Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1200 z 5000 Nowsze› Najnowsze»[nie miałeś iść spać? XD]
-ej no...ty też nie miałeś na to wpływu. Zrozumiałeś od razu że nie chce. Był z siebie dumny że odmówił...-westchnął uśmiechając się słabo do ojca.-wiem że jest jak to określiłeś dobrym chłopcem. Wspieram go tak jak umiem. Żeby było mu jak najlzej. A właśnie tato...mówiłeś że miałeś swoje chwilę słabość....
-a to...raz dałem się namówić na spróbowanie.-wyjaśnił zażenowany.
-ach...
-mama?! Ale...dziadzio mówił że była dobrą kobietą i zawsze wszystkim.pomagała...i piekła ciasta i że zajmowała się szkolnym ogródkiem...jak to jest że pierwsze co o niej słyszę z twoich ust to że paliła marihuanę? Jesteś okrutny-mruknął nieźle obrazony.
[oj no...nie jestem zła...przecież nie musisz opisywać. Możesz wyłączyć komputer i iść spać XD]
[no i? O 3 lata. XD Co ma piernik do wiatraka?]
-ALE JA TE ŚWIĘTA CHCIAŁEM SPĘDZIĆ Z NIM SAAAAAM!-wrzansal za wychodzącym ojcem.-poza tym moja macocha cię zabije za to tatusiu kochany...-mruknął pod nosem.-wybacz...taka rodzinka...-uśmiechnął się przepraszajaco w stronę chłopaka.-więc...po tym punkcie kulminacyjnym będzie już lepiej tak? Ile to potrwa?
[najpierw psujesz mi cudowny plan 'upic Takano to stanu nie wiem co mówię a rano nie będę nie pamiętał' a teraz psujesz moje 2 pomysły na prezent z 3]
-jeśli nie sprawi ci to problemu. Jak sam widzisz nie wiem co robić więc...pomoc się przyda. Posciele ci na kanapie...i upichce coś dobrego. Może masz na coś ochotę?-zaproponował.-i zgaduje że później mam go pilnować? Żeby czegoś nie wziął? Ech...a było tak dobrze...-mruknął i pokrecil głową.-mam całą zgrzewkę wody. Postawiłem mu butelkę obok łóżka więc picie ma.
[zemsta? Ale ty nie masz za co się nam nie mścić! Ja się tak nie bawie noooo]
-jasne, dzięki. Wisze co za to przysługę.-uśmiechnął się do niego po czym poszedł do chłopaka.-słucham kochanie. Czego potrzebujesz?-spytał podchodząc do łóżka i poprawiając mu poduszkę.-tata i Rika już poszli.-oznajmił siadając na łóżku.
[ok ok XD dobranoc]
-oj kochany...-położył się obok i objął go lekko.-no ale przecież mogę ci ten wzmacniacz...jeden taki prezent na święta nie zaszkodzi...z moich własnych oszczędności.-obiecał na koniec.-kochanie...? Właśnie się dowiedziałem że moja mama paliła marihuanę...i tata też. Chcieli się zbawić...nie wiem co o tym myśleć.-zdradzł mu co przed chwilą powiedział mu ojciec.
-ale kochanie...naprawdę nie musisz mi dawać nienwiadomo jakich prezentów. Serio! Ja już po prostu nie mam pomysłów jaki prezent ci kupić. Więc zostaw mi ten wzmacniacz, ok? Masz już jakiś wymarzony?-spytał tulac go mocno.-no nie wiem...to jednak była moja mama i...jakby to ująć...wiesz zawsze starałem się ją sobie wyobrazić.-mruknął.-no a...ja nigdy nie...-urwał śmiejąc się sam z siebie.
-ale nie musisz! Serio, nie musisz. Mi wystarczy że jesteś a o ile się nie mylę to jesteś więcej wart niż wzmacniacz.-zaśmiał się cicho i dał mu szybkiego caluska w usta.-więc powiedz mi jaki to wzmacniacz a ja go kupię. I jeden prezent będę miał z głowy.-poglaskal go po policzku.-pewnie masz rację i nie paliła...-przytaknal.
-Tomo, kochanie ty moje...zgodz się lepiej albo wzmacniacz będzie ale dwa razy droższy.-zaśmiał się wesoło.-na prawdę nie musisz mi kupować bóg wie czego. Uciesze się ze wszystkiego co od ciebie dostane.-zapewnił.-zaraz wrócę z ryżem i czymś ciepłym do picia.-dodał wychodząc i idąc do kuchni.
Wrócił po dłuższej chwili z mieseczka ryżu, gorącą herbatą i miseczka musu czekolaodwego.
-proszę kochanie, smacznego.-podał mu stoliczek na którym postawił tacke z jedzeniem.-może film ci włączać?-zaproponował wskazując na telewizor.
-ech kochanie...miałem cię nie zmuszać ale...powinieneś zjeść chociaż troszkę więcej. Może jak się obudzisz, co?-zaproponował przerywając go koldra i dając caluska w czoło.-jak coś to jestem w salonie więc gdybyś coą potrzebował to krzycz.-powiedział wychodząc i ciężko siadając na kanapę.
-nie ma sprawy.-machnął ręką.-no ciężko. Miałem go nie zmuszać do jedzenia ale przeraża mnie trochę to jak mało zjadł. Deseru nawet nie tknal.-westchnął ciężko.-martwi mnie to.
Popijal spokojne herbatę a kiedy chłopak się położył przykrył go kocem i poglaskal go po włosach.-spokojnie skarbie...o chyba dostałeś sms'a-wskazał na jego telefon. Jun nie był zadowolony jednak przyjął to dość spokojnie. "sam wziales z własnej woli czy ktoś ci wsypal? To różnica. Ma kto się tobą zająć czy mam przyjechać?", tak brzmiała wysłana przez Juna wiadomość.
-kocham cię bardzo. Nie zadawaj głupich pytań.-puknal go palcem w nosek.-coś się stało? Masz jakieś wątpliwości?-spytał trochę zmartwiony.-no i z kim ty tak piszesz?-spytał kiedy telefon chłopak znów oznajmił przyjście nowej wiadomości.'czyli to nie twoja wina, nie obwiniaj się. Niedługo poczujesz się lepiej. Zostawiam cię w rękach Takano i mam nadzieje że już nie jest przerażony.'
-mou...to już nie zadawaj takich głupich pytań.-westchnął.-ach rozumiem. Ale nie wziąłeś z własnej woli. Spokojnie. No a skoro zostawił cię w moich rękach to odloz ten telefon i odpoczywaj.-powiedział bawiąc się jego włosami.
-oj no...chce tylko żeby było ci lepiej...-westchnal biorąc go sobie na kolana, opatulajac go koldra i mocno tulac.-nawet jeśli będzie ciężka to sobie z nią poradzimy.-przyłożył policzek do jego czoła.-chyba masz stan podgoraczkowy...-mruknął cicho.
-nie dam ci leków, spokojnie.-zapewnił wciąż mocno go tulac.-zaśpiewać? Ale nie wiem co...powiedz jak znam to może zaśpiewam.-powiedział glaszczac go po włosach.-Takeru przeniesiesz miskę z chłodną wodą i ręcznik? Wszystko jest w łazience.
-och no dobrze.-zamyslil się odnajdując co ewentualnie zna i zaczął śpiewać 'yesterday'. Śpiewał cicho tylko dla chłopaka. Cały czas glaskal go uspokajajaco po plecach.
Kiedy skończył śpiewać do pokoju akurat wrócił Takeru. Mężczyzna zamoczyl ręcznik w wodzie i przemyl czoło chłopaka.
-kochanie może położysz się do łóżka?-spytał zmartwiony.-może wtedy coś ci poczytam? Wybierzesz coś z biblioteczki.-zaproponował.-niedługo będzie po wszystkim. Zobaczysz.
-Tomo! Mam pralkę wiesz? Pot się spierze, możesz z tą bluza robić co chcesz.-westchnął wstając i biorąc go na ręce.-będzie popcorn, makarnoniki i herbata.-przytaknal zanosząc go do sypialni kładąc na łóżku.-wybierzcie film a ja zaraz wrócę z jedzeniem.-oznajmił wyswabadzajac się z uścisku chłopaka.
-mam jedzonko.-oznajmił wracając z dwoma miskami i termosem z gorąca herbatą. Położył się przy chłopaku kładąc blisko nich miski z jedzeniem.-co oglądamy?-spytał patrząc na ekran i obejmując chłopaka ramieniem.
-w sumie ukladalem bez jakiegoś określonego systemu.-wzruszył ramionami starając się skupić na filmie-zrobię i pozmarujesz je sobie czym będziesz chciał.-obiecał biorąc sobie garść makaronikow.
-łóżko jest duże, spij już tutaj.-mruknął odkładając miski na podłogę i wyłączając telwizor. Okrył chłopaka mocniej koldra i przymknal oczy. Budził się kilka razy w nocy żeby obmyc mu twarz i trochę zbić gorączkę.
[oj no bo wątek się trochę rozleniwil...]
-nie wygaduj głupot.-funkął na niego, obejmując go mocno.-masz życ ze mną jak najdłużej. Spokojnie to przejdzie. Wsztsko będzie dobrze. Przejdziemy przez to razem a później miło spędzimy święta. Zobaczysz. Kocham cię. Kocham. Kocham.-ucałował go w rozpalone czoło.
-chciałem romantyczny wieczór we dwoje ale chyba nie wypali. Więc możesz zaprosić. Święta będą bardziej rodzinne.-odpowiedział mu na pytanie obejmując delikatnie.
[możemy kliknąć 'skip' do ciekawszych momentów XD bo to się będzie dobrze wloklo...]
Wszystko już było przygotowane. Ciasta rozwiezione i upieczone również dla nich samych. Cieszył się że pękł razem z Tomo który powoli dochodził do siebie. Choinka była ubrana a pod nią już znajdowały sid prezenty które kupił bądź zrobił Takano. Teraz tylko czekał aż Tomo przyjdzie z dziadkiem i aż przyjedzie jego własna rodzina. Na prawdę nie mógł sobie wyobrazić tego jak oni mogło poradzić sobie z jego macocha. Miał tylko nadzieje że jej nie zabrali...w sumie Rika dzwoniła że jej nie wezmą. Wziął głęboki wdech a słysząc dzwonek dk drzwi pobiegł je otworzyć żeby wpuścić swojego ukochanego.
Uśmiechnął się do dzieciaka a następnie przywitał się z Tomo i z całą resztą. Z samochodu wychodził jeszcze mąż Riki i jej 7 letnia córeczka.
-i tyle z moich prywatnych planów. Dzięki tato...-westchnął instruujac ich gdzie co mają położyć
-Wujek!-krzyknęła jeszcze do niedawna spiaca dziewczynka wskakujac Takano n ręce.
-hej mała. Idź do salonu i zobacz jaką piękną mamy choinkę.-polecił jej odwieszajac wszystkim kurtki na wieszaki.
Zaprowadził wszystkich do salonu i poczekał aż wszyscy usiedli.
-Tomo, skarbie pomozesz mi?-spytał prowadząc go do kuchni.-trzeba jeszcze zanieść kieliszki i wino. I jeden dodatkowy talerzyk i dwie gorącego czekolady.-wyjaśnił mu w drodze zatrzymując się w drzwiach od kuchni.-o...zobacz, jemioła.-wskazał palcem do góry udając zaskoczenie jakby to nie on ją tam wieszal.
-oj...no a miał być taki ładny wieczór.-zaśmiał się calujac go jeszcze w policzek i idąc do salonu z winem, kieliszkami i dodatkowym nakryciem. Talerz postawił przed chłopcem z lekkim uśmiechem. A całej reszcie nalal trochę wina. Usiadł obok ojca i życzył wszystkim smacznego czekając jeszcze na Tomo.
-Maya-chan jedz grzecznie bo nie dostaniesz prezentu.-ostrzegł gromadzącą siostrzenice.
-był w nocy. Ale pewnie jeszcze przyjdzie.-zaśmiał się nakładając sobie trochę na talerz.-co mu powiedziałeś?-szepnął chłopakowi na ucho jedząc swoją ukochaną buleczke.-wydaje się trochę spiety.-dodał niepewnie.
-Tomo one są pyszne! Koniecznie musisz mi je wysyłać!-krzyknął entuzjastycznie ojciec Takano kiedy tylko spróbował buleczki.
-Genialne, prawda?-powiedział Takano z pełną buzia popijając bułkę winem.-w właśnie...chciałbym później panem porozmawiać.-zwrócił się do dziadka.
-mhm...rozumiem. Biedny dzieciak. Tylko nic dla niego nie mam....-mruknął trochę smutno.-mhm ciasto wyszło świetnie bo robiliśmy go razem. A ten krem który robiles...mmmm pycha!-oznajmił nakładając sobie ciasta kiedy już zjadł coś bardziej tresciwego.-mały, jak się nazywasz? Masz gdzie siedzieć noc?-spytał chłopca z łagodnym uśmiechem.
-ok...może mam też jakoś samochodziki małe...zaraz coś poszukam.-odpowiedział szeptem.-oczywistoscis że nie będę zły. Pobawicie się z Mayą bo ona też zostaje na noc.-oznajmił chłopakowi na chwilę odchodząc od stołu. Proszę do pokoju na piętrze gdzie miał swoją kolekcje samochodzikow i wybrał jeden który spakowal dla chłopca dając do paczki jeszcze sporo słodyczy. Kiedy wrócił di stołu goście kończyli jeść.-no a zaraz prezenty.-spojrzał na choinkę która pod jego nieobecnoś została obłożona prezentami a dookoła niej położono poduszki żeby każdy miał gdzie usiąść.
[ok idę spać bo wstalam o 5 żeby pomóc tacie w pracy i jestem spiaca XD dobranoc ^^]
[nieee to nie ma z tym nic wspólnego XD]
Dzieciaki wstały i zgodnie zdecydowały że zaczną od osoby najstarszej. Więc najpierw prezentami został obdarowany dziadek a następnie ojciec Takano który od syna otrzymał rysunek przedstawiający jego mamę w ciąży. Otwierając prezent wzruszony spojrzał na syna i podziękował skinieniem głowy i delikatnym uśmiechem. Od Riki dostał nowe pióro wieczne a od jej męża cygaro. Następnie przyszła kolej na Rike która od Takano dostała prezent wspólny razem z mężem. Obraz malowany farbami przedstawiający jej małą rodzinę. Rozesmiala się wesoło od męża otrzymując wisorek i ciepłego buziaka. Z kolei on od żony dostał nowy garnitur. Dzieciaki pobiegly napić się gorącej czekolady po czym wróciły i zabrały się za prezenty dla Takano. Od ojca otrzymał nowy zestaw ołówków i bilety do stanów. Przypomniała mu się rozmowa z Tokio.
-Tato przecież mówiłem że póki co nie mam w planach...-nie skończył bo mężczyzna przerwał mu ruchem ręki.
-na biletach nie ma daty i możecie ich użyć kiedy tylko chcecie.-wyjaśnił a dzieci zaczęły dalej podawać prezenty. Od siostry dostał album zsczadziles zdjęciami na których był z Tomo, a od jej męża swoje ulubione wino.
-och przy tych kuponach moje prezenty stają się bezwartościowe...-zanarudzil cicho się śmiejąc. Oddał pocałunek zupełnie zapominając że przecież w pokoju są dzieci.
-ano...-odezwał się chłopiec na chwilę przerywając pchanie wielkiego pudła.-dlaczego panowie się caluja? Czy to nie jest złe? Spytał pytanie kierując bardziej do Tomo.
-zostawiam cię z tym pytaniem a sam idę po jeden prezent dla ciebie...-szepnął idąc po keyboard który miał schowany w jednym z pokoi. Miał tylko nadzieje że się z tą piosenką nie wydurni.
Kiedy wrócił dzieciaki zobaczyly już swoje prezenty po tym jak Maya zrezygnowała z dalszego pchania pudła. Postawił instrument obok choinki i usiadł za nim sprawdzając czy gra.
-więc teraz trzy prezenty dla mojego ukochanego. Zacznę może od najtańszych.-zaśmiał się cicho.-może i nie mam talentu do pisania piosenkek ale nauczyć się już przez kogoś napisanej potrafie.-powiedział i zaczął grać 'all i want for christmas is you' uśmiechał się lekko patrząc na chłopaka.
-mój gluptasek...-zaśmiał sid cicho.-jak mógłbym nazywać siebie twoim partnerem gdybym zostawił się w trudnych chwilach. Przeszliśmy przez to razem. Kocham cię. I już nie raz ci to powtarzalem. No i dostałem swój wymarzony prezent, ciebie. To bardzo przemyślane.-zaśmiał się trochę głośniej mając na myśli kupony.-no ale to jeszcze nie koniec prezentów ode mnie.
-ok więc skoro mówiłem że od najtańszych.-podał mu płaski prostokątny pakunek. W kolorowy papier zawiniety był rysunek. Akt Takano który rysował przed lustrem.-tylko może lepiej nie pokazuj tego reszcie...jak otwórz żeby nie widzieli.-poprosił wstając jeszcze po wielkie pudło w którym był wzmacniacz.
-no wiesz...ja mam ciebie to pomyslalem że ty powinieneś mieć mnie.-zaśmiał się.-proszę...mam nadzieje że prezenty się podobają.-kiedy chłopak ponownie von pocałował objął go mocno w pasie i przysunął bliżej siebie.-oj no chodź tu.-powiedział calujac go namiętnie.-no to skoro prezenty rozdane możemy wracać do stołu.-poinformował dorosłych podchodzac do dzieci.-a wy możecie tu zostać i się ładnie bawić.-powiedział mierzwiac im włosy.
Zaczął śpiewać razem z chłopakiem i kątem oka kontrolował zabawę dzieci z pieskami. Wszyscy śmiali się wesoło i rozmawiali. W końcu mężczyzna wstał i poprosił na stronę dziadka. Poszedł z nim do kuchni i oparł się o blat.
-muszę z panem porozmawiać...ostatnio przedstawiłem Tomo mojej rodzinie i...moja macocha jakoś się dokopala do informacji że jest pan jego ojcem. Nie dopuscilem do tego żeby mu powiedziała ale samo to że wie że możliwe że jego ojciec nie jest jego prawdziwym ojcem ciągle go męczy. Boi się dowiedzieć ale na pewno spyta...ja sam czuję się niekomfortowo że ja wiem a on nie.-powiedział mu wszystko.
-szczerze? Ja sam nie wiem co będzie dla niego lepsze. Wiadomość że jego ojciec żyje tylko oddał go do innej rodziny. Przy okazji dowie się że nie jest krewnym burmistrza. Ale z drugiej strony stoi to że dla niego pierwszą myślą może.być że pan go nie chciał i tak dalej i tak dalej. Ja tylko chciałem żeby pan o tym wiedział i że predzej czy później on będzie pana o to pytał. A wtedy lepiej dać mu odpowiedź. Powiedzieć żeby wysłuchał do końca.
-tak jemioła.-przyznał spokojnie. Objął go w pasie i uniósł jego twarz na podbrodek.-kocham cię, wiesz?-spytał retorycznie po czym pocałował go namiętnie.-szedles do kuchni po coś konkretnego?-spytał kiedy już się od siebie odsunęli.
-na spacer? I wszyscy nie mają nic przeciwko?-uniósł delikatnie brwi.-no dobrze. Możemy iść się przejść i więc chwilę prywatności.-ucałował go w policzek.-sypialnie zamknąłem na klucz więc spokojnienie nikt nie zobaczy ciebie w neglizu.-zapewnił cofajac się do kuchni żeby nalac sobie wina do piersiowki.-bierzemy psy-spytał jeszcze kiedy skończył.
-mhm no to niech się bawią a my pójdziemy sami. Tylko we dwoje.-przytaknal ubierajac buty, kurtkę czapka rękawiczki oraz szalik. Do kieszeni kurtki włożył piersiowke a kiedy wyszli złapał chłopaka z rękę.-no więc? Gdzie chcesz iść?-spytał rozglądając się dookoła.
Szedł za nim spokojnie nie pytając o szczegóły. W końcu i tak mało znał Yukan i nawet nie wiedziałby o co chodzi.
-och...ale ja nie wiem co chce.-mruknął kiedy chłopak dał mu tabliczkę.-do szczęście wystarczy mi że jestem z tobą.-wyjaśnił rozglądając się dookoła.-ładnie tu...-uśmiechnął się obejmując chłopaka ramieniem.-no i czym mam zapisać to życzenia jak je już w końcu wymyśle?
-och miałem miałem...tylko daj mi pomyśleć...-westchnął patrząc tepo na tabliczkę. W końcu zamoczyl pedzelek w tuszu i napisał 'być już zawsze szczęśliwy z ukochaną osobą.'-na nowy rok? Festyn?-oczy mu zaświeciły.-a ubierzesz yukate?-spytał z nadzieją. Objął go lekko ramieniem kiedy powiesili tabliczki z życzeniami.
-mhm...czuć magię. Więc może i życzenia się spełnią? Spełniło się już jakieś twoje które zawiesiles?-spytał calujac go w policzek i patrząc na oświetlone drzewo.-tutaj jest ślicznie, dziękuje że mnie tutaj przyprowadziłeś...a właśnie kochanie...masz yukate?
-oj no...tak się tylko pytam...bo ten pożar i w ogóle. Nie wiem co ocalało. Ale skoro yukata jest cała to już nie mogę się doczekać kiedy cię w niej zobaczę.-oznajmił z lekkim uśmiechem. Kiedy chłopak go pocałował równie mocno zaangażował się w pocałunek. Osunął się dopiero kiedy zabrakło mu tchu.-więc, skarbie. Spełniło się jakieś twoje życzenie?-ponowił pytanie będąc ciekawym.
-mhm...więc innymi słowy te bardziej realne nie pospelnialy...ale mowiles też że dziadek przepowiedział ci późną miłość.-przypomniał calujac go jeszcze w policzek.-zostajemy tu jeszcze czy idziemy się przejść?-spytał upijajac kilka lykow wina z piersiowki żeby się rozgrzać.
[ej ej ej! Śpiączka to jest mój pomysł! XD]
-tak długo jak nie ma w nich śmierci mogę być spokojny poza tym...jakoś nigdy nie wierzyłem w takie rzeczy. Bo to my sami decydujemy o tym jak będzie wyglądała nasz przyszłość. Jest wiele dróg którym możemy iść. A nie jedna wytyczona.-mruknął łapiąc go za rękę i splatajac ich palce razem. Zaczął powoli schodzić schodami w dół.
[no chyba że...jeju to co ty wymyśliłeś? Zaczynam się bać....]
-tak, żadne przepowiednie nie sprawią że przestanę cię kochać. Nie zostawiłem cię wtedy kiedy ktoś ci wysłał czegoś do coli i nigdy cię nie zostawię.-oznajmił a kiedy upadli zaśmiał się cicho.-nic się nie stało ciamajdo ty moja kochana, tylko zejdz już ze mnie.
[spokojnie? Kto wie co się w tej twojej łepetynie zrodziło XD]
-ty miałeś miękkie a ja twarde.-zaśmiał się wyjmujac z kieszeni cygaretke czekoladowa i mocno się nią zaciągając. Powoli wypuścił dym po czyn objął chłopaka ramieniem.-trochę szkoda że w najbliższym czasie raczej nie będziemy mieli nawet chwili prywatności po rodzinka zostanie.kilka dni....-zamarudzil.
-och no ale nie w tym rzecz...mogę pomóc ci z chlebkami i odwiedzić Juna i Ryu też mogę z tobą.-uśmiechnął się do niego wesoło.-tylko to nasze pierwsze świata...może chociaż na nowy rok uda nam się być sam na sam...wzruszył ramionami idąc ostrożnie żeby się nie potknac.
-może i tak...ale nowy rok spędzamy we dwoje.-zaznaczył biegnąc za nim. Kiedy go dogonił objął go od tylu.-Hmmm mało co widać kiedy jest tak ciemno...-mruknął calujac go w policzek.-ale za dnia pewnie jest stąd sliczny widok, co?-spytał opiedajac głowę o jego ramie.
[idę spać bo niestety jeszcze ten tydzień chodzę do szkoły...XD dobranoc ^^]
-stąd? Więc zaprowadzisz mnie tutaj jeszcze raz, zrobię zdjęcie i będę w domu w wolnych chwilach malował.-zdecydował.-kochanie powinieneś się ciepło.ubierać...-westchnął oddając mu jeszcze swój szalik.-wracamy do domu...już kichasz a jak się przeziebisz to znów cię rozłoży. Jak wrócimy to zrobię nam gorącą czekoladę, chcesz?-spytał łapiąc go za rękę i wracając.
-nie ma za co...wiesz to chyba głównie zasługa mojego taty. Jemu podziekuj.-zaśmiał się wesoło.-ok więc będzie czekolada dla nas i dla dzięki. A film może 'kevin sam w domu'?-zaproponował cicho się śmiejąc.-dawno nie oglądałem a to chyba najbardziej znana komedia familijna na święta.-dodał kiedy wchodzili do domu.
Mężczyzna poszedł do kuchni i po chwilę wrócił z czterema kubkami z gorącą czekoladą. Dał dzieciakom i chłopakowi siadając obok niego. Popijal czekoladę skupiając się na filmie. Obejmował delikatnie Tomo co chwilę cicho się śmiejąc pomimo że znał ten film prawie na pamięć.
Po jakimś czasie dosiasla się do nich reszta rodzinki i wszyscy wesoło się śmiali z filmu. Kiedy się skończył było już na tyle późno że dzieci zasnely. Mężczyzna wyłączył telewizor i ucałował chłopaka w policzek.
-pomozesz mi zanieść dzieciaki do łóżek?-spytał cały czas mocno go tulac.
-ale wrócisz do mnie? Może pójdę z tobą? I weź mój szalik i czapkę żebyś za bardzo nie zmarlz.-powiedział od razu kiedy niósł swoją siostrzenice. Jako że łóżko było dużo to położył ją obok chłopca i przykrył drugą koldra.-więc poczekać na ciebie? Umyjemy się razem.-szepnął dając mu caluska w policzek.
-oj no kto niby miałby zobaczyć? Wejście do łazienki mam w swoim pokoju. Zawsze możemy się zamknąć od wewnątrz. Nie przesadzaj proszę.-westchnął wychodząc.-z reszta jak już wrócisz to pewnie już wszyscy będą spać. No chociaż się razem wykapmy...nie proszę przecież o seks...-mruknął łapiąc go z rękę.
Takano oprowadził go do drzwi podając mu czapkę i szalik. Już się nie kłócił jednak nadal uważał że chłopak przesadza. Odprowadził wszystkich do pokoi a sam zaczął sprzątać. Wszyscy byli zmęczeni więc zabrał się za to sam. Kiedy skończył usiadł przed telewizorem z kawałkiem ciasta i lapka wina.
-um jasne...to znaczy wszyscy już śpią ale mogę ci pomóc.-przytaknal dopijajac do końca wina z kieliszka. Wziął od niego tekst.-więc już dostałeś scenariusz? Tekst jest ładny...dawaj melodie.-polecił zerkając na niego.
-oj no to zaraz zobaczy kochanie.-spojrzał jeszcze tak w tekst.-więc...ty zaczynasz tak?-upewnil się. Kiedy chłopak zaczął śpiewać uśmiechnął się lekko. Na prawdę lubił słuchać jego głosu. Wszedł w odpowiednim momencie i zaczął śpiewać swoją część. Podobała mu się ta piosenka.
-ja ciebie też kocham. Ale żebym zaraz był świetny...-oddał pocałunek później mocno go do siebie przytualajac.-piosenka jest genialna...nie sądziłem z nasze głosy będą ze sobą tak kompatybilne...-powiedział trochę zaskoczony.-masz talent do pisania piosenek i lubisz muzykę...ścieżka dziewkowa na pewno będzie swietna.
-och kochanie jest świetnie. Nasze głosy razem brzmią genialnie. Jak zrobimy to na pianino to mucha nie siada.-zapewnił.-no i nie mam aż tak świetnego głosu. Masz lepszy, uwielbiam go słuchać.-przyznał się.-ale z ciebie dzisiaj kochana przylepa. Podoba mi się to.
-sanki, balwan? Ile ty masz lat?-zaśmiał się wesoło.-ale jak spadnie to czemu nie. Jestem za.-tulil go do siebie mocno.-wiesz co? Zdałem sobie sprawę że jeszcze nie widziałeś mnie tak nieźle spitego. Tak że nic nie kojarze...
-już późno i wszyscy śpią. Ale kominek jest i kiedyś rozpalimy.-obiecał. Kiedy chłopak przyniósł wino popatrzył na niego niezadowolony.-po pierwsze wino się kosztuje. Po drugie ja wcale nie powiedziałem że chce żebyś mnie takiego widział. No i...em...wiesz jakie to wino było drogie?
-ale ty miałeś nie pić.-westchnął zabierając mu kieliszek.-aż tak bardzo chcesz widzieć mnie pijanego?-spytał nalewajac sobie cały kieliszek i powoli z niego saczac.-ale doprowadzasz mnie do łazienki, myjesz mnie najlepiej pod prysznicem bo z wanny nie wyjde i doprowadzasz do łóżka.-ostrzegł cicho się śmiejąc.
-drogie jak każde które ci dawałem.-westchnął ciężko.-nie mam tanich win. Ech...więc tak bardzo chcesz zobaczyć jak jestem pijany...no nie ma co kochany jesteś...-westchnął pijąc powoli wino. Objął go delikatnie kończąc pierwszy kieliszek.-no polewaj.
-wolę mieć to jak najszybciej za sobą.-zaśmiał się.-mmmm kochanie...-odsunął się od niego i wziął potężny łyk.-mmm pyszne.-pochwalił przyglądając się od winu.-co jutro robimy?-spytał korzystając z tego że jeszcze jest świadomy.
-leczymy kacyka? No to woda gazowana i...Hmmm...zostawiam się w swoich rękach.-wypił do końca zawartość kieliszka.-Może pomyślimy o nim jak już będę trzeźwy? Wiesz na razie to alkohol powoli uderza mi do głowy...-ucałował go kilka razy po szyi.-polewaj-poprosił podając mu pusty kieliszek.
-wiesz ja sam nie wiem do czego tak na prawdę jestem zdolny po pijaku. Więc nie wykorzystuj tego za bardzo.-zaśmiał się pijąc powoli zawartość kieliszka.-wiem że jesteś przylepą. I na prawdę mi się to podoba. Jesteś wtedy taki kochany.
-jesteś jesteś. Jesteś kochany. Mój kochany. Mój najdroższy. Mój.-zaśmiał się. Duszkiem wypił wino.-dalej. Do pełna.-podał mu kieliszek. Już coraz mniej kontaktował. Ale co się dziwić, wypił już całą jedną butelkę. Jeszcze góra dwa do trzech kieliszków i osiągnie limit.
-tata?-spytał trochę zaskoczony. Szybko wypił winko.-kochanie...nalej mi jeszcze.-poprosił.
-oho...próbujesz go upic?-spytał starszy powoli pijąc swoje wino.-dobre...ale on już pewnie nie zwraca na to uwagi...-zaśmiał się siadajc na fotelu.
-kochanie noooo! Nalej mi!-upomniał się mężczyzna.
Mężczyzna powoli saczyl winko patrząc na chłopaka jak w obrazek.
-lubie wino. Czasem piję do obiadu ale mam już swoje lata.-zaśmiał się.-a co mi dało to że miałbym coś przeciwko? Znienawidzilby mnie i tylko byśmy się kłócili. Jest szczęśliwy, zakochany...ty również wydajesz się być z nim szczęśliwy. Dlaczego miałbym mieć coś przeciwko takiej szczęśliwej parze? Chlopcze...nie szukaj dziury w całym.
-mmm dokładnie, dokładnie.-pokiwal głową mężczyzna będąc w połowie kieliszka.
-doooobrze.-mężczyzna zamknął się pijąc spokojnie winko.
-synu...-powiedział do Tomo. Traktował go już jak członka rodziny.-każdy popełnia błędy. A to nawet nie była twoja wina. Cieszę się że on ci pomógł. Że nauczył się kochać. Znaczysz dla niego wiele, a ja jako dobry ojciec powinienem go rozumieć i go wspierać. Jesteś w rodzinie nawet jeśli nie jesteście jeszcze małżeństwem.
Wypił całość w kilku łykach i już nie kontaktował. Objął go mocno darząc jego szyję pocałunkami.
-ma chère...Je t'aime...-zaczął a potem już tylko leciał potok słów po francusku. Gadał jak opętany a jego słowa wywołały śmiech starszego mężczyzny.
-dokąd mnie ciągniesz?-spytał go po francusku zupełnie jakby nie rozumiał co chłopak do niego mówi. Zatrzymał wie uznając że dalej nie pójdzie.-no chyba że idziemy do sypialni? Albo lepiej do łazienki! Pobawmy się!-cały czas mówił po francusku.-pobawmyyyy.-dodał przejeżdżając dłońmi po linii jego tułowia.
-a więc jednak dałeś się namówić? Jak chcesz to zrobić? Chce spełnić twoje życzenia...-zamruczal mu do ucha niezmiennie w języku francuskim.-zdejmiesz mi szkła kontaktowe i podasz okulary? Nie chce zasnął w soczewkach kiedy już skończymy...-dodał siadając na łóżku.
Zrobił smutną minke i dość długo zajęło mu zanim w końcu coś wydukal po angielsku. Zachowywał się jakby umiał tylko francuski.-Honey...i just...want to...know...-zacial się znów milknąc żeby pomyśleć.-what type of sex would you like....to have with me...and...my...my....lenses...can you take them off and give me my glasses?-wyjakal ucinajac część swojej wypowiedzi.
[przepraszam jeśli są tam jakiekolwiek błędy...]
-um...but...but I want to...satisfy you...-wydukal zasmucony.-really...I want to do what you like...what you want...ok I know I'm drunk...but...-otarł łzy.-but always I'm the one who feel good. I want you to feel good too. I want to do what you like...
-but i do worry...sorry...lets go sleep. Just lets go sleep.-szepnął wchodząc bardziej na łóżko.-sorry for your heart...-dodał odkładając okulary. Zamknął oczy z których wciąż płynęły łzy. Mężczyzna zasnął dość szybko w sumie wystarczyło że zamknął oczy.
Alkohol zadziałał na tyle dobrze że obudził się nad ranem kiedy do próbował wymacac chłopaka w łóżku ale jakoś nie mógł. Kiedy otworzył oczy jak zwykle zobaczył tylko plamy więc wymacal okulary i je założył.
-aaaa...moja głowa...-jęknął kiedy próbował usiąść. W końcu wstał i jakoś zszedł na dół.
-mhm...-wziął kilka lykow po czym spojrzał na chłopaka.-czemu jesteś tutaj a nie ze mną na górze? Powiedziałem wczoraj coś złego?-spytał wystraszony.-spales tutaj?-dodał jeszcze jedno pytanie siadajac obok niego i obejmując go ramieniem. Głowa wciąż go bolało ale zdążył się domyślić że chłopak pewnie znów ma koszmar.
-och no daj spokój. Przecież mogłeś ze mną spać...nie zawracalbys mi głowy.-westchnął ciężko.-mój gluptasek...no to może skorzystamy z tego że wszyscy jeszcze smacznie śpią i się umyjemy? Opowiesz mi jak bardzo się zblaznilem.-dodał glaszczac go po plecach.
-coś wczoraj nagadalem, prawda? Normalnie wiedziałem że nie powinienem się przy tobie upijac...-westchnął.-nie musisz udawać ani nic robić...-przybity i z bolaca głową wszedł na górę żeby wziął prysznic. Wszedł do kabiny i ustawiając sobie natrysk z góry stał czując jak woda przyjemnie po nim spływa.
-to ja jednak wolę ciebie jako przylepe.-zdecydował cicho się śmiejąc.-a tak poważne to wybacz...mam kaca, boli mnie głowa i dzisiaj to chyba wszystko mnie będzie drażnić.-wyznał jedząc sniadanko ale jakoś nie mając zamiaru ruszyć koktajlu.-po francusku?Ja jnic nie pamiętam. Film mi się urwał zupełnie nic nie kojarze. Pamiętam jak o czyn rozmawiałeś z moim tatą a potem czarna dziura.-uśmiechnął się przepraszjaco.
-tak wiem że mowiles. Wybacz że jestem czasem taki uparty...-mruknął z pełną buzią.-płakałem? Upokarzające...-jęknął zażenowany.-chciałem seksu? To już bardziej normalne. Tylko...no...bo mnie to ciągle męczy. Że jeszcze nie spełniłem twoich fantazji. Wtedy w klubie starałem się nie być taki łagodny i mam wrażenie że wtedy naprawdę ci się podobało...
-Ale spełniając twoje życzenia czy robiąc to po twojemu wcale nie będę się zmuszał!-zaprzeczył od razu.-poza tym...zdaję sobie sprawę, że...jakby to ując...bardziej byłeś zadowolony z tego na afterparty niż z tego co robimy w domu...-westchnął cicho.-więc...ja po prostu zawsze robiłem to tak bardziej...łagodnie. Oboje mamy nowe doświadczenia jak widać.-zaśmiał się.-Jak ja płaczę to jest upokarzające...-mruknął.
-Ej no...ile razy mam ci mówić, że ty też masz być usatysfakcjonowany z seksu?-westchnął ciężko.-No nic...i tak obiecałem że spełnię twoje fantazje więc w końcu to zrobię.-pokazał mu język i zaśmiał się wesoło.-no, no, kochanie ładnie to tak w środku rozmowy uciekać?-zmierzwił mu włosy.-tylko wróć na śniadanie to zrobię coś pysznego.-dał mu całuska w policzek.-kocham cię, wiesz?
Pokręcił głową już nawet się nie zastanawiając po co chłopak chciał iść do świątyni. Zakasał rękawy i zabrał się za robienie śniadania. Zdał sobie sprawę że wczoraj wszystkie jedzenie jakie przygotował zostało zjedzone więc przed obiadem postanowił że pojedzie do miasta nadrobić zapasu a na razie przygotował naleśniki.
-hej skarbie.-podał mu talerz nalesnikow i dzemik.-jadę zaraz do miasta więc coś ci kupię. Mam do zrobienia spore zakupy więc jadę samochodem. No i skoro spadł śnieg do motor odpada. Opisz mi jakie ci kupić żeby nie było że nie pasuje.-zaśmiał się robiąc wszystkim herbatę.
-jasne tanie.-spojrzał na listę.-uhm ok...wszystko kupić. Bawcie się dobrze. Za góra trzy godzinki jestem.-ucałował go w policzek i wyszedł zostawiając chłopakowi czapkę i szalik. Jechał powoli żeby nie wpaść w poślizg przez śnieg. Niestety osoby jadące znad przeciwka uważały zupełnie inaczej. Mężczyzna próbował zjechać z drogi pedzacemu samochodowi jednak ten uderzył prosto w jego drzwi dodatkowo przekoziolkowujac samochód tak że wylądował na dachu. Mężczyzna stracił przytomność a pogotowie wezwali dopiero następni kierowcy.
[no pierwszy dzień świąt był spokojny...]
Spojrzał na niego zaskoczony i tylko krzyknął że wychodzi i ubrał ciepłą kurtkę i buty.
-Tomo tylko spokojnie...na pewno żyje...no już wskakuj na motor.-westchnął wyprowadzając go z garażu. Kiedy chłopak wszedł od razu odjechał. Dojechał w miarę szybko jadąc ostrożnie. Po drodze widzieli skasowany samochód. Zaparkowal pod szpitalem.-no lec.-polecił mu. Całą rodzina siedziała na korytarzy przed salą operacyjną. Ojciec chłopaka chodził dość nerwowo.
Starszy mężczyzna wciąż nerwowo chodził jakby zupełnie nie zauważył Tomo. Rika siedziała tupiąc nogami a jej mąż głaskał ją po ramieniu. Poinformowali już całą rodzinę, więc domyślali się że Ren i Koyuki jutro powinni również przyjechać. Był to pierwszy tak poważny wypadek Takano więc wszyscy się o niego martwili. W końcu Rika wstała i położyła Tomo dłoń na ramieniu.
-wszystko będzie dobrze...-szepnęła a chwilę później podszedł Jun który szedł dość powoli.
-Sam mi mówiłeś że jak ktoś ma powód żeby żyć to tak łatwo nie umiera...-przypomniał mu.
-na pewno? Wyglądasz jakbyś miał zaraz zemdleć...może zostanę jeszcze chwilę dopóki nie skończą go operować?-zaproponował głaszcząc go po ramieniu.-Nie zginie. Ma powód żeby żyć, nie martw się tak. Wszystko będzie dobrze. Usiądźcie sobie.-polecił kobiecie i chłopakowi.-Tomo może przynieść ci kawę?-spytał bo już całkiem dobrze orientował się w szpitalu.
[głupi bloger....nie wysłał...]
-ok...ja tutaj jeszcze posiedzę.-zdecydował siadając na krześle. Za to w sali operacyjne lekarze robili co w ich mocy. Mężczyzna miał niezagrażający życiu uraz głowy, złamane żebra oraz nogę w dwóch miejscach. Dodatkowo wiele ran ciętych na całym ciele z których lekarze wyjmowali kawałki szkła. Trzeba było też wyjąć soczewki z oczu mężczyzny. Po dwóch godzinach w końcu otworzyły się drzwi do sali.
-oj mały...-objął go lekko sadzając go na ławeczce przed salą w której położyli mężczyznę.-to nie twoja wina. Skąd mogłeś wiedzieć, że będzie miał wypadek? Nic nie mogłeś zrobić bo nic nie wiedziałeś. Ale niedługo będziesz mógł zrobić wiele. Przejedzie jego brat który jest lekarzem, załatwi ci wejście do sali i będziesz go wspierał. Będziesz dobrze Tomo, wiem że jest ci teraz ciężko. Ale wszystko będzie dobrze.
-Mhm...wiesz jak często jedyne co mogę zrobić to wspierać Ryu. Będzie dobrze, na pewno cię wpuszczą. Muszę.-pogłaskał go po włosach.-na pewno ty jesteś pierwszą osobą jaką chce zobaczyć po przebudzeniu się z narkozy.-uśmiechnął się lekko. Podeszła do nich młoda pielęgniarka i ukucnęła przed chłopakiem.
-Przepraszam, dlaczego Pan tu tak siedzi?-spytała odwracając się żeby spojrzeć na zamknięte drzwi.-Leży tam ktoś kogo Pan zna? Nie wejdzie Pan?
-Oj no dobrze...będę jechał ostrożnie ale jak coś to dzwoń.-zmierzwił mu włosy i poszedł w stronę wyjścia a jego miejsce zajęła pielęgniarka.
-Ale dlaczego cię nie wpuścił?-spytała wyraźnie zaskoczona.-Kim jesteś dla leżącego tam...-urwała zaglądając do środka bo akurat z sali wychodził lekarz.-mężczyzny?-dokończyła.
-och...to okropne, że ciebie nie wpuścili!-wykrzyknęła oburzona.-poczekaj chwilę.-wstała i pobiegła za lekarzem. Po chwili wróciła zadowolonym uśmiechem.-możesz wejść. Lekarz nie wiedział kim jesteś i dlatego nie pozwolił ci wejść. Powiedział że jego kolega ze studiów właśnie do niego dzwonił, że pacjent ma partnera który zapewne będzie chciał do niego wejść.-wyciągnęła w jego stronę dłoń.-chodzi o ciebie?
Mężczyzna leżał nieruchomo podłączony do kroplówki i aparatury kontrolującej jego funkje życiowe. Reszta rodziny zgodnie stwierdziła że już będzie się zbierać i bez słowa wyszli wracając do Yukan. Po około pół godzinie przyszedł lekarz trochę zaskoczony tym że chłopak siedział sam.
-chlopcze...-zaczął.-więc to ty jesteś osobą której mam powiedzieć co z nim?-spytał go opierając się o łóżko.
Widać było że lekarz był mlody. Położył mu dłoń na ramieniu i uśmiechnął się lekko.-przeżyje. Proszę myśleć pozytywnie. Na razie nie wiemy czy będzie w jakimś stopniu niepełnosprawny po tym wypadku ale jesteśmy dobrej myśli. Póki co wiemy tylko że jest w śpiączce ale jego stan jest stabilny. Ma złamaną nogę ale spokojnie ona się na pewno zrosnie, ta sama sytuacja jej z zebrami. Kilka szkieł w ciele ale je usunęliśmy. Dostał w głowę i dlatego jest w śpiączce, uderzenie jednak nie zagraża jego życiu. Co to amnezji, zaburzeń mowy i temu podobnych nie jestem pewny. Ale tak jak mówiłem jesteśmy dobrej myśli.
-och...proszę się uspokoić...-wydukal lekarz.-i nie myśleć o tym że będzie miał amnezje albo coś innego...-dodał nie bardzo rozumiejąc o co chodzi z francuskim.-na razie najważniejsze żeby się obudził. Podejrzewamy że nie będzie trzeba długo czekać. Najlepiej żeby pan odwiedzał go jak najczęściej i przywiózł niezbędne rzeczy w tym okulary.-poprosił a po chwili drzwi otworzyły się i z impetem wpadli bracia mężczyzny.
-co z nim?!-spytali jednocześnie. Najwidoczniej nie byli jeszcze w domu.
-nie przesadzasz z tą amnezja?-spytał Ren podchodząc do swojego przyjaciela żeby powiedzieć się wszystkiego w lekarskim żargonie. Za to Koyuki przesunął sobie drugie krzesło.
-ja cię mogę nauczyć. Ale sądzę że nie będzie to konieczne.-uśmiechnął się do niego pocieszająco.-jak on mógł się tak urządzić?-westchnął patrząc na spiaca twarz brata.
-od dwóch tygodni do miesiąca.-odpowiedział mu Ren kiedy już skończył rozmawiać.-ale musisz dużo do niego mówić. Jeśli chcesz mogę wiele ci załatwić. Jestem dyrektorem szpitala w Tokio który pełni kontrolę nad tym szpitalem. Mam tu pełną władze.-uśmiechnął się.-jeśli coś chcesz to wal śmiało.
-no słuchaj doktorka. Pomożemy ci. Ja mogę z francuskim. Od czego chciałbyś zacząć?-spytał Koyuki. Obaj mężczyźni chcieli aby chłopakowi było lżej.
-oj słuchaj...ona jest co najwyżej wicedyrektorem. Jak coś to wal śmiało, pewnie chcesz być blisko niego.-Ren zmirzwil mu włosy a kiedy chłopak powiedział czego najpierw chciałbym się uczyć wybuchneli cichym uśmiechem.
-cały Takano.-powiedział w końcu Koyuki.-chodzi ci pewnie o "je t'aime". To jest "kocham cię". Po pijaku za wiele tematów to on nie porusza....
-i nienawidzi seksu po pijaku. A raczej nie nawidzi nie pamiętać.-wtrącił się Ren.
-no dokładnie. Ile razy nam narzekał...-westchnął ciężko.-może powiedz jakiś zwroty chciałbyś wiedzieć. Zrobimy słowniczek.-zaproponował Koyuki.
-a nie możesz tego...-zaczął starszy.
-po trzezwemu go spytać?-dokończył młodszy.
-słuchaj...ja ci to mogę przetłumaczyć ale sam nie wymysle bo...bo się w tego typu rzeczy nie wglebiam...-powiedział Koyuki.
-no i po trzezwemu chyba będzie lepiej, nie sądzisz? On naprawdę nie lubi nie pamiętać. Robi się wtedy strasznie drażliwy.-upierał się Ren.
-chwila...co mu tłumaczysz i czemu jest zdenerwowany?-spytał Ren.-bo wiesz...bo sposób w jaki chcesz rozwiązać problem którego może nie ma jeszcze bardziej go zdenerwuje...-zauważył spokojnie.
-ten raz muszę się z nim zgodzić.-przyznał Koyuki.-co nie zmienia faktu że ci pomogę skoro już się zadeklarowałam.
-ech no dobrze...tylko ja i tak dobrze ci radzę nie kombinuj nic po pijaku.-Ren przesunął sobie krzesło i usiadł z drugiej strony łóżka.
-oj tego że go nie skrzywdzisz akurat jesteśmy pewni...nie chcemy tylko żeby się denerwował.-Koyuki poklepal go po plecach.
-o co teraz?-Koyuki spójrzal na śpiącego brata.
-a bo ja wiem? Pogadamy z nim jak się obudzi.
-wiesz ja wiele rozumiem ale żeby Takano miał wyrzuty sumienia?
-mnie też to zaskakuje...normalnie tak ale w sprawie seksu?
-to ich sprawa. Ale znając Takano jeśli wie co chce Tomo to na pewno dąży do tego żeby to spełnić...
-no dobrze.-Koyuki wstał i zaczął zbierać swoje rzeczy.
-pewnie i tak go zabawa ominie...no chyba że sam do niego przyjedziesz w Yukacie.-mówiąc to wstał drugi z braci.
-ty nie jedziesz?-dopytal starszy.
-jeśli będziesz potrzebował coś załatwić to dzwon.-Dodał Ren wychodząc.
Jego stan uległ zmienie dopiero tydzień po nowym roku. Najpierw nie otwierając oczu zaczął poruszyć palcami i mamrotac coś bliżej nie określonego. Całkowite wybudzenie nastąpiło jednak kilka dni później. Kiedy poruszył powiekami i dopiero później otworzył oczy. Uderzyła go gama świateł i kolorów które przez brak okularów nie przybrały żadnego określonego kształtu.
-czemu mówisz do mnie po francusku?-zdołał tylko wychrypiec teraz rozumiejąc jeszcze mniej. Zamrugal kilkakrotnie starając dojść do tego kto tak mocno ściska jego rękę i gdzie on tak w ogóle jest i dlaczego ten ktoś chce wołać lekarza.-Tomo-chan?-udało mu się jeszcze powiedzieć pomimo tej suchosci w gardle. 'no tak...miałem wypadek to pewnie dlatego jestem w szpitalu. Tylko czemu jest mi tak sucho w gardle?' pomyślał ciągle mrugajac.
Chciał unieść rękę żeby poglaskac go po policzku ale zrezygnował czując okropny ból.
-okulary.-udało mu się jeszcze powiedzieć. Ciężko było mu mówić ale głównie przez to że nic nie pił od miesiąca o czym nie wiedział.-"spokojnie"? Przecież jestem spokojny...-zakaszlal czując ból w klatce piersiowej.-o co ci chodzi?-spytał chcąc w końcu wszystko wiedzieć.
Mężczyzna spojrzał na niego zszokowany. Nawet nie próbował powiedzieć czekolwiek. 'miesiąc...ominął mnie sylwester...zostawiłem go na miesiąc...to dlatego jest taki wychudzony, pewnie gluptas nic nie jadł...". Lekarz pozwolił mu przeplukac usta, zbadał jak jego oczy reagują na światło, sprawdził wszystkie rany, zadał kilka pytań i na parę odpowiedział. Wyszedł pozwalając im na krótką rozmowę żeby mężczyzna jeszcze za bardzo się nie męczył.
-przepraszam...-powiedział już normalniejszym głosem.
-ała! Glowa mnie boli a ty mnie jeszcze bijesz...-jęknął.-ja też cię bardzo kocham. Przepraszam. Nie pojezdzimy razem na sankach i nie ulepimy balwana. Nie spędziliśmy razem sylwestra. Przepraszam...pewnie długo tutaj będę leżał więc z Paryża na razie nici...wybacz mi...jesteś taki wychudzony...nikt cię nie pilnował żebyś jadł?-umilkl na chwilę.
-no dobrze...ale jak wyzdrowieje to pojedziemy. Obiecuje.-uśmiechnął się lekko.-spędziliśmy? A miałeś yukate?-spytał łapiąc chłopaka za rękę.-kochanie...ale teraz już będziesz jadł. Już ja cię dopilnuje.
-oj a ja tak chciałam cię zobaczyć w yukacie.-zamarudzil mocniej ściskając jego dłoń.-ale jeszcze mi nie uciekniesz co?-zrobił smutną minke.-opowiedz mi co się działo jak spałem.-poprosił obracając głowę żeby na niego spojrzeć.
-zostań...-poprosił. Nie wiedzial czemu tak bardzo bal się zostać sam. Bal się też zamknąć oczy.-francuskiego? I czego cię nauczyli?-spytał z lekkim uśmiechem.-pracujesz? A co robisz? Jak tam ścieżka dźwiękowa do filmu?
-dziękuje.-uśmiechnął się zadowolony. -a zagrasz mi? Może jutro wpadniesz z gitarą? Lubie słuchać twojego głosu. Skarbie a śpiewałeś mi? Kocham cię. Kocham...-złapał jego dłoń tak mocno jak tylko umiał.-no dobrze ściśle tajne, tak? Więc nic mi nie mów.
-dziękuje że mi spiewales. Kochanie ale nie pisz jeszcze. Zostań ze mną. Dopiero się obudzilem i nie widziałem cie miesiąc jak się okazuje...nie przepraszaj.-poglaskal go po policzku.-musiałeś się martwić...plakales?
-och skarbie...to ile ty musiałeś wypalić? Powinieneś troszkę ograniczyć.-objął go jedną ręką.-często się tak kladles? Ten miesiąc musiał być dla was ciężki...Ren też przyjechał? A żona Koyukiego?-wypytal.-pocalujesz mnie?
[ok ^^]
-mhm...ale nie tak pocaluj...-jęknął.-ech i nie przypilnowali cię żebyś jadł? No nie ma co kochani są.-westchnął.-Koyuki już ci mówił że nagrywać będziesz u nich w korei? Chciałbym wtedy pojechać z tobą...mam nadzieje że już wtedy będę na chodzie. Zawiesilibysmy wtedy kłódkę na N Seoul Tower...
-oj no...ale skoro uczyles się francuskiego...to może pocalujesz mnie po francusku, co?-chciał się wycwanic.-no ale dobrze. Do jutra wytrzymam. Nie tul mnie tak mocno bo żebra jeszcze trochę mnie bóle. Dziwi mnie że że zrobili mi przeswietlenia jak się ubudzilem.-wzruszył ramionami.-och kochanie...musiales się martwić...Jolie jest grzeczna? Wymyśliłeś co zrobić z Yuyą? Może Koyuki z żoną by go adoptowali? Nie mogą mieć swoich dzieci...-urwał nie wiedząc jak chłopak zareaguje.-no wiem że dużo czasy spędzałeś tutaj i pracowałeś...ale w szpitalu jest stołówka przecież.-przypomniał.
-och...a Koyuki zawsze chciał mieć syna.-zaśmiał się.-Kochanie i będziesz tak biegał między domami? Przecież prace na cukiernią zostaną wznowione na wiosnę i wtedy będziesz miał swój dom...i przecież będziesz mnie odwiedzał prawda? No i w takim razie będziesz też częściej przebywał u dziadka żeby zając się chłopcem. Kiedy odpoczniesz? Na dodatek latasz pomiędzy pracami...-pokręcił głową.-A jak ci się podoba praca nad muzyką do filmu? Może miałeś taką myśl że to chciałbyś robić?-zaproponował.
-okrutnik...-mruknął zabierając jego dłoń ze swoich ust.-no niby logiczne rozwiązanie ale...sam też będziesz mnie odwiedzał, co? Zostawał na noc i w ogóle...to się nie zmieni?-chciał się upewnić bo domyślał się że chłopak będzie miał opory tak jak na święta.-ech...ale dlaczego sądzisz, że byłaby to rutyna?
-Skoro będziesz mnie odwiedzał to jestem zadowolony. W końcu jak już wyjdę ze szpitala to ktoś będzie się musiał zajmować tym biednym schorowanym mną...a nie chcę żeby to była moja hałaśliwa rodzinka...hmmm...wolałbym mojego ukochanego w stroju pielęgniarki...mmmm....-rozmarzył się.-no dobrze...zostawiam temat twoje pracy...ale nadal uważam że powinieneś odpoczywać...
-och spokojna głowa pacjent nie będzie miał nic przeciwko.-zaśmiał się.
-Możesz ale najpierw zjesz.-mruknął Jun podając mu pudełko z carry.-Reiko zrobiła, dobre jest więc wcinaj...o...obudziłeś się.-uśmiechnął się zadowolony.-strasznie długo spałeś.
-A jednak jestem zmęczony.-odparł witając się z nim skinieniem głowy.
-Więc jedz i chociaż ten jeden raz nie marudź jak dziecko.-fuknął siadając na krześle.-całość ma być zjedzona.-ostrzegł go.
-słuchaj go.-poprosił tylko Takano. Cały czas był bardzo osłabiony ale starał się nie dać tego po sobie poznać.
-będę bo co innego miałbym tu robić? Lepiej sam odpoczywaj i grzecznie jedz do końca.-upomniał go patrząc w sufit.
-W cale nie jest za dużo tylko żołądek znów ci się skurczył. Więc jedz i nie marudź.
-A właśnie...kochanie?-zaczął Takano.-Powiedz ty mi...dlaczego witałeś mnie po francusku?
-Zaraz wracam...-westchnął Jun zostawiając zszokowanego Takano który nie mógł się ruszyć.-Wracaj tam. Wracaj i powiedz mu jak bardzo się martwiłeś i bałeś.-podał mu chusteczkę i pogłaskał go po włosach.-Mówiłem ci że się obudzi. Tomo już nie masz czym się martwić. Obudził się i żyje. Nie ma amnezji ani niczego innego. Pamięta cię. Wracaj i powiedz mu jak bardzo się bałeś bo idę o zakład że mu tego nie powiedziałeś. Ktoś bardzo mądry powiedział mi że jak partnerzy nie będę ze sobą szczerzy i jeden drugiego będzie oszukiwał że wszystko jest ok...to będą jeszcze bardziej nieszczęśliwi.
-więc czemu uciekłeś? Czemu płaczesz?-spytał obejmując go lekko.-jest ok. I jeśli zaraz sam tam nie wejdziesz to cię tam wepchnę. Przysięgam.-fuknął.-Teraz tylko musisz poczekać aż się wykuruje. I wszystko wróci na swoje miejsce.
-No ja myślę skarbie mój bo nie umrzesz i ja innych opcji słyszeć nie chcę.-ostrzegł całując go w policzek.-Jak jeżdżę balsamować to nie mam czasu jeść bo tam są cięższe przypadki, Jak wyjedziesz to...no coś wymyślę. I będę cię przecież odwiedzał żeby zjeść coś pysznego.-zaśmiał się.-no kolację kiedyś zrobię...może Tomo mi pomoże....
-Mój głuptasek...-westchnął przyglądając mu się uważnie.-Skarbie? Płaczesz?-spytał trochę zasmucony.-Nie płacz...już na prawdę jest dobrze. Może jestem troszkę osłabiony i kilka części ciała pobolewa ale jest ze mną ok. Serio. I pewnie jak już pójdziesz to zrobią mi prześwietlenie i jutro ci wszystko powiem. Już jest dobrze...-uśmiechnął się lekko.
-Kochanie? Jechałem powoli...było ślisko i na prawdę uważałem na drodze. Osoba z naprzeciwka pędziła jak szalona, chciałem zjechać jaj z drogi ale mi się nie udało. I we mnie uderzyła.-wyjaśnił mu jak to było.-W tym wypadku nie ma nic z twojej winy. Nic a nic. Chodź do mnie.-wyciągnął w jego stronę ręce.-Już jest dobrze. Obudziłem się i wszystko pamiętam. Przepraszam że tyle wycierpiałeś z mojej winy.
-Kochanie...nie zostawię cię nigdy. Obiecuję ci to.-przytulił go na tyle mocno na ile mógł.-żyję i do co najmniej 70 lat nie mam zamiaru schodzić z tego świata.-uśmiechnął się. 'no tak..znów wypadek samochodowy...o ja głupi i niedomyślny...' pomyślał zażenowany.
[ech..i tak to jest jak się ma otwartych 20 kart...zaraz to poprawię...]
-ej no miałeś ograniczyć!-krzyknął za nim.
-już za długo pali.-mruknął tylko Jun po czym posprzątał naczynia.
-em...dzięki że go chociaż trochę pilnowałeś z jedzeniem...i...że go woziłeś...i w ogóle za wszystko.
-Nie ma sprawy. Przyjaciela nie zostawia się w takiej sytuacji.
-Dobre chociaż to...ale już ogranicz troszkę, dobrze?-poprosił.-to daj mi całuska na dobranoc...i postaram się zasnąć mimo że się...boję..-przyznał cicho.
-nie ma za co. Zbieraj swoje rzeczy.
-I pamiętaj, że z gitarą.-przypomniał i pomachał mu na pożegnanie. Chwilę po tym jak chłopak wyszedł przeszedł lekarz i zabrał go na prześwietlenie informując że żebra się zrosły i głowa również w całości. Zdjęli mu większość bandaży i dali wózek żeby łatwiej mu był się przemieszczać do łazienki. Tego dnia odwiedziła go jeszcze cała rodzina i pojechali aż on w końcu ie usnął ze zmęczenia.
[ok branoc ^^]
-ja ciebie też kocham. Dzięki za informacje i za jedzonko. I za wszystko inne. Gitarę masz?-spytał żeby się upewnić.-kochanie lekarz powiedział że poleze miesiąc żeby odzyskać trochę sił o tak kontrolne czy aby na pewno wszystko gra i będę mógł wracać do domu. Co prawda nadal będę miał nogę w gipsie ale w domu zawsze lepiej.-pochwalił się z uśmiechem dobrymi nowinami.
-jasne mozesz później tylko mi też podaj jedną buleczke. Bo oni nie dość że robili mi pełno badań to nie mi nie dali jeść.-zamarudzil.-jak dzisiaj dojechales do mnie?-spytał z lekkim uśmiechem kiedy już dostał buleczke.
-och nie o to chodzi. Ja tak z ciekawości spytałem.-uśmiechnął się.-dobrze że nic ci się nie stało. Uważaj jak będziesz jechał bo na drodze pewnie jest ślisko.-ugryzł buleczke.-mmmm pycha! W końcu coś pysznego do jedzenia.
-ale ja wcale nie mam ci tego za złe.-zapewnił spokojnie.-wiem że to twój przyjaciel. Przecież już ustaliliśmy że nie jestem zazdrosny. To dobrze że cię wspierał. Masz wspaniałego przyjaciela. I pilnował żebyś jadł. Jestem mu wdzięczny.-ucałował go w policzek.
-oj przecież ci mówiłem że jechałem ostrożnie j ten wypadek to nie była moja wina. To tak się po prostu zdarzyło. Ale ja sam nie mam zamiaru znów tego przeżywać. Spokojnie.-poglaskal go po włosach.
-ja też uważałem a jednak skończyłem tutaj.-przypomniał.-już nigdy cię tak nie zmartwię.-obiecał cicho.-śpiewaj kochanie. Pokaż co tam napisałeś do filmu. Możemy razem zaśpiewac nasz duet.
Postanowił się nie kłócić mimo że uważał że przecież mógłby z nim zaśpiewać. Odpowiadał mu uśmiechem. Cieszył się że chłopak z nim jest i go nie zostawił.
-Kochanie? Co było dla ciebie inspiracją do pisania nowych piosenek?-spytał kiedy chłopak skończył pierwszą piosenkę. Podobała mu się a jego głos działał kojaco na wciąż lekko bolaca głowę.
-ech kotek...to po co o niej wspomniales? Teraz to ja chce ją usłyszeć...napisałeś ją przez ten wypadek?-spytał cicho.-też miesiąc musiał być dla ciebie pracowity...ile piosenek napisałeś? Wsztskie chcę usłyszeć. I te do filmu i te prywatne.-oznajmił.
-no dobrze...nie będę wnikal. Tylko już tak na mnie nie patrz.-poprosił milknąc. Wysłuchał w spokoju piosenki długo się nie odzywając. W końcu uśmiechnął się do niego lekko.-nie jesteś sam i już nie musisz się bać. Wróciłem i cię obronie. A narkotyki...przecież mówiłem że nie dam ci znów brać, prawda?-chciał go przytulić ale był uziemiony.-ale piosenka ładna. Bardzo twoja. Może powinienem doskonalić ciasto-ciebie?-spytał z łagodnym uśmiechem.
-zrobię co będziesz chciał jak tylko stąd wyjde. Obiecuje. Będzie czekolada i film i przytulanie. Całą noc cię będę tulil. I zrobię ciasto i będziemy je razem jeść.-obiecał.-no jak wyjde to pewnie jeszcze z gipsem na nodze więc na razie z seksu i tak nici.-zaśmiał się.
-sam ocenie.-zaśmiał się biorąc pierniczka. Najpierw patrzył na niego uważnie po czym ugryzł i aż oczy mu się zaświeciły.-pyszny! Jeśli chodzi o pierniczki to bądź moim mistrzem!-zjadł całego ciesząc się jak małe dziecko.-mmmm...i jeszcze te twoje buleczki...w czym jeszcze będziesz mistrzem?
-powiedziałbym że też tesknilem ale...ja nawet nie wiem kiedy to zlecialo. Mogę tylko przepraszać i mieć nadzieje że kiedyś mi wybaczysz.-przytulil go glaszczac go po plecach.-widziałeś mnie często ale to nie to samo...ale już jest dobrze. To się nie powtórzy. Mowy nie ma.-zapewnił.-kocham cię.
-wredne mendy....i co im odpowiadałeś?-spytał poprawiając się na łóżku. Uśmiechnął się słuchając piosenki. Zaczął się zastanawiać czy inspiracją był tylko scenariusz, jak wyglądały lekcje chłopaka z jego braćmi. Utkwił wzrok w palcach chłopaka a później przeniósł go na jego twarz.-uwielbiam co słuchać.-powiedział kiedy chłopak skończył.
-najwidoczniej były tak świetne że odebrało mi mowę.-zaśmiał się.-za to teraz się wypowiem. Jest śliczna i na pewno wpasuje się w moment w filmie. Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje czy mam się bardziej rozgadac?-spytał unosząc brwi.-kochanie...dziękuje że mnie tak kochasz że mnie nie zostawiles.
-wiem...i bardzo mnie to cieszy. Bardzo.-kiedy znalazł się na wózku przykrył się końcem.-za daleko to na ten spacer raczej nie pojedziemy. I nie pytałem czy mogę wychodzić.-popatrzył na niego z lekkim uśmiechem.-no i...do łazienki jakoś dojeżdżam ale jeszcze mam problem z jezdzeniem.-poinformował.
Jun
Zaciągnął się kilka razy wydychajac parę wodną. Poszedł na górę po Keia. 'nie jestem głuchy' powiedział rozdrazniony i zapukał do pokoju mężczyzny. Sądzę że próbował wszystkiego żeby dotrzeć do Ryu, sądził że ustalili że nie będą się oszukiwać. Najwidoczniej się mylił.
Takano
-ech...No jak ja go kiedyś...-mruknął.-słuchaj...ale tak go bardziej martwisz. Jak mu będziesz wszystko mówić to będzie się czuł pewniej. I będzie mógł cię wspierać. Proste.-pstryknal palcami.-no wiesz ja...nie wiem jak ci to wyjaśnić. To jest...sam dopiero teraz dowiaduje się jakie to uczucie z ukochaną osoba. To jest dopełnienie miłości. Zbliżenie dwóch ciał. Przyjemność...z reszta...nie powinien cię w to wprowadzać twój facet?
[tak wiem...mój telefon mnie nienawidzi...]
-tutaj czyli gdzie? Bo ja terenu szpitala nie mogę opuszczać. Wciąż robią mi masę badań...-westchnął. Okrył się mocniej kocem.-nie jest ci ciężko?-spytał odwracajac głowę żeby na niego spojrzeć.
-no wiesz nie chce żebyś za bardzo się przemeczal.-mruknął tylko. Rozgladal się dookoła kiedy wjechali.-wybór czekolady zostawiam tobie. Wybierz nam coś pysznego.-poprosił z uśmiechem.-i może jakieś ciasto do tego?-zaproponował.
-oj no...a tak ba sprobowanie ode mnie? Musisz ocenić.-oznajmił biorąc łyk swojej czekolady.-mmmm pyszna...a mogę skosztować twojej?-spytał z uśmiechem próbując też ciasta.-no no...ale to ty musisz ocenić.
[idę spać ^^ branoc]
-no ok...-zgodził się dość niechętnie. Spróbował jego czekolady-też dobra.-skinal głową. Pił swoją czekolade i jadł ciasto.-za to ja jestem ciągle głodny...-zamarudzil.-jak długo dzisiaj zostaniesz?
-taka? To miłe. Było tylko now nienzsbieraj wszystkich. Wtedy jesybza duży hałasu...-zapił słowa czekolada.-oj no...to wszystko dlatego że ma co przy mnie wtedy kiedy najbardziej tego potrzebuje. Boję się że jak pójdę spać i zasne to już się nie obudze...-wyznał cicho.
-jeju...nie zostawię cię. Nie chce. Ale dziękuje że jutro zostaniesz na noc. Pozwolą ci?-spytał nachylajac się żeby go pocałować.-pomoż dzieciakom skoro obiecałeś. Ale zjedz coś dzisiaj jeszcze, dobrze? Proszę. Chciałbym żebyś wrócił do normalnego systemu zywieniowego przed moim powrotem.
-no to dobrze. Jestem mu wdzięczny że się tobą zajął. Będę mu musiał porządnie podziękować.-uśmiechnął się.-kochanie...czy Ren ci to załatwił? Bo w szpitalach nie zgadzają się tak łatwo...-zauważył kończąc swoje ciasto.-kocham cię wiesz? Wynagrodze ci ten miesiąc.
-kotek...ale najważniejsze że pozwoliła. Właśnie...o mamie mi chyba nigdy nie opowiadales prawda? Czemu była niezadowolona?-spytał wiedząc że kobieta nie jest jego prawdziwą mamą. Ale obiecał nic nie mówić. Więc milczał. Wypił do końca czekoladę i popatrzył wyczekująco.
-właśnie o to chodzi. Żeby się nie poddawał...żeby żył...-westchnął.-będąc że mną wciąż walczy. A o to chodzi. Nie chce żeby się poddał. Nie zgadzam się żebyśmy zerwali. Chce go wspierać...-westchnął zaciągając się e-papierosem.
Takano
-ale da się temu zapobiec. A jeśli chodzi o ciebie...to nadal możesz walczyć. Nawet dla siebie...bo chyba nie chcesz umrzeć?
[mój telefon mnie nie kocha ;^; ja chce już laptopa...]
-już dobrze...powiesz mi kiedy indziej. Nie ma parcia.-zapewnił.-możemy już wracać.-powiedział odjeżdżając trochę od stołu.
-nie...no może troszkę bo to przez to że o siebie nie dbales. Ale jest ok. Wskakuj na kolana to jakoś nas dowioze.-zaśmiał się trochę cofajac.-no chodź skarbie.-ponaglil go z lekkim uśmiechem.
-ja ciebie też.-szepnął jadąc powoli w stronę swojej sali.-kochanie? może zamiast przepraszać nabierzesz trochę ciałka i zaczniesz o siebie dbać? Hmmm?
-powtórzę to jeszcze raz. I bardzo dobrze że cię pilnuje. Kochanie musisz o siebie dbać. Jak wrócę to przecież musisz mieć siłę się mną zajmować.-przypomniał dając mu całuska w policzek.-I nie przesadzaj...po prostu jestem trochę osłabiony teraz. Nie chcę chłopaka kościotrupa. Trochę ciałka jest ok. Chcę mieć co przytulać.-fuknął wjeżdżając do windy.
-dzień dobry słodziaki.-zaśmiał się mężczyzna pomagając synowi wejść na łóżko.-jak się czujesz.?-spytał go kładąc na szafce wodę gazowaną.
-lepiej o wiele.-uśmiechnął się.-Tomo chodź do mnie jeszcze skoro kręci ci się w głowie. Nie wypuszczę cię w takim stanie.-ostrzegł go.
-Porozmawiać? Powiedziałeś to takim głosem...coś złego się stało?-spytał trochę zmartwiony.-Jest to coś czego nie możesz powiedzieć przy nim?-spytał obejmując lekko chłopaka.-Ty odpocznij kotek...nie chcemy drugiego wypadku.
-On po prostu się boi.-odparł spokojnie.-Jeśli chodzi o sprawę z samochodem to ma traumę po wypadku który przeżył. Zginęły wtedy jego dwie siostry. Po moim wypadku to pewnie się nasiliło. Wiem że nie będzie chciał iść do psychologa. A jeśli chodzi o sen to ma z nim problemy odkąd mało nie spłonął razem z piekarnią. Ktoś podpalił ją w nocy z tego co słyszałem. Przy mnie śpi trochę spokojniej dlatego chcę jak najszybciej wrócić...-westchnął.-też się o niego martwię tato ale...nie mogę go zmuszać. Porozmawiam z nim o tym później.
-Tak jak powiedziałem porozmawiam z nim o tym.-odparł głaszcząc go po policzku.-Nie chcę jej tu widzieć. Nie chcę jej w swoim domu. Ona zrobi mu krzywdę, powie rzeczy których nie powinien wiedzieć. Nie wiem jak to zrobisz ale odwołaj jej przyjazd. Ten jeden raz, tato proszę. Sprzeciw się jej. Myślisz, że nie wiem jak zginęła mama? Nie chcę jej tutaj widzieć i nie chcę jej w swoim domu.-powtórzył wyraźnie niezadowolony.-po co ona przyjeżdża?
-Ona? Martwi o mnie? I ty w to uwierzyłeś?-fuknął.-Ta kobieta przed 25 lat mojego życia z nią ani razu się o mnie nie martwiła. I ja niby mam uwierzyć że tym razem jest inaczej? Nie bądź śmieszny.-mruknął uśmiechając się w stronę śpiącego chłopaka. 'chociaż przez chwilę odpocznie...', pomyślał przysuwając go bliżej siebie żeby nie spadł.
-Ale ja mogę. Nie chcę jej tu widzieć jeśli ma zamiar tak jak ostatnio rozwalać mój związek. Nie chcę żeby jemu coś nagadała.-mruknął cicho wzdychając.-Trochę się wysypiam...mogło być lepiej. Boję się że jak zasnę to znów się nie obudzę.-wyznał.-Ale zawsze i tak w końcu zasypiam i śpię aż mnie nie obudzą na badania.
Westchnął ciężko kiedy chłopak wybiegał i po tym jak mu pomachał odwrócił się w stronę ojca.-Nie tak łatwo jest w to uwierzyć. Ale teraz już wszystko jasne. Przyjeżdża nie do mnie tylko do swojej kumpeli. Jak się nazywa? Znając życie pewnie już ci powiedziała. I umówiła termin kiedy was sobie pozna.-przepowiedział.
[normalnie wiedziałam XD musiałeś coś namieszać XD]
Zacisnął dłoń na kołdrze.
-Ze jak? Mama Tomo? No to pięknie...już wiem skąd wiedziała o jego ojcu...I wiem czemu tu przyjeżdża...w ogóle mnie to nie dziwi. Nie mogę dopuścić żeby spotkała się z Tomo.-mamrotał pod nosem.-nas? Ciebie i macoche tak?-uniósł brwi.
-JAK TO CO PLANUJE!? ROZJEBAĆ MI ZWIĄZEK I POWIEDZIEĆ TOMO PRAWDĘ O JEGO OJCU!-wrzasnął podnosząc i a później opadając ciężko na poduszki.-Nie ma dobrych stosunków z wujkiem. Z matką też ale nie znam szczegółów...jak on tam będzie to to będzie katastrofa...on nie może tam być...nie może....
[jaki z ciebie miłosierny samarytanin XD
-Możliwe że powinien wiedzieć. Ale moim zdaniem osobą która mu to powiem powinien być jego ojciec. A nie dwie nawiedzone macochy i burmistrz tyran.-fuknął rozmasowując sobie skronie.-Ja nie przeczę, jest silny ale to będzie dla niego spory cios. A po tym co przeżywał ostatnimi czasy to za dużo. Może tego nie znieść.
[no ty tylko masz w rękawie kilka asów jak ich tu udupić XD]
-Czym ty go niby chcesz przywieźć? On do samochodu nie wejdzie.-mruknął.-Ja na razie nie mam jak się stąd ruszyć a ty go nie znasz na tyle dobrze...Nie będzie dobrze. Nie widziałeś jaki był przerażony jak przyszedł do mnie jego wujek. Schował się w łazience. Nie chcę żeby znów płakał.
[wiesz ja rozumiem że za słodko być nie może ale mi wystarczy ta wisząca w powietrzu śmierć u Ryu i Juna XD]
[no nie twoja XD tylko ja już jedna dramaty na razie mam...a ty mi jeszcze Takano straszysz który odpoczywać powinien a nie się denerwować XD]
-Mam nadzieję, że jednak w ogóle nie pójdzie...-jęknął.-bo znając jego Juna nie weźmie bo stwierdzi że już dość go wykorzystał na wożenie do szpitala, a ja się nie mogę stąd ruszyć. A jak się dowie to nikt nie wie jak zareaguje...
-No jasne i ty myślisz że tak łatwo będzie go zatrzymać?-westchnął kładąc się wygodniej.-tato? ale jak coś to nie dopuść żeby coś mu powiedziały i żeby za bardzo go nie męczyli, ok?-spytał zamykając oczy. Chwilę później odleciał od razu zasypiając.
-kotek? Ale wiesz że ja tutaj grzecznie schodzę na kolację i chodzę się myć i że tak to ujmę normalnie funkcjonuję.-zaśmiał się.-więc tak cały czas to się tulić nie będziemy. Ale w nocy jak najbardziej, może w końcu się wyśpisz, co? Bo słyszałem, że masz z tym nie małe problemy, a wczoraj zasnąłeś jak dziecko.-ucałował go w policzek.-no i właśnie...skoro dzisiaj zostajesz to pomożesz mi się umyć czy tego chcesz czy nie. Kilka razy pomogli mi bracia, wredne małpy nic tylko się śmiali...-mruknął
-Nie przepraszaj mnie za taką głupotę...ja się wręcz cieszę że chociaż przez chwilę sobie odpocząłeś. Wyglądałeś słodziutko jak się tuliłeś.-uśmiechnął się i poprawił okulary.-mhm...czyli dzisiaj się mną zajmujesz? Ale masz coś ze mną zjeść. Ja wiem że jedzenie do najlepszych nie należy...więc jak już stąd wyjdę to zamawiam sobie okonomiyaki twojej roboty.-oznajmił.-kotuś...ja Ryu też ostatnio odwiedzam. On też czasem przyjeżdża do mnie. Możesz iść sam albo ze mną jak wolisz. Ale pewnie chcesz z nim pogadać. A twoje problemy ze snem to nie jest nic. Będzie trzeba coś na to poradzić.-pogłaskał go po policzku.
-kocham cię wiesz? Cieszę się że zjem coś pysznego przygotowanego przez mojego ukochanego mężczyznę...i że owy mężczyzna też coś zje.-położył sobie jego głowę na swoim torsie uznając że tak będzie im wygodniej i chłopak nie zleci.-porozmawiajcie sami, nie będę wam przeszkadzał. Jak coś to po mnie przyjdziesz.-pogłaskał go po włosach.
-Mhm przyjdę. Jeśli będę coś znał to pośpiewam.-uśmiechnął się. Cieszył się z jego obecności i z tego że chłopak zostanie na noc. Perspektywa tego że chłopak pójdzie dopiero następnego dnia napawała go optymizmem.-A pośpiewasz mi potem tak prywatnie?-spytał z nadzieją w głosie.-no i...tata mi powiedział że jesteś zaproszony na obiad z nim, moją macochom, twoją mamą i wujkiem. Będziesz szedł?-spytał cicho i trochę niepewnie.
-Och kochanie...wielka cena...wielka...wiem jaka uparta jest moja macocha.-westchnął wspominając bankiet.-no ale skoro Jun z tobą będzie to jestem troszkę spokojniejszy. Tylko mój dług wdzięczności wobec niego ciągle rośnie...nigdy mu się nie odwdzięczę jak tak dalej pójdzie.-zaśmiał się.-ale po tym obiedzie przyjdzie do mnie ok? Proszę...
-tortowe zachcianki?-zaśmiał się cicho.-mhm...ale jednak chciałbym się z tobą zobaczyć. Czy wszystko ok i czy zbytnio cię nie zmaltretowali...tak tylko na pół godzinki nie więcej. A jeśli na prawdę nie będziesz mógł to chociaż zadzwoń. Dobrze?-tulił go mocno do siebie.-nie jest wam zimno jeździć motorem? A właśnie...jak bardzo mam skasowany samochód?-spytał zdając sobie sprawę że do tej pory nie zadał tego pytania.
- w takim razie będę musiał kupić sobie nowy...a na prawdę lubiłem ten wóz...-westchnął ciężko przez chwilę milknąc.-mówił mi że uspokajali cię 3 godziny. Zmartwił się. Wiesz skarbie teraz będzie trudniej cię z tego wyleczyć. Ale jakoś dam radę. A jeśli moje metody zawiodą no to cóż...pomyślałem że może wizyta u psychologa coś by pomogła? Może od razu dałoby się coś poradzić na twój sen?-zaproponował spokojnie.
-ok...skarbie ja to tylko zaproponowałem. Nie będę cię zmuszał.-zapewnił.-pomyślałem jeszcze, że może postaralibyśmy się stworzyć jakieś miłe wspomnienia związane z samochodem bądź jazdą nim. Co ty na to?-cały czas głaskał go delikatnie po włosach.-powiedz mi jeszcze czy moi wredni bracia ie dogryzali ci za bardzo jak cię uczyli.
-Dobrze, nie będę cię zmuszał. Pamiętaj kochanie nie ma parcia, jak będziesz gotowy to wtedy.-zapewnił.-Musieli szukać? Dziwnie to na prawdę dobrze znają francuski...o co ty się ich pytałeś?-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy.-dobrze że się nie nabijali.
Nie mógł powstrzymać się od cichego śmiechu.
-dobrze cię nauczyli. i popracowali nad twoim akcentem.-odparł mu po francusku.-tylko powiedz mi...po co ty ich się o to pytałeś? Czy to ma coś wspólnego z tym że sobie wymyśliłeś że jak się obudzę to będę gadał po francusku?
-skarbie...ale ja nie lubie seksu po pijaku...bo ja rano nic nie pamiętam a tego nie lubie. Po trzezwemu ale nie po pijaku.-zaznaczył.-i nie zrozum mnie źle...cieszę się że nauczules się francuskiego to miłe...ale ostatnim razem jak byłem pijany to jakoś się dogadalismy nie?-spytał bo nawet nie mieli okazji o tym porozmawiać.
-ach...no ale...skarbie ja na prawdę nie lubie się kochać po pijaku. Potem nic nie pamiętam, głupio się czuję rano...no i nie wiem do czego jestem zdolny...-zamarudzil.-francuski ci się przyda do ładnego omówienia mi.-zaśmiał się.
-ukarać? Za co? Przecież jestem grzeczny.-poglaskal go po włosach.-zdrzemnij się. Obudze cię jak już będzie pora na kolację.-zapewnił przymykając oczy. Cieszył się z obecności chłopaka ale trochę nie pasowała mu cena za jaką z nim jest. Ren mógł to załatwić bez tego.
Mężczyzna cały czas leżał wpatrzony w sufit delikatnie glaszczac Tomo po włosach. Chciał sięgał po mp3 ale bal się obudzić chłopaka więc zrezygnował. Rozmyślał za to nad tym co powinien zrobić jak chłopak dowie się prawdy o swojej rodzinie. Co chwilę zerkal na zegarek a kiedy przyszła pora kolacji a jemu zaburczalo w brzuchu zaczął delikatnie potrzasac go ta ramie żeby go obudzić.
-jestem głodny...-mruknął tylko.-chyba dobrze ci się spało, co?-uśmiechnął się siadając i dając mu caluska w policzek.-no to teraz tylko wejść na wózek i na kolacje. Na pyszna kolację bo mój skarb przyniósł mi naleśniki.-zaśmiał się przenosząc się na wózek.
-podziele się i z tobą i z Ryu.-zaśmiał się.-z resztą to ty je robiles więc ty decydujesz. Ja korzystam z twojej dobroci.-uśmiechnął się do niego.-w ogóle...dobrze prowadzisz, kto cię uczył?-spytał czując się bezpieczniej kiedy chłopak pchal wózek niż miałby to sam zrobić.
-no coś ty...to fajne. Ja to chyba jednak miałem za dobrze. Cieszę się że cię spotkałem.-uśmiechnął się zaczynając jeść.-w sumie dzięki temu wiele się uczę. Dziękuje. A naleśniki są pyszne.-oznajmił.-pójdziesz jeszcze po herbatę?-spytał z pełną buzią.
-wielu rzeczy...może ty tego nie widzisz bo wcześniej mnie nie znales...ale wystarczy że spytalbys mojego taty powiedziałby ci to samo. Widziałeś jak żyłem. Teraz uczę się jak żyć normalnie i w ogóle...liczyć się z innymi. Nie wiem jak wyjaśnić ci moją zmianę.-uśmiechnął się i zaczął dalej jeść.
Prześlij komentarz