-znaczy że dobry z ciebie nauczyciel.-zaśmiał się cicho.-oj Tomo...przecież wczoraj upiekliśmy razem torcik...a kiedy zrobiliśmy czekoladki i makaroniki. Uczę cię...tylko wiesz że nie zawsze mam na to czas. Poza tym ty sam świetnie pieczesz. Uwielbiam twoją drożdżówkę...i bułeczki z czekoladą.
-w ogóle...o ile nie licząc tych za Shujiego. Ale taka prawdziwa...to ta jest pierwsza.
-w domu też mu robię czekoladę...bardzo często. I poświęcam mu ogrom swojego czasu...zabieram na randki i w ogóle. Na takie zwykłe spacery też.-wywrócił oczyma.-czasem tylko dużo mnie nie ma jak akurat mam większe zamówienie.-westchnął.-No i...czasem myślę że nie muszę go uczyć. wystarczy że weźmie mój przepis...nie muszę mu nic tłumaczy i pokazywać.
-mhm...ja też.-uśmiechnął się.-A ty Kazu? Często chodziłeś na randki?
-oj daj spokój...leżą na półce.-wywrócił oczyma.-możesz je brać kiedy chcesz. Tak jak ja biorę twoje kiedy gotuję coś japońskiego.-ucałował go w czółko.-są bardzo przydatne...i dokładnie opisane.
-no tak...przystojny i wysportowany miotacz...kto by nie chciał pójść z tobą na randkę?-zaśmiał się cicho.
-oj, i tak ci przeszkadza że są ładnie oprawione? Mi nie przeszkadza stary zeszyt. Ni popsuję...jestem zawsze ostrożny, wiem że to dla ciebie ważne.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-baka...wiesz że dla mnie to i tak dużo. Ja nie liczę tych pseudo randek za brata. Nie zliczę ile razy na początku dostawałem w policzek kiedy się orientowały że to nie Shuji tylko ja. Potem było lepiej...-wzruszył ramionami.-Ale wiesz co Kazu? Chciałbym żebyś naszą randkę pamiętał...i żebyśmy tak czasem chodzili na randki.
-brzmi przepysznie i na pewno posmakuje. A jeśli posmakuje to na pewno poproszę o przepis.-Takano pokazał mu język I wziął sobie jedną porcję. Smakował długo, nie mógł jednak utrzymać poważnego wyrazu twarzy i szybko się uśmiechnął jak mały chłopiec.-pyszne.-skomentował jednym słowem nie wiedząc jak to inaczej ująć.
Yuji zarumienil się okropnie kiedy to usłyszał. -um..ja...ja tez...-powiedział cicho. Na pewno zapamięta swoją pierwszą randkę.
-Tomo...-uszczypnal go lekko w ramię.-jest pyszny Theo, serio. Nawet jeśli jak to Tomo ujął ciasto jest ciężko i mamy bardzo lekki krem. Razem to się łączy na prawdę świetnie.
-mhm...niby wiem ale...ale nigdy mi tak szybko nie minal.-przytulił się do jego ramienia.-pospieszmy się...bo się spoznimy na film.
-to nie tak...-burknal.-ale mój torcik truskawkowy zmieszal z błotem...-mruknął cicho.-dopiero to ciasteczka czekoladowe którego smak był wzorowany na Tomo.-zaśmiał się.
-um..Kazuo? Przeprasza....nie wiedziałem w co się ubrać i później wyszliśmy...wiec to moja wina...
-no bo nigdy nie wiem kiedy będziesz miał doła albo kiedy będziesz miał na nią ochotę. Muszę być zawsze przygotowany.-powiedział przytulając go do siebie. -no...jego czekolada zawsze była najlepsza.-wywrócił oczyma Marc.
-mou...to jestem głupi czy kochany.-wydął policzki i wszedł z nim do kina.
-miało nie by byłych.-zauważył zwracając się do Marca. -wiem...ale uwielbiam to zdjęcie a oj był mało widoczy z tyłu wiec...-wzruszył ramionami i Takano tylko wywrocil oczyma. Poczuł lekkie rumience kiedy raz po raz były jego nagie zdjęcia. -czasem się zastanawiam czemu na to pozwalales...mogłeś przypilnować żebym się nie rozbieral.-westchnął znów mowiac do przyjaciela.
Yuji nadął policzki naburmuszajac się trochę. -specjalnie wybrałeś taki film.-burknął jeszcze I wstał.
-wiesz co? Jak patrze na te zdjęcia to stwierdzam że to były najbardziej wstydliwe lata mojego życia. Cały nasz rok widział mnie nago.-wymamrotal kątem oka patrząc na śmiejącego się Tomo i Theo.
-i pójdziemy na komedie.-zdecydował szybko. Szedł zaraz sppokojnie przy nim.-teraz co?
Takano wywrocil oczyma. -co nie zmienia faktu że na filmiku pożegnalnym jest jak tańczę nago na blacie baru oblewajac się piwem...-objął Tomo.-cóż...zdecydowanie dobrze. Teraz najwyższy czas, nie Marc?
-brzmi nieźle.-uśmiechnął sie.-juz nie mogę się doczekać.
-przecież już ten filmik widziałeś skarbie. Tak się śmiałes ze mało nie zleciales z kanapy.-wywrocil oczyma.-no I Marc...nie robie bo on tez mi nie robi.-uszczypnal lekko Tomo w policzek.-ale idę o zakład ze na tych filmikach co ma Marc tez będzie ciekawie...
-lubię. Wszystko mi pasuje. Wszystko. Bo z tobą.-uśmiechnął sie.
-odcinku? Ile ty tego masz Marc?-zasmiał się.-no I hej...moje zawsze były smaczne. Problem był z wyglądem.-zaśmiał się cicho.-myślałem ze cie za to zabije!-wykrzyknął zaraz widząc scene jak dostaje od Marca kremowym ciastem w tył głowy.
-chyba nie ma czegoś takiego. A przynajmniej sobie nie przypominam...-wzruszył ramionami.
-fajne? Hmm...może i tak. Było wesoło.-przyznał.-ale sam wiesz ze były też te mnie przyjemne chwile. Marc po prostu pokazał te najbardziej wesołe.-powiedział Takano i ucalowal go w policzek. -Mam jeszcze jeden. Zrzutka naszych powrotów z imprez.-powiedział Marc puszczając nagranie.
-um...natto...jakiś nigdy nie mogłem się do tego przekonać...-mruknął rumieniac się trochę.
Takano również śmiał się do końca filmiku. -no...było na prawdę zabawnie. No i było tak dość często..nigdy nie zapomnę jak nie mogłem cie zrozumiec. Jak się upijales mówiłeś tylko po japonsku...-westchnął Marc.
-wiec zapamiętam żeby nie robić ci nic z tofu.-powiedział wesoło.
-tak ja też się cieszę. Cieszę się że ze mną wytrzymał.-zaśmiał się.-Poza tym...na poczatku nie mogliśmy ze sobą wytrzymać.-zaśmiał się.-byłem wściekły jak się dowiedziałem ze będę musiał z kimść dzielić mieszkanie...ale wyszło dobrze więc się cieszę.
-mmmm pachnie pysznie.-uśmiechnął się po dłuższej chwili.
-zawsze miałem duzy pokój na włsaność i mieszkałem w tak dużym domu że ciężko było na kogoś wpaść. Poza tym...dowiedziałem się, że będę mieszkał z kimść kiedy wszedłem do mieszkania. Jak tylko go zobaczyłem zacząłem klnąć i...wkurzyło mnie jeszcze bardziej to że nie mówi po japońsku. Mój francuski akcent był wtedy dość kiepski i...nie znałem slangu. A on się ze mnie nabijał. Nie jestem pewny który z nas był większym dupkiem.-zaśmiał się.
-w sumie wyzywałem cię tylko jak mi bez pukania wchodziłeś do łazienki.-wywrócił oczyma.-serio...wkurwiało mnie że się ze mnie nabijasz. Zupełnie jakbyś myślał że cię nie rozumiem.-zaśmiał się.-w sumie ja pamiętam.-zachichotał.-były otrzęsiny i ja akurat nie piłem bo miałem wszystkich odwieźć. Następnego dnia leczyłem twojego kaca.
-mmm...w taki razie bardzo się cieszę że mnie tutaj zabrałeś. Cieszę się że w końcu poszliśmy na randkę...-uśmiechnął się i spróbował swojej porcji.-pycha!
-jesteś nieznośny na kacu. Aż szkoda że tego nie pamiętasz. Poza tym mówisz wtedy cholernie niewyraźnie. Myślałem że zwariuje próbując cię zrozumieć. Ale...przepraszałeś mnie i dziękowałeś więc postanowiłem być dla ciebie milszy.-wzruszył ramionami.
-um. Cieszę się że tak było.-uśmiechnął się o potrzymał chwilę jego dłoń. Potem wrócił do jedzenia.
-możemy się przerzucić na angielski jeśli tak będzie ci łatwiej.-zaproponował zaraz Theo. -i jeśli jesteś zmęczony to połóż się spać.-dodał zaraz Marc.
Takano automatycznie wstał i wziął go na ręce. Zaniósł go do sypialni i posiedział przy łóżku dopóki ten nie zasnął. Dopiero wtedy wrócił do salonu.-przepraszam że tak ci tu siedzimy..-powiedział do przyjaciela.
-hmmm...jest taka kawiarnia...kiedys cię do niej zabiorę.-obiecał mu wesoło.
-mhm...rozumiem.-pokiwał spokojnie głową.-Słodki jest. Obaj jesteście. Ciesze się ze kogoś sobie znalazłeś. W sumie byłem pewny ze to ty szybciej sobie znajdziesz tego jedynego. Nie spierdol tego, ok? Masz moje wsparcie. Tak samo jak Ren. Trzymam kciuki.-powiedzkał z uśmiechem.
-um tak...ale dango tylko jeśli będziesz miał miejsce na ciasteczka które upieklem.-uśmiechnął sie.
-w takim razie już zdecydowanie się ciesze. Trzymaj się go. Lepiej trafić nie mogłeś.-wyszczerzyl się.-nawet nie wiesz w jakim ja szoku byłem jak się dowiedziałem. Przyszedł nagle do mnie i zaczął pytać czy to ok i w ogóle. Nie bardzo wiedziałem jak zareagować. Poza tym...on jest całkowicie zielony jeśli chodzi o te sprawy wiec dzwoni do mnie z każdą pierdołą.-zaśmiał się cicho.-ale ciesze się...tak długo jak są razem szczęśliwi mają moje wsparcie.
-to dobrze.-uśmiechnął sie I wstał.-w takim razie płacimy i możemy iść.
-bardzo boli? To coś poważnego?-spytał zmartwiony. Od razu sięgnął po apteczke. Wyjął maść łagodzącą I opatrunki.-chodź...zajmę się tobą.-Marc ujął delikatnie jego dłoń.
Yuji cskinął głową i zaczął jeść dango. -i powolny spacerek, tak?
-Ech...przecież nikomu się nie spieszyło. Tomo robi tak samo..chce wszystko na raz.-zaśmiał się cicho i również wziął sobie kanapę.-Marc? Myślisz ze Kaneki juz zostanie z moim bratem?
-um...no tak...ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi. Zwłaszcza na randce.-powiedział przeciągając się lekko.
-serio? Ren nic mi nie mówił.-powiedzkał zaskoczony.-dzwonił do mnie o rady w sprawie randki i seksu ale nie odezwał się ani słowem o tym ze Kaneki płakał. Co się stało? Wiem że Ren się stara I w ogóle...wiec...ciekawi mnie co się stało.
Spojrzał na zegarek I uśmiechnął się lekko. -um...teraz jedziemy do mnie?
-Ech co za głupek. Nie żebym nie robił tego samego.-zaśmiał się cicho.-cóż...jeśli zrozumiał to dobrze ale jeszcze z nim o tym pogadam. Pewnie chciał trochę za szybko wszystko. Pierwszy raz ma tak ze chce mieć kogoś najbliżej jak się da...pogadam z nim...tak w razie czego. Żeby być pewnym ze nie będzie czegoś takiego znowu. No i mam nadzieje ze randka im się udala.
-um tam...-skinął głową I zaczął iść w stronę przystanku. Na miejscu wsiadł do autobusu który akurat podjechał.
-porozmawiam. Ale wiesz...skoro miał z nim ich na randkę to myślę że już jest dobrze. Ale asekuracyjnie z nim porozmawiam.-obiecał mu I również spokojnie jadl.-ech...wiem ze to musi być dla nich ciężkie czasem. Wiek i spojrzenie na pieniądze...
-bardzo mi się podobało. Bardzo. I jeszcze będzie ne?
-to dobrze...mam nadzieje w takim razie Kaneki mu wiele wybaczy...zwłaszcza te jego wybryki z kasa. Ja sięnnauczyłem juz ze musze się przy Tomo chamowac.
-zawsze liczy...wiem jak ciężko mu było dać mi wolną rękę co do połowy naszego miesiąca miodowego. I w sumie ślubu też. Dlatego przynajmniej staram się hamować. Poza tym jest ok...nie czuję żeby bardzo mi brakowało życia w pełnym luksusie.-wzruszył ramionami.
-um...-chłopak skinął głową przytulając się mocniej do jego ramienia.-coś się stało?-spytał zaraz zaciekawiony.
-cóż...ja po prostu staram się żeby Tomo był ze mną szczęśliwy.-wzruszył ramionami i wstał.-pójdę zobaczyć jak się czuje...-powiedział idąc do sypialni.
-b...broń? Um...mam...mam...-drżącą ręką wyjął telefon.-um...to ten...-podał mu telefon.
-nie przepraszaj głuptasku...w salonie są kanapki. Jak się czujesz?-spytał obejmując go delikatnie.
Yuji mocno sie w niego wtulił. Był przerażony że gdyby nie szybka reakcja Kazuo byliby w niebezpieczeństwie. Hiroki zapisał wszytsko i powiedział że od razu ruszają. Podziękował też za zgłoszenie. -Um...Kazu? Dziękuję...-szepnął cicho.
-mój słodziak...będę cię jeszcze tulił ile tylko chcesz.-zapewnił go i wziął go na ręce.-więc zjesz kanapkę i weźmiesz leki. Dzisiaj pewnie znów zostaniemy na noc u Marca.-dodał idąc w stronę salonu.
-jak to nie ma za co? Gdyby nie ty to zostalibyśmy w autobusie i byli w niebezpieczeństwie. No i...powiadomiłeś policję. To bardzo dobrze.-przytulił sie do jego ramienia.-nie jestem w stanie teraz mysleć o gwiazdach Kazu...
-wiem. Ale cię niosę.-zaśmiał się.-dobrze skarbie. Ale najpierw coś zjesz. A ja w tym czasie przygotuję leki.-posadził go na kanapie i poszedł po lekarstwa.
-um wiem ale...ale boję cię że tamtym coś jednak się stało.-mocniej przytulił się do jego ramienia i usiadł na ławce kiedy dotarli do przystanku.-um...kiedy następny autobus?
Marc zaśmiał się cicho. -cóż...miał tendencję do brania dłuuugich kąpieli co kończyło się tym że po prostu wpadałem do łazienki bo już nie mogłem wytrzymać.-zaśmiał się przypominając sobie te sytuacje.
-um...no wiem...i pewnie już się tym zajęli.-pokiwał głową zaraz widząc wracający z Yukan radiowóz.-o...już się tym zajęli. To dobrze. Więc chyba jedna możemy wrócić do cieszenia się naszą randką.
-i pewnie z tobą też.-zaśmiał się Marc a takano odkaszlnął wchodząc do salonu. -znowu mnie obgadujesz? Bo wiesz...to nie ja sie masturbowałem przy otwartych drzwiach...Myślałeś że nikogo nie ma a ja akurat wracałem.-powiedział pokazując mu język.
-mou...nie chcę żebyś mnie okłamywał.-mruknął tuląc się do niego.-wolę kiedy mówisz mi prawdę...
-nie wierzę...co ty z nim masz Theo.-zaśmiał się Takano.-ale cóż...nic na to nie poradzimy, prawda?
-um no...no bo jak niby miałem zauważyć? Nie jestem taki spostrzegawczy jak ty jeśli chodzi o takie rzeczy...-przytulił się mocno do niego.-nie chce żebyś mnie okłamywał. Nie ważne o co by chodziło...mów mi prawdę, ok?
-pytasz bo zazdrościsz?-Takano pokazał język przyjacielowi i zaraz zaśmiał się wesoło.-Ale fakt...czasem w ogóle nie daje się dotknąć. Wtedy najlepiej zrobić mu czekoladę i więcej sie nie mieszać. Jeśli będzie potrzebował tulenia to sam przyjdzie.
-ech Kazu...-wywrócił oczyma i ucałował go delikatnie.-nasz autobus jedzie...
-Ech...Marc może być tak go przytulił? Twoi chłopak cierpi...zrobilbys chociaż tyle.-wywrocil oczymq. Nie wierzył ze jego przyjaciel jest taki mało domslny.
Yuji oparl się o niego i przytulił lekko. -kocham cie, wiesz? Bardzo.-uśmiechnął sie lekko.
-siedź kochanie...ja przyniosę. Wątpię żeby japońskie leki były ok...wezmę jakies z apteczki Marca.-wstał I poszedł po leki. Wziął tez wodę i podał wszytsko Theo. Potem wrócił na kanapę i znów przytulił Tomo.
-um...tak po prostu...po prostu cie kocham. Za wszystko.-powiedział cicho.-a ty?
-trochę się różnią...tak jak na mnie nie działały te francuskie to myślałem że nasze mogą nie zadziałać na Theo.-wyjaśnił głaszcząc chłopaka po włosach.-Theo? Następnym razem mów mu wprost...on nie widzi.-zaśmiał się.
Chłopak odpowiedział mu słodkim uśmiechem. Kiedy dojechali wstał pierwszy i wyszedł trzymając Kazuo za rękę.
-ucz się przyjacielu...bo twój słodziak będzie bardzo nieszczęśliwy jeśli ni będziesz widział kiedy potrzebuje czułości.-powiedział zaraz całując Tomo w policzek.-prawda skarbie?
-um...-zaczął spokojnie iść do swojego mieszkania. Kiedy je otworzył wpuścił Kazuo przodem.-chcesz mleka do ciasteczek czy wolałbyś herbatę?
-mhm...i już widzimy kiedy potrzebujemy więcej czułości.-zauważył z uśmiechem Takano. -no i...to też nie tak że zawsze jak wracam z pracy...tylko jak jestem dłużej. Jak mam duże zlecenie to lubię się mooocno potulić.-ucałował Tomo w policzek.
Yuji szybko zrobił herbatę i przyniósł ją razem z ciasteczkami. -um proszę.-uśmiechnął się lekko stawiając wszystko na stoliku.
-mogą być nawet z japońskimi skarbie.-zapewnił go z uśmiechem.-Albo w ogóle obejrzymy jakiś angielski z oryginalnym głosem.-dodał a Marc wstał zeby wybrać film.
-um...-Yuji odpowiedział słodkim uśmiechem i wziął łyk herbaty,
Takano zaśmiał się cicho. -czyli nic byś nie zrozumiał.-skomentował.-ale fakt...Tomo świetnie soboe radzi. Zaczął się uczyć jak leżałem w śpiączce. Był pewny że jak się obudzę to będę mówił tylko po francusku. Szkoda tylko że zaczął od najmniej przydatnego słownictwa.-zaśmiał sie.
-um...-chłopak zarumienił się okropnie i poczuł lekki dreszcz od szeptu Kazuo.-um...ja ciebie tez...-wyszeptał cicho.
-cóż...-Takano zamyślił się trochę.-wiesz nie sądzę żeby znaczeniowo czymś się różniły się od tych francuski. A Tomo i tak wiele nie mówi. Poza moim imieniem...poza tym że chce już...no i 'iku'.-wzruszył ramionami śmiejąc się jeszcze z reakcji przyjaciela.
Yuji zarumienił się jeszcze bardziej. Znów zadrżał tym razem od pocałunków.
-biedny Marc...zostaje zwyzywany.-zaśmiał się Takano.-cóż...raz mówisz żebym zwolnił...raz żebym przyspieszył...czasem nie wiem czego chcesz skarbie.-ucałował go w policzek.
Yuji musiał wysilić wszystkie swoje mięśnie żeby nie odskoczyć. Przeszedł go dreszcz którego wcześniej nie czół. -um...n...nie mów takich rzeczy...-wymamrotał cicho.
-zrobię omlecik.-ucałował go w policzek i wstał idąc do kuchni. Sprawdził zawartość lodówki i zdecydował się na zwykle omleciki. Gotowe przyniósł do salonu.
-cieszę się że ci smakuje skarbie.-ucałował go w policzek.-Mam nadzieję że jutro już będziesz się lepiej czuł. Chciałbym z tobą pójść do Disneylandu.-powiedział również jedząc.
Yuji zarumienił się jeszcze bardziej widząc jak chłopak się uśmiecha .-nie szczerz się tak jakby cię to bawiło...-wymamrotał cicho. Czuł że jego spodnie robią się coraz ciaśniejsze. Kątek oka zauważył wybrzuszenie w spodniach Kazuo i mimowolni oblizał usta.
-mhmmm...to na prawdę super. Ze jesteście w stanie tak na spokojnie pójść na kompromisy. I że widzi kiedy chcesz się potulic. Marc nie...I wtedy jestem jeszcze bardzo smutny.
-um...wygodniej.-zgodził się Yuji. Objął go kiedy się całowali.-Kocham cie Kazu...-szepnął z lekkim uśmiechem.
-hmmm...może i masz rację. Zrobię tak.-zgodził się bo uznał to za dobry pomysł.
-um...-Yuji niepewnie skinął głową. Ufał Kazuo jednak trochę się bał.-ja ciebie też kocham...-wyszeptał jeszcze cały czas wodząc za ruchami chłopaka. Skinął głową jeszcze raz.
-wychować?-Theo przechylił głowę na bok i spojrzał na niego pytająco.
Yuji zatrząsł się delikatnie i zakrył usta dłonią żeby nie krzyknąć. Zamknął oczy i wziął kilka głębokich wdechów. -n...nie chcę...przestawać...-wyszeptał.-t...to...to przecież jeszcze nic...prawda?
-aaaaaaa....ok.-zaśmiał sie chłopak.-Marc jest kochany...ale czasem trochę głupi i nie widzi. A mi tak głupio mówić jak jest. Wolałbym żeby sam zauważył.
-unnnn....-zajeczał chłopak po chwili tym razem z przyjemności. Ból powoli mijał i zastępowała go przyjemność.
-mhm...z czasem...-powiedział bardziej do siebie.-Długo mu zajęło nauczenie się?
Yuji w tym czasie doszedł rumieniąc się przy tym okropnie. Był zawstydzony tym że nie wytrzymał dłużej. Był wdzięczny Kazuo że robi wszystko tak powoli i delikatnie. Uśmiechnął się lekko kiedy Kazuo miał zamiar w niego wejść. Jednak pomimo starań chłopaka Yuji i tak poczuł ból. Zadrżał na całym ciele. Zamknął oczy i zakrył twarz dłońmi kiedy popłynęły mu łzy. Nie chciał żeby Kazuo je zauważył i przestał. -P...poczekaj...-powiedział cicho starając się rozluźnić i oddychać głęboko.-P...po prostu...jesteś taki duży...że palce to nic...-dodał cały czerwony na twarzy. Cały czas starał się oddychać głęboko.
-mhm...to dobrze.-wyszczerzył się.-To Marc też powinien się niedługo nauczyć.
-głupi...nie...nie przepraszaj...-powiedział oddychając głęboko. Wiedział jak Kazuo się starał. Wiedział że na pewno wszystko zrobił dobrze. Ból powoli przechodził a on czuł narastające gorąco. Jednak skinął głową dopiero kiedy był pewny że jest gotowy.
-ał,ał,ał...-rozmasował bok.-ja ciebie też kocham...
-na pewno...-Yuji skinął głową jeszcze raz. Po kilku ruchach zaczął odczuwać przyjemność.-unnnn...ach...ach...K...Kazu...-jęczał raz ciszej raz głośniej. Nie potrafił jeszcze hamować głosu i czuł jak pieką go policzki. Dłuższą chwilę zaciskał dłonie na pościeli by objął chłopaka ramionami. Kiedy ten przyspieszył nieumyślnie podrapał mu plecy.
-cóż...kłóciłem się trochę z Marciem...ale w końcu dał się namówić na cruasanty z czekoladą.-zaśmiał się stawiając je na stole.
Yuji jęknął wtedy głośniej i doszedł wypowiadając imię swojego partnera. Był tak zawstydzony że nie zważając na ból wszedł pod kołdrę i cały się okrył. -Kazu...? Było ci dobrze? Podobało ci się?-spytał cicho.-bo mi tak...-powiedział jeszcze ciszej.
-mhmmmm...bardzo często mnie o tym zapewniasz co mnie niezmiernie cieszy.-ucałował go i również usiadł do śniadania.
-mou...baka...-wymamrotał zamykając oczy. Obudził się w nocy za potrzebą. Wgramolił się spod kołdry jednak kiedy próbował stanąć opadł ciężko na kolana czując ból i łzy na policzkach.
-w ogóle nie jestem. Mówiłem ci przecież że nie będę zły.-wywrócił oczyma.-a teraz po prostu wracamy do zabawy.
-po prostu już mnie zanieś...nie czuję się komfortowo...-wymamrotał zawstydzony. A kiedy w końcu znalazł się w łazience wygonił Kazuo. Zawołał go dopiero kiedy załatwił swoją potrzebę i ubrał bokserki.
-mnm. Dzisiaj spędzimy miło dzień. I zrobimy pełno zdjęć dla Yuyi.-uśmiechnął się wesoło.
-um...przepraszam. Jestem beznadziejny. Nawet na nogach sam nie mogę ustać...-szepnął wtulając się w niego mocno.-Zupełnie nie rozumiem czemu...bo przecież potem już nie bolało...
-wiec go kiedyś zabierzemy.-wzruszył ramionami.-ok idź.-dodał z uśmiechem i zaczął pić swój sok.
-mou...-cały czerwony na twarzy wyrwał mu gąbkę z rąk.-poradzę juz sobie więc wyjdź. Wyjdź...zawstydzasz mnie...wyjdź proszę...zawstydza mnie to żeooglądasz mnie teraz nagiego...wiec proszę...wyjdź..
Takano trzepnal przyjaciela przez głowę. -głupi.-mruknął wywracajac oczyma.-Theo powinieneś go jakoś ukarać. Masz moje pozwolenie. -powiedział z uśmiechem. Objął Tomo ramieniem.-zabrałeś wszystko? Leki?
-kocham cie!-krzyknął jeszcze za nim. Umyl się szybko jednak po nieudanej próbie podniesienia się zrezygnował.-Kazu!@zawołał swojego chłopska całkiem czerwony na twarzy.
-jasne ze tak. Jutro mam samolot przecież wiesz.-zaśmiał się.-dlatego od teraz spędzę z tobą tyle czasu ile mogę. I twin facet nie ma nic do powiedzenia.-zaśmiał się obejmując brata.
-ale jak najmniej i w wygodnych butach.-powiedział wstając I wzdychajac.
-to dobrze. Idź juz ubrać buty.-powedzial.-Theo...pójdziesz z nim? Pożegnajcie się i w ogóle.-uśmiechnął sie a potem poszedł do Marca.-co tobie? Swojego faceta powinieneś komplementowac. Zabierz go gdzieś dzisiaj i pożądanie przeproś, jasne? Głupek z ciebie.
-um tak...-skinął głową I się wytarl. Wsunal na siebie dres i położył się na podłodze. Zawołał jeszcze Kazuo.
-Ale Theo odebrał to inaczej. Więc trzymaj się głupku. Masz go dobrze traktować bo jak nie to wiem gdzie mieszkasz.-zaśmiał się. -Jasne.-wyszczerzył się i również go objął.-ty też...
-um dziękuje...-powiedział trochę zaskoczony widokiem czystego łóżka.-Kazu!-zatrzymał go w drzwiach.-um...twoje plecy...-odezwał się dopiero zauważając że są podrapane.
-ok więc wsiadamy w samochód i lecimy do Disneylandu.-powiedział idąc prosto przez park w stronę ich hotelu pod którym zaparkowany był ich samochód.-Od razu zaniesiemy rzeczy.
-ale...zrobiłem ci krzywdę...-powiedział cicho patrząc na plecy Kazuo które były ukryte pod koszulkę.-um...dziękuję za śniadanie...było pyszne.-powiedział nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak bardzo był głodny.
-to ja tobie dziękuję.-pocałował go namiętnie. Pogłaskał go po włosach kiedy już się od siebie odsunęli.-ok, mozemy już iść
-um...no skoro tak mówisz...-powiedział przytulając się do niego lekko.-dziękuję za wczoraj. Było na prawde fajnie. Następną randkę ja przygotuję.-powiedział uśmiechając się słodko. Spiął się nieco kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
-oj daj spokój.-zaśmiał się.-W japonii też mamy takie.-wzruszył ramionami a kiedy w końcu kupili bilety podał mu mapę.-na co najpierw?
-strachajka, nie dał się dotknąć?-spytał ze śmiechem.-a może się wstydzi bo było tak kiepsko?-zaproponował cały czas się śmiejąc. Było oczywiste że żartuje.
-oj daj spokój.-zaśmiał się.-W japonii też mamy takie.-wzruszył ramionami a kiedy w końcu kupili bilety podał mu mapę.-na co najpierw?
-strachajka, nie dał się dotknąć?-spytał ze śmiechem.-a może się wstydzi bo było tak kiepsko?-zaproponował cały czas się śmiejąc. Było oczywiste że żartuje.
-wiec kolejka.-powiedział wesoło idąc za nim. Cały czas trzymał go za rękę zeby się nie zgubili. Kiedy stanęli w kolejce objął go ramieniem.-potem ja wybiorę.-zgodził się.
-mou...to nie tak.-wymamrotal cicho Yuji.-podobało mi się,ok? Bardzo...tylko...-Shuji ukucnal przed nim. -tylko wstydzisz się przed własnym bratem ze robiłeś takie rzeczy? Daj spokój Yuji.-wywrocil oczyma a Yuji skinął głową.-boli?-spytał jeszcze a Yuji znów mu odpowiedział skinieniem głowy.-minie.-zapewnił go I wstał.
-ja ciebie tez kochaniem. Ciesze się ze spędzamy tak razem czas.-powiedział wyjmując telefon żeby zrobić im zdjęcie. Wciągnął rękę przed siebie.-uśmiech kochaniem w gabinecie luster zrobimy więcej zdjęć.
-um...czekaj.-złapał go za rękę.-kocham cie...-szepnął I dopiero wtedy go puścił.
[A za niedługo będzie obiecany dym i dramat XD muahahahahhaha]
Takano wesoło poszedł za nim. Śmiał się I robił zdjęcia kiedy lustra różnie ich wykrzywialy.w pewnym momencie wybuchnąl głośnym śmiechem. -wyglądasz tu jakbyś miał cycki.-wykrztusil nie magac przestać się śmiać.
Następnego dnia Yuji juz normalnie chodzil a w poniedziałek, jak co tydzień uczestniczył w treningu. Do domu wracał kiedy było już ciemno. Pomachal bratu który akurat stal na balkonie. Właśnie przechodził przez pasy kiedy z jego prawej strony najechał pędzący samochód. Nie zdążył od skoczyć. Poczuł ogromny ból a ostatnie co pamiętał to krzyk brata. A może po prostu mu się wydawało. Przecież był tak daleko. * Samochód odjechał. Shuji zbiegł po schodach dzwoniąc na pogotowie. Klnal pod nosem. Nie widział tablic rejestracyjnych ale domyślal się kto jest sprawca. Kartka przyjechała szybko wiec niecałe pół godziny później Yuji był na stole operacyjnym a Shuji nerwowo chodził przed drzwiami sali z telefonem przy uchu. Dzwonił do Kazuo. -hej słuchaj...Yuji on...miał wypadek. Potrącił go samochód...przyjedz...-powiedział nawet nie zdając sobie sprawy ze od pol godziny placze.
-głupi...-zaśmiał się zabierając jego ręce i mocno go przytulając.-nie stoi...więc tak nie rób żeby nie stanął.-wywrócił oczyma..-zachowuj się przy dzieciach.-dodał i go puścił.-idziemy dalej.
-ech...to ten sam yakuza który zabił naszego ojca...jestem tego pewien.-powiedział patrząc na niego a potem odwracając wzrok w stronę sali operacyjnej.
-nie ważne jak wyglądasz i tak cie kocham.-powiedział Takano całując go w policzek kiedy wyszli z gabinetu luster.-a następne co miało byc?
-niewiele...Ale coś mam. Dam ci to co mam.-powiedział nerwowo chodząc po korytarzu. Kiedy drzwi w koncu się otworzyły podbiegł do lekarza.-co z nim? Przeżyje?-spytał szybko. -spokojnie. Pański brat przeżyje...miał jednak bardzo poważne obrażenia więc przez jakiś czas utrzymamy go w stanie śpiączki i...-urwał na moment. -proszę powiedzieć.-uparł się chłopak. -dopóki się nie obudzi nie możemy być pewni co do jego czucia w nogach...i pamięci. Nawet jeśli je stracił mogą być tylko chwilowe i szybko je odzyska. Ale w tym momencie niczego nie możemy być pewni.
-przyganiał kocioł garnkowi skarbie.-zaśmiał się siadając obok niego i obejmując go ramieniem kiedy ruszyli.
-Przyjaciel, tak? Cóż...rodzina na pewno może ale... -proszę mu pozwolić. To jego bardzo bliski przyjaciel. Wiele dla niego znaczy.-odezwał się zaraz Shuji. -zgoda. Na moją odpowiedzialność. Ale nie za długo.-powiedział lekarz i zaczął iść w stronę sali gdzie miał leżeć Yuji.
-mój kochany głuptasek.-zaśmiał się tuląc go do siebie. Kiedy wjechali do tuneli oświetlonego jedynie przez czerwone lampki i świeczki, ucałował go delikatnie.
-co zrobisz jeśli o tobie zapomni? Albo co gorsza o wszystkim więc i o mnie też?-spytał Shuji siadając na drugim krześle. Popatrzył na brata i zagryzł dolną wargę.-musisz dojść do siebie. Jak najszybciej. Przecież ja bez ciebie sobie nie poradzę braciszku...
Odsunął się od niego po dłuższej chwili i uśmiechnął się lekko. -a potem zajdziemy do jaskini smoka, kręcących się filiżanek szalonego kapelusznika i na młyńskie koło.-powiedział z uśmiechem.
-a co jeśli on nie będzie chciał?-spytał bo taka opcja też była.-Myślisz że nie próbowałem? Umrę z głodu zanim on wyzdrowieje...
-tyle ile trzeba.-zaśmiał się trzymając go za rękę.-Mamy cały dzień więc zobaczymy ile się da.-powiedział kierując się mapą żeby się nie zgubić.-a potem pójdziemy ja pyszny obiadek.
-dzięki...i na pewno przyniosę.-powiedział cały czas patrząc na brata.-nie chcę go stracić...został mi tylko on.-powiedział w sumie nie wiedząc po co to mówi.
1 711 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1601 – 1711 z 1711-to sie dopiero okaże...-westchnął nigdy nie będąc do tego do końca przekonanym.-uczysz Theo piec?-zainteresował się zaraz.
-nawet bardzo.-zaśmiał się i wszedł do autobusu który akurat przyjechał. Usiadł tam gdzie były dwa wolne miejsca i oparł głowę o ramię Kazuo.
-znaczy że dobry z ciebie nauczyciel.-zaśmiał się cicho.-oj Tomo...przecież wczoraj upiekliśmy razem torcik...a kiedy zrobiliśmy czekoladki i makaroniki. Uczę cię...tylko wiesz że nie zawsze mam na to czas. Poza tym ty sam świetnie pieczesz. Uwielbiam twoją drożdżówkę...i bułeczki z czekoladą.
-w ogóle...o ile nie licząc tych za Shujiego. Ale taka prawdziwa...to ta jest pierwsza.
-w domu też mu robię czekoladę...bardzo często. I poświęcam mu ogrom swojego czasu...zabieram na randki i w ogóle. Na takie zwykłe spacery też.-wywrócił oczyma.-czasem tylko dużo mnie nie ma jak akurat mam większe zamówienie.-westchnął.-No i...czasem myślę że nie muszę go uczyć. wystarczy że weźmie mój przepis...nie muszę mu nic tłumaczy i pokazywać.
-mhm...ja też.-uśmiechnął się.-A ty Kazu? Często chodziłeś na randki?
-oj daj spokój...leżą na półce.-wywrócił oczyma.-możesz je brać kiedy chcesz. Tak jak ja biorę twoje kiedy gotuję coś japońskiego.-ucałował go w czółko.-są bardzo przydatne...i dokładnie opisane.
-no tak...przystojny i wysportowany miotacz...kto by nie chciał pójść z tobą na randkę?-zaśmiał się cicho.
-oj, i tak ci przeszkadza że są ładnie oprawione? Mi nie przeszkadza stary zeszyt. Ni popsuję...jestem zawsze ostrożny, wiem że to dla ciebie ważne.-powiedział głaszcząc go po włosach.
-baka...wiesz że dla mnie to i tak dużo. Ja nie liczę tych pseudo randek za brata. Nie zliczę ile razy na początku dostawałem w policzek kiedy się orientowały że to nie Shuji tylko ja. Potem było lepiej...-wzruszył ramionami.-Ale wiesz co Kazu? Chciałbym żebyś naszą randkę pamiętał...i żebyśmy tak czasem chodzili na randki.
-brzmi przepysznie i na pewno posmakuje. A jeśli posmakuje to na pewno poproszę o przepis.-Takano pokazał mu język I wziął sobie jedną porcję. Smakował długo, nie mógł jednak utrzymać poważnego wyrazu twarzy i szybko się uśmiechnął jak mały chłopiec.-pyszne.-skomentował jednym słowem nie wiedząc jak to inaczej ująć.
Yuji zarumienil się okropnie kiedy to usłyszał.
-um..ja...ja tez...-powiedział cicho. Na pewno zapamięta swoją pierwszą randkę.
-Jest na prawdę pyszne.-powiedział z uśmiechnął Takank ze smakiem jedząc deser.-wiec możesz dać mi przepis. Chętnie uzupelnie menu.-ddodał wesoło.
-już?-zaskoczony poszedł za nim. Jeszcze nigdy tak szybko nie minęla mu droga do miasta.
-Tomo...-uszczypnal go lekko w ramię.-jest pyszny Theo, serio. Nawet jeśli jak to Tomo ujął ciasto jest ciężko i mamy bardzo lekki krem. Razem to się łączy na prawdę świetnie.
-mhm...niby wiem ale...ale nigdy mi tak szybko nie minal.-przytulił się do jego ramienia.-pospieszmy się...bo się spoznimy na film.
-to nie tak...-burknal.-ale mój torcik truskawkowy zmieszal z błotem...-mruknął cicho.-dopiero to ciasteczka czekoladowe którego smak był wzorowany na Tomo.-zaśmiał się.
-um..Kazuo? Przeprasza....nie wiedziałem w co się ubrać i później wyszliśmy...wiec to moja wina...
-no bo nigdy nie wiem kiedy będziesz miał doła albo kiedy będziesz miał na nią ochotę. Muszę być zawsze przygotowany.-powiedział przytulając go do siebie.
-no...jego czekolada zawsze była najlepsza.-wywrócił oczyma Marc.
-mou...to jestem głupi czy kochany.-wydął policzki i wszedł z nim do kina.
-najpierw inna niespodzianka bo Takano uznał że chce zobaczyć zdjęcia z tobą.-wskazał na album po który sięgał Takano.--zdjęcia z naszych studiów.
Yuji wywrócił oczyma i przytulony do jego ramienia wszedł na salę. Zajął ich miejsca cały czas nie puszczając ramienia chłopaka.
-ale miały być tylko ze studiów.-zauważył ze śmiechem Takano. Najpierw było wiele zdjęć z zajęć dopiero od połowy zaczęły się te z imprez.
Poszli na triller wiec na straszniejszych momentach Yuji wtulal się mocniej w Kazuo.
-miało nie by byłych.-zauważył zwracając się do Marca.
-wiem...ale uwielbiam to zdjęcie a oj był mało widoczy z tyłu wiec...-wzruszył ramionami i Takano tylko wywrocil oczyma. Poczuł lekkie rumience kiedy raz po raz były jego nagie zdjęcia.
-czasem się zastanawiam czemu na to pozwalales...mogłeś przypilnować żebym się nie rozbieral.-westchnął znów mowiac do przyjaciela.
Yuji nadął policzki naburmuszajac się trochę.
-specjalnie wybrałeś taki film.-burknął jeszcze I wstał.
-wiesz co? Jak patrze na te zdjęcia to stwierdzam że to były najbardziej wstydliwe lata mojego życia. Cały nasz rok widział mnie nago.-wymamrotal kątem oka patrząc na śmiejącego się Tomo i Theo.
-i pójdziemy na komedie.-zdecydował szybko. Szedł zaraz sppokojnie przy nim.-teraz co?
Takano wywrocil oczyma.
-co nie zmienia faktu że na filmiku pożegnalnym jest jak tańczę nago na blacie baru oblewajac się piwem...-objął Tomo.-cóż...zdecydowanie dobrze. Teraz najwyższy czas, nie Marc?
-brzmi nieźle.-uśmiechnął sie.-juz nie mogę się doczekać.
-przecież już ten filmik widziałeś skarbie. Tak się śmiałes ze mało nie zleciales z kanapy.-wywrocil oczyma.-no I Marc...nie robie bo on tez mi nie robi.-uszczypnal lekko Tomo w policzek.-ale idę o zakład ze na tych filmikach co ma Marc tez będzie ciekawie...
-lubię. Wszystko mi pasuje. Wszystko. Bo z tobą.-uśmiechnął sie.
-odcinku? Ile ty tego masz Marc?-zasmiał się.-no I hej...moje zawsze były smaczne. Problem był z wyglądem.-zaśmiał się cicho.-myślałem ze cie za to zabije!-wykrzyknął zaraz widząc scene jak dostaje od Marca kremowym ciastem w tył głowy.
-chyba nie ma czegoś takiego. A przynajmniej sobie nie przypominam...-wzruszył ramionami.
-fajne? Hmm...może i tak. Było wesoło.-przyznał.-ale sam wiesz ze były też te mnie przyjemne chwile. Marc po prostu pokazał te najbardziej wesołe.-powiedział Takano i ucalowal go w policzek.
-Mam jeszcze jeden. Zrzutka naszych powrotów z imprez.-powiedział Marc puszczając nagranie.
-um...natto...jakiś nigdy nie mogłem się do tego przekonać...-mruknął rumieniac się trochę.
Takano również śmiał się do końca filmiku.
-no...było na prawdę zabawnie. No i było tak dość często..nigdy nie zapomnę jak nie mogłem cie zrozumiec. Jak się upijales mówiłeś tylko po japonsku...-westchnął Marc.
-wiec zapamiętam żeby nie robić ci nic z tofu.-powiedział wesoło.
-tak ja też się cieszę. Cieszę się że ze mną wytrzymał.-zaśmiał się.-Poza tym...na poczatku nie mogliśmy ze sobą wytrzymać.-zaśmiał się.-byłem wściekły jak się dowiedziałem ze będę musiał z kimść dzielić mieszkanie...ale wyszło dobrze więc się cieszę.
-mmmm pachnie pysznie.-uśmiechnął się po dłuższej chwili.
-zawsze miałem duzy pokój na włsaność i mieszkałem w tak dużym domu że ciężko było na kogoś wpaść. Poza tym...dowiedziałem się, że będę mieszkał z kimść kiedy wszedłem do mieszkania. Jak tylko go zobaczyłem zacząłem klnąć i...wkurzyło mnie jeszcze bardziej to że nie mówi po japońsku. Mój francuski akcent był wtedy dość kiepski i...nie znałem slangu. A on się ze mnie nabijał. Nie jestem pewny który z nas był większym dupkiem.-zaśmiał się.
-w sumie wyzywałem cię tylko jak mi bez pukania wchodziłeś do łazienki.-wywrócił oczyma.-serio...wkurwiało mnie że się ze mnie nabijasz. Zupełnie jakbyś myślał że cię nie rozumiem.-zaśmiał się.-w sumie ja pamiętam.-zachichotał.-były otrzęsiny i ja akurat nie piłem bo miałem wszystkich odwieźć. Następnego dnia leczyłem twojego kaca.
-mmm...w taki razie bardzo się cieszę że mnie tutaj zabrałeś. Cieszę się że w końcu poszliśmy na randkę...-uśmiechnął się i spróbował swojej porcji.-pycha!
-jesteś nieznośny na kacu. Aż szkoda że tego nie pamiętasz. Poza tym mówisz wtedy cholernie niewyraźnie. Myślałem że zwariuje próbując cię zrozumieć. Ale...przepraszałeś mnie i dziękowałeś więc postanowiłem być dla ciebie milszy.-wzruszył ramionami.
-um. Cieszę się że tak było.-uśmiechnął się o potrzymał chwilę jego dłoń. Potem wrócił do jedzenia.
-możemy się przerzucić na angielski jeśli tak będzie ci łatwiej.-zaproponował zaraz Theo.
-i jeśli jesteś zmęczony to połóż się spać.-dodał zaraz Marc.
-smakuje i to bardzo.-uśmiechnął się słodko.
Takano automatycznie wstał i wziął go na ręce. Zaniósł go do sypialni i posiedział przy łóżku dopóki ten nie zasnął. Dopiero wtedy wrócił do salonu.-przepraszam że tak ci tu siedzimy..-powiedział do przyjaciela.
-hmmm...jest taka kawiarnia...kiedys cię do niej zabiorę.-obiecał mu wesoło.
-mhm...niestety akurat mu się trafił słabszy dzień.-usiadł na kanapie.-Pewnie chciałeś z nim pogadać, co Theo? Marc mi mówił przez telefon...
-to...um...to na następnej randce, ok? Pasuje ci?-spytał z uśmiechem.
-ok. Nie mam nic przeciwko.-zaśmiał się cicho.-myślicie nad ślubem jak juz trochę dłużej ze sobą będziecie?-spytał zaraz będąc tego trochę ciekawym.
-mou...-zarumienil się okropnie i spuścił wzrok. Zjadł szybko i wziął kilka łyków wody.
-mhm...rozumiem.-pokiwał spokojnie głową.-Słodki jest. Obaj jesteście. Ciesze się ze kogoś sobie znalazłeś. W sumie byłem pewny ze to ty szybciej sobie znajdziesz tego jedynego. Nie spierdol tego, ok? Masz moje wsparcie. Tak samo jak Ren. Trzymam kciuki.-powiedzkał z uśmiechem.
-um tak...ale dango tylko jeśli będziesz miał miejsce na ciasteczka które upieklem.-uśmiechnął sie.
-w takim razie już zdecydowanie się ciesze. Trzymaj się go. Lepiej trafić nie mogłeś.-wyszczerzyl się.-nawet nie wiesz w jakim ja szoku byłem jak się dowiedziałem. Przyszedł nagle do mnie i zaczął pytać czy to ok i w ogóle. Nie bardzo wiedziałem jak zareagować. Poza tym...on jest całkowicie zielony jeśli chodzi o te sprawy wiec dzwoni do mnie z każdą pierdołą.-zaśmiał się cicho.-ale ciesze się...tak długo jak są razem szczęśliwi mają moje wsparcie.
-to dobrze.-uśmiechnął sie I wstał.-w takim razie płacimy i możemy iść.
-ok.ok. nie musisz się spieszyć.-powiedział śmiejąc się cicho pod nosem.-nie każ swojemu kochaniu czekać.
Yuji złapał go za rękę i ruszył z nim na dango.
-bardzo boli? To coś poważnego?-spytał zmartwiony. Od razu sięgnął po apteczke. Wyjął maść łagodzącą I opatrunki.-chodź...zajmę się tobą.-Marc ujął delikatnie jego dłoń.
Yuji cskinął głową i zaczął jeść dango.
-i powolny spacerek, tak?
-gluptas...co próbowałeś zrobić z tą herbatą?-wywrocil oczyma I zaczął zakładać mu opatrunek.-ok...idź juz do salonu. Ja sam wszystko zaniosę.
-mou...-zarumienil się.-twój...
-Theo? Co ci się stało w rękę?-spytał zaskoczony Takano.
-popatrzył się.-mruknął wchodzący Marc.
-czemu? Przecież od czasu go czasu można...no i ja to zaraz spale.-zaśmiał się cicho. Kursy zjadł przytulił się do ramienia chłopaka.
-Ech...przecież nikomu się nie spieszyło. Tomo robi tak samo..chce wszystko na raz.-zaśmiał się cicho i również wziął sobie kanapę.-Marc? Myślisz ze Kaneki juz zostanie z moim bratem?
-um...no tak...ale raz na jakiś czas nie zaszkodzi. Zwłaszcza na randce.-powiedział przeciągając się lekko.
-serio? Ren nic mi nie mówił.-powiedzkał zaskoczony.-dzwonił do mnie o rady w sprawie randki i seksu ale nie odezwał się ani słowem o tym ze Kaneki płakał. Co się stało? Wiem że Ren się stara I w ogóle...wiec...ciekawi mnie co się stało.
Spojrzał na zegarek I uśmiechnął się lekko.
-um...teraz jedziemy do mnie?
-Ech co za głupek. Nie żebym nie robił tego samego.-zaśmiał się cicho.-cóż...jeśli zrozumiał to dobrze ale jeszcze z nim o tym pogadam. Pewnie chciał trochę za szybko wszystko. Pierwszy raz ma tak ze chce mieć kogoś najbliżej jak się da...pogadam z nim...tak w razie czego. Żeby być pewnym ze nie będzie czegoś takiego znowu. No i mam nadzieje ze randka im się udala.
-um tam...-skinął głową I zaczął iść w stronę przystanku. Na miejscu wsiadł do autobusu który akurat podjechał.
-porozmawiam. Ale wiesz...skoro miał z nim ich na randkę to myślę że już jest dobrze. Ale asekuracyjnie z nim porozmawiam.-obiecał mu I również spokojnie jadl.-ech...wiem ze to musi być dla nich ciężkie czasem. Wiek i spojrzenie na pieniądze...
-bardzo mi się podobało. Bardzo. I jeszcze będzie ne?
-to dobrze...mam nadzieje w takim razie Kaneki mu wiele wybaczy...zwłaszcza te jego wybryki z kasa. Ja sięnnauczyłem juz ze musze się przy Tomo chamowac.
-um ciesze sie...-uśmiechnął sie słodko.
-No cos ty...trochę jest. Ale mniej. Po prostu się chamuje żeby się nie obrażał ani nic.-wzruszył ramionami.
-um...no tak...-zarumienil się lekko.
-zawsze liczy...wiem jak ciężko mu było dać mi wolną rękę co do połowy naszego miesiąca miodowego. I w sumie ślubu też. Dlatego przynajmniej staram się hamować. Poza tym jest ok...nie czuję żeby bardzo mi brakowało życia w pełnym luksusie.-wzruszył ramionami.
-um...-chłopak skinął głową przytulając się mocniej do jego ramienia.-coś się stało?-spytał zaraz zaciekawiony.
-cóż...ja po prostu staram się żeby Tomo był ze mną szczęśliwy.-wzruszył ramionami i wstał.-pójdę zobaczyć jak się czuje...-powiedział idąc do sypialni.
-b...broń? Um...mam...mam...-drżącą ręką wyjął telefon.-um...to ten...-podał mu telefon.
-nie przepraszaj głuptasku...w salonie są kanapki. Jak się czujesz?-spytał obejmując go delikatnie.
Yuji mocno sie w niego wtulił. Był przerażony że gdyby nie szybka reakcja Kazuo byliby w niebezpieczeństwie. Hiroki zapisał wszytsko i powiedział że od razu ruszają. Podziękował też za zgłoszenie.
-Um...Kazu? Dziękuję...-szepnął cicho.
[psujesz im randkę, wiesz? XD]
-mój słodziak...będę cię jeszcze tulił ile tylko chcesz.-zapewnił go i wziął go na ręce.-więc zjesz kanapkę i weźmiesz leki. Dzisiaj pewnie znów zostaniemy na noc u Marca.-dodał idąc w stronę salonu.
-jak to nie ma za co? Gdyby nie ty to zostalibyśmy w autobusie i byli w niebezpieczeństwie. No i...powiadomiłeś policję. To bardzo dobrze.-przytulił sie do jego ramienia.-nie jestem w stanie teraz mysleć o gwiazdach Kazu...
-wiem. Ale cię niosę.-zaśmiał się.-dobrze skarbie. Ale najpierw coś zjesz. A ja w tym czasie przygotuję leki.-posadził go na kanapie i poszedł po lekarstwa.
-um wiem ale...ale boję cię że tamtym coś jednak się stało.-mocniej przytulił się do jego ramienia i usiadł na ławce kiedy dotarli do przystanku.-um...kiedy następny autobus?
Marc zaśmiał się cicho.
-cóż...miał tendencję do brania dłuuugich kąpieli co kończyło się tym że po prostu wpadałem do łazienki bo już nie mogłem wytrzymać.-zaśmiał się przypominając sobie te sytuacje.
-um...no wiem...i pewnie już się tym zajęli.-pokiwał głową zaraz widząc wracający z Yukan radiowóz.-o...już się tym zajęli. To dobrze. Więc chyba jedna możemy wrócić do cieszenia się naszą randką.
-i pewnie z tobą też.-zaśmiał się Marc a takano odkaszlnął wchodząc do salonu.
-znowu mnie obgadujesz? Bo wiesz...to nie ja sie masturbowałem przy otwartych drzwiach...Myślałeś że nikogo nie ma a ja akurat wracałem.-powiedział pokazując mu język.
-mou...nie chcę żebyś mnie okłamywał.-mruknął tuląc się do niego.-wolę kiedy mówisz mi prawdę...
-nie wierzę...co ty z nim masz Theo.-zaśmiał się Takano.-ale cóż...nic na to nie poradzimy, prawda?
-um no...no bo jak niby miałem zauważyć? Nie jestem taki spostrzegawczy jak ty jeśli chodzi o takie rzeczy...-przytulił się mocno do niego.-nie chce żebyś mnie okłamywał. Nie ważne o co by chodziło...mów mi prawdę, ok?
-pytasz bo zazdrościsz?-Takano pokazał język przyjacielowi i zaraz zaśmiał się wesoło.-Ale fakt...czasem w ogóle nie daje się dotknąć. Wtedy najlepiej zrobić mu czekoladę i więcej sie nie mieszać. Jeśli będzie potrzebował tulenia to sam przyjdzie.
-ech Kazu...-wywrócił oczyma i ucałował go delikatnie.-nasz autobus jedzie...
-po prostu już się nauczyłem kiedy nie chcesz.-ucałował go w policzek.-Theo? Wszystko gra? Nie wyglądasz najlepiej.-powiedział zerkając na chłopaka.
-mhm...do mnie.-uśmiechnął się siadając obok Kazuo.
-Ech...Marc może być tak go przytulił? Twoi chłopak cierpi...zrobilbys chociaż tyle.-wywrocil oczymq. Nie wierzył ze jego przyjaciel jest taki mało domslny.
Yuji oparl się o niego i przytulił lekko.
-kocham cie, wiesz? Bardzo.-uśmiechnął sie lekko.
-siedź kochanie...ja przyniosę. Wątpię żeby japońskie leki były ok...wezmę jakies z apteczki Marca.-wstał I poszedł po leki. Wziął tez wodę i podał wszytsko Theo. Potem wrócił na kanapę i znów przytulił Tomo.
-um...tak po prostu...po prostu cie kocham. Za wszystko.-powiedział cicho.-a ty?
-trochę się różnią...tak jak na mnie nie działały te francuskie to myślałem że nasze mogą nie zadziałać na Theo.-wyjaśnił głaszcząc chłopaka po włosach.-Theo? Następnym razem mów mu wprost...on nie widzi.-zaśmiał się.
Chłopak odpowiedział mu słodkim uśmiechem. Kiedy dojechali wstał pierwszy i wyszedł trzymając Kazuo za rękę.
-ucz się przyjacielu...bo twój słodziak będzie bardzo nieszczęśliwy jeśli ni będziesz widział kiedy potrzebuje czułości.-powiedział zaraz całując Tomo w policzek.-prawda skarbie?
-um...-zaczął spokojnie iść do swojego mieszkania. Kiedy je otworzył wpuścił Kazuo przodem.-chcesz mleka do ciasteczek czy wolałbyś herbatę?
-mhm...i już widzimy kiedy potrzebujemy więcej czułości.-zauważył z uśmiechem Takano. -no i...to też nie tak że zawsze jak wracam z pracy...tylko jak jestem dłużej. Jak mam duże zlecenie to lubię się mooocno potulić.-ucałował Tomo w policzek.
Yuji szybko zrobił herbatę i przyniósł ją razem z ciasteczkami.
-um proszę.-uśmiechnął się lekko stawiając wszystko na stoliku.
Takano przytulił go mocniej do siebie.
-może obejrzymy jakiś film?-zaproponował zaraz.
-jasne że będę.-zaśmiał się.-przecież nie powiedziałem że nie.-wziął sobie jedno ciasteczko.
-mogą być nawet z japońskimi skarbie.-zapewnił go z uśmiechem.-Albo w ogóle obejrzymy jakiś angielski z oryginalnym głosem.-dodał a Marc wstał zeby wybrać film.
-um...-Yuji odpowiedział słodkim uśmiechem i wziął łyk herbaty,
Takano zaśmiał się cicho.
-czyli nic byś nie zrozumiał.-skomentował.-ale fakt...Tomo świetnie soboe radzi. Zaczął się uczyć jak leżałem w śpiączce. Był pewny że jak się obudzę to będę mówił tylko po francusku. Szkoda tylko że zaczął od najmniej przydatnego słownictwa.-zaśmiał sie.
-um...-chłopak zarumienił się okropnie i poczuł lekki dreszcz od szeptu Kazuo.-um...ja ciebie tez...-wyszeptał cicho.
-cóż...-Takano zamyślił się trochę.-wiesz nie sądzę żeby znaczeniowo czymś się różniły się od tych francuski. A Tomo i tak wiele nie mówi. Poza moim imieniem...poza tym że chce już...no i 'iku'.-wzruszył ramionami śmiejąc się jeszcze z reakcji przyjaciela.
Yuji zarumienił się jeszcze bardziej. Znów zadrżał tym razem od pocałunków.
-biedny Marc...zostaje zwyzywany.-zaśmiał się Takano.-cóż...raz mówisz żebym zwolnił...raz żebym przyspieszył...czasem nie wiem czego chcesz skarbie.-ucałował go w policzek.
Yuji musiał wysilić wszystkie swoje mięśnie żeby nie odskoczyć. Przeszedł go dreszcz którego wcześniej nie czół.
-um...n...nie mów takich rzeczy...-wymamrotał cicho.
-no oczywiście.-wywrócił oczyma śmiejąc się cicho.-ale już stop...Marc wrócił i mamy film.-uśmiechnął się.
Yuji czuł jak pieką go policzki i wiedział że teraz musi być cały czerwony.
-i...i...n-nie rób malinek...nie rób...-poprosił zakrywając szyję rękoma.
-jasne że możesz.-pogłaskał go po włosach i skupił się na filmie.
-t..to...nie rób więcej...-powiedział cicho. Czuł jak robi mu się coraz bardziej gorąco. Jego ciało drżało delikatnie pod palcami Kazuo.
Po filmie Takano przeciągnął się lekko.-ok...jest już późno więc...proponuję zjeść lekką kolację i iść spać.
-unnnnnnnn.-Yuji spiął się cały wydając z siebie cichy jęk przyjemności. Zaskoczony swoją reakcją zakrył usta dłonią.
-zrobię omlecik.-ucałował go w policzek i wstał idąc do kuchni. Sprawdził zawartość lodówki i zdecydował się na zwykle omleciki. Gotowe przyniósł do salonu.
-cieszę się że ci smakuje skarbie.-ucałował go w policzek.-Mam nadzieję że jutro już będziesz się lepiej czuł. Chciałbym z tobą pójść do Disneylandu.-powiedział również jedząc.
Yuji zarumienił się jeszcze bardziej widząc jak chłopak się uśmiecha
.-nie szczerz się tak jakby cię to bawiło...-wymamrotał cicho. Czuł że jego spodnie robią się coraz ciaśniejsze. Kątek oka zauważył wybrzuszenie w spodniach Kazuo i mimowolni oblizał usta.
-oj zobaczysz że jeszcze trochę i będzie dobrze. Na początku najlepiej jak przelamiesz się do spania pod jedną kołdrą. A potem dalej.
-wow...serio!? Aż tak? Mój biedny ukochany...nie daj się im.-zaparkował pod blokiem i go ucałował.
-jak nie jutro to pojutrze. Mam jednak nadzieję że jutro już będzie dobrze.-ucałował go a kiedy zjedli wziął go na ręce i zaniósł do łóżka.
Yuji mimowolnie trochę się zakrył. Zaraz jednak nieśmiało zdjął koszulkę z zKazuo
-Już lepiej się czujesz nie?-uśmiechnął się wesoło.
-unnnnnn...-jeknal tym razem głośniej.-Kazu...unnnnnn...
-dobrze...Juz tak nie boli i jak dzisiaj Marc zmieniał mi opatrunek to wydać ze się goi...-powiedział wesoło.
-unnnnnn.-znów jeknal I spojrzał na chłopaka.-mou...nie drocz się ze mną...przecież widzę ze ty tez juz....
-Marc...jest kochany. Czasem w pracy za bardzo się zbliża ale poza tym jest ok. Ciesze się ze dałem się poderwać.-zaśmiał się.-a ty I Takano?
-unnnnnn...-zajeczal I zakrył twarz dłońmi.-widząc ze jesteś podniecony...cieszę się...
-Marc...jest kochany. Czasem w pracy za bardzo się zbliża ale poza tym jest ok. Ciesze się ze dałem się poderwać.-zaśmiał się.-a ty I Takano?
-unnnnnn...-zajeczal I zakrył twarz dłońmi.-widać ze jesteś podniecony...cieszę się...
-mhmmm...to na prawdę super. Ze jesteście w stanie tak na spokojnie pójść na kompromisy. I że widzi kiedy chcesz się potulic. Marc nie...I wtedy jestem jeszcze bardzo smutny.
-um...wygodniej.-zgodził się Yuji. Objął go kiedy się całowali.-Kocham cie Kazu...-szepnął z lekkim uśmiechem.
-hmmm...może i masz rację. Zrobię tak.-zgodził się bo uznał to za dobry pomysł.
-um...-Yuji niepewnie skinął głową. Ufał Kazuo jednak trochę się bał.-ja ciebie też kocham...-wyszeptał jeszcze cały czas wodząc za ruchami chłopaka. Skinął głową jeszcze raz.
-wychować?-Theo przechylił głowę na bok i spojrzał na niego pytająco.
Yuji zatrząsł się delikatnie i zakrył usta dłonią żeby nie krzyknąć. Zamknął oczy i wziął kilka głębokich wdechów.
-n...nie chcę...przestawać...-wyszeptał.-t...to...to przecież jeszcze nic...prawda?
-aaaaaaa....ok.-zaśmiał sie chłopak.-Marc jest kochany...ale czasem trochę głupi i nie widzi. A mi tak głupio mówić jak jest. Wolałbym żeby sam zauważył.
-unnnn....-zajeczał chłopak po chwili tym razem z przyjemności. Ból powoli mijał i zastępowała go przyjemność.
-mhm...z czasem...-powiedział bardziej do siebie.-Długo mu zajęło nauczenie się?
Yuji w tym czasie doszedł rumieniąc się przy tym okropnie. Był zawstydzony tym że nie wytrzymał dłużej. Był wdzięczny Kazuo że robi wszystko tak powoli i delikatnie. Uśmiechnął się lekko kiedy Kazuo miał zamiar w niego wejść. Jednak pomimo starań chłopaka Yuji i tak poczuł ból. Zadrżał na całym ciele. Zamknął oczy i zakrył twarz dłońmi kiedy popłynęły mu łzy. Nie chciał żeby Kazuo je zauważył i przestał.
-P...poczekaj...-powiedział cicho starając się rozluźnić i oddychać głęboko.-P...po prostu...jesteś taki duży...że palce to nic...-dodał cały czerwony na twarzy. Cały czas starał się oddychać głęboko.
-mhm...to dobrze.-wyszczerzył się.-To Marc też powinien się niedługo nauczyć.
-głupi...nie...nie przepraszaj...-powiedział oddychając głęboko. Wiedział jak Kazuo się starał. Wiedział że na pewno wszystko zrobił dobrze. Ból powoli przechodził a on czuł narastające gorąco. Jednak skinął głową dopiero kiedy był pewny że jest gotowy.
-ał,ał,ał...-rozmasował bok.-ja ciebie też kocham...
-na pewno...-Yuji skinął głową jeszcze raz. Po kilku ruchach zaczął odczuwać przyjemność.-unnnn...ach...ach...K...Kazu...-jęczał raz ciszej raz głośniej. Nie potrafił jeszcze hamować głosu i czuł jak pieką go policzki. Dłuższą chwilę zaciskał dłonie na pościeli by objął chłopaka ramionami. Kiedy ten przyspieszył nieumyślnie podrapał mu plecy.
-cóż...kłóciłem się trochę z Marciem...ale w końcu dał się namówić na cruasanty z czekoladą.-zaśmiał się stawiając je na stole.
Yuji jęknął wtedy głośniej i doszedł wypowiadając imię swojego partnera. Był tak zawstydzony że nie zważając na ból wszedł pod kołdrę i cały się okrył.
-Kazu...? Było ci dobrze? Podobało ci się?-spytał cicho.-bo mi tak...-powiedział jeszcze ciszej.
-jest w kuchni w lodówce.-zaśmiał się.-i chyba Marc go właśnie niesie.-dodał równie wesoło.
-mou...baka...przecież nic nie zrobiłem...-wymamrotał zakrywając się bardziej kołdrą.
-mhmmmm...bardzo często mnie o tym zapewniasz co mnie niezmiernie cieszy.-ucałował go i również usiadł do śniadania.
-mou...baka...-wymamrotał zamykając oczy. Obudził się w nocy za potrzebą. Wgramolił się spod kołdry jednak kiedy próbował stanąć opadł ciężko na kolana czując ból i łzy na policzkach.
-oj...wcale nie,-zaśmiał się cicho.-smacznego. A skoro lepiej się czujesz to potem idziemy do Disnaylandu.
-mou...-wymamrotał starając się jakoś zakryć. Łzy wciąż spływały my po policzkach.-boli...nie mogłem ustać na nogach...
-widać skarbie. Cieszę się że już po twoim słabszym dniu i możemy się bawić dalej.-uśmiechnął się.
-um...to na pewno nie dlatego.-pokręcił głową z lekkim uśmiechem.-ale zanieś mnie już do łazienki...proszę...
-w ogóle nie jestem. Mówiłem ci przecież że nie będę zły.-wywrócił oczyma.-a teraz po prostu wracamy do zabawy.
-po prostu już mnie zanieś...nie czuję się komfortowo...-wymamrotał zawstydzony. A kiedy w końcu znalazł się w łazience wygonił Kazuo. Zawołał go dopiero kiedy załatwił swoją potrzebę i ubrał bokserki.
-mnm. Dzisiaj spędzimy miło dzień. I zrobimy pełno zdjęć dla Yuyi.-uśmiechnął się wesoło.
-um...przepraszam. Jestem beznadziejny. Nawet na nogach sam nie mogę ustać...-szepnął wtulając się w niego mocno.-Zupełnie nie rozumiem czemu...bo przecież potem już nie bolało...
-wiec go kiedyś zabierzemy.-wzruszył ramionami.-ok idź.-dodał z uśmiechem i zaczął pić swój sok.
-mou...-cały czerwony na twarzy wyrwał mu gąbkę z rąk.-poradzę juz sobie więc wyjdź. Wyjdź...zawstydzasz mnie...wyjdź proszę...zawstydza mnie to żeooglądasz mnie teraz nagiego...wiec proszę...wyjdź..
Takano trzepnal przyjaciela przez głowę.
-głupi.-mruknął wywracajac oczyma.-Theo powinieneś go jakoś ukarać. Masz moje pozwolenie. -powiedział z uśmiechem. Objął Tomo ramieniem.-zabrałeś wszystko? Leki?
-kocham cie!-krzyknął jeszcze za nim. Umyl się szybko jednak po nieudanej próbie podniesienia się zrezygnował.-Kazu!@zawołał swojego chłopska całkiem czerwony na twarzy.
-jasne ze tak. Jutro mam samolot przecież wiesz.-zaśmiał się.-dlatego od teraz spędzę z tobą tyle czasu ile mogę. I twin facet nie ma nic do powiedzenia.-zaśmiał się obejmując brata.
-ale jak najmniej i w wygodnych butach.-powiedział wstając I wzdychajac.
-to dobrze. Idź juz ubrać buty.-powedzial.-Theo...pójdziesz z nim? Pożegnajcie się i w ogóle.-uśmiechnął sie a potem poszedł do Marca.-co tobie? Swojego faceta powinieneś komplementowac. Zabierz go gdzieś dzisiaj i pożądanie przeproś, jasne? Głupek z ciebie.
-um tak...-skinął głową I się wytarl. Wsunal na siebie dres i położył się na podłodze. Zawołał jeszcze Kazuo.
-Ale Theo odebrał to inaczej. Więc trzymaj się głupku. Masz go dobrze traktować bo jak nie to wiem gdzie mieszkasz.-zaśmiał się.
-Jasne.-wyszczerzył się i również go objął.-ty też...
-um dziękuje...-powiedział trochę zaskoczony widokiem czystego łóżka.-Kazu!-zatrzymał go w drzwiach.-um...twoje plecy...-odezwał się dopiero zauważając że są podrapane.
-ok więc wsiadamy w samochód i lecimy do Disneylandu.-powiedział idąc prosto przez park w stronę ich hotelu pod którym zaparkowany był ich samochód.-Od razu zaniesiemy rzeczy.
-ale...zrobiłem ci krzywdę...-powiedział cicho patrząc na plecy Kazuo które były ukryte pod koszulkę.-um...dziękuję za śniadanie...było pyszne.-powiedział nie zdając sobie nawet sprawy z tego jak bardzo był głodny.
-to ja tobie dziękuję.-pocałował go namiętnie. Pogłaskał go po włosach kiedy już się od siebie odsunęli.-ok, mozemy już iść
-um...no skoro tak mówisz...-powiedział przytulając się do niego lekko.-dziękuję za wczoraj. Było na prawde fajnie. Następną randkę ja przygotuję.-powiedział uśmiechając się słodko. Spiął się nieco kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.
-jasne jasne.-zaśmiał sie i kiedy wsiedli już do samochodu powoli ruszył. Pół godziny później stali już w kolejce po bilety.
-Mou baka!-wykrzyknął Yuji i całkiem czerwony na twarzy schował się pod kołdrę zanim jego brat stanął w drzwiach i wesoło pomachał do Kazuo.
-oj daj spokój.-zaśmiał się.-W japonii też mamy takie.-wzruszył ramionami a kiedy w końcu kupili bilety podał mu mapę.-na co najpierw?
-strachajka, nie dał się dotknąć?-spytał ze śmiechem.-a może się wstydzi bo było tak kiepsko?-zaproponował cały czas się śmiejąc. Było oczywiste że żartuje.
-oj daj spokój.-zaśmiał się.-W japonii też mamy takie.-wzruszył ramionami a kiedy w końcu kupili bilety podał mu mapę.-na co najpierw?
-strachajka, nie dał się dotknąć?-spytał ze śmiechem.-a może się wstydzi bo było tak kiepsko?-zaproponował cały czas się śmiejąc. Było oczywiste że żartuje.
-wiec kolejka.-powiedział wesoło idąc za nim. Cały czas trzymał go za rękę zeby się nie zgubili. Kiedy stanęli w kolejce objął go ramieniem.-potem ja wybiorę.-zgodził się.
-mou...to nie tak.-wymamrotal cicho Yuji.-podobało mi się,ok? Bardzo...tylko...-Shuji ukucnal przed nim.
-tylko wstydzisz się przed własnym bratem ze robiłeś takie rzeczy? Daj spokój Yuji.-wywrocil oczyma a Yuji skinął głową.-boli?-spytał jeszcze a Yuji znów mu odpowiedział skinieniem głowy.-minie.-zapewnił go I wstał.
-Ok skarbie.-powiedział a kiedy siedzieli w kolejce trzymał go za rękę.-będzie fajnie.-dodał całując go w policzek.
-juz?-spytał trochę zaskoczony.
-ja go nie będę nosił.-Shuji pokazał im język i wyszedł z pokoju.
-mhm...-ucałował go I wtedy kolejna ruszyła. Najpierw powoli by potem przyspieszyć i wykonywać różne kombinacje.
-um...no dobrze...-powiedział trochę smutny. Um bo...Shuji mI nie pomoże raczej...
-prawda? Było genialnie.-powiedział wesoło. I wyszedł z wagonika.-a teraz gabinet luster. Zaczął spokojnie iść w stronę atrakcji.
-um...no dobra.-przytulił go mocno.-dziękuję za randkę.
-ja ciebie tez kochaniem. Ciesze się ze spędzamy tak razem czas.-powiedział wyjmując telefon żeby zrobić im zdjęcie. Wciągnął rękę przed siebie.-uśmiech kochaniem w gabinecie luster zrobimy więcej zdjęć.
-um...czekaj.-złapał go za rękę.-kocham cie...-szepnął I dopiero wtedy go puścił.
[A za niedługo będzie obiecany dym i dramat XD muahahahahhaha]
Takano wesoło poszedł za nim. Śmiał się I robił zdjęcia kiedy lustra różnie ich wykrzywialy.w pewnym momencie wybuchnąl głośnym śmiechem.
-wyglądasz tu jakbyś miał cycki.-wykrztusil nie magac przestać się śmiać.
Następnego dnia Yuji juz normalnie chodzil a w poniedziałek, jak co tydzień uczestniczył w treningu. Do domu wracał kiedy było już ciemno. Pomachal bratu który akurat stal na balkonie. Właśnie przechodził przez pasy kiedy z jego prawej strony najechał pędzący samochód. Nie zdążył od skoczyć. Poczuł ogromny ból a ostatnie co pamiętał to krzyk brata. A może po prostu mu się wydawało. Przecież był tak daleko.
*
Samochód odjechał. Shuji zbiegł po schodach dzwoniąc na pogotowie. Klnal pod nosem. Nie widział tablic rejestracyjnych ale domyślal się kto jest sprawca. Kartka przyjechała szybko wiec niecałe pół godziny później Yuji był na stole operacyjnym a Shuji nerwowo chodził przed drzwiami sali z telefonem przy uchu. Dzwonił do Kazuo.
-hej słuchaj...Yuji on...miał wypadek. Potrącił go samochód...przyjedz...-powiedział nawet nie zdając sobie sprawy ze od pol godziny placze.
Takano nie mógł przestać się śmiać. Zrobił mu kilka zdjęć po czym mocno go przytulił.-idziemy dalej...brzuch mnie boli od tego śmiechu...
-Oczywiście że przeżyje! Nie może umrzeć...nie może...-zatrząsł się lekko.-kto...-przygryzł dolną wargę.-i co zrobisz jak się dowiesz kto?
-głupi...-zaśmiał się zabierając jego ręce i mocno go przytulając.-nie stoi...więc tak nie rób żeby nie stanął.-wywrócił oczyma..-zachowuj się przy dzieciach.-dodał i go puścił.-idziemy dalej.
-ech...to ten sam yakuza który zabił naszego ojca...jestem tego pewien.-powiedział patrząc na niego a potem odwracając wzrok w stronę sali operacyjnej.
-nie ważne jak wyglądasz i tak cie kocham.-powiedział Takano całując go w policzek kiedy wyszli z gabinetu luster.-a następne co miało byc?
-niewiele...Ale coś mam. Dam ci to co mam.-powiedział nerwowo chodząc po korytarzu. Kiedy drzwi w koncu się otworzyły podbiegł do lekarza.-co z nim? Przeżyje?-spytał szybko.
-spokojnie. Pański brat przeżyje...miał jednak bardzo poważne obrażenia więc przez jakiś czas utrzymamy go w stanie śpiączki i...-urwał na moment.
-proszę powiedzieć.-uparł się chłopak.
-dopóki się nie obudzi nie możemy być pewni co do jego czucia w nogach...i pamięci. Nawet jeśli je stracił mogą być tylko chwilowe i szybko je odzyska. Ale w tym momencie niczego nie możemy być pewni.
-ja jestem. Najszczęśliwszym facetem na ziemi.-powiedział obejmując go a zaraz idąc z nim do tunelu miłości.
-cóż...to zależy. A Pan to kto?-spytał lekarz unosząc brwi.
-przyganiał kocioł garnkowi skarbie.-zaśmiał się siadając obok niego i obejmując go ramieniem kiedy ruszyli.
-Przyjaciel, tak? Cóż...rodzina na pewno może ale...
-proszę mu pozwolić. To jego bardzo bliski przyjaciel. Wiele dla niego znaczy.-odezwał się zaraz Shuji.
-zgoda. Na moją odpowiedzialność. Ale nie za długo.-powiedział lekarz i zaczął iść w stronę sali gdzie miał leżeć Yuji.
-mój kochany głuptasek.-zaśmiał się tuląc go do siebie. Kiedy wjechali do tuneli oświetlonego jedynie przez czerwone lampki i świeczki, ucałował go delikatnie.
-co zrobisz jeśli o tobie zapomni? Albo co gorsza o wszystkim więc i o mnie też?-spytał Shuji siadając na drugim krześle. Popatrzył na brata i zagryzł dolną wargę.-musisz dojść do siebie. Jak najszybciej. Przecież ja bez ciebie sobie nie poradzę braciszku...
Odsunął się od niego po dłuższej chwili i uśmiechnął się lekko.
-a potem zajdziemy do jaskini smoka, kręcących się filiżanek szalonego kapelusznika i na młyńskie koło.-powiedział z uśmiechem.
-a co jeśli on nie będzie chciał?-spytał bo taka opcja też była.-Myślisz że nie próbowałem? Umrę z głodu zanim on wyzdrowieje...
-no smok.-pokazał mu język i wyszedł z łódki.
-nie ściskaj go tak mocno bo go bardziej połamiesz.-mruknął.-starałem się już dość długo wiesz? Poproszę Kentę żeby mi coś podrzucał do szkoły.
-tyle ile trzeba.-zaśmiał się trzymając go za rękę.-Mamy cały dzień więc zobaczymy ile się da.-powiedział kierując się mapą żeby się nie zgubić.-a potem pójdziemy ja pyszny obiadek.
-dzięki...i na pewno przyniosę.-powiedział cały czas patrząc na brata.-nie chcę go stracić...został mi tylko on.-powiedział w sumie nie wiedząc po co to mówi.
-hmmm niespodzianka.-zaśmiał się i w końcu dotarli do atrakcji. Było to coś na wzór labiryntu strachów.
-wiem.-odpowiedział i wstał.-Lepiej będzie jeśli damy mu odpocząć...
-obronię cię.-szepnął mu na uszko i mocniej go objął.-mój kochany...nie bój się tak. Jestem cały czas przy tobie.-zapewnił go jeszcze.
-jutro go odwiedzimy.-obiecał mu.-ale...jesteś pewny? Przecież jest już późno i tak bez zapowiedzi...przepraszam.-westchnął.
Prześlij komentarz