Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»[oj tam nie przejmuj się :P nie nudzi... po prostu jakoś tak wyszło...]
- Czyli pozostaje mi upicie ciebie, zrozumiałem - skinął głową Tomo, po czym potrząsnął ją przecząco. - Nie, dzisiaj nie mam - wymamrotał. - Idę spać na kanapę dzisiaj... - dodał po chwili ziewając nieco. - Za ciepło na tulenie się - wyjaśnił z uśmiechem.
- Ale ja lubię spać na kanapie - zaprotestował. - Ostatnio dobrze nam się tam śpi z Jolie - wyjaśnił. - Jak chcesz możesz pospać na kanapie razem z nami - zaproponował z lekkim uśmiechem.
- Taka-chan a od kiedy ty musisz mi zabraniać czy pozwalać spać na kanapie? - zapytał unosząc lekko brew nieco zaskoczony że w ogóle ta dyskusja tutaj wynikła. Nie usiadł na miejsce obok mężczyzny tylko wciąż stał przed nim. - Jestem dziś zmęczony, bardzo zmęczony - wyjaśnił spokojnie. - Kanapa jest twardsza od twojego łóżka i lepiej mi się wysypia na twardych rzeczach. Przyzwyczajenie z domu - oznajmił patrząc mu prosto w oczy. - Poza tym łatwiej mi się uspokoić w salonie niż tutaj. Nie wiem... większy pokój chyba - wzruszył ramionami. - Tak więc ja śpię na kanapie z Jolie, ty śpisz tutaj. Dobranoc - ucałował go mocno po czym wyszedł z pokoju.
Jolie zaszczekała tylko na potwierdzenie jego słów, a Tomo zakrył głowę poduszką by stłumić hałasy dobiegające z zewnątrz. Westchnął ciężko kiedy to nic nie dało i usiadł na kanapie odchylając głowę do tyłu.
- Przeklęty ocean... - wywrócił oczyma wstając w końcu i przeciągając się. - Siadaj, a nie tak stoisz z tym gipsem - polecił Takano, zabierając jednak cały kocyk i się nim opatulając.
- To zależy gdzie. Ty mieszkasz na odludziu i blisko oceanu to jest gorzej. Jak mieszkałem nad piekarnią to hałas był nieco tłumiony przez inne budynki - wyjaśnił sięgając po drugi koc i podając go Takano. - Najgorzej jest jak jesteś na morzu. Takie sztorm, że nie ma praktycznie szans utrzymać się na kutrze... raz byłem jak byłem dzieckiem. Wpadłem do wody i potem nic nie pamiętam do momentu obudzenia się w szpitalu. To był pierwszy raz... kiedy pamiętam, żeby mama mnie przytuliła - wyjaśnił z lekkim uśmiechem, głaszcząc Jolie po łebku. - Przyzwyczajaj się mała.
- Nie szkodzi - odparł wzruszając ramionami. - Mhm pewnie tak, wtedy miałem 7 lat. Była przerażona - zauważył spokojnie. - Po prostu wcześniej nie bardzo pamiętam by to robiła, potem też zdarzało się to bardzo sporadycznie - dodał przeciągając się nieco. - Zrobię ci gorącą czekoladę. Jesteś strasznie blady... oszukiście - ucałował jego wargi. - To nie wstyd bać się czegoś.
[ale zdjęcie wybrałaś zabójcze xDDD]
[masz tu sobie poszukaj gdzieś: jin-puppet.tumblr.com/post/61196476641/i-cant-believe-my-eyes-why-he-is-so-handsome , btw będę szedł zaraz... bo dziadek mnie wyciąga do wujków na obiad i kolacje...]
- Mhm - Tomo wrócił z gorącą czekoladą podając ją Takano po czym pogłaskał go po włosach przytulając lekko. - To przytul się mocno kochanie. Możesz też płakać... przecież nikomu nie powiem - ucałował go w policzek.
[ja niestety nie mam.... neta mobilnego!]
- A ja ile razy już płakałem przy tobie? - zapytał cicho, obejmując go mocno i delikatnie głaszcząc go po plecach. - Ja wiem kotek, ja wiem - szepnął mu do uszka, mocniej go przytulając. Czasem najlepsza metodą było wypłakanie się, więc nic więcej nie mówił tylko go do siebie przytulał.
[jestem z powrotem :)]
Trzymał go tak długo, kołysząc go lekko w ramionach. Ucałował go w czubek głowy nucąc cicho spokojną melodię, by jakoś go uspokoić. Dać mu poczucie bezpieczeństwa. Dopiero po dobrych dwóch godzinach odsunął go lekko od siebie i ucałował w czoło.
- Mój mały skarb - pogłaskał go po policzku.
[strasznie dużo żarcia we mnie wmusili...]
- A gdzie tam, to przecież całkiem normalne - pogłaskał go znów po policzku uśmiechając się delikatnie. - Ja cię po prostu kocham!
[szukam dobrych zdjęć na powiązania... mhm kotek? kto gra Juna?]
- Ja nie chcę na razie nigdzie lecieć - odparł spokojnie. - Jakoś nie mam ochoty na wyjazdy za granicę - przyznał szczerze siadając mu na kolanach i przytulając się nieco do niego, jedną dłonią głaszcząc Jolie. - Ale nad moim francuskim możemy popracować. Będę leniwym uczniem, co by mnie sensei mógł jakoś zmobilizować do pracy marchewką i kijem - ucałował jego nosek.
[ale to lipa taka... u mnie było mnóstwo żarcia, ciasto, mięsiwo...]
Tomo skinął głową na znak że się zgadza na takie warunki, po czym uśmiechnął się lekko przysypiając mu na kolanach. Obudził się dopiero skoro świt ziewając nieco.
- No i masz sensei... przez ciebie niewygodnie było - oskarżył go. - Chowam zabawki i idę bawić się do innej piaskownicy.
[skipuj a nie pytasz głupio :P]
- To zależy od twoich postępów - odparła matka Tomo delikatnie się uśmiechając. Spojrzała na słowa wypisane na gipsie i uniosła lekko brew. Nie powiedziała jednak nic zachowując spokój. - Od dwóch tygodni do miesiąca - wyjaśniła. - Możesz oczywiście ćwiczyć w domu. To jest nawet bardzo wskazane.
- Nie, nie, kompletnie się nie zrozumieliśmy - zaśmiała się cicho. - W szpitalu będziesz miał przypisane godziny i dni rehabilitacji, a w domu wykonujesz dodatkowe ćwiczenia. Coś jak zadanie domowe... zresztą Tomohisa powinien je znać - odparła spokojnie. W końcu jej syn nie raz lądował z kończyną w gipsie. Fajtłapa jakich mało.
- Nie, tylko będziesz musiał udać się do rejestracji i zarejestrować się na rehabilitację - odparła spokojnie. - Dostaniesz skierowanie i z tym do rejestracji. Żadna wielka filozofia. Powiedz że to pilne.
- Coś cię boli? - zapytała asekuracyjnie wypisując mu skierowanie i podając je wraz z dodatkowymi instrukcjami a propo ćwiczeń. - Daj je Tomohisie - poradziła.
- Tak, życzę szybkiego powrotu do zdrowia - poleciła mu z delikatnym uśmiechem. - Tylko seksualnie nie zamęcz mojego syna - dodała jeszcze nie mogąc się powstrzymać. - Ach... no i pomyślałam, że pewnie byś to chciał - podała mu tekst Tomo na kawałku gipsu. - Na pamiątkę.
[powiązania są xD]
- Proszę tę sprawę zostawić w spokoju - poradziła mu tylko otwierając mu drzwi i zapraszając kolejnego pacjenta. Nie chciała rozmawiać na takie tematy.
Tomo rzecz jasna jeszcze nie było. Jak zwykle zajmował się wszystkimi dookoła. Przyszedł dopiero po południu wraz z małym Yuyą, który od razu poleciał do Takano.
- Wuja! - krzyknął gramoląc się na jego kolana. - Dzisiaj w szkole rysowaliśmy portrety swoje i mi nie poszło. Dostałem tylko 3 - wyjaśnił nieco niezadowolony. - WUja nauczysz mnie rysować? Prosze, proszę proszę?
- Wujek Tomo powiedział - odparł wesoło przytulając się do niego mocno. - Kocham cię wuja! - powiedział mu szczerze, zaraz go puszczając i biegnąc przywitać się z pieskami.
- Curry - odparł chłopak z kuchni, bo miał już przygotowane i wystarczyło tylko odgrzać. - Jak poszło w szpitalu? Nie było problemów? Z nogą dobrze? - zapytał zaraz.
- Mhm rzecz jasna jej nie posłuchasz - ucałował jego wargi wstawiając curry i czytając spokojnie ćwiczenia. - Spoko, damy radę - uśmiechnął się do niego wystawiając cztery talerze i rozdzielając curry na wszystkich. - Yuya koniecznie chciał cię odwiedzić.
- W kuchni jemy - odparł z lekkim uśmiechem jeszcze raz mocno go całując. - Ach tak... bo się zmartwił że mu nie idzie i mu powiedziałem, że ty umiesz rysować... powiedział że zapyta czy mu pomożesz - podał mu jeden talerz a sam zaniósł pozostałe wołając wszystkich na obiad. Maluch był przy stole pierwszy.
- Wuja? A pójdziemy w sobotę do kina? - zapytał go bawiąc się chwilę jedzeniem. - Dziadzia - tu spojrzał na ojca Takano. - Powiedział że pójdzie chętnie z nami! Pójdziemy?! Tomo-chan mogę iśc z dziadzią i wujem Takano? Proszę?
- Jak tylko się zgodzą to ja nie mam nic przeciwko temu - odparł spokojnie chłopak.
- Bo wuja Tomo nie lubi samochodków - wyjaśnił spokojnie Yuya. - Na Hobbita! - odparł entuzjastycznie, bo był to jego ulubiony film. Tomo uśmiechnął się do Takano.
- Obiecałem też Junowi pomoc w sobotę... wiesz trochę zabawy ma - wyjaśnił z uśmiechem. - Jedźcie razem, ja pojadę następnym razem - obiecał.
Trzy tygodnie później Takano już poruszał się bardzo dobrze. Jego rehabilitacja dobiegła konca. Tomo tego dnia spóźnił się do niego, bo spotkanie chóru się przedłużyło.
- Przepraszam - rzucił od progu. - Jak powiększyłem swoją obiecaną karę to nie było to celowe - przeprosił jeszcze raz, ściągając buty i rzucając się Takano w ramiona. Ucałował go mocno. - Tak na dzień dobry.
[znalazłem mnóstwo gifów z nimi xD]
- Ooo zaczniesz mnie znowu nosić? - zapytał ze śmiechem, przytulając się do niego mocniej. - Kocham cię mój głupolu!!!!
[oj to nie dobrze... ]
- To nie podobało ci się jak miałeś wszystko podane na tacy? - zdziwił się uśmiechając delikatnie i ciągnąc go do sypialni. Popchnął go na łóżko i usiadł na nim okrakiem, podwijając mu koszulkę tak, że uwięził jego dłonie. Związał je delikatnie przywiązując do framugi łóżka. Oblizał łapczywie wargi. - Uwolnij się jeśli potrafisz, inaczej będziesz zdany na moją łaskę - wyjaśnił obsypując jego klatkę piersiową pocałunkami.
- Następnym razem zwiążę mocniej - obiecał mu próbując wyswobodzić nadgarstki, ale szybko dając sobie z tym spokój. - Przygotuję tutaj linkę czy kajdanki - uśmiechnął się delikatnie patrząc figlarnie jego oczy.
- A kto powiedział, że musimy się tak dzisiaj bawić? Ja tylko bardzo lubię prowokować - niezauważenie podniósł nieco kolano, żeby mieć czym masować jego przyrodzenie. - Mhm ale tobie kotek chyba też się podoba - zagryzl lekko wargę. - Twardniejesz.
- Taka-chan? - Tomo uniósł zaskoczony brew pociągając parę razy rękoma, ale wątpił w to by udało mu się uwolnić. Zamrugał kilkakrotnie po czym oddał się w jego ręce. Wystarczyło kilka pocałunków by zaczął sapać ciężko. - W takim tempie to ja dojdę zanim zdołasz się...rozkręcić - wydusił z siebie.
- No nie moja wina, że tak na mnie działasz kochanie - odparł cicho dąsając się trochę.- Ale przecież zawsze mogę dojść parę razy? - zaproponował takie rozwiązanie rumieniąc się przy tym okropnie. Jęknął głucho kiedy mężczyzna bawił się jego penisem.
Zaczerwienił się jeszcze bardziej i zacisnął powieki wyginając się nieco pod wpływem przyjemności.
- Za kogo ty mnie masz - wysapał biorąc urywane oddechy raz po raz. - Przecież ja nie jestem sex-monster - fuknął na niego ciągnąc nieco ręce i krzywiąc się delikatnie kiedy nie udało się ich uwolnić. - Taka-chan! - jęknął głośno dochodząc, kiedy mężczyzna dołączył drugi palec.
- Ale to ty ciągle chcesz seksu - Tomo znów pociągnął ręce i jęknął zaraz nieco głośniej niż chciał. - Ano ne... - spojrzał na mężczyznę zagryzajac mocno wargę. - Mogę... mogę cię dotknąć? - zapytał cicho, strasznie przy tym się czerwieniąc. Był pewien że jest bardziej czerwony niż buraki.
- Uhm... - Tomo nie bardzo wiedział czy uda mu się dać kontrolować sytuację Takano. Czując w sobie trzy palce zaczął mimowolnie poruszać tułowiem, ciągnąc nieco ręce. - Nie wiem - powiedział szczerze patrząc Takano w oczy. - Jestm jestem gotowy...
Takano przesadzał z szybkością. Tomo długo nie mógł złapać oddechu. Chwycił go mocniej zamykając oczy. Przyjemność była za duża. Doszedł szybko, ale Takano nie zwolnił. Tomo spojrzał na niego błagalnie.
- Taka-chan... -wydusił z siebie w końcu. - Wolniej... - poprosił go bo czuł że to dla niego troche za dużo. Obejmował go mocno rękoma i ramionami. - Proszę, zwolnij...
Tomo nie chciał żeby on się teraz odsuwał, więc przysunął się do niego, przytulając się mocno. Przez dłuższą chwilę łapczywie łapał oddech zanim się odezwał.
- Ale potul mnie - poprosił go, zakrywając ich oboje kołdrą. - Nic się nie stało - pogłaskał go po policzku. - Zwolniłeś - ucałował go w policzek.
[nie idziesz spać? ja pójdę :) dobranoc :*]
[pobudkaaa xD]
- Przecież nie mam ci tego za złe słoneczko - ucałował go delikatnie, przymykając zaraz oczy i wtulając się w niego mocno. - Ale nie idę się myć, idę spać - zdecydował od razu.
[to miłego spaceru :*]
- Bardzo podobało - odparł cicho. - I to, że zwolniłeś...też dużo znaczyło - dodał zanim zasnął rozluźniając się kompletnie w jego ramionach.
[jak było? xD]
Tomo już nie spał kiedy Takano wrócił. Siedział rozbudzony na łóżku przecierając zmęczone oczy dłońmi i ziewając szeroko.
- Głupi Taka-chan - mruczał pod nosem nie zauważając mężczyzny. - Będzie mnie dzisiaj musiał nosić, a co... - mruknął jeszcze owijając się kołdrą.
- Tak... bo się za bardzo przejmujesz - burknął chłopak, przytulając się do niego i oddając mu buziaka mocno i namiętnie. - Dzień dobry - przywitał się z nim pozwalając mu wziąć się na ręce. - Kąpiel brzmi świetnie - szepnął mu do uszka.
- Dlaczego miałbym być zły? - zapytał wlewając pierwszego z brzegu płynu do kąpieli do wanny. - Tj poza tym że mój grafik nie przewiduje dziś relaksu - uśmiechnął się do niego. - Przecież wiesz że ja nie umiem za długo siedzieć w jednym miejscu i nic nie robić...
- Ale zero seksu dzisiaj - poprosił opierając się o niego i przymykając oczy. Wziął gąbkę do rąk i zaczął się nią szorować. - No to pojedziesz po zakupy, dam ci listę - zaproponował. - Hm bo Yuya ma urodziny w piątek... chciałem żeby chociaż ten tort dostał - uśmiechnął się lekko, całując Takano w policzek. - Tylko jedź ostrożnie... a najlepiej to jedź autobusem - poradził mu.
- Pewnie że możesz - uśmiechnął się do niego, przytulając go mocno. - Przecież torty to twoja działka - musnął palcem jego nosek. - Tylko nie wiem czy zapraszać kolegów Yuyi czy nie - zastanowił się. - Jak myślisz? - zapytał go po czym wzruszył ramionami. - A po co mi? Mam tu twoją bluzę - pokazał mu język. - Mhm... zobaczę co przyniosę.
- Czemu masz zaryć nockę? Do piątku zostały dwa dni - zauważył z lekkim uśmiechem. - Yuya lubi samochody... - westchnął ciężko. - To typowy chłopiec, samochody, piłka nożna i coś dziwnego... teatr - wzruszył ramionami obracając się i pozwalając mu na mycie włosów. - Zapytam go - uśmiechnął się lekko. - Hm... no coś przyniosę... zawsze przecież mogę pożyczyć od ciebie jakieś spodnie dresowe.
- Dlatego jest taka fajna i ciepła - potwierdził z uśmiechem, przymykając oczy i odprężając się kompletnie. - Oj już nie marudź. Przecież trochę przytyłem. Już nie mam 40 kg, tylko 47... jeszcze trochę i będzie 50 kg. Staram się przecież - burknął bo tak było ostro pilnował się z jedzeniem. - Mały będzie szczęśliwy - uśmiechnął się delikatnie.
- Ale fajne uczucie, bo nawet na bajkę możesz iść do kina i nikt ci nic nie powie bo poszedłeś z dzieckiem - zachichotał wstając wreszcie i wycierając się ręcznikiem. Ubrał swoje ciuchy i poczekał na Takano. - Zrobię ci listę i odprowadzę na przystanek - zaproponował całując go mocno. - Ale najpierw śniadanko!!!
- Oj bo chcę cię odprowadzić no - burknął chłopak siadając na kanapie i przytulając się do Jolie. - Pójdę z psiakami od razu na spacer - uśmiechnął się lekko.
- Chcę - ucałował jego wargi. - Chcę tosta z nutellą - odparł z lekkim uśmiechem. - I kakao do tego i mój miś tuliś też - dodał z uśmiechem.
- Mhm mam pyszne słodkie śniadanko - uśmiechnął się wgryzając się w tościka - Pyszny - pochwalił go. - A na obiadek chcę zapiekany makaron z serem i wszystkim co chcesz... jakąś zapiekankę pyszną.
- Może być - zgodził się zaraz, po czym wzruszył ramionami. - Najlepiej zrób coś pysznego. Ja zjem wszystko co mi zaserwujesz - obiecał wyszczerzając się do niego.
- Bo cię kocham i nie muszę być wybredny - odparł z lekkim uśmiechem przeciągając się nieco. - To jak? Idziemy? - zapytał zapisując na karteczce co potrzebuje, dodając do listy życzeń kostki gitarowe i nowe struny, tak żeby Takano nie było za lekko, po czym ulokował się mężczyźnie na plecach. - Odprowadzam cię - ząśmiał się.
- Nie sam, z pieskami - zauważył spokojnie, przytulając się mocno do jego pleców. Całą drogę się tak tulił ciesząc się jego obecnością, a na przystanku odebrał od niego smycze, ucałował go mocno i pomachał na pożegnanie. Wracał spokojnie, spuścił psiaki ze smyczy żeby zdążyły się wybiegać. Uśmiechnął się delikatnie ciesząc się pogodą. Przeciągnął się lekko, a następne co usłyszał to pisk opon. Ból był ogromny. Przez myśl przeszło mu że pewnie Takano czuł coś podobnego. Nad sobą zobaczył uśmiechniętą twarz swojego wuja. Mężczyzna ukucnął przy nim i poklepał go po policzku.
- Ukrócę ci cierpienie, chcesz? - zaproponował dodatkowo uderzając go parę razy w brzuch. Chłopak wypluł krew krztusząc się zaraz nią.
- Zostaw go! - usłyszał kobiecy głos, ale już nie patrzył. Zaciskał mocno powieki starając się utrzymać przytomność.
***
W matce Tomohisy się zagotowało. Starała się zwolnić samochód przed uderzeniem, ale jej brat był silniejszy, a teraz jeszcze maltretował jej syna. Popieprzyło go doszczętnie. szarpnęła mężczyzną odsuwając go od Tomo.
- Masz 10 minut, zanim wyślę za toba policję - warknęła do niego sprawdzając na szybko stan syna i dzwoniąc od razu na pogotowie. - Tomo-chan, kochanie... - pogłaskała go po policzku, ocierając mu twarz z krwi. Zgrzytnęła zębami odszukując telefon z kieszeni chłopaka i wybierając numer do Takano. - Trzymaj się - poprosiła syna. - Kyouhei-san, jak najszybciej możesz staw się w szpitalu. Będę potrzebowała twojej krwi - wyjaśniła sucho, dzwoniąc jeszcze do ojca Tomo i mówiąc mu dokładnie to samo. Tomo stracił przytomność gdy tylko usłyszał dźwięk pędzącej na sygnale karetki. Ostatnim o czym pomyślal były psy. Zgubił je...
[bede z doskoku bo przyszli niechciani goście...]
Mika Kurosagi wyskoczyła z karetki i pozwoliła innym lekarzom zająć się Tomo czując że ona mogłaby popełnić jakiś błąd. W końcu była jego matką. Odnalazła w poczekalnie Takano i na szybko zbadała jego stan.
- Pokieruję cię do odpowiedniego gabinetu - szepnęła pomagając mu wstać. - Spokojnie...
- Mój brat potrącił go samochodem. Jechał z dość dużą prędkością. Nie znasz dobrego prawnika? - zapytała cicho, oddając go w ręce pielęgniarek i tłumacząc o co chodzi. - A potem jeszcze uderzył go parę razy w żołądek. Z kręgosłupem jest źle - zgrzytnęła zębami. - A ja nie mam jego grupy krwi...
- Tego jeszcze nie wiem. Nie jestem w stanie powiedzieć. Ja mogłam tylko pilnować by przeżył - wyjaśniła cicho. - Teraz możemy tylko czekać, on potrzebuje dużo krwi, bo sporo jej stracił - mruknęła, kiedy do pomieszczenia wszedł dziadek.
- Co ty mu zrobiłaś wiedźmo? - zapytał jej piorunując ją wzrokiem.
[uno uno uno... goście nie chcą iść...]
Ando miał coś jeszcze powiedzieć ale ugryzł się w język i usiadł na fotelu obok pozwalając sobie pobrać krew. Spojrzał na Takano obserwując jego stan.
- Pół litra oddasz - oznajmił spokojnie. - Wyglądasz jak siedem nieszczęść. Wasze psy są u mnie - dodał zaraz. - Lepiej żebyś zachował dobry wygląd... żeby Tomo się nie martwił o ciebie.
- Pytanie tylko, czy Tomo będzie chciał zeznawać - odparł spokojnie mężczyzna. - Po prostu odpocznij, proszę cię - poradził mu. Natomiast kobieta już czekała przed salą operacyjną na wyniki. Wierzyła, że tym razem już nikt nie zginie.
[siedzą...siedzą... ale powiedziałem że się źle czuje xD]
Operacja skończyła się kilka godzin później. Na dworze już się ściemniało kiedy Tomo został przewieziony do sali i podłączony pod różne urządzenia.
- Powinien obudzić się za parę godzin - odparł lekarz. - Jest mocno połamany. Co do czucia w nogach...to wszystko okaże się jak się obudzi - wyjaśnił spokojnie. - Ale myślę, że nie jest to trwałe uszkodzenie. Mam taką nadzieję.
[no co? xD jestem chory to mam prawo :P]
- Będzie żył o to proszę się nie martwić - zapewnił go mężczyzna. - Może mieć trudności z oddychaniem bo ma połamane żebra. Eh no i uraz kręgosłupa - pokazał mu na którym odcinku. - Jest on odpowiedzialny za czucie w nogach - przyznał szczerze. - Ale nie jest na tyle poważny by czucie nie wróciło. Nie mówię teraz, za miesiąc, czy dwa... ale pół roku, rok... przy intensywnej rehabilitacji, będzie mógł się poruszać.
- Niestety to nie jest... - lekarz chciał mu odmówić, ale został zatrzymany przez matkę Tomo.
- Możesz, zostań z nim - odparła spokojnie. - Zostań tylko się nie zamęczaj - poradziła mu. - I jakbyś chciał pogadać... to jestem w swoim gabinecie.
[ano ne... co ja mam teraz napisać]
Tomo spał nadal...
[no wiem... jestem the best inwencja twórcza ever]
- Proszę - kobieta otworzyła mu drzwi i zaprosiła do środka, od razu podając mu gorącą kawę. - Siadaj - pokazała mu kozetkę. - Pokaż nogę - poradziła podwijając mu nogawkę od spodni i rozpoczynając masaż by mu trochę ulżyć.
- Bo nie przytulałam go często - przyznała szczerze. - Nie chciałam żeby wyrosnął na mamisynka - odparła spokojnie. - Żadnego z moich dzieci nie przytulałam, dziewczynkom poświęcałam więcej uwagi bo były kobietami... no zrozum. Wiedziałam jak z nimi postepować - wywróciła oczyma. - I to nie takie proste... moja rodzina... wywodzi się z założycieli Yukan... no i burmistrz jest moim bratem.
- Tomo jest silny i stanie na nogi - odparła spokojnie. - A poza tym doskonale posługuje się wózkiem więc to nie będzie dla niego problemem - dodała zaraz sama usprawiedliwiając swoje lęki. - Namówię go też na psychologa - mruknęła znowu. - Przynajmniej póki będzie w szpitalu, będzie chodził na spotkania i... nie da się depresji. Da radę, choć unieruchomienie przy tym ile robił będzie dla niego trudne - przyznała szczerze. - Eh wiem - wymamrotała. - Tylko ja byłam w tym samochodzie...
- Nie miał wtedy poparzonej ręki. Był po wypadku, a ja miałam zły dzień i nie chciałam mu pokazać jak bardzo się o niego martwię. Ludzie w złości duże rzeczy robią - wymamrotała. - Poza tym... naprawdę myślisz że odpoczniesz? On znajdize tysiąc innych rzeczy by nie odpoczywać...
- Nie ma mowy - odparła krzyżując ręce na ramionach. - Idź już, idź - wygoniła go z gabinetu. - On jest bardziej niecierpliwy niż ty i nie będzie spał miesiąca - pogoniła go, chowając się z powrotem do gabinetu.
Tomohisa nie kazał mu czekać miesiąca. Obudził się nad ranem, ściskając mocno jego dłoń. Chwilę nie mógł zrozumieć gdzie jest, spróbował się podnieść i krzyknął głucho z bólu w klatce piersiowej.
- Taka-chan... - wydusił z siebie. - Taka-chan... przepraszam... zgubiłem Jolie... - przypomniało mu się. - Przepraszam...
- Złego licho nie bierze - zauważył cicho kaszląc nieco i przymykając oczy. Ścisnął lekko dłoń Takano. - Spałem długo? - zapytał go. - Rok? Dwa lata? - upewnił się, starając się nie oddychać zbyt głęboko bo wszystko go bolało. - Ukarałem cię za ten miesiąc?
- To idę spać dalej - wydusił z siebie, jakby chcąc dać znać, że póki nie miną przynajmniej dwa miesiące Takano nie będzie ukarany. - Uhm nie wiem - przyznał cicho. - Mam czucie w klatce piersiowej to na pewno...
Zdziwił się nieco widząc mamę w sali. Kobieta nawet uśmiechnęła się do niego delikatnie. Natomiast lekarz rzeczowo sprawdził odczyty na monitorach.
- Boli cię coś? - zapytał zaraz.
- Przy każdym oddechu - przyznał cicho Tomo. - Ale Taka-chan... kupiłeś mi kostki gitarowe i struny? - zapytał go na chwilę olewając lekarza, który mimowolnie się uśmiechnął.
- Sprawdzimy jak tam twoje nogi - zaproponował spokojnie, odkrywając kołdrę i pokazując trochę Takano ile Tomo ma nabitych sińców. - Poruszanie może być za trudne - rzucił jeszcze lekarz wyciągając igłę i nakłuwając nią delikatnie nogi chlopaka w kilku miejscach. Tomo pokręcił przecząco głową.
- Nie...poza klatką piersiową nic... - wydusił z siebie czując łzy w oczach. - Jun mnie zabije - rozpłakał się trochę.
- Bo znów jestem w szpitalu - uniósł dłoń i otarł łzy, a jego mama nie mogąc już wytrzymać zbliżyła się do niego i delikatnie go przytuliła.
- Cichutko, no już - szepnęła jak do dziecka. - Wszystko będzie dobrze - pogłaskała go po policzku, ocierając jego łzy. - Będziesz mógł popisać się swoimi jeździeckimi umiejętnościami - dodała z uśmiechem. - Nauczysz się jazdy konno jak zawsze chciałeś, słyszałam że to dobra rehabilitacja - dodała z uśmiechem, a lekarz prowadzący taktownie ulotnił się z sali.
- Nie strasz mnie tak więcej - poprosiła go kobieta całując go w czoło. - Wszystko będzie dobrze, jakoś sobie poradzimy. Niczym się teraz nie martw odpoczywaj - poradziła mu puszczając go wreszcie i wychodząc z sali, by złapać lekarza.
- Taka-chan... jedź do domu - poprosił go Tomo. - Musisz się wyspać, Jolie nakarmić, zrobić tort dla Takano i świętować jego urodziny razem z nim. Musisz też iśc na wywiadówkę do niego do szkoły... ja bym poszedł ale nie wypuszczą mnie - żachnął się. - Jolie cię potrzebuje a ja nie umrę. Musisz wypocząć.
Jun
Tomo uniósł powieki kiedy poczuł na sobie czyjś wzrok.
- O cześć... kto mnie wydał? Ryu ma szpiegów w szpitalu? - zapytał starając się zabrzmieć żartobliwie.
- Nie dałem ci szans się zmartwić za mocno... spałem tylko jedną noc - uśmiechnął się słabo, ściskając jego dłoń. Przymknął oczy i odetchnął lekko starając się znów zasnąć.
Kobieta pokręciła tylko głową.
- Nie czuje ich. Nie mamy pewności czy będzie poprawa - odparła spokojnie. - Ale jego stan jest lepszy. Twierdzi że lepiej mu się oddycha i marudzi że się nudzi... - wyjaśniła z lekkim uśmiechem.
Jun
- Cholera... następnym razem będę bardziej się krył przed szpiegami - obiecał mu uśmiechając się lekko. - Co tu dużo opowiadać... samochód, moja zmora, uderzył we mnie, a że kierowca auta mnie nienawidził to jeszcze mnie trochę poturbował ręcznie - wyjaśnił zręcznie. - Uhm... nie czuję nóg - dodał zagryzając lekko wargi.
- A masz dla mnie ratatuj (nie wiem jak to się pisze xD) i mus czekoladowy? - zapytał go od progu, naciskając cudny niebieski guzik i podwyższając swoje łóżko troszkę bardziej do pionu. Skrzywił się lekko z bólu ale tak było wygodniej rozmawiać. - Nie pytaj... jestem synem dyrektorki szpitala, znam te mechanizmy od podszewki - uniósł kciuk do góry. - Taka-chan? Jak było u Yuyi na urodzinach? Nie jest na mnie zły? A psiaki? Dobrze się sprawują? No i jak ty się czujesz? Masz wory pod oczyma - pokręcił głową z dezaprobatą.
Jun
- Mama... była tam na miejscu - wyjaśnił patrząc na Juna z lekkim uśmiechem. - Ale ja bym musiał pewnie zeznawać... a ja nie wiem czy chcę i czy dam radę - wymamrotał. - A tam czucie... kiedyś wróci a jak nie wróci to będę się ścigał na wózku...
- Czyli się udały - uśmiechnął się oddając mu telefon i łapiąc go za rękę. Przytulił do niej policzek. - Taka-chan... uhm ale jak chcesz to mnie rzuć - poradził mu spokojnie. - No wiesz... co ci po facecie bez nóg...
Jun
- Nadal... chociaż bardzo się starałem żeby mnie rzucił i nie marnował sobie życia - dodał delikatnie się uśmiechając. - No wiesz... do niczego się nie nadaję teraz.
Tomo trochę się przestraszył jego tonu, ale nie dał po sobie tego poznać.
- Um...a będę musiał być na rozprawie? - zapytał go cicho, splatając palce ze sobą i je rozłączając. On po prostu był przez burmistrza zastraszony i nie wyobrażał sobie stanąć przeciw niemu w sądzie.
Jun
- Uhm a jak nie? - zapytał go zgrzytając nieco zębami. - To ani Takano ani ty juz nie będziecie mnie kochać, tak?
- Uhm no to ja nie chcę żadnej rozprawy - potrząsnął przecząco głową. - Nie i koniec - wymamrotał nie chcąc słyszeć żadnego nalegania. Zasłonił głowę poduszką mocno ją do siebie przyciskając. - Nie, nie nie... - potrząsnął głową jak dziecko. - Kocham cię, żadnej rozprawy nie chcę...
Jun
- Przecież jestem pozytywny, tryskam energią - uśmiechnął się do niego. - Przyniosłeś mi mandarynkę? - zainteresowął się zaraz.
- Nie, nie, nie... ty nie chcesz seksu na pozycji uke, ja nie chcę zeznawać w sądzie. To takie samo silne nie - wyjaśnił na najłatwiejszym przykładzie który przyszedł mu do głowy.
Jun
- No bardziej się nie da, kiedy wszystko boli - fuknął na niego, próbując sobie sięgnąć mandarynkę.
- Nie, nie i nie - Tomo spojrzał na niego twardo ale w jego oczach czaił się ogromny strach którego nie dało się zatuszować. - Odpuść mi to - poprosił już nie chcąc nawet o tym myśleć.
Jun
- Dzięki - rozłupał sobie owoc i zawinął skórki w kawałek gazety, którą mu potem oddał, jedząc kawałek mandarynki. - Mhm dobra - uśmiechnął się lekko. - No ewentualnie mogę to zdanie powtarzać - zgodził się. - Jak tam w pracy? A z Ryu?
- Z mamą? Dobrze, mówi żargonem lekarskim - wyjaśnił. - Przemyca lepsze kąski do jedzenia ale uhm ja nie jestem głodny - opuścił łóżko do poziomu bo poczuł się nieco bardziej zmęczony. - Przepraszam marudny jestem - westchnął.
Jun
- Mhm czyli z nim teraz przegrywam - westchnął ciężko. - No nic muszę się postarać i go nadgonić. Nie przegram w przedbiegach - uśmiechnął się słabo.
Tomo pokiwał lekko głową.
- Zjem, ale nie przynoś dużych porcji - poradził mu tylko. - Taka-chan? Przytulisz lekko? - zapytał go cicho, nieco niepewnie.
Jun
- Czyli nie mam szans nadgonienia - westchnął przeciągle. - No nic... to będę trochę w tyle, bo najpierw muszę zaleczyć żebra. Boli przy oddychaniu - przyznał cicho.
[ty młoda... spać leć :P]
[spoko orinoko xD nie unieruchomię Tomo na całe życie xd przecież on by się zamęczył :P no gdzie.... xD]
- Tak jest szefie, nie spadnie poniżej 40 - obiecał z ręką na sercu, chowając się zaraz w niego i cicho przełykając łzy. Bał się, to w końcu było naturalne. Bał się wujka, bał się że już nigdy nie stanie i że Takano się nim znudzi i go zostawi, ale do tego trzeciego nigdy by się nie przyznał.
Jun
- Jakieś szanse są... znikomu - wywrócił oczyma. - Poproszę Ryu żeby trochę zwolnił tempo.
[za szybko też nie może xD ale szybko się pozbiera, nie będzie depresji xD]
Tomo mu nie odpowiedział, wtulał się w niego lekko jeszcze dłuższą chwilę płacząc. Dopiero wtedy otarł łzy dłonią i uśmiechnął się do niego.
- Przyniesiesz mi też bluzę? - zapytał spokojnie.
Jun
- No dobra... ale i tak z nim o tym pogadam - uśmiechnął się szeroko.
- I przytul ode mnie Yuyę - poradził mu przymykając oczy. - Taka-chan... - otworzył jedno oko i zmarszczył brwi. - Ale nikomu nie powiedziałeś że wylądowałem w szpitalu, prawda? - upewnił się że nie zjechała się cała jego rodzinka jak to było ostatnio.
Jun
- Przecież chodzi tu do szkoły. Jakiejś tam co tutaj jest - zauważył cicho. - Hm, ale nie zawali tej klasy?
- Nie trzeba, przecież żyje i już nie śpię - uśmiechnął się łapiąc go za rękę i ściskając ją lekko. Zamknął oczy, cały czas trzymając go za rękę zasnął kilka chwil później.
- Hej - Tomo uśmiechnął się do niego szeroko, odkładając na szafkę czytaną przez siebie książkę. - Co dobrego mi przyniosłeś do jedzonka? - zapytał go zaraz, już nie mogąc się doczekać by zjeść coś Takanowskiego.
Jun
- Przecież dobrze zda... nawet ja się na studia dostałem, a leser ze mnie jakich mało - zaśmiał się lekko. - Odpuść mu trochę.
- Mhm pachnie pysznie - odparł wesoło próbując potrawy z pojemniczka. Oblizał wargi i uśmiechnął sie do Takano. - Pycha! - oświadczył mu z zachwytem. Zjadł połowę porcji i odłożył resztę na szafkę próbując jeszcze musu czekoladowego. - Pyszne, robisz najlepsze rzeczy świata - pochwalił go.
Jun
- No... musisz się opanować - poradził mu podsuwając sobie łóżko do pionu. - Pomożesz mi pójść do łazienki - zapytał spokojnie. Wózek był za daleko a żebra jeszcze trochę bolały.
- Niczego więcej nie potrzebuję póki mam ciebie - ucałował go mocno, odkładając resztę musu na szafkę obok ratatuja. - Tylko bądź - poprosił go.
***
Jakieś 5 minut po wyjściu Takano do jego sali wszedł burmistrz i nie cackając się zacisnął dłonie na szyi chłopaka. Tomo był jeszcze na tyle przytomny by wybrać numer Takano. Złapał za dłonie mężczyzny próbując je od siebie odsunąć.
- Zostaw mnie - wycedził przez zaciśnięte zęby łapczywie łapiąc powietrze.
- Muszę się pozbyć materiału dowodowego - odparł chłodno. - Wybacz że padło na ciebie.
Jun
Tomo zrobił co trzeba było, umył ręce i pozwolił się zanieść z powrotem.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego lekko, opadając powoli na poduszki.
Tomo złapał Takano za rękę i mimo tego że nadal nie czuł się dobrze, podciągnął się żeby się do niego mocno przytulić. Już nie widział jak jego wuj ucieka z sali.
- Zostań na noc, zostań - poprosił mężczyznę, wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Musisz zostać, musisz... proszę.
Jun
- No tak... zwłaszcza z taką trywialną potrzebą - zaśmiał się chłopak, zaraz jednak figlarnie uśmiechając się do mężczyzny. - Jun... dzięki że jesteś.
- Taka-chan nie idź nigdzie - poprosił go znowu, wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Nie idź... - wyszeptał bojąc się powrotu burmistrza. On nawet nie miał jak się bronić.
Tomo potrząsnął przecząco głową. To nie było regułą, czasem przychodziła, czasem nie, a on nie chciał by Takano teraz go puszczał i szedł ją szukać. Uchwycił się go mocniej nie patrząc na ból w klatce piersiowej.
Chłopak był spanikowany, ale złapał mocniej dłoń Takano i powoli zaczął się uspokajać. Wiedział, że mężczyzna go nie zostawi i nie pozwoli by coś mu się stało. Przycisnął tylko mocniej jego dłoń do siebie. Jego mama jednak przyszła go odwiedzić i zaskoczona uniosła brew.
- Co się stało?
Kobieta podeszła do chłopaka sprawdzajac czy wszystko gra.
- Pozwę go - oznajmiła chłodno. - Możesz zostać.
- Dostaw sobie łóżko. Jeszcze nie śpij z nim w jednym, dobrze? - poradziła mu tylko badając temperaturę Tomo. - Eh maluchu i co się tak boisz... zaraz dam ci coś na uspokojenie - stwierdziła.
Tomo uśmiechnął się do niego słabo nabierając kilka w miarę głębokich oddechów. - Dziękuję - szepnął w końcu. - Przepraszam, że uhm dzwoniłem...
Tomo obserwował go uważnie i odetchnął z wyraźną ulgą kiedy stwierdził, że Takano jednak go nie zostawi i mówił prawdę. Wtulił się w poduszki i złapał go za rękę, gdy ten położył się na drugim łóżku.
- Kocham cię - uśmiechnął się do niego
- O czymś miłym... - zastanowił się chwilę. - Hm... a więc będę musiał sobie kupić wózek - stwierdził prosto z mostu. - Mam nawet wypatrzony fajny model... kupisz mi go? Ale ja ci oddam, tylko wypłacę... bo na razie nie mam jak.
- Pewnie tak, ale do tego czasu muszę na czymś się poruszać - zauważył uśmiechając się lekko. - Hm wycieczka do onsen brzmi świetnie - przyznał z uśmiechem.
- Ale już? - zdziwił się trochę, przytrzymując jego dłoń przy policzku i wtulając się w nią. - A co z Koreą? Ja chcę do Korei... popiszę się swoim koreańskim przed tobą...
- Ale jak mnie nie będziesz uczył to nie zrobię postępów tylko się cofnę - zauważył unosząc lekko brew. - Kiedy pierwsza lekcja sensei? - zapytał go zaraz.
- Pamiętam jak rozmawiać o seksie - przyznał ze śmiechem. - I podstawowe zwroty... w sklepi się dogadam - uniósł kciuk do góry całując go delikatnie. - Dobrze... to od jutra - zgodził się na taki układ.
- Ale to ja się chciałem nauczyć konkretnie tego działu - przyznał szczerze. - Hm to ja chcę od słówek... podstawowe zdania umiem składąć.
- Po jutrze... bo jutro to nie będziesz przecież drugi raz jeździł - zauważył uśmiechając się do niego szerzej. - Jesteś mój i najlepszy.
- A jego nie będzie, prawda? - upewnił się tylko chwytając mocniej jego dłoń i przykrywając się mocno kołdrą. - Taka-chan... opowiedz mi o swoim dzieciństwie. O psikusach jakie robiłeś rodzeństwu...
- O... od razu widać jaki pijak - zachichotał przymykając lekko oczy. - Jaki urwis mały - dodal nadal się śmiejąc. - Ja to tylko obłożyłem kiedyś sedes przezroczystą folią... Tak pod klapą... i tata z rana poszedł do łazienki się wysikać i się zdziwił bo trysnęło na niego... jak się odbiło od foli... potem dostałem za to lanie i nie dostawałem kolacji przez 3 dni... tak się zezłościł...
- Nagrałem też... ale tata się o tym nigdy nie dowiedział. Jeszcze bym wtedy mocniej dostał - pokręcił głową ze śmiechem. - Mhm no bo jak na bankiecie krzyczeć... okropny pijaczek!
- Poważnie?! - zachichotał, wyobrażając sobie tę scenę. - Na pewno byłeś już do schrupania! Chciałbym to zobaczyć - jęknął przeciągle. - No weź... muszę to kiedyś zastosować...
- No... pewnie byłeś strasznie przystojny jak na tamte realia - ucałował go mocno, po czym zamknął oczy, chcąc spróbować zasnąć. - Spróbuję... możesz być tego pewien - zachichotał.
- Przynieś... pośmiejemy się - poprosił jeszcze zasypiając.
- Chcesz mnie pracy pozbawić piekąc rogale? - zażartował Tomo czekając tylko na długiego i soczystego buziaka. - Co jeszcze masz dla mnie fajnego? - zainteresował się siadając wygodniej na łóżku. - Żebra mniej bolą, goją się - poinformował go.
- O ja... zobacz jaki słodki bobo - roztkwilił się na pierwszych stronach albumu widząc dwuletniego Takano. - Jak kciuka ssie... na każdym zdjęciu prawie - zachichotał, następnie śmiejąc się głośno ze zdjęć na sedesie oraz w piaskownicy, jedzacego piasek.
- Fajne miałeś dzieciństwo mimo wszystko - zaśmiał się Tomo ocierając łzy radości i przechodząc dalej. Miał dobrą zabawę gdzieś dwie godziny i doszedł dopiero do połowy albumu. Odłożył go jednak pod poduszkę. - Będę oglądać dalej jak pójdziesz i dam ci znać o swoich spostrzeżeniach.
- Pokaż mi to zdjęcie! - poprosił podając mu album żeby mu je odszukał i przejrzał fiszki. - Jesteś niesamowity - ucałował go mocno. - Przyklejając fiszki na ścianę obok łóżka, by mieć na co patrzeć i jak zapamiętywać.
- No wiedziałem, że byłeś ciasteczko! - odparł radośnie wybuchając głośnym śmiechem. - Więc też czasami łapiesz buraka! Miło wiedzieć - zachichotał. - Ale miałeś mniejszego... dużo mniejszego...
- Też bym się śmiał - zapewnił go odkładając album na bok. - Nadal myślę nad realizacją takiego planu... poprosze Ryu żeby foty postrzelał... ma dobre oko...
- Nie ma! - spanikował, chociaż wiedział że wyglądał jak laleczka. No właśnie... był zbyt podobny do dziewczyny i kiedy były bale przebierańców to matka zawsze ubierała go w sukienki.... do tego stopnia że zadużył się w nim kumpel z podstawówki myśląc że Tomo jest dziewczyną.
[uraz z dzieciństwa xD]
- Lepiej nie... - jęknął Tomo. - Naprawdę... moge ci pokazać z kronik szkolnych - zaproponował żeby nie było. - Tam parę moich jest - uśmiechnął się niewinnie. - Tylko jej nie pytaj.
[noooo biedny xD przerąbane xD]
- Mou... - naburmuszył się krzyżując ręce na piersiach. - To idź, umawiaj się z moją matką. Idź już demonie wredny - burknął kładąc się do łóżka i otwierając kronikę na stronie na której skończył, dając do zrozumienia że wizyty się skończyły.
[to masz true story - http://hassen.cowblog.fr/images/hassen04/pi22vn2.jpg ]
Tomo go nie zatrzymał a jego matka ożywiła się gdy przyszła mowa o starych albumach. Zaprosiła go na kawę do siebie do domu i wyciągnęła ten poświęcony Tomohisie.
- Proszę, siadaj - poleciła mu podając mu album i przynosząc kawkę.
- To jego pierwszy sukces na nocniku. Udało nam się go zająć klockami tak długo aż załatwił swoją potrzebę - wyjaśniła idee tego zdjęcia, zaraz pokazując mu inne, kiedy to mały brzdąc bawi się w mące pomagając ojcu robić bułeczki oraz kolejne z kokardką na głowie na spacerze.
- Nie... opuścił etap 4 kół. Od razu jeździł na dwóch, rzecz jasna wcześniej łamiąc sobie nogę i rękę - wyjaśniła z lekkim uśmiechem. - Od zawsze nieszczęścia się go trzymały - wyjaśniła. - No bo chyba jedno dziecko na milion może spaść ze schodów tak niefortunnie że złamie sobie obojczyk - zachichotała. - A na rowerze... no może z dwa tygodnie z przerwą na ten gips...
- Bo się bał i to bardzo. Pod koniec dnia przybiegł z płaczem i powiedział że już więcej do szkoły nie idzie bo jego pani wygląda jak baba Jaga... rzeczywiście tak wyglądała... i karała dzieciaki za złe odpowiedzi... musieli stać w kącie, albo klęczeć na grochu, albo trzymać wiadro wody całą lekcję... ale była córką dyrektorki i nic nie mogliśmy z tym zrobić - westchnęła. - Tyle że dzieciaki potem ją zmieniły - dodała po chwili. - Tomo po kilku dniach się przyzwyczaił. No i to chyba też zasługa jego prawdziwego taty - mruknęła. - Ando pracował tam jako woźny i Tomo lubił do niego chodzić na ciassteczko, herbatkę i wypłakiwanie smutków.
- Tutaj - pokazała chłopaka przebranego w dziewczęce kimono na scenie, tańczącego razem z dziewczynami ich partię. - Tomo nadawał się na kobietę... i zawsze był proszony o pomoc w takich sprawach.
- Kiedyś niechcący kupiłam mu mundurek dziewczęcy i przez dwa tygodnie musiał w nim chodzić - przyznała się bez bicia. - Był na mnie wściekły i płakał po nocach... bardzo tego nie lubił. Kolega z klasy się w nim zakochał - pokazała jedno ze swoich ulubionych zdjęć. - To z jego siostrami - mruknęła. Trzy dziewczynki w mundurkach.
- Proszę - wyciągnęła mu to zdjęcie. - Możesz je zatrzymać - uśmiechnęła się lekko. - Hm nie byliśmy z nim w onsen... o...a to zdjęcie z imprezy rodzinnej u burmistrza - westchnęła ciężko. - Nigdy nie lubił Tomo... zawsze coś wymyślił żebyśmy musieli go ukarać przy wszystkich zebranych. Tomo nie znosił tam chodzić i kiedy poszedł do gimnazjum przestaliśmy go zabierać. Eh myślę, że mój brat go zastraszał od małego... - przerzuciła kartki.
- Tak, kiedy był starszy - przesunęła znów kilka stron pokazując mu zdjęcia Tomo z pokazow pierwszej pomocy i z akcji ratowniczych w których uczestniczył, w szpitalu, w kostnicy. - To jego ulubione pomieszczenie w szpitalu... twierdzi że zmarli go uspokajają - wzdrygnęła się. - Pierwszy raz jak to powiedział zaniósł tam zmarłego noworodka.... dałam mu w twarz i wysłałam do psychologa. Zaowocowało to tym że zdecydował się zostać lekarzem sadowym by móc rozmawiać ze zmarłymi.... - znów się wzdrygnęła. - O a to zdjęcie... po pierwszej jeździe samochodem. Wpadł na drzewo... skasował nam jeepa... ale był z siebie dumny bo przeżył.
- Łatwiej powiedzieć czego on nie robi, niż to co robi - uśmiechnęła się. - Tomo próbuje wszystkiego i od kiedy pamiętam łapie się mnostwa zadań, byle tylko się przemęczać...
- Tylko ja nnie wiem jak mam się za to zabrać - przyznała cicho. - Nie wiem co zrobić, jakie dowody znaleźć... i co z Tomo? Nie chcę żeby musiał stawać naprzeciw mojego brata. On to źle zniesie - zagryzła wargi.
- Jest niebezpieczny i realnie zagraża Tomo. Chce go zabić dla pieniędzy - zgrzytnęła zębami. - A co jeśli zajął się tymi śladami? - zapytała go spokojnie. - Moje słowo wystarczy? Twoje słowo po tym co było dwa dni temu? To starczy? Sprawdziłam w szpitalu.... zajął się już kamerami. Nic nie zarejestrowały.
- Załatwiłam mu inną salę. Będzie w niej sam - odparła cicho. - Taka heh sala dla vipów. Powiedzmy że to vip, w końcu mój syn - oświadczyła z lekkim uśmiechem. - I najlepiej będzie mu u Ando... mój brat cóż... obawia się go. Zawsze miał jakiś respekt do niego.
- Znasz trochę Tomo? - zapyhtała go z lekkim uśmiechem. - On ci na to nie pozwoli - poklepała go po plecach. - Tak, wstęp mają do niej tylko określone osoby, ty, Ando, Jun, chłopak Juna, lekarz prowadzący i ja.
- Namów Ando na zamieszkanie u ciebie - zaproponowała inne wyjście, za pewne znacznie wygodniejsze. - Pewnie się zgodzi - uśmiechnęła się lekko, po czym potrząsnęła głową. - Na razie nic... ale nie możemy go przeforsować. Próbowaliśmy już rehabilitację wprowadzić... ale krzyczał z bólu.Żebra go jeszcze za mocno bolą - skrzywiła się lekko. - Ale heh możesz już próbowac robić mu masaż nóg - zaproponowała. - Jak jesteś u niego... zginaj mu je w kolanie i unoś do brzucha i z powrotem kładź. W ten sposób mięśnie nie zanikną.
- Na zdrowie, przeziębiłeś się? - automatycznie przyłożyła mu dłoń do czoła. - Nie masz temperatury... dam ci coś co weźmiesz profilaktycznie - stwierdziła zaraz, podając mu dwie tabletki.
- Tak długo jak będzie z tym mężczyzną szczęśliwy ja nie będę miała nic przeicwko - odparła z delikatnym uśmiechem.
- Cześć - przywitał go Tomo gdzieś w połowie drogi z lekkim uśmiechem. To był pierwszy dzień, kiedy udało mu się poruszać po szpitalu na wózku. Na dłoniach miał rowerowe rękawiczki bez palców, żeby rąk sobie nie przetrzeć. - Jak się czujesz? Jak tam Yuya? - zapytał go prowadząc go do swojej sali. - Mam nawet telewizor w pokoju...
- Ale telewizor mam ale dvd już nie - sprostował jego zapał z lekkim niezadowoleniem stwierdzając, ze jest pchany. - Poradziłbym sobie - mruknął tylko. Przecież nie można było go we wszystkim wyręczać. Nie zamierzał czuć się jak inwalida. - Jaki koktajl mi przywiozłeś? - zapytał zaraz. - I sensei... ja chyba nie rozumiem jednej rzeczy z poprzedniej lekcji.
- Nie lubię jak się mnie wyręcza, kiedy o pomoc nie proszę - odparł krzyżując ręce na piersiach i wyrażając tym całe swoje niezadowolenie. - Całą radość mi odebrałes z tego, że mogę sam... - wymamrotał jeszcze, z wielkim trudem przenosząc się na łóżko. Chwała ci panie za silne ręce. - Byłem okropną dziewczynką - burknął na niego, odszukując w swoich notatkach tę część lekcji z która ma problem. - Najbardziej podobały mi się zdjęcia z twoich urodzin,. Zawsze was było tak dużo... i wesoło musiało być - uśmiechnął się do niego lekko.
- To była trauma! - jęknął Tomo. - Nie opuszczał mnie na krok! Nawet do łazienki musiałem chodzić do damskiej bo jak chciałem wejść do męskiej to mówił, że tak go kocham, że nawet w łazience go śledzę - westchnął, dalej skupiając się już na francuskim i próbując raz jeszcze wykonać ćwiczenia.
- Nic, zdziwił się trochę, popadł w depresję... i przeniósł się do innej klasy - wyjaśnił z lekkim uśmiechem. - Tak jest dobrze? - zapytał pokazując mu rozwiązane ćwiczenie.
- Dziękuję - położył fiszki na szafkę, żeby uczyć się ich później. Jak Takano sobie pójdzie. - Miałem dzisiaj badania. Żebra się ładnie zrastają - pokazał mu zdjęcie żeber swoich. - I siniaków coraz mniej i nie mam obrażen głowy.
- Ale ja ich nie czuję... to jak ja mam je ćwiczyć? - zapytał go cicho. - To tak jakbyś miał worek ziemniaków... bezwładnych ziemniaków od pasa w dół - wyjaśnił krótko. - Uhm nasze relacje są ok...
- yhm... to jak zabawa z lalką, co nie? - westchnął cicho, pozwalając mu ćwiczyć mu nogi. Przymknął oczy koncentrujac się tylko na swoim oddechu. - Taka-chan? A przytulisz mnie potem?
- Te role kobiece mi strasznie ciążyły - westchnął ciężko. - Dopiero w liceum mogłem sam sobie wybierać co chcę robić, dołączyłem wtedy do chóru i nikt mnie już nie brał za kobietę - uśmiechnął się lekko. - Poza tym zrobiłem się przystojny a nie ładny - zaśmiał się.
- A jak czucie nie wróci? - spojrzał na niego będąc twardym. Wyciągnął do niego ręce i wtulił się w niego ze wszystkich sil. - To nadal ze mną będziesz? - upewnił się tylko głaszcząc go po wlosach.
- Tylko już nie będę mógł cię ujeżdżać - zauważył malutką zmianę ale zaraz ucałował go lekko. - Kocham cię - szepnął mu do ucha. - Uhm co ci mama naopowiadała o mnie? pewnie jakieś bzdury...
- Mhm wszystkie najgorsze historie - schował się pod kołdrą, czerwieniąc się strasznie. No że tez musiał mieć taką mateczkę. - Ugh... teraz już będziesz mnie miej kochał...
oki doki, ja też xD kolędę mam dziś :P
- Oj no bo to wstyd no... - wydusił z siebie chowając policzki dłońmi. - Serio... przecież... mama mogła ci powiedzieć takie rzeczy... - wymamrotał nie patrząc na niego. - Takie dziwne rzeczy, że to aż strach...
[kotek weź mi tylko potem daj znać czy ci odpisałem...]
- Odbyłem swój pierwszy stosunek seksualny w 6 klasie podstawówki z nauczycielem fizyki... - rzucił prosto z mostu. - On lubił to robić z chłopcami - wzruszył ramionami. - Ale nikt o tym nie wie - dodał po chwili już nawet nie tłumacząc że został do tego zmuszony. - Nikt i tak ma zostać. Zreszta on już i tak tam nie uczy - dodał uśmiechając się lekko. - Potem hm.... zapchałem wszystkie kible w szkole... z kumplami... przez co szkoła została zamknięta na trzy dni....
- NIkomu nie powiedziałem. Byłem bohaterem męskiej części klasy zresztą... ja się mu oddawałem a reszta miała spokój - wzruszył ramionami, nie przyznając że było ciężko. Bo to w końcu już było i minęło. Po prostu był to kolejny bodziec do jego zapędów alkoholowo-prochowych. - No tak troszkę - przyznał z większym uśmiechem. - I nie znosiłem przegrywać... jak byłem przegrany to zawsze coś zwyciezcy robiłem...
- Nie krzywdziłem aż tak... to było coś na zasadzie pierdziucha pod tyłek, albo napchania szafki papierami. Tak niewinnie. Nie chciałem robić im dużej krzywdy - odparł ze śmiechem. - Nie jestem potworem.
- Miałem cichą nadzieję, że zapomniałeś o jedzeniu - Tomo padł na poduszki chowając się za kołdrą. - Bo ja głodny nie jestem no - jęknął przeciągle.
[a co ty cały dzień robiłaś?]
[u ła... to współczuję...]
Tomo wyszczerzył się do niego i od razu wypił cały napój. Potem jeszcze mu poględził o tym jakie leżenie w szpitalu jest niesprawiedliwe i jakie to nie fair że Takano zapomniał mu przywieźć najważniejszej rzeczy... gitary, po czym pojechał go odprowadzić i wycałował przy wszystkich.
***
Trzy dni później Tomo miał dla Takano dobre wieści. Żebra goiły się znakomicie i już nie sprawiały mu dużego problemu. Trochę jeszcze bolały przy dużych uderzeniach. Miał zamiar pojechać po Takano na sam dół ale nie udało mu się wejść na wózek i spadł z łóżka, krzywiąc się przy tym z bólu. Do momentu przyjścia chłopaka udało mu się już pozbierać do siadu i otrzeć łzy kantem dłoni.
- Uhm... pomożesz mi? - zapytał go cicho.
- Ten wózek nie ma blokady kół - poskarżył się mu na chwilę odpuszczając jego pytania. Złapał go za rękę i przyciągnął do siebie całując go mocno. - A powinien mieć... no bo chciałem na nim usiąść i mi odjechał i o... musiałeś mi pomagać - westchnął ciężko. - Ale zobacz - podwinął koszulkę by mu pokazać że ściągnęli mu bandaż z żeber. - Jest lepiej - uśmiechnął się do niego.
- Za tydzień zaczynam rehabilitacje, jakieś masaże i inne ćwiczenia na nogi - odparł z lekkim uśmiechem. - I mama mówiła że będę mógł wyjść do domu jeśli chcę, ale codziennie jeździć na rehabilitację i... uhm chyba zostanę jeszcze trochę dobrze? Nie chcę codziennie jeździć samochodem...
- Nie mam czucia - wymamrotał. - Tylko... chcą mnie przygotować, pokazać jak ćwiczyć w domu więc uhm byłoby dobrze jakbyś przyjeżdżał - dodał zaraz przytulając się do niego mocno. - O nie... przyjeżdżają?
- O boże... a jak jednak przyjadą? Oni lubią cię w balona robić - przypomniał chowając głowę w jego piersi. Wystarczająco trudno mu było razem z Takano, starał się być z nim szczery z tym jak się czuje. - Uhm kochanie przywiozłeś mi gitarę?
- Uhm... taka specjalna sala. Mama się postarała. Powiedziała, że może mi dać lepsze warunki skoro mam tu trochę czasu spędzić - uśmiechnął się lekko. - Uhm a pójdziesz ze mną na spacer po ogrodzie? - zapytał zaraz, no bo przecież nie był na tyle chory by nie móc wychodzić na dwór. - Proszę, stęskniłem się za świeżym powietrzem.
- Pomóc - przytaknął pozwalając mu się posadzić na wózku. - Taka-chan... ale najpierw do łazienki pojadę dobrze? - upewnił się ze nie ma nic przeciwko temu. Wyjeżdżając z pokoju o mało nie zderzył się z ojcem Takano.
- Oh co za niespodzianka! Właśnie przejeżdżałem i postanowiłem wpaść - uśmiechnął się szeroko do Tomo gładko markując wyraziste kłamstwo.
- Oj tam, oj tam - mężczyzna zbagatelizował sprawę machnięciem reki i pozwolił Tomo wyjechać do tej łazienki, samemu wchodząc do jego pokoju i stawiając na szafce wszystkie prezenty jakie ze sobą przywiózł od całej rodziny Takano. - Kupiliśmy mu niezły wózek - uśmiechnął się szeroko. - I mogę opłacić mu operację która postawi go na nogi, jest tylko 30 % szans na to że się nie uda. Warto spróbowac, nie? Ewentualnie mogę kupić wam konia...
- Oj się tak nie gorączkuj. Kupiłem mu też nowy wózek. Ken go zaraz przywiezie wraz z resztą niespodzianek - poklepał syna po ramieniu a gdy Tomo wrócił do sali był pierwszy żeby go przytulić. - O jak dobrze wyglądasz! - uśmeichnął się szeroko.
- Uhm... dziękuję - wyszeptał Tomo walcząc z łzami. To wszystko go przytłoczyło. - Ja przepraszam ale uhm ja nie wiążę się z Takano dla pieniędzy - wymamrotał.
- Oj wiem, wiem... przecież wcale cię nie oskarżam - mężczyzna poklepał go po głowie. - Zrobimy ci operację i staniesz na nogi.
- Nie chcę żadnej operacji...
- Ale to dla twojego dobra, przestaniesz być cięża..... ekhm... będziesz mógł wrócić do tego co kochasz. Przecież wiem jak ci ciąży nie moc - mężczyzna ugryzł się w język, bo przecież nie tak miało to zabrzmieć.
- Źle to zabrzmiało, chodziło mi o to co uważa Tomo, a na pewno tak sądzie... w głębi duszy - odparł jego ojciec, a Ken wprowadził nowy wózek dla Tomo z resztą prezentów.
- Sorry... nie chcieli mnie bez tego puścić - wyjaśnił patrząc na nich przepraszająco. - To z kim mam porozmawiać o szczegółach sprawy? - zapytał zaraz. - Napiszemy rozporządzenie i założę sprawę w sądzie.
- Taka-chan... możemy stąd wyjść? - zapytał go cicho Tomo. - I uhm możesz mnie popchać? - poprosił go. - Trochę mi niedobrze, duszno - szepnął. Tak było jak zaczynał wpadać w panikę.
Tomo przytulił się do niego na dworze, kiedy usiedli na ławce i długą chwilę tylko oddychał uspokajając się doszczętnie.
- Taka-chan...ale twój tata miał rację - przeprosił go. - Uhm ja myślę... że jestem ciężarem... no bo zobacz, musisz tu przyjeżdżać ciągle, nosić mnie, ćwiczyć ze mną, a ja tylko marudzę...
- Uhm no ja wiem że ty tak tego nie widzisz... tylko ja po prostu - wzruszył lekko ramionami całując go zaraz mocno. - Nie, nie uważałem - przyznał szczerze. Był niesprawiedliwy to na pewno. - Uhm ale nie chcę operacji dobrze?
- Nie pytaj i nie dotykaj ich - poradził mu trzepiąc go po rękach. - Hm ale możesz mi pomóc je umyć - zaproponował z lekkim uśmiechem. - Jeśli obiecasz że nie będzie igraszek seksualnych w łazience... żebra mi tego jeszcze nie ułatwią... no bo uhm mój mały nie jest sparaliżowany...
- Dasz mi dobry przykład, co? - zaśmiał się, całując go mocno. - Kocham cię kochanie, mógłbyś mnie tak tulić cały dzień - szepnął mu do uszka. - A ja nie miałbym dość...
- To na te dni będę znikał z mieszkania - obiecał mu wesoło. - Taka-chan... a możemy trochę mieszkać w sypialni na parterze? - zapytał go po dłuższej chwili. Chciał mieć swobodę ruchów, a przecież ze schodów to raczej nie zjedzie bez wywrotki.
- Ale wtedy mały Yuya też musi dostać pokoik - ostrzegł go, głaszcząc go po nosku. Odetchnął mocno świeżym powietrzem. Dawno już nie czuł się tak dobrze. Będzie musiał poprosić o przepustkę. Taką jednodniową żeby móc z Takano pójść na dłuższy spacer.
- Pewnie że pomogę! - ucałował go mocno przesiadając się na wózek. - Skarbie przecież ja nie wytrzymam siedzenia w jednym miejscu.
- Zostanie mi chór, muzyka, trochę gotowania... no i znajdę sobie inne, jak na przykład wychowywanie Yuyi, albo skorzystam z propozycji twojego taty i poproszę o własną stadninę z koniami. Będe nimi zarządzał i jeździł. Podobno to dobrze robi. Będe championem na zawodach - pokazał mu język. - Grunt to myśleć pozytywnie o!
- Tak sobie walnąłem z koniami... możemy ich nie kupować tylko jeździć do stadniny i zapisać się na kurs jeżdżenia. Oni wtedy dają konika na taki kurs - zauważył uśmiechając się lekko. - Twój tata chciał dobrze. Nie złość się na niego. Jest taki jak ty... jak wbije sobie coś do głowy to koniec.
- Ale to nic Taka-chan. Nie kłóć się z nim - pogłaskał go po policzku. - Nic się nie stało - musnął jego wargi. - Wracamy do środka. Muszę iść na badania... - spojrzał na zegarek. - Przepraszam.
- Nie musisz kotek... możesz pojechać już do domu - uśmiechnął się do niego wjeżdżając do gabinetu. W końcu Takano nie mógł spędzać w szpitalu połowy swojego czasu. Musiał nauczyć się żyć.
Kobieta wpuściła go do środka dość zaskoczona jego wizytą. Rozmawiała bowiem własnie z ojcem Takano i prawnikiem.
- Prosze siadaj - poleciła mu. - Napijesz się kawy? - zapytała wstawiając już wodę na kawkę. - Mam dla ciebie dobre wieści, Tomo odzyskuje czucie, bardzo bardzo powoli. Będzie potrzebna żmudna rehabilitacja ale za rok powinien odzyskać pełną sprawność. To jest już wcześniej będzie chodził oczywiście, tylko no wiesz... taką sprawność jaką miał dotychczas.
- Tylko ćwiczyć z nim będziesz musiał dużo - uśmiechnęła się lekko. - Pomogę ci, nie martw się - poczochrała go po włosach podając mu zaraz kawę.
- Nic - odparł z westchnieniem Ken. - Na razie kłócimy się o uczestnictwo Tomo na rozprawie. Nie możemy dojść do porozumienia.
- Chcę uniknąć innego sposobu. Tak robi się tylko w szczególnych przypadkach i przy dzieciach. Zeznanie przy sędzinie i psychologu, ale... - spojrzał na Takano. - Nie chcemy przecież, żeby burmistrz zrobił z niego niezrownoważonego psychicznie, bo to nam nie jest na rękę. Tego wcale nie będzie tak łatwo wygrać. On jest wpływowy.
- Potrzebujemy też więcej świadków... hm kogoś kto coś widział, widział traktowanie go przez burmistrza - dodał spokojnie.
- Ando może pomóc - wtrąciła Mika wyrywając się z rozmowy z ojcem Takano.
- Nie wychylać się i nie wchodzić z nim w konflikty. To że podrasowałeś mu nos wcale nam nie pomaga - trzepnął go przez łeb teczką. - Jutro założę sprawę w sądzie i wyślę list do burmistrza.
- Dzięki, nie będę ci przeszkadzał - obiecał mu. - Zajmę jakąś małą sypialnię - dodał spoglądając na ojca Takano i zastanawiając się co z nim zrobić.
- Nie patrz tak na mnie, ja zostaję tylko jedną noc i zabieram dziecko Takano i Tomo do Tokio - wyjaśnił z lekkim uśmiechem. - Ugadałem się z Ando i mi pozwolił. Pojedzie na wycieczkę i po tygodniu go odwiozę.
- Zostaję na noc u dziadka Tomo - wyjaśnił spokojnie. - To raz, a dwa dzieciak ma szkołę to prawda ale łatwo ją może nadrobić - mruknął. - Zabieram go bo mam taki kaprys, a że od ciebie na wnuka raczej liczyć nie mogę to wybacz mi że zazdroszczę Ando dzieciaka.
- Ja mam humory - odparł chłodno. - I nie musze ci się tłumaczyć. Pozwolenie już dostałem - odparł wychodząc z pomieszczenia a Ken westchnął przeciągle.
- Jedzie do swojej siostry, a tam gromadka dzieci. Jako że to australia to pomyślał, że może wziąć małego co by zobaczył trochę świata.
- Dzięki że mnie tak wyganiasz, ale ja tu mam jeszcze spotkanie umówione z moją przyjaciółką z dzieciństwa - Ken wstał z miejsca biorąc jego klucze i żegnając się z wszystkimi wyszedł z gabinetu dyrektorki.
- W takim wypadku mogę ci jedynie opanowania życzyć - odparła kręcąc przecząco głową i niemal wyganiając go z gabinetu. Ostatnio zrobiło się w nim zbyt tłoczno.
- Tak jak każde inne, nudne i irytujące. Pokuli mnie trochę, pobrali krew, zrobili masaż - wyjaśnił, zabierając ręcznik i szampon. - Chodź mi lepiej pomóc - poprosił go z lekkim uśmiechem. - A potem jedź się godzić z ojcem.
- Taa strasznie dużo czuję, juhu - zironizował. - Coś tam niby drgnęło na wykresach, ale nie u mnie - dodał spokojnie. - I pojedziesz bo dopóki się nie pogodzisz nie chcę cię tu widzieć paskudo - dodał z wrednym uśmieszkiem.
- Mówił prawdę. Wyjaśnił to przecież. Miał rację. Tak się właśnie czułem - zauważył cicho pozwalając mu pomóc się rozebrać. - Jeszcze nie wiem... prztłoczyły mnie prezenty i postanowiłem zajrzeć do nich na spokojnie, jak już pojedziesz godzić się z tatą - ugryzł go lekko w nosek.
- Ale jesteś niegrzeczny i zasłużyłeś na karę - ucałował jego nosek. - Zresztą nie ugryzłem mocno - dodał. - Powinieneś się cieszyć a nie marudzić mi tu!
- A ja?! - zdziwił się śmiejąc się pod nosem. - W którym momencie? Grzeczny jestem... to ty się kłócisz...
- O ile pogodzisz się do tej pory z tatą to owszem opowiem - cmoknął go w policzek, przytulając się mocniej i przymykając oczy.
[uwaga skipuję xD zapomniałem ci napisać o moim sylwku... nie będzie mnie na gg czy tutaj bo wyjeżdżam :) do kumpla... jakaś mała domówka, czuję się w miarę dobrze i dziadek nie ma nic przeciwko więc... jadę :) a jutro Hobbit :D ]
Dobry miesiąc później Tomo porządnie przeginał z rehabilitacją. Chcąc jak najszybciej stanąć na nogi, przemęczał się co nie było niczym dziwnym. Znów ręce ześlizgnęły mu się z drążków i upadł na ziemię. Zwinął ręce w pięści uderzając w podłogę z wściekłością. Cieszył się tylko, że Takano tego nie widział. Udawało mu się juz utrzymywać czasem pozycję stojącą, ale pierwszy krok był mordęgą. Powoli podniósł się z podłogi dysząc ciężko.
- Pomogę - zaproponował mu pielęgnarz mu pomagający.
- Nie - fuknął na niego chłopak. - Nie potrzebuję pomocy - spiorunował go wzrokiem, choć facet niczemu winnym nie był. Znów złapał pewniej za drążki i wytężając wszystkie mięśnie, siły, przesunął nogę 5 cm dalej zaraz próbując dosunąć kolejną i po raz kolejny tracąc równowagę.
[nic nie wypiję :) nie mogę, jestem na dość silnych lekach :)]
Tomo nie zorientował się, że ręce pomagające mu wstać już nie należą do natrętnego pielęgniarza.
- Mówiłem, że nie chcę pomocy - fuknął na niego dopiero po chwili rejestrując na kogo krzyczy. Odetchnął głęboko uspokajając się trochę. - Ty już w szczególności powinieneś o tym wiedzieć - wymamrotał odpuszczając mu jednak trochę. Uśmiechnął się lekko, ześlizgując się z barierek i znów lądując na podłodze. Jego ciało mówiło dość.
[tak myślałem :P blogspot uwielbia gnębić słabszych xD dziś padło na ciebie :P]
- Zośka chce na wózku - odparł z lekkim uśmiechem, pozwalając mu jednak posadzić się na wózek i wyprowadzić z sali rehabilitacyjnej. - Muszę jutro iść na tę rozprawę? Naprawdę nie chce...
[da ci da :D musi xD]
- Pójdę rano na rehabilitację, zmęczę się i może trochę otumanieję - mruknął naprawdę niezadowolony że musi na to iść. Wprost zmusili go. Nie chciał tej przeklętej sprawy od kiedy dowiedział się że musi w tym uczestniczyć. I nawet Jun był przeciwko niemu.
- To nie jest takie proste Takano - westchnął ciężko Tomo. Był chyba po raz pierwszy w życiu z czegoś tak niezadowolony. Gdyby mógł to teraz uderzałby w worek treningowy wyobrażając sobie na nim twarze wszystkich którzy go do tego zmuszają. A co, niech dostaną za swoje. Ale nie mógł... co dodatkowo doładowywało oliwy do ognia. - Eh dzięki, ale nie jestem głodny - mruknął przenosząc się na łóżko i zakrywając się kołdrą. - Właściwie to chyba pójdę spać.
- Kotek... idź sobie - poprosił go cicho. - Mam dziś taki dzień, w którym najchętniej rozkwasiłbym ci nos... i nie tylko tobie, mamie, Kenowi, dziadkowi, Junowi, wszystkim - wymamrotał. - Więc... proszę idź sobie.
Tomo przeszło przez noc mnóstwo planów jak nie stawić się na rozprawę. Od fałszowania temperatury, przez upadek ze schodów tak niefortunny że nie dałoby rady bo z bolu nie wysiedziałby na wózku, po wykończenie organizmu porannym ćwiczeniem. Na żadne jednak się nie zdecydował dopoki nie było za późno. Tak więc miał za sobą jedynie nieprzespaną noc i dostawał drgawek na dźwięk słowa rozprawa, a kiedy zjawili się przed budynkiem poczuł że blednie.
- Ja się wycofuję. Nie wejdę tam.
- Ale to nie ja wnioskowałem - sprzeciwił się Tomo. - Mnie jest wszystko jedno, oni mnie zmusili - pokazał na winowajców. - Że też musialeś wybierać sobie karierę prawniczą...
Prześlij komentarz