- O to czyj Totoro będzie ładniejszy - oznajmił poważnie Tomo siadając na swoim fotelu i zapinając pasy oraz otwierając trochę okno. - Zrobię zdjęcie wujek - oznajmił szybko Yuya. - Żeby udowodnić że mój!
- Na pewno się różnią - uparł się Yuya. - No bo tatuś... ty nigdy nie robisz takiego samego... czasem uśmiech jest mniejszy, albo w ogóle go nie ma. Albo chudszy jest...
Tomo poklepał go lekko po udzie, a Yuya pokręcił przecząco głową. - Ale tatuś ja nie powiedziąłem że brzydkie są! - zaprzeczył szybko. - tylko zawsze inne - uśmiechnął się szeroko. - Jakby Totoro miał chumorki.
- Mhm bo jesteś z zawodu kucharzem - odparł spokojnie Tomo. - Yuya naprawdę lubi twoje bento bo wie że wkładasz w nie całe swoje serce - uśmiechnął się szeroko.
Tomo natomiast zapalił kadzidełko i lampkę, pomodlił się chwilę, po czym postawił pomiędzy lampką a pomnikiem list, który wcześniej do taty napisał. Nie chciał by ktokolwiek go czytał. Usiadł wówczas na brzegu ławki jeszcze dłuższą chwilę rozmawiając ze zmarłym.
Tomo pospał jedynie dwie godzinki zanim wstał. Zjadł sobie trochę swojego wczorajszego deseru i zabierając ze sobą bento ruszył do pracy. Wstąpił jeszcze na chwilę do góry żeby pokiwać Takano, zanim zszedł do siebie.
- Fajnie - chłopiec usiadł na przednim siedzeniu. - Pokażę w domu co umiem - dodał skacząc na siedzeniu chwilkę. - Ale trudno też - pokazał mu swoje ręce troszkę czerwone. - Ale tatuś? Będę mógł spróbować trochę dłużej pochodzić na kendo? - zapytał zaraz. - Bento było pyszne - zapewnił go. - Dzisiaj mój Totoro mocno się śmiał, a czekoladki były super!
Koło 10 dostał smsa z prośbą by przyszedł do piekarni. Tomo siedział na krześle rozmasowując sobie serce. Nie był sam, bo Tanaka postanowił zostać żeby mu pomóc i teraz wyganiał chłopaka do domu.
- Nic się nie stało. Nie martw się tak - jęknął Tomo. - Jestem po prostu zmęczony i trochę serce mnie boli - dodał zaraz uśmiechając się do niego lekko.
- Nie przepracowuję się - odparł cicho, chcąc go mieć blisko siebie. - Przecież grzecznie odpoczywałem jak poczułem że kręci mi się w głowie - dodał cicho. - I pan Tanaka został dłużej... żeby mi pomóc.
- Kochanie obudziłeś się? - Tomo wsunął łepek do środka. Na tacy miał królewskie śniadanko. - Kochanie dzisiaj nie idziesz do cukierni. Zostajesz w łóżeczku, a ja się tobą zajmę - ucałował go w czółko. - Zgoda?
- Ja go do szkoły zawiozę - odparł spokojnie. - Weźmiemy twoje autko - pomachał mu przed oczyma jego kluczykami. - Kochanie nie ma opcji. Zostajesz w łóżeczku. Rozkuję jeśli mi to obiecasz.
- Będziemy uważali - obiecał mu, rozkuwając go jednocześnie i odkładając kajdanki na szafkę a kluczyk sobie do kieszeni od spodni. - Dzwoniłem też do mamy, przyjedzie cię osłuchać.
- Wolę dmuchać na zimno kochanie - odparł cicho Tomo, zakładając sobie maseczkę. - Przepraszam... mama mówiła że pod żadnym pozorem mam się nie rozchorować. Środek ostrożności - puścił do niego oczko.
- Pomyślałem, że będziesz uparty i będziesz chciał jechać z Yuyą, iść do pracy i w ogóle... - odparł Tomo siadając na brzegu łóżka. - Więc uznałem, że z szantażem będzie łatwiej zostawić cię w łóżku.
- Oj dobra, wiem że nie jesteś... po prostu bardzo chciałem żebyś leżał - wyjaśnił cicho, wstając w końcu z łóżka. - Tu masz herbatkę i leki na zbicie temperatury. Zrobiłem też jajecznicę, więc jak będziesz miał siłę to zjedz. Pojadę z Yuyą i wrócę jak szybko się da - pokiwał mu wychodząc.
Tomo zawiózł Yuyę do szkoły i umówił się z mamą, że ona przyjedzie wraz z maluchem, po czym robiąc zakupy wrócił do domu. Z uśmiechem wszedł do sypialni, gdzie Takano już smacznie spał. - Mój biedaczek - szepnął okrywając go mocniej kołderką i robiąc mu chłodny okład na rozpalone czoło.
- Dojechałem szczęśliwie, zrobiłem też zakupy i porozmawiałem w piekarni dając znać że dziś mnie nie będzie - uśmiechnął się nieco. - Mama przyjedzie z Yuyą - dodał zaraz. - To dobrze kochanie... masz jakieś specjalne życzenia?
- Będzie truskawkowy i będzie też herbatka, bo musisz dużo pić - skinął lekko głową. - Jak będziesz chciał mogę ci zrobić łóżko w salonie? - zaproponował. - Ano... ale to dobrze - uniósł kciuk do góry. - Bo mogę troszeczkę ci się odwdzięczyć.
Tomo przyszedł do niego z salaterką pełną kisielu truskawkowego. Usiadł na krześle i zaczął go powoli karmić. - Uhm wybrałem kilka modeli zła koniecznego - oznajmił cicho.
Tomo zanucił mu tylko lekką kołysankę i po jednej zwrotce okrył go mocno kołderką zbierając naczynia i zabierając się za robienie obiadku dla malucha i dla samego siebie.
- Węszę grypę - stwierdziła wzdychając cicho i rozbierając się. - Dam ci też lek odpornościowy. Bierz go dwa razy dziennie Tomo... i ty i Yuya - przestrzegła ich.
Kobieta zaraz poszła go osłuchać. Skkrzywiła się lekko, słysząc to co słyszała. - Grypa cię wzięła... - westchnęła ciężko. - Masz mi to wyleżeć, bo w innym wypadku przerodzi się w zapalenie płuc.
- To bardzo dobrze - pstryknęła go w nosek. - Poinfromuję Tomo co i jak, a ty odpoczywaj - zdecydowała wychodząc i zamykając za sobą drzwi do sypialni.
Chłopiec wrócił do salonu i zabrał się za zadanie domowe razem z Tomo. Po godzince poszedł do łóżka, a Tomo posprzątał w salonie. - Kochanie? - wszedł jeszcze do pokoju. - Chcesz coś do picia?
- Dzbanek z wodą, jasne - uśmiechnął się do niego Tomo przynosząc mu leki szklankę, herbatę i dzbanek z wodą. - Musisz zjeść leki kochanie. Tu masz też antybiotyk - usiadł obok niego.
- Za co przepraszasz kochanie? - zapytał go Tomo siadając przy łóżku. - Jutro idę do piekarni już, ale najpierw odwiozę Yuyę i potem po niego pojadę - dodał spokojnie. - Jak będziesz czegoś potrzebował to dzwoń do mnie.
Tomo wstał przed 6 rano z nieco kręcącą się głową. Odetchnął jednak głęboko. Wziął swoje leki i po odczekaniu pół godziny wszystko wróciło do względnej normy. Poklepał się po policzkach. - Nie ma, nie ma - mruknął do siebie. - Nie będzie słabszego dnia - westchnął robiąc śniadanko i bento dla Yuyi. Kisiel malinowy tym razem zaniósł wraz z herbatka do Takano. - Hej Kotek, jak się dziś czujesz?
- Nie dobrze... - westchnął Tomo przynosząc mu jeszcze leki i katalog z garniturami. - Zaznaczyłem karteczkami które mi się podobają - oznajmił z uśmiechem,. - Jak będziesz miał chwilę to zobacz.
Tomo jednak nie wstał tego dnia z kanapy, kompletnie wypluty z życia. Mimo wszystko martwił się przez te dni o Takano i nie spał zbyt dobrze, więc w piątek przespał budzik i nie obudził się nawet kiedy w salonie zaczął kręcić się Yuya i Takano.
- Tak jest - Yuya pobiegł do salonu i potrząsnął Tomo. - Wujek! - krzyknął mu do ucha budząc go gwałtownie. - Pobudka! - Yuya... - Tomo odepchnął go od siebie siadając i masując sobie serce. - Nie strasz mnie tak proszę - jęknął.
- Wziąłem - odparł spokojnie. -Ech no wiem, przepraszam - wymamrotał. - Ale wujek to nie twoja wina! - odparł zaraz Yuya. - No bo przecież odpoczywałeś jak mogłeś, ale tyle na głowie miałeś!
- Nawet trochę. Jakoś niedobrze mi - skrzywił się zapijając leki wodą. - Wujek tylko teraz ty nie padnij bo jak padniesz to potem będzie moja kolej... a ja nie mogę paść - odparł na to Yuya. - Dobrze, dobrze. Postaram się nie paść - puścił do niego oczko.
Tomo poczekał aż on wszystko z niesie po czym powoli ruszył do wyjścia, trzymając się trochę ściany. Usiadł na schodku ubierając buty. Westchnął ciężko widząc tę całą swoją niemoc.
Tomo uśmiechnął się do niego szeroko od razu dobierając się do czekoladek. - A... doktor chce z tobą porozmawiać - oznajmił po dłuższej chwili. - Dacie sobie radę beze mnie w domku? Nie pokłócicie się?
- Tylko się za bardzo nie martw. To nic poważnego, wyniki będą dopiero w niedziele. On tylko chce ci powiedzieć o zmianach w lekach jakie będę miał... no i jak je podawać, żebyś też wszystko wiedział - wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
- Tak, tak niech pan siada - lekarz zaprosił go koło siebie. - Razem z Tomohisą zdecydowaliśmy na zapisanie nowego leku, który jest nieco słabszy od poprzedniego - pokazał mu opakowanie. - Jednakże... nie wiem jak Tomohisa będzie na niego reagował i tu chciałbym poprosić Pana o obserwacje i w razie jakiegokolwiek powodu do obaw zaprzestania podawania leku oraz powrót do starych.
- Tutaj ma pan rozpiskę co kiedy podawać. Jakby coś się w lekach zmieniło to poinformuję o tym Tomohisę i dowie się pan w niedzielę - uśmiechnął się delikatnie.
- Juhu wreszcie dobre jedzonko - uśmiechnął się Tomo, a Yuya od razu się do niego przytulił. - WUjek? A wiesz że Aya-chan przyjedzie w piątek? Tatuś się zgodził!
- To dobrze, fajnie że poznam słynną Ayę - uśmiechnął się do malucha i zabrał się za jedzenie bo zgłodniał i zatęsknił za domowym jedzonkiem. Jego mama również usiadła obok jedząc przysmaki. - No, no... Takano, muszę przyznać że wyszło ci bardzo dobre - oznajmiła będąc w połowie pierwszego dania.
- Dobrze tatuś - chłopiec był bardzo podekscytowany sprawą. Tomo pstrzył na niego z lekkim rozczuleniem, ale zaraz pochłonął się w rozmowie z mamą i Takano.
- Kochanie? A mogę deser zjeść nieco później? - zapytał go Tomo pijąc soczek z uśmiechem na twarzy. - Takano radzisz sobie całkiem dobrze w kuchni japońskiej - oznajmiła mama Tomo. - Jest domowo i smacznie. Tak jak powinno być.
- Już w marcu? A jak mi się coś stanie po drodze? - zapytał go cicho. - Albo Tobie? Zachorujesz i schudniesz? - Tomo nie kracz - poradziła mu jego mama. - Nic wam się nie stanie.
- Uhm no dobrze - Tomo wstał od stołu idąc do Yuyi poukładać z nim trochę puzzle rozłożone na podłodze. - No, no... widzę że układacie i układacie a końca nie widać... - Wujek bo to 2000 puzelków jest! Trudne!
- Względnie grzeczny - skinęła głową ze śmiechem. - Nie możesz od niego oczekiwać za wiele... biegał po szpitalu, siedząc głównie z dzieciakami... dzieciaki go uwielbiają - przyznała szczerze.
- No przecież cały piątek leżał i pół soboty - przyznała ze śmiechem. - A potem juz leżenia było za dużo - dodała, pijąc swoją kawę. - Ale wyniki są lepsze.
Tomo zaśmiał się cicho widząc to i przytulił się do niego mocno. - Kocham cię - szepnął. - Ne Yuya? Zostaniesz tutaj z babcią na godzinkę? - Zostanę wujku - wyszczerzył się do niego chłopiec. - Taka-chan? Zaszczycisz mnie swą obecnością na spacerze?
- Bierzemy - zgodził się wstając i idąc się ubrać. Wziął dwa pieski na smyczy, pozostałe dwa dając Takano, po czym przytulił się do jego boku. - Ale tak powoli będziemy szli dobrze?
- I oprowadzisz mnie po niej dokładnie? - zapytał zaraz, łapiąc go nieco mocniej za rękę. - Ja nie mogę się doczekać Paryża... i Luwru... bo wejdziemy tam prawda?
- Jak wrócimy do domku, zrobię sobie kawki i zjem deserek - stwierdził wesoło. - Naprawdę zrobiłeś dzisiaj pyszne jedzonko. A w pracy coś nowego się zdarzyło?
- Mhm... bo bardzo się starałeś, włożyłeś w obiadek całe swoje serce - uśmiechnął się do niego, lekko drżąc. - Poza tym zawsze marzyłeś o takich rodzinnych, domowych obiadkach.
- Dzisiaj to dzisiaj, a jutro to jutro - przypomniał mu wesoło, nieco podskakując. - Hm ale jak mi pyszny deser w nagrodę zrobisz, to masz występ na żywo zagwarantowany - zapewnił go.
- Kochanie, mogę jeszcze cię mocno przytulić? - zapytał go nagle Tomo obejmując go od tyłu ramionami i z całej siły wciskając swoją twarz w jego plecy. - Tęskniłem za tobą i twoim zapachem i biciem serduszka i uśmiechem...
- Wiem, ale... byłem w szpitalu a to jak 2 tygodnie nieobecności - zapewnił go. - Bo nie mogę wyjść, nie mogę zrobić sobie jeść, nagrać piosenki, zrobić bułeczek... czas się strasznie dłuży i bardzo się stęskniłem. Dużo czasu ma się na myślenie.
- Do pracy też idę. Na rano... więc zrobię wam śniadanko ale nie będzie mnie w domku jak się obudzicie. Za to wracam koło 2 po południu i resztę dnia mam wolnego.
A Tomo pożegnał się z mamą i kiedy ta odjechała położył się z Yuyą na podłodze by posłuchać jego opowieści o całym weekendzie. - I w sobotkę byłem z tatusiem w pracy troszkę i zrobiłem z tatą mufinki czekoladowe - oznajmił wesoło chłopiec. - I ustroiłem a gościom smakowały! - O... no proszę - Tomo klasnął w dłonie. - A dla mnie to mufinka nigdy nie ma - zrobił zabawnie naburmuszoną minę. - Obrażę się. - Oj wujek... zrobimy ci z tatusiem, prawda tatuś?
- Tak - skinął głową chłopiec teraz opowiadając Tomo o Ayi. Był bardzo podekscytowany tym przyjazdem. - I posprzątałem w pokoju nawet! - Kurczę... to będę musiał poprosić ją o częstsze przyjazdy... skoro sprzątasz pokoj - wyszczerzył się Tomo.,
- Szkoda... takie smaczne, że jeszcze jedno bym sobie zjadł - przyznał szczerze, nieco zasmucony. - Wiem, wiem ale to nie będzie trudne - odparł swobodnie.
- Kochanie ona tu będzie 3 do 4 godzinek. Nie więcej - odparł spokojnie. - Ja pewnie będę w piekarni, bo w czwartek jakoś tak mam popołudniową zmianę o ile dobrze pamiętam i w piątek również - dodał zaraz. - Prościzna. Poza tym... przecież nie musisz się do mnie ciągle kleić żebym wiedział że mnie kochasz - puścił do niego oczko.
- Sam fakt że mieszkamy razem nic nie znaczy. Często rodziny mieszkają razem, a Yuyuś nazywa mnie wujkiem - uśmiechnął się delikatnie. - Wujku zobacz, zobacz - chłopiec podbiegł do niego żeby pokazać mu kaczuszkę i chlustnął mu wodą w buzię śmiejąc się z jego miny. - Ty zbóju ty - fuknął na niego żartobliwie Tomo łapiąc go i zaczynając łaskotać.
Tomo skończył pracę w piekarni koło godziny 12 i poszedł od razu do cukierni. - Specjał szefa poproszę - uśmiechnął się szeroko siadając na swoim miejscu. O tej godzinie klientów zazwyczaj nie było.
- Od 6 do 8 było sporo ludzi. Zawsze tak jest rano. Przychodzą po świeże bułeczki, chleb na śniadanie, albo chlebek bananowy na drugie dla dzieciaków do szkoły - uśmiechnął się nieco.
- Mhm czuję się wyjątkowo - ucałował go w usta, kończąc zaraz czekoladkę. - Dobrze kochanie, nie przeszkadzam ci już - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Lecę do domku.
Tomo odebrał Yuyę a potem z maluchem zrobili razem curry. Następnie nagrał piosenkę i kiedy Takano wrócił uwiesił mu się na szyję. - Kocham cię mój bydlaczku!
Tomo mu nie żałował. Nałożył mu całkiem dużą porcję, sobie biorąc dużo mniejszą, a Yuyi pośrednią. - Wujek... ja też chcę taką jak tatuś... - Kochanie nie marudź mi. Jadłeś wcześniej trochę - przypomniał mu, a chłopczyk trochę się naburmuszył ale już się nie sprzeciwiał.
- Nagrałem, ale muszę ją jeszcze raz nagrać. Niepodoba mi się efekt - przyznał szczerze. - A chciałem wysłać demo do jednej wytwórni... która główną filię ma w Tokio, ale taka poboczna jest tu w miasteczku - dodał z uśmiechem. - Nie, nie... nic nie zdecydowałem, szukałem tylko czegoś żeby blisko było.
- Un znaczy najpierw chcę wysłać, a jeśli mnie będą chcieli to pojedziesz ze mną, Menager-san - puścił do niego oczko i wyszczerzył się zaraz. - Chętnie przyjmę pomoc.
- Kochanie ale rozmawialiśmy już wcześniej o tym i powiedziałem ci co czuję przy takiej dużej kontroli - przypomniał mu spokojnie. - Obejdzie się bez ciebie przy nagraniach - mruknął kończąc kary i wymywając miseczkę chlebkiem.
Tomo wywrócił oczyma niezadowolony. - A nie możesz mi po prostu zaufać? Przecież już ci w większości mówię jak coś jest nie tak - burknął wstając z miejsca i wychodząc z domu, teatralnie trzaskając drzwiami. - No i masz tatuś. Ciche dni nadeszły - zauważył Yuya jakby to już nie było nic dziwnego. - Nie będzie tulenia w nocy... ale u mnie możesz spać tatuś. Ja potulę.
Yuya zaczął rzempolić jakąś melodię na flecie. Nie potrafił jej dobrze zagrać i męczył tak uszy Takano dobrą godzinę zanim się poddał. - Ja chyba nie będę jak wujek...
Tomo wrócił pół godziny później, powoli wchodząc do domu. Odetchnął cicho i usiadł przy Yuyi na dywanie. - Pograłeś już? - Tak ale nie zagram bo ja nie umiem grać na tym całym flecie...
- Wezmę za chwilkę, normalnie biorę za pół godziny - odparł spokojnie, po czym zachęcił jeszcze Yuyę do gry i chłopiec w końcu zagrał nieco niechętnie.
- Wyszło bardzo dobrze kochany - zapewnił go Tomo przytulając na moment do siebie. - Nie zagra - mruknął w odpowiedzi. - Doszedł do wniosku że piosenka jest do dupy.
- Przestań - mruknął tylko odsuwając się od zasięgu jego ręki. - Nie przeszło mi jeszcze i nie mam jak zapalić więc po prostu przestań - mruknął wstając żeby jednak wziąć te leki i zaparzyć herbaty.
Tomo skinął lekko głową, po czy,m doczytał rozdział do końca i odetchnął głęboko. - Wyjdę się przejść ok? - szepnął wychodząc tylko do ogrodu i przymykając oczy. Usiadł na ganku masując sobie skronie i odganiając łzy z oczu. Yuya podszedł do Takano i dźgnął go w bok. - Tatuś teraz czas na twoją najlepsiejszą czekoladę i małe przytulanie - oznajmił konspiracyjnym szeptem. - A ja umyję się i położe spać - obiecał biegnąć do łazienki.
Uśmiechnął się delikatnie, przytulając do niego i opierając głowę na jego piersi. - Naprawdę uważasz, że nie jestem w stanie z niczym sam sobie poradzić? - zapytał go cicho, trzymając kubek mocniej w dłonaich.
- Ale ja nie chcę, żebyś... żebyś za dużo się wtrącał. Bo ja chciałbym... chciałbym sam sobie poradzić - przyznał cicho, upijając znów trochę czekolady. - Pyszna.
- Uhm - Tomo odetchnął głęboko. - Jakoś... nie przekonujesz mnie - przyznał szczerze. - Wiem, że się martwisz... ale przecież tym razem... mówię ci więcej jak mi jest źle - przypomniał.
[Ja miałem jednego kandydata xD Ale nie wiem czy będzie pasował :P poczekam na twój wybór i wtedy coś sobie poszukam xD]
Tomo wstał raniutko i razem z Yuyą w konspiracji przygotowali duże śniadanko, królewskie wręcz. Bento zchowane juz było do lodówki, a poza śniadankiem, obok niego stał talerzyk z iście czekoladowym ciastem. - Pobudka kochanie - Tomo ucałował go lekko w policzek. - Wszystkiego najlepszego - uśmiechnął się nieco. - Dzisiaj twoje imieniny - dodał.
4 999 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4601 – 4800 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Nie nabijam - zmarszczył nosek. - Obraziłbym się gdybyś mi nie zrobił Totoro - oznajmił całkiem poważnie, całując go zaraz w policzek.
- A co byś chciał? - zapytał go z uśmiechem. - Pewnie że nauczę - dodał przytulając go mocno.
- Okay, to jak wrócę ze szpitala to cię nauczę - zaproponował z lekkim uśmiechem, włączając zmywarkę.
- Taka-chan? - Tomo poszedł za nim i usiadł tuż obok niego. - Pójdziesz ze mną na cmentarz?
- Nnie będziesz przeszkadzał... chodź tam ze mną - poprosił go tylko, wychodząc na zewnątrz i chwilę przekomarzając się z Yuyą.
- O to czyj Totoro będzie ładniejszy - oznajmił poważnie Tomo siadając na swoim fotelu i zapinając pasy oraz otwierając trochę okno.
- Zrobię zdjęcie wujek - oznajmił szybko Yuya. - Żeby udowodnić że mój!
- Na pewno się różnią - uparł się Yuya. - No bo tatuś... ty nigdy nie robisz takiego samego... czasem uśmiech jest mniejszy, albo w ogóle go nie ma. Albo chudszy jest...
Tomo poklepał go lekko po udzie, a Yuya pokręcił przecząco głową.
- Ale tatuś ja nie powiedziąłem że brzydkie są! - zaprzeczył szybko. - tylko zawsze inne - uśmiechnął się szeroko. - Jakby Totoro miał chumorki.
Chłopcu zrobiło się smutno i przeprosił tatę po czym wybiegł z samochodu do szkoły, a Tomo spojrzał na Takano zaskoczony.
- Co się stało kochanie?
- Mhm bo jesteś z zawodu kucharzem - odparł spokojnie Tomo. - Yuya naprawdę lubi twoje bento bo wie że wkładasz w nie całe swoje serce - uśmiechnął się szeroko.
- O kurcze... to jego bento będzie lepsze od mojego - wydął usta zawiedziony po czym roześmiał się serdecznie, wychodząc z samochodu gdy dojechali.
- Mhm no no to już się nie mogę doczekać aż moje bento otworzę - odparł wesoło, kupując kadzidełko i lampkę do tego.
Tomo natomiast zapalił kadzidełko i lampkę, pomodlił się chwilę, po czym postawił pomiędzy lampką a pomnikiem list, który wcześniej do taty napisał. Nie chciał by ktokolwiek go czytał. Usiadł wówczas na brzegu ławki jeszcze dłuższą chwilę rozmawiając ze zmarłym.
Tomo w końcu odetchnął głęboko wstając.
- Już możemy iść - uśmiechnął się do Takano.
- Porozmawiałem - skinął powoli głową. - Ale chciałbym... chciałbym kiedyś przyjechać jednak sam - dodał po chwili, łapiąc go mocniej za rękę.
- Uhm ale jakbyś czekał to bym się spieszył - uśmiechnął się krzywo. Troszeczkę siebie jednak znał i wiedział że to by mu nic nie dało.
- Teraz w aucie? - spojrzał na niego tylko i usiadł do przodu. Przysnął gdzieś w połowie drogi do domu.
Tomo pospał jedynie dwie godzinki zanim wstał. Zjadł sobie trochę swojego wczorajszego deseru i zabierając ze sobą bento ruszył do pracy. Wstąpił jeszcze na chwilę do góry żeby pokiwać Takano, zanim zszedł do siebie.
- Fajnie - chłopiec usiadł na przednim siedzeniu. - Pokażę w domu co umiem - dodał skacząc na siedzeniu chwilkę. - Ale trudno też - pokazał mu swoje ręce troszkę czerwone. - Ale tatuś? Będę mógł spróbować trochę dłużej pochodzić na kendo? - zapytał zaraz. - Bento było pyszne - zapewnił go. - Dzisiaj mój Totoro mocno się śmiał, a czekoladki były super!
- A jutro mam klasówkę z matematyki tatuś - dodał jeszcze chłopiec wyglądając przez okno. - Zrobimy dwa przykłady takie trudne?
- Dziękuję tato - chłopiec uśmiechnął się do niego szeroko zadowolony, że Takano mu troszkę pomoże.
Koło 10 dostał smsa z prośbą by przyszedł do piekarni. Tomo siedział na krześle rozmasowując sobie serce. Nie był sam, bo Tanaka postanowił zostać żeby mu pomóc i teraz wyganiał chłopaka do domu.
- Nic się nie stało. Nie martw się tak - jęknął Tomo. - Jestem po prostu zmęczony i trochę serce mnie boli - dodał zaraz uśmiechając się do niego lekko.
Tomo mu bardzo podziękował że z nim został i przytulił głowę mocniej do piersi Takano.
- Zjadłem - odparł spokojnie. - Całe bento... bez 3 czekoladek.
- A nie możesz tylko tu zostać ze mną? - zapytał nie chcąc puścić jego ręki.
- Nie przepracowuję się - odparł cicho, chcąc go mieć blisko siebie. - Przecież grzecznie odpoczywałem jak poczułem że kręci mi się w głowie - dodał cicho. - I pan Tanaka został dłużej... żeby mi pomóc.
- Muszę je wziąć teraz - przyznał mu cicho oddychając tylko spokojnie. - Jak sobie maluch radził?
- Kochanie? A posiedzisz obok mnie potem?
Tomo przytulił się do niego mocno jedząc trochę tej sałatki.
- Kochanie? A zrobisz mi jeszcze czekoladkę?
- Taką malutką z tobą wypiję - zdecydował przytulając się do niego jeszcze cchwilkę.
- Tak jest szefie - uśmiechnął się do niego już czując się odrobinkę lepiej.
- Lepiej, nie kręci mi się w głowie i serce mniej boli - uśmiechnął się delikatnie pijąc czekoladę. - Mhm mistrzowska.
- Ale przecież ci mówiłem ci że nie ma co się martwić tak mocno - uśmiechnął się delikatnie.
- Ale przecież dałem ci znać że masz przyjść. Nie robiłem nic na siłę - przypomniał mu siadając mu na kolanach.
- To dobrze - uśmiechnął się do niego przytulając go mocno. - Pójdziemy do łóżka?
- Mój kochany - nie chciał go puścić ani na chwilę. - Kocham cię - oznajmił mocno.
Tomo wstał kolejnego dnia wypoczęty i zamknął łapki takano kajdankami, czujac że ten ma temperature. Potem poszedł zrobić śniadanko.
- Kochanie obudziłeś się? - Tomo wsunął łepek do środka. Na tacy miał królewskie śniadanko. - Kochanie dzisiaj nie idziesz do cukierni. Zostajesz w łóżeczku, a ja się tobą zajmę - ucałował go w czółko. - Zgoda?
- Ja go do szkoły zawiozę - odparł spokojnie. - Weźmiemy twoje autko - pomachał mu przed oczyma jego kluczykami. - Kochanie nie ma opcji. Zostajesz w łóżeczku. Rozkuję jeśli mi to obiecasz.
- Będziemy uważali - obiecał mu, rozkuwając go jednocześnie i odkładając kajdanki na szafkę a kluczyk sobie do kieszeni od spodni. - Dzwoniłem też do mamy, przyjedzie cię osłuchać.
- Wolę dmuchać na zimno kochanie - odparł cicho Tomo, zakładając sobie maseczkę. - Przepraszam... mama mówiła że pod żadnym pozorem mam się nie rozchorować. Środek ostrożności - puścił do niego oczko.
- Pomyślałem, że będziesz uparty i będziesz chciał jechać z Yuyą, iść do pracy i w ogóle... - odparł Tomo siadając na brzegu łóżka. - Więc uznałem, że z szantażem będzie łatwiej zostawić cię w łóżku.
- Oj dobra, wiem że nie jesteś... po prostu bardzo chciałem żebyś leżał - wyjaśnił cicho, wstając w końcu z łóżka. - Tu masz herbatkę i leki na zbicie temperatury. Zrobiłem też jajecznicę, więc jak będziesz miał siłę to zjedz. Pojadę z Yuyą i wrócę jak szybko się da - pokiwał mu wychodząc.
Tomo zawiózł Yuyę do szkoły i umówił się z mamą, że ona przyjedzie wraz z maluchem, po czym robiąc zakupy wrócił do domu. Z uśmiechem wszedł do sypialni, gdzie Takano już smacznie spał.
- Mój biedaczek - szepnął okrywając go mocniej kołderką i robiąc mu chłodny okład na rozpalone czoło.
- Dojechałem szczęśliwie, zrobiłem też zakupy i porozmawiałem w piekarni dając znać że dziś mnie nie będzie - uśmiechnął się nieco. - Mama przyjedzie z Yuyą - dodał zaraz. - To dobrze kochanie... masz jakieś specjalne życzenia?
- Kisielek... roger! - zasalutował mu po czym pokręcił przecząco głową. - Przestań, przecież to nic takiego. Mogę się wreszcie tobą zająć.
- Będzie truskawkowy i będzie też herbatka, bo musisz dużo pić - skinął lekko głową. - Jak będziesz chciał mogę ci zrobić łóżko w salonie? - zaproponował. - Ano... ale to dobrze - uniósł kciuk do góry. - Bo mogę troszeczkę ci się odwdzięczyć.
- Uhm no dobrze - zgodził się spokojnie. - To ja będę w kuchni, jakby co wołaj kochanie - posłał mu buziaka w powietrzu i poszedł do kuchni.
Tomo wyłączył gaz i poszedł za nim. Kucnął obok niego odgarniając mu włosy z twarzy.
- Oj kochanie... padłeś mi zupełnie - zmartwił się troszeczkę.
- Mój biedak - Tomo mimo wszystko przytulił go na moment. - Pójdę skończyć kisielek - dodał po chwili. - A ty wracaj do łóżeczka.
Tomo przyszedł do niego z salaterką pełną kisielu truskawkowego. Usiadł na krześle i zaczął go powoli karmić.
- Uhm wybrałem kilka modeli zła koniecznego - oznajmił cicho.
- Pokażę - odparł cicho. - Ale żeby było jasne, to nie jest jakaś wielka do nich miłość... - wymamrotał.
- Kochanie? Ale dzisiaj w nocy pośpię z Yuyą, dobrze? - zapytał go spokojnie. - Mały się ucieszy, a ty odpoczniesz beze mnie.
- Mam nadzieję kochanie - odparł szczerze, głaszcząc go po rozpalonym policzku. - Strasznie mocno cię kocham.
- Pośpiewać ci do snu? Twój tata mi powiedział że lubiłeś to... jak byłeś chory...
Tomo zanucił mu tylko lekką kołysankę i po jednej zwrotce okrył go mocno kołderką zbierając naczynia i zabierając się za robienie obiadku dla malucha i dla samego siebie.
- Węszę grypę - stwierdziła wzdychając cicho i rozbierając się. - Dam ci też lek odpornościowy. Bierz go dwa razy dziennie Tomo... i ty i Yuya - przestrzegła ich.
Kobieta zaraz poszła go osłuchać. Skkrzywiła się lekko, słysząc to co słyszała.
- Grypa cię wzięła... - westchnęła ciężko. - Masz mi to wyleżeć, bo w innym wypadku przerodzi się w zapalenie płuc.
- To bardzo dobrze - pstryknęła go w nosek. - Poinfromuję Tomo co i jak, a ty odpoczywaj - zdecydowała wychodząc i zamykając za sobą drzwi do sypialni.
Yuya przyszedł do niego wieczorem i wszedł mu do łóżka mocno go przytulając.
- Tatuś, kocham cię strasznie mocno.
- Tatuś ale kolacja jest. Wujek kazał ci przynieść - powiedział pokazując mu miseczkę z kaszką. - Nie możesz nic innego bo wymiotujesz.
- Babcia dała nam takie tabletki które pomogą nam nie zarazić się - oznajmił chłopiec schodząc z łóżeczka. - Wujek przyniesie herbatkę.
- Ale wujek pozwolił mi na 10 minut do taty przyjść - odparł chłopiec, siadając na krzesełku.
- Dzisiaj Aya-chan dała mi czekoladkę - oznajmił wesoło, uśmiechając się szeroko. - I rozmawialiśmy duuużo na przerwie. Fajna jest tatuś.
- Wujek powiedział że mogę ją zaprosić do nas jak będziesz już zdrowy. Będę mógł ttuś? - zapytał go chłopiec.
- Pomogę - wyszczerzył się i zabrał miseczkę zaraz przynosząc herbatkę. - Muszę iść tatuś, lekcje robię z wujkiem.
Chłopiec wrócił do salonu i zabrał się za zadanie domowe razem z Tomo. Po godzince poszedł do łóżka, a Tomo posprzątał w salonie.
- Kochanie? - wszedł jeszcze do pokoju. - Chcesz coś do picia?
- Dzbanek z wodą, jasne - uśmiechnął się do niego Tomo przynosząc mu leki szklankę, herbatę i dzbanek z wodą. - Musisz zjeść leki kochanie. Tu masz też antybiotyk - usiadł obok niego.
- Za co przepraszasz kochanie? - zapytał go Tomo siadając przy łóżku. - Jutro idę do piekarni już, ale najpierw odwiozę Yuyę i potem po niego pojadę - dodał spokojnie. - Jak będziesz czegoś potrzebował to dzwoń do mnie.
- Posiedzę tu jeszcze chwilę z tobą - odparł cicho łapiąc go za rękę i przytulając ją do swojego policzka. - Mój biedaku...
- Ale ja chcę - odparował tylko nawet nie ruszając się ze swojego miejsca. - Posiedzę dopóki nie zaśniesz.
Tomo posiedział przy nim jeszcze trochę dopiero po godzince idąc się umyć i do łóżka.
Tomo wstał przed 6 rano z nieco kręcącą się głową. Odetchnął jednak głęboko. Wziął swoje leki i po odczekaniu pół godziny wszystko wróciło do względnej normy. Poklepał się po policzkach.
- Nie ma, nie ma - mruknął do siebie. - Nie będzie słabszego dnia - westchnął robiąc śniadanko i bento dla Yuyi. Kisiel malinowy tym razem zaniósł wraz z herbatka do Takano. - Hej Kotek, jak się dziś czujesz?
- Nie dobrze... - westchnął Tomo przynosząc mu jeszcze leki i katalog z garniturami. - Zaznaczyłem karteczkami które mi się podobają - oznajmił z uśmiechem,. - Jak będziesz miał chwilę to zobacz.
- Jak nie będzie to będzie nie dobrze - odparł cicho Tomo przytulając go przez chwilkę. - Zdrowiej mi proszę...
- Musisz koniecznie - ucałował go w policzek i poszedł do Yuyi. - No dobra maluchu, wyjeżdżamy - wyszczerzył się do niego.
Tomo jednak nie wstał tego dnia z kanapy, kompletnie wypluty z życia. Mimo wszystko martwił się przez te dni o Takano i nie spał zbyt dobrze, więc w piątek przespał budzik i nie obudził się nawet kiedy w salonie zaczął kręcić się Yuya i Takano.
- Tak jest - Yuya pobiegł do salonu i potrząsnął Tomo. - Wujek! - krzyknął mu do ucha budząc go gwałtownie. - Pobudka!
- Yuya... - Tomo odepchnął go od siebie siadając i masując sobie serce. - Nie strasz mnie tak proszę - jęknął.
- Heh dzięki - uśmiechnął się ddo niego powoli idąc do kuchni. - Trochę kręci mi się w głowie - odparł cicho. - Ale w szpitalu odpocznę - dodał zaraz.
- Wziąłem - odparł spokojnie. -Ech no wiem, przepraszam - wymamrotał.
- Ale wujek to nie twoja wina! - odparł zaraz Yuya. - No bo przecież odpoczywałeś jak mogłeś, ale tyle na głowie miałeś!
- Nie szkodzi, przecież nic się nie stało - odparł spokojnie. - Po prostu mam słabszy dzień. Przecięż wiesz że mi się to zdarza...
- Baka - Tomo pstryknął go lekko w nosek. - Choroba nie wybiera, a ja byłem szczęśliwy że mogę się moim marudą zająć.
- Jak to co? Poznałem inną stronę ciebie - uśmiechnął się, odkładając jednak pałeczki i dopijając herbatę. - Nie mogę nic w siebie wmusić...
- Nawet trochę. Jakoś niedobrze mi - skrzywił się zapijając leki wodą.
- Wujek tylko teraz ty nie padnij bo jak padniesz to potem będzie moja kolej... a ja nie mogę paść - odparł na to Yuya.
- Dobrze, dobrze. Postaram się nie paść - puścił do niego oczko.
Tomo poczekał aż on wszystko z niesie po czym powoli ruszył do wyjścia, trzymając się trochę ściany. Usiadł na schodku ubierając buty. Westchnął ciężko widząc tę całą swoją niemoc.
- A po ślubie... przeniesiesz mnie tak przez próg? - zainteresował się chłopak wtulając w niego mocno.
- Cieszę się - uśmiechnął się do niego Tomo sprawdzając tylko na szybko swoją torbę. - Yosh... możemy jechać - oznajmił w końcu.
- Kochanie? Jak przyjedziesz po Yuyę wstąpisz tu na moment? Dasz mi czekoladki? - zapytał go kiedy już dostał salę i leżał w łóżeczku pod kroplówką.
- Super - Tomo ucałował go mocno opadając na poduszki i od razu zamykając klejące mu się oczy.
Tomo uśmiechnął się do niego szeroko od razu dobierając się do czekoladek.
- A... doktor chce z tobą porozmawiać - oznajmił po dłuższej chwili. - Dacie sobie radę beze mnie w domku? Nie pokłócicie się?
- Tylko się za bardzo nie martw. To nic poważnego, wyniki będą dopiero w niedziele. On tylko chce ci powiedzieć o zmianach w lekach jakie będę miał... no i jak je podawać, żebyś też wszystko wiedział - wyjaśnił z lekkim uśmiechem.
- Trochę słabo ale już mi nie jest tak niedobrze jak było rano - odparł spokojnie, siadając na łóżku żeby było mu wygodniej.
- Odzyskam je wszystkie - zapewnił go ze śmiechem. - Co będziecie mieli dziś na obiadek?
- Mhm... fajnie macie - odparł wzdychając cicho i opadając na podusie. - Ja dostaję jakieś papki.
- Kochanie? Potrzebuję - uśmiechnął się do niego szeroko. - Twojego mocnego uścisku i buziaka bo będziemy widzieli się w niedzielkę dopiero....
- Tak jest szefie - ucałował go w policzek i pokiwał jeszcze na dowidzenia.
- Tak, tak niech pan siada - lekarz zaprosił go koło siebie. - Razem z Tomohisą zdecydowaliśmy na zapisanie nowego leku, który jest nieco słabszy od poprzedniego - pokazał mu opakowanie. - Jednakże... nie wiem jak Tomohisa będzie na niego reagował i tu chciałbym poprosić Pana o obserwacje i w razie jakiegokolwiek powodu do obaw zaprzestania podawania leku oraz powrót do starych.
- Tutaj ma pan rozpiskę co kiedy podawać. Jakby coś się w lekach zmieniło to poinformuję o tym Tomohisę i dowie się pan w niedzielę - uśmiechnął się delikatnie.
- Tak tak... chciałem tylko żeby pan o tym wszystkim wiedział - uśmiechnął się mężczyzna.
Tomo wrócił razem ze swoją mamą w niedzielę. Miał dobre wieści. Wyniki były w miarę dobre. Nie posunął się do tyłu i zrobił mały kroczek w przód.
- Juhu wreszcie dobre jedzonko - uśmiechnął się Tomo, a Yuya od razu się do niego przytulił.
- WUjek? A wiesz że Aya-chan przyjedzie w piątek? Tatuś się zgodził!
- To dobrze, fajnie że poznam słynną Ayę - uśmiechnął się do malucha i zabrał się za jedzenie bo zgłodniał i zatęsknił za domowym jedzonkiem. Jego mama również usiadła obok jedząc przysmaki.
- No, no... Takano, muszę przyznać że wyszło ci bardzo dobre - oznajmiła będąc w połowie pierwszego dania.
- Aya-chan jest fajna - zapewnił ich Yuya nieco zarumieniony, a Tomo skinął lekko głową.
- Na pewno kochanie. Polubimy ją - zapewnił go ze śmiechem.
- Dobrze tatuś - chłopiec był bardzo podekscytowany sprawą. Tomo pstrzył na niego z lekkim rozczuleniem, ale zaraz pochłonął się w rozmowie z mamą i Takano.
- Kochanie? A mogę deser zjeść nieco później? - zapytał go Tomo pijąc soczek z uśmiechem na twarzy.
- Takano radzisz sobie całkiem dobrze w kuchni japońskiej - oznajmiła mama Tomo. - Jest domowo i smacznie. Tak jak powinno być.
- W to nie wątpię - zaśmiała się szczerze ze smakiem jedząc deserek. - Pyszne.
Tomo oparl glowę na jego ramieniu.
- Lekarz mówił że zrobiłem postępy, niewielkie ale postępy - uśmiechnąl się lekko. - Cieszysz siĘ?
- Pokażesz mi potem który? - zapytał go zaraz, przytulając się do niego mocniej i przymykając oczy.
- Już w marcu? A jak mi się coś stanie po drodze? - zapytał go cicho. - Albo Tobie? Zachorujesz i schudniesz?
- Tomo nie kracz - poradziła mu jego mama. - Nic wam się nie stanie.
- Uhm no dobrze - Tomo wstał od stołu idąc do Yuyi poukładać z nim trochę puzzle rozłożone na podłodze. - No, no... widzę że układacie i układacie a końca nie widać...
- Wujek bo to 2000 puzelków jest! Trudne!
- Względnie grzeczny - skinęła głową ze śmiechem. - Nie możesz od niego oczekiwać za wiele... biegał po szpitalu, siedząc głównie z dzieciakami... dzieciaki go uwielbiają - przyznała szczerze.
- No przecież cały piątek leżał i pół soboty - przyznała ze śmiechem. - A potem juz leżenia było za dużo - dodała, pijąc swoją kawę. - Ale wyniki są lepsze.
Kobieta skinęła lekko głową.
- On też się ucieszył. Bardzo - oznajmiła. - Tylko... pilnuj go z tym nowym lekiem. Nie wiem jak on go przyjmie.
- Dobrze, dziękuję - odparła z ulgą.
- Babciu chodź! - Yuya po nią przybiegł. - Poukładasz puzelki z nami?
- Jasne kochanie, z przyjemnością - odparła wesoło.
- Ale ty tatuś za mocno się niecierpliwisz - burkńął cicho Yuya. - wczoraj krzyczałeś brzydko jak nie szlo - wydał go.
Tomo zaśmiał się cicho widząc to i przytulił się do niego mocno.
- Kocham cię - szepnął. - Ne Yuya? Zostaniesz tutaj z babcią na godzinkę?
- Zostanę wujku - wyszczerzył się do niego chłopiec.
- Taka-chan? Zaszczycisz mnie swą obecnością na spacerze?
- Bierzemy - zgodził się wstając i idąc się ubrać. Wziął dwa pieski na smyczy, pozostałe dwa dając Takano, po czym przytulił się do jego boku. - Ale tak powoli będziemy szli dobrze?
- I oprowadzisz mnie po niej dokładnie? - zapytał zaraz, łapiąc go nieco mocniej za rękę. - Ja nie mogę się doczekać Paryża... i Luwru... bo wejdziemy tam prawda?
- Mhm brzmi tak niesamowicie dla mnie - przyznał szczerze. - Nie mogę uwierzyć wciąż że tam będę...
- Uhm kochanie? W drodze powrotnej mogę ci wejść na barana? - zapytał go zaraz, przystając nad oceanem by odetchnął pełną piersią.
- Chętnie - odparł wesoło puszczając psiaki a samemu siadając na chwilę na pasku. - A duży macie tam dom>?
- No to spory kotku - zaśmiał się szczerze. - Mhm z tarasem? Będę mógł wieczorem posłuchać szumu fal z winkiem w dłoni?
- A możemy na nim leżeć i się przytulać? I całować i pić dobre winko? - zapytał zaraz, ciągnąc go też na piasek.
- Naprawdę? - spojrzał na niego z uśmiechem, siadając tak by móc oprzeć się o jego tors plecami. - Kocham cię strasznie mocno.
- Jak wrócimy do domku, zrobię sobie kawki i zjem deserek - stwierdził wesoło. - Naprawdę zrobiłeś dzisiaj pyszne jedzonko. A w pracy coś nowego się zdarzyło?
- No ja tam nie wiem, pozwól że sam się przekonam - puścił do niego oczko, przytulając się nieco mocniej.
- Mhm... bo bardzo się starałeś, włożyłeś w obiadek całe swoje serce - uśmiechnął się do niego, lekko drżąc. - Poza tym zawsze marzyłeś o takich rodzinnych, domowych obiadkach.
- Troszkę chłodno mi się zrobiło - przyznał mu się bez bicia. - Odrobinkę tak tylko - dodał zaraz wstając z miejsca i wołając psiaki.
- No dooobrze - zgodził się dość niechętnie idąc z nim z powrotem. - Jutro po południu będę nagrywał piosenkę - oznajmił spokojnie.
- Nie powiem ci - pokazał mu język zadziornie. - Jak będzie nagrana to usłyszysz - puścił do niego oczko.
- Występ na żywo... no nie wiem... a zasłużyłeś? - zapytał go zakładając ręce za głowę i prostując się nieco ze śmiechem.
- Dzisiaj to dzisiaj, a jutro to jutro - przypomniał mu wesoło, nieco podskakując. - Hm ale jak mi pyszny deser w nagrodę zrobisz, to masz występ na żywo zagwarantowany - zapewnił go.
- Kochanie, mogę jeszcze cię mocno przytulić? - zapytał go nagle Tomo obejmując go od tyłu ramionami i z całej siły wciskając swoją twarz w jego plecy. - Tęskniłem za tobą i twoim zapachem i biciem serduszka i uśmiechem...
- Wiem, ale... byłem w szpitalu a to jak 2 tygodnie nieobecności - zapewnił go. - Bo nie mogę wyjść, nie mogę zrobić sobie jeść, nagrać piosenki, zrobić bułeczek... czas się strasznie dłuży i bardzo się stęskniłem. Dużo czasu ma się na myślenie.
- Do pracy też idę. Na rano... więc zrobię wam śniadanko ale nie będzie mnie w domku jak się obudzicie. Za to wracam koło 2 po południu i resztę dnia mam wolnego.
- Mhm a ty mi zrobisz deserek i czekoladę - wyszczerzył się do niego wchodząc już do środka.
A Tomo pożegnał się z mamą i kiedy ta odjechała położył się z Yuyą na podłodze by posłuchać jego opowieści o całym weekendzie.
- I w sobotkę byłem z tatusiem w pracy troszkę i zrobiłem z tatą mufinki czekoladowe - oznajmił wesoło chłopiec. - I ustroiłem a gościom smakowały!
- O... no proszę - Tomo klasnął w dłonie. - A dla mnie to mufinka nigdy nie ma - zrobił zabawnie naburmuszoną minę. - Obrażę się.
- Oj wujek... zrobimy ci z tatusiem, prawda tatuś?
- Tak - skinął głową chłopiec teraz opowiadając Tomo o Ayi. Był bardzo podekscytowany tym przyjazdem. - I posprzątałem w pokoju nawet!
- Kurczę... to będę musiał poprosić ją o częstsze przyjazdy... skoro sprzątasz pokoj - wyszczerzył się Tomo.,
- Tatuś? A poczytasz mi po kąpieli bajkę? - zapytał go chłopiec już sie3dząc w wannie.
- Mogę dostać mój podwieczorek? - zapytał go Tomo siedząc na kanapie z książką w dłoniach.
[Ne... zróbmy sobie dwóch licealistów? Senpaia i kouhaia?]
- Kochanie to jest przepyszne! - oznajmił entuzjastycznie chłopak, ze smakiem jedząc deserek. - Mogę jeszcze jeden? Proszę?
[Mou no nic, dobrze :) Rozumiem totalnie :D]
- Szkoda... takie smaczne, że jeszcze jedno bym sobie zjadł - przyznał szczerze, nieco zasmucony. - Wiem, wiem ale to nie będzie trudne - odparł swobodnie.
[ Okay xD Będę w maju trzymać kciuki za ciebie :D]
Tomo wtulił się w niego mocno i złapał go palcami za nos.
- To się nie martw. Nie ma co - puścił do niego oczko.
- Kochanie ona tu będzie 3 do 4 godzinek. Nie więcej - odparł spokojnie. - Ja pewnie będę w piekarni, bo w czwartek jakoś tak mam popołudniową zmianę o ile dobrze pamiętam i w piątek również - dodał zaraz. - Prościzna. Poza tym... przecież nie musisz się do mnie ciągle kleić żebym wiedział że mnie kochasz - puścił do niego oczko.
- Sam fakt że mieszkamy razem nic nie znaczy. Często rodziny mieszkają razem, a Yuyuś nazywa mnie wujkiem - uśmiechnął się delikatnie.
- Wujku zobacz, zobacz - chłopiec podbiegł do niego żeby pokazać mu kaczuszkę i chlustnął mu wodą w buzię śmiejąc się z jego miny.
- Ty zbóju ty - fuknął na niego żartobliwie Tomo łapiąc go i zaczynając łaskotać.
- Dobranoc wujek! - Yuya mu tylko pokiwał i przytulił się do swojego tatusia. Zasnął mu prawie że na rękach.
Tomo natomiast leżał już w sypialni czekając na niego. Wyciągnął do niego ręce. - Dzisiaj będę spał w twoich ramionach.
- Mogę pospać na tobie? - zapytał go szeptem Tomo gramoląc się na niego i wtulając głowę w jego serduszko.
- Mnie tak... ale tobie chyba nie bardzo - odparl cicho wtulając sie w niego mocniej i zamykajac oczy. - Tęskniłem za tym...
Tomo już mu nie odpowiedział, tylko zamknął oczy zasypiając z lekkim uśmiechem na ustach.
Tomo skończył pracę w piekarni koło godziny 12 i poszedł od razu do cukierni.
- Specjał szefa poproszę - uśmiechnął się szeroko siadając na swoim miejscu. O tej godzinie klientów zazwyczaj nie było.
- Jak ci dzisiaj idzie? Widzę że masz taki spokój - zagadnął go jedząc torcik ze smakiem.
- Od 6 do 8 było sporo ludzi. Zawsze tak jest rano. Przychodzą po świeże bułeczki, chleb na śniadanie, albo chlebek bananowy na drugie dla dzieciaków do szkoły - uśmiechnął się nieco.
- A co byś chciał? - zapytał go z uśmiechem. -Zrobię co tylko będziesz chciał.
- Będzie więc curry - zgodził się z lekkim uśmiechem, AJĄC MU DOJEŚĆ torcik.
- Taka dzisiaj wyszła wyjątkowo kremowa kochanie. Pyszna - wyszczerzył się do niego - I delikatna.
- Mhm czuję się wyjątkowo - ucałował go w usta, kończąc zaraz czekoladkę. - Dobrze kochanie, nie przeszkadzam ci już - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Lecę do domku.
Tomo odebrał Yuyę a potem z maluchem zrobili razem curry. Następnie nagrał piosenkę i kiedy Takano wrócił uwiesił mu się na szyję. - Kocham cię mój bydlaczku!
- A smakuje jeszcze lepiej. Zapewniam cię - wyszczerzył się lekko, wracając do kuchni. - Nałożę ci dobrze?
Tomo mu nie żałował. Nałożył mu całkiem dużą porcję, sobie biorąc dużo mniejszą, a Yuyi pośrednią.
- Wujek... ja też chcę taką jak tatuś...
- Kochanie nie marudź mi. Jadłeś wcześniej trochę - przypomniał mu, a chłopczyk trochę się naburmuszył ale już się nie sprzeciwiał.
- Starałem się - oznajmił z uśmiechem, jedząc swoją porcję. Zadowolony był z efekut gotowania.
- Tak jak i ja? - zapytał ze śmiechem, popijając curry wodą. - Ale dłuuugo sę je robiło... Yuya mi pomógł.
- No tak... wiedziałem - trzepnął go żartobliwie przez głowę śmiejąc się mocno. - Kocham cię.
- Nagrałem, ale muszę ją jeszcze raz nagrać. Niepodoba mi się efekt - przyznał szczerze. - A chciałem wysłać demo do jednej wytwórni... która główną filię ma w Tokio, ale taka poboczna jest tu w miasteczku - dodał z uśmiechem. - Nie, nie... nic nie zdecydowałem, szukałem tylko czegoś żeby blisko było.
- Un znaczy najpierw chcę wysłać, a jeśli mnie będą chcieli to pojedziesz ze mną, Menager-san - puścił do niego oczko i wyszczerzył się zaraz. - Chętnie przyjmę pomoc.
- Kochanie ale rozmawialiśmy już wcześniej o tym i powiedziałem ci co czuję przy takiej dużej kontroli - przypomniał mu spokojnie. - Obejdzie się bez ciebie przy nagraniach - mruknął kończąc kary i wymywając miseczkę chlebkiem.
- Dlatego pojedziesz ze mną wszystko sprawdzić zanim podpiszemy kontrakt - odparł spokojnie. - Potem daj mi już wolną rękę - mruknął cicho.
Tomo wywrócił oczyma niezadowolony.
- A nie możesz mi po prostu zaufać? Przecież już ci w większości mówię jak coś jest nie tak - burknął wstając z miejsca i wychodząc z domu, teatralnie trzaskając drzwiami.
- No i masz tatuś. Ciche dni nadeszły - zauważył Yuya jakby to już nie było nic dziwnego. - Nie będzie tulenia w nocy... ale u mnie możesz spać tatuś. Ja potulę.
- No ja wiem tatuś - odparł spokojnie chłopiec uśmiechając się do niego szeroko. - Ale jakby co ja potulę - dodał zaraz podbierając mu trochę curry.
- Odrobiłem i wujek już sprawdzil - odparł z wielkim uśmiechem. - Musze tylko na flecie pograć.
Yuya zaczął rzempolić jakąś melodię na flecie. Nie potrafił jej dobrze zagrać i męczył tak uszy Takano dobrą godzinę zanim się poddał.
- Ja chyba nie będę jak wujek...
Chłopiec trochę niechętnie dmuchnął ale dźwięk wyszedł całkiem niezły.
- Sugoi! Tatuś też znasz się na muzyce? - zapytał go zaskoczony.
- Trudno tak dokładnie - odparł cicho Yuya, ale dalej próbował i po 30 minutach wreszcie zagrał piosenkę czysto.
- A jak nie wróci w ogóle? Tatuś? Wujek nie wziął leków - przypomniał mu odkładając flet.
Tomo wrócił pół godziny później, powoli wchodząc do domu. Odetchnął cicho i usiadł przy Yuyi na dywanie.
- Pograłeś już?
- Tak ale nie zagram bo ja nie umiem grać na tym całym flecie...
- ALe ja nie dam rady tatuś bo to trudne... jak 3 dostanę będziecie źli?
- Wezmę za chwilkę, normalnie biorę za pół godziny - odparł spokojnie, po czym zachęcił jeszcze Yuyę do gry i chłopiec w końcu zagrał nieco niechętnie.
- Wyszło bardzo dobrze kochany - zapewnił go Tomo przytulając na moment do siebie. - Nie zagra - mruknął w odpowiedzi. - Doszedł do wniosku że piosenka jest do dupy.
- Przestań - mruknął tylko odsuwając się od zasięgu jego ręki. - Nie przeszło mi jeszcze i nie mam jak zapalić więc po prostu przestań - mruknął wstając żeby jednak wziąć te leki i zaparzyć herbaty.
- Przeprosicie się potem? - zapytał go chłopiec, wtulając się w niego. - Mogę zrobić tosty na kolację?
- Yatta - chłopiec od razu pobiegł do kuchni zacząć robić kolację, a Tomo usiadł na fotelu ze swoją herbatką i książką.
- Tylko na siebie uważaj - odparł na to chłopak wracając zaraz do książki.
- Śmierdzisz teraz... leć do łazienki - fuknął na niego Tomo jedząc już tosty które przyrządził Yuya.
- Tatuś tobie też już robię. Dużo zjesz? - zapytał go zaraz chłopiec zrywając się na nogi.
- Dobrze - chłopiec zadowolony że go proszą o jedzonko pobiegł do kuchni i rozpoczął zabawę w kucharza.
- Fantasy - pokazał mu książkę kończąc drugiego tosta. - Będziemy teraz oglądać film - dodał z uśmiechem. - Leci jakiś rodzinny.
Tomo skinął lekko głową, po czy,m doczytał rozdział do końca i odetchnął głęboko.
- Wyjdę się przejść ok? - szepnął wychodząc tylko do ogrodu i przymykając oczy. Usiadł na ganku masując sobie skronie i odganiając łzy z oczu.
Yuya podszedł do Takano i dźgnął go w bok.
- Tatuś teraz czas na twoją najlepsiejszą czekoladę i małe przytulanie - oznajmił konspiracyjnym szeptem. - A ja umyję się i położe spać - obiecał biegnąć do łazienki.
[mou też miałem pomysł na ukesia, ale dobra, zrobie z niego semusia xD będziesz patrzyła na mój debiut :P no i miałaś maturkę się uczyć! ]
- Dziękuję - Tomo przyjął kubek, ocierając łzy z oczu. - Przepraszam - szepnął cicho, biorąc łyk czekolady. - Same przychodzą do oczu...
Uśmiechnął się delikatnie, przytulając do niego i opierając głowę na jego piersi.
- Naprawdę uważasz, że nie jestem w stanie z niczym sam sobie poradzić? - zapytał go cicho, trzymając kubek mocniej w dłonaich.
[A już tworzysz mu kartę? xD]
- Ale ja nie chcę, żebyś... żebyś za dużo się wtrącał. Bo ja chciałbym... chciałbym sam sobie poradzić - przyznał cicho, upijając znów trochę czekolady. - Pyszna.
- Uhm - Tomo odetchnął głęboko. - Jakoś... nie przekonujesz mnie - przyznał szczerze. - Wiem, że się martwisz... ale przecież tym razem... mówię ci więcej jak mi jest źle - przypomniał.
[Ja miałem jednego kandydata xD Ale nie wiem czy będzie pasował :P poczekam na twój wybór i wtedy coś sobie poszukam xD]
Tomo westchnął cicho.
- Przecież będziesz przy ustalaniu warunków i takich tam formalnościach - mruknął cicho.
[No to muszę twojego zobaczyć najpierw :P ]
- Yhm - skinął głową przytulając się nieco mocniej i znów popijając trochę czekolady. - Nie chcę...
- Powiem na pewno - obiecał mu spokojnie, bo przecież nie miał już oporów z mówieniem mu że coś jest nie tak. - Dziękuję.
- Uhm okay. Mogę się dziś mocno do ciebie przytulić?
Tomo zaraz do niego dołączył, wtulając się w niego mocno.
Tomo wstał raniutko i razem z Yuyą w konspiracji przygotowali duże śniadanko, królewskie wręcz. Bento zchowane juz było do lodówki, a poza śniadankiem, obok niego stał talerzyk z iście czekoladowym ciastem.
- Pobudka kochanie - Tomo ucałował go lekko w policzek. - Wszystkiego najlepszego - uśmiechnął się nieco. - Dzisiaj twoje imieniny - dodał.
- Ależ nie ma za co - przytulił go mocno. - Dzisiaj wziąłem sobie wolne - dodał wesoło.
- Tatusiu? Zrobiłem ci laurkę - chłopiec wręczył mu laurkę wchodząc jeszcze do łóżka.
Chłopiec przytulił go mocno i tak sobie przy nim posiedział.
- A widzisz jak ładnie zrobiliśmy śniadanko? - zapytał z uśmiechem.
Prześlij komentarz