Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3001 – 3200 z 4999 Nowsze› Najnowsze»Tomo powoli zjadł mufinkę.
***
Tydzień później był już w Tokio. Walczył sam ze sobą z nikłym skutkiem. Starał się jeść wszystko co podawała mu Mika, wymiotując jednak czasami, przez co był osłabiony. Bardzo. Kobieta powoli zaczynała tracić nadzieję.
Jun
- Dobrze - odparł kompletnie bez życia podnosząc się, kiedy Mika przyniosła mu kisiel.
- Dobrze, że jesteś - Mika mimo że widziała Takano po raz pierwszy w życiu z ulgą go uściskała i zaprosiła do środka. - Jest kiepsko - przyznała mu się. - Je - dodała na jego pytanie. - Ale zdarza mu się zwymiotować. Jest teraz w łóżku. Może dzięki tobie uda się mu pomóc.
Jun
- Dobrze - powtórzył, zaczynając powoli zjadać kisiel. Zjadł go całego, nawet nie marudząc i podziękował odkładając miseczkę.
- Zwiększyła się 0,8 kg. Dobiliśmy 41 w ubraniu. Bez pewnie 39. Leży tylko - odparła cicho. - Zostawię was samych na trochę dobrze? - zaproponowała. - Zrobię herbaty.
Jun
- Uhm ale jakiś lekki - zaproponował cicho Tomo, a Mika od razu się zgodziła, włączając komedię.
Tomo od razu podniósł się do siadu i wyciągnął do niego ręce. Wtulił się w niego mocno.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam - zaczął go przepraszać, bo ciągle był tylko kłopotem. Wtulił się w niego jeszcze mocniej. - Kocham cię, bardzo - szepnął. - Zostaniesz? Na noc? Na dwie?
Jun
tadaaaa ajutro
- Uhm - skinął głową. - Naprawdę? Cały tydzień? - ucieszył się muskając jego usta swoimi. - Uhm ale nie może być seksu... Mika mówi, że dopóki nie dobiję 45 nie ma w ogóle o tym mowy - wyjaśnił cicho. - Bo to niebezpieczne.
- Postaram się - obiecał mu wtulając się w niego jeszcze trochę i przymykając oczy szczęśliwy tym, że ma GTakano przy sobie.
- Um to dobrze, maluszkowi dobrze w szkole idzie? - zapytał go zaraz. - A jak cukiernia? Piekarnia?
[dobranoc :*]
- Tęsknię za wami - przyznał się cicho, tuląc się do niego mocniej. Był trochę zmęczony więc dobre piętnaście minut później zasnął mu w ramionach, a Mika przyniosła herbatę. Postawiła ją na stoliku obok Takano.
- Chciałabym z tobą porozmawaić - przyznała się.
- Oh o niczym szczególnym, bo jestem pewna że większość już wiesz. Albo wszystko - machnęła lekko ręką pijąc swoją herbatkę. - Postaramy się razem z Tomo-chan żeby na koniec miesiąca było chociaż te 43 kg, ale potem będzie trzeba dalej pracować z nim. I najlepiej żeby posiłki były o stałych porach. Żeby wyrobić w nim odruch jedzenia, bo póki co on go nie ma. Nie czuje głodu - westchnęła ciężko.
- Rozumiem. Tylko anoreksja to trudna choroba i ciężko z niej wyjść. Więc nawet jeśli przez pół roku dobije tych 60 kg, a mam nadzieję że tak będzie... będzie trzeba go pilnować. Dopiero po jakimś czasie będzie można kontrolę zmniejszyć. On po prostu musi sobie wyrobić nawyk jedzenia.
- Co tydzień - przyznała się bez bicia. - Nie chcę go mocniej narażać na stresy - wyjaśniła spokojnie. - On nadal mdleje mi czasami - dodała jeszcze. - I to się przez jakiś czas będzie powtarzało. Eh no i dostaje leki - podała mu opakowanie tabletek. - Tylko mówił że się boi uzależnić.
- Nie powinny, ale Tomo-chan i tak się boi. Dużo przeszedł wychodząc z narkotyków i strach pozostał - wyjaśniła spokojnie. - Więc jak dojdzie do tych 48 kg to przerwiemy dawanie mu tabletek, żeby poczuł się bardziej komfortowo.
- Twoja obecność już dużo dała. Widziałam jak się odprężył przy tobie - uśmiechnęła się lekko. - Dobrze, że jesteś.
- Rozumiem - uśmiechnęła się i skinęła głową, wracając do swoich zajęć, kiedy Takano poszedł do Tomo.
Tomo uśmiechnął się delikatnie przez sen, kiedy tylko poczuł Takano przy sobie. Przytulił się do niego mocno. Otworzyl oczka chwilę później.
- Taka-chan? A zostawisz mi tu swoją bluzę? - zapytał cicho. - Bo moja twoja już do prania musi iść...
- Naprawdę? - spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. - Dziękuję - przytulił się do niego mocno. - Uhm no bo bardzo tęskniłem i ciągle chodziłem w twojej bluzie - przyznał się cichutko.
- Ale i tak tęskniłem - wymamrotał cicho. - No bo było mi ciężko, płakałem trochę... i chciałem żebyś był obok - wyjaśnił.
- Un nie jestem zły Taka-chan - wtulił się w niego mocniej. - Ani trochę. Nie mam czego wybaczać kotek - ucałował go mocno.
Skinął głową nie protestując, bo w końcu się starał, prawda? Odetchnął głęboko idąc z Takano. Usiadł na swoim miejscu.
- Ale nie dużo - rzucił jeszcze cichutko.
Tomo zaczął się bawić jedzeniem trochę tak bezwiednie.
- A dziękuję - odparła z lekkim uśmiechem. - Ale słyszałam, że to ty jesteś mistrzem - dodała ze śmiechem.
- Nie bawię, przecież jem - mruknął nie przestając się bawić. Wziął jedną łyżkę kaszki, która dostał i znów zaczął bawić się resztą.
- Pewnie, byłoby fajnie. A co robisz najlepszego?
- Czekoladę z piankami - odparł cicho Tomo znów trochę jedząc.
- Nie bawię, tylko jem - jęknął chłopak troszkę się denerwując. No bo przecież jadł.
- Ok Tomo ty wiesz że możesz jeść tak długo jak chcesz, nie ma potrzeby się denerwować - odparła całkiem spokojnie Mika. - No już... hm... brzmi zachęcająco.
- Takano-san... mam zmywarkę - odparła zakłopotana kobieta, a Tomo nadal męczył swoje jedzenie.
- Ne... Mika-chan? A będę mógł potem wyjść na spacer z Taka-chan? - zapytał jej spokojnie.
- Jeśli Takano obieca, że będzie cię nosił to tak - odparła spokojnie.
- Zgódź się... zgódź - poprosił go zaraz.
- Super - ucieszył się powoli kończąc jedzenie. - Dziękuję - uśmiechnął się do Miki.
- Ja również... wszystko zjedzone. Cieszę się - uśmiechnęła się do niego. - No to już wam nie przeszkadzam. - Pospacerujcie trochę.
- Do parku - przytulił się do niego mocno. - Nie jestem za ciężki? - zapytał go spokojnie, bo przecież bał się, że coś mu zrobi.
- Taka-chan kocham cię -wtulił się w niego mocniej. - Bardzo tęskniłem - poczuł łzy w oczach. - I za Yuyą bardzo tęsknię. Ne... ale nie zostawiaj go często - poprosił go cichutko.
- Przepraszam, że tak długo mnie nie będzie - szepnął mu do uszka. - Mika powiedziała, że szpitala nadal nie może wykluczyć.
- Kochanie? Uhm a zapytasz potem Miki czy mogę wypić twoją czekolade z piankami? - zapytał go zaraz. - Bardzo bym chciał. Ona jest taka pyszna.
- Ojej... pomyślałeś o wszystkim - uśmiechnął się szerzej schodząc z jego plecków by usiąść na jednej z ławeczek. - Mój skarb - przytulił się do niego lekko. - A zostawisz mi rysunek? - zapytał go zaraz.
- I będziemy się cały tydzień często przytulać? - zapytał go zaraz wtulając się w niego znowu. - Bo tak tęskniłem za tuleniem i twoim zapachem i głosem... i i pośpiewasz mi też? - zapytał zaraz.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej ciesząc się że ma takiego cudownego chłopaka.
- Mój - przytulił się mocno cąłując go w usta raz za razem. - Ale te perfumy najlepiej pachną właśnie na tobie!
- No dzielę się tobą z Yuyą, ale jemu część ciebie mogę oddać - uśmiechnął się delikatnie, śpiewając sobie troszeczkę pod nosem.
- I tak już zawsze twój, zawsze, zawsze - obiecał mu to z lekkim uśmiechem.
- Jeszcze nie chcę... mozemy jeszcze pospacerować... tzn... un... poniesiesz mnie jeszcze trochę? Gome... - westchnął ciężko.
- Czyli ta szkoła jest lepsza - uśmiechnął się lekko, ciesząc się że jednak go przenieśli, mimo że trzeba było dojeżdżać codziennie. Chłopiec czuł się lepiej, nie bał się chodzić do szkoły i nic mu nie groziło. - To dobrze... ostatnio Yuya do mnie zadzwonił i powiedział, że bardzo się stresujesz przed zebraniem z rodzicami - ucałował go w policzek. - Będziesz genialny, nie masz się czym stresować!
- Mhm to dobrze - uśmiechnął się. - Zapisuj ładnie uwagi wszystkie, jakby ktoś coś krzyczał na naszego malucha to krzycz dwa razy głośniej, bo na pewno kłamią - zachichotał dając mu śmieszne ale przydatne rady.
- Na pewno dobrze ci pójdzie kochanie - utulił go mocno. - I nie zapomnij zabrać malucha na basen - przypomniał mu uśmiechając się lekko. - Jesteś wspaniałym tatą. Wiesz... wymężniałeś.
- Kochanie... ale mi nie chodzi o ciałko, bo to masz perfekcyjne. Tylko ogólnie... zrobiłeś się bardziej męski - poczochrał go po włoskach. - Tak... no bardziej męski. Jestem z ciebie dumny.
- Mhm od kiedy dziecko masz... taki no męski - wzruszyl ramionami. - Nie wiem jak to wyjaśnić. W każdym bądź razie to komplement miał być.
- Nie powiem, że nie... bardzo mnie to pociąga - szepnął mu do uszka. - Opiekuńczy i jakże seksowny tatuś. Mój mężczyzna kochany, który zrobiłby wszystko dla malucha, jakby trzeba było mu pomóc - musnął mocno jego policzek. - O mnie to nawet nie wspomnę.
- Kochanie... wstydzisz się? - uniósł lekko brew wyraźnie zdziwiony. - To do ciebie nie podobne - zachichotał, po czym ucałował go znowu. - Nie odpuszczaj, przecież sobie poradzisz.
- Poradzisz kochanie, nie martw się o to. Będę z tobą duchem - obiecał mu to, po czym przymknął oczka, prawie że zasypiając.
- Nie śpię, nie śpię - pokręcił głową, obejmując go mocniej. - Po prostu tak mi dobrze...
- Mhm no to poproś go kiedyś by zrobił ci ciasto na naleśniki. To już umie, tylko nie potrafi usmażyć - wyjaśnił z uśmiechem. - Będzie dumny że może ci je zrobić.
Roześmiał się serdecznie.
- Przynajmniej nie masz nudno - stanął na nogi, kiedy weszli do mieszkania. Ściągnął buty wchodząc do salonu.
- Czas na deser - oświadczyła wesoło Mika. - Ale możesz trochę poczekać, jeśli chciałeś coś dobrego od Takano.
- Oczywiście, że może - uśmiechnęła się lekko. - Dlatego mówię, że możemy trochę przesunąć porę jedzenia - dodała z uśmiechem.
- Dzięki Mika - Tomo złapał się jej by utrzymać równowagę. - Ok... to ja... obejrzę coś w tv - zdecydował. - Z Miką, żeby nie maltretowała cię za bardzo Taka-chan.
{dobranoc :*]
Chłopak z uśmiechem przytulił się do pandy, gitarę na chwilę odstawiając na bok. Położył się na niej swobodnie.
- Ne Mika-chan... myślisz, że dam radę? - zapytał jej po chwili.
- Ok, postaram się - obiecał jej z lekkim uśmiechem. - Hm Mika-chan a twój mąż kiedy wróci? Nie tęsknisz za nim?
- A nie myślałaś o przeprowadzce? - zapytał jej zaraz, kładąc się na boku i podpierając na łokciu.
- Rozumiem - Tomo spojrzał w sufit zastanawiając się co on by zrobił w jej sytuacji. Wzruszył ramionami, kiedy nie znalazł na to odpowiedzi i z lekkim uśmiechem sięgnął po gitarę, grając jej jedną ze swoich ulubionych ballad 'Sweet Home Alabama'
Tomo wzruszył ramionami.
- Pewnie bym coś robił - odparł zgodnie z prawdą. - Tylko mam rodzinę teraz... no i nie chcę by przez to ucierpiała - przyznał się wzdychając lekko. - No i nie wiem czy warto coś robić... mam wydane dwie płytki, są całkiem chodliwe a nikt nie wie kto je nagrał...
- No tak, tylko... ja się chyba boję - wyjaśnił w końcu. - Że moje życie ulegnie dużej zmianie... i że sodówka mi uderzy do głowy i w ogóle - wyjaśnił odkładając gitarę i kładąc się znów na kanapie, kiedy zakręciło mu się w głowie.
- Wiem, ale ja też chce ich wspierać a póki co mi nie wychodzi - wymamrotał. - Ciągle coś sobie robię... nie wiem za co się karam... a może wiem... po prostu ja nie przywykłem do takiego... szczęścia.
- Ja wiem, tylko ja muszę - wyjaśnił cicho Tomo, siadając, a kiedy Takano przyniósł czekoladkę, przytulił się do niego. - Strasznie cię kocham wiesz? - zapytał go.
- Taka-chan... uhm a pozwolisz mi uhm na terapię? No wiesz... tak codziennie dwie, trzy godzinki z Miką-chan rozmawiamy - przyznał cicho. - Ale nie chcę żebyś poczuł się odtrącony...
Tomo chciał zaprotestować, że teraz wcale tego nie chce, tylko w ogóle ale zrezygnował z tego biorąc czekolade gorącą do łapek i upijając łyk płynu.
- Uwielbiam ją - przyznał cicho. - Już sam zapach zachęca...
- Un, kocha mnie - wymamrotał trochę zawstydzony tym faktem. - Ja go też... ale mamy trochę problemów... przeze mnie - przyznał zaraz.
- Ale... ale ja nie utrudniam - pokręcił przecząco głową. - Nie utrudniam sobie - wymamrotał. - Ja po prostu... ja chyba nie powinienem być z kimś w związku Mika... nie powinienem.
- No ale... co ma Jun do mnie? - zapytał jej wzdychając ciężko. - Ja naprawdę nie powinienem być w związku. Zabiłem swoje siostry - wymamrotał, bo tego za diabła nie mógł się pozbyć. - Mój wujek zginął próbując mnie dopaść... mój facet był ciężko ranny przeze mnie... mój synek był w szpitalu bo nie potrafiłem go obronić...
- Ale ja nie umiem. Czemu tego nie rozumiesz? - zapytał jej czując łzy w oczach. - Nie umiem.
- Ale ja miałem na nie wpływ - odparował cicho Tomo. - Mogłem odmówić prowadzenia samochodu po alkoholu. Mogłem zrobić co wuj chciał i wszystko mu oddać. I mogłem przenieść Yuyę szybciej do innej szkoly - zauważył wymieniając inne rozwiązania. - Miałem wpływ - schował głowę w jej ramieniu. - Czasami jestem.
- Uhm czasami, bo czasami duszę się w związku. Nie mogę znaleźć sobie własnego miejsca, kąta tylko dla siebie. Ja... ja jestem samotnikiem - przyznał spokojnie. - Za dużo czułości mi przeszkadza...
- Ale ciągle go nie ma i na pewno czujesz si,ę nieszczęśliwa - odparł cicho Tomo. - Mam, ale od nie dawna...
Jun
- Nie mam czego wybaczać - wywrocił oczyma chłopak, zamykając drzwi na klucz. - Ważę 45 kg - wymamrotał na pytanie o tym jak się czuje. - Takano mocno mnie pilnuje - dodał zaraz. - Nie wiem o czymn mówisz... ja mu tylko mówię swoje doświadczenia.
- Nie stwarzam, mówię tylko jak się czuję - wymamrotał. - Czuję się beznadziejnie. Duszę się czasem w związku...
Jun
- Jem o ustalonych porach. Miki kazała mnie pilnować, póki nie dobiję 50 kg, a potem... potem już nie tak bardzo. Nadal sporadycznie wymiotuję, ale coraz częściej - uśmiechnął isę delikatnie. - Oh tam... oj tam oj tam. Przecież go nie będę zbywał ręką jak mnie pyta.
Pokręcił przecząco głową.
- Nie do zrobienia - mruknął tylko uparcie. - Nie ma szans w ogóle. Ja go tylko krzywdzę bez sensu...
jun
- Uhm niby tak - przyznał cicho. - Nie trafiłem do szpitala - dodał uśmiechając się lekko. - Wiem, że jeszcze nie ma czym się chwalić, ale... cieszę się, że mam te 45 kg. - mruknał. - Oh nie ma za co. Jakiś bonus dostanę? - zapytał pokazując mu język.
Pokręcił przecząco głową. Nie uwierzyłby. Nie umiał. Na razie nie wierzył że mogło być lepiej. - Mogę już do niego pójść? - zapytał jej zaraz.
Tomo podszedł do łóżka i położył się na nim, przytulając lekko do Takano.
- Mogę z tobą pooglądać? Nowego Sherlocka? - zapytał go zaraz.
Jun
- No wiesz ty co... tak bez żadnego bonusu? - zrobił smutną minkę. - Ne... masz czas? Bo ja zamierzam iść do supermarketu... tego nowego na obrzeżach Yukan. Musze kupić parę rzeczy. Pójdziesz ze mną?
- Ale możemy skończyć ten najpierw... przecież go oglądałeś - jęknął Tomo przytulając się mocniej do niego.
Jun
- No weź... ma już 18 lat... niedługo kończy liceum. Lepiej żeby się dowiedział ode mnie, tak nieszkodliwie, niż wielki szok w dużym mieście - żachnął się. - Poza tym ja mu tylko mówię co zazwyczaj działa na mężczyzn... no ale powiedz... źle ci było?
- No ok - uśmiechnął się oglądając film. Śmiał się z niektórych fragmentów. Znał ten film na pamięć, a z okazji tej że serial również się pojawił chciał go sobie odświeżyć. - Uwielbiam go - uśmiechnął się.
Jun
- No więc odsuń na bok swoje wredne myślenie pesymistyczne i ciesz się nabytymi umiejętnościami Ryu - puścił do niego oczko. - Objaśniałem mu ostatnio pornola..
Poczekał na niego, żeby znów się do niego przytulić. - Taka-chan ale nie jesteś zły, prawda? Że... chciałem z nią porozmawiać? - zapytał go cicho wtulając się w niego mocno.
Jun
- No już nie przesadzaj proszę cię. On ma 18 lat, jest wystarczająco dużo - żachnął się przeciągając się lekko
- Ja ciebie też kocham - szepnął pijąc dalej swoją czekoladkę. - Bardzo, bardzo - dodał zaraz.
Jun
Wywrócił tylko oczyma dochodząc wreszcie do supermarketu. Wziął koszyk i zaczął do niego wrzucać odpowiednie produkty.
- Nie robię z niego zboczucha. Odpowiadam mu tylko na jego pytania.
[hejka, co tam? jak tam?]
Takano
Tomo zamknął piekarnię i przeciągnął się lekko, wdychając zapach. Jednak w domu czuł się najlepiej. Takano pojechał po Yuyę więc miał trochę czasu dla siebie. Postanowił pójść nad morze, pospacerować. Wziął ze sobą Jolie i swoje psiaki. Zasiedział się tam za długo, leżąc na piasku z głową na Jolie. Dopiero kiedy psina się poruszyła i wyskoczyła przewracając go zorientował się która godzina i do kogo pobiegła psinka.
- Zasiedziałem się - usprawiedliwił się Takano, kiedy Yuya bawił się z pieskami.
Jun
- Ryż, rybka, papryka, brzoskwinie w puszce - zaczął wymieniać chodząc po supermarkecie. - Ne Jun? - spojrzał na przyjaciela. - Myślisz... że ja z tego wyjdę? - zapytał, trzymając już koszyk dwoma rękoma kiedy zrobił się dla niego za ciężki.
[biedna, u mnie ok :) ostatnio ciągle mnie w domu nie było, trochę na badaniach, trochę u wujka :) ]
Takano
- Gomen, gomen - uśmiechnął się do niego, przytulając się nieco kiedy ten usiadł obok niego. Otworzył torebkę z McDonalda i wziął dobie bułę. - Jakoś tak mi zleciało... - uśmiechnął się. - I wiem, wiem... mam pilnować posiłków.
Jun
- Uhm, dzięki - podał mu koszyk, już nawet nie próbując udawać, że da sobie z nim radę. Dołożył jeszcze parę produktów i poszedł z Junem do kasy. - No bo nie jest łatwo i trochę mi się nie chce. Odechciewa mi się ciąglej walki ze sobą.
Takano
- Wiem, gome - wtulił się w niego biorąc gryza swojej bułki. - Skąd wiedziałes gdzie mnie znaleźć? - zapytał zaraz z ciekawości. - Ne, ważyłem się dzisiaj. Mam 47,5 kg - pochwalił mu się.
Jun
- Pomożesz mi je zanieść do domku? - zapytał go, płacąc za zakupy i pomagając mu je pakować na dwie siatki. Stwierdził że z jedną sobie poradzi. - Przepraszam, wiem że nie powinienem o to prosić - wymamrotał.
- Wziąłem psiaki, żeby się wybiegały trochę - odparł dalej jedząc bułkę. Szło mu to trochę mozolnie i długo, ale Takano już zdążył się do tego przyzwyczaić. - Uhm... mam nadzieję - przyznał szczerze. - Ostatnio naszła mnie ochota na tort czekoladowy ale z płynnym środkiem. To jest możliwe?
Jun
- Oj no bo mi głupio że sobie nie radzę z czymś takim - wymamrotał z lekkim uśmeichem. - A co tam w domu? Ryu już wrócił?
Takano
- Naprawdę? - spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. - Ale to jutro... bo dzisiaj nic już nie wcisnę w siebie... a nie chcę wymiotować... - odparł powoli koncząc bułkę i dzieląc się z Takano frytkami.
Jun
- Ale już nie będzie go bił, tak? - upewnił się patrząc na niego ostrożnie. - Jun, ale to nie twoja wina - rzucił szybko, pamiętając, że mężczyzna lubi się o wszystko obwiniać.
- Kocham cie - ucałował go w policzek dzieląc się frytkami również z Yuyą, który do nich przybiegł.
- Wujku, zobacz - wyciągnął z plecaka klasówkę, za którą zdobył maksymalną ilość punktów. Tomo zagwizdał z podziwem.
- No proszę, rośnie nam mały Einstein - pochwalił chłopca przytulając go mocno. Yuya urósł troszeczkę zadowolony że został pochwalony. Od razu chciało mu się bardziej starać.
- Tato? - spojrzał na Takano nagle robiąc się nieco nieswój. - No bo ja... bo ja się pochwaliłem... że mam tatę cukiernika takiego fajnego... i pani... pani zapytała, czy ... czy mogłaby moja klasa... przyjechać do cukierni... i zobaczyć jak pracujesz... no i byłoby fajnie... jakby jakbyśmy mogli trochę tez coś słodkiego porobić - zakończył szeptem. - Ale, ale nie musisz! - dodał zaraz szybko. - Pani powiedziała... że by chciała porozmawiać z tobą.
Jun
- Mhm no wiem, jesteś uparty - wywrócił oczyma. - Co powiesz na lekcję gotowania dzisiaj? - zapytał z uśmiechem. - Ja cię pouczę a ty dopilnujesz że coś zjem - zaproponował taką wymianę usług.
- Un dziękuję! - chłopiec od razu się rozpromienił przytulając się do Takano i pobiegł się dalej bawić z pieskami. Tomo spojrzał na Takano z lekkim uśmiechem.
- Zmieniłeś się - oświadczył całując go mocno. - Jesteś teraz taki... kochany, opiekuńczy i bezinteresowny - dodał z lekkim uśmiechem. - Kocham cię takiego.
Jun
- No widzisz? - Tomo rozpromienil się lekko. - Wystarczą jakieś proste potrawy na razie - dodał wesoło. - Hm to może teraz... spróbujemy z sphagetti? - zaproponował.
- Bardzo podoba - ucałował go znowu, przytulając się mocniej. - Uhm trochę mi zimno - mruknął cicho.
Jun
- Jestem z ciebie dumny - uśmiechnął się Tomo. - Ale wiesz... jak chcesz co innego się uczyć to powiedz - dodał po chwili.
- Dziękuję - Tomo zapiął kurtkę Takano pod samą szyję wstając z piasku. - Troszeczkę zimno - przyznał spokojnie, łapiąc go za rękę. - Moje kochanie - ucałował go ukradkiem.
Jun
- Tak jest - Tomo mu zasalutował i otworzył mu drzwi, zapraszając do środka.
Tomo z lekkim uśmiechem wtulił się w jego bok, czując się bezpiecznie i jednocześnie ciepło. Pozwolił mu poprowadzić ich do domku, gdzie oddał mu jego kurtkę, ściągając buty.
- Poprosimy dwie czekolady gorące z piankami - oznajmił za siebie i yuyę idąc z chłopcem do salonu i pomagając mu z zadaniem domowym.
Jun
- No to najpierw, weź duży garnek i wstaw wodę. Tak 3/4 garnka. Posól ją. Szczyptę soli - wyjaśnił. - Albo łyżeczkę do herbaty pełną soli - zdecydował po chwili. - I zajmiemy się mięskiem jak woda będzie się gotowała.
Tomo mu podziękował buziakiem, powoli kończąc zadanie domowe z Yuyą. Chłopiec zadowolony odłożył lekcje i zabrał się za czekoladkę.
- Tatuś? A mogę poukładać puzzle? - zapytał go chcąc przynieść 1000 puzzli i zacząć je układać na podłodze w kącie w salonie.
- Pewnie, że możesz - wtrącił Tomo, a Yuya od razu pobiegł po swoje puzzle i zaczął je układać. Tomo usiadł na kolanach Takano przymykając oczka. - Jak było w pracy? - zapytał go głaszcząc go po dłoni.
- Wow niezły - obejrzał zdjęcia w jego telefonie, przytulając się do niego mocno. - Uhm ale ja wyglądam paskudnie... ona mnie objedzie całkowicie - rzucił jeszcze.
- No to do niej zadzwonię i sie umowię - zdecydował z lekkim uśmiechem, wtulając się w niego mocno. - Kocham cię - ucałował go nieco biorąc swoją czekoladkę i pijąc ją powoli.
- Un... ale Mika-chan powiedziała, ze byłoby fajnie jakbym po miesiącu przyjechał na jakiś weekend na parę rozmów z nią - uśmiechnął się lekko. - I pomyślałem że moglibyśmy jechać we troje, odwiedzić twojego tatę... i zobaczyć ten drugi park rozrywki...
- Staram się, przecież ładnie już przybrałem na wadze - uśmiechnął się, po czym zszedł z jego kolan i poszedł sobie po bluzę. - Kotek? - znów usiadł mu na kolankach, całując go mocno. - Dziękuję.
- Za to, że cię mam. Za to że jesteś - odparł z lekkim uśmiechem.
- Tatuś? A mogę sam zrobić kolację dla nas? - zapytał nagle Yuya.
- Tylko herbatkę pomóc - odparł chłopiec, bo czajnik był dość ciężki i chłopiec miał problem z utrzymaniem go. - Ale ja zawołam wtedy - obiecał z uśmiechem.
- I nie sprawia - dodał Tomo, przytulając się do niego. - Dlatego fajnie, że się zgodziłeś na tę klasową wycieczke do cukierni - uśmiechnął się zaraz. - To może być fajna zabawa - dodał, patrząc na posprzątane puzzle. Na podłodze został tylko ten kawałek który był już ułożony.
- Przyznaj się, ty też się tym rajcujesz co nie? - zachichotał widząc to w jego oczach. - Chcesz żeby było fajnie - ucałował go lekko. - Mama mówiła, że chciałaby z piątku na sobotę Yuyę wziąć do siebie, masz coś przeciwko? Zrobiłbym pyszną kolację, zostalibyśmy sami...
- Do piątku dobiję 48 - oznajmił z nowym zapałem, po czym uśmiechnął się do niego zawadiacko. - Chcę ci wynagrodzić to że jestem taki okropny... no i nagrodę też chcę.
- Postaram się szefie - zasalutował mu, włączając sobie trochę telewizję by obejrzeć NCIS. To był jego serial i koniec.
Yuya potrząsnął przecząco głową.
- Ja lubie moje włoski - odparł z wielkim uśmiechem. Podziękował za pomoc i zaniósł do stołu po jednej herbatce na raz, po czym przyniósł miskę pełną onigiri, ugotowane kiełbaski zrobione w ośmiorniczki. Pokrojony serek, pomidor, ogórek oraz rozłożoną szynkę. Do tego wszystkiego przygotował jeszcze jajko dla każdego i chlebek. - Smacznego.
Tomo nałożył sobie trochę wszystkiego do miseczki i odetchnął głęboko.
- Chcesz żebym pękł dzieciaku - zachichotał smakując paru rzeczy. - Mhm pyszne - zgodził się z Takano.
- No no, moi dwaj kochani mężczyźni - Tomo poczochrał Yuyę po włosach. - Wyszło świetnie - pochwalił go znowu jedząc kiełbaskę, ośmiorniczkę.
- Naprawdę?! - chłopiec przytulił jednego i drugiego ciesząc się że im smakuje. - Będę mógł czasami robić kolacje? - zapytał zaraz.
- No nie badź taki surowy - trzepnął go przez głowę Tomo. - Ja ci pomogę Yuya - zachichotał. - Uruchomimy zmywarę - dodał unosząc kciuk do góry i śmiejąc się radośnie. Odpuścił sobie onigiri ale zjadł resztę.
- Dobrze tato - Yuya ładnie poznosił razem z nimi, pomagając uzupełniać zmywarkę, po czym grzecznie poszedł się myć, a Tomo puścił zmywarę.
- Pewnie - Tomo ucałował go mocno, po czym usiadł na krześle bo poczuł trochę zmęczenia. - Ano ne... Taka-chan... ale uhm ja nie chciałbym żebyś... przeze mnie nie mieszkał w swoim domku - wymamrotał, zakładając nerwowo włosy za ucho.
- Uhm... - Tomo nie wyglądał na przekonaniego, ale nie chciał się z nim kłócić, więc odetchnął głęboko i skinął lekko głową. - Powiem - obiecał tylko, wciąz nie do końca tego pewien.
- Uhm... położę się - wymamrotał cicho, wstając od stołu i oczywiście obwiniając się o wszystko. - Dobranoc - ucałował go lekko w usta. - Uhm możesz dzisiaj spać z Yuyą? - poprosił go jeszcze idąc do sypialni. Zamknął za sobą drzwi i padł na łóżko. No i znowu jego wina. Wszystko utrudniał.
Tomo trochę płakał wieczorem, długo nie mogąc zasnąć aż w końcu poszedł na spacer. Ubrał się ciepło i wyszedł na dwór. Odetchnął głęboko świeżym powietrzem, paląc zaraz fajki jak opętany.. Wrócił nad ranem i zrobił wszystkim śniadanko.
- Ja też czasami palę - odparł ze śmiechem, po czym uśmiechnął się do niego. - Na śniadanie będą grzanki z serem i szyneczką - uśmiechnął się.
(idem na Sherlocka)
- Nie, nie - zaprzeczył szybko. - Wszystko gra - uśmiechnął się lekko. - Tak tylko wariuję.
Tomo zostawił to bez odpowiedzi, nie chcąc znowu ryczeć. Spojrzał na zegarek i wyłożył śniadanie na stół.
- Smacznego - życzył im obojgu, sobie robiąc kanapkę i szybko ją jedząc. - Lecę, bo musze otworzyć piekarnię - ucałował ich oboje.
- Tatusiu... znowu pokłóciliście się z wujkiem? - zapytał go cicho chłopiec przerywając jedzenie. - I powiesz mi, że mam sobie iść?
- Ale na pewno tatuś? - chciał wiedzieć Yuya troszeczkę uspokojony. Wierzył Takano we wszystko co ten powiedział.
- Uhm... - Yuya pokiwał główką i zaczął szybciej gryźć tosta. Popił wszystko herbatką i po chwili był już gotowy.
Yuya przytulił się jeszcze do Takano mocno, gdy wyszli z samochodu. Zaprowadził go do swojej pani z uśmiechem go przedstawiając.
- Oh pan Kyouhei-san - kobieta skłoniła sie przed nim. - Yuya wspominał o panu. Mówił dużo dobrych rzeczy - uśmiechnęła się lekko.
- No tak, oczywiście - uśmiechnęła się lekko. - Dziękuję bardzo, że pan zdecydował się przystać na ten pomysł - znowu się mu skłoniła. - Myślałam o tym, żeby zrobić taką wycieczkę za dwa, trzy tygodnie, ale oczywiście dostosuję się do pana. Moja klasa ma 22 osoby.
- Dobrze, więc podzielę klasę na dwie grupy - zgodziła się zaraz z uśmiechem. - W takim razie porozmawiam jeszcze z resztą rodziców i dam panu znać. Jeszcze raz bardzo panu dziękuję - skłoniła się znowu.
Tomo skończył tego dnia szybciej niż Takano, więc zabrał ze sobą bułeczki z czekoladą i poszedł na górę. Jako że klienci jeszcze siedzieli starając się nie przeszkadzać wszedł do kuchni.
- Ano ne... - spojrzał na Takano trochę nie pewnie. - Uhm... spróbujmy... mieszkać razem - mruknął ledwie dosłyszalnie.
- Przepraszam - wymamrotał jeszcze widząc że przez niego Takano miał teraz więcej roboty w poprawianiu. - Powiem - obiecał kładąc mu bułeczkę na talerzyk i samemu smakując swoją. - Pojadę dziś po Yuyę - zaproponował. Skończył już pracę więc mógł to zrobić.
- Szkoda - westchnął ciężko. - Ano ne... pojedziesz ze mną w piątek... poćwiczyć prowadzenie samochodu? Chciałbym jeszcze raz spróbować.
- Nie jestem pewny, tylko... chcę spróbować... i dlatego chcę spróbować z tobą... a nie z dziećmi - odparł cicho. - Uhm... ale jak będziesz musiał przeze mnie stanąć? Maks będzie zdziwiony...
- No to w piątek... pojedziemy gdzieś na pustą szosę i spróbuję - przełknął głośno ślinę, po czym odetchnął głęboko. - Pojadę dziś do miasta autobusem - stwierdził zaraz. - Jak tu wszystko pozamykam - dodał. - Wrócę późno.
- Bo chcę mamę odwiedzić - odparł z lekkim uśmiechem. - Dobrze - zasalutował mu i ucałował go jeszcze mocno. - A zrobisz mi ten torcik z płynną czekoladą w środku? - zapytał go zaraz.
- Pewnie, zaproszę ją - uśmiechnął się lekko. - Wiesz... mama ma urodziny w niedzielę - żachnął się, więc to ona pewnie nas do siebie zaprosi - dodał po chwili. - Może byśmy pojechali w piątek... albo w czwartek razem po malca byśmy pojechali i potem coś jej kupić? - zaproponował.
- Tak ale w czwartek jeszcze weekendu nie ma, piątek odpada - odparł ze śmiechem. - Uhm, a mogę ci z nim pomóc? - zapytał zaraz
Tomo skinął głową, poczekał naodbiorcę tortu, skasował go i pozamykał wszystko po czym poszedł na autobus.
Tomo wrocił przed 23, wszedł do salonu i usiadł obok Takano, przytulając się do niego.
- Potul mnie - poprosił go tylko, wtulając się mocniej i wdychając jego zapach.
- Jadłem, zupkę pomodorową, a potem jeszcze kawałek ciasta, ale nie duży bo nie dałem rady - uśmiechnął się lekko, nawet się od niego nie odsuwając. - Un dobrze.
- Mama ma się dobrze. Powiedziała, że spełnia sie w roli babci... podrzuca Yuyi do szkoły ciasteczka, żelki i inne smakołyki w tajemnicy - uśmiechnął się lekko, po czym zachichotał. - Mówiła, że Yuya tak się do tego przyzwyczaił, że jak raz nie przyszła to następnego dnia pytał jej dlaczego...
- No to dobrze. Jutro go zapytam jak było w szkole i powiem mu że babcia ma urodziny w niedzielę to może jej zrobi niespodziankę jakąś jak będzie chciał - uśmiechnął się delikatnie, odsuwając się od niego. - Ok pójdę sie umyć... coś dobrego bym chciał do jedzonka - ucałował Takano w usta.
Tomo wrócił kilka minut później w swoim ulubionym dresie, który na nim wisiał i mokrymi włosami.
- Mou... za dużo - zamarudził trochę, bo Takano zawsze przeginał z porcjami.
- Pozdrowiłem i jest zła - zaśmiał się cicho. - Powiedziała, że jest bardzo zła, zwłaszcza że jesteś w mieście codziennie i nie wpadacie... - dodał smakując potrawy i popijając każdy kęs herbatką.
- Pewnie, jest pyszne - uniósł kciuk do góry. - Ale jutro ja zrobię dobrze? Mam ochotę na zwykłe, proste curry - dodał z uśmiechem. - Dobrze?
- Pewnie, że tak. Powspieram cię przecież - uśmiechnął się do niego, oddając mu połowę porcji. - Gome... nie mogę więcej - wyznał szczerze.
- Możesz - zgodził się, uśmiechając się do niego lekko, dopijając swoją herbatkę.
- Kocham cię - ucałował go w policzek, po czym poszedł do łóżka, rozkładając się na nim i czekając na Takano.
Tomo przytulił się do niego od razu całując go jeszcze raz w policzek i przytulając się do niego. Kiedy usłyszał, że Takano zaczyna zasypiać, wsunął dłoń za jego spodnie masując jego przyrodzenie. Tak niewinnie, od tak.
- To będziesz grzecznie udawał, że śpisz - ucałował go delikatnie w usta, dokładnie pracując nad jego przyrodzeniem. - Poza tym... Yuya już grzecznie śpi - dodał jeszcze
Tomo uśmiechnął się do niego delikatnie zamykając zaraz oczy i oddychając głęboko. Zsunął się na dół, chowając się całkowicie pod kołdrę, by wziąć jego przyrodzenie do ust.
- Tatuś?! - Yuya krzyknął przestraszony, przychodząc nagle do ich sypialni. - Tatuś co się stało? - zapytał, tuląc do siebie misia. Tomo zachichotał pod kołdrą nie przerywając pracy.
- Uhm dobranoc tatusiu - chłopiec przyszedł dać mu jeszcvze buziaka i poszedł do siebie.
- Bardzo - odparował mu Tomo wychodząc spod kołdry i kończąc robótkę reką. Z wielkim uśmiechem ucałował go mocno. - Dobranoc.
- Oj już nie przesadzaj kochanie. To twoja wina, zrzuciłeś z biurka i się przestraszył - żachnął się.
- Trzeba było okularków nie zakładać - burknął obracając się do niego i wtulając się mocno. - Dobranoc zgredzie.
Tomo uśmiechnął się delikatnie, kasląc mu trochę w nocy. Obudził się wraz z dźwiękiem budzika i z niezadowoleniem wyszedł z ciepłego wyrka.
Tomo był u Yuyi wcześniej i wyciągał go z łóżka łaskotkami. Chłopiec śmiał się radośnie.
- No, wstajemy. Tata zrobił śniadanie, trzeba je łaaadnie zjeśc.
- Tatusiu a pójdziemy dzisiaj do lasu? - zapytał go chłopiec biegnąc do kuchni i siadając przy stole.
_ Smacznego - Tomo również do nich usiadł.
- Żeby nazbierać liście do zielniczka - wyjaśnił bo przecież miał już zeszyt i trzeba było suszyć liście i wklejać je do niego. No i roślinki też. - Proszę!
- Żeby nazbierać liście do zielniczka - wyjaśnił bo przecież miał już zeszyt i trzeba było suszyć liście i wklejać je do niego. No i roślinki też. - Proszę!
- A kiedy, kiedy? - zapytał zaraz chłopiec.
- W niedzielkę - odparł Tomo powoli jedząc swoja kanapkę.
- I wszyscy będziemy u babci? - zapytał zaraz z podekscytowaniem.
Yuya zarumienił się strasznie, trochę niezadowolony że ich tajemnica się wydała.
- Dobrze tato - wymamrotał pod noskiem, rozśmieszając trochę Tomo, który skończył właśnie swoją kanapkę i dopił herbatkę.
- No Yuyuś ubieramy się - zdecydował.
- Taka-chan - Tomo ucałował go ukradkiem, zbierając naczynia. - Daj mi czasem porobić śniadania co? - trzepnął go przez głowę. - Po to się tak rano zerwałem... odebrałeś mi radochę.
- Yada! - Yuya zakrył głowę rekoma nie chcąc się rozczesywać. Nie przepadał za tym rytuałem.
- Ale ja nie chcę dp fryzjera - pokręcił przecząco głową, nadal nie dając się uczesać. - Tatuś ale muuuszę?
- Bo Maksik był u fryzjera i brzydko ma teraz... bez włosów. Nie ma - wymamrotał. - A chłopcy się nie czeszą...
- Ale chłopaki nie czeszą się. Wujek się nie czesze - uparcie powtórzył Yuya, patrząc na Takano z lekką złością.
Yuya niechętnie skapitulował, wiedząc że i tak się roztrzepie i czesanie się jest bez sensu, a jego tata zwyczajnie przesadza.
- Słucham nad czym tak rozprawiacie? - zapytał go przychodząc do nich i wycierając mokre ręce.
- No to nic nie poradzisz - Tomo uśmiechnął się do niego. - Yuya w końcu sam przyjdzie o pomoc.
- Nie przyjdę - burknął cicho chłopiec.
- No to ja przyjdę z nożyczkami - stwierdził ze śmiechem. - Nie martw się Takano, zacznie mu przeszkadzać niedługo.
- Tak jest -0 Yuya zeskoczył z krzesełka i wziął tornister po czym złapał Tomo za rekę i dał się poprowadzić do samochodu .
{dobranoc :*]
Tomo ich oboje pożegnał i poszedł otworzyć piekarnię. Ruch od rana był zabójczy, zwłaszcza że dwie osoby się rozchorowały i Tomo był sam przy piecach, więc nic dziwnego że gdy Takano przyszedł miał już lekką zadyszkę zmęczony.
- Nic mi nie jest, tylko zmęczony jestem już - przyznał z lekkim uśmiechem. - Pochorowali mi się, panuje epidemia grypy...a ja nie mogę trzymać nikogo chorego tutaj, gdzie się jedzonko robi - dodał wstając na chwilę by się do niego przytulić. - Tylko chwilkę ze mną zostań.
- Mhm dobrze - zgodzil się z usmiechem. - Nie potrzebuję pomocy kotek. Tylko chwilkę odpoczynku - dodął zaraz, przeciągając się i wracając do pracy/
- Yay - Tomo ucałował go z radości od razu smakując torcik. - Mhm rozpływa się w ustach! - wykrzyknął z lekką radością.
- Tak, zwłaszcza że ja dziś zamykam wcześniej, żeby z tobą jechać po Yuyę - uśmiechnął się delikatnie, jedząc dalej torcik. - Kochanie... to będzie częściej u nas gościło - zdecydował.
- Pomyślałem, że mógłbyś mi pomóc wybrać dla niej jakieś dobre winko. No bo ty się na winkach znasz - zaproponował z lekkim uśmiechem.
- Możemy też pomyśleć o jakiejś dobrej książce, ona lubi czytać - uśmiechnął się delikatnie. - I jakaś słodkość domowej roboty od nas wszystkich. Będzie miała miły wieczór z książką...
[dobranoc :*]
- Taka-chan, upieczmy jej coś razem, we trójkę - poprosił go z lekkim uśmiechem. - Yuya się ucieszy, a mama na pewno to doceni - dodał przytulając go na pożegnanie.
- No tak... zapomniałem o tym - przyznał wzdychając i całując go lekko. - No pewnie, że ci pomogę - uśmiechnął się zaraz, puszczając go i siadając na krześle, bo jednak zmęczenie mu trochę dokuczało.
- Prawie, daj mi 5 minut - poprosił go wyciągając właśnie z pieca drożdżówkę, którą teraz zaczął kroić na kawałki i kilka z nich zapakował do pudełeczka. - Ok, gotowy - wziął pudełko ze sobą. - Pomyślałem że moglibyśmy zjeść po drodze z maluchem - uśmiechnął się.
Tomo spojrzał na samochód o z ciężkim sercem wsiadł do środka. Odetchnął głeboko zapinając się.
- Ok... możemy jechać - szepnął, otwierając jeszcze sobie okno.
- Mama lubi śmietankowe z dodatkiem adwokata... i kremem czekoladowym. Może coś takiego? - zaproponował cicho, starając się głęboko oddychać i skupić na rozmowie. - Mogę spisać numer do twojego taty? - zapytał zaraz. - Mam do niego sprawę.
- No możesz, ale to tajemnica - uśmiechnął się do niego lekko i spisał numer taty Takano do swojego telefonu. - Ale nie martw się, nie zapraszam go ani nic - obiecał mu zaraz.
- Arigatou - Tomo schował swój telefon i oddał telefon Takano, przez chwilę patrząc przez okno. Trochę już zdążył zblednąć na twarzy i w głowie mu się kręciło ale wiedział, że do szkoły Yuyi już niedaleko.
Tomo wysiadł zaraz za nim i kucnął przed samochodem, uspokajając się trochę. Yuya przybiegł szybko wtulając się w Takano i Tomo.
- Maksia nie będzie - oznajmił spokojnie. - Tata jego go zabrał, bo źle się czuł. Temperaturkę miał.
Tomo potrząsnął przecząco głową, wstając i oddychając głęboko. Wsiadł jednak do samochodu, ale Yuya wtedy wysiadł.
- Tatusiu? Ja pójdę z wujkiem na pieszo, a tatuś poszuka parkingu - zdecydował z wielkim uśmiechem, wkładając tylko tornister do samochodku.
Yuya złapał Tomo za rękę i całą drogę opowiadał mu o szkole, co zrobił, jak zrobił. Kogo lubi, kogo nie bardzo, jakie oceny dostał i o Maksiu, który pojechał do domu już po drugiej lekcji. Tomo słuchał uważnie czasem zadając dodatkowe pytania, a kiedy dotarli do centrum, Takano już na nich czekał.
- Długo czekasz? - zapytał go Tomo, łapiąc go za rękę.
- A mogę też laurkę zrobić? - zapytał Yuya.
- Oczywiście, że możesz- Tomo poczochrał go po włosach. - Hm... perfumy to też dobra sprawa, ale ty wybierasz... bo ja się na perfumach to nie znam - przyznał się.
- Tak! - ucieszył się chłopiec że też będzie miał swój wkład. Tomo złapał Takano za rękę i przytulił się do jego ramienia.
- No to po książkę.
Tomo nie miał z wyborem dużego problemu. Wiedział, że mama uwielbia romanse na tle historycznym, najlepiej z dodatkowym dramatem, więc szybko stanął przed wyborem 3 książek, z którymi poszedł do chłopaków.
- Przeczytajcie z tyłu i powiedzcie która wam się podoba najbardziej - poradził ze śmiechem.
- Wujku a kupimy Serię Niefortunnych Zdarzeń? Proooszę!
- Kochanie... naprawdę? - Tomo uniósł lekko brew. - Poczułem się urażony - westchnął ciężko. - Przecież ja cię mogę pouczyć podstaw japońskiej kuchni - zaproponował. - No chyba że ci moje specjały nie smakują... wtedy rozumiem...
- Mhm... no dobra, niech będzie - machnął na niego ręką, samemu biorąc tomik swojej ulubionej mangi.
- No nie do końca, bo przecież mogłeś coś powiedzieć - odparł cicho Tomo, biorąc ksiązkę od malucha i stając za nim.
- Tatuś? - Yuya pociągnął Takano za rękaw. - A pójdziemy jeszcze do parku na huśtawki?
- Taaak, obiecałem wam curry - odparł z uśmiechem, na co Yuya podskoczył z radości. Kiedy już wszystko było zapłacone, mogli pójśc do parku. - Zjemy sobie drożdżówkę, Yuya pobawi się na placu zabaw i pojedziemy z powrotem - złapał Takano za rękę.
- A buziii? - Tomo spojrzał z na niego z uśmiechem oczekując trochę czułości.
Tomo wraz z Yuyą szybko do niego dotarli i razem poszli do parku, po drodze kupując wodę do popicia drożdżówki. Yuya znalazł wolna ławkę tuż przy placu zabaw i tam popędził, zaklepując ją dla nich.
- Spokojne dziś popołudnie - zauważył z uśmiechem Tomo.
- Dziękuję, cieszę się, że się podoba - uśmiechnął się Tomo, samemu powoli jedząc drożdżówkę.
- Pycha! Wujek nauczysz mnie?
- Pewnie - poczochrał Yuyę po włosach. - Leć na huśtawki - poradził mu, a chłopca zaraz nie było. Tomo wówczas przytulił się lekko do Takano. - Lubię takie dni.
- A mogę po jutrze? - zapytał go spoglądając na niego ukradkiem. - Jutro będzie dużo pracy a po południu... dostaniesz niespodziankę - ucałował go mocno.
- No to zobaczymy czy się uda - przytulił się do niego, biorąc jeszcze kawałek drożdżówki. - Wyszła mi tak jak tacie dzisiaj - uśmiechnął się do niego lekko.
- Bo nie zawsze się taka udaje - przyznał z lekkim uśmiechem. - No wiesz... czasem po prostu coś nie wychodzi, choć robi się dokładnie tak samo - uśmiechnął się delikatnie.
- Jeszcze nie, ale zadzwonię - uśmiechnął się. - Nie miałem okazji zadzwonić bez podsłuchujących uszu - pstryknął go palcem w nosek.
- Doobrze - Yuya był trochę zawiedziony ale nie protestował. - I do lasu? Po obiadku? - zapytał zaraz, łapiąc Tomo drugą ręką. - Żeby pozbierać listki do zielniczka?
Tomo zabrał się za przygotowywanie prostego obiadku. Curry Japońskie było jego ulubioną potrawą w dzieciństwie i wiedział, że Yuya za nim wprost przepada.
- Tato, pomożesz mi? - chłopiec przyniósł książki i zeszyty by zacząć robić zadanie domowe. - Pani powiedząła, że mam wżąć udział w konkursie - dodał po chwili. - Matematycznym
- Tak, mam kartkę z zadaniami do rozwiązania - przyniósł mu zaraz 60 zadań matematycznych, dość trudnych.
- A możemy rozwiązywać po pare dziennie? Bo konkurs jest za dwa tygodnie - wyjaśnił chłopiec, siadając obok i wyciągając osobny zeszycik, specjalny do zadań konkursowych.
- No moi mali naukowcy - Tomo wszedł do środka przynosząc im talerze pełne curry. Yuya wykrzyknął ze szczęścia.
- Smacznego!!!! - z entuzjazmem zabrał się za jedzonko.
- Cieszę sie że smakuje - zachichotał Tomo, siadając obok Takano i jedząc ze swojej nieco mniejszej formy.
- Kochanie ja z nim zdążę pogadać, to nie jest aż taka pilna tajemnica - uśmiechnął się lekko. - Chciąłbym iść z wami - dodał po chwili. - Ale... jestem trochę zmęczony - przyznał się. - Poniesiesz mnie jak nie będę w stanie iść?
- Ale ja chcę z wami iść - odparł cicho Tomo. - Mogę wziąć wózek, albo... jak będziecie szukać liści usiądę na polanie i popilnuje psiaki? - zaproponował, całując go lekko.
- No chcę... wezmę mangę i poczytam jak będziecie za długo marudzili z liściami - uśmiechnął się, również kończąc. Maluch również skończył.
- Pewnie że tak - Tomo zamknął za nimi drzwi, samemu też zapalając fajkę. Yuya już od razu ich wyprzedził biegnąc za psiakami.
- No pewnie że tak, przecież mu z lekcjami pomagam, jak akurat ty gotujesz obiadki - przytulił się do niego delikatnie.
- Dasz sobie radę, wygracie oboje - ucałował go lekko w usta, przymykając na chwilkę oczy. - Ara... chyba głupio zrobiłem - wymamrotał cicho. - Mogę wejść na chwilke ci na plecki? Przepraszam.
- Taaak tatoo - mruknął mu do uszka, całując go zaraz w nie. - Ja po prostu chciałem z wami spędzić dzisiaj więcej czasu - przytulił się do niego mocniej. - Ne... dostanę budyń na kolację?
- Ale nie moge teraz, kiedy nie ma kto upiec bułeczki i chlebek - odparł spokojnie przytulając się mocniej. - Dobrze, pójdę do łóżka - obiecał mu.
- Ale juitro idziemy do pracy - zastrzegł. Takano musiał być w pracy bo inaczej nici z niespodzianki.
Tomo zgodził się z lekkim uśmiechem, po czym położył się na kolanach Takano i przysnął na troszkę, oddychając głeboko.
Prześlij komentarz