Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3801 – 4000 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Dzisiaj zamierzam wstąpić do piekarni. Trochę popiec... dostałem głosy że brakuje w mieście mojej drożdzówki - uśmiechnął się nieco. - Na razie jeszcze nigdzie nie jadę - żachnął się. - Nic nie chcę z miasta.
Tomo wywrócił oczyma, nie zamierzając zakładać chusty, bo go trochę one drażniły. Potem dostawał faktycznego uczulenia. Ubrał tylko długą bluzę i poszedł do piekarni, stukając tylko Takano smsa że ma kupić jakiś inny żel pod prysznic.
_ Tatusiu ale dzisiaj przyjedzie wujek - chłopiec uśmiechnął się szeROKO> _ Motorkiem!
- Ja idę z mamusią do kina proszę pana - odparł chłopiec z uśmiechem. - Yuya też miał iść, ale powiedział że woli z wujkiem wrócić - dodał zaraz.
Tomo przyszedł do niego na górę, biorąc sobie stołek do kuchni.
- Dostanę specjalną ofertę, gorącą czekoladę? - zapytał Takano. - Kupiłeś nowy balsam? Eh wczoraj Yuya powiedział że musimy kupić bo ten mnie uczula.
- To malinki - wymamrotał spokojnie. - Tylko kąpałem się z Yuyą i mały się bał że jak umyję się tym balsamem to będzie większe uczulenie.
- Cieszę się, że ci smakuje - uśmiechnął się delikatnie, pijąc czekoladkę. - Ano blef musi być.
- Jeszcze nie wiem, ale póki wierzy to wszystko jest w porządku - ucałował go w usta zlizując z ich kącików słodką fasolę. - Naprawdę ci smakowało Taka-chan? - zapytał cicho. - Yuyi też zrobiłem. Takie drugie śniadanko tez może być?
- To dobrzE> Zamierzam troszkę eksperymentować, wiesz? - uśmiechnął się deliklatnie. - Wrócił na swoje miejsce dopijając czekoladkę - pyszna, dziękuję. Pójdę już do domku, za chwilę będę jechał po Yuyusia.
- Będę - €ńął tylko wychodząc> Wziął swój motor i cłę później był już w drodze po malucha.
Tomo poszalał trochę z Yuyą rozpędzając się odrobinę, ale w granicach rozsądku. Zaparkowali przed domem dobre 20 minut później. Chłopiec był nieźle uchachany.
- Wujek to było super! - oświadczył wesoło. - Kocham cię mocno! - wtulił się w niego i chwilę później wbiegł do domku. - Tatuś! - wskoczył Takano w ramiona. - Tatuś dostałem piątkę z matematyki i nikt się nie śmiał z mojego rysunku.
- Bardzo bardzo szybko tatusiu - odparł rozentuzjowany. - ale było super, ekstra - wtulił się w niego.
- Taka-chan... położę się na trochę dobrze? - zapytał spokojnie. Otarł krew z noska i położył się na kanapie.
- Ale było fajnie tatuś - chłopiec przyniósł szybko kocyk i poduszeczkę i chusteczki. Tomo pogłaskał go po główce i przymknął oczy, odprężając się na kanapie.
- Itadakimasu! - krzyknął Yuya, a Tomo usiadł i z uśmiechem spróbował dania.
- Dobre kotek - pochwalił go odrobinę.
- Nie wiem, nie ważylem się dzisiaj - odparł spokojnie Tomo. - Zapomniałem - dodał z przepraszającym uśmiechem. - No bo... bo jakoś tak wyszło - wymamrotał.
- Wujek... tatuś czemu wujek się tobie usprawiedliwia? - zapytał z ciekawości Yuya bo nie wiedział czy on też nie powinien tego robić.
- Nie usprawiedliwiam się - mruknął cicho Tomo. - Tylko... tylko wyjaśniam... ne Taka-chan co dodałeś do mięsa że ma inny smak niż zwykle? - zmienił szybko temat.
- Miałeś rację - mruknął chłopak powoli kończąc jeść i zbierając naczynia. - Ty robiłeś, ja zmywam - oznajmił spokojnie.
- Dobrze - zgodził się zabierając się najpierw za tę patelnię. Yuya w tym czasie poszedł na dwór z pieskami i do Maksa żeby pobawić się w rycerzy.
- Ne... możemy porozmawiać? - Tomo zebrał się na odwagę, ale nie do końca wiedział czy uda mu się cokolwiek wykrztusić. Postawił herbatkę dla Takano na stole i usiadł na kanapie, okrywając się kocem.
- O mnie... - wymamrotał jeszcze ciszej. - O nasz... ale głównie o mnie... bo to ... bo to ja mam problem - wyszeptał cicho nieco zażenowany że tak rzeczywiście jest. Zamknął oczy. - Ja chyba powoli przestaję samodzielnie funkcjonować - odchrząknął. - Co... mnie dusi...
- Uhm Rozmawiałem z Junem... i... on mi poradził odpocząć. Powiedział, że może za dużo czasu razem przebywamy i potrzebuję przerwy żeby się zdystansować... no bo ty tak bardzo się martwisz że... mam wrażenie, że jak zrobię coś co ci się nie spodoba to odejdziesz, albo uderzysz... chociaż nigdy przenigdy tego nie zrobiłeś to... uhm wszystko mi się pomieszało - przeprosił go chowając głowę w ramionach, bojąc się że na niego krzyknie, albo że go zranił tymi słowami.
- Ja wiem, że nie uderzysz, tylko... to takie nierealne bo każdy... każdy z kim byłem to bił jednak jak coś mu się nie podobało - wymamrotał jednocześnie wymawiając to skąd się bierze ta nieuzasadniona obawa. - Przytulić - wstał z kanapy i usiadł Takano na kolanach.
- Wiem Taka-chan, tylko... właśnie dlattego to czasem takie nierealne - uśmiechnął się przepraszająco, wtulając łepek w niego mocniej. - Kocham cię - ucałował go jeszcze w szyjkę.
_ Nawet jak pojade na wycieczkę z Junem? - zapytał z lekkim uśmiechem aczkolwiek wciąż niepewnie. - I Yuya nie będzie zły/
- No dobrze... - chłopak wstał z jego kolan. - Położę się trochę, bo jestem zmęczony - przyznał się, czując nieco zimne drgawki na ciele.
- Ok - pokiwał mu i położył się do łóżka w sypialni, niemal od razu zasypiając. Rozłożył się na nim tak wygodnie, że nawet jakby ktoś chciał dołączyć to nie miał szans.
Yuya wrócił do domku po godzince jak obiecał i szybko poszedł do swojego pokoiku zamykając się w nim. Nie mógł przecież pokazac tacie że płacze. Na dodatek z tak głupiego powodu. Usiadł na łóżku i podciągnął nogawkę spodni patrząc na zakrwawione kolanko i kawałek szkła, który zaraz chciał wyjąć.
- Przewróciłem się jak biegłem z Jolie - odparł zgodnie z prawdą, krzycząc trochę kiedy woda utleniona dotknęła zranionego miejsca. - Boli tatusiu... i popsułem spodnie...
- Ale ja lubię biegać tatusiu - pociągnął noskiem, przytulając się mocno do mężczyzny.
- I jutro znów pobiegam - uśmiechnął się do niego szeroko. - Mogę poczytać trochę książeczki?
Nie było mu dane za długo rysować, bo gdy Yuya nie znał jakiegoś znaku to wciąż i wciąż pytał go o nie. Po jednym rozdziale chłopca zmęczyło czytanie i usiadł na podłodze bawiąc się z psiakami.
- Że jest śliczny i będzie wisiał w gablotce na holu żeby wszyscy mogli zobaczyć - uśmiechnal się dumny z siebie. - Tatusiu jak przyjedziesz jutro to wejdziesz do szkoły? - zapytał go zaraz. - Pokażźę ci gdzie wisi, pokaze!
- Jej! Cieszę się tatusiu! - chłopiec wstał i wszedł mu na kolanka, przytulając się do niego mocno. - A wiesz że prace w gablotce na koniec roku są wystawiane do konkursu? Pani mówiła że 3 najlepsze dostaną nagrody!
- Tatuś robi pyszne ciasta i pyszną czekoladę i wszystko mi smakuje. Tylko... tatuś! Powinieneś być milszy dla paniów i panów, którzy kupują słodycze twoje - złapał policzki mężczyzny i uniósł je lekko do góry. - Uśmiechaj się bardziej - poradził mu jak mały znawca. - Bo ja słyszałem... że niektórzy się boją tatusia... - wyjaśnił, a chwilę później do pokoju wszedł Tomo w samych spodniach od dresu. Był spocony i patrzył na Takano z lekkim przerażeniem.
- On tu jest - wyszeptał. - Coś jest nie tak - dodał konspiracyjnie. - On nie powinien tu być bo nie żyje a jest - zadrżał. - I strasznie tu gorąco...
- Uhm... poleżysz ze mną póki nie zasnę? - zapytał go autentycznie bojąc się wrócić do sypialni.
- A mogę jakąś bluzę? - zapytał siadając na kanapie i z braku misiów i poduszek, biorąc Yuyę na kolana żeby się w niego wtulić bardzo mocno. Chłopiec nie zaprotestował.
- Gome, strasznie się boję - nie wziął jeszcze szklanki do rąk, bo za bardzo mu się trzęsły. Puścil jednak Yuyę, uznając że trochę za mocno go trzyma. Otulił się bluzą Takano jeszcze trzęsąc się troche.
Wtulił się w niego nieco mocniej i chwilę się nie odzywał. Dopiero po dłuższej chwili upił łyk wody i zabrał się za czekoladę.
- Piękny - uśmiechnął się lekko. - Ale trochę nieaktualny będzie niedługo - dodał jeszcze. - Jolie ostatnio bardzo przytyła - dodał z delikatnym uśmiechem. - Badałem ją niedawno... niedługo będziemy mieli szczeniaczki.
- Mhm... nie wiem z kim, ale wiem że będą - uśmiechnął się lekko. - Rozmawiałem już z rodzicami Maksia. Są chętni na zaadoptowanie jednego szczeniaczka.
- Dziadzi możemy dać jednego! - zaproponował wesoło Yuya. - I drugiemu dziadzi też - dodał zaraz. - I jednego zatrzymamy!
- Ale tatusiu jednego zatrzymajmy - poprosił chłopiec. - Proszę, proszę.
- Yuyuś... zastanowimy się jeszcze, dobrze? - Tomo przytulił chłopca do siebie i zmierzwił mu włoski.
- Ja się nim zaopiekuję! Oddam mu pół pokoju! - odparł chłopiec biegnąc do swojego pokoiku żeby w nim posprzątać i pokazać że on potrafi.
- Nie wiem kotek... możemy spróbować. Jeden piesek więcej to chyba nie będzie aż taki problem - uśmiechnął się delikatnie. - Dobrze że Yuya nie chciał wszystkich zatrzymywać.
- Te dwa małe też były jeszcze szczeniakami jak je mieliśmy - dodał spokojnie. - I sobie poradziliśmy, prawda? - ucałował go w policzek i pogłaskał Jolie po główce.
- Im więcej tym lepiej kotek - Tomo wstał z kanapy i zaniósł brudne szklanki do kuchni. - Wracam do łóżka - dodał jeszcze z ciężkim sercem kierując się do sypialni.
- Po prostu się położę - odparł spokojnie idąc już do sypialni i chowając się całkowicie pod kołdrą. Zacisnął mocno powieki po kilku długich minutach w końcu zasypiając.
- Jak tu przesuniemy trochę szafkę to pieskowi będę mógł zrobić łóżeczko - pokazał chłopiec, kończąc porządkować w biurku. - Tatusiu zgódź się, no zgódź się.
- Dobrze tatusiu, ale ja się będę nim dobrze opiekował. Obiecuję - szepnął maluch, przytulając się mocno do Takano.
- Uhm ale wujek cię przekona tatusiu - ucałował mężczyznę w policzek z wielkim uśmiechem. Przecież on już wiedział, że jak wujek coś chce to tatuś się zgadza. - Tatuś a będziesz się dużo uśmiechał? Mogę ci pomóc zrobić kolacyjkę?
- Troszeczkę za mało - odparł chłopiec. - Ciągle taki zmartwiony tatuś jesteś - chłopiec przytulił go mocno do siebie. - A kolanko już nie boli.
- Już nie boli. Tylko troszkę swędzi ale to nic - uśmiechnął się do niego szeroko. - Tatusiu? Zagramy w twistera?
- To wujek pokręci - rzucił szybko, biegnąc do sypialni i budząc biednego Tomo. - Wujek pokręcisz kółkiem?
- Nic się nie stało - Tomo przetarł zmęczone oczy i wstał z łóżka. - Co mam pokręcić? - zapytał z lekkim uśmiechem.
- Oj ale mogę pospać później - ziewnął nieco a Yuya szybko przeprosił ale i tak przyniósł twistera.
- Nie usprawiedliwiam, tylko widzę jak maluch się cieszy - odparł spokojnie kręcąc kółkiem. - Takano ręka na żółte kółko, drugie od góry.
- Taak - zgodził się maluch, a Tomo kazał mu położyć łapkę na zielonym polu.
- Hahaha szybciej się nie da - odparł Tomo, każąc Takano tak się wygiąć że był pod Yuyą. Maluch pisnął upadając.
- A nie chcesz chwili odpoczynku? Bo w takim stanie będąc to pokonam cię z palcem w nosie - pokazał mu język Tomo. - Nie wiem czy wiesz, ale na studiach byłem nazywany demonem twistera.
- A ja się porozciągam - zachichotał udając że trochę się rozciąga by się rozruszać.
- Masz większą mase, możesz blefować - pokazał mu język wracaąc na kanaę i przytulaąc yuyę.
- No pewnie, amatorzy pierwsi - roześmiał sIĘ KIEDY Yuya zakręcił i Takano postawił pierwszą rękę. Jemu wypadł noga.
Po kilkunastu minutach Tomo stał już wygięty jak do mostka, z nogą pomiędzy nogami Takano, by zaraz podnieść się na jednej ręce i przesunąć ją nieco bliżej mężczyzny.
Tomo również przestawił nogę nieco wyżej, dotykając teraz kolanem brzuszka Takano.
- I jak tam kochanie jeszcze żyjesz?
- Ohoho to się jeszcze okaże - puścił do niego oczko, wywijając się tak by być nad nim. Ukradkiem ucałował go w usta.
- Tak nie można wujek! Żółta kartka za buziaka! - krzyknął oburzony Yuya.
- Oh ale ja nikogo nie rozpraszam kochanie. Co ty tu insynuujesz - zachichotał postępując według Yuyi poleceń.
- Ja nic nie przekręcam kochanie - zachichotał znowu, przekręcając się na niego. Jego noga znów powędrowała między kolana Takano dotykając jego przyrodzenia. - Yuya! Robisz to specjalnie! - fuknął na chłopca.
- No nie mogę. Takie ustawienie kotek - westchnął Tomo.
- Wcale nei! Samo się kręci - chłopiec miał łezki w oczkach że na niego kryczą. Tomo po kolejnym ruchu wylądował znów z głową nad Takano i uśmiechnął się delikatnie.
- No teraz już óę - ods€ńął nogę odrobinę.
- Wygrałem - ucieszył się Tomo, wstając i przeciągając się lekko. - Jako nagrodę... poproszę piknik na plaży - uśmiechnął się szeroko. - Panowie obaj gotują - dodał klaszcząc w dłonie. - I idziemy za dwie godzinki. Przy okazji obejrzymy gwiazdy jak się ściemni. Inwencja twórcza należy do was.
- Bo to się rozumiało samo przez się że nagroda będzie. No wiesz... mnałym druczkiem - pokazał mu język.
- Oh ja sobie pooglądam trochę telewizji. Odechciało mi się spać - zachichotał i wziął Yuyę na kolanka. - A pan dotrzyma mi towarzystwa, kiedy Taka-chan będzie odbywał swoją karę.
- Spróbuję skarbie - obiecał mu to, bo sam też go chciał zatrzymać choćby nie wie co. - Ale tylko jednego - zastrzegł szeptem, włączając jakąś bajkę.
- No nie wiem kochanie,ąłęśę postaram - ucałował go w cżółko.
- Zaraz będziemy - Tomo klepnął Yuyę w plecki by ten pobiegł się przygotować, a sam poszedł wziąć sobie jeszcze ciepłą bluzę. - Bierzemy psiaki ze sobą. Wybiegają się - dodał biorąc gitarę na plecy i aparat w dłonie.
- Zaraz będziemy - Tomo klepnął Yuyę w plecki by ten pobiegł się przygotować, a sam poszedł wziąć sobie jeszcze ciepłą bluzę. - Bierzemy psiaki ze sobą. Wybiegają się - dodał biorąc gitarę na plecy i aparat w dłonie.
- Będę. Piknik bez gitary to nie piknik - dodał z uśmiechem. - ło tego prześpimy się u ciebie - dodał jeszcze. Bo do domu Takano z tamtego miejsca na plaży które chciał im pokazać było dużo bliżej.
- No bo pójdziemy do mojego ulubionego zakątka plaży, a on jest bliżej twojego domku. Więc... wziąłem klucze. No bo będzie potem bliżej - uśmiechnął się do niego spokojnie prowadząc ich plażą dość spory kawałek. W końcu się zatrzymał w miejscu gdzie od wiatru osłaniały ich skały, a plaża zamieniała się powoli w trawę. Zachodzące słońce odbijało się w wodzie.
Usiał obok niego odkładając gitarę na bok. Poczęstowal się pyszną kanapeczką i rozlął herbatki do 3 kubków. - Smacznego - życzyl im wszystkim.
- Mhm jeszcze ładniej jest w wodzie - odparł Tomo. - Tam - wskazał punkt w wodzie. - Można się dostać do groty, która jest o tam - pokazał ręką na lądzie otwór. - Wejście kiedyś było z lądu i z wody, teraz tylko pod wodą można się tam dostać.
- Wcale cię nie namawiam żeby tam pójść teraz. Tylko mówię co to fajnego jest - odparł z lekkim uśmiechem.
- Tatusiu? A ja też będę mógł tam pójść? - zapytał zaraz Yuya.
- Będziesz mógł kochanie, ale najpierw sprawimy że na pewno będziesz umiał pływać dobrze? - uśmiechnął się do niego delikatnie smakującego teraz daifugu ichigo/
- I dopiero wtedy ocenię dobrze? A jak się nie uda za pierwszym razem to spróbujemy aż do skutku - obiecał Yuyi, kilając go trochę po brboczkach i brzuszku.
- Oj mały - Tomo pogroził mu palcami przed noskiem. - Uważaj bo jeszcze cię potem dopadnę - obiecał mu to śmiejąc się radośnie.
- Perfecto - pokazał mu znak że wszystko jest ok. - Smakuje. Pysznie - dodał z lekkim uśmiechem.
- Jeszcze nie tatusiu, ale mogę trochę pobiegać z pieskami i dopiero spróbować? - zapytał chcąc troszkę się jeszcze pobawić.
- Mhm dobrze - odparł spokojnie. - Lubię pikniki - dodał biorąc trochę gitarę i grając póki co samą melodię.
Nie przerywając grać powiódł wzrokiem na swoje palce. Pokręcił przecząco głową.
- Ściągnąłem go - odparł spokojnie. - Zostawiłem w studiu - dodał po chwili.
- mhm, mogę - zgodził się płynnie przechodząc na odpowiednie takty piosenki. Zacżął mu cicho śpiewać.
Tomo śpiewał mu jeszcze trochę, przechodząc do kilku ballad ktore lubi.
- Nie martw się o to. Złożę płytę - odparl z lekkim uśmiechem, oddając mu pocałunek. Odłożył gitarę na rzecz jeszcze jednego daifuku. Świeze powietrze dodawąło mu apetytu.
- Naprawdę kotek - wtulil się w niego, sięgając jeszcze po kanapeczkę. - Ne... weźmiesz mnie kiedyś na grób swojej mamy?
- Nie pamiętam kotek - mruknął cicho. - Pamiętam tylko że poszedłeś tam 2 razy... raz i wróciłeś pijany i drugi raz z twoim tatą i też wróciłeś pijany - wymamrotał nalewając sobie trochę herbatki.
- Mhm uhm nie lubię cię pijanego - odważł się powiedzieć. - Z dwóch powodów... trochę się wtedy ciebie boję. Choć czasem jesteś uroczy i w takich chwilach mam chęć ukarać cię gwałtem. I drugi powód... zazdroszczę ci że tobie wolno się upić a mnie nie. Prozaiczny ale taka prawda.
- Nie szkodzi, możesz mi dać jakąś bajkę do poczytania po francusku, a ja ci powiem o czym była - zaproponował kaszląc zaraz trochę. - Troszkę mi zimno - wtulił się w niego mocniej.
- Jeszcze chwilkę - odparł z lekkim uśmiechem. - Hm... a dostanę gorącą czekoladę i będę mógł zjeść jeszcze jedno daifuku w domku?
- Siadaj - złapał go za rękę i siłą pociągnął z powrotem na kocyk. - Przecież ci powiedziałem że jeszcze chwilę - odparł spokojnie, ale z lekkim chłodem w głosie. Zawołał do nich Yuyę i dał mu herbatki. - Jak tam maluchu? - uśmiechnął się do niego. - Wcinaj daifuku.
Chłopiec zjadł ciastko aż mu się uszyska trzęsły i zaraz łapczywie sięgnął po kolejne.
- Pycha! - oświadczył umorusany odrobinę. - Jesteś najlepszym cukiernikiem pod słońcem, ale... do mistrza kuchni Japońskiej trochę ci brakuje tatuś. Jesteś tak pryz kostkach mistrza.
- Ale są takie smaczne i zgłodniałem trochę - przeprosił maluch, biorąc kolejne i wcinając z wielkim uśmiechem. - Wujek! Róbmy pikniki częściej! - poprosił go z ożywieniem.
- Dobrze słońce, będziemy robić - uśmiechnął się do niego Tomo.
- A ty cały czas ta sama śpiewka. Nie dziw się Taka-chan, że ci nie mówię że mi zimno, albo źle się czujesz - westchnął ciężko, wstając i pomagając zbierać wszystko do reklamówek. Wziął gitarę na plecy i Yuyę za rączkę.
- Nie mówiłem o namiocie tylko o tym że się zbieramy - wywrócił oczyma Tomo.
- Nie tatusiu - odparł chłopiec.
- A nie będzie złych wilków? I będę mógł leżeć w środeczku? - zapytał chłopiec, którego bujna wyobraźnia trochę przerażała.
- Maksika nie, babcię i ddziadków! - klasnął w dłonie chłopiec przytulając się mocniej do Tomo.
- Za drugim razem tatusiu - odparł chłopiec wyraźnie bojąc się spać w namiocie. W końcu nie wiedział jak to jest.
- tatusiu mogę pooglądać bajkę? - zapytał go zaraz Yuya, przestępując z nóżki na nóżkę bo jego ulubiona baja się zaczynała.
- Tak - Tomo poszedł do pianina i otworzył je siadając tuż przy nim. Postanowił chwilę sobie pobrzdąkaqć.
Tomo nie był jakiś wybitny jeśli chodziło o grę na pianinie. Umiał dobrze akompaniować i znał podstawy gry potrzebne do komponowania piosenek. To mu wystarczyło. Kończąc grać 'IMagine' Lennona, zamknął pianino i upił łyk czekoladki.
- Mhm - uśmiechnął się do niego. - Bardzo dobra.
Tomo mimowolnie przysłuchiwał się rozmowie. - Możesz, możesz - klepnął go w plecy wstając i idąc do Yuyi ze swoją czekoladką.
- Dobrze. Mama zajmie się yuyą - odparł na to Tomo, pijąc dalej czekoladę. On przecież będzie w szpitalu.
- Nie masz czego się bać. Mnie nie będzie. Nie zrobi mi krzywdy - ucałował go lekko. - Masz się tylko dobrze bawić, jasne?
- Wieżę Eifla! - odparł zaraz Yuya. - Duuużą! - dodał z wielkim uśmiechem.
- Kostkę gitarową - dodał zaraz Tomo.
- To jeszcze czekoladki. Słyszałem że te z paryża są najlepsze - odparł Tomo przypominając sobie taką plotkę.
- I pojedziemy - uśmiechnął sie do niego. - Następnym razem - dodał ze śmiechem. - Przecież nic nie ucieknie.
- Nie będę go wyłączał kotek. Ja też chcę mieć kontakt ze światem - odparł spokojnie. - Z Yuyą, Junem... mamą.
- Nic nie wycizę kotek, pośmieję się trochę - zachichotał, kończąc czekoladkę.
- Kotek sam zadecyduję kiedy odebrać a kiedy nie - odparł spokojnie Tomo. - A jak chcesz zaosszczędzić mi nerwów to sam się trzymaj z daleka od telefonu.
- Taak - Yuya ucieszył się biegnąc do swojego pokoju po grę. Przyniósł tym razem kości.
- O... uwielbiam w to grać - odparł Tomo biorąc kartkę i zapisując ich wszystkich oraz odpowiednie rzeczy.
- Ja ci pomogę tatuś - odparł Yuya uznając, że może parę razy porzucać za niego.
- Yuya zaczynaj - Tomo podał maluchowi kości.
Grali tak dobre 1,5 godziny dopóki Yuya nie zaczął ziewać. Zaciągnął więc Takano do kąpieli i tuż po niej poszedł spać. Tomo w tym czasie wszystko posprzątał i pozmywał. Podczas powrotu do salonu poczuł ukłucie i krótki ostry ból głowy. Zakręciło mu się w głowie, więc z odruchu usiadł na podłodze przymykając oczy.
- Taka-chan - spojrzał na mężczyznę wyciągając do niego rękę by pomógł mu wstać. - Boli mnie głowa - odparł spokojnie.
- Trochę boli, tak kłuje - wskazał miejsce gdzie odczuwa niekomfortowy ból. - Uhm może... może jutro mnie zawieziesz? Albo po jutrze jak Yuyę będziesz brał do szkoły.
- Nie ma czym kotek, to tylko lekko boli - odparł spokojnie. - No i kręci mi się w głowie - dodał spokojnie. - Uhm położysz się tylko ze mną i mnie mocno obejmiesz?
Tomo wtulił się w niego ze wszystkich sił i zasnął spokojnie. Dopiero koło 8 rano budząc się przez większy ból głowy. Potrząsnął nieco Takano.
- Ne... chyba musimy jechać - szepnął przepraszająco, zaciskając powieki.
- Tatuś wujek już siedzi - oznajmił chłopiec, już całkowicie ubrany. Pomógł tacie doprowadzić Tomo do samochodu i usiadł z nim z tyłu.
Lekarz od razu się nim zajął, podłączając go do kroplówki i dając leki na uśnieżenie bólu.
- Od jutra zaczniemy leczenie - oznajmił spokojnie. - Trochę szybciej niż planowaliśmy.
- Ależ nie - uspokoił go szybko. - Mówiłem panu wcześniej, że jeszcze do końca nie został wyleczony. Po prostu szybciej zaczął mu dokuczać niż to oszacowałem. Mogło to być spowodowane stresem, substancjami szkodliwymi...
- Rozumiem. Niech się pan nie martwi. Jedzie pan do domu - poradził mu mężczyzna.
Tomo obudził się pod wieczór. Wziął swoj telefon i wystukał smsa do Takano.
'Ne... tu jest taki przystojny pielęgniarz, wiesz?'
'Ma bujne czarne włosy, błękitne oczy... i dobrze robi zastrzyki. Podejrzanie długo gdy robi je w tyłek' Tomo zaśmiał się cicho,opadając wygodniej na poduszki.
'Kochanie źle się orientujesz. Już jestem po rozmowie z lekarzem. Zostałes odcięty od informacji, chyba że ci coś powiem' padła równie słodka odpowiedź.
- Ależ 'Ależ skąd... pielęgniarz dostarcza mi potrzebnej rozrywki' - rzucił śmiejąc się pod nosem.
'No to wreszcie przyjedź i mnie od niego trzymaj z daleka, bo aż mi rączki świeżbią' wyjaśnił mu w wiadomości odkładając telefon.
'Twoja wystarczalność jest tu pojęciem względnym. A mój niedosyt aktualnie przeżywa swój zenit. Śpij dobrze' odpowiedział mu jeszcze Tomo, wstając z łóżka i z kroplówką idąc na spacer po szpitalu.
'Ale cię tu nie ma i Saito-senpai musi mi wystarczyć ' dodał jeszcze siedząc teraz na dachu. ' Gwiazdy w mieście są do dupy'
'Saito-senpai przychodzi dzisiaj oglądać ze mną najnowszą Gojirę. Przyniesie popcorn i colę. Hm naprawdę? Szkoda trochę... tutaj coś tam jest... ale lipne te gwiazdy.'
' Ja się nie droczę... prawdę ci piszę' -westchnął chowając telefon do kieszeni i wracając do sali. Chwilę później oglada już wspomnianą Gojirę z Saito, jego senpaiem ze szkoły średniej.
Tomo rano po śniadaniu, skończył w łazience wymiotując. Zapowiadało się kolejne cudowne przeżycie szpitalne. Spojrzał zniećęcony na kroplówę z chemią.
- Eh i widzisz co robię>? - zapytał jej znów wymiotując. Spędził w łazience dobre pół godziny zanim wócil do swojej sali, opadając na poduszki.
Tomo leżał na łóżku patrząc na sufit i licząc na nim plamki, ale kiedy Takano wszedł od razu usiadł uśmiechając się do niego szeroko.
- Jak tam zazdrośniku?
- Oh biedaku - zaśmiał się biorąc sobie od razu jedną babeczkę. - Ja tam oglądałem Gojirę - uśmiechnął się do niego. - Niezła była.
- Gościem specjalnym... heh a zwykłym być nie możesz? To frustrujące... ciągle być specjalnym gościem - żachnął się Tomo, przytulając się nieco do mężczyzny i jedząc babeczkę. - Poradzimy sobie z Yuyą. Poproszę by mnie szybciej wypuścili.
- Mhm... nie wiem czy mam tu francuską telewizję - odparł zgodnie z prawdą. Obejrzałby chętnie, ale jak warunki mu nie pozwolą to nic na to nie poradzi. - Oj tam... już nie przesadzaj. Nic mi nie jest - uśmiechnął się do niego. - Zresztą po leczeniu... jadę z Junem.
- Odpoczywam przecież - uśmiechnął się lekko, puszczając go i odpalajac komputer. - Hm wstukasz mi stronę z której mogę pooglądać ten twój program? - zapytał podając mu laptopa.
- Pewnie, ale tylko pod warunkiem, że nie będę tylko podawał i wyrzucał - dodał pstrykając go w nos. - Bo na taka pomoc to się nie piszę - dodał z uśmiechem, odkładając komputer na bok.
- Jakiej przepowiedni? - zapytał go, bo nie sądził, że Takano wciąż wierzy w te bzdury co mu naopowiadał jego ojciec. Odkaszlnął puszczając go i padając na poduszki.
- Mhm... no skoro tak - Tomo wzruszył lekko ramionami. - Uhm wymiotuję po chemi - rzucił cicho.
- Nie, nie rozmawiałem - odparł spokojnie. - Ale on raczej wie. Tak samo jak ostatnio - uśmiechnął się przepraszająco.
- Porozmawiam z nim - obiecał kręcąc oczyuma. - Ale nic nowego się nie dowiem - dodał z całą pewnością siebie.
- Możesz - Tomo przesunął mu się na łóżko. - I mogę być pewny. Znam podstawy medycyny i wiem, że wymioty to jest skutek uboczny chemioterapii - wymamrotał. Nie dość że był lekarzem sądowym z zawodu to jeszcze dzieckiem lekarza. Taki to w sprawach chorób uparty w trzy dupy.
- Jeszcze nie wiem. Jutro mam mieć zrobione badania. No wiesz... po jednym dniu to trochę kiepsko robć badania - usmiechnąl sie lekko.
- No i ma rację... byłem za krótko - uśmiechnął się lekko, sięgając sobie po drugą babeczkę. - Są pyszne - pochwalił ich.
- Jeszcze trochę. Za miesiąc powinna rodzić - uśmiechnął się do niego. - I jednego zatrzymamy - ucałował go w policzek. - Mały tak się cieszy że będzie nowy piesek
- Ale ja zdecydowałem. Mój domek, moje pieski - pokazał mu język. - Odkupię od ciebie jednego psiaka - dodał z lekkim uśmiechem. - Odbiorę - odparł spokojnie.
- Nie powiem mu - obiecał z lekkim uśmiechem. - Nie masz o kogo się bać. My sobie z Jolie ładnie poradzimy. Potem będzie trochę zmęczona ale szybko dojdzie do siebie.
- Na pewno będą, a Jolie będzie wspaniałą, dumną mamą - uśmiechnął się do niego przymykając na chwilę oczy. - Trochę mi niedobrze - westchnął ciężko.
- Nie, tylko otwórz okno - poprosił go, bo zrobiło mu się zwyczajnie duszno.
Tomo skinął głową, mocno się przykrywając. Odetchnął nieco lepiej kiedy poczuł świeże powietrze.
- Dużo lepiej - odparł z lekkim uśmiechem Tomo podciągając się na łokciach do półsiadu. - Uhm twoją bluzę i pyszne daifuku.
- Pandy nie chcę. Będę przecież z powrotem jechał autobusem. Nie dam rady z pandą - puknął go palcem w czoło.
- Ióóązkowo dobry humor i buziak dla mnie - ucałował go mocnop.
- Pewnie że coś przywiozę. Oczywiście jak będzie gdzie kupić -uśmiechnął się do niego szeroko.
- Odprowadzę cię - zdecydował wychodząc z łozka wraz z kroplówką. - Potem pójde do lekarza - dodał po chwili z lekkim uśmiechem.
- Dobrze, potule go bardzo mocno. A nie odbierasz go dzisiaj? - zdziwił się nieco.
- Dobrze kochanie - ucałował go jeszcze, kuśtykając zaraz za nim po schodach. - Z powrotem wezmę windę - obiecał mu.
- Pa, wejdź dziś po Yuyę do mnie - poprosił go i pokiwał mu jeszcze po czym poszedł powoli do lekarza.
Tomo obejrzał z Yuyą w internecie program z Takano, tłumacząc chłopcu o czym była mowa.
- Słuchaj teraz, słyszysz? Tatuś nas pozdrowił - ucałował malucha w policzek, przytulając się mocno do niego. - Skomentujemy mu wideo na żywo? - zaproponował, pisząc zaraz komentarz że oni go też kochają i wysyłając mu smsa.
Tomo czekał na niego z Yuyą na skypie i gdy ten tylko się pojawił pokiwali mu oboje.
- Tatuś! Wujek jutro wychodzi do domku! - oświadczył mu radośnie Yuya. - A dzisiaj ja śpię z wujkiem w szpitalku - dodał po chwili. - Miałem szczepienie i bolało mocno - pokazał mu znak po szczepionce. - I babcia pozwoliła spać z wujkiem.
- Bardzo tatusiu, ale nie płakałem - chłopiec pokazał mu dwa uniesione kciuki i ziewnął potężnie.
- Psiaki są u taty - odparł spokojnie Tomo. - U nas jest 2 w nocy... Yuya nie chciał zasnąć bo koniecznie chciał porozmawiać - wyjaśnił patrząc na przecierającego zmęczone oczka chłopca. - Szczerze mówiąc dzisiaj wymiotowałem strasznie i ledwie się trzymam.
- Nie wyłączaj się teraz - poprosił go Tomo, kiedy Yuya już mu zasnął w łóżeczku. - Pojadę do domku. Eh bez chemii będę wymiotować mniej i w końcu przestanę. A dziś mam ostatnią - uśmiechnąl się do niego.
- Uhm chciałem ci pogratulować. I powiedzieć że świetnie wyszedłeś w programie - uśmiechnął się delikatnie, palcem dotykajac ekranu by w wyobraźni pogłaskać Takano po policzku. - Kocham cię.
- Pośpiewasz mi trochę? Tylko chwilkę - poprosił go, stawiając laptopa na krześle i kładąc się wygodniej na łóżku.
- Coś ładnego po francusku - zaproponował z delikatnym uśmiechem, ustawiając komputer tak by Takano mógł go widzieć, jak i on mógł widzieć Takaqno.
- Pięknie tam masz - szepnął Tomo, wsłuchując się zaraz w głos Takano i napawając się widokiem. Odetchnął głęboko przymykając oczy i powoli zasypiając.
Dwa dni później Tomo był już z Yuyą w Yukan i ładnie prowadzili piekarnię. Jako że wypadł weekend, nie trzeba było zawozić Yuyi do szkoły. Tomo przyczepił na lodówkę kolejną wizytę z chemią. Lekarz nie chciał mu tak szybko odpuścić. Tym razem miał poczekać 2 miesiące zanim wróci na tak zwaną kontrolę.
Ale nie dane mu to było zrobić, bo kiedy tylko Yuya go zobaczył wskoczył mu radośnie w ramiona.
- Tatuś! - krzyknął śmiejąc się głośno. - Na kolacyjkę są naleśniki - wyjaśnił zabierając od niego torby i pędząc do domu.
- Pewnie, weź ciepłą kąpiel i połóż się do łóżka skarbie - ucałował go mocno. - Dziękuję - przyutlił go jeszcze. - Kolacja będzie dopiero za 3 godzinki.
Yuya chciał mu jeszcze coś pokazać, ale za namową Tomo postanowił tego nie zrobić. Zamiast tego poszedł wraz z Tomo i pieskami na spacerek nad morze. Tomo swoim zwyczajem kupił sobie i maluchowi mleczko czekoladowe, które tak razem uwielbiali.
- Pokażesz tacie medal jak się obudzi. Będzie z ciebie dumny - poczochrał chłopca po głowie.
- Cześć Tatuś - Yuya dał mu buziaka i mocno go wytulił. - Mogę ci coś pokazać, mogę? - zapytał go zaraz, kiedy Tomo rozkładał talerze na stole.
- Oczywiście, że chcę, ale później dobrze - ucałował go lekko z uśmiechem, a Yuya wrócił ze złotym medalem.
- Tatusiu wygrałem konkurs z matematyki! - oświadczył wesoło. - Ale drugi etap taki duuuży jest w Tokio dopiero - dodał trochę stremowany i zestresowany. - Pani powiedziala, że nie musze jechać jak nie chcę.
- Ale to dopiero za miesiąc i tatuś byś mi nadal pomagał robić zadania? - zapytał zaraz chłopiec odkładając medal na stół. - I trzeba jechać aż do Tokio a ja nei chcę robić problemów tatusioowi i wujkowi.
- Już ci mówiłem skarbie, że my z tobą chętnie pojedziemy. No i na dodatek będziemy ci kibicować - uśmiechnął się do niego Tomo. - Prawda?
- I mamy naleśniki dzisiaj - chlopiec wszedł na swoje miejsce i wybrał sobie za farsz nutellę. - SmacznegO! - życzył im wszystkim.
- Tak tatusiu, bardzo chcę - chłopiec zaraz przytaknął wcinając naleśnika. Tomo zadowolił się kawką.
- Jadłem kotek. Zjadłem 2 które mi się przypaliły - uśmiechnął się lekko.
- Z twarożkiem i cukrem pudrem - dodał Yuya bo był przy tym to mógł potwierdzić.
- Więc zjem za godzinkę jeszcze jeden.
- Nie, nie - Tomo pokręcił przecząco głową. - Przełóż zdjęcia na komputer i usiądźcie w salonie, a ja włączę zmywarkę.
- Ale ze mną na czerwoną ulicę pójdziesz? - zapytał go szeptem uśmiechając się lekko i przytulając do niego. - No to podłącz laptopa do telewizorka.
- Bo ja chciałbym zobaczyć jak to tam wygląda - uśmiechnął się do niego delikatnie, nastawiając zmywarkę i idąc za nim do pokoju. Usiadł obok niego na kanapie przytulając się lekko.
- Więc chcę tam pójść, zobaczyć dobrze? Wpisz sobie do punktu naszych wycieczek - poprosił go ucałowując jego policzek. - Może coś fajnego w seksshopie francuskim znajdę - zacmokał chichocząc lekko, po czym wtulił się w Takano już milknąc i oglądając zdjęcia.
- Tatuś? A co to jest? - zapytał Yuya wskazując jakis ładny budynek.
- Wiem kochanie, ja tylko dodaje pozycje do twoich które masz już dla mnie zarezerwowane - dodał z lekkim uśmiechem Tomo, wtulając się w niego mocno. Zagwizdał cicho jak tylko zobaczył wieżę Eifla.
- I najważniejsze, że są toples co nie? - zaśmiał się lekko Tomo, uśmiechając się do niego ciepło i całując go w usta. - Mhm widać że dobrze się bawiłeś.
- O matko - Tomo zakrył oczy palcami. - Nie chcę wiedzieć co na nim jest... I love vodka?
- Ładny - zgodził się z nim Tomo ale nie dotknął tatuaża, bojąc sięże ten jeszcze jest zbyt bolesny.
- Mhm to poczekam z dotykaniem cię tam aż ci zejdzie - stwierdził spokojnie Tomo, idąc do kuchni i biorąc sobie naleśnika. Z rozczuleniem zobaczył jak Yuya zasnął z główką na kolanach Takano. - Czekał na ciebie od rana. Bardzo tęsknił.
- Ja? - uniósł lekko brew wracając z naleśnikiem i herbatką. usiadł w fotelu zaczynając jeść. - Nie - dodał wzruszając ramionami. - Wreszcie mogłem się trochę porządzić. Nikomu się nie podporządkowywać - dodał z niezwykłą szczerością. - Nie było cię tylko 4 dni, każdego widzieliśmy się na skypie. Nie zdążyłem zatęsknić, zwłaszcza że ze szpitala wyszedłem wczoraj.
- Mhm przepraszam - Tomo trochę się zrobiło głupio. Spojrzał na swoje dłonie trzymające herbatkę. Ale nic na to nie mógł poradzić. Spędził w domu tylko jedną noc bez Takano. A tego nie uważał za długo.
- Mhm... po prostu byłem w domu bez ciebie tylko jedną noc. To nie dużo... nie zdążyłem zatęsknić - przyznał cicho, obracając teraz w dłoniach kostkę którą od niego dostał. - Jest śliczna.
- Jest świetna - ucałował go znowu. - Niedługo będę miał ich tyle by ułożyć z nich napis 'serce' i 'nadzieja' - dodał ze śmiechem.
- Idź pierwszy - poprosił go Tomo. - Ja chcę się jeszcze przejść. Dopiero co jadłem... nie lubię spać o kompletnie pełnym żołądku.
Tomo skinął głową i wyszedł zapalic z psiakami tuż przy sobie. Pospacerował dobrą godzinkę zanim wrócił.
Tomo przytulił się do niego, okrywając ich oboje mocno kołdrą i zasnął chwilkę później.
Tomo wstał chwil,e później i przeciągając się i ziewając wszedł do salonu.
- Ładnie pachnie kotek - oznajmił siadając na swoim miejscu.
Yuya zakrył główkę podusią i pomarudził troszeczkę, że jeszcze nie chcę wstawić by za chwilkę jednak zwlec się z łóżka i pójść do salonu. Usiadłjak takie nieprzytomne zombie do stołu i popatrzył na śniadanko.
- A mogę samą bułę z masełkiem?
- Troszeczkę - odparł cicho chłopiec. Przytulił się do niego lekko. - Zimno mi tatusiu - dodał zaraz. - Ale mogę iść do szkoły? Ja muszę iść. Gramy mecz dzisiaj. Przeciwko wrogom.
- Troszeczkę - odparł cicho chłopiec. Przytulił się do niego lekko. - Zimno mi tatusiu - dodał zaraz. - Ale mogę iść do szkoły? Ja muszę iść. Gramy mecz dzisiaj. Przeciwko wrogom.
Prześlij komentarz