-To nic maluszku, to mało jak na tak duży test. Widzisz, mówiłem że nie będzie strasznie.-przytulił mocno chłopca.-Cały czas trzymaliśmy z wujkiem kciuki.
-No oczywiście skarbie. Bo się kochamy, dlatego jesteśmy najlepsi.-mierzwił chłopcu włoski i dał mu się tulić. Naprawdę pokochał go jak swoje własne dziecko.
Takano obudził sie z pozadnym kacem i poczuciem winy. Z reszta podobnie jak trojka jego przyjaciół. Wszystkim urwał sie film ale po bałaganie jaki zastali uznali ze musieli sie niezle zabawić. Zgodnie zdecydowali ze w ramach przeprosin dla Tomo który teraz pewnie siedział w pracy zrobią pyszny obiad i posprzątają. Szczególnie Takano który nie chciał sie dorobić przedłużenia kary.
-dzięki Yuyuś...a fajnie było o dziadka wczoraj?-spytał wesoło.-Tomo? Obiado-kolacja na stole. Wszyscy sie wzięliśmy i macie super japońskie jedzonko.-oznajml mówiąc to tez do Yuyi.
-dzisiaj już bez imprezy. Wiesz ze rzadko sie widujemy...poza tym już pojechali. Zostań.-poprosił.-wzięli pieski i pojechali. Dostaliśmy tez zaproszenie na ślub. Będę świadkiem u Sojiro bo w końcu sie hajta.-podał mu zaproszenie.-jego wybranka uparła sie na Koreę.
-ech no dobra. Ale najpierw zjedz.-uśmiechnął sie do niego.-skoro już pieski rozdane to możemy tam wszyscy wrócić prawda?-spytał unosząc brwi.-no i co sądzisz o ślubie? Dostaliśmy zaproszenie razem. Sojiro prosił o szybka odpowiedz.
-och...czyżby coś zostało wczoraj ustalone a ja tego nie pamietam?-spytał siadajac z nimi do stały ale nie jedząc bo przecież zjadł wcześniej z przyjaciółmi.-Zabieramy Yuye?-spytał uśmiechając sie do chłopca.
-serio? Nic z tego nie pamietam. W ogóle nie ogarniam co sie działo. Pamietam jak Rui fałszował a potem jakoś film mi sie urwał. Reszta pamiętała niewiele więcej.-westchnął.-to idź sie połóż. Zrób sobie wolne. Zastąpie cie.-zaproponował.
-pózniej mi opowiesz co takiego sie działo.-zasmial sie na prawdę ciekawy co takiego wyrabiali. Zdawał sobie sprawę ze po upicia zachowywali sie jak dzieci. Okryl chłopaka kocem i zajął sie Yuya. Pomógł mu z lekcjami i położył spać.
-Ale wujek tak słodko śpi ze aż szkoda mi go budzić. Niech sie wyśpi. Idź spać synku.-wziął go na ręce i zaniósł go do łóżka.-preczytac ci bajke?-spytal okrywajac go koldra.
-Yuya ale widzisz jak wujek jest zmeczony, prawda? Jak mogę go teraz obudzić i pozwolić iść? Nawet jeśli bedzie zły i dostanę karę to chce żeby odpocząl. Zastąpie go rano w pracy, dam sobie radę. Chce żeby sie wyspal.
-spokojnie. Nie będziemy sie kłócić.-pogłaskał go po włosach i wyszedł gaszac światło. Poszedł jeszcze do salonu zobaczyć czy Tomo nadal śpi.-musiał być zmęczony.-mruknął do siebie po czym wziął go na ręce.
-nie dasz sie przekonać do dnia odpoczynku, co?-spytał ze śmiechem.-zawioze.-westchnął w końcu.-postawił go na ziemi.-powiem tylko Yuyi ze wychodzę. Poczekaj tutaj albo przed domem.-poprosił.
-a...zapomniałem. To na jutro miały być te ciasteczka. Ech...-westchnął idąc do sypialni chłopca. Powiedział ze idzie zawieźć Tomo i za chwile wróci. Pózniej wyszedł i wyszedł na dwór zamykając drzwi kiedy obaj wyszli.-motor czy samochód?
-wiem skarbie. Nie przejmuj sie.-wyprowadził motor i usiadł z przodu.-siadaj...Tomo? Będziesz miał coś przeciwko jeśli jutro znów wprowadzimy sie do ciebie? Yuya jest szczęśliwszy kiedy mieszkamy razem.
-chce tylko żebyś odpocząl i sie wyspal.-uśmiechnął sie do niego i ruszył. Spokojnie dojechał po dom chłopaka.- Ryu? Powiedz...po wczorajszej imprezie mam sie czego wstydzić?-spytał jeszcze bo jakoś nie dawało mu to spokoju. W końcu nie po każdej zabawie budził sie pół nagi.
-ech przepraszam. Wiem ze jak cała nasza czwórka sie upije to jesteśmy koszmarni. Cokolwiek sie działo...bielizna ocalała.-zasmial sie dziękując ze nie zrobił z siebie błazna tak jak na koniec studiów.-słodkich snów kochanie. Jakby coś to jestem pod telefonem.-ucałował go lekko.
-na prawdę przepraszam. Jutro dostaniesz obiecuje.-pomachał mu i odjechał jadąc już trochę szybciej. W drodze do swojej sypialni sprawdził czy Yuya śpi po czym walnął sie na łóżko praktycznie od razu zasypiając.
Takano zaś jak co rano najpierw sie umyl, pote. Wyszykowal Yuye, zrobil mu japonskie śniadanko, naszykowal bento i zawiózł go do szkoły. Kiedy poranna rutyna została wypełniona ruszył do pracy. Przywitał sie ze swoim kochaniem chwytając w locie bułeczkę i pognał na gore bo przecież ciasteczka same sie nie upięka i projekt na tort ślubny dla przyjaciela sam sie nie zrobi.
Tego dnia Takano nie mógł sie doczekać przerwy. Robił ciasteczka, na bieżąca obsługiwał klientów, robił projekt i piekl ciasto dla Tomo. Kiedy w końcu nadeszła upragniona przerwa zamknął kuchnie i zszedł na zaplecze do Tomo gdzie zwykł ją spędzać. Widząc ze chłopak śpi położył ciasto na stoliku samemu wcinając swoje bento.
-dzień dobry.-uśmiechnął się.-jak się spało? Zrobiłem ci ciasto czekoladowe z płynnym środkiem.-oznajmił zaraz kończąc swoje drugie śniadanie.-ocenisz projekty tortu?
-możesz później chociaż chciałem wiedzieć czy muszę dalej rysować czy wystarczy któryś dopracować. W końcu mam na to 2 tygodnie. Będę piekł na miejscu na dodatek bo do Korei nijak go zabrać.-westchnął ciężko.
-No dobrze....ale nie dotykasz się niczego kiedy będę ozdabiał.-puknął go w czoło i podał szkicownik.-wiesz to mój najlepszy przyjaciel więc chciałbym żeby tort był idealny.
-mhm...czyli ten ostatni.-ucałował go radośnie.-kocham cię, wiesz? Sojiro załatwi nam kuchnie w hotelu gdzie będzie wesele więc sobie poradzimy. Część dekoracji mogę zrobić tutaj, więc pójdzie szybciej.
-oby tylko zmęczenie...dawno nie byłeś w szpitalu, waga się utrzymuje i chciałbym żeby tak zostało.-przyznał spokojnie tuląc go do siebie.-weź wolne. Nie, to dobrze że jesteś krytyczny.-ucałował go lekko.
-Dobrze. Cieszę się że sam tak zdecydowałeś i tym razem nie będę musiał cię zmuszać do leżenia w łóżku.-zaśmiał się.-Skoro twoja mama się upomina to załatw to przed naszym wyjazdem, dobrze?-spytał patrząc na niego uważnie i bawiąc się jego włosami.
-za dwa tygodnie kotuś. Tak widnieje na zaproszeniu.-uśmiechnął się.-jak wolisz. Po prostu skoro się upomina na mamy zamiar zostać trochę dłużej to myślałem że lepiej załatwić to przed wjazdem.
-ok, co bys chciał na kolację? Zrobię ci co chcesz.-obiecał oddając pocałunek.-dobra, ale zadzwoń do niej.-dodał zbierając naczynia żeby od razu u góry pozmywać.
-nie mogłeś wybrać czegoś w czym czuje sie pewnie prawda?-zasmial sie wychodząc i idąc do swojej kuchni na gorze. Reszta dnia minęła mu pod znakiem ciasteczek które to zniósł na dół do Tomo tłumacząc ze to te na festiwal. Pózniej pojechał po Yuye a po powrocie zabrał sie za obiad.
-oczywiście skarbie.-odparł wychodząc mu na spotkanie i zaraz mierząc go wzrokiem oceniając jego stan.-idź do łóżka, tam zjesz obiad. Zrobiłem ramen tak jak chciałeś wiec sie rozgrzejesz. Yuya spróbował i ocenił ze jest pyszny.-zasmial sie bo przy tego typu daniach zawsze potrzebował małej pomocy.
-jak wszyscy zjemy, ok? Przylecą moja kochana.-zasmial sie i wrócił do kuchni. Najpierw zaniósł mu herbatę bo ramen jeszcze musiał sie trochę pogotowac. Po kwadransie doniósł miskę z pasującą zupką. -smacznego kochanie. Uważaj żeby nie wylać jej na siebie.-polecił mu.
-dziękuje skarbie. Miałem testera smaku który to ładnie mi mówił jakich przypraw jeszcze dodać.-zasmial sie.-jedz ładnie. Ja tez pójdę zjeść.-mówiąc to wyszedł z sypialni do jadalni gdzie zabrał sie za swoją porcje widząc jak radośnie je Yuto.
-zrobię. Może lepiej jak zadzwonimy po twoja mamę? Nie wyglądasz najlepiej...-zauwazyl wycierajac ręce i nastawiajac wodę na herbatę.-nie chce żebyś znów sie rozłożył.-dodał sięgając po kubek.
-a wejdziesz do samochodu?-spytał unosząc brwi.-jesteś chory wiec motor odpada. No i nie mogę zostawić Yuyi samego na tak długo.-skończył sprzątać kuchnie i nalal sobie soku.
-mhm...mam nadzieje ze to nie bedzie nic poważnego. Martwię sie.-wypił sok ze szanki.-jak wypijesz herbatę to pojedziemy, ok? Znając życie będziesz musiał zostać w szpitalu.-zakończył wzdychajac.
-Ech, dlatego chciałem zadzwonić po twoja mamę.-mruknął wywracając oczyma. Poszedł do salonu gdzie urzędował chłopiec.-Yuya? Jedziemy z wujkiem do lekarza. Wyłączaj telewizor bo nie zostawię cie samego na tak długo.
-Yuya ale szybko bo wszyscy już sa gotowi!-krzyknął za nim. Kiedy chłopiec w końcu wyszedł zamknął drzwi i otworzył samochód. Włączył pod Tomo podgrzewanie fotela żeby było mu cieplej i ruszył w stronę miasteczka.
-ech glupolu...nie wiem do kogo pójdziesz.-mruknął zamykając samochód i biorąc Tomo na ręce. Yuya szedł zaraz za nimi a kiedy weszli do środka usiadł grzecznie na krzesełku.
-grypę, tak? No dobrze wiec wykupimy leki i ładnie idziesz do łóżka.-wziął spiacego już Yuye na ręce i zaniósł go do samochodu.-pojedziemy po leki i do domu. Będziesz ładnie leżał w łóżku.-uśmiechnął sie do niego.
-jak zawsze kochanie, będę cie rozpieszczał.-zasmial sie odjeżdżając spod szpitala. Podjechał pod aptekę i szybko wykupił leki. Zaraz wrócił do samochodu i ruszył do sklepu.-ale ja mam prace wiec będę pod tefonem.
-jasne...bardzo ci zimno?-spytał włączając ogrzewanie i podgrzewając chłopakowi fotel.-właśnie za to lubi sportowe samochody. Masa dodatkowych gadżetów.
Po położeniu Yuyi spać i zrobieniu kolacji i herbaty zaniósł wszystko do sypialni. -smacznego misiu. Dzisiaj wyjątkowo dobrze zniosłes jazdę samochodem.
-jasne. Kochanie no już sie tak nie przejmuj. Przecież wiesz ze mam genialna odporność.-zmierzwil mu włosy. Poczekał aż zje i poszedł naszykowac kąpiel.
Takano wziął później szybki prysznic i poszedł do sypialni kładąc się do łóżka. Objął delikatnie chłopaka.-dobranoc skarbie. Śpij jutro ile chcesz i pamiętaj o lekach. Przyjdę jak będę miał przerwę.
Takano jak co rano zaliczył dzienną dawkę rutyny tym razem starając się być ciszej żeby jego chore kochanie mogło się wyspać. Tak jak obiecał przyszedł do domu na przerwę i z naleśnikami poszedł do sypialni. -Dzień dobry.-przywitał się z uśmiechem.
-no już mi tak nie słodź.-zaśmiał się siadając na krześle i jedząc swoją część śniadania.-Czemu w okularach? Problemy ze wzrokiem?-spytał unosząc brwi.
-na to wręcz musisz poczekać...bo praca goni.-mruknął zerkając na zegarek.-Tak ramen. Pojadę po Yuyę i razem zjemy, obiado-kolację.-mówiąc to wstał z krzesełka.-Gdybyś czegoś potrzebował to zadzwoń.
-Już kochanie. Jestem w samochodzie i właśnie wjeżdżam do Yukan. Zaraz będę.-obiecał rozłączając sie żeby nie spowodować wypadku. Szybko dojechał do domu a kiedy wszedł od razu pobiegł do sypialni.
-ramen już sie grzeje maluchu. Przepraszam ze od razu nie podałem no ale mamy chorego w domu.-uśmiechnął sie lekko do chłopca. Okryl Tomo kołdra i wstał z krzesła idąc do kuchni żeby podać obiado kolacje.
-aż do teraz nie wiedziałem paskudko.-pokręcił głowa.-no nic. Nie bedzie dużo, obiecuje. Ale musisz jeść.-wstał sadzając go na krześle i po chwili przynosząc mu parujaca porcyjke ramenu.
-no dobrze.-odstawił miskę i wziął go na ręce żeby zanieść go do łóżka. Założył mu ciepłe skarpety i okryl dokładnie kołdra.-zaraz dam ci leki i poczytam tak jak obiecywałem.
Kiedy tylko zauważył ze chłopak śpi odłożył książkę. Objął go lekki żeby go nie obudzić. -śpij...-szepnął tylko patrząc na niego.-mam nadzieje ze szybko wyzdrowiejesz...
-ojoj...no same ciamajdy mam w domu.-westchnął biorąc chłopca na ręce i niosąc go do łazienki żeby opatrzyć mu ranę.-no uwaga może popiec.-ostrzegł go.-i po krzyku. Zaraz posprzątał szkło. Gdzie zabiłeś szklankę?
-mozesz ale pamiętaj ze masz szkole. Będziesz musiał wcześniej wstać.-przypomniał mu. Wyrzucił szkło i poszedł na chwile do psiaków żeby dam im jeść i trochę sie z nimi pobawić.
-ech...zrób sobie gorzkiej herbaty. Zjedz śniadanie jak brzuch ci sie trochę uspokoi i weź leki. Dzwon w razie czego a i tak przyjdę na przerwie.-ucałował go w czoło i poszedł ubrać buty.
Wpadł na przerwie porządnie zmęczony wiec tylko padł na kanapę. -odpoczne i zrobię śniadanie. Wybacz, mamy dzisiaj straszny ruch a na dodatek paru stałych klientów zamówiło torty. Mam zapchany cały tydzień.-westchnął cieżko.-twoja mama weźmie Yuye, odbiore go w piątek. Sama to zaproponowała bo wie ze jesteś chory-dodał biorąc oddech.
-nie. Poradzę sobie. Jesteś chory.-odparł tylko zamykając oczy.-ty sobie odpocznij. To moja praca, dam sobie rade. Jakoś pogodzę to z opiekowaniem sie tobą. Wiec skup sie na tym żeby wyzdrowieć, ok?-otworzył oczy patrząc na niego.
-wiem kochanie, wiem.-pogłaskał go po policzku.-wiem. Po prostu...mam teraz tyle na głowie i nie będę mógł poświecić ci tyle uwagi ile bym chciał. I pewnie będę sie jeszcze bardziej martwił.-wyjaśnił.-no nic, co chcesz zjeść? Wrócę pewnie późno.
-nie. Siedź kochanie. Ja zrobię.-powiedział wstajac.-zostały z wczoraj wiec tylko je odgrzeje.-dodał idąc do kuchni. Naleśniki odgrzal na patelni w międzyczasie popijając energidrinka.
-oj...przecież wiesz ze nie mogę...-zasmucił sie trochę tulac go lekko.-ale postaram sie wrócić wcześniej. I na prawdę dzwon gdyby coś sie stało. Proszę.
[ej moja znajoma sie pyta czy znasz niejaką Asię Rutkowską? Ruda taka...]
-ech nie przeskadzasz kochanie. Po prostu ja na prawdę chce żebyśmy fajnie bawili sie na tym ślubie. Opiekowanie sie tobą nie jest dla mnie problemem.-ucałował go w czoło.-puść mnie to zrobię coś do jedzenia.
-zaraz wrócę.-powiedział. Przyniósł mu małego naleśnika jedynie z cukrem pudrem. Sobie wziął o wiele więcej i zawinąl z dżemem w środku. Zrobił jeszcze herbaty i wszystko zaniósł na stolik w salonie.-no masz malutko. Ale ma zniknąć.
Takano tylko wywrócił oczyma i bez marudzenia pokroil mu naleśnika zaraz wracając do swojego jedzonka. -kochanie ale pamiętaj ze ja chce faceta a nie...dziecko oddałem pod opiekę babci.-zasmial sie i ucałował go w policzek.
Takano tylko wywrócił oczyma i bez marudzenia pokroil mu naleśnika zaraz wracając do swojego jedzonka. -kochanie ale pamiętaj ze ja chce faceta a nie...dziecko oddałem pod opiekę babci.-zasmial sie i ucałował go w policzek.
-no dobrze. W końcu powinienem się tobą zajmować.-powiedział kończąc swój posiłek. Usiadł bliżej niego pozwalając mu oprzeć głowę na swoim ramieniu. Wziął od niego pałeczki postanawiając że go nakarmi.
-wiem. Ja ciebie też. Dlatego musisz ładnie wyzdrowieć.-powiedział przytrzymując mu głowę.-Chciałbym zostać przy tobie cały dzień ale niestety mam masę roboty. Staram się skończyć jak najszybciej ale ten tydzień jest straszny.
-Do rana ci nie zniknę więc spokojnie możesz się tulić.-poczekał aż chłopak wypije i zaniósł go do łóżka. Sam rozebrał się do bielizny i narzucił na siebie koszulkę po czym wskoczył po kołdrę.-dobranoc skarbie.
Wrócił do łóżka i sprawdził mu gorączkę z ulga zauważając ze spadła. Potlulil go jeszcze chwile. -Tomo-chan na prawdę muszę iść. Gdyby nie te torty zostałbym przy tobie cały dzień, przecież to wiesz. -szepnął glaszczac go po włosach.
-na przerwie wpadne. Przepraszam kochanie. No i postaram sie do domu wrócić wcześniej niż wczoraj.-ucałował go w policzek.-kocham cie, wiesz? Odpoczywaj i postaraj sie nie wymiotować tego co zjesz.
-wiem kochanie. Widzimy sie jak będę miał przerwę.-mówiąc to wstał i poszedł sie umyć. Zostawił mu śniadanie i poszedł do pracy gdzie ani robił kilka rzeczy na raz.
Takano stwierdził ze nie bedzie chłopaka budził. Zrobił sobie coś na szybko chłopakowi zostawiając ryż w miseczce i karteczke. 'Nie wiem kiedy wrócę ale zadzwoń jak coś sie bedzie działo. I jak sie obudzisz to napisz jak sie czujesz. Kocham cie.' Zamknął za sobą drzwi i wrócił do pracy.
Uśmiechnął się lekko patrząc na dzwoniący telefon. Kiedy skończył krem i wyłączył mikser odpisał na wiadomość która dostał od Tomo. 'Tyle dobrego że nie zwymiotowałeś. Jak zjesz ryż to weź leki na gorączkę. Nie wiem kiedy wrócę ale postaram się jak najszybciej.'
-zaraz będę.-usłyszał odpowiedz. Chwile pózniej do łazienki wszedł pół przytomny Takano. -co sie dzieje? Usłyszałem hałas...-mruknął klękając przy nim.-może jednak powinieneś iść do szpitala?
-Nie będę szedł spać kiedy jakby nie patrzeć mój narzeczony wymiotuje krwią.-powiedział trochę ostrzej niż zamierzał.-Tomo, kocham cie. Nie mogę cię tak zostawić.-westchnął tuląc go lekko.
-Nie to ja przepraszam...nie powinienem był podnosić głosu. Po prostu jesteś chory i powinieneś teraz egoistycznie myśleć o sobie a nie...-pogłaskał go po plecach.
-więc kochanie mam dla ciebie dobre wieści. Jutro będę w pracy tylko do południa. Mam do zrobienia końcówkę ostatniego tortu.-uśmiechnął się tuląc go do siebie lekko.-Będziesz mnie miał dla siebie.
-Nie dziwię się. Jej syn jest chory, pewnie się martwi. Poza tym wymiotujesz krwią. Wiem że nie chcesz iść do szpitala ale nic na to nie poradzimy jeśli twoja mama tak zadecyduje.-ucałował go lekko w policzek.
-dobrze, że do niej zadzwoniłeś. Tomo, jesteś chory. Zadzwoniłeś do swojej mamy która jest lekarzem. Postąpiłeś dobrze.-zapewnił go głaszcząc go lekko po włosach żeby go uspokoić.
-em...od jutra będę go pilnował. Przepraszam. Postaram się dopilnować żeby jadł. Dziękuję że przyjechałaś.-skłonił się lekko.-Mam tylko nadzieję że wyzdrowieje do naszego wyjazdu...
-Wiem. Nie krzyczę na niego.-odparł spokojnie.-He?-popatrzył na nią trochę zdezorientowany.-szarlotkę.-odparł po chwili ciszy bo wiedział że jego ojciec mój ją jeść bez końca.
-Hehe no proszę.-zaśmiał się pod nosem wracając do domu i od razu wchodząc do łóżka.-wiedziałeś że twoja mama zarywa to mojego ojca?-spytał tuląc go do siebie.
-wiem. dobranoc kochanie.-przytulił go jeszcze również przymykają oczy.-ja też jestem z tobą szczęśliwy...-szepnął jeszcze. Rano delikatnie wyszedł z łóżka. Zanim wyszedł zostawił przygotowaną dla chłopaka kaszkę do odgrzania i karteczkę z informacją że wróci w południe.
-Ech domyślałem się że całej nie zjesz. Ale to nic...zaraz zjesz resztę. I lek który zostawiła twoja mama. Prosiła żebym cię pilnował z jedzeniem jeśli chcę żebyś szybko wyzdrowiał. -przytulił lekko.-bardzo chcę żebyśmy razem pojechali na ten ślub.
Masz podrażniony brzuszek więc jednak wolałbym nie dawać ci ciężkich rzeczy...wybacz kochanie ale dzisiaj żywisz się kaszką i herbatką.-uśmiechnął się przepraszająco.-ale jak wyzdrowiejesz to będzie duży kubek.
-cóż kochanie. Gdybym miał pianino to pewnie bym ci zagrał ale ze u ciebie go nie ma to tylko zaśpiewam.-pogłaskał go lekko po włosach.-wygodnie ci tak?-spytał po chwili
-no tylko żebyś mi nie zwymiotowal.-zasmial sie mierzwiac mu włosy. Cieszył sie ze w końcu może sie nim zaopiekować.-wyjdę z nimi. Pózniej z nimi wyjdę.
-Niech ci nie będzie wstyd. Dobrze zrobiłeś.-zapewnił go. Tulił go mocno i głaskał po włosach.-Kocham cię. Teraz już się tobą zajmę. Szybko wrócisz do zdrowia.
-A ja lubię jak mi siadasz na kolanach. Lubię cię mieć blisko siebie...wiem że to samolubne.-zaśmiał się.-ale nic nie mogę na to poradzić. Tak bardzo cię kocham.
-nie marudzę. Stwierdzam fakt. Ale lubię kiedy jesteś moją kochaną przylepą.-zaśmiał się wciąż go tuląc.-obejrzymy. Ale najpierw obiadek kochanie.-dodał kiedy zaburczało mu w brzuchu.
-odgrzeję jedzonko i wrócę.-ucałował go w policzek i poszedł do kuchni. Sobie zrobił bogatą jajecznicę a chłopakowi przyniósł odgrzaną kaszkę i leki. Do picia zrobił herbatę.
-normalnie? Kotek, wesele jak wesele. Pierwszy taniec młodej pary, toast, torcik. Zanim się obejrzysz połowa ludzi będzie pijana a o północy oczepiny.-zaśmiał się.
-ok...w każdym razie postaram się nie upić. No i nadal mam karę, nie?-wzruszył ramionami.-W każdym razie wesele będzie w hotelu gdzie mamy zarezerwowany pokój więc Yuye spokojnie położymy spać i wrócimy na imprezę.
-ok...w każdym razie postaram się nie upić. No i nadal mam karę, nie?-wzruszył ramionami.-W każdym razie wesele będzie w hotelu gdzie mamy zarezerwowany pokój więc Yuye spokojnie położymy spać i wrócimy na imprezę.
-a jak sie gorzej poczujesz to tez będziesz mógł sie położyć.-dodał tulac go cały czas.-Jolie tak została wychowana. Zawsze ze mną spała kiedy byłem chory.-wzruszył ramionami.-dzisiaj ja będę twoim grzejnikiem.-uśmiechnął sie lekko.
-wybacz...ale jesteś wyjątkowy nawet bez tego.-zasmial sie. Kiedy chłopak sie położył okryl go dokładnie kołdra.-nie wolałbys położyć sie w łóżku? Tak jest na pewno ok?-spytał zmartwiony glaszczac go po włosach.
-jeśli jesteś zmęczony to idź spać. To najlepsze ne chorobę. Pośpiewam co do snu jeśli będziesz chciał. Mozesz spać, przecież nigdzie ci nie ucieknę. A jak sie obudzisz to będę przy tobie.-zapewnił go spokojnie.
-przecież nic nie tracisz. Będę cały czas przy tobie. Mozesz sie tulic ile chcesz.-zapewnił go.-nigdzie nie pójdę. Przepraszam ze trochę cie zaniedbalem z powodu pracy...-ucałował go w czoło.
-ech zapiszę...ale miałeś leżeć w łóżku, pamiętasz? A nie komponować...-westchnął tylko idąc do studia. Zapisał plik i po chwili był już w sypialni. Rozłożył cały sprzęt i usiadł na krzesełku.-Co ci zagrać?
-kupię...-odparł spokojnie.-jutro pojadę do miasta jeśli ci to bardzo potrzebne.-wzruszył ramionami.-A jak ci idzie pisanie duetu dla nas, na pianino i gitarę?
-kupię...-odparł spokojnie.-jutro pojadę do miasta jeśli ci to bardzo potrzebne.-wzruszył ramionami.-A jak ci idzie pisanie duetu dla nas, na pianino i gitarę?
-nie jestem dobry w pisaniu czegokolwiek...zobaczę i powiem ci jeśli coś mi sie nie spodoba ale sam wole nic nie zmieniać.-uciechnal sie biorąc do rak zeszyt.-ładne.
-na pewno. Mowię ci ja nie mam talentu do pisania. Twoje teksty zawsze wyrażają twoje uczucia prawda? Nie będę niczego zmieniał.-uśmiechnął sie.-jak jesteś głodny to zrobię kaszki.
-dam radę. Chciałbym pojechać z tobą ale to raczej niemożliwe, prawda?-pogłaskał go po włosach.-wybór co zrobisz z piekarnia zostawiam tobie. Ja nie dam rady prowadzić i cukierni i piekarni.-zaznaczył od razu.-bedzie malutko.-obiecał wychodząc z pokoju.
-nie. Niczego nie będziesz odrzucał.-powiedział wracając z kaszka i podając mu miseczkę.-Tomo. My sobie damy radę przez te dwa tygodnie. Ty tez prawda? Będziemy rozmawiać przez telefon jakby co. Masz osoby które moge sie zając piekarnia prawda? A nawet jeśli nikt by nie mógł sie tym zając to nic sie nie stanie jak piekarnia zostanie zamknięta na jakiś czas. W końcu i tak była kiedy była w budowie.
-kochanie nic sie nie stanie jak od czasu będziesz trochę samolubny. A to ze teraz jesteś w show biznesie to po części moja wina...wiec nie myśl o tym jak o byciu samolubnym.-uśmiechnął sie lekko. Chciał go pocieszyć i zapewnić ze nie robi nic złego.
-ech to nic. Przecież to nie bedzie na aż tak długo. Damy sobie rade. Oczywiście ze będziemy tęsknić. Ja będę. W końcu moje kochanie bedzie daleko ode mnie. Ale wrócisz do nas wiec jest ok.-zapewnił go spokojnie.-baw sie dobrze przy nagrywaniu.
-sam kazalem ci iść spać. Dlaczego miałbym sie obrazić? Ech czasami to taki gluptasek z ciebie. Śpij, odpocznij sobie a ja zrobię coś do jedzenia bo tez zgłodnialem.-mówiąc to okryl go dokładniej kołdra.
[spoko...i znów będę musiała sie przyzwyczaić...XD]
-dobranoc.-odparł wstajac. Dojadl jego kaszkę i poszedł do kuchni zrobić sobie coś porzadniejszego. Zdecydował sie na warzywa na patelni z kurczakiem i ryżem.
[tsaaa czasem XD a właśnie nie chwaliłam sie. Jak byłam na obozie w Londynie to mój angielski został pochwalony przez nativa ^^ mieliśmy za zadanie zagadac do jakiegoś azjaty w china town a ze ja zagadalam do tych młodszych to trafiłam na tych co urodzili sie w Anglii XD może jednak zdam te maturę xd]
[yup ^^ i to całkiem sporo. Nie miałam problemów z rozmowa i od tak gadalam sobie z jakim kolesiem o chińskich korzeniach XD dostałam sie do najbardziej zaawansowanej grupy a w ośrodku jak czekaliśmy na prysznic rozmawiałam z Amerykankami. Sympatyczne dziewczyny ^^]
-siedziałem w sypialni cały czas, wyszedłem na chwile bo musiałem zapalić.-wyjaśnił spokojnie tulac go jedna ręka.-zimno jest. Czemu wyszedłeś?-spytał od razu okrywajac go swoją bluza.
[awesome to było jak rozumielismy co beblotali ludzie na speakers corner XD brytyjski akcent jest straszny ;^;]
-dobra kochanie ale widzisz ze tu jestem, nie? Skończę palić i wejdę do domu. A ty mój kochany wracasz do środka teraz. Ty jesteś chory a na dworze zimno.
[no tak pod koniec czasu jaki tam mieliśmy rozumiałam całkiem sporo ale jak oni nas tam wyrzucili i kazali wypisać o czym ci ludzie gadają? XD zabawny był koleś co mówił ze jabłka sa kontrolowane przez Tesco...]
-ech...kochanie no zimno jest.-westchnął w ostateczności wyrzucając do połowy wypalonego papierosa i wchodząc z nim do środka.-a teraz pod kołdrę.-pogonil go.
-ech no dobrze już idę!-westchnął idąc za nim. Wszedł pod kołdrę okrywajac chłopaka żeby było mu ciepło.
[nie pamietam XD coś tam ze mamy jeść banany bo jabłka sa złe. Nie skupiłam sie, ciekawszy był koleś mówiący o tym ze pogoda jest kontrolowana przez rząd XD śmieszni ludzie]
[nie pytaj...dziwnych ludzi widziałam i poznałam. Tak jak raz w łazience. Zepsuło sie urządzenie gdzie wrzucalismy pieniązek i leciała woda. Jedna z amerykanek w nie kopnęła z tekstem 'it usually works...']
-no cóż kochanie...ale do toalety mnie wypuścisz?-spytał ze śmiechem.-nie zostawię cie.-przytulił go mocno.
[coz kopanie w coś co nie chce działać chyba nie jest normalne XD nie no fajnie było. Zwłaszcza jak sie połową grupy zgubiliśmy w metrze XD]
-co ja sie z tobą mam...-westchnął tulac go do siebie. Takano nie spał tylko tulil do siebie chłopaka. Czując ze znów ma temperaturę postanowił ze da mu sie wyspać a potem da leki.
[to było pierwszego dnia XD jakimś cudem zgubiliśmy z pola widzenia polowe grupy...przewodnik latał pół godziny po metrze aż w końcu nas znalazl! XD usiedliśmy pod ściana jak na niego czekaliśmy a jakieś dziecko sie mamy pytalo czemu my tak siedzimy XD]
-Tomo?-spojrzał na niego trochę zdziwiony i zmartwiony. Miał wrażenie ze chłopak stracił przytomność albo coś ale oddychał spokojnie wiec od razu odsunął od siebie te myśl.-musiał w końcu spokojnie zasnąć...
[mapki mieliśmy ale nie tego XD a pierwsza zasada brzmiała 'jeśli sie zgubisz stoj w miejscu' no to staliśmy i czekaliśmy.]
-to nic kochanie. Wysypiasz chorobę wiec jest dobrze.-mruknął ziewajac.-zrobię coś do jedzenia i weźmiesz leki. A potem sie umyje i tez pójdę spać.-ucałował go w czoło.
[potem już nigdzie, serio XD nawet pod pałacem gdzie był taki tłum ze masakra...z moim mini wzrostem nic nie widziałam...]
-hmm? A, herbatka, już robię.-wziął od niego kubek i puste naczyni. Wyszedł do kuchni i po chwili wrócił z gorąca herbata.-i weź leki, a ja sie umyje.-wziął czytelników bokserki oraz koszulkę i wyszedł.
-no widzisz. Twoj facet ma gust-zasmial sie przytulając go delikatnie.-Pośpiewam. Nie jestem dzisiaj jakoś bardzo zmęczony.-odparł zaczynając śpiewać jakaś kołysankę.
-idę?-odkrzyknal idąc do kuchni i obejmując chłopaka od tylu.-dziękuje. Wyglada pysznie.-ucałował go w policzek i usiadł do stołu.-lepiej sie dzisiaj czujesz?
-to dobrze ze lepiej. Ale polezysz pod kołdra, ok? U ciebie to nigdy nic nie wiadomo.-uśmiechnął sie lekko. Jadł śniadanko aż mu sie uszy trzęsły.-pyszne. Tego sie można spodziewać po moim Tomo-chan.
-ech...no niby czujesz do lepiej. Wyglądasz tez zdrowiej...po południu ok? Grzecznie polezysz i potem chwile ponagrywasz, ok?-popatrzył na niego uważnie zastanawiając sie czy chłopak pójdzie na taki układ.
-dzisiaj nie idę do pracy. Wziąłem sobie wolny dzień żeby sie tobą zaopiekować.-wyszczerzyl sie do niego.-pójdę jak będziesz komponował bo wiem ze lubisz być wtedy sam. No i dzisiaj jadę po Yuye. Babcia znów go jakimś cudem zaciągnęła do fryzjera. Czuje sie beznadziejny jako ojciec.-westchnął cieżko.
-no tak...a tatuś nie ma dziewczyny wiec skąd może wiedzieć co sie im podoba.-westchnął zrezygnowany. Wrócił do jedzenia które dość szybko skończył.-nie zapomnij o lekach.-dodał kiedy zbierał po sobie talerze. Kiedy skończył okryl chłopaka kocem.
-no dzięki...na prawdę mnie wspierasz...-westchnął cieżko.-mimo wszystko to tez twój syn...-dodał cicho sie śmiejąc.-zrobię kochanie a ty idź albo do salonu albo do sypialni.
Takano kiedy chłopak zasnął tylko okryl go kołdra i wrócił do oglądania filmu. Kiedy sie skończył napisał n karteczce ze wyszedł z psami i poszedł na spacer.
-happy end. Wielka walka na końcu i Stark rozwalił wszystkie swoje kostiumy.-odparł siadajac na fotelu kiedy pieski pobiegły do swoich pełnych misek.-a było ich całkiem sporo.-zasmial sie.
-twój organizm jest przemęczony po prostu...no i choroba.-objął go lekko poprawiając kołdrę żeby było mu ciepło.-odpoczniesz, wyzdrowiejesz i bedzie ok.-zapewnił go spokojnie.
-wszystko co będziesz chciał skarbie. Jak wyzdrowiejesz to bedzie ok.-ucałował go lekko w policzek.
[nic sie nie stało. I tak późno było XD generalnie chodzi o to ze niedługo będę miała wstawiane implanty. W sensie zęby...i sie tego zgranie boje i sie stresuje. Niby wiem ze bedzie znieczulenie i w ogóle. Ale mimo to sie boje...]
[no niby tak...ale i tak się boję...bo wiem że będzie bolało a moja odporność na ból jest zerowa...]
-ja ciebie też kocham...ja ciebie też.-roześmiał się wesoło tuląc go do siebie mocno.-bardzo. Wiesz co? Na prawdę się cieszę że przeprowadziłem się do Yukan...
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 201 – 400 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-No dobrze...ale uważaj na siebie jak będziesz w domu.-poprosił cicho.-Zobaczymy się na meczu Yuyi.-Dodał już głośniej i upił łyk herbaty.
[damn it...nie tu]
[taaa wiem...]
-no mogę...ale ja serio nie pamiętam już wnętrza tej szkoły...-mruknął wchodząc wraz z nim do środka.
Takano pomachał mu i pokazał mu że trzymają kciuki.-Ale później, ok? Teraz musimy wspierać Yuto.
-dokładnie, to jest jego dzień, skupmy się na nim.-uśmiechnął się zaraz kierując swój wzrok na chłopca.
-To nic maluszku, to mało jak na tak duży test. Widzisz, mówiłem że nie będzie strasznie.-przytulił mocno chłopca.-Cały czas trzymaliśmy z wujkiem kciuki.
-No oczywiście skarbie. Bo się kochamy, dlatego jesteśmy najlepsi.-mierzwił chłopcu włoski i dał mu się tulić. Naprawdę pokochał go jak swoje własne dziecko.
Wywrócił oczyma i wstał.
-No ciekawe...jak jesteśmy sam na sam to już nie jestem?-zaśmiał się patrząc jak jego ojciec zajmuje się Yuyą.
-też mi coś...tato, zajmij się Yuyą idę się zgubić w szkole.-zaśmiał się i poprowadził Tomo wgłąb szkoły.
-W 1...z tego co pamiętam. Lubiłem przesiadywać na dachu.-uśmiechnął się lekko prowadząc go korytarzem.
-wiesz kochanie, miałem. Już wtedy była nas czwórka. Były z nas takie paniczki z kasą, rządzące szkołą.-zaśmiał się.
-Bali to chyba za mocne słowo.-zaśmiał się.-to w końcu tylko podstawówka a my nawet później nie sialiśmy terroru.-wzruszył ramionami.
-Grzeczny byłem.-fuknął.-Serio nie nękaliśmy nikogo...my po prostu byliśmy...wiesz w liceum wszystkie laski nasze.-zaśmiał się.
-nie przeszkadza mi to. Tamte laski nawet nie dorastają ci do pięt.-zaśmiał się cicho.
-Ja ciebie też.-uśmiechnął się i wstał.-Zawiesimy, to gdzie jesteśmy razem do sypialni?
Takano obudził sie z pozadnym kacem i poczuciem winy. Z reszta podobnie jak trojka jego przyjaciół. Wszystkim urwał sie film ale po bałaganie jaki zastali uznali ze musieli sie niezle zabawić. Zgodnie zdecydowali ze w ramach przeprosin dla Tomo który teraz pewnie siedział w pracy zrobią pyszny obiad i posprzątają. Szczególnie Takano który nie chciał sie dorobić przedłużenia kary.
-dzięki Yuyuś...a fajnie było o dziadka wczoraj?-spytał wesoło.-Tomo? Obiado-kolacja na stole. Wszyscy sie wzięliśmy i macie super japońskie jedzonko.-oznajml mówiąc to tez do Yuyi.
-dzisiaj już bez imprezy. Wiesz ze rzadko sie widujemy...poza tym już pojechali. Zostań.-poprosił.-wzięli pieski i pojechali. Dostaliśmy tez zaproszenie na ślub. Będę świadkiem u Sojiro bo w końcu sie hajta.-podał mu zaproszenie.-jego wybranka uparła sie na Koreę.
-ech no dobra. Ale najpierw zjedz.-uśmiechnął sie do niego.-skoro już pieski rozdane to możemy tam wszyscy wrócić prawda?-spytał unosząc brwi.-no i co sądzisz o ślubie? Dostaliśmy zaproszenie razem. Sojiro prosił o szybka odpowiedz.
-och...czyżby coś zostało wczoraj ustalone a ja tego nie pamietam?-spytał siadajac z nimi do stały ale nie jedząc bo przecież zjadł wcześniej z przyjaciółmi.-Zabieramy Yuye?-spytał uśmiechając sie do chłopca.
-serio? Nic z tego nie pamietam. W ogóle nie ogarniam co sie działo. Pamietam jak Rui fałszował a potem jakoś film mi sie urwał. Reszta pamiętała niewiele więcej.-westchnął.-to idź sie połóż. Zrób sobie wolne. Zastąpie cie.-zaproponował.
-pózniej mi opowiesz co takiego sie działo.-zasmial sie na prawdę ciekawy co takiego wyrabiali. Zdawał sobie sprawę ze po upicia zachowywali sie jak dzieci. Okryl chłopaka kocem i zajął sie Yuya. Pomógł mu z lekcjami i położył spać.
-Ale wujek tak słodko śpi ze aż szkoda mi go budzić. Niech sie wyśpi. Idź spać synku.-wziął go na ręce i zaniósł go do łóżka.-preczytac ci bajke?-spytal okrywajac go koldra.
-Yuya ale widzisz jak wujek jest zmeczony, prawda? Jak mogę go teraz obudzić i pozwolić iść? Nawet jeśli bedzie zły i dostanę karę to chce żeby odpocząl. Zastąpie go rano w pracy, dam sobie radę. Chce żeby sie wyspal.
-spokojnie. Nie będziemy sie kłócić.-pogłaskał go po włosach i wyszedł gaszac światło. Poszedł jeszcze do salonu zobaczyć czy Tomo nadal śpi.-musiał być zmęczony.-mruknął do siebie po czym wziął go na ręce.
-nie dasz sie przekonać do dnia odpoczynku, co?-spytał ze śmiechem.-zawioze.-westchnął w końcu.-postawił go na ziemi.-powiem tylko Yuyi ze wychodzę. Poczekaj tutaj albo przed domem.-poprosił.
-a...zapomniałem. To na jutro miały być te ciasteczka. Ech...-westchnął idąc do sypialni chłopca. Powiedział ze idzie zawieźć Tomo i za chwile wróci. Pózniej wyszedł i wyszedł na dwór zamykając drzwi kiedy obaj wyszli.-motor czy samochód?
-wiem skarbie. Nie przejmuj sie.-wyprowadził motor i usiadł z przodu.-siadaj...Tomo? Będziesz miał coś przeciwko jeśli jutro znów wprowadzimy sie do ciebie? Yuya jest szczęśliwszy kiedy mieszkamy razem.
-chce tylko żebyś odpocząl i sie wyspal.-uśmiechnął sie do niego i ruszył. Spokojnie dojechał po dom chłopaka.- Ryu? Powiedz...po wczorajszej imprezie mam sie czego wstydzić?-spytał jeszcze bo jakoś nie dawało mu to spokoju. W końcu nie po każdej zabawie budził sie pół nagi.
-ech przepraszam. Wiem ze jak cała nasza czwórka sie upije to jesteśmy koszmarni. Cokolwiek sie działo...bielizna ocalała.-zasmial sie dziękując ze nie zrobił z siebie błazna tak jak na koniec studiów.-słodkich snów kochanie. Jakby coś to jestem pod telefonem.-ucałował go lekko.
-na prawdę przepraszam. Jutro dostaniesz obiecuje.-pomachał mu i odjechał jadąc już trochę szybciej. W drodze do swojej sypialni sprawdził czy Yuya śpi po czym walnął sie na łóżko praktycznie od razu zasypiając.
Takano zaś jak co rano najpierw sie umyl, pote. Wyszykowal Yuye, zrobil mu japonskie śniadanko, naszykowal bento i zawiózł go do szkoły. Kiedy poranna rutyna została wypełniona ruszył do pracy. Przywitał sie ze swoim kochaniem chwytając w locie bułeczkę i pognał na gore bo przecież ciasteczka same sie nie upięka i projekt na tort ślubny dla przyjaciela sam sie nie zrobi.
Tego dnia Takano nie mógł sie doczekać przerwy. Robił ciasteczka, na bieżąca obsługiwał klientów, robił projekt i piekl ciasto dla Tomo. Kiedy w końcu nadeszła upragniona przerwa zamknął kuchnie i zszedł na zaplecze do Tomo gdzie zwykł ją spędzać. Widząc ze chłopak śpi położył ciasto na stoliku samemu wcinając swoje bento.
-dzień dobry.-uśmiechnął się.-jak się spało? Zrobiłem ci ciasto czekoladowe z płynnym środkiem.-oznajmił zaraz kończąc swoje drugie śniadanie.-ocenisz projekty tortu?
-możesz później chociaż chciałem wiedzieć czy muszę dalej rysować czy wystarczy któryś dopracować. W końcu mam na to 2 tygodnie. Będę piekł na miejscu na dodatek bo do Korei nijak go zabrać.-westchnął ciężko.
-No dobrze....ale nie dotykasz się niczego kiedy będę ozdabiał.-puknął go w czoło i podał szkicownik.-wiesz to mój najlepszy przyjaciel więc chciałbym żeby tort był idealny.
-mhm...czyli ten ostatni.-ucałował go radośnie.-kocham cię, wiesz? Sojiro załatwi nam kuchnie w hotelu gdzie będzie wesele więc sobie poradzimy. Część dekoracji mogę zrobić tutaj, więc pójdzie szybciej.
-oby tylko zmęczenie...dawno nie byłeś w szpitalu, waga się utrzymuje i chciałbym żeby tak zostało.-przyznał spokojnie tuląc go do siebie.-weź wolne. Nie, to dobrze że jesteś krytyczny.-ucałował go lekko.
-Dobrze. Cieszę się że sam tak zdecydowałeś i tym razem nie będę musiał cię zmuszać do leżenia w łóżku.-zaśmiał się.-Skoro twoja mama się upomina to załatw to przed naszym wyjazdem, dobrze?-spytał patrząc na niego uważnie i bawiąc się jego włosami.
-za dwa tygodnie kotuś. Tak widnieje na zaproszeniu.-uśmiechnął się.-jak wolisz. Po prostu skoro się upomina na mamy zamiar zostać trochę dłużej to myślałem że lepiej załatwić to przed wjazdem.
-ok, co bys chciał na kolację? Zrobię ci co chcesz.-obiecał oddając pocałunek.-dobra, ale zadzwoń do niej.-dodał zbierając naczynia żeby od razu u góry pozmywać.
-nie mogłeś wybrać czegoś w czym czuje sie pewnie prawda?-zasmial sie wychodząc i idąc do swojej kuchni na gorze. Reszta dnia minęła mu pod znakiem ciasteczek które to zniósł na dół do Tomo tłumacząc ze to te na festiwal. Pózniej pojechał po Yuye a po powrocie zabrał sie za obiad.
-oczywiście skarbie.-odparł wychodząc mu na spotkanie i zaraz mierząc go wzrokiem oceniając jego stan.-idź do łóżka, tam zjesz obiad. Zrobiłem ramen tak jak chciałeś wiec sie rozgrzejesz. Yuya spróbował i ocenił ze jest pyszny.-zasmial sie bo przy tego typu daniach zawsze potrzebował małej pomocy.
-jak wszyscy zjemy, ok? Przylecą moja kochana.-zasmial sie i wrócił do kuchni. Najpierw zaniósł mu herbatę bo ramen jeszcze musiał sie trochę pogotowac. Po kwadransie doniósł miskę z pasującą zupką. -smacznego kochanie. Uważaj żeby nie wylać jej na siebie.-polecił mu.
-dziękuje skarbie. Miałem testera smaku który to ładnie mi mówił jakich przypraw jeszcze dodać.-zasmial sie.-jedz ładnie. Ja tez pójdę zjeść.-mówiąc to wyszedł z sypialni do jadalni gdzie zabrał sie za swoją porcje widząc jak radośnie je Yuto.
-no godzinka bajek bo potem do mycia i spać.-oznajmił po czym poszedł pozmywac. Kiedy skończył poszedł do Tomo i wskoczył do łóżka.-jak sie czujesz?
-zrobię. Może lepiej jak zadzwonimy po twoja mamę? Nie wyglądasz najlepiej...-zauwazyl wycierajac ręce i nastawiajac wodę na herbatę.-nie chce żebyś znów sie rozłożył.-dodał sięgając po kubek.
-a wejdziesz do samochodu?-spytał unosząc brwi.-jesteś chory wiec motor odpada. No i nie mogę zostawić Yuyi samego na tak długo.-skończył sprzątać kuchnie i nalal sobie soku.
-mhm...mam nadzieje ze to nie bedzie nic poważnego. Martwię sie.-wypił sok ze szanki.-jak wypijesz herbatę to pojedziemy, ok? Znając życie będziesz musiał zostać w szpitalu.-zakończył wzdychajac.
-Ech, dlatego chciałem zadzwonić po twoja mamę.-mruknął wywracając oczyma. Poszedł do salonu gdzie urzędował chłopiec.-Yuya? Jedziemy z wujkiem do lekarza. Wyłączaj telewizor bo nie zostawię cie samego na tak długo.
-Yuya ale szybko bo wszyscy już sa gotowi!-krzyknął za nim. Kiedy chłopiec w końcu wyszedł zamknął drzwi i otworzył samochód. Włączył pod Tomo podgrzewanie fotela żeby było mu cieplej i ruszył w stronę miasteczka.
-ech glupolu...nie wiem do kogo pójdziesz.-mruknął zamykając samochód i biorąc Tomo na ręce. Yuya szedł zaraz za nimi a kiedy weszli do środka usiadł grzecznie na krzesełku.
-jasne kotus. Akurat zostało.-uśmiechnął sie. Po kwadransie przyszła kolej chłopaka.-Tomo-chan? Twoja kolej.-oznajmił mu.
Takano czekał na niego razem z Yuya. Pomagał mu trochę w czytaniu co chwile zerkajac na zegarek.
-grypę, tak? No dobrze wiec wykupimy leki i ładnie idziesz do łóżka.-wziął spiacego już Yuye na ręce i zaniósł go do samochodu.-pojedziemy po leki i do domu. Będziesz ładnie leżał w łóżku.-uśmiechnął sie do niego.
-jak zawsze kochanie, będę cie rozpieszczał.-zasmial sie odjeżdżając spod szpitala. Podjechał pod aptekę i szybko wykupił leki. Zaraz wrócił do samochodu i ruszył do sklepu.-ale ja mam prace wiec będę pod tefonem.
-jasne...bardzo ci zimno?-spytał włączając ogrzewanie i podgrzewając chłopakowi fotel.-właśnie za to lubi sportowe samochody. Masa dodatkowych gadżetów.
-oj....no to zaraz wskoczysz do łóżka. Chcesz najpierw gorąca kąpiel? Przygotuje ci to sie rozluźnisz, co?-zaproponował spokojnie jadąc do domu.
-ok misiu. Jedzonko, kapiel i do łóżka spać. Sen najlepszy na grypę. Odpoczniesz sobie.-uśmiechnął sie po czym zaparkował przed domem.-wychodź kotus.
Po położeniu Yuyi spać i zrobieniu kolacji i herbaty zaniósł wszystko do sypialni.
-smacznego misiu. Dzisiaj wyjątkowo dobrze zniosłes jazdę samochodem.
-och no tak. Zjedz spokojnie a pózniej przygotuje ci kąpiel. Dawno nie chorowałes to mogę cie rozpieszczać.-ucałował go w policzek.
-jasne. Kochanie no już sie tak nie przejmuj. Przecież wiesz ze mam genialna odporność.-zmierzwil mu włosy. Poczekał aż zje i poszedł naszykowac kąpiel.
-nie...ni lalem aż tak gorącej.-zaprotestował.- Umyj sie spokojnie.-powiedział kierując sie do wyjścia z łazienki.
Takano wziął później szybki prysznic i poszedł do sypialni kładąc się do łóżka. Objął delikatnie chłopaka.-dobranoc skarbie. Śpij jutro ile chcesz i pamiętaj o lekach. Przyjdę jak będę miał przerwę.
Takano jak co rano zaliczył dzienną dawkę rutyny tym razem starając się być ciszej żeby jego chore kochanie mogło się wyspać. Tak jak obiecał przyszedł do domu na przerwę i z naleśnikami poszedł do sypialni.
-Dzień dobry.-przywitał się z uśmiechem.
-no już mi tak nie słodź.-zaśmiał się siadając na krześle i jedząc swoją część śniadania.-Czemu w okularach? Problemy ze wzrokiem?-spytał unosząc brwi.
-aaa...ok rozumiem.-wziął łyk soku i wrócił do jedzenia.-a jak się dzisiaj czujesz? Lepiej niż wczoraj?
-Mhm to dobrze, że chociaż tyle. Weź leki.-upomniał go.-Potrzebujesz czegoś? Zaraz muszę wracać do pracy.-dodał poprawiając mu poduszkę.
-na to wręcz musisz poczekać...bo praca goni.-mruknął zerkając na zegarek.-Tak ramen. Pojadę po Yuyę i razem zjemy, obiado-kolację.-mówiąc to wstał z krzesełka.-Gdybyś czegoś potrzebował to zadzwoń.
-Już kochanie. Jestem w samochodzie i właśnie wjeżdżam do Yukan. Zaraz będę.-obiecał rozłączając sie żeby nie spowodować wypadku. Szybko dojechał do domu a kiedy wszedł od razu pobiegł do sypialni.
-Mój...-westchnął zaraz mocno go przytulając.-włączę ogrzewanie, chcesz?
-Ok...to zostanę trochę i zaraz włącze...-obiecał. Pomógł mu wziąć leki i tulił dalej.-moje kochanie...zaraz się rozgrzejesz ramenem.
-nie przepraszaj głuptasie. Już dobrze. Zaraz będzie lepiej.-obiecał.
-Wujek...będzie dobrze...-dodał Yuya również go mocno tuląc.
-Yuya...potul wujka jeszcze, ok?-powiedział samemu idąc włączyć ogrzewanie.
-wiem...dlatego zrobimy wujkowi okłady.-oznajmił z uśmiechem. przyniósł miskę z wodą i zamoczoną w niej ściereczkę położył na czole chłopaka.
-ramen już sie grzeje maluchu. Przepraszam ze od razu nie podałem no ale mamy chorego w domu.-uśmiechnął sie lekko do chłopca. Okryl Tomo kołdra i wstał z krzesła idąc do kuchni żeby podać obiado kolacje.
-zawsze będę cie mocno kochał.-obiecał stawiając przed nim miskę z parujacym ramenem.-smacznego.-powiedział siadajac ze swoją porcja.
-to dlatego ze mi tak ładnie pomagales przy gotowaniu.-zasmial sie rownież powoli jedząc.-zaraz zrobimy twoje lepkcje.
-no dobrze...sprawdził mu zeszyty.-skoro tak to idź do pokoju i mozesz sie pobawić.-uśmiechnął sie oddając mu zeszyty.
Przytulił go mocno i owinął mu stopy kołdra.-poczytam ale najpierw zjesz obiado kolacje, ok? Zagrzeje ci ramen, co?-zaproponował tulac go do siebie.
-nie zostało dużo. Akurat porcja dla mojego niejaka. Coś zjeść musisz bo jesteś na śniadaniu. A ramen cie rozgrzeje.-ucałował go w policzek.
-aż do teraz nie wiedziałem paskudko.-pokręcił głowa.-no nic. Nie bedzie dużo, obiecuje. Ale musisz jeść.-wstał sadzając go na krześle i po chwili przynosząc mu parujaca porcyjke ramenu.
-no dobrze.-odstawił miskę i wziął go na ręce żeby zanieść go do łóżka. Założył mu ciepłe skarpety i okryl dokładnie kołdra.-zaraz dam ci leki i poczytam tak jak obiecywałem.
-ja ciebie tez kocham misiu.-uśmiechnął sie podając mu leki i wodę do popicia.-co byś chciał żeby ci poczytać?
-no dobrze.-ucałował go w policzek i sięgnął po leżąca na szafce nocnej książkę. Otworzył w miejscu gdzie była zakładka i zaczął czytać.
Kiedy tylko zauważył ze chłopak śpi odłożył książkę. Objął go lekki żeby go nie obudzić.
-śpij...-szepnął tylko patrząc na niego.-mam nadzieje ze szybko wyzdrowiejesz...
-ojoj...no same ciamajdy mam w domu.-westchnął biorąc chłopca na ręce i niosąc go do łazienki żeby opatrzyć mu ranę.-no uwaga może popiec.-ostrzegł go.-i po krzyku. Zaraz posprzątał szkło. Gdzie zabiłeś szklankę?
-oj ja wim maluchu, nie przepraszaj bo nie masz za co. Późno już wiec zaraz do spania, ok?-zmierzwil mu włosy i poszedł sprzątać szkło.
-mozesz ale pamiętaj ze masz szkole. Będziesz musiał wcześniej wstać.-przypomniał mu. Wyrzucił szkło i poszedł na chwile do psiaków żeby dam im jeść i trochę sie z nimi pobawić.
-hmmm? Hej mały...już zrobiłeś śniadanko? Ok wstajemy wujkowi damy pospać ok? Nie sypia dobrze teraz.-powiedział ostrożnie wstajac i idąc do kuchni.-wyglada pysznie. Zostawimy trochę wujkowi, co?
-tak herbatke sam sobie zrobi. Zuch chłopak z ciebie.-uśmiechnął sie do niego zabierając sie za jedzenie śniadanka.-pyszne. Masz talent mój mały.
-naprawdę. Masz talent. Śniadanko pierwsza klasa.-znierzwil mu włosy a kiedy zjadł wypił herbatke.-szykuj sie do szkoły a ja pozmywam.
-ech...zrób sobie gorzkiej herbaty. Zjedz śniadanie jak brzuch ci sie trochę uspokoi i weź leki. Dzwon w razie czego a i tak przyjdę na przerwie.-ucałował go w czoło i poszedł ubrać buty.
Wpadł na przerwie porządnie zmęczony wiec tylko padł na kanapę.
-odpoczne i zrobię śniadanie. Wybacz, mamy dzisiaj straszny ruch a na dodatek paru stałych klientów zamówiło torty. Mam zapchany cały tydzień.-westchnął cieżko.-twoja mama weźmie Yuye, odbiore go w piątek. Sama to zaproponowała bo wie ze jesteś chory-dodał biorąc oddech.
-nie. Poradzę sobie. Jesteś chory.-odparł tylko zamykając oczy.-ty sobie odpocznij. To moja praca, dam sobie rade. Jakoś pogodzę to z opiekowaniem sie tobą. Wiec skup sie na tym żeby wyzdrowieć, ok?-otworzył oczy patrząc na niego.
-wiem kochanie, wiem.-pogłaskał go po policzku.-wiem. Po prostu...mam teraz tyle na głowie i nie będę mógł poświecić ci tyle uwagi ile bym chciał. I pewnie będę sie jeszcze bardziej martwił.-wyjaśnił.-no nic, co chcesz zjeść? Wrócę pewnie późno.
-nie. Siedź kochanie. Ja zrobię.-powiedział wstajac.-zostały z wczoraj wiec tylko je odgrzeje.-dodał idąc do kuchni. Naleśniki odgrzal na patelni w międzyczasie popijając energidrinka.
-ech a mówiłem mu żeby dzwonił.-westchnął idąc zmęczony do kuchni po wodę i tabletki.-Tomo? Kotek?-potrzasnal nim lekko.
-oj...przecież wiesz ze nie mogę...-zasmucił sie trochę tulac go lekko.-ale postaram sie wrócić wcześniej. I na prawdę dzwon gdyby coś sie stało. Proszę.
[ej moja znajoma sie pyta czy znasz niejaką Asię Rutkowską? Ruda taka...]
-działo sie. Masz gorączkę. Działo sie.-powiedział tulac go mocno do siebie.-a leki wziąłeś? Kolacje jadłeś?-spytał zaraz zmartwiony.
[a spoko XD bo dziewczyny tu rozkminy maja]
-ech nie jestem aż tak zmęczony. Odgrzeje naleśniki. Pozbieraj sie trochę ok? Weźmiesz leki i pozbędziemy sie gorączki.-obiecał schodząc z łóżka.
[a bo wiesz znajoma znajomej na uj i tak dalej XD]
-ech...dasz radę posiedzieć na kanapie? Pod kołderka?-spytał z zamiarem wzięcia go na ręce.-bo musisz coś zjeść kochanie.
-na pewno nic ci nie jest? Nie wyglada.-westchnął biorąc go na ręce. Położył go delikatnie na kanapie.-kochanie...a może jednak pójdziesz do szpitala?
-na pewno nic ci nie jest? Nie wyglada.-westchnął biorąc go na ręce. Położył go delikatnie na kanapie.-kochanie...a może jednak pójdziesz do szpitala?
-nie...kochani to nie tak. Po prostu wyglądasz gorzej a ja bym bardzo chciał żebyś na ślub pojechał zdrów jak rybka. -usmichnal sie tulac go lekko.
-ech nie przeskadzasz kochanie. Po prostu ja na prawdę chce żebyśmy fajnie bawili sie na tym ślubie. Opiekowanie sie tobą nie jest dla mnie problemem.-ucałował go w czoło.-puść mnie to zrobię coś do jedzenia.
-zaraz wrócę.-powiedział. Przyniósł mu małego naleśnika jedynie z cukrem pudrem. Sobie wziął o wiele więcej i zawinąl z dżemem w środku. Zrobił jeszcze herbaty i wszystko zaniósł na stolik w salonie.-no masz malutko. Ale ma zniknąć.
Takano tylko wywrócił oczyma i bez marudzenia pokroil mu naleśnika zaraz wracając do swojego jedzonka.
-kochanie ale pamiętaj ze ja chce faceta a nie...dziecko oddałem pod opiekę babci.-zasmial sie i ucałował go w policzek.
Takano tylko wywrócił oczyma i bez marudzenia pokroil mu naleśnika zaraz wracając do swojego jedzonka.
-kochanie ale pamiętaj ze ja chce faceta a nie...dziecko oddałem pod opiekę babci.-zasmial sie i ucałował go w policzek.
-no dobrze. W końcu powinienem się tobą zajmować.-powiedział kończąc swój posiłek. Usiadł bliżej niego pozwalając mu oprzeć głowę na swoim ramieniu. Wziął od niego pałeczki postanawiając że go nakarmi.
-wiem. Ja ciebie też. Dlatego musisz ładnie wyzdrowieć.-powiedział przytrzymując mu głowę.-Chciałbym zostać przy tobie cały dzień ale niestety mam masę roboty. Staram się skończyć jak najszybciej ale ten tydzień jest straszny.
-to nic kochanie. Dam sobie przecież radę. Ty się masz niczym nie przejmować i mi ładnie zdrowieć.-powiedział spokojnie czekając aż chłopak połknie.
-No cóż...nie chcę żebyś wymiotował a tyle chyba starczy na leki.-westchnął. Nie chciał go za bardzo męczyć.-połknij.-dodał podając mu tabletki.
-Do rana ci nie zniknę więc spokojnie możesz się tulić.-poczekał aż chłopak wypije i zaniósł go do łóżka. Sam rozebrał się do bielizny i narzucił na siebie koszulkę po czym wskoczył po kołdrę.-dobranoc skarbie.
Wrócił do łóżka i sprawdził mu gorączkę z ulga zauważając ze spadła. Potlulil go jeszcze chwile.
-Tomo-chan na prawdę muszę iść. Gdyby nie te torty zostałbym przy tobie cały dzień, przecież to wiesz. -szepnął glaszczac go po włosach.
-na przerwie wpadne. Przepraszam kochanie. No i postaram sie do domu wrócić wcześniej niż wczoraj.-ucałował go w policzek.-kocham cie, wiesz? Odpoczywaj i postaraj sie nie wymiotować tego co zjesz.
-wiem kochanie. Widzimy sie jak będę miał przerwę.-mówiąc to wstał i poszedł sie umyć. Zostawił mu śniadanie i poszedł do pracy gdzie ani robił kilka rzeczy na raz.
Takano stwierdził ze nie bedzie chłopaka budził. Zrobił sobie coś na szybko chłopakowi zostawiając ryż w miseczce i karteczke. 'Nie wiem kiedy wrócę ale zadzwoń jak coś sie bedzie działo. I jak sie obudzisz to napisz jak sie czujesz. Kocham cie.' Zamknął za sobą drzwi i wrócił do pracy.
Uśmiechnął się lekko patrząc na dzwoniący telefon. Kiedy skończył krem i wyłączył mikser odpisał na wiadomość która dostał od Tomo. 'Tyle dobrego że nie zwymiotowałeś. Jak zjesz ryż to weź leki na gorączkę. Nie wiem kiedy wrócę ale postaram się jak najszybciej.'
-zaraz będę.-usłyszał odpowiedz. Chwile pózniej do łazienki wszedł pół przytomny Takano.
-co sie dzieje? Usłyszałem hałas...-mruknął klękając przy nim.-może jednak powinieneś iść do szpitala?
-Nie będę szedł spać kiedy jakby nie patrzeć mój narzeczony wymiotuje krwią.-powiedział trochę ostrzej niż zamierzał.-Tomo, kocham cie. Nie mogę cię tak zostawić.-westchnął tuląc go lekko.
-Nie to ja przepraszam...nie powinienem był podnosić głosu. Po prostu jesteś chory i powinieneś teraz egoistycznie myśleć o sobie a nie...-pogłaskał go po plecach.
-więc kochanie mam dla ciebie dobre wieści. Jutro będę w pracy tylko do południa. Mam do zrobienia końcówkę ostatniego tortu.-uśmiechnął się tuląc go do siebie lekko.-Będziesz mnie miał dla siebie.
-na prawdę.-zapewnił go biorąc go na ręcę.-Już idziemy. Skoro dzwoniłeś do mamy to niedługo powinna być, prawda? Poczekamy.
-Nie dziwię się. Jej syn jest chory, pewnie się martwi. Poza tym wymiotujesz krwią. Wiem że nie chcesz iść do szpitala ale nic na to nie poradzimy jeśli twoja mama tak zadecyduje.-ucałował go lekko w policzek.
-dobrze, że do niej zadzwoniłeś. Tomo, jesteś chory. Zadzwoniłeś do swojej mamy która jest lekarzem. Postąpiłeś dobrze.-zapewnił go głaszcząc go lekko po włosach żeby go uspokoić.
-Twoja mama na pewno zaraz przyjedzie.-potulił go jeszcze chwilę w łóżku po czym poszedł otworzyć drzwi. Od razu zaprowadził kobietę do sypialni.
Takano zaczekał na kanapie w salonie i wstał kiedy kobieta wyszła.
-Jak bardzo jest źle? Będzie musiał iść do szpitala?-spytał zmartwiony.
-em...od jutra będę go pilnował. Przepraszam. Postaram się dopilnować żeby jadł. Dziękuję że przyjechałaś.-skłonił się lekko.-Mam tylko nadzieję że wyzdrowieje do naszego wyjazdu...
-Ok, gdyby coś było nie tak będę dzwonić. Odbiorę Yuye w piątek tak jak obiecałem.-uśmiechnął się i odprowadził kobietę do drzwi.
-Wiem. Nie krzyczę na niego.-odparł spokojnie.-He?-popatrzył na nią trochę zdezorientowany.-szarlotkę.-odparł po chwili ciszy bo wiedział że jego ojciec mój ją jeść bez końca.
-Hehe no proszę.-zaśmiał się pod nosem wracając do domu i od razu wchodząc do łóżka.-wiedziałeś że twoja mama zarywa to mojego ojca?-spytał tuląc go do siebie.
-To ja dzisiaj dostałem pytanie co lubi jeść mój tata. Widać szybko pozbierał się po rozwodzie...-zaśmiał się.-To dobrze...dla niego.
-Czemu nie? Niech będzie szczęśliwy. Należy mu się...w końcu. -ucałował go w czoło.-Tak jak nam...a zwłaszcza tobie.
-wiem. dobranoc kochanie.-przytulił go jeszcze również przymykają oczy.-ja też jestem z tobą szczęśliwy...-szepnął jeszcze. Rano delikatnie wyszedł z łóżka. Zanim wyszedł zostawił przygotowaną dla chłopaka kaszkę do odgrzania i karteczkę z informacją że wróci w południe.
-Tadaima!-krzyknął wesoło wchodząc do domu. Usiadł obok chłopaka i ucałował go w policzek.-Dzisiaj jestem cały twój.
-Ech domyślałem się że całej nie zjesz. Ale to nic...zaraz zjesz resztę. I lek który zostawiła twoja mama. Prosiła żebym cię pilnował z jedzeniem jeśli chcę żebyś szybko wyzdrowiał. -przytulił lekko.-bardzo chcę żebyśmy razem pojechali na ten ślub.
-Mhm...troszeczkę. Ale wciąż jesteś osłabiony.-zauważył spokojnie.-a co to będzie za zabawa jeśli moje kochanie cały ślub przesiedzi?
-Dzisiaj jestem twój i rozpieszczam cię do granic możliwości. Co nie zmienia faktu że nie ma grymaszenia przy jedzeniu.-opatulił go kołdrą.
Masz podrażniony brzuszek więc jednak wolałbym nie dawać ci ciężkich rzeczy...wybacz kochanie ale dzisiaj żywisz się kaszką i herbatką.-uśmiechnął się przepraszająco.-ale jak wyzdrowiejesz to będzie duży kubek.
-z bitą śmietaną i wszystkimi bajerami.-obiecał z uśmiechem.-Ale najpierw musisz ładnie wyzdrowieć, ok?-okrył go dokładniej.
-cóż kochanie. Gdybym miał pianino to pewnie bym ci zagrał ale ze u ciebie go nie ma to tylko zaśpiewam.-pogłaskał go lekko po włosach.-wygodnie ci tak?-spytał po chwili
-Może. To żaden problem.-uśmiechnął się tuląc go jeszcze.-Jak ładnie zjesz to ci zagram.
-no tylko żebyś mi nie zwymiotowal.-zasmial sie mierzwiac mu włosy. Cieszył sie ze w końcu może sie nim zaopiekować.-wyjdę z nimi. Pózniej z nimi wyjdę.
-Niech ci nie będzie wstyd. Dobrze zrobiłeś.-zapewnił go. Tulił go mocno i głaskał po włosach.-Kocham cię. Teraz już się tobą zajmę. Szybko wrócisz do zdrowia.
-A ja lubię jak mi siadasz na kolanach. Lubię cię mieć blisko siebie...wiem że to samolubne.-zaśmiał się.-ale nic nie mogę na to poradzić. Tak bardzo cię kocham.
-nie marudzę. Stwierdzam fakt. Ale lubię kiedy jesteś moją kochaną przylepą.-zaśmiał się wciąż go tuląc.-obejrzymy. Ale najpierw obiadek kochanie.-dodał kiedy zaburczało mu w brzuchu.
-odgrzeję jedzonko i wrócę.-ucałował go w policzek i poszedł do kuchni. Sobie zrobił bogatą jajecznicę a chłopakowi przyniósł odgrzaną kaszkę i leki. Do picia zrobił herbatę.
-I tak zjadłeś dość dużo kochanie. Nie przemęczaj się. Weź leki.-poprosił tylko zbierając naczynia.-Jest dobrze.-dodał wychodząc żeby pozmywać.
-normalnie? Kotek, wesele jak wesele. Pierwszy taniec młodej pary, toast, torcik. Zanim się obejrzysz połowa ludzi będzie pijana a o północy oczepiny.-zaśmiał się.
-Dlaczego? Mogę to zrobić nawet będąc trzeźwym.-zaśmiał się.-A tak poważnie to nie mam zamiaru zapijać się na umór. Wypiję trochę, będę się pilnował.
-ok...w każdym razie postaram się nie upić. No i nadal mam karę, nie?-wzruszył ramionami.-W każdym razie wesele będzie w hotelu gdzie mamy zarezerwowany pokój więc Yuye spokojnie położymy spać i wrócimy na imprezę.
-ok...w każdym razie postaram się nie upić. No i nadal mam karę, nie?-wzruszył ramionami.-W każdym razie wesele będzie w hotelu gdzie mamy zarezerwowany pokój więc Yuye spokojnie położymy spać i wrócimy na imprezę.
-a jak sie gorzej poczujesz to tez będziesz mógł sie położyć.-dodał tulac go cały czas.-Jolie tak została wychowana. Zawsze ze mną spała kiedy byłem chory.-wzruszył ramionami.-dzisiaj ja będę twoim grzejnikiem.-uśmiechnął sie lekko.
-wybacz...ale jesteś wyjątkowy nawet bez tego.-zasmial sie. Kiedy chłopak sie położył okryl go dokładnie kołdra.-nie wolałbys położyć sie w łóżku? Tak jest na pewno ok?-spytał zmartwiony glaszczac go po włosach.
-jeśli jesteś zmęczony to idź spać. To najlepsze ne chorobę. Pośpiewam co do snu jeśli będziesz chciał. Mozesz spać, przecież nigdzie ci nie ucieknę. A jak sie obudzisz to będę przy tobie.-zapewnił go spokojnie.
-nie zachowuj sie jak dziecko mój drogi. Jesteś chory musisz odpoczywać i spać. A nie na sile leżeć.-zmierzwil mu włosy.-to co pośpiewać ci?
-przecież nic nie tracisz. Będę cały czas przy tobie. Mozesz sie tulic ile chcesz.-zapewnił go.-nigdzie nie pójdę. Przepraszam ze trochę cie zaniedbalem z powodu pracy...-ucałował go w czoło.
-oczywiście...o ile grzecznie będziesz leżał w łóżku.-powiedział patrząc na niego uważnie.-to co? mam iść po keyboard?
-ech zapiszę...ale miałeś leżeć w łóżku, pamiętasz? A nie komponować...-westchnął tylko idąc do studia. Zapisał plik i po chwili był już w sypialni. Rozłożył cały sprzęt i usiadł na krzesełku.-Co ci zagrać?
-No już dobrze, nie krzyczę przecież. Tylko miałeś odpoczywać...-wywrócił oczyma zaczynając grać to co sobie jego chory książę zażyczył.
-kupię...-odparł spokojnie.-jutro pojadę do miasta jeśli ci to bardzo potrzebne.-wzruszył ramionami.-A jak ci idzie pisanie duetu dla nas, na pianino i gitarę?
-kupię...-odparł spokojnie.-jutro pojadę do miasta jeśli ci to bardzo potrzebne.-wzruszył ramionami.-A jak ci idzie pisanie duetu dla nas, na pianino i gitarę?
-nie jestem dobry w pisaniu czegokolwiek...zobaczę i powiem ci jeśli coś mi sie nie spodoba ale sam wole nic nie zmieniać.-uciechnal sie biorąc do rak zeszyt.-ładne.
-na pewno. Mowię ci ja nie mam talentu do pisania. Twoje teksty zawsze wyrażają twoje uczucia prawda? Nie będę niczego zmieniał.-uśmiechnął sie.-jak jesteś głodny to zrobię kaszki.
-dam radę. Chciałbym pojechać z tobą ale to raczej niemożliwe, prawda?-pogłaskał go po włosach.-wybór co zrobisz z piekarnia zostawiam tobie. Ja nie dam rady prowadzić i cukierni i piekarni.-zaznaczył od razu.-bedzie malutko.-obiecał wychodząc z pokoju.
-nie. Niczego nie będziesz odrzucał.-powiedział wracając z kaszka i podając mu miseczkę.-Tomo. My sobie damy radę przez te dwa tygodnie. Ty tez prawda? Będziemy rozmawiać przez telefon jakby co. Masz osoby które moge sie zając piekarnia prawda? A nawet jeśli nikt by nie mógł sie tym zając to nic sie nie stanie jak piekarnia zostanie zamknięta na jakiś czas. W końcu i tak była kiedy była w budowie.
-kochanie nic sie nie stanie jak od czasu będziesz trochę samolubny. A to ze teraz jesteś w show biznesie to po części moja wina...wiec nie myśl o tym jak o byciu samolubnym.-uśmiechnął sie lekko. Chciał go pocieszyć i zapewnić ze nie robi nic złego.
-ech to nic. Przecież to nie bedzie na aż tak długo. Damy sobie rade. Oczywiście ze będziemy tęsknić. Ja będę. W końcu moje kochanie bedzie daleko ode mnie. Ale wrócisz do nas wiec jest ok.-zapewnił go spokojnie.-baw sie dobrze przy nagrywaniu.
[Natsu? Zaś zmieniłeś XD]
-sam kazalem ci iść spać. Dlaczego miałbym sie obrazić? Ech czasami to taki gluptasek z ciebie. Śpij, odpocznij sobie a ja zrobię coś do jedzenia bo tez zgłodnialem.-mówiąc to okryl go dokładniej kołdra.
[spoko...i znów będę musiała sie przyzwyczaić...XD]
-dobranoc.-odparł wstajac. Dojadl jego kaszkę i poszedł do kuchni zrobić sobie coś porzadniejszego. Zdecydował sie na warzywa na patelni z kurczakiem i ryżem.
[tsaaa czasem XD a właśnie nie chwaliłam sie. Jak byłam na obozie w Londynie to mój angielski został pochwalony przez nativa ^^ mieliśmy za zadanie zagadac do jakiegoś azjaty w china town a ze ja zagadalam do tych młodszych to trafiłam na tych co urodzili sie w Anglii XD może jednak zdam te maturę xd]
[yup ^^ i to całkiem sporo. Nie miałam problemów z rozmowa i od tak gadalam sobie z jakim kolesiem o chińskich korzeniach XD dostałam sie do najbardziej zaawansowanej grupy a w ośrodku jak czekaliśmy na prysznic rozmawiałam z Amerykankami. Sympatyczne dziewczyny ^^]
-siedziałem w sypialni cały czas, wyszedłem na chwile bo musiałem zapalić.-wyjaśnił spokojnie tulac go jedna ręka.-zimno jest. Czemu wyszedłeś?-spytał od razu okrywajac go swoją bluza.
[awesome to było jak rozumielismy co beblotali ludzie na speakers corner XD brytyjski akcent jest straszny ;^;]
-dobra kochanie ale widzisz ze tu jestem, nie? Skończę palić i wejdę do domu. A ty mój kochany wracasz do środka teraz. Ty jesteś chory a na dworze zimno.
[no tak pod koniec czasu jaki tam mieliśmy rozumiałam całkiem sporo ale jak oni nas tam wyrzucili i kazali wypisać o czym ci ludzie gadają? XD zabawny był koleś co mówił ze jabłka sa kontrolowane przez Tesco...]
-ech...kochanie no zimno jest.-westchnął w ostateczności wyrzucając do połowy wypalonego papierosa i wchodząc z nim do środka.-a teraz pod kołdrę.-pogonil go.
-ech no dobrze już idę!-westchnął idąc za nim. Wszedł pod kołdrę okrywajac chłopaka żeby było mu ciepło.
[nie pamietam XD coś tam ze mamy jeść banany bo jabłka sa złe. Nie skupiłam sie, ciekawszy był koleś mówiący o tym ze pogoda jest kontrolowana przez rząd XD śmieszni ludzie]
[nie pytaj...dziwnych ludzi widziałam i poznałam. Tak jak raz w łazience. Zepsuło sie urządzenie gdzie wrzucalismy pieniązek i leciała woda. Jedna z amerykanek w nie kopnęła z tekstem 'it usually works...']
-no cóż kochanie...ale do toalety mnie wypuścisz?-spytał ze śmiechem.-nie zostawię cie.-przytulił go mocno.
[coz kopanie w coś co nie chce działać chyba nie jest normalne XD nie no fajnie było. Zwłaszcza jak sie połową grupy zgubiliśmy w metrze XD]
-co ja sie z tobą mam...-westchnął tulac go do siebie. Takano nie spał tylko tulil do siebie chłopaka. Czując ze znów ma temperaturę postanowił ze da mu sie wyspać a potem da leki.
[to było pierwszego dnia XD jakimś cudem zgubiliśmy z pola widzenia polowe grupy...przewodnik latał pół godziny po metrze aż w końcu nas znalazl! XD usiedliśmy pod ściana jak na niego czekaliśmy a jakieś dziecko sie mamy pytalo czemu my tak siedzimy XD]
-Tomo?-spojrzał na niego trochę zdziwiony i zmartwiony. Miał wrażenie ze chłopak stracił przytomność albo coś ale oddychał spokojnie wiec od razu odsunął od siebie te myśl.-musiał w końcu spokojnie zasnąć...
[mapki mieliśmy ale nie tego XD a pierwsza zasada brzmiała 'jeśli sie zgubisz stoj w miejscu' no to staliśmy i czekaliśmy.]
-to nic kochanie. Wysypiasz chorobę wiec jest dobrze.-mruknął ziewajac.-zrobię coś do jedzenia i weźmiesz leki. A potem sie umyje i tez pójdę spać.-ucałował go w czoło.
[ja szukałam zasięgu żeby zadzwonić do przewodnika. Ale nie znalazłam XD]
-nie bedzie dużo.-westchnął tylko. Po dłuższej chwili wrócił z kaszka i lekami dla chłopaka i z jajecznica dla siebie.-smacznego kochanie.
[potem już nigdzie, serio XD nawet pod pałacem gdzie był taki tłum ze masakra...z moim mini wzrostem nic nie widziałam...]
-hmm? A, herbatka, już robię.-wziął od niego kubek i puste naczyni. Wyszedł do kuchni i po chwili wrócił z gorąca herbata.-i weź leki, a ja sie umyje.-wziął czytelników bokserki oraz koszulkę i wyszedł.
-szamponem i płynem do kąpieli?-uniósł brwi wchodząc pod kołdrę.-kupiłem ostatnio swój ulubiony.-dodał spokojnie.
-no widzisz. Twoj facet ma gust-zasmial sie przytulając go delikatnie.-Pośpiewam. Nie jestem dzisiaj jakoś bardzo zmęczony.-odparł zaczynając śpiewać jakaś kołysankę.
Takano uśmiechnął sie tylko lekko nadal śpiewając i delikatnie glaszczac chłopaka. Kiedy skończył zamknął oczy chcąc zasnąć.
[Juna?]
-ummmmm...-usmichnal sie przez sen i przewrócił na drugi bok.-moje kochanie.-wymamrotal.
[zdradziecki stalker...nie ładnie]
Takano obudził sie po chwili próbując wymacac chłopaka w łóżku. Kiedy po otworzeniu oczu rownież go nie zastał wstał z łóżka.
-Tomo?! Gdzie jesteś?
[no nie ładnie...co tam ciekawego wyczytałeś? XD]
-idę?-odkrzyknal idąc do kuchni i obejmując chłopaka od tylu.-dziękuje. Wyglada pysznie.-ucałował go w policzek i usiadł do stołu.-lepiej sie dzisiaj czujesz?
[haha XD no ja wiem ze ten aktor jest świetny :p]
-to dobrze ze lepiej. Ale polezysz pod kołdra, ok? U ciebie to nigdy nic nie wiadomo.-uśmiechnął sie lekko. Jadł śniadanko aż mu sie uszy trzęsły.-pyszne. Tego sie można spodziewać po moim Tomo-chan.
-ech...no niby czujesz do lepiej. Wyglądasz tez zdrowiej...po południu ok? Grzecznie polezysz i potem chwile ponagrywasz, ok?-popatrzył na niego uważnie zastanawiając sie czy chłopak pójdzie na taki układ.
-dzisiaj nie idę do pracy. Wziąłem sobie wolny dzień żeby sie tobą zaopiekować.-wyszczerzyl sie do niego.-pójdę jak będziesz komponował bo wiem ze lubisz być wtedy sam. No i dzisiaj jadę po Yuye. Babcia znów go jakimś cudem zaciągnęła do fryzjera. Czuje sie beznadziejny jako ojciec.-westchnął cieżko.
-no tak...a tatuś nie ma dziewczyny wiec skąd może wiedzieć co sie im podoba.-westchnął zrezygnowany. Wrócił do jedzenia które dość szybko skończył.-nie zapomnij o lekach.-dodał kiedy zbierał po sobie talerze. Kiedy skończył okryl chłopaka kocem.
-no dzięki...na prawdę mnie wspierasz...-westchnął cieżko.-mimo wszystko to tez twój syn...-dodał cicho sie śmiejąc.-zrobię kochanie a ty idź albo do salonu albo do sypialni.
-proooosze. Pyszna herbatka dla mojego kochania.-podał mu kubek i usiadł na fotelu.-poglądamy coś?-spytał zaraz sięgając po pilota.
-ok...tylko potem mi nie marudz.-zasmial sie przerzucajac kanały aż w końcu trafił na najnowsza cześć iron-mana.-o, tej części nie widziałem.
Takano kiedy chłopak zasnął tylko okryl go kołdra i wrócił do oglądania filmu. Kiedy sie skończył napisał n karteczce ze wyszedł z psami i poszedł na spacer.
-happy end. Wielka walka na końcu i Stark rozwalił wszystkie swoje kostiumy.-odparł siadajac na fotelu kiedy pieski pobiegły do swoich pełnych misek.-a było ich całkiem sporo.-zasmial sie.
-twój organizm jest przemęczony po prostu...no i choroba.-objął go lekko poprawiając kołdrę żeby było mu ciepło.-odpoczniesz, wyzdrowiejesz i bedzie ok.-zapewnił go spokojnie.
-niby dlaczego miałbym być, co gluptasku? To nic takiego. Dobrze ze odpoczywasz. Wyzdrowiejesz i bedzie lepiej.-powiedział glaszczac go po włosach.
[ne moge ci sie wyżalić? Wszyscy mnie ostatnio olewaja albo bagatelizuja sprawę...]
-wszystko co będziesz chciał skarbie. Jak wyzdrowiejesz to bedzie ok.-ucałował go lekko w policzek.
[nic sie nie stało. I tak późno było XD generalnie chodzi o to ze niedługo będę miała wstawiane implanty. W sensie zęby...i sie tego zgranie boje i sie stresuje. Niby wiem ze bedzie znieczulenie i w ogóle. Ale mimo to sie boje...]
[no niby tak...ale i tak się boję...bo wiem że będzie bolało a moja odporność na ból jest zerowa...]
-ja ciebie też kocham...ja ciebie też.-roześmiał się wesoło tuląc go do siebie mocno.-bardzo. Wiesz co? Na prawdę się cieszę że przeprowadziłem się do Yukan...
Prześlij komentarz