Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2201 – 2400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- I dobrze, że ci odjęła. Masz nauczkę - trzepnął go pieszczotliwie przez głowę, wracając do reszty artykułów w gazecie. - Poza tym potem i tak oddajesz mi parter, twoje królestwo będzie na pierwszym piętrze i tylko pierwszym piętrze - zaśmiał się lekko. - No bo parter przerobię na piekarnię... w sensie półki z pieczywkiem.
- Ja ciebie też - przytulił się do niego trochę, przekartkowując znów gazetę i zatrzymując wzrok na kolejnym interesującym go artykule.
[bedziesz po 12? bo ide sie myc ^^]
- Kolejke górską - odparł chłopiec z wyraźnym zachwytem. - Taka duża jest? - zapytał zaraz. - A Tomo-chan nie będzie się bał?
- Oj no o mnie się nie martw - wywrócił oczyma Tomo. - Ja was pooglądam z dołu - zaśmiał się nieco. - Nie czuję się na siłach by siadać w wagonikach kolejki górskiej - wyjaśnił zaraz Takano
- Powiem - obiecał, siadając jednak na wózek. Uznał że skoro ma ich obserwować to może siedzieć. Będzie mu łatwiej wykadrować fajne zdjęcia.
- Wujku? - Yuya przytulił się lekko do Takano. - Dziękuję, że zabrałeś mnie na wycieczkę.
- Ale dużo! - krzyknął maluch nie wiedząc na czym podziać oko. - Duża kolejka górska - pokazał na nią. - Ona pierwsza - zdecydował z wielkim uśmiechem.
- Tylko mi się ładnie pilnować. Nie daj mu nikogo podrywać Yuya - poprosił chłopca.
- Wujku, wujku a jak będę się bał to mogę się przytulić? - zapytał go szeptem maluch, zanim zdołali wejść do wagonika. Dostali jasne instrukcje, Tomo zrobił im zdjęcie i ruszyli.
yuya tymczasem krzyczał przez pierwsze chwile, żeby potem roześmiać się serdecznie i zaklaskać w dłonie kiedy skończyli.
- Wujku jeszcze raz! - poprosił go zaraz.
- Nie, ale zostałem poderwany i dostałem darmową kawę od pana od żetonów - wskazał na starszego dziadka, który pokiwał wesoło do Takano ręką.
- Teraz na strzelnicę! Wujek ustrzeli Tomo-chanowi misia! - oświadczył wesoło.
Tomo zaklaskał w dłonie od razu biorąc pandę na kolana.
- Mogę też spróbować? - zapytał zaraz biorąc strzelbę i podnosząc się z wózka. - Pomożesz mi? - zapytał go cicho, trochę niepewnie stojąć.
- Jak ci ustrzelę bryloczek to też będziesz się cieszył? - upewnił się tylko strzelając 3 razy, ale trafiając tylko dwie puszki. Mężczyzna pozwolił mu wybrać mniejsza maskotkę, więc Takano zyskał wiewiórkę z epoki lodowcowej. - Proooszę - ucałował go mocno w usta. - Teraz Yuyi kolej.
- Misia - pokazał na zabawkę biorąc ją od razu i przytulając do siebie. _ Teraz karuzela - poprosił Takano. 0 I samochodziki!
- I dopiję swoją kawę - uśmiechnął się lekko, a mały od razu przystał na propozycję Takano ciągnąc go już na karuzelę. Tomo popchał wózek na miejsce, znów robią im parę zdjęć.
- Taak wujku - odparł chłopiec patrząc przez szybkę. - Sugoi! Wujku wujku zobacz! - wskazał na małego robaczka Tomo na ziemi i pomachał mu zawzięcie.
- Taak - uśmiechnął się szeroko chłopiec. - Wujku! - Yuya pobiegł na chwilę do Tomo wskakując mu na kolana. - Tam było tak wysoko! Byłeś taka kropeczka!
- Naprawdę? Niemożliwe - chłopak poczochrał małego po włosach i przytulił go mocno. - Gdzie teraz?
- Samochodziki!
- Ano ne... mogę z wami w samochodzikach pojeździć? - zapytał nagle Tomo, chcąc też trochę się rozerwać. - Usiądę z Yuyą, on będzie gazował - uśmiechnął się lekko.
- Taak! Musisz wujku, musisz! - chłopiec oszalał z radości.
[lecę spać troszkę :) dobranoc]
- Ale pan Tanaka powiedział że popilnuje - odparował spokojnie Tomo uśmiechając się do niego. Zdążył się zakumplować ze staruszkiem, który właśnie do nich podchodził.
- Dzień dobry - przywitał się z Yuyą podając mu lizaka, po czym poklepał Takano po ramieniu. - Idź się bawić ze swoją rodziną - poradził mu.
- Teraz Taka-chan to nasz wróg. Potłuczmy go trochę - zaproponował konspiracyjnym szeptem Yuyi. - Oczywiście nie za dużo - dodał śmiejąc się, kiedy Yuya wykierował samochodzik do Takano i chwilę później przeżyli pierwszą stłuczkę śmiejąc się radośnie, bo zagonili Takano w róg, z którego zawsze trudno było wykierować.
-Uciekaj, nie daj mu nas dogonić - porążł mu Tomo śmiejąc się lekko, za każdym razem, kiedy Yuya zrobił gwałtowny zakręt.
Yuya śmiał się radośnie niezależnie od tego ile razy ktoś ich stuknął. Tomo też miał radochę iąż żal było schodzić, kiedy nadszedł czas.
- Naprawdę? - Tomo uśmiechnął się lekko, łapiąc Takano za rękę i głaszcząc go po niej. - To musiało być straszne - poklepał go po łapce.
- A ja nie płakałem - uśmiechnął się dumny z siebie Yuya. - Na lody? - zapytał Takano.
Tomo sobie poradził jadąc tuż za nimi, mimo przeszkadzających mu maskotek. Uznał że trzeba by je zapakowac do jakiegoś wora.
- Ja poprosze waniliowe z polewą czekoladową i bitą śmietaną - zażyczył sobie lodziki.
- O...albo pojadę z nim je odwieźć jak będziecie na kolejnej atrakcji - zaproponował z delikatnym uśmiechem, przytulając się zaraz do Takano, kiedy Yuya mocował się z aparatem.
- O to się nie martw. Pan Tanaka zna każdy kąt tutaj to mi pokaże - uśmiechnął się szeroko, patrząc na zdjęcia. Nawet ładnie wyszli. - Potem Yuya pomoże mi wybrać i... zrobimy album - stwierdził wesoło. - Będziemy mieć pierwszy album razem - ucałował lekko Takano w policzek.
- Bardzo się podoba - uśmiechnął się Yuya. - A pójdziemy jeszcze do gabinetu strachów?
- Mhm a co tam znajdę? - zapytał go również szeptem uśmiechając się do niego lekko, jedząc lody.
- Wujku? A potem jeszcze bym chciał na tą kolejkę co tak wiruje mocno - wyjaśnił Yuya, bo jak tylko ją zobaczył to chciał zobaczyć jak się w niej jedzie.
- Dobrze - Yuya zaczął zajadać się lodami. - Pyszne - uśmeichnął się szeroko.
- Ano pycha - zgodził się Tomo, bardziej zajmując się bitą śmietana niż lodami.
- Dużo ma tych lunaparków? - zainteresował się zaraz Tomo wcinajac dalej bitą śmietanę. - No i które atrakcje sam wymyśliłeś?
- Możemy - zgodził się Tomo, kończąc bitą śmietanę i dzieląc lód na dwie części, jedną przekładając Takano do miseczki drugą wcinając. - Ale pokażmy też Yuyi Tokyo Tower. Myślę, że będzie zachwycony - uśmiechnął się.
- Dobrze - zgodził się muskając jego policzek ustami. - Dbam żebyś mi przytył, bo ja chcę jakiś dobry, dziki seks mocny. Trochę brutalny - szepnął mu do uszka. - Musisz mieć siłę.
- Sobie też, ale wcale mi on nie przeszkadzał - żachnął się przytulając się lekko do jego ramienia. - Więc jedz ładnie, żebyś miał siły później - puścił do niego oczko, samemu powoli kończąc swój deser, bo Yuya zaczynał się trochę niecierpliwić.
Yuya wtulał się w niego mocno chowając się za nim przy co straszniejszych punktach, a kiedy wyszli był calutki blady.
- Ale strasznie było - szepnął do Takano. - Ale ale fajnie - dodał po chwili z lekkim uśmiechem.
- Było fajnie - przytulił się jeszcze chwilę do Takano, pokonując swój strach.
- No to ja zabiorę Yuyę do gabinetu krzywych luster - zaproponował Tanaka biorąc chłopca za rękę. - Damy im chwilkę czasu, co nie? - uśmiechnął się do malucha.
- Dobrze kotek - przytulił się do niego lekko, pozwalając mu się zanieść aż do łabędzia. Nigdy na takim przybytku nie był.
- Mhm ma romantyczną dusze - ucałował go mocno, opierając głowę o jego ramię i uśmiechając się lekko. - Jest pięknie - przyznał szczerze
- To czemu o siebie nie dbałeś jak mnie nie było? - zapytał go cicho, oddając pocałunki z równą pasją.
- Nawet jeśli, to nie usprawiedliwiało twojego zaniedbywania siebie - pogroził mu palcem przed nosem ostatni raz całując go mocno kiedy z pluskiem wlecieli do basenu na końcu atrakcji.
- Mhm... no nie wiem - klepnął go po głowie parę razy, wtulając sie w niego. - Tam są - odnalazł ich pierwszy wskazując ich dłonią.
Tomo nic mu na to nie odpowiedział, a chłopiec uśmiechnął się szeroko wchodząc Tomo na kolana.
- Śmiesznie1 - oświadczył radośnie. - Byliśmy chudzi, duzi, mali, brzydcy, powykręcani - powymieniał śmiejąc się za każdym razem.
- Dużo wrażeń dzisiaj masz - Tomo pogłaskał go po głowie. - Bardzo dużo.
- Dziękuję wujku! - Yuya utulił Takano.
Yuyi zaburczało w brzuszku kiedy kobieta wreszcie po nich podjechała.
- Chyba zamówimy pizzę, co? - zaproponował Tomo nie mając ochoty na gotowanie. - No chyba że Taka-chan ma lepszy pomysł - spojrzał na niego z wyraźną nadzieją.
- Tak jest - chłopiec ładnie mu zasalutował i przymknął oczki przytulając się do niego. Przysnął w samochodzie budząc się dopiero kiedy mieli wysiadać. - Jaki duży blok! - wykrzyknął pierwszy raz taki widząc.
- Raz, z mamusia - uśmiechnął się lekko, przytulając się mocno do Takano. - W szpitalu do tatusia - dodał zaraz. - Ale tylko raz.
- To uważaj... tu w Tokio windy lubią robić psikusy - wyjaśnił mu Tomo, ziewając nieco. - Zatrzaskują się i nie chcą wypuścić ludzi.
- Nie zatniemy? - chłopiec spojrzał na niego odrobinkę przerażony. - Na pewno? - wszedł do mieszkania i ściągnął buty. - Sugoi! Jaki duży domek! - chłopiec wbiegł do środka patrząc od razu przez szybkę na Tokio. - Wow... - wyrwało mu się.
- Zacinają się, parę razy się mi to zdarzyło w tokio - burknął Tomo odstawiając wózek i biorąc kule. Teraz już nie potrzebował wózka.
- Ładnie - przyznał wesoło chłopiec. - Uhm z wujkiem Tomo? - zapytał go zaraz ściskając w dłoniach maskotkę która sobie wygrał.
- A to świnka, nie zje znami pizzy? - Tomo wybrał odpowiedni numer zamawiając to co chcieli .
- Przepraszam - zawstydził się chłopiec, mocno się do niego przytulając. - Ja nie chciałem popsuć - wyszeptał tuląc się do Takano i do swojej maskotki. Po prostu nie wiedział czy da radę sam w nowym domku. Przecież nawet jak spał u Takano to na początku razem z nim w łóżku, a potem już było dobrze.
- Zamówione - Tomo odłożył telefon wykładając się na sofie i włączając sobie telewizję. - Jak już skończycie tam flirtować - zażartował. - To leci dobra bajka.
- Shrek 3 - odparł Tomo kładąc się wygodniej na kanapie i przymykając oczy. Ukrył twarz w dłoniach lekko ziewając.
- Oglądać - Yuya przytulił się mocno do Takano. - Ale... - zeskoczył z jego kolan i pobiegł do kąta gdzie widział kocyki. Przykrył jednym Tomo, drugi narzucił na siebie i Takano. - Teraz oglądamy - uśmiechnął się szeroko.
- Smacznego - powtórzył maluch biorąc kawałek pizzy i jedząc go spokojnie. - Wujek śpi... - zauważył cichutko.
- Kocham cię, Momo-chan - wymamrotał chłopak przez sen, wtulając się mocniej w poduszkę. - Jesteś super chomikiem - dodał jeszcze przeciągając się i z podusią przy piersi śpiąc smacznie dalej.
Yuya skończył 3 kawałek pizzy i z lekkim zawodem stwierdził że bajka dobiegła końca.
- Umyję się - powiedział do Takano, nie chcąc mu wchodzić w drogę i chcąc być grzecznym.
Yuya popluskał się jeszcze trochę i w końcu wyszedł z wanny szybko się wycierając. Kiedy wrócili do sypialni całe łóżko było zajęte. Tomo rozłożył się na nim, najwyraźniej rzucając się we śnie.
- Gdzie pośpimy?
- Kocham cię wujku, dobranoc - szepnął mu jeszcze chłopiec przytulając się do niego mocno i zasypiając kilka chwil później.
Tomo obudził się niedługo po nim, więc kiedy Takano wrócił, siedział już w salonie ubrany i umyty, z mokrymi jeszcze włosami, popijając kawkę.
- Ohayou - przywitał się z Takano z promiennym uśmiechem. - Panda robi za dobrą poduszkę - dodał śmiejąc się pod noskiem.
- Oj bo ja lubię spać sam, jak jest wygodne łóżko - pokazał mu język, po czym zaczerwienił się po czubek głowy. - Skąd wiesz o Momo-chan? - zapytał go wykręcając sobie palce. - Momo-chan był moim chomiczkiem... miałem 7 lat kiedy go dostałem. Mój pierwszy najlepszy przyjacie;.
- Mhm... ale to straszne, niepotrzebnie cokolwiek mówiłem - wymamrotał, nie rozumiejąc dlaczego śnił mu się chomik. Wywrócił oczyma przeciągając się i podchodząc powoli do kuchni. Usiadł na jednym z wysokich krzeseł. - Umówiłem się z Alexem za 2 godzinki.
- No bo nie mogliśmy mieć psa ani kota... bo by się pałętał po piekarni i sanepid zrobiłby swoje, więc dostałem chomika. Długo o zwierzątko rodziców męczyłem - przyznał się bez bicia. Po czym uśmiechnął się lekko do niego. - No i Momo-chan zawsze był przy mnie jak miałem trudne pierwsze dni skoły.
- Shut up - pstryknął go palcem w nos, bo akurat znalazł się w jego zasięgu. - Jak już stanę na nogi pogram ci niegrzeczną uczennicę - obiecał całując go mocno.
- Shut up - powtórzył tylko wywracając oczyma. - Dla ciebie mogę się czasem przebrać. Tylko się nie przyzwyczajaj - poradził mu wstając i witając się z rozbudzonym Yuyą, który od razu się w niego wtulił.
- Wujek Takano jest cieplutki w nocy - wyjaśnił swój dobry humorek. - I mięciutki!
- Pychaaa - zachwalił go Yuya, wcinając jedzonko. Gdzie Tomo wymiękł w połowie.
- Przepraszam - mruknął w jego stronę, chociaż podejrzewał że Takano już się przyzwyczaił do jego mało pojemnego brzucha.
- Taka-chan ale ja już nic nie mogę - wymamrotał oddając mu całośc, ale pijąc posłusznie herbatkę.
- Dobrze wujku - uśmiechnął się chłopiec kończąc jedzonko i biegnąc do łazienki.
- Hai, hai, wszystko zanotowane i zakodowane w pamięci - ucałował go jeszcze mocno zanim wyszedł. Umówił się z Alexem nie tak daleko, ale zanim tam dojdzie pieszo to trochę mu to zajdzie.
- Duże miasto - odparł chłopiec zgodnie z prawdą. - Ale fajne! Tylko z wujkiem, ja sam nie - pokręcił główką. - Zgubiłbym się - przyznał ze śmiechem.
- Obiecujesz wujku? I już nas nie zostawisz? Nie nakrzyczysz że mam już nie przychodzić? - zapytał cicho, pijąc gorącą czekoladę.
- Ale na pewno złamiesz o krzyczeniu - złączył nim paluszek. - Bo jak będę niegrzeczny to krzykniesz pewnie - uśmiechnął się szeroko, przytulając się do niego moooocno. - O wuja! - zaczął machać przez szybkę Tomo.
- A żyje i nawet dobrze mu się wiedzie. Dostał nowy zespół który nawet mu dobrze zarabia - uśmiechnął się lekko spowalniając ich trochę o kulach. - Ah! Prosze - podał mu wypaloną płytę ze wszystkimi jego piosenkami.
- Tak, zaprosiłem go. Powiedział, że na pewno nas odwiedzi, ale da znać zanim to zrobi - uśmiechnął się lekko. - Uhm przepraszam spowalniam was - zmartwił się, starając się za nimi nadążać tak szybko jak tylko mógł, co wcale łatwe nie było.
- I nie jesteś zły? - zapytał go cicho, zwalniając jeszcze trochę bo powoli zaczynał się męczyć. - Kocham cię - wymamrotał, podając mu jeszcze jedną płytę. - To... to mój nowy singiel. Nagrałem go dziś.
- Jeszcze nie. Chcę dojść do domu o własnych siłach - uparł się trochę. - Um bo ja mam wymieniać jeszcze kule na wózek wiesz? - przypomniał sobie że tego mu nie powiedział.
- No bo biorę wózek jak gdzieś dalej idę, a Alex mieszka blisko - przypomniał mu spokojnie. - No przecież wiesz że tak jest noo...
Tomo natomiast usiadł w windzie już nie mając siły stać. Bolały go ręce i kręgosłup. Troszeczkę przesadził, ale nie zamierzał się do tego przyznawać.
- Haaai - zasalutował mu dochodząc do mieszkania i siadając na wózek. - Kocham cię Taka-chan - złapał go za rękę i pociągnął do siebie całując go lekko.
- Dwieee - zaproponował Yuya. - Ja bym chciał do parku na zabawowy plac - poprosił.
- A ja... - Tomo zamyślił się. - Po makaroniki do twojego kolegi.
- Wezmę je na kolana - zaproponował Tomo, uśmiechając się do niego. - Tylko weź moje kule - poprosił go.
- Taka-chan? Mogę dziś spać u ciebie? Uhm i mogę się przywitać z Jolie? - zapytał go chłopak, bo wiedział, że Yuya ma obiecany nocleg u dziadka.
- Dziadek mówił że go zabiera na dwie trzy noce - uśmiechnął się delikatnie. - Ma jakąś niespodziankę dla malucha, no i stęsknił się za nim troszkę - mruknął. - Więc przyjdę dziś na noc - obiecał mu to.
- Myślę, że jest. Gdyby nie był to by z nami chętnie nie przyjeżdżał i nie przychodziłby prawda? - uśmiechnął się lekko kiwając do Yuyi któremu udawało się bujać wysoko, znacznie wyżej od reszty dzieciaków.
- Cieszę się, że go mamy Taka-chan - spojrzał na niego. - Wprowadza trochę zamieszania do życia ale jest kochany. Ah! Za dwa tygodnie jest przedstawienie i masz zaproszenie razem ze mną. Idziemy go oglądac. Gra złego wilka.
- I pójdziemy, już mu to obiecałem... no i jeszcze ciasto z żelkami. Jeszcze nie wiem jak je zrobić, ale dam radę - zachichotał.
- Nie ma mowy. Ja zrobię - spiorunował go wzrokiem. - Tylko po przepis się uśmiechnę - ucałował go lekko. - A ty zawyrokujesz czy wyszło dobre... a jak nie wyjdzie to mi pomożesz z drugą wersją.
- Mam specjalny segregator - odparł z lekkim uśmiechem, siadając wygodniej na wózku. - Wkładam tam każdy przepis jaki mi piszesz a i swoje własne też. No i mam też parę napisanych jeszcze ręką taty. Na przykład na pyszną bananową drożdżówkę z kawałkami czekolady.
- Makaroniki poproszę... wszystkie rodzaje, po 20 dag każde - poprosił będąc niezwykle wybrednym. - I o... trzy babeczki te malutkie kajmakowe - dodał jeszcze po chwili namysłu. - I wodę niegazowaną... na podróż - zwrócił się do Takano. - To wszystko.
- Wujku, wujku? A będę mógł przyprowadzić Maksika do cukierni? Na czekoladkę? - zapytał go Yuya, kiedy już siedzieli w pociągu i zajadali się babeczkami kajmakowymi, popijając je wodą.
- Pewnie że będziesz mógł - odpowiedział za niego Tomo, za chwilę gryząc się w język. - Tzn... Taka-chan na pewno ci pozwoli.
- Roger - Tomo mu zasalutował gryząc swoją babeczkę kajmakową. - Pyszna - uśmiechnął się szeroko. - Tylko nie mów że to twój przepis, bo zginiesz marnie...
- Ja? - Tomo zamrugał kilkakrotnie i wzruszył ramionami. - Pobawię się z Jolie i szczeniaczkami...a potem... potem się zobaczy - uśmiechnął się do niego sugestywnie.
- Bardzo, bardzo! - Yuya wskoczył mu na kolana żeby jeszcze troszkę się do niego potulić. - Ale ale jeszcze mój obiecany weekend! - przypomniał mu.
- Podobało się - zgodził się Tomo. - Było sporo zabawy - uśmiechnął się do niego szeroko. - I mam kochaśną pandę.
- Dobrze - ucieszył się Yuya tuląc się do niego jeszcze dłuższą chwilę. - Kocham cię wujku - oświadczył poważnie.
- Nee... panda to panda, ty to ty - pstryknął go w nosek. - Panda jest kochana, ale ty bardziej.
Yuya od razu dał mu buziaka schodząc mu zaraz z kolan żeby pooglądać widoki zza okna. Tomo uśmiechnął się lekko.
- Nie mogę cię za bardzo do tego przyzwyczaić bo mój czar pryśnie - zaśmiał się cicho. Dzwi do ich przedziału się otworzyły a do środka wszedł wuj Tomo wraz z dwoma gorylami.
- Wolne? - zapytał z chytrym uśmiechem siadając naprzeciw nich jak gdyby nigdy nic. Ile też mogły zdziałać pieniądze.
- Ah ten świstek - wywrócił oczyma. - On nic nie znaczy - rozsiadł się wygodniej popijając sobie piwko. Yuya nie wiedząc co się dzieje ale czując napięcie wrócił na kolana Takano, a Tomo wyjrzał przez okno nie chcąc dać po sobie nic poznać, ani Takano ani tym bardziej swojemu wujowi.
- Poza tym możesz próbowac mnie stąd wyrzucić, jeśli życie tego malca ci nie miłe - uśmiechnął się do niego słodko mężczyzna.
- Tomo-chan, nie musisz się niczym obawiać - mężczyzna poklepał chłopaka po udzie, zwracając tym samym na sobie jego uwagę. - Ten świstek może nie pozwala mi dopaść ciebie - uśmiechnął się lekko. - Ale nie twoją matkę - dodał z delikatnym uśmiechem.
- I co? Zabijesz ją żeby z powrotem zgnić w kiciu? Wtedy już raczej żadne kaucje ci nie pomogą prawda? - uniósł lekko brew Tomo.
- Zobaczymy, Tomo-chan. Obserwuj i podziwiaj - poradził mu wychodząc z przedziału. Tomo dopiero wtedy pobladł na twarzy i stracił oddech. Yuya zszedł z kolan Takano by ten mógł zająć się chłopakiem.
- On ją zabije Taka-chan, zabije - chłopak popatrzył na niego z wyraźnym przerażeniem w oczach. - Po co wrócił? Po co ja w ogóle się mu sprzeciwiałem...
Tomo jeszcze chwilę mu się trząsł w ramionach, wtulając się w niego mocno. Wystukał smsa ale oddał mu telefon kręcąc przecząco głową.
- Lepiej żeby nie wiedziała... lepiej żeby nie wiedziała - oznajmił w końcu. - Jest... jest inny sposób - zagryzł mocno wargi, decydując że on będzie lepszy. Wiedział jak zacierać po sobie ślady, umiał to zrobić. NIkomu nie będzie żal, jak jego wuj nagle zniknie z tego świata. Nie będzie.
- Nie, nie... żadnej policji. Będzie tylko gorzej - wymamrotał ciężko, wtulając się w niego mocno. - Tylko mnie nie zostawiaj.
- Obiecujesz? - wtulił się w niego mocno, pozwalając mu przełożyć się na wózek. - Kocham cię mocno, mocno.
- Dobrze wujku - chłopiec szybko się zapiął, a Tomo pozwolił to zrobić Takano, bo jeszcze całkowicie się trząsł.
- Mogę z nią porozmawiać? - zapytał cicho wychodząc z samochodu i jadąc do dziadka, żeby mamie powiedzieć co się stało.
Tomo dobrą godzinę spędził z mamą, prosząc ją żeby ta na siebie uważała po czym pojechał z Takano.
- Mogę się napić? - zapytał go, odkręcając sobie jakąś butelkę wina, którea jeszcze stała na stole i wypijając od razu kilka potężnych łyków.
- Haaaai - Tomo wytarmosił Jolie za uszkami, po czym zajął się szczeniakami i dopiero po kilku długich minutach podszedł o kulach do Takano. - Nie dasz mu mnie skrzywdzić? - upewnił się podbierając sobie makaronika.
- Obiecujesz? - zapytał go jeszcze, przytulając się do niego ze wszystkich sił, jakby miał mu zaraz zniknąć. - Kocham cię - ucałował go w policzek. - Przepraszam że tak pobladłem w pociągu...
- Oj no bo... no bo ja lubię przepraszać za głupoty - wymamrotał Tomo na swoje usprawiedliwienie po czym wywrócił oczkami i ucałował go mocno. - Mogę dziś być niegrzeczną uczennicą? - zapytał go zaraz.
- Tak... ale za długo by na to czekać - ucałował go mocno. - Albo albo dobra, poczekamy, skoro ci to nei przeszkadza - dodał cicho.
- Uhm... no to nie chcę - przyznał szczerze, schodząc z jego kolan i przytulając do siebie Jolie. - Chcę spędzić z tobą miły wieczór. Makaroniki, czekolada na poprawę humoru, twoje ramiona, film... a potem miłą noc... z kochającym mnie facetem.
- Doobrze - Tomo wybrał jakiś oskarowy film angielski którego jeszcze nie widział wsunął płytę do dvd i nastawił odtwarzać na odpowiedni program. Przyniósł im kocyk i poczekał na Takano.
- To - pokazał mu pudełko włączając pilotem film. Usiadł wygodniej, wtulając się w niego pleckami i okrywając ich oboje kocykiem, po czym zaczął pić swój ulubiony nektar.
- Ja go jeszcze nie widziałem - przyznał cicho muskając jego policzek ustami, ale zaraz skupiając się kompletnie na filmie. Przytulił się do niego mocniej pijąc czekoladkę i podjadając trochę makaroników.
- Baaardzo - uśmiechnął się do niego szeroko, odstawiając pusty kubek na stolik. - Dobrze wybrałem - dodał całując lekko jego usta.
- Mhm naprawdę? - spojrzał na niego i uśmiechnął się delikatnie. - No więc kochanie moje... ja po proszę o przejażdżkę do łóżeczka!
- Mhm a jaki mam limit na zachcianki? - zapytał go po japońsku bo nie do końca znał struktury francuskie, ucałował go mocno, wsuwając dłonie pod jego koszulkę.
- Nie, nie, nie - potrząsnął przecząco głową. - Bo ty nie jesteś lalką kotek, jesteś moim silnym facetem - ucałował go mocno, badając dłońmi jego mięciutki brzuszek i klatkę piersiową. - Jesteś moim facetem - szepnął całując jego wargi.
- Przepraszam, nadal walczę z wagą - pryznał mu się, już odpuszczając sobie mówienie od ilu kilogramów do ilu, bo Takano by go zamordował. - Pocałuj mnie - poprosił go.
- Dokładnie tak - przyciągnął go mocniej do siebie całując go z pasją, nie dając mu chwili wytchnienia.
[uciekam na trochę :)]
Tomo oddawał mu pocałunki z zapałem oddychając coraz chrapliwiej, jakby ten seks miałbyć jego ostatnim.
- Ne Taka-chan... powiedz że mnie kochasz - poprosił cichutko, delikatnie drapiąc go po plecach, kiedy ten uścisnął jego sutki.
Jun
Amakusa Toma zadzwonił po niego w niedzielę rano, bo dostał przypadek, który nie mógł zaczekać do rana. Rozkładające się już zwłoki wyglądały okropnie. Tomo był co prawda do tego widoku przyzwyczajony ale tu mimo wszystko o mal nie zwrócił zawartości swojego żołądka. Pracował nad nimi całą niedzielę, całą nockę i część poniedziałku. W końcu koło 12 w południe odetchnął z ulgą patrząc na efekt końcowy. Nogi się pod nim ugięły więc opadł na stołek opierając głowę o stół gdzie leżały zwłoki i zanim się obejrzał zdrzemnął się trochę, nie zdając sobie sprawy z tego, że podczas pracy pociął się niechcący nieco powyżej nadgarstka lewego.
- Un po prostu wiem, że nie lubisz jak się ugryzie... myślałem, że drapania też nie lubisz - szepnął mu do ucha bo tylko tyle był w stanie od nadmiaru przyjemności. - Odwyk ci się nie udał - ucałował go mocno w usta.
Jun
- Ała! - krzyknął przebudzając się, kiedy mężczyzna polał mu ranę środkiem dezynfekującym. - Nie krzycz na mnie od samego rana! - jęknął zakrywając ucho jedną ręką, drugą mając więzioną przez Juna.
Jęknął przeciągle wyginając się mimowolnie w łuk. - Kocham cię - krzyknął przy kolejnym dotknięciu jego przyrodzenia.
Jun
- Nie krzycz na mnie! - krzyknął wyraźnie zmęczony. - Nie zauważyłem tego - przyznał cicho. - Jakbym zauważył to bym się tym zajął. I otworzyłem okno - fuknął. - A raczej otworzyłbym jakby dało się otworzyć. Coś z zawiasem masz nie tak.
Tomo zarumienił się strasznie patrząc na niego.
- Uhm weź mnie - poprosił go patrząc na niego sugestywnie i oblizując wargi językiem.
- Szczypie - wymamrotał patrząc na przecięcie. Ściągnął rękawiczki i wyrzucił je do śmeitnika. - Ok... nie mogę poprosić mamy - wymamrotał. - Ona... na razie nie będzie tu jeździła.
- Nie wiem... może jak mi kości spróchnieją - uśmiechnął się leciutko, czekając na niego. - No proooszę!
Jun
- Wujek wyszedł za kaucją - odparł cicho kuśtykając na górę. - Złapał się mocniej poręczy ledwie wchodząc do góry.
- Groził mamie - przyznał cicho.
- Żeby cię wypościć - uśmiechnął się wrednie łapiąc go w pasie i przyciągając do siebie, by pocałować go mocno. - Szybciej - poprosił go.
Jun
- Powiedział, że mi nic zrobić nie może, bo ma zakaz zbliżania się, ale mam jeszcze matkę... - wymamrotał stając na górze z wdzięcznością. Spędził w 'lodówce' cały jeden dzień i światło go trochę oślepiło. - Która godzina? - zapytał go zainteresowany.
Odchylił głowę by dać mu większe pole do popisu i odetchnął głęboko.
- Mhm kocham cię - wymamrotał zaciskając zaraz mocno powieki, kiedy doszedł.
Jun
Położył mu palec na ustach.
- Nie kłam - poprosił. - Dobrze wiesz, że może się stać, a znając moje szczęście się stanie - wymamrotał, odsuwając palec od jego warg i zerkając na jego zegarek. - Cholera... piekarnia - żachnął się. - Muszę lecieć.
- Powiem mu prawdę - wtulił się w niego przymykając lekko oczy. - Ale nie zapyta - ucałował go w szyję.
Jun
- W jakim stanie? - zapytał go chwiejąc się o kulach i przystając na chwilę żeby założyć rękawiczki na ręce i pewniej złapać przeklete kule. - Przecież nic mi nie jest. Rana tylko trochę puchnie - wskazał na miejsce przecięcia. - No i jestem trochę zmęczony, ale przepłuczę twarz i dam radę.
- Ale on już wie... rozmawiałem z nim o tym - odparł bez krępacji. - I on powiedział że się cieszy, że wujek mnie kocha, tylko że się krępuje jak się za mocno kochamy przy nim - uśmiechnął się. - Więc mu obiecałem że przy nim za mocno nie będziemy.
Jun
- To nic takiego przecież - jęknął niezadowolony że się go wyrywa z jego dziennego rytmu. - Nic mi nie jest no - wywrócił oczyma krzywiąc się lekko, kiedy Jun zrywał plaster, by odkryć już nieco napuchniętą i zaropiałą ranę.
- No nie mydlę dziecku oczu no - spojrzał na niego przytulając się mocniej. - Mhm... a zaniesiesz mnie? - zapytał zaraz z delikatnym uśmiechem.
Jun
- Nic mi nie będzie - odparł, trochę jednak blednąc na twarzy. Ugryzł kawałek czekolady, ale mimo wszystko oparł czoło o ramię Juna. - Trochę kręci mi się w głowie, ale to pewnie od niewyspania - usprawiedliwił się.
- No więc mu nie opowiadam, że uprawiamy seks, tylko że się czasem całujemy i mocno przytulamy - wyjaśnił z uśmiechem. - Nie mówię mu wszystkiego - wtulił się w niego.
Jun
- O kulach trudniej jest operować z trupem - mruknął cicho. - Nie mogłem otworzyć okna, bo już nie miałem siły - przyznał cicho. - Walczyłem z nim całą niedzielę i całą noc - wyjaśnił zaraz. - Naprawdę jest trudniej... ale chciałem ci pomóc... Toma mówił, że on nie może czekać, ale był w takim stanie... - pokazał mu zdjęcie z kieszeni. - Miałem mdłości jak z nim zaczynałem... ja nie jestem słaby czy coś...
- Widzisz? Jestem grzeczny i chłopiec nie ma za dużo szoku - złapał go za rękę. - Chodź do mnie - poprosił go.
Jun
Tomo zacisnął zęby, ale zrobiło mu się słabo przy tym polaniu spirytusem i niemal zawisł w ramionach Juna przez chwilę. Dopiero po kilku głębokich oddechach odzyskując rezon.
- Ja wiem, mówiłem Tomie ale to jakiś przyjaciel rodziny czy coś... - wymamrotał. - Mogę się na chwilkę położyć? Kwadrans...
- On wyrośnie na tolerancyjnego chłopca - uśmiechnął się do niego. - A na razie jest kochanym maluszkiem - uśmiechnął się szerzej, opierając się o niego wygodniej.
Jun
- Nie ochrzaniaj go, przecież to ja obiecałem pomóc - wymamrotał. - To moja nieuwaga - wyjaśnił. - Byłem po prostu zmęczony... przepraszam - wyszeptał zamykając na chwilę oczy.
- Mamy na to jeszcze czas kochanie - ucałował go lekko. - Nie żałuj już że mamy... syna - uśmiechnął się delikatnie. - Yuya jeest kochany i i zapewnimy mu dużo miłości!
Jun
- Nie musisz - pokręcił głową. - Bo już mnie nigdy nie poprosi - wyszeptał, a kiedy Jun wyszedł zasłonił usta zdrową dłonią, kiedy żołądek zaczął mu odmawiać posłuszeństwa. - Jun! - krzyknął. - Przynieś mi miskę! - poprosił go nie chcąc mu obrzygać dywanu.
- Uhm... zamieszkamy - obiecał mu to, przytulając się do niego mocno. - Ale nie sprzedamy mojego mieszkanka... bo muszę mieć swoją oazę - pstryknął go palcami w nosek. - Eh nie podoba mi się to co dzieciaki mu robią...
Jun
Zwymiotował od razu, odkładając na chwilę miskę i opadając znów na poduszki.
- Przepraszam - mruknął odruchowo. - No bo same ze mną problemy...
- Zobaczymy jak to się dalej potoczy, ale... ale jak skrzywdzą Yuyę to powybijam ich - zmarszczył brwi jak wojowniczy tatuś, po czym wtulił się mocniej w Takano przymykając oczy.
Jun
- Czyli mogę już iść do piekarni? - zapytał go podnosząc się do siadu i znów nachylając się nad miską by zwymiotować. - Ugh... chyba jednak nie.
- Ale ja nie śpię - podał mu szampon. - Tylko wypoczywam - uśmiechnął się lekko. - Demo ne... mogę ci zagrać moją nową piosenkę? Ale nie jest o miłości. Tylko o przyjaźni.
Jun
- Uhm ok - położył się wygodniej na boku, żeby mu nie zasnąć. - Przepraszam Jun, że ci się porządziłem w pracy.
- Nie zasnę - obiecał mu to. - I miałeś mi fotepian pokazać - przypomniał mu z delikatnym uśmiechem, po czym zaczął cicho śpiewać ulubioną piosenkę Takano.
Jun
- Tylko ty byś je przyjął, więc pomyślałem, że ja też... - znów nachylił się nad miską wymiotując. W tym momencie wszedł do pokoju Toma.
- Przyniosłem herbatę gorzką, dobrze zrobi na żołądek - szepnął.
- Nie spojrzałem no - usprawiedliwił się ubierając dres, ale pozwalając mu wziąc się znów na ręce, bo trochę nogi odmówiły mu posłuszeństwa. - To napiszę dla nas duet - stiwerdził z nowym zapałem.
Jun
- Ale nic mu nie będzie? - chciał wiedzieć Toma, kiedy Tomo znów zwymiotował padając na poduszki.
- Nic mi nie jest, tylko się drasnąłem - uśmiechnął się słabo do mężczyzny.
- Ale zaśpiewasz wtedy ze mną prawda? - nastroił gitarę, ale najpierw chciał zobaczyć rysunki więc nie zaczynał grać.
Jun
- Przepraszam - Toma spojrzał Junowi prosto w oczy. - To sie więcej nie powtórzy - obiecał mu. - Ale robotę wykonał dobrą...
- To jest śliczne! - podał mu swój ulubiony rysunek. Yuya na kolanach Takano. - Powiesisz go? proszę - poprosił go. - Mhm no i no dobrze, masz akceptacje na każdy - zaśmiał się, oglądając każdy rysunek. - Ale nie masz jeszcze mnie z gitarą... - naburmuszył się trochę.
Jun
- Wiem - odparł cicho Toma, nie mając nic na swoje usprawiedliwienie.
- Jun-chan? - Tomo wtrącił się im w rozmowę. - Jun... mów do mnie - poprosił go słabym głosem, czując że zaraz straci przytomność. - Mów do mnie proszę...
- Uhm... a mogę ten zatrzymać? Powiesić u siebie? Jeszcze ciebie bym chciał - dodał zaraz, myśląc że je sobie oprawi i powiesi u siebie w sypialni. Zaczął przygrywać takty skocznej piosenki.
Jun
Tomo posłusznie usiadł, trzymając się mocno brzegów posłania i patrząc w dół, starał się nie mrugać, żeby nie odpłynąć.
- Ja nie mogę pić, przecież wiesz - sprzeciwił się czując zapach vódki.
- Aaa ale tamten już ma swoje miejsce... - żachnął się. - Jest zawsze przy mnie - uśmiechnął się lekko, całując lekko jego usta i zaczynając śpiewać.
Jun
Tomo przełknął kieliszek wódki nie popijając go, bo czuł że zwymiotuje mu zaraz sok.
- Jun? Mogę już zemdleć? - zapytal go w końcu.
- Może weźmy go do szpitala. Odpalę samochód - stwierdził w końcu Toma.
- W mojej teczce z piosenkami - odparł odkładając w końcu gitarę i przeciągając się lekko. - A co ty myślałeś?
Jun
- Jun...ale ja nie chcę ci zarzygać tapicerki - jęknął chowając głowę w jego tors. Był już nieco rozpalony i zanim dotarli do auta stracił przytomność.
- Z piosenkami, tak mam. No może nie w pracy ale w Tokio z nami miałem - uśmiechnął się delikatnie. - No bo jak mnie najdzie pomysł to tam są zawsze wolne kartki i go od razu spisuję - uśmiechnął się lekko.
Jun
Kobieta od razu zajęła się synem, próbując go dobudzić, żeby ocenić straty. Spiorunowała wzrokiem Tomę, po czym spojrzała na Juna.
- Tomo ostatnio ma słabą odporność organizmu - mruknęła spokojnie, kiedy inny lekarz zajął się chłopakiem. - To pewnie przez to, nie martw się - uśmiechnęła się lekko.
- Jakbym nie był ojcem twojego chłopaka to przemalowałbyś mi twarz. Aż tak ci zależy na tym chłopaku? - Toma uniósł lekko brew, zastanawiając się czy Junowi powinno tak bardzo zależeć.
- Mhm dobrze - ucałował go jeszcze kładąc się na łóżku i przytulając się nieco do niego.
Jun
- Tak, wiem. Traktujesz go jak brata - uśmiechnął się Toma, po czym usiadł w poczekalni.
***
Tomo ocknął się godzinę później w szpitalnym łóżku.
- Masz osłabiony organizm, zostaniesz wypisany, ale z domu nie wychodź przez kilka dni - poradził mu lekarz.
Tomo obudził się tuż przed nim i ucałował chłopaka w nosek, potem w usta, by w końcu zjechać ustami niżej.
Jun
- Zostanę w domu - Tomo spojrzał na przyjaciela wstając z łóżka i omal nie padając. - Shit... aż taki słaby?! - spojrzał na lekarza z niedowierzaniem. - Ugh... zostanę w domu - westchnął ciężko, ciesząc się że tylko podwórko dzieli go od piekarni.
- Ojej ktoś tu się przeziębił - ucałował go delikatnie w usta i przytulił się do niego jeszcze na trochę.
Jun
- Uhm nic by ci nie zrobił. Taka-chan wie, że to ja jestem ten głupi i narwany w naszym związku - pozwolił mu się zanieść do samochodu bo i tak nie dałby rady iść, nawet o kulach. - Mama mówiła mi że mam słabą odporność, że mnie dużo choróbsk łapie...
- Jajko na bekonie - wypalił od razu uśmiechając się delikatnie. - Dobrze się spało, dooobrze.
Jun
- Staram się - żachnął się Tomo. - Mam nadzieję, że nie rzygałem ci na tapicerkę - dodał bo tego nie pamiętał.
- No nie wiem... jak sobie zasłużysz to znów mogę zniknąć - zażartował, kładąc dłoń na jego piersi i przymykając jeszcze na chwilkę oczy.
Jun
- Uhm do mojego - potwierdził. - Ale mogę jechać z tyłu? Nie dam jeszcze rady siedzieć... - wymamrotał, czując że już mu się w głowie kręci, a przecież nawet nie siedział.
- DObrze, pasuje mi to - ucałował go w policzek i odsunął od niego przeciągając lekko. - Wstajemy - zdecydował.
Jun
- A możesz? - zapytał go tylko kładąc się na tylnych siedzeniach i rozmasowując sobie skronie. - Proszę, zostań...
- Ochrzcimy - Tomo zszedł na dół niedługo po nim, chwiejąc się na nogach i przystając na dole. - Taka-chan... mogę kule dostać? - zapytał go cicho.
Jun
- Powiem - obiecał zaciskając powieki. - Jun? Przepraszam, za moją nieuwagę. Byłem zmęczony - wymamrotał.
- Sugoi! Jest piękny! - krzyknął z salonu do niego, podchodząc do instrumentu i zaczynająć grać 'Imagine' Lenonna na początek.
Jun
- Ale doprowadziłem go do stanu używalności - uśmiechnął się słabo ale z lekką dumą, kiedy Jun położył go na kanapie i podał mu kocyk. - Uhm zrobisz nam herbatki? - poprosił go trochę się wstydząc że nie może gościa ugościć.
- Hai, hai - odpuścił sobie granie podchodząc do stołu i siadając na kanapie. - Mhm moje pyszne śniadanko - ucieszył się, że soczek pomarańczowy do tego otrzymał.
Jun
- Dziękuję - podniósł się do pozycji pół leżącej, pół siedzącej i upił duży łyk herbaty. - Dziękuję, nii-chan, że jesteś - wymamrotał patrząc na kubek. - I... i że byś mimo wszystko wlał ojcu swojego chłopaka jakby coś mi się stało - uśmiechnął się krzywo.
- Tak - odparł wesoło - I gitarę... taki miks - uśmiechnął się delikatnie. - Ale jak skomponuję to zobaczysz, że będzie współgrało - obiecał mu. - Tylko wcześniej nie usłyszysz - pogroził mu palcem przed nosem.
Jun
- Dzięki - powtórzył pijąc dalej herbatkę. - Następnym razem takiej sprawy nie wezmę - obiecał mu to. - No bo... bo mimo wszystko żołądek chciał nie wytrzymać... bo to chyba ten zapach...
- No będziesz musiał, bo bez drugiego głosu to nie duet - ucałował go ukradkiem w usta. - No i jak ci się coś nie spodoba to też masz mówić, naniosę uwagi na piosenkę - puścił do niego oczko.
Jun
- Mhm, ale już się na niego nie złość. To moja odporność zastrajkowała - uśmiechnął się leciutko.
- Doobrze - obiecał mu to kończąc swoją porcję i swoim zwyczajem zostawiając co nieco na talerzu.
Jun
- Uhm zostaniesz jeszcze trochę? - zapytał go kiedy dopił herbatę do końca.
- Wiem, ale już nie mogę - wyjaśnił przepraszająco, siadając mu na kolanach i przytulając się do niego.
Jun
- Wiem, tylko... nie chcę ci w niczym przeszkadzać - wyjaśnił wzruszając trochę ramionami. - Przestraszyłem cię trochę, prawda?
[mou... czuje sie poszkodowany]
[ale ja też...]
- Wiem, ale już nie mogę - wyjaśnił przepraszająco, siadając mu na kolanach i przytulając się do niego.
Jun
- Wiem, tylko... nie chcę ci w niczym przeszkadzać - wyjaśnił wzruszając trochę ramionami. - Przestraszyłem cię trochę, prawda?
- Dobrze, przynajmniej 3 regularne posiłki dziennie - obiecał cicho, znosząc talerze po śniadaniu i wkładając je do zmywarki. - A do pracy iść nie musisz?
Jun
- Wybacz mi - uśmiechnął się do niego lekko, dopijając swoją herbatkę. - Już mi nic nie będzie. Silny jestem.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Pomagam dzisiaj dziadkowi trochę i potem jadę na rehabilitację - wyjaśnił spokojnie. - No i muszę przygotować piekarnię, odwiedzić starych pracowników taty... może będą chcieli kontynuować współpracę - uśmiechnął się lekko. - Wtedy od jutra albo po jutrza byśmy zaczęli.
Jun
- No wiem, z mojej winy. Przepraszam - westchnął ciężko Tomo wstając z łóżka i chwytając się automatycznie ramion Juna by się utrzymać na nogach. - Ugh głupi lekarz, nie mogli mi dać coś na wzmocnienie? Jakiś proch czy coś...
- Kochanie, ale Yuya jest w szkole - uśmiechnął się do niego Tomo odprowadzając go do drzwi i całując go mocno. - Idź pracuj ciężko, itterashai.
Jun
- Do kuchni - odparł cicho Tomo. - Chciałem... zrobić coś lekkiego do jedzenia bo trochę głodny jestem...
Tomo natomiast pozmywał i posprzątał trochę w mieszkaniu, po czym również wyszedł. Najpierw do dziadka a potem na rehabilitację.
***
Po południu do cukierni wpadł Yuya ze swoim kumplem Maksem. Od razu pobiegł na górę szukając Takano.
- Wujku, wujku! - krzyknął widząc go i kiwając mu rączką, na co klienci nieco się zdziwili.
Jun
- Dziękuję - zawstydził się neico, ale uznał w końcu że bez niego by sobie nie poradził. Usiadł w wózku, który stał w kuchni i zaczął instruować JUna podczas tworzenia lekkiego rosołu.
Yuya przytulił się do niego mocno ale tylko na chwilkę.
- Mus czekoladowy - odparł wesoło się śmiejąc. - Dostałem 5 z japońskiego - pokazał mu klasówkę.
Jun
- No i ma rację - roześmiał się serdecznie Tomo. - Więc się ładnie ucz i zmniejsz trochę gaz, bo ci kipieć zacznie...
- Czekoladę taką dobrą... taką jak ostatnio - odparł chłopiec troszkę się jeszcze krępując, bo przecież to nie był jego wujek ani nic. Poszedł jednak z Yuyą do stolika.
Jun
- Nie zostaniesz - zgodził się z nim. - Pomyśl tylko o no na przykład jakichś wycieczkach Ryu... albo studiach jego... kto ci pogotuje wtedy? - uniósł lekko brew. - On o takich sprawach też myśli... dodaj kostkę rosołową.
- Dobrze wujku - Yuya złapał go jeszcze za rękę i się do niej przytulił zanim go puścił zaczynając rozmawiać z Maksem i śmiać się wesoło.
Jun
- Ale nie będziesz chyba z nimi mieszkał całego zycia nie? - uniósł lekko brew. - No to masz sytuacje kiedy Ryu jest chory i nie może sobie ugotować nic... jesteście sami w domu. To co? Zostawisz go i pojedziesz po chińszczyznę? Zamiast zrobić takiego rosołku mu?
Tomo wrócił do domu po dwudziestej kichając raz za razem.
- No co jest - westchnął przeciągle, robiąc sobie od razu gorącą herbatkę z miodem. - Naprawdę coś jest nie tak... łapie mnie każde gówienko - mruknął sam do siebie, stukając Takano smsa, że źle się czuje, kicha, ma katar i chce umrzeć.
Jun
- No to przychodź do mnie wieczorami, to będziesz pobierał godzinne nauki prostych dań - uśmiechnął się do niego lekko. - To nie takie straszne.
Uśmiechnął się lekko, po czym skinął głową, dopiero po chwili orientując się, że Takano tego nie widzi.
'Hai i przywieź ze sobą McDonalda. Tylko...śpisz na kanapie, żebym cię nie zaraził' poprosił go z lekkim uśmiechem przykrywając się kocykiem i siadając w salonie ze swoją herbatką.
JUN
- Ale rosołek ci wychodzi - zauważył z delikatnym uśmiechem. - Nie zniechęcaj się tak szybko.
- Tak bez McDonalda? - zasmucił się otwierając mu drzwi i zasłonił się zaraz kichając raz za razem. - Mou a ja mam ochotę na taką bułę...
Jun
- Więc przychodź do mnie na lekcję. Postoje nad tobą i wszystkiego się nauczysz - mruknął trzęsąc się trochę z zimna.
- Dziękuję - założył maseczkę znów kichając. - Taka-chan... czemu mnie wszystko łapie? - zapytał go zaraz idąc do salonu i chowając się pod kocyk, a kule odkładając obok. - To chcę tłustego cheeseburgera.
Jun
- Na pewno ci wyjdzie - wywrócił oczyma. - Trochę wiary w siebie co?
- Czemu rzuciłeś sprawę trupków? - zdziwił się trochę włączając muzykę i pijąc powoli herbatkę. Zatrząsł się trochę z zimna.
Jun
- Dobrze... po prostu się poddajesz no... a na mnie krzyczysz jak chce się poddać...
- No tak, ale jak będę potrzebny to pomogę przecież - żachnął się leżąc ładnie na kanapie i kichając raz za razem. - Kochaniee? A chusteczki może przywiozłeś?
Jun
- Nie fukaj na mnie tylko postaraj się by następnym razem tego nie było - mruknął cicho jadąc do salonu by okryć się kocem.
- Dbam o siebie no - wymamrotał dmuchając nosek w chusteczkę i podciągając maseczkę na czas jedzenia.
Jun
- Dziękuję - przyjął rosołek z wdzięcznością, jedząc go powolutku.
- Oj czepiasz się. Nawet szalik dzisiaj miałem - mruknął z lekkim uśmiechem, wypijając soczek do dna i oddając mu pustą szklankę.
Jun
- Do czegoś trzeba mieć talent - puścił do niego oczko.
- Mhm ok - uśmiechnął się do niego jedząc burgera. - Dobry - uśmiechnął się. - Ale nie ma tego McDonaldowskiego smaku - zmartwił się bo akurat ten smak chodził mu po głowie. - Uhm ale ale dostanę też czekoladę z piankami potem?
Jun
- No lepszy byłby zarażania innych ale mi jakoś nie wychodzi, nawet jak bardzo się staram - uśmiechnął się do niego. - Dobry rosół ci wyszedł.
- Naprawdę? - od razu się trochę ożywił. - Dziękuję - odruchowo go przytulił, nasuwając wcześniej maseczkę na twarz. - Tak, mój rehabilitant i mama... oboje kichają. Mama bierze wolne parę dni, bo się źle czuje - wyjaśnił.
Jun
- To mi jutro przywieziesz swój własny rosół, nawet jak przypalisz - zdecydował za niego, kładąc się na kanapie i przymykając oczy.
- Dziękuję - wypił posłusznie lek i zaraz wziął ten rozgrzewający. - Uhm a mogę kołdrę sobie przynieść z sypialni? - zapytał go zaraz. - I nadal będziesz mnie kochać?
Jun
- No to możesz ugotować tutaj - wzruszył ramionami z wdzięcznością otulając się kołdrą mocniej
- Dobrze - zastosował się do jego rady, pijąc powoli. Dopiero pukanie do drzwi go przestraszyło. - Nikogo nie zapraszałem - wyszeptał, patrząc na Takano.
Jun
- Nie czepiam się ciebie, tylko mówię jaki z ciebie leń, że nie możesz pobić samego siebei...
- A jak to nie będzie wujek? Tylko ktoś inny? - zapytał go wstając i łapiąc za kule. Otworzył, na progu widząc dziadka i Yuyę.
- Głupi pierdoło, jak mogłeś się tak załatwić. Czas na lecznicze ziółka - oświadczył mężczyzna popychając Tomo do salonu. - Yo Takano-kun - przywitał się z nim. - Potrzebna będzie miska z gorącą wodą. Będziemy nacierać biedaka - owiadczył. - Do wyra gówniarzu, a ty Yuya... hm hm posprzątaj tutaj - zakomenderował całym domem.
Jun
- Mhm tak... - uśmiechnął się lekko. - Ale dowiedziałem się tylko trochę szczegółów z waszego pierwszego razu.
Dziadek spiorunował go tylko wzrokiem.
- Przygotuj ten wrzątek - powtórzył samemu idąc do sypialni i sprawdzając temperaturę syna. Yuya złapał Takano za rękę.
- Dziadzia taki jest... nie przekonasz!
Jun
- Że jesteś kochany, że pozwoliłeś mu się przyzwyczaić, że wytrysnąłeś do środka i że nawet mu to nie przeszkadzało Że... no kurcze sam wiesz co robiłeś, nie?
Dziadek ani myślał odpuścić. Rozebrał Tomo z góry sprawiając że ten zadygotał z zimna.
- Nasmaruję cię maścią, a potem powdychasz ładnie inne zioła, co udrożni ci nos. Ale na razie tylko maść - zaczął go nacierać maścią.
- Dziadku... - Tomo odsunął się od niego, nadal nie ufając za bardzo dotykowi innemu niż Takano czy Jun. - Taka-chan... posmarujesz?
Jun
- Ja? - Tomo uśmiechnął się do niego niewinnie. - Nic takiego, wysłuchałem go i pokazałem mu na bananie jak można dać więcej przyjemności robiąc komuś loda.
- Chcę, nie zaszkodzi mi to. Znam tę maść i nigdy na to uczulenia nie miałem - uśmiechnął się. - Tylko...tylko ty nasmaruj - poprosił go cicho. - Tylko nie chcę nic wdychać już...
Jun
- Czepiasz się, to nieszkodliwa umiejętność - uśmiechnął się do niego.
- Cała klatka piersiowa, to tylko maść rozgrzewająca - uśmiechnął się do niego kładąc się na łóżku i zamykając oczy. - Nie będzie wąchania tak? - upewnił się.
Jun
- No już przestań! - puknął go palcem w kolano. - Ryu sam chciał się nauczyć.
Tomo zamknął oczy i nawet nie wiedział kiedy przysnął. Musiał być zmęczony 'chorobą'.
- No nic... wziewy rano - stwierdził dziadek, pakując swoje rzeczy i biorąc Yuyę na ręce. - Pójdziemy już.
Jun
- Powiedział mi też...że potrzebujesz pomocy w Tokio - dodał cicho. - Jak tylko stanę na nogi to ci pomogę, obiecuję.
Tomo obudził się pół godzinki później i usiadł szukając Takano.
- Taka-chan? - zawołał go. - Taka-chan jesteś?
Jun
- Dlaczego rezygnujesz? Nie lubisz tej pracy? - zapytał go trochę zdziwiony. - No bo mogę pomóc, ale to jak stanę na nogi.
Tomo przytulił się do niego lekko i chwilę go nie puszczał.
- Ciepłej herbatki... mogę posiedzieć obok ciebie?
Jun
- No dobrze, to twoja decyzja - wzruszył ramionami. - Ale póki tam pracujesz... to ci pomogę jakoś.
- Uhm zły sen - przyznał się cicho, nie puszczając go ani na moment. - Tak...do salonu, żeby posiedzieć z toba... może pospać, ale z tobą obok - wyjaśnił cicho. - I herbatkę.
Jun
- Dlaczego? Nie ufasz mi?
- Pokażesz mi torty? - zapytał go unosząc się na łokciach. - Z miodkiem... taka mi pomaga.
Jun
- Yhm, przecież nie pójdę specjalnie narażać się - wywrócił oczyma.
Toomo oglądał je od czasu do czasu mówiąc który podoba mu się bardziej.
- Ładne są. Takie osobliwe - upił łyk herbatki. - A teraz nad jakim pracujesz?
Jun
- Dobrze, nie było tematu - westchnął ciężko Tomo zamykając oczy. - Czy kiedyś miałeś ochotę być bohaterem?
- Jaki? Pokażesz? - zapytał go zaraz unosząc się na łokciach żeby spróbować zerknąć w jego projekt, ale nie bardzo mu się to udało. - Mhm... kotek? A zrobisz mi naleśniki jutro?
Jun
- No bohaterem... jak superman... wiesz ratować ludzi i takie tam...
- Ale taki specjalny ślubny czy nie ślubny? - zapytał go zerkając na niego ukradkiem. - Takie pancakesy, amerykańskie - poprosił.
Jun
- Mhm... ja nigdy, wolałem być strażakiem - uśmiechnął się lekko. - No i uważałem tatę za bohatera... bo bez niego ludzie z głodu by umarli.
- Mhm no dobra... - chciał drążyć dalej ale postanowił ugryźć się w język. - A na wieczór McDonald - klasnął w dłonie szczęśliwy z planu dnia kolejnego.
Jun
- Mhm jak to nie... pojawił się bohater - uśmiechnął się do niego lekko. - Twoja pani psycholog.
Chociaż go bardzo kusiło to jednak nie spojrzał w tablet by zerknąć na tort. Zamiast tego dopił herbatkę i położył się wygodniej na kanapie.
Jun
- Liczy się, jest twoją bohaterką - odparł spokojnie. - No spóźniła się troszkę, ale mimo wszystko.
[dobranoc :*]
- Rozmawiałem z starymi współpracownikami moimi. Będą znów dla mnie pracować - uśmiechnął się lekko. - Ale od przyszłego tygodnia dopiero... ale teraz to chyba dobrze, bo stanę na nogi do tego czasu.
Jun
- Widzisz? Bohaterowie są wśród nas. Ty jesteś takim moim bohaterem - uśmiechnął się lekko do niego.
- Mogę zobaczyć? - zapytał go znowu, podciągając się na łokciach i kichając porządnie. - Przepraszam - wymamrogtał odruchowo.
Jun
- No tak, zawsze nim będziesz - odparł spokojnie, kładąc się wygodniej. - Więc nie myśl sobie inaczej.
[zachorowałem Tomo i sam zachorowałem ;( mam dziś 38,5... znaczy teraz już mniej ale...]
- Za kichnięcie - spojrzał na torcik analizując go raz za razem. Długo nic nie mówił w podziwie. - Ne... ale czegoś tu brakuje - podał mu swój pierścionek zaręczynowy. - Brakuje tu obrączek naszych... i Jolie i szczeniaczków, ale je można odpuścić. No i mojego misia Pandy który by reprezentował Yuyę - podał swoje sugestie. - A jaki smak będzie? Waniliowy? Śmietankowy? Adwokat? Czekolada?
Jun
- No właśnie, masz rację - uśmiechnął się do niego. - Dziękuję, że zawsze przy mnie jesteś. Jestem też niemal pewny że dla Ryu też jesteś bohaterem.
[no...jakaś masakra...]
- No ja wiem...ale jakby to Jolie i Yuya sa partia naszego życia... więc powinno coś ich reprezentować, skoro mamy nutki i gitarkę, co jest słodkie - uśmiechnął się do niego szeroko. - I przybory cukiernicze oraz kartki i ołówek - dodał pokazując partie tortu. - To chyba powinno być też miejsce nawet małe dla obroży na psa, albo miski czy cuś... i misiaka.
Jun
- Ochrzaniłeś go za to? - zapytał go zaraz. - Boże na pewno ochrzaniłeś... Ryu jest młody i ma prawo popełnić błędy - żachnął się.
[[no strasznie nieprzyjemnyu :( Tomo na mnie zemstę zaplanował...]]
Tomo spojrzał na niego i odetchnął głęboko, teraz stwierdzając że projekt jest idealny.
- Nikt nie musi wiedzieć co reprezentuje misiek - dodał z uśmiechem, dmuchając nosek. - Mhm... chciałbym napisać piosenkę dla nas - szepnął.
Jun
- No to dobrze, że go nie ochrzaniłeś. To nastolatek Jun. Głupio zrobił fakt, ale to wciąż dzieciak... który poznaje świat dorosłych - uśmiechnął się do niego.
[mou raczej nie bardzo...]
- Myślałem o tym żeby ją zaśpiewać przy pierwszym toaście - zaproponował spokojnie. - Ale nie będzie puszczona, zaśpiewasz ją ze mną - uśmiechnął się do niego lekko. - Zgoda?
Jun
- Baka! - krzyknął na niego siadając i trzepiąc go lekko przez głowę. - Nie próbuj go ochrzanić za takie coś. Mnie ochrzaniałeś i miało to odwrotny skutek, pamiętasz? Im bardziej krzyczałeś tym więcej piłem - burknął cicho. - Tu może być podobnie - westchnął ciężko. - Ryu jeszcze pomyśli że jesteś jak jego ojciec i że wcale go nie chcesz wspierać - wywrócił oczyma. - A ty nie masz go głaskać po głowie, tylko powiedzieć że rozumiesz. Że też byłeś kiedyś w jego wieku i wtedy myślało się innymi kategoriami. Nie interesowało cię czy jesteś na lekach czy nie...
- Luwr - odparł bez zastanowienia. - Paryż, Wieżę Eifla, zamki nad Loarą... i co tam jeszcze chcesz - wymienił kilka rzeczy. - Jeszcze nie patrzyłem na to co można zwiedzić we Francji. Przyznaję bez bicia... laik ze mnie.
Jun
- No właśnie. Tym bardziej tracisz podstawy by go ochrzanić. Dostał szlaban od ojca to wystarczy - uśmiechnął się lekko. - Jak będzie mądrym chłopcem to więcej tego nie zrobi.
- Tak jest - kichnął znowu, przykrywając się mocno. - Mou głodny jestem - przyznał beznadziejnie.
Jun
- Nie porównuj was ciągle - żachnął się Tomo. - Ty jesteś sobą, Ryu jest sobą. Jesteście dwoma różnymi osobami, możecie mieć różne powody. Ryu też ma wystarczający powód żeby się upić. Jest chory, nie wie kiedy wyzdrowieje, jego facet mu matkuje i on sam nie wie co chce w życiu robić. Dla mnie to wystarczający powód.
Tomo popatrzył na niego, czując łzy w oczach i schował zaraz głowę w poduszkę.
- No bo...no bo nie dostałem jeszcze mojej czekoladki z piankami - wymamrotał płaczliwie.
Jun
- Mhm... ja też chciałem iść daleko od rodziny, żeby im pokazać że potrafię się usamodzielnić - odparł cicho Tomo. - To głupota, ale myślę że to normalne i nie powinniście mu zabraniać tego.
- A mogę jeszcze bananka? - zapytał go ocierając łzy. Głupia choroba, zawsze się rozklejał jak nie miał tego na czym mu bardzo zależało. Wziął kubek w obie ręce wdychając zapach czekoladki. - Pyszna...
Jun
- Możesz na nim wymóc by regularnie chodził do lekarza. Zapisać go do odpowiedniego szpitala - uśmiechnął się lekko. - Eh a on zabił kogoś? - zapytał zaraz spoglądając gdzieś w bok. - Albo był gwałcony non stop?
- No bo jestem chory - wymamrotał na swoje usprawiedliwienie maczając bananka w czekoladzie. - Na filmach - przyznał z uśmiechem.
Jun
- Jesteś uprzedzony do tego miejsca i chcesz go ochronić. To naturalne, ale chyba powinieneś trochę odpuścić... pokłócisz się z nim tylko.
- Dobrze, na randkę - zgodził się pijąc swoją czekoladkę i dogryzając ją bananem. - Ale bananek też - poprosił go.
Jun
- Więc mu powiedz, że się martwisz, wyjaśnij mu dlaczego, ale pozwól mu samemu zadecydować.
- To jeszcze bananki, mandarynki - poprosił go z delikatnym uśmiechem. - Ale jutro McDonald. Pamiętaj - poprosił go pijąc dalej swoją czekoladkę. - Uwielbiam ją!
Jun
- To będzie jego decyzja Jun. Jego życie, prawda? - Tomo rozkasłał się trochę, ale zaraz atak przeszedł i popił wodę. - Jak będziesz do niego przyjeżdżał to możecie iść do miasta, możecie iść do Keia.
- Świetnie - ucieszył się, odkładając pusty kubek na stół i z uśmiechem kładąc się wygodniej na kanapie. - Mnie to pasuje. Jak najbardziej, koniecznie ją rób - uśmiechnął się do niego.
Jun
- Tak - zachichotał. - Problemy zawsze będą się pojawiały, ale po to jest związek, miłość...by je rozwiązywać Jun-chan - uśmiechnął się do niego.
[dobranoc :* źle się czuję.. położę się]
- Będę śpiewać ci cały czas - uśmiechnął się lekko kichając. - Mhm... ale ja się boję zasnąć sam w pokoju - przyznał się cicho.
Jun
- Bardzo śmieszne - burknął niezadowolony. - Ja też czasem mogę mieć rację głupolu - fuknął na niego zamykając oczy. - A ty się lepiej ucz gotowania - przypomniał mu tylko.
[lepiej troszkę, mam 37,4 rano... zobaczymy co będzie wieczorem...]
- Ale to na futonie. Mam futon w szafie - zgodził się z nim siadając i wycierając znów nosek. Powoli poszedł do sypialni, kładąc się do niego i chowając się pod kołderką.
Jun
- Nie dam ci spokoju, no bo byłoby fajnie jakbyś mu kiedyś przygotował romantyczną kolację. On o tym marzy - żachnął się.
[no... u mnie zawsze wyżej... ale leżę w wyrku x)]
- Taka-chan, ale jak się będziesz czuł niewygodnie to idź na kanapę - poprosił go cichutko, chwilę później zasypiając.
Jun
- To próbuj 10 000 razy aż w końcu ci wyjdzie - westchnął ciężko. - Zabranie do restauracji ma inny wydźwięk niż taka robiona przez ciebie.
Prześlij komentarz