sobota, 21 września 2013

...The dreamer never falls...

Tomohisa Kurosagi,
25 lat (07.12),
syn piekarza i lekarki (dyrektorki szpitala),
w Yukan mieszka od urodzenia z przerwą na studia,
wrócił do rodzinnej miejscowości po śmierci swojego ojca, 
przejął jego piekarnię (choć nie bardzo się na tym zna),
z zawodu: lekarz sądowy,
w pracy: manager (niekiedy piekarz i cukiernik w jednym), 
studiował w Tokio,
o swoim życiu w Tokio niewiele opowiada, przygód trochę miał, nie chwali się też swoimi osiągnięciami (udało mu się zaistnieć na niszowym rynku - nagrał kilka singli),
jeździ: głównie rowerem, nie ma prawa jazdy, czasem wybiera się na przejażdżkę motorem,


Tomo wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Nie jest jedynym dzieckiem Takeo i Ayi. Jednakże jego dwie młodsze siostry zmarły w nieszczęśliwym wypadku. Tomohisa nigdy o nich nie wspomina. To dla niego wciąż bolesny temat. On jako jedyny wyszedł z wypadku cały. Był sprawcą tego nieszczęścia. Siadł za kółkiem za namową dwóch sióstr i skasował ojcu samochód. Nigdy więcej nie próbował jeździć pojazdami z czterema kołami. Omija je szerokim łukiem, a kiedy już do jakiegoś wsiada, walczy z ogarniającą go paniką. Nigdy nie poszedł z tym do lekarza. Uważa się za zdrowego człowieka, mimo męczących go nocnych koszmarów. Wciąż nie może się otrząsnąć. Jego matka go nienawidzi. Wini go za całe zajście i Tomohisa nie ma jej tego za złe. Wyprowadziła się z Yukan zaraz po śmierci swojego męża. Nie utrzymuje kontaktu z synem. Tomohisa mieszka w małym mieszkanku nad piekarnią. Ma dwa pokoje, kuchnie oraz łazienkę. Nic więcej jest mu nie potrzebne. Swój rower i motor trzyma zamknięte w garażu ojca. Codziennie rano wstaje by przygotować wszystko na pełen roboty dzień. Wieczorami natomiast można spotkać go na klifach bądź odosobnionych miejscach wraz ze swoją gitarą. Wciąż komponuje piosenki. Nie potrafi się przed tym powstrzymać.
Tomohisa jest raczej spokojnym człowiekiem, któremu daleko do prawdziwego zbója. Jest pogodnie nastawiony do każdego człowieka. Nie skreśla od razu. Raczej nie często się uśmiecha i jest małomówny. Nie znosi strzępić języka, jeśli nie widzi ku temu potrzeby. Wszystko przecież można przekazać w sposób jasny i przyjemny, bez owijania w bawełnę. Potrafi się jednak obronić. Swego czasu trenował boks i nie można o nim powiedzieć by był słaby. Przeżył też przygodę z narkotykami. Wylądował nawet przez to w szpitalu i od tamtej pory stara się trzymać od wszystkiego co jest związane z lekami z daleka. Potrafi być zgryźliwy i w kilku słowach dać do zrozumienia, że nie jest zainteresowany czyjąć osobą bądź propozycją. Zerwał kontakt ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. Jest raczej typem samotnika. Zresztą Yukan jest miejscem starzejącym się, więc Tomohisa nie ma zbyt wiele możliwości nawiązania znajomości. Nie zależy mu na dobrych stosunkach ze swoim wujkiem - burmistrzem Yukan. Ludzie często oceniają go przez pryzmat działań jego wujka, co strasznie denerwuje Tomohisę. Nie rozumie jak można być tak pustym. On sobie rodziny przecież nie wybrał. Stara sie nie pokazywać w obecności burmistrza, by przypadkiem nie zostać przez niego wciągniętym w polityczne gierki. Nie znosi polityki.

Wzrost: 175cm
Waga: 57 kg
Ulubiona słodycz: czekolada
Ulubiony kolor: biały, czarny, czerwony i granatowy
Nienawidzi: zazdrości

KIZUNA

[Dobra kochani! Welcome back :D]


5 000 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   1401 – 1600 z 5000   Nowsze›   Najnowsze»
Takano | Jun pisze...

Nie zmruzyl oka przez całą noc, nawet nie chciał wiedzieć jak koszmarne wygląda. Jednak kiedy chłopak się obudził uśmiechnął się do niego lekko.
-pieski są u dziadka kochanie. Jolie to mądra psinka, zawsze dojdzie do domu.-poglaskal go po policzku.-ale nie przejmuj się teraz Jolie. Teraz jesteś ważniejszy od wszystkiego. Lez spokojnie i nie odzywaj się nie potrzebnie. Masz połamane żebra więc na pewno się boli...narobiles mi stracha...myślałem że już cię straciłem...

Takano | Jun pisze...

-przespales aż...całą jedną noc.-zaśmiał się cicho.-ale ukarales. Masz gorsze obrażenia ode mnie. Uraz kręgosłupa i...kotek? Powiedz mi...masz czucie w nogach?-spytał cicho.-zaraz pójdę po lekarza. Twoja mama załatwiła mi możliwość siedzenia przy tobie.-wyznał glaszczac go po policzku.

Takano | Jun pisze...

-kochanie nie śpij...nie musisz mnie karać.-zapewnił spokojnie.-no nic...zaraz się dowiemy. Poczekaj pójdę po lekarza.-wyszedł na korytarz akurat wpadajac na mamę Tomo i lekarza który go operował. Powiedział że Tomo się obudził i wrócił z nimi do sali.

Takano | Jun pisze...

-nic nie kupiłem bo nie ruszałem się od twojego łóżka nawet na krok.-odparł spokojnie.-a Jun cię nie zabije. Spokojnie. Dlaczego niby przyjaciel miałby co zabijać?-spytał unoszą brwi i patrząc na to co robi lekarz.

Takano | Jun pisze...

Uśmiechnął się na ten obrazek. 'akurat jeździec jest z niego świetny.' zaśmiał się w duchu mimo że wiedział że kobiecie chodzi o coś innego. 'zamiast się tak ulatniac mógł przynajmniej powiedzieć jaśniej co z jego nogami...no nic jakoś się później zorientuje...-pomyślał siadając na krzesełku i nie przeszkadzając kobiecie.

Takano | Jun pisze...

-nie wyganiaj mnie jeszcze. Dopiero co się obudziłeś i już mnie wyganiasz małpo wredna.-zaśmiał się.-o nic się nie martw a już na pewno nie o mnie. To ty masz teraz odpoczywać. Będę przyjeżdżał jak często będę mógł.-zapewnił przesuwając się z krzesłem bliżej łóżka.-i nie mów za dużo. I...i...och kochanie...tak bardzo się o ciebie bałem.

Takano | Jun pisze...

-ale i tak się bałem...straciłeś dużo krwi. Wzięli moją ale że było za mało to jeszcze dziadka. Napedziles mi strach...nawet nie chce myśleć co ja bym bez ciebie zrobił.-ucałował go w czoło i poczekał aż znów zasnie. Pojechał zrobić zakupy a jak wrócił do Yukan od razu zabrał się za urodziny Yuyi po których oczywiście posprzątał. Więc dopiero trzy dni od wypadku znów odwiedził Tomo. W drodze do jego sali szczęśliwie natknął się na jego matke.
-dzień dobry. Co z jego nogami?-spytał od razu.

Jun
-no jasne, to ty nie wiesz?-zaśmiał się.-ech chłopie...-westchnął tylko siadając.-lepiej opowiadaj jak to się stało że tutaj tak leżysz. O ile jesteś w stanie.

Takano | Jun pisze...

-to jednak dobrze że wziąłem kilka jego rzeczy...mam nadzieje że jednak poprawa będzie...-skłonił się i poszedł do sali chłopaka.-hej kochanie.-przywitał się z nim już od progu.-słyszałem że się nudzisz więc wziąłem kilka twoich rzeczy. Między innymi notes z tekstami i długopis i parę książek. Przez jakiś czas będziesz miał rozrywkę.-uśmiechnął się siadając obok łóżka.

Jun
-ech mlody będzie dobrze. Byli jacyś świadkowie? Może dałoby się coś z tym zrobić...pozwać go i znaleźć dobrego prawnika.-zaproponował uznając że nie tylko on się nad ty zastanawia.-nie czujesz nóg? Odzyskasz czucie...na pewno.-pokiwal głową.

Takano | Jun pisze...

-jutro ci przywiozę jedzonko.-obiecał będąc zbyt zajętym urodzinami.-jak było...wiesz może zamiast opowiadać pokaże ci zdjęcia.-zdecydował wyjmujac telefon i włączając odpowiednie zdjęcia. Podał mu go samemu zabierając się za wypakowywanie książek do szafki.-ucieszył się bardzo z tortu. Mówił że nigdy takiego nie widział.-uśmiechnął się.-Yuya nie jest zły i prosił żeby cię pozdrowic a psiaki są grzeczne i śpią ze mną.-odpowiedział.-czuję się dobrze. Po prostu nie wyspalem się przez ten tort.-odparł.

Jun
-ale jednak powinieneś. To nie pierwsza próba morderstwa. Najlepiej wsadzić go za kratki.-wyraził swoją opinię.-ale chyba lepiej żeby wróciło co? Takano nadal przy tobie został?-spytał spokojnie.

Takano | Jun pisze...

-Tomo-chan! Nie wyląduj głupot. Odzyskasz czucie w nogach i innych opcji nie ma. Nogi nadal masz tylko po prostu na razie ich nie czujesz.-powiedział trochę ostrzej niż zamierzał.-a tego cholernego burmistrza wrzuce za kratki. Czekam tylko na decyzję twojej mamy i dzwonie po prawnika...-schował telefon i spojrzał na niego uważnie.-nie zerwe z tobą. Ja mam w planach poważny związek.

Jun
-to dobrze że nadal z tobą jest. Znaczy że cię kocha. Nie mów że do niczego się nie nadajesz. Tylko czekać jak odzyskasz czucie w nogach i wsztsko się ułoży.

Takano | Jun pisze...

-pewnie będziesz musiał być. W końcu jesteś poszkodowanym i będziesz musiał zeznawać.-wyjaśnił spokojnie.-kocham cię. Nie chce więcej słyszeć gadaniny o zrywwniu. Jeśli oczywiście ty też mnie kochasz.-musnal jego usta swoim.

Jun
-daj spokój. Dla mnie zawsze będziesz moim kochanym młodszym bratem. Takano też na pewno zawsze będzie cię kochal.-zapewnił z uśmiechem.-i nie myśl że nie odzyskasz tylko że odzyskasz.

Takano | Jun pisze...

-kochanie...ale wtedy pozbędziemu się burmistrza. Na sali sądowej na pewno nic ci nie zrobi. Poza nią też bo będzie pilnowany. Przemyśl to kotus-poprosił z lekkim uśmiechem.

-tak, tak. Mam tutaj kilka kupiłam jak brałem dla Ryu.-westchnal kładąc je na szafeczce.-no jasne jesteś strasznie pozytywny.-zironizował.-zaczniesz je czuć. Masz to sobie codziennie powtarzać.-oznajmił celujac w niego palcem.

Takano | Jun pisze...

-na ale...-zaczął.-ale to co innego. Gdybyś zgodził się zeznawać to wzrosło by prawdopodobieństwo wyrzucenia burmistrza do więzieniu. Jesteś nie zbędny. A on pewnie będzie znów próbował cię zabić...-westchnął ciężko nie chcąc się kłócić.

Jun

Podał mu ja i kawałek starej gazety na skórki.
-wszystko się da. A powtarzać to jedno zdaniem na pewno się da. Masz myśleć pozytywnie.-oznajmił mierzwiac mu włosy.

Takano | Jun pisze...

-no dobrze kochanie na razie zostawimy ten temat.-uśmiechnął się.-będzie dobrze. Nie bój się. Wszystko się ułoży.-przyłożył jego dłoń do swojego policzka.-a...jak ci się układa z mamą?-spytał ciszej.

Jun
-w pracy dobrze. Mam na prawdę mało roboty. -uśmiechnął się zadowolony wstając żeby wyrzucić skórki.-a z Ryu ok. Ma rehabilitację i na pewno coraz lepiej wygląda.

Takano | Jun pisze...

-och kochanie...ale chyba nie chcesz znów stracić wagi, co?-spytał spokojnie. Złapał go za rękę.-wiesz kochanie ona cię kocha. I martwi się o ciebie. Chyba zrozumiała swoje błędy.-uśmiechnął się.+ale wracając do jedzenia...jak jutro co coś przyniosę to zjesz?-spytał kontrolnie.

Jun
-no więc jak najszybciej musisz znów zacząć czuć swoje nogi.-poklepal go po jednej delikatnie.-bo zanim się obejrzysz a Ryu już będzie chodził.-zaśmiał się.

Takano | Jun pisze...

[po pierwsze mi się nie chce a po drugie się boję ;^; a tak btw. To musiałeś mu dowalic z tymi nogami?]

-jasne kotus...przyniosę mniejsze porcję. Ale waga nie może spaść poniżej 40 kg ok? Jak stąd wyjdziesz to dobijemy do 50 ale na razie postaraj się zbytnio nie schudnac.-poprosił podnosząc się i obejmując go delikatnie.

Jun
-zebra szybko się zrastaja...nie raz miałem połamane.-uśmiechnął się.-ale jakieś szanse na nadgonienie masz. Dasz radę.-uniósł dwa kciuki w górę.

Takano | Jun pisze...

[tylko żeby za długo tak nie miał XD]

-spokojnie kochanie. Jestem przy tobie. Jestem i się stąd nie ruszam.-zapewnił starając się tak go przytulac żeby nie zrobić mu krzywdy.-wyplacz się. Pewnie boisz się wielu rzeczy. Ale będzie dobrze. Jestem przy tobie...jestem kochanie...-szeptał mu do ucha.

Jun
-oj nie, chce żeby Ryu jak najszybciej wrócił na nogi. A ty masz w ten sposób lepszą motywację.-mruknął.

Takano | Jun pisze...

-jasne kochanie. Jutro wsztsko dostaniesz. Będzie pyszne jedzonko i moja bluza.-ucałował go w czoło i odsunął się siadając na krześle.-i jeśli czegoś jeszcze będziesz potrzebował to mów. Wszystko będzie dobrze.-złapał go za dłoń i delikatnie ją głaskał.-tylko nie miej żadnych głupich myśli, ok?

Jun
-nawet o tym nie myśl! On powinien wrócić do szkoły jeśli chce zacząć studiować...a wiem że chce.-westchnął ciężko.-więc będziesz go musiał gonić.

Takano | Jun pisze...

-przytule.-zapewnił delikatnie się uśmiechając.-nikomu nie powiedziałem. Sam chyba nie zniósł bym znów tylu osób w domu. Chociaż...zaprzyjaźniłeś się z Mery...może chociaż ją poinformujemy?-spytał spokojnie. Nachylil się dając mu buziaka w usta.

Takano | Jun pisze...

Posiedział jak zwykle jeszcze chwilę po czym wrócił do domu. Następnego dnia przyszedł po południu z bluza i obiecanym jedzeniem.
-hej kochanie.-przywitał się wesoło machajac bluza.

Jun
-no ma ale...najważniejsze żeby dobrze zdał egzaminy i dostał się na studia...

Takano | Jun pisze...

-ratatuj...-podał mu prostokątny pojemnik i widelec.-a na deser...mus czekoladowy z bitą śmietaną.-oznajmił wujmujac miseczke z musem i wyciskajac mu na niego bita smietane.-smacznego kochanie.

Jun
-no ja wiem...ale...ja chyba po prostu mam jakieś skrzywienie jeśli chodzi o szkole i naukę...byłem pilnym uczniem.

Takano | Jun pisze...

-cieszę się że ci smakuje. Chciałem ci trochę umilic pobyt w szpitalu. Jeśli będziesz czegoś potrzebował to powiedz. I...mam dla ciebie czekoladki walentynkowe.-wyjął małe czerwone pudeleczko i podał mu je.

Jun
-jasne już cię niosę.-wziął go na ręce uważając na zebra i zaniósł do łazienki.

Takano | Jun pisze...

-halo? Halo?-kiedy usłyszał hałas od razu pobiegł do sali Tomo.-co tu się kurwa dzieje?!-warknal łapiąc burmistrza za kurtkę u odciągając go od chłopaka. Wymierzył prawego prostego łamiąc mu nos.

Jun
-spoko. Zawsze.do usług. Przyjaciół nie zostawia się w potrzebie.-uśmiechnął się siadają na krześle.

Takano | Jun pisze...

-zostanę kotus...zaraz spytam twoją mame. Powiem też żeby lepiej cię pilnowali...och kochanie...dobrze że do mnie zadzwoniles.-objął go delikatnie.-zostanę przy tobie na noc. Nie pozwolę cię skrzywdzić. I obiecuje...zrobię wszystko żeby on dostał za swoje.

Jun
-zawsze jestem. Jeśli chodzi o problemy to możesz na mnie liczyć. Nawet w tak przyziemnych sprawach ci pomogę. W końcu ty też nie raz mi pomogles

Takano | Jun pisze...

-spokojnie nie rusze się. Będę tu przy tobie.-obiecał obejmując go lekko.-twoja mama przychodzi do ciebie wieczorem? Spytamy czy mogę zostać i o wszystkim jej opowiemy. Będzie dobrze. Będzie dobrze...-ucałował go w policzek.

Takano | Jun pisze...

-oj kochanie...nie tul się tak mocno. Wiem że cię boli...-westchnął cicho.-poloz się. Już jesteś bezpieczny.-zapewnił tulac go do siebie i kładąc go bardziej na poduszki.-jak nie przyjdzie to trudno...powiemy jej jutro. Ale lepiej żeby przyszła. W końcu nie mogę od tak spać z przy tobie w szpitalu.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna spojrzał na nią jednak nie miał zamiaru odsuwać się od przerażonego chłopaka.
-Przyszedł burmistrz i zaczął go dusić. Szczęśliwie wybrał mój numer i zdążyłem przybiec. Mało brakowało. Nie goniłem go i zdążył uciec. Nadal waha się pani czy go pozwać?-uniósł brwi.-Mogę zostać na noc? Tomo prosił żebym został...-wyjaśnił od razu.

Takano | Jun pisze...

-Podać numer do prawnika czy lepiej żebym sam zadzwonił?-spytał jeszcze.-Dziękuję.-uśmiechnął się będąc wdzięcznym za możliwość zostania przy ukochanym. Domyślał się jak bardzo musiał być przerażony.

Takano | Jun pisze...

-Jasne zaraz sobie dostawię.-skinął głową.-Może lepiej odpuścić sobie dodatkowe leki? Ja z nim posiedzę, pośpiewam mu i jakoś uspokoję go bez leków.-zaproponował trzymając go za rękę.-Ne Tomo...zobacz zostanę z tobą na noc. Już jesteś bezpieczny nie musisz się bać.-uśmiechnął się lekko, głaszcząc go po trzymanej dłoni.

Takano | Jun pisze...

-Kochanie, nie przepraszaj. Dobrze zrobiłeś dzwoniąc.-pogłaskał go po policzku.-Możesz mi co najwyżej dziękować.-zaśmiał się.-Już jest dobrze kotuś. A teraz na chwilę odejdę od ciebie żeby sobie przysunąć łóżko. Ale nigdzie nie wychodzę, obiecuję.-puścił jego dłoń i podszedł do jednego z łóżek żeby je sobie przysunąć.

Takano | Jun pisze...

-Ja ciebie też.-uśmiechnął się tuląc policzek do jego dłoni.-Bardzo cię kocham. Obiecuję ci że zrobię wszystko żeby burmistrz dostał za swoje. Mąż Riki jest prawnikiem i wszystko będzie dobrze.-uśmiechnął się.-A teraz może porozmawiamy o czymś miłym?-zaproponował.

Takano | Jun pisze...

-oj no...wiesz kochanie wolę jednak myśleć i mieć nadzieję że odzyskasz czucie w nogach. Ale kupię ci wózek.-zgodził się chociaż nie miał zamiaru zmieniać zdania.-A jak wyjdziesz ze szpitala to zrobimy sobie wycieczkę do onsen, co ty na to?-spytał całując go w rękę.

Takano | Jun pisze...

-No tak też prawda.-uśmiechnął się i wyciągnął rękę żeby pogłaskać go po policzku.-A później...a później może polecielibyśmy do stanów i wykorzystali bilety od mojego taty?-zaproponował odgarniając mu włosy z twarzy.

Takano | Jun pisze...

-Ok...więc najpierw do Korei bo przecież mamy zaproszenie od mojego brata. Dopiero później polecimy poza Azję.-zgodził się nie mówiąc nic o tym że on też nie najgorzej włada tym językiem.-Wtedy będziesz się mógł przede mną popisać koreańskim a później angielskim. A później pokażesz jakie postępy zrobiłeś z francuskim.

Takano | Jun pisze...

-Nawet jutro jeśli chcesz-zaproponował.-mogę cię codziennie uczyć i zostawiać ci ćwiczenia. Następnego dnia będę je sprawdzał. Co ty na to? I wtedy ładnie się będziesz uczył a nie cofał. Pamiętasz przynajmniej to czego nauczyli cię moi bracia?-spytał głaszcząc go po policzku.

Takano | Jun pisze...

-Mhm...a od czego chciałbyś zacząć? Od gramatyki, słówek...-spytał jeszcze.-wiesz co kochanie? To ja już chyba wiem czemu moi głupi bracia tak się głupio śmiali kiedy pomagali mi się umyć...-westchnął cicho się śmiejąc.

Takano | Jun pisze...

-No dobrze kotek, ja już po prostu wiem czemu się śmiali.-wyjaśnił spokojnie.-jakby nie patrzeć pewnie tylko o tym gadałem jak byłem pijany.-wzruszył ramionami.-Więc dobrze, będą słówka i poćwiczymy nad wymową. Jak jutro przyjdę to już z przygotowanymi ćwiczeniami. Masz moje słowo.

Takano | Jun pisze...

-Mhm więc pojutrze.-zgodził się dając mu jeszcze całuska.-Tylko twój kochanie. Tylko twój. Ale już może chodźmy spać, ok? Sen najlepszy na chorobę i ból. A jak się rano obudzisz ja dalej będę przy tobie.

Takano | Jun pisze...

-Jego nie będzie.-zapewnił go z lekkim uśmiechem. O moim dzieciństwie? No więc ja byłem ogólnie grzecznym dzieckiem bo bałem się że macocha mnie wyrzuci z domu. Wiec starałem się nie robić za wielu psikusów. Więc to częściej oni mi roboli psikusy. A z tego co ja robiłem...odłączyłem kable od nagłośnienia na jakimś bankiecie, biegałem często ludziom pod nogami. Jak raz miałem zagrać coś na pianinie to zamiast tego co kazała mi macocha zagrałem jakąś miłą i wesołą melodię. Większości się podobało ale ona była wściekła.-zaśmiał się.-Byłem mistrzem gry w chowanego i najlepiej ze wszystkich znałem nasz dom. No i...Raz na bankiecie zaszyłem się gdzieś z butelką szampana. Miałem wtedy może 10 lat...i się upiłem.

Takano | Jun pisze...

-No mi ojciec pobłażał...nie raz zdarzyło mi się wylać drogie perfumy macochy.-zaśmiał się.-wiesz, ponoć jak się wtedy upiłem to zacząłem głośno płakać. Mówiłem że chcę do mamy a kiedy podeszła macocha to na całe gardło krzyknąłem że ona nie jest moją mamą. Wszyscy znajomi rodziców to słyszeli i był to jedyny raz kiedy dostałem karę. Zero kontaktu ze światem przez miesiąc.-pokręcił głową.-z ciebie za to był kreatywny urwisek...sedes obłożyć folią...

Takano | Jun pisze...

-Oj byłem dzieckiem. Skąd miałem wiedzieć że to będzie miało takie skutki.-zaśmiał się.-Ale normalnie byłem bardzo grzeczny. Uczyłem się i miałem dobre stopnie. Dopiero idąc na studia zacząłem spełniać swoje marzenia.-zaśmiał się.- właśnie mi się przypomniało jak bracia zrobili mi kawał...kawałek od naszego domu płynęła rzeka. Poszliśmy kiedyś tam pływać. Ja się trochę zasiedziałem a oni poszli do domu zabierając moje ubrania. Wracałem nago. Miałem wtedy coś około 13 lat...

Takano | Jun pisze...

-Oj...biegłem nago przez las do domu...ani trochę zabawne.-zaśmiał się mimo wszystko.-Miałem 13 no najwyżej 15 lat a ty twierdzisz że byłem do schrupania?-uniósł brwi.-nawet nie próbuj. Nie chce powtórki z rozrywki.

Takano | Jun pisze...

-Jak chcesz to przyniosę ci zdjęcia z 25 lat mojego życia. Bo należy odjąć dwa kiedy mieszkałem z mamą-uśmiechnął się.-A teraz już śpij bo pewnie jesteś zmęczony. Niech ci się coś ładnego przyśni.-ucałował go czoło i również zamknął oczy chcąc zasnąć.

Takano | Jun pisze...

Dzień później tak jak obiecał przyszedł z potężnym albumem w którym doszukał się zdjęcia z kawału braci, ćwiczenia z francuskiego i kilka przydatnych fiszek. Od razu poszedł do sali chłopaka postanawiając że później zajdzie do jego matki żeby porozmawiać o pozewie.
-Hej kochanie, mam dla ciebie rogaliki z ciasta francuskiego z czekoladą w środku.-uśmiechnął kładąc woreczek na jego szafeczce.

Takano | Jun pisze...

-To bardzo dobrze kochanie. Bardzo dobrze.-ucałował go mocno po czym usiadł na swoim stałym krzesełku.-więc...tak jak obiecałem przyniosłem mój ogromny album. Możesz się śmiać i komentować ile wlezie.-oznajmił podając mu go.-zdjęcia od lat najmłodszych aż do teraz. Więc jest nawet parę ze studiów.

Takano | Jun pisze...

-No wiesz to była po prostu duma że przestałem siadać na nocnik.-wyjaśnił cicho się śmiejąc.-na dalszych zdjęciach jest jeszcze większa kiedy to w końcu nauczyłem się sikać na stojąco...-dodał cicho się śmiejąc ze zdjęcia kiedy cały ubrudzony był ciastem albo jak bracia ubrali go w sukienkę.

Takano | Jun pisze...

-No dobrze.-zgodził się.-Od razu powiem że wczoraj znalazłem zdjęcie z tego dowcipu braci jak biegłem przez las. Okazało się że miałem 15 lat, zrobili mi zdjęcie jak wbiegałem do ogrodu.-zaśmiał się.-Wziąłem jeszcze ze sobą trochę ćwiczeń z francuskiego i zrobiłem ci fiszki z przydatnymi zwrotami.-mruknął wyjmując wymienione rzeczy z torby.

Takano | Jun pisze...

-Jutro sprawdzimy ile zapamiętałeś.-oznajmił wertując album.-A nie możesz oglądać tych zdjęć po kolei i sam do niego dojść?-spytał retorycznie w końcu znajdując te kilka zdjęć i oddając album chłopakowi.

Takano | Jun pisze...

-Bo byłem młodszy...dużo młodszy...-odparł.-Można powiedzieć że cały urosłem.-dodał chcąc już zamknąć ten album.-Nawet tata się ze mnie wtedy śmiał jak wbiegłem do domu.

Takano | Jun pisze...

-mowy nie ma. Ten jeden raz mi wystarczy. No i przed tobą nagi być mogę. Przed innymi rozbierać się nie będę.-oznajmił poważnie.-zobaczyłbym chętnie twoje zdjęcia z dzieciństwa. Myślisz że twoja mama coś ma? Może ją spytam?-zastanowił się czy by mu pokazała.

Takano | Jun pisze...

-i tak się jej spytam. Kotek...widziałeś zdjęcie z najbardziej upokarzającej sceny w moim życiu chyba mam prawo zobaczyć jak mój chłopak wyglądał kiedy był młodszy?-spytał unosząc brwi.-ja też chce zobaczyć jaki byłeś słodki i jak dorastales.

[mhm...więc stąd ta niechęć do przebieranek?]

Takano | Jun pisze...

-ech kotus ja nie chce jakiś tam kronik. Pokazałem ci prywatne, intymne zdjęcia i takie chce zobaczyć. Wiec czy ci się to podoba czy nie spytam jej czy ma jakieś albumy. A jutro ci powiem jak moje wrażenia.-oznajmił dając mu calusa.

[oj biedny...meczony przez mamę aż kumpel się w nim zakochał XD]

Takano | Jun pisze...

-ech kotek...a czego ty się tak bardzo wstydzisz?-spytał wstając.-poczekaj aż dojdziesz do zdjęć ze studiów...-dodał dając mu buziaka i odwracajac się z zamiarem wyjścia.

[to aż trudne do wyobrażenia XD ]

Takano | Jun pisze...

[jak słodko XD]

-dziękuje.-uśmiechnął się siadając na wskazanym miejscu i otwierając album. Rozczulil się na widok śpiącego malucha. I roześmiał się przy zdjęciu jak chłopiec siedział na nocniku i bawił się kolckami.

Takano | Jun pisze...

-mnie nie mogli zmusić do przeniesienia się na sedes.-odpadł cicho się śmiejąc.-kokardka?-zdziwił się ale zaśmiał się cicho oglądając dalej. Cały czas śmiał się przy obowiązkowych zdjęciach oswajania się z toaletą.-długo się uczył jazdy na rowerze?-zagadal kiedy doszło do zdjęć o owej tematyce.

Takano | Jun pisze...

-mała ciamajda.-zaśmiał się.-jak to dobrze że ma mamę lekarke. Profesjonalna pierwsza pomoc i w ogóle.-napil się kawy i zaczął oglądać dalej.-pierwszy dzień w szkole...wygląda jakby się bał.-skomentował.

Takano | Jun pisze...

-mhm...ale to dobrze że później było lepiej. I że dziadzio cały czas był blisko.-uśmiechnął się.-o festyn.-ucieszył się próbując wyszukać Tomo w tłumie ludzi co mu zbytnio nie wychodzilo.

Takano | Jun pisze...

-to naprawdę on?-zdziwił się jeszcze bardziej przyglądając się zdjęciu. Zaśmiał się cicho.-jak uroczo...nigdy bym nie powiedział że to chłopak...-dodał wciąż cicho się śmiejąc. Oglądał zdjęcia dalej od razu szukając podobnych do tamtego. 'czyżby to właśnie tego się tak wstydził?' pomyślał.

Takano | Jun pisze...

Zachichotal cicho po chwilę jednak wybuchając głośnym, dzwiecznym śmiechem.
-jak uroczo...-odezwał się w końcu.-i muszę przyznać że mu to pasuje...nie dziwię się że ktoś się w nim zakochał. Sam też pewnie padł bym ofiarą jego uroku...-Zachichotal.-ma pani jeszcze jakieś tego typu zdjęcia? Albo jakieś z onsen...?-spytał nadal nie mogąc się nadziwić jaką uroczą dziewczynką był jego mężczyzna.

Takano | Jun pisze...

-biedny mały...-westchnął dziękując za zdjęcie i na razie odkładając je obok siebie.-tego dziada trzeba za wszystko ukarać i tyle...-mruknął oglądając zdjęcia dalej.-ma pani jeszcze jakieś ciekawe?-spytał kiedy oglądali zdjęcia z imprez u burmistrza.

Takano | Jun pisze...

-raczej wątpię żeby był chory umysłowo.-zaśmiał się jakby nie robiło to na nim wrażenia.-może ta sytuacja z noworodkiem i gadanie do zmarłych trochę mnie przeraża...ale mimo wszystko do dobry chłopak.-uśmiechnął się oglądając zdjęcia dalej. -surfuje?-spytał wskazując zdjęcia na plaży.

Takano | Jun pisze...

-to akurat wiem...uparciuch z niego jakich mało...ciężko go zmusić żeby odpoczął i wyluzowal. Staram się zabierać go na wycieczki żeby mu to ułatwić ale na razie jesteśmy uziemieni.-westchnął.-no nic...mam do pani jeszcze jedną sprawę.-zaczął zamykając album.-dzwoniłem do męża mojej siostry. Powiedział że zawszenjest gotowy mi pomóc i weźmie się za tą sprawę. Wystarczy mu powiedzieć kiedy ma przyjechać.

Takano | Jun pisze...

-dowody...o ile jeszcze się tym nie zajął to ślady na samochodzie, ślady w miejscu w którym upadł Tomo. Pani jako świadek.-zaczął spokojnie.-musimy iść do sądu. Jeśli chodzi o Tomo to...coś wymuslimy. Ale nie możemy ciągle bezczynnie siedzieć. On musi trafić za kratki.

Takano | Jun pisze...

-ech...mam nagraną rozmowę na telefonie. Zawsze wszystko nagrywam. To może posłużyć jako dowód. Samo słowo pewnie nie wystarczy ale trzeba się tym jak najszybciej zająć. Sprawdzić czy zatarl ślady i pilnować Tomo. Musi być bezpieczny. Mamy dobrego prawnika...wygramy sprawę ale najpierw trzeba go pozwać.

Takano | Jun pisze...

-więc burmistrz nie dostanie się do tej sali?-spytał nie bardzo rozumiejąc co bycie w prywatnej sali mu da.-zawsze może być u mnie. Dom zamykany na cztery spusty i trzy psy obronne. A i ja zawsze go uratuje.-uśmiechnął się.

Takano | Jun pisze...

-no wiem...-mruknął trochę dobity.-ale chyba pozwoli mi chwilowo zamieszkać u dziadzia.-zaśmiał się.-innymi słowy nikt sobie od tak do tej sali nie wejdzie. To dobrze. Zawsze to jakas ochrona...a jak jego nogi? Nadal bez zmian?

Takano | Jun pisze...

-zdecydowanie wygodniejsze. Zaproponuje mu jak Tomo będzie wychodzil.-uśmiechnął się.-więc nadal ich nie czuje...-westchnął.-dobra więc jak u niego będę to będę mu robił masaż...też nie chce żeby za bardzo się forsowal. Na razie niech mu się zrosna żebra.-mruknął po czym kichnal.

Takano | Jun pisze...

-ale na prawdę nie trzeba...-jęknął. Nigdy nie lubił faszerowac się lekami i brał najmniej jak tylko mógł. Połknął jednak tabletki więcej nic nie mówiąc.-ano...nie ma pani nic przeciwko że pani syn jest...z mężczyzną?-spytał jakby długo meczony przez to pytanie.

Takano | Jun pisze...

-dziękuje.-uśmiechnął się.-chyba pownienem się już zbierać. Pani chyba też powinna jechać i dopilnować żeby Tomo przenieśli. Dziękuje za kawę, zdjęcie i akceptację.-skłonił się lekko i wszedł do swojego nowo nabytego samochodu. Nie wymyślał z nowymi modelami i kupił taki sam jaki miał przed wypadkiem. Następnego dnia zabrał trochę pizzy dla chłopaka i koktajl owocowy własnej roboty. Spakowal jeszcze nowe ćwiczenia z francuskiego i pojechał do szpitala. Dojechał szczęśliwie i już po chwili maszerowal do nowej sali chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-ja się czuję dobrze lepiej opowiedz jak ty się czujesz.-zmierzwil mu włosy.-Yuya przychodzi do mnie na obiady i uczę go rysować. Dzisiaj mieliśmy pizzę i koktajle owocowe. Przywiozłem ci trochę.-uśmiechnął się idąc obok niego.-telewizor? Wow...faktycznie wip.-zaśmiał się decydując że sam popcha mu wózek żeby chłopak zbytnio się jeszcze nie męczył.-i mam dpa ciebie nowe ćwiczenia. A skoro masz telewizor to mogę przynieść ci jakieś francuskie filmy i będziesz ćwiczył.-zaproponował jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm...no to trudno...-westchnął.-kotus ale tak tylko dzisiaj ci pomogę, ok? Już jutro sam będziesz. Tylko dzisiaj.-obiecał czując że i tak mało może mu pomóc.-owoce leśne bo taki akurat robiłem.-odparł dojeżdżając do sali.-a więc zaraz się tą lekcją zajmiemy. Ale najpierw powiedz mi jak wrażenia po albumie i czy obejrzałeś do końca. A tak w ogóle...to była z ciebie słodka dziewczynka.-zaśmiał się kiedy chodzili do środka.-już wiem czemu nie lubisz przebieranek. Nie będę cię zmuszał.

Takano | Jun pisze...

-bo było wesoło. Miałem pyszny tort, góry prezentów i masę gości. Lubiłem jak śpiewano mi 'sto lat'.-uśmiechnął się.-a ty byłeś słodką dziewczynką. Twoja mama opowiedziała mi jak raz zakochał się w tobie kolega.-ucałował go mocno i zaczął tłumaczyć wszystko jeszcze raz bardziej zrozumiale.

Takano | Jun pisze...

-słodkie...a powiedz mi kotek co się stało jak zacząłeś chodzic w męskim mundurku? No i zajęcia sportowe i takie tam...-zaciekawil kiedy chłopak rozwiązywał ćwiczenia które na szybko wymyślił.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm...biedny...musiał być w szoku. No wiesz zakochał się w facecie. Pewnie miał wizyty u psychologa.-ucałował go mocno i zabrał się za sprawdzanie.-jest dobrze. Masz tylko jeden błąd w pisowni wyrazu. Ale poza tym jest ok.-oznajmił.poprawiając nowy błąd i oddając mu kartkę.-a tu masz nowy zestaw fiszek.-podał mu związane gumką karteczki.

Takano | Jun pisze...

-to bardzo dobrze. Skoro się zrastaja to niedługo.już w ogóle nie będą cię boleć. I główka cała.-uśmiechnął się na prawdę ciesząc się że jego stan ciągle się poprawia.-a nogi nadal.bez zmian, prawda? Twoja mama poleciła mi żeby trochę ci je ćwiczyć. Żeby mięśnie nie zanikly i tak dalej...powiedziała mi jak.-położył dłoń na jego udzie.-to mimo wszystko dobra kobieta. Cieszysz się że wasze relacje się ocieplily?

Takano | Jun pisze...

-och kotek. Ale to ja mam ci je ćwiczyć. Wiem że ich w ogóle nie czujesz. Ale nie możemy pozwolić żeby mięśnie zanikly.-wyjaśnił odkrywajac mu nogi. Zgial jego prawą noge w kolanie a następnie przysunal do brzucha.-o coą takiego mam ci robić.

Takano | Jun pisze...

-mhm...jasne że cię przytule. A jak skończę ci ćwiczyć nogi to zjesz obiad.-uśmiechnął się do niego.-a na razie może coś mi opowiesz? Na przykład...o czym rozmawiasz z mamą...albo jak to jest że na szkolnych festynach brali cię do ról kobiecych. Poopowiadaj mi trochę o swoim życiu.

Takano | Jun pisze...

-jak dla mnie to nadal jesteś słodki. Ale wiesz co? Nie ważne jak uroczy byś nie wyglądał w sukience, damskim mundurku albo żeńskim kimonie. I tak wolę ciebie jako mężczyzne. Mojego przystojnego i seksownego mężczyznę.-uśmiechnął się do niego.-ech kochanie..obyś jak najszybciej odzyskał czucie w nogach...-westchnął kończąc i ukrywając go koldra.

Takano | Jun pisze...

-będę z tobą kochanie. I nic się w moim uczuciu do ciebie nie zmieni. Nadal będę cię tak mocno kochał. Nadal będę się tobą opiekował. Nic się nie zmieni.-obiecał obejmując go mocno.-nasze plany na wyjazdy, na przyszłość...nic się nie zmieni. Obiecuje.-szepnął nie zwalniając uścisku.

Takano | Jun pisze...

-oj no jakoś bez tego przeżyje.-zaśmiał się wesoło.-wiem kotek wiem..też bardzo ci kocham.-ucałował go i odsunął się siadając na łóżku.-co naopowiadała...że straszna z ciebie ciamajda była. I historię z mundurkiem i jak się uczyles jeździć na rowerze. I jak to nie mogli cię przekonać do nocnika.-zaśmiał się.-byłeś uroczym brzdacem.

[znikam na dłuższą chwilę bo muszę pomóc rodzicom w pracy. Pewnie będę sporadycznie.]

Takano | Jun pisze...

-oj kochanie...z każdym dniem kocham cię bardziej. Z każdą nową informacją o tobie. Kocham cię coraz mocniej i mocniej.-odkrył go żeby spojrzeć mu w oczy.-jak ty się słodko rumienisz.-rozczulil się calujac go w usta.

Takano | Jun pisze...

-oho...czyli jest coś wartego usłyszenia czego mi nie powiedziała?-spytał unoszą brwi.-powiedz mi komuś co to takiego. Opowiedz mi o sobie. Przecież przedemna nie musisz się niczego wstydzić.-uśmiechnął się zabierając mu dłonie z policzkow w które go ucałował.-no zawsze mogę pójść do niej jednak wolałbym to usłyszeć od ciebie.

[odpisales ^^ nogi mnie bolą i mam dość a muszę tu jeszcze pracować aż wszystko zrobimy a tego dużo ;_;]

Takano | Jun pisze...

-och mój mały...tak wcześnie? Biedny...-objął go mocno.-było ci ciężko? Na pewno...przecież ty miałeś wtedy 12 najwyżej 13 lat...-poglaskal go po włosach.-historia z kiblami jest bardziej zabawna. Straszny był z ciebie psotnik, co?

[boże nadal tu siedzę...mam dość...;_;]

Takano | Jun pisze...

-mój mały biedny. Ale już jest dobrze...-odsunął się nie wiedząc co mógłby zrobić.-nie dość że psotnik to jeszcze uparciuch straszny. A co robiles? Bardzo ich krzywdziles?-spytał nie chcąc już wracać złych wspomnień chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-wiem kochanie. Przecież nie zakochalbym się w potworze. -zaśmiał się dając mu caluska.-kocham cię wiesz? Bardzo...i chce żebyś był szczęśliwy...i żeby ci się już krzywda nie działa...już zawsze cię obronie.-poglaskal go po włosach po czym w końcu wyjął jedzenie dla chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-no więc...dobrze jedzenie ci dzisiaj odpuszcze ale kotkajl wypić ok?-podał mu kubek termiczny i slomke.-proszę?-uśmiechnął się.

[Hmmm...do 15 sprzatalam w domu a później poszłam do drukarni rodziców i pakowalam pudełka do kartonu.]

Takano | Jun pisze...

-jasne...już...-poszedł do niego i położył go delikatnie na łóżku.-no kochanie jak tam? Poprawia się twój stan?-spytał siadając na brzegu łóżka.-z nogami nadal bez zmian? Pocwiczymy dzisiaj?-spytał glaszczac go po policzku.

Takano | Jun pisze...

-Hmmm...może udałoby mi się załatwić tobie jakiś lepszy. Żebyś nie upadal.-pomyślał przyglądając się jego klatce piersiowej.-i siniakow nie ma. Teraz tylko czekamy na nóżki co marudo moja?-pocałował go namiętnie.

Takano | Jun pisze...

-jasne kotek. Nie musisz jeszcze wracać a przecież ja mogę przyjechać kiedy chce.-poglaskal go po policzku.-już rehabilitację? Czyli odzyskales czucie czy to tak żeby ci pomóc i w ogóle?-spytał chcąc wiedzieć dokładnie.-al właśnie...jak dzwoniłem do męża Riki bo on jest prawnikiem to ten...Rika się dowiedziała co z tobą i pewnie rozgadala rodzice.-uśmiechnął się przepraszajaco.

Takano | Jun pisze...

-nie przyjeżdżają. Jakoś ich przekonałem. Największy problem był z tatą i Mery...ale jakoś im wyjaśniłem że nie potrzebny ci hałas i że chcesz wypocząć. Oraz że nie mam jak się nimi w domu zająć bo prawie cały czas przebywam w szpitalu.-uśmiechnął się.-więc będę przyjeżdżał żeby zobaczyć jak się tobą zajmować w domu. A czucie wróci.-odparł pewny jak tego że ziemia jest okrągłą.

[a jak tobie minął dzień? Jakie plany na sylwestra? XD]

Takano | Jun pisze...

-nie przyjadą. Obiecali że dadzą nam spokój. Oczywiście Koyuki zdołał dodać że nowozencami jeszcze nie jesteśmy więc może nas nachodzić ile chce i kiedy chce ale jakoś mu to wyperswadowalem.-zapewnił tulac go do siebie.-tak gitara ładnie stoi w pokrowcu obok tamtej szafy. W ogóle ładnie masz w tej sali. Wygląda jak pokój a i łóżko większe...-pokiwal głową.

Takano | Jun pisze...

-no i so tego pokoju mogą wejść tylko upoważnione osoby. Innymi słowy burmistrz tutaj nie wlezie. Jesteś bezpieczny. I masz tutaj wygodnie.-uśmiechnął się.-jasne możemy iść na spacer. Pomóc co wejść na wózek? Obiecuje że dalej będziesz sobie jechał sam.-zaśmiał się dając mu jeszcze szybkiego caluska.

Takano | Jun pisze...

-dobrze kochanie. Poradzisz sobie sam czy ci po...móc...-dokończył patrząc niezadowolony na ojca. 'Dlaczego oni nigdy mnie nie słuchają i wpieprzaja mi się w życie...' pomyślał rozdrazniony.-Tato...już dawno nie podniosłem na ciebie głosu ale zaraz chyba to zrobię. Prosiłem żebyś nie przyjeżdżał. Mówiłem że Tomo nie chce gości.-funkął na niego.

Takano | Jun pisze...

-odbiło ci?!-krzyknął. Krew się w nim zagotowała. Nie rozumiał jak jego rodzina może być tak wscibska i uparta.-lekarz powiedział że obejdzie się bez operacji. Uszkodzenie nie jest trwałe.-syknal.-na razie jedyne czego potrzebujemy to prawnika. Czyli Kena. Niczego innego. Niczyich pieniedzy. Czyli kuzwa kolejny powód dla którego Tomo nie chciał wam o niczym mówić.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna nie wytrzynal i złapał ojca za krawat. Nie chciał tego ale emocje wzięły górę. Jak on w ogóle mógł twierdzić że Tomo nie jest dla niego ciężarem. Jak?-On nie jest dla mnie ciężarem. Jeśli ty tak uważasz to wyjdź. Nie chce operacji i jest mu nie potrzebna. Przestań się wtrącać w jego, moje, nasze życie.-funkął w końcu go puszczając. Ukucnal przed chłopakiem.-wybacz kochanie. Zaraz pójdziemy na spacer.-obiecał z lekkim uśmiechem.

Takano | Jun pisze...

Wstał i już był bliski podniesienia ręki i ojca.
-on nie jest ciężarem. Wynos się.-funkął. Na szczęście w porę wszedł Ken.-ech...zajmij się ojcem a później z papierami idź do dyrektorki szpitala. I następnym razem błagam...nie mów nic Rice...-westchnął jeszcze raz po czym uśmiechnął się do Tomo.-a my już idziemy kochanie. Spokojnie.-dał mu caluska i wyprowadził z sali i prosto do windy.

Takano | Jun pisze...

-kochanie...nie jesteś dla mnie ciężarem. Gdyby tak było to przecież nie siedzialbym tutaj tylko zabawiał się w Tokio z jakimiś laskami. No i...kotus...uwazales mnie za ciężar kiedy byłem w śpiączce? Kocham cię bez wzgledu na to czy możesz chodzic czy nie. Poza tym wierze w to że odzyskasz czucie w nogach.

Takano | Jun pisze...

-no właśnie. Nie uwazales. Więc dlaczego ja miałbym tak uważać? Nie myśl tak już więcej.-oddał pocałunek i poglaskal go po włosach.-żadnych operacji.-obiecał przytulajac go mocno.-nie musisz się o to martwić.-dał mu jeszcze buziaka w policzek.-ale włosy masz już tluste...kiedy je mysleś?-sprzyjał glaszcac go po włosach.

Takano | Jun pisze...

Zachichotal cicho.
-wcale nie taki znowu mały...ale ok. Żadnych igraszek. Obiecuje i przysięgam że tylko pomogę ci się umyć. W końcu nie chce przeszkodzić w leczeniu twoich żeber i w ogóle. Będę grzeczny nie to co ty.-zaśmiał się już głośniej.

Takano | Jun pisze...

-no jasne. Dam ci przykład jak powinno się zachowywać w szpitalu.-zaśmiał się.-Hmmm serio? Może to kiedyś sprawdzimy? Czy aby na pewno byś nie miał dosyć tulenia jakbym cię tak cały dzień tulil a potem całą noc do snu. No i przypominam ci że masz swoje dni gdzie nawet dotknął cię nie mogę.-ucałował go mocno.

Takano | Jun pisze...

-nie musisz kotek. pomimo że mieszkamy razem sporadycznie to to jest również twój dom. Nie musisz znikac z powodu złych dni.-zaśmiał się tulac go mocno do siebie.-jasne że możemy. Naszykuje ją kiedy będziesz już wychodził. Możemy też poprosić dziadzia żeby przez pewien czas z nami mieszkał. Słyszałem od twoja mamy że burmistrz się go boi. Przygotuje wtedy jakąś sypialnie na pietrze.-ucałował go w policzek.

Takano | Jun pisze...

-jasne kotek. Yuya też dostanie pokoik. W końcu nie zostawimy go samego. Pomieszkamy sobie w czwórkę jakiś czas.-uśmiechnął się.-ale będziesz mi pomagał trochę w kuchni co? Chciałbym zjeść twoje pyszne bułeczki...-rozmarzyl się. Cieszył się z każdej chwili spędzonej ze swoim ukochanym a to że on również się cieszył napawalo go dodatkowym optymizmem.

Takano | Jun pisze...

-ech no tak...będziesz szukał wszędzie jakiegoś zajęcia. Jak już skonczysz cały soundtrack to będziemy musieli polecieć do Korei i go nagrać. Możesz się tym zająć.-zaproponował.-no chyba że już cały zrobiłeś.-wstał z ławki.-ja nie wiem jak ty wytrzymasz...połowa zajęć ci odpadnie...

Takano | Jun pisze...

-Ech...nic mi o ojcu teraz nie mów. Zdenerwował mnie...-westchnął.-Ale tak jak mówisz zostało ci kilka rzeczy i na pewno zajmiesz sobie ciekawe zajęcia. A żeby zaraz konie? Ja wiem że mam miejsce...i moglibyśmy sobie wtedy pojeździć...ale to ciężkie w utrzymaniu zwierzęta.-zauważył spokojnie.-Jednak jeśli będziesz chciał to nie ma sprawy...tylko wtedy byśmy sobie robili krótsze wycieczki...Jak tylko wyjdziesz to lecimy do Korei.-zdecydował.-A teraz co chcesz robić?

Takano | Jun pisze...

-Ja umiem...kiedyś mieliśmy z resztą było na zdjęciach.-uśmiechnął się kucając przed wózkiem.-Chciał dobrze czy nie to co zrobił było nie na miejscu. Nie dość że przyjechał pomimo że mu zabroniłem to jeszcze śmiał twierdzić że jesteś dla mnie ciężarem.-ucałował go mocno.-A teraz powiedz mi proszę co chcesz teraz robić. Spacerujemy dalej czy wracamy do środka?

Takano | Jun pisze...

-No dobrze.-wywrócił oczyma.-Nie będę się kłócił.-obiecał wstając.-no to wracamy. Nie przepraszaj mnie głuptasku. Musisz się oduczyć tego nawyku przepraszania za głupoty.-zaśmiał się prowadząc go na badania.-w czasie twoich badań pójdę porozmawiać z twoją mamą. Ale później do ciebie wrócę.-obiecał.

Takano | Jun pisze...

-Ale kochanie przecież miałem ci włoski umyć. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.-zaśmiał się dając mu jeszcze całuska. Kiedy chłopak wjechał do sali od razu poszedł do gabinety jego matki. Zapukał czekając na pozwolenie.

Takano | Jun pisze...

Na twarzy od razu pojawił mu się uśmiech i o mało na rozpłakał się ze szczęścia.
-Na prawdę?-z radości mocno przytulił kobietę.-Tak się cieszę...dziękuję.-odsunął się i ukłonił się głęboko.-tak bardzo się cieszę...przepraszam...-uśmiechnął się siadając. Nawet jeśli dopiero za rok będzie w pełni sprawy dla niego ta jedna informacja była potwierdzeniem jego nadziei.-ujm no...to co ustaliliście?-zwrócił się do Kena na razie nie mając zamiaru rozmawiać z ojcem.

Takano | Jun pisze...

-będę mu pomagał jak tylko mogę.-zapewnił układając zmierzwione włosy.-Ahm...więc cóż. On bardzo nie chce bo boi się wuja. Ale wiem, że powinien, prawda Ken? Nie wiem czy uda mi się go przekonać nawet jeśli cały czas przy nim będę. Może jest jakiś inny sposób żeby złożył zeznania?-spytał patrząc na niego.

Takano | Jun pisze...

-A ty jesteś świetnym prawnikiem który jeszcze nigdy nie przegrał sprawy. Pogadamy z nim później. Postaram się mu to wyjaśnić i jakoś przekonać że innych opcji nie ma. Że musi złożyć zeznanie w sądzie. Jest ochrona i w ogóle będzie tam bezpieczny. Coś wymyślimy...

Takano | Jun pisze...

-Jun też może pomóc nie raz widział jak Tomo był traktowany...W ten sposób będziemy mieli 4 świadków ale do nadal nie wiele...-westchnął.-Jeśli Tomo będzie zeznawał będziemy mieli większe szanse na wygranie sprawy. Ken, co jeszcze możemy zrobić?

Takano | Jun pisze...

-Próbował udusić Tomo.-fuknął.-Dobrze że nie zrobiłem mu niczego więcej.-dodał rozmasowując głowę.-W sądzie tutaj jak się domyślam? Masz się gdzie zatrzymać? Jak nie zapraszam do mnie.-uśmiechnął się lekko będąc wdzięcznym mężczyźnie.

Takano | Jun pisze...

-Na starość coś nie tak masz z głową?-palnął w stronę ojca.-Dzieciak ma szkołę, lekcje i w ogóle. Po cholerę ci ten dzieciak? Gdzie i po co go zabierasz? I za przeproszeniem jasnym gdzie zostajesz na noc? Ja mówiłem że masz tu nie przyjeżdżać.-skrzyżował ręce na piersi. Dobrze wiedział że miał się nie kłócić z ojcem ale po jego dzisiejszych słowach inaczej nie umiał.

Takano | Jun pisze...

-O, to nagle ci przeszkadza że nie dorobisz się wnuka z mojej strony?-fuknął wstając.-Mały nie będzie opuszczał lekcji bo ty masz taki kaprys. To znowu ona coś wymyśliła czy tym razy faktycznie ty masz jakieś humory?-spytał unosząc brwi.

Takano | Jun pisze...

-Australia!? Nie no ja z nim zwariuje...-westchnął opadając na krzesło.-z resztą nie ważne...dostał pozwolenie od dziadzia...-mruknął wypijając duszkiem chłodną już kawę. Podał mężczyźnie klucz od domu.-Możesz już jechać. Jutro pojedziesz ze mną pogadać z Ryu o rozprawie sądowej. Na razie nie chcę go już męczyć.-westchnął znów wstając.

Takano | Jun pisze...

-Em...no to...-spojrzał na kobietę.-Przepraszam za tą sprzeczkę. Ojciec już na wejściu mnie zdenerwował i później nie mogłem się opanować.-wyjaśnił.-A teraz już będę szedł bo badania Tomo już pewnie się skończyły...no chyba że ma Pani do mnie jeszcze jakąś sprawę?-spytał spokojnie.

Takano | Jun pisze...

Żwawym krokiem ruszył w stronę sali chłopaka. Wszedł do środka i przywitał go uśmiechem.
-Wybacz jeśli musiałeś długo czekać, spotkanie trochę się przedłużyło.-usiadł na brzegu łóżka.-No ale opowiadaj jak tam badania.-poprosił nie dając po sobie poznać że wie o znacznej poprawie.

Takano | Jun pisze...

-Mowy nie ma, nie będę do niego jechał.-fuknął biorąc go na ręce.-Zaraz ci pomogę. Od razu cały się umyjesz brudasku.-dał mu całuska.-Ale słyszałem, że powoli odzyskujesz czucie. Powoli bo powoli ale jednak. Nie raczyłeś mi o tym powiedzieć.-zaśmiał się cicho.

Takano | Jun pisze...

-Oj kotek...ale z czasem poczujesz. Jestem tego pewny.-wyszczerzył się idąc z nim do łazienki.-Ale on mówił o tobie złe rzeczy...i zabiera Yuyę do Australii.-zamarudził niczym pięcioletnie dziecko.-A tak w ogóle to c za niespodzianki podostawałeś?

Takano | Jun pisze...

-Tak czy owak było to okropne i nie na miejscu.-westchnął ciężko trochę się męcząc ze zdjęciem chłopakowi spodni.-Auć...nie gryź.-zaśmiał się.-Przecież mówiłem że nie lubię gryzienia.-dodał zdejmując również z siebie ubrania żeby ich nie zmoczyć przy myciu chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-Ja niegrzeczny? Normalnie przyganiał kocioł garnkowi.-zaśmiał się wnosząc chłopaka do kabiny i sadzając go na podłodze. Usiadł za nim i od razu wziął się za mycie mu włosów najpierw spokojnie polewając je wodą.

Takano | Jun pisze...

-No ja się kłócę.-przyznał spokojnie nakładając szampon na dłonie.-Ale ty jesteś niegrzeczny na swój własny sposób.-zaśmiał się myjąc mu włosy.-Kocham cię wiesz? Opowiesz mi jutro co dostałeś, ok? Jestem ciekawy co oni wszyscy wymyślili.

Takano | Jun pisze...

-No ok...pojadę do niego westchnął w końcu chociaż nie miał najmniejszej ochoty na rozmowę z nim. Ale czego nie robi się dla ukochanego? Zaczął spłukiwać mu włosy a kiedy skończył objął go mocno. Potrzebował się chwilę potulić.

Takano | Jun pisze...

[no cóż fajnie że się dobrze czujesz ^^ za dużo nie wypij :P no cóż ja w takim razie będę się nudzić...chyba że znajome do mnie wpadną a jak nie to cóż...u cioci przynajmniej pizza będzie XD]

Takano nie zostając Tomo w jego sali poszedł się dopytać gdzie jest i już po chwili był w drodze na salę rehabilitacyjną. Już jutro była rozprawa, wszystko zaplanowane, rozpatrzone kilka opcji więc przyszedł jeszcze raz z nim o tym porozmawiać. Wszedł do sali i chwilę stał przy drzwiach odszukując chłopaka wzrokiem. Patrzył na niego przez pewien czas z daleka dopiero później pochodząc. Wiedział jak bardzo Tomo się stara wrócić na nogi.

Takano | Jun pisze...

[uduszę blogera przysięgam...jak on mógł nie opublikować mojego komentarza? grrrr]

-Wiem kotem, wiem...-westchnął znów pomagając mu wstać.-Wiem też jak bardzo Chcesz znów stanąć na nogi. Jednak nie możesz się przemęczać. Wszystko w swoim czasie.-uśmiechnął się dając mu całuska w policzek.-Chodźmy już...na dzisiaj dosyć ćwiczeń. Pójdziemy do twojej sali, pomasuję cię i sobie porozmawiamy, ok? Niesiemy czy Zosia Samosia chce sama na wózku?-spytał cicho się śmiejąc.

Takano | Jun pisze...

[ech...oby przestał mnie gnębić jak przejdę na telefon bo strzelę fochem...]

-Ech kotek ja wiem, że nie chcesz. I że się boisz i w ogóle. Tak, byłoby najlepiej gdybyś przyszedł i zeznał. Wtedy mamy większe szanse na wygranie sprawy. Cały czas będę przy tobie. A później pójdziemy coś dobrego zjeść, co ty na to?-spytał z lekkim uśmiechem idąc koło niego.

Takano | Jun pisze...

-Kochanie będzie dobrze.-zapewnił.-Musisz tylko zeznać i nic więcej. Zadadzą ci kilka pytań, odpowiesz na nie i będziesz mógł usiąść obok mnie. Nic ci się nie stanie.-zapewnił. Otworzył mu drzwi i weszli do sali.-A teraz może się trochę wyluzujesz? Przyniosłem babeczki. Słodkie z kawałkami czekolady.

Takano | Jun pisze...

-Ale nie obraziłeś się na mnie?-spytał trochę smutno. Usiadł jak zwykle na brzegu łóżka. Było duże więc mógł sobie na to pozwolić.-Na pewno nie chcesz masażu? Pewnie długo ćwiczyłeś...

Takano | Jun pisze...

-no dobrze skarbie. Jakby co zostawiam ci babeczki. Spij spokojnie.-uśmiechnął się wstając z łóżka. Znał Tomo już jakiś czas i wiedział że taki dzień lub dwa po prostu trzeba przeczekać. Jednak i tak za każdym razem trochę go to smucilo. Postanowił jednak że nie będzie się o to kłócili. Wrócił do domu a następnego dnia godzinę przed rozprawa zajechał po chłopaka i jego mamę. Ken był już w sądzie.

Takano | Jun pisze...

-Dasz radę kotuś.-zmierzwił mu włosy.-Nie wycofujesz się i wejdziesz tam. A raczej nie wejdziesz a wjedziesz. I to ja cię tam wjadę. Później mi podziękujesz.-oznajmił pchając wózek do odpowiedniej sali gdzie przejął go Ken.
-Hej.-przywitał się z nim. Uśmiechał się spokojnie będąc już w swoim żywiole.-Ok...będziesz siedział ze mną przy stole...jako wnioskodawca. Później zeznasz i po sprawie. Zostaw do mnie.-podał mu rękę.

Takano | Jun pisze...

-Ok może źle to ująłem...jako osoba poszkodowana. Po prostu sobie będziesz tam siedział.-wyjaśnił spokojnie.-Chłopie...ja wiem że nie bardzo chcesz tutaj był...Ale zachowuj się jak mężczyzna i weź to na klatę.-poklepał go po ramieniu i wprowadził do sali. Reszta również weszła i usiadła na swoich miejscach.

Takano | Jun pisze...

Na szczęście Ken w porę zareagował.
-Co pan insynuuje? Mój klient odpowiedział że uważał 'tak jak zwykle' co znaczy szedł poboczem wyprowadzając psy. Oto materiał dowodowy.-uniósł woreczek w którym było wywołane zdjęcie.-Oto zdjęcie z miejsce wypadku. Widać ślady kół pasujące do samochodu oskarżonego. Wjeżdżają z dużą prędkością na pobocze którym szedł mój klient.-opisał spokojnie następnie przekazując zdjęcie sędziemu. Wrócił na miejsce i poklepał chłopaka po ramieniu żeby dodać mu otuchy.
-Bogu dzięki że moja siostra wyszła za prawnika.-szepnął Takano w końcu wypuszczając powietrze.

Takano | Jun pisze...

Takano znów wziął głęboki wdech nie wypuszczając powietrza. Ken popatrzył na swojego 'rywala' i wstał.
-wysoki sądzie mój klient wyraźnie powiedział że był wtedy czysty i z tym skończył. Kolega po fachu podał zdjęcia z imprezy mającej miejsce prawie pięć miesięcy temu. Mam jednak świadka który potwierdzi iż chłopak nie brał wtedy narkotyków z własnej woli.-sędzia skinal głową a Ken poprosił Takano na świadka. Mężczyzna złożył przysięgę i zaczął zeznawać.
-nie będę długo opowiadał bo nie o tym jest ta rozprawa. Ta impreza to afterparty po koncercie. Odeszlismy na chwilę od stolika żeby potańczyć kiedy wróciliśmy Tomo wziął łyk coli i narkotyki tam wsypane zaczęły działać. Dosypala mu ich jedną z dziewczyn siedzących przy stoliku.-zakończył i pozwolono mu wrócić na miejsce.
-tak jak świadek słusznie zauważył nie o tym jest ta rozprawa. Na mocy jego zeznań uznaje że chłopak w momencie wypadku był czysty więc nie mógł oskarżonemu wejść pod koła. Proszę kontynuować.
-na świadka wypadku proszę Mike Kurosagi.-odezwał się Ken.

[nie zrobił spokojnie]

Takano | Jun pisze...

-będę zmuszony wyprosic pana z sali jeśli sytuacja z przed chwili znów się powtórzy.-zaczął sędzia.-proszę nam powiedzieć całe zajście.-poprosił. Takano trochę się rozluznil jednak Ken wciąż wszystkiemu uważnie się przyglądał nie podobało mu się że prawnik burmistrza stosuje takie zagrywki.

Takano | Jun pisze...

'ugh nie tak ustaliliśmy...' westchnął Ken wstając.-na świadka wzywam Suzukiego Futoware.-oznajmił wychodząc z ławki. Kiedy mężczyzna podszedł i złożył przysięgę stanął na przeciwko niego.-z domnieman pańskiego prawnika wynika że...mój klient nie dość że sam wpakował się panu pod koła to jeszcze jego matka nakierowala na niego samochód. A ja chciałbym usłyszeć pańską wersję wydarzeń. Dlaczego na terenie zabudowanym jechał pan z tak dużą prędkością? Skoro już ustaliliśmy że mój kient był wtedy czysty jak to się stało że wjechał pan na pobocze kiedy on akurat tamtędy szedł wyprowadzając psy? Oraz...chciałbym usłyszeć o wcześniejszych próbach morderstwa spowodowanych...pożądaniem spadku po zmarłym ojcu chłopaka.-skończył wciąż uważnie mu się przeglądając.

Takano | Jun pisze...

-przypominam że zeznaje pan pod przysięgą. Nie zauważył pan znaku? Ale o ile się nie mylę nie była to pańską pierwsza wizyta w Yukan. Doskonale pan wie ile można tu jeździć. Innymi słowy celowo wjechał pan w mojego klienta a jego matka chciała go uratować doskonale znając pańskie zamiary.-odparł.-a co do prób zabójstwa...podduszal pan go gdy Tomo leżał już w szpitalu. Oto nagranie z telefonu światka.-podał sędziemu płytę która następnie została puszczona.

Takano | Jun pisze...

-sprzeciw. Recepcjonistka jak i inni lekarze nie wpuściliby go gdyby wyczuli alkohol innymi słowy w tym momencie pan kłamie.
-podtrzymuje. Proszę powiedzieć prawdę. Na tym nagraniu wyraźnie słychać że chłopak się dusi a pan mówi że go zabije.-odparł sędzia patrząc na mężczyznę.

Takano | Jun pisze...

Tomo wyszedł ale show musi go on. Takano chociaż bardzo chciał nie mógł wyjść za nim. Po chwili został wezwany za świadka owego zdarzenia opowiadając wszystko ze szczegółami. Nie ominął tego w uderzył burmistrza jednak zaraz podał powód.
-dziękuje. Czy chcą panowie jeszcze kogoś wezwać na świadka?-spytał spokojnie sędzia. Rozprawa powoli dobiegła końca.

Takano | Jun pisze...

Takano wybiegł z sali na korytarz jakby się paliło. Podbiegł do chłopaka i ukleknal przed nim.
-kochanie przepraszam...-objął go mocno.-ale będzie dobrze. Rozprawa poszła na twoją korzyść. Zwłaszcza końcówka. Udowodnilismy że cię dusił. Sędzia na pewno uzna go za winnego...będzie dobrze. Wybacz że zmusiłem cię do przyjścia tutaj...wynagrodze ci to. Obiecuje. Zrobię co tylko będziesz chciał.

Takano | Jun pisze...

-dobrze...chodźmy na dwór. Z mamą porozmawiasz już w szpitalu ok? Tak na spokojnie.-zaproponował wiedząc co się szykuje. Zatrzymali się przed budynkiem.-nie możemy nigdzie dalej bo mamy tylko pół godziny. Później ogłoszą werdykt i możemy się zwijac.-oznajmił dając mu caluska w policzek.-oddychaj głęboko kochanie.

Takano | Jun pisze...

-och mój mały...nie był zły. W sumie to nic nie mówił na ten temat.-uśmiechnął się przytulajac go do siebie.-no kotus...pamietasz tak jak ostatnio. Dopasuj się do mojego oddechu i wszystko będzie dobrze.-szepnął oddychajac spokojnie. Wiedzieć że to doświadczenie było dla Tomo ciężkie i już zastanawiał się jak mu to wynagrodzić.

Takano | Jun pisze...

Zaprowadził go pod drzwi sali. Akurat musieli wchodzić. Usiedli na swoich miejscach. Pierwszy mowę końcową wygłosił Ken, który jak miał w zwyczaju nie gadał na wiele. Powiedział że uważa burmistrza za winnego, że mało brakowało o Tomo byłby kaleką to końca życia albo faktycznie by umarł. Powiedział czego oczekuje i usiadł na miejscu.

Takano | Jun pisze...

Mężczyzna poklepal go po ramieniu i po chwili przyszłym czas na werdykt. Burmistrz został uznany za winnego dwóch prób morderstwa. Skazany został na 20 lat więzienia, oddanie stanowiska burmistrza oraz zaraz powrotu do Yukan i okolic. 'nareszcie będziesz miał spokój mój mały...' uśmiech się.

Takano | Jun pisze...

Poczekał aż chłopak wszystkim podziękuje i dopiero wtedy mocno go objął.-no i widzisz. Mówiłem że wszystko się ułoży-uśmiechnął się dając mu caluska.-cieszysz się czy dalej jesteś zły że cię tutaj zaciągnęliśmy?

Takano | Jun pisze...

-mhm więc dostaniesz czekoladę. Ale jutro ok? A dzisiaj mogę spełnić zachcianke taką co mogę ztobc z tego co mamy na przykład w szpitalu.-uśmiechnal się.-no ale już wracajmy.-wyprowadził chłopaka z budynku. I ruszył w stone szpitala.-o patrz...i mamy mały spacerek

Takano | Jun pisze...

-jasne kochanie posiedze jak długo będziesz chciał. Mogę też zostać na noc.-spokojnie prowadzi gojego wózek do szpitala.-a może najpierw chcesz porozmawiać z mama? Ci jak zasniesz to nie porozmawiasz.-zauważył rezolutnie.

Takano | Jun pisze...

[w końcu zasnelam normalnie ^^ i żaden potwór spod łóżka mnie nie zjadł XD]

-ok kotus. Więc zostanę chwilę. Nie będę długo siedział.-kiedy byli już w jego salo pomógł mu wejść na łóżko.-powiedz mi tylko skarbie...jesteś szczęśliwy że już...burmistrz ci nie zagraża? Tylko tyle.mi powiedz.-poprosił.

Jun
-Tomo. Znowu się przemeczasz?-spytał ostro kiedy już do niego podszedł.-zaczynasz się robić nerwowy a dobrze wiesz że nerwy tu nie pomogą.-zauważył patrząc na niego z góry.-jak chcesz to ci pomogę ale najpierw się spokój.

Takano | Jun pisze...

-rozumiem kochanie...może w końcu się dowiesz.-przytulil go do siebie.-tylko nie płacz. Chociaż nie...jak chcesz to możesz się wyplakac.-uśmiechnął się calujac go w policzek.-a opowiesz mi jutro jak minęła rozmowa z mamą? Czy chcesz żeby to było bardzo prywatne?-spytał spmyslajac się tematu rozmowy.

Jun
-przemeczasz i denerwujesz. Już raz miałeś podobnie tylko że po dragach. I poszło szybko bo mniej się denerwowałeś. No zlap się pewniej żebyś się nie zeslizgnal znowu. I powoli najpierw unies jedną nogę.-polecił mu stojąc w gotowości do pomocy.

Takano | Jun pisze...

-dziękuje.-ucałował go mocno w usta.-kocham ci, wiesz? A najbardziej jak się usmiechasz. Wtedy jesteś najpiękniejszy.-jeszcze raz go pocałował po czyn usiadł normalnie bo było już mu trochę niewygodnie.

Jun
Mężczyzna w porę go złapał.
-Spokojnie....rób to spokojnie. Jedną noga powoli. Łapiesz równowagę i robisz drugi krok. I trzymaj się mocno dłońmi.-polecił jeszcze raz go stawiając.-ostatnie podejście bo już jesteś zmęczony.

Takano | Jun pisze...

-wiesz kotus o ile się nie mylę każdy lubi jak jego partner jest szczęśliwy.-wziął jego dłoń o ucałował.-nie zawsze jesteś szczęśliwy...ale ogólnie to chyba jesteś szczęśliwy w tym związku?-spytał z lekkim uśmiechem. Miał na oku już jeden pierścionek i zaczynał być trochę niepewny.

Jun
-to wskazuj na wózek. Pogadamy w sali.-pomógł mu usiąść.-ostatnio coraz częściej bywam w Tokio...-zdradził chcąc trochę też k tym pogadać.

Takano | Jun pisze...

[ojooj...a pewnie sie cieszyles...zawsze moge ci potowarzyszyc bo będę u cioci jedna w swoim wieku...^^]

-mmmmm...-oddał pocałunki i uśmiechnął się do niego.-cieszy mnie to.-jak myślisz kiedy dostaniesz przepustkę? Pojechalibysmy wtedy do onsen...w końcu już tyle czasu odkladamy ten wyjazd...-zauważył.

Jun
-trochę się boję. Że zobaczę go za rogiem. W sumie to widziałem ale udało mi się ukryć. Nie miałem ochoty znów tego przeżywać. Jak tam jestem to sypiam u mojej pani psycholog więc nie jest źle.

Takano | Jun pisze...

-taką na weekend...żeby do onsen.-wyjaśnił.-do domu na razie nie trzeba chyba że sam chcesz. Wiem że nie chcesz robić sobie przerwy w rehabilitacji ale taka ciepła woda na pewno dobrze by ci zrobiła.-uśmiechnął się łagodnie.

Jun
-pomagam tam balsamowaniu i przy wykładach na naszej uczelni. Co jakiś czas proszą mnie żebym przyjechał. Głupio odmówić.-wyjaśnił.

Takano | Jun pisze...

-ok wymyśla jakby cię tutaj dowozić żebyś się za bardzo nie męczył. Może mimo wszystko udałoby się jakoś na motorze...-zamyslil się.-psycholog tak? Hmmm...to dobrze. Tak sądzę. Tylko żebyś sesje miał w dzień rehabilitacji. Będzie mniej dojazdów.-dał mu caluska.-w ogóle. Gadalem ostatnio z Junem i mówił że jego znajomy ma onsen i może nam załatwić domek z prywatnym źródłem. Co ty na to?

Jun
-noc wszystko poza uczniami takie same.-wyjaśnił cicho się śmiejąc.-o toalety odnowili. I jest nowszy mikroskop 3D...poza tym chyba nic.-wzruszył ramionami.-nie byłem gnebiony...

Takano | Jun pisze...

-ale mi wcale nie jest ciężko!-zaprzeczył od razu.-no może jest trochę...ciężko z dojazdami gdziekolwiek przez to że boisz się jechać samochodem ale z tym da się przeżyć. Ze snami zawsze chętnie ci pomagam. Gdyby było mi ciężko to bym tutaj nie siedział. Jest mi dobrze w tym związku...-wyjaśnił bardzo szybko.-co nie zmienia faktu że psycholog może ci pomóc.-uśmiechnął się uznając że pomysł z psychologiem nie jest zły.

Jun
-no gdyby nie ja to roku byś nie przeżył.-zauważył cicho się śmiejąc. Zaraz jednak upoważniał.-do psycholog? W końcu się zdecydowałeś...wiesz to dobrze. Ona może ci pomóc z wieloma problemami.-pochwalił go.-tylko musisz się przed nią otworzyć...ale co cię skłoniło do podjęcia tej decyzji?-spytał po prostu ciekawy.

Takano | Jun pisze...

-wiesz ja...teraz nie jestem pewny...-zaczął obejmując go mocno.-na początku byłem. Sądziłem że się cieszy że w końcu się ustatkowalem, znalazłem stałego partnera i w ogóle że jestem szczęśliwy. Ale teraz jakoś zaczął wymyślać. Nie wiem o co mu chodzi. Ostatnio powiedział że z mojej strony nie doczeka się wnuków...nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Pogodziłem się z nim wtedy tak jak prosiles ale nie rozmawialiśmy wiele. Nie o tobie bynajmniej. Raczej o wyjeździe Yuyi. Nie wiem co się stało.

Jun
-więc nadal są rzeczy których wolisz mu nie mówić? Nie będę cię za to winil takim już jesteś człowiekiem. No ale nie o tym mowa. Dobrze że ci pomaga. Jak sobie z tym radzisz? Myślisz że z tego wyjdziesz? Nad czym pracujące?-wypytal.

Takano | Jun pisze...

-może...nie wiem. Cokolwiek to jest...nie podoba mi się to.-westchnął calujac go w policzek.-wiem. Ty jesteś moim. Najcenniejszym. Na razie ja będę chronił nas obu, ok? Ale powierzam w twoje ręce swoje serce. Dbaj o nie dobrze. Uważaj na cholesterol i takie tam.-zaśmiał się.-ok? Bo moje serce należy tylko do ciebie. W sumie to cały ja.

Jun
-mhm...no to pracujcie. Skoro łatwiej sobie z nimi radzisz to pewnie będą i rzadsze. A później ustaną. Ale do tego potrzeba czasu. Wiem na własnym przykładzie.-uśmiechnął się.-a co z jazda samochodem?

Takano | Jun pisze...

-oj no może i tak...z resztą nie wiem. Z jakiegoś powodu ostatnio powiedział o tobie okropne rzeczy. Z jakiego powodu nie posłuchał mnie. Ja nie wiem...może nadal nie ma nic przeciwko tobie a nam się tak tylko wydaje?-zaproponował takie rozwiązanie.-mmmm kocham cię. Dał caluska.-poprosił układając usta w dzióbek.

Takano | Jun pisze...

[och i jeszcze Już po zapomniałam..]

-gorzej? Przez wypadek Takano? Ech...no to ja nie wiem jak to z tym będzie...mowiles o tym psycholog?-spytał spokojnie..

Takano | Jun pisze...

-mój mały...-rozczulil się. Dał mu caluska i wyszedł on reż miał męczący dzień i marzył o kąpieli i łóżku. Spokojnie więc wrócił do domu. Miał nadzieje że teraz skoro Tomo już nic nie grozi łatwiej będzie mu pomóc z jego lekami.

Jun
-na razie nie mogę...w końcu on leży w szpitalu a ja jestem tak bardzo zajęty. Przywoze mu jakieś pamiątki. No i...prosi mnie o wycieczkę więc pewnie go zabiore. Obawiam się tylko że wpadniemy wtedy na niego.

Takano | Jun pisze...

Wziął jego torby i wciąż patrzył na niego zaskoczony.
-jasne że nie będę miał nic przeciwko. Przecież już ci mówiłem że to też twój dom.-przypomniał.-ale mogłeś mi powiedzieć wcześniej...naszykowalbym sypialnie na dole i w ogóle...-urwał idąc za nim z torbami.

Jun
-zuch chłopak.-uśmiechnął się lekko.-no wiem...Tokio jest duże i jak będę uważał to będziemy bezpieczni...póki co i tak raczej nie ma szans żebyśmy wyszli gdziekolwiek...-westchnął zwieszajac głowę.

Takano | Jun pisze...

-ech kochanie...no dobrze. Później porozmawiamy. Tylko musisz mieć na uwadze swoje zdrowie...ja wiem że już jest ok i teraz tylko rehabilitacja. Właśnie, masz wykaz w które dni masz jeździć?-spytał od razu. Spakowal wszystko i odpalil samochód.-jest ok? Mogę jechać?

Jun
-tak wiem ale wciąż...wciąż ma takie momenty że...jest mu słabo albo coś go boli. Nie mogę go jeszcze tak daleko ciągnąć. Ale wiem że jest lepiej i to mnie pociesza. Problem w tym że on rozważał poddanie się. Chciał nawet zerwać żeby to sobie ułatwić.

Takano | Jun pisze...

-mhm dobrze więc będziemy ćwiczyć sobie w domu. Przecież wiesz że zawsze ci pomogę a tak spędzimy że sobą produktywnie czas. Będzie fajnie.-uśmiechnął się ruszając i jadąc ostrożnie.

Jun
Ta to niby normalne. I to rozumiem ale...ech...no wiesz...-jęknął.-rozmawiałem o tym z Keiem mówił że już raz było podobnie i że o zrywania nie mówił na poważnie...po prostu nadal muszę go wspierać.

Takano | Jun pisze...

-zrobię spokojnie. Tyle ile będziesz chciał. Potem naszykuje nam sypialnie, dam ci jakiś film do obejrzenia i później pójdę po twoje rzeczy. Tylko mi ładnie napisz czego potrzebujesz.-poprosił wyjmujac wózek i pomagając mu usiąść.-a kiedy będziesz chciał to opowiesz mi o rozmowie z mamą.-dodał biorąc torbę.

Takano | Jun pisze...

-a to tak w razie czego..no wiesz..jeszcze jakiś czas będziesz musiał jeździć i chciałem ci to ułatwić.-powiedział z uśmiechem. Wniósł torby do jedej z sypialni i poszedł do kuchni żeby zrobić naleśniki. Cieszył się że Tomo jest już z nim w domu i postanowił nie naciskać o rozmowę z mamą. Doskonale znał jej temat.

Takano | Jun pisze...

-um...-poprawił spodnie i wrócił do gotowania. Zaczął smarzyć naleśniki następnie smakować je nutellą.-proszę kotus.-uśmiechał się.-dzisiaj spełniam twoje zachcianki.-oznajmił robiąc mu jeszcze gorącą czekoladę.

Takano | Jun pisze...

[i Już XD]
-no wiem...i wspieram go jak tylko mogę.-westchnął.-tylko wiesz jak on się poddaje to mi też jest ciężej...-dodał.

Takano | Jun pisze...

-jasne zrobię ci czekoladę z piankami. A jak będziesz chciał to jeszcze z bita śmietaną.-podebral mu jednego naleśnika. A jak go zjadł poszedł naszykowac sypialnie. Wrócił z francuskim filmem z napisami angielskimi który położył na stoliku.-masz tutaj film. A tu kartkę i długopis. Napisz mi co mam ci przynieść -poprosił.-a jedzenie ci smakuje?

Takano | Jun pisze...

-mmmm no ładnie ładnie kochanie. Coraz lepiej idzie ci z francuskim. Wszystko ci przyniosę.-obiecał wstając.-a ty wlacz sobie film tylko wylacz sobie napisy a później mi powiesz ile zrozumiałeś.-wstał i poszedł prosto do domu jego dziadka. Zapukał do drzwi i poczekał aż mu otworzy.

Jun
-nie pozwalam. Samo to że jest ze mną trochę go hamuje. No i polepsza mu się.-uśmiechnął się lekko.

Takano | Jun pisze...

Wrócił pod koniec filmu bo trochę zajęło mu znalezienie wszystkim rzeczy.
-Tadaima!-krzyknął od progu.-kotek mam wszystko przepraszam że tak długo!-dodał idąc szybko zanieść rzeczy do sypialni a później do salonu.-i jak film?-spytał rozsiadajac się na kanapie i obejmując go ramieniem.

Takano | Jun pisze...

-nie rozmawiałem z nim. Akurat ktoś u niego był. Wziąłem tylko twoje rzeczy i wróciłem.-odparł.z uśmiechem.-przepraszam...nie wiedziałem że będzie dla ciebie za szybko.-odparł spokojnie.-no ale kotus...powiedz mi o tej rozmowie. To znaczy jak nie chcesz to nie...-dodał od razu.

Takano | Jun pisze...

[ano ne...nie wiem czy blogspot zrobił kawał czy po prostu poszedłeś ale pisze tak jakby co XD no i Happy New Year ^^ żeby 2014 był lepszy niż poprzedni ^^]

Takano | Jun pisze...

[spoko ^^ sen najlepszy na chorobę ^^]

-no dobrze kotus...nikt ci nie karze z nimi rozmawiać. Tylko weź mi powiedz o czym ty w ogóle rozmawiałeś z mamą? I ci z tym wspólnego ma dziadzius?-spytał spokojnie. Posadził go sobie na kolanach i przytulil mocno do siebie.-no kochanie.

Takano | Jun pisze...

-och kochanie...-prsytulil go mocniej do siebie.-przepraszam. Ja wiedziałem od kiedy mnie mu przedstawiles. Ale obiecałem Ando że nic ci nie powiem. Że on to zrobi kiedy będzie gotowy. Chciałem ci powiedzieć ale nie mogłem.-poglaskal go po włosach.-dziękuje ci skarbie że postanowiłeś mi wybaczyć. Kocham cię.

Takano | Jun pisze...

-obiecałem im. Powiedziałbym ci tylko nie chciałem łamać obietnicy.-wyjaśnił dając mu caluska.-pospiewam ale najpierw chciałbym usłyszeć twojej piosenki.-uśmiechnął się.-przynieść ci gitarę skarbie? -spytał glaszczac go po policzku i patrząc mu w oczy.

Takano | Jun pisze...

No dobrze koteczku spiewaj o zwierzaczkach.-poprosił słuchając z uśmiechem. Po piosence pochwalił go caluskiem.-kocham cię.-oznajmił biorąc od niego gitarę. Zaczął grać jakąś pierwsza lepszą piosenkę o miłości jaką pamiętał.

Takano | Jun pisze...

[marzenia hmmm...nauczyć się japońskiego, pojechać na koncert Miyaviego, podszkolic angielski i może w końcu znaleźć sobie chłopaka XD a ty?]

-to dobrze. Grasz im tak czasem co? To fajne.-objął go za ramie.-mój ukochany. Najlepszy i najwspanialszy.-pocałował go namiętnie.-a powiedz dzieci śpiewały z tobą?

Takano | Jun pisze...

[szkoła jezykowa? Fajnie ^^ na przyszły rok będę miała większe marzenia...matura i studia...]

-Mogę zaglądać. Czemu nie. Tylko ja nie wiem czy dam radę je uczyć...no wiesz...nie wiem jakie słówka dawać i takie tam...-mruknął decydując się jednak o tym pomyśleć.-kochany jesteś, wiesz? Tak dbasz o wszytskich, ale o sobie też musisz.-przypomniał pukajac go palcem w nosek.

Takano | Jun pisze...

[no takie moje marzenie...chciałabym się dostać. Ale do tego muszę bardzo dobrze zdać maturę...a najważniejszy jest angielski muszę zdać zaawansowany na minimum 90%]

-dobrze więc będziemy wybierać i coś im układać. Może na początek jakiś wierzyk do liczenia?-zaproponował z uśmiechem.-no ale ty też troszeczkę musisz o siebie dbać.

Takano | Jun pisze...

[no ja nie

Takano | Jun pisze...

[no ja mam nadzieje zdać...ale zobaczymy jak to będzie...]

-będę chodził...na rehabilitację jeszcze mogę wejść ale do psychologa na pewno nie.-zaśmiał się.-kotus? Przeszkadzaloby ci jeśli na ten weekend zarezerwowałbym nam onsen? Taki miły i czynny odpoczynek od tego miejsca by się przydał co? Tak trochę?

Takano | Jun pisze...

[a nie jest to ciut za wysoko? Nie jestem zła z angielskiego, podstawę na pewno bym znała tylko że ja mam problem z gramatyka...]

-oj tam kotus...zobaczysz będzie fajnie. Na pewno będziesz miło wspominał ten wyjazd.-szczerzył się zadowolony.-no chociaż to dobre...a coś jeszcze fajnego dostałeś?-spot spokojnie.-jedziesz gdzieś?-dopytal.

Takano | Jun pisze...

[żartujesz sobie z tym esejem? Ja tego jeszcze nie miałam w szkole XD]

-Sporo tego...o bluzy sie nie bój. W domu przecież nosisz moją a pewnie z podobną metkna.-zaśmiał się wstając.-mikrofon do dobry prezent. Mniej do kompletowania studia.-dodał z uśmiechem. Zawołał pieski i przypial im smycze.-a gdzie chcesz iść kotek?

Takano | Jun pisze...

[kserowka? Miło ^^ do niedzieli ok XD z takim korepetytorem mam większe szanse]

-nie jest aż tak znoszona. Jest ok.-mruknął wychodząc z domu.-to powiedz mi kiedy mam cię pchać. Dam ci wtedy pieski.-uśmiechnął się.-przejdziemy się. Pewnie masz wielką ochotę.

Takano | Jun pisze...

[tyran XD]

-no trochę.-przyznał ze śmiechem kiedy schodzili na dół po zboczu. Puścił pieski i pomagał chłopakowi podtrzymując wózek.-wiesz co? Tęskno mi było mimo wszystko bez ciebie. Lubie to nasze siedzenie na kanapie.-zdradził mu.-jak wrócimy to kupię ci gorącą czekoladę. Ale białą. Chcesz spróbować?

Takano | Jun pisze...

[a może być biała z truskawkami do wymieszania?-zaproponował.-a z mlecznej jutro ci zrobię, ok? Za dużo czekolady też nie można.-zaśmiał się.-wiesz skarbie może i odwiedzalem ale to nie to samo.-mruknął jakby to było oczywiste.-być w szpitalu a mieć cię w domu. To dwie różne rzeczy.

Takano | Jun pisze...

[szczęśliwego jeszcze raz ^^ fajne fajerwerki tam miałeś?]

-mały?-spojrzał na niego zaskoczony. Kiedy byli już na prostym wziął pieski i pozwolił mu samemu jechać.-no za gruby być nie możesz. Ale ta biała będzie pyszna obiecuje.-dał mu caluska.-gdzie chcesz iść? Może na plaże? Chociaż nie tam piasek...ech no nie wiem...

Takano | Jun pisze...

[Ahjo nawet przez okno nie patrzales? No to u mnie sąsiad dał czadu XD]

-malutki?-zrobił smutną minę i pociągnął nosem.-ok niech będzie po mieście ale zaraz iść do baru? Tam chcesz jesc? No niej będzie.-wzruszył ramionami.

Takano | Jun pisze...

[boże krzyczą na mnie że nie umiem tańczyć...bo takty...;^;

-Ale czemu mały? Nie jestem mały...-zamarudzil.-mhm więc tylko kawka...a mają tam dobrą kawę?-spytał spokojnie.-daleko do tego baru? I co z pieskami?-spytał jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-ale pieski nie mogą tak same. Coś może im się stać. Nie zostawię Jolie samej na plaży.-oznajmił pewnie.-taras? I pewnie chcesz żebyśmy sobie tam usiedli?-spytał cicho się śmiejąc. W każdym razie jak kawą dobra to można iść.

Takano | Jun pisze...

-ale i tak...nie można ich wprowadzić? Albo co? Nie chce ich zostawiać samych...-mruknął jeszcze raz. Zawsze martwił się o swoją wierną sunie.-ale możemy usiąść. To fajny pomysł-uśmiechnął się i dał mu calusa.-prowadź kochanie.

Takano | Jun pisze...

-no ok...w sumie Jolie to jak pies obronny.-zaśmiał się idąc spokojnie obok niego.-są jakieś miejsca w Yukan które powinienem zobaczyć?

[to idź ^^ dobranoc]

Takano | Jun pisze...

-mhm ok. Odpowiada mi taki plan.-zgodził się uznając że lepsze to niż siedzenia w domu. Z resztą wiedział jak chłopakowi było tęskno do takich spacerów. Puścił pieski na plażę i poklepal Jolie bo boku.-opiekuj się szczeniakami.-polecił jej i wstał uśmiechając się do Tomo.-wchodzimy?

Takano | Jun pisze...

-No ok jak się wybiegają to nas znajdą.-uśmiechnął się pomagając mu pokonać próg wjeżdżając z nim do środka.-Chciałeś iść na taras tak?-upewnił się. Bywał w małych kawiarenkach we Francji ale nawet tam kelner latał dookoła klienta jak głupi, nie wiedział jak jest tu więc po prostu stał i czekał na ruch chłopaka.

Takano | Jun pisze...

-Mhm niech się trochę pobawią bez wrzucania nas do wody.-zaśmiał się cicho.-no dobrze, plan na spacer mamy. A co chciałbyś robić jak już będziemy w domu? Wiadomo że mam ci zrobić pyszną gorącą czekoladę...ale wiesz jesteś w domu pierwszy raz od dawna na pewno jest coś co chciałbyś robić. Na pewno chwilę musimy poćwiczyć, co?

Takano | Jun pisze...

Pokiwał spokojnie głową na chwilę skupiając się na oglądaniu piesków.
-Mhm...więc już ćwiczyłeś.-uśmiechnął się lekko.-Mogę cię pomasować. Tylko wiesz co? Przed tobą nigdy wcześniej nikogo nie masowałem.-zaśmiał się.-Ale skoro uważasz że jestem najlepszy.-wzruszył ramionami.-mogę porysować.-zgodził się.-tyko co? Ostatni raz chyba rysowałem ci prezent na święta, co? Później uczyłem Yuyę...

Takano | Jun pisze...

-No dobrze. Jolie w miejscu posiedzi a szczeniaki dadzą radę?-spytał spokojnie.-To zrobię ci czekoladę i wtedy sobie usiądziemy. Będziesz się tulił ile dusza zapragnie.-obiecał. Kiedy przyniesiono ich zamówienie upił łyk żeby spróbować.-mmm dobra.-pochwalił z uśmiechem.-lubiłeś tu przychodzić?-spytał jeszcze.

Takano | Jun pisze...

-Mhm...cały czas mówiłeś w liczbie mnogiej...z kim przychodziłeś?-spytał z uśmiechem.-poopowiadaj mi troszkę.-Jak surfowałeś i w ogóle...poopowiadaj.-poprosił spokojnie pijąc swoja kawę przez długą słomkę.

Takano | Jun pisze...

-To naprawdę fajne.-uśmiechnął się.-ja należałem do klubu rysunku ale...jakoś nie byłem zżyty z członkami. Miałem 3 przyjaciół od podstawówki i potem chodziliśmy do tych samych szkół. Tylko studia wybraliśmy inne. W sumie od mojego wyjazdu do Paryża widziałem ich...co roku w wakacje razem wyjeżdżaliśmy...-urwał.-na prywatną wyspę.-dodał mówiąc tak jakby się krztusił w nadziei że chłopak nie usłyszy.-w liceum kupiliśmy...-dodał cicho.-tam spędzam całe wakacje. Razem z nimi, po prostu dobrze się bawimy.

Takano | Jun pisze...

-prywatną wyspę...taką małą...malutką taką...-mruknął cicho.-Ale nie kotuś...nie masz mnie z głowy na całe wakacje.-zaśmiał się.-2 miesiące bez ciebie to zdecydowanie za dużo. Zabieram cię ze sobą. I nie ma wymówek że ze znajomymi pewnie chcę pobyć i takie tam, oni zabierają swoje żony. Od dwóch lat mi wredne małpy trują żebym w końcu sobie kogoś na stałe znalazł.

Takano | Jun pisze...

-Ale...-zrobił smutną minkę.-przecież tam możemy ćwiczyć no i...myślałem, że razem spędzimy wakacje...Może chociaż 2 tygodnie? No proszę...polecisz ze mną a potem odstawię cię do domu i wrócę...-zaproponował nagle zdając sobie z czegoś sprawę.-o proszę...i mamy "wyjazd" ja nie mogę...-mruknął zaskoczony.

«Najstarsze ‹Starsze   1401 – 1600 z 5000   Nowsze› Najnowsze»