- Ale ja jestem szczęśliwy - zapewnił go cicho. - Mam swojego mężczyznę i mam swoje dziecko. Mam gitarę i piekarnię. Mam motor... więcej nie potrzebuję - szepnął zamykając oczy i powoli odpływając do krainy snu.
- Mogę dziś być egoistą? - upewnił się, pamiętając jego słowa z wczoraj. Usiadł mu na kolanach i schował się w jego klatce piersiowej. - To nie chcę cię dziś nikomu dać. Nikomu.
- Tylko troszkę, jak będziesz chciał mi dać za dużo - uśmiechnął się zadziornie. - A dostanę moją ulubioną czekoladę? Czy nie dzisiaj bo brzuszek jest nie dobry?
- Dobrze - uśmiechnął się lekko. - Ale pograsz mi dzisiaj trochę na pianinie? I pośpiewasz? Tylko trochę - poprosił obejmując go mocno za szyję i wtulając głowę w jego ramię.
- Zjem - obiecał mu zaraz z wielkim uśmiechem. - Będziesz ze mnie dumny! Tak dużo zjem - dodał zaraz klepiąc się w pierś. - Ne... ale chyba trzeba z pieskami wyjść... od paru dni nikt tego nie robi i chodzą tylko na podwórze.
- Lubię jak mnie tak przytulasz. Czuję się wtedy kochany - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Uhm znaczy... ja wiem że mnie kochasz cały czas - dodał zaraz szybko. - Ale jak tak tulisz to mi tak lżej na serduszku.
- Smacznego - Tomo zabrał sie za jedzenie. Jadł powoli nie chcąc przemęczać żołądka. Dopiero pod koniec jedzenia odłozył miseczkę. - Przepraszam, jednak nie mogę - zrobił przepraszającą minę.
- I ja nie piję - przypomniał mu wzdychając lekko. - Proszę nie upij się aż tak mocno - poprosił go zaraz. - Nie chcę byś mnie znów gdzieś zamknął twierdząc że jestem tylko twój - zmarszczył lekko brwi.
- Wiem, ale jak jesteś trzeźwy to się nie boję bo wiem że otworzysz, jeśli wpadnę w panikę... a jak jesteś pijany to bardzo się boję - wyjaśnił różnicę, siadając mu znów na kolanach.
Tomo uśmiechnął się na to nieco, mając nadzieję że nie skonczy się to tym co zwykle. Wtulił się w niego mocno. - Uhm Jolie śpi ze mną jak mi jest bardzo zimno. Sama przychodzi do łóżka - wyjaśnił cicho. - nie zlość się na nią.
- Ale ja nie chcę tracić ani sekundki z tego, że jesteś - wyjaśnił cicho Tomo. W końcu to był wyjątkowy dzień. Takano wrócił wcześniej. Stęsknił się już za nim przez te parę dni. Wszystko przez tę jego chorobę. Robił się miękki.
- Będę grzeczny - obiecał mu solennie chłopak, wtulając się jeszcze chwilę w niego po czym wstając z kanapy. - Keyboard jest w studiu nagrań... tylko zapiszesz plik zanim go rozłączysz? Trochę komponowałem - przyznał się bez bicia. - I nie pamiętam czy go zapisałem...
- No wiem, ale goni mnie deadline... Alex mnie trochę popędza, no i miałem melodię w głowie, zajęło mi to tylko godzinkę, naprawdę - przysiągł mu to, chowajac się kompletnie pod kołderką. - 'Demons' od Imagine Dragons poproszę.
- Odpoczywam, jestem grzeczny i odpoczywam. Jak komponuje to odpoczywam - szepnął zamykając oczy i wsłuchując się w jego głos z delikatnym uśmiechem. - Ne... Taka-chan... kupisz mi nowe struny do akustyka? - zapytał gdy ten skończył grać. - Jedna mi pękła...
- Kończę... słowa już mam, a melodia prawie skończona - wyciągnął z szafki zeszyt z nutami i słowami. - Uhm ale jak ci coś nie pasuje to powiedz, jeszcze wszystko mogę zmienić. Poza tym chciałbym żebyś też coś włożył w piosenkę, może zmienił słowa... albo skończył ją - zaproponował.
- ALe tak troszkę tylko - poprosił go chłopak. - Uhm Alex powiedział, że będę musiał pojawić się w Tokyo. Tak za miesiąc... na dwa tygodnie. Dasz radę tu beze mnie? Zamknę piekarnię na ten czas, albo poproszę pana Johna, żeby się tym zajął.
- Niemożliwe... no bo Yuya nie może zostać znowu bez opieki na tak długo. Przepraszam... powinienem odrzucić tę ofertę - zagryzł lekko wargi. Takano miał absolutną rację. - Odrzucę ją.
- No tak, ale mi głupio że jestem taki samolubny - wymamrotał unosząc sie na łokciach do półsiadu i przyjmując miseczkę z gorącą kaszką. Chwilę się nią bawił wyraźnie przygnębiony. - Ja tak nie umiem...
- Nom po części tak - zgodził się, uśmiechając się słabo i smakując kaszki. On po prostu trochę się zagubił w tym wszystkim. - Wystąpię parę razy w telewizji, podpisze kontrakt na płytę - odchrząknął nieco, znów trochę jedząc. - Ale... nie chcę was na długo zostawiać.
[poważnie? uo... to gratuluję! tj nie wątpiłem w twoje umiejętności, ale ty taka niepewna siebie, krucha istotka :D zdobyłaś trochę pewności siebie w Londynie?]
Tomo obudził się dopiero po 3 godzinach z lekką temperaturą. Na dworze panował już zmrok, a chłopak nigdzie nie mógł znaleźć Takano. Wstał więc z łóżka i wyszedł na podwórze, gdzie zaraz się w niego wtulił. - Głupi Taka-chan - wymamrotał ocierając łzy i zaciskając ręce na jego brzuchu nieco mocniej. - Myślałem, że mnie zostawiłeś, a ty fajczysz beze mnie...
[fiu fiu! that's awesome! :D oby tak dalej :D ja tam trzymam kciuki, matura pójdzie jak z płatka :D]
- No bo ciebie nie było i się przestraszyłem, że mnie zostawiłeś - wcisnął się mocniej w jego pierś, wdychając jego zapach i nikotynę, której mu brakowało.
[wcale nie, jest dość łatwy, trzeba się tylko przestawić...]
- Nigdzie się bez ciebie nie ruszam - burknął Tomo. - Why is your dad so rude, don't he knows human suit, I'm gonna merry him anyway... - zanucił cicho
[hahaha xD to nie mieliście takiej mapki z napisem 'Tube'? wszędzie tam to można dostać xDDD biedaki...]
Chłopak przespał kolejne parę godzin, zanim wreszcie otworzył oczy przecierając je zaraz i ziewając. - Przepraszam - szepnął do Takano. - Jestem beznadziejny, ciągle tylko śpię...
Tomo posłusznie wziął leki i sączył powoli herbatkę czekając na swoje kochanie, a kiedy ten wrócił uśmiechnął się do niego szeroko. - Pachniesz cudownie - szepnął.
- W kuchni! - odkrzyknął mu chłopak kończąc robienie typowego japońskiego śniadanka dla Takano. - Jak się pospieszysz to zjesz jeszcze ciepłe - dodał zaraz, biorąc swoją kaszkę.
- Chcialem ci trochę wynagrodzić moje marudzenie... - wyjaśnił cicho. - Uhm a mogę trochę ponagrywać? Termin mnie goni... a mam 4 piosenki do skończenia - wyjaśnił, zagryzając lekko wargę.
- Dobrze - zgodził się Tomo biorąc od razu swoje leki. - A przyjdziesz w południe mnie odwiedzić? - zapytał go. - I wyjdziesz z pieskami? Uhm wyszedłbym ale nie mogę.
- Oj bo ty nie rozumiesz... babcia to kobieta, potrafi mu przygadać - zachichotał, po czym się rozkaszlał. - No i może mu powiedzieć, że będzie się dziewczynom podobał bo ona wie co mówi, sama jest dziewczyną.
- No niestety - zachichotał, okrywając się kocykiem mocniej i dopijając swoją herbatę. - Zrobisz mi jeszcze jedną herbatkę kochanie? - zapytał połykając leki.
Tomo skorzystał z tego z przyjemnością, idąc do salonu i kładąc się na kanapie. Wcześniej jednak przyniósł sobie kołdrę, żeby Takano nie marudził że się zaniedbuje.
Tomo jednak obudził się dopiero na dźwięk otwieranych drzwi i powrotu Takano z pieskami. Usiadł na łóżku ziewając. - Przepraszam - potarł zmęczone oczy. - Jak się skończył film? - zapytał go, bo mówiąc szczerze film go zainteresował i chciał znać końcówkę.
Tomo roześmiał się serdecznie, automatycznie przesiadając się na kolana mężczyzny i się w niego wtulając. - Nie wiem czemu tak ciągle śpię - wymamrotał.
[tak jest proszę pani :D ja się wyżywam non stop :P]
- Tak jest, prosze pana - wtulił się w niego delikatnie, po czym chwilę później wstał. - Jedź po Yuye - poradził mu. - Spedź trochę czasu z mamą... bo się upomina że wcale jej nie odwiedzasz.
[no już nie przesadzaj, ma szczęśliwe momenty, acz ostatnio chciałem go wrzucić do szpitala i podręczyć Takano xDDD ale oszczędziłem go, byłem grzeczny!]
- Hai, hai - zasalutował mu, od razu zakładając na siebie ciepłą bluzę i skarpety. - Struny - przypomniał mu tylko, przynosząc opakowanie po starych.
[oh ale to tylko zachorowało mu się, miało być gorzej, nawrót choroby i to taki porządny xD]
- Witaj - kobieta zaprosiła go gestem do siebie, a Yuya wtulił się w niego mocno. - Kawy? Herbaty? Czego wypijesz? - Tatuś! - Yuya wspiął się na palce bo chciał mu coś powiedzieć konspiracyjnym szeptem.
- Dobrze - Yuya przybił sobie piątkę z Takano i pobiegł do sypialni. - Z Tomo już trochę lepiej? Je coś? Ech jego trzeba pilnować z tym jedzeniem - kobieta usiadła obok Takano.
- Dobrze, przyjadę do was za dwa dni, to go przebadam i ciebie też - zastrzegła sobie. - Muszę być pewna, że nic wam nie jest - pogroziła mu palcem przed oczyma, a Yuya wyszedł z sypialni z dziadkiem. - Ty mały... - mężczyzna złapał wnuka za ramiona i poczochrał go po włosach. - Okłamałeś mnie!
- Oj no bo ja wiem, jak ty nie lubisz moich wizyt - burknął mężczyzna biorąc wnuka na ręce i siadając z nim przy stole. - A chciałem was odwiedzić - dodał jeszcze. - Wpaść na godzinkę, dwie.
- Ale przecież nikt was nie wygania - jęknęła kobieta. - No właśnie... poza tym ja zostaję tutaj dobry miesiąc - dodał zaraz jego ojciec. - Nie będę ci przeszkadzał - rzucił zaraz.
- Tatusiu? - Yuya złapał Takano za rękaw kiedy już wyszli z mieszkania babci. - A możemy tylko na 5 minut pójść do mamusi na grób? Bo mama ma urodzinki dzisiaj - wyjaśnił cichutko. - Proszę... tylko na chwilkę.
Maluch pozwolił Takano zapalić lampki, położył wszystko na grób mamy i pomodlił się chwilkę. - Już tatusiu, możemy wracać - przytulił się do mężczyzny.
Chłopiec wyskoczył z samochodu i pędem pobiegł do domku, ściągając buty na progu i wbiegając do salonu by wpaść w ramiona Tomo. - Wujku tęskniłem! Jak się czujesz? Zaraz będzie ci lepiej - wyszukał w swoim plecaku laurkę i małego słonika - maskotkę. - Proszę to dla ciebie. - Dziękuję skarbie - Tomo uśmiechnął się szeroko czochrając go po włosach. - Już teraz mi lepiej. Też coś dla was mam - dodał wstając z kanapy i przynosząc dla nich deser. Mus czekoladowy z odrobiną śmietany bitej i pokruszonej czekolady. - Dzwoniłem do mamy i powiedziała, że też trochę mogę samego musu zjeść - dodał, pokazując Takano pół pucharka samego musu, który przygotował dla siebie.
- Hm... czyżby się tam coś więcej kroiło? - zachichotał nieco, okrywając się mocniej kocykiem i stawiając swoją nową maskotkę obok siebie. - Dziękuję Yuyuś - poczochrał malucha po włoskach.
- To chyba najlepszy dla niego czas na przejście na emeryturę... tylko komu zapisze swoje przedsiębiorstwo? - uniósł lekko brew spoglądając na Takano. - Co zrobisz, jeśli to będziesz ty?
- Mhm ale to przecież możesz z nia porozmawiać, co nie? - uśmiechnął śę do niego delikatnie. - Najpierw koledzy, potem przyjaciele - przytulił go lekko.
- Pewnie, że możesz - zgodził się zaraz Tomo. Nie widział z tym najmniejszego problemu. Skończył swój mus i wstał z kanapy zabierając swoje prezenty. - Um pójdę się trochę położyć, dobrze?
- Dziękuję - Tomo usiadł na kanapie, okrywając się kocem i zaczął jeść powoli i uważnie swóą porcyjkę. - Pyszne! - No pewnie! Tata to najlepszy kucharz pod słońcem.... zaraz po wujku oczywiście...
- Wcale nie jestem taki idealny, no już nie przesadzajcie - poprosił ich Tomo, kończąc swoje jedzenie jako ostatni. - Leki teraz - zdecydował wstajac z miejsca.
- A ja mogę soczek? - zapytał zaraz Yuya, pomagając ze zmywaniem. Tomo wziął swoje leki i popił je wodą, siadając zaraz na krześle. - Pewnie że możesz. W lodówce jest, weź sobie - rzucił wesoło do chłopca.
- Ale nie mam już temperatury, czy coś... tylko jestem strasznie zmęczony - wymamrotał niezadowolony z samego siebie i zły na cały ten przeklęty swiat.
- Tatusiu? - Yuya przyszedł do niego chwilkę później z książeczką. - Poczytamy trochę? Jeden rozdział tylko - poprosił, bo książka była jeszcze dla niego za trudna, a on uwielbiał słuchać.
Chłopiec sledził literki z zapałem, słuchając uważnie głosu Takano. Kiedy rozdział się sóńczył opowiedział mu o swoich wrażeniach związanych z książką po czym zapytał, czy może obejrzeć bajkę i wyjść z pieskami się pobawić na dworze.
Tomo leżał już w łóżeczku, czytając trochę książkę. Kiedy tylko zobaczył Takano, wyci ągnął do niego ręce i przytulił sę mocno. - przyszedłeś już pospac ze mną?
- Ale ja się będę tobą dzielił tylko z Yuyą i psiakami. Nikomu więcej cię nie oddam - wtulił się w niego mocno. - Ewentualnie twoim chrześniakom od czasu do czasu - dodał jeszcze.
- Tak tatuś, ale ja ją bardzo lubię - uśmiechnął się do niego chłopiec. - Bo ładnie śpiewają - dodał nieco się rumieniąc. - I Ariel jest ładna! Tomo tymczasem wyszedł już z łazienki z mokrą głową i przysiadł obok nich. - Pooglądam z wami - zdecydował. - Skoro jest taka ładna to może się zakocham.
tomo ułozył się tylko wygodniej na kolanach Takano, kładąc tam podusę i główkę. Okrył sie mocniej kołdrą i ze spokojem zaczął śledzic bajkę, razem z Yuyą podśpiewując to lepsze kawałki.
- Nie, to miłość nie odwzajemniona... ona woli Erica - uśmiechnął się do niego lekko, dalej śledząc losy Ariel. - Tatuś a obejrzymy jutro drugą częśc? - zapytał zaraz Yuya
- No skoro tak, to nie skracam - uniósł się na łokciach, całując go delikatnie i opadając znów na niego. - Hm... właśnie tego się boję... mój tyłek będzie bolał!
- Nie obiecuj więc - szepnął, obejmując go ramionami. - Lepiej nie - musnął palcem jego wargi, siadając wreszcie. - Lecisz się umyć? - zapytał wstając i idąc do sypialni. - Przez ciebie się na ciebie napaliłem...
Tomo obudził się rano z ogromnym bólem głowy. Powód tego bólu zlokalizował tuż obok siebie. Takano wyjątkowo rzucał się na łóżku, grzmocąc go rękoma gdzie popadnie. Teraz nadal to robił więc chłopak usiadł na nim okrakiem i przytulił go mocno, chcąc go jakoś uspokoić. - Jesteś bezpieczny - szepnął mu do ucha. - Nikt ci krzywdy nie zrobi - pogłaskał go po policzku, ale Takano obrócił się z nim miejscami, więżąc go nad sobą. Przytrzymał mocno jego ręce nad głową. Tomo uniósł lekko brew. - Obudź się bydlaku - fuknął na niego.
- Wiem, że miałeś - chłopak rozmasował swoje nadgarstki, by zaraz przytulić go mocno do siebie od tyłu. Objął go ramionami, całując delikatnie w policzek. - Już dobrze - zapewnił go cicho.
- Nie zrobiłeś, trochę boli mnie głowa i nadgarstki, ale to nic. Nawet nie są poprzecierane - pokazał mu nieco zaczerwienione ręce, przytulając go zaraz mocniej do siebie. - Jesteś bezpieczny Taka-chan. Kocham cię - ucałował go znów w policzek.
- Nie przepraszaj, nic mi nie jest - Tomo przytulił go jeszcze mocniej do siebie, głaszcząc go po ramieniu. - Nic się nie stało - zapewnił go znowu. - Już dobrze, wezmę lek na migrenę i mi przejdzie - poczochrał go odruchowo po włosach.
- Nie byłeś świadomy tego co robisz - chłopak zaczął delikatnie głaskać go po plecach. - Jakbyś uderzył mnie z premedytacją to inaczej byśmy rozmawiali - dodał po chwili. - To jest... może nie inaczej, pewnie Jun by się prędzej czy później o tym dowiedział i by cię przetrzepał, bo ja chyba nie potrafiłbym już od ciebie odejść nawet jakbyś mnie źle traktował - przyznał zagryzając lekko wargi. Tak bardzo go kochał i nie chciał tracić, że był w stanie wiele mu wybaczyć. - Ale już dobrze. To tylko sen. Nie wróci - zapewnił go.
- Nie uderzysz - zapewnił go z delikatnym uśmiechem Tomo. - Ja to wiem - dodał, masując się po serduszku. - Ale jeśli... to uhm pewnie powiedziałbym o tym Junowi. To mój brat w końcu, więc... pewnie by ci to wyperswadował - uśmiechnął się szerzej.
- Ale ja cię też uderzyłem - przypomniał mu cicho, głaszcząc jego zaczerwieniony policzek. Nic na to nie mógł poradzić. Miał wrażenie, że Takano zmiażdży mu nadgarstek. - Lewy nadgarstek - pokazał mu go. Był trochę napuchnięty. - Ale nie jest złamany, nie tak boli - zapewnił go spokojnie.
- Zrobię sobie na niego chłodny okład i obwiążę bandażem i będzie po krzyku - zapewnił go z uśmiechem. - A na zadość uczynienie poproszę gorącą czekoladę ze wszystkimi bajerami. Taką wypasioną - ucałował go mocno w usta.
- Najlepszą pod słońcem - Tomo ucałował go jeszcze mocno i z uśmiechem wszedł do łóżka, tym razem od razu mocno przytulając się do mężczyzny. - Pośpiewam ci trochę - stwierdził masując go po klatce piersiowej. - Co byś chciał?
- Dziękuję - podziękował mu za ryż i posmakował go zaraz. - Uhm przysnąłem nad ranem - uśmiechnął się do niego lekko. - Wujku! Co ci się stało w rączkę? - zapytał mały Yuya przerażony. - Nic takiego kochanie, spadłem z łóżka - skłamał spokojnie, czochrając małego po włosach. - Zwichmałęm ją sobie.
- Nie, nie. Już prawie nie boli - uśmiechnął się lekko, nie kłamiąc mu. Owszem odrobinę dokuczała ale wydawało mu się, że już jest lepiej. - Wujek ty to jednak jesteś fajtłapa...
- Kochanie... dam sobię radę - wymamrotał Tomo chwytając pewniej pałeczki w prawą rękę. - To że jestem leworęczny nie oznacza, że prawa jest nieco upośledzona. Wyćwiczyłem i ją - puścił do niego oczko.
- Ugotuję naleśniki - uparł się. - Przecież prawie nic mi nie jest kochanie. Nic się nie stało, tylko nie chwytaj jej za mocno - poprosił zaraz biorąc kubek do rąk ze szczęściem wypisanym na twarzy.
- No dobrze, ale chociaż dwie godzinki pojeździjcie. Tak rzadko chodzisz z nim na rower - mruknął Tomo. On sam robił to częściej, by dać Takano chwilę na sen. - I kupcie mi w drodze powrotnej mochi.
- Yuya pamiętaj, zielona herbata nadzieniem i mango - puścił oczko do chłopca, a ten zakodował to w pamięci i pobiegł do Takano. - Mango i zielona herbata - oświadczył mu wesoło biorąc swój rower.
Yuya poprowadził Takano do lasu a potem jeszcze trochę pod górkę na polankę, która była jego ulubionym miejscem. - Tatusiu odpoczynek a potem wracamy? - zapytał zsiadając z roweru.
- Jupi! - chłopiec klasnął w dłonie jeszcze popijając trochę wody i wsiadł na rower. - Tatuś a ja nie za szybko jadę? - zapytał go zaraz. - I mogę zdawać na kartę rowerową? Podpiszesz mi pozwolenie tatusiu?
- Tak jest! - chłopiec zaraz był na rowerze i pedałował w stronę sklepu z mochi. - Tatuś a ja też mogę jedno z mango? - zapytał go kiedy już byli w środku.
- Dobrze - zgodził się chłopiec wbeiegając do domu i wskakując Tomo na kolana. - Wujek kupiliśmy saaame dobroci! - zachichotał podając mu torebkę z Mochi. - Pięknie, dziękuję - chłopak ucałował małego w czoło i podał mu jedno, samemu biorąc mango mochi.
- Curry! - odparował żywo Yuya, wgryzając się w swoje mochi. - Ale takie wujka curry! - dodał jeszcze, patrząc z delikatnym uśmiechem na tatę. - Może być i curry - zgodził się Tomo.
Tomo skinął głową, a sok wypadł mu z rąk. Zgrzytnął zębami kucając by posprzątać co nabroił. - Nie wiem jak to się stało - wymamrotał, zbierając sok z podłogi i wycierając ją.
Tomo chciał mu się sprzeciwić, ale tego nie zrobił. Odsunął się jednak i usiadł na stołku patrząc na Takano. - Nie wiem jak to się stało, musiałem źle chwycić - westchnął, wrzucając wreszcie składniki do garnka i zaczynając je dusić.
Jego ojciec od razu przytulił syna do siebie, klepiąc go lekko po plecach. - Wybacz, że się tak bezczelnie wpraszam wam na obiad - przeprosił zaraz biorąc Yuyę na ręce i całując go w czoło. - Mój ulubiony wnuczek - wyszczerzył się do chłopca.
- Witaj słońce, jesteś pierwszy do przeglądu - puściła mu oczko, przytulając go jednocześnie i wchodząc do środka. Zaglądnęła do kuchni żeby przywitać się z Tomo. - Mhm moje ulubione curry... - ucałowała syna w policzek. - Nie jest tak dobre, jak to taty - wymamrotał tylko chłopak. - Jest lepsze - zapewniła go.
- Coś się między wami stało? - zapytała go cicho, badając go dogłębnie. - No Takano, musisz jeść trochę witaminek, bo możesz mi się rozchorować niedługo - poklepała go po policzku i przytuliła mocno.
Kobieta objęła go mocniej i ucałowała w czoło, po czym spojrzała mu w oczy. - Więc go ukochaj, przytulaj mocno i mu zadośćuczyń ból. Tomo-chan na pewno wie, że nie chciałeś tego zrobić. Nie boi się ciebie, prawda? - uśmiechnęła się do niego delikatnie. - Następnym razem już nie zrobisz mu krzywdy.
- Nie ma za co. Porozmawiaj z nim o tym poważnie. Wysłuchajcie się nawzajem - poczochrała go po włosach wstając. *** W tym samym czasie tata Takano przypałętał się do kuchni i zaczął pomagać Tomo w rozlewaniu porcji. - Daj mi tę łyżkę dzieciaku - poradził widząc jak chłopak się męczy. Zabrał od niego łyżkę i zaczął nalewać duże porcje. - Uhm jedną mniejszą dla mnie - poprosił Tomo niezbyt zadowolony że robi to tata Takano. Taka-chan to chociaż wiedział ile mu dawać.
- No bo czekolada nie smakuje dobrze, jak nie pijesz jej na ciepło - wyjaśnił mu swój punkt widzenia, po czym wrócił do curry. - Mhm pyszne - zachwycił się ojciec Takano. - Chyba będe prosił o przepis - zdecydował zaraz.
- Bo w przepisie nie ma sekretnego składnika - puścił do niego oczko Tomo. Chciał by jego curry zostało tylko jego currym. Zwłaszcza z tak dobrym kucharzem jakim był Takano. - Szkoda - westchnął ciężko mężczyzna. - A właśnie... kochanie może podszkolisz mnie w gotowaniu? - zwrócił się do Takano.
- Nie chcę się popisać - wymamrotał niezadowolony z takiego oszczerstwa. - Chcę tylko potrafić ugotować prosty obiad... żeby był w miarę dobry i zjadliwy - wyjaśnił szybko, płonąc rumieńcem na całej twarzy.
- Ale teraz jestem w domu sam... jakieś kluski? Sam ryż? Rybkę? Tomo-chan pomóż mi! Tobie się udało nakłonić beztalencie do gotowania... - Ale to inna sprawa... on to robi dla swojego faceta - odparł wesoło Tomo. Mężczyzna odchrząknął rzucając szybkie spojrzenie w stronę jego matki. - Aaa... Taka-chan... musisz spróbować - stwierdził zaraz chłopak.
- Uhm zwolniłem - przyznał cicho, drapiąc się po brodzie. - Na razie nauczyłem się robić jajecznicę i kanapki - dodał, chcąc by syn był z niego dumny. - Dziadziuś... to ja umiem już więcej - wymamrotał zdziwiony Yuya, któremu na słowa dziadka widelec upadł na podłogę.
- To jak? Nauczysz mnie? Ugotować jakieś pierogi... albo chociaż zagotować wodę? - zapytał z nadzieją. Tomo wybuchnął lekkim śmiechem, odkładając swoje curry i zwijając się w pół. - Jak nie będzie chciał to ja tatę nauczę - otarł łzy radości. - A właśnie... będę mógł się u taty zatrzymać jak już będę w Tokio? Nie będę przeszkadzać.
- Pewnie, jak tylko będę miał wolną chwilę to nauczę - obiecał z uśmiechem. Co prawda mógł zająć apartament Takano na ten czas, ale jego ojciec mieszkał bliżej, no i... cóż Tomo się trochę bał, że bez kogoś nad sobą, może w ogóle przestać jeść w ferworze walki, a tak chociaż jeden posiłek dziennie siłą rzeczy zje, by ojciec Takano nie głodował.
- A to pech - westchnął tylko jego tata, przytulając lekko wnuka do siebie. - No nic to... - Jak to jedziesz do Tokyo?! - mama Tomo opuściła sztućce na stół z lekkim hukiem. - Nic mi o tym nie wiadomo - warknęła. - A testy?! Będziesz tam grał tak?! Znów wpadniesz w alkoholizm - fuknęła, zapominając kompletnie że Yuya jest z nimi. Tomo ostrożnie odłożył swoje sztućce i złapał matkę za rękę. - Uhm chyba musimy porozmawiać sami - zdecydował biorąc ją do sypialni. Yuya zatkał już wcześniej uszy dłońmi bojąc się takich kłótni.
Tomo wyszedł z sypialni zaraz po swojej mamie, ale ona wróciła do stołu a on poszedł na taras zapalić. Założył wcześniej na siebie bluzę Takano i narzucił kaptur na głowę. - Tatusiu? - Yuya jeszcze chwilkę się do niego tulił uspokajając. - Mogę pójść pobawić się z pieskami?
- Nic się nie stało, wszystko jest w należytym porządku - mruknął zaciskając jedną pięść. Potrząsnął przecząco głową. Nie było mowy o żadnym buchu. - Możesz sobie przecież wziąć fajkę, nie zabraniam ci przecież - spuścił wzrok zaciągając się papierosem.
- Wszystko jest ok, tylko serce mnie boli - odparł mu na to, naciągając mocniej kaptur na głowę, bo przecież mu nie pokaże, że jest na granicy rozklejenia się. Że też musiał tu przyleźć akurat teraz... tzn Tomo wcale się nie dziwił ale mimo wszystko mu to na rękę nie było.
- O Tokyo - odparł ze słabym uśmiechem, na razie odkładając papierosy do kieszeni. - Mama po prostu mi nie ufa pod względem nałogów - wyjaśnił krótko. - Nie chce przyjąć do wiadomości, że przecież ja też mogę się zmienić... i że przecież nawet się zabezpieczam. Dlatego chcę też mieszkać u twojego taty, bo sam nie czułem się dość pewnie pod tym względem - zacisnął wargi. - A tak... będę wiedział, że on tam jest i że nie wolno wrócić pijanym, bo przecież będzie się martwił... No i ty i Yuya... nie chciałbym znów robić takich problemów.
- I jak mam zły dzień a ty podpadniesz czymś głupim - uśmiechnął się, ocierając pojedyncze łzy z oczu. Odetchnął głęboko, obejmując go za szyję, żeby troszkę się do niego przytulić.
- Uhm powiedziała, że mnie nie wypisze ze szpitala dopóki mi pomysł z Tokyo nie minie - odparł cicho, wtuljąc się w niego mocniej. - Ja wiem że się martwi, ale to boli... jest mi przykro ze tak mi nie ufa.
- Uhm... - Tomo puścił go od razu, już doszczętnie ocierając łzy. - Nie chciałem wtedy nic pić ani brać - dodał spokojnie, choć Takano to wiedział. On po prostu odczuwał potrzebę by to przypomnieć
- Najtrudniej było jak przestały bo mnie wtedy ciągnęło trochę do nich - zadrżał lekko z zimna i schował dłonie w kieszenie bluzy Takano. - Uhm wrócisz ze mną do środka? Trochę mi zimno...
- Wujek! - chłopiec wziął go za rękę do swojego pokoju i dał mu gitarę do rąk, prosząc o piosenkę. - Kochanie uhm... mogę tylko pośpiewać? Rączka mnie trochę boli i nie dam rady zagrać.
- A ty jesteś okropny - odparł wesoło Tomo, tuląc malca do siebie. - żeby w ogóle nie pomóc mi ze śpiewaniem to już szczyt wszystkiego - zacżął go łaskotać.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 201 – 400 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Mhm - chłopak schował się w jego piersi, przymykając oczy. - Ale będziesz mu kibicował? - zapytał go cicho. - Bo ja... chyba będę jej kibicował.
- Ale ja jestem szczęśliwy - zapewnił go cicho. - Mam swojego mężczyznę i mam swoje dziecko. Mam gitarę i piekarnię. Mam motor... więcej nie potrzebuję - szepnął zamykając oczy i powoli odpływając do krainy snu.
Tomo grzecznie zjadł połowę kaszki i okrywając się mocniej kołdrą czekał na powrót Takano w salonie, oglądając głupie seriale.
- Kocham cię! - Tomo objął go ramionami mocno się w niego wtulając. - Ale nie zjadłem całej kaszki - zasmucił się. - Nie mogłem.
- Ale nie mam dużej temperatury - przytknął czoło do jego i uśmiechnął się szeroko. - Zdrowieję.
- Mogę dziś być egoistą? - upewnił się, pamiętając jego słowa z wczoraj. Usiadł mu na kolanach i schował się w jego klatce piersiowej. - To nie chcę cię dziś nikomu dać. Nikomu.
- Tylko troszkę, jak będziesz chciał mi dać za dużo - uśmiechnął się zadziornie. - A dostanę moją ulubioną czekoladę? Czy nie dzisiaj bo brzuszek jest nie dobry?
- Z bitą śmietaną i wszystkimi bajerami? - upewnił się, że taki właśnie kubek dostanie. Ucałował go w nosek. - Kocham cię.
- Dobrze - uśmiechnął się lekko. - Ale pograsz mi dzisiaj trochę na pianinie? I pośpiewasz? Tylko trochę - poprosił obejmując go mocno za szyję i wtulając głowę w jego ramię.
- Ale mam keyboard - przypomniał mu spokojnie. - Może zastąpić pianino? - zapytał zaraz, po czym skinął głową. - Bardzo wygodnie.
- Zjem - obiecał mu zaraz z wielkim uśmiechem. - Będziesz ze mnie dumny! Tak dużo zjem - dodał zaraz klepiąc się w pierś. - Ne... ale chyba trzeba z pieskami wyjść... od paru dni nikt tego nie robi i chodzą tylko na podwórze.
- Jak już nie będę mógł to ci powiem - obiecał mu Tomo, nie chciał niczego przed nim ukrywać. Niczego. - Wstyd mi że do mamy zadzwoniłem wczoraj...
- Lubię jak mnie tak przytulasz. Czuję się wtedy kochany - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Uhm znaczy... ja wiem że mnie kochasz cały czas - dodał zaraz szybko. - Ale jak tak tulisz to mi tak lżej na serduszku.
- Ale ja robię to za często to marudzisz, że jestem przylepa - poskarżył mu się, całując go w policzek. - Obejrzymy jakiś film po kolacji?
- Dobrze - zgodził się, siadając obok niego, ale cały czas będąc dobrze schowanym pod kołderką. - I leki - dodał zaraz.
- Smacznego - Tomo zabrał sie za jedzenie. Jadł powoli nie chcąc przemęczać żołądka. Dopiero pod koniec jedzenia odłozył miseczkę. - Przepraszam, jednak nie mogę - zrobił przepraszającą minę.
- Jak powinienem się zachowywać na weselu twojego przyjaciela? - zapytał zaraz Tomo, popijając leki herbatą.
- I ja nie piję - przypomniał mu wzdychając lekko. - Proszę nie upij się aż tak mocno - poprosił go zaraz. - Nie chcę byś mnie znów gdzieś zamknął twierdząc że jestem tylko twój - zmarszczył lekko brwi.
- Wiem, ale jak jesteś trzeźwy to się nie boję bo wiem że otworzysz, jeśli wpadnę w panikę... a jak jesteś pijany to bardzo się boję - wyjaśnił różnicę, siadając mu znów na kolanach.
Tomo uśmiechnął się na to nieco, mając nadzieję że nie skonczy się to tym co zwykle. Wtulił się w niego mocno.
- Uhm Jolie śpi ze mną jak mi jest bardzo zimno. Sama przychodzi do łóżka - wyjaśnił cicho. - nie zlość się na nią.
- Mogłeś tego nie mówić, czułem się do tej pory wyjątkowo - zachichotał kładąc się teraz z głową na jego kolanach.
- Jedyne co się liczy to spanie z tobą. Jestem zmęczony ale nie chcę jeszcze spać... bo jesteś - wyjaśnił pokrętnie.
- Ale... no bo dzisiaj jesteś ze mną i nie chcę tracić ani sekundki na sen!
- Ale ja nie chcę tracić ani sekundki z tego, że jesteś - wyjaśnił cicho Tomo. W końcu to był wyjątkowy dzień. Takano wrócił wcześniej. Stęsknił się już za nim przez te parę dni. Wszystko przez tę jego chorobę. Robił się miękki.
- Ale to nie to samo jak śpię - wywrócił oczyma chłopak, wtulając się w jego brzuszek i przymykając oczy. - Pograsz mi i pośpiewasz?
- Będę grzeczny - obiecał mu solennie chłopak, wtulając się jeszcze chwilę w niego po czym wstając z kanapy. - Keyboard jest w studiu nagrań... tylko zapiszesz plik zanim go rozłączysz? Trochę komponowałem - przyznał się bez bicia. - I nie pamiętam czy go zapisałem...
- No wiem, ale goni mnie deadline... Alex mnie trochę popędza, no i miałem melodię w głowie, zajęło mi to tylko godzinkę, naprawdę - przysiągł mu to, chowajac się kompletnie pod kołderką. - 'Demons' od Imagine Dragons poproszę.
- Odpoczywam, jestem grzeczny i odpoczywam. Jak komponuje to odpoczywam - szepnął zamykając oczy i wsłuchując się w jego głos z delikatnym uśmiechem. - Ne... Taka-chan... kupisz mi nowe struny do akustyka? - zapytał gdy ten skończył grać. - Jedna mi pękła...
- Kończę... słowa już mam, a melodia prawie skończona - wyciągnął z szafki zeszyt z nutami i słowami. - Uhm ale jak ci coś nie pasuje to powiedz, jeszcze wszystko mogę zmienić. Poza tym chciałbym żebyś też coś włożył w piosenkę, może zmienił słowa... albo skończył ją - zaproponował.
- Ale na pewno? - upewnił się kaszląc trochę i chowając się mocniej pod kołdrą. - Troszkę zgłodniałem...
- ALe tak troszkę tylko - poprosił go chłopak. - Uhm Alex powiedział, że będę musiał pojawić się w Tokyo. Tak za miesiąc... na dwa tygodnie. Dasz radę tu beze mnie? Zamknę piekarnię na ten czas, albo poproszę pana Johna, żeby się tym zajął.
- Niemożliwe... no bo Yuya nie może zostać znowu bez opieki na tak długo. Przepraszam... powinienem odrzucić tę ofertę - zagryzł lekko wargi. Takano miał absolutną rację. - Odrzucę ją.
- No tak, ale mi głupio że jestem taki samolubny - wymamrotał unosząc sie na łokciach do półsiadu i przyjmując miseczkę z gorącą kaszką. Chwilę się nią bawił wyraźnie przygnębiony. - Ja tak nie umiem...
- Nom po części tak - zgodził się, uśmiechając się słabo i smakując kaszki. On po prostu trochę się zagubił w tym wszystkim. - Wystąpię parę razy w telewizji, podpisze kontrakt na płytę - odchrząknął nieco, znów trochę jedząc. - Ale... nie chcę was na długo zostawiać.
[tak mam też na mailu xD więc chciałem by pasowało xD]
- Uhm no dobrze - oddał mu część kaszki, kładąc się wygodnie na łóżku. Zamknął oczy. - Uhm obrazisz się jak jednak pójdę spać?
[czasem odmiana się przydaje xD]
- Dobranoc - uśmiechnął się do niego, wtulając się mocniej w poduszkę. Zasnął chwilę później spokojnym snem.
[poważnie? uo... to gratuluję! tj nie wątpiłem w twoje umiejętności, ale ty taka niepewna siebie, krucha istotka :D zdobyłaś trochę pewności siebie w Londynie?]
Tomo obudził się dopiero po 3 godzinach z lekką temperaturą. Na dworze panował już zmrok, a chłopak nigdzie nie mógł znaleźć Takano. Wstał więc z łóżka i wyszedł na podwórze, gdzie zaraz się w niego wtulił.
- Głupi Taka-chan - wymamrotał ocierając łzy i zaciskając ręce na jego brzuchu nieco mocniej. - Myślałem, że mnie zostawiłeś, a ty fajczysz beze mnie...
[fiu fiu! that's awesome! :D oby tak dalej :D ja tam trzymam kciuki, matura pójdzie jak z płatka :D]
- No bo ciebie nie było i się przestraszyłem, że mnie zostawiłeś - wcisnął się mocniej w jego pierś, wdychając jego zapach i nikotynę, której mu brakowało.
[wcale nie, jest dość łatwy, trzeba się tylko przestawić...]
- Nigdzie się bez ciebie nie ruszam - burknął Tomo. - Why is your dad so rude, don't he knows human suit, I'm gonna merry him anyway... - zanucił cicho
- Ale ty też chodź pod kołdre - poprosił go ciągnąc go za nadgarstek do sypialni. - Proszę, proszę, proszę!
[a widzisz! kolejny tydzień i rozumiałabyś wszystko. Co takiego mówił ten koleś?]
[o matko co ty słuchałaś... dziwne to to! xD]
Tomo przylgnął do niego mocno.
- Nie puszczę cię już - obiecał to mu.
[ale tacy ludzie są normalni x) przez co tacy zarąbiści :D ]
Tomo pokręcił przecząco głową, chowając ją zaraz w pierś mężczyzny. Zasnął znowu kwadrans później. Temperatura jednak robiła swoje.
[ale znaleźliście się potem jakoś? weź mi nic nie mów... ale między bogiem a prawdą to to metro jest łatwe do ogarnięcia :P]
Tomo spał spokojnie, by w pewnej chwili poluźnić uścisk. Jego ręce opadły bezwładnie, już nie trzymając Takano.
[hahaha xD to nie mieliście takiej mapki z napisem 'Tube'? wszędzie tam to można dostać xDDD biedaki...]
Chłopak przespał kolejne parę godzin, zanim wreszcie otworzył oczy przecierając je zaraz i ziewając.
- Przepraszam - szepnął do Takano. - Jestem beznadziejny, ciągle tylko śpię...
[no to grzeczni bylście :P ja bym nie potrafił... szukałbym przygody xD]
- Ale nie duzo do jedzenia - poprosł go siadając.
[no chociaż coś xD nie pytam już gdzie się zgubiliście... xD]
- Smaczniego - powtórzył tylko zaczynając jeść. Kiedy skończył wypił jeszcze cała herbatkę. - A mogę jeszcze jedną herbatę?
Tomo posłusznie wziął leki i sączył powoli herbatkę czekając na swoje kochanie, a kiedy ten wrócił uśmiechnął się do niego szeroko. - Pachniesz cudownie - szepnął.
- Ładny - Tomo przytulił się do niego lekko. - Pośpiewasz mi jeszcze do snu? - zapytał cicho. - Ale jak jesteś zmęczony to nie...
- Czasem mu się zdarza - puścił do niego oczko, wtulając się w jego pierś znacznie mocniej niż chciał to zrobić na początku.
Tomo obudził się następnego dnia tym razem bez temperatury. Uśmiechnął się do jeszcze śpiącego Juna i ucałował go w nosek, wstając z łóżka.
[o shit, to przez to że czytam sobie twoje karty o_o, I tak myslalem o skoku w bok xD]
- Kocham cię - Tomo posłał Takano buziaka w powietrzu i poszedł zrobić mu coś na śniadanko.
[pff off pff tylko ciutke xD]
- W kuchni! - odkrzyknął mu chłopak kończąc robienie typowego japońskiego śniadanka dla Takano. - Jak się pospieszysz to zjesz jeszcze ciepłe - dodał zaraz, biorąc swoją kaszkę.
[ hm... że jest obsesyjnie przystojny... xDDD]
- Lepiej już dzisiaj - przyznał z lekkim uśmiechem, jedząc trochę kaszki. - Ale jeszcze zostanę w domku... pod kocykiem - zdecydował zaraz.
- Chcialem ci trochę wynagrodzić moje marudzenie... - wyjaśnił cicho. - Uhm a mogę trochę ponagrywać? Termin mnie goni... a mam 4 piosenki do skończenia - wyjaśnił, zagryzając lekko wargę.
- Dobrze - zgodził się Tomo biorąc od razu swoje leki. - A przyjdziesz w południe mnie odwiedzić? - zapytał go. - I wyjdziesz z pieskami? Uhm wyszedłbym ale nie mogę.
- Oj bo ty nie rozumiesz... babcia to kobieta, potrafi mu przygadać - zachichotał, po czym się rozkaszlał. - No i może mu powiedzieć, że będzie się dziewczynom podobał bo ona wie co mówi, sama jest dziewczyną.
- No niestety - zachichotał, okrywając się kocykiem mocniej i dopijając swoją herbatę. - Zrobisz mi jeszcze jedną herbatkę kochanie? - zapytał połykając leki.
Tomo skorzystał z tego z przyjemnością, idąc do salonu i kładąc się na kanapie. Wcześniej jednak przyniósł sobie kołdrę, żeby Takano nie marudził że się zaniedbuje.
- Dobrze, ale ty wybierasz tym razem - pokazał mu język, biorąc kubek i ogrzewając sobie nim ręce. przytulił się do poduszki oglądając telewizję.
- Nie będę marudził - wywrócił oczyma chłopak wpatrując się w film. Zasnął jednak przy 3 reklamach, bo choroba jednak trochę go zmogła.
Tomo jednak obudził się dopiero na dźwięk otwieranych drzwi i powrotu Takano z pieskami. Usiadł na łóżku ziewając.
- Przepraszam - potarł zmęczone oczy. - Jak się skończył film? - zapytał go, bo mówiąc szczerze film go zainteresował i chciał znać końcówkę.
Tomo roześmiał się serdecznie, automatycznie przesiadając się na kolana mężczyzny i się w niego wtulając.
- Nie wiem czemu tak ciągle śpię - wymamrotał.
- Ale nie jesteś o to zły, prawda? - chciał wiedzieć bo trochę się tego bał. Że zawodzi Takano. Wcisnął nosek w jego ramię.
[pewnie, że możesz :) przepraszam, zasnąłem :/]
- Un i będziemy chodzili na spacery po plaży, albo biegali - uśmiechnął się delikatnie, wtulając się nieco mocniej w Takano.
[to naturalne, żew się boisz, ale popatrz na to z drugiej strony. Zazwyczaj bardziej się boimy niż tego potrzeba :* ]
Tomo skinął głową zadowolony, że ma swojego mężczyznę obok siebie. To mu wystarczyło, mógł zostać w jego ramionach na zawsze.
- Kocham cię - bąknął.
[no to możesz jedynie spróbować przygotować się na ból. Nic innego nie przychodzi mi do głowy... :( ]
- To dobrze, że... że nie żałujesz - ucałował lekko jego wargi. - I że nadal tu jesteś i że mi nie znikasz - pogłaskał go po policzku.
[tak jest proszę pani :D ja się wyżywam non stop :P]
- Tak jest, prosze pana - wtulił się w niego delikatnie, po czym chwilę później wstał. - Jedź po Yuye - poradził mu. - Spedź trochę czasu z mamą... bo się upomina że wcale jej nie odwiedzasz.
[no już nie przesadzaj, ma szczęśliwe momenty, acz ostatnio chciałem go wrzucić do szpitala i podręczyć Takano xDDD ale oszczędziłem go, byłem grzeczny!]
- Hai, hai - zasalutował mu, od razu zakładając na siebie ciepłą bluzę i skarpety. - Struny - przypomniał mu tylko, przynosząc opakowanie po starych.
[oh ale to tylko zachorowało mu się, miało być gorzej, nawrót choroby i to taki porządny xD]
- Witaj - kobieta zaprosiła go gestem do siebie, a Yuya wtulił się w niego mocno. - Kawy? Herbaty? Czego wypijesz?
- Tatuś! - Yuya wspiął się na palce bo chciał mu coś powiedzieć konspiracyjnym szeptem.
- Tatuś... w sypialni babci chowa się dziadzia... przed tobą - szepnął mu do ucha Yuya, zaraz się do niego wtulając mocniej. - Tęskniłem!
- Ale jaki kawał? - chłopiec wyraźnie się ożywił, kiedy babcia przyniosła im herbaty i ciasteczka.
- Dobrze - Yuya przybił sobie piątkę z Takano i pobiegł do sypialni.
- Z Tomo już trochę lepiej? Je coś? Ech jego trzeba pilnować z tym jedzeniem - kobieta usiadła obok Takano.
- Dobrze, przyjadę do was za dwa dni, to go przebadam i ciebie też - zastrzegła sobie. - Muszę być pewna, że nic wam nie jest - pogroziła mu palcem przed oczyma, a Yuya wyszedł z sypialni z dziadkiem.
- Ty mały... - mężczyzna złapał wnuka za ramiona i poczochrał go po włosach. - Okłamałeś mnie!
- Oj no bo ja wiem, jak ty nie lubisz moich wizyt - burknął mężczyzna biorąc wnuka na ręce i siadając z nim przy stole. - A chciałem was odwiedzić - dodał jeszcze. - Wpaść na godzinkę, dwie.
- Wiem... ale na stare lata zmądrzałem i staram się - szepnął czochrając syna po włosach. - Wpadnę więc za parę dni - zdecydował.
- Przyjechałem do ciebie, Yuyi... i mojego nowego obiektu westchnień - przyznał szczerze, rumieniąc śę przy tym. Kobieta natomiast spłonęla rumieńcem.
- Ale przecież nikt was nie wygania - jęknęła kobieta.
- No właśnie... poza tym ja zostaję tutaj dobry miesiąc - dodał zaraz jego ojciec. - Nie będę ci przeszkadzał - rzucił zaraz.
- Tatusiu? - Yuya złapał Takano za rękaw kiedy już wyszli z mieszkania babci. - A możemy tylko na 5 minut pójść do mamusi na grób? Bo mama ma urodzinki dzisiaj - wyjaśnił cichutko. - Proszę... tylko na chwilkę.
Chłopiec od razu trochę się rozchmurzył wsiadając do samochodu.
- Kocham cię tatusiu.
- I lampkę - zawtórowal mu chłopiec wyciągając pieniążki ze swojej tygodniówki.
Maluch pozwolił Takano zapalić lampki, położył wszystko na grób mamy i pomodlił się chwilkę.
- Już tatusiu, możemy wracać - przytulił się do mężczyzny.
[dobranoc :*]
Chłopiec wyskoczył z samochodu i pędem pobiegł do domku, ściągając buty na progu i wbiegając do salonu by wpaść w ramiona Tomo.
- Wujku tęskniłem! Jak się czujesz? Zaraz będzie ci lepiej - wyszukał w swoim plecaku laurkę i małego słonika - maskotkę. - Proszę to dla ciebie.
- Dziękuję skarbie - Tomo uśmiechnął się szeroko czochrając go po włosach. - Już teraz mi lepiej. Też coś dla was mam - dodał wstając z kanapy i przynosząc dla nich deser. Mus czekoladowy z odrobiną śmietany bitej i pokruszonej czekolady. - Dzwoniłem do mamy i powiedziała, że też trochę mogę samego musu zjeść - dodał, pokazując Takano pół pucharka samego musu, który przygotował dla siebie.
- Hm... czyżby się tam coś więcej kroiło? - zachichotał nieco, okrywając się mocniej kocykiem i stawiając swoją nową maskotkę obok siebie. - Dziękuję Yuyuś - poczochrał malucha po włoskach.
- To chyba najlepszy dla niego czas na przejście na emeryturę... tylko komu zapisze swoje przedsiębiorstwo? - uniósł lekko brew spoglądając na Takano. - Co zrobisz, jeśli to będziesz ty?
- Mhm chociaż to trochę szkoda - zauważył smakując musu. - Jak ci idzie w szkole Yuyuś? Która dziewczyna ci się teraz podoba?
- No kochanie to dobrze. Lubisz ją? - Tomo objął malca ramieniem. - Mój chłopak!
- Mhm ale to przecież możesz z nia porozmawiać, co nie? - uśmiechnął śę do niego delikatnie. - Najpierw koledzy, potem przyjaciele - przytulił go lekko.
Chłopiec zabrął sie za kóńczenie swojego deseru.
- Wujku a będę mogł odwiedzic dziadka? Ale nie od taty... od ciebie.
- Pewnie, że możesz - zgodził się zaraz Tomo. Nie widział z tym najmniejszego problemu. Skończył swój mus i wstał z kanapy zabierając swoje prezenty. - Um pójdę się trochę położyć, dobrze?
Tomo skinął tylko głową, zanim wszedł do łóżka, chowając się pod cięłą kołderką.
- Zrobię - chłopiec przerwał rysowanie i przyszedł do kuchni, siadając na stołku przy Takano. - Coś pysznego... szaszłyka!
- Dobrze tatusiu - zgodził się zaraz ochoczo na taki plan i umył rączki, by zacząć pomagać Takano. - Tato? A kiedy pojedziemy na wycieczkę?
- I pozwiedzamy? I porobimy zdjęcia i zjemy dużo pysznych rzeczy? - upewnił się chłopiec podając Takano warzywka do pokrojenia.
- Jupi! - chłopiec podskoczył z radości, zaraz wspinając się na palce by więcej widzieć. - Mogę posmakować?
- Pieprzu tatuś - odparł zaraz chłopiec przełykając pierwszą porcję warzywek i oblizując łapczywie wargi. - Będzie pyszne!
- Nie byloby omuricu - odparł chłopiec wyszczerzając się do niego i przytulając go mocno.
- Dobrze - chłopiec od razu pobiegł do Tomo, zaraz wracając razem z nim.
- A dostanę trochę omuricu?
- Dziękuję - Tomo usiadł na kanapie, okrywając się kocem i zaczął jeść powoli i uważnie swóą porcyjkę. - Pyszne!
- No pewnie! Tata to najlepszy kucharz pod słońcem.... zaraz po wujku oczywiście...
- Wcale nie jestem taki idealny, no już nie przesadzajcie - poprosił ich Tomo, kończąc swoje jedzenie jako ostatni. - Leki teraz - zdecydował wstajac z miejsca.
- A ja mogę soczek? - zapytał zaraz Yuya, pomagając ze zmywaniem. Tomo wziął swoje leki i popił je wodą, siadając zaraz na krześle.
- Pewnie że możesz. W lodówce jest, weź sobie - rzucił wesoło do chłopca.
- Chcę kochanie - odparł Tomo opierając głowę na łokciach. - Matko... strasznie jestem zmęczony - westchnął przeciągle.
- Ale nie mam już temperatury, czy coś... tylko jestem strasznie zmęczony - wymamrotał niezadowolony z samego siebie i zły na cały ten przeklęty swiat.
- Mhm... zawsze ci tak marudzę - zgodził się z nim, wtulając się w niego i przymykając oczy. - A potem dostaję powera.
- Wiem kotek... wiem - chłopak upił trochę herbatki po czym prxymknął oczy niemal usypiajac.
- Tatusiu? - Yuya przyszedł do niego chwilkę później z książeczką. - Poczytamy trochę? Jeden rozdział tylko - poprosił, bo książka była jeszcze dla niego za trudna, a on uwielbiał słuchać.
Chłopiec sledził literki z zapałem, słuchając uważnie głosu Takano. Kiedy rozdział się sóńczył opowiedział mu o swoich wrażeniach związanych z książką po czym zapytał, czy może obejrzeć bajkę i wyjść z pieskami się pobawić na dworze.
Tomo leżał już w łóżeczku, czytając trochę książkę. Kiedy tylko zobaczył Takano, wyci ągnął do niego ręce i przytulił sę mocno.
- przyszedłeś już pospac ze mną?
- Nie możesz być cały mój bo mamy synka - pstryknal go w nosek. - Poczytasz mu jeszcze do snU? albo pośpiewasz?
- Ale ja się będę tobą dzielił tylko z Yuyą i psiakami. Nikomu więcej cię nie oddam - wtulił się w niego mocno. - Ewentualnie twoim chrześniakom od czasu do czasu - dodał jeszcze.
- Kocham cię - szepnął jeszcze chłopak, przytulając się jeszcze mocniej. - Bardzo mocno, mocniej się już chyba nie da...
- No w takim wypadku moge przymknąc oko - zgodził się z delikatnym uśmiechem, wtulając się w niego mocniej. - no dobrze... pójdę sie umyc.
- Pooglądasz z nim? - Tomo wziął ze sobą nowy dresik i ręcznik.
- Mała syrenka - odparł Yuya, okrywając się kocykiem i oglądając dalej, wyraźnie zafascynowany bajką.
- Disneya - potwierdzil chlopiec, przytulając się do mężczyzny i okrywając go kocykiem, żeby mu ciepło było. - Ale jest fajna!
- Tak tatuś, ale ja ją bardzo lubię - uśmiechnął się do niego chłopiec. - Bo ładnie śpiewają - dodał nieco się rumieniąc. - I Ariel jest ładna!
Tomo tymczasem wyszedł już z łazienki z mokrą głową i przysiadł obok nich.
- Pooglądam z wami - zdecydował. - Skoro jest taka ładna to może się zakocham.
tomo ułozył się tylko wygodniej na kolanach Takano, kładąc tam podusę i główkę. Okrył sie mocniej kołdrą i ze spokojem zaczął śledzic bajkę, razem z Yuyą podśpiewując to lepsze kawałki.
- Nie, to miłość nie odwzajemniona... ona woli Erica - uśmiechnął się do niego lekko, dalej śledząc losy Ariel.
- Tatuś a obejrzymy jutro drugą częśc? - zapytał zaraz Yuya
- Jak się kara skończy to co? - zapytał go chłopak z lekkim zainteresowaniem.
- JuPI! Z goącą czekoladką! - zdecydowął szybko Yuya
- Będzie kara dla mnie? - unósł lekko brew, kiedy Yuya już poszedł do łóżeczka. - Hm no to móże ci skróce karę do końca tego tygodnia...
- Chcicy jeszcze nie ma, ale napaliłem się na tę twoją karę - uśmiechnął się niewinnie. - No i... długo wytrzymałeś.
- No skoro tak, to nie skracam - uniósł się na łokciach, całując go delikatnie i opadając znów na niego. - Hm... właśnie tego się boję... mój tyłek będzie bolał!
- Nie obiecuj więc - szepnął, obejmując go ramionami. - Lepiej nie - musnął palcem jego wargi, siadając wreszcie. - Lecisz się umyć? - zapytał wstając i idąc do sypialni. - Przez ciebie się na ciebie napaliłem...
- Twoja wina, bardzo bardzo wielka - uśmiechnął się szeroko, kładąc się na łóżku i zwijając w kłębek.
- Wziąłem, co do jednego - pokazał mu kciuk do góry uśmiechając się szeroko. - Ale pić mi się chce...
- Dziękuję - Tomo wypił ją całą, odkładając ją dna stoloik i kładąc się obok Takano. Obrócił się na bok, zamykając oczy. - Dobranoc okropieństwo.
Tomo obudził się rano z ogromnym bólem głowy. Powód tego bólu zlokalizował tuż obok siebie. Takano wyjątkowo rzucał się na łóżku, grzmocąc go rękoma gdzie popadnie. Teraz nadal to robił więc chłopak usiadł na nim okrakiem i przytulił go mocno, chcąc go jakoś uspokoić.
- Jesteś bezpieczny - szepnął mu do ucha. - Nikt ci krzywdy nie zrobi - pogłaskał go po policzku, ale Takano obrócił się z nim miejscami, więżąc go nad sobą. Przytrzymał mocno jego ręce nad głową. Tomo uniósł lekko brew.
- Obudź się bydlaku - fuknął na niego.
- Wiem, że miałeś - chłopak rozmasował swoje nadgarstki, by zaraz przytulić go mocno do siebie od tyłu. Objął go ramionami, całując delikatnie w policzek. - Już dobrze - zapewnił go cicho.
- Nie zrobiłeś, trochę boli mnie głowa i nadgarstki, ale to nic. Nawet nie są poprzecierane - pokazał mu nieco zaczerwienione ręce, przytulając go zaraz mocniej do siebie. - Jesteś bezpieczny Taka-chan. Kocham cię - ucałował go znów w policzek.
- Nie przepraszaj, nic mi nie jest - Tomo przytulił go jeszcze mocniej do siebie, głaszcząc go po ramieniu. - Nic się nie stało - zapewnił go znowu. - Już dobrze, wezmę lek na migrenę i mi przejdzie - poczochrał go odruchowo po włosach.
- Nie byłeś świadomy tego co robisz - chłopak zaczął delikatnie głaskać go po plecach. - Jakbyś uderzył mnie z premedytacją to inaczej byśmy rozmawiali - dodał po chwili. - To jest... może nie inaczej, pewnie Jun by się prędzej czy później o tym dowiedział i by cię przetrzepał, bo ja chyba nie potrafiłbym już od ciebie odejść nawet jakbyś mnie źle traktował - przyznał zagryzając lekko wargi. Tak bardzo go kochał i nie chciał tracić, że był w stanie wiele mu wybaczyć. - Ale już dobrze. To tylko sen. Nie wróci - zapewnił go.
- Nie uderzysz - zapewnił go z delikatnym uśmiechem Tomo. - Ja to wiem - dodał, masując się po serduszku. - Ale jeśli... to uhm pewnie powiedziałbym o tym Junowi. To mój brat w końcu, więc... pewnie by ci to wyperswadował - uśmiechnął się szerzej.
- Ale ja cię też uderzyłem - przypomniał mu cicho, głaszcząc jego zaczerwieniony policzek. Nic na to nie mógł poradzić. Miał wrażenie, że Takano zmiażdży mu nadgarstek. - Lewy nadgarstek - pokazał mu go. Był trochę napuchnięty. - Ale nie jest złamany, nie tak boli - zapewnił go spokojnie.
- Zrobię sobie na niego chłodny okład i obwiążę bandażem i będzie po krzyku - zapewnił go z uśmiechem. - A na zadość uczynienie poproszę gorącą czekoladę ze wszystkimi bajerami. Taką wypasioną - ucałował go mocno w usta.
- Na pewno kochanie - skinął lekko głową. - Po śniadanku - stwierdził zaraz, pozwalając mu zająć się opatrunkiem.
- Najlepszą pod słońcem - Tomo ucałował go jeszcze mocno i z uśmiechem wszedł do łóżka, tym razem od razu mocno przytulając się do mężczyzny. - Pośpiewam ci trochę - stwierdził masując go po klatce piersiowej. - Co byś chciał?
- Tak jest skarbie - Tomo zaczął mu cicho śpiewać jego ulubioną piosenkę, cały czas głaszcząc go po piersi.
- Ja ciebie też - odparł mu cicho Tomo, kiedy skończył śpiewać. Przymknął oczy i jeszcze na pół godzinki pozwolił snu zabrać go do swojej krainy.
Tomo obudził się z podkrążonymi oczyma i wiedziony pysznym zapachem od razu poszedł do kuchni.
- Doberek - przywitał się ze swoimi panami.
- Dziękuję - podziękował mu za ryż i posmakował go zaraz. - Uhm przysnąłem nad ranem - uśmiechnął się do niego lekko.
- Wujku! Co ci się stało w rączkę? - zapytał mały Yuya przerażony.
- Nic takiego kochanie, spadłem z łóżka - skłamał spokojnie, czochrając małego po włosach. - Zwichmałęm ją sobie.
- Nie, nie. Już prawie nie boli - uśmiechnął się lekko, nie kłamiąc mu. Owszem odrobinę dokuczała ale wydawało mu się, że już jest lepiej.
- Wujek ty to jednak jesteś fajtłapa...
- Kochanie... dam sobię radę - wymamrotał Tomo chwytając pewniej pałeczki w prawą rękę. - To że jestem leworęczny nie oznacza, że prawa jest nieco upośledzona. Wyćwiczyłem i ją - puścił do niego oczko.
- Dziękuję tatusiu! A pójdziemy dzisiaj na rower? Proszę, proszę - poprosił cicho chłopiec.
- Idźcie na rower, a ja poczekam na mamę.
- Dobrze, zatrzymam ich na kawie i ciachu - uśmiechnął się Tomo, kończąc śniadanko i pomagając Yuyi się ubrać na rower. - Mogę wam zrobić kanapeczki?
- To wróćcie na obiadek - zaproponował chłopak, przytulając się do jego pleców. - To chociaż dam wam po jabłku i wodzie na drogę - stwierdził zaraz.
- Ugotuję naleśniki - uparł się. - Przecież prawie nic mi nie jest kochanie. Nic się nie stało, tylko nie chwytaj jej za mocno - poprosił zaraz biorąc kubek do rąk ze szczęściem wypisanym na twarzy.
- No dobrze, ale chociaż dwie godzinki pojeździjcie. Tak rzadko chodzisz z nim na rower - mruknął Tomo. On sam robił to częściej, by dać Takano chwilę na sen. - I kupcie mi w drodze powrotnej mochi.
- Yuya pamiętaj, zielona herbata nadzieniem i mango - puścił oczko do chłopca, a ten zakodował to w pamięci i pobiegł do Takano.
- Mango i zielona herbata - oświadczył mu wesoło biorąc swój rower.
Yuya poprowadził Takano do lasu a potem jeszcze trochę pod górkę na polankę, która była jego ulubionym miejscem.
- Tatusiu odpoczynek a potem wracamy? - zapytał zsiadając z roweru.
- Dobrze - chłopiec od razu wgryzł się w jabłko. - Tatuś kocham cię. A z wujkiem pojedziemy kiedyś na całodzienną wycieczkę? - zapytał zaraz.
- Jupi! - chłopiec klasnął w dłonie jeszcze popijając trochę wody i wsiadł na rower. - Tatuś a ja nie za szybko jadę? - zapytał go zaraz. - I mogę zdawać na kartę rowerową? Podpiszesz mi pozwolenie tatusiu?
- Naprawdę? Dziękuję! - chłopiec wyszczerzył się do Takano, całkowicie uradowany.
- Tak jest! - chłopiec zaraz był na rowerze i pedałował w stronę sklepu z mochi. - Tatuś a ja też mogę jedno z mango? - zapytał go kiedy już byli w środku.
- Dobrze - zgodził się chłopiec wbeiegając do domu i wskakując Tomo na kolana. - Wujek kupiliśmy saaame dobroci! - zachichotał podając mu torebkę z Mochi.
- Pięknie, dziękuję - chłopak ucałował małego w czoło i podał mu jedno, samemu biorąc mango mochi.
- Curry! - odparował żywo Yuya, wgryzając się w swoje mochi. - Ale takie wujka curry! - dodał jeszcze, patrząc z delikatnym uśmiechem na tatę.
- Może być i curry - zgodził się Tomo.
- Ale tatuś nie możesz popsuć - pogroził palcem mu Yuya, a Tomo zachichotał lekko wstając z kanapy. - No to czas robić curry.
- To może pokroisz składniki - zaproponował spokojnie. - Ja je doprawię i potem doprawię całe curry? Będę uważał na rękę.
- Pewnie, że dam radę. Kochanie nie rób ze mnie niepełnosprawnego - poprosił go Tomo, całując go w policzek i wstawiając maszynę do robienia ryżu.
- Nic mi nie będzie - zapewnił go. - Kotek? Ja nie wiedziałem, że jestem taki kruchy... - dodal jeszcze. - Bo myślałem, że mi ją zmiażdżysz...
- ALe ja zły na ciebie nie jestem, tylko na siebie... że nie potrafiłem ci pomóc - wymamrotał cicho, doprawiając mięso po swojemu.
- Ale jakbym był silniejszy to nie zwichnąłbyś mi ręki - wywrócił oczyma Tomo biorąc sobie teraz coś do picia.
Tomo skinął głową, a sok wypadł mu z rąk. Zgrzytnął zębami kucając by posprzątać co nabroił.
- Nie wiem jak to się stało - wymamrotał, zbierając sok z podłogi i wycierając ją.
Tomo chciał mu się sprzeciwić, ale tego nie zrobił. Odsunął się jednak i usiadł na stołku patrząc na Takano.
- Nie wiem jak to się stało, musiałem źle chwycić - westchnął, wrzucając wreszcie składniki do garnka i zaczynając je dusić.
- Chyba tak, z przyzwyczajenia - przyznał, po czym pokręcił przecząco głową. - Już sobie poradzę, tylko będę potrzebował pomocy przy nakładaniu.
Jego ojciec od razu przytulił syna do siebie, klepiąc go lekko po plecach.
- Wybacz, że się tak bezczelnie wpraszam wam na obiad - przeprosił zaraz biorąc Yuyę na ręce i całując go w czoło. - Mój ulubiony wnuczek - wyszczerzył się do chłopca.
- Witaj słońce, jesteś pierwszy do przeglądu - puściła mu oczko, przytulając go jednocześnie i wchodząc do środka. Zaglądnęła do kuchni żeby przywitać się z Tomo. - Mhm moje ulubione curry... - ucałowała syna w policzek.
- Nie jest tak dobre, jak to taty - wymamrotał tylko chłopak.
- Jest lepsze - zapewniła go.
- Jeszcze chwilę, musi dojść - odparł spokojnie Tomo. - Daj jej się zbadać pierwszemu, potem mi pomożesz i po obiadku zbada mnie - ucałował go mocno.
- Coś się między wami stało? - zapytała go cicho, badając go dogłębnie. - No Takano, musisz jeść trochę witaminek, bo możesz mi się rozchorować niedługo - poklepała go po policzku i przytuliła mocno.
Kobieta objęła go mocniej i ucałowała w czoło, po czym spojrzała mu w oczy.
- Więc go ukochaj, przytulaj mocno i mu zadośćuczyń ból. Tomo-chan na pewno wie, że nie chciałeś tego zrobić. Nie boi się ciebie, prawda? - uśmiechnęła się do niego delikatnie. - Następnym razem już nie zrobisz mu krzywdy.
- Nie ma za co. Porozmawiaj z nim o tym poważnie. Wysłuchajcie się nawzajem - poczochrała go po włosach wstając.
***
W tym samym czasie tata Takano przypałętał się do kuchni i zaczął pomagać Tomo w rozlewaniu porcji.
- Daj mi tę łyżkę dzieciaku - poradził widząc jak chłopak się męczy. Zabrał od niego łyżkę i zaczął nalewać duże porcje.
- Uhm jedną mniejszą dla mnie - poprosił Tomo niezbyt zadowolony że robi to tata Takano. Taka-chan to chociaż wiedział ile mu dawać.
- Przecież chciałem dobrze - wymamrotał mężczyzna kładąc na stół część porcji.
- Najwyżej trochę zostawię - stwierdził cicho Tomo, przytulając się mocno do Takano. - Możesz mnie chwilę potulić? Potrzebuję tego...
- Wiem, wiem - uśmiechnął się lekko. - Uhm ale nie będziesz zły jak zjem połowę tej porcji prawda?
- Była pyszna, przecież wiesz że ją uwielbiasz - ucałował go lekko w brodę i oderwał się wreszcie od niego, zabierając swój talerzyk.
- Piłem ją pół godzinki - ucałował go jeszcze przy stole. - Smaczego - życzył wszystkim zaczynając jeść.
- No bo czekolada nie smakuje dobrze, jak nie pijesz jej na ciepło - wyjaśnił mu swój punkt widzenia, po czym wrócił do curry.
- Mhm pyszne - zachwycił się ojciec Takano. - Chyba będe prosił o przepis - zdecydował zaraz.
- Bo w przepisie nie ma sekretnego składnika - puścił do niego oczko Tomo. Chciał by jego curry zostało tylko jego currym. Zwłaszcza z tak dobrym kucharzem jakim był Takano.
- Szkoda - westchnął ciężko mężczyzna. - A właśnie... kochanie może podszkolisz mnie w gotowaniu? - zwrócił się do Takano.
- Nie chcę się popisać - wymamrotał niezadowolony z takiego oszczerstwa. - Chcę tylko potrafić ugotować prosty obiad... żeby był w miarę dobry i zjadliwy - wyjaśnił szybko, płonąc rumieńcem na całej twarzy.
- Ale teraz jestem w domu sam... jakieś kluski? Sam ryż? Rybkę? Tomo-chan pomóż mi! Tobie się udało nakłonić beztalencie do gotowania...
- Ale to inna sprawa... on to robi dla swojego faceta - odparł wesoło Tomo.
Mężczyzna odchrząknął rzucając szybkie spojrzenie w stronę jego matki.
- Aaa... Taka-chan... musisz spróbować - stwierdził zaraz chłopak.
- Uhm zwolniłem - przyznał cicho, drapiąc się po brodzie. - Na razie nauczyłem się robić jajecznicę i kanapki - dodał, chcąc by syn był z niego dumny.
- Dziadziuś... to ja umiem już więcej - wymamrotał zdziwiony Yuya, któremu na słowa dziadka widelec upadł na podłogę.
- To jak? Nauczysz mnie? Ugotować jakieś pierogi... albo chociaż zagotować wodę? - zapytał z nadzieją.
Tomo wybuchnął lekkim śmiechem, odkładając swoje curry i zwijając się w pół.
- Jak nie będzie chciał to ja tatę nauczę - otarł łzy radości. - A właśnie... będę mógł się u taty zatrzymać jak już będę w Tokio? Nie będę przeszkadzać.
- Pewnie, jak tylko będę miał wolną chwilę to nauczę - obiecał z uśmiechem. Co prawda mógł zająć apartament Takano na ten czas, ale jego ojciec mieszkał bliżej, no i... cóż Tomo się trochę bał, że bez kogoś nad sobą, może w ogóle przestać jeść w ferworze walki, a tak chociaż jeden posiłek dziennie siłą rzeczy zje, by ojciec Takano nie głodował.
- A to pech - westchnął tylko jego tata, przytulając lekko wnuka do siebie. - No nic to...
- Jak to jedziesz do Tokyo?! - mama Tomo opuściła sztućce na stół z lekkim hukiem. - Nic mi o tym nie wiadomo - warknęła. - A testy?! Będziesz tam grał tak?! Znów wpadniesz w alkoholizm - fuknęła, zapominając kompletnie że Yuya jest z nimi. Tomo ostrożnie odłożył swoje sztućce i złapał matkę za rękę.
- Uhm chyba musimy porozmawiać sami - zdecydował biorąc ją do sypialni.
Yuya zatkał już wcześniej uszy dłońmi bojąc się takich kłótni.
- I babcia nie uderzy wujka? - zapytał zaraz cichutko, przytulając się do Takano z całych sił.
- Ale tatuś nie krzyczy - odparł chłopiec, wtulając się w niego jeszcze mocniej. Troszkę się bał, więc... było to naturalne.
Tomo wyszedł z sypialni zaraz po swojej mamie, ale ona wróciła do stołu a on poszedł na taras zapalić. Założył wcześniej na siebie bluzę Takano i narzucił kaptur na głowę.
- Tatusiu? - Yuya jeszcze chwilkę się do niego tulił uspokajając. - Mogę pójść pobawić się z pieskami?
- Nic się nie stało, wszystko jest w należytym porządku - mruknął zaciskając jedną pięść. Potrząsnął przecząco głową. Nie było mowy o żadnym buchu. - Możesz sobie przecież wziąć fajkę, nie zabraniam ci przecież - spuścił wzrok zaciągając się papierosem.
- Wszystko jest ok, tylko serce mnie boli - odparł mu na to, naciągając mocniej kaptur na głowę, bo przecież mu nie pokaże, że jest na granicy rozklejenia się. Że też musiał tu przyleźć akurat teraz... tzn Tomo wcale się nie dziwił ale mimo wszystko mu to na rękę nie było.
- Uhm... a możesz wrócić za chwilę? Teraz... nie mam ochoty rozmawiać, przepraszam - westchnął cicho, czując że jednak jest beznadziejny.
Tomo skinął tylko głową, siadając teraz na ławce i przymykając oczy. Wypalił cztery papierosy, zanim wreszcie się trochę uspokoił.
- O Tokyo - odparł ze słabym uśmiechem, na razie odkładając papierosy do kieszeni. - Mama po prostu mi nie ufa pod względem nałogów - wyjaśnił krótko. - Nie chce przyjąć do wiadomości, że przecież ja też mogę się zmienić... i że przecież nawet się zabezpieczam. Dlatego chcę też mieszkać u twojego taty, bo sam nie czułem się dość pewnie pod tym względem - zacisnął wargi. - A tak... będę wiedział, że on tam jest i że nie wolno wrócić pijanym, bo przecież będzie się martwił... No i ty i Yuya... nie chciałbym znów robić takich problemów.
- Nie jesteś zły, że zatrzymuję się u twojego taty? - zapytał zaraz, przytulając czoło do jego czoła. - Nie chcę żebyś był za to zły...
- Postaram się przestać, ale to nadal dla mnie trudne, wiesz? - uśmiechnął się krzywo. - Bardzo... bo zawsze wszyscy byli na mnie o coś źli więc...
- I jak mam zły dzień a ty podpadniesz czymś głupim - uśmiechnął się, ocierając pojedyncze łzy z oczu. Odetchnął głęboko, obejmując go za szyję, żeby troszkę się do niego przytulić.
- Un wiem - uśmiechnął się delikatnie. - Tylko mi przykro przez mamę...
- Uhm powiedziała, że mnie nie wypisze ze szpitala dopóki mi pomysł z Tokyo nie minie - odparł cicho, wtuljąc się w niego mocniej. - Ja wiem że się martwi, ale to boli... jest mi przykro ze tak mi nie ufa.
- Uhm... - Tomo puścił go od razu, już doszczętnie ocierając łzy. - Nie chciałem wtedy nic pić ani brać - dodał spokojnie, choć Takano to wiedział. On po prostu odczuwał potrzebę by to przypomnieć
- Bardzo było ze mną źle? - zapytał bo on tego tak nie odczuwał. Oparł głowę o jego ramię i zamknął na chwilę oczy.
- Najtrudniej było jak przestały bo mnie wtedy ciągnęło trochę do nich - zadrżał lekko z zimna i schował dłonie w kieszenie bluzy Takano. - Uhm wrócisz ze mną do środka? Trochę mi zimno...
- Wujek! - chłopiec wziął go za rękę do swojego pokoju i dał mu gitarę do rąk, prosząc o piosenkę.
- Kochanie uhm... mogę tylko pośpiewać? Rączka mnie trochę boli i nie dam rady zagrać.
- Jak tylko długo będziesz chciał - poczochrał go po włoskach, po czym jeszcze zapytał go o repretuar i zaczął śpiewać.
- A ty jesteś okropny - odparł wesoło Tomo, tuląc malca do siebie. - żeby w ogóle nie pomóc mi ze śpiewaniem to już szczyt wszystkiego - zacżął go łaskotać.
Prześlij komentarz