Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 801 – 1000 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Nie masz za co mnie przepraszać - nałożył sobie jajecznicy na widelec i zjadł ją ze smakiem, następnie karmiąc Takano. - O... a masz ty jakieś odpowiednie ku temu ciuchy? - zapytał go zaraz z lekkim uśmiechem. - Nie trzeba nic szczególnego.
- No nie wiem - ucałował go w policzek. - Twoja szafa to wielka czarna dziura rozpaczy - zaśmiał się, drocząc się z nim nieco. - A właśnie... Jun mnie prosił, bym ciebie poprosił o ciasto dla Amakusów na święta... bo wiesz Ryu w szpitalu ostatnio dużo leży i wychodzi na trochę na święta. On by chciał tak idealnie wszystko.
[nie wiem czy jestem w stanie dzisiaj pomóc...]
- Ale pierniczki robimy z mojego przepisu - zdecydował ze śmiechem nie komentując już jego szafy. - Zakochasz się w nich. Gwarantuję! - oświadczył z pewnością siebie. Uwielbiał te pierniczki, nauczył go tata, a dziadek udoskonalił przepis. On sam też trochę dał czegoś od siebie i pierniczki wychodziły miodzio.
[ związki chomoseksualne, religia... ... ok kotek... nie pisze dzisiaj wiecej, nie moge sie skupić...\
- Cieszę się, że lubisz moje wypieki - odparł kończąc jajecznicę i muskając jego policzek ustami. - No to chodźmy obejrzeć czarną dziurę rozpaczy - zaśmiał się lekko ciągnąc go w stronę jego szafy.
[tak pomyślałem, że mogłabyś zrobić felieton o mandze i anime, albo o muzyce jaka lubisz]
- Ale jak mówisz razem, to ma być rzeczywiście robione razem, a nie.... ty patrz a ja robię, tylko bądź w kuchni jak to było przy robieniu makaroników do momentu aż się sprzeciwiłem - trzepnął go przez głowę, by zaraz się do niego przytulić. - Dobra nie marudź już - dodał po chwili patrząc w jego szafę. - No i masz... wszystko jest markowe i w ogóle... jak ty chcesz tu coś poplamić piwem, hm? - westchnął ciężko. - Wiem... dla ciebie to bez znaczenia, ja po prostu mam swoje fanaberie. Dostaniesz na święta t-shirt z rynku... zwykłe targowisko dla normalnych ludzi - zdecydował, wybierając w końcu czarne rurki, biały podkoszulek i zieloną koszulę na to. - Proszę - ucałował go mocno w usta.
[jeszcze odpisze biednemu Junowi... bo tak mu samotnie pewnie]
Jako, że już doszedł do siebie, ale i tak spędzał czas samotnie, pojechał motorem do miasta na targowisko. W końcu obiecał Takano nowe ciuchy, jakich jeszcze nigdy nie miał. Chciał też rozejrzeć się za czymś dla Juna, a w Yukan było to nie do zrobienia. No i miał pod nosem szpital, gdzie przydatny mógł być Ryu. Poszedł więc do niego na samym początku i wszedł do sali z uśmiechem, rejestrując obok łóżka chłopaka Juna.
- Cześć - przywitał się ze starszym. - Wychodzisz dzisiaj? - zapytał chłopaka, a ten skinął głową. - No nic... zero plotek, bo twój facet patrzy...
Takano
- No, no, a bawełniany t-shirt i tak dostaniesz - oznajmił jeszcze samemu się już nie przebierając. Wyglądał odpowiednio tak jak chciał. Gdy tylko Takano wyszedł z łazienki wycałował go mocno. - Kocham cię - mruknął jeszcze..
[oj tam biedna pewnie ma dużo zapieprzu na studiach :) ]
- Przyszedłem odwiedzić Ryu i z nim parę rzeczy skonsultować, ale popsułeś mi szyki...więc owszem drugą sprawą były prezenty świąteczne - pokiwał jeszcze chłopakowi wychodząc z sali i czekając na porzyjaciela. - Wygląda lepiej - zauważył tylko.
Takano
- Jak mi zacznie to przeszkadzać to dowiesz się o tym pierwszy - obiecał mu uśmiechając się lekko. - Tylko ja nie wiem, czy nadążam z okazywaniem ci moich uczuć - przyznał cicho. Robił to z pewnością rzadziej niż Takano, ale jeszcze nie przestawił się zupełnie.
Jun
- Mhm ale nie szukaj dziury w całym. To co że nie może chodzić? Po swoim wypadku nie chodziłem pół roku - przyznał lekko się uśmiechając.- Potem długa rehabilitacja, ale teraz jest w porządku. On też zacznie chodzić głupolu - poklepał go po plecach. - Takano kupuję bawełniany t-shirt... a nad resztą jeszcze się zastanawiam.
Takano
- Mhm to dobrze - uśmiechnął się do niego, chwytając jego dłoń pewniej. Przez chwilę milczał obserwując tylko przechodzących obok ludzi. - Ne...jak było w europie? Czym się ona różni od tego świata tutaj?
Jun
- Nie jestem sknerą - fuknął niezadowolony. Przecież na wszystko każdemu pozwalał, no i wydawał pieniądze umiarkowanie, ale specjalnie sknerowaty nie był. - A ja chciałem w gratisie pierniczki ci dać - burknął. - Teraz już sprawa przepadła - oznajmił spokojnie. - Mhm...to może jakiś wisiorek? Z waszym zdjęciem czy coś...
Takano
- Mhm... brzmi nieźle - uśmiechnął się lekko. - Ale chyba brakowało by mi tutejszej atmosfery. Nie przeprowadzamy się - stwierdził wesoło, wchodząc do stacji metra i kupując dla nich bilety, zanim Takano zdążył zareagować.
Jun
- Bransoletkę też należy ściągnąć do snu czy do mycia - zauważył. - Poza tym nie możesz od niego oczekiwać, że zawsze coś tam będzie nosił - wywrócił oczyma. - Albo jak już chcesz coś takiego oczekiwać to kup mu kolczyk - mruknął. - No to już lepiej... ale co jest w tym złego? Nie znoszę jak ktoś wydaje pieniądze niepotrzebnie, a Takano ma takie skłonności...
Takano
- Mhm...nie to nie tak - pokręcił przecząco głową, wchodząc z nim do metra. - Po prostu czułbym się źle, jakbyś wszystko fundował. Ja tak nie lubię i ty musisz niestety się tego nauczyć - wyjaśnił mu spokojnie, siadając na wolnym miejscu i opierając głowę o ramię Takano. - 10 stacji - mruknął przymykając oczy.
Jun
- Dasz radę, zleci szybko - odparł klepiąc go swobodnie po plecach. - W końcu masz wrednego przyjaciela na miejscu, który zapewni ci rozrywkę swoimi dramatami - puścił do niego oczko.
Takano
- Mhm... to przez to, że tak wieczorami panikuję - westchnął ciężko, pozwalając się zaraz ukołysać równemu rytmowi jazdy. Obudził się dopiero dwa przystanki przed ich stacją i przeciągnął się lekko ziewając.
Jun
- Tylko go nie uduś swoją obecnością. Daj mu trochę swobody paskudo wredna. Ty to byś najchętniej miał go cały czas przy sobie i nie pozwalał mu na nic - zaśmiał się troche parafrazując zachowanie kumpla.
Takano
- Tak jest szefie - zaśmiał się chwytając go za rękę i prowadząc szybciej uliczkami aż do odpowiedniego miejsca. Zamachał biletami ochroniarzowi i wszedł do środka od razu zajmując miejsca w pierwszych rzędach. - A teraz postaraj się bawić - ucałował mężczyznę w policzek.
Jun
- Że znajdzie sobie młodszego i lepszego? - uniósł lekko brew. - Zaufaj mu trochę Jun - poprosił go wchodząc na rynek. - On ci ufa, ty mu też powinieneś - uśmiechnął się do niego lekko.
Takano
- Nie, ja tylko nie do końca wiem jaką muzykę lubisz - odparł zgodnie z prawdą słuchając pierwszych taktów piosenki. Uśmiechnął się szerzej kiedy ją rozpoznał. - Ten z przodu to Takeru - wyjaśnił mu. - Mój no... kumpel - stwierdził w końcu. - Studiował ze mną, ale nie skończył. Wyleciał za prochy.
Jun
- To przestań się tak zachowywać Jun - poradził mu. - Znasz już trochę Ryu. Zaufaj mu i nie trzymaj go pod takim kloszem... bo takie trzymanie szybciej sprzyja szukaniem sobie alternatywy niż wolna ręka.
Takano
- Wiem - odparł spokojnie i korzystając z okazji ucałował go mocno. Przytulił się lekko śpiewając kolejne piosenki, kiedy to światło na nich padło odsunął się od Takano, pozwalając by to jego zabrano.
- Tomo nie chowaj się - usłyszał jeszcze ze sceny, ale pokręcił głową, na co Takeru wywrócił oczyma. - Następnym razem cię dopadne, a tym czasem poznęcajmy się nad naszą ofiarą - spojrzał wesoło na Takano. Podał mu mikrofon. - Jak się nazywasz?
Jun
- Po prostu wyluzuj - odparł swobodnie Tomo. - No wiesz... wrzuć na luz i te sprawy, bo inaczej zaczniecie się kłócić...
Tomo roześmiał się serdecznie, wracając do barierki, bo zapowiadało się na całkiem niezłą zabawę.
- Skąd jesteś szczęśliwcu? - zainteresował się Takeru. - Na pewno masz swoją ukochaną piosenkę. Powiedz tylko co a my ci ją zagramy. Zaszczycisz nas swoim głosem - dodał wesoło.
Jun
- Ja mu nie opowiadam wszystkiego - żachnął się Tomo. - Mówię tylko to co jest nieszkodliwe... poza tym jestem twoim przyjacielem. Przecież to się rozumie samo przez się - potknął się o coś i wpadł na staruszkę, zaraz ją przepraszając najmocniej i oferując pomoc.
Takano
Takeru skinął głową z lekkim uśmiechem.
- W takim razie specjalnie dla ciebie, Tomo-chan, twój facet - oświadczył sprawiając, że Tomo schował twarz za dłońmi płonąc rumieńcem i dopiero po długiej chwili odważył się spojrzeć przez palce, kiedy usłyszał głos Takano.
Jun
- Jaki model mu kupisz? - zapytał go Tomo rozglądając się po lepszych aparatach. - Stary, by mógł jeszcze wywoływać zdjęcia... czy cyfrówkę?
Takano
Tomo uśmiechnął się do niego szerzej, kiedy piosenka powoli dobiegała końca, a kiedy mężczyzna zebrał oklaski i zszedł ze sceny rzucił mu się na szyję, całując go mocno.
Jun
- Mhmn... ja tym bardziej jestem zielony - odparł zgodnie z prawdą. - Tj mam dobry aparat, ale nie wiem jaki aparat jest profesjonalny i takie tam...
Takano
Tomo pokręcił przecząco głową jeszcze raz go całując. Uśmiechnął się do niego lekko. - Nic się nie stało - zapewnił go przytulając się do niego mocniej. - Było idealnie. Dziękuję - ucałował go raz jeszcze.
Jun
Pozwolił ekspedientce wziąć Juna w obroty a sam poszedł między półki pooglądać inne modele. W końcu dotarł do wzmacniaczy i zaczął je oglądać, patrząc na ich parametry i zastanawiając się jakie miałaby z nimi brzmienie jego gitara.
Tomo
- No bo nie lubię śpiewać na tak wielkich scenach - wymigał się, prowadząc go na after party i zamawiając piwo dla niego. Kiedy kelnerka je przyniosła podał je Takano i podszedł do stolika vipów. - Takeru!
- Tomo-chan! Kopę lat! - mężczyzna od razu wstał i rzucił się na chłopaka, obejmując go mocno, niemal miażdżąc mu żebra. - Siadaj... siadajcie - poprawił się zapraszając też Takano do stolika i siadając między Tomo a Takano. - Twój facet ma świetny głos - dźgnął Tomo palcem.
- Tak się jakoś złożyło. Ma seksowną chrypkę zgodził się z nim.
- Stary... - Takeru zwrócił się tym razem do Takano. - Powinieneś nagrać duet z tym tutaj - poczochrał Tomo po włosach. - I namówić go na wystepy publiczne, wiesz agent... kariera...
- Takeru... już o tym rozmawialiśmy. To nie dla mnie...
- ...seks, drugs and rock and roll! - zakończył wesoło. - Zapalisz skręta - podał jednego Takano. - Dla ciebie mam coś mocniejszego - tu zwrócił się do Tomo wyciągając z kieszeni spodni biały proszek. - Czysta i sprawdzona, taka jak lubisz - podał woreczek Tomo. Chłopak westchnął ciężko odkładając go na stolik, by na pewno go nie kusiło.
- Ja już nie biorę. Jestem czysty i zamierzam to utrzymać Takeru.
- Nie pindol... wynormalniałeś?!
- Troszkę.,..
Jun
Tomo nie kupił nic, ale wypróbował kilka wzmacniaczy i zapisał sobie modele najciekawszych na karteczce.
- Wybrany? - zapytał w końcu podchodząc do Juna i chowając karteczkę do portfela.
Takano
Takeru skinął głową, chowając proszek do kieszeni. Uznał, że nie będzie się tak marnował.
- W razie czego mów - objął Tomo ramieniem. - Dla ciebie mam najlepszą partię - oświadczył swobodnie. - Do filmu? No, no... ładnie się rozwijacie - uśmiechnął się szeroko. - Pełna profeska jak widzę.
- Doceniam - uśmiechnął się chłopak, zapalając sobie papierosa i zaciągając się porządnie by troszeczkę się uspokoić. - Wybaczysz mi? - zapytał retorycznie kumpla, przesiadając się wprost na kolana Takano. - Tak mi wygodniej - odparł z lekkim uśmiechem. - Muszę pilnować by mi nie uciekł - usprawiedliwił się śmiejąc się pod nosem.
Jun
- Nie wiem - uciął chłopak. - Właściwie to musze z dziadkiem porozmawiać - dodał po chwili. - Pewna kobieta trochę zamotała mi w głowie - przyznał wzdychając ciężko. - Powiedziała, że nie jestem synem moich rodziców... - mruknął. - Nie wiem też co kupić matce i burmistrzowi... dla tego drugiego myślałem o szarlotce z cyjankiem...ale jak będziesz robił sekcję zwłok musisz to zatuszować...
Takano
- Mogę ci zafundować też drugie - zapewnił z lekkim uśmiechem chłopak odbierając od niego swojego papierosa. - Ty masz piwko, ja mam papierosy... zostaw mi coś - poprosił go muskając jego usta raz po raz.
Jun
- Macocha Takano - wypalił wzdychając ciężko i kiedy znalazł ładny zegarek zamykany zdecydował się podarować go Takano z wygrewerowanym tekstem refrenu piosenki którą dla niego napisał.
Takano
- Ale widzisz że jakoś sobie radzę? Odmówiłem mu - był z siebie dumny że mu się udało. - Taka-chan...ale jak zrobi mi się za trudno to ci powiem, dobrze? - upewnił się tylko całując go raz jeszcze i wychodząc na parkiet ze swoją znajomą.
- Ujarzmiłeś smoka - stwierdził tylko Takeru. - Jak to zrobiłeś? Ostatnio kiedy go widziałem... to byłą połowa jego teraz... był blady, z worami pod oczyma, trząsł się i błagał mnie o kolejną dawkę... - mruknął zaciągając się swoim ziołem. - Ah - unió sł rękę do góry podając mu ich najnowszy album. - Teksty są pisane przez twojego tekściarza - uśmiechnął się lekko.
Jun
- Uhm trochę boję się o tym rozmawiać, bo nie wiem jak mam zareagować gdyby to miała być prawda - przyznał ciężko. - Dla Takano... myślisz, że się ucieszy?
Takano
- Ah no tak... był jeszcze Pan Trup - przypomniał sobie Takeru. - Zawsze myślałem, że w końcu skończą ze sobą, a tu proszę... miła niespodzianka - uśmiechnął się szeroko, popijając swoje piwo.
Tomo przetańczył 4 utwory zanim wrócił do stolika tylko po to by wyciągnąć na parkiet Takano, kiedy zaczęła się jedna z jego ulubionych piosenek. Ucałował go mocno i namiętnie zaraz schodząc ustami niżej i niżej. Otarł się o niego lekko, sugestywnie oblizując usta.
Jun
- Zegarek - wypalił Tomo, zaraz bazgrając na kartce co ma być na nim wyryte, po czym oparł się o ladę, spoglądając na Juna. - Myślisz, że warto tak to rozgrzebywać? Może lepiej żebym nie wiedział? - zaproponował.
Takano
Tomo zakręcił bioderkami, ręką dotykając jego wzbudzonego do życia przyrodzenia. Ucałował go znów mocno, po czym chwilę possał jego wargę, patrząc mu prosto w oczy.
- Tak nie powinno się tańczyć na bankietach - stwierdził z niewinnym uśmiechem, zastępując swoją rękę kolanem, samemu nieco bardziej się o niego ocierając.
Jun
- Słowa piosenki, którą dla niego napisałem - uśmiechnął się lekko, po czym wzruszył ramionami. - Uhm... a co jeśli to jednak pójdzie w tę drugą stronę i okażę się być synem burmistrza?
Takano
- głupoty gadasz - odszepnął mu wtulając się w niego z całych sił i całując go mocno po szyi aż do samego końca piosenki. - Ja po prostu już tak mam... wiesz... ten typ tak ma - ucałował go raz jeszcze wracając do stolika i zamawiając sobie colę.
Jun
- Wiem, że nie muszę... tylko... tak myślę, że jeśli mnie to męczy to chyba powinienem zapytać, co nie? - westchnął ciężko.
Takano
Tomo nie skomentował ilości alkoholu jaką ten miał zamiar w siebie wlać, bo w końcu sam go do tego namawiał.
- Kocham cię wiesz? - szepnął mu do uszka. - Nie musisz mnie ujarzmiać, mam się dobrze - ucałował go jeszcze sącząc swoją colę.
Jun
- Uhm... ok - uśmiechnął się do niego lekko. - Wypożyczysz mi swojego faceta na jeden dzień przed świętami? - zapytał go zaraz. - Taka-chan po niego przyjedzie i odwiezie go z powrotem. Będzie siedział w cieple... w mieszkaniu Takano - obiecał zaraz, żeby Junowi zabrakło wymówek. - No i nie mogę ci powiedzieć dlaczego bo schrzanię niespodziankę, jaką on wymyślił...
Takano
- Nadal im je piszę, bo Takeru to beztalencie jeśli chodzi o pisanie tekstów... on podsyła muzykę, ja do niej piszę teksty. Transakcja wiązana. Odpala mi trochę kasy za to... - uśmiechnął się lekko. - No i... - wziął płytę do dłoni i pokazał mu że i jego nazwisko się na niej pojawia. - Niczego sobie nie przypisują.
Jun
- Tak jest. Nie będziemy siedzieli na dworze. O to się nie martw - uśmiechnął się do niego lekko. - Tak, ciasto będzie - dodał uspokajając go.
Takano
Tomo pokręcił przecząco głową, po części nie chcąc już o tym rozmawiać, a po części nie zgadzając się z nim. - Muzyka to coś co kocham, robię to dla przyjemności. Nie chcę jej znienawidzić przez to, że jest moją pracą. Wiesz...deadliny i inne pierdoły... to nie dla mnie.
Jun
- Wyluzuj stary, jak coś mu się stanie, zginiesz pierwszy bo ja się tak łatwo zabić nie dam. Zwłaszcza kiedy robię coś dla osoby zlecającej... - wywrócił oczyma. - Ryu wie co mu grozi.
Takano
- Problem w tym, że ja nie widzę siebie w jednej branży. Dobrze mi jest jak robię kilka rzeczy na raz, muzyka, piekarnia, naprawa dachów, trochę balsamowania zwłok i stwierdzania przyczyny zgonu, odszukiwanie mordercy, pomoc charytatywna w szpitalu - wymienił tylko te podstawowe rzeczy które robi. - Bez tego moje życie nie jest pełne - uśmiechnął się lekko, całując lekko jego usta. - Ja się tam dobrze bawię - dodał zaraz rozmawiając ze swoimi kumplami.
Jun
- To w takim wypadku mnie obrażasz - westchnął ciężko Tomo, odbierając zegarek i płacąc za niego. - Uważasz mnie za kogoś nieodpowiedzialnego. Przecież ci powiedziałem, że Takano po niego przyjedzie, prawda? A po co to geniuszu? - zapytał go nieco chłodniej. - Żeby Ryu nie przebywał na dworze dłużej niż 2 minuty, potrzebne na załadowanie go do samochodu i przeładowanie go do domu - wyjaśnił. - A dlaczego Takano? Bo ja mógłbym wpaść w panikę w samochodzie i nici z bezpiecznej podróży - burknął, chowając zegarek do pudełeczka a to do torby. - Psy na ten dzień będą u dziadka, więc nie czekać będą na niego żadne zarazki od tej strony. Reszta jest sprawą komunikacji z twoim facetem. On mówi, że coś jest nie tak, od razu przerywamy sprawę i kładzie się do łóżka. Wiesz koce też mamy... i będzie dobre jedzonko, a wody mu nie zabraknie.
Takano
Tomo przez chwilę interesował się swoimi starymi kumplami, no bo skoro już się spotkali to również chciał trochę się dowiedzieć co u nich słychać by w końcu upić łyk piwa z puszki Takano i popchnąć go na parkiet. Wziął do ręki mikrofon i spojrzał na niego z lekkim uśmiechem.
- I love you - zaczął śpiewać. - But I gotta stay true, my morals got me on my knees I'm begging please, stop playing games.... I don't know what you do but you're doing it well, you got me on the spell... You've got me begging me for mercy - śpiewając zbliżył się do niego, olewając całą patrzącą na nich salę. Objął go mocno, kołysząc się w takt piosenki i nie przestając śpiewać. - You'd better realase me.
Jun
- No ja ci nie pomogę, nie znam dobrze jego rodzinki - odparł z lekkim uśmiechem, przeciągając się lekko na chłodnym powietrzu. - Mhm stawiam ci kawę - stwierdził jeszcze.
Takano
Zaśmiał się cicho omal nie rujnując tym piosenki, po czym oddał mikrofon prowadzącemu i przytulił się do niego.
- Wiesz...możesz mi mówić jak się nie bawisz dobrze - burknął mu do ucha. - No i poza tym sam też mogłeś wyrwać mnie na parkiet. Nikt ci tego nie zabronił głuptasie - ucałował go mocno.
Jun
- Dostanie jeszcze tanich t-shirtów sztuk 10, na których planuję zrobić jakieś prasowane napisy. Jeszcze nie zdecydowałem jakie - uśmiechnął się lekko. - Poza tym upieczemy razem swoje świąteczne ciasto i pierniczki, więc tak jakoś... prezenty nie są tu aż tak ważne, prawda? - uśmiechnął się szerzej. - Dobrze, czekolada wedle życzenia.
[nie szkodzi :)]
Takano
- Bo nie jest mi ciężko, aż tak... tylko pomyślałem, że łyknąc sobie mogę - wymamrotał muskając raz jeszcze jego usta. - W końcu sączę już 4 szklankę coli i już mi za słodko...
Jun
- Nie - odparł śmiejąc się lekko. - Jesteś piernikowym potworem... na studiach przed świętami zjadłeś mi całą blachę, zanim jeszcze ostygla - oskarżyłgo.
Takano
- Tak jest - zasalutował mu, kolysząc się z nim w takt muzyki. Pozwolił mu prowadzić. - Kocham cie wiesz? - upewnił się jeszcze, obejmując go mocniej i całując po szyi.
Jun
- Dołączę do twojego świątecznego prezentu - uśmiechnął się lekko. - Bo będą pierniczki z mojego przepisu, Taka-chan się na to zgodził. Powiedział mi, że lubi próbować rzeczy których nie ugotował.
Takano
Uśmiechnął się lekko, robiąc mu malinkę na szyi. Przymknął oczy wsłuchując sie w rytm wolnej piosenki. Takano dobrze prowadził. Musiał mu to oddać. Uśmiechnął się jeszcze szerzej kiedy jego usta odnalazły wargi mężczyzny.
Jun
- Cieszę - uśmiechnął się lekko. - Tylko nigdy nie wiem czy on tak tylko mówi, czy naprawdę mu smakuje... no bo wiesz może tak mówić, żeby mnie nie zranić czy coś - zamówił im dwie duże gorące czekolady.
Takano
Tomo uśmiechnął się pod nosem, muskając lekko wargi Takano i popychając go na ścianę, w nieco odosobnionym miejscu polizał go po uszku delikatnie je przegryzając. - Ktoś tu się podniecił - wymruczał mu do uszka, zsuwając się na dół i bezceremonialnie rozpinając mu spodnie. Chwilę później miał już jego przyrodzenie w buzi.
Jun
- Masz rację - uśmiechnął się do niego lekko. - Musze zacząć wierzyć we własne umiejętności - dodał jakby bardziej do siebie. Upił łyczek czekolady. - Mhm tutaj mają moja ulubioną czekoladę. Nie mogłem takiej znaleźć w Tokio.
Takano
Tomo wywrócił oczyma stawiając jego przyrodzenie do życia i wstając z kucek.
- No to na co czekasz? - zapytał go cicho, zamieniając ich miejscami i zsuwając spodnie oraz bokserki, przystaną twarzą do ściany. - Zrób mi dobrze - uśmiechnął się do niego zadziornie.
Jun
- Ta wiara w siebie nie jest taka prosta, ale powoli się uczę - uśmiechnął się lekko, upijając znów łyk. - Ty nie masz z nią problemu, co nie?
Takano
Zacisnął mocno powieki i przez chwilę oddychał urywanie, przyzwyczajając się do ciała obcego w nim. Takano poruszał się szybko i gwałtownie. Zagryzł lekko wargę czując pierwsze fale ciepła uśmiechnął się lekko. Niewiele było mu trzeba by go 'uszczęśliwić' seksualnie.
Jun
Tomo wzruszył lekko ramionami.
- Kostkę gitarową, albo może mu dopłacić do wzmacniacza do gitary - zaproponował. - Nie wiem...niczego nie potrzebuje. Wystarczy że przy mnie będzie.
Takano
Zaczerwienił się, słysząc jego seksowny głos. Wszystko na niego działało.
- To powiesz, że byłem...niegrzeczny i musiałeś coś z tym zrobić - bąknął, czując że taka wymówka nawet by tu w tym towarzystwie przeszła.
Jun
- Uhm... - Tomo przez chwilę tylko sączył swoją czekoladę zanim odetchnął głęboko. - Ja po prostu nie lubię... potem patrzę na swoje prezenty i czuje, że nie są wystarczające - mruknął.
Takano
Tomo jęknął przeciągle, zagryzając zaraz wargi, by nie być zbyt głośnym.
- Lubię - przyznał starając się jeszcze myśleć. Takano nie dawał mu nawet chwili wytchnienia, fale przyjemności były zbyt wielkie. Czuł, że takiego orgazmu jak ten zbliżający się to jeszcze nigdy nie miał. - Za co piwo? - zdziwił się jeszcze, kiedy trochę ugięły się pod nim kolana.
Jun
- Eh...postaram się nie wściec - westchnął przeciągle. - Przecież nie jestem potworem.
Takano
- Staram się - wydusił z siebie chłopak, zaciskając mocniej powieki i chwilę później dochodząc. Odetchnął głęboko, trochę tak opierając się o tors Takano, zanim odzyskał kontrolę nad swoim ciałem.
Jun
- O ile będzie w miare sensownej cenie to nie zrobię nic - obiecał wzdychając ciężko. - No bo matko... wyobraź sobie że jedziesz na wycieczkę z Ryu i Ryu funduje ci hotel, przejazd na wycieczkę, każdy posiłek... i wyobraź sobie że ta wycieczka jest do Paryża. Nie byłoby ci głupio? Mnie jest.
Takano
- Daj mi jeszcze chwilkę - poprosił, obracając się jednak w jego ramionach, by móc się swobodnie w niego wtulić. Uśmiechnął się lekko wdychając jego zapach. - Dziękuję, że jesteś - szepnął.
Jun
- To był tylko przykład - westchnął Tomo. - Po prostu masz pojęcie jak to jest umawiać się z Takano? A najgorsze jest to, że to są pieniądze jego taty. Jakby sam zarobił... to spoko... byłoby inaczej a tak? Eh jestem zbyt problematycznym facetem dla niego.
Takano
- Zaszalałeś - wymamrotał. - Ledwie stoję - szepnął, wtulając się w niego mocniej. Zamknął oczy oddychając tylko. - Weźmiesz mnie na ręce? - zapytał nie chcąc by Takano musiał tu z nim stać jeszcze dłuższą chwilę. Lepiej było iść usiąść do stolika.
Jun
- Mówił mi, że tata mu zafundował studia - wymamrotał wzdychając tylko i podbierając Junowi trochę ciasta. - Po prostu tyle kasy to nie dla mnie... wypatrzyłem niezły wzmacniacz... będzie pasował do mikrofonu który niedawno kupiłem - uśmiechnął się szeroko.
Takano
- Podobało - ucałował go w policzek. - Tylko daj mi odsapnąć przed następnym szalenstwem kochanie - musnął jego usta, siadając tuż obok niego i sięgając po swoją colę. Wypił pół szklanki za jednym zamachem. - Możesz pić, dojdę do siebie - poczuł napływające gorąco kiedy odstawiał szklankę dygoczącą ręką. - Cholera... - szepnął sam do siebie, za chwilę już nie widząc przy stole swoich kumpli tylko jakieś plamy kolorów. Pamiętał, że Takano siedział obok niego więc zacisnął dłoń na jego dłoni, upewniając się że nadal tam jest. Takeru wrócił do stolika z piwem dla Takano i spojrzał na Tomo.
- Kto mu dosypał dragów do napoju? - zapytał chłodno resztę towarzystwa. Nie popierał tego. Jeśli ktoś nie chciał, nie zmuszał. Rozumiał.
- Chciałam żeby wyluzował - odezwała się blondynka. - No wiesz... nie pił nic cały wieczór. Pomyślałam że przyda mu się trochę zabawy.
Jun
- Ogranicz... do minimum - polecił mu chłopak jednak zamawiając sobie ciasto. - Ale wiesz? Może być romantyczny... taka kolacja... mogłaby być fajna.
Takano
Tomo bezwiednie się w niego wtulił odcinając się od tego co aktualnie widział przed oczyma. Wcale mu się to nie podobało. Trząsł się delikatnie. Takeru szybko ocenił stan Tomo. Pokręcił przecząco głową.
- Nic mu nie powinno być. To nie była duża dawka. Tylko trzymaj go z dala od pokus przez najbliższe dni - poradził. - Zamówię wam taksówkę - zaproponował.
Jun
- Dzięki, jesteś kochany - uśmniechnął się do niego pałaszując swoje ciasto.
Takano
- Tylko go pilnuj całą noc - Takeru wyszedł z nimi na zewnątrz. - Może wymiotować, nie chcesz żeby się udusił w nocy - skrzywił się. - Później go przeproszę - westchnął ciężko. - Może nie jestem ideałem, ale świństwa nikomu nie robie. Dobrze, że Tomo-chan cię spotkał - poklepał Takano po plecach.
Jun
- czywiście i najskromniejszy - roześmiał się serdecznie Tomo. - A ty co chcesz na święta dostać? - zainteresował się skoro już o tym rozmawiali.
Takano
- Dlaczego nie dobrze? - zapytał zaskoczony, chowając karteczkę do portfela i obiecując że wpadnie. - Przecież Tomo wreszcie cieszy się życiem stary - dał mu kuksańca w bok.
Jun
- Mhm... w tym rzecz, Ryu już ma dla ciebie prezent, ja jeszcze nie mam - wywrócił oczyma. - Ciasteczka to ty dostajesz bez okazji... myślałem żeby ci kupić twoje ulubione dango z tego sklepu który ubóstwiasz... ale nie wiem ile skrzynek...
Takano
- Jaki był kiedyś... mniej więcej taki - wskazał na Tomo. - Przez jakieś 80% czasu jaki ze mną spędzał był naćpany, kolejne 20% spędzał na uprawianiu seksu by zdobyć pieniądze na kolejną działkę. Dzisiaj pierwszy raz od dawna rozmawiałem z nim... trzeźwym. Trzyma się przy tobie, a ty mu dajesz powód do życia. Uwierz dobrze mu robisz - uśmiechnął się lekko, po czym podał adres taksówkarzowi i wręczył mu odpowiednią kwotę. - Na mój koszt.
Jun
- Dobrze... coś wymyślę - zgodził się z lekkim uśmiechem. - Może jakiegoś dobrego pornola...bo dla Ryu już mam.
Takano
Tomo nie kontaktował całą noc i dopiero nad ranem narkotyki zaczęły mu przechodzić. Dostał za to więcej drgawek. Wygrzebał się wtedy z łóżka i na w pół po omacku poszedł do łazienki, by nie wymiotować Takano na łóżko.
Jun
- No dobrze... coś wymyślę, tylko potem na mnie nie krzycz - poprosił go, uśmiechając się sugestywnie.
Takano
Tomo długo wymiotował, a kiedy skończył wtulił się w Takano.
- Przepraszam, przepraszam, nie chciałem... - wyjąkał nie wiedząc co dokładnie zrobił po tym jak wypił trochę tej nieszczęsnej coli. Film mu się urwał niemal natychmiast. - Nie zdradziłem cię, prawda? Nie zdradziłem prawda? Powiedz że tak nie było - spanikował trochę.
Jun
- Oj tam oj tam... bo takim świętoszkiem byłeś. Twoja wina - puknął go palcem w czoło.
Takano
- Przepraszam, to ja miałem cię prowadzić do domu - zaszczękał zębami, ledwie się trzymając. Wtulił się w niego mocno. - Zimno mi Taka-chan - szepnął. - Cieszę się, że... że cię nie zdradziłem. Kocham cię, kocham... naprawdę.
- Ja nawet nie wiem co się działo - przyznał cicho, chowając głowę w piersi Takano. Nadal nie czuł się najlepiej. W głowie mu dźwięczało jakby był na kacu i dałby wszystko za ponowne upojenie prochami, by tego nie czuć. Nie chcąc jednak ani zawieźć Takano, ani samego siebie, wbił tylko mocno paznokcie w dłonie. - Mogę ubrać twoja bluzę?
[odpisałem cI? bo odpisywałem, ale nie wiem czy dostałaś...]
- Przepraszam - powtórzył jeszcze cichutko, po czym zwinął się w kłębek na kanapie, zaciskając mocno powieki. Chciał dostać tabletkę przeciwbólową, ale wiedział, że poleci jak tylko ją weźmie. Wsunął rękę między zęby by nie odgryźć sobie języka. Było to zbyt niebezpieczne. Kiedy Takano wrócił wstał i ubrał jego bluzę mocno się nią otulając. - Ale mnie nie zostawisz, prawda? Prawda? Wiem, że jestem beznadziejny...
- Uhm dzisiaj będe zdechły - wymamrotał, wtulając się w niego mocno. Zamknął oczy wdychając jego zapach. - Kocham cię tak strasznie mocno... nie dawaj mi żadnych leków.
- Wyglądałem gorzej... byłem chudszy, dużo chudszy... - wyjaśnił cicho. - Taka-chan... ja traktuje Juna jak swojego starszego brata... nie złość się na mnie za to. Kocham go - szepnął, odsuwając się od niego i okrywając się mocno kocem, żeby opanować trochę zimno. - Ale nie tak jak ciebie... ciebie kocham zupełnie inaczej - wyjaśnił z delikatnym uśmiechem.
Tomo postawił czekoladę na stoliku i na razie tylko położył się na kanapie, naciągając na głowę kaptur bluzy Takano. Ręce mu się za bardzo trzęsły by mógł utrzymać kubek w dłoniach.
- Jun czesto mnie takiego widywał - zaczął niemal wyłamując sobie palce ze zdenerwowania, bo ten temat nie był dla niego wygodny. To było jak obnażenie swoich najgorszych brudów. - Ćpałem... piłem, spałem z kim popadnie, jak dziwka... żeby mieć pieniądze na prochy - wyznał cicho. - A potem lądowałem gdzieś w ciemnych zaułkach nieprzytomny, zapity i zaćpany. Budziłem się za to w akademiku ze zmartwionym Junem przy mnie. Nie zawsze na mnie krzyczał... częściej przytulał i mówił, że wszystko gra. Nie pamiętam ile razy lądowałem na płukaniu żołądka. Jun mnie tam zawoził... ale trzy razy wziąłem za dużo. Wtedy też budziłem się w szpitalu z nim przy swoim boku. Jego upartość sprawiła, że w końcu do mnie dotarło, że robię sobie krzywdę... że siebie niszczę - wymamrotał. - Nadal mam problemy z jedzeniem... tj pilnuje się by jeść - uśmiechnął się lekko. - Ale jem mało, bo mój żołądek protestuje. Jun...pomógł mi potem na odwyku jednym i drugim. Nie zostawił kiedy się łamałem... raz, drugi, trzeci... zawsze był. Uhm nie krytykował, tylko jakby prowadził za rękę - syknął kiedy strzyknął mu palec za mocno. Schował ręce pod kołdrę. - Taka-chan... nigdy więcej nie chcę do tego wrócić. Ten okres był straszny. Ja niewiele z niego pamiętam.... - poczuł łzy na policzkach. - Nie chcę znowu brać. Taka-chan, nie dasz mi prawda?
Wtulił się w niego mocno, chwilę cicho płacząc, bo nie był w stanie już powstrzymać łez. - Ale jestem czysty... Jun kazał mi robić badania po każdym moim razie - wyjaśnił cierpko. - Wiem, że jestem czysty... tylko uhm... tak z miłości... byłeś pierwszy - wyznał cicho. - Ty jesteś tym pierwszym, z którym poczułem coś kochając się. Nie było mechanizmu, tylko... uczucia - zagryzł lekko wargę. - Nie umiem tego wyjaśnić, ale było inaczej jak... wyższy poziom uniesienia.
- Wiem, że mówiłem tylko... tylko chciałem żebyś to wiedział... nie kłamię ci - wyszeptał unosząc się na łokciach by upić trochę czekolady. Dzwonek do drzwi go trochę przeraził, a osoba która weszła do środka zrobiła to jeszcze bardziej. Był to Takeru wraz z ojcem i siostrą Takano. Chłopak od razu usiadł, odkrywając się mimo że cały się trząsł z zimna. Nie chciał przed rodziną Takano źle wypaść.
- A ja zrobiłam rosół więc postanowiłam się z wami nim podzielić. Wyszedł przepyszny, a widzę że przyda się coś na rozgrzanie - tu spojrzała na Tomo i skoczyła do kuchni, żeby dla każdego przygotować trochę rosołku. Tomo opatulił się ponownie mocno kocem, podciągając nogi pod brodę i starając się usilnie zapanować nad drżeniem. Było mu zwyczajnie zimno. Takeru spojrzał na Takano, po czym wstał z fotela.
- Mogę porozmawiać z Tomo na osobności? - zapytał ich wszystkich, biorąc chłopaka za rękę i zaraz ciągnąc do sypialni Takano. - Właź pod kołdrę. Nie wysiedzisz tam, przecież to jasne - rzucił do niego. - Poproszę ich by imprezę przenieśc do sypialni - okrył go mocno kołdrą.
- Pewnie, wybacz że tak się wcześniej porządziłem... ale on nie dałby tam rady wysiedzieć - odszepnął mu pomagając zaraz Tomo usiąść. - W czym mogę pomóc? - zapytał zaraz.
- Ja przepraszam, ja nie biorę naprawdę - chłopak nieco pękł, bo nie chciał zawieźć zaufania ojca Takano. - Ja nie biorę...
Takeru skinął tylko głową na znak że przyjął to do wiadomości i że zostanie odebrał miseczkę od Riko, dziękując jej uśmiechem. Tomo popatrzył na tatę Takano i nie do końca wiedząc co robi, pociągnął go do siebie, wtulając się w jego pierś. Cicho przełykał łzy.
- Tęsknię za tatą - szepnął niemalże bezgłośnie. - I siostrami - dodał zaraz, właściwie nie kierując tych słów do nikogo szczególnego.
Tomo skinął głową już nic nie mówiąc tylko wracając do jedzenia. Takeru uśmiechnął się lekko do kumpla.
- Stary ty to masz szczęście... wpisać się w taką rodzinę - zacmokał. - Kiedy pierścionek zaręczynowy? - zapytał Takano bez żadnych krępacji.
- Właśnie braciszku, ja też jestem tego ciekawa - Rika odłożyła swój rosołek i spojrzała uważniej na Takano.
Tomo poczuł wypieki na twarzy i nałożył na głowę kaptur, nasuwając go nieco mocniej, by nikt tego nie zauważył.
- W Nowym Jorku można brać ślub - żachnął się, zanim zdążył ugryźć się w język. Zaraz uniósł dłonie w geście kapitulacji. - Ale jak już chcesz jechać gdzieś na miesiąc miodowy to najpierw zarób na to, jasne? - rzucił. - Żadnych pieniędzy od twojego taty....
- To bym się nie zgodził - odparł spokojnie chłopak patrząc na mężczyznę ze słabym uśmiechem. - Z całym szacunkiem, ale szastanie pieniędzmi do mnie nie przemawia - wyjaśnił. - Pewnie zgodziłbym się na dofinansowanie...ale nie sponsorowanie. A ciebie już nie kocham - wyjaśnił patrząc na Takano. - Ja ci wyjawiam sekrety mojego życia, najczarniejsze... a ty nie potrafisz mi powiedzieć że miałeś cukiernię? - uniósł lekko brew. - I jeszcze śmiał być zazdrosny o mojego najlepszego kumpla...
- Byłeś zazdrosny o Trupka?! - Takeru spojrzał zaskoczony na Takano i zaraz wybuchnął śmiechem.
- Taki drogi?! Ja chyba ustalę kwotę jaką można nam sprezentować przed ślubem... - bąknął odkładając już miseczkę z połową rosołu na stolik nocny i oddając stoliczek Takano, położył się znów na łóżku. - Ty mnie też o nic nie pytasz - zauważył sucho chłopak, zaraz jednak wstając i biegnąc do łazienki. Takeru westchnął ciężko idąc za nim. Podtrzymał go nad sedesem, głaszcząc po plecach.
- No już, już... najgorsza część jeszcze przed nami - wyszeptał.
- Wiem! - jęknął chłopak kiedy zawisnął nad sedesem i nie miał siły wstać. - Zrobisz mi herbaty?
- Nie trzeba, już zrobiona - odparła Riko. - Sprawdzam się jako pani domu - uśmiechnęła się do nich. - Więc Takano... co ja bym ci mogła sprezentować na wasz ślub... o wiem! Zrobię wam piekarnio-cukiernię za darmo!
[lubię twój tablet xD czasem wpisuje takie śmieszne rzeczy typu oxford zamiast od xD]
- Po dreszczach przychodzi temperatura i dreszcze - wyjaśnił krzywiąc się lekko. - Będzie mu jeszcze zimniej, a będzie rozpalony - mruknął. - Uhm nie pierwszy raz mam do czynienia z zatruciem narkotykowym - wyjaśnił mu swoją wprawę, kiedy Tomo pił herbatę. Po wypiciu połowy z kubka, wtulił się mocno w Takano.
- Ale... nie muszą iść - wyszeptał chłopak dając się zanieść do łóżka. - Możecie iść porozmawiać do salonu, a ja... trochę pośpię - zaproponował cicho dopijając herbatę i zakopując się pod koldrą porządnie.
[lecę spać brzdącu :*]
- Nie martw się tak synu - odezwał się po dłuższej chwili, przyciągając go do siebie i głaszcząc po ramieniu. - On chyba jest doświadczony, jest spokojny... przechodzi przez to dość spokojnie.
Takeru tego nie skomentował, bo przecież nie chciał wtrącać się w sprawy rodzinne. Skinął tylko głową, by potwierdzić jego słowa.
- Nic mu nie będzie, jego organizm się odtruwa.
- Nie miał - przyznał cicho. - Tomo-chan też nie miał na to wpływu, a mnie przy stoliku nie było... kiedy ktoś mu dosypał do napoju, za co przepraszam - wymamrotał Takeru.
- Cierpi, ale przestanie. Kochanie to ważne, żebyś teraz przy nim był. On ci bardzo ufa - zauważył z delikatnym uśmiechem. - Jest dobrym chłopcem - dodał z uśmiechem.
[no bo idę, ale you keep posting me it... and I just can't. you are really devilish girl!]
- Bo to jest powód do dumy. Oprzeć się nałogowi... nie każdy potrafi to zrobić - uśmiechnął się lekko mężczyzna. - No już tak na mnie nie patrz. Chciałem zobaczyć jak to jest. Twoja matka paliła niezłą marichuanę - dodał po chwili, ale zaraz odwrócił wzrok, by już nic więcej nie mówić.
[ugh... ale ja jestem starszy!]
- Bo była cudowną kobietą... cudowną - szepnął. - A marichuana była tylko raz... wyjątkowo. Chcieliśmy zaszaleć - puknął syna w ramię. - Reiko. chodź nie będziemy przeszkadzać. Zaproszenie na święta przyjęliśmy, zjawimy się w Yukan - ucałował syna w czoło. - Ty też czuj się zaproszony młody człowieku - dodał w stronę Takeru i zanim Takano zdążył zareagować już go nie było.
[rodzinka zwali mu się na łeb :D]
- Będzie lepiej - obiecał. - Dwa dni, może trzy by doszedł do siebie. Musi dużo pić, ale do jedzenia go nie zmuszaj. Widziałeś co się dzieje... zje i wymiotuje - westchnął. - Zostać z wami na noc?
[to zemsta xDDD jeszcze nie wiem za co, ale się znajdzie xDDD]
- Hej... trochę mu zaufaj. On wie, że mu nie wolno i nie weźmie - uśmiechnął się lekko. - Tylko go wspieraj i w razie czego nie pozwalaj się załamać i wziąć. Tylko tyle. Traktuj go normalnie...
- Taka-chan!
- O wilku mowa... no idź do niego, idź.
[ide spać i ty też!]
- Ciebie - Tomo przyciągnął go do siebie i przytulił się mocno. - Dołożysz mi się do wzmacniacza do mojej gitary? Mam już połowę uzbieraną... - wyjaśnił bo tak jakoś był bardziej bezpośredni kiedy coś mu dolegało. Trochę jak dziecko i mówił wszystko co mu się przypomniało.
- Ale... - chłopak na niego spojrzał z łzami w oczach. - Ja nie mogę ci dać tak dużego prezentu... - wyjaśnił, chowając głowę w jego tors i przeklinając narkotyki, które z niego robiły takie dziecko. - Marichuana nawet nie uzależnia... może trochę, ale jak chcesz jakiś efekt to musisz sobie to wkręcać - wyszeptał. - Każdy kiedyś jej próbuje... to raczej normalne - ucałował jego szczękę.
- Tylko ja bym chciał ci dać coś w równej cenie - wyjaśnił cicho, bo jakoś nie widział tak bardzo zróżnicowanych prezentów. Przecież Takano zrobi się przykro.- Mam wypatrzony, stargowałem go sobie całe 500 zł (nie wiem ile to jest w yenach jeszcze) - wymamrotał. - Rozumiem, ale to nie musi psuć ci o niej wyobrażenia. Przecież na pewno nie paliła jak już byłeś u niej w brzuszku - ucałował go w policzek.
- Taka-chan przeczysz sam sobie... to skoro tak mówisz to ja też nie chcę żadnego prezentu - wymamrotał trzęsąc się nieco mocniej i szczękając zębami mimo że w pokoju było bardzo ciepło. - Zrobisz mi trochę ryżu?
Tomo nic już nie powiedział, kombinując już jak tu może się zadłużyć, żeby pożyczyć trochę pieniędzy. W końcu usłyszał 'jeden' prezent już mam, co świadczyło że będzie więcej. Zacisnął szczęki odganiając od siebie płacz i schował się pod kołdrą całkowicie.
- Nie, dziękuję - Tomo pokręcił przecząco głową nabierając trochę ryżu na pałeczki. Zjadł trochę by coś w żołądku było i wypił herbatkę, po czym położył się z powrotem w łóżku, opatulając się mocno kołdrą. - Pośpię trochę - szepnął.
Takeru uśmiechnął się lekko do Takano, kończąc czytać książkę, którą znalazł na zakurzonej półce Takano. - Wybacz, że się porządziłem - poprosił. - Ciężko? - zapytał zaraz.
- Spokojnie, jutro zaczniemy w niego wmuszać, a po jutrze będzie już jadł w miarę normalnie - obiecał mu mężczyzna. - Wypijesz herbaty? - zaproponował idąc do kuchni.
***
Tomo nie mogąc zasnąc bawił się chwilę swoim telefonem. Wysłał Junowi smsa w którym przeprosił go, że złamał daną mu obietnicę i znów padł ofiara prochów. Zanim jednak stwierdził że jednak tego nie wyśle, sms poszedł. Wzruszył więc ramionami i biorąc kołdrę i telefon ze sobą poszedł do salonu, kładąc się na kanapie z głową na kolanach Takano. Nie chciał być sam.
Tomo uniósł się na łokciu i upił trochę herbatki od Takano, po czym spojrzał na smsa. Uśmiechnął się lekko odpisując 'Nie brałem z własnej woli. Brit mi dosypała do coli,... Taka-chan jest ze mną. Był przerażony.'
- Taka-chan? Kochasz mnie trochę?
- Nie, tak tylko pytam - odparł uśmiechając się do niego delikatnie. Uśmiechnął się też do Takeru, który okrył go jeszcze kołdrą. - Z Junem - pokazał mu wiadomość od przyjaciela. - Przeprosiłem go...bo złożyłem mu obietnicę, że nigdy więcej nie wrócę do narkotyków. Nigdy, przenigdy... i złamałem ją, więc...
- Mou nie bądź taki... nawet poesemesować z przyjacielem mi nie wolno - zamarudził niezadowolony, nie odkładając jednak telefonu tylko jeszcze raz przepraszając Juna i prosząc go by ucałował Ryu od niego. - Taka-chan strasznie mi zimno... uhm - zamarudził znowu czując coraz większe dreszcze.
- Oho czeka nas ciężka noc - westchnął przeciągle Takeru.
- Ale nie dawaj mi leków - poprosił go bo czuł, że jeszcze nie może tego zrobić. - Ani nic... tylko... pośpiewasz mi? - zapytał go zaraz szeptem, chcąc tylko go posłuchać i oderwać myśli od swojego stanu.
- Już przynoszę - zasalutował mu mężczyzna, a Tomo wzruszył ramionami.
- Beatlesów - poprosił, bo uznał, że tych Takano będzie znał. - Wszystko co znasz - uśmiechnął się lekko, trzęsąc się coraz bardziej.
Tomo tym razem z nim nie nucił. Przytulał się mocno pozwalając Takano śpiewać. Słuchał go z zainteresowaniem. Kochał swojego faceta strasznie mocno. Jego głos był kojący.
- Przepraszam Taka-chan - Tomo nie oderwał się od niego nawet na moment. Przytulił się za to zdecydowanie mocniej. - Przepocę ci bluzę - popłynęły mu łzy, bo przejmował się teraz takimi głupotami.
- Ok... idziemy z nim do łóżka, włączymy jakiś film i zrobimy sobie maraton filmów dzisiaj - zdecydował Takeru, a Tomo skinął tylko głową na wszystko się już zgadzając.
- Z herbatą i popcornem? Makaronikami?
- Bierzemy horror - stwierdził Takeru nastawiając film i wskakując do łóżka razem z Tomo. Nie objął go jednak. Uznał jedynie że tak duże łóżko pomieści ich troje, a samemu Tomo będzie cieplej jak będzie chociażby trochę ogrzewany z obu stron.
- Jakiś horror z dolnej półki - pokazał palcem. - Takeru uznał, że układałeś od najśmieszniejszych do najstraszniejszych - przytulił się do niego i upił trochę herbatki. - A zrobisz mi jutro naleśniki?
Tomo poczęstował się jednym makaronikiem i przysnął w połowie pierwszego filmu. Takeru natomiast dopił swoją herbatę.
- Może pójdę na kanapę... spróbuj się przespać. Nie powinien już wymiotować.
[stracilem wenę...]
Tomo obudził się nad ranem. Zwyczajnie przerażony, wtulił się mocniej w Takano. Zimno nie chciało przzejść i miał wrażenie jakby zamarzał. Rozpłakał się bezgłośnie wiedząc, że sobie to uroił.
- Taka-chan... zabij mnie, zabij, zabij - wyszeptał, właściwie nie chcąc chyba by Takano to słyszał.
- Co porobimy w święta? - zapytał go cicho. - Twój tata przyjeżdża... uhm ano mogę zaprosić wtedy dziadka też? - zapytał nieśmiało, chcąc nawiązać jakoś nieskładnie rozmowę.
[dobra skipuj xD]
A tu czekała go niespodzianka, bo poza Tomo i jego dziadkiem na progu stał ojciec Takano, Rika oraz mały brzdąc którego Tomo zgarnął po drodze.
- Nikt nie powinien spędzać świąt sam - usprawiedliwił się, wpuszczając dziecko do środka i tłumacząc mu gdzie co znajdzie oraz obiecując gorącą czekoladę. Ucałował Takano w policzek.
- Ależ nie ma za co. Moja szanowna żona pojechała do swojej siostry - uśmiechnął się bezceremonialnie przytulając mocno Tomo do siebie i czochrając go po włosach. - Wyglądasz dużo lepiej! Mam nadzieję, że dzisiaj skosztuję tych bułeczek.
- Oczywiście, specjalny zestaw do kosztowania jest przygotowany - uśmiechnął się chłopak, puszczając do niego oczko i pogłaskał domagającą się uwagi Jolie po łebku.
Tomo nie zdążył zareagować, a Takano już go pociągnął do siebie, całując go mocno. Oddał pocałunek, zaraz jednak się od niego odsuwając.
- Więc ty się zajmij kieliszkami i talerzem dla malucha, a ja zrobię gorącą czekoladę - ucałował go jeszcze raz. - Głupol - klepnął go lekko w tyłek.
- A kiedy przyjdzie mikołaj? - zapytała go dziewczynka, kiedy Tomo przyniósł parujące gorące czekolady i postawił je naprzeciw małej i chłopca. Dzieciak chyba pierwszy raz widział tak zastawiony stół bo nie wiedział co mu wolno ruszyć.
- Hej - Tomo ukucnął przy nim szepcząc mu coś do ucha i chwilę później maluch rozpogodził się chwytając bułeczkę i upijając trochę czekolady.
- Pycha! - pochwalił entuzjastycznie, na co Tomo zmierzwił mu włosy i usiadł obok Takano.
- Mnie nie - ostrzegł Rikę zanim zdążyła nalać mu do kieliszka. Zamiast tego wlał sobie soku i przytulił się mocno do Takano.
- Powiedziałem mu tylko, że nikt go tutaj nie skrzywdzi i może się tu czuć jak u siebie w domu. Dodałem też, że najlepsze potrawy na stole stoją tu i tam - wskazał tez ciasto robione przez nich i potrawę zrobioną przez Takano. - Tylko tyle... to dziecko... został dziś bez rodziców - szepnął mu do ucha.
- Dobrze, cieszę się że smakują - uśmiechnął się do ojca Takano. - Ale z ciasta jesteśmy chyba najbardziej dumni...
Dziadek Tomo skinął tylko głową w stronę Takano, częstując się ciastem.
- Możemy mu na szybko skombinować jakąs paczkę słodyczy - zaproponował cicho Tomo, jedząc trochę ryżu z potrawką z kurczaka i chwilę rozmawiając z dziadkiem i mężem Riko.
- Yuya - odparł cicho chłopiec i potrząsnął zaraz główką. - Ten pan - pokazał na dziadka Tomo i samego Tomo. - Powiedział, że mogę u niego dzisiaj pospać - uśmiechnął się słabo. - Pan nie będzie zły? - zapytał Takano.
[oh i to nie ma nic wspolnego z tym, że nie spałaś wczoraj do 2 co? xD]
Tomo poprosił wszystkich do choinki, włączając odpowiednią płytę by woriwadzić trochę świątecznego nastroju. Wybrał sobie miejsce pomiędzy Yuyą a siostrzenicą Takana i zachęcił ich oboje do rozdawania prezentów.
[ach ten jego ojciec xD]
Tomo z lekkim uśmiechem na twarzy oglądał tę radość wszystkich ogarniającą podczas rozdawania prezentów. On sam dostał całkiem pokaźną kupkę, choć się tego kompletnie nie spodziewał. Wreszcie dzieciaki dotarły do prezentów od niego, które to zaraz zaniosły Takano. A był w nich zegarek z wygrewarowanymi słowami piosenki, 10 t-shirtów jakości nikłej jak Takano miał obiecane z różnymi napisami. Od takich które mógł nosić wszędzie do takich gdzie dom, czy sypialnia mogły być jednymi pomieszczeniami, które mógł na nie przeznaczyć. Kolejnym prezentem był zwyczajny talon kuponów ale nie na garnek z zupą ale na niego samego. Ze śmiechem podszedł do niego całując go mocno w usta.
Tomo wziął chłopca na kolanach i zaczął mu ładnie tłumaczyć że nie zawsze jest to czymś złym. Że jak się ludzie kochają to nie ważna jest płeć. Zmierzwił mu zaraz włosy i kazał mu zobaczyć pod choinkę czy Mikołaj o nim nie pamiętał. Chłopczyk już się więcej nie zastanawiał, tylko od razu poszedł sprawdzić i z zaskozeniem stwierdził że jednak i o nim pamiętano.
Tomo schował twarz między dłońmi, czerwieniąc się strasznie. Uśmiechnął się jednak kiedy chłopak kończył piosenkę i podszedł do niego żeby się mocno przytulić.
- Dziękuję - szepnął mu do ucha, przytulając się do niego mocniej. - Że ze mną tyle wytrzymujesz... że mnie nie zostawiłeś... i że mnie kochasz.
- Mhm wiem... możesz sobie w nich zażyczyć wszystkiego - ucałował go mocno, odsuwając się od niego i pozwalając mu przejść do kolejnych prezentów. Upił trochę soku i usiadł na kanapie, czekając na dalsze prezenty od Takano i mając nadzieję, że nie zaszalał za bardzo.
- Mhm - Tomo oblizał lekko wargi śmiejąc się pod nosem z cudownego rysunku. - Będzie co wieszać w sypialni, skoro ktoś się uparł na pewien inny rysunek - pokazał mu język całując go jeszcze raz i wreszcie otwierając trzeci, w którym był wzmacniacz o którym mu mówił. - Dziękuję - ucałował go jeszcze raz.
- Dobrze wujku! - Maya złapała Yuyę za rękę i pobiegła z nim do Jolie i małych szczeniaków by się z pieskami pobawić i oczywiście trochę je podenerwować. Tomo widząc to nie mógł powstrzymać się od lekkiego uśmiechu. Szybko wstał od stołu i przyniósł sobie gitarę, zaczynając przygrywać znane wszystkim świąteczne piosenki i zachęcając ich do śpiewu.
Mężczyzna zacisnął lekko wargi i skinął lekko głową, po czym odetchnął głęboko.
- Nie wiem jak mam z nim przeprowadzić tę rozmowę - przyznał spokojnie. - To w końcu nie jest moja zasługa to kim się stał. Nie jest już moim dzieckiem. Ja mu tylko dałem życie - westchnął ciężko. - Nie wiem czy powinienem mu powiedzieć prawdę.
- Jeśli zapyta to dam mu odpowiedź - odparł spokojnie, mając jednak nadzieję, że do tego nie dojdzie. Czuł, że nie potrafiłby tego wyjaśnić. Uśmiechnął się lekko do chłopaka i skinął głową, idąc z powrotem.
- Taka-chan! - Tomo złapał go jeszcze w wyjściu z kuchni. - O zobacz... jemioła - uśmiechnął się szeroko, wskazując umieszczoną przez samego Takano jemiołę.
- Po ciebie - odparł spokojnie. - Chciałem iść z tobą na spacer. Reszta się już na to zgodziła. Powiedzieli że sobie bez nas poradzą - ucałował go raz jeszcze. - Pójdziesz ze mną? Między innymi na papierosa?
- Możemy, ale dzieci się z nimi bawią - odparł cicho, nie chcąc za bardzo przeszkadzać maluchom. - No i nie męczą ich za dużo - uśmiechnął się delikatnie. - Możemy iść tylko we dwoje?
- Zobaczysz - Tomo przytulił się do niego i poprowadził go wąską ścieżką w stronę obrzeży Yukan. Tam z kolei kazał mu się wspinać po prowizorycznych schodkach zrobionych z kamieni aż do malutkiej drewnianej świątyni, która tego dnia była niezwykle oświetlona. Podprowadził go do wejścia i kupił dwa drewienka, jedno podając Takano, drugie zachowując dla siebie. - Zapisz tu swoje życzenie, ja zapiszę swoje i powiesimy na drzewo życzeń - wskazał na wielkie drzewo obwieszone tabliczkami.
- To jedno z moich ulubionych miejsc - uśmiechnął się lekko, podając mu pędzelek i tusz. - Miałeś w szkolę sztukę kaligrafowania? Wystarczy że ją tutaj powtórzysz - ucałował go lekko. - W nowy rok przyjdziemy tutaj na festyn - przytulił się do niego na chwilę. - I znów zawiesimy swoje życzenia... ale póki co mam jedno - uśmiechnął się do niego, wpisując swoje życzenie na tabliczce. 'Przeżyć kolejny rok z ukochaną osobą.'
- Obaj ubierzemy yukaty - odparł z lekkim uśmiechem patrząc na ich tabliczki i opierając głowę na jego ramieniu. - Chciałem ci pokazać tę świątynię. Ma w sobie coś magicznego - uśmiechnął się lekko. - Zwłaszcza w takie dni - splótł ich palce ze sobą.
- Niestety dla twojej próby, mam - odparł z lekkim uśmiechem. - Męską mam, szytą na miarę - dodał ze śmiechem. - Więc już na mnie pieniędzy nie wydasz - złapał jego twarz w dłonie i ucałował go ze wszystkich sił.
- Nasze liceum wygrało konkurs chórów, kiedy do niego należałem... i skończyłem studia... i znalazłem sobie najlepszego na świecie chłopaka... parę się spełniło - uśmiechnął się lekko. - Ale nie nurkowałem z rekinami, nie poleciałem na Marsa i nie nauczyłem się teleportacji... więc parę też poszło z fiaskiem.
- Dziadek przepowiedział mi wiele rzeczy. Przepowiedział mi to że będę w śpiączce... przepowiedział mi późną miłość i parę rzeczy które jeszcze się nie spełniły a przerażają, ale nie chcę o tym rozmawiać. To tylko przepowiednie wyssane z palca - ucałował go w policzek. - Idziemy się przejść.
[ale to już było xD on już był w śpiączce, po wypadku :P btw to nie jest mój pomysł xD mam lepszy :P]
- Mhm więc mówisz, że nie ważne co się stanie i tak ze mną będziesz? - chłopak poślizgnął się na ostatnich trzech schodkach i wyląował wraz z Takano na ziemi. - Przepraszam - bąknął leżąc na mężczyźnie.
[spokojnie, spokojnie :D do tego jeszcze czas, najpierw dramaty Takano :P]
Tomo ucałował go siarczyście zanim niechętnie z niego zszedł.
- Miałem miękkie i wygodne lądowanie - ucałował go znów śmiejąc się przy tym radośnie.
- Przynajmniej będziesz miał wesoło, kiedy mnie przy tobie nie będzie. Obiecałem już że przygotuje kilka bochenków chleba dla głodujących - uśmiechnął się lekko. - Więc trochę mi to zajmie, no i muszę wpaść na obiad rodzinny do mamy - uśmiechnął się lekko. - Chciałem też odwiedzić Juna i Ryu...ale myślałem że moglibyśmy pójść razem...
- Ale tak jest lepiej! Spędzasz święta z rodziną. Możesz się z nimi podzielić swoim szczęściem - uśmiechnął się odbiegając od niego kawałek i wspinając się na kolejny pagórek, by pokazać Takano widok na ocean.
- Stąd... dokładnie stąd będę chciał obraz od ciebie! - oświadczył z uśmiechem. - Zachodzącego słońca i wschodzącego też - przytulił się do niego mocno. - Pokażę ci za dnia jak tu wygląda - psiknął nieco. - Oho... - ściągnął czapkę z łepetyny Takano i nałożył ją sobie na głowę. - Poratuj głupola.
- Zaprowadzę i już na mnie nie marudź - opatulił szyję szalikiem. - Bo ja yukatę mam, ale szalika i czapki i rękawiczek już nie - uśmiechnął się do niego lekko. - Kochanie... dziękuję za te święta... tęskniłem za taką rodzinną atmosferą - ucałował go jeszcze raz. - A czekoladę koniecznie z piankami i obejrzymy z dziećmi jakiś głupi świąteczny, familijny film!
- A więc postanowione! Kevin spędzi z nami święta - zaśmiał się, rozbierając i od razu przechodząc do salonu, zgarnął dzieci przed telewizję, każdemu dając po poduszce i kocyku. Odszukał owego filmu na dvd i włożył je do odtwarzacza, czekając już tylko na Takano.
Tomo oparł głowę o jego ramię, sącząc powoli czekoladę. Również raz po raz wybuchał śmiechem. Takie święta mógł zaliczyć do tych bardziej udanych.
- Pewnie, a potem jeszcze odprowadzę dziadka - dodał z lekkim uśmiechem zbierając z podłogi śpiącego Yuyę. Chłopiec wyglądał teraz tak beztrosko. Tomo pogłaskał go po włoskach i zaprowadził do jednej z wolnych sypialni, gdzie ułożył go na łóżku mocno go okrywając.
- Wrócę, ale myjemyu się osobno - zastrzegł sobie. - No bo jeszcze ktoś zobaczy... - burknął czerwony na twarzy. Akurat przy dzieciach miał trochę oporów. - Wezmę twoją czapę.
- Nie przesadzam Takano - odparł cicho, nie wyrywając ręki z jego uścisku. - Po prostu nie mam ochoty... zasnąć w wannie znowu - mruknął, muskając ustami jego wargi. - Pójdę już - zdecydował wreszcie się wyswobadzając z jego uścisku, narzucając na siebie kurtkę i buty. Poczekał na dziadka i wyszedł wraz z nim.
Tomo szybko obrócił w obie strony i po chwili już wchodził do mieszkania Takano. Witał się ze skaczącą z radości Jolie i wszedł do salonu. Wyciągnął z kąta gitarę i podszedł do kanapy, podając Takano tekst.
- To nie jest prezent, ale pracowałem ostatnio nad tym duetem... do filmu i chyba się udało. Chciałbyś mi pomóc?
- Tak, tydzień temu - uśmiechnął się do niego, przygrywając do piosenki. - Ale wcale nie wiem czy jest dobra - dodał niezbyt pewnie. Miał wrażenie że czegoś jej brakuje. A mkoże po prostu brakowało jej głosu Takano/
Ich głosy pięknie ze sobą zaczęły współgrać. Uśmiech nie schodził mu z twarzy aż do końca piosenki, a wtedy to przytulił go mocno całując lekko.
- Kocham cię! Jesteś świetny - oznajmił z mocą.
- Nie chwal mnie tak, póki nie dostanę pozytywnej oceny od reżysera i jego producentki - zaśmiał się, przytulając się do niego mocniej. Uwielbiał to. Tyle mu starczyło. - To ty masz świetny głos!
- Lata praktyki - zaśmiał się Tomo, wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Kochanie? Może spadnie śnieg, co? - zaproponował spokojnie. - Ulepimy wtedy bałwana i pójdziemy na sanki - zachichotał.
- Sześć i pół - puścił do niego oczko, siadając mu zaraz na kolana i okrywając ich oboje kocykiem. - Brakuje tylko kominka, czekolady i świątecznej muzyki - szepnął mu do uszka. - Hm ano... hm... no to na co czekamy - wstał i poszedł do kuchni po 3 butelki wina. - Do dna!
- Nie mam pojęcia - przyznał wlewając sobie trochę wina na samo dno kieliszka i siadając znów na kanapę wraz z Takano. - Poza tym i winem można się upić - ucałował go lekko w usta.
- Nie, tylko powiedziałes że to drogie wino, więc chciałem posmakować, no... - burknął niezadowolony że się mu zabrało kieliszek, w którym miał może dwa łyki wina. - Ok... będę cię myć pod prysznicem - ucałował go w brodę.
- Ale przecież nie musisz pić tak szybko - uśmiechnął się do niego lekko, nalewając mu drugi kieliszek i znów siadając mu na kolanach zaczął go mocno całować.
- Leczymy twojego kacyka - uśmiechnął się delikatnie. - No i zaprowadzę Yuyę do dziadka. Nie wiem co się z nim stanie... nie chcę żeby musiał iść do domu dziecka...
- Moje słonko będzie dziś pijane i obieca mi gwiazdkę z nieba - roześmiał się radośnie dolewając mu winka i przytulając się do niego mocniej. - Ja nie potrzebuję alkoholu żeby być przylepą.
- A bez tego nie jestem? - zamrugał zaskoczony i puknął go palcem w czoło. - O ty niewdzięczniku wredny! - ucałował go znowu by zaraz dolać mu winka.
- Tak jest szefie - dołał mu wina, a w pokoju pojawił się ojciec Takano.
- Przyłączę się do imprezy - podał mu swój kieliszek. - Do pełna - polecił z uśmiechem.
- Dobrze... - Tomo nie protestował. Seniorom się należało.
- Tylko trochę bo mi zrzędził, że jeszcze go pijanego nie widziałem - uśmiechnął się lekko, dolewając zniecierpliwionemu Takano. - No i nawet nie dał mi łyczka posmakować... tak woli dla siebie wszystko zachować - dodał z lekkim uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Pan też jest koneserem wina? Naprawdę nie ma pan nic przeciwko temu, że z nim jestem?
- Ty się nie wtrącaj, to rozmowa między dorosłymi. Sącz spokojnie winko, bo masz mi dziś gwiazdkę z nieba obiecać. Przypominam tylko - chwycił Takano za nosek dolewając mu winka. - Nie szukam dziury w całym... upewniam się, bo ostatnio kiedy mnie pan widział...byłem eh nie do życia.
- Uhm dziękuję - Tomo uśmiechnął się do niego lekko, dolewając Takano wina. - Kotuś to już ostatni - ostrzegł go. - I idziemy spać - ucałował go w policzek.
- Tak... ja cię też kocham i też najchętniej bym cię schrupał - zaśmiał się chłopak, nie do końca rozumiejąc co on mówi, bo lekcje francuskiego jakie brał online nie zawsze były przydatne. Uznał jednak, że jego słowa mają wydźwięk erotyczny. - Mhm... zabiorę go do łóżka - odparł do ojca Takano, biorąc mężczyznę pod ramię. - Nie będzie kąpieli dziś. Jutro się wymyje... - zdecydował niemal go ciągnąc za sobą.
- Ja t'aime - mruknął mu do ucha Tomo, otwierając drzwi od sypialni i zapraszając go gestem do środka. Przesunął dłońmi po jego talii prowadząc go do łóżka.
- Babe but please, Japanesse or English or Korean only ok? Stop talking in French 'cause I do not understand you - jęknął Tomo rozkładając bezradnie ręce, kiedy Takano sobie czegoś tam zażyczył.
- Thank you - westchnął Tomo, siadając na nim okrakiem i zapalając małą lampkę by łatwiej ściągnąć mu soczewki, które zaraz umieścił w pudełeczku podając mu okulary. - I don't care about type of sex, babe. You are to gentle to play with me like I would like to, so please let's do it your way. I love it anyway - ucałował go delikatnie w wargi, kładąc go na łóżku.
- Sweety don't cry - Tomo starł kciukiem łzy z jego policzków, po czym ucałował każdy z nich. - I do feel good every time we are doing it. Don't worry baby - szepnął mu do ucha. - Seeing you like that breaks my heart - mruknął, kładąc się obok niego i przytulając go mocno.
- Naprawdę jesteś głupolem - Tomo pogłaskał go jeszcze po włosach, patrząc na jego śpiącą figurę. - Dobrze mi jest z tobą, kocham cię. To mi wystarczy - ucałował go w policzek, wychodząc z łóżka i idąc na dół by tej nocy nie budzić Takano z jego koszmarami. Położył się na kanapie, zapraszając do siebie Jolie i zasnął wraz z nią.
Tomo siedział już w pełni rozbudzony na kanapie, przyciskając do siebie Jolie, która o dziwo nie protestowała, mimo że robił to już bardzo długo, starając się uspokoić oddech. Działało powoli. Zobaczył schodzącego na dół Takano i pokazał mu dłonią dzbanek zimnej wody.
- Dobre na kaca - wydusił z siebie.
- Nie, nie - odparł z lekkim uśmiechem. - Uhm spałem tu z Jolie - dodał głaszcząc psinkę po łebku i nadal jej nie puszczając. - Nie chciałem ci zawracać głowy w razie wypadku - dodał. - Musiałeś wypocząć...
- Uhm idź pierwszy, naprawdę nie mam ochoty się razem myć - mruknął cicho. - I tu nie chodzi o ciebie, tylko po prostu jakoś tego dzisiaj nie czuję. Przepraszam - ucałował go w policzek. - Zrobię ci coś lekkiego na śniadanie w tym czasie - dodał już z nieco pogodniejszym uśmiechem. - I zrobię koktajl roboty dziadka, nie dobry jak cholera ale działa na kaca - pstryknął go w nosek.
Gdy tylko zszedł na dół, Tomo podał mu śniadanie i koktajl, po czym spiorunował go wzrokiem.
- Wyjaśnijmy sobie co nieco raz a dobrze - poprosił. - Zdarzają się takie dni Taka-chan, kiedy eh kiedy nie potrzebuję pieszczot ani wspólnych kąpieli. Czasem zwyczajnie nie mam na nie ochoty i to nie jest w żaden sposób twoja wina. Bez twojego upicia i tak bym dzisiaj nie poszedł się z tobą myć. A potem... potem porozmawiamy o tym co mówiłeś - zaczerwienił się trochę. - Większości nie zrozumiałem, bo gadałeś po francusku.
- Przepraszam - mruknął odruchowo. - Mówiłem ci kiedyś, że czasami potrzebuje samotności - dodał z przepraszającym uśmiechem. - Płakałeś przy mnie i chciałeś... chciałeś seksu - wydusił z siebie. - Ale tak żeby mnie było dobrze... i nie docierało do ciebie że mi jest z tobą dobrze...
- Mhm... - Tomo usiadł obok niego przytulając się do niego delikatnie. - Kochanie to nie tak, że mi się nie podoba jak jesteś taki łagodny. To dla mnie po prostu nowe doświadczenie - ucałował go delikatnie w usta. - Mną się nikt nigdy nie przejmował jeśli chodzi o seks... więc... - odchrząknął. - Podoba mi się seks z tobą. Nie chcę żebyś się do czegoś zmuszał - zmierzwił mu włosy. - A skoro płacz jest upokarzający to więcej przy tobie płakać nie będę.
- Nie jest, więc przestań tak opowiadać - fuknął na niego. - Więc muszę po prostu przestawić się na łagodną wersję seksu - oznajmił z lekkim uśmiechem. Ucałował go jeszcze raz. - Kochanie ja lecę... pójdę do świątyni i wrócę za godzinkę.
- Dam radę - zasalutował mu uciekając z mieszkania, po drodze zabierając jeszcze czapkę i szalik Takano, co by mu nie marudził.
Tomo wrócił po półtorej godzinie i od razu go ucałował po czym przywitał się z maluchami, oświadczając wszem i wobec, że śnieg napadał. Dzieciaki aż zapiszczały z radości.
- Taka-chan... pojedziemy gdzieś... kupić mi czapkę i szalik?
- Tanie - pokazał mu język. - Zabiorę dzieciaki na sanki, ale hm... zrobię ci listę bo potrzebuję trochę rzeczy do pieczenia chlebków - mruknął biorąc kawałek kartki i zapisując mu na niej co potrzebuje. - Proszę.
[I już?! Miały być spokojne święta....]
Tomo zjadł naleśniki ze smakiem, po czym wyszedł z dzieciakami na sanki, a kiedy z nich wrócili nikogo w domu nie zastali poza kartką, że wszyscy są już w szpitalu u Takano. Serce mu na chwilę stanęło i nie bardzo wiedział co powinien teraz zrobić. Zacisnął zęby, biorąc dzieciaki ze sobą i odprowadzając je do dziadka. Po krótce wytłumaczył co się stało i biegiem udał sie do domu Amakusów. Zapukał w drzwi jak szalony i z ulgą odetchnął kiedy otworzył mu Jun.
- Jun... pomóż mi - poprosił go. - Taka-chan... Taka-chan miał wypadek i chyba nie żyje...
- Dziękuję, przepraszam - rzucił jeszcze bo pewnie popsuł mu święta. Wbiegł do środka zatrzymując się przed drzwiami sali operacyjnej.
- On nie zginie - mruknął bardziej do siebie niż do innych.
Tomo skinął głową ściskając mocno kciuki i mając nadzieję, że to mu jakoś pomoże. - Nie może umrzeć, prawda? - upewnił się, nawet nie spoglądając na Juna. - Uhm jedź już z powrotem - poprosił go. - Ty też masz święta przecież...
Tomo potrząsnął lekko głową wciąż nie ruszając się z miejsca.
- Nie... pójdę... zapalić - stwierdził w końcu czując łzy w oczach, których nie chciał teraz pokazywać.
Tomo wstał z miejsca kiedy tylko pojawili się lekarze, ale pozwolił ojcu Takano przejąć pałeczkę samemu idąc za łóżkiem mężczyzny do jego sali. Nie został jednak tam wpuszczony. Spojrzał bezradnie na Juna.
- Jun... gome... - wyszeptał czując łzy na policzkach. - To przeze mnie, mogłem mu zabronić jechać do miasta... mogłem coś zrobić...
- Co ty... nie ma szans, matka mnie wyrzuci - zauważył nieźle podłamany samym faktem, że nawet teraz przy nim być nie może. - Uhm wiem... ty to wiesz najlepiej nie? - uśmiechnął się słabo, przymykając lekko oczy. - Wezmę się w garść, obiecuję... tylko daj mi jeszcze chwilkę.
- Nie mogę - odparł cicho. - Lekarz mnie nie wpuścił - dodał z przepraszającym uśmiechem, patrząc zaraz na Juna. - Powinieneś wracać już... ale jedź ostrożnie dobrze? Pozdrów Ryu i przeproś go ode mnie...
- Nie jestem jego rodziną i chyba nikt inny poza rodzina nie ma wstępu - wymamrotał wciąż nie ruszając się z miejsca. - Ja... jestem, jestem... jego uhm chłopakiem - szepnął czując pojedynczą łzę spływającą mu po policzku.
- Tak... - chłopak wstał z miejsca i na pozwolenie pielęgniarki wszedł do środka. Bladość Takano go przeraziła. Przysunął sobie stołek i złapał go mocno za rękę. - Nie możesz mnie zostawić, rozumiesz? Jak to zrobisz znajdę cię na drugiej stronie i skopie ci dupę...
- Przeżyje prawda? - kompletnie zignorował pytanie lekarza. - Niech pan powie, że Takano przeżyje. Może być na wózku, może nie mówić, może mieć amnezje... ale niech przeżyje - żachnął się patrząc na mężczyznę niemnalże błagalnie.
- Przeżyje? - zamrugał kilkakrotnie, po czym uściskał lekarza i zaraz wrócił na swoje miejsce, łapiąc Takano za rękę. - Muszę zacząć kuć francuski... bo jak ma amnezje to francuski będzie tym językiem który zna - zaklął pod nosem. - Jesteś problematyczny!
- Żyje, ale jest w śpiączce. Może mieć amnezję i zacząć gadać po francusku, kto mnie nauczy żabiego języka? - zapytał ich zaraz Tomo krótko wyjaśniając co się stało.
- Skasował samochód, dobrze że nie siebie - mruknął cicho Tomo, nie puszczając dłoni Takano nawet na moment. - Uhm to mnie naucz... nie wiem jak długo będzie leżał w tym stanie...
- Wow... cieszę się, że tyle dla mnie robicie, ale... dyrektorem tego szpitala jest moja matka i w miarę możliwości chciałbym się nie wychylać dobrze? Nie mam z nią zbyt dobrych stosunków, więc nawet z nią o mnie nie dyskutuj... nie pogarszaj mi ich - poprosił, głaszcząc Takano po dłoni. - Hm od seksu - wymamrotał nieco się czerwieniąc. - Bo jak on się upije to nawija po francusku... w kontekście seksualnym a ja ni w ząb wtedy... jedyne co to t' yaime czy jakoś tak i idzie do wyra... ale poza tym to nic.
- No tyle wiem co to znaczy - wymamrotał. - Nawet mam mały słowniczek... uczyłem się online ale... to nie daje wiele - westchnął ciężko, głaszcząc Takano po policzku. - Chce pytanie o BDSM bo to śliski temat u nas... i właśnie coś w guście ostrego seksu - przyznał mimo ogólnego zażenowania. W końcu był przy mężczyznach.
- Ale ja mu po trzeźwemu tłumaczę i się denerwuje to zrobię to po pijaku i powiem mu że sprawę rozwiązalismy - wyszczerzył się do nich. - To ja ci ładnie napiszę o co chodzi - obiecał ze śmiechem.
Spojrzał od jednego brata do drugiego, po czym machnął ręką.
- Zapomnijcie. To moja sprawa i zrobię co będę chciał... ze słownikiem w ręku bądź bez... - burknął patrząc na śpiącego mężczyznę. - Nie zrobię mu krzywdy, tego możecie być pewni.
- Nie będzie... - zacisnął wargi by powstrzymać łzy cisnące się mu do oczu. - Tylko odbiorę mu wyrzuty sumienia, działam w dobrej wierze - uśmiechnął się słabo. - Przepraszam, pójdę zapalić - zdecydował niemal uciekając z sali zanim łzy swobodnie popłynęły mu po policzkach. Tuż za drzwiami szpitala odpalił pierwszego papierosa i stał dobre pół godziny paląc jednego za drugim.
Tomo nie spieszył się z powrotem do sali, ale kiedy to zrobił już było z nim trochę lepiej, poza tym że śmierdział fajkami. Wrócił na swoje miejsce i spojrzał na śpiącego.
- Masz mi się obudzić do sylwestra - zastrzegł sobie. - Pamiętasz? Miałeś ze mną pójść do świątyni. Ominie cię yukatowa zabawa jak się nie obudzisz. Just... bear it in mind ok? - ucałował mężczyznę lekko w usta. - Jechaliście całą drogę... powinniście pojechać do Yukan, wypocząć - uśmiechnął się do braci Takano.
- Uhm... ok - Tomo uśmiechnął się do nich lekko, a gdy tylko wyszli odetchnął głęboko i nieco przez łzy zaczął Takano śpiewać. Śpiewał mu tak dobre 3 godziny zanim wysiadł mu głos.
***
Dwa tygodnie później stan Takano się nie poprawił. Nadal był uśpiony. Natomiast Tomo mocno schudł bo będąc w szpitalu nikt go nie upominał z jedzeniem. Rzucił się tez w wir pracy, toteż kiedy go w szpitalu nie było wcale nie odpoczywął. Pomagał biednym przetrwać zimowy czas.
- Taka-chan? - Tomo niemal się przestraszył. Chwycił mężczyznę mocniej za rękę zaciskając na niej dłonie. - Hej kochanie - zaczął po francusku bo jak mu się ubzdurało, że Takano zacznie po francusku tak się tej wersji trzymał. Zbliżył się do niego trochę. - Hej kochanie... zawołam lekarza, spokojnie - pogłaskał go po głowie.
Pozytywnie zaskoczony ugryzł się w język zanim zaczął kolejne francuskie zdanie. - Spokojnie kochanie - ucałował go w czoło. - Zawołam lekarza i wszystkiego się dowiemy - obiecał mu. - I zadzwonię do twojego taty...
- Miesiąc bydlaku - mruknął zakładając mu delikatnie okulary. - Zostawiłeś nas wszystkich na miesiąc. Spałeś cały miesiąc - szepnął czując łzy w oczach, Przytulił go delikatnie. - Kocham cię, już mi tak nigdy nie rób... i zaczekaj - mruknął idąc wreszcie po lekarza i szybko z nim wracając.
branoc
Tomo trzepnął go w głowę i pokręcił przecząco głową.
- Głupolu... ja się cieszę, że ty żyjesz! - uściskał go lekko. - Kocham cię strasznie mocno. Masz się ładnie kuroać tersz.
- Nie moja wina, że mi ciśnienie skacze, jak takie głupoty gadasz - westchnął siadając na taborecie i głaszcząc go po policzku. - Mam gdzieś Paryż, sanki i bałwana, póki żyjesz - ucałował go lekko. - I spędziliśmy sylwestra razem kochanie. Pośpiewałem ci trochę, obejrzeliśmy fajerwerki - uśmiechnął się delikatnie. - Oj tam... Jun pilnował jak akurat wpadał. Jadłem trochę.
- Nie... przepraszam, nie miałem ani ochoty ani nastroju na yukatę - wyszeptał znów muskając jego usta. - Martwiłem się o ciebie, ale nic mi nie jest kochanie... mam trochę pracy jeszcze...
- Jeszcze chwilkę zostanę - obiecał. - Twoi bracia nauczyli mnie trochę francuskiego... teraz bede wiedział co ci odpowiadać jak zaczniesz gadać po francusku. wszyscy są w domu i się martwią o ciebi. dużo pracuje...
- Kochanie zostanę dopóki lekarz na to pozwoli - pogłaskał go po włosach. Zaraz wzruszył ramionami. - Ścieżka dźwiękowa jest na ukończeniu, piekę chelbki dla potrzebujących i pomagam policji przy jednej sprawie, ale ściśle tajne... nie mogę o niej opowiadać - uśmiechnął się lekko.
- Śpiewałem... bo nie wiedziałem co do ciebie mówić więc wolałem ci śpiewać. Przepraszam - ukucnął przed jego łóżkiem i przyulił policzek do jego dłoni. - Przyjdę jutro z gitarą - obiecał cicho. - Uhm napiszę do Juna żeby po mnie przyjechał ok? Uhm trochę nie czułem się na siłach by samemu prowadzić.
- Teraz napiszę to przyjedzie za godzinkę - uśmiechnął się delikatnie pisząc do Juna z prośbą wielką. Po czym odłożył telefon i ściągnął buty wchodząc Takano do łóżka i delikatnie się rzytulając. Uważał na kabelki. - Uhm płakałem ale to nie ważne. Nie przy tobie. Paliłem wówczas - szepnął.
[kotek ja teraz znikam na troche :)]
- NIe, to pierwszy raz jak się tak kładę - szepnął muskając go ustami. - Wszyscy są w domu.
- Inaczej nie mogę kochanie. Zalecenie lekarza - przytulił go nieco mocniej do siebie. - ALe jutro już będę mógł - musnął ustami jego nosek. - Musisz te trochę wytrzymać - uśmiechnął się do niego. - Pilnowaliby gdybym był z nimi w mieszkaniu. Ja mieszkam u dziadka... z Yuyą, Jolie i szczeniakami. Ja nie mieszkam u ciebie - przypomniał mu. - Odwiedzałem ich często, ale eh przecież wiesz jaki jestem jak biorę na siebie tonę rzeczy żeby tylko czymś się zająć i nie myśleć za dużo. Poza tym ja dużo czasu spędzałem tutaj Taka-chan...
- Wiem, ale jedzenie mają kiepskie, aq tak poza tym to nawet o tym nie myślałem by jeść - wymamrotał. - Uhm dziadek chce się nim zająć - odparł spokojnie. - Potrzebował tylko jeszcze jednej osoby więc obiecałem mu pomóc. Była pani z opieki, wszystko już załatwione. Koyuki nie chciał... oni już są w procesie adopcji - dodał zdradzając czego się dowiedział. - Wzięli sobie siostry. Starsza ma 2 latka.
- Kochanie nie przegnij bo zatęsknie za tobą w śpiączce - ostrzegł go zatykając mu usta dłonią. - Będę wtedy mieszkał u siebie a Yuya najprawdopodobniej u mnie, bo będę miał lepsze warunki. Dziadka będziemy odwiedzać, no i dziadek będzie Yuyę odbierał ze szkoły. Uhm Yuya mnie zapytał czy wujka Takano też będzie mógł odwiedzać. Powiedziałem mu że tak... więc będziemy wpadać do ciebie, a moim wolnym pracowym ruchem się nie przejmuj. Podobało mi się ale nie chcę tego zamieniać w rutynę.
- Będę cię odwiedzał. Yuya zawsze może spać u dziadka - ucałował go mocno. - Kochanie zamknij już dziobka. Ja jestem nienormalny, już to wiedzieć powinieneś. Potrzebuję kilku prac, żeby mieć satysfakcję. No i nie potrafię z czegoś zrezygnować na amen.
- Odpoczywam przecież. O zobacz, leżę - poczochrał go po włosach siadając na łóżku, kiedy do pomieszczenia wszedł Jun. - Pielęgniarka będzie wtedy niegrzeczna - obiecał mu całując go jeszcze raz po czym wstał podchodząc do kumpla. - Mogę jechać z przodu?
- Muszę? - Tomo był trochę niezadowolony że dostał jedzonko. Spojrzał jednak na Takano i uznał że chyba nie ma sensu oponować. Otworzył pudełko i posmakował curry w milczeniu. - Dobre - pochwalił.
- Ale znów za dużo mi dałeś - zamarudził jednak będąc w połowie curry. - Ten mi marudzi o pracy, ten drugi o jedzeniu... wypisuję się z tego równania - wywrócił oczyma, próbując jeszcze coś w siebie włożyć. - Kochanie masz odpoczywać.
- Bo mogłeś mieć amnezję - wyjaśnił czując łzy na policzkach. Odłożył miseczkę i wyszedł z pomieszczenia by się uspokoić. Starał się być silny, ale ta sytuacja trochę go przerastała. Tak bardzo się bał, że Takano już się nie obudzi, albo straci pamięć, albo umrze... tak bardzo że aż ściskało go w żołądku.
- Jun ale... ale ja nie udaję - wyjąkał Tomo na chwilę tylko przytulając się do przyjaciela. Schował głowę w jego piersi płacząc cicho jeszcze chwilkę. - Przecież już jest dobrze. Sam przed chwilą to powiedziałeś, żyje, pamięta... jest ok.
Prześlij komentarz