Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 601 – 800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Takano
Okrył ciasto scierka aby urosło i po tym jak umył ręce odebrał od niego rysunek.
-jakie słodkie.-uśmiechnął się przyglądając się swojej podobiznie.-powiesze w sypialni obok mamy i śpiącego ciebie.-oznajmił idąc w stronę sypialni.-właśnie miałeś zobaczyć mamę...
Jun
Spanikowany zjechał na pobocze i podbiegł do leżącego chłopaka. Wyswobodzil go spod motoru i na szybko ocenił jego stan.
-Tomo! Obudz się! Hej!
Takano
-to moją ściana i będę na niej wieszal co będę chciał.-mruknął wchodząc do sypialni i biorąc leżąca na stoliku taśmę przywiesil rysunek.-tu jest mama.-wskazał na rysunek ciężarnej kobiety.-a na szafce nocnej mam zdjęcie gdzie trzyma mnie na rękach.
Jun
-glupek. Motor jest cały zakupy tym bardziej. Lepiej mi powiedz czy ciebie coś boli.-mruknął zmartwiony.
Takano
-zdjęcie zrobimy ał wolę je postawić na szafce nocnej zamiast wieszać na ścianie.-oznajmił obejmując go ramieniem.-była piękna...-powtórzył patrząc na rysunek.
Jun
-dobra czy ci sie to podoba czy nie jedziesz do szpitala.-delikatnie wziął go na ręce niosąc do swojego samochodu.
Takano
-narysuje. Jak zrobimy sobie razem jakieś ładne zdjęcie.-oznajmił.-są tu ważne dla mnie osoby. Ty, mama i Jolie. Teraz też rysunek który ty narysowałeś. Muszę jeszcze narysować nas.-odpowiedział a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Jun
-glupku nie ty spowodowałeś wypadek.-funkął na niego jadąc prosto do szpitala.-miejmy nadzieje że nic poważnego ci się nie stało.-dodał.
Takano
-a daj spokój.-mruknął.-coś tknelo ci żeby mnie narysować. Jest dla mnie ważny i będzie tu wisiał. Trochę więcej wiary w siebie. Wyszedłem na nim słodko. Taki chibi ja.-rozesmial się wesoło.
Jun
-już dojechalismy. Zaraz się tobą zajmą...nadal mam nadzieje że to nic poważnego.-mruknął parkujac. Wyszedł z samochodu i zwołał akurat idącego lekarza. Już po chwili chłopak jechał na noszach do wnętrza szpitala.
Takano
-uważasz że w kuchni wyglądam słodko? No no...normalnie zawsze mówisz że cię podniecam...-zasnial się oddając pocałunek.-dlaczego miałaby cię zabić?-mruknął zaskoczony.
Jun
-że jesteś tylko obity i będą siniaki.-odpowiedział spokojnie.-zrobili przeswietlenie i nie wykazało żadnych złamań.-dodał z lekkim uśmiechem.
Takano
-ale przed chwilą jadłem śniadanie.-jęknął specjalnie zwalniając.-aż tak bardzo chcesz zrobić te czekoladki?-spytał cicho się śmiejąc.
Jun
-pewnie szok pourazowy. Ból jest większy i takie tam. No i upadles na plecy więc to też trochę więcej bólu daje.-wyjaśnił
[idę na spacer z koleżanką więc nie będzie mnie tak z godzinę. Gome]
Takano
-Nie rób mi tego.-zaśmiał się.-więc zaczynami od kąpieli wodnej dla czekolady mlecznej i białej.-oznajmił podając mu 4 tabliczki mlecznej czekolady i 2 białej.-z czym jeszcze chcesz czekoladki? Może orzechy?-zaproponował wyjmując z lodówki śmietankę kremówkę.-dodamy jej trochę do rozpuszczonej czekoladki żeby wyszły bardziej "puszyste".-wyjaśnił.
Jun
-Zabiorę. Twój telefon mam tutaj.-mówią to odłożył go na szafkę nocną.-Do nikogo nie dzwoniłem, sam ich powiadom. Przestań się tak martwić o sprzęt i martw się o siebie. Zostaniesz do jutra na obserwacji, nic ci nie jest.-uspokoił go.
[a bo zimno było...]
Takano
-Więc chcesz z drobnymi orzechami? Ok. Pomyśl jeszcze co chciałbyś dodać do czekoladek.-poprosił dalej mieszając obie czekolady.-jeszcze chwila. Nie może mieć żadnych grudek. Musi być idealnie gładka.-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
Jun
-Zaś wymioty? Ciekawe od czego ty tak ciągle wymiotujesz, co?-westchnął wstając do zlewu żeby go opłukać.-Nie jesteś sam ale martw się o siebie kiedy leżysz w szpitalu. Nic ci wielkiego nie jest, sam widziałem wyniki. Poza tym mam tu zaufanego znajomego który zwykle leczy moje rany. Powiedział że nic sobie nie złamałeś tylko narobiłeś siniaków. Więc wnioskuję że wymioty masz po szoku urazowym.
[nie wymyślam, serio zimno...i mrzeć zaczęło to już w ogóle nie miałam ochoty spacerować...]
Takano
-zieloną herbatę? A umiesz zrobić krem? muszę cały czas mieszać czekoladę żeby nie zastygła więc będziesz musiał go zrobić sam.-wyjaśnił patrząc na orzeszki.-myślę że takie mogą być.-dodał z lekkim uśmiechem dając mu całuska w policzek.
Jun
-Ja tylko mówię prawdę.-uśmiechnął się.-nic ci nie jest, wypadek nie był poważny. Nikt nie ucierpiał.-zapewnił.-możesz być spo...-nie skończył bo przerwał mu dźwięk przychodzącego sms'a "jak to spadłeś z motory? Nic ci nie jest? Przyjechać?"
[no dzisiaj cały dzień padało a ja po grobach latałam.]
Takano
-No więc...rozpuść trochę matchy w wodzie i zalej śmietaną kremówką. Dokładnie wymieszaj żeby nie było grudek...ale musisz uważać żeby krem był gęsty.-wyjaśnił najprościej jak potrafił.-Wszystko wyjdzie nie martw się. Czekolada zaraz będzie gotowa.
Jun
-Nie ma się czego bać. Nic ci nie jest więc się ie stresuj żeby nie bolało i żebyś nie wymiotował już więcej.-uśmiechnął się.-A co z ciebie taki burak się nagle zrobił.-spytał śmiejąc się cicho pod nosem.
Takano
-daj spróbować.-poprosił patrząc na niego uważnie i otwierając usta w oczekiwaniu na trochę kremu. W międzyczasie nie przestawał mieszać czekolady-no szybko bo musimy już czekolade wylewać do forem.-pogonił go.
Jun
-Rozumiem ale nic wielkiego się nie stało. Jesteś bezpieczny jeśli chcesz to mogę tu nawet siedzieć jak truś do rana. I nie wstydź się pisania sms'ów. On pewnie się martwi, powinieneś go uspokoić.
Takano
-Też cię kocham wredoto ty moja.-zaśmiał się gasząc czekoladę i wylewając ją do formy. część zrobił z białą czekoladę wewnątrz ostrożnie ją wylewając na dwie połówki formy. Część zrobił z kremem z zielonej herbaty również ostrożnie wylewając. Do pozostałej mlecznej czekolady wsypał orzechy i wylał do pozostałych miejsc na formie. Złączył dwie połówki i całość wsadził do lodówki.-teraz czekać aż wszystko się ładnie połączy.-uśmiechnął się.
Jun
-A teraz wyjmij wszystkie czynniki zewnętrzne i powiedz czy chcesz żebym został czy nie. Rybom nic nie będzie, Ryu sobie jedną noc beze mnie poradzi.-westchnął wywracając oczami. Wciąż tylko utwierdzał się w przekonaniu że chłopak zbyt przejmuje się innymi. "To skoro cię boli to chyba jednak coś ci jest. Może jednak przyjadę? Martwię się kochanie". Mężczyzna uśmiechnął się lekko na dźwięk przychodzącej wiadomości.
Takano
-Moi byli? No Fraca poznałeś. Ale to chyba już taki skrajny przypadek. Z reguły głównie liczyły się dla nich moje pieniądze. A jak nie pieniądze to chcieli mieć mnie na wyłączność i nie pozwalali mieć innych znajomych. Uparci, zaborczy i zachłanni. dziewczyny hałaśliwe, praktycznie w ogóle ich nie słuchałem.-wyjaśnił wzruszając ramionami.-nic ciekawego dodał opierając się o jego nogi.
Jun
-Boisz się więc zostanę.-mruknął jakby usłyszał tylko że chłopak boi się zostać sam. Posiedzę tutaj do rana i odwiozę cię do Yukan jak już będziesz się lepiej czuł.-uśmiechnął się. "no skoro jest z tobą Jun to chyba powinienem być spokojniejszy, tak? Odpoczywaj i pamiętaj że cię kocham :*"
[jego słuch to jak takie sitko XD nie słucha wszystkiego]
Takano
-Hmmm ciebie kocham...-zamyślił się.-i jesteś specjalny. Nie jesteś taki jak oni. Nie denerwujesz mnie w tym znaczeniu w jakim denerwowali mnie oni. I...w sumie nie wiem jak to ubrać w słowa. Po prostu jesteś inny. Wybacz jeśli nie odpowiedziałem na twoje pytanie i tylko bardziej zagmatwałem.
Jun
-Prześpię się na krześle. Nie marudź.-mruknął siadając wygodniej.-Może troszeczkę. Ten wypadek nie był ani z twojej winy ani z twojego wujka. I nic się nie stało. To nie powtórka z tamtego dnia więc wyluzuj. Po prostu jakiś koleś wpadł w poślizg. Na szczęście nic się nikomu nie stało. Wszystko będzie dobrze.
Takano
-Nie w ogóle mi nie przeszkadza. No może jesteś trochę uparty...i nie myślisz nigdy o sobie...I wszystko co zrobisz uważasz za negatywne...w ogóle patrzysz na siebie strasznie krytycznym wzrokiem. I nie wierzysz w siebie. I w ogóle jesteś pesymistą.-zaśmiał się.-Ale cię kocha nawet pomimo tego.
Jun
Obudził się niedługo później spadając z krzesła. Rozmasował bark i gdy tylko zauważył zniknięcie chłopaka spanikowany zaczął się rozglądać.-kuźwa gdzie on wylazł...-mruknął wychodząc na korytarz żeby go znaleźć.
Takano
-A kiedy niby jest to kiedy trzeba?-spytał biorąc się za robienie pizzy uznając że ciasto już urosło. Starczyło mu akurat na jedną dużą. Szybko wyłożył składniki i po tym jak włożył pizzę do piekarnika poszedł do salonu.-Przecież powiedziałem że kocham cię mimo tego. Dla ciebie pewnie mam pełno wad.
Jun
Westchnął ciężko kładąc dłoń na jego głowie.-nigdy więcej mnie tak nie strasz. Życie jest piękne i pamiętaj, że masz dla kogo żyć. Na siebie, dla Takano i dla mnie i dla dziadka.-fuknął.-Zapalisz jutro a teraz do łóżka. Na szczęście stoisz normalnie...-skomentował jego stan.
Takano
-Oj nie jesteś beznadziejny...-westchnął wywracając oczyma i siadając obok na kanapie. Posadził go sobie na kolanach i mocno przytulił.-Już tulę kochanie. Jeśli ci to pomoże to możesz wymienić moje wady. Może do wieczora skoczysz.-zaśmiał się.
Jun
-żebra na 100% są tylko obite. Jeśli pozwolisz to kręgosłup zaraz obejrzę, tylko nie mów Takano bo mi się oberwie za macanie ciebie.-zaśmiał się cicho prowadząc go do jego sali i polecając mu położenie się na brzuchu. Podsunął wyżej jego koszulkę i osunął spodnie.-Nic nie jest. Skoro u trupa potrafię wymacać złamania i inne takie to u ciebie też bym to zrobił. Tylko obite. Głowa pewnie jeszcze boli po upadku.-uspokoił go.
Takano
-No ok, tul się.-zaśmiał się mocno go obejmując. Po chwili zatopił się w jego ustach a kiedy się od niego odsunął przejechał palcem po jego dolnej wardze.-twoje usta zawsze mnie tak kuszą...-wyjaśnił swoje zachowanie.
Jun
-Masz już siniaka. Ale poboli i przestanie, wyliżesz się.-zapewnił z uśmiechem. Usiadł na krześle.-Skoro nie marudzisz to śpij. Łóżko i tak jest mały jak jeszcze ja miałbym do niego wejść to oboje byśmy spadli.
Takano
-i wtedy umarlibysmu z głodu...-ucałował go w policzek.-ale rozumiem...ja też mógłbym cię tulic bez przerwy. Bo tylko wtedy wiem że na pewno jesteś bezpieczny i nic sobie nie zrobisz.-wyjaśnił glaszczac go po włosach.
Jun
-jestem tu i nigdzie się nie wybieram. Spij.-uśmiechnął się lekko.-Takano cię jutro wytuli a teraz odpoczywaj żeby rano już nic cię nie bolało.-polecił spokojnie.
Takano
Zaśmiał się cicho.-no przecież wiem. A jutro to już w ogóle. Wyluzujesz się tak mocno jak to możliwe. Obiecałem ci weekend w raju i takowy dostaniesz. Nic złego nie będzie miało prawa zaprzątać twoich myśli.-uśmiechnął się delikatnie muskajac jego usta swoimi.
Jun
Przesunął się że swoim niewygodnym szpitalnym krzesłem bliżej łóżka i wygodniej się opierając ponownie zasnął. Obudził się dopiero rano kiedy do sali wszedł lekarz który ku jego zadowoleniu bym tym jednym, zaufanym.
Takano
-odwiedzimy wiele miejsc. Może nawet przestawie cię tacie...-uśmiechnął się lekko.-zostaniemy dłużej. Jeśli tego chcesz to nie ma sprawy, pójdę z tobą na koncert.-odpowiedział mocno go przytulajac.-nie musisz się tak wstydzić prosić mnie o różne rzeczy.
Jun
-będę go pilnował. A w łóżku polezy choćbym miał go do niego przywiązać.-odparł.-slyszales lekarza? Masz na siebie uważać.-funkął na śpiącego chłopaka.-to nie była jego wina, facet znad przeciwka wpadł w poślizg, ja zachamowalem a on zjechał na pobocze i się wywrócił.-wyjaśnił.
Takano
-dobrze, będziemy w Tokio i zostaniemy dłużej. Przedstawię cię tacie, tylko...-przygryzl dolną warge.-musisz coś wiedzieć. Jak wiesz rodzina w której się wychowałem jest dość wpływowa i w większości praktykuje ustawione małżeństwa. Żona ojca wybrała mi już narzeczoną, od razu mówię że jej nie chce...ojciec to wie więc z nim chyba nie będzie większego problemu.-uśmiechnął się lekko.
Jun
-powtarzam mu to średnio dwa razy dziennie ale do niego to nie dociera. Twierdzi że odpoczywa czynnie ale jak dla mnie to bierze zbytwwiele prac pomimo że jest na urlopie.-westchnął odwracając się w stronę chłopaka.-pewnie był wkurwiony że doprowadzilem żebyś był w szpitalu. A teraz przestań wygadywac głupoty bo lekarz przyszedł.
Takano
-stoi.-przytaknal z uśmiechem.-nie przestrasz się ich tylko i bądź sobą, ok? Kocham cię i bezwzgledu na to co powiedzą i tak będę tylko z tobą. Ona może proponować ci pieniądze żebyś tylko ze mną zerwał. Naprawdę duże pieniądze.-westchnął.-ale nie przejmuj się zbytnio tym co powiedzą.-poprosił.
Jun
-racja, nie pozwolę. Będziesz leżał calusienki dzień. Mogę cię ewentualnie zawieźć do Takano żeby to on się tobą zajmował ale innych opcje nie ma. Masz odpocząć.
Takano
-no więc nie mam się o co martwić.-zaśmiał się calujac go namiętnie.-dobra nie kupię ci nic z tych rzeczy.-zapewnił.-a teraz zejdz że mnie bo pizza nam się spali.-poprosił sadzajac go na kanapie. Wstał i poszedł do kuchni i po chwili wrócił z pizza i dwoma talerzami. Zabrał też ze sobą sos pomidorowy i czosnkowy.-smacznego kochanie.-uśmiechnął się siadajac.
Jun
-co ty kombinujesz? Nie myśl sobie nie wiadomo co. Powiem mu że masz leżeć i nie wstawać. Wyjątkiem może być pójście do toalety.-mruknął celujac w niego palcem.
Takano
-cieszę się.-uśmiechnął się dając mu caluska w policzek i samemu biorąc sobie jeden kawałek który posmarowal sosem czosnkowym.-wyjedziemy jutro rano, co? Zanieśmy twoje rzeczy do apartamentu i możemy iść na miasto. Rodzinie przedstawię cię w poniedziałek tylko będę musiał zapowiedzieć swoją wizytę.
Jun
-no i sam widzisz że musisz leżeć.-westchnął asekurujac go żeby nie upadł.-lekarz powiedział ze tak ciebie boli bo nie odpoczywasz. Za dużo pracujesz.
Takano
-będziemy się fajnie bawić.-zapewnił kończąc jeden kawałek.-no wyjmujac wizytę u rodziny ale to dla mnie ważne. Chce cię im przedstawić. Później cię wycaluje i wytule.-obiecał z lekkim uśmiechem biorąc sobie kolejny kawałek.-a tak w ogóle co to za zespół?
Jun
-ale nie możesz zaprzeczyć że się przemeczasz. Musisz odpoczywać.-funkął na niego.-tak idziemy.-westchnął podtrzymując go i wychodząc na korytarz.
Takano
-chyba coś obilo mi się o uszy.-przytaknal.-masz bilety na jakieś konkretne miejsce?-dopytal patrząc na ekran laptopa. Kiedy zjadł drugi kawałek wyjął telefon i wybrał numer do taty.
-czegoś potrzebujesz synu?-przywitał się żartobliwie mężczyzna.
-nie, nie.-odparł że uśmiechem.-ale miło słyszeć że się nic a nic nie zmieniłeś. Będę niedługo w Tokio więc pomyślałem że wpadne w poniedziałek.
-jak miło! To nawet dobrze się składa bo Noriko będzie...
-Tato wiesz że i tak za nią nie wyjdę. Poza tym przyjeżdżam żeby wam przedstawić kogoś kogo kocham...wybaczciasto zaraz mi się spali, muszę kończyć.-rozlaczyl się nie czekając na odpowiedź.
Jun
-oj no wszystko będzie dobrze.-uśmiechnął się ruszając po drodze zatrzymując się żeby schować do bagażnika motor chłopaka.
Takano
-ona mam będzie a ojciec wciąż ma nadzieje że jednak ją polubie. Owszem musiałem. Wszystko wyjasnie mu jak cię przedstawie. Take będzie ok.-wzruszył ramionami.-impreza? Czemu nie.-uśmiechnął się.-będę pilnował żebyś nie pił. Teraz już wiem że muszę uważać żebyś nie wrócił do nałogu.
Jun
-jest ok. Zaraz będziemy na miejscu. Nie dojdzie do żadnego wypadku.-uśmiechnął się do niego.-możesz mi o czymś opowiedzieć. Albo wlaczymy radio, co ty na to?
Takano
-nie przepraszaj...powiedzmy że to rekompensata za to czego się nasluchasz w moim rodzinnym domu. A trochę tego będzie. Dla nich już sama twoja płeć będzie niezwykłym wręcz problemem. Jakoś im to wyjaśnie...jakoś.
Jun
-no i patrz pojechaliśmy.-oznajmił kiedy wjezdzali do Yukan.-jedziemy do Takano?-spytał dla pewności.
Takano
-nie potrzebuje ich akceptacji żeby być z tobą szczęśliwy, ty też nie powinieneś. A jeśli chodzi o alkohol to już powiedziałem że ci z tym pomogę. Choćbym miał trzymać cię za rękę całą imprezę i pilnować żebyś nic nie wypił.-uśmiechnął się biorąc się dalej za jedzenie pizzy.
Jun
-ok.-podjechał pod same drzwi domu mężczyzny.-masz mu wszystko powiedzieć i leżeć w łóżku. Inaczej się na ciebie obraze!-oznajmił poważnie.
Takano
-daj spokój. Ojciec zrozumie, rodzeństwo nic do tego nie ma a wręcz jest szczęśliwe że w końcu mam stałego partnera. A żona ojca...ona to najmniej mnie obchodzi ale będzie wściekła że nie będę z Noriko bo to córka jej przyjaciółki czy coś -wzruszył ramionami i lekkiego objął.-będzie dobrze.
Jun
-masz mu wszystko powiedzieć! I leżeć!-krzyknął jeszcze odjeżdżając.
Takano
-poczekaj tylko się przebiore-poprosił wstając i idąc na górę. Wrócił ubrany w ciemne jeasny i siwą koszulkę z długim rękawem.-możemy iść.-oznajmił zbierając buty i przypinajac Jolie smycz.-na plaży cię puszczę.-obiecał tarmoszac ją za uszy.
Jun
-wcinaj albo cię nakarmie.-funkął tylko zadowolony jedząc swoją porcję.-lezales tak jak polecił lekarz?-spytał z pełną buzią.
Takano
Puścił Jolie a kiedy chłopak wskoczył mu na plecy złapał go mocno.-ty nawet jak siedzisz dostajesz rumieńców. Wystarczy cię czymś zawstydzić.-zaśmiał się idąc powoli za biegnacymi psami.-jak przyjdziemy do domu czekoladki będą gotowe.-uśmiechnął się lekko.
Jun
-dwa niejadki.-mruknął komentując ich zachowanie.-miałeś leżeć.-westchnął ciężko.-boli co coś?-spytał spokojnie kończąc swój ramem i chwaląc Ryu skinieniem głowy.
Takano
Zadrzal kiedy chłopak musnal jego kark.-bo to jest urocze kiedy się rumienisz. Jesteś taki słodki i można nawet powiedzieć że seksowny. Tak...podniecają mnie twoje rumieńce.-zasmial się.
Jun
Pokiwal głową.-no dobra...nie cały dzień.-odniósł talerz do kuchni.-chodź się przejść.-mruknął idąc ubrać buty i po chwili wychodząc na zewnątrz.-nie cały dzień z powodu...?
Takano
-alc...-jęknął podrzucajac go sobie na plecach żeby mu się nie zsuwal.-ale taka prawda skarbie. Ty nie raz powtarzasz że cię podniecam i nie możesz się powtrzymac. Ja się powstrzymuje.-wyjaśnił.-mogę dać sobie głowę urwać że się teraz rumienisz.
Jun
Uderzył się otwartą dłonią w twarz.-wy jesteście niemożliwi. Lepiej się przyznaj że go namawiałeś zboczuchu.-zasmial się.-ale z kręgosłupem wszystko w pożądku?
Takano
Ponownie lekko zadrzal.-no wiesz już raz byłem więźniem. Nie uśmiecha mi się drugi raz.-mruknął jednak cicho się śmiejąc.-no ale wiem że jednak trochę się powstrzymujesz.-uśmiechnął się.-kocham cię, wiesz? Bardzo. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Jun
-bo miałeś leżeć a nie! Seksu się zachcialo...-wywrócił oczyma.-i patrz plecy nadal bolą a tak miałbyś spokój.-westchnął.
Takano
-skoro mam czerpać z tego pprzyjemność to w stroju kroliczka będziesz ty.-zasmial się wesoło.-no i o ile się nie mylę to nie moją fantazją jest dominacja partnera. Ale dzięki za podrzucenie pomysłu...
Jun
-takiej bolacej przyjemności.-westchnął.-zamiast wyzdrowiec i lepiej się bawić to ty nie...strasznie niecierpliwy jesteś. Jak on z tobą wytrzymuje?
Takano
-ale czemu nie? Bylbys taki uroczy i seksowny...tak w ranach prezentu urodzinowego albo na walentynki-zasmial się.-nie widzę, co zrobiłem?-udał że nie wie cicho się śmiejąc.-nie no czuję...-rozejrzal się po plaży.-więc chyba spelnie jedną z twoich fantazji. Zobacz na plaży pustki.
Jun
-no z twoimi fetyszami...ale w końcu wam się uda. Cierpliwości.-zasmial się.-więc co z twoim bólem pleców nie kochaliscie się w łóżku? No brawo geniusze...-westchnął.
Takano
-aj skarbie...masz problemik z którym ci pomogę. Nikogo tutaj nie ma...a ja przecież nie mówię o czymś wielkim. Ja po prostu się tobą zajmę.-wyjaśnił jak małemu dziecku.-zobacz sciemnia się, a jesienią szybko robi się ciemno, kto ci o tej porze wyjdzie na plaże.-wywrócił oczyma.-a dla ciebie to dreszczyk emocji jest przecież. No ale jak nie chcesz to nie.-mruknął przysuwajac chłopaka wyżej tak że otarł jego przyrodzeniem o swoje plecy.
Jun
-tyle dobrego...-westchnął-ale oszczedz mi szczegolow.-dodał wkładając ręce do kieszeni.-ale że w kuchni...toż to dla ciebie miejsce święte...-mruknął po chwili.
Takano
-to co korzystamy z tego jakże miłego piasku czy nadal mam robić to co teraz?-spytał ponownie go poprawiając.-nie jestem sadysta...ja ci jedynie chce pomóc.-sprostowal zatrzymując się obok kepki krzakow.
Jun
-ach i pewnie zgodził się z ciężkim sercem po twoim namawianiu.-powiedział dramatycznym tonem głosu.-albo coś w tym stylu. Dla mnie to nie robi większej różnicy jednakowoż wolę łóżko. Najwygodniej.
Takano
-ja okropny? Jak możesz tak mówić...nie dość że spełniam jedną z twoich fantazji to chce ci pomoc. Zasmucasz mnie.-zaśmiał się klekajac przed nim i kładąc dłoń na jego przyrodzeniu z początku jedynie masujac go przez spodnie.
Jun
-ale nie sprzeciwiałeś się, tak? Jakby na to nie spojrzeć miałeś leżeć a nie się bawić.-mruknął.-i chyba mi nie wmówisz że w łazience nie widział twoich siniakow. Masz je prawie na całym ciele.
Takano
-no właśnie, ten jeden raz oddasz się w moje ręce. Wręcz jesteś do tego zmuszony.-uśmiechnął się rozpinajac jego spodnie i wyswobadzajac jego męskość z bokserek. Przejechał dłonią po całej jego długości.-czym chcesz żebym rozwiązał twój problem?-spytał nachylajac się do jego ucha.
Jun
-chodziło mi o inne szczegóły. W każdym razie dobrze że przynajmniej następnego dnia nie wstawałeś. Bo lezales, tak?-spytał unosząc brwi.
Takano
-ale nie gryz rączki.-poprosił po chwili oblizujac usta i od razu biorąc do ust całego członka chłopaka. Pracował językiem chwilami wyjmujac go żeby possac jego główkę po chwili znów polykajac go w całości.
Jun
-debil. Nie rozumiesz zdania, Leżeć cały dzień w łóżku? To nie jest trudne. I plecy cię bolą bo lekarza nie słuchasz.
Takano
-aj przecież nikogo tu nie ma.-mruknął na chwilę się podnosząc by po chwili wrócić do przerwanej roboty. Podobały mu się ciche jęki chłopaka jak i to że rósł w jego ustach. Wsunal dłoń pod jego koszulkę żeby wymacac jego sutki.
Jun
-powiedział że odczuwales ból mocniej przez to że ciągle jesteś wyczerpany i nie odpoczywasz i że po wyjściu ze szpitala masz przelezec jeden cały dzień.-westchnął.-przecież mogłeś sobie tv pooglądać i byłoby ok.
Takano
-w ogóle nie jak w łóżku.-odpowiedział cicho się śmiejąc.-przecież powiedziałem że ja co tylko pomogę. Na całość teraz nie pójdziemy.-wywrócił oczami dając mu szybkiego calusa i wracając do przerwanej pracy. Nie musiał długo czekać bo chłopak chwilę później doszedł. Mężczyzna usiadł oblizujac usta w kuszący sposób.
Jun
-co ty tu robisz?-wycedzil przez zacisniete zęby. Był zaskoczony tym ze nie czuł strachu za to gotowala się w nim złość.
-jak to co? Przyszedłem do swojego synka...stesknilem się za tobą...-położył mi dłoń na ramieniu.-za twoim ciałem.
-nie dotykaj mnie.-warkanl odtracajac jego rękę.-nie wiem czy zauważyłeś ale dorosłem. Już nie jestem bezbronnym pietnastolatkiem.
Takano
-ok, ok. Nic już nie robię.- zapewnił obejmując go lekko.-żebyś nie miał problemu. Bo jeszcze ktoś nas zobaczy i dopiero będzie.-zasmial się.-Jolie!-zawołał psinke która do niego przybiegła z patykiem. Rzucił go dość daleko i ucałował chłopaka w policzek.
Jun
-to chyba jedno co mam po tobie, co tato? Gust do partnerów. Z tym że ja jestem wierny nie to co ty...-splunal.
-negujesz mają postawę?
-no tak trochę.-funkął.-nie jestem już twoją ani niczyją dziwką. Po co żeś tu przyjechał?.
-oj co tak chłodno...możesz się domyślić po co. Może mały trójkącik w lozeczku?-w tym momencie spojrzał na Tomo.
Takano
-no i te spojrzenia ludzi kiedy kupowaliby w naszej cukierni...o nie...-zaśmiał się odbierając od psinki przyniesionego patyka ponownie go rzucając.-ale w sensie że jak żyć?
Jun
-"kocham"?-zadrwil.-też mi coś. Jun jak ktoś taki jak ty może kochać.
-zdziwilbys się jeszcze...-funkął.-idź stąd. Zostaw mnie i moje życie w spokóju skoro nie przyjechales tutaj po nic konkretnego.
-właśnie przyjechałem...żeby pobawić się z synem.-rozesmial się wyrywajac jego dłoń z uścisku Tomo i przesuwając go mocno od siebie.
Takano
-jakiej mojej? Tomo co ty znowu wymyśliłeś? Przecież to miała być nasza piekarnio cukiernia...-mruknął obejmując go mocniej.-teraz jest miło, prawda? A jutro będzie jeszcze fajniej. A jak pojedziemy do paryża to już w ogóle.
Jun
-no Jun...pobawmy się. Gdzie mieszkasz?-spytał dłońmi zjeżdżając na jego pośladki. Mężczyźnie jakby zapaliła się czerwona dioda oznaczająca że Ryu jest w niebezpieczeństwie. Odepchnal od siebie ojca mocno kopiąc go w brzuch.
-powiedziałem żebyś mnie nie dotykał. Zmieniłem się.-oświadczył chłodno.
Takano
-no dobrze...rozumiem że jesteś niepewny.-poglaskal go po włosach.-więc skoro jest teraz tak miło to zostawmy ten temat. Jakoś się ułoży sprawa z piekarnią. A na razie cieszmy się sobą.
Jun
-puszczaj go ty pojebany pedofilu!-warknal wyrywajac chłopaka z uścisku ojca.-czy po tylu latach nie możesz w końcu dać mi żyć?-spytał zaciskajac dłonie w pięści.
-ależ ja ci daje żyć...dałem ci dach nad głową.-uśmiechnął się szyderczo.
-za seks.-warknal wymierzajac cios w jego twarz i łamiąc mu nos.
Takano
-ale ty ją potem wycierasz!-zasmial się biegnąc za nim. Kiedy go dogonił objął go od tylu i unoszą go lekko nad ziemią obrócił się z nim wokół własnej osi.-kocham cię.-zaśmiał się. Niestety cudowną chwilę zepsuła Jolie która wychodząc z wody postanowiła ich ochlapac.
Jun
-wiem...nie zabije go...-przytaknal powoli się uspokajajac jednak wciąż ciężko dyszac.-co mam teraz z nim zrobić? No i on wie już gdzie mieszkam...
Takano
-aaaa!-krzyknął po czym rozesmial się wesoło wpadajac do wody. Od razu zaczął energicznie chlapac partnera. Był szczęśliwy. Tak jak wcześniej powiedział chłopak, właśnie tak mógłby żyć.
Jun
-pójście z nim na policję to zły pomysł, prawda? I tak go nie zamkną.-westchnął ciężko drapiac się po szyi.-agh cholera. Znów wszystko mnie swedzi...-mruknął patrząc na ojca z obrzydzeniem.
Takano
Kiedy psinka go przewracala tarmosil ja za uszy i wstawał żeby znów chlapac chłopaka. Samemu obrywal na tyle dużą ilością wody że część dostała mu się do oczu. W ostatniej chwili złapał soczewke
-STOP! Soczewka mi wypadła!-krzyknął odchodząc z pola razenia.
Jun
-nie mam na niego nic. Poza stertami badań że jestem zdrowy...tylko na pierwszych wiadomo że byłem gwalcony ale poza tym nie ma nic.-westchnął zrezygnowany.-zostaje mi zawieźć go do miasteczka i pogrozic...boję się że jak znów tu przyjedzie może coś mu zrobić.-mruknął ciszej zaciskajac dłonie w pięści.-zaraz i tak się obudzi.
Takano
-odratowana...tylko gówno teraz widzę i oczy mnie pieką...-westchnął cicho.-doprowadzisz mnie do domu? Muszę przemyc oczy i soczewki, niewiem jak zadziała na nie ta słona woda.
Jun
Skinal głową i pobiegł po samochód po chwili podjezdzajac w miejsce gdzie ich zostawił. Wyszedł z samochodu i położył ojca na tylnych siedzeniach.-wiem że ciężko ci jechać samochodem ale pojedziesz że mną? Nie wiem czy nie spróbuje czegoś jak się obudzi...-mruknął. Nie chciał się przyznawać że boi się zostać z nim sam.
Takano
-dzisiaj na pewno będę bo soczewki muszą się wyplukac z soli.-wyjaśnił mocno się go trzymając.-nie jestem kaleką...nie moja wina że tak na soczewki działa słona woda.-westchnął chcąc jak najszybciej przemyc piekace oczy.
Jun
-chcesz walczyć z tym strachem? Dobrze będę cicho...-uśmiechnął się ruszając. Jechał spokojnie jednak w miarę konkretnym tepem nie chcąc żeby jego ojciec obudził się zanim dojadą do miasta.
Takano
-ok. Weź mi od razu też jakieś ciuchy suche.-poprosił mając ręce i wyjmujac drugą soczewke. Włożył je do płynu i po tym jął przemyl oczy założył okulary. Wytarl włosy i zaczął zdejmować mokre ubrania.
Jun
-poczekamy aż się obudzi i zostawmy go tutaj.-mruknął. Nie musieli długo czekać.
-Jun co ty do cholery wyprawiasz? Jak mogłeś uderzyć własnego ojca?
-zrobię to jeszcze raz jeśli się nie zamkniesz. Zostaw mnie spokój i więcej tu nie przyjeżdżaj inaczej nie będę tak delikatny.-warknal siłą wyrzucając go z samochodu.-Tomo wsiadaj idziemy na jakiś deser.-zdecydował. Nic jej mogę poradzić na to że stres powodował że jadł więcej niż zwykle.
Takano
-słodko? To chyba nie jest wymarzony komplement dla mężczyzny.-westchnął poprawiając sobie okulary. Wziął od niego ubrania i szybko się w nie przebral.-czekoladki pewnie są już gotowe.-dodał z uśmiechem.
Jun
-przepraszam.-szepnął wychodząc z samochodu i idąc z drugiej strony że odpiac chłopaka. Pomógł mu wyjść.-wybacz. Zachowałem się samolubnie ale po prostu musiałem od niego uciec.
Takano -chyba ogranicze noszenie okularów do minimum.-mruknął biorąc jedną czekoladke i ją próbując.-pyszna, spróbuj.-uśmiechnął się di niego dając mu caluska w policzek.
Jun -wiem, rozumiem. Dlatego pójdziemy na deser lodowy.-oznajmił wchodząc do lodziarni przy której się zatrzymał. Sobie wziął duży truskawkowo-czekoladowy deser i usiadł przy bardziej ukrytym stoliku.
Takano
-no ale słodki? Wiesz seksowny to ja bym jeszcze zrozumiał...-przytulil go mocno.-a mówiłem że wyjdą pyszne.-uśmiechnął się.-nie przestaniesz się tulil bo to uwielbiasz-objął go jeszcze mocniej.
Jun
-wiem, dziękuje. W ten sposób Ryu jest bezpieczny.-uśmiechnął się powoli jedząc swój deser.-ale nie boisz się że to ciebie będzie szukał? Skoro jest pewny że to ty jesteś moim partnerem.
Takano
-ale wiesz że jak dla mnie to przez zero przytulania rozumiem zero calowania, seksu, wspólnego spania...-wymienil cicho się śmiejąc i biorąc sobie jedną czekoladke.-nadal twierdzisz że dasz radę bez przytulania?
Jun
Pokiwal głową.-ok, nie będę się aż tak o ciebie martwił. Mam nadzieje że jednak posłucha i zostawi mnie w spokoju. Jak myślisz?-uniósł lekko brwi.-wspomnienia mnie kopnely...
Takano
-no nie wiem. Dla mnie to chyba niemożliwe żeby wytrzymać.-westchnął.-dzisiaj nie zdejme okularów. Ale jutro już będę w kontaktach.-westchnął.-no i czasem założe...
Jun
-myślę że tak...może dzisiaj zawale noc ale będzie dobrze. Ważne że nic nam nie zrobił i że Ryu jest bezpieczny.-uśmiechnal się jedząc lody.
Takano
-no nie mam stracić na męskości w twoich oczach unoszą okulary. Nie chce byś słodki.-jęknął obejmując go mocniej.-ale od czasu do czasu dla ciebie mogę...ale w zamian na jakąś okazję chce cię zobaczyć w stroju kroliczka.-zażyczył sobie.
Jun
-poradzę sobie. Mój problem nie powinien cię martwić. Jak coś to porozmawiam z Ryu.
Takano
-ale ja wcale nie powiedziałem że odpuszczam kroliczka. Powiedziałem że ja się nie przebiore ale wciąż jestem za ty że chce cię takiego zobaczyc.-wyjaśnił.-też się kocham. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Jun
-nie zrozum mnie źle. Po prostu czuję jakbym musiał bardziej na nim polegać. Jesteśmy razem a ja czasem po prostu go odtracam. Źle się z tym czuję.
[zrobiłam dango ^^ ale jakoś nie powala smakiem...a może po prostu mi nie wyszło...]
Takano
-jak to nie ma? Nawet na urodziny?-zrobił smutną minke i ucałował go w usta.-co takiego?-spytał z pełną buzią.
Jun
-jesteś świetną pomocą bo znasz mnie najlepiej. Jeśli będzie bardzo źle to pewnie ci się wyzale. Ale najpierw muszę sam nie z tym zmierzyć. Ty już raz mi z tym pomogles.
Takano
-nie, ja chce kroliczka.-mruknął niczym obrażone dziecko.-w takim razie to chyba dobrze. Ważne że mnie kochasz.-uśmiechnął się dając mu calusa.-ej no! Co to za zdjęcia!-funkął.-nie tykac czekoladek. Ci ty robisz?-funkął.
-matka kazał jechać. Nie wygadalam się ale...serio masz zamiar go tak szybko przedstawiać?
Jun
-hej. Co masz taką minę?-mruknął uważnie mu się przyglądając.-co cię dręczy? Chyba już sie nauczyles że mnie nie oszukasz.
[no może bo koleżance posmakowalo...]
Takano
-wiem że nie będzie. Nie musi. Nie jest moją matką.-mruknął niezadowolony.-odpowiadać? Moim zdaniem ma być sobą.
-wtedy będzie jeszcze bardziej wściekła. Niech gra ładnego, ulozonego chłopca. Nie kłamie o swoim pochodzeniu. Wszystko.
-nie chce żeby kłamał.
Jun
-w takim razie chodźmy odwiedzić ich grób.-zdecydował za niego.-ja już dawno nie widziałem grobu mamy.
[no wiem że mają specyficzne smaki ^^ idę na angielski będę po 20]
Takano
-chyba już ci powiedziałem że nie będzie udawał. Ma tam być sobą, osobą którą kocham a nie wykreowana przez ciebie figurka.-funkął na siostrę może trochę za ostro.
-nie dramtyzuj. Jak trochę go podkoloryzujemy to jest większa szansa że go zaakceptują.
-nie potrzebuje ich akceptacji! Wasza matka i tak nigdy nie akceptowała mnie więc dlaczego niby miałaby akceptować mojego parnera?
-A ojciec?
-on zrozumie...
-to że jesteś gejem i wybrałeś sobie kogoś z innej klasy?
-to nie XIX wiek! Mogę być z kim chce! A kocham Tomo i w dupie mam to czy im się to podoba czy nie.
Jun
-już o tym rozmawialiśmy. Nie zabijeś ich. Zginęły w wypadku.-westchnął.-słuchaj to równie dobrze ja powinienem nie iść na grób mamy. Ojciec cały czas mi powtarzał że to ja ją zabilem. Idziesz na grób sióstr.
Takano
Zacisnął dłonie w pięści czując jak przyspiesza mu oddech.
-w takim razie nie jedziemy...
-wiesz że tak nie możesz. Jeśli zrezygnujesz i uciekniesz będzie tylko gorzej. On musi stawić temu czoła. Pokazać że umie się zachować i radzi sobie ze stresem. Będzie musiał kłamać. Zupełnie jak ty kiedy byłeś młodszy. Wiesz o tym.
-ale...
-ona jest pewna swego ale wy możecie zagrać jej na nosie. Wiem jak bardzo to lubisz.-uśmiechnela się do brata.
-ale nie chce do niczego zmuszać Tomo...
Jun
-możesz. Przecież masz prawo odwiedzić grób sióstr.-mruknął patrząc na niego uważnie.
Takano
-Tomo tu nie chodzi o to czy jesteś chamski.-zaczął łagodnie mężczyzna.-tylko o to czy się nie wystraszysz. Będą zadawać bardziej niewygodne pytania niż Rika. Będą szeptac że chodzi ci o pieniądze. Będą krytykować to że nie poslubie Noriko. Tu już nawet nie chodzi o to że masz kłamać o swoim powodzeniu. Ty nie możesz dać się sprowokować. Musisz być dumny z tego kim jesteś.-wyjaśnił spokojnie.
-no braciszku uderzyles w sedno. Mama pewnie chce zobaczyć jak się wsciekasz.
Jun
-no to się rozplaczesz. Jeju co w tym złego? No chyba nawet dobrze. Wyrzucisz to z siebie.-uśmiechnął się lekko.
Takano
Popatrzył na niego zmartwiony
-to nie będzie zwykły bankiet. Wszyscy będą skupieni na nas. Na ich ustach będzie moja orientacja i wybór partnera.-westchnął.-na pewno dasz radę powstrzymać nerwy? Rika zagraj proszę jakąś znajomą mamy.-poprosił odwracajac się w jej stronę.
-Takano...-zaczęła kobieta smutnym głosem.-zawiodłam się na tobie. Razem z Noriko prezentowaliscie się pięknie. A ty wybrales...-zacmokala.-tego chłopca. To znaczy ja jestem bardzo tolerancyjny ale...
-nic nie musi pani mówić. Miłości jest ślepa. Nic nie poradzę na wybory mojego serca. Z kimś innym byłbym nieszczęśliwy. Więc to pewnie czerwona nić przeznaczenia.
-och Takano...bardzo zawiodles swojego ojca który nie doczeka się wnuków z twojej strony.
-sądzę zw jednak zrozumie mój wybór. Bo czymże byłby ślub bez miłości? Jedynie uwiazaniem...-zdramatyzowal.
Jun
-niby czemu? Poza tym jakim prawem ona ci tego zabroniła? Żyjemy w wolnym kraju.
Takano
-minimum kieliszek.-odparła kobieta.
-ale wystarczy że po prostu będziesz z nim stał od czasu do czasu unosząc go do ust.-odpowiedział mężczyzna.-to serio wystarczy. Jeśli dasz sobie radę z gadanina to będzie dobrze.
-No i ty chcesz utrzeć nosa matce. Jaki masz plan?
-No jak dla mnie to wystarczy że będziemy bardzo blisko siebie. Chyba że Tomo ma lepszy pomysł jak wkurzyc nadeta babe.
Jun
-ale nie jesteś mordercą więc możesz.-westchnął.-ale liczy się czego ty chcesz.
Takano
-będę pilnował. Najwyżej naleje ci tam wody gazowej albo coś.-obiecał. Złapał go za ręce i popatrzył w oczy.-będzie dobrze. Przeżyjesz ale skoro już będziemy zmuszeni przez to przejść to możemy się trochę zabawić. Chociaż sądzę że będziesz w takim stresie że i tak będziesz trzymał się blisko mnie. Powiedz Rika rodzice nadal kontynuują tańce na tych bankietach?
-tak...powiedz co ci wpadło do głowy?
-niiiiiic. Tylko taniec z moim chłopakiem.-wyszczerzyl się.
Jun
-więc pójdziemy. W nosie mam co powie twoja matka. To też twoja rodzina i masz prawo odwiedzać ich groby.
Takano
Zaśmiał się cicho.
-ależ ja ci nie każe zaraz bóg wie jakiego walca czy tango tańczyć.-westchnął.-moim wszystko ten o którym już wspomniałeś chciałbym zobaczyć.-oblizal lekko usta.
-Takano do rzeczy.-westchnela kobieta na co mężczyzna wstał podnosząc chłopaka za ręke. Złapał go w pasie i przyciągnął go bliżej siebie.
-wystarczy że obejmiesz mnie za szyję i będziemy się lekko kołysać w rytm muzyki. Nic trudnego.-wyjaśnił z uśmiechem.
Jun
-to poszukamy. Słuchaj chcesz iść to pójdziemy. Nawet jeśli miałbym spędzić cały dzień szukając z tobą tych grobów.
Takano
-oj stan bliżej.-westchnął przysuwajac go do siebie.-z mamą i jej przyjaciółką. Może też podejść Noriko wtedy trochę posluchamy raczej nie miłych komentarzy o tym jacy do geje są obrzydliwi. Ale reszta to raczej ludzie których mało obchodzi z kim jestem.-odpowiedział spokojnie.
-za to obchodzi ich reputacja firmy z którą współpracują. A to już większy problem.
-marudzisz siostra. Przecież wiesz że nigdy mnie to nie obchodziło.-odparł.
Jun
-ok nie cały dzień to już plus.-uśmiechnął się.-ech...inaczej sformuluje pytanie.-chcesz żebym z tobą szedł czy nie?
Takano
-muzea, galerię sztuki, parki rozrywki i temu podobne bajery.-westchnął.-może i nie powinienem ale za dużo latalem bo benkietach żeby patrzec na to inaczej.-wyjaśnił odsuwając go od siebie żeby spojrzeć mu w oczy.-musimy być jak najbardziej naturalni i być super zakochaną w sobie parą. Zdrobnienia typu misiu, skarbie, kochanie, będą jak najbardziej ok. To będzie jedna wielka farsa.
-i tu się muszę z nim zgodzić.-wtracila kobieta.-matce zależy na tym żebyście się rozstali a Takano ma wyjść za Noriko.
Jun
-oj zaraz pod włos. Żądam tylko szczerych odpowiedzi. Nic więcej.-wyszczerzyl się do niego.
Takano
-no trochę sobie poczekałem.-przyznał.-ale to nie jest nic trudnego a czasami powiesz do mnie "misiu".
-dokładnie. Wystarczy że zamiast imienia będziesz mówił zdrobnienia.
-możesz tak jak zawsze tulic się i dawać caluski. Jak przed chwilą jak cię obejmowałem.
-jeśli to ma pomoc to w stosunku do Takano zachowuj się jakbyscie byli sami. Ale też bez przesady.
Jun
-nie zostawię. Spokojna twoja rozczochrana. Ty mnie z ojcem nie zostawiles.-przypomniał biorąc łyk czekolady z jego kubka.
Takano
-oj nie posiwiejesz. Przeżyjemy ten wieczór, przecież nie będziemy tam nocowac...-uśmiechnął się do niego pocieszajaco.
-a skoro Jolie cię polubiła to jest się czym chwalić. Mamę prawie pogryzła.
-ja tam się jej nie dziwię...-mruknął mężczyzna w odpowiedzi.-to co Tomo dasz radę?
Jun
-no więc widzisz, ja nie zostawię ciebie. Podlozyles się jako mój partner wiedząc czym to może grozić. Dziękuje.-uśmiechnął się z wdzięcznością.
Takano
-aj słuchaj. To nawet nie jest moja matka. Nie znosi mnie więc szanse że będzie znosiła ciebie są równe zeru. A skoro tak to możemy się zabawić i utrzeć jej nosa. Ważne żeby tata cię polubił. Bądź przy nim sobą. Możesz powiedzieć że poznaliśmy się w Yukan. To miejsce wiele dla niego znaczy.-uśmiechnął się.
-No to tu miał kochankę.-mruknela kobieta.
-a ja jestem owocem ich związku.-funkął w jej stronę.
Jun
-nie zgwalci. I nawet nie myśl tak jakby to miało być nic. Jesteś teraz w związku...nie możesz tak myśleć.-westchnął.-on nic nam nie zrobi...-mruknął jakby chciał przekonać samego siebie.
Takano
-no wiem ze z dziadkiem było lżej. Im więcej pieniędzy tym więcej problemów.-westchnął.-ale ty nie dostaniesz wróżb zapowiadających wypadki.-przypomniał przytulajac go mocno.-ale czego się nie robi dla miłości...-powtórzył jego słowa. Kobieta patrzyła na niech z rozczulonym uśmiechem.
-nie możecie dać jej wygrać...zbyt dobrze wygladacie razem.-oznajmiła.
Jun
-nie wróci.-przytaknal z uśmiechem.-jesteśmy bezpieczni.-dodał.-to co skończysz lody i idziemy na groby?
Takano
-dwie łamagi sid dobraly.-skomentowała kobieta cicho się śmiejąc.
-oj to nie tak. Po prostu wepchnął mnie do morza j zaczęliśmy się chlapac. I tak jakoś wyszło.-mruknął.
-ale z ciebie to i tak lamaga. Zawsze słodki byłeś z tymi okularami. Ale wielbiales je tluc.
-wcale nie...po prostu ciągle mi spadały.-mruknął.-i przestańcie z tym słodki.
Jun
-glupek. Niby czemu miałbym się złościć?-spytał unosząc brwi i wstając z krzesła.
Takano
-zostaje. Nie lubie jeździć nocą więc wyjadę rano.-usmiechnela się.
-no i dobrze my też wyjeżdżamy rano. Robimy sobie małą wycieczkę do Tokio ale błagam nie mów nikomu że jesteśmy wcześniej.-poprosił.
-jasne.-machnela ręką.
-a z czym dobrym zrobisz bułeczki?!-krzyknął do chłopaka.
Jun
-tak wiem że z ciebie paranoik ale trochę więcej wiary w ludzi którzy cię kochają w wielu znaczeniach tego słowa.-polecił mu klepiąc go po ramieniu.-pieszo może być.-przytaknal.
Takano
-prawda że wspaniały? I jak tu go nie kochać....-rozmarzyl się.
-a z ciebie zakochany debil. Zejdz na ziemię, przekonanie rodziców do niego nie będzie łatwe. Wiesz o tym.
-powinni się cieszyć. Rika nie chce o tym rozmawiać. Im więcej o tym myślę tym gorzej. Jakoś sobie poradzimy.
Jun
-no bo następnym razem zrobimy bunt.-oznajmił idąc za nim.-nie pochowaliscie ich w Yukan?-spytał zdziwiony idąc za chłopakiem.
Takano
-mhm...smacznego.-wziął buleczke z czekolada jedząc ją z uśmiechem. Kobieta zaś wzięła z żurawiną chwaląc chłopaka skinieniem głowy.-ale jestem głodny.-roześmiał się mężczyzna biorąc kolejną bułkę tym razem z zieloną herbatą.
-dziwnie się przy was czuję...-westchnela kobieta.
-to dlatego że nie wyszlas za mężczyznę którego kochasz. I zostawiłaś córkę w domu.
-raczej to drugie.
Jun
-mhm rozumiem.-uśmiechnął się lekko.-prowadź.-polecił mu, milknąc.
Takano
-bo jest głupia i postanowiła pomoc nam z tym głupim bankietem.-odpowiedział za nią biorąc trzecią buleczke.
-nie jestem głupia. Mąż się nią zajmuje. Nie mogłam pozwolić na to żebyście zostali zaskoczeni.-wyjaśniła.
-Tomo będę musiał kupić ci coś ładnego...-mruknął do chłopaka.
Jun
Scisnal jego dłoń.-no to szukamy.-odparł wchodząc w jedną alejke i rozglądając się dookoła.-chyba nie tu...-mruknął kiedy alejka się kończyła.
Takano
-nie mogłam jej zabrać ale pewnie poznacie ją na bankiecie. Stesknila się za wujkiem.-zasmiala się kobieta.
-oj podoba skarbie.-westchnął dając mu calusa w policzek.-ale na bankiet to musi być coś specjalnego.-wyjaśnił.-nie możesz mieć trampek ani jeansow...
Jun
-to nie była twoja wina Tomo.-szepnął kucajac obok żeby poglaskac go po plecach.-wyplacz się.-polecił mu z lekkim uśmiechem.
Takano
-miał być weekend w raju więc mi nie marudz o pieniądze. Dobra pójdziesz w tym samym zestawie. To jutro przed obiadem idziemy na zakupy.-uśmiechnął się.-trapmki i jeansy nie pasują bo masz wyglądać elegancko.
Jun
Zacisnął dłonie w pięści i odsunął chłopaka od kobiety.
-słuchaj babo.-zaczął celujac w nią palcem.-miałem dzisiaj cholernie zły dzień więc mnie nie denerwuj. On ma prawo tu przychodzić bo to jest też jego rodzina. Nie jest mordercą więc z łaski swojej się zamknij. Te łzy są prawdziwe. Cały czas żyje jakby był winny ich śmierci. Ci z ciebie za matka?!
[idę już spać ^^ dobranoc ^^]
Takano
-on cię tego nie nauczy. Cały sekret w tym że jest zbyt słodki, seksowny i kochany żebym mógł mu cokolwiek odmówić. Nie chcę sie z nie kłócić.-wyjaśnił przytulajac chłopaka.
-łeeee...a myślałam że jak się naucze to i ze mną będziesz szedł na kompromisy.-westchnela kobieta.-to niesamowite jak on cię zmienił.-dodał z uśmiechem.-oczywiście na lepsze.
Jun
Mężczyzna zmiął w ustach przekleństwo.-on nie kłamie! A czuję się winny przez ciebie! Nie może nawet odwiedzić grobu rodzinnego.-splunal w jej stronę i pociągał chłopaka do wyjścia.
Takano
-i najwidoczniej tyle wystarcza...-szepnął mężczyzna z uśmiechem.
-możliwe. Tomo ty tego nie widzisz bo znasz dosyć krótko ale zachowuje się inaczej. Po powrocie z Paryża zazwyczaj zamykał się w swoim pokoju z Jolie. A teraz proszę. Pełny życia. I ten błysk w oczach.-usmiechnela się kobieta.
Jun
-ale wybrales teten wi bardzo dobrze. Nie przejmuj się nią proszę.-uśmiechnął się lekko go obejmując
Takano
-cicho, to nie ważne....-mruknął mężczyzna.
-Ano był. Ale w sumie ciężko go nie rozumieć. Skoro tylko tam mógł się ochronić przed Noriko.-zaśmiała się kobieta.
-Nawet nie przypominaj. Perspektywa słuchania jej mnie przeraża...-jęknął.
Jun
-Nie przejmuj się. Pójdziemy jeszcze innym razem żeby jej nie spotkać. Ale przynajmniej zdążyłeś zapalić kadzidełka.-uśmiechnął się.
Takano
-jest okropna. Jak ją poznasz to sam się przekonasz. Ją już nawet głupią nazwać nie można.-westchnął.-z resztą zobaczysz.
-możesz już szykować sobie cięte riposty.
-I uzbrój się w cierpliwość bo zanim wytłumaczymy jej że jesteśmy razem to trochę minie.-westchnął.-Do tej pory nie zrozumiała że nie mam zamiaru jej poślubić.
Jun
-Oj no...może to i dobrze? Popłakałeś i może lżej ci teraz będzie. Sądzę że byłoby jeszcze lepiej jakbyśmy dłużej zostali ale niestety nie mogliśmy.
Takano
-Dobranoc. Zaraz pewnie do ciebie dołączę.-uśmiechnął się.
-Przynieś winko.-roześmiała się kobieta.
-Nie. Jutro będziesz prowadzić. Idź lepiej spać.-westchnął wstając.
-A mogę wam zrobić zdjęcia jak się myjecie?
-Nie-odparł szybko.
-No to może jak śpicie?
-Nie.
-No ale..
-Idź spać.-westchnął samemu będą trochę zmęczonym. Sama nowina o bankiecie nieźle go wykończyła.-Pokój z którego zwykle korzystasz jest bez zmian zawsze przyszykowany.-machnął ręką wchodząc na górę. Wziął czyste bokserki i zapukał do drzwi łazienki.
Jun
-Jasne, rozumie.-poklepał go po plecach.-A jesteś już gotowy na jazdę samochodem?-spytał.
Takano
Zamrugał kilkukrotnie.
-Ale czy ja coś mówiłem o zabawie?-zaśmiał się wchodząc do łazienki i biorąc szybki prysznic. Wyszedł z łazienki jeszcze wycierając włosy ręcznikiem. Rzucił go na krzesło i położył się do łóżka zdejmując okulary i kładąc je na szafkę nocną.-cieszysz się na jutrzejszy wyjazd?-spytał cicho.
Jun
-Tak...-zmierzwił sobie włosy.-Przez tą całą sprawę z ojcem zupełnie o tym zapomniałem. A cicho nie mów mu tego.-zaśmiał się idąc w stronę swojego samochodu.
Takano
-Nawet pomimo tego nieszczęsnego bankietu?-spytał unosząc brwi.-Gitary nie mam ale możemy wziąć tą ze sobą tak jak ostatnio. Wtedy trochę mi pograsz.-zaproponował.-Skoro ostatnio jakoś się zabraliśmy tak tym razem też nam się uda.-oznajmił.-jutro przed obiadem idziemy na zakupy.-dodał trochę ciszej.
Jun
-ciasteczka? Chyba się skuszę.-zaśmiał się.-no wiesz...wypieki takiego kogoś kto uczył się za granicą...tego trzeba spróbować.
Takano
-Nie odpuszczę bo musisz być ładnie i drogo ubrany.-oznajmił cicho się śmiejąc.-w domu też możemy zjeść coś dobrego ale nie będę się kłócił. Dobranoc kochanie.-mówiąc to zamknął oczy chcąc zasnąć.
Jun
-No bo ty zdolny jesteś. Przy dobrym nauczycielu wiele się nauczysz.-uśmiechnął się.-Tort? Ale po co mi tort?
Takano
-Dobry...-jęknął rozmasowując głowę.-Już rano? Podaj mi proszę okulary bo nic nie widzę.-poprosił nawet na razie nie próbując wstawać.-Cóż za bolesny początek dnia...-westchnął lekko się uśmiechając.
Jun
-I ci wychodzi. Coś o tym wiem skoro byłem na twoim garnuszku prawie 3 lata.-zaśmiał się.-No skoro się nie zezłościł to chyba dobrze, prawda?-spytał zerkając na niego i odpalając samochód.
Takano
Założył okulary i podniósł się z podłogi.-Tobie miękko. Mi ciężko i twardo.-zamarudził. Ubrał się szybko i na razie jeszcze nie zakładając soczewek zszedł na dół. Uznał że nikomu zbytnio nie będzie to przeszkadzało więc paląc kawową cygaretkę zabrał się za robienie naleśników z syropem klonowym.
Jun
Westchnął ciężko.-Nie pojadę bez ciebie. Mam tabletki nasenne ale po tym masz 7 godzin z głowy.-mruknął.-Działają prawie od razu.-dodał spokojnie. Domyślał się że po wizycie na grobach chłopakowi musi być jeszcze ciężej.-Mogę ci też zawiązać oczy.
Takano
Akurat kiedy wypalił skończył robić naleśniki. Przyniósł wszystko do salonu kładąc na stoliku.-smacznego skarbie.-uśmiechnął się dając mu calusa w policzek. W tym momencie oslepil go flesz.
-kolejne zdjęcie na twoją ścianę. Wyśle wszystko jak tylko wrócę do domu.-oznajmiła kobieta energicznie podchodzac do fotela i biorąc sobie jednego naleśnika.
Jun
-zamknij oczy.-uśmiechnął się do niego ruszając i jadąc dość szybko żeby chłopak miał Nonja najszybciej za sobą.
Takano
-oj mam jeszcze jak spicie.-zasmiala się kobieta.
-mialas się nie robić.-mruknął mężczyzna powoli jedząc śniadanie.
-no i? Wygladaliscie tak uroczo że nie mogłam nie zrobić wam zdjęcia.
-no dobra tylko wszystkie mi wyslij.-mruknął już nie drazac tematu.
Jun
-jesteśmy na miejscu.-poinformował go parkujac pod domem Amakusow. Wyszedł z samochodu i wyciągnął z niego chłopaka.-już jesteśmy.-powtórzył głośniej.
Takano
-tak jak ostatnio. Do Yukan motorem a dalej pociągiem.-uśmiechnął się.-motor na tak długą trasę odpada a samochodem nie możemy.-dodał pijąc herbatę.-możemy zaprowadzić, do twojego dziadka mogę poprowadzić motor. Od razu weźmiesz swoją gitarę i ciuchy.
Jun
-jesteś pewnien-spytał unoszą brwi.-no dobra. Tylko nic mi tutaj nie dotykaj.-ostrzegł go wstając z łóżka z zamiarem wyjścia z pokoju.
Takano
-coś ci się nie podoba w moich plecach? Pojedziemy jednym, wyjdzie ekonomicznej.-mruknął cicho się śmiejąc.
-ale czemu nie możesz jechać?-spytała zmartwiona kobieta.
-oj nie wnikaj wscibska babo. Nie może i już.-funkął.-pojedziemy spokojnie pociągiem-uśmiechnął się do chłopaka.-ale że tym razem do ja organizuje wyjazd i to ma być twój weekend w raju to mamy własny wagon. Co prawda sypialny sobie odpuscilem ale tv i bar mamy.
Jun
Mężczyzna wrócił zmęczony chcąc tylko walnac się na łóżko. Co jednak uniemożliwiła mu obecność chłopaka.-Tomo? Wszystko ok? Już późno powinieneś iść do siebie....
Takano
-twój weekend, twoje przyjemności ale moje warunki. W końcu to mojego życia chcesz spróbować.-przypomniał mu.-więc to ja powinienem prowadzić.-dodał cicho wzdychajac.-ni chyba że bardzo chcesz...
Jun
-na pewno wszystko ok?-spytał patrząc na niego uważnie.-na pewno? Tomo na pewno?
Takano
-no to jak ty prowadzisz to jedziemy twoim. Tak jak mowiles mój motor jest ciężki i jak jeszcze mnie będziesz wiózł to chyba nie dojedziemy. Wolałbym prowadzić.-mruknął przymujac pocałunek.-decyduj się bo musimy już jechać.
Jun
Westchnął.-to wszystko przez stres. Zawsze tak miałeś.-mruknął kładąc dłoń na jego ramieniu.-jak się uspokoisz to będzie dobrze.-wyjął z szafki tabliczkę czekolady i podał ją chłopakowi.-zjedz trochę.
Takano
-no dobrze skarbie.-westchnął. W czasie kiedy chłopak się ubrał on pozbywali naczynia i pożegnał się z siostrą. Ubrał buty i wyszedł zamykając dom na klucz. Wziął smycz od Jolie i ruszyli.-więc jedziemy twoim motorem.
Jun
-to po prostu szok po tym jak ich zobaczyles. Będzie dobrze.-zapewnił glaszczac go po ramieniu.
Takano
-raz jechales-zauważył biorąc jego plecak i gitarę żeby założyć je sobie na plecy. Usiadł za chłopakiem mocno obejmując go w pasie.-dziwnie się czuję jadąc z tyłu-mruknął.
Jun
Skinal głową z lekkim uśmiechem.-zdecydowałeś się bardziej na nim polegać czy na razie starasz się mu zaufać i bardziej na niego liczyć-spytał patrząc na niego uważnie.
Takano
-ostatnio nie marudzilem ale dziwnie się czuję.-powtórzył tym razem cicho się śmiejąc.-nie boję się.-dodał mocno go obejmując i kładąc głowę w kasku na jego ramieniu.
Jun
-oj wiem to...ale dla ciebie to i tak bardzo duży krok skoro powiedziałeś mu o prawie wszystkim. A że wziął na poważnie twój problem z alkoholem to duży plus dla niego. Nie sądzisz?-uśmiechnął się lekko unosząc jedną brew.-chcesz mu jeszcze powiedzieć o narkotykach czy na razie odpuscisz? No i pamiętaj nie ukrywaj przed nim swojego prawdziwego stanu emocjonalnego. Jak chcesz płakać to płacz.
Takano
Zszedł przed chłopakiem i od razu poszedł do okienka podając kobiecie swoje nazwisko i informując że rezerwował przedział. Poczekał aż kasjerka skończy dawać instrukcje po czym złapał chłopaka za rękę wchodząc do pociągu. Od razu poprowadził go do ich wagonu. Stał nam stolik kanapa i fotele. Mały barek oraz telewizor.
-weekend w raju czas zacząć.-oznajmił z uśmiechem.
Jun
-wiem wiem już się tak nie piekl. Więc tych kart swojej historii nie chcesz przed nim odkrywać. Rozumiem.-uniósł ręce w geście kapitulacji.-ale o mamie powinieneś mu powiedzieć. To dosyć ważne nie sądzisz? Nawet jeśli wciąż nie umiesz się przed nim otworzyć co by było gdyby na cmentarzu zamiast mnie był on?
Takano
-zwykle jeżdżę samochodem. Ale kiedy jadę pociągiem to tylko takim wagonem, ewentualnie sypialnianym.-wyjaśnił podchodzac do barku.-z napojów bezalkoholowych mogę ci zaproponować kawę, herbatę zwykłą lub owocowa lub gorącą czekoladę czyli specjalność szefa kuchni.-uśmiechnął się.
Jun
Westchnął ciężko.-rozumiem że jest ci ciężko się przed nim tak otworzyć. Nie chcesz mu wszytskich złych rzeczy mówić od razu. Może nie zadaje pytań bo uważa że już dość problemów jak na jednego człowieka i nie masz nic więcej? Nie mówię że masz mu to mówić już, zaraz. Ale i na cmentarz powinieneś z nim iść. On nie ma tu pochowanej matki?
Takano
Pokrecil przecząco głową robiąc gorące czekolady.-jak ja coś organizowałem to w domu albo w jakimś barze czy ci w tym stylu. Ale jeden znajomy zrobił w pociągu. Nic ciekawego. A wagon sypialniany wciąż był zajęty.-westchnął podchodzac do kanapy i podając mu napój.
Jun
Wstał podchodzac do szafy po bluzę którą podał chłopakowi.-jasne zrób to swoim tempem. Nie będę cię poganial.-zapewnił.
Takano
-ale to na prawdę było irytujace że nie szło się tam dostać.-westchnął.-z reszta nie mówmy o takich rzeczach. To ma być twój weekend w raju. A jeśli chodzi o moje imprezy to musi ci wystarczyć ta na pożegnalna na studiach.-dodał cicho się śmiejąc.-cieszę się że smakuje.-dał mu caluska w policzek po czym spróbował czekolady.
Jun
-powoli się poznacie. Nie ma nic na szybko.-przyznał mu rację siadając obok niego.-kiedy po ciebie przyjdzie?
Takano
-nie będę. Musi ci wystarczyć tamten filmik który mnie zawstydza.-oznajmił obejmując go mocno.-no już nie ruszam tylko mnie nie wyzywaj.-mruknął niby to obrażony.-no kochanie więc we wtorek się ten koncert i impreza. Sam tez nie będę mógł duzo wypić żeby cię pilnować..
Jun
-oj siedz jeszcze. Aj a myślałem że skoro po niego piszesz to do niego pójdziesz. A ty do dziadka?-pokrecil głową.
Takano
Pokrecil głową.-nie. Będę cię pilnował. Nie chce żebyś znów miał te chwile słabości jak to ładnie nazwales. Obiecałem że będę cię pilnował i będę. Wiesz że nie chcę żebyś cierpiał. Nie chcę żebyś wrócił do nałogu.
Jun
-no skoro tak. A dziadek nie ma nic przeciwko? Chociaż mowiles się raczej go lubi.-wzruszył ramionami.-poczekaj tutaj. Skoro mowiles że już idzie ti zaraz powinien być.
Takano
-oj nie martw się. Patrz na pozytyw tego. Ja sam ograniczę bo nie lubie pić sam. Wino i szampan zacznie być na specjalne okazje.-uśmiechnął się obejmując go mocno.-ja ciebie też kocham. Bardzo, bardzo, bardzo. Nawet nie wiesz jak bardzo.
Jun
-to dobrze. Zaakceptował go.-uśmiechnął się.-zaraz przyjdzie.-dodał a po chwili usłyszeli pukanie do drzwi.-proszę.-odezwał się i do pokoju wszedł zmartwiony Takano
-wszystko w porządku?-spytał podchodzac.
Takano
-oj skarbie...-zasmial się.-moje życie dzieliło się na dwie części. Moją prywatną czyli imprezy, drogie wyjazdy, drogie restaurację, zakupy i tak dalej. No i część druga ta bardziej związana z rodzina czyli właśnie bankiety. Nie przepadalem za nimi. Musiałem być strasznie sztuczny i przytakiwac. Grać im na pianinie i takie tam. Normalnie jest wielki szwecki stół z masą jedzenia i orkiestra która spokojnie gra jakieś wolne kawałki a ludzie tańczą na parkiecie.
Jun
-już idziemy.-uśmiechnął się chłopaka obejmując go mocno.-dzięki że się nim zaopiekowales.-skinal mężczyznie i wyszedł z pokoju. Jun od razu poszedł się umyć był zmęczony dzisiejszym dniem.
Takano
-zagram. Na bankiecie. Ale ty zaspiewasz. Zagram ze słuchy moją ukochaną piosenkę.-oznajmił z uśmiechem.-miałem. Może nie jakieś wielkie ale miałem. Żona męża mnie nienawidziła a w szkole przez pewien czas byłem dreczony ale to później się ułożyło.
Jun
-no widzisz...jesteś w tym najlepszy. Demokratyczny lud zadecydował że nie możesz przestać prowadzić piekarni.
Takano
-znasz-rozesmial się wesoło.-sam ją napisałeś. To piosenka którą napisałeś dla mnie. Ustaliliśmy dla niej ostatnio tytuł, pamiętasz? Shelter.-dał mu caluska w usta.-byłem bogatym, ładnym, utalentowanym chłopcem. Sprawialem zagrożenie że tak to ujme.
Jun
-oj nie marudz. Więc musisz ładnie wrócić do pracy jak najszybciej. Mnie też meczy jedzenie do miasta po pieczywo.-przyznał szczerze.-ok idziemy.
Takano
-nie ma za co skarbie. Ciągle ją słucham do snu.-zdradził mu szeptem.-kocham cię.-dodał skaldajac na jego ustach namietny pocałunek.
-za 15 minut przystanek w Tokio.-poinformował głos z głośników.
Jun
-no co za wredna małpa z ciebie. Zgłaszam sprzeciw. Co dziennie chce mieć świeży chlebek i bułeczki.
Takano
Pokręcił przecząco głową łapiąc go za rękę.
-Nie bieganie po sklepach. Zajdziemy dosłownie do jednego. Kupimy ci ładne spodnie, koszulę i marynarkę. Mam już pomysł.-wyszczerzył się do niego.-A nawet dwa. Będziesz wyglądał seksownie i elegancko.-oznajmił wychodząc z pociągu.-Ale najpierw zaniesiemy to wszystko do apartamentu, ja się przebiorę bo zaraz po zakupach idziemy na obiadek.
Jun
-Ale do piekarni i tak masz wrócić. Patrz ile osób jest bez świeżego pieczywa.-westchnął ciężko.
Takano
-I wybierzemy jeden tak jak obiecałem.-oznajmił.-Zjemy co będziesz chciał. W mojej ulubionej restauracji, po prostu coś sobie wybierzesz.-uśmiechnął się do niego. Zatrzymał się na pasach po chwili ruszając wraz z tłumem innych przechodniów.-Na szczęście to niedaleko.
Jun
-No miłosierny samarytaninie. Nie możesz pozwolić nam głodować.-zaśmiał się.
Takano
-Oj, to nie tak że nie lubię...po prostu dzisiaj będziemy dość dużo chodzić a ja jestem przyzwyczajony do jazdy samochodem.-wyjaśnił spokojnie.-Na bankiet jakoś dojedziemy metrem. -dodał uznając że na pieszo by tam nie doszli.
Jun
-Ale patrz jakie to nieekonomiczne. Tutaj było na miejscu i smaczne.-mruknął wchodząc za nim.
Westchnął ciężko.-wiesz że nie musisz się zmuszać? Jak ty będziesz wyglądał po wyjściu z samochodu? Masz być promienny i uśmiechnięty a nie wyglądać jak wrak człowieka. Metro wystarczy.-mruknął idąc do garderoby. Ubrał się w czarne spodnie od garnituru, czarną bluzkę w serek i granatową marynarkę. Wszedł do salonu.-Może być? Idziemy?
Jun
-No ja wiem że ja będę dostawał.-westchnął zamawiając koktajl truskawkowy z dodatkiem zielonej herbaty.
Takano
Uniósł ich ręce do swoich ust i ucałował palce chłopaka.-idziemy.-oznajmił wyprowadzając ich z budynku i idąc prosto przed siebie. Po kilku zakrętach dotarli do ulicy pełnej drogich i ekskluzywnych sklepów. Mężczyzna bez wahania wszedł do jednego bardzo dobrze sobie znanego. Przywitał się z kobietą stojącą za ladą i wyjaśnił czego szuka. Kobieta pozwoliła im się rozejrzeć więc mężczyzna od razu ruszył na poszukiwane.
-oj gluptasie chodź tu. Przecież cię nie zostawię.-pokrecil głową. Wybrał jedne spodnie na kant uznając że te będą dobre. Czarną koszule i dwie marynarki. Jedną czerwoną drugą granatów.-zobaczymy która będzie bardziej pasować.-oznajmił.
Jun
Mężczyzna akurat był na spacerze a widząc chłopaka od razu do niego podbiegł.-co jest?-i też odpowiedzi zaczął sprawdzać puls dziewczynki. Kurs pierwszej pomocy czasami się przydawal więc już po chwili wykonywał resuscytacje.-zadzwoń po pogotowie.-powiedział do chłopaka.
[czemu cię tyle nie było?...]
[mhm rozumiem...ale już jest lepiej? ^^]
Takano
Popatrzył na chłopaka krytycznym wzrokiem następnie czekając aż zmieni marynarkę na czerwoną.-fakt czerwona o wiele lepsza.-oznajmił z uśmiechem.-jeszcze tylko buty. Nie jest strasznie co?-podszedł do kasjerki wynegocjowujac że chłopak nie musi się już przebierać. Zapłacił nie pokazując chłopakowi ile i złapał godzą rękę żeby wyjść.
Jun
Mężczyzna nieprzerwanie wykonywał resuscytacje. Dziewczynka nadal się nie budziła co powodowało że wpadał w panikę. Nigdy nie potrafił zachować zimnej krwi w takich sytuacjach.
[ahjo...a co jest nie tak?]
Takano
-Tak muszą. W trampkach mi tam nie pójdziesz. Moja matka chce cię złamać i musisz wyglądać ładnie i drogo. Pieniądze nie mają znaczenia. Mogę wydać choćby tyle ile za samochód.-mruknął wchodząc do swojego ulubionego obuwniczego.-jaki masz rozmiar?
Jun
-Sam jesteś zmęczony, to nie ma sensu. Dam sobie radę...-mruknął urywając żeby zrobić wdechy.-jak zaczniesz normalnie oddychać.
[no rozumiem...ale skoro jest lepiej to raczej dobrze ^^]
Takano
-a..no..bo...-zająknął się.-no bo to takie towarzystwo. to jak z ciastkami. Prędzej kupisz ładne ciastko niż to brzydkie i rozwalone.-wyjaśnił pokrętnie.-wiem że może ci się to nie podobać. Ale nie robię z ciebie lalki. Chcę tylko żebyś ładnie wyglądał i żeby jeszcze bardziej nie wytykali cię palcami na tym bankiecie.-dodał cicho wzdychając.-muszą być lakierki.-podał mu jedną parę. Najzwyklejszą i bardziej matową.
Jun
Odetchnął z ulgą.-A ma mamę?-spytał cicho.
Uśmiechnął się szeroko.-okay. Reiko coraz lepiej idzie gotowanie. Wczoraj wyszedł jej pyszny gulasz. Więc pewnie będę zostawał na obiady w domu. Akurat wyjdzie ta godzinka. Jeśli będziesz czegoś potrzebował to zawsze możesz mi napisać.-przypomniał wskazując ręką na jego telefon.-A co do bułeczek to przywieźć też twoim kolegom?
Takano
-Ale wyglądasz seksownie.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy.-Poza tym nie każę ci się tak ubierać na co dzień. To tylko jeden wieczór a potem w apartamencie dostaniesz odpowiednią rekompensatę. Pasuje?-spytał płacąc za buty i wychodząc.
Jun
-Może uda się go jeszcze odnaleźć. Jeśli nie to zostanie jego ciało.-westchnął.-Ej mała...-zagadał do dziewczynki.-Twoja mama jest w domu? Będziemy musieli ją powiadomić że będziesz w szpitalu....-dziewczynka skinęła głową.
-gdzie tatuś?-wychrypiała.
-Zaraz wypłynie. Na razie ty pojedziesz do szpitala.-skłamał żeby nie doprowadzić jej do płaczu.
Takano
-Zawsze mogłem kupić ci mokasyny więc nie marudź. Wyglądasz dobrze.-zaśmiał się obejmując go ramieniem.-wynagrodzę ci ten piekielny bankiet, obiecuję. Co mam zrobić? Jeden cały dzień robić za twojego kamerdynera? Spełnić twoje najskrytsze fantazje? Striptiz niczym na imprezie na zakończenie studiów?
Jun
-Wybacz mała...nie mogę teraz odpowiedzieć na to pytanie.-szepnął zduszonym głosem.-Kochasz babcie?-spytał słysząc w oddali pogotowie.
Takano
-Zapamiętam sobie to że nic nie chcesz. Tak jakbyś zmienił zdanie.-Zaśmiał się.-No ale nie marudź. Ładnie wyglądasz.-puknął go palcem w policzek.-rozchmurz się. To miał być miły wyjazd. Teraz idziemy na obiadek. Możesz sobie zamówić co chcesz.-uśmiechnął się do niego.
Jun
Kiedy karetka odjechała popatrzył w stronę wody.-Jak myślisz udałoby mi się go znaleźć?-spytał już zdejmując buty.
Takano
-Tak to nie ma. Sam zdecydujesz co chcesz na rekompensatę. Ja mogę obiecać że zrobię o cokolwiek mnie poprosisz. Na przykład o! Taki jeden dzień gdzie bez mrugnięcie zrobię cokolwiek mnie poprosisz.-zdecydował się na taką rekompensatę.-Jesteśmy w Japonii. Menu jest po japońsku.-odpowiedział trochę zaskoczony pytaniem chłopaka.-Poza tym nie mówiłem że restauracja jest francuska. Moim zdaniem podają tam potrawy z większości krajów..
Jun
Już chciał powiedzieć żeby ich nie porównywał ale zamiast tego tylko westchnął. Rozebrał się do bielizny i wskoczył do wody we wskazanym przez chłopaka kierunku. Musiał go znaleźć. Nie widział innych opcji.
Takano
-no wiesz...nie mam nic w apartamencie...-mruknął mając na myśli "zabawki".-No co? Miałem się wysilić i pomyśleć co byś chciał jako rekompensatę?-spytał unosząc brwi.-jak zobaczysz menu to się zdecydujesz.-zaśmiał się.-ja może coś chińskiego albo koreańskiego. Dawno nie jadłem.
Jun
Odwrócił się w jego stronę.-Wracaj na brzeg! Nie mogę mieć jeszcze ciebie na głowie!-krzyknął ponownie się zanurzając i próbując znaleźć mężczyznę. Ku jego zadowolenie zauważył go nieprzytomnego przygwożdżonego przez deskę. Podpłynął bliżej żeby go uwolnić.
Takano
-stwierdziłem że będziesz miał lepsze pomysły niż ja. Poza tym podałem kilka.-mruknął.-wiem.-uśmiechnął się do niego.-też cię kocham. I dlatego że się kochamy wybaczysz mi te lakierki.-zaśmiał się.-Wystarczę ja? To daj mi się sobą zajmować.
Jun
Udało mu się go uwolnić a po drodze na górę zabrał jeszcze szamoczącego się chłopaka.-Mówiłem żebyś wracał.-westchnął.-Złap się mnie mocno. Nie mamy czasu.-polecił mu wciąż ciągnął ciało mężczyzny. Wiedział że nie żyje. Wiedział to bardzo dobrze. Ale chciał sprawić żeby wyglądał jakby tylko spał.
Takano
-Oj raz założysz. Nie marudź.-mruknął. Podszedł do kelnera i poinformował że rezerwował stolik dla dwojga w jakimś ustronnym miejscu. Kelner zaprowadził ich na piętro do stolika za kwiatami i podał im meny zostawiając na chwilę samych.-wybierz sobie coś.
Jun
-dałbym radę. Poza tym już raz nie udało się znaleźć zwłok matki tej małej. Tym razem musiały się znaleźć.-fuknął.
Takano
-o...nie jadłem tego.-zaśmiał się.-chyba też je wezmę. A wino...-spojrzał na niego.-jesteś pewny? Miałem ce pilnować...w sumie na randce moglibyśmy się napić. W końcu to pierwsza nasza prawdziwa ranka...-westchnął cicho.-do dań meksykańskich jest mało dobrych win. Ale takie dla nas się znajdzie-uśmiechnął się przeglądając kartę win.
Jun
Przygryzl dolną warge.-no wiem że masz rację...ale żyjemy więc nie gdybaj. Źle zrobiłem ale jest ok. Ty też głupio zrobiłeś wskakujac za mną.-wypomnial mu.
Takano
-trzymam cię za słowo.-powiedział dość poważnie wciąż studiując menu. Kiedy podszedł do nich kelner złożył zamówienie i uśmiechnął się do chłopaka.-a na imprezie po koncercie? Dasz radę bez?-spytał wyraźnie biorąc sobie do serca że chłopak nie może pić.-nadal jesteś przerażony moim życiem?
Jun
-a skończyło się na tym że to ja musiałem ratować ciebie. Tomo rzucam palenie więc wróciłem do treningów żeby jakoś się wyladowac. Wracam do formy.
[perwert...no z ciebie jest 100% perwert! XD]
Takano
-Będę cię pilnował. Dostaniesz soczek i będziesz się musiał z niego cieszyć.-zaśmiał się.-też nie będę tam pił. Nie będziesz się czuł osamotniony. Od razu powiem że nie będzie mi to przeszkadzało.-zapewnił z lekkim uśmiechem.-to jest ta bardzo oficjalna część mojego życia. Ale tej drugiej raczej ci nie pokaże. To były kluby i laski.-zaśmiał się.-po obiedzie pójdziemy na spacer i na jakiś dobry deser. I na diabelski młyn, ok?
Jun
-bo z ciebie glupek. No jasne że zimno jak się w ubraniach wskakuje.-funkął robiąc użytek z bluzy która się wytarl następnie ubierajac spodnie i koszulkę.
Takano
-to nie jest poświęcenie. Już ci przecież mówiłem że sam muszę ograniczyć. Nie muszę pić.-uśmiechnął się lekko również próbując dania.-masz rację pyszne. Cieszysz się że tu przyszliśmy?-spytał biorąc łyk wina i jedząc dalej.-jest jakieś miejsce w Tokio które bardzo lubisz?
Jun
-chodź do mnie. Wysuszysz się, dam ci coś na zmianę i zrobię gorącą herbatę. No i pomozesz mi go donieść.-westchnął podnosząc trupa.-w ogóle...nie wiem czy ci mówiłem ale Toma o nas wie. O mnie i o Ryu.
Takano
-zaprowadzisz mnie tam kiedyś?-spytał z lekkim uśmiechem. Mało znał jeszcze Yukan pomimo że Jolie ciagala go po różnych miejscach.-ostatnio byłem nad grobem mamy. Był strasznie zaniedbany więc go posprzatalem i położyłem świeże kwiaty i kadzidelko.-wziął łyk wina.-koniecznie musisz ją ze mną odwiedzić.-dodał spokojnie jedząc.
Jun
-zaakceptował. Nie ma nic przeciwko mnie tak długo jak Ryu nie rezygnuje ze studiów z mojej winy. Dowiedzial się ponoć przez to jak patrzę na Ryu...no i ostatnio codziennie jeżdżę do miasta więc wydało mu się to podejrzane. Ryu jest w szpitalu. Rozłożył się całkowicie ale już mu lepiej. Odpoczywa.
Takano
-cieszę się. To kiedy mnie tam zaprowadzisz?-spytał od razu.-chce żebyś poszedł. Inaczej chyba bym tego nie mówił prawda? Leży w Yukan. Czasem chodzę tan z Jolie w ramach spaceru. Mogę odwiedzać ją częściej.-uśmiechnął się lekko.-mieszkając w Yukan czuję jakbym był bliżej niej. Poznaję ją i w ogóle. Dzięki twemu dziadkowi mam jej zdjęcia. Cieszy mnie to.
Jun
-prosił o bułeczki z czekolada. Resztę ma. Upiecz trochę więcej bo ma kolegów na sali.-poprosił.-spodziewałem się że Toma będzie wściekły ale mile się zaskoczylem.
Takano
-chciałbym kiedyś jeszcze coś o niej usłyszeć. Tata o niej nie opowiada więc...-uśmiechnął się jedząc dalej. Skinal głową.-chciałbyś ich odwiedzić? Mowiles mi o wypadku więc nie wiem czy czujesz się na siłach...ale myślę że powinieneś.-wyraził swoją opinię.
Jun
-6 wystarczy.-odpowiedział ze śmiechem.-jeszcze nie rozmawiałem. Boję się pytać. Skoro tak się rozłożył to mogły spaść. Nie chce żeby umarł...jest za młody...-westchnął.
[tak wiem, od razu poprawiłam. Jak pisze na telefonie to czasem mi się karty mylą XD]
Takano
-jasne że możesz. Wiem że to dla ciebie trudne. Przepraszam zd poruszyłem ten temat. Dzisiaj miał być miły dzień, prawda? Raj nie może zmienić się w piekło.-uśmiechnął się kończąc jedzenie i dopijajac wino.
Jun
-może nie jest. Ale jednak nadal boję się spytać.-szepnął.-no dobrze. Tylko daj dużo czekolady.-poprosił cicho się śmiejąc.
Takano
-miło mi to słyszeć.-uśmiechnął się do niego unosząc się na krześle. Uniósł jego twarz za podbrudek.-nawet tutaj mogę. Specjalnie wziąłem ukryty stolik.-uśmiechnął się lobuzersko i pocałował go namiętnie.
Jun
-i suche ubrania.-dodał. Znieśli trupa do kostnicy i weszli na górę. Weź coś z mojej szafy.-mruknął samemu idąc do kuchni. Wyjaśnił siedzacemu akurat tam szefowi skąd mają trupa i po tym jak zrobił herbatę wszedł na górę.
Takano
-przecież powiedziałem.-mruknął siadając i oblizujac usta. -to teraz spacerek.-uśmiechnął się widząc jak chłopak kończy. Poprosił o rachunek płacąc i łapiąc chłopaka za rękę. Wyszli na zatloczona ulice by od razu przejść na drugą stronę ulicy.
Jun
-no brawo uczysz się.-zaśmiał się kładąc kubki na biurku i samemu też się przebierając.-Takano już się przekonał jaki z ciebie balaganiarz czy jeszcze nie?-spytał podając mu jeden kubek.
Takano
-na deser.-odpowiedział z trochę dziecinnym uśmiechem.-te niedziele były nudne. Ciągle to samo. Rano wstać na śniadanie. Później siedzieliśmy na ogrodzie albo wspólnie oglądaliśmy film. Później obiad co tydzień gdzie indziej. A potem do wieczora mieliśmy "czas wolny". Grałem wtedy na pianinie albo robiłem lekcje.
Jun
Zaśmiał się.-nie zna cię od tej strony? Chyba powinien. Nie sądzisz?-spytał pijąc swoją herbatę.
Takano
-fajnie. Miałeś taką rodzinną atmosferę. U mnie to wyglądało trochę jakby było przenoszone. Ale nic na to nie poradzę. W restauracji z rodzeństwem czasem się wyglupialismy. Ale nic poza tym.-wzruszył ramionami.- Dwa inne światy...-zaśmiał się.-zabiore cię teraz to takiej cukierni która ma stoliki w parku. Ciasta są pyszne.
Jun
-nie jestem swirem. Po prostu nie lubie bałaganu. No ale fakt że trochę się poprpwiles od czasów studiów. Wtedy to twierdziłeś że masz artystyczny nieład i wszystko znajdujesz.
Takano
-nie przewyższy bo moje ciasto jest najlepsze.-funkął.-i nie ma innych opcji.-dodał obejmując go mocno i wprowadzając do parku a następnie do małej cukierni z wystawionymi stolikami.-jedno ciasto czekoladowe i jedno truskawkowe.-poprosił płacąc i od razu dostajac po kawałku ciasta.
Jun
-twoje graty postawiły się walac wszędzie. Długopis w kubeczku na szczoteczki do zębów, książki jako podwyższenie do laptopa...ubrania na lampie.-pokrecil głową na to wspomnienie.
Takano
-bo moje jest najlepsze. A to jest jedną z moich ulubionych cukierni w Tokio. Mają bardzo dobre ciasta.-uśmiechnął się w końcu biorąc się za jedzenie swojego ciasta. Uwielbiał truskawki i wszystko co z nimi związane.
Jun
-no i w końcu ktoś cię uczy względnego pożądku.-zaśmiał się otwierając szuflade od szafki nocnej i podając mu typowe tabletki na przeziębienie i grypę.-mi pomaga.-mruknął.
Takano
Dał mu kawałek z dość sporą truskawka.-i jak smakuje?-spytał z lekkim uśmiechem. Zaczynało się już sciemniac więc w parku popalily się latarnie a dookoła cukierni i stolików kolorowe lampki.
Jun
-pewnie będzie mieszkała z babią.-wzruszył ramionami.-pewnie już do niej zadzwonili...
Takano
-musiałeś to teraz przypominać? Zestresowany wtedy byłem. Nie wypominaj mi już tego.-mruknął.-nie psuj atmosfery.-dodał cicho się śmiejąc i jedząc dalej swoje ciasto.-kocham cię.-zamruczal prosto do jego ucha.
Jun
-nie mów tak. Uratowałeś jej życie. Jej ojcu się nie udało.-poklepal go po ramieniu.
Takano
-to co skoro zjedzone to idziemy?-spytał wstając i biorąc go za rękę.-zaproponowałbym ci rejs ludeczka ale według miejskiej legendy pary który płynęły po tym jeziorze się rozstały.-wyjaśnił cicho się śmiejąc.-więc idziemy na diabelski młyn.
Jun
Trzepnal go przez głowę.-jesteś niereformowalny. Uratowałeś ją. Dla niego nic nie mogliśmy zrobić. Nawet jeśli byś wrócił on już by nie żył. Nie jesteś mordercą.
Takano
-Nie chcę kusić losu.-odparł z uśmiechem.-Diabelski młyn jest lepszy. Tokio nocą jest piękne jeśli ogląda się je z wysokości.-dodał kierując ich w kierunku diabelskiego młyna.
Jun
-Na pewno mam rację. Nie jesteś winny ich śmierci głuptasie.
Takano
-A dlaczego niby nie wypada? Nie rozumiem twojego podejścia...-pokręcił głową obejmując go ramieniem.-Bolą cię nogi że marudzisz o te plecy?-spytał jeszcze.
Jun
-Nie prawda. Nie jesteś pechowiec. Znalazłeś się po prostu w złym miejscy o złym czasie. To wszystko. Nie martw się i pij herbatę póki ciepła.
Takano
-No ok...ale w czym tu przeszkadza to jak jesteś ubrany?-spytał nie bardzo to rozumiejąc. Dla niego ubiór w tym wypadku nie miał znaczenia.-Potulimy się na diabelskim młynie.-obiecał.
Jun
-Nie masz pecha. Przestań już o to marudzić. Przestań zawsze widzieć same negatywy swojego życia.-fuknął na niego.
Takano
-Aj no nie przejmuj się takimi rzeczami. Po to wynaleźli żelazko żeby w razie pogniecenia wyprasować ubrania. Nie będziesz się tulił tylko dlatego że jesteś drogo ubrany? To tak jakby kobieta stwierdziła że nie będzie się całować bo szminka była droga.-zaśmiał się wesoło wyraźnie rozbawiony.
Jun
-No i? Człowieku bo serio kupię ci różowe okulary. Wtedy będziesz widział świat w różowych barwach.
Takano
-To i tak jest w miarę tanie. Nie marudź mi tu. I nie przejmuj się tak że się pogniotą. Wyprasujemy. Jeśli się pobrudzą to wypierzemy. Nie martw się o takie głupoty.-westchnął podchodząc do kasy przy diabelskim młynie i po tym jak zapłacił weszli do gondoli.
Jun
-Tobie to nawet bardzo. Ciesz się z życia. W końcu małymi kroczkami zaczyna ci się układać.
Takano
-Oj nie marudź. To porządne ubrania są. Nie psują się od tak.-fuknął na niego. Usiadł na przeciwko i uśmiechnął się do niego.-Nie mówmy już o tych zakupach, widzę że ci się to nie podobało.-pokręcił głową.-Tomo...-zaczął chcąc zmienić temat.-oglądałeś Titanica?
Jun
-Moja wychowawczyni w gimnazjum zwykła mawiać że nieszczęście przychodzi w czasach największego szczęścia, zaś szczęście w czasach największego nieszczęścia. W ten sposób wychodzi na prostą.
Takano
Pokręcił głową cicho się śmiejąc.-nie chodzi mi o rejs. Mi też życie miłe. Poza tym to ja raczej robiłbym za Jacka i zginąłbym z własnej głupoty nie wchodząc na drzwi. Ale nie o tym miałem mówić-zaśmiał się.-Miałem na myśli to...żebyś przez góra 3-4 godziny był moją Rose.
Jun
Wzruszył ramionami.-Mi się wyrównuje. Tobie też w końcu powinno.
Takano
-w apartamencie. Zapozowałbyś mi tak jak Rose Jackowi. Co ty na to?-spytał z lekkim uśmiechem. -tak jak wcześniej ci obiecywałem nie pokażę nikomu tych prac.
Jun
Westchnął ciężko.-no dobrze...ale zrób go dokładnie. Ma tylko spać.
Takano
-dziękuję.-objął go lekko ramieniem.-Będzie i jedno i drugie. Miękkie wygodne łóżeczko a później słodka, gorąca czekolada z piankami.-zapewnił oddając pocałunek.
Jun
-I tak bym był. Nie zostawię cię samego w moim miejscu pracy.-zaśmiał się.-Co jej powiemy?
Takano
-Prawda? Zawsze przychodziłem tutaj jak potrzebowałem chwili spokoju.-uśmiechnął się lekko.-Nie miałem łatwo z żoną ojca.-wyjaśnił bo wiedział że jego życie wydawało się kolorowe.-A jesteśmy dopiero w połowie. Jak miałem zły humor to jak jechałem do na koniec problemy zostawały w środku a ja wychodziłem.
Jun
-ok. Mam nadzieję że będzie mniej załamana. Szkoda mi jej.
Takano
-Dzisiaj jestem szczęśliwy. Jestem z tobą i nie muszę myśleć o takich rzeczach.-uśmiechnął się do niego.-Nie ciąłem. Mam ładne gładkie ręce. Aż takim desperatem nie byłem, poza tym nie przepadam za krwią.
Jun
Ponownie trzepnął go przez łeb.-Byłoby! A dziadek? A ja? A Takano? Debil.-fuknął.-Zginął i nic na to nie poradzimy. Nie mów że byłoby lepiej jak to ty byś umarł.
Takano
-Mój mały...-objął go mocno.-Ale już jest dobrze, co? Rączki się ładnie zagoiły...i już chyba nie masz powodów by się okaleczeć?-pogłaskał go po włosach.
Jun
-Ale nie możesz mu oddać życia. Możesz jedynie sprawić żeby wyglądał jakby tylko spał. I powiedzieć jej że on kazał ci ratować ją. Tylko tyle. I nie obwiniaj się. W tamtym momencie nic nie mogłeś zrobić.
Takano
-och...-tego się ne spodziewał. Nie wiedział co powiedzieć żeby nie palnac czegoś głupiego. Przejechał palcami po jego bliznach.-ale już jest dobrze. Już dobrze.-uśmiechnął się tylko mocno go przytulajac.
Jun
-oj już przestan. Już nic nie zmienisz.-funkął na niego.
Takano
-nie przepraszaj. Cieszę się że ufasz mi na tyle żeby krok po kroku mówić mi więcej o sobie. To dla mnie wiele znaczy że mówisz mi nawet o tych najstraszniejszych rzeczach. To znak że wiesz że nieważne jak okropne rzeczy mi powiesz nadal będę ci kochał. To już minęło. Alkohol i narkotyki. Już jest dobrze.-poglaskal do po włosach.-będę czekał aż powiesz mi wszystko.
Jun
-nie trzebabylo wskakiwac drugi raz do wody i szybciej wypić herbatę.-westchnął.-chcesz ciepłe skarpetki?
Takano
-Tomo glupku!-westchnął komentując jego zachowanie.-jesteś niemożliwy...jeśli masz ochotę to miejsce i czas nie mają dla ciebie znaczenia. -westchnął przygryzajac dolną warge i wygladajac przez okno.-wiesz że nie masz dużo czasu?-mruknął.
Jun
-nie umiem gotować.-mruknął przypominając mu ten dość istotny fakt.-i śpiewać też nie umiem.-dodał.
Takano
-mmmmhmmmmm.-westchnął opierając się plecami o oparcie i oddychając dość ciężko i szybko.-Tomo, ja...-prawie jęknął nie kończąc zdania. Zagryzł dolną warge spuszczac się w ustach partnera.
Jun
-tylko mi tu nie zasypiaj.-ostrzegł go.-jeszcze mam zamiar sobie pocwuczyc.-mruknął wyjmujac z kieszeni papierosa elektrycznego i zaciągając się kilka razy.
Takano
-no trochę ubrudziles spodnie. Ale w apartamencie je wypierzemy.-westchnął otrzepujac jego spodnie z piasku i kurzu. Wstał żeby zapiac pasek i akurat byli na samym dole. Złapał chłopaka za rękę wychodząc na chodnik.
Jun
-ale ja przy muzyce cwicze...-mruknął.-nie lepiej ny było ci spać u siebie?
Takano
-a czemu miałbyś nie móc się tulil?-spytał nie bardzo rozumiejąc czemu chłopak pytał o takie rzeczy.-no jasne jeśli coś chcesz to mów. Dzisiaj ma być twój dzień w raju, jutro też. Chce żebyś naprawdę miło spędził czas.
Jun
-och no dobra. Skoro tak to zostań.-uśmiechnął się wyciągając worek treningowy który zawiesił pod sufitem. Rozebrał się do bielizny nie chcąc zapocic ubrań, obwiazal dłonie i stopy bagażem i włączając muzykę ciszej niż zwykle zaczął ćwiczyć
Takano
-wycaluje.-przytaknal.-wytulam też. I cokolwiek będziesz chciał.-zapewnił.-jej jak ja ich dawno nie jadłem...-westchnął patrząc na to co wybiera chłopak.-całe wieki...-pokrecil głową biorąc jeszcze jedną paczkę.-coś jeszcze chcesz ? Może coś do picia?
Jun
Widząc jak chłopak się męczy co chwilę przerywał żeby zrobić mu chłodny oklad. Nie ćwiczył długo. Zbyt zmęczony na cokolwiek wziął tylko szybki prysznic i walnal się na łóżko.
Takano
-może być cola.-zaśmiał się.-no to zjemy tak po latach.-dodał.-jak to wszystko to możemy iść do kasy.-oznajmił samemu nie mając na nic szczególnego ochoty. Chciał już iść do apartamentu.
Jun
-Hmmm? To dobrze...-mruknął -pół nocy zbijalem ci gorączkę...-dodał siadając na łóżko.
Takano
-oczywiście że będę cię tulil bardzo mocno. I oczywiście że będziesz mógł mnie wycalowac. Nie zadawaj już takich głupich pytań, ok?-zaśmiał się wypakowujac zakupy na taśmę.-ale zanim coś to cię narysuje.-przypomniał.
Jun
-i bardzo dobrze. Masz leżeć. A jako że ciało nie może zbyt długo leżeć to ja się nim zajmę.-oznajmił pomimo że wiedział że chłopak chciał się nim zająć.-no i trzeba wykonać trochę inne zabiegi niż normalnie...-zaczął.
Takano
Już chciał wziąć torbę kiedy złapał się na tym że przecież miał nie traktować go jak dziewczynę. Westchnął jedną rękę wkładając do kieszeni a druga łapiąc chłopaka za dłoń i splatajac z nim palce.
-na szczęście apartament jest niedaleko.
Jun
-Jesteś wyczerpany. No i...z tego co wiem to chyba nie znasz "sekretu uśmiechniętych ust". Chyba że to jedno zrobiłbym ja.-mruknął.
Takano
-w bibliotece...-mruknął ciągnąc go za rękę do owego pokoju. Wskazał na replikę kanapy z titanica.-siostra jest fanka i dała mi na święta.-machnął ręką biorąc szkicownik i ołówek leżące na stoliku.-rozbierz sie.
Jun
-tak wiem. Też chce żeby wyglądał jakby spał.-zapewnił i poklepal go po plecach.-no dobrze. Zrobimy go razem...ale później od razu idziesz do domu się położyć.-ostrzegł.
Takano
-jasne możesz mówić.-uśmiechnął się przysuwajac sobie fotel.-ale nie siedz tak sztywno...-westchnął podchodzac do niego.-rozluźnij się trochę...-polecił układając go na kanapie tak jak leżała filmowa Rose.-ok...jeśli zdretwiejesz to powiedz.-poprosił siadając już na fotelu i zaczynając rysunek.
Jun
-i bardzo dobrze. Już jeden w szpitalu mi wystarczy.-mruknął.-a możesz mi wierzyć jest coraz gorzej.-dodał spuszczajac głową i odkopujac pod biurko puszkę po piwie. W sumie leżało tam kilka puszek co dla takiego pedanta było czymś delikatnie mówiąc niespotykanym.
Takano
-nigdy tego nie robię i tym razem też nie mam takiego zamiaru.-oznajmił z lekkim uśmiechem.-przyzwyczaisz się. To nic strasznego. W końcu już nie raz widziałem cię nago, teraz po prostu uwieczniam to na papierze.-wyjaśnił na razie robiąc tylko ogólny szkic.
Jun
Już chciał powiedzieć że po prostu nie miał kiedy posprzątać ale to by nie przeszło. Nie z Tomo.
-jego organizm odrzuca przeszczep. Martwię się i nie chce go stracić. Jego rodzina mówi że byli na taką ewentualność przygotowani. Lekarze mówią że da się to zatrzymać i zrobić tak żeby znów akceptował obce komórki. A ja...zbyt się martwię żeby myśleć trzeźwo.
Takano
-tak malowalem. Większość moich francuskich partnerek i partnerów sama tego chciała. Co dziwne wszystkie prace po rozstaniu gdzieś znikały.-zaśmiał się cicho poprawiając szkic.-mogę zawiesić cię w mojej sypialni?
Jun
-może trochę. Boję się że znów będę trzymał chłodne ciało kogoś dla mnie bliskiego. Że te ciepłe, żywe dłonie staną się chłodne i martwe.-spuścił głowę.
Takano
-do mojej sypialni nikt nie ma wstępu poza tobą. Nie martw się o to.-uśmiechnal się.-nie rób takiej miny. Będzie dobrze.-zaśmiał się zaczynając wykonywać detale przez co jeszcze bardziej mu się przyglądał.
Jun
-nie skreślam go...-mruknął dopiero zdając sobie sprawe jak bardzo pesymistycznie widział tą sytuację.-masz rację. Popytam się.-skinal głową z lekkim uśmiechem. -lekarze chcą sprawdzić czy mamy kompatybilne komórki w razie ewentualnego przeszczepu.-poinformował go.
Takano
-no dobrze będziemy zdejmować...-westchnął skupiając się na rysunku.-jak może ci być gorąco skoro jesteś nagi?-spytał unosząc brwi i zerkając w jego stronę żeby narysować twarz i włosy.
Jun
-ech no tak...ale dzięki za dobre chęci.-uśmiechnął się lekko.-i dzięki za podniesienie mnie na duchu. Może faktycznie nie przynosze pecha.. Chciałbym tak myśleć.-westchnął.-i dzięki za doprowadzenie mojego pokoju do stanu uzywalności....
Takano
-tak sądzisz? Ale żadnemu z nich w przeciwieństwie do ciebie w czasie rysowania nie stanął...-uśmiechnął się lobuzersko rysując dalej. Po chwili zaczął nanosic cienie i ostatnie poprawki.
Jun
-nie Tomo ja mu nie mogę powiedzieć że się martwię. On bardzo nie chce żebym płakał czy się martwił. Wiem co muszę zrobić teraz. Wystarczy że będę go wspierał.-westchnął cicho.-ale spytam co mogę zrobić później.-dodał unosząc delikatnie kąciki ust.
Takano
-już skończyłam możesz usiąść normalnie.-uśmiechnął się odkładając ołówek i podając chłopakowi skończony rysunek.-i jak podoba się?-spytał samemu będąc z niego zadowolonym. Zdjął marynarkę wstając z fotela.
Jun
-wiem. Dzięki.-uśmiechnął się będąc szczerze wdzięcznym.
Takano
-jest piękny tak samo jak ty.-szepnął opierając się dłońmi o oparcie kanapy i składając na jego ustach namietny pocałunek. Wziął go ba ręce wciąż calujac chcąc się przenieść do sypialni.
Jun
-więc co panie terapeuto. Schodzomy na dół do roboty? -spytał żeby się upewnić.
Takano
-zdaję sobie z wyjściem tego sprawę.-odpowiedział mu śmiechem.-ale jak to po ludzku? To tamte po jakiemu było?-spytał nie bardzo rozumiejąc. Obdarowywał jego szyję pocałunkami i malinkami. Przejechał chlodnymi dłońmi po jego torsie, talii i zatrzymal się na biodrach. Jedną dłonią masowal przyrodzie chłopaka a drugą rozpinal swoje spodnie.
Jun
-na pewno ok?-spytał niepewnie. Również się ubrał i nieznacznie pomagał chłopakowi. Nie wtrącał się zbytnio w końcu to miała być jego praca.
-mhm po twojemu...-przytaknal zdejmujac spodnie i odrzucając je gdzieś poza łóżko. Wsunal w niego palce wziął masujac jego męskość i pozostawiając malinki na jego torsie.-a nie pomyślałeś że właśnie o to chodzi? Żeby było ci przyjemnie?-spytał unosząc się żeby pocałować go w usta. Całował go namiętnie przy czyn dołożył drugi palec.
Jun
-jasne, skończę. Miałeś się nie przemeczac. Zaraz idziesz leżeć.-oznajmił dołączając makijaż i robiąc uśmiech na twarzy mężczyzny. Na koniec go ubrał i uczesal.
Takano
-doprawdy...zawsze jesteś tak niecierpliwy. Nie dasz mi się pobawić.-westchnął z udawanym wyrzutem. Zdjął bokserki i po tym jak wyjął palce zaczął w niego powoli wchodzić. Nie spieszył się chcąc żeby chłopak poczuł każdy jego ruch. Zabrał mu ręce z twarzy.-patrz na mnie kochanie, nie chowaj się.-poprosił.
Jun
-zabije? Niby czemu?-spytał kiedy juz skończył.-no już koniec. A teraz masz odpoczywać. Bo jak się zajedziesz to przysięgam że sam coś ci zrobię.-ostrzegł go.
-uznaje to za komplement skarbie.-oznajmił powstrzymując się od śmiechu. Takich rzeczy to jeszcze nie słyszał.-co się tak oblizujesz? Czyżbyś czegoś chciał?-spytał zaczynając nie w nim powoli poruszać calujac go namiętnie. Dłońmi piescil jego sutki.-ja ciebie też kocham. Bardzo.-zamruczal mu do ucha.
Jun
Wyszedł za chłopakiem i uśmiechnął się do mężczyzny -nie był. I możesz go zbadać. Masz wolną rękę. Może jak lekarz przemówi mu do rozsądku to czegoś się nauczy.-funkął ostatnie zdanie wypowiadając bardziej do chłopaka.
-no wiesz? Z tobą to się pobawić nie da. A ja tak bardzo chciałem usłyszeć "Taka-chan szybciej." a tu nie ma...-westchnął przyspieszając. Całował go namiętnie poruszając się coraz szybciej a dłońmi zjeżdżając do przyrodzenia chłopaka żeby było mu jak najlepiej.-kocham cię...-wydyszal w przerwie na oddech.
Jun
Westchnął ciężko.-pojadę szybko po te leki tylko mi je gdzieś zapisz.-mruknął.-później się tobą zajmę albo zawioze do Takano. Serio chłopak jesteś niemożliwy.-funkął czekając aż Kei zanotuje mu co ma kupić.
Czując nagły ścisk doszedł w nim cicho wzdychajac wyraźnie zadowolony. Wyszedł z niego i położył się obok.-kocham cię. A na następny raz zamawiam sobie twój taniec o którym to ostatnio wspominałeś.-oznajmił uśmiechając się do niego.
Jun
-czemu do niego nie chcesz? Poklociliscie się?-spytał niepewnie.-no Kei dawaj te leki.-ponaglil go.
-sam po niej pojadę bo są na receptę. Od razu muszę zrobić zakupy.-wyjaśnił wychodząc.
-za partnera? No dobrze, skoro muszę.-westchnął teatralnie.-wybierzesz muzykę.-objął go delikatnie i położył się na plecach.-tylko wiesz skarbie...ja nie bardzo wiem co miałbym robić jako twój partner do tańca...-mruknął trochę niepewnie.-oswiecisz mnie?
Jun
-ach rozumiem...nie jesteś przyzwyczajony.-pokiwal głową.-no nic więc ten jeszcze jeden raz się tobą zaopiekuje. Więc musisz na siebie uważać i nie chorować bo następnym razem i tak cię do niego zawioze.
Takano
-ale żeś się rozgadal na ten temat.-mruknął cicho się śmiejąc.-dobranoc.-odpowiedzial również zasypiajac. Obudził się pierwszy i postanowił zrobić chłopakowi sniadanko do łóżka. Wziął szybki prysznic i zabrał się za robienie słodkich nalesnikow z dzemem i czekoladą.
Jun
-no i zdechniesz gdzieś pod płotem zostawiając bliskie osoby.-mruknął odbierając receptę i wychodząc z domu. Usiadł na motor i szybko dojechał do miasteczka po chwili wracając z lekami.
[gomene, idę spać bo jutro trzeba iść do szkoły...dobranoc ^^]
Takano
Kiedy skończył wzniósł na górę tacę talerzez parujacych naleśnikoów zawinietymi z dzemem truskawkowym w środku a obok miał dwa kubki gorącej czekolady. Wszedł do sypialni z lekkim uśmiechem. Wstawaj kochanie dostajesz śniadanie do łóżka.-oznajmił wesołym głosem.
Jun
-wiem jest uparty jak osioł. Ale da się lubić.-mruknął kręcąc głową.-przywiozłem leki.-dodał podając mu reklamówkę.
Takano
-no skarbie twój weekend w raju nadal trwa więc będę cię jeszcze rozpieszczal.-oznajmił siadając obok niego żeby też zjeść.-najpierw spróbuj a potem będziesz zachwalał.-zaśmiał się dając mu szybkiego caluska w policzek
Jun
Wziął od niego kartkę i usiadł na fotelu.-serio następnym razem go zostawię...-mruknął patrząc na rozpiske.-Tomo wstawaj pora na leki.
Takano
-cieszę się skarbie.-uśmiechnął się lekko biorąc sobie jednego naleśnika.-dzisiaj spełniam twoje życzenia niczym dobra wróżka. Więc co chciałbyś dzisiaj robić przed jutrzejszym stresujacym wieczorem?-spytał spokojnie odgarniajac mu włosy z twarzy.
Jun
-ani mi się waż stąd ruszyć bo własnoręcznie cię zamorduje.-funkął podając mu leki.
Takano
-wedle życzenia kochanie.-uśmiechnął się kładąc się obok niego.-więc jak tylko polezymy to zrobimy makaroniki. Później spacerek, pizza i coś mi pograsz jak wrócimy. Żebyś nie był zestresowany zbytnio.-uśmiechnął się lekko.
Jun
-więc teraz leżysz dopóki ja nie powiem że możesz wstać.-powiedział już trochę spokojnie.-przecież chcesz wyzdrowiec jak już Takano wróci, prawda?
-mmmmmm...wspólna kąpiel. Jestem za.-uśmiechnął się do niego glaszczac go po włosach.-może tym razem mi nie usniesz?-zaśmiał się cicho.-też cię bardzo kocham. Bardzo. Bardzo.
Jun
-nadmucham sobie materac.-mruknął.-ale wisisz mi za to niezłą przysługę.-ostrzegł do z lekkim uśmiechem.
Takano
-no postaraj się kochanie bo nie chce znów tak kończyć cię myć. Chce porozmawiać. A może i ty umyjesz mi plecy.-zaśmiał się-wiesz? A wiesz jak bardzo cię kocham?
Jun
-ni śpij na łóżku.-zaśmiał się.-to mała przysługa. Ryu będzie na święta i chce żeby był ładny tort świąteczny. Poprosisz swojego?
-mocno jak nikt na świecie nikogo nie kocha.-odparł mocno go przytulajac. Kiedy trochę go od siebie odsunął uniósł jego twarz na podbrodek i pocałował mocno, namiętnie.-tak właśnie cię kocham. Tak mocno.
Jun
-no i widzisz prosta prośba.-westchnął wstając i odkładając poduszkę na miejsce.-potrzebujesz czegoś?
Takano
-Zawsze.-przytaknął z lekkim uśmiechem.-Idź brudasku a ja przygotuję składniki na makaroniki.-zdecydował idąc do kuchni.
Jun
-jak będziesz odpoczywał i grzecznie łykał leki to na pewno szybciej.-westchnął.-znając ciebie nie chcesz mówić o tym Takano więc musisz się wykurować przed jego powrotem.
Takano
-Co ty tak nagle od rana ciągle mi mówisz że mnie kochasz...nie żeby mi się to nie podobało. Bardzo mi się podoba...ale to zaskakujące.-zaśmiał się cicho.-składniki przygotowane. Możemy się brak za robienie tylko najpierw powiedz mi jakie chcesz smaki.
Jun
-Opowiedziałeś mu już o tym?-spytał przysuwając sobie bliżej krzesło.-I jak jego reakcja? Opowiadaj.-uśmiechnął się lekko.
Takano
-No dobra...więc lecimy na pięć misek...-westchnął rozkładając składniki do misek i najpierw robiąc mączkę w migdałów i cukru następnie dodając jajka i smaki o które prosił chłopak. Przez ilość smaków pracował dość szybko.
Jun
-To dobrze. Znaczy że na prawdę cię kocha i będzie cię wspierał. Powinieneś się cieszyć, masz wielkie szczęście. A ja jesteś pewny że do drugów nie wrócisz.
Takano
-Um ok...weź szpatułkę i wymieszaj dokładnie składniki w tej ostatniej misce.-polecił mu.-Później muszą chwilę odczekać. Później za pomocą szprycy będziemy je wykładać na papier do pieczenia.-wyjaśnił wszystko.
Jun
-Bo alkohol jest bardziej dla ciebie dostępny. Ale skoro cię pilnuje to nie bój się. Do tego też nie wrócisz. Za dużo czasu poświęciliśmy żeby cię z tego wyciągnąć.
Prześlij komentarz