Imię: Yuji
Nazwisko: Koizumi
Wiek: 16
Ur: 6.06
Wzrost: 160 cm
Waga: 50 kg
Historia
Przyszedł na świat jako drugie dziecko w rodzinie oznajmiając swoje przybycie głośnym płaczem. Razem z bratem dorastał w otoczeniu kochających rodziców. Kiedy skończył 8 lat zmarła mu mama po nieudanym przeszczepie serce. Był to cios dla całej rodziny, a rok później w wypadku samochodowym zmarł jego ojciec, dziennikarz, osieracając chłopców. Przez kolejny rok zajmował się nimi wujek. Uważał za kłopot swoich nowych podopiecznych zwłaszcza że sam miał sporo dzieci. Wyjechał do ameryki a bratankom co miesiąc wysyła pieniądze na utrzymanie. Bracia dorastali więc samotnie, starając się jakoś sobie radzić. Podzielili się obowiązkami i tak powoli wiodą szkolne życie.
Charakter
Pomimo ciężkich przeżyć w dzieciństwie stara się patrzeć na życie pozytywnie. Stara bo przecież nie zawsze mu wychodzi. Jest raczej zamkniętym w sobie introwertykiem i małym geniuszem. Widzi siebie w zawodzie kardiochirurga, chociaż tak jak brat nie stroni od sportów. Jest dość nieśmiały, siedzi w ostatniej ławce a na przerwach udaje się w ciche i spokojne miejsce jakim jest dach szkoły. Pomimo dobrych wyników w kendo straszna z niego ciapa, często się potyka i wywraca. Ranny ptaszek, to on w domu zajmuje się gotowaniem. Jego brat pomimo identycznego wyglądu ma charakter odwrócony o 180 stopni.
Wygląd
Delikatne rysy twarzy. Duże brązowe oczy i szczery chłopięcy uśmiech. Średniej długości ciemne włosy za którymi znika jego twarz kiedy spuszcza głowę i uchronić się przed spojrzeniami ludzi. Smukła budowa ciała jednak dość silne ręce spowodowane treningami w kendo.
- Trenuje kendo
- Ma starszego brata bliźniaka Shujiego
- Razem z bratem poważnie myślą o karierze kardiochirurga
- Ma niesamowicie słabą głowę.
- Przez swojego brata nazywany jest czasem 'szefem kuchni'
- W przeciwieństwe do brata ma bliznę po wycinanym wyrostku robaczkowym
- Uwielbia spędzać swój wolny czas na pływaniu
[Na zdjęciach Shori Sato]








403 komentarze:
1 – 200 z 403 Nowsze› Najnowsze»...
[ara so... zaczynam xD]
Kazuo powoli wpadał w rutyną tygodniową. Odprowadził dziewczynki do szkoły, po czym ruszył w stronę swojego liceum, po drodze zaliczając piekarnię by kupić sobie melon pan. Akurat tę piekarnię lubił, bo jej właściciel czasami dorzucał coś darmowego stałym klientom. Razem ze swoim ulubionym jedzonkiem wszedł do szkoły w całkiem niezłym humorze. Nie uszło jego uwadze, iż część uczniów po prostu przed nim czmycha, gdzie pieprz rośnie. Uśmiechnął się krzywo pod nosem. Cieszył się, że chociaż w tym aspekcie miał władzę.
- Yo! - Yabu klepnął go w plecy otwartą ręką z wielkim bananem na twarzy. - Stary mam perfekcyjną nową ofiarę na oku - oświadczył unosząc lekko brwi.
- Mhm... na dzisiaj? - Kazuo jakoś niespecjalnie się z tego ucieszył, bo mając dobry humor nie zamierzał lądować na dywaniku u dyrektora.
- Pewnie, mamy go już na oku pewien czas - chłopak popchnął go w stronę klasy 1-B pokazując mu palcem na drobnego chłopaczka, który właśnie potknął się o swoje własne nogi i runął jak długi, powodując tym samym salwę śmiechu jego kolegów. - No chodź! Nie bądź taki - Yabu gestem dłoni zwołał jeszcze Yutakę i Toshiro, po czym niby przypadkiem poszedł za chłopakiem do łazienki. Tam nalał wiadro zimnej wody i przytrzymując drzwi od kibelka podał wiadro Kazuo. - Czyń honory szefie - wyszczerzył się do niego.
Nie chcąc stracić przed nimi twarzy, Kazuo nie myślał dłużej tylko wchodząc na podstawiony stołek, wlał wodę wprost na zaskoczonego pierwszaka.
- Zostałeś celem X tego tygodnia, skarbie - oświadczył z wrednym uśmieszkiem, po czym zwyczajnie opuścił łazienkę.
[Ale za to jaki piękny xD I wracając do twojego zarzutu :P Kazuo też bierze z życia same pozytywy xDDD]
- Ty patrz! - Yabu znów dźgnął go w bok. - Robaczek już wysechł!
- Ty naprawdę jesteś debilem... minęło dopiero 15 minut - Yamanaka sprawdził to z zegarkiem, wciąż wpatrując się w okno i nawet nie obracając głowy. Nogi założone na ławce, odchylony nieco na krześle. - Nie ma możliwości by tak szybko wysechł.
- Ale wysechł - fuknął Yabu, ciągnąc go za krawat by zwrócić mu uwagę na chłopaka stojącego w progu klasy.
Kazuo wywrócił oczyma i niezbyt chętnie podszedł do niższego od siebie dzieciaka.
- Czego chcesz? - zapytał go chłodno. - Małolaty nie mają wstępu na to piętro - mruknął chłodno, opierając się swobodnie o framugę drzwi.
[Braciszek ma jajca :P]
Kazuo połowicznie skupił się na lekcji, a kiedy nadeszła pora przerwy obiadowej, wziął swój melon pan, dokupił sobie colę w automacie i wszedł na dach, by przez chwilę nacieszyć się spokojem. Czasami zwyczajnie miał dość tych swoich dryblasów oraz umykających mu spod nóg dzieciaków. Usiadł w cieniu budynku otwierając sobie colę. Upił porządny jej łyk i zanim wziął gryza znowu zobaczył tego przeklętego dzieciaka. Właściwie nic do niego nie miał. Po prostu plątał się mu niepotrzebnie pod nogami.
Kazuo postanowił ten jeden raz mu odpuścić. Przecież nie będzie dzieciaka męczył na głodniaka, co nie? Ułamał sobie nieco chlebka, by nagle słysząc kroki na schodach, schował się za beczką. Słusznie zresztą. Na dachu pojawił się Yabu z resztą bandy, którzy ze śmiechem podeszli do dzieciaka zabierając mu sprzęt muzyczny i pakując całe jego śniadanie mu na głowę.
- Uroczo wyglądasz - wyszczerzył się do niego Yabu, klepiąc go po policzku.
Yamanaka zacisnął nieco pięści uznając, że później będzie musiał ich doprowadzić jakoś do porządku, bo przecież nie będą sobie robić co im się żywnie podoba. Odczekał aż znikną na klatce schodowej zanim podszedł do dzieciaka bez słowa podając mu chusteczkę i z lekkim żalem (do chlebka) łamiąc melon pan na pół.
- Trzymaj - mruknął siadając tuż obok niego i znów upił trochę coli.
- Na głodniaka nikogo nie gnębię - burknął widząc jego reakcję i dla potwierdzenia słów jeszcze się od niego nieco odsunął. Westchnął cicho, kładąc mu ten chlebek na kolanach i samemu zajmując się już tylko swoim kawałkiem. Chciał jeszcze dodać, że nie miał z tym atakiem nic wspólnego, ale ugryzł się w jezyk, no bo przecież wszystko obserwował i mógł jakoś zareagować, a nie czekać aż sobie pójdą. Oparł się wygodniej o murek spoglądając w bezchmurne niebo.
- Jak nie będziesz reagował to się znudzą - mruknął po dłuższej chwili milczenia.
Kazuo skinął tylko głową już się do niego nie odzywając. Raz, że nie chciał się za bardzo z dzieciakiem spoufalać, a dwa nie chciał go też bardziej płoszyć. Dokończył swoją colę i chlebek, po czym wstał i spokojnym krokiem się oddalił, zostawiając dzieciakowi wolną rękę. Tuż przed klasą spotkał Yabu. Niemal od razu puściły mu nerwy. Przyparł chłopaka do muru i uderzył go mocno, pięścią w nos.
- Ała1 - krzyknął Yabu łapiąc się za niego mocno. - Cholera, co ty odwalasz?!
- Oddawaj ten sprzęt - warknął na niego. - W ogóle co ci przyszło do głowy, żeby posuwać się tak daleko? Jedzenia się nie powinno marnować! - warknął na niego, wyrywając mu sprzęt dzieciaka.
- Szefie dajże spokój, przecęż to tylko zabawa.
- Żebym ja sobie dla zabawy ci zębów nie powyłamywał - fuknął jeszcze na niego, po czym nim szarpnął i popchnął przed siebie. - Znikaj - fuknął, chowając sprzęt dzieciaka do kieszeni. Potem niepostrzeżenie włoży ją do jego szafki i uda że nie miał z tym nic wspólnego.
[I co ja mam z tym kendo zrobić? xDDD]
Tego dnia Kazuo kończył wcześniej. Żadnego treningu baseballa ani wizyty u dyrektora (fuksem jedynie, bo podczas ostatniej lekcji dostał kolejną pałę od Smoczycy i w ten sposób podbijał sobie pule niepowodzeń). Dlatego też, kiedy był już przy szafkach i zmieniał buty na te wyjściowe odetchnął z ulgą. Przypomniał sobie jeszcze o mp3 dzieciaka, a upewniwszy się, że nikt nie patrzy wsunął go w odpowiednią przegródkę.
***
Jego siostry już na niego czekały na boisku.
- I wtedy Keira powiedziała, że Mayu jest brzydulą, więc dałam jej w nos - oznajmiła walecznie Aya, łapiąc Kazuo za rękę. - Tak jak mnie nauczyłeś - dodała zaraz, a Mayu uwiesiła się na jego drugiej dłoni.
- Nii-chan? Kupimy czekoladkę? - zapytała go cicho z nadzieją że tak będzie.
- Będziesz grubasem - ostrzegła ją Ayu, doprowadzając tym siostrę do płaczu.
- Aaaa mou! Kupimy, kupimy - chłopak kucnął przy dziewczynce biorąc ją na ręce. - Ayu jak już bronisz siostrę w szkole, to nie dokuczaj jej po niej - poradził.
- Ale naprawdę będzie gruba - uparła się mała.
W drodze do sklepu Kazuo nie bardzo zwracał uwagę na otoczenie, całą ją poświęcając swoim siostrom.
Ale następnego dnia było tylko gorzej. Kazuo nie pojawił wię w szkole, a Yabu uznał że ma wolną rękę, toteż niemal na każdej przerwie najdował sposób na dokuczenie chłopakowi. Zaczął od napakowania mu butów szpilkami. Wyniósł mu ławkę z klasy, by na koniec pociąć mu strój od w-fu i napisać na szafce 'pedał'.
Kazuo cały ten czas przesiedział w domu, robiąc w nim porządki. Musiał w końcu wziąć się za ten syf, bo jego matka wcale o to nie dbała. Nie mógł przecież pozwolić by dziewczynki mieszkały w brudzie. Kiedy wreszcie skończył dostał telefon od Yabu że musi koniecznie się zjawić w szkole, bo zapowiada się wielki finał i nie może go opuścić. Z ciężkim westchnieniem i sercem na ramieniu powlókł się więc do szkoły.
[Co by tu za wielki finał wymyślić...]
Yabu i jego podopieczni nie czekali na Kazuo. Znaleźli się przy obu chłopakach dość szybko rozdzielając ich szybko. Shuji został wzięty z nienacka przez dwóch goryli i odseparowany od brata.
- Pozdrowienia od Yamanaki - Yabu polizał Yujiego po policzku, a rękę wsunął mu w spodnie. - Lubisz to, co nie? Pedale - wyszeptał mu do ucha cały czas go tam ściskając.
Kazuo pojawił się na dachu chwilę później i w pierwszej chwili zamarł.
- Co ty do cholery robisz Yabu?! - krzyknął na chłopaka. - Przeginasz - fuknął na niego zbliżając się szybko do chłopaka, a kątem oka obserwując Shujiego, który jakimś cudem pozbył się jednego ze swych oprawców. Pozostało mu ich jeszcze 2.
- Szefie, szef zobaczy jakiego robaczka ubiłem - Yabu nie przestawiał chłopaka dotykać. - I to wszystko na twoje polecenie.
- Słucham? - Kazuo nie wierzył własnym uszom. W życiu nie słyszał jeszcze takiego kłamstwa. Łzy w oczach Yujiego jakoś dziwnie zakuły go w piersi.
[Ten to potrafi skomplikować sytuację xD]
Yamanaka w pierwszej chwili przycisnął chłopaka mocniej do siebie, jakby w nieco opiekuńczym odruchu. Tak jak to robił z siostrami, kiedy im było źle. Poczuł to drobne ciałko całkiem trzęsące się ze strachu i przełknął głośno ślinę. Nie bardzo rozumiał czemu się nim tak przejmuje. Zaraz się jednak zreflektował. Złapał go za rękę i pociągnął w stronę schodów, a będąc już na klatce schodowej puścił go.
- Wiej - mruknął tylko, po czym obrócił się na pięcie wracając na pole walki. Przydzwonił Yabu dość mocno, po czym zabrał się za Toshiro, który zawsze wiernie podążał za swoim najlepszym kumplu i teraz również chciał to zrobić. Nim jednak zdążył wybić mu parę zębów na dachu pojawił się wuefista.
- Yamanaka! - wrzasnął na niego. - Tego już za wiele. Idziemy do dyrektora - fuknął na niego. - Ty też, Koizumi! - warknął na dyszącego Shujiego.
Tomo wylozył pizze i pokroił ją na kawałki, po czym postawił na stole tuż obok dwóch dzbanków soków.
- Smacznego moi kochani - życzył im gdy tylko usiedli do stołu. Miał nadzieję, że i pizza przypadnie Takano do gustu.
Yamanaki wcale jego wybuch nie zdziwił, a mimo to złapał go mocno za nadgarstki i zgrzytnął nieco zębami.
- Nie miałem z tym nic wspólnego - warknął na niego, czując rozdrażnienie. - Nikomu nie zrobiłbym takiej krzywdy! - fuknął na niego odpychając go od siebie. - Za kogo ty mnie masz?! - zacisnął nieco pięści, choć właściwie znał odpowiedź i nie sądził by chłopak tutaj uwierzył w którekolwiek z jego słów. Trudno. Nie musi. Odetchnął nieco uspokajając się trochę.
- Idź do braciszka, mamusiu - sarknął i ruszył w swoją stronę.
[Ależ żeś skipnęła xD Żadnego spotkania w supermarkecie czy cuś? xD to mała mieścina jest xDDD]
Kazuo też tego dnia pojawił się w szkole. Bez entuzjazmu powlókł się do swojej klasy, gdzie nikogo nie zaszczycając spojrzeniem opadł na krzesło. Skrzywił się nagle gwałtownie padając razem z krzesłem na podłogę. Ktoś rozregulował mu siedzenie. Westchnął cicho, po prostu wymieniając je na inne i kierując się do łazienki. Zawahał się tuż przed nią, ale w końcu wszedł do środka. Zanim zdołał się zorientować był przemoczony do suchej nitki. Zaśmiał się cicho, spoglądając w lustro.
- No cóż, ten tydzień zdecydowanie będzie zabawny - mruknął do samego siebie.
Kazuo wycisnął wodę z włosów i swojej marynarki, po czym zerknął na chłopaka.
- Wszystko gra? - zagadnął cicho, kucając i podwijając nogawki spodni. Doprawdy durny dowcip. Cóż nie da im tej satysfakcji i po prostu wróci do klasy, jak gdyby nigdy nic. - Oczywiście, że nie - odpowiedział sobie za chłopaka. Wziął kilka głębokich wdechów i odważył się spojrzeć mu w twarz. - Przepraszam - mruknął ledwie zrozumiale znikając z łazienki.
Chłopak wrócił do klasy i usiał przy swoim biurku, uprzednio upewniając się że z krzesłem jest wszystko w porządku. Jego podręczniki natomiast walały się wokół stolika z poszarpanymi i powyrywanymi kartkami. Chłopak zamknął oczy i policzył do dziesięciu zanim schylił się żeby je posprzątać. Naprawdę musiał wykazać się anielską cierpliwością by to zrobić. Na jego ławce zostało wygrawerowane i wypisane czerwoną farbą. 'Pedofil'. Chłopak już wiedział, że może za tym stać jedynie Yabu. Tylko on był na tyle głupi by oskarżyć nieletniego o coś takiego. Wywrócił nieco oczyma. Kiedy jednak podniósł się z kucek wraz ze swoimi podręcznikami, zobaczył jak jego plecak frunie w dół wraz z całą zawartością.
- Lubisz się zabawiać z małymi dziewczynkami co? - Yabu wyszczerzył się do niego siadając bezczelnie na jego ławce i wyciągając do niego rękę. - Przeproś to cię ułaskawię - obiecał.
- Nie mam za co cię przepraszać - burknął Yamanaka. - Jesteś zwykłym skurwielem, ty powinieneś tu przepraszać.
Yabu zarechotał tylko, łapiąc Kazuo za koszulę i zbliżając się gwałtownie do niego uderzył go z główki. Kazuo zacisnął powieki tłumiąc cichy krzyk bólu. Nie mógł mu teraz oddać. Gdyby to zrobił, znóe zostałby zawieszony a że miał już tyle nieobecności, to groziło mu kiblowaniem i Yabu dobrze o tym wiedział.
- W takim razie przykro mi, szefunciu, ale zostajesz X tego tygodnia - oznajmił rechocząc. - I każda nasza ofiara będzie cię chciała dopaść. Zapowiada się owocne polowanie - poklepał go po policzku.
- Najwyraźniej - Yamanaka posłał mu krzywy uśmiech i zepchnął go z ławki, po czym wyszedł z klasy po drodze niechcący zderzając się z Yujim. - Och sorry - mruknął tylko pomagając mu wstać z podłogi.
- ja lubię zwierzaki - oświadczył wesoło chłopiec. - Nawet rekinki!
[aaaaaaaaaaa...kurwa! był długi komentarz i go zjadło]
Kazuo w pierwszym odruchu chciał go wyminąć, udając że go nie zauważył, ale jednak jego nogi zatrzymały się zanim pomyślał i chwilę później trzymał już chusteczkę.
- Dzięki - wytarł twarz z białka i strzepnął z włosów parę żółtek. - Podobno jajka dobrze odżywiają włosy - zażartował, łapiąc go zaraz za nadgarstek dość lekko. Podwinął rękaw jego bluzy, przyglądając się jego silnie zbudowanym rękom. - Hm dlaczego się nie bronisz, skoro masz do tego takie możliwości?
- Nikogo nie ma w domu - odparł spokojnie mimo wszystko wycierając twarz do końca. Schował tę jego chusteczkę do kieszeni uznając że wypierze i dopiero wtedy ją zwróci. - Okay - zgodził się. - Mimo wszystko kilka zagrań samoobrony powinieneś znać - mruknął już go nie dotykając. - Jeden najlepiej działający to kop między nogi. Gwarantuje ci szansę na ucieczkę bo przeciwnik szybko się nie pozbiera - mruknął ruszając w dół zbocza. - Nigdy tego nie próbowałeś?
Yamanaka miał już się zacząć usprawiedliwiać ale ugryzł się w język. Po co? Przecież jego winy też w tym trochę było. Mógł od samego początku nie przyzwalać im na gnębienie chłopaka tylko wybrać kogoś innego. Kogoś kto mógłby sobie z tym poradzić. Ot... choćby i tego całego brata bliźniaka Yujiego.
- W takim razie trzeba będzie poćwiczyć - uśmiechnął się lekko. - Co powiesz na spotkanie jutro po zajęciach i zajęciach dodatkowych na plaży? - zaproponował spokojnie. - Poćwiczymy chwyty samoobrony - dodał zaraz spokojnie. - Znaczy tak, nie odpowiadaj teraz - położył mu palec na ustach. - Ja tam będę czekał, przyjdziesz to przyjdziesz, nie to nie - zdecydował odchodząc.
Następnego dnia, Kazuo przetrzymał kolejną dozę docinków, po czym poszedł na trening baseballu, a kiedy się skończył, wrócił na moment do domu. Przebrał się tylko w wygodną bluzę i spodnie, po czym ruszył w stronę plaży. Nikogo jeszcze na niej nie było, toteż usiadł na piasku i uznał że poczeka. W końcu obiecał że poczeka, a on obietnic dotrzymywał.
Kazuo zdążył już zliczyć wszystkie chmurki na niebie i zaczął już wątpić, że Yuji pojawi się na plaży, kiedy go dostrzegł. Usiadł od razu i pokiwał mu, a kiedy chłopak się do niego zbliżył uśmiechnął się nieco.
- Dzisiaj bez obstawy? - zapytał z lekkim uśmiechem, wstając i otrzepując spodnie z piachu. - To co? Ćwiczymy? Powiem ci dokładnie co zrobię i gdzie cię złapię - obiecał żeby tylko go nie przestraszyć.
- Właśnie widzę - zaśmiał się z jego miny. - Okay no to zaczniemy od czegoś prostego - zdecydował podchodząc do niego. - Zajdę cię od tyłu i złapię w pasie - zdecydował robiąc to powoli by zademonstrować co i jak. - A ty teraz... - zaczął mu objaśniać jak powinien się zachować podczas takiego ataku nadchodzącego z tyłu. Wyjaśniał mu po kolei. Tak jak to zrobił ze swoimi siostrami. - Rozumiesz? - zapyttał w końcu. - No to jak? Możemy przećwiczyć? Mną się nie przejmuj.
- Super, widzisz? To nie takie trudne - Kazuo lekko się skrzywił kiedy znów wylądował na piachu. Usiadł zaraz i przeciągnął się nieco zerkając na zegarek.
- Okay na dzisiaj koniec - zdecydował swobodnie. - W nagrodę zapraszam cię na shake'a owocowego - dodał wesoło znów wstając i ruszając w stronę wyjścia z plaży. - Ach... dziękuję - wręczył mu jego chusteczkę do ręki.
- Następnym razem mnie zaprosisz - zaśmiał się szczerze, prowadząc go do pobliskiej budki z shake'ami. - Jaki smak pan sobie życzy? - zainteresował się, sobie biorąc waniliowy z nutką mięty.
Kazuo zamówił shake'a i podał mu go biorąc swojego. Usiadł przy jednym stoliku razem z chłopakiem.
- Nie musisz się dziwnie czuć - mruknął. - Powiedzmy, że staram się ci zadośćuczynić krzywdy - mruknął cicho, popijając swojego shake'a. - Więc... dlaczego kendo? - zagadnął go.
- No dobra, ale mogłeś się zdecydować na piłkę nożną, koszykówkę, łucznictwo czy baseball. Czemu akurat kendo? - drążył temat popijając swojego shake'a. - Jesteś dobrym uczniem, co nie? - zainteresował się. - Dlaczego więc liceum tutaj? W mieście są lepsze i potem ma się lepsze perspektywy.
- Bierzesz udział w zawodach? Kiedy macie kolejne? - zapytał go znowu pijąc swój koktajl i cały czas go obserwował. Mimo swej postury, chłopak nie wyglądał na niewiniątko, a przynajmnij nie takie jak jemu się wcześniej wydawało. Postanowił zostawić temat szkoły w spokoju.
- A o studiach myślisz?
Złapał się na tym, że wsłuchuje się w jego słowa bardzo uważnie. Nie pamiętał żeby kiedykolwiek słuchał tak uważnie w liceum. Podrapał się w zamyśleniu po brodzie.
- No to powodzenia - życzył mu na zbliżające się zawody, uśmiechnął się lekko. - Ja osobiście zajmuję się jedynie baseballem - dodał, żeby coś od siebie dać, no bo przecież do tej pory tylko on pytał więc sam się nie produkował.
- Jestem miotaczem, rzucam piłeczką tak żeby pałkarze jej nie odbili - odparł spokojnie. - W kwietniu zaczynają się eliminacje do letniego turnieju na Koshien, ale raczej się tam nie dostaniemy - przyznął szczerze. Koshien było jego największym marzeniem, ale szczerze wątpił w ich realizację. - Wpadniesz na któryś z meczy? - zapytał zaraz.
- To lepiej przyjdź na jeden z pierwszych meczy, bo potem może nas już nie być - uśmiechnął się nieco. - Oho... twoja mamusia - wskazał palcem Shujiego, który najwyraźniej zaczął się już o brata martwić i szukał go wszędzie, zamiast zadzwonić do niego na telefon. W jednej chwili chłopak spojrzał na kawiarenkę i zamarł, jakby nie dowierzając.
- Żebyś do mnie potem z płaczem nie wrócił - zirytował się trochę Shuji, ale zgrzytnął zaraz zębami i zawrócił idąc do domu.
Kazuo w tym czasie odwrócił wzrok od sceny zza okna, nie chcąc wyjść na nachalnego. Poczekał aż Yuji wróci.
- Mhm udało się? - zapytał chłopaka. - Odprowadzę cię potem - dodał jeszcze.
Kazuo skinął lekko głową. Nie miał w swych działaniach niczego złego. Zwyczajnie chciał mu pomóc w samoobronie.
- Może powinieneś brata poprosić o kilka lekcji walki? - zaproponował. - To wtedy będzie się mniej o ciebie martwił - zaproponował takie rozwiązanie dopijając swojego shake'a do końca.
[Version 3.0 gotowe - http://yukan-sea-village.blogspot.com/2015/03/tomohisa-version-30.html ]
Następnego dnia, Kazuo trafił na dywanik dyrektora, kiedy to próbował powstrzymać Shujiego od nakopania Yabu i reszcie za bezczelne ośmieszenie jego brata poprzez rozwieszone wszędzie ulotki ze spreparowanymi zdjęciami jego i Yujiego w jednoznacznej pozie na plaży.
- Yamanaka... - dyrektor opadł ciężko na krzesło przyglądając się chłopakowi spod półprzymknietych powiek. - Niedługo turniej baseballa, a ty naprawdę chcesz ukarać całą swoją drużynę?
- Tym razem panie dyrektorze jestem niewinny - warknął chłopak, zaciskając nieco pięści. - Nic mu nie zrobiłem... - jęknął.
- A to jest tylko spreparowane zdjęcie? Wiesz w jakim stanie jest teraz młody Koizumi?
- Nie, ale...
- Nie każdy jest silny Yamanaka. Powinieneś o tym dobrze wiedzieć. Zawieszam cię do końca roku. Możesz już pożegnać się z klasą, bo do niej nie wrócisz - zakończył nie chcąc słuchać tłumaczeń.
Kazuo z wściekłością kopnął krzesło wychodząc z gabinetu dyrektora, ale zaraz się lekko uspokoił. Zanim zebrał swoje rzeczy udał się do pielęgniarki, mając nadzieję odnalezienia tam Yujiego.
- Hej... - przywitał się z nim, kompletnie ignorując Shujiego. - Ja... eh możemy pogadać?
- O tych ulotkach - odparł tylko odprowadzając Shujiego wzrokiem i siadając na krześle obok chłopaka. - Jak się trzymasz? - zapytał cicho, choć przecież widział że nie za dobrze.
- Tak, ale skrzywdziło cie - zauważył cicho. - Nie daj im się okay? Teraz najlepiej chodzić z podniesioną głowa do gory - szepnął uśmiechajac sie lekko. - Trzymaj się Yuji...
- No właśnie... nie możesz - poczochrał go po włosach z lekkim uśmiechem, już nie wspominając że raczej w meczu nie zagra. - Głowa do góry. Nic złego nie zrobiłeś - dodał zaraz wstając. - Muszę już iść, zanim dyrektor się bardziej na mnie zdenerwuje.
- Hej ty się o mnie nie martw - wyszczerzył się do niego, pstrykając go w nosek palcami. - Dla mnie zawieszenie to nie pierwszyzna. Zresztą zawsze lepiej w domu niż tutaj - zauważył ze śmiechem. - Nie próbuj nawet się mieszać - dodał zaraz nieco ostrzegawczo. Nie chciał by Yabu i reszta jeszcze bardziej go dobijali. To co do tej pory zrobili wystarczało.
Dyrektor był jednak nieugięty. Ktoś musiał ponieść konsekwencje tego czynu, żeby po szkole nie rozprzestrzeniała się zaraza. W efekcie zawiesił również Yujiego, jednakże tylko na 3 dni.
Mężczyzna jednak nie zmienił zdania, a wszystko dlatego że Yabu był jego siostrzeńcem. Nie mógł przecież zawiesić swojej rodziny. Wyprosił braci z gabinetu. Shuji spiorunował wzrokiem brata.
- Baka, przez twoją głupotę i ty będziesz miał w papierach zawieszenie - Shuji trzepnął go przez łeb, zbierając swoje rzeczy do plecaka.
- Jak to nie? A co przed chwilą robiłeś? - zapytał go z uśmiechem, obejmując go ramieniem i zawieszając sobie plecak przez ramię. - Zgłodniałem - zajęczał mu do ucha. - Liczę na jakiś dobry obiad - wyszczerzył się wychodząc ze szkoły.
- Mhm w takim wypadku pozostaje mi tylko być za ciebie wdzięcznym losowi - objął go ramionami. - My shinny star...
Kazuo trochę niechcący przysłuchiwał się ich rozmowie toteż, kiedy Yuji na niego wpadł złapał go za pośladki.
- A myślisz że poza szkołą nie zostaniesz zgwałcony? - zapytał go z krzywym uśmiechem, przekręcając go w ramionach i cały czas dłonią wodząc po jego udzie. - Broń się Yuji. Umiesz już przecież - szepnął mu do ucha. - Dzisiaj zrobimy drugą lekcję na plaży, a jutro jak ktoś cię dotknie w szkole to sam się obronisz.
- Tym lepiej. Będziemy mieli więcej czasu na ćwiczenia - Kazuo skrzywił się mimowolnie wstając z ziemi. - Ale ćwiczenia wykonamy na plaży - dodał zaraz drapiąc się lekko po głowie. Otrzepał sobie spodnie i wyciągnął swój telefon. - Wymienisz się ze mną numerem telefonu? - zapytał po prostu. Chciał mieć jakiś kontakt z chłopakiem na wypadek umawiania spotkań w celu ćwiczeń rzecz jasna.
Yamanaka wpisał swój numer do Yujiego i zaraz zadzwonił na niego, by otrzymać jego numer, który sobie od razu zapisał.
- Nie ma za co - odparł spokojnie, oddając mu telefon. - No to do zobaczenia po południu - uśmiechnął się lekko. Nie chciał po prostu by Yuji odpuścił sobie zawody kendo, na które tak długo się przygotowywał. Schował telefon do kieszeni i ruszył szybciej zboczem wzgórza, by zniknąć za zakrętem. W połowie drogi przypomniał sobie o pustej lodówce i zawrócił.
- Najpierw supermarket - stwierdził cicho przeliczając drobniaki w portfelu. Starczy akurat na składniki ubogiego omu-rice. Trudno. Będzie musiało im wystarczyć.
[Wołowina... jaka rozpusta!]
Kazuo lawirował między półkami szukając tanich składników, kiedy wpadł wózkiem na chłopaków.
- Przepraszam - mruknął, nawet nie podnosząc wzroku od trzymanego w dłoni ryżu. - Dobra, to się nada - stwierdził dokładając ryż do swoich skromnych zakupów.
[Ale żeby zaraz wołowina xDDD burżuje :P]
- Zaczynam myśleć że mnie prześladujesz - oznajmił chłopak, wkładając do wózka również sos sojowy oraz ketchup. Chwilę umilkł myśląc co ma w domu. Jajka na szczęście były. Jeden wydatek mniej. - Co dobrego kombinujecie na obiad? - zainteresował się.
- Właśnie widzę... wszystkie produkty z najwyższej półki - odparł jakoś tak by go trochę pozłościć. W końcu jednak zlitował się nad chłopakiem i podał mu ten jego upragniony ryż. - A potem mówisz że nie mogłeś iść do szkoły w mieście bo za drogo... - pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Dzięki - odparł cicho. - Ale nie mogę - dodał zaraz spokojnie. Przecież nie zostawi sióstr samych w domu. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Są zdecydowanie na to za młode. - Okay. Daj tylko znać kiedy się widzimy na plaży - poczochrał go po włosach idąc do kasy.
Kazuo uśmiechnął się widząc tego smsa. Nie sądził, że chłopak tak szybko do niego napisze, choć w sumie nie powinno go to dziwić. Ot wymiana handlowa. Westchnął cicho przebierając się w spodnie dresowe. Uznał że lepiej mu się w nich będzie padało na ziemię.
- Nii-chan? A ja też mogę iść? - zapytała go zaraz Mayu i od razu pobiegła zawołać siostrę. Z dwoma proszącymi go o wyjście dziewczynkami nie miał szans. Westchnął cicho i skinął głową.
- Ale grzecznie - zastrzegł zaraz widząc jak te ubierają butki i wybiegają na dwór. Razem z obstawą poszedł na plażę.
- Mayu, Aya... Yuji - przedstawił ich.
- Curry? - Ayu złapała pojemniczek i otworzyła go wąchając jego zawartość. - Pysznie pachnie! - oznajmiła głośno podając pudełeczko Mayu, która zamoczyła palec w jedzeniu.
- Pychotka! - klasnęła w dłonie, kiedy Kazuo zabrał im pojemniczek.
- Nie bawimy się jedzeniem - ostrzegł je spokojnie. - No już... zostawcie nas samych tylko nie wchodzimy do wody - krzyknął jeszcze za nimi odkładając pudełeczko do siatki.
- Dziękuje i przepraszam za te dwa potwory...
- Ale nie musiałeś przynosić - odparł cicho chłopak przez chwilę wodząc wzrokiem za siostrami. Upewniwszy się że dziewczynki jednak nie robią nic głupiego zwrócił się znów do Yujiego. - To co? Zaczynamy?
- Bez zmęczenia nie ma efektów - przypomniał mu z lekkim uśmiechem Kazuo, siadając tuż obok niego i powoli rozmasowując mu łydki. - To ważne, żeby po ćwiczeniach się rozciągnąć, ale to pewnie wiesz - dodał zaraz. - Robisz postępy. Dasz sobie radę z napastnikiem - zapewnił go.
Kazuo od razu odsunął dłonie nie chcąc go płoszyć. Położył się lekko na piasku wpatrując w niebo.
- Ale jutro nie ćwiczymy. Musisz dać mi się wykurować - uśmiechnął się do niego lekko. Mimo wszystko trochę go bolały te wszystkie pady na ziemię.
- Twoja? A czym mi zawiniłeś? - zdziwił się trochę na to jego przepraszam, bo przecież Yabu uwziął się na Yujiego ale nie tylko na niego. - Przestań przepraszaj i wygraj turniej kendo - pstryknął go w nosek.
[Kobitko! Wszystkiego najlepszego w tę piękną pogodę <3 Trzymaj się cieplutko i zawsze z uśmiechem na twarzy bądź :) ]
Yamanaka już miał mu powiedzieć, że przecież to niemożliwe. Jest zawieszony i nie może wchodzić do szkoły, ale uznał że w dupie z tym.
- Pewnie, że przyjdę jeśli tylko będziesz grał o najwyższe trofeum - zapewnił go spokojnie, siadając znowu. - I nie bój się, bo teraz już wszystko umiesz.
- Mhm przyjdę - obiecał spokojnie, obserwując teraz jak dziewczynki lepią kulki z błota i zaczynają się nimi rzucać. - No pięknie... - westchnął zrezygnowany. Z dziećmi się wygrać nie dało.
- Czasem az za dużo - przyznął mu spokojnie, również wstając. Otrzepał spodnie i chwilę się porozciągał zanim uznał że już dość. - Dzięki za curry - poklepał pudełeczko po jego wieczku. Zagwizdał parę razy machając do dziewczynek, a te zaraz przybiegły do nich.
- Proszę pana - Mayu złapała brudnymi rękoma Yujiego i pociągnęła za sobą. - Zbudujmy zamek! Będziemy mieć lepszy niż zamek Ayi!
- Bo ja nie lubię z nią. Ona wszystko psuje - wyjaśniła mu rozpoczynajac budowanie zamku. Aya tymczasem zagoniła do roboty Kazuo.
- Bo Kazu-nii nie daje jej popsuć. bo się obrazi i Aya nie dostanie deserku - oznajmiła wyjaśniając dlaczego siostra tak się zachowuje.
- Najładniejszy - zgodziła się mała, przybijając z nim piątkę i idąc zobaczyć zamek siostry, który wyglądał nieco dziwnie. Chudy był i wysoki.
- To zamek złej wiedźmy - usprawiedliwił swój brak zmysłu artystycznego Kazuo, biorąc je obie za ręce. - Idziemy do domku - zdecydował zaraz. - Dzięki że się nią zająłeś chwilę - podziękował Yujiemu.
[Okay xD co by tu teraz strzelić...]
Nudził się. Kolejny dzień przesiedział w domu sprzątając każdy jego kąt. Nie odzywał się do matki, bo na pewno dołożyłaby jakieś cztery grosze do jego sytuacji, a jej ostatni wykład skończył się nieszczęściem. Niestety wróciła. Zdziwiona że go widzi zaczęła dopytywać. Musiał jej wszystko wyjaśnić i chwilę później znów odbyła się rozmowa matki z synem, w której to matka nie wytrzymała. Uderzyła go w twarz krzycząc że nie tak go wychowała i nie tak powinien się zachowywać. Kazuo zgrzytnął zębami zwyczajnie trzaskając drzwiami. Zarzucił kaptur na głowę i powoli ruszył uliczkami Yukan paląc papierosa. Zamierzał tak się szwendać całą noc.
Słysząc go chłopak zawrócił i schował się między jednym ciemnym zaułkiem, a drugim. Nie chciał by Yuji go widział w takim stanie. Zacisnął pięści powoli kończąc papierosa. Nie chciał się z nim spotykać teraz, bo przecież by się wszystko wydało, a mimo wszystko opinia innych bardzo go obchodziła. To było jedyne nad czym miał kontrolę.
Kazuo westchnął cicho, starając się by Yuji tego nie zauważył. Naciągnął mocniej kaptur na głowę i nie ruszył się z miejsca.
- Ne... masz czasem takie dni, kiedy nie chcesz mieć z nikim nic wspólnego? - zapytał go cicho.
- Uhm - skinął tylko głową wciąż unikając jego wzroku. - Ja też czasem mam... curry było bardzo dobre - zapewnił go cicho. - Smakowało nam...
Kazuo złapał go gwałtownie za rękę i przyciągnął do siebie. Objął go mocno opierając czoło o tył jego głowy.
- Przepraszam, możesz tak chwilę postać? - zapytał go tylko, bo sam nie do końca wiedział czemu to zrobił.
Chwilę tak tylko stał, obejmując go ramionami i przytulając do siebie. Przymknął oczy oddychając głęboko raz za razem. Cieszył się bliskością chłopaka. Bliskością kogoś kto nie pytał się co się stało, tylko po prostu był. I to wystarczyło. Po dobrych 10 długich minutach, wreszcie rozluźnił uścisk powoli go puszczając.
- Dziękuję - szepnął odsuwając się od niego.
- Nie chcę wam przeszkadzać - potrząsnął przecząco głową. Odetchnął głęboko, otarł łzy z oczu i uniósł nieco wzrok. - Poza tym, ty powinieneś zacząć o siebie dbać... masz w końcu wygrać.
- Poćwiczyć trochę kendo, albo pobiegać? - zaproponował spokojnie. - Pójdę już - poklepał go po głowie i zawrócił.
Kazuo spotkał go przypadkiem następnego dnia na przystanku autobusowym.
- Jedziesz do miasta? - zapytał go tylko siadając na ławce obok niego. - Ja jadę... muszę wykombinować prezent dla sióstr na urodziny - przyznał szczerze.
- Nie chcę wiedzieć co Shuji robił z twoim mieczem, że ci go rozwalił - Yamanaka miał na to parę pomysłów ale postanowił je przemilczeć. Yuji wyglądał dobrze... być może nie ma żadnych uszczerbków na zdrowiu.
- Okay, no to postanowione. Zakupy, a potem jakiś fajny deser - zdecydował za Yujiego.
- No... no dobrze - wymamrotał niezbyt zadowolony że jednak nie zapłaci za niego. - Ale nie idziemy na żaden drogi deser - zastrzegł szybko. Nie chciał by chłopak przepłacił.
Yamanaka przystanął obok niego. Niemal całą drogę przestał patrząc tylko przed siebie, a kiedy wyszli uśmiechnął się do Yujiego.
- To co? Miecz najpierw? - zaproponował.
- Szczerze? Pierwszy raz słyszę że jest kilka rodzajów mieczy do kendo - przyznał szczerze. - Może kiedyś pokażesz mi parę ruchów i poćwiczymy razem? - zaproponował zaraz.
Nawet nie udawał że się na tym zna. Nie chciał mu przeszkadzać w wyborze toteż po prostu oglądał sobie miecze czasami biorąc co i rusz jakiś w dłonie.
Zmierzył też Yujiego przeciągłym spojrzeniem. Takie chuchro a takie niebezpieczne.
- A jak to się dzieje, że takie chuchro jak ty może być niebezpieczne z tym mieczem? - zapytał go zaraz nieco się uchylając kiedy Yuji zrobił niechcący zamach na niego mieczem.
- Przyjdę, przyjdę - zgodził się zaraz uchylając się znowu w odruchu. Przeczesał palcami włosy wychodząc ze sklepu. - Wybrałeś taki dość solidny...
- Dobra, dobra... ja tam nie ufam przedmiotom martwym - usprawiedliwił się za te swoje odruchy bezwarunkowe. - Tylko nie dawaj go Shujiemu... bo stracisz 4 miecz - zażartował prowadząc go do sklepu z zabawkami. Uzbierał odpowiednią kwotę by wybrać dwie duże maskotki dla maluchów.
- Raczej nie. Nikogo nie widziałem - przyznał spokojnie spoglądając na menu. Zdecydował się na shake'a pomarańczowego. Postukał w tę pozycję palcem, po czym spojrzał na niego. - W razie czepialstwa nie daj się im./
- Nie martw się tym - uśmiechnął się znów do niego, smakując koktajlu w tym miejscu. - Mhm dobry - przyznał szczerze. - I dziękuję za wczoraj - dodał zaraz.
- I to wystarczyło - zapewnil go z delikatnym uśmiechem. - To że tam byłeś, o nic nie pytałeś... pozwoliłeś mi tak chwilę pobyć - spojrzał mu prosto w oczy. - Dziękuję - powtórzył. To wiele dla niego znaczyło.
- Lepiej mi powiedz kiedy masz ten konkurs, bo zapiszę sobie w kalendarzu żeby nie zapomnieć - zapewnił go z lekkim uśmiechem. - Przyjdę na pewno.
- Roger - zasalutował mu kończąc swój shake. - Miałeś rację... pysznie tu można zjeść.
- Jasne - zgodził się zaraz, rozumiejąc jego obawę. - Ale tym razem obroń się w szkole - zastrzegł sobie z lekkim uśmiechem.
Kazuo skinął spokojnie głową cały czas się mu przyglądając. Nie miał nic przeciwko dzwonieniu chłopaka. Mało tego, ukradkiem udało mu się zrobić mu zdjęcie z uroczym uśmiechem, który zaczynał uwielbiać.
- Pewnie, że możesz - powiedział w końcu kończąc swojego shake'a. - Po to przecież jest telefon.
- Możesz dzwonić kiedy chcesz Yuji. Przecież nic się nie stanie jak zadzwonisz - zapewnił go wstając i wychodząc wraz z nim. - Chciałbyś gdzieś jeszcze pójść?
- Nie... musze wracać. Obiad zrobić - przyznał szczerze idąc wraz z nim na przystanek. - Ale to widzimy się koło 17 tam gdzie zawsze, tak? Przynieś miecz - wyszczerzył się do niego. - Nauczysz mnie troszkę.
- Jasne, to wyłożysz mi najpierw teorię - zdecydował z lekkim uśmiechem siadając obok niego. - I tylko nie oczekuj za dużo od ucznia - poradził mu spokojnie.
Tomo poszedł z nimi do studia nagrań. Spędzili w nim ponad godzinkę, po czym efekt był dobry. Dzieci poszły się bawić, a Tomo zgrał piosenkę na dysk CD i wypalił ją dla Ayi, żeby miała swoją własną piosenkę i mogła pochwalić się rodzicom.
- No ale praktyki nie chcesz mnie uczyć, a ja jestem niecierpliwy - wydal policzki w lekkim naburmuszeniu i skrzyżował ręce na piersiach. - to nie fair...
- Okay, sensei. Umowa stoi. Bez miecza. Musze dorosnąć do zaszczytu dźwigania miecza - uśmiechnął się szeroko odruchowo obejmując go ramieniem. - Zobacz tamtego - wskazał palcem na jednego z pasażerów. - Zaraz oberwie laseczką od babci za próbę kradzieży portfela.
- Widziałem jak chłopak się przymierzał do kradzieży - przyznał z uśmiechem Kazuo. - To widać. O zobacz na przykład tamten facet... widzisz jaki ma pożądliwy wzrok? Będzie próbował łapać dziewczynę za tyłek.
- Ale po co się mieszać? - zapytał go wzruszając zaraz ramionami. - To że widzę nie znaczy że zaraz będę mógł coś z tym zrobić. Poza tym mogę się mylić - zauważył odwracając wzrok. Nie był typem, który by bronił kogoś narażając tym samym samego siebie. W ten sposób nie pomoże swojej rodzinie.
- Nie wiem czy chcę być policjantem - odparł tylko wstając, bo dojechali do stacji na której trzeba było wysiąść. - Wolałbym raczej pójść ścieżką Yakuzy...
- Taki, znaczy jaki? - zapytał go nieco urażony. - No jaki nie jestem? - powtórzył stając by na niego spojrzeć.
- Nie wiem jacy to byli ludzie - odparł cicho wychodząc za nim i wsuwając dłonie w kieszenie. - Ale policjantem nie zamierzam się stawać - dodał zaraz oddychając głęboko. - Nie ma mowy.
- Tak! A żebyś wiedział, że lepiej być mordercą - fuknął na niego obracając się na pięcie i idąc w swoją stronę. Ugh szlag by to wszystko trafił! Po drodze spotkał Yabu toteż wpieprzył mu jak tylko mocno się dało, samemu również co nieco obrywając. Dopiero wtedy trochę mu ulżyło.
[biedny... odpowiem jak wrócę kociu <3]
Kazuo został wraz z siostrami cały kolejny dzień, słuchając również narzekań matki, a kolejnego dnia po południu poszedł pod szkołę. Chciał sprawdzić czy Yabu zostawił Yujiego w spokoju.
Kazuo trochę się na niego naczekał pod bramą szkoły, a kiedy go zobaczył wręczył mu od razu muffinkę w którą zaopatrzył się po drodze.
- Otsukare - mruknął z lekkim uśmiechem. - Jak ci minął dzień? Jeszcze żyjesz, a to najważniejsze - uśmiechnął się nieco.
Kazuo westchnął ciężko, po czym schował mufinkę z powrotem do papierowej torby. Nie to nie. Przecież nie będzie go zmuszał.
- Okay, rozumiem. To cześć - machnął mu ręką. Nie miał przecież za co przepraszać. Nic złego mu nie zrobił.
Kazuo nie poszedł na zawody Yujiego, uznając że tam i tak nie będzie przez niego mile widziany. Obserwował go tylko od czasu do czasu, kiedy rozwoził ulotki. Skoro nie chodził do szkoły to mógł wspomóc odrobinę mamę.
Na zajęciach pojawił się dopiero podczas rozpoczęcia roku szkolnego, gdzie okazało się, że musi poprawić drugą klasę. Dostał się do klasy z Yuijim, a Shuji miał pecha. Inna klasa, drugi koniec korytarza.
Chłopak jakoś specjalnie się tym nie przejął. Wciąż siedział ze wzrokiem wlepionym w szybę. Przeżuwał w tym czasie melon pan. Nie zamierzał rozpoczynać konwersacji. W końcu i tak nie był tu lubiany. Nie chcał też zmieniać swojej reputacji. Tak było wygodniej.
- Wolałbym porozmawiać z twoim bratem Shuji - odparł spokojnie Kazuo. - Nosisz inny kolor krawatu - żachnął się wskazując na jego krawat. Różnił się odcieniem czerwonego oraz zieloną kropką której brakowało na krawacie Yujiego.
- Nic mu nie zrobiłem. Rozmawialiśmy tylko o przyszłości i się obraził na mnie bo nie chcę być policjantem tylko Yakuzą - wywrócił oczyma, wciąż wpatrując się w okno. - Ja rozumiem wszystko, ale nie powiedziałem wcale że pójdę tą drogą, tylko oznajmiłem, że policjant to nie dla mnie - westchnął ciężko. - On ma swoje powody, ja mam swoje.
- Do policjantów też, gdyby twój ojciec był nieobliczalnym pijakiem z bronią - mruknął tylko pod nosem. - Niczego nie będę wyjaśniał. To on nie chciał potem gadać, nie ja - przypomniał chłodno. - Możesz nie darować.
- Daj mi spokój Shuji. Takie morały to nie do mnie - mruknął cicho nieco zdenerwowany. - Lepiej zajmij się sobą - położył się na ławce zamykając oczy. Miał dość robienia pierwszych kroków.
Kazuo przebimbał całą lekcję, bo przecież notatki już miał. Poczytał sobie w tym czasie mangę i poskrobał na krześle Yujiego cyrklem. Wyskrobał mu pieska.
- Witaj kocie - Takao, jeden z głównych dręczycieli klasy chłopaka przysiadł się do niego na przerwie i objął ramieniem smakując bezczelnie jego bento. - Opowiadaj kochanie ty moje o twoim związku - poradził mu gryząc go w ucho. - Z pikantnymi szczegółami - dodał jeszcze.
- Yuji-chan, no już nie udawaj. Twój braciszek gra teraz w piłkę - pokazał mu boisko, gdzie Shuji beztrosko zdobywał kolejną bramkę przy ogólnym pisku dziewczyn. - To jak będzie? Opowiesz o swoim związku? - chłopak chwycił Yujiego za ramiona przyciskając go nieco do ściany.
- A co tu jest do opowiadania? - zapytał go chłodno Kazuo, który jakoś tak zawędrował na dach. - I może weźmiesz te łapy, co? To mój chłopak - zauważył chłodno, odsuwając Takao od Yujiego. - Spływaj, póki ten tutaj jest w szoku - rzucił jeszcze. - Gdyby nie to już dawno byś leżał na łopatkach.
- To niech plotkują - odparł spokojnie, opuszczając ramię by go już nie obejmować. - Kogo obchodzą jakieś głupie plotki... - postukał go palcem w łepek. - Ważniejsze jest to co ty wiesz, twoja opinia a nie jakichś tam ludzi trzeciorzędnych.
- To zatkaj sobie uszy i ich nie słuchaj - odparł Kazuo padając obok niego, bezceremonialnie układając się z głową na jego kolanach. - Albo postaraj się to ignorować. Przyjmować ich plotki z uśmiechem pobłażliwym.
- Wyluzuj trocHĘ Yuji - Kazuo wywrócił oczyma nadal nie ruszając się z miejsca. - Nikogo tu nie ma, nikt cię nie zobaczy - uśmiechnął się delikatnie. - Albo chodź - po dłuższej chwili położył się obok niego i pociągnął go na ziemię, by mógł tak jak i on obserwować niebo. - Zobacz jakie jest spokojne...
Znów położył głowę na jego kolanach, bo tak było wygodniej obserwować niebo, a skoro Yuji nie chciał tego robić, to może posłużyć za poduszkę.
- Mój tata był policjantem - oznajmił w końcu po dłuższej chwili milczenia. - I alkoholikiem - dodał zaciskając na moment wargi. - Myślę, że to co robił w domu... było gorsze od wszystkiego co robi yakuza... oni przynajmniej przestrzegają jakiegoś kodeksu, a on był nieobliczalny - uśmiechnął się krzywo.
Kazuo skinął tylko głową spoglądając na niego. Wyciągnął ręce i starł mu z oczu łzy.
- Ale nie płacz. Twoi rodzice by tego nie chcieli - odparł szczerze w to wierząc. - A ten mężczyzna... nie powinien tego zrobić - przyznał szczerze, ale trochę go rozumiał. On dla swojej rodziny też zrobiłby wszystko, ale tylko wtedy gdyby to miało przynieść jakąś korzyść.
- Spoko - usiadł odpakowując wreszcie swoje jakże pożywne śniadanko składające się z bananowego chlebka dla odmiany. - Zaraz koniec przerwy.
Kazuo spojrzał na niego zaskoczony.
- Ale po co? Przecież żyję. Nie trzeba - zapewnił go gryząc swój chlebek. - No posmakuj - oderwał mu trochę chlebka dając mu do posmakowania.
Kazuo nie miał jak mu odmówić bo już miał kiełbaski w buzi i powoli je przegryzał.
- Pycha - oznajmił z lekkim uśmiechem - Ale naprawdę nie trzeba - dodał zaraz. Głupio by mu było tak go objadać.
- Okay - uśmiechnął się idąc za nim. - Niech ci będzie - zgodził się, wchodząc znów do klasy.
Kazuo powiódł wzrokiem po klasie, unosząc lekko brew do góry. Wywrócił oczyma nie rozumiejąc czemu tak się wszystkich piętnuje.
- Moi drodzy, cciałbym żebyście wybrali przewodniczących - oznajmił nauczyciel, jakby nie czytając atmosfery. Kazuo położył się na ławce uznając, że ma to gdzieś.
- To może Yuji - zaproponowała jedna z dziewczyn. - Jest odpowiedzialny i świetnie sobie poradzi w tej funkcji.
- Tak, tak, nie ma lepszej kandydatury - poparła ją reszta klasy.
- Yuji? Zgadzasz się? - zapytał go o zdanie mężczyzna.
- Yuji! Nie bądź taki. Kto głosuje za Yujim? - 90 procent ludzi klasy podniosło ręce w górę.
- No to przegłosowane - nauczyciel wpisał nazwisko Yujiego w odpowiednie miejsce. - Mamy przewodniczącego. Teraz przydałaby się przewodnicząca.
W klasie zapadła cisza, nikt nie chciał się odezwać. W końcu Kento podniósł rękę do góry.
- Uważam, że Yuji poradzi sobie sam - oznajmił prosto z mostu.
- Yuji tylko ty możesz nas ocalić - oznajmili mu jego koledzy z klasy. - Ty sobie poradzisz. To dla ciebie szansa - rzucił Kenta przystając tuż przy nim. - To zaszczyt być przewodniczącym.
- Właśnie, Yuji-kun. Spróbuj potraktować to swobodnie. No dobrze, skoro nie mamy innych kandydatur...
- Sensei, ja chętnie Yujiemu pomogę - oznajmił nagle Kazuo wstając i obejmując go ramieniem. - Wezmę pozycję drugiego przewodniczącego - oznajmił. - Aha i jeszcze jedno. Ustalmy sobie jedno... seksu nie było - wziął kartkę z zeszytu Yujiego i zaniósł ją do nauczyciela. - Sensei, proszę wreszcie zająć się swoją robotą.
'Bo ciebie to jednak obchodzi i widzę jak się czujesz' odpisał mu do końca lekcji śpiąc na ławce. Nauczyciel wpisał ich oboje jako przewodniczących klasy.
Na kolejnej przerwie do klasy wpadł Shuji i przysiadł się do nich. Słyszał już co się działo.
- Chodzicie ze sobą? - zapytał prosto z mostu.
- A co? Zazdrościsz? - odbił pałeczkę Kazuo.
- O proszę mnie przez łeb trzepniesz, a innych nie - wydął wargi chłopak, wstając i przeliczając drobniaki z kieszeni. - Chcesz jakiś sok? - zapytał Yujiego.
- To wezmę ci colę - zdecydował idąc na dół i zostawiając braci samych sobie.
- No poowiedz - Shuji drążył sprawę. Kazuo w tym czasie zszedł na parter do automatu z piciem. Sobie wziął melonowy sok, a dla Yujiego wybrał truskawkowy. Przyniósł mu go zaraz do klasy, stawiając tuż przed nim.
- Twój brat jest przewodniczącym - pochwalił się za niego. - Więc będzie w domu jeszcze później. Musisz nauczyć się gotować.
- Przyjazne zamiary, a co? - zapytał go zaraz. - Po prostu wziął sobie truskawkowego shake'a a potem lody również truskawkowe... uznałem że lubi truskawkowe smaki i tyle - wywrócił oczyma. Był po prostu dobrym obserwatorem. - A... ja też jestem przewodniczącym - rzucił swobodnie. - Choć pewnie będę takim do dupy.
- O nic się nie martw, pomogę ci jak cię nikt słuchać nie będzie chciał - pokazał mu język wypijając zaraz duży łyk soku.
- Pa - pokiwał mu na odchodnym Kazuo wracając do swojego soku. - co jest twoim ulubionym przedmiotem? - zainteresował się
- W-f - odparł bez zastanawiania się, po czym podrapał się nieco po głowie. - A z tych takich siedzonych... to chyba matematyka - mruknął. - Choć moje oceny tego nie oddają - roześmiał się serdecznie.
- Na razie nie dziękuję. Radzę sobie z ocenami ale zapamiętam propozycję - uśmiechnął się do niego lekko Kazuo. - Przyjdę jak będę miał z czymś większy problem - zapewnił go.
Zostali podzieleni na dwie drużyny. Yuji znajdował się w innej drużynie niż Kazuo. Gra w dwa ognie rozpoczęła się.
[Mou Tomo tęskni :P]
W końcu na placu boju został tylko Kazuo, ich matka oraz Yuji. Chłopak zręcznie mijał piłki wyrzucane przez Yujiego. Wuefista zagwizdał.
- Zmiana planów, teraz obie matki muszą trafić ostatniego żywego - oznajmił nagle, ku niedowierzaniu chłopaka. Kazuo ocenił swoje szanse. Nie były zbyt wielkie. Prędzej czy później padnie.
Kazuo wywrócił oczyma i spojrzał na kolegów z klasy.
- Zazdrość państwa zżera? Za mało czułości od dziewczyny? - zapytał z szyderczym uśmiechem, po czym jeszcze raz poczochrał Yujiego po głowie i poszedł do szatni.
Jednak nie znalazł go tam ani żadnych rzeczy poza swoimi bokserkami. Kazuo tymczasem wyszedł już spod prysznica w samych bokserkach.
- Czemuś się tak guzdrał co? - zapytał chłopaka siadając na ławeczce. - Poczekam na ciebie, śmigaj pod prysznic - klepnął go lekko w ramię.
- Okay... przyniosę ci coś ze zbioru rzeczy znalezionych - zdecydował wstając i wkładając na siebie spodnie. - A na razie masz - podał mu swoją koszulę, samemu ubierając jedynie t-shirt który nosił pod koszulą oraz marynarkę od mundurku szkolnego. - Znajdę ci jakieś portki, nie martw się - uśmiechnął się do niego nieco.
- Ale... - zatrzymał się w pół kroku, widząc jak ten się trzęsie. Naprawdę się obawiał tych głupich szczeniaków. Kazuo odetchnął głęboko i przyciągnął go do siebie, obejmując mocno ramionami. - Już dobrze - zapewnił go cicho. - Poszukamy ich razem, a jeśli się nie znajdą znajdziemy ci inne ciuchy.
- Hej - Kazuo złapał go mocno za nadgarstek. - Najpierw się uspokój - poradził mu sadzając go na ławce. - Ładne rumieńce - dodał zaraz z lekkim uśmiechem. - Zaraz ci je poszukam.
- Więc im się odpłać - poradził mu chłopak rzeczywiście odnajdując jego rzeczy całkowicie posiekane nożyczkami. - Chyba będzie trzeba znaleźć ci jednak inne ciuchy...
- O zabawkę i bento - odparł mężczyzna. - Kenta zabrał Yuyi zabawkę i popsuł ją, po czym wysypał na niego jego bento śmiejąc się że znowu ma z Totoro. Kenta również zostanie ukarany, a jego rodzice już jadą.
- No bo ciągle zaprzeczasz, a ja im jeszcze po mordzie nie dałem. Wolałbym tego nie robić pierwszego dnia szkoły - zauważył spokojnie. - Teraz mój drogi jesteś przewodniczącym, więc wykorzystaj to trochę. Nauczyciel prędzej uwierzy tobie niż bandzie nierobów.
- Nic - odparł spokojnie. - Podmieniłem nasze torby jak szliśmy na w-f - puścił do niego oczko. - Nie zrobił nic, to prawda ale nie każdy nauczyciel jest taki sam - żachnął się.
- Oj Yuji, nie dawaj sobą tak pomiatać - mężczyzna uśmiechnął się do niego delikatnie.
- Dlatego najważniejsze rzeczy mam w twojej torbie - dodał spokojnie Kazuo. - Pozwoliłem sobie wpakować tam swój portfel i dokumenty. Niczego ci nie ruszałem.
- Przecież go bronię - obruszył się Kazuo. - Nie chcę nikomu przyłożyć pierwszego dnia. Dyrcio oznajmił że mnie wyleje jak usłyszy o kolejnej bójce z moim udziałem - dodał zaraz. - Ale co ja mogę... jak on taki nieśmiały - wywrócił oczyma. - Umie się obronić sam, tylko jakoś nie chce...
- Ok, weźmiemy swoje rzeczy i spływamy z tej budy na dzisiaj - zdecydował za niego. - Pokażę ci fajne miejsce - dodał zaraz namawiając go na wagary.
- No ej... - Kazuo złapał go za nadgarstek i ucałował lekko w policzek. - No chodź ze mną na wagary - poprosił go. - Będzie fajnie.
- Chodź - burknął na to Kazuo i złapał go mocno za nadgarstek. Pociągnął za sobą aż na sam dach, gdzie zamknął za nimi drzwi. Puścił go dopiero tam. - Dlaczego to robię? Bo cię lubię, nawet bardzo - przyznał szczerze. - Od samego początku... włącza mi się taka czerwona lampka w głowie, która chce cię bronić przed wszystkim, a im dłużej z tobą przebywam... tym bardziej mnie zachwycasz - fuknął, łapiąc go za ramiona. Musnął ustami jego czoło. - Więc te plotki wcale nie są dla mnie nieprzyjemne.
- Raz, zrobiłem to bo byłem idiotą, który nie chciał stracić twarzy przed swoimi 'owcami' - odparł przyznając się do błędu. - A dwa... niekoniecznie. Chciałbym zapracować na to by plotki stały się prawdą, ale do tego potrzebna mi twoja zgoda - uśmiechnął się delikatnie.
- Tak szczerze to nie wiem. Nigdy jeszcze nie byłem w nikim zakochany... nigdy nie czułem tej lampki która pragnęła wciąz przy kimś być - przyznał szczerze. - Ale chciałbym spróbować - musnął dłonią jego policzek. - Nie zrobię tego jednak bez twojej zgody.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego szerzej, biorąc go w objęcia i przytulając do siebie mocno. - No to zabieram cię na wagary - klasnął w dłonie.
- Baka, teraz już nie ma co do klasy wracać. Zostało 15 minut lekcji - wywrócił oczyma idąc za nim do gabinetu dyrektora i czekając na niego tuż przed gabinetem.
- No weź... nie rób mi tego - jęknął Kazuo. - Shuji weźmie nasze torby, a my znikamy - zdecydował z delikatnym uśmiechem. - A od jutra obiecuję chodzić na niemal każdą lekcję - ucałował go w policzek i złapał go za rękę.
- To cześć. Widzimy się jutro - pomachał mu tylko i wyszedł tylnym wyjściem szkoły. Nie miał ochoty użerać się w szkole jeszcze jednej godzny. Jego limit wytrwałości właśnie został przekroczony.
Kazuo spędził pół dnia siedząc na klifie, po czym poszedł odebrać siostry i zrobił im szybki obiad zanim wróciła matka.
'Trzeba było ją tam zostawić' odpisał tylko kładąc się na swoim futonie. Sen przyszedł szybciej niż przypuszczał.
- Dzięki, ale nie trzeba było jej prać i w ogóle - zapewnił go biorąc od niego swoją torbę. - Dzisiaj się dasz namówić na wagary? - zapytał go zaraz, łapiąc go za rękę i idąc w stronę klasy.
- Ale wiesz... jedna opuszczona lekcja nie sprawi że ich dobrze nie zdasz - zauważył z delikatnym uśmiechem, wchodząc z nim do klasy. Widząc że nie ma w niej biurka Yujiego odetchnął głęboko i przestawił mu ławkę dowodzącego całą akcją chłopaka.
- Sądzę że dzisiaj nie będzie ci potrzebna - uśmiechnął się do niego sarkastycznie. - Jak chcesz gdzieś siedzieć, to radziłbym ci zejść na parter. O ile mnie wzrok nie mylił stała tam samotnie jedna ławka - puścił do niego oczko siadając na swoim już miejscu i uśmiechając się już do Yujiego.
- Mówię ci że jedna lekcja nic nie zrobi twoim ocenom - zapewnił go. - To jak?
[A właśnie... potrzebny jest Takano 3.0 xD]
- Daj się skusić ten jeden raz - szepnął mu do uszka. - Tylko dzisiaj - dodał zaraz. - W świątyni, gdzie pracuję... jest taki mały event dzisiaj.
[Okay :D ]
- Mou Yuji-chan... daj się skusić... będzie fajnie - kusił go dalej. - Znaczy ja muszę iść wcześniej, obiecałem pomóc z przygotowaniami.
- Kiedy ja muszę - odparł szczerze. - Już obiecałem staruszkom, że będę tam wcześniej, by im pomóc - uśmiechnął się nieco. - Ale trzeba zmienić trochę twoje nastawienie - rzucił wesoło. - Co do wagarów.
- Dlaczego? Żebyś troszkę wyluzował - pogłaskał go po policzku. - Nie można być zawsze tak poważnym. Chwytaj życie póki możesz. Zrób coś szalonego - uśmiechnął się do niego szerzej. - Po prostu zrób trochę głupstw.
- Ale będę uciekał - oznajmił prosto z mostu. - Ja po prostu nie widzę siebie w ławce 8 godzin dziennie - przyznał szczerze. - Nie potrafię tak - wzruszył ramionami. - A dzisiaj to i tak wyjątkowa sytuacja... zresztą jakby się psorowie dowiedzieli że pracuję to miałbym przerąbane bo przecież nie wolno nam podejmować pracy - żachnął się, kładąc nieco na ławce.
- Więc następną szaloną rzeczą będzie randka ze mną w sobotę - pokazał mu język.
- Ale ja ci mówię, że się zgodzisz - wyszczerzył się do niego. - Będzie fajnie. Pójdziemy na rower - puścił do niego oczko, prostując się kiedy wszedł nauczyciel.
- Dzień dobry - przywitał się z nimi. - Najpierw ogłoszenia parafialne - dodał z uśmiechem. - Zbliża się festiwal szkolny. Przewodniczący jutro będą mieli naradę w szkole i dowiedzą się szczegółów. Obecność OBOWIĄZKOWA - zaakcentował drugie słowo patrząc na Kazuo.
- Jutro dam radę, będę - zapewnił go chłopak z uśmiechem.
Kazuo wywrócił oczyma. Skupił się trochę na lekcji, ale niczego nowego się nie nauczył. Podświadomie liczył na coś ciekawego. Nie lubił gdy w szkole było za cicho.
- NIe musiałbym jej powtarzać, gdyby nie to ostatnie zawieszenie - zauważył spokojnie siadając z nim na dachu i biorąc go sobie między kolana. Objął go delikatnie w pasie pozwalając mu się o siebie oprzeć.
- Nie zrobią, jeśli im pokażesz że potrafisz się obronić. Następnym razem po prostu skorzystaj z tego co umiesz Yuji. Wiem że nie lubisz się bić, ale... parę razy skopiesz im dupę i się odczepią - zapewnił go delikatnie głaszcząc go po ramionach.
- Musisz uwierzyć w siebie. Dasz sobie radę - ucałował go w czoło. - Na pewno - pogłaskał go po policzku. - Zawsze możesz iść ze mną - dodał zaraz, próbując raz jeszcze namówić go na wagary. - Znikniemy tylko z w-fu.
- Mi na treningu zawsze taki wycisk dają - uśmiechnął się lekko, podjadając mu trochę ryżu. - Trudno, no nic. Mnie na w-fie nie będzie - zapewnił go tylko.
- Bo mnie tak szybko wziąłeś że nie dałes mi szansy zabrania swojego benta - naburmuszył się nieco, a w brzuszku mu zaburczało. - Ale wytrzymam do kolejnej przerwy - zapewnił go.
[Mou a Tomo czeka i czeka xD]
Kazuo przytulił go na moment mocniej.
- Uhm dla mnie to też nowe - zapewnił go. - Ale przyjemne - pogłaskał go po ramieniu.
Był nieco zaskoczony jego gestem, ale szybko skinął głową rozpromieniony.
- Tak było idealnie - zapewnił go wesoło, wstając w końcu bo zadzwonił dzwonek. - Chodźmy panie nie-chodzę-na-wagary.
- Moja? Czemu? - zdziwił się bo on swoje onigiri połknął gdy tylko je otrzymał. - Nic takiego nie zrobiłem.
W klasie o dziwo nie brakowało ani krzesła, ani stolika ani nawet torba Yujiego nie była wywrócona do góry nogami.
Kazuo zaśmiał się serdecznie, po czym zajął swoje miejsce i zdrzemnął się nieco, budząc dopiero kiedy nauczyciel uderzył go w głowę słownikiem.
- Kazuo-kun, proszę wymień 20 zagrożonych gatunków ptaków - oznajmił mężczyzna.
- Gatunek pierwszy... mężczyźni - wymamrotał chłopak, nieco specjalnie drażniąc nauczyciela.
- Widzę, że kompletnie nie słuchałeś - odparował chłodno mężczyzna. - Będziesz więc liderem swojej grupy 6-cio osobowej, którą sobie zbierzesz w związku z naszą wycieczką do Kioto. To kolejne ogłoszenie. Dobierzcie się w grupy 6-cio osobowe. Jutro rozdam wam formularze oraz mapy i przewodniki. Ułożycie dla swoich grup plan zwiedzania. Powodzenia.
- Weź mnie nie pouczaj proszę - poprosił go spokojnie. - Ostatnio chodzę na nocki do świątyni, gdzieś muszę pospać - burknął opadając na krzesło. - Będziesz w mojej grupie? - zapytał go zaraz.
_ Zrobimy najlepszą wycieczkę świata - oznajmił wesoło. - Zobaczymy Złotą Świątynię, dzielnicę Gejsz i wiele innych, po drodze posmakujemy przysmaków tylko z Kioto, a wieczorem obejrzymy przepiękny zachód słońca - oznajmił z wesołym uśmiechem.
- Sensei! A można połączyć grupę z inną klasą?
- Nie Kazuo, nie można - odparł chłodno mężczyzna.
- No to dupa, kogoś tu znajdę - zdecydował obserwując klasę. Widział jak tworzą się grupki i w końcu wyhaczył dwie dziewczyny, które zazwyczaj uznawane były za kujonki. Podszedł więc do nich proponując im współpracę i otrzymał odpowiedź twierdzącą.
- Dobry z ciebie argument Yuji-chan - zachichotał kiedy wrócił do ławki. - Zostało mi tylko dwoje znaleźć.
- Bo te panie jak usłyszały że jęsteś w mojej grupie to się zgodzily współpracować - odparł szczerze. - No to poznasz na wycieczce - poczochrał go po włosach.
Tomo przysnął, ale obudził się gdzieś o trzeciej nad ranem. Nie czując się najlepiej wyszedł z sali i podreptał na dach żeby się przewietrzyć. Tam dopiero zadzwonił do Takano.
- Taka-chan? Ja już nie chcę tu być - zamarudził mu trochę, opierając się o mur i pozwalając chłodnemu powietrzu muskać mu policzki. - Weź ode mnie tę chorobę... podzielę się nią z tobą, dobrze?
- Nie dziś, jutro - puknął go palcami w czoło. - Dzisiaj to ja się zwijam szybciej bo pomagam w świątyni - pokazał mu język. - Jutro spotkanie i jutro ustalimy szczegóły naszej wycieczki razem z dziewczynami i dwoma pozostałymi członkami.
- Zorganizuję - zapewnił go wesoło. - Nie bój żaby - ucałował go w czoło i wybiegł z klasy, zręcznie mijając uczniów. Nie miał teraz czasu na rozmyślanie o grupie. Jutro się tym zajmie.
Kazuo zaczął od wysprzątania całej świątyni i placu tuż przy niej, po czym pomógł wszystkim w rozstawianiu stoisk, by na końcu przejąć stoisko z małym grillem.
Chłopak był oblegany przez długą kolejkę głodnych mieszkańców. Wszędzie grąła muzyka, a lampiony dodawały nieco nastroju całemu przedsięwzięciu. Kazuo pomachał do Yujiego gdy tylko go zobaczył.
- Może takoyaki? - zaproponował.
- No widzisz? Mówiłem że nie będzie problemu - uśmiechnął się do niego podając mu stołek i obsługując kolejnych ludzi. - Kończę zmianę za godzinkę i idziemy się bawić - uśmiechnął się do niego.
- Odmieni się im - zapewnił go. - Wystarczy dobre podejście i trochę szczęścia - jednak nałożył mu trochę jedzenia na tackę i mu podał. - Za to niezjedzone bento.
- Onsen? O ja... nieźle - uśmiechnął się lekko. - Zobaczę cię nago - zachichotał pokazując mu język. - Wycieczka będzie udana - stwierdził wesoło, znów nakładając jedzonko dla zgłodniałej rodzinki.
- No wiesz? Ranisz moje uczucia - jęknął teatralnie chłopak patrząc na niego ze łzami w oczach. - Przecież ja ci niebo chcę uchylić... - wymamrotał. - Ilu osobowy chciałbyś wziąć? - zapytał go zaraz.
- No to weźmiemy dwójkę - stwierdził spokojnie. - I nic ci nie zrobię. No kurczę co ty myślisz że ja potwór jakiś jestem? - jęknął i skrzywił się zaraz bo przez to wszystko się oparzył.
- Bratem się nie przejmuj - ściągnął fartuszek podając go kobiecie która przyszła go zmienić zamienił z nią słowo i wziął Yujiego za rękę. - Nie ma czego się wstydzić zapewnił go. - Chodź, spróbujemy wyłowić jakieś rybki.
- Przestań się tak przejmować plotkami Yuji - jęknął łapiąc go w ramiona i przy wszystkich obecnych całując go mocno w usta. - Opinia innych ludzi się nie liczy - burknął. - Postaw się wreszcie bo inaczej całe życie będziesz zlęknionym chłopcem idącym za stadem bo 'co oni sobie pomyślą jak ja będę myśleć inaczej' - wymamrotał, patrząc mu prosto w oczy. - Zostaw to - warknął zaraz na chłopaka próbującego ukraść portfel Yujiego.
- Shuji sobie z tym akurat poradzi, a to całe nękanie... możesz się przed tym bronić, tak? - zauważył cicho. - Tylko nie wiem czemu tak się przed tym bronisz.
- A ja ci jeszcze nie mówiłem, ale powiem teraz. W życiu wiele nie osiągniesz wciąż chodząc z podkulonym ogonem i przyjmując wszystkie ciosy na siebie bo nie lubię walczyć - odparł spokojnie, obejmując go ramieniem. - Nie zrobię nic podejrzanego. Rozłożę sobie futon na drugim końcu pokoju.
- Nie musisz, ale jak zaczną nękać to czas najwyższy pokazać, że ty nie jesteś pierwszy lepszy który się da - pstryknął go w nosek i zaciągnął do straganu, gdzie kupił im 4 próby wyłowienia rybki. Kucneli przed miską z rybkami i obaj rozpoczęli łowienie.
- To powiedz swojemu wstrętnemu bratu jest świnią i przekaż mu jeszcze to! - zamachnęła się na niego, ale Kazuo złapał ją za rękę zanim dotarła do drugiego policzka Yujiego.
- Jesteś mi winna jeden raz w łowieniu rybki - burknął. - Przez ciebie się nie udało, ale chociaż mamy jedną honorową - spojrzał na złotą rybkę Yujiego. - Nazwiemy go... Henio - zaśmiał się puszczając już dziewczynę i zabierając Yujiego w stronę strzelnicy. - Heniuś brzmi nieźle.
- Nie, nie... lepiej mu będzie u ciebie - odparł wesoło. - Ale będę was odwiedzał - pokazał mu język mając w tym swój cel. Częstsze wizyty u Yujiego.
- Ale serio go weź, proszę - poprosił go cicho. - Ja nie mam nawet gdzie go postawić - przyznał szczerze. - Teraz będzie inaczej bo jeszcze ja będę się nim opiekować -zapewnił go.
- Proszę cię zaopiekuj się nim - jęknął cicho. - Ja po prostu nie mogę jej mieć - mruknął, obejmując go ramieniem. - Mhm o ale teraz wygram ci... smoka - zdecydował kupując sobie trzy losy. Dwa spudłował, a za trzecim trafił smoka. - Proszę!
- Moja mama nie lubi zwierząt - odparł po prostu. - Żadnych - mruknął. - Jak byłem mały, spłukała moją złotą rybkę. Więcej zwierząt nie miałem.
- Dzięki - uśmiechnął się, muskając jego usta swoimi kiedy nikt akurat nie patrzył. - Obejrzymy jeszcze fajerwerki? - zapytał z uśmiechem, bo ów ławeczka miała dobry widok na fajerwerki.
Prześlij komentarz