Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca,
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym),
studiował w Tokio,o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,
Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.
Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
[Dobra kochani! Welcome back :D]



5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-ty nawet nie wiesz jak wiele robisz nawet takimi drobiazgami.-mruknął pod nosem s lekkim uśmiechem. Wziął chusteczki które zawsze nosił przy sobie i zaczął wycierac rozlana herbatę. Podjechał też do mężczyzny żeby podzielić się z nim nalesnikami których miał tyle ze sam na pewno by nie zjadł i żeby podać mu chusteczki.
-Hmmm ale dobrze ci rano szło.-pochwalił go z lekkim uśmiechem. Skończył jeść i wziął kilka lykow herbaty.-ale skoro się już obudzilem to mogę zastąpić moich braci. Zawsze chętnie ci pomogę. Jak wrócimy do pokoju to możemy poświęcić na to chwilę żeby się nie nudzić. Pasuje ci taki plan?
-tak sądzisz? Ja uważam że jest ok ale w tym też zawsze mogę cię podszkolic...chociaż nie uważam żebym był w tym mistrzem...-zaśmiał się zapijajac słowa herbatą.-ale calowania nigdy za wiele.-uśmiechnął się odkładając pusty kubek.-ok. Możemy jechać.
[odpsales ja obiad miałam XD]
-mmmm...ja ciebie też bardzo kocham...-szepnął na chwilę się od niego odklejajac a potem wracając so namietnego pocałunku jakiego mu brakowało. Objął go w pasie i ponownie odsunął się dopiero kiedy zabrakło mu powietrza.
-idzie ci świetnie kotek...nie wiem czemu uważasz że masz braki ale...chyba nie powinniśmy tego robić w szpitalu...-mruknął trochę niepewnie.-ściany są tu grubości kartonu i lekarze chodzą...drzwi z oknami...i nadal jesteśmy na łóżku.-zamarudzil calujac go namiętnie.
-um...dzień dobry-przywitał się trochę panikujac.
-jak się dzisiaj pan czuje?-spytał jakby w ogóle nie widział Tomo pod koldra.
-em...dobrze...w zasadzie to coraz lepiej...-odparł trochę się napinajac by później znów się rozluźnić. Zagryzl dolną warge.
-coś pana boli?-spytał lekarz.
-nie...wszystko ok...
-um...przepraszam ale chciałbym odpocząć.-zmusił się do uśmiechu.
-dobrze. Proszę wypocząć.-lekarz skłonił się i wyszedł.
-Tomo glupku...przy lekarzu...to cud że nie podniósł kołdry...-wysapal cicho.-w szpitalu...jesteśmy w szpitalu.-mruknął.
-mmmm...łatwiej powiedzieć niż zrobić...-jęknął o zakryl usta ręką. Ponownie cały się napial spuszczajac się obficie w usta chłopaka. Oddychał ciężko.
-dobrze wiedzieć kotuś że ci smakuje.-zaśmiał się.-ale fakt zemszcze się za to. Jesteś bardzo niegrzecznym chłopcem.-dodał poprawiając spodnie.-było mi tak dobrze a tu lekarz wchodzi...masz szczęście że nikt inny już nie wchodził. Jesteś za dobry...-westchnął.
-tak sobie pomyślałeś? Wiesz ja też mam wrażenie że miesiąc to trochę za dużo dla ciebie...-zaśmiał się.-porządna kara będzie jak zdejma mi gips...ale jak wrócę do domu do będziemy mogli się pobawić. Tylko znów będę się musiał oddać w twoje ręce.-ucałował go w czoło.-idę. Przecież mówiłem już że z tobą pójdę.
-no tak...wybacz...jeszcze raz przepraszam. Musiało ci być ciężko. Ale uznał będzie lepiej. Obiecuję.-poglaskal go po policzku i mocno złapał gitarę.-nie puszczę. O to możesz być pewny-uśmiechnął się.-mam dosyć lezenia w szpitalu i chce stąd jak najszybciej wyjść.
Jeśli coś znał to śpiewał razem z nimi. Po ponad godzinie śpiewania pożegnali się z dziećmi.-kotek? Najpierw się umyjemy a później mi jeszcze pospiewasz, ok?-spytał kiedy już byli na korytarzu. Uśmiechnął się do niego mocniej łapiąc gitarę żeby mu nie wyleciała.
-kiedyś przesadzisz...przysięgam...gluptasie jesteśmy w szpitalu. Mówi ci to coś? Każdy może tu wejść. Każdy.-jęknął cicho.-nie mogłeś poczekać aż wrócę do domu?-spytał retorycznie.-a no tak...lubisz adrenalinke przy seksie. Głupio pytam...-dyszal cicho. Zaczął go całować a ręką zajął się jego przyrodzeniem.
-z tobą?-uniósł jego twarz na podbrudek.-z tobą zawsze i wszędzie. Chociaż nie...kuchnia to miejsce święte...wszędzie tylko nie tam.-zaśmiał się calujac go namiętnie. Zszedł pocałunkami niżej do jego torsu.-kocham cię, wiesz? Ale jesteś niegrzecznym i nieciwrpliwym chłopcem.-szepnął dając mu klapsa.-bardzo zły chłopiec.-ponowił czynność.
-co ty jeszcze chcesz zrobić, co kotuś?-spytał dając mu się umyć.-siebie też wyczysc brudasku kochany.-zaśmiał się. -no ale cokolwiek nie zrobisz kara będzie tylko większa. Masz moje słowo. Niech tylko zdejma mi ten cholerny gips.-dał mu caluska.
-pójdę spokojnie. Oboje pójdziemy. Ulozymy się tak żeby obu nam było wygodnie.-zapewnił już samemu podjezdzajac do łóżka i się na nie przenosząc. Posunął się trochę.-zagraj mi coś ładnego.-poprosił.
-dziękuje skarbie. A teraz kladz się przy mnie misiu bo chce się przytulić i pójść spać.-posunął się trochę żeby zrobić mu więcej miejsca.-kocham cię wiesz? Bardzo.-szepnął odkrywając kawałek kołdry żeby chłopak mógł pod nią wejść.
Zasnął łatwo jednak w nocy mocno się trzasl. Obudził się gwałtownie otwierając oczy. Oddychal cieszę.
-o mój boże...obudziłem się...-wyszeptal przytulajac chłopaka mocniej do siebie.
-w niebie? To niemożliwe. Jesteś tak niegrzecznym chłopcem że tam na pewno bym cię nie spotkał...-mruknął wciąż ciężko oddychając.-mam dość...miałem wrażenie że się duszę...
-racja nie jestem. Dziękuje że ze mną jesteś.-uśmiechnął się.-już ok...już mi lepiej.-zapewnił.-wiesz kotek...nawet jeśli w piekle to nic nie zmieni faktu że kochając się z tobą czuję się bosko.-zaśmiał się.
-tak lepiej.-zapewnił.-wiesz skarbie ja zawsze chce się obudzić. To byłoby straszne nie móc cię widywac. Mimo że teraz to nie za wiele widzę bez okularów.-zaśmiał się.
-mowy nie ma.-odparł krótko nawet się nie zastanawiając.-po pierwsze nie lubie być zdominowany. Po drugie wystarczy mi ten jeden związek we francji gdzie byłem uke...to nie dla mnie.
-ani razu. Mowy nie ma. Musi ci wystarczyć to że mnie czasem ujezdzasz. W czym nawiasem mówiąc jesteś dobry...-oddał pocałunek.-skąd w ogóle pomysł na to pytanie?-spytał patrząc na niego uważnie.
-no niestety skarbie ale nie. Nie wiem czy byś umiał i nie wiem czy tym sprawilbys mi przyjemność ale jakoś nie chce spróbować. Wybacz.-poglaskal go po włosach-ale mogę ci powiedzieć w czym jesteś dobry i czym sprawiasz mi przyjemność. Genialnie calujesz. Jesteś mistrzem w robieniu loda a seks z tobą jest boski. No i...masz złoty medal w jezdziectwie. Mam nadzieje że cię tym pocieszylem.-zaśmiał się wesoło.
-no oczywiście...więc po co słuchać opinii własnego faceta i się z nich cieszyć...-mruknął patrząc w jego stronę.-zimno...-szepnął okrywając się mocniej koldra.-ech...mam chcice odkąd się obudziłem ale nie mogę tu palić...wracaj już do łóżka. Miałeś ograniczyć.-przypomniał mu.
-to ja już wolę żeby mi było zimno. Wypal tego jednego i wacaj skarbie do łóżka.-poprosił. Nie mógł się wygodnie ułożyć bo przez gips mógł leżeć tylko na plecach.-a jak już koniecznie chcesz na dach to wracaj szybko.-dodał uśmiechając się lekko w stronę z której słyszał głos chłopaka.
Mężczyzna nie mógł zasnąć i czekał na chłopaka wpatrzony w drzwi które widział niewyraźnie. Chciał go do siebie przytulić i dopiero wtedy pójść spać. Uśmiechał się na wspomnienie dzisiejszego leniwego i miłego dnia do którego wkradło się trochę adrenaliny.
-coś się stało kochanie?-spytał trochę zmartwiony tonem jego głosu i tym że nie wrócił do łóżka. Zapalił lampke i wymacal okulary.-wiesz że o wszystkim możesz mi powiedzieć. Spotkałeś kogoś na dachu?-spytał siadając.-nie siedz na zimnej podłodze...-westchnął.
-dobrze nie będę cię zmuszał do rozmowy ani zwierzania się mi. Po prostu nie siedz na tej zimnej podłodze, ok? Usiadz sobie na krześle chociaż.-poprosił po czym zgasił lampke, odłożył okulary i położył się zamykając oczy.
Obudził się jeszcze raz w nocy ale już nie przez koszmary a przez koldre która się z niego zsunela. Westchnął ciężko i z nie małymi trudnościami położył chłopaka na łóżku żeby było mu wygodniej. Cieszył się że go nie obudził. Okrył siebie i jego koldra i zasnął tulac go do siebie. Postanowił nie wnikac czemu chłopak wrócił w takim stanie. Jeśli będzie chciał to sam mu to rano powie.
-o ile mnie pamięć nie myli to nie pani mnie leczy.-odparł jednak uśmiechając się lekko.-tylko proszę go nie obudzić. Ostatnio ciężko sypia.-poprosił delikatnie siadając.-pani jest jego mamą, prawda?-spytał chcąc wiedzieć czy dobrze dedukuje.
[uczy się na błędach XD]
-a taka była pani miła...-westchnął.-sam go do tego łóżka wsadzilem więc proszę na niego nie krzyczeć.-mruknął poprawiając okulary.-Tomo dobrze co się spalo?-zwrócił się do niego z delikatnym uśmiechem.-no i pewnie jesteś szczęśliwy. Codziennie widzisz mnie w okularach.-zaśmiał się.
-czy wyganianie go było konieczne?-spytał niezadowolony. Dał się jednak spokojnie badać. Patrzył na kobietę uważne, próbując ją rozgryzc. Przecież tak łagodnie ogarniała chłopakowi włosy kiedy spał. Nie rozumiał tej zmiany.
- a...bo...to...rano i ten...no po snach...-wyjakal zaskoczony.-kocham go nie skrzywdze go. Co to to nie...-uśmiechnął się.-musimy kiedyś porozmawiać na spokojnie.-pomachal jej na do widzenia. 'Hmmm ciekawe czemu ma z nią złe stosunki...gdyby go nie kochała to raczej by mi tak nie groziła...' pomyślał z lekkim uśmiechem.
-dziękuje kochanie. Mieć takiego faceta to prawdziwy skarb.-uśmiechnął się zaczynając jeść. Przyglądał mu się z zaciekawieniem.-wiesz...twoja mama nie jest taka zła...-odważył się zacząć.-no...przed chwilą groziła mi strzykawką że nawet mam nie próbować cię skrzywdzić. A jak spales to ogarnęła ci włosy z twarzy i poglaskala cię po policzku...-zdradził.
-tego nie widziałam. Wybacz że zacząłem ten bolesny temat.-uśmiechnął się przepraszajaco zamykając sobie usta jedzeniem żeby nic więcej nie mówić. Jednak nadal uważał że nie grozi się ludziom z byle powodu. Może zmieniła zdanie? Tego nie wiedział. Jednak teraz był jeszcze bardziej pewien tego że będzie musiał porozmawiać z nią na spokojnie. Nic mu tutaj nie grało.
[co ty znowu wymyśliłeś? XD]
[czy ty chcesz zabić dziadziusia?]
-no dobrze kotek.-poglaskal go po policzku i wrócił do jedzenia.-ale zadzwoń jak już będziesz w domu. I jak jutro przed obiadem przyjdziesz to przynieś czekoladki. I pamiętaj że razaz po obiedzie masz do mnie zadzwonić.-upomniał go popijając słowa herbatą.
[aj mogłeś mi szczególów nie zdradzać XD]
-O właśnie. W domu jest pełno moich książek z przepisami. Możesz mi coś dobrego z czekolady zrobić.-uśmiechnął się.-no i...na walentynki na pewno będę w domu to możemy zrobić czekoladki walentynkowe razem.-zaproponował.
-kotus ale czemu sam? Tak sam dla mnie chcesz? Powinienem co pozwolić?-spytał z lekkim uśmiechem. Skończył jeść i dopil do końca herbatę.-kocham cię. To będą nasze pierwsze wspólne walentynki.
-o...to kochane z twojej strony. Masz wolną rękę w kuchni.-uśmiechał się.-studio? To świetny pomysł. Pomogę ci je umeblowac.-zdecydował.-a pokój dla Yuyi? Mowiles że będzie z tobą mieszkał.
-no jasne. Wstawimy tam dla mnie pianinko i będziemy razem nagrywać.-zapewnił z uśmiechem.-ech kotus...to tak jakbyśmy mieli dziecko?-spytał wesoło się śmiejąc.-pokaż mi co tam zmieniliscie.
-och kochanie...no nie zloszcze się. No wiesz tonę z nim będziesz mieszkał całkowicie przekreśla to że kiedyś byśmy zamieszkali razem...chociaż...może po ślubie?-zaśmiał się.-ale nie przeszkadza mi to że z nim mieszkasz. I nie jestem zły. Nie mam prawa, nie miałeś nawet jak ze mną tego uzgodnić.
-ok. Idź i baw się dobrze. Lubisz pomagać policji?-spytał odstawiajac naczynia na szafce i wziął książkę.-kocham cię.-pomachal mu na pożegnanie.-a! I weź mi jakieś książki bo już ostatnią kończę.-poprosił.
-jakiś kryminał z mojego pokoju weź!-krzyknął za nim i zabrał się za książkę którą trzymał w dłoniach. Była to jedna z jego ulubionych więc już po chwili był w innym świecie. Pod wieczór przyszli jego bracia jednak tylko na godzinę więc szybko zaczął się nudzić.
-och...-zaskoczony objął go mocno. Przez pół godziny dał mu się wyplakac nic nie mówiąc. Glaskal go po włosach i plecach. W końcu odezwał się szepczac mu do ucha.-skarbie? Opowiesz mi czemu placzesz?-spytał cichutko.
-ech...a mówiłem tacie żeby ją pilnował...żeby nic nie gadała tobie...-objął go jeszcze mocniej.-skarbie to był wypadek. Nie jesteś morderc. Nie jesteś. Mój Tomo-chan jest wspaniałym chłopcem. Czasem niegrzecznym ale wciąż kochanym. Nie przejmuj się.-poglaskal go po włosach.
-och kochanie...możesz się wyplakac. Zawsze.-ucałował go w głowę.-ale jak to was wygoniła? Mówiąc 'nas' kogo masz na myśli?-spytał spokojnie. Teraz już zupełnie nie rozumiał działań mamy Tomo. Najpierw mu grozi że ma go nie skrzywdzić a następnie sama to robi.
-och skarbie...przynajmniej moją macocha się nie przejmuj...już ja ojcu nagadam za to że jej nie upilnowal. Tul się...tul jak mocno chcesz.-uśmiechnął się- Jestem cały twój.-przypomniał również mocno go do siebie przytulajac.-mój najdroższy...jak coś to w szafce mam chusteczki.
-ale miał cie pilnować...-mruknął tylko.-kocham. Bardzo cię kocham. Bardzo, bardzo, bardzo. Kocham cię. Jesteś dla mnie wszystkim. Mój najdroższy mężczyzna. -odpowiedział z lekkim uśmiechem.
Westchnął ciężko życząc mu miłych snów i odłożył okulary zasypiajac. Następnego dnia znów na kontrolę przyszła matka Tomo. Założył okulary i popatrzył na nią niepewnie.
-lekarzowi znów coś wypadło?-spytał spokojnie.
-rozumiem. Wzorowy ojciec.-uśmiechał się delikatnie.-dzisiaj? Wyspany i w sumie coraz silniejszy.-odparł.-czy mógłbym porozmawiać z panią hmmm...prywatnie?-spytał zachowując pełny spokój i poprawiając sobie koldre.
-mógłbym spróbować.-odparł jednak nie oczekiwał zbyt wiele. To że czuł się silniejszy nie oznaczało że nie był osłabiony. Pewnie nie będzie mógł się długo utrzymać.-dlaczego?-uniósł brwi patrząc na nią uważniej.-najpierw mi pani grozi że nawet mam nie próbować go krzywdzić a tego samego dnia sama to pani robi. Jaki to ma sens?-spytał jednak mając nadzieje na odpowiedź i normalną rozmowę. Chciał ją zrozumieć.
-macocha. Moją matkę zabiła...-poprawił z automatu jednak po chwili ugryzł się w język.-no wiedziałem że nie może być pani taka zła...jednak...Tomo mówił że oskarżała go pani o fałszywe łzy i chciała wypisać z rodziny...-mruknął zanim zdążył się ugryzc w język.-przepraszam za macoche...prosiłem ojca żeby nie dopuścił do takiej sytuacji...-skłonił się lekko i sięgnął po kule próbując wstać. Utrzymał się chwilę po czym opadł na łóżko.
-nie przeczę pani sprawa. Ale również Tomo a co za tak idzie także moja. On bardzo cierpi przez to co mu pani zrobiła. A to gryzie się z tym co robi pani teraz. Nurtuje mnie to.-usiadł wygodniej i spojrzał trochę zawiedzony na kule. Chciał się pochwalić chłopakowi że już z tym im lepiej i pewnie niedługo wróci do domu.
-z tego co on mi opowiadał same go namówiły żeby jechał mimo że był pijany. Z tego co wiem nic z tego wypadku nie było celowe a on do dzisiaj że może jeździć samochodem bo ma lęki.-mruknął nadal spokojnie.-nie musi pani udawać. Wiem że on nie jest pani rodzonym synem. Ale on tego nie wie i niech to się nie zmienia. Jednak...tak łagodnie ogarniała mu pani włosy z twarzy...-ostatnie zdanie wypowiedział ciszej i jakby bardziej do siebie.
-cieszy mnie to że nie powie mu pani prawdy oraz to że uważa go pani za swojego syna. Więc cóż...powinienem panią prosić o błogosławieństwo?-uśmiechnął się lekko i uniósł brwi.-to okropne...jak można tak go zmuszać...-pokrecil głową.-racja. Mógł im odmówić. Ale...czy nie uważa pani że traktując go właśnie tak...traci pani także jego?-spytał uśmiechając się łagodnie.
-a co ma do tego grupa krwi?-zaśmiał się cicho.-miło było pogadać. Może kiedy uda się dłużej....i spokojniej.-skinal głową i postanowił że pojedzie na śniadanie. Wsiadł na wózek i powoli ruszył na stołówkę.
-hej skarbie. Świetnie się czuję.-uniósł kciuk w górę.- a ty? Nie zrobiłeś sobie nic podając?-spytał żeby się upewnić. Ucałował go na dziendobry i zaczął bawić się jego włosami.-właśnie jechałem na śniadanie. Jak nic jeszcze nie jadles to możemy zjeść razem.-zaproponował.
-a zjedziesz ze mną na śniadanie? Czekoladek spróbuje bo pozywnym posiłku.-zaśmiał się patrząc na pudeleczko.-ech Jolie...no bo kuchnia jest moja a do ciebie w kuchni przywykla. Ja bym z chęcią wrócił ale...jeszcze jestem za słaby żeby stanąć o kulach więc na pewno mnie nie wypuszcza. Będę miał kolejne blizny...z resztą widziałeś.-zaczął powoli jechać dalej.
-bez tych blizn byłbym facetem który nie miał wypadku i nie dachowal.-zaśmiał się.-ale skoro kochasz mnie z nimi to mi nie przeszkadzają. Ważne że nic nie miałem aputowanego i jestem cały.-wziął sobie jajecznice i pojechał do wolnego stolika.-skarbie zejdz proszę bo chciałbym zjeść.
-i kto tu jest zboczuchem co?-zaśmiał się na chwilę przerywając jedzenie.-no skoro już je przywiozłeś to przeczytam ale mówiłem żebyś wziął tylko kryminały...-westchnął.-gdyby nie to że jestem w szpitalu to ja bardzo chętnie bym przeczytał twoją kolekcję jednak...jestem w szpitalu.-przypomniał wracając do jedzenia i pijąc herbatę.
-mhm no tak. Ja chowalem głęboko w szufladzie z bielizną i wyjmowalem w czarne godziny kiedy to nikogo nie miałem...-westchnął.-a teraz co? Czytanie pornoli ma być moją rozrywką? Ja chce już stąd wyjść...-zamarudzil kończąc jesc i dopijajac do końca herbatę.
-ile razy mam ci powtarzać że nie jestem twoim synem?-spytał podejrzanie patrząc najpierw na kosz potem na kobietę.-mówiłem ojcu że nie chce cię tutaj widzieć, nie przekazał?-spytał unosząc brwi i łapiąc chłopaka za rękę.
-nie potrzebne mi twoje odwiedziny.-funkął.-nie wiesz że nie wolno denerwować pacjentów? Ani męczyć ich partnerów?-spytał niezadowolony z wizyty kobiety. Mocno ściskał dłoń Tomo i starał się być jak najbardziej opanowany.
-Ty suko...-wycedzil przez zacisniete zęby.-tak się składa że wiem co przeżył i jaki był. Sam mi wszystko powiedział. I tak się składa że nadal go kocham. Bo wygrał walkę z nalogami i trzyma się świetnie. I to z nim chce być a nie z żadną z tych lalek które mi wybrałaś. Nie masz prawa decydować o moim życiu, psuć mi związku i męczyć mojego chłopaka.-warknal.
-dobrze wiesz że mam w dupie twoje groźby.-funkął.-zabieraj te zdjęcia i koszyk. Nie potrzebuje ich.-dodał odjeżdżając żeby odnieść puste naczynia. 'kuzwa...ojciec nawet jej nie umie upilnowac...' pomyślał zdenerwowany.
-spokojnie kotek nic się nie stało. Kazałem jej wszystko zabrać i sobie iść...zdenerwowała mnie. Ojciec też. Nawet upilnowac jej nie umie. Powiedziałem że nie chce jej tutaj wiedzieć. Brak mi na nią określeń.-westchnął pozwalając się chłopakowi tulic a samym zaczął jechać do swojej sali.-kocham cię.-szepnął mu do ucha kiedy czekali na windę.
-przecież wiem że nie jesteś. Już dawno to ustaliliśmy. Plakales o to po tym wypadku z dragami w Tokio. Ja wiem że już nie jesteś. Jest ok. Kocham cię też względu na twojej przeszłość. Liczy się nasza wspólna przyszłość.-pocałował go namiętnie kiedy wjechali do windy.
-na pewno będę już zawsze cię kochał.-zapewnił wyjeżdżając na korytarz.-na głos? Jak to na głos? Ale skarbie...to się samemu czyta...nie na głos...-zamarudzil. Wjechał do swojej sali i zamknął drzwi. Podjechał do łóżka chcąc się na nim położyć.
[branoc ^^]
[Koyuki się nazywał XD]
-nie tyle nie chciał co nie mógł...-westchnął wstajac o kulach. -ale czeka na mnie w domu? I wszyscy się już wynosicie żebym mógł pobyc z nim sam we własnym domu, prawda?-spytał braci idąc do samochodu Rena. Usiadł z tyłu pakujac kule i zapinajac pasy.
-co? To znaczy wiesz...nie żeby mi to nie pasowało...tylko miałem ochotę na dobry film, pożądane curry i moje kochanie które chciało się potulic. A tutaj nie dość że nadal okupujecie mój dom to jeszcze mam iść na festyn. Iść...o kulach. Wśród biegajacych dzieci.-westchnął.-a zamiast curry mam pizzę. Nie sprawiedliwość....
-serio? Mój kochany...i wszyscy wybywacie? Zajebiscie...-zaśmiał się.-ale niedługo i tak musicie wrócić do sobie...ty masz pracę. Reiko też. I tata też. Koyuki ma pracę przy sobie...ale i tak musicie w końcu wrócić...-przypomniał patrząc przez okno.-ile można zamawiać pizzę?
-że co? Rezygnują z korei na rzecz tego wypizdowia? Ale dlaczego? Będę musiał znosić brata cały boży rok?-jęknął.-i jeszcze mam być chrzestnym? Ja chce najpierw w końcu wziąć ślub. Kiedy oni...ale...że dopiero teraz się wzięli za dziecko?
-ja mój drogi kochany bracie i przyszły ojczulku chodzę na kulach i nawet nie będę miał jak tego chwycić więc niestety ale mi towarzyszysz.-mruknął kładąc pizzę na siedzeniu obok.-i weź mi wyjaśnij czemu rezygnujecie z korei? Podobało wam się tam...spytał klepiąc go po ramieniu.
-kochany i pomocny jak zawsze.-mruknął.-no pięknie...niby dobrze że tak łatwo został zaakceptowany przez rodzinę i przez twoja ukochaną...-westchnął ciężko.-a cpn z filmem? Wszystko przenosicie tutaj?-spytał unosząc brwi.-o relacje mojego kochania z twoja żonką popytam Tomo.
-a co z dalszą pracą twoja? Co będziecie robić? Dojeżdżać do miasta?-spytał ciekawy przyszłości brata i jego żony.-zaproszenie do korei? No fajnie...znów sam coś zdecydował...-pokrecil głową.-na kiedy zaproszenie?
-no...nie musi ale...mógł chociaż powiedzieć. Z reszta nie ważne.-westchnął wychodząc z samochodu i uśmiechając się do chłopaka.-hej kochanie!-krzyknął wychodząc do niego i ani myśląc cofać się po pizzę.
-co?! Te kotek...mogłeś mi chociaż wspomnieć...agh niech tylko zdejma mi ten cholery gips...taką karę dostaniesz że przez tydzień z łóżka nie wstaniesz tak cię tyłek będzie bolał.-syknal mu do ucha idąc do pianina. Na szybko przejrzał nuty i desygnowany stwierdził że przecież z tym gipsem nie będzie mógł łączyć dźwięków.
-taaak? No to jeszcze nie cały miesiąc kotus.-zaśmiał się.-hej mały...więc jesteś moimi nogami tak? Jak się domyślam ćwiczyłeś te utwory, prawda? Mam nadzieje że damy sobie radę.-zaśmiał się.
-no...gram dobrze. Tak sądzę. Co prawda pierwszy raz na oczy widzę te nuty ale...dam radę. Liczę na ciebie jeśli chodzi o nogi.-uniósł kciuk w górę i położył ręce na pianinie.
-jesteś szalony. Rzuciles mnie na głęboką wodę.-zaśmiał się mocno go przytulajac.-w końcu jestem w domu. Kocham cię wiesz? Ren mi powiedział że dzisiaj wszyscy moi goście wynoszą się do hotelu i będziemy sami...-musnal jego usta.-wspomniał też że zaprzyjaźniłeś się z żona Koyukiego.
-no tak pianista od zaraz...a ty min być nie mogłeś?-spytał cicho się śmiejąc.-kotek...a jak to się stało że się tak zaprzyjazniliscie? Opowiedz mi. I przynieś tutaj pizzę wolałbym się zbytnio nie przemieszczać.
-och kotek...muszę?-jęknął wstając i idąc za nim.-to dobrze że masz nowego przyjaciela. Ale czemu muszą się tu przeprowadzać? Słyszałem też że jest w ciąży...-westchnął.-od dawna się tak z Mari dogadujecie? Czemu mi nie powiedziałeś wcześniej?
-no jasne że jest istotne!-oburzył się.-no...lubić ją możesz. Ale kochasz tylko mnie, prawda?-spytał cicho. Polal sobie kawałek sosem i zaczął jeść.-mmmm ale na jutro sobie zamawiam curry.-oznajmił.
-och...ale mi chodzi o takie specjalne kochanie...tak to możesz kochać tylko mnie.-szepnął mu do ucha i pocałował go w policzek.-gdyby nie ta pizza to curry chętnie ale tak to lepiej jutro.-odparł kończąc jest.-jest coś do picia?-spytał chłopaka.
-już gotowe? Ale zjemy jutro. Dzisiaj już jestem najedzony...no chyba że masz jakiś smakowity deser.-zaśmiał się wesoło. Wypił wodę i odstawil kubeczek.-pieszo? Chcesz mnie wykończyć? Przecież to kawał drogi...i pod górę...a ja o kulach...-zamarudzil patrząc na niego z wyrzutem.
-Może tak, może nie...jednak nie zmienia to faktu że będę zmęczony. Jak chcesz mi to wynagrodzić? Nawet długiej relaksującej kąpieli wziąć nie mogę.-westchnął całkiem sprawnie poruszając się na kulach.-To są jakieś słodycze w domu?-spytał idąc za nim.
Wygłaskał je chociaż to i tak była za mało dla stęsknionej Jolie która nie uspokoiła się nawet kiedy chłopak już przyszedł. Dopiero kiedy mężczyzna rzucił jej piłeczkę odbiegła kawałek.
-ulala...chyba mi słabo...-westchnął wieszając się na kulach.-wchodzimy zanim ktoś cię zobaczy.-szybko do niego doskoczył.-wyglądasz...-zamyślił się chwilę nad odpowiednim określeniem.-seksownie...-odparł w końcu. 'chociaż myślałem że żartował z tym strojem pielęgniarki...'. pomyślał starając się zdjąć kurtkę.
-Każdą? I to w tym seksownym stroju? Uuuuu...muszę częściej lądować w szpitalu jeśli mam mieć zawsze tak miłe powitania...-zaśmiał się.-Więc chcę taki prosty deser. Truskawki w czekoladzie z bitą śmietaną. Ale chcę żeby mój seksowny pielęgniarz mnie nakarmił. Tak na dobry początek może być takie życzenie.-uśmiechnął się poprawiając okulary.
-oba sposoby są ok...-odparł kiedy połknął drugą truskawkę. 'już wiem czemu chciał się ich pozbyć', zaśmiał się w duchu.-ale ten drugi jednak bardziej mi się podoba.-dodał otwierając buzię w oczekiwaniu na truskawkę. Podobało mu się takie traktowanie jak i inicjatywa i pomysłowość chłopaka.
-oooo...skończyły się...-zasmucił się po czym zlizał resztki bitej śmietany z kącika ust chłopaka.-wiesz co kotek? Opłacało się iść taki kawał...tęskniłem za tym spokojem.-przytulił go mocno.-tylko co ja bym teraz chciał...gorącą czekoladę i kilka szczerych piosenek.-zdecydował się puszczając go i przejeżdżając dłońmi po jego talii, pośladkach i udach.
Odprowadził go wzrokiem oblizując usta i otrząsając się dopiero kiedy dostał kubek.
-Od początku to co robisz wykracza poza uprawnienia pielęgniarek. A to dopiero początek.-zaśmiał się upijając łyk.-pyszna.-skomentował i już się nie odzywał żeby w spokoju posłuchać chłopaka.
-mhm...-rozluźnił się momentalnie.-więc co ja bym chciał...mogę cię bezkarnie wykorzystywać i to bez użycia kuponów więc muszę się dobrze zastanowić...-westchnął odchylając głowę do tyłu.-na razie kontynuuj...to miłe...a jak mi zdejmą gips to pomasujesz mi nogę...ok? Będę miał rehabilitację, prawda?
-wtedy już z kuponów...jeden mogę zmarnować na masaż.-zaśmiał się.-tęskniłem. Bardzo. Nawet jeśli widywałem cię prawie codziennie...i mogłem cię tulić i całować...i zdarzyło nam się kochać w szpitalnej łazience...to i tak czułem się nieswojo bo brakowało mi prywatności. Czasu sam na sam...takiego jak teraz.-uśmiechnął się do niego.-A właśnie kotek...ile mam tam kuponów bo nie liczyłem...
-no aż mi nie zdejmą gipsu zdążysz jeszcze dołożyć sobie do kary.-zaśmiał się.-500? wow...do następnych świąt.-zaśmiał się.-będę je wykorzystywał, a co. prezent na cały rok...na prawdę...te które dałem tobie są przy tym na prawdę kiepskie-zamarudził i złapał go za dłonie kiedy chłopak go objął.-Kocham cię. Pokaż jak bardzo tęskniłeś?
-Mhm...jest...tylko kotek...chyba będziesz musiał polubić przebieranki.-zaśmiał się.-mmmm...skarbie? Ale wiesz...ja nie chcę tylko lodzika...Jak już się trochę pobawisz to jednak wolałbym coś wię...cej...-zająkał się biorąc wdech.
-Mhm...więc się tylko troszkę pobaw, ok?-spytał patrząc na niego lubieżnie.-Ten stój ci pasuje...-zauważył zadowolony. Oparł się wygodniej.-Skarbie? A jaką bieliznę masz pod strojem?-zainteresował się wyciągając rękę żeby pogłaskać go po włosach.
-och kochanie...miałeś się tylko trochę pobawić.-pokręcił głową.-sam mam sprawdzić? Mam lepszy pomysł skarbie. Masz 5 minut żeby skołować muzykę. Życzę sobie striptiz a potem...a potem sprawdzimy czy nadal jesteś takim dobrym jeźdźcem.-uśmiechnął się pomagając mu wstać.
-Skarbie? Co jest? Przecież umiesz. Zatańczyłbym z tobą ale nie bardzo mogę więc musisz sobie poradzić sam.-zachęcił go lekkim uśmiechem. Usiadł prosto i cały czas mu się przyglądał głównie śledząc jego ręce. 'nie możliwe...mój mały zboczuszek tak bardzo się wstydzi. Jestem w szoku. pomyślał szczerze zdziwiony.
-mmmm a więc to ukrywałeś pod spódniczką.-uśmiechnął się sadzając go na swoich kolanach.-kochanie...niedługo będziesz tak czerwony jak twoja seksowna bielizna. Nie musisz się tak wstydzić.-zapewnił całując go namiętnie.-wyglądasz zabójczo...a żołnierz na baczność stoi.-zaśmiał się z własnego organizmu.-więc...-przygotować cię czy nie?-spytał spokojnie.
-Och...aż tak ci to przeszkadza? Zamiast spódniczki mogłeś założyć spodenki.-zauważył pomagając mu trochę.-następnym razem wybiorę jakiś bardziej...męski strój, pasuje?-zaczął całować go po szyi dłońmi pieszcząc jego sutki. Chciał chociaż trochę wynagrodzić mu to ze się zmuszał
-Och kotek...może nie aż taki ale efekt by był.-zapewnił oddając pocałunek z równą pasją.-Jasne że możesz mieć takie rzeczy.-zaśmiał się zaczynając ciężej oddychać.-Ja ciebie też kocham. Już nie będę komentował, obiecuję.-wrócił go całowania go. Jedną ręką wciąż pieścił sutki chłopaka a drugą zajął się jego przyrodzeniem.-dzisiaj jesteś dobrym chłopcem...no może poza tym długim spacerem ale to mi wynagrodziłeś.
-Mhm..-odparł tylko trochę odsuwając się od jego ust by zaraz znów wrócić do długiego namiętnego pocałunku. Poruszał dłonią w szybkim tempie narzuconym przez chłopaka. Dyszał w jego usta nawet na moment się nie odsuwając. Drugą dłonią pieścił raz jeden raz drugi sutek chłopaka. Było mu tak dobrze że sam zaczął się trochę poruszać w chłopaku.
-Ja ciebie też...-wyszeptał głaszcząc go po włosach.-ja ciebie też...-powtórzył oddychając ciężko. Cały czas uśmiechał się zadowolony.-za tym też tęskniłem. Za głośnym seksem bez strachu że ktoś może wejść.-pomógł mu z siebie zejść jednak przytulił go mocno nie pozwalając zejść z kolan.
-No...niby dostaję takie miłe rzeczy na powitanie ale...musimy się tak długo męczyć. Nigdy więcej nie chcę takich wypadków. Ani śpiączki. Ani tak długiej rozłąki.-przytulał go mocno do siebie jakby bał się że zaraz to Tomo mu zniknie.-Twój. I tylko twój. Tylko.
-zachcianki? Już nie takie wygórowane. Chce tylko kąpiel i do lozeczka. I się tulic całą noc. Tylko tyle. Nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba.-zapewnił zakładając mu kaptur i calujac go mocno.-to co? Idziemy? Jakoś muszę wejść na górę po schodach.-zaśmiał się
-możesz.-zgodził się idąc do łazienki.-jej...ręczniki, czyste bokserki...wszystko przygotowales. Kochany jesteś.-ucałował go w policzek po czym wziął się za zdejmowanie ubrań.
-nic się nie stało, to słodkie.-uśmiechnął się.-co prawda ja nie miałem nic co by pachnialo tobą ale i tak nic się nie stało. Jakoś sobie musiałeś radzić kiedy ja spałem. A właśnie kotek...możesz mi policzyćbblizny?-spytał zerkając na niego.
-a tak po prostu chcę wiedzieć.-odparł grzecznie czekając aż chłopak wszystkie policzy.-10...myślałem że więcej. Ale to dobrze. Pewnie jeszcze kilka jest na nodze. Nieźle się urządziłem.-zaśmiał się.-i samochód skasowany...będę musiał kupić nowy. Może pomozesz mi wybrać?-spytał uśmiechając się do niego.-a kotek...włosy też mi umyj...-poprosił.
-och kochanie ale przecież możesz wybrać na komputerze w domu i wcale jej musisz ze mną jechać do salonu.-zauważył odchylajac głowę do tylu żeby piana nie naleciala mu do oczu.-po prostu ja sam nie wiem.jako samochód bym chciał a może ty wybierzesz jakiś co by do mnie pasował?-uśmiechnął się.-jeśli chcesz to możesz sobie moja bluzę zatrzymać.-dodał jeszcze.
[Merry Christmas ^^]
-na prawdę. Bluza jest twoja. Wyglądasz w niej tak uroczo że inaczej być nie może.-uśmiechnął się odgarniajac piane z czoła.-jeepa?-spojrzał na niego zaskoczony.-uważasz że pasuje do mnie jeep? Zawsze jeździłem sportowymi wozami...to byłby mój pierwszy tego typu samochód...-wyznał nadal będąc zaskoczony wyborem chłopaka.
-no na lexusa mogę się zgodzić bo jeep jest nie w moim stylu. Wybierzesz jakiś model w internecie a ja pojadę go kupić.-zdecydował a kiedy chłopak oplukal mu włosy, wykrecil je z wody.-No Tomo-chan umyj się szybko i idziemy do łóżka. Wybierzesz co mam ci poczytać i pójdziemy spać. W końcu będę we własnym, wygodnym łóżku.
-chciałbym ci jakoś z tym lekiem pomóc...-zamyslil się czekając aż chłopak się umyje. Kiedy wyszedł uśmiechnął się tylko do niego i poszedł do łóżka kładąc się na nie zadowolony.-własne lozeczko...miękkie i cieplutkie, duże lozeczko.-okrył się kołdrą i usiadł opierając się o poduszki.-co ci poczytać?
Skończył czytać jak tylko chłopak zasnął. Z rozczulonym uśmiechem odłożył książkę, okulary i zgasił światło kładąc się wygodnie. Zasnął obejmując chłopaka wciąż się uśmiechając. Cieszył się że w końcu jest w domu a rano zobaczy swojego ukochanego zamiast jego matki lub lekarza. Cieszyła go też perspektywa pysznych posiłków i kolejnego wspólnie spędzonego dnia.
[do rehabilitacji? Żeby go jeszcze trochę wymeczyc bo pewnie trochę minie zanim znów coś wymyśle XD]
-nie śpię!-krzyknął na całe gardło od razu siadają-nie strasz mnie tak...-mruknął kiedy się już trochę uspokoił.-lepiej podał mi okulary bo nic nie widzę.-westchnął samemu próbując je gdzieś wymacać.-mmmm czy ja czuję pyszna jajecznice? Co do niej dałeś?-spytał ciekawy.
-oj no wiem że nie zawieziesz...-skinal głową biorąc się za jedzenie.-ale mococha już wróciła do Tokio?-spytał żeby się upewnić.-obiad i kolacja...ale ja na obiad chciałem zjeść twoje curry...straszną mam ochotę na curry a w szpitalu jej mogłem. I zjadlbym babeczki z kawałkami czekolady...-rozmarzyl się biorąc gryza tosta i popijajac go herbatą.
-może być...babeczki jutro też mi pasują. Rozumiem pewnie smutno by mu było jakby nikt nie przeszedł. Pozdrów go ode mnie i przepros że nie mogłem przyjść. Następnym razem postaram się być. Nie chce żeby się mnie bal czy coś...-uśmiechnął się lekko. Skończył jeść i zabrał się za picie herbaty.
[ok idę spać ^^ dobranoc]
-ja ciebie też.-zapewnił obejmując go mocno i pozwalając się mu tulic ile tylko chciał. Kiedy chłopak wpuścił psiaki ten jeden raz pozwolił im wszystkim wskoczyć do łóżka i wytarmosil je za uszy. Jolie położyła się obok mężczyzny i wesoło merdala ogonem uderzając o jego noge. Musiała bardzo tęsknić za swoim panem.
[dziękuje i wzajemnie ^^ no i szczęścia i zdrowia bo to najważniejsze ^^]
[jest jest ^^ tobie komp robi a mi telefon...szajsung...]
-to świetnie. -ucieszył się.-zdolny chłopak z niego. Masz to gdzieś nagrane? Koniecznie muszę pójść na następne przedstawienie. Nie chcę być gorszy od ciebie.-pokazał mu język i wypił trochę jego czekolady.-Kyoto? Mhm...wiesz co? Może pojedziemy do onsen jak już zdejma mi gips? Co sądzisz? Taki mały wypad na waletynki może? A później do Korei odwiedzić Koyukiego. Bo na razie budowa cukierni stanęła przez śnieg...-westchnął na razie wciąż pozostając bez pracy.
-no zdolne dziecko.-pochwalił oddając chłopakowi telefon kiedy już skończył oglądać.-no cóż...nie jestem zły. Może trochę niezadowolony że to była tylko twoja decyzja ale nie mam podstaw bo wtedy spałem więc...nie jestem zły. Może obawiam się tego jak będzie traktowany w szkole. To mała wioska i wieści szybko się rozchodzą.-zaśmiał się.-ale jest ok. Praktycznie mamy dzięko. Pieruńsko zdolne.-ucałował go w policzek. -kotek nie zadawaj takich głupich pytań, nie jesteśmy razem od wczoraj. Jak zwykle pojedziemy pociągiem. Tak na walentyki jeśli ci to nie przeszkadza.
-och kochanie...wiem że musiała być szybka. Ale nie jestem zły. Jest ok.-objął go mocno kiedy chłopak się do niego przytulil.-mmmm...możemy? Cieszę się. To będzie nasz taki wyjazd. Zrobimy sobie taki prezent walentynowy.-uśmiechnął się zadowolony.-wiesz skarbie...to nie ode mnie zależy kiedy zdejma mi gips. Też chce jak najszybciej być w pełni sprawny ale starać to ja się mogę co najwyżej na rehabilitacji.
-koteeeeek?-mruknął nachylajac się żeby przeczytać ck też chłopak mu tam napisał.-Tomo-chan?! Powiedz mi proszę, kochanie ty moje,.jak ja mam się teraz w szpitalu.pokazać?!-krzyknął jednak śmiejąc się cicho.-po pierwsze znając moje szczęście gips będzie ki zdejmować twoja mama. W ostatnie dni mojego pobytu ona się mną zajmowała.-westchnął.-po drugie nie jesteś zawstydzony że ktoś to przeczyta?-uniósł.delikatnie brwi.-a po trzecie. Czemu ja tej piosenki jeszcze nie usłyszałem? -zaśmiał się cicho zakrywajac usta dłonią
-kochanie ty się fajnie czerwienisz.-sprostowal.-No ja nie wiem kto się bardziej będzie wstydził jeśli to twoja mama będzie mi go zdejmować. Tak się ładnie podpisales...-wzruszył ramionami.-gorzej jeśli będzie to znajomy Rena...wtedy będzie mało ciekawie.-westchnął i zwiesil głowę.-no to niestety piosenka sobie jeszcze trochę poczeka. I ja też.-zaśmiał się.-ale kiedy ty ją napisałeś?
-o nie nie. Ją też chce usłyszeć. Albo jakoś sam tekst zdobęde.-oznajmił bawiąc się jego włosami.-nie chce nawet słyszeć odmowy. Ty dla mnie się przebrales, pozwól mi zrobić coś dla ciebie. Nie zmuszam się.-popatrzył mu w oczy.-będziemy się tulić ile będziesz chciał.-zapewnił.-ale zaraz...co do piosenek...wcześniej mówiłeś że jak leżałem w śpiączce to nie miałeś ochoty na seks...-przypomniał sobie.
-ałć...no nie moja wina...ale pomysł niezły.-pochwalił cicho się śmiejąc.-czego jeszcze próbowałeś? Opowiadaj skarbie. Co zawiera się w tym wszystkim? Chciałbym posłuchać jakie jeszcze pomysły miał mój mały zboczuszek.
-och kochanie...co za pomysły.-zaśmiał się.-jak mogłeś mnie straszyć własną śmiercią i zabiciem Jolie?-westchnął.-niereformowalny ojciec ? No...ale od pasa strasznie ciągnie kotuś...-zauważył glaszczac go po policzku.-no nic. Ale w końcu się obudzilem...co wtedy mowiles albo robileś?-spytał z ciekawości.
-och...na prawdę przepraszam że tyle wycierpiales z mojej winy. Tyle płakałeś...nigdy nie uda mi się tobie tego wynagrodzić. Dlatego postanowiłem że spelnie twoje fantazje seksualne. Ale do tego.muszę więc zdjęty ten cholerny gips.-nachwylil się żeby go pocałować.-kocham cię.-oznajmił.jeszcze raz muskajac jego usta.
-ale chce. Może i nie muszę, wiem że kochasz mnie takiego jakim jestem ale chce spełnić twoje fantazje. Nie zmuszam się do tego.-zapewnił tulac go do sobie.-Kochanie? A powiedz mi...będziesz mnie nadal kochał kiedy już będziemy starymi dziadkami niezdolnymi do jakichkolwiek zbliżeń seksualnych?-spytał uśmiechając się delikatnie.
[ok idę spać bo bateria zaraz mi padnie a kontakt daleko od łóżka XD dobranoc ^^]
-jasne myszko. Zrobię co tylko będziesz chciał. Z małymi trudnościami ale zrobię.-zapewnił glaszczac go po włosach.-chyba jesteś już zmęczony, co? Miałeś dzień pełen pozytywnych wrażeń. Idziemy na górę bo niestety ale póki co cię nie zaniose.-uśmiechnął się mierzwiac mu włosy.
-Jakoś sobie poradzimy.-uśmiechnął sie wstając i podchodząc do schodów.-Jakoś sobie poradzę.-zapewnił.-kotuś...przyszły może moje soczewki? Mój okulista miał mi wysłać...-mruknął niezadowolony że tak szybko musiał kupować nową parę.-Ale wiesz, normalnie bym zapomniał ci powiedzieć. Dzwonili ze szpitala i...uwaga...-zrobił dłuższą pauzę.-W przyszłym tygodniu będę miał zdejmowany gips. Potem tylko rehabilitacja.-pochwalił się.
[w końcu wzięłam się za pisanie powiązań XD jestem w trakcie]
[i musiałeś to liczyć? Zrobią sobie później walentynki! XD No ja zaraz się biorę za pisanie o Tomo...bo rodzinkę już całą opisałam...]
-Och...ja ciebie też kocham skarbie...-zapewnił starając się utrzymać. Wszedł na gorę podbierając się o poręcz.-no oddawaj kule...idziemy się myć.-westchnął trochę zmęczony.-jak to nie zasłużyłem? Chcesz po prostu jeszcze widzieć mnie w okularach, co? Wredota mała...
[nudzi ci się co? XD grrrrr jeśli zaraz nie znajdę uroczego zdjęcia twojej postaci to szlag mnie trafi...]
-O nie, nie kochanie. Tylko nogę mam w gipsie więc tak czy owak mowy nie ma. Już o tym rozmawialiśmy i zdania nie zmieniłem i nie zmienię.-mruknął ubierając się dość szybko.-Na dzisiaj też masz jakąś zachciankę?
-O nie...nie dam się spić żebyś był seme. Poza tym wątpię żeby upity ja sie zgodził.-fuknął.-kotuś...no ale w jednym łóżku możesz ze mną spać, przecież. Nie musimy się tulić. Nie będziesz spał w moim domu na kanapie. Jak chcesz to możemy otworzyć okno...-zaproponował wychodząc z łazienki.-A jeśli aż tak bardzo nie chcesz ze mną spać to chociaż sobie wybierz jakąś sypialnię...a nie na kanapie.
-No to zawołamy Jolie na górę. Kotek...powiedz mi jaki ty masz powód spania na kanapie? Ale tak szczerze.-poprosił siadając na łóżku. Poklepał miejsce obok siebie.-Powiedz mi. Chcę wiedzieć czy mogę zgodzić sie na propozycję wspólnego spania na kanapie.
-No dobrze skarbie...-przytulił go jeszcze po czym położył się do łóżka. Odłożył okulary, zgasił światło i starał się jakoś zasnąć. Obudził się w nocy przez burzę i po tym jak dłuższą chwilę się wiercił zszedł na dół. Jolie od razu zeskoczył z kanapy żeby uspokoić pana i siebie.
-jest jak wtedy co, mała?-zaśmiał się głaszcząc psinkę.
-Straszny hałas...zgodził się siadając na kanapie.-Podziel się kocykiem...-zrobił smutną minkę i pozwolił Jolie położyć się sobie na kolanach. Głaskał ją po łebku żeby tak bardzo się nie trzęsła.-Zawsze tak jest w trakcie burzy?-spytał zerkając w stronę okna.
-Do burzy jest przyzwyczajona...trochę mniej do takiego hałasu ale damy radę.-uśmiechnął się. Na słowa mężczyzny psinka uniosła łebek by zaraz go położyć. Okrył się kocem.-no tak na odludziu.-zaśmiał się.-przepraszam że cię obudziłem...-dodał jeszcze.-pierwszy? Na pewno tuliła cię jak byłeś młodszy...-dodał.
[powiązania dodane ^^ yaaaay]
-To nie tak że ja się boję...-mruknął nie za bardzo chcąc się z tego tłumaczyć.-skarbie...ciebie przynajmniej tuliła. Mnie macocha nie tuliła. Ojciec przytulał ale ona nie. Mama pewnie mnie tuliła...-westchnął skupiając się na głaskaniu Jolie.-ja po prostu mam wrażenie że mama umarła właśnie w taką pogodę. Bo wiesz...ja nie mam jak tego pamiętać ale...przez dźwięki burzy mam takie uczucie jakby wspomnienia wracały. A teraz, przez to miejsce...sam rozumiesz, silniejsze odczucia.-wzruszył ramionami patrząc w stronę okna.
[szukałam go 15 minut...jak masz lepsze to daj =__=]
[ahjo...no ja pewnie też bym zaraz szła ale na telefonie zawsze mogę pisać XD zbawienny mobilny internet...no zdjęcie zobaczę a jak nic nie znajdę to zostaje to co jest]
-No...ale znów mam przy tobie płakać?-zaśmiał sie jednak odłożył kubek i mocno w się w niego wtulił. Jolie zeskoczyła z kolan mężczyzny jakby chcąc zrobić Tomo miejsce.-Tak bardzo bym chciał żeby żyła...-zdjął okulary i rozpłakał się, mocno wtulając się w jego tors.
[no widzisz to jest zbawienne XD i odpisuje nawet jak jestem na zakupach]
Złapał go mocno za koszulkę na plecach i wtulił się w niego jeszcze mocniej. Zamoczył mu koszulkę ale całkowicie ten fakt zignorował. Nawet kiedy już się wypłakał wciąż pozostawał w tej samej pozycji. Chyba właśnie tego potrzebował.
[hej ^^ i jak tam było u rodzinki? XD]
Uśmiechnął się lekko do niego przytrzymujac jego dłoń przy policzku
-dziękuje. Mieć takiego faceta to prawdziwy skarb.-ucałował jego palce po czym puścił dłoń.-kocham cię. Dziękuje że jesteś i że mnie wspierasz. To dla mnie na prawdę dużo znaczy.-wyszeptal. Jolie widząc poprawę u swojego pana ułożyła się obok niego na kanapie.
[ja byłam na imieninach wujka ale tam nic dobrego poza ciastem nie było...ech XD Juna gra Kim Jae Wook]
-no wiem...ale dla mnie to...nowe. Więc cicho.-zaśmiał się. Wziął w końcu swoją już chłodną czekoladę i wypił w kilku lykach.-nawet zimna dobra.-uśmiechnął się i ucałował go w policzek.-wiesz co kotek? Zanim pojedziemy do Paryża trzeba dopracować twój francuski. Bo pewnie spotkamy pełno moich ex...
-kotek...ja mam francję zostawioną na specjalną okazję. A do tej okazji kupa czasu. Do tego zdążymy doszlifowac twój francuski bo chciałbym żebyś użył swojego cietego języka żeżeby im dogadać a żeby cię zrozumieli a ty ich. Nie musisz się na razie martwić wyjazdami za granicę. Kiedy będziesz chciał to pojedziemy.-zapewnił muskajac jego usta swoimi.-sensei nie będzie tolerował lenistwa.
[no u mnie niby też ale jakieś takie...niedobre. No kotlety były. I to wszystko co by mi posmakowalo...]
[a nie mogę skipnac do ściągnięcia gipsu? Mogę prawda? Nie chcem kolejnego leniwego dnia...XD no chyba że masz jakiś kreatywny pomysł....]
W następnym tygodniu mężczyzna został zawieziony do szpitala na zdjęcie gipsu. Ojciec odprowadził go do wskazanej w recepcji sali i usiadł na laweczce. Takano zaś zapukał i wszedł do środka. Przywitał się i usiadł na wskazanym przez lekarza krześle.
-ile mniej więcej będzie trwała rehabilitacja?-spytał jak tylko usiadł.
-w domu? To dobrze...bez urazy ale mam już dość szpitala na najbliższy czas.-odparł z uśmiechem również nie komentując tekstu z gipsu. Tak było nawet lepiej, nie musiał się tłumaczyć. -ale dostanę jakieś wytyczne jak mam ćwiczyć? Chciałbym jak najszybciej wrócić do pełnej formy.-wciąż utrzymywał dobry humor i przyglądał się kobiecie.
-no nic...jakoś to przeżyje. Innego wyjścia nie mam.-wzruszył ramionami.-w takim razie Tomo-chan mi pomoże. Grunt że już nie będę miał tego ciężkiego gipsu...-zauważył pozytyw.-czy gdy już pani go ściągnie będę miał jeszcze jakieś przesiwetlenie albo pierwszy dzień rehabilitacji?
-mhm to dobrze. Tomo nie będzie musiał czekać z obiadem.-uśmiechnął się czekając aż kobieta w końcu zdejmie mu gips. Kiedy zdjęła noga zrobiła mu się lżejsza i nie mógł się powstrzymać żeby się nie podrapac. 'śmieszne uczucie' pomyślał śmiejąc się pod nosem. Zgial nogę i ja wyprostowal.
-nie...-poruszal jeszcze trochę nogą.-nic nie boli. Jest ok.-uśmiechnął się sięgając po kule i się podnosząc. Nie chciał ryzykować.-jasne. Więc do to recepcji.-podniósł jeden papier zerkając na njego.-a to dać Tomo.-podniósł drugi.-czy to wszystko?-spytał dla pewności.
-a to...napisał mi to bez mojej wiedzy...-westchnął biorąc kawałek gipsu.-ponoć śpiewał mi to jak byłem w śpiączce...pomyślał że jak zaśpiewa.mi coś zboczonego to się obudze...-wyjaśnił trochę zawstydzony.-na razie go nie mecze...nie mam jak.-dodał.-a właśnie...jeśli mogę coś powiedzieć. Jeśli na prawdę go pani kocha to proszę się do niego powoli znów zbliżać.-powiedział trochę niepewnie jednak lekko się uśmiechając.
[zaraz zobaczę ^^]
Skinal głową i wyszedł. Jednak postanowił że kiedyś uda mu się z nią porozmawiać. W drodze do recepcji wyjaśnił ojcu co z nogą i tak dalej. Przekazał pani w recepcji kartkę mówiąc że to pilne, został zapisany i dostał wykaz godzin. Później wrócili do domu. Mężczyzna spokojne wszedł do budynku i zaczął zdejmować buty i kurtkę.
[gif z nobuta wo produce...jak słodko XD]
Przywitał się z małym i zmierzwil mu włosy.
-no postaram się ciebie nauczyć....tylko powiedz mi mały, skąd ty wiesz że ja rysuje?-spytał unosząc brwi i uśmiechając się wesoło.-Tomo-chan?! Co na obiad?!-krzyknął będąc już trochę glodnym.
-z nogą dobrze, mam dla ci przekazać wykaz ćwiczeń domowych dla mnie.-uśmiechnął się podając mu kartkę.-tak jak myślałem przyjęła mnie twoja mama. Dostałem na pamiątkę kawałek gipsu z twoim tekstem i powiedzia że mam cię zbytnio nie zameczyc seksualnie.-zaśmiał się.
-no...niby powinienem...ale póki co i tak nie mogę...zaczniemy dzisiaj ćwiczenia?-poprosił chcąc jak najszybciej być znów sprawny.-jest ok. To miłe.-uśmiechnął się.-poprosił o pomoc w rysunku.-dodał.-gdzie jemy?-spytał jeszcze.
Zamyslil się powoli jedząc.-no cóż...moglibyśmy pojechać. O ile nie będę musiał być wtedy w szpitalu.-uśmiechnął się lekko zapijajac słowa sokiem.-Ale dlaczego Tomo-chan nie pojedzie z nami?-spytał jedząc dalej.-no i na jaki film chciałbyś jechać?-dopytal po czym uśmiechnął się do Tomohisy.
-no wiem że się boi...-westchnął kończąc jeść.-dziękuje, pyszne było.-uśmiechnął się do chłopaka. -ok więc ty pomozesz Junowi a my pojedziemy. Tylko pamiętaj że wciąż masz obiecane mi onsen. Więc po rehabilitacji jedziemy.-uśmiechnął się zadowlony.-a teraz skoro już zjadłem możemy zacząć ćwiczenia.-dodał kończąc też sok.
-normalnie ukryty talent do szukania takich rzeczy XD]
-no nie wiem...pomsle czy dolozyles czy nie.-zaśmiał się unosząc go lekko i obracając się z nim dookoła własnej osi.-cieszę się że w końcu jestem sprawny...-ucałował go mocno.
[ja nie mogę...koleżanka opowiedziała mi kawałek jakiegoś horroru i teraz pewnie nie zasne...a jak wrócę do domu to już w ogóle...uroki mieszkania w poniemieckim domu...;^;]
-no zacznę.-zaśmiał się wesoło.-w końcu mogę wszystko robić jestem szczęśliwy.-pocałował go namiętnie.-też cię kocham.-szepnął odklejajac się tylko na chwilę i znów wracając do pocałunku aż nie zabrakło im powietrza.
[no wiem...nie cierpię tego że jestem taka strachliwa...;^;]
-nie no fajnie było...-nie zdołał jednak skończyć. Westchnął ciężko obejmując go nogami i unosząc trochę nad sobą.-kochanie...już ci przecież mówiłem że mowy nie ma.-zaśmiał się. Zaczął szarpać dłońmi tym samym poluzowujac węzeł.-oj za luźno...-Zachichotal zwalniając ręce i obracając ich tak że teraz chłopak leżał pod nim.-i co ja teraz mam z tobą zrobić mój ty niegrzeczny...-pokrecil głową trzymając go mocno za nadgarstki.
-och kotek...ja się i tak nie dam tobie zdominować. A na pewno nie kiedy twój szanse minęły poza tym...-nachylil się nad jego uchem.-to twoją fantazją jest być zdominowanym przez partnera.-wymruczal mu do ucha.-w ogóle...wredny jesteś, wiesz? Do takiej zabawy nic sobie nie naszykowalem. Nawet kajdanek nic...-złożył na jego ustach namietny pocałunek po czym odsunął się na chwilę żeby dać mu mówić
-no wiem...prowokant.-zaśmiał się.-mmmm...myszko? Przyganial kociął garnkowi. Wystarczy zetknąć na twoje spodnie. Teskniles za moją inicjatywą.-zdjął jego koszulke a później swój pasek od spodnie którym mocno przywiazal ręce chłopaka do łóżka.-wybacz jeśli za bardzo otrze ck się o rączki.-szepnął składając pocałunki na jego szyi i gdzieniegdzie pozostawiając mocne malinki.
Uniósł się na chwilę przerywając.-och no...znowu nie dasz mi się pobawić? Wszystko szybko...-zamarudzil.-ale skoro tak...to znów cię nie przygotuje...nie przeszkadza ci to?-spytał szepczac wprost do jego ucha. Rozpial mu spodnie i zdjął odrzucając je gdzieś poza łóżku. Possal chwilę główkę jego przyrodzenia po czym znów się uniósł żeby zdjąć swoje spodnie wraz z bokserkami.
-nie no oczywiście wszystko moja wina...-zironizowal odrzucając swoje spodnie które wylądowały akurat na fotelu.-skarbie no ja wiem że dawno tak tego nk robiliśmy i tobie tęskno i pewnie byś zaraz chciał seks do białego rana...ale nie przesadzajmy. Dopiero skończyłem rehabilitację.-zaśmiał się.-ale kilka razy możesz dojść...pobawie się.-przystał na jego propozycje. Nachylil się biorąc jego penisa do ust. Dłonią przejechał po jego udzie, posladkach wymacal jego wejście wsuwajac jeden palec.
Połknął wszystko wylizujac jeszcze jego męskość z resztek spermy.
-no wiesz kotuś...to ty mogłeś się kochać nawet w szpitalu. I to ty masz zboczone fetysze.-zauważył z niewinnym uśmiechem wciąż trzymając palce w chłopaku. Nie dając mu nawet chwili odpoczynku wsunal trzeci palec poruszjac nimi delikatnie.-powiedz kiedy będę mógł zastąpić palce czymś większym.-poprosił drugą dłonią pieszczac jego sutki.
-kotek....przez ponad dwa miesiące byłem na twojej łasce.-przypomniał. Sięgał do paska jednak na razie go nie rozpinal.-ale obiecujesz dać mi działać?-spytał muskajac pasek palcami.-dasz mi się pobawić, prawda?-ucałował go w usta. Wciąż poruszal palcami przyzwyczajając chłopaka a drugą rękę trzymał na pasku czekając na odpowiedzieć. 'jest taki uroczy....' pomyślał nie komentując jednak na głos.
-kochanie...po prostu trzymaj łapki przy sobie. Bo następnym razem ci ich ne uwolnie.-ostrzegł rozwiązując mu ręce i odkładając pasek. Wyjął z niego palce i zaczął w niego wchodzić zdecydowanie szybciej niż zazwyczaj. Oddychał ciężko i szybko kiedy zaczął co w nim poruszać z każdym pchnieciem mocniej i szybciej.-kocham cię.-szepnął kiedy nachylil się mu do ucha.-kotek...możesz mi drapac plecy jeśli chcesz.-dodał kiedy zauważył że chłopak nie wie co zrobić z dłonmi.
Kiedy chłopak zaczął go prosić zwolnił momentalnie. Doszedł w nim po kilku pchnieciach i odsunął się na drugi koniec łóżka.-wybacz...chyba...chyba trochę mnie poniosło...-szepnął spuszczajac głowe.
[no właśnie ja raczej nie zasne XD ale ty idź ^^ dobranoc]
Dyszal ciężko jednak objął delikatnie chłopaka.-wybacz...-szepnął.-ja...ja chyba tak bardzo starałem się tobie dogodzić że...że przesadzilem. Przepraszam.-poglaskal go po włosach.-to moja wina...możliwe że za bardo mnie podnieciles. Wybaczysz? Poniosło mnie...-delikatnie musnal jego policzek ustami.-kocham cię...-szepnął powoli uspokajając oddech i serce.
Skinal głową i objął go troszkę mocniej. Drzal jeszcze, na prawdę się wystraszył.
-dobrze umyjemy się rano.-przytaknal.-przepraszam skarbie...chyba było mi troszkę za dobrze.-ucałował go w czoło.-mam nadzieje że tobie chociaż troszkę się podobało...-dodał szeptem.
[kazali mi wstawać o 8:30 XD już długo nie śpię. I o 11 wychodzę się na spacer z kolegą bo dawno się nie widzieliśmy ^^]
[no już jestem ^^]
-to dobrze...że ci się podobało.-powiedział jeszcze zanim chłopak zasnął. Położył się z nim wygodniej na poduszkach i chwilę jeszcze glaskal go po policzku. Później objął go mocno i zamknął oczy zasypiajac. Następnego dnia obudził się dość wcześnie. Wstał z łóżka i założył szlafrok. Wyszedł na balkon żeby szybko wypalić cugaretke po czym wrócił do sypialni.
-hej kochanie.-przywitał się siadając na łóżku.-serio uważasz że jestem głupi? Będę nosił. I spełniał twoje zachcianki. Przepraszam...bardzo boli?-spytał po czym dał mu caluska na dzień dobry.-może na początek dnia weźmiemy ciepłą kąpiel z pianą?-zaproponował poprawiając szlafrok.
[ogólnie było fajnie ^^ z nim zawsze jest ciekawa rozmowa ^^ no i może dzisiaj zasne normalnie...]
-chodź kochanie...-wziął go na ręce i ruszył w stronę łazienki.-tylko mi nie zasnij.-zaśmiał się wchodząc do łazienki.-no...to wybierz jaki płyn do kąpiel mam wlac.-poprosił calujac go w p-będziesz zły jeśli dzisiaj zrobimy sobie taki relaksujacy dzień?-spytał
-pójdę z tobą.-zdecydował wstając z łóżka.-skoro mogę to pójdę z tobą.-dodał idąc obok niego.-a jak co ogólnie idzie? Coraz lepiej chodzisz?-spytał spokojnie.
Takano
-nie wiem ile to według ciebie jest dużo.-zaśmiał się.-czasem o coś poprosił i w miarę możliwości staram się to spełniać. Czasami nie mogę ale wtedy staram się to mi wynagrodzić.-wyjaśnił spokojnie.
-ale to że będziemy się relaksowac nie znaczy że nic nie będziemy robić. Coś wymyslimy i będziemy się razem bawić tak żeby cię za bardzo nic nie bolało i tak dalej. Żebyś odpoczął. Bo ostatnio nie dość że robiłeś wiele różnych prac to jeszcze mi pomagałeś.-przypomniał wsadzajac go do wanny po chwili do niego dołączając.
-jasne. Zero seksu.-zasalutowal.-i tak bym nie próbował nawet.-zapewnił samemu też się myjac.-tort?-oczy mu rozblysly.-mogę zrobić? Jakiś ładny, tematyczny. Proszę. Mogę? Proooosze....-objął go mocno.-będzie pyszny...pojadę autobusem. Pojadę. Będę uważał.-uśmiechnął się.-w ogóle kochanie...może w końcu byś przyniósł do mnie trochę swoich ciuchow żebyś zawsze miał na zmianę?
-Dziękuję kotek.-przytulił go do siebie.-Zapytaj jego. Spytaj czy chciałby zaprosić na urodziny swoich kolegów. Napisz mi od razu co chcesz mu dać na urodziny a tort zostaw w moich rękach. Tylko hmmm...mógłbym zrobić dekoracje z masy cukrowej, zaryję nockę tylko nie wiem w jakim temacie je robić. Nie znam go na tyle dobrze...-westchnął puszczając go.-i co masz zamiar cały czas chodzić tylko w mojej bluzie i bokserkach? Seksownie wyglądasz ale lepiej żebyś maił coś normalnego na zmianę.-zaśmiał się.-odwróć się to umyję ci włosy.
-Samochody, teatr...no pomyślę. Na pewno coś fajnego wymyślę.-obiecał.-czemu zaryć? No żeby tort był świeży, pyszny i żeby dobrze wyglądał.-wyjaśnił powoli myjąc jego włosy.-no tylko moje spodnie jednak są trochę na ciebie za duże. Tak samo z resztą moja bluza.-zaśmiał się.
-No wiem, widać że przytyłeś. Nabrałeś ciałka i od razu jesteś seksowniejszy.-pochwalił się po czym zabrał się za spłukiwanie piany z jego włosów.-wiesz co? Na prawdę czuję się jakbyśmy mieli dziecko...-zaśmiał się dając mu całuska w policzek i dalej spłukując pianę.-to dość dziwne uczucie...nie sądzisz?
-Zwariowałeś?-spytał wychodząc z wanny.-Nogi ci drżą a ty chcesz mnie taki kawał odprowadzać? Lepiej już zajmij się czymś w domu...-westchnął ubierając się w jeansy i jedną z koszulek które dostał od chłopaka.-Co chcesz na śniadanko? Dzisiaj ja gotuję.-uśmiechnął się biorąc go na ręce.-kocham cię.
-oj no bo chcesz...-mruknął.-ok, nie będę się kłócił.-wzruszył ramionami.-tylko mi powiedz co chcesz na śniadanie. I na obiad żebym mogl kupić składniki.-poprosił.
-no dobra więc będzie tost. Idę przygotować śniadanie a ty pomyśl co chcesz na obiad.-powiedział idąc do kuchni i po chwili wracając ze śniadaniem dla nich obu. Podał.mu talerz i kubek z czekolada.-smacznego
-zapiekankę? A może zrobię ratatouille?-zaproponował jedząc swojego tosta i popijając go czekoladą.-więc cóż...śniadanko na słodko...a jakiś deser po obiedzie byś chciał?-spytał kończąc jeść.
-w ogóle nie jesteś wybredny.-zaśmiał się.-Zrobię coś na szybko...może jakiś mus czekoladowy...jeszcze zobaczę.-ucałował go w policzek i poszedł do kuchni żeby włożyć naczynia do zmywarki. Nasypał pieskom jedzenia do misek i wrócił do salonu.
-Ale z ciebie cwana wredota.-zaśmiał się przypinając pieskom smycze i wychodząc.-No odprowadzasz...ale muszę cię nosić...no nic, powinienem wrócić w przeciągu 4 godzin.-uśmiechnął się.-dojdziesz sam do domu?
Akurat psom nic się nie stało bo po oszczekaniu i obszarpaniu burmistrza pobiegły do domu dziadka. Gorzej było z Takano który akurat dojeżdżał do miasta i całkowicie olewając wszystko wyskoczył z autobusu jak ten tylko się zatrzymał. Nie zważając na to ze przecież jeszcze miał nie przeciążać nogi ruszył biegiem do szpitala. Kiedy dobiegł czuł pulsujący ból w nodze i ciężko mu było oddychając. Usiadł ciężko na ławeczce nie wiedząc nawet gdzie iść.
Zachwiał się na nogach ale zaraz odzyskał równowagę.
-Postaram się być spokojny. Pani też niech będzie.-uśmiechnął się idąc grzecznie za nią. Chociaż odpowiednim słowem byłoby kulejąc. Miał jednak nadzieję że ból szybko minie.-Co z nim jest? Co się stało? Proszę mi powiedzieć wszystko co pani wie...-powiedział niemal błagalnie.
-Ma tą samą co ja.-odparł pewnie i dał sobie pobrać krew. Mąż mojej żony jest genialnym prawnikiem. W każdej chwili mogę po niego zadzwonić i przyjedzie w Tokio żeby pomóc.-odparł patrząc cały czas na kobietę.-Jak bardzo źle jest z kręgosłupem?-przełknął ślinę.-Czy...skończy na wózku?-spytał cicho.-Ale...przeżyje, prawda? Byle tylko przeżył...tyle wystarczy...-szepnął.
-oddam ile będzie trzeba. On musi przeżyć...-westchnął patrząc jak krew spływa do zbiornika.-Dziadku, proszę się uspokoić.-westchnął.-Jakby nie patrze jesteśmy w szpitalu, więc proszę nie ponosić głosu. Po drugie jak może pan ją oskarżać nawet jej nie wysłuchując?-spytał spokojnie ale pewnie dlatego, że nie miał siły się denerwować.-Może nie wiem co zrobiła wcześniej ale tym razem jestem pewien że nic złego nie zrobiła. Więc proszę się uspokoić.-ostatnie zdanie powiedział trochę głośniej.
-Aż tak źle wyglądam? Biegłem i nadwyrężyłem trochę nogę. No i może jestem jeszcze trochę zmęczony...jak już wybudzi się z narkozy będę wyglądał lepiej.-uśmiechnął się opuszczając rękaw bluzy.-Nie denerwuj się staruszku. I nie złość się na nią. Kocha go i nie chce dla niego złego. Zaufaj. A teraz to na pewno nie jej wina. To burmistrz. Załatwię dobrego prawnika.-poklepał go po ramieniu wszystko mówiąc na tyle cicho żeby tylko mężczyzna go słyszał.
-Porozmawiam z nim o tym, jakoś go przekonam. Ten facet już któryś raz prawie go zabił.-mruknął.-Dziadku, tam na sali operacyjnej leży mój partner nie myśl sobie że będę odpoczywał w takiej chwili.-mruknął wstając i wychodząc na korytarz. Usiał na krześle ze wzrokiem utkwionym w ścianie. 'I to ja miałem uważać? Dlaczego akurat teraz kiedy dopiero zdjęli mi gips? Nici z onsen...no i pomimo, że on będzie w szpitalu będę musiał się zająć urodzinami Yuyi...i wypadało by przynieść Tomo walentynkowe czekoladki...' westchnął cicho.
[i co goście nadal nie chcą wyjść?]
[...no cóż tak też można...XD]
-Ale będzie żył, tak?-spytał wstając i wkładając ręce do kieszeni żeby jakoś się opanować. Wszelkie zasady dobrego wychowania go teraz nie obchodziły.-Co ma połamane? Proszę mi wszystko opowiedzieć w szczegółach.-powiedział niemal błagalnie. Przez czas operacji zdążył przeżyć kilka stanów emocjonalnych więc teraz chciał dostać zapewnienie że jego mały ukochany będzie żył.
[tak, tak, przywileje ci się należą XD]
Opadł ciężko na krzesło.
-uspokój się Takano...będzie żył...nie ważne że nie będzie mógł chodzić najważniejsze że będzie żył...-mamrotał sam do siebie.-a tak, łatwiej będzie wsadzić do więzienia tego skurwysyna, no właśnie, więc się uspokój. Zanim żebra się zrosną będzie mu ciężko ale później będzie ok...-cały czas mamrotał sam do siebie.-przepraszam? Czy mógłbym posiedzieć przy jego łóżku póki się nie obudzi?-spytał spokojniej.
-dziękuje.-skłonił się nisko.-chce go zobaczyć...posiedze chwilę i przyjdę do pani. My wręcz musimy porozmawiać.-zmusił się do lekkiego uśmiechu po czym poszedł do sali wskazanej przez lekarza. Wszedł cicho po czym zapalił sobie lampke i ukleknal przy łóżku.-mój mały...-poczuł łzy na policzkach.-będzie dobrze.-szepnął bardziej zapewniając tym samego siebie. Przytulil policzek do jego dłoni pozwalając łzom płynąć.-jak on mógł tak cię polamac...
[no nie wiem ale to co napisałeś to normalnie inwencją twórcza XD]
Kiedy już całkowicie się wyplakal wstał z podłogi. Popatrzył jeszcze chwilę na niego po czym delikatnie musnal jego usta swoimi.
-zaraz wrócę kochanie. Idę tylko porozmawiać z twoja mamą.-szepnął wychodząc. Poszedł prosto do gabinetu kobiety i zapukał do drzwi.
Wziął łyk kawy i spojrzał na kobietę.
-to na prawdę nie jest konieczne...po prostu bieglem czego robić nie powinienem.-mruknął czując się trochę niezręcznie.-wiem że cały czas pani unika tych tematów...jednak chciałbym spróbować jeszcze raz. Tomo opowiadał mi że mało pamięta takich chwil kiedy go pani przytulala. Dlaczego?-spytał zapijajac słowa kawą.-i jeszcze jedno pytanie...kiedy mam dzwonić po prawnika i czy sama pani pozwie burmistrza?
-mhm rozumiem...on co prawda widzi to troszkę inaczej.-uśmiechnal się popijając kawę.-pani też się o niego martwi, prawda? Nie chce go stracić. Najważniejsze że żyje...-westchnął.-rozumiem że jest on pani bratem jednak to nie jest pierwsza próba zabicia Tomo. Ktoś musi go pozwać a teraz mamy powód...-zauważył spokojnie.
-i jest pani świadkiem.-zauważył spokojnie.-naocznym i bardzo ważnym.-uśmiechnął się lekko.-dlatego mam nadzieje że jednak czucie w nogach będzie miał. Może to zabrzmi źle zważając a sytuację...ale jeśli nie będzie mógł robić tylu rzeczy to przynajmniej trochę odpocznie.-wypił całą kawę ręce cały czas grzejac na kubku.-przepraszam ale jeszcze jedno pytanie...kiedy Tomo miał poparzoną rękę. Czemu wypisała go pani wcześniej?
-ty bardzo go pani skrzywdziła. Skoro pani go kocha to chyba najwyższy czas pokazać mu że się pani o niego martwi. Odgadnąć włosy z twarzy i poglaskac po policzku kiedy nie śpi.-zauważył odstawiajac kubek obok siebie.-z nogą już lepiej...-dodał zabierając ją i opuszczając nogawke.-pewnie nie będzie chciał odpoczywać ale ja będę miał argumenty żeby zatrzymać go pod kocem w domu. I odpoczywać będzie musial.
-ajc...-westchnął kiedy kobieta zamknęła za nim drzwi.-no co za uparta...może i Tomo nie jest jej biologicznym synem ale pod tym względem są podobni. Oboje uparci...-pokrecil głową wracając do sali chłopaka. Przesunął sobie krzeselko i usiadł przy łóżku trzymając dłoń chłopaka. Postanowił grzecznie czekać aż ten się obudzi. Po pół godzinie siedzenia w ciszy zaczął nucic ich duet a później pierwsza piosenkę napisaną dla niego przez Tomo.
Prześlij komentarz