Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3601 – 3800 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Jedziemy do domku? - Tomo zamrugał kilka razy trochę się dziwiąc i z trudem uniósł się na poduszkach i uśmiechnął się szeroko. - Ale Taka-chan... ja chyba nie dam rady dojść do samochodu - przyznał się bez bicia. Czuł się strasznie osłabiony.
- I będę mógł pomóc Yuyi z lekcjami i pobawić się z psiakami, pooglądac moje seriale i tulić się do ciebie do woli - ucałował go lekko przytulając się nieco.
- Ale pierwsze dni będę taki nie do życia - zamarudził mu odrobinkę, zaraz siadajac mu na kolanka i wtulając się w niego mocno. - Pewnie będę dużo spał.
- Dzisiaj ważyłem 39,5 kilo - schował głowę w jego klatce piersiowej. - Taka-chan? A będę mógł zrobić bułeczki z czekoladą? Stęskniłem się za nimi...
- No dobrze...a to możemy kupić bułeczki z czekoladą w piekarni tu w mieście? - zapytał go z nadzieją. - Bo chciałbym taką jedną zjeść. I z mięskiem też.
- Un, a po Yuyę kiedy? - zapytał spokojnie, ubierając się dość powoli i wstając z łóżka. Złapał go szybko za ramię chwiejąc się na nogach. - Mogę na barana? - zapytał z delikatnym uśmiechem.
- Uhm a moje żurawie? - zapytał zaraz, zaczynając je wszystkie zbierać do dużego worka. - Powiesze je w studiu nagraniowym - stwierdzil delikatnie z uśmiechem. - Tam przy kontrolkach na ścianie.
- Już się przebrałem, jak mnie pakowałeś - uśmiechnął się do niego, posłusznie kładąc się na łóżku i przeciągając się lekko.
- Na rączki - zgodził się pozwalając mu się wziąć na ręce i obejmując go za szyję ramionami. - Nie jestem za ciężki? - wymsknęło mu się ale zaraz ugryzł się w język. - Zapomnij, nie było pytania - żachnął się.
- A panda poleży ze mną - uśmiechnął się do niego zapinając pasy i otwierając okno z przyzwyczajenia.
- Bułeczkę z czekoladą, czekoladę gorącą z piankami i pitą smietanką a na kolację sałatkę owocową - wymienił swoje typy. - Porcje mini mini.
- Ale jadłem wszystko co mi dali - zaprotestował. - Możesz zapytać mamy i lekarza prowadzącego. Nie kłamię ci - skrzyżował ręce na piersiach. - Tylko ja nie wepchnę nic więcej w siebie teraz... jadłem w szpitalu śniadanie i obiad...
- Omuricu na obiadek jutro - zaproponował zamykając trochę oczy bo zakręciło mu się w głowie. - A na kolację jajecznicę.
- Ale na razie nie prawda? Ta kuracja boli trochę - wymamrotał cicho z lekkim niezadowoleniem. - Tak troszkę troszkę - wymamrotał. - A ty się cieszysz? Że już będę ci marudził?
- To jeszcze trochę, ale mogę go ponosić na łańcuszku na razie - zaproponował z uśmiechem. - Tylko do szpitala nie będę brał. Zawszę się boje że zgubię...
Tomo w tymaczasie dobrał się do jednej z bułeczek powoli ją jedząc. - Twój tata do mnie dzwonił - przypomniało mu się. - Wypaplałeś mu paplo! - trzepnął go lekko w ramię. - I się martwił trochę...
- Hm... no to chyba dobrze że obiecałem mu iż odwiedzimy go jak poczuję się nieco lepiej, prawda? - zapytał go spokojnie. - Razem ustalimy datę - żachnął się jeszcze.
- Dobrze, no to jego zaprosimy - zdecydował z uśmiechem, ale to może... po tej mojej jednej chemi? - zaproponował spokojnie, jedząc dalej bułeczkę.
- Yhm, więc nie mam wyjścia i muszę się z nim spotkać - wywnioskował Tomo któremu wcalę się to nie uśmiechało. Usiadł na kanapie i zaraz został obszczekany i obwąchany i oblizany przez wszystkie ich psiaki.
- Nie chcę z nim rozmawiać, ale... Yuya znów będzie potem marudził że to jego wina i w ogóle - westchnął ciężko, kładąc się z główką na jego kolanach. - Kocham cię, kocham mój domek i kocham moją rodzinkę i wszystkie nasze psiaki też.
[fobranoc :*]
Tomo pokręcił przecząco głową.
- Nie, tak mi dobrze - odparł ziewając nieco i przysypiając mu na kolanach.
Yuya widząc na progu gitarę zaklaskał w dłonie biegnąc pędem do sypialni i wskakując do łóżka, zupełnie nie patrząc na to że Tomo jeszcze śpi.
- Mój wujek kochany!!! - krzyknął przytulając się do niego z całych sił. - WUjku! Wujek wrócił! - krzyknął do Takano jakby ten tego jeszcze nie wiedział z wielką radością. Tomo otworzył oczy ziewając lekko.
- Głupi, krzyczysz tak, że ogłuchnę - skarcił chłopca, przytulając go jednak do siebie i całując lekko w czółko.
- Wujku zrobię ci pyszny deser dzisiaj! - oświadczył poważnie chłopiec. - Tatusiowi też dam posmakować bo jeszcze go nie jadł - oświadczył. - Dziadzia mnie nauczył.
- O... to pewnie będzie pyszny co nie - pogłaskał go po głowie. - Z przyjemnością zostanę jego krytykiem kulinarnym - dodał ze śmiechem, widząc jaki Yuya jest dumny.
- Tajemnica - odparł chłopiec posłusznie wychodząc z łóżka i idąc do kuchni by zająć się deserem razem z dziadkiem.
[nie ma sprawy :) won mi z kompa :P Najlepszego :*** ]
[no :) tylko się za mocno nie upij :P]
- Nie wiedziałem, że aż tak się stęsknił - zauważył cicho Tomo, po czym przeciągnął się lekko. - Moje łóżeczko jest jednak najlepsze - uśmiechnął się do niego, kradnąc mu za chwilę buziaka. - Hm... ubiorę ciepłą bluzę i pójdę do salonu dobrze? Zrobisz mi tam jednak kanapę? - zapytał cicho. - I kocyk poproszę i mój osobisty grzejniczek też.
[ pomyliłaś Ryu z Tomo :P dobry seks? xD]
Tomo wywrócił tylko oczyma, wciągając na siebie bluzę leżącą na krześle. Uwielbiał czuć na sobie zapach Takano, więc z uśmiechem powąchał jej brzegi. Przygotował sobie jeszcze mangę i kiedy Takano po niego wrócił wyciągnął do niego łapki.
- Opka - zaśmiał się lekko.
- Mój grzejniczek - przytulił się do niego mocno, czytając trochę mangę. - Mhm ale ładnie pachnie - zauważył głośno.
- Nie podgląduj wujek! - krzyknął na niego Yuya.
- Nie podglądam nooo, tylko tak ładnie pachnie...
- No jeszcze z Yuyą się mogę podzielić, nie będe taki - uśmiechnął się całując go w policzek i kładąc się tak by główkę mieć na jego piersi.
Yuya w końcu wyszedł z kuchni, przynosząc na tackach 4 duże pucharki pełne owoców i 4 porcje kremu czekoladowego.
- Smacznego - podał jeden Tomo i drugi Takano. Tomo usiadł zaraz opierając się o poduszki.
- Mhm ty wiesz co ja lubię - uśmiechnął się do Yuyi, maczając owocki w kremie czekoladowym. - Pycha.
- Ale znowu, tatuś nie chcę fryzjera - pokręcił przecząco główką. Fryzjer nadal był tematem tabu.
- Hm... to może załóżcie się - zaproponował Tomo. - 3 gry w chińczyka. Jak wygra Takano, Yuya idzie do fryzjera, a jak wygra Yuya to Takano tam pójdzie - dodał z uśmiechem.
- Tak! - zgodził się zaraz chłopiec, kiedy dziadek przyszedł do pokoju.
- Gramy w chińczyka. Ja nie chcę ściąć, zapuszczam - burknął Yuya, biegnąc po chińczyka.
- Tatuś się boi że przegra - zachichotał Yuya rozstawiając pionki.
- No dobra to ja zagram za tatę - stwierdził wesoło Tomo. - Jak przegram to tata idzie ścinać włosy - ucałował Takano mocno w usta. - Grzywka już ci leci na oczy kochanie - zachichotał.
- Tatuś się boi że przegra - zachichotał Yuya rozstawiając pionki.
- No dobra to ja zagram za tatę - stwierdził wesoło Tomo. - Jak przegram to tata idzie ścinać włosy - ucałował Takano mocno w usta. - Grzywka już ci leci na oczy kochanie - zachichotał.
- Ja tam bym nie radził ci powierzać twojej grzywki w ręce Tomohisy - odparł Ando, widząc jak Yuya już 3 raz z rzędu zbija pionek Tomo. - On w te klocki słaby jest - zauważył z uśmiechem.
- A ja swoje - odparł Yuya wstawiając już drugi pionek do domku i wystawiając kolejny. Walka trwała zacięta. Yuya wygrał pierwszą partię, Takano drugą, a w trzeciej szli łeb w łeb. Tomo długo ich obserwowal wymieniając czasem uwagi z Ando, ale kiedy Takano wszedł 3 pionkiem do domku, złapał go lekko za rękę.
- Taka-chan, trochę kręci mi się w głowie - szepnął cicho, przymykając zaraz oczy.
- Ale tylko chlebka z masłem - poprosił go, nie mając ochoty na nic więcej, przykrył się mocno kocykiem, kładąc się wygodniej na podusiach.
Posłusznie usiadł jedząc chlebek. Popił go herbatką, która była już zimna i wypil syropek z powrotem lądując na poduszkach. Okrył się mocniej kocykiem, ale chwilę później spojrzał na Takano.
- Uhm mogę jednak kołderkę dostać? Trochę mi zimno - przyznał cicho, nie chcąc mu już w niczym kłamać.
- Nie, nie, już jest ok - uśmiechnął się do niego, otulając sie kołderką mocniej. - Mhm cieplusio - uśmiechnął się szerzej, zamykając oczy. Zasnął zanim Yuya pokonał Takano w chińczyka.
- Dobrze tatuś - chłopiec poszedł do pokoju i wrócił z opaską na głowie i grzywką pod opaską. Działało, nie wpadała w oczy.
- Hm wiesz... mimo że Yuya nie jest waszym synem, to ja u niego widzę sporo waszych genów - zauważył Ando. - Jest uparty, za wszystko się obwinia, czasem z niego fajtłapa. Uwielbia gotować, a ostatnio mówił że chciałby nauczyć się grać na gitarze - uśmiechnął się lekko. - Macie na niego duży wpływ.
- Ale to dobrze. Bo to znaczy że jest bardzo przez was kochany - poczochrał odruchowo Takano po włosach. - Zakładam, że z Tomo już lepiej, skoro go przywiozłes do domku?
- Widzę. Jest przeraźliwie chudy - stwierdził cicho mężczyzna. - Ale spokojnie. Tomo zawsze walczy - uśmiechnął się do niego.
- Tylko go teraz nie zarzuć jedzeniem, żeby nie zaczął wymiotować z przejedzenia. Tomo-chan... zawsze wymiotował jak za dużo zjadł - przypomniał sobie. - Czasem zmuszał się do tego, bo twierdził że się źle czuje. Eh i żadne z nas go wtedy nie powstrzymało.
- Zauważyłem też, że chyba zaufał ci wreszcie. W końcu mówi ci o tym że źle się poczuł na przykład - klepnął go w ramię, wstając w końcu z fotela. - Pójdę już. Wybacz że się tak zasiedziałem.
- Martwię - przyznał z lekkim uśmiechem. - Ale cieszę się, że jest już w domu - dodał, ubierając buty i żegnając się z Yuyą. - Przychodź kiedy chcesz - poradził maluchowi.
- To moja wina, że ze mną nie rozmawia. Ma do tego prawo. Nie będę go namawiał na nic innego - uśmiechnął się mężczyzna. - Dozobaczenia - oznajmił jeszcze wychodząc.
- Tatuś, porysujemy? - zapytał go zaraz Yuya.
Chłopiec wszystko przyniósł i uklęknął obok Takano, biorąc jeden z ołówków.
- Ja narysuje wujka - oznajmił z wielkim uśmiechem i z zapałem zabrał się do rysowania.
Yuya w połowie swojego rysunku spojrzał Takano przez ramię i długo patrzył jak on rysuje w ciszy.
- Tatuś... jesteś najlepszym rysownikiem - oznajmił cicho.
- Chcę - odparł chłopiec szeptem nadal patrząc z zafascynowaniem na powstający rysunek. - Wujek ładnie wygląda - oznajmił z wielkim uśmiechem.
- Ale ja nie wiem jak jest najlepiej - odparł chłopiec, nie bardzo rozumiejąc pytanie. Bo przecież to od 'artysty' zależało. - Wujek ma temperaturkę? A czemu?
- Ale musi mieć gorączkę? - chłopiec spojrzał na Takano zmartwiony, ale chwilę później przyglądał się obrazkowi z uśmiechem. - A mogę wujka przytulić?
- To się przytulę - obiecał i po cichu, ostrożnie położył się obok Tomo, przytulając go mocno. - Kocham cię wujku - szepnął jeszcze.
- Bardzo, bo już bym chciał żeby wujek był zdrowy - przyznał chłopiec, jeszcze chwilkę leżąc przy Tomo, po czym wstał i skinął główką. - Na foteliku?
- Dobrze tatusiu - usiadł posłusznie na fotelu, tak jak zawsze na nim siadał, wtapiając sie w niego mocno, bo fotel był zdecydowanie dla niego za duży. - A dużą wycieczkę?
- I polecimy samolotkiem? - chłopiec spojrzał na niego dużymi oczkami. - Tatusiu a będę mógł usiąść przy okienku?
- Taak! - chłopiec wyszczerzył się do niego mocno. - I kangurki zobaczymy - dodał znowu. - I misie koala też - zaklaskał w dłonie wyraźnie podekscytowany.
- przepraszam - zawstydził śę zaraz, nie chcąc przeszkadzać tomo, który jednak miał mocny sen. Spał smacznie, otulając się tylko coraz mocniej kołdrą.
- Tatuś... jesteś super - chłopiec wtulił sie w niego patrząc na rysunek z równym zachwytem. - Jest super, ale ja nie jestem taki ładny...
[mou... tęsknię...]
- Nie prawda... wujek wierzy że jest przystojny - odparł Yuya, ale wziął od Takano rysunek i poszedł go powiesić na ścianę w swoim pokoiku. Tomo otworzył oczka i spojrzał na Takano uśmiechając się delikatnie.
- Kochanie? Czekoladka gorąca może? - zaproponował nieśmiało.
- Poleżę - obiecał mu Tomo, nie ruszając się z łóżka ale trzy minuty później jednak z niego wstał. - Uhm Taka-chan? - zawołał go siedząc na kanapie. - Uhm dostawisz mi wózek? - zapytał. - Chciałem iść do łazienki - wyjaśnił.
Tomo w tym czasie pojechał do łazienki i wrócił z niej dość szybko wracając na kanapę. Uśmiechnął się do Yuyi, kiedy chłopiec włączył im Shreka.
Tomo przytulił się do niego, ciesząc się że ma ich oboje przy sobie i pijąc czekoladkę śmiał się wesoło z bajki, którą znał już na pamięć.
Tomo ucałował go w czółko kiedy ten zasnął i okrył go mocno kocykiem, bo kołderką okrywał Yuyę i siebie. Podłożył Takano pod główkę podusię i wtulił się w Yuyę.
- Pooglądamy Shreka po cichu, dobrze? - uśmiechnął się do niego. - Tatuś musi pospać.
- Pewnie, pokaż skarbie - zgodził się ochoczo. - A narysujemy tatusia? - zaproponował zaraz.
- Ojej, jest piękny. Ładnie mnie przedstawiłeś - zachwycił się jego rysunkiem. - Mogę go sobie zatrzymać? - zapytał zaraz z uśmiechem. - Hm... to chodź, ja też spróbuję go narysować. Tatuś potem oceni. Nie powiemy mu kto rysował który. Co ty na to? - zaproponował z delikatnym uśmiechem.
Tomo tymczasem przerysowywał Takano na postać z mangi bo tylko tak potrafił rysować. Chociaż odrobinkę.
- Matko... wychodzi mi straszny macho z tatusia - pokazał fragment rysunku Yuyi, śmiejąc się przy tym troszke.
- No proszę... buzia oddaje charakter taty - pogłaskał go po głowie. - Niezły z ciebie artysta.
- Spodoba się na pewno - ucałował go w policzek. - A jak nie to obetniemy mu włoski jak będzie spał w akcie zemsty - dodał ze śmiechem. - Spokojnie skarbie na pewno mu się spodoba.
- Przespałeś całego Shreka kotek - pogłaskał go po rozczochranej głowie Tomo. - Zobacz co narysowaliśmy - podał mu oba rysunki, a Yuya wskoczył na kanapę, czekając na werdykt.
- Naprawdę tato?- chłopiec wypuścił powietrze od wstrzymywanego napięcia i wtulił się mocno w niego. - A mogę się iść pobać z pieskami na podworku?
- Oh wzorowałem cię na Son Goku węc tak wyszło...
Tomo zaczerwienił się okropnie.
- Bo jego ciało umiem rysować - burknąl. - To był mój bohater jak byłem w podstawówce. nauczyem sie go rysować - wyjaśnił. - No i o...
- Na nic - przyznął cicho Tomo, kładąc się na poduchach i obejmując go mocno. - Ciebie - ucałował go mocno.
- Taka tyci tyciu? - upewnił się że nic większego nie dostanie, przytulając się do niego mocniej. - Taka-chan? Uhm a moge sobie popłakać?
- Nie, tylko... tylko tak bardzo się bałem, że was zostawię... tak bardzo mi ulżyło że jednak tego nie zrobię - wyjaśnił chowając głowę w jego pierś i przełykając sicho łzy, długo wstrzymywane.
- Ja wiem, tylko... tylko naprawdę się bałem - powtórzył cichutko, jeszcze chwilę mu płacząc ale w końcu ocierając łzy. Ulżyło mu.
- Wiem Taka-chan. Cieszę się z tego - oświadczył całkowicie poważnie. - Strasznie mocno - ucałował jego wargi i brodę.
- Nie wybaczę i jak będę miał trochę siły to dostaniesz klapsy na goły tyłek - zażartował z nutką groźby w głosie, zaraz chichocząc pod nosem i puszczając go.
- Ale jak będę miał to sobie odbiję - dodał robiąc z siebie rulon w kołdrze i nie dając mu szansy przytulić się na nowo. Co za dużo to nie zdrowo.
- To twoja kara za zostawienie mnie na tę chwilę. A widzisz? Nawet kiedy nie mam siły mogę cię ukarać - wybuchnął dźwięcznym śmiechem.
- Mogłeś to zrobić z kanapy - pokazał mu język, dobrze się przy tym bawiąc, po czym odturlał się i wtulił się w podusię.
buuu buuu
[jak minął deszczowy dzionek? :)]
Tomo już nic nie odpowiedział, padając na podusie i czekając na kolacyjkę. Zjadł troszkę posłusznie, po czym poszedł spać.
***
Trzy tygodnie później Tomo na liczniku miał już 47 kg i nie był już taki słaby. Nadal jednak nie chodził do pracy (przykazanie Takano, który niezwykle go przy tym pilnował). Tego dnia, Yuya został na noc u dziadka, bo zażyczył sobie oglądania przez teleskop gwiazd spadających z nieba, toteż Tomo w trakcie w którym Takano pojechał zawieźć małego ze szkoły do dziadka, przygotował dla niego kolację. Przebrał się też w mundurek szkolny postanawiając zrobić mu niespodziankę. Sam też miał ochotę na trochę szaleństwa. Wciągał ostatnią podkolanówkę, kiedy usłyszał przekręcany kluczyk w drzwiach. Z bananem na ustach pobiegł się z nim przywitać, rzucając mu się w ramiona i całując go mocno.
- Ne, ne... zgłodniałeś sensei? - zapytał go słodko.
- Moja słodka tajemnica - ustawił jego buty w rządku z pozostałymi i odebrał mu kurtkę, zapraszając zaraz do środka. - Czego się napijesz, sensei? - nie zapomniał o swojej 'roli'.
Skinął głową, robiąc mu herbatkę i za chwilę przynosząc ją wraz z obiadkiem.
- Dzisiaj na obiad kuchnia włoska. Zapiekanka z makaronów, pieczarek, boczku, kurczaczka i sera. Z sosem beszalemowym - uśmiechnął się delikatnie, klękając przed nim. - Z dodatkiem - dodał odpinając jego rozporek i biorąc jego przyrodzenie do ust.
Operował sprawnie językiem, pieszcząc każdy kawałek jego przyrodzenia. Szybko poczuł smak jego nasienia w ustach. Oblizał sugestywnie usta.
- Mhm - uśmiechnął się całując go lekko i wracając do swojego obiadku.
- Sensei... a wyglądał jakbym miał dosyć? - zapytał uśmiechając się lekko do niego i oblizując wargi raz jeszcze.
- To zalezy od ciebie sensei - uśmiechnął się niewinnie. - Pokierujesz mną sensei? Ja... jestem... trochę niedoświadczony - wyjaśnił mrugając i czerwieniąc się okropnie.
Tomo zjeżył się na to pytanie patrząc na niego jakby nie rozumiejąc. Zamrugał kilkakrotnie.
- To...to zależy co sensei rozumie pod tym pojęciem - wybrnął z pytania.
- Myślę...że w przeciągu mojego życia zasłużyłem na karę - przyznał szczerze, odpijając mu trochę herbatki.
- ale prawdę ci mowię sensei - burknął zagryzając wargę by nie wypaść z roli. Wciągnał powietrze głośno, kiedy Takano dotknął jego uda. - Nie...nieodpowiednią dla... - odchrząknął rumieniąc się mocno. - Ucznia... - burknął, koronkowe stringi ubrał tylko i wyłącznie dla radochy Takano.
- Ciesz się rumiencami póki są - zachichotał cicho, wciągając zaraz powietrze, kiedy ten dotknął jego przyrodzenia. Nic na to nie poradził. Był wyposzczony i niezwykle podniecony a jego postanowienie dać Takano się pobawić wcale mu nie pomagało.
Tomo zacisnął pięćci na kanapie, zamykając oczy i oddychając zdecydowanie szybciej niż ustawa przyzwalała. Bliskość Takano działałą na niego elektryzująco. SIłą woli zatrzymywał swoje biodra od niekontrolowanych ruchów. Nie chciał mu psuć zabawy.
TOmo jęknął w końcu cicho, zaraz starając się zagryźć wargę. - Sensei... Taka-sensei - jęknął głośno wzdychając przy tym przeciągle.
- Mhm - Tomo odwdzięczył się tym samym, kiedy już uspokoił oddech. Uśmiechnął się delikatnie, sięgając dłońmi po swoją prowokującą bieliznę i czekając na pozwolenie. - Ne, sensei? Zdałem już?
- Test - pokazał mu język schodząc na dół i wchodząc mu na kolana. - Zdałem sensei? - popieścił go oddechem, całując go po szyi raz za razem.
- Z rysowania - szepnął mu do ucha. - Nie podobał ci się Songo alla Taka-sensei... więc odpracowuję to inaczej - mrugnął do niego z delikatnym uśmiechem błądzącym mu po ustach.
- Hm... w kuchni, na pralce i w łóżku? - zaproponował trzy miejsca całując go za uszkiem. - Kocham cię, sensei...
- Ja tylko... chcę żeby to sensei dziś przejął pałeczkę - wywrócił oczyma, wstając mu z kolan i wygładzając ładnie spódniczkę.
- Sensei żąda, ja wykonuję - ukłonił mu się delikatnie zagryzając wargę.
- Jakbym czegoś nie chciał to bym ci powiedział - szepnął mu na uszko podając mu rękę i pomagając wstać z podłogi. Złączył ich usta w pocałunku.
- Chciałem ci zrobić przyjemność sensei - ucałował go w nosek. - Będziesz musiał pokierować niedoświadczonym uczniem.
- Jak już mówiłem - zagryzł wargę, kiedy go ścisnął, bo prąd przepłynął przez jego plecy. - Ja dzisiaj wykonuję twoje polecenia - szepnął mu do ucha. - Sensei, trochę władzy noo - poradził mu.
- Mhm... nie, po prostu zasłużyłeś na nagrodę - zaśmiał się cichutko, całując go mocno. - KOrzystaj z niej mądrze - pogroził mu palcem przed noskiem.
Tomo prawie spadł od tych doznań, szybko się podniecając. Nie mając co zrobić z rękoma, podeprał się z tyłu dysząc ciężko.
- Sensei... nagroda jest przed tobą - wydyszał ledwie się trzymając.
- Za takie męczarnie ze mną - odparl cicho chlopak łapiąc go trochę za szyję by mieć pewnosc że nie spadnie,. Zamńął oczy oddychając ciężko ale głęboko i jęcząc cicho.
Tomo wyprężył mu się w końcu krzycząc jego imię i wpadając mu mocno w ramiona.
- Mhm ale nagroda i tak się ci należała - szepnął uśmiechając się niecoe.
- poujeżdżam - obiećął z uśmiechem. - Ale wiesz... następnym razem jak się przebiorę musisz ladnie w swoją rolę wejść - poprosił go całując jego usta.
- Ja cieęęż strasznie mocno kocham - ucalował go z pasją, po czym przytulił się mocniej z delikatnym uśmiechem. - Kocham cię, kocham.
Zamruczał z przyjemności, a kiedy Takano położył go na łóżku, pociągnął go obok siebie, masując od razu kolanem jego przyrodzenie. Skubał jego wargę, wpatrując się w niego z pożądaniem.
- To będą wiedzieć że dobry seks był - pokazał mu zawadiacko język chichocząc pod nosem. - A ja wiem że ty mnie kochasz - pocałował go w nosek, schodząc ustami niżej i rozpinając mu koszulę, pozbawiał go niej.
Jęknął cichutko obracając się z nim na łóżeczku i siadając na nim.
- Mhm kotek ale będziesz mi musiał trochę pomóc jak się zmęczę - szepnął zaczynając go ujeżdżać.
Tomo starał się utrzymywać tempo, cały czas dość szybko go ujeżdżając. Oddychał urywanie, szybko czując podniecenie. Przyspieszył trochę, ale w którymś momencie pociemniało mu pod oczyma więc zwolnił trochę.
- Trochę pociemniało mi przed oczyma i kręci mi się w głowie - wysapał nadal starając się go ujeżdżać, poddał się jednak po kilku razach.
- Przepraszam, chciałem żeby ci dobrze było - szepnął wstydząc się, że nie dał rady dokończyć. - Przepraszam Taka-chan... - szepnął, dochodząc chwilę później. - Uhm a wykąpiemy się razem? Mogę wtedy zasnąć?
- Naprawdę zły nie jesteś? - zapytał cicho wtulając się w niego. Nie miał nawet siły się podnieść z łóżka. - Uhm a czemu? Nie lubisz jak śpię w wannie?
- Bo nie... skończyłem, a ty się tak na to cieszyłeś - wymamrotał cichutko, czerwieniąc się ze wstydu. - Uhm spróbuję nie zasnąć, ale chciałbym się z tobą umyć.
Usiadł na łóżku i wyciągnął łapki chcąc na opka. Nic na to nie mógł poradzić, że zwyczajnie nie miał już na nic sił. Wtulił się w niego przymykając mimowolnie oczy.
- Było fajnie, podobało mi się - zgodził się z nim. - Ale...nadal kręci mi się w głowie - pożalił mu się.
- A ty będziesz się mną opiekował mocno wtedy? - zapytał z delikatnym uśmiechem, ocierając krew z nosa. Dzwonił z tym do mamy, kiedy Takano był w pracy i jego mama przyjechała go zbadać. Doszła do wniosku że to reakcja organizmu na przemęczenie.
- Chyba trochę tak - przyznał, przytulając sie do niego. Oparł glowkę o jego pierś. - ale było warto - usmiechnął się delikatnie.
- Byłem bardzo - ucałował go w policzek, pomagając mu na tyle na ile mógł. - Będę mógł jutro sobie długo pospać? - zapytał go z nadzieją.
- Ale już żadnego seksu - pogroził mu palcem z rozbawieniem, po czym kichnął i znów wytarł nos. - Eh... kotek? Nie chcę cię martwić, ale... ja muszę do łóżka - szepnął wtulając się w niego mocno.
- Kocham cię - szepnął mu jeszcze, leżąc w łóżeczku, wtulając się w niego i całując go delikatnie. Zamknął oczka zasypiając.
Tomo spał długo, pierwszy raz nie miał koszmarów, pewnie zbyt zmęczonym będąc dla koszmarów. Nic mu się nie śniło. Obudził się dopiero o 12 w południe, będąc już sam w łóżeczku. Przeciągnął się ale nie wyszedł z uśmiechem leniuchując.
- Kochanie boli mnie - odparł siadając i przytulając się do niego jeszcze na chwileczkę. - Boli mnie tam na dole - uderzył go leciutko w ramię. - Nie dobry ogierek.
- Drugi - przypomniał mu ale zaraz ucałował go lekko. - Sensei będzie musiał mnie jakoś ukarać - puścił do niego oczko, padając znów na podusie. - A dostanę tosta z Nutellą?
- U ciebie w domku, kiedyś. Za szybko się poruszałeś i poprosiłem cię żebyś zwolnił, pamietasz? - ucałował go znowu. - Ale to nic, jest ok - dodał.
- Następnym razem ciebie będzie bolało - zastrzegł sobie, że jego kolej na zabawę z jego seksowną dziurką. - Herbatkę do tościka z nutelką poproszę.
- Skarbie ale ja cię nie pytam o zdanie teraz - odparł spokojnie Tomo, wracąąc na podusie i zamykając oczka. - Ja ci tylko oświadczam.
- Nie będziesz miał wyjścia - stwierdził na to tylko Tomo, nic więcej nie dopowiadając.
[dobranoc]
- Zobaczysz - odparował tylko Tomo nie chcąc już teraz o tym rozmawiać. Wziął tościka smakując go zaraz i popijając go herbatką. - Mhm dobry - oznajmił z lekkim uśmiechem.
- Ale to na deser kotek, przecież wiesz że mój żołądek jest skurczony bardzo i on nie chce się bawić... nie chce współpracować - uśmiechnął się lekko.
- Jestem na tak - odparował zaraz Tomo powoli kończąc śniadanko swoje i wychodząc z łóżka. - Pójdę się przebrać i wyjdę na spacer z psiakami, ok? - upewnił się że Takano nie ma nic przeciwko.
- Boli ale nie chcę siedzieć w domu - odparł spokojnie. - Pójdę z psiakami na plażę i za godzinę będziemy z powrotem.
- Dobrze, dobrze. Twój tata jest nadopiekuńczy i właśnie jestem na niego obrażony - odparł zgodnie z prawdą, przytulając mocno Yuyę do siebie. - Nie pozwolił mi iść na spacer - fuknął patrząc na Takano z lekką złością, bo potrzebował zostać chwilę sam, odetchnąć i mu zabroniono. - Ah to... dostałem wysypki kochanie. Balsam pod prysznic mnie uczulił - westchnął czochrając maluszka po głowie. - Lepiej mi opowiedz jak było u dziadka. Widziałeś spadające gwiazdy? Dużo ich było?
Wywrócił oczyma, nic DO Takano już nie mówiąc tylko interesując się Yuyą.
- Kochanie nic mnie nie swędzi ani nie boli - uśmiechnął się do niego. - To takie uczulenie skórne. Zejdzie po kilku dniach - obiecał mu ze śmiechem. - Hm... a co to za życzenia? Zdradzisz mi jakieś?
- Na pewno kochanie - ucałował go w czółko, wstając z łóżka. - Przebrał się szybko, ubierając na siebie bluzę tak by troszkę zakryć malinki. - Hm szkoooda - westchnął przeciągle. - No ale będę trzymał kciuki żeby się spełniły - obiecał mu to.
Tomo poprawił łóżko, posprzątał trochę w pokoju i wyszedł z niego.
- Wychodzę - oznajmił tylko Takano, ubierając buty i biorąc ze sobą fajki. - Wrócę na obiad - obiecał uśmiechając się łagodnie do Yuyi.
- Nie rzucę ich - odparował chłopak patrząc na niego wilkiem. - Nie ma w ogóle takiej opcji - fuknął. Alkoholu nie, prochów nie, fajek nie? Odbiło im zupełnie. - Kupię sobie nowe jak mi ich nie oddasz - burknął na niego.
- Wiesz, jestem dorosły, a ty jeszcze nie jesteś moją rodziną, więc to ze mną powinien lekarz o tym rozmawiać. Słowem mi nie wspomniał - oznajmił, zaciskając pięści. - Wychodzę, ale nie wiem czy wrócę na obiad - mruknął chłodno, zamykając za sobą drzwi. Był wściekły i nie zamierzał tego dłużej ukrywać. Pierwsze co zrobił to jednak poszedł sobie kupić fajki.
Tomo potrzebował czegoś, kogoś... na czym mógłby się wyładować. Miał dość tego, że traktowany był jak dziecko i postanowił uwzględnić to podczas kolejnej wizyty u lekarze. To kurwa w końcu tajemnica zawodowa. Nie mieli prawa omawiać jego stanu zdrowia z kimś spoza rodziny. Zapalił papierosa z czysta premedytacją, kiedy już zabrakło mu sił na bieganie. Opadł na piasek zaciągając się dymem nikotynowym. Nie zamierzał z tego rezygnować.
***
- Tatuś? - Yuya usiadł obok Takano, kiedy już zjedli okonomiyaki. - Ale wujek wróci, prawda? Nie zostawi nas? Czemu wy się ciągle i ciągle kłócicie? - zapytał go cichutko, popijając sok pomarańczowy.
- Ale przecież tatuś się martwi o mnie też - chłopiec usiadł Takano na kolanach i przytulił go mocno do siebie strasznie się o niego martwiąc. - Wujek nie powinien tak się złościć - wyszeptał.
- A tatuś lubi kontrolować? - zapytal go maluch, by zaraz przytulić się do niego mocniej.
***
Tomo wrócił do domu dopiero po 21. Zsunął buty i poszedł od razu do łazienki. Wziął szybki prysznic i bez słowa wszedł do kuchni, żeby zrobić sobie coś do jedzenia. Było nie było, nie chciał znów za mocno schudnąć.
- Nie dziękuję. Sam sobie coś zrobię - odparl tylko, rozbijając jajko w miseczce. Wraz z boczkiem i cebulką zrobił sobie pyszną jajecznice. - Śpię na kanapie - oznajmił mu tylko, robiąc sobie herbatę i biorąc jeszcze kawałek chleba.
- Znowu wszystko musi być po twojemu? Będziemy teraz kłócić się o kanapę? - zapytał go chłodno. - Śpij gdzie chcesz, prześpię się w piekarni - fuknął na niego kończąc jeść. - Moja tym bardziej nie - warknął na niego. - Zamierzam uświadomić lekarza że obowiązuje go tajemnica lekarska - dodał chłodno.
- Nie możesz iść dzisiaj do siebie, bo Yuya spanikuje - mruknął tylko Tomo, idąc do salonu i siadając z herbatą na kanapie. - To źle założył. Poza tym jakby nie patrzeć sprawy zdrowia pacjenta omawia się przy zainteresowanym chyba że ten jest niepoczytalny. Do niepoczytalnego jeszcze trochę mi brakuje - mruknął lodowato.
- No tak, oczywiście - wywrócił oczyma włączając telewizję i więcej nie mówiąc. Już rano mu Takano podpadł tą jego nadopiekuńczością, a teraz tylko dolewał oliwy do ognia.
- Zostaw mnie dzisiaj, nie odzywaj się do mnie - poradził mu tylko nie mając ochoty na jedzenie. - Jestem wściekły. Kipię ze złości. I dla twojej wiadomości i wiadomości zasranego lekarza nie zamierzam rezygnować z fajek - obrzucił go szybkim spojrzeniem, po czym wstał i poszedł do 'studia' nagrań, zamykając się w środku na kluczyk. Uderzył pięścią w ścianę, czując łzy w oczach. - Jasna cholera. Nie nadaję się na związki - odłożył pierścionek zaręczynowy na konsolki, zanim wszedł jeszcze dalej i usiadł na podłodze zajmując się już tylko muzyką.
Tomo spędził w studiu całą noc, nie wychodząc z niuego ani na chwilę. Nad ranem zasnął na podłodze, budząc się dopiero koło 10. Skrzywił się będąc całkowicie obolały i wstał podchodząc do drzwi. Chciał je otworzyć, ale zrezygnował siadając na ziemi i opierając się o nie plecami. Odetchnął głęboko. Nie chciał wracać do rzeczywistości. Wyciągnął z kieszeni telefon i wystukał numer Juna.
- Cześć - odezwał się cicho. - Co robisz? - zapytał nie wiedząc właściwie po co do niego dzwoni.
- Ah tak, mówiłeś - przypomniał sobie, oddychając ciężko. - No nic, nic się nie stało - uśmiechnął się lekko starając się brzmieć dobrze. - Baw się dobrze i pozdrów Ryu.
- Komponowałem całą noc i jestem trochę nie wyspany - usprawiedliwił swoją kondycję, gryząc się zaraz w język. Shit. Przecież Jun wie, że w tak szaleńcze zapędy twórcze zapędzają go tylko jakieś wyimaginowane problemy. - Eh nic mi nie jest - westchnął ciężko. - Zwyczajnie czuję się trochę jak w klatce. Jakby każdą rzecz mnie dotyczącą omawiano z Takano a nie ze mną. I nawet go pytam... rozumiesz to... pytam go czy coś mogę zrobić w swoim domu. Nie chcę już być w związku.
- Nie mówią mi niczego - odparł zaciskając mocno wargi. - Wkurza mnie to - mruknął nieco chłodniej. - Bardzo - dodał zaciskając trochę mocniej pięść i powoli wypuszczając powietrze z płuc. - Eh nie mogę, chemię mam za tydzień - przypomniał mu. - Poza tym... to ja coś do niego mam, on do mnie nic. To mnie znowu jest nie dobrze. To ja się nie nadaję do związku a nie on.
- Zapytam czy będę mógł - mruknął, zanim zdążył pomyśleć co mówi. - Uhm nie mogę wyjść ze studia... - dodał ciszej. - Jakoś tak nie mogę.
- Uhm chyba mi się wszystko pomieszało w głowie - przyznał mu się czując łzy na policzkach. - Jun ja kończę ok? Nie będę ci ryczał w słuchawkę. Baw się dobrze z Ryu - uśmiechnął się lekko, rozłączając się.
Tomo otarł szybko łzy, starając się już nie płakać, kiedy odebrał telefon.
- NIe musisz się martwić. Nie jestem na etapie robienia sobie czegoś... - wymamrotał.
- To przestań. Nie chcę ci psuć weekendu - wymamrotał cicho. - Proszę nie zawracaj - dodał spokojnie. - Ja stąd wyjdę...kiedyś... tylko nie zawracaj - poprosił go. - Nie mogę z nim porozmawiać, bo się ciągle złoszczę jak zaczynamy. No i on nie rozumie o co mi chodzi.
- Ale to było wczoraj, dzisiaj już tak fajnie nie jest - wymamrotał ciężko. - I to moja wina.
- Nie pozwolił mi iść z psiakami na spacer, bo bolał mnie tyłek. Mimo, że mówiłem mu że nic mi takiego nie jest. Nie bolał aż tak - wymamrotał. - I potem zabronił mi palić papierosów bo tak kazał mu lekarz, ale mnie o tym zapomniał poinformować.
- Paliłem już i nie zamierzam z tego rezygnowć, a z lekarzem sobie porozmawiam o tym wszystkim - fuknął do słuchawki. - Po prostu już mam dość.
- Ale ja wiem ile mogę. Znam siebie. Czemu nikt tego nie widzi? - zpytał go cicho. - Przecież się staram, jem, nie marudzę, nie wymiotuje... a i tak jestem uważany przez was za dziecko. Nawet małego Yuyi, Takano tak nie kontroluje.
- To niech przestanie - wymamrotał. - Ja go tak nie kontrolowałem jak leżał w szpitalu i trochę po nim - wymamrotał. - Poza tym nie będę rzucał palenia. MOże to sobie z głowy wybić. Za bardzo lubię palić,
- Oh pogadam, możesz być tego pewien. Jak mnie wkurzy to straci robotę za wyjawianie tajemnic lekarskich... to jest pogwałceniem praw pacjenta - wywrócił oczyma. - A z Takano nie porozmawiam... boję się - wymamrotał. - Że jak mu coś powiem to on przestanie mnie kochać bo jestem... niegrzeczny.
- Ale nią jeszcze nie jesteśmy i wolałbym żeby z nim nie rozmawiano o moim stanie zdrowia, uprzednio nie robiąc tego ze mną - wymamrotał uparcie, oddychając głęboko i wstając z podłogi. - Uhm baw się dobrze Jun - uśmiechnął się, zbierając wszystkie papiery z podłogi. - Pójdę coś zjeść - odetchnął głęboko, przekręcając kluczyk w drzwiach i wychodząc poza 'bezpieczny' obszar. Rozłączył się z przyjacielem, chowając telefon do kieszeni.
Tomo odetchnął głeboko wchodząc do salonu. Yuya siedział, rysując coś zawzięcie, więc uśmiechnął się do niego.
_ Gdzie poszedl tata? - zapytał chłopca.
- Hm no dobrze - skinąl głową i poszedł do kuchni. Zerknął do lodówki i wyciągnął sobie panna cottę, uznając że jednak ją zje. Wraz z nią wrócił do salonu siadając na fotelu.
- Pewnie, że ci pomogę - skończył jedzenie deseru i usiadł obok chłopca spoglądając na rysunek. - Mhm śliczny. Masz talent - ucałował go w policzek, przytulając go mocno do siebie. Odetchnął głęboko widząc rysunek chłopca. - Ne Yuya... gdzie wolałbyś mieszkać? Tutaj czy w domku tatusia?
- Hej kochanie... nie chodziło mi o taki wybór - jęknął Tomo odkładając rysunek chłopca i biorąc malucha na kolana. Wtulił go mocno do siebie, kołysząc lekko w ramionach. -Pytałem tylko gdzie wolałbyś mieszkać. W którym domku - odparł. - Bo to oczywiste że z tatusiem i ze mną - ucałował go w czółko.
- Mhm dobrze - poczochrał go po włoskach. - Więc będziemy mieszkali tam na lato i na święta i inne okazje - uśmiechnął się lekko. - Dobrze? - zapytał spokojnie. - Oczywiście, jeśli tata się zgodzi - dodał odruchowo, zaraz zaciskając wargi i zastanawiając się kiedy stał się taki grzeczny.
- Ja ciebie też maluchu i to bardzo - ucałował go w czólko. - Co zrobimy na kolację? - zapytał gO> _ Może domową pizzę?
- Zostawimy i możesz ale wręcz musisz pomóc w kuchni kochanie - odparł wesoło Tomo. - Więc najpierw musimy iść po odpowiednie składniki. Sprawdzimy co mamy w domku i dokupimu resztę.
- Tak jest - zasał€óął mU Tomo, siadając wygodniej i pomagając mu odóć z lekcjie.
- Kupimy, co tylko będziesz chciał - wziąl chłopca za rączkę, podając mu listę produktów. - Pomożesz mi je wybrać? - zapytał z lekkim uśmiechem, kiedy dotarli do sklepu.
- Tak jest szefie - Tomo skierował się w stronę regału z przetworami serowymi i innymi mlecznymi. - Hm masz ochotę na czekoladowe mleko? - zapytał pakując serek i dwa czekoladowe mleka na drogę powrotną. - Ok, no to teraz do kasy.
- NaprAWDĘ? - Tomo spojrzał na niego zaskoczony. Podał chłopcu mleczko, otwierając swoje. - Na zdrowie - stuknął się z nim buteleczkami. - Hm to musze się postarać, żeby ci się to za szybko nie znudziło - wziął od niego cięższą torbę.
- Ojej nie za dużo skarbie? - zapytał z lekkim uśmiechem, wybierając trochę bardziej okrężną drogę do domu i spacerując z Yuyą brzegiem oceanu. - Jeśli tylko będziesz chciał to nauczę cię grać na gitarze - obiecał mu.
- Oj kochanie, ty masz jeszcze czas - objął go ramieniem. - To może zrobimy tak... spróbujesz wszystkiego i potem będziesz robił po kolei. Najpierw to co ci się spodobało najbardziej, jak już się nauczysz to kolejna rzecz. Co ty na to?
- Już za chwilkę. Najpierw odgrzejemy obiadek. Leć umyj rączki. Odgrzejemy obiadek, zjemy go i zaczniemy gotowanie dobrze? - wstawił obiadek do piekarnika.
- Dobrze, wykąpię się - schował pizzę dla Takano do lodówki i napisał mu o tym karteczkę, którą przyczepił magnesem na lodówkę. - No to chodź - złapał małego za łapke i poszedł z nim do łazienki, napuszczając wody i wchodząc z nim do środka.
- Oh faktycznie - uderzył się otwartą dłonią w czoło. - Oh trudno - dodał z lekkim uśmiechem. - No to umyjemy ciebie tym płynem, a ja umyję się szamponikiem. Pasuje? - poczochrał go po mokrych włoskach i ochlapał go troszkę.
- A kiedy pójdziemy na basen maluszku? - zapytał go z uśmiechem. - Pokażesz mi jakie postępy zrobiłeś po nauce z tatą co?
- Oj kochanie w przyszły weekend nie dam rady - przeprosił go zaraz. - Będę wtedy w szpitalu - dodał obejmując go mocno ramionami. - Ale nie martw się. To tylko tak hm by się upewnić, że już wszystko jest dobrze.
- W następny będzie dobrze - uśmiechnął się. - Nic mi nie będzie skarbie, nic a nic - pogłaskał go po główce, po czym skinął lekko zaczynając delikatnie myć mu włoski.
- Na pewno i oczywiście że tak - uśmiechnął się, spłukując chłopcu włoski i szybko się myjąc. - To co? Wstajemy i idziemy spać, co? - zaproponował. - Może pośpisz dzisiaj ze mną?
- Nie będą się śmiać kochanie. A jak będą to powiesz im, że wujek jest bratem tatusia - zaproponował przytulając go lekko. - Wtedy nie powinni się śmiać. Ale się nie martw kochanie. Nie będą się śmiać - pomógł mu się ubrać i poprowadził do łóżeczka, wchodząc do niego razem z nim. - Albo powiedz że jesteś dumny ze swojej rodziny i już. Nie muszą nic więcej wiedzieć, prawda? - pogłaskał go po mokrej jeszcze główce. - Pośpiewać ci trochę?
Tomo pośpiewał mu kilka kołysanek, a kiedy chłopiec zasnął mocnym snem wyszedł z łóżka i ziewając poszedł do kuchni, zrobić sobie gorącą czekoladę. Usiadł z nią w salonie i zaczął czytać książkę.
Tomo przysnął na kanapie, ale kiedy Takano wrócił przebudził się ziewając lekko. Poszedł do kuchni i wstawił wodę na herbatę.
- Co ci takdługo zaszło? - zapytał go cicho,
- Pokażesz? - zapytał go opierając się o szafki i chwilę późnieej zalewając dwie herbaty. - Maluch śpi z nami dzisiaj - poinformował go.
- Zrobił. Śiczny rysunek, ale trochę się martwił, że się będą śmiali z niego - pokazał mu rysunek Yuyi. - Powiedział że nas mocno kocha - spojrzał na zdjęcie. - Ładny.
- No to jak zjesz pójdziesz do łóżeczka. Panna cotta była pyszna - mruknął jeszcze pijąc swoją herbatkę.
Pokręcił przecząco głową, nie chcąc mu się przyznać że tak właśnie było. - Czytałem sobie książkę - odparł zgodnie z prawdą.
- Eh Takano... ja nie jestem dzieckiem. Mogę iść spać kiedy będę chciał - westchnął ciężko zaciskając mocniej palce na kubku z jakiegoś niekontrolowanego strachu.
Tomo skinął głową, jakoś nie potrafiąc wyluzować. Dopił swoją herbatkę i okrył się kocykiem siadając na kanapie.
Tomo obudził się tym razem wcześnie rano. Postanowił upiec chłopakom bułeczki na śniadanko oraz słodkie mochi. Kiedy zapach rozniósł się po domku, zobaczył przecierającego oczki Yuyę na nóżkach.
- Dzień dobry śpioszku - przywitał się z chłopcem. - Dzisiaj na śniadanko świeże bułeczki, a do szkoły dostaniesz mochi z czerwoną fasolą. Pasuje? Mogą być nawet dwa jeśli chcesz się podzielić z Maksiem.
- Pewnie że nauczę - poczochrał chłopca po włoskach i nalał herbatki do jego kubka. - Nakryjesz do stołu kochanie? - zapytał go zalewając kawę dla siebie i herbatkę dla Takano.
- Tak kochanie, obudź tatusia - skinął głową, stawiając na środku stołu talerz z bułeczkami oraz masełko i wszystkie rzeczy z którymi można było posmarować chlebek na stół. Dżem, nutellę, szynkę, serek, serek topiony. Oraz dodał każdemu po jajeczku.
- Herbata ci zaraz ostygnie kotek - dodał Tomo stając w drzwiach. - No i już dochodzi 6.30. A dzisiaj twoja kolej na zawożenie maluchów do szkoły - dodał bo spojrzał na rozpiskę wiszącą na lodówce wcześniej.
- I zrobiliśmy matematykę i japoński i poszliśmy z wujkiem po zakupki i piłem mleko czekoladowe z wujkiem nad morzem i zrobiliśmy pizZĘ> Tatuśąłeś pizze? Dobra bYŁA?
- Taak i wpisaliśmy pizze do mojego zeszyciku z przepiskami - dodał bardzo z siebie dumny.
Tomo tymczasem skończył jeść swoją bułkę i zapakował dla Yuyi mochi, drugie pudełeczko z tym samym szykując dla Takano. Resztę talerzy pozmywał.
- Yuya tylko pamiętaj, nie denerwuj się na plastyce - wręczył chłopcu śniadanko by ten zapakował je do plecaczka. - Będzie dobrze.
- Jak będżę źle to odbiorę telefon i po ciebie przyjadę kochanie - ucałował go w czółko. - Takano, masz bento na stole - odparł widząc mężczyznę.
- To dobrze - uśmiechnął się do niego Tomo. - Ne... będę mógł po operacji wyjechać na trochę z Junem? - nie mógł się powstrzymać od pytania. Miał mu oznajmić, ale nie potrafił.
Prześlij komentarz