niego lekko i pogłaskał go po włosach.-kocham cię wiesz?-nachylił się żeby dać mu całusa.-A ostatnio strasznie bolą mnie plecy...-wyjął z kieszeni jeden z kuponów które dostał od niego na święta.-mogę prosić o masaż?
-Nawet wtedy kochanie. Jak ci coś nie pasuje to chyba lepiej żebyś to powiedział co?-zauważył spokojnie.-Na przykład teraz...widać się nie masz ochoty wykonywać mojej prośby.
-Później sobie poleżysz...-zaśmiał się cicho i położył się na brzuchu na kanapie.-oddaję się w twoje ręce skarbie.
-Oj...no skoro masz być zmęczony to możesz odpuścić.-zauważył spokojnie.-Tomo? Czy jest we mnie coś czego nienawidzisz?-spytał cicho.
-mhm...rozumiem. Postaram się to zmienić. Jeśli będę za bardzo dominował to po prostu powiedz.-poprosił. Jęknął cicho kiedy chłopak pomasowal trochę za mocno.
-to nie mów delikatnie. Daj do zrozumienia raz a porządnie. Tak chyba będzie najlepiej.-wzruszył lekko ramionami.-może i tak...ale mówiłem że jeśli poczujesz że masz dość to wyniose się na jakiś czas do siebie. Wyjaśnimy wszystko Yuyi żeby się nie obwinial i po sprawie.
-hmmm...to może co jakiś czas będę wyjeżdżał do Tokio? O tak to pracy. Ty odpoczniesz ode mnie, mały nie będzie się o nic obwiniał. Sądzę że to dobry pomysł.-uśmiechnął się lekko.
-coś wymyslimy. Nie martw się o to póki co.-uśmiechnął się do niego lekko. Chciał żeby i Tomo i Yuya byli szczęśliwi co mimo wszystko było koszmarnie trudne.-tak możemy już iść.-powiedział wstając z kanapy.
-nie musisz przepraszać...po tych klotniach mi też odeszła ochota. Nawet jeśli w końcu mamy wolną chatę.-zaśmiał się.-a wybacz...muszę wyjąć soczewki.-powiedział wstając żeby pójść do łazienki.
Takano trochę zaskoczony zauważył że chłopak śpi. Pomyślał że na prawdę musiał być zmęczony więc cicho wsunal się pod koldre i zdjął okulary starając się również zasnąć.
Takano praktycznie całą noc nie spał. Starał się jakoś uspokoić chłopaka a kiedy ten wtulil się w niego płacząc poglaskal go tylko po włosach. Nie wiedział co robić i jak mu pomóc. Postanowił że w poniedziałek pojedzie do Tokio i da mu chwilę odetchnąć.
-mhm...-mruknął nawet nie otwierając oczu.-pospijmy jeszcze. Nie spałem całą noc.-westchnął przytulajac go do siebie.-musiałeś mieć zły sen...-dodał ziewajac.
-no dobrze...kocham cię.-uśmiechnął się lekko po czym wtulil w poduszkę na nowo zasypiajac. Nic nie mógł poradzić na to że był tak zmęczony.
Takano obudził się dopiero jak usłyszał hałas w kuchni oznaczający że Tomo wrócił i zaczął robić śniadanie. Przeciagnal się i wymacal okulary. Nie wstał jednak tylko zaczął glaskac swoją sunie która przybiegła po porcję pieszczot.
-hai hai...znów jakas niespodzianka?-spytał odbierając od niego tacke z jedzeniem.-skończę dzisiaj wcześniej żebyśmy mogli razem zrobić tort dla twojej mamy, ok?-spytał żeby się upewnić zajadajac się przy tym sniadankiem.-pyszne.
-pizza może być...i tak nie za bardzo będzie czas żeby gotować obiad.-wzruszył ramionami.-możesz zrobić...przecież nas musisz się mnie pytać.-zaśmiał się cicho i skończył jeść.-było pyszne skarbie.-wstał i dał mu calusa w policzek.
-dobrze skarbie rób co będziesz chciał.-uśmiechnął się i poszedł odnieść naczynia. Później wziął prysznic i się ubrał. Po pół godzinie wychodził już do pracy z bento w ręku.
Takano miał w planach wrócić wcześniej ale nie aż tak. W południe zrobił sobie małą przerwę na drugie śniadanie. Usiadł w kuchni i otworzył bento przygotowane przez chłopaka w trakcie jedzenia chciał przygotować projekt tortu.
-ja ciebie też.-zaśmiał się cicho. Kartkę przyczepil na lodówkę i zabrał się za jedzenie chociaż trochę było mu szkoda zjadać to wszystko. Ciężko było mu się przyznać ale to było jego pierwsze typowo japońskie bento. Przygotował w międzyczasie projekt tortu. Wrócił do domu jakieś dwie godziny później.-Tadaima!-krzyknął od progu.
-Hej skarbie.-przywitał go od progu.-Biszkopt już się piecze i czekolada plastyczna też do siebie dochodzi w lodówce.-poinformował go co już jest zrobione.-A...i dziękuję za bento. Pierwszy raz takie jadłem.-uśmiechnął się lekko.
-Na prawdę kochanie. Nie dość że pyszne to jeszcze śliczne.-uśmiechnął się obejmując go lekko w pasie i próbując pralinek.-Mmmm...pychota. No ja nie wiem czy tortem dorównam takim smakołykom.-zaśmiał się i dał mu całusa w policzek.
-Już zamówiłeś? To dobrze bo trochę zgłodniałem.-zaśmiał się cichutko.-O ile mi z nim pomożesz trochę to na pewno.-zaśmiał się i pocałował go jeszcze raz.-kocham cię...mogę dostać teraz kawałek drożdżówki?
-Mhm...mam nadzieję że Jolie coś nie odwali...-mruknął biorąc od niego kawałek drożdżówki i się nią zajadając.-po obiedzie pójdę po biszkopty i zrobimy krem ok?-zaproponował takie spędzenie czasu.-W takim tempie skończymy dość szybko nawet wliczając w to dekorację.-uśmiechnął się lekko.
-No będzie ale najpierw torcik.-przypomniał obejmując go delikatnie.-Mój kochany...
-Mhmmm...-poszedł przygotować talerze i sztućce. Kiedy chłopak przyniósł pizzę nałożył sobie kawałek i polał go sosem.-smacznego kotuś...-uśmiechnął się lekko.-Tomo? W nocy strasznie się rzucałeś i krzyczałeś...miałeś zły sen?
-Hmmm to nie dobrze...gdybyś pamiętał to moglibyśmy jakoś na to zaradzić. A tak cóż...może jakieś nie miłe wspomnienie?-wzruszył lekko ramionami.-Może uda mi się dowiedzieć co to po twoich krzykach...to źle że budzisz się niespokojny.-westchnął cicho.-No nic...smacznego.
-nie przepraszaj przecież to nie twoja wina.-pogłaskał go po włosach.-Jak nie możesz to nie jedz. Ja też zjem jeszcze tylko trochę i zabierzemy się za tort.-uśmiechnął się biorąc sobie drugi kawałek.
-Em Tomo-chan? Powiedz mi co moje jedzenie ma do twojego wymiotowania?-spytał cicho się śmiejąc.
-Ech skarbie przecież się pilnujesz. Wiesz kiedy masz dość...-objął go delikatnie ramieniem.-Będzie dobrze. Zjesz tyle ile będziesz mógł przecież nikt nie będzie cię do niczego zmuszał.
-To weźmiesz wszystkiego po troszku skarbie...no i trochę asertywności mój drogi. Jak będą cię zmuszać to powiedz że już nie możesz. Proste prawda? A jak nie to ja cię obronię.-Zachichotał.-Nie martw się.
-Mou...będzie dobrze, zobaczysz. Szczerze to trochę boję się spotkania z twoją rodziną ale...no proszę cię kotku, przetrwaliśmy bankiet urządzony przez moją macochę...Dlaczego mielibyśmy tego nie przeżyć?-Dał mu całusa.-Pomożesz mi przynieść potrzebne rzeczy z cukierni?
-E możesz...tylko nie rozumiem po co mnie o to pytasz...-powiedział wstając i zbierając ze stołu.-Zaraz do ciebie dołączę.
-Oj idź już.-zaśmiał się.-Ja w tym czasie posprzątam.-powiedział po czym poszedł do kuchni. Posprzątał trochę i wyszedł samemu też zapalając.
Jolie zaczęła się radośnie przymilać do swojego pana po czym grzecznie weszła do środka wraz ze szczeniakami. Takano zgasił papierosa i przeciągnął się nieco.-No...możemy iść już po wszystko.
-no proszę....ciekawe co się tej diablicy stało że nagle taka grzeczna.-zaśmiał się cicho.-co tam u nic?-spytał podając mu lzejsza torbę z niezbędnymi rzeczami samemu biorąc tą ciezsza.
Prześlij komentarz