Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3401 – 3600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-no mam nadzieje że jakoś sobie poradzą z jego ojcem.-uśmiechnął się lekko.-wiem skarbie dlatego dostaleś lżejsza torbę. Jeśli jest za ciężka to daj, sam ją poniose.-powiedział spokojnie nie chcąc żeby chłopak za bardzo się męczył.
-no cóż skoro mówisz że sobie poradzisz.-powiedział zamykając za nimi drzwi i idąc do domu.-czemu się o niego martwisz?-dopytal otwierając drzwi od domu i puszczając chłopaka przodem
-hmmm...to może z nim porozmaiwaj? Jesteście przyjaciółmi...może rozmowa z tobą mu trochę pomoże?-zaproponował rozpakowujac drugą torbę.-no a że studiami chyba z czasem się pogodzi co?
-mhm no tak...taki nawal problemów, rozumiem. Więc spotkajcie się i porozmawiajcie. W ten sposób okażesz mu trochę wsparcie.-uśmiechnął się do noego krojac truskawki.
Takano wziął trochę kremu na palec i spróbował.
-pyszny ci wyszedł.-powiedział i zalal truskawki galaretka. Sprawdził biszkopty i usiadł obok chłopaka żeby galaretka mogła spokojnie stężeć.
-oj już mi tak nie slodz bo niedługo moi dwaj uczniowie przerosna mistrza.-zaśmiał się przytulajac go i calujac lekko w szyję.-to odpocznij sobie. Jeszcze trochę czasu minie zanim będzie można przekładać biszkopt kremem...potem tylko wystarczy go ozdobic.
-tak możesz.-zaśmiał się cicho i oddał pocałunek.-pójdziemy jutro po winko, ok? Mam już pomysł jakie.-uśmiechnął się i popatrzył mu w oczy.
-dobrze. Więc kieliszek za zdrowie mamusi a później cię pilnuje. Zrozumiałem.-dał mu calusa.-mnie też pilnuj żebym się całkowicie nie uchlal i nie zaczął nawijac po francusku.-zaśmiał się cicho.
-serio? Jakoś nie zauważyłem...no ale skoro tak twierdzisz.-wzruszył ramionami.-najlepiej jakbym skończył na jednym kieliszku bo przecież w poniedziałek normalnie idziemy do pracy...i jak wrócimy?
-jesteś pewny skarbie? Przecież ja nie muszę pić a po jednym kieliszku nic się nie stanie. Nie musisz się zmuszać i wiem że nie chciałbyś straszyć małego swoją jazdą. Będzie ciemno...ja pojadę. Nie martw się.-poglaskal go po włosach.
-mhm skarbie...dobrze. Ale postaram się nie upic tak jakby co...żeby czuwać. Nie żebym ci nie ufał kotus ale trochę się boję...głównie dlatego że będzie ciemno.-przytulil go mocno.-poza tym ostatnio strasznie się trzesles...może pojedziemy motorem? Chociaż nie...musimy zawieźć tort i prezenty...ech...
-no cóż postaram się za dużo nie wypić i czuwać kiedy będziesz jechał. Jeśli tak bardzo chcesz spróbować to nie będę ci zabraniał.-dał mu caluska.-a teraz już zejdz, będziemy dalej robić tort.
-um no dobrze...-odparł tylko i pozwolił mu się tulic. Wiedział że jego ukochany ma czasem takie dni że robi się z niego straszna przylepa.-kotek? Może zrobimy taką umowę że jak skończymy tort to się będziesz tulil ile będziesz chciał? Z kubkiem czekolady?
-jasne że wytrzymam kotus. Będę cię tulil, zajmę się czymś.-zaśmiał się i wstał. Sprawdził jak się mają truskawki po czym przekładał je z kremem między biszkoptami.
-ech...-jęknął tylko robiąc róże z czekolady plastycznej i układając je na torcie.-no...wyszedł ładny...-uśmiechnął się i schował go do lodówki.-teraz czekoladka dla ciebie.
-no...nie jest źle...-zaprzeczył cicho się śmiejąc. Zrobił mi szybko czekoladę z piankami i bitą śmietaną. Poszedł do salonu i podał mu kubek.-proszę skarbie.
-zawsze do usług kotku mój kochany.-objął go ramieniem.-no cóż...wyciągający ten twój serial...-wzruszył lekko ramionami.
-ale przecież ja nie mówię że nie. Jak się tak obejrzy kilka odcinków to nawet wciąga.-powiedział i dał mu calusa w policzek. Nie odzywał się już do końca odcinka żeby chłopak mógł w spokoju obejrzeć.
Takano głaskał go wtedy po włosach i plecach. Po jakimś czasie przyszły też psiaki które wygonie rozłożyły się przy kanapie.
-Ja ciebie też strasznie kocham. Ale to wiesz...-zaśmiał się cicho.-I tą naszą trochę dziwną rodzinkę też bardzo kocham...
-A tak tylko...dwóch facetów wychowuje małego chłopca od czasu do czasu wysyłając go do babci żeby móc się trochę pobawić...-zaśmiał się oddając lekkie pocałunki.-Nie wspominając już o moim rodzeństwie i znajomych...To wszystko w ogóle nie jest dziwne.-zachichotał.
-No cóż pewnie tak...ja mieszkałem w na tyle dużym i dźwiękoszczelnym domu że nie było takiej potrzeby...jeśli chodzi o moich rodziców.-wzruszył ramionami i zaśmiał się cicho.-Póki co jest młody...już się boję co to będzie jak zacznie dorastać.-zachichotał.
-No u nas z tym nie było większego problemu...nie musieli nas wyganiać z domu...-pocałował go kilka razy schodząc na szyję i obojczyki.-wczoraj w ogóle nie miałeś ochoty a dzisiaj taki napalony...nigdy nie wiadomo czego się po tobie spodziewać.-zachichotał cicho.-dyscypliny?-uniósł znacząco brwi i dał mu lekkiego klapsa.
-Oj kotek dobrze wiem że żeby CIEBIE ujarzmić potrzeba czegoś mocniejszego...-wstrzymał na chwilę oddech kiedy chłopak dobrał się do jego sutków. Zabrał się za mozolne rozpinanie jego spodni jednak kiedy skończył z paskiem usłyszał denerwujący dźwięk telefonu. Wyjął go z kieszeni, wyjął baterię i rzucił go na podłogę wracając do przerwanej czynności.
-Nie mam aż tak słabej pamięci...ale zawsze możesz mi to przypomnieć.-zauważył biorąc głębszy wdech i z zadowoleniem zsuwając spodnie chłopaka.-Kotuś oderwij się na chwilę i powiedz jak podoba ci się to co wypracowałem przez czas twojej nieobecności żebyś mi nie marudził że jestem za słaby żeby cię unieść.
-Ale maruda...i weź tu się człowieku staraj.-wywrócił oczyma.-może chodźmy do sypialni?-zaproponował zdejmując z niego koszulkę. Zjechał dłońmi w dół po jego plecach i dał kolejnego trochę mocniejszego klapsa.-Mój mały wredny i niegrzeczny...
-Ałć..nie gryź...wiesz że nie lubię...-jęknął trochę niezadowolony. Złapał go pewniej i zrzucił się z nim z kanapy.-No cóż...możemy równie dobrze zostać na podłodze...albo iść pod prysznic...tam się jeszcze nie bawiliśmy.
-Ale daj mi się też pobawić uparciuchu jeden...Jak już masz ochotę to wszystko musi być po twojemu....-wywrócił oczyma z łatwością ich obracając i znów lądując na górze. Całkowicie zdjął z niego spodnie i przyssał się do jednego z jego sutków.
-Łatwiej powiedzieć trudniej zrobić napaleńcu.-zachichotał. Całował go coraz wyżej aż doszedł do szyi którą zaczął okupować. Zostawił mu malinkę i uśmiechnął się lekko.-Jakoś ją jutro zakryjesz.-zachichotał znów schodząc w dół.
-Oj kotuś...to tylko jedne malinka. Dasz radę.-zachichotał.-Będziemy się tak obracać aż wylądujemy na tarasie?-spytał ze śmiechem trochę niezadowolony że znów wylądował na dole.-No uparciuchu widzę że bardzo chcesz się bawić...
-mou...i znów mi nie dasz się podotykac?-powiedział trochę niezadowolony. Sunia warknela niespokojnie.-Jolie sio.-wyłonił ją machajac przy tym ręką. Psina chwilę na niego popatrzyła dopiero później wychodząc.
-aha jasne...znów robisz wszystko po swojemu...-mruknął już planując jak tu go ukarać.
-a ja nie lubie nie mieć...-mruknął tylko w odpowiedzi. -pośpiesz się przynajmniej.-dodał zagryzajac zęby za ręce żeby się już zamknąć.
Mruknął coś niewyraźnie z zębami na ręce co brzmiało podobnie do 'wie że nie lubie i robi na złość'. Oddychal już o wiele szybciej po czym doszedł z cichym westchnieniem.
-aha...mój uparty...-wywrócił oczyma i oddawał pocałunek w równą pasją. Wziął go na ręce i zaczął spokojnie iść w stronę łazienki.
-taki niegrzeczny i jeszcze będzie marudzil? Nie ładnie.-pokrecil przecząco głową. Wszedł z nim na rękach pod prysznic, zamknął kabinę i puścił wodę która z początku poleciała zimna.
Takano tylko zaśmiał się wesoło i szybko zmienił wodę tak że leciała przyjemnie ciepła.
-teraz lepiej skarbie?-spytał i nie czekając na odpowiedź zaczął go całował gdzie popadnie. Dłońmi zaczął piescic jego sutki co jakiś czas zjeżdżając do jego przyrodzenia by po chwili znów wrócić do torsu.
-kotek...drżysz...zimno ci?-spytał mruczac mu do ucha.-zaraz cię rozgrzeje.-obiecał lizac go po uszku które po chwili delikatnie ugryzł. Pewnie poruszał dłonią na jego przyrodzeniu jednocześnie wsuwajac w niego jeden palec.
-dodaj trochę cieplej wody.-poprosił. Mimo wszystko nie chciał żeby mu się chłopak przeziebil. Po jakimś czasie wsunal kolejny palec a później trzeci. Ponownie nachylil się do jego ucha.-tyłem czy przodem? Jak wolisz? Pozwolę ci wybrać.-spytał nie przerywając pieszczenia jego ciała.
-aj zaraz łaskawy...-Zachichotal. Delikatnie wyjął z niego palce i poczekał aż chłopak się odwróci. Ucałował go w kark i przejechał dłońmi w dół po jego plecach. Dał klapsa i złapał go pewnie w biodrach powoli w niego wchodząc.
Ucałował go w policzek i zaczął się w nim powoli poruszać z czasem przyspieszając. Dłońmi zajął się jego męskością chcąc dostarczyć chłopakowija najwięcej przyjemności. Całował go po karku i szyi oddychają przy tym szybko i ciężko.
-to będę cię nosił. Powiemy że zwichnales nogę w kostce.-wzruszył ramionami oblizujac palce. Doszedł chwilę po nim z cichym jekiem i od razu wyszedł. Obrócił go przodem do sobie i przytrzymal żeby nie upadł.-kocham cię.-uśmiechnął się zadowolony.
-wybacz jeśli trochę...przesadzilem...-uśmiechnął się lekko trzymając go w ramionach i czekając aż woda ich oplucze i trochę po nich posprzata.
-no skoro tak mówisz...-mruknął nie do końca przekonany.-ważne żeby ci się podobało.-dodał zakrecajac wodę. Mocno go trzymając wyszedł z kabiny i sięgnął po ręcznik którym zaczął wycierac swojego słabego partnera.
-na pewno?-spytał trochę zmartwiony. Wytarl się szybko i obwiazal się w pasie recznikiem. Podszedł do toaletki żeby wymienić soczewki na okulary.-cudem mi nie wypadły.-zaśmiał się.
-no tak...i trochę zaszalelismy.-uśmiechnął się lekko. Przytrzymal go na plecach i zaniósł do sypialni. Położył go na łóżku i podał mu jego dresik do spania sobie wyjmujac czyste bokserki.
-wiesz kochanie bardzo chętnie bo jestem zmęczony...tylko ciężko jest spać i nie słuchać kiedy się tak wiercisz i krzyczysz.-zauważył spokojnie i wgramolil się do łóżka.-dobranoc kochanie.-dał mu buziaka na dobranoc i wszedł pod koldre.
-żadne na kanapie. Pewnie wszystko cię boli...śpij i mną się nie przejmuj.-uśmiechnął się i objął go lekko.-dobranoc kochanie. Niech dzisiaj ci się przysni coś miłego.-uśmiechnął się do niego delikatnie i zdjął okulary zamykając oczy.
Takano tulil go do siebie całą noc. Chciał żeby chłopak spokojnie się wyspal i w końcu miał.ładny sen. Wiedział jednak że samym chceniem nic nie pomoże. Nad ranem przeciagnal się lekko i wyszedł z łóżka żeby zapalić.
Takano szybko wypalil a w drodze powrotnej posprzątał porozwalane w salonie ubrania. Zaniósł je do łazienki, umył zęby i wrócił do łóżka łagodnie obejmując chłopaka. Odgarnal mu włosy z twarzy i uśmiechnął się lekko.
[dobranoc ^^]
-dzień dobry skarbie.-uśmiechnął się do niego lekko.-um dzisiaj możemy sobie polezec...zrobisz mi później japońskie sniadanko czy boli?
-no jak boli to znaczy że przesadzilem...-zaśmiał się cicho przytulajac się do jego brzuszka.-ale zanim sniadanko to polezmy chwilę, dobrze?
-Dawno? Jakiś miesiąc...albo dwa.-wzruszył lekko ramionami.-Ale będą przerwy. Mamy malucha w domu więc za bardzo nie możemy kiedy chcemy.-zaśmiał się cicho.-Ale boli kotuś...może ja zrobię śniadanie przy pomocy twoich instrukcji?-zaproponował.
-Bardzo mi się podobało, ale kotuś dzisiaj niedziela więc nie idę do pracy. W niedzielę robimy dzień wolny. Mały bardzo się cieszył kiedy poświęcałem mu cały swój dzień i chcę to kontynuować. Chodziliśmy na basen albo na plażę...-wyjaśnił spokojnie.-Chciałbym żebyś ty też wtedy z nami chodził. Spędzalibyśmy tak rodzinnie czas...
-No dobrze misiu...skoro już powiedziałeś że przyjdziesz to nie będę cię zatrzymywał. Tylko pamiętaj, że przez wolną niedzielę mam na myśli że w ogóle nie idziesz do pracy.-zaznaczył spokojnie.-A teraz jak ty będziesz w pracy ja pójdę po wino. Od razu zabiorę kilka rzeczy z domu...
-Mhm...-podniósł się powoli i usiadł.-Gdzie cię pomasować kochanie?-spytał spokojnie poprawiając okulary.
-połóż się wygodnie na brzuszku.-poprosił tylko i zaczął go masować. Wykonywał spokojne i delikatne ruchy masując mu kark, plecy i czasem schodząc do lędźwi.-powiedz gdzie dokładnie boli.
-No juz skarbie spokojnie...-poprosił masując go delikatnie we wskazanym miejscu.-Może nie idź dzisiaj do pracy...zrobię ci ciepły okład?
-No rozumiem...postaram się ci to rozmasować. Wybacz jeśli to moja wina i w ogóle...-powiedział trochę smutno.
-chyba?-zaśmiał się cicho.-Ech no dzisiaj tylko się wierciłeś troszkę. Mam nadzieję że to przejdzie. Może zadzwonisz do tej pani psycholog? Może coś by ci pomogła. Nie chcę żebyś się męczył.-powiedział nie przestając go masować.
-No skoro mówisz że lepiej...ale poleż jeszcze dobrze?-poprosił biorąc od niego zeszyt i idąc zawojować kuchnię.
Po dłuższej chwili przyszedł po niego.
-Kotuś śniadanko na stole...nawet bento zrobiłem.-zaśmiał się cicho.-śniadanko ocenisz teraz a bento później.
-Ja ciebie też...-powiedział tylko z uśmiechem i poszedł za nim. Usiadł przy stole i zaczął jeść.-smacznego.-powiedział po chwili jednak czekając na werdykt.
Odetchnął z ulgą i uśmiechnął się lekko kończąc swoją porcję.
-Cieszę się. Mam nadzieję że bento również będzie ok.-powiedział zbierając naczynia.-Masz jeszcze chwilę...jest coś co chciałbyś porobić?
-Um...no cóż nie wspomniał mi. Mogę z tobą zaśpiewać tylko...to na pewno ok żebyśmy szli tam razem?-spytał trochę niepewny jak zareagowaliby inni.-No ale pokaż co już masz.
-aha ok.-zawtorowal mu śmiechem.-podzielić chciał? Pewnie pomyślał że czujesz się ominiety i dlatego się klocimy...-pokrecil głową.-no ale pokaż co już masz. Na pewno nagram wasz występ i zrobię zdjęcia do kroniki.-uśmiechnął się lekko.
-upieke z nimi babeczki.-wzruszył lekko ramionami. Słuchał go z lekkim uśmiechem na ustach.-śliczna skarbie. Taka...na prawdę piękna.-powiedział nie umiejąc się odpowiednio wyslowic.-a właśnie...muszę z Yuya pojechać i zawieść Maksowi lekcję bo był nieobecny.-przypomniało mu się nagle.
-no jego mama mnie prosiła...więc przyjadą.-pokiwal głową.-nie jest trudna skarbie...jest prosta w odbiorze i nie uzywales jakiegoś skomplikowanego języka. Nie martw się.-dał mu calusa w policzek.-jesteś mój utalentowany. To co wydasz swoją płytę?
-tak waga to priorytet. Kiedy się ostatnio ważyłeś?-spytał spokojnie.-no tak u niego. To zrozumiałe skarbie. Zasady...a kotek? Wydasz pod swoim nazwiskiem?
-wiem że jesz, jemy razem o tych samych porach.-przypomniał mu spokojnie.-to pewnie przez to że wczoraj za bardzo się zabawilismy...następny raz jak dobijesz ponad 50...-dał mu calusa.-wydaj pod własnym jeśli chcesz. Ale powiedz jakie na przykład minusy?
-ach...no już widzę te nagłówki. 'utalentowany piosenkarz spotyka się z cukiernikiem!' 'czyżby ten pierścionek był nie tylko zwykłą ozdobą?'.-zaśmiał się cicho.-dobrze kochanie wcześniej zrobimy naradę rodzinną.
-więc ją przedyskutujemy. Sądzę że cieszylaby cię taka mała trasa. Poszedłbym z Yuya na jeden koncert byłoby fajnie.-uśmiechnął się lekko.-zawsze będę cię wspierał skarbie.
-nie ma za co kochanie.-odprowadził go do drzwi i poszedł się ubrać. Od razu wyszedł do swojego domu gdzie spakowal parę ubrań, rysunki i zabrał się za wybieranie wina.
-tak już się zbieramy.-odparł mu spokojnie.-przecież się tylko bo ubrudziles się mąką.-poprosił ze śmiechem.-a...jak podobało ci się bento?-spytał jeszcze ciekawy.
-za to na torach mi wychodzą.-zaśmiał się wesoło. Przyniósł do samochodu resztę prezentów i wszedł do środka. Gotowy?-spytał spokojnie.
-ech...nie trzymaj tak mocno.-poprosił odjeżdżając.-kotek może...może lepiej żebyś nie jechał? Nadal się boisz, będzie ciemno. Przecież ja mogę nie pić.-zauważył cicho.
-oj dobrze...ale i tak odpuszcze picie. Tak w razie czego.-zdecydował jadąc dalej spokojnie. Trochę bal się posadzić go za kierownicą. Dojechał spokojnie a kiedy zaparkowal podał chłopakowi torebkę z prezentem samemu biorąc tort.
-ale ja wcale nie muszę pić.-mruknął tylko wchodząc zaraz za nim.-wszystkiego najlepszego. Przytulilbym ale trzymam tort.-uśmiechnął się lekko do kobiety.
-oooo...a mówiłem że jak zetniemy włoski to będzie lepiej.-zaśmiał się i przytulił go mocno.-a jak tam w szkole? Dobrze się bawiles u babci?-wypytal go.
-oczywiście że odbiore kochanie.-zapewnił go spokojnie.-brawo, mądry chłopiec. A rozwiązywałeś z babcia zadania z matematyki?
-no nic...jakoś to nadrobimy.-uśmiechnął się lekko.-a teraz chodźmy już do stołu.-poprosił prowadząc go za raczke do salonu i posadził go między sobą a Tomo.
-robię na zamówienie ale...w drodze do australii pewnie by się zepsuł.-uśmiechnął się przepraszająco. Wypił tylko łyk za zdrowie solenizantki i więcej nie ruszył. Jakoś tak stresowal się jazdą z Tomo za kierownicą.
-jeszcze do obgadamy. Yuya ma szkołe a my też nie możemy rąk zostawić pracy.-poklepal go po ramieniu. Dziwnie się czuł. Sądził że nie zostanie tak od razu zaakceptowany w rodzinie.
-co jest kotek? Zmęczony? Chcesz już wracać? Drżysz...boisz się czegoś?-spytał bo w mieszkaniu było gorąco więc odpadło to że może mu być zimno. W takich momentach cieszył się że nie wypił nic na to jedno zdrowie solenizantki.
-um...ok. A pójdziesz z nami maluszku? Przytulisz wujka.-uśmiechnął się lekko.-chyba że Tomo nie chce...masz coś przeciwko żeby z nami poszedł?
Przytulil go mocno do siebie.
-no już...no już spokojnie. Powiedz co się stało i w czymś mam ci pomóc.-poprosił glaszczac go uspokajająco po plecach.
-kiedy kogo? Kotek...wiem że jesteś wystraszony ale nie wiem czemu. Opowiadaj spokojnie, dobrze? Jeśli ktoś zrobił ci coś złego to powiedz. Możemy też wrócić wcześniej do domu.
-jakie wtedy? I kto do cholery jasnej chciał skrzywdzić naszego malucha?-spytał starając się za bardzo nie denerwować.-Yuya? Chodź tu do nas.-poprosił chłopca który do tej pory grzecznie siedział na krzesełku.-przytul wujka.-dodał również cały czas go tulac.-Tomo możemy wrócić wcześniej.
[dobranoc ^^]
-kotek? Jak on tak mógł...skarbie już jesteś bezpieczny. Jestem przy tobie i zawsze cię obronie.-uśmiechnął się i ucałował go lekko.-zrobić ci czekoladki? Uspokoisz się trochę...-zaproponował cicho.
-usiade jeśli tego chcesz. Chociaż wolałbym żebyśmy po prostu wracali.-poglaskal go po włosach.-o dobry pomysł. Pospiewajcie a ja zaraz wrócę.-uśmiechnął się i wyszedł.-mamo?! Mamo masz czekoladę?!-spytał wołając ją głośno.
-Mhm to zaraz mu zrobię czekoladę gorącą. To go pewnie bardziej uspokoi.-uśmiechnal się lekko.-dobrze że go wyrzuciłaś. Tomo spanikowal...wyrzucił to wspomnienie a teraz ono wróciło...
-no ja też wiem kiedy z Tomo jest coś nie tak ale...rzadko wiem co.-uśmiechnął się lekko i zabrał za robienie czekolady.-no chyba będę musiał zacząć się pytać o rady. Miesiąc próbowałem go zabrać do fryzjera...jak ty dałaś radę?
-a jak ja mu chciałem włosy ułożyć jakoś albo ściąć to stwierdził że chłopcy się nie czesza...nie szło go przekonać...-zamarudzil trochę.-jak coś robienie będę się pytał. To wszystko dla mnie nowe a on przecież wciąż dorasta...-dolal mleka do czekolady i zaczął energicznie mieszać.-ale to mądry chłopiec.
-w końcu się naucze. Dzięki za wszystko
-w końcu się naucze. Dzięki za wszystko.-powiedział i skończył robić czekoladę. Poszedł wtedy od razu ją znieść Tomo i Yuyi.-już ci lepiej skarbie? Mama wyprosila tego wujka...
-możesz aniolku.-zmierzwil mu włoski i pozwolił iść.-na pewno lepiej? Wypij spokojnie czekoladę i dopiero wrócimy do stołu.-powiedział przytulajac go lekko.
-no dobrze kochanie, mogę usiąść na twoim miejsce chociaż teraz nie ma to większego znaczenia.-poglaskal go po włosach.-kocham cię, wiesz?
-nie zepsules. Zdarza się kochanie. To była jego wina, żałuję że nie miałem okazji mu wpieprzyc za strasznie mojego faceta i grozenie że skrzywdzi mojego syna...-dał mu buziaka.-mój...mój kochany.
-no załatwiłem potrzebę i wyszedłem...robił co coś? Dotykał?-spytał od razu trochę zdenerwowany.
-co za skurwiel...-zacisnął dłonie w pięści.-jak śmiał...no nic dobrze że już go tu nie ma...o Yuya jest bezpieczny i wszystko jest dobrze...już jest dobrze. Już dobrze.
-co za skurwiel...-zacisnął dłonie w pięści.-jak śmiał...no nic dobrze że już go tu nie ma...o Yuya jest bezpieczny i wszystko jest dobrze...już jest dobrze. Już dobrze.
-zawsze skarbie.-zapewnił spokojnie i pocałował go namiętnie. Otarł mu łzy.-możemy już iść. Jak chcesz to usiadziesz na moich kolanach.-uśmiechnął się i wstał wyciągając w jego stronę rękę.
-kotek zjemy na pół ciasto?-spytał widząc że mama też coś uciekła. Chciał trochę spróbować. Nałożył kawałek i zaczął spokojnie jeść.-większość osób już pijana...-zauważył cicho.
-dobrze skarbie. Nie piłem więc mogę prowadzić. Miałeś dzisiaj dużo wrażeń, lepiej żebyś nie fundowal sobie dodatkowej dawki strachu, co?-uśmiechnął się i nalal sobie soku.
-oj nie marudz mi. Nie będę pił.-zaśmiał się jedząc ciacho.-no jeśli chcesz prowadzić to ok...ale uważaj. W razie czego będę trzeźwy to zareaguje odpowiednio szybko.
-no trochę się boję.-przyznał.-ale się trzymam i dam ci prowadzić...serio.-uśmiechnął się.-smacznego.-dodał spokojnie.
-na prawdę możesz jechać...-uśmiechnął się spokojnie. Wziął sobie kawałek ryby jeszcze przed wyjściem a kiedy skończył spojrzał na chłopaka.-możemy już jechać.
Takano rowniez poszedl pożegnać się że swoim maluchem i mamą która już traktował jakby była też jego. Potem ubrał buty i już wyszykowany czekał na chłopaka.
Usiadł na fotelu pasażera i zapial pasy.
-no ruszamy kochanie...-uśmiechnął się lekko
-jak mi go zarysujesz to będę zły bo to nowy...-powiedział uśmiechając się lekko i patrząc na drogę cały czas kontrolując co chłopak robi.-skarbie? Nie zaciskaj tak mocno dłoni na kierownicy...
-no dobrze...tylko trochę się wyluzuj. Jak się tak spinasz to jeszcze bardziej się denerwuję...-uśmiechnął się lekko otwierając też okno ze swojej strony.
Wysiadł zaraz za nim i objął lekko ramieniem.-już dobrze...nic się nie stało.-zapewnił spokojnie glaszczac go po ramieniu.-jest dobrze...połowa drogi za nami.
-skarbie Nie zostawię cię tutaj. Odpocznij chwilę, pojadę szybko i ani się obejrzysz będzie trzymał duży kubek gorącej czekolady. Albo miskę lodów. Co będziesz chciał. Było dobrze.
-będzie dobrze. Odpoczniesz chwilę, uspokoisz się. Cały czas będę tu przy tobie. A zaraz ładnie wejdziemy do samochodu i wrócimy do domu. Możemy też zadzwonić po Juna. Przyjechalby po ciebie motorem a ja być wrócił samochodem.
-nie skarbie. Mam faceta który jest piekielnie uparty. Ale to dobrze...nie boi się próbować. Mam wspaniałego faceta.-uśmiechnął się.-zadzwonimy po twojego kumpla. W domu dam ci duży kubek czekolady. Albo jak będziesz chciał to lodów. Jak wolisz.
-dobra. Będzie i czekolada i lody.-zaśmiał się i zadzwonił do Juna który powiedział że już wyjeżdża.-zaraz będzie, tylko chwilę poczekamy. Zawiezie cię prosto do domu, będę jechał zaraz za wami. A w domku cię uspokoje. Może obejrzymy jakiś film?
-dobrze. Będzie coś spokojnego i wesołego.-obiecał tulac go do siebie.-nie jest ci zimno? Mam w samochodzie koc...-zaczął ale po chwili zdał sobie że to nie potrzebne. Podjechał Jun i wyciągnął kask w ich stronę.-idź już. Będę zaraz za wami.
Takano jechał spokojnie za nimi. Kiedy dojechali zaparkowal i podziękował Junowi.
-Tomo? Chodź już jesteśmy.-uśmiechnął się i pociągnął go w stronę domu.
-racja misiu. Żyjemy i nic nam nie jest. I tego się trzymajmy.-powiedział podając mu kubek gorącej czekolady z dużą porcją bitej śmietany.-lody później ok?-usiadł obok niego i objął ramieniem włączając telwizor żeby poszukać filmu.
-nie jestem. Chciałeś spróbować a do tego potrzeba wielkiej odwagi. Zrobiłeś pierwszy krok...kiedyś znów go powtórzysz.-uśmiechnął się znajdując jakąś znaną komedię.-może być to?
-mou kotus...nic się nie stało. Nie smutaj.-poprosił.-oglądaj film.-dał mu calusa w policzek i poszedł do kuchni żeby wziąć sobie piwo. Wrócił po chwili na swoje miejsce.
-kochanie a mi też przeniesiesz trochę lodów?-spytał kiedy chłopak wyszedł do kuchni. Zaraz jednak wybuchł śmiechem z zabawniejszego momentu filmu.
-moja przylepa.-zaśmiał się cicho i zabrał się za jedzenie lodów.-uwielbiam ten smak. Jakoś tak zawsze lubiłem truskawkowo-śmietankowe lody. Jak byłem młodszy to ciężko było mnie namówić na inne...-zaśmiał się wesoło.
-ano serio. Byłem wybrednym dzieckiem. Grzecznym ale wybrednym. Do szkoły zawsze miałem kanapki. I pocky.-zaśmiał się wesoło.-jakoś tak...truskawkowe są słodkie...-powiedział nie wiedzą jak to wyjaśnić.
Obejrzał film do końca i uśmiechnął się lekko kiedy zobaczył śpiącego chłopaka. Ostatnie wstał i zaniósł go do sypialni okrywajac kołdrą. Później poszedł zapalić, nakarmić pieski, umyć się i dopiero wtedy sam poszedł spać.
Takano chciał sobie jeszcze polezec jednak budzik powiedział dość. Wstał i na szybko się ubrał zaraz wcinajac śniadanie i zabierając przygotowane bento do pracy.
-hej kotus.-zaszedł najpierw do kuchni w piekarni j przywitał się z chłopakiem.
Zaśmiał się i poszedł do góry od razu zabierając się do pracy. W południe zjadł bento a około 15 wyjechał odebrać Yuye.
Takano wybiegł z samochodu i poszedł do chłopca biorąc go na ręce.
-Yuya co nie stało? Czemu placzesz?-spytał zmartwiony idąc z nim do samochodu.
-oj ty mój maluchu...jedziemy do babci.-zdecydował sadzajac go ostrożnie do samochodu. Pojechał do szpitala i wniósł chłopca do środka.
-oj nie przepraszaj maluchu. Chłopaki też czasem płaczą.-uśmiechnął się do niego.-mówił mi że spadł że schodów bo się potknął...-wyjaśnił spokojnie.-ale mam nadzieje że to nic poważnego.-dodał.
-oj czasem płacze.-zaśmiał się cicho.-o proszę jakie masz zalecenia od babci. Będzie maluch rozpieszczany...ale nie za bardzo bo przecież trzeba zadanka robić.
-oj będzie rozpieszczany. Dla mojego malucha wszystko. -odparł unosząc dłonie w geście kapitulacji.-a jak z chodzeniem? O kulach?-spytał jeszcze.
-Tomo go też pewnie nauczy.-uśmiechnął się i zwrócił do chłopca.-jedziemy już? Tomo zrobił pyszny obiadek.-powiedział samemu będąc już trochę glodnym.-i opowiesz jak to się potknąłeś.
-czemu wstydliwe?-spytał spokojnie idąc już do samochodu.-możesz jechać. Nie widzę przeszkód.-powiedział spokojnie sadzajac go na przednim siedzeniu.
-oj moja fajtlapa...ale spytaj babci jaka fajtlapa była z Tomo...albo że mnie. Jak chcesz to pooglądamy zdjęcia.-uśmiechnął się do niego.-nie robisz problemów. Jesteś dzieckiem i masz prawo się czasem potknac. To nic złego. Jesteś grzeczny i kochany.
-oczywiście że będziemy skarbie. Bardzo cię kochamy i już zawsze będziemy.-uśmiechnął się do niego spokojnie jadąc do domu.-a ty nasz kochasz?
-jesteś bardzo grzecznym synkiem. Bardzo grzecznym. Czasem trochę za bardzo upartym...ale nadal bardzo grzecznym.-uśmiechnął się parkujac pod domem.
-o ramen...-rozmarzyl się i wyszedł zaraz biorąc chłopca na rękę.-a nasza mała fajtlapka się potknela. Skręcił nogę więc pojechałem z nim do babci. Ma przez tydzień nie chodzic i być rozpieszczany.-zaśmiał się zamykając samochód.
-oho czyżby za dużo czasu wolnego?-zaśmiał się wesoło.-już nie może się doczekać obiadu i deseru-zaśmiał się i posadził chłopca na kanapie podając mu od razu pilota. Poszedł pomoc Tomo w kuchni.-zaproponowałem małemu że pokażemy mu nasze zdjęcia z dzieciństwa. Bo on bardzo cię wstydzi tego jak się potknął...
-no ja wiem...to dzisiaj zobaczymy moje a jutro przywiozę twoje.-zaśmiał się idąc do salonu i podając chłopcu ramen.-smacznego....urlop tak? No dobrze ale nie zapomnij też o zadaniach do konkursu bo trzeba trochę nadrobić.
-jakie poplotkujemy?-oburzył się nagle.-już przy zdjęciach będzie masa śmiechu...obiad lepiej zróbcie jakiś dobru jutro.
-ech...-wywrócił tylko oczyma i zaczął jeść.-pyszne...najlepszy ramen jaki kiedykolwiek jadłem...-zachwycił się.
-naprawdę mówię...może nie jadłem zbyt wielu ale na prawdę dobre....ale twój je wszystkie przebija. Jest przepyszny. Chciałbym częściej go jeść ale...lepiej żeby był specjalny.
-Raz w miesiącu jest ok.-zgodził się wesoło.-oj mały...mówiłem że się pogodzimy? Rozladowalismy napięcie...-puścił oczko do Tomo i zaśmiał się cicho.-i wszystko się ułożyło.-dodał wracając do jedzenia.
-jasne że zagramy. A teraz jedz już ładnie.-uśmiechnął się i wrócił do jedzenia po chwili kończąc.-pozmywam.-zaoferował swoją pomoc wstając z kanapy.
-co jest?!-spanikowany od razu pobiegł do łazienki.-co się stało? Lez spokojnie...zadzwonie do szpitala...do twojej mamy...-powiedział kiedy zobaczył krew. Od razu wykrecil numer i starał się jakoś wyjaśnić co się stało.
-kotek...przecież miałeś pilnować posiłków. Twoja mama jest w drodze...-powiedział okrywajac go rzecznikiem i idąc szybko po apteczke żeby jakoś zatamowac krwawienie. Wrócił po chwili.-wiesz jak ważne jest żebyś jadł regularnie...i miałeś też się nie przeprwcowywac...-dodał.
-cichutko...będzie dobrze...-powiedział starając się uspokoić też samego siebie. Zaraz pobiegł otworzyć drzwi. Wpuścił kobietę i idąc razu zaprowadził do rannego.
-no oboje to łamagi...-zaśmiał się nerwowo.-ale nic mu nie będzie? Wyjdzie z tego prawda? Nic mu nie będzie?-spanikowal trochę. Martwił się o niego.
-zaraz, zaraz...masz zamiar go szyć tutaj?-spytał i nagle jakoś bardziej pobladl.-wybaczcie...jakoś tak zrobiło mi się słabo...za dużo krwi...-mruknął tylko i wyszedł z łazienki żeby ułożyć Yuye do snu.
Skinal głową i zaniósł chłopaka do łóżka. Ubrał do delikatnie i okrył koldra. Później wrócił pomóc w sprzątaniu łazienki.-jak go będzie bolało to dam mu leki ale...poza tym to wyjdzie z tego, prawda? To nie jest nic poważnego nie?-na prawdę się martwił i potrzebował powiedzi.
[dobranoc ^^]
Skinal lekko głową.-Postaram się go pilnować...ale wiesz jaki z niego uparciuch. Wezmę wolne i zajmę się moimi kalekami...jakby coś się działo to zadzwonię.-powiedział wzdychajac ciężko.-co to się porobilo...na pewno nie powinien iść do szpitala? W końcu go uraz głowy...
-dobrze...zajmę się nim jak tylko najlepiej potrafię. I nim i Yuya. Mam nadzieje że jednak nic poważnego mu się nie stało.-uśmiechnął się lekko.-chcesz się czegoś napić czy od razu chcesz jechać?
-dobrze, przyjedziemy.-uśmiechnął się i odprowadził kobietę do drzwi. Potem tylko wykonał wieczorna rutynę i poszedł spać wcześniej jeszcze dzwoniąc do wszystkich pracowników że jutro mają wolne a później się pomyśli. Wszedł do łóżka i długo nie mógł zasnąć.
Westchnął cicho i wstał z łóżka przynosząc miskę z wodą i chustke. Postanowił zbić mu trochę temperaturę okladami.
-twoja mama poleciła ci leżeć dwa dni...pojutrze jak już będziesz się lepiej czuł to pójdziemy. A jutro będę cię rozpieszczal. Odpoczywaj skarbie, masz gorączkę.-uśmiechnął się do niego lekko.
-Lez grzecznie...-poprosił kładąc go i okrywajac.-zaraz dam ci coś na zbicie gorączki i coś przeciwbólowego. Lez i odpoczywaj.-wstał i wyszedł po leki. Po chwili wrócił z tabletkami, wodą i kromka chleba z masłem.-najpierw zjedz.
-ja ciebie też skarbie. Widzisz normalnie? Slyszysz też?-spytał jeszcze i ucałował go i w policzek.-misiu? Możesz się tulic...tylko uważaj na główkę.-poprosił.
-no najwyżej będziesz nosił okulary. Ważne że dobrze słyszysz. Zadzwonię jutro do twojej mamy i powiem co jest nie tak. Teraz już spij skarbie...
-dobrze kochanie. A teraz już postaraj się usnac.-poglaskal go po policzku, ucałował go na dobranoc i zgasil lampke.-śpij dobrze. Jeśli będziesz czegoś potrzebował to nie wahaj się mnie budzić.
Również zasnął. Obudził się jednak dosyć wcześnie i poszedł poeksperymentowaćw kuchni. Przejrzał zeszyt Tomo z japońskimi przepisami zdecydował się na lekkie sniadanko.
Zaniósł sniadnako najpierw Yuyi mówiąc żeby chłopiec zjadł w łóżku i jeszcze trochę polezal. Później poszedł do Tomo.
-jak się czujesz?-spytał poprawiając mi poduszkitk żeby mógł siedzieć i podając mu śniadanie.
-to dobrze. Zjedz trochę i weź leki i potem odpoczywaj. I nie czytaj za dużo.-uśmiechnął się do niego i sprawdził dłonią czy chłopaka ma jeszcze gorączkę.
-no to nie wiem...zrób coś co nie będzie za bardzo męczące dla twojej główki kotus. Obejrzyj film...albo coś. Yuye moge do ciebie przenieść.-zaproponował.
-najpierw oboje zjedzcie śniadanie. Weź leki i go przyniosę. Powinieneś odpoczywać, pamiętaj o tym. Poza tym...jak tak już normalnie widzisz? Pod koniec tygodnia zawioze cię na zdjęcie szwów.
-nie ma za co skarbie. To normalne. Bardzo się martwilem...a jednak słabo mi się zrobiło na widok krwi i musiałem wyjść. Cieszę się że nic poważnego się nie stało.-powiedział calujac go lekko.
-możesz mieć zachcianke...-powiedział trochę zaskoczony.-zaraz cię przytule. Ale najpierw posprzątam po śniadaniu i przyniosę Yuye tutaj dobrze? Nie chce żeby mały leżał sam w pokoju...
-Potule i co tylko będziesz chciał.-zaśmiał się i wyszedł szybko posprzatal i zrobił herbatę w termosie po czym poszedł po Yuye.-hej jak się czujesz? Chcesz polezec z nami i obejrzeć film?-spytał chłopca.
-oj...no pewnie będzie. Ale najpierw będziesz z nami a wtedy nic ci nie grozi. Poogladamy zdjęcia, porozmawiamy.-wziął go na ręce.-no już nie płacz. Nie bój się, tatuś cię obroni.-zapewnił.
-no no moje dwie fajtlapki...nie sądziłem że tak szybko będę się cieszył że kupiłem aż tak duże łóżko.-zaśmiał się cicho.-mamy burzę więc z filmu nici ale możemy o czymś porozmawiać.-powiedział kładąc się między nich.
-Tomo!-krzyknął za nim a kiedy ten wrócił zabrał mu gitarę.-jeden dzień. Proszę jeden dzień odpocznij. Mam cię pilnować, zalecenie lekarza. Wiem jak bardzo nie lubisz tak leżeć ale tym razem musisz. Proszę...-zrobił proszaca minke.
-ech no...-już się nie kłócił i przytulil lekko chłopca. Wyjzal przez okno i zobaczył małe przejasnienia.-chyba będzie tęcza...-powiedziała cicho.
-na prawdę.-uśmiechnął się do chłopca i poglaskal go po włosach.-Tomo skarbie...a mówiłem żebyś odpoczywał. Musisz całkowicie się wyleczyć.-wywrócił oczyma.-co moje fajtlapki chcą na obiadek?
-eeee...Yuyuś...jak to tatusia?-spytał patrząc na niego uważnie.-no spaghetti jest zrozumiałe i może wam zrobić...
-oj...no spełniam wasze zachcianki dzisiaj. Będę Yuyuś. Będę i dzisiaj u jutro i całe życie. Kochać was obu będę zawsze.-uśmiechnął się do niego i przytylil lekko.
-misiek nie za dużo tych zachcianek?-zaśmiał się cicho i wstał po notesik zapisał wszystko.-jaki tytuł mangi?-spojrzał na niego wyczekująco.-a moja druga kaleka czego potrzebuje?
-ech...no dobra to jak będziesz coś jeszcze chciał to powiedz.-wywrócił oczyma.-Yuya na pewno tylko lizaczka? Nic innego nie chcesz?-spytał nie chcąc żeby chłopak się wahał.-poczytam. Chcesz z nami spać dziś czy u siebie?
-dobrze miśki moje. o obiedzie wszystko wam kupię.-uśmiechnął się.-obejrzymy bajkę przed snem.
-Tomo? Skarbie zaraz dam ci coś przeciwbólowego.-zdecydował i poszedł po tabletki i wodę.-masz weź proszę. I połóż się spać. Ja pójdę i zrobię obiadek.
-ja ciebie też.-dał mu calusa w policzek.-jest jakieś zdjęcie które ci się podoba?-spytał go siadając na brzegu łóżka
-to ciekawe uczucie i...kiedyś tak polecimy. Jednak nie można dolecieć tak daleko żebyś mógł spotkać mamusie i tatusia. Niestety. Sam chciałbym móc chociaż raz porozmawiać z mamą ale to niemożliwe.
-oj no...ale ty masz jeszcze całe życie przed sobą żeby to zobaczyć. A ja ci na pewno to pokaże. Jak tylko będzie jakas okazja to pójdziemy do zoo...i samolotem polecimy. Będzie fajnie.-uśmiechnął się do niego.
-na prawdę. Uwierz że już wszystko będzie dobrze. Jesteś w rodzinie.-uśmiechnął się do niego.-możesz zatrzymać. Jeśli co się podoba to możesz.
-ale cichutko bo Tomo śpi.-przełożył palec do ust.-jak wujek gburek się zgodzi to na akcje możemy zamieszkać tam. Nie widzę przeszkód. Podobało ci się mieszkanie tam?
-no dobrze ci wymysle. Może pół wakacje tam a na drugie pół gdzieś dalej pojedziemy.-wzruszył ramionami.-a teraz chodź. Obejrzysz sobie bajki w salonie i damy wujkowi odpocząć.-uśmiechnął się i wziął go na ręce
-a co ty taki zawstydzony? Przecież każdy czasem musi.-wywrócił oczyma i zaniósł go do łazienki.
-a kto by nie wolał.-zaśmiał się cicho.-nie wstydz się.-dodał tylko i zaniósł go na kanapę. Podał mu piloty a sam poszedł przygotowywać obiad.
-zaraz!-odkrzyknął. Jak tylko szybko odgrzal mu obiad poszedł do niego z parujacym talerzem.-kupiłem wszystko o co prosiles skarbie.-dodał poprawiając mu poduszkę żeby mógł usiąść i zjeść.-jak się spało?
-to dobrze że spalo ci się dobrze...-uśmiechnął się.-mały nadal ogląda bajki.-usiadł na brzegu łóżka.-zacząłem się tak zastanawiać...on nie ma nikogo że swojej prawdziwej rodziny? Zupełnie nikogo? Wiesz...dzisiaj się mnie spytał czy może polecieć tak wysoko do nieba żeby zobaczyć mamusie...
-mhm rozumiem...cóż mam nadzieje że mimo wszystko jest z nami szczęśliwy i czuje się jak w rodzinie.-uśmiechnął się lekko.-a właśnie...załatwiałeś adopcję jak ja byłem w szpitalu więc nie byłem podany jako prawny opiekun. Jego wychowawczyni trochę marudzila więc załatwiłem z Kenem żebym był wpisany.-powiedział jeszcze po jakoś nie miał kiedy.
-nie nic nie zmienialem takiego skarbie. Tylko dodalem siebie.-wyjaśnił spokojnie i dał mu calusa.-jedz, jedz. Już ustaliliśmy że mały będzie spał z nami. Sądzę że tak będzie najlepiej łóżko jest dużo a nie chce zostawiac żadnego z was.
-zauważyłeś jakieś zmiany? Jeśli tak to powiedz kotus...musimy reagować od razu a nie dopiero na kontroli. To ważne.-powiedział zmartwiony.-mama mówiła żebym od razu dzwonił jeśli coś będzie nie tak.
-oj nie bądź takim pesymistą. Będzie dobrze. Skoro nie zauważyłeś to przestań się martwić i skup się na odpoczynku i wroceniu do zdrowia.-poglaskal go po policzku.-będzie dobrze. Nie martw się kochanie.
-dobrze...przecież nie mówię żebyś ich nie robił tylko żebyś się tak nie martwił i skupił się na odpoczynku. To teraz jest ważne. Więc odpoczywaj kotku. Moja ciamajda kochana...-Zachichotal cicho.
-wiem skarbie. Ja ciebie też bardzo kocham.-objął go delikatnie-jasne możemy sobie zrobić takie wyjazdowe wakacje. Jednak muszę zadowolić i ciebie i Yuye. Mały prosił żebyśmy trochę na wakacje pomieszkali w dużym domku. Chciał się pobawić na podwórku i zaprosić kolegów. Sądzę że to też da się zrobić, prawda? No i...chciałbym chociaż tydzień spędzić na wyspie. Da się? Tak z tobą.
-coś czuję że to będą wakacje pełne pozytywnych wrażeń. Ułożymy czas tak żeby że wszystkim zdążyć.-uśmiechnął się lekko.-no właśnie twoja plytka...myslales już nad tym czy chcesz ją wydać pod własnym nazwiskiem? Wiem że to niesie za sobą paparazzi ale...z czymś takim sobie poradzimy.
-dobrze kotek. Spokojnie jakoś wytrzymam bez ciebie.-zaśmiał się.-pobawimy się z Yuya. Jakoś damy radę.-dał mu calusa.-to będą fajne wakacje. Tylko jak będziesz wybierał piosenki to pilnuj wagi ok? Żeby znów ci nie spadła tak mocno.
-będzie dobrze to w końcu tylko dwa tygodnie. Później będzie większa przerwa bo będziesz miał trasę koncertową skarbie. A my z Yuya pójdziemy na twój jeden koncert.
-no wiem że czas. Do wielu rzeczy jeszcze masa czasu. Zanim zaczniesz trasę i w ogóle chciałbym żebyś wyrównał wagę. Będę wtedy spokojniejszy.-poglaskal do po policzku.
-tak waga jest najważniejsza.-zgodził się spokojnie.-zaraz ci dam.-puścił go i poszedł do kuchni po tabletke i szklankę wody. Wrócił do sypialni i podał wszystko chłopakowi.-kotus a jak już mówimy o dniach na które poczekamy. Do ślubu jeszcze długo co?
Prześlij komentarz