Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3201 – 3400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»Dopiero w domu Yuya przyszedł do Takano zaczerwieniony, kiedy ten położył już Tomo do łóżka.
- Tatuś... pisiak mnie swędzi...
- Tatuś? Ale nie będzie nic? - zapytał cicho, bo nie chciał chorować. POsłusznie poszedł się umyć by za chwilę leżeć już w łóżeczku.
- Troszeczkę - chłopiec złapał Takano za rękę. - A poczytasz mi tatuś? - zapytał go cicho, podając mu zaraz swoj nowy nabytek i kładąc się na boku żeby posłuchać bajki.
Tomo przytulił się do niego delikatnie, ciszo mamrocząc coś pod nosem. Był wykończony.
{ja tez padam...]
Tomo obudził się nad ranem z lekkim krzykiem zamierającym mu na ustach. Wyszedł natychmiast z łóżka i ubrał ciepłą bluzę po czym wyszedł zapalić. Wypalił 5 na raz zanim wrócił na tyle uspokojony by pójśc umyć zęby i położyć się w łóżeczku z małym Yuyą. Chłopiec od razu się w niego wtulił.
- Ale juuuż? - Yuyi nie chciało się wstawać. Wtulił się mocniej w Tomo, który uśmiechnął się lekko.
- No już maluchu. Idziemy - poklepał go po pleckach i pomógł mu wstać z łóżeczka.
- Yatta! - Yuya bardzo się ucieszył, bo on uwielbiał japońskie smaki. Takie jak robiono mu w domu. Tomo uśmiechnął się na entuzjazm chłopca i kiedy ten wybiegł z pokoju żeby jeść, ucałował mocno Takano.
- Jesteś super.
- Ja tam uwielbiałem zwykłe japońskie śniadania - przyznał Tomo. - Dlatego jestem na ciebie zły za tą książkę kucharską... bo wystarczyłoby mnie zapytać - burknął idąc do stołu, gdzie Yuya już niecierpliwie na nich czekał.
- No ja nie wiem, jestem oficjalnie obrażony - oznajmił jedząc śniadanie. - To tak jakbym ja kupił sobie książkę o robieniu ciast - dodał jeszcze. - Obraziłbyś się na sto procent.
- Może być - mruknął Tomo, popijając ryż herbątą, a Yuya skinął głową na potwierdzenie.
- Tatuś dobre...ale - oznajmił cicho. - Ale brakuje trochę solki i przypraw - dodał zaraz starając się nie zostać spiorunowanym przez Takano.
- Tak, jestem zły - odparł tylko, dziękując zaraz za posiłek i zbierając naczynia. Schował je wszystkie do zmywarki, uznając że po południu będzie trzeba ją puścić. - Ja ciebie prosżę o lekcje. szkoda, że moj poziom gotowania najwyraxniej ci nie odpowiada - dodał jeszcze ubierając sie i wychodząc.
- Tatuś? To przeze mnie się ciągle kłócicie? - zapytał go chłopiec biorąc plecak i tornister do ręąk i będąc już gotowym do wyjścia.
- No bo ciągle się kłócicie, a jak mnie nie było to się nie kłóciliście - wymamrotał chłopiec, ocierając lezki z oczu.
- Ale na pewno? - chłopiec wcale nie byl przekonany. Przytulił się mocno do Takano. - Bo ja nie chcę żebyście się kłócili...
- Tatuś ale jak to moja wina to tatuś... daj mnie do domku z innymi dziećmi - poprosił go chłopiec. - Bo ja nie chcę, żebyście się kłócili przeze mnie.
- Uhm dobrze - chłopczyk nadal nie był przekonany ale już nic nie mówił tylko wszedł do samochodku i zapiął pasy
- Pa! - Yuya ucałował jeszcze Takano i pobiegł do swoich nowych kolegów, razem z nimi się śmiejąc i idąc do klasy.
Tomo całe przedpołudnie spędził w pracy, po czym wymienił się ze swoim współpracownikiem i zajął się przygotowywaniem wieczoru, mimo że aktualnie zamierzał zrezygnować z dobrego jedzenia na rzecz pizzy, ponieważ jego kuchnia kompletnie Takano nie podchodziła. To po co ma się starać?
- Na tarasie - odparł chłopak głaszcząc Jolie po pyszczku i paląc papierosa, a obok stał talerz z pokrojonym jabłkiem.
- To mogłeś przynajmniej poprosić o przepis, a nie... jak ja ci coś gotuję co umiesz to wiesz że to z twojego przepisu czy coś... nawet jak coś pozmieniam - burknął odsuwając się trochę od niego i zaciągając się papierosem.
- Dzisiaj na obiad jest pizza - mruknął tylko Tomo wstając, bo jakoś złośc nie chciała przejść. Znowu stwarzał problemy. Westchnął ciężko, ale nic nie mógł poradzić na to, że go zabolało.
- Jestem na ciebie zły i nie mogę się tej złości pozbyć - wyjaśnił mu znów sie odsuwając od niego. - Zabolało mnie to - oznajmił jeszcze. - Mocno - zacisnął wargi. - I wcale nie to, że użyłeś innej książki, tylko to że nawet nie pomyślałes by zapytać o zwykły przepis, skoro tak lubisz te potrawy - wywrócił oczyma. - Idź już do pracy...
[Tomo ma skomplikowany charakter niestety... wyszedł mi z kontroli... robi co mu się tam chce...]
Tomo spalił kolejnego papierosa i jeszcze jednego zanim uspokoil się na tyle by wyjść z domu. Długo spacerował z pieskami obok, zachodząc też do domu Takano po odpowiednie wino, które to po konsultacji z ojcem Takano zdołał wybrać, po czym wreszcie wrócił do swojego mieszkania i spojrzał na kuchnię, która nagle mu obrzydła. Może w ogóle powinien przestać gotować? W końcu zostało mu udowodnione, że jego kuchnia nie ma tu znaczenia. Powinien poszukać też innej pracy, w tej zdecydowanie za dużo czasu spędzał z Takano.
[nie mogę, jest za bardzo kapryśny :P]
- Okaeri - mruknął odruchowo oddychając głęboko. Siedział na kanapie, popijając kawę i oglądając swój serial. - Obiad będzie za chwilę - spojrzał na zegarek. - Za dziesięć minut - dodał.
- Nie, coś innego - odparł z delikatnym uśmiechem. - Nie widzę potrzeby dyżurowania. Ty i tak już kuchnię zdominowałeś - dodał wzruszając ramionami. Nie było w tym nic dziwnego> Takano dominował wszystko w jego życiu, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Niekoniecznie spotykało się to z pozytywną oceną u Tomo. - Zdecydowałem się rzucić gotowanie. To moja ostatnia potrawa dzisiaj - dodał z lekkim uśmiechem. - Od teraz zostajesz jedynym kucharzem w tym domu. Yoroshiku - zwrócił wzrok do telewizora. - Zastanawiam się też nad zmianą pracy - dodał po chwili namysłu. - Wiesz... może czas popracować w wyuczonym zawodzie - zaproponował spokojnie.
- Ja tylko nie lubię być dominowanym w obszarach w których czuję się pewnie, więc... nie próbuj się uczyć grać, pisać piosenek czy czegokolwiek bo odbierzesz mi jedyną rzecz w której jeszcze jestem od ciebie lepszy - odparł spokojnie, skrzętnie ukrywając swoje emocje, bo nie chciał ani na niego krzyczeć, ani tym bardziej przy nim ryczeć. - Wczoraj... rozmawialiśmy o robieniu śniadania, powiedziałem ci, że też chcę je robić, zgodziłeś się z tym... a dzisiaj i tak zrobiłeś po swojemu - żachnął się. - Poza tym... eh doszło do tego że pytam ciebie czy mogę coś ugotować u siebie w domu będąc - uśmiechnął się krzywo. - I wcale mi się to nie podoba...
- Nie chodzi mi o to zebyś ją zostawiał w świętym spokoju, no bo fajnie że się chcesz rozwijać i w ogóle - mimo wszystko żłączył z nim mały palec. - Tylko ja też chcę gotować i nie chcę robić jakichś tam dyżurów... bo wtedy mogę nie dostać gorącej czekolady jak będzie potrzebna...
- Ale nie odkładaj go tak jak tego śniadania, bo będziesz musiał wrócić do swojego domu - westchnął Tomo, gasząc telewizor. - Zamykam piekarnię na parę dni - dodał po chwili. - Zdecydowałem się pomóc policji z pobliskiego miasteczka... jednorazowo - uśmiechnął się lekko idąc do kuchni i po chwili wracając z żaroodpornym naczynkiem z rybkami z papryką w brzoskwiniach oraz garnkiem ziemniaków. Do tego miał surówkę oraz winko dobrane specjalnie do tej potrawy.
- Zmodyfikowałem twój przepis pod siebie - wyjaśnił spokojnie. - A wino pomagał mi dobrać twój tata, bo ja się na tym nie znam... a miała być niespodzianka, więc nie mogłem zapytać ciebie.
- Otwórz - poprosił go, podając mu butelkę wina i pozwalając mu otworzyć. - Mnie do połowy - przypomniał odruchowo, siadając na fotelu i otwierając naczynie żaroodporne. Nałożył Takano potrawy, sobie też trochę nakładając, rzecz jasna mniejszej porcji. - Myślałeś już nad tortem dla mamy?
- Nie powinno być dużo gości... na pewno będą dwie ciotki które mnie nie znoszą, będzie też wujek, który ma 110 kg żywej wagi i dużo pali... wiesz nic dziwnego bo ma taką żonkę... każdy by palił - uśmiechnął się lekko. - Cieszę się, że ci smakuje. Miało być trochę słodkie - dodał z uśmiechem. - Będzie też Yuya i mały Jun... ma teraz 4 latka. No i Hanako... 6-letnia dziewczynka. No i ich rodzice. Oni są w miare w porządku.
- Poczytaj streszczenie książki którą jej kupiliśmy i do niej dobierz - poradził wesoło, nakładając sobie troszkę ziemniaków. - Poprosiła mnie też o drożdżówkę i dostałem smsa że była z Yuyą u fryzjera i ścięli mu grzywkę...
- Nie wiem, powiedziała że było łatwo... i że dziecko to trzeba brać sposobem - zachichotał, kończąc jeść swoją rybkę i popijając posiłek winkiem. - Mhm pyszne - zauważył. - Jutro jak ją podpytasz to pewnie ci powie.
- Trudno było jr odnaleźć. Było już nieźle zakurzone - zgodził się z nim siadając obok niego i przytulając się lekko do jego boku, cały czas sącząc winko.
- No właśnie, a twój tata nie wiedział gdzie jest to winko i zajęło mi szukanie go jakieś pół godzinki - żachnął się ze śmiechem. - Mogę jeszcze trochę?
- Nie piłem - przyznał chłopak. - Od pobytu twojego taty u nas - dodał po chwili, kładąc się z głową na jego kolanach. Przymknął oczy oddychając głęboko.
- Nawet jak się na ciebie złoszczę? Jak ci mówię że za bardzo mnie tłamsisz i źle się z tym czuję? - zapytał patrząc na niego poważnie. Przyjął kupon z lekkim westchnieniem. - Hai, hai.
- No bo tak mi się dobrze leżało, i poleżałbym sobie mtak jeszcze troszkę... - przyznał tylko siadając by wykonać jego prośbę. - Kładź się zbóju.
- Ale potem będę za bardzo zmęczony, by doceniać leżenie z tobą - wywrócił oczyma, zaczynając go masować.
- To, że tak mnie dominujesz... - odparował chłopak, masując go porządnie, nie omijając ani jednego fragmentu placków.
- Ale to nie jest łatwe powiedzieć... próbuję ci to dać do zrozumienia łagodnie, ale nie działa. Mówisz że tak, mam rację a i tak robisz swoje - wymamrotał, całując go w kark. - Stwierdziłem, że za dużo cię widuję...
- Nie mogę mu tego zrobić - westchnął Tomo, kończąc go masować i siadając na podłodze. Odetchnął głęboko, opierając o niego głowę. - To jeszcze maluch, on nie zrozumie.
- Jeszcze nie wiem - mruknął cicho. Nie miał na razie pomysłu na to. Uśmiechnął się do niego lekko i złapał go za rękę. - Pójdziemy już do łóżka?
- Gome, nie mam dziś ochoty na... seks - wymamrotał cicho, kładąc się do łóżka i przytulając się do niego. - Przepraszam...
- Kocham cię - szepnął Tomo puszczając go by zmienił sobie te soczewki, po czym ułożył się na poduszkach zasypiając zanim Takano zdążył wrócić.
Tomo w nocy troszkę rzucał się na łóżku, krzyczal aż w końcu skończył w ramionach Takano płacząc przez sen.
Dopiero nad ranem uspokoił się, wtulając się mocniej w Takano. Spał spokojnie aż do ósmej rano kiedy to ziewnął szeroko budząc się.
- Ohayou.
- To śpij kotek - pocałował go lekko w usta wychodząc z łóżka. - A ja wyjdę z psiakami i pogram trochę na gitarze, a potem przygotuję ci śniadanko - dodał z uśmiechem. - Śpij zmęczony mój.
Tomo przykrył go mocno i ucałował jeszcze w czoło, po czym poszedł do łazienki, umyć się i ubrać. Następnie zawołał psiaki i wyszedł z nimi na plażę.
Tomo przyniósł mu śniadanko do łóżka.
- Dzisiaj coś w stylu europejskim. Jajko na miękko i pyszna bułka oraz twarożek ze szczypiorkiem - podał mu wszystko, samemu jedząc kawałek bułki i twarożek. - Ale zrobiłem ci bento do pracy. Otworzysz dopiero w pracy.
- Dobrze - zgodził się z lekkim uśmiechem. - Zamówię pizzę na obiad - stwierdził po chwili bo jak wczoraj o niej pomarudził to zaczęła mu chodzić po głowie. - Mogę zrobić tez mamie pralinki?
- Ale skorzystam sobie z twojego przepisu bo mi z niego wychodzą całkiem dobre - uśmiechnął się lekko. - Zrobię też drożdżówkę i dodam do niej nadzienie czekoladowe.
Tomo również pojawił się u siebie w pracy biorąc na siebie kolejną zmianę i mówiąc że po południu go nie będzie.
Miał w nim kanapki w kształcie serduszek, paróweczki ośmiorniczki, porcję ryżu, kurczaczka i sałatkę oraz karteczkę z napisem 'Kocham cię'.
Tomo zrobił duża blachę drożdżówki dzieląc ją na dwie części. Jedną dla mamy, a jedną dla nich na poniedziałek. Zamknął piekarnię szybciej i poszedł do domu, przygotowywać pralinki.
- Heej - ucałował go mocno, po czym pokazał mu jego pralinki. Jedne już dla mamy w odpowiedniej torebeczce inne na talerzyku, żeby Takano ocenił. - Naprawdę? No to będę ci takie częściej robił jeśli ci smakowało - ucałował go jeszcze.
- Pizza będzie za kwadrans - dodał jeszcze. - Kupiłem colę - przyznał cicho, po czym uśmiechnął się do niego znowu. - A tort na pewno je przebije. Na podwieczorek dostaniesz drożdżówkę - mruknął jeszcze z uśmiechem.
- Pewnie mój głodomorku - Tomo 'zanurkował' w lodówce w poszukiwaniu drożdżówki i wyciągnął ten kawałek dla nich. Pokroił go szybko i dał jeden Takano, sobie serwując szklankę świeżego soku z pomarańczy. - Psiaki wyszły na spacer z Junem i Ryu - dodał po chwili. - Poszli na plażę.
- Pewnie mój głodomorku - Tomo 'zanurkował' w lodówce w poszukiwaniu drożdżówki i wyciągnął ten kawałek dla nich. Pokroił go szybko i dał jeden Takano, sobie serwując szklankę świeżego soku z pomarańczy. - Psiaki wyszły na spacer z Junem i Ryu - dodał po chwili. - Poszli na plażę.
- No i będzie czas na gorącą czekoladkę - ucieszył się ze śmiechem, przytulając się do niego lekko i popijając soczek.
- No tak, przecież ja nie chcę tak od razu - ucałował go znowu, po czym uśmiechnął się delikatnie, wyswobadzając się z jego uścisku i idąc odebrać pizze.
- Uhm chyba tak - Tomo wzruszył ramionami bo naprawdę tego nie wiedział. Nie pamiętał swoich snów. - Ostatnio budzę się jakiś taki niespokojny - wyjaśnił biorąc sobie kawałek pizzy. - Ale nie pamiętam co mi się śni - przyznał z lekkim westchnieniem.
- Uhm gomen... że nie wiem - wyszeptał zażenowany swoją niewiedzą. Przecież nie zawsze musiał pamiętać swoje sny, a te gorszy starał się wypychać z pamięci od razu. Skończył jeden kawałek i odetchnął głęboko. - Już nie mogę - skrzywił się lekko.
- Kotek a jak ja jutro zwymiotuje bo za duzo zjesz - zapytał go cicho, dolewając sobie soku.
- Ja swoje jedzenie mam na myśli... jak jutro zjem za dużo to nie dam rady - zmartwił się.
- Będą zmuszać - wymamrotał. - Tam będą babcie takie... one uwielbiają zmuszać - mruknął cicho. _ No i będzie tyle pyszności... mama dobrze gotuje...
- Dobrze, postaram się - odetchnął głęboko. Z tą asertywnością to było nie do końca dobrze, jeśli chodziło o tę rodzinę. Zawsze przy nich czuł się jak małe dziecko i nic na to nie mógł poradzić. Nawet nie potrafił im zwyczajowo odpyskować.
- Pewnie, że pomogę - uśmiechnął się do niego lekko, wstając z miejsca i przeciągając się lekko. - Mogę najpierw zapalić?
- No bo nie wiem czy chcesz zacząć robic tort już czy dostanę te 15 minut na fajkę - odparł wzruszając ramionami.
Tomo palił już drugiego kiedy Takano do niego dołączył. Kiedy skończył odetchnął głęboko świeżym powietrzem i pokiwał do Juna i Ryu wracających z plaży. Jolie od razu do nich skoczyła wraz z dwoma mniejszymi pieskami.
Tomo zamienił jeszcze parę słów z Ryu i Junem, zanim ich pożegnał i poszedł do cukierni pomóc Takano.
- Jolie była grzeczna - oznajmił z lekkim uśmiechem.
- Stara bieda - Tomo wzruszył lekko ramionami. - Ryu-chan czuje się lepiej, już nie leży tak często w szpitalu - uśmiechnął się lekko do niego. - Ale mają problem z jego tatą. Chyba go bije już od dłuższego czasu... tylko Jun nie wie jak długo - streścił co i jak tachając torbę do domu. - Eh wiesz, że jestem jeszcze trochę słaby? - zapytał go zaraz. - Ostatnio Jun musiał mi pomagać nieść zakupy do domu - uśmiechnął się krzywo.
- Nie, nie, poradzę sobie - odparł ze śmiechem, stawiając to sobie za punkt honoru. - Też mam taką nadzieję - przyznał spokojnie. - Martwię się trochę o Juna... to wszystko...
- Bo może przekładać tę sytuację na siebie, no i obwiniać się że nic nie zauważył, że nie wie jak pomóc - postawił torbę na blacie stołu i zaczął ją rozpakowywać. - No a do tego przecież Ryu-chan jedzie na studai... co pewnie Junowi nie pomaga.
- Na pewno się pogodzi, tylko wiesz jakby jest wszystko na raz - uśmiechnął się lekko, zaczynając robić krem według instrukcji Takano. - Porozmawiam z nim.
Tomo pokiwał lekko głową, odkładając miskę z dobrze wyrobioną masą i siadając na stołku bo trochę się już zmęczył i musiał odsapnąć.
- Dzięki, podążałem za instrukcjami mistrza - puścił do niego oczko ze śmiechem, po czym usiadł mu na kolana wtulając się w niego. - Trochę się zmęczyłem - przyznał, wdychając spokojnie jego zapach.
- Więc się mogę bezkarnie do ciebie potulić - uśmiechnął się szeroko, całując go raz jeszcze.
- Dobrze - odpowiedział mu uśmiechem. - Hm na tej imprezie pewnie wypiję mamy zdrowie, ale więcej alkoholu nie ruszę - oznajmił spokojnie, obejmując go mocno. - Ale jakbym miał ruszyć to mnie powstrzymaj.
- Będę pilnował, ale na pewno tego nie zrobisz bo przecież Yuya tam będzie, a tobie przy małym włącza się samoopanowanie - zachichotał. - Taki autopilot - pocałował go jeszcze raz.
- Uhm pomyślałem, że mógłbym w ogóle njie pić i spróbuję prowadzić z powrotem - zaproponował po dłuższej chwili, trochę się tego bojąc ale chcąc zaryzykowac. - W razie co... poproszę Juna żeby był w pogotowiu, jakbym stanął gdzieś i nie mógł ruszyć z powodu paniki...
- Ale ja chcę spróbować - szepnął tylko. - Pomyślałem, że Yuya mógłby zostać u mamy do poniedziałku... no bo nie ma sensu go zabierać na noc i rano znów wieźć. Będzie zmęczony, a tak się wyśpi i rano mama go odprowadzi.
- Ja też się boję, ale szybciej stanę gdzieś w polu i się nie rusze dalej niż spowoduje wypadek - uśmiechnął się do niego lekko, no bo on raczej w ten sposób panikował że zwalniał.
- Jeszcze pięć minutek - poprosił przytulając się do niego jeszcze mocniej i przez tą chwilę siedząc z nim tak w milczeniu.
- A wytrzymasz na NCIS? - zapytał go wstając mu z kolan kiedy to jego pięć minutek minęło.
Tomo popatrzył na jego pracę po czym pomógł mu z dekoracją, samemu pisząc na torcie życzenia dla mamy, że smiechem kiedy niektóre znaki wyszły strasznie koślawe.
- Zwalisz na mnie - zachichotał widząc minę Takano.
- No wiem, że koślawy napis, wiem - pokazał mu język i uśmiechnął do niego zaraz, po czym przebrał się wciepły dresik, wziął sobie kocyk i poszedł do salonu, czekając na czekoladkę.
- Dziękuję - Tomo poklepał ręką miejsce obok siebie, Przytulił się do niego gdy ten usiadl i włączył sobie telewizję by obejrzeć swój serial.
- Oj nie czepiaj się, mam prawo coś oglądać - burknął Tomo popijając swoją czekoladkę.
Tomo już go i tak nie słuchał oglądając sobie swobodnie, dopijając swoją czekoladkę. Zamarudził trochę kiedy się skończyła ale odstawił kubeczek, kładąc się wygodniej.
- Ne... Taka-chan? - Tomo spojrzał na niego z delikatnym uśmiechem, po czym przymknął oczka. - Strasznie cię kocham - ucałował go lekko.
- Wcale nie jest dziwna kochanie - ucalował go znowu, podnosząc się na łokciach i całując go lekko. - Jest tylko trochę zakręcona - pocałował go znowu.
- Każdy rodzice w ktorymś momencie wysyłają swoje dziecko do dziadków - szepnął mu do uszka z delikatnym uśmiechem całując go już po szyi. - Żeby się trochę nacieszyć sobą.
- Nas rodzice wysyłali - uśmiechnął się lekko. - To do babci, to do dziadka, to do wuja... - wsunął dłonie pod jego koszulke delikatnie muskając palcami jego sutki. - A jak byliśmy starsi to dawali nam w łapę na bilety do kina czy coś i mówili że ma nas nie być do odpowiedniej godziny - dodał całując namiętnie jego wargi. - Sensei... - szepnął mu zaraz do ucha. - Sensei - zamruczał mu znowu liżąc go po nim. - Tak na mnie działasz, że grzeszę sensei - wyszeptał przygryzając bardzo, bardzo delikatnie jego uszko. - Potrzebuję jakiejś dyscypliny.
- Mhm myślisz, że to wystarczy by mnie ujarzmić? - zapytał sugestywnie oblizując lekko wargi, po czym zacząl ssać jeden z jego sutków przez koszulę.
- No ja tam nie wiem, wydaje mi się że zapomniałeś - szepnął mu do ucha, nawet nie przerywając czynności, gdy ten rozbrajał swój telefon, rozpiął jego koszulę teraz ssąc jego sutki z całą swoją pasją.
- Mhm - chłopak z lekkim niezadowoleniem się odsunął i pomasował jego brzuszek dłońmi. - to dlatego tak jest twardo jak się przytulam - pokazał mu język, zaraz znów wracając do całowania. Tym razem zaczął od brzuszka.
- Nee, bo będziesz górował za łatwo, a tak... - uniósł brewkę i ugryzł go zaczepnie w sutek, chichocząc pod nosem. - A tak ja tu jeszcze rządzę.
- Ałć - złapał go za nos nieco mocniej cały czas się śmiejąc, z lekkim trudem zmienił ich pozycje, znowu górując. - Ale ja nie chcę dziś w łazience... - wymamrotał całując go mocno i gwałtownie.
Zachichotał lekko, drapiąc go nieco po plecach i oddychając głęboko.
- No to mnie wreszcie zdominuj paskudo - poradził mu, przesuwając dłoń na pośladki mężczyzny i je ściskając.
- Jakoś... paskudo - burknął na niego odchylając do tyłu głowę i oddychając głęboko. Wciągnął powietrze ze świstem, stwierdzając że jego kolej. Przyciągnął Takano do siebie i całując go przewrócił ich na nowo, lądując tuż nad nim.
- Troszeczkę - przyznał ze śmiechem, zsuwając się niżej i wziął do buzi jego przyrodzenie. Ucałował jego czubek uśmiechajac się łapczywie.
- Przecież ci daje się dotykać - odparł chłopak zanim zajął się kompletnie dawaniem mu przyjemności. No bo kto powiedział, że Takano musi dojść tylko raz?
- Lubię mieć nad tym kontrolę - przyznał z lekkim uśmiechem, po czym zajął się swoją robotą. Ucałował go mocno.
- Wiem ze nie lubisz - podrapał go lekko po brzuszku. - Moje kochanie - uśmiechnal się lekko, przyspieszając jednak by mu ulżć.
Tomo wstał wówczas i pomógł mu się dźwignąć na nogi, po czym wtulił się w niego całując go namiętnie.
- Kocham cię.
- Mou w łazience? - jęknął cicho, ale zamknął się zaraz oddając się przyjemności.
Pisnął, kiedy zimna woda dotknęła jego skóry i wtulił się mocniej w Takano chcąc się uchronić przed wodą.
- Nie dobry Taka-chan! - poklepał go po głowie.
Tomo nie zdążył mu odpowiedzieć, jego ciało samo reagowało na poczynania mężczyzny. Pozwolił mu się zdominować, zaciskając ręce na jego pośladkach i co jakiś czas ściskając to jeden a to drugi.
- Trochę - szepnął Tomo, łapiąc go mocniej i odchylając głowę do tyłu. Zamknął oczy by woda mu ich nie podrażniła i stłumił jęk pełen przyjemności.
- Patrzcie go... jaki łaskawy - wydyszał chłopak samemu już się poruszając na palcach Takano. - Tyłem - szepnął, chcąc się obrócić tyłem do Takano.
Tomo jęknął cicho podpierając się z przodu na rękach. Zacisnął zęby kiedy Takano w niego wchodził i przez chwilę oddychał głęboko, przyzwyczajając się, po czym skinał głową, dając mu znak.
Tomo nie wytrzymał tego długo. Po dobrych pięciu minutach szczytował nieco zderzając się ze ścianą. Kolana się pod nim ugięły nieco.
- Mou... jak nie będę mógł jutro chodzić, to nie żyjesz...
- Wiem - uśmiechnął się do niego wpadając mu w ramiona nieco bezwładnie. - Padam... - przyznał cicho, w końcu pełnych sił to on jeszcze nie był. - Do wyrkaaaa.
- Nie przesadziłeś - odparł z lekkim uśmiechem, ale nie odsuwając się od niego. - To ja jestem tylko trochę słaby - dodał wzdychając lekko.
Tomo dopiero po dłuższej chwili odważył się od niego odsunąć i zaczął wycierać swoje włosy, pozwalając Takano się wytrzeć.
- Nic mi nie jest - oznajmił z uśmiechem.
- Na pewno. Jestem tylko osłabiony, ale to normalne, nie? Z moją waga - uśmiechnął się do niego, wchodząc mu na plecki. - Do łóóżka proszę królu mój.
- Dziękuję - ucałował go jeszcze, kiedy już się ubrał. - Dzisiaj śpisz i nie słuchasz jakbym miał złe sny...
- To może pójdę spać na kanapę - zaproponował cicho, trochę obawiając się zasnąć.
- Dobranoc - Tomo jeszcze dobre dwadzieścia minut nie spał, zanim zmógł go niespokojny sen. Nie krzyczał jednak.
Tomo otworzył oczy zaraz po tym jak Takano zniknął mu z łóżka. Chwilę lezał nie mogąc zebrać myśli zanim zamknął znów oczy chcąc chociaż udać że łagodnie śpi i wmówić to też sobie.
Tomo odpowiedział mu tym samym, muskając jeszcze jego usta przy tym. - Dobry - przywitał się.
- Zrobię kochanie - uśmiechnął się do niego, całując go lekko. - troszke boli ale przejdzie - dodał odsuwając się od niego i przeciągając się mocno.
- Albo że ja dawno seksu nie miałem - zachichotał, głaszcząc go po łebku. Przymknął jeszcze na chwilę oczy. - Ale nie boli jakoś mocno - dodał po chwili.
- No dobrze, więc przesadziłeś - pokarał go czochrając go po włosach. - Niee... bo ja chcę ci zrobić bento do pracy - zdecydował z lekkim uśmiechem. - Bo tak ci się tamto podobało...
- Mhm bardzo fajny pomysł - zgodził się z lekkim uśmiechem. - Chętnie to zrobię, ale dzisiaj nie wiedziałem i musze iść do pracy koło południa - wyjaśnił całując go w główkę. - Powiedziałeś że mamy się rano polenić, więc wziąłem zmianę od 12 do 16, bo potem jedziemy do mamy...
- Dobrze, dobrze, to pełna niedziela wolna od przyszłego tygodnia - ucałował go znowu, siadając na łóżku i przeciągając się lekko. - Pomasujesz mnie? - zapytał zaraz czując się całkowicie obolały.
- Plecki i kark... boli mnie kark, dość mocno - przyznał szczerze, pokazując co i jak. Położył się wygodnie na łóżeczku. - Uhm tak? Czy mam usiąść?
- O tutaj, boli - jęknął, kiedy Takano nacisnął mocniej na jego łopatki. - Boli, bardzo - wymamrotał trochę płaczliwie.
- Nie mogę tego zawalić, bo mam duże zamówienie. Dla bezdomnych - odparł z lekkim uśmiechem. - Tak charytatywnie... 20 bochenków chlebka i masę bułek. Dodatkowo chcę im dać drożdżówkę.
- To chyba nie twoja wina Taka-chan. Ja tylko... jestem ostatnio trochę spięty jak się budzę. Niespokojny i spięty, a potem tak boli - uśmiechnął się lekko. - Ale już jest lepiej.
- Zadzwonię, ale... ale to jak będę sam - mruknął z uśmiechem. - Już lepiej kochanie - dodał siadając i muskając jego usta swoimi, po czym podał mu swój stary zeszyt z przepisami na typowe śniadanka japońskie. Z dokładnymi instrukcjami, bo był to jeden z jego pierwszych zeszytów. - Prosze wykaż się.
- Haaai - zasalutował mu kładąc się znowu.
- Mhm no dobrze - zgodził się wstając i jeszcze na chwilę się do neigo wtulając. - Kocham cię mój misiu - szepnął mu do uszka po czym poszedł na jedzonko. - Mhm już nawet pachnie pysznie - pochwalił go zabierając się za jedzonko.
Tomo długo nic nie mówił wcinając, po czym odłożył pałeczki i popatrzył na Takana z lekkim uśmiechem.
- Jest dużo lepiej niż ostatnio - oznajmił wesoło. - Jeszcze z dwa razy i będziesz robił takie śniadanko z zamkniętymi oczyma - ucałował go w policzek. - Smakowało mi.
- Chciałbym skończyć pisać piosenkę - zdecydował szybko po czym uśmiechnął się do neigo. - Posłuchasz tego co już mam? To piosenka dla Yuyi... poprosił mnie o przyjście do szkoły na występ rodziców... trzeba zrobić coś z dzieckiem. Mały chciał żebyśmy razem zaśpiewali...
- Nie, nie... ja śpiewam z Yuyą, ty stoisz na widowni i nagrywasz występ - zachichotał całując go lekko. - No bo Yuya chciał trochę podzielić takie sprawy... no i do ciebie przyjeżdżają z wycieczką, a ja jadę na taki występ z maluchem.
- Pewnie tak, ale ja chętnie z nim wystąpię - odparł zaraz Tomo uśmiechając się szeroko. - O... super, będę miał co do niej dołożyć. Zdjęcia z wycieczki do cukierni też będą, więc ładnie ich edukuj - ucałował go w policzek, po czym zaczął śpiewać mu część piosenki o sile przyjaźni.
- To pojedziesz z nim w poniedziałek po szkole - uśmiechnął się. - Uhm ale nie za trudna? No bo starałem się żeby była w miarę prosta. W końcu Yuya będzie ją śpiewal ze mną.
Wzruszył lekko ramionami.
- Najpierw doprowadzam wagę do porządku co byś mnie puścił samego w trasę promującą płytę - pokazał mu język. - A potem się zdecydujemy. Ale jeśli już to u Aleksa... lubię go i wiem, że nie będzie robił problemów jeśli chodzi o zasady na jakich wydam płytę. Będę mógł je ustalić.
- Tydzień temu... mogę się zważyć teraz - zaproponowal wstając i przynosząc wage do dużego pokoju. Stanął na niej i pozwolił Takano odczytać wagę. Schudł pół kilo od ostatniego ważenia. - Ale przecież jem... - westchnął ciężko. - Może seks mnie odchudził trochę... no i zawsze ważę się w jeansach... - dodał cicho. - Uhm jeszcze nie zdecydowąłem tego... chciałbym to zrobić. Wydać pod własnym nazwiskiem, ale... to tęż jest dużo minusów.
- No że nie będzie spokoju, papparazzi, jakieś plotki... no i nasza mała rodzinka może być zagrożona - wyjaśnił spokojnie, siadając mu na kolanka. - Poza tym jak będę miał ją wydać... to chciałbym wcześniej z tobą i Yuyą o tym porozmawiać.
- Un, no bo to duża decyzja i chciałbym po prostu ją z wami omówić - wyjasnił swój punkt widzenia po czym ucałował go mocno. - demo ne... cieszę się... ze mnie wspierasz tak mocno - ucałowal go.
- Dziekuję- pocalowal go znowu po czym poszedł się ubierać, wziąl bento ze soą i do pracy
Tomo skończył krótko przed 16, przygotowując się mentalnie na swój wielki dzień. W końcu miał z powrotem prowadzić. Zostawił zamknięcie piekarni panu Tanace, ktory u nich sprzątał od kiedy to uratował Yuyę. Tomo był z niego bardzo zadowolony. Mógł śmiało powierzyć mu tak odpowiedzialne zajęcie. Wiedział, że mężczyzna dopełni go i nie zawiedzie. Wyszedł więc z piekarni żegnając się ze wszystkimi i od razu poszedł do domu.
- Tadaima! - krzyknął od progu. - Zbieramy się?
- Na piątkę z minusikiem było - ocenił ze śmiechem, w locie przebierając T-shirt i pomagając mu zanosić tort do samochodu. - Jeszcze nie umiesz kształtów dobrze robić dziwnych, ale to nic. To kwestia wprawy. W smaku było na 5+.
- Na tortach wychodzą perfecto, to ja mam problem z pisaniem po tortach - zachichotał, wsiadając do auta i zapinając pasy. Odetchnął głęboko, jak zwykle otwierając okno i odruchowo łapiąc go za udo.
- Gome - puścił jego nogę oddychając głęboko. - Uhm nie, ja chcę spróbować - uparł się. - Jak teraz tego nie zrobię, to nigdy już tego nie zrobię...
Tomo poprosił go o pięć minut, podczas których uspokoił się na tyle by móc spokojnie pójść na imprezę urodzinową.
- Ale mówiłem ci, że Jun będzie czuwał - wymamrotał cicho. - Nie musisz nie pić przeze mnie - zadzwonił do mamy i chwilę później kobieta otworzyła drzwi. - Sto lat - ucałował ją przytulając mocno i wręczając prezent.
- Wejdźci wejdźcie.
- Och już odbieram - ucieszyła się. - Dziękuję serdecznie - poprowadziła go do kuchni, kiedy Tomo tulił rozentuzjazmowanego Yuyę, który troszkę się stęsknił. Przywitał się z gośćmi i usiadł obok jednego z wujków, którego nie widział od 6 roku życia albo i jeszcze lepiej.
- Tatuś! Zobacz jaki przystojny jestem! - Yuya pochwalił mu się nową fryzurą.
- Taak, babcia powiedziała że zostaję u niej do jutra rano, a tatuś mnie ze szkoły odbierze. Prawda? Odbierzesz tatuś? - upewnił się chłopiec przytulając się do niego. - Dostałem 5 z japonskiego!
Chłopiec potrząsnął przecząco głową i zarumienił się lekko ze wstydu.
- No bo... bo nie było jak... za dużo rzeczy do zrobienia, na spacerku byliśmy i w sklepie i na placu zabaw i u pani fryzjerki i potem gotowaliśmy i bajki opowiadaliśmy.
Yuya wesoło gawędził to z Tomo a to z Takano, jedząc trochę dobrego jedzonka, ale po pół godzinie się znudził i poszedł się bawić z resztą dzieci, zostawiając dorosłych samym sobie.
- Więc to ty jesteś ten Takano - już nieźle wstawiony mężczyzna usiadł obok chłopaka i poklepał go lekko po plecach. Był to wuj Jim, który normalnie mieszkał w Australii wraz ze swoją rodziną. - Twój tort był wyśmienity. Robisz też może torty na zamówienie? Jesteś w stanie wysłać jakiś do australii?
- Oh szkoda... moja córa kończy 16 lat niedługo i chciałem jakiś fajny zamówić - westchnął ciężko, ale zaraz klasnął w dłonie. - A może byście wpadli, zasponsoruję wam przelot, mieszkanko będzie, jedzonko... i na miejscu byście zrobili torta, a oczywiście zapłacę za niego - zaproponował takie rozwiązanie. Dla jego księżniczki wszystko.
- Spoksik - mężczyzna poczochrał go po wosahc i poszedł rozmawiać z innymi. Tomo natomiast dopijał już swoją herbatkę, cały czas ratując swój kieliszek przed naslaniem mu vódki, ale kiedy się nie udało, oddał go Takano.
- Chlapnij sobie - uśmiechnął się do niego. Impreza sza gładko, dopóki Takano nie poszedl do łazienki. Kiedy to zrobił, siedżący obok Tomo mężczyzna złapał go mocno za udo, przesuwając dłoń nieco wyżej i uśmiechając się do pobladłego chłopaka obrzydliwie.
- Może odświeżymy ci troszkę pamęc co? - zaproponował, masując jego przyrodzenie. Chłopak odsunął się trochę ale zaraz został złapany przez mężczyznę za rękę. - Chyba nie chcesz żeby twój słodki, malutki Yuya przeżył to co ty hm?
Dopiero wtedy Tomo przytłoczyły wspomnienia z feralnego dnia kiedy to miał jedyne 6-lat. Wyparł je z pamięci dzięki pomocy rodziców i faktowi że więcej tego wujka już nie widział, ale teraz wszystko wróciło, więc kiedy tylko zobaczył Takano wsta i podszedł do niego, wtulając się w niego i ze świstem łapiąc powietrze, porządnie spanikowany.
Tomo mu nie odpowiedział, wtulając się w niego mocniej i starając się ukryć jak bardzo nie może złapać oddechu.
- Tatuś? - Yuya złapał Takano za rękaw. - Babcia powiedziała, że możesz pójść z wujkiem do jej sypialni. Ona przyniesie herbatkę na uspokojenie.
Tomo potrząsnął przecząco głową. Nie miał nic przeciwko. Poszedł z nimi do sypialni mamy i pozwolił Takano położyć go na łóżku, zaciskając mocno powieki i z trudem łapiąc oddech.
- Taka-chan, pomóż - poprosił go.
- Usiądź... między mnie i jego proszę, proszę, proszę - poprosił go, starając się nabierać długie głębokie oddechy.
- Powiedział, że skrzywdzi Yuyę tak jak, jak mnie wtedy... - zatrząsł się w jego ramionach. - I dotykał... Taka-chan usiądź na moim... miejscu.
- No on - jęknął Tomo nie mogąc przypomnieć sobie teraz nawet imienia wujka. - Dotykał mnie jak byłem mały... i nie widziałem go od tamtej pory... mama... już tam nie jeździliśmy...
- Ale usiądziesz na moim miejscu? Usiądziesz? - zapytał go jeszcze będąc trochę w rozsypce. Puścił Takano, przytulając mocno Yuyę i ucałował go w czółko. - Zrobić...
- Dwie - dodał chłopiec który na czekoladkę był zawsze chętny. - Wujku pośpiewamy? - zapytał zaraz, jakby podświadomie chcąc zająć czymś Tomo.
- Mam, mam i pianki też... Yuya powiedział, że to jest 'must-have' w domu - odparła z uśmiechem, wychodząc z kuchni z herbatą dla Tomo. - Wyrzuciłam go - dodała po chwili. - Nie będzie zastraszał mi dziecka - mruknęła. - Eh był na terapiach i twierdził, że się zmienił, dałam mu szansę.
- Wiem, widziałam - poklepała go lekko po plecach odstawiając herbatę na stół. - Umiem jeszcze rozpoznać kiedy coś się z nim dzieje - dodała z lekkim uśmiechem. - Ale ty jako tata musisz się jeszcze dużo nauczyć - dodała śmiejąc się pod nosem. - W razie potrzeby możesz przyjść porozmawiać o problemach wychowawczych.
- oh to bylo akurat proste. Dziecko czasami trzeba podejść. Zapytałam go czy ma jakąś sympatię w szkole, zarumienił się wtedy więc pociągńęłam temat i potem mu powiedziałam że jak zetniemy grzywkę to będzie z niego taki przystojniak i bedzie mu łatwiej zdobyć swoją miłość - uśmiechnęła się szeroko.
- Bo to nie jest takie łatwe na początku. Ja już mam przeszkolenie. W końcu wychowywałam 3 dzieci - uśmiechnęła się lekko. - Poradzisz sobie. Najważniejsze że mały cały czas mówi, że bardzo was kocha - dodała, po czym wróciła do gości.
- Lepiej - uśmiechnął się do niego, przyjmując czekoladkę i smakując jej trochę. - Pyszna - mruknął sam do siebie, a Yuya uśmiechnął się szeroko.
- Tatuś? A mogę już iść się pobawić z dziećmi? - zapytał go dopijając czekoladkę.
- uhm na pewno - uśmiechnął się do niego, przytulając się lekko i opierając głowę o jego pierś. Upił łyk czekolady. - Um ale możesz i tak usiąść na moim miejscu? Proszę...
- Wiem, dziękuję - przytulił się do niego mocniej, po czym dopił czekoladkę i odetchnął głęboko. - Już mi lepiej, przepraszam, że ci popsułem wszystko.
- Uhm ale dobrze że wyszedłeś z łazienki, bo ja już nie mogłem oddychać przy stole - wyjaśnił cicho, wtulając się w niego jeszcze na chwilę. - Dziękuję.
- Dotykał - przyznał się Tomo czując łzy w oczach. Wtulił się znów mocno w Takano. - I wtedy wszystko... wszystko wróciło - wyjaśnił. - I jeszcze zagroził Yuyi...
- I już zawsze będziesz mnie kochał? - zapytał go nieco przestraszony. Otarł łzy i odetchnął głęboko. - Możemy iść...
- Un - Tomo złapał pewnie jego dłoń i poszedł za nim do salonu. Usiadł Takano na kolana, jeszcze długo nie chcąc go puścić.
- Pojedziemy za godzinkę - zaproponował cicho, puszczając go wreszcie i siadając obok niego. Wziął od niego trochę ciasta.
- Ale ja chcę prowadzić... - wymamrotał Tomo, naprawdę tego chcąc. - No nie bądź taki, łyknij sobie na drogę kieliszek vodki - zaproponował cicho, pijąc spokojnie swoją herbatkę.
- Ty się po prostu boisz ze mną jechać - stwierdził spokojnie Tomo, nakładając sobie dobrej sałatki, bo właśnie przyszła kolacja.
- Zobaczymy - ucałował go lekko w policzek, jedząc powoli sałatkę. Popijał ją herbatką i przytulał się jeszcze trochę do Takano.
- Uhm dobrze, tylko daj mi wyściskać Yuyę - poszedł poszukać dzieci, po czym wyściskał mocno chłopca i obiecał że zrobi mu jutro pyszny obiadek ucałował go jeszcze i wstał.
Tomo dołączył do niego chwilę później i wyszedł z nim na zewnątrz odbierając od niego kluczyki do wozu. Usiadł za kierownicą zapinając pasy i oddychając głęboko ułożył dłonie na kierownicy.
- Lepiej zamknij oczy - poradził mu. - No bo jak zarysuję twoje maleństwo to mnie udusisz - spróbował zażartować, odpalając silnik i zaciskając dłonie na kierownicy mocniej niż chciał.
Jego uwaga sprawiła, że chłopak zacisnął ręce jeszcze mocniej, z piskiem opon zatrzymując się na czerwonym. Wypuścił wstrzymywane przez siebie powietrze i przełknął głośno ślinę.
- Jak mi idzie? - zapytał go cicho, otwierając okno.
- Nie mogę się wyluzować - burknął trochę na niego ruszając nieco nerwowo i zaciskając dłonie na kierownicy jeszcze mocniej, aż zbielały my kłykcie. W połowie drogi zaczął nieco szybciej oddychać powoli tracąc oddech. 'Usłyszał' krzyk swoich sióstr i huk zderzających się samochodów. Na chwilę zacisnął powieki, wracając do rzeczywistości. Widząc pobocze wrzucił kierunkowskaz i zjechał tam wyłączając silnik. Wysiadł z samochodu i usiadł na ziemi chowając głowę w rmaionach.
- Chyba nie dam już rady - wyszeptał chłopak wtulając się w niego i powoli uspokajając swój oddech. - Pójdę odtąd pieszo... pieszo.
- Gome już nie mogę, nie mogę - rozpłakał mu się trochę, wtulając się mocniej. Jedyne z czego się cieszył to fakt że był na tyle przytomny by zjechać na pobocze.
- Ja chyba nie dam rady teraz wsiąść do samochodu - zacisnął dłonie w pięści, spuszczając głowę. Na samą myśl dostawał zimnych dreszczy. Zaśmiał się cicho. - Masz beznadziejnego faceta.
Podał mu swój telefon, nadal się do niego tuląc. - Czekoladę i lody - odparł nie mogąc się zdecydować.
- Uhm dobrze, ale jakąś komedię romantyczną... albo coś spokojnego - poprosił go tuląc się do niego mocno.
Tomo skinął głową wstając i odbierając kask i bez słowa siadając za Junem. Przytulił się mocno do jego pleców zamykając oczy, bo jakoś teraz nie miał najmniejszej ochoty na jakąkolwiek jazdę.
Tomo skinął głową, podążając za Takano. Przebrał się w domu w dresik i z kocykiem przyszedł do salonu siadając na kanapie i czekając na gorącą czekoladę.
- Ale nas nie zabiłem - mruknął do siebie.
- Nie jesteś zły? - zapytał go jeszcze, wtulając się w jego pierś i zlizując najpierw bitą śmietankę.
- Może, może - zgodził się, uśmiechając się do niego słabo. Przytulił się mocno oglądając film i pijąc czekoladkę.
Tomo już się nie odezwał tylko skupił się na oglądaniu filmu, który znał na pamięć. Uśmiał się trochę, dopijając czekoladkę i samemu biorąc sobie trochę lodów.
- Tak jest! - odkrzyknął mu, przynosząc im obu po porcji i wracając do swojej pozycji, wtulenia w Takano.
- Serio? - spojrzał na niego zaskoczony. - Ale dlaczego truskawkowe? Ja tam wolę samą śmietankę, truskawki jedynie w postaci owocu - przyznał się ze śmiechem, bo on sobie nałożył trochę czekoladowych lodów.
Tomo skinął głową na znak że rozumie i że nie ma nic przeciwko. Każdy miał swoje smaki. Uśmiechnął się lekko przymykając oczy. Przysnął mu pod koniec filmu.
Tomohisa spał do samego rano budząc się skoro świt. Zrobił dla Takąńóśniadanko i poszedł do pracy, otwierać piekarnię.
- Hej, hej - przywitał się z nim Tomo, wyciągając świeżą porcję bułeczek z pieca położył tacę na dużym stole i ucałował krótko Takano, zanim wrócił do pracy.
Maluch siedział już i czekał na niego przed szkołą płacząc cicho. Spadł wcześniej ze schodków ale nikomu nie powiedział bo chciał być dzielny i nie martwić nikogo ale jego lewa nóżka napuchła mocno i strasznie bolała. Jak zobaczył Takano podniósł się i rozpłakał jeszcze mocniej, bo noga bolała za każdym razem jak się na nią stawało.
- Boli nóżka tatuś, tak bardzo, bardzo - chłopiec już nie kontrolował potoku łez. - Nie powiedziałem pani - dodał potrząsając głową przecząco. - Przewróciłem się - wyjaśnił zawstydzony.
- Tatusiu przepraszam - chłopiec otarł oczki starając się być dzielnym. No bo przecież nie będzie płakał przy babci.
- Ojej co się stało? - kobieta zaraz ich przyjęła oglądając nóżkę malucha. - Pójdziemy na prześwietlenie. Ale myślę że to tylko skręcenie.
- Tatuś nigdy nie płacze - zauważył pociągając jeszcze noskiem, bo jednak bolało dość porządnie. Kobieta wzięła malca na prześwietlenie i po stwierdzeniu skręcenia kostki włożyła mu nóżkę w gips.
- Zalecam tydzień zostać w domku - poczochrała Yuye po włoskach. - Jeść dużo dobrych potraw i być rozpieszczanym przez dorosłych - dodała.
- Jak się dowiem że był za mało rozpieszczany to przyjadę i na tyłek wleję - oznajmiła śmiejąc się przy tym i poklepała lekko Takano po plecach. - Po tygodniu może zacząć chodzić do szkoły, ale gips ściągniemy za 3 tygodnie.
Prześlij komentarz