Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1801 – 2000 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Mhm... ale jakby nim został to by mnie wygryzł i nie miałbym czym mu imponować - westchnął. - DObrze że wybrał cukiernictwo - uśmiechnął się lekko. - No jest dobry... daje radę, zaspokaja mnie, kocham go... nic więcej mi nie trzeba.
- No aż taki niesamowity to znowu nie jest - pokazał mu język Tomo. - Jest człowiekiem... nikt nie jest idealny - wywrócił oczyma. - Za to jest cudowny, kochany i... taki Misiu mój - dodał nieco się rozluźniając. - I nie zamieniłbym go na nikogo innego, choć czasem mnie wkurwia...
Tomo pozwolił im sobie poplotkować, samemu zabierając od Takano zakupy i kończąc przygotowania. Tuż przed umowioną godziną przybyli jego kumple Alex od razu go przytulił witając się z resztą. Zabrał też Takeru, który od drzwi głośno oświadczał, że jest czysty i nie ma nic poza maryśką, o której pomyślał w razie co, za co dostał w łeb od Tomo.
- Oooo Pan Trupek! - Takeru rzucił mu się na szyję, zaraz odzyskując dobre maniery i uśmiechając się do Ryu. - cześć, Takeru - przywitał się. - Ten zły, ale właśnie pozbyłem się całych dwóch gramów maryśki... więc jestem czysty - poczochrał chłopaka po włosach.
- Takeru... - Tomo wywrócił oczyma, wjeżdżając pomiędzy Juna a mężczyznę tak asekuracyjnie tylko. - Ne Ryu-chan, chodź muszę ci coś pokazać - wyjaśnił.
- Nie martw się, nie ruszę ci go - obiecał mężczyzna po czym poszedł zapoznawać się z kumplami Takano. No bo warto było znajomości zdobywać. (i znow nie pamietam imion o_O) przybyli trochę później. Tomo przedstawił ich wszystkim, po czym usiadł między Takeru a Ryu chwilę jeszcze rozmawiając z młodszym, by ten nie poczuł się w towarzystwie odosobniony.
- A podobno nie masz przede mną tajemnic - Tomo dźgnął go w bok, biorąc na kolana Yuyę i pomagając mu założyć kiełbaskę na patyk. Poradził mu też jak ten powinien ją trzymać by im nie spadła. - Jaki jest Takano przy was? - zapytał chłopak, olewając obecność swojego mężczyzny.
- Mhm czyli mam przerąbane - westchnął przeciągle patrząc teraz na Juna. - Nie puści mnie samego bez opieki dopóki nie stanę na nogi i będziemy się żreć. Będzie trzaskanie drzwiami i w końcu sie wyprowadzę - przewidział najczarniejszy scenariusz, nalewając na plastikowy talerz ketchupu dla Yuyi. - Dasz radę sobie pokroić?
- Tak! Duży jestem! - oburzył się chłopiec, siadając teraz na kolanach Takano i męcząc się z kiełbaską. - Wujku... - szepnął mu konspiracyjnie do ucha. - Pokroisz mi? proszę!
- Ale ja go nie oceniam - odparł uśmiechając się lekko. - Ja tylko mam tendencje do wyolbrzymiania i częstego wpadania w panikę - przyznał się bez bicia. - Czego Taka-chan miał już okazję doświadczyć - uśmiechnął się przepraszająco. - I akurat tutaj nie przesadzam - obruszył się trochę wcinając swoją kiełbaskę.
Tomo natomiast to rozczuliło, ale postanowił nic z tym nie zrobić.
- Hm... wszyscy członkowie rodziny Taka-chan twierdzili, że on się zmienił, to prawda?
- Tomo-chan! Twoje zdrowie! - Takeru wtrącił się w dyskusję wznosząc toast. Alex mu zawtórował.
- Żebyś się podniósł z wózka i przyjechał nagrywać do Tokio! - dołączył się.
- Tomo-chan! Zagraj coś wreszcie! - krzyknął Takuya (surfer, dajmy mu tak... muszę ich pozapisywać i dopisać do powiązań).
- Właśnie zagraj coś - dodał Ryu, siadając Junowi na kolanach i przytulając się do niego lekko.
Zarumienił się trochę i skinął lekko głową.
- Wiem, Taka-chan jest najlepszy - przyznał z uśmiechem, biorąc od chłopca gitarę i intonując dziecięcą piosenkę, by Yuya mógł się pochwalić, że tez umie śpiewać. Piosenkę, którą znali wszyscy.
- No to może... - Tomo zaintonował Takano piosenkę, którą ostatnio słyszał często do snu. Mężczyzna śpiewał mu ją prawie codziennie, co go trochę uspokajało.
Tomo roześmiał się serdecznie, intonując więc piosenkę którą napisał specjalnie dla ich duetu, samemu ją zaczynając. Dzisiaj spełniał każdą zachciankę.
Tomo nie pił. Nawet pierwszej puszki piwa nie otworzył, głównie dlatego że to była puszka i miał do nich póki co awersję. Sączył swoją colę ze szklanki, na chwilę odkładając gitarę. Podjechał do Takano i ucałował go w policzek, zabierając od niego Yuyę.
- Położę go - uśmiechnął się, zgarniając jeszcze po drodze Ryu, żeby pożyczyć mu bluzę i żeby trochę się ogrzał w domu.
Tomo wrócił do nich dwadzieścia minut później, stwierdzając że koniec tego dobrego. Wbił kiełbaskę na patyk smażąc ją ze wszystkich stron na ognisku, a kiedy się upiekła zmienił towarzystwo z Juna i Takeru na Takano, siadając mu na kolanach i krojąc jedzonko. Przytulił się do niego lekko.
- Kochasz mnie jeszcze?
- A tak jakoś... - podał mu piwko i kubek. - Ja też jednak trochę chcę. Tylko jedno - obiecał, chcąc by mu je ładnie przelał co by nie musiał przypominać sobie nic. - Tylko jedno - rzucił w stronę Juna. - Będę je sączył długo - obiecał mu.
Upił porządny łyk, odstawiając szklankę na prowizoryczny stolik zrobiony z drewienka i złapał gitarę intonując jedną ze swoich nowszych piosenek, której Takano jeszcze nie słyszał. A mówiła o tym by się nie poddawać nawet jeśli los twierdzi, że wszystko i tak będzie do dupy.
- To mój hit - pochwalił się zaraz Alex. - Tzn będzie, jak Tomo przyjdzie go nagrać... - dodał po chwili, kiedy Takeru trzepnął go przez łeb.
- Panie Trupku - rzucił cicho w stronę Juna. - Kiedy pan w Tokio zawita? - zainteresował się. - Z młodzieżą - dodał zaraz patrząc z uśmiechem na Ryu. - Prosze - wręczył chłopakowi płytę i dwa bilety na koncert. - Wpadnijcie.
- No weź nie rób ze mnie takiego potwora. Ja już nie biorę - żachnął się mężczyzna. - I nie wplątuję w nic Tomo - dodał zaraz.
- Jak go namówię to wpadniemy - odparł spokojnie Ryu, składając bilety i wkładając do środka płyty.
- Teksty są Tomo - rzucił mu na uszko uśmiechając się szerzej i stukając się puszką o puszkę Juna.
- Hm... niedawno, jeszcze w szpitalu - przyznał spokojnie. - Ale nie miałem okazji jej grać - dodał całując go lekko w usta.
- No dobra, to pojadę sam jak będę na studiach - wzruszył ramionami Ryu, uznając że coś takiego będzie stosowne. Nic mu zabronić nie będzie mógł.
- Hm... chyba ty i on - wzruszył ramionami. - Tomo z tego wyszedł i uznałem, że może ja też dam radę - uśmiechnął się lekko.
***
- No... mam parę takich piosenek. Nie było czasu, albo nastroju - odparł ze śmiechem, oddając pocałunek.
- No wiem... ale jestem w procesie - rzucił ze śmiechem. - DOjdę i do tego. Na razie odpuściłem te okropne - mruknął.
***
- Oj ale ty nie lubisz jak śpiewam, a ja nie chcę cię zanudzać ciągle jakimiś kiepskimi utworami - wzruszył ramionami, przymykając oczy i całując go lekko w szyjkę.
- Tak, ale wtedy jak mu to mówiłem był w trochę kiepskim stanie. Na haju - przyznał krzywiąc się lekko. - Młody tylko ty w to nie wchodź - pstryknął Ryu w nos.
***
- Oj no bo ja po prostu nie chcę cię zanudzać - wyszeptał, tuląc się do niego. - A ty nie wspominałeś że chcesz posłuchać, więc uznałem, że cię to nie interesuje i że tego nie lubisz - przyznał.
- No bo rozpraszasz, kiedy komponuję, ale gdy tego nie robię to jest ok wszystko - uśmiechnął się delikatnie. - Uwielbiam cię - uściskał go wracając na wózek i przyjeżdżając z piwkiem do Juna. Upił łyk, podsuwając kufel Ryu. - Spróbuj - zaproponował. - Od łyczka nie powinno nic ci się stać - uśmiechnął się szerzej.
- Dobrze, dobrze - odsunął od niego piwo, odstawiając szklankę na pieniek. - Ale dla twojej wiadomości, sprawdziliśmy te leki... w szpitalu - przyznał się do knucia długiego. - I doktorka powiedziała, że odrobina alkoholu nie zaszkodzi - mruknął. - To tak żeby cię uspokoić w razie co.
- Ja tylko mówię - odparł Tomo uśmiechając się lekko, po czym wywrócił oczyma. - Haaai! - odkrzyknął mu biorąc gitarę i intonując swoją pierwszą piosenkę dla Takano. Cały czas patrzył mu prosto w oczy.
Tomo uśmiechnął się do niego delikatnie przymykając na chwilę oczy. Zajął się trochę swoimi przyjaciółmi, a kiedy dobiła godzina 1 w nocy pożegnał się z Junem i Ryu, którzy posiedzieli dłużej niż Jun zakładał, głównie przez upór tego drugiego.
- A widzisz? On potraffi być bardziej. Ale pożyczyłem mu jedną twoją bluzę i jedną swoją ok? - upewnił się, że wszystko gra przecierając zmęczone oczy. Nie wypił nic więcej piwa poza tą połową, którą wyznaczył mu Takano. - Spaaać - jęknął ziewając i sprzątając powoli śmieci.
[śpij dobrze :) ]
- Będzie spać z Alexem, dla nich to nie problem - uśmiechnął się do niego, zabierając śmieci do śmietnika i wracając zaraz do niego. - Nie wiedziałem że Takeru wpadnie - przyznał szczerze.
- Idziemy po prostu spać - Tomo złapał go za rękę i pociągnął na wózek, obejmując go mocno przez chwilę. - Ja się umyłem trochę jak z Ryu chodziłem do domku - przyznał z delikatnym uśmiechem. - Kocham cię mocno - dodał całując go w uszku i zaraz prowadząc wózek do ich sypialni.
- Uhm... możesz mi zaśpiewać? Proszę... jak śpiewasz to łatwiej mi zasnąć troszkę - szepnął.
- Przepraszam - szepnął mu jeszcze, wsłuchując się w jej słowa. Odprężył się momentalnie, przytulając mocniej do mężczyzny i zanim Takano dotarł do drugiej zwrotki spał już smacznie.
Tomo obudził się automatycznie, jak tylko Takano opuścił łóżko. Leżąc na boku wpatrywał się intensywnie w wejście do sypialni, oczekując go. Wciąż budził Takano krzykiem, ale nie było to już codziennie. Za to budził się za każdym razem kiedy mężczyzna wychodził z łóżka.
- Nie znikaj mi tak - poprosił go cicho łapiąc go za rękę i przytulając ją do swojego policzka. - Boję się być sam - przyznał z ciężkim sercem. - Przepraszam Taka-chan, naprawdę się boję...
- Ale już teraz zostań - poprosił go znów się do niego przytulając. Przymknął oczy uśmiechając się delikatnie. - J'taime - szepnął [znów nie pamiętam jak to się pisze xD]
- No bo to tylko w nocy... ale jak przebukuje u Juna to też będzie dobrze. Albo u dziadka - zauważył cicho. - W końcu muszę to pokonać, ale mam jeszcze tydzień to i to minie - uśmiechnął się słabo.
- Bo muszę bronić swojej niezależności - odparł na to uśmiechając się lekko. - Ne... nikt cię nigdy nie zastąpi - ucałował go w usta, krzywiąc się za chwilę z bólu. Usiadł na łóżku i z zaskoczeniem zaczął rozmasowywać lewą łydkę. - Skurcz mnie złapał...
- Nie wiem Taka-chan - mruknął tylko patrząc na jego ruchy dłoni. - Zapytam jutro w szpitalu - wzruszył ramionami, opadając na poduszki. - Już lepiej - uśmiechnął się do niego.
- Dopiero o 12 - odparł znów się do niego przytulając. - Nie... jedźmy samochodem - westchnął ciężko. - I weź Yuyę też bo dziadka nie ma cały weekend... maluch pójdzie z toba na lody czy coś a ja pomarudze w szpitalu.
- Uhm ja po prostu nie czuję się... na tyle pewnie by siedzieć na motorze. Nawet jadąc przed tobą - odparł cicho, zagryzając wargi. Bał się że przez niego będą mieli wypadek, albo się nie utrzyma i spadnie. Nie, motor odpadał.
- Dobranoc - chłopak chwilę jeszcze bawił się jego włosami, zanim przysnął, budząc się kiedy to Yuya wskoczył na nich z radosnym krzykiem.
- Wstajemy!!! Śniadanko!!! - pociągnął Tomo za rękę, rezygnując z Takano.
- Ale już dzionek, 8.30! Długo czekałem! Od 6! - krzyknął oburzony chłopiec, a Tomo zaśmiał się pod nosem.
- Ok, potworek jeszcze pośpi a my idziemy robić coś pysznego - stwierdził tylko przenosząc się na wózek. - Kieruj!
Słysząc to Tomo zmrużył niebezpiecznie oczy.
- Wpuściłes ich do TEJ sypialni? - zapytał go, dając mu dośc bolesnego kuksańca w bok. - Jak tylko wstanę z wózka nie żyjesz!
- To trzeba było mi od razu powiedzieć że pozdejmowałeś albo pozakrywałeś wszelkie niebezpieczeństwa - rzucił obruszony, wgryzając się w tosta i popijając go sokiem pomarańczowym.
- Przepraszam - Tomo pojechał zaraz do kuchni i złapał Takano za rękę. - Po prostu... - wzruszył ramionami. - Po prostu nie pomyślałem, bo od razu mi stanęły twoje rysunki przed oczyma.
- Przepraszam - powtórzył tylko patrząc na niego przepraszająco, po czym skinął głową. - Seijiro jest w porządku - dodał po chwili uśmiechając się delikatnie.
- Ja wiem, ale w tej chwili mogę tylko przeprosić - odparł spokojnie wciąż na niego patrząc. - No bo reszta to jakby czyny... no i wcale nie uderzyłem cię jakoś szczególnie mocno.
- Uhm to ja może dziś zostanę w mieście u mamy w noc - zaproponował ni z gruszki ni z pietruszki, uznając że Takano pewnie będzie chciał pobyć trochę sam.
- Tylko... tylko że ja ci ufam - Tomo przełknął głośno ślinę. - Ufam ci. W nocy... skłamałem. Bez ciebie bym sobie nie poradził. Ufam ci, tylko czasem nie pomyślę zanim coś powiem - wymamrotał. - Uhm a z mamą swoją drogą chciałbym pobyć - przyznał szczerze.
- Uhm ale mama może mieć dyżur - zauważył cicho. - Przecież nie może odpuścić potrzebujących na rzecz głupiego syna - dodał zaraz, przytulając się do niego mocniej. - Uhm cmentarz... - zagryzł lekko wargę, bo prawdę mówiąc odwlekał to w nieskończoność. Odwlekał wizytę na cmentarzu nie ze względu na Takano, tylko ze względu na siebie.
- Uhm ale pomyślałem, że może moglibyśmy wszyscy do niej wpaść na ciasto i kolację po południu - zaproponował cicho. - Eh... ostatnio jak tam byłem, ryczałem...
- Chciałem tylko... no nie chcę cie tak obciążać. Do takiej wizyty poczekam aż stanę na nogi, albo będę poruszał się autobusami bez ciebie. To nie będziesz musiał na mnie czekać i marnować gdzieś czas. Spokojnie zostaniesz w somu, zrobisz tort albo coś tam... nie marnując czasu - uśmiechnął się delikatnie. - Uhm...a eh możemy iść na cmentarz bez Yuyi? Następnym razem bez malucha?
- Uhm dobrze - zgodził się z nim wyjeżdżając z kuchni, by mógł skończyć swoje śniadanie i chwilę później wrócił na nowo. - 5 tostów, 3 jajecznice i naleśniki czekoladowe dwa razy. Takie zamówienia mój nadworny kucharzu - uśmiechnął się do niego.
- Powinieneś się cieszyć - skomentował Tomo. - To oznacza że dobra z ciebie poduszka, żadna koścista czy coś... laski to doceniają - wyszczerzyl się do niego zaczynając od robienia tostów dla głodomorów.
- Ok... ok, no to ciesze się bo twoja żona na pewno uwielbia cię tak traktować. Jak swojego misia - wybrnął z sytuacji wstawiając wodę na herbatę.
- No dobra, to normalne. Dwa samce - zachichotał chłopak. - Śniadanie jest w kuchni! - krzyknął zaraz by zwołać pozostałych. Porozdawał tosty i jajecznice, a na naleśniki spojrzał na Takano. - Taka-chan... Yuya i ja chcielibyśmy po naleśniku.
- Dziękuję - Tomo rozpromienił się od razu biorąc talerze i wołając Yuye.
- Nalesniczki! - ucieszył się chłopiec siadając na swoim krześle, nieco podwyższonym od innych.
- Smacznego!
Tomo skończył swojego naleśnika i szybko pożegnał się ze swoimi przyjaciółmi, obiecując im zaproszenia na ślub oczywiście i przyjazd do Tokio jak będzie na chodzie, po czym wrócił do kuchni, by dopić swój sok.
- Fajnie było - stwierdził tak ogólnie.
- Taka-chan... uwielbiam cię - Tomo ucałował go korzystając z okazji, że maluch jeszcze nie wrócił z pokoju. Samemu przygotował już ciuchy na rehabilitacje i wciągał na siebie kurtkę.
- Ale muuusze? - chłopiec z niezadowoleniem zapiął pasy i zaczął się bawić dwoma samochodzikami które wziął z domu. Tomo też zapiął pasy zamykając też oczy.
- Ne Taka-chan... tak ostrożnie jak zwykle albo i jeszcze bardziej, bo jedziemy z Yuyą - poprosił go.
- Wiem, że jeździsz tak zawsze - uśmiechnął się do niego, a kiedy wysiedli odetchnął głęboko świeżym powietrzem. - Bawcie sie dobrze - pokiwał im na dowidzenia jadąc do szpitala.
Tomo zadzwonił do nich pół godziny później i czekał na nich przed szpitalem.
- Skurcze są normalne - powiedział Takano. - Tzn... mogłem mieć ten skurcz wcześniej, ale dopiero teraz poczułem - wyjaśnił uśmiechając się lekko. - Jak było? - wziął Yuyę na kolana.
- Pewnie tak, ale jak wrócimy do masażów.... a masujesz cudownie, kocham to - uśmiechnął się do niego szeroko. - To podobno będą mniejsze - dodał. - O ja cie... - poczochrał Yuyę po włoskach. - Ominęła mnie cała zabawa - naburmuszył się troszkę.
- Umówiłem, ale dopiero za 2 godzinki - przyznał szczerze. - Dobrze, pójdziemy we trójkę i we dwoje też - wyszczerzył się pozwalając Takano pchać wózek i przytulając cały czas malucha.
- Dobrze, dobrze - zgodził się zaraz chłopak, spoglądając do tyłu na Takano. - Ale kupimy popcorn? - zapytał zaraz. - I duuużą colę? Bo trochę spragniony jestem.
- Uhm ale tak na noc? Czy tylko pojechać i wrócić? Bo jak pojechać i wrócić to mogę iść do Juna albo do dziadka - odparł z delikatnym uśmiechem. - Na noc też mogę iść do dziadka - dodał bo przecież i tak zamierzał mieszkać samodzielnie później.
- No to pojadę z tobą - westchnął cicho Tomo. Przeież chciał zapewnić trochę komfortu psychicznego Takano. Uśmiechnął się lekko do Yuyi. - Nie kochanie, to nie tak. Ja po prostu czasem mam dość towarzystwa. Mieszkanie samemu pozwoliłoby mi zachować umiar.
- Yuya-chan... eh to nie jest takie proste - pogłaskał go po włoskach. - Na razie nigdzie się nie wyprowadzam, bo mój domek spłonął - uśmiechnął się lekko. - A potem zobaczymy - ucałował go w policzek. - To nic, nic mi nie będzie, trochę się tylko poboję w samochodzie. Nic takiego.
- Yuya-chan... proszę, nie umiem tego wyjaśnić. Kocham Takano i chcę z nim spędzić całe życie, ale ja potrzebuję przestrzeni, żeby nie zwariować, na nikogo nie krzyczeć, nie denerwować się - wymienił spokojnie. - To nie znaczy że nie będę mieszkał z wami, tylko czasem zwyczajnie będę szedł do siebie. Eh kotek ale ja naprawde mogę pojechać.
- Taka-chan? - Tomo puścił Yuyę, który poszedł po ulotki, jego ulubione zajęcie w kinie. - Ja cię bardzo bardzo kocham jednak, wiesz? - szepnął cicho, łapiąc go za rękę. - Pójdę z tobą wszędzie.
- Nawet na koniec świata - odparł zgodnie z prawdą. On po prostu nie potrafił do końca zrezygnować z takiej wolności, swobody. Poczekał aż Takano kupi bilety i zawołał Yuyę.
Tomo również rozbawiła do łez, a Yuya zjadł prawie cały popcorn śmiejąc się od czasu do czasu z żartów dostosowanych do dzieci. Po filmie Tomo skorzystał z okazji i ucałował Takano, kiedy Yuya był w łazience.
- Podobał się. Uśmiałem się. Wcale nie było źle - wyszczerzył się do niego. - Ne... kupisz mi coś? - zapytał go po chwili nieco zawstydzony swoją prośbą. Pokazał mu zaraz rękawiczki ochronne na ręce. - Przecierają mi się - wymamrotał.
- Uhm ale ja nie chcę cię wykorzystywać z pieniędzmi - zaprzeczył zaraz chcąc go z tym zapewnić. - Tylko... - zdjął jedną rękawiczkę pokazując mu jak się mu skóra na rękach zaczerwieniła. - No i dlatego.
- Na pewno? - upewnił się jeszcze spoglądając na niego. Po prostu powiedział to pod wpływem chwili, nie zastanawiając się nad konsekwencjami.
- DO babci? - zapytał chłopiec z wielkim uśmiechem.
- A potem do domku? - zapytał jeszcze.
- No pewnie i będzie czekolada z piankami - dodał Tomo uśmmiechając się szeroko. - I bułeczki z czekoladą upieczemy, co ty na to?
- Pewnie, że tak. Bez ciebie to już nie ma frajdy przy pieczeniu - roześmiał się serdecznie, przybijając sobie z maluchem piątkę. - I Taka-chan nam pomoże też. Powstawia do piekarnika... takie prace wykończeniowe - zachichotał. - A potem zagramy w jakąś grę, zjemy to wszystko, wyjdziemy z psiakami i pójdziemy spać.
- To ja poprosze jakieś zwykłe - podjechał do półki z rękawiczkami i wybrał zwykłe czarne, ale według ekspedienta dobrej jakości. Zerknął tylko na cenę i skrzywił się lekko. - Taka-chan... ne, może pójdziemy do innego sklepu co?
- Dobrze... - skinął głową bez przekonania ale przymierzył je i uniósł lekko brew, łapiąc dłońmi za koła. - Są idealne - uśmiechnął się do Takano.
- Hai - chłopiec od razu się na to zgodził wbiegając jednak do domku babci pierwszy i od razu się do niej przytulając. Zadowolony z bananem w ręku poszedł pobawić się na dywanie z kotem.
Tomo skinął głową i pojechał z mamą do jej sypialni. Uśmiechnął się tylko kiedy podała mu herbatę i trochę ciastek.
- Ano ne... - zaczął cicho. - Myślisz, że mogę stanąć na nogi? Ostatnio nic mi nie wychodzi... i ciągle wpadam w tarapaty. Mam pecha... ranię Takano, a Yuya mnie nie rozumie. Sam się chyba nie rozumiem - przyznał cicho.
- Uhm nic, to nic - wzruszył lekko ramionami. - Taki tam były chłopak Takano przyjechał i... - zagryzł lekko wargi popijając zaraz herbatkę. - ...i nie było fajnie. Okazał się być chory psychicznie... w sumie to mnie porwał. Takano przyszedł mi pomóc, ale... - szybko otarł łzy. - Uhm no bo...no bo ufam mu, ale on tego nie czuje. Czasem powiem coś co go skrzywdzi. No i nadal chcę mieszkać sam. Nie chcę ciągle na nim polegać. Chcę też być trochę samodzielny.
- Staram się - przyznał cicho. - Tylko nie wiem czy tyle wystarcza... staram się, żeby wiedział że mu ufam - wymamrotał. - Uhm a jak nie dorosnę do mieszkania na stałe? - westchnął cicho. - Wtedy wszystko runie...
- Uhm - Tomo odstawił herbatę na stolik i przeniósł się na kanapę by przytulić się do mamy lekko. - Dziękuję.
- A ty mnie? Nienawidzisz mnie prawda? Tak w głębi serca... nie znosisz mnie... - wyszeptał bojąc się jej odpowiedzi.
Tomo skinął tylko głową, a chwilę później wrócili do salonu, a kobieta postawiła przed wszystkimi ciasto i herbatkę.
- Nie nic - Tomo potrząsnął przecząco głową zaraz uśmiechając się delikatnie. Posmakował ciasta i popił je herbatą.
- Schlebiasz mi - zaśmiała się kobieta. - Sama piekłam, ale wcale nie jest takie dobre.
- Pyszne! - sprzeciwił się Yuya.
- Naprawdę? - kobieta pogłaskała go chłopca po włosach. - Tomo-chan je uwielbiał jak był w twoim wieku. Potrafił zjeść pół blachy na raz.
- Okaa-san! - Tomo ją strofował trochę, po połowie kawałka odkładając ciasto.
- A teraz się zestarzał i już smaki nie te...
- Oj ja wiem, tak tylko się droczę. Żołądek to on ma jak małe dziecko. Taki skurczony - wywróciła oczyma ze śmiechem.
- Przepraszam - wymamrotał chłopak opierając głowę o Takano. - Ale przecież się staram...
- No wiem, wiem ale waga ci zmalała od ostatniego ważenia - wydała go przed Takano.
- Jesteś okropna... a gdzie tajemnica lekarska co?
- Nie ukrywałem... jeszcze nie rozmawialiśmy o dzisiejszym ważeniu - przypomniał mu cicho. - Poza tym... po tym ostatnim... trochę mniej jadłem bo się bałem zwymiotować i to pewnie dlatego. Nie krzycz na mnie.
- No bo wiedziałem jaka będzie twoja reakcja i nie chciałem cię niepotrzebnie martwić - wyjaśnił prosto z mostu. - 43 kg - mruknął jeszcze znów jedząc trochę ciasta.
- Hai, hai. 50 - zgodził się pijąc herbatę i wzdychając ciężko. - Nie musisz mnie pilnować. Przecież jem. Już i tak pilnujesz mnie aż za bardzo z alkoholem kotek...
- Wiem, wiem, czasem żałuje tego - pokazał mu język odjeżdżając od stołu by pobawić się trochę z Yuyą.
- Jak się trzymasz? - zapytała go wówczas mama Tomo. - Słyszałam co się stało...
- Nie, nie pytałam o szczegóły. Wystarczy że prawie mi się rozpłakał mówiąc że takie zdarzenie miało miejsce. Ale trzyma się - uśmiechnęła się lekko. - Dobrze, że cię ma - poklepała go przyjaźnie po plecach. - Chciałabym żebyś wiedział... że jeśli będziesz miał jakikolwiek problem, zawsze możesz przyjść porozmawiać - przytuliła go lekko, głaszcząc go po włosach. - Kiedykolwiek chcesz, zawsze znajdę dla ciebie czas, dobrze?
- Nie ma za co kochanie - poczochrała go po włosach z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Cała przyjemność po mojej stronie.
- Już dawno, przecież wiesz - roześmiała się serdecznie. - Wpadajcie częściej - poradziła mu jeszcze wstając by chwilę pobawić się z Yuyą i Tomo.
- Un... możemy - zgodził się spokojnie opierając się o niego wygodniej.
- Wujku zobacz dostałem dinozaura!
Tomo uśmiechnął się szerzej ukradkiem dając buziaka Takano. Kochał go strasznie mocno.
- Mamo? Mogę zostawić u ciebie Yuyę? Chciałbym pójśc gdzieś z Takano... tylko na godzinkę.
- Pewnie dzieciaku, nie pytaj o takie rzeczy. Zrobimy budyń razem i pogramy w grę.
- Będę grzeczny - obiecał chłopiec przytulając się do kobiety.
- Na cmentarz - odparł cicho Tomo. - Pomyślałem...że możemy skorzystać z okazji - dodał po chwili uśmiechając się lekko.
Takano
Tomo podjechał do niego dość szybko w pełni ubrany i pozwolił mu prowadzić, tylko mówiąc gdzie i jak ma jechać.
- Kochanie - spojrzał na niego. - Tylko tam jest wąsko, pomożesz mi? - zapytał cicho. - No i nie złość się jakbym płakał.
Jun
Tomo podjechał do drzwi i uspokajając Jolie otworzył. Uśmiechnął się pogodnie widząc przyjaciela.
- Hej - złapał go za rękę, widząc jego stan. - Chodź, zrobię ci herbatę, przytulę. Pogadamy - zaproponował.
Takano
- Nie wiem... ja po prostu wolę się upewnić - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Kocham cię - weszli na cmentarz i kupili po drodze kazidełka. Tomo dojechał dokąd mógł i stamtąd pozwolił poprowadzić Takano. - Hej tato - przywitał się cicho. - Poznaj Takano. To mój narzeczony. Pierwsza osoba która pokochała mnie ze wszystkimi wadami...
Jun
Tomo pokiwał głową, szybko wracając z herbatką i bułeczkami z czekoladą, świeżo upieczonymi, bo wiedział że Jun je bardzo lubi. Usiadł obok niego obejmując go mocno.
- Wiem, przepraszam że cię tak wykorzystuję. Trochę boję się jeszcze sam zostawać - przyznał szczerze. - Ale opowiedz... coś ci zrobił? Powiedział?
Tomo uścisnął go mocno przymykając na chwilę oczy i w duchu rozmawiając z tatą i swoimi siostrami, które również przedstawił Takano.
- Uhm możemy już iść - stwierdził po 20 minutach. - Jest ok - uśmiechnął się słabo.
Jun
- Uhm... może powinieneś jednak wystąpić o zakaz zbliżania się. Nie pomyślałeś o tym? - zaproponował cicho przytulając go mocniej i delikatnie głaszcząc go po ramieniu. - To mogłoby pomóc...
- To dobrze, prawda? - upewnił się że jego mama nie zrobiła nic niepotrzebnego. - Uhm to dobrze, że masz w niej wsparcie - uśmiechnął się zaraz.
Jun
- Ne... twój tata myśli że ja jestem twoim facetem, prawda? - upewnił się, bo taką wersję mu ostatnio sprzedali. - I tak mam niedługo do Tokio jechać nagrywać... może jakby nie wiem wykonał jakiś ruch, uderzył ciebie czy mnie... moglibyśmy to zgłosić na policje i wtedy się bronić. Tylko... bez oddawania.
- Cieszę się - Tomo zatrzymał wózek i złapał Takano za rękę podciągając się do pionu. Wtulił się zaraz w niego by nie upaść. - Cieszę się, że tak czujesz. Ona pewnie też się ucieszyła jak powiedziałeś do niej 'mamo'.
Jun
- Uhm - Tomo wzruszył ramionami. - To była tylko propozycja Jun... napewno lepsza niż ciągłe życie w strachu, prawda? - uniósł lekko brew. - Sam mi mówiłeś że powinienem zgłosić sprawę z wujem... bałem się ale to zrobiłem - przypomniał mu. - Też powinieneś to zrobić, a psycholożka ci świadkiem... i ja też. Na studiach tez cię wykorzystywał czasami.
- Tak jest szefie, ale pojedziemy bardzo ostrożnie prawda? - upewnił się jeszcze. - To nie tak że nie ufam ci bo to ciągle powtarzam, tylko... tak we mnie siedzi, bardzo się boję, że uhm jak mnie zapewnisz przed samą jazdą to jest mi lepiej... odrobinę - wyjasnił cicho.
Jun
- Uhm ja wiem, trudno jest. Ja w sądzie prawie się udusiłem - przyznał cicho. Taki był zdenerwowany. - Ale wiesz... potem jakoś lżej na sercu jest - pogłaskał go po policzku, opierając głowę zaraz o jego ramię.
Takano
- Tak jest szefie - spróbował dotrzymać mu kroku zostając jednak trochę w tyle. Szybko odebrali Yuyę i po chwili siedzieli już w samochodzie. Takano jechał bardzo ostrożnie, ale pech chciał że na drodze był wypadek. Mężczyzna zahamował ostro przyprawiając Tomo o 'atak' serca, a samochód za nimi wjechał w nich bezczelnie, przyprawiając Tomo o kolejny 'atak'. Chłopak automatycznie rozpiął pasy i otworzył drzwi żeby wysiąść, nie dbając już nawet o to że nie utrzyma się na nogach. Zwymiotował na ziemię, bardziej ze strachu i z tego co do niego wróciło, niż z faktycznych obrażeń samochodu.
Jun
- Ale Jun... to jest uciekanie od problemu - szepnął cicho, patrząc na niego poważnie. - Uciekasz i w ten sposób nigdy się tego nie pozbędziesz. Zawsze będzie powracało. Za każdym razem jak go zobaczysz...
Tomo skinął głową całkowicie się trzęsąc w samochodzie. Yuya wyszedł z auta i usiadł mu na kolanach. Przytulił go mocno.
- Tomo-chan? Nic nam nie jest - powiedział cicho, tuląc go mocno. - Nic nam nie jest - powtarzał, pozwalając chłopakowi wypłakać się w jego włosy.
Jun
- Jun! - krzyknął na niego, tym razem patrząc na niego ostro. - Facet, który dobrał się do Ryu nie jest twoją winą! On się dobierał co roku... do uczniów. Do mnie też się kiedyś dobrał - fuknął na niego. - A twój ojciec jest chory, a ty jesteś masochista. Jeśli załatwisz sobie dobrego prawnika to może nawet uda się go do więzienia wsadzić, albo psychiatryka - rzucił spokojnie. - Mogę ci załatwić prawnika... Taka-chan ma szwagra. On jest naprawdę dobry.
Tomo potrząsnął przecząco głową.
- Gomene... nie wiem czy coś zjem dzisiaj - przyznał cicho, starając się znów nie wpaść w panikę. Nadal nie puszczał Yuyi. - Cieszę się, że nic się nie stało - szepnął tylko.
Jun
- Uhm, to może to inny. W każdym bądź razie ta szkoła ma szczęście do świrów. Inni nie chcą uczyć na takim wypiździejowie - wyjaśnił. - Eh Jun-chan... pewnie że dam ci się zastanowić, tylko pamiętaj że to nie tylko ty teraz...ale i Ryu. A na dodatek on wie gdzie mieszkasz... - szepnął chcąc dla Juna jak najlepiej.
Tomo potrząsnął przecząco głową. Nie mógł o tym myślec. Nie teraz. Nie wiedział czy będzie chciał czekoladę jak dojadą. Yuya poszedł do tyłu na swoje miejsce.
- Weź jeepa - poradził mu cicho.
Jun
- Uhm a do mamy powinieneś iść - dodał po chwili częstując się bułeczką. Nadal był blisko niego by w razie czego go przytulić.
Takano
- Jeepa. Ma wysokie podwozie i jak ktoś w ciebie wjedzie to na samochodzie zostaje tylko rysa... Uczyłem się na jeepie taty jeździć - przyznał cicho. - Wjechałem w drzewo parę razy i nawet nie było wgniecienia. Wytrzymałe.
Jun
- Uhm widzisz? Twój strach wstrzymuje cię przed wieloma rzeczami. Tak go nie pokonasz. Uciekając go nie pokonasz...
- Obojętnie - wymamrotał cicho Tomo. - Nie wsiadam już do auta. To był ostatni raz - zacisnął ręce na kolanach trzęsąc się lekko. - Następnym razem pojadę autobusem, albo... albo coś - wymamrotał.
Jun
- Pamiętam. Byłem przerażony - przyznał cicho. - Ty też byłeś - dodał po chwili. - Zrobiłem ci bułeczki i ciepłą herbatę i pomogłem ci się ubrać, umyć... - wyszeptał. - Nie chciałem cię jeszcze bardziej skrzywdzić i nawet nie pomyślałem żeby się wyprowadzić.
- Ale to nie twoja wina... nie twoja - wydusił z siebie patrząc mu prosto w oczy. - Ja tylko... tylko... ja nie mogę. Już nie chcę ciągle tego przeżywać - popukał się po głowie, bo mu tam migały ciągle wydarzenia z tego feralnego dnia.
Jun
- Przepraszałeś mnie - uśmiechnął się lekko czochrając go po włosach. - Długo... dopóki ci nie powiedziałem, że jak się nie zamkniesz to cię tu zostawię. Wtedy przestałeś - przypomniał sobie opierając głowę o jego ramię. - Chyba się bałeś zostać sam.
Tomo bezwiednie zamknął drzwi, zaciskając mocniej pięści kiedy Takano ruszył. A wydawało mu się że czuje się już lepiej. Że ma mniejsze opory jeżdżenia. Pomylił się.
Jun
- Ano ne... ja nie jestem człowiekiem który potrafi zostawić kogoś kto potrzebuje pomocy - wyszeptał. - Nigdy ci nie mówiłem, ale tamten dzień nie był dla mnie najlepszy. Miałem wtedy jeszcze problemy z ludźmi z mojego roku, pamiętasz? Uznawali mnie za wieśniaka i w ogóle. Tamtego dnia się ze mnie dość często wyśmiewali, więc cieszyłem się że wracam do pokoju... bo ty nigdy się nie śmiałeś. Tzn nie tak - szepnął. - I pomaganie tobie sprawiło że poczułem się komuś potrzebny. Nigdy nie zapomnę jak się uśmiechnąłeś po spróbowaniu bułeczki - dodał cicho. - Tamtego dnia... to był łagodny, lekki... ledwie zauważalny uśmiech, ale wiedziałem że sobie poradzisz - pacnął go palcem w policzek.
- Nie przepraszaj mnie Taka-chan, bo to nie twoja wina jest - szepnął uśmiechając się słabo. - Nie twoja - pogłaskał go po policzku.
Jun
- Potem pewnie wiele razy żałowałeś, że masz takiego przyjaciela co nie? - roześmiał się serdecznie, patrząc na niego. - Ano ne... pokażę ci coś. Taka-chan jeszcze o tym nie wie, ale... - powoli podniósł się z kanapy, rozstawiając delikatnie ręce by zachować równowagę. - Dzisiaj udało mi się stanąć bez trzymania - uśmiechnął się lekko po chwili chwiejąc się mocno i siadając. - Nie długo... ale wstałem.
- Nie musisz - wymamrotał kładąc się na kanapie i przymykając oczy. Zmusił się do zaśnięcia i po chwili już spał, jakoś nie chcąc rozmawiać o tym co było na drodze.
Jun
- Nie - potrząsnął głową. - Dowie się później. Nie zawsze musi wiedzieć pierwszy - dodał z lekkim uśmiechem. - Poza tym chcę wyćwiczyć stanie do chociaż 3 minut zanim mu pokaże - dodał po chwili uparcie. - Uhm byłem uzależniony... nie myślałem racjonalnie - usprawiedliwił się nieco.
Tomo spał aż do północy, dopiero wtedy się przebudzając i patrząc wprost na sufit. Odetchnął głęboko.
- Ne... Taka-chan... mogę zostać sam? - zapytał go cicho, spoglądając na niego. - Proszę...
Jun
- Ano - roześmiał się lekko. - Ne... ostatnio poprosiłem Takano żeby kupił mi rękawiczki - pokazał mu rękawiczki które nosił by lepiej się poruszać. - Były strasznie drogie - przyznał cicho. - Myślisz że źle zrobiłem? Powinienem mu oddać prawda? Tak myślałem... - odpowiedział sam sobie zanim Jun zdążyl cokolwiek powiedzieć. - Oj bo tak jest... jak się ma komu pomóc to nie myśli się o sobie... i swoich problemach.
Tomo nie przyszedł do niego aż do samego rana. Spał na kanapie, a nad ranem przesiadl się na wózek i pojechał do ogrodu. Stanął przy drabinkach które Takano postawił dla Yuyi i łapiąc się ich mocno zaczął ćwiczyć chodzenie, prawie co chwilę padając na ziemię, ale to był jedyny sposób na odciągnięcie jego myśli. Musiał zacząć coś robić. Bezczynność doprowadzała go do szału. Za każdym upadkiem z coraz większą frustracją podnosił się do pionu.
- Zacznijcie mnie wreszcie słuchać - rzucił do swoich głupich nóg, oddychając ciężko po którymś z kolei upadku. Słońce już dawno wzeszło.
Jun
- Mhm to pewnie działa tylko na mnie - rzucił zaraz. - Ne Jun... cieszę się, że mam takiego przyjaciela - przytulił go mocno.
Tomo go nie zauważył, ponownie się zbierając z ziemi. Dyszał ciężko z wysiłku ale to się dla niego nie liczyło. Znów spróbował zrobić krok i znów stracił równowagę, padając na ziemię. Znów się podniósł i ponowił próbę.
- Cholera - jęknął do samego siebie, zaciskając ręce w pięści. - Dlaczego? - zapytał sam siebie, przecierając oczy ręką. - Dlaczego nie mogę zapanować nawet nad głupimi nogami? - wymamrotał do siebie. - Już nie mówię o głowie... ale oddaj mi chociaż nogi. Nie będę siedział Takano na głowie i... i nie będzie się o nic winił - znów dźwignął się z ziemi ześlizgując się na nią niemal równocześnie, ale wciąz nie dając za wygraną.
***
- Wujku? - Yuya przystanął przy Takano łapiąc go za rękaw od bluzy. - Tomo-chan zrobi sobie ałka?
Jun
- Uhm, wie że nie przestanę cię kochać, więc... chyba zaakceptował - uśmiechnął się szeroko.
- Wujku - Yuya popatrzył na niego zdziwiony. - Zrobisz coś pysznego do jedzonka. Pomoże. Jedzonko pomaga - oznajmił wpadając na tak znakomity pomysł.
Jun
- Tak, za bardzo przyznał cicho przymykając na chwilę oczy. - Ale... myślisz że to dobrze?
- Możemy! - odparł schodząc z jego rąk. - Origami. Żurawie. Tysiąc żurawi spełnia życzenie - pobiegł do domu po swój zestaw origami i przyniósł go do salonu zaczynając składać papier.
Jun
- Uhm to dobrze - uśmiechnął się Tomo wracając na wózek i jadąc do kuchni. Zaparzył drugiej herbaty dla Juna i dla siebie, po czym wrócił z nimi do salonu. - Bo nie chcę się ciebie pozbywac.
Tomo dopiero godzinę później opadł na ziemię bez sił, czując każdy swój mięsień. Oddychał ciężko i ledwo się ruszał. Zacisnął powieki nawet nie próbując wstać. Nie miał na to siły. Musiał tylko poczekać aż siły mu wrócą. Nic wielkiego. Kichnął zaraz i westchnął przeciągle. Kichnął znowu.
- No jasne, jeszcze mi dołóżcie anginę - fuknął do nieba, dźwigając się pomimo bólu do siadu i wchodząc na wózek. Z trudem dojechał do ganku, kichając raz za razem.
Jun
- Pomogłem? - Tomo uniósł lekko brew zaskoczony i poczochrał Juna po włosach. - Głupoty gadasz - roześmiał się. - Ne... myślisz, że Ryu zgodzi się być fotografem na moim ślubie?
- Dziękuję - chłopak nie protestował, bo w brzuchu już nieźle mu burczało. Opatulił się tylko mocniej kocem, bo coś zimno nieźle mu dokuczało i wypił od razu połowę gorącego płynu, smakując zaraz jajecznicy. - Co robicie? - zapytał patrząc na coraz więcej żurawi w misce.
- Origami! Żeby życzenie spełniło się - wyjaśnił wesoło Yuya. - Tysiąc!
- Wow... a ile już macie? - zainteresował się.
- 150 - zmartwił się chłopiec.
Jun
- Zanim będziemy mieli ślub, to Ryu będzie już na studiach, więc raczej tata jego będzie miał niewiele do powiedzenia, prawda? - uśmiechnął się lekko.
Tomo potrząsnął przecząco głową, kończąc jajecznicę.
- Wezmę ciepłą kąpiel - oznajmił uśmiechając się lekko. Odwiózł naczynia do kuchni i włożył je do zmywarki, kichając znów głośno.
- Wujku? - Yuya usiadł Takano na kolana przytulając się mocno. - Kocham cię.
Jun
- Dlaczego tak późno? Przecież nie zawalił roku - zdziwił się chłopak.
- Dobrze - chłopiec dał całusa w policzek mężczyźnie wracając zaraz do składania, a Tomo pojechał do łazienki. Wziął krótką ale gorącą kąpiel, a potem przebrał się w ciepłą bluzę Takano i przykrywając się jeszcze kocem wrócił do salonu, po gitarę. Usiadł na dużym fotelu i zaczął cicho grać 'I see fire' Ed Sheerana, tylko po to by rozgrzać palce przed komponowaniem swojej muzyki.
Jun
- No tak, ale bądź dobrej myśli - poradził mu. - Ryu na pewno się cieszy z powrotu do domu. Długo go przecież w nim nie było...
Tomo zagrał 'Let her go' Passenger, zanim wrócił do swojej niedokończonej piosenki. Zaczął od zmienienia kilku akordów, by jego utwór jakoś brzmiał i miał nieco mocniejsze brzmienie.
Jun
- Mhm... bo blisko i Kei tam jest? - domyślił się przeciągając się lekko i przecierając oczy. - A co jak wybierze Tokio?
Tomo starał się nie zwracać na nich uwagi, ale po godzinie z westchnieniem odłożył gitarę, wyrywając kilka stron z notatnika i gniotąc je.
- Do dupy - stwierdził tylko, przesiadając się na wózek i chowając notes do pokrowca po gitarze. Nic mu nie szło tego dnia i zaczynało go to porządnie irytować.
Jun
- Mhm... ale to jego wybór. No i Kei nie będzie miał nad nim zawsze władzy. A co z wyjazdami z przyjaciółmi? - zauważył. - Piwo, wódka, imprezy...
- Nie było dobrze. Nic z tego nie brzmiało dobrze - fuknął, dopiero potem gryząc się w język. - Taka-chan proszę... nie chcę na ciebie naskoczyć bez przyczyny. Nie wiem, taki dzień - rzucił cicho, ale naprawdę nie miał dobrego dnia. Wyswobodził się z jego ramion wracając na wózek. - Przepraszam - mruknął. Najchętniej zaszyłby się gdzieś, ale nie miał takiej możliwości, więc po prostu odseparował się od nich.
Jun
- Ja wiem. On pewnie też, ale raczej tego nie uniknie. Poza tym nie trzymaj go pod takim kloszem - poradził mu. - Bo potem będzie miał wszystkim wam za złe że mu nie pozwoliliście się wybawić.
- Idę na spacer - zadecydował tylko wracając do pokoju po papierosy i ubierając na siebie ciepłą kurtkę oraz szalik, żeby się nie doziębić.
Jun
- No tak, ale tak naprawdę w Tokio na przykład też będziesz mógł go odwiedzać - zauważył spokojnie.
Tomo wywrócił oczyma nie odpowiadając mu już nic i poszedł z Jolie do miasteczka, przespacerować się po jego ulicach. Po drodze wypalił pół paczki i kupił sobie drugą, przystając przed polem, na którym Jolie postanowiła się wybiegać. Przymknął oczy odchylając głowę do tyłu. Jakoś tak nie mógł pozbyć się doła. Nic mu nie wychodziło. Był beznadziejny. Zacisnął dłonie na kolanach. Beznadziejność tej sytuacji go dobiła.
- Kochaj mnie dzisiaj - mruknął do ucha Takano, kiedy już wrócił do domu. - Tak mocno, brutalnie, kochaj - poprosił go nie do końca wiedząc co robi.
Jun
- Ja wiem że ty byś tak wolał, ale to decyzja Ryu. A może zdecyduje zupełnie gdzie indziej? - wzruszył ramionami. - Albo pozostanie przy Kioto.
- Będę cicho, albo możemy to zrobić na górze - wymamrotał opierając nieco cieplejsze niż normalnie czoło o jego szyję. - Ale kochaj mnie mocno, brutalnie, mocno...
Jun
- Jun ale jeśli ma się wciągnąć w używki to niezależnie od miejsca i tak to zrobi - żachnął się cicho kichając. - Ne... Taka-chan z Yuya robią ostatnio żurawie ale nie chcą mi powiedzieć po co...
- Nic mi nie jest - wydusił, nadal się od niego nie odsuwając. - Chcę tylko cię poczuć...
Jun
- To wiem... - wywrócił oczyma. - Mają ich już 600et. Liczyłem - westchnął cicho, pijąc swoją herbatkę. - Może też zaczniesz robić? Wypowiesz życzenie o Kioto - zaśmiał się cicho.
- Jesteś okropny - wymamrotał Tomo nadal się od niego nie odsuwając. Zamknął oczy pozwalając mu jednak zbadać sobie temperaturę. - Ale nic mi nie jest - wymamrotał.
Jun
- No dobra bo mnie interesuje ich powód ok? - wywrócił oczyma. - Myślałem że może go nzasz...
- Czyli nic mi nie jest powtórzył przesiadając się na wózek. - Położę się trochę - szepnął prowadząc wózek do sypialni i chowając się pod kołderką. Najlepszy sposób na emperaturę - sen.
- 231 - chłopiec odłożył origami bo zaburczało mu w brzuszku i wstał by wziąć sobie bułeczkę. - Chwilka odpoczynku! - zarządził.
Jun
[zapomniałem o nim? o_O]
- Pewnie tak... okropieństwa tyle przede mną ukrywać - zażartował śmiejąc się pod nosem.
- Dobrze wujku - zgodził się maluch sprzątając origami i zanosząc miski z żurawiami do swojego pokoiku. - Wujku? A mogę pobawić się z pieskami na dworze? - zapytał zaraz. - Tylko w ogrodzie - obiecał mu.
Jun
- Pewnie tak, po prostu jestem ciekawy - przyznał szczerze.
Tomo obudził się dopiero wieczorem, kiedy Yuya był już w łóżeczku. Pojechał do salonu by odnaleźć tam Takano. Usiadł mu na kolanach przytulając się do niego.
- Będę grzeczny, nic nie usłyszy - obiecał mu.
Jun
- Mhm do Paryża - odparł spokojnie. - I innych miejsc we Francji.
- Dobrze - pozwolił mu się zanieść na górę, nie puszczając go ani na moment. Ucałował go mocno i gwałtownie. - Kocham cię - szepnął mu do ucha.
Jun
- Ale to jeszcze... na razie nawet daty ślubu nie mamy. Daj mi się nacieszyć narzeczeństwem...
Tomo oddawał jego pocałunki głaszcząc go po plecach i wsuwając dłonie pod jego koszulkę. Chciał go poczuć, mocno, gwałtownie, szybko. Chciał żeby go zdominował, odepchnął jego myśli od samobójczych zapędów.
Złączył ich usta w mocnym pocałunku a kiedy go wreszcie przerwał oddychał nieco urywanie.
Jun
- Tak jasne i takim właśnie gadaniem sprawiasz, że mam ochotę nie wychodzić za mąż nigdy... no bo po co Jun - wywrócił oczyma.
Tomo nabrał głębokiego oddechu, wsuwając dłonie pod jego koszulkę i drażniąc palcami jego sutki by trochę go pobudzić. Jęknął cicho kiedy ten zaczął masować jego przyrodzenie. Nie narzucał mmu swojej woli chcąc by to Takano był w pełnej kontroli jego ciała.
Jun
- Nie potrafię - przyznał smutno Tomo. - O ile narzeczeństwem to i owszem... to jakoś ślub mnie jeszcze nie przekonuje. Ja go nie znam nawet roku...
Tomo zagryzł lekko wargi czując ogarniające go podniecenie. Stłumił jęk. Wiedział że Takano lubi się bawić, ale nie wiedział że tak długo potrafi utrzymywać grę wstępną.
Jun
- Nie wiem - westchnął Tomo. - Ja po prostu nie jestem gotów na małżeństwo jeszcze - odparł spokojnie.
Skinął głową zaciskając pięści na pościeli i oddychając głęboko. Był już nieźle podniecony, ale chciał go poczuć mocniej.
Jun
- No tak, ale nie chcę jeszcze o tym myśleć. O okresie po ślubie i w ogóle... jawi mi się on jak takie... takie zniewolenie. Głupi jestem.
Tomo wyraźnie zesztywniał czując w sobie jego palec. Zadygotał lekko na łóżku zaciskając zaraz powieki żeby nie pokazać mu nieco przerażenia.
- Nie przestawaj - poprosił go, czując jego wzrok na sobie. - Przyzwyczaję się. Wiem że mnie nie skrzywdzisz - uśmiechnął się do niego.
Jun
- Pewnie tak - Tomo przytulił się do niego mocno. - Jun? Uhm kocham cię wiesz? - uśmiechnął się słabo. - Ne... chcesz posłuchać jednej z moich nowych piosenek? A jak podobała ci się piosenka Ryu?
Tomo powoli się do tego przyzwyczajał pokonując swój strach. W końcu ufał Takano. Oddychał głęboko i po kilku minutach nawet się do niego lekko uśmiechnął.
- Już jest dobrze - potwierdził.
Jun
- Wiem, wiem. Inaczej nawet nie chcę żebyś kochał - pstryknął go w nos, sięgając po gitarę i grając mu piosenkę o nieco mocniejszym brzmieniu. Po kilku minutach skończył. - Brzmi lepiej z elektryczną gitarą, ale akurat nie mam jej... zbieram na nią.
Objął go ramionami by móc go swobodniej całować po szyi, brodzie i ustach. Przytulił się do niego mocniej. Był spocony i miał lekką temperaturę ale wreszcie zaufał mu całkowicie.
Jun
- Nie wie, ale nie musi wiedzieć... bo zaraz chciałby mi ją fundować. A ja chcę sam.
Tomo patrzył na niego uważnie. Śledził każdy jego ruch. Uśmiechnął się delikatnie oblizując wargi.
- Ne... jutro zostanę cały dzień w łóżku - zdecydował chcąc pokazać że też wie kiedy o siebie zadbać.
Jun
- Lubię. Nie chcę na nim polegać finansowo. Zresztą jego byli... ciągle od niego chcieli pieniądze. Nie chcę być jak oni... zresztą to nie moj styl - brzdęknął strunami. - Ne... Jun... Takeru zaproponował mi trase koncertową jako ich backup...
- Nie przeszła - przyznał mu się wzdychając ciężko i pozwalając mu się poruszać w nim. Zacisnął wargi cicho mrucząc jedynie. Nie bolało i o dziwo nie bał się. Uśmiechnął się do niego delikatnie.
Jun
- Nie chciałem - przyznał szczerze. - Nadal nie jestem przekonany czy chcę w to dalej brnąć - przyznał szczerze. - Pomyślałem tylko, że chciałbym kiedyś spróbować na takim większym koncercie. Zobaczyć jak to jest.
Tomo objął go ramionami przytulając się do niego mocno. Zamknął oczy czując łzy na policzkach.
- Taka-chan... - wydusił z siebie cicho, pociągając nosem. Shit! Temperatura zmieniała go w płaczliwe stworzenie. - Bałem się, że się mnie brzydzisz... po tym... po tym - wydusił całując go zaraz mocno.
Jun
- To są tylko trzy miesiące i zbiegłaby się w okresie wakacyjnym, w którym Takano jedzie na swoją prywatną wyspę - wyjaśnił swobodnie. - Nie tak źle i po Japonii tylko.
- Naaprawdę? - zapytał go jeszcze cicho odczuwając już przyjemność z jego ruchów. Zamknął na chwilę oczy oddychając głęboko. Oddał się przyjemności.
Jun
- No... miałem podobną reakcję, chociaż już mnie nic nie zdziwi - przyznał z lekkim uśmiechem.
- Kocham cię, ufam ci - przyznał szczerze, całując go delikatnie w usta i po niedługiej chwili dochodząc z cichym pomrukiem.
Jun
- Kąpiel, gorącą czekoladę, możesz też mnie porysować z gorącą czekoladą jeśli chcesz - uśmiechnął się do niego muskając jego usta raz za razem. - I uhm potem na dół - dodał po chwili.
Jun
- No wiem... na współe z kumplami ale mimo wszystko co nie? - westchnął przeciągle. - On jest nienormalny po prostu - roześmiał się serdecznie. - Nie wiem... dużo, jego tata ma przecież firmę produkującą choidliwe zabawki.
- Ale zostanę jutro w łóżku, dobrze? - upewnił się ze Takano nie ma nic przeciwko. Kichnął porządnie, przytulając się zaraz do niego. - No to kąpiel raz - dodał zaraz.
Jun
- Nie wiem Jun-chan, wcale mi to nie odpowiada, ale nic na to nie poradzę, nie? - uśmiechnął się przepraszająco.
- Nie zarazisz, nie śpisz ze mną - pokazał mu język. - Na materacu pośpię, a ty w łóżku - dodał po chwili pozwalając mu się zanieść do łazienki. Ciepła woda była jak zbawienie.
Jun
- Wiem Jun-chan, już i tak jest lepiej. On wie, że ja nie lubię drogich rzeczy...
- Oj ale jak się nie zaraziłeś jeszcze, to nie dokładaj sobie. Masz o siebie dbać - dźgnął go w palec. - I nie marudź mi. - No to ty śpisz na materacu. Innej opcji nie ma.
Jun
- Mhm - Tomo spojrzał na pierścionek. - Ano mówił że obrączka będzie droższa... i nie mam nic do gadania.
- Oj nie ma mowy - chlapnął w niego wodą. - Śpisz na materacu albo na górze, żeby ci wygodniej było, ale wolałbym jakbyś spał na materacu jednak - przyznał szczerze.
Jun
- No dobra... - westchnął przeciągle, jeszcze chwilę mocno się do niego tuląc. - Ne, ne... a ty kiedy robisz oświadczyny?
- No to śpię w salonie - burknął uparcie. Takano tak mu marudzi o uważaniu na siebie a sam ma w dupie swoje zdrowie. Tak rozmawiać to oni nie będą. - Pod kocem - rzucił jeszcze.
Jun
- Hm...no tak, nie chcesz się okazać pedofilem. ALe Jun-chan... on będzie pełnoletni dopiero jak skończy 20 lat... wytrzymasz tyle?
- Yatta! - ucieszył się z wygranej i aż ucałował mężczyznę mocno w policzek, uważając by już nie kusiły go jego usta. - Kocham cię, kocham kocham - zachichotał przytulając się do niego.
Jun
- No tak, ale on cię kocha a to najważniejsze - zaśmiał się lekko. - Ryu-chan jest słodki. Na rehabilitacji jest niezły - przyznał szczerze.
- Nie zaprzeczę - pokazał mu język pozwalając mu zaraz umyć sobie głowę. Przymknął oczy z zadowoleniem.
Jun
- No tak...ale to nic takiego. Powiedziałem mu tylko, że sobie bez niego nie poradzić i że czasami walka dla kogoś dodaje nam więcej skrzydeł i odnajdujemy siłę... by walczyć i dla siebie - mruknął szczerze.
- Ja ciebie też - pozwolił mu się wyciągnąć z wody, ale sam się powycierał i przebrał w cieply dresik. - Kocham cię kocham - ucałował go jeszcze.
JUn
- Przecież biorę. Dobrze mi idzie - naburmuszył się trochę. - Staram się, moi lekarze są dumni... twierdzą że za dużo się męcze ale to nic... no i waga mi się waha.
Tomo schował się pod kołderką trochę trzęsąc się z zimna. Całe łóżko jego. Rozłożył się wygodnie niczym król, a kiedy Takano przyniósł mu czekoladę, obrzucił go wymownym spojrzeniem.
- Oby była pyszna mój sługo - pogroził mu ze śmiechem palcem przed noskiem.
Jun
- No tak, ale Takano się to nie podoba... schudłem znów - przyznał się. - No dobra nie przemęczam się mocno...
- Pozwól, że sam to ocenię - zachichotał otwierając buzię i połykając syrop na początku. Dopiero potem zaczął delektować się czekoladą. - To moja ulubiona potrawa twoja - przyznał bez bicia. - Wszystko jest dobre, pyszne nawet, ale tej czekolady nic nie pobije.
Jun
- No wiem, zawsze mnie futrowałeś - burknął Tomo. - Ale Ryu z tego wyjdzie. Zobaczysz. Nabierze ciałka - uśmiechnął się szeroko, a piekarnik dał o sobie znać. - Ah! Jun... pomożesz mi wyciągnąć blachę z piekarnika? - zapytał go zaraz jadąc w stronę kuchni. - Zrobiłem nowe bułeczki, co byś wziął do domu - uśmiechnął się delikatnie.
- Ciasto wymięka przy czekoladzie - odparł chłopak ze śmiechem pijąc ją sobie dalej z błogim uśmiechem na twarzy. - Jest przepyszna - wyszczerzył się do niego.
Jun
- Dla ciebie mam coś jeszcze - odparł na to chłopak wyciągając zapakowane mufinki. - Tak na doła - uśmiechnął się instruując go gdzie ma postawić blachę. - Musimy teraz poczekać aż trochę ostygną.
- Możesz - zgodził się, układając się wygodniej na łóżku w pozycji pół leżącej ogrzewając paluszki na kubku i sącząc dalej swój skarb. - Ona jest najlepsza na doła - uśmiechnął się do niego.
Jun
- Nie ma za co - roześmiał się chłopak.. - Cieszę się, że chociaż tak mogę cię uszczęśliwić.
- Troszczekę, takiego malutkiego. Tyci Tyci - pokazał mu na palcach wracając zaraz do picia czekoladki. - Kocham cię - mruknął cicho.
Jun
- No tak - zgodził się z nim kichając nagle raz za razem jak opętały. Pojechał do salonu nie przestając kichać. - Aaa... głupie przeziębienie.
- Pięknie - uśmiechnął się szeroko. - Na ścianę - zgodził się z lekkim uśmiechem, odstawiając pusty już kubek na szafkę nocną i kładąc się wygodnie na łóżku. Okrył się mocno kołdrą. - Zimno mi - przyznał tylko cicho.
Jun
- Dwa dni temu - chłopak kichnął raz jeszcze, odnajdując chusteczki na stole. - Ale nic mi nie będzie.
- Dobranoc - szepnął jeszcze zasypiając. W nocy tylko przybliżył się na łóżku w stronę Takano, szukając jego ręki na futonie.
Jun
- Oj no bo ćwiczyłem kotek no - wymamrotał cichutko. - No i było zimno a robiłem to na dworze.
Tomo pociągnął noskiem i schował się więc pod kołdrę już dokładnie zasypiając. Obudził go dopiero zapach robionych naleśników. Przeciągnął się lekko, zostając w łóżeczku.
Jun
- Dbam o siebie Jun-chan - puknął go palcem w policzek. - Na moje kochanie mam inne przezwiska - pokazał mu język.
- Hai, hai, sensei - wziął od niego naleśniczki i zaczął smakować pierwszego z naleśniczków. - Pyszne! - zaśmial się radośnie. - Sensei, zdaję się na twoją łaskę. Yoroshiku.
Jun
- Marudzicie oboje. Normalnie o siebie dbam. Przeziębię się i jest wielkie mi halo - wywrócił oczyma.
- Nie będę już jeździł na rehabilitację. Sam się mogę rehabilitować - odparł pewny swojego. - Mou ale nic? Zero? Nawet książki czytać mi nie wolno?
Jun
- Ale teraz niczego nie musisz mnie uczyć Jun-chan - pokazał mu język i znów psiknął, by zaraz wydmuchać nos. - Już i tak nie mam temperatury. Wczoraj musiałem cały dzień w łóżku spędzić.
- Hai hai - zgodził się na to leżenie w łóżku już nic nie mówiąc o rehabilitacji. Po jednym naleśniku odłożył resztę i opadł na podusie, okrywając się mocno kołderką. - Ne Taka-chan... pokażesz mi jakieś archiwalne rysunki swoje?
Jun
- No tak, ale on nie opuszczał tego domu i ja mam trochę ograniczone zasoby ruchowe więc miał łatwiej - pocieszył przyjaciela.
[nie mam póki co, jestem wymóżdżony]
- Naprawdę? - chłopak podciągnął się do siadu, pilnując tylko by być dokładnie przykrytym i otworzył je na pierwszym stronie podziwiając pierwsze kroki Takano na drodze do profesjonalizmu.
[dobra mam makabryczny pomysł]
Jun
Tomo wywrócił oczyma, po czym podjechał do drzwi by otworzyć.
- Zapomniałeś klu... - nie skończył widząc przed sobą ojca Juna.
- Wreszcie cię znalazłem - uśmiechnął się mężczyzna wpychając się do środka i nawet nie przepraszając. - Jun! Skarbie! - krzyknął łapiąc wózek Tomo i wykierowując go w głąb mieszkania. - Jun skarbie nie chowaj się przed tatą. Zaparz nam herbaty - poradził mu.
- A mangi rysowałeś już? - zainteresował się pokazując mu jeden z rysunków, przedstawiający jakiś tam krajobraz... może i wymyślony. - Ładnie - uśmiechnął się lekko.
Jun
Tomo skinął lekko głową ruszając do kuchni, by uspokoić swój oddech. Wstawił wodę na herbatę.
- No prosze jak ładnie go wychowałeś - uśmiechnął się szyderczo jego ojciec. - Dobrze ci dupy daje? Ile mu za to płacisz? - zainteresował się. - Sparaliżowało go od pasa w dół... hm czyżbyś miał zbyt wielkie fetysze - zarechotał obrzydliwie popychając syna na kanapę. - Nie fikaj tak bo możesz tego pożałować - warknął, siadając na kanapie naprzeciw niego. - Zanim tu trafiłem wpadłem do domu tutejszego grabarza... Amakusa - uśmiechnął się delikatnie. Jego syn ładnie mnie skierował na to wzgórze. - Dobrze cię znał. Powiedział, że pewnie jesteś u swojego przyjaciela - uniósł lekko brew. - Więc jak to z wami jest? - zapytał zaraz, kiedy Tomo wjechał z herbatami. - Oh dziękuję kochanie - pogłaskał go po włosach.
- Mogę go zatrzymać? - zapytał zaraz nie mogąc się nacieszyć tym rysunkiem. - Proszę? - poprosił go zaraz, przeglądając jednocześnie szkicownik dalej.
Jun
- Ależ ja nie zamierzam cię wykorzystywać. Zresztą zawsze otrzymywałeś zapłatę - poczęstował się herbatą, zatrzymując drugą rękę na udzie Tomo, który nie zdążył jeszcze od niego odjechać.
- Proszę mnie nie dotykać - poprosił go trochę słabo, bo jeszcze poprzednie wydarzenia mu nie przeszły i teraz przy dotyku innym niż Takano, czy Jun (jeśli chodziło o tulenie) dostawał drgawek i paraliżu całego ciała.
- Nie martw się słodziaku - mężczyzna przesunął rękę trochę wyżej. - Poszperałem trochę - spojrzał ostro na Juna. - Twoja rzekoma miłość jest znana jako jedna z lepszych dziwek Tokio wśród jego rocznika - uśmiechnął się krzywo łapiąc Tomo za krocze.
- Zostaw mnie! - chłopak podniósł głos, a zaalarmowana Jolie ugryzła mężczyznę w rękę warcząc na niego ostrzegawczo.
- Trzymaj swojego psa na uwięzi! - mężczyzna wstał z odruchu uderzając Tomo w twarz i spoglądając na Juna. - Wypadałoby byś pojawił się na grobie swojej matki - warknął na niego. - Teraz dopiero widać ile dla ciebie znaczyła. - Zamknij się pieprzony psie! - wrzasnął na wciąż warczącą Jolie.
- Nikomu - obiecał, starannie wyrywając obrazek i wkładając do swojej teczki skarbów. - Dziękuję - ucałował go w policzek, opadając na poduszki. - Jak zaczynałeś się rysować? Kiedy na to wpadłeś? Że cię to kręci hm?
Jun
Tomo jeszcze chwilę stał tam otumaniony zanim Jolie nie polizała go po ręku, przywracając mu zdrowe zmysły. Pojechał do sypialni z suczką przy sobie.
***
Mężczyzna uśmiechnął się do niego kwaśno znów popychając go na łóżko i jednym sprawnym ruchem unieruchomiając go na nim kajdankami, podsunął mu koszulę do góry.
- No proszę mój mały Jun, znów ma ten słodki przerażony wyraz twarzy. I co? Jesteśmy mocni jedynie w gębie, co nie? - uśmiechnął się wrednie zagryzając zęby na jego sutku i ssąc go porządnie.
- Mhm - czyli pasja zaczęła się bez konkretnego powodu... tak po prostu? - uniósł lekko brew, oddając mu szkicownik. - Fajnie... moja... tzn muzyka - odchrząknął. - Też zaczęła się w szkole, ale wszystko przez upartego nauczyciela... nie chciał mi odpuścić wstąpienia do chóru...
Jun
Tomo słysząc krzyk Juna zatrząsł się ze strachu i zdążył napisać tylko do Takano że ma szybko wracać bo mają problem. Ojciec Juna szybko pozbierał się z miejsca i ruszył w stronę sypialni Tomo dopadając do niej i szybko wchodząc do środka. Jolie rzuciła się na niego wraz ze szczeniakami.
- Zostaw już nas! - krzyknął na niego Tomo czując łzy na policzkach. On się po prostu bał. Wszystko byłoby inaczej gdyby mógł się obronić. - Zostaw! Wracaj do swojego Tokio i ... i sobie tam gnij!
- Taka-chan... - Tomo obrócił się na bok, by spojrzeć mężczyźnie prosto w oczy. Zacisnął lekko wargi. - Ne... Takeru zaproponował mi występy jako backup podczas ich trasy koncertowej... ona jest w wakacje - wyjaśnił szybko. - Uhm no i ty będziesz na prywatnej wyspie, a to tylko 3 miesiące i... i... pomyślałem że mógłbym spróbować... przyjąć propozycję - wyrzucił z siebie szybko bojąc się trochę reakcji Takano. - No i oczywiście po tych dwóch tygodniach z tobą. Bo trasa zaczyna się dopiero w lipcu - wyjaśnił zaraz.
Jun
Mężczyzna podniósł ręce w geście poddania się.
- Wrócę do Tokio, ale jeszcze z wami nie skończyłem - zapewnił go uderzając syna łokciem pod żebra i wychodząc z mieszkania, jakby nigdy nic.
- Nie idź za nim! - krzyknął zaraz Tomo podjeżdżając do Juna i łapiąc go za ręce. - Nie idź.
- Ale dlaczego mi nie zaufasz? - zapytał go cicho wzdychając nieco i przeciągając się lekko. - Nie wrócę do alkoholu i narkotyków. Będzie na pewno trudno, nie twierdzę że nie, ale tego nie zrobię - wymamrotał. - I nie będę sam... nic mi się nie stanie. Nie jestem dzieckiem już.
Jun
- Jun, nie! - Tomo pojechał za nim aż do drzwi dzwoniąc już na policję ale mógł zobaczyć jak ojciec Juna odpala samochód i z rozpędu wjeżdża w Juna. Chłopak automatycznie powiedział policjantowi że potrzebuje karetki i rzucił telefon na podłoge podjeżdżając do Juna. Usiadł na ziemi szukając pulsu.
- Cholera... Jun! - krzyknął na niego przypominając sobie zasady robienia resuscytacji serca. Najpierw wdechy, potem uciski. Zaczął spokojnie, odrzucając od siebie panikę. Z trudem zmusił swoje nogi do klęczenia, zaczynając masować mu serce. Błagał tylko by Karetka albo Takano szybko przyjechali.
- Taka-chan... - Tomo westchnął ciężko. Nie chciał się z nim kłócić ale nie zamierzał z czegoś rezygnować z powodu zwykłej nadopiekuńczości. - Eh więc dam ci trochę czasu do oswojenia się z tą myślą - stwierdził po prostu. - Kocham cię, ale uważam że jesteś nieco nadopiekuńczy, a ja nie potrzebuję niańki tylko faceta - puknął go palcem w czoło.
Jun
- Ja... - Tomo popatrzył za karetką, dźwigając się na wózek. Był rozdygotany. Musiał dobre pięć minut się uspokajać zanim w końcu zabrał głos. - Ojciec Juna... jest psychopatą. Zmuszał go do seksu, chciał go dziś zgwałcić... dotykał mnie i i ... i go przejechał - wydusił z siebie. - Pamiętam numer rejestracyjny...
- Yhm... wymyślisz wtedy inne powody - wywrócił oczyma jakoś nie potrafiąc w to uwierzyć. - Heh nie ważne - machnął lekceważąco ręką, bo przecież i tak go nie przekona. Obrócił się na drugi bok i przymknął oczy mamrocząc ciche 'dobranoc'. W takich chwilach uznawał związek za diabelstwo szatana i liczył na to że jego mieszkanie zostanie szybko wybudowane.
Jun
Tomo podał im numery i pokazał kierunek, a kiedy Takano wreszcie się pojawił, wsiadł mu do samochodu.
- Jedziemy do szpitala - wyjaśnił tylko zaciskając powieki żeby nie widzieć drogi.
- Dzięki - rzucił tylko przysypiając. Zmęczyła go ta rozmowa i właściwie żałował że poruszył ten temat, bo wiedział że niezależnie od opini Takano i tak to zrobi, tylko z większymi wyrzutmai sumienia, bądź większą kłótnią.
Jun
- Jun jest w szpitalu - wyjaśnił tylko. - Jego ojciec mnie dotykal, jego chciał zgwałcić... masz popsutą kanapę ale nie złość się - poprosił tylko mając nadzieję, że Junowi nic nie jest.
- Najwyraźniej przyciągam psycholi - wymamrotał cicho. - No i nic mi nie zrobił - dodał spokojnie. - Jolie mnie obroniła - uśmiechnął się nawet delikatnie. - Ne... Taka-chan a nie możesz zostać ze mną w szpitalu?
- No bo potem go potrącił samochodem - wyjaśnił spokojnie. - Nic mi się nie stało ok? - wymamrotał cicho. - I to też nie jest wina Juna, każdy ma kogoś kogo się panicznie boi prawda? Albo coś - wymamrotał. - Właściwie to pomyślałem, że możnaby poprosić... no wiesz... żeby do więzienia kolesia wsadzić i żeby już nie wyszedł.
- Jak mnie masz na oku też się takie dzieją - żachnął się trochę smutno wspominając zdarzenie z puszką - złapał Takano za rękę i ucałował go lekko w usta. - Ne ale taki mój urok, bez adrenaliny byłoby nudno - pstryknął go palcami w nosek i pojechał do sali Juna, od razu go przytulając z ulgą, kiedy tylko zobaczył że ten jest przytomny. - Martwiłem się nii-chan!
- Hej, hej... spokojnie - Tomo usiadł mu na łóżku i pozwolił sobie się do niego przytulić głaszcząc go po głowie. - Ryu nic się nie stało, jego rodzina też jest bezpieczna - ucałował go w czoło. - Twój tata siedzi... policja go zatrzymała po moich zeznaniach - szepnął cicho. - Już dobrze... - wybrał numer do Ryu i podał mu słuchawkę. - Już dobrze.
- Już dobrze - powtórzył tylko cicho chłopak odkładając telefon na szafkę. Przytulił Juna jeszcze mocniej pozwalając mu swobodnie się wypłakać. Zaczął cicho nucić ulubioną piosenkę Juna, chcąc go troszeczkę uspokoić.
[dobvranoc :*]
Tomo przytulił go mocno do siebie, głaszcząc go po głowie.
- Nic ci nie będzie, niczego nie będziesz przeżywał drugi raz - szepnął po czym uśmiechnął się lekko. - Mam - sięgnął po kupioną dla Juna czekoladę. - Ale poproszę Takano by zrobił ci gorącą czekoladę. Jest przepyszna na doła.
Takano
Tomo obudziły pyszne zapachy dochodzące z kuchni. Przetarł zmęczone oczy kichając raz za razem.
- Taka-chan? - zawołał go chcąc się dowiedzieć co pysznego się tam wyrabia, a nie chcąc łamać danego mu słowa o siedzeniu w łóżku,
- Wcale nie jestem - wymamrotał. - Ale u mojej mamy może zrobić. Ona mieszka niedaleko - zaproponował jeszcze, nadal go trochę przytulając. - Przepraszam że w domu nie byłem pomocny, trochę się bałem.
Takano
- Dziękuję - wydmuchał nos i kichnął raz jeszcze. - Co dobrego pichcisz? - zainteresował się, spoglądając na niego z uśmiechem. Jego brzuszek odezwał się potężnie.
- Wcle byś sobie nie poradził - wyszeptał Tomo. - No dobrze. Zostanę z tobą na noc - zdecydował szybko, nie chcąc go zostawiać samego.
Takano
- A tościka mogę jednego? - zapytał jeszcze znowu wydmuchując nosek. - Gardło boli - pociągnął noskiem.
Takano
- Dziękuję - szczęśliwy odebrał tosta i schrupał go ze smakiem, po czym wziął tabletkę by ją possać i opadł na podusie. - Jestem taki... - szukał odpowiedniego słowa. - ...beznadziejny taki jak chory...
Jun
- Mhm zostanę - pstryknął go w nosek, opierając głowę o jego ramię. - Tylko powiadomię o tym mamę i Takano dobrze? - upewnił się. - Przy okazji na rehabilitację pojdę.
- Złe słówko użyłem - trzepnął go podusią, chowając się zaraz ładnie pod kołderkę. - Po prostu czuję się tak beznadziejnie, tak... bez sensu...
Jun
- Załatwię - obiecał mu przesiadając się na wózek. - I zostanę. Wiem, że jesteś dorosły, ale ja chcę z tobą zostać - klepnął go w udo.
- Okazy, to ja pproszę laptopka - klasnął od razu w dłonie. - Pokażę ci jak obrabia się utwory muzyczne,albo sam to zrobię... ale to podaj mi mojego lapka proszę... tam mam programy.
Jun
- Nie musisz mnie za nic przepraszać, po prostu ciesz się mną - uśmiechnął się delikatnie. - Ja wiem i rozumiem - dodał po chwili wyjeżdżając z sali do gabinetu swojej mamy.
- Taka-chan... ja zostanę z nim na noc, dobrze? - zapytał mężczyznę. - Możesz zostać ze mną - dodał zaraz, gdyby Takano bał się go zostawić.
Przytulił się do jego ramienia odpalając komputer. Włożył od razu płytkę z surową piosenką, otwierając trzy różne programy. Powoli popracował nad piosenką, zaczynając od samej melodii, eliminując jakiekolwiek zakłócenia, przechodząc do głosu, dodając echo i inne bajery. Bawił się tak dobre 2 godziny zanim finalny produkt był gotowy do odsłuchania.
Jun
- Uhm ręcznika, może jakiegoś szamponu... Jun jest w kiepskim stanie psychicznym, dlatego zostaję.
- Nie jestem aż taki utalentowany - uśmiechnął się ale z lekką satysfakcją przyjął ciasto i od razu zaczął jeść pierwszy kawałek, zachwycając się smakiem. - Dodałeś więcej czekolady - zauważył, rozróżniając już powoli smaki. Uczył się wyczuwać niuanse.
Jun
- Dzięki mamo. Obejdzie się bez psychologa. On ma swojego... i tylko jemu ufa - uśmiechnął się do niej, wraz z miską, ręcznikami i innymi przyborami jadąc do Juna.
[dzięki... a jak Tomo wróci zero spokoju jak rozumiem xD]
Takano
- Pycha, ale czekolady z piankami nadal nie pobiło - zaśmiał się serdecznie całując go w policzek i delektując się ciachem.
Jun
- Jestem - chłopak rozpakował wszystkie rzeczy. - Zaraz ci naleję wody - dodał po chwili. - Uhm ne... bardzo będziesz zły że pośpię z tobą w jednym łóżku? No bo nie ma wolnych...
- Widzisz?! Mówiłem ci że się zarazisz - automatycznie się od niego odsunął, chowając się mocno pod kołdrę. - Ale już, idziesz wziąć ciepłą kąpiel, puchate skarpety na nogi, ciepły dres i do sypialni na górze. Spać - rozkazał mu.
Jun
- To cię zwalę za sobą... bo jeszcze dobrze nie wstaję z podłogi by dostać się na łóżko - przyniósł mu parującą wodę.
- No bo miałem gorączkę i nie myślałem tak trzeźwo - wywrócił oczyma. - Masz mi o siebie dbać. Maseczkę na buzie zakładać jak jesteś ze mną i dzisiaj śpisz na górze. Nie możesz zachorować...
Jun
- Pomogę ci - zdecydował delikatnie odbierając od niego ręcznik i powoli go namydlając. - Twój najlepszy przyjaciel - pstryknął go w nos.
Zmrużył niebezpiecznie oczy.
- Ale na 3 kochach i pod dwoma kołdrami z Jolie obok - podał swoje warunki. - Ne... mogę dostać tabletkę na gorączkę? - zapytał zaraz znów czując zimno.
Jun
- Hai, hai - uśmiechnął się do niego myjąc go sprawnie, nie omijając nawet kawałka skóry, niekiedy myjąc go dwukrotnie. Kiedy skończył pomógł mu założyć koszulę i ziewnął odrobine.
- Uhm zadzwoń - zgodził się cicho Tomo przyjmując termomentr i wkładając go sobie pod pachę. Normalnie by zaprzeczył i wykłócał się że nic mu nie jest, ale nie potrafił tego zrobić.
Jun
- Troszkę - przyznał cicho, odkładając przybory łazienkowe na szafkę i wchodząc do łóżka Juna, lekko się do niego przytulając. - Najpierw się bałem, a potem się o ciebie martwiłem głupolu... to dużo energii wymaga.
- Mhm... chyba tak - wymamrotał podając mu termometr. - No bo leże w łóżku, boli mnie gardło, ciągle kicham i zimno mi tak strasznie. Więc... żebyś się nie martwił... lepiej zapytać lekarza.
Jun
Tomo sam nie miał dobrego snu, ale obudził się kiedy Jun trafił go w nos. Automatycznie złapał go za ramiona potrząsając nim lekko.
- Jun-chan...spokojnie, Jun... już dobrze. Jego tu nie ma - pogłaskał go po spoconym policzku. - Nie ma i już nigdy nie będzie.
- Ciebie, ale nie możesz się prytulić... więc nie, nie potrzebuję - uśmiechnął się do niego dmuchając nos i wzdychając ciężko.
Jun
- Nic się nie stało - poczochrał go po włosach. - Jego nie ma, już nie wróci - powtórzył mu jeszcze.
- Ale nie będzie zła, że o taką bzdurę ją prosiłeś? - upewnił się trzęsąc się podczas zakładania bluzy i opatulając się nią. - Ciepłą herbatkę poproszę - uśmiechnął się do niego.
Jun
- Iyo... nic się nie stało. Nie martw się - włączył mu światło na szafce nocnej. - I tak dobrze nie spałem - zapewnił go.
- Dziękuję - nie ściągnął kaptura ale wziął od niego kubeczek i ciurkiem wypił calutką jego zawartość. Podsunął mu kubek pod termos z prośbą o jeszcze.
Jun
- Mhm zaproponowałbym ci normalnego, ale skończyły mi się i nie wziąłem drugiej paczki z domu. WYbacz - szepnął patrząc mu prosto w oczy.
[dobranoc]
- DObrze... - Tomo znów opróżnił cały kubek kładąc się na łóżku a kiedy jego mama weszła do pokoju uśmiechnął się do niej delikatnie. - Mama - wyciągnął do niej ręce i niczym dziecko się przytulił.
- Ok, więc na pewno mamy gorączkę. Takano nie jest dobrze, będziesz miał przez parę dni na głowie siedmio w porywie dziesięciolatka - pogłaskała chłopaka po głowie.
- Bardzo bardzo śmieszne mamuś...
Jun
- Dobrze Jun-chan - Tomo przeciągnął się lekko sięgając sobie po butelkę z wodą i wypijając ją duszkiem. - Wiesz... cieszę się, że nic ci nie jest. Powiedziałem mamie że nie chcesz tej psycholog.
Tomo nie odpowiedział. Pozwolił swojej mamie się zbadać. Kobieta działała sprawnie i już po chwili przykrywała go po samą szyję.
- Angina - zawyrokowała, wypisując recepty. - Załatwię wam antybiotyk - zdecydowała. - A ty dużo śpij - musnęła palcem nosek Tomo.
JUn
- No ja wiem... ja wiem - uśmiechnął się lekko, mocno go przytulając. - Pozbierasz się - przytaknął mu.
Prześlij komentarz