Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4001 – 4200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Dziękuję.-odparł. Przy kolejnym ruchu poślizgnęła mu się ręka i upadł.-No super...-mruknął tylko.
-skarbie...nie było mowy o nagrodach.-zauważył spokojnie.-ale piknik możemy zrobić. Tylko się ciepło ubierzcie bo wieczorami jest chłodno.-upomniał ich i wstał z podłogi. Pomógł sprzątać i dopiero potem poszedł do kuchni.
-chyba takim bardzo małym...idź się poloz a ja ugotuje...w końcu ty masz dostać nagrodę.-zauważył. Postanowił że zrobi parę kanapek i ichigo daifuku.
Takano już go nie słuchał bo skupił się na gotowaniu.
-wujek...a przekonasz tatusia żebyśmy zatrzymali pieska?-spytał Yuya konspiracyjnym szeptem.
-ale na pewno przekonasz wujku...bo tatuś to zrobi wszystko jak go wujek poprosi.-uśmiechnął się wesoło będąc tego całkowicie pewnym.
-na pewno...bo wujek to umie przekonać tatusia.-chłopiec mocno się do niego przytylil.
-no moi drodzy jedzenie gotowe...a wy czemu nie?
Takano w czasie kiedy oni się szykowali spakowal koce do koszyka. Kiedy wszyscy byli gotowi, wyszli i zamknęli drzwi.
-będziesz nam trochę grał skarbie?-spytał widząc gitarę.
-skoro tak mówisz to się cieszę. Dawno nie słuchałem jak grasz.-uśmiechnął się lekko i pewnie by go objął ale miał obie ręce zajęte.-u mnie? Czemu?-spytał zaskoczony.
-rozumiem-pokiwal spokojnie głową i dał mu się prowadzić patrząc jak Yuya pilnuje pieski żeby za daleko nie odbiegały.
-no faktycznie bliżej.-przyznał mu rację kiedy doszli. Rozłożył kocyk ima na nim jedzenie.-jedzmy póki jest jasno.
-smacznego.-uśmiechnął się lekko. Nasypal trochę karmy dla pieskow do miseczek i zabrał się za jedzenie popijając od czasu do czasu herbata.-ładnie tu.-odezwał się w końcu.
-mhm...no ale teraz raczej tam nie pójdziemy. Może kiedyś...jak będzie cieplej i jaśniej, co ty na to? Chciałbym to zobaczyć...ale to jak już będziesz zdrowy jak ryba skarbie.-dał mu caluska w policzek a chłopcu zmierzwil włosy.-kocham was.-uśmiechnął się i wrócił do jedzenia.
-wiem że nie namawiasz. Tak tylko mówię że...kiedyś możnaby się tam wybrać.-uśmiechnął się lekko wciąż.patrząc na widoki.-hmmm...Yuya ja nie wiem jak to tam wygląda...może.spytaj wujka lepiej.
-No jak wujek się zgodził to możesz z nami płynąć. Najpierw kilka razy na basen jeszcze pójdziemy i pokażesz wujkowi jak plywasz ładnie.
Chłopiec zaśmiał się i uciekł chowając się za Takano.
-tatuś ratuj...-powiedział ocierajac lezki ze śmiechu.
-no już maluchu.-Zachichotal tulac go do siebie.
-spokojnie maluchu tatuś cię obroni.-obiecał mu.-a jak coś to się zemscimy na wujku.-dodał spokojnie tulac do siebie chłopca.-Tomo jak ci smakuje daifuku?
-na prawdę? Martwilem się trochę bo to japońskie i w ogóle. Ale cieszę się że wyszło.-uśmiechnął się szczęśliwy.-Yuya a ty probowales?-spytał spokojnie.
-jasne lec. Tylko uważaj na siebie ok? Żebyś znów nie upadł.-puścił go i przysunal się bliżej Tomo tulac go lekko.-ładne miejsce. Chodźmy tu kiedyś na randke. Gotuje co innego.
-ja też...-przyznał spokojnie wsluchujac sie w melodie. Podobała mu się.-kotek? Zgubiłeś pierścionek?-spytał patrząc na jego ręce.
-ah...ok...-powiedział i ucałował go w policzek.-no przynajmniej jest w bezpiecznym miejscu...-uśmiechnął się lekko.-a pospiewasz mi? Tą moją ulubioną piosenkę.
Włączył się w refrenie który znał już na pamięć. Lubił tę piosenkę. Przypominała mu początki ich związku i to jak pierwszy raz usłyszał od niego 'kocham cię'. Nie mógł nic poradzić na to że go kochał tak mocno. Z głową na jego ramieniu w słuchał jego głosu.
Po kilku piosenkach uniósł się i pocałował go namiętnie.
-uwielbiam twój głos. Serio. Kiedy już skończysz leczenie powinieneś jechać do Alexa złożyć płytę. Nie chce żebyś czuł się ograniczony...czy coś.-poglaskal go po policzku.
-latwo ci mówić żebym się nie martwił...-zaśmiał się. Kiedy chłopak odłożył gitarę usiadł za nim i objął lekko.-na prawdę ci smakuje?-dopytal z lekkim uśmiechem.
-Nie zabierałem cię?-spytał wyraźnie zaskoczony.-Um to niedaleko więc mogę cię nawet dzisiaj zabrać...-dodał będąc prawie pewnym że już go zabierał.
-E no tak się dzieje jak tam chodzę. Ciężko to wyjaśnić ale...to tak boli że muszę się odmóżdżyć. Boli to ze jej praktycznie nie znałem...że jej nie pamiętam. Wszystko boli.-przytulił się do niego trochę mocniej.
-Przepraszam...staram się nie upijać. Z dwóch powodów. Pierwszy nie chcę żebyś się źle czuł...drugi, nie chcę zostać zgwałcony.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.-A tak poważnie to serio się staram. No i umiejętność posługiwania się językiem francuskim póki co ci się nie przydaje.
-Pojedziemy do Francji to się popiszesz.-zaśmiał się cicho.-To może wracajmy? Napalę w komiku...-zaproponował z uśmiechem. Przecież siedzieli już długo.
-Będziesz mógł...nie wiem czy w domu jest czekolada...ale w sumie zabrałem wszystko co potrzebne więc zrobię. A teraz już wracajmy dobrze?-wstał i zaczął wszystko pakując.
-Ale...-westchnął tylko i okrył go drugim kocem który wziął tak w razie czego. Nalał mu też gorącej herbatki.-Uparciuch...-dodał pod nosem. Podał chłopcu daifuku.-No mały...chciałbym poznać twoją opinię.
-No to będę ćwiczył.-obiecał sięgając zaraz po wilgotną chusteczkę i wycierając chłopcu buzię.-Nie tak szybko, przecież jeszcze są.-zaśmiał się cicho.
-No a jak będzie cieplej to może nawet pójdziemy spać pod namiot? Ale póki co za chwilę będziemy się zwijać do domku. Zrobimy coś ciepłego do picia...
-no przepraszam ale jakoś nie widzi mi się spanie w zimnym namiocie. Wolę jak jest ciepło...-wywrócił oczyma.-Yuya spales kiedyś pod namiotem?-spytał chłopca.
-oj no bo mi jakby nie patrzec też jest zimno. Ile można siedzieć na dworze.-wywrócił oczyma i pogonił psy do przodu.-hmmm...no to kiedyś zrobimy sobie takie nocowanie, chcesz?
-żadnych złych wilków maluchu.-zapewnił go spokojnie.-będziesz mógł spać gdzie chcesz. Takie spanie pod namiotem to fajna zabawa. Zrobimy ognisko i może zaprosisz Maksia?-zaproponował uznając że w tym wypadku i więcej tym lepiej.
-babcie i dziadków? Wiesz myślałem że lepiej będziesz się bawił z kimś w swoim wieku...-zauważył trochę zaskoczony propozycją chłopaka.
-nie bój się, zobaczysz że to fajne. Jak za drugim to dobrze.-uśmiechnął się a kiedy już doszli do domu poczekał aż chłopak otworzył drzwi i wszedł do środka zanosząc jedzenie dk kuchni a koce.zostawił w korytarzyku.
-jasne że możesz.-zgodził się śmiejąc się cicho przy tym. Kolejny co się o wszystko pyta.-a ty skarbie zgaduje że chcesz czekoladki?-spytał żeby nie upewnić.
Takano od razu poszedł do kuchni i zabrał się za robienie czekolady. Kiedy skończył wrócił do salonu i kubek z gorącym płynem położył na pianinie. Oparł się o nie słuchając jak chłopak gra.
-Mhm...-uśmiechnął się a po chwili odebrał dzwoniący telefon. Słuchał chwilę a zaraz odezwał się po frncusku.
-Mili? Ale jak to spotkanie organizujecie? Naszego roku? O nauczyciel też chce mnie widzieć? Przyszły tydzień? Nie wiem czy mogę...
-No cóż...mój facet mnie wygania więc widzimy się za tydzień.-zaśmiał się i rozłączył. Nie miał ochoty jechać do Paryża samemu ale uznał że to dobra okazja żeby d siebie odpoczęli. Poszedł do salonu i usiadł na fotelu.-Jadę w przyszłym tygodniu na weekend.
-No tak, przecież będziesz wtedy w szpitalu. Wymyślili sobie spotkanie wszystkich osób z naszego roku, no i będzie mój ulubiony nauczyciel.-westchnął.-Trochę się boję że będzie tam Franz...-przyznał szczerze.
-No tobie nic...ale mi może. Niby nie był na moim roku i nie na moich zajęciach. Nie powinno go być.-Wzruszył ramionami.-Będę się dobrze bawił i postaram się nie upić za bardzo.-zaśmiał się.-Przywieźć wam jakieś pamiątki?
-Dobrze, to wszystkie życzenia? Postaram się też przywieźć trochę europejskich słodkości.-uśmiechnął się do chłopca notując w pamięci żeby rozejrzeć się po sklepach muzycznych.
-No dobre ale żeby zaraz najlepsze.-wzruszył ramionami.-belgijskie są o wiele lepsze...no ale te paryskie też ci przywiozę. głupio mi jechać tam samemu...zwłaszcza że obiecywałem ci że pojedziemy razem...
-No niby tak.-wzruszył ramionami.-A kotek? Wyłącz telefon jak wyjadę. Znając życie pewnie mnie upiją, nie chcę cię budzić ani nic.-Dodał z lekkim uśmiechem. Znał swoich znajomych i wiedział jak bardzo uparci potrafią być
-To wycisz. Albo mnie zablokuj na czas wyjazdu.-podał takie rozwiązanie.-Widziałeś nagranie z imprezy...mam nadzieję że tym razem nie będzie aż tak źle...
-No co za wredota...chcę oszczędzić sobie wstydu i tobie nerwów...ale po co mnie słuchać, nie?-uniósł brwi i wzruszył ramionami.
-Oj no...mniejsza o to. Najwyżej się zbłaźnie, nie?-zaśmiał się.-Yuya jutro nie idzie do szkoły więc możemy sobie w coś pograć, nie?
-A ja nie lubię...-jęknął. Ale cóż poradzić, siła wyższa wybrała akurat taką grę.
-nie trzeba maluchu...jakoś sobie poradzę.-zaśmiał się cicho.-no to lecimy wiekiem...stary tatuś będzie ostatni.
-Co?-wziął go od razu na ręce._bardzo boli? Może powinieneś wcześniej iść do szpitala?-spytał zmartwiony. Położył go na kanapie.
-Jutro...zawiózłbym nawet dzisiaj ale nie mogę zostawić małego samego...martwię się...-westchnął cicho.
-No dobrze kotek...chodź do łóżka.-Wziął go na ręce i zaniósł do sypialni. Tam położył się przy nim i objął mocno.
-Mhm już.-obudził się od razu.-motor tutaj zostawiłem, zjadę po samochód to zajmie chwilę. Dasz radę obudzić Yuyę?-spytał wstając z łóżka.-Albo lepiej leż.-dodał idąc obudzić małego a później wybiegając z domu. Wrócił po pięciu minutach.
Najpierw zawiózł chłopca do dziadka a później ruszył do szpitala. Starał się nie jechać za szybko ale i tak do miasta dojechali w niecałe 15 minut gdzie normalnie będzie się jakieś 20. Zaparkowal przy szpitalu i wziął chłopaka na ręce i wniósł do środka.
-znaczy...coś się skomplikowało?-spytał zmartwiony chociaż starał się zachować spokój.
Skinal głową domyslajac się co zaszkodziło.
-um...zapalił. Mówiłem mu żeby tego nie robił ale tylko się zezloscił. Powiedział zd to z nim lekarze powinni porozmawiać a nie ze mną...
Skinal głową domyslajac się co zaszkodziło.
-um...zapalił. Mówiłem mu żeby tego nie robił ale tylko się zezloscił. Powiedział zd to z nim lekarze powinni porozmawiać a nie ze mną...
Skinal głową i dość niechętnie ruszył w stronę wyjścia. Zanim wsiadł do samochodu postanowił trochę uspokoić buzujace w nim emocje. Zapalił już od dawna trzymana w portfelu ulubioną cygaretke.
Takano akurat dla zabicia czasu czytał jakąś książkę. Kiedy usłyszał telefon od razu przeczytał wiadomość. Nie do końca wiedzial jak na zareagować. W końcu wystukal:'chcesz żebym był zazdrosny?'
, no skarbie, pomijając uprzejmy fakt że z tego co się orientuje nie masz zastrzyków...to serio chcesz żebym był zazdrosny, co? Mam jutro przyjechać i powykrecac mu ręce?'. Zakończył i wysłał wiadomość.
'No proszę nie mianal jeden dzień a ty już odciąłeś mi źródło informacji i dajesz mi powody do zazdrości...a właśnie zajde pewnie jutro, potrzebujesz czegoś?' napisał i wysłał.
'no kochanie jeśli nadal masz zamiar to ciągnąć to lepiej idź spać. Nie przepadam za takimi gierkami.' napisał tylko i wysłał. Nie lubił kiedy celowo dawano mu powody do zazdrość.
-no teraz to przesadził...-mruknął do siebie i odstukal wiadomość. 'nie wystarczam ci? Jutro będę, a teraz lepiej śpij. Miłych snów.'
Zaśmiał się cicho pod nosem. 'no kotek, gdybyś nie był w szpitalu to mógłbym ci ulżyć. Dobranoc.'. Odpisał i odłożył komórkę decydując że powinien już iść spać.
'nie no aż się prosisz żebym wlazł na motor i przyjechał! Robisz to specjalnie!A co do gwiazd...tutaj chmury.' Odpisał czując że póki co nici z prysznicu.
'Lubisz jak jestem zazdrosny. Jak masz zamiar się tak ze mną droczyć to lepiej w ogóle nie pisz...' mruknął już trochę obrażony. Odłożył telefon i wszedł pod prysznic.
Jak wyszedł spod prysznica sprawdził wiadomość ale już nie odpisał. Nie chciał drążyć tego tematu. Odszukał swoją mp3 i zasnął ze słuchawkami w uszach.
Takano po tym jak zawiózł Yuyę do szkoły pojechał do szpitala żeby zawieźć wszystkie potrzebne rzeczy Tomo. Został zaprowadzony do odpowiedniej sali gdzie wszedł z lekkim uśmiechem.
-pół nocy nie spałem...-mruknął pokazując mu język i kładąc torbę z rzeczami przy łóżku. Wpakował na stolik książkę i babeczki.-zrobiliśmy z Yuya. Pyszne z czekolada. -uśmiechnął się i ucałował go w policzek.
-no chociaż jeden z nas dobrze się wczoraj bawił...Yuya miał koszmarki więc przyszedł w nocy.-usiadł obok niego.-wybacz że byłem zazdrosny. Jestem jakiś drażliwy ostatnio, wyjazd dobrze mi zrobi. Jak mnie nie będzie to uważaj na siebie ok? Żebym nie musiał się martwić...-uśmiechnął się lekko.-jadę pewnie jutro w nocy. Trochę wcześniej ale ku nauczyciel poprosił żebym był gościem specjalnym w jego programie.-wyjaśnił sytuację.
-kotek...chodzi o program kucharski w tv...a u niego każdy gość jest 'gościem specjalnym?' będziesz oglądał?-spytał z nadzieją po tym jak wszystko mu wyjaśnił.-ale nie wychodz wcześniej. Masz być tyle ile co każą. Yuya zajmie się babcia.-dodał chcąc żeby chłopak do końca się wyleczył.
-hmmm....można oglądać online.-zauważył przypominajac sobie że już nie raz tak oglądał.-jak się nie uda to trudno.-wzruszył ramionami.-ech odpoczywaj...wiem że jedziesz ale chciałbym żebyś pojechał w pełni sił i dobrze się bawił.
-mhm jasne.-wstukal stronę.-będzie na żywo więc wystarczy wcisnąć play i gotowe.-wyjaśnił mu wszystko dokładnie.-a jak wrócę to pewnie z nowym przepisem więc spróbujemy razem zrobić nie?-zaproponował chcąc z nim coś upiec.
-oczywiście że nie kochanie...razem że razem.-zapewnił go po czy przytulil mocno do siebie.-kocham cię...to tylko na trochę ale jednak daleko więc pewnie będę tęsknił. No to a później ty jedziesz. Przepowiedni stało się zadość.-zaśmiał się cicho.
-a bo wiesz...twój ojciec mówił o 'wyjezdzie'-przypomniał okrywajac go koldra.-wszystko jakoś się spełnia. Nie żebym w to wierzył ale...bardziej nie wierze w zbiegi okoliczności.-wyjaśnił jak on to widzi. Według niego wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.
-och...-musiał to przetrawic. Nie sądził że jego organizm będzie aż tak źle reagował.-um...rozmawiałeś o tym z lekarzami?-spytał chcąc wiedzieć czy lekarze o tym wiedzą.
-porozmawiaj. Może się czegoś dowiesz skarbie...może to będzie ważne.-uśmiechnął się lekko i ucałował go w policzek.
-no ale spytaj. Niczego nigdy nie możesz być pewny.-zauważył spokojnie.-mogę się położyć obok ciebie?
-mhm no skoro tak...-położył się obok niego i objął.delikatnie ramieniem.-to nie będę co zmuszał żebyś go pytał. A tak poza tym wiesz już czy są jakieś postępy?-spytał spokojnie.
-no tak. Jak już będziesz coś wiedzial to mi napisz ok?-spytał i pocałował go delikatnie w policzek.-Yuya pewnie będzie cię odwiedzał...mówił że wujek był w domu za krótko.-zaśmiał się cicho.
-zdecydowanie za krótko.-zgodził się cicho.-przekaże Yuyi że co smakowaly. Na pewno się ucieszy. A właśnie kotek...wiesz może kiedy Jolie...będzie rodzić?
-przecież powiedziałem że jeszcze się nie zdecydowałem czy zatrzymamy tego jednego.-przypomniał pukjac go palcem po nosku.-za miesiąc...więc muszę być wtedy w domu. Odbierzesz poród czy wieziemy do weterynarza?-spytał nie bardzo wiedząc co robić.
-Ech...w takim razie chyba nie ma wyjścia. Jeden piesek zostaje...ale nie mówimy Yuyi bo zbyt się będzie cieszył.-zastrzegł od razu.-To dobrze że odbierzesz...Jolie cię zna więc pewnie będzie spokojniejsza. Martwię się trochę o nią...
-Mhm no tak...zmęczona. W sumie to się nie dziwię. Mam nadzieję że szczeniaczki będą zdrowe. O to też się trochę martwię...ale ufam tobie i wiem że pomożesz Jolie.-ucałował go lekko.
-Na pewno tak będzie.-zgodził się spokojnie.-Bardzo źle? Pójść po lekarza?-spytał zmartwiony zaraz podnosząc się z łóżka.
-Uhm no dobrze.-wstał z łóżka i otworzył okno. -Okryj się kołdrą żebyś nie zmarzł.-poprosił go jeszcze i usiadł na brzegu łóżka.
-Lepiej?-spytał po dłuższej chwili. Zaczął się zastanawiać czy może lepiej by było gdyby jednak został. Pokręcił głowa, przecież już obiecał że przyjedzie. -Przywieźć ci coś jutro, zanim pojadę?
-ok kotuś...więc jutro jeszcze przyjadę się pożegnać i przywieźć to o co prosisz. Właśnie jedna moja bluza się suszy więc ci ją przywiozę...pandę też chcesz?-spytał dając mu buziaka w policzek.
-tak tak...zapomniałem że tym razem po ciebie nie przyjadę.-zaśmiał się cicho.-No to jutro bluza i daifuku.
-no jasne kotus.-oddał pocałunek j uśmiechnął się lekko.-wszystko co tylko chcesz. A jak wrócę to dostaniecie pamiątki. Ty też coś przywieź z wyjazdu z Junem.
-ok kotek...ja mam pracę jeszcze...-pocałował go ostatni raz i wstał.-będę się zbierał juz, ok? Książkę poczytaj albo coś...odpocznij.
-oj no jak chcesz...ale nie musisz serio.-uśmiechnął się i złapał godzą rękę.-Yuya pewnie cię odwiedzi po szkole...tak myślę.-wzruszył ramionami.
-odbieram. Dopiero jutro zostaje u babci. Ale znając życie będzie chciał cię odwiedzić. On też bardzo się martwi.-uśmiechnął sie lekko.-więc przyjadę po niego do szpitala...napiszę do niego gdzie mam przyjechać.
-Ech od razu mogliśmy pojechać windą...-westchnął i wzruszył ramionami. Kiedy zeszli na dół ucałował go w policzek.-to ja lecę. Papa.-pomachał mu i wyszedł.
-Hai, hai.-dodał jeszcze i wyszedł. Następnego dnia przywiózł to o co prosił go Tomo i się pożegnał mówiąc że śpieszy się na samolot. Doleciał bez zbędnych problemów i godzinę po przylocie miał się rozpocząć program jego nauczyciela. Napięty plan już od przylotu. Dojechał taksówką na plan i po przywitaniu się na nauczycielem i wyjaśnieniu wszystkiego program się zaczął. Miał przygotować nowy deser z autorskiego przepisu 'senseia'.
Takano wyjął telefon i odczytał wiadomość zaraz tłumacząc ciekawskiemu nauczycielowi że dostał odpowiedź i co tam jest napisane. Po skończonym programie wykręcił się że jest zmęczony i chce odpocząć przed jutrzejszą imprezą więc udał się do hotelu.
-Bardzo bolało? Psiaki ładnie zawiezione do dziadka? Tomo już na pewno czujesz się na tyle dobrze żeby iść do domu?-zadał im kilka pytań.-Która u was godzina?-spytał jeszcze.
-Ech to idźcie spać. U mnie wieczór więc też się będę kładł. No już, jak jesteście zmęczeni to do spania. A ty Tomo póki nie przestaniesz wymiotować lepiej zostań w szpitalu. No dobranoc moi kochani.
-um...-skinal głową i się nie rozlaczyl.-no dobrze tylko...uważaj na siebie ok? Jedz ładnie i opiekuj się Yuya.-urwał na chwilę.-właśnie...jest jakiś powód żebym się nie rozlaczal?
-um dzięki. Stresowalem się i w ogóle. Cieszę się że się podobało, mam przepis więc w domu wyprobujemy.-uśmiechnął się przesyłając mu calusa.-ja ciebie też kocham.
-pospiewam. Co byś chciał?-spytał uśmiechając się lekko do niego. Miał ochotę wręczyć pokojową nagrodę nobla temu co wymyślił internet i skypa. Dzięki nim nie czuł odległości która dzieliła jego i Tomo.
-o właśnie...pokaże ci coś.-zerwał się z łóżka i podszedł z laptopem do ogromnego okna pokazując chłopakowi widok na wieżę eiffla. Zaczął przy tym śpiewać spokojną francuską piosenkę, kolysanke.
Kiedy skończył wrócił na łóżko.
-kiedyś tu przyjdziemy...we dwoje. Dobranoc kochanie.-szepnął i się rozlaczyl.
Takano wrócił całkowicie wykończony, tak jak obiecał z pamiątkami. Dotrzymał danego sobie słowa że się nie uchleje i za bardzo nie wydurni. Kiedy zaparkowal przed domem marzył tylko o kąpieli i łóżku. Chciał odespac lot i drogę z Tokio. Wyszedł z samochodu i podreptal do domu.
-ok...-mruknął tylko i wszedł do środka.-mogę się zdrzemnac? Jestem padniety...-oznajmił od progu. Wszedł głębiej i poszedł do kuchni wyjmujac mały pakunek który podał chłopakowi.-prezencik.-oznajmił z uśmiechem.Tak jak obiecał przywiózł mu kostkę do gry.
-dzięki kotus...to za trzy godzinnki mnie obudzi. Lot samolotem zawsze mnie męczy.-uśmiechnął się i ucałował w policzek po czym poszedł wziąć prysznic a zaraz po tym od razu do łóżka. Zasnął momentalnie jak dziecko.
Takano obudził się też trzy godziny później akurat na kolację. Średnio wypoczety ale lepsze to niż nic. Nałożył okulary i podreptal do kuchni.
-dzień dobry jeszcze raz.-przywital się z nimi biorąc chłopca na ręce.
-hej, hej maluchu...widzę że teskniles.-zaśmiał się cicho.-no pokazuj.-puścił go i dał mu pobiec po ową rzecz. W tym czasie mocno przytulil swojego partnera i pocałował namiętnie.-pokaże ci później zdjęcia, chcesz?-spytał odsuwając się od niego.
-jej na prawdę? Sliczny medal, gratuluje.-obejrzał medal ze wszystkich stron i mocno przytulil chłopca.-nie musisz się stresowac.-poglaskal go po wloskach.-a ja sądzę że powinieneś wziąć udział. Przynajmniej po to żeby spróbować. Nic nie zaszkodzi prawda? A może akurat się uda?-uśmiechnął się do niego. Był z niego na prawdę dumny.
-nie robisz żadnych problemów. Dziadek pewnie też przyjdzie ci kibicować.-zmierzwil mu włoski.-a ja dalej będę z tobą ćwiczył zadanka. Nie martw się tak, jesteś w rodzinie. Pamiętaj o tym.-przytulil go jeszcze i wstał.-a teraz siadajmy do stołu.
-smacznego.-przytaknal i zabrał się za jedzenie smarujac wcześniej naleśnika dżemem truskawkowym.-Yuya chcesz obejrzeć później zdjęcia jakie tatuś zrobił? No i mam dla ciebie pamiątki...i słodycze dla was.-powiedział wesoło.
-Tomo nie jesz? Może chociaż jednego...znów schudles...-powiedział zmartwiony i skończył swojego naleśnika. On normalnie wiedział że tak będzie, jak przestanie go pilnować to on przestanie jeść regularnie.
-no dobra, skoro masz świadków to nie będę namawiał.-zaśmiał się cicho. Zjadł kilka i odsunął talerz popijając wszystko herbatą.-pozmywam.-zaoferował swoją pomoc.
-oj ale...zdjęcia już są na laptopie...chce ci pomóc trochę. Długo mnie nie było, nie mogę się tak lenic nie?-wstał zaczął zbierać naczynia.-a Tomo...możesz być pewny że byłem grzeczny. Nie upilem się, wszystko pamiętam i nie dałem się wyciągać na czerwoną ulice.-wyszczerzyl się do niego.
-ale po co kochanie? Ja na prawdę nie czuję potrzeby chodzenia do dziwek...-wzruszył ramionami i ucałował go lekko.-chociaż...do Moulin Rouge mogę cię zabrać...-dodał śmiejąc się cicho.-ok pojde go podłączyć.
-no generalnie to tak jak w każdym innym kraju. Z tą różnicą że jest też tam wiele sklepów muzycznych. Masz z jednego z nich kostkę.-dodał puszczając im pierwsze zdjęcia z kulis programu.
-w takim razie kotus czerwona ulica inaczej zwana placem Pigalle. Zaprowadze cię.-zaśmiał się cicho zaraz odpowiadając chłopcu na pytanie.-wiesz Tomo...ja już Paryż i francję zarezerwowalem na specjalną okazję.-przypomniał przerzucając dalej zdjęcia gdzie w końcu pokazał się widok z jego okna.
-piękna prawda? Najładniejsza jest nocą. Taka oświetlona.-uśmiechnął się.-no i jak się płynie statkiem to ma się różne widoki. Za dnia latem na brzegach opalaja się paryżanki topless...a w nocy wszystkie budowle są śliczne oświetlone.-opisał a zaraz pojawiło się parę zdjęć z imprezy.
-wiesz mnie to jakoś specjalnie nie rajcowalo nawet na studiach...ale znajomi potrafili wydać ostatnie oszczędności żeby popłynąć łódka i się pogapic.-zaśmiał się.-no dobrze...ale cały czas świadomy wszystkiego...a właśnie! Ta blondynka ma studio tatuażu...i zrobiłem sobie jeden.
-bardzo zabawne...robiłem na trzeźwo.-funkął zaraz zdejmujac koszulkę i pokazując mu tatuaż pod prawym obojczykiem. Był to napis brzmiący 'do what you love and love what you do'
-no mi też się podoba. Jeszcze jest trochę zaczerwieniony ale już nie boli. To czerwona dookoła ma zejść za parę dni.-wyjaśnił z uśmiechem.
-możesz dotknąć nie boli.-zaśmiał się i ubrał koszulkę.-widać że tęsknił. A ty tęsknieś?-spytał ciekawsko i wyłączył zdjęcia.
-no tak...dla ciebie to za krótko na tesknienie. A mi brakowało tulenia, calusow...no i znajomi sobie po jakimś czasie poszli na dziwki a ja zostałem w barze...a później wróciłem do hotelu.-zaśmiał się i stał zanosząc Yuye do łóżka i wracając do salonu.
-nie ma za co.-zaśmiał się.-większość była ze swoimi partnerami, partnerkami...po prostu bardziej to odczułem chyba...czy coś. To nie było długo więc normalne że nie tęskniłeś.-objął go delikatnie.-nie przepraszaj gluptasku...możesz przecież czuć się swobodnie.
-może więcej zatesknisz jak wyjedziesz z Junem.-zaśmiał się i ucałował go delikatnie.-cieszę się że ci się podoba. Stałem w sklepie dobrą godzinę i wybierałem odpowiednią.-zdradził mu trochę tym zawstydzony.
-będę ci przywoził...kupimy w new yorku...i z różnych miejsc we francji...i gdzie tylko będziemy.-uśmiechnął się wesoło.-może chodźmy już spać?
-mhk no dobrze...tylko nie idź daleko i weź psiaki.-poprosił calujac go lekko. Nie chciał iść spać bez niego ale cóż poradzić...postanowił już więcej go nie kontrolować, chciał żeby chłopak czuł się przy nim swobodnie.
Takano leżał w łóżku czekając na niego. Wyczuł od razu że palił. Westchnął tylko na prawdę nie chcąc zaczynać kłótni chociaż wiedzieć że w szpitalu wylądował wcześniej właśnie przez fajki.
Takano w duchu cieszył się że chłopak mimo ich kłótni i sprzeczek nadal mocno tuli się do niego w nocy. Spał spokojnie a rano postanowił przywitać ich japońskim sniadankiem. Zrobił też dla wszystkich bento nawet nie wiedząc czy Tomo idzie do pracy. Z zadowoleniem spojrzał na swoje 'dzieło'.
-dzięki starałem się przygotować wam japońskie śniadanie...mam nadzieje że będzie smakować. Jest też banto.-uśmiechnął się i po tym jak mu dał calusa poszedł budzić swojego synka. Zaczynał się już przyzwyczajać że są rodziną.
-jeśli chcesz...źle się czujesz?-spytał od razu przykładając mu dłoń do czoła żeby sprawdzić czy nie ma gorączki. Zmartwil się trochę bo przecież chłopiec zawsze się cieszył kiedy w domu było coś bardziej japonskiego do jedzenia.
-ech maluszku...jeśli jesteś chory to nie ma mowy. Masz gorączkę. Jakoś sobie poradzą bez ciebie a ty po śniadanku idziesz do lozeczka.-oznajmił idąc mu zrobić kanapkę i przy okazji sprawdzając jakiś mają leki.
-ano właśnie.-zgodził się podając chłopcu kanapkę.-no dobrze pojedź. Ale nie za szybko i uważaj na siebie. Pozdrów mamę.-poprosił jeszcze.-a ja zadzwonie do szkoły i usprawiedliwie małego.
-nic się nie stało maluszku. Tak jak mówi Tomo nie jestem na siebie zły ani nic. Przecież to nie twoja wina, zjesz następnym razem.-uśmiechnął się lekko do niego.-spytaj wujka czy smaczne.
-mhm dobrze. Przekaż proszę wszystkim u góry że cukiernia będzie zamknięta. Zajmę się dzisiaj małym.-poprosił go jeszcze samemu też biorąc się za jedzenie. Kiedy skończył zaniósł Yuye do lozeczka.
-Nie jestem zły...czemu miałbym być?-spytał zaskoczony.-poczytam ale nie teraz ok? Posprzątam po śniadanku i ci poczytam. Powinieneś się przespać, to najlepsze na chorobę. A to pewnie tylko zwykłe przeziębienie nic strasznego.
-Oj maluszku...nie jestem zły. Trudno zostanę w domku ale to przecież nie koniec świata. Już nie raz zostawałem bo wujek był chory...to teraz zajmę się tobą.-uśmiechnął się do niego.
Takano posprzatal wszystko a potem usiadł przy łóżku chłopca czekając na Tomo. W tym czasie starał się mu trochę zbić gorączkę a kiedy Kurosagi wrócił wyszedł z pokoju chłopca.-masz leki?
-dzięki...dam mu jak się obudzi. Wiesz martwię się o niego...on się chyba bardzo stresuje tym że może nas czymś zdenerwować i go zostawimy. Spytał mnie czy nie jestem na niego zły że jest chory...wspomniał że jego tatuś był zły kiedy on chorował...-westchnął cicho.
-rozumiem. Zapewniam go zawsze ale...chciałbym żeby nie stresowal się kiedy jest z nami. To na prawdę fajny dzieciak...nie powinien sie bać czy się zdenerwujemy kiedy jest chory. Ale chyba jedyne co nam pozostaje to czekać...i nadal go kochać.
-czasem...ale bardzo rzadko.-uśmiechnął się widząc jak chłopiec tuli misia którego od nich dostał.-jest uparty tak jak ty...w ogóle czasem jesteście strasznie podobni.-Zachichotal.
-oj ciężkie me życie z dwoma uparciuchmi...ale nie zamienilbym tego nigdy...-uśmiechnął się i objął go lekko do siebie przysuwajac.-cieszę się że smakowalo. Starałem się...takie moje przywitanie. Widziałeś już słodycze jakie wam przywiozłem?
-leżą w kuchni w takiej torbie...jak wrócisz z pracy a Yuya nie będzie spał to sobie powybieracie co chcecie.-uśmiechnął się i wyszedł z pokoju chłopca zamykając drzwi.-nie przemeczaj się.-poprosił go jeszcze.-jakieś życzenia co do obiadu?
-ok mały też może zjeść bento a ja...a ja sobie zrobię ryż z warzywami na patelni.-zdecydował szybko rozkład posiłków.-ile będziesz w pracy?-spytał siadając na kanapie i patrząc na spiaca Jolie.
-bo wygladasz mizernie. Ale nic nie mówię bo znów zaczniesz się obrażać a tego nie chce.-wyjaśnił spokojnie.-naleśniki to dobry pomysł. Powinien zjeść coś w miarę lekkiego.-usiadł wygodniej kiedy Jolie przyszła się przy nim położyć.-a jak będzie więcej piasków niż zakładamy?
-no tak...coś się wymyśl. Możemy się przenieść na ten czas to żaden problem...ale to będzie dla ciebie ok? No...będziesz się czuł komfortowo?-spytał spokojnie nie chcąc żeby mu było źle.-a Yuya?
-a jak wyjasnisz to Yuyi żeby nie pomyślał że wróciłeś tutaj bo on coś źle zrobił?-spytał osobiście nie mając nic przeciwko takiemu rozwiązaniu chociaż trochę bal się zostać sam z psiakami.
-ja wiem że rozumie dużo...ale to wciąż dzieciak.-zauważył spokojnie.-obudze. Spij spokojnie i o nic się nie martw.-obiecał bawiąc się jego włosami czasami glaszczac go po nich.
Takano zerwał się z kanapy jak oparzony i pobiegł szybko do pokoju chłopca.
-co się stało?-spytał poważnie zmartwiony i wystraszony nie na żarty.
-no już...wszystko będzie dobrze. To był tylko zły sen. Ani tatuś, ani wujek nie mają zamiaru umierać. Nie zostawmy cię kochanie.-zapewnił biorąc go na ręce.-nie musisz się bać, to tylko sen i możesz być pewny że się nie spełni. Jesteśmy z toba.-poglaskal go po wloskach.
-wiem...straszny sen. Ale już dobrze. Jestem przy tobie.-tulil go nie mając nic przeciwko takiemu dlugiemu tuleniu. -nie bój się. Nie zostawimy cię.-obiecał mu.
-poczytam syneczku.-zgodził się zaraz i ogryl go kolderka. Uśmiechnął się lekko do niego i zaczął czytać naszykowana wcześniej książkę.
Westchnął cicho przestając czytać kiedy tylko chłopiec zasnął. Nie zabierał jednak jego dłoni siedząc spokojnie przy jego łóżku bardzo długo. Widział jak chłopiec się boi ich stracić. Dopiero kiedy nadeszła pora obiadu wstał z krzesła i włożył mu raczke pod kolderke.
Usmarzyl ostatniego nalesnika i wyłożył sobie warzywa z ryżem na talerz po czym poszedł do salonu ze szklanka soku.
-proszę. Jak w pracy?-spytał spokojnie zaczynając jeść. Postanowił zw później opowie mu o śnie Yuyi.
-pomóc ci z zamówieniem?-spytał spokojnie.-a jak już mowa o Yuyi...mały miał koszmarek. Śniło mu się że umarlismy i został sam. Udało mi się go uspokoić ale był bardzo wystraszony.
-ok...ale jakbyś jednak potrzebował pomocy to zawolaj.-uśmiechnął się lekko do niego.-no tak...dlatego nie możemy go na razie zostawiać. Zajmę się nim jutro...i najlepiej póki nie wyzdrowieje. Żeby się nie bał tak mocno.
-ok możemy się tak wymieniać. Martwię się trochę o niego...no takie sny i w ogóle. Więc możesz powiedzieć dziadkowi żeby nie przychodził. Nie chce żeby mały pomyślał że jesteśmy na niego źli i nie chcemy się nim opiekować.-powiedział kończąc jeść.
-mhm ok. Może być takie rozwiązanie. Cieszę się że nie mam teraz żadnych zamówień.-uśmiechnął się i ucałował go lekko. Wstał i poszedł posprzątać w kuchni.
-ok kochanie.-zgodził się kończąc zmywac naczynia. Objął Tomo i ucałował go w obojczyk.-kocham cię.-szepnął mu do ucha. Odsunął się i poszedł do torby ze słodyczami.-przywiozłem coś specjalnie dla ciebie. Czekoladki francuskie. Najlepsze jakie kiedykolwiek jadłem.
-ok misiek. Cała paczka specjalnie dla ciebie.-uśmiechnął się.-a resztą słodkości się podzielcie z Yuya.
-roger.-uśmiechnął się i poleciał do kuchni. Przyniósł chłopcu małą porcję naleśników z dzemikiem, gorącą herbatę i wymierzony syropek w małym plastikowym kieliszku.-smacznego.-uśmiechnął się i usiadł na fotelu.
-a jak zjeść to podzielisz się z wujkiem resztą słodyczy. Dużo jest jest dla obu spokojnie starczy.-uśmiechnął się do chłopca i zmierzwil mu włosy.
-No nie bój się tak. A Yuya? Będę mógł też posłuchać jak ci wujek śpiewa?-spytał chłopca nie chcąc im przeszkadzać za bardzo.
-Ta troszeczkę...jakoś to przeżyję.-zaśmiał się.-a teraz ładnie wypij syropek.-poprosił go chcąc już zabrać naczynia do mycia.
-zasnął?-spytał szeptem siedząc na kanapie i odkładając książkę którą sobie kupił we francji. Martwił się o niego trochę.
-mhm...to może weź sobie tabletke do ssania? Albo syropek na gardło. Najlepiej teraz.-polecił mu od razu.
-zrób.-poprosił wstając na chwilę z kanapy żeby po chwili wrócić z kartką i ołówkiem. Coś go naszlo i miał pomysł na projekt tortu.
-pospij sobie jeśli chcesz.-uśmiechnal się do niego nie przerywając jednak rysowania. Bał się że zapomni czegoś ważnego i nie wyjdzie tak jakby chciał.-co sądzisz?-spytał podając mu kartkę.
-chyba wpadam w monotonie...nigdy wcześniej mi się to nie zdarzało.-powiedział spokojnie i wziął od niego kartkę postanawiając dopracować projekt. Zmazal kilka elementów i parę dorysowal.
-nic się nie stało. Masz rację. Wszystkie są takie same. Nie tylko rysunki...dni...jakoś tak to wszystko mi mija. Ten wyjazd to była chwila bez tej monotonii. Chciałbym żebyśmy tak razem gdzieś pojechali. Gdziekolwiek. Uciec od codzienności.-powiedział podając mu zmieniony projekt.
-kiedyś...jak już skończy się leczenie to pojedziemy.-powiedział dając mu calusa.-śpij. Nie musisz mnie pytać. Poczytam sobie w tym czasie.-dodał sięgając po książkę
Podobało mu się to że chłopak tak spokojnie śpi. Po paru godzinach skończył książkę a nie chcąc go budzić siedział spokojnie i bawił się jego włosami. Zastanawiał co mu się śni skoro się uśmiecha.
-znów głupio pytasz. Weź. Wyglądasz na zmęczonego...a spales tak spokojnie.-uśmiechnął się i w końcu wstał z kanapy żeby rozruszac się trochę.-pójdę po tobie.
Mężczyzna dołączył do niego chwilę później wsuwazajc się pod koldre z jeszcze lekko wilgotnymi włosami.
-wiem tylko...martwię się...o ciebie też. Z was są takie lamagi czasem...-ucałował go lekko.-snij sobie ładny sen...dobranoc.
-dobrze kotus. Dobranoc.-przytulil go mocno i zasnął praktycznie od razu
-ummmm...-Takano obudził budzik informujący że pora wstać. Niezadowolony zauważył brak partnera w łóżku. Podniósł się i po tym jak wykonał wszystkie poranne czynności zaniósł Yuyi śniadanie pytając go jak się czuję.
-no dobrze że już lepiej. Zaraz dam ci leki.-uśmiechnął się siadają na krzesełku.-dziękuje ale...to robił wujek.
-no...następnym razem ja zrobię. Wujek wstał wcześnie i zrobił dla nas sniadanko. Ja zrobię obiadek. Co byś chciał?-spytał spokojnie.-pogramy. Zrobimy sobie taki fajny weekend...
-dobrze więc będzie zupka.-zapewnił go spokojnie. Poprawił mu poduszkę i podał syropek.-zrobię. Po obiadku kilka rozwiążemy, obiecuje.
-ja ciebie też synku...ja ciebie też.-poglaskal go po wloskach.-fajna masz rodzinke, co?-uśmiechnął się lekko i zmierzwil mu włosy.
-mhm...-powiedział spokojnie. Po chwili usłyszał jak Jolie skamle. Spanikowal i pobiegł do niej a zaraz po chwili po Tomo.
Takano też pomógł żeby było szybciej ale zaraz złapał chłopaka za rękę.
-Jolie...-powiedział tylko patrząc na niego zmartwionym głosem.-ona chyba rodzi...-dodał całkowicie spanikowany.
-No...w sumie mogłeś się pomylić w obliczeniach...nie wiemy kiedy sobie zaszalała.-powiedział biegnąc po wodę i ręczniki. Wrócił bardzo szybko.
-Dobrze...w razie czego wołaj.-poprosił. Martwił się o swoją sunie ale wiedział że zostanie tam nie byłoby najlepszym pomysłem wiec spokojnie wrócił do pokoju Yuyi.
-A Jolie?-spytał od razu podchodzac bliżej. Poglaskal sunie po lebku i zerknal na szczeniaki.
-no już...głupia nie warcz.-powiedział nadal ją glaszczac.-Tomo nie wygladasz najlepiej. Idź się wykap w wannie, zaraz dam ci coś na szybko do jedzenia i odpoczniesz.-powiedział widzac jak chłopak wygląda.
-Yuya idź proszę do pokoju.-poprosił chłopca.-no Jolie. Masz śliczne szczeniaczki...-pochwalił ją wiedząc że za jakis czas mu się od niej oberwie za oddanie trzech z nich. Wstał i wziął chłopaka na ręce.-pomogę ci.
-tak wiem...ale to za jakiś czas. Ale cię ugryzła wredna meda...umyjemy i opatrzymy.-uśmiechnął się do niego lekko. Posadził go przed wanna. Zaczął napuszczac wody i pomagać mu się rozebrać.-dzisiaj odpoczywasz...a ja jakoś uprzatne ten bałagan...
-a potem pewnie będzie przepraszać. Tak samo było jak ją szyles.-powiedział wkładając go do cieplej wody i powoli go myjac.-potem posprzatam i zrobię obiadek. A ty odpoczywasz. Mam nadzieje że mnie nie pogryzie jak będę maluchy przenosił...-westchnął.-no nic...to moja sunia, nie dam się gryźć.
-tak możesz. Ale masz odpoczywać. Wygladasz na wyczerpanego...więc ani mi się waz wstawać bo jeszcze mi upadniesz.-ostrzegł go.-ne Tomo...a co będzie jak będziemy oddawać szczeniaki? Jolie się wscieknie...
-no jakoś będzie trzeba. Ale i tak się zdenerwuje.-powiedział znając swoją sunie. Opatrzył mu szybko ranę i ucałował lekko.-dziękuje że się nią zająłeś.
Wziął go zaraz na rączki żeby chłopak się nie męczył.-to może jednak polezysz w lozeczku?-zaproponował wychodząc z łazienki żeby chłopak bu odetchnąć po siedzeniu w dusznym pomieszczeniu.
-no dobrze...-zaniósł go do salonu i położył na kanapie. Zaraz zaczął sprzątać resztki krwi. Zaraz wziął legowisko ze szczeniakami żeby je przenieść ze środka pokoju pod ścianę.
-no już nie warcz...westchnął zaraz też kładąc ją przy psiakach.-widzisz...spokój gluptasku.-poglaskal ją i wrócił do sprzątania.
-więc obejrzyj ale cicho.-poprosił zaraz idąc do kuchni żeby gotować zamówiony przez chłopca obiadek. Wcześniej podał jeszcze Jolie jedzonko.
Takano ten czas przygotowywał obiad i deser. Ulubione babeczki Tomo.
-Yuya obudz proszę wujka.-powiedział do chłopca kiedy obiad był już prawie gotowy.
-przepraszam wujku...tatuś kazał obudzić...-powiedział siadając grzecznie na kanapie kiedy Takano przyniósł talerze z obiadkiem Tomo podając najmniejszą porcję.
-masz mało żebyś miał miejsce n deser. Zrobiłem babeczki z płynną czekolada.
-nie ma kochanie. Musisz zjeść chociaż trochę bo przecież po tym jak pomogles Jolie nie mogłeś się ruszyć.-zauważył jedząc spokojnie.-masz mało więc będziesz miał miejsce na deser.
-wybacz...spanikowalem i tak wyszło...-powiedział skruszony. Zjadł szybko i założył nogę na nogę. Spojrzał na spiaca sunie.-waleczna mamusia.
Prześlij komentarz