- Co to, to nie - Tomo zmarszczył nieco brwi. - Jak tylko wracam, pracuję na 3 zmiany. Nie podoba mi się to, że wciąż mnie tam nie ma. To nie jest poważne - burknął niezadowolony z samego siebie.
- Nie wcale, tylko o co? - zapytał go zaraz. - Sam sobie będziesz pracował, a ty siedź w domu i grzej dupę - burknął. - Yuya będzie chodził ze mną do piekarni. Nauczę go jak robić bułeczki i będzie mi pomagał - uśmiechnął się do chłopca.
- Ale zobacz jaki sprawiedliwy jesteś - westchnął cicho. - Podświadomie traktujesz mnie jak kobietę. Sam załatwiasz dla malucha opiekuna, bo ty się nim zajmować nie możesz, a mnie byś posadził na dupie bo tak ci wygodnie - fuknął przez Skypa. - Yuyuś to nie tak że nie chcę się tobą zająć - dodał zaraz. - Tylko tatuś traktuje siebie i mnie inaczej - zauważył. - Kochanie życzę ci dobrej nocy, a teraz już się rozłączę, zanim się pokłócimy z tatą - rzucił rozłączając się i wyłączając telefon oraz laptopa. Schował się pod kołdrę by nie przeszkadzać Junowi swoimi szlochami.
- Nie, wcale. Zawsze tak robi. Zaaawsze - fuknął. - Jak mu nie pasuje, to ty siedź, bo ty możesz przecież do pracy nie iść, a ja... ja nie mogę - burknął chłodno. - I ciągle opuszczam robotę, co mi się nie podoba. Myślę o zmianie pracy. Zostawię piekarnię mu, w cholerę, a sam będę wreszcie pracował w swojej dziedzinie. Wtedy nie będzie mnie całe dnie i dopiero da mu to do myślenia - fuknął całkiem wyprowadzony z równowagi. - I błagam nie broń go.
- Mogę z nim spędzić czas po pracy - zauważył spokojnie, po czym sięgnął sobie po miskę wymiotując do niej. - Cholera... tego nie widziałeś. Nic mi nie jest - mruknął wychodząc z łóżka by wszystko pozmywać. - Poza tym... nie chcę być nierobem. Wkurza mnie to kiedy muszę być zależny od Takano. Czasem nawet myślę, że niedobrze że tak mu daję się rozpieszczać. Nie chcę być od nikogo zależnym.
- Tak, ale ostatnio ciągle jestem chory. I w ogóle w roku to chyba tylko 3 miesiące pracowałem, reszta to wolne bo albo jestem chory, albo Takano musi gdzieś jechać i trzeba zostać z Yuyą - wymamrotał. - Ale to nic tylko chwila słabości. Pewnie reakcja na nowy lek. Mój organizm chyba nie toleruje leków - uśmiechnął się krzywo padając na łóżko.
- Mhm... - Tomo wziął tego cukierka i padł na łóżko. - Czasem jeszcze się zastanawiam czy nie odwołać ślubu - bąknął wpychając cukierka do buzi. - Bo przecież wcale się nie dogadujemy.
- Pewnie tak - Tomo przyznał mu rację i zaraz zachłystnął się powietrzem. Żeby Juna nie przestraszyć położył się do łóżka i zakrył się kołdrą. - Zmęczyłem się nieco - oznajmił jak najszybciej potrafił. - Dobranoc.
Tomo zacisnął zęby, nie chcąc żadnego lekarza. Kiedy jednak ten się w sali pojawił od razu go zbadał. Dostał jeszcze lek przeciwbólowy. - Ech... nie sądziłem, że ten antybiotyk aż tak pana załatwił - westchnął ciężko mężczyzna. - Jutro powtórzymy wszystkie badania.
- Ale kilku by ci się przydało - uśmiechnął się chłopak, chowając swoje książki do plecaka. - Tak żeby wyskoczyć z nimi na karaoke czy na shake'a - dodał wesoło. - Niewielu ale z dwóch czy trzech.
- Gome, było tam tak przyjemnie i chciałem chwilę tylko tam posiedzieć. Widzisz? Nawet wziąłem bluzę - mruknął wskazując na to jak jest ubrany. - Gome, nie chciałem tam zasypiać - westchnął kładąc się do łóżka.
Tomo leżał w jego ramionach dobre pół godziny zanim usiadł wreszcie. - Przepraszam Jun-chan - przeprosił przyjaciela, który na pewno najadł się przez niego trochę strachu.
- To dobrze - ucieszył się chłopak pijąc swoją czekoladę. - Ja naprawdę się nie złoszczę na niego - przyznał szczerze obierając jabłko i podając połowę Takano.
- Obym już tu nie trafił - wskoczył mu na plecy wtulając się w niego mocno. - Lekarz zapisał mi stare leki. Powiedział że nie będziemy na razie eksperymentować bo martwi się o wpływ na mój organizm.
- Mówił też, że poeksperymentujemy po naszym ślubie i podróży... weźmie mnie do szpitala na dłużej, żeby dostosować lepszy lek. Chciałby już dać mi lżejszy bo podobno jest poprawa spora i uważa, że lżejszy wystarczy - ucałował go w kark.
- Serio - przyznał szczerze. - Znaczy z jedzeniem jest lepiej, ale tak to czytam etykiety sprawdzzając je - odparł schodząc z niego kiedy dotarli do samochodu. Wsiadł do środka.
- Wiem kotek i uważam - zauważył. - Tylko nie wszystko się dopatrzy nie? Czasem są to śladowe ilości a ja to odczuwam - westchnął. - Ale to nic. Jak widziałeś za dużo mi nie przeszkadza w życiu... tylko jest upierdliwe jeśli chodzi o leki.
- Oni je naprawdę dobrze przeglądają, ale mama mówi że nie jest łatwo. Można coś przeoczyć - wzruszył ramionami. - Ale dam radę - uśmiechnął się szeroko. - Możemy dzisiaj wieczorkiem zrobić sobie taki mały grill? - zapytał zaraz.
- Yay jedne z moich ulubionych - ucieszył się Tomo idąc z Yuyą do salonu. - A poukładamy puzelki potem w trójkę? - Pewnie kochanie, po obiadku dobrze? - zaproponował mu Tomo.
- Wujeeek! Ty jesteś czarodziej! - krzyknął entuzjastycznie Yuya. - Wyczytałeś w myślach mi? - No pewnie - roześmiał sie serdecznie Tomo, czochrając mu włosy. - Ja wiem co dobre.
- Tak tato - odparł chłopiec wcinając swoją porcję. - Bardzo mocno. Ja lubię okonomiyaki. To moje ulubione danie - oznajmił wesoło. - Uhm mamusia je często robiła - dodał ciszej, jakby bojąc się że powiedział coś złego. - Yuyuś, czemu nie powiedziałeś wcześniej? Przecież okonomiyaki byłoby w stałym menu i częściej się pojawiało - Tomo wyszczerzył się do niego mocno. - Jestem pewien że ani tata ani ja nie mamy nic przeciwko temu.
- A wujek też czasem zrobi? - zapytał zaraz Yuya. - No pewnie - poczochrał go po włosach chłopak. - Cieszę się, że nam powiedziałeś - uśmiechnął się lekko. - I nie bój się mówić takich rzeczy. My przecież wiemy że bardzo rodziców kochałeś i nadal kochasz.
- Dobrze tato - chłopiec usiadł mu na kolankach i mocno się przytulił. - Ale ja już robię to co lubię... i to co mama robiła to ty robisz tatusiu. Mamusia mi czytała wieczorami, bo jak nie czytała to zasnąć nie mogłem i tatuś też mi teraz czyta - uśmiechnął się szeroko.
- Jutro skończymy zgoda? - zapytał Yuyę, Tomo zostawiając puzzle rozłożone w kącie na podłodze, po czym poszedł po gitarę i wraz z małym usiedli na ganku śpiewając trochę.
Tomo pośpiewał im jeszcze trochę, a Yuya śpiewał z nim refreny kołysząc się do rytmu. - Pięknie! - klasnął w dłonie kilka razy po skończonej kolejnej piosence.
- Bardzo... wreszcie normalne żarcie - uśmiechnął się szeroko, dojadając powoli swojego szaszłyka i maczając mięso w ketchupie przyniesionym z kuchni przez Yuyę. Chłopiec jadł trochę, potem biegał się bawić z pieskami i znów wracał do jedzenia.
Tomo przytulił się do niego od razu z lekkim uśmiechem na twarzy. - Tęskniłem za tym - przyznał szczerze. Taki wieczór mu wystarczył by był szczęśliwy.
- Uhm coś w tym jest - uśmiechnął się. - Yuya choć no tu na moment - poprosił go. - Pokaż łapkę - wziął jego zranioną rękę i podpisał mu się na gipsie. - O i od razu wygląda lepiej - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Okay - uśmiechnął się szeroko. - Ne... ale jak chcesz... możemy się przenieść do twojego domu - zacisnął nieco wargi bo nie był pewien czy rzeczywiście chce to robić. Tutaj z nimi czuł sie rzeczywiście u siebie.
Tomo skinął głową, a kiedy posprzątali poszedł się wykąpać. Pluskał się długo w swojej wannie, w swojej łazience ze swoimi zapachami. Wyszedł z niej szczęśliwy.
- Książeczkę - podał mu swoją książkę z zakładką tam gdzie kończył czytać. Przytulił się wówczas do jego piersi i zamknął oczy wsłuchując sie w jego głos i bicie serduszka.
- Przepyszne śniadanko dla moich głuptasków - odparł chłopak wesoło, całując go delikatnie na dzień dobry. - W programie zupa miso, omlecik z jajek, miseczka ryżu i troszeczkę rybek.
- Ale nie chcialem bo to strasznie nie m ęskie - odparł chłopiec zaczynając wcinać. - Smaczne wujek! - oznajmił z wypiekami na twarzy. - Zaraz niemęskie... tatuś mnie budzi jak zły koszmar ma - odparł na to Tomo. - Naprawdę? - zdziwił się chłopiec.
Yuya po zjedzeniu pozbierał naczynia i wsadził je do zmywarki, po czym wziął lekcje i usiadł z kanji oboj Tomo. - Pomożesz wujku? - zapytał. - Pewnie, z czym mamy problem? - zapytał go Tomo, kiedy Takano się ubierał i zbierał do pracy.
Tomo nie zdążył mu powiedzieć, że przecież oni też idą do pracy, tylko za chwilę. Skupił się więc na Yuyi i kiedy skończyli z kanji i chłopiec się ubrał poszli do piekarni.
- Tatuś - chłopiec wtulił się w niego. - Zobacz - wskazał na bułeczki na blaszcze. - Sam je formowałem z ciacha - oznajmił. - Wujek jest teraz na ladzie. Obsługuje.
Yuya skinął główką i sobie wziął swoją porcyjkę jedząc powoli. Pobiegł do taty dopiero kiedy usłyszał krzyki w piekarni i wystrzał z broni. - Tatuś! - wpadł do kuchni. - Ja się boję, ktoś strzelał!
Tomo odruchowo schował się pod ladę, wiążąc sobie prowizoryczny opatrunek na lewym ramieniu. Padły jeszcze dwa strzały i gangster upuścił broń padając na kolana przy kobiecie. - Jezu... ja nie chciałem... nie ciebie... babciu... - jęknął. Tomo policzył do dziesięciu zanim wyszedł ze swojego ukrycia. Gwałtownym ruchem odsunął gangstera od kobiety i rozerwał jej koszulkę. Wówczas poczuł stal broni przy głowie. - Dzwoń po karetkę. Nie dam rady jej pomóc sam - warknął do mężczyzny, biorąc jeszcze jeden głęboki oddech, zanim zabrał się do pracy. - Niech ktoś tu, do cholery, zadzwoni po karetkę! - krzyknął na swoich przerażonych współpracowników i chowających się po kątach klientach. - Odłóż tę broń - warknął obracając wzrok na niego. - Musisz mi pomóc. Przytrzymaj ją - poinstruował go, a chłopak odrzucił broń postanawiając współpracować. - Będzie mi potrzebna woda i gaza - rzucił w przestrzeń. - I przybory do szycia... - Chyba żartujesz! - winowajca spojrzał na niego wyraźnie przerażony. - Będziesz ją szył?! - Trzymaj ją i nie komentuj - Tomo nie znosił takich bezsensownych uwag, kiedy nie na to był czas. Wspólnik chłopaka wciąż miał przy sobie broń i obserwował to wszystko z chłodną rezerwą. - Lepiej ją uratuj - warknął na Tomo. - I niech nikt nawet nie myśli o wzywaniu glin.
- Nic mi nie jest - odparł chłopak, rzucając Takano spokojne spojrzenie. - Przynieś mi miskę z wodą, gazy i apteczkę - polecił mu ocierając pot z czoła zakrwawioną ręką. Kobieta zbyt szybko traciła krew. Rozerwał jej koszulę jeszcze bardziej i przycisnął do krwawiącej rany. - Odłóż ten telefon! - wrzsanął na Takano uzbrojony mężczyzna podnosząc drugą broń i wręczając ją swojemu koledze. Odebrał telefon Takano. - Nawet nie próbuj robić niczego głupiego. - Ona mi się wykrwawi! - krzyknął na mężczyznę Tomohisa. - Takano, ale już! - podniósł nieco głos, chcąc by jego mężczyzna nieco oprzytomniał. - Apteczkę potrzebuję - fuknął. Miał w niej wszystko czego teraz potrzebował.
- Poradzę sobie - odparł tylko koncentrując się na wyuczonych czynnościach. - Trzymaj ją mocno - poinstruował chłopaka, który teraz celował w niego bronią. - Jak nie przeżyje... - ...to będziesz miał prawo mnie zabić - odparł chłodno Tomo, nie do końca wiedząc co mówi. Zbyt skoncentrowany na ratowaniu kobiety. Oczyścił ranę i oblał swoje dłonie wodą, dezynfekując je zaraz, zanim wsunął dwa palce w ranę szukając łuski po naboju. Chwilę to trwało zanim ją znalazł. Wówczas to przyłożył gazę do rany. Przesunął dłonią po włosach, by odgarnąć je za ucho. - Takano musisz mi asystować - zagryzł mocno wargę. - Przygotuj mi igłę. Muszę to prowizorycznie zaszyć.
- Dzięki - Tomo sprawnie zaszył kobietę, po czym otarł dłonie o swoją koszulkę i sprawdził jej puls. Był ledwie wyczuwalny. Odetchnął głęboko, układając kobietę w bezpiecznej pozycji i okrywając ją izolacyjnym kocem. - Pilnuj jej oddechu - polecił chłopakowi, trzymającemu broń. - Powinna wytrzymać - dodał zaraz, osuwając się na kolana i łapiąc głęboki oddech. Dzięki Takano upadek nie był aż tak bolesny. - Gome, trochę siły mnie opuściły - mruknął tylko, już siadając o własnych siłach.
- Nikt więcej stąd nie wyjdzie! - wrzasnął na nich mężczyzna, chowając na moment broń. Lekarze wynieśli chorą pacjentkę a dwóch gangsterów zostało w środku. - Siadać! - krzyknął na nich, znów celując w Takano. Tomo pociągnął go w dół. - Nic mi nie będzie - szepnął. - Kula tylko mnie musnęła.
Mężczyźni przez dłuższą chwilę krążyli po piekarni niczym sępy, po czym jeden z nich wskazał zaplecze. - Przeszukaj górę. Dzieciak gdzieś powinien być - fuknął na niego. Tomo wymienił spojrzenia z Takano i zacisnął nieco pięści oddychając głęboko. Złapał leżący nieopodal nóż i bez ostrzeżenia wbił go Takano w rękę. - To twoja wina! - krzyknął na niego, uderzając go pięścią w nos. Grał na zwłokę licząc na to, że niedoświadczeni terroryści zostaną nieco zdekoncentrowani. - Miałeś tyle czasu, by zawiadomić gliny i nic z tym nie zrobiłeś! - warknął .
- Niby jak?! - zapytał go, a kiedy jeden z mężczyzn podszedł ich rozdzielić, powalił go kilkoma ciosami, zabierając mu broń. - Nie ruszaj się! - krzyknął na niego drugi z mężczyzn. - Nie sądzę - chłopak wystrzelił dwa razy. Pierwsza kula przebiła nogę stojącego, a druga tego już leżącego. Wówczas odrzucił broń. - Trzeba ich czymś związać - mruknął do siebie. - Nikt nie będzie groził mojemu synowi - złapał jednego z mężczyzn za włosy unosząc go nieco do góry. - Rozumiemy się?!
Policja spisała zeznania świadków i zabrała bandytów. Dopiero wówczas Tomo posadził Takano na stołku i zaczął opatrywać jego dłoń. - Gome... wybacz mi - poprosił go cicho przytulając mocno. - Nie mogłem niczego innego wymyśleć...
- Z moją ręką wszystko gra. Mówiłem ci że to tylko draśnięcie - odparł z lekkim uśmiechem, po czym poszedł za nim i kiedy zobaczył skulonego malca przytulił go ze wszystkich sił do siebie. - Martwiłem się o ciebie maluszku - szepnął.
Tomo objął go mocniej. DOpiero teraz zeszła z niego adrenalina. Poczuł pierwsze łzy w oczach, toteż schował głowę we włosach Yuyi. - Bałem się o was - oznajmił nieco łamiącym się głosem.
- Mnie nic nie jest. Opatrunek zrobie sobie zaraz porządny - uśmiechnął się do niego myjąc ręce w jego kuchni mydłem. Musiał spłukać z siebie krew kobiety, jeśli chciał w ogóle prowadzić. Przepłukał też włosy pod kranem. - Okay... możemy jechać. Taka-chan... przepraszam za tę rękę...
- Uhm... ja po prostu bałem się, że on znajdzie Yuyę - odparł cicho, biorąc malucha za rękę i sprowadzając go na dół, by oddać go w ręce Kou. - Tanaka-san... - Pan się nie martwi. Wszystkiego dopilnuję. Posprzątamy i zamkniemy dzisiaj piekarnię - odparł na to mężczyzna. - Dziękuję - uśmiechnął się do niego Tomo wychodząc z budynku. - Hej Kou... - Jezu... Takano - mężczyzna najpierw złapał brata w ramiona, a zaraz potem przyjrzał się Tomo i Yuyi. - Wy to macie autentycznego pecha.
- Nieźle cię załatwili - wskazał na jego rękę. - Uhm to akurat ja zrobiłem - przyznał się cicho Tomo, wyciągając kluczyki z kieszeni od spodni Takano. - Jezu... więcej się z nim nie kłóć - Kou zaśmiał się cicho. - Jeszcze cię zaszlachtuje przez przypadek.
- Ciesz się, że żyjesz a nie nagrody mi tu sępi - wywrócił oczyma Tomo idąc już do samochodu. - Przyjedziemy po Yuyę jak wrócimy - obiecał bardziej chłopcu niż Kou.
- Hej... Shujiego nie potrafiłbym kochać. Nie mój typ - wywrócił oczyma. - Zrozum wreszcie, że jesteście kompletnie inni...
- Już cię przeprosiłem - odparował cicho odpalając auto. - Nie wiedziałem jak inaczej wybrnąć z sytuacji - dodał odpalając auto i ruszając z miejsca. - A jak miał szukać Yuyi... to mi się słabo zrobiło - fuknął wściekły na to wszystko.
- Ale jesteście inni - wymamrotał chłopak odpadając na ławkę i zamykając oczy by odpocząć. - Z wyglądu też... masz inny rozstaw oczu i nieco przekrzywiony nos w prawo. Shuji ma go w lewo - oznajmił tylko.
- Aha więc teraz to ja jestem ten zły bo zrobiłem ci krzywdę. W porządku, rozumiem - burknął tylko pod nosem parkując przed szpitalem i rzucając mu kluczyki. Sam wyprzedził go i poszedł od razu do sali Juna. - Cześć, jeszcze cię trzymają? No już mogliby cię wypuścić - usiadł na stołku obok niego.
- Mów co chcesz, ja różnicę widzę - burknął niezadowolony. - Nie ma dwóch identycznych osób - dodał jeszcze. - I nie przekonasz mnie.
Tomo skinął lekko głową. - Przerąbane masz - uśmiechnął się lekko. - Ale może to nawet lepiej... - dodał ze śmiechem. - Odpoczniesz sobie.
- Ty jesteś jedyny w swoim rodzaju - zapewnił go Kazuo, prostując się gdy nauczyciel pojawił się w klasie. - Kazuo skoro już się pojawiłeś to zapraszam do odpowiedzi - zakomunikował na wstępie. - No to tyle jeśli chodzi o dobre oceny z chemii - westchnął chłopak idąc jednak do biurka nauczyciela.
- A to... nic takiego, kula mnie drasnęła - odparł szczerze. - Opatrzyłem to sobie, ale potem pójdę do mamy żeby mi to raz jeszcze przejrzała - dodał z lekkim uśmiechem, jakby to co powiedział było całkiem normalne.
Kazuo wydukał co nieco i dostał tróję. Odetchnął z wyraźną ulgą, bo przynajmniej nie było pały, i wrócił na swoje miejsce. - Yuji, twoja kolej - mężczyzna skinął dłonią na chłopaka wołając go do odpowiedzi.
- Nic się nie stało na szczęście właśnie - burknął chłopak. - Dwóch takich idiotów z broniami w dloniach weszło do mojej piekarni. Zaczęli strzelać na oślep. Nim zdążyłem się odpowiednio osunąć, kula trafiła mnie w ramię ale nie przebiła go. No wiesz tak drasnęła - wyjaśnił. - Potem jeden z bandytów postrzelił swoją własną babcię, był cyrk, nie chciał by umarła więc jej pomagałem przeżyć - wymamrotał. - Zszyłem ją na żywca - zacisnął wargi. - Nie miałem innego wyjścia, inaczej straciłaby za dużo krwi... a potem skrzywdziłem Takano, bo chcieli przeszukać cały budynek. Szukali chyba Yuyi - zacisnął mocno pięści. - W ostatecznym rozrachunku nic się nei stało.
Kazuo słuchał jego wypowiedzi. Nie była znowu idealna. - Oj Yuji, coś chyba się nie chciało uczyć, co? - nauczyciel uniósł lekko brew. - Siadaj, dwa.
- Ja też nie. Chyba po prostu mam pecha - przyznał szczerze. - Trochę się tylko martwię... wiesz, w takich chwilach jak tamta... ja byłem zimny. Żadnych uczuć, tylko przetrwanie...
- Mhm niby tak, ale to chyba pierwszy raz kiedy mnie takiego widział. Jeszcze powiedział mi, że on też chciał pomóc, ale nie chciał mnie krzywdzić - spojrzał na Juna. - To znaczy że jestem gorszy nie? Bo mnie nawet nie przyszło na myśl, żeby no wiesz... żeby się powstrzymać.
- No tak, ale mimo wszystko - odparł zaciskając nieco wargi. - Za często mi grożono już bronią, bym potrafił myśleć o czymś innym niż przetrwaniu - przyznał szczerze. - Potrzebujesz czegoś? Co ci przywieźć następnym razem? Yuya pyta kiedy przyjdziesz z Ryu żeby się z nim pobawić...
- Och no tak, wszystko moja wina - wywrócił oczyma Kazuo, a kiedy nadeszła przerwa przy jego ławce pojawiła się Aya. - Kazuo-kun, wpiszesz mi się do pamiętnika - zapytała zbierając całą swoją odwagę by to zrobić. Nerwowo ściskała pamiętnik w dłoniach. - Pewnie, nie widzę problemu - odparł tylko chłopak sięgając po pamiętnik. - Ale... mogę go do jutra trzymać? - Pewnie! Dziękuję - dziewczyna rozpromieniła się nieco idąc z powrotem na swoje miejsce. - Ne...Yuji-chan... co o niej wiesz? - zapytał go zaraz Kazuo. - No bo... jak mam jej się wpisać, skoro nawet za dobrze jej nie znam?
- Roger, książki - zakodował sobie w myślach. - Przyniosę ci też coś dobrego do jedzenia - uściskał Juna w przypływie braterskich uczuć. - Pójdę już do mamy bo ramię trochę jednak boli - stwierdził z uśmiechem.
- Myślisz? - spojrzał na dziewczynę z nieodgadnionym uśmiechem. - No proszę... - zaśmiał się nieco. - Ktoś tu jest zazdrosny - wbił lekko palec w jego policzek.
Tomo wszedł do gabinetu mamy bo nie było kolejki. - Hej mamo - usiadł na stołku rozwiązując prowizoryczny opatrunek i pokazując jej ramię. - Sam mogę sobie opatrzyć jak nie masz czasu - rzucił swobodnie.
- Mou i ani trochę nie jesteś zazdrosny? - zapytał go z lekkim smutkiem w głosie. - Ale na pewno? - dźgnął go ołówkiem w plecy.
- Dziękuję - odparł tylko pozwalając jej zająć się swoim ramieniem. - Kula tylko mnie drasnęła, to nic poważnego - zapewnił ją z delikatnym uśmiechem, chcąc ją trochę uspokoić.
- Naprawdę? - Kazuo wyszczerzył się do niego szelmowsko. - Ale ona nie jest w moim typie - zapewnił go zaraz przeglądając pamiętnik dziewczyny. - No dobrze... co by jej tu naskrobać.
- Wiem, ale nie było jak myśleć o tym w tamtej chwili. Przemyłem wodą - odparł informując ją o tym co zrobił. - A ta kobieta? Żyje? - zapytał jej zaraz.
- Więc nie martw się tak - pokazał mu język wybierając sobie stronę w pamiętniku. Włożył tam zakładkę pisząc póki co jedynie datę.
- Ne, mamo? Ja chyba jestem nienormalny - powiedział jej prosto z mostu. - Nie umiem tego wyjaśnić... po prostu... nie myślę jak normalni ludzie - mruknął odsuwając się od niej. - Mogę jutro do ciebie przyjechać po południu? Ale tak sam?
- Jesteś uroczy kiedy się tak rumienisz - zapewnił go cicho Kazuo.
Tomo przyszedł do niego. Podwinął rękaw bluzy by mu pokazać opatrunek. - Pójdziemy jeszcze do księgarni? - zapytał tylko opuszczając rękaw bluzy. - I na dango.
- A może dla odmiany pójdziemy na dół - zaproponował mu biorąc go za rękę i ciągnąć na tyły szkoły, gdzie schowali się za drzewem wiśni. Usiadł na ziemi z lekkim uśmiechem. - Moje drugie ulubione miejsce.
- Mogą być też lody - zgodził się idąc z nim do samochodu i znów zabierając mu kluczyki. - Póki co jesteś zdany na moje umiejętności kierownicze - oznajmił z lekkim uśmiechem.
- Czasem odmiana się przydaje - odparł spokojnie, bo on uwielbiał to miejsce, zwłaszcza kiedy wiśnie zaczynały kwitnąć.
- Jadę po obiedzie - odparł spokojnie. - Na kolację wrócę - obiecał mu. - Odbiorę Yuyę po szkole, bo ma dodatkowe lekcje i kończy o 18. I razem z nim wrócę.
- Nie musisz. Mnie jest tak wygodnie - pogłaskał go po włosach jedząc jescze swoje bento.
- Dobrze, ale może powinieneś wziąc dzień lub dwa urlopu z tą twoją łapką co? - zaproponował tylko, hamując na czerwonym świetle.
- Nie przejmuj się - uśmiechnął się do niego nieco. - Niech patrzą i zazdroszczą - dodał wesoło. - Pyszne jest. Dodałeś jakąś nową przyprawę - zauważył.
- Myślę, że jeden dzień wolnego ci nie zaszkodzi kochanie - odparł szczerze. - Poćwicz trochę w domu. Przecież ty gotujesz używając obu dłoni - zauważył.
- Niech patrzy i zazdrości - pokazał mu język, odkładając puste pudełeczko na bok. - Dziękuję za pyszności.
- Na lody i dango... znaczy do takiej kawiarni, bo ja mam ochotę na dango - uśmiechnął się lekko, parkując przed księgarnią.
- Wiem i to dobrze - ucałował go ukradkiem w nosek. - Ładną pogodę mamy, nie? - uśmiechnął się lekko. - W poniedziałek tata jedzie na misję. Cieszę się, że go nie będzie.
- Mam całą listę książek do kupienia - wyciągnął z kieszeni spodni listę podzielona na książki dla Yuyi, Juna i dla niego. - Zonacz - pokazał mu ze śmiechem.
- Na tydzień - odparł spokojnie. - To i tak dużo - dodał zaraz.
- Pewnie - zgodził się Tomo idąc w półki i szukając najpierw pozycji dla Yuyi. Wybrał mu 3 książki, potem poszedł wybrać coś dla Juna i kiedy wybierał dla siebie przykucnął nabierając głębokiego oddechu. Trochę się zmęczył. Odczuwał skutki swoich odważnych działań.
- Porozmawiam, ale nie wiem czy coś do niej dotrze - przyznał szczerze, głaszcząc go po policzku.
Tomo przytulił się do niego na moment tylko oddychając i zamykając oczy. - Mi brakuje moich książek ale potrzebuję chwilki - uśmiechnął się krzywo.
- Mama nie chce od niego odejść. Boi się że jak odejdzie to nie będzie miała z czego żyć - mruknął cicho. - Poza tym on jej nic nie robi przecież... a jak mnie zleje to potem jest szczególnie miły.
- Uhm ok - podał mu kartkę z książkami, po czym oparł się nieco mocniej o półkę. - Zaraz będzie lepiej. Schodzi ze mnie wszystko.
Kazuo mu nie odpowiedział. Dla Yujiego to było takie proste, ale on nie wyobrażał sobie by mógł uciec z domu. Był zbyt zastraszony przez ojca by mu to nawet przez myśl przeszło. Potrząsnął tylko przecząco głową, w końcu wstając. - Chodź, przerwa się kończy.
- Okay - zgodził się wsiadając do auta i ruszając z miejsca, by zawieźć go do dobrej lodziarni, która miała w swej ofercie również i dango.
Kazuo nie słuchał już na biologi, leżąc tylko na ławce, ukryty za książkami. Był nieco przygnębiony tą całą rozmową z Yujim. Dopiero kiedy nauczyciel wyrwał go do odpowiedzi wstał. - Nie wiem panie psorze, poddaję się - oznajmił krótko, sprzątając swoje rzeczy do torby. - Yamanaka, jeśli teraz stąd wyjdziesz to możesz już nie wracać! - krzyknął za nim nauczyciel, ale chłopak tylko prychnął pod nosem. - Bo co? Uderzy mnie pan jak tu wrócę? - zapytał tylko, zatykając mu tym samym usta. Trzasnął drzwiami i wyszedł. Odetchnął głęboko dopiero kiedy znalazł się na świeżym powietrzu. Udał się na klif, by obserwować stamtąd podmywające plażę fale. Uniósł się wcześniej i mimowolnie wyładował swoją frustrację na biologu. Westchnął ciężko padając na ziemie. Trudno, najwyżej będzie miał kolejnego wroga do kolekcji.
Tomo przyniósł mu kartę dań, samemu siadając obok naprzeciw niego i uśmiechając się do niego delikatnie. - Kocham cię wiesz?
Kazuo odpisał mu że nic się nie stało i ma się nie przejmować, bo on nie jest na niego zły czy coś. Nie ruszył sie jednak z miejsca, uznając że nie ma ochoty wrócić do szkoły. *** - Yo Yuji-chan - Yabu usiadł za chłopakiem dźgając go palcem w plecy by zwrócić na siebie uwagę. - Gdzie jest Yamanaka? - zapytał go po prostu. - Mam do niego sprawę.
- Ale będzie dłużej - odparł cicho, spoglądając mu prosto w oczy. - A samochodem będziemy mieli jeszcze możliwość odwiedzenia innych rzeczy niż tylko garniaków - zauważył z uśmiechem.
Kazuo wrócił dopiero na ostatnią godzinę do szkoły. W końcu mieli na niej ustalić ostatecznie szczegóły podróży po Kioto.
- Dziękuję - ucałował go w policzek tak ukradkiem kiedy nikt nie patrzył. Zaraz też zabrał mu trochę bitej śmietany z deseru. - Ja sobie też starał ufać - przyznał szczerze.
- Okay, z wielbicielką pogadam na koniec zajęć - zachichotał widząc jego minę. - A ja tam nie wiem co ty robisz jak mnie nie ma.
- I przepraszam za rękę - szepnął znów jedząc swoje dango. - Chyba zamówię sobie jeszcze jedne. Mogę? - upewnił się. - Jak mi zostanie wezmę do domku.
Kazuo wyjaśnił wszystkim jak to widzi. Posłuchał wskazówek i pozmieniał trasy tak by było logiczniej. - Okay, jako że sę dobrze nie znamy, to co powiecie na spotkanie po zajęciach? - zaproponował z uśmiechem. - Yuji, może u ciebie? - dodał zaraz spoglądając na chłopaka. - Każdy przyniesie coś do jedzonka, jakieś planszówki i zrobimy sobie wieczór zapoznawczy.
Tomo zamówił sobie drugą porcję i od razu papier by zapakować resztki. Podzielił sobie porcję na dwie. - To wezmę do domu. Zjem później albo z Yuyą się podzielę - uśmiechnął się wkładając do torebki 6 kuleczek dango, pozostałe 6 zostawił na talerzu. - Ne... Kou-chan powiedział że zajmie się Yuyą chętnie nawet przez noc... zostalibyśmy na noc w Tokio? - zapytał go.
- Nie mam konkretnego celu - odparł Tomo. - Znaczy chciałbym z tobą spędzić romantyczny wieczór w Tokio - dodał zaraz nieco się rumieniąc.
- Super - ucieszył się, a reszta zaraz zaczęła wymieniać się z nimi numerami telefonów. - To ja przyniosę twistera i szarlotkę. Mam w domu - stwierdził Kenta. - Ja przyniosę piwo - rzuciła Aya. - Mam też kalambury. Przyniosę. - A ja zorganizuję jakieś warzywka i zrobimy na miejscu sałatkę - zdecydowała Marika. - Jeśli będę mogła użyć kuchni - dodał zaraz nieco skruszona patrząc niepewnie na Yujiego.
- Może wieczorem zajdziemy do jakiejś klimatycznej knajpki z grającym na żywo amatorskim zespołem. Tylko żeby posłuchać - zaproponował zaraz, biorąc ostatnie dango z talerza. - Zgadzasz się?
- Ja mogę zrobić lasagne - zaproponowała jeszcze Haruka, która normalnie była najcichszą osobą w klasie, nie licząc Yujiego rzecz jasna. - W takim razie. mamy wszystko ustalone - uśmiechnął się Kazuo. - Będzie fajnie.
- Albo zaczniemy w przedpokoju, kończąc w łóżku - zaśmiał się. - Chciałbym wypróbować to twoje jakuzzi - przyznał szczerze, dojadając swoje dango. - Okay skończone.
- A skąd - Kenta wyszczerzył się nieco. - Shuji równy gość. Już mi napisał że skombinuje jakieś alko... - zagryzł nagle wargi. - Okay... dodał też 'nie mów Yujiemu'. Udawaj że nie słyszałeś.
- To było tak dawno, że nie pamiętam - pokazał mu język. - Uhm jeszcze na cmentarz - mruknął cicho. - Możemy, nie?
Kazuo poczekał na niego przy szafkach. - Jesteś bardzo zły za tę integrację u ciebie? - zapytał go prosto z mostu. - Powiedziałbym że u mnie ale... no u mnie lepiej nie próbować takich rzeczy.
Tomo skinął tylko głową i ruszył w stronę cmentarza, gdzie wysiadł wraz z Takano. Wciąż było mu trudno chodzić na cmentarz ale robił to nieco częściej.
- I tak sobie poradzisz - zapewnił go, obejmując ramieniem i wychodząc ze szkoły.
- Bar tak, ale zespołu nie - przyznał szczerze. - Pokażę ci w domu na stronie internetowej. Jest niedaleko twojego mieszkania. Kiedyś sam tam grywałem - przyznał się, łapiąc go nieco mocniej za rękę.
- No matko, to tylko objęcie ramieniem - wywrócił oczyma. - Przecież cię przy nich nie całuję - wymamrotał.
- Ale tak wszystkiego? - spojrzał na niego zaskoczony. - A nie weźmiesz mnie na jakąś super ekstra kolację? - zapytał. - Bo ja nie znam wykwintnych miejsc - przyznał szczerze przystając przy grobach i zaciskając jego dłoń jeszcze mocniej.
- Nie prawda... z kumplami też się tak obejmuję - burknął odsuwając się od niego na pół metra.
Postał tak w jego objęciach kilka długich minut, zanim otarł łzy i odsunął się. - Dziękuję - ucałował go w policzek. - Możemy już jechać do domku. Jeszcze tylko lody kupimy - przypomniał sobie.
- Tak też możemy normalnie rozmawiać - pokazał mu język.
- Jestem za - zapewnił go chłopak odpalając auto i ruszając spokojnie w stronę Yukan. Zaciskał dość mocno dłonie na kierownicy. Nie mógł jeszcze kompletnie się rozluźnić ale przełamywał się. - A co na obiad dzisiaj mamy? Może zrobię naleśniki? - zaproponował. - Będzie lekko.
Kazuo był dopiero 3 osobą, która do nich zawitała. Położył torbę na progu i wszedł do środka. - Cześć - przywitał się ze wszystkimi. Yuji był już w kuchni razem z Haruką i Ayą wesoło się z czegoś śmiejąc. - Cześć Shuji - objął chłopaka ramieniem. - Wybacz jeśli przeszkodziłem ci z planem nauki.
- Nie, ja sam je zrobię - uparł się chłopak. - Ne Taka-chan... ręka mi drętwieje - mruknął. Miał takie wrażenie i nie mógł się go pozbyć, przez co zaciskał ręce na kierownicy jeszcze mocniej.
- Oj tam... Yuji już powiedział że nie jest na mnie zły - zaśmiał się, a słysząc głos Ayi pstryknął palcami. - Pamiętam, pamiętnik - wyszczerzył się do niej, podając jej ów zeszyt i siadając tuż obok dziewczyny.
Chłopak wziął kilka głębokich wdechów i nieco się rozluźnił. Uśmiechnął się wówczas do Takano.
- Haai - odkrzyknął mu. - Gomene... pan domu wzywa - uśmiechnął się do niej nieco wstając by pomóc chłopakowi. - Przyniosłem soki - rzucił jeszcze swobodnie. I woreczek na lód. Może zrobimy? - zaproponował mu.
- Un i potem mnie przytulisz - uśmiechnął się do niego lekko, parkujac przed supermarketem.
Kazuo zabrał już gotowe rzeczy na stół, stawiając tam też parę soków. Shuji z Kentą grali w wyścigi samochodowe na telewizorze. Kazuo wrócił do kuchni do Yujiego i korzystając z okazji, że nikt nie patrzy, ucałował go porządnie w usta. - Stęskniłem się - zapewnił go z uśmiechem. - Zazdrośniku - pokazał mu język.
- Okay - zgodził się wsiadając znów do auta i ruszając po Yuyę. Chłopiec bawił się na podwórku, więc jak ich zobaczył od razu do nich pobiegł. - Tatuś! Zawiesisz mi huśtawkę? - zapytał go, ciągnąc go do drzewa gdzie Kou zawiesił huśtawkę. - Proooszę.
Shuji od razu usiadł obok brata klepiąc go po udzie. - Co tam? - zagadnął go, a Kazuo omal nie padł ze śmiechu widząc minę chłopaka.
- Oponę! - odparł entuzjastycznie Yuya mocno się do niego przytulając. - Wejdziecie na kawę? - zapytała ich (jak ona miąła na imię).
- To świetnie - ucieszył się jego brat, a Kazuo usiadł na podłodze. Zaraz przysiadła się do niego Aya. - Ne... lubisz kino? - zainteresowała się. - Chyba tak - odparł szczerze chłopak. - Znaczy lubię - uśmiechnął sido niej.
- Świetnie - uśmiechnęła się kobieta wracając do domu. Tomo też już poszedł do środka. - Ja się pobawię jeszcze dobrze? - zapytał go chłopiec chcąc się pobujać.
Shuji zaśmiał się tylko i wrócił do rozmowy z Kentą. - Ano ne... - Haruka zacisnęła pięści na kolanach rumieniąc się okropnie. - Bardzo cię lubię Yuji-kun - oznajmiła nagle.
Mary przyniosła im zaraz po kawałku ciasta lekkiego, piankowego oraz kawkę. - Tomo ja będę miała wielką prośbę do ciebie - oznajmiła cicho. - Chciałabym nagrać piosenkę... dla... - zarumieniła się mocno. - Tylko nic mu nie mów Takano, bo cię zamorduję - dodała mrużąc niebezpiecznie oczy. - Pomożesz mi? - Pewnie - wyszczerzył się do niej chłopak. - Tylko przynieś słowa i powiedz mi swoje wyobrażenie a coś wykombinujemy.
Haruka skinęła lekko głową trochę smutna, ale zaraz uśmiechnęła się do niego delikatnie. - Przepraszam że ci to mówię - wyszeptała. - Tylko... chciałam... chciałam żebyś wiedział. Nie złość się na mnie - poprosiła go. - Uhm moglibyśmy... nadal się kolegować?
- Na pewno? - upewniła się tylko, a kiedy Takano skinął głową odetchnęła z wyraźną ulgą. - Przyniosę... może wpadnę jak wrócicie z Tokio? - zaproponowała. - Pewnie, powiedz tylko wcześniej to zrobię jakiś dobry deser - uśmiechnął się Tomo. - Bo to trochę pracy jest - przyznał szczerze.
- Dziękuję - dziewczyna uśmiechnęła się do niego przyjaźnie. - Zagrajmy w twistera! - rzuciła nagle Aya rozkładając grę.
- Myślisz? Chciałabym mu ją dać na urodziny - odparła szczerze. - W tym roku robimy rodzinne - dodała z uśmiechem. - Koyuki chce też otworzyć klinikę lekarską tutaj, ale to jak już będziemy mieli więcej odłożonych pieniędzy. - To dobry pomysł. Przyda się tu lekarz pierwszej pomocy - przyznał szczerze Tomo.
- To może Haruka i Kenta - zaproponowała Aya, a Haruka i Kenta nie mieli nic przeciwko. - Naprawdę jesteś taki dobry? - zapytał go zaraz Kazuo.
[Bo zapominam kto co robi... obrze że jeszcze pamietam ze Takano to cukiernik :P]
- Chyba niekoniecznie kochanie - odparł szczerze Tomo, opierając głowę o jego ramię. - Menagerem może być każdy. Potem wystarczy tylko trochę wiedzy i ogłady. Tak mi się wydaje.
- Nie, ale boję się o mój złoty nadgarstek. Jeszcze nie będę mógł zagrać w meczu
Tomo upił łyk swojej kawy. - Musicie do nas wpaść kiedyś. Nie przejmuj się zgredkiem tylko wpadaj - oznajmił z uśmiechem. - Ja w przeciwieństwie do niego, lubię takie spotkania.
- To był taki tam słaby żarcik głupi - parsknął śmiechem, czochrając go po włosach. - Okay nasza kolej. Spróbuję zmierzyć się z mistrzem - wyszczerzył się do reszty.
- No dobrze, niech będzie - zaśmiał się cicho. - Musisz mi dać przepis na tę piankę - rzucił zaraz. - Oj ale to nic trudnego. Takie tam ciacho na szybko - odparła spokojnie Mary.
- Dziękuję. Cieszę się, że wam smakuje - uśmiechnęła się do nich szczerze. Yuya wrócił do salonu by nalać sobie soku do szklanki i znów pobiec na dwór.
Kazuo kilka ruchów później runął jak długi wprost na Yujiego. Roześmiał się przy tym serdecznie. - Shuji ty kanciarzu - fuknął na chłopaka.
- Kocham cię - Tomo ucałował go w policzek, dopijając swoją kawkę. - Baaardzo - dodał wstając. - Mary przyjdź kiedy chcesz - ucałował ją w policzek. - Tatuś? - Yuya wbiegł do domu. - A obejrzymy dziś bajkę?
- Mam nadzieję, że nie będziesz żałować - przyznał szczerze Kazuo opierając ukradkiem głowę o jego ramie.
Tomo usiadł za kierownicę i ruszył do domku. Yuya siedział z tyłu ciesząc się że już jest z rodzicami. - Zrobię nam naleśniki na taką obiadokolację, pasuje? - upewnił się tylko. - Jupi! Takie pyszne? - zapytał Yuya. - Najpyszniejsze.
Kazuo wstał trochę niechętnie, ale przecież obiecał Yujiemu się kryć. - No dobra - zgodził się z uśmiechem.
- Tak - ucieszył się chłopiec. - Tatuś, wujek ja was kocham najmocniej na świecie wiecie? - zapytał ich. - Wiemy ale bardzo miło nam to słyszeć - zapewnił go Tomo. - No i... my też cię kochamy najmocniej na świecie, prawda? - spojrzał na Takano.
- Umrę - jęknął Kazuo ze śmiechem, a Kenta roześmiał się serdecznie. - Nie bój żaby, co może być gorszego od pytania o pierwszy seks? - zapytał go. - Hm... znalazłoby się parę pytań - zapewnił go chłopak tak lawirując na twisterze żeby za blisko dziewczyny nie lądować/
Chłopiec uśmiechnął się do nich szeroko i kiedy wysiedli z samochodu pomógł im zanieść zakupy do pokoju. - Zawieszamy oponę? - zapytał taty biorąc narzędzia które mogą się przydać Takano i idąc z nim na dwór kiedy Tomo rozpoczął smażenie naleśników.
Kazuo klasnął w dłonie pomagając Ayi wstać. - A jednak nie jestem najgorszy w te klocki - zażartował uśmiechając się nieco do Ayi. Usiadł naprzeciw Yujiego i popatrzył na butelkę która kręcąc się wyrzuciła Shujiego. - No dobra... wyzwanie?
Yuya aż z radości przytulił mocno Takano zanim usiadł na oponie żeby ją wypróbować. - Tatuś dziękuję, dziękuję! - był szczęśliwy mając huśtawkę w ogródku.
- Łaaatwizna - wyszczerzył się do Shujiego podchodząc do niego i już otwierając ramiona, by w ostatniej chwili obrócić się tak by przytulić Yujiego. - Uwielbiam cię - szepnął mu do ucha biorąc zaraz butelkę w dłonie i siadając na swoje miejsce. Padło na Shujiego. - Pytanie czy wyzwanie? - zapytał go.
1 477 komentarzy:
1 – 200 z 1477 Nowsze› Najnowsze»...
- Co to, to nie - Tomo zmarszczył nieco brwi. - Jak tylko wracam, pracuję na 3 zmiany. Nie podoba mi się to, że wciąż mnie tam nie ma. To nie jest poważne - burknął niezadowolony z samego siebie.
- Nie wcale, tylko o co? - zapytał go zaraz. - Sam sobie będziesz pracował, a ty siedź w domu i grzej dupę - burknął. - Yuya będzie chodził ze mną do piekarni. Nauczę go jak robić bułeczki i będzie mi pomagał - uśmiechnął się do chłopca.
- Ale zobacz jaki sprawiedliwy jesteś - westchnął cicho. - Podświadomie traktujesz mnie jak kobietę. Sam załatwiasz dla malucha opiekuna, bo ty się nim zajmować nie możesz, a mnie byś posadził na dupie bo tak ci wygodnie - fuknął przez Skypa. - Yuyuś to nie tak że nie chcę się tobą zająć - dodał zaraz. - Tylko tatuś traktuje siebie i mnie inaczej - zauważył. - Kochanie życzę ci dobrej nocy, a teraz już się rozłączę, zanim się pokłócimy z tatą - rzucił rozłączając się i wyłączając telefon oraz laptopa. Schował się pod kołdrę by nie przeszkadzać Junowi swoimi szlochami.
- Jskim tam raju - Tomo otarł łzy nie wychodząc spod kołdry. - To droga męki przez udrękę... miłość jest przereklamowana...
- Nie, wcale. Zawsze tak robi. Zaaawsze - fuknął. - Jak mu nie pasuje, to ty siedź, bo ty możesz przecież do pracy nie iść, a ja... ja nie mogę - burknął chłodno. - I ciągle opuszczam robotę, co mi się nie podoba. Myślę o zmianie pracy. Zostawię piekarnię mu, w cholerę, a sam będę wreszcie pracował w swojej dziedzinie. Wtedy nie będzie mnie całe dnie i dopiero da mu to do myślenia - fuknął całkiem wyprowadzony z równowagi. - I błagam nie broń go.
- Mogę z nim spędzić czas po pracy - zauważył spokojnie, po czym sięgnął sobie po miskę wymiotując do niej. - Cholera... tego nie widziałeś. Nic mi nie jest - mruknął wychodząc z łóżka by wszystko pozmywać. - Poza tym... nie chcę być nierobem. Wkurza mnie to kiedy muszę być zależny od Takano. Czasem nawet myślę, że niedobrze że tak mu daję się rozpieszczać. Nie chcę być od nikogo zależnym.
- Nie przekonasz mnei Yuji. Nie dzisiaj - oznajmił tyłko puszczając go i kładąc się na dachu szkole. - A moje bento zostało w klasie.
- Tak, ale ostatnio ciągle jestem chory. I w ogóle w roku to chyba tylko 3 miesiące pracowałem, reszta to wolne bo albo jestem chory, albo Takano musi gdzieś jechać i trzeba zostać z Yuyą - wymamrotał. - Ale to nic tylko chwila słabości. Pewnie reakcja na nowy lek. Mój organizm chyba nie toleruje leków - uśmiechnął się krzywo padając na łóżko.
- Nie... lepiej na kolejnej przerwie. Teraz wolę pooglądać niebo - szepnął z uśmiechem.
- Dziękuję - ucałował go w policzek smakując onigiri. W tej chwili smakowało wyśmienicie. Jakby nigdy jeszcze nie jadł czegoś tak pysznego.
- Nie zwalam na niego winy -spiorunował wzrokiem Juna. - Mówię tylko że mnie wkurza jak z góry zakłada że to ja zostanę w domu a nie on.
- Mhm... - Tomo wziął tego cukierka i padł na łóżko. - Czasem jeszcze się zastanawiam czy nie odwołać ślubu - bąknął wpychając cukierka do buzi. - Bo przecież wcale się nie dogadujemy.
- Pewnie tak - Tomo przyznał mu rację i zaraz zachłystnął się powietrzem. Żeby Juna nie przestraszyć położył się do łóżka i zakrył się kołdrą. - Zmęczyłem się nieco - oznajmił jak najszybciej potrafił. - Dobranoc.
- Nie mogę odetchnąć i strasznie mi zimno Jun, ale chciałbym wyjść już niedługo. Nie chcę lekarza - wymamrotał walcząc z sobą.
Tomo zacisnął zęby, nie chcąc żadnego lekarza. Kiedy jednak ten się w sali pojawił od razu go zbadał. Dostał jeszcze lek przeciwbólowy.
- Ech... nie sądziłem, że ten antybiotyk aż tak pana załatwił - westchnął ciężko mężczyzna. - Jutro powtórzymy wszystkie badania.
- Miałeś go nie wołać. Przeszłoby - wymamrotał chłopak chowajac się pod kołdrę.
- Ale kilku by ci się przydało - uśmiechnął się chłopak, chowając swoje książki do plecaka. - Tak żeby wyskoczyć z nimi na karaoke czy na shake'a - dodał wesoło. - Niewielu ale z dwóch czy trzech.
- Przez Juna muszę być grzeczny - poskarżył mu się. - Nadal jestem zły ale przyjedź jutro - poprosił go.
- Nie - odparł cicho. - Możesz z Yuyą - dodał zaraz. - Ale ja chcę popłakać - przyznał mu się.
- Yhm ok - mruknął cicho, rozłączając się. Przysnął na tym dachu i nie obudził się do 10 rano.
- Gome, było tam tak przyjemnie i chciałem chwilę tylko tam posiedzieć. Widzisz? Nawet wziąłem bluzę - mruknął wskazując na to jak jest ubrany. - Gome, nie chciałem tam zasypiać - westchnął kładąc się do łóżka.
- Gome, przysnęło mi się - wtulił się w niego mocno, chowając się w jego ramionach. - Ale nie uciekłem ze szpitala.
- Pół nocy - mruknął uszczególniając. Długo potem lezał nic nie mówiąc.
Tomo leżał w jego ramionach dobre pół godziny zanim usiadł wreszcie.
- Przepraszam Jun-chan - przeprosił przyjaciela, który na pewno najadł się przez niego trochę strachu.
- Postaram się nie zasypiać - obiecał mu biorąc sobie trochę czekolady.
- Nie mogę obiecać - mruknął zaraz. - No bo przecież... ja lubię tam siedzieć... a w nocy jest tak cicho.
- Byłem na ciebie zły... - usprawiedliwił mu się ze swoich czynów i kichnął trochę. - Gome...
- Un apróbuję nie robić - obiecał tylko kładąc się już pod kołderką. - Jak się czuje maluch?
- To dobrze - ucieszył się chłopak pijąc swoją czekoladę. - Ja naprawdę się nie złoszczę na niego - przyznał szczerze obierając jabłko i podając połowę Takano.
- Wiem kochanie - przytulił się nieco do niego maczając swoją część jabłka w czekoladzie i dopiero wtedy je zjadając.
- No tak - zgodził się oddając mu kubeczek i odkładając resztę jabłka na stolik. - Zimno mi - mruknął kładąc się wygodniej na łóżku.
- Przytul - poprosił go Tomo. Zasnął krótko po tym w jego ramionach.
[odpiszę potem na Yujiego :) ]
Tomo puścił go dopiero po dobrych dwóch godzinach kiedy przekręcał się na drugi bok. Temperatura zeszła mu odrobinę.
Tomo obudził mu się kiedy ten miał wychodzić. Ucałował go jeszcze w policzek i sięgnął sobie po książkę. Wyszedł ze szpitala już w piątek.
- Obym już tu nie trafił - wskoczył mu na plecy wtulając się w niego mocno. - Lekarz zapisał mi stare leki. Powiedział że nie będziemy na razie eksperymentować bo martwi się o wpływ na mój organizm.
- Mówił też, że poeksperymentujemy po naszym ślubie i podróży... weźmie mnie do szpitala na dłużej, żeby dostosować lepszy lek. Chciałby już dać mi lżejszy bo podobno jest poprawa spora i uważa, że lżejszy wystarczy - ucałował go w kark.
- Nie tak zaraz. Tak w listopadzie - odparł spokojnie. - No bo ze mną trudno... jestem na wiele rzeczy uczulony...
- Serio - przyznał szczerze. - Znaczy z jedzeniem jest lepiej, ale tak to czytam etykiety sprawdzzając je - odparł schodząc z niego kiedy dotarli do samochodu. Wsiadł do środka.
- No bo nie potrzebne to było - wywrócił oczyma, po czym wymienił mu wszystkie związki na które jest uczulony. Głównie takie wchodzące w skład leków.
- Wiem kotek i uważam - zauważył. - Tylko nie wszystko się dopatrzy nie? Czasem są to śladowe ilości a ja to odczuwam - westchnął. - Ale to nic. Jak widziałeś za dużo mi nie przeszkadza w życiu... tylko jest upierdliwe jeśli chodzi o leki.
- Oni je naprawdę dobrze przeglądają, ale mama mówi że nie jest łatwo. Można coś przeoczyć - wzruszył ramionami. - Ale dam radę - uśmiechnął się szeroko. - Możemy dzisiaj wieczorkiem zrobić sobie taki mały grill? - zapytał zaraz.
- To super. Posiedzimy na ganku, zjemy dobre jedzonko. Yuya pobawi się z pieskami w ogrodzie, a ty mnie potulisz.
- Un ale chyba wolę prowadzić wiesz? Jednak jak mam kontrolę nad kółkiem to czuję się trochę pewniej w mej niepewności - wysiadł z samochodu.
Tomo wziął malucha na ręce i okręcił się z nim dookoła.
- Kocham cię mały paskudo - ucałował go znowu.
- Yay jedne z moich ulubionych - ucieszył się Tomo idąc z Yuyą do salonu.
- A poukładamy puzelki potem w trójkę?
- Pewnie kochanie, po obiadku dobrze? - zaproponował mu Tomo.
- Wujeeek! Ty jesteś czarodziej! - krzyknął entuzjastycznie Yuya. - Wyczytałeś w myślach mi?
- No pewnie - roześmiał sie serdecznie Tomo, czochrając mu włosy. - Ja wiem co dobre.
- No tak, najpierw puzelki - zauważył ze śmiechem chłopak. - A ty razem z nami - lekko dźgnął palcem Takano w bok.
- Kochanie udało ci się, wiesz? - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Nawet smak dość japoński. Ale jutro uczymy cię robić pandę.
- Panda będzie dobra - uśmiechnął się Tomo. - A potem może głowa Pikachu? - dodał zaraz ze śmiechem.
- Tak jest kochanie - ucałował go w policzek wracając do omu-ricu.
- Tak tato - odparł chłopiec wcinając swoją porcję. - Bardzo mocno. Ja lubię okonomiyaki. To moje ulubione danie - oznajmił wesoło. - Uhm mamusia je często robiła - dodał ciszej, jakby bojąc się że powiedział coś złego.
- Yuyuś, czemu nie powiedziałeś wcześniej? Przecież okonomiyaki byłoby w stałym menu i częściej się pojawiało - Tomo wyszczerzył się do niego mocno. - Jestem pewien że ani tata ani ja nie mamy nic przeciwko temu.
- A wujek też czasem zrobi? - zapytał zaraz Yuya.
- No pewnie - poczochrał go po włosach chłopak. - Cieszę się, że nam powiedziałeś - uśmiechnął się lekko. - I nie bój się mówić takich rzeczy. My przecież wiemy że bardzo rodziców kochałeś i nadal kochasz.
- Dobrze tato - chłopiec usiadł mu na kolankach i mocno się przytulił. - Ale ja już robię to co lubię... i to co mama robiła to ty robisz tatusiu. Mamusia mi czytała wieczorami, bo jak nie czytała to zasnąć nie mogłem i tatuś też mi teraz czyta - uśmiechnął się szeroko.
- Z uśmiechem pandę? - zapytał zaraz wesoło się szczerząc i teraz przytulając go jeszcze mocniej. - Kocham cię tatusiu.
- Juhu! - chłopiec jeszcze go ucałował i pobiegł po puzle, które zaraz rozpoczęli układać. Bawili się fajnie we troje.
- Jutro skończymy zgoda? - zapytał Yuyę, Tomo zostawiając puzzle rozłożone w kącie na podłodze, po czym poszedł po gitarę i wraz z małym usiedli na ganku śpiewając trochę.
Tomo pośpiewał im jeszcze trochę, a Yuya śpiewał z nim refreny kołysząc się do rytmu.
- Pięknie! - klasnął w dłonie kilka razy po skończonej kolejnej piosence.
- Ja chce największy - odparł chłopiec zaraz, a Tomo odłożył gitarę.
- A ja najbardziej spieczony - puścił do niego oczko.
- I chlebek upieczony - dodał zaraz Tomo, siadając tak by nieco opierać się o Takano. - Kocham cię wiesz? Strasznie mocno - zapewnił go.
- Ale ja mocniej - przekamarzał się z nim śmiejąc pod nosem. - Mhm pychotka. Uwielbiam takie spieczone.
- Bardzo... wreszcie normalne żarcie - uśmiechnął się szeroko, dojadając powoli swojego szaszłyka i maczając mięso w ketchupie przyniesionym z kuchni przez Yuyę. Chłopiec jadł trochę, potem biegał się bawić z pieskami i znów wracał do jedzenia.
Tomo przytulił się do niego od razu z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Tęskniłem za tym - przyznał szczerze. Taki wieczór mu wystarczył by był szczęśliwy.
- A co jeszcze lubisz? - zapytał go zaraz chłopak, wpatrując się trochę w gwiazdy.
- Dziwne masz upodobania - zaśmiał się Tomo cmokając go w szyję i sięgając sobie po kiełbaskę.
- No bo ja jestem taki debil - odparł ze śmiechem. - Ale cieszę się że lubisz ze mną czas spędzać.
- Mhm ale dzisiaj jest milej - zachichotał jedząc kiełbaskę i patrząc na Yuyę. - Dobrze mi tu z wami po prostu.
- Uhm coś w tym jest - uśmiechnął się. - Yuya choć no tu na moment - poprosił go. - Pokaż łapkę - wziął jego zranioną rękę i podpisał mu się na gipsie. - O i od razu wygląda lepiej - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Pewnie i nie daj się temu małemu bobkowi - Tomo poczochrał go po włosach. - Jesteśmy z tatą z ciebie dumni że tak sobie poradziłeś.
- Bardzo, bardzo? Bo ja was najmocniej na świecie - zapewnił ich chłopak.
Chłopiec uśmiechnął się wówczas szeroko, wtulając się w nich obu i zaczął zbierać śmieci żeby je wynieść.
- Tatuś ja pomogę posprzątać - zapewnił go.
- Ale potem pomogę - zapewnił go chłopiec.
- Mhm nawet herbatka jest w termosie... no proszę. Prawie jak piknik - zachichotał Tomo.
- No paczcie go, jaki leniwiec - roześmiał się serdecznie Tomo, całując go lekko w usta. - Kocham cię strasznie mocno.
- Kocham cię mój głuptasie - uśmiechnął się do niego po czym wciągnął na siebie jego bluzę żeby cieplej mu było.
- Wreszcie mogę posłuchać twojego serduszka i otoczyć się twoim zapachem - oznajmił cicho Tomo, po czym zaczął nucić jakąś balladę.
- To nie dobrze - puknął go palcem w czołO> Takie uzależnienie zdrowe nie jest.
- Żaden nałóg nie jest mały - odparł śmiejąc się z jego miny.
- No dobra, niech ci będzie że nie jest zły - wywrócił nieco oczyma.
- Taka-chan? W twoich ramionach jest mi najbezpieczniej - zapewnił go nagle Tomo.
W odpowiedzi tylko skinął mu głową i uśmiechnął się delikatnie. - Bo jesteś najlepszym człowiekiem na całym świecie.
- No bo cię kocham to wiem co mówię - pstryknął go w nos. - Kiedy zainstalujesz nam huśtawkę? - zapytał zaraz.
- Takiej że będzie można się położyć i pospać na niej na dworzu też? - zapytał zaraz, przytulając się mocniej do niego. - Bo ja na ganku też lubię.
- Okay - uśmiechnął się szeroko. - Ne... ale jak chcesz... możemy się przenieść do twojego domu - zacisnął nieco wargi bo nie był pewien czy rzeczywiście chce to robić. Tutaj z nimi czuł sie rzeczywiście u siebie.
- Musimy ich odwiedzić - odpał zaraz Tomo. - Chciałbym z nimi się widywać co najmniej dwa razy w miesiącu - odparł szczerze.
- Dobrze - zgodził się zaraz, nieco ziewając. - Aaa... chyba się zmęczyłem - westchnął ciężko.
- Ale jak nie chcesz spać to nie musisz kochanie - żachnął się Tomo wstając i pomagając mu sprzątać.
Tomo skinął głową, a kiedy posprzątali poszedł się wykąpać. Pluskał się długo w swojej wannie, w swojej łazience ze swoimi zapachami. Wyszedł z niej szczęśliwy.
- Tomo czekał na niego w łóżku. Zdążył już nawet poczytać Yuyi na dobranoc, a teraz wyciągnął do niego łapki.
- Poczytaj mi - poprosił.
- Książeczkę - podał mu swoją książkę z zakładką tam gdzie kończył czytać. Przytulił się wówczas do jego piersi i zamknął oczy wsłuchując sie w jego głos i bicie serduszka.
Tomo zasnął swobodnie po dwóch rozdziałach, wtulając się w niego jeszcze mocniej.
Tomo wstał zupełnie raniutko żeby przygotować im pyszne śniadanko, całkiem japońskie z zupą miso na czele.
- Przepyszne śniadanko dla moich głuptasków - odparł chłopak wesoło, całując go delikatnie na dzień dobry. - W programie zupa miso, omlecik z jajek, miseczka ryżu i troszeczkę rybek.
Maluch pokręcił przecząco główką. - Jeszcze pięć minut - poprosił tatę trąc oczka.
- Tatusiu bo ja miałem brzydki sen - chłopiec wstał w końcu i poszedł do salonu ziewając. - I budziłem w nocy.
- Ale nie chcialem bo to strasznie nie m ęskie - odparł chłopiec zaczynając wcinać. - Smaczne wujek! - oznajmił z wypiekami na twarzy.
- Zaraz niemęskie... tatuś mnie budzi jak zły koszmar ma - odparł na to Tomo.
- Naprawdę? - zdziwił się chłopiec.
Yuya po zjedzeniu pozbierał naczynia i wsadził je do zmywarki, po czym wziął lekcje i usiadł z kanji oboj Tomo.
- Pomożesz wujku? - zapytał.
- Pewnie, z czym mamy problem? - zapytał go Tomo, kiedy Takano się ubierał i zbierał do pracy.
Tomo nie zdążył mu powiedzieć, że przecież oni też idą do pracy, tylko za chwilę. Skupił się więc na Yuyi i kiedy skończyli z kanji i chłopiec się ubrał poszli do piekarni.
- Tatuś - chłopiec wtulił się w niego. - Zobacz - wskazał na bułeczki na blaszcze. - Sam je formowałem z ciacha - oznajmił. - Wujek jest teraz na ladzie. Obsługuje.
Yuya skinął główką i sobie wziął swoją porcyjkę jedząc powoli. Pobiegł do taty dopiero kiedy usłyszał krzyki w piekarni i wystrzał z broni.
- Tatuś! - wpadł do kuchni. - Ja się boję, ktoś strzelał!
Tomo odruchowo schował się pod ladę, wiążąc sobie prowizoryczny opatrunek na lewym ramieniu. Padły jeszcze dwa strzały i gangster upuścił broń padając na kolana przy kobiecie.
- Jezu... ja nie chciałem... nie ciebie... babciu... - jęknął.
Tomo policzył do dziesięciu zanim wyszedł ze swojego ukrycia. Gwałtownym ruchem odsunął gangstera od kobiety i rozerwał jej koszulkę. Wówczas poczuł stal broni przy głowie.
- Dzwoń po karetkę. Nie dam rady jej pomóc sam - warknął do mężczyzny, biorąc jeszcze jeden głęboki oddech, zanim zabrał się do pracy. - Niech ktoś tu, do cholery, zadzwoni po karetkę! - krzyknął na swoich przerażonych współpracowników i chowających się po kątach klientach.
- Odłóż tę broń - warknął obracając wzrok na niego. - Musisz mi pomóc. Przytrzymaj ją - poinstruował go, a chłopak odrzucił broń postanawiając współpracować. - Będzie mi potrzebna woda i gaza - rzucił w przestrzeń. - I przybory do szycia...
- Chyba żartujesz! - winowajca spojrzał na niego wyraźnie przerażony. - Będziesz ją szył?!
- Trzymaj ją i nie komentuj - Tomo nie znosił takich bezsensownych uwag, kiedy nie na to był czas. Wspólnik chłopaka wciąż miał przy sobie broń i obserwował to wszystko z chłodną rezerwą.
- Lepiej ją uratuj - warknął na Tomo. - I niech nikt nawet nie myśli o wzywaniu glin.
- Nic mi nie jest - odparł chłopak, rzucając Takano spokojne spojrzenie. - Przynieś mi miskę z wodą, gazy i apteczkę - polecił mu ocierając pot z czoła zakrwawioną ręką. Kobieta zbyt szybko traciła krew. Rozerwał jej koszulę jeszcze bardziej i przycisnął do krwawiącej rany.
- Odłóż ten telefon! - wrzsanął na Takano uzbrojony mężczyzna podnosząc drugą broń i wręczając ją swojemu koledze. Odebrał telefon Takano. - Nawet nie próbuj robić niczego głupiego.
- Ona mi się wykrwawi! - krzyknął na mężczyznę Tomohisa. - Takano, ale już! - podniósł nieco głos, chcąc by jego mężczyzna nieco oprzytomniał. - Apteczkę potrzebuję - fuknął. Miał w niej wszystko czego teraz potrzebował.
- Poradzę sobie - odparł tylko koncentrując się na wyuczonych czynnościach. - Trzymaj ją mocno - poinstruował chłopaka, który teraz celował w niego bronią.
- Jak nie przeżyje...
- ...to będziesz miał prawo mnie zabić - odparł chłodno Tomo, nie do końca wiedząc co mówi. Zbyt skoncentrowany na ratowaniu kobiety. Oczyścił ranę i oblał swoje dłonie wodą, dezynfekując je zaraz, zanim wsunął dwa palce w ranę szukając łuski po naboju. Chwilę to trwało zanim ją znalazł. Wówczas to przyłożył gazę do rany. Przesunął dłonią po włosach, by odgarnąć je za ucho.
- Takano musisz mi asystować - zagryzł mocno wargę. - Przygotuj mi igłę. Muszę to prowizorycznie zaszyć.
- Dzięki - Tomo sprawnie zaszył kobietę, po czym otarł dłonie o swoją koszulkę i sprawdził jej puls. Był ledwie wyczuwalny. Odetchnął głęboko, układając kobietę w bezpiecznej pozycji i okrywając ją izolacyjnym kocem. - Pilnuj jej oddechu - polecił chłopakowi, trzymającemu broń. - Powinna wytrzymać - dodał zaraz, osuwając się na kolana i łapiąc głęboki oddech. Dzięki Takano upadek nie był aż tak bolesny.
- Gome, trochę siły mnie opuściły - mruknął tylko, już siadając o własnych siłach.
- Nikt więcej stąd nie wyjdzie! - wrzasnął na nich mężczyzna, chowając na moment broń. Lekarze wynieśli chorą pacjentkę a dwóch gangsterów zostało w środku. - Siadać! - krzyknął na nich, znów celując w Takano.
Tomo pociągnął go w dół.
- Nic mi nie będzie - szepnął. - Kula tylko mnie musnęła.
Mężczyźni przez dłuższą chwilę krążyli po piekarni niczym sępy, po czym jeden z nich wskazał zaplecze.
- Przeszukaj górę. Dzieciak gdzieś powinien być - fuknął na niego. Tomo wymienił spojrzenia z Takano i zacisnął nieco pięści oddychając głęboko. Złapał leżący nieopodal nóż i bez ostrzeżenia wbił go Takano w rękę.
- To twoja wina! - krzyknął na niego, uderzając go pięścią w nos. Grał na zwłokę licząc na to, że niedoświadczeni terroryści zostaną nieco zdekoncentrowani. - Miałeś tyle czasu, by zawiadomić gliny i nic z tym nie zrobiłeś! - warknął .
- Niby jak?! - zapytał go, a kiedy jeden z mężczyzn podszedł ich rozdzielić, powalił go kilkoma ciosami, zabierając mu broń.
- Nie ruszaj się! - krzyknął na niego drugi z mężczyzn.
- Nie sądzę - chłopak wystrzelił dwa razy. Pierwsza kula przebiła nogę stojącego, a druga tego już leżącego. Wówczas odrzucił broń. - Trzeba ich czymś związać - mruknął do siebie. - Nikt nie będzie groził mojemu synowi - złapał jednego z mężczyzn za włosy unosząc go nieco do góry. - Rozumiemy się?!
Policja spisała zeznania świadków i zabrała bandytów. Dopiero wówczas Tomo posadził Takano na stołku i zaczął opatrywać jego dłoń.
- Gome... wybacz mi - poprosił go cicho przytulając mocno. - Nie mogłem niczego innego wymyśleć...
- Z moją ręką wszystko gra. Mówiłem ci że to tylko draśnięcie - odparł z lekkim uśmiechem, po czym poszedł za nim i kiedy zobaczył skulonego malca przytulił go ze wszystkich sił do siebie. - Martwiłem się o ciebie maluszku - szepnął.
Tomo objął go mocniej. DOpiero teraz zeszła z niego adrenalina. Poczuł pierwsze łzy w oczach, toteż schował głowę we włosach Yuyi.
- Bałem się o was - oznajmił nieco łamiącym się głosem.
- Wiem... po prostu... - Tomo zagryzł lekko wargi i nabrał kilka głębokich oddechów ostatecznie się uspokajając. - Po prostu się martwiłem...
- Uhm dobrze, zawiozę cię - zdecydował zaraz Tomo. - Kou-chan zaraz tu będzie. Yuyuś? Pójdziesz do wuja dobrze?
- Dobrze - chłopiec nie protestował.
- Mnie nic nie jest. Opatrunek zrobie sobie zaraz porządny - uśmiechnął się do niego myjąc ręce w jego kuchni mydłem. Musiał spłukać z siebie krew kobiety, jeśli chciał w ogóle prowadzić. Przepłukał też włosy pod kranem. - Okay... możemy jechać. Taka-chan... przepraszam za tę rękę...
- Uhm... ja po prostu bałem się, że on znajdzie Yuyę - odparł cicho, biorąc malucha za rękę i sprowadzając go na dół, by oddać go w ręce Kou. - Tanaka-san...
- Pan się nie martwi. Wszystkiego dopilnuję. Posprzątamy i zamkniemy dzisiaj piekarnię - odparł na to mężczyzna.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego Tomo wychodząc z budynku. - Hej Kou...
- Jezu... Takano - mężczyzna najpierw złapał brata w ramiona, a zaraz potem przyjrzał się Tomo i Yuyi. - Wy to macie autentycznego pecha.
- Nieźle cię załatwili - wskazał na jego rękę.
- Uhm to akurat ja zrobiłem - przyznał się cicho Tomo, wyciągając kluczyki z kieszeni od spodni Takano.
- Jezu... więcej się z nim nie kłóć - Kou zaśmiał się cicho. - Jeszcze cię zaszlachtuje przez przypadek.
- Ciesz się, że żyjesz a nie nagrody mi tu sępi - wywrócił oczyma Tomo idąc już do samochodu. - Przyjedziemy po Yuyę jak wrócimy - obiecał bardziej chłopcu niż Kou.
- Hej... Shujiego nie potrafiłbym kochać. Nie mój typ - wywrócił oczyma. - Zrozum wreszcie, że jesteście kompletnie inni...
- Już cię przeprosiłem - odparował cicho odpalając auto. - Nie wiedziałem jak inaczej wybrnąć z sytuacji - dodał odpalając auto i ruszając z miejsca. - A jak miał szukać Yuyi... to mi się słabo zrobiło - fuknął wściekły na to wszystko.
- Ale jesteście inni - wymamrotał chłopak odpadając na ławkę i zamykając oczy by odpocząć. - Z wyglądu też... masz inny rozstaw oczu i nieco przekrzywiony nos w prawo. Shuji ma go w lewo - oznajmił tylko.
- Aha więc teraz to ja jestem ten zły bo zrobiłem ci krzywdę. W porządku, rozumiem - burknął tylko pod nosem parkując przed szpitalem i rzucając mu kluczyki. Sam wyprzedził go i poszedł od razu do sali Juna. - Cześć, jeszcze cię trzymają? No już mogliby cię wypuścić - usiadł na stołku obok niego.
- Mów co chcesz, ja różnicę widzę - burknął niezadowolony. - Nie ma dwóch identycznych osób - dodał jeszcze. - I nie przekonasz mnie.
Tomo skinął lekko głową.
- Przerąbane masz - uśmiechnął się lekko. - Ale może to nawet lepiej... - dodał ze śmiechem. - Odpoczniesz sobie.
- Ty jesteś jedyny w swoim rodzaju - zapewnił go Kazuo, prostując się gdy nauczyciel pojawił się w klasie.
- Kazuo skoro już się pojawiłeś to zapraszam do odpowiedzi - zakomunikował na wstępie.
- No to tyle jeśli chodzi o dobre oceny z chemii - westchnął chłopak idąc jednak do biurka nauczyciela.
- A to... nic takiego, kula mnie drasnęła - odparł szczerze. - Opatrzyłem to sobie, ale potem pójdę do mamy żeby mi to raz jeszcze przejrzała - dodał z lekkim uśmiechem, jakby to co powiedział było całkiem normalne.
Kazuo wydukał co nieco i dostał tróję. Odetchnął z wyraźną ulgą, bo przynajmniej nie było pały, i wrócił na swoje miejsce.
- Yuji, twoja kolej - mężczyzna skinął dłonią na chłopaka wołając go do odpowiedzi.
- Nic się nie stało na szczęście właśnie - burknął chłopak. - Dwóch takich idiotów z broniami w dloniach weszło do mojej piekarni. Zaczęli strzelać na oślep. Nim zdążyłem się odpowiednio osunąć, kula trafiła mnie w ramię ale nie przebiła go. No wiesz tak drasnęła - wyjaśnił. - Potem jeden z bandytów postrzelił swoją własną babcię, był cyrk, nie chciał by umarła więc jej pomagałem przeżyć - wymamrotał. - Zszyłem ją na żywca - zacisnął wargi. - Nie miałem innego wyjścia, inaczej straciłaby za dużo krwi... a potem skrzywdziłem Takano, bo chcieli przeszukać cały budynek. Szukali chyba Yuyi - zacisnął mocno pięści. - W ostatecznym rozrachunku nic się nei stało.
Kazuo słuchał jego wypowiedzi. Nie była znowu idealna.
- Oj Yuji, coś chyba się nie chciało uczyć, co? - nauczyciel uniósł lekko brew. - Siadaj, dwa.
- Ja też nie. Chyba po prostu mam pecha - przyznał szczerze. - Trochę się tylko martwię... wiesz, w takich chwilach jak tamta... ja byłem zimny. Żadnych uczuć, tylko przetrwanie...
- Mhm niby tak, ale to chyba pierwszy raz kiedy mnie takiego widział. Jeszcze powiedział mi, że on też chciał pomóc, ale nie chciał mnie krzywdzić - spojrzał na Juna. - To znaczy że jestem gorszy nie? Bo mnie nawet nie przyszło na myśl, żeby no wiesz... żeby się powstrzymać.
- Uhm ale normalny człowiek nie pomyślałby żeby wbijać nóż w dłoń ukochanej osoby a ja tak - wymamrotał tylko biorąc głęboki wdech.
- Ktoś tu się nie nauczył - szepnął mu do ucha Kazuo kilka razy. - Dostałem lepszą ocenę od ciebie a to już dziwne...
- No tak, ale mimo wszystko - odparł zaciskając nieco wargi. - Za często mi grożono już bronią, bym potrafił myśleć o czymś innym niż przetrwaniu - przyznał szczerze. - Potrzebujesz czegoś? Co ci przywieźć następnym razem? Yuya pyta kiedy przyjdziesz z Ryu żeby się z nim pobawić...
- Och no tak, wszystko moja wina - wywrócił oczyma Kazuo, a kiedy nadeszła przerwa przy jego ławce pojawiła się Aya.
- Kazuo-kun, wpiszesz mi się do pamiętnika - zapytała zbierając całą swoją odwagę by to zrobić. Nerwowo ściskała pamiętnik w dłoniach.
- Pewnie, nie widzę problemu - odparł tylko chłopak sięgając po pamiętnik. - Ale... mogę go do jutra trzymać?
- Pewnie! Dziękuję - dziewczyna rozpromieniła się nieco idąc z powrotem na swoje miejsce.
- Ne...Yuji-chan... co o niej wiesz? - zapytał go zaraz Kazuo. - No bo... jak mam jej się wpisać, skoro nawet za dobrze jej nie znam?
- Roger, książki - zakodował sobie w myślach. - Przyniosę ci też coś dobrego do jedzenia - uściskał Juna w przypływie braterskich uczuć. - Pójdę już do mamy bo ramię trochę jednak boli - stwierdził z uśmiechem.
- Myślisz? - spojrzał na dziewczynę z nieodgadnionym uśmiechem. - No proszę... - zaśmiał się nieco. - Ktoś tu jest zazdrosny - wbił lekko palec w jego policzek.
Tomo wszedł do gabinetu mamy bo nie było kolejki.
- Hej mamo - usiadł na stołku rozwiązując prowizoryczny opatrunek i pokazując jej ramię. - Sam mogę sobie opatrzyć jak nie masz czasu - rzucił swobodnie.
- Mou i ani trochę nie jesteś zazdrosny? - zapytał go z lekkim smutkiem w głosie. - Ale na pewno? - dźgnął go ołówkiem w plecy.
- Dziękuję - odparł tylko pozwalając jej zająć się swoim ramieniem. - Kula tylko mnie drasnęła, to nic poważnego - zapewnił ją z delikatnym uśmiechem, chcąc ją trochę uspokoić.
- Naprawdę? - Kazuo wyszczerzył się do niego szelmowsko. - Ale ona nie jest w moim typie - zapewnił go zaraz przeglądając pamiętnik dziewczyny. - No dobrze... co by jej tu naskrobać.
- Wiem, ale nie było jak myśleć o tym w tamtej chwili. Przemyłem wodą - odparł informując ją o tym co zrobił. - A ta kobieta? Żyje? - zapytał jej zaraz.
- Więc nie martw się tak - pokazał mu język wybierając sobie stronę w pamiętniku. Włożył tam zakładkę pisząc póki co jedynie datę.
- Więc nic jej nie spieprzyłem? - zapytał jeszcze wtulając się w jej ramiona i zamykając nieco oczy. Chwilę tylko napawał się jej obecnością.
- Ne, mamo? Ja chyba jestem nienormalny - powiedział jej prosto z mostu. - Nie umiem tego wyjaśnić... po prostu... nie myślę jak normalni ludzie - mruknął odsuwając się od niej. - Mogę jutro do ciebie przyjechać po południu? Ale tak sam?
- Jesteś uroczy kiedy się tak rumienisz - zapewnił go cicho Kazuo.
- Ale go zraniłem - odparł cicho, uśmiechając się do niej nieco krzywo. - Pójdę już i jutro wpadnę - obiecał z uśmiechem wychodząc z gabinetu.
Tomo przyszedł do niego. Podwinął rękaw bluzy by mu pokazać opatrunek.
- Pójdziemy jeszcze do księgarni? - zapytał tylko opuszczając rękaw bluzy. - I na dango.
- A może dla odmiany pójdziemy na dół - zaproponował mu biorąc go za rękę i ciągnąć na tyły szkoły, gdzie schowali się za drzewem wiśni. Usiadł na ziemi z lekkim uśmiechem. - Moje drugie ulubione miejsce.
- Mogą być też lody - zgodził się idąc z nim do samochodu i znów zabierając mu kluczyki. - Póki co jesteś zdany na moje umiejętności kierownicze - oznajmił z lekkim uśmiechem.
- Czasem odmiana się przydaje - odparł spokojnie, bo on uwielbiał to miejsce, zwłaszcza kiedy wiśnie zaczynały kwitnąć.
- Dobrze, albo kupimy w markecie w Yukan i zrobisz nam podwieczorek z nimi - uśmiechnął się odpalając auto. - Jutro jadę do mamy.
- To mi nie przeszkadza. Mogą patrzeć - odparł ze śmiechem Kazuo.
- Jadę po obiedzie - odparł spokojnie. - Na kolację wrócę - obiecał mu. - Odbiorę Yuyę po szkole, bo ma dodatkowe lekcje i kończy o 18. I razem z nim wrócę.
- Nie musisz. Mnie jest tak wygodnie - pogłaskał go po włosach jedząc jescze swoje bento.
- Dobrze, ale może powinieneś wziąc dzień lub dwa urlopu z tą twoją łapką co? - zaproponował tylko, hamując na czerwonym świetle.
- Nie przejmuj się - uśmiechnął się do niego nieco. - Niech patrzą i zazdroszczą - dodał wesoło. - Pyszne jest. Dodałeś jakąś nową przyprawę - zauważył.
- Myślę, że jeden dzień wolnego ci nie zaszkodzi kochanie - odparł szczerze. - Poćwicz trochę w domu. Przecież ty gotujesz używając obu dłoni - zauważył.
- Niech patrzy i zazdrości - pokazał mu język, odkładając puste pudełeczko na bok. - Dziękuję za pyszności.
- Na lody i dango... znaczy do takiej kawiarni, bo ja mam ochotę na dango - uśmiechnął się lekko, parkując przed księgarnią.
- Wiem i to dobrze - ucałował go ukradkiem w nosek. - Ładną pogodę mamy, nie? - uśmiechnął się lekko. - W poniedziałek tata jedzie na misję. Cieszę się, że go nie będzie.
- Mam całą listę książek do kupienia - wyciągnął z kieszeni spodni listę podzielona na książki dla Yuyi, Juna i dla niego. - Zonacz - pokazał mu ze śmiechem.
- Na tydzień - odparł spokojnie. - To i tak dużo - dodał zaraz.
- Pewnie - zgodził się Tomo idąc w półki i szukając najpierw pozycji dla Yuyi. Wybrał mu 3 książki, potem poszedł wybrać coś dla Juna i kiedy wybierał dla siebie przykucnął nabierając głębokiego oddechu. Trochę się zmęczył. Odczuwał skutki swoich odważnych działań.
- Porozmawiam, ale nie wiem czy coś do niej dotrze - przyznał szczerze, głaszcząc go po policzku.
Tomo przytulił się do niego na moment tylko oddychając i zamykając oczy.
- Mi brakuje moich książek ale potrzebuję chwilki - uśmiechnął się krzywo.
- Mama nie chce od niego odejść. Boi się że jak odejdzie to nie będzie miała z czego żyć - mruknął cicho. - Poza tym on jej nic nie robi przecież... a jak mnie zleje to potem jest szczególnie miły.
- Uhm ok - podał mu kartkę z książkami, po czym oparł się nieco mocniej o półkę. - Zaraz będzie lepiej. Schodzi ze mnie wszystko.
Kazuo mu nie odpowiedział. Dla Yujiego to było takie proste, ale on nie wyobrażał sobie by mógł uciec z domu. Był zbyt zastraszony przez ojca by mu to nawet przez myśl przeszło. Potrząsnął tylko przecząco głową, w końcu wstając.
- Chodź, przerwa się kończy.
- Nie trzeba, dam radę - uśmiechnął się do niego, chwilę odpoczywając po czym wstał i poszedł z nim do kasy.
- Nie, wszystko w porządku - uciął cicho Kazuo. Wolał już o tym nie dyskutować. - Nie musisz się martwić.
- Nie chcę, bo musiałbyś używać chorej rączki - odparł z lekkim uśmiechem, płacąc za wszystkie książki i biorąc je w siatkę. - Dlatego nie chcę.
- Ok, przyjęte - odparł spokojnie Kazuo wracając do klasy zaraz za nim.
- Mhm... no to ci trochę pomogę przy robieniu czekolady - zaproponował zaraz by pójść na kompromis.
- Okay - zgodził się wsiadając do auta i ruszając z miejsca, by zawieźć go do dobrej lodziarni, która miała w swej ofercie również i dango.
Kazuo nie słuchał już na biologi, leżąc tylko na ławce, ukryty za książkami. Był nieco przygnębiony tą całą rozmową z Yujim. Dopiero kiedy nauczyciel wyrwał go do odpowiedzi wstał.
- Nie wiem panie psorze, poddaję się - oznajmił krótko, sprzątając swoje rzeczy do torby.
- Yamanaka, jeśli teraz stąd wyjdziesz to możesz już nie wracać! - krzyknął za nim nauczyciel, ale chłopak tylko prychnął pod nosem.
- Bo co? Uderzy mnie pan jak tu wrócę? - zapytał tylko, zatykając mu tym samym usta. Trzasnął drzwiami i wyszedł. Odetchnął głęboko dopiero kiedy znalazł się na świeżym powietrzu. Udał się na klif, by obserwować stamtąd podmywające plażę fale. Uniósł się wcześniej i mimowolnie wyładował swoją frustrację na biologu. Westchnął ciężko padając na ziemie. Trudno, najwyżej będzie miał kolejnego wroga do kolekcji.
Tomo przyniósł mu kartę dań, samemu siadając obok naprzeciw niego i uśmiechając się do niego delikatnie.
- Kocham cię wiesz?
Kazuo odpisał mu że nic się nie stało i ma się nie przejmować, bo on nie jest na niego zły czy coś. Nie ruszył sie jednak z miejsca, uznając że nie ma ochoty wrócić do szkoły.
***
- Yo Yuji-chan - Yabu usiadł za chłopakiem dźgając go palcem w plecy by zwrócić na siebie uwagę. - Gdzie jest Yamanaka? - zapytał go po prostu. - Mam do niego sprawę.
- A ja biorę dango i osobno bitą śmietanę - uśmiechnął się do niego lekko idąc zamówić im deserek i wracając do stolika.
- Okay, więc jak wróci to przekaż mu, że go szukam - poprosił go i tak po prostu wyszedł nie robiąc Yujiemu żadnej krzywdy.
- Czemu? Nie pozwolisz mi prowadzić? - zapytał zaraz chłopak smakując pierwszego dango. - No weź... nie bądź taki...
- Ale będzie dłużej - odparł cicho, spoglądając mu prosto w oczy. - A samochodem będziemy mieli jeszcze możliwość odwiedzenia innych rzeczy niż tylko garniaków - zauważył z uśmiechem.
Kazuo wrócił dopiero na ostatnią godzinę do szkoły. W końcu mieli na niej ustalić ostatecznie szczegóły podróży po Kioto.
- Będzie - zgodził się z nim spokojnie. - Najwyżej zginiemy - dodał śmiejąc się pod nosem i zjadając kolejne dango.
- Nie - przyznał szczerze, padając na swoje miejsce. - Jak będzie chciał to mnie znajdzie - dodał dźgając go lekko w policzek. - Byłeś grzeczny?
- Dziękuję - ucałował go w policzek tak ukradkiem kiedy nikt nie patrzył. Zaraz też zabrał mu trochę bitej śmietany z deseru. - Ja sobie też starał ufać - przyznał szczerze.
- Okay, z wielbicielką pogadam na koniec zajęć - zachichotał widząc jego minę. - A ja tam nie wiem co ty robisz jak mnie nie ma.
- Oj przestań. Na pewno jest ciekawe - odparł z werwą Kazuo. - Na przykład... lubisz kendo. Nudny człowiek by tego nie robił.
Tomo wyszczerzył się do niego mocno.
- Twoja jest lepsza.
- Nie prawda kochanie, twoja smakuje mi lepiej - odparł szczerze. - No... pomijając fakt że mógłbym je obie zjeść - pokazał mu język.
- Dla mnie jesteś wyjątkowy, a z tym nie rozmawianiem z ludźmi coś zrobimy - pstryknął go w nosek.
- Buu okropny jesteś - naburmuszył się dla śmiechu, po czym zabrał się za swój deserek. - Chcesz posmakować dango? - zapytał.
- Jak to co zrobimy? Zapoznamy się z nią lepiej - odparł szczerze z lekkim uśmiechem na ustach. - Nie widzę problemu.
Wsunął mu do buzi jedno dango i ucałował go w nosek. - Kocham cię, bardzo mocno - uśmiechnął się do niego. - Jestem szczęśliwy z tobą.
- Pamiętam, pamiętam - uśmiechnął się lekko. - Nie dam ci powodu do zazdrości, a przynajmniej się postaram.
- I przepraszam za rękę - szepnął znów jedząc swoje dango. - Chyba zamówię sobie jeszcze jedne. Mogę? - upewnił się. - Jak mi zostanie wezmę do domku.
Kazuo wyjaśnił wszystkim jak to widzi. Posłuchał wskazówek i pozmieniał trasy tak by było logiczniej.
- Okay, jako że sę dobrze nie znamy, to co powiecie na spotkanie po zajęciach? - zaproponował z uśmiechem. - Yuji, może u ciebie? - dodał zaraz spoglądając na chłopaka. - Każdy przyniesie coś do jedzonka, jakieś planszówki i zrobimy sobie wieczór zapoznawczy.
Tomo zamówił sobie drugą porcję i od razu papier by zapakować resztki. Podzielił sobie porcję na dwie.
- To wezmę do domu. Zjem później albo z Yuyą się podzielę - uśmiechnął się wkładając do torebki 6 kuleczek dango, pozostałe 6 zostawił na talerzu. - Ne... Kou-chan powiedział że zajmie się Yuyą chętnie nawet przez noc... zostalibyśmy na noc w Tokio? - zapytał go.
Tomo podsunął mu kilka dango, samemu biorąc sobie jedno do buzi.
- Okay to zostajemy - uśmiechnął się lekko.
- Jak to dlaczego? Bo się w ogóle nie odzywasz - odparł ze śmiechem. - Chciałem sprawdzić, czy jeszcze żyjesz - dźgnął go palcem w bok.
- Nie mam konkretnego celu - odparł Tomo. - Znaczy chciałbym z tobą spędzić romantyczny wieczór w Tokio - dodał zaraz nieco się rumieniąc.
- Super - ucieszył się, a reszta zaraz zaczęła wymieniać się z nimi numerami telefonów.
- To ja przyniosę twistera i szarlotkę. Mam w domu - stwierdził Kenta.
- Ja przyniosę piwo - rzuciła Aya. - Mam też kalambury. Przyniosę.
- A ja zorganizuję jakieś warzywka i zrobimy na miejscu sałatkę - zdecydowała Marika. - Jeśli będę mogła użyć kuchni - dodał zaraz nieco skruszona patrząc niepewnie na Yujiego.
- Może wieczorem zajdziemy do jakiejś klimatycznej knajpki z grającym na żywo amatorskim zespołem. Tylko żeby posłuchać - zaproponował zaraz, biorąc ostatnie dango z talerza. - Zgadzasz się?
- Ja mogę zrobić lasagne - zaproponowała jeszcze Haruka, która normalnie była najcichszą osobą w klasie, nie licząc Yujiego rzecz jasna.
- W takim razie. mamy wszystko ustalone - uśmiechnął się Kazuo. - Będzie fajnie.
- Albo zaczniemy w przedpokoju, kończąc w łóżku - zaśmiał się. - Chciałbym wypróbować to twoje jakuzzi - przyznał szczerze, dojadając swoje dango. - Okay skończone.
- A skąd - Kenta wyszczerzył się nieco. - Shuji równy gość. Już mi napisał że skombinuje jakieś alko... - zagryzł nagle wargi. - Okay... dodał też 'nie mów Yujiemu'. Udawaj że nie słyszałeś.
- No bo wspominałeś kiedyś, że masz takie duże... że moglibyśmy się tam wypluskać - ucałował go w policzek, po czym zapłacił za wszystko.
- Spokojnie, ja nie piję - rzucił mu na ucho Kazuo. - W razie co, was powstrzymam - objął go ramieniem. - Ja też coś skombinuje - obiecał zaraz.
- To było tak dawno, że nie pamiętam - pokazał mu język. - Uhm jeszcze na cmentarz - mruknął cicho. - Możemy, nie?
Kazuo poczekał na niego przy szafkach.
- Jesteś bardzo zły za tę integrację u ciebie? - zapytał go prosto z mostu. - Powiedziałbym że u mnie ale... no u mnie lepiej nie próbować takich rzeczy.
Tomo skinął tylko głową i ruszył w stronę cmentarza, gdzie wysiadł wraz z Takano. Wciąż było mu trudno chodzić na cmentarz ale robił to nieco częściej.
- I tak sobie poradzisz - zapewnił go, obejmując ramieniem i wychodząc ze szkoły.
- Bar tak, ale zespołu nie - przyznał szczerze. - Pokażę ci w domu na stronie internetowej. Jest niedaleko twojego mieszkania. Kiedyś sam tam grywałem - przyznał się, łapiąc go nieco mocniej za rękę.
- No matko, to tylko objęcie ramieniem - wywrócił oczyma. - Przecież cię przy nich nie całuję - wymamrotał.
- Ale tak wszystkiego? - spojrzał na niego zaskoczony. - A nie weźmiesz mnie na jakąś super ekstra kolację? - zapytał. - Bo ja nie znam wykwintnych miejsc - przyznał szczerze przystając przy grobach i zaciskając jego dłoń jeszcze mocniej.
- Nie prawda... z kumplami też się tak obejmuję - burknął odsuwając się od niego na pół metra.
- Pasuje - uśmiechnął się do niego szeroko. - Cieszę się, że spędzimy taki spokojny wieczór we dwoje - dodał.
- Mhm muszę. Przynajmniej nie marudzisz że za blisko jest - odparował Kazuo, zakładając ręce za głowę. - Nom... albo zwiał z lekcji.
- Um - Tomo przytulił się do niego nagle dość mocno. Na moment zamknął oczy. - Potrzymasz mnie tak chwilkę?
- To marudź. Coś czuję że ci nie dogodzę cokolwiek nie zrobię - westchnął przeciągle.
Postał tak w jego objęciach kilka długich minut, zanim otarł łzy i odsunął się.
- Dziękuję - ucałował go w policzek. - Możemy już jechać do domku. Jeszcze tylko lody kupimy - przypomniał sobie.
- Tak też możemy normalnie rozmawiać - pokazał mu język.
- Un i ja - wyszczerzył się do niego. - A zrobisz mi czekoladę z gałką lodów? - zaproponował zaraz. - I potulisz w domku? Posiedzimy pod kocykiem?
- Troszeczkę - przyznał mu szczerze. - Uhm tak, idę... spakuję się na dwa dni i przyjdę do ciebie dobrze?
- Pewnie, jakąś fajną - zgodził się. - Ty wybierasz tym razem - pokazał mu język siadając znów za kółkiem.
- Pewnie, że pomogę. O to się nie martw - wywrócił oczyma Kazuo, kiwając mu na do widzenia i idąc do siebie.
- Jestem za - zapewnił go chłopak odpalając auto i ruszając spokojnie w stronę Yukan. Zaciskał dość mocno dłonie na kierownicy. Nie mógł jeszcze kompletnie się rozluźnić ale przełamywał się. - A co na obiad dzisiaj mamy? Może zrobię naleśniki? - zaproponował. - Będzie lekko.
Kazuo był dopiero 3 osobą, która do nich zawitała. Położył torbę na progu i wszedł do środka.
- Cześć - przywitał się ze wszystkimi. Yuji był już w kuchni razem z Haruką i Ayą wesoło się z czegoś śmiejąc. - Cześć Shuji - objął chłopaka ramieniem. - Wybacz jeśli przeszkodziłem ci z planem nauki.
- Nie, ja sam je zrobię - uparł się chłopak. - Ne Taka-chan... ręka mi drętwieje - mruknął. Miał takie wrażenie i nie mógł się go pozbyć, przez co zaciskał ręce na kierownicy jeszcze mocniej.
- Oj tam... Yuji już powiedział że nie jest na mnie zły - zaśmiał się, a słysząc głos Ayi pstryknął palcami. - Pamiętam, pamiętnik - wyszczerzył się do niej, podając jej ów zeszyt i siadając tuż obok dziewczyny.
Chłopak wziął kilka głębokich wdechów i nieco się rozluźnił. Uśmiechnął się wówczas do Takano.
- Haai - odkrzyknął mu. - Gomene... pan domu wzywa - uśmiechnął się do niej nieco wstając by pomóc chłopakowi. - Przyniosłem soki - rzucił jeszcze swobodnie. I woreczek na lód. Może zrobimy? - zaproponował mu.
- Un i potem mnie przytulisz - uśmiechnął się do niego lekko, parkujac przed supermarketem.
Kazuo zabrał już gotowe rzeczy na stół, stawiając tam też parę soków. Shuji z Kentą grali w wyścigi samochodowe na telewizorze. Kazuo wrócił do kuchni do Yujiego i korzystając z okazji, że nikt nie patrzy, ucałował go porządnie w usta.
- Stęskniłem się - zapewnił go z uśmiechem. - Zazdrośniku - pokazał mu język.
Tomo przytulił się nieco do niego, zanim weszli do sklepu.
- Czyli lody... i sos czekoladowy do naleśników - zdecydował uśmiechając się nieco.
- Tylko troszeczkę - poczochrał go po włosahc, pomagając mu kończyć sałatkę.
Dość szybko się z tym uwinęli, dodając jeszcze do listy zakupów owoce.
- Podjedziemy po Yuyę? Czy spacerkiem? - zapytał go jeszcze Tomo.
Kazuo wszedł do salonu z lasagne i kiedy już wszyscy siedli do stołu wzniósł toast sokiem za wszystkich.
- Okay - zgodził się wsiadając znów do auta i ruszając po Yuyę. Chłopiec bawił się na podwórku, więc jak ich zobaczył od razu do nich pobiegł.
- Tatuś! Zawiesisz mi huśtawkę? - zapytał go, ciągnąc go do drzewa gdzie Kou zawiesił huśtawkę. - Proooszę.
Shuji od razu usiadł obok brata klepiąc go po udzie.
- Co tam? - zagadnął go, a Kazuo omal nie padł ze śmiechu widząc minę chłopaka.
- Oponę! - odparł entuzjastycznie Yuya mocno się do niego przytulając.
- Wejdziecie na kawę? - zapytała ich (jak ona miąła na imię).
- To świetnie - ucieszył się jego brat, a Kazuo usiadł na podłodze. Zaraz przysiadła się do niego Aya.
- Ne... lubisz kino? - zainteresowała się.
- Chyba tak - odparł szczerze chłopak. - Znaczy lubię - uśmiechnął sido niej.
[Nie mam pamięci do imion...]
- Świetnie - uśmiechnęła się kobieta wracając do domu. Tomo też już poszedł do środka.
- Ja się pobawię jeszcze dobrze? - zapytał go chłopiec chcąc się pobujać.
Shuji zaśmiał się tylko i wrócił do rozmowy z Kentą.
- Ano ne... - Haruka zacisnęła pięści na kolanach rumieniąc się okropnie. - Bardzo cię lubię Yuji-kun - oznajmiła nagle.
Mary przyniosła im zaraz po kawałku ciasta lekkiego, piankowego oraz kawkę.
- Tomo ja będę miała wielką prośbę do ciebie - oznajmiła cicho. - Chciałabym nagrać piosenkę... dla... - zarumieniła się mocno. - Tylko nic mu nie mów Takano, bo cię zamorduję - dodała mrużąc niebezpiecznie oczy. - Pomożesz mi?
- Pewnie - wyszczerzył się do niej chłopak. - Tylko przynieś słowa i powiedz mi swoje wyobrażenie a coś wykombinujemy.
Haruka skinęła lekko głową trochę smutna, ale zaraz uśmiechnęła się do niego delikatnie.
- Przepraszam że ci to mówię - wyszeptała. - Tylko... chciałam... chciałam żebyś wiedział. Nie złość się na mnie - poprosiła go. - Uhm moglibyśmy... nadal się kolegować?
- Na pewno? - upewniła się tylko, a kiedy Takano skinął głową odetchnęła z wyraźną ulgą. - Przyniosę... może wpadnę jak wrócicie z Tokio? - zaproponowała.
- Pewnie, powiedz tylko wcześniej to zrobię jakiś dobry deser - uśmiechnął się Tomo. - Bo to trochę pracy jest - przyznał szczerze.
- Dziękuję - dziewczyna uśmiechnęła się do niego przyjaźnie.
- Zagrajmy w twistera! - rzuciła nagle Aya rozkładając grę.
- Myślisz? Chciałabym mu ją dać na urodziny - odparła szczerze. - W tym roku robimy rodzinne - dodała z uśmiechem. - Koyuki chce też otworzyć klinikę lekarską tutaj, ale to jak już będziemy mieli więcej odłożonych pieniędzy.
- To dobry pomysł. Przyda się tu lekarz pierwszej pomocy - przyznał szczerze Tomo.
- To może Haruka i Kenta - zaproponowała Aya, a Haruka i Kenta nie mieli nic przeciwko.
- Naprawdę jesteś taki dobry? - zapytał go zaraz Kazuo.
[hahaha xDDDD padam na łeb i na szyję xDDD ]
- Ale menagerem może być co nie? - uśmiechnęła się lekko kobieta. - Ktoś założyć musi by dać możliwośc rozwoju... komuś innemu.
- To ja chyba nie gram z tobą - zażartował chłopak przyglądając się wygibasom na macie.
[Bo zapominam kto co robi... obrze że jeszcze pamietam ze Takano to cukiernik :P]
- Chyba niekoniecznie kochanie - odparł szczerze Tomo, opierając głowę o jego ramię. - Menagerem może być każdy. Potem wystarczy tylko trochę wiedzy i ogłady. Tak mi się wydaje.
- Nie, ale boję się o mój złoty nadgarstek. Jeszcze nie będę mógł zagrać w meczu
[Chyba będę musiał :) ]
Tomo upił łyk swojej kawy.
- Musicie do nas wpaść kiedyś. Nie przejmuj się zgredkiem tylko wpadaj - oznajmił z uśmiechem. - Ja w przeciwieństwie do niego, lubię takie spotkania.
- To był taki tam słaby żarcik głupi - parsknął śmiechem, czochrając go po włosach. - Okay nasza kolej. Spróbuję zmierzyć się z mistrzem - wyszczerzył się do reszty.
- Powiedziałeś, że nie lubisz rodzinnych styp - zauważył uśmiechając się do niego lekko i śmiejąc się pod nosem. - Ale i tak cię kocham.
- Tylko nie oszukuj - poradził mu Kazuo stawiając nogę na czerwonym i za chwilę lewą rękę na zielonym.
- No dobrze, niech będzie - zaśmiał się cicho. - Musisz mi dać przepis na tę piankę - rzucił zaraz.
- Oj ale to nic trudnego. Takie tam ciacho na szybko - odparła spokojnie Mary.
Kolejny ruch i miał rękę tuż przy głowie Yujiego.
- Dziękuję. Cieszę się, że wam smakuje - uśmiechnęła się do nich szczerze. Yuya wrócił do salonu by nalać sobie soku do szklanki i znów pobiec na dwór.
Kazuo kilka ruchów później runął jak długi wprost na Yujiego. Roześmiał się przy tym serdecznie.
- Shuji ty kanciarzu - fuknął na chłopaka.
- Musimy - uśmiechnął się Tomo. - Teraz będzie coraz ładniejsza pogoda to będzie mógł się bawić w ogródku - dodał wesoło.
- Oj no nie jestem znowu taki ciężki - burknął chłopak niezadowolony że takie coś mu się zarzuca.
- Będziemy... jak nam zamontujesz bujaczkę - przytulił się do niego mocniej. - Żartuję, nawet jak będzie cieplej możemy obiady jeść w ogródku.
- Przesadzasz. Wygrałeś mimo wszystko - dodał zaraz ze śmiechem. - Jednak nie da się ciebie pokonać.
- Też by się przydał - przyznał szczerze, dopijając swoją kawę. - Okay... pójdziemy już? - zapytał go. - Lody nam się roztapiają.
Kazuo nałożył sobie trochę lasagne i nuggetsów i usiadł obok Yujiego.
- Żałujesz że się dziś nie uczysz?
- Kocham cię - Tomo ucałował go w policzek, dopijając swoją kawkę. - Baaardzo - dodał wstając. - Mary przyjdź kiedy chcesz - ucałował ją w policzek.
- Tatuś? - Yuya wbiegł do domu. - A obejrzymy dziś bajkę?
- Mam nadzieję, że nie będziesz żałować - przyznał szczerze Kazuo opierając ukradkiem głowę o jego ramie.
Tomo usiadł za kierownicę i ruszył do domku. Yuya siedział z tyłu ciesząc się że już jest z rodzicami.
- Zrobię nam naleśniki na taką obiadokolację, pasuje? - upewnił się tylko.
- Jupi! Takie pyszne? - zapytał Yuya.
- Najpyszniejsze.
Kazuo wstał trochę niechętnie, ale przecież obiecał Yujiemu się kryć.
- No dobra - zgodził się z uśmiechem.
- Tak - ucieszył się chłopiec. - Tatuś, wujek ja was kocham najmocniej na świecie wiecie? - zapytał ich.
- Wiemy ale bardzo miło nam to słyszeć - zapewnił go Tomo. - No i... my też cię kochamy najmocniej na świecie, prawda? - spojrzał na Takano.
- Umrę - jęknął Kazuo ze śmiechem, a Kenta roześmiał się serdecznie.
- Nie bój żaby, co może być gorszego od pytania o pierwszy seks? - zapytał go.
- Hm... znalazłoby się parę pytań - zapewnił go chłopak tak lawirując na twisterze żeby za blisko dziewczyny nie lądować/
Chłopiec uśmiechnął się do nich szeroko i kiedy wysiedli z samochodu pomógł im zanieść zakupy do pokoju.
- Zawieszamy oponę? - zapytał taty biorąc narzędzia które mogą się przydać Takano i idąc z nim na dwór kiedy Tomo rozpoczął smażenie naleśników.
Kazuo klasnął w dłonie pomagając Ayi wstać.
- A jednak nie jestem najgorszy w te klocki - zażartował uśmiechając się nieco do Ayi. Usiadł naprzeciw Yujiego i popatrzył na butelkę która kręcąc się wyrzuciła Shujiego. - No dobra... wyzwanie?
Yuya aż z radości przytulił mocno Takano zanim usiadł na oponie żeby ją wypróbować.
- Tatuś dziękuję, dziękuję! - był szczęśliwy mając huśtawkę w ogródku.
- Łaaatwizna - wyszczerzył się do Shujiego podchodząc do niego i już otwierając ramiona, by w ostatniej chwili obrócić się tak by przytulić Yujiego. - Uwielbiam cię - szepnął mu do ucha biorąc zaraz butelkę w dłonie i siadając na swoje miejsce. Padło na Shujiego. - Pytanie czy wyzwanie? - zapytał go.
- Dobrze tatuś - obiecał mu chłopiec bujając się już na całego. Jedna opona a tyle radości. Coś niespotykanego.
- Ile panienek już zaliczyłeś? - zainteresował się Kazuo z nieco wrednawym uśmieszkiem.
Prześlij komentarz