Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4001 – 4200 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- I gardełko trochę boli - dodał chłopiec, piąc ciepłą herbatkę.
- Taka-chan, pojade po jakieś leki dla Yuyi. Wskoczę do mamy i zapytam jej jakie leki mu kupić - dodał z €śmiechem, przytulając chlopca do siebie. - Kochanie, wyleżysz w domku dwa do trzech dni i będziesz mógł pokonyąć wrogów 10 razy skuteczniej - puścł do niego oczko.
- Przepraszam tatusiu... jedzonko jest pewnie smaczne - chłopiec zasmucił się że nie ma apetytu. Uznał że zrobił Takano przykrość.
- Kotku - Tomo ucałował malucha w czółko, przykrywając go mocno kocykiem. - Tata na pewno zły na ciebie nie jest.
- Pyszne - zapewnił ich oboje Tomo, powoli kończąc swoją porcję. - Zrobię pierwszą partię bułeczek i pojadę do miasta - zdecydował idąc się ubrać.
- Tatusiu? Nie jesteś na mnie zły, że jestem chory? - zapytał cichutko Yuya, kiedy Takano okrył go mocno kołderką. - A poczytasz mi troszkę książeczkę? - zapytał zaraz. - Wujek Tomo wczoraj poczytał i skończyliśmy 4 część.
- Bo mój tatuś był zły na mnie - przyznał cicho Yuya. - Jak chorowałem krzyczał, bo nie mógł iść do pracy - dodał, wtulając się mocno w swojego misia.
- Kocham cię tatusiu - Yuya przytulił się do misia mocniej i zamknął oczka zasypiając chwilkę później. A Tomo w tym czasie zdążył załatwić wszystko w piekarni, zjeść bento, a przynajmniej połowę, bo Takano zapomniał o rozmiarze jego żołądka. Po czym wskoczył na motor jadąc spokojnie do miasta.
- Mam - Tomo położył wszystko na stole tłumacząc co jest do czego. - Mama powiedziała, że dla Yuyi najlepszy będzie syrop na temperaturę. Malinowy wziąłem - podał mu buteleczkę. - Jedną łyżeczkę.
- Uhm wiem, zauważyłem - przyznał cicho Tomo, pisząc na szybko instrukcję obsługi do każdego leku. - Pytałem o to pani psycholog swojej. Powiedziała mi że póki co musimy po prostu cierpliwie go zapewniać że nic się nie stało, że nie jesteśmy źli czy coś - odparł z lekkim uśmiechem. - Mówiła że z czasem Yuya poczuje się swobodniej, bo jest kochany przez nas. On jest pewnie trochę przytłoczony tą naszą miłością. Boi się że ona zniknie... tak jak jego rodzice.
- Uhm poczekamy - zgodził się z nim zaglądając do pokoiku chłopca. - Już i tak jest lepiej... przecież czasem nabroi, albo jest uparciuszkiem... i nie boi się że go zostawimy.
- Mhm ciężkie będzie twoje życie - stwierdził ze śmiechem. - Ah... bento było genialne - dodał z uśmiechem. - Zjadłem połowę.
- Nie, jeszcze ich nie dostaliśmy - pstryknął go w nos, wyswobadzając się z jego ramion. - Smakowało bardzo - dodał z lekkim uśmiechem. - Ale kochanie ja idę jeszcze do pracy na drugą zmianę.
- Na obiad dokończę bento. Nie dam rady tak dużo jeść kotek - wymamrotał Tomo. Bardzo się starał, ale na samą myśl o jedzeniu miał mdłości. No bo bardzo chciał a nie mógł.
- Nie długo. Myślę że do 3 godzin... Tanaka-san mnie wygania... zrobił się strasznie ważny - zaśmiał się lekko. - Od kiedy dostaje pieniążki, ma jedzenie... mówi że mam się nie wygłupiać i wracać do domu, bo mizernie wyglądam - zachichotał całując go mocno. - Zrób Yuyi naleśniki.
- Pierwsze tygodnie i tak będą musiały spędzić z Jolie, więc... jeśli nie masz nic przeciwko, to moglibyśmy na ten czas pomieszkać u ciebie. Będzie więcej miejsca. Jolie będzie czuła się komfortowo - uśmiechnął się. - A jak będzie więcej piesków to... masz jeszcze brata w Korei przecież. No i twoja bratanica pewnie chciałaby mieć pieska - puścił do niego oczko.
- Zapytamy Yuyę co on na to - odparł spokojnie jedząc swoje bento. - A ja... dam sobie radę - dodał z lekkim uśmiechem. - Jak mi będzie źle to sobie na parę dni wrócę tutaj i potem znów do was dołączę.
- Porozmawiam z nim jak dorosły z dorosłym. I wyjaśnię mu jakiego pokręconego ma wujka - uśmiechnął się lekko. - On rozumie więcej niż przypuszczasz - dodał, kładąc się na chwilę na kanapie z główką na kolanach Takano. - Obudzisz mnie za godzinnkę?
Tomo zasnął spokojnie i przespał całą godzinkę po czym pobiegł do pracy.
- Tatusiu! Tatuś! Tatusiu! - krzyk Yuyi połączony z jego płaczem zaalarmował Takano. Chłopiec płakał jakby kończył się mu świat.
Chłopiec jak tylko go zobaczył wyskoczył z łóżka biegnąc do niego się przytulić i zanosząc się potężnym płaczem. Po dobrym kwadransie uspokoił się na tyle by opowiedzieć Takano swój koszmar z potworem w środku i śmiercią Takano i Tomo.
- Straszny sen - chłopiec jeszcze trochę płakał ale już nieco spokojniej, tuląc się mocno do taty. Nie chciał go już puścić, a już na pewno nie teraz.
- Tatusiu? Poczytasz mi teraz książeczkę? Bo ja... ja się boję być sam...
Yuya słuchał uważnie trzymając Takano za materiał jego spodni. Zasnął dopiero pod koniec 2 rozdziału, poluźniając trochę uchwyt na jego spodniach.
Tomo wrócił z pracy po obiecanych trzech godzinach. Nie wiedział czemu aż tak bardzo się w niej zmęczył. Przez tą chemię brakowało mu kondycji.
- Tadaima - mruknął kiedy wszedł do pokoju. Usiadł od razu na kanapie. - Poproszę zimny soczek pomarańczowy.
- Dziękuję - odetchnął głęboko upijając łyk soku i opierając się mocniej o kanapę. - Dostałem dość duże zamówienie. Jutro spędzę w robocie cały dzień - wyjaśnił trochę cieżko. - Dzwoniłem do taty - wywrócił oczyma. - Przyjdzie do Yuyi.
- Nie, sam sobie poradzę kotek - odparował spokojnie, po czym skinął głową przyjmując to do wiadomości. - Heh nic dziwnego że ma takie koszmary. Przecież jakby nie patrzeć jego rodzice go 'zostawili'...
- Uhm dobrze, to ja wezmę wolne pojutrze. Cukiernia nie może być tak długo zamknięta - zauważył spokojnie Tomo.
- No dobrze, ale jak on usłyszał że Yuya jest chory to powiedział że i tak przyjdzie... poczytać mu książkę, poopowiadać historie... możesz wtedy być w domu.
- Ano to dobrze - dokończył swój sok i wstał zaglądając do kuchni. - Hm... chyba jednak wezmę sobie kawałek naleśnika - zdecydował kradnąc jednego naleśnika.
- Mhm... chyba nie chcesz żebym zjadł tego naleśnika... - Tomo spojrzał na czekoladki i naleśnika i stwierdził, że czekoladką poczęstuje się później. - Będę się nimi delektował.
- No pewnie że się podzielimy. Jedną czekoladkę z tych też mu odstąpię - puścił do niego oczko, a Yuya pojawił się w salonie. Tomo od razu do niego podszedł przytulając go mocno. Opatulił go kocykiem i posadził obok siebie na kanapie. - Tatuś ciepłego naleśnika, herbatkę i leki dla tego przystojniaka.
- Dziękuję - Yuya zabrał sięza jedzenie bo już troszeczkę zgłodniał, a Tomo poczęstował się czekoladką.
- Mhm... przepyszna - oświadczył, kładąc jedną na talrzyku Yuyi. - Posmakuj sobie potem - poradził z uśmiechem.
- Dobrze tatusiu - zgodził się cichutko Yuya. - Wujku? A pośpiewasz mi potem troszeczkę?
- Oczywiście kotek. Nie musisz mnie o to prosić. Z przyjemnością to zrobię - przytulił malca mocno.
- Ale tylko troszeczkę - odparłchłopiec z leciutkim uśmiechem. - Troszeczkę tak.
Yuya grzecznie wypił syropek, a potem poszedł do łóżeczka. Tomo natomiast szybko znalazł się przy nim. Pośpiewał mu dobre dwie godziny, dopóki głos mu nie wysiadł. Wtedy ucałował malucha wychodząc z jego pokoju. Maluch zasnął zdrowym snem.
Tomo pokiwał głową siadając na kanapie obok niego.
- Zdarłem sobie trochę głos - wyszeptał nie chcąc już go za bardzo męczyć.
- Nie, nie. Zrobię sobie pysznej cherbatki z miodkiem - uśmiechnął się. - Tobie też? - zapytał go zaraz.
Tomo przyniosł mu herbatkę chwilkę później i położył się na kanapie z główką na jego kolanach. Nie przeszkadzał mu w rysowaniu.
- Ładny - szepnął oglądając tort na kartce. - Ale... - spojrzał na mężczyznę niepewnie. - Taki... jak zawsze... ostatnio troszkę brakuje ci tego... efektu wow...
- Przepraszam - wymamrotał cicho Tomo. - Ja się na tym nie znam... tylko tak mi się w oczy rzuciło.
- O już jest lepszy - uśmiechnął się, ziewając zaraz. - Un pojedziemy... pojedziemy - dodał zaraz, przeciągając się lekko. - Mogę? Pospać?
Tomo zasnął dość szybko, wtulając się tylko w niego odrobinę mocniej.
Tomo przeciągnął się mocno i ziewnął. Usiadł przecierając zmęczone oczka.
- Kotek? - ucałował Takano na przywitanie. - Wezmę kąpiel ok? - wymamrotał wstając.
- Bo mi się tak dobrze spało - uśmiechnął się lekko, idąc pod prysznic. Kwadrans później był już w łóżeczku.
Tomo uśmiechnął się lekko, przytulając sie do niego.
- Nie martw się. Yuya mocno cię kocha.
- O mnie nie musisz kotek - ucałował go w nosek, przytulając się do niego mocniej. - Kocham cię, dobranoc.
Tomo wyszedł z łóżka o 3 nad ranem. Zrobił dla swoich mężczyzn śniadanko, zjadł pół kawałka chleba i poszedł do piekarni. Wreszcie zaczynał dzień tak jak powinien.
- Troszkę lepiej tatusiu. Gardełko mniej boli - uśmiechnął się chłopiec od razu smakując przygotowanego śniadanku. - Tatuś robisz się lepszy w kuchni japońskiej. Pycha - pochwalił go.
- Oj - chłopiec się zawstydził. - Przepraszam tatusiu - zrobił się czerwony na twarzy przytulając go zaraz mocno. - Tatuś? a pogramy w piłkę jak wyzdrowieję/
- Na obiadek zupkę klopsikową - poprosił chłopiec chowając się mocno pod kołderkę, bo chciał szybko wyzdrowieć. - A zrobimy dzisiaj kilka zadanek z matematyki tatuś? Po obiadku?
- Kocham cię tatusiu - chłopiec wypił grzecznie syropek i przytulił się do swojego misia.
- Bardzo fajną - uśmiechnął się szeroko, biorąc sobie książeczkę i zaczynając czytać.
Tomo kończył właśnie kolejną partię bułeczek, kiedy Takano wbiegł do piekarni, sprawiając że wszystko upuścił na ziemię. Zaklął cicho.
- Co się stało? - zapytał go pomagając wszystkim po sobie sprzątać.
- Ale już? To trochę za szybko - Tomo umył ręce i poszedł wraz z Takano z powrotem do domu. - Potrzebuję miskę z ciepłą wodą i czyste ręczniki - rzucił spokojnie biorąc swoją trobę. Umył raz jeszcze ręce i ukucnął obok psinki najpierw spokojnie ją uspokajając.
- Ok, masz rację - postanowił się nie kłócić. - A teraz potrzebujemy spokoju - dodał patrząc łagodnie na Takano. - Posiedzisz z Yuyą? My sobie poradzimy.
Tomo sprawnie zajął się porodem. Cztery maluchy kilka godzin później skomlały cicho, a on patrzył trochę wilkiem na ich mamę.
- Eh... no musiałaś mnie pogryźć, nie? - westchnął wołając do środka Takano i Yuyę. - Cztery zdrowe szczeniaczki.
- Znakomicie - uśmiechnął się lekko, już nie wspominając że on nie bardzo. Kręciło mu się troszkę w głowie. - Yuya ale nie podchodź do maluszków - poprosił chłopca, widząc jak Jolie patrzy na niego wilkiem. Obudził się w niej instynkt macieżyński. Nawet na Takano szczeknęła kiedy chciał pogłaskać szczeniaczki.
- Kotek to nie najlepszy pomysł - uśmiechnął się do niego przepraszająco. Nie czuł się na siłach żeby wstać a co dopiero samemu się wykąpać. Wyczyścił tylko ręce w ciepłej wodzie, którą miał w misce i oparł się o ścianę.
- Mhm przepraszam - Tomo wtulił twarz w jego pierś. - To chyba od tej krwi, wrażeń i... - pokzał mu swoją biedną pogryzioną dłoń. - Trochę boli... będziemy się musieli przenieść do ciebie.
- Z grubsza pozmywałem krew - odparł zaraz. - Eh ale bałagan nadal jest... dobrze że nic im się nie stało - uśmiechnął się mimo wszystko zadowolony z siebie. - Un ugryzła bo dotykałem jej dzieci...
- A mogę poodpoczywać w salonie? Pospać, albo poleżeć tylko? - zapytał go samemu myjąc sobie głowę i chwilę się relaksując w wannie.
- Na razie sie tym nie martw - poprosił go, wychodząc z wanny i ubierając ciepły dresik. Podał mu łapkę do opatrzenia. - Jakoś jej to wytłumaczymy.
- Nie ma za co - uśmiechnął się do niego, łapiąc go zaraz mocniej. - Kręci mi się w głowie kotek - szepnął mu do ucha. - Bardzo...
- Nie - pokręcił przecząco głową. - W salonie - uśmiechnął się lekko. Z salonu mógł obserwować pracę Takano w kuchni, a nie chciał spać.
Jolie warczała wtedy tylko na niego. Walczyła w obronie maluchów. Tomo przymknął na trochę oczy oddychając głęboko, a kiedy Yuya przyszedł do nich, posunął się na kanapie wpuszczając go do siebie.
- Wujku jesteś super - oświadczył chłopiec. - Ja też tak chcę potrafić.
- Tatusiu? Mogę obejrzeć bajkę? - zapytał go zaraz Yuya, włączając telewizję. - Wujek śpi - szepnął.
- Dobrze tato - chłopiec ściszył trochę telewizor. Oglądał bajkę z zapartym tchem.
Yuya od razu przystąpił do akcji budzenia, potrząsając mocno Tomo.
- Ała - jęknął chłopak. - Maluszku okropny...
- Ooo... a nie mogę odpuścić obiadu na rzecz babeczki? - zapytał zaraz z lekkim uśmiechem, jednak smakując tej zupy klopsikowej.
- Bo wyciągnąłeś mnie z piekarni zanim zdążyłem zjeśc moje bento - żachnął się uśmiechając do niego zaraz szeroko.
- I zmęczona bardzo - zgodził się z nim Tomo ukradkiem oddając mu trochę zupy a sobie zostawiając klopsy. - Pyszna jest ale chcę mieć miejsce na babeczkę.
- W szpitalu - odparł spokojnie. - 44 kg były - dodał po chwili kończąc swojego klopsa. - Yuya będziesz mógł pieski dotknąć po kilku dniach, dobrze? Na razie Jolie jest zbyt waleczna.
Tomo odchrząknął lekko.
- Kochanie jeszcze nie rozmawialiśmy razem o tym czy jakiegokolwiek zostawimy - nakłamał mu trochę, ale chciał żeby Takano był przy tej rozmowie z maluchem. - Zważę się w poniedziałek.
- Dziękuję - Tomo ucałował mocno Takano w policzek po czym zabrał się za swoją babeczkę. - Mhm boska - wyszczerzył się do niego.
- Zważę się w poniedziałek i mi nie marudź - fuknął na niego. - Ah i Yuyuś... przez pewien czas będziemy mieszkali u tatusia w domku, dobrze? - uśmiechnął się do chłopca.
- No nie wiem czy tata nam pozwoli razem spać - puścił do niego oczko, przytulając się do Takano. - Uhm ne Yuya... ale ja mogę czasami chodzić spać tutaj - dodał nieco ciszej.
- Un tak bliżej do pracy - uśmiechnął się do niego Tomo. - I czasem... ja czasem potrzebuję pobyć sam - dodał po chwili.
- Kochanie to nie ma z tobą nic wspólnego. Ja was strasznie mocno kocham - Tomo ucałował Yuyę w policzek.
- Tatusiu? A syropek? - zapytał zaraz Takano, przytulając się do ich obu. Tomo pogłaskał go po główce sprawdzając mu ręką temperaturkę.
- Oj... trochę ciepłe czółko mamy.
- Ja na razie tutaj. Poczytam sobie książeczkę - uśmiechnął się do niego.
- Eh ale nie chcę w łóżku - wywrócił oczyma TOmo. - Przecież nie muszę chcieć - żachnął się.
- Nie powinniśmy - zgodził się z nim odkładając książkę i siadając mu na kolanach. - Ale są dwe inne psiaki które je zatrzymają - dodał całując go mocno.
- Nie, Jolie nie pozwoli ci ich zabrać - uśmiechnął sie lekko. - Przeniesiemy się w weekend ok? Yuya wyzdrowieje do tego czasu i Jolie zacznie normalnie na nas reagować.
- Un dobrze - zgodził się przytulając się mocniej do niego. - Na pewno się uspokoi. Musi się tylko przyzwyczaić do nowego stanu rzeczy i przyjąc do wiadomości, że nie chcemy ich skrzywdzić - uśmiechnął się do niego, całując go znów lekko w usta.
- Mhm... ale jak będzie miała być mamą po raz drugi... to jedziemy do weterynarza. Nie będzie mnie gryzła bez powodu - fuknął po czym uśmiechnął się do niego szeroko, schodząc mu z kolan na rzecz swojej książki.
- Poproszę wodę z cytrynką - uśmiechnął się okrywając się mocno kocykiem i uśmiechając się lekko, kiedy zaczął czytać książeczkę.
- Ne, Taka-chan - Tomo oderwał się na trochę od czytanej książki i popił trochę wody. - Dzisiaj w pracy miałem trochę dziwną sytuację - zagaił chcąc porozmawiać o czymś całkowicie przyziemnym. - Jedna z klientek... jakaś młoda, zaczęła komplementować moje wypieki a ja... ja nie wiedziałem co zrobić - zaśmiał się.
- Mhm... uciekłem do kuchni - przyznał spokojnie. - Oh no przepraszam... tak mi przyszło do głowy - westchnął dopijając wodę i wracając do lektury co by się więcej nie ruszać.
- Bardzo - odparł czerwieniąc się nieco. - Byłem czerwony strasznie... ale takie fajne uczucie potem... no wiesz tak miło mi się zrobiło.
- No wiem, ale to... to tak samo się robi - wymamrotał. No bo przecież nie nad wszystkimi odruchami organizmu swojego miał władzę. - Mam już upatrzonego szczeniaka - dodał ze śmiechem, pokazując na maluchy. - Ten co na uboczu leży. Jest taki... hm mam wszystko w dupie, dajcie mi spokój - roześmiał się. Widząc jak dwa pozostałe się zaczepiają, a ten trzeci leniwie się przeciąga.
- No wiem, ale to... to tak samo się robi - wymamrotał. No bo przecież nie nad wszystkimi odruchami organizmu swojego miał władzę. - Mam już upatrzonego szczeniaka - dodał ze śmiechem, pokazując na maluchy. - Ten co na uboczu leży. Jest taki... hm mam wszystko w dupie, dajcie mi spokój - roześmiał się. Widząc jak dwa pozostałe się zaczepiają, a ten trzeci leniwie się przeciąga.
[nie szkodzi ^^ pomyślałem tylko że nie dostałaś mojego pierwszego posta :P]
- Nie ma tak dobrze kochanie - roześmiał się serdecznie, przytulając do jego piersi głowę. - Poradzimy, dlaczego mielibyśmy nie poradzić? - zapytał go zaraz, wstając z kanapy i przeciągając się lekko. - Idę się przejść. Jak dziadek przyjdzie i nie będziesz miał co robić to jestem na plaży - ucałował go mocno.
[ooo pokaż *.*]
Tomo wziął psiaki ze sobą i wyszedł z domu przeciągając się lekko. Odetchnął głęboko świeżym powietrzem.
[niezłe... :) i chcesz iść w kierunku rysunku? czy decydujesz się na psychologię? x)]
Yuya grzecznie rozwiązał pięć zadanek, ale przy szóstym temperaturka go zmogła.
- Tatusiu cyferki mi się rozmazują - poskarżył się Takano, już nie potrafiąc myśleć o zadaniu. Dzwonek do drzwi oznajmił przybycie dziadka.
- Oh daj spokój - uśmiechnął się mężczyzna. - To dla mnie przyjemność - dodał spokojnie. - Zostanę z maluchem trochę, a ty sobie odpocznij - poklepał go po ramieniu.
Tomo w tym czasie zdążył już być w wodzie z paroma innymi surferami. Pożyczył deskę od swojego kumpla, który teraz zdobywał kolejną falę. Tomo natomiast suszył się na piasku kiedy Takano do niego dołączył.
- Yo - przywitał się z nim wstając i otrzepując się z piachu. - Rufus i Perełka wylegują się tam - wskazał miejsce gdzie psiaki zmęczone biegami padły prawie bez życia.
- Popływałem trochę - uśmiechnął się lekko. - Akira - wskazał na mężczyznę znów wpadającego do wody ze śmiechem po niezbyt udanym triku. - Pożyczył mi deskę i ręcznik - dodał zaraz wycierając się trochę dokładniej. - Dziadek przyszedł?
- Kotek przestań mi marudzić - wywrócił oczyma ściągając jednak mokrą koszulkę i zakładając na siebie jego bluzę. - Nie wszystko musi mi się skończyć szpitalem - burknął.
- Musiałbym sobie najpierw deskę załatwić - puknął go palcem w nos. - A jak wiesz wszystko mi spłonęło - żachnął się ze śmiechem siadając z powrotem na piasku.
- Sempai! - Akira wylazł z wody i teraz wesoło do niego machał szybko się do nich zbliżając. Wbił obok nich swoją deskę i wyciągnął mokrą dłoń do Takano. - Akira Takiyama - przedstawił się z promiennym uśmiechem, po czym walnął się na piasek obok Tomo przeciągając się mocno. - Za miesiąc będą pierwsze zawody - zrobił aluzję.
- Za miesiąc będę w Tokio dopingować swojego synka na zawodach matematycznych - puknął go w głowo Tomo. - Poza tym nie mam formy i tylko bym się zbłaźnił - żachnął sie. - Ah... ale za półtora miesiąca znajdę ci ucznia - dodał z lekkim uśmiechem. - Takano mówił mi właśnie jak bardzo zachwyciła go twoja władza nad deską - dodał uznając to za świetny żart. Akirze oczy zaświeciły się z radości i zaraz uklęknął przed Takano.
- Naprawdę?! - krzyknął z trudem powstrzymując wybuch prawdziwej radości. - Oh aależ ja jestem kiepski w te klocki - dodał z pozorną skromnością.
- Senpai! To się świetnie składa! W naszym klubie brakuje nauczyciela, może zechciałbyś go przejąć? - Akira teraz zwrócił się do Tomo, jako przewodniczący klubu miał do tego prawo. Kurosagi zakrztusił sie nieco, ale chwilę później po przemyśleniu wszystkich za i przeciw wzruszył ramionami.
- Czemu nie - zgodził się. - Ale nie będzie taryfy ulgowej, no i Takano zacznie ćwiczyć z grupą początkujących - zdecydował. - Którą biorę na siebie - dodał zaraz.
- Świetnie! - ucieszył się Akira. - To przyjdź jutro do klubu - poprosił z wielkim uśmiechem. - Ty też rzecz jasna, kouhai - dodał patrząc ze śmiechem na Takano.
- Przecież nie twierdzę, że zacznę od razu. A poza tym żeby wejść na deskę do wody trzeba najpierw przejść przez szkolenie lądowe, które mi nie zaszkodzi - wywrócił oczyma. - Przestań mnie traktować jak ojciec - westchnął pstrykając go w nosek.
- Jak będziesz grzecznym uczniem to dostaniesz kilka lekcji w bonusie - obiecał mu ze śmiechem.
- No to ci mówię, że je dostaniesz jak sobie zasłużysz - pokazał mu język ale zaraz ucałował go lekko w pyszczek. - Co tam ze sobą przyniosłeś? - zapytał zaraz.
- Być grzecznym i jednak przyjść na te pierwsze treningi. No wiesz... to będzie moja pierwsza praca nauczyciela... - odchrząknął lekko - Trochę się wstydzę sam - dodał rumieniąc się nieco i pijąc trochę mleczka czekoladowego. - Yuya ci wydal zdrajca jeden co lubimy pić na plaży?
- Nie będę się ciebie wstydził - burknął siadając mu na kolanach. - Będziesz mi pomagał pozostać w szwanku - uśmiechnął się lekko. - Moje kochanie - ucąłowal go lekko, pijąc dalej mleczko.
[wiesz... przez Twoją nieobecność mi się nudziło :P i zapisałem się o tutaj - http://ashita-no-gakuen.blogspot.com - wszystko przez Ryu-chan... i Soul Eatera... którego mi poleciła do oglądania. 51 odcinków w dwa dni :D xDDD dobra wiem... wariactwo. Spałaś w samochodzie w niemczech? czy tym razem inaczej?]
[no tak, szkoła :) mhm to masz wujka w Niemczech? O ja cie... ale w sumie fajnie, wakacje spędzić za pół darmo :P]
Dokończył w milczeniu swoje mleczko i przymknął na chwilę oczy wsłuchując się w dźwięk morza.
- Tylko się postaraj być dobrym uczniem - pogroził mu palcem przed nosem.
- O to się nie martwię kochanie. Przecież ty prawie nigdy mi wstydu nie robisz, no chyba że zachowujesz się jak nadopiekuńczy dupek - mruknął od niechcenia wstając i przeciągając się mocno. - No bonusowe lekcje nie wystarczą na nagrodę?
[oj to spoksik, jeszcze została cała jedna xD a tak na poważnie to ucz się pilnie :) ]
- Już się nie martwę - wyszczerzyl się do niego i zawołał do siebie psiaki. - Idziemy się przejść? - wyciągnął dłoń do Takano.
- Wzdluż plaży, nie daleko - odparł biorąc go za rękę pewniej i ruszając brzegiem oceanu. - Lubisz wodę/
- Mhm ale ze mną sobie popływasz - uśmiechnął się do niego, przytulając sie mocno do jego ramienia.
[sorki znikam robić obiad :) ]
- Wiem, wiem... też z wami pójdę na basen - obiecał mu to z uśmiechem, całując go w policzek. - Kocham cię wiesZ?
- No... nie, wtedy to się zastanawiam, czy cię kocham - puścil do niego oczkośmieąc śę pod nosem.
- Koniecznie - szepnął mu do ucha, przerywając na chwilę pocąłunek, ale zaraz znów ucałował go mocno, przysuwając się do niego ze wszystkich sił.
- Dobrze - zgodził się ochoczo, po czym przytulił śę mocno do jego ramienia. - Prowadź kotuś - poprosił go spokojnie sie do niego tuląc i tylko sprawdzając, czy psiaki za nimi idą.
- Wiem kochanie, nie mam ci czego wybaczać. Nie robisz nic złego - ścisnąl mocniej jego dłoń, nie puszczajac go ani na trochę. Nie chciał by takano został sam ze swoim smutkiem.
Ukucnął za jego plecami, obejmując go lekko i głaszcząc po głowie. Pozwolił mu płakać, nie przerywając mu ani na moment. On sam strasznie płakał podczas pobytu na grobach rodzinnych.
- Jestem przy tobie kochanie, ona też przy tobie jest. Patrzy na ciebie z nieba i jest z ciebie dumna - szepnal mu do ucha. - Ja tez jestem.
- Może to i lepiej że bierze z nim teraz rozwóD? - zaproponowal cicho.
- Zmieni Taka-chan - ucałował go w kark. - Nie będziesz musiał jej widzieć, już nigdy nie będziesz musiał jej oglądać - szepnął mu do uszka.
- Nikt ci nie cofnie czasu kochanie. Musisz postarać się pogodzić ze stratą. Inaczej nigdy ci lepiej nie będzie - mruknął cicho, wtulając sie w niego mocniej niż chciał. Nagły ból głowy trochę go zaskoczył. - Kochanie jej brak w twoim życiu zmieni dużo - postanowił jeszcze zapolemizować. - Nie będzie cię denerwowała. Ale musisz sobie pozwolić na odpuszczenie. Twoja mama na pewno by nie chciała, żebś tak się zadręczał.
- Jeszcze nie - poprosił go, otulając się mocniej jego bluzą. Wstał z miejsca wtulając się w niego i zachwycając się jego zapachem. - Kocham cię skarbie, kocham. Zawsze przy tobie będę.
- Kłamczuch - uśmiechnął się do niego, ciesząc się że jest tak ciemno i Takano nie widzi jaki jest pobladły. - Ne, Taka-chan - skradł mu buziaka. - Wracajmy do Yuyi - poprosił go.
- Ale nie biegnij tak - żachnął się Tomo. - Jakby nie patrzeć, mam tylko 44 kg żywej wagi. takie tempo to dla mnie spory wysiłek - jęknął, niemal biegnąc przy nim. - Taka-chan nie jest mi zimno - wymamrotal. Bo nie było.
Tomo zdążył już dostać niezłej zadyszki, a serducho trochę mocniej kołatało mu się w piersi. - Na pewno - zapewnił go byle tylko szli wolniej. - Eh przecież jem - wybuchnął. - Chemia mnie nie rozpieszcza, ok? - westchnął ciężko.
- Nie mogę się nie starać, bo jak was zostawię to mi pomrzecie - wymamrotał niezadowolony, zapinając bluzę pod samą szyję, ciesząc się z jego bliskości. - Kocham cię - szepnął jeszcze, kiedy dotarli do domu. Odruchowo uderzył się lekko kilkakrotnie po twarzy, żeby nie widział jaki blady jest.
- Staram się nadać sobie trochę rumieńców - wymamrotał troszkę niezadowolony. Jego ojciec szybko znalazł się przy nim sprawdzając jego czoło.
- Nie ma temperatury - oznajmił tylko, odsuwając się już, od piorunującego go wzrokiem Tomo.
- Nic mi nie jest, głowa boli tylko - wywrócił oczyma chłopak. - Nie wziąłem leków wieczorem - przypomniał Takano.
- Poleżysz dziś ze mną i nie zaśniesz dopóki ja nie zasnę? - zapytał go jedząc kisiel trochę trzęsącymi się rękoma. Nie dlatego że go bolało, tylko dlatego że strach powoli nim starał się zawładnąć. I najgorsze w tym wszystkim że mu się to udawało.
- Demo ne... to nie tak, że coś mnie boli - wymamrotał, no poza głową ale pomińmy ten szczegół. - Tylko tak... trochę się boję - wyjaśnił cicho, łykając leki i popijając je herbatką.
- Uhm ja wiem, ale... - popatrzył na swoje trzęsące się ręce. Ta choroba go zmieniała. Trochę wyniszczała, ukazywała największe lęki. - Mogę położyć się z Yuyą? - zapytał zanim zdołał się ugryźć w język.
- No bo masz to zrobić - wymamrotał łapiąc go za rękę i ciągnąć za sobą do pokoju Yuyi. Przytulił się do chłopca a Takano pociągnął za sobą by również się położył.
Tomo zrobił zawiedzioną minkę i z westchnieniem usiadł na łóżku.
- No to nie wiem co mam zrobić - przyznał bez bicia kompletnie rozstrojonyu.
- Ale ja chciałem pospać z waszą dwójką - poskarżył mu się trochę już nieptrzytomnie. Wtulił się mocno w Takano przymykając oczy. - Ale ty ze mną zostań.
Tomo wtulił się w jego ramiona zamykając oczy. Zasnął dość szybko, jednak całą noc nie wypuszczał Takano z ramion. Nie chciał by mu zniknął.
Tomo tego dnia dłużej sobie został w łóżeczku, tuląc się do Takano nawet jak już się obudził. Nie dał mu znać że już nie śpi. Dopiero po dobrych dwóch kwadransach przeciągnął się, całując go lekko w ustka.
- Co na śniadanko mamy? - zapytał go.
- Coś dobrego, ale lekkiego - poprosił go wtulając się w niego mocno i całując go po pyszczku. - Bardzo dobrze się spało, ale uhm... nie wymęczyłem cię?
- Jesteś pewien? Nic a nic? - upewnił się spoglądając na niego bo nie wiedział czy ten mówi prawdę. Odsunął się trochę od niego. - Główka nie boli - dodał wesoło.
- Przepraszam, zrobiło mi się słabo i głowa zaczęla boleć. Sam się przestraszyłem - przyznał mu się muśąąc jego nosek ustami. - Ale już jest ok...
- Dobrze tatusiu, gardełko tylko boli - wyszeptał chłopiec wchodząc do łóżka swoich rodziców. Wszedł w sam środek, wtulając się w obu nich.
- Mój kochany - Tomo wtulił się mocno w chłopczyka. - Stęskniłem się za tobą. I wiesz co? Dzisiaj tata znika do pracy a my zostajemy sami.
- Ale na śniadanko jeszcze czekamy od ciebie - puścił do niego oczko Tomo, przeciągając się lekko. - Poczytamy książkę? - zaproponował Yuyi, zaraz rozpoczynając czytanie.
Uśmiechnął się do niego przepraszająco, ale przecież nic nie poradzi na swój brzuszek burczący mocno. Kończył Yuyi czytać drugi rozdział, kiedy Takano przyniósł im jajeczniczkę.
- Mhm... pachnie cudownie - pochwalił go.
- Dobrze tatusiu - chłopiec zaczął spokojnie jeść, ale w połowie przestał. - A mogę teraz tabletkę na ból gardełka? - zapytał bo mocno mu dokuczało.
- To dobrze kochanie. Dbasz o mnie i o mój mikro żołądek - puścił do niego oczko.
Yuya pierwszy połknął wszystkie leki i po dłuższej chwili dalej zaczął konsumować swój posiłek, a Tomo odłożył niedojedzony posiłek i zamknął oczy.
- Powoli ale sukcesywnie się rozciągnie - mruknął. - Ale nie do rozmiarów twojego - żachnął się. Szczerze wątpił by kiedyś pozwolił sobie na aż taką beztroskę.
- Przestań - poprosił go łykając tabletki i popijając je wodą. Doskonale to wiedział, ale wolał to robić po swojemu. Powoli.
Tomo pozbierał do końca po śniadaniu i uruchomił zmywarkę, po czym wrócił do Yuyi i wraz z nim porysował trochę, nowe rysunki zaraz przyczepiając na lodówce.
- To co kochanie? - zapytał malucha, okrywając go kocykiem. - Co robimy dzisiaj na obiadek?
- Hm to może zrobimy omuricu? - zaproponowł, bo wiedział że i Takano i Yuya uwielbiają ten obiadek. _ Będzie w sam raz - zakazął rękawy i zabrał sido pracy.
- A czujesz się na siłach? - zapytał go Tomo, po czym nie potrafiąc mu odmówić skinął lekko głową. - Chodź - postawił mu krzesło przy blacie i podał cebulkę. - Popłacz sobie troszkę - zaśmiał się cicho.
Uśmiechnął się lekko i w nagrodę dał mu buziaka w policzek i lepsze zadanie kolejne. Musiał przyprawić mięsko.
- Kochanie nie wiem - Tomo odebrał od niego mięsko i zaczął wszystko ze sobą łączyć i smażyć potrawę. - Widzisz teraz mamay malutkie szczeniaczki i nie możemy piesków zostawić samemu. Potem będzie twój konkurs - €śmiechnął sie do niego lekko. - A potem ja was opuszczę bo jade na wycieczkę z przyjacielem. Ale wrócę.
- Hm zobaczymy co zrobimy po konkursie, a po wycieczce to na pewno - uśmiechnął się do niego. - Przywiozę kochanie. Co tylko będziesz chciał - dodał z lekkim uśmiechem.
- Eh kochanie pewnie, że go odwiedzimy - zgodził się swobodnie, po czym złapał za patelnię by podrzucić omlecik. - I pójdziemy na dobre lody
[dobranoc]
- Jak będziesz grzeczny - roześmiał się serdecznie, zsuwając omlet na talerz. Poszedł otworzyć drzwi i zdumiał widząc jakąś francuzkę z dzieckiem w dłoniach i jakiegoś goryla obok. - W czym mogę służyć? - zapytał ich po francusku.
- Szukam ojca tego dziecka. Takano - odparła dziewczyna, a Tomo otworzył szerzej oczy. - Uhm... w cukierni - wskazał dłonią odpowiedni budynek, bo tylko na tyle było go stać.
Kobieta nic mu nie powiedziała. Zamiast tego obóciła się na piecie i położyła dziecko na ziemi zostawiając je same sobie.
[oh taki czarny humor xD]
- To nie mój problem - odparował mężczyzna. Wynajęla go, to wszystko.
Tomo tymczasem dokończył ten obiad i podał do stołu. Nie był wściekły, tylko drżały mu ręce i bolało serce. I nie wiedział czy to przez to co się stało czy przez chorobę. Usiadł razem z Yuyą na kanapie, teraz ju nie otwierając dzwoniącemu do drzwi. Takano miał klucze, gości się nie spodziewał.
- Smacznego - uśmiechnął się dość słabo do malucha.
- Uhm dobrze - Tomo o dziwo nie protestował za dużo. Poszedł z nim do sypialni i nawet się do niego przytulil opierąąc głowe o jego pierś. _ Słucham cię - szepnął.
Tomo mu nie odpowiedział, tylko zamknął mocniej oczy nadal się od niego nie odsuwając.
- Boli mnie serce - wymamrotał cicho. - Jeszcze dużo miałeś takich psychicznych partnerów? - zapytał go.
Tomo pokręcił przecząco głową bo tego to akurat nie wiedział. Ucałował go lekko.
- Chodź, bo Yuya będzie się martwił - poprosił, biorąc go za nadgarstek i ciągnąc go za sobą.
- Omuricu... razem robiliśmy - przytulił lekko Yuyę. - Maluszek kroił cebulcię - puścił oczko do Takano. - Mam nadzieję, że zasmakuje.
- Nie jestem, tylko boli mnie - odparł zgodnie z prawdą, masując serduszko. - I eh nie mam ochoty jeść - dodał jeszcze z westchnieniem.
- Wezmę - obiecał mu jeszcze trochę jedząc, ale połowę niestety zostawiając. Yuya cicho ich słuchał jakby trochę bojąc się, że znów się pokłócą. - Nic się nie stało - uśmiechnął się lekko wstając i siadając mu na kolanach.
- No nie powiem żeby było przyjemnie - zamknął oczy wdychając jego zapach, który powoli pozwalał mu się rozluźnić.
- Możemy już nie drążyć tematu. Ufam ci - wymamrotał, bo nie chciał teraz o niej rozmawiać. Odetchnął głęboko wstając z jego kolan. - Wezmę leki.
Tomo wziął odpowiednie leki i posprzątał ze stołu. Usiadł na kanapie a zmęczony Yuya położył się z główką na jego kolanach.
- Wujku opowiesz mi bajkę? - zapytał go cicho.
- No pewnie skarbie - Tomo nachylił się by ucałować malca w czółko.
- Nie idź jeszcze - poprosił go Tomo. - Ona tam na pewno jeszcze jest - wyąmamrotał. Mimo że mu ufał, to zazdrość trochę go gryzła. żął Yuyę na ręce i zaniósł go do pokoju.
Tomo uśmiechnął się do niego, opowiedział Yuyi dwie bajki zanim ten zasnął i wrócił do salonu. Ucałował go w policzek.
- Dziękuję i przepraszam za siebie - wymamrotał, już go puszczając by poszedł kończyć to zamówienie.
Tomo skinął głową i odprowadził go do drzwi, po czym usiadł pod nimi, zaciskając mocniej powieki. Zadzwonił do mamy godzinę później, bo ból nie chciał mu minąć, a ona poradziła wziąć mu dodatkową dawkę leku.
- Ale mamo... - Tomo westchnął cicho do słuchawki. - A jak się uzależnię?
- Tomo, boli cię? Boli. Nie katuj się więc - westchnęła. - I przyjedź jutro na kontrolę.
Tomo siedział w kuchni na podłodze trzymając w dłoniach tabletkę i wodę do popicia.
- Taka-chan... - spojrzał na mężczyznę. Do tej pory walczył ze sobą nie wiedząc co zrobić. Toczył bitwę. - Zadzwoniłem do mamy... i powiedziała że mam wziąć drugą dawkę, ale... ale ja się boję - wyjaśnił mu to. - Jak poszło z torcikiem?
Chłopak nadal powątpiewywał w słuszność tej decyzji, ale w końcu przełknął tabletkę popijając ją wodą. Przytulił się wtedy mocno do niego. Dla Tomo ten dylemat był dużym zmaganiem ze sobą.
- Jedziemy na jakąś imprezę do twojego brata? - zapytał z lekką nadzieją trzeba przyznać.
- Jutro pojadę na kontrolę, mama prosiła. Wtedy ją poprosze żeby przesunąć kolejną kontrolę - zaproponował. - No bo... chciałbym pojechać - przyznał mu.
- Albo do drugiego dziadka, hm? Może by chciał na trochę maluszkiem się zająć? - zaproponował bo nie chciał odsuwać taty Takano od ich życia, a tymbardziej od Yuyi.
- Pewnie, zadzwoń - Tomo ucałował go delikatnie i skinął głową. - No bo uhm pomyślałem, że może twój tata też czasem by chciał pocieszyć się wnukiem. Moglibyśmy Yuye czasem do niego wozić, albo on by przyjeżdżał - podsunął pomysł. - Niekoneicznie teraz - dodał zaraz idąc z nim do łazienki. - Uhm ale ja nie wchodzę pod prysznic kotek, trochę mi zimno.
- W wannie ci zasnę, taki problem - odparł chłopak, podchodząc do umywalki. - Umyję się tylko szybko - dodał przytulając się na moment do jego plecków.
- Ostatnio na mnie krzyczałeś że ci w wannie zasypiam - skrzyżował ręce na piersiach piorunując go wzrokiem.
Tomo nie był tego pewien ale w końcu wszedł do wanny, czując lekkie dreszcze na ciele. - Kochanie a pokażesz mi ten torcik?
- Troszkę, ale nie mam temperaturki - odparł spokojnie, przykładając czoło do jego czoła by mógł to sobie sprawdzić. - Uhm dzisiaj... ten dylemat mów... uhm to była naprawdę trudna decyzja - usprawiedliwił się.
- Ale zanim spać to jeszcze torcik... i zjem sobie suchego chlebka - uśmiechnął się do niego, przymykając oczy. - Kocham cię Taka-chan, tak bardzo.
Tomo wyciągnął do niego łapki i pozwolił mu się wytrzeć, po czym ubrał cieplusi dresik.
- Jeszcze zobaczyć torcik i kawałek chlebka - uśmiechnął się lekko.
- O ja cię - spojrzał na tort gwiżdżąc z podziwem. - Jest cudny - ucałował go. - I nie banalny - dodał bo przecież ostatnio Takano wpadł w jakieś takie sztampowe wzory.
- Jak dla mnie bomba - przytulil go ze wszystkich sił. - Na moją 30tkę też zrobisz taki wypasiony? - zapytał go kończąc jeść chlebek.
- Dobrze kochanie - uśmiechnął się wskakując mu na plecki, by go zaniósł do łóżeczka. - Dobranoc - szepnął.
Tomo obudził się rano i wyszedł po cichutku z łóżka. Zrobił śniadanko i wziął leki. Poszedł wtedy do pokoiku Yuyi ucałować go rano i poczęstować śniadankiem.
- Jak się czuje moja Myszka? - zapytał chłopca.
- Przeprowadzimy się do dużego domku - odparł z uśmiechem Tomo, obejmując go ramieniem i troszkę podjadając mu śniadanka. Nie wiedział jak chłopcu powiedzieć, że zostanie z dziadkiem.
- Bo już nie boli gardełko i lepiej się czuję tatusiu - chłopiec uśmiechnął się do niego szeroko. Tomo poczochrał małego po włoskach.
- Będziesz mógł z nami spać - zgodził się. - Ale... dziadzia do ciebie przyjdzie w ten weekend dobrze?
- Do Tokio? I zobaczę dziadziusia? - chłopiec wstał z łóżka wyraźnie ożywiony. - To narysuję dla wujka laurkę a tatuś da - dodał zaraz biegnąc po kredki i kartki.
- O... to dobrze - uśmiechnął się lekko Tomo, wstając z miejsca. - Ubiorę się i pojadę na kontrolę - dodał po chwili.
- Nie sam - pokrecił przecząco głową. - Chciałem porozmawiać trochę z Junem. Ma wolną chwilę. Pojedzie ze mną, a potem na jakąś kawę i będę przed obiadem, albo krótko po nim - ucalował mocNO Takano.
- przyjadę - obiecał, jeszcze raz go całując i wychodząc z mieszkania. - Masz pozdrowienia od Takano - rzucił na powitanie Junowi wsiadając na jego motor i obejmując go w pasie.
- Ale w weekend jesteś niedostępny, a mi zależało na spotkaniu, więc ją przesunąłem - pokazał mu język, przeciągając się lekko i idąc w stronę szpitala. - A tak poważnie... wczoraj bardzo bolało mnie serce i mama poprosiła mnie o przyjście dzisiaj - wyjaśnił.
- chyba i jedno i drugie - odparł zgodnie z prawdą. - Poprzedniej nocy zaliczyłem załamkę... bałem się spać sam - przyznał trochę zażenowany. - A wczoraj przyszła była Takano i twierdziła że on jej zrobił dziecko. Trochę zabolało - przyzna spokojnie. - Ale jest ok, wysłuchałem go i nawet nie krzyczałem - podniósł kciuk do góry. - Widzisz? Uczę się.
- Jest ok, nie jego - odparł spokoJNIE> _ Ale i tak zabolało. To chyba normalne, nie? - zapytał go bo może on przesadzał> Usiadł w poczekalnćżęąąc na swoją kolej.
[szlag... ale tnie...]
[i miała rację...]
- Wiem - skinął pogodnie głową. - Chciałem tylko się z tobą spotkać. Od tak porozmawiać. To źLE? - zapytał go. W końcu dawno nie widział przyjaciela. - Zobaczyć jak się trzymasz kiedy Ryu z tobą nie ma - dodał uśmiechając się lekko. - Ok, skoczę na chwilę na kontrolę i pójdziemy na kawę albo lody czy coś. Ja stawiam - rzucił jeszcze kiedy zobaczył czekającego na niego lekarza. - Jak chcesz możesz wejść ze mną - zaproponował od niechcenia.
- No tak, reka przyjaciel mężczyzny - puszcił do niego oczko, po czym wszedł do gabinetu wrAZ Z JuNEM> Lekarz zrobił szybki przegląd, poddają różnym c Tomo różnym badanIOM> Po czym omówił z nim wyniki.
- Idziemy ku lepszemu - ośwąćżł z usmiechem.
- No pewnie - uśmiechnął się, pakując do kieszeni kopertę z wynikami, które zamierzał pokazać Takano. - Wykupię tylko receptę, ok? - zapytał go jeszcze idąc z nim do apteki, a chwilę później już siedzieli w kafejce z pucharkami lodowymi.
- Staram się - odparł uśmiechając się lekko. - Tylko przez tą chemię dużo wymiotowałem - przyznał się. - Dlatego znów moja waga jest rozpaczliwie niska. Widziałeś dzisiaj... 45 kg mam - westchnął jedząc lody. - Jedziesz do Tokio w ten weekend? - zapytał. - Tzn... sorki do Shizuoki?
- Biedaku - poklepał go po ramieniu. - A jak on sobie radzi? tęskni ZA Yukan? Za TOBĄ? - zainteresował się. - Będziemy teraz mieszkali trochę u Takano - uśmiechnął się. - Urodziły się jolie trzy maluchy. Póki nie podrosną przenosimy się tam.
- Oddajemy dwa, a trzeci zostaje z nami. Mam już nawet upatrzonego psiaka. Strasznie apatyczny, leniuszek - zaśmiał się, czochrając się po włosach. - Yuya chciał żebyśmy jednego zatrzymali - usprawiedliwił ich decyzję.
- Trochę opieki tak, ale wiesz... my już mamy trzy, więc jeden dodatkowy to właściwie już czysta formalność - uśmiechnął się delikatnie. - Jolie mnie pogryzła jak rodziła - pokazał mu swoją zabandażowaną dłoń. - A tak poza tym to jedziemy do Tokio w ten weekend. Na urodziny brata Takano - uśmiechnął się lekko. - Pojedziemy samochodem...
- Tak doktorze - uśmiechnął się. - Została odkażona i odpowiednio opatrzona. Następny poród będzie odbierał weterynarz - dodał ze śmiechem. Więcej nie da się pogryźć. - Tylko wiesz będziemy jechać z Yuyą, no i szybciej pójdzie... a ja kiedyś muszę przecież się przełamać.
- Wiem, ale wtedy prowadziłem. Wybacz, że musiałeś po mnie przyjeżdżać - westchnął cicho. - No to może pojadę pociągiem sam... nie chcę żeby oni sie tłukli nim przeze mnie.
- No dobra, ale jak Takano znów wymyśli rezerwowanie całego wagonu pociągu? - uniósł lekko brew. - Wiesz nie jest to złe - odchrząknął. - Ale mi tak dziwnie - przyznał śmiejąc się pod nosem i zjadając do końca swoją śmietankę.
Tomo miał ochotę rzucać mu przykładami z rękawa ale zamiast tego spiorunował go wzrokiem.
- Dobra... dawno - przyznał niechętnie. Szukał dziury w całym zupełnie nie potrzebnie. - Porozmawiam z nimi - obiecał wzdychając nieco. - Zobaczymy co zdecydujemy - dodał zaraz.
- Oj no bo jestem przewrażliwiony i on trochę też. Nad moim zdrowiem... niby rozumiem ale mnie to wkurza. No... nikt nigdy aż tak przewrażliwiony nie był - wyjaśnił. - To dzowne - zaśmiał się lekko.
- I nie jesteś - uśmiechnął się do niego Tomo, kończąc swoje lody. - Dzięki że ze mną dziś pojechałeś - dodał jeszcze. Naprawdę był mu za to wdzięczny. Chwila wytchnienia każdemu się przydaje.
Prześlij komentarz