- Ale tatusiu ja tak kocham tego pieska - chłopiec przytulił się do Takano jeszcze trochę popłakując, a Tomo zszedł mu z pleców, pomagając wnosić ich torby do pokoju. - Z Aleksem jestem umówiony jutro. Wywiad, sesja zdjęciowa i nagrania - spojrzał w swój kalendarz. - Hm... ale nie musicie za mną cały dzień chocić - dodał szybko, no bo przecież to byłoby dla nich strasznie nudne. - Rzecz jasna to wszystko jest po konkursie - dodał szybko, patrząc wesoło na Yuyę. - Będę tam przecież żeby mojemu synkowi potowarzyszyć - ukucnął w windzie, by przytulić chłopca. - Mój skarb.
- Ale tatusiu ja tak kocham tego pieska - chłopiec przytulił się do Takano jeszcze trochę popłakując, a Tomo zszedł mu z pleców, pomagając wnosić ich torby do pokoju. - Z Aleksem jestem umówiony jutro. Wywiad, sesja zdjęciowa i nagrania - spojrzał w swój kalendarz. - Hm... ale nie musicie za mną cały dzień chocić - dodał szybko, no bo przecież to byłoby dla nich strasznie nudne. - Rzecz jasna to wszystko jest po konkursie - dodał szybko, patrząc wesoło na Yuyę. - Będę tam przecież żeby mojemu synkowi potowarzyszyć - ukucnął w windzie, by przytulić chłopca. - Mój skarb.
- Tak ale ja mówie o późniejszym czasie. Wywiadach i tym podobnych - mruknął Tomo wchodząc za nimi do mieszkania i witając się z Renem, który wyglądał jak 10 nieszczęść. Zakatarzony z temperaturą, opatulony w kocu. - Moje dziewczyny śpią u taty - wychrypiał na powitanie. - Śpię w gościnnej sypialni, nie będę wam przeszkadzał - obiecał szybko Takano, kichając porządnie. - Wujek! - Yuya podbiegł do mężczyzny. - Do łóżka! Nie wolno tak na boso! Tata mówi że od nóżek wszystko się zaczyna! - zaciągnął mężczyznę do sypialni i mocno go okrył. - Poprosze tatusia żeby wujkowi bajkę poczytał.
- Nie dzwoniłem - odparł cicho Kouyuki. Zamknął oczy, po czym znów je otworzył patrząc na Yuyę z lekkim uśmiechem. - A może ty mi poczytasz bajkę, co? - zapytał cicho. - Ja nie będę się zbliżał do Kou, dobrze? Sorki Kou-chan... ale mam słabą odporność i nie chcę znów wylądować w szpitalu - Tomo pokiwał mu z daleka i poszedł zanieść torby do ich sypialni, po czym wrócił do Takano. - No dobrze... znajdziecie sobie zajęcie.
- Bo on mi zapisze zastrzyki... albo czopki... ostatnio miałem zastrzyki - wzdrygnął się lekko. - Bolało tak strasznie - poczuł łzy w oczach. Stary a panikował przy każdej igle. - Nie pozwolisz mu na to prawda? Mogę na ciebie liczyć? - zapytał kichając porządnie i biorąc z wdzięcznością herbatkę. - Poszliśmy na basen... i potem wracaliśmy i lało... i byliśmy z małą u lekarza... musiałem coś podłapać.
- Dobrze, przepraszam - Kou schował się pod kołdrą zanim ponownie kichnął. - Tomo-chan niech się nie zbliża - poradził cicho zamykając oczy i niemal natychmiast zasypiając. - Biedny - zauważył cicho Tomo grając z Yuyą w chińczyka, którego maluch ze sobą zabrał. - Taka-chan poprosimy ciasto z płynną czekoladką - rzucił wesoło. - I herbatki razy dwa - dodał jeszcze. - Ewentualnie razy 3, jeśli zjesz i wypijesz z nami.
- No dobrze, ewentualnie na taki układ możemy pójść - zgodził się Tomo, a Yuya przytaknął mu z lekkim uśmiechem. - Tatusiu zobacz? Wygrywam - dodał cały dumny że mu wychodzi i w tym momencie Tomo zbił mu pionek. - Ale ja jeszcze walczę - zachichotał.
- O nic - odparł wesoło chłopiec. - Tylko tak dla zabawy - dodał biorąc herbatkę i upijając łyczek. - Ren wpadnie? - zapytał go Tomo. - To zostanie na kawę, nie?
- Czyli wolisz mnie chorego - pokazał mu język Tomo, częstując się ciastem. - No nie... - jęknął, kiedy Yuya zbił go pod samym domkiem. Spiorunował chłopca wzrokiem. - No nie mogłeś się powstrzymać, co?
- No tak, ale jak masz wybierać marudę, albo przylepę to którego wolisz? - zapytał go Tomo, zbijając Yuyę i pstrykając malucha w nosek z satysfakcją. Jeszcze się nie poddał! Dzwonek do drzwi i przybycie Rena zaburzyło ich spokój.
Po dobrym kwadransie krzyk Kou postawił wszystkich na nogi. - Takano! Obiecałeś! - mężczyzna nie chciał pozwolił na użycie na sobie zbrodniczego narzedzia jakim była igiała.
- Takano... on ma zapalenie płuc - fuknął na niego Ren, piorunując wzrokiem rozgorączkowanego Kou. - Głupi nie zgłosił się wcześniej jak go coś łupało i zrobiło się zapalenie płuc. Jak nie zacznę tego leczyć teraz, wyląduje w szpitalu - mruknął patrząc na najmłodszego brata.
- Nie rób mi tego - Kou, wyskoczył z łóżka i wybiegł za nim, ale zatrzymał się w progu widząc Tomo i Yuyę. Z westchnieniem wrócił do sypialni patrząc wilkiem na brata. - Nie mam żadneog zapalenia płuc! Po prostu chcesz mnie katować!
- Ja się tam nie dziwię, kłucie nie jest miłe - wymamrotał Tomo. On osobiście podziwiał młodego Ryu, który pozwalał się kłuć bez mrugnięcia okiem. Właściwie dawał lekarzom dłoń niczym rasowy narkoman. Zwyczajnie się przyzwyczaił. - Ne... kochanie... - Tomo przegrał sromotnie grę i przeniósł się na kolana swojego mężczyzny. - Pójdziemy wieczorem na Tokyo Tower? Będzie pięknie oświetlona. Yuya jej jeszcze takiej nie widział - ucałował go w policzek.
Ren wyszedł z pokoju Kou i usiadł ciężko na kanapie. - Nasz brat to straszny panikarz jeśli mówimy o igłach - westchnął ciężko. - A teraz tak... - położył na stole tabletki uodporniające. - To dla Takano i Yuyi. Maluch dwie dziennie, ty 3 razy dziennie. Tomo nie masz prawa wchodzić do pomieszczenia w którym jest Kou - mruknął. - I przyniosę ci tabletki uodporniające jak zapoznam się z twoimi lekami. Te mogą nie pasować.
- Załatwiłby się - Ren pokręcił z niedowierzaniem głową. - Przecież go znasz... nie przyzna się że coś jest nie tak dopóki nie zemdleje... Tomo odchrząknął lekko. Jakby nie patrzeć był taki sam. - Choć Yuyuś, ubierzemy się i idziemy na spacer - uśmiechnął się do chłopca szeroko.
- Zajmę... tylko poczekaj chwilę - przejrzał leki Tomo i zapisał 3 nazwy leków, które mogły być w porządku. - Nie wiem który będzie w aptece. Wykup jeden. No bo jakoś uodpornić Tomo też muszę - uśmiechnął się lekko. - No i to też... dla głupiego brata - podał mu drugą receptę.
- Gotowi - Tomo wziął Yuyę na plecy i z uśmiechem wyszedł z nim z domku. Chłopiec rzadko miał takie atrakcje więc mocno się wtulił w niego z wielkim uśmiechem obserwując świat z góry.
- Troszkę mam - Tomo uniósł kciuk do góry. - Yuya wie że to tylko na krótko - dodał, a chłopiec szybko przytaknął. - Najwyżej potem będziesz mnie nosił, o to przecież chodzi - puścił oczko do Takano.
- Dobrze - chłopak zasalutował mu, dzielnie niosąc maluszka. - Tatuś! Popatrz jestem tak wysoki jak ty - uśmiechnął się do niego Yuya, obserwując ludzi z perspektywy dorosłych.
- Taak! - chłopiec wskazał rączką dużą wierzę. - Ale jaka wieeelka! - wykrzyknął radośnie, po czym zszedł z pleców Tomo i złapał ich oboje za ręce. - A pojedziemy na samą górę? - Tak kochanie - Tomo poczochrał go po głowie. - Ojej!!! Ale super!!!
- Jutro zobaczymy prawdziwe studio muzyczne - potwierdził Tomo, na co Yuyi zaświeciły się oczka. - Yey! Będę miał tyle do opowiadania przyjaciołom! - wykrzyknął radośnie niemal biegnąc z podekscytowania. Wycieczka do Tokio sprawiła mu dużo przyjemności.
- Ja też poproszę o lody - rzucił zaraz Tomo, puszczając rękę Yuyi i trzymając się trochę z tyłu. Obawiał się, że może zaniemóc przy ktorymś schodku, dlatego postanowił pójść na samym końcu.
- Uhm ale ja chcę spróbować dojść o własnych siłach - wysapał zatrzymując się na chwilę by zrobić sobie odpoczynek. - Przecież nie amm tak słabej kondycji...
Dopiero po trzecim przystanku Tomo jednak pozwolił Takano wziąć się na plecy. Dyszał już zbyt ciężko i bolało go trochę serce, ale odpoczynek na plecach mężczyzny wszystko unormował. - Przepraszam - bąknął, wtulając się w niego mocnije.
- Tatusiu!! Tu jest tak pięknie! Zrobimy zdjęcie? Zrobimy, zrobimy? - chłopiec nie wiedział gdzie ma spojrzeć. - Dbam o siebie tylko chcę przekraczać swoje granice - odciął isę Tomo.
- Haaai - Tomo ukucnął przy Yuyi, przytulając go do siebie i wyszczerzając się do zdjęcia. - A teraz zmiana - wziął telefon od Takano i zrobił mu zdjęcie z Yuyą.
- tatusiu tu jest ślicznie - chcłopiec nie wiedział jak inaczej to określić, a Tomo wychylił się przez barierkę patrząc w dół. - Tam - wskazał palcem na jedną z biedniejszych ulic. - Tam najczęściej brałem - mruknął ciszej żeby tylko Takano go usłyszał. - A teraz jestem tu z tobą i Yuyą - dodał, przytulając się do jego ramienia. - Czuję się szczęśliwy.
- Wiem, wiem - Tomo uśmiechnął się do niego lekko. - Po prostu tak mi się wzięło jak zobaczyłem tę dzielnicę - uśmiechnął się szerzej, patrząc jak Yuya biegnie na drugą stronę wieży by zobaczyć Tokio stamtąd. - Tato, wujku! Koło duże... młyńskie koło i rzeka!
Tomo uścisnął go mocniej, również patrząc w tamtym kierunku. Uśmiechnięta twarz Yuyi i spokojne spojrzenie Takano były dla niego najlepszymi nagordymi. - Kocham was strasznie mocno.
- A mogę taki pucharek lodowy? - zapytał go Yuya biegnąc pierwszy do restauracji. Był tak szczęśliwy jak rzadko kiedy. Wszystko przez to, że był z Takano i Tomo. - Pewnie że możesz - odpowiedział mu Tomo, przytulając się do ramienia Takano. - Ja też poproszę pucharek lodowy... ale taki dla dzieci. Bo chyba nie dam rady zjeść dużego.
- A ty nie chcesz całych samemu wziąć? - zdziwił się trochę Tomo, ale skinął głową. Jedne na współę były dobrym pomysłem. Ucałował go w policzek. - Dla mnie śmietankowe i mięta z czekoladą.
- Ale to moja ulubiona część każdego deseru - zajęczał Tomo, dając mu jednak łyżeczkę żeby też sobie trochę pojadł. - Tylko nie za dużo - pogroził mu palcem przed noskiem.
- Mou ale nawet bita śmietana? Myślałem że mówimy tylko o gałkach lodnych - wymamrotał Tomo, robiąc smutną minkę, aż Yuya podsunął mu swój deser. - Proszę wujku, możesz zjeść moją śmietankę - uśmiechnął się szeroko.
- Pycha - zgodził się z nim Tomo. - Moje są pyszniejsze - odparł na to Yuya dając mu posmakować. - Faktycznie... pycha - Tomo szybko się z chłopcem zgodził. - Ale ja i tak wolę nasze - puścił do maluszka oczko.
- Uhm dobrze tatusiu - chłopiec uśmiechnął się nieśmiało, kończąc swoje lody. - Będziemy cię kochać cały czas Yuya. Nie ważne czy będziesz coś wygrywać czy nie - zapewnił go jeszcze Tomo, oddając resztę lodów Takano.
- Kocham was tatusiu - odparł nieśmiało chłopiec wstając z miejsca i podchodząc by się do nich przytulić. - My ciebie też - poczochrał go po łebku Tomo. - To jak? Ruszamy? - zapytał ich. - Pójdę przodem... ruszcie za 5 minut - poradził im.
- Mou... - Tomo puścił rączkę malca i odsunął się od nich. - Ale musimy zejść w dół - zauważył. - Ja chcę iść szybciej, wy mnie dogonicie na pewno... bo ja wolniej chodzę - zauważył spokojnie. - I robię odpoczynki.
Tomo naburmuszył się trochę i przestał się do nich odzywać zły na Takano. W końcu chciał zejść o własnych siłach, a nie... posiłkując się jakąś tam windą.
- Daj mi spokój - mruknął tylko w odpowiedzi, bo nie chciał teraz krzyczeć. Zacisnął mocniej wargi, skupiając się tylko na oddechu. Poszedł z nimi do apteki a zaraz potem aż do domu.
- Zasnął, ale dopiero chwilę wcześniej. Dostał porządnego ataku kaszlu i wysokiej temperatury. Jak tak pójdzie dalej to będę musiał go włożyć do szpitala - Ren potarł skronie i uśmiechnął się do brata lekko. - Kupiłeś te tabletki na odporność. Weźcie je dzisiaj.
- Ok - Tomo zjadł tylko tabletkę i poszedł do łazienki się umyć. Ren popatrzył za nim rozkładając sobie kanapę. - Dasz mi znać jutro po południu o stanie zdrowia Kou? - zapytał go Ren. - Jak się nic nie zmieni, zabieram go stąd. Rozłożył się na dobre.
- Tylko ja jutro mam dyżur Takano. Nie będę mógł tu wpaść - wyjaśnił spokojnie. - No nic, to zobaczymy w nocy. W razie co dasz mi znać - poklepał go po plecach. - Dobranoc, miłej nocy - dodał jeszcze kładąc się wygodniej na kanapie. - Za 3 godziny wstaję - dodał śmiejąc się pod nosem.
- Już je wziąłem - odparował chłopak, chwilę potem wychodząc z łazienki w swoim ulubionym dresie i z maseczką na twarzy. - Nie patrz tak na mnie. Ren mi kazał - fuknął na niego idąc do sypialni.
Tomo wygramolił się z łóżka jako jeden z pierwszych. Nie chcąc przeszkadzać swoim chłopcom, poszedł się ubrać i zrobić śniadanko zaglądając jeszcze do Kou by zebrać i od nieo zamówienie. Dopiero o 9 rano wszystkich pobudził, tłucząc tłuczkiem w garnek. - Wstawać śpiochy!
- Muszę - fuknął na niego Tomo, teraz odkładając narzędzia zbrodni i zaparzając wszystkim hebraty. - Musiał musiał - burknął na Koyukiego. - Inaczej byś zdechł.
- Tak jest - Kou zasalutował bratu, ale nie wstał z łóżka, uznając że jeszcze na tyle silny to on nie jest. Yuya w zdenerwowaniu jadł śniadanko do nikogo się nie odzywajac. - To zemsta za wczorajszą windę - warknął na niego Tomo, biorąc leki.
Chłopiec aż upuścił sztućce pod wpływem głosu mężczyzny i popatrzył na niego szeroko rozwartymi oczkami niemal pełnymi łez. - Tatusiu... ja już nie pamiętam jak rozwiązać te zadania z pomaranczami! - krzyknął przerażony.
- Ale tatusiu ja już nie pamiętam - jęknął chłopiec płacząc cicho w jego pierś. Miał wrazenie, że juz nic nie umie. nawet najprostszych wzorków. Rozpłakał się porządnie.
- Ale będziecie tam ze mną cały czas? - chłopiec otarł łezki ale nadal sie od niego nie odsunąl. Był bardzo zdenerwowany. To był jego pierwszy taki poważny występ. - Kochanie będziemy. Nigdzie nie pójdziemy - obiecał mu to Tomo.
- Uhm dobrze - chłopiec jeszcze raz pociągnął noskiem i pobiegł do łazienki się umyc. - Wielka rzecz dla niego - skomentowął Tomo. - Nie sądziłem, że aż tak wielka...
- Jaki pewny siebie. Ohoho - roześmiał się serdecznie Tomo zmywając swoje naczynia i biorąc lek odpornościowy, który dostał od Rena. - Wujku! A ja nie mam ładnej bluzeczki! - jęknął Yuya przybiegając nagle do Tomo z kolejnymi łzami w oczach. - Tam wszyscy będą na biało i czarno a ja nie!
- A jak się pobrudze? - zapytal cicho. - tatusiu? Ja bym chciał wyglądać jak wujek - wyznał po chwili patrzac na tomo, który tego dnia miał na sobie czarne rurki, białą koszulke i szary rozpinany sweter w kratkę i podwiniętymi do połowy rękawami. Sięgał mu on do pół uda. Tomo roześmiał się znowu kucając przed Yuyą. - Skarbie, jak podrośniesz to wybierzesz się ze mną na zakupy i ci coś wybierzemy ładnego - obiecał mu to.
- A wujek do pracy też tak pójdziesz? - zapytał go Yuya, pozwalając Takano go ubierać, cały czas się trochę do niego przytulając. - Wymienię sweter na marynarkę sportową - odparł krótko Tomo, zaraz to robiąc i podwijając rękawy marynary. - Może być? - zapytał malca. - Nie będziesz się za wujka wstydził?
- Super - Tomo spakował do plecaka jeszcze nuty, teksty piosenek i wziął gitarę na plecy. - Pojedziemy potem do Aleksa autem tak? - upewnił się. - Mogę więc to zostawić w bagażniku?
Tomo wysiadł zaraz po Yuyi który widżąc na miejscu dziadka zaraz do niego pobiegł by podzielić sie z nim swoimi obawami. - Ne... oprowadzisz mnie? - zapytał Tomo, przytulając się na moment do ramienia Takano.
- Oj to sobie przypomnisz troszkę na pewno - uśmiechnął się do niego lekko TOmo idąc tuż za nim. Yuya już był zbyt zajęty dziadkiem by się nimi przejmować. Dopiero jak wszedł do sali konkursowej sprawdził czy jeszcze z nim są.
Yuya w skupieniu rozwiązywał zadania. Wyszedł z sali jako jeden z ostatnich, tak jak to ćwiczyli w domku. Sprawdził swoje rozwiązania 10 razy, po czym pobiegł do Takano i Tomo wtulając się w nich mocno. - Tatusiu, wujku! Tylko dwóch nie umiałem - wyjaśnił cichutko.
Chłopiec skinął główką nadal się do nich tuląc. - Tak bardzo was kocham! - wykrzyknął. - Mam najlepszą rodzinkę na świecie! - dodał jeszcze szeroko się do nich uśmiechając.
Maluch dopiero po kwadransie ich puścił biegnąc znów do dziadka by zdać mu relacje. A Tomo spojrzał czule na Takano. - Jednak jesteś najseksowniejszy z dziećmi - skwitował.
- No tak... i zobacz... z kim skończyłeś - zacmokał lekko podchodząc do niego i muskając go mocno w usta. - Z najseksowniejszą laską mojego liceum - puścił do niego oczko.
- Super - Ryu również posmakował pizzy i skinął lekko głową. Jun miał rację. Wyszło im. - Ne... Jun-chan? Gdzie byś chciał pojechać? Jaki kraj byś chciał zwiedzić?
- Mhm oj bo to takie małe marzenia... które pewnie i tak się nie spełnią - odparł wzruszając lekko ramionami. - Może poczekać - zgodził się z lekkim uśmiechem, kończąc swoją porcję.
Tomo obudzil sie za wczesnie. Poszedl spac o 3 nad ranem, ze wzgledu na impreze ktora Takano wyprawil w domu, a wstal o 4.30 bo trzeba bylo otworzyc piekarnie. Teraz dochodzila 16 i doslownie padal na twarz i przeklinal Takano, ktory zamknal cukiernie tego dnia zeb odespac. Zdarzyl sie juz dawno poparzyc, ale niegroznie a teraz siedzial za lada i ziewal szeroko czekajac na druga partie klientow.
Tomo zamknal piekarnie i pojechal po Yuye do szkoly. Dopiero kolo 19 byli w domu. Tomo nie mial sily na nic, a Yuya pobiegl od razu do Takano. - Tatus zobacz, laurke masz - podal mu laurke.
- Bardzo fajnie tatus - odparl chlopiec biegnac juz do kuchni wyglodnialy. - Dzieki - Tomo ziewnal nieco wchodzac do kuchni i przetarl zmeczone oczy dlonia. - Ale zaraz po niej wracam do siebie - oznajmil spokojnie. - Zabije dzisiaj za dodatkowa godzine snu ktorej tu nie bede mial - wyjasnil.
- Kochanie to nie tak, ze ja nie chce tu zostac, tylko... jutro musze byc w piekarni o 4.30. Bedac tam moge wstac o 4.15... tutaj... o 3 z kawalkiem. Ja chce spac...
- Mozemy - zgodzil sie spokojnie, siadajac przy stole. Ziewnal szeroko zaraz za to przepraszajac. - Na slub jedziemy, przeciez wiesz - usmiechnal sie delikatnie.
- Pewnie ze tak, przeciez go samego tu nie zostawimy. Poza tym mowiles ze zrobimy sobie taki tydzien wakacji we troje - dodal zaraz ze smiechem, jedzac tylko troche i odstawiajac talerz. - Przepraszam jestem padniety - wymamrotal, opierajac glowe o ramie Takano i przymykajac oczy.
- Byliscie nieznosni - wymamrotal tylko Tomo krecac glowa na nie kiedy ten wspomnial cos o zastepowaniu go. - Nie dam ci piekarni w swoje rece - naburmuszyl sie lekko wstajac i idac do salonu. Polozyl sie na kanapie obiecujac sobie ze tylko polezy, ale gdy tylko zamknal oczy juz go nie bylo.
Yuya jednak nie zasnal tylko po godzinie wraz ze swoim misiem przyszedl do salonu i usiadl Takano na kolanach. - Tatusiu, ale wujek chcial spac u siebie w domku - przypomnial szeptem.
- Tatus ale wujek bedzie zly... przeciez wiesz - wymamrotal chlopiec doskonale wiedzac co sie stanie jak Tomo sie obudzi i nie bedzie w pracy tak jak sobie tego zakladal. - Obrazi sie i bedzie kara.
Tomo zmarszczyl brwi kiedy Takano go podniosl i otworzyl oczy, spogladajac na niego i chowajac twarz w jego zaglebienie na szyi. - Zawieziesz mnie do mnie?
- Nie jutro, jutro mamy festyn wiec trzeba na niego przygotowac sporo... za duzo pracy - wyjasnil spokojnie, opierajac sie o sciane i przymykajac oczy.
Tomo pokrecil tylko przeczaco glowa. - Zamknales mnie tylko w sypialni i nie chciales wypuscic, dopoki nie zrozumiales ze rzeczywiscie panikuje - wzruszyl ramionami, calujac go lekko w usta. - Nie moglem zlapac oddechu - dodal wzdychajac ciezko. - I potem juz sie nie zblizales bo sie chyba mnie bales - dodal ze smiechem.
- Zadzialalo na ciebie dopiero jak zaczalem walic w drzwi od sypialni blagajac bys otworzyl paskudo - naburmuszyl sie. - Zasluzylem chyba na czekoladowy deser z plynna czekolada w srodku - ucalowal go raz jeszcze po czym wszedl do mieszkania. - Dobranoc.
Tomo nawet sie nie przebieral. Zasnal praktycznie na stojaco, w salonie na kanapie. Jakos ostatnio wolal kanapy od lozka. Byla twardsza i lepiej mu sie na niej spalo. Rano umyl sie i przebral by dokladnie o 4.15 zaczac prace w piekarni. Lubil te momenty kiedy byl w niej kompletnie sam, a caly budynek powoli wypelnial sie zapachem swiezego chleba.
- Spalo sie dobrze ale krotko - usmiechnal sie zabierajac sie za ciasto. - Mhm jest pyszne - zamruczal. - Ocenie, ale moge to zrobic po pracy czy potrzebujesz teraz? - zapytal, siaajac mu na kolanach i przytulajac sie lekko.
- Nie dotykam - obiecal wesolo, calujac go lekko. - Tylko przy produkcji ciasta, reszta jest twoja - obiecal z usmiechem. - Ok, nudny... oklepany, podobny do ostatniego twojego - zaczal przegladajac projekty. - O ten... mysle ze ten go oddaje.
- Dobrze - zgodzil sie z lekkim usmiechem. - Przepraszam jesli jestem zbyt krytyczny - dodal zaraz. - Jutro biore wolne, czuje ze lapie mnie przeziebienie albo to zmeczenie - mruknal.
- No wiem i chyba bede musial jechac niedlugo... bo juz mama dzwonila ze powinienem wpasc na jakies dwa trzy dni, na sprawdzenie czy wszystko gra i idzie w dobrym kierunku - usmiechnal sie delikatnie. - Wiec biore wolne jutro i... poleze w lozku - dodal z lekkim usmiechem. - A jak poczuje sie lepiej to pojde na spacer, pogram troche.
- No tak ale powiem jej ze przyjde po powrocie, nawet na tydzien jesli bedzie potrzeba - obiecal mu z usmiehem, calujac go mocno i wstajac. - Ciasto bylo pyszne i jeszcze chcialbym dzis dobra kolacje.
Tomo wrocil do domu kolo godziny 18, kiedy wszystko posprztal i dal na festyn, tlumaczac ze sam nie moze tam zostac. Od dwoch godzin czul przechodzace jego cialo zimne dreszcze. Wszedl wiec do domu nieco pochmurnie. - Taka-chan zrobisz mi goracej herbaty? - poprosil mezczyzne przebierajac sie w cieply dres i okrywajac sie mocno kocem.
- A przyjdziesz potem mnie potulic mocno? - zapytał go zaraz Tomo, otulajac sie kocem mocniej i idac do sypialni. Wskoczyl pod koldre i przytulil glowe do podusi.
- Tak jest szefie - Tomo oddał mu przy tym pustą szklankę po herbacie. Posmakował ramenu i pokiwał energiczni głową. - No kochnie, przeszedłeś samego siebie. Gratuluję!
- Tatusiu! Wyszło pysznie ! - chłopiec jadł aż mu się uszy trzęsły. Po zjedzeniu jeszcze dokładki chłopiec włączył sobie bajkę na telewizorze bo przecież wszystko ładnie odrobił i zasłużył na chwilę relaksu.
Tomo wyszedł z łóżka i poszedł do kuchni. Usiadł na krześle opierając się o blat stołu i spoglądał na ruchy Takano. - Zrobisz mi herbatki? - zapytał znowu.
- A nie możemy pojechać do lekarza? - zapytał spokojnie. - Głupio mi dzwonić po mamę po nic - wzruszył ramionami, biorąc kubek w dłonie i ogrzewając je o niego.
- Uhm wejdę - mruknął trochę niepewnie, popijając herbatę i nasuwając mocniej rękawy bluzy na dłonie. - Strasznie mi zimno, ale poza tym czuję się dobrze - wyjaśnił swoje objawy.
- Nie chcę zostawać w szpitalu. Wolę w domku, z wami... jesteście lepszymi pielęgniarzami - wymamrotał z lekkim uśmiechem, wstając z miejsca i idąc się przebrać, żeby chociaż wyglądać jak cywilizowany człowiek.
- A mogę wziąć książeczkę? - zapytał tylko chłopiec, wyłączając telewizor i szybko biegnąc do pokoju po ostatnio czytaną przez niego lekturę. Tomo narzucił na siebie jeszcze bluzę Takano, chowając zmarźnięte dłonie w kieszenie.
Tomo przysnął w trakcie podróży i kiedy się obudził byli już na miejscu, wysiadł z samochodu, a że zrobił to za szybko, zakręciło mu się w głowie. Odruchowo, przytulił się lekko do Takano by się poasekurować odrobinę. - Tylko nie do mamy... ona mnie zabije - wymamrotał.
Tomo wyszedł dwadzieścia minut później z paroma receptami i zwolnieniem z pracy na tydzień. - Mam grypę - wyjaśnił Takano. - Ale mogę być w domku - uśmiechnął się lekko, podając mu recepty. - Powiedziałem mu jakie leki biorę, te z nimi nie kolidują.
- Dobrze - zgodził się spokojnie, siadając do samochodu i mocniej otulając się bluzą Takano. - A będziesz się mną opiekował troszeczkę? - zapytał go z lekkim uśmiechem.
- Musisz o siebie dbać - zastrzegł mu jeszcze, idąc do kąpieli kiedy tylko go zawołał. - Gorąca - jęknął nieco, bo jego wychłodzony organizm zaprotestował albo chociaż psychika to zrobiła.
- Dzień dobry - Tomo odłożył okulary i książkę którą czytał na bok podciągając się na łokciach i uśmiechając do niego delikatnie. - Mhm pachnie pysznie i sok pomarańczowy do tego... ideał!
Tomo pokręcił przecząco głową. - Tak jakoś ciężko mi się oddycha. To chyba przez to że jestem taki wypluty - skończył swojego naleśnika i odłożył talerz z resztą na później, dopijając soczek. - Ale jest mi trochę cieplej.
Tomo zadzwonił dopiero po 16, czując się nieco gorzej. - Taka-chan? Strasznie mi zimno, nie mogę tego opanować - wymamrotał mu do słuchawki troszeczkę tylko panikując. - Przyjdziesz?
- Strasznie mi zimno - powtórzył mu Tomo całkowicie się trzęsąc i wyciągając do niego ramiona żeby się w niego wtulić. - Nie mogłem wziąć leku - wymamrotał.
- Tatusiu ale wujek ma temperaturkę - chłopiec przytulił się do Tomo mocno, trzymajac go w ramionach. - Jolie choć, musisz dziś spać na łóżku - zawołał psinę, bo uczył się w szkole że pieski dawały dużo ciepła.
Chłopiec z radością poszedł się pobawić. Tomo w tym czasie przyszedł do kuchni na boso, z kocem wokół siebie. - Poczytasz mi trochę? - zapytał go, siadając mu na kolanach.
- Skąd wiesz, że zwymiotowałem naleśnika? - zapytał go cicho, bo nie przypominał sobie, żeby mu to powiedział, a przecież starał się go zjeść na lunch i wszystko poszło do kibelka. - Ale malutko... bardzo malutko - poprosił go znowu.
Tomo niechętnie zanurzył w nim łyżkę i powoli zaczął go jeść. Jadł go dobrą godzinę, zanim wreszcie oddał 3/4 opróżnionej miseczki Takano. - Już nie mogę - przeprosił go.
Yuya przybiegł do Takano godzinę później cicho płacząc. - Tatusiu - wyszeptał przez łzy, pokazując mu kolanko. - Zbiłem szkankę i boli kolanko... i krwawi.
- Ja odłożyłem dla wujka - pokazał mu tacę pełną śniadanka. Dwa tosty suche, bo Yuya wiedział, że Tomo rano wybrzydza. Do tego twarożek ze szczypiorkiem i pomidorki i ogórki. - Ale herbatkę wujek zrobi sobie sam? Bo będzie zimna...
- Tak jest - chłopiec szybko wstał od stołu i pobiegł spakować swój plecak i pięć minut później był już z powrotem. Tomo też się przebudził od razu idąc do łazienki by zwymiotować. Kiedy skończył umył zęby i zdążył jeszcze ich zastać w korytarzu. - Zadzwonię jak się będę gorzej czuł - obiecał.
Tomo mu tylko zasalutowal, po czym wzial miske. Zrobil sobie herbatki, przyniosl sniadanie i usiadl w salonie, okrywajac sie mocno koldra. Wlaczyl sobie telewizje by nadrobic wiadomosci i pare odcinkow swojego serialu.
Tomo postanowił już nie zamęczać Takano samym sobą. Ten był wystarczająco zmęczony. Podziękował więc za naleśniki i ucałował go w policzek. Nawet kiedy wieczorem poczuł się zdecydowanie gorzej, nie dał znać mężczyźnie. A kiedy ten przyszedł do domu, spał już, rzucając się trochę na łóżku w gorączce.
Tomo spojrzał na niego trochę nieprzytomnie, zaraz się w niego wtulając, w poszukiwaniu odrobiny ciepła. - Nie idź nigdzie już - poprosił go szeptem. - Jutro też nie...
- Nie - potrząsnął przecząco głową. - Bo zwymiotowałem obiad - poczuł łzy na policzkach, ale zaraz się opamiętał i starł je dłonią. - Wszystko już gra. Jesteś zmęczony... choć już spać...
- Wtedy byłoby ci lżej prawda? - spojrzał na niego z lekkim wahaniem, okrywając się mocniej kołdrą, żeby ukryć drżenie jak najbardziej się dało. - Dobrze...
- Kocham cię - Tomo zamknął oczy biorąc kolejny kawałek naleśnika do ust. Długo go przeżuwał, ale miał wrażenie, że Takano już dawno się do tego przyzwyczaił. - Dużo masz jeszcze pracy?
- Mogę już więcej nie? - zapytał w końcu Tomo po 5 kawałku, kiedy czuł się już pełny. Liczył na dobrą odpowiedź, ale bał się jednocześnie bo wiedział że nie zjadł za dużo.
Tomo wtulił się w niego mocno, zaraz zasypiając i obudził się dopiero kiedy poczuł, że Takano wstaje by mu uciec. Złapał go wówczas mocniej za rękę i chwilę nie pozwolił wstać.
Kiedy Takano wrócił na przerwę, Tomo smacznie spał. Śniadanie było ruszone ale bardzo mało go zjadł. Jolie leżała na łóżku obok chłopaka, ogrzewając go sobą.
Tomo obudził się dopiero koło 3 po południu. Wziął sobie miseczkę ryżu i zaczął ją powoli jeść. Przeczytał karteczkę, uśmiechając się lekko. "Nadal męczy mnie temperatura :( Ale nie zwymiotowałem dzisiaj jeszcze. Kocham cię, wróć szybko!"
Tomo obudził się dopiero koło 3 po południu. Wziął sobie miseczkę ryżu i zaczął ją powoli jeść. Przeczytał karteczkę, uśmiechając się lekko. "Nadal męczy mnie temperatura :( Ale nie zwymiotowałem dzisiaj jeszcze. Kocham cię, wróć szybko!"
Tomo nie doczekał się powrotu Takano. Spał znów, kiedy mężczyzna wrócił. Obudził się dopiero koło 3 nad ranem, uciekając do łazienki. Zwymiotował, po czym wybrał numer do mamy. - Mamo... potrzebuję pomocy, wymiotuję krwią - szepnął do słuchawki.
Tomo spojrzał na niego trochę zdezorientowany. Rzadko kiedy Takano podnosił na niego głos. - Przepraszam - chłopak nachylił si znów nad ubikacją i zwymiotował. - Możemy iść do łóżka.
- Ale nie mogę, bo tak strasznie dużo pracujesz - wyszeptał, wtulając się w niego mocniej. - Bo chciałbym cię mieć ale... nie chcę żebyś się przemęczał.
Kobieta pokręciła przecząco głową. - On tylko skandalicznie mało je jak jest chory - westchnęła ciężko. - Potem nie ma czym wymiotować - dodała krzywiąc się nieco. - Dopilnuj go, żeby jadł coś lekkiego ale tyle by jego organizm zaczął to akceptować. Jak nie będzie miał siły to nigdy nie wyzdrowieje.
- Zacznij od kleików, kaszek... nie dawaj mu nic co mogłoby go sprowokować do wymiotów - poradziła mu, czochrając go po włosach. - Nic na to nie poradzisz, Tomo to trudne dziecko jak jest chore. Zostawiam ci też lek na podrażniony żołądek. Niech wypije pół szklanki 3 razy dziennie.
- Tylko na niego nie krzycz, on się stara na swój sposób - poradziła mu jeszcze i poszła do swojego samochodu. - Ano ne... co lubi jeść twój tata? - odchrząknęła nieco, nie patrząc mu prosto w oczy.
- Wiedziałem, że twój ojciec zarywa do mojej mamy - sprostował śmiejąc się pod nosem. - Ciągle dostaję smsy typu a lubi róże? A w co się ubrać? Powinienem zażartować?
4 999 komentarzy:
1 – 200 z 4999 Nowsze› Najnowsze»- Ale tatusiu ja tak kocham tego pieska - chłopiec przytulił się do Takano jeszcze trochę popłakując, a Tomo zszedł mu z pleców, pomagając wnosić ich torby do pokoju.
- Z Aleksem jestem umówiony jutro. Wywiad, sesja zdjęciowa i nagrania - spojrzał w swój kalendarz. - Hm... ale nie musicie za mną cały dzień chocić - dodał szybko, no bo przecież to byłoby dla nich strasznie nudne. - Rzecz jasna to wszystko jest po konkursie - dodał szybko, patrząc wesoło na Yuyę. - Będę tam przecież żeby mojemu synkowi potowarzyszyć - ukucnął w windzie, by przytulić chłopca. - Mój skarb.
- Ale tatusiu ja tak kocham tego pieska - chłopiec przytulił się do Takano jeszcze trochę popłakując, a Tomo zszedł mu z pleców, pomagając wnosić ich torby do pokoju.
- Z Aleksem jestem umówiony jutro. Wywiad, sesja zdjęciowa i nagrania - spojrzał w swój kalendarz. - Hm... ale nie musicie za mną cały dzień chocić - dodał szybko, no bo przecież to byłoby dla nich strasznie nudne. - Rzecz jasna to wszystko jest po konkursie - dodał szybko, patrząc wesoło na Yuyę. - Będę tam przecież żeby mojemu synkowi potowarzyszyć - ukucnął w windzie, by przytulić chłopca. - Mój skarb.
- Tak ale ja mówie o późniejszym czasie. Wywiadach i tym podobnych - mruknął Tomo wchodząc za nimi do mieszkania i witając się z Renem, który wyglądał jak 10 nieszczęść. Zakatarzony z temperaturą, opatulony w kocu.
- Moje dziewczyny śpią u taty - wychrypiał na powitanie. - Śpię w gościnnej sypialni, nie będę wam przeszkadzał - obiecał szybko Takano, kichając porządnie.
- Wujek! - Yuya podbiegł do mężczyzny. - Do łóżka! Nie wolno tak na boso! Tata mówi że od nóżek wszystko się zaczyna! - zaciągnął mężczyznę do sypialni i mocno go okrył. - Poprosze tatusia żeby wujkowi bajkę poczytał.
[racja xD pomyliłem braci xd]
- Nie dzwoniłem - odparł cicho Kouyuki. Zamknął oczy, po czym znów je otworzył patrząc na Yuyę z lekkim uśmiechem. - A może ty mi poczytasz bajkę, co? - zapytał cicho.
- Ja nie będę się zbliżał do Kou, dobrze? Sorki Kou-chan... ale mam słabą odporność i nie chcę znów wylądować w szpitalu - Tomo pokiwał mu z daleka i poszedł zanieść torby do ich sypialni, po czym wrócił do Takano. - No dobrze... znajdziecie sobie zajęcie.
- Bo on mi zapisze zastrzyki... albo czopki... ostatnio miałem zastrzyki - wzdrygnął się lekko. - Bolało tak strasznie - poczuł łzy w oczach. Stary a panikował przy każdej igle. - Nie pozwolisz mu na to prawda? Mogę na ciebie liczyć? - zapytał kichając porządnie i biorąc z wdzięcznością herbatkę. - Poszliśmy na basen... i potem wracaliśmy i lało... i byliśmy z małą u lekarza... musiałem coś podłapać.
- Dobrze, przepraszam - Kou schował się pod kołdrą zanim ponownie kichnął. - Tomo-chan niech się nie zbliża - poradził cicho zamykając oczy i niemal natychmiast zasypiając.
- Biedny - zauważył cicho Tomo grając z Yuyą w chińczyka, którego maluch ze sobą zabrał. - Taka-chan poprosimy ciasto z płynną czekoladką - rzucił wesoło. - I herbatki razy dwa - dodał jeszcze. - Ewentualnie razy 3, jeśli zjesz i wypijesz z nami.
- No dobrze, ewentualnie na taki układ możemy pójść - zgodził się Tomo, a Yuya przytaknął mu z lekkim uśmiechem.
- Tatusiu zobacz? Wygrywam - dodał cały dumny że mu wychodzi i w tym momencie Tomo zbił mu pionek.
- Ale ja jeszcze walczę - zachichotał.
- Jestem na ostatniej prostej do wprowadzenia drugiego pionka do domku - odparł na to Tomo.
- A ja nie mogę wyjść ostatnim z bazy - zamarudził Yuya.
- O nic - odparł wesoło chłopiec. - Tylko tak dla zabawy - dodał biorąc herbatkę i upijając łyczek.
- Ren wpadnie? - zapytał go Tomo. - To zostanie na kawę, nie?
- Czyli wolisz mnie chorego - pokazał mu język Tomo, częstując się ciastem. - No nie... - jęknął, kiedy Yuya zbił go pod samym domkiem. Spiorunował chłopca wzrokiem. - No nie mogłeś się powstrzymać, co?
- No tak, ale jak masz wybierać marudę, albo przylepę to którego wolisz? - zapytał go Tomo, zbijając Yuyę i pstrykając malucha w nosek z satysfakcją. Jeszcze się nie poddał! Dzwonek do drzwi i przybycie Rena zaburzyło ich spokój.
Po dobrym kwadransie krzyk Kou postawił wszystkich na nogi.
- Takano! Obiecałeś! - mężczyzna nie chciał pozwolił na użycie na sobie zbrodniczego narzedzia jakim była igiała.
- Takano... on ma zapalenie płuc - fuknął na niego Ren, piorunując wzrokiem rozgorączkowanego Kou. - Głupi nie zgłosił się wcześniej jak go coś łupało i zrobiło się zapalenie płuc. Jak nie zacznę tego leczyć teraz, wyląduje w szpitalu - mruknął patrząc na najmłodszego brata.
- Nie rób mi tego - Kou, wyskoczył z łóżka i wybiegł za nim, ale zatrzymał się w progu widząc Tomo i Yuyę. Z westchnieniem wrócił do sypialni patrząc wilkiem na brata. - Nie mam żadneog zapalenia płuc! Po prostu chcesz mnie katować!
- Ja się tam nie dziwię, kłucie nie jest miłe - wymamrotał Tomo. On osobiście podziwiał młodego Ryu, który pozwalał się kłuć bez mrugnięcia okiem. Właściwie dawał lekarzom dłoń niczym rasowy narkoman. Zwyczajnie się przyzwyczaił.
- Ne... kochanie... - Tomo przegrał sromotnie grę i przeniósł się na kolana swojego mężczyzny. - Pójdziemy wieczorem na Tokyo Tower? Będzie pięknie oświetlona. Yuya jej jeszcze takiej nie widział - ucałował go w policzek.
Ren wyszedł z pokoju Kou i usiadł ciężko na kanapie.
- Nasz brat to straszny panikarz jeśli mówimy o igłach - westchnął ciężko. - A teraz tak... - położył na stole tabletki uodporniające. - To dla Takano i Yuyi. Maluch dwie dziennie, ty 3 razy dziennie. Tomo nie masz prawa wchodzić do pomieszczenia w którym jest Kou - mruknął. - I przyniosę ci tabletki uodporniające jak zapoznam się z twoimi lekami. Te mogą nie pasować.
- Załatwiłby się - Ren pokręcił z niedowierzaniem głową. - Przecież go znasz... nie przyzna się że coś jest nie tak dopóki nie zemdleje...
Tomo odchrząknął lekko. Jakby nie patrzeć był taki sam.
- Choć Yuyuś, ubierzemy się i idziemy na spacer - uśmiechnął się do chłopca szeroko.
- Zajmę... tylko poczekaj chwilę - przejrzał leki Tomo i zapisał 3 nazwy leków, które mogły być w porządku. - Nie wiem który będzie w aptece. Wykup jeden. No bo jakoś uodpornić Tomo też muszę - uśmiechnął się lekko. - No i to też... dla głupiego brata - podał mu drugą receptę.
- Gotowi - Tomo wziął Yuyę na plecy i z uśmiechem wyszedł z nim z domku. Chłopiec rzadko miał takie atrakcje więc mocno się wtulił w niego z wielkim uśmiechem obserwując świat z góry.
- Troszkę mam - Tomo uniósł kciuk do góry. - Yuya wie że to tylko na krótko - dodał, a chłopiec szybko przytaknął. - Najwyżej potem będziesz mnie nosił, o to przecież chodzi - puścił oczko do Takano.
- Dobrze - chłopak zasalutował mu, dzielnie niosąc maluszka.
- Tatuś! Popatrz jestem tak wysoki jak ty - uśmiechnął się do niego Yuya, obserwując ludzi z perspektywy dorosłych.
- Taak! - chłopiec wskazał rączką dużą wierzę. - Ale jaka wieeelka! - wykrzyknął radośnie, po czym zszedł z pleców Tomo i złapał ich oboje za ręce. - A pojedziemy na samą górę?
- Tak kochanie - Tomo poczochrał go po głowie.
- Ojej!!! Ale super!!!
- Jutro zobaczymy prawdziwe studio muzyczne - potwierdził Tomo, na co Yuyi zaświeciły się oczka.
- Yey! Będę miał tyle do opowiadania przyjaciołom! - wykrzyknął radośnie niemal biegnąc z podekscytowania. Wycieczka do Tokio sprawiła mu dużo przyjemności.
- Ja też poproszę o lody - rzucił zaraz Tomo, puszczając rękę Yuyi i trzymając się trochę z tyłu. Obawiał się, że może zaniemóc przy ktorymś schodku, dlatego postanowił pójść na samym końcu.
- Uhm ale ja chcę spróbować dojść o własnych siłach - wysapał zatrzymując się na chwilę by zrobić sobie odpoczynek. - Przecież nie amm tak słabej kondycji...
Dopiero po trzecim przystanku Tomo jednak pozwolił Takano wziąć się na plecy. Dyszał już zbyt ciężko i bolało go trochę serce, ale odpoczynek na plecach mężczyzny wszystko unormował.
- Przepraszam - bąknął, wtulając się w niego mocnije.
- Tatusiu!! Tu jest tak pięknie! Zrobimy zdjęcie? Zrobimy, zrobimy? - chłopiec nie wiedział gdzie ma spojrzeć.
- Dbam o siebie tylko chcę przekraczać swoje granice - odciął isę Tomo.
- Haaai - Tomo ukucnął przy Yuyi, przytulając go do siebie i wyszczerzając się do zdjęcia. - A teraz zmiana - wziął telefon od Takano i zrobił mu zdjęcie z Yuyą.
- Dobrze - Tomo ucałował Takano w policzek, po czym przytulił się do niego mocno do zdjęcia.
- tatusiu tu jest ślicznie - chcłopiec nie wiedział jak inaczej to określić, a Tomo wychylił się przez barierkę patrząc w dół.
- Tam - wskazał palcem na jedną z biedniejszych ulic. - Tam najczęściej brałem - mruknął ciszej żeby tylko Takano go usłyszał. - A teraz jestem tu z tobą i Yuyą - dodał, przytulając się do jego ramienia. - Czuję się szczęśliwy.
- Wiem, wiem - Tomo uśmiechnął się do niego lekko. - Po prostu tak mi się wzięło jak zobaczyłem tę dzielnicę - uśmiechnął się szerzej, patrząc jak Yuya biegnie na drugą stronę wieży by zobaczyć Tokio stamtąd.
- Tato, wujku! Koło duże... młyńskie koło i rzeka!
[dobranoc :*]
Tomo uścisnął go mocniej, również patrząc w tamtym kierunku. Uśmiechnięta twarz Yuyi i spokojne spojrzenie Takano były dla niego najlepszymi nagordymi.
- Kocham was strasznie mocno.
- To dobrze - uśmiechnął się szeroko Tomo, czochrając Yuyę po włoskach i dając buziaka Takano. - Jest pięknie - potwierdził.
- A mogę taki pucharek lodowy? - zapytał go Yuya biegnąc pierwszy do restauracji. Był tak szczęśliwy jak rzadko kiedy. Wszystko przez to, że był z Takano i Tomo.
- Pewnie że możesz - odpowiedział mu Tomo, przytulając się do ramienia Takano. - Ja też poproszę pucharek lodowy... ale taki dla dzieci. Bo chyba nie dam rady zjeść dużego.
- A ty nie chcesz całych samemu wziąć? - zdziwił się trochę Tomo, ale skinął głową. Jedne na współę były dobrym pomysłem. Ucałował go w policzek. - Dla mnie śmietankowe i mięta z czekoladą.
- Yuyuś jutro kochanie, będziemy trzymać za ciebie z tatą kciuki - uśmiechnął się do chłopca Tomo wyjadając z ich pucharka birą śmietanę.
- Ale to moja ulubiona część każdego deseru - zajęczał Tomo, dając mu jednak łyżeczkę żeby też sobie trochę pojadł. - Tylko nie za dużo - pogroził mu palcem przed noskiem.
- Mou ale nawet bita śmietana? Myślałem że mówimy tylko o gałkach lodnych - wymamrotał Tomo, robiąc smutną minkę, aż Yuya podsunął mu swój deser.
- Proszę wujku, możesz zjeść moją śmietankę - uśmiechnął się szeroko.
- Yay - ucałował Takano ukradkiem w policzek, jedząc dalej bitą śmietanę ze szczęściem wymalowanym na twarzy. - Uwielbiam ją - przyznał szczerze.
- Pycha - zgodził się z nim Tomo.
- Moje są pyszniejsze - odparł na to Yuya dając mu posmakować.
- Faktycznie... pycha - Tomo szybko się z chłopcem zgodził. - Ale ja i tak wolę nasze - puścił do maluszka oczko.
- Tatusiu? Ale ja sie boje konkursu... a jak przegram będziecie bardzo źli? - chłopiec spojrzał w pucharek lodów smutno.
- Uhm dobrze tatusiu - chłopiec uśmiechnął się nieśmiało, kończąc swoje lody.
- Będziemy cię kochać cały czas Yuya. Nie ważne czy będziesz coś wygrywać czy nie - zapewnił go jeszcze Tomo, oddając resztę lodów Takano.
- Kocham was tatusiu - odparł nieśmiało chłopiec wstając z miejsca i podchodząc by się do nich przytulić.
- My ciebie też - poczochrał go po łebku Tomo. - To jak? Ruszamy? - zapytał ich. - Pójdę przodem... ruszcie za 5 minut - poradził im.
- Mou... - Tomo puścił rączkę malca i odsunął się od nich. - Ale musimy zejść w dół - zauważył. - Ja chcę iść szybciej, wy mnie dogonicie na pewno... bo ja wolniej chodzę - zauważył spokojnie. - I robię odpoczynki.
- tylko ja nie chcę was spowalniać - wymamrotał tomo wzdychając ciężko. - Przestań nbyć takim uparciuchem.
Tomo naburmuszył się trochę i przestał się do nich odzywać zły na Takano. W końcu chciał zejść o własnych siłach, a nie... posiłkując się jakąś tam windą.
- Daj mi spokój - mruknął tylko w odpowiedzi, bo nie chciał teraz krzyczeć. Zacisnął mocniej wargi, skupiając się tylko na oddechu. Poszedł z nimi do apteki a zaraz potem aż do domu.
- A wolną kanapę macie? - zapytał cicho Ren. - Eh nie opłaca mi się wracać do siebie - wymamrotał.
- Zasnął, ale dopiero chwilę wcześniej. Dostał porządnego ataku kaszlu i wysokiej temperatury. Jak tak pójdzie dalej to będę musiał go włożyć do szpitala - Ren potarł skronie i uśmiechnął się do brata lekko. - Kupiłeś te tabletki na odporność. Weźcie je dzisiaj.
- Ok - Tomo zjadł tylko tabletkę i poszedł do łazienki się umyć. Ren popatrzył za nim rozkładając sobie kanapę.
- Dasz mi znać jutro po południu o stanie zdrowia Kou? - zapytał go Ren. - Jak się nic nie zmieni, zabieram go stąd. Rozłożył się na dobre.
- Tylko ja jutro mam dyżur Takano. Nie będę mógł tu wpaść - wyjaśnił spokojnie. - No nic, to zobaczymy w nocy. W razie co dasz mi znać - poklepał go po plecach. - Dobranoc, miłej nocy - dodał jeszcze kładąc się wygodniej na kanapie. - Za 3 godziny wstaję - dodał śmiejąc się pod nosem.
- Już je wziąłem - odparował chłopak, chwilę potem wychodząc z łazienki w swoim ulubionym dresie i z maseczką na twarzy. - Nie patrz tak na mnie. Ren mi kazał - fuknął na niego idąc do sypialni.
Tomo spał już smacznie, przytulając do siebie Yuyę. Nie dał rady doczekać się Takano.
Tomo wygramolił się z łóżka jako jeden z pierwszych. Nie chcąc przeszkadzać swoim chłopcom, poszedł się ubrać i zrobić śniadanko zaglądając jeszcze do Kou by zebrać i od nieo zamówienie. Dopiero o 9 rano wszystkich pobudził, tłucząc tłuczkiem w garnek.
- Wstawać śpiochy!
http://bloom-academy.blogspot.com/ - - > zoba zoba ;D co powiesz na reaktywacje xD O_O
- Muszę - fuknął na niego Tomo, teraz odkładając narzędzia zbrodni i zaparzając wszystkim hebraty.
- Musiał musiał - burknął na Koyukiego. - Inaczej byś zdechł.
- Tak jest - Kou zasalutował bratu, ale nie wstał z łóżka, uznając że jeszcze na tyle silny to on nie jest. Yuya w zdenerwowaniu jadł śniadanko do nikogo się nie odzywajac.
- To zemsta za wczorajszą windę - warknął na niego Tomo, biorąc leki.
Chłopiec aż upuścił sztućce pod wpływem głosu mężczyzny i popatrzył na niego szeroko rozwartymi oczkami niemal pełnymi łez.
- Tatusiu... ja już nie pamiętam jak rozwiązać te zadania z pomaranczami! - krzyknął przerażony.
- Ale tatusiu ja już nie pamiętam - jęknął chłopiec płacząc cicho w jego pierś. Miał wrazenie, że juz nic nie umie. nawet najprostszych wzorków. Rozpłakał się porządnie.
- Ale będziecie tam ze mną cały czas? - chłopiec otarł łezki ale nadal sie od niego nie odsunąl. Był bardzo zdenerwowany. To był jego pierwszy taki poważny występ.
- Kochanie będziemy. Nigdzie nie pójdziemy - obiecał mu to Tomo.
- Uhm dobrze - chłopiec jeszcze raz pociągnął noskiem i pobiegł do łazienki się umyc.
- Wielka rzecz dla niego - skomentowął Tomo. - Nie sądziłem, że aż tak wielka...
- I wreszcie możesz pokazać jaki z ciebie tatuś - zachichotał Tomo dopijając swoją herbatkę.
- Jaki pewny siebie. Ohoho - roześmiał się serdecznie Tomo zmywając swoje naczynia i biorąc lek odpornościowy, który dostał od Rena.
- Wujku! A ja nie mam ładnej bluzeczki! - jęknął Yuya przybiegając nagle do Tomo z kolejnymi łzami w oczach. - Tam wszyscy będą na biało i czarno a ja nie!
- A jak się pobrudze? - zapytal cicho. - tatusiu? Ja bym chciał wyglądać jak wujek - wyznał po chwili patrzac na tomo, który tego dnia miał na sobie czarne rurki, białą koszulke i szary rozpinany sweter w kratkę i podwiniętymi do połowy rękawami. Sięgał mu on do pół uda. Tomo roześmiał się znowu kucając przed Yuyą.
- Skarbie, jak podrośniesz to wybierzesz się ze mną na zakupy i ci coś wybierzemy ładnego - obiecał mu to.
- A wujek do pracy też tak pójdziesz? - zapytał go Yuya, pozwalając Takano go ubierać, cały czas się trochę do niego przytulając.
- Wymienię sweter na marynarkę sportową - odparł krótko Tomo, zaraz to robiąc i podwijając rękawy marynary. - Może być? - zapytał malca. - Nie będziesz się za wujka wstydził?
- Super - Tomo spakował do plecaka jeszcze nuty, teksty piosenek i wziął gitarę na plecy. - Pojedziemy potem do Aleksa autem tak? - upewnił się. - Mogę więc to zostawić w bagażniku?
- No to idziemy - Tomo wziął Yuyę za rączkę i poprowadził do windy. Chłopiec już z nieco lepszym humorkiem nie sprzeciwiał się.
Tomo wysiadł zaraz po Yuyi który widżąc na miejscu dziadka zaraz do niego pobiegł by podzielić sie z nim swoimi obawami.
- Ne... oprowadzisz mnie? - zapytał Tomo, przytulając się na moment do ramienia Takano.
[hej kociak... wysłałaś mi odpowiedź do Ryu...]
- Oj to sobie przypomnisz troszkę na pewno - uśmiechnął się do niego lekko TOmo idąc tuż za nim. Yuya już był zbyt zajęty dziadkiem by się nimi przejmować. Dopiero jak wszedł do sali konkursowej sprawdził czy jeszcze z nim są.
- Wiem, wiem. Obiecaliśmy - usiadł w miejscu widowni by dokładnie widzieć maluszka. - To jego wielki dzień.
Yuya w skupieniu rozwiązywał zadania. Wyszedł z sali jako jeden z ostatnich, tak jak to ćwiczyli w domku. Sprawdził swoje rozwiązania 10 razy, po czym pobiegł do Takano i Tomo wtulając się w nich mocno.
- Tatusiu, wujku! Tylko dwóch nie umiałem - wyjaśnił cichutko.
Chłopiec skinął główką nadal się do nich tuląc.
- Tak bardzo was kocham! - wykrzyknął. - Mam najlepszą rodzinkę na świecie! - dodał jeszcze szeroko się do nich uśmiechając.
Maluch dopiero po kwadransie ich puścił biegnąc znów do dziadka by zdać mu relacje. A Tomo spojrzał czule na Takano.
- Jednak jesteś najseksowniejszy z dziećmi - skwitował.
- Jesteś ale Yuyuś dodaje ci seksapilu tatusku - pokazał mu język. - No to krótka rundka dla mnie... oprowadź mnie waćpan.
- W której byłeś klasie? - zainteresował się Tomo, trzymając go za rękę i z zainteresowaniem obserwując szkołę.
- A miałeś tu sporo przyjaciół? - zapytał go zaraz, wchodząc z nim do jednej z klas. - Mhm już zapomniałem jakie małe ławeczki są w podstawówkach.
- Uo... wszyscy się was bali? - zapytał, siadając w jednej z ławek i wyobrażając sobie jakby to było, gdyby razem z nim był w klasie.
- Na pewno? No wiesz... po Tobie można się wszystkiego spodziewać - pstryknął go w nosek śmiejąc się lekko.
- No tak... i zobacz... z kim skończyłeś - zacmokał lekko podchodząc do niego i muskając go mocno w usta. - Z najseksowniejszą laską mojego liceum - puścił do niego oczko.
- Super - Ryu również posmakował pizzy i skinął lekko głową. Jun miał rację. Wyszło im. - Ne... Jun-chan? Gdzie byś chciał pojechać? Jaki kraj byś chciał zwiedzić?
- Do Australii i potem odwiedzić Chiny, a potem do Indii - zaczął wyliczać. - Chciałbym zobaczyć słonia z bliska i na nim pojechać...
- Mhm oj bo to takie małe marzenia... które pewnie i tak się nie spełnią - odparł wzruszając lekko ramionami. - Może poczekać - zgodził się z lekkim uśmiechem, kończąc swoją porcję.
- Mhm ale to takie głupie marzenia są - wymamrotał zawstydzony Ryu, po czym poszedł na balkon.
Tomo obudzil sie za wczesnie. Poszedl spac o 3 nad ranem, ze wzgledu na impreze ktora Takano wyprawil w domu, a wstal o 4.30 bo trzeba bylo otworzyc piekarnie. Teraz dochodzila 16 i doslownie padal na twarz i przeklinal Takano, ktory zamknal cukiernie tego dnia zeb odespac. Zdarzyl sie juz dawno poparzyc, ale niegroznie a teraz siedzial za lada i ziewal szeroko czekajac na druga partie klientow.
Tomo zamknal piekarnie i pojechal po Yuye do szkoly. Dopiero kolo 19 byli w domu. Tomo nie mial sily na nic, a Yuya pobiegl od razu do Takano.
- Tatus zobacz, laurke masz - podal mu laurke.
- Bardzo fajnie tatus - odparl chlopiec biegnac juz do kuchni wyglodnialy.
- Dzieki - Tomo ziewnal nieco wchodzac do kuchni i przetarl zmeczone oczy dlonia. - Ale zaraz po niej wracam do siebie - oznajmil spokojnie. - Zabije dzisiaj za dodatkowa godzine snu ktorej tu nie bede mial - wyjasnil.
- Kochanie to nie tak, ze ja nie chce tu zostac, tylko... jutro musze byc w piekarni o 4.30. Bedac tam moge wstac o 4.15... tutaj... o 3 z kawalkiem. Ja chce spac...
- Mozemy - zgodzil sie spokojnie, siadajac przy stole. Ziewnal szeroko zaraz za to przepraszajac. - Na slub jedziemy, przeciez wiesz - usmiechnal sie delikatnie.
- Pewnie ze tak, przeciez go samego tu nie zostawimy. Poza tym mowiles ze zrobimy sobie taki tydzien wakacji we troje - dodal zaraz ze smiechem, jedzac tylko troche i odstawiajac talerz. - Przepraszam jestem padniety - wymamrotal, opierajac glowe o ramie Takano i przymykajac oczy.
- Byliscie nieznosni - wymamrotal tylko Tomo krecac glowa na nie kiedy ten wspomnial cos o zastepowaniu go. - Nie dam ci piekarni w swoje rece - naburmuszyl sie lekko wstajac i idac do salonu. Polozyl sie na kanapie obiecujac sobie ze tylko polezy, ale gdy tylko zamknal oczy juz go nie bylo.
Yuya jednak nie zasnal tylko po godzinie wraz ze swoim misiem przyszedl do salonu i usiadl Takano na kolanach.
- Tatusiu, ale wujek chcial spac u siebie w domku - przypomnial szeptem.
- Tatus ale wujek bedzie zly... przeciez wiesz - wymamrotal chlopiec doskonale wiedzac co sie stanie jak Tomo sie obudzi i nie bedzie w pracy tak jak sobie tego zakladal. - Obrazi sie i bedzie kara.
- Un... - chlopiec wcale nie byl przekonany bo nie chcial zeby sie klocili znowu. Przytulil sie mocniej do misia i schowal calkowicie pod koldra.
Tomo zmarszczyl brwi kiedy Takano go podniosl i otworzyl oczy, spogladajac na niego i chowajac twarz w jego zaglebienie na szyi.
- Zawieziesz mnie do mnie?
- Nie jutro, jutro mamy festyn wiec trzeba na niego przygotowac sporo... za duzo pracy - wyjasnil spokojnie, opierajac sie o sciane i przymykajac oczy.
- Motor - odparl Tomo. - Gome, nie czuje sie tak by samemu tam jechac...
- Pewnie ze nie bede mial - odpar Tomo siadajac tuz za nim i obejmujac go w pasie ramionami. - Potem zamkne piekarnie na jeden dzien - obiecal mu.
Tomo pokrecil tylko przeczaco glowa.
- Zamknales mnie tylko w sypialni i nie chciales wypuscic, dopoki nie zrozumiales ze rzeczywiscie panikuje - wzruszyl ramionami, calujac go lekko w usta. - Nie moglem zlapac oddechu - dodal wzdychajac ciezko. - I potem juz sie nie zblizales bo sie chyba mnie bales - dodal ze smiechem.
- Zadzialalo na ciebie dopiero jak zaczalem walic w drzwi od sypialni blagajac bys otworzyl paskudo - naburmuszyl sie. - Zasluzylem chyba na czekoladowy deser z plynna czekolada w srodku - ucalowal go raz jeszcze po czym wszedl do mieszkania. - Dobranoc.
Tomo nawet sie nie przebieral. Zasnal praktycznie na stojaco, w salonie na kanapie. Jakos ostatnio wolal kanapy od lozka. Byla twardsza i lepiej mu sie na niej spalo. Rano umyl sie i przebral by dokladnie o 4.15 zaczac prace w piekarni. Lubil te momenty kiedy byl w niej kompletnie sam, a caly budynek powoli wypelnial sie zapachem swiezego chleba.
Tomo zrobil sobie przerwe dopiero kolo 12, wyciagajac sie na kanapie na zapleczu i zasypiajac na troche. Ustawil sobie budzik na pol godziny pozniej.
Tomo obudzil sie na dzwiek swojego budzika i przetarl oczy ziewajac lekko, po czym zerknal na Takano.
- Dzien dobry - usmiechnal sie do niego.
- Spalo sie dobrze ale krotko - usmiechnal sie zabierajac sie za ciasto. - Mhm jest pyszne - zamruczal. - Ocenie, ale moge to zrobic po pracy czy potrzebujesz teraz? - zapytal, siaajac mu na kolanach i przytulajac sie lekko.
- Pomoge ci z pieczeniem - zasalutowal mu i usmiechnal sie delikatnie, po czym zabral sie za jedzenie ciasta. - To pokaz te szkice - poprosil.
- Nie dotykam - obiecal wesolo, calujac go lekko. - Tylko przy produkcji ciasta, reszta jest twoja - obiecal z usmiechem. - Ok, nudny... oklepany, podobny do ostatniego twojego - zaczal przegladajac projekty. - O ten... mysle ze ten go oddaje.
- Dobrze - zgodzil sie z lekkim usmiechem. - Przepraszam jesli jestem zbyt krytyczny - dodal zaraz. - Jutro biore wolne, czuje ze lapie mnie przeziebienie albo to zmeczenie - mruknal.
- No wiem i chyba bede musial jechac niedlugo... bo juz mama dzwonila ze powinienem wpasc na jakies dwa trzy dni, na sprawdzenie czy wszystko gra i idzie w dobrym kierunku - usmiechnal sie delikatnie. - Wiec biore wolne jutro i... poleze w lozku - dodal z lekkim usmiechem. - A jak poczuje sie lepiej to pojde na spacer, pogram troche.
- A kiedy wyjezdzamy? No bo co jesli mnie zatrzyma? Moze lepiej po wyjezdzie? - zaoponowal lekko.
- No tak ale powiem jej ze przyjde po powrocie, nawet na tydzien jesli bedzie potrzeba - obiecal mu z usmiehem, calujac go mocno i wstajac. - Ciasto bylo pyszne i jeszcze chcialbym dzis dobra kolacje.
- Ramen - zdecydowal szybko. - Ale taki pyszny, najlepsz jaki potrafisz - zatarl lapki zadowolony ze swojego wyboru.
Tomo wrocil do domu kolo godziny 18, kiedy wszystko posprztal i dal na festyn, tlumaczac ze sam nie moze tam zostac. Od dwoch godzin czul przechodzace jego cialo zimne dreszcze. Wszedl wiec do domu nieco pochmurnie.
- Taka-chan zrobisz mi goracej herbaty? - poprosil mezczyzne przebierajac sie w cieply dres i okrywajac sie mocno kocem.
- A przyjdziesz potem mnie potulic mocno? - zapytał go zaraz Tomo, otulajac sie kocem mocniej i idac do sypialni. Wskoczyl pod koldre i przytulil glowe do podusi.
- Tak jest szefie - Tomo oddał mu przy tym pustą szklankę po herbacie. Posmakował ramenu i pokiwał energiczni głową. - No kochnie, przeszedłeś samego siebie. Gratuluję!
- Tatusiu! Wyszło pysznie ! - chłopiec jadł aż mu się uszy trzęsły. Po zjedzeniu jeszcze dokładki chłopiec włączył sobie bajkę na telewizorze bo przecież wszystko ładnie odrobił i zasłużył na chwilę relaksu.
Tomo wyszedł z łóżka i poszedł do kuchni. Usiadł na krześle opierając się o blat stołu i spoglądał na ruchy Takano.
- Zrobisz mi herbatki? - zapytał znowu.
- A nie możemy pojechać do lekarza? - zapytał spokojnie. - Głupio mi dzwonić po mamę po nic - wzruszył ramionami, biorąc kubek w dłonie i ogrzewając je o niego.
- Uhm wejdę - mruknął trochę niepewnie, popijając herbatę i nasuwając mocniej rękawy bluzy na dłonie. - Strasznie mi zimno, ale poza tym czuję się dobrze - wyjaśnił swoje objawy.
- Nie chcę zostawać w szpitalu. Wolę w domku, z wami... jesteście lepszymi pielęgniarzami - wymamrotał z lekkim uśmiechem, wstając z miejsca i idąc się przebrać, żeby chociaż wyglądać jak cywilizowany człowiek.
- A mogę wziąć książeczkę? - zapytał tylko chłopiec, wyłączając telewizor i szybko biegnąc do pokoju po ostatnio czytaną przez niego lekturę. Tomo narzucił na siebie jeszcze bluzę Takano, chowając zmarźnięte dłonie w kieszenie.
[wow jaki bajer, podgrzewanie fotela x)]
Tomo przysnął w trakcie podróży i kiedy się obudził byli już na miejscu, wysiadł z samochodu, a że zrobił to za szybko, zakręciło mu się w głowie. Odruchowo, przytulił się lekko do Takano by się poasekurować odrobinę.
- Tylko nie do mamy... ona mnie zabije - wymamrotał.
Tomo wtulił się mocno w Takano, czekając na swoją kolej. Zamknął oczy bo trochę kręciło mu się w głowie.
- Mogę jutro też zjeść ramen? - zapytał go.
- Uhm to ide - chłopak wstał trochę niepewnie, ale zaraz odzyskał rezon i wszedł do gabinetu z ulgą oddychając gdy nie zobaczył swojej mamy.
Tomo wyszedł dwadzieścia minut później z paroma receptami i zwolnieniem z pracy na tydzień.
- Mam grypę - wyjaśnił Takano. - Ale mogę być w domku - uśmiechnął się lekko, podając mu recepty. - Powiedziałem mu jakie leki biorę, te z nimi nie kolidują.
- Dobrze - zgodził się spokojnie, siadając do samochodu i mocniej otulając się bluzą Takano. - A będziesz się mną opiekował troszeczkę? - zapytał go z lekkim uśmiechem.
- Wiem kochanie, ale i tak będziesz mnie rozpieszczał - wyszczerzył się do niego, zamykając oczy. - Uhm włączysz ogrzewanie?
- Bardzo i to chyba najbardziej dokucza - uśmiechnął się słabo, starając się opanować drgawki. - No bo głowa przez to też boli, ale to zimno.
- I herbatkę i tosta z serem, dużo sera - poprosił. - A na śniadanie naleśniki - uśmiechnął się szeroko.
- Tak jest szefie - uśmiechnął się do niego wysiadając z samochodu i idąc od razu do łóżka się dokłądniej rozgrzać.
- Bo jestem chory i nie mam siły na nic - uśmiechnął się lekko, jedząc trochę tostów.
- A potulisz mnie trochę w nocy? - zapytał go zaraz Tomo. - Ale nie dużo, żebyś się nie zaraził, tylko troche.
- Musisz o siebie dbać - zastrzegł mu jeszcze, idąc do kąpieli kiedy tylko go zawołał. - Gorąca - jęknął nieco, bo jego wychłodzony organizm zaprotestował albo chociaż psychika to zrobiła.
- Ale jest gorąca - wymamrotał cicho szybko się myjąc i idąc do łóżka, chowając się pod kołderkę.
- Dziękuję - Tomo wtulił się w niego mocniej zamykając oczy. Od razu zrobiło mu się lepiej i chwilę później zasnął.
- Dzień dobry - Tomo odłożył okulary i książkę którą czytał na bok podciągając się na łokciach i uśmiechając do niego delikatnie. - Mhm pachnie pysznie i sok pomarańczowy do tego... ideał!
- Zmęczone oczy, to wszystko - wzruszył ramionami. - Czasem wolę je zakładać. Ale mam bardzo niewielkie szkiełka.
Tomo pokręcił przecząco głową.
- Tak jakoś ciężko mi się oddycha. To chyba przez to że jestem taki wypluty - skończył swojego naleśnika i odłożył talerz z resztą na później, dopijając soczek. - Ale jest mi trochę cieplej.
- SIlnych ramion mojego mężczyzny, ale mogę na to poczekać - uśmiechnąłsię lekko, biorc zaraz leki. - Na obiadek ramen? Tj na kolacje?
Tomo zadzwonił dopiero po 16, czując się nieco gorzej.
- Taka-chan? Strasznie mi zimno, nie mogę tego opanować - wymamrotał mu do słuchawki troszeczkę tylko panikując. - Przyjdziesz?
- Strasznie mi zimno - powtórzył mu Tomo całkowicie się trzęsąc i wyciągając do niego ramiona żeby się w niego wtulić. - Nie mogłem wziąć leku - wymamrotał.
- Chcę... i pomożesz mi z lekami? - zapytał go wciskając się w niego ze wszystkich swoich sił. - I zostaniesz trochę?
- Gomene, trochę spanikowałem - przyznał cicho, wtulając się w niego lekko i przymykając oczy. - Przepraszam - szepnął oddychając powoli.
Tomo skinął lekko głową, zasypiając przy nich, wciąż jednak dygocząc na całym ciele.
- Tatusiu ale wujek ma temperaturkę - chłopiec przytulił się do Tomo mocno, trzymajac go w ramionach. - Jolie choć, musisz dziś spać na łóżku - zawołał psinę, bo uczył się w szkole że pieski dawały dużo ciepła.
- Tatusiu a mogę zjeść tościka na kolację? Troszkę głodny jestem - chłopiec nie potrafił ukryć burczenia w brzuszku. - Sam sobie zrobię tatusiu...
- NIe szkodzi tatusiu - przytulil sie do Takano i poszedł za nim do kuchni. - Ale będziesz mnie mocno mocno kochać?
Maluch zaczął jeść powoli, po czym uśmiechnął się do niego.
- Pychotka! - oświadczył.
- Ale ja dzisiaj nie mam żadnych lekcji - odparł chłopiec przynosząc mu swoje zeszyty do sprawdzenia że mówi prawdę. - Mogę się pobawić trochę?
Chłopiec z radością poszedł się pobawić. Tomo w tym czasie przyszedł do kuchni na boso, z kocem wokół siebie.
- Poczytasz mi trochę? - zapytał go, siadając mu na kolanach.
- Ale malutko, nie jestem głodny - wymamrotał troszkę mu marudząc. Wtulił się w niego mocniej zamykając znów oczy.
- Skąd wiesz, że zwymiotowałem naleśnika? - zapytał go cicho, bo nie przypominał sobie, żeby mu to powiedział, a przecież starał się go zjeść na lunch i wszystko poszło do kibelka. - Ale malutko... bardzo malutko - poprosił go znowu.
Tomo niechętnie zanurzył w nim łyżkę i powoli zaczął go jeść. Jadł go dobrą godzinę, zanim wreszcie oddał 3/4 opróżnionej miseczki Takano.
- Już nie mogę - przeprosił go.
- Dziękuję, strasznie cię kocham - wydusił z siebie Tomo, wtulając się w podusię i czekając na powrót chłopaka
- Cokolwiek... ja tylko czuje się bepieczny jak mi mówisz... chcę posłuchać twojego głosu - wyjaśnił przymykając oczy.
Tomo wsłuchał się w jego głos powoli zasypiając i po dobrych 20 minutach spał jak zabity.
Yuya przybiegł do Takano godzinę później cicho płacząc.
- Tatusiu - wyszeptał przez łzy, pokazując mu kolanko. - Zbiłem szkankę i boli kolanko... i krwawi.
- W pokoju tatusiu - wtulił się w niego. - Przepraszam tatusiu... nie chciałem - wyjaśnił.
- Dobrze, a mogę rano zrobić nam tościki? - zapytał jeszcze, zanim poszedł do łóżka.
Maluch za to poszedł szybko spać i rano już o 5 był na nogach żeby zrobić śniadanko. O 6 wszystko było gotowe, więc chłopiec obudził Takano.
- Ja odłożyłem dla wujka - pokazał mu tacę pełną śniadanka. Dwa tosty suche, bo Yuya wiedział, że Tomo rano wybrzydza. Do tego twarożek ze szczypiorkiem i pomidorki i ogórki. - Ale herbatkę wujek zrobi sobie sam? Bo będzie zimna...
- Naprawdę? - chłopiec bardzo się ucieszył wcinając ładnie śniadanko razem z Takano.
- Tak jest - chłopiec szybko wstał od stołu i pobiegł spakować swój plecak i pięć minut później był już z powrotem. Tomo też się przebudził od razu idąc do łazienki by zwymiotować. Kiedy skończył umył zęby i zdążył jeszcze ich zastać w korytarzu.
- Zadzwonię jak się będę gorzej czuł - obiecał.
Tomo mu tylko zasalutowal, po czym wzial miske. Zrobil sobie herbatki, przyniosl sniadanie i usiadl w salonie, okrywajac sie mocno koldra. Wlaczyl sobie telewizje by nadrobic wiadomosci i pare odcinkow swojego serialu.
- To może ja wrócę z urlopu już... bardziej się przydam w kuchni - zaproponował, podciągając kocyk mocniej pod brodę.
- Uhm... przecież się staram - zaprotestował cicho Tomo, bo zawsze już będą go oskarżać o nie dbanie o siebie.
- Zrobię sobie naleśnika - uśmiechnął się do niego chłopak, podnosząc się do pozycji siedzącej.
Tomo postanowił już nie zamęczać Takano samym sobą. Ten był wystarczająco zmęczony. Podziękował więc za naleśniki i ucałował go w policzek. Nawet kiedy wieczorem poczuł się zdecydowanie gorzej, nie dał znać mężczyźnie. A kiedy ten przyszedł do domu, spał już, rzucając się trochę na łóżku w gorączce.
Tomo spojrzał na niego trochę nieprzytomnie, zaraz się w niego wtulając, w poszukiwaniu odrobiny ciepła.
- Nie idź nigdzie już - poprosił go szeptem. - Jutro też nie...
- Ale nic się nie działo - pokręcił przecząco głową, całkowicie się trzęsąc. - Nie chciałem ci zawracać głowy moją temperaturą...
[nie znam, a przynajmniej nic mi to nie mówi]
- Nie - potrząsnął przecząco głową. - Bo zwymiotowałem obiad - poczuł łzy na policzkach, ale zaraz się opamiętał i starł je dłonią. - Wszystko już gra. Jesteś zmęczony... choć już spać...
[jakie rozkminy?]
- Nie idź - chłopak złapał go mocno za rękę, jednak nie chcąc by go opuszczał nawet na chwilę. - Nie idź.
- Tak - Tomo przytulił się do niego mocniej. - Troszkę tylko mi słabo - wyjaśnił mu przymykając oczy. - Ale nic mi nie jest. Nic.
- Wtedy byłoby ci lżej prawda? - spojrzał na niego z lekkim wahaniem, okrywając się mocniej kołdrą, żeby ukryć drżenie jak najbardziej się dało. - Dobrze...
- Ale ja nie chcę być w szpitalu, nie chcę - pokręcił przecząco głową Tomo. - Proszę... mogę tu zostać? Nie będę ci przeszkadzał.
- Ale tylko jednego - poprosił puszczając go wresszcie i przymykając mocno oczy.
- A pokroisz mi na malutkie kawałki? - zapytał Tomo, patrząc na niego prosząco. Zachowywał się trochę jak dziecko, ale nic mu nie przeszkadzało.
- Mou ale twój facet źle się czuje - wymamrotał Tomo biorąc kawałek naleśnika i go przeżuwając. - W głowie mi się kręci - przyznał mu się w końcu.
- Kocham cię - Tomo zamknął oczy biorąc kolejny kawałek naleśnika do ust. Długo go przeżuwał, ale miał wrażenie, że Takano już dawno się do tego przyzwyczaił. - Dużo masz jeszcze pracy?
- Przepraszam, że ci nie pomagam, tylko utrudniam wszystko - wyszeptał biorąc kolejny kawałek do ust i popijając herbatę.
- Mogę już więcej nie? - zapytał w końcu Tomo po 5 kawałku, kiedy czuł się już pełny. Liczył na dobrą odpowiedź, ale bał się jednocześnie bo wiedział że nie zjadł za dużo.
- A nie pójdziesz nigdzie do rana? - zapytał go cicho Tomo, połykając tabletki i kończąc swoją herbatę. - Mogę się mocno tulić w nocy?
Tomo wtulił się w niego mocno, zaraz zasypiając i obudził się dopiero kiedy poczuł, że Takano wstaje by mu uciec. Złapał go wówczas mocniej za rękę i chwilę nie pozwolił wstać.
Tomo skinął głową ale nadal go nie puścił,chowając twarz w jego pierś.
- Ale przyjdziesz szybko? - zapytał go szeptem.
- Un... ja się staram Takano - wyszeptał Tomo, wciskając głowę w niego raz jeszcze i w końcu go puzczając z lekkim westchnieniem
Kiedy Takano wrócił na przerwę, Tomo smacznie spał. Śniadanie było ruszone ale bardzo mało go zjadł. Jolie leżała na łóżku obok chłopaka, ogrzewając go sobą.
Tomo obudził się dopiero koło 3 po południu. Wziął sobie miseczkę ryżu i zaczął ją powoli jeść. Przeczytał karteczkę, uśmiechając się lekko.
"Nadal męczy mnie temperatura :( Ale nie zwymiotowałem dzisiaj jeszcze. Kocham cię, wróć szybko!"
Tomo obudził się dopiero koło 3 po południu. Wziął sobie miseczkę ryżu i zaczął ją powoli jeść. Przeczytał karteczkę, uśmiechając się lekko.
"Nadal męczy mnie temperatura :( Ale nie zwymiotowałem dzisiaj jeszcze. Kocham cię, wróć szybko!"
Tomo nie doczekał się powrotu Takano. Spał znów, kiedy mężczyzna wrócił. Obudził się dopiero koło 3 nad ranem, uciekając do łazienki. Zwymiotował, po czym wybrał numer do mamy.
- Mamo... potrzebuję pomocy, wymiotuję krwią - szepnął do słuchawki.
- Mama przyjedzie - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Taka-chan, idź spać - szepnął przytulając się do niego lekko.
Tomo spojrzał na niego trochę zdezorientowany. Rzadko kiedy Takano podnosił na niego głos.
- Przepraszam - chłopak nachylił si znów nad ubikacją i zwymiotował. - Możemy iść do łóżka.
- Ale nie mogę, bo tak strasznie dużo pracujesz - wyszeptał, wtulając się w niego mocniej. - Bo chciałbym cię mieć ale... nie chcę żebyś się przemęczał.
- Naprawdę? - Tomo spojrzał na niego z niedowierzaniem, po czym wtulił się w niego mocniej. - Pójdziemy do łóżka? Trochę mi zimno...
- Tak, powiedziała że już wyjeżdża - wyszeptał, wtulając się mocno w niego. - Mama była trochę zdenerwowana...
- Mogłem do niej nie dzwonić - wymamrotał na to Tomo. - Ale nie wiedziałem co robić... - wtulił się do niego.
- Uhm to dobrze - uśmiechnął się do niego delikatnie, kładąc się do łóżka i okrywając się mocno kołdrą. Wtulił głowę w podusię.
Tomo nie udawał już przed nią jak bardzo źle się czuje. Skoro już ją tu pofatygował, to nie było sensu udawać, że to tylko przeziębienie.
Kobieta pokręciła przecząco głową.
- On tylko skandalicznie mało je jak jest chory - westchnęła ciężko. - Potem nie ma czym wymiotować - dodała krzywiąc się nieco. - Dopilnuj go, żeby jadł coś lekkiego ale tyle by jego organizm zaczął to akceptować. Jak nie będzie miał siły to nigdy nie wyzdrowieje.
- Zacznij od kleików, kaszek... nie dawaj mu nic co mogłoby go sprowokować do wymiotów - poradziła mu, czochrając go po włosach. - Nic na to nie poradzisz, Tomo to trudne dziecko jak jest chore. Zostawiam ci też lek na podrażniony żołądek. Niech wypije pół szklanki 3 razy dziennie.
- Tylko na niego nie krzycz, on się stara na swój sposób - poradziła mu jeszcze i poszła do swojego samochodu. - Ano ne... co lubi jeść twój tata? - odchrząknęła nieco, nie patrząc mu prosto w oczy.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do niego przyjaźnie wsiadając wreszcie do samochodu i odjeżdżając.
- Wiedziałem, że twój ojciec zarywa do mojej mamy - sprostował śmiejąc się pod nosem. - Ciągle dostaję smsy typu a lubi róże? A w co się ubrać? Powinienem zażartować?
Prześlij komentarz