piątek, 4 października 2013

Każdy mężczyzna lubi słodycze, ale tylko prawdziwi mają odwagę się do tego przyznać

 



 Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik








Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta, problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3 letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2 starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po 7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam, sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem cukierni. 

  




Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.







 
 



Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa zastępując je okularami.





 
 
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny talent
-Nie pali papierosów za to uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie Jolie





4 999 komentarzy:

«Najstarsze   ‹Starsze   2401 – 2600 z 4999   Nowsze›   Najnowsze»
Mara_Jade pisze...

Tomo spał długo tylko co jakiś czas kaszląc przez sen i nad ranem budząc się by wydmuchać nos. Nie zasnął już wtedy, tylko wziął kule i poszedł do kuchni by zrobić sobie herbatkę, po czym z kubkiem usiadł na kanapie, okrywając się jeszcze kocykiem i wpuścił wiadomości.

Jun
- No to ci pomogę - fuknął na niego. - Po prostu przestań się mazgaić. Potrafisz gotować, tylko nie dajesz sobie szansy.

Mara_Jade pisze...

- Dobrze, już trochę mi lepiej, prawda? - spojrzał na niego z lekką obawą werdyktu. - Przynajmniej tak czuję - uśmiechnął się do niego lekko, przeskakując z programu na program. Oparł głowę o jego ramię.

Jun
- Bo nie rozumiem czemu nie próbujesz. Tak mnie pouczasz zawsze że nie można się poddawać i takie tam - burknął. - A sam robisz to nagminnie. Hipokryta.

Mara_Jade pisze...

- Pancakesy - przypomniał mu co chciał zjeść wczoraj i co sobie zażyczył na śniadanko. - Mhm na obiad nic i na kolację McDonald - wymienił. - Na obiad zjem jakiś owoc - obiecał mu.

Jun
- No oczywiście, a jak podałem ci sytuację w której ta umiejętność będzie ci potrzebna to to zlałeś cieplym moczem - burknął chowając się całkowicie pod kocem. - Dobranoc.

Mara_Jade pisze...

- Sos czekoladowy i miodek - poprosił go, po czym uśmiechnął się lekko otulając się mocniej kocykiem.

Jun
- Tak, kiedy Ryu nie będzie chciał żebyś go opuszczał na krok, jak będzie chory. Ciekawe jak wtedy rozwiążesz sytuację - fuknął na niego zły jak nie wiem.

Mara_Jade pisze...

- Dziękuję, smacznego - potwierdził pijąc trochę soku pomarańczowego i krojąc sobie naleśnika. - Uhm jak jestem chory... to uhm mam lęki czasem - przyznał szczerze. - Nie wiem czemu, wydaje mi się że jak będę sam to umrę... głupie takie.

Jun
- Zakładam, że Ryu nie zawsze będzie musiał z jakąkolwiek chorobą iść do szpitala. Szkoda że ty tego nie robisz - chłopak usiadł na kanapie patrząc na niego twardo. - Uhm poradzę już sobie sam. Dzięki że tyle siedziałeś.

Mara_Jade pisze...

- Ja wiem, ale mimo wszystko... po prostu nie umiem się tego pozbyć. Jak mam temperaturę to wszystko się potęguje - wymamrotał, wcinając naleśnika.

Jun
- Zacznij wreszcie myśleć przyszłościowo - żachnął się chłopak ale nie wstał by go odprowadzić. Za bardzo kręciło mu się w głowie. - Zadzwonię - obiecał.

Mara_Jade pisze...

- Dziękuję - mruknął tylko, dalej męcząc się ze swoją porcją. Jego brzuch protestował po 3/4 pierwszego naleśnika, ale on obiecał sobie że chociaż jednego zje.

Jun
[oki xD]
Tomo szybko wyszedł z choroby. Po tygodniu zaczął normalnie pracować w piekarni, dzień zaczynając o 5 rano, a kończąc go wraz z ostatnim klientem po 8 wieczorem. Tego dnia z satysfakcją zamykał piekarnię, wiedząc że Takano już nie ma na górze. Piekarnia dobrze prosperowała, a ludzie z zadowoleniem wracali po kolejne pieczywo. Nic więcej nie musiał chcieć. O kulach ruszył na krótki spacer, bo nie miał jeszcze ochoty na odpoczynek. W barze na plaży zamówił sobie shake'a owocowego i zaraz z nim usiadł na piasku sącząc go powoli.

Mara_Jade pisze...

- Obejrzę sobie jakiś film, może ściągnę inny, zrobię opłaty przez neta a potem pokompunuję trochę piosenek - pokazał mu plan na ten dzień. - I pewnie pośpię trochę - uśmiechnął się do niego kichając.

Jun
- Nie szkodzi - pogłaskał psinkę po grzbiecie, pozwalając jej się lizać po twarzy i upił trochę Shake'a.

Mara_Jade pisze...

- Dobrze - zgodził się biorąc leki. - Uhm ale na noc nasmarujesz mnie też maścią? - zapytał go zaraz. - Bo ona rozgrzewa... nie było mi już tak zimno - wyjaśnił mu.

Jun
- Jednak palisz? - zdziwił się nieco, samemu też zapalając tak do towarzystwa. - Sam z nią wychodzisz? Myślałem, że to działka Ryu - uśmiechnął się lekko, popijając papierosa shakem.

Mara_Jade pisze...

- Powodzenia - pokiwał mu na dowidzenia i zajął się kończeniem naleśnika i oglądaniem filmów.

Jun
- No tak, ja też to lubię - przyznał szczerze, dopalając papierosa. - Chcesz posmakować? - podsunął mu pod nos swojego shakea.

Mara_Jade pisze...

- Nie strasz mnie tak! - Tomo rzucił w niego kolejną zgniecioną kartką. - Nie idą dzisiaj - odstawił gitarę, zbierając kartki i wyrzucając je do śmietnika.

Jun
- Ano, robią takie pyszne w tym barze - wskazał ręką kierunek. - W razie jakbys kiedyś potrzebował - wywrócił oczyma. - Mają coś z domowej roboty, więc możesz oszukać Ryu że sam je robiłeś.

Mara_Jade pisze...

- Lepiej, mam tylko 37,4 więc jest lepiej - dał mu znać przytulając się do niego lekko. - Nie wiem... cokolwiek, ale nie szło, więc sobie pograłem trochę - uśmiechnął się lekko. - Ale nie śpiewałem, bo nie wychodzi. Gardło boli.

Jun
- Będę tak długo poruszał, aż w końcu spróbujesz - uśmiechnął się do niego trochę wrednie, zapalając drugiego papierosa. - Piekarnia dobrze prosperuje, możesz już zacząć wpadać - dodał po chwili.

Mara_Jade pisze...

- A ty nie jesz? - zmartwił się trochę odpakowując sobie cheeseburgera. Będąc chorym miał zachcianki, nie ma co. - Mhm pycha - uśmiechnął się lekko.

Jun
- No ba, wpadnij koniecznie - uśmiechnął się do niego. - Twoje ulubione bułeczki schodzą szybciej niż zdążysz powiedzieć 'kocham cię' - roześmiał się.

Mara_Jade pisze...

- To nie zjesz ze mną? - westchnął ciężko, ale nic na to nie poradzi w koncu. - Ciebie potrzebuje - bąknął, przytulając się do jego ramienia. - Twojego zapachu.

Jun
- Tak koło 6 rano jest pierwsza partia, potem koło 8.30 druga - odparł wesoło. - Mogę coś schować pod ladą dla ciebie - dodał po chwili namysłu.

Mara_Jade pisze...

- A możesz trochę później? - zapytał go tylko, bo chciał z nim posiedzieć. Zjadł trochę cheeseburgera i popił go colą, po czym jednak oddał colę Takano, samemu biorąc herbatkę. Lepiej dla gardła.

Jun
- Tak jest, wszystko dla stałych klientów - zachichotał.

Mara_Jade pisze...

- I co? Wywiad z nią miałeś? - zapytął go zainteresowany. - Okropna była? Jak poszło?

Jun
- No to nie ma szans... Ryu jeest u mnie codziennie - żachnął się, bawiąc się piaskiem.

Mara_Jade pisze...

- Ale nie dałeś się jej zalecać, co? - zmrużył brwi i zaczął go delikatnie tykać w brzuszek palcami. - NIe dałeś prawda? - zapytał znowu, zaczynając jeść frytki i dzieląc się nimi z nim.

Jun
- Powiedz Jun... gdybyś miał zaplanować perfekcyjne morderstwo... co byś zrobił? - zapytał go od tak, pijąc dalej swojego shaka.

Mara_Jade pisze...

- Zazdrosny? Co? Nie... - odwrócił wzrok. - Nikt by nie poleciał na mojego brzydala - burknął czerwieniąc się nieco.

Jun
- Tak tylko pytam, hipotetycznie - wywrócił oczyma. - Więc? Jakbyś miał zaplanować idealne morderstwo...

Mara_Jade pisze...

- Nie śpisz dziś tutaj - fuknął na niego biorąc kule i idąc do pokoju. Zatrzasnął za sobą drzwi padając na łóżko i chowając się pod kołdrę.

Jun
- Mhm... gaz... ale zanim gaz się ulotni to policja może zareagować, gaz nie jest dobry - wywrócił oczyma. - Ja pomyślałem o... przypadkowym utopieniu... gdzieś daleko...

Mara_Jade pisze...

- Wezmę - burknął tylko nawet nie wychodząc z łóżka. Cały czas chowając się pod kołdrą.

Jun
- Albo możnaby też próbować uzyskać wyrok self-defence... samoobrona - mruknął jakby go nie słysząc. Położył się na plecach patrząc w gwiazdy.

Mara_Jade pisze...

- Nie śpisz tu dzisiaj - powtórzył cicho, nadal nie wychodząc spod kołdry. - Nie obraziłem - burknął jeszcze.

Jun
- Boję się go! - krzyknął w odpowiedzi. - Myślę o sobie! - obruszył się patrząc na niego ze złością. - Jak się go pozbędę, wszystko będzie w porządku! Wszystko... nie będzie mnie terroryzował... nachodził... dzwonił... wysyłał smsy... wysyłał listy z pogróżkami - wydusił z siebie.

Mara_Jade pisze...

- O nic nie chodzi, daj mi już spokój. Jestem zmęczony, chcę spać wymamrotał siadając i biorąc leki wedle zaleceń Takano.

Jun
- Zeznasz w sądzie, że byłem chory psychicznie, albo coś... i zmniejszą mi wyrok - A jak wyjdę to jego już nie będzie, nie będzie. Nie będzie krzywdził mnie ani mojej rodziny - wydusił z siebie.

Mara_Jade pisze...

Złapał go jeszcze za rękę i przytulił do niej swój policzek.
- Uhm nie przychodź - poprosił go cicho. - Zobaczymy się wieczorem - obiecał mu.

Jun
- Zgłosiłem, ale powiedzieli że to moja paranoja - wydusił z siebie z trudem powstrzymując się od płaczu. - Ja już mam dość Jun, nie chcę się go bać całe życie.

Mara_Jade pisze...

- Nie, nie... ja tylko - chłopak przełknął głośno ślinę. - Ja tylko nie chcę żebyś się spóźnił do pracy - uśmiechnął się do niego lekko. - Do swoich klientek, żeby miały co podziwiać...

Jun
- Byłem już u nich, pokazałem. Smsy też... uznali że to dziecinada i nie warto w to głębiej wnikać, bo jeszcze nic się nie stało - schował głowę w jego pierś. - Nie powiedziałem Takano...

Mara_Jade pisze...

- Dobra, jestem zazdrosny. Zadowolony? - fuknął na niego, niezadowolony że wymusza się od niego takie wyznania. - Ugh teraz to już możesz nie pokazywać mi się na oczy cały jutrzejsszy dzień. Wcale nie zatęsknię - burknął, wracając pod kołdrę. - Dobranoc.

Jun
- Oni mi nie uwierzą... mają mnie za paranoika i niezdolnego do logicznego myślenia - wymamrotał ocierając łzy kantem dłoni. - O widzisz... - pokazał mu przychodzącego smsa 'obserwuję cię'. - Pozwol mi... wiem jak zatrzeć ślady...

Mara_Jade pisze...

- Oh daj mi spokój, też czasem mogę być zazdrosny i sio. Zarazisz się. Do po jutrza - wywrócil oczyma, chowając się pod kołdrą z nadzieją, że Takano już sobie pójdzie i da mu w spokoju spać.

Jun
- Nie! - krzyknął przerażony, ledwo co utrzymując się na kulach. - Nie chcę się z nim sądzić. Nic dobrego z tego nie wynika.

Mara_Jade pisze...

Wywrócił oczyma idąc jednak sprawdzić czy jest zamknięty. Upewniwszy się wrócił do sypialni i odetchnął głęboko kładąc się w łóżku. Zasnął szybko.

Jun
- Dlaczego? Przecież to najlepszy sposób... zginie i nie będzie mnie denerwował - chyba rzeczywiście był za mocno rozdygotany by myśleć sensownie. Może powinien porozmawiać z psychologiem...

[dobranoc, śpij dobrze :*]

Mara_Jade pisze...

Tomo słysząc że ktoś jest w domu, a nie do końca będąc przytomnym, złapał kij baseballowy w dłoń i powoli trzymając się ścian pokuśtykał do kuchni.
- Mówiłem ci, że masz mnie nie nachodzić! - krzyknął na 'obcego' zamachując się na niego kijem.

Jun
- Nie mam swojego - przyznał się, bo uznał że Jun ma jednak rację. Jeszcze dojdzie do tego że zabije niewinnego człowieka, z tego strachu.

Mara_Jade pisze...

[dzisiaj mam tylko 37,1 xD]

Tomo odetchnął z wyraźną ulgą, przytulając się do niego mocno i zaciskając mocniej powieki.
- Nikt - wymamrotał. - Nie wiem, nie znam go - dodał po chwili, bo to nie jego wuj go nachodził tylko przeklęty łysy macho z tatuażami na całym ciele.

Jun
- A piekarnia? - spojrzał na niego. - Musze ją jutro otworzyć przecież... o 5 rano - wymamrotał bardziej martwiąc się o innych niż o siebie jak zwykle zresztą.

Mara_Jade pisze...

- Przepraszam, przestraszyłem się - wymamrotał przeprosiny, łapiąc się mocniej szafki by się utrzymać w pionie. - Dojdę - uśmiechnął się do niego słabo, idąc w stronę salonu. Z ulgą opadł na kanapę, żałując że jednak nie wziął kul ze sobą... albo wózka.

Jun
- Słucham cię, słucham - jęknął siadając na jego łóżku i kładąc kule na podłodze. - Tylko... tylko się boję.

Mara_Jade pisze...

- Nic ci nie jest? - zapytał go tylko obserwując czy go przypadkiem nie skrzywdził. - Uhm dobrze, już lepiej. Tylko trochę słabo jeszcze - przyznał mu się jedząc naleśnika.

Jun
- Uhm wiem, tylko... tylko i tak się boję - wzruszył ramionami nic nie mogąc na to poradzić.

Mara_Jade pisze...

- Uhm dobrze - mruknął cicho dalej jedząc. Popił naleśnika czekoladą i odstawił resztę na stolik. - Czemu zawsze robisz tak dużo naleśników? - zapytał go po chwili. - Przecież wiesz...że ja potem 3 dni je jem...

Jun
- Dlaczego? Pozbyłbym się problemu, nikt by mnie już nie straszył, odsiedział bym swoje w więzieniu a potem spędził kilka lat na starośc na wolności bez strachu.

Mara_Jade pisze...

- Ja po jednym mam dość - odparł opierając głowę o ramię mężczyzny. Dopił spokojnie czekoladę. - Powinieneś już iść, zaraz zaczynasz pracę.

Jun
- To co mam zrobić? Sąd nie pomaga - zauważył czując łzy na policzkach. - Miesiąc... tyle dał... miesiąc.

Mara_Jade pisze...

- Miało cię w ogóle dziś nie być - przypomniał mu. - Zamierzałem się do ciebie nie odzywać, więc nie narzekaj - poklepał go po głowie, samemu idąc do pokoju żeby się jeszcze położyć.

Jun
- Uhm nie chcę tak żyć Jun - Tomo zszedł na podłogę kładąc się na niej. - Dobranoc.

Mara_Jade pisze...

Tomo przespał pół dnia, budząc się dopiero wieczorem. Wstał z łóżka i włożył na siebie bluzę Takano, po czym poszedł do salonu obejrzeć jakieś nudne rzeczy w telewizji. Z kijem baseballowym tuż przy kanapie, w razie potrzeby.

Jun
- A ty? Gdzie będziesz spał? - zapytał go cicho.

Mara_Jade pisze...

Tomo właśnie kończył oglądać kolejny durny teleturniej japoński, więc kiedy Takano wszedł do środka spojrzał na niego.
- Ne... dlaczego ty masz moje klucze? - zapytał bo tak przyszło mu to do głowy.

Jun
- Dobrze - Tomo posunął się na łóżku robiąc miejsce dla Juna, ale chwilę później przytulił się do niego lekko, bo tak mu było łatwiej zasnąć.

Mara_Jade pisze...

Potrząsnął głową.
- Ja tylko eh jak cię zapraszam to wolałbym żebyś nie wchodził sobie swoimi kluczami - wymamrotał. - Poza tym ja twoich nie mam - dodał jeszcze.

Jun
- Hm tzn że mogę poudawać żeby był zazdrosny? - zapytał spoglądając na niego ale nie zamierzając wykonywać żadnego ruchu.

Mara_Jade pisze...

- Nie oszczędzaj mi chodzenia - mruknął tylko, nie chcąc od niego kluczy, tylko chcąc by ich nie używał jak wie, że on sam jest w domu. No bo po co?
- Dziękuję - przyczepił klucz od mieszkania Takano do swoich kluczy.

Jun
- Uhm ok - odsunął się od niego uznając że nie będzie się przytulał. - Jakby co wytłumaczę mu co i jak - obiecał.

Mara_Jade pisze...

- Nie szedłbym - odparł cicho. - Bo...bo on nie puka - wymamrotał cicho, zabierając ręce z jego uścisku żeby zaraz mocno się w niego wtulić. - Dlaczego mi nie pozwalacie go zabić? - zapytał go płacząc.

Jun
- Mhm... no no nii-chan podziwiam cię, że tak ze mną wytrzymujesz - uśmiechnął się delikatnie.

Mara_Jade pisze...

- Ale on na to zasługuje - wymamrotał Tomo tuląc się do Takano. - Zasługuje! Ja już nie chcę iść do sądu, po co? Żeby mieć miesiąc spokoju? - pociągnął nosem. - Nie ma sensu.

Jun
- Dziękuję, że ze mną wytrzymujesz - powiedział jeszcze zasypiając wreszcie.

Mara_Jade pisze...

- Nie będzie, nie jest - wzdrygnął się na dźwięk kolejnego smsa. Podał go od razu Takano, by ten mógł sobie przeczytać. Od nieznajomego numeru, przychodziły zawsze, każdy z innego numeru. O tym samym wydźwięku 'widzę cię'.

Jun
Tomo spał jak zabity aż do 6 rano, kiedy to pokój Juna zamienił się w istne pobojowisko, spowodowane naglym przebudzeniem najmłodszego z braci Amakusów.
- JUN! - chłopiec wylądował prosto na JUnie. - Wstawaj, wstawaj.

Mara_Jade pisze...

- Byłem na policji, ale powiedzieli że mam paranoję - wtulił się w niego mocniej przełykając łzy. - Myślę, że wujek, albo... albo ktoś z jego polecenia...

Jun
- Jakaś pani do ciebie przyszła - odparł chłopiec wybiegając z pokoju, ku uciesze Tomo.
- No faktycznie masz barwnie... - zachichotał.

Mara_Jade pisze...

- Uhm... Jun mi kazał iść do psychologa i nawet mi załatwił taka uhm panią psycholog Mikę, ale ona mieszka w Tokyo. Nie może ciągle przyjeżdżać - uśmiechnął się do niego słabo, mocniej się w niego wtulając.

Jun
- Uhm dzień dobry - Tomo szybko się ogarnął, ścieląc Junowi łóżko i otwierając okno by wywietrzyć trochę pokój.

Mara_Jade pisze...

Pokręcił przecząco głową. To nie było tak, to wszystko nie było tak.
- Boję się, że jak wiesz to on cię zabije i mi znikniesz... albo porwie... albo zrobi krzywdę Yuyi - wydusił z siebie cicho. - Nawet nawet mi to napisał... w jednym z listów...

Jun
Nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić, ale w końcu zdecydował że nie da rady długo stać. Usiadł więc na łóżku, najwygodniej jak potrafił i popatrzył na nią trochę niepewnie.
- Boję się - mruknął cicho. - Mojego uhm wuja... - dodał zagryzając lekko wargi. - On...on próbował mnie zabić parę razy, potem groził mamie... a teraz...dostaje listy z pogróżkami, smsy i... i uhm najlepiej jest go zabić...

Mara_Jade pisze...

- Nie, nie możesz. Będę się bardziej o ciebie bał - wymamrotał tylko dygocząc mu w ramionach. - Nie wiem co mam robić... prawie cię dzisiaj zabiłem - przypomniał mu o poranku. - Lepiej żebyś tu nie mieszkał ze mną... jeszcze mi coś odbije.

Jun
- Ale nic innego nie działa... już był w więzieniu, cały miesiąc a potem magicznie wyszedł - popatrzył na nią blednąc całkowicie. - Ja umiem zacierać po sobie ślady, nikt się nie dowie.

Mara_Jade pisze...

- Nie, nie zostawaj tu na no - potrząsnął przecząco głową. - Boję się o ciebie, a teraz jak już wiesz to jeszcze bardziej - zacisnął lekko pięści. - Mogę... mogę dzisiaj spać u ciebie? - zapytał go po chwili. - Tylko dzisiaj... tylko raz. Jutro, jutro już będzie mi lepiej, zobaczysz.

Jun
- Nie, jeśli dostanę wyrok w obronie własnej, albo ktoś zezna że byłem niezrównoważony psychicznie. No i w ogóle o tym mówimy hipotetycznie, bo mnie nie złapią - wymamrotał przełykając głośno ślinę i patrząc na nią twardo. Już nie płakał, nie drżał. Był zdecydowany, albo po prostu tak przerażony że było mu już wszystko jedno. - On mnie nienawidzi. Zawsze tak było. Zawsze... jak wiedział, że mam problemy z jazdą w aucie to specjalnie zabierał mnie na długie przejażdżki. Jak byłem dzieckiem, to na jego 'obiadkach' zmuszał mnie do jedzenia tego co nie lubię, albo jestem uczulony, a jak potem wymiotowałem rodzice byli zmuszeni mnie ukarać na oczach wszystkich. Bo u burmistrza nie wypada - wymamrotał cicho, niby takie nic a jak zostaje w pamięci. - Potem chciał mnie wrobić w morderstwo, ale mu się nie udało. Podpalił mi piekarnię i dom, kiedy byłem w środku. Potem przejechał mnie samochodem i dlatego dobrze nie chodzę. A potem jeszcze mnie dusił... dlaczego on mnie tak nienawidzi?

Mara_Jade pisze...

- Ale ja lubię swoje mieszkanko, jest takie przytulne... dobrze mi je urządziłeś - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Mam u ciebie rzeczy, nic nie potrzebuję - szepnął przytulając się mocniej do niego. - I nie mów że mam się nie martwić bo martwię się wtedy jeszcze bardziej, a ty się martwisz o mnie więc więc... więc nie mów że nie mogę, skoro sam to robisz...

Jun
- Teraz tak, ale wcześniej ich nie było - zatrząsł się lekko, czując łzy na policzkach, złapał za poduszkę Juna chowając w nią twarz.

Mara_Jade pisze...

- Dziękuję - ucałował go w policzek. - Ale ja umiem się obronić... widziałeś mnie w akcji - wymamrotał, gdybym nie doszedł do tego że to Ty to bym łapał za patelnię - dodał.

Jun
- Uhm ale to nie ma związku z tym jak się czuję - zaprzeczył nagle. - Niedawno dowiedziałem się, że uhm nie jestem dzieckiem rodziców, tylko mnie adoptowali.

Mara_Jade pisze...

- Nie czepiaj się, zapomniałem gdzie leży mój paralizator - wymamrotał cicho. - Poza tym jak ja mam się nie martwić to ty też nie. Taka umowa, jak ty się martwisz to nie mów mi że ja mam tego nie robić - pstryknął go w nos. - Uhm a jak wezmę kule na motor?

Jun
- Nie wiem - wzruszył ramionami zgodnie z prawdą. - To nadal dziwne... no i mama długo mnie nie lubiła, zawsze była... oschła - wymamrotał. - Potem zabiłem jej dzieci to już w ogóle - wymamrotał. - Widzi pani? Mnie nie zrobi różnicy jedno życie więcej na sumieniu.

Mara_Jade pisze...

- Tak, straszyli - przyznał cicho, wciskając twarz mocniej w jego pierś. - A ja nie chcę żebyś cierpiał.

Jun
- W wypadku, ale prowadziłem po alkoholu więc to moja wina - wymamrotał trzęsąc się całkowicie i powoli tracąc oddech, zaczynając jej trochę panikować. - Nie oddam ich mu, bo one mu się nie należą - jęknął. - Zresztą już ich nie mam. Część poszła na odbudowę piekarni, a pozostałe oddałem na budowę domu dla bezdomnych. Żeby też mieli swoje miejsce...

Mara_Jade pisze...

- Ale ja w ciebie wierzę, kiedy nie panikuję i nie jestem na skraju zabicia kogoś - wydusił z siebie, chowając się pod kapturem bluzy którą miał na sobie. - Tak bardzo się boję...

Jun
- Nie chcę mu dawać pieniędzy - wymamrotał patrząc na nią. - One nie były dla niego, jakby mnie zabił one szły na ręce mojej mamy, bo to jej mąż je zostawił - zgrzytnął zębami. - Poza tym on mnie próbował zabić do jasnej cholery, mam mu za to płacić? - gdyby się tak nie trząsł może zabrzmiałoby to jakoś groźnie ale w takim wypadku kiedy z trudem łapał oddech to był tylko szept. - Nie chcę mu płacić.

Mara_Jade pisze...

- Uhm, jestem szczęśliwy z tobą o ile nie panikujesz i nie popadasz w nadopiekuńczość - ucałował go w policzek łapiąc go zaraz mocniej.

Jun
- No bo ja nawet nie wiem czy mu chodzi o pieniądze, tylko się domyślam - wyjąkał. - A teraz to może mu też chodzić o to że musiał spędzić miesiąc w więzieniu i stracił posadę burmistrza - zacisnął zęby. - Jun-chan... - jakoś nie mógł się przy niej uspokoić.

Mara_Jade pisze...

- Ale ty też nie zabijej - poprosił go. - Bo... wybacz kotku co jak co... ale ja znam lepsze sposoby i wiem jak zatrzeć po sobie ślady - żachnął się.

Jun
- Nie pytałem, ale on ze mną nie będzie rozmawiał - wymamrotał, tracąc oddech. - Nie mogę oddychać - spojrzał na nią z lekkim strachem. Nie wiedział, że jest w aż tak kiepskim stanie.

Mara_Jade pisze...

Tomo popatrzył na jego palec, po czym z wahaniem złączył go ze swoim.
- Obiecuję - szepnął tylko.

Jun
Tomo zesztywniał w jej ramionach. Wszystko do niego wróciło. Wszystko co złe.
- Proszę... proszę niech mnie pani nie dotyka - wydusił z siebie delikatnie się od niej odsuwając. Zacisnął powieki z których popłynęły gorzkie łzy. Czy tak właśnie kończą osoby, które już dawno powinny być u psychologa?

Mara_Jade pisze...

- Przecież będziesz - uśmiechnął się do niego biorąc kule i idąc po szczoteczkę do zębów. Chwilę później był już z powrotem. - Możemy iść.

Jun
Długo nie mógł się uspokoić, ale w końcu w miarę złapał oddech, nadal mając go przyspieszonym. Był już nieźle spocony i cały czas drżał. Nie czuł się komfortowo, a fakt, że wszystko było nagrywane wcale mu nie pomagał.
- Czy Jun...może tu przyjść na chwilę? - zapytał jej w końcu.

Mara_Jade pisze...

- Dobrze, postaram się - obiecał mu kuśtykając za nim do domu i w domu przewracając się na plecy pod wpływem radości Jolie i szczeniaków. - Ała... - jęknął cicho, bo uderzył się o kule. - Głupie, kochane psiaki - poczochrał je wszystkie i potarmosił po łebkach.

Jun
- Przepraszam, nawet dobrze sesji z psychologiem mieć nie mogę, jaka beznadzieja - wtulił się w Juna słuchając jego serca żeby się uspokoić.

Mara_Jade pisze...

- Un może być i sałatkę owocową poproszę - dodał po chwili namysłu. - Mogę? - zapytał go jeszcze zaraz, podnosząc się na kolana i znów padając pod ciężarem Jolie. - No ej... - jęknął śmiejąc się radośnie. - No już, już.

Jun
- Un - jeszcze kwadrans siedział wtulony w niego uspokajając swój oddech zanim w końcu się od niego odsunął i otarł łzy, patrząc na nią. - Przepraszam - szepnął w jej stronę.

Mara_Jade pisze...

- Głupole małe - dopiero dobre 10 minut później udało mu się zebrać z podłogi i podejść do salonu przy wesołym szczekaniu psów. Opadł na kanapę, a Jolie wdrapała się na nią i położyła łepek na kolanach Tomo z miną 'miziaj mnie'.

Jun
- Uhm - Tomo spojrzał na Juna i uśmiechnął się do niego lekko, ale już nie wspomniał nic na temat tego, że nie ma się co wstydzić, przy nim też płakał Otarł łzy i odetchnął głęboko. - Tylko... chyba nie dam rady kontynuować teraz - przyznał szczerze.

Mara_Jade pisze...

- Dziękuję - wziął czekoladkę od razu jej smakując zamknął oczy pozwalając smakowi przejść przez wszystkie jego zmysły. Cały czas głaskał psinkę po Łebku, to za uszkami.

Jun
- Uhm dziękuję - wymienił się z nią wizytówkami. - Zadzwonię, ale... uhm pani nie musi tu zostawać, ja ja przyjadę - zdecydował szybko. Nie chciał by ponosiła jakieś koszta.

Mara_Jade pisze...

- A mogę za chwilkę - oddał mu laptopa, bo na razie nie mógł skupić się na 3 rzeczach na raz. Głaskaniu Jolie, trzymaniu kubka czekolady i obsługiwaniu laptopa. - Za co tak bardzo lubisz Francję? - zapytał go.

Jun
- Uhm no dobrze - uznał że niby może jej uwierzyć, niby...

Mara_Jade pisze...

- Mhm - pokiwał lekko głową, uśmiechając się do niego. Takano wyglądał słodko kiedy o tym opowiadał. - Kotek... ale Nowy Jork też zobaczymy jak już będziemy w USA? - zapytał go bo nie chcial bez tego wracać. - I parę innych rzeczy?

Jun
- Wiem - szepnął, jeszcze chwilę tuląc poduszkę do siebie. - Ale ja dzisiaj cyrk zrobiłem - wydusił niezadowolony. - Tak się przestraszyłem, wszystko wróciło... ale tak wszyyystko.

Mara_Jade pisze...

- Ano - odstawił kubek na stolik i nałożył sobie trochę salatki do mieseczki - Pyszna - uśmiechnął się szeroko. - Kocham cię Taka-chan... naprawdę!

Jun
Skinął głową wtulając się w niego.
- Mogę tu jeszcze trochę zostać? Nie będę ci przeszkadzał - obiecał cicho.

Mara_Jade pisze...

- Chyba zawsze pod górkę, a wszystko przeze mnie - uśmiechnął się do niego słabo, po czym przytulił się mocniej. - Myślałeś nad nowymi produktami do cukierni? - zapytał go za chwilę. - No bo... pomyślałem, że dla dzieciaków to ciasto żelkowe mogłoby być fajne.

Jun
- Dzięki, poproszę herbatę - położył się jeszcze trochę na łóżku, przymykając oczy.

Mara_Jade pisze...

- Bo ja mam genialne pomysły czasami - zaśmiał się, przytulając się do niego lekko i niestety puszczając Jolie, która popatrzyła na niego z lekkim wyrzutem ale w końcu poszła zająć się szczeniakami.

Jun
- Dzięki, ten zestaw stawia na nogi - zgodził się z nim, siadając i zabierając się za jedzenie lodzików.

Mara_Jade pisze...

- Co ty tak mnie naciskasz z tym ślubem, hm? - zapytał go spoglądając w laptopa. Jemu te miejsca za wiele nie mówiły więc w końcu tylko pokiwał głową zgadzając się na wszystko.

Jun
- Mam - odparł uparcie jedząc lody. - Pyszne - odparł z lekkim uśmiechem, odkładając miseczkę po połowie zjedzonych, po czym wypił całą herbatkę.

Mara_Jade pisze...

- No bo nawet nie mamy daty ślubu, ani nic, poza tym na pewno do wakacji nie... bo to za szybko wszystko i w ogóle. A potem ty jedziesz na swoją wyspę... - znów na chwilę zawiesił głos, jakoś tak nie mógł przeżyć tej wyspy. - A ja jadę koncertować - dodał po chwili popijając czekoladę. - Poza tym chcę przynajmniej rok z tobą pobyć zanim zdecyduję się na ślub - wymamrotał. - Spać, bo jutro do pracy.

Jun
- Wiem, tak smakują znajomo - odparł dopijając herbatkę i przymykając oczy położył się na jego łóżku. - Od razu lepiej - szepnął.

Mara_Jade pisze...

- Możesz zostać na całe wakacje, przecież ci tego nie bronię - ucałował go lekko w usta. - No chyba że chcesz spędzić trochę czasu z Yuyą - dodał po chwili ze śmiechem. - No nie moja wina, że się pospieszyłeś z pierścionkiem - wymamrotał.

Jun
- Dobrze, prześpię się - obiecał, okrywając się lekko kołdrą. - Dobrej zabawy z trupkiem - życzył mu jeszcze odprężając się trochę.

Mara_Jade pisze...

- Boże... ja nie chcę być twoim dzieckiem kotek - trzepnął go lekko w główkę. - Ja potrafię o siebie zadbać, jak już jestem w pełni sił - ucałował go mocno w usta. - Mójci on.

Mara_Jade pisze...

- Mou...a to nie mogę popatrzeć jak robisz tort? - zapytał go zaraz bo ani mu się śniło iść spać samemu. - Proszę, proszę, proszę tatoooo - zażartował. - Będę grzecznym chłopcem.

Mara_Jade pisze...

- Bardzo chcę - ucałował go ze wszystkich sił przynosząc sobie pufę - worek z salonu i siadając na nim wygodnie. Włączył radio i zaczął obserwować Takano. - Dla kogo to będzie tort? No i jaka tematyka?

Mara_Jade pisze...

- No to powodzenia - oddał mu projekt po dokłądnym przyjrzeniu mu się i przymknął oczy wygodniej wykładając się na fotelu. - A jaki tort dostane na urodziny? - zapytał go zaraz.

Mara_Jade pisze...

- To ja ci tylko ładnie podpowiem, dobrze? - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Z waniliową masą... taką jak bita śmietana czy coś, taki krem - uśmiechnął się szerzej na samą myśl oblizując wargi.

Mara_Jade pisze...

- Haaai - Tomo wyjadł trochę kremu z misek wkładając je do zmywarek i zanim Takano wrócił z powrotem spał na fotelu.

Mara_Jade pisze...

Tomo tylko mruknął coś przez sen wygodniej układając się na fotelu. Już spał więc nie zamierzał stosować się do poleceń Takano.

Mara_Jade pisze...

Kiedy wrócił Tomo już nie spał. Blokował swój telefon, patrząc na Takano z lekkim zdziwieniem. Nic mu jednak nie powiedział, tylko wtulił się w niego, zasypiając na nowo.

Mara_Jade pisze...

- Nie dostałem - odparł zgodnie z prawdą. - Po prostu nie chcę żebyś nikomu wysyłał cokolwiek - mruknął cicho.

Mara_Jade pisze...

- Kłamiesz... ty zawsze masz pomysł jak wykorzystać swoje pieniądze, a ja nie zamierzam nic mu płacić. Już o tym rozmawiałem z psycholog - wymamrotał sennie. - Więc nawet o tym nie myśl - poprosił go.

Mara_Jade pisze...

- Nie będziemy nic mu płacić - fuknął na niego. - Właśnie dlatego też nie chciałem ci o tym mówić - burknął niezadowolony, że jak zwykle wszystko załatwia się pieniędzmi. - Próbował mnie zabić kilkakrotnie i jeszcze mam mu za to płacić? Kpisz sobie.

Mara_Jade pisze...

- Ale nie ma o czym. Ja się nie zgadzam i zdania nie zmienię - odparł tylko. - Dobranoc.

Mara_Jade pisze...

Tomo wstał pół godziny później i szybko się umył i ubrał.
- Wychodzę - rzucił tylko do Takano. - Otworzyć piekarnię. Zjem coś na miejscu - dodał jeszcze, wychodząc z domu i powoli ruszając w stronę piekarni. Zdecydował że jednak już więcej spać u Takano nie będzie. Póki co, bliżej ma ze swojego domku do piekarni i mógłby pospać dłużej a nie... wstać 1,5 godziny na przód bo musiał jeszcze dojście doliczyć.

Mara_Jade pisze...

[bardzo śmieszne xD Bo Tomo mu zapłaci xDDD Takano może zacząć sie martwić :P]

Tomo nie miał przy sobie telefonu cały dzień, więc odczytał smsa dopiero wieczorem po zamknięciu piekarni. Wywrócił oczyma.
- Bardzo śmieszne Takano - mruknął cicho, ale dla upewnienia się że ma rację i Takano sobie z niego jaja robi, wykręcił numer do mężczyzny.

Mara_Jade pisze...

Tomo trochę sparaliżowało, ale odetchnął głęboko.
- A dziękuję, dobrze - mruknął na tyle spokojnie, na ile mógł. - Poza tym że nadal nie odzyskałem czucia w nogach i wciąż nękają mnie koszmary związane z twoją osobą rzecz jasna - dodał po chwili namysłu. - Czego ode mnie chcesz?

Mara_Jade pisze...

- No pewnie, a potem zażyczysz sobie więcej kasy i więcej - żachnął się Tomo. - Nie ze mną te numery - mruknął chłodno. - Prędzej cię zabiję - rozłączył się idąc od razu do Juna. - Mam problem - mruknął schodząc do jego pracowni. Podał mu telefon ze zdjęciem. - Pójdziesz ze mną na policję? Może teraz mi uwierzą.

Mara_Jade pisze...

- Tylko nie wiem gdzie jest. Włączyłem namierzanie, ale powiedziało mi tylko że gdzieś w mieście. Blisko szpitala - wymamrotał, wsiadając do samochodu i kładąc kule na tylne siedzenia. - Powiedział, że jak nie dostarczę mu pieniędzy to go stracę... ale jak dostarczę to będzie chciał więcej i więcej... nie dam mu tej satysfakcji, więc... uhm musimy iść na policję albo coś - zacisnął lekko pięści, starając się myśleć logicznie.

Mara_Jade pisze...

- Uhm martwię się trochę o niego... ale nie wygląda tak źle na zdjęciu - wymamrotał cicho, idąc za nim na komisariat policji.
- Kurosagi-san... znowu pan - jęknął policjant widząc go. - Co się znowu stało? Bierze pan ju,ż swoje leki?

Mara_Jade pisze...

Mężczyzna spojrzał na zdjęcie i skinął głową.
- Oczywiście, już się tym zajmujemy - stwierdził od rauz zmieniając ton głosu. Poszedł do swojego szefa, by zacząć działanie.
- Eh dzięki - Tomo opadł na jedno z krzeseł zastanawiając się co teraz. Został jeszcze by zeznać co i jak po czym zostali odesłani do domu.
- Uhm Jun.. ale on jest tam sam...

Mara_Jade pisze...

- Uhm... tak - stwierdził szybko. - Poczekam... poczekam i pojadę z nimi - szepnął zaciskając nieco pięści i patrząc na niego. - Dzięki że ze mną byłeś. Już... Już sobie poradzę.

Mara_Jade pisze...

- Uhm gdzieś tam - zgodził się z nim, wsiadając do samochodu i przymykając oczy. - Takano będzie wściekły że nie zdecydowałem się dać pieniędzy - wymamrotał.

Mara_Jade pisze...

- Mam inne mordercze przedmioty, kill baseballowy jest tylko do domu. W razie napadu - wymamrotał. - Zresztą, jak już stanę na nogi to nie będzie potrzebny bo potrafię się obronić i bez tego - uśmiechnął się lekko. - To kawkę poproszę.

Mara_Jade pisze...

- I pomarańczowy też - dorzucił do zamówienia. - Ale rozmawiałem z psycholog a potem Takano, no i jeszcze z tobą... że uhm nie zabiję - westchnął ciężko, bo naprawdę miał na to ochotę.

Mara_Jade pisze...

- Mhm...wcale tego nie wiem... słyszałeś ich, mają mnie za chorego psychicznie - wymamrotał niezadowolony. - To nie fair - westchnął ciężko. - Mam tylko nadzieję, że go znajdą...

Mara_Jade pisze...

- Nie denerwuj mnie! Jak to się dymi?! Zabił go?! - upuścił łyżeczkę z niedokończonym sorbetem i popatrzył na Juna. - Ja sobie jem, a on nie żyje?! - złapał za kule chcąc jak najszybciej wyjść z kawiarni.

Mara_Jade pisze...

- On nie żyje... - szepnął przystając i nie robiąc ani kroku dalej. Zamiast tego obrócił się i wpadł w ramiona Juna cicho płacząc. - Nie żyje... umarł bo nie zapłaciłem...

Mara_Jade pisze...

Tomo skinął głową, a kiedy funkcjonariusz (ten sam co wcześniej proponował mu leki) podszedł do nich z uśmiechem, niewiele myśląc puścił kulę i przyłożył mężczyźnie prosto w nos.
- Następnym razem... zaboli mocniej - warknął na niego. - Jakim prawaem... jak mogłeś... przez ciebie jest teraz w takim stanie!

Mara_Jade pisze...

- To niech mnie pan zamyka - wywrócił oczyma Tomo, łapiąc za kule i wymijając strażnika. - Ale dopiero gdy upewnię się, że Takano nic nie jest - mruknął jeszcze. - Jun-chan... pójdziesz jeszcze na chwilę ze mną?

Mara_Jade pisze...

- Ale oni nie są ważni... jak żyją to nic, trudno - Tomo złapał go za rękaw. - Oni nie są ważni - przekonywał go, ciągnąc go lekko w stronę szpitala.

Mara_Jade pisze...

- Nie będziesz miał... bo uhm mama nie da go zbalsamować, ona kremuje wszystkich - przypomniał mu. - Jedno ciało na pewno ci odejdzie - uśmiechnął się do niego. - Z resztą ci pomogę... będę tego potrzebował, bo Takano ma tendencje szpiączkowe...

Mara_Jade pisze...

Już od progu przywitała ich mama Tomo, podając Junowi wózek i zabierając synowi kule.
- Twój rehabilitant mówił...
- Tak wiem, mam więcej jeździć niż chodzić póki co, gdzie jest Takano? - zapytał jej cicho.
- Na sali operacyjnej...

Mara_Jade pisze...

Tomo już ich nie słuchał ledwie mogąc wysiedzieć w wózku. Poczuł że robi mu się słabo.
- Jest mocno poparzony. Stracił dużo krwi... stan krytyczny - wyjaśniła cicho.

Mara_Jade pisze...

[nie powiedziałaś jak xD]

- Nie mogę tego obiecać - odparła jeszcze ciszej, po czym wróciła do swoich obowiązków.
- Mogłem...mogłem mu dać te pieniądze...

Mara_Jade pisze...

[e tam xD trochę pocierpi, nici z wakacji xDDD]

- Nie...ale myślę że pójdę zwymiotować - złapał za koła i wykierował w stronę do łazienki.

Mara_Jade pisze...

[no trudno... biedak jest poparzony i teraz nie będzie w stanie tortów robić ani nic :( zdany na łaskę Tomo ]

Tomo nie wymiotował długo, bo nie miał czym, ale został jeszcze chwilę w łazience ocierając gorzeki łzy. Dopiero jak przepłukał usta wodą, wyjechał z łazienki w trochę lepszym nastroju.
- Przepraszam - uśmiechnął się słąbo do przyjaciela, dziękując mu zaraz za herbatkę.

Mara_Jade pisze...

[przepraszam, moja wina, moja bardzo wielka wina xD]

Tomo skinął lekko głową, nie myśląc teraz o jedzeniu.
- Możesz iść Jun-chan. Jesteś zmęczony. Ja sobie poradzę - uśmiechnął się lekko.

Mara_Jade pisze...

- Czemu tak sądzisz? Już się w miarę pozbierałem? - zapewnił go z uśmiechem, złączając trzęsące się ręce na kolanach. - Martwię się tylko.

Mara_Jade pisze...

Tomo nawet nie mógł patrzeć na jedzenie, więc dopił tylko swoją herbatkę i wyrzucił kubeczek do kosza na śmieci, po czym wbił wzrok w tę przeklętą czerwoną lampkę, trzymając kciuki i przysięgając Takano że jak umrze to on go wskrzesi i zabije ponownie.

Mara_Jade pisze...

Tomo serce dosłownie stanęło na kilka sekund, a gdy już odzyskał oddech ruszył za lekarzem.
- Ano... co z nim? - zapytał go ściskając mocno kciuki.
- Jest w ciężkim stanie - odparł spokojnie lekarz. - Zostanie przewiesiony na oiom - dodał po chwili. - Na razie nie możemy pozwolić sobie na odwiedziny.
- Ale...
- Proszę jechać do domu - lekarz nie mówiąc nic dalej poszedł za łóżkiem Takano.

Mara_Jade pisze...

- Uhm - chłopak spojrzał na Juna bezradnie po czym skinął lekko głową. - Zadzwonię... - wymamrotał. - Jakbym...jakby... - odchrząknął. - Jak czegoś się dowiem - zakończył.

Mara_Jade pisze...

[przesuwam czaaas xD]

Dwa miesiące później Tomo swoim już zwyczajem zamykał piekarnię. Przeciągnął się lekko ziewając. Życie płynęło mu zdecydowanie za wolno. Chodził już o własnych siłach - co też może zrobić zbyt dużo wolnego czasu z człowiekiem. Poszedł do domu i zgarnął Yuyę.
- Jedziemy do wujka - stwierdził podając mu kask i sadzając go na motorze. - Trzymaj się mocno słońce.
- Dobrze wujku - Yuya z uśmiechem złapał za kierownicę. Uwielbiał jeździć motorem, a Tomo nie szarżował. Przynajmniej nie robił tego z Yuyą, a Takano w życiu by się nie przyznał do uczęszczania na nielegalne wyścigi. Takano nie spał od dobrych 6 tygodni, a od 2 nie był całkowicie zabandażowany i mógł zaczynać rehabilitację. Tego wieczoru przyjechali do niego z prezentem.
- Konbanwa! - Tomohisa pokiwał mu, a Yuya podbiegł szybko żeby dać mu buziaka w policzek.
- Zrobiliśmy 10 000 żurawi! Cała szkoła robiła! - krzyknął z uśmiechem, pokazując mu reklamówkę z tysiącem żurawi, połączonych sznurkiem.
- Zawiesimy ci je, żebyś pamiętał o nas głupku paskudny - uśmiechnął się do niego Tomo zaczynając rozwieszać origami.

Mara_Jade pisze...

- None, nie odrzuciliśmy żadnego zamówienia - pokazął mu kciuk do góry. - Tylko poprosiłem twojego kolegę z Tokyo... tego cukiernika... o przejęcie zamówień. Połowa zysków dla nas, połowa dla niego - uśmiechnął się lekko. - Yup możemy - zgodził się z nim.
- Wszystkie życzenia dla ciebie wujku - odparł chłopiec tuląc go delikatnie. - Jeździmy mo...
- Aaaaa! - Tomo zatkał mu usta ręką. - Co tam mamroczesz? - spojrzał na chłopca twardo.
- Że jeździmy motorowerkiem w szkole - zmienił zdanie do tego co chciał powiedzieć Yuya.

Mara_Jade pisze...

- Jun nas podwiózł - skłamał gładko Tomo. - I nie mamy żadnych wielkich tajemnic przed tobą - utulił mocno Yuyę.
- Zostajemy na noc u babci - dodał chłopiec stwierdzając że fajnie czasem się pobawić. - Wujku? - usiadł na łóżku przytulając się do niego. - Tęsknimy! I za czekoladką też! I Jolie tęskni!

Mara_Jade pisze...

- Jasne, przywiozę - uśmiechnął się do niego i siadając obok na łóżku. Yuya jeszcze trochę się potulił po czym z radością wziął trochę pieniążków od Tomo i poszedł sobie kupić żelki a jemu colę.
- Jak się czujeasz? - zapytał go zaraz.

Mara_Jade pisze...

Tomo zacisnął zęby żeby mu nie powiedzieć 'przepraszam', które cisnęło mu się na usta.
- Nie przejmuj się, czas się poczuć bezbronnym - uśmiechnął się do niego zgryźliwie. - Teraz ty nie będziesz miał za wiele do gadania kochanie - ucałował go w policzek. - Już dobrze, to już było, minęło. Załatwię ci psychologa - stwierdził szybko.

Mara_Jade pisze...

- Uhm myślałem, że będziesz wściekły, że nie chciałem dać okupu - wymamrotał cicho, po czym odetchnął głęboko. - Naprawdę... myślałem że będziesz wściekły...

Mara_Jade pisze...

- A ten tylko o bliznach - wywrócił oczyma. - Już ci mówiłęm, że kocham każdą twoją bliznę, prawda? - uniósł lekko brew.
- Wujku wracamy do domku? Muszę lekcje zrobić jeszcze - Yuya przyszedł z żelkami i colą dla Tomo, zapominając o ich wcześniejszym kłamstwie.

Mara_Jade pisze...

- Oj no... motorem - odchrząknął. - Jesteśmy ostrożni.
- I mogę kierować! - pochwalił się wreszcie Yuya. - Jak jedziemy wolno na końcu i parkujemy! Wiem jak gazu dodać wujku!

Mara_Jade pisze...

- Nie za dużo zachcianek jak na jeden dzień? - zapytał go ze śmiechem, po czym posłał mu jeszcze buziaka w powietrzu i biorąc Yuyę za rękę wyprowadził go z sali.

Mara_Jade pisze...

Tomo jak zwykle przyjechał wieczorem, nieco zmęczony całym dniem. Nic nie mówiąc ściągnął buty i wsunął się do łóżka do Takano, przytulając się do niego lekko. Zaczął mu cicho śpiewać, nie chcąc go budzić.

Mara_Jade pisze...

- Dzisiaj sam, Yuya jest w szkole. Mają noc w szkole. Jakiś taki obóz - uśmiechnął się lekko. - Głodny? - otworzył plecak i podał mu bułeczkę z czekoladą i muffinka, a resztę dobroci położył na stolik. Wśród nich była sałatka owocowa i drożdżówka o której kiedyś Takano wspominał. - Przywiozłem ci też wszystko o co prosiłeś - otworzył szafkę, chowając w niej laptopa, szkicownik i 6 książek. - Przywiozłem ci też dres na zmianę i ręcznik oraz parę kosmetyków... szampon i takie tam - uśmiechnął się.

Mara_Jade pisze...

- Pomogę kochanie, pomogę - ucałował go w nosek. - Ale jutro, dobrze? Załatwiłem ci przeniesienie do sali... w której ja wcześniej leżałem. Tam będziesz miał wygodniej, no i jest osobista łazienka, więc ze wszystkim ci pomogę i zrobimy to powoli i tak żeby cię nic nie bolało - ucałował go znowu. - Dobrze?

Mara_Jade pisze...

- Już się zjechali. Okupują twój dom robiąc sobie długie wakacje. Jolie jest u mnie i Yuya też więc nie przeszkadzamy sobie nawzajem - uśmiechnął się lekko. - No i trochę się przemęczam - przyznał się szczerze. - Więc podkradnę ci jedną bułeczkę dobrze? Bo dziś poza śniadaniem nic nie jadłem.

Mara_Jade pisze...

- Prosiłem ich Taka-chan, ale twoja siostra powiedziała że zostają i jak będziesz marudził to ona cię skopie... ale sypialnia jest zamknięta - ucałował go znowu. - Dbam o siebie. Nie schudłem. Waga zostaje międy 45 a 47 - pokazał mu kciuk do góry.

Mara_Jade pisze...

- Mają twoje klucze. Wzięli je jak cię odwiedzili, kiedy jeszcze spałeś. Twojego taty nie ma. Jest tylko rodzeństwo i przestań być taki niegościnny - trzepnął go w łeb. - Pamiętam ale staram się no - ugryzł trochę bułeczki i przeżuł ją powoli. - Eh z Yuyą... jest źle - przyznał szczerze. - U ciebie bardzo się stara żeby cię nie martwić - uśmiechnął się smutno. - Jak spałeś jeszcze... ktoś zepchnął malucha ze skały do wody. Yuya o mało się nie nie utopił. Dzięki bezdomnemu który akurat to widział wciąż żyje. Uhm... zatrudniłem go jako sprzątacza u nas, mam nadzieję ze się nie zezłościsz, ale tylko tak mogłem mu jakoś pomóc. Mam na myśli tego bezdomnego... pana Kirę - założył kosmyk włosów za ucho. - Eh potem Yuya spędził w domu ponad dwa tygodnie. Bał się nawet wyjść z domku, a co dopiero iść do szkoły. Nie zmuszałem go. No i teraz chodzi do szkoły, ale jak wróci do domu to całe dnie spędza na kanapie pod kocykiem, nie chcąc mnie puścić. Naprawdę się o niego martwię, ale wiem że dzieciaki już mu nie dokuczają. Chyba się przestraszyły.

Mara_Jade pisze...

- O jestem pewny - uśmiechnął się do niego krzywo. - Byłem w tej przeklętej szkole 10 razy po tym co się stało i złożyłem taki wykład wszystkim rodzicom tej klasy, dyrektorce i wicedyrektorce i wszystkim innym nauczycielom, że zdziwiłbym się gdyby to nie zadziałało. A poza tym wypytałem o wszystko Maksa. Chłopiec mówi że teraz nikt nie rusza Yuyi, co prawda nie bawią się z nimi, ale nikt sie nie śmieje, nikt nie dokucza bo nie chcą go zabić niechcący - wymamrotał. - No a Yuya eh... on jest po prostu przestraszony po tym co się stało. Wziąłem sobie tydzień wolnego po tym wypadku i całe dnie spędzaliśmy w łóżku, przytulałem malucha. On nadal ma koszmary.

Mara_Jade pisze...

- Zostawię, zostawię. Pójdę na kawę z mamą - uśmiechnął się lekko. - Wcale nie, po prostu staram się żeby mały nie miał tak źle, no i jestem jak potrzebuje. Ah! Właśnie kupiłem mu telefon komórkowy - żachnął się, biorąc do ręki telefon Takano i wstukując numer Yuyi do niego. - Proszę. Teraz będziesz miałz nim kontakt, jakbyś chciał pogadać na przykład wieczorem.

Mara_Jade pisze...

- Tak, na stałe. Nie chciał wracać do dziadka, zwłaszcza po tym co się stało - odparł cicho, przytulając się do niego. - Ale w razie czego dziadek może wpaść na parę nocy i się nim zająć - dodał po chwili. - Mhm...eh odwołam koncerty - stwierdził cicho. Nie chciał by tylko Takano zawaliły się wakacje, skoro to w sumie było z jego winy.

Mara_Jade pisze...

- No tak, ale nie chcę być jedyny, który ma to czego chce - wymamrotał cicho. - Poza tym ktoś się musi zająć Tobą i Yuyą - dodał głaszcząc go po policzku.

Mara_Jade pisze...

- To nic, teraz mnie potrzebujesz - ucałował go mocno i uśmiechnął się delikatnie. - A to nie ich ostatnia trasa koncertowa. Potem mają jedną w grudniu. Do grudnia to ja cię postawię na nogi - obiecał ze śmiechem.

Mara_Jade pisze...

- Przyjdę - obiecał mu to, całując go raz jeszcze. - Dobrze kotek ja musze wracać. Obiecałem Yuyi McDonalda - ucałował jego nosek. - Śpij dobrze.

Mara_Jade pisze...

- Widzisz? Mówiłem ci że tu ci będzie lepiej. Masz łazienkę, telewizorek a nawet własną małą lodóweczkę - uśmiechnął się na powitanie Tomo, ściągając kurtkę i rzucając ją na kanapę, która też znalazła się w pokoju. - No dobrze kochanie, najpierw zawieszę ci resztę żurawi. Choć może ci się ten wystrój nie podobać... Yuya i ja bardzo się staraliśmy, więc nie masz nic do gadania - ucałował go lekko w usta. - A potem idziemy się myć.

Mara_Jade pisze...

- Wiem, byłem wcześniej u twojego lekarza. Przemęczasz się, a mnie tak marudziłeś, że ja to robię - pogroził mu palcem przed nosem, wieszając długie łańcuchy żurawi naokoło pokoju. Zrobiło się kolorowo i przytulnie. - Przywiozłem ci jeszcze pandę - uśmiechnął się szeroko. - I laurkę od Yuyi - podał mu wszystko.

Mara_Jade pisze...

- Panda jest moja, ma mój zapach i możesz się póki co do niej tulić w nocy jak ci będzie smutno - ucałował go znowu podstawiając zaraz wózek pod łóżko. - No kochanie, chyba będę cię musiał potem nauczyć jak manewrować wózkiem - uśmiechnął się szeroko, pomagając mu na nim usiąść.

Mara_Jade pisze...

- Tak, mam wszystko - odłożył jego nowy dres do szafki w łazience a kosmetyki połozył obok, namaczając zaraz gąbkę w wodzie. - Najpierw delikatnie całe twoje biedne ciałko - uśmiechnął się do niego.

Mara_Jade pisze...

- Przepraszam - pogłaskał go po włoskach. - Uważam, ale na pewno trochę poboli - żachnął się. - Mnie twoje blizny nie przeszkadzają - szepnął mu na uszko, starając się teraz działać jeszcze bardziej delikatnie.

Mara_Jade pisze...

- Też, ale to na samym końcu. Podjedziemy do umywalki. Odchylisz głowę, a ja cię umyję - uśmiechnął się do niego, godzine później kończąc jego mycie i wycierając mu włosy ręcznikiem.

Mara_Jade pisze...

- Nie wiem jak u ciebie w domku, ale psiaki mają się dobrze, wychodzimy z nimi na spacery - uśmiechnął się do niego nieco ziewając. - Wstaję codziennie przed 5, najpierw piekarnie otwieram, potem wysyłam Yuye do szkoły. Nie chodzi sam, tylko z Maksem - uśmiechnął się lekko. - Potem robię mu obiad, wracam piec w piekarni, jak maluch wraca to trochę mi pomaga.

Mara_Jade pisze...

- Następnym razem przyjadę z Yuyą - pogłaskał go po głowie, kładąc się obok niego. Przytulił się trochę do niego. - Przywieziemy ci coś dobrego, a twojej rodziny nie będę wyrzucał - ucałował go mocno w usta. - Martwia sie.

Mara_Jade pisze...

- Kochanie ja ich rozumiem i wcale mnie nie dziwi ich zachowanie, więc nic takiego im mówić nie będę. Powiem im tylko że ich głupi brat marudzi i znów mu się we łbie trochę pomieszało - uśmiechnął się do niego szeroko. - Tak jest, będzie czekolada.

Mara_Jade pisze...

- I zostajecie u mnie - przybił sobie z nimi piątkę Tomo wstając z łóżka. - Rui będziesz czytać bajkę Yuyi dzisiaj, już się napalił - poklepał mężczyznę po plecach.

Mara_Jade pisze...

- Właśnie, przyda mi się pomoc - przyznał szczerze Tomo, ostatnio sypiał może z 2 do 3 godzin dziennie, żeby to wszystko ogarnąc i zaczynało go to męczyć. Wrócił do Takano z powrotem kładąc się z nim do łóżka i przytulając się lekko.

Mara_Jade pisze...

- Głupi - Tomo trzepnął go w głowę. - Nie przeszkadzacie w niczym - odparł zaraz ze śmiechem. - Jak widać, niczym się nie krępuję. Poza tym jestem tu co dziennie... on mi już za długo marudzi.

Mara_Jade pisze...

Tomo zachichotał na widok miny Takano po czym ucałował go mocno w usta i wstał.
- Zostawię was, pogadajcie sobie - pogłaskał Takano po policzku i wyszedł, zabierając tylko swoją kurtkę.

Mara_Jade pisze...

- Wujeeek! - Yuya zaatakował go od tyłu przytulając się mocno do niego. - Proooszę! Zrobiliśmy ciasto z żelkami! - podał mu miskę z ciastem specjalnie dla niego. - Tomo-chan przyjdzie za niedługo. Robi zakupki i takie tam - machnął ręką z wielkim uśmiechem.

Mara_Jade pisze...

Chłopiec przytulił się do niego mocno, nie chcąc nawet na chwilę go puścić, tak bardzo się stęsknił. Już chciał mieć wszystkich w domku. Wszystkich.
- Um... - wyciągnął łyżeczki z plecaczka jedną dając Takano, drugą biorąc sobie i zaczął wyjadać ciasto które mu zrobili. - Ale ja się boję jeszcze troszkę - przyznał cicho. - Bo ja nie chcę umierać.

Mara_Jade pisze...

Chłopiec potrząsnął przecząco głową.
- No bo wuja... ty będziesz u nas mieszkał! - odparł przytulając go mocno. - Tomo-chan powiedział, że póki nie będzie z tobą dobrze, dobrze... to będziesz mieszkał z nami. Koniec kropka. A jak nie to w dupę dostaniesz...

Mara_Jade pisze...

- To będziesz musiał być bardzo grzeczny wujku - chłopiec nie mógł powstrzymać się od tulenia mężczyzny. Tak bardzo się cieszył że ten czuje się lepiej. - I codziennie bajki czytać - uśmiechnął się szerzej.

Mara_Jade pisze...

- To wujku? Jak wyjdziesz to położymy wujka Tomo spać, dobrze? - poprosił go cicho, zaraz uśmiechając się szeroko. - Pokażemy ci nagranie gdzie bylem złym wilkiem! - dodał zaraz ze śmiechem. - Mamy duuużo zdjęć też... bo wujek Tomo to maniak troszkę... tak mówi mama Maksia.

Mara_Jade pisze...

- Śpi, ale maluuutko - odparł chłopiec, przytulając się znowu. - Maluuutko - powtórzył. - Wujku? A nauczysz mnie pływać? - zapytał go troszkę drżąc, bojąc się wody na samą o niej myśl.

Mara_Jade pisze...

- Taak - ucieszył się całując go w policzek z wielkim uśmiechem. - Bo wujek Tomo uczy mnie na motorku! - dodał wesoło.
- Nie uczy - burknął Tomo stojąc w progu. - Tylko obiecał że nauczy, jak będziesz w stanie dosięgać nogami ziemi siedząc na motorze - sprostował.

Mara_Jade pisze...

- O jezu... jaka papla - ucałował go mocno, po czym usiadł na fotelu naprzeciw nich. - Tak źle nie jest. Śpię 2 godziny dziennie - uśmiechnął się do niego.

Jun
- Jun! - Tomo złapał go w ostatniej chwili, przed wpadnięciem pod samochód. - Czyś ty oszalał? Doszczętnie cię pogięło? - zapytał go. - Nie śpij jak chodzisz po ulicy - wywrócił oczyma.

[idę się umyć, wrócę :P]

Mara_Jade pisze...

Tomo spiorunował Yuyę wzrokiem, na co ten tylko mocniej przylgnął do Takano, chowając się przed burą.
- Muszę pozamykać piekarnię i cukiernię, powypełniać papiery, sprawdzić zamówienia na rano, przygotować produkty, zrobić obiad na kolejny dzień - wymienił część rzeczy, które robi po zamknięci piekarni. - Odwiedzić ciebie - dodał do listy. - No i jakoś tak wychodzi że idę spać koło 2 albo 3 nad ranem, a wstaję rano żeby otworzyć piekarnię. To normalne - wzruszył ramionami.

Jun
- Ale wilkołakiem nie jesteś co nie? nie... nie widziałem żebyś się przemieniał - puścił do niego oczko ze śmiechem. - No to skoro już cię złapałem to pomożesz mi niańczyć Yuyę - złapał go za nadgarstek i pociągnął w stronę swojego mieszkania.

Mara_Jade pisze...

- Nie krzycz na mnie - burknął niezadowolony. - Ja się staram, ok? Mógłbym w ogole się nie kłaśc - wymamrotał. - Ale się staram. Nie wezmę wolnego - skrzyżował ręce na piersiach. - Co najwyżej pośpie dłużej - burknął.
- Widzisz wujek? - Yuya przytulił się jeszcze mocniej. - Nie można mówić...

Jun
- Ale ja muszę się przespać. Wczoraj przeciąłem się możem, dość mocno - pokazał mu dłoń zabandażowaną. - Więc jak się nie prześpię z 3 godziny to nie będę mógł wrócić do pracy, ani normalnie funkcjonować...

Mara_Jade pisze...

[dobranoc :*]

Mara_Jade pisze...

- Oj przestań mi tak matkować. Odezwał się ten co to tak mocno wypoczywał jak mnie nie było - burknął na niego krzyżując ręce na piersiach z zaciętą minką.
- Pomogę wujku - odparł wesoło Yuya.

- Ty tęż mi będziesz marudził? Sam 8 godzin nie śpisz - ochrzanił go trochę. - Ja normalnie śpię po 6 - mruknął. - I więcej wam spać nie będę.

[kiedy studniówcia? xD suknia już jest?]

Mara_Jade pisze...

- Kotek sam zdecyduję ile wezmę wolnego i kiedy - mruknął wstając z kanapy i zbierając brudne ciuchy Takano, by wstawić mu pranie i już nie słuchać tego ciągłego narzekania, jakby coś źle robił. Proszę bardzo mógł spać dłużej, ale musiałby nie odwiedzać Takano.

Jun
- Dzięki, że się nim zajmiesz - przytulił się do mężczyzny, zaraz go puszczając i idąc się położyć. Wcześniej jeszcze powiedział Yuyi co i jak.
- Wujek! - chłopiec usiadł obok niego na kanapie i pomachał chwilę nogami. - Poczytasz mi troszkę? - zapytał go cicho.

Mara_Jade pisze...

- Mhm zobaczymy - mruknął tylko nastawiając pranie i wracając do nich do pokoju. - Mogę trochę ciasta? - zapytał chłopca, na co zaraz dostał całą miskę.

Jun
- Harry Potter i więzień Azkabanu - chłopiec przyniósł książkę i otworzył na 5 rozdziale. - Tutaj skończyliśmy wujku - uśmiechnął się do niego gramoląc mu się na kolana.

[To hm po prostu jej powiedz co jest źle... i tyle]

Mara_Jade pisze...

[to taką się po prostu olewa, kochana... wybacz dziadek przyszedł na lekcje angielskiego...]

- Yuya mi bardzo pomagał - uśmiechnął się delikatnie. - Jest kochany - pogłaskał malca po głowie. - Cieszę się, że ci smakuje - uśmiechnął się do niego. - Na... Taka-chan... jak wyjdziesz to pomieszkasz trochę u mnie dobrze? Z nami... bo nie chcę żebyś się przemęczał... z dwa tygodnie.

Jun
Chłopiec słuchał z zapałem całe dwa rozdziały, po czym zamknął mu książkę.
- Dziękuję - przytulił go mocno. - Zrobimy sobie kolację? - zapytał go zaraz. - Naleśnika!

Mara_Jade pisze...

[chyba jednak nie bardzo co nie? ]

- Mhm - przytulił się do niego lekko. - Więc zdrowiej mi szybko - poprosił go, biorąc Yuyę za rękę. - Pójdziemy już do domku - stwierdził przytulając małego.

Jun
- Ale... - chłopiec pociągnął noskiem i zacisnął piąstki. - To ja ugotuję! - stwierdził biegnąc do kuchni i wyciągając przepis i składniki na naleśniki.

Mara_Jade pisze...

Tomo skończył pracę po 22, bo wypadło mu duże zamówienie na pralinki i trzeba było zostać by je zrobić, więc napisał smsa do Takano że przyjeżdża po niego Ken i jego siostra bo on nie da rady.

Jun
- No bo ja nie umiem smażyć - zmartwił się. - Wujek Tomo nie pozwala bawić się ogniem - przyznał cichutko. - Przepraszam...

Mara_Jade pisze...

Yuya otworzył mu drzwi już będąc w piżamce i ziewając.
- Wujek - przywitał się z nim przytulając do niego mocno, zanim psiaki zdążyły go dopaść. - Tat...Tomo-chan jest w cukierni jeszcze - wyjaśnił zaraz, trąc oczka.

Jun
- Umiem! - oświadczył podsuwając sobie pod blat stołu stołek by móc wygodniej pracować. Kiedy rozrobił ciasto z wielkim uśmiechem podał je Junowi. - Prosze wujek!

Mara_Jade pisze...

- Ale wujku, przyjdziesz ze mną? Na troszkę, aż zasnę? - zapytał go zaraz łapiąc za rączkę i ciągnąc do swojego pokoju.

Jun
- Bo wujek Tomo powiedział, że przyjdzie do mnie wujek Jun-chan i że jest kochany i na pewno mnie polubi, a ja jego - wyjaśnił prosto z mostu. - A nie mogę mówić wujku? - zapytał zaraz trochę przestraszony że coś zrobił źle. - Zjemy z czekoladą?

Mara_Jade pisze...

- Boję - przyznał cicho chłopiec. - Ale wujek Tomo zawsze czyta bajki i śpiewa i zasypiam - uśmiechnął się szeroko. - Wujku a mogę się potulić? - zapytał jeszcze mimo wszystko przytulając się do niego i zamykając oczka.

Jun
- Z nutellą - odnalazł krem czekoladowy i dżem. Razem z nimi zawędrował do salonu czekając na Juna, naleśniki i herbatkę. - Wujku? A ty mnie trochę lubisz? Tak odrobinkę?

Mara_Jade pisze...

Maluch zasnął po dobrych dwudziestuminutach a po kolejnych dziesięciach już się tak mocno nie tulił i Takano mógł go spokojnie zostawić w sypialni. Tomo wrócił ziewając, od progu ściągając buty, ale zaraz znowu je zakładając.
- Zapomniałem... Jolie - szepnął wołając psiaki do siebie. - Idziemy na spacer - dodał nawet nie zakładając im smyczy, tak je sobie wytresował a co.

Jun
- To się poznamy! - podziękował za naleśnika pałaszując jednego i popijając go herbatką. - Pycha - pochwalił Juna. - Wyszło pycha!

Mara_Jade pisze...

- Hej - ucałował go w nosek. - Może troszkę, za dużo sobie dziś ze mną nie porozmawiasz - przyznał z lekkim westchnieniem, przytulając się do niego mocniej. - Skończyłem te przeklęte pralinki... skrzynkę chcieli, skrzynkę...

Jun
Yuya uśmiechnął się do niego szamiąc swoje naleśniki, a po zjedzeniu przyniósł lekcje i poprosił Juna o pomoc w nich.

Mara_Jade pisze...

- Pralinki opracowałem do perfekcji - podał mu dwie, które podwędził zza zamówienia. - Posmakuj - uśmiechnął się do niego, zaraz ziewając. - Ale trzymaj mnie... - poradził jeszcze ledwie stojąc. Zagwizdał na psiaki i kiedy te przybiegły byli gotowi by wracać do domku. - Yuya śpi? - zapytał, żeby się upewnić.

Jun
Yuya postarał się sam, ale z paroma zadaniami miał problemy, więc zaraz pokazał je mężczyźnie.
- Ja nie umiem robić tych z iksami... - wyjaśnił cicho.

Mara_Jade pisze...

Tomo skinął tylko głową, ściągając buty i idąc pod prysznic. ąąńśóźniej był już odświeżony. Zajrzał jeszcze do Yuyi. Pogłaskał go po główce i z uśmiechem poszedł do sypialni.
- Wiem, on mi mówił że jeszcze boi się sam zasypiać... ze względu na ten wypadek - wyjaśnił mu cicho, wchodząc pod kołdrę i przytulając się do poduszki. - Dobranoc - szepnął jeszcze od razu zasypiając.

Jun
- Sugoi -spojrzał na kartkę z rozwiązanym zadaniem. - Sugoi, sugoi, sugoi - powtórzył jeszcze kiedy udało mu się tym sposobem rozwiązać kolejne zadanie. - Wychodzi! Dziękuję wujek!

Mara_Jade pisze...

Budzik obudził ich oboje o 4.30. Tomo przeciągnął się jeszcze trochę ziewając i wstał.
- Hej, śpij sobie jeszcze - ucałował mężczyznę mocno w usta. - Ja idę pobiegać - dodał ze śmiechem, widząc jego zszokowaną minę. - Potem ci wszystko powiem - obiecał.

Jun
- Dobrze, już nie będę - obiecał chłopiec dość sprawnie kończąc zadanie domowe i odnosząc wszystko do plecaka. - Wujku? A zagramy w chińczyka? - zapytał przynosząc grę. - Ale ale jak nie to ja poczytam mangę - dodał zaraz żeby pokazać, że sam też może się sobą zająć i wcale nie muszą grać.

Mara_Jade pisze...

- Kotek... - ucałował go mocno, po czym znów wstał od razu się przebierając. - Potem mi się lepiej myśli i pracuje - odparł ze śmiechem. - Możesz do mnie dołączyć jak chcesz. Biegam tylko pół godzinki, potem biorę prysznic, robię śniadanie... ale liczę na to że śniadanie już będzie - przyznał ze śmiechem. - A potem otwieram piekarnię.

Jun
- Wujek nie pamiętasz? - zdziwił się chłopczyk, ale zaraz mu wszystko wyjaśnił jak najlepiej umiał, pokazując mu planszę. - Ja bym chciał mieć niebieskie i zielone - dodał bo były cztery pola to fajniej było grać na dwa fronty.

Mara_Jade pisze...

- Nie mogę i kotek... piekarnia nie może otworzyć się o 10tej - mruknął do niego wzruszając ramionami. - Biorę pieski - włożył do uszu mp3 i zawołał psiaki, po czym wyszedł z nimi na dwór. - Idziemy biegać po plaży dzisiaj - poinstruował je ruszając w tamtą stronę.
***
- Wujku? Żyjesz? - Yuya przyszedł do niego do łóżka jeszcze na troszkę. Przytulił się mocno.

Jun
- Wujek zaczyna - oznajmił wesoło chcąc dać fory temu który dawno nie grał.

Mara_Jade pisze...

- Szósta trzydzieści, już śniadanko mamy na stole wujku - ucałował go mocno w policzek przeciągając się i chwilę jeszcze leżąc. - Wujek Tomo zostawił, ale jak będę szedł do szkółki to mam wpaść do piekarni, po drugie śniadanie - dodał jeszcze pokazując jak działa system.

Jun
- Wujek, ale trzy razy rzucasz kostką - oddał mu jeszcze kostkę. - Jak chcemy wyjść z domku to 3 razy jak nie ma pionków w grze twoich.

Mara_Jade pisze...

- Coś pysznego! - klasnął w dłonie chłopiec wstając razem z nim. - Wujku a zrobisz czekoladkę teraz? - zapytał go jeszcze, idąc za nim do kuchni.

Jun
- No bo myślałem że pamiętasz wujku - usprawiedliwił swoją niecną nie pamięć i wyrzucił 6 za pierwszym razem a potem poszedł 5 oczek.

Mara_Jade pisze...

- Chciałbym omurice - przyznał po dłuższej chwili. - Ale wujek ty robisz taaaaaaaakie cuda, to wolę niespodziankę! - uśmiechnął się szeroko podsuwając stołek pod blat i wchodząc na niego by obserwować jak robi się czekoladę. - Chciałbym się nauczyć. Nauczysz mnie wujku? Ale... ale Tomo-chan nie pozwala bawić ogniem - wyjaśnił szybko, nie chcac łamać obietnicy danej mężczyźnie.

Jun
- Oj wujek będę łagodnie grać - obiecał ze śmiechem rzucając znów kostkę. Godzine później Yuya wygrywał po raz drugi, a Tomo ziewając wyszedł z sypialni.
- No już, zamęczysz wuja - uśmiechnął się do malca.

Mara_Jade pisze...

- Tak? - chłopiec starał się nadążać. W skupieniu słuchał wszystkiego co musi zrobić. - Wujku kocham cię - oznajmił po dłuższej chwili.

Jun
- Napijesz się czegoś? - zapytał go, kiedy Yuya schował grę i powiedział że wyjdzie z pieskami na spacer. - Tylko uważaj na siebie - poprosił go Tomo.
- Nie pójdę daleko - obiecał szybko chłopiec.

Mara_Jade pisze...

Chłopiec podpatrzył wszystko do końca, po czym uśmiechnął się do niego i wrzucił pianki na sam koniec robienia czekolady.
- Wujku jak będę starszy to będę robił pyszne śniadanka wam - obiecał. - A jak dorosnę zostanę kucharzem!

Jun
- Nie wymęczył cię? - zapytał podając mu herbatę i siadając obok. - Spało się super... wyspałem się - uśmiechnął się do niego. - Maluch jest cudowny, sam już wychodzi z pieskami, sprząta po sobie... bardzo mi pomaga. Nie trzeba z nim jak z żołnierzem. O... zobacz... nie spaliłeś mi kuchni... jednak coś tam potrafisz - zaśmiał się.

Mara_Jade pisze...

- Założę - chłopiec klasnął w dłonie z nowym zapałem. - Ale musze kupić najpierw - dodał po chwili. - I wpiszę naleśniki wujka Tomo - obiecał. - I czekolade wujka - przytulił się do mężczyzny.

Jun
- To najtrudniejsza rzecz wiesz? Dla mnie przynajmniej - przyznał się ze śmiechem. - Często je przypalam.

Mara_Jade pisze...

- Dobrze wujku - chłopiec szybko wpałaszował śniadanko, wypił czekoladę, ubrał się ucałował Takano i pobiegł do piekarni po drugie śniadanko. Świeże bułeczki i mufinek oraz woda niegazowana.

Jun
- A widzisz? Czyli coś tam umiesz - poklepał go ze śmiechem po plecach. - Jestem pewien ze i całe nalesniki dasz radę zrobić - dodał pijąc swoją herbatkę.

Mara_Jade pisze...

- Dzięki - uśmiechnął się do niego, akurat mając przerwę. - Uhm zmieniłem ci trochę menu... bo niektóre produkty nie wychodziły kompletnie - przyznał się. - Teraz możesz do nich wrócić - uśmiechnął się do niego szeroko, całując go mocno.

Jun
- Nie będę - obiecał. - Zasłużyłeś dzisiaj na nie męczenie cię - zachichotał.

Mara_Jade pisze...

- Nie wiem czemu, nie miały odpowiedniego smaku - przyznał spokojnie. - Więc stwierdziłem, że póki cię nie ma to je wyrzuce z menu i zastąpie je innymi... no bo nie będę truł ludzi - uśmiechnął się lekko. - A ten był zbyt pracochłonny... i przy trybie piekarnia - cukiernia to nie szło...

Jun
- W sumie to jakoś tak wyszło. Spędził z nami święta i potem trochę czasu... i zdecydowałem że go adoptuję, bo polubiłem malucha a nie ma rodziców... no i mały się przywiązał...

Mara_Jade pisze...

- Nie masz za co kochanie - uśmiechnął się do niego. - Ale nie złościsz się że pozmieniałem troche menu? Prawda?

Jun
- Zginęli w wypadku zamochodowym. Maluch bardzo to przeżył - uśmiechnął się smutno. - Ale teraz już mu lepiej - dodał weselej. - I chyba nas lubi.

Mara_Jade pisze...

- Hm nic z rybami - odparł stanowczo. - Ale pozostałe propozycje jak najbardziej przyjmę - uśmiechnął się do niego szeroko, całując go lekko w usta.

Jun
- Tak, tylko wiesz... szkoła. Dzieci są okrutne. Trochę się boję, że zaczną go wyzywać czy coś bo mieszka z gejami...

Mara_Jade pisze...

- Pracuj pilnie - poradził mu, samemu dopijając spokojnie swoją czekoladę i idąc jeszcze zapalić. Wrócił chwilę później do pieczenia chlebka.

Jun
- Na razie nie, zobaczymy co to będzie później - uśmiechnął się lekko. - Na razie jesteśmy...szczęśliwi. Tak, szczęśliwi.

Mara_Jade pisze...

Yuya wrócił do domku pierwszy.
- Już jestem - szepnął tylko po czym na paluszkach przebiegł do swojego pokoju. Przewrócił się i miał dużego sińca i zdartą skórkę na kolanie, ale nie chciał marudzić. Więc szybko się przebrał i umył, dziurawe spodnie chowając głęboko do kosza na pranie. Tomo był pół godziny później, przeciągając się lekko.
- Jestem, ale za dwie godziny mam nocną zmianę - żachnął się. - Wiesz świeży chlebek do 22 - uśmiechnął się. - Dzisiaj moja kolej na tę zmianę, ale normalnie mam ją co 3 dni.

Jun
- Bardzo ją kocham... ale ty też jesteś moją rodziną - przytulił się do niego mocno. - Jesteś i nie myśl, że tak nie jest.

Mara_Jade pisze...

- A po pracy pójdziesz ze mną z psiakami na spacer? - zapytał go cicho. - Bo Yuyuś już spać będzie pewnie - uśmiechnął się lekko do chłopca.
- Będę grzeczni spać - obiecał wesoło. - Pycha wujek! - zachwycił się obiadkiem.
- No... ale po nim nic innego nie można się spodziewać - zachichotał Tomo.

Jun
- No i masz to pamiętać zawsze! - oświadczył ze śmiechem, przytulając się do niego mocno.

Mara_Jade pisze...

- Wujku a wykąpiemy się razem? - zapytał go cicho chłopiec, chętnie chcąc dokładkę. - Tomo-chan - chłopiec podjadł mu trochę w trakcie. - Czemu nie jesz?
- Robię miejsce na deser - puścił do niego oczko mężczyzna. - Wiesz co? - spojrzał na Takano. - Strasznie cię kocham.

Jun
- No bo... - spojrzał na niego ale nic więcej nie powiedział. - Po prostu się stęskniłem... niby mieszkamy w tej samej wsi, a tak rzadko cię widzę...

Mara_Jade pisze...

- Dobrze wujku - Yuya nie naciskał na kąpiel jedząc dokładkę aż mu się uszy trzęsły, kiedy Tomo odłożył resztę swojego i popił jedzonmko sokiem.
- A panna cotta z jakim sosem? - zapytał go zaraz.

Jun
- No wiem... ale mi ciebie troche brakowało ostatnio, więc daj mi tę chwilę na bycie przylepą.

Mara_Jade pisze...

- Ok, tylko wtedy będziemy ograniczeni czasow 40 minut - odparł spokojnie. - No bo potem mam pracę - przypomniał mu spokojnie. Yuya natomiast zabrał się za jedzenie deseru i oglądanie bajki w telewizji.

Jun
- Wrócił, wrócił. Powoli wraca do pracy i tak dalej - uśmiechnął się lekko, nadal się do niego przytulając. - Ale to dobrze - uśmiechnął się nieco szerzej. - Tęskniłem za nim, no i było mi ciężko prowadzić piekarnię, cukiernię, wychowywać Yuyę i jeszcze jeździć do miasta go odwiedzać - przyznał szczerze.

Mara_Jade pisze...

- Mhm kochanie, nie musisz pytać jest pyszne - Tomo usiadł mu na kolanach i przytulił się lekko do niego. - Rozpływa się w ustach, jest słodkie ale nie do przesady, a ten sos... dodaje takiego aksamitnego smaku.

Jun
- W szpitalu tak - odparł ze śmiechem. - W domu jeszcze nie miałem takiej szansy... by wytulić się tak długo jak bym tego chciał - zaśmiał się.

Mara_Jade pisze...

- Mógłbym - zaśmiał się. - Po prostu uznałem, że nie oczekujesz kolejnego 'przepyszne' - ucałował go lekko w usta. - Hm chyba tak, ale nie pamiętam gdzie położyłem gazetę - wskazał kosz z gazetami, który Takano mógł sobie potem przejrzeć.

Jun
- Dużo pracy... i moja upartość też - zaśmiał się cicho, przymykając na chwilę oczy. - No wiesz nie chcę rezygnować z takiego trybu życia który sobie już wypracowałem - przyznał szczerze.

Mara_Jade pisze...

- No dobrze - zaniósł resztę swojego deseru do kuchni i włożył go do lodówki. - Poczeka na później - uśmiechnął się lekko. - Możemy iść na spacer - zaproponował.

Jun
- Ja po prostu jeszcze nie przyzwyczaiłem się, że znów jest w pobliżu - przyznał cicho. - To wszystko.

Mara_Jade pisze...

- Przejdziemy się tylko po miasteczku - złapał go za rękę, gdy tylko wyszli z mieszkania. Yuya zamknął się od środka na klucz, tak jak był nauczony. - Nawet ciepło - przeciągnął się lekko, wtulając się w jego ramię.

Jun
- Jun-chan... myślisz, że to szczęście będzie długoterminowe? - zapytał go.

Mara_Jade pisze...

- Pamiętam kochanie, pamiętam - uśmiechnął się lekko oddychając świeżym powietrzem. - No i Yuye nauczymy pływać jak już się mały przestanie wody tak bardzo bać - przytulił się do niego mocniej. - Mhm ale musisz najpierw do końca wydobrzeć - ucałował go w czółko.

Jun
- Uhm postaram się tego nie spieprzyć - obiecał cicho, choć nie był pewien czy mu się to uda.

Mara_Jade pisze...

- Też się tym martwię, ale damy radę. Nie dowiedzą się, a jak będzie starszy... to też będzie inaczej - ucałował go mocno. - No i nie przemeczaj się. Ani mi się waż. To moja działka.

Jun
- Mhm spróbuję - uśmiechnął się biorąc sobie naleśnika i jedząc powoli. - A tobie jak? Jesteś szczęśliwy?

Mara_Jade pisze...

- Ja tez Taka-chan - szepnął głaszcząc Jolie po łebku. - Ale wiesz... nie ma co martwić się na zapas, a co do przemęczania to znajdź sobie inną dyscyplinę sportową, którą możesz ładnie uprawiać. Ta jest moja - ucałował go w policzek. - O wiem... weź sobie seks... będzie przyjemnie - puścił mu oczko.

Jun
- Jak było w Tokio? Byłeś u mamy na grobie? Mika-san nie przestraszyła Ryu-chana? - zainteresował się zaraz już trochę się od niego odsuwając.

Mara_Jade pisze...

- Mhm a nawet jeśli tak, to będziemy się zawsze razem trzymać - ucałował go znowu. - I żadne piekło nas nie pokona - przeciągnął się lekko oddychając świeżym powietrzem.

Jun
- Mhm to dobrze - poczochrał go po głowie. - Dobrze, że i mu pokazujesz swoją drugą stronę. Że nie tylko silny, ale i łagodny, czasem smutny, czasem płacze... to dobrze

Mara_Jade pisze...

[wow.. ale to dobrze xD wytańczyłaś się :D]

- Wiem - wtulił się w niego po czym wzruszył lekko ramionami. - Nie wiem, to się jeszcze okaże - odparł cicho.

Jun
- Jestem z ciebie dumny - przytulił go z całych sił. - Zaraz ci upiekę bułeczki - zdecydował ze śmiechem.

Mara_Jade pisze...

- I zrobimy ale póki co nie mogę, dopiero za jakiś czas, no bo na razie za dużo pracy mam... jeszcze papiery, rachunki, zlot piekarzy... - wymienił cicho. - Jak to się uspokoi to zrobię wolne - obiecał. - Kwadrans jeszcze.

Jun
[gome wznowie wątek jutro w nocy]

Mara_Jade pisze...

- Jak będę potrzebował pomocy to dam ci - znać - obiecał cicho. - Wydobrzej, bo chcę ci na plecach posiedzieć i się potulić mocno do ciebie - poprosił go.

[brak weny niestety no i fakt że odwiedzam wujka dzis i jutro :) ]

Mara_Jade pisze...

- Mhm no po na razie daje radę. Daj mi sobie radzić - poprosił go. - Długo nie miałem nic do roboty, tersz chcę do ndrobić - zaśmiał się serdecznie, powoli wracajac.

Mara_Jade pisze...

- W łóżeczku ale z moją piankową czekoladką i gotowym masażem - poprosił z uśmiechem, całując go mocno. - Kocham cię.
***
O 23 do domu rozległo się pukanie.
- DObry wieczór - mężczyzna stojący tam skłonił się nisko. - Kira Miyomoki, pracuję u państwa. Sprzątam - przedstawił się szybko. - Tomo-chan stracił nam przytomność - wyjaśnił szybko.

Mara_Jade pisze...

- Nie jest tam sam. Został z Ayu-san - wyjaśnił mężczyzna. - Przepraszam, że tak przeszkodziłęm - poszedł razem z nim.
- Nic mi nie jest - wymamrotał tomo siedząc już n ziemi i pijąc wodę niegzowaną. - Taka-chan nic mi nie jest...

Mara_Jade pisze...

- Już skończyliśmy... Aya-san kazała mi jutro nie pokazywać się w pracy - zamarudził, przytulając się do niego. Kręciło mu się jezcze w głowie.

[dobranoc :*]

«Najstarsze ‹Starsze   2401 – 2600 z 4999   Nowsze› Najnowsze»