Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1601 – 1800 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Ale ja chcę sam spróbować swoich sił - poklepał go po policzkach, zaraz go całując namiętnie. - Dobrze? Jak nie będę dawał rady to poprosze o pomoc, obiecuję - przytulił sie do niego mocniej. - I takie słodkości mogą być!
- Tak jest, powiem na pewno - zapewnił go wesoło, zaciskając kciuki z radości. Wtulając się w niego przymknął oczy, słuchając jego serduszka.
- Taka-chan? Jaka jest ta twoja wyspa? Opowiedz mi o niej, proszę.
- A kominek w sypialni masz? - zapytał zaraz spoglądając na niego, kiedy już skończył sobie wyobrażać wyspę. - No i dobre fale są? - zapytał znowu. - Da się surfować? A podwodne jaskinie są? - rzucil kolejne pytanie. - No i co jak kończy wam się jedzonko? Pizzy raczej nie da się zamówić, co nie?
- Mhm - Tomo pokiwał tylko głową, chwilke milcząc po czym wzruszył lekko ramionami. - Ja surfowałem. Nawet wygrałem dwie sztuki zawodów. Mam taki puchar z delfinem za pierwsze miejsce w jednym i z gostkiem na desce w drugim - wyjaśnił z uśmiechem. - No i w Yukan są podwodne jaskinie wiesz? - zapytał, choć szczerze w to wątpił. - Pokażę ci moje dwie ulubione jak już będę chodził - obiecał mu szybko.
- Oba są u Ando... - odparł. - No bo mama jak nie miała miejsca na bzdury to wynosiła mu rzeczy na przechowanie... wieczne - zaśmiał się cicho. - Przestań... dużo rzeczy nie umiem robić... na przykład jeździć na łyżwach - zaproponował ze śmiechem. - Próbowałem, ale nie nauczyłem się - ucałował go lekko. - Mhm dobrze... nauczę! Tylko jestem wymagającym nauczycielem...
- A widzisz? Czyli też czegoś nie umiem - zmierzwił mu włosy z zadziorną iskierką w oku. - Na randki na lodowisko? Matko... to moje byłyby masakrą, jestem pogromcą łyżew... w tym złym tego słowa znaczeniu - roześmiał się serdecznie.
- A co? Już się zmęczyłeś rozmową ze mną? - zapytał go chichocząc pod nosem, bo przecież nawet starał się coś o sobie opowiadać, by Takano mógł go z każdym dniem poznawać trochę lepiej. - I będziemy leżeć większość część randki na lodzie - zachichotał. - Ale chętnie pójdę - dodał zaraz, by nie wyszło że on nie chce.
- A do kina ze mną pójdziesz kiedyś? - zapytał zaraz, mając czasem ochotę na coś takiego... zwyczajnego. Kino, kawa, spacer. Nic więcej. Pociąg stanął na stacji tuż przed ich stacją.
- Dobrze... jakiś nerwowy dziś jesteś - Tomo zmierzył go długim spojrzeniem nie bardzo rozumiejąc zachowanie mężczyzny. Przesunął się na swój pojazd i wziął na kolana torbę. - Nie martw się... jestem przy tobie.
- No dobrze, dajmy na to że ci wierzę - pokazał mu język wyjeżdżając tuż za nim, a gdy pociąg stanął czekając na pomoc w zjechaniu na peron. Kiedy już stał na pewnym gruncie pozwolił chwilę pokierować sobą Takano. - No to czekolada, czekoladki i cukierki - wymienił.
[co ty knujesz? ^^" ja lecę spać... ty też idź!]
Chłopak przejechał między regałami wybierając w końcu żelki, czekoladę Milkę i pralinki, które wręcz uwielbiał. Po chwili namysłu dołożył jeszcze dwa chlebki dyniowe.
- Chciałem się z tobą zrzucić, ale tak też jest dobrze - wyszczerzył się do niego, płacąc za swoje produkty i otwierając jedną paczkę żelek. Podsunął je Takano i sam poczęstował się jedną. Schował resztę do plecaka, wraz z tą otwartą paczką starannie zapakowaną. - No to ruszamy - nałożył na ręce rękawiczki ochronne, ruszając w stronę stromej góry.
- Bo ja mam dużo siły - odparł zadowolony z siebie z lekkim trudem zatrzymując wózek przed osunięciem się kilka centymetrów w dół. Po kolejnych dwudziestu minutach odetchnął głęboko. - Ok, pomożesz mi trochę? - zapytał w końcu czując ogarniające go zmęczenie i ból w rękach.
Tomo pilnował by nic im nie spadło, a potem przywitał sie z mężczyzną, kojarząc go z widzenia. Musiał kiedyś odwiedzić Juna czy coś. Pozwolił Takano go poprowadzić i chwilę później byli już w mieszkanku.
- Mhm ładnie tu - zauważył zachwycony.
- No dobrze... - Tomo trochę podejrzliwie na niego patrząc, ale zrezygnował z pytań tylko pojechał zgodnie ze wskazówkami do salonu, gwizdając z podziwem. Poczęstunek był zacny.
- Może to taki bonus dla przyjaciół - zaproponował Tomo, podsuwając mu swój kieliszek by nalał mu trochę wina. - Ale mało... - poprosił, choć właściwie wiedział, że Takano to wie.
- No zobacz nawet ci imponują - zaśmiał się pod nosem popijając winkiem jedzonko. - Pyszne - wymamrotał zaskoczony. - Naprawdę dobre jedzonko.
- Mhm - wymruczał tylko jedząc dalej i częstując się jeszcze sokiem z czarnych porzeczek. Przełamał on smak słodkiego deseru. - Kochanie... tu jest cudownie - oświadczył po najedzeniu się, chwytając się mocniej stołu i podnosząc się do pionu. Odetchnął głęboko patrząc na Takano. Powoli, bardzo powoli zrobił pierwszy krok w stronę mężczyzny, a trzy kroki później siedział już na jego kolanach. - Kocham cię - ucałował go namiętnie w usta.
- Wcale nie ładnie. Szedłem ten kawałek 15 minut - wzruszył ramionami, już nie wspominając, że cały czas podtrzymywał się stołu bo jakby się go puścił to na pewno by runął. Ale teraz kiedy już siedział na kolanach Takano wtulił się w niego muskając ustami jego szyję. - Jesteś najlepszy... teraz do gorącego źródła?
- Ale podstaw mi wcześniej wózek - poprosił nieco zaskoczony jego zachowaniem. Nalał sobie jeszcze trochę soku i sącząc go wpatrywał się w puste talerze, by za chwilę przesiąść się na wózek i pojechać rozejrzeć po domku.
- Widziałeś że... - Tomo nie skończył patrząc na Takano i nie wierząc w to co słyszy. Kiedy ten skończył przełknął głośno śline patrząc na pierścionek. No świetnie... i gdzie teraz był Jun, kiedy go potrzebował, co? Wziął obrączkę do rąk i przez chwilę obracał ją w dłoniach analizując plusy i minusy swojej decyzji. - Uhm ale... - spojrzał na Takano. - Jesteś pewny, że tego chcesz? Bo wiesz... ja jestem trochę... wredny i uhm paskudny i nie chodzę... i lubię czasem być sam... i nadal zamierzam mieszkać w swoim mieszkanku... i... na pewno jesteś pewny?
Poczuł gulę w gardle nie mogąc odpowiedzieć. To oznaczałoby koniec wolności, którą tak kochał. Nie był pewien czy jest w stanie z niej zrezygnować. Poza tym małżeństwa ciągle się kłócą, o bzdury ale kłócą się. Zacisnął wargi patrząc na Takano i szukając w nim jakiegoś fałszu. Przecież mógł tylko chcieć go wykorzystac, chociaż wcale w to nie wierzył. Jego psychika i natura przyprawiała go o tysiące argumentów, które miały działać na niekorzyść formalnego związku. Założył jednak obrączkę na palec i w końcu skinął głową, czując łzy na policzkach.
- Tak...
- Demo ne... - Tomo przez chwilę go nie obejmował. - Jeszcze nie teraz... nie chcę ślubu za miesiąc, ani dwa... - wyjaśnił zaraz, obejmując go lekko. W końcu chciał się cieszyć z miesiąca poślubnego, stojąc na własnych nogach, biegając... a nie siedząc na wózku. No i na ślub to on był jeszcze za młody.
Tomo ponownie skinął głową i uśmiechnął się do niego lekko.
- Jestem w szoku, a moja głowa kłóci się z moją decyzją, bo ta zabiera mi wolność - wzruszył ramionami, bo przecież wolnośc była dla niego bardzo ważna. - I nienawidzę cię za robienie czegoś takiego bez ustalenia tego ze mną, albo przynajmniej przygotowania mnie na to w sposób rozmowy o tym niezobowiązującej... nie miałem czasu skonsultować się z Junem i wyrzucić swoje argumenty przeciw ślubowi, by mógł je obalić i zapewnić że dobrze zrobię...
- Taka-chan... cieszę się że powiedział, że dobrze robisz, co nie zmienia faktu, że ja mam naturę panikarza... i panikuję kiedy mam podjąć decyzję zmieniającą moje życie, albo po prostu mam jakieś lęki to też panikuję - przypomniał mu z lekkim uśmiechem, głaszcząc go po policzku. - Więc wolę popanikować przed podjęciem decyzji, a potem podjąć dobrą... - wymamrotał. - Porozmawiam z nim jak wrócimy, ochrzanię go że mnie jakoś mentalnie na to nie przygotował mimo że wiedział. Świnia wredna - fuknął sobie pod nosem. - Nie idź palić - poprosił zaraz łapiąc go za rękę.
- Nie idź - powtórzył z większym uśmiechem, po czym skinął głową gotowy by wskoczyć do gorących źródeł.
- Ty masz swoje winko, ja mam swoje fajki. Nie narzekaj - trzepnął go w tyłek. - Nie, dam radę - uśmiechnął się zaraz sprawnie się rozbierając. - Teraz pomóc... nie wejdę tam sam - przyznał.
- Pięknie tu jest - zauważył Tomo, opierając głowę o ramię Takano. - I tak cicho, spokojnie... - szepnął. - Taka-chan? Jak byłeś w śpiączce to bardzo się bałem, że się nie obudzisz. Bardzo - wyjaśnił. - I strasznie mi ulżyło że się obudziłeś. Zostałeś ze mną - ucałował go mocno. - Dziękuję.
- Nie przerywaj mi tu przeprosinami i nie rozpraszaj mnie namiętnością, kiedy chcę ci coś ważnego powiedzieć - poprosił go po dłuższej chwili. Popatrzył na niego, znów przytulając głowę do jego ramienia. - Wtedy... nie wiedziałem jak mam żyć, za bardzo... zawładnąłeś moim światem i mimo, że... że pewnie tego nie widzisz... bo uhm ciągle mnie nie ma, bo coś robię... - wymamrotał. - To ja... ja wiem, że mam dokąd wrócić... i do kogo... i że tam jest moje miejsce. Przy nim.
- Mhm to już, teraz możesz już mnie rozpraszać namiętnością - musnął jego nosek palcem i zaśmiał się na widok miny Takano, samemu zaczynając gwałtownie go całować.
- I miałeś czego... bo jak ja już spanikuje to koniec... powiem nawet coś czego nie chcę mówić - zaśmiał się, odsuwając się trochę od niego i odchylając głowę do tyłu. Oparł ją na brzegu. Zaczął cicho nucić jakąś znaną piosenkę o miłości.
Pokręcił przecząco głową, właściwie się wcześniej nad tym nie skupiał.
- Wiesz... mam wrażenie, że ty się bardziej nad tym skupiasz niż ja - roześmiał się szerze, łapiąc go za rękę i masując kciukiem jej wierzch. - Czucie dojdzie, kiedyś... wróci.
- Trochę tak - odparł po zastanowieniu. - Mhm mi chodziło o twoje pytania o moje nogi - posłał w jego stronę delikatny uśmiech. - Jest mi tu przyjemnie - dodał z lekkim uśmiechem.
[branoc]
Tomo mu już na to nie odpowiedział. Do swoich nóg nie miał pewności. A zwłaszcza do szybkości rzekomego zaleczenia. Podejrzewał że tak szybko to nie będzie. Nie chciał jednak rozwijać marzeń Takano. Pocałował go w policzek i przytulił do jego piersi, głaszcząc go po niej. Dopiero po kwadransie zrobiło mu się trochę za duszno. Zmarszczył lekko brwi zaskoczony brakiem oddechu.
- Taka-chan... ja chyba nie jestem jeszcze w pełni sił - powiedział w końcu. - Duszno mi się zrobiło - przyznał, podejrzewając że to od gorącej wody. - Możemy na chwilę wyjść? I potem wrócić?
- Dziękuj i pezepraszaam - Tomo przyłożył posłusznie ręczniczek do czoła, ochładzając sobie trochę twarz. - Kocham cię - spojrzał na Takano, łapiąc go za rękę i przytulając do niej swój policzek.
- No bo ciągle mi to mówisz i głupio mi że ja tobie nie - wyjaśnił nadymając policzki by zaraz pokazać mu język i roześmiać się serdecznie. - Już mi lepiej - oznajmił, bo już oddychało mu się znacznie lepiej. Miał czym oddychać.
- Nie ma nic złego kotek - wzruszył ramionami. - Tylko mówisz że to dla ciebie naturalne... dla mnie nie - dodał zaraz przeciągając się lekko i podjeżdżając pod yukatę.
- Nie, jakoś... jakoś dam radę - uniósł kciuk w górę, walcząc z yukatą. Po dłuższej chwili jego upartość wygrała i założył ją związując się pasem obi i ruszając do salonu. - Takano-kun - spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem błąkającym mu się po ustach. - Mógłbym jeszcze trochę winka? Dobre było.
- Mhm yukata dodaje ci męskości - wyjaśnił to wybuchając dźwięcznym śmiechem. Nigdy nie sądził, że tak łatwo może doprowadzić Takano do zdziwienia. W końcu nic takiego nie zrobił. - Tylko troszkę. Tyle samo co do obiadku. Będę powoli sączył - obiecal.
- Pewnie że chcę - chłopak przytrzymał kieliszek w dłoniach lekko nim kołysząc by wydobyć lepszy smak.
- Naprawdę? - spojrzał na swój kieliszek uważniej i pokiwał głową w zamyśleniu. - Więc twoje zdrowie Takano-kun - zaakcentował, wypijając mały łyczek i oblizując znacząco wargi. - Pyszne.
- Kochanie ale jeśli chodzi o alkohol - Tomo odłożył na moment kieliszek na stół. - To chciałbym żebyś przystopował z tą kontrolą. Ja wiem, że mi pić nie można ale wiem też że czasem dwa czy trzy do 1/3 pełne kieliszki wina mi nie zaszkodzą - uśmiechnął się do niego, łapiąc go za ręce. - Uhm zatańczysz ze mną? - zapytał go zaraz, podciągając się na jego rękach i stając mu na stopach by mógł go podtrzymywać w pionie. - Tlko chwilkę...
Tomo wtulił się w niego mocno, jednocześnie napinając wszystkie mięśnie by móc utrzymać się w tej pozycji. Uśmiechnął się do Takano, muskając szybko jego usta, po czym wsłuchał się w muzykę, pozwalając Takano prowadzić, bo przecież i tak nie miał jak.
- Kocham cię - szepnął mu do ucha.
- Ja tylko chcę żeby ci było lżej i żebyś nie musiał całego mojego ciężaru trzymać - odparł wydymając policzki ale zaraz uśmiechnął się do niego. - No bo to wysiłek trochę duży - przyznał cicho.
- Oj no... ale chciałem z tobą zatańczyć i wiem że trochę beznadziejnie, bo w tylko się kołysaliśmy, ale dla mnie to dużo znaczy - zagryzł lekko wargi, po czym spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem. - A jak się pobawimy?
- Bo uhm... ja wyrażam swoje uczucia poprzez taniec i śpiew i muzykę - wyjaśnił cicho. Już dalej nie kontynuując póki co. Zamyślił się. - Hm... z tobą, jakkolwiek, ale z tobą - ucałował go mocno, dopijając swoje winko. - Takano-kun...
- Mhm owszem, pozostawiam się twojej opiece, yo-ro-shi-ku - musnął palcem jego nosek, całując go zaraz mocniej. - Nic, delektuję się tobą - szepnął mu do ucha. - Weź mnie - polizał go po nim. - Kochaj mnie - dmuchnął mu w uszko, dłonią przesuwając po jego piersi. - Jestem cały twój, mój panie - przygryzł bardzo delikatnie, wiedząc że Takano za tym nie przepada, jego uszko.
- Mhm w moim stanie łóżko jest odpowiednim rozwiązaniem - wyszeptał mu do ucha całując go po szyi kiedy ten przenosił ich do sypialni.
- Trochę nie mam jak kombinować - westchnął ze smutkiem, nie lubiąc kompletnej bierności. Przymknął oczy ciesząc się jego ustami i cicho pojękując czasem z przyjemności. Zacisnął dłonie na prześcieradle oddychając nieco głośniej.
- Seks z tobą jeszcze nigdy mi się nie nie podobał - uśmiechnął się do niego chłopak zakrywając oczy ręką i chwilę tylko oddychając. Pozwolił sobie na odgonienie od siebie smutku, żalu że nie może się za bardzo poruszać, a przyjemne mrowienie zaraz sprawiło uśmiech na jego twarzy. - Kocham cię.
- Mhm... kiedyś pewnie znów mnie w takiej zobaczysz - szepnął przeciągając się lekko i oczyma wręcz połykając piękne ciałko Takano tuż przed nim. Zamruczał z zadowolenia. - Wrócił mój Taka-chan - uśmiechnął się szerzej.
- A ja cię wolę takiego... mojego... kochanego... mojego - wyszeptał wzdychając ciężko. Oddychając równo ale chrapliwie. Czuł jak jego przyrodzenie się tak po prostu unosi. Wznosi.
Tomo westchnął ciężko.
- Mi nie jest potrzebny aż tak męski facet. Jesteś męski Taka-chan - zapewnił go zagryzając lekko wargę i oddychając głęboko. Był już nieźle podniecony ale nagły strach sprawił że jego członek nieco opadł. Bał się, że Takano zacznie całować go po nogach i go zawiedzie, że nie podnieci się. - Nie potrzebujesz większej męskości...
Tomo jęknął zaskoczony, kiedy poczuł palec Takano w sobie. Odchylił głowę do tyłu oddychając głośniej niż chciał, co jakiś czas mrucząc z przyjemności.
- Taka-chan... wykończysz mnie - wydusił z siebie.
- To ty marudzisz... przecież mnie nie skrzywdzissz - wywrócił oczyma. - Możesz wchodzić - szepnął, gryząc się w język by nie powiedzieć, że wiele osób już go miało bez żadnego przygotowywania, choć nie wspominał tego najlepiej. Jego pierwszy raz w tak okrutny sposób skończył się tygodniem w łóżku i dołem. Potem było lepiej. - Ale ugh... przyspiesz trochę ruchy paluszków... - polecił zaraz potem patrząc na mężczyznę z niewinnym uśmiechem. - Proszę, prosze, proooszę Takano-san!
- Ale ja już jestem gotowy, jestem, jestem - zajęczał kiedy Takano zaczął doprowadzać go do białej gorączki. Do szaleństwa. - Uhm zadziałało, co nie? - zaśmiał się mimo wszystko.
Tomo mu nie odpowiedział, tylko złapał za szyję przybliżając jego twarz do siebie i całując go namiętnie póki jeszcze miał na to siły. Odetchnął głęboko uśmiechajac się do niego szeroko, po czym przymknął oczy kompletnie oddając się falom przyjemności.
- Wiem - szepnął tylko przymykając mocniej oczy i dochodząc chwilę później. Z zagryzionej wargi popłynęła mu stróżka krwi, ale kompletnie się tym nie przejął. - Jesteś potworem - wydusił ledwo.
- Tak, moim kochanym potworem seksualnym - dopowiedział chichocząc pod nosem i ciągnąc Takano tak by ułożył się obok niego. Przytulił się do niego mocno, zamykając oczy. - Obrazisz się jak zasnę?
- No to nie, pogadamy - chłopak chwilę walczył z ogarniającym go zmęczeniem ziewając raz po raz. - O czym pogadamy? - zapytał go słuchając jego serduszka.
- Nie zawsze... w klubie nie poszliśmy - zauważył z lekkim śmiechem muskając jego klatkę piersiową ustami i okrywając ich oboje kołdrą. - Jutro pójdziemy kupić coś Yuyi i na dobry obiadek, tak? Ale może jakiś prosty... typu ramen - zaproponował, ostatnio mając na ramen niewyobrażalną ochotę.
- Nie wiem Taka-chan, to trudne pytanie, a ja jestem uczuciową plątaniną... nie wiem - wydusił z siebie patrząc na niego przepraszająco. - Na pewno twoja śpiączka uświadomiła mnie jak bardzo cię kocham... ale to nie znaczy że wcześniej cię nie kochałem.
- To dlatego nie chciałeś mi dać zobaczyć - klepnął go lekko w pierś śmiejąc się przy tym lekko. - Głupol... coś wybierzemy - ucałował lekko jego usta. - Ale nie teraz... jeszcze jest czas. Nawet roku się nie znamy...
- Mhm to dobrze... - chłopak zasnął chwilę później robiąc to nieświadomie. Nie chciał zasnąć, ale nic na to nie mógł poradzić.
Kilka dni później, w dzień przed wyjazdem Takano z jego pięknym tortem, zamówieniem dla jakiejś klientki, Tomo zaprosił Takano by ten przyszedł oglądać rehabilitację. Chłopak stanął między barierkami, łapiąc się za nie mocno i mimo że zajęło mu to 20 minut, to przeszedł cały odcinek, na końcu wpadając w ramiona Takano.
- Widziałeś? - zapytał szczęśliwy. - Widziałeś? - chciał się upewnić.
- Tak, poproszę super ekstra kostkę do gry na gitarze. Taką wyjątkową z nazwą miasta, taką pamiątkową - uśmiechnął się szeroko mocno go całując i siadając na wózku. Odprowadził go do wyjścia i mu pomachał, po czym wrócił na rehabilitację.
***
Koniec. Był zmęczony i nie wiele sił mu zostało. Udał się na przystanek czekając na autobus. To wtedy go zobaczył. Mężczyznę, którego widział już raz. Francuza. Uniósł lekko brew, kiedy ten do niego podszedł.
- Zabrałeś mi go! - fuknął na Tomo po francusku i chłopak pierwszy raz ucieszył się, że uczy się tego języka. Mógł przynajmniej zrozumieć o co chodzi żabojadowi.
- Sam jesteś sobie winny - odparł spokojnie powoli przypominając sobie odpowiednie konstrukcje. Zaskoczony Francuz przez chwilę nic nie mówił, po czym jednak wrocił do swojego planu. Uderzenie butelką w głowę nie należy do najprzyjemniejszych. Tomo stracił przytomność.
***
Obudził się w ciemnym pomieszczeniu. Było mu zimno. Spróbował poruszyć rękoma ale te były spięte kajdankami i przypięte do jakiejś rury.
- Pogięło cię?! - Tomo krzyknął na Francuza, który teraz z delikatnym uśmiechem zaświecił mu jarzącą się żarówą prosto w twarz.
- Zapłaci za to co mi zrobił - odparł chłodno mężczyzna zrywając pierścionek zaręczynowy z dłoni chłopaka. - Wyślemy mu wiadomość - uśmiechnął się szyderczo. - Hm... dam ci nawet wybór, bo nie zrozum mnie źle, nic do ciebie nie mam. Tak tylko wypadło że mi go zabrałeś, ale to jego wina. To jego chcę skrzywdzić - poklepał Tomo po policzku. - Wybór jest prosty wolisz prochy czy zabawki?
- Jesteś nienormalny. Zabawki - westchnął ciężko.
[nie... to wpływ wczorajszych sadystycznych myśli moich i doła xD]
Tomo wyłączył sobie uczucia, zakładając na siebie niewzruszoną maskę, kiedy to Francuz się nim bawił. Zaczynając od zwykłego dilda który wsunął w niego bez ówcześniejszego przygotowania i wysunął. Bawił się nim, nie zważając na to czy przyprawia mu tym ból, a niewzruszona twarz Tomo tylko go bardziej podburzała. Zdążył już w podanym adresie podrzucić Takano kasetę z kolejną wiadomością i zepsuty telefon Tomo.
- Dobra, skoro ci to nie robi, to co powiesz na to - pokazał mu puszkę coli. Chłopakowi przez chwilę rozszerzyły się oczy w przerażeniu.
- To nie wejdzie - zaczął cicho, kiedy Francuz przystawił puszkę do jego wejścia. - Proszę... - szepnął zaraz krzycząc z bólu i tylko mając nadzieję, że Takano teraz nie wejdzie i go takiego nie zobaczy. Łzy płynęły mu ciurkiem po policzkach a całe ciało drżało z wysiłku.
[eh... mój stan się pogorszył, nie ma się co przejmować, to normalne...]
Francuz zarechotał czując ból promieniujący w każdej komórce swojego ciała. Bronił się, oddając Takano raz za razem, w końcu wykręcając mu lewą rękę do tyłu.
- Ja jeszcze nie skończyłem - splunął na Takano przypinając go kajdankami do innej rury. - A teraz grzecznie patrz do końca pokazu. Potem puszczę was wolno - zarechotał znowu po czym zwrócił się do Tomo ścierając mu łzy z policzków. - Przepraszam, jak już mówiłem ty po prostu masz pecha - poglaskał go nieco, wracając do przerwanej czynności. - Fuck... debil z ciebie Kyohei - fuknął na Takano, nie mogąc pozbyć się bólu. - Zrelaksuj się - poradził Tomo. - Inaczej zaboli bardziej - zachichotał .- A ty obserwuj, zobacz co dzieje się kiedy zrywa się z kimś kto cię kocha! - wrzasnął na niego w końcu wsuwając puszkę w Tomo, przy jednoczysnym krzyku chłopaka, który aż zatrząsł się z bólu na stole i zakrztusił się własną śliną.
[yhm mam, tylko... tylko to zawsze boli :) ]
Franz go zignorował, wysuwając puszkę i gwałtownie wsuwając ją znów do końca, powodując tym samym kolejny krzyk chłopaka. Tomo obrócił głowę na bok wymiotując z bólu.
- Proszę - jęknął cicho. - Proszę... już nie - patrzył na swojego oprawcę z wyraźnym przerażeniem w oczach, a ten uśmiechnął się tylko przepraszająco i z premedytacją ponowił swój ruch.
- Popatrz Tomo-chan, udało mi się cię złamać - zarechotał patrząc jak chłopak dławi się łzami i własnymi wymiocinami. - Ale byłes dzielny, bardzo dzielny potwierdził głaszcząc go po gorącym policzku. Ból spowodował temperaturę. - Twój facet Takano, nie okazał mi strachu ani bólu aż do teraz a sporo już mu zrobiłem. Dobrze go wyszkoliłeś - zaśmiał się po raz ostatni wsuwając w Tomo gwałtownie puszkę i ubierając wreszcie swoją kurtkę. - Żegnam panów. Więcej mnie już nie zobaczycie - oznajmił chłodno wychodząc z pomieszczenia i zamykając je za sobą na klucz.
Tomo nie był w stanie mu odpowiedzieć. Cały się trząsł z bólu i upokorzenia. Zacisnął mocno powieki nie mogąc powstrzymać łez.
- Gome - wydusił w końcu siebie. - Pierścionek... - nie skończył znów wymiotując. - Do domu... Jun... - póki co nie był w stanie zebrac się w sobie by skończyć jakiekolwiek zdanie.
Chłopak wsunął pierścionek na palec i skinął lekko głową cały czas nie mogąc pozbyć się łez i bólu. W domu sam pojechał się umyć i przebrać i potem położył się na kanapie starając się uspokoić swoje skołatane nerwy. Łzy nie chciały przestać płynąć. Odmówił jedzenia czegokolwiek.
Tomo opatulił się bluzą jakby ta miała go ochronić przed złem całego świata, ścisnął w dłoni kostke do gry i popił tabletkę wodą. Nie odzywał się długo, tylko leżąc tak i cicho płacząc. Dopiero kiedy zabrakło mu łez, powoli usiadł na kanapie, krzywiąc się przy tym.
- Gome...Jun - wydusił z siebie. - Masz...dużo pracy...a ja...ja cię od niej odciągam...dla swoich zachcianek...
Tomo się jednak nie położył.
- Boję się - wyszeptał ledwie słyszalnie, nie patrząc na nikogo konkretnie. Znów poczuł łzy na policzkach. - Nikt... nikt mnie jeszcze...tak nie potraktował... nikt Jun... żaden z tamtych... nikt - wyjąkał tracąc oddech i dygocząc na całym ciele. - Nikt...nikt...
- Przestań mnie w końcu przepraszać! - krzyknął na niego Tomo wciskając zaraz głowę mocniej w Juna i płacząc cicho. - Przestań mnie przepraszać! Nie miałeś na to wpływu! Przestań - szepnął na końcu, wtulając się w Juna jeszcze mocniej. Zacisnął dłonie na jego ramionach. - Nie chcę... zeznawać - wydusił. - Nie chcę, boli wszystko i... on patrzył - jęknął głośno. - Teraz... teraz będzie ze mną... z litości - wyjąkał. - Już jest... - wszystko mu się pokręciło.
- Kocham - przyznał cicho, nie odsuwając się od Juna ale czując się troszkę bardziej swobodnie. Nie był w stanie na razie porozmawiać szczerze z Takano. Nie kiedy tak bardzo się wstydził tego jak wyglądał i co musiał Takano oglądać. - Myślałem... myślałem że mnie rozsadzi od środka - wydusił nagle z siebie. - Tak strasznie bolało i Taka-chan patrzył...bolało jeszcze bardziej. Kazał mi wybrać... to albo albo narkotyki... nie chciałem nie chciałem narkotyków.
Tomo potrząsnął przecząco głową, upijając łyk herbaty i wracając do bezpiecznych ramion Juna.
- Nie, jeszcze nie. Nie chcę... umyłem się - zapewnił go cicho. - Obiecujesz, że nie będę musiał zeznawać? Obiecujesz? I Taka-chan mnie nie zmusi? Ani mama? Jak ostatnio?
- Dlaczego? - zdziwił się trochę patrząc na mężczyznę zaskoczony. - Dlaczego przy tym byłeś? - odsunął się od niego trochę nie rozumiejąc motywu Juna, choć pewnie to jego paranoja brała nad nim górę. Udało mu się skończyć płakać i powoli uspokajał oddech.
- Uhm... gomene... za martwienie cię ciągłe... gomene - chłopak położył się na kanapie z głową na kolanach mężczyzny. Zasnął trochę niespokojnym snem, ale był zbyt wykończony by przejmować się czymś jeszcze.
Tomo przespał tak aż do wieczora, a kiedy się obudził Juna już nie było. Zostawił mu tylko wiadomość, że Tomo może do niego przyjść kiedy tylko chce i jeśli go potrzebuje wystarczy jeden telefon. Chłopak uśmiechnął się delikatnie, siadając na kanapie i przyjmując na swoje kolana Rufusa.
- Ano... - spojrzał na siedzącego na fotelu Takano, oddychając głęboko. - Uhm... - zaburczało mu porządnie w brzuchu i aż się zaczerwienił. - Naleśniki? - zaproponował cicho.
- Dziękuję - uśmiechnął isę do niego słabo, krojąc sobie naleśnika i smakując go trochę. - Pycha - pochwalił go z delikatnym uśmiechem na ustach. Zjadł aż półtora naleśnika po czym odłożył talerz na stól.
- Wyrzucisz tę kasetę co ci dał Francuz? - zapytał cicho, nie chcąc żeby ktokolwiek ją widział. Nie chciał też żeby Takano ją oglądał. Upił łyk herbaty, głaszcząc spokojnie szczeniaczka po grzbiecie. - Taka-chan... nadal mmnie kochasz? Ale tak nie z litości? Tylko tak na prawde?
- I na pewno nie muszę zeznawać? Jun powiedział, że nie ale uhm nie muszę prawda? - chciał się jeszcze upewnić sącząc powoli herbatkę. - Uhm mogę dziś spać na kanapie? - zapytał zaraz spuszczając nieco wzrok. To nie tak że się czegoś bał. Potrzebował tylko większego komfortu psychicznego.
- A uhm nie mógłbyś pospać obok w futonie? - zapytał cicho, nie chcąc by Takano odchodził aż tak daleko. A co jeśli Francuz wyjdzie z więzienia i po niego przyjdzie? Albo jakiś inny były Takano nagle się znajdzie. - Taka-chan,.. - nie wytrzymał, czując znów napływające mu łzy do oczu. - Boję się, tak bardzo się boję.
- Boję się, tak strasznie się boję - powtórzył przytulając się do niego i wtulając głowę w jego pierś. Cicho płakał. - Gomene...już więcej nie będę płakać, tylko ten raz... - wydusił z siebie.
- Obiecaj... obiecaj że nigyd... nigdy nawet nie będziesz... mnie straszył... że... że pobawisz się... puszką - poprosił błagalnie, zanosząc się nieco większym płaczem. Dopiero po dobrym kwadransie przestał płakać i otarł łzy rękawem.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego lekko, odsuwając się zaraz i opatulając mocniej kocykiem. - Ano... ne Taka-chan przyniesiesz mi metalowe pudełko z sypialni? Stoi na szafce nocnej z napisem 'it bites'
- Um jak opóźni to i tak nic się nie stanie - chłopak otworzył pudełko i wysypał na stolik wszystkie zebrane przez siebie i dostarczone mu przez jego kumpli cenne kostki gitarowe. - Ta jest z Akihibary - wskazał. - Ta z Shinjuku, ta z Ginzy - każda miała w sobie coś co mówiło o miejscu pochodzenia. - A dziś dołączyła kolejna. Mam ich już 125!
Skinął tylko głową.
- Lubię to - odparł z delikatnym uśmiechem. - Chciałbym kiedyś oblepić kostkami ścianę, albo chociaż mieć ich tyle by oblepić kartkę A3 i włożyć w artyramę i powiesić na ścianie - dodał oglądając swoje skarby. - O a ta jest stąd - pokazał mu jedną kostkę. - Dziadek... ugh tata... mi ją zrobił.
- To moja pierwsza, taka zupełnie pierwsza - uśmiechnął się do niego ciesząc się że może się podzielić swoim hobby z kimś kogo kocha. Wiedział że Takano pewnie to nie bardzo interesuje ale dla niego każda kostka miała historię. - Nie, nie musisz - odparł cicho. - Albo uhm tego co leży w grobie... musisz...
- Nie, jutro nie... w środę mam rehabilitacji, po niej możemy iść... nie chcę znowu jechać do miasta jak nie muszę - wyjaśnił cicho. - Uhm Taka-chan...a czy Jun może tu częściej wpadać? - zapytał go cicho. - Tak na kawę...albo na ciacho... albo na film... albo pogadać...
- Naprawdę może? - ucieszył się, całując go leciutko w policzek.- Dobrze ci podpowiedział - odparł z lekkim uśmiechem, patrząc na swój ozdobiony pierścionkiem palec. - Uhm dobrze, że się nie zgubił. Jeszcze byś na mnie nakrzyczał...
- Uhm... pójdziemy jakoś na kompromis - odparł chłopak opierając głowę o jego ramię. - Mogę obejrzeć NCIS? - zapytał zaraz patrząc na godzinę i szukając pilota od telewizora.
- Taka-chan... - Tomo kończył drugiego naleśnika, kiedy Takano wrócił do pokoju. Akuirat były reklamy więc oderwał wzrok od telewizora. - Ale będzie ci wygodnie na materacu? Bo bo jak nie... to uhm śpij u góry w sypialni...
- Dzi ękuję, że tyle dla mnie robisz - przytulił się do niego wracając do oglądania końcówki swojego serialu. A kiedy ten się skończył ziewnął nieco i przeciągnął się.
- Dobrze - obiecał pozwalając mu się zanieść do łóżka. Zjadł jeszcze jedną tabletkę przeciwbólową na noc i zasnął chwilę później. Takano obudziły koło 2 w nocy krzyki chłopaka. Tomo rzucał się na łóżku całkowicie spocony krzycząc przeraźliwie. Spał przy tym jeszcze.
Chłopak otworzył wreszcie oczy nabierając łapczywie powietrza. Spojrzał na Takano jakby go nie rozpoznając.
- Proszę... już nie... proszę nie chcę już, już nie. Proszę, nie rób - poprosił go nabierając wciąż łapczywie powietrza i jednocześnie ściskając jego dłoń.
Tomo zaczął się powoli uspokajać i po kwadransie znów spał, trzymając tylko cały czas Takano za rękę i nie chcąc go puścić nawet podczas głębokiego snu.
Obudziły go pierwsze promienia słońca i pulsujący ból. Nie był pewien jak dużo tabletek może zjeść więc tylko zszedł na wózek i pojechał do salonu a z tamtąd na taras by wypalić trochę fajek.
- Ohayo - przywitał się z nim tylko kończąc palić kolejnego papierosa i wyciągając następnego, ale zawahał się zanim go zapalił.- Taka-chan... myślisz że mogę dostać tabletkę przeciwbólową? Czy to już podchodzi pod uzależnienie?
- Dobrze - schował papierosa do pudełeczka i wrócił z nim do domu, jadąc za nim do kuchni. - Sok pomarańczowy i grzankę - zażyczył sobie uśmiechając się szeroko.
- Przepraszam... nie chciałem cię obudzić - zawstydził się wyraźnie swojej niemocy. Przecież nei chciał mu go przestraszyć czy cos. No i nawet nie pamiętał tego co działo się w nocy.
- Uhm... Taka-chan gome... ja nie pamiętam - przyznał cicho, z wdzięcznością przyjmując tabletkę i popijając ją sokiem. Zjadł też trochę tosta. - Nie pamiętam...
- Ale przez pewien czas będę miał koszmary i ty będziesz cierpiał... ja tak nie chcę - naburmuszył się, wcinając swojego tosta dalej. - No zjem go, zjem - obiecał.
- Uhm... - Tomo nie wydawał się przekonany ale już nie protestował usiadł naprzeciw niego sącząc sobie soczek. - Odwiedzę dziś Juna, dobrze? - upewnił się że Takano nie ma nic przeciwko.
- Yhm ok - chłopak nie powiedział nic więcej tylko uśmiechnął się do niego lekko i dopił swój sok. Tabletka chyba zaczynała działać bo nie czuł już tak bólu.
- Nie wiem czy rozumie mnie lepiej tylko uhm... zna mnie trochę dłużej i - wzruszył ramionami. - I... to uhm nie przy nim... to nie... - zagryzł mocno wargi. - To nie on... nie patrzył... nie.... - zakrztusił się i postanowił nabrać kilka głębokich oddechów. - Ja... jak patrzyłeś... to bolało jeszcze bardziej... - przyznał.
- Uhm dobrze - obiecał tylko, już nie chcąc się kłócić. Nie mając siły się kłócić. - Taka-chan... ale jak poczuję się lepiej to nie będziesz wszędzie za mną łaził - ostrzegł go.
Tomohisa westchnął ciężko.
- Co oznacza, że przez ten czas pożremy się tysiąc razy - westchnął, bo nie zamierzał ciągle być niańczony i miał zamiar przyspożyć Takano trochę bólu głowy. Nie teraz bo nie czuł się na siłach ale za tydzie, dwa to i owszem.
- Zniosę tydzień, dwa... ale potem powiem ci bujaj się - wyjaśnił spokojnie by przedstawić sprawę czysto. - I się wyprowadzę - dodał po chwili. - Więc nie będziesz miał jak mnie nadzorować. Kotek ja wiem że się boisz... ja też się boję, bardzo... ale nie możesz mnie tak bronić. Bo to już może nie być obrona tylko więzienie.
[dobranoc[
[odpisałem ci? wydaje mi się że odpisywałem...]
[chamstwo z beretem...]
Tomo westchnął ciężko patrząc na niego spode łba. Wywrócił oczyma przeciągając się lekko.
- No to będziemy mieli problem - oznajmił prosto z mostu. - Nie teraz...bo teraz nawet jestem wdzięczny że mnie odprowadzisz, ale nie sądzę bym pozwolił ci się odprowadzać za każdym razem - dodał spokojnie, kończąc swoje śniadanko. - Dziękuję było pyszne - uśmiechnął się podając mu naczynka. - PÓjdę się umyć.
Tomo wrócił odświeżony i ubrany.
- Tylko nie szalej z modelem... chcę mieć go prostego i łatwego w obsłudze - poradził mu z delikatnym uśmiechem.
- Zupełnie inny, jakiś fajny - stwierdził wesoło. - Zdaję się na twój gust - uśmiechnął się do niego szeroko, wciągając na siebie jego bluzę i wyjeżdżając z domu.
[tell me if you didn't get it so I can write it one more time]
- Wyprałem ją niedawno - sprzeciwił się tak jawnemu oskarżaniu go o wkładaniu nieświeżej bluzy. - Ale nadal pachnie tobą, daje bezpieczeństwo i jest cieplutka i duża. Same plusy - wymienił nawet się nad nimi za dużo nie zastanawiając. Tak uwielbiał tę bluzę.
- Dam - pozwolił mu skraść sobie buziaka i zapukał do mieszkania Amakusów zastanawiając się, czy go nie wygonią. Zawsze miał ten sam problem, w duchu modląc się by nie zastał Keia, z którym nadal nie do końca dochodził do porozumienia. Odprowadził wzrokiem Takano, a kiedy drzwi się otworzyły westchnął ciężko.
- Cześć... jest Jun? - zapytał mężczyznę.
- Nie, akurat teraz jest w szpitalu u Ryu, ale wchodź, powinien niedługo wrócić - Kei zaprosił go do środka.
- Hej - uśmiechnął się do niego, kończąc swoją herbatkę i głaszcząc łaszącą się do niego psinę Ryu. - Przyszedłem cię odwiedzić - wyjaśnił spokojnie. - Pomyślałem, że może masz lody - dodał zaraz tarmosząc psinę po łebku.
- Waniliowe, czekoladowe i karmel - zdecydował się na taki zestaw, przeciągając się lekko. - Nie chciałem beczeć w poduszkę... i dołować się w mieszkaniu - wyjaśnił spokojnie. - Ne... pomożesz mi wejść na górę, prawda? - westchnął zauważając, że schody będą na pewno stanowiły przeszkodę.
Tomo skinął głową, po czym wzruszył lekko ramionami i podrapał się po głowie, pozwalając psince polizać się po policzku.
- To nie tak, że nie chciałem ryczeć w jego pierś... tylko - odetchnął głęboko. - Tylko... ja po prostu wiem, że on ma wyrzuty sumienia i w ogóle... nie chcę mu ich powiększać - wyjaśnił spokojnie. - A noc... - wypuścił ze świstem powietrze. - Nie pamiętam... ale Taka-chan mówił, że strasznie krzyczałem, a potem go nie poznałem...
- Ciebie mi przypomina - przyznał szczerze, wjeżdżając do kuchni. - Jeszcze czekolada na wierzch - poprosił zaraz z lekkim uśmiechem. - Nie przeprasza już. Wiem, że to wszystko jest normalne - przyznał zaraz. - I to że chce mnie odprowadzać i łazić za mną wszędzie, bym nie musiał chodzić sam aż do momentu aż wstanę z wózka i będę mógł się obronić też, ale... będziemy się tu żreć - zauważył wzdychając ciężko. - I się od niego wyprowadzę jak tylko pogodzę się z dziad....tatą.
- Ja mu powiedziałem, że pierwsze dwa tygodnie to nie problem, a później zaczniemy się żreć, bo na razie uhm sam nie chcę wychodzić - przyznał szczerze. - A...i Taka-chan prosił żebyś mnie potem odprowadził. Przepraszam za kłopot - dodał na jednym wydechu.
Ja mu powiedziałem, że pierwsze dwa tygodnie to nie problem, a później zaczniemy się żreć, bo na razie uhm sam nie chcę wychodzić - przyznał szczerze. - A...i Taka-chan prosił żebyś mnie potem odprowadził. Przepraszam za kłopot - dodał na jednym wydechu.
- Noo...wątpliwe - uśmiechnął się biorąc swój pucharek lodów i przez chwilę tylko je wcinając. - Pyszne - zauważył z lekkim uśmiechem. - Boję się trochę i nadal wszystko mnie boli - przyznał szczerze. - Uhm ja... się też trochę nienawidzę - nieco się zatrząsł trzymając mocniej pucharek z lodami. Znów przerwał by zjeść trochę poprawiaczy nastroju. - Uhm bo go błagałem... żeby przestał...
- Uhm tylko ja nie chciałem mu dać satysfakcji, starałem się bo przecież potrafię znieść dużo bólu - zauważył cicho. - Ale tego się nie dało - poczuł słone łzy na policzkach, ale szybko je starł. - Nie dało się Jun - powtórzył cicho. - Ale zawsze będziesz mistrzem lodów... - dodał patrząc na swój do połowy pusty pucharek.
Wydmuchał nos i otarł łzy, po czym pokręcił głową. - Nie, ja... ja już nie chcę płakać - przyznał cicho. - Tylko czasem one same płyną... zdradzieckie łzy - westchnął ciężko. - Ale zawsze mi twoje lody pomagały - odparł uśmiechając się lekko. - Tak samo jak czekolada z piankami Takano... i jego ciasto czekoladowe. To najlepszy zestaw na doła. Poza twoimi lodami.
- Wczoraj się już wypłakałem... zresztą widziałeś - uśmiechnął się słabo wcinając lody dalej. - Na pewno go poproszę - uśmiechnął się lekko. - A właśnie... miałem cię ochrzanić za knucie za moimi plecami. Też mi przyjaciel - prychnął. - Prawie mu NIE odpowiedziałem, na propozycję małżenstwa. To była pierwsza myśl 'boże nie!'
- Przestraszyłem? Spanikowałem Jun! Ja mu zadałem chyba tysiąc powodów dla których nie powinien za mnie wychodzić zanim sią zgodziłem - wymamrotał cicho. - To był koszmar.
- Niespodzianka była całkiem fajna, tylko... ja myślałem że zawału dostanę no - wybuchnął kończąc swoje lody. - Dobrze, że chociaż posłuchał cię z pierścionkiem - wymamrotał oglądając go z lekkim uśmiechem. - A... nie chwaliłem się jeszcze... już przechodzę całą drogę 6 metrów w 20 minut - uśmiechnął się szeroko. - Trzymając się mocno.
- Ślub najprawdopodobniej w stanach - mruknął. - Rolę świadka dostaniesz, nie ma opcji żebyś nim nie był! - trzepnął go lekko w kolano, czując się jak u siebie i owijając się trochę kocem bo zrobiło mu się zimno. - Ale ślub to jeszcze... najpierw muszę stanąć porządnie na nogi, a potem będziemy myśleć o ślubie - dodał. - O... ajak Ryu wyjdzie to będzie musiał do mnie wpaść. Obiecałem go nauczyć piec bułeczki.
- Jeszcze nie rozmawialiśmy o ślubie, ale raczej bez świadków ślub się obyć nie może - uśmiechnął się lekko. - Zaproszę was obu na kawę to wtedy z nim porozmawiam - uznał że to najlepsze wyjście będzie.
- O tym też jeszcze nie rozmawialiśmy - odparł szczerze, bo nawet o tym jeszcze nie pomyślał. - Ano ne... a co jeśli żadne nie będzie chciało przejąć nazwiska drugiego? - zapytał po chwili. - Mogę najwyżej zrobić dwuczłonowe - mruknął cicho. - Matko i widzisz? Same problemy ze ślubem...
[dobrano, miłej nauki jutro :P]
- No bo to prawda - warknął na niego. - A może Jun Amakusa, co? - zaproponował unosząc lekko brew. - Same problemy z wychodzeniem za mąż. Przecież to powinna być tylko formalnośc, a nie...
- A co jeśli Ryu nie będzie chciał twojego nazwiska, hm? - zapytał unosząc lekko brew. - Zmusisz go do niego? - uśmiechnął się pod nosem. - A widzisz? To wcale nie jest takie proste!
- Jun... nie chcę na razie o tym myśleć - przyznał szczerze. - Nie chcę nam dokładać kolejnej kłótni - dodał wzdychając ciężko. - No bo on jest samiec, taki jak ty... kontrolujący i na pewno nie będzie chciał myśleć o przejmowaniu mojego nazwiska, bo dla niego to jasne jak słońce że ja przejmuje nazwisko. Tylko że ja wcale nie chcę tego zrobić - odparł spokojnie wzruszając ramionami. - WIęc znów się pożremy i pewnie znów wyląduje u ciebie z płaczem, a potem mu ustąpię, bo mi powiesz że to głupie i w ogóle.
- Nawet mi o tym nie wspominaj, to było straszne Jun - westchnął ciężko chłopak przymykając oczy. - Uhm mogę dostać herbatki? - zapytał go czując łzy pod powiekami i nie chcąc się rozklejać przy przyjacielu. Jednak cały czas w nim siedziała wczorajsza sytuacja i nie mógł się tego pozbyć.
Tomo skinął tylko głową naciągając na siebie kaptur bluzy. Rozpłakał się cicho starając się jak najszybciej przezwyciężyć swoją słabość. Kiedy Jun wrócił jeszcze dłuższą chwilę się nie odzywał ocierając łzy.
- Dzięki - przyjął od niego herbatkę.
Tomo potrząsnął przecząco głową ale łzy zdradziły go za szybko. Wtulił się w JUna mocno i rozpłakał jak małe dziecko. Płakał długo, ledwie mogąc nabrać powietrza pomiędzy kolejnymi falami, a kiedy skończył ich herbata była już letnia. Nadal nie odsuwał się od Juna, który w tym czasie zdążył go wziąć na kolana, żeby mu było wygodniej.
- Przepraszam Jun... ale to naprawdę boli... ale ty to wiesz... ty to wiesz, prawda?
- Nie, dziękuję. Taka-chan pilnuje mnie z tabletkami. Już rano jedną dostałem - uśmiechnął się lekko. - Bo tak bolało, że wypaliłem pół paczki papierosów - przyznał cicho, nadal się do niego przytulając. - Nie jesteś na mnie zły? Że tak się tulę?
- Wziąłem rano, ale znów zaczyna boleć - przyznał cicho. - Ale wytrzymam bo jeszcze aż tak nie boli - wtulił się w niego. - Uhm Jun? Jak on wyjdzie... jak on wyjdzie to... to co ja zrobię? - zapytał go trochę blednąc na twarzy.
- Uhm postaram się pokonać strach - obiecał mu, ale na razie cały się trząsł na myśl, że Francuz znów będzie na wolności i będzie mógł swobodnie tu przyjechać. - Dziękuję że jesteś... ty i Taka-chan... dziękuję.
- O nie... a jak nadal tu są? Wszystko widzą? - natychmiast otarł łzy prostując się na wózku. Odetchnął głęboko wypijając herbatkę aż do dna. - Uhu... to twoje hm zabawianie się ze sobą też? - zapytał parskając śmiechem. - Chciałbym to zobaczyć.
- Mhm a właśnie... jak z tym teraz będzie? - zapytał spoglądając na niego. - Kiedy kolejne podejście? - zainteresował się. - No i... z Ryu już lepiej co nie? Wraca do szkoły?
- Uo... rozmawialiście o tym chyba, co? - uśmiechnął się lekko. - Dobrze że zmieniasz taktykę, będzie teraz łatwiej, na pewno - zapewnił go klepiąc go po kolanku.
- Jestem z ciebie dumny Jun-chan - przytulił go lekko. - Że tak zwalniasz... uhm Taka-chan pewnie też będzie musiał to zrobić - westchnął ciężko. - Naucz Ryu co to jest sztuka kochania. Powoli i bez pośpiechu.
- Pewnie tak... uhm wczoraj eh poprosiłem Takano by nawet nie straszył mnie, że zrobi mi coś... puszką - zagryzł wargę. - Nie powinienem tego robić... myślę że go tym zraniłem - westchnął cicho. - Ale... ale... uhm nie mogłem...
- Ale nie przeszkadza mi, jak mnie przytula. Chętnie się do niego tulę - dodał po chwili. - Um bo to nie jego wina była, co nie? - uśmiechnął się lekko. - Ne... będę się zbierał do domku - zdecydował po chwili patrząc na zegarek. Za długo już zabalował i nie chciał Junowi tak długo zawracać głowy. - Uhm nadal mogę dzwonić jakby co? - zapytał cicho. - No i ... powpadasz do mnie czasem? Bez zapowiedzi czy coś?
- Dziękuję, zawsze umiesz mi trochę poprawić humor - odparł z lekkim uśmiechem. Pozwalając mu się znieść na dół i żegnając się z pozostałymi domownikami. Pozwolił nawet Junowi pchać swój wózek. - Ne Jun? Kiedy jedziesz do Tokio?
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Pytam z ciekawości... nie lubię jak cię nie ma blisko - przyznał szczerze. - To znaczy... eh no nie lubię, bo ciągle myślę że znów znikniesz bez zapowiedzi.
- Po prostu mi obiecaj że następnym razem chociaż się pożegnasz, a nie... znikniesz bez śladu, ok? - upewnił się kładąc dłonie na koła by pomóc mu pchać wózek.
- Hai, hai onii-chan - posłusznie zabrał ręce kładąc je na kolanach i pozwalając mu prowadzić. - Ne Jun... wpadniecie na ognisko? - zapytał zaraz. - Zaproponuje je Ryu jak będe akurat w szkole...
- Jeszcze nie proponowałem go Takano, ale myślę że się zgodzi. Tak żeby zaprosić jego rodzinkę, moich przyjaciół i może mamę i dziadka... i zrobić u nas ognisko, pośpiewamy będzie grill - zaproponował. - Takie przyjazne - uśmiechnął się delikatnie. - No i jak się Ryu zrobi chłodno będzie mógł zawsze wejść do domu.
- W szpitalu też - odparł zgodnie z prawdą. - A w domu... heh zależy od nastroju. No i przy Takano czasem się nie da, za bardzo rozprasza. Nie mam swojego kąta - przyznał ze śmiechem. - To wpadniesz na takie ognicho z Ryu, prawda? - upewnił się.
- Gram mu, gram - uśmiechnął się lekko, przejmując 'stery' nad wózkiem. - Ale gram mu już jak coś skończę... wiesz ty sam narzekałeś jak 'brzdękoliłem' jak to ładnie nazywałeś - roześmiał się. - Uhm dam radę, dam - westchnął ciężko. - Nie jestem małym dzieckiem. Przecież Taka-chan zaraz wróci - uśmiechnął się do przyjaciela.
- Okaeri! - odkrzyknął mu Tomo z salonu, zsuwając słuchawki z uszu i odkładając gitarę oraz nuty, gdzie też komponował piosenkę. Jolie zaszczekała z niezadowoleniem i pobiegła do drzwi obwarczeć Takano.
- Nie szkodzi - pokręcił przecząco głową. - Jolie chyba lubi jak siedzę z gitarą... od razu położyła się obok mnie z łebkiem na łapkach słuchając - uśmiechnął się delikatnie otwierając pudełko z telefonem. Zaczął od instrukcji obsługi. - Nie wygląda na aż tak skomplikowaną - przyznał.
- Jakich? - z wielkim uśmiechem przyjął zawieszkę i ucałował go w usta w podzięce, zaraz montując ją do telefonu. - Pokaż proszę - podał mu telefon by mógł mu wszystko zademonstrować. Jak wiadomo najlepiej uczyło się od kogoś kto pokazywał.
- Mhm fajne - przyznał szczerze odbierając mu telefon by zaraz zacząć się nim bawić. - Uhm Taka-chan... gomene - szepnął po dłuższej chwili. - Za wczoraj... że cię o takie rzeczy prosiłem...
- Kocham cię, strasznie mocno - przytulił się do niego, i chwilę nic nie mówił bawiąc się telefonem i wyprobowując parę muzycznych aplikacji. - Mhm ale wolę prawdziwą gitarę - przyznał po chwili. - Więcej zabawy i klimat - uśmiechnął się do siebie. - Ne... zrobisz mi czekoladę z piankami? - zapytał cicho.
[dobranoc :)\
- Ale, ale, ale nie teraz! - złapał go szybko za rękę i pociągnął z powrotem na kanapę. Przytulił się do niego lekko, nadal bawiąc się telefonem, by całkowicie go rozpracować. - Mhm pooglądaj sobie tv albo coś... tylko nie idź. Dobrze mi tak przy tobie - ucałował go w brodę.
Słuchał go uważnie, od czasu do czasu zerkając na ekran telewizora i odrywając się od wykonywanej czynności.
- Naprawdę? A co to będzie? - chłopak wyłączył myślenie 'francuskie', bo był zbyt skupiony na telefonie, ale teraz wrócił wzrokiem do telewizora.
- Ale druga wersja ciasta jest lepsza - zaśmiał się całując go lekko w policzek i chwilę oglądając program razem z nim, zanim wrócił do telefonu. - Cieszę się Taka-chan, bo to duuuży sukces - uśmiechnął się jeszcze do niego.
- Pewnie że tak, wszystko mi tam pokażesz... tylko tylko nie chcę wiedzieć gdzie mieszka Franc... i wolałbym go nie spotkać - dodał ciszej, zaraz jednak przytulając się mocniej do mężczyzny.
- I odwiedzimy twoje ulubione miejsca? Ja bym chciał pójść do dobrego sklepu z czekoladą. Tam mają podobno jedną z najlepszych... - oznajmił z lekkim uśmiechem. - Zaprowadzisz mnie?
- To mi zaplanujesz pełen wrażeń tydzień...albo dwa w Paryżu - uśmiechnął się do niego szerzej, osuwając się trochę na kanapie by położyć się z głową na jego kolanach. Przymknął oczy głęboko oddychając. - Pomyślałem...że moglibyśmy zrobić takie ognisko i grilla - rzucił swobodnie. - No wiesz zaprosilibyśmy twoich przyjaciół, albo rodzinkę twoją...albo i przyjaciół i rodzinkę i moich przyjaciół i rodzinkę - rzucił tylko. - Tak za dwa trzy tygodnie?
- Ale miesiąc w samym Paryżu? - spojrzał na niego. - Chciałbym zobaczyć też inne miasta Francji - wymamrotał, no bo skoro już mieli tam lecieć to trzeba to wykorzystać do maksimum. Uśmiechnął się delikatnie do niego ciesząc się, że jego pomysł został zaakceptowany. - Tylko Yuye też weźmiemy dobrze? Ja go potem położę spać czy coś, ale dla niego to pewnie będzie frajda, takie ognicho - uśmiechnął się lekko. - To też zaproszę swoich przyjaciół. Poza Junem i Ryu oczywiście...
- Nie obrażę - ucałował go delikatnie uśmiechając się szerzej. - Przecież wiesz, że możesz pić - pogłaskał go po policzku. - Tylko niech mnie nie namawia nikt - poprosił go, bo nie wiedział ile będzie w stanie odmawiać. - Monako? Brzmi super - przyznał rozmarzając się na ten temat. - Ale Luwr odwiedzimy prawda? Chciałbym zobaczyć tę galerię...
- Nie musisz tak bardo, ja sobie radzę z pokusami - uśmiechnął się lekko siadając wreszcie i przeciągając się. - Kocham cię wiesz? - zapytał go cicho. - Czekoladkę poproszę, z piankami... koniecznie z piankami - uśmiechnął się zaraz szeroko. - Widziałem że kupiłeś żeby zrobić... skąd wiedziałeś? - zapytał go ciszej, przytulając się mocno do niego.
- Po prostu już troszkę mnie znasz - musnął palcem jego nosek, po czym puścił go i zawołał do siebie Jolie, biorąc na kolana gitarę. Psinka od razu rozłożyła się wygodnie, słuchając brzdęczenia strun i ruszającego się po kartce ołówka. Chłopak już tak się przyzwyczaił do komponowania z Jolie, że teraz lepiej mu to szło.
Tomo jeszcze chwilę brzdąkał, w końcu odgrywając dłuższy kawałek i nucąc dalej melodię na głos, by zapisać kolejne akordy póki pamiętał. Kiedy skończył zwrotkę odetchnął głęboko.
- Chcę stworzyć kołysankę dla Yuyi, taką balladę o dziecku które miało marzenia i mimo przeciwności losu dążyło do ich realizacji. Nie poddawało się i w końcu otrzymało za to nagrodę - uśmiechnął się delikatnie pokazując Takano wstępne słowa. - One będą jeszcze zmienione... to taki szkic.
- Pewnie, że dam ci posłuchać, ale dopiero jak skończę - pokazał mu język, zaglądając mu przez ramię tak sobie. Upił łyk czekolady delektując się nią. - To na kiedy zapraszamy? Bo chcę też paru zaprosić - oparł głowę o jego ramię.
- No to... Juna znasz - zauważył tylko. - Przyjdzie z Ryu, Ryu znasz... będzie jeszcze pewnie Alex, bo i tak miał przyjechać by mi marudzić o kolejnym singlu. No i chciałem jeszcze zaprosić Keiichiro i Takuye. Oni mieszkają tutaj blisko i są moimi kumplami z liceum. Jeden z chóru, a drugi to surfer... zawodowy. Takuya był na ostatnim turnieju w Australii. Został wicemistrzem - zaczął tak z grubsza opowiadać, znów pijąc swoją czekoladkę.
- To znaczy? Jak nabijać? - chciał wiedzieć, krzywiąc się nieco, bo ból zaczynał się robić nieznośny. Postanowił jednak jeszcze nic o tym nie wspominać. - Przecież sobie poradzę jakoś.
- Twoi znajomi i twoja rodzina to są po jednych pieniądzach, wiesz? Wszyscy z tymi pieniędzmi - westchnął przeciągle, opierając się wygodniej o oparcie kanapy. Dopił swoją czekoladkę, oddając mu pustą szklankę.
- No dobrze, a ilu ich przyjedzie? Mamy tyle pokoi by ich przenocować? Yuya pójdzie spać wcześniej, położę go dobrze? - uśmiechnął się lekko, chciał chłopcu zaśpiewać do snu. - A potem do ws wrócę - obiecał. - Ah... i Ryu może kursować od domu na dwór i z powrotem. Ma osłabioną odporność i nie może być za długo na dworze. - wyjaśnił dwa pierwsze założenia które przyszły mu do głowy.
- Ale teraz już cię zrozumiem! Chcę sprawdzić moje nowe umiejętności w sytuacji życiowej - puścił do niego oczko, ponownie kładąc się na jego kolankach. Zamknął oczy by skupić się na sobie i odrzucić ból. Czuł że łapie go lekka temperatura. - Taka-chan... - westchnął cicho. - Uhm boli, strasznie - przyznał w końcu, uznając że Takano i tak zauważył bo był całkowicie spocony.
- Dziękuję, przepraszam że tak szybko - wyszeptał popijając tabletkę, okrywając się kocem i ciągnąc znów Takano na kanapę, by oprzeć głowę o jego kolanka. Z nim czuł się tu dobrze.
- A cieszy się bo będzie moim świadkiem, no i Ryu wyszedł ze szpitala i chodzi o kulach już więc jest duży postęp. Jeździ do Tokio do pracy, no i będzie powoli pokazywał Ryu co oznacza kochać.
- No tak powinno być. Tylko wybierz jakiegoś fajnego - zachichotał. - Dla mnie bratem jest Jun... więc on będzie - dodał. - No i zaakceptował cię - ucałował go lekko.
- Pół na pół, a jak... bilety nam odchodzą bo twoj tata już je nam sprezentował - zauważył wzdychając ciężko. - No i na miesiąc miodowy pewnie zarobimy z prezentów, bo twoja rodzinka sobie nie odpuści - dodał chichocząc pod nosem. - Tort nam zrobisz więc koszta jakby robienia odchodzą. A resztą się podzielimy jakoś. Ja nam mogę załatwić darmowego muzyka... Alex chętnie mi kogoś wynajmie albo weźmiemy tego drugiego (zonk nie pamietam jego imienia xd)...
- Będzie spokojna, o to się nie martw. Takeru nie gra samej takiej... zresztą cholerka sam im piszę muzykę to wiem - pokazał mu język. - Niech będzie... garnitury są twoje - skapitulowal widząc jak się cieszy, już nie chcąc wspominać że myślał, iż te ciuchy które już mu nie dawno kupił wystarczą. - Yuya jedzie musowo, więc pewnie że tak. Byloby fjnie jakby nieśli...
(to zostaje Takeru... muszę zacząć imiona zapisywać xd)
- Wiem, wiem... ale do tej przymiarki to jeszcze prawda? Przytyć trochę muszę - zauważył wesoło. Nie wspominając o problemie z nazwiskiem. Jeszcze go poruszać nie chciał.
- Słoneczko, ale ty nie musisz niczego przypakowywać - oświadczył mu całkowicie poważnie, muskając ustami jego brodę. - Nic a nic. Jesteś kochany taki jaki jesteś.
- Musisz, nie masz innego wyjścia - zachichotał wesoło, przytulając się do niego mocno. - Ne... pójdę wziąć ciepłą kąpiel, dobrze?
- Może coś bym zjadł... frytki na przykład - zaproponował od razu salutując mu i jadąc w stronę łazienki. Po drodze zaopatrzył się jeszcze w swój dresik i ręcznik, by wjechać do łazienki, napuścić wodę do wanny i od razu się w niej zanurzyć.
Tomo pojawił się w salonie pięć minut później wyciągając zaraz łapki do Takano i domagając się wzięcia na kolanka. Umyty i pachnący.
- Mhm pachną cudnie - uśmiechnął się szeroko biorąc kilka frytek i częstując nimi Takano, zanim sam zjadł pierwszą.
Tomo jeszcze męczył frytki, mając w misce całą połowę. Uśmiechnął się do niego przepraszająco.
- Pomożesz mi troszkę? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Oj ale mój żołądek powiedział mi że jak więcej zjem, to pójdę do łazienki zwymiotować, więc poczekałem żeby tę katastrofę wykluczyć - odparł muskając jego nosek palcem. - Mhm spać idziemy - dodał nagle stając się nieco niepewnym. - Ogarnięty, podoba się, dobra robota z wyborem - ucałował go mocno.
- Śpij ze mną - szepnął nie chcąc mieć wyrzutów sumienia za kolejną noc wyganiania Takano na materac. Posunął się na łóżku, obracając się na bok. - Pośpiewasz mi? - zapytał go jeszcze zamykając oczy by spróbować zasnąć.
Tomo rozluźnił się odrobinę zasypiając dość szybko. Tym razem pozwolił Takano odpocząć aż do czwartej nad ranem, zanim obudził go krzykami. Znów rzucał się na łóżku, krzycząc i zaciskając pięści na ręce Takano.
Wybudził się szybciej niż dnia poprzedniego, nabierając szybkich ale głębokich wdechów powietrza. Patrzył na Takano tym razem już nie myląc go z nikim innym. Długo tylko nie mógł się uspokoić.
- Zabierz to, Taka-chan... proszę - prosił go raz za razem.
- Nie zostawiaj mnie, nie zostawiaj - poprosił go chowając się w jego klatce piersiowej, przełykając słone łzy. Tak bardzo bał się wrócić do snu.
- Nigdzie nie idź, nie zostawiaj mnie - powtarzał jeszcze dobrą godzinę zanim wreszcie przestał płakać a i drgawki na ciele powoli ustępowały. Nadal się do niego tulił ale już nieco lżej. - Przepraszam - szepnął w jego koszulkę.
- Ale budzę cię niepotrzebnie... i potem już nie możesz zasnąc przeze mnie. Beznadziejny jestem, beznadzieja - rozpłakał się znowu, starając się szybko nad tym zapanować. - Gome... mogę spać gdzie indziej? Nie będę cię budził.
- Same ze mną problemy - skomentował cichutko, pociągając jeszcze trochę nosem. Zamknął oczka i odetchnął głęboko, starając sobie dodac odwagi.
- A jak znowu cię obudzę? - spojrzał na niego nieco przerażony, ale odetchnął głęboko by w panikę nie wpaść i wmówil sobie że wszystko będzie dobrze.
Tomo skinął lekko głową, przysypiając.
[ok ja idę bo moja wena znikła... ide spać...]
[jednak Ci odpisze xD w trakcie robienia łóżeczka :P]
Tomo nie zdążył mu dobrze odpowiedzieć, kiedy to rozległo się pukanie do drzwi. Jolie zaczęła szczekać jak opętana więc zagonił ją do ich tymczasowej sypialni zamykając za nią drzwi, po czym podjechał do drzwi i otworzył trzem kumplom Takano. Uśmiechnął sę do nich nieco oszołomiony zezując na sportowe auto. Nikt nie powiedział mu że będzie łatwo przyzwyczaić się do takiej rozpusty.
- Taka-chan... tj Takano powinien niedługo wrócić - przepuścił ich w przejściu. - Czegoś się napijecie? Póki co mogę zaoferować soki i ciepłe picie... vódka i piwo poszło się kupić.
[nie szkodzi :)]
- Tomohisa - przedstawił się ściskając mężczyźnie dłoń i zaraz zapraszając ich do salonu. - To czego się napijecie? - zapytał ponownie, wypuszczając z pokoju Jolie i każąc jej być grzeczną po groźbą nie dostania grilowanej kiełbasy. Zadziałało.
- Co sądzę... - zastanowił się marszcząc lekko nos. - Że wydaje pieniądze na prawo i lewo zbyt lekką ręką. Jest świetnym kucharzem, a jego gorąca czekolada z piankami potrafi uleczyć depresję - uśmiechnął się szeroko. - Ma seksowny głos kiedy śpiewa, z taką chrypką - dodał śmiejąc się pod nosem. - A w łóżku jest... dobry.
- Co sądzę... - zastanowił się marszcząc lekko nos. - Że wydaje pieniądze na prawo i lewo zbyt lekką ręką. Jest świetnym kucharzem, a jego gorąca czekolada z piankami potrafi uleczyć depresję - uśmiechnął się szeroko. - Ma seksowny głos kiedy śpiewa, z taką chrypką - dodał śmiejąc się pod nosem. - A w łóżku jest... dobry.
Prześlij komentarz