Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2401 – 2600 z 4999 Nowsze› Najnowsze»Tomo spał długo tylko co jakiś czas kaszląc przez sen i nad ranem budząc się by wydmuchać nos. Nie zasnął już wtedy, tylko wziął kule i poszedł do kuchni by zrobić sobie herbatkę, po czym z kubkiem usiadł na kanapie, okrywając się jeszcze kocykiem i wpuścił wiadomości.
Jun
- No to ci pomogę - fuknął na niego. - Po prostu przestań się mazgaić. Potrafisz gotować, tylko nie dajesz sobie szansy.
- Dobrze, już trochę mi lepiej, prawda? - spojrzał na niego z lekką obawą werdyktu. - Przynajmniej tak czuję - uśmiechnął się do niego lekko, przeskakując z programu na program. Oparł głowę o jego ramię.
Jun
- Bo nie rozumiem czemu nie próbujesz. Tak mnie pouczasz zawsze że nie można się poddawać i takie tam - burknął. - A sam robisz to nagminnie. Hipokryta.
- Pancakesy - przypomniał mu co chciał zjeść wczoraj i co sobie zażyczył na śniadanko. - Mhm na obiad nic i na kolację McDonald - wymienił. - Na obiad zjem jakiś owoc - obiecał mu.
Jun
- No oczywiście, a jak podałem ci sytuację w której ta umiejętność będzie ci potrzebna to to zlałeś cieplym moczem - burknął chowając się całkowicie pod kocem. - Dobranoc.
- Sos czekoladowy i miodek - poprosił go, po czym uśmiechnął się lekko otulając się mocniej kocykiem.
Jun
- Tak, kiedy Ryu nie będzie chciał żebyś go opuszczał na krok, jak będzie chory. Ciekawe jak wtedy rozwiążesz sytuację - fuknął na niego zły jak nie wiem.
- Dziękuję, smacznego - potwierdził pijąc trochę soku pomarańczowego i krojąc sobie naleśnika. - Uhm jak jestem chory... to uhm mam lęki czasem - przyznał szczerze. - Nie wiem czemu, wydaje mi się że jak będę sam to umrę... głupie takie.
Jun
- Zakładam, że Ryu nie zawsze będzie musiał z jakąkolwiek chorobą iść do szpitala. Szkoda że ty tego nie robisz - chłopak usiadł na kanapie patrząc na niego twardo. - Uhm poradzę już sobie sam. Dzięki że tyle siedziałeś.
- Ja wiem, ale mimo wszystko... po prostu nie umiem się tego pozbyć. Jak mam temperaturę to wszystko się potęguje - wymamrotał, wcinając naleśnika.
Jun
- Zacznij wreszcie myśleć przyszłościowo - żachnął się chłopak ale nie wstał by go odprowadzić. Za bardzo kręciło mu się w głowie. - Zadzwonię - obiecał.
- Dziękuję - mruknął tylko, dalej męcząc się ze swoją porcją. Jego brzuch protestował po 3/4 pierwszego naleśnika, ale on obiecał sobie że chociaż jednego zje.
Jun
[oki xD]
Tomo szybko wyszedł z choroby. Po tygodniu zaczął normalnie pracować w piekarni, dzień zaczynając o 5 rano, a kończąc go wraz z ostatnim klientem po 8 wieczorem. Tego dnia z satysfakcją zamykał piekarnię, wiedząc że Takano już nie ma na górze. Piekarnia dobrze prosperowała, a ludzie z zadowoleniem wracali po kolejne pieczywo. Nic więcej nie musiał chcieć. O kulach ruszył na krótki spacer, bo nie miał jeszcze ochoty na odpoczynek. W barze na plaży zamówił sobie shake'a owocowego i zaraz z nim usiadł na piasku sącząc go powoli.
- Obejrzę sobie jakiś film, może ściągnę inny, zrobię opłaty przez neta a potem pokompunuję trochę piosenek - pokazał mu plan na ten dzień. - I pewnie pośpię trochę - uśmiechnął się do niego kichając.
Jun
- Nie szkodzi - pogłaskał psinkę po grzbiecie, pozwalając jej się lizać po twarzy i upił trochę Shake'a.
- Dobrze - zgodził się biorąc leki. - Uhm ale na noc nasmarujesz mnie też maścią? - zapytał go zaraz. - Bo ona rozgrzewa... nie było mi już tak zimno - wyjaśnił mu.
Jun
- Jednak palisz? - zdziwił się nieco, samemu też zapalając tak do towarzystwa. - Sam z nią wychodzisz? Myślałem, że to działka Ryu - uśmiechnął się lekko, popijając papierosa shakem.
- Powodzenia - pokiwał mu na dowidzenia i zajął się kończeniem naleśnika i oglądaniem filmów.
Jun
- No tak, ja też to lubię - przyznał szczerze, dopalając papierosa. - Chcesz posmakować? - podsunął mu pod nos swojego shakea.
- Nie strasz mnie tak! - Tomo rzucił w niego kolejną zgniecioną kartką. - Nie idą dzisiaj - odstawił gitarę, zbierając kartki i wyrzucając je do śmietnika.
Jun
- Ano, robią takie pyszne w tym barze - wskazał ręką kierunek. - W razie jakbys kiedyś potrzebował - wywrócił oczyma. - Mają coś z domowej roboty, więc możesz oszukać Ryu że sam je robiłeś.
- Lepiej, mam tylko 37,4 więc jest lepiej - dał mu znać przytulając się do niego lekko. - Nie wiem... cokolwiek, ale nie szło, więc sobie pograłem trochę - uśmiechnął się lekko. - Ale nie śpiewałem, bo nie wychodzi. Gardło boli.
Jun
- Będę tak długo poruszał, aż w końcu spróbujesz - uśmiechnął się do niego trochę wrednie, zapalając drugiego papierosa. - Piekarnia dobrze prosperuje, możesz już zacząć wpadać - dodał po chwili.
- A ty nie jesz? - zmartwił się trochę odpakowując sobie cheeseburgera. Będąc chorym miał zachcianki, nie ma co. - Mhm pycha - uśmiechnął się lekko.
Jun
- No ba, wpadnij koniecznie - uśmiechnął się do niego. - Twoje ulubione bułeczki schodzą szybciej niż zdążysz powiedzieć 'kocham cię' - roześmiał się.
- To nie zjesz ze mną? - westchnął ciężko, ale nic na to nie poradzi w koncu. - Ciebie potrzebuje - bąknął, przytulając się do jego ramienia. - Twojego zapachu.
Jun
- Tak koło 6 rano jest pierwsza partia, potem koło 8.30 druga - odparł wesoło. - Mogę coś schować pod ladą dla ciebie - dodał po chwili namysłu.
- A możesz trochę później? - zapytał go tylko, bo chciał z nim posiedzieć. Zjadł trochę cheeseburgera i popił go colą, po czym jednak oddał colę Takano, samemu biorąc herbatkę. Lepiej dla gardła.
Jun
- Tak jest, wszystko dla stałych klientów - zachichotał.
- I co? Wywiad z nią miałeś? - zapytął go zainteresowany. - Okropna była? Jak poszło?
Jun
- No to nie ma szans... Ryu jeest u mnie codziennie - żachnął się, bawiąc się piaskiem.
- Ale nie dałeś się jej zalecać, co? - zmrużył brwi i zaczął go delikatnie tykać w brzuszek palcami. - NIe dałeś prawda? - zapytał znowu, zaczynając jeść frytki i dzieląc się nimi z nim.
Jun
- Powiedz Jun... gdybyś miał zaplanować perfekcyjne morderstwo... co byś zrobił? - zapytał go od tak, pijąc dalej swojego shaka.
- Zazdrosny? Co? Nie... - odwrócił wzrok. - Nikt by nie poleciał na mojego brzydala - burknął czerwieniąc się nieco.
Jun
- Tak tylko pytam, hipotetycznie - wywrócił oczyma. - Więc? Jakbyś miał zaplanować idealne morderstwo...
- Nie śpisz dziś tutaj - fuknął na niego biorąc kule i idąc do pokoju. Zatrzasnął za sobą drzwi padając na łóżko i chowając się pod kołdrę.
Jun
- Mhm... gaz... ale zanim gaz się ulotni to policja może zareagować, gaz nie jest dobry - wywrócił oczyma. - Ja pomyślałem o... przypadkowym utopieniu... gdzieś daleko...
- Wezmę - burknął tylko nawet nie wychodząc z łóżka. Cały czas chowając się pod kołdrą.
Jun
- Albo możnaby też próbować uzyskać wyrok self-defence... samoobrona - mruknął jakby go nie słysząc. Położył się na plecach patrząc w gwiazdy.
- Nie śpisz tu dzisiaj - powtórzył cicho, nadal nie wychodząc spod kołdry. - Nie obraziłem - burknął jeszcze.
Jun
- Boję się go! - krzyknął w odpowiedzi. - Myślę o sobie! - obruszył się patrząc na niego ze złością. - Jak się go pozbędę, wszystko będzie w porządku! Wszystko... nie będzie mnie terroryzował... nachodził... dzwonił... wysyłał smsy... wysyłał listy z pogróżkami - wydusił z siebie.
- O nic nie chodzi, daj mi już spokój. Jestem zmęczony, chcę spać wymamrotał siadając i biorąc leki wedle zaleceń Takano.
Jun
- Zeznasz w sądzie, że byłem chory psychicznie, albo coś... i zmniejszą mi wyrok - A jak wyjdę to jego już nie będzie, nie będzie. Nie będzie krzywdził mnie ani mojej rodziny - wydusił z siebie.
Złapał go jeszcze za rękę i przytulił do niej swój policzek.
- Uhm nie przychodź - poprosił go cicho. - Zobaczymy się wieczorem - obiecał mu.
Jun
- Zgłosiłem, ale powiedzieli że to moja paranoja - wydusił z siebie z trudem powstrzymując się od płaczu. - Ja już mam dość Jun, nie chcę się go bać całe życie.
- Nie, nie... ja tylko - chłopak przełknął głośno ślinę. - Ja tylko nie chcę żebyś się spóźnił do pracy - uśmiechnął się do niego lekko. - Do swoich klientek, żeby miały co podziwiać...
Jun
- Byłem już u nich, pokazałem. Smsy też... uznali że to dziecinada i nie warto w to głębiej wnikać, bo jeszcze nic się nie stało - schował głowę w jego pierś. - Nie powiedziałem Takano...
- Dobra, jestem zazdrosny. Zadowolony? - fuknął na niego, niezadowolony że wymusza się od niego takie wyznania. - Ugh teraz to już możesz nie pokazywać mi się na oczy cały jutrzejsszy dzień. Wcale nie zatęsknię - burknął, wracając pod kołdrę. - Dobranoc.
Jun
- Oni mi nie uwierzą... mają mnie za paranoika i niezdolnego do logicznego myślenia - wymamrotał ocierając łzy kantem dłoni. - O widzisz... - pokazał mu przychodzącego smsa 'obserwuję cię'. - Pozwol mi... wiem jak zatrzeć ślady...
- Oh daj mi spokój, też czasem mogę być zazdrosny i sio. Zarazisz się. Do po jutrza - wywrócil oczyma, chowając się pod kołdrą z nadzieją, że Takano już sobie pójdzie i da mu w spokoju spać.
Jun
- Nie! - krzyknął przerażony, ledwo co utrzymując się na kulach. - Nie chcę się z nim sądzić. Nic dobrego z tego nie wynika.
Wywrócił oczyma idąc jednak sprawdzić czy jest zamknięty. Upewniwszy się wrócił do sypialni i odetchnął głęboko kładąc się w łóżku. Zasnął szybko.
Jun
- Dlaczego? Przecież to najlepszy sposób... zginie i nie będzie mnie denerwował - chyba rzeczywiście był za mocno rozdygotany by myśleć sensownie. Może powinien porozmawiać z psychologiem...
[dobranoc, śpij dobrze :*]
Tomo słysząc że ktoś jest w domu, a nie do końca będąc przytomnym, złapał kij baseballowy w dłoń i powoli trzymając się ścian pokuśtykał do kuchni.
- Mówiłem ci, że masz mnie nie nachodzić! - krzyknął na 'obcego' zamachując się na niego kijem.
Jun
- Nie mam swojego - przyznał się, bo uznał że Jun ma jednak rację. Jeszcze dojdzie do tego że zabije niewinnego człowieka, z tego strachu.
[dzisiaj mam tylko 37,1 xD]
Tomo odetchnął z wyraźną ulgą, przytulając się do niego mocno i zaciskając mocniej powieki.
- Nikt - wymamrotał. - Nie wiem, nie znam go - dodał po chwili, bo to nie jego wuj go nachodził tylko przeklęty łysy macho z tatuażami na całym ciele.
Jun
- A piekarnia? - spojrzał na niego. - Musze ją jutro otworzyć przecież... o 5 rano - wymamrotał bardziej martwiąc się o innych niż o siebie jak zwykle zresztą.
- Przepraszam, przestraszyłem się - wymamrotał przeprosiny, łapiąc się mocniej szafki by się utrzymać w pionie. - Dojdę - uśmiechnął się do niego słabo, idąc w stronę salonu. Z ulgą opadł na kanapę, żałując że jednak nie wziął kul ze sobą... albo wózka.
Jun
- Słucham cię, słucham - jęknął siadając na jego łóżku i kładąc kule na podłodze. - Tylko... tylko się boję.
- Nic ci nie jest? - zapytał go tylko obserwując czy go przypadkiem nie skrzywdził. - Uhm dobrze, już lepiej. Tylko trochę słabo jeszcze - przyznał mu się jedząc naleśnika.
Jun
- Uhm wiem, tylko... tylko i tak się boję - wzruszył ramionami nic nie mogąc na to poradzić.
- Uhm dobrze - mruknął cicho dalej jedząc. Popił naleśnika czekoladą i odstawił resztę na stolik. - Czemu zawsze robisz tak dużo naleśników? - zapytał go po chwili. - Przecież wiesz...że ja potem 3 dni je jem...
Jun
- Dlaczego? Pozbyłbym się problemu, nikt by mnie już nie straszył, odsiedział bym swoje w więzieniu a potem spędził kilka lat na starośc na wolności bez strachu.
- Ja po jednym mam dość - odparł opierając głowę o ramię mężczyzny. Dopił spokojnie czekoladę. - Powinieneś już iść, zaraz zaczynasz pracę.
Jun
- To co mam zrobić? Sąd nie pomaga - zauważył czując łzy na policzkach. - Miesiąc... tyle dał... miesiąc.
- Miało cię w ogóle dziś nie być - przypomniał mu. - Zamierzałem się do ciebie nie odzywać, więc nie narzekaj - poklepał go po głowie, samemu idąc do pokoju żeby się jeszcze położyć.
Jun
- Uhm nie chcę tak żyć Jun - Tomo zszedł na podłogę kładąc się na niej. - Dobranoc.
Tomo przespał pół dnia, budząc się dopiero wieczorem. Wstał z łóżka i włożył na siebie bluzę Takano, po czym poszedł do salonu obejrzeć jakieś nudne rzeczy w telewizji. Z kijem baseballowym tuż przy kanapie, w razie potrzeby.
Jun
- A ty? Gdzie będziesz spał? - zapytał go cicho.
Tomo właśnie kończył oglądać kolejny durny teleturniej japoński, więc kiedy Takano wszedł do środka spojrzał na niego.
- Ne... dlaczego ty masz moje klucze? - zapytał bo tak przyszło mu to do głowy.
Jun
- Dobrze - Tomo posunął się na łóżku robiąc miejsce dla Juna, ale chwilę później przytulił się do niego lekko, bo tak mu było łatwiej zasnąć.
Potrząsnął głową.
- Ja tylko eh jak cię zapraszam to wolałbym żebyś nie wchodził sobie swoimi kluczami - wymamrotał. - Poza tym ja twoich nie mam - dodał jeszcze.
Jun
- Hm tzn że mogę poudawać żeby był zazdrosny? - zapytał spoglądając na niego ale nie zamierzając wykonywać żadnego ruchu.
- Nie oszczędzaj mi chodzenia - mruknął tylko, nie chcąc od niego kluczy, tylko chcąc by ich nie używał jak wie, że on sam jest w domu. No bo po co?
- Dziękuję - przyczepił klucz od mieszkania Takano do swoich kluczy.
Jun
- Uhm ok - odsunął się od niego uznając że nie będzie się przytulał. - Jakby co wytłumaczę mu co i jak - obiecał.
- Nie szedłbym - odparł cicho. - Bo...bo on nie puka - wymamrotał cicho, zabierając ręce z jego uścisku żeby zaraz mocno się w niego wtulić. - Dlaczego mi nie pozwalacie go zabić? - zapytał go płacząc.
Jun
- Mhm... no no nii-chan podziwiam cię, że tak ze mną wytrzymujesz - uśmiechnął się delikatnie.
- Ale on na to zasługuje - wymamrotał Tomo tuląc się do Takano. - Zasługuje! Ja już nie chcę iść do sądu, po co? Żeby mieć miesiąc spokoju? - pociągnął nosem. - Nie ma sensu.
Jun
- Dziękuję, że ze mną wytrzymujesz - powiedział jeszcze zasypiając wreszcie.
- Nie będzie, nie jest - wzdrygnął się na dźwięk kolejnego smsa. Podał go od razu Takano, by ten mógł sobie przeczytać. Od nieznajomego numeru, przychodziły zawsze, każdy z innego numeru. O tym samym wydźwięku 'widzę cię'.
Jun
Tomo spał jak zabity aż do 6 rano, kiedy to pokój Juna zamienił się w istne pobojowisko, spowodowane naglym przebudzeniem najmłodszego z braci Amakusów.
- JUN! - chłopiec wylądował prosto na JUnie. - Wstawaj, wstawaj.
- Byłem na policji, ale powiedzieli że mam paranoję - wtulił się w niego mocniej przełykając łzy. - Myślę, że wujek, albo... albo ktoś z jego polecenia...
Jun
- Jakaś pani do ciebie przyszła - odparł chłopiec wybiegając z pokoju, ku uciesze Tomo.
- No faktycznie masz barwnie... - zachichotał.
- Uhm... Jun mi kazał iść do psychologa i nawet mi załatwił taka uhm panią psycholog Mikę, ale ona mieszka w Tokyo. Nie może ciągle przyjeżdżać - uśmiechnął się do niego słabo, mocniej się w niego wtulając.
Jun
- Uhm dzień dobry - Tomo szybko się ogarnął, ścieląc Junowi łóżko i otwierając okno by wywietrzyć trochę pokój.
Pokręcił przecząco głową. To nie było tak, to wszystko nie było tak.
- Boję się, że jak wiesz to on cię zabije i mi znikniesz... albo porwie... albo zrobi krzywdę Yuyi - wydusił z siebie cicho. - Nawet nawet mi to napisał... w jednym z listów...
Jun
Nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić, ale w końcu zdecydował że nie da rady długo stać. Usiadł więc na łóżku, najwygodniej jak potrafił i popatrzył na nią trochę niepewnie.
- Boję się - mruknął cicho. - Mojego uhm wuja... - dodał zagryzając lekko wargi. - On...on próbował mnie zabić parę razy, potem groził mamie... a teraz...dostaje listy z pogróżkami, smsy i... i uhm najlepiej jest go zabić...
- Nie, nie możesz. Będę się bardziej o ciebie bał - wymamrotał tylko dygocząc mu w ramionach. - Nie wiem co mam robić... prawie cię dzisiaj zabiłem - przypomniał mu o poranku. - Lepiej żebyś tu nie mieszkał ze mną... jeszcze mi coś odbije.
Jun
- Ale nic innego nie działa... już był w więzieniu, cały miesiąc a potem magicznie wyszedł - popatrzył na nią blednąc całkowicie. - Ja umiem zacierać po sobie ślady, nikt się nie dowie.
- Nie, nie zostawaj tu na no - potrząsnął przecząco głową. - Boję się o ciebie, a teraz jak już wiesz to jeszcze bardziej - zacisnął lekko pięści. - Mogę... mogę dzisiaj spać u ciebie? - zapytał go po chwili. - Tylko dzisiaj... tylko raz. Jutro, jutro już będzie mi lepiej, zobaczysz.
Jun
- Nie, jeśli dostanę wyrok w obronie własnej, albo ktoś zezna że byłem niezrównoważony psychicznie. No i w ogóle o tym mówimy hipotetycznie, bo mnie nie złapią - wymamrotał przełykając głośno ślinę i patrząc na nią twardo. Już nie płakał, nie drżał. Był zdecydowany, albo po prostu tak przerażony że było mu już wszystko jedno. - On mnie nienawidzi. Zawsze tak było. Zawsze... jak wiedział, że mam problemy z jazdą w aucie to specjalnie zabierał mnie na długie przejażdżki. Jak byłem dzieckiem, to na jego 'obiadkach' zmuszał mnie do jedzenia tego co nie lubię, albo jestem uczulony, a jak potem wymiotowałem rodzice byli zmuszeni mnie ukarać na oczach wszystkich. Bo u burmistrza nie wypada - wymamrotał cicho, niby takie nic a jak zostaje w pamięci. - Potem chciał mnie wrobić w morderstwo, ale mu się nie udało. Podpalił mi piekarnię i dom, kiedy byłem w środku. Potem przejechał mnie samochodem i dlatego dobrze nie chodzę. A potem jeszcze mnie dusił... dlaczego on mnie tak nienawidzi?
- Ale ja lubię swoje mieszkanko, jest takie przytulne... dobrze mi je urządziłeś - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Mam u ciebie rzeczy, nic nie potrzebuję - szepnął przytulając się mocniej do niego. - I nie mów że mam się nie martwić bo martwię się wtedy jeszcze bardziej, a ty się martwisz o mnie więc więc... więc nie mów że nie mogę, skoro sam to robisz...
Jun
- Teraz tak, ale wcześniej ich nie było - zatrząsł się lekko, czując łzy na policzkach, złapał za poduszkę Juna chowając w nią twarz.
- Dziękuję - ucałował go w policzek. - Ale ja umiem się obronić... widziałeś mnie w akcji - wymamrotał, gdybym nie doszedł do tego że to Ty to bym łapał za patelnię - dodał.
Jun
- Uhm ale to nie ma związku z tym jak się czuję - zaprzeczył nagle. - Niedawno dowiedziałem się, że uhm nie jestem dzieckiem rodziców, tylko mnie adoptowali.
- Nie czepiaj się, zapomniałem gdzie leży mój paralizator - wymamrotał cicho. - Poza tym jak ja mam się nie martwić to ty też nie. Taka umowa, jak ty się martwisz to nie mów mi że ja mam tego nie robić - pstryknął go w nos. - Uhm a jak wezmę kule na motor?
Jun
- Nie wiem - wzruszył ramionami zgodnie z prawdą. - To nadal dziwne... no i mama długo mnie nie lubiła, zawsze była... oschła - wymamrotał. - Potem zabiłem jej dzieci to już w ogóle - wymamrotał. - Widzi pani? Mnie nie zrobi różnicy jedno życie więcej na sumieniu.
- Tak, straszyli - przyznał cicho, wciskając twarz mocniej w jego pierś. - A ja nie chcę żebyś cierpiał.
Jun
- W wypadku, ale prowadziłem po alkoholu więc to moja wina - wymamrotał trzęsąc się całkowicie i powoli tracąc oddech, zaczynając jej trochę panikować. - Nie oddam ich mu, bo one mu się nie należą - jęknął. - Zresztą już ich nie mam. Część poszła na odbudowę piekarni, a pozostałe oddałem na budowę domu dla bezdomnych. Żeby też mieli swoje miejsce...
- Ale ja w ciebie wierzę, kiedy nie panikuję i nie jestem na skraju zabicia kogoś - wydusił z siebie, chowając się pod kapturem bluzy którą miał na sobie. - Tak bardzo się boję...
Jun
- Nie chcę mu dawać pieniędzy - wymamrotał patrząc na nią. - One nie były dla niego, jakby mnie zabił one szły na ręce mojej mamy, bo to jej mąż je zostawił - zgrzytnął zębami. - Poza tym on mnie próbował zabić do jasnej cholery, mam mu za to płacić? - gdyby się tak nie trząsł może zabrzmiałoby to jakoś groźnie ale w takim wypadku kiedy z trudem łapał oddech to był tylko szept. - Nie chcę mu płacić.
- Uhm, jestem szczęśliwy z tobą o ile nie panikujesz i nie popadasz w nadopiekuńczość - ucałował go w policzek łapiąc go zaraz mocniej.
Jun
- No bo ja nawet nie wiem czy mu chodzi o pieniądze, tylko się domyślam - wyjąkał. - A teraz to może mu też chodzić o to że musiał spędzić miesiąc w więzieniu i stracił posadę burmistrza - zacisnął zęby. - Jun-chan... - jakoś nie mógł się przy niej uspokoić.
- Ale ty też nie zabijej - poprosił go. - Bo... wybacz kotku co jak co... ale ja znam lepsze sposoby i wiem jak zatrzeć po sobie ślady - żachnął się.
Jun
- Nie pytałem, ale on ze mną nie będzie rozmawiał - wymamrotał, tracąc oddech. - Nie mogę oddychać - spojrzał na nią z lekkim strachem. Nie wiedział, że jest w aż tak kiepskim stanie.
Tomo popatrzył na jego palec, po czym z wahaniem złączył go ze swoim.
- Obiecuję - szepnął tylko.
Jun
Tomo zesztywniał w jej ramionach. Wszystko do niego wróciło. Wszystko co złe.
- Proszę... proszę niech mnie pani nie dotyka - wydusił z siebie delikatnie się od niej odsuwając. Zacisnął powieki z których popłynęły gorzkie łzy. Czy tak właśnie kończą osoby, które już dawno powinny być u psychologa?
- Przecież będziesz - uśmiechnął się do niego biorąc kule i idąc po szczoteczkę do zębów. Chwilę później był już z powrotem. - Możemy iść.
Jun
Długo nie mógł się uspokoić, ale w końcu w miarę złapał oddech, nadal mając go przyspieszonym. Był już nieźle spocony i cały czas drżał. Nie czuł się komfortowo, a fakt, że wszystko było nagrywane wcale mu nie pomagał.
- Czy Jun...może tu przyjść na chwilę? - zapytał jej w końcu.
- Dobrze, postaram się - obiecał mu kuśtykając za nim do domu i w domu przewracając się na plecy pod wpływem radości Jolie i szczeniaków. - Ała... - jęknął cicho, bo uderzył się o kule. - Głupie, kochane psiaki - poczochrał je wszystkie i potarmosił po łebkach.
Jun
- Przepraszam, nawet dobrze sesji z psychologiem mieć nie mogę, jaka beznadzieja - wtulił się w Juna słuchając jego serca żeby się uspokoić.
- Un może być i sałatkę owocową poproszę - dodał po chwili namysłu. - Mogę? - zapytał go jeszcze zaraz, podnosząc się na kolana i znów padając pod ciężarem Jolie. - No ej... - jęknął śmiejąc się radośnie. - No już, już.
Jun
- Un - jeszcze kwadrans siedział wtulony w niego uspokajając swój oddech zanim w końcu się od niego odsunął i otarł łzy, patrząc na nią. - Przepraszam - szepnął w jej stronę.
- Głupole małe - dopiero dobre 10 minut później udało mu się zebrać z podłogi i podejść do salonu przy wesołym szczekaniu psów. Opadł na kanapę, a Jolie wdrapała się na nią i położyła łepek na kolanach Tomo z miną 'miziaj mnie'.
Jun
- Uhm - Tomo spojrzał na Juna i uśmiechnął się do niego lekko, ale już nie wspomniał nic na temat tego, że nie ma się co wstydzić, przy nim też płakał Otarł łzy i odetchnął głęboko. - Tylko... chyba nie dam rady kontynuować teraz - przyznał szczerze.
- Dziękuję - wziął czekoladkę od razu jej smakując zamknął oczy pozwalając smakowi przejść przez wszystkie jego zmysły. Cały czas głaskał psinkę po Łebku, to za uszkami.
Jun
- Uhm dziękuję - wymienił się z nią wizytówkami. - Zadzwonię, ale... uhm pani nie musi tu zostawać, ja ja przyjadę - zdecydował szybko. Nie chciał by ponosiła jakieś koszta.
- A mogę za chwilkę - oddał mu laptopa, bo na razie nie mógł skupić się na 3 rzeczach na raz. Głaskaniu Jolie, trzymaniu kubka czekolady i obsługiwaniu laptopa. - Za co tak bardzo lubisz Francję? - zapytał go.
Jun
- Uhm no dobrze - uznał że niby może jej uwierzyć, niby...
- Mhm - pokiwał lekko głową, uśmiechając się do niego. Takano wyglądał słodko kiedy o tym opowiadał. - Kotek... ale Nowy Jork też zobaczymy jak już będziemy w USA? - zapytał go bo nie chcial bez tego wracać. - I parę innych rzeczy?
Jun
- Wiem - szepnął, jeszcze chwilę tuląc poduszkę do siebie. - Ale ja dzisiaj cyrk zrobiłem - wydusił niezadowolony. - Tak się przestraszyłem, wszystko wróciło... ale tak wszyyystko.
- Ano - odstawił kubek na stolik i nałożył sobie trochę salatki do mieseczki - Pyszna - uśmiechnął się szeroko. - Kocham cię Taka-chan... naprawdę!
Jun
Skinął głową wtulając się w niego.
- Mogę tu jeszcze trochę zostać? Nie będę ci przeszkadzał - obiecał cicho.
- Chyba zawsze pod górkę, a wszystko przeze mnie - uśmiechnął się do niego słabo, po czym przytulił się mocniej. - Myślałeś nad nowymi produktami do cukierni? - zapytał go za chwilę. - No bo... pomyślałem, że dla dzieciaków to ciasto żelkowe mogłoby być fajne.
Jun
- Dzięki, poproszę herbatę - położył się jeszcze trochę na łóżku, przymykając oczy.
- Bo ja mam genialne pomysły czasami - zaśmiał się, przytulając się do niego lekko i niestety puszczając Jolie, która popatrzyła na niego z lekkim wyrzutem ale w końcu poszła zająć się szczeniakami.
Jun
- Dzięki, ten zestaw stawia na nogi - zgodził się z nim, siadając i zabierając się za jedzenie lodzików.
- Co ty tak mnie naciskasz z tym ślubem, hm? - zapytał go spoglądając w laptopa. Jemu te miejsca za wiele nie mówiły więc w końcu tylko pokiwał głową zgadzając się na wszystko.
Jun
- Mam - odparł uparcie jedząc lody. - Pyszne - odparł z lekkim uśmiechem, odkładając miseczkę po połowie zjedzonych, po czym wypił całą herbatkę.
- No bo nawet nie mamy daty ślubu, ani nic, poza tym na pewno do wakacji nie... bo to za szybko wszystko i w ogóle. A potem ty jedziesz na swoją wyspę... - znów na chwilę zawiesił głos, jakoś tak nie mógł przeżyć tej wyspy. - A ja jadę koncertować - dodał po chwili popijając czekoladę. - Poza tym chcę przynajmniej rok z tobą pobyć zanim zdecyduję się na ślub - wymamrotał. - Spać, bo jutro do pracy.
Jun
- Wiem, tak smakują znajomo - odparł dopijając herbatkę i przymykając oczy położył się na jego łóżku. - Od razu lepiej - szepnął.
- Możesz zostać na całe wakacje, przecież ci tego nie bronię - ucałował go lekko w usta. - No chyba że chcesz spędzić trochę czasu z Yuyą - dodał po chwili ze śmiechem. - No nie moja wina, że się pospieszyłeś z pierścionkiem - wymamrotał.
Jun
- Dobrze, prześpię się - obiecał, okrywając się lekko kołdrą. - Dobrej zabawy z trupkiem - życzył mu jeszcze odprężając się trochę.
- Boże... ja nie chcę być twoim dzieckiem kotek - trzepnął go lekko w główkę. - Ja potrafię o siebie zadbać, jak już jestem w pełni sił - ucałował go mocno w usta. - Mójci on.
- Mou...a to nie mogę popatrzeć jak robisz tort? - zapytał go zaraz bo ani mu się śniło iść spać samemu. - Proszę, proszę, proszę tatoooo - zażartował. - Będę grzecznym chłopcem.
- Bardzo chcę - ucałował go ze wszystkich sił przynosząc sobie pufę - worek z salonu i siadając na nim wygodnie. Włączył radio i zaczął obserwować Takano. - Dla kogo to będzie tort? No i jaka tematyka?
- No to powodzenia - oddał mu projekt po dokłądnym przyjrzeniu mu się i przymknął oczy wygodniej wykładając się na fotelu. - A jaki tort dostane na urodziny? - zapytał go zaraz.
- To ja ci tylko ładnie podpowiem, dobrze? - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Z waniliową masą... taką jak bita śmietana czy coś, taki krem - uśmiechnął się szerzej na samą myśl oblizując wargi.
- Haaai - Tomo wyjadł trochę kremu z misek wkładając je do zmywarek i zanim Takano wrócił z powrotem spał na fotelu.
Tomo tylko mruknął coś przez sen wygodniej układając się na fotelu. Już spał więc nie zamierzał stosować się do poleceń Takano.
Kiedy wrócił Tomo już nie spał. Blokował swój telefon, patrząc na Takano z lekkim zdziwieniem. Nic mu jednak nie powiedział, tylko wtulił się w niego, zasypiając na nowo.
- Nie dostałem - odparł zgodnie z prawdą. - Po prostu nie chcę żebyś nikomu wysyłał cokolwiek - mruknął cicho.
- Kłamiesz... ty zawsze masz pomysł jak wykorzystać swoje pieniądze, a ja nie zamierzam nic mu płacić. Już o tym rozmawiałem z psycholog - wymamrotał sennie. - Więc nawet o tym nie myśl - poprosił go.
- Nie będziemy nic mu płacić - fuknął na niego. - Właśnie dlatego też nie chciałem ci o tym mówić - burknął niezadowolony, że jak zwykle wszystko załatwia się pieniędzmi. - Próbował mnie zabić kilkakrotnie i jeszcze mam mu za to płacić? Kpisz sobie.
- Ale nie ma o czym. Ja się nie zgadzam i zdania nie zmienię - odparł tylko. - Dobranoc.
Tomo wstał pół godziny później i szybko się umył i ubrał.
- Wychodzę - rzucił tylko do Takano. - Otworzyć piekarnię. Zjem coś na miejscu - dodał jeszcze, wychodząc z domu i powoli ruszając w stronę piekarni. Zdecydował że jednak już więcej spać u Takano nie będzie. Póki co, bliżej ma ze swojego domku do piekarni i mógłby pospać dłużej a nie... wstać 1,5 godziny na przód bo musiał jeszcze dojście doliczyć.
[bardzo śmieszne xD Bo Tomo mu zapłaci xDDD Takano może zacząć sie martwić :P]
Tomo nie miał przy sobie telefonu cały dzień, więc odczytał smsa dopiero wieczorem po zamknięciu piekarni. Wywrócił oczyma.
- Bardzo śmieszne Takano - mruknął cicho, ale dla upewnienia się że ma rację i Takano sobie z niego jaja robi, wykręcił numer do mężczyzny.
Tomo trochę sparaliżowało, ale odetchnął głęboko.
- A dziękuję, dobrze - mruknął na tyle spokojnie, na ile mógł. - Poza tym że nadal nie odzyskałem czucia w nogach i wciąż nękają mnie koszmary związane z twoją osobą rzecz jasna - dodał po chwili namysłu. - Czego ode mnie chcesz?
- No pewnie, a potem zażyczysz sobie więcej kasy i więcej - żachnął się Tomo. - Nie ze mną te numery - mruknął chłodno. - Prędzej cię zabiję - rozłączył się idąc od razu do Juna. - Mam problem - mruknął schodząc do jego pracowni. Podał mu telefon ze zdjęciem. - Pójdziesz ze mną na policję? Może teraz mi uwierzą.
- Tylko nie wiem gdzie jest. Włączyłem namierzanie, ale powiedziało mi tylko że gdzieś w mieście. Blisko szpitala - wymamrotał, wsiadając do samochodu i kładąc kule na tylne siedzenia. - Powiedział, że jak nie dostarczę mu pieniędzy to go stracę... ale jak dostarczę to będzie chciał więcej i więcej... nie dam mu tej satysfakcji, więc... uhm musimy iść na policję albo coś - zacisnął lekko pięści, starając się myśleć logicznie.
- Uhm martwię się trochę o niego... ale nie wygląda tak źle na zdjęciu - wymamrotał cicho, idąc za nim na komisariat policji.
- Kurosagi-san... znowu pan - jęknął policjant widząc go. - Co się znowu stało? Bierze pan ju,ż swoje leki?
Mężczyzna spojrzał na zdjęcie i skinął głową.
- Oczywiście, już się tym zajmujemy - stwierdził od rauz zmieniając ton głosu. Poszedł do swojego szefa, by zacząć działanie.
- Eh dzięki - Tomo opadł na jedno z krzeseł zastanawiając się co teraz. Został jeszcze by zeznać co i jak po czym zostali odesłani do domu.
- Uhm Jun.. ale on jest tam sam...
- Uhm... tak - stwierdził szybko. - Poczekam... poczekam i pojadę z nimi - szepnął zaciskając nieco pięści i patrząc na niego. - Dzięki że ze mną byłeś. Już... Już sobie poradzę.
- Uhm gdzieś tam - zgodził się z nim, wsiadając do samochodu i przymykając oczy. - Takano będzie wściekły że nie zdecydowałem się dać pieniędzy - wymamrotał.
- Mam inne mordercze przedmioty, kill baseballowy jest tylko do domu. W razie napadu - wymamrotał. - Zresztą, jak już stanę na nogi to nie będzie potrzebny bo potrafię się obronić i bez tego - uśmiechnął się lekko. - To kawkę poproszę.
- I pomarańczowy też - dorzucił do zamówienia. - Ale rozmawiałem z psycholog a potem Takano, no i jeszcze z tobą... że uhm nie zabiję - westchnął ciężko, bo naprawdę miał na to ochotę.
- Mhm...wcale tego nie wiem... słyszałeś ich, mają mnie za chorego psychicznie - wymamrotał niezadowolony. - To nie fair - westchnął ciężko. - Mam tylko nadzieję, że go znajdą...
- Nie denerwuj mnie! Jak to się dymi?! Zabił go?! - upuścił łyżeczkę z niedokończonym sorbetem i popatrzył na Juna. - Ja sobie jem, a on nie żyje?! - złapał za kule chcąc jak najszybciej wyjść z kawiarni.
- On nie żyje... - szepnął przystając i nie robiąc ani kroku dalej. Zamiast tego obrócił się i wpadł w ramiona Juna cicho płacząc. - Nie żyje... umarł bo nie zapłaciłem...
Tomo skinął głową, a kiedy funkcjonariusz (ten sam co wcześniej proponował mu leki) podszedł do nich z uśmiechem, niewiele myśląc puścił kulę i przyłożył mężczyźnie prosto w nos.
- Następnym razem... zaboli mocniej - warknął na niego. - Jakim prawaem... jak mogłeś... przez ciebie jest teraz w takim stanie!
- To niech mnie pan zamyka - wywrócił oczyma Tomo, łapiąc za kule i wymijając strażnika. - Ale dopiero gdy upewnię się, że Takano nic nie jest - mruknął jeszcze. - Jun-chan... pójdziesz jeszcze na chwilę ze mną?
- Ale oni nie są ważni... jak żyją to nic, trudno - Tomo złapał go za rękaw. - Oni nie są ważni - przekonywał go, ciągnąc go lekko w stronę szpitala.
- Nie będziesz miał... bo uhm mama nie da go zbalsamować, ona kremuje wszystkich - przypomniał mu. - Jedno ciało na pewno ci odejdzie - uśmiechnął się do niego. - Z resztą ci pomogę... będę tego potrzebował, bo Takano ma tendencje szpiączkowe...
Już od progu przywitała ich mama Tomo, podając Junowi wózek i zabierając synowi kule.
- Twój rehabilitant mówił...
- Tak wiem, mam więcej jeździć niż chodzić póki co, gdzie jest Takano? - zapytał jej cicho.
- Na sali operacyjnej...
Tomo już ich nie słuchał ledwie mogąc wysiedzieć w wózku. Poczuł że robi mu się słabo.
- Jest mocno poparzony. Stracił dużo krwi... stan krytyczny - wyjaśniła cicho.
[nie powiedziałaś jak xD]
- Nie mogę tego obiecać - odparła jeszcze ciszej, po czym wróciła do swoich obowiązków.
- Mogłem...mogłem mu dać te pieniądze...
[e tam xD trochę pocierpi, nici z wakacji xDDD]
- Nie...ale myślę że pójdę zwymiotować - złapał za koła i wykierował w stronę do łazienki.
[no trudno... biedak jest poparzony i teraz nie będzie w stanie tortów robić ani nic :( zdany na łaskę Tomo ]
Tomo nie wymiotował długo, bo nie miał czym, ale został jeszcze chwilę w łazience ocierając gorzeki łzy. Dopiero jak przepłukał usta wodą, wyjechał z łazienki w trochę lepszym nastroju.
- Przepraszam - uśmiechnął się słąbo do przyjaciela, dziękując mu zaraz za herbatkę.
[przepraszam, moja wina, moja bardzo wielka wina xD]
Tomo skinął lekko głową, nie myśląc teraz o jedzeniu.
- Możesz iść Jun-chan. Jesteś zmęczony. Ja sobie poradzę - uśmiechnął się lekko.
- Czemu tak sądzisz? Już się w miarę pozbierałem? - zapewnił go z uśmiechem, złączając trzęsące się ręce na kolanach. - Martwię się tylko.
Tomo nawet nie mógł patrzeć na jedzenie, więc dopił tylko swoją herbatkę i wyrzucił kubeczek do kosza na śmieci, po czym wbił wzrok w tę przeklętą czerwoną lampkę, trzymając kciuki i przysięgając Takano że jak umrze to on go wskrzesi i zabije ponownie.
Tomo serce dosłownie stanęło na kilka sekund, a gdy już odzyskał oddech ruszył za lekarzem.
- Ano... co z nim? - zapytał go ściskając mocno kciuki.
- Jest w ciężkim stanie - odparł spokojnie lekarz. - Zostanie przewiesiony na oiom - dodał po chwili. - Na razie nie możemy pozwolić sobie na odwiedziny.
- Ale...
- Proszę jechać do domu - lekarz nie mówiąc nic dalej poszedł za łóżkiem Takano.
- Uhm - chłopak spojrzał na Juna bezradnie po czym skinął lekko głową. - Zadzwonię... - wymamrotał. - Jakbym...jakby... - odchrząknął. - Jak czegoś się dowiem - zakończył.
[przesuwam czaaas xD]
Dwa miesiące później Tomo swoim już zwyczajem zamykał piekarnię. Przeciągnął się lekko ziewając. Życie płynęło mu zdecydowanie za wolno. Chodził już o własnych siłach - co też może zrobić zbyt dużo wolnego czasu z człowiekiem. Poszedł do domu i zgarnął Yuyę.
- Jedziemy do wujka - stwierdził podając mu kask i sadzając go na motorze. - Trzymaj się mocno słońce.
- Dobrze wujku - Yuya z uśmiechem złapał za kierownicę. Uwielbiał jeździć motorem, a Tomo nie szarżował. Przynajmniej nie robił tego z Yuyą, a Takano w życiu by się nie przyznał do uczęszczania na nielegalne wyścigi. Takano nie spał od dobrych 6 tygodni, a od 2 nie był całkowicie zabandażowany i mógł zaczynać rehabilitację. Tego wieczoru przyjechali do niego z prezentem.
- Konbanwa! - Tomohisa pokiwał mu, a Yuya podbiegł szybko żeby dać mu buziaka w policzek.
- Zrobiliśmy 10 000 żurawi! Cała szkoła robiła! - krzyknął z uśmiechem, pokazując mu reklamówkę z tysiącem żurawi, połączonych sznurkiem.
- Zawiesimy ci je, żebyś pamiętał o nas głupku paskudny - uśmiechnął się do niego Tomo zaczynając rozwieszać origami.
- None, nie odrzuciliśmy żadnego zamówienia - pokazął mu kciuk do góry. - Tylko poprosiłem twojego kolegę z Tokyo... tego cukiernika... o przejęcie zamówień. Połowa zysków dla nas, połowa dla niego - uśmiechnął się lekko. - Yup możemy - zgodził się z nim.
- Wszystkie życzenia dla ciebie wujku - odparł chłopiec tuląc go delikatnie. - Jeździmy mo...
- Aaaaa! - Tomo zatkał mu usta ręką. - Co tam mamroczesz? - spojrzał na chłopca twardo.
- Że jeździmy motorowerkiem w szkole - zmienił zdanie do tego co chciał powiedzieć Yuya.
- Jun nas podwiózł - skłamał gładko Tomo. - I nie mamy żadnych wielkich tajemnic przed tobą - utulił mocno Yuyę.
- Zostajemy na noc u babci - dodał chłopiec stwierdzając że fajnie czasem się pobawić. - Wujku? - usiadł na łóżku przytulając się do niego. - Tęsknimy! I za czekoladką też! I Jolie tęskni!
- Jasne, przywiozę - uśmiechnął się do niego i siadając obok na łóżku. Yuya jeszcze trochę się potulił po czym z radością wziął trochę pieniążków od Tomo i poszedł sobie kupić żelki a jemu colę.
- Jak się czujeasz? - zapytał go zaraz.
Tomo zacisnął zęby żeby mu nie powiedzieć 'przepraszam', które cisnęło mu się na usta.
- Nie przejmuj się, czas się poczuć bezbronnym - uśmiechnął się do niego zgryźliwie. - Teraz ty nie będziesz miał za wiele do gadania kochanie - ucałował go w policzek. - Już dobrze, to już było, minęło. Załatwię ci psychologa - stwierdził szybko.
- Uhm myślałem, że będziesz wściekły, że nie chciałem dać okupu - wymamrotał cicho, po czym odetchnął głęboko. - Naprawdę... myślałem że będziesz wściekły...
- A ten tylko o bliznach - wywrócił oczyma. - Już ci mówiłęm, że kocham każdą twoją bliznę, prawda? - uniósł lekko brew.
- Wujku wracamy do domku? Muszę lekcje zrobić jeszcze - Yuya przyszedł z żelkami i colą dla Tomo, zapominając o ich wcześniejszym kłamstwie.
- Oj no... motorem - odchrząknął. - Jesteśmy ostrożni.
- I mogę kierować! - pochwalił się wreszcie Yuya. - Jak jedziemy wolno na końcu i parkujemy! Wiem jak gazu dodać wujku!
- Nie za dużo zachcianek jak na jeden dzień? - zapytał go ze śmiechem, po czym posłał mu jeszcze buziaka w powietrzu i biorąc Yuyę za rękę wyprowadził go z sali.
Tomo jak zwykle przyjechał wieczorem, nieco zmęczony całym dniem. Nic nie mówiąc ściągnął buty i wsunął się do łóżka do Takano, przytulając się do niego lekko. Zaczął mu cicho śpiewać, nie chcąc go budzić.
- Dzisiaj sam, Yuya jest w szkole. Mają noc w szkole. Jakiś taki obóz - uśmiechnął się lekko. - Głodny? - otworzył plecak i podał mu bułeczkę z czekoladą i muffinka, a resztę dobroci położył na stolik. Wśród nich była sałatka owocowa i drożdżówka o której kiedyś Takano wspominał. - Przywiozłem ci też wszystko o co prosiłeś - otworzył szafkę, chowając w niej laptopa, szkicownik i 6 książek. - Przywiozłem ci też dres na zmianę i ręcznik oraz parę kosmetyków... szampon i takie tam - uśmiechnął się.
- Pomogę kochanie, pomogę - ucałował go w nosek. - Ale jutro, dobrze? Załatwiłem ci przeniesienie do sali... w której ja wcześniej leżałem. Tam będziesz miał wygodniej, no i jest osobista łazienka, więc ze wszystkim ci pomogę i zrobimy to powoli i tak żeby cię nic nie bolało - ucałował go znowu. - Dobrze?
- Już się zjechali. Okupują twój dom robiąc sobie długie wakacje. Jolie jest u mnie i Yuya też więc nie przeszkadzamy sobie nawzajem - uśmiechnął się lekko. - No i trochę się przemęczam - przyznał się szczerze. - Więc podkradnę ci jedną bułeczkę dobrze? Bo dziś poza śniadaniem nic nie jadłem.
- Prosiłem ich Taka-chan, ale twoja siostra powiedziała że zostają i jak będziesz marudził to ona cię skopie... ale sypialnia jest zamknięta - ucałował go znowu. - Dbam o siebie. Nie schudłem. Waga zostaje międy 45 a 47 - pokazał mu kciuk do góry.
- Mają twoje klucze. Wzięli je jak cię odwiedzili, kiedy jeszcze spałeś. Twojego taty nie ma. Jest tylko rodzeństwo i przestań być taki niegościnny - trzepnął go w łeb. - Pamiętam ale staram się no - ugryzł trochę bułeczki i przeżuł ją powoli. - Eh z Yuyą... jest źle - przyznał szczerze. - U ciebie bardzo się stara żeby cię nie martwić - uśmiechnął się smutno. - Jak spałeś jeszcze... ktoś zepchnął malucha ze skały do wody. Yuya o mało się nie nie utopił. Dzięki bezdomnemu który akurat to widział wciąż żyje. Uhm... zatrudniłem go jako sprzątacza u nas, mam nadzieję ze się nie zezłościsz, ale tylko tak mogłem mu jakoś pomóc. Mam na myśli tego bezdomnego... pana Kirę - założył kosmyk włosów za ucho. - Eh potem Yuya spędził w domu ponad dwa tygodnie. Bał się nawet wyjść z domku, a co dopiero iść do szkoły. Nie zmuszałem go. No i teraz chodzi do szkoły, ale jak wróci do domu to całe dnie spędza na kanapie pod kocykiem, nie chcąc mnie puścić. Naprawdę się o niego martwię, ale wiem że dzieciaki już mu nie dokuczają. Chyba się przestraszyły.
- O jestem pewny - uśmiechnął się do niego krzywo. - Byłem w tej przeklętej szkole 10 razy po tym co się stało i złożyłem taki wykład wszystkim rodzicom tej klasy, dyrektorce i wicedyrektorce i wszystkim innym nauczycielom, że zdziwiłbym się gdyby to nie zadziałało. A poza tym wypytałem o wszystko Maksa. Chłopiec mówi że teraz nikt nie rusza Yuyi, co prawda nie bawią się z nimi, ale nikt sie nie śmieje, nikt nie dokucza bo nie chcą go zabić niechcący - wymamrotał. - No a Yuya eh... on jest po prostu przestraszony po tym co się stało. Wziąłem sobie tydzień wolnego po tym wypadku i całe dnie spędzaliśmy w łóżku, przytulałem malucha. On nadal ma koszmary.
- Zostawię, zostawię. Pójdę na kawę z mamą - uśmiechnął się lekko. - Wcale nie, po prostu staram się żeby mały nie miał tak źle, no i jestem jak potrzebuje. Ah! Właśnie kupiłem mu telefon komórkowy - żachnął się, biorąc do ręki telefon Takano i wstukując numer Yuyi do niego. - Proszę. Teraz będziesz miałz nim kontakt, jakbyś chciał pogadać na przykład wieczorem.
- Tak, na stałe. Nie chciał wracać do dziadka, zwłaszcza po tym co się stało - odparł cicho, przytulając się do niego. - Ale w razie czego dziadek może wpaść na parę nocy i się nim zająć - dodał po chwili. - Mhm...eh odwołam koncerty - stwierdził cicho. Nie chciał by tylko Takano zawaliły się wakacje, skoro to w sumie było z jego winy.
- No tak, ale nie chcę być jedyny, który ma to czego chce - wymamrotał cicho. - Poza tym ktoś się musi zająć Tobą i Yuyą - dodał głaszcząc go po policzku.
- To nic, teraz mnie potrzebujesz - ucałował go mocno i uśmiechnął się delikatnie. - A to nie ich ostatnia trasa koncertowa. Potem mają jedną w grudniu. Do grudnia to ja cię postawię na nogi - obiecał ze śmiechem.
- Przyjdę - obiecał mu to, całując go raz jeszcze. - Dobrze kotek ja musze wracać. Obiecałem Yuyi McDonalda - ucałował jego nosek. - Śpij dobrze.
- Widzisz? Mówiłem ci że tu ci będzie lepiej. Masz łazienkę, telewizorek a nawet własną małą lodóweczkę - uśmiechnął się na powitanie Tomo, ściągając kurtkę i rzucając ją na kanapę, która też znalazła się w pokoju. - No dobrze kochanie, najpierw zawieszę ci resztę żurawi. Choć może ci się ten wystrój nie podobać... Yuya i ja bardzo się staraliśmy, więc nie masz nic do gadania - ucałował go lekko w usta. - A potem idziemy się myć.
- Wiem, byłem wcześniej u twojego lekarza. Przemęczasz się, a mnie tak marudziłeś, że ja to robię - pogroził mu palcem przed nosem, wieszając długie łańcuchy żurawi naokoło pokoju. Zrobiło się kolorowo i przytulnie. - Przywiozłem ci jeszcze pandę - uśmiechnął się szeroko. - I laurkę od Yuyi - podał mu wszystko.
- Panda jest moja, ma mój zapach i możesz się póki co do niej tulić w nocy jak ci będzie smutno - ucałował go znowu podstawiając zaraz wózek pod łóżko. - No kochanie, chyba będę cię musiał potem nauczyć jak manewrować wózkiem - uśmiechnął się szeroko, pomagając mu na nim usiąść.
- Tak, mam wszystko - odłożył jego nowy dres do szafki w łazience a kosmetyki połozył obok, namaczając zaraz gąbkę w wodzie. - Najpierw delikatnie całe twoje biedne ciałko - uśmiechnął się do niego.
- Przepraszam - pogłaskał go po włoskach. - Uważam, ale na pewno trochę poboli - żachnął się. - Mnie twoje blizny nie przeszkadzają - szepnął mu na uszko, starając się teraz działać jeszcze bardziej delikatnie.
- Też, ale to na samym końcu. Podjedziemy do umywalki. Odchylisz głowę, a ja cię umyję - uśmiechnął się do niego, godzine później kończąc jego mycie i wycierając mu włosy ręcznikiem.
- Nie wiem jak u ciebie w domku, ale psiaki mają się dobrze, wychodzimy z nimi na spacery - uśmiechnął się do niego nieco ziewając. - Wstaję codziennie przed 5, najpierw piekarnie otwieram, potem wysyłam Yuye do szkoły. Nie chodzi sam, tylko z Maksem - uśmiechnął się lekko. - Potem robię mu obiad, wracam piec w piekarni, jak maluch wraca to trochę mi pomaga.
- Następnym razem przyjadę z Yuyą - pogłaskał go po głowie, kładąc się obok niego. Przytulił się trochę do niego. - Przywieziemy ci coś dobrego, a twojej rodziny nie będę wyrzucał - ucałował go mocno w usta. - Martwia sie.
- Kochanie ja ich rozumiem i wcale mnie nie dziwi ich zachowanie, więc nic takiego im mówić nie będę. Powiem im tylko że ich głupi brat marudzi i znów mu się we łbie trochę pomieszało - uśmiechnął się do niego szeroko. - Tak jest, będzie czekolada.
- I zostajecie u mnie - przybił sobie z nimi piątkę Tomo wstając z łóżka. - Rui będziesz czytać bajkę Yuyi dzisiaj, już się napalił - poklepał mężczyznę po plecach.
- Właśnie, przyda mi się pomoc - przyznał szczerze Tomo, ostatnio sypiał może z 2 do 3 godzin dziennie, żeby to wszystko ogarnąc i zaczynało go to męczyć. Wrócił do Takano z powrotem kładąc się z nim do łóżka i przytulając się lekko.
- Głupi - Tomo trzepnął go w głowę. - Nie przeszkadzacie w niczym - odparł zaraz ze śmiechem. - Jak widać, niczym się nie krępuję. Poza tym jestem tu co dziennie... on mi już za długo marudzi.
Tomo zachichotał na widok miny Takano po czym ucałował go mocno w usta i wstał.
- Zostawię was, pogadajcie sobie - pogłaskał Takano po policzku i wyszedł, zabierając tylko swoją kurtkę.
- Wujeeek! - Yuya zaatakował go od tyłu przytulając się mocno do niego. - Proooszę! Zrobiliśmy ciasto z żelkami! - podał mu miskę z ciastem specjalnie dla niego. - Tomo-chan przyjdzie za niedługo. Robi zakupki i takie tam - machnął ręką z wielkim uśmiechem.
Chłopiec przytulił się do niego mocno, nie chcąc nawet na chwilę go puścić, tak bardzo się stęsknił. Już chciał mieć wszystkich w domku. Wszystkich.
- Um... - wyciągnął łyżeczki z plecaczka jedną dając Takano, drugą biorąc sobie i zaczął wyjadać ciasto które mu zrobili. - Ale ja się boję jeszcze troszkę - przyznał cicho. - Bo ja nie chcę umierać.
Chłopiec potrząsnął przecząco głową.
- No bo wuja... ty będziesz u nas mieszkał! - odparł przytulając go mocno. - Tomo-chan powiedział, że póki nie będzie z tobą dobrze, dobrze... to będziesz mieszkał z nami. Koniec kropka. A jak nie to w dupę dostaniesz...
- To będziesz musiał być bardzo grzeczny wujku - chłopiec nie mógł powstrzymać się od tulenia mężczyzny. Tak bardzo się cieszył że ten czuje się lepiej. - I codziennie bajki czytać - uśmiechnął się szerzej.
- To wujku? Jak wyjdziesz to położymy wujka Tomo spać, dobrze? - poprosił go cicho, zaraz uśmiechając się szeroko. - Pokażemy ci nagranie gdzie bylem złym wilkiem! - dodał zaraz ze śmiechem. - Mamy duuużo zdjęć też... bo wujek Tomo to maniak troszkę... tak mówi mama Maksia.
- Śpi, ale maluuutko - odparł chłopiec, przytulając się znowu. - Maluuutko - powtórzył. - Wujku? A nauczysz mnie pływać? - zapytał go troszkę drżąc, bojąc się wody na samą o niej myśl.
- Taak - ucieszył się całując go w policzek z wielkim uśmiechem. - Bo wujek Tomo uczy mnie na motorku! - dodał wesoło.
- Nie uczy - burknął Tomo stojąc w progu. - Tylko obiecał że nauczy, jak będziesz w stanie dosięgać nogami ziemi siedząc na motorze - sprostował.
- O jezu... jaka papla - ucałował go mocno, po czym usiadł na fotelu naprzeciw nich. - Tak źle nie jest. Śpię 2 godziny dziennie - uśmiechnął się do niego.
Jun
- Jun! - Tomo złapał go w ostatniej chwili, przed wpadnięciem pod samochód. - Czyś ty oszalał? Doszczętnie cię pogięło? - zapytał go. - Nie śpij jak chodzisz po ulicy - wywrócił oczyma.
[idę się umyć, wrócę :P]
Tomo spiorunował Yuyę wzrokiem, na co ten tylko mocniej przylgnął do Takano, chowając się przed burą.
- Muszę pozamykać piekarnię i cukiernię, powypełniać papiery, sprawdzić zamówienia na rano, przygotować produkty, zrobić obiad na kolejny dzień - wymienił część rzeczy, które robi po zamknięci piekarni. - Odwiedzić ciebie - dodał do listy. - No i jakoś tak wychodzi że idę spać koło 2 albo 3 nad ranem, a wstaję rano żeby otworzyć piekarnię. To normalne - wzruszył ramionami.
Jun
- Ale wilkołakiem nie jesteś co nie? nie... nie widziałem żebyś się przemieniał - puścił do niego oczko ze śmiechem. - No to skoro już cię złapałem to pomożesz mi niańczyć Yuyę - złapał go za nadgarstek i pociągnął w stronę swojego mieszkania.
- Nie krzycz na mnie - burknął niezadowolony. - Ja się staram, ok? Mógłbym w ogole się nie kłaśc - wymamrotał. - Ale się staram. Nie wezmę wolnego - skrzyżował ręce na piersiach. - Co najwyżej pośpie dłużej - burknął.
- Widzisz wujek? - Yuya przytulił się jeszcze mocniej. - Nie można mówić...
Jun
- Ale ja muszę się przespać. Wczoraj przeciąłem się możem, dość mocno - pokazał mu dłoń zabandażowaną. - Więc jak się nie prześpię z 3 godziny to nie będę mógł wrócić do pracy, ani normalnie funkcjonować...
[dobranoc :*]
- Oj przestań mi tak matkować. Odezwał się ten co to tak mocno wypoczywał jak mnie nie było - burknął na niego krzyżując ręce na piersiach z zaciętą minką.
- Pomogę wujku - odparł wesoło Yuya.
- Ty tęż mi będziesz marudził? Sam 8 godzin nie śpisz - ochrzanił go trochę. - Ja normalnie śpię po 6 - mruknął. - I więcej wam spać nie będę.
[kiedy studniówcia? xD suknia już jest?]
- Kotek sam zdecyduję ile wezmę wolnego i kiedy - mruknął wstając z kanapy i zbierając brudne ciuchy Takano, by wstawić mu pranie i już nie słuchać tego ciągłego narzekania, jakby coś źle robił. Proszę bardzo mógł spać dłużej, ale musiałby nie odwiedzać Takano.
Jun
- Dzięki, że się nim zajmiesz - przytulił się do mężczyzny, zaraz go puszczając i idąc się położyć. Wcześniej jeszcze powiedział Yuyi co i jak.
- Wujek! - chłopiec usiadł obok niego na kanapie i pomachał chwilę nogami. - Poczytasz mi troszkę? - zapytał go cicho.
- Mhm zobaczymy - mruknął tylko nastawiając pranie i wracając do nich do pokoju. - Mogę trochę ciasta? - zapytał chłopca, na co zaraz dostał całą miskę.
Jun
- Harry Potter i więzień Azkabanu - chłopiec przyniósł książkę i otworzył na 5 rozdziale. - Tutaj skończyliśmy wujku - uśmiechnął się do niego gramoląc mu się na kolana.
[To hm po prostu jej powiedz co jest źle... i tyle]
[to taką się po prostu olewa, kochana... wybacz dziadek przyszedł na lekcje angielskiego...]
- Yuya mi bardzo pomagał - uśmiechnął się delikatnie. - Jest kochany - pogłaskał malca po głowie. - Cieszę się, że ci smakuje - uśmiechnął się do niego. - Na... Taka-chan... jak wyjdziesz to pomieszkasz trochę u mnie dobrze? Z nami... bo nie chcę żebyś się przemęczał... z dwa tygodnie.
Jun
Chłopiec słuchał z zapałem całe dwa rozdziały, po czym zamknął mu książkę.
- Dziękuję - przytulił go mocno. - Zrobimy sobie kolację? - zapytał go zaraz. - Naleśnika!
[chyba jednak nie bardzo co nie? ]
- Mhm - przytulił się do niego lekko. - Więc zdrowiej mi szybko - poprosił go, biorąc Yuyę za rękę. - Pójdziemy już do domku - stwierdził przytulając małego.
Jun
- Ale... - chłopiec pociągnął noskiem i zacisnął piąstki. - To ja ugotuję! - stwierdził biegnąc do kuchni i wyciągając przepis i składniki na naleśniki.
Tomo skończył pracę po 22, bo wypadło mu duże zamówienie na pralinki i trzeba było zostać by je zrobić, więc napisał smsa do Takano że przyjeżdża po niego Ken i jego siostra bo on nie da rady.
Jun
- No bo ja nie umiem smażyć - zmartwił się. - Wujek Tomo nie pozwala bawić się ogniem - przyznał cichutko. - Przepraszam...
Yuya otworzył mu drzwi już będąc w piżamce i ziewając.
- Wujek - przywitał się z nim przytulając do niego mocno, zanim psiaki zdążyły go dopaść. - Tat...Tomo-chan jest w cukierni jeszcze - wyjaśnił zaraz, trąc oczka.
Jun
- Umiem! - oświadczył podsuwając sobie pod blat stołu stołek by móc wygodniej pracować. Kiedy rozrobił ciasto z wielkim uśmiechem podał je Junowi. - Prosze wujek!
- Ale wujku, przyjdziesz ze mną? Na troszkę, aż zasnę? - zapytał go zaraz łapiąc za rączkę i ciągnąc do swojego pokoju.
Jun
- Bo wujek Tomo powiedział, że przyjdzie do mnie wujek Jun-chan i że jest kochany i na pewno mnie polubi, a ja jego - wyjaśnił prosto z mostu. - A nie mogę mówić wujku? - zapytał zaraz trochę przestraszony że coś zrobił źle. - Zjemy z czekoladą?
- Boję - przyznał cicho chłopiec. - Ale wujek Tomo zawsze czyta bajki i śpiewa i zasypiam - uśmiechnął się szeroko. - Wujku a mogę się potulić? - zapytał jeszcze mimo wszystko przytulając się do niego i zamykając oczka.
Jun
- Z nutellą - odnalazł krem czekoladowy i dżem. Razem z nimi zawędrował do salonu czekając na Juna, naleśniki i herbatkę. - Wujku? A ty mnie trochę lubisz? Tak odrobinkę?
Maluch zasnął po dobrych dwudziestuminutach a po kolejnych dziesięciach już się tak mocno nie tulił i Takano mógł go spokojnie zostawić w sypialni. Tomo wrócił ziewając, od progu ściągając buty, ale zaraz znowu je zakładając.
- Zapomniałem... Jolie - szepnął wołając psiaki do siebie. - Idziemy na spacer - dodał nawet nie zakładając im smyczy, tak je sobie wytresował a co.
Jun
- To się poznamy! - podziękował za naleśnika pałaszując jednego i popijając go herbatką. - Pycha - pochwalił Juna. - Wyszło pycha!
- Hej - ucałował go w nosek. - Może troszkę, za dużo sobie dziś ze mną nie porozmawiasz - przyznał z lekkim westchnieniem, przytulając się do niego mocniej. - Skończyłem te przeklęte pralinki... skrzynkę chcieli, skrzynkę...
Jun
Yuya uśmiechnął się do niego szamiąc swoje naleśniki, a po zjedzeniu przyniósł lekcje i poprosił Juna o pomoc w nich.
- Pralinki opracowałem do perfekcji - podał mu dwie, które podwędził zza zamówienia. - Posmakuj - uśmiechnął się do niego, zaraz ziewając. - Ale trzymaj mnie... - poradził jeszcze ledwie stojąc. Zagwizdał na psiaki i kiedy te przybiegły byli gotowi by wracać do domku. - Yuya śpi? - zapytał, żeby się upewnić.
Jun
Yuya postarał się sam, ale z paroma zadaniami miał problemy, więc zaraz pokazał je mężczyźnie.
- Ja nie umiem robić tych z iksami... - wyjaśnił cicho.
Tomo skinął tylko głową, ściągając buty i idąc pod prysznic. ąąńśóźniej był już odświeżony. Zajrzał jeszcze do Yuyi. Pogłaskał go po główce i z uśmiechem poszedł do sypialni.
- Wiem, on mi mówił że jeszcze boi się sam zasypiać... ze względu na ten wypadek - wyjaśnił mu cicho, wchodząc pod kołdrę i przytulając się do poduszki. - Dobranoc - szepnął jeszcze od razu zasypiając.
Jun
- Sugoi -spojrzał na kartkę z rozwiązanym zadaniem. - Sugoi, sugoi, sugoi - powtórzył jeszcze kiedy udało mu się tym sposobem rozwiązać kolejne zadanie. - Wychodzi! Dziękuję wujek!
Budzik obudził ich oboje o 4.30. Tomo przeciągnął się jeszcze trochę ziewając i wstał.
- Hej, śpij sobie jeszcze - ucałował mężczyznę mocno w usta. - Ja idę pobiegać - dodał ze śmiechem, widząc jego zszokowaną minę. - Potem ci wszystko powiem - obiecał.
Jun
- Dobrze, już nie będę - obiecał chłopiec dość sprawnie kończąc zadanie domowe i odnosząc wszystko do plecaka. - Wujku? A zagramy w chińczyka? - zapytał przynosząc grę. - Ale ale jak nie to ja poczytam mangę - dodał zaraz żeby pokazać, że sam też może się sobą zająć i wcale nie muszą grać.
- Kotek... - ucałował go mocno, po czym znów wstał od razu się przebierając. - Potem mi się lepiej myśli i pracuje - odparł ze śmiechem. - Możesz do mnie dołączyć jak chcesz. Biegam tylko pół godzinki, potem biorę prysznic, robię śniadanie... ale liczę na to że śniadanie już będzie - przyznał ze śmiechem. - A potem otwieram piekarnię.
Jun
- Wujek nie pamiętasz? - zdziwił się chłopczyk, ale zaraz mu wszystko wyjaśnił jak najlepiej umiał, pokazując mu planszę. - Ja bym chciał mieć niebieskie i zielone - dodał bo były cztery pola to fajniej było grać na dwa fronty.
- Nie mogę i kotek... piekarnia nie może otworzyć się o 10tej - mruknął do niego wzruszając ramionami. - Biorę pieski - włożył do uszu mp3 i zawołał psiaki, po czym wyszedł z nimi na dwór. - Idziemy biegać po plaży dzisiaj - poinstruował je ruszając w tamtą stronę.
***
- Wujku? Żyjesz? - Yuya przyszedł do niego do łóżka jeszcze na troszkę. Przytulił się mocno.
Jun
- Wujek zaczyna - oznajmił wesoło chcąc dać fory temu który dawno nie grał.
- Szósta trzydzieści, już śniadanko mamy na stole wujku - ucałował go mocno w policzek przeciągając się i chwilę jeszcze leżąc. - Wujek Tomo zostawił, ale jak będę szedł do szkółki to mam wpaść do piekarni, po drugie śniadanie - dodał jeszcze pokazując jak działa system.
Jun
- Wujek, ale trzy razy rzucasz kostką - oddał mu jeszcze kostkę. - Jak chcemy wyjść z domku to 3 razy jak nie ma pionków w grze twoich.
- Coś pysznego! - klasnął w dłonie chłopiec wstając razem z nim. - Wujku a zrobisz czekoladkę teraz? - zapytał go jeszcze, idąc za nim do kuchni.
Jun
- No bo myślałem że pamiętasz wujku - usprawiedliwił swoją niecną nie pamięć i wyrzucił 6 za pierwszym razem a potem poszedł 5 oczek.
- Chciałbym omurice - przyznał po dłuższej chwili. - Ale wujek ty robisz taaaaaaaakie cuda, to wolę niespodziankę! - uśmiechnął się szeroko podsuwając stołek pod blat i wchodząc na niego by obserwować jak robi się czekoladę. - Chciałbym się nauczyć. Nauczysz mnie wujku? Ale... ale Tomo-chan nie pozwala bawić ogniem - wyjaśnił szybko, nie chcac łamać obietnicy danej mężczyźnie.
Jun
- Oj wujek będę łagodnie grać - obiecał ze śmiechem rzucając znów kostkę. Godzine później Yuya wygrywał po raz drugi, a Tomo ziewając wyszedł z sypialni.
- No już, zamęczysz wuja - uśmiechnął się do malca.
- Tak? - chłopiec starał się nadążać. W skupieniu słuchał wszystkiego co musi zrobić. - Wujku kocham cię - oznajmił po dłuższej chwili.
Jun
- Napijesz się czegoś? - zapytał go, kiedy Yuya schował grę i powiedział że wyjdzie z pieskami na spacer. - Tylko uważaj na siebie - poprosił go Tomo.
- Nie pójdę daleko - obiecał szybko chłopiec.
Chłopiec podpatrzył wszystko do końca, po czym uśmiechnął się do niego i wrzucił pianki na sam koniec robienia czekolady.
- Wujku jak będę starszy to będę robił pyszne śniadanka wam - obiecał. - A jak dorosnę zostanę kucharzem!
Jun
- Nie wymęczył cię? - zapytał podając mu herbatę i siadając obok. - Spało się super... wyspałem się - uśmiechnął się do niego. - Maluch jest cudowny, sam już wychodzi z pieskami, sprząta po sobie... bardzo mi pomaga. Nie trzeba z nim jak z żołnierzem. O... zobacz... nie spaliłeś mi kuchni... jednak coś tam potrafisz - zaśmiał się.
- Założę - chłopiec klasnął w dłonie z nowym zapałem. - Ale musze kupić najpierw - dodał po chwili. - I wpiszę naleśniki wujka Tomo - obiecał. - I czekolade wujka - przytulił się do mężczyzny.
Jun
- To najtrudniejsza rzecz wiesz? Dla mnie przynajmniej - przyznał się ze śmiechem. - Często je przypalam.
- Dobrze wujku - chłopiec szybko wpałaszował śniadanko, wypił czekoladę, ubrał się ucałował Takano i pobiegł do piekarni po drugie śniadanko. Świeże bułeczki i mufinek oraz woda niegazowana.
Jun
- A widzisz? Czyli coś tam umiesz - poklepał go ze śmiechem po plecach. - Jestem pewien ze i całe nalesniki dasz radę zrobić - dodał pijąc swoją herbatkę.
- Dzięki - uśmiechnął się do niego, akurat mając przerwę. - Uhm zmieniłem ci trochę menu... bo niektóre produkty nie wychodziły kompletnie - przyznał się. - Teraz możesz do nich wrócić - uśmiechnął się do niego szeroko, całując go mocno.
Jun
- Nie będę - obiecał. - Zasłużyłeś dzisiaj na nie męczenie cię - zachichotał.
- Nie wiem czemu, nie miały odpowiedniego smaku - przyznał spokojnie. - Więc stwierdziłem, że póki cię nie ma to je wyrzuce z menu i zastąpie je innymi... no bo nie będę truł ludzi - uśmiechnął się lekko. - A ten był zbyt pracochłonny... i przy trybie piekarnia - cukiernia to nie szło...
Jun
- W sumie to jakoś tak wyszło. Spędził z nami święta i potem trochę czasu... i zdecydowałem że go adoptuję, bo polubiłem malucha a nie ma rodziców... no i mały się przywiązał...
- Nie masz za co kochanie - uśmiechnął się do niego. - Ale nie złościsz się że pozmieniałem troche menu? Prawda?
Jun
- Zginęli w wypadku zamochodowym. Maluch bardzo to przeżył - uśmiechnął się smutno. - Ale teraz już mu lepiej - dodał weselej. - I chyba nas lubi.
- Hm nic z rybami - odparł stanowczo. - Ale pozostałe propozycje jak najbardziej przyjmę - uśmiechnął się do niego szeroko, całując go lekko w usta.
Jun
- Tak, tylko wiesz... szkoła. Dzieci są okrutne. Trochę się boję, że zaczną go wyzywać czy coś bo mieszka z gejami...
- Pracuj pilnie - poradził mu, samemu dopijając spokojnie swoją czekoladę i idąc jeszcze zapalić. Wrócił chwilę później do pieczenia chlebka.
Jun
- Na razie nie, zobaczymy co to będzie później - uśmiechnął się lekko. - Na razie jesteśmy...szczęśliwi. Tak, szczęśliwi.
Yuya wrócił do domku pierwszy.
- Już jestem - szepnął tylko po czym na paluszkach przebiegł do swojego pokoju. Przewrócił się i miał dużego sińca i zdartą skórkę na kolanie, ale nie chciał marudzić. Więc szybko się przebrał i umył, dziurawe spodnie chowając głęboko do kosza na pranie. Tomo był pół godziny później, przeciągając się lekko.
- Jestem, ale za dwie godziny mam nocną zmianę - żachnął się. - Wiesz świeży chlebek do 22 - uśmiechnął się. - Dzisiaj moja kolej na tę zmianę, ale normalnie mam ją co 3 dni.
Jun
- Bardzo ją kocham... ale ty też jesteś moją rodziną - przytulił się do niego mocno. - Jesteś i nie myśl, że tak nie jest.
- A po pracy pójdziesz ze mną z psiakami na spacer? - zapytał go cicho. - Bo Yuyuś już spać będzie pewnie - uśmiechnął się lekko do chłopca.
- Będę grzeczni spać - obiecał wesoło. - Pycha wujek! - zachwycił się obiadkiem.
- No... ale po nim nic innego nie można się spodziewać - zachichotał Tomo.
Jun
- No i masz to pamiętać zawsze! - oświadczył ze śmiechem, przytulając się do niego mocno.
- Wujku a wykąpiemy się razem? - zapytał go cicho chłopiec, chętnie chcąc dokładkę. - Tomo-chan - chłopiec podjadł mu trochę w trakcie. - Czemu nie jesz?
- Robię miejsce na deser - puścił do niego oczko mężczyzna. - Wiesz co? - spojrzał na Takano. - Strasznie cię kocham.
Jun
- No bo... - spojrzał na niego ale nic więcej nie powiedział. - Po prostu się stęskniłem... niby mieszkamy w tej samej wsi, a tak rzadko cię widzę...
- Dobrze wujku - Yuya nie naciskał na kąpiel jedząc dokładkę aż mu się uszy trzęsły, kiedy Tomo odłożył resztę swojego i popił jedzonmko sokiem.
- A panna cotta z jakim sosem? - zapytał go zaraz.
Jun
- No wiem... ale mi ciebie troche brakowało ostatnio, więc daj mi tę chwilę na bycie przylepą.
- Ok, tylko wtedy będziemy ograniczeni czasow 40 minut - odparł spokojnie. - No bo potem mam pracę - przypomniał mu spokojnie. Yuya natomiast zabrał się za jedzenie deseru i oglądanie bajki w telewizji.
Jun
- Wrócił, wrócił. Powoli wraca do pracy i tak dalej - uśmiechnął się lekko, nadal się do niego przytulając. - Ale to dobrze - uśmiechnął się nieco szerzej. - Tęskniłem za nim, no i było mi ciężko prowadzić piekarnię, cukiernię, wychowywać Yuyę i jeszcze jeździć do miasta go odwiedzać - przyznał szczerze.
- Mhm kochanie, nie musisz pytać jest pyszne - Tomo usiadł mu na kolanach i przytulił się lekko do niego. - Rozpływa się w ustach, jest słodkie ale nie do przesady, a ten sos... dodaje takiego aksamitnego smaku.
Jun
- W szpitalu tak - odparł ze śmiechem. - W domu jeszcze nie miałem takiej szansy... by wytulić się tak długo jak bym tego chciał - zaśmiał się.
- Mógłbym - zaśmiał się. - Po prostu uznałem, że nie oczekujesz kolejnego 'przepyszne' - ucałował go lekko w usta. - Hm chyba tak, ale nie pamiętam gdzie położyłem gazetę - wskazał kosz z gazetami, który Takano mógł sobie potem przejrzeć.
Jun
- Dużo pracy... i moja upartość też - zaśmiał się cicho, przymykając na chwilę oczy. - No wiesz nie chcę rezygnować z takiego trybu życia który sobie już wypracowałem - przyznał szczerze.
- No dobrze - zaniósł resztę swojego deseru do kuchni i włożył go do lodówki. - Poczeka na później - uśmiechnął się lekko. - Możemy iść na spacer - zaproponował.
Jun
- Ja po prostu jeszcze nie przyzwyczaiłem się, że znów jest w pobliżu - przyznał cicho. - To wszystko.
- Przejdziemy się tylko po miasteczku - złapał go za rękę, gdy tylko wyszli z mieszkania. Yuya zamknął się od środka na klucz, tak jak był nauczony. - Nawet ciepło - przeciągnął się lekko, wtulając się w jego ramię.
Jun
- Jun-chan... myślisz, że to szczęście będzie długoterminowe? - zapytał go.
- Pamiętam kochanie, pamiętam - uśmiechnął się lekko oddychając świeżym powietrzem. - No i Yuye nauczymy pływać jak już się mały przestanie wody tak bardzo bać - przytulił się do niego mocniej. - Mhm ale musisz najpierw do końca wydobrzeć - ucałował go w czółko.
Jun
- Uhm postaram się tego nie spieprzyć - obiecał cicho, choć nie był pewien czy mu się to uda.
- Też się tym martwię, ale damy radę. Nie dowiedzą się, a jak będzie starszy... to też będzie inaczej - ucałował go mocno. - No i nie przemeczaj się. Ani mi się waż. To moja działka.
Jun
- Mhm spróbuję - uśmiechnął się biorąc sobie naleśnika i jedząc powoli. - A tobie jak? Jesteś szczęśliwy?
- Ja tez Taka-chan - szepnął głaszcząc Jolie po łebku. - Ale wiesz... nie ma co martwić się na zapas, a co do przemęczania to znajdź sobie inną dyscyplinę sportową, którą możesz ładnie uprawiać. Ta jest moja - ucałował go w policzek. - O wiem... weź sobie seks... będzie przyjemnie - puścił mu oczko.
Jun
- Jak było w Tokio? Byłeś u mamy na grobie? Mika-san nie przestraszyła Ryu-chana? - zainteresował się zaraz już trochę się od niego odsuwając.
- Mhm a nawet jeśli tak, to będziemy się zawsze razem trzymać - ucałował go znowu. - I żadne piekło nas nie pokona - przeciągnął się lekko oddychając świeżym powietrzem.
Jun
- Mhm to dobrze - poczochrał go po głowie. - Dobrze, że i mu pokazujesz swoją drugą stronę. Że nie tylko silny, ale i łagodny, czasem smutny, czasem płacze... to dobrze
[wow.. ale to dobrze xD wytańczyłaś się :D]
- Wiem - wtulił się w niego po czym wzruszył lekko ramionami. - Nie wiem, to się jeszcze okaże - odparł cicho.
Jun
- Jestem z ciebie dumny - przytulił go z całych sił. - Zaraz ci upiekę bułeczki - zdecydował ze śmiechem.
- I zrobimy ale póki co nie mogę, dopiero za jakiś czas, no bo na razie za dużo pracy mam... jeszcze papiery, rachunki, zlot piekarzy... - wymienił cicho. - Jak to się uspokoi to zrobię wolne - obiecał. - Kwadrans jeszcze.
Jun
[gome wznowie wątek jutro w nocy]
- Jak będę potrzebował pomocy to dam ci - znać - obiecał cicho. - Wydobrzej, bo chcę ci na plecach posiedzieć i się potulić mocno do ciebie - poprosił go.
[brak weny niestety no i fakt że odwiedzam wujka dzis i jutro :) ]
- Mhm no po na razie daje radę. Daj mi sobie radzić - poprosił go. - Długo nie miałem nic do roboty, tersz chcę do ndrobić - zaśmiał się serdecznie, powoli wracajac.
- W łóżeczku ale z moją piankową czekoladką i gotowym masażem - poprosił z uśmiechem, całując go mocno. - Kocham cię.
***
O 23 do domu rozległo się pukanie.
- DObry wieczór - mężczyzna stojący tam skłonił się nisko. - Kira Miyomoki, pracuję u państwa. Sprzątam - przedstawił się szybko. - Tomo-chan stracił nam przytomność - wyjaśnił szybko.
- Nie jest tam sam. Został z Ayu-san - wyjaśnił mężczyzna. - Przepraszam, że tak przeszkodziłęm - poszedł razem z nim.
- Nic mi nie jest - wymamrotał tomo siedząc już n ziemi i pijąc wodę niegzowaną. - Taka-chan nic mi nie jest...
- Już skończyliśmy... Aya-san kazała mi jutro nie pokazywać się w pracy - zamarudził, przytulając się do niego. Kręciło mu się jezcze w głowie.
[dobranoc :*]
Prześlij komentarz