- Chciałem wszystko przynieść na raz... i jak uniosłem tackę z herbatą, w drugiej ręce trzymając talerz z kanapkami to mi się przewróciła... - wyjaśnił tylko na moment wtulając się w Marca. - Przepraszam, że masz takiego fajtłapę... - wymamrotał jeszcze idąc do salonu. Usiadł obok Takano na kanapie.
- No pewnie - Kazuo ucałował go znów mocno w usta po czym uśmiechnął się do niego szeroko. - Wiesz, że to pierwszy raz jak ktoś poszedł ze mną na dango? Laski nie lubią chodzić na słodkie, bo w boczki wchodzi...
- Jeśli twój brat nie zrobi nic, żeby go zniechęcić... no wiesz, jak zostaliśmy trochę w stanach to widzieliśmy raz, jak Kaneki wybiega z ich pokoju z płaczem - westchnął. - Nie wiem o co im poszło, bo Theo nie chciał mi powiedzieć... rozmawiał z nim. Potem było dobrze. Tak, czy siak... jeśli Ren go nie zniechęci to na pewno będzie dobrze.
- Właśnie. Szkoda tylko, że nie każdy to rozumie - zsunął ostatnią kuleczkę i włożył ją do buzi Yujiego. - Smacznego kochanie.
- Ren chciał, by Kaneki zamieszkał z nim - odparł spokojnie Theo. - A kiedy Kaneki zaargumentował, że na razie nie może, bo ma umowę o mieszkanie jeszcze na rok podpisaną i potrzebuje czasu dla siebie, by mangę ukończyć to Ren się na niego zezłościł i krzyczał na niego - wyjaśnił krótko. - Potem było okay. Przeprosił go.
- Wedle życzenia. Jedziemy do ciebie - splótł ich palce razem ze soba.
- Porozmawiaj z nim - zgodził się Theo. - Bo tak nie można - wymamrotał. - Ale teraz jest dobrze... to jest mam taką nadzieję - wziął sobie drugą kanapke i zaczął ją chrupać.
- Biedaku. Ja to mam szczęście. Moje kochanie cieszy się z każdego luksusu - zaśmiał się radośnie, a Theo wzruszył lekko ramionami. - Nie szło inaczej. Luksus nie jest zły, ale rozumiem Tomo... trudno jest się przestawić. On pewwnie wciąz liczy pieniądze. - I zamartwia się o rachunki - dodał wesoło Marc.
Kazuo zaczął cicho nucić pod nosem melodię i przerwał ją dopiero, kiedy kątem oka zauważył mężczyznę ukrywającego coś pod kurtką. Coś co miało kształt broni. - Wyjdziemy na następnym przystanku - szepnął do ucha Yujiemu, przytulając go mocniej do siebie.
- No chłopie, zmieniłeś się - zauważył wesoło Marc. - Na lepsze, tak twierdzi mój chłopak - dodał zaraz Theo biorąc teraz herbatkę do rąk i upijając łyk. - Tego mi brakowało...
- Nic się nie stało - odparł spokojnie chłopak, nie spuszczając wzroku z podejrzanego mężczyzny, który teraz nerwowo rozglądał się po autobusie jakby chcąc się zorientowac jakie ma szanse by go przejąć. - Powiem ci jak wyjdziemy - dodał zaraz, a kiedy autobus się zatrzymał pociągnął Yujiego do wyjścia. Wiedział, że kolejny jedzie za godzinę, ale nie dbał o to. Kiedy autobus odjechał z przystanku odetchnął z ulgą. - Masz ten numer do tego policjanta? - zapytał zaraz. - Podasz mi go? Może uda się zapobiec tragedii... tam jeden facet miał broń - wyjaśnił, notując sobie jeszcze na ręce szczegóły, jak wyglądał, co miał na sobie, ile było osób w autobusie, oraz jego numer z tablicy rejestracyjnej.
Tomo nie spał już i szykował się do powrotu do salonu, ale kiedy zobaczył Takano uśmiechnął się szeroko. - Kochanie... - wstał żeby mocno się do niego przytulić. - Mógłbym coś zjeść? Trochę zgłodniałem - przyznał mu się spokojnie. - I przepraszam - nie mógł się powstrzymać. - Dzisiaj kiepski ze mnie kompan.
- Un, dzięki - Kazuo znów objął Yujiego ramieniem, przytulając go tym samym mocniej do swojej piersi, by dodać mu otuchy i wykręcił numer do Hirokiego. - Dobry wieczór - przywitał się szybko. - Yamanaka z tej strony - przedstawił się zaraz. - Uhm dzwonię, by zgłosić uzbrojonego mężczyznę. Jest w autobusie zmierzającym w stronę Yukan w tej chwili. Podaję numer rejestracyjny - zaczerpnął powietrza i zerknął na swoją rękę. - Mężczyzna na oko 45-50 lat, średniego wzrostu, dość muskularny, ma pieprzyk na lewym policzku, taki duży dość. Ręce mu się trzęsły. Ubrany w niebieską kurtkę i sprane jeansy. Czarne, krótkie włosy. Miał też żółtą czapkę - podał wszystko co zapamiętał. - Aha... w autobusie było 10 osób, w tym matka z małym dzieckiem. Więcej nie pamiętam - przyznał zażenowany.
[a skąd xD byłam grzeczna i wypuściłam ich z autobusu xD]
- Lepiej - uśmiechnął się do niego. - Głowa przestaje boleć - dodał spokojnie. - Ale leki muszę wziąć zaraz - dodał jeszcze, obejmując go ramionami. - I stęskniłem się za przytulaniem, choć dziś ciągle mnie tulisz - poczuł czerwone policzki.
- Nie ma za co, głupku - Kazuo puknął go palcem w czoło i złapał za rękę. - Chodź, przespacerujemy się do kolejnego przystanku - zdecydował z delikatnym uśmiechem, schodząc z Yujim z ulicy i ruszając polną ścieżką. - Zobacz jakie ładne gwiazdy - rzucił cicho. - Piękne są.
Tomo skinął głową wtulając się w niego mocno. - Ale wiesz, że dałbym już radę iść sam? - zapytał go jeszcze. - I wezmę też tabletkę na ból głowy potem, okay? - uśmiechnął sie lekko kradnąc mu buziaka. - Mój kochany!
- Czemu? Yu-chan, nic się nam nie stało - poczochrał go po głowie. - Nawet nie wyciągnął broni czy cuś. Nic się nie stało - ucałował go w czółku. - Nie martw sie już tym.
Tomo poczęstował się kanapką i uśmiechnął do Marca. - Uhm co jeszcze głupiego robił Takano - zainteresował się. - Mów szybko, zanim ten wróci.
- Za pół godziny - Kazuo westchnął cicho studiując rozkład jazdy, po czym usiadł obok Yujiego. - Nic im nie będzie. Policja przecież już o tym wie - mruknął zmazując informacje ze swojej ręki.
- Mhm to się nie zmieniło, choć jak teraz przepada w łazience to z naszym maluchem... - zaśmiał się lekko. - Wtedy mam ich z głowy na ponad godzinę - machnął wesoło ręką.
- Przecież mogliśmy się nią cieszyć cały czas. Następnym razem zmyslę coś i ci nie powiem, że coś zauważyłem - ucałował jego usta.
- Ze mną też, ale to z innych powodów - zgodził się Tomo śmiejąc się zaraz z łapiącego buraka mężczyzny. - Oh on nadal to robi - machnął ręką Theo, za co zaraz oberwał lekko w głowę. - Oj nie wydawaj mnie - burknął.
- Ale nie mogę, skoro widze jak to przeżyłeś - szepnął kucając przy nim i znów go całując. - A przecież nawet się nie zorientowałeś, że tam ktoś taki był - pogłaskał go po policzku.
Tomo zajął znów swoje miejsce na kolanach Takano, mocno się w niego wtulając, a Marc wywrócił oczyma. - A ty co taki misiak? - Tak lubię... jak się źle czuję, ale czasem w ogóle nie może mnie dotknąć. Taki okropny jestem - uśmiechnął się.
- Będę mówił, chyba że uznam, że nie... to wtedy pomilczę.
- Kocham cię - Tomo ucałował go w policzek. - I cieszę się, że czasem po prostu zostawiasz mnie w spokoju - ucałował go znów. - I wcale nie zazdroszczę - burknął Marc ale i tak tęsknie popatrzył za Theo, który odrobinę im pobladł na kanapie.
- No to wsiadamy i do domu - pocałował go znów, tym razem namiętnie i wszedł z nim do autobusu.
- Tak, wszystko gra - Theo skinął lekko głową. - Tylko ta ręka trochę boli - przyznał zaraz. - To nic - dodał z lekkim uśmiechem, siadając nieco głębiej na kanapie. Wolałby by Marc go teraz przytulił albo zabrał chociaż ból, ale wiedział, że jego facet jest jeszcze niedomyślny.
- Tak, tak. Do ciebie - Kazuo pociągnął go za rękę na siedzenia i objął go znów ramieniem.
Tomo spojrzał na Theo i zsunął się z kolan Takano. - Może przyniosę coś przeciwbólowego - zaproponował. Różni ludzie, różnie reagowali na ból. Theo należał do tych bardziej na niego wrażliwszych i choć się nie skarżył to często szybciej było po nim widać nawet ten najdrobniejszy ból. Marc słysząc uwagę Takano od razu wstał i wziął chłopaka na kolana, obejmując go mocno. Pogłaskał delikatnie po włosach. - Mogłeś mówić, że boli - szepnął spokojnie.
- A za co mnie kochasz? - zainteresował się chłopak.
Theo podziękował mu zaraz połykając tabletkę i popijając ją wodą, a Tomo ucałował Takano delikatnie w usta. - Dlaczego myślisz, że leki japońskie są jakieś inne? - zainteresował się.
- Ja ciebie też kocham za całokształt - poczochrał go po głowie.
- Powiem - obiecał spokojnie chłopak, przytulając się mocniej do swojego chłopaka. - No ej... uczę się, okay? - westchnął cicho Marc. - Przepraszam kochanie - ucałował Theo w policzek. - Mhm... to ucz się szybciej - poradził mu Tomo.
- Prowadź do swojego królestwa - uśmiechnął się do niego Kazuo.
- Prawda, ja na przykład lubię się mocno tulić i często jak się źle czuję - uśmiechnął się szeroko. - Albo jak mi smutno... albo jak za długo tulenia nie było. Takano lubi masaż po pracy i chwilę czułości dla relaksu - wymienił z uśmiechem.
- Z herbatką jeśli można - usiadł na kanapie czekając na ciasteczka oraz swojego kochanego.
- A może być z napisami angielskimi? No bo trochę niepewnie czuję się z całkowitym francuskim - wyjaśnił zaraz Tomo, zsuwając się znów z kolan Takano, by usiąść obok niego. Wziął sobie herbatkę w dłonie. - Proszę?
- No ja myślę - Kazuo przysunął się do Yujiego i przytulił go do siebie.
- Dziękuję. Sorki, ale nie jestem jeszcze super biegły we francuskim - przeprosił ich wszystkich z delikatnym uśmiechem. - Oj nie przejmuj się, jakbyście zaczęli mówić po swojemu to zrozumiałbym może konnichiwa i arigatou i sumimasen i nic więcej - odparł wesoło Theo. - I tak sporo umiesz.
- Oj tam, przydaje się - zachichotał Tomo. - Podczas seksu się przydaje - dodał zaraz, czym przyprawił Theo o rumieńce. - Uhm... a wy macie po japońsku coś zbereźnego jeśli chodzi o seks poza "motto, motto, motto" - zainteresował się zaraz, a Marc niemalże uderzył się o próg pokoju słysząc to.
- Mhm wiem, bo jesteś najlepszy - znów szepnął mu do ucha, zanim je ucałował powoli schodząc ustami nieco niżej.
Tomo wyszczerzył się lekko do Takano. - Czasem jeszcze ci mówię, żebyś zwolnił - przypomnial mu spokojnie, ale poza tym wzruszył ramionami. - A ty co mówisz Marcowi? - zainteresowal się. - Że go kocham... i że ma się skubany pospieszyć bo sam dojdę... i że jest okropny - poczochrał się po włosach. - No i jestem trochę taki krzykacz...
- CUdownie smakujesz - szepnął mu do uszka, odgarniając włosy z twarzy, po czym przesunął językiem po całej długości szyi chłopaka.
- Bo zazwyczaj chcę żebyś przyspieszył, bo lubię mocniej i to wiesz... ale jak kochamy się 2 czy 3 raz... to boli jak robisz za szybko, a czasem twój potworek wymyka się ci spod kontroli - ucałował go mocno.
- Ale jakich rzeczy kochanie? Ja samą prawdę mówię - zapewnił go ssąc przez moment jego wargę. - Smakujesz najlepiej na świecie - zrobił mu malinkę tuż przy krawędzi koszulki. - Nie będzie widać za mundurkiem - zapewnił.
- Zaniosę Theo do łóżka i zaraz do was wracam - odparł cicho Marc, widząc jak jego chłopak pada mu w ramionach. Wziąłgo na ręce i poszedł do odpowiedniej sypialni. Tomo tymczasem usiadł i znów przytulił się do Takano. - Zrobisz mi omlecik mały? Albo jakieś tościki? - zapytał go zaraz.
- Mhm pachnie cudnie - Tomo uśmiechnął się jeszcze szerzej kiedy zapach omlecika do niego dotarł. Długą chwilę po prostu się nim napawał, zanim posmakował. - Pychotka kochanie - przytulił się do jego ramienia.
Kazuo uśmiechnął się szerzej słysząc jego reakcję. Sam poczuł wybrzuszenie w spodniach. Był już nieźle napalony ale chciał zrobić wszystko powoli i zatrzymać się, jeśli Yuji nie będzie czegoś chciał.
- Jutro będę jak młody bóg - obiecał mu to. - A jak nie to i tak tam pojedziemy, bo ja też chcę zobaczyć Disneyland - dodał zaraz, upijając trochę herbaty.
- Ale co poradzę, że mnie to cieszy? - zapytał go zaraz, muskając znów jego usta i pozbywając się wreszcie jego koszulki.
Tomo padł niemal od razu. Wystarczyło, że położył głowę na poduszcze i już go nie było. Rano obudził go dźwięk muzyki oraz skwarczenie w kuchni. Ziewając wstał i powlókł się do salonu, gdzie Theo pociągnął go na kanapę, bo przecież chciał porozmawiać.
Kazuo przesunął dłońmi po ciele chłopaka i łapczywie oblizał wargi, by zaraz przyssać się do jego sutka.
- To dobrze - Tomo uśmiechnął się do niego nieco szerzej. - Niedługo w ogóle przestanie boleć - dodał pewnie. - Jaki jest Marc? Kocha cię mocno, to widać... ale czujesz się z nim pewnie?
- CO widać kochanie? - zapytał go znów i oblizując sugestywnie usta, zanim zsunął z chłopaka spodnie wraz z bokserkami. Wziął jego penisa w usta.
- Taka-chan jest nieco władczy i chętnie by wszystko zrobił na własną rękę, ale dobrze się hamuje - uśmiechnął się Tomo. - Ja go po prostu uwielbiam - dodał zaraz. - No i ie powiem... ja też jestem taka Zosia samosia,więc kiedy przestaliśmy się żreć, doszliśmy do małych kompromisów.
- A dlaczego miałbym nie być? - zapytał go lekko unosząc brew do góry. Przerwał na moment i wziął Yujiego na ręce. - Nie będziemy pierwszego razu przeżywać na kanapie - szepnął zanosząc go do pokoju Yujiego i delikatnie kładąc na łóżku. - Tak zdecydowanie lepiej - ucałował jego usta.
- To przychodzi z czasem - uśmiechnął się do niego Tomo. - Jeszcze trochę, a i Marc będzie tego oczekiwał, a póki co mów mu, że ma cię przytulić, kiedy tego potrzebujesz. Może to mu ułatwi rozpoznawanie symptonów - zaproponował Tomo.
- Kocham cię - Kazuo rozebrał Yujiego całkowicie i nałożył na palce nawilżający płyn. - Teraz, uhm może trochę zaboleć, ale będę powoli robił - obiecał mu to.
- Zobaczysz, że potem będzie lepiej - Tomo przytulił na moment Theo i uśmiechnął się do niego szeroko. - Ich trzeba sobie trochę wychować - zapewnił go.
Kazuo ucałował go mocno i w trakcie trwania pocałunku delikatnie nacisnął palcem na jego wejście. Wszedł bardzo powoli i zatrzymał go tam czekając aż Yuji się przyzwyczai. - Jak będziesz chciał przestać to powiedz - poprosił go.
- No tak - uśmiechnął się lekko. - Tak trochę trzeba wychować. Pokazać jak powinien reagować, uczulić na swoje humorki i takie tam - uśmiechnął się.
Kazuo ucałował go znowu zaczynając ruszać palcem dopiero, kiedy ten się nieco rozluźnił. Starał się też ssać jego sutki i wprawiać go w przyjemność nieograniczoną.
- WIem, ale nie jest znowu tak lekko - zaśmiał się. - Ale z czasem jest coraz lepiej i na przykład teraz Takano już wie, kiedy mnie w ogole kijem nie ruszać, a kiedy tulić na maksa - oznajmił. - Przychodzi z czasem.
Kazuo ucałował go z nowu i kiedy zauważył, że Yuji już coraz lepiej się czuje powoli dołożył drugi palec. Przygotowywał go całe pół godziny, zanim zdecydował się wreszcie w niego wejść.
- Nie... może z pół roku - uśmiechnął się delikatnie. - Potem nadal wplatały się wpadki, ale nie dużo - uśmiechnął się szeroko.
Kazuo natychmiast się zatrzymał i czekał scałowując łzy z policzków Yujiego. - Szsz... przepraszam - szepnął całując go lekko raz po raz. - Powiedz kiedy będzisz gotowy.
- Jak nad nim popracujesz to na pewno niedługo zacznie - zapewnił go spokojnie, wstając na chwilę i niemal podskakując przrażony czując oddech na swoim karku. - Taka-chan! Nienawidzę cię - burknął na niego, dając mu kuksańca w brzuch.
- Jesteś pewny? - zapytał jeszcze zanim zaczął się powoli ruszać w nim.
- Jak jeszcze powiesz, że masz do tego mój ulubiony, genialny soczek pomaraczowy to skoczę ci w ramiona i wycałuję - Tomo spojrzał na niego unosząc lekko brew i uśmiechając się zadziornie.
- Bardzo kochanie. Jesteś najlepszy - ucałował jeszcze jego usta, też wchodząc pod kołdrę.
- Wiesz jak bardzo cię kocham, nie? - upewnil się Tomo wskakując mu tak jak obiecał w ramiona i cłując raz po raz. Zasiadł zaraz do śniadanka i od razu nalał sobie soku.
- Nie musiałeś - zapewnił go chłopak, odnajdując pod kołdrą i przytulając. - Dobranoć.
- Aż nam pozazdrości i też będzie chciał do Disneylandu - zażartował Tomo, kończąc bagietkę, połykając swoje leki i popijając je wodą. - Okay, pójdę się ubrać - ucałoał Takano w policzek i poszedłdo sypialni.
- Mhm tak się czasem dzieje... - odparł cicho Kazuo. - To naturalne, więc nie przepraszaj - ucałował go znów i kiedy sprawdził wodę, wsadził do wanny Yujiego, łapiąc za gąbkę by go umyć. - A teraz się odpręż.
Tomo szybko się ubrał i natychmiast wrócił już gotowy do wyjścia. - Wow! - Marc zamrugał lekko. - Ależ masz seksownego faceta... - Dzięki, ale to uwaga nie na miejscu - odparł spokojnie Tomo. - Powinieneś trochę pomyśleć czasem o Theo... - westchnął widząc, jak temu rzednie minka.
- No dobrze, dobrze - Kazuo wywrócił tylko oczyma i wyszedł z łazienki by mu nie przszkadzać.
Kazuo który robił im herbaty teraz zostawił to zajęcie i wrócił po swojego chłopaka. Sięgnął po duży ręcznik i otulił nim Yujiego zanim wyciągnął go z pustej wanny. - Okay, porradzisz sobie z wycieraniem? Kończę robić śniadanko.
- Komplementuję go przecież. To miał być dowcip - usprawiedliwił się Marc, obejmując przyjaciela i klepiąc go po plecach. - Przeproszę go - zapewnił go jeszcze. Tomo w tym czasie założył buty i objął mocno Theo. - Nie daj mu się zjeść - poradził mu jeszcze. - Pokaż mu kto rządzi w tym związku.
- Nie za wygodni ci? - zachichotał chłopak biorąc Yujiego na ręce i zanosząc już do czystego łóżka. Podał mu też śniadanko i sam poszedł wziąć szybki prysznic.
Tomo pożegnał się jeszcze z Marciem i łapiąc Takano za rękę wyszedł z mieszkania. - Prowadź panie przewodniku - uśmiechnął się do niego szeroko. - Dzisiaj jstem gotów na pełen dzień wrażeń.
- To znak, że ci się podobało - puścił do niego wesoło oczko i po 10 minutach był już z powrotem. Czysty i pachnący. Usiadł obok Yujiego i ucałował jego pyszczek. - Nie przejmuj się. Było cudownie.
- Tak jest kochanie - Tomo ucałował go jeszcze w policzek, a kiedy już byli w hotelu, zostawił rzeczy i wtulił się w Takano. - Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało wiesz? Dziękuję.
- Nie zrobiłeś mi krzywdy. Nawet nie boli - ucałował go raz jeszcze. - Ależ nie ma za co.
- Najpierw kolejka górska - wskazał najwyższą atrakcję łapiąc Takano mocno za rękę. - Potem gabinet luster na odpoczynek i potem na wodzie do tunelu kolejna - podał trzy atrakcje pod rząd. - A potem twoja kolej w wyborze - pokazał mu język.
- A może - Kazuo zastanowił się i nad taką możliwością. - Coś w tym może być... cholera, przepraszam Yu-chan... następnym razem postaram się bardziej - obiecał mu szybko.
Tomo przytulił się do niego i przymknął oczy czekając na ich kolej. - Jak będę się bał to będę mocno się wtulał - ostrzegł go ze śmiechem. - Ale nie przewiduję aż takiego strachu.
Kazuo pogłaskał chłopaka po włosach i ucałował jego pyszczek. - Będę się zbierał niedługo - rzucił cicho.
- Wiem - wyszczerzył się do niego Tomo. - Z tobą zawsze jest fajnie.
- Już, już. Jest 12 kochanie - ucałował go z nosek. - Muszę wrócić, posprzątać dom i pomóc trochę senseiowi - dodał zaraz. - Nie chcę być darmozjadem... pracuję też po południu - dodał zaraz.
Tomo śmiał się radośnie, dopiero ściskając mocniej dłoń Takano kiedy kolejką nieco szarpnęło, a kiedy się zatrzymali potrzebował krótkiej chwili na złapanie oddechu. - Wow, było świetnie - wyszczerzył się do Takano.
- Pomoże ci kochany. Na pewno - ucałował go znów. - A ja wpadnę wieczorkiem i przyniosę ci coś dobrego do jedzonka.
Tomo parsknął śmiechem i ustawił się seksownie niby to ściskając swoje "piersi" - Mówisz? Seksowna ze mnie chiksa - wybuchnął śmiechem.
Kazuo przez dłuższą chwilę nie rozumiał słów Shujiego, ale i tak wsiadł w autobus i pojechał do szpitalu. Szybko odnalazł chłopaka, biorąc go za ramiona. - Co się stało? Przeżyje? Kto mu to zrobił? - zapytał.
Tomo roześmiał się znów i pozwolił mu się objąć. - A zobacz tu... jakie spodnie wypchane masz... jakby ci stał - roześmiał się lekko, a potem położył rękę na jego kroczu by upewnić się, że nie stoi.
Kazuo zacisnął lekko szczęki. - Znajdę na tego gościa dowody i oddam w ręce władzy - fuknął. - A co innego mogę zrobić? Nie dam mu robić krzywdy - fuknął.
Tomo opuścił głoń i skinął głową śmiejąc się lekko. - Wiesz, że cię kocham? - zapytał go idąc dalej i śmiejąc sie do rozpuku kiedy zauważył jak się roztyli.
- Uhm ok - Kazuo skinął lekko głową zaciskając nieco pięści. - Masz jakieś papiery związane z tamtym wypadkiem? - zapytał zaraz stukając palcami o kolano i czekając na skończenie operacji. Musiał czymś umysł zająć.
- Ten taki tunel miłości... taki co w łabędziu się jeździ - odparł lekko czerwony na twarzy. - Wiesz... to miłe co mówisz - szepnął wtulając się mocno w jego pierś. - Jestem szczęściarzem.
Kazuo odetchnął z ulgą. Przeżyje. To było najwazniejsze. Nie brak nóg, pamięci czy inne urazy, tylko to że przeżyje. Uśmiechnął się słabo zamykając oczy. Trochę zakręciło mu się w głowie. - Można... można przy nim zostać? - zapytał podchodząc do Shujiego.
- Wiem, wiem... ale moich myśli już nic nie zatrzyma więc chociaż o twoje się postaram - puścił do niego oczko, przytulając głowę do jego ramienia. Przejażdżka zaczęła się przyjemnie.
- Dziękuję - chłopak od razu obiecał że nie będzie tam długo i wszedł razem z Shujim do sali. Usiadł wówczas przy bladym jak papier Yujim i ujął jego dłoń w swoją. - Kochanie... musisz się obudzić, z resztą sobie poradzimy - szepnął.
Tomo oddał się temu pocałunkowi jednocześnie chłonąć tę atmosferę i delikatny szum wody.
- To zacznę wszystko od początku - odparł spokojnie chłopak. - Nic straconego - szepnął. - Wszystko będzie można odbudować. Nie zakładaj najgorszego scenariusza i naucz się gotować.
- No... okay, to dużo wyjaśnia - zażartował Tomo łapiąc go mocniej za rękę i idąc do wspomnianego smoka.
- Okay... - Kazuo puścił jego dłoń, głaszcząc ją już tylko opuszkami palców. - Mhm... przyjdź na obiad do nas - mruknął tylko. - Sensei nie będzie miał nic przeciwko - wyjaśnił wzruszając ramionami. - I uhm przyniesiesz mi te papiery?
- Ooo... chcesz mnie postraszyć brutalu - Tomo trzepnął go żartobliwie przez ramię ale mimo tego tonu mocniej przytulił do jego ramienia. - To ci się udało - wydusił podskakując przy pierwszej mumii która na niego wyszła.
Kazuo niechętnie opuścił miejsce przy łóżku chłopaka, ale wziął sobie na cel odprowadzenie Shujiego do domu. - Wstąpisz od razu do nas na obiad - stwierdził po prostu.
1 477 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1401 – 1477 z 1477- Chciałem wszystko przynieść na raz... i jak uniosłem tackę z herbatą, w drugiej ręce trzymając talerz z kanapkami to mi się przewróciła... - wyjaśnił tylko na moment wtulając się w Marca. - Przepraszam, że masz takiego fajtłapę... - wymamrotał jeszcze idąc do salonu. Usiadł obok Takano na kanapie.
- No pewnie - Kazuo ucałował go znów mocno w usta po czym uśmiechnął się do niego szeroko. - Wiesz, że to pierwszy raz jak ktoś poszedł ze mną na dango? Laski nie lubią chodzić na słodkie, bo w boczki wchodzi...
- Ale tylko trochę - Theo uśmiechnął się do Takano. - Chciałem za dużo naraz i przeliczyłem swe możliwości - przyznał biorąc sobie kanapkę.
Kazuo uśmiechnął się lekko dalej jedząc swoje dango.
- Ty tak, ale nie każdy jest takim sportowcem - zauważył spokojnie.
- Jeśli twój brat nie zrobi nic, żeby go zniechęcić... no wiesz, jak zostaliśmy trochę w stanach to widzieliśmy raz, jak Kaneki wybiega z ich pokoju z płaczem - westchnął. - Nie wiem o co im poszło, bo Theo nie chciał mi powiedzieć... rozmawiał z nim. Potem było dobrze. Tak, czy siak... jeśli Ren go nie zniechęci to na pewno będzie dobrze.
- Właśnie. Szkoda tylko, że nie każdy to rozumie - zsunął ostatnią kuleczkę i włożył ją do buzi Yujiego. - Smacznego kochanie.
- Ren chciał, by Kaneki zamieszkał z nim - odparł spokojnie Theo. - A kiedy Kaneki zaargumentował, że na razie nie może, bo ma umowę o mieszkanie jeszcze na rok podpisaną i potrzebuje czasu dla siebie, by mangę ukończyć to Ren się na niego zezłościł i krzyczał na niego - wyjaśnił krótko. - Potem było okay. Przeprosił go.
- Wedle życzenia. Jedziemy do ciebie - splótł ich palce razem ze soba.
- Porozmawiaj z nim - zgodził się Theo. - Bo tak nie można - wymamrotał. - Ale teraz jest dobrze... to jest mam taką nadzieję - wziął sobie drugą kanapke i zaczął ją chrupać.
- Yu-chan? Podoba ci się dzisiaj? Bo mi bardzo.
- Jest, ale kochają się. Bardzo - uśmiechnął się Theo. - Kaneki mi powiedzial, że on nie chce z nikim innym być - przyznał szczerze.
- No pewnie, że tak - obiecał mu z uśmiechem.
- To już zadnych luksusów? - Marc zrobił wielkie oczy. - Tak zero? Nul? Nic?
- Ja też, bo mam ciebie kochanie - ucałował go znowu.
- Biedaku. Ja to mam szczęście. Moje kochanie cieszy się z każdego luksusu - zaśmiał się radośnie, a Theo wzruszył lekko ramionami.
- Nie szło inaczej. Luksus nie jest zły, ale rozumiem Tomo... trudno jest się przestawić. On pewwnie wciąz liczy pieniądze.
- I zamartwia się o rachunki - dodał wesoło Marc.
Kazuo zaczął cicho nucić pod nosem melodię i przerwał ją dopiero, kiedy kątem oka zauważył mężczyznę ukrywającego coś pod kurtką. Coś co miało kształt broni.
- Wyjdziemy na następnym przystanku - szepnął do ucha Yujiemu, przytulając go mocniej do siebie.
- No chłopie, zmieniłeś się - zauważył wesoło Marc.
- Na lepsze, tak twierdzi mój chłopak - dodał zaraz Theo biorąc teraz herbatkę do rąk i upijając łyk. - Tego mi brakowało...
- Nic się nie stało - odparł spokojnie chłopak, nie spuszczając wzroku z podejrzanego mężczyzny, który teraz nerwowo rozglądał się po autobusie jakby chcąc się zorientowac jakie ma szanse by go przejąć. - Powiem ci jak wyjdziemy - dodał zaraz, a kiedy autobus się zatrzymał pociągnął Yujiego do wyjścia. Wiedział, że kolejny jedzie za godzinę, ale nie dbał o to. Kiedy autobus odjechał z przystanku odetchnął z ulgą. - Masz ten numer do tego policjanta? - zapytał zaraz. - Podasz mi go? Może uda się zapobiec tragedii... tam jeden facet miał broń - wyjaśnił, notując sobie jeszcze na ręce szczegóły, jak wyglądał, co miał na sobie, ile było osób w autobusie, oraz jego numer z tablicy rejestracyjnej.
Tomo nie spał już i szykował się do powrotu do salonu, ale kiedy zobaczył Takano uśmiechnął się szeroko.
- Kochanie... - wstał żeby mocno się do niego przytulić. - Mógłbym coś zjeść? Trochę zgłodniałem - przyznał mu się spokojnie. - I przepraszam - nie mógł się powstrzymać. - Dzisiaj kiepski ze mnie kompan.
- Un, dzięki - Kazuo znów objął Yujiego ramieniem, przytulając go tym samym mocniej do swojej piersi, by dodać mu otuchy i wykręcił numer do Hirokiego. - Dobry wieczór - przywitał się szybko. - Yamanaka z tej strony - przedstawił się zaraz. - Uhm dzwonię, by zgłosić uzbrojonego mężczyznę. Jest w autobusie zmierzającym w stronę Yukan w tej chwili. Podaję numer rejestracyjny - zaczerpnął powietrza i zerknął na swoją rękę. - Mężczyzna na oko 45-50 lat, średniego wzrostu, dość muskularny, ma pieprzyk na lewym policzku, taki duży dość. Ręce mu się trzęsły. Ubrany w niebieską kurtkę i sprane jeansy. Czarne, krótkie włosy. Miał też żółtą czapkę - podał wszystko co zapamiętał. - Aha... w autobusie było 10 osób, w tym matka z małym dzieckiem. Więcej nie pamiętam - przyznał zażenowany.
[a skąd xD byłam grzeczna i wypuściłam ich z autobusu xD]
- Lepiej - uśmiechnął się do niego. - Głowa przestaje boleć - dodał spokojnie. - Ale leki muszę wziąć zaraz - dodał jeszcze, obejmując go ramionami. - I stęskniłem się za przytulaniem, choć dziś ciągle mnie tulisz - poczuł czerwone policzki.
- Nie ma za co, głupku - Kazuo puknął go palcem w czoło i złapał za rękę. - Chodź, przespacerujemy się do kolejnego przystanku - zdecydował z delikatnym uśmiechem, schodząc z Yujim z ulicy i ruszając polną ścieżką. - Zobacz jakie ładne gwiazdy - rzucił cicho. - Piękne są.
Tomo skinął głową wtulając się w niego mocno.
- Ale wiesz, że dałbym już radę iść sam? - zapytał go jeszcze. - I wezmę też tabletkę na ból głowy potem, okay? - uśmiechnął sie lekko kradnąc mu buziaka. - Mój kochany!
- Czemu? Yu-chan, nic się nam nie stało - poczochrał go po głowie. - Nawet nie wyciągnął broni czy cuś. Nic się nie stało - ucałował go w czółku. - Nie martw sie już tym.
Tomo poczęstował się kanapką i uśmiechnął do Marca.
- Uhm co jeszcze głupiego robił Takano - zainteresował się. - Mów szybko, zanim ten wróci.
- Za pół godziny - Kazuo westchnął cicho studiując rozkład jazdy, po czym usiadł obok Yujiego. - Nic im nie będzie. Policja przecież już o tym wie - mruknął zmazując informacje ze swojej ręki.
- Mhm to się nie zmieniło, choć jak teraz przepada w łazience to z naszym maluchem... - zaśmiał się lekko. - Wtedy mam ich z głowy na ponad godzinę - machnął wesoło ręką.
- Przecież mogliśmy się nią cieszyć cały czas. Następnym razem zmyslę coś i ci nie powiem, że coś zauważyłem - ucałował jego usta.
- Ze mną też, ale to z innych powodów - zgodził się Tomo śmiejąc się zaraz z łapiącego buraka mężczyzny.
- Oh on nadal to robi - machnął ręką Theo, za co zaraz oberwał lekko w głowę.
- Oj nie wydawaj mnie - burknął.
- Ale nie mogę, skoro widze jak to przeżyłeś - szepnął kucając przy nim i znów go całując. - A przecież nawet się nie zorientowałeś, że tam ktoś taki był - pogłaskał go po policzku.
Tomo zajął znów swoje miejsce na kolanach Takano, mocno się w niego wtulając, a Marc wywrócił oczyma.
- A ty co taki misiak?
- Tak lubię... jak się źle czuję, ale czasem w ogóle nie może mnie dotknąć. Taki okropny jestem - uśmiechnął się.
- Będę mówił, chyba że uznam, że nie... to wtedy pomilczę.
- Kocham cię - Tomo ucałował go w policzek. - I cieszę się, że czasem po prostu zostawiasz mnie w spokoju - ucałował go znów.
- I wcale nie zazdroszczę - burknął Marc ale i tak tęsknie popatrzył za Theo, który odrobinę im pobladł na kanapie.
- No to wsiadamy i do domu - pocałował go znów, tym razem namiętnie i wszedł z nim do autobusu.
- Tak, wszystko gra - Theo skinął lekko głową. - Tylko ta ręka trochę boli - przyznał zaraz. - To nic - dodał z lekkim uśmiechem, siadając nieco głębiej na kanapie. Wolałby by Marc go teraz przytulił albo zabrał chociaż ból, ale wiedział, że jego facet jest jeszcze niedomyślny.
- Tak, tak. Do ciebie - Kazuo pociągnął go za rękę na siedzenia i objął go znów ramieniem.
Tomo spojrzał na Theo i zsunął się z kolan Takano.
- Może przyniosę coś przeciwbólowego - zaproponował. Różni ludzie, różnie reagowali na ból. Theo należał do tych bardziej na niego wrażliwszych i choć się nie skarżył to często szybciej było po nim widać nawet ten najdrobniejszy ból.
Marc słysząc uwagę Takano od razu wstał i wziął chłopaka na kolana, obejmując go mocno. Pogłaskał delikatnie po włosach.
- Mogłeś mówić, że boli - szepnął spokojnie.
- A za co mnie kochasz? - zainteresował się chłopak.
Theo podziękował mu zaraz połykając tabletkę i popijając ją wodą, a Tomo ucałował Takano delikatnie w usta.
- Dlaczego myślisz, że leki japońskie są jakieś inne? - zainteresował się.
- Ja ciebie też kocham za całokształt - poczochrał go po głowie.
- Powiem - obiecał spokojnie chłopak, przytulając się mocniej do swojego chłopaka.
- No ej... uczę się, okay? - westchnął cicho Marc. - Przepraszam kochanie - ucałował Theo w policzek.
- Mhm... to ucz się szybciej - poradził mu Tomo.
- Prowadź do swojego królestwa - uśmiechnął się do niego Kazuo.
- Prawda, ja na przykład lubię się mocno tulić i często jak się źle czuję - uśmiechnął się szeroko. - Albo jak mi smutno... albo jak za długo tulenia nie było. Takano lubi masaż po pracy i chwilę czułości dla relaksu - wymienił z uśmiechem.
- Z herbatką jeśli można - usiadł na kanapie czekając na ciasteczka oraz swojego kochanego.
- Prawda - ucałował go mocno. - Jesteś mój, ukochany i najlepszy.
- Dziękuję - ucałował go w policzek. - Ale ty też będziesz jadł/
- A może być z napisami angielskimi? No bo trochę niepewnie czuję się z całkowitym francuskim - wyjaśnił zaraz Tomo, zsuwając się znów z kolan Takano, by usiąść obok niego. Wziął sobie herbatkę w dłonie. - Proszę?
- No ja myślę - Kazuo przysunął się do Yujiego i przytulił go do siebie.
- Dziękuję. Sorki, ale nie jestem jeszcze super biegły we francuskim - przeprosił ich wszystkich z delikatnym uśmiechem.
- Oj nie przejmuj się, jakbyście zaczęli mówić po swojemu to zrozumiałbym może konnichiwa i arigatou i sumimasen i nic więcej - odparł wesoło Theo. - I tak sporo umiesz.
- Kocham cię wiesz? - szepnął mu do ucha Kazuo.
- Oj tam, przydaje się - zachichotał Tomo. - Podczas seksu się przydaje - dodał zaraz, czym przyprawił Theo o rumieńce.
- Uhm... a wy macie po japońsku coś zbereźnego jeśli chodzi o seks poza "motto, motto, motto" - zainteresował się zaraz, a Marc niemalże uderzył się o próg pokoju słysząc to.
- Mhm wiem, bo jesteś najlepszy - znów szepnął mu do ucha, zanim je ucałował powoli schodząc ustami nieco niżej.
Tomo wyszczerzył się lekko do Takano.
- Czasem jeszcze ci mówię, żebyś zwolnił - przypomnial mu spokojnie, ale poza tym wzruszył ramionami. - A ty co mówisz Marcowi? - zainteresowal się.
- Że go kocham... i że ma się skubany pospieszyć bo sam dojdę... i że jest okropny - poczochrał się po włosach. - No i jestem trochę taki krzykacz...
- CUdownie smakujesz - szepnął mu do uszka, odgarniając włosy z twarzy, po czym przesunął językiem po całej długości szyi chłopaka.
- Bo zazwyczaj chcę żebyś przyspieszył, bo lubię mocniej i to wiesz... ale jak kochamy się 2 czy 3 raz... to boli jak robisz za szybko, a czasem twój potworek wymyka się ci spod kontroli - ucałował go mocno.
- Ale jakich rzeczy kochanie? Ja samą prawdę mówię - zapewnił go ssąc przez moment jego wargę. - Smakujesz najlepiej na świecie - zrobił mu malinkę tuż przy krawędzi koszulki. - Nie będzie widać za mundurkiem - zapewnił.
Tomo skinął lekko głową, zaraz kładąc się i okrywając kocem z głową na udach mężczyzny.
- Mogę tak? Wygodnie mi - uśmiechnął się do niego.
- Kochanie, jedną już masz - ucałował jego nosek delikatnie układając go na kanapie i wsuwając dłonie pod jego koszulkę.
Tomo również skupił się na filmie, którego jeszcze nie widział. Amerykańska produkcja,raczej rozrywkowa. Całkiem udana.
- Dobrze, postaram się powstrzymać - ucałował go w ten jego rozchylony pyszczek, lekko ściskając jego sutki.
- Zaniosę Theo do łóżka i zaraz do was wracam - odparł cicho Marc, widząc jak jego chłopak pada mu w ramionach. Wziąłgo na ręce i poszedł do odpowiedniej sypialni. Tomo tymczasem usiadł i znów przytulił się do Takano.
- Zrobisz mi omlecik mały? Albo jakieś tościki? - zapytał go zaraz.
- Mhm pachnie cudnie - Tomo uśmiechnął się jeszcze szerzej kiedy zapach omlecika do niego dotarł. Długą chwilę po prostu się nim napawał, zanim posmakował. - Pychotka kochanie - przytulił się do jego ramienia.
Kazuo uśmiechnął się szerzej słysząc jego reakcję. Sam poczuł wybrzuszenie w spodniach. Był już nieźle napalony ale chciał zrobić wszystko powoli i zatrzymać się, jeśli Yuji nie będzie czegoś chciał.
- Jutro będę jak młody bóg - obiecał mu to. - A jak nie to i tak tam pojedziemy, bo ja też chcę zobaczyć Disneyland - dodał zaraz, upijając trochę herbaty.
- Ale co poradzę, że mnie to cieszy? - zapytał go zaraz, muskając znów jego usta i pozbywając się wreszcie jego koszulki.
Tomo padł niemal od razu. Wystarczyło, że położył głowę na poduszcze i już go nie było. Rano obudził go dźwięk muzyki oraz skwarczenie w kuchni. Ziewając wstał i powlókł się do salonu, gdzie Theo pociągnął go na kanapę, bo przecież chciał porozmawiać.
Kazuo przesunął dłońmi po ciele chłopaka i łapczywie oblizał wargi, by zaraz przyssać się do jego sutka.
- Dużo lepiej - uśmiechnał się do niego. - Już tak mam niestety... takie dni mi się zdarzają i muszę się tylko przyzwyczaić, a jak twoja ręka?
- Tak kochanie? co byś chcial? - zapytał go chłopak niby przypadkiem muskjąc jego penisa dłonią.
- To dobrze - Tomo uśmiechnął się do niego nieco szerzej. - Niedługo w ogóle przestanie boleć - dodał pewnie. - Jaki jest Marc? Kocha cię mocno, to widać... ale czujesz się z nim pewnie?
- CO widać kochanie? - zapytał go znów i oblizując sugestywnie usta, zanim zsunął z chłopaka spodnie wraz z bokserkami. Wziął jego penisa w usta.
- Taka-chan jest nieco władczy i chętnie by wszystko zrobił na własną rękę, ale dobrze się hamuje - uśmiechnął się Tomo. - Ja go po prostu uwielbiam - dodał zaraz. - No i ie powiem... ja też jestem taka Zosia samosia,więc kiedy przestaliśmy się żreć, doszliśmy do małych kompromisów.
- A dlaczego miałbym nie być? - zapytał go lekko unosząc brew do góry. Przerwał na moment i wziął Yujiego na ręce. - Nie będziemy pierwszego razu przeżywać na kanapie - szepnął zanosząc go do pokoju Yujiego i delikatnie kładąc na łóżku. - Tak zdecydowanie lepiej - ucałował jego usta.
- To przychodzi z czasem - uśmiechnął się do niego Tomo. - Jeszcze trochę, a i Marc będzie tego oczekiwał, a póki co mów mu, że ma cię przytulić, kiedy tego potrzebujesz. Może to mu ułatwi rozpoznawanie symptonów - zaproponował Tomo.
- Kocham cię - Kazuo rozebrał Yujiego całkowicie i nałożył na palce nawilżający płyn. - Teraz, uhm może trochę zaboleć, ale będę powoli robił - obiecał mu to.
- Zobaczysz, że potem będzie lepiej - Tomo przytulił na moment Theo i uśmiechnął się do niego szeroko. - Ich trzeba sobie trochę wychować - zapewnił go.
Kazuo ucałował go mocno i w trakcie trwania pocałunku delikatnie nacisnął palcem na jego wejście. Wszedł bardzo powoli i zatrzymał go tam czekając aż Yuji się przyzwyczai.
- Jak będziesz chciał przestać to powiedz - poprosił go.
- No tak - uśmiechnął się lekko. - Tak trochę trzeba wychować. Pokazać jak powinien reagować, uczulić na swoje humorki i takie tam - uśmiechnął się.
Kazuo ucałował go znowu zaczynając ruszać palcem dopiero, kiedy ten się nieco rozluźnił. Starał się też ssać jego sutki i wprawiać go w przyjemność nieograniczoną.
- WIem, ale nie jest znowu tak lekko - zaśmiał się. - Ale z czasem jest coraz lepiej i na przykład teraz Takano już wie, kiedy mnie w ogole kijem nie ruszać, a kiedy tulić na maksa - oznajmił. - Przychodzi z czasem.
Kazuo ucałował go z nowu i kiedy zauważył, że Yuji już coraz lepiej się czuje powoli dołożył drugi palec. Przygotowywał go całe pół godziny, zanim zdecydował się wreszcie w niego wejść.
- Nie... może z pół roku - uśmiechnął się delikatnie. - Potem nadal wplatały się wpadki, ale nie dużo - uśmiechnął się szeroko.
Kazuo natychmiast się zatrzymał i czekał scałowując łzy z policzków Yujiego.
- Szsz... przepraszam - szepnął całując go lekko raz po raz. - Powiedz kiedy będzisz gotowy.
- Jak nad nim popracujesz to na pewno niedługo zacznie - zapewnił go spokojnie, wstając na chwilę i niemal podskakując przrażony czując oddech na swoim karku. - Taka-chan! Nienawidzę cię - burknął na niego, dając mu kuksańca w brzuch.
- Jesteś pewny? - zapytał jeszcze zanim zaczął się powoli ruszać w nim.
- No bo mnie straszysz no - westchnął obracając się na palcach i całując go lekko w usta. - Co dobrego na śniadanko zrobiłeś?
Kazuo starał się dać mu jak najwięcej przyjemności, po czym doszedł z imieniem YUjiego na ustach.
- Jak jeszcze powiesz, że masz do tego mój ulubiony, genialny soczek pomaraczowy to skoczę ci w ramiona i wycałuję - Tomo spojrzał na niego unosząc lekko brew i uśmiechając się zadziornie.
- Bardzo kochanie. Jesteś najlepszy - ucałował jeszcze jego usta, też wchodząc pod kołdrę.
- Wiesz jak bardzo cię kocham, nie? - upewnil się Tomo wskakując mu tak jak obiecał w ramiona i cłując raz po raz. Zasiadł zaraz do śniadanka i od razu nalał sobie soku.
- Nie musiałeś - zapewnił go chłopak, odnajdując pod kołdrą i przytulając. - Dobranoć.
- Dobrze, więc czas przestać - stwierdził Tomo, nalewając sobie soku i smakując bagietki. - Smacznego - życzył wszystkim i zabrał się za jedzonko.
Kazuo obudził się słysząc jak Yuji się przewraca.
- Oj kochanie - wstał od razu i wziął go na ręce. - Uważaj skarbie - pocałował go w policzek.
- Idziemy - zgodził się Tomo zadowolony. Uśmiechnął się szeroko. - Czuję się dużo lepiej.
- Wiem kochanie. Przepraszam, przesadziłem chyba - wyszeptał, całując go znowu.
- Un i nie jesteś zły za tamten dzień, prawda? - upewnił się cicho, dopijając swój sok i dolewając sobie go znowu.
- Tak jest, szefie - zażartował, znów go całując.
- Pewnie - ucałował go mocno. - Zaraz skończę jedzonko, ubieramy się i możemy lecieć - uśmiechnął się nieco.
- Kochanie, najpierw kąpiel - zdecydował wpuszczając wodę do wanny i przytulając Yujiego.
- Aż nam pozazdrości i też będzie chciał do Disneylandu - zażartował Tomo, kończąc bagietkę, połykając swoje leki i popijając je wodą. - Okay, pójdę się ubrać - ucałoał Takano w policzek i poszedłdo sypialni.
- Mhm tak się czasem dzieje... - odparł cicho Kazuo. - To naturalne, więc nie przepraszaj - ucałował go znów i kiedy sprawdził wodę, wsadził do wanny Yujiego, łapiąc za gąbkę by go umyć. - A teraz się odpręż.
Tomo szybko się ubrał i natychmiast wrócił już gotowy do wyjścia.
- Wow! - Marc zamrugał lekko. - Ależ masz seksownego faceta...
- Dzięki, ale to uwaga nie na miejscu - odparł spokojnie Tomo. - Powinieneś trochę pomyśleć czasem o Theo... - westchnął widząc, jak temu rzednie minka.
- No dobrze, dobrze - Kazuo wywrócił tylko oczyma i wyszedł z łazienki by mu nie przszkadzać.
- Zabrałem - pokazał mu całą zawartość swojego plecaka. - Mam wszystko co trzeba - wyszczerzył się do niego. - Ruszamy - klasnął w dłonie.
Kazuo który robił im herbaty teraz zostawił to zajęcie i wrócił po swojego chłopaka. Sięgnął po duży ręcznik i otulił nim Yujiego zanim wyciągnął go z pustej wanny. - Okay, porradzisz sobie z wycieraniem? Kończę robić śniadanko.
- Komplementuję go przecież. To miał być dowcip - usprawiedliwił się Marc, obejmując przyjaciela i klepiąc go po plecach. - Przeproszę go - zapewnił go jeszcze. Tomo w tym czasie założył buty i objął mocno Theo.
- Nie daj mu się zjeść - poradził mu jeszcze. - Pokaż mu kto rządzi w tym związku.
- Nie za wygodni ci? - zachichotał chłopak biorąc Yujiego na ręce i zanosząc już do czystego łóżka. Podał mu też śniadanko i sam poszedł wziąć szybki prysznic.
Tomo pożegnał się jeszcze z Marciem i łapiąc Takano za rękę wyszedł z mieszkania.
- Prowadź panie przewodniku - uśmiechnął się do niego szeroko. - Dzisiaj jstem gotów na pełen dzień wrażeń.
- To znak, że ci się podobało - puścił do niego wesoło oczko i po 10 minutach był już z powrotem. Czysty i pachnący. Usiadł obok Yujiego i ucałował jego pyszczek.
- Nie przejmuj się. Było cudownie.
- Tak jest kochanie - Tomo ucałował go jeszcze w policzek, a kiedy już byli w hotelu, zostawił rzeczy i wtulił się w Takano. - Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało wiesz? Dziękuję.
- Nie zrobiłeś mi krzywdy. Nawet nie boli - ucałował go raz jeszcze. - Ależ nie ma za co.
- Chodźmy - zgodził się Tomo, wtulając się mocniej w Takano i splatając ich palce razem ze sobą. - Prowadź, przewodniku.
- Hej nie zachowuj się jak taka strachajka - poprosił go ze śmiechem Kazuo. - Tu jesteśmy! - krzyknął do Shujiego.
- To już wygląda imponująco - szepnął do Takano, jakby bojąc się powiedzieć znacznie głośniej. - Jest wow... szczęka mi opadła - zaśmiał się lekko.
- Hej Shuji, Twój brat się bardzo wstydzi - puścił oczko do chłopaka. - Strachajka taka, że ja dziękuję.
- Najpierw kolejka górska - wskazał najwyższą atrakcję łapiąc Takano mocno za rękę. - Potem gabinet luster na odpoczynek i potem na wodzie do tunelu kolejna - podał trzy atrakcje pod rząd. - A potem twoja kolej w wyborze - pokazał mu język.
- A może - Kazuo zastanowił się i nad taką możliwością. - Coś w tym może być... cholera, przepraszam Yu-chan... następnym razem postaram się bardziej - obiecał mu szybko.
Tomo przytulił się do niego i przymknął oczy czekając na ich kolej.
- Jak będę się bał to będę mocno się wtulał - ostrzegł go ze śmiechem. - Ale nie przewiduję aż takiego strachu.
Kazuo pogłaskał chłopaka po włosach i ucałował jego pyszczek. - Będę się zbierał niedługo - rzucił cicho.
- Wiem - wyszczerzył się do niego Tomo. - Z tobą zawsze jest fajnie.
- Już, już. Jest 12 kochanie - ucałował go z nosek. - Muszę wrócić, posprzątać dom i pomóc trochę senseiowi - dodał zaraz. - Nie chcę być darmozjadem... pracuję też po południu - dodał zaraz.
Tomo śmiał się radośnie, dopiero ściskając mocniej dłoń Takano kiedy kolejką nieco szarpnęło, a kiedy się zatrzymali potrzebował krótkiej chwili na złapanie oddechu.
- Wow, było świetnie - wyszczerzył się do Takano.
- Pomoże ci kochany. Na pewno - ucałował go znów. - A ja wpadnę wieczorkiem i przyniosę ci coś dobrego do jedzonka.
- Ano a teraz trochę się pośmiejemy - dodał wesoło, wciskając się mocniej w ramię Takano. - Strasznie cię kocham - zapewnił go.
- Cała przyjemność po mojej stronie - zapewnił go chłopak jeszcze raz go całując i zbierając się.
[O ja xD Spinam więc poślady i czekam na ten dramacik :P]
Tomo uśmiechnął się szeroko, zaraz znów wtulając w Takano.
- No to hop i do gabinetu - pociągnął go delikatnie i ze śmiechem.
Kazuo wyszedł z pokoju chłopaka a potem już ruszył do domu. Obiecał przecież że będzie pomagał, więc musiał i chciał słowa dotrzymać.
[Ale teraz dałaś... umarłam czytając... ]
Tomo parsknął śmiechem i ustawił się seksownie niby to ściskając swoje "piersi"
- Mówisz? Seksowna ze mnie chiksa - wybuchnął śmiechem.
Kazuo przez dłuższą chwilę nie rozumiał słów Shujiego, ale i tak wsiadł w autobus i pojechał do szpitalu. Szybko odnalazł chłopaka, biorąc go za ramiona.
- Co się stało? Przeżyje? Kto mu to zrobił? - zapytał.
Tomo roześmiał się znów i pozwolił mu się objąć.
- A zobacz tu... jakie spodnie wypchane masz... jakby ci stał - roześmiał się lekko, a potem położył rękę na jego kroczu by upewnić się, że nie stoi.
Kazuo zacisnął lekko szczęki.
- Znajdę na tego gościa dowody i oddam w ręce władzy - fuknął. - A co innego mogę zrobić? Nie dam mu robić krzywdy - fuknął.
Tomo opuścił głoń i skinął głową śmiejąc się lekko.
- Wiesz, że cię kocham? - zapytał go idąc dalej i śmiejąc sie do rozpuku kiedy zauważył jak się roztyli.
- Uhm ok - Kazuo skinął lekko głową zaciskając nieco pięści. - Masz jakieś papiery związane z tamtym wypadkiem? - zapytał zaraz stukając palcami o kolano i czekając na skończenie operacji. Musiał czymś umysł zająć.
- Ten taki tunel miłości... taki co w łabędziu się jeździ - odparł lekko czerwony na twarzy. - Wiesz... to miłe co mówisz - szepnął wtulając się mocno w jego pierś. - Jestem szczęściarzem.
Kazuo odetchnął z ulgą. Przeżyje. To było najwazniejsze. Nie brak nóg, pamięci czy inne urazy, tylko to że przeżyje. Uśmiechnął się słabo zamykając oczy. Trochę zakręciło mu się w głowie.
- Można... można przy nim zostać? - zapytał podchodząc do Shujiego.
- Tylko żadnych kosmatych myśli - ostrzegł go ze śmiechem, po czym przeciągnął się lekko siadając w jednej z łódek.
- Przyjaciel... uhm jestem jego przyjacielem.
- Wiem, wiem... ale moich myśli już nic nie zatrzyma więc chociaż o twoje się postaram - puścił do niego oczko, przytulając głowę do jego ramienia. Przejażdżka zaczęła się przyjemnie.
- Dziękuję - chłopak od razu obiecał że nie będzie tam długo i wszedł razem z Shujim do sali. Usiadł wówczas przy bladym jak papier Yujim i ujął jego dłoń w swoją. - Kochanie... musisz się obudzić, z resztą sobie poradzimy - szepnął.
Tomo oddał się temu pocałunkowi jednocześnie chłonąć tę atmosferę i delikatny szum wody.
- To zacznę wszystko od początku - odparł spokojnie chłopak. - Nic straconego - szepnął. - Wszystko będzie można odbudować. Nie zakładaj najgorszego scenariusza i naucz się gotować.
- Do smoka? A co tam się znajduje? - zapytał go, kiedy wyjechali z tunelu i zjechali w dół. Ich jazda zakończyła się w fontannie.
- To jakoś to przełknę - mruknął. - A ty lepiej się naucz, żeby wiedział że sobie radzisz - wyszeptał, ściskając dłoń Yujiego nieco mocniej.
- No... okay, to dużo wyjaśnia - zażartował Tomo łapiąc go mocniej za rękę i idąc do wspomnianego smoka.
- Okay... - Kazuo puścił jego dłoń, głaszcząc ją już tylko opuszkami palców. - Mhm... przyjdź na obiad do nas - mruknął tylko. - Sensei nie będzie miał nic przeciwko - wyjaśnił wzruszając ramionami. - I uhm przyniesiesz mi te papiery?
- Oj no po prostu jestem ciekawy - szepnął robiąc smutną minkę. - Bo ty wszystko wiesz już - dodał ze śmiechem. - A na jaki obiadek pójdziemy?
- I nie stracisz... obudzi się - odparł pewnie Kazuo. - Nie ma innej opcji, wiesz? - uśmiechnął się lekko.
- Ooo... chcesz mnie postraszyć brutalu - Tomo trzepnął go żartobliwie przez ramię ale mimo tego tonu mocniej przytulił do jego ramienia. - To ci się udało - wydusił podskakując przy pierwszej mumii która na niego wyszła.
Kazuo niechętnie opuścił miejsce przy łóżku chłopaka, ale wziął sobie na cel odprowadzenie Shujiego do domu.
- Wstąpisz od razu do nas na obiad - stwierdził po prostu.
Prześlij komentarz