Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3401 – 3600 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Przez ten tydzień w domku, lepiej żeby nie chodził - odparła spokojnie. - A potem o kulach - dodała z lekkim uśmiechem. - Tata Tomo-chana powinien mieć dziecięce kule u siebie...
- Ale tatuś to takie wstydliwe - odparł chłopiec, pozwalając Takano wziąć się na ręce. Przytulił się do niego mocno. - A mogę jechać z przodu? Proszę...
- No bo po prostu byłem fajtłapa... i poślizgnąłem się na skórce od banana - wyjaśnił całkowicie czerwony na twarzy. - Tatuś przepraszam, że ci tyle kłopotu robię.
- I nadal będziecie mnie kochali tak mocno? - zapytał go cicho, patrząc na niego uważnie. To było dla niego bardzo ważne pytanie.
- Bardzo mocno kocham tatuś. Bardzo mocno - uśmiechnął się do niego szeroko. - Postaram się być grzecznym synkiem.
- Kocham cię tato - powtórzył maluch, ciesząc się jak tylko zobaczył domek. Tomo akurat wychodził z piekarni więc zaraz do nich podbiegł.
- Yuyuś! - otworzył drzwi od jego strony i uniósł lekko brew. - Ojej co się stało? - zapytał ich obojgu, pomagając chłopcu wyjść z samochodu. - Zrobiłem dzisiaj dla was ramen.
- Oh biedak mój mały - ucałował chłopca otwierając im drzwi przed nosem. - To się dobrze składa bo na deser też już dla was co nieco mam. Zrobiłem torcik lodowy - uśmiechnął się lekko.
- No dobrze, ale... moje ma... mama i dziadek - wymamrotał, jakoś nie mając ochoty odwiedzać dziadka. Nadal mu nie wybaczył tego ukrywania tak ważnej informacji. Nałożył trzy porcje ramenu i podał dwie Takano, samemu zanosząc tylko jedną plus szklanki do picia wody. - Hm... wezmę sobie urlop... od jutra na trzy dni - oznajmił nagle. - Będę rozpieszczać mojego Yuyę i skończymy razem piosenkę.
- Ano i pójdziemy na spacer. Wyciągniemy mój wózek - zdecydowal wesoło. - Będzie fajnie. Poplotkujemy o tatusiu - poczochrał Yuyę po włosach. - No i porobimy zadania to jasne.
- Oj tam oj tam poplotkujemy - potwierdził Tomo puszczając do małego oczko i zabierając się za jedzonko. - Na obiadek też coś wymyślimy.
- Naprawdę/1 - Tomo upuścił łyżeczkę i spojrzał zaskoczony na mężczyznę. - Mówisz poważnie, czy tylko żeby mnie połechtać?
- no dobrze, nie będzie za często ale może... raz w miesiącu? - zaproponował taką umowę całując takano mocno z radości.
- Lubię jak się nie kłócicie - oświadczył wesoło Yuya.
- Tatuś? A zagramy jutro w chińczyka? - zapytal go po chwili z wielkim uśmiechem.
Wieczorem Tomo pomógŁ Yuyi się umyć, po czym sam wszedł pod prysznic. Trochę zbyt gorąca woda zakręciła mu w głowie, przez co się przewrócił, uderzając głową w kafelki.
- Taka-chan! - krzyknął czując że potrzebuje pomocy i zastanawiając się po drodze czy nie przesadził tego dnia z żywiołowością. - Taka-chan! - krzyknął znowu, kiedy ujrzał krew. Starał się nie ruszać. Głowa ucierpiała a z tym nie było żartów.
- Taka-chan, ja nie chcę do szpitala - odparł mu cicho Tomo, nie ruszając się jednak, chociaż był spanikowany. W końcu leżał nagi na posadzce. - Zakręciło mi się w głowie... nie zjadłem śniadania - przyznał mu się. - I dużo pracowałem...
- Miałem zjeśc ale zapomniałem o tym... było tyle pracy - wyjaśnił cicho, kaszląc trochę. - Dlatego... dlatego chciałem... te parę dni urlopu - dodał po chwili, starając się mówić cały czas.
- Ja tylko mam nadzieję, że Yuya się w ciebie nie w da Tomo - westchnęła kobieta, wyraźnie drżąc ze strachu. Wzięła kilka głębokich oddechu zanim zaczęła oględziny. - Będzie trzeba szyć - stwierdziła cicho.
- Nie powinno, ale z dwa dni w łóżku powinien poleżeć - stwierdziła, podąąc Tomo lek przeciwbólowy. Nie będzie przecież go szyła na żywca.
Nie ODPOWIEDZIAŁA MU> Niwe miała wyjścia. Musiała szyć na miejscu. W innym wypadku Tomo mógł stracić za dużo krwi. Ułożyła go w pozycji bocznej ustalonej i zaczęła mini operację. Czuła jak chłopak stara się nie krzyczeć z bólu mimo leku, ale nic nie mogła na to poradzić. Skończyła pół godziny później, bandażując mu głowę.
- Takano? - zapytała wstając i idąc po niego. - Położysz go do łóżka? - poprosiła. - Będzie go bolała głowa - dodała, zabierając się za sprzątanie krwi z ich łazienki.
- Wyjdzie z tego, ale musi się oszczędzać. Żadnych urazów głowy w najbliższym czasie - odparła kończąc sprzątanie. - Jak poczuje że boli głowa to do łóżka. Bo z głową nie ma żartów.
- Powinien iść do szpitala - przyznała szczerze. - Boję się o niego, bo ten uraz mógł uszkodzić mu wzrok, słuch... pamięć może nie bo cały czas opowiadał i był przytomny więc wykluczam to - odetchnęła głęboko. - Ale nie było czasu, nie mogłam go zabrać do szpitala - dodała. - A teraz lepiej żeby leżał. Tylko Takano jak zauważysz cokolwiek, albo Tomo ci powie że coś jest nie tak, albo gdyby migreny nie przeszły przez tydzień to zabierz go do szpitala.
- Pojadę już - odparła zaglądając jeszcze do sypialni żeby sprawdzić stan Tomo. - Ale po tygodniu i tak przyjedźcie... zdejmę mu szwy - stwierdziła w końcu.
W nocy Tomo ściągnął z niego kołdrę, okrywając się nią całkowicie bo było mu trochę zimno. Temperatura trochę dawała mu się we znaki.
Tomo złapał go za rękę i przytulił ją do swojego policzka otwierając powoli oczy.
- Taka-chan... - spojrzał mu w oczy. - Jutro... pójdziemy na spacer?
- Gome... nie rób tego - ściągnął ręcznik z czoła i usiadł na łóżku krzywiąc się z bólu. - Połóż się proszę.
- Kocham cię - chłopak posłusznie zjadł kawałek chlebka, po czym wziął leki popijając je wodą. - Uhm mogę się lekko przytulić? - zapytał go zaraz.
- Dobrze słyszę, trochę zamazany obraz mam - wymamrotał, ale uznał że to przez temperaturę. Przytulił się do niego leciutko.
- Ale nie dzwoń jeszcze, bo jak mam gorączkę to zawsze widzę rozmazany obraz... - odparł cicho, przytulając się do niego. - Ale powiem ci jak minie temperatura...
- Dobrze - wtulil się troszkę mocniej zasypiając w końcu.
Tomo spał wyjątkowo długo, budząc się dopiero o 9 rano. Ziewnął szeroko siadając i zaraz opadając na poduszki. Jednak głowa jeszcze dokuczała. Wziął sobie książkę leżącą na półce i zaczął czytać.
- Chyba lepiej - uśmiechnął się do niego. - To jest głowa nadal boli, ale już się w niej nie kręci.
- Ej no... to co ja mam robić jak czytać nie mogę - naburmuszył się trochę, smakując jego potraw. - Mhm pyszne - pochwalił go. - Wiesz że ja nie lubię odłogiem leżeć i nic nie robić.
- Przynieś, porozmawiam sobie z maluchem i poczytam mu ksiązkę - zdecydował z wielkim uśmiechem.
- Chyba tak, nie czuję żeby coś gorzej było. Słyszę też normalnie - uśmiechnął się do niego. - Uhm Taka-chan... dziękuję za pomoc wczoraj.
- A mogę mieć dzisiaj zachciankę? - zapytał go zaraz z delikatnym uśmiechem. - Chciałbym dzień tulenia...
- Dobrze moje kochanie, ale potem mnie potulisz? - upewnił się jeszcze, kładąc się na podusiach.
- Tatusiu? - chłopiec złapał Takano za rękę i przytulił się mocno płacząc cicho. - A tam nie będzie burzy? - zapytał, kiedy kolejny piorun trzasnął. Maluch wtulił się w niego mocniej.
Chłopiec otarł łezki, ale przytulił się do Takano jeszcze mocniej przy kolejnym trzasku. Kiedy już znalazł się w łóżku z Tomo, wtulił się w niego.
- Wujku? Ty też jesteś fajtłapa?
- Oj żebyś wiedział. Nie możesz ze mnie przykładu brać pod tym względem - pogroził mu wesoło palcem przed noskiem.
- Możemy pośpiewać - zdecydował Tomo ruszając się po gitarę mimo bólu głowy. Wrócił z nią szybko, kładąc się z powrotem na łóżku. - Yuya zaczyna.
- Oj no przecież leżę - wywrócił oczyma. - Tylko gitara była za daleko. - No dobrze, co śpiewamy? - spojrzał na przerażonego chłopca i zdecydował się na piosenkę dziecięcą o odwadze.
- Naprawdę? - chłopiec spojrzał przez okno, wtulając się mocniej w Takano tak na wszelki wypadek. Tomo natomiast po dwóch piosenkach odłożył gitarę i położył się na łóżku, bo głowa zaczęła porządnie mu dokuczać.
- Tatusia! - odparł entuzjastycznie Yuya, na co Tomo wybuchnął gromkim śmiechem.
- A na przystawkę sphagetti - dodał śmiejąc się pod nosem.
- No żeby tatuś dzisiaj cały dzień był i na obiadek też był i potulił i kochał już całe życie! - wyjaśnił chłopiec strasznie się przy tym czerwieniąc.
- Oh jest kochany - stwierdził Tomo ze śmiechem.
- No to sphagetti chcemy, torcik czekoladowy lawę, lody - zaczął wymieniać Tomo. - Będziesz musiał też wyjść z pieskami. Pobiegasz trochę - ucałował go w nosek. - I zajdziesz do supermarketu, kupisz mi nową mangę.
Tomo podał mu tytuł i kolejny numer tomu ze śmiechem kręcąc głową.
- Ja się dopiero rozkręcam kochanie - posłał mu buziaka w powietrzu.
- Lizaka - poprosił Yuya, nie mając dużych wymagań. - I tatuś? Poczytasz mi dalszą część książeczki na dobranoc?
- A mogę tutaj? - zapytał z nadzieją.
- Pewnie że możesz - Tomo przytulił malucha mocno do siebie. - Dla Yuyi jeszcze takie jogurciki z czekoladą - dodał, bo wiedział że maluch je bardzo lubi.
- Tak! - chłopiec szybko mu przytaknął. - I mogę jeszcze gumę miętową? - zapytał Takano.
- Poczytamy - poprawił go jeśli chodzi o bajkę, a Tomo już nie odpowiedział. Ból trochę go przerósł więc zacisnął mocno powieki i udał że zasnął
- Un ok - Tomo już nie protestował, tylko położył się grzecznie spać. - Kocham was - mruknął jeszcze. Yuya tymczasem zaczął oglądać raz jeszcze zdjęcia małego Takano.
- Kilka - odparł chłopiec pokazując mu pierwsze, gdzie mały Takano siedział za sterami samolotu. - Tatuś, jak to jest lecieć wysoko w niebie? Można poszybować do nieba? Mógłbym zobaczyć mamusię?
- Uhm... szkoda - szepnął cicho, wciąż patrząc na zdjęcie, po czym odwrócił kartkę na inne. - Tatuś... ty już chyba wszystko widziałeś. I słonia, i żyrafę i leciałeś samolotkiem... wszystko!
- Naprawdę? - zapytał go trochę nie wierząc. Był malutkim niedowiarkiem, zwłaszcza jeśli chodzi o dobre rzeczy. - Tatuś jesteś najwspanialszy - przytulił się mocniej. - A mogę zatrzymać zdjęcie tatusia w samolotku?
- Dziękuję! - wtulił się w niego zadowolony. - Tatusiu? A jak będą wakacje to pomieszkamy w dużym domku? Tak na wakacje?
- Ogródek duży był i tatuś obiecał mi huśtawkę - przypomniał z uśmiechem. - I dużo biegania mogło być i mógłbym zaprosić kilku kolegów też - wymienił kilka plusów. - Podobało tatuś, ale tutaj też bardzo podoba - dodał po chwili.
- Tatuś ale ja musze siusiu - odparł zawstydzony, przytulając się do Takano kiedy ten wziął go na ręce.
- Ale ja bym wolał sam iść - wyjaśnił cicho, załatwiając się szybko, myjąc ręce i wracając do Takano na opka.
Tomo dobrze się spało po tabletce. Skorzystał z faktu że głowa nie boli i pospał trochę dłużej niż zamierzał, bo kiedy się obudził była juz 18. Ziewnął szeroko.
- Taka-chan?! - zawołał go na chwilkę.
- mhm a mogę dostać buzi najpierw? - zapytał go po czym skradł mu buziaka zanim ten zdołał się zorientować. - Spało się świetnie - uśmiechnął się biorąc miskę ze sphagetti i smakując obiadku. - Pychotka.
Posunął mu się na łóżku, chcąc się odrobinę przytulić.
- Hm... ma babcię i wujka. Wujek go nie chciał, a babcia jest w domu starców z tego co wiem, ale agencja adopcyjna nie chciała mi podać namiarów na nią - mruknął niezadowolony. - Eh... no bo dzisiaj taki dzień. Jego rodzice zginęli podczas burzy...
- Dobrze, nie mam nic przeciwko - ucałował go w policzek. - O ile mnie z tej funkcji nie wyyrzuciłeś - dodał zaraz ze śmiechem. - Maluch pewnie jeszcze trochę czasu będzie bał się burzy. Uhm jakby co to weźmiemy go do siebie do łóżka albo ktoś pójdzie z nim spać, prawda?
- Jak będziemy w szpitalu to zrobię sobie prześwietlenie i badanie wzroku też dobrze? I słuchu - mruknął po dłuższej chwili. - Żeby mieć pewność że na pewno wszystko gra.
- Nie, nie - potrząsnął przecząco głową. - Tylko... ja po prostu chyba trochę się boję, że nie zauważyłem - zaśmiał się pod nosem. - Głupi jestem ale... zawsze coś mi się dzieje i to dziwne że nie ma żadnych konsekwencji. Rozumiesz ni? Przyzwyczaiłem się i... trochę się boję, że to takie złudzenie.
- Ale zrobie te badania - uparł się, przytulając się do neigo mocno. - Zrobię - zagroził mu palcem.
Tomo skinął lekko głową, odkładając pusty talerz na stół, po czym przytulił się do Takano ze wszystkich swoichg sił.
- Kocham cię, wiesz? - zapytał go, całując jego wargi. - W wakacje odwiedzimy twojego brata w Korei i... może jeszcze Australia? Chciałbym zobaczyć Sydney... i kangurki.
- No pewnie,że się da. Poza tym ja chciałem pojechać do Tokio i popracować nad płytą jeszcze - przyznał z uśmiechem. - No ale możemy mieszkać u ciebie w wakacje zgodził się. - To będzie miła odmiana.
- Uhm... myślałem, ale jeszcze nie wiem Taka-chan - schował głowę w jego koszuli. - Na razie chcę skompletować materiał na nią. Ponagrywać i zobaczyć które piosenki wybrać, a które zostawić - mruknął. - Chcę to zrobić w wakacje, więc wtedy pewnie mnie nie będzie. Z tydzień, może dwa... ale poza tym będę - obiecał mu.
- Obiecuję - wtulił się w niego mocno. - Będę na skypie z wami rozmawiać, a może pojedziecie wtedy do Tokio na jakiś weekend żeby tatę odwiedzić - zaproponował.
- Albo na dwa, albo na trzy - ucałował go mocno, przytulając się lekko. - Ale do trasy to jeszcze... najpierw będzie trzeba mnie wypromować.
- Wiem, waga jest najważniejsza - zgodził się z nim, bo mimo poprawy nadal nie był w pełni sprawny i nie chciał wracać do poprzedniego stanu rzeczy. - Mogę dostać jeszcze jedną przeciwbólową tabletkę?
- Uhm... przyszłe wakacje? Trochę szybciej niż przyszłe wakacje? - zaproponował cicho, bo chciał go mieć w jakieś cieplejsze miesiące. Przełknął tabletkę, kładąc się do łóżka i przykrywając mocniej kołdrą.
- nie jesteś zły? Że tak długo? Uhm no bo ja bym chciał żeby było cieplutko już, żeby ładną pogodę mieć podczas miesiąca miodowego - uśmiechnął się lekko.
- Uhm dziękuję - ucałował go jeszcze raz ze wszystkich sił, po czym przymknął oczy powoli zasypiając.
- Porysuje sobie - uśmiechnął się chłopiec, po czym zabrał się za rysowanie domku. - Tatuś? A możemy kiedyś odwiedzić mamusię na cmentarzu? - zapytał go cichutko.
- Ale na pewno tatusiu? Bo ja was bardzo mocno kocham - odparł cichutko, przytulając się do Takano. - Ale mamusię i tatusia też kocham - dodał zaraz. - To nie jest źle, prawda?
- Dziękuję tatuś - chłopiec uśmiechnął się bardzo szeroko, po czym pokazał mu rysunek, na którym narysował ich troje przed domkiem.
- A mogę jeszcze dorysować pieski? - zapytał zabierając rysunek Takano i jeszcze się nad nim pochylając by starannie dorysować pieski. - Tatusiu a mogę iść z tobą na spacerek? Albo pojechać na wózku wujka? Bo ja bym chciał coś wujkowi kupić.
- Bardzo, bo wujek ma dzisiaj imieninki - zauważył cichutko, pokazując na kalendarz. - Chciałem wujkowi zrobić malutki torcik z tatusiem - dodał zaciskając lekko wargi.
- Un ale mogę pomagać, prawda? - zapytał chcąc koniecznie pomóc Takano. Położył rysunek na stolik, kiedy już skończył.
- A mogę? - Yuyi oczka się zaświeciły z radości, po czym oddał Takano obrazek by ten go oprawił.
- Ładny nam wyszedł - Yuya bardzo lubił bawić się w kuchni więc teraz z zachwytem patrzył na torcik. - Wujkowi się spodoba na pewno i posmakuje - uśmiechnął się szeroko. Chwilę później usłyszeli otwierane drzwi od pokoju Tomo. Chłopak podtrzymując się trochę ścian szedł powoli do łazienki.
- Przepraszam - mruknął Tomo, wychodząc z łazienki i łapiąc się mocno Takano. - Kręci mi się w głowie - przyznał się.
- Taka-chan... przytul mnie proszę. Śnią mi się koszmary - wyjaśnił cicho.
- Ten wujek, którego spotkaliśmy na urodzinach mamy. To co mi robił... jestem w snach znów małym chłopcem - uśmiechnął się krzywo. - Ja wiem, że nigdy więcej się to nie zdarzy, ale... - przytulił się do niego. - Po prostu się śni.
- Wiem, tylko to wróciło i no nie lubię tych snów - przyznał mu cicho. - Dlatego... uhm możesz mnie trochę potulić? - zapytał go cicho.
- To idź do niego - uśmiechnął się lekko. - Tylko potem najlepiej obaj wróćcie - poprosił go.
Tomo uśmiechnął się do nich, podciągając się na łokciach.
- A z jakeij to okazji? - zapytał zdziwiony.
- Dziękuję - Tomo wziął obrazek do rąk z zachwytem. - Śliczny, dziękuję - ucałował mocno chłopca przytulając go do siebie. - Powiesimy w studiu nagrań, dobrze?
- No pewnie że mi się podoba - ucałował go znowu, odkładając ramkę na szafkę nocną, zeby nic się nie stało z obrazkiem kiedy będzie jadł. - Hm... do Korei i do Australii, a ty?
- Pewnie, że nie. Możemy mieszkać całe wakacje w dużym domku - ucałował malca w czoło, ale zaraz go puścił kładąc się na poduszkach. - Do Korei pojedziemy na tydzień - dodał z uśmiechem. - Australię możemy odpuścić w tym roku - poczochrał go po włoskach.
- Bo obawiam się, że ze wszystkim nie zdążymy więc chciałem pójść na kompromis - uśmiechnął się lekko. - Uhm bardzo - przyznał cicho. - Ale nie martw się, przejdzie - pogłaskał go po włoskach. - Hm... poczytasz mi książeczkę Yuyuś? - zaproponował chcąc żeby maluch trochę poćwiczył czytanie.
- Pomogę - obiecał mu, kładąc się na boku, by widzieć tekst przed sobą. - Taka-chan położysz się z nami? - zapytał jeszcze mężczyznę, chcąc go mieć przy sobie.
Tomo pomagał mu tak długo aż skończyli cały rozdział, po czym z uśmiechem przytulił do siebie malucha. - Widzisz? Poradziłeś sobie świetnie - oznajmił. - Uśpiłes tatusia. Musiał być bardzo zmęczony.
- Kochanie nic się nie stało. To nie twoja wina - uśmiechnął się do niego odkładając książeczkę na stolik. - Wiesz to ja jestem ten okropny co to się przewrócił głupio - uśmiechnął się szerzej.
- Tak, tatuś często opowiada bzdurki po francusku - zgodził się z nim śmiejąc się pod nosem. - Ale wiesz... tatuś niezależnie od tego jak bardzo go wymęczymy i tak będzie nas kochał - puścił do niego oczko. - Choć skarbie, spróbujmy się przespać.
- Tatuś powiedział, że jesteś jego kochaną łamagą - szepnął jeszcze chłopcu do uszka.
Tomo obudził takano o 4 nad ranem, całkowicie spocony i w gorączce.
- Taka-chan - szepnął cicho. - Strasznie mi zimno, głowa boli strasznie mocno - przytulił się do niego mocniej.
Tomo skinął lekko głową, biorąc kilka kęsów chlebka i przełykając je. Wszystko go bolało. Postarał zjeść jak najwięcej, potem lekko opadając na poduszki.
- Taka-chan gome - wymamrotał czując łzy zbierające mu się pod powiekami. - Strasznie boli.
- Nie chciałem cię budzić... ale już nie mogłem wytrzymać - wyjaśnił mu cicho, oddychając głęboko i przymykając oczy.
- Uhm ale ja tak nie mogę... bo cię kocham i nie chcę cię męczyć - wyjaśnił cicho.
- Tak strasznie nie chcę cię stracić - Tomo rozpłakał mu się dość porządnie, łapiąc go za rękę. - Nie chcę, zostań ze mną...
Tomo skinął głową, wciskając się w niego mocno by nie widział, że nadal płacze. Łzy same leciały i nie chciały przestać.
- Kocham cię, kocham, kocham - powtórzył parę razy, zaraz potem zasypiając.
Tomo spał dość długo, a kiedy się obudził zachowywał się cicho nie chcąc budzić Takano. Wstał w końcu z łóżka i poszedł do Yuyi, żeby maluch nie czuł się samotny. Przytargał ze sobą wózek i zaczął uczyć małego jak powinien się na nim poruszać.
- Uczymy się jeździć na wózku - odparł Tomo, pomagając Yuyi zejść z pojazdu i usiąść na łóżku. - Co dobrego dla nas masz? - zainteresował się.
- Tatusiu? A czy ja mógłbym dostawać tygodniówkę? - zapytał go nagle chłopiec. - Nie dużą - zaznaczył zaraz. - Tylko troszkę, na gumę albo picie w szkole - wyjaśnił cicho. - I bym sobie odkładał piniążki.
- Tylko nie przesadź z wielkością - poradził mu z uśmiechem Tomo, biorąc swoją jajeczniczkę i zaczynając jeść.
Tomo wzruszył lekko ramionami.
- Ja dostawałem 500 jenów tygodniowo - odparł tylko, to było dośc mało ale w Yukan raczej nie było co kupować, więc dało się odłożyć. - To nie wiem może 800, albo 900? - zaproponował nie znając się jeszcze na tym.
- Dziękuję - chłopiec uściskał Takano i Tomo z całych swoich sił. Dla niego to 900 yenów było strasznie dużo, bo póki co jeszcze nie znał dobrze wartości pieniążków. - Będę odkładać - obiecał z uśmiechem.
- Ale nie muszę wszystkiego odkładać? - zapytał zaraz.
- Oczywiście że nie musisz. Ty rządzisz swoimi pieniążkami - poczochrał go Tomo.
- Dobrze! Ale wujek umie lepiej dużo... i nawet takie różne dziwne ewolucje - odparł pociągając noskiem.
- Oj no bo kochanie ja to już kilka razy na wózku siadałem. Tobie tego nie życze - odłożył talerzyk po jajecznicy.
- Dobrze - Yuya szybko się zgodził już nie mogąc się doczekać poniedziałku.
- Ne, Taka-chan... - Tomo wstał i wtulił się w niego, by ten go podtrzymał trochę. - Ale pojedziesz ze mną na kontrolę prawda?
Yuya z uśmiechem na nich popatrzył siadając na wózku i zaraz powoli wyjeżdżając z pokoju, by pokazać że jest już mobilny.
- Ok - uśmiechnął się do niego, nadal się wtulając. - Daliśmy ci dzisiaj pospać troszeczkę - uśmiechnął zawadiacko. - Bo cię bardzo kochamy.
- Na pewno? - zapytał go, patrząc na jego podkrążone oczka. - Bo nie wyglądasz w porządku.
- Już ci mówiłem, że to jest awykonalne... nie da się nie przejmować - pogłaskał go po głowie wstając. - Poleżę w salonie dobrze? - zaproponował z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję - ucałował go w policzek, gryząc się w język, by mu nie powiedzieć, że przecież sam da radę.
- Nie słonko, wszystko mam co mi potrzeba - sięgnął po pilota i zaczął skakać po różnych programach, szukając czegoś dla siebie.
- Na pewno kotuś - uśmiechnął się do niego, oglądając jakiś głupi film. Odetchnął głęboko przysypiając trochę na nim godzinkę później. Yuya tymczasem uznał że umie na tyle jeździć że może wyjść na dwór.
- Tatuś? Mogę iśc pobawić się z Maksiem?
- No dobrze - chłopak trochę posmutniał ale się nie sprzeciwił. Pojechał tylko do pokoju zadzwonić do Maksa i mu powiedzieć, że plany się zmieniły.
Tomo obudził się akurat na obiadek. Nosek go nie zawiódł. Coś pachniało przepysznie.
- Taka-chan? Co dobrego dzisiaj jemy? - zapytał go kiedy tylko zauważył go w drzwiach.
- Mogłeś zrobić, to bym zjadł jeszcze na kolację - przysunął się, żeby dać mu buziaka ukradkiem. - Poza tym jesteś ty głodomorku i Yuya, który nam rośnie - dodał z uśmiechem. - Tylko ja jem jak królik.
- Bardzo dobrze mi się spałlo. Tym razem bez żadnego koszmarka - uśmiechnął sie delikatnie i pogłaskał go po policzku. - Mou... a mogę sobie zostawić troszkę na kolację?
- Przecież się mocno staram - zauważył cicho. - Nie musisz mnie aż tak pilnować. Tylko troszkę.
- Tatusiu? A Maksik też może zjeść? - chłopiec wyjechał z pokoju przypominając Takano, że przecież to był jego własny pomysł by zaprosić tu chłopaka.
- Smacznego - odparli mu chórkiem. Tomo zabrał się za jedenie, dopiero w polowie wymiękając.
- Proszę pana - Maks przyniósł resztę talerzy żeby trochę pomóc. - Mogę wziąć Yuyę na spacer? Nie pójdziemy daleko - obiecał szybko. Proszę!
- Un no bo tata przyjdzie i na plażę pójdziemy - odparł Maks, patrząc na niego wyczekująco.
- Ale my chcieliśmy na dworze pobyć - odparł cicho Maks, bo to on został wysłany do proszenia. Yuya uznał, że on jest na pozycji straconej.
- Dobrze - chłopiec uśmiechnął się szeroko idąc do pokoju, gdzie Tomo grał w karty z Yuyą.
Yuya popatrzył na Tomo błagalnie, a ten odchrząknął.
- Tata tu rządzi dzisiaj - odparł Tomo, uznając że lepiej się nie wychylać. On nie był odpowiednią osobą do takich zakazów. W końcu sam je łamał i Yuya to wiedział.
- Ale tatuś... - Yuya zrobił smutną minkę i popatrzył na Takano smutno. - Dlaczego? - zapytał jeszcze, ale Maks wziął go za wózek i poszedł z nim do pokoju chłopca.
- Eh no nie złośc się. Jakbym mu zabronił, to byłbym hipokrytą... przecież sam często łamię takie zakazy - wymamrotał Tomo.
- Dobrze kochanie - ucałował go mocno. - A jutro sam z nim pójdziesz na spacer - dodał przytulając sie do niego.
- Nie wiem... może chcieli po prostu nie być pod nadzorem dorosłych - ZAŚMIAŁ SIĘ CICHO> _ Uhm ja raczej jeszcze zostanę. Nie czuję się najlepiej.
- Nie wydurniam się... - wymamrotał cicho, przytulając się do niego. Zamknął oczy, wdychając jego zapach. - Moje kochane.
- Uhm gome ze ccie obudziłem - przytulił się do niego mocniej. - Ale tak bardzo źle się czułem - wyjaśnił mu, po czym ucało wał jego wargi.
- Wszystko slyszę i widzę - potwierdził mu żeby ten się za mocno nie martwił. - Kochanie? A jak będzie wszystko grało to ty odpoczniesz a ja porobię jedzonko.
- Wiem, wiem ale ja sie zanuuudzę - wymamrotał. - Ja nigdy tyle się njie leniłem co teraz...
= Ale uważałem no... tylko prywsznic mnie nie lubi, to wszystko - wywrócił oczyma po czym odetchnął głęboko. - Pójdę się położyć dobrze?
- No taką mi łazienkę zmontowałes to mnie nie lubi - pokazał mu język pozwalając mu się zanieść do pokoju. - Kochanie... uhm trochę mi zimno - przyznał chowając się pod kołderką.
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Pójdę chyba trochę pospać... - uśmiechnął się do niego i ucałował go lekko. - Zrób chłopcom coś dobrego na poprawę humorków.
Chłopcy śmiejąc się wesoło usłyszeli pukanie dopiero po kilku chwilach, zaraz szybko otworzyli mu drzwi.
- Tatuś, zobacz na tego kangurka - Yuya pokazał Takano film, który oglądali właśnie o kangurach, oboje zafascynowani do granic możliwości.
- Dobrze tatusiu - chłopiec uśmiechnął się szerzej. - Piciu, soczku - poprosił zaraz, a Max skinął główką że on też by się napił troszkę.
- Tatusiu? Kocham cię tato - oznajmił jeszcze chłopiec nalewając soku do kubków i wracając do zabawy razem z Maksem.
Tomo obudził się pod więćżór z dość wysoką temperaturą. Nie zdążył jednak zawołać Takano, bo zakręciło mu się w głowie i szybko stracił przytomność. Tymczasem po Maksa przyszli rodzice.
Tomo nie obudził się podczas nawoływania. Był wyraźnie spocony. Dało się też zauważyć krew wypływającą mu z nosa.
[mam dziś morderczy humor...]
[mam kiepski dzień, boli mnie wszystko :( ]
- Babcia nie odbiera tatuś - chłopiec przyjechał do niego z telefonem. - Zadzwoniłem po wujka Juna - dodał zaraz, bo sam stwierdził że będzie trzeba jechać z Tomo do miasta.
[nie, nie : ) ]
Yuya cofnął się odruchowo trochę przestraszony. - Bo...bo... bo tatuś musi...musi jechać z tyłu... z wujkiem Tomo, żeby...żeby nie umarł! - krzyknął w końcu swój powód dla alarmowania Juna i ze łzami w oczach pojechał do salonu, nie chcąc już przeszkadzać nikomu.
- Ja z nim zostanę - zaoferował się Ryu. - Zrobimy lekką kolację, a potem go położę - dodał spokojnie. - O nic się nie martw - poradził, po czym ucałował Juna mrucząc mu żeby jechał ostrożnie i dał znać co i jak.
***
Tomo ocknął się w samochodzie z krótkim krzykiem. Nie wiedząc gdzie jest spróbował się podnieść, ale to tylko przyniosło dodatkowy ból.
Tomo zatkał szybko uszy dłońmi krzywiąc się, bo każdy dźwięk przychodził ze zdwojoną siłą. Wypowiedź Takano była jak huk, a warczenie silnika dosłownie go ogłuszało. Długo tego nie wytrzymał. Stracił przytomność kiedy Jun zaparkował samochód.
Niestety, kobieta jeszcze nie wyszła z sali operacyjnej, ale zainteresował się nimi inny lekarz, od razu biorąc chłopaka na nosze i zabierając go na badania.
Lekarz zaprosił Takano do swojego gabinetu, kiedy tylko zbadał dokładnie Tomo. Poprosił go o zajęcie miejsca, pokazując rentgen czaszki chłopaka.
- Uderzenie w głowę nie jest przyczyną jego stanu - oznajmił na samym początku. - Uaktywniło tylko ten obszar - pokazał go na zdjęciu. - Tomohisa ma nowotwór - mruknął. - Właśnie badamy to czy jest on złośliwy, ale nie wygląda na taki - dodał chcąc jakoś uspokoić Takano. - Będziemy musieli tylko zastanowić się jakie powziąć działania.
[i tak oszczędzam... nie dałem złośliwego nowotworu ]
- Da się. Jeśli potwierdzi się moja hipoteza to jest to całkowicie wyleczalne. Trzeba jednak działać od razu, zanim guz się rozrośnie - dodał zaraz. - Są dwie opcje leczenia. Jednym sposobem jest operacja, drugim chemioterapia - wyjaśniał dalej. - Chemioterapia twa dłużej i jest bardziej inwazyjna. Jednak jest pewniejsza. Szansa na to, że słuch pana Kurosagiego nie zostanie uszkodzony wynosi 45%. Jednakże przy wadze pana Kurosagiego te procenty jeszcze maleją. Natomiast operacja... nie daje gwarancji pozbycia się nowotworu całkowicie. Zawsze istnieje szansa na to, że zostanie od niedokładnie wycięty. Zawsze może coś pójść nie tak - wyjaśnił ciężko. - Jest pan jego mężem? Bratem? Rodziną? Na jakiekolwiek leczenie będzie potrzebna mi zgoda kogoś bliskiego.
- Dobrze, w takim razie to wszystko. Poinformuję pana jak przyjdą wyniki - obiecał odprawiając Takano i z ciężkim westchnieniem wracając do zdjęć Tomo. Uznał, że dobrze się stało. W końcu w każdej chwili nowotwór może przerodzić się w złośliwy.
[no widzisz xD jak chcem to potrafiem xD]
Mama Tomo znalazła go takiego pół godziny później. Objęła go mocno ramieniem i przytuliła do siebie chwilę nic nie mówiąc.
- Chodź - szepnęła w końcu. - Obudził się. Ma trochę niższą temperaturę.
- Szzz - pogłaskała go po głowie. - I w takim stanie mu pomożesz - szepnęła mu do ucha. - Rozmawiałam z nim. On nie chce chemioterapii, operacji też nie chce - oznajmiła ciężko. - Boi się tak samo mocno jak ty czy ja... - dodała, przytulając go mocniej. - Jak będziesz gotowy to idź do niego - poprosiła, po czym więcej się nie odezwała, cały czas go tuląc do siebie.
- Musi, ale on nie chce... a póki jest przytomny i dorosły ja nie mogę zrobić nic - westchnęła ciężko. - Może tobie się uda... ciebie ostatnio częściej słucha - mruknęła. - Albo ten jego przyjaciel Jun...
- Nic mi nie powiedział - odparła ciężko. - Ale podejrzewam, że ma to związek z muzyką... tak czy siak nie ma pewności, że słuchu nie straci.
- Drugie piętro, sala 301 - odparła patrząc na niego uważnie. - Ale dasz sobie radę? Jak się nie czujesz to nie idź - poradziła mu.
- Taka-chan... - Tomo szepnął cicho, nawet nie ruszając się z miejsca. Nie próbując siadać. - Gomene... próbowałem...cię zawołać - wychrypiał, biorąc co jakiś czas długi oddech. - Nie pamiętam...kiedy zemdlałem... - wyszeptał. - No i... i nie jadłem...kolacji. Gomene...
Potrząsnął przecząco głową, czując łzy na policzkach. Nie chciał o tym słyszeć. Nie chciał.
- A Yuya? - zapytał chcąc jak najszybciej zmienić temat.
[dobranoc :*]
Tomo znowu potrząsnął przecząco głową jakby się na tym zacinając.
- Nie chcę operacji, nie chcę...
- Ale...ja nie mam szczęścia - przypomniał mu cicho, wyciągając dłoń z jego uścisku. Zsunął z niej pierścionek i podał go Takano. - Nie chcę... stracić słuchu... to jak koniec życia...
- Nie chcę - jęknął nie mając siły na niego krzyczeć. - Spada mi... - dodał zamykając oczy. Nie chciał go tylko zgubić. - Którego?
- I wziąłbyś chemioterapię? - spojrzał na niego wyraźnie zmęczony. - Nie chcę stracić słuchu - powtórzył cicho.
- I to byś wybrał? - chciał jeszcze wiedzieć, czując że temperatura znów zaczyna go zżerać. Otarł szybko krew z nosa. - Nie chcę tu tyle leżeć. Chcę pojechać z wami na wakacje...
- Un... nie idź - złapał go mocniej za rękę walcząc z ogarniającą go ciemnością. - Nie idź.
Kobieta wróciła wraz z nim do sali i zwiększyła Tomo dawkę morfiny, dodając do tego jeszcze coś na sen. Chłopak zasnął pięć minut później.
- A zawiadomiłeś już Yuyę? - zapytała go spokojnie. - Maluch pewnie spać nie może. Przecież on wszystko odbiera ze zdwojoną siłą.
Yuya odebrał już po drugim sygnale.
- Tatuś? Jak się czujesz? A wujek jak się czuje? Jeszcze jesteś na mnie zły? - zarzucił go pytaniami.
- Ani trochę? Nawet że zadzwoniłem po wujka Juna? - chciał wiedzieć maluch. - Uhm to ja już zacznę robić - stwierdził zaraz.
- Ale wróć tatusiu - chłopiec pociągnął jeszcze noskiem i wyłączył się zanim się rozpłakał, przytulając się mocno do Ryu.
Mama Tomo załatwiła mu krzesło, by nie musiał klęczeć i koc, w razie gdyby zrobiło mu się chłodno, po czym wyszła bo musiała się chwilę przespać. Była na nogach ponad 24 godziny.
***
Tomo obudził się rano, kiedy jeden z lekarzy zaczął sprawdzać jego stan. Podpisał zgodę na leczenie, opadając z powrotem na poduszki.
- Kiepsko - przyznał mu się z delikatnym uśmiechmem, przymykając oczy. - Jedź już do domu - poprosił go zaraz. - I... nie przyjeżdżaj codziennie kotek.
- Przytulisz ode mnie Yuyę? - zapytał go jeszcze, nie otwierając oczu. - Będe jadł to co dostanę - obiecał z lekkim uśmiechem.
- Taka-chan... - złapał go jeszcze za rękę chwilę go za nią trzymając. - Możesz mi też przywieźć gitarę?
Tomo otrzymywał chemioterapie codziennie. Po tygodniu schudł mimo, że starał się jeść więcej. Wymioty nie służyły jego wadze. Jednakże jego mama była zadowolona wynikami, jakie osiągnął. Cały czas kontrolował swój słuch. Przetarł zmęczone oczy siadając na swoim łóżku.
- Heej - uśmiechnął się do niego lekko, wstając z łóżka i wtulając się w niego bo troszeczkę się za tuleniem stęsknił. - Kocham cię, ale... ale schudłem - postanowił nic przed nim nie ukrywać.
- Powiesisz mi je na ścianie? - zapytał go zaraz, pokazując mu parę laurek które dostał od Yuyi, bo przecież mały musiał do niego poprzychodzić po szkole.
- Uhm mnie też tak mówi - zgodził się z nim. - Tylko chudnę za mocno - dodał cicho. - Boję się tego - szepnął, łapiąc go mocno i przytulając się do jego szyi.
- Uhm - skinął lekko głową, wtulając się w niego mocniej. - Może... może sprzedaj piekarnię...
- Uhm... ale ja nie wiem o czym z nim rozmawiać - odparł cicho, zamykając oczy i wchodząc kompletnie pod kołdrę.
- A jak się nie znajdzie? - zapytał go cicho, jakoś nie mogąc sobie tego wyobrazić za bardzo. - Wolałbym nie... nie umiem mu wybaczyć Taka-chan. Nie umiem.
- Taka-chan... myślisz, że będę potrafił mu wybaczyć? - zapytał go jeszcze biorąc sobie zaraz jedną pralinkę i jej smakując. - Mhm pyszne.
- Ale mnie oddał. Oddał mnie - odparł zacięcie, bo przecież to było to co go najbardziej bolało. Że został oddany. Nic więcej, tylko to.
- Nie umiem Taka-chan. Nie chcę go widzieć - wymamrotał cicho, patrząc na niego tylko. Nie potrafił i już. A fakt, że dowiedział się o adopcji dopiero w sądzie dodatkowo mu zadania nie ułatwiał.
- Nie ma czym się martwić - odparował cicho, podnosząc się do siadu i opierając się o ścianę. Wziął gitarę do rąk, próbując kilka akordów dla rozruszania palców.
- Bo mnie ta chemioterapia wykańcza - przyznał mu się jeszcze trochę brzdąkając na gitarze. - Bardzo dużo wymiotuję po niej. Efekt uboczny - mruknął, odkładając w końcu gitarę i wyciągając do niego ręce. - Mogę na kolanka?
- Uhm, dobrze że wykryli to szybko... jakby się przerobiło w coś większego... - wtulił w niego głowę, chowając się w jego piersi. - Kocham cię - szepnął.
Jun
Tomo nie potrafił usiedzieć na miejscu nawet przy swojej niskiej wadze i codziennych zabiegach. Siedział więc z dzieciakami w poczekalni układając z nimi piosenkę, by tylko nie płakały, kiedy zobaczył Juna. Uniósł lekko brew i zostawił na chwilę dzieciaki.
- Cześć - przywitał się z przyjacielem. - Na co chorujesz? - zapytał.
- Ano, czasem moje fajtłaparstwo się przydaje - zachichotał trochę, wtulając się w niego mocniej. - Troszkę mi zimno - przyznał po dłuższej chwili.
Jun
- A jak mu tam idzie? Na studiach? Już był na pierwszym piwie? - zainteresował się siadając razem z nim na krzesełkach i czekając aż go zawołają. Jun był dopiero 25 w kolejce. - Powinienem, ale już nie mogę... poza tym wszystko ładnie się goi. Zniknie i nie będzie po nim śladu.
- Dużo lepiej - uśmiechnął się do niego, przytulając się mocno i odnajdując swoje ulubione ułożenie przy Takano. Przymknął oczy bo był zmęczony. - Ne... zostawisz mi też swoją bluzę? - zapytał go zaraz.
Jun
- Wiem, wiem... - Tomo przeciągnął się lekko. - Spadło mi 7 kg. Znów ważę 40 - westchnął ciężko. - Ale to nie z mojej winy. Jem wszystko co mi dają plus trochę słodyczy - wyjaśnił szybko. - Uhm i trochę gorzej słyszę - dodał zaraz.
- A dzieciaki ci nie dokuczyły za bardzo? Pokażesz zdjęcia następnym razem? - spojrzał na niego z lekkim uśmiechem. - Szkoda że mnie nie było - zamarudził troszeczkę.
Jun
- Tylko troszkę - przyznał z lekkim uśmiechem. - No i byłem u lekarza i mam ćwiczyć trochę słuch - dodał odruchowo opierając głowę o ramię Juna. - Nie będzie tak źle.
- Następnym razem na pewno będę - obiecał mu to, wsuwając dłoń w jego włosy i delikatnie je przeczesując. Wpatrywał się w jego oczka z miłością. - Taka-chan, co jest twoim marzeniem? - zapytał go spokojnie.
Jun
- Nie stracę - uniósł kciuk do góry. - Lekarz powiedział, że jakbym miał stracić to już byłby w znacznie gorszym stanie. Może mi się jeszcze trochę pogorszyć, ale nie na tyle by mi przeszkadzało w życiu - dodał z uśmiechem. - Poza tym są ćwiczenia, no i ja mam trochę wyczulony słuch przez to że dużo gram więc wiem jak sobie radzić.
- Takim i takim - odparł Tomo, cały czas bawiąc się kosmykami jego włosów. - Co jest twoim marzeniem skarbie - ucałował go lekko w usta.
Jun
- Dzięki - uśmiechnął się do niego Tomo, kichając zaraz. - Oj... dobra... przyjdziesz do mojej sali później? - zapytał go z nadzieją. - Bo trochę mi zimno, pójdę się położyć - zdecydował, po czym poszedł jeszcze do dzieciaków zabrać im swoja gitarę.
- Un... a takie bardziej hm samolubne marzenie? - chciał koniecznie wiedzieć, ale nie zdążył uzyskać odpowiedzi, bo przyszedł lekarz. Skłonił się Takano i podszedł do Tomo.
- Czas na kroplówkę - odparł cicho. - Może pan zostać - dodał do Takano, bo przecież nie przeszkadzało to w niczym. Tomo podał rękę do której zaraz została dołączona kroplówka. - Jak...
- ...się źle poczuję, albo będzie kręciło mi się w głowie to dam znać guziczkiem - uśmiechnął się do niego Tomo. - Znam procedurę na pamięć - zasalutował mu, wracając do tulenia Takano. - To co jest twoim bardziej samolubnym marzeniem?
Jun
- Tylko niech ci czas pozwoli - pogroził mu palcem przed nosem idąc już do swojego pokoju.
- No nie jest, bo ono nie zależy od ciebie tak w sumie - zauważył znów bawiąc się jego włosami i czasami dając mu buziaka. - Ja mam dwie kategorie marzeń - stwierdził w końcu. - Pierwszą zależną ode mnie. Takaą samolubną. I drugą niekoniecznie - uśmiechnął się. - W tgej drugiej chcę zobaczyć jak Yuya dorasta i zbudować szczęśliwą rodzinkę z wami.
Jun
- A widzisz? Moje zdolne dziecko mi je zrobiło. Te laurki też - wskazał na rząd kolorowych laurek. - Żurawie robił wraz z Takano. Moje kochane głupole.
- Nie powiem - pokazał mu język śmiejąc się pod nosem i wtulając się w niego mocniej. - Nie musisz wszystkiego wiedzieć - dodał ze śmiechem.
- No ba że słodkie. Moje kochane głuptasy już takie są - roześmiał się siadając na łóżku. - No to jak tm ta twoja tęsknota? Postępuje?
- Możesz torturować a i tak ci nie powiem - zapewnił go ze śmiechem, całując go lekko w usta i przymykając oczy ze zmęczenia.
Jun
- Ale byłes z nim tak co nie? Widziałes warunki w jakich żyje? - upewnił się z uśmiechem. - Jak było?
- Wielka, ogromna, sprawa życia i śmierci - zapewnił go z delikatnym uśmiechem, po czym skinął głową. - Mogę tak zasnąć? - zapytał go cicho.
Jun
- Mhm a łazienkę w pokoju mają? Kurdę... takim to się powodzi - zachichotał. - A tęskni za tobą trochę?
- Dobrze misiu - wtulił się w niego mocniej zasypiając zupełnie odprężony w jego ramionach. Z delikatnym uśmiechem na twarzy.
Jun
- Niedługo przestanie tęsknić. Przyzwyczai się - uśmiechnął się lekko. - Zobaczysz, da sobie radę.
Dwa tygodnie później lekarz złapał Takano na korytarzu.
- Panie Kyouhei - zaczął z delikatnym uśmiechem. - Udało nam się wyleczyć raka, ale potrzebne będą jeszcze 2 weekendy z chemioterapią tak dla pewności - oznajmił spokojnie. - Jednakże teraz wypiszę Tomohisę do domu. Pierwszy weekend dopiero za miesiąc. Pan Kurosagi musi trochę przytyć.
- Jeszcze nie - lekarz pokazał mu zdjęcie głowy chłopaka i porównał ten obszar, gdzie wcześniej widniał guz z tym na dzień dzisiejszy. - Widać wyraźnie zmianę na lepiej - uśmiechnął się do niego. - Tylko... Tomohisa bardzo schudł podczas tego leczenia. Proszę go teraz mocno pilnować - poradził spokojnie. - Chemia teraz mogłaby go zabić - przyznał ciężko. - Dlatego kolejna dopiero za miesiąc. Ale proszę się nie martwić. Te dwa razy to będzie wszystko.
- Nic mu nie będzie - skinął głową mężczyzna, podając Takano wypis. - Proszę, może go pan zabrać dzisiaj do domu.
Prześlij komentarz