Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 801 – 1000 z 5000 Nowsze› Najnowsze»Takano
-nie wielkie. Średnica 3 cm nie więcej.-odparł kończąc z ostatnia miska. Naszykowal trzy blaszki i pięć szpryc.-nie pytaj...na urodziny zawsze dostawałem.-zaśmiał się podając mu jedną.-jeszcze chwila i możemy wykładać. Pokaże ci jak.
Jun
-nie bój się. Od studiów wiele rzeczy się zmieniło. A odkąd jesteś z nim jeszcze więcej. Nie potrzebujesz używek żeby odczuwać przyjemność i być szczęśliwym. Myśl pozytywnie, oboje cię zatrzymamy.
Takano
Zaśmiał się cicho.
-chodź pokaże ci.-nałożył masy do szprycy po czym mu ją podał. Stanął na nim pewnie łapiąc go za dłonie.-trochę nad blaszka...i gotowe.-uśmiechnął się kiedy na papierze pojawił się mały kwiatek.-wystarczy trochę wycisnąć.
Jun
-na zdrowie.-zaśmiał się.-ale spokojnie. Powiedział że będzie cie pilnował i pewnie będzie. Wyluzuj trochę. To już nie wróci.
Takano
-przecież nie idą na żadną wystawę ważne żeby były smaczne.-zaśmiał się wesoło biorąc się za makaroniki. Szło mu szybko i sprawnie więc po pół godzinie 4 porcje były wyłożone.
Jun
Podał mu paczkę.-nie wróci. A nawet jeśli to przecież wiesz że możesz na nas liczyć. Niby nie powinienem się wypowiadać w jego imieniu ale skoro cię kocha to na pewno pomoże. A ty zrobiłeś wielki krok mówiąc mu o tym.-uśmiechnął się.-więc o czym jeszcze twój kochas nie wie?
Takano
-spokojnie mi też na początku nie wychodziły jakoś wybitnie piękne.-zaśmiał się wkładając blaszki do piekarnika.-popieka się 15-20 minut i gotowe.-oznajmił opierając się o blat.-jasne że spróbuje. I będziesz mógł robić. Z chęcią będę próbował.-ucałował go w policzek i zabrał się za sprzątanie.
Jun
-mhm...-pokiwal głową.-ale i tak wie dużo. A kiedyś mu wszystko dokładnie opowiesz. Najlepiej kiedy uznasz że jest gotowy na taki szok.-uśmiechnął się lekko -mam z tylko nadzieje że już się nie boisz że ucieknie od ciebie.
Takano
-jasne rób.-zaśmiał się. Akurat kiedy skończył sprzątać makaroniki były gotowe. Ostrożnie wyjął je z piekarnika i na razie nie zdejmowal z blaszek pozwalając im wystygnac.
Jun
-wiem, rozumiem cię bardzo dobrze. Ale kiedyś mu o wszystkim powiesz. Kiedy stwierdzisz "jestem gotowy i zdecydowany, kocham go i opowiem mu wszystko."
-pyszny.-oznajmił kiedy spróbował. Zaśmiał się wesoło wycierajac swój nos i zaczął wykładać swoje makaroniki na razie telerzyk układając z nich piramide.
Jun
-to idź już spać. Dobranoc. A ja pójdę się umyć.-mruknął wstając.
Takano
Przerwał pracę podbierajac jedno ciasteczko żeby spróbować.-PYSZNE!-oznajmił zadowolony.-jestem dumny.-dodał obejmując go mocno i dając mu kilka szybkich caluskow.
Jun
Obudził się od razu jak tylko usłyszał hałas. Zapalił światło i niemalże krzyknął widząc w jakim stanie jest jego pościel. Zacisnął wargi i szybko ją zmienił zanosząc brudną do łazienki.
-Tomo? Położę ci miskę przy łóżku.-oznajmił.
Takano
-jasne że smakują, są przepyszne.-zapewnił mocno go obejmując.-te genialne buleczki z czekoladą? Jasne że chce. Naucz kochanie.-poprosił calujac namiętnie.-mmmm kocham cię. Zaraz na spacerek...
Jun
Podał mu szklankę wody.-masz napij się. Mam też płyn do plukania ust zaraz podam.-oznajmił łagodnie.-następnym razem nie upieprz mi pościeli.-ostrzegł żartobliwie.
Takano
-oj zaraz mistrz...zwykły cukiernik.-zaśmiał się.-na prawdę cieszę się kiedy tak razem pieczemy ciasteczka. Już nie mogę się doczekać kiedy ty mnie czegoś nauczysz.-szepnął dając mu całuska .-A teraz chodź , idziemy się przebrać i na spacerek.-dodał łapiąc go za dłoń i prowadząc do garderoby.
Jun
-Oj nic się takiego nie stało. Już zmieniłem pościel i położyłem miskę obok łóżka.-dodał pomagając mu wstać.-Tak to jest jak się człowiek nie kuruje do końca.
Takano
-możesz się ubrać po swojemu. Już ci mówiłem, lubie to jak się ubierasz.-zaśmiał się- do filmu? Idziemy do kina czy w domu coś chcesz obejrzeć?-spytał wybierając sobie jakieś ciuchy.
Jun
-i trzebabylo się tak doprawic glupku?-westchnął kładąc mu jeszcze wodę przy łóżku i idąc spać na materac.
Takano
-no dobrze więc po spacerku i po wspólnej kąpieli wlacze nam film jak już będziemy leżeć w łóżku. Pasuje?-spytał wybierając zwykle ciemne jeansy i białą koszulkę z długim rękawm stwierdzajac że założy na to ramoneske i będzie ok.-mmmm tak. W takim stroju wygladasz zdecydowanie seksownie.-stwierdził z uśmiechem.
Jun
-tak i teraz musimy coś z tym zrobić.-westchnął.-spokojnie. Jestem twoim przyjacielem. Do dlatego jestem.
Takano
-wybacz że będziesz musiał cały wieczór spędzić ubrany w to co ci kupiłem. Ale nie martw się że poplamisz. W ogóle niczym się nie martw. Chciałbym żebyś jutro był sobą i pokazał im jaki jesteś wspaniały.-uśmiechnął się łapiąc go za rękę i wychodząc z apartamentu. Zamknął za sobą drzwi po czym wszedł do windy.
Jun
-czemu placzesz.-spytał mężczyzna będąc już na nogach.-tu masz śniadanie, leki i herbatę. Smacznego.-uśmiechał się lekko do niego.-polezysz i wyzdrowiejesz.
Takano
-jesteś wspaniały. Sprawiles że się zakochalem.-uśmiechnął się do niego wychodząc z budynku.-liczę na to że tata to zrozumie. Że zrozumie że się zakochałem.-westchnął coraz bardziej się tym stresujac. Wyjął paczkę papierosów zapalając jednego.
Jun
-ale musisz zjeść chociaż troszkę żeby lyknac leki. Pół miski ryżu wystarczy.-mruknął odkrywając mu twarz.-pospisz w dzień ale najpierw leki.
Takano
-mowy nie ma! Bez względu na to co powiedzą i tam mam zamiar z tobą być.-funkął zaciągając się mocno.-kocham cie. Nie przeczę że będzie mi smutno jeśli ojciec nie zaakceptuje naszego związku ale bez względu na to co nie zerwe z tobą. Nawet tak nie myśl. Mówiłem ci przecież. Chce pokazać mamie że się nie złamiesz.
Jun
Westchnął ciężko podając mu leki.-nie pracuje. A nawet gdybym pracował to i tak bym ci nie pozwolił pracować. Masz odpoczywać. A ja sobie posiedze na laptopie.
Takano
-ale że kto wyżej?-jęknął. Nie chciał się nawet przyznawać że jako dziecko bal się wysoko huśtać. Bal się upaść. Odbił się od ziemi i przymknal oczy starając się rozhustac. "i tak przegram z kretesem...". Pomyślał śmiejąc się w duchu.
Jun
-nie. I tak dość często co rano...-urwał.- z reszta nie muszę ci mówić.-westchnął.-będę pisał z moją terapeutka. Poza...milymi snami że tak to ujme mam też te mniej miłe że Ryu umiera. Więc od czasu do czasu z nią rozmawiam i mi pomaga. I coraz rzadziej balsamuje Ryu.
Takano
Objął go delikatnie w pasie wciąż ich łagodnie bujajac.-ja ciebie też kocham. Dlatego właśnie bez względu na go co mówią inni będę z tobą.-musnal jego usta swoimi.-więc co, przegrałem?
Jun
-nie oglądam. I bez tego dość często budze się z namiotem...-dokończył odwracajac wzrok.-nie powinieneś czegoś takiego przed nim chować. A może byłby w stanie ci pomoc? Mogę ci też dać numer do mojej terapeutki.
Takano
-okay w domu. Ale w domu w Yukan czy tu?-spytał dotykając szyi.-i powiedz mi jak mam niby ukryć na jutro tą malinke?-Zaśmiał się nachylajac się żeby zrobić mu równie mocną. Spojrzał na napis i wybuchnal śmiechem.-jak tak mogłeś? Zabawki dla dzieci a ty autograf piszesz.
Jun
-słuchaj. Czy w takim razie Ryu powinien ukrywać przedemna swój aktualny stan?-uniósł brwi.-mówi mi wiele, pokazuje jak jest na prawdę i fakt boli mnie to że cierpi. Ale cieszę się że mi ufa i mówi mi co złego mu się sni albo jak źle się czuje. Takano jak powiedziałeś to boli ale pewnie to że cierpisz. To normalnie.
Takano
-więc mamy nowy punkt w planie dzisiejszego dnia.-oblizal lekko usta.-a jak się na bankiecie ciekawsko spytaja co to za różowe plamki?-zaśmiał się.-mój notowany, głupi "kryminalista". Co było to było. I już nie wróci. Może to była transakcja związana? Ty gotowales i go pocieszałeś a on pomagał tobie.-wzruszył ramionami.
Jun
-Ryu ma bardzo często koszary i też to bagatelizuje. Ale mi mówi. Ty powinieneś powiedzieć. Będzie ci lżej na sercu a on może ci pomoc.
Takano
-mowy nie ma. Jaki szantaż?-westchnął ciężko.-aż tak źle zyles?mój kochany.-objął go mocno.-notowany...-złapał go za nos.-ale już jest ok, tak?-spytał unosząc brwi.-pizza?-puścił jego nos i uśmiechnął się lekko.-tutaj niedawno jest dobra.
Jun
-oj bo to ja. Inaczej jak jemu powiesz. Będzie o wiele lepiej. -spojrzał na niego uważnie.
Takano
-myszko?-zaśmiał się cicho unosząc ich dłonie i calujac palce chłopaka.-znajdziemy do takiej niedaleko żeby za dużo nie chodzić. W końcu samochodem nie możesz.-uśmiechnął się lekko. Chwilę później wszedł do dość sporego budynku i poprowadził chłopaka na dwuosobowego stolika.-na jaką pizzę masz ochotę?
Jun
-będzie lepiej. I ze snami i ze zdrowiem. Poczujesz się lepiej jak trochę odpoczniesz.-zapewnił spokojnie.
Takano
Poprosił do siebie kelnerke i zamówił dużą pizzę ze wszystkim co wymienił chłopak. Uśmiechnął się do niego lekko.-no to sobie trochę poczekamy. Taki spokojny dzień akurat przed jutrzejszym bardzo męczącym.-westchnął cicho. Kelnerka najpierw przyniosła colę i mrożoną herbatę mówiąc że pizzę będzie gotowa za około pół godziny.
Jun
-na zdrowie...-zaśmiał się również starając się zasnąć. Jednak pobyt Ryu w szpitalu był dla niego dość ciężki. Nie obeszło się bez koszmarów i pobudki której towarzyszyl krzyk. Oratl pot z czoła i sięgał po butelkę wody.
-nie byłbym tego taki pewien. Jeszcze dowalą że przecież roslem na takiego przystojnego dżentelmena, dziewczyny się mną interesowały i takie tam.-machnął ręką.-ale jak już ta największa fala przejdzie i będziemy na chwilę mogli wyjść z salonu to pokażę ci mój stary pokój, chcesz?-zaproponował obejmując go ramieniem.
Jun
-co?-spytał trochę tepo po czym sięgnął po chusteczki.-to nic...nie pierwszy raz. Wybacz że cię obudziłem, po prostu...śniło mi się że on mi umarł. Że go balsamowalem...cały zaczął mi się sypać...-pokrecil głową jednak decydując się mu powiedzieć.
-mam wszystkie ściany obklejone rysunkami. Nie widać farby pod nimi.-zaśmiał się cicho.-poza tym sztaluge, farby, ogromne okrągłe łóżko, biurko i telewizor.-wzruszył ramionami jaky to było nic.-oczywiście że zagram. Utwór który dla mnie napisałeś więc będziesz śpiewał.-przypomniał mu.-gitara to jednak lekka przesada. Goście z reguły nie przynoszą takich rzeczy. Nie wypada.
Jun
Pokiwal powoli głową.-wiem. Wiem że nie umrze i wszystko będzie dobrze. Ale te sny są tak realistyczne...-pokrecil głową żeby odegnac od siebie ten obraz.
-nie no bez przesady. To nie będzie obiad a bardziej kolacja. Jest szwecki stół i każdy nakłada sobie co chce. Poza tym małe czteroosobowe stoliki jakby ktoś chciał usiąść i oczywiście parkiet. Obok orkiestry stoi ogromny szklany fortepian.-wyjaśnił po kolei.-a jeśli będzie coś co będziesz musiał wiedzieć to od razu ci powiem. Na przykład kto jest kim.
Jun
-niedawno mu o nich wspomniałem. Jak i o moich byłych. Nie jest źle...przyjął to spokojnie i zapewnił że nie umrze bo mnie kocha.-uśmiechnął się lekko.-myślałam że gorzej zareaguje.
[było fajnie ^^ trochę zwiedzilam i spałam w samochodzie więc nie jestem jakoś bardzo zmęczona.]
-Co tak nagle? Tomo nie chce pić. Na prawdę nie potrzebuje się napić. Nie przejmuj się tym. Jeśli na prawdę będę chciał to się napije. Kto wie może kiedyś nawet po prostu się upije i będziesz mnie musiał pilnować.-zaśmiał się biorąc łyk herbaty.
Jun
-bardzo dobrze.-uśmiechnął się lekko.-mówił mi że mama cię od niego wywalila. Ale nie mówił nic więcej. O czym rozmawialiscie?
[oj tam...ja ci zazdroszczę pobytu w japonii...XD ale w sumie jeszcze się pochwale że dotykałam małego rekina ^^]
-dobrze. Wiem ze mi nie bronisz. Jeśli najdzie mnie ochota to sobie wypije. Na razie nie chce.-uśmiechnął się do niego calujac go w czoło.-też lubie spędzać z tobą czas. Tak spokojnie jak dziś ale też bardziej ekstremalnie.-zaśmiał się cicho.
Jun
-jeju...boję się co ty mogłeś mu tam nagadac o tym jaki byłem na studiach...-mruknął patrząc na niego.-ile razy udało ci się mnie ośmieszyć?
[był taki śmieszny w dotyku...myślałam że będzie bardziej szorstki XD i w ogóle bo robiłam tacie za tłumacza i się ładnie dogadalam ^^]
-przydaje się zwłaszcza jeśli następny dzień zapowiada się ekstremalnie.-zaśmiał się biorąc sobie jeden kawałek i polewajac go sosem.-mmmm pyszna.-uśmiechnął się popijając herbatą. -ale wiesz kochanie...na dłuższą mate tak spokojnie by się znudziło...
Jun
-o tym też mu powiedziałeś?-spytał zażenowany.-czy jest coś co mu nie powiedziałeś? Czasem mam wrażenie że wiesz aż z wiele. A większość przez zepsuty zamek w drzwiach od łazienki...-mruknął.
[dziękuje ^^]
-Tego nie powiedziałem. Z tobą się nie da nudzić kochanie.-zaśmiał się powoli kończąc swój kawałek.-zapewniasz mi tyle rozrywki że nie wiem czy kiedykolwiek bym się tobą znudził.-dodał biorąc sobie kolejny kawałek tym razem bez sosu.
Jun
-mhm...nie wiem czy powinienem mówić mu o odwiedzinach ojca...-mruknął.-czyli poza tym że wyszedłem na niezłego swira to też na opiekuńczego kolesia. Mogło być gorzej.-wzruszył ramionami cicho się śmiejąc.
-tak jestem pewien. A co? Nudze cię?-spytał kończąc jeść.-sądzę że będziemy mogli...-mruknął wołając kelnerke. Wszystko jej wyjaśnił a ona po chwili przyszła z kartonem i spakowala ich pizzę.-możemy iść.-uśmiechnął sid łapiąc go za dłoń.
Jun
-cóż...nie wiem czy odpowiedznie jest opowiadnie mu o studiach. Ale jak ty mu opowiadasz o moich dziwactwach...i nie tylko.-wstał i poszedł xo łóżka podtrzymując jego włosy.-może idę lepiej spać.
-szczerze ci powiem że nie wiem...staram się jak mogę żeby było ci dobrze ze mną. Żebyś był zadowolony i się nie nudził...-mruknął idąc powoli. Uważał żeby karton z pizza mu nie wypadł i splutl swoje palce z palcami chłopaka.
Jun
-mhm rozumiem. Mimo wszystko chciałbym żeby nie obchodziły go moje ex....-westchnął biorąc od niego miskę.-ja się tym zajmę ty lez i odpoczywaj.-mruknął wychodząc z miska. Po chwili wrócił niosąc też szklane gorącej, gorzkiej herbaty.
-to dobrze. Cieszę się.-wszedł za nim po czym zamknął drzwi i zajął się oddawaniem pocałunku.-kocham cie.-szepnął w przerwie na oddech. Ciągle go calujac doprowadził ich do salonu.-zastanów się nad filmem a ja pójdę po jedzenie.-oznajmił.
Jun
-mhm po prostu byl ciekawy.-zaśmiał się kładąc na materac.-śpij dobrze.
-zrobię.-odparł po chwili wracając do salonu z pizza, makaronikani i herbata. Włączył film i usiadł obok chłopaka w pokoju go oglądając.
Jun
-to nie jest nic złego...bynajmniej moim zdaniem..-odparł również zasypiajac. Dość szybko zasnął tym razem spadł spokojnie.
[idę już spać ^^ dobranoc ^^]
-Hmmm? Nie skupiam się na nich. Oglądaj skarbie.-uśmiechnął się lekko glaszczac go po włosach. Wziął sobie kawałek pizzy jedząc go w spokoju i oglądając film. Jako że chłopak wybrał komedię śmiał się co chwilę cicho.
Jun
-cześć spiochu.-przywitał sid chwilę później wchodząc do pokoju tacka na której była jajecznica, tosty i herbata.-Reiko przygotowała.-wyjaśnił od razu podając mu jedzenie.-smacznego. Jak się dzisiaj czujesz?
-cieszę się. Ten film akurat wychodził w kinach jak przyjechałem do francji. Poszedłem na premierę i dostałem cd.-zaśmiał się cicho.-to hmmm co teraz było w twoim planie? Kąpiel? A może chcesz swoją nagrodę?-spytał nieznacznie oblizujac usta.
Jun
-leki bierze się po posiłku no ale ok. Wcinaj żebyś nabrał sił i szybko wyzdrowial.-uśmiechnął się siadając na krześle. Westchnął ciężko.-rano pojechałem odwiedzic Ryu. Już tydzień leży w izolatce, widziałem go tylko przez szybę. Jest strasznie chudy i osłabiony.-ponownie westchnął.
-a to...jak byłem mały to tak mocno się rozchustalem że spałem do tylu. Uderzyłem plecami w kamień i do teraz mam małą blizne. Kiedyś była większą. Mam trumnę.-wyjaśnił trochę zawstydzony. Zsunal się z kanapy klekajac przed nią i poczekał aż chłopak usiadze.
Jun
-tak, bardzo. Zawsze wita mnie uśmiechem. Tylko zawsze mówi że chciałby się potulic i tęskni za tym. Kei mi załatwił wizytę w środku.-oznajmił z lekkim uśmiechem.-ok więc zdjedz i potem weź antybiotyk.
-możesz kochanie.-uśmiechnął się calujac go namiętnie.-gdyby było inaczej to przecież bym ci powiedział.-powiedział w trakcie masujac jego męskość przez spodnie. Kiedy skończył mówić rozpial je i wyswobodzil jego penisa z bokserek od razu biorąc go do buzi.
Jun
-no jednak trochę się boję. Że go polamie albo..że jakieś zarazki się przedostaną.-pokrecil głową.-ale z drugiej strony cieszę się że mogę go przytulić
Nie dawał chłopakowi nawet chwili wytchnienia. Sprawnie operował językiem co raz wyjmujac i wkładając jego męskość do ust. Kiedy wyjmowal mocno ssal jego główkę. Uśmiechnął się w duchu ciesząc się że jego partner tak reaguje.
Jun
-masz rację. Mimo że czasem jesteś po prostu wredny to i tak jesteś najlepszym przyjacielem jakiego mogłem sobie wymarzyc.-uśmiechnął się do niego.-jutro rano znów mnie nie będzie bo jadę go odwiedzić. Gdybyś czegoś potrzebował to zawolaj Reiko i nie wstawaj z łóżka bez wyraźniej przyczyny.
Uniósł się na chwilę żeby na niego spojrzeć. Uśmiechnął się lekko po czym wrócił do zajmowania się jego przyrodzeniem. Przejechał językiem po całej jego długości po czym włożył go sobie do ust mocno ssac i lizac. Wsunal dłonie pod jego koszulkę bawiąc się sutkami.
Jun
-masz wypocząć głupi przyjacielu.-funkął podając mu antybiotyk.-masz to traktować jako komplement. Jak widać oboje umiemy sobie nawzajem pomóc. Kolejny raz mnie uspokoiles.
Takano
Pracował coraz szybciej chcąc dać partnerowi jak najwięcej przyjemności. Poza dokładnymi ruchami języka szczypal i masowal jego sutki. Wyjmowal i wkładał jego męskość do ust. Na chwilę się odsunął żeby zrobić mu malinke pod pępkiem.
Jun
-Masz odpocząć za wsze czasy.-funkął.-nawet nie wiesz a robisz wiele. Znasz mnie lepiej niż ktokolwiek i wiesz jak mnie uspokoić. Cieszy mnie że już nie próbujesz tego robić przez upicie mnie...
Takano
Połknął wszystko po czym oblizal usta w kuszacy sposób. Kiedy chłopak go do siebie przyciągnął oddał pocałunek z równą pasją. Q międzyczasie zapial mu spodnie.
-a czy to nie oczywiste? Kochanie...jesteśmy parą to oczywiste że jestem najlepszy.-uśmiechnął się do niego jeszcze ram muskajac jego usta.
Jun
-to dobrze. Nawet bardzo dobrze.-zaśmiał się.- ale radzisz sobie? Kochaś ci pomaga?-spytał spokojnie.
Takano
-ja ciebie też kochanie.-ucałował go w policzek.-wiem że nowe. Ale to raczej fajne co? Podniecic się bez alkoholu i dragów. Podoba ci się to?-spytał siadając obok niego . Objął go ramieniem.-mi podoba się to jak reaguje twoje ciało.-przyznał.
Jun
-wiem rozumiem. Pewnie nie chce cię kusić, co? Wziął to na poważnie a to raczej dobrze. Tylko skoro mówisz że się powstrzymuje...hmmm...mówisz że ci z tym głupio. Poczujesz się lepiej jak go spijesz?-spytał unosząc brwi.
Takano
-inaczej i chyba lepiej.-objął go mocno.-je t'aime....-szepnął calujac go po policzku.-to jak kończymy ten leniwy dzień? Idziemy się myć i spać?-spytał glaszczac go po włosach.
Jun
-od każdego zwyczaju można odejść. Wiem że źle się z tym czujesz. On pewnie nie chce cię niepotrzebnie kusić i przy tobie pić.-umilkl na chwilę myśląc co powiedzieć.-rozmawiales z nim i raczej nie pomogło, co? Może po jakimś czasie do tego wróci?
Takano
Wstał zaraz za nim i pociągnął w stronę łazienki.
-prysznic czy wanna?-spytał otwierając drzwi i uśmiechając się w jego stronę.-mmmm jutro będzie męczący dzień...ale później koncert.-przypomniał sobie.
Jun
-mhm rozumiem...no to nie wiem. Jakoś musisz do niego dotrzeć. Znasz go lepiej niż ja.-przypomniał mu siadają wygodniej na krześle.-no i skoro mówisz że mówi to tak bez przekonania...no nie oszukujmy się każdy lubi sobie czasem wypić...
Takano
-nawet jeśli usniesz to zaniose cię do łóżka jak ostatnio.-zapewnił zdejmujac koszulkę i spodnie.-tak masz rację. Wybawimy się po tej stresujacej "imprezie".-zaśmiał się kradnąc mu buziaka.-i spokojna twoja rozczochrana. Będę cię pilnował.
Jun
-wiesz jak mówiłem nie znam go za dobrze. Ale jak dla mnie to on to rozumie ale rozumie też jak ci ciężko. Więc nie chce cię kusić i jakby to powiedzieć...solidaryzuje się z tobą. Skoro ty nie pijesz to on też nie musi. Ja tak to widzę.-wyraził swoją opinię na koniec wzruszając ramionami.
Takano
-będę cię pilnował ale to nie znaczy że sam nie wypije jeśli ono ci chodzi.-dodał od razu kiedy wchodził do wanny. Usiadł na przeciwko chłopaka z lekkim uśmiechem.-jesteś lekki. Mógłbym cię nawet nosić cały dzień. No i weź...nie jestem słaby.
Jun
-ja odlatuje po dwóch puszkach.-przypomniał mu.-daj mu czas. Co innego możesz zrobić? Nakrzyczec na niego? Postawić przed nim butelkę każąc mu pić? -spytal unosząc brwi.
Takano
-na prawdę...-przytaknal zaskoczony.-co tobie? Czy to aż tak dziwne?-spytał cicho się śmiejąc.-tylko jak mnie trochę poniesie i się upije to obiecaj że doprowadzisz mnie do apartamentu.-poprosił tylko.-nie jestem słaby.-mruknął niezadowolony.
Jun
-spokojna głowa nie pozwolę mu na coś takiego. Poza tym na studia będzie jechał do Kyoto więc Kei będzie go pilnował. Ja będę miał łatwiej żeby go odwiedzać.-uśmiechnął się lekko.-jeny jak ja przetrwam te pięć lat?
Takano
-dziękuje skarbie.-uśmiechnął się oddając pocałunek.-no ok...jej już ziewasz? Myjemy się.-oznajmił nalewajac szamponu na dłonie i myjac włosy chłopakowi.
Jun
-ale i tak w większości przypadków robię je tu.-zaśmiał sie-w końcu tutaj jestem zatrudniony.-dodał cicho wzdychajac.-po prostu będę cześniej jeździł do Kyoto.
Takano
-kochanie ale nie śpij...-zamarudzil bo sam też chciał się umy. UOparł go o jedną ze ścian w wannie i szybko się umył. Kiedy wyszedł z wody, wytarl się i ubrał to wyjął chłopaka z wanny.
Jun
-nie jestem starszy i nie zrzedze.-funkął niezadowolony.-i tak będziemy się odwiedzać...ale to nie to samo co mieszkać razem. Niby chce po powrocie wybudować studio i domek.-uśmiechnął się do tej wizji.
Takano
Mężczyzna obudził się jak tylko poczuł że chłopak już się nie tuli. Otworzył oczy a kiedy zauważył brak jego w roku zaczął się rozglądać po pokoju. Zauważył go na podłodze, od razu wstał i kucnal przed nim.-co jest?-spytał cicho.
Jun
-jasne że mam. Jeśli się spełni to będę miał jeszcze więcej powodów do radości.-oznajmił cicho się śmiejąc.-Kiara na pewno z nami zamieszka. Już mi to powiedział.-pokiwal głową.-ty też jesteś szczesciarzem.-dodał spokojnie.
Takano
-nie będę spokojnie szedł spać kiedy jesteś w takim stanie.-mruknął.-wstań z podłogi bo się przeziebisz.-dodał pomagając mu wstać i sadzajac na łóżku.-Tomo oddychaj spokojnie.
Jun
-dał się namówić? Nie możliwe.-zaśmiał się.-no i ty też nie zmieniles zdania.-pokiwal głową.
Takano.
-już kochanie już. Jest dobrze.-poglaskal go po plecach po czym odsunął od siebie.-oddychają. Wdech. Wydech.-powtarzał ciągle pilnując żeby chłopak robił to o co mu mówi.-głęboko i spokojnie. Wdech i wydech.
Jun
-ale zgodził się na budowe-zaśmiał się.-żartuje tylko. Dobrze że w końcu jesteś szczęśliwy.-uniósł kciuk do góry.
Takano
-no kochanie mówiłem że będzie dobrze. Jeszcze raz. Wdech i wydech. Powoli i spokojnie.-uśmiechnął się do niego glaszczac go po policzku.
Jun
-no to faktycznie nie miał wyjścia.-zaśmiał się.- a dasz mu czasem spać u siebie? Ak z ciekawości pytał.-wytłumaczył się od razu.
[ok idę spać bo jutro zaś do szkoły...dobranoc ^^]
-kochanie to nie ważne...-szepnął obejmują go mocniej i glaszczac po włosach.-to w ogóle nie jest istotne. Tyle razy już ci mówiłem żebyś nie przejmował się glupotami. Nie płacz już...
Jun
-znam.-przytaknal spokojnie.-i wiem jaki potrafiłeś być jak nie pobyles chwilę sam. Jest ok przecież. Przecież nie musicie codziennie spać razem w jednym łóżku.-zauważył cicho się śmiejąc.
Takano
-chodź tu najdroższy.-objął go mocniej przysuwajac go bliżej siebie.-czemu placzesz? Ale powiedz prawdę.-poprosił glaszczac go po plecach i włosach.-spokojnie kochanie. Spokojnie. Jestem tu przy tobie...
Jun
-w sumie to mogę robić co chce...jasne są pokoje do których nie wypada mi wchodzić i takie tam. Do niedawna z nimi nie jadłem ale to jest właśnie mój dom.-wyjaśnił z uśmiechem.-z czasem ty też zaczniesz się czuć u niego jak u siebie. Im częściej będziesz tam przebywać tym szybciej będziesz się tak czuć. Mi też zajęło to trochę czasu.
Takano
-i nie przeżyjesz tego. Już jesteś bezpieczny skarbie. Nic ci nie grozi.-zapewnił mocno go przytulajac.-oddychaj spokojnie. Dopasuj się do mojego oddechu. Spokojnie. Wdech. I wydech. Nic ci nie grozi.
Jun
-no ok rozumiem. Zawsze lubiles mieć swój własny kąt.-uśmiechnął się.-ale zobaczysz z czasem zaczniesz się tam czuć jak u siebie.
Takano
-nie przepraszaj.-odszepnal ciągle go glaszczac.-nie przepraszaj. Kocham cię, zawsze ci pomogę. Zawsze.-zapewnił cicho.-lepiej ci?
Jun
-no i wtedy nic. Jeju mówisz że czujesz się u niego swobodnie więc to tylko kwestia czasu aż zaczniesz się czuć jak u siebie. Będzie dobrze.
Takano
-No spokojnie kochanie.-uśmiechnął się lekko wstając i wciąż go tulac kiedy brał go na ręce.-zaufaj mi. Jesteś bezpieczny.-zapewnił kładąc ich na łóżko.-śpijmy już. Jutro męczący dzień.-szepnął.
Jun
-to nie jest najgorszy pomysł ale...nie mówiłeś że ten dom ma dla niego wartość sentymentalną? Jeśli tak to wątpię żeby się zgodził...-powiedział trochę niepewnie.
Takano
Obejmował go delikatnie przez całą noc. Następnego dnia zrobić mu dobry obiad i zaraz po nim zaczęli się szykować do wyjścia. Mężczyzna ubrał czerwoną koszulę a na to czarną kamizelkę i czarny krawat. Do tego spodnie od garnituru. Pokazał się chłopakowi który już był ubrany we wcześniej kupione rzeczy.
-i jak?-spytał.
Jun
-i będziesz jak z tym żył? Jeśli przez całą bardzo długo nie będziesz się czuł jak u siebie to możesz o tym z nim porozmawiać.
Takano
-wyglądasz ślicznie.-uśmiechnął się poprawiając mu marynarkę. -tak samochodem, wybacz. Ale będę cały czas siedział z tobą z tylu i mocno cię przytulal. Będzie dobrze.-zapewnił wchodząc do samochodu.-ale jedz spokojnie.-uprzedził siostrę.
Jun
-jeszcze nie ma.-przyznał.-więc wyluzuj i cierpliwie czekaj.
Takano
-już otwieram.-odparł otwierając okna z obu stron.
-jak tam? Przygotowałeś go na każdą ewentualność?-spytała kobieta.
-sądzę że tak. Ma być po prostu sobą.-odpowiedział spokojnie.
-twój występ bez zmian?-mężczyzna skinal głową.-ojciec chce żeżebyś do niego poszedł przed rozpoczęciem całej imprezy. Chce go poznać.
-sam na sam?
-będziesz mógł być w środku.
-ok...chyba nie mam wyboru...
-nie denerwuj się...
Jun
-dlaczego niby miałby cię przestać kochać? Nie przestał jak dowiedział się o alkoholu i narkotykach. Niby czemu miałby cię zostawić w tym wypadku? Tak jak mówiłem daj sobie czas. Żeby się zadomowić potrzeba czasu.
Takano
-nie będziesz sam. Będę tam z tobą.-roześmiał się.-no i bez przesady nie będzie wypytywał o nasze życie intymne...raczej o to co robisz, ile masz lat...z resztą pojęcia nie mam. Nie przedstawiłem mu nigdy osoby z którą chceć bo takiej nie miałem.
-może pytać o wszystko.-dodała kobieta.
Jun
-jak ty szybko dorosłeś...-zaśmiał się.-będzie dobrze. Nie przestanie cię kochać gluptasie. Do tej pory raczej nie budzi żadnych wątpliwości co? I tak zostanie. Nie martw się.
Takano
-nie zmyslaj. Masz być sobą. Takiego cię kocham i takiego chce cię przedstawić mojemu tacie. Proszę.-wziął go za rękę. Wprowadził do ogromnego hallu.-no to ten...nie bój się tylko.-uśmiechnął się po czym poprowadził do gabinetu swojego taty. Zapukał cicho a kiedy otrzymał pozwolenie wszedł do środka.
Jun
-zakochałeś się to już wiele. I jesteś po prostu uroczy jak tak o nim opowiadasz.-zaśmiał się.-daj sobie czas. Przecież wiem że to dla ciebie nowe. Miłość bez narkotyków.
Takano
Usiadł na drugim krześle i przywitał się z ojcem. Złapał chłopaka za rękę i uśmiechnął się do niego żeby podnieść go na duchu.
-ojcze.-zaczął spokojnie.-zanim cokolwiek powiesz chce zaznaczyć że go kocham. Jest dla mnie wszystkim. Bez względu na to czy zostanie zaakceptowany czy nie ja i tak z nim będę. Jak ty i mama.-zakończył spokojnie.
-wiem synu.-zaczął dość chłodno jednak po chwili uśmiechnął się łagodnie do swojego dziecka.-cieszy mnie że się ustatkowales i zakochałeś...nawet jeśli jest to...chłopak.-kiedy skończył spojrzał na Tomohise uważnie mu się przyglądając.-więc to ty jesteś Tomo?-oparł się łokciami o biurko kładąc głowę na zlaczonych dłoniach.-chciałbym żebyś coś o sobie opowiedział. I najważniejsze...o was.
Jun
Zaśmiał się wesoło odkładając poduszkę na miejsce.-jesteś, jesteś. I to jak.
[oj marudzisz. On miły facet jest XD]
Mężczyzna słysząc to wszystko a zwłaszcza końcówkę nie mógł się powstrzymać żeby nie ucałował go w trzymaną dłoń.
-Nigdy nie sądziłem że spotkasz taką osobę i że to właśnie ona skradnie twoje serce. W tym jesteś do mnie podobny. Przyciągają nas takie właśnie osoby. Jak widać Yukan jeszcze nie raz mnie zaskoczy i wciąż jest pełne niesamowitych ludzi.-zaśmiał się cicho zakrywając usta dłonią.-Miałem do czynienia z zabiegiem balsamowania. Nana...była poskładana.-przełknął ślinę. Nie lubił o tym rozmawiać.-Mam już swoje lata...i cieszy mnie świadomość że mój syn...że jest w dobrych rękach. Że jest z kimś kto go kocha. Kocha jego a nie pieniądze a na dodatek sprawia że jest szczęśliwy.-uśmiechnął się do chłopaka jakby chcąc jeszcze powiedzieć "nie spinaj się".-Takano...Nana właśnie tego by chciała.
-dziękuję.-odparł mężczyzna będąc w stanie powiedzieć tylko jedno słowo. Jego skarb otrzymał błogosławieństwo jego ojca.
Jun
-Jesteś! Jak się tak denerwujesz to też jesteś.-zaśmiał się wesoło.-A tak na poważnie...to ciszę się że mój młodszy braciszek jest szczęśliwy.
Takano
-Z chęcią spróbuję.-uśmiechnął również wstając.
-Później ci go pokarzę, teraz musimy iść...-powiedział trochę niepewnie.-Dzięki tato...ale lepiej żebyśmy razem tam nie weszli. Ona nie jest zadowolona z tego co słyszałem.-skłonił się po czym wyprowadził chłopaka na korytarz.-A mówiłem że masz być sobą? Najbardziej ceni sobie szczerość. Zaakceptował cię.-pocałował go namiętnie.-teraz tylko musimy sobie poradzić z tym piekłem na dole...a później pokarzę ci mój pokój.-zapewnił.-gotowy?
Jun
-chyba? CHYBA?-spytał wstając z krzesła i podchodząc żeby go połaskotać.
Takano
-Było dobrze.-zapewnił go mocno go przytulając. Objął go ramieniem i ruszył w stronę ogromnego salonu. Akceptacja ojca skutecznie podtrzymała go na duchu.-nawet to o balsamowniu...przypomniałeś mu mamę..-uśmiechnął się do niego. stając przed drzwiami.-uwaga, wdech...i wchodzimy.-jak tylko stanęli w drzwiach wszystkie oczy zwróciły się w ich stronę a ojciec Takano który już siedział na swoim miejscu uśmiechnął się do nich. Jednak zamiast niego wstała jego żona rozpoczynając przedstawienie.
-Takano oraz jego...-tu zrobiła pauzę.-partner.-powiedziała z nieskrywaną odrazą. Mężczyzna zupełnie to ignorując wszedł w głąb sali wciąż obejmując chłopaka ramieniem.
Jun
-Nadal twierdzisz że chyba czy mam przestać cię torturować?-spytał ze śmiechem.
Takano
-Już mówiłem. Jego ojciec nie żyje. Był piekarzem dobrze znanym i lubianym przez mieszkańców Yukan.-odparł celowo wymawiając nazwę miejscowości.
-Jesteś tego pewien?-kontynuowała.
-A co potrzebujesz testów DNA?-spytał unosząc brwi. Przysunął chłopaka bliżej siebie. Chciał mu dodać trochę otuchy, zdawał sobie sprawę w jakim szoku teraz jest.
Jun
Zabrał ręce wracając na krzesło.-Ciesz się. I korzystaj jak tylko możesz.
Takano
-Wybaczą panie że przerwę.-wycedził odsuwając od chłopaka kieliszek.-Ale jego odmowa nie świadczy o braku wychowania. On po prostu nie lubi alkoholu. Panie również powinny przerzucić się na gorącą herbatkę.-uśmiechnął się kładąc dłoń na ramieniu chłopaka. Nie chciał żeby dowiedział się prawdy o ojcu w takich okolicznościach. "jak ta suka się o tym dowiedziała?" pomyślał rozdrażniony. Wzrokiem odszukał siostrę której dał znak żeby już ich zapowiedziała. Wiedział że to jeszcze za wcześnie ale nie miał wyboru. Kobieta uciszyła orkiestrę i wzięła mikrofon.
-Braciszku, dawno nic dla nas nie grałeś. Chciałabym cię usłyszeć.-uśmiechnęła się wskazując na pianino.
-Oczywiście. Tomo, zechcesz zaśpiewać? Tą piosenkę którą dla mnie napisałeś.-Poprosił go.
Jun
-A co? Mam zmienić ich położenie? Tam najbliżej...ale w sumie teraz Ryu u mnie często przebywa, może powinienem...-mruknął.
Takano
-Znam.-przytaknął. Kiedy obok niego przechodził musnął jego usta swoimi chcąc dodać mu trochę odwagi. Nie liczyli się ci wszyscy ludzie namówieni do złamania Tomo. Liczył się tylko jego ukochany. Usiadł za pianinem i przyłożył palce do klawiszy. Uniósł je lekko po czym zaczął grać.
Jun
-Nie przesadzaj! Słuchaj serio nieźle się trzymam i wolę żeby tak zostało.Tylko czasami miewam...nieodpowiednie sny-mruknął.-ale on nie musi o tym wiedzieć. Nie będę mu czytał pornoli...
Takano
Jego palce płynnie jeździły po klawiszach. Delikatne dźwięki i głos chłopaka wypełniały całą salę. Mężczyzna od czasu do czasu, w odpowiednich momentach wkradał się z chórkami. Uśmiech nie schodził ,mu z twarzy, czuł się jakby w pomieszczeniu byli tylko oni. Ojciec Takano jak i jego rodzeństwo pomyśleli dokładnie to samo zdanie. "Ten dzieciak go zmienił. Na lepsze."
Jun
-Nie!-zaprzeczył od razu.-Wiesz..to jest coś jak...-zaczął uznając że komuś musi się zwierzyć.-Przeciętny siedemnastolatek śni że dotyka dziewczynę która mu się podoba. A po kilku porankach może zostać harcerzem. Namiot już umie rozstawiać.-mimowolnie się zaśmiał.
Takano
Wziął od niego mikrofon i usiadł na fortepianie. W odpowiednim momencie zaczął śpiewać. Cieszył się że akurat znał słowa bo inaczej byłoby trochę nieciekawie. Nie planował tak długiego występu ale skoro Tomo to pomagało nie miał nic przeciwko.
Jun
-Wiesz...mówiąc o tych snach miałem na myśli siebie a Ryu...ostatnio ma same koszmary. Bynajmniej z tego co mi mówi. Nie będę mu grzebał w pokoju...-mruknął cicho wzdychając.
Takano
-Cicho. Mikrofon jest włączony.-syknął dając mu do zrozumienia że właśnie usłyszała go cała sala.-poza tym nie umiałbyś. Za bardzo to lubisz, a po dzisiejszym dniu będziesz się chciał odstresować.-zaśmiał się biorąc go za rękę i sprowadzając ze sceny. Niestety dobry humor właśnie miała im popsuć 'narzeczona' Takano która właśnie do nich biegła wyraźnie zdenerwowana.
-Jak śmiesz!? Jesteśmy zaręczeni! Jesteś mój! Jak ten...prostak...co on niby takiego ma!?-wrzasnęła na koniec szarpiąc chłopaka.
-uspokój się kobieto, nigdy nie powiedziałem że za ciebie wyjdę.-fuknął próbując ją odciągnąć od Tomo.-skarbie może odpowiesz na jej pytanie co ty masz?
Jun
-No...nie mówię.-przyznał.-a co? mówił ci coś?-spytał od razu.-ta to się ciesz a nie się nabijasz...-fuknął.
Takano
-No poza penisem.-zaśmiał się.-Co ma? Jest sobą. Traktuje mnie jak człowieka a nie jak coś na własność. Kocha za to jaki jestem nie za to ile mam pieniędzy. Jest przy mnie...potrafi mnie uszczęśliwić. Ty co najwyżej zdenerwować.-mruknął łapiąc chłopaka za dłoń i splatając ich palce razem. Był z niego dumny, cieszył się że po tym małym występie odzyskał pewność siebie.
Jun
Odkaszlnął zadławiając się akurat pitą herbatą.
-ech...pojęcia nie miałem że się męczy...-mruknął odkładając kubek.
Takano
-Słyszałaś? Możesz już sobie iść.-mruknął idąc z nim do pustego stolika.-A, to? Pewnie chciała cię tylko zdenerwować. Nie przejmuj się tym.-uśmiechnął się do niego.-no i to nie jest moja mama.-przypomniał mu. Nigdy jej za nią nie uważał. Nie zdołali długo posiedzieć w spokoju bo otoczyła ich grupka biznesmenów.
-Takano...rosłeś tak dobrze...-zaczął jeden.
-Kobiety się tobą interesowały.-dodał drugi.
-Już miałeś narzeczoną.-powiedział jeszcze trzeci.
-Żaden z nas nie myślał że zostaniesz...gejem.-zakończył czwarty z nich.
-Możliwe...jednak zakochałem się właśnie w chłopaku. Nie będę próbował zmieniać prawdy.
Jun
Ponownie odkaszlnął ciesząc się że odłożył kubek.
-serio? Co za dzieciak...-westchnął lekko się uśmiechając.
Takano
Mężczyzn zatkało co było bardzo widoczne
-Chyba się panowie zgodzicie z moim partnerem? Moja orientacja nie umniejsza mi inteligencji. Ośmielę się nawet stwierdzić że zmieniła mnie na lepsze.-uśmiechnął się a biznesmeni tylko pokiwali głowami i odeszli. Chwilę później do stolika dosiedli się dwaj starsi bracia Takano
-Rena już poznałeś.-mruknął wskazując na młodszego.
-A ja jestem Koyuki.-przedstawił się 35 letni mężczyzna.-Jak mi o wszystkim powiedzieli to po prostu musiałem zawiesić pracę nad filmem i przyjechać poznać tego wybranka.-zaśmiał się wesoło.
Jun
-no tak ale...został zgwałcony i...tyle razy już nam nie wychodziło i...jeny...-zaśmiał się.-ale wciąż jest normalnych siedemnastolatkiem...-przyznał.
Takano
-trzeba było wziąć grzecznie narkozę.-fuknął lekarz wołając chodzącego mężczyznę z kieliszkami i biorąc dla nich po winie.
-A zainspirowałem się moim braciszkiem.-zmierzwił Takano włosy na co ten spojrzał na niego niezadowolony.-więc będzie o cukierniku. Dopiero zaczęliśmy zdjęcia i scenariusz ciągle ulega zmianie.-wyjaśnił.-Na pierwsza piosenka była twoja?-spytał wyraźne zainteresowany.
Jun
-wtedy wybuchłem...poniosło mnie trochę i nie poruszam znów tego tematu. Wiem że się boi. Jestem cierpliwy, bynajmniej się staram. Nie chce żeby się do czegoś zmuszał. A już na pewno nie żeby się zmuszał do seksu ze mną. Wieeeesz...cieszy mnie że go podniecam. To duuuuży krok na przód.-wyszczerzył się.
Takano
-Braciszkuuuu twój ukochany czyta mi w myślach.-zaśmiał się.-tak właśnie poszukuje kogoś kto mi zrobi ścieżkę dźwiękową. A ty jesteś wprost idealny do tego filmu. "prince of cakes". Wciąż mam problem z opanowaniem mojej żonki która pisze scenariusz...o tam w kącie.-wskazał na kobietę z laptopem na stoliku żywo w nim skrobiącej.-Coś tak czuję że zmieni go całkowicie i z kobiety cukiernika nagle zrobi się jego facet.
-Kyouhei opanuj się...
-Nie marudź. Więc Tomo...jak podesłałbym ci scenariusz to sprzedałbyś mi parę hitów?
Jun
-zaraz zaraz...ale o mnie mu chyba nic nie kablujesz co?-spytał spanikowany.
Takano
-Spokojnie chodzi nam tylko o ścieżkę dźwiękową.-zapewnił.-no, no...kto by pomyślał. Ktoś ujarzmił Takano...-zaśmiał się.
-Też byłem w szoku...ale potem doszedłem do wniosku ze ten chłopak był w stanie to zrobić.
-Możenie przestać mi dogryzać?-spytał wyraźnie rozdrażniony upijając prawie pół lampki wina.
Jun
-Bo dowiedziałeś się dzisiaj. Zaraz...jeszcze? Jeju no...jak się dowie to...jeju nawet nie wiem jak na to zareaguje...
Takano
Bracia popatrzyli po sobie po czym odezwał się Ren.
-Wiesz jaki nasz braciszek był...-przerwał mu Kyouhei uznając że opowie to lepiej.
-Jego życie uczuciowe jeśli można to tak nazwać było dość niestabilne. Ale to pewnie wiesz. No a ty sprawiłeś że się zakochał. Może nie zrobiłeś nic świadomie. Ale jednak zrobiłeś.-wyjaśnił na co Takano tylko westchnął.
Jun
-No weź...ja tu się staram żeby jak najmniej wiedział o moich żenujących sytuacjach a ty chcesz mu opowiedzieć że jako 27 latek śnię o tym o czym przeciętnie śnią siedemnastolatki na dodatek moje ciała reaguje tak samo....
Takano
-Nie prawda...Jolie mi tylko trochę pomogła.-mruknął chcąc już zejść z tego tematu. Wypił do końca zawartość swojego kieliszka.
-Tak, tak. Ale w gruncie rzeczy Jolie dobrze wybrała.-Zauważył Ren.
-Witaj w rodzinie.-Kyouhei podał mu rękę.
Jun
-A nie możesz sobie odpuścić? O miejscu na pornole już mu powiedziałeś?-spytał zrezygnowany,
Takano
-Ja ciebie też.-ucałował go w palce po czym posmakował ciasta.-mhm masz rację. Moje lepsze co?-zaśmiał się po czym usłyszał pierwsze takty swojego ulubionego utworu.-Zatańczymy?-I nie czekając na odpowiedź pociągnął go na parkiet. Położył sobie jego ręce na ramionach samemu obejmując go w pasie przysuwając go blisko siebie i kołysząc się w rytm muzyki.
Jun
-Też macie tematy. Chłopak chory w szpitalu leży a ty z nim o pornolach rozmawiasz.-zaśmiał się.
Takano
-Tak wiem. I już mówiłem że sobie ten taniec zamawiam ładnie połączony ze striptizem. Po prostu wczuj się w muzykę. Z resztą przecież ja prowadzę. Kołysz się co w tym trudnego?-spytał unosząc brwi.-Ty jesteś najsmaczniejszym ciastkiem, to nie ulega wątpliwościom.
Jun
-No wiem że się wstydzi. I nie wiem czemu...-mruknął.-Mnie prosił o książki i żebym mu czytał. Teraz jak rozmawiamy to po prostu o wszystkim.
Takano
Zaklnął pod nosem i poprosił braci o pomoc. Żona Kyouheia oderwała się od swojej pracy i zdążyła odbić chłopaka akurat jak kobieta mówiła "nie wiem co wiesz o swoim ojcu ale..."
-Hej słodziaku. Mój mężuś już ci powiedział że będziesz dla nas idealnym kompozytorem?-spytała z anielskim uśmiechem.
Jun
-Ale...no to są chyba te tematy w których powinienem go poprowadzić...-mruknął czując się w obowiązku.-Za godzinę będziesz mógł. Mogę ci przynieść gorącej herbaty z amolem.-zaproponował.
[a faktycznie...imiona mi się popieprzyły XD za dużo nauki i mózg mi siada XD on był Koyuki i dlatego się pomyliłam.]
Takano
-Dasz radę chłopie. Ten temat jest tobie raczej dość bliski.-uśmiechnęła się powoli przemieszczając ich w stronę Takano.-A nią się nie przejmuj. Ani tym co gada.-wskazała głowa na rozzłoszczoną kobietę.-Mnie do teraz nie lubi.
Jun
-Tomo...-westchnął cicho.-Właśnie chodzi o to że...no jestem jego starszym partnerem. Co za tym idzie jestem bardziej doświadczony. I no...myślę że powinienem go wszystkiego nauczyć.-mruknął.
Takano
-Bo nie wybrała jej ta wariatka.-zaśmiał się.-Jasne idziemy.-wziągł go za rękę splatając razem ich palce. Wyprowadził go z sali i poprowadził schodami na trzecie piętro a następnie na sam koniec długiego korytarza. Otworzył przed nim drzwi i wprowadził do dość sporego pokoju. Wszystkie ściany były obklejone w różnych rysunkach, na środku pokoju stało ogromne łóżko z kotarami, szaf nie było ,jedynie drugie drzwi do garderoby a zamiast okien drzwi balkonowe. -witaj w moim świecie.
Jun
-No wiem! Wiem przecież. Nie mogę na chama bo wyjdzie jedno wielkie gówno...-westchnął.
Takano
-Miałem starszych braci i siostrę, młodszą siostrę. I wielu znajomych którzy tylko marzyli żeby przyjść do mnie na noc. Nie byłem samotny. No może po przyjeździe z Paryża. I teraz też na pewno bym był. Ale jak byłem mały to tego nie odczuwałem. A nawet jeśli to sobie rysowałem.-zaśmiał się obejmując go od tyłu.-no i widok miałem ładny. Kiedyś na balkonie stała się taka ławka huśtawka.-powiedział całując go w policzek.
Jun
Mruknął coś pod nosem po czym zszedł na dół zrobić herbatę. Wrócił po chwili podając mu kubek.-Już się ze mnie nie nabijaj.-mruknął tylko.-Bo ja pójdę do Takano i mu naopowiadam paru żenujących rzeczy o tobie.
Takano
-Bo naszym małym występie byłeś świetny.-pochwalił go oddając pocałunek.-Nie wiem. Po prostu jej nie ma.-odparł.-chcesz pooglądać rysunki?-spytał wracając do pokoju. Puścił chłopaka i usiadł na swoim miękkim łóżku. Patrzył na niego z lekkim uśmiechem. Zdołał zapobiec jednej tragedii.
Jun
-O wszystkim? Nawet o tym jak raz tak się nawaliłeś że jak wróciłeś do pokoju to się na mnie rzuciłeś i nie mogłem cię od siebie odkleić? Albo wszystkie twoje inne przypadki jak byłeś na haju? Zdejmowanie cię nagiego z balkonu...-zaczął wymieniać.
Takano
Postaram się mimo że jak widzisz wolę rysować ludzi. Ale narysuję. Na urodziny.-pocałował go namiętnie.-a do tego miejsca i tak miałeś mnie zaprowadzić.-przypomniał.-A właśnie. Co to za kłamanie że nie umiesz tańczyć? Widziałem jak tańczysz z żoną Koyukiego.-mruknął niezadowolony.
Jun
-eee tam jak ciebie to nie ruszy to nie mam co się fatygować.-zaśmiał się.-dobrze wiedzieć że moje całowanie jest ok.Ale fakt zwymiotowałeś, ohyda.-mruknął.-bo się cieszyłem głupku. Ciągle pakowałeś się w kłopoty.
Takano
-no dobra odpuszczam.-uśmiechnął się.-ale takie atrakcje to ja chce prywatnie. Bez gapiów. Bo tak jak powiedziałem chce go ładnie połączonego ze striptizerem.-przypomniał.
Jun
-wiem. Było ci ciężko i cieszę się że mi zaufałeś. Mogłem ci pomóc. Było kilka zenujacych sytuacji ale w ogólnym rozrachunku jesteś szczęśliwy.
Takano
-okay taki układ mi pasuje.-posadził go sobie na kolana.-rozumiem to. Nie przepraszaj za takie głupoty ile razy mam ci to powtarzać. Wiem że nie chcesz znów wpaść, to nawet lepiej że sam odlales mi swoją porcję.
Jun
-mógłbym powiedzieć to samo. Bez ciebie umarłbym z głodu i też wiele razy mi pomogles.-przypomniał z uśmiechem
Takano
-mou ale ja się cieszę że żyjesz. Więc już przestań.-poprosił przytulajac go do siebie.-na pewno. Zrobilaby wszystko żeby cię złamać.-westchnął ciężko. "i co ja mam mu powiedzieć? Ten staruszek sam mu to powinien powiedzieć nie ja. A już na pewno nie ona."-skarbie a tak czysto hipotetycznie. Co byś zrobił jakby twoim ojcem okazał się ktoś inny?-spytał z lekkim uśmiechem.
Jun
-no coś ty. Śpij jak chcesz. Sen dobrze robi jak się jest chorym. Śpij dobrze.-uśmiechnął się włączając sobie laptopa.
Takano
-no tak. To raczej normalne reakcje.-uśmiechnął się.-ale zmienmy temat po co tak gdybac.-skradł mu calusa.-to z tym seksem to serio mówiłeś?-spytał.
[nie mam pomysłu na Juna...]
Takano
-ale...no dobra bez seksu wytrzymam. Ale wspólne spanie musi być kiedy jesteśmy razem na wycieczce. -mruknął.-skarbie? Widząc mój filmik widziałeś najbardziej zenujaca rzech która mi się przytrafia. Z własnej winye cicho. Opowiedz jakąś swoją?-poprosił.
[i co my teraz zróbmy? XD]
Takano
-skarbie...proszę...-jęknął obejmując go mocno.-lizales się z Junem?-spytał trochę zły.-i zwymiotowales na niego? Czemu się z nim w ogóle lizales-spytał odsuwając go od siebie na moment.-dużo znających sytuacji...możesz opowiedziec wiele.
-no wiem ale...ech no masz rację. Miałeś prawo.-przyzał mu rację.-mówisz że nieźle smakował...lepiej ode mnie?-spytał cicho. Objął go mocno.-no tak prochy. Ale już jest ok. Nie bierzesz i nie wrócisz do tego.-poglaskal go po włosach.-kocham cię.-powiedział głośniej.
[a czemu aż mnie znajdzie? Ja ostatnio nie mam pomysłu nawet na głupi felieton do szkoły...]
-No wiem zsczadziles jest dla ciebie jak brat. Przepraszam.-Pocałował go namiętnie.-znakomicie tak?-zaśmiał się cicho.-obiecuje.-powiedział już poważniej.-nie wrócisz. To już było i nigdy więcej nie wróci.-zapewnił.
[no ja mam masakryczny ale po świętach...żeby pierwsze święta mieli miłe. Potem zrobie krzywdę Takano. XD]
-wiem i nie bronie ci. Zachowałem się głupio.-przyznał uśmiechając sie do niego i pocałował namiętnie.-dobrze że masz przyjaciela. Nie będę roztrzsal tego co juz było.-powiedział po czym wrócił do calowania.
[branoc. Nie no znowu razem? A ja chciałam żeby tak Tomo musiał się nim zajmować i w ogóle...psujsz mój plan XD. Żadnych masakr w święta. Świata są miłe i szczęśliwe.]
[spoko wymysle to się będzie łączyło z moją masakra XD jeju jakie ja mam poryte sny czasami...]
-nie zabranie. O to możesz być spokojny. Kocham cię i cieszy mnie że masz takiego przyjaciela któremu mówisz wszystko. Taki przyjaciel to skarb.-uśmiechnął się odchylajac lekko głowę w tył. Po chwili jednak uniósł jego twarz za podbrudek, popatrzył mu w oczy i zaczął całować. Przesunął go mocniej do siebie. Niedługo później otworzyły się drzwi i do pokoju weszły Rika i żona Koyukiego. Zaśmiały się cicho.
-Takano.-zaczęły ale mężczyzna je zignorował.
[mam nadzieje że nie XD a jak tak samo to trudno :P wymyslisz coś innego XD a na Juna na razie nie mam pomysłu]
Westchnął ciężko i spojrzał na nie. Nie lubił jak mu się przeszkadzało.
-Ojciec prosił was zawołac. Będzie coś mówił na forum i chce żebyście to słyszeli. Czy coś takiego.-ogłosiła Rika.
-no golabeczki na dół.-zaśmiała się starsza. Mężczyzna wstał trochę niezadowolony i złapał chłopaka za rękę.
-idziemy?-spytał.
[no wiesz chciałabym jeszcze pozyc więc mam nadzieje że pomysły się nie pokrywają...]
Mężczyzna szedł spokojnie za nimi przysluchujac się ich rozmowie. Kiedy mieli już wejść do sali objął go automatycznie przerywając ich dyskusję. Podszedł do ojca który przywołał ich ruchem ręki. Wstał i wziął do rąk mikrofon.
-Wiem że związek mojego syna wzbudzil w was różne emocje. Od nienawiści przez obrzydzenie. Żadne z was nie chciało go nawet przez chwilę rozumieć. Zakochał się, i co w tym złego? Tak jak w przypadku Koyukiego pobłogosławiłem jego związek nie negując jego wyboru. Bez względu na to co powie moja żona i tak uważam że powinni być razem. To są ich wybory, właśnie tak to powinno wygladać.-zakończył uśmiechając się do Tomo i Takano.
-chcesz coś dodać chlopcze?-spytał Tomo.
-ja też już nic nie musze dopowiadac.-dodał Takano kiedy mężczyzna spojrzał w jego stronę. Odłożył mikrofon i po tym jak mocno ich przytulil nikt nie miał wątpliwości że jeśli Tomo sam nie zechce odejść to zostanie w rodzinie. Następnie Takano odprowadził chłopaka trochę dalej.
-to już chyba koniec. Jeśli chcesz możemy już iść.-oznajmił z lekkim uśmiechem.
-jasne skarbie. Chodź do kuchni, zrobię ci kawę z ekspresu, wypijesz i wrócimy do domu. Jaki środek transportu sobie życzysz?-spytał wyprowadzając go z sali i prowadząc go do kuchni.-byłeś dzieły i świetnie sobie poradziłeś zasłużyłeś na nagrodę.-oznajmił.
-byłeś. Wiem że na początku się bales ale później wyszedłeś na prostą i było świetnie. Nagroda ci się należy.-uśmiechnął się podając mu parujaca kawę.-chcesz mleczka?-spytał na razie jeszcze nie siadając.-nie będę cię niósł taki kawał na plecach. Do jutra będziemy isc. Albo taksówką albo metrem.-dał mu do wyboru.
Usiadł na krześle na przeciwko niego.
-więc metrem. Będziemy musieli kawałek iść.-oznajmił z lekkim uśmiechem biorąc sobie ciasteczko zbożowe.-jako nagrodę chcesz być niesiony na plecach? Dziwny wybór...-mruknął wzruszajac ramionami i powoli jedząc ciasteczko.
-no więc dobrze. Skoro to ma być twoja nagroda to zaniose cie na stacje a potem do mieszkania.-obiecał.-Tomo...bardzo się bales? Przepraszam za te nieprzyjemne sytuacje. Moja macocha pewnie teraz jeszcze kłóci się z tatą.westchnął cicho czekając aż chłopak wypije kawę.
-nie przejmuj się jej gadanina, pewnie chciała cię tylko jeszcze bardziej zmieszac i takie tam. Kłamała. A nawet jeśli byłaby to prawda to ta osoba sama wybralaby odpowiedni moment żeby ci powiedzieć. Ii pewnie miała jakiś ważny powód. Ale po co gdybac skoro ona pewnie kłamała?-"ach...widząc jak go to męczy najchętniej powiedziałbym mu prawdę. Ale nie mogę bo mu obiecałem." pomyślał cicho wzdychajac.
-na pewno. Nie myśl już o tym.-poprosił przytulajac go mocno.-chodźmy już do domu. To był męczący dzień, a jutro koncert więc się odstresujemy-uśmiechnął się. Wstał i poczekał wz chłopak wejdzie mu na plecy na prawdę chciał już do domu. A czekała ich jeszcze droga na metro, jazda nim i droga do mieszkania.
-no skoro tak uważasz.-zaśmiał się wychodząc z budynku. Na zewnątrz było trochę zimno więc przyspieszył kroku. Czekało ich około dziesięciu minut szybkiego marszu. Zimno powietrze trochę go obudziło a jako że było już późno a mało osób chodziło tą ulicą, nikt ich nie widział.
Doprowadzil ich ładnie do matr a później prosto do mieszkania. Nie chciał już nudzić swojego pantera więc tylko zdjął niego niewygodne ubrania i położył do łóżka opatulajac kolorą. Sam też się nie umył i równej położył spać. Był zmęczony.
[też właśnie miałam iść bo telefon mi z rąk leci XD dobranoc ^^ a i jakoś zszedł n dół jak to mieszkanie jednopoziomowe jest?]
Mężczyzna był jak zmęczony że nie obudził go brak chłopaka w łóżku a dzwięki gitary jeszcze bardziej go usypialy. Obudził się późny po południem będąc zwyczajnie głodny. Zaszedł do kuchni żeby zrobić sobie płatki z mlekiem a później do salonu żeby posłuchać chłopaka.
[serio napisałam? A nie chodziło wtedy o jego dom? XD]
Uśmiechnął się lekko i usiadł na kanapie żeby spokojnie zjeść pierwsze śniadanie.
-chcesz na obiad suflet?-spytał przyglądając się temu ci robi chłopak.-piszesz już muzykę do filmu? Podeslali ci już scenariusz?-spytał biorąc łyżkę płatków do buzi.
-dla Ryu? No to pisz kochanie.-uśmiechnął się.-pewnie wyślą mailem. W przeciągu tygodnia powinieneś go mieć.-powiedział kończąc płatki
-Mou...to może jednak im odmówisz?-zaśmiał się.-nie no żartuję. Ale ja nie chcę tak się nie widywać.-zamarudził.-A może natchnę cię do napisania jakieś piosenki? A nuż napiszesz jakiś duecik?-zaproponował biorąc do rąk gitarę.
-Aż tak cię rozpraszam?-westchnął trochę smutny.-A wiesz, chciałbym kiedyś jeszcze raz z tobą zaśpiewać. Pierwszy raz tak podobało mi się granie na pianinie.-wyznał siadając za nim i obejmując go od tyłu.-To co? Skusisz się na duet?-spytał całując go w skroń.
-Ten kawałek jest ładny.-pochwalił dając mu całuska w policzek.-Nie mam nic przeciwko żebyś pracował po swojemu, tak jak lubisz. Jednak nie chciałbym żebyś przez to przestał mnie odwiedzać.-wyjaśnił schodząc pocałunkami na szyję robiąc mu mocną malinkę.-oj no...sam widzisz jak na mnie działasz. A wczoraj mi post zrobiłeś, a przecież nigdy nawet nie spytałeś czy umiem śpiewać.-zamarudził.
-Rozumiem. Serio, rozumiem.-pokiwał energicznie głową.-Ale nie chcę żeby to trwało zbyt długo. Będzie mi smutno, będę tęsknił...no i, poradzisz sobie później z takim napalonym mną?-spytał unosząc delikatnie brwi.-Będę się masturbował do rysunku, zobacz jak to dziwnie brzmi.-zaśmiał się. Przysunął go bliżej siebie i musnął jego usta swoimi.
-No nie mam, i raczej mieć nie będę. Na rysunku przynajmniej mam ciebie w negliżu.-zaśmiał się całując go namiętnie.-Mhm...no tak.-zaczął kiedy się od niego na chwilę osunął.-wybacz że zwątpiłem. Nawet pewnie będziesz bardziej zadowolony co? Niegrzeczny chłopiec.-zachichotał klepiąc go po tyłku.
-A to teraz tego nie wiesz?-spytał unosząc brwi.-Jak widzisz nie zdążamy tam dojść. Za to na podłogę zawsze zdążymy. Zawsze można się przenieść ale komu by się chciało.-wzruszył lekko ramionami.Przejechał dłońmi po jego talii.-Lodzik czy mogę się pobawić?-spytał po czym uśmiechnął się lekko zauważając że chłopak też już jest podniecony.-Mogę się pobawić.-odpowiedział sobie.
-Hmmm zawsze lepiej zapytać. Może chciałbyś sam coś zrobić, albo miał jakieś specjalne życzenia.-rzucił kilka powodów.-więc są jakieś?-spytał dobierając się do jego szyi gdzie zostawiał pełno malinek. A co, tak przed koncertem.
Krzyknął głośniej niż zamierzał.
-ale nie musisz się wyżywac! Pewnie będziesz wyglądał lepiej niż ja wczoraj.-wskazał na swoją szyję gdzie była malinka zrobiona przez chłopaka przedwczoraj.-a kto na koncercie będzie zwracał na to uwagę? Większość pewnie będzie jeszcze bardziej naznaczona a jak chcesz to ci je zakryje.-funkął niezadowolony.-nie musisz mnie krzywdzić.
-ale słodko wyglądasz z tymi malinkami.-zaśmiał się.-agresywnej? Ustalmy jedno, nie lubie gryzienia.-mruknął ostrzegawczo.-oj oby nie. Przecież ja nic ich nie znam.-jęknął. Po czym zdjął z niego koszulkę.
-jakie kary?-spytał wystraszony.-ale...no nie wiem. Wolałbym jednak żebym tym losowym fanem nie był ja.-westchnął.-ale jak się domyślam na imprezie nas sobie przedstawisz?-upewnil się zjeżdżając dłońmi w dół po jego plecach do posladkow.
-a zdradzisz mi jakie kary?-spytał masujac jego pośladki przez obcisle jeansy.-a mam się obawiać tego znajomego skoro mowiles że jest dziwny?-spytał lizac go po obojczyku następnie schodząc do sutkow.
[malinka na nosie? Rudolf! XD]
-prochy? No ładnie...to będę musiał pilnować swojej szklanki i twojej...-westchnął. Pocałował go namiętnie zjeżdżając dłońmi na jego uda dotykając ich wewnętrzna bardziej wrażliwą część.-to może powiesz mi przynajmniej czy chciałbym dostać albo czy byłbym zadowolony z takiej kary? Bo nie wiem czy chce być niegrzeczny.-zaśmiał się cicho.
[aj tam XD naprawie XD]
-a ktoś tu przed chwilą narzekał na malinki.-mruknął niezadowolony.-głodny? Wiesz skarbie ja już jestem podniecony możesz działać.-powiedział przesuwajac jego dłoń na swoje sporawe wybrzuszenie w spodniach.-ale pomimo tego że zjadłem płatki z mlekiem mam jeszcze ochotę na mleczko.-szepnął oblizujac usta.
[w takim momencie XD no dobranoc ^^]
-widać że bardzo głodny.-zaśmiał się patrząc na chłopaka.-a skoro zabierasz się do posiłku to chyba wypada powiedziec smacznego.-powiedział zagryzajac warge i odchylajac głowę w tył z odczuwanej przyjemności.-kochanie, a dostanę później swoją porcję mleczka?-spytał orientacyjnie.
[no właśnie nie. Stanęło na tym że nie jadł śniadanka...XD]
[oj no ale już jest ^^ to najważniejsze]
Oddychał szybko i ciężko a gdy oparł dłońmi za sobą ruch jego klatki piersiowej był jeszcze bardziej widoczny. Nie przestawał jednak patrzeć na swojego partnera a w jego oczach płonęło podniecenie. Z ust wydobywały się ciche jęki rozkoszy których nie był w stanie powstrzymać.-jesteś....boski...kocham....cię...-wysapal po czym oblizal usta w kuszacy sposób.-Tomo-chan...ja...zaraz...Tomo!-dyszal na końcu głośno krzycząc kiedy obficie spuścił się wprost do jego ust.
-jasne, jasne.-zaśmiał się wstając z podłogi i siadając na kanapie.-ale sobie dogodziles...daj trochę.-spojrzał na niego blagalnie i skradł mu trochę jajecznicy.-zjesz i będziemy się zwijac na koncert. Przespalem prawie cały dzień...to wszystko przez wczoraj. Naprawdę cię za to przepraszam. Wynagrodze ci to jakoś.-obiecał uśmiechając się lekko do niego.-no i...musisz mi wybrać jakieś ciuchy na koncert.
-Mmmmm pyszna.-uśmiechnął się i oparł głowę o jego ramię.-kocham cię. Spędźmy razem tegoroczne święta. Upieczmy cisto...-poprosił na chwilę odbiegając od tematu.-Tomo-chan...sądzę że w mojej szafie mam wszystko, jak poprzebierasz to na pewno coś odpowiedniego znajdziesz.-oświadczył pewny siebie.
-Skarbie czy ty mnie właśnie obrażasz? Nie podobają ci się moje ciuchy?-spytał udając smutek.-Ciasto? Mhm...zrobię. To może od razu zrobimy razem pierniczki? Jakoś je ozdobimy i damy taki gratisik.-zaproponował jakoś tak bardziej się ciesząc na te święta niż normalnie. Może dlatego że nie będzie musiał znosić wzroku i docinek macochy? Sam nie wiedział.
[muszę napisać na jutro felieton i nie mam pomysłu na jaki temat ;__; pomożesz?]
-No cóż...skoro mam twoją gwarancję...-udał że się zastanawia.-to chyba nie mam wyboru, co?-zaśmiał się.-chętnie spróbuję, a nuż będą lepsze od tych moich? Zawsze lubię próbować czegoś twojego.-zapewnił.-no a teraz szybko kończ jajecznice bo jak zimna to nie dobra a ja nie lubię się spieszyć kiedy się szykuję.
[no właśnie myślę nad tematem już 3 tygodnie i chyba jestem już desperatką XD wystarczy mi jakiś temat...]
[właśnie wszyscy o tym piszą ;__; no nic może jeszcze dzisiaj coś wymyślę...a ty jak nie możesz się skupić to jakiś film obejrzyj ^^]
-są pyszne. Na prawdę cieszę się kiedy mogę zjeść jakiś wypiek zrobiony przez mojego partnera a nie przeze mnie. Dlatego ciasto świąteczne dla nas chce żebyśmy zrobili razem. -wyjaśnił kiedy wstawali. Pocałował go namiętnie po czym ruszał w stronę swojeu szafy.- fo nie jest czarna dziura rozpaczy...-mruknął tylko stając pprzed nią i otwierając ją dla chłopaka.
[o tym pierwszym sama przez pewien czas myślałam ale jakoś nie widziałam jak się za to zabrać. Tytuł miał być 'współczesny otaku' ale dzisiaj pomyślałam o yakuzie i już sama nie wiem...XD tak wiem odpisuje o strasznych godzinach czasem ale nic nie mogę poradzić że budze się w nocy...]
Takano
-oj no będzie razem. Przepraszam za tamto...będziesz na przykład robić biszkopt albo coś. Podzielimy się.-obiecał wesoło. Wziął od niego zestaw.-oj nie marudz...jak ubrudze piwem no to trudno będzie smierdziec ale się wypierze przecież mam w domu pralkę! A skoro markowe to dobra jakość i nic im się nie stanie. Nie martw się o moje ubrania...nie boję się ich ubrudzic.-dał mu caluska w policzek i poszedł do łazienki żeby się przyszykowac.
[no samotny biedny bo Ryu nie ma XD]
-wredny przyjacielu przestan stawiać mnie w złym świetle przed moim chłopakiem.-funkął na niego cicho się śmiejąc.-co robisz w mieście? Świąteczne prezenty? Jak tak to idę z tobą. A po ciebie wrócę bo mowiles że masz jeszcze jakieś badania. Ok?-spytał dając mu caluska w policzek.
Takano
-mmmm ja ciebie też. Bardzo.-uśmiechnął się zakładając trampki i ramoneske. Złapał go za rękę i wyszedł zamykając za sobą mieszkanie.-Tomo...a...etto...bo...ja wiem że dla przeciętnego japończyka okazywania uczuć ogólnie a dopiero publicznie jest...ciężkie o idę nie nie do pomyślenia. Jesteś oo z tym że trzymamy się za ręce i tak często mówię ci że cię kocham? Jeśli czujesz się niekomfotrowo to mów. Wiem że w europie jest trochę inaczej i w ogóle.-mruknął cicho widocznie długo się zbierając.
[no wiem. Niech się uczy ^^]
Jun
-wygląda. Ale nadal nie może chodzic i w ogóle jest bardzo słaby. Ale przynajmniej święta spędzi w domu. Dlatego muszę i jemu i reszcie coś fajnego kupić.-oznajmił.-a ty? Co Takano kupisz?-spytał ze smiechem.
Takano
Pokrecil przecząco głową i splótł ich palca razem.
-może i mówisz to rzadziej ale wiem że szczerze. I wtedy na prawdę się cieszę. Te 7 lat w europie zdążyło mnie przyzwyczaić do czegoś innego. Ale jest ok. Cieszę się że nie protestujesz kiedy trzymamy się za ręce. Wbrew pozorom do dla mnie dużo znaczy.-wyjaśnił. Przed nimi jeszcze trochę spacerku na stacje metra.
Jun
-wiem przecież. Nabierze sił...już wygląda lepiej.-uśmiechnął się.-i wiem rehabilitacja trochę potrwa ale tak długo jak żyje i będzie mógł chodzic to jestem szczęśliwy.-oznajmił pewny siebie.-t-shirt? Pierwsza nie markowa rzecz w życiu?-zaśmiał się.-on pewnie m większy problem. Co kupić takiej sknerze? Wiesz ja myślałem żeby Ryu kupić aparat bo ma rozwalony. Ale chce też cóż bardziej od siebie.
Takano
-no wiec...-zamyslil się.-po pierwsze stosunek do obcokrajowców. Tutaj w większości przypadków jest jak kosmita a tam to normalny człowiek. I tam ludzie są bardziej śmiali. Nie musisz daleko szukać żeby znaleźć rozesmiane pary wracające z randki, trzymające się za ręce. Calujace się na moście czy nawet na środku chodnika. Chłopak niosący dziewczynie torebkę albo otwierający jej drzwi to dżentelmen i...w bardzo niewielu przypadkach, bynajmniej w paryżu, ktoś krzywo na ciebie patrzy przez orientacje.-wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
Jun
-oj no bez przesady.-zaśmiał się.-jesteś sknera. A bynajmniej nie lubisz jak wydaje się na ciebie pieniądze. Więc chyba źle to nazwałem.-poprawił się.-wisiorek? Myślałem raczej o bransoletce takiej z metalową blaszka z jakim grawerem...że mógłby ją zawsze mieć...bo wisiorek np. Do snu musi zdjąć...-mruknął cały czas się zastanawiając.
Takano
-no przeprowadzka nie. Ale na wycieczkę na pewno cię zabiore. Z resztą już ci to powiedziałem. Musisz mi tylko podać termin.-przypomniał mu.-rozumiem że po tym ostatnim sporym jak dla ciebie wydatku nie dasz sobie nic kupić, tak?-spytał unosząc brwi.
Jun
-wiem że nie mogę go zmusić żeby coś ciągle nosił. Ale kolczyk to raczej nie jest dobry pomysł. Kupię bransoletke...wtedy zawsze będzie mógł spojrzeć na grawer jak już będzie na studiach. Wymysle coś co będzie pasowało.-zdecydował.-pięć lat z ograniczonym spotykaniem się...masakra...
Takano
-ok rozumiem. Przywykne a końcu do tego. Nie jesteś ani dziewczyna ani moim utrzymankiem. I muszę dać ci czasem płacić. Rozumiem to.-pokiwal głową. Kiedy usiedli poglaskal go po policzku.-śpij jak jesteś zmęczony. Obudze ci jak dojedziemy. Trzeba korzystać skoro nie ma ścisku w metrze.
Jun
-no jasne. Zawsze do usług jesteś.-zaśmiał się.-ale będzie mieszkał u Keia więc w każdej chwili będę mógł do niego przyjechać. To kwestia paru godzin jazdy i jestem.-pocieszał się.-no i na święta będzie przyjeżdżał...
Takano
-tak wiem...-szepnął. Mężczyzna był na tyle wyspany że tylko patrzył przed siebie i na wsypujacy i wysypujacy się tłum. Kiedy chłopak się obudził mężczyzna poinformował go ile im jeszcze zostało. Kiedy wysiedli włożył ręce do kieszeni.-prowadź.-poprosił z uśmiechem.
Jun
-no bo...martwe się i...-zamotal się we własnych myślach.-no kocham go i boję się trochę tej rozłąki. Wiesz to jego pierwszy związek i...-urwał nie wiedząc jak wyrazić swoje obawy.
Takano
Uśmiechnął się zadowolony że chłopak sam złapał go za rękę. Wszedł za nim do budynku.
-czy ty uważasz że masz sztywnego faceta? Tak się składa że chodziłem na koncerty i dyskoteki. Z resztą widziałeś film z zabawy po studiach.-przypomniał. Jeszcze chwilę czekali aż sala się zapelni i koncert się rozpoczął.
Jun
-tak właśnie tego się obawiam. Że znajdzie sobie jakąś słodką dziewczynę albo młodszego chłopaka a facet paranoik pójdzie w odstawke. Ufam mu ale boję się tego.
Takano
-w sumie różna...-zdążył jeszcze powiedzieć. Bawił się ze wszestkimi czasem uderzając w barierkę. Nachwylil się żeby słyszeć co chłopak mu powiedział.-rozumiem. Ale ty już nie bierzesz. To najważniejsze.-powiedział tylko i złapał go za lewą rękę w okolicach lokcia. Modlił się w międzyczasie żeby mężczyzna nie wziął go na scenę.
Jun
-ja wiem...ale...no boje się tego. Staram się dawać mu więcej luzu ale teraz to będzie dla mnie jeszcze trudniejsze.
Takano
-wisisz mi piwo zdrajcą.-mruknął jeszcze do chłopaka po czym zrezygnowany złapał dłoń wokalisty i wszedł na scenę. Wziął od niego mikrofon. Obiecał Tomo że będzie się bawił.-Takano.-odparł na pytanie wokalisty.
Jun
-ja wiem. Wiem. Nie musisz mi tego mówić. I jemu też lepiej nie mów o moich obawach. Chociaż tę jedną rzecz. Zachowaj się jak kumpel i mu nie mów. Bo mi to minie.
Takano
-z Tokio ale ostatnio mieszkam w takiej dziurze zwanej Yukan.-wyjaśnił spokojnie z lekkim uśmiechem.-będę szczery od was nie znam zupełnie nic. Przeszedłem tu na prośbę z chłopakiem.-odpowiedział na jego pytanie przeszukujac w myślach piosenki jakie zna na pamięć.-ale korzystając z tego że jestem na scenie z chęcią zaśpiewam piosenkę mojemu skarbowi. Jak znacie 'wherever you are' one ok rock to będę wdzięczny.-podał tytuł nie wiedząc czy to zbytnio nie zawstydzi chłopaka.
Jun
-tak...dzięki.-mruknął. Pomógł pozbierać zakupy staruszki i poszli dalej do sklepu z elektroniką.
Takano
'no ładnie a ja tu nie chciałem żeby poczuł się aż tak zawstydzony...' pomyślał uśmiechając się lekko do niego. Zaczął śpiewać lekkim, pewnym głosem. Niskim a jednak melodyjnym. Cały czas patrzył na chłopaka kierując piosenkę do niego.
-wherever you are I never make you cry; wherever you are I never say goodbye...-śpiewał szczerze tak jak Tomo swoją piosenkę.
Jun
Schylil głowę właśnie zdając sobie sprawę że nie ma zielonego pojęcia.
-no więc...wiem że są takie że można i zrywać na komputer i wywoływać...-mruknął. Przynajmniej tyle wiedział.-ale w reszcie jestem bardziej niż zielony.
Takano
Uklonil się grzecznie po czym chyba trochę zbyt śpiesznie zszedł ze sceny. Pocałunek chłopaka bardzo go zaskoczył jednak po chwili oddawał go z równą pasją.
-przepraszam że tak cię zawstydzilem.-powiedział od razu pod czujnym okiem osób stojących dookoła nich.
Jun
-no to jesteśmy w zimnej dupie. A raczej bylibyśmy gdyby nie szanowna profesjonalna obsługa.-zaśmiał się kiedy wchodzili i od razu zostali zaczepieni przez wcale nie brzydka ekspedientke. Mężczyzna na szybko wyjaśnił czego szukają i zaczęło się prezentowanie modeli.
Takano
-to dobrze...cieszę się.-szepnął dając mu jeszcze jednego mocnego buziaka po czym wrócili do zabawy pchani tłumem. Koncert skończył się kiedy byli już spoceni i zmęczeni a czekało ich jeszcze afterparty.-kochanie przypominam że wisisz mi piwko za tą zdradę. Jak mogłeś tak okrutnie się odsunąć?-zamarudzil.
Jun
Po jakiś dwóch godzinach jak nie więcej w końcu wybrał na jego oko profesjonalny aparat. Masa opcji i tego typu rzeczy sprawiła że cena była dość duża. No nic a końcu po coś odkładało się te pieniądze. Zapłacił i poczekał przy kasie na przyjaciela.
Takano
Lyknal piwa i niechętnie osiadł na krześle. Cieszył się że ma mocną głowę bo będzie mogę pilnować chłopaka. Nie chciał żeby znów się w coś wciągnął.
-palę tylko cygaretki i czasem podbieram Tomo papierosy.-odmówił z lekkim uśmiechem z nieskrywanym obrzydzeniem patrząc na proszek. Postanowił jednak odpuścić ten temat. Skoro Tomo sam odmówił stwierdził jednak że będzie miał go bardziej na oku. Zakryl swoją puszkę dłonią.-duecik mamy w planie tylko niech teksciarz, kompozytor i wokalista w jednym napisze nam piosenkę. Tak w ramach sountracku do filmu mojej bratowej.-odpowiedział na komentarz o jego głosie i ich wspólnym śpiewaniu. Wziął kolejne parę lykow piwa. Zdał sobie sprawę że odkąd zaczął się spotykać z Tomo ani razu porządnie sobie nie wypił, nawet pomimo namow chłopaka. Chciał się zabawic a jednocześnie wiedział że nie może dopuścić żebyzjego partner stracił kontrolę. A przy takim towarzystwie nie było to trudne. Posłał w jego stronę uśmiech mówiący 'nie bierzesz i niech tak zostanie. Tacy jesteśmy szczęśliwi'
Jun
-no kupiony. W domu omowie to jeszcze z Keiem i w razie czego wymienię.-wyjaśnił.-teraz jubiler...i zabawkowe...no i muszę coś dla szefa, Keia i Ayi kupić...-westchnął.- a ty co dziadkowi dajesz?
Takano
-a właśnie...w takim wypadku albo inwestujemy w sprzęt do nagrywania albo robimy wycieczkę do korei.-oznajmił jeszcze chłopakowi. Kiedy usiadł mu na kolanach objął go w pasie jedną ręką i ucałował w policzek.-uciec? No coś ty.-zaśmiał się kończąc puszkę.-no jedno piwko mi postawiles w następne będę sam musiał inwestować.-zamarudzil cicho się śmiejąc. Zaciągnął się trzymanym przez chłopaka papierosem i powoli wypuścił dym.
Jun
-od morderstw na razie się powstrzymajmy. Co to za kobieta i skąd może takie rzeczy wiedzieć? Pogadaj z dziadkiem...on na pewno ci pomoże.-uśmiechnął się wychodząc do jubilera który po tym jak mężczyzna wybrał bransoletke i napis wygrawerowal go na blaszce bransoletki.
Takano
-no wiem ale tak raz się zaciągnąłem.-zapewnił pozwalając chłopakowi kupić sobie jeszcze jedno piwo.-następne kupuje już sam. Skoro mam okazję nie pić sam to trochę jednak wypije...-przyznał cicho.-więc tak jak obiecałem będę cię pilnował ale szykuj się na odprowadzenie pijanego faceta do domu.-szepnął mu do ucha.
Jun
-macocha? Pogadasz z dziadkiem i wszystko się wyjaśni.-zapewnił. Czekając na bransoletke przyglądał się wyborowi chłopaka.-dla kogo to?-zagadal. Zawsze chciał spędzić rodzinne święta więc może trochę za bardzo się ekscytowal.
[ok idę spać bo jutro muszę wcześnie wstać ;_; dobranoc :*]
Takano
-świetnie sobie poradziles i na razie też dajesz sobie radę.-powiedział równie dumny. Wiedział jak ważne dla chłopaka było nie wrócić do uzależnień, on sam nie chciał żeby jego partner brał. -jak coś to ogłaszasz alarm czerwony i wychodzimy.-zapewnił ciągle popijając swoje zamówione piwo. Trochę niezadowolony pozwolił mu iść, w końcu miał obiecany taniec. Pokrecil przecząco głową.-to nie moja zasługa. O ile się nie mylę to jego przyjęciel go z tego wyciągnął. Ja my tylko pomagam to utrzymać.-wyjaśnił biorąc od niego płyty.-przesłucham w domu.-obiecał.
Jun
-będzie dobrze. Nawet jeśli to nie byli twoi biologiczni rodzice to przecież miałeś fajne dzieciństwo i dobrze cię wychowali. Tylko nie wybuchaj i wysłuchaj do końca. Jestem pewny że jest jakiś racjonalny powód.-zmierzwil mu włosy po czym lepiej przyjrzał się zegarkowi.-na pewno. Ostatnio dużo myślałem co kupić Ryu ale po pewnym czasie doszedłem do wniosku że przecież mnie kocha i ucieszy się z każdego prezentu. Myśl właśnie w ten sposób. A zegarek jest śliczny.-zapewnił odbierając bransoletke i się jej przyglądając.
-co dla Pana?-sprzedawca zwrócił się do chłopaka.
Takano
-Pan Trup? W sensie Jun? Ma chłopaka z tego co wiem...no i...wystarczy mi to że mu pomógł wyjść z uzależnień.-wzruszył ramionami kończąc piwo. Kiedy chłopak po niego przyszedł miło zaskoczony dał się poprowadzić na parkiet. Kolorowe światła, głośna muzyka i tłum spoconych ludzi. A przed nim jego ukochany zachowujacy się jak gdyby byli sami. Dał mu poprowadzić ruszając się w takt muzyki oddając pocałunki. Położył mu dłonie na biodrach.
Jun
-a co mu tam chcesz napisać-spytał cicho się śmiejąc.-no więc...może z jednej strony niektórych rzeczy lepiej niedźwiedziec.-przyznał spokojnie.-ale z drugiej...nie jesteś ciekawy? Nie byłoby ci lżej na sercu gdybyś wiedział że nie jesteś spokrewniony z burmistrzem?
Takano
-tak się w ogóle nie powinno się tańczyć wśród ludzi...-wyszeptal mu do ucha.-zaczynam się czuć na prawdę dziwnie kiedy prawie cały czas to tylko ty mi robisz dobrze...-dodał samemu ocierajac się o jego nogę i kładąc dłonie na jego pośladki. Wciąż kołysał się w rytm muzyki.
Jun
-no to wtedy...eee...wiesz ja wolę myśleć pozytywnie. Wolę myśleć że jednak w ogóle nie jesteś z nim spokrewniony. Ale nie musisz się pytać.
Takano
-no tak...muszę cię w końcu ujarzmic pod tym względem bo cały czas będę się czuł nieswojo.-zaśmiał się idąc z nim do baru i od razu biorąc sobie cztery puszki piwa żeby co chwilę nie wstawać. Wrócił do stolika i usiadł na swoim miejscu. Miał nadzieje że chłopak dotrzyma słowa i ładnie doprowadzi go do domu. Może i nie ma słabej głowy ale wybitnie mocnej też nie więc po tych 6 planowanych piwach na pewno zacznie swirowac.
Jun
-sądzę że tak. Możesz wyjść z tym albo na lepsze albo na gorsze. Ale bez względu na to ja i tak będę twoim przyjacielem, Takano nadal będzie cię kochał a dziadzius nadal będzie cię wspierał. To się liczy.-poklepal go po ramieniu.
Takano
-ja ciebie też.-odszeptal calujac co w policzek.-mou...może i ci to nie przeszkadza ale mi tak. Chyba muszę częściej przegrywać jak wtedy na huśtawce.-zaśmiał się otwierając puszkę i od razu biorąc parę lykow.-a właśnie...-wyjął z kieszeni niedawno otrzymaną płytę.-słyszałem że pisales im teksty.
Jun
-no...-umilkl widocznie rozważając tą sprawę.-no ok...tylko uważaj mi tam ja niego. I pamiętaj że on nie może chodzic. I siedzieć długo też nie może bo się męczy. Nie może długo siedzieć na dworze i...-umilkl.-no ma się nie przemeczac.-zakończył cicho wzdychajac.-a moje ciacho będzie?-spytał żeby zaś upewnić.
Takano
Przyjrzał się płycie i uśmiechnął się do niego lekko po czym schował płytę z powrotem do kieszeni.
-i tak im piszesz i sobie dorabiasz? Może faktycznie muzyka to jest to co chciałbyś robić? Możesz się przekonać przy robieniu muzyki do filmu.-zaproponował powoli pijąc piwo.-w końcu nadal masz problem z wyborem prawda? Z resztą...chyba powinniśmy się bawić a nie rozmawiać o takich rzeczach, co?-zaśmiał się wesoło.
Jun
-no i Tomo...weźcie mu wózek tak jakby chciał iść do toalety albo coś. I pić ma dużo.-skończył z lekkim uśmiechem.-pamiętaj że jak coś mu się stanie to oboje jesteście martwi. I ty i Takano.-przypomniał.-jak będzie ciasto to ok...tylko ma być pyszne.
Takano
-no ale jak robimy to co lubimy to tak jakby praca nas cieszy. To jak ja i cukiernictwo. No ale to twoje wybory...zobaczysz po tej przygodzie z filmem.-ucałował go w policzek dopijajac do końca piwo i odkładając kolejną pustą puszkę.-no ale mieliśmy się bawić.-przypomniał.
Jun
-nie niedoceniaj mnie.-zaśmiał się.-Tomo ja tylko chce żeby nic mu się nie stało i nie zalapal żadnego chorubska. Tylko tyle. Skoro z twoją pomocą szykuje jakąś niespodziankę to okay....tylko niech wróci do domu cały i zdrowy.
Takano
-no tak ty po prostu nie umiesz złapać się jednej rzeczy i żyć jak każdy normalny człowiek.-zaśmiał się. Nie mówił już nic na temat zabawy, dla niego jedną rozrywką było picie piwa które powoli mu się kończyło. Nic nie mógł na to poradzić, nie jego towarzystwo. Poza tym przyzwyczaił się że w Paryżu na imprezie nie siedział przy stole.
Jun
-no przecież wieeeem...ufam ci.-zapewnił klepiąc go po ramieniu.-no to...ja mam prezenty dla Ryu załatwione...jeszcze tylko reszta rodzinki. I dla ciebie i kochasia też coś by się przydało.-zamyslil się nie wiedząc co mógłby kupić reszcie. Kiedy wyszli z jubilera okrył się mocniej kurtką
Takano
Nie krył zaskoczenia. Uśmiechał się lekko a po tych kilku piwach zupełnie olal całe towarzystwo bawiące się na parkiecie. Był tylko Tomo który dla niego śpiewał. Objął go mocno, dłoń trzymając na jego ledzwiach. Nachylil się do jego ucha.
-i have no mercy for you...-zamruczal calujac go w skron.-because i love you.-dodał następnie patrząc mu w oczy.
Jun
-no wiem...coś wymysle.-stwierdził w końcu.-część prezentów już mam....a ty mu dajesz tylko zegarek? Sądziłem że jak to ty dasz mu coś zabawnego.-zaśmiał się.- a może gorąca czekolada? Lepiej rozgrzewa.
-muszę ci przyznać rację...zrozumieć kobiete to prawie nie możliwe a co do mężczyzn ...sam lubię dominować no cóż.-wzruszył ramionami.-dziwna...no wiesz nie w każdej szkole jest tyle uczniów którzy są homo albo bi.-wyjaśnił.-to samo tyczy się nauczycieli.-dodał uśmiechając się lekko.-pomiędzy że po popełnieniu masy błędów jako uczeń nauczyłem się ich nie popełniać znając ich konsekwencje.
[gome....nie tte tekst skopiowałam...już pisze ten właściwy]
Takano
-ale...tak dobrze ci się rozmawiało ze starymi znajomymi. Nie chciałem ci przerywać, wiem że długo ich nie widziałeś. No a ja mogę sobie trochę wypić.-zauważył pozytyw.-no ale...przypomniał kociął garnkowi. Miałeś mi powiedzieć kiedy stwierdzisz że jest ci ciężko. A co to było przed chwilą z moim piwem? Chcesz już iść?-spytał poruszając się w rytm zdecydowanie wolniejszej piosenki.
Jun
-t-shirty z nadrukami? Dobry pomysł tylko musisz wybrać coś co będzie so niego pasować.-zaśmiał zaś wesoło.-a dostanę pierniczki?-spytał z miną proszacego psa.
[szkodzi bo mi głupio...]
Takano
-to kup sobie coś mniej slodkiego.-zaśmiał się.-ale jak będzie bardzo źle to masz mówić. Żebyś w nic nie wpadł znowu.-złożył na jego szyi kilka pocalunkow. Był już troszkę podpity i tylko trochę brakowało żeby wszedł w tryb 'pojany Takano' mimo że nie chciał żeby chłopak go takiego widział.
Jun
-Mou...ale razem z ciastem chyba możesz kilka przynieść co? No tak żeby było świąteczne. Pamiętam jak u nas wtedy pachnialo...piernikami i jablecznikiem z cynamonem...mmmmm....
Takano
-wiem. Też cię kocham. Przeprowadzka do Yukan to była moja najlepsza decyzja.-wyznał obejmując go mocno i kolyszac się w rytm smetnej piosenki.
Jun
-cieszysz się co? Kiedy cię chwali i próbuje twoich potraw?-spytał mierzwiac mu włosy i wchowadzac do kawiarni.
[yes! Mam 4 z angielskiego!]
Takano
Pozwolił się całować w tym wypadku będąc uległy. Nie wiedział jak to się dzieje że przy nim ignorowal całkowicie ich otoczenie Po tych kilku piwach zupełnie je ignorował. Dłonie przesuwal po ciele chłopaka nie wiedząc gdzie je dać.
Jun
-nie myśl tak. Jestem pewny że mówi szczerze. A jak nawet masz wątpliwości to zawsze widać po wzroku czy komuś smakuje a na własnych doświadczeniach wiem że gotujesz świetnie.
Takano
-a myślisz że czyja to wina?-jęknął rozglądając się dookoła czy aby na pewno nikt ich nie widzi. Co prawda było ciemno ale ryzyko istniało.-naprawdę mi głupio że to ciągle ty mi robisz dobrze. Nie sądzisz że to trochę niesprawiedliwe?-spytał cicho. Szybko się podniecal rosnąc w ustach chłopaka. Alkohol robił swoje mimo że jeszcze nie osiągnął swojego limitu picia.
Jun
-no tutaj jest najlepsza.-przyznał rację.-a ty musisz w siebie wierzyć.
Takano
Spojrzał na niego wyraźnie zaskoczony. Zawahał się przez moment po czym złapał go za biodra i bez przygotowania zaczął w niego wchodzić. Dłonie przesunął na jego przód i zaczął masować jego przyrodzie.
Jun
-mam...czasem mam. Ale trwa krótko bo wiem że się kochamy.-odparł cicho się śmiejąc i popijając czekoladę.-a właśnie...pewien bogaty mężczyzna zszedł ostatnio do mnie z zapytaniem co ma dać swojemu facetowi który nie lubi jak się wydaje na niego pieniądze. A jejo pomysły zawierały ich sporo. Więc? Co powinien mu dać?-spytał cicho się śmiejąc.
Takano
Dał mu lekkiego klapsa jedną ręką wciąż masujac jego męskość. Rękę którą dał mu klapsa wsunal mu pod koszulkę pieszczac jego sutki. Poruszał się w nim mocno i szybko w rytm muzyki. Nachylil się do jego ucha.
-a co jak ktoś nas zobaczy?-spytał lizac go po uchu.
Jun
-wieeesz on ma jeden pomysł który uznałem za fajny. Ale wyda sporo kasy. Nie będę mówił jaki bo może go wykorzysta...więc wtedy się nie wsciekaj.-zaśmiał się.-na prawdę nie wie jak sobie z tym prezentem poradzić. Zaproponowałem mu żeby dał coś od siebie...
Takano
-ja jednak wolałbym żeby nas nie nakryli. Ale ty lubisz taki dreszczyk, co?-zaśmiał się cicho. Poruszał się coraz szybciej. Zabrał dłoń z jego sutkow i przeniósł na jego pośladki które ściskał.-no więc mój niegrzeczny ukochany...wisisz mi jeszcze jedno piwko.-oznajmił.
Jun
-myślę że on i tak się będzie cieszył z twoich prezentów. Może nie wiem zrób mu trzy mniejsze? Albo coś takiego...-zaproponował.-może nie patrz na to ile wydał ale co ci dał...albo ten jeden raz mu wybacz.-zaśmiał się.
Takano
-za to że mnie tak podniecasz-odparł mruczac mu do ucha. Złapał go pewniej za biodra żeby mu nie upadł po chwili jednak obie dłonie przenosząc na jego przyrodzenie.-cichutko kochanie...ta muzyka nie jest w stanie cię zagłuszyć w 100%.-szepnął cicho dyszac. Było mu dobrze i cieszył się że jest tutaj ze swoim ukochanym.
Jun
Zaśmiał się wesoło po czym wziął kilka lykow czekolady.
-no jasne że nie jesteś. Więc masz się cieszyć z prezentu, nie wymyślać glupot i tak dalej.-zmierzwil mu włosy.
Takano
Doszedł równo z nim obficie się w niego spuszczajac.
-mmmm...kocham cię.-szepnął obejmując go mocno.-już ok? Stoisz na własnych nogach czy masz jeszcze problem?-spytał podciagajac najpierw jego spodnie a dopiero później swoje.
Jun
-no może tak trochę...ale to co chce ci kupić nie ma nic wspólnego z tą wycieczką. Spoko. No I jeśli mówimy o wycieczce to chyba możesz wynegocjować żebyś też za coś płacił, nie?
Takano
-zawsze będę.-odparł calujac go w czoło.-powiedz kiedy już będziesz czuł się na siłach. No chyba że chcesz już wracać, chociaż wątpię tak długo nie widziałeś się ze znajomymi. Powinniście jeszcze pogadać.-wyraził swoją opinię.
Jun
-no ale skąd wiesz że wszystkie są jego taty? Pytales go szczegółowo skąd ma pieniądze? Szczerze wątpię.-uśmiechnął się lekko.-wiesz ja na przykład część mam alimentów od ojca, część zarabiam u Amakusow i część dorabiam jeżdżąc. Może on też ma jakąś dorywcza pracę? Sklep internetowy czy coś? Może kasa ze studiów?-podał kilka propozycji zamawiając sobie ciasto czekoladowe.
Takano
-mhm...a podobało ci się? Może powinienem częściej szaleć?-spytał cicho się śmiejąc.-jasne wezmę...a jak myślisz poczujesz się później lepiej czy może powinienem już nie pić?-wziął go na ręce.
Jun
-mhm...no nic jak z nim pogadasz to może dowiesz się więcej.-zaśmiał się.-ja sam też z nim porozmawiam o jakimś odpowiednim prezencie...ograniczę mu wydatki jak chcesz.
Takano
Uderzył pięścią a stół a serce przyspieszyło. Tego było za wiele, był wkurwiony.
-był wyluzowanyi dobrze się bawił. Nie pił bo nie chce wracać do nałogu.-funkął trzymając go mocno.-chyba jednak zrezygnuje z tego piwka...bo to ja muszę jego doprowadzić do domu...on chyba nie da rady.-westchnął wyraźnie niezadowolony.-nic mu nie będzie?-spytał Takeru biorąc Tomo na kolana.
Jun
-więc ograniczyć pieniążki i coś romantycznego. Podpowiem.-uśmiechnął się jednak ciasto.
-będę pilnował...-przytaknal obejmując go mocno.-zamów...myślałem że jeszcze trochę posiedzimy ale jak widać nie wyszło.-mruknął.-Tomo spokojnie...już jedziemy do domu.-szepnął nawet nie wiedząc czy chłopak go słyszy, rozumie. Martwił się o niego.
Jun
-wiem. Jestem najlepszy.-zaśmiał się.
Takano
-jasne...będę go pilnował.-skinal głową na znak że rozumie i się nim zajmie. Wyjął z kieszeni kartkę i długopis i podał mu zapisany adres.-jutro jeszcze pewnie będziemy. Możesz wpaść.-zaprosił godz lekkim uśmiechem.-dobrze że mnie spotkał? Nie wiem...czasem mam wrażenie że jednak nie dobrze...
Jun
-ja? Niczego nie potrzebuje. Jeśli chodzi o Ryu to starszy mi że będzie...a od ciebie mogę dostać jakiś dobre ciasteczka.-zaproponował.
Takano
-ał...bo go upuszcze.-zaśmiał się cicho.-wiesz...znam go dość krótko nie wiem jaki był wczesnej. Ale dzisiaj dobrze się bawił. Takie mam bynajmniej wrażenie.-odparł wciąż zmartwionym wzrokiem patrząc na chłopaka.
Jun
-to może jakąś książkę? Odtwarzacz mp3? Nie wiem...-wzruszył ramionami.
Takano
-dzięki. Wpadnij jutro. Przyda się pomoc kogoś kto...zna się na tym. Nie wiem jak to określić. Nawet nie wiem jak go zapewnić że będzie ok...ech do jutra.-westchnął wychodząc do samochodu. Niedługo później dojechali i mężczyzna wchodził do swojego mieszkania.
Jun
-mam już pełno pod łóżkiem...-zamarudzil.-może coś innego?
Takano
Mężczyzna nie zmruzyl oka całą noc. Kiedy chłopak wyszedł poszedł za nim do łazienki i ogarnął mu włosy z twarzy.
-już dobrze...już dobrze...-szepnął zwiazujac mu grzywke gumka. Martwił się o niego i dopiero teraz zrozumiał jak bardzo wdzięczny powinien być Junowi.
Jun
-no nie wiem znając ciebie jak coś wymyslisz.-zaśmiał się-prawie co jakąś okazję dawales mi pornola.
Takano
-spokojnie...spokojnie zaraz wszystko ci opowiem.-obiecał obejmując go mocno.-jak się napiles to mocno zlapales mnie za rękę. A potem przyszedł Takeru i trochę się zdenerwował. Ja z resztą też. Okazało się że blondyna dosypala ci czegoś do coli. Później wziąłem cię na kolana bo trochę drzales i wygladales jakbyś miał zemdlec. Od razu się wtuliles i nie chciałeś puścić. Takeru zadzwonił dla nas po taksówkę. Chwilę z nim pogadalem, wyjaśnił co mam zrobić żeby ci pomóc. Bałem się i nie wiedziałem co zrobić...wygladales strasznie.-wyjaśnił wszystko dość spokojnie.
Takano
-nic się nie stało kochanie...następnym razem ty mnie odprowadzisz. A ja widzę pozytyw nie widziałeś mnie pijanego.-zaśmiał się mocno go obejmując.-ja ciebie też kocham. Bardzo. Spokojnie przypilnowalem cię i mnie nie zdradziles. Możliwe że Takeru nas dzisiaj odwiedzi.
Takano
-jasne chodź polozysz się na kanapie w stronie. Przebralem cię już w swoje spodnie dresowe bo żadnych nie miałeś w plecaku. Zaraz dam ci kocyk, bluzę i coś do picia. Może gorącą czekoladę? Taką z piankami?-zaproponował biorąc go na ręce. Martwił się i starał się żeby chłopakowi było teraz jak najlepiej.-będzie dobrze. To nie była twoja wina.
[no właśnie nie odpisałeś XD dopiero teraz]
-nie przepraszaj. To przecież nie była twoja wina.-Westchnął tulac go mocno.-nie zostawię. Nie myśl tak nawet. Zaraz dostaniesz dobrą gorącą czekoladę. Nie jesteś beznadziejny. Takeru powiedział że przez kilka dni mam cię uważnie pilnować. Ale będzie dobrze. Pomogę ci.
Takano
-to może zostaniemy w Tokio dopóki nie poczujesz się lepiej?-zaproponował glaszczac go po włosach.-też cię kocham. Przecież wiesz że zawsze będę cię wspierał...a w takich momentach najbardziej.-ucałował go w policzek.-nie dam...słyszałem że zanim Jun ci pomógł wygladales tak jak wczoraj codziennie...ja...wybacz że byłem zazdrosny.-szepnął.
Takano
-wiem...już rozumiem jak ważny jest dla ciebie. Wybacz mi. Teraz ja się tobą ładnie zajmę. Więc mów mi wszystko żebym wiedział co robić.-poprosił glaszczac go po włosach. Wyszedł zrobić gorącą czekoladę do której dał dużo pianek i bita smietane.-proszę kochanie.-podał mu siadając na podłodze przed kanapa.
Takano
-och mały...-objął go mocno po tym jak spokojnie go wysłuchał.-jasne że nie dam ci do tego wrócić...na to nie mieliśmy wpływu, wybacz. Wiem że to musiało być ciężkie i jestem teraz bardzo wdzięczny Junowi. Gdyby nie on pewnie nie bylbys teraz tu gdzie jesteś. Wiem że takie zabiegi męczą a odwyk nie jest łatwy. Wiem że cierpiales. No i...że się sprzedawales. Nie będę kłamał że mi to nie przeszkadza. Ale to przyszłość. Tego już nie ma i nigdy nie wróci.
-mądry facet skoro kazał ci robić badania. Taki przyjaciel to skarb.-poglaskal go po włosach.-wiem kochanie. Już mówiłeś mi że jestem tym pierwszym...i wiesz ze mną jest bardzo podobnie. Więc rozumiem ono ci chodzi. "wyższy poziom uniesienia" to dobre określenie.-ucałował go w policzek.-a skoro jesteś czysty to nie mamy się co martwić.
Takano
-wiem że nie klamiesz.-uśmiechnął się. Przywitał się ze wszystkimi trochę zaskoczony.-tata? Rika? Co wy tu robicie?-spytał sadzajac ich na drugiej kanapie a chłopakowi wskazując fotel.-Tomo przykryj się, cały się trzesiesz.-westchnął opatulajac go kocem.-nie przejmuj się nimi.-szepnął mu na ucho.
-przyszedłem bo chciałem was jeszcze odwiedzić bez tego całego przedstawienia. W widzie wpadliśmy na tego miłego chłopca.-wskazał na Takeru a mężczyzna skinal głową na znak że rozumie cel ich wizyty.
Takano
-wybacz tato...to delikatna sytuacja...-mruknął nie wiedząc jak to wyjaśnić.
-spokojnie synu. Moje oczy nie jedno widziały. Nie będziemy siedzieli długo.-obiecał wstajac i klepiac syna po ramieniu. Czuł że więź która ich łączyła na nowo zaczęła ich do siebie zbliżać. Takano uśmiechnął się do ojca a kiedy Rika przyszła z miseczkami wszystko zaniesli do sypialni włącznie ze stolikiem do lozeczka aby chłopakowi było wygodniej jeść. Poszedł na momenty do Takeru.
-wybacz mi tę prośbę ale pomozesz mi?-spytał cicho i dość niepewnie.
-wiesz...jeśli możesz to zostań jak najdłużej i...rób co uważasz za słuszne. Ja nie wiem jak działać w takiej sytuacji.-wyjaśnił cicho wzdychajac.
-och...-zaskoczony starszy mężczyzna odłożył tacke na toaletke i podszedł do łóżka i złapał chłopaka za rękę.-spokojnie.-powiedział patrząc na niego łagodnie.-ktoś ci dosypał do szklanki. Nie musisz mnie zapewniać. Wypoczywaj.-poprosił.-i nie płacz. Ja też jetsem tylko normalnym człowiekiem. Miałem swoje słabości. Nie jedno widziałem. Dużo pij wody i wypoczywaj.
-spokojnie maluchu. Wiem że to nie to samo ale teraz i dla mnie jesteś jak syn.-poglaskal go po plecach dłuższą chwilę siedząc w tej pozycji.-a teraz zjedz rosół póki gorący. Rozgrzejesz się trochę.-odsunął się od niego żeby przed nim postawić stoliczek na który położył miseczke rosolu.
-smacznego kochanie. Mów jakbyś czegoś potrzebował.-uśmiechnął się do niego Takano.
-doczepiam się do pytania.-zaśmiał się najstarszy z rowerzystwa.
-jeny...nie naskakujcie tak na nie.-westchnął odkladjaac miskę i unosząc dłonie w geście kapitulacji.-nie wiem kiedy. Nawet nie wiem czy możemy wziąć ślub. Ale chyba zacząłem od dupy strony bo od miesiąca miodowego. Sądzę że mam idealne miejsce.-zaśmiał się a razem z nim jego siostra.
-oj no...mam pieniądze. Jeszcze mi pełno zostało z cukierni którą założyłem ze znajomymi na studiach.-mruknął trochę obrażony.
-a nawet jeśli to co byś zrobił jakbym sam zaproponował ufundowanie wam miesiąca miodowego?-odezwał się ojciec Takano cicho śmiejąc się pod nosem. Takano patrzył rozczulony na zawstydzonego chłopaka.
-no to wezmiecie ślub w nowym jorku.-zaśmiał się kobieta.
-nie decyduj o tym skoro nawet zareczyn nie było!-funkął na siostrę.
-dofinansowanie? No cóż...może być i tak. A nie mógłbyś tego potraktować jakoś prezent ode mnie?-uniósł brwi. Pytania jakie mu zadawał brzmiały jakby ślub już był ustalony.
-ej no skarbie chciałbym przypomnieć że nie pytales mnie o to! Wygraliśmy w zadaniu które było na zaliczenie. Więc mogliśmy otworzyć cukiernie.-wyjaśnił.-a ty się nie śmiej!-funkął na Takeru.-przez bardzo długo nic mi nie chciał mówić. Miałem prawo być zazdrosny. Więc nie wiem co cię tak pozbawiło.
-możecie przestać z tym ślubem? Do jego jeszcze czas. Na razie mam większy problem.-westchnął czując się trochę zagubiony. Poszedł do łazienki i spojrzał na niego zmartwiony.-widzę że dobrze sobie z tym radzisz, Takeru. Co miałeś na myśli że najgorsze przed nami?-spytał biorąc oxford siostry herbatę i pomagając chłopakowi się napić.
[to nie tablet tylko telefon i go za to nienawidzę...grrrr]
-Dzięki za pomoc. To wiele daje, sam bym pewnie nie dał rady.-uśmiechnął się do niego.-a ciebie kochanie to może zaniose do łóżka? Położę obok miskę żebyś nie musiał biegać do łazienki.-zaproponował glaszczac go po włosach.-a moim tatą i siostrą się nad martw pewnie zaraz będą szli. Ładnie się tobą zajmiemy. A później wrócimy do Yukan i zaczniemy przygotowania do świat.-uśmiechnął się lekko.
[ok kolorowych snów ^^]
Westchnął ciężko po czym postawił obok łóżka butelkę wody i miskę.-No dobrze.-zgodził się opatulajac go kołdrą.-ale jak coś to masz głośno mnie zwołać. Ok?-ucałował gp w czoło po czym wyprowadził wszystkich do salonu zabierając po drodze brudne naczynia które zabrała mu siostra żeby pozmywac. Zrezygnowany usiadł na kanapie a obok niego usiadł jego ojciec.
-tato...to na prawdę nie ma teraz znaczenia czy przechodzi to spokojnie czy nie. Cierpi.-spojrzał na chłopaka.-wiem że jego organizm się odtruwa i że będzie lepiej. Ale cierpi. Pomimo że go pilnowałem. Pomimo że chwilę wcześniej fajnie się bawilismy.-westchnal.
-spokojnie braciszku. Nie miałeś na to wpływu. Co nie?-zwróciła się do Takeru.
Prześlij komentarz