sobota, 21 września 2013

...The dreamer never falls...

Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca, 
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym), 
studiował w Tokio,
o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,


Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.

Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
Nienawidzi: zazdrości

KIZUNA

[Dobra kochani! Welcome back :D]


5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   4201 – 4400 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

-nawet jak zmęczona to waleczna.-zaśmiał się.-dobra niejadku...miejsce na babeczke.-westchnął dojadajac zupę.-kiedy ostatnio się ważyłeś?-spytał spokojnie z czystej ciekawości. Nie chciał go kontrolować.

Takano | Jun pisze...

-Więc...zważysz się po deserze? Dawno się nie ważyłeś chudzielcu mój kochany.-uśmiechnął się zabierając jego pusty talerz.
-Wujku a mogę wybrać którego zatrzymamy?

Takano | Jun pisze...

-dobrze wujku...-zgodził się cicho chociaż już miał jednego pieska upatrzonego.
-proszę moi kochani.-Takano położył babeczki na stoliku.

Takano | Jun pisze...

-nie ma za co.-uśmiechnął się ciesząc się że mu smakuje.-zjedz ile chcesz lub ile możesz. Najwyżej zostanie na jutro. A później się zwazysz.-wziął sobie babeczke.

Takano | Jun pisze...

-no dobra już dobra...-zgodził się i usiadł obok niego żeby go przytulić.
-dobrze wujku. A będę mógł raz spać z wami? I kiedy idziemy?-spytał z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-Tatuś zgodzisz się?
-No jasne.-zaśmiał się cicho.
-Um wujku? A czemu będziesz tu chodził? Bliżej do pracy?-spytał od razu trochę dedukując.

Takano | Jun pisze...

-Um...jestem męczący? Wujek denerwuję cię czasem? Przepraszam...ja będę cichutko...i...
-Mały to nie twoja wina.-zaprzeczył od razu Takano.-Wujek po prostu...potrzebuje czasem chwili samotności...taki już jest. Ale nas kocha...

Takano | Jun pisze...

-no dobrze wujku...-powiedział gramolac się na jego kolanka i tula mocno.
-no już...nie bądźmy tacy ponurzy.-zmierzwil mu włosy i objął również jego.

Takano | Jun pisze...

-no maluchu do lozeczka.-oznajmił wstając i biorąc go na ręce. Zaniósł go do jego pokoju, podał syropek i wrócił do salonu.-ty też do łóżka, czy nadal uparcie chcesz tutaj?

Takano | Jun pisze...

-no ok...ale w łóżku też możesz poczytac.-zauważył i wzruszył ramionami.-no ale już nic nie mówię.-dodał chwilę.później.

Takano | Jun pisze...

-no tak. Nie musisz.-zgodził się spokojnie.-nie będę cię zmuszał.-dodał wzruszając ramionami. Nie chciał to nie w końcu to jego życie. Wyłożył się na fotelu.-lepiej żebyśmy ich na razie nie wpuszczali nie?-spytał wskazując na dwa szczeniaki które były na tarasie.

Takano | Jun pisze...

-mhm...może na jakiś czas damy je do dziadka?-zaproponował a kiedy chłopak go pocałował oddał pocałunek. Poglaskal go po włosach i uśmiechnął się lekko.-kiedy przenosimy się do mnie?

Takano | Jun pisze...

-ale podejść do siebie też nie da. No nic...będą na zewnątrz.-wzruszył ramionami i objął go lekko.-weekend może być.-myślisz że Jolie się uspokoi? Na razie się nie zapowiada ale zobaczymy...-wzruszył ramionami.-a właśnie...jakoś za niecały miesiąc Yuya ma ten konkurs w Tokio...dobrze by było żebyśmy obaj pojechali.

Takano | Jun pisze...

-no mam nadzieje że się uspokoi. Zawsze była ze mną wiec trochę się martwię.-uśmiechnął się lekko i zaraz mocno go pocałował kiedy chłopak go ucałował.-kocham cię misiu.

Takano | Jun pisze...

-lepiej żeby jednak nie była...-powiedział puszczając go dość niechętnie.-nie będę ci przeszkadzał...-powiedział wstając z kanapy żeby zrobić sobie herbaty.-chcesz coś do picia?

Takano | Jun pisze...

Zrobił sobie herbatę a chłopakowi wodę. Wrócił do salonu podając mu szklankę. Usiadł wygodniej na fotelu decydując że narysuje chłopaka skoro i tak nie ma nic lepszego do roboty.

Takano | Jun pisze...

-poruszyłeś się...-jęknął odkładając niedokonczony rysunek.-no proszę...robisz się popularny.-zaśmiał się.-ale to dobrze że pochwaliła. Pieczesz świetnie.-dodał od siebie.-wystarczyło podziękować.-powiedział uśmiechając się do niego. Dla niego to nie była dziwna sytuacja.

Takano | Jun pisze...

-zawstydziles się skarbie?-spytał tak sobie dedukujac.-jeśli chciałeś pogadać to możemy...rysowalem z nudów taki szkic cały. Nie muszę go kończyć.

Takano | Jun pisze...

-mhm...to jest miłe. Kiedy ktoś kogo nie znasz cię chwali.-uśmiechnął się lekko.-mam nadzieje że będzie tak częściej skarbie. Ale wiesz...nie musisz zawstydzac.-dodał siadają obok niego i obejmując go ramieniem.

Takano | Jun pisze...

[ano ne...przepraszam że dopiero teraz odpisuje ale byłam w niemczech i nie było tam wi-fi ;^;]

-no wiem skarbie...szkoda że przy mnie się tak nie rumienisz.-zaśmiał się cicho.-tego? No slodziak. Może być. Trochę się martwię czy poradzimy sobie z tyloma pieskami ale...jakoś musimy dać radę. Na razie jeszcze oczek nie otworzyły...-dodał patrząc na nie rozczulony.

Takano | Jun pisze...

[no to spoko ^^ w ogóle się pochwałę. Znalazłam w końcu fanpage z moimi rysunkami]

-no ok. Idź może z Perłą i Rufusem na spacer od razu.-uśmiechnął się i dał mu calusa w policzek.-i uważaj na siebie kotus. Przyjdę jak się będę nudzil.-obiecał puszczając go.

Takano | Jun pisze...

[ https://m.facebook.com/profile.php?id=239846916220137 plose. Na razie to taki początek...]

Takano chwilę jeszcze siedział ma kanapie po czym poszedł pomóc Yuyi z zadankami z matematyki czekając aż przyjdzie dziadek.

Takano | Jun pisze...

[dzięki ^^ ani to ani to. Mam w planach japonistyke]

-więc na dzisiaj dosyć. Przyszedł dziadek.-uśmiechnął się i poszedł otworzyć drzwi.-hej. Fajnie że przyszedles.-przywitał się będę z nim z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-pójdę się przejść. Zajmij się nim. Teraz jest trochę zmęczony.-dodał idąc się jeszcze pożegnać z chłopcem i wychodząc. Przeszedł się trochę po mieście i zaszedł do sklepu kupując mleko czekoladowe. Przeszedł się wzdłuż plaży znajdując swojego partnera.-hej misiu.-przywitał się wychodząc bliżej.

Takano | Jun pisze...

-a ty co taki mokry?-spytał zaskoczony obejmując go lekko. Ucałował go w policzek i spojrzał na pieski.-a one padniete...co ty robiles kochanie?-dodał cicho się śmiejąc.

Takano | Jun pisze...

-ech...a potem znów szpital będzie...no nic. Chciałbym kiedyś zobaczyć jak plywasz na desce...-uśmiechnął się.-zdejmuj te mokrą koszulkę chociaż...-dodał zdejmujac bluzę żeby mu ją dać.-tak przyszedł. Zajmie się Yuya.

Takano | Jun pisze...

-no wiem...co nie znaczy że nie przeziebisz się siedząc w mokrej koszulce. Jeden chory w domu mi wystarczy w 100%.-dodał obejmując go ramieniem.-to co pokazesz mi kiedyś jak plywasz? I przypominam że jakiś czas temu obiecywałeś mi że mnie nauczysz.-puknal go palcem w policzek.

Takano | Jun pisze...

-eeee....-spojrzał na niego zaskoczony po czym ze złością na Tomo. Ładnie go wkopal.-wiesz...planowałem żeby to Tomo mnie pouczyl...to znaczy dobrze ci szło i nie chodzi o umiejętności. Chciałem z nim spędzić trochę czas tak...kreatywnie.-starał się jakoś wykręcić.-ale życzę ci powodzenia na zawodach.-dodał z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-chyba sobie odpuszcze...chciałem to rozegrać trochę inaczej.-mruknął mając nadzieje na coś bardziej w stylu randki.-no i skarbie? To na pewno ok? Tak przed tym zanim się do końca wyleczyłeś? Nie bronie ci ale...mówię tylko co myślę. Proszę tylko żebyś wziął to pod uwagę. Nic więcej.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-oj nie traktuję jak ojciec tylko...jak zmartwiony facet.-powiedział spokojnie.-ale ok już nie będę. Wiesz co robisz...ale mogę się o ciebie martwić, co? Nie zakazuje ci niczego tylko się martwię. Ale skoro mówisz że jest ok to ok.-objął go ramieniem.

Takano | Jun pisze...

-wiesz misiu...liczyłem na lekcje prywatne...dla zabawy.-zaśmiał się cicho i wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-mleczko czekoladowe.-uśmiechnął się wyjmujac mleko z kieszeni bluzy która dał chłopakowi. Jedno mu podał a drugie wziął sobie.-misiu a co mam zrobić żeby zasłużyć?

Takano | Jun pisze...

-i z facetem na treningu będziesz się mniej wstydził?-zaśmiał się dając mu buziaka.-przyjdę.-obiecał uśmiechając się lekko.-no zdradził. Powiedzial że lubi bardzo.

Takano | Jun pisze...

-na pewno? No będę cię wspierał kotus. Masz moje słowo.-dał mu buziaka i objął mocno.-ano tylko twój...

[zdrajcy :p mi jeden blog starczy...za dużo by było a przecież mam szkołe...XD tym razem u wujka XD tamto w samochodzie to był wyjątek bo jechałam z tatą druki zawieźć]

Takano | Jun pisze...

[ano szkoła XD przed ostatnia klasa liceum. Ale może pomyśle...i może uda mi się zrobić cute ukesia XD generalnie ten wujek to drugi mąż mojej zmarłej chrzestnej so...daleka rodzina]

-będę się starał. Zaufaj mi skarbie...dam radę nie zrobię ci wstydu.-obiecał glaszczac go po włosach i dopijajac mleczko.-a dostanę nagrodę jak będę grzeczny?

Takano | Jun pisze...

-no to o co się martwisz? Nie będę opiekuńczym dupkiem tylko twoim uczniem...sensei.-zaśmiał się cicho.-no dodatkowe lekcje mogą być.

[jak chce na japonostyke to muszę się uczyć...takie życie XD]

Takano | Jun pisze...

-Ok możemy się przejść.-zgodził się bez większego problemu i wstał z drobną pomocą chłopaka.-a gdzie? Chwilę odpoczynku to możemy się przejść.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

-lubie.-odparł z początku krótko.-lubiłem pływać jak byłem młodszy. Kilka razy brałem udział w zawodach na basenie. Raz z podium.-zaśmiał się cicho.-no a potem bracia zrobili mi ten kawał z ubraniami...i trochę mnie to zaraziło do pływania.

Takano | Jun pisze...

-no o ile po wyjściu z wody moje ubrania magicznie nie znikną.-zaśmiał się obejmując go ramieniem.-poplywam. Z reszta to nie jest jakas wielka trauma. W końcu byłem na basenie z Yuya.

[oki doki. Ja też w sumie powinnam...]

Takano | Jun pisze...

-No już to obiecywałeś. Tylko później było trochę...komplikacji.-zakończył delikatnie.-Nawet pomimo tego że jestem czasem nadopiekuńczy...?-spytał cicho.

Takano | Jun pisze...

-ojooj...to chyba na prawdę powinienem się pilnować. W końcu nie chcę żebyś przestał mnie kochać.-zaśmiał się obejmując go mocno żeby po chwili złączyć ich usta w namiętnym pocałunku.

Takano | Jun pisze...

Odsunął się od niego dopiero kiedy zabrakło mu powietrza. Wciąż jednak przytulał go mocno do siebie.
-Tomo...pomyślałem że skoro mamy chwilę wolnego...-urwał na moment.-to moglibyśmy...odwiedzić moją mamę.-skończył. W końcu dawno tam nie był.

Takano | Jun pisze...

-Um...-skinął głową. Cieszył się że chłopak jest z nim, pomyślał że może tym razem nie zareaguje aż tak emocjonalnie.-Wiesz...-zaczął kiedy byli już prawie u celu.-Smutno mi, że jej nie znałem...-powiedział cicho.

Takano | Jun pisze...

-Mhm...-uśmiechnął się lekko dalej idąc w ciszy. Spokojnie doszedł do grobu matki i ukucnął przed nim i schował twarz w dłoniach.

Takano | Jun pisze...

Wiedział że emocje w nim wybuchną więc nie rozumiał dlaczego zabrał ze sobą chłopaka...jednak w pewnym sensie cieszył się z jego obecności, czuł wtedy że nie jest z tym sam, że jest wspierany. Zawsze płakał nie ważne ile razy tu przychodził. Nigdy do końca nie potrafił pogodzić się z faktem że jej nie znał i nie pamiętał.

Takano | Jun pisze...

-wiesz...najbardziej żałuję że jej nie znałem. W ogóle. Nigdy nie zaznalem matczynej miłości...a bynajmniej tego nie pamiętam. Nie miałem okazji z nią rozmawiać...nic...a to wszystko przez zazdrosna dziwke która i tak bierze rozwód z moim ojcem...-powiedział przez łzy.

Takano | Jun pisze...

-może i lepiej tylko...ech ale to niczego nie zmieni. Nie wróci jej. Poza tym tata i tak nie wie że to ona zabiła mamę. To nic nie zmieni.-wzruszył ramionami i wstał.

Takano | Jun pisze...

-nic nie zmieni...-upierał się przy swoim mimo że nie chciał się z nim kłócić. Według niego to nic nie zmieniało. W końcu ten rozwód nie wróci mu mamy ani nie cofnie czasu tak że będzie mógł ją poznać. Wtulil się w niego mocno.-w moim życiu nic nie zmieni. Nie cofnie czasu....

Takano | Jun pisze...

-tak...może masz rację...-mruknął tylko i powoli go puścił.-zaczyna się robić ciemno i zimno. Wracajmy już.-zaproponował wstając i wyciągając w jego stronę rękę.

Takano | Jun pisze...

-wiem...-objął go mocno.-ja przy tobie też...zawsze. I chociaż czasem się kłócimy...i są ciężkie chwile...to nic nie zmieni tego że się kochamy.-poglaskal go po włosach.-czasem myślę że...to że wróciłem do Yukan to przeznaczenie...coś mnie pchnelo...jakas myśl żeby tu zamieszkać.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-no to przecież mówiłem żebyśmy wracali.-zaśmiał się cicho.-zimno ci? Masz jakieś zimne usta i ręce...-powiedział idąc w miarę konkretnym tempem w stronę domu.-zrobię ci w domu coś ciepłego do picia chcesz?

Takano | Jun pisze...

-ok...-powiedział momentalnie zwalniając. Zapomniał że chłopak wciąż jest tak słaby.-tylko 44? To nie dobrze.-zamarudzil mu trochę ale zaraz się zre flektowal.-no już nic na ten temat nie mówię. Wiem że się starasz.-ucałował go w policzek.-na pewno nie jest?

Takano | Jun pisze...

-wiem wiem...zapnij bluzę bo czuję że masz zimne ręce.-powiedział obejmując go ramieniem i powstrzymując się żeby nie wziąć go na ręce.-wiem że jesz...starasz się. Nie marudze już.

Takano | Jun pisze...

-ej ej co ty robisz?!-krzyknął zaraz łapiąc go za ręce.-jesteś strasznie blady...źle się czujesz?-spytał zaraz biorąc go na ręce i niosąc na kanapę. Podał mu wody.-co jest skarbie?-spytał zmartwiony.

Takano | Jun pisze...

-zaraz ci je dam...-odparł spokojnie. Wstał z podłogi i poleciał zrobić mu kisielek żeby nie brał leków na pusty żołądek. Przyniósł mu wszystko do salonu.-proszę. I już tak nie patrz...-usiadł obok niego na kanapie.

Takano | Jun pisze...

-poleze.-obiecał zaraz szybko. Objął go ramieniem.-a jak coś to w nocy zawsze możesz mnie budzić. Jestem tutaj dla ciebie. Kiedy masz trudne chwile zawsze możesz mnie prosić o pomoc.-zapewnił go.

Takano | Jun pisze...

-oj nie bój się skarbie...jestem przy tobie.-objął go ramieniem.-Yuya też stara się ciebie wspierać...i twój tata.-objął go lekko.-nie bój się. Wsztsko będzie dobrze.-ucałował go w czoło.-będzie dobrze.

Takano | Jun pisze...

-nie musisz się bać ani wstydzić. Jesteś wśród rodziny, wspieramy cię.-dodał jeszcze.-możesz...tylko przed chwilą prosiles żebym poczekał aż zasniesz..-zaśmiał się puszczajac go.

Takano | Jun pisze...

-ech kochanie...to lozeczko jest za małe na naszą trójkę...-powiedział cicho widząc że Yuya śpi.

Takano | Jun pisze...

-chodź...-wziął go na ręce.-nie budz małego...pójdziemy na sypialni i tam się wyspimy. Yuya jest chory i pewnie chce odpocząć.-dodał wychodząc cicho z pokoju chłopca.

Takano | Jun pisze...

-zostanę kochanie. Będę przy tobie zawsze.-obiecał mu to i położył go na łóżku w sypialni. Wiedział że chłopakowi jest ciężko i zdawał sobie sprawę że musi go wspierać z całego serca. Położył się obok niego i okrył ich koldra zaraz obejmując chłopaka.-jestem przy tobie.

Takano | Jun pisze...

Glaskal go po włosach, plecach i ramionach. Zasnął tak jak obiecał dopiero kiedy Tomo już spał. Pomimo tego że miał słaby sen rano obudził.się wypoczety. Zdecydowanie za wcześniej więc po prostu sobie leżał patrząc na chłopaka. Pomyślał że lepiej będzie jeśli nie będzie wychodził z łóżka.

Takano | Jun pisze...

-a co byś chciał skarbie? Może poeksperymentuje trochę z kuchnią japońską? Cokolwiek ci zrobię.-poglaskal go po włosach i po policzku.-jak ci się spalo misiu?-spytał spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-Ok...będę myślał. Ale jeszcze trochę poleżę.-zdecydował się na takie rozwiązanie.-Nie wymęczyłeś...czemu miałbyś? Po prostu się tuliłeś...nie przeszkadzało mi to ani trochę.-zapewnił go spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-Nic a nic. Lubię jak się tulisz.-zapewnił jeszcze raz i ucałował go w nosek.-To dobrze, bardzo dobrze. Wystraszyłeś mnie wczoraj.-poskarżył się trochę.

Takano | Jun pisze...

-Wiem...ale już dobrze. Nie ma co się bać.-pogłaskał go po włosach.
-Tatuś? Co na śniadanko?-spytał stojący w drzwiach zaspany Yuya.
-Zaraz coś wymyślimy. Chodź do nas maluchu. Jak się dzisiaj czujesz?-spytał zapraszając go do nich do łóżka.

Takano | Jun pisze...

-Wyganiasz mnie?-spytał mężczyzna ze śmiechem.-No cóż ale fakt wypadało by iść do pracy. Bądźcie grzeczni...i jak będziecie na siłach to obiadek zróbcie moi kochani. Zjadłbym coś pysznego.-zadał całując ich obu w policzek.

Takano | Jun pisze...

-ok, ok...już mnie wyganiasz jak widzę.-zaśmiał się i wyszedł z łóżka żeby przygotować im proste śniadanko. Nie kombinował zbytnio i zrobił bogatą jajeczniczkę.

Takano | Jun pisze...

-dziekuje misiu. Mam nadzieje że równie dobrze smakuje.-uśmiechnął się siadając na brzegu łóżka ze swoim talerzem.-nie dawałem ci dużo niejadku. Zaraz oboje wezmiecie leki i pójdę do pracy.

Takano | Jun pisze...

-mhm już ci daje.-powiedział akurat kończąc jeść.-no dbam...co nie zmienia faktu że musisz go rozciągnąć i przytyc.-zauważył idąc po wszystkim leki i wracając z nimi wraz z wodą do popicia.

Takano | Jun pisze...

-no ja wiem skarbie...ale może lepiej żeby to nie było aż tak powoli. Trzeba w końcu unormowac twoją wagę, wiesz o tym?-spytał unoszą brwi i zabierając jego talerz.-proszę deserek.-dodał podając mu tabletki.

Takano | Jun pisze...

-dobrze już dobrze. Nie będę poruszał tego tematu...przynajmniej przez jakiś czas.-obiecał spokojnie. Ucałował jeszcze ich obu w policzek po czym wyszedł do pracy.

Takano | Jun pisze...

-hmmm...nie wiem wujku.-powiedział trochę smutno bo nie miał pomysłu co mogliby zrobić.-ale coś takiego żeby tatuś był dumny i żeby mu smakowalo.-wyjaśnił jakby chciał żeby było.

Takano | Jun pisze...

-dobrze.-zgodził się od razu.-a będę mógł pomóc? Bo chciałbym gotować z wujkiem...mogę? Proszę. Będę grzeczny.-poprosił uśmiechając się do niego.

Takano | Jun pisze...

Popatrzył na niego trochę wilkiem że dostał do roboty akurat to czego najbardziej nie lubił ale bez większego marudzenia stanął na krzesełku i zaczął kroic cebulke. Przecież nie chciał wyjść na marude a tatuś już nu powiedział że kucharz musi wszystko kroic.

Takano | Jun pisze...

-wujku?-spytal kiedy skończył z mieskiem.-a kiedy pójdziemy na basen? Bo ja bym chciał żeby wujek zobaczył jak ja pływa. Już się mniej boję i tatuś mnie nauczył nawet nurkowac!-powiedział podając ku miskę z mieskiem.

Takano | Jun pisze...

Chłopiec trochę się zasmucil.
-a po konkursie? Jeszcze w tokio? Wtedy na taki duuuuuzy basen.-zaproponował.-albo jak wujek wróci z wycieczki. A przywieziesz pamiątki wujku? Przywieziesz?-chciał koniecznie wiedzieć.

Takano | Jun pisze...

-bo tatuś powiedział że jak się wujek zgodzi to możemy trochę w Tokio zostać...dziadka odwiedzic w takim duuuuuzym domu.-rozłożył szeroko ramiona.-zgodzilbys się wujku?

Takano | Jun pisze...

-tatuś się pewnie ucieszy. Martwił się że wujek się nie zgodzi...-powiedział z fascynacją patrząc na to co robi Tomo.-nauczysz mnie tak wujku?!-spytał zaraz.

Takano | Jun pisze...

[miałeś iść spać a nie wymyślać cuda na kiju XD]

Po tym jak kobieta weszła do cukierni dało się słyszeć głośny śmiech Takano. Dla niego to był jakiś absurd. Znał kobietę która przed nim stała ale był przekonany że to nie jest jego dziecko.
Wyprowadził ją z budynku żeby nie robić zamieszania.
-wybacz ten wybuch śmiechu. Jednak z Francji wyjechałem dwa lata temu a...nasz związek o ile można to tak nazwać skończył się grubo ponad cztery lata temu...a ta mała na twoich rękach ma co najwyżej dwa latka. Nie ten adres. Jeśli masz jakieś wątpliwości mogę zrobić testy dna i nawet za nie zapłacić.-mruknął nie chcąc wdawać się z nią w większą dyskusję. Znał ją i wiedział że potrafiła wyłudzić pieniądze.

Takano | Jun pisze...

-co ty robisz? Słuchaj zabieraj je. Mam swoje rzeczy na głowie. Mam rodzinę. To dziecko to twój problem więc je zabieraj i wracaj to francji.-funkął szarpiac ją za rękę.-a ty co będziesz tak stał? Chyba nie pozwolisz żeby je tak porzuciła?-dodał zwracając się do jej towarzysza.

Takano | Jun pisze...

-o więc teraz to niczyj problem?-sarknal doprowadzając dziewczynę do pionu i podając jej dziecko.-wracaj z nim. Już dość kłopotów mi narobilas...chłopak jest pewnie na mnie wściekły i godziny miną zanim mnie wysłucha.-mruknął odwracajac sie na piecie. Przeciesz.musiał.wszystko Tomo wyjaśnić.

Takano | Jun pisze...

-wujku czemu jesteś smutny?-spytał zmartwiony chłopiec jednak nie zdążył uzyskać odpowiedzi bo Takano akurat odkopal klucze i wszedł do domu.
-Tomo skarbie chodź musimy pogadać.-powiedział wchodząc do salonu. Chciał mu to wyjaśnić teraz i mieć to z głowy. -ja ci to wszystko wyjasnie.-obiecal.

Takano | Jun pisze...

-więc um...zacznijmy od sprawy najważniejszej...-rozpoczął obejmując go lekko.-to wiexnjest moje dziecko. Wiek się nie zgadza, nic się nie zgadza...poza tym zawsze się zabezpieczalem więc mowy nie ma. A ona...fakt spotykałem się z nią będąc jeszcze na studiach ale jak już wiesz osoby z tamtego okres mojego życia mało dla mnie znaczą. Ją uważam za swój błąd...zawsze potrafiła wyłudzić ode mnie pieniądze a to po prostu był kolejny sposób na to...-wyjaśnił mu całą sytuację i czekał na ewentualne pytania.

Takano | Jun pisze...

-um skarbie to z mojej winy czy znów choroba?-spytał zmartwiony.-no cóż...wychodzi na to że całkiem sporo takich miałem...wybacz. Może francja na miesiąc miodowy nie jest najlepszym pomysłem...-zaśmiał się cicho.

Takano | Jun pisze...

-no cóż...proponuje zadzwonić do twojej mamy...tak na wszelki wypadek. I jeszcze raz przepraszam za to nieporozumienie...-dodał idąc za nim.-co na obiadek skarbie?

Takano | Jun pisze...

-na pewno zasmakuje.-zaśmiał się siadając do stołu i biorąc się za jedzenie.-skarbie? Na pewno nie jesteś zły?-spytał patrząc na niego.

Takano | Jun pisze...

-um wybacz. Nie sądziłem że ona mnie znajdzie...-powiedział skruszony.-a może boli przez chorobę? Weź te leki które masz po obiedzie.-powiedział spokojnie.-pyszny obiadek.

Takano | Jun pisze...

-dobrze skarbie. Nie będę cię teraz zmuszał...zrobię za to jakiś szybki deserek, ok?-zaproponował tulac go do siebie.-to dobrze...wiem że musiało cię to dotknąć...mam nadzieje że więcej się to nie powtórzy ale nie mogę obiecać...jakimś cudem mnie znajdują.

Takano | Jun pisze...

-um...ale wiesz że to nie prawda...może nie wygladać ale na prawdę uważałem żeby potem nie mieć skomplikowanego życia przez wpadkę.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.-postaram się żeby to się więcej nie powtórzyło.

Takano | Jun pisze...

-możemy...um dziękuje...że mi ufasz.-uśmiechnął się lekko.-dobrze weź...jeśli po nic nie poczujesz się lepiej zadzwonie po twoja mamę.-zdecydował pozwalając mu iść.

Takano | Jun pisze...

-Yuyuś to może idź do lozeczka? Wujek się z tobą położy, opowie bajkę a ja wrócę do pracy.-zaproponował im takie rozwiązanie.-wrócę pewnie późno bo mam zamówienie więc nie czekajcie na mnie.-poprosił wstając.

Takano | Jun pisze...

Już miał zamiar odpowiedzieć że przecież musi iść bo ma pracę ale tylko skinal głową uznając że przecież jeszcze chwilę może zostać. Wątpił żeby ona jeszcze tam była ale nie chciał żeby chłopak później wymyślał jakieś historie.

Takano | Jun pisze...

-Nie ma za co skarbie...sam też nie byłbym skłonny wypuścić cię na twoim miejscu. Spokojnie jej tam już pewnie nie ma...wie że nic ode mnie nie wyciągnie.-ucałował go w ustka.-nie musisz na mnie czekać, idź spać bo pewnie wrócę późno...to duży tort.

Takano | Jun pisze...

Takano tak jak mówił wrócił późno po grubo po północy. Był zmęczony i marzył tylko o ciepłym prysznicu i łóżku. Zamknął za sobą cicho drzwi i poszedł do kuchni żeby się jeszcze czegoś napić.

Takano | Jun pisze...

Uklęknął przed nic i spokojnie złapał go za dłoń w której trzymał tabletkę.
-Wiem że się boisz...rozumiem. Ale boli cie prawda? Nie męcz się z tym bólem...posłuchaj się mamy. Ja w ciebie wierzę...będę cię pilnował. Więc weź tabletkę i się nie martw. Nie męcz się...proszę. Chcę żebyś wyzdrowiał...-puścił jego rękę.-torcik dobrze. Później ci pokażę...to torcik dla mojego kochanego głupiego braciszka lekarza.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-No już...nie ma co się bać kochanie. Ja wierzę że to nie wróci...że wszystko będzie dobrze.-pogłaskał go po włoskach.-Czy jedziemy...no tak jakby. Niby powiedział żebym ciebie zabrał ale planowo miałeś być wtedy w szpitalu....ale możemy jechać razem.

Takano | Jun pisze...

-No ok...pojedziemy.-zgodził się spokojnie.-Tylko to impreza dla dorosłych więc mały niestety zostaje...jakoś mu to wyjaśnimy. Zostanie u babci albo u dziadka.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-W sumie czemu nie...chociaż nie wiem czy też nie będzie chciał iść na urodziny. Zadzwonię i się spytam, ok? Wtedy wszystko ustalimy..-zdecydował i dał mu całuska.-A teraz chodź skarbie...umyjemy się i do spania.

Takano | Jun pisze...

-Um no...pewnie by chciał. Tylko wiesz...sam ma teraz trochę problemów, dopiero wrócił z korei, myśli też żeby zająć się wynajmem pokoi w willi albo coś. Bo to w końcu dość duży dom...-wzruszył ramionami.-Jak skończą się sprawy z rozwodem pewnie będzie miał więcej czasu.-dodał spokojnie.-No to można w wannie, jaki problem?-spytał unosząc brwi i podchodząc do wanny żeby nalać wody.

Takano | Jun pisze...

-No to cię zaniosę brudasku.-zaśmiał się cicho zdejmując koszulkę trochę umorusaną kremem.-Jak zaśniesz to nic się nie stanie.-dał mu całuska w policzek zaczął zdejmować z niego bluzę.

Takano | Jun pisze...

-Oj tam...żebyś mi nie usnął misiu...ale to aż tak bardzo nie przeszkadza.-dał mu szybkiego całusa po czym szybko się rozebrał i wskoczył w wanny czekając na chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-Pokażę skarbie. Jak wyjdziemy z wanny.-zgodził się od razu. Wziął gąbkę którą namydlił i spokojnie zaczął myć chłopaka.-Zimno ci?-spytał zmartwiony.

Takano | Jun pisze...

-Ja wiem skarbie...Ja wiem.-objął go mocno.-Dla ciebie regularne branie leków jest koszmarem...ale teraz musisz. Spokojnie...nie bój się. Będzie dobrze.-pogłaskał go po włoskach.-umyjmy się szybko i chodźmy spać.

Takano | Jun pisze...

-dobrze skarbie. Umyj włoski.-dał mu calusa.-ja ciebie też kocham. Bardzo.-uśmiechnął się i szybko się umył zaraz wychodząc z wanny.

Takano | Jun pisze...

-dobrze.-zaśmiał się i poszedł z nim do kuchni. Podał mu kromke chleba z masłem i telefon na którym było zdjęcie tortu.-wiesz w końcu to jego hot 30.-zaśmiał się wesoło.

Takano | Jun pisze...

-serio?-spytał szczęśliwy.-wiesz...brat powiedział że mogę 'popuscic wodze fantazji.' i wyszło coś takiego. To jego 30 więc chciałem żeby to było coś...szalonego.-zaśmiał się cicho.-mam nadzieje że jemu też się podoba...do weekendy naniose pare poprawek.

Takano | Jun pisze...

-jeszcze bardziej wypasiony jeśli będę miał wene.-zaśmiał się wesoło.-ale do tego jeszcze szmat czasu...-zauważył.-no a jeśli to już koniec skarbie to idziemy spać...bo po tym torcie jestem padniety...do weekendu wszystko się przegryzie ładnie...a jutro trzeba na kontrolę

Takano | Jun pisze...

-dobranoc.-odparł spokojnie kładąc się przy nim i ukrywając ich kołdrą. Zasnął od razu. Bez dwóch zdań był zmęczony tym dniem więc cieszył się że w końcu idzie spać.

Takano | Jun pisze...

-dobrze wujku.-odparł chłopiec siadając na lozeczku.-i gardelko nie boli. Będę mógł iść do szkoły w poniedziałek.-ucieszył się biorąc od niego sniadanko.-a na weekend coś porobimy?-spytał zajadajac się sniadankiem.

Takano | Jun pisze...

-na prawdę?!-ucieszył się szybko kończąc jedzonko.-wujku? A będę mógł jedną noc spać z wami? Proooosze. I obejrzymy film? I pogramy w coś?-zasypal go pytaniami.
-no no...widzę że już się lepiej czujesz.-zaśmiał się Takano wchodząc do pokoju.

Takano | Jun pisze...

-to dobrze maluchu że już lepiej.-uśmiechnął się do chłopca i usiadł na brzegu jego łóżka.-nie będzie musiał zostawać z dziadkiem. Tata powiedział że nie ma problemu i chętnie się nim zajmie kiedy my będziemy na urodzinach.-powiedział spokojnie do Tomo.
-jedziemy gdzieś?-spytał chłopiec ciekawsko.
-jedziemy do Tokio bo mój brat ma urodziny.-odparł spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-dobra mały to lec.-zaśmiał się.-tylko się ubierz najpierw!-krzyknął jeszcze za nim i pokrecil głową.-Tomo, ale sam? Może cię zawieźć?-zaproponował trochę się martwiac.

Takano | Jun pisze...

-przyjedź na obiad. Zrobię coś pysznego.-poprosił go zaraz.-znów będę eksperymentował z kuchnią azjatycka...i chciałbym żebyś spróbował.-wyjaśnił.-i pozdrów Juna.

Takano | Jun pisze...

-podziekuj mu później.-odparł po chwili ruszając. Dojechanie do szpitala nie zajęło mu długo.-zauroczyles mnie prośbą o podwiezieie...kontrolę miałeś mieć trochę później.-zaczął chowając kaski pod siedzenie.

Takano | Jun pisze...

-mhm...wiesz to nigdy nie jest tak że boli bez powodu. Przemeczyles się czy może jakiś stres?-spytał spokojnie. Przez Ryu był już trochę przyzwyczajony.

Takano | Jun pisze...

-tak widzę...zuch chłopak.-zaśmiał się cicho.-a tak poważnie to dobrze że się nie wsciekles...i że go wysłuchałeś. Pewnie wszystko ci wyjaśnił.-uśmiechnął się.-ale jest ok, tak? To nie jego dzieciak?-spytał z ciekawości idąc już w kierunku szpitala.

Takano | Jun pisze...

[złośliwość rzeczy martwych jak to mawiała moja nauczycielka...]

-Tak to normalne że zabolalo. W końcu ktoś nagle przychodzi i mówi że twój facet jest ojcem jej dziecka...każdego by zabolalo.-poklepal go po ramieniu.-ale skoro to nie jego to nie masz się co martwić.

Takano | Jun pisze...

-to dobrze. Dawno nie rozmawialiśmy.-uśmiechnął się lekko.-bez Ryu...jakoś daje radę. Od czego ma się rękę.-zaśmiał się wesoło.-a tak poważnie to daje radę. Tęsknię ale gadamy coś często więc aż tak tego nie odczuwam.-odparł już spokojnie.-jeśli mogę to wejdę. Czemu nie.

Takano | Jun pisze...

-najlepszym przyjacielem.-zgodził się idąc za nim. Wysłuchał lekarza i uśmiechnął się do Tomo.-widzisz wszystko będę dobrze. Zawiziesz facetowi dobre wieści.-poklepal go po plecach.-to teraz na lody.

Takano | Jun pisze...

-Dobrze że powoli wszystko się układa z twoim stanem zdrowia. Jesz normalnie?-spytał próbując lodów.

Takano | Jun pisze...

-No widziałem...nie jest za ciekawie. Ale wystarczy że będziesz normalnie jadł i wszystko się ułoży.-uśmiechnął się.-Byłem tydzień temu, więc nie. Ryu stwierdził że tym razem chce mnie jeszcze bardziej wypościć...wredota mała...

Takano | Jun pisze...

-Tęskni...ale i tak uważa że jak mnie wypości to będzie fajniej...-westchnął.-Jak fajnie...małe szczeniaczki teraz macie? Oddajecie?

Takano | Jun pisze...

-Jeszcze jednego psiaka będziecie mieli. To dobrze? To jednak sporo opieki...Mam teraz jednego na głowie i zabiera mi to sporo czasu...-zaśmiał się cicho.-no ale skoro już się zdecydowaliście.-wzruszył ramionami.-A poza ty co ciekawego słychać?

Takano | Jun pisze...

-no skoro tak uważasz.-wzruszył tylko ramionami i spojrzał na jego rękę.-fiu fiu...no nieźle. Odkaziles ładnie?-spytał od razu. Wziął parę łyżek lodów.-samochodem? Nie sądzę żeby to był dobry pomysł przy twoich stanach lekowych...

Takano | Jun pisze...

Pokiwal spokojnie głową zajadajac się lodami.
-nadal nie uważam to za dobry pomysł. Do Tokio jest kawałek drogi, będziesz się męczył. No i nie tylko ty...Takano i Yuya też. Twoja ostatnia próba przełamania się nie wyszła najlepiej.-przypomniał mu.

Takano | Jun pisze...

-ale pociągiem wychodzi nawet szybciej niż samochodem. Nie katuj się taki kawał drogi. Jak już chcesz się przemagac to zacznij od małych dystansow.-polecił mu spokojnie.- no i nie przejmuj się tak...Takano na pewno to rozumie.

Takano | Jun pisze...

-tak tak...bo burzuj...-zaśmiał się cicho.-no ale nie przesądzaj. Kiedy ostatnio zrobił coś takiego że wydał kupę pieniędzy? No pomyśl chwilę.-spytał go nadal cicho się śmiejąc.

Takano | Jun pisze...

-no widzisz dawno. Więc przestan już o to marudzic i szukać dziury w całym. Przyznaj że się nauczył. Zyjecie normalne Tomo...Yuye też wychowujecie dobrze. Więc jak już to pojedziecie normalnym przedzialem.-pstryknal go w nos.

Takano | Jun pisze...

-Bo chyba nigdy nie było aż tak źle, co? Ja tam rozumiem...chociaż staram się nie być już takim paranoikiem bo Ryu się wtedy denerwował.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-No cóż staram się być dobrym facetem i mu nie matkować.-zaśmiał się cicho.-Spoko...kochanemu braciszkowi wypada pomóc, nie?-wyszczerzył się do niego.

Takano | Jun pisze...

Pokręcił głową.
-nic się nie stało...grunt że wszystko się ułożyło. Mimo że widzę że pierścionka nie nosisz. Takano ci nie marudzi? Ja sam na jego miejscu wolałbym jasną sytuację...-wzruszył ramionami kończąc jeść lody.

Takano | Jun pisze...

-Nie lubisz być uwiązany.-pokiwał głową śmiejąc się pod nosem.-Na szyję też go nie zakładasz. No ale masz wymówkę chudzielcu.-dodał spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-mhm...ale czemu aż tak cię przytłacza skoro go kochasz?-spytał jakoś nie potrafiąc tego pojąć.-no to brawo. Oby tak dalej bo nawet Ryu waży więcej od ciebie kosciotrupie jeden.

Takano | Jun pisze...

-mhm...czyli po prostu źle na to patrzysz. Ale nie będę na siłę zmieniał ci toku myślenia...kochasz go, chcesz z nim być i w końcu...kiedyś sam uznasz że pierścionek cię nie ogranicza.-uśmiechnął sie lekko do niego. Zamówił sobie herbatę.

Takano | Jun pisze...

-zawsze do usług.-wyszczerzyl się do niego
-cóż...sam kiedy dojdziesz do tego że pierścionek ci nie ogranicza więc...póki to nie jest konieczne nie musisz mu mówić. Kochasz go i to najważniejsze.-wyraził swoją opinię biorąc łyk dopiero przyniesionej herbatę.

Takano | Jun pisze...

Jun nawet tego nie skomentował. Przyzwyczaił się że Ryu bierze leki więc nie robiło to już na nim wrażenia.
-chcesz coś załatwić w mieście?

Takano | Jun pisze...

-mądrego dzieciaka macie. Widać ze się stara.-pochwalił go.-no więc musicie to świętować.-zaklaskal entuzjastycznie w dłoń.-jakąś książeczkę ładną...i oranzade.

Takano | Jun pisze...

-wiesz...ja tak zawsze świętowałem...jak akurat nie lezalem w łóżku...-machnął ręką i wstał. Świętował sam ze sobą ale to już było tak dawno że nie chciał o tym rozmawiać.-no to idziemy.

Takano | Jun pisze...

-to fajnie...na prawdę fajna z was rodzinka.-uśmiechnął się do niego wesoło.-macie takie miłe i spokojne dni...spokojnie wychowujecie dzieciaka. Jesteś z nimi szczęśliwy Tomo? Na studiach nigdy byś nie pomyślał że tak to się skończy nie?

Takano | Jun pisze...

-ty po prostu jesteś pesymistą i nie umiesz się cieszyć.-funkął na niego zwalniając żeby chłopak nie musiał biec.-na studiach o niczym praktycznie nie myślałeś.-zgodził się i wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-ciesz się tym co masz i nie szukaj sobie problemów.-polecił mu jak brat i poklepal go po ramieniu.-studia były ciężkie...więc teraz się ciesz życiem.

Takano | Jun pisze...

-ta ego nadopiekunczosc minie i jeszcze będziesz za nią tesknil. Ja przez pierwsze pół roku jak nie więcej trzeslem się nad Ryu ale ba mnie nakrzyczal i on i ty...wiec się opamietalem.

Takano | Jun pisze...

-no lepiej...bo nawet jeśli jest tak daleko ode mnie to się aż tak nie martwię. Tęsknię to prawda...ale nie zamartwiam się każdą głupotą. Nie matkuje mu po prostu...fakt wyraze swoją dezaprobatę tak jak ostatnio kiesy mówił że zapalił ale...no właśnie ufa mi, mówi mi więcej rzeczy bo nie boi się że na niego nakrzycze.-wyjaśnił jak to wygląda.-co nie znaczy że masz krzyczeć na swojego faceta.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-no więc już na niego nie krzycz...nie dość ci kłótni? Może samo mu minie? W końcu nie meczysz się z chorobą parę lat a parę miesięcy.-wzruszył ramionami uznając że jak się trochę poczeka to problemy tego typu same się rozwiążą.-to teraz do marketu?

Takano | Jun pisze...

-o...przynieś mi kawałek.-zaśmiał się.-odkąd nie ma Ryu nikt nie schodzi na dół z pysznosciami...-zamarudzil trochę.-no nie warcz...chyba że faktycznie zrobi coś złego...a nie jak ci się coś uroi.-puknal go palcem w policzek idąc w stronę marketu.

Takano | Jun pisze...

-nie trzeba...wystarczy że przyniesiesz kawałek ciasta. Znając życie będę miał masę pracy jak tylko wrócę.-machnął ręką.-poza tym chyba wolałbym wpaść do was...w domu jest taki hałas że głowa nie boli...zastanawiam się na przeprowadzka.-powiedział spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-aj nie chce ci tam robić nalotu...mimo że serio tam jest tyle głośnych dzieciaków że mam dość...Yuto jeszcze jako tako ale bliźniaki Reiko to koszmar...nie sądziłem że można tak głośno płakać. Szukam czegoś w Yukan do wynajęcia żeby mieć blisko do pracy...wiesz Ryu jest na studiach więc nic mnie w tym domu nie trzyma.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

-mhm dzięki za zaproszenie. Mam już jedno lokum na oku...kobieta która tam mieszkała zmarła w wypadku. Mieszkanie jest niedaleko i dla mnie akurat. Najpierw obgadam to z Ryu potem z szefem. Póki co trzymają je dla mnie więc jestem spokojny. Nie bedziesz mi musiał udostępniać swojego domu.

Takano | Jun pisze...

-z tego co pamiętam nie lubisz jak ci sprzątam.-zaśmiał się cicho. Podszedł do swojego motoru i po tym jak wyjął kaski schował zakupy Tomo.-no możemy wracać. W końcu to pora obiadowa.

Takano | Jun pisze...

-poddałem się po jakimś czasie.-przypomniał sobie.-no na razie zaczęliśmy...tylko wiesz mój motor się ciężki. Przyjechałem nim ostatnio i sądzę że to był ostatni raz...po tym jak mnie otoczyły studenki więcej nie przyjadę motorem.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

-e nie bardzo mi się chce chodzić...no własnie nie podobały. Znaczy innym pewnie tak ale to było męczące. Tyle piskow i głosów na raz że miałem dość. Grunt że Ryu szybko przyszedł.

Takano | Jun pisze...

-No niby tak...ale to ostatni raz kiedy podjezdzam pod uczelnie...to był koszmar. I jeszcze siadaly mi na motor...-zamarudzil zakładając kask.

Takano | Jun pisze...

-bardzo zabawne!-funkął przyspieszając i trochę szalejąc przechylajac trochę motor korzystając z pustej drogi.

Takano | Jun pisze...

-okaeri!-odkrzyknal Takano który wraz z Yuya robił obiadek. Chłopiec na prośbę tatusia porozkladal talerzyki i poszedł przywitać się z Tomo.
-tatuś dzisiaj na obiadek zrobił sukiyaiki! I ja pomagalem!-pochwalił się.

Takano | Jun pisze...

-wujek sam zdecyduje czy dobre.-zaśmiał się chłopiec i popatrzył na niego zaskoczony.-um dziękuje...-powiedział przytulajac się do niego mocno i nie chcąc go puścić.-kocham cię wujku.

Takano | Jun pisze...

-będzie ciacho.-ucieszył się biorąc od niego wyniki.-jest poprawa a to dobrze...i tyjesz więc znów dobrze. Mówili coś o chemii?-spytał oddając mu wyniki i przelewajac danie do wazy.

Takano | Jun pisze...

-i znów schudniesz...koszar.-zamarudzil trochę.-później zerkne na leki teraz chodźmy jeść...mam nadzieje że wyszło.-uśmiechnął się i poszedł do salonu zaraz nalewajac wszystkim porcję do miski.

Takano | Jun pisze...

-ale tatuś sam robił z zeszyciku wujka!-wypaplal mały.-ja tylko kroilem.-dodał zaraz się zamykając i biorąc się za jedzenie.

Takano | Jun pisze...

-no i papla wypaplala...-westchnął.-no wziąłem twój zeszyt...chciałem żeby ci smakowalo.-uśmiechnął sie do niego jedząc spokojnie.-i nie mogę się doczekać deseru.-dodał z uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

-mmm sernik w sumie też bym zjadł.-zaśmiał się cicho.-kotek? Ale jak chcesz jeszcze to weź dokładkę bo w wazie jeszcze jest.-powiedział widząc jak chłopak mu podjada.

Takano | Jun pisze...

-więc wcześniejsze dania ci nie smakowaly? Może po prostu jesteś głodny skarbie? Jak tak dalej pójdzie to wcześniej przytyjesz chudzielcu mój.-nałożył mu trochę dokładnki.-jak zostawisz to trudno.

Takano | Jun pisze...

-no cóż...uznaje to za komplement.-zaśmiał się cicho.-a właśnie...pomozesz mi zdecydować którą książkę lepiej dać mojemu bratu? Miałam problem co mu kupić...zapisałem sobie dwa tytuły.

Takano | Jun pisze...

-chodziłem po kilka sklepach i nie miałem pomysłu. Taki z niego problematyczny singiel.-zamarudzil tulac do siebie chłopaka.
-tatuś mogę włączyc bajkę?
-jasne włączaj.-uśmiechnął się do niego.

Takano | Jun pisze...

-jestem za.-zaśmiał się.-tort widziałeś zresztą. To jego hot 30 mogę się ponabijac ze starszego brata nie? Za te wszystkie durne kawały...-ucałował go lekko.

Takano | Jun pisze...

-pojedziesz ze mną jutro coś wybrać?-spytał jeszcze zanim puścił go do kuchni po czym skupił się na bajce która akurat oglądał Yuya.

Takano | Jun pisze...

-mhm...bo jutro wypadałoby kupić ten prezent.-powiedział idąc do kuchni żeby sobie na niego popatrzeć.-więc może po obiedzie? A jak wrócimy to się przeniesiemy. Co ty na to?-spytał spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-a czemu samochodem? Planowalem jechać pociągiem. O wiele szybciej przecież.-zauważył spokojnie trochę zaskoczony tym pytaniem. Sądził że pociąg jest oczywisty.

Takano | Jun pisze...

Pociągiem mi bardziej pasuje jak jedziemy wszyscy trochę dalej. Nie musisz się mną przejmować skarbie. Ja już na prawdę przywyklem do twoich lęków.-podał mu tortownice.-i do innych dziwactw. Kocham cię takiego jakim jesteś więc...nie martw się tak o mnie.

Takano | Jun pisze...

-no tak...ale to nie na takim długim dystansie, ok? Na razie do miasta ale nie aż to Tokio. Bez przesady.-uśmiechnął się i przytulil go lekko.-skarbie? Kochasz mnie?-spytał jakoś tak nagle potrzebujac zapewnienia.

Takano | Jun pisze...

Uśmiechnął się lekko.
-nie jestem zły...gluptasie. To twój przyjaciel nie mam nic przeciwko żeby czasem wpadał...z reszta to twój dom.-zmierzwil mu włosy i pocałował kiedy gotowala się woda.

Takano | Jun pisze...

-Każdy na maksa zajęty.-zaśmiał się cicho bo gdyby mógł to chętnie by się z nimi spotkał.-może zrobimy jeszcze takie ognisko jak kiedyś?-zaproponował.-Ale póki co mamy jedną imprezę.

Takano | Jun pisze...

-No...jak nie będę leczył kacyka to czemu nie. Możemy iść.-zgodził się wzruszając ramionami.-Ale wrócimy do mojego apartamentu ok? Bo bliżej...a rano jak się wyśpimy to do willi.

Takano | Jun pisze...

-Jak mam nie marudzić kiedy ostatnio po fajkach skończyłeś w szpitalu?-zamarudził ale zaraz się poprawił.-dobrze...będe grzeczny, nie zamarudzę...o ile ładnie doprowadzisz do domu pijanego faceta.-zaśmiał się cicho.

Takano | Jun pisze...

-Ale...no ok. Nie rzucaj. Ale ogranicz ok? Troszkę? Troszeczkę?-poprosił patrząc na niego uważnie.-Jak bardzo nie chcesz to nie...nie będę namawiał. Nie będę.-obiecał mu chcą już nie być taki opiekuńczy.

Takano | Jun pisze...

-Um jasne...-powiedział trochę zaskoczony. Przecież chłopak mógł spokojnie iść spać sam. Wstał jednak i poszedł za nim do sypialni.

Takano | Jun pisze...

Pogłaskał go po włosach i pozwolił mu się tulić.
-coś się stało?-spytał cichą chcąc wiedzieć dlaczego z niego nagle taka przylepa.

Takano | Jun pisze...

-Mhm...więc potul się skarbie. Pośpij nie będę cie budził.-Obiecał spokojnie.-Wiesz te perfumy których zapach tak lubisz...kupimy je w Tokio, ok? Bo już mi się kończą.-powiedział jednocześnie mentalnie dopisując punkt do ich małej wycieczki.

Takano | Jun pisze...

-mhm...na prawdę musi ci się podobać ten zapach.-zaśmiał się cicho.-a widziałeś że na różnych osobach te same perfumy mogą pachniec inaczej?-zagadal jakoś sobie o tym przypominając.

Takano | Jun pisze...

-nie, to dobrze. Fajnie że podoba ci się mój zapach.-zaśmiał się.-może znajdziemy jakieś perfumy tobie? Obiecuje nie przesądzać z ceną.-powiedział od razu nie chcąc żeby chłopak na niego krzyczał.

Takano | Jun pisze...

-no nie jest zła ale...chciałbym znaleźć coś co będzie po prostu idealnie do ciebie pasować. Tak jak te perfumy do mnie.-wyjaśnił jak on to widzi.-i wyjdzie nam taka mała ranka...bo dawno nie byliśmy.

Takano | Jun pisze...

Uśmiechnął się lekko pozwalając mu tak spać. Widział że jest zmęczony. Kiedy usłyszał pukanie do drzwi oznajmiajace przybycie Juna wyswobodzil się z jego ramion i poszedł otworzć zaraz siadają z nim na kanapie i rozmawiając.

Takano | Jun pisze...

-A Yuya jakąś wyjął i tak gramy.-odparł Takano rzucając kostką i znów wyrzucając jeden.
-mały nas ogrywa ot co.-zaśmiał się Jun już nie mogąc się doczekać tego ciasta. Z resztą nie tylko on.

Takano | Jun pisze...

wszyscy poprosili o herbatę, Yuya oczywiście o owocowa i wrócili do gry. Nie minęło długo a maluch wygrał.
-no Yuya...brawo a teraz sprzataj grę...za dobry jesteś nie będę z tobą grał.-zaśmiał się cicho Takano.

Takano | Jun pisze...

-seksu? A co to?-spytał chłopiec autentycznie zaciekawiony uznając że i on mógłby szantażować tatusia żeby z nim stał. Takano zaśmiał się cicho po nosem.-idź niech ci wujek tłumaczy...a ja spokojnie...będę z tobą grał ale nas w tą grę. W inne będziemy grać.-uśmiechnął się do niego nakładając sobie i Junowi ciasta bo siedział trochę dalej i mógł nie sięgnąć.

Takano | Jun pisze...

-czemu później?-spytał chłopiec trochę smutno.
-No właśnie Tomo, czemu? Myślałem że zdążę się trochę pośmiać.-zachichotal Jun uznając że to tłumaczenie może być zabawne.
-mmm skarbie ale sernik to ci pyszny wyszedł.-zachwycił się Takano.

Takano | Jun pisze...

-Um no dobrze wujku później...ale na pewno opowiesz? Na pewno?-chłopiec koniecznie chciał się dowiedzieć o co chodzi i zdecydował że będzie męczył Tomo póki ten mu nie powie.
-No ulubione...ale najlepsze na doła i tak były bułeczki.-zaśmiał się cicho.

Takano | Jun pisze...

-No skarbie...po minie twojego przyjaciela widzę że się ze mną zgadza. Życzymy ci powodzenia...wykaż się wujku.-zachichotał nie mogąc się już doczekać.
-A ja proszę o relację.-zaśmiał się Jun.

Takano | Jun pisze...

-Ał nooo!-jęknął masując sobie głową.-Na pewno sobie poradzisz kochanie...ale mimo wszystko chciałbym przy tym być.-zachichotał.

Takano | Jun pisze...

-No fakt nabijałbym się.-zachichotał.-Zostawię tobie tłumaczenie mu...w końcu to ty się wkopałeś misiu.-uśmiechnął się do niego.-I ok...nie muszę przy tym być...jakoś przeżyję.-wzruszył ramionami nie chcąc się kłócić.

Takano | Jun pisze...

-No tak tylko ty...ale wątpię żeby mały dał ci spokój.-zaśmiał się obejmując go lekko.-Wujek mu bedzie musiał wyjaśnij co to 'seksu'-zachichotał specjalnie nie odmieniając.
-no cóż...chyba wam nie będę przeszkadzał.-odezwał się Jun który właśnie skończył swój kawałek ciasta.

Takano | Jun pisze...

-Oj no wiem że tobie to nigdy nie przeszkadzam.-zaśmiał się wstając.
-Mi też nie.-odezwał się od razu Takano bo przecież miło mu się z ni m rozmawiało.
-Ale muszę już wracać. Chcę jeszcze zadzwonić do Ryu i pogadać z nim o mieszkaniu.-uśmiechnął się.-ciasta możesz dać.

Takano | Jun pisze...

-Aj nie musisz mnie odprowadzać, serio.-powiedział Jun biorąc od niego ciasto.
-Ten uparciuch nie da się przekonać.-wtrącił się Takano.-idź ale nie siedź na długo.-poprosił dając mu całusa w policzek.

Takano | Jun pisze...

-Ok skarbie...a jak przyjdziesz porozmawiasz z Yuyą...zanim jeszcze mały pójdzie spać bo potem nam nie da spokoju. Uwierz...ciekawski z niego maluch czasem.

Takano | Jun pisze...

Pomachał mu i wrócił na kanapę włączając sobie tv.
-nie rzucisz co?-spytał Jun idąc obok niego.

Takano | Jun pisze...

-No jakiś...ale to wciąż dużo. Wiesz tu chodzi o twoje zdrowie a palenie kiedy jest się chorym to nie najlepszy pomysł. Wiem że mnie nie posłuchasz...tak tylko mówię co myślę.-zaznaczył od razu.

Takano | Jun pisze...

-Ok...wiem to dlatego nie odbieram ci fajek. Nie wracaj do narkotyków. Obiecałeś mi to. No i...nie psuj sobie rodziny...-poklepał go po ramieniu.-wspieram cię. I nie tylko ja. Trzymaj się a wszystko będzie dobrze. Wyniki są lepsze.

Takano | Jun pisze...

-A tylko spróbuj.-wycelował w niego palcem.-to ci z życia zrobię jesień średniowiecza. Obiecałeś i już ja dopilnuję żebyś obietnicy nie złamał.

Takano | Jun pisze...

Zaklaskał uradowany w dłonie i zmierzwił mu włosy.
-I tak ma być. Dzięki za odprowadzenie...będę już leciał bo nie chcę Ryu obudzić telefonem.-pomachał mu i wszedł do głośnego domu.

Takano | Jun pisze...

-to były zaledwie dwie godziny nie miałem kiedy zatesknic.-zaśmiał się pukajac go palcem w nosek.-ale ledwo zaciągnąłem Yuye do wanny...mały powiedział że nie pójdzie spać dopóki z tobą nie porozmawia...uparciuch.-zaśmiał się.-to na pewno ma po tobie.

«Najstarsze ‹Starsze   4201 – 4400 z 5000   Nowsze› Najnowsze»