- I nie zawołałeś? Pożegnać się nam nie dałeś - jęknął teatralnie Tomo zaraz wstając i wypuszczając Yuyę spod wpływu tortur. - Ze wszystkimi bajerami? - zapytał zaraz Takano idąc z malcem do salonu. - I obejrzymy drugą Syrenkę?
- I się wymknęli, głupole - zachichotał Tomo siadając na swoim ulubionym fotelu i biorąc sobie duży kubek czekolady. - Ale dzisiaj nas rozpieszczasz - wyszczerzył się do Takano. - Tatusiu, wujku a ja dzisiaj idę spać do dziadzi. Dziadzia przyjdzie po mnie - oświadczył Yuya siadając na kanapie ze swoim kubeczkiem. - Bo ja stęskniłem się za dziadzią. Dawno go nie widziałem... i zadzwoniłem dzisiaj do dziadzi.
- Ale ja zapytałem wczoraj czy mogę odwiedzić dziadzię i tatuś i wujek powiedzieliście że mogę jak dziadziuś się zgodzi - odparł chłopiec nie rozumiejąc co zrobił nie tak. - Przepraszam tatuś - przytulił się do niego mocno.
- Bo my dwa chudzielce i dla grubaska już nie ma miejsca - zażartował sobie Tomo, przytulając mocno Yuyę do siebie. - Poza tym dzisiaj mamy dzień przytulanek.
Po skończeniu bajki, Yuya poszedł się spakować, a gdy tylko przyszedł dziadek, pożegnał się z 'rodzicami' i poszedł z nim. Tomo uśmiechnął się lekko, zamykając za nimi drzwi i opierając się o nie lekko. - Za dwa dni mogę iść do pracy - oznajmił, obejmując Takano ramionami i mocno go całując. Wsunął dłonie w spodnie mężczyzny, od razu odnajdując jego przyrodzenie.
Tomo pokręcił przecząco głową, dalej go całując. - Masz dzisiaj dyspensę bo dostałem aż dwie czekolady i jedną muszę spalić - pokazał mu język. - No i w ramach podziękowań... za dziś. Że przy mnie byłeś, ale zrozumiałeś że chcę być chwilę sam i to uszanowałeś - dodał, obejmując go mocno ramionami.
- Mhm więc takie przerwy będą potrzebne - zaśmiał się cichutko, bo akurat horny Takano to dobry Takano. Ucałował go mocno w usta, po czym przesunął językiem po całej długości jego szczęki i zrobił mu malinkę na szyi. - Mójci on!
- Mhm bo długo nie szalałeś. Dzisiaj masz okazję - Tomo jęknął cicho, czując jak ten ssie jego sutek. Uniósł się delikatnie na łokciach, ale zaraz opadł na łóżko wyprężając się nieco. - Mhm za dobrze mnie już znasz...
Tomo zacisnął wówczas mocniej ręce na pościeli, nie spodziewając się aż takiej intensywności. Zamknął mocno oczy oddychając nieco chrapliwie. Nabierał głębokich ale szybkich oddechow, czując przyjemne mrowienie.
Tomo zacisnął mocniej ręce na pościeli, krzycząc niemal w usta mężczyzny kiedy szczytował. Oddychał nieco ciężej teraz, a Takano zabierał się za drugą rundkę. Oddawał mu pocłunki z pasją, obejmując go ramionami i wtulając w niego głowę.
[a nic takie debile siedzą i operują w blogach grupowych xD]
Tomo zacisnął lekko zęby na swoich wargach i oplótł nogami biodra Takano by zwiększyć trochę doznania. Całował każdą najmniejszą część twarzy mężczyzny. Kochał go mocniej niż przypuszczał.
[aż szkoda słów, na jednym z blogów moja kumpela została oskarżona przez administrację o złamanie regulaminu. Nie złamała go w żadnym calu. Znalazła tylko jego nieścisłość i go obeszłą pięknie i teraz jest wielki bajzel xD admini sie wkurwiają bo coś jest nie po ich myśli, a bloggerzy stoją po jej stronie xD]
Tomo jęknął głucho, kiedy Takano wreszcie zaczął trafiać w jego czuły spot. Wygiął swe ciało w łuk i odetchnął głęboko, dochodząc po raz drugi.
[napisała notkę, w której jej postać (co ma moc tylko jednego żywiołu) użyła innego żywiołu bo bogini ktora ja opetala tak jej pozwolila. regulamin mowi nie można władać innym żywiołem. Ona na to ja nie władam, to była tylko dobra woli bogini i administracja sie pije, teraz zmienia regulamin zeby ja zgnebic. Moja kumpela powiedziała, że dopisze tylko 2 czy 3 notki i sie zawija z tego bloga]
Chłopak jęknął cicho, po czym objął go mocniej raminami samemu zaczynając się nieco poruszać. - No kochanie, coś rytm zwolniłeś... - sprowokował go troszkę.
- No nie wiem, czy i pod tym względem tak jest - roześmiał się serdecznie, wtulając mocniej w jego klatkę piersiową i zamykając oczka. Oddychał mocno i gwałtownie. Poczuł kiedy Takano znów w nim doszedł i wcale nie zwolnił.
Tomo zacisnął mocno wargi, odczuwając większą przyjemność niż normalnie. Takie przerwy mu służyły przynajmniej pod tym względem. Dopiero kiedy doszedł3 raz i Takano również poczuł łzy na policzkach. - Uhm Taka-chan, trochę boli - przyznał mu się, kiedy mężczyzna nie zwolnił i dążył do 4 orgazmu. - Przepraszam, ale boli.
- Mhm - Tomo przytulił się do niego mocno chwilę uspokajając oddech, zanim ucałował go jeszcze w szyję. - Już bolało, nie dałbym rady - szepnął, głaszcząc go po policzku. - Ale... - usiadł na łóżku zsuwając się trochę niżej. - Ale będzie czwarty raz trochę inny... - wziął jego przyrodzenie do buzi.
Tomo powoli pracował nad jego przyrodzeniem, ale dość krótko to trwało zanim Takano doszedł. Wtedy to chłopak wtulił się w niego, zamykając na chwilkę oczy. - Wykąpiemy się razem?
- Nie musisz mi dziękować - odparł z uśmiechem chłopak, przytulając się mocniej do mężczyzny. - A poniesiesz mnie? - zapytał zaraz. - I potem zjadłbym coś słodkiego... mamy coś?
- Mhm - Tomo odsunął się od niego trochę, rozwijając teraz bandaż z lewej ręki. Pozwolił mu się myć. - Zawiążesz mi go z powrotem później? - zapytał spokojnie.
- Po poludniu, tata mówił ze chce go wziąc na jakąś wycieczkę krótko, ale odstawi go koło 6 do domu, co by Yuya się wyspał do szkoły - odparł odchylając głowę do tyłu, co by Takano mógł swobodnie myć mu włosy./
- To dobrze - uśmiechnął się lekko Tomo, wstając w końcu z wanny i wycierając się. - Kochanie? A jak poleżę na kanapie w salonie to będzie za duża rozpusta już?
- Radzę sobie - potwierdził Tomo, jednak łapiąc się Takano dla podtrzymania się na nogach. - Trochę mnie wymęczyłeś - ucałował jego wargi. Już miał powiedzieć że przeprasza za to że nie dał rady 4 razu, ale ugryzł się w język. - Weźmiesz mnie na łapki?
- Kochanie? Będziesz mnie dzisiaj tulił ze wszystkich swoich sił? - zapytał go zaraz chłopak, ubierając przyniesiony przez niego dresik i podając mu łapkę do zabandażowania.
- Uhm kocham cię - ucałował go mocniej, po czym skończył swoją słodką przyjemność. - Kochanie? Możesz mi taki deser robić częściej - oświadczył wesoło.
- Dobrze kochanie - zgodził się zaraz Tomo,odkładając swoją miseczkę i przytulając się do niego teraz mocniej. - Uhm kochanie? Moim malutkim marzeniem jest zobaczyć Australię - przyznał mu jakoś tak.
- I będziesz tak mocno kochał już zawsze? - zapytał jeszcze, znów go muskając w usta po czym wziął go za rękę i poprowadził do studia nagrań. Podał mu słuchawki i mikrofon, po czym wpuścił podkład, samemu siadając na stołku naprzeciw niego i ustawiając sobie swój ulubiony mikrofon. - Zaśpiewaj ze mną - poprosił, podając mu tekst.
Po trzeciej próbie, Tomo wyłączył muzykę i usiadł Takano na kolanach. - Ja ciebie też strasznie mocno kocham - wycałował go mocno. - Piosenkę jutro dopracuję. Alex powiedział że może nawet znajdzie się na płycie jeśli wyrazisz na to zgodę - ucałował go znów.
- Nic nie popsujesz bo jesteś mój - pogłaskał go po policzku. - A śpiewać możemy razem nawet i bez nagrywania - dodał wesoło. - Może na jakimś ognichu?
- Możemy kochanie, no chyba że taki grill na trzy osoby. Ty, Yuya i ja - uśmiechnął się do niego delikatnie. - W ogródku. Nikt więcej - objął go mocno. - Ale jeśli nie chcesz to nie - dodał jeszcze spokojnie, nie chcąc Takano do niczego zmuszać.
- No dobrze - Tomo skinął głową tak naprawdę rozumiejąc jego strach, w końcu prawie spłonął. - Mhm zrobimy sobie kawkę i poczytamy trochę? Ty swoje ja swoje?
- Um... no dobrze, ale ja soibie poczytam jeszcze trochę. Zacząłem taki rozdział, że nie będę mógł zasnąć zanim nie dowiem się co się stało - wyznał ze śmiechem.
Tomo natomiast poszedł najpierw za nim, żeby mu trochę pomóc przy zmianie pościeli, po czym nalał sobie soku do szklanki i pod kocykiem usiadł z książką w salonie.
- Możesz, możesz - Siadział jednak w łóżku , bo tak było mu wygodniej czytać. Poczochrał Takano po włosach. - Dobranoc skarbie - uśmiechnął się do niego, wracając do lektury.
Tomo sen zmógł szybko i nie obudził się aż do 10 rano, kiedy to zbudził się poprzez zapach naleśników. Przetarł zaspane oczka i wstał z wielkim uśmiechem. - Moje ulubione śniadanko!
- Kocham cię - odparł na to tylko Tomo, kończąc swojego naleśnika, a drugiego przykrywając pustym talerzykiem. - Zostawiam na drugie śniadanie, zjem go - zapewnił Takano, popijając herbatkę.
Tomo w tym czasie wstawił pranie bo trochę im się nazbierało i pościelił ich łóżko, ubierając się przy tym. W między czasie zakręciło mu się w głowie i musiał chwilę to przeczekać, ale zignorował to. W końcu był zmęczony wczorajszymi ekscesami. - Taka-chan? Wypijesz soku?
- Naprawdę? - Tomo spojrzał na niego wyraźnie zdziwiony. - No to pójdziemy na pewno - ucałował go mocno wstając z miejsca i idąc do łaienki. Wywiesił pranie na dworze, po czym opadł na sofę bez sił. - I posmakujemy wszystkie potrawy.
- Ale ja chcę podpatrzeć - jęknął Tomo. - No weź... potem po obiedzie popracuję nad piosenkami, dam ci posłuchać i jeszcze przed przyjściem taty zrobię sobie drzemkę. Potem tata przyjdzie to postawimy mu kawę i licze na inwencję twórczą do deseru - musnął jego nosek. - I potem szybko do wyrka.
- Bardzo ważne, chcę zobaczyć jak rybkę przygotowujesz - burknął nieustępliwie Tomo, wstając znów z kanapy. - No to hop siup do kuchni - pociągnął ze śmiechem Takano za rękaw bluzy.
Tomo uśmiechnął się szeroko, przystając obok niego i pomagając mu odrobinę podając składniki potrzebne w przepisie. - Mój mistrz - ucałował go w policzek.
- Deser jak wróci Yuya? - zapytał na to Tomo, smakując rybkę. - Niebo w gębie - odparł zaraz z delikatnym uśmiechem. - Ja zrobię deser... bułeczki z czekoladą i trochę bitej śmietany.
- I teraz to wszystko moja wina, tak? - prychnął na żarty. - Ja nie wiem, zawsze z tobą rozmawiam i cale ci to nie przeszkadza - dodał wzdychając nieco i dalej jedząc rybkę.
- Ech bo mi się trochę kręci w głowie - odparł zgodnie z prawdą, nie oszukując go już dłużej. - Ale to nic takiego - dodał jeszcze, jedząc rybkę dalej.
- Ale ja chcę jeszcze popracować nad piosenką. Daj mi te dwie godzinki. Zaraz potem zrobię wam bułeczki i pójdę spać - obiecał, odkładając pół rybki na później i idąc do studia, by zacząć obrabiać piosenkę.
Tomo popracował jednak tylko godzinkę, uznając że trochę może odpuścić. Gotowy produkt jednej piosenki wrzucił na pendrive Takano, z którego ten zawsze słuchał muzyki, po czym zabrał się za pieczenie deseru. Jak już bułki były w piekarniku poinstruował Takano o czasie kiedy ten powinien wyciągnąć je z niego i poszedł się położyć na kanapie.
Tomo obudził się nagle z lekkim przerażeniem malującym mu się na twarzy. Bez słowa odnalazł Takano, który zaczytał się w kuchni i wpakował mu się na kolana, mocno się w niego wtulając.
- Nie matkuj mi - pogroził mu palcem przed nosem i zaraz ucałował ten jego głupi nochalek, po czym ubrał buty i nałożył na siebie bluzę. - No malenstwa, idziemy pobiega - zgarnął wszystkie psiaki.
- Pa mamo - burknął na niego Tomo trzaskając nieco drzwiami. - Że też trafił mi się taki facet... jak go wychowałas Jolie - fuknął na suczkę i ruszył z nimi na plażę.
Tomo posiedział na piasku, kiedy już uznał że odeszli wystarczająco daleko i dał psiakom sie wyszaleć, a w drodze powrotnej wstąpił do taty i razem z nim i Yuyą wrócili do domu.
- Bardzo, bardzo! - chłopiec był podekscytowany ale i przestraszony i ciągle siedział Takano na kolanach, od kiedy przeszli odprawę. - Ale kochanie nie ma czego - Tomo poczochrał malca po włosach, sprawdzając jeszcze raz czy mają bilety.
- Ja? - zdziwiło go trochę to pytanie. Przeczesał dłonią włosy i uśmiechnął się lekko. - Dobrze, jestem wyspany, czuję się dobrze, bilety mamy, paszporty też - wymienił. - Jest ok.
- Uhm, pierwszy... ale nic mi nie jest - zapewnił go wstając zaraz z miejsca i przytulając się do jego ramienia. - Bo... jesteś ze mną - uśmiechnął się lekko.
Yuya całą drogę komentował im co widzi za oknem i cieszył się, że może lecieć w chmurach z wypiekami na twarzy, a Tomo przysnął w połowie, budząc się tuż przy lądowaniu.
- Czyli mieszkamy u Kou? - ucieszył się Tomo, ziewając nieco i przeglądając turystyczny przewodnik, który sobie zakupił, co by mieli co zwiedzać. - Wujek! - Yuya był pierwszym, który go zobaczył. Ruszył szybko w stronę Kou.
- Hej młody - Kouyuki objął brata przyjaźnie, po czym wziął Yuyę na ręce. - Zapraszam najpierw na obiad... moja żonka nie odpuści wam go... wybacz Takano... próbowałem, ale mam nóż na gardle...
- Słodki braciszku, to tobie zmyje głowę za to że u nas nie zostajecie - odparował na to mężczyzna, wkładając ich torby do bagażnika i zapinając Yuyę w foteliku dla dzieci. Tomo usiadł z przodu, czując że tak będzie lepiej. - Taka-chan? Pomogę ci z tortem - stwierdził zaraz wesoło.
- Ja - odparł na to Kou. - Wezmę małego do zoo - stwierdził spokojnie. - Dzięki - Tomo uśmiechnął się do niego lekko, a Yuya klepnął Takano w kolano, żeby mu pokazać fajniejszy budynek. - Tatusiu! Ale pójdziemy na długi spacer?
- Nie wzdychaj już tak. Sam mi to obiecałeś dawno temu - burknął w odpowiedzi Tomo, wysiadając z samochodu i idąc na spotkanie ze swoją psiapsiółą. - Widze, że i ty pod pantoflem jesteś - zachichotał Kou, pomagając Yuyi wysiąść z samochodu.
- Jak moja córa urośnie to już w ogóle będę na straconej pozycji... musze sobie synka zrobić - stwierdził poważnie Kou wchodząc do domu i ściągając buty.
- Ty! - kobieta rzuciła się na niego z wałkiem do wyrabiania ciasta, ale zamiast go stłuc, objęła go przyjaźnie. - Nienawidze cię już. Hotel... hotel wybrał bo on tu nie ma rodziny i nie ma gdzie się zatrzymać! - prychnęła puszczając go i wracając do kuchni. - Nie odzywaj się nawet do mnie.
- Ale potem zostajesz tydzień w tym hotelu, tydzień - fuknęła na niego. - Tydzień po weselu - pokręciła przecząco głową, sprawdzając jak się ma jej ciasto.
- Lepiej żebyś zaczął do tego przywykać. Hotelowe łóżko nie jest twoje - burknęła. - Tysiące ludzi na nim już spało - była wściekła na tego faceta bo myślała, że sa rodziną i chyba trochę się pomyliła. - Kochanie tłumaczyłem ci jaki jest Takano - wtrącił się Kouyuki. - Następnym razem nie zatrzymujemy się u niego, nigdy już się u niego nie zatrzymam. Będziemy się spotykać w restauracji hotelowej - warknęła wychodząc z kuchni. - Nogi nie postawię w jego domu! - Ech przepraszam - Kou westchnął ciężko. Jego kobieta miała swoje humorki i trochę racji w tym co mówiła też.
- Tak, ale ona patrzy na to trochę inaczej... trochę jak twój facet. Po co wydawać bez sensu pieniądze jak można zatrzymać się u rodziny? - skomentował. - Ej! Ja tego nie powiedziałem - sprzeciwił się Tomo. - Ale tak myślisz, jesteście po jednych pieniądzach - pokazał mu język, na co Tomo wywrócił tylko oczyma biorąc jeszcze swoje leki i przykucając przed piekarnikiem. - Skończe obiad - stwierdził tylko.
- No przecież nic ci nie mówię - powtórzył tylko Tomo, niezadowolony że rozmowa z Mary przeszła na niego. - Nie podburzyłem jej w żadnym calu - fuknął na niego. - Nie potrzebuję pomocy. - Idź do swojej bratanicy głupolu - poradził mu z uśmiechem.
- Mój mąż wie, kiedy może wydawać pieniądze a kiedy nie. Oszczędzamy teraz na większy dom - odparła chłodno. - I nigdy nie zatrzymujemy się w hotelu jeśli tego nie potrzeba, ale u was będzie potrzeba więc wtedy Kou sobie powydaje - dodała zraniona dogłębnie zachowaniem Takano. Jak on w ogóle tak mógł?!
- Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej - odparła na to wstając. - Domyśl się - dodała jeszcze. - Hotel... zachowujesz się jak nieznajomy! Yuya uciekł do kuchni, uznając że woli spędzić trochę czasu z Tomo i Kouyukim.
- Nie mogę - oznajmiła chłodno. - To cud że śpisz u Tomo - dodała jeszcze wracając do kuchni i nakrywając do stołu. - Zaraz będzie obiad i będziesz mógł wracać do swojego ukochanego hotelu - fuknęła.
- Przestań mi tu kręcić, że nie możesz spać gdzieindziej. Trochę mnie to dziwi, że wolisz spać w łóżku hotelowym niż tutaj, ale rozumiem pan Takano potrzebuje czegoś ekstra, czego ten hotel nie zapewnia - warknęła, siadając do stołu i zabierając się do jedzenia odetchnęła kilka razy, po czym już zupełnie innym tonem rozpoczęła rozmowę z Tomo. - To kiedy będziesz w Tokyo? - Najpewniej w przeciągu trzech tygodni - odparł zgodnie z prawdą. - Mam sporo pracy przed wyjazdem - dodał jeszcze wzdychając ciężko. - I też zatrzymujesz się w hotelu, jak Takano by to zrobił, gdyby tam akurat nie miał domu? Tomo wywrócił oczyma na ten przytyk skierowany do mężczyzny. - Nie, zatrzymuję się u ich ojca. - O matko! - Kou jęknął przeciągle. - Współczuję ci dogłębnie. Nie wiesz co to znaczy... będziesz jego kucharką. - Ach to, to już wiem... będę go uczył gotować - wzruszył ramionami. - Uważaj tylko żeby cię nie podpalił.
- Czepiacie się swojego ojca. Idę o zakłąd, że nie mieliście do niego cierpliwości - Tomo nie dał się im zbyć. - Dokładnie, nie dość że bogate szuje to jeszcze brak im obycia - pokręciła głową Mary. - Tak bym tego nie nazwał... - westchnął Tomo. - Fakt Takano jest nierodzinny... wybacz, ale to prawda - rzucił, zanim Takano zdążył mu zaprotestować. - Ale pracuję nad tym - uniósł kciuk do góry. - Już się nie sprzeciwia, gdy kogoś u siebie nocujemy. Kręci nosem, ale nie sprzeciwia. Niedługo będzie spał u rodzinki jak znalazł.
- Oj nie złość się tak, przecież mówię że nad tym pracujemy, a nie że tak od razu będzie - odparł spokojnei Tomo, całując go w policzek. - Smacznego - uznał, że czas zakończyć tę dyskusję.
- Ty się mnie też czepiasz i wtedy jest w porządku - zauważył spokojnie Tomo, może nie teraz ale ogólnie to i owszem. Kou roześmiał się serdecznie czochrając brata po włosach. - Jesteś na straconej pozycji - zauważył wesoło. - Ja już dawno przegrałem.
- Spróbuję tatuś - obiecał chłopiec, na razie jedząc dalej potrawę. Tomo natomiast spróbował tylko jednej i był pełen, więc odłożył pałeczki. - Dziękuję.
- To co? Idziemy? Miałes jeszcze pogadać z panem młodym - przypomniał mu Tomo, biorąc Yuyę za rączkę. - Podwiozę was - zaoferował się Kouyuki. - Ne... zawieziesz Takano? Ja się z Yuyą przejdziemy - uśmiechnął się Tomo, po czym spojrzał na Takano. - Bo trochę mi nie dobrze w samochodzie. Mapę mam... w razie co będziemy dzwonić.
- Ale mówiłeś że to pilne taka-chan... dlatego zaproponowąłem żeby cię podwiozl - odparł Tomo. - Oj wiem ale po drodze moglibyśmy zobaczyć... - pokazął mu na mapie jaką trase im zaplanował.
- No wiem, na ten krajoznawczy zaplanowałem inne rzeczy - odparł wesoło Tomo. - To jest tylko po drodze... a trasa ma może 2 godzinki. Yuya padnie ze zmęczenia i będzie nam ładnie spał - wyszczerzył się.
- Oj no to przecież mogłeś jechać do hotelu no - wymamrotał Tomo. - Sam powiedziałeś, że zrobisz sobie z nami spacer. Nie marudź teraz no - naburmuszył się trochę. - Obiecałem Yuyi że zjemy dobre lody - dodał jeszcze wesoło.
- Ale ja ci pomogę w kuchni, to pójdzie troszkę szybciej - ucałował go w policzek, ale nie zrobił nic więcej, bo wiedział że brak humoru nie sprzyja pieszczotom. - Kocham cię, wiesz? - dokończył swojego loda i zawołał Yuyę by ruszyli dalej.
Tomo był zadowolony z całego spaceru. Z uśmiechem na ustach go zakończył, pomógł Takano położyć Yuyę do łóżeczka, a Sam usiadał na kanapie. - Fajnie było - uśmiechnął się lekko.;l
Tomo w tym czasie poszedł jeszcze na krótki spacer, po czym położył się na kanapie na moment. - Naprawdę? - ożywił się gdy Takano wrócił do ich apartamentu. - No to swietnie.
- Ani trochę. Ja jeszcze sobie poczytam - ucałował go lekko. - Jakby mnie w łóżku nie było rano... to szukaj na kanapie - poprosił z delikatnym uśmiechem. - Łóżko jest tu strasznie miękkie...
- Nie przepraszaj - poprosił go tylko. - Tylko cię informuję co byś się nie załamał, że mnie nie ma - dodał jeszcze. - Dobranoc - zachichotał widząc zdechlaka.
Tomo poczytał sobie jeszcze trochę, po czym poszedł pod prysznic i również do łóżka. Godzinę później jednak przeniósł się na kanapę i jeszcze poczytał trochę zanim zasnął.
Tomo zmarszczył lekko brwi i otworzył jedno oko. - Jeszcze pięć minut - zarządził, zakrywając się kołdrą i obracając na drugi bok. - Idź się umyć pierwsz - wymamrotał niewyrąźnie ziewając lekko.
Tomo coś jeszcze mu pomarudził i po pięciu długich minutach wstał z westchnieniem, by obudzić malucha i jeszcze z nim trochę w łóżku poleżeć w oczekiwaniu na śniadanko.
- To dobrze - uśmiechnął się lekko Tomo, muskając jego usta i zapinając pasek od spodni. Uznał że będzie musiał iść niedługo kupić sobie nowe, bo te były za duże. - Ne, Taka-chan, jak skończymy to wieczorem stawiam ci duże lody - oświadczył wesoło.
- Mhm przecież tak się umawialiśmy. Ja ci tylko pomagam. Nie robię nic ponadto - ucałował go znów i splótł ich dłonie razem. - Chodźmy na śniadanko - poprosił go, łapiąc jeszcze Yuyę za rączkę.
- Naprawdę? Wujek powiedział, że pokaże mi jak wygląda prawdziwa żyrafa - ożywił się Yuya, opowiadając zaraz o tym co zobaczy. Tomo tymczasem, wtulił głowę w ramię Takano, wdychając jego zapach.
- Tak jest! - Yuya wyszczerzył się do nich i wybiegł z windy. - Tatuś szybciej! Wszystko nam zjedzą! - zamarudził rozśmieszając ich tym samym. - Yuyuś nie martw się - Tomo puścił wreszcie Takano i podszedł do chłopca. - Przecież Taka-chan to taka szycha że jak będziesz coś chciał, on ci to załatwi - ucałował malca w czółko i wcale z tym nie żartował.
Tomo wziął sobie tylko tosta i posmarował go sobie grubą warstwą nutelli. Usiadł obok Takano, a Yuya przybiegł zaraz z pełnym talerzem dobroci. - Wujek... wstydź się! - No co? Nutelli w domu nie mam - odparł urażony.
- Kotek... ale ty wiesz, że ja jem mało no - wymamrotał niezadowolony że tak się go czepiają. - Poza tym wziąłem sobie parę owoców na później - dodał jeszcze, pijąc swoją kawkę.
- Dlatego zostawiam sobie na niego miejsce - uśmiechnal się do niego szeroko. - I po cichu liczę na moją czekoladę w przerwie od pracy - ucałował go lekko, po czym skończył swojego tosta. - Ne Yuya? Ale jakbyś tęsknił, czy coś to dzwoń - poprosił chłopca.
- Oj ja wiem, uwielbiam twojego brata - uśmiechnął się Tomo. - Ale chcę by Yuya wiedział, że dla niego jesteśmy, zawsze - przytulił chłopca mocno do siebie.
- Trafię tatusiu - zapewnił go chłopiec. - Poczekam na ciebie w recepcji dobrze? - zaproponował więc Tomo. Bo przecież nie zostawi dziecka, póki Kou-chan po niego nie przyjdzie.
Tomo dołączył do niego po kwadransie. - Maluch był naprawdę podekscytowany - uśmiechnął się, myjac ręce i przystając przy wolnym stanowisku. - No szefie, w czym ci pomóc?
- Tak jest szefie - Tomo zasalutował mu znów i włączył radio. - Nie bedzie ci przeszkadzać? - zreflektował się zaraz, zabierając się do pracy. Pierwszą partię okładał pod dokładnym okiem Takano.
Tomo skinął głową, spokojnie robiąc wszystko co mu Takano poradził. Dodał miodu, kiedy ten mu to powiedział, cały czas mieszając. Uśmiechnął się do Takano, kiedy kończył. Zajął się zaraz drugim zadaniem.
- Tak jest - zachichotał Tomo, dając mu jeszcze buziaka. - Ja zrobię waniliowy - stwierdził zaraz, bo ten już robić umiał. Podpatrzył jak go robi Takano niedawno i zrobił parę razy.
Tomo odłoł na chwilę wszystko, by popatrzeć. - Ne Taka-chan? Nie przeszkadzam ci tu prawda? - upewnił się stawiajac obok niego kawę, co by chwile sobie odpoczął.
- To dobrze - Tomo odetchnął z ulgą siadając obok niego i teraz tylko patrząc jak Takano dekoruje ciasto. Sam sączył swoją kawę i zjadał trochę skrawków ciasta.
- Bomba - uśmiechnął się szeroko. - Jest niesamowity - skinął głową wstając z miejsca i lekko się do niego przytulając. - Kochanie przeszedłeś samego siebie.
Tomo objął go mocno, tylko się do niego przytulając. Nie chciał nic mu robić teraz, kiedy ten był taki zmęczony. - Ne, Taka-chan? Nie rób naszego tortu jeśli będziemy ślubować. Nie chcę żebyś tak się męczył - spojrzał mu prosto w oczy.
- Nie chciałbym takiego dużego ślubu - przyznał spokojnie, wychodząc na odpowiednim piętrze i idąc z Takano do pokoju. - Uhm... wypijemy kieliszek wina na balkonie? Tylko jeden kieliszek - ucałował go w policzek. Miał wielką ochotę na wino w tej chwili, ale się na nim nie znał i wolał by Takano wybrał.
- Tak jest szefie, jeden, nie więcej - obiecał mu z uśmiechem, przytulając się do niego mocniej i wychodząc na zewnątrz, by zapalić i poczekać na kieliszek.
- Dziękuję - Tomo ucałował go lekko w usta, skończył palić i oparł się o balustradkę, spoglądając na Seul. - Mhm Taka-chan - zaczął przesuwając palcem po brzegu kieliszka. - W przyszłym roku... w maju... wyjdziesz za mnie? - zapytał jakby nigdy nic, upijając zaraz porządny łyk wina.
- Za co dziękujesz? - zapytał cicho, rumieniąc się odrobinę i znów upijając trochę winka. Nie odwrócił się do niego, ale uśmiechnął mimo wszystko. - Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać... ale uhm to ja dziękuję... że wytrzymałeś...
- Myślałem o wakacjach na początku, ale nie wiem... nie wiem czy nie będę musiał zdecydować się na trasę koncertową, a wolałbym ją w lato a nie zimę - przyznał cicho, obracając się do niego przodem i wciąż trzymając kieliszek wina przed sobą. Wyciągnął z kieszeni obrączkę, którą nosił na łańcuszku i założył ją na szyję. - Ne... kocham cię, wiesz?
Tomo skinął lekko głową i też odłożył kieliszek na parapet, by zaraz objąć Takano obiema rękoma za szyję i się w niego wtulić. - Tak bardzo cię kocham - szepnął cicho. - Nie umiem... nie umiem już wyobrazić sobie życia bez ciebie - przyznał.
- Dlatego Yukan wygrywa z każdym większym miastem - zachichotał chłopak przymykając oczy. Poczuł się nieco słabiej, więc oparł się o Takano mocniej. - Wiesz... tam chyba jest mój dom jednak - stwierdził zagryzając lekko wargi.
Tomo potrząsnął przecząco głową, wtulając się znowu w niego i przymykając oczy. - Staram się, ale jak jem za dużo to mam wyrzuty sumienia... boję się zjeść wiecej by mi potem nie odbiło - przyznał mu się, zaciskając ręce mocniej na jego koszulce. - O... - odsunął się od niego. - Zapomniałem o lekach... - wymamrotał wracając szybko do pokoju by wyciągnąć je z lodówki. Matka by go zamordowała za to.
- Wiem, wiem - zgodził się z delikatnym uśmiechem. - Ale czekolady nie dostałem - poskarżył mu się trochę, tak dla zasady bardziej niż z prawdziwym oburzeniem. - Jak mi to pan zrekompensuje?
Tomo roześmiał się serdecznie siadając na łóżku i okrywając się trochę mocniej kołdrą. Zrobiło mu się chłodno. - Ne, a herbatkę też dostanę? - zapytał go zaraz.
Tomo zjadł połowę swojej poracji, resztę mu oddając i kładąc się z głową na kolanach Takano. - Ne... pójdę dziś szybciej spać - zdecydował ziewając. - Dobrze? Zmęczony jestem - przetarł oczy i wtulił twarz w jego brzuszek.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 401 – 600 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- I nie zawołałeś? Pożegnać się nam nie dałeś - jęknął teatralnie Tomo zaraz wstając i wypuszczając Yuyę spod wpływu tortur. - Ze wszystkimi bajerami? - zapytał zaraz Takano idąc z malcem do salonu.
- I obejrzymy drugą Syrenkę?
- I się wymknęli, głupole - zachichotał Tomo siadając na swoim ulubionym fotelu i biorąc sobie duży kubek czekolady. - Ale dzisiaj nas rozpieszczasz - wyszczerzył się do Takano.
- Tatusiu, wujku a ja dzisiaj idę spać do dziadzi. Dziadzia przyjdzie po mnie - oświadczył Yuya siadając na kanapie ze swoim kubeczkiem. - Bo ja stęskniłem się za dziadzią. Dawno go nie widziałem... i zadzwoniłem dzisiaj do dziadzi.
Ne ne ne? foch?
- Ale ja zapytałem wczoraj czy mogę odwiedzić dziadzię i tatuś i wujek powiedzieliście że mogę jak dziadziuś się zgodzi - odparł chłopiec nie rozumiejąc co zrobił nie tak. - Przepraszam tatuś - przytulił się do niego mocno.
- Taak - odparł zaraz wesoło dając tacie buziaka i siadając tuż obok Tomo ze swoją czekoladką. Czekał na bajkę z wypiekami na twarzy.
- Bo my dwa chudzielce i dla grubaska już nie ma miejsca - zażartował sobie Tomo, przytulając mocno Yuyę do siebie. - Poza tym dzisiaj mamy dzień przytulanek.
- Nie ty dostaniesz przytulanki później - obiecał mu Tomo. - Teraz czas na Yuyę - ucałował malca w policzek.
Po skończeniu bajki, Yuya poszedł się spakować, a gdy tylko przyszedł dziadek, pożegnał się z 'rodzicami' i poszedł z nim. Tomo uśmiechnął się lekko, zamykając za nimi drzwi i opierając się o nie lekko.
- Za dwa dni mogę iść do pracy - oznajmił, obejmując Takano ramionami i mocno go całując. Wsunął dłonie w spodnie mężczyzny, od razu odnajdując jego przyrodzenie.
Tomo pokręcił przecząco głową, dalej go całując.
- Masz dzisiaj dyspensę bo dostałem aż dwie czekolady i jedną muszę spalić - pokazał mu język. - No i w ramach podziękowań... za dziś. Że przy mnie byłeś, ale zrozumiałeś że chcę być chwilę sam i to uszanowałeś - dodał, obejmując go mocno ramionami.
- Kocham cię - szepnął mu do ucha chłopak, dłonią masując jego przyrodzenie. Naciskał na nie delikatnie, drugą wkładając mu pod koszulkę.
- Mhm więc takie przerwy będą potrzebne - zaśmiał się cichutko, bo akurat horny Takano to dobry Takano. Ucałował go mocno w usta, po czym przesunął językiem po całej długości jego szczęki i zrobił mu malinkę na szyi. - Mójci on!
Tomo zamknął powieki pozostając mu bierny. Tylko przyjmował jego pieszczoty delektując się nimi. Chciał mu pozwolić przejąć pałeczkę do samego końca.
- Mhm bo długo nie szalałeś. Dzisiaj masz okazję - Tomo jęknął cicho, czując jak ten ssie jego sutek. Uniósł się delikatnie na łokciach, ale zaraz opadł na łóżko wyprężając się nieco. - Mhm za dobrze mnie już znasz...
- Nigdy nie byłem z nikim tak długo - szepnął Tomo uśmiechając się do niego delikatnie. - Jesteś wyjątkowy.
- Mhm oddał mu pocałunek z pasją, zamykając przy tym oczy i nie kłócąc się o nich. Nawet o to świętowanie rocznicy. - Kocham cię - szepnął zaraz.
Tomo zacisnął wówczas mocniej ręce na pościeli, nie spodziewając się aż takiej intensywności. Zamknął mocno oczy oddychając nieco chrapliwie. Nabierał głębokich ale szybkich oddechow, czując przyjemne mrowienie.
Tomo zacisnął mocniej powieki oddychając coraz szybciej. Dawno nie miał nikogo w sobie, więc doznanie było jeszcze mocniejsze.
Tomo zacisnął mocniej ręce na pościeli, krzycząc niemal w usta mężczyzny kiedy szczytował. Oddychał nieco ciężej teraz, a Takano zabierał się za drugą rundkę. Oddawał mu pocłunki z pasją, obejmując go ramionami i wtulając w niego głowę.
[boże... jak mnie niektóre smarki wkurwiają :/]
- Wiem kochanie - uśmiechnął się do niego delikatnie, całując go zaraz mocno w usta i masując jego plecy dłońmi.
[a nic takie debile siedzą i operują w blogach grupowych xD]
Tomo zacisnął lekko zęby na swoich wargach i oplótł nogami biodra Takano by zwiększyć trochę doznania. Całował każdą najmniejszą część twarzy mężczyzny. Kochał go mocniej niż przypuszczał.
[aż szkoda słów, na jednym z blogów moja kumpela została oskarżona przez administrację o złamanie regulaminu. Nie złamała go w żadnym calu. Znalazła tylko jego nieścisłość i go obeszłą pięknie i teraz jest wielki bajzel xD admini sie wkurwiają bo coś jest nie po ich myśli, a bloggerzy stoją po jej stronie xD]
Tomo jęknął głucho, kiedy Takano wreszcie zaczął trafiać w jego czuły spot. Wygiął swe ciało w łuk i odetchnął głęboko, dochodząc po raz drugi.
[napisała notkę, w której jej postać (co ma moc tylko jednego żywiołu) użyła innego żywiołu bo bogini ktora ja opetala tak jej pozwolila. regulamin mowi nie można władać innym żywiołem. Ona na to ja nie władam, to była tylko dobra woli bogini i administracja sie pije, teraz zmienia regulamin zeby ja zgnebic. Moja kumpela powiedziała, że dopisze tylko 2 czy 3 notki i sie zawija z tego bloga]
- Mhm okrutnik - jęknął Tomo przygryzając delikatnie jego wargę. - Kocham cię
Chłopak jęknął cicho, po czym objął go mocniej raminami samemu zaczynając się nieco poruszać.
- No kochanie, coś rytm zwolniłeś... - sprowokował go troszkę.
Tomo uśmiechnął się do niego zawadiacko.
- Albo dopóki sam się nie zmęczysz - zachichotał całując go znów z całych sił.
- No nie wiem, czy i pod tym względem tak jest - roześmiał się serdecznie, wtulając mocniej w jego klatkę piersiową i zamykając oczka. Oddychał mocno i gwałtownie. Poczuł kiedy Takano znów w nim doszedł i wcale nie zwolnił.
- Z góry przepraszam za bolące ramionka kochanie, bo będziesz mnie nosił jutro - puścił do niego oczko śmiejąc się nieco.
Tomo zacisnął mocno wargi, odczuwając większą przyjemność niż normalnie. Takie przerwy mu służyły przynajmniej pod tym względem. Dopiero kiedy doszedł3 raz i Takano również poczuł łzy na policzkach.
- Uhm Taka-chan, trochę boli - przyznał mu się, kiedy mężczyzna nie zwolnił i dążył do 4 orgazmu. - Przepraszam, ale boli.
- Mhm - Tomo przytulił się do niego mocno chwilę uspokajając oddech, zanim ucałował go jeszcze w szyję. - Już bolało, nie dałbym rady - szepnął, głaszcząc go po policzku. - Ale... - usiadł na łóżku zsuwając się trochę niżej. - Ale będzie czwarty raz trochę inny... - wziął jego przyrodzenie do buzi.
Tomo powoli pracował nad jego przyrodzeniem, ale dość krótko to trwało zanim Takano doszedł. Wtedy to chłopak wtulił się w niego, zamykając na chwilkę oczy.
- Wykąpiemy się razem?
- Nie musisz mi dziękować - odparł z uśmiechem chłopak, przytulając się mocniej do mężczyzny. - A poniesiesz mnie? - zapytał zaraz. - I potem zjadłbym coś słodkiego... mamy coś?
- Mhm to ja bym coś pysznego zjadł... z bita śmietaną mogłoby być - usmiechnął się delikatnie, wtulając się w niego mocniej.
- Jeszcze ciebie chcę w wannie i będę przeszczęśliwy! - oświadczył wesoło.
Tomo uśmiechnął się szeroko, śmiało się o niego opierajac. Zamknął oczy ale tylko na chwilę, po czym zabrął sie za mycie.
- Mhm - Tomo odsunął się od niego trochę, rozwijając teraz bandaż z lewej ręki. Pozwolił mu się myć. - Zawiążesz mi go z powrotem później? - zapytał spokojnie.
- Po poludniu, tata mówił ze chce go wziąc na jakąś wycieczkę krótko, ale odstawi go koło 6 do domu, co by Yuya się wyspał do szkoły - odparł odchylając głowę do tyłu, co by Takano mógł swobodnie myć mu włosy./
- Chciałbym jutro trochę popracować nad piosenką. Tj dopracować ją technicznie, moje nagranie już. Dasz mi z dwie godzinki w studiu?
- Mhm... spróbujemy koreańskich potraw i pozwiedzamy troszkę - uśmiechnął się delikatnie. - Będziemy się dobrze bawić!
- To dobrze - uśmiechnął się lekko Tomo, wstając w końcu z wanny i wycierając się. - Kochanie? A jak poleżę na kanapie w salonie to będzie za duża rozpusta już?
- Radzę sobie - potwierdził Tomo, jednak łapiąc się Takano dla podtrzymania się na nogach. - Trochę mnie wymęczyłeś - ucałował jego wargi. Już miał powiedzieć że przeprasza za to że nie dał rady 4 razu, ale ugryzł się w język. - Weźmiesz mnie na łapki?
- No jesteś - wywrócił oczyma. - Było fajnie i przyjemnie, ale nie dałem rady czwartego razu. Pewnie jesteś zawiedziony - wtulił się w niego mocno.
- Kochanie? Będziesz mnie dzisiaj tulił ze wszystkich swoich sił? - zapytał go zaraz chłopak, ubierając przyniesiony przez niego dresik i podając mu łapkę do zabandażowania.
- Włączę muzykę - stwierdził na to, zaraz to robiąc i biorąc sobie książkę do poczytania.
- Mhm wygląda przepysznie - Tomo oblizał wargi, odkładając na moment książkę i posmakował chmurki. - Pyszne - oświadczył wesoło. - Kochanie dziękuję.
- A buzi też dostanę? - zapytał zaraz, jedząc deser dalej. Bita śmietana w połączeniu z owocami i musem była przepyszna.
- Ale może nie chcesz akurat teraz się tulić - usprawiedliwił się szybko, zaraz siadając mu na kolanach i dalej jedząc deser.
[dobranoc :***]
- No tak, ale wiesz że czasem ja nie mam bo mam zly humor czy coś - ucałował go w policzek. - Mama powiedząła, że jestem w miarę zdrowy - uśmiecńął si
- Uhm kocham cię - ucałował go mocniej, po czym skończył swoją słodką przyjemność. - Kochanie? Możesz mi taki deser robić częściej - oświadczył wesoło.
- Dobrze kochanie - zgodził się zaraz Tomo,odkładając swoją miseczkę i przytulając się do niego teraz mocniej. - Uhm kochanie? Moim malutkim marzeniem jest zobaczyć Australię - przyznał mu jakoś tak.
- Mhm dobrze - zgodził się z nim, wdychając teraz jego zapach i obejmując go ramionami. Musnął ustami jego wargi. - Kochasz mnie?
- I będziesz tak mocno kochał już zawsze? - zapytał jeszcze, znów go muskając w usta po czym wziął go za rękę i poprowadził do studia nagrań. Podał mu słuchawki i mikrofon, po czym wpuścił podkład, samemu siadając na stołku naprzeciw niego i ustawiając sobie swój ulubiony mikrofon. - Zaśpiewaj ze mną - poprosił, podając mu tekst.
Tomo zaśmiał się po pierwszej próbie nagrania i wyłączył melodię, całując Takano mocno.
- Ne ale odpręż się słonko - poradził mu wesoło.
- Nie oczekuję - przytulił go mocno. - Spokojnie masz tyle prób ile potrzebujesz - ucałował go w policzek, wpuszczając piosenkę od początku.
Po trzeciej próbie, Tomo wyłączył muzykę i usiadł Takano na kolanach.
- Ja ciebie też strasznie mocno kocham - wycałował go mocno. - Piosenkę jutro dopracuję. Alex powiedział że może nawet znajdzie się na płycie jeśli wyrazisz na to zgodę - ucałował go znów.
- Pokażę ci jutro jak wyszło - obiecał z delikatnym uśmiechem, wtulając się w niego z całych sił.
- Nic nie popsujesz bo jesteś mój - pogłaskał go po policzku. - A śpiewać możemy razem nawet i bez nagrywania - dodał wesoło. - Może na jakimś ognichu?
- Możemy kochanie, no chyba że taki grill na trzy osoby. Ty, Yuya i ja - uśmiechnął się do niego delikatnie. - W ogródku. Nikt więcej - objął go mocno. - Ale jeśli nie chcesz to nie - dodał jeszcze spokojnie, nie chcąc Takano do niczego zmuszać.
- Un dobrze - skinął lekko głową. Rozumiał to. - ne... a może chciałbyś pójść do psychologa? - zaproponował cicho. - Uhm no bo może by ci pomogło?
- Un ale jakby co zawsze możemy porozmawiać, albo gdzieś z tym iść - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Ja tam cię kochać będę do końca świata.
- No dobrze - Tomo skinął głową tak naprawdę rozumiejąc jego strach, w końcu prawie spłonął. - Mhm zrobimy sobie kawkę i poczytamy trochę? Ty swoje ja swoje?
- Um... no dobrze, ale ja soibie poczytam jeszcze trochę. Zacząłem taki rozdział, że nie będę mógł zasnąć zanim nie dowiem się co się stało - wyznał ze śmiechem.
Tomo natomiast poszedł najpierw za nim, żeby mu trochę pomóc przy zmianie pościeli, po czym nalał sobie soku do szklanki i pod kocykiem usiadł z książką w salonie.
- Ale na pewno? - upewnił się, biorąc sok i książkę i wchodząc do sypialni. - Ale jak będzie przeszkadzało to powiedz - poprosił.
- Możesz, możesz - Siadział jednak w łóżku , bo tak było mu wygodniej czytać. Poczochrał Takano po włosach. - Dobranoc skarbie - uśmiechnął się do niego, wracając do lektury.
Tomo czytał książkę aż do 3 nad ranem. Dopiero wtedy zgasił światło i odłożył książeczkę. Położył się do łóżka, zasypiając niemal od razu.
Tomo sen zmógł szybko i nie obudził się aż do 10 rano, kiedy to zbudził się poprzez zapach naleśników. Przetarł zaspane oczka i wstał z wielkim uśmiechem.
- Moje ulubione śniadanko!
- Troszkę boli - przyznał z delikatnym uśmiechem. - Ale idzie wytrzymać - dodał, siadając na podusi co by dupe oszczędzić.
- Kociak nie marudź bo następna nagroda będzie dopiero po 3 miesiącach - uśmiechnął się do niego słodko smakując naleśnika. - Pychotka!
- Zobaczymy słoneczko - pokazał mu język, w końcu Takano sam mu powiedział i przypomniał że jeszcze 3 miesiące kary.
- Taka-chan? Podasz mi moje leki, proszę? - poprosił, powoli kończąc pierwszego naleśniczka. - Ale nie na gwałtu rety...
- Dziękuję - Tomo posłał mu buziaka w powietrzu, biorąc od razu odpowiednie leki.
- Kocham cię - odparł na to tylko Tomo, kończąc swojego naleśnika, a drugiego przykrywając pustym talerzykiem. - Zostawiam na drugie śniadanie, zjem go - zapewnił Takano, popijając herbatkę.
Tomo w tym czasie wstawił pranie bo trochę im się nazbierało i pościelił ich łóżko, ubierając się przy tym. W między czasie zakręciło mu się w głowie i musiał chwilę to przeczekać, ale zignorował to. W końcu był zmęczony wczorajszymi ekscesami.
- Taka-chan? Wypijesz soku?
- Rybkę - odparł chłopak podając mu sok i siadając wygodnie na fotelu. - Tą twoją
Tomo pokręcił przecząco głową, upijając łyk swojego soczku. - No bo jeszcze będziesz chciał rundę numer dwa - zażartował pokazując mu język.
- Mhm dobrze - dopił swój soczek i przyszedł do niego, siadając tuż obok.
- Wiem, wiem - uśmiechnął się do niego. - Będę patrzył jak robisz rybkę, to następnym razem może też tak spróbuję - dodał z uśmiechem.
- Pójdziemy - odparł z uśmiechem, kładąc się z głową na jego kolanach. - Pomogę ci z gotowaniem - stwierdził wesoło.
Potrząsnął przecząco głową.
- Przecież odpoczywam, tu z tobą - odparł z uśmiechem. - Nic mi nie jest.
- Ale jak ty swojej nie założysz ja nie zamierzam jej zakładać - odparł swobodnie. Przecież nie chciał być tym jedynym.
- Dobrze - zgodził się z lekkim uśmiechem. - Kocham cię słoneczko - pocałował go w policzek.
- Naprawdę? - Tomo spojrzał na niego wyraźnie zdziwiony. - No to pójdziemy na pewno - ucałował go mocno wstając z miejsca i idąc do łaienki. Wywiesił pranie na dworze, po czym opadł na sofę bez sił. - I posmakujemy wszystkie potrawy.
- Ale ja chcę podpatrzeć - jęknął Tomo. - No weź... potem po obiedzie popracuję nad piosenkami, dam ci posłuchać i jeszcze przed przyjściem taty zrobię sobie drzemkę. Potem tata przyjdzie to postawimy mu kawę i licze na inwencję twórczą do deseru - musnął jego nosek. - I potem szybko do wyrka.
- Ale pomaganie ci z obiadkiem to przyjemność - wyszeptał Tomo, siadając mu na kolanach. - Nic mi nie będzie.
- Bardzo ważne, chcę zobaczyć jak rybkę przygotowujesz - burknął nieustępliwie Tomo, wstając znów z kanapy. - No to hop siup do kuchni - pociągnął ze śmiechem Takano za rękaw bluzy.
Tomo uśmiechnął się szeroko, przystając obok niego i pomagając mu odrobinę podając składniki potrzebne w przepisie.
- Mój mistrz - ucałował go w policzek.
- Będzie pyszna... już mi ślinka cieknie - oblizał wargi chichocząc nieco. - Położę się trochę - dodał gdy Takano wstawil rybkę do piekarnika.
Tomo wziął sobie kocyk i położył się na kanapie, po dwóch minutach zasypiając odrobinę.
- A buzi? - zapytał zaspany chłopak, przecierając oczy i siadając na kanapie, przeciągając się nieco.
- Mhm pachnie przepysznie - przyznał mu rację Tomo, jeszcze trochę ziewając i idąc za nim do kuchni. - A soku dostanę do niego?
- Mam wspaniałego faceta - skradł mu buziaka siadając do stołu i zamknął oczy wąchając jedzonko. - Mhm aż żal zjeść...
- Deser jak wróci Yuya? - zapytał na to Tomo, smakując rybkę. - Niebo w gębie - odparł zaraz z delikatnym uśmiechem. - Ja zrobię deser... bułeczki z czekoladą i trochę bitej śmietany.
- Pyszne, przepyszne - zachichotał Tomo. - Hm... kupimy fajerwerki na ten festyn. Zobaczysz jak to się obchodzi festyn na wsi.
- Mhm dobrze - nachylił się nad stołem i ucałował go lekko.
- Oj no bo lubię cię całować i gadać z tobą też - zjadł trochę rybki.
Tomo wywrócił oczyma i uśmiechnął się delikatnie.
- Tak mamo... nie będzie rozmów przy obiedzie...
- I teraz to wszystko moja wina, tak? - prychnął na żarty. - Ja nie wiem, zawsze z tobą rozmawiam i cale ci to nie przeszkadza - dodał wzdychając nieco i dalej jedząc rybkę.
- Ech bo mi się trochę kręci w głowie - odparł zgodnie z prawdą, nie oszukując go już dłużej. - Ale to nic takiego - dodał jeszcze, jedząc rybkę dalej.
- Ale ja chcę jeszcze popracować nad piosenką. Daj mi te dwie godzinki. Zaraz potem zrobię wam bułeczki i pójdę spać - obiecał, odkładając pół rybki na później i idąc do studia, by zacząć obrabiać piosenkę.
Tomo popracował jednak tylko godzinkę, uznając że trochę może odpuścić. Gotowy produkt jednej piosenki wrzucił na pendrive Takano, z którego ten zawsze słuchał muzyki, po czym zabrał się za pieczenie deseru. Jak już bułki były w piekarniku poinstruował Takano o czasie kiedy ten powinien wyciągnąć je z niego i poszedł się położyć na kanapie.
Tomo obudził się nagle z lekkim przerażeniem malującym mu się na twarzy. Bez słowa odnalazł Takano, który zaczytał się w kuchni i wpakował mu się na kolana, mocno się w niego wtulając.
- To tylko zły sen - odparł cicho Tomo. - Nie pamiętam jaki ale musiałem się przytulić...
- Już mi lepiej kochanie, musiałem się tylko chwilkę potulić - ucałował go delikatnie i wstawił sobie resztę rybki do mikrofalówki.
- Już jest dobrze - potwierdził chłopak, siadając obok niego z resztą swojej rybki i jedząc ją dalej.
- Takich mieć nie mogę bo się podniecę i będzie problem - zaśmiał się chłopak.
- Baka! - Tomo spłonął rumieńcem kończąc rybkę i wstawił talerz do zmywarki. - Idę z psiakami na spacer - zdecydował.
- Nie matkuj mi - pogroził mu palcem przed nosem i zaraz ucałował ten jego głupi nochalek, po czym ubrał buty i nałożył na siebie bluzę. - No malenstwa, idziemy pobiega - zgarnął wszystkie psiaki.
- Pa mamo - burknął na niego Tomo trzaskając nieco drzwiami. - Że też trafił mi się taki facet... jak go wychowałas Jolie - fuknął na suczkę i ruszył z nimi na plażę.
[ne ne ne xD przesuwamy tydzień aż do Korei? xD]
Tomo posiedział na piasku, kiedy już uznał że odeszli wystarczająco daleko i dał psiakom sie wyszaleć, a w drodze powrotnej wstąpił do taty i razem z nim i Yuyą wrócili do domu.
- Bardzo, bardzo! - chłopiec był podekscytowany ale i przestraszony i ciągle siedział Takano na kolanach, od kiedy przeszli odprawę.
- Ale kochanie nie ma czego - Tomo poczochrał malca po włosach, sprawdzając jeszcze raz czy mają bilety.
- Ja? - zdziwiło go trochę to pytanie. Przeczesał dłonią włosy i uśmiechnął się lekko. - Dobrze, jestem wyspany, czuję się dobrze, bilety mamy, paszporty też - wymienił. - Jest ok.
- Uhm, pierwszy... ale nic mi nie jest - zapewnił go wstając zaraz z miejsca i przytulając się do jego ramienia. - Bo... jesteś ze mną - uśmiechnął się lekko.
Yuya całą drogę komentował im co widzi za oknem i cieszył się, że może lecieć w chmurach z wypiekami na twarzy, a Tomo przysnął w połowie, budząc się tuż przy lądowaniu.
- Czyli mieszkamy u Kou? - ucieszył się Tomo, ziewając nieco i przeglądając turystyczny przewodnik, który sobie zakupił, co by mieli co zwiedzać.
- Wujek! - Yuya był pierwszym, który go zobaczył. Ruszył szybko w stronę Kou.
- Hej młody - Kouyuki objął brata przyjaźnie, po czym wziął Yuyę na ręce. - Zapraszam najpierw na obiad... moja żonka nie odpuści wam go... wybacz Takano... próbowałem, ale mam nóż na gardle...
- Słodki braciszku, to tobie zmyje głowę za to że u nas nie zostajecie - odparował na to mężczyzna, wkładając ich torby do bagażnika i zapinając Yuyę w foteliku dla dzieci. Tomo usiadł z przodu, czując że tak będzie lepiej.
- Taka-chan? Pomogę ci z tortem - stwierdził zaraz wesoło.
- Ja - odparł na to Kou. - Wezmę małego do zoo - stwierdził spokojnie.
- Dzięki - Tomo uśmiechnął się do niego lekko, a Yuya klepnął Takano w kolano, żeby mu pokazać fajniejszy budynek.
- Tatusiu! Ale pójdziemy na długi spacer?
- Nie wzdychaj już tak. Sam mi to obiecałeś dawno temu - burknął w odpowiedzi Tomo, wysiadając z samochodu i idąc na spotkanie ze swoją psiapsiółą.
- Widze, że i ty pod pantoflem jesteś - zachichotał Kou, pomagając Yuyi wysiąść z samochodu.
- Jak moja córa urośnie to już w ogóle będę na straconej pozycji... musze sobie synka zrobić - stwierdził poważnie Kou wchodząc do domu i ściągając buty.
- Ty! - kobieta rzuciła się na niego z wałkiem do wyrabiania ciasta, ale zamiast go stłuc, objęła go przyjaźnie. - Nienawidze cię już. Hotel... hotel wybrał bo on tu nie ma rodziny i nie ma gdzie się zatrzymać! - prychnęła puszczając go i wracając do kuchni. - Nie odzywaj się nawet do mnie.
- Ale potem zostajesz tydzień w tym hotelu, tydzień - fuknęła na niego. - Tydzień po weselu - pokręciła przecząco głową, sprawdzając jak się ma jej ciasto.
- Lepiej żebyś zaczął do tego przywykać. Hotelowe łóżko nie jest twoje - burknęła. - Tysiące ludzi na nim już spało - była wściekła na tego faceta bo myślała, że sa rodziną i chyba trochę się pomyliła.
- Kochanie tłumaczyłem ci jaki jest Takano - wtrącił się Kouyuki.
- Następnym razem nie zatrzymujemy się u niego, nigdy już się u niego nie zatrzymam. Będziemy się spotykać w restauracji hotelowej - warknęła wychodząc z kuchni. - Nogi nie postawię w jego domu!
- Ech przepraszam - Kou westchnął ciężko. Jego kobieta miała swoje humorki i trochę racji w tym co mówiła też.
- Tak, ale ona patrzy na to trochę inaczej... trochę jak twój facet. Po co wydawać bez sensu pieniądze jak można zatrzymać się u rodziny? - skomentował.
- Ej! Ja tego nie powiedziałem - sprzeciwił się Tomo.
- Ale tak myślisz, jesteście po jednych pieniądzach - pokazał mu język, na co Tomo wywrócił tylko oczyma biorąc jeszcze swoje leki i przykucając przed piekarnikiem.
- Skończe obiad - stwierdził tylko.
- No przecież nic ci nie mówię - powtórzył tylko Tomo, niezadowolony że rozmowa z Mary przeszła na niego. - Nie podburzyłem jej w żadnym calu - fuknął na niego. - Nie potrzebuję pomocy. - Idź do swojej bratanicy głupolu - poradził mu z uśmiechem.
- Mary rozmawia z twoim synkiem, więc masz droge czystą - odparł swobodnie Kou, przystając obok Tomo i zostając z nim w kuchni.
Mary skutecznie go ignorowała rozmawiając tylko z Yuyą, nadal na niego obrażona. Bo kto to widział? Głupi bogacz i tyle.
- Mój mąż wie, kiedy może wydawać pieniądze a kiedy nie. Oszczędzamy teraz na większy dom - odparła chłodno. - I nigdy nie zatrzymujemy się w hotelu jeśli tego nie potrzeba, ale u was będzie potrzeba więc wtedy Kou sobie powydaje - dodała zraniona dogłębnie zachowaniem Takano. Jak on w ogóle tak mógł?!
- Nie denerwuj mnie jeszcze bardziej - odparła na to wstając. - Domyśl się - dodała jeszcze. - Hotel... zachowujesz się jak nieznajomy!
Yuya uciekł do kuchni, uznając że woli spędzić trochę czasu z Tomo i Kouyukim.
- Nie mogę - oznajmiła chłodno. - To cud że śpisz u Tomo - dodała jeszcze wracając do kuchni i nakrywając do stołu. - Zaraz będzie obiad i będziesz mógł wracać do swojego ukochanego hotelu - fuknęła.
- Przestań mi tu kręcić, że nie możesz spać gdzieindziej. Trochę mnie to dziwi, że wolisz spać w łóżku hotelowym niż tutaj, ale rozumiem pan Takano potrzebuje czegoś ekstra, czego ten hotel nie zapewnia - warknęła, siadając do stołu i zabierając się do jedzenia odetchnęła kilka razy, po czym już zupełnie innym tonem rozpoczęła rozmowę z Tomo. - To kiedy będziesz w Tokyo?
- Najpewniej w przeciągu trzech tygodni - odparł zgodnie z prawdą. - Mam sporo pracy przed wyjazdem - dodał jeszcze wzdychając ciężko.
- I też zatrzymujesz się w hotelu, jak Takano by to zrobił, gdyby tam akurat nie miał domu?
Tomo wywrócił oczyma na ten przytyk skierowany do mężczyzny.
- Nie, zatrzymuję się u ich ojca.
- O matko! - Kou jęknął przeciągle. - Współczuję ci dogłębnie. Nie wiesz co to znaczy... będziesz jego kucharką.
- Ach to, to już wiem... będę go uczył gotować - wzruszył ramionami.
- Uważaj tylko żeby cię nie podpalił.
- Czepiacie się swojego ojca. Idę o zakłąd, że nie mieliście do niego cierpliwości - Tomo nie dał się im zbyć.
- Dokładnie, nie dość że bogate szuje to jeszcze brak im obycia - pokręciła głową Mary.
- Tak bym tego nie nazwał... - westchnął Tomo. - Fakt Takano jest nierodzinny... wybacz, ale to prawda - rzucił, zanim Takano zdążył mu zaprotestować. - Ale pracuję nad tym - uniósł kciuk do góry. - Już się nie sprzeciwia, gdy kogoś u siebie nocujemy. Kręci nosem, ale nie sprzeciwia. Niedługo będzie spał u rodzinki jak znalazł.
- Oj nie złość się tak, przecież mówię że nad tym pracujemy, a nie że tak od razu będzie - odparł spokojnei Tomo, całując go w policzek. - Smacznego - uznał, że czas zakończyć tę dyskusję.
- Ty się mnie też czepiasz i wtedy jest w porządku - zauważył spokojnie Tomo, może nie teraz ale ogólnie to i owszem. Kou roześmiał się serdecznie czochrając brata po włosach.
- Jesteś na straconej pozycji - zauważył wesoło. - Ja już dawno przegrałem.
- A co to jest Japchee? - zapytał chłopiec, nakładając sobie trochę potrawy i czekając na wyjaśnienia zanim nawet jej spróbował.
Chłopiec spróbował potrawy i wyszczerzył się do Takano.
- Pycha - oświadczył zadowolony że spróbował. - Zrobimy takie w domku?
- Spróbuję tatuś - obiecał chłopiec, na razie jedząc dalej potrawę. Tomo natomiast spróbował tylko jednej i był pełen, więc odłożył pałeczki.
- Dziękuję.
- To co? Idziemy? Miałes jeszcze pogadać z panem młodym - przypomniał mu Tomo, biorąc Yuyę za rączkę.
- Podwiozę was - zaoferował się Kouyuki.
- Ne... zawieziesz Takano? Ja się z Yuyą przejdziemy - uśmiechnął się Tomo, po czym spojrzał na Takano. - Bo trochę mi nie dobrze w samochodzie. Mapę mam... w razie co będziemy dzwonić.
- Ale mówiłeś że to pilne taka-chan... dlatego zaproponowąłem żeby cię podwiozl - odparł Tomo. - Oj wiem ale po drodze moglibyśmy zobaczyć... - pokazął mu na mapie jaką trase im zaplanował.
- No wiem, na ten krajoznawczy zaplanowałem inne rzeczy - odparł wesoło Tomo. - To jest tylko po drodze... a trasa ma może 2 godzinki. Yuya padnie ze zmęczenia i będzie nam ładnie spał - wyszczerzył się.
- Super - ucieszył się Tomo, biorąc Yuyę pod rękę, bo Kouyuki stwierdził, że podrzuci im bagaże do hotelu za te dwie godziny.
- No bo wydaje się być przyjemna. Sporo zieleni dookoła. Jest tez park, może jakieś podwórko dla Yuyi w środku - wyjaśnił spokojnie.
- Oj no to przecież mogłeś jechać do hotelu no - wymamrotał Tomo. - Sam powiedziałeś, że zrobisz sobie z nami spacer. Nie marudź teraz no - naburmuszył się trochę. - Obiecałem Yuyi że zjemy dobre lody - dodał jeszcze wesoło.
- No to idziemy - wyszczerzyłsię Tomo, kupując im wszystkim lody i siadając z nimi na ławeczce.
- Nie - odparł Yuya biegnąc na chuśtawki.
- Widzisz? No daj mu się trochę pobawić - Tomo przytulił się lekko do Takano. - Pyszne - przyznał mu rację.
- Ale ja ci pomogę w kuchni, to pójdzie troszkę szybciej - ucałował go w policzek, ale nie zrobił nic więcej, bo wiedział że brak humoru nie sprzyja pieszczotom.
- Kocham cię, wiesz? - dokończył swojego loda i zawołał Yuyę by ruszyli dalej.
Tomo był zadowolony z całego spaceru. Z uśmiechem na ustach go zakończył, pomógł Takano położyć Yuyę do łóżeczka, a Sam usiadał na kanapie.
- Fajnie było - uśmiechnął się lekko.;l
Tomo w tym czasie poszedł jeszcze na krótki spacer, po czym położył się na kanapie na moment.
- Naprawdę? - ożywił się gdy Takano wrócił do ich apartamentu. - No to swietnie.
- Ani trochę. Ja jeszcze sobie poczytam - ucałował go lekko. - Jakby mnie w łóżku nie było rano... to szukaj na kanapie - poprosił z delikatnym uśmiechem. - Łóżko jest tu strasznie miękkie...
- Nie przepraszaj - poprosił go tylko. - Tylko cię informuję co byś się nie załamał, że mnie nie ma - dodał jeszcze. - Dobranoc - zachichotał widząc zdechlaka.
Tomo poczytał sobie jeszcze trochę, po czym poszedł pod prysznic i również do łóżka. Godzinę później jednak przeniósł się na kanapę i jeszcze poczytał trochę zanim zasnął.
Tomo zmarszczył lekko brwi i otworzył jedno oko.
- Jeszcze pięć minut - zarządził, zakrywając się kołdrą i obracając na drugi bok. - Idź się umyć pierwsz - wymamrotał niewyrąźnie ziewając lekko.
Tomo coś jeszcze mu pomarudził i po pięciu długich minutach wstał z westchnieniem, by obudzić malucha i jeszcze z nim trochę w łóżku poleżeć w oczekiwaniu na śniadanko.
- Tatuś! - Yuya wyskoczył z łóżka niemal natychmiast by wtulć się w Takano, a Tomo tylko przebrał się w wygodne ciuchy i ziewńął jeszcze szeroko.
- Co mamy na śniadanko?
- To dobrze - uśmiechnął się lekko Tomo, muskając jego usta i zapinając pasek od spodni. Uznał że będzie musiał iść niedługo kupić sobie nowe, bo te były za duże. - Ne, Taka-chan, jak skończymy to wieczorem stawiam ci duże lody - oświadczył wesoło.
- Tak jest, szefie - zadalutował mu Tomo, obejmując go mocno i całując. - Dekoracja jest twoja, nie wtrącam się do niej - obiecał.
[nie szkodzi :*] [jak się koncert uda? xd]
- Mhm przecież tak się umawialiśmy. Ja ci tylko pomagam. Nie robię nic ponadto - ucałował go znów i splótł ich dłonie razem. - Chodźmy na śniadanko - poprosił go, łapiąc jeszcze Yuyę za rączkę.
[na jakim koncercie byłas hm? x) ]
Tomo roześmiał się serdecznie widząc jak podekscytowany jest Yuya, jedynie wciskając guzik od windy.
- Kocham was - stwierdził tak po prostu.
- Naprawdę? Wujek powiedział, że pokaże mi jak wygląda prawdziwa żyrafa - ożywił się Yuya, opowiadając zaraz o tym co zobaczy. Tomo tymczasem, wtulił głowę w ramię Takano, wdychając jego zapach.
- Tak jest! - Yuya wyszczerzył się do nich i wybiegł z windy. - Tatuś szybciej! Wszystko nam zjedzą! - zamarudził rozśmieszając ich tym samym.
- Yuyuś nie martw się - Tomo puścił wreszcie Takano i podszedł do chłopca. - Przecież Taka-chan to taka szycha że jak będziesz coś chciał, on ci to załatwi - ucałował malca w czółko i wcale z tym nie żartował.
Tomo wziął sobie tylko tosta i posmarował go sobie grubą warstwą nutelli. Usiadł obok Takano, a Yuya przybiegł zaraz z pełnym talerzem dobroci.
- Wujek... wstydź się!
- No co? Nutelli w domu nie mam - odparł urażony.
- Kotek... ale ty wiesz, że ja jem mało no - wymamrotał niezadowolony że tak się go czepiają. - Poza tym wziąłem sobie parę owoców na później - dodał jeszcze, pijąc swoją kawkę.
- Dlatego zostawiam sobie na niego miejsce - uśmiechnal się do niego szeroko. - I po cichu liczę na moją czekoladę w przerwie od pracy - ucałował go lekko, po czym skończył swojego tosta. - Ne Yuya? Ale jakbyś tęsknił, czy coś to dzwoń - poprosił chłopca.
- Oj ja wiem, uwielbiam twojego brata - uśmiechnął się Tomo. - Ale chcę by Yuya wiedział, że dla niego jesteśmy, zawsze - przytulił chłopca mocno do siebie.
- Wiem tatusiu - zapewnił go Yuya, samemu kończąc śniadanko. - Mogę wziąć aparat z pokoiku? - zapytał zaraz.
- Trafię tatusiu - zapewnił go chłopiec.
- Poczekam na ciebie w recepcji dobrze? - zaproponował więc Tomo. Bo przecież nie zostawi dziecka, póki Kou-chan po niego nie przyjdzie.
- Pasuje - Tomo wstał i wziął Yuyę za rączkę, podając mu klucze, co by ten sam sobie drzwi otworzył do ich apartamentu.
Tomo dołączył do niego po kwadransie.
- Maluch był naprawdę podekscytowany - uśmiechnął się, myjac ręce i przystając przy wolnym stanowisku. - No szefie, w czym ci pomóc?
- Tak jest szefie - Tomo zasalutował mu znów i włączył radio. - Nie bedzie ci przeszkadzać? - zreflektował się zaraz, zabierając się do pracy. Pierwszą partię okładał pod dokładnym okiem Takano.
Tomo skinął głową, spokojnie robiąc wszystko co mu Takano poradził. Dodał miodu, kiedy ten mu to powiedział, cały czas mieszając. Uśmiechnął się do Takano, kiedy kończył. Zajął się zaraz drugim zadaniem.
- Tak jest - zachichotał Tomo, dając mu jeszcze buziaka. - Ja zrobię waniliowy - stwierdził zaraz, bo ten już robić umiał. Podpatrzył jak go robi Takano niedawno i zrobił parę razy.
- Pycha - wziął sobie jeszcze trochę kremu na łyżkę, zaraz podając mu posmakować waniliowego.
Tomo odłoł na chwilę wszystko, by popatrzeć.
- Ne Taka-chan? Nie przeszkadzam ci tu prawda? - upewnił się stawiajac obok niego kawę, co by chwile sobie odpoczął.
- To dobrze - Tomo odetchnął z ulgą siadając obok niego i teraz tylko patrząc jak Takano dekoruje ciasto. Sam sączył swoją kawę i zjadał trochę skrawków ciasta.
- Bomba - uśmiechnął się szeroko. - Jest niesamowity - skinął głową wstając z miejsca i lekko się do niego przytulając. - Kochanie przeszedłeś samego siebie.
- Zrobię ci masaż - zaproponował po chwili, kiedy juz schowali tort do lodówk. - I posiedzimy w pokoju - dodał po chwili.
Tomo objął go mocno, tylko się do niego przytulając. Nie chciał nic mu robić teraz, kiedy ten był taki zmęczony.
- Ne, Taka-chan? Nie rób naszego tortu jeśli będziemy ślubować. Nie chcę żebyś tak się męczył - spojrzał mu prosto w oczy.
- Nie chciałbym takiego dużego ślubu - przyznał spokojnie, wychodząc na odpowiednim piętrze i idąc z Takano do pokoju. - Uhm... wypijemy kieliszek wina na balkonie? Tylko jeden kieliszek - ucałował go w policzek. Miał wielką ochotę na wino w tej chwili, ale się na nim nie znał i wolał by Takano wybrał.
- A nie mogę dzisiaj z tobą i jutro za młodą parę? - zapytał go spokojnie. - Będę się pilnował kochanie - obiecał mu z delikatnym uśmiechem.
- Tak jest szefie, jeden, nie więcej - obiecał mu z uśmiechem, przytulając się do niego mocniej i wychodząc na zewnątrz, by zapalić i poczekać na kieliszek.
- Dziękuję - Tomo ucałował go lekko w usta, skończył palić i oparł się o balustradkę, spoglądając na Seul. - Mhm Taka-chan - zaczął przesuwając palcem po brzegu kieliszka. - W przyszłym roku... w maju... wyjdziesz za mnie? - zapytał jakby nigdy nic, upijając zaraz porządny łyk wina.
- Za co dziękujesz? - zapytał cicho, rumieniąc się odrobinę i znów upijając trochę winka. Nie odwrócił się do niego, ale uśmiechnął mimo wszystko. - Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać... ale uhm to ja dziękuję... że wytrzymałeś...
- Myślałem o wakacjach na początku, ale nie wiem... nie wiem czy nie będę musiał zdecydować się na trasę koncertową, a wolałbym ją w lato a nie zimę - przyznał cicho, obracając się do niego przodem i wciąż trzymając kieliszek wina przed sobą. Wyciągnął z kieszeni obrączkę, którą nosił na łańcuszku i założył ją na szyję. - Ne... kocham cię, wiesz?
Tomo skinął lekko głową i też odłożył kieliszek na parapet, by zaraz objąć Takano obiema rękoma za szyję i się w niego wtulić.
- Tak bardzo cię kocham - szepnął cicho. - Nie umiem... nie umiem już wyobrazić sobie życia bez ciebie - przyznał.
- Dziękuję - ucałował go mocno, po czym uśmiechnął się i znów obrócił w jego ramionach, tak by się o niego oprzeć. - Widok jest niesamowity - szepnął.
- Dlatego Yukan wygrywa z każdym większym miastem - zachichotał chłopak przymykając oczy. Poczuł się nieco słabiej, więc oparł się o Takano mocniej. - Wiesz... tam chyba jest mój dom jednak - stwierdził zagryzając lekko wargi.
- Gdzie? - zapytał go zaraz, chcąc by mu pokazał gdzie jest ta knajpka. - Zamówisz nam coś dobrego?
- Ale mówiłeś, że mamy tam pójsc głupku - p€ścił go i wziął swój kieliszek, powoli kończąc winko.
Tomo potrząsnął przecząco głową, wtulając się znowu w niego i przymykając oczy.
- Staram się, ale jak jem za dużo to mam wyrzuty sumienia... boję się zjeść wiecej by mi potem nie odbiło - przyznał mu się, zaciskając ręce mocniej na jego koszulce. - O... - odsunął się od niego. - Zapomniałem o lekach... - wymamrotał wracając szybko do pokoju by wyciągnąć je z lodówki. Matka by go zamordowała za to.
- Mógłbym wócić do wymiotowania po jedzeniu - odparł spokojnie, biorac leki i odkładajac je do lodówki. - Ne, nie pozwól mi - poprosił go.
- Wiem - uśmiechnął się do niego lekko kładąc się na łóżku i ciągnąc go ze sobą. - Mój kochany.
- Póxno ten obiad - zachichotal, wtulajac sie w niego.
- Wiem, wiem - zgodził się z delikatnym uśmiechem. - Ale czekolady nie dostałem - poskarżył mu się trochę, tak dla zasady bardziej niż z prawdziwym oburzeniem. - Jak mi to pan zrekompensuje?
- Mhm... całym sobą - odparł cicho, czerwieniąc się przy tym okropnie. Ugh! jak on mógł task na niego działać!
Tomo roześmiał się serdecznie siadając na łóżku i okrywając się trochę mocniej kołdrą. Zrobiło mu się chłodno.
- Ne, a herbatkę też dostanę? - zapytał go zaraz.
- Tak jest, szefie - Tomo zaraz przeniósł się na kanapę, przytulając się lekko do Takano i odbierając swoją porcję. - Dziękuję.
- Robię się trochę o niego zazdrosny... bawi się lepiej z Kou od nas - pociągnal nosem, zaraz się śmiejąc lekko.
- Wiem, wiem - uśmiechnął się delikatnie, wtulając się w niego i trochę jedząc makaronów.
Tomo zjadł połowę swojej poracji, resztę mu oddając i kładąc się z głową na kolanach Takano.
- Ne... pójdę dziś szybciej spać - zdecydował ziewając. - Dobrze? Zmęczony jestem - przetarł oczy i wtulił twarz w jego brzuszek.
- Mhm dobrze - zgodził się ziewając trochę ale idąc do łazienki pod prysznic.
Tomo wrócił w swoim ulubionym dresie i położył się na kanapie, póki co nie próbując z łóżkiem. Wystarczyło mu 10 minut żeby zasnąć.
Następnego dnia Yuya im opowiedział o wszystkim co robił przy śniadaniu, po czym pięknie ubrani udali się na ślub.
Prześlij komentarz