Imię:Takano
Nazwisko: Kyouhei
Wiek: 27 (4. 10)
Wzrost: 185cm
Waga: 75gk.
Zawód:cukiernik
Historia:
Przyszedł na świat w jeden z bardziej
deszczowych dni jako dziecko z romansu pewnego szefa ogromnej
korporacji i niewinnej mieszkanki Yukan. Oczywiście żona owego
biznesmena nie mogła przejść obojętnie. Sprawa była prosta,
problemu należało się pozbyć za wszelką cenę. Wynajęła
płatnego zabójcę który zabił matkę wówczas 3
letniego chłopca. Kiedy biznesmen dowiedział się o śmierci
ukochanej będąc pewnym że po prostu spadła z klifu przygarnął
syna do siebie. I tak mały Takano dorastał w bogatym domu z 2
starszego rodzeństwa. Rozpieszczany przez ojca do granic możliwość
był...dość kapryśny. Nie brakowało mu partnerek ani partnerów
więc z nikim nie był dłużej niż miesiąc po prostu nie umiejąc
się zakochać. W końcu kiedy miał skończone 19 lat ojciec zadał
mu to trudne pytanie “Kim chcesz zostać?” Od zawsze było
wiadome że Takano uwielbiał piec różnego rodzaju ciasta i
ciasteczka, więc wybór był prostu. Chłopak zaczął
studiować w Paryżu i szkolić się na cukiernika. Wrócił po
7 latach a po roku pracy w Tokioj jako jeden z najlepszych
cukierników zdecydował się przenieść do rodzinnej
miejscowości swojej matki. I tak już zamieszkuje, całkowicie sam,
sporą willę na wzniesieniu. Zastanawia się nad założeniem
cukierni.
Charakter:
Od zawsze był typem playboya nie
umiejącego wyrazić swoich uczuć. Zawsze musi dostać to czego
chce. Zdeterminowany w dążeniu do celu. Co tu dużo mówić...pod
grubą skorupą możesz znaleźć coś czego się nie spodziewałeś.
Wygląd:
Ciemne oczy, ciemne włosy, wysokie
kości policzkowe. Słowem typowy japończyk o ładnej buzi. Mimo
wątłego ciała dość silny, ojciec zapisał go na karate i
aktualnie posiada czarny pas, a i szkolne bójki nie są mu
obce. Nosi szkła kontaktowe od czasu do czasu z czystego lenistwa
zastępując je okularami.
Ciekawostki:
-studiował w Paryżu więc zna
francuski
-Pasja do pieczenia obudziła naturalny
talent
-Nie pali papierosów za to
uwielbia smakowe cygaretki
-Hobbistycznie rysuje, głównie
ludzi
-W garażu ma motor i jaguara xf
-Z Tokio zabrał swoją ukochaną sunie
Jolie





4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1401 – 1600 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- On nas zamorduje jak stąd wyjdziemy - rzuciła cicho Mika siadając na swoim miejscu.
- To twoja wina - mruknął na to Ando.
- Niby jak miałam mieć na to wpływ? Ty byłes plemnikiem który go spłodził - żachnęła się kobieta.
- Ale to ty go wychowałaś i twój charakterek się teraz w nim odbija - skomentował rozluźniając krawat, którego nawiasem mówiąc nienawidził. - Wcale się nie dziwię, że on nie chce tu być. To nie jest środowisko przyjazne rockmanom - przeciągnął się lekko. - Za to jego laluś wygląda jakby się urodził w garniaku - pochwalił Takano klepiąc go po plecach.
***
Tomo miał jeszcze coś skomentować Kenowi, ale zacisnął szczęki blednąc okropnie gdy tylko zobaczył swojego wuja. Zacisnął powieki i pięści przebijając sobie skórę dłoni paznokciami.
- Obudź się, obudź, obudź - powtarzał ale nie sen nie chciał się skończyć. Mało tego tylko się pogorszył. Został wezwany do zeznań. Podjechał na miejsce i obiecał mówić prawdę i tylko prawdę, unikając wszelkich spojrzeń. Pierwszy głos miał Ken, więc poszło gładko tak jak ćwiczyli, ale zaraz potem nastąpiły schody. Prawnik burmistrza podszedł do Tomo uśmiechając się lekko.
- Tego dnia, kiedy miałeś wypadek...powiedz mi szczerze, uważałeś na drodze? - zapytał spokojnie.
- Tak.... to znaczy tak jak zwykle.
- Co oznacza tak jak zwykle?
- To znaczy... uhm no jakoś specjalnie to nie uważałem - przyznał szczerze. - Ale chyba nikt...
- Ach, czyli przyznajesz że wypadek mógł zdarzyć się przez twoją nieuwagę?
- N-nie...t-tak, nie wiem - chłopak nie bardzo wiedział co ma zrobić.
[ty ja się nie znam na rozprawach xD pomęczmy jeszcze trochę Tomo a potem całą resztę xD]
- Pozwoliłem sobie przejrzeć przeszłość pańskiego klienta - oznajmił z istnym spokojem przeciwnik Kena, po czym podszedł do Kena, rzucając mu na stół parę zdjęć. Te same zdjęcia podał sędziemu i wyświetlił na dużym ekranie. - Z tego co widać na załączonych przeze mnie dowodach, potrafi pan... nieźle się zabawić - uśmiechnął się do Tomo. - Czy zaprzeczy pan, że miał pan problem z alkoholem i narkotykami?
- Nie - Tomo nie widział sensu w kłamstwie. - Ale byłem czysty w tamtej chwili. Jestem czysty, wyszedłem z tego - dodał spokojnie. Co jak co, ale nikt mu nie będzie mówił że tak nie było.
- Doprawdy? A czy testy to potwierdzą? - zapytał uśmiechając się lekko.
- Nie, bo... bo jestem na lekach - wymamrotał Tomo. - Ale przecież...
- Ma pan pewność, że był pan wtedy czysty?
- Tak! - chłopak podniósł na chwilę głos, zaraz jednak przepraszając za to sędziego.
- Dobrze, więc jest to pańskie słowo przeciw mojemu. Od jak dawna pan nie bierze?
- Od... - Tomo musiał się chwilę zastanowić. - Dwóch lat - powiedział w koniec. - Plus minus, nie wiem dokładnie...
- Ach tak, to jak pan wyjaśni to - na ekranie pojawiły się jego zdjęcia z feralnego wypadu do Tokio.
- Skąd...
- Ma pan coś na swoje usprawiedliwienie? Te zdjęcia wysoki sądzie pokazują, że klient mojego oponenta mógł mieć coś w żyłach podczas ferelnego wypadku. Mógł wejść na ulicę, a mój klient robił wszystko by do wypadku nie doszło. Stąd te ślady kół. Ostre hamowanie.
[a no ne... blogspot zrobił mi świństwo? czy nie?]
Kobieta sprawnie podeszła na miejsce, złożyła przysięgę i czekała na pytanie obrony swojego brata. Mężczyzna podszedł do niej przedstawiając się raz jeszcze.
- Pani Kurosagi, pański mąż zmarł w bardzo tragicznych okolicznościach - zauważył z delikatnym uśmiechem.
- Ta rozprawa nie dotyczy mojego męża - odparła spokojnie kobieta. Nie pierwszy raz była w sądzie. - Tylko mojego syna i mojego brata.
- No właśnie pani brata - potwierdził. - Pani rodzonego brata oraz pańskiego syna, którego nawiasem mówiąc pani nie urodziła - mruknął. - Jestem ciekawy dlaczego mój kolega panią wezwał. Pani zeznania z całą pewnością nie będą kompletne.
- Matka ma obowiązek bronić swoje dziecko, a Tomohisa jest moim synem. Wychowałam go i nie zamierzam tolerować zamachów na jego życie z czyjejkolwiek strony.
- Przepraszam Wysoki Sądzie, chciałem tylko dogłębnie naświetlić sytuację tej pani - odparł z 'pokorą' mężczyzna słuchając zeznania kobiety. Kiedy ta skończyła uśmiechnął się lekko. - A więc to pani wyrwała mojemu klientowi kierownicę?
- Tak, po to by...
- Przez co mój klient stracił panowanie nad samochodem - dodał po chwili patrząc na nią z lekkim uśmiechem. Podłożyła mu się pod nogi. - Pani więc może się winić o wypadek pani syna.
- Na początku chciałbym powiedzieć, że robiłem wszystko żeby ten chłopak wyszedł na ludzi, a on tak mnie zawiódł - westchnął oczywiście dramatyzując. - Oskarżyć mnie o coś takiego... Tomo-chan, przecież wiesz że ja bym ci krzywdy nie zrobił W życiu! Owszem zdarzyło mi się go uderzyć - przyznał się żeby nie wyszedł na jakiegoś świętego. - Ale każdemu by puściły nerwy. Widział wysoki sąd co ten chłopak wyprawiał - wyjaśnił swoje motywy. - Jechałem zza dużą prędkością, bo przeoczyłem znak - przyznał spokojnie. - Moja siostra wyrwała mi kierownicę, bo chciała żebym zachamował i uniknął tego okropnego wypadku - dodał zaraz. - Nie udało mi się, z czego jest mi strasznie przykro. I nie wiem o czym pan mówi, mówiąc o innych próbach morderstwa. Już nie wspominając o tym że to nawet nie była próba morderstwa!
- Sprzeciw, mój klient działał wówczas pod wpływem alkoholu - odparł spokojnie jego adwokat, wiedząc że lepiej zwalić winę na niepoczytalność mężczyzny niż dążyć do prawdy.
Tomo zwyczajnie miał już tego dość. Ta rozprawa trochę przerosła jego lęki. Dusił się już dobrą chwilę zanim zdecydował się opuścić salę, nawet jeśli sędzia miałby się na niego obrazić. Wyjechał więc za drzwi i skulił się na wózku bardzo się starając złapać oddech.
***
- Nie pamiętam tego - odparł burmistrz trochę pogrążając się w swoich kłamstwach. - Musiał mnie sprowokować.
Ken odpuścił i prawnik burmistrza również, więc sędzia zarządził pół godziny przerwy przed ogłoszeniem wyników i opuścił pomieszczenie.
- Nie musisz...tylko tylko weź mnie na dwór - poprosił go bo zgubił się w korytarzach i nie mógł się uspokoić. Chyba potrzebował kilku chwil z Takano. Serce waliło mu jak szalone, a on cały czas nie mógł oddychać. - I chcę potem rozmawiać z.... mamą - wydusił z siebie.
- Sędzia był bardo zły że wyszedłem? - zapytał go cicho, wtulając się w niego zaraz mocniej i już nic nie mówiąc skupił się tylko na kontroli oddechu.
Tomo skinął głową, pozwalając mu się głaskać tak jak zwykle. Zamknął oczy po prostu oddychając z Takano i kwadrans później był w miarę spokojny. Pozwolił się z powrotem wprowadzić do budynku.
Podczas przemowy drugiego prawnika Tomo przeprosił Kena za swoje zachowanie z wyjściem z sali. Uznał że przeszkodził tym w czymś czego nie chciał robić.
Tomo nie bardzo zrozumiał co się dzieje. Pozwolił się Kenowi wyprowadzić i uściskał go potem długo nie chcąc puścić.
- Dziękuję - szepnął mu do ucha, nie puszczając go nawet kiedy Takano do nich dołączył.
- Jestem zły.... ale twoja czekolada z piankami może to jakoś załatwić - uśmiechnął się do niego lekko dając mu szansę na odkupienie swoich win.
[dobranoc ;*]
- Zostaniesz ze mną póki nie zasnę? - zapytał go tylko. Był zmęczony, nawet bardzo. Emocje dość mocno nadwyrężyły jego siły. Chciał też porozmawiać z mamą ale potem, jak już Takano nie będzie.
- Nie - odparł potrząsając głową. - I nie zostawaj na noc. Ja chcę się tylko przespać, potem... jak już cię nie będzie... porozmawiam z mamą - wyjaśnił swój niecny plan. - Nie złość się - poprosił go jeszcze. Chciał porozmawiać z nią sam, bez żadnych sumień nad głową.
Jun
Gdzie można było znaleźć Tomo? W sali do rehabilitacji. Ostatnio spędzał tam praktycznie całe dnie, odpuszczając tylko jeśli chodziło o posiłki. Poprawy nie było widać co doprowadzało go do szału, chociaż jego lekarz mu tłumaczył że przemęczanie się też nie jest dobre. Jun mógł pięknie zobaczyć jego kolejny upadek. Tomo ułożył się wówczas na macie oddychając ciężko. Przymknął oczy uznając się za pokonanego. Przeklęte drabinki go pokonały.
- Nie wiem - odparł spokojnie. - Niby wiem, że to zły człowiek i w ogóle ale nie chciałem, żeby musiał siedzieć w więzieniu - wymamrotał masując sobie skronie. - Po prostu nie wiem - wymamrotał tuląc się do niego.
Tomo
- Uhm - wyciągnął do niego ręce chcąc pomoc do wstania. - Przecież się nie przemęczam. Chce szybko stanąć na nogi i jestem zmotywowany... to takie złe.
- Nie płacze - uśmiechnął się do niego, tylko się do niego przytulając ze wszystkich swoich sił. - Powiem... pewnie powiem... może nie wszystko, ale powiem - obiecał.
Jun
Tomo uspokoił swój oddech, chwytając się mocniej barierek i przesunął trochę dalej nogę, szybko dostawiając do niej drugą żeby się nie przewrócił i powtórzył to zaraz lecąc do przodu.
- Przestań mnie komplementować - poprosił nieznacznie się czerwieniąc. - Po prostu lubisz jak jestem szczęśliwy, a przy tobie jestem... zawsze.
Jun
- Nie jestem zmęczony... ćwiczę tylko... 3 godziny dopiero - wymamrotał chwytając się pewniej. Czuł jednak że cały drży a ręce ślizgają mu się na uchwytach. - Ok... chyba nie dam rady - przyznał w końcu.
9nigdzie jutro nie jade, zapalenie pluc :( 9
- Jestem z tobą szczęśliwy - poklepał go po policzku kładąc się wygodniej na łóżku. - Bardzo, bardzo - pociągnął go do siebie by go wycałować.
Jun
- O... i jak jest? - zapytał obracając się trochę na wózku by na niego spojrzeć. Pozwolił mu się pchać. - Dobrze się czujesz? Nie boisz się?
- Ale taką długą przepustkę? - spojrzał na niego niepewnie. - Nie wiem... ale taką na jeden dzień mogę mieć nawet jutro, tylko uhm... moglibyśmy zostać w mieście? Chciałbym uhm jak pojedziemy do onsen... nie martwić się czasem - przyznał cicho.
Jun
- Jestem z ciebie dumny - uśmiechnął się szeroko. - Co tam robisz w Tokio? - zapytał zaraz będąc ciekaw co zmusiło Juna do takich kroków.
- Dostanę wypis niedługo - odparł cicho. - Na rehabilitację mogę jeździć... 4 razy w tygodniu - wymamrotał niezbyt z tego powodu szczęśliwy. Tyle dojazdów. Szlag by to trafił. - I uhm... Taka-chan... postanowiłem chodzić tu do psychologa trochę... tak raz w tygodniu - przyznał cicho.
Jun
- I jak tam na uczelni? Pozmieniało się coś? - zainteresował się zaraz, przesiadając na swoje łóżko. - Poza tym że urosłeś i możesz gnębić zamiast być gnębionym...
- Jeszcze nie wiem czy nie zrezygnuje z psycholog - przyznał cicho. - Po prostu jak jestem w szpitalu... to stwierdziłem że raczej mi się nie pogorszy - zaśmiał się pod nosem. - I chciałbym żebyś ty też miał lżej ze mną, więc...
Jun
- Mhm ty nie, bo byłeś kujonem, ja to już inna historia. Uwzięli się na mnie - dał mu kuksańca w bok. - Chodzę do psycholog - zdecydował się powiedzieć mu swój sekret.
- Taka-chan? Powiedz mi szczerze... czy twój tata nie ma nic przeciwko mnie? - usiadł na łóżku łapiąc go za ręce i przyciągając go do siebie. Wręcz zmusił go do usiąścia tuż za nim i wtulił się w niego przymykając oczy.
Jun
- Fakt - przyznał ze śmiechem. - Ale potem się wyrobiłem i wychodze na ludziów - zaśmiał się. - Uhm pani psycholog przyszła do mnie parę razy podczas... uhm moich ataków paniki, o których nie wie nawet Takano, i uhm pytaniami jakoś tak potrafiła zmusić mnie do myślenia nad sobą i uspokajania się samemu...
- Może coś twoja macocha mu nagadała - zaproponował muskając ustami jego szyję i przytulając do niego policzek. - Kochanie, jesteś moim skarbem, wiesz? - pogłaskał go po piersi. - Choćby nie wiem co chcę cię chronić. ale uhm przepraszam ze teraz nie mogę...
Jun
- Ale to są drobnostki Jun. Nie chcę go bardziej martwić. Zresztą czasem widzi moje ataki... - wyjaśnił spokojnie. - Pracujemy właśnie nad nimi, coraz rzadziej występują... albo uhm może nie rzadziej, co łatwiej mi je opanować.
- Uhm... ale ty nie jesteś bez winy Taka-chan - skarcił go. - Ty po prostu jesteś zbyt wybuchowy jeśli o niego chodzi - uśmiechnął się lekko. - No i czasem nie dasz sobie przetłumaczyć. Będę dbał o serduszko jak najlepiej potrafię - obiecał mu.
Jun
- Jazda samochodem - zacisnął zęby. - Jest gorzej niż było przyznał mu się. - Ale heh staram się mimo to.
Z przyjemnością dał mu dużego całusa, po czym osunął się trochę na poduszki zasypiając. Był jeszcze osłabiony i potrzebował dużo snu, zwłaszcza bo wyczerpujących psychicznie dniach.
Jun
- A co z Ryu? - zapytał go ni z gruszki ni z pietruszki. - Jak wyjeżdżasz do Tokio... zabierasz go ze sobą? Planujesz go zabrać na wycieczkę?
Następnego dnia Tomo przywitał Takano na samym dole, wręczając mu swoje torby z ciuchami.
- Wracam do Yukan - powiedział spokojnie. - Będziesz miał coś przeciwko jeśli wprowadzę się do ciebie na trochę? - zapytał spokojnie. - Póki nie będę mógł się przeprowadzić do piekarni to jest - dodał wyjeżdżając ze szpitala ku zdumieniu Takano.
Jun
- Oj nie bój się tak tego bo rzeczywiście na niego wpadniesz - poklepał Juna po dłonie. - Wiesz jak to jest... jak się czegoś boi to na pewno się to stanie - uśmiechnął się lekko. - Nie powiedziałem o lęku z samochodem psycholog jeszcze, nie ufam jej na tyle jeszcze... ale uhm małymi kroczkami pewnie do tego dojdę.
- Nie mogłem, to wyszło po mojej rozmowie z mamą - wyjaśnił tylko nie chcąc teraz o tym rozmawiać. Powoli przeniósł się na siedzenie z przodu pozwalając Takano zapakować wózek. - Wypisałem się na swoją prośbę.
Jun
- Dlaczego nie ma szans? - zdziwił się trochę. - Wczoraj widziałem Ryu na rehabilitacji... wyglądał lepiej i nawet przeszedł raz ten odcinek na barierkach - uśmiechnął się do niego. - Jest lepszy niż ja.
- Mam - podał mu rozpiskę. - Uhm ale będziemy musieli też ćwiczyć w domu - dodał ciszej. - Przepraszam, ja wiem że to tylko problemy - wyszeptał wstydząc się swojej niemocy. Otworzył okno na maksa i zamknął oczy, oddychając głęboko. - Yhm, możesz jechać - szepnął, zaciskając mocniej ręce.
Jun
- Rozważał poddanie się? - zdziwił się trochę, ale zaraz odetchnął głęboko patrząc na Juna. - Ale to chyba naturalne nie? Przeżywanie załamania nerwowego, gorsze dni... wiem że to cię zabolało ale on na pewno nie myślał wtedy o tym co robi. Po prostu miał wszystkiego dość. Znasz to uczucie przecież - przypomniał mu.
- A zrobisz na obiad naleśniki z nutellą i cukrem pudrem? - zapytał go zaraz czując że potrzebuje czegoś kalorycznego i słodkiego na lekkiego doła. Nie czuł się dobrze w samochodzie ale świeże powietrze trochę mu pomagało. Kiedy dojechali dygotał już nieco na całym ciele. - I będziesz musiał iśc do Ando po moje rzeczy - mruknął jeszcze. - Ja tam nie idę.
- Dobrze - uśmiechnął się do niego lekko, przeciągając się nieco. - O... zrobiłeś podjazd? - zdziwił się widząc przy schodach do mieszkania podjazd dla wózków. - Dziękuję... - uścisnął jego dłoń.
Tomo zsunął buty przy wejściu i wjechał do salonu, zaraz to będąc zaatakowanym przez psiaki. Jolie stanęła na tylnych łapach i położyła przednie na jego kolanach domagając się natychmiast jakiejś pieszczoty. Stękniły się, ale on również więc z radością wszystkie do siebie poprzytulał, a kiedy skończył wjechał do kuchni.
- Taka-chan dzisiaj tylko popatrzę na twój kunszt kuchenny - zachichotał. - I seksowne pośladki - dodał jeszcze nie mogąc się powstrzymać.
Jun
[zapomniałem o nim...]
- Uhm więc tylko go wspieraj, bo póki co chyba kryzys przeszedł - uśmiechnął się do niego szerzej. - Po prostu bądź cierpliwym brzdącem.
- Dziękuję - uśmiechnął się szerzej jadąc do salonu, bo tam był dość niski stolik i uznał że przy nim da radę. - Taka-chan a mogę też wieczorem dostać czekoladę z piankami? - zapytał smakując pierwszego naleśnika i cieszyć się delikatnym jego smakiem
- Tak jest - uśmiechnął się lekko, po czym wziął kartkę i długopis zapisując co potrzebuje po francusku ze szczegółami, jak tylko najlepiej potrafił. Kiedy skończył oddał kartkę Takano
Jun
- Więc zadanie jest proste - zaśmiał się Tomo. - Nie pozwól Ryu znowu się poddać - uśmiechnął się szerzej. - Powiedz mu że jak się podda to go prześcignę.
Tomo zrobił tak jak powiedział Takano, siadając na kanapie i przytulając się do Jolie która z radością położyła łepek na jego kolanach, liżąc go raz po raz po rękach. Film był trudny do zrozumienia dla niego. Nie same słownictwo to szybkość mówienia.
- za szybko mówią - poskarżył mu się, wtulając się w jego ramiona. - Ando nie był zły? - zapytał go tylko, drapiąc Jolie za uszkiem i dopijając swoją czekoladę.
[szczliwego nowego roku :) zasnąem... tak mnie zmogło...]
- Uhm... to dobrze - przytulił się do niego mocno. - Nie szkodzi, muszę trochę poćwiczyć mówienie i słuchanie - stwierdził z uśmiechem. - Kocham cię... a rozmowa... eh nie wiem - wzruszył ramionami. - Na razie nie chcę ich widzieć.
- O tym co powiediziała w sądzie... że nie jestem jej prawdziwym synem - wyjaśnił spokojnie. - Ale ty o tym wiedziałeś. Miałem zamiar się na ciebie obrazić i w ogóle, ale postanowiłem ci wybaczyć...
- Bo cię bardzo kocham - pogłaskał go po głowie i przytulił się do niego lekko. - Trochę mi się prykro zrobiło że tego mi nie powiedziałeś, ale uhm to ich wina - dodał zaraz. - Pośpiewasz mi po francusku? Posłuchsz piosenki? Ułożyłem po francusku.
- Pewnie - odparł z lekkim uśmiechem. Zsiadając z jego kolan i czekając na gitarkę. - Tylko się nie śmiej, moje słownictwo francuskie jest okrojone i piosenka jest o.... zwierzakach - odchrząknął śmiejąc się pod nosem i zaczął śpiewać.
[jakie masz marzenia na ten rok?]
Wsłuchał się w jego głos z uśmiechem. Ucałował go mocno kiedy skończył.
- Jesteś najlepszy - uśmiechnął się. - A moją piosenkę ze zwierzątkami... polubiły dzieciaki w szpitalu... nauczyłem ich trochę francuskiego.
[nauczyć się japonskiego i przeżyć :) i dalej pracować w szkole językowej, podoba mi się tam =) ]
- Śpiewały i zapisały sobie znaczenie słówek i następnym razem już wiedziały co znaczą - dodał dumny z siebie. - I powiedziałem im, że jak będziesz miał czas to przyjdziesz je troszkę pouczyć... to dzieci które walczą z chorobami... uhm pomyślałem, że jk będę na rehabilitacji mógłbyś do nich pozaglądać...
[japonistyka będzie marzeniem? xD ano... uczę się tam japońskiego i uczę dzieci angielskiego :)]
- To ja ci pomogę powybierać - zaproponował całując go mocno. - Tylko ty je lepiej nauczysz niż ja - dodał z lekkim uśmiechem. - A one się tak cieszą jak ktoś przychodzi, Możemy do każdej lekcji układać im wierszyk albo piosenkę - zaproponował ze śmiechem. - Oj tam nie muszę... ty o mnie dbasz i JUn o mnie dba... to starczy
[dasz radę :d wierzę w ciebie :) ]
- Pewnie, ułożymy coś fajnego zgodził się. - Przecież troszeczkę o siebie dbam.
[trzeba marzyć wysoko ;) to najważniejsze :)]
- Nie będzie mi to przeszkadzało uparciuchu - ucałował go. - Z tobą nie da rady spokojnie w domu siedzieć - roześmiał się, przesiadjąc się na wozek. - Ale wózek dostałem niezły od twojego taty.
[zdasz, na rozserzonej dużo gramy nie ma :) tylko esej pisz ładnie :D napisz mi na za dwa dni esej o minusach i plusach sylwestrowych domówek. ]
- Dostałem jeszcze tablet, parę książek, mikrofon nowy.... bluzy... 5 bluz ale z takimi metkami że będę się bał je ubierać - przyznał szczerze się śmiejąc. - Parę zeszytów, karnet na naukę jazdy konno dla niepełnosprawnych...bo to trochę inaczej a pomaga podobno - dodał spokojnie. - I idę, ale ty idziesz ze mną - uśmiechnął się. - Bierzemy pieski i idziemy na spacer.
[nie żartuję :) jutro wyślę ci fajną kserowkę z przydatnymi zwrotami. czas nawyższy zacząć ćwiczyć :P no ewentualnie możemy się umówić że masz czas do niedzieli :) ]
- Jeszcze nie wiem... chcę po prostu pochodzić na dworze - przyznał szczerze. - Tylko będziesz mnie pewnie musiał trochę popchać... - szepnął, bo bał się że jak w piasek wjedzie to już z niego nie wyjedzie. - No bo twoja bluza jest już znoszona...
[oj tam nie zapeszaj mi :* postaram się cię przetyrać z pisaniem :P]
- Ale trochę znoszona jest - pokazał mu język naciągając sobie na głowę kaptur jego bluzy. - Um będę je nosił będę - dodał po chwili ze śmiechem.
- To ja chcę białą i czarną z piankami... i chce jeszcze jakieś owocki żeby móc przegryzać - Oj tam już tak nie mów - poprosił go. - ciągle byłeś u mnie.
[Szczęśliwego!]
- No dobrze... nie chcesz mnie utuczyć... - xzrobił zawiedzoną minkę uśmiechając się zaraz. - Kocham cię mój mały.
[nie wiem kochana, w łóżeczku leżę. coś tam strzelali :P]
- Tak, malutki - pokazał mu język, po czym pokręcił głową. - Pojedziemy po mieście - stwierdził z uśmiechem. - I wstąpimy do baru na obrzeżach - dodał.
[nie patrzyłem... jakoś nie było ochoty :P]
- No mały mały - klepnął go w tyłek. - Nie chcę jeść w barze - zaprzeczył. - Chcę tylko posiedzieć tam z tobą przy kawie...
- Pieski puścimy na plażę, pobiegają - odparł od razu, wykierowując żeby nie zderzyć się ze słupem. - Bo tam jest taki taras z widokiem na plażę - wyjaśnił. - Kochanie mają super kawkę tam.
- Ale przecież będą grzeczne i będziesz je widział z tarasiku - wyszeptał chłopak łapiąc go na chwilę na rękę. - Ano... na tarasie. Na chwilkę.
- Daj im się wybiegać trochę kotek - poradził mu na to prowadząc go do baru.
[ide chyba spac...]
tomo wzruszył lekko ramionami, zastanawiając się chwilę nad miejscami w Yukan.
- Hm mogę cię oprowadzić po miasteczku - zaproponował z lekkim uśmiechem. - Ale najpierw kawka, potem oprowadzanie po miasteczku i do domu - oznajmił mu kolejność, skręcając w uliczkę prowadzącą do baru.
- A tak w ogóle to jak pieski będą chciały to mogą do nas dołączyć. Bo tutaj nie ma się nic przeciwko zwierzakom w środku - uśmiechnął się lekko, po czym skrzywił nieco. - Taka-chan ale będziesz musiał mi pomóc... próg jest za wysoki... nie dam rady go sam pokonać.
- Tak - skinął głową, biorąc Takano za rękę i prowadząc go powoli na taras, lawirując między stolikami. Wybrał jeden stolik z tych z lepszymi widokami. Od razu można było dostrzec Jolie i szczeniaki, wbiegające do wody i wybiegające z niej. - Widzisz? Dobrze się mają.
- Ćwiczyłem rano, zanim przyjechałeś - zaprzeczył zaraz. - Ale będę chciał masaż... ty robisz najlepszy - uśmiechnął się do niego szerzej. - I uhm chciałbym zobaczyć jak rysujesz... dawno tego nie widziałem...
- Jolie i szczeniaki - odparł bez zastanowienia. - Bo chcę obserwować, patrzeć ci przez ramię i przytulać się lekko - wyjaśnił mu z lekkim uśmiechem, po czym zamówił dwie kawy dnia. Z karmelem i bitą śmietaną, posypane czekoladą.
- Dadzą, będą musiały dać radę - wyszczerzył się do niego, ciesząc się na taki plan dnia. - Lubiłem, ale wtedy braliśmy koktajle, soki i sushi - przyznał ze śmiechem. - Zazwyczaj w wakacje, po tym jak kończyliśmy surfować.
- Mhm przychodziłem z kumplami z klubu - przyznał z lekkim uśmiechem. - No wiesz w szkole były różne kluby, a jako że mamy plażę i ocean, to były też te związane ze sportami wodnymi. Próbowałem swoich sił w regacie... ale to nie było dla mnie, więc zdecydowałem się na surfing. Było fajnie, dziewczynom to imponowało - zaśmiał się ze swoich pobudek. - No i miałem naprawdę świetnych przyjaciól.
- Prywatną, co? - zamrugał kilkakrotnie udając że nie dosłyszał po czym odchrząknął. - Czyli jak rozumiem mam cię z głowy na całe wakacje? - upewnił się z lekkim uśmiechem. - To dobrze... odpoczniemy.
- Nie ma opcji w ogóle - spojrzał patrząc na niego kompletnie przerażony. - Nie ma opcji że zabierasz mnie ze sobą na 2 miesiące. Na tydzień mogę przyjechać cię odwiedzić, ale nie dwa miesiące - burknął. - Nie ma opcji że będę 2 miesiące nic nie robił. Poza tym ja do wakacji na nogach nie stanę, nie przerwę na 2 miesiące rehabilitacji...
- Nie ma mowy - powtórzył tylko. - Na dwa tygodnie mogę się zgodzić, ale ani dnia dłużej - zagroził mu. - Ja po prostu nie znosze bezczynności - mruknął sam do siebie. Poza tym on sam miał już przecież porobione jakieś tam plany na wakacje. - Mhm? - nie zrozumiał jego zdumienia.
- Nie musisz wracać wcześniej, relax - poradził mu. - Ja sobie poradzę - uśmiechnął się szeroko. - Pomogę Junowi, pojadę do Tokio nagrać kolejne utwory, może skompletuje płytę. Spotkam się z przyjaciółmi - wymienił ze śmiechem.
- Jesteś niemożliwy - puknął go palcem w czoło śmiejąc się przy tym serdecznie. - Prywatną wyspę se kupili... - potrząsnął przecząco głową wzdychając ciężko. W co on się wpakował... trzebaby szybko zerwać wszystkie kontakty.
- Zastanowię się... to zależy od tego jak bardzo się postarasz mnie przekonać, że jednak warto z takim rozpustnikiem żyć - podjechał do niego i ucałował go w usta kończąc zaraz swoją kawkę.
- No więc tak... z tobą coś poczułem to fakt, ale nie powiedziane że od teraz nie czułbym podobnie z kimś innym - uśmiechnął się lekko pokazując mu język. - Gotować sam dobrze umiem - dodał zaraz. - Cukiernia... hm... cieszę się, że zacząłeś coś robić by zarobić - poklepał go po ramieniu. - No ale chyba naprawdę Jolie wygrywa....
- Jolie jest świetną przytulanką - zachichotał płacąc za ich kawki i gwizdając na pieski. Przypiął je do smyczy i pogłaskał każde po łebku. - No Jolie, oprowadzę cię dziś po mieście - uśmiechnął się szeroko. - Zobaczysz polubisz je!
Tomo udał, że go nie słyszy prowadząc ich między uliczkami.
- Tutaj możesz znaleźć sklep wielobranżowy pana Akaia - oznajmił do Jolie, pokazując ręką na sklep i machając mężczyźnie, który od razu mu odmachał.
- Tomo-kun - wyszedł ze sklepu z lekkim uśmiechem. - Dawno cię tu nie widziałem... potrzeba ci czegoś?
- Nie, nie... dziękuję - uśmiechnął się szeroko, zaraz się z nim żegnając. - Widzisz Jolie, ważne jest mieć dobre stosunki z mieszkańcami. Wynagrodzą cię życzliwością i pomogą w razie kłopotów.
- A tu mamy sklep spożywczy pani Asabe. Kiedyś prowadziła go z mężem, ale on zmarł jakieś 5 lat temu. Śliski temat, lepiej przy niej go nie wspominać. Histeryzuje wówczas... - wyjaśnił bardziej zwracając się do Takano niż do Jolie. - Ale ma cudowne warzywa i ryż z pola które uprawia.
- Nie, nie - potrząsnął głową uśmiechając się lekko. - Idź do domu - poradził mu, głaszcząc Jolie po łebku. - Dołączymy do ciebie później - dodał spokojnie.
- No to tym bardziej idź do domu. Rozrysujesz swoje pomysły i takie tam. W telefonie nie uda ci się tego zrobić tak dobrze jak w domu. No już, sio - wskazał mu dłonią drogę, oddając jeszcze szczeniaki pod jego opiekę, bo z 3 psami to sobie jeszcze nie poradzi.
- Normalnie, używając mięśni rąk - wywrócił oczyma. - Nie jestem aż taki słaby, wiesz? - fuknął na niego. - Nie chcę ci przeszkadzać w pracy, więc idź już i przestań marudzić. Masz 2 tygodnie super, ale ten czas może szybko się skurczyć. Korzystaj z czasu rozsądnie.
- No świetnie, a jak coś ci nie wyjdzie? Albo klient zmieni zdanie co do tortu? Hm? To wtedy z 4 dni zrobi się tydzień. Lepiej żebys wszystko ładnie rozplanował, zresztą i tak mnie nie słuchałeś, więc... - urwał na chwilę patrząc na niego. - Zajmij się tym co kochasz, to twoja pasja więc to zrób, a nie patrz ciągle na mnie - fuknął na niego. - Ach no oczywiście! bo ja nigdy cię o pomoc nie proszę! - krzyknął na niego, obracając się na wózku i podając mu Jolie. - Skoro masz tego dość to idź do domu. Nikt ci nie karze być ciągle ze mną! Nikt ci nie kazał mnie kochać! - fuknął ruszając w dół drogi, uznając że potrzebuje alkoholu albo ewentualnie Juna.
- Nie zakładam najgorszego, tylko uważam że zawsze powinno się mieć plan B! - burknąl niezadowolony że w ogóle posądza go o coś takiego. - Nie będę pił - dodał jeszcze. - I podjadę pod tę cholerną górę sam, żeby ci udowodnić że mogę! - fuknął.
- Mam - odparł chłodno. - Pojadę okrężną drogą, zajmie więcej czasu ale jest mniej stroma - burknął. Opłacała się dobra znajomość Yukan.
- Oczywiście że jest - mruknął Tomo nadal niezadowolony. Nie był pewien czy lepiej nie [pobyć teraz samemu. Uderzył mocno o poręcze wózka. - Idź pierwszy - poprosił go samemu zjeżdżając na pobocze.
- No jasne bo to zawsze musi być moja wina tak? - mruknął pod nosem, kiedy tylko Takano zniknął mu z horyzontu. Postanowił że jednak odwiedzi Juna i za chwilę był już u niego, łapiac go na papierosie.
- Mówiłeś, że rzucasz - zauważył wyciągając swoje fajki i zapalając jednego.
- Wypisałem się ze szpitala, bo nic mi nie jest, poza siniakami i tym że jeszcze nie poruszam się swobodnie na dwóch nogach - odparł cicho. - Matka i Ando mnie zdenerwowali... ale nie dlatego że tak wyszło z tym czyim dzieckiem jestem, tylko faktem, że nigdy nie chcieli mi o tym powiedzieć... I jeszcze Takano o tym wiedział! Rozumiesz to?! Wszyscy wiedzieli tylko nie ja - zaciągnął się mocniej papierosem. - Pokłóciliśmy się - dodał cicho. - Ale nie o to że on wiedział, tylko o bzdety... najechał na mnie że ma dość tego, że wszystko chcę sam... ale ja i tak już mu na wiele rzeczy pozwalam - burknął. - Więc mu powiedziałem, że nikt nie kazał mu mnie kochać... sam też pewnie źle zrobiłem ale jak widzę że mnie nie słucha zajęty myśleniem o pracy to chcę żeby poszedł i na spokojnie to zrobił, a nie... męczył się na pieprzonym spacerze.
- Uhm bo chodzi o to, że jestem synem Ando... ale on oddał mnie mamie i tacie - odparł wyjaśniając krótko. - Wiesz pieniędzy nie miał i depresja... ale czemu mi nie powiedzieli tylko ukrywali pozostaje dla mnie sprawą nie jasną. W tej chwili jest mi tylko smutno z tego powodu i nie rozmawiam z nimi - wymamrotał zapalając drugą fajkę. - Eh ale on mi dużo pomaga. Masuje mi nogi, pomaga z rehabilitacją, ciągle przyjeżdżał, jest inspiracją do piosenek, robi jedzonko... dużo pomaga. Pozwalam mu na to, ale mu wciąż za mało - burknął. - Więcej nie dostanie - wymamrotał. - Bo ja nie chcę zrobić się kompletnie bezużyteczny i niepełnosprawny, chociaż on pewnie by chciał żebym tylko leżał i pachniał...
- Nakrzyczał na mnie za to, że wtrącam się w metody jego pracy, kiedy ja tylko mu zasugerowałem co powinien zrobić no i kazałem mu iść do domu... ale to nie grzecz, co nie? - spojrzał na Juna, kończąc drugiego papierosa. - Ara... przydałoby mi się piwo - wymamrotał niezadowolony że obiecał że po alkohol nie sięgnie. - Ugh a potem nakrzyczał na mnie że nie wjadę pod stromą górę... ale wjadę! Udowodnię mu to.
- Tylko nie musiał zaraz się wkurzać - wymamrotał Tomo odchylając się trochę na wózku. - No nic... dzięki. Pojadę już - mruknął jeszcze uśmiechając się lekko do przyjaciela. Poprawił sobie rękawiczki i ruszył na podbój góry.
Tomo męczył się z górą dobrą godzinę, ale podjechał w końcu i przystanął przed domem, oddychając ciężko. Musiał się przecież trochę uspokoić zanim wjechał do środka. Zapalił sobie jeszcze jednego papierosa, a po jego spaleniu podjechał podjazdem i wjechał do środka mieszkania.
- Tadaima! - krzyknął od progu.
Tomo wjechał do kuchni i uśmiechnął się widząc projekt tortu. - Wygląda smakowicie... - wyszeptał nie zdając sobie z tego sprawy. - Na pewno taki będzie - dodał zaraz, wracając do salonu. Pogłaskał psiaki, chwilę się z nimi bawiąc zanim usiadł na kanapie.
- Nie - potrząsnął przecząco głową. - A tam jest coś czego nie mogę zobaczyć? Jakiś obraźliwa notatka o mnie czy coś? - uniósł lekko brew zdziwiony jego reakcją. Oparł się o niego, przytulając głowę do jego piersi. Upił łyk czekolady. - Pyszna.
- Mhm czyli to coś jak mój notatnik z piosenkami. Rozumiem - uśmiechnął się do niego całując jego brodę. Po czym upił znów duży łyk czekolady. - Ale na pewno zdążysz? Bo mamy też moją rehabilitację - przypomniał mu cicho. - No chyba że wynajmę sobie w mieście jakąś kawalerkę na czas rehabilitacji... to nie będziesz musiał mnie wozić. Tam sobie pomieszkam - zaproponował. - No i nie będzie samochodu!
- Właśnie tym się martwię, bo... - otarł szybko nagromadzone łzy w oczach. - Bo ja się nie utrzymam na motorze... - wymamrotał, bojąc się że tak długiej jazdy nie wytrzyma. - Jeszcze nie czuję tak nóg...
- Ale może być wypadek... ja nie chcę już żadnych wypadków - wydusił z siebie, a chwilę później usłyszał dzwonek do drzwi. Puścił Takano pozwalając mu pójść i otworzyć.
Na progu jego domu stało czterech podstarzałych dziadków w garniturach. Wszyscy mu się ukłonili.
- Jesteśmy z rady miasta - wyjaśnił najstarszy z nich. - Doszły nas słuchy że Kurosagi-san tutaj przebywa. Czy istnieje możliwość rozmowy z nim? - zapytał uśmiechając się delikatnie. -To zajmie naprawdę dosłownie kwadrans.
- Chcielibyśmy przedstawić mu tylko propozycję - odparł zgodnie z prawdą. - Ale o szczegółach wolałbym porozmawiać z Tomohisą - wyjaśnił przepraszająco. - Proszę się nie martwić, nie mamy złych zamiarów...
- Taka-chaaan?! Kto... - Tomo nie skończył, odruchowo odsuwając kubek z czekoladą od ust. Jolie nie warczała, co uznał za dobry znak. Zamrugał kilkakrotnie rozpoznając mężczyzn.
- Kurosagi-san... - zaczął jeden z nich, a Tomo niemal nie zadławił się własną śliną słysząc ten formalny ton. - Podczas twojego pobytu w szpitalu przeprowadziliśmy referendum wśród mieszkańców - wyjaśnił z lekkim uśmiechem. - A oni zgodnie... bo aż 80% mieszkańców postanowiło mianować cię burmistrzem Yukan. Dlatego chcielibyśmy żebyś przyjął te propozycję. Oczywiście dostaniesz czas do namysłu. Tydzień wystarczy? - położył na stole odpowiednie dokumenty i ukłonił się przed wbitym w kanapę chłopakiem. - To wszystko - uśmiechnął się do Takano. - Dziękujemy za poświęcony nam czas. Do widzenia.
- Uhm... - Tomo wtulił się w niego pijąc dalej swoją czekoladę i powoli wychodząc z szoku. - Uhm ale Yukan nie może być tak długo bez burmistrza, nie? - westchnął ciężko, patrząc na stertę papierów. - Mou... nie wiem Taka-chan... muszę się z tym przespać...
- Uhm ale chciałbym żebyś mi pomógł podjąć tę decyzję - wymamrotał spoglądając na niego z lekkim uśmiechem. - Jutro przejrzymy to wszystko... - wskazał na papiery. - I uhm wypiszemy plusy i minusy dobrze? - zaproponował zaraz uśmiechając się szeroko. - Wymasuj!
- Nie wyglądali na złych, co nie? - uśmiechnął się delikatnie. Już się nauczył nie płakać że nie bardzo czuje to co robił Takano. Nauczył się w tym czasie rozmawiać, by zająć swoje myśli. - I Jolie nie warczała, a to dobry nzak...
- Dobrze, jutro - zgodził się szybko uśmiechając do niego szerzej. - Ale jutro też rehabilitacja i psycholog - dodał zaraz przepraszająco, ale widział już że w kuchni na lodówce poza obrazem tortu Takano wisiała też rozpiska jego wyjazdów na rehabilitacje.
- Taka-chan? - Tomo uniosł się na łokciach. - Nie tak mocno... potem mam siniaki - trzepnął go po rękach uśmiechając się szerzej. Fakt, jak masował tak mocno to odczuwał go leciutko, ale potem miał sińce na nogach, czego nie chciał. - Nie przejmuj się czuciem - poradził mu.
- Postaram się uśmiechać częściej - oświadczył spokojnie przymykając oczy i relaksując się zupełnie. Wystarczyło mu że Takano był tu z nim. - A zrobisz mi ciasto? - zapytał zaraz. - Ulepszoną wersję mnie?
- Tak - uśmiechnął się szerzej, siadając. - Taki mały ale żebyś zjadł go ze mną - poprosił wyciągając do niego ręce i chcąc miłości.
Skinął głową wtulając się w niego mocno. Ucałował go mocno, po czym przytulił się do niego wsłuchując się w bicie jego serduszka. Pogłaskał go po piersi.
- Ale będzie jeszcze smaczniejszy - oświadczył z całą pewnością jaką w sobie miał.
- Mhm może czymś pikantnym - zaproponował zastanawiając się nad tym. - Albo hm... w kształcie torciku - uśmiechnął się szerzej, już nie mogąc się doczekać by zobaczyć mistrza w kuchni.
Tomo co jakiś czas zadawał mu pytania dotyczące tego dlaczego dodał jakiegoś składnika, bo nie rozumiał jak te wszystkie składniki mogą ze sobą współgrać. Nigdy by nie wpadł na połączenie takich składników.
- Więc mam godzinkę na tulenie cię i zadanie ci jednego pytania - zachichotałóżąłąąc mu zabrać się znowu na kanapę. - Co jest twoim największym, najwięęęększym sekretem?
- Mhm no taki największy - powtórzył patrząc mu głęboko w oczy i zastanawiając się nad swoim. Zacisnął nieco wargi. - Mhm mój to byłby... - zastanowił się czy chce o tym mówić. - Wrzucenie tego mężczyzny... do basenu i zamknięcie go tam. Do rana siedział mokry... - uśmiechnął się lekko. - Ale zasłużył sobie. Za te gwałty.
[ojej... idzie się Germanizować... świnka wredna... !!! xD ]
- Mhm - potarł go palcem po nosku i ucałował go mocno. - Ale to dobrze, połowa świata zazdrości odchodzi - zaśmiał się cicho.
- Cichaj - klepnął go po głowie, obejmując go mocno i muskając ustami jego wargi raz za razem. - Nadal nie mogę zapomnieć że byłeś zazdrosny o Juna - roześmiał się serdecznie.
Potrząsnął przecząco głową.
- Jeszcze nie, no bo... nie spotykasz się z nikim właściwie a o twoją rodzine nie będę zazdrosny - ucałował go znowu. - Mhm ale ja już ci odpuściłem tylko lubię się droczyć.
- Jak był Franz to nie miałem czasu być zazdrosny - zauważył, przypominając mu o wypadku Jolie. - Byłem zajęty - uśmiechnął się lekko. - A na bankiecie zestresowany... nie pamiętam za dużo do momentu udania się do twojego pokoju - przyznał szczerze.
- Dobrze - zgodził się na plan nocy, przymykając oczy. - Nie chcę być zazdrosny - pogłaskał go po udzie. - Wolę nie... tak jest lepiej... jeszcze zacznę się awanturować...
[ja ci nie odpisalem jeszcze :) nie byłem na kompie do tej pory... sorki :) okaeri! jak było tłumaczu? tsukareta deshita? ]
- Nie chcesz zobaczyć kochanie - Tomo pogłaskał go po nosku i ziewnął szeroko, schodząc z jego kolan. - Ciacho! - klasnął w dłonie widząc że wybiła ta pora. - I jakiś głupi film! - włączył telewizję szukając jakiegoś głupiego filmu i w końcu znalazł serial NCIS. Zostawił go.
[aha... czyli dzień z życia wyjęty :P no nic... przynajmniej sobie zwiedziłaś drogi...]
Tomo posmakował torcik i zaraz zjadł jeszcze 3 łyżeczki, by w końcu pokiwać z uznaniem głową. Uniósł kciuk do góry dalej jedząc w milczeniu.
- Pyszne mój mistrzu - ucałował go mocno w usta wyszczerzając się do niego. - Pasja jest, serce włożone jest, smakuje... mhm jak niebo w buzi, naprawdę!
Zastanowił się chwilę dłużej a potem pokiwał głową i wzruszył ramionami.
- Hm pasuje... ale hm to jest jakby twoje odczucie o mnie, więc hm no z twojego punktu widzenia tak smakuje - uśmiechnął się lekko. - Jak mi pozwolisz to upiekę ciebie z mojego punktu widzenia - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - Ale nie dziś...
- Dobrze, ale będziesz mi musiał trochę pomóc... ze wstawieniem do piekarnika, wyjęciem i takie tam, dobrze? - poprosił go, wiedząc że na wózku nie bardzo da sobie z tym radę. - Pomożesz mi prawda?
- Ale ja chcę skończyć moje ciacho i film też - poprosił go, opierając się o niego wygodniej, jedząc powoli, by delektować się smakiem. - Herbatkę jeszcze poproszę - oznajmił nagle, odsuwając się od niego by mógł wstać i mu ją zrobić.
- Pół godzinki, to serial... dobrze się mi oglądało w szpitalu - uśmiechnął się szerzej, zaraz dziękując za herbatkę, przytulając się do niego i dalej w milczeniu jedząc ciacho i zapijając je napojem.
- Tak jest, chociaż teraz to pewnie bez różnicy... i tak musisz mnie nosić - wymamrotał cicho, przesiadając się jednak na wózek, bo nie chciał zostać unieruchomiony w łóżku aż do rana. A co jakby mu się siku zachciało?
Szybko pojawił się w łazience ściągnął z siebie koszulę i rozpiął pasek. zsunął też skarpetki i odetchnął głęboko, zakładając wózkowi blokadę. Z wielkim wysiłkiem podniósł się do pionu, łapiąc się szybko zaskoczonego Takano, żeby nie upaść.
- Chyba jednak nie dam rady - wymamrotał wtulając się w jego pierś. Po prostu uznał że to dobra sposobność by spróbować.
- Uhm nie dam rady jeszcze samodzielnie stać - przyznał szczerze, chlapiąc go trochę wodą. Wziął kaczuszkę, która jakoś tak znalazła się na wannie. - Kąpałeś tu Yuyę? - zapytał go zaraz uznając że zabawki zostały zakupione bo Takano poczuł się jak tatuś.
- Naprawdę? - ucieszył się chłopak, muskając zaraz jego policzek. - To dobrze... przynajmniej przejdą mi wyrzuty sumienia, że cię nie poinformowałem, że będziemy go wychowywać... - uśmiechnął się szeroko. - Ciesze się, że polubiłeś malucha!
- Będziesz świetnym tatą - potwierdził z lekkim uśmiechem, ziewając szeroko, ale dzielnie kiwając głową na znak zgody.
- Ale to nie jesżłe uczucie co nie? mieć dziecko - uśmiechnął się szerzej, wypuszczając wodę i pozwalając mu się wynieść z wanny.
- W szarych spodniach dresowych i t-shircie białym - wyjaśnił swoje nieskomplikowane złożenie pidźamki. Chwilę później siedział już ubrany na wózku i pozwolił się wieść.
- Jest idealny kochanie - oświadczył z zachwytem. - Maluch wreszcie ma swoje miejsce. Pewnie się cieszył, co nie? - uśmiechnął się szerzej. - Jest super!
- Jesteś kochany - złapał go za rękę i pociągnął go na swoje kolanach obejmując go mocno i przytulając się do jego pleców. - A mnie pytał czy może do ciebie wujku wołać... powiedziałem mu że może spróbować i pewnie mu powiesz jak ci to nie pasuje - ucałował go w plecy.
- Nie jest - odparł zgodnie z prawdą. Trochę go czuł, ale nie aż tak znowu bardzo. Skinął jednak głową pozawalając Takano się wyprowadzić i zaprowadzić do ich nowej sypialni. - Dobranoc.
Tomo spałby pewnie spokojnie aż do samego rana, gdyby nie został przez Takano skopany z łóżka. Skrzywił się nieco upadając i usiadł na ziemi chwilę tylko oddychając. Jako że po kilkunastu próbach obudzenia Takano i wejścia na łóżko dał za wygraną, postanowił skorzystać z propozycji Jolie i razem z psiną ściągneli Takano z wyrka za nogę, fundując mu twardy upadek.
- Bo postanowiłeś że nie chcesz ze mną spać i nie mogłem cię dobudzić inaczej...ani nie mogłem wejść na łóżko... - wyjaśnił uśmiechając się przepraszająco.
- Nie szkodzi kochanie - oddał całusa z lekkim uśmiechem. - Przepraszam, że ci zrobiłem taką pobudkę, ale nie chciałeś się obudzić innymi spodobami - wyjaśnił.
Tomo obudził się kilka chwil po nim i jeszcze moment leżał w łóżku przeciągając się troche, po czym przesiadł się na wózek dość sprawnie i skorzystał z łazienki ubierając się mozolnie. Dojechał do kuchni akurat na śniadanko.
- Pachnie cudownie - oznajmił na dzień dobry włączając cicho muzykę.
- Pieszo? - zaproponował beznadziejnie zaczynając zaraz pałaszować swoją porcję naleśników. Czuł że po jednym będzie miał dość, ale póki co nie zamierzał martwić tym Takano. - Samochodzem - westchnął ciężko. - Na motorze nie zapakujesz moejgo wózka.
- Uhm postaram się - obiecał mu cicho, już czując gulę w gardle na samą myśl o jeździe samochodem. - Ale będzie ci przykro... smakuje mi bardzo, ale uhm już mam dość - zacisnął mocniej szczęki.
- Dobrze - zgodził się oddając mu talerz i biorąc herbatkę. Upił duży łyk, witając się z Rufusem i drugim szczeniaczkiem. - Wrócę dziś, wrócę - obiecał im drapiąc je za uszkami.
- Uhm... - Tomo jeszcze chwile zaciskał zbielałe z wysiłku ręce, po czym powoli wziął głęboki oddech starając sie odrobinę uspokoić. Przesiadł się na wózek, pozwalając Takano prowadzić.
[lecę, będę później :) ]
Tomohisa uśmiechnął sie tylko do niego wjeżdżając już na salę rehabilitacji. Tego dnia nie przeginał. Starał się wszystko robić zgodnie z przepisami. Nie szło mu dobrze, ale nie popadł w szczególną depresję i po trzech godzinach był już też po rozmowie z psychologiem.
- Taka-chan! - pokiwał do idącego właśnie holem mężczyzny. - Musimy zrobić zakupy na moje ciacho - przypomniał mu z uśmiechem.
- Kiepsko mi sżło - przyznał szczerze, wzruszając przy tym ramionami. - Starałem się ale tak żeby sę nie przemęczyć bo ostatnio z JUnem tak robiłem i nawet ruszyłem nogą... ale nie wyszło - wyjaśnił. - O naprawdę? Mówiłem ci że są słodkie dzieciaczki i chętne do nauki - zaśmiał się lekko. - A uhm mogę sam wybrać składniki? Nic nie powiesz, dobrze? Bo to ma być moje ciacho...
- Mówiłem że cię polubią kochanie. Ty masz rękę do dzieci - uśmiechnął się do niego, kiedy wjechali do supermarketu. - A wejdziemy jeszcze to księgarni? - zapytał go zaraz.
Tomohisa wziął czekoladę mleczną i ciemną, dołożył kakao, mleko, mąkę bo zauważył że się kończyła. Laskę wanilii, jajka, chili papryczkę, brzoskwinie w puszcze i krem do karpatki oraz bitą śmietanę. Z zadowoleniem stwierdził że to już.
- O... papierosy też - poprosił go. - Dwie paczki - mruknął z lekkim zawstydzeniem ale z drugiej strony Takano wiedział że on dośc dużo kopci. - Zapłacił za siebie, po czym zaczął składniki zbierać do reklamówki, zawieszając ją na rączce wózka.
- Przecież ograniczyłem... nie palę 3 tygodniowo - wymamrotał. - Daj mi to robić stopniowo - poprosił go. - No bo mangę zbieram i już powinna wyjść, a poza tym... czasem lubię pooglądać pornosy... no bo przecież nie będę już kupował, skoro mam ciebie... No i jeszcze chcę zobaczyć co wyszło w dziale fantastyki.
- Podniecasz mnie bardziej niż pornole... no i jak jesteś to mam kogo całować, do kogo się przytulać - wjechał do księgarni. Była strasznie wąska i zagracona. - Taka-chan... pomożesz mi wykierować? - zapytał, kiedy stanął między regałem książek, a ułożonym w stosik nowościami wydawniczymi i klientami, którzy nie chcieli się przesunąć mimo że prosił.
[nie, to ja :) przepraszam... bardzo źle się czułem i nie byłem w stanie...]
- Uważaj jak jeździsz! - fuknął jeden ze stojących ludzi, kiedy niechcący wjechali w niego wózkiem. - To nie miejsce dla niepełnosprawnych - spiorunował Takano wzrokiem.
[tak, tak :) teraz już lepiej :D]
- W tak ciasnych przestrzeniach nie powinno się utrudniać innym życia - warknął mężczyzna. - Wózek nie oznacza większych przywilejów - wymachnął tak rękoma, że trafił Tomo prosto w twarz. Chłopak nawet nie zdążył się uchylić. Skrzywił się lekko, przesłaniając zapewne zaczerwienione oko dłonią.
- Taka-chan... tylko się nie denerwuj - poprosił go mając nadzieję, że ten zachowa spokój. - A pan lepiej już pójdzie, poszuka dział poradników i znajdzie tam książkę mówiącą jak poruszać się by nikomu krzywdy nie robić - poradził. - Bo ja mam wózek, a pan jest większą fajtłapą...
- Trochę szczypie i łzawi mi oko, ale przejdzie - uśmiechnął się do niego, nadal trzymając dłoń na oku bo nie był gotowy otworzyć powieki a ten zabieg przynajmniej w jego psychice łagodził trochę ból.
Odszukał odpowiedni tytuł wycierając łzy z podrażnionego oka.
- Tam wysoko, druga półka od góry, tom 6. Potem półka niżej, te żółte okładki, tom 25 - wyjaśnił przeglądając nowości i wybierając dodatkowo coś nowego.
- Zakropisz? - ucieszył się nieco, zamykając je bo jednak trochę bolało. Wiedział że przejdzie bo nie raz już coś takiego przeżywał. - Teraz fantastyka - uśmiechnął się szerzej. - A potem pojade sobie w dział magazynów.... a ty pójdziesz do jakiego chcesz dobrze? - upewnił się, że Takano nie ma nic przeciwko pomaganiu mu.
- Poszukam sam - uśmiechnął się do niego, przykładając posłusznie chusteczkę do oka i przytrzymując ją tam całą dłonią. - Lubisz czytać fantastykę? - zainteresował się przeglądając książki swojego ulubionego autora w celu znalezienia czegoś dla siebie.
- Głównie fantastykę i obyczajówki - odparł wybierając sobie dwie nowe książki i już się ciesząc na możliwość zakupu i czytania. - To wszystko, więcej nie chcę - odparł podając swoje zakupy Takano.
- Do domku chcę - odparł z uśmiechem. - Na obiad mam jeszcze naleśniki, podzielę się nimi z tobą - obiecał wesoło pozwalając mu pchać wózek.
- Przy ostatnim ważeniu było 46 - oznajmił dumny z siebie. Odbił się od dna i troche przytył, a dzięki rehabilitacji nie wchodziło w boczki, tylko ładnie wyrabiało mięśnie. Żyć i nie umierać. - Ano ne... kocham cię wiesz? - spojrzał do tyłu by posłać mu buziaka. - Ale będziesz musiał mi skropić oczko... bo już nie łzawi ale szczypie troszkę - wyjaśnił.
[nie szkodzi :)]
- A dostanę nagrodę jak już dobiję 50? - zapytał zaraz mając ochotę na jakiś mały mobilizator. Zawsze lepiej się mu pracowało, kiedy coś go motywowało. Kiedy zobaczył samochód westchnął cicho. Koszmar...
- Ooo to się postaram bardzo - obiecał zaraz zmotywowany. Wyszczerzył się do niego, zapinając pasy i zamykając oczy by już nie patrzeć. Tak było mu łatwiej przetrwać.
- Odepniesz mnie? proszę - szepnął, bo ręce tak mu się trzęsły że nie mógł trafić w guzik by odpiąć pasy. Skapitulował dość szybko, zaciskając pięści i kładąc je na kolanach.
- Tak jest - uśmiechnął się do niego lekko, uspokajając się trochę. Wziął jeszcze kilka głębokich oddechów, po czym pojechał do domu, spokojnie otwierając drzwi i wjeżdżając do środka. Jolie wskoczyła mu łapkami na kolana i polizała go po twarzy po czym wybiegła wraz ze szczeniakami by zakręcić się koło Takano i przewrócić go na ziemię. Tomo roześmiał się serdecznie widząc tę scenę.
- Ale to dla nich stanowczo za dużo - zachichotał Tomo, wjeżdżając dalej. Skierował się do łazienki by się umyć i odświeżyć trochę, po czym wrócił do salonu czekając na krople do oczu.
- Mhm... a naleśniki? - zapytał z nadzieją, patrząc na tablicę i zastanawiając się chwilę. - No więc na plus...mógłbym zmniejszyć podatki mieszkańcom, bo teraz są niebotycznie wysokie. Mógłbym spróbować otworzyć policję u nas, no i możnaby sprowadzić lekarza żeby nie trzeba było z każdą pierdołą jechać do miasta - zaproponował. - Na minus... bankiety, nie znoszę bankietów, jazda samochodem na różnego rodzaju spotkania, ludzie cię nienawidzą jak robisz coś co im się nie podoba...
- Mhm więc... będzie więcej pieniędzy, ale pomyślałem że mógłbym najdwyżkę oddawać na szkołę, żeby dzieci miały się jak rozwijać... myślę też o Yuyi... - wyjaśnił z lekkim uśmiechem, jakoś kompletnie nie zauważając że znów siebie wyklucza z plusów. - No ale nie będę mógł już tak często komponować muzyki... bo nie będzie czasu...
- Mhm... wiem! - pstryknął palcami. - Byłbym pierwszy w kolejce do leczenia, jak trzebaby coś załatwić w banku to też miałbym pierwszeństwo. Immunitet chroniłby mnie gdybyśmy przekroczyli prędkość...
- No teraz nie jeżdżę bo nie mam jak... ale lubię poszaleć na motorze - przyznał się mu do swoich prędkościowych zapędów. Nie wspominając jednak o nielegalnych wyścigach. - No uhm... nie wiem - przyznał szczerze. - Robienie czegoś dla ludzi sprawi mi przyjemność na pewno - rzucił spokojnie. - Ale cała ta reszta... otoczka tego... niekoniecznie...
- A jak wybiorą drugiego takiego... jak mój wuj? - zapytał patrząc na niego intensywnie. - Nie mogę do tego dopuścić - wyjaśnił zaciskając mocniej wargi. - Jakoś dam radę, co nie? Uhm... chociaż ja nawet nie lubię polityki - wymamrotał przyznając się do tego przed Junem. - No ale przecież mam dużo dobrych pomysłów... mógłbym coś zmienić, jak się nie ryzykuje to nic się nie ma...
[sorki... myślałem jaki wątek Junowi zapodać... i tak wyszło xDDD]
- Dlaczego jesteś taki przeciwny hm? Miałeś mi tylko pomóc w wyborze a nie odstraszać mnie od podjęcia decyzji - wymamrotał Tomo już teraz kompletnie nie wiedząc co zrobić, a wzmianka o Ando jeszcze go trochę podburzyło. - Nie podejmę dziś decyzji - stwierdził, biorąc papierosy i wyjeżdżając na taras.
Tomo dośc długo nie wracał, wypalając jednego za drugim. W końcu jednak podjechał do stołu i poczęstował się jednym naleśnikiem, uznając że tyle mu starczy.
- Pyszne - pochwalił znów Takano, popijając naleśnika wodą.
- Jak zjem... to się przytulę do ciebie i dam ci mocnego buziaka, a potem pójdę robić ciacho - obiecał wyszczerzając się do niego i kontynuując jedzenie.
Tomo szybko dokończył swojego naleśnika i pojechał do kuchni podać mu naczynia, zaraz to usłyszał pukanie do drzwi. Ktoś jednak był zbyt niecierpliwy, wszedł do środka i chwilę później atakował Takano.
- Wuja!!!! - Yuya wtulił się w mężczyznę z wielką radością. - Przyjechałem rowerem żeby cię odwiedzić - wyjaśnił wesoło, zaraz wyciągając z plecaka teczkę z rysunkami i pokazując mu jeden. - Piątke dostałem!
- Na lodówkę! - wykrzyknął podekscytowany że znajdzie się jego rysunek w tak ważnym dla Takano miejscu. Oddał mu go dziękując za sok i upijając duży łyk. - A mogę spać u wuja dzisiaj? Mogę? - zapytał zaraz, siadając Tomo na kolanach i pijąc soczek dalej.
- Yatta! - wykrzyknął uradowany zeskakując z kolan chłopaka i tuląc go mocno, po czym przytulił się do Takano. - Pobawię się z psiakami na dworze - oświadczył dopijając soczek i wybiegając na dwór z Jolie i szczeniakami.
- Słodki jest - zaśmiał się Tomo patrząc na Takano z lekkim uśmiechem. - A ty taki kochany - puścił do niego oczko, rozpoczynając szukanie składników. Wyciągnął wszystko i zaczął od podkradnięcia przepisu na spód od Takano.
- Odgrzej mu odgrzej. Pewnie jest głodny, skoro ze szkoły tu przyjechał - wskazał na plecak chłopca. - I pokaż się od ojcowskiej strony, odrób z nim lekcje - zaśmiał się zaraz mieszając wszystkie składniki razem i dodając do nich pokruszoną czekoladę, by blat był trochę jak stracciatella. - Kotek wstawisz do piekarnika? - poprosił go.
- Dobrze! - chłopiec od razu do niego przybiegł z biegu przytulając się do mężczyzny. - Umyję rączki - przypomniał sobie zasady jakie ustalili na początku. Po zabawie, a przed jedzeniem trzeba było umyć się, więc od razu skierował się do łazienki, a chwilę później wrócił pałaszować naleśniki. - Wujku? A zagramy później później w chińczyka z Tomo-chan?
- Poproszę - chłopiec przełknął trochę naleśnika. Jadł aż mu się uszy trzęsły, a Tomo tylko czasami wołał Takano by ten mu pomógł wyciągnąć ciacho, to znów wstawić z drugim blatem i na samym końcu gdy trzeba było je wstawić do lodówki.
- Tomo-chan - chłopiec od razu wstał z kanapy podbiegając do niego i pakując mu się na kolana. Dla niego frajdą było pojeździć na wózku. Tomo zaśmiał się lekko.
- Słucham cię, słucham?
- Zagramy w trójkę w chińczyka? - zapytał go z nadzieją.
- Pewnie - wyszczerzył się Tomo. - Ale nie będzie forów. Leć po grę.
- Nie przeszkadza mi to Taka-chan - odparł wesoło chłopak, a Yuya zaraz wrócił z grą i nawet pozwolił Tomo wybrać sobie pionki.
Tomo wziął niebieskie, bo te zawsze mu szczęście przynosiły a niezbyt z tego zadowolony Yuya zadowolił się żółtymi. Dostał za to prawo do rzucania kostką pierwszy.
- Dwa kawałki ciasta - odparł ożywiony Yuya, już nie mogąc doczekać się ciacha, na co Tomo zaśmiał się serdecznie.
- Słyszałeś kochanie, dostaniesz dodatkowy kawałek ciasta - Tomo przesunął swoimi pionkami, by zbić Takano. - Albo i nie - pokazał mu język.
- Tylko nie mmyśl, że ci się dam - Tomo uparcie przed nim uciekał, zawiązując po drodze przez przypadek kolalicję z Yuyą, który akurat ZBIŁ Takano.
- Przy samej bazie?! - jęknął Tomo trzepiąc go przez łeb ale tylko lekko i śmiejąc się przy tym. - To był cios poniżej pasa - oświadczył pewnie. - Yuya zwiększamy nasze siły - mruknął próbując znów wyjść z domku.
Yuya szybko go dogonił, wprowadzając swój pionek do bazy.
- Wujek? Ale Tomo-chan mówił mi kiedyś że on jest amator jak mówimy o pieczeniu ciast - wyjaśnił z lekkim zaskoczeniem, na co Tomo wybuchnął śmiechem znów zbijając Takano i wyrzucając kolejną szóstkę, uciekając przed nadciągającym sztormem.
- A jak nie wyjdzie, to Takano i tak zje - puścił do niego oczko Tomo, patrząc jak Yuya wyrzuca magiczne jeden. - Hahaha - zarechotał triumfalnie, ale zaraz mina mu trochę zrzedła bo jego kostka kazała mu ustać na polu domku Takano. Tylko czekać aż ten wyrzuci szóstkę.
- Ty na pewno kantujesz... podmieniasz mi kostki - naburmuszył się czekając już na kolejny swój rzut, kiedy to Yuya wprowadzał swój drugi pionek. - O... teraz trzeba przystopować Yuye!
- Ale ja chcę ciachoooo ! - oburzył się chłopiec.
- Ale ja zasłużyłem! - pokazał mu język Yuya, czekając na rzut Tomo, który znów nie wyszedł z domku, odgrażając się, że czeka na swoich wrogów, niczym przyczajony tygrys i ukryty smok.
- Więcej z wami nie gram! - fuknął Tomo po sromotnej przegranej dwie godziny później. Trzykrotnej trzeba dodać, bo przecież był remis jeden do jednego i Yuya z Takano potrzebowali dogrywki. - Przyniose ciasto - dodał po chwili jadąc do kuchni i wyciągając ciasto z lodówki pokroił je i nałożył na duży talerz kawałki.
- Następnym razem postaramy się przegrać - dodał zaraz wesoło Yuya, póki Tomo nie słyszał. Zabrał grę i pobiegł zanieść ją do pokoju ale zaraz wrócił na ciasto, które zdążyło pojawić się w salonie.
- Wstawiłem wodę na kawę... ale uhm zalejesz? - zapytał Takano.
- Biszkopt jest z twojego przepisu z kawałkami czekolady, a drugi z chili - wyjaśnił obie warstwy. - Przekładane kremem waniliowym z kawałkami czekolady oraz ukrytymi kawałkami brzoskwiń i na końcu bita śmietana, no i tarta czekolada - wyjaśnił cały swój wynalazek, smakując kawałka ciasta.
- Bo jesteś taka moja słodka brzoskwinka czasami - wyjaśnił uśmiechając się szeroko. - No i przełamuje smak, a nie jest przesłodzona jak cukier... no i ty też nie jesteś przesłodzony... no i uwielbiam brzoskwinie...
- Wiem, że twoim ciachom do pięt nie dorasta - przyznał szczerze mierzwiąc włosy Yuyi. - Ale nie złość się za to - dodał zaraz. - Mhm jak podrośniesz to przestaniesz na to zwracać uwagi - objął chłopca.
- Och ja sobie odpuszczę. Zrobię zdjęcie moim dwóm dzieciakom - zdecydował z radością Tomo śmiejąc się pod nosem. - Kąp się z Yuyą, nie możesz odmówić skarbie - rzucił w stronę Takano popijając swoją kawkę.
Tomo znów zmierzwił włosy Yuyi i zaraz ten sam zabieg zastosował z Takano zbierając naczynia by włożyć je do zmywarki. Dojadł swój kawałek ciasta i usiadł na kanapie włączając sobie telewizje na czas kąpieli chłopaków. Przysnął po dwudziestu minutach z Jolie tuż obok niego.
Tomo bezwiednie się w niego przytulił, obejmując go mocno ramionami. Nie obudził się nawet kiedy został przenoszony do łóżka, ani kiedy mężczyzna go przebrał.
Tomo niechętnie otworzył oczka, rzucając w malucha poduszką.
- Giń potworze! - krzyknął bardziej przy tym jęcząc. Usiadł jednak zaraz i skonfiskował poduszkę Takano, trzepiąc go nią po głowie. - Wstawaj Gojira! Twoje młode cię wzywa.
- To pojedziemy samochodem... - Tomo złapał chłopca i wciągnął go pod kołdrę mocno go obejmując. - Śpimy - mruknął mu do ucha. - Możesz kopać, nie czuję - pokazał mu język.
- To nie fair!!!! - zajęczał chłopiec, łapiąc za policzki Takano i rozciągając je. - A odprowadzisz mnie wujek do domku?!
- Dam radę, wezmę silny środek nasenny i prześpię całą drogę - wyszczerzył się do niego.
- Z pieskami! - odparł zaraz uradowany Yuya. - Będę się bardzo opiekował - obiecał. - Tomo-chan śniadanko?
- Hai, hai... - Tomo pozwolił maluchowi wyciągnąć się z łóżka i razem poszli robić śniadanko.
- Sałatka owocowa - pokazał mu swoje dzieło podając Yuyi miskę. - I tosty z tostera.
Takano uśmiechnął się do niego, za chwilę łapiąc go za łapkę i całując w policzk. - Kocham cię wiesz? - szepnął mu do uszka.
- Ale po co laptopa? - zapytał go zdziwiony Tomo. - Będziemy coś oglądać? - zapytał zaraz bo może taki miał pomysł na laptopa Takano. - Bo jak do pracy to nie bierzemy...
Tomo zamknął oczy i skupił się na liczeniu, nieświadomie jednak zaciskając mocno rękę na udzie Takano, żeby mieć pewność że nie jest sam i jeszcze żyją oboje.
Odczekał na niego, zabierając zaraz torbę i kładąc ją sobie na kolana. Ruszył w stronę odpowiedniego pociągu. - Ale jedziemy normalnym pociągiem, na normalnych siedzeniach bez wagonu zarezerwowanego? - upewnił się tylko.;
Tomo oparł głowę o ramię mężczyzny przymykając oczy.
- A pójdziemy na dobre jedzonko? I Yuyi coś kupmy... jakąs pamiątkę - zaproponował z delikatnym uśmiechem na ustach. Tak bardzo kochał malucha że nie mógł się powstrzymać. - Kochanie.... na opka chcę - szepnął mu do ucha.
- Na opka, twarde siedzonka, kolanka lepsze - ucałował go w policzek. - Dobrze, pasuje mi to - dodał po chwili wyszczerzając się do niego. - Mhm... coś poszukamy, pokręcimy się po sklepach i coś mu znajdziemy - zdecydował. - A kupimy coś słodkiego?
- To przyda mi się jakiś dopalacz - zachichotał przytulając się do niego z całej siły. - Jakąś czekoladkę - poprosił całując go mocno w usta.
Prześlij komentarz