[Piękna mordka xD To ja muszę poszukać swojej teraz :P ]
- Niespodzianka - przyznał szczerze Tomo. - Ty również masz dzisiaj wolne, cukiernia jest zamknięta - ucałował go mocno w usta. - Więc po śniadanku zakryjemy ci oczka chustką i pojedziesz z nami do niespodzianki.
[Oj tam zobaczysz :PP Na razie szukam zdjęć. Zarys historii w głowie mam xD]
- No to opaska na oczy - założył mu ją i razem z Yuyą poprowadzili go do samochodu, posadzili na miejscu i ruszyli. Po godzince byli na miejscu. Znajdowali się w oceanarium. - Możesz zdjąć opaskę. To pierwsza część niespodzianki - uśmiechnął się do niego Tomo.
- Dałem radę - wyszczerzył się do niego, łapiąc go za rękę. - Yuya mi pozwolił - dodał wesoło widząc jak chłopiec już znika za rogiem. - Spokojnie, on wie gdzie ma czekać - dodał zaraz idąc z nim w oceanarium i oglądając wszystkie okazy. - Potem... popływamy z delifnami - oznajmił uśmiechając się szeroko. - A potem czeka cię jeszcze piknik u nas w ogródku.
- Mhm chciałem, żebyś poczuł się wyjątkowo - oznajmił spokojnie. - I chciałem, żeby Yuya też miał trochę radochy - dodał po chwili, muskając jego wargi. - Kocham cię.
- Pobiegł na pokaz z udziałem orek. Chciał go zobaczyć koniecznie - uśmiechnął się lekko, przytulając się mocniej do ramienia Takano, kiedy rekin otworzył paszczę.
- Nie zgubi, nie martw się tak - uśmiechnął się do niego. - Ma ze sobą telefon. W razie czego zadzwoni - wziął go trochę dalej od szybki żeby czuć się bezpieczniej.
- Nie no... ty poprowadź - uśmiechnął się. - To przecież wszystko dla ciebie... ja tylko czuję lekki niepokój przebywając blisko tych bestii... - wyjaśnił.
- Mhm... też tu mają - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Cieszę się, że ci się podoba...
[Dobrze ci... ale takie mam - https://yukan-sea-village.blogspot.com/b/post-preview?token=fw4P8UsBAAA.EY_aEBH9ATSmbi5qSezsBQ.iNxTbhMFV-vPy2oc_6TRpQ&postId=658590892043772624&type=POST ]
Tomo skinął głową i poprowadził go w stronę pokazu. Szybko odnaleźli Yuyę. Usiedli obok niego. - Tatuś teraz będzie najfajniejsze... będzie beczkę robić - poinformował Takano, Yuya.
[To naprawdę mogę go kiblować... ale jak będzie miał 17 i dopiero to 17 skończył to znaczy że przechodzi w kwietniu (tak jest w Japan co nie?) do 2 klasy liceun, a 16 idzie do pierwszej xD Albo mogę od razu wrzucić Kazuo do 1 klasy jako że spadł z drugiego roku i nie przeszedł xD]
Orka zrobiła beczkę tak jak powiedział Yuya a potem wyskoczyła trochę w górę oblewając część widowni. Chłopiec roześmiał się serdecznie. - Kochana jest!
- Tak tatuś - chłopiec mógłby patrzeć na ten pokaz godzinami, ale zaraz wstał. - Idziemy do delfinków? - zapytał ich obu. - Idziemy. I popływamy z nimi. Wzięliśmy twój strój kąpielowy - dodał zaraz w stronę Takano.
Tomo złapał go za rękę i poszli do delfinków. Tam kazano im się przebrać, a potem zaczęto ich instruować. - Tatuś? A mogę usiąść ciebie i wujka za rączkę?
- To dobrze - uśmiechnął się szeroko Yuya, wchodząc do wody za Tomo, po czym złapał mocno chłopca i razem z nim podpłynął do delfinka. - Taka-chan! Tu jest świetnie - wyszczerzył się do swojego chłopaka.
Po dobrych dwóch godzinach wyszli, a chłopiec mocno się do nich przytulił. - Wujku, tatuś było wspaniale! - oznajmił im szczerze podekscytowany. - A teraz zjemy w domku dooobry obiadek!
[A ty nie dowaliłaś? xD Ja i tak byłem grzeczny xD Kazuo nie był molestowany :P Jedyne co to mógł być bity i nikt nie jest chory xD I ma matkę :P A nie... sierota... :PP]
- Będzie pizza domowej roboty - odparł Tomo przytulając się do jego ramienia. - Mam nadzieję, że taki obiadek odpowiada panu.
Chłopiec mu przysnął na rączkach i potem spał całą drogę do domu. Tomo w tym czasie pozwolił Takano prowadzić. - Kochanie, ale powiedz szczerze... odpowiada ci taki dzień?
Skrzywił się lekko, ale dość szybko wrócił do swojej poprzedniej pozy, opierając się o framugę nieco mocniej. - Nie zrozum mnie źle, ale nie interesuje mnie twoja opinia - pstryknął go palcami między oczy i wrócił do swojej ławki, nie zamierzając dłużej dyskutować. Nie przypominał sobie, by w jakikolwiek sposób zalazł temu knypkowi za skórę. Najwyraźniej, należało olać sprawę, jak całą resztę. Robaczki bzykały czasami, aż w końcu się tym nudziły. - Spływaj młody - pozostała czwórka ogrodziła Shujiego ze wszystkich stron, nie dając mu szans ucieczki i zamierzając się do ataku, ale bez wyraźnego polecenia Yamanaki nic nie zrobili. - Zostawcie go - mruknął tylko Kazuo, naprawdę nie chcąc tego dnia wylądować u dyrektora. Przecież obiecał siostrom, że je odbierze ze szkoły. Nie mógł więc pozwolić sobie na jakiekolwiek spóźnienie. - Nie ma sensu się z nim bić - wywrócił oczyma. - Czterech na jednego? Raz że nie honorowo, a dwa... naprawdę chcecie by potem poszła plota, że jeden na jednego rady nie daliście? - podparł głowę na łokciu obserwując ich tylko. Wiedział co powiedzieć by nadepnąć na ich ego. - Masz szczęście dziś młody - fuknął Yabu, odsuwając się i przepuszczając chłopaka.
Tomo ucałował go mocno w usta, po czym przytulił jeszcze mocniej zanim wyszli. - A wieczorem, kiedy Yuya już zaśnie, wypijemy szklaneczkę winka, zaśpiewam ci i obejrzymy film w łóżeczku już leżąc.
- A mogę jeszcze troszkę pospąć w domkU? - zapytał go chłopiec przecierając oczka i maszerując do salonu. - Możesz kochanie, nikt ci nie zabrania. Śpij sobie śpij. Obudze cię na obiadek - Tomo ucałował go w czółko.
Chłopiec skinął główką i od razu zasnął. Był zmęczony wydarzeniami i pływaniem z delfinkami. Tomo pstryknął im fotkę, po czym usiadł Takano na kolanach. - Zobacz. Zrobiłem wam trochę zdjęć - pokazał mu aparat z ich wypadu. Zdjęcia wyszły cudowne.
- Powtórzymy na pewno - zapewnił go wtulając się w jego pierś. - A zdjęcia będą w albumie to na pewno - wyszczerzył się do niego. - Dziękuję ci... że z nami byłeś. Naprawdę dobrze się bawiłem. I trochę bałem - zachichotał mając na myśli swoje reakcje na rekiny.
TOmo nie miał nic przeciwko, pozwolił mu się tulić cały czas, słuchając tylko bicia jego serduszka. - Kochanie, jak już będziemy po ślubie... i będę miał dzień 'nie dotykaj mnie bo gryzę', to mogę też spać na kanapie sam? - zapytał go po prostu.
- To dobrze - Tomo odetchnął z wyraźną ulgą, bo przecież tyle rozmawiali o tej jego 'wolności', że małżeństwa nie chciał traktować jak czegoś złego. - Wiem - Tomo ucałował go delikatnie w usta. - Ja ciebie też.
Kazuo wpakował ręce w kieszenie, teraz żałując że w ogóle przyszedł do szkoły. Następnym razem nie da się im tak wrobić. Nasłuchał się wraz Shujim kazania o bójkach w szkole, po czym z godnością przyjął zawieszenie w prawach ucznia na tydzień. Dostał nawet karteczkę do podpisania przez matkę. Nic łatwiejszego. Shuji również miał pecha. Dostał dokładnie tę samą karę i nie pomogły tłumaczenia, że bronił brata. Nic nie dało się zrobić.
- Wujek? - chłopiec od razu spojrzał na kanapę. - Ja jestem zawsze chętny - zapewnił go Tomo. - Juhu! Ja je naprawdę lubię - zapewnił ich. - I praca w oceanarium jest fajna chyba, prawda?
Kazuo wyszedł na dwór żeby pozbierać swoje rzeczy. Przetrzymał cały dzień upokorzeń, na sam koniec otrzymując atak jajek. Mógł przysiąc że gdyby chciał zrobiłby całkiem niezłą jajecznicę z samych jajek, które znajdowały mu się na włosach. Otrzymywał skondensowany atak wszystkiego co popadnie. W drodze do domu zauważył Yojiego. Chłopak szedł całkowicie sam, jakby rozglądając się raz za razem dookoła siebie.
- Wujek a ty się boisz rekinów? - zapytał go zaraz Yuya. - Tak kochanie... jakoś boję mocno - przyznał szczerze chłopak, przytulając do siebie mocno podusię.
- Żabek? Ale tatuś one są fajne - Yuya się bardzo zdziwił. Tomo spojrzał na chłopca z lekkim uśmiechem. - A ty boisz się pajączków i os. One też są fajne skarbie - oznajmił. - Każdy się czegoś boi i nie należy się z nikogo śmiać.
- Jej będzie huśtawka - chłopiec się ucieszył biegając już z pieskami. - My ciebie też kochanie. Najmocniej na świecie - Tomo ucałował go mocno w usta. - Na deser jest coś lekkiego dzisiaj. Galaretka z owocami i bitą śmietaną.
W odpowiedzi Tomo tylko pokazał mu język odsuwając się od niego by przypadkiem mu bitej śmietany nie zabrał. - Ten co robi ma bonusy - wyszczerzył się do niego.
- No ja tam nie wiem czy mi nie zabierzesz... przezorny zawsze ubezpieczony - wpakował sobie do buzi dużo bitej śmietany i oblizał wargi. - Mhm pycha - wyszczerzył się.
Tomo skinął lekko głową jedząc dalej swój deserek. Przytulił głowę do jego ramienia. - Wujek a zrobisz galaretkę czasami jeszcze? - zapytał go zaraz Yuya. - Oczywiście skarbie, kiedy tylko będziesz chciał.
- Jasne - Kazuo wstał razem z nim jednak decydując że go odprowadzi. - Jakbyś jeszcze kiedyś chciał jakąś lekcję... wystarczy powiedzieć - uśmiechnął się odprowadzając go pod same drzwi.
Tomo do niego zaraz dołączył mocno się do niego przytulając. - Jeszcze winko i film twojego wyboru - ucałował go mocno w usta. - Mam nadzieję, że takie imieniny ci się podobały kochanie.
- Ale nie możesz opuszczać zajęć Yuji - jego brat spojrzał na niego trochę ostrzej. - I chcesz zrezygnować ze swoich marzeń przez jakichś debili? - zapytał go wprost. - Poza tym... zawsze możesz do mnie zadzwonić i skopie im tyłki poza szkołą - puścił do niego oczko.
Tomo obudził się dość wcześnie rano i po zrobieniu śniadanka swoim panom poszedł otworzyć piekarnię. Zaczynał naprawdę lubić takie życie. SPakował parę bułeczek i przysmaków do osobnej torebki i napisał smsa Takano by wstąpił po nią przed wyjazdem do miasta i zawiózł ją Junowi do szpitala.
Tomo wrocił trochę później niż zwykle, kompletnie wypompowany. - Jakie głupie ludzie - burknął rzucając butami o podłogę i wchodząc do środka. - Myślą że nie widać jak kradną... a wystrarczy powiedzieć... przecież coś bym im dał - fuknął.
- Ech małolaty - odparł tylko padając na kanapę obok niego. Położył głowę na jego udach. - Wiem, że mają trudną sytuacje rodzinną... ale wolałbym żeby mnie poprosili o chleb czy bułki, a nie kradli...
- Dziękuję - Tomo usiadł i zabrał się za jedzenie. Popijał naleśnika herbatką. - Chyba naprawdę byłem głodny - zauważył zabierając się za drugiego naleśnika.
- Z dziećmi? - zapytał z lekkim uśmiechem. - Wrócę wcześniej - obiecał mu kończąc drugiego naleśnika i odkładając sztućce. - Kochanie pychotka - zapewnił go z wielkim uśmiechem. - A potem zjem leki - usiadł mu na kolanach żeby się trochę przytulić.
- Ty jesteś uprzywilejowany. Nie musisz się tak czuć, tylko musisz to wiedzieć - pokazał mu język śmiejąc się przy tym lekko. - Myślisz że sam z dziećmi nie dasz rady?
- Mhm... niedzielę tak, sobotkę jeszcze nie wiem. Postaram się ją też wolną zrobić, ale ostatnio brałem wolne na twoje imieniny i nie chciałbym za dużo go brać - przyznał szczerze, opierając się o niego i wpatrując się w gwiazdy.
Złapał jego palec i przesunął go odrobinę. - Tutaj zaczyna się dyszel - oznajmił, po czym przesunął go wyżej pokazując gdzie jest wóz. - Tata... kupił mi gwiazdkę - dodał po dłuższej chwili. - Na moje 12 urodziny dostałem swoją własną gwiazdę, ale o tej porze roku jej nie widać.
- Ale to najpierw będziesz musiał mi pomóc zmontować stary teleskop... a może Yuya też nam pomoże? - zaproponował. - Wtedy byśmy czasem spędzali wieczory obserwując gwiazdy - szepnął bo tak czasem troszkę o tym marzył.
Tomo poszedł od razu pod prysznic a zaraz potem usiadł z nimi do śniadania. Yuya był jeszcze nieco zaspany ale pierwsze co zrobił to sprawdził czy torcik jest ładny.
- Ryż mi wpadł nie tam gdzie trzeba - wyciągnął ręce do góry i pozwolił mu działać. Po chwili znów mógł nabrać odpowiedni oddech. - Jej... przepraszam - wtulił się w niego mocno.
- Pewnie kotku - ucałował go mocno w usta. - Kocham cię - dodał zaraz wtulając się w niego i wychodząc z samochodu. - Yo zdechlaku - przywitał się z przyjacielem.
- No właśnie widzę... za wszystkie czasy - postawił mu na szafce bułeczkę. - Tak żebyś nie zbiedniał - uśmiechnął się, siadając obok niego. - Nudzisz się tu sam, co nie?
- Bo się boi - odparł cicho. - Wiesz, jak Takano leżał nieprzytomny też się bałem. Bałem się że mnie zostawi i potem zastanawiałem się czy to dobrze, że jestem z nim... bo przeze mnie tyle problemów - uśmiechnął się krzywo. - Może on potrzebuje więcej czasu by się przekonać że nic ci już nie będzie jak będziecie razem.
- Wiem, ale każdy jest inny - odparł spokojnie, przykrywając go trochę bardziej porządnie. - Musisz być cierpliwy. Twój skarb to jeszcze trochę dziecko - zauważył.
- Un, ale wiesz że to nie łatwe - podrapał się po głowie. - Garniaki to zło konieczne - zaśmiał się nieco. - Ale strzelę sobie fotkę to się potem ze mnie pośmiejesz.
- To ci przyniosę - zgodził się spokojnie. - Tylko tak się wykuruj żebyś mi przyjechał na wesele - poprosił go. - Nawet nie myśl o opuszczaniu go - pogroził mu palcem przed nosem.
[Faktycznie... xD wydawało mi się że odpisałem... we łbie odpisałem]
- No właśnie... musisz i nie ma innej opcji - uśmiechnął się do niego lekko. - Za dwa tygodnie będę tu przez weekend to cię powspieram troszkę - dodał wesoło, wstając z miejsca. - Jakbyś miał jakieś zachcianki to pisz albo dzwoń. Muszę się zmywać. Autobus mi ucieknie za 10 minut.
Dziewczynka była bardzo grzeczna. Siedziała z tyłu z Yuyą coś tam sobie rozmawiając a kiedy wyszli, Yuya pokazał jej cały dom. - Tatuś? Możemy wyjść do ogrodu z pieskami? - zapytał w końcu maluch.
Tomo wziął swoją porcję i posmakował tego cuda, a Aya od razu zaczęła pałaszować jedzonko. - Nigdy nie jadłam tak pysznie - oznajmiła z wielką uśmiechniętą i umorusaną buzią. Szczerze od serduszka. - Bo mój tatuś pysznie gotuje - zapewnił ją Yuya. - A wujek robi najpyszniejszą japońską kuchnię!
- Wujek a możemy z tobą iść do studia nagrań? - zapytał go zaraz Yuya, na co Tomo skinął lekko głową. - Pewnie że tak. A co wy na to, żeby coś zaśpiewać? - zaproponował zaraz. - Zagram wam coś i pokażę słowa, a wy zaśpiewacie? - Ale...ale ja brzydko śpiewam - dziewczynka mocno się zarumieniła. - Oj na pewno nie jest tak źle. Spróbujecie - Tomo poczochrał ich oboje po włosach.
- Bardzo fajnie. Mała jest świetna - uśmiechnął się lekko. - Trochę nieśmiała, ale potem szalała - przyznał wesoło, wpuszczając mu ostateczną wersję piosenki.
- Ano bawią się pięknie i są świetni - przyznał łapiąc go mocno za rękę żeby się podnieść z krzesła. - Ale ja się muszę położyć - przyznał mu się szczerze. - Czuję ból wszędzie... nie wiem czemu. Wziąłem normalnie leki - wymamrotał. - Położę się na kanapie w salonie - zdecydował, idąc tam nieco koślawie.
- Ale nie będę mógł się z wami pośmiać ani zjeść wspólnie deseru - zrobił smutną minkę. - Serio wolę leżeć w salonie, bo mimo że leżę to czuję jest taka fajna wesoła atmosfera.
- Już cię nie kocham... mówiłem ci że wolę w salonie - obrócił się na drugi bok żeby na niego nie patrzeć. - Sam potrafię powiedzieć co dla mnie najlepsze. Nie jestem dzieckiem - burknął obrażony.
- Nigdzie już stąd dzisiaj nie wyjdę - fuknął za nim, dodając ciszej że nie będzie dzisiaj z nim spał. Czuł się słabo ale nienawidził spać w sypialni podczas dnia. Schował się całkiem pod kołdrę wszystkich ignorując.
- Kochanie ja dzisiaj już stąd nie mogę wyjść - odparł smutno Tomo. - Twój tata mi zabronił żeby wam nie przeszkadzać - pogłaskał go po policzku. - Idź się pobawić jeszcze.
- A tatuś pośpi u ciebie albo na kanapie, albo ja pośpie na kanapie - odparł spokojnie. - Tak, twój wujek znowu narobił awantury - burknął wstając i niemal padając na podłogę. - Cholera! - krzyknął wściekły na siebie i swój stan zdrowia. Kopnął wściekle stolik i łapiąc się czego tylko się dało podreptał do sypialni. - Jednak nie obejrzymy bajki - burknął jeszcze trzaskając drzwiami.
Tomo wstał w środku nocy i nieco się potykając ledwie zdążył do łazienki, wymiotując tam od razu mocno. Zaraz potem udał się po cichu do kuchni, wyciągając z szafki wszystkie leki. Jak na złość wypadły mu i rozsypały się po podłodze. - Cholera - mruknął opadając na kolana. Zaczął je powoli zbierać i szukając odpowiedniego dla siebie.
- Przepraszam - wymamrotał całkiem się trzęsąc. - Dziwnie się czuję - wyciągnął dwie tabletki przeciwbólowe i od razu je połknął. - Tak... jakbym był na głodzie trochę...
- Yhm... ale bardzo mi nie dobrze - oparł czoło o jego klatkę piersiową oddychając równomiernie. - Kręci mi się w głowie strasznie... myślisz... że to może być ten nowy lek? No wiesz, słabszy? Może powinienem go odstawić.
- Pomożesz mi dojść do pokoju? - zapytał go po dłuższej chwili ciszy. Czuł się naprawdę słabo i wszystko go bolało. - Strasznie kręci mi się w głowie - mruknął, nie chcąc powiedzieć Takano jak bardzo go wszystko boli. Zaszyje się w kołdrze i pozwoli sobie na chwilę słabości.
- Nie, nie chcę żebyś jechał taki zmęczony - szepnął. - Wytrzymam do rana - zapewnił go, okrywając się mocniej kołdrą i chowając się zaraz pod nią. Zgrzytnął nieco zębami, szukając pozycji w której bolało najmniej. - Poza tym nie ma kto zostać z Yuyą.
Tomo zasnął dopiero koło 5 nad ranem, zmożony wszechobecnym bólem i strasznie spocony. Przytulał do siebie mocno małego jaśka. - Tatuś? Do szkoły czas... - Yuya obudził siedzącego przy łóżku Tomo, Takano dopiero o 6.30 nad ranem. - Zrobiłem śniadanko...
- Dobrze - zgodził się cicho, pakując bento dla taty, dla wujka i dla siebie. Tacie zostawił na stoliku a dla wujka podał mu do ręki. - To pojadę z przodu dzisiaj?
[Oj bo oni dwóch stron nie posłuchali, stąd to nieporozumienie xD]
Tomo został położony do sali wraz z trzema innymi osobami, bo Jun zajmował vipowską salę. - Taka-chan? - chłopak obudził się już pod kroplówką. Nie usiadł jednak czując się nieco słabo. - Nie martw się - poprosił go. - Pewnie jutro mnie wypuszczą.
[No wiem xD ale jest późno i nie mam pomysłu na ich relację...]
Tomo skinął lekko głową, przytulając jego dłoń do swojego policzka. - A poprosisz mamę, żeby wstawiła mi łóżko do Juna? Uhm wolałbym być tam z nim - przyznał cicho.
Tomo skinął lekko głową. - Nie chciałem was przestraszyć... brałem leki jak trzeba było - wymamrotał, wtulaj,ąc się mocniej w podusię. - Jeszcze boli...
Tomo obudził go o 6 wieczorem. - Kochanie ale ja cię nie potrzebuję 24 na dobę - oświadczył twardo. - A najlepiej nie przyjeżdżaj codziennie... - mruknął. - Ja sobie poradzę... tylko przenieś mnie na inną salę...
- Ale ja nie chcę... masz wrócić do domku i się wyspać, jasne? Mam zdechlaka z drugiego łóżka - pokiwałdo Juna. - Jakbym nie mógł to on wciśnie czerwony guziczek.
- Tak jest - ucałowałgo w policzek, opadając swobodnie na poduszki i przymykając oczy. - Zanim coś powiesz - mruknął do Juna. - To nie moja wina. Brałem wszystko wedle zaleceń lekarza.
- No ok... ale mój facet przegina z tym martwieniem. Wiesz jak tego nie lubię - mruknął. - Często przez to ląduje na kanapie i nie ma prawa mnie dotknąć - westchnął troszkę śmiejąc się pod nosem. - Spójrz na swoją sytuację z drugiej strony... zamiast naciskać na mieszkanie razem, wykorzystaj sytuację. Rozegraj to tak by go rozkochać w sobie jeszcze bardziej - odkaszlnął, padając na podusie. - Randki, romantyczne kolacje, piknik na dworze, niezobowiązująca przejażdżka samochodem, wspólne zakupy by ci poradził co ubrać, może kino samochodowe. No wiesz... zacznij go typowo zarywać.
- Poza tym on jest od ciebie młodszy... no i pewnie takiego czegoś też mu brakuje. No wiesz jakiegoś urozmaicenia - uśmiechnął się blado. - Jak wydobrzejesz to coś na pewno wymyślisz. O weź go na wspólne oglądanie spadających gwiazd. To było dla was miłe wspomnienie prawda? Może znowu będzie miło?
Tomo wyglądał już nieco lepiej. Przytulił się do niego lekko siadając mu zaraz na kolanach. - Jestem jeszcze trochę słaby ale powoli dochodzę do siebie. Nie ma temperatury - pochwalił mu się. - Ból niestety jest...
- Ale ja ciągle leżę. Teraz chcę się przytulić do ciebie na troszkę - uśmiechnął się do niego. - Przyniosłeś mi książkę? Tę o którą prosiłoem? - zapytał go.
- Nie - odparł spokojnie. - ALe lekarz chciał dać... zapytał mnie tylko czy chcę czy nie. Jak bardzo mocno boli to proszę - dodał z uśmiechem. - Po prostu... wiesz że się trochę boję... - wymamrotał. - Ale mogę czekoladę gorącą zjeść.
- Uhm wyników jeszcze nie ma - szepnął biorąc go za rękę i do łóżka. - Lekarz mówił że jeszcze parę badań mnie czeka i wtedy wszystkie wyniki ze mną omówi.
Tomo skinął głową, po czym wyciągnął z torby dwa kubki i do obu wlał czekoladę. Jeden z nich zaniósł Junowi. - To mój ukochany deser - wyszczerzył się do mężczyzny. Z drugim wrócił do łóżka. - Mhm... już sam zapach sprawia że mi lepiej - uśmiechnął się szeroko do Takano.
- To wszystko dzięki czekoladzie - zaśmiał się chłopak odstawiając kubeczek na trochę na szafkę i kładąc się wygodniej na łóżku. - Lekarz mówił że dłużej niż do końca tygodnia mnie nie potrzyma.
Stoczyli zaciekły bój ale w końcu ich drużyna zwyciężyła z dwoma pozostałymi. Kazuo przybił sobie piątkę ze wszystkimi z drużyny, Yujiego otaczając ramieniem by poczochrać go po włosach. - Młody dajesz radę!
Dopił czekoladę w kilku łyczkach, resztę wciąz trzymając w termosie na później. - Juuż - pochwalił się ze śmiechem, posuwając się na łóżku żeby mu zrobić miejsce.
Tomo z radością wtulił się w niego mocniej, przymykając oczy. - Powiedz co robiliście z Yuyą te dwa dni - poprosił czując się nagle niemalże jak w domu.
- Pański syn uczestniczył w bijatyce, w której ucierpiały dzieci - oznajmił spokojnie mężczyzna. - Wszystkie dzieci są teraz w szpitalu. Yuya ma podejrzenie złamania nadgarstka. Co prawda Yuya i jego kolega Akira chcieli dobrze... ale wcale tak nie wyszło. Jestem zmuszony wszystkie dzieciaki zawiesić. Tydzień zawieszenia będzie odpowiedni. Dodatkowo niech napiszą wypracowanie o swoim nagannym zachowaniu.
- Staramy się, ale w klasie Yuyi jest 40 osób. Jednej nauczycielce nie jest łatwo wszystkiego dopilnować. Przykro mi że tak się stało... i że Yuya musiał wziąć sprawy w swoje ręce.
Yuya zapukał do gabinetu dyrektora i gdy tylko zobaczył Takano przybiegł do niego przytulając się mocno. - Tatuś przepraszam - powiedział od razu. - Obroniłem się - dodał zaraz. - Ale rączka boli - pokazał mu swój opatrunek na lewej ręce.
- Ale tatuś ma kłopoty przeze mnie - chłopiec nie chciał go puścić nawet na moment, a kiedy Kenta wszedł do środka z rodzicami, schował się za plecami Takano. Był nieco przerażony i nie potrafił tego zamaskować.
Yuya usiadł z przodu i zapiął pasy po cichu. - Przepraszam tatuś - powtórzył cicho. - Ale on popsuł misia którego dał mi wujek... takiego z festynu - wyjaśnił cicho. - I z Totoro sie śmiał a dzisiejszy był bardzo ładny... - poczuł łzy na policzkach.
- Ale tatuś nie musisz - zapewnił go Yuya. - Ja się bardzo cieszę jak mi zrobisz Totoro, bo przecież bardzo mnie kochasz - zauważył z uśmiechem. - A mogę jutro nie iść do szkoły? Tylko jutro - poprosił go cicho. - I nie powiemy wujkowi?
- A czemu nie mogę w domku zostać z tatusiem? Ja będę grzeczny jak będziesz w pracy tato - poprosił go zaraz. - Będę się bawił z pieskami. Nie obejrzę telewizji jak nie mogę.
Chłopiec zaniósł torbę do pokoju i przebrał się zanim wrócił i usiadł na stołku w kuchni by podglądać pracę Takano. - Tatuś? A mogę potem porozmawiać z wujkiem na skypie? - zapytał go. - Po obiadku?
- I nie jesteś zły że nie mogę chodzić do szkoły tydzień? - zapytał cicho. - Ja będe się uczył - obiecał. - Aya powiedziała że mi napisze co zrobiliśmy...
- Pewnie tato - chłopiec szybko dkończył jeść a potem otworzył komputer by zadzwonić do wujka. - Cześć wujek! - pokiwał mu uśmiechając się szeroko. - Czemu masz czerwone oczka? - Hej kochanie. Oj przestań, jestem tylko trochę zmęczony - żachnął się Tomo. - Lepiej ty mi powiedz co to za trofeum wojenne tam masz? - zapytał patrząc na jego zabandażowaną rękę.
- I porządnie mu wlałeś? - upewnił się zaraz Tomo, a Yuya tylko lekko skinął głową. - Tak ma być - wyszczerzył się do niego Tomo. - Jestem z ciebie dumny.
- Oj tam, to ładnie teraz wykuruj łapkę swoją i pomóż troszkę tacie w domku - poprosił go Tomo. - Dobrze wujku, a kiedy wrócisz? - zapytał go zaraz chłopiec. - Uhm... jeśli temperatura mi nie wróci to pewnie za dwa dni - uśmiechnął się nieco.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4801 – 4999 z 4999- Dobrze tatuś - chłopiec go puścił i wyszedł z łóżeczka pomagając Tomo ze śniadankiem. - A potem będzie niespodzianka! - oznajmił wesoło.
[Piękna mordka xD To ja muszę poszukać swojej teraz :P ]
- Niespodzianka - przyznał szczerze Tomo. - Ty również masz dzisiaj wolne, cukiernia jest zamknięta - ucałował go mocno w usta. - Więc po śniadanku zakryjemy ci oczka chustką i pojedziesz z nami do niespodzianki.
[O w mordę... jeszcze kilka komów i będzie Tomo zagiął system version 3.0, i na moją mordkę pójdzie Taiga Kyomoto]
[Zapytałem kuzynki, powiedziała że jest bardziej męski od Twojego xDDD Nie czepiaj się :PPP]
- No ja myślę - Tomo z uśmiechem podał mu tacę ze śniadankiem. - Smacznego kochanie.
Tylko mamy nadzieję, że się nie zawiedziesz - uśmiechnął się nieco Tomo. - Kocham cię.
[Będzie szczur nad szczurami xD]
- Cieszę się kochanie - wyszczerzył się do niego Tomo zbierając naczynia i pozwalając mu się wreszcie ubrać.
[Oj tam zobaczysz :PP Na razie szukam zdjęć. Zarys historii w głowie mam xD]
- No to opaska na oczy - założył mu ją i razem z Yuyą poprowadzili go do samochodu, posadzili na miejscu i ruszyli. Po godzince byli na miejscu. Znajdowali się w oceanarium. - Możesz zdjąć opaskę. To pierwsza część niespodzianki - uśmiechnął się do niego Tomo.
- Dałem radę - wyszczerzył się do niego, łapiąc go za rękę. - Yuya mi pozwolił - dodał wesoło widząc jak chłopiec już znika za rogiem. - Spokojnie, on wie gdzie ma czekać - dodał zaraz idąc z nim w oceanarium i oglądając wszystkie okazy. - Potem... popływamy z delifnami - oznajmił uśmiechając się szeroko. - A potem czeka cię jeszcze piknik u nas w ogródku.
- Mhm chciałem, żebyś poczuł się wyjątkowo - oznajmił spokojnie. - I chciałem, żeby Yuya też miał trochę radochy - dodał po chwili, muskając jego wargi. - Kocham cię.
- Pobiegł na pokaz z udziałem orek. Chciał go zobaczyć koniecznie - uśmiechnął się lekko, przytulając się mocniej do ramienia Takano, kiedy rekin otworzył paszczę.
- Nie zgubi, nie martw się tak - uśmiechnął się do niego. - Ma ze sobą telefon. W razie czego zadzwoni - wziął go trochę dalej od szybki żeby czuć się bezpieczniej.
- Nie no... ty poprowadź - uśmiechnął się. - To przecież wszystko dla ciebie... ja tylko czuję lekki niepokój przebywając blisko tych bestii... - wyjaśnił.
- Pewnie się ze mnie nabijasz teraz - westchnął cicho, cały czas tuląc się do jego ramienia. - Że jestem taki strachliwy...
[Foty są, imienia brak... xDDD]
- Mhm... też tu mają - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Cieszę się, że ci się podoba...
[Dobrze ci... ale takie mam - https://yukan-sea-village.blogspot.com/b/post-preview?token=fw4P8UsBAAA.EY_aEBH9ATSmbi5qSezsBQ.iNxTbhMFV-vPy2oc_6TRpQ&postId=658590892043772624&type=POST ]
[Będzie traditionally... Kazuo Yamanaka xD]
Tomo poszedł wraz z nim do raf, gdzie mogli podziwiać egzotycznie mieniące się ryby wśrod kolorowych raf.
- Mhm... magicznie...
- Zapiera dech w piersi - uśmiechnął się delikatnie, wtulając się w niego z całej siły.
- To chodź, pójdziemy do Yuyi. Zobaczymy do końca pokaz i pójdziemy do delfinów - zdecydował wesoło, ciesząc się że niespodzianka się udała.
[Ile ma lat twoje bobo? xD]
[Zawsze może kiblować xD Dobra dam mu 17, a ty 16 :P ]
Tomo skinął głową i poprowadził go w stronę pokazu. Szybko odnaleźli Yuyę. Usiedli obok niego.
- Tatuś teraz będzie najfajniejsze... będzie beczkę robić - poinformował Takano, Yuya.
[To naprawdę mogę go kiblować... ale jak będzie miał 17 i dopiero to 17 skończył to znaczy że przechodzi w kwietniu (tak jest w Japan co nie?) do 2 klasy liceun, a 16 idzie do pierwszej xD Albo mogę od razu wrzucić Kazuo do 1 klasy jako że spadł z drugiego roku i nie przeszedł xD]
[Już paczę! :D i będę tworzyć swoją xD ]
Orka zrobiła beczkę tak jak powiedział Yuya a potem wyskoczyła trochę w górę oblewając część widowni. Chłopiec roześmiał się serdecznie.
- Kochana jest!
[Zaczynam tworzyć xDDD Twoja jest fajna :D]
- Tak tatuś - chłopiec mógłby patrzeć na ten pokaz godzinami, ale zaraz wstał. - Idziemy do delfinków? - zapytał ich obu.
- Idziemy. I popływamy z nimi. Wzięliśmy twój strój kąpielowy - dodał zaraz w stronę Takano.
[Jaka pewna siebie! Taką wenę miałaś? xDDD]
Tomo złapał go za rękę i poszli do delfinków. Tam kazano im się przebrać, a potem zaczęto ich instruować.
- Tatuś? A mogę usiąść ciebie i wujka za rączkę?
- To dobrze - uśmiechnął się szeroko Yuya, wchodząc do wody za Tomo, po czym złapał mocno chłopca i razem z nim podpłynął do delfinka.
- Taka-chan! Tu jest świetnie - wyszczerzył się do swojego chłopaka.
[Walczę ze zdjęciami kurde...]
[Skończyłem xDdd]
Chłopiec był podekscytowany. Ładnie łapał to jednego delfinka, to drugiego, a Tomo ze śmiechem pływał z jednym upatrzonym.
Po dobrych dwóch godzinach wyszli, a chłopiec mocno się do nich przytulił.
- Wujku, tatuś było wspaniale! - oznajmił im szczerze podekscytowany. - A teraz zjemy w domku dooobry obiadek!
[A ty nie dowaliłaś? xD Ja i tak byłem grzeczny xD Kazuo nie był molestowany :P Jedyne co to mógł być bity i nikt nie jest chory xD I ma matkę :P A nie... sierota... :PP]
- Będzie pizza domowej roboty - odparł Tomo przytulając się do jego ramienia. - Mam nadzieję, że taki obiadek odpowiada panu.
Chłopiec mu przysnął na rączkach i potem spał całą drogę do domu. Tomo w tym czasie pozwolił Takano prowadzić.
- Kochanie, ale powiedz szczerze... odpowiada ci taki dzień?
- to się cieszę, bo zaplanowalismy go razem z Yuyą - odparł spokojnie. - I pizzę też razem zrobiliśmy.
Skrzywił się lekko, ale dość szybko wrócił do swojej poprzedniej pozy, opierając się o framugę nieco mocniej.
- Nie zrozum mnie źle, ale nie interesuje mnie twoja opinia - pstryknął go palcami między oczy i wrócił do swojej ławki, nie zamierzając dłużej dyskutować. Nie przypominał sobie, by w jakikolwiek sposób zalazł temu knypkowi za skórę. Najwyraźniej, należało olać sprawę, jak całą resztę. Robaczki bzykały czasami, aż w końcu się tym nudziły.
- Spływaj młody - pozostała czwórka ogrodziła Shujiego ze wszystkich stron, nie dając mu szans ucieczki i zamierzając się do ataku, ale bez wyraźnego polecenia Yamanaki nic nie zrobili.
- Zostawcie go - mruknął tylko Kazuo, naprawdę nie chcąc tego dnia wylądować u dyrektora. Przecież obiecał siostrom, że je odbierze ze szkoły. Nie mógł więc pozwolić sobie na jakiekolwiek spóźnienie. - Nie ma sensu się z nim bić - wywrócił oczyma. - Czterech na jednego? Raz że nie honorowo, a dwa... naprawdę chcecie by potem poszła plota, że jeden na jednego rady nie daliście? - podparł głowę na łokciu obserwując ich tylko. Wiedział co powiedzieć by nadepnąć na ich ego.
- Masz szczęście dziś młody - fuknął Yabu, odsuwając się i przepuszczając chłopaka.
[No i się pomyliłem...]
Tomo ucałował go mocno w usta, po czym przytulił jeszcze mocniej zanim wyszli.
- A wieczorem, kiedy Yuya już zaśnie, wypijemy szklaneczkę winka, zaśpiewam ci i obejrzymy film w łóżeczku już leżąc.
- A mogę jeszcze troszkę pospąć w domkU? - zapytał go chłopiec przecierając oczka i maszerując do salonu.
- Możesz kochanie, nikt ci nie zabrania. Śpij sobie śpij. Obudze cię na obiadek - Tomo ucałował go w czółko.
Chłopiec skinął główką i od razu zasnął. Był zmęczony wydarzeniami i pływaniem z delfinkami. Tomo pstryknął im fotkę, po czym usiadł Takano na kolanach.
- Zobacz. Zrobiłem wam trochę zdjęć - pokazał mu aparat z ich wypadu. Zdjęcia wyszły cudowne.
- Powtórzymy na pewno - zapewnił go wtulając się w jego pierś. - A zdjęcia będą w albumie to na pewno - wyszczerzył się do niego. - Dziękuję ci... że z nami byłeś. Naprawdę dobrze się bawiłem. I trochę bałem - zachichotał mając na myśli swoje reakcje na rekiny.
- To świetnie - uśmiechnął się nieco. - Kocham ćę też! Wstawię pizzę - dodał zaraz wstając.
[Wracam za 25 minut']
[już jestem :)]
TOmo nie miał nic przeciwko, pozwolił mu się tulić cały czas, słuchając tylko bicia jego serduszka.
- Kochanie, jak już będziemy po ślubie... i będę miał dzień 'nie dotykaj mnie bo gryzę', to mogę też spać na kanapie sam? - zapytał go po prostu.
- To dobrze - Tomo odetchnął z wyraźną ulgą, bo przecież tyle rozmawiali o tej jego 'wolności', że małżeństwa nie chciał traktować jak czegoś złego. - Wiem - Tomo ucałował go delikatnie w usta. - Ja ciebie też.
- Dziękuję. Tak bardzo cię kocham że to aż nieprzyzwoite - zachichotał.
- Aż za bardzo - przyznał mu ze śmiechem. - Trochę to przerażające...
- Bo nikogo jeszcze tak mocno nie kochałem - przyznał szczerze, patrząc na zegarek. - No dobrze, pizza dochodzi.
Kazuo wpakował ręce w kieszenie, teraz żałując że w ogóle przyszedł do szkoły. Następnym razem nie da się im tak wrobić. Nasłuchał się wraz Shujim kazania o bójkach w szkole, po czym z godnością przyjął zawieszenie w prawach ucznia na tydzień. Dostał nawet karteczkę do podpisania przez matkę. Nic łatwiejszego. Shuji również miał pecha. Dostał dokładnie tę samą karę i nie pomogły tłumaczenia, że bronił brata. Nic nie dało się zrobić.
- Yuyus! Udało się nam - klasnął w dłonie Tomo, a chłopiec skinął główką też nakładając sobie drugi kawałek.
- Pychotka! - oznajmił szczerze.
- Jupi! - ucieszył się Yuya dopijając swój soczek. Nie wziął trzeciego kawałka bo był już pełen. Tomo natomiast skusił się na drugi.
Tomo męczył się z drugim dobre pół godziny zanim go wszamał, a gdy już to zrobił przeciągnął się lekko.
- Kochanie? A posprzątasz potem po jedzonku?
- A będzie - odparł wesoło Tomo. - Dziękuję - ucałował go w policzek. Czuł się trochę zmęczony, ale nie chciał o tym wspominać.
- i padnięci - dopowiedział ze śmiechem idąc na moment położyć się na akanpie.
- Wujek? - chłopiec od razu spojrzał na kanapę.
- Ja jestem zawsze chętny - zapewnił go Tomo.
- Juhu! Ja je naprawdę lubię - zapewnił ich. - I praca w oceanarium jest fajna chyba, prawda?
Kazuo wyszedł na dwór żeby pozbierać swoje rzeczy. Przetrzymał cały dzień upokorzeń, na sam koniec otrzymując atak jajek. Mógł przysiąc że gdyby chciał zrobiłby całkiem niezłą jajecznicę z samych jajek, które znajdowały mu się na włosach. Otrzymywał skondensowany atak wszystkiego co popadnie. W drodze do domu zauważył Yojiego. Chłopak szedł całkowicie sam, jakby rozglądając się raz za razem dookoła siebie.
- Wujek a ty się boisz rekinów? - zapytał go zaraz Yuya.
- Tak kochanie... jakoś boję mocno - przyznał szczerze chłopak, przytulając do siebie mocno podusię.
- A u ciebie tatuś? - zapytał go zaraz Yuya. Tomo zacisnął wargi, żeby nic nie powiedzieć, bo przecież chodziło o żabki. Przytulił się do niego mocno.
- Żabek? Ale tatuś one są fajne - Yuya się bardzo zdziwił. Tomo spojrzał na chłopca z lekkim uśmiechem.
- A ty boisz się pajączków i os. One też są fajne skarbie - oznajmił. - Każdy się czegoś boi i nie należy się z nikogo śmiać.
- Uhm tatuś? A żabki są pyszne? - zainteresował się zaraz chłopiec. - Kiedy je ugotujesz?
- A we francji? - zapytał cicho. - Kupisz tam tatuś i zrobisz tutaj?
- Szkoda tatuś - chłopiec troszkę zmarkotniał niezadowolony że nie spróbuje żabek. - A jak ci nazbieram żabki?
- Szkoda - powtórzył chłopiec biorąc pieski i wychodząc z nimi do ogordu. - Tatuś? A zrobisz mi tu bujaczkę? - zapytał jeszcze.
- Jej będzie huśtawka - chłopiec się ucieszył biegając już z pieskami.
- My ciebie też kochanie. Najmocniej na świecie - Tomo ucałował go mocno w usta. - Na deser jest coś lekkiego dzisiaj. Galaretka z owocami i bitą śmietaną.
- Ależ nie ma za co - odparł Tomo podając każdemu pucharek z deserkiem. - Chciałem żeby było lekko dzisiaj, po tej wielkiej pizzy.
- Ja też, bardzo - przyznał mu Tomo, nie przyznając się, że do swojego deserku nałożył najwięcej bitej śmietany.
W odpowiedzi Tomo tylko pokazał mu język odsuwając się od niego by przypadkiem mu bitej śmietany nie zabrał.
- Ten co robi ma bonusy - wyszczerzył się do niego.
- No ja tam nie wiem czy mi nie zabierzesz... przezorny zawsze ubezpieczony - wpakował sobie do buzi dużo bitej śmietany i oblizał wargi. - Mhm pycha - wyszczerzył się.
Tomo skinął lekko głową jedząc dalej swój deserek. Przytulił głowę do jego ramienia.
- Wujek a zrobisz galaretkę czasami jeszcze? - zapytał go zaraz Yuya.
- Oczywiście skarbie, kiedy tylko będziesz chciał.
- skoro wam tak bardzo smakują to nie ma problemu. taki deserek jest szybki do osiągnięcia - puścił do niego oczko.
[Uhuhu xD to idę szukać fotki xD na version 3.0]
Tomo wówczas mocno się do niego przytulił całując go jednocześnie z pasją.
- Mój skarbie... a co powiesz na kąpiel wspólną?
- Jasne - Kazuo wstał razem z nim jednak decydując że go odprowadzi. - Jakbyś jeszcze kiedyś chciał jakąś lekcję... wystarczy powiedzieć - uśmiechnął się odprowadzając go pod same drzwi.
- Cieszę się kochanie - odparł wesoło biorąc go za rękę i prowadząc go do lazienki, gdzie już napuścil wodę.
Tomo do niego zaraz dołączył mocno się do niego przytulając.
- Jeszcze winko i film twojego wyboru - ucałował go mocno w usta. - Mam nadzieję, że takie imieniny ci się podobały kochanie.
- No dobrze, więc bez winka - zgodził się, przytulając się do niego mocno. - To ja sobie coli naleję - uśmiechnął się nieco.
- postawmy na coś lekkiego kochanie - poprosił go.
- Ale niech nie będzie głupia - poprosił go cicho, myjąc sę powoli.
- A jak przestaniesz mnie kochać to co zrobisz? - zapytął go zagryzając lekko wargę. Pochylił się też do przodu lekko.
- Obiecujesz? Nigdy przenigdy nie przestaniesz? nigdy?
- Ale nie możesz opuszczać zajęć Yuji - jego brat spojrzał na niego trochę ostrzej. - I chcesz zrezygnować ze swoich marzeń przez jakichś debili? - zapytał go wprost. - Poza tym... zawsze możesz do mnie zadzwonić i skopie im tyłki poza szkołą - puścił do niego oczko.
- No to najwspanialszy facecie na świecie, zaniesiesz mnie do łóżeczka? Bo trochę mi słabo - przyznał mu się spokojnie.
- Tylko jeden? To niewielka zapłata - ucałował go z całej swojej siły tracąc przy tym oddech i nieco się rumieniąc.
- Wiem - zaśmiał się chłopak, okrywając się mocno kołderką i czekając na niego.
Tomo przytulił się do jego piersi oglądając. Przysnął pod koniec filmu, wtulony w Takano.
Tomo obudził się dość wcześnie rano i po zrobieniu śniadanka swoim panom poszedł otworzyć piekarnię. Zaczynał naprawdę lubić takie życie. SPakował parę bułeczek i przysmaków do osobnej torebki i napisał smsa Takano by wstąpił po nią przed wyjazdem do miasta i zawiózł ją Junowi do szpitala.
- Tatuś? A jaki torcik zrobimy? - Yuya już sobie przystawił stołek żeby mógł sięgać swobodnie blatu. - Będzie najpyszniejszy na świecie?
- Czekkoladowe są najlepsze tatusiu - przyznał szczerze Yuya patrząc na jego pracę. - A wujek wróci późno dzisiaj?
- Dzisiaj zajmiemy się atakiem od przodu - zdecydował z uśmiechem. - Spróbuję cię nauczyć jak sprowadzić przeciwnika do parteru.
Tomo wrocił trochę później niż zwykle, kompletnie wypompowany.
- Jakie głupie ludzie - burknął rzucając butami o podłogę i wchodząc do środka. - Myślą że nie widać jak kradną... a wystrarczy powiedzieć... przecież coś bym im dał - fuknął.
- Ech małolaty - odparł tylko padając na kanapę obok niego. Położył głowę na jego udach. - Wiem, że mają trudną sytuacje rodzinną... ale wolałbym żeby mnie poprosili o chleb czy bułki, a nie kradli...
- Po prostu mnie zdenerwowali. Mocno - westchnął ciężko. - Aż mi się słabo zrobiło - dodał zaraz. - Ale już jest lepiej.
- Kawałek bułki. I teraz czekam na pyszną kolacyjkę zrobioną przez mojego przyszłego mężusia - wyszczerzył się do niego.
- Dziękuję - Tomo usiadł i zabrał się za jedzenie. Popijał naleśnika herbatką. - Chyba naprawdę byłem głodny - zauważył zabierając się za drugiego naleśnika.
- Z dziećmi? - zapytał z lekkim uśmiechem. - Wrócę wcześniej - obiecał mu kończąc drugiego naleśnika i odkładając sztućce. - Kochanie pychotka - zapewnił go z wielkim uśmiechem. - A potem zjem leki - usiadł mu na kolanach żeby się trochę przytulić.
- Przyjdę i pomogę - obiecał mu z lekkim uśmiechem. - W końcu jesteś moim kochaniem - dodał śmiejąc się lekko i całując go ukradkiem.
- Ty jesteś uprzywilejowany. Nie musisz się tak czuć, tylko musisz to wiedzieć - pokazał mu język śmiejąc się przy tym lekko. - Myślisz że sam z dziećmi nie dasz rady?
- Kocham cię skarbie - Tomo ucałował go mocno odsuwając się zaraz i przytulił do niego. - Nie martw się. Te dzieci na pewno są grzeczne.
- Doobrze - zgodził się cicho idąc do kuchni, po czym poszedł na dwór z herbatką by odetchnąć świeżym powietrzem.
- Mhm... niedzielę tak, sobotkę jeszcze nie wiem. Postaram się ją też wolną zrobić, ale ostatnio brałem wolne na twoje imieniny i nie chciałbym za dużo go brać - przyznał szczerze, opierając się o niego i wpatrując się w gwiazdy.
- No to najwyżej przestawię... niedzielę popracuję - zdecydował spoglądając na niego spokojnie. - Może tak być?
- Dobrze, ale to jutro jadę odwiedzić Juna - odparł szczerze. - Martwię się o niego trochę...
- chce - uśmiechńął się znów do niego. - Ale teraz chcę żebyś mnie mocniej objął i żebyśmy obejrzeli gwiazdy.
- Znasz się troszkę na gwiazdach? - zapytal go cicho, patrzac w nie i ciesząc się ich blaskiem.
Złapał jego palec i przesunął go odrobinę.
- Tutaj zaczyna się dyszel - oznajmił, po czym przesunął go wyżej pokazując gdzie jest wóz. - Tata... kupił mi gwiazdkę - dodał po dłuższej chwili. - Na moje 12 urodziny dostałem swoją własną gwiazdę, ale o tej porze roku jej nie widać.
- Ale to najpierw będziesz musiał mi pomóc zmontować stary teleskop... a może Yuya też nam pomoże? - zaproponował. - Wtedy byśmy czasem spędzali wieczory obserwując gwiazdy - szepnął bo tak czasem troszkę o tym marzył.
- A ty? Pooglądasz je z nami? - zapytął go zaraz tomo patrząc znów w niebo.
- Ja też, a już zwłaszcza kiedy mogę posiedzieć tak z tobą - zapewnił go z lekkim uśmiechem. - Kocham cię.
- Ja tak w ogóle lubię siężęć... sam i z tobą - przyznał z uśmiechem.
- Obudzisz mnie jak już będziemy mieli wyjeżdżać? - zapytał go swobodnie.
- dobranoc, dobranoc moj kochany.
Tomo poszedł od razu pod prysznic a zaraz potem usiadł z nimi do śniadania. Yuya był jeszcze nieco zaspany ale pierwsze co zrobił to sprawdził czy torcik jest ładny.
- już zjałem tatuś - pokazał mu ze wszaął jedną kanapke. - Wujku a zrobisz bułeczki z czekoladą?
- Dla ciebie zawsze.
-Taka-chan? - Tomo złapał go mocno za rękę biorąc gwałtowne oddechy. - Poklep mnie... zakrztusiłem się - burknął.
- Ryż mi wpadł nie tam gdzie trzeba - wyciągnął ręce do góry i pozwolił mu działać. Po chwili znów mógł nabrać odpowiedni oddech. - Jej... przepraszam - wtulił się w niego mocno.
[idę dziś spać już... coś mi nie dobrze... odpiszę na Yujiego jutro :) ]
- Mhm ale i tak przepraszam - powtórzył pomagając mu zbierać naczynia. Jeszcze chwilę oddychał jakby niepewnie, by w końcu zdecydować że przeszło.
Tomo usiadł na swoim miejscu, a Yuya wskoczył do tyłu.
- Tatuś tylko dzisiaj się nie spóźnij - poprosił go.
Yuya skinął głową i już więcej się nie odzywał jadąc autkiem, a kiedy dotarli do szkoły ucałował i jednego i drugiego i pobiegł do swojej klasy.
- A masz jeszcze trochę czasu? Bo ja chciałem z nim chwilkę pogadać - przyznał szczerze. - Mogę przecież przyjechać autobusem - dodałzaraz.
- Pewnie kotku - ucałował go mocno w usta. - Kocham cię - dodał zaraz wtulając się w niego i wychodząc z samochodu.
- Yo zdechlaku - przywitał się z przyjacielem.
- No właśnie widzę... za wszystkie czasy - postawił mu na szafce bułeczkę. - Tak żebyś nie zbiedniał - uśmiechnął się, siadając obok niego. - Nudzisz się tu sam, co nie?
- Przejdzie mu, zobaczysz - zapewnił go spokojnie.
- Bo się boi - odparł cicho. - Wiesz, jak Takano leżał nieprzytomny też się bałem. Bałem się że mnie zostawi i potem zastanawiałem się czy to dobrze, że jestem z nim... bo przeze mnie tyle problemów - uśmiechnął się krzywo. - Może on potrzebuje więcej czasu by się przekonać że nic ci już nie będzie jak będziecie razem.
- Wiem, ale każdy jest inny - odparł spokojnie, przykrywając go trochę bardziej porządnie. - Musisz być cierpliwy. Twój skarb to jeszcze trochę dziecko - zauważył.
- On będzie oryginalny i porozpieszcza cię w domu - klepnął go lekko po ręce. - A tak serio... pogadać z nim?
- Tak jest marudo. Porozmawiam z nim - uśmiechnął się nieco. - Nie przejmuj się tak - podał mu jeszcze laurkę. - Yuya ci zrobił.
- Szykuję się... jedziemy na przymiarkę garniturów w sobotę - przyznał cicho. - Będzie męka przez udrękę...
- Un, ale wiesz że to nie łatwe - podrapał się po głowie. - Garniaki to zło konieczne - zaśmiał się nieco. - Ale strzelę sobie fotkę to się potem ze mnie pośmiejesz.
- To ci przyniosę - zgodził się spokojnie. - Tylko tak się wykuruj żebyś mi przyjechał na wesele - poprosił go. - Nawet nie myśl o opuszczaniu go - pogroził mu palcem przed nosem.
[Faktycznie... xD wydawało mi się że odpisałem... we łbie odpisałem]
- No właśnie... musisz i nie ma innej opcji - uśmiechnął się do niego lekko. - Za dwa tygodnie będę tu przez weekend to cię powspieram troszkę - dodał wesoło, wstając z miejsca. - Jakbyś miał jakieś zachcianki to pisz albo dzwoń. Muszę się zmywać. Autobus mi ucieknie za 10 minut.
Tomo kiedy tylko wrócił poszedł na chwilę do cukierni by pokazać się Takano i zaraz zszedł do siebie by zmienić swojego kumpla.
Dziewczynka była bardzo grzeczna. Siedziała z tyłu z Yuyą coś tam sobie rozmawiając a kiedy wyszli, Yuya pokazał jej cały dom.
- Tatuś? Możemy wyjść do ogrodu z pieskami? - zapytał w końcu maluch.
- Dobrze tatusiu - chłopiec uśmiechnąl się szeroko i poszedł z Ayą na dwór. Bawili się pół godzinki i wrócili do domku.
Tomo wziął swoją porcję i posmakował tego cuda, a Aya od razu zaczęła pałaszować jedzonko.
- Nigdy nie jadłam tak pysznie - oznajmiła z wielką uśmiechniętą i umorusaną buzią. Szczerze od serduszka.
- Bo mój tatuś pysznie gotuje - zapewnił ją Yuya. - A wujek robi najpyszniejszą japońską kuchnię!
- Dziękuję - dziewczynka wytarła buzię i wróciła do jedzonka, a Tomo usmiechnął się delikatnie, widząc szczęśliwego Yuyę.
- Wujek a możemy z tobą iść do studia nagrań? - zapytał go zaraz Yuya, na co Tomo skinął lekko głową.
- Pewnie że tak. A co wy na to, żeby coś zaśpiewać? - zaproponował zaraz. - Zagram wam coś i pokażę słowa, a wy zaśpiewacie?
- Ale...ale ja brzydko śpiewam - dziewczynka mocno się zarumieniła.
- Oj na pewno nie jest tak źle. Spróbujecie - Tomo poczochrał ich oboje po włosach.
- Bardzo fajnie. Mała jest świetna - uśmiechnął się lekko. - Trochę nieśmiała, ale potem szalała - przyznał wesoło, wpuszczając mu ostateczną wersję piosenki.
- Ano bawią się pięknie i są świetni - przyznał łapiąc go mocno za rękę żeby się podnieść z krzesła. - Ale ja się muszę położyć - przyznał mu się szczerze. - Czuję ból wszędzie... nie wiem czemu. Wziąłem normalnie leki - wymamrotał. - Położę się na kanapie w salonie - zdecydował, idąc tam nieco koślawie.
- Ale nie będę mógł się z wami pośmiać ani zjeść wspólnie deseru - zrobił smutną minkę. - Serio wolę leżeć w salonie, bo mimo że leżę to czuję jest taka fajna wesoła atmosfera.
- Już cię nie kocham... mówiłem ci że wolę w salonie - obrócił się na drugi bok żeby na niego nie patrzeć. - Sam potrafię powiedzieć co dla mnie najlepsze. Nie jestem dzieckiem - burknął obrażony.
[A tym razem to Kazuo czuje się opuszczony :P]
- Nigdzie już stąd dzisiaj nie wyjdę - fuknął za nim, dodając ciszej że nie będzie dzisiaj z nim spał. Czuł się słabo ale nienawidził spać w sypialni podczas dnia. Schował się całkiem pod kołdrę wszystkich ignorując.
- Kochanie ja dzisiaj już stąd nie mogę wyjść - odparł smutno Tomo. - Twój tata mi zabronił żeby wam nie przeszkadzać - pogłaskał go po policzku. - Idź się pobawić jeszcze.
- Ech... kochanie - Tomo zgrzytnął zębami idąc z nim. Nie zamierzał jednak rozmawiać z Takano. - O jaki piękny - uśmiechnął się siadając na fotelu.
[Pomyłka skarbie :) Tomo-chan nie chce zrywać!]
- Dlatego taki ładny - uśmiechnął się do Yuyi Tomo zjadając trochę tortu.
- I pyszny - dodała zaraz dziewczynka. - Będę mogła jeszcze kiedyś przyjść?
- A Yuya będzie mogł do mnie przyjechać też kiedys? - zapytała zaraz.
- Pewnie, tylko musisz o tym porozmawiać z rodzicami - zapewnił ją Tomo.
Dziewczynka skinęła głową i zabrała się za jedzenie, a kiedy skończyła Tomo podał jej płytkę z piosenką, a Yuya odprowadził do drzwi.
- Nie kochanie, muszę wracać do sypialni - mruknął w odpowiedzi Tomo. - Możesz przyjść oglądać do mnie. Może tez pośpisz dziś ze mną? - zaproponował.
- A tatuś pośpi u ciebie albo na kanapie, albo ja pośpie na kanapie - odparł spokojnie. - Tak, twój wujek znowu narobił awantury - burknął wstając i niemal padając na podłogę. - Cholera! - krzyknął wściekły na siebie i swój stan zdrowia. Kopnął wściekle stolik i łapiąc się czego tylko się dało podreptał do sypialni. - Jednak nie obejrzymy bajki - burknął jeszcze trzaskając drzwiami.
Tomo wstał w środku nocy i nieco się potykając ledwie zdążył do łazienki, wymiotując tam od razu mocno. Zaraz potem udał się po cichu do kuchni, wyciągając z szafki wszystkie leki. Jak na złość wypadły mu i rozsypały się po podłodze.
- Cholera - mruknął opadając na kolana. Zaczął je powoli zbierać i szukając odpowiedniego dla siebie.
- Przepraszam - wymamrotał całkiem się trzęsąc. - Dziwnie się czuję - wyciągnął dwie tabletki przeciwbólowe i od razu je połknął. - Tak... jakbym był na głodzie trochę...
- Yhm... ale bardzo mi nie dobrze - oparł czoło o jego klatkę piersiową oddychając równomiernie. - Kręci mi się w głowie strasznie... myślisz... że to może być ten nowy lek? No wiesz, słabszy? Może powinienem go odstawić.
- Pomożesz mi dojść do pokoju? - zapytał go po dłuższej chwili ciszy. Czuł się naprawdę słabo i wszystko go bolało. - Strasznie kręci mi się w głowie - mruknął, nie chcąc powiedzieć Takano jak bardzo go wszystko boli. Zaszyje się w kołdrze i pozwoli sobie na chwilę słabości.
- Nie, nie chcę żebyś jechał taki zmęczony - szepnął. - Wytrzymam do rana - zapewnił go, okrywając się mocniej kołdrą i chowając się zaraz pod nią. Zgrzytnął nieco zębami, szukając pozycji w której bolało najmniej. - Poza tym nie ma kto zostać z Yuyą.
Tomo zasnął dopiero koło 5 nad ranem, zmożony wszechobecnym bólem i strasznie spocony. Przytulał do siebie mocno małego jaśka.
- Tatuś? Do szkoły czas... - Yuya obudził siedzącego przy łóżku Tomo, Takano dopiero o 6.30 nad ranem. - Zrobiłem śniadanko...
- A wujek nie zje? - zapytał cicho Yuya, który już był ubrany i gotowy do wyjścia.
- Dobrze - zgodził się cicho, pakując bento dla taty, dla wujka i dla siebie. Tacie zostawił na stoliku a dla wujka podał mu do ręki. - To pojadę z przodu dzisiaj?
[Kazuo zajmę się jutro... to wyższa filozofia jest... jakby tu zrobić żeby nie spieprzyć bardziej...]
Tomo nie obudził mu się, nawet kiedy Yuya okrył go kocem oraz podczas podróży.
[Oj bo oni dwóch stron nie posłuchali, stąd to nieporozumienie xD]
Tomo został położony do sali wraz z trzema innymi osobami, bo Jun zajmował vipowską salę.
- Taka-chan? - chłopak obudził się już pod kroplówką. Nie usiadł jednak czując się nieco słabo. - Nie martw się - poprosił go. - Pewnie jutro mnie wypuszczą.
[No wiem xD ale jest późno i nie mam pomysłu na ich relację...]
Tomo skinął lekko głową, przytulając jego dłoń do swojego policzka.
- A poprosisz mamę, żeby wstawiła mi łóżko do Juna? Uhm wolałbym być tam z nim - przyznał cicho.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego słabo. - Do soboty mnie wypuszczą? - zapytał go cicho. - No bo te garnitury... a ja zawsze coś zawalę.
Tomo skinął lekko głową.
- Nie chciałem was przestraszyć... brałem leki jak trzeba było - wymamrotał, wtulaj,ąc się mocniej w podusię. - Jeszcze boli...
Tomo przytulił się mocniej do podusi i kilka chwil później odpłynął w najlepsze.
Tomo obudził go o 6 wieczorem.
- Kochanie ale ja cię nie potrzebuję 24 na dobę - oświadczył twardo. - A najlepiej nie przyjeżdżaj codziennie... - mruknął. - Ja sobie poradzę... tylko przenieś mnie na inną salę...
- Zostań w domku i się prześpij - poprosił go wstając i biorąc miskę żeby zwymiotować. - Ja dam radę i jakby coś to ja zadzwonię - obiecał mu.
- Ale ja nie chcę... masz wrócić do domku i się wyspać, jasne? Mam zdechlaka z drugiego łóżka - pokiwałdo Juna. - Jakbym nie mógł to on wciśnie czerwony guziczek.
- Tak jest - ucałowałgo w policzek, opadając swobodnie na poduszki i przymykając oczy. - Zanim coś powiesz - mruknął do Juna. - To nie moja wina. Brałem wszystko wedle zaleceń lekarza.
- No ok... ale mój facet przegina z tym martwieniem. Wiesz jak tego nie lubię - mruknął. - Często przez to ląduje na kanapie i nie ma prawa mnie dotknąć - westchnął troszkę śmiejąc się pod nosem. - Spójrz na swoją sytuację z drugiej strony... zamiast naciskać na mieszkanie razem, wykorzystaj sytuację. Rozegraj to tak by go rozkochać w sobie jeszcze bardziej - odkaszlnął, padając na podusie. - Randki, romantyczne kolacje, piknik na dworze, niezobowiązująca przejażdżka samochodem, wspólne zakupy by ci poradził co ubrać, może kino samochodowe. No wiesz... zacznij go typowo zarywać.
- Poza tym on jest od ciebie młodszy... no i pewnie takiego czegoś też mu brakuje. No wiesz jakiegoś urozmaicenia - uśmiechnął się blado. - Jak wydobrzejesz to coś na pewno wymyślisz. O weź go na wspólne oglądanie spadających gwiazd. To było dla was miłe wspomnienie prawda? Może znowu będzie miło?
- Heh okay - zgodził się nawet o dziwo nie protestując. Wtulił się w podusie i kilka chwil później już spał wymęczony bólem i lekką temperaturą.
Tomo wyglądał już nieco lepiej. Przytulił się do niego lekko siadając mu zaraz na kolanach.
- Jestem jeszcze trochę słaby ale powoli dochodzę do siebie. Nie ma temperatury - pochwalił mu się. - Ból niestety jest...
- Ale ja ciągle leżę. Teraz chcę się przytulić do ciebie na troszkę - uśmiechnął się do niego. - Przyniosłeś mi książkę? Tę o którą prosiłoem? - zapytał go.
- Nie - odparł spokojnie. - ALe lekarz chciał dać... zapytał mnie tylko czy chcę czy nie. Jak bardzo mocno boli to proszę - dodał z uśmiechem. - Po prostu... wiesz że się trochę boję... - wymamrotał. - Ale mogę czekoladę gorącą zjeść.
- Uhm wyników jeszcze nie ma - szepnął biorąc go za rękę i do łóżka. - Lekarz mówił że jeszcze parę badań mnie czeka i wtedy wszystkie wyniki ze mną omówi.
Tomo skinął głową, po czym wyciągnął z torby dwa kubki i do obu wlał czekoladę. Jeden z nich zaniósł Junowi.
- To mój ukochany deser - wyszczerzył się do mężczyzny. Z drugim wrócił do łóżka. - Mhm... już sam zapach sprawia że mi lepiej - uśmiechnął się szeroko do Takano.
_ Hai hai - zaśmiał się Tomo już przykryty pod kołdrą. Upił duży łyk delektując się nią.
- To wszystko dzięki czekoladzie - zaśmiał się chłopak odstawiając kubeczek na trochę na szafkę i kładąc się wygodniej na łóżku. - Lekarz mówił że dłużej niż do końca tygodnia mnie nie potrzyma.
- Dobrze - zgodził się, opadając wygodniej na poduszki i przymykając trochę oczy. - Ne... położysz się obok i mnie potulisz dopóki nie zasnę?
Stoczyli zaciekły bój ale w końcu ich drużyna zwyciężyła z dwoma pozostałymi. Kazuo przybił sobie piątkę ze wszystkimi z drużyny, Yujiego otaczając ramieniem by poczochrać go po włosach.
- Młody dajesz radę!
[nie szkodzi :)]
Dopił czekoladę w kilku łyczkach, resztę wciąz trzymając w termosie na później.
- Juuż - pochwalił się ze śmiechem, posuwając się na łóżku żeby mu zrobić miejsce.
Tomo z radością wtulił się w niego mocniej, przymykając oczy.
- Powiedz co robiliście z Yuyą te dwa dni - poprosił czując się nagle niemalże jak w domu.
- Więc nie było wam mnie brak... znowu - zrobił smutną minkę, wtulając się w niego jeszcze mocniej. - Nic a nic nie tęskniliście?
- Kocham cię - szepnął mu w odpowiedzi, po czym już umilkł przysypiając.
Zanim jednak dojechał do szkoły otrzymał telefon od dyrektora placówki, by niezwłocznie się u niego zjawił.
- Pański syn uczestniczył w bijatyce, w której ucierpiały dzieci - oznajmił spokojnie mężczyzna. - Wszystkie dzieci są teraz w szpitalu. Yuya ma podejrzenie złamania nadgarstka. Co prawda Yuya i jego kolega Akira chcieli dobrze... ale wcale tak nie wyszło. Jestem zmuszony wszystkie dzieciaki zawiesić. Tydzień zawieszenia będzie odpowiedni. Dodatkowo niech napiszą wypracowanie o swoim nagannym zachowaniu.
- Staramy się, ale w klasie Yuyi jest 40 osób. Jednej nauczycielce nie jest łatwo wszystkiego dopilnować. Przykro mi że tak się stało... i że Yuya musiał wziąć sprawy w swoje ręce.
Yuya zapukał do gabinetu dyrektora i gdy tylko zobaczył Takano przybiegł do niego przytulając się mocno.
- Tatuś przepraszam - powiedział od razu. - Obroniłem się - dodał zaraz. - Ale rączka boli - pokazał mu swój opatrunek na lewej ręce.
- Ale tatuś ma kłopoty przeze mnie - chłopiec nie chciał go puścić nawet na moment, a kiedy Kenta wszedł do środka z rodzicami, schował się za plecami Takano. Był nieco przerażony i nie potrafił tego zamaskować.
- Bardzo pana przepraszam za zachowanie mojego syna - kobieta skłoniła się w pół, zmuszając do tego również Kentę.
- Mój syn został już ukarany przez szkołę, więc tak. Myślę że wystarczająco go ukarano - oznajmiła sucho.
Yuya usiadł z przodu i zapiął pasy po cichu.
- Przepraszam tatuś - powtórzył cicho. - Ale on popsuł misia którego dał mi wujek... takiego z festynu - wyjaśnił cicho. - I z Totoro sie śmiał a dzisiejszy był bardzo ładny... - poczuł łzy na policzkach.
- Ale tatuś nie musisz - zapewnił go Yuya. - Ja się bardzo cieszę jak mi zrobisz Totoro, bo przecież bardzo mnie kochasz - zauważył z uśmiechem. - A mogę jutro nie iść do szkoły? Tylko jutro - poprosił go cicho. - I nie powiemy wujkowi?
- A czemu nie mogę w domku zostać z tatusiem? Ja będę grzeczny jak będziesz w pracy tato - poprosił go zaraz. - Będę się bawił z pieskami. Nie obejrzę telewizji jak nie mogę.
- Ale potem będziesz tatuś? I dzisiaj już będziesz? - upewnił się że Takano naprawdę się na niego nie gniewa.
- A mogę troszkę pomóc? Albo tylko popatrzeć jak robisz tatuś? - poprawił się szybko bo jedną ręką nie dałby rady pomagać.
- I sosikiem - dodał entuzjastycznie. - I soczek pomarańczowy - uśmiechnął się odrobinę.
Chłopiec zaniósł torbę do pokoju i przebrał się zanim wrócił i usiadł na stołku w kuchni by podglądać pracę Takano.
- Tatuś? A mogę potem porozmawiać z wujkiem na skypie? - zapytał go. - Po obiadku?
- Dobrze - chłopiec skinął głową. - Tatuś ale mało papryki dobrze? - poprosił go zaraz. - Bo ja nie lubię za dużo...
- tatuś i ja nie będę się bił - obiecał mu szybko. - Ale mogę się bronić?
- Kocham cię tatuś - chłopczyk przytulił się do niego na chwilkę i poszedł przygotować talerze i szklanki.
[Dobranoc... jutro reszta :) ]
- I nie jesteś zły że nie mogę chodzić do szkoły tydzień? - zapytał cicho. - Ja będe się uczył - obiecał. - Aya powiedziała że mi napisze co zrobiliśmy...
- Oj raz możesz zaszaleć. Dam ci notatki. Z początkowych zajęć mam, nawet całkiem niezłe - obiecał zaraz. - No daj się namówić.
- Ale ja wolę tatusia - zrobił smutną minkę i poszedł do stołu, gdzie usiadł na krześle i pogłaskał po główce Jolie.
- Ale potem wrócisz do domku - zauważył cichutko. - Odwiedzimy wujka i pouczymy się.
- Juhu - ucieszył się chłopiec. - Smacznego! - życzył mu jeszcze, po czym rozpoczął jedzenie. - Tatuś pychota - oznajmił w połowie posiłku.
- Pewnie tato - chłopiec szybko dkończył jeść a potem otworzył komputer by zadzwonić do wujka. - Cześć wujek! - pokiwał mu uśmiechając się szeroko. - Czemu masz czerwone oczka?
- Hej kochanie. Oj przestań, jestem tylko trochę zmęczony - żachnął się Tomo. - Lepiej ty mi powiedz co to za trofeum wojenne tam masz? - zapytał patrząc na jego zabandażowaną rękę.
- I porządnie mu wlałeś? - upewnił się zaraz Tomo, a Yuya tylko lekko skinął głową. - Tak ma być - wyszczerzył się do niego Tomo. - Jestem z ciebie dumny.
- Oj tam, to ładnie teraz wykuruj łapkę swoją i pomóż troszkę tacie w domku - poprosił go Tomo.
- Dobrze wujku, a kiedy wrócisz? - zapytał go zaraz chłopiec.
- Uhm... jeśli temperatura mi nie wróci to pewnie za dwa dni - uśmiechnął się nieco.
Prześlij komentarz