Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4201 – 4400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- No tak... eh wybacz mi za tamten telefon... co chciałeś wracać - podrapał się z zażenowaniem po głowie, ale po prawdzie od tamtej pory nie nosił pierścionka zaręczynowego. Nosiłgo przy sobie, na łańcuszku w kieszeni. - Yuya nam zachorował, ale już powoli zdrowieje.
- Noszę pierścionek - położył go na stole obok pustego naczynia po lodach. - spada mi z palca - wsuńął go na palec i pokazał co robi pierścionek. - Więc póki co mam wymówkę... jakoś mi lepiej bez pierścionka na palcu - westchnął ciężko.
- Nie lubię... heh bardzo go kocham i chcę z nim być, ale to... - wskazał na pierścionek. - Czasem mnie przytłacza - wyznał szczerze, zamawiając sobie jeszcze kawę mrożoną. - Mou... już niedługo będę miał te 50 kg!
- Ja mam wrażenie, że to... - wskazał na pierścionek. - Będzie mnie ograniczać... ugh ograniczało mnie - dodał po chwili. Wiedział że to jego wina, ale mimo wszystko nie umiał się od tego uwolnić.
- Un pewnie tak - zgodził się z nim. - Ale głupio mi tak to powiedzieć przy Takano. On może nie zrozumieć - wymamrotał ciężko. - Dobrze, że mam ciebie - uśmiechnął się szeroko.
- No dobrze, skoro tak to chyba spróbuję się nie martwić - wziął tabletkę i popił ją kawką. Musiał się trzymać rozpiski więc nie było innego wyjścia.
- Właściwie to tak. Zastanawiałem się nad małym prezentem dla Yuyi i Takano - odparł spokojnie, chowając resztę leków do torby. - Dla malucha książeczkę, no bo dostał się do dalszego etapu konkursu a jeszcze tego nie świętowaliśmy.
- Orenżadę? W sumie nie głupi pomysł - wyszczerzył się do niego i wstał z miejsca. - No to możemy iść po orenżadę.
- Un no bo to nie jest zły sposób. Maluch nam uwielbia czytać, choć jeszcze ma duże problemy i najczęściej to my kończymy czytając mu do snu. Ale to nie jest złe. Fajnie tak - uśmiechnął się.
- Uhm jestem, tylko no wiesz... jest za spokojnie, czekam podświadomie na nadejście burzy - dodał zgodnie z prawdą, zwalniając kroku. - Możemy iść wolniej? Nie nadążam za tobą - usprawiedliwił się. - Nie... na studiach nie myślałem o przyszłości...
- I tu mnie masz - roześmiał się serdecznie. Tak, właśnie tak było. Nie umiał się cieszyć. - Nom, na studiach chciałem tylko żyć w zapomnieniu...
- Ale staram się to robić - wymamrotał. - Przecież się nim cieszę. Mam wspaniałego synka - uśmiechnął się do niego. - Faceta niby też, acz zbyt nadopiekuńczego.
- I jest teraz lepiej? - zapytał go. - W waszym związku? Może też powinieneś nakrzyczeć na Takano? - zaproponował ze śmiechem, wchodząc do księgarni. Miał upatrzoną książkę. Nie był to zaskakujący wybor. Zwyczajnie kolejna część 'Niefortunnych przygód' bo kończyli tom 4.
- Ja nie krzyczę na swojego faceta - uśmiechnął się delikatnie. - Czasami tylko - zgodził się niechętnie, płacąc za książkę. - Yuya będzie zachwycony - uśmiechnął się zadowolony z zakupu.
- Tak - zgodził się. - Hm pomyślałem, że mógłbym zrobić ciacho - stwierdził w końcu. Tęsknił ostatnio za prostym sernikiem na zimno. Uznał że mógłby zrobić je na popołudnie. - Wiem Jun-chan. Postaram się za bardzo na niego nie warczeć.
- Przyniosę - obiecał mu wesoło, dobierając składniki do sernika. - Może wpadniemy do ciebie po południu - zaproponował spokojnie. Uznał, że przecież dawno go nie odwiedzali. Przyniósłby ciacho i poczęstował pozostałych Amakusów.
- Mhm... wiesz przez chwilę moje mieszkanie będzie wolne. Jak chcesz możesz tam trochę pomieszkać - zaproponował od niechcenia.
- Nie proponowałbym ci tego gdybym uważał, że zrobisz mi jakiś burdel. Szybciej mi posprzątasz niż rozwalisz - zachichotał mając już wszystkie składniki. - No to wpadnij do nas wieczorem - zaproponował.
- Szkoda... liczyłem na darmową sprzątaczkę - jęknął przeciągle, idąc do kasy i kupując odpowiedne rzeczy. - Oki możemy wracać.
- Taa, ale czasami za tym tęsknię - założył kask na głowę siadając za nim i obejmując go w pasie. - Ryu mówił, że uczysz go jeździć. - Uczysz? Swoim motorem? Wow...
- E tam... wystarczy że go zaparkujesz przed akademikiem i pójdziesz do niego pieszo - roześmiał się serdecznie. - Nie podobały ci się studentki? Powinieneś być zachwycony.
- Oj tam... zawsze możesz motor wpakować do samochodu. Masz duży bagażnik - przypomniał sobie że kiedyś przewiózł jego maszynę.
- Ale przyszedł Ryu i uratował swoją księżniczkę z opałów - roześmiał się serdecznie przekrzykując wiatr. - Możemy trochę poszaleć? - zapytał po chwili, obejmując go trochę mocniej.
Uwielbiał taką jazdę i dawno już jej nie 'uprawiał', tak więc trochę żałował że tak szybko się skończyła.
- Widzimy się wieczorem - podał Junowi kask. - Dzięki że ze mną pojechałeś - dodał jeszcze kiwając mu na dowidzenia i wchodząc do domu. - Tadaima - krzyknął od progu.
- Ooo i jak wyszły? - zapytał ściągając buty i ściskając malucha mocno. - Mam coś dla ciebie kochanie - dodał zaraz, podając maluchowi książeczkę i orenżadę. - Za to że tak dzielnie się spisałeś na konkursie - ucałował go w czółko.
- Ja ciebie też maluszku - uśmiechnął się do niego szeroko i biorąc go za łapkę. Weszli razem do salonu. Ucałował Takano w usta. - Wieczorem wpadnie Jun - oznajmił mu. - Na sernik na zimno, który wam zrobię - dodał z uśmiechem, pokazując mu zaraz wyniki swoje. - Ważę 45 kg.
Pokręcił przecząco głową.
- Czekamy aż przytyję. Na razie dostałem sporo leków i rozpiskę jak je brać - poszedł do kuchni i przykleił ją magnesem na lodówkę. - Będzie ciacho - uśmiechnął się szeroko, wykładając składniki do szafek i lodówci. - Zgłodniałem trochę - przyznał się.
- Itadakimasu - uśmiechnął się do nich szeroko, zaczynając wcinać sukiyaki. - Mhm pyszności. Yuya dobrze cię prowadził przez smaku japońskie - pochwalił malucha, pokazując język Takano.
- Naprawdę? - spojrzał na Takano z lekkim uśmiechem. - No to poradziłeś sobie pierwsza klasa - ucałował go mocno.
- Ale deser będzie prosty - odparł chłopak. - I nie tak dobry jak twoje - dodał zaraz kończąc swoją porcję i podjadając trochę porcji Takano. - Sernik na zimno... ostatnio chodzi mi po głowie.
- Ale jak wezmę to mogę coś zostawić i będzie mi głupio... - usprawiedliwił się, uśmiechając się lekko. - Wyjątkowo mi dzisiaj smakuje.
- No ale to niegrzeczne zostawiać - westchnął cicho ale zaczął wcinać dalej. - Mhm smakowały mi - rzucił szybko. - Ale dzisiaj smakuje mi wyjątkowo...
- Pewnie - zgodził się zaraz, zbierając naczynia i wkładając je do zmywarki. Usiadł mu na chwilę na kolanach, przytulając się lekko. Potrzebował chwili odpoczynku.
- Hm... to może kupmy mu coś jajcarskiego - zaproponowal Tomo, głaszcząc go po piersi z delikatnym uśmiechem. - Na przykład: książka na samotne wieczory, prezerwatywa na przygody, sprośny film na ręczną robótkę i coś jeszcze... co by mu się do domu mogło przydać.
- Pewnie, że możesz. To jest nawet wskazane - roześmiał się serdecznie. - Pójdę zrobić sernik - dodał po chwili całując go delikatnie i idąc do kuchni.
- Pojadę z tobą, ale najpierw skończe pracę w piekarni. I wieczorem może się przeniesiemy do ciebie - odparł rozpoczynając pracę nad serniczkiem.
- Okay, pasuje - uniósł kciuk do góry, wstawiając pierwszą warstwę do lodówki i zabierając się za drugą. - Pojedziemy do Tokio samochodem?
- Uhm no bo może wolisz jechać samochodem - odparł spokojnie chłopak. - Podasz mi tortownicę? - zapytał go zaraz, bo zabrakło mu rąk.
- No tak ale chciałbym się z tych lęków wyleczyć - szepnął Tomo całując go przelotnie i kończąc sernik. - Terzaz tylko musi się zestać i polejemy galaretką.
- Pewnie głuptasie - pstryknął go w nosek, robiąc im herbatki. - Nie jesteś zły że zaprosiłem Juna, nie? - upewnił się muskając jego wargi swoimi.
- Ale ty też możesz swoich pozapraszać - odparł szybko chłopak, wchodząc mu na plecki i wtulając się w niego. - Moje kochanie!
- Takie ognisko będzie świetne - zgodził się z nim, biorąc go za łapkę i wracając z nim do salonu. -Ale po imprezie pójdziemy z Yuyą na lody dobrze? Następnego dnia.
- Uhm dobrze - przytulił go mocno. - Ale nie marudź jak będę palić - pstryknął go w nos, całując go zaraz w policzek.
- Postaram się sprostać temu wyzwaniu - puścił do niego oczko i ucałował go w czubek nosa. - Eh kotek ja nie rzuce palenia - żachnął się. - Poza tym lekarz powiedział że to niekoniecznie były fajki.
- Nie chcę - przytaknął tylko wstając i przeciągając się lekko. - Uhm pójdziesz na chwilę ze mną do łóżka? Na godzinkę? Potrzebuję drzemki...
Tomo przytulił się do niego mocno w łóżku, wdychając jego zapach i chowając głowę w jego piersi zanim zasnął.
Pokręcił przecząco główką.
- Nic a nic kochanie - ucałował go w pyszczek. - Tylko... chciałem się potulić bo cię kocham.
- Koniecznie musimy je kupić - odparł ze śmiechem Tomo. Naprawdę je lubił, ale tylko kiedy pachniały na Takano.
- Wiem to... próbowałem tych twoich perfumów na sobie - wymamrotał. - Pachniały okropnie. Pasują tylko tobie - ucałował go w policzek. - Bardzo mi się podobają - uśmiechnął się do niego. - To źle?
- A co? Moja woda toaletowa ci się nie podoba? - uniósł lekko brew spoglądając na niego. - Mhm... możemy czegoś poszukać.
- Dobrze kochanie - szepnął mu jeszcze, zanim zasnął w jego ramionach.
Tomo przespał jeszcze dobre pół godziny zanim dołączył nieco zaspany do reszty przepraszając Juna za swoją nieobecnośc i jakoąś tak odruchowo przytulając go mocno.
- W co gracie? - zapytał Yuyi, który to męczył Juna i Takano jakąś planszówką. - Zrobię wam kawy i postawię ciacho - zdecydował, całując krótko Takano.
- Moja krew - poczochrał Yuyę po włosach i zniknął w kuchni, by zaparzyć wodę. - Kto chce kawkę a kto herbatkę? - wyhylił się z kuchni tylko na chwilę, żeby zebrać zamówienia.
- Ale już nigdy ze mną nie zagrasz tatusiu? - chłopiec autentycznie się przestraszył, że taka sytuacja nastąpi, kiedy sprzątał grę.
- Ja z tobą zagram kochanie - odparł na to Tomo. - A tatę do tego zmusimy. Brak seksu i kanapa podziała na niego jak bicz - puścił oczko do chłopca, stawiając na stole talerzyki i tackę z ciastem. Chwilę później doniósł kubki z gorącą jeszcze herbatką. - Smacznego.
- Wytłumaczę ci później - obiecał mu Tomo pstrykając malucha w nosek i siadając na fotelu. Nałożył sobie mały kawałek ciasta.
Tomo spiorunował Juna wzrokiem i trzepnął go zaraz przez głowę, po czym spojrzał na Yuyę.
- Bo to wymaga dłuższej rozmowy kochanie - odparł łagodnie, głaszcząc maluszka po policzku. - Dziękuję - uśmiechnął się do Takano szeroko. - To było ulubione ciasto Juna na studiach - rzucił przypominając sobie to od niechcenia.
Tomo spiorunował Juna wzrokiem i trzepnął go zaraz przez głowę, po czym spojrzał na Yuyę.
- Bo to wymaga dłuższej rozmowy kochanie - odparł łagodnie, głaszcząc maluszka po policzku. - Dziękuję - uśmiechnął się do Takano szeroko. - To było ulubione ciasto Juna na studiach - rzucił przypominając sobie to od niechcenia.
- Na pewno - obiecał mu przy świadkach, widząc te pełne satysfakcji uśmiechy Juna i Takano. Głupole jedne. - Leć się bawić - poradził chłopcu, który wziął swoje ciacho i poszedł do swojego pokoju.
- Bardzo śmieszne - uderzył Takano w głowę gazetą. - Poradzę sobie - spiorunował wzrokiem Juna, pijąc swoją herbatkę.
- O tym to ty możesz sobie pomarzyć - mrukńął kończąc swoj kawałek ciasta. - Nie pomoże i bedzie się nabijał. Bujaj się.
Tomo usiadł Takano zaraz na kolanach trochę się do niego przytulając.
- Wyjaśnię mu że takie szantaże to tylko ja mogę robić - uśmiechnął się słodko.
- Hej, ale nie przeszkadzasz - od razu zsiadł z kolan Takano. - Un albo jak chcesz iść to cię odprowadzę i dam ci jeszcze ciasta do domu - zaproponował.
- Odprowadzę cię też - zdecydował Tomo. - Wezmę psiaki na spacer, ok? - dodał jeszcze, całując mocno Takano w usta i idąc ukroić Junowi kawałek ciasta, tak na 4 porcje, jakby chciał sobie je pozjadać. - Proszę.
- Odprowadzę Juna i przejdę się jeszcze trochę z psiakami, zapalę i wrócę - obiecał, ubierając kurtkę na siebie.
- Wiem, porozmawiam - obiecał, wołając do siebie psiaki i wychodząc za Junem.
- Nie rzucę - przyznał się, odpalając papierosa. - Ale palę mniej. Jedna paczka starcza mi dwa dni, a nie tylko jeden. To już jakiś progres - mruknął zaciągając się dymem papierosowym.
- Jun, ale ja nie umiem ok? Nie piję i nie ćpam i powiem szczerze że w tej sytuacji w jakiej jestem trudno mi bez tego. Wiele razy już myślałem by zorganizować sobie haszysz - wymamrotał przyznając mu się do tego. - Bo chociaż mógłbym zapomnieć na chwilę że jestem chory...
- Wiem Jun - uśmiechnął się do niego, kończąc fajkę i resztę chowając do kieszeni spodni. - Dlatego się staram i jeszcze nie zamówiłem...
- Hai, hai - skinął głową, obiecując mu to jeszcze raz, by wzmocnić swoje stare słowa. - Zadowolę się fajkami i postaram się ograniczyć do paczki na 3 dni.
- I będzie - obiecał mu kiwając mu jeszcze i chwilę jeszcze spacerując z pieskami zanim wrócił do domku. - Już jestem - wskoczył Takano na kolanka, bo Yuya w wannie się kąpał. - Tęskniłeś?
Wtulił się w niego mocniej miziając go noskiem po szyjce.
- Porozmawiam z nim - obiecał z uśmiechem. - A sernik naprawdę ci smakował? - uniósł lekko brew jak zwykle podejrzliwy. Otrzymywać pochwały słodyczy od Takano to wciąż było nieco podejrzane.
- No bo to są jednak wypieki... no wiesz twoja działka - wymamrotał Tomo. - Nie mogę się z nimi równać - ucałował go w ustka. - Ale cieszę się, że czasem mogę coś zrobić co ci posmakuje.
- Muszę się jakoś od reszty wyróżniać - wsunął dłonie w jego włosy muskając jego nosek. - Cieszę się, że to lubisz - dodał zaraz. Naprawdę chciał sprawiać mu takie niewielkie przyjemności.
- Czym jeszcze? Poza tym że same ze mną kłopoty i jestem bardziej uparty od ciebie miejscami? - zapytał go ze śmiechem na ustach. - Mój - ucałował go jeszcze raz mocno. - Mój, mój!
- Opowiem, opowiem - poszedł z nim do pokoju i usiadł obok niego na łóżku. - Więc seks... hm robią to ludzie, którzy się bardzo kochają, pary. Jak kobieta i mężczyzna... - odparł bo trochę mu było niezręcznie o tym mówić. - Robi się to w łóżku - dodał jeszcze pozostając przy podstawowym wariancie seksu. - Wtedy dochodzi do zbliżenia. To jest coś nieco więcej niż całowanie i przytulanie.
- Kochanie to trochę za trudne jeszcze do pojęcia dla ciebie - ucałował go w czółko. - Oczywiście śpimy w łóżeczku - zgodził się z nim. - Wrócimy do tej rozmowy jak będziesz trochę starszy dobrze?
- Dla przyjemności kochanie - odparł szczerze Tomo. - A jeśli mówimy o kobiecie i mężczyźnie to również po to, żeby zrobić dzieci - pogłaskał go po policzku.
- Myślę kochanie że to wszystko po trochu - zachichotał Tomo. - Zrozumiesz jak trochę dorośniesz - obiecał mu to przytulając go mocno. - Pośpiewać ci kochanie?
- Dobrze - pogłaskał go jeszcze po policzku, po czym zaczął mu cicho śpiewać kołysanki, wychodząc z jego pokoju dopiero kiedy chłopczyk zasnął snem mocnym. - Kochanie? - Tomo usiadł mu znów na kolanach. - Doktor powiedział, że będzie ze mną dobrze. Na pewno jeszcze czeka mnie chemia ale... rozumiesz? Raczej będzie dobrze. Naprawdę nie umrę - wtulił się w niego. - Tak bardzo się cieszę...
- Cieszę się, że mam twoje wsparcie i Yuyi i Juna - wyszeptał wtulając się w niego mocniej. - Uhm ale muszę ci coś powiedzieć - dodał po chwili. - Ja... ja chciałem kupić haszysz - wyszeptał zagryzając mocno wargi. - Już parę razy byłem tego bliski - wyjaśnił mu cicho. - Bo nie mogłem sobie poradzić.
- Wiem, że nie dasz. Ja teź nie chcę... tylko mówię jak jest - wymamrotał chowając mocno w niego głowę. - Ulżyło mi na tej wizycie dzisiejszej. Bardzo - szepnął.
- Uhm możemy tak chwilkę posiedzieć? - zapytał go jeszcze tylko wdychając zapach jego i jego perfum.
- zgodziliśmy się razem że sprawy dorosłych są skąplikowane a ja nie umiem tłumaczyć - zachichotał, cały czas się do niego tuląc. - I mały poszedł spać.
- Oj tam, da sobie radę... powiedziałem mu że ludzie robią to dla przyjemności, albo po to żeby zrobić dzieci - wyjaśnił. - I że robi się to w łóżku... żeby nie wchodzić już w szczegóły...
- Ale wtedy oddeleguję tatusia do rozmowy - zaśmiał się całując go w policzek i przytulając się mocniej. - Jutro przyjdzie dziadek do Yuyi i wpadnie Maksik z lekcjami - dodał po chwili. - Więc będziemy mogli jechać wtedy do miasta.
- Pomogę - obiecał mu całując go w policzek. - I pójdziemy na lody do mojej ulubionej kawiarenki - dodał zaraz, przytulając się do niego znowu mocniej.
Tomo więcej już nie mu nie powiedział, przynajmniej na razie, tylko się tak tuląc.
- Tęskniłem za takim przylepowaniem - zaśmiał się cicho.
- Dobrze - zgodził się z nim wstając i idąc do łazienki. - Ja biorę prysznic pierwszy - ucałował go jeszcze zanim zamknął za sobą łazienkę.
Tomo wziął szybki prysznic i chwilę później siedział już na łóżku w swoim nieśmiertelnym dresiku.
- Mój skarb - szepnął jeszcze Tomo muskając ustami jego szyję, zanim zasnął porządnie.
Nie musiał czekać długo. Tomo tylko poinstruował dziadka co jest gdzie i pożegnał się z Yuyą i Maksem po czym dołączył do Takano.
- Motor czy samochód? - zapytał go wychodząc na zewnątrz.
Cmoknął tylko dołączając do niego.
- Ja prowadzę z powrotem w takim razie - zarządził, obejmując mocno Takano.
Złapał się go mocno i uśmiechnął pod nosem. Takano musiał wiedzieć, że on uwielbia szybką jazdę.
Tomo zgrabnie zeskoczył z motorku podając mu kask i przeciągając się lekko.
- Czyli idziemy w te kanony o których rozmawialiśmy? Książka, prezerwatywa, sprośny film?
- Świetnie - wyszczerzył się do niego wchodząc do centrum handlowego. - Wiesz tu jest jeden sexshop który uwielbiałem jak byłem w liceum. Prowadziła go wtedy mama mojego kumpla i zawsze dostawaliśmy gratisiki - roześmiał się serdecznie, trzymając go mocniej za rękę.
- Ja też nie - wywrócił oczyma. - Tylko jak szliśmy z kumplem do jego mamy - wzruszył ramionami. - Lizaki w kształcie penisów dobre były - dodał całując go w policzek.
- Pewnie - uśmiechnął się lekko. - Ne... widziałem w markecie ostatnio jakieś piwo bezalkoholowe. Kupimy je? - zapytał go. - Poudaje trochę że z wami piję - złapał go mocniej za rękę, kiedy wciągnął go do sexshopu.
- No więc tak - postawił go przed półką z filmami dla dorosłych. - Tutaj są o lekarzach. Wiesz fetysze z fotelem ginekologicznym i takimi tam innymi - spojrzał na niego ostrożnie. - Ty znasz brata lepiej więc wybierz, a ja poszukam fajnego gadżetu.
Spojrzał na tytuł i pokiwał z uznaniem.
- Dobry wybór - mruknął zanim zdążył się ugryźć w język. - Zastanawiam się nad pompką do penisa a poduchą w kształcie cycków - mruknął, po chwili biorąc poduchę. - Dobrze mu się będzie czytało książkę na podusi - uśmiechnął się do Takano.
- Pewnie, musi być trochę z jajem - uśmiechnął się leciutko. - Ale teraz może książka z tych bardziej normalnych i może... może kupmy takie pudełeczko i np garstkę cukierków przykryjmy wieloma prezerwatywami, co by miał zapas - zaproponował.
- Pewnie - podszedł z ich zakupami do lady i zapłacił za wszystko. - Renowi się spodoba - zachichotał.
- I za moje piwo też zapłacisz? - zapytał go przytulając się do jego ramienia.
- Całej zgrzewki to nie, bo nie wiem czy mi zasmakuje - dotknął z rozbawieniem jego policzka. - Myśłąłem o tym drugim tytule z twoich wyboru.
- Pewnie - zgodził się idąc do odpowiedniego działu i wybierając dwa pudełka. Większe i mniejsze. Mniejsze z przeznaczeniem wiadomym, większe by wszystkie gadżety się w nim zmieściły. Odnalazł Takano w kolejce do kasy i podał mu pudełka plus swoją mangę.
- Oj kochanie chyba będę cię musiał wziąć kiedyś na wycieczkę po miasteczku - stwierdził wesoło, przeciągając się nieco i idąc do marketu. Szybko kupili co mieli kupić, po czym Tomo poprowadził Takano do swojej ulubionej kawiarenki. - Mają tu dobrą kawę i lody - zamówił sobie pucharek lodów waniliowych z bitą śmietaną.
- Widziałem - roześmiał się serdecznie. - Ale nas usprawiedliwiłem... szepnąłem jej na ucho że szykuje się orgia w domu na 20 osób - puścił do niego oczko, zajadając swoje lody.
- No nie przesadzaj kochanie - poprosił go Tomo ze śmiechem na ustach. - Przecież nic takiego się nie stało. Ona będzie teraz się rumienić jak nas zobaczy - dodał śmiejąc się serdecznie i zajadając swoje lody. - No ba... Ren się nie spodziewa.
- A co on ci sprezentował? - zainteresował się zaraz Tomo, kończąc warstwę bitej śmietany.
- Mhm - zamruczał z delikatnym uśmiechem. - Takie jak mój dzisiejszy z orgią? - postukał łyżeczką o swój pucharek i nabrał trochę lodów, by podać mu je do posmakowania.
- Mhm pychotka - oblizał jego łyżeczkę dokładnie, wracając jednak do swojego pucharka. - Kocham cię, wiesz? - zapytał go cichutko.
- Oj no bo tak rzadko się rumienisz, że cię muszę pod włos brać - zaśmiał się cichutko, muskając go ustami.
- Ja zawsze jestem do schrupania - roześmiał się Tomo, kończąc swoje lody i kiedy to zrobił przytulił się do niego mocno.
- Ty też nie lubisz - odbił pałeczkę, ciesząc się z tych wspólnie spędzonych chwil. - Kochanie a skoczymy w Tokio do apteki jeszcze? Bo tutaj jednego leku nie mieli - wyjaśnił zaraz. - Mam jeszcze z poprzedniego opakowania ale się kończy powoli - wyjaśnił mu z delikatnym uśmiechem.
- Ej no... wcześniej mieli - obronił to wypizdowie. - Tylko teraz nie... zamówiliby nowy nakład ale uznałem że i tak będziemy w Tokio więc - wzruszył ramionami. - po co mają się kłopotać.
- Do tej pory zamówią - uśmiechnął się delikatnie, splątując ich palce razem ze sobą.
- Na pewno dam ci znać - obiecał mu to z uśmiechem. - Po prostu teraz jedziemy więc mogę sam kupić, prawda? - skradł mu buziaka.
- Jak bym wiedział że nie jedzeniemy to powiedziałbym wcześniej - pstryknął go w nosek, po czym zarumienił się trochę. - Un ja ciebie też - wybąkał. - Nie, nie. Wszystko już mam.
- Musimy - poprawił go, bo przecież i Yuya miał teraz tutaj więcej rzeczy niż u niego w domku. No i psiaki trzeba było przewieźć. Wstał i zapłacił za nich, po czym wziął Takano za rękę i pociągnął w stronę wyjścia.
- Super - uśmiechnął się do niego szerzej, siadając za kierownicą i czekając aż Takano go mocno złapie, zanim ruszył od razu przyspieszając by przemknąć przed zamianą świateł na czerwone.
- Przecież uważam - odkrzyknął mu, lawirując teraz między samochodami, by w końcu z niezadowoleniem zahamować gwałtownie i stając na kolejnym czerwonym. - Wyszedłem z wprawy - burknął do siebie.
Poza miastem Tomo się już nie hamował, dopiero przy Yukan zwalniając bo jednak w ich malutkim miasteczku dzieci biegały po uliczkach, a tych nie chciał niechcący pomordować. Przystanął przy domku z wielkim uśmiechem.
- Dobrze się jechało!
- Dobrze - zgodził się zamykając za nimi drzwi. - A my się spakujemy - uśmiechnął się, wyciągając swoją torbę podróżną.
- Prawie spakowani - wyszczerzył się do niego Tomo. - Ale rozłożysz siedzenia tylne? Trzeba psiaki przewieść... ty je przenosisz - zastrzegł sobie bo jeszcze się z Jolie nie przeprosili.
- Wujku a mogę jeszcze wziąć gry? - zapytał go nagle Yuya.
- Ale spakuj tylko te w które grasz częściej - poprosił Tomo, dostawiając do swojej torby gitarę.
- Weźmiesz jeszcze Yuyę, a ja zamknę mieszkanie i jeszcze skoczę na chwilę do piekarni - ucałował Takano mocno. - I przyjdę do was spacerkiem - zaproponował takie rozwiązanie.
- A zrobimy dzisiaj ognisko? Proooszę! - Yuya wskoczył odpoczywającemu Takano na kolanka. - Już powiedziałem wujkowi żeby przyniósł dobre bułeczki bo będą kiełbaski!
- Taak! - chłopiec wtulił się mocno w Takano. - Opowiem dziadzi jakie pieski mamy i powiem mu że nudno było jak chorowałem i pójdziemy na spacer! - dodał entuzjastycznie.
- Zobaczę o czym z dziadziusiem porozmawiać. Tatuś? Ale ty musisz ładnie się zachowywać na przyjęciu u wujka, bo jak nie to będzie kanapa i nie będzie seksu. Zobaczysz... wujek tak zrobi. Biedny tatuś - przytulił go mocno i współczująco. - Wujek idzie! - krzyknął zaraz, biegnąc do drzwi i otworzył je na oścież. - Wujek!
Tomo przytulił malucha ze śmiechem.
- Już się stęskniłeś? Mam bułeczki tak jak obiecałem.
- Nie wiedziałem, że bez twojej... - Tomo ucałował go lekko, ściągając buty. - Dostałem smsa że tata prosi o bułki na ognisko - wyjaśnił.
- Nie skłamałem... tylko troszeczkę - uśmiechnął się chłopiec. - No bo potem porozmawiałem z tobą tatusiu i się zgodziłeś na ognicho!
- Ale tatusiu ja chciałem ognisko a ty byś się nie zgodził - chłopiec zrobił smutną minkę, biorąc bułeczki od Tomo i zanosząc je do kuchni.
- Bo tatuś ty nie lubisz ogniska - wymamrotał cichutko Yuya patrząc w podłogę. Wstydził się, że ich okłamał, ale przecież nie zrobił nic złego, prawda?
- Bo trzeba dużo sprzątać i ostatnio jak sprzątałeś to brzydkie wyrazy mówiłeś - wyjaśnił swoje spostrzeżenie. - Przepraszam.
- Dobrze tatusiu - chłopiec skinął lekko głową.
- A tatuś postanie się nie mówić brzydkich wyrazów - dodał jeszcze Tomo.
- Tatuś? A co to kac?
- I wtedy jest kanapa i nie ma seksu? - upewnił się czy dobrze zrozumiał, patrząc na niego wyczekująco.
- Dziwnie ludzie - skomentował chłopiec biegnąc już do pokoju, a Tomo przytulił się do niego lekko.
- Muszę trochę odpocząć, przepraszam że ci na razie nie pomogę. Posprzątam - obiecał.
- Nie zasłabnę - obiecał mu, całując go leciutko. - A jak poczuję się słabiej to dam ci znać na pewno i może pozwiedzam sypialnię - puścił do niego oczko.
- Mogę tylko wziąć sobie kocyk? - upewnił się ale poszedł zaraz do sypialni po jeden ze swoich ulubioncyh kocyków i zaraz leżał na kanapie odpoczywając z wielkim uśmiechem.
Tomo zdrzemnął się trochę, ale zapach jedzonka go obudził i chwilę zanim Takano ich zawołał wyszedł na dwór.
- Pachnie cudnie - pochwalił mężczyznę, siadając na krześle przy ognisku.
- Pewnie - skinął głową upijając trochę herbaty. - Mhm bułeczki z masłem czonknowym, coś pysznego - uśmiechnął się idąc zaraz po Yuyę i wracając z chłopcem, który był najgłodniejszy z całej ich trójki. Taką miał ochotę na jedzonko z ogniska.
Yuya od razu zabrał się za szamanie i ku zdziwieniu Tomo zjadł jeszcze 3 takie kiełbaski oraz 4 chlebki, kiedy on sam skończył jedną kiełbaskę i dojadał drugi chlebek.
- Tatusiu mogę jeszcze jedną? - zapytał Yuya.
- Dobrze tatusiu, bardzo mocno mi smakuje - usprawiedliwił się malec, popijając jedzonko herbatką. Tomo tymczasem skusił się na jeszcze kawałek bułeczki.
- Patrząc na niego... - oblizał lekko wargi. - Choć pół jeszcze zjem.
- A jak bede gruby to tatuś mnie nie będzie kochał? - chłopiec się przestraszył i odłożył nadgryzioną parówkę na talerzy. - Już nie chcę tatusiu - spuścił wzrok, a Tomo trzepnął Takano przez łepek.
- Kochanie tata będzie cię kochał. Bardzo mocno - zapewnił go.
Yuya skinął główką i dokończył kiełbaskę, po czym podziękował i zebrał po sobie naczynia.
- Wujku mogę się wykąpać?
- Pewnie skarbie - Tomo wstał i odłożył na chwilę talerzyk. - Napuszczę ci wody i będziesz mógł się pluskać.
- Mhm ale chciałbym jeszcze jeden kawałek chlebka... i lampkę wina białego - poprosił go o to. Bo skoro Yuya kładł się spać to on chciał się trochę potulić z Takano.
- Pół lampki? I i wypijesz ze mną? Proooszę - ucałował go mocno.
Tomo mu nie odpowiedział, tylko poszedł pomóc Yuyi i dopiero jak wrócił objął go mocno.
- Ale dzisiaj jest specjalna okazja - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Przeprowadziliśmy się tutaj.
- Oj ale dochodzi do tego jeszcze pierwsze rodzinne ognisko - dodał spokojnie. - Takie tylko rodzinne - uśmiechnął się lekko i skinął głową. Usiadł na kanapie i wziął swój napoczęty chlebek do rąk. - Podobało mi się Taka-chan... bardzo.
- Jestem szczęśliwy - uśmiechnął się do niego, zaraz przytulając głowę do jego torsu. - I nawet zjadłem więcej niż zazwyczaj - pochwalił się.
- A Yuye też już spakowałeś? - zapytał go tylko. - Pograsz mi coś jeszcze? - zapytał zaraz, patrząc tęsknie na pianino. - Twój ulubiony utwór... ale nie z mojego reprertuaru - pstryknął go palcami w nosek.
Tomo zamknął oczy wsłuchując się w utwór. Uwielbiał słuchać gry pianina, a kiedy robił to Takano, wyglądał strasznie seksownie.
- Mhm - Tomo był już wtedy przy nim. Oparł dłonie na jego ramionach, by zaraz mocno go przytulić. - Uwielbiam gdy grasz - szepnął mu do ucha. - Dodaje ci to seksapilu - zaśmiał się cicho.
- Opieka nad Yuyą... - wzruszył ramionami. - Jesteś wtedy taki łagodny, kochany... seksowny - ucałował go w nosek. - Gotowanie... jesteś do schrupania.
- Powiem ci jak mi się coś jeszcze przypomni - uśmiechnął się biorąc jego palec do ust i ssając go lekko. - Ja cię po prostu tak kocham że seksapil jest tu niepotrzebny.
- Jesteś - zapewnił go. - Czasem po prostu bardziej niż zwykle - dodał spokojnie, kiedy już się od siebie oderwali.
- Zagraj - usiadł obok niego. - A mogę zagrać coś z tobą?
- A może 'Somebody I used to know' (nie pamietam tytułu) - zaproponował.
- Dobrze - Tomo również to zrobił i zaczął, bo prawa była ręką wiodącą. Przy myleniu się śmiał się razem z Takano, by na końcu mocno go pocałować.
- Tej wyżej - odparł spokojnie. - Ale daj mi dopić moje winko... chyba że po myciu w łóżeczku.
- Przyszykuję. Może być w tej dużej wannie? - zapytał go z uśmiechem, biorąc na górę jeszcze kawałek chlebka i swoją lampkę wina.
Tomo już na niego czekał w wannie. W śród wielkiej piany. - Nie mogłem się powstrzymać - pokazał mu język/
- Dało, ale uznałem, że co za dużo to nie zdrowo - roześmiał się serdecznie, od razu się do niego przytulając.
- Nie - pokręcił przecząco główką. - Chcę swoje winko dokończyć jeszcze - dodał z delikatnym uśmiechem. - Kotuś? Un a jak jutro się źle poczuję to co zrobimy? Uhm twój brat mi pozwoli poleżeć w łóżku?
- No dobrze - uśmiechnął się lekko. - Mój skarb - ucałował go mocno w policzek.
- Mhm wczystko się zgadza, ale... czemu głuptasek? To się nie zgadza - potrząsnął głową i złapał go lekko za nosek. - Oj ty ty!
- Mhm no dobrze... wybaczam ci - zachichotał, muskając jego wargi i przymykając oczka. Wtulił się w niego też go namydlając.
- Haaai - zatopił się całkowicie w wodzie. - Ne, Taka-chan? - spojrzał mu prosto w oczy, ale zrezygnował po chwili i uśmiechnął się przepraszająco. - Kocham cię.
- No bo nie wiem jak to ubrać w słowa, żebyś nie poczuł się urażony - wyjaśnił po prostu.
- Ale to nie o mycie chodzi - pokręcił przecząco głową. - Jakbym chciał to bym ci powiedział, że dzisiaj idę się myć sam - mruknął. - I to nie o nasz związek chodzi... tj chodzi... ale uhm wszystko mi w nim pasuje, tylko... - odetchnął głęboko. - No bo nie noszę pierścionka... noszę przy sobie ale w kieszeni... trochę się boję go założyć.
- No nie, tylko... no bo mi tak głupio - wyszeptał, przytulając się do niego mocniej. - Przepraszam.
- Bardzo cię kocham - zapewnił go całując go jeszcze.
Tomo zastanowił się chwilę i pokręcił przecząco głową.
- Poza odwiedzinami u twojego taty i zabraniem Yuyi na lody nic więcej w planie nie ma - ucałował go delikatnie wychodząc z wanny. - Ah... no i jak starczy czasu to wpadłbym do Aleksa... chciałbym jedną piosenkę nagrać, ale nie spieszy się - dodał z uśmiechem. - Jak nie będzie czasu to nic się nie stanie.
- Jak to cały miesiąc? - zamrugał patrząc na niego. - A Szkoła Yuyi to co? Zwariowałeś? Taka długa nieobecność?
- Nie szkodzi... ale trochę mnie zdziwiłeś - trzepnął go lekko w ramię. - Mój - wtulił się w jego plecy, po czym poszedł już do sypialni.
- Śpij sobie śpij, a ja sobie wypiję moje winko i poczytam książeczkę - uśmiechnął się do niego.
Tomo rozczulił się na ten widok. Pogłaskał go po włoskach i jeszcze dobrą godzinę czytał książkę, kończąc winko.
- Tomo przetarł zmęczone oczka ale poszedł grzecznie za chłopcem.
- A pieski nakarmiłeś?
Tomo przeciągnął się lekko człapiąc za nimi. Przystanął tylko jeszcze by przywitać się ze wszystkimi pieskami.
- Proszę! - chłopiec pokazał im pięknie nakryty stół.
- Uhm - chłopiec schował łapki za plecki i zarumienił się lekko. - No bo dzisiaj są urodzinki - odparł zgodnie z prawdą. - I jedziemy do Tokio na taaaką wycieczkę!
- Naprawdę?! - Yuyi zaświeciły się oczka.
- Naprawdę - potwierdził Tomo wreszcie do nich dołączając i zajadając się zrobionymi przez malucha smakołykami.
- Bo chciałem pokazać że umiem i nawet budzik ustawiłem - uśmiechnął się szeroko Yuya. - Tylko bałem się że wujek wstanie szybciej bo on zawsze szybciej wstaje...
Tomo roześmiał się serdecznie.
- Następnym razem już cię nie zawiodę i wstanę szybciej - obiecał mu śmiejąc się pod nosem.
- Ale ja mu się daję wykazać nawet jak nie śpię - wymamrotał. No przecież nie będzie nagle spał dłużej. - Pójdę na poranny spacer albo do piekarni zajrzę - dodał wzruszając ramionami.
- Nie tak szybko - Tomo poklepał go po plecach, kiedy ten się zakrztusił. - Yuyuś? A mogę spakować część na drogę? Bo na pewno zgłodniejemy w podróży, a szkoda by się zmardnowało. Ah... i tata przyjdzie do psów.
- Dałem tacie moje klucze, żeby mógł tu wejść. Uhm założyłem, że nie będziesz zły jeśli tu pomieszka przez weekend - uśmiechnął się do niego, całując go w policzek. - Będziesz zły?
- Dobrze, pójdę się ubrać - skinął głową, kończąc pakować jedzonko. Do kończył swoją herbatkę i posszedł na górę żeby się ubrać.
Nie musiał na nich długo czekać. Już po kilku minutach byli w środku. A dwadzieścia minut później stali na peronie czekając na pociąg.
- Tatuś? Poczytasz mi? - zapytał zaraz Yuya, gramoląc się Takano na kolana i otwierając całkowicie nową książeczkę. - Proszę - poprosił.
- Posłucha - zgodził się, wyciągającśę na siedzeniach po drugiej stronie i słuchając z delikatnym uśmiechem jego głosu.
- Wujku zobacz! - Yuya teraz usiadł obok Tomo i pokazał mu przez okno na zmieniany się krajobraz. Tokio było tak wielkie że już je było widać, a dla chłopca wciąż było czymś magicznym.
- Mhm pięknie prawda - uśmiechnął się do malca a ten pokiwał energicznie głową.
- Ja nie potrzebuję wiele czasu na szykowanie się - spojrzał na Takano unosząc lekko brew. - Ale dziadzia się spełnia co nie? - zachichotał, a kiedy wyszli, Yuya od razu wystrzelił do dziadka przytulając się mocno.
- Dziadzia! Muszę ci duuużo opowiedzieć! - oświadczył z zapałem.
- Zaraz się nim zajmę, ale jutro koniecznie wpadnijcie na dłużej - poprosił Takano, głaszcząc go po ramieniu. - Tomo... - złapał chłopaka za twarz. - Wyglądasz mizernie dzieciaku...
- Przepraszam - Tomo uśmiechnął się leciutko. - Ale już i tak dużo lepiej niż parę tygodni temu - dodał z uśmiechem.
- Tatuś, wujek idźcie sobie już - pogonił ich Yuya, chcąc dziadka trochę samolubnie, bo tylko dla siebie.
- Co? - Tomo pokręcił przecząco głową. - Jak się źle poczuję to ci powiem - obiecał mu to, biorąc go za rękę. - Po prostu Twój tata nie widział mnie po chemii jeszcze...
- Przecież ostatnio ci mówię - zaprotestował trochę. - Powiem, albo po prostu ci zniknę w łóżku twojego brata - pokazał mu język. - Kochanie... ale mogę się ubrać po mojemu?
- Sami geje - poprawił go śmiejąc się pod nosem. - Zobaczysz... twój brat jeszcze zejdzie na tę ciemną stronę mocy - puścił do niego oczko.
- Mhm no dobrze kochanie, tylko za bardzo mi nie szalej - pogroził mu palcem przed oczyma. - Żadnego skoku na boczek - dodał ze śmiechem.
- No ja myślę - Tomo jeszcze chwilę 'piorunował' go wzrokiem, zanim ze śmiechem do niego dołączył. - Zanim pójdziemy na urodziny, skoczymy do apteki i po perfumy?
- Nie zmęczysz mnie - obiecał mu, całując go delikatnie i dotykając jego przyrodzenia dłonią. - No chyba że trochę pobrykamy, senpai - szepnął mu do ucha, przygryzając lekko jego uszko.
- Kochanie nie pomęczysz mnie - uśmiechnął się do niego wchodząc z nim do domu.
- Heh no dobrze, więc nie - puścił go idąc do kuchni. - Więc zrobie nam coś do jedzenia.
- Będzie szybko i przyjemnie. Naleśniki na wytrawnie - uśmiechnął śę do niego szeroko.
- Pewnie - ucałował go w policzek dalej zajmując się obiadkiem. Najpierw zrobił naleśniki, potem farsz z mięska i warzywek a potem wszystko połączył podając je do stołu wraz z sokiem do popicia.
Prześlij komentarz