-co!?-krzyknął zaraz chowając chłopca pod blat.-zostan tu. Nie wychodź. Zaraz wrócę.-powiedział na chwile go jeszcze przytulając. Zbiegł na dół trzymając w dłoni telefon żeby w razie czego szybko zadzwonić na policje.
-Tomo!-krzyknął Takano wpadając do piekarni. Zaraz jednak zamarł kiedy broń została w niego wycelowana. Przygryzl warge I pomyślał że jak na takim wypizdowiu mogą zdazac się takie rzeczy. -Odłoż telefon.-powiedzial mężczyzna odblokowujac broń z głośnym kliknięciem. -zadzwonię po karetkę.-powiedział Takank widząc jak Tomo się męczy. Pokazał wybierany numer facetowi z bronią i włączył na głośnomówiący.-proszę szybko przysłać karetkę. Mamy tutaj ranna kobietę.-powiedział I szybko podał adres.
-juz przynosze!-odkrzyknął mu i pobiegł do kuchni. Podał mu apteczke I miskę z wodą.-Karetka jest w drodze. Dasz rade utrzymać ja przy życiu?-spytał otwierając apteczke i podając mu gaze.
Takano usiadł modląc się w duchu żeby policja po która zdążył zadzwonić zanim heroicznie wbiegł do piekarni szybko przyjechała. Przecież już tyle minęło a tu nadal nic. Ile można czekać. Zastanawiał się też o co w ogóle tym dwóm chodzi.
Takano zawyl z bólu i spojrzał na chłopaka z wyrzutem. Kolejna blizna do kompletu. -jakbym wiedział co się dzieje to bym zadzwonił.-fuknal ocierajac krew z nosa.-a ty co!? Siedziałes pod tą lada to równie dobrze mogłeś sam zadzwonić.-dodał ściskając krwawiaca rękę.
Takano podniósł się szybko i obezwladnil drugiego mężczyznę. Chwycił leżący na podłodze bandaż i związał mu ręce za plecami. Chwilę później przyjechała policja. -kurwa...dobrze ze nie jutro.-burknął ściskając ramię.
-jest ok...tylko mogłeś nie wbijać go aż tak głęboko...-wywrocil oczyma i objął go zdrowa ręką.-a jak twoje ramię?-spytał.-lepiej jak pojedziemy z tym do szpitala.-dodał I wstał.-ale na razie chodzmy po Yuye.
-jest ok nawet jeśli to niezbyt mile być dzgnietym przez przyszłego męża...-powiedział I ucałował go.-nawet jeśli uważasz ze nic nie jest to daj się zbadać...tak na wszelki wypadek.-poprosił.-Posłuchaj prośby rannego.-dodał.
-nie nagrody....tylko zadośćuczynienia.-zasmiał się.-no wiesz...whiles mi nóż w rękę...kto wie czy czegoś mi nie uszkodziles...-powiedział zazaz żegnając się z bratem i wchodząc do samochodu.
-z charakteru tak...ale z wyglądu nie.-mruknął.-jesteś pierwsza osoba która nas rozróżnia.-dodał uśmiechając się słodko.
-wiem....wiem...mi też. Nie wiedziałem co zrobić...chciałem jakoś odwrócić ich uwagę ale...nie chciałem robić tobie krzywdy...-powiedział.-mogłeś mnie tylko uderzyć...nie musiałeś zaraz wbijać noża...
-ha?-spojrzał na niego zaskoczony.-robiliśmy kiedyś kompozyt naszych twarzy...jesteśmy identyczni...-poklepal go po głowie.-chociaż...w zeszłym roku Shuji miał złamany nos...-powiedział bardziej do siebie.
-nie to miałem na myśli...-jeknal za nim. Sam też przecież bardzo się martwił...o obu tak samo wiec nie wiedział co miał zrobić. Wyszedł z samochodu i poszedł do szpitala. Jun uśmiechnął sie do niego I odłożył książkę. -i jeszcze potrzymaja. Dopóki nie będę chodził o kulach przynajmniej.
-skoro tak...ale ciesze się ze nas rozróżniasz...nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze ze...mimo że na prawdę kocham swojego brata...to ze mogę się poczuć wyjątkowo...
-cóż...jeśli w ogólnym rozrachunku nic się nikomu nie stało to ok. To najważniejsze.-powiedział z uśmiechem.-czemu takie rzeczy się was czepiają to ja nie wiem...
-uczyłem się...tylko nie z tego...-przyznał szczerze I wrócił na swoje miejsce. Przez resztę lekcji notował.
-cóż...taki jesteś. Chociaż Takano to pewnie zabolało...ze go zkrzywdziles...każdego by zabolało. Ale chciałeś dobrze, uratowałes Yuye i jego w sumie też wiec...w ogólnym rozrachunku zrobiłeś dobrze.-powiedział klepiac go lekko po udzie.
-Tomo...nie gorszy...inny. Po prostu...wiedziałes ze jeśli tego nie zrobisz to będzie gorzej. Wszyscy żyjecie wiec jest ok...jasne ze go zabolało ale...nie sądzę zeby miał mieć z tego powodu wyrzuty do ciebie...
-Tomo najważniejsze że wszyscy przeżyli.-powiedział I poklepal go jeszcze raz po udzie.-nie myśl o tym za wiele.-dodał I uśmiechnął się nieco.-nie...raczej nic nie potrzebuje. Chociaż może trochę książek. Nudzę się.
-ha? A bo ja wiem...nie znam jej. Nie była w mojej klasie rok temu.-powiedział wzruszając ramionami.-ale widać ze się jej podobasz.-dodał trochę zazdrosny.
-jasne ze możesz.-odparła głaszczac go po ramieniu.-Tomo...nie zrobiłeś źle...można powiedzieć za zachowałes się tak jak natura chce...czyli...tak trochę jak matka która broni swoje młode. Wtedy myśli się innymi kategoriami...
Kobieta pomachała mu jeszcze i wróciła do swoich zajęć. Takano czekał na niego na korytarzu z opatrzoną już raną.
Yuji obrócił się do Kazuo dopiero na przerwie śniadaniowej kiedy emocje już mu opadły. Wstał i złapał go za rękę. -Chodź. Mam dzisiaj dla ciebie coś pysznego.
-ok, to kupimy też bitą śmietanę i trochę czekolady.-powiedział z uśmiechem.-ok, pozdrów ją ode mnie. Wrócisz na obiad?
-a mi tak troszkę...-powiedział kończąc szybko swoje bento i kładąc się z głowa na jego udach.-bo czuję się trochę zawstydzony kiedy się tak kładę...a lubię tak leżeć...
-myślisz? Nie jest źle...to lewa ręka i w sumie już nie boli.-wzruszył ramionami.-Mogę pracować.
-mou...-zaśmiał się rumieniąc troszkę.-no dodałem. Używałem jej juz kiedyś i ostatnio znów kupiłem.-wyjaśnił.-o...twoja wielbicielka wygląda przez okno w klasie...
-ok. W domu zrobię ci gorącej czekolady.-powiedział I poszedł szukać książek.
-um ok...-powiedział cicho wstając. Złapał go za rękę.-Kazuo...? Przepraszam jeśli powiedziałem coś nie tak ja...trochę się martwię. I na niczym nie mogę się skupić...
Takano wysiadł kiedy dojechali i od razu wszedł do środka zajmując wolne miejsce.
Yuji napisał do niego kiedy lekcja się skończyła. 'Przepraszam Kazuo...nie powinienem był wtedy w ogóle poruszać tego tematu...' Wysłał I położył się na ławce.
-Ja ciebie tez.-powiedział. Wyciągnął rękę żeby pogłaskać go po policzku.-hmmm...ja sobie wezmę...lody czekoladowo orzechowe z bita śmietaną.-zdecydował.
-um..nie ma go. Poszedł gdzieś...-mruknął nie patrząc na niego. -nie powiedział mi gdzie...
T -jest taka sama wiec mi nie podbieraj.-burknął jedząc spokojnie swoje lody.
Y -to tylko Kendo. Nic specjalnego.-zaśmiał się.-poza tym i nauka...i gotowaniem nie robie nic. Nie rozmawiam z ludźmi...i łatwo robie się zazdrosny...
-Ech...ale ci nie oddam.-pokazał mu język i wrócił do jedzenia swoich lodów.
-ale po co? Ja na prawdę tego nie lubię....lubię rozmawiać z tobą i to mi wystarcza. -powiedział uśmiechając się słodko.-no I co zrobimy? W naszej grupie na wycieczkę jest twoja wielbicielka.
-ooo...no to gdzieś wyjdziemy.-obiecał mu z uśmiechem.-spacerek, może jakieś ciacho.-dodał biorąc jeszcze jedno dango.
-żadnego alkoholu.-wycelowal w dziewczynę palcem.-a...kuchnie wyjątkowo mogę udostępnić...-mruknął cicho.-ale tak żeby mi nie robić dodatkowego bałaganu.
-no bez przesady.-zaśmiał się.-nawet jeśli to dość prawdopodobne.-dodał wesoło.-wypróbować?
-juz ja mu dam alkohol....-mruknął wściekle pod nosem zaciskajac pięści.-niczego nie skombinuje. Ostatnio straciliśmy lampę i zastawę...poza tym sprzatalksmy cały dzień. Wiec mowy nie ma.
-ja? No to może...coś Disneya? Wielka szóstkę na przykład.-zaproponował I wszedł do samochodu.
Yuji spokojnie doszedł do mieszkania i po tym jak się przebral w jakieś normale ciuchy trochę w nim posprzątał. Zrobił na szybko nuggetsy a potem tylko czekał na gości razem z bratem na kanapie.
-mi nie, młodszemu tak.-zaśmiał się wesoło.-ale przyda mu się trochę wyluzować.-dodał z uśmiechem. -Kazuo-kun.-odezwała się Aya klepiac miejsce obok siebie.
-juz...spokojnie.-powiedział kładąc swoją dłoń na jego dłoni.-spokojnie...
-um zeszyt...tylko wiesz...-zaczęła. -Kazuo!-krzyknął Yuji.-możesz mi tu pomóc? Trzeba wszystko na stół poznosić.-dodał szybko. Ułożył nuggetsy na talerzu a obok postawił dwa sosy w małych miseczkach.
-Koyuki? Po akademii filmowej która razem konczyliscie?-spytał unosząc brwi.-nie zrozumiałas czegoś źle? Albo nie wiem...pijany był?-spytał Takano śmiejąc się pod nosem.
-troszeczkę?-zaśmiał się Yuji.-po prostu jestem dość gibki i dobrze rozciągnięty.-wzruszył ramionami.-
-wcale nie powiedziałem ze nie lubię.-mruknął pukajac go palcem w policzek.-wpadajcie.-powiedział z uśmiechem do Mary.
-mou....-wywrocil oczyma I stanął po drugiej stronie maty.-kręcisz braciszku.-powiedział a Shuji skinął głową. -prawa noga na czerwony dla Kazuo i...lewa noga na zielony dla Yujiego.-powiedział kręcąc od razu dwa razy.
-za skromna jesteś.-zaśmiał się Takano.-ciasto jest pyszne.
-Shuji robisz to specjalnie!-jeknal kiedy po kilku ruchach miał tylek wypiety w stronę Kazuo. -ja tylko kręcę.-zaprotestował chłopak śmiejąc się pod nosem.
-jasne. Wybierzesz jakąś fajną.- powiedział I zmierzwil mu włoski.-I lody zjemy z bita śmietaną.-dodał idąc juz ubrać buty.
-ja tez...-przyznał szczerze. -Kazuo-kun.-Aya złapał go za rękę.-zagrasz ze mną.-wskazała na twistera i uśmiechnęła się do niego a Yuji zaczął pić sok żeby nic nie mówić ani nie okazywać swojego niezadowolenia.
-zawieszamy.-powiedział wesoło. Wziął z garażu oponę i łańcuch i podszedł do drzewa. Najpierw przymocowal łańcuch do opony potem przyniósł drabinę i przymocowal całość do drzewa. Pochustal się trochę żeby sprawdzić czy wytrzyma.
Shuji zatarl ręce i udał ze się zastanawia. -a więc...z naszego tutaj grona...przytul osobę która najbardziej lubisz. I nie ma oszukiwania.-powiedział wesoło.
-ok!-odkrzyknął wesoło Takano wstając i otrzepujac się z trawy.-chodź juz Yuyuś.-powiedział do chłopca.
-no braciszku...-Shuji poklepal go po ramieniu.-prawda czy wyzwanie. -hmm...-Yuji zamyslil się trochę chcąc znaleźć najbezpieczniejsza opcje ale znał brata i wiedział ze o taką może być ciężko.-prawda.-zdecydował w końcu.
-jest na prawdę szczęśliwy...cieszy mnie to.-powiedział równiez idąc umyć ręce a potem wracając do stołu.-wszytsko wygląda pysznie.-powiedział z uśmiechem.
-um...tak...-powiedział cicho cały czas wbijajac wzrok w podłogę. Potem zakrecil butelka.
-oj...przecież ty miałeś wybrać bajkę.-zaśmiał się Takano.-a ja zrobię deser. Będą lody z bita śmietaną.
-co?-Yuji słysząc swoje imię jakby wyrwał się z zamyślenia. Shuji westchnął i szepczac mu na ucho wyjaśnił wszytsko.-CO!?-spojrzał na brata, potem na Aye a na końcu na Kazuo. Zaczynał żałować ze się nie uczył. Został podniesiony przez brata i pchniety wprost na Kazuo.
Takano poszedł szybko zrobić im deser. Podał każdemu po pucharku i włączył bajkę. Usiadł na podłodze opierając się o kanapę.
-um...całowałem. Poszedłem za Shujiego na randkę i cóż...chyba mi nie poszło bo dziewczyna się skapnela.-wzruszył ramionami.-ale nie chce się całować w szafie.-pstryknal go w nos.-wiesz...może i jestem nieśmiały...i niedoświadczony...ale nie aż tak.
Takano śmial się wesoło. Była to jedna z jego ulubionych bajek.
Yuji wzruszył ramionami. -nie było tego wiele. Ot czasem szedłem za niego na randkę...a on przyjmował za mnie dreczenie albo coś. Po którymś razie chyba wyszedł mi ten pocałunek bo się nie skapnela.-powiedział zerkajac na niego.-wiec możliwe ze nie jestem w tym aż taki zły.
Takano śmial się wesoło. Była to jedna z jego ulubionych bajek.
Yuji wzruszył ramionami. -nie było tego wiele. Ot czasem szedłem za niego na randkę...a on przyjmował za mnie dreczenie albo coś. Po którymś razie chyba wyszedł mi ten pocałunek bo się nie skapnela.-powiedział zerkajac na niego.-wiec możliwe ze nie jestem w tym aż taki zły.
-ni trudno...jak coś to pamiętaj ze mogę cię zmienić.-powiedział z uśmiechem.
Yuji poczekał na niego oglądając niezadowolenie Ayi. Kiedy Kazuo wyszedł nadeszła jego kolej na kręcenie butelka. Wypadł Yuji. -um...wyzwanie...-odparł cicho.
Yuji westchnął ciężko. -ok...-mruknął I włączył muzykę z telefonu. W sumie dla nikogo specjalnego zatańczył jak przy jednym z występów na festiwalach. Byli wtedy razem z bratem przebierani za dziewczyny wiec wyszło dość śmiesznie.
-jasne.-usiadł obok niego i objął ramieniem. Wziął łyk soku i spojrzał na niego.-ale idzie ci świetnie.
Yuji wywrócił oczyma i powstrzymał się przed rzuceniem w niego kapciem. Wrócił na swoje miejsce kręcąc butelką. Na jego nieszczęście wypadła Aya. -ech...prawda czy wyzwanie?
-ale to nic. Jest ok.-powiedział z uśmiechem.-ja ciebie tez skarbie. I nawet jeśli wiem to zawsze miło się tego słucha.
-hmmm...-Yuji zamyslil się trochę. Był wyprany z pomysłów. W końcu westchnął ciężko.-czy w tym pokoju jest osoba w której jesteś zakochana?-spytał w końcu.
-a dlaczego uważasz ze jestem najlepszy?-spytał z ciekawości.-ok...zajdziemy do jakiegoś sklepu i kupimy.-zgodził się swobodnie i znów go ucałował.
-dwie?-spytał zaskoczony. 'Jak można być tak niezdecydowanym?' Dodał w myślach. Nie powiedział nic więcej czekając kogo jakoś następnego wybierze butelka.
-mmmm...tyle komplementów juz na początku dnia.-zamruczal I oddał pocałunek.-ale wiesz co? Ja też nie wyobrażam sobie ze mógłbym być z kimkolwiek innym niż z tobą.
-ok.-również poszedł do łazienki a potem wsiadł do samochodu. Zapał pasy I włączył cicho radio.-wiec...garnitury a potem pyszny obiadek?
-ok.-Shuji przeszedł się dookoła kółka całując wszystkich w policzek a potem zatarl ręce.-no...a pocaluja się...Kazuo i...-zrobił przerwę.-i Yuji.-poklepal brata po ramieniu
-taki plan mi jak najbardziej odpowiada.-powiedział z uśmiechem.
-mou...nie...nie...-jeknal Yuji zakrywać czerwona twarz dłońmi. Mógłby się z nim pocałować ale nie leży ludziach. -Yuji...spotykacie się...bądź tego pewny...-szepnął mu na ucho Shuji I zachęcająco poklepal brata po plecach. Młodszy z bliźniaków przeszedł przez środek i usiadł Kazuo na kolanach. Wziął wdech żeby się uspokoic. -ok...możesz...-dał mu pozwolenie.
-oczywiście ze się udało. Mam niesamowitego faceta. Powodzial uśmiechając się do niego.-sklep z garniturami jest niedaleko mojego apartamentu wiec...wystarczy jak zaparkujesz tam na parkingu i sobie wszędzie dojdziemy..
Yuji starał się oddawać pocałunki ale w pewnym momencie zatrzymał chłopaka czując jak wszyscy się na nich patrzą. Schował twarz w dłoniach.
-będziesz. Az w końcu uda ci sie spokojnie jeździć. Na razie juz jets bardzo dobrze.-powiedział głaszczac go po włosach.
-no oczywiście chodzi o jedzenie.-wywrocil oczyma. Pstryknal go wesoło w nosek i mocno się w niego wtulić. -no juz...nie pindolic mi się tu.-Shuji zareagował i objął go w pasie ciągnąc do tyłu.
-no spokojnie kochanie.-zaśmiał się I podszedł do swojej koleżanki która stała za lada. Wyjaśnił po co przyszedł i pokazał projekt. Zaraz mieli stanąć na małych podestach żeby ich zmierzyli.
-hmmm...w takim razie...-Kenta zamyslil się trochę. Wyzwanie dla niego by miał ale z pytaniem było gorzej.-no więc...dlaczego Yuji? Co cie w nim urzekło?
Takano dał się ładnie mierzyć, w końcu nie był to jego pierwszy raz i dokładnie wiedział co ma robić. Kiedy dziewczyny skończyły zszedł z podestu i podszedł do Tomo. -Coś się stało?
-no weź...nic? Przecież musi być jakiś powód dla którego zabiło szybciej.-mruknął Kenta a zaraz dostał po głowie od bliźniaków. -zbyt ciekawski.-skomentował Shuji.
Takano dał się ładnie mierzyć, w końcu nie był to jego pierwszy raz i dokładnie wiedział co ma robić. Kiedy dziewczyny skończyły zszedł z podestu i podszedł do Tomo. -Coś się stało?
-no weź...nic? Przecież musi być jakiś powód dla którego zabiło szybciej.-mruknął Kenta a zaraz dostał po głowie od bliźniaków. -zbyt ciekawski.-skomentował Shuji.
-mhm...no tak. Ale patrzyłem na twoje rozmiary...i zaraz powinny skończyć.-powiedział z lekkim uśmiech. Tak też było. Umówili się na odebranie garniturów i wyszli.
Yuji wymknął się zaraz za nim. -ocean ładnie wygląda.-zagadnął.
-ja ciebie też skarbie.-ucałował go i spojrzał na zegarek.-no to teraz na obiadek.
-um tak...-skinął głową.-wiesz...czuję się trochę swobodniej kiedy wiem że oni wiedzą...-wtulił się w niego nagle.-nawet jeśli niektórzy są zbyt ciekawscy...A Aya patrzy się na mnie jakby miała mnie zabić...
-jak zawsze skarbie.-powiedział z uśmiechem i powoli ruszył. Zaszli to jednej z jego ulubionych restauracji.-Bardzo często chodziłem tutaj z Sojiro i resztą.
Uśmiechnął się do niego słysząc to wyznanie i znów mocno się do niego przytulił. -ne Kazuo...-wcisnął się w niego mocniej żeby ukryć rumieńce.-podobało mi się...jak się całowaliśmy...
-czasem po szkole albo coś...różnie.-wzruszył ramionami.-Miło i jedzenie mają dobre.-powiedział a już po chwili dostali menu.
-mou...tego nie powiedziałem...-szepnął chcąc jakoś ukryć zarumienioną twarz. Zaraz jednak objął go ramionami za szyję i wspiął się lekko na palce. Nie chciał być beznadziejnym chłopakiem który nic nie umie i wszystkiego się wstydzi.-chcę. Chcę jeszcze raz.-powiedział z nieśmiałym ale słodkim uśmiechem.
-Ja tez lubię.-przyznał swobodnie i wziął sukiyaki dla dwóch osób.
-cieszysz się? Ze się przełamałem do takich pocałunkow?-spytał tulac się do niego.-bo ja tak...-dodał po chwili cicho.-nie jest mi zimno...chce tu jeszcze tak trochę zostać.
-trochę...na takie większe ze znajomymi. Ale lubiłem tez chodzić po prostu po ulicach i słuchać ulicznych grajkow.-przyznał szczerze.
-ale więcej na razie nie chce...-dodał cicho.-boje się...ze będzie bolało...-powiedział jeszcze ciclszej. Ucieszył się ze dostał bluze która trochę na nim wisiała.-ech no dobra...to zaraz wracajmy do środka...
-cóż...szczerze to nie pamiętam. Na wielu byłem. W wielu przypadkach na takich gdzie wiele zespołów grało np w Tokio Dome.-wzruszył ramionami.
-dziękuję.-powiedział uśmiechając się do niego słodko obracając się do niego przodem.-kocham cie...-dodał ciszej I nieśmiało zaczął go całować z języczkiem.
-pójdziemy. Na jakiś...razem wybierzemy na jaki.-powiedział z uśmiechem a po chwili przynieśli im jedzenie.
-mou...nie podobało ci się?-spytał trochę smutno bo poczuł się jakby chłopak w ogóle zignorował jego starania. A przecież bardzo musiał się w sobie zebrać żeby go pocałować.
-prawda?-uśmiechnął się jedząc ze smakiem. Uwielbiał te restauracje i dawno w niej nie był.
-ok...masz wybaczone.-uśmiechnął sie lekko.-ale następnym razem reaguje bardziej...no...ja się bardzo w sobie zbierałem żeby cię tak pocałować a ty nic...
-ok, ale na Tokyo Tower nie wchodzimy nie?-spytał wesoło i wrócił do jedzenia.
-ja też...i postaram się być bardziej pewny siebie.-obiecał obracając się przodem do niego żeby móc na niego patrzeć.
[ano ne...ma prośbę/pytanie. Za miesiąc mam maturę i tak do tego czasu chciałabym pisać po angielsku. Tak żeby poćwiczyć. Pewnie na początku będzie masa błędów...ale no XD Dałoby radę?]
-um...Yes...You can say that's what I mean...in some way...-he laughed and stroke his cheek.-and I love you too honey.
-oh Kazuo...just stop...you're making me even more embarrassed...-he said while covering his face with hands. He was also very happy but too ashemed to admit it.
[Don't think that way! To be honest I use Google translator really often XD I forget about stupid things like...For example 'often' XD so please...don't worry ^^]
[Don't worry...just don't think too much about things like that...^^ I'm not gonna laugh at you...to be honest I probably won't event recognise mistakes XD I just need some practice with something I use to do what relaxing me so let's just start writing ^^ and yea...I actually checked that 'pronounciation' before answer you XD please don't be ashamed and don't worry because I kinda start to like writing with you in English ^^]
-your master, huh?-he rised his eyebrows.-so...I'll can do whatever I like to do? Since you please so pretty how can I refuse?-he asked with a playful smile.
Yuji smiled and when all friend went home he left Kazuo on sofa. He covered him with blanket and went sleep to his room.
-i know, I know. And I'll be sensitive as always.-He smiled and hug him back.-I love you and I'm not gonna hurt you.-He whispered into Tomo's ear.
[Thanks ^^ I'll remember it ^^]
Yuji woke up as always in early morning, he took a quick shower and then went to the kitchen to do breakfast. He decided to do easy scrambled eggs and some toasts.
-so...now let's go to the shrine. You want to right?-he kise his cheek and start walking.-honey? What you think about going to Sydney Opera on our honeymoon?-he asked suddenly.
He kissed him back with red cheeks -you two...just cut it out already. Breakfast is done.-He said and sat on his chair.-Kazuo? Have you been in my room this night?-he asked because that though just don't want to give him brake.
[Nothing XD really XD I just re remembered that there are that opera XD]
-yea...you're right...I totally forget about it...but I just want to see it. I haven't seen it ealier...-He said and smiled.-but we don't have to go there. I promised Australia will be your cup of tea.
[OK ^^ as you can see my grammar sick so...don't laugh at me XD]
-I'm not mad. I was just wondering you were there or not.-a cute smile appeared on his mouth.-ot happens sometimes. That kind of nightmares are normal.
-i think it will be ok. And I think you don't need suit to go to the opera...even if you look great in one.-He smiled at him.-You look great in everything...and without anything.-He add with quiet laugh.-and I don't really have to see the play.
-Kazuo...I'm eating...-Yuji pouted.-and you Shuji...don't be so envious because you can't act like this with your lovely Kenta because he's not here.-Yuji show him his tongue. -Yuji! You promised you won't tell anyone!-Shuji screamed. -don't be so concerned about what other says. You're not playboy or something and you and Kenta are dating for a year.
-I'm not too kind...-He protested.-ok...you want to go home and change clothes first or you want just go to the concert?-he asked with smile.
-you see? That's exactly why I don't want everyone to know about me and Kenta.-Shuji took a deep breath to calm yourself.-Yea I love him. I love him that much that I agreed not to be on top.-He sighed. -tomorrow is your anniversary...are you two decided not to hide your relationship? -yea...on yesterday party...-He sighed again.-so...tomorrow you and Kazuo will stay here alone...I and Kenta have a date.
-honey...-He hugged him back.-I love you and trust you too...but I don't trust people around you.-He laughed and kissed him with passion.-and I don't care about other's butts...The only one I want is yours.-He kissed him again.
-I won't be...let me study...-He pounted.-but...We can make a little break...For some sweets.-He agreed.
Takano kissed him back and smiled. -wow...I think I like your world...til now...-He said after that kiss.-I'll take one too...I don't want to get drunk so...non alkohol drink.
-ok...so we'll watch and then back to study, ok?-he kissed his cheek and went to his room to bring some books.
-of course honey.-he hugged him back.-Really? It's all thanks to you. You pick up my today's outfit.-he said with a cheerfull smile.-if you like it that much maybe i should wear it more often?
-maybe...good luck.-he laughed.-actually he's a little stressed. It'll pass after exam.-he patted Kazuo's shulder.-he's always like that before exam.
-I understand. I feel the same today. Some time passed since our last date...and I think we just miss that feeling.-he kissed him lightly.
-You have? Give it to me and don't say anyting to... -I heard everything.-Yuji interrupted him.-we can use it and do some task...I think it'll be helpfull.-he added and sat next to Kazuo. He opened his notebook and looked at Kazuo.-If you don't w... -Yuji stop.-Shuji hit him by pillow.-It's not like that. -But I heard what you two talk about...if Kazuo don't want to learn with me I don't want to force him...-he bit his lips a little.
-Ok. What songs you want to sing? Pick something I know.-he kissed him one more time.
-um sorry...I'll try to relax...-he took a deep breath and looked at task.-ok...so lets resolve it.-he smiled at Kazuo and took pen. Yuji don't know why but he had calmed a little with Kazuo by his side.
1 711 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 201 – 400 z 1711 Nowsze› Najnowsze»-mhm...jest milutko. I mi też się podoba. Zawsze tak jest jak wracasz ze szpitala.-powiedział wesoło.
-dziękuję wujku.-przytulił sje do niego.-a w podziedzialek juz idę do szkoły.-powiedział wesoło.
-i baaardzo cie kochamy.-powiedział przytulając ich obu.
-bardzo baaaardzo.-zapewnił go wesoło.
-nie musisz. Idź się jeszcze pobawić.-powiedział wesoło I zmierzwil mu włoski.
-dobrze. Ale jeszcze trochę posiedzimy.-powiedział I nalał Tomo herbaty z termosu.
-bo uznałem ze jak juz będziemy tak siedzieć to mi się nie będzie chciało wstawać do kuchni.-zaśmiał się.
-No bo musiałbym cie puścić a tego nie chce.-wyjaśnił.-ja ciebie tez kocham.
-mój kochany. Mój.-pocałował go w polczek. Przytulił go otulajac bluza która miał na sobie.-tak bardzo cie kocham.
--brakowało.mi tego....jak śpiewasz...-szepnął mu do ucha.-I jak się tulisz. Jestem uzależniony od twojej bliskości.
-oj zaraz zły...taki mały nałóg to nic takiego...-powedzial całując go w policzek I po szyi.
-no dobra...ten jest ogromny...ale nie jest zły.-powiedział wesoło.-to taki pozytywny nałóg...
-no a niby czemu taki nałóg miałby być zły?-spytał unosząc brwi.-przecież to nic takiego.
-tak czujesz?-spytał go z lekki uśmiechem na ustach-w takim razie bardzo się ciesze. bardzo, bardzo.-dodał i ucałował go w policzek.
-wcale nie jestem.-zaśmiał się.-skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?
-nie wiem. Ja znajdę czas to postaram się zamówić i potem ją poskładać.-powiedział.-myślałem też o takiej ławce huśtawce dla nas.
-pospać to może nie ale poleżeć jak najbardziej.-powiedział z uśmiechem.-ale to jak usiade i poszukam.
-nie chce.-odparł szczerze.-tu jest miło i w ogóle. No i Koyuki teraz tam mieszka...I mówił ze chyba zostanie tam na stałe.-powiedział wesoło.
-kiedyś na pewnl ich odwiedzimy.-zapewnił go I przeciągnąl się lekko.-a ja będę powoli znosił tutaj swoje rzeczy...
-Mhm...wiec wchodzimy juz do domu i idziemy spać.-zdecydował wstając I zaczynajac sprzątać.
-jest juz późno i tez juz chętnie położę się spać.-powiedział wesoło.
-uuu kocham też uśmiech.-powiedział wesoło i ucałowął go lekko.-poszedł się umyć ostatni dopiero po Yuyi.
-co ci poczytać?-spytał kładąc się przy nim i lekko obejmując.
-ok.-zaczął mu spokojnie czytać co chwilę zerkając tylko czy chłopak mu nie usnął/.
Takano zamknął książkę i zgasił światło. Potem położył sie wygodniej obejmując chłopaka i zasypiając z uśmiechem na twarzy.
Takano wstał kiedy poczuł smakowite zamachy dochodzące z kuchni.
-mmm co pysznego robi mój wspaniały przyszły mężuś?-spytał ziewając.
-mmmm...aż ślinka cieknie.-stwierdził wesoło.-pójdę obudzić Yuyę.-dodał i poszedł do pokoju chłopca.
-chodź. Wujek zrobił pyszne japońskie śniadanko.-powiedział podchodząc do jego łóżka
-jaki sen?-spytał zaraz.-Mogłeś do nas przyjsć w nocy...-dodał przytulając go lekko.
-budzę.-zgodził się Takano.-zawsze możesz do nas przyjść. Jeśli się boisz to zawsze będziemy cie wspierać.-zapewnił go.
-przyniosę wam potem coś pysznego.-powiedział i wyszedł.
Takano korzystając z tego ze ma mały ruch około południa zniósł im na dol mus czekoladowy.
-mówiłem ze coś wam przyniosę.-powiedział wesoło.
-śliczne wyszły.-powiedział wesoło.-to powiedz wujkowi ze przyniósłem wam mus ok? Zaraz musze wracać na górę.
-co!?-krzyknął zaraz chowając chłopca pod blat.-zostan tu. Nie wychodź. Zaraz wrócę.-powiedział na chwile go jeszcze przytulając. Zbiegł na dół trzymając w dłoni telefon żeby w razie czego szybko zadzwonić na policje.
-Tomo!-krzyknął Takano wpadając do piekarni. Zaraz jednak zamarł kiedy broń została w niego wycelowana. Przygryzl warge I pomyślał że jak na takim wypizdowiu mogą zdazac się takie rzeczy.
-Odłoż telefon.-powiedzial mężczyzna odblokowujac broń z głośnym kliknięciem.
-zadzwonię po karetkę.-powiedział Takank widząc jak Tomo się męczy. Pokazał wybierany numer facetowi z bronią i włączył na głośnomówiący.-proszę szybko przysłać karetkę. Mamy tutaj ranna kobietę.-powiedział I szybko podał adres.
-juz przynosze!-odkrzyknął mu i pobiegł do kuchni. Podał mu apteczke I miskę z wodą.-Karetka jest w drodze. Dasz rade utrzymać ja przy życiu?-spytał otwierając apteczke i podając mu gaze.
-dobrze...-powiedział. Odnalazł w apteczce igłę i podał mu ją z juz nawleczona nitka.
-twoja ręka...-wskazał a po chwili przyjechała karetka.-powinieneś tez pojechać.-dodał pomagając mu wstać.
Takano usiadł modląc się w duchu żeby policja po która zdążył zadzwonić zanim heroicznie wbiegł do piekarni szybko przyjechała. Przecież już tyle minęło a tu nadal nic. Ile można czekać. Zastanawiał się też o co w ogóle tym dwóm chodzi.
Takano zawyl z bólu i spojrzał na chłopaka z wyrzutem. Kolejna blizna do kompletu.
-jakbym wiedział co się dzieje to bym zadzwonił.-fuknal ocierajac krew z nosa.-a ty co!? Siedziałes pod tą lada to równie dobrze mogłeś sam zadzwonić.-dodał ściskając krwawiaca rękę.
Takano podniósł się szybko i obezwladnil drugiego mężczyznę. Chwycił leżący na podłodze bandaż i związał mu ręce za plecami. Chwilę później przyjechała policja.
-kurwa...dobrze ze nie jutro.-burknął ściskając ramię.
-jest ok...tylko mogłeś nie wbijać go aż tak głęboko...-wywrocil oczyma i objął go zdrowa ręką.-a jak twoje ramię?-spytał.-lepiej jak pojedziemy z tym do szpitala.-dodał I wstał.-ale na razie chodzmy po Yuye.
-oboje się martwilismy.-dodał Takano również go przytulając.-ale grzecznie tutaj siedziales wiec jest ok. Juz wszytsko ok.-pogłaskał go po włosach.
-wiem....ale już jest dobrze. Juz wszytsko dobrze.-zapewnił go spokojnie.
-moi kochani...ale już wszytsko dobrze.-powiedział obejmując ich obu i głaszczac ich po włosach.-juz jesteśmy bezpieczni.
-Wiem. Ja o was tez.-odparł Takano zaraz lekko krzywiac się z bólu.-um...ale lepiej będzie jak pojadę z tym do szpitala.-wskazał na swoją rękę.
-ty tez powinieneś dać obejrzeć rękę lekarzowi.-powiedział wstając.
-jest ok nawet jeśli to niezbyt mile być dzgnietym przez przyszłego męża...-powiedział I ucałował go.-nawet jeśli uważasz ze nic nie jest to daj się zbadać...tak na wszelki wypadek.-poprosił.-Posłuchaj prośby rannego.-dodał.
-wiemy...-zaśmiał się Takano.-zawsze mam nadzieję że to już ostatni raz...a tu zawsze jest następny.-westchnął.
-cóż...mam nadzieje ze jednak aż tak źle nie będzie.-zaśmiał się.-no...I że jakoś mi to wynagrodzi.-dodał puszczając oczko do Tomo.
-nie nagrody....tylko zadośćuczynienia.-zasmiał się.-no wiesz...whiles mi nóż w rękę...kto wie czy czegoś mi nie uszkodziles...-powiedział zazaz żegnając się z bratem i wchodząc do samochodu.
-z charakteru tak...ale z wyglądu nie.-mruknął.-jesteś pierwsza osoba która nas rozróżnia.-dodał uśmiechając się słodko.
-wiem....wiem...mi też. Nie wiedziałem co zrobić...chciałem jakoś odwrócić ich uwagę ale...nie chciałem robić tobie krzywdy...-powiedział.-mogłeś mnie tylko uderzyć...nie musiałeś zaraz wbijać noża...
-ha?-spojrzał na niego zaskoczony.-robiliśmy kiedyś kompozyt naszych twarzy...jesteśmy identyczni...-poklepal go po głowie.-chociaż...w zeszłym roku Shuji miał złamany nos...-powiedział bardziej do siebie.
-nie to miałem na myśli...-jeknal za nim. Sam też przecież bardzo się martwił...o obu tak samo wiec nie wiedział co miał zrobić. Wyszedł z samochodu i poszedł do szpitala.
Jun uśmiechnął sie do niego I odłożył książkę.
-i jeszcze potrzymaja. Dopóki nie będę chodził o kulach przynajmniej.
-skoro tak...ale ciesze się ze nas rozróżniasz...nawet nie wiesz jak bardzo się ciesze ze...mimo że na prawdę kocham swojego brata...to ze mogę się poczuć wyjątkowo...
-wiesz jak nie znoszę szpitali...-przypomniał mu.-co ci się w rękę stało?
Yuji w tym czasie zaczął sobie powtarzać po wiedział ze nauczyciel lubi pytać po kilka osób.
-jak to kula cie drasnela!?-krzyknął trochę.-ja nie mogę...ty pechowy człowieku...co się znowu stało.-spytał patrząc na niego.
Chłopak wstał niepewnie I podszedł do nauczyciela podając mu zeszyt. Stanął kawałek dalej czekając na pierwsze pytanie.
-cóż...jeśli w ogólnym rozrachunku nic się nikomu nie stało to ok. To najważniejsze.-powiedział z uśmiechem.-czemu takie rzeczy się was czepiają to ja nie wiem...
-uczyłem się...tylko nie z tego...-przyznał szczerze I wrócił na swoje miejsce. Przez resztę lekcji notował.
-cóż...taki jesteś. Chociaż Takano to pewnie zabolało...ze go zkrzywdziles...każdego by zabolało. Ale chciałeś dobrze, uratowałes Yuye i jego w sumie też wiec...w ogólnym rozrachunku zrobiłeś dobrze.-powiedział klepiac go lekko po udzie.
-Tomo...nie gorszy...inny. Po prostu...wiedziałes ze jeśli tego nie zrobisz to będzie gorzej. Wszyscy żyjecie wiec jest ok...jasne ze go zabolało ale...nie sądzę zeby miał mieć z tego powodu wyrzuty do ciebie...
-cóż to prawda...ale to nie tak ze chciałeś go skrzywdzić albo coś...chciałes uratować Yuye.-spwiedzial spokojnie.
-to wszytsko twoja wina. Przez to ze się ciągle o ciebie martwilem nie mogłem się skupić na nauce.-burknął zaraz wracając do robienia notatek.
-Tomo najważniejsze że wszyscy przeżyli.-powiedział I poklepal go jeszcze raz po udzie.-nie myśl o tym za wiele.-dodał I uśmiechnął się nieco.-nie...raczej nic nie potrzebuje. Chociaż może trochę książek. Nudzę się.
-ha? A bo ja wiem...nie znam jej. Nie była w mojej klasie rok temu.-powiedział wzruszając ramionami.-ale widać ze się jej podobasz.-dodał trochę zazdrosny.
-dzięki.-zmierzwil mu włosy.-idź bo jeszcze wda sje zakażenie i dopiero będzie.
-wcale nie.-burknął naburmuszony.-mówię tylko co widzę...i co można usłyszeć bo nie siedzą daleko.-dodał obrażony siadając do niego tyłem.
-ja ci opatrze.Takano juz się zajęłam.-powiedziała I sięgnęła po apteczke.
-ał...-burknął odwracając się do niego przodem.-no dobra...jestem...-mruknął całkowicie oblany rumiencem.
-widzę...ale nawet takie drasniecie może być niebezpieczne.-powiedziała przemawajac mu ranę.
-może ze nie jesteś nią zainteresowany.-mruknął nie patrząc na niego. Na prawdę mu się to nie podobało.i w sumie sam nie wiedział dlaczego.
-żyje.-zapewniła go. Założyła opatrunek I przytulił lekko.-najważniejsze że żyjecie...-powiedziała bo juz usłyszała od Takano co się wydarzyło.
-nie martwię. Tylko mi się to nie podoba.-mruknął siadając prosto kiedy wszedł nauczyciel.
-nic. Jest ok.-zapewniła go głaszczac po plenach.-żyjecie I to jest najważniejsze.-powiedziała z uśmiechem.
-jasne ze możesz.-odparła głaszczac go po ramieniu.-Tomo...nie zrobiłeś źle...można powiedzieć za zachowałes się tak jak natura chce...czyli...tak trochę jak matka która broni swoje młode. Wtedy myśli się innymi kategoriami...
Kobieta pomachała mu jeszcze i wróciła do swoich zajęć.
Takano czekał na niego na korytarzu z opatrzoną już raną.
Yuji obrócił się do Kazuo dopiero na przerwie śniadaniowej kiedy emocje już mu opadły. Wstał i złapał go za rękę.
-Chodź. Mam dzisiaj dla ciebie coś pysznego.
-a może na lody? Mam ochotę na lody.-powiedział wstając i całując go w policzek.
-wolę dach...ale ok, dzisiaj możemy tu zostać.-powiedział siadając obok niego i podając mu bento. Zaraz otworzył swoje i zabrał się za jedzenie.
-może zawieziemy też Yuyi lody? Kupimy w markecie po drodze.-powiedział wsiadając do samochodu.-Ok, nie przeszkadza mi to.
-czesem...tylko że tutaj łatwiej mogą nas zobaczyć.-powiedział jedząc spokojnie.
-ok, to kupimy też bitą śmietanę i trochę czekolady.-powiedział z uśmiechem.-ok, pozdrów ją ode mnie. Wrócisz na obiad?
-a mi tak troszkę...-powiedział kończąc szybko swoje bento i kładąc się z głowa na jego udach.-bo czuję się trochę zawstydzony kiedy się tak kładę...a lubię tak leżeć...
-ok. Jak wrócicie to dostaniecie jakiś dobry deser.-powiedział z uśmiechem.
-Ale to będzie zawstydzające jeśli ktoś zobaczy...-powiedział cicho.-smakuje ci bento?-spytał patrząc na niego.
-myślisz? Nie jest źle...to lewa ręka i w sumie już nie boli.-wzruszył ramionami.-Mogę pracować.
-mou...-zaśmiał się rumieniąc troszkę.-no dodałem. Używałem jej juz kiedyś i ostatnio znów kupiłem.-wyjaśnił.-o...twoja wielbicielka wygląda przez okno w klasie...
-ok, posiedzę w domu. Ale jutro deser i tak wam zrobię. Jakiś prosty.-uśmiechnął się.-najpierw do księgarni a potem na lody?
-drzewo nas osłania przed widokiem z góry.-przypomniał mu.-nie ma za co. Cieszę się kiedy ci smakuje.
-ok kochanie.-powiedział wychodząc z samochodu i idąc za nim.
-na długo?-spytał zerkając na niego.-a my w następny piątek jedziemy na wycieczkę.-powiedział wesoło.
-no sporo...pójdę sobie tez coś popatrzeć ok?-spytał z uśmiechem.
-um...Kazuo? Może przez ten tydzień porozmawiasz z mamą i coś razem wymyslicie?-zaproponował.
Takano przykucnql przy nim z jedną książka.
-ja juz.-poinformował go.-może obejrzymy z Yuya jakaś bajkę jak wrócimy do domu?-zaproponował.
-dlaczego? Jej też jest z tym źle...prawda?-spytał patrząc na niego i przytrzymując jego dłoń przy swoim policzku.
-znaleźć ci je?-spytał tulac go delikatnie.-powiedz tylko jakie. Ja je poszukam a ty odpoczniesz.
-um...wiec tylko ty obrywasz?-spytał cicho.-to może ucieknij z domu albo coś...
-ok. W domu zrobię ci gorącej czekolady.-powiedział I poszedł szukać książek.
-um ok...-powiedział cicho wstając. Złapał go za rękę.-Kazuo...? Przepraszam jeśli powiedziałem coś nie tak ja...trochę się martwię. I na niczym nie mogę się skupić...
-och...nie chcesz mojej czekolady?-spytał szczerze zaskoczony. Postawił stoisk książek na ladzie.
-um...przepraszam...-powtórzył cicho I puścił jego rękę. Poskladal puste pudełka po bento i ruszył w stronę klasy.
-Ech....mogę ją robić tak żeby prawie w ogóle tej ręki nie używać. Nie jest źle przecież w gole nie boli.-powiedział wywracajac oczyma.
Następna lekcja była biologia. Yuji wywołany do odpowiedzi dostał pięć i szczęśliwy wrócił do ławki. Chociaż to jedno nadal mu dobrze szlo.
-ok. Taka opcja mi pasuje.-powiedział wchodząc do samochodu.-teraz na lody.-zaklaskal w dłonie.
Takano wysiadł kiedy dojechali i od razu wszedł do środka zajmując wolne miejsce.
Yuji napisał do niego kiedy lekcja się skończyła.
'Przepraszam Kazuo...nie powinienem był wtedy w ogóle poruszać tego tematu...' Wysłał I położył się na ławce.
-Ja ciebie tez.-powiedział. Wyciągnął rękę żeby pogłaskać go po policzku.-hmmm...ja sobie wezmę...lody czekoladowo orzechowe z bita śmietaną.-zdecydował.
-um..nie ma go. Poszedł gdzieś...-mruknął nie patrząc na niego. -nie powiedział mi gdzie...
-Tomo? Do Tokio pojedziemy pociągiem, nie?-spytał kiedy tez wrócił.
Yuji napisał do Kazuo kiedy Yabu wyszedł.
'Jakby przyszedł I cie szukał. Nic mi nie zrobił...'
-nie o to chodzi...pomyślałem ze pociągiem będzie o wiele wygodniej.-wyjaśnił z uśmiechem.
-Ech no dobrze...to będzie twoja pierwsza dłuższą trasa.-powiedział wesoło.
-hej...przywitał się z nim Yuji.-um...dowiedziałeś się co Yabu chce?
-Ale nie umrzemy.-powiedział śmiejąc się wesoło.-Ufam ci. Wiem ze będzie dobrze.
-bylem. Czemu miałbym nie być.-odparł patrząc na niego.-twoja wielbicielka tez się o ciebie pytała.
-ej ej...masz swoją bita śmietane...-powiedział zabierając się za jedzenie swojego deseru.
-uczę się.-burknął.-a co myślałeś? Serio...moje życie jest mało ciekawe...
T
-jest taka sama wiec mi nie podbieraj.-burknął jedząc spokojnie swoje lody.
Y
-to tylko Kendo. Nic specjalnego.-zaśmiał się.-poza tym i nauka...i gotowaniem nie robie nic. Nie rozmawiam z ludźmi...i łatwo robie się zazdrosny...
-Ech...ale ci nie oddam.-pokazał mu język i wrócił do jedzenia swoich lodów.
-ale po co? Ja na prawdę tego nie lubię....lubię rozmawiać z tobą i to mi wystarcza. -powiedział uśmiechając się słodko.-no I co zrobimy? W naszej grupie na wycieczkę jest twoja wielbicielka.
-mhm...daj trochę.-poprosił otwierając usta.-aaaaa
-a pamiętasz jak mówiłem ze łatwo się robie zazdrosny?-spytał i pstryknal go w nosek.
-ja z tobą tez. Bardzo.-powiedział głaszczac go po policzku.-i bardzo cie kocham.-dodał z uśmiechem i wrócił do jedzenie lodów.
Uśmiechnął sie słodko.
-ok, trzymam cie za słowo.-powiedział wesoło. Kiedy zaczęła się lekcja mieli usiąść w grupach tak jak jada na wycieczkę.
-jasne ze możesz i juz nie przepraszaj. Mówiłem ze nic się nie stało i nie boli.-powiedział wesoło I wrócił do jedzenia.
-czemu u mnie?-spytał cicho podnosząc w końcu wzrok.
-możemy zostać.-zgodził się.-moje mieszkanko zawsze czeka wiec możemy zostawać kiedy chcemy.-powiedział z uśmiechem kończąc swoje lody.
-a ze tak spytam czemu chcesz zostać?-spytał z uśmiechem. Wziął do buzi jedno dango.
-mou...żyje...-mruknął.-no dobra...niech będzie u mnie...-dodał wzdychajac.-poucze się więcej jutro.-dodał pisząc zaraz do brata ze będą mieli gości.
-ooo...no to gdzieś wyjdziemy.-obiecał mu z uśmiechem.-spacerek, może jakieś ciacho.-dodał biorąc jeszcze jedno dango.
-żadnego alkoholu.-wycelowal w dziewczynę palcem.-a...kuchnie wyjątkowo mogę udostępnić...-mruknął cicho.-ale tak żeby mi nie robić dodatkowego bałaganu.
-zgadzam. A potem pójdziemy na spacerek. Obejrzymy jakiś film w apartamencie albo coś.-dodał z uśmiechem.
-jasne...nikomu nie będzie przeszkadzać ze będzie też mój brat?-spytał jeszcze Yuji. Różnie przecież bywało.
-no bez przesady.-zaśmiał się.-nawet jeśli to dość prawdopodobne.-dodał wesoło.-wypróbować?
-juz ja mu dam alkohol....-mruknął wściekle pod nosem zaciskajac pięści.-niczego nie skombinuje. Ostatnio straciliśmy lampę i zastawę...poza tym sprzatalksmy cały dzień. Wiec mowy nie ma.
-przecież juz w nim siedzieliśmy.-przypomniał mu wesoło i wstał wychodząc za nim.-teraz do domu?
-ja tez nie pije.-wywrocil oczyma Yuji. Kiedy lekcja się skończyła wstał i zaniósł plan ich wycieczki nauczycielowi.
-jasne.-odparł w siadając do samochodu.-ja pamiętam. Było miło.
-nie bardzo...ale rozumiem ze nie chcesz u siebie. Tylko ze mieliśmy się dzisiaj uczyć i będę jeden dzień w plecy.
Takano złapał go za rękę i powoli ruszył z nim chodnikiem.
-masz jakis konkretny bar i zespół na oku?
-tak tak...oczywiście...-mruknął wyswobadzajac się z jego objęcia.-mówiłem nie przy ludziach.
-ok...wiec będzie blisko do domu.-powiedział z uśmiechem.-Zajmij się wyborem wszystkiego.-dodał.
-to i tak dużo...-mruknął.-przepraszam...bo prostu nie chce tak przy ludziach...przynajmniej na razie.
-hmm...wykwintna kolacja zajmę się ja...ale barem i zespołem ty.-sprecyzowal I skłonił się lekko.
-mou...ale tak daleko nie musisz.-zaśmiał się.-hmmm...widać to co chciał od ciebie Yabu nie było aż tak ważne.-dodał.
-ja tez. Czasem czegoś takiego nam brakuje. Takie wyjścia tylko we dwoje.-powiedział z uśmiechem.
-cóż pewnie tak.-wzruszył ramionami.-mou...to zacznę marudzić ze teraz jesteś za daleko.-zaśmiał się.
W odpowiedzi przytulił go mocno do siebie. Wiedział ze chłopakowi jest ciężko przychodzić na cmentarz wiec starał się być dla niego wsparciem.
-oj...po prostu idź normalnie obok mnie. Bez obejmowania ale tak żebyśmy mogli normalnie rozmawiać...-wyjaśnił wychodząc z terenu szkoły.
-ok.-pogłaskał go po policzku i złapał go za rękę idąc w stronę samochodu.-no lody, żeby Yuya tez zjadł.
-wredny jesteś teraz.-burknął wkładając ręce do kieszeni.-um idziesz najpierw do siebie?
-jasne kochanie. Wszystko co będzie chciał.-zapewnił I ucałował go w policzek.-i obejrzymy jakąś bajkę z Yuya.
-ok. A skoro zostajesz to pomożesz posprzątać.-zaśmiał się.
-ja? No to może...coś Disneya? Wielka szóstkę na przykład.-zaproponował I wszedł do samochodu.
Yuji spokojnie doszedł do mieszkania i po tym jak się przebral w jakieś normale ciuchy trochę w nim posprzątał. Zrobił na szybko nuggetsy a potem tylko czekał na gości razem z bratem na kanapie.
-mogą być.-powiedział włączając cicho radio.-pomogę ci.
-mi nie, młodszemu tak.-zaśmiał się wesoło.-ale przyda mu się trochę wyluzować.-dodał z uśmiechem.
-Kazuo-kun.-odezwała się Aya klepiac miejsce obok siebie.
-juz...spokojnie.-powiedział kładąc swoją dłoń na jego dłoni.-spokojnie...
-um zeszyt...tylko wiesz...-zaczęła.
-Kazuo!-krzyknął Yuji.-możesz mi tu pomóc? Trzeba wszystko na stół poznosić.-dodał szybko. Ułożył nuggetsy na talerzu a obok postawił dwa sosy w małych miseczkach.
-zaraz dojedziemy.-powiedział z uśmiechem. I usiadł juz prosto.
-ok. Zanieś juz to co gotowe na stół.-powiedział I wziął od niego woreczki na lód. Nalał do nich wody i włożył je do lodówki.
-przytule.-zgodził się I wyszedł z samochodu. Objął go lekko ramieniem.
-mou...-zarumienil się i zakryl usta dłońmi.-to nie tak ze jestem zazdrosny...-mruknął.
-I coś do picia.-zaśmiał się wesoło i wszedł do sklepu.
-nie...-mruknął za nosząc miskę z sałata na stół.
-Chyba lepiej jak podjedziemy.-powiedział wesoło.-będzie szybciej.
Yuji poklepal miejsce obok siebie.
-chodź.
-zawiesze...-powiedział spokojnie.-zamówimy dzisiaj huśtawke...albo zawiesiny na drzewie oponę.
-dobrze...-mruknął w odpowiedzi pijąc powoli sok.
[Nazywała się Mary]
-ok wiec oponę.-powiedział wesoło.-jasne wejdziemy.-odparł z uśmiechem i zmierzwil Yuyi włosy.
Yuji spiorunowal brata wzrokiem i sięgnął po kawałek kurczaka.
-jasne. Ja juz wejdę do środka.-powiedział wchodząc do domu a potem do salonu. Usiadł obok Tomo.
-a...um...ja...-zająkał się a potem wziął głęboki wdech.-przepraszam. Ja...ja juz kogoś mam...-powiedział cicho strzelając nerwowo palcami.
-nic nie powiem.-obiecał zaraz ze śmiechem.-będę milczał.-dodał wesoło I wziął sobie kawałek ciasta.-mmm...pyszne.
-nie zloszcze się.-odparł spokojnie.-um...możemy.-zgodził się chociaż to tez nie było tak ze wcześniej często ze sobą rozmawiali.
-Nawet jeśli to trochę roboty Koyuki na pewno się ucieszy.-powiedział wesoło Takano.
-kto gra pierwszy?-spytał zaraz Yuji wstając z kanapy.
-nie ty...za dobry w tym jesteś.-zaśmiał się Shuji i wziął łyk soku.
-Koyuki? Po akademii filmowej która razem konczyliscie?-spytał unosząc brwi.-nie zrozumiałas czegoś źle? Albo nie wiem...pijany był?-spytał Takano śmiejąc się pod nosem.
-troszeczkę?-zaśmiał się Yuji.-po prostu jestem dość gibki i dobrze rozciągnięty.-wzruszył ramionami.-
[A to czemu?]
-no nie wiem...tym się I tak zazwyczaj zajmuje ktoś po jakiejkolwiek szkole medycznej.-wzruszył ramionami.
-czemu? Aż taki sztywny jesteś?-spytał szturchajac go w ramię.
[To wejdź w powiązania i sobie wszytsko przypomnij XD]
-no cóż...ja nie wiem co on tam w końcu wymyślił...ale film to było coś co zawsze go kręciło...-powiedział obejmując Tomo ramieniem.
-oj...ale przecież gdzie tu mógłbyś nadwyrezyc nadgarstek? Ale ok...nie będę zmuszał bo chce zobaczyć jak grasz.
-wcale nie powiedziałem ze nie lubię.-mruknął pukajac go palcem w policzek.-wpadajcie.-powiedział z uśmiechem do Mary.
-mou....-wywrocil oczyma I stanął po drugiej stronie maty.-kręcisz braciszku.-powiedział a Shuji skinął głową.
-prawa noga na czerwony dla Kazuo i...lewa noga na zielony dla Yujiego.-powiedział kręcąc od razu dwa razy.
-ale wypić z bratem czasem lubie.-zaśmiał się.-nie lubię jak się cała rodzina zwala.-wyjaśnił wesoło.
-ja nie oszukuje.-powiedział ze śmiechem. Po chwili juz wszystkie kończyny miał na innych kolorach.
-za skromna jesteś.-zaśmiał się Takano.-ciasto jest pyszne.
-Shuji robisz to specjalnie!-jeknal kiedy po kilku ruchach miał tylek wypiety w stronę Kazuo.
-ja tylko kręcę.-zaprotestował chłopak śmiejąc się pod nosem.
-zawiesiny mu dzisiaj te oponę nie?-zagadal do Tomo i ucałował go w policzek.
-ał...-jeknal wstając.-to bolało nooooo....-burknął jeszcze I usiadł na kanapie. Wziął parę lykow soku o Nałożył sobie lasagne.
-I my też będziemy sobie siedzieli na ogródku nie?-spytał wesoło.
-ale dodaj do tego siłę upadku.-burknął jedząc.
-mhm...dzisiaj bujeczkę zamówimy. I może jakiś stolik ogrodowy z krzesełkami.-powiedział wesoło.
-no nie da-roześmiał się i poklepal miejsce obok siebie.-chodź.-poprosił.oglądając juz pusty talerz i pijąc swój sok.
-w sądzimy do zamrażarki to się zamrożą.-powiedział I wstał.-ok idziemy.
-będę żałował jak nie zdam tak jakbym chciał.-powiedział cicho.-na razie jest ok.
-jasne. Wybierzesz jakąś fajną.- powiedział I zmierzwil mu włoski.-I lody zjemy z bita śmietaną.-dodał idąc juz ubrać buty.
-ja tez...-przyznał szczerze.
-Kazuo-kun.-Aya złapał go za rękę.-zagrasz ze mną.-wskazała na twistera i uśmiechnęła się do niego a Yuji zaczął pić sok żeby nic nie mówić ani nie okazywać swojego niezadowolenia.
-a my w tym czasie zawiesiny oponę na drzewie, ok?-spytał wesoło Yuye.
-a potem zagramy w butelkę.-rzucił wesoło Kenta.
-mhm...na prawdę i wyzwanie.-dorzucił Shuji machajac pusta butelka po coli.
-najmocniej.-zapewnił wesoło chłopca.-i zawsze miło usłyszeć ze ty tez nas kochasz.-dodał uśmiechając się do niego.
-I to całkiem sporo by się znalazło...-mruknął pod nosem Yuji. Dziewczyna starała się być blisko niego i w końcu upadła.
-zawieszamy.-powiedział wesoło. Wziął z garażu oponę i łańcuch i podszedł do drzewa. Najpierw przymocowal łańcuch do opony potem przyniósł drabinę i przymocowal całość do drzewa. Pochustal się trochę żeby sprawdzić czy wytrzyma.
Shuji zatarl ręce i udał ze się zastanawia.
-a więc...z naszego tutaj grona...przytul osobę która najbardziej lubisz. I nie ma oszukiwania.-powiedział wesoło.
-proszę bardzo. Tylko pamiętaj żeby uważać.-powiedział wesoło tulac go do siebie.
-hmmm...pytanie.-zdecydował ze wybierze raz i na samym początku póki wszyscy dopiero się rozkręcali.
Takano roześmiał sie wesoło widząc jego radosc. Zawołał do siebie pieski i usiadł na trawie.
-cóż...chodziłem z kilkoma ale z żadną nie poszedłem do łóżka.-przyznał szczerze I wzruszył ramionami. Zakręcil od razu butelka.
-ok!-odkrzyknął wesoło Takano wstając i otrzepujac się z trawy.-chodź juz Yuyuś.-powiedział do chłopca.
-no braciszku...-Shuji poklepal go po ramieniu.-prawda czy wyzwanie.
-hmm...-Yuji zamyslil się trochę chcąc znaleźć najbezpieczniejsza opcje ale znał brata i wiedział ze o taką może być ciężko.-prawda.-zdecydował w końcu.
-jest na prawdę szczęśliwy...cieszy mnie to.-powiedział równiez idąc umyć ręce a potem wracając do stołu.-wszytsko wygląda pysznie.-powiedział z uśmiechem.
-um...tak...-powiedział cicho cały czas wbijajac wzrok w podłogę. Potem zakrecil butelka.
-ale pyszne.-zaśmiał się Takano.-a.my jesteśmy głodni.-dodał wesoło
Kenta wybrał wyzwanie i został zalaskotany a potem. Nadeszła kolej na Aye która wybrała prawdę.
-oj...przecież ty miałeś wybrać bajkę.-zaśmiał się Takano.-a ja zrobię deser. Będą lody z bita śmietaną.
-co?-Yuji słysząc swoje imię jakby wyrwał się z zamyślenia. Shuji westchnął i szepczac mu na ucho wyjaśnił wszytsko.-CO!?-spojrzał na brata, potem na Aye a na końcu na Kazuo. Zaczynał żałować ze się nie uczył. Został podniesiony przez brata i pchniety wprost na Kazuo.
-ok...no to obejrzymy nowe szaty króla...-stwierdził zaraz podłączając laptopa.-deserek do bajki czy po bajce?
Chłopak aż podskoczyl od jego szeptu i czuł jakby jego serce miało zaraz wyskoczyć z jego klatki piersiowej.
-nie mam...-odparł szeptem.
Takano poszedł szybko zrobić im deser. Podał każdemu po pucharku i włączył bajkę. Usiadł na podłodze opierając się o kanapę.
-um...całowałem. Poszedłem za Shujiego na randkę i cóż...chyba mi nie poszło bo dziewczyna się skapnela.-wzruszył ramionami.-ale nie chce się całować w szafie.-pstryknal go w nos.-wiesz...może i jestem nieśmiały...i niedoświadczony...ale nie aż tak.
Takano śmial się wesoło. Była to jedna z jego ulubionych bajek.
Yuji wzruszył ramionami.
-nie było tego wiele. Ot czasem szedłem za niego na randkę...a on przyjmował za mnie dreczenie albo coś. Po którymś razie chyba wyszedł mi ten pocałunek bo się nie skapnela.-powiedział zerkajac na niego.-wiec możliwe ze nie jestem w tym aż taki zły.
Takano śmial się wesoło. Była to jedna z jego ulubionych bajek.
Yuji wzruszył ramionami.
-nie było tego wiele. Ot czasem szedłem za niego na randkę...a on przyjmował za mnie dreczenie albo coś. Po którymś razie chyba wyszedł mi ten pocałunek bo się nie skapnela.-powiedział zerkajac na niego.-wiec możliwe ze nie jestem w tym aż taki zły.
Takano przeniósł go do łóżka i okryl dokładnie. Potem wrócił do salonu żeby poodłączać wszystkie kabelki.
-na pewno nie jestem...-odparł cicho.-wiem co mówię...-dodał przytulając się do niego lekko.-mi z tobą tez.
Takano roześmiał sie wesoło i zaraz mocno go przytulił chłopca.
-no juz...idź do mycia.-powiedział mierzwiac mu włoski.
Chłopak pokręcił głową.
-wiesz ze Aya chyba chciała żebyś ja wybrał?-spytał patrząc na niego.
Takano ułożył go do snu po czym sam poszedł się umyć i do spania.
-um...-Yuji wyszedł z szafy a po nim weszła Haruka.
W weekend tak jak planowali pojechali do Tokio. Kiedy wsiadali do samochodu uśmiechnął się do niego.
-na pewno chcesz prowadzić?
-ni trudno...jak coś to pamiętaj ze mogę cię zmienić.-powiedział z uśmiechem.
Yuji poczekał na niego oglądając niezadowolenie Ayi. Kiedy Kazuo wyszedł nadeszła jego kolej na kręcenie butelka. Wypadł Yuji.
-um...wyzwanie...-odparł cicho.
-ok...dwa mogą być.-powiedział z uśmiechem.
Yuji westchnął ciężko.
-ok...-mruknął I włączył muzykę z telefonu. W sumie dla nikogo specjalnego zatańczył jak przy jednym z występów na festiwalach. Byli wtedy razem z bratem przebierani za dziewczyny wiec wyszło dość śmiesznie.
-jasne.-usiadł obok niego i objął ramieniem. Wziął łyk soku i spojrzał na niego.-ale idzie ci świetnie.
Yuji wywrócił oczyma i powstrzymał się przed rzuceniem w niego kapciem. Wrócił na swoje miejsce kręcąc butelką. Na jego nieszczęście wypadła Aya.
-ech...prawda czy wyzwanie?
-ale to nic. Jest ok.-powiedział z uśmiechem.-ja ciebie tez skarbie. I nawet jeśli wiem to zawsze miło się tego słucha.
-hmmm...-Yuji zamyslil się trochę. Był wyprany z pomysłów. W końcu westchnął ciężko.-czy w tym pokoju jest osoba w której jesteś zakochana?-spytał w końcu.
-najlepszy?-spytał unosząc brwi i całując go w policzek.-a bawić na pewno będziemy się świetnie.
-a dlaczego uważasz ze jestem najlepszy?-spytał z ciekawości.-ok...zajdziemy do jakiegoś sklepu i kupimy.-zgodził się swobodnie i znów go ucałował.
-dwie?-spytał zaskoczony. 'Jak można być tak niezdecydowanym?' Dodał w myślach. Nie powiedział nic więcej czekając kogo jakoś następnego wybierze butelka.
-mmmm...tyle komplementów juz na początku dnia.-zamruczal I oddał pocałunek.-ale wiesz co? Ja też nie wyobrażam sobie ze mógłbym być z kimkolwiek innym niż z tobą.
-wyzwanie.-odparł przeciągając się lekko.
-ok.-również poszedł do łazienki a potem wsiadł do samochodu. Zapał pasy I włączył cicho radio.-wiec...garnitury a potem pyszny obiadek?
-ok.-Shuji przeszedł się dookoła kółka całując wszystkich w policzek a potem zatarl ręce.-no...a pocaluja się...Kazuo i...-zrobił przerwę.-i Yuji.-poklepal brata po ramieniu
-taki plan mi jak najbardziej odpowiada.-powiedział z uśmiechem.
-mou...nie...nie...-jeknal Yuji zakrywać czerwona twarz dłońmi. Mógłby się z nim pocałować ale nie leży ludziach.
-Yuji...spotykacie się...bądź tego pewny...-szepnął mu na ucho Shuji I zachęcająco poklepal brata po plecach. Młodszy z bliźniaków przeszedł przez środek i usiadł Kazuo na kolanach. Wziął wdech żeby się uspokoic.
-ok...możesz...-dał mu pozwolenie.
-oczywiście ze się udało. Mam niesamowitego faceta. Powodzial uśmiechając się do niego.-sklep z garniturami jest niedaleko mojego apartamentu wiec...wystarczy jak zaparkujesz tam na parkingu i sobie wszędzie dojdziemy..
Yuji starał się oddawać pocałunki ale w pewnym momencie zatrzymał chłopaka czując jak wszyscy się na nich patrzą. Schował twarz w dłoniach.
-ok.-Oparł się plecami o samochód i objął chłopaka.-poszło ci świetnie.-powiedział dalej juz tylko cicho go tulac.
-mou...głupi...-jeknal jeszcze bardziej się rumieniac. Aya zaś wyglądala na zaskoczona i trochę zdenerwowana.
-będziesz. Az w końcu uda ci sie spokojnie jeździć. Na razie juz jets bardzo dobrze.-powiedział głaszczac go po włosach.
-no oczywiście chodzi o jedzenie.-wywrocil oczyma. Pstryknal go wesoło w nosek i mocno się w niego wtulić.
-no juz...nie pindolic mi się tu.-Shuji zareagował i objął go w pasie ciągnąc do tyłu.
-Ok.-ucałował go jeszcze I spałam za dłoń splatają ich palce razem. Ruszył powoli w stronę sklepu z garniturami.
Shuji zakrecil butelka I wypadl Kenta a potem Kazuo.
-pytanie czy wyzwanie?
-no spokojnie kochanie.-zaśmiał się I podszedł do swojej koleżanki która stała za lada. Wyjaśnił po co przyszedł i pokazał projekt. Zaraz mieli stanąć na małych podestach żeby ich zmierzyli.
-hmmm...w takim razie...-Kenta zamyslil się trochę. Wyzwanie dla niego by miał ale z pytaniem było gorzej.-no więc...dlaczego Yuji? Co cie w nim urzekło?
Takano dał się ładnie mierzyć, w końcu nie był to jego pierwszy raz i dokładnie wiedział co ma robić. Kiedy dziewczyny skończyły zszedł z podestu i podszedł do Tomo.
-Coś się stało?
-no weź...nic? Przecież musi być jakiś powód dla którego zabiło szybciej.-mruknął Kenta a zaraz dostał po głowie od bliźniaków.
-zbyt ciekawski.-skomentował Shuji.
Takano dał się ładnie mierzyć, w końcu nie był to jego pierwszy raz i dokładnie wiedział co ma robić. Kiedy dziewczyny skończyły zszedł z podestu i podszedł do Tomo.
-Coś się stało?
-no weź...nic? Przecież musi być jakiś powód dla którego zabiło szybciej.-mruknął Kenta a zaraz dostał po głowie od bliźniaków.
-zbyt ciekawski.-skomentował Shuji.
-mhm...no tak. Ale patrzyłem na twoje rozmiary...i zaraz powinny skończyć.-powiedział z lekkim uśmiech. Tak też było. Umówili się na odebranie garniturów i wyszli.
Yuji wymknął się zaraz za nim.
-ocean ładnie wygląda.-zagadnął.
-ja ciebie też skarbie.-ucałował go i spojrzał na zegarek.-no to teraz na obiadek.
-um tak...-skinął głową.-wiesz...czuję się trochę swobodniej kiedy wiem że oni wiedzą...-wtulił się w niego nagle.-nawet jeśli niektórzy są zbyt ciekawscy...A Aya patrzy się na mnie jakby miała mnie zabić...
-jak zawsze skarbie.-powiedział z uśmiechem i powoli ruszył. Zaszli to jednej z jego ulubionych restauracji.-Bardzo często chodziłem tutaj z Sojiro i resztą.
Uśmiechnął się do niego słysząc to wyznanie i znów mocno się do niego przytulił.
-ne Kazuo...-wcisnął się w niego mocniej żeby ukryć rumieńce.-podobało mi się...jak się całowaliśmy...
-czasem po szkole albo coś...różnie.-wzruszył ramionami.-Miło i jedzenie mają dobre.-powiedział a już po chwili dostali menu.
-mou...tego nie powiedziałem...-szepnął chcąc jakoś ukryć zarumienioną twarz. Zaraz jednak objął go ramionami za szyję i wspiął się lekko na palce. Nie chciał być beznadziejnym chłopakiem który nic nie umie i wszystkiego się wstydzi.-chcę. Chcę jeszcze raz.-powiedział z nieśmiałym ale słodkim uśmiechem.
-nie wiem, różnie jadłem.-zaśmiał się.-ale moje ulubione tutaj...hmmm...bardzo często z Sojiro braliśmy sukiyaki.-powiedział wskazując palcem na odpowiednią pozycję.
Zarumienił się tylko bardziej ale nie odsunął się i nie przestał oddawać pocałunków. Nie chciał być gorszy więc też się starał. Podobało mu się to.
-Ja tez lubię.-przyznał swobodnie i wziął sukiyaki dla dwóch osób.
-cieszysz się? Ze się przełamałem do takich pocałunkow?-spytał tulac się do niego.-bo ja tak...-dodał po chwili cicho.-nie jest mi zimno...chce tu jeszcze tak trochę zostać.
-trochę...na takie większe ze znajomymi. Ale lubiłem tez chodzić po prostu po ulicach i słuchać ulicznych grajkow.-przyznał szczerze.
-ale więcej na razie nie chce...-dodał cicho.-boje się...ze będzie bolało...-powiedział jeszcze ciclszej. Ucieszył się ze dostał bluze która trochę na nim wisiała.-ech no dobra...to zaraz wracajmy do środka...
-cóż...szczerze to nie pamiętam. Na wielu byłem. W wielu przypadkach na takich gdzie wiele zespołów grało np w Tokio Dome.-wzruszył ramionami.
-dziękuję.-powiedział uśmiechając się do niego słodko obracając się do niego przodem.-kocham cie...-dodał ciszej I nieśmiało zaczął go całować z języczkiem.
-pójdziemy. Na jakiś...razem wybierzemy na jaki.-powiedział z uśmiechem a po chwili przynieśli im jedzenie.
-mou...nie podobało ci się?-spytał trochę smutno bo poczuł się jakby chłopak w ogóle zignorował jego starania. A przecież bardzo musiał się w sobie zebrać żeby go pocałować.
-na pewno będzie fajnie.-powiedział z uśmiechem.-smacznego skarbie.-dodał wesoło.
-bo w ogóle nie zareagowales...-powiedział smutno wchodząc do środka.
-prawda?-uśmiechnął się jedząc ze smakiem. Uwielbiał te restauracje i dawno w niej nie był.
-ok...masz wybaczone.-uśmiechnął sie lekko.-ale następnym razem reaguje bardziej...no...ja się bardzo w sobie zbierałem żeby cię tak pocałować a ty nic...
-pójdziemy. Gdzie byś chciał?-spytał z lekkim uśmiechem patrząc na niego. Cieszył się że mogą spędzić razem czas.
-um...po prostu...okazuj mi kiedy jesteś szczęśliwy...-powiedział kładąc dłonie na jego dłoniach.-inaczej znów zaboli bo poczuję się odepchnięty.
-ok, ale na Tokyo Tower nie wchodzimy nie?-spytał wesoło i wrócił do jedzenia.
-ja też...i postaram się być bardziej pewny siebie.-obiecał obracając się przodem do niego żeby móc na niego patrzeć.
[ano ne...ma prośbę/pytanie. Za miesiąc mam maturę i tak do tego czasu chciałabym pisać po angielsku. Tak żeby poćwiczyć. Pewnie na początku będzie masa błędów...ale no XD Dałoby radę?]
[haha XD same here :P but yea...if there will be any...big mistakes just say it, ok?]
-Baka.-Takano poke him on the forehead and smiled.-so just walk. And then concert, right? And then...the thing that tigers likes the most.
-um..I...I love you too...-Yuji whispered back quietly and his face turned red.-oh...oh mu god...I said it loud...-he add really quiet.
-um...Yes...You can say that's what I mean...in some way...-he laughed and stroke his cheek.-and I love you too honey.
-oh Kazuo...just stop...you're making me even more embarrassed...-he said while covering his face with hands. He was also very happy but too ashemed to admit it.
[Don't think that way! To be honest I use Google translator really often XD I forget about stupid things like...For example 'often' XD so please...don't worry ^^]
[Don't worry...just don't think too much about things like that...^^ I'm not gonna laugh at you...to be honest I probably won't event recognise mistakes XD I just need some practice with something I use to do what relaxing me so let's just start writing ^^ and yea...I actually checked that 'pronounciation' before answer you XD please don't be ashamed and don't worry because I kinda start to like writing with you in English ^^]
-your master, huh?-he rised his eyebrows.-so...I'll can do whatever I like to do? Since you please so pretty how can I refuse?-he asked with a playful smile.
Yuji smiled and when all friend went home he left Kazuo on sofa. He covered him with blanket and went sleep to his room.
-i know, I know. And I'll be sensitive as always.-He smiled and hug him back.-I love you and I'm not gonna hurt you.-He whispered into Tomo's ear.
[Thanks ^^ I'll remember it ^^]
Yuji woke up as always in early morning, he took a quick shower and then went to the kitchen to do breakfast. He decided to do easy scrambled eggs and some toasts.
-so...now let's go to the shrine. You want to right?-he kise his cheek and start walking.-honey? What you think about going to Sydney Opera on our honeymoon?-he asked suddenly.
He kissed him back with red cheeks
-you two...just cut it out already. Breakfast is done.-He said and sat on his chair.-Kazuo? Have you been in my room this night?-he asked because that though just don't want to give him brake.
[Nothing XD really XD I just re remembered that there are that opera XD]
-yea...you're right...I totally forget about it...but I just want to see it. I haven't seen it ealier...-He said and smiled.-but we don't have to go there. I promised Australia will be your cup of tea.
[OK ^^ as you can see my grammar sick so...don't laugh at me XD]
-I'm not mad. I was just wondering you were there or not.-a cute smile appeared on his mouth.-ot happens sometimes. That kind of nightmares are normal.
-i think it will be ok. And I think you don't need suit to go to the opera...even if you look great in one.-He smiled at him.-You look great in everything...and without anything.-He add with quiet laugh.-and I don't really have to see the play.
-Kazuo...I'm eating...-Yuji pouted.-and you Shuji...don't be so envious because you can't act like this with your lovely Kenta because he's not here.-Yuji show him his tongue.
-Yuji! You promised you won't tell anyone!-Shuji screamed.
-don't be so concerned about what other says. You're not playboy or something and you and Kenta are dating for a year.
-I'm not too kind...-He protested.-ok...you want to go home and change clothes first or you want just go to the concert?-he asked with smile.
-you see? That's exactly why I don't want everyone to know about me and Kenta.-Shuji took a deep breath to calm yourself.-Yea I love him. I love him that much that I agreed not to be on top.-He sighed.
-tomorrow is your anniversary...are you two decided not to hide your relationship?
-yea...on yesterday party...-He sighed again.-so...tomorrow you and Kazuo will stay here alone...I and Kenta have a date.
-oh come on...I'm not that careless...-He sighed.-but ok...I want to wear something more comfortable anyway.-He added and smiled at him.
-that something more are another school subjects.-Yuji laughed and end his breakfast with red cheeks. He still was really embarrassed.
-ok. Would you mind choose clothes I should wear?-he asked him when they were in the elevator.-my expert at that kind of events.
-no. Only studying. I already lost one day becauseof that party.-He said while cleaning the table.
-looks nice...but don't you scary someone steal me from you?-he asked when he changed his clothes. Then smiled playfully and come closer to him.
-ok...but please don't disturb me ok? I really need to pass this exam...and be in top ten...-He sight and finish cleaning.
[No faktycznie...głupi błąd XD]
-honey...-He hugged him back.-I love you and trust you too...but I don't trust people around you.-He laughed and kissed him with passion.-and I don't care about other's butts...The only one I want is yours.-He kissed him again.
-I won't be...let me study...-He pounted.-but...We can make a little break...For some sweets.-He agreed.
-same here...you look amazing...-He kissed him back.-and hot...-He kissed him again.-ok, I think I'm ready. Let's go.-He smiled and went out.
-I have wached...but I'm not otaku or something...I just use to watch some for fun.-He answered while he were wiping his hands.
Takano kissed him back and smiled.
-wow...I think I like your world...til now...-He said after that kiss.-I'll take one too...I don't want to get drunk so...non alkohol drink.
-ok...so we'll watch and then back to study, ok?-he kissed his cheek and went to his room to bring some books.
-of course honey.-he hugged him back.-Really? It's all thanks to you. You pick up my today's outfit.-he said with a cheerfull smile.-if you like it that much maybe i should wear it more often?
-maybe...good luck.-he laughed.-actually he's a little stressed. It'll pass after exam.-he patted Kazuo's shulder.-he's always like that before exam.
-I understand. I feel the same today. Some time passed since our last date...and I think we just miss that feeling.-he kissed him lightly.
-You have? Give it to me and don't say anyting to...
-I heard everything.-Yuji interrupted him.-we can use it and do some task...I think it'll be helpfull.-he added and sat next to Kazuo. He opened his notebook and looked at Kazuo.-If you don't w...
-Yuji stop.-Shuji hit him by pillow.-It's not like that.
-But I heard what you two talk about...if Kazuo don't want to learn with me I don't want to force him...-he bit his lips a little.
-Ok. What songs you want to sing? Pick something I know.-he kissed him one more time.
-um sorry...I'll try to relax...-he took a deep breath and looked at task.-ok...so lets resolve it.-he smiled at Kazuo and took pen. Yuji don't know why but he had calmed a little with Kazuo by his side.
-got it...so I want to sing your songs. I really like them.-he kissed him and drank some coke.
Yuji rolled his eyes and laughed.
-but you know...I really can solve it by myself...
-Yes...You don't remember? I had been on your's friend concert.-he answered with smile.-that song which I never heard...You write it?
-a mistake?-he followed Kazuo's finger.-oh...there...-he corrected it immediately.
-hmmm...I don't remember.-he shrugged.-Really? I can't wait to hear that song. And I'll be waiting for you to kiss you.
Yuji rolled his eyes and came back to math.
-I trust I will.-he smiled amd kissed his forehead.-sure...-he hugged him lightly.-They play really mood music...
-ok.-Yuji nodded and open book from biology.
-And I make some tea for us.-Shuji got up and went to the kitchen.
-ok...so which one we'll sing together?-he while was following him.
-sure...when we done it you can play with Shuji on playstation. I want to learn more.-he opened the right book.-help you with something?
Prześlij komentarz