[no na to wychodzi...;^; jak znieczulenie przestanie działać to się szykuj się wyżyję się na blogi XD]
-Jestem i będę kochanie. Nawet jeśli wymyślasz ciężkie kary, jesteś marudny i uparty...to i tak chcę być przy tobie.-położył mu palec na ustach.-nie w usta bo też złapię przeziębienie.
-ok..więc struny.-ucałował go w policzek i wyszedł z domu. Najpierw pojechał po struny a później po Yuye który grzecznie bawił się u babci.-um..hej mamo.-przywitał się kiedy kobieta otworzyła mu drzwi.
-serio? No patrz...własny ojciec się przede mną chowa...-zaśmiał się.-a może zrobimy kawał dziadkowi?-spytał konspiracyjnym szeptem.-Ja też tęskniłem. I wujek też.
-damy mu nauczkę. Pójdziesz do dziadka i powiesz że tatuś poszedł i tylko przyniósł ci czyste ubranka bo wujek jest bardzo chory i musisz dłużej i babci zostać. I powiesz że chcesz z nim bajkę w salonie oglądnąć, ok?
-jasne, jasne. Dam się zbadać chociaż czuję się świetnie...mam odporność po tatusiu.-zaśmiał się.-Tato...nie ładnie tak chować się przed własnym synem.-pokazał ojcu język i pomachał mu wesoło.
-To nie tak że nie lubię...nie jestem przyzwyczajony. Dobrze wiesz jak mało miałeś zawsze dla mnie czasu.-mruknął cicho.-Na razie poczekaj aż Tomo wyzdrowieje, mam teraz za wiele na głowie.
-No proszę.-zaśmiał się z reakcji ojca.-to ja już może zabiorę mojego przeuroczego synka i zostawię was samych.-zdecydował wciąż mimo wszystko nie mogąc powstrzymać śmiechu. Cieszył się szczęściem ojca.
-cóż mamo...pożartowałbym sobie bardziej ale że dziecko słucha to nie będę.-zmierzwił chłopcu włoski.-idź się spakuj i ubieraj butki.-polecił mu.-A tak poważnie to nie chcę na długo zostawiać Tomo samego kiedy jest chory.
-to wybierz jakieś ładne.-powiedział spokojnie mu sie przyglądając. Poczekał aż chłopiec wybierze i zapłaci po czym złapał go za rączkę i szedł z nim na grób jego rodziców.
-ok, to wracamy. Trzeba przecież zając sie chorym wujkiem.-uśmiechnął sie i znów złapał chłopca za rączkę. Szybko doszli do samochodu a potem dojechali do domu. Takano chwycił struny i wyszedł czekając na chłopca.
-Dzięki skarbi.-wziął pucharek i podał mu struny.-kupiłem ci zapas.-dodał z uśmiechem.-A właśnie, mój tata przez miesiąc będzie mieszkał u twojej mamy...-poinformował go jedząc spokojnie mus.-pyszny jest.
-cos tez tak czuję.-zaśmiał się cicho.-Mój tata chyba już ma dość pracy i w ogóle...miał więcej pomysłów kiedy ja i moi bracia byliśmy młodsi.-dodał spokojnie jedząc.
-nic. Ojciec wie że żadne z jego dzieci nie chce się za to brać. Rozpoczęliśmy swoje życie, swoje zawody, dość dalekie od tego cym on się zajmował. Już dawno nic nowego nie wypuścił. Sądzę że przygotowywał się do zamknięcia....
-cóż...może trochę. Ale wiem że to nie dla mnie.-uśmiechnął się. -Dobrze wujku. Dzisiaj mieliśmy test z matematyki i wszystko wiedziałem.-pochwalił się wesoło.-um...-na pytanie o dziewczynę się speszylł.-Ai-chan jest ładna i razem na konkursy chodzimy...-odparł cichutko.
-Dobrze kochanie. W przyszłym tygodniu twoja mama wpadnie na kontrolę. Zbada ciebie i mnie.-poinformował go jeszcze. Zebrał brudne naczynia zaraz potem idąc pozmywać.
-więc pieprzu.-powtórzył cicho zaraz doprawiając danie.-co ja bym zrobił bez mojego synka.-zaśmiał sie mierzwiąc mu włosy. Cieszył się że go ma nawet jeśli wciąż dziwnie się czuł jako ojciec.
-oj no nikt nie jest idealny...ale to co ugotujesz już tak.-zaśmiał się zbierając naczynia.-Zrobię herbatę.-oznajmił bo jakoś miał ochotę na coś ciepłego do picia.
-cóż maluchu...chyba już trochę za późno na spacer. Idź się umyj i potem możesz sobie pooglądać bajki.-zdecydował po czym wstał żeby sprawdzić co u Tomo.
-polezec chwile. Yuya sie myje. Potem ty, potem ja...i wtedy już pójdę spać.-wyjaśnił kolejność.-wybacz...obiecałem ze będę cały twój jak już będę w domu.-szepnął tulac go do siebie lekko
-wiem misiu...najwieksza cześć mnie przypada oczywiście tobie.-zapewnił go z uśmiechem.-ja sie tobą tez moge podzielić z Yuya i pieskami. Tak to jesteś mój.
-Tomo-chan mam być zazdrosny o narysowana postać?-spytał go szeptem zaraz śmiejąc sie wesoło. Oglądając bajkę głaskał go po włosach przysluchujac sie jak śpiewa. Lubił jego głos.
-a co chcica? Zrozumiałeś ze sam siebie tym pokazares?-spytał ze śmiechem.-czy czeka cie kara? Może...pokaże ci ze jestem jedynym którego mozesz kochać.-ucałował go lekko uśmiechając sie delikatnie.
-nie ma? Czyżbym był aż tak mało pociągający?-spytał unosząc brwi.-a czemu miałbym nie wytrzymać? Od czego ma sie ręce.-wzruszył ramionami.-wytrzymam. Ale potem cie z łóżka nie wypuszcze.-zachichotal.-będę musiał jakoś odrobić ten stracony czas.
-jakbyś nie robił takiej długiej kary to pewnie mniej by bolał-wzruszył ramionami.-obiecalbym ze będę delikatny ale nie wiem czy będę w stanie sie hamować.-dodał nachylajac sie żeby go pocałować.-nie lubię kiedy cie coś boli.
-wiec to moja wina, tak? A co ja mam powiedzieć?-westchnął cieżko.-jakoś wytrzymasz. Moja kara obowiązuje a w domu jest Yuya.-zauważył idąc do łazienki.
-zaraz przyniose wodę.-odparł idąc do kuchni. Nalal wody do szklanki a wracając do sypialni pogasil wszystkie światła. Podał chłopakowi wodę i wszedł pod kołdrę.
Oddychał cieżko i hrapliwie i obudził do dopiero jak dostał od chłopaka w twarz. Odsunął sie od niego przerażony. -przepraszam...zły sen...-mruknął cicho nie patrząc na niego.
-ale...nie zrobiłem ci krzywdy, prawda?-spytał niepewnie.-przepraszam. Po prostu...to było...ten dzień kiedy porwał mnie twój wujek. Przepraszam.-zlapal jego ręce.
-jak to nic? Uderzylem cie...-westchnął smutno. Posadził go sobie na kolanach i mocno przytulił.-przepraszam. Tak bardzo cie kocham. Bardzo.-oparł głowę o jego ramie.-głupi sen...
-przepraszam. Kocham cie. Nigdy cie nie udeze. Nigdy. To już sie nie powtórzy. Walnij mnie jak znów będę tak odwalal.-ucałował go w obojczyk.-dziękuje ze mi wybaczasz...ale jeśli kiedykolwiek zrobię to celowo to odejdź. Nie chce trzymać cie na sile nawet jeśli nie chce cie stracić. Ty jesteś najważniejszy.
-to nic skarbie. Obudziles mnie tym.-ucałował go w policzek a potem w nadgarstek.-zwichniety? Przepraszam. Moja wina. Skrzywdziłem cie.-wciąż był przygaszony.
Objął go lekko przymykajac oczy. -te piosenkę która dla mnie napisałeś. Te która tak lubię.-poprosił na chwile zerkajac na niego.-ale cichutko żeby Yuya sie nie obudził, ok?
Takano spuścił wzrok bo nadal siedziała w nim nocna akcja. -bardzo cię boli jeszcze? Twoja mama ma dzisiaj wpaść to może od razu ją obejrzy?-zaproponował.
-no tak...-zasmial sie cichutko.-wybacz, po prostu sie martwię...-wyjaśnił wracając do jedzenia.-Yuyuś zadzwoniłem już do szkoły i sprawiedliwilem ci ten tydzień kiedy będziemy na wycieczce-uśmiechnął sie do chłopca.
-no dobrze możemy iść na rower. Tomo ale zadzwoń kiedy twoja mama przyjedzie. Miał tez przyjechać mój tata a muszę z nim pogadać.-poprosił go.-zrobię wujkowi czekoladę i możemy jechać.
-dobrze już dobrze. Nie zachowuj sie jak mamusia.-zasmial sie.-wrócimy przed obiadem. Przecież nie będziesz gotował z ta ręka.-zauważył spokojnie robiąc mu czekoladę i pochwali wlewajac do wysokiego kubka i dodając wszystkie bajery.
-oj no...przecież nie będziemy częstowali naszych rodziców nalesnikami skoro tak rzadko bywają. Przyjadę wcześniej i coś ugotujemy. Razem.-ucałował go w policzek.-nie będziemy długo jeździć przecież.
-pojezdzimy, spokojnie. Mam czas wiec na pewno pojezdzimy.-zapewnił go.-i mochi ci kupimy. A ty spokojnie wypij czekoladę.-uśmiechnął sie i poszedł ubrać buty i wyjąc rowery.
-weźmiemy po kilka.-zdecydował kupując te które o które prosił Tomo i kilka dla siebie. Jak tylko zapłacił szybko wrócili do domu.-daj wujkowi mochi a ja schowam rowery.
-nic mi nie bedzie, nie mam czasu chorować.-odparł cicho i dał sie jej przytulić.-stało. Skrzywdziłem go, miałem koszmar i kiedy Tomo próbował mnie obudzić mocno scisnalem jego nadgarstka. Lewy ma zwichniety. Nawet mimo tego ze mnie zapewnia ze to nic...to mnie to ciagle gryzie.-zwierzyl sie jej.
-nie boi, a nawet jeśli to nie daje tego po sobie poznać.-uśmiechnął sie do kobiety.-nie zrobię. Przez głupi sen go skrzywdziłem. Pewnie tez wystraszyłem.-westchnął.-dziękuje ze mnie wysłuchalas.
-uhm tak...coz lepiej pomogę Tomo w kuchni bo mój kochany tatuś tam poszedł.-uśmiechnął sie do kobiety jeszcze raz dziękując mu za rozmowę.-tato daj to...Tomo je mniej.-jeknal widząc już nałożone porcje.
-wiem tato, chciałeś pomoc.-skinal. Kiedy chłopak sie w niego wtulił objął go mocno.-potule ile będziesz chciał. Przecież wiesz ze ja jestem chętny na wszystko dzieki czemu jestem bliżej ciebie.-zasmial sie.
-nie będę. Tata nałożył dużo a ja na prawdę nie chce żebyś potem wymiotował bo za dużo zjadłeś.-odpowiedział obejmując go mocno.-kocham cie. Jak smakowala czekolada ze wszystkimi bajerami?-spytał przy okazji.
-Wiem...ale chyba pierwszy raz robiłem ci taką ze wszystkimi dodatkami...musiała być strasznie słodka.-zauważył biorąc talerze na tackę i zanosząc je do salonu.
-no bez jaj że kucharzy też zwolniłeś...przecież ty bez nich nawet dnia byś nie przeżył...-westchnął bo jednak swojego ojca znał.-co spróbować? Prawie zginąłem jak go uczyłem...fartuch nie przetrwał.
-nie. Mam traumę po ostatnich próbach nauczenia ciebie czegokolwiek. Siebie prawie pociąles a mnie popatrzyłes.-pokręcił głowa. -Takano...przecież nie było tak źle.-zaprotestował.-nie ma problemu, zostań ile będziesz chciał. Od razu może mnie nauczysz gotować?-zaproponował.
-ale zanim pojedziesz do Tokio to jedziemy do Korei.-objął Tomo ramieniem. -na ślub Shoujiro?-dopytał jego ojciec.-zając sie Yuya? -tak na jego ślub. Yuya jedzie z nami tato, kiedy indziej sie nim zajmiesz.-odparł ze śmiechem.
-no Yuya chodź tu do mnie.-poprosił chłopca który od razu do niego podszedł i mocno przytulił. -babcia jest zła na wujka?-spytał zmartwiony. -nie...myśle ze babcia sie martwi.-odparł tulac chłopca. Wiedział jak ten sie bal kłótni wiec starał sie ich unikać.
-na pewno nie. Babcia sie tylko o wujka martwi. To normalne dla rodziców. -zapewnił chłopca tulac go do siebie mocno.-na tez chce żebyś był bezpieczny.-dodał.
-na pewno wszystko w porządku?-spytał wyciągając z kieszeni papierosy.-no ale skoro tak mówisz to ci wierze.-dodał bo przecież nie chci sie mu narzucać.
Po tej czwartej fajce podszedł do chłopaka i kucnął przed nim opierając sie o jego kolana. -dużo masz zamiar jeszcze wypalić?-spytał patrząc mu w oczy.-powiedz...o czym rozmawiałeś z mama?
-ja ci ufam. Wiem ze sie starasz i nie chcesz wrócić do nałogów. Wiem tez ze z tego powodu chciałeś zatrzymać sie u mojeo taty.-uśmiechnął sie lekko do niego.-i nawet jeśli czułbym sie pewniej jadąc z tobą...to wiem ze dasz sobie rade.
-spokojni. Ja nie.-znów go ucałował.-jesteśmy parą, przecież nie będziemy sie na siebie zloscili bez powodu. Ty jesteś na mnie zły tylko jak masz porządny powód, prawda?
-no tak, to na pewno boli kochanie. Moge cie jedynie pocieszyć tym ze ja ci ufam. Pamiętną imprezę po koncertowa przetrwalbys bez szwanku gdyby ktoś ci nie dosypal...-zachwiał sie trochę bo wciąż kucał.-jestem spokojny bo wiem ze potrafisz powiedzieć nie.
-wiem kochanie. Wiem to bardzo dobrze...chciałeś sie po prostu dobrze bawić.-uśmiechnął sie siadajac obok niego.-pamietam ze wtedy spanikowalem...gdyby nie twój kolega pewnie bym sobie nie poradził.-powiedział cicho.
-coz chyba gorzej było kiedy narkotyki przestały działać...ale ja i tak wtedy spanikowalem. Nie wiedziałem co robić i w ogóle. Ale dostałem szczegółowe rady i jakoś sobie poradziłem.
-Bo ja chciałem wujka posłuchać!-odparł pewny siebie. -No moi kochani, zrobiłem wam czekoladę.-odezwał się stojący w drzwiach Takano.-Nasi rodzice już poszli.
[bylam pewna ze odpisalam ;.; upominaj sie bo telefon mnie nie lubi...]
-no coz i znów najpierw spytałes dziadka a pózniej nas informujesz. Yuya pamiętaj żeby najpierw sie nas pytać, ok? Bo jeszcze raz najpierw załatwisz sprawy z dziadkiem a nie z nami i bede zmuszony nie pozwolić ci iść.-powiedział mierzwiac mu włoski.
-ach no tak wczoraj pytałeś. Zupełnie zapomniałem. Za dużo mam ostatnio na głowie, przepraszam.-przytulił go mocno.-to co, włączamy bajkę?-spytał uśmiechając sie do niego lekko
-ah i rozumiem ze ja z tego dnia zostałem wykluczony?-znów pociągnął nosem i sięgnął po leżące na stole paluszki uznając je za swoje jedyne pocieszenie.
Wzruszył tylko ramionami i skupił sie na lecącej bajce wcinając paluszki które popijał colą. W połowie rozłożył sie na kanapie korzystając z tego ze ma ja cała dla siebie.
-niecierpliwiec...-westchnął pomiędzy pocałunkami od razu przysuwajac go bliżej siebie.-jak rozumiem kara anulowana?-zasmial sie bo według umowy miał ja miec jeszcze dobre trzy miesiące.
-hmmm czyli nagroda. Po tak długiej przerwie...bedzie smakować jeszcze lepiej.-oblizal usta zaraz całując go zachłannie. Powoli zaczął rozpinac bluzę którą miał na sobie chłopak.
-ja ciebie tez...dlatego nie chce więcej takich przerw. Sam widzisz jak sie wtedy szybko podniecam...i moge stracić panowanie nad sobą.-odparł szybko żeby zaraz wrócić do ust chłopaka. Zdjął z niego bluzę i wziął na ręce żeby przenieść ich w bardziej dogodne miejsce niż korytarz.
-twój twój...ale bez przerw na prawdę może sie obejść.-zachichotal idąc z nim do sypialni. Położył go łagodnie na łóżku i zdjął z siebie koszulkę. Uśmiechnął sie zadziornie i zaczął go rozbierać. Całował go i lizał wszędzie gdzie tylko zauważył kawałek jego skóry.
-coś za grzeczny dzisiaj jesteś.-stwierdził kiedy całował go po forsie zostawiając gdzieniegdzie mocne malinki. Przyssal sie to jego sutka ręka masując jego przytoczenie przez spodnie. Druga ręką rozbrajał pasek chłopaka.
-coz kochanie.-na chwile odsunął usta od jego ciała.-w końcu to już prawie rok jak jesteśmy razem. Miałem czas żeby cie poznać.-zauważył w końcu zdejmując z niego spodnie i bokserki.
-czy to nie oczywiste? Nie jestem jakimś tam pierwszym lepszym Japończykiem.-złapał jego twarz w dłonie.-a skoro jestem pierwszym z którym jesteś tak długo...to nasza rocznica musi być wyjątkowa.-stwierdził od razu ze nie odpuści świętowania tego dnia i pocalowal go namiętnie.
Uśmiechnął sie w duchu ciesząc sie z reakcji chłopaka. Odsunął sie od niego dopiero kiedy uznał ze chłopak jest gotowy i od razy zaczął w niego wchodzić
Takano w ogóle się nie powstrzymywał, nie chciał się hamować. Tęsknił, pragnął, pożądał. Narzucił szybkie i mocne tempo dodatkowo wciąż pieszcząc męskość partnera. Nachylił się żeby go pocałować.
-Mówiłem kochanie...dzisiaj cię tak szybko nie puszczę.-powiedział zaraz to wracając do całowania chłopaka. Ręce rozbiegły mu się po całym ciele partnera jakby się bał że może ominąć kawałek jego ciała.
-to dobrze że zdajesz sobie z tego sprawę.-uśmiechnął się zadziornie zaraz dochodząc w chłopaku ale ani myśląc wychodzić czy przerywać chociaż na moment.
[no to faktycznie nie zrobiła nic złego...dziwni admini. Idę na dodatkowy angielski wiec nie bedzie mnie tak do 19:30 ]
-zaraz okrutnik...przecież w ogólnym rozrachunku jest ci przyjemnie.-odparł wesoło.-ja ciebie tez. Bardzo mocno.-oznajmił trochę mocniej ściskając jego sutki.
-chciałem żebyś trochę odpoczal.-odparł zaraz momentalnie przyspieszając.-no ale skoro nie to nie bede zwalniał póki sam nie powiesz ze masz dość.-dodał jeszcze.
-naturalnie ze tak jest kochanie.-odparł dłońmi przejeżdżając po jego pośladkach i udach.-z góry przepraszam za bolacy tyłek.-puścił mu oczko a dłońmi wrócił na czułe punkty partnera.
-dla mnie noszenie ciebie to sama przyjmnosc.-odparł zaraz stwierdzając ze dość gadania i usta zajął calowaniem chłopaka. Jedną dłonią piescil męskość partnera a druga jego sutem. W końcu żeby jego ukochany odczuwał jak najwiecej przyjemności.
-jasne...dawno tego nie robiliśmy.-odpowiedział tulac go do siebie.-dziękuje ze sie mną zająłes. Kocham cie...-ucałował go delikatnie.-bardzo cie kocham. Chodźmy sie umyć.
-może i nie muszę...ale lubię jak sie mną zajmujesz.-wstał z łóżka i wziął go na ręce.-poniosę. Przecież to oczywiste. A co do słodkiego to nawet jeśli nie mamy moge coś na szybko zrobić. Dla mojego mężczyzny wszystko.
- jasne kotus. Pracuj sobie nad nią spokojnie. Ja coś porobie w domu.-uśmiechnął sie kończąc sie myć i mocno obejmując chłopaka.- A za tydzień spędzimy miły tydzien w Korei. Już sie cieszę.
-a mówiłem ze jestem silniejszy od ciebie. Przepraszam ze wymęczylem aż tak. Ale nie zaprzeczysz ze było fajnie i przyjemnie, nie?-ucałował go i wziął na ręce.-zaraz ci przyniose jakieś ciuchy.
-jak zwykle przesadzasz. Nic sie takiego nie stało. Poza tym był czwarty raz tylko trochę inaczej.-wywrócił oczyma.-najważniejsze ze było przyjemnie.-dodał kładąc go na kanapie.-zaraz przyniose ubrania.
Takano dość szybko przygotował puszysty czekoladowy krem na który dał bita śmietanę i kawałki truskawek. Zaniósł do to salonu i jedna miseczkę podał chłopakowi.-smacznego. Czekoladowa chmurka dla mojego kochania.
-chciałeś coś słodkiego i dostałeś. Nie ma za co dziękować. Od czasu do czasu moge cie porozpkesczac.-uśmiechnął sie jedząc swoją porcje.-ja dostałem co chciałem wiem ty tez mozesz.
Ucałował go szybko. -reszta jak zjesz.-zasmial sie.-przestań sie już tak pytać. Jak chcesz sie potulic to po prostu sie przytul. Nie musisz pytać. Przecież jestem twój.-wskazał na malinki które zdobiły jego szyje.
-wiem...ale potrafię to spokojnie przeczekać. Wtedy tulisz sie jeszcze bardziej. Moja przylepa kochana.-zasmial sie całując go lekko.-jakbyś był chory to bym pewnie nie chciał seksu.
-Oczywiście, że będę...skąd te pytania kochanie?-spytał patrząc na niego trochę podejrzliwie. Poszedł za nim i usiadł na krzesełku i wziął od niego tekst.-ok...
-wiem, że możemy misiu...ale wiesz, bardziej lubię słuchać jak ty śpiewasz.-musnął jego usta.-um...a możemy przez jakiś czas nie organizować ognisk...ani grilla...
-nie chodzi o osoby skarbie...chodzi o...ogień.-odparł cicho tuląc go do siebie mocniej.-Myślałem że jest ok, ale po ostatnim śnie nie jestem tego taki pewny.
Pokręcił przecząco głową. -Nie trzeba. Było przecież ok, nie wiem co się stało że nagle miałem ten sen. Samo nagle przyszło więc pewnie samo pójdzie.-zdecydował wzruszając ramionami.
-wiem kochanie...na prawdę nie potrzebny mi psycholog. Radzę sobie. Po prostu chcę się trzymać z dala od ognia przez jakiś czas. Tylko tyle.-powiedział całując go namiętnie.-dam sobie radę.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 401 – 600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»[no na to wychodzi...;^; jak znieczulenie przestanie działać to się szykuj się wyżyję się na blogi XD]
-Jestem i będę kochanie. Nawet jeśli wymyślasz ciężkie kary, jesteś marudny i uparty...to i tak chcę być przy tobie.-położył mu palec na ustach.-nie w usta bo też złapię przeziębienie.
[cóż tyle to da się zauważyć...postać wiecznie poszkodowana XD]
-ok, pojadę. A ty siedź pod kocem przynajmniej. A jak pójdziesz komponować to załóż ciepłą bluzę, ok?-wstał z krzesła.-chcesz coś z miasta?
[no czasem ma XD no szpital to ma w domu :P]
-ok..więc struny.-ucałował go w policzek i wyszedł z domu. Najpierw pojechał po struny a później po Yuye który grzecznie bawił się u babci.-um..hej mamo.-przywitał się kiedy kobieta otworzyła mu drzwi.
-herbaty...-odparł biorąc chłopca na ręce.-no o co chodzi maluchu?-spytał dając mu się wygadać.
-serio? No patrz...własny ojciec się przede mną chowa...-zaśmiał się.-a może zrobimy kawał dziadkowi?-spytał konspiracyjnym szeptem.-Ja też tęskniłem. I wujek też.
-damy mu nauczkę. Pójdziesz do dziadka i powiesz że tatuś poszedł i tylko przyniósł ci czyste ubranka bo wujek jest bardzo chory i musisz dłużej i babci zostać. I powiesz że chcesz z nim bajkę w salonie oglądnąć, ok?
-lepiej. Je grzecznie kaszki i nic nie wymiotuje. Dzisiaj czuł się o wiele lepiej, tak samo też wyglądał. Zdrowieje.-uśmiechnął się do kobiety.
-jasne, jasne. Dam się zbadać chociaż czuję się świetnie...mam odporność po tatusiu.-zaśmiał się.-Tato...nie ładnie tak chować się przed własnym synem.-pokazał ojcu język i pomachał mu wesoło.
-To nie tak że nie lubię...nie jestem przyzwyczajony. Dobrze wiesz jak mało miałeś zawsze dla mnie czasu.-mruknął cicho.-Na razie poczekaj aż Tomo wyzdrowieje, mam teraz za wiele na głowie.
-Tak, tak...zamiast zająć się sobą nawiedzasz dorosłego syna.-zaśmiał się.-przyznaj się że nie do mnie przyjechałeś.-zachichotał.
-No proszę.-zaśmiał się z reakcji ojca.-to ja już może zabiorę mojego przeuroczego synka i zostawię was samych.-zdecydował wciąż mimo wszystko nie mogąc powstrzymać śmiechu. Cieszył się szczęściem ojca.
-cóż mamo...pożartowałbym sobie bardziej ale że dziecko słucha to nie będę.-zmierzwił chłopcu włoski.-idź się spakuj i ubieraj butki.-polecił mu.-A tak poważnie to nie chcę na długo zostawiać Tomo samego kiedy jest chory.
-jasne ze możemy. Wsiadaj do samochodu i jedziemy do twojej mamusi. Trzeba ładnie położyć kwiatki.-uśmiechnął sie do chłopca i otworzył samochód.
-wiem, wiem.-zmierzwil mu włoski i od razu ruszył na cmentarz. Zaparkował blisko wejścia i wyszedł z samochodu.-no kupimy jeszcze kwiatki, nie?
-to wybierz jakieś ładne.-powiedział spokojnie mu sie przyglądając. Poczekał aż chłopiec wybierze i zapłaci po czym złapał go za rączkę i szedł z nim na grób jego rodziców.
-ok, to wracamy. Trzeba przecież zając sie chorym wujkiem.-uśmiechnął sie i znów złapał chłopca za rączkę. Szybko doszli do samochodu a potem dojechali do domu. Takano chwycił struny i wyszedł czekając na chłopca.
-Dzięki skarbi.-wziął pucharek i podał mu struny.-kupiłem ci zapas.-dodał z uśmiechem.-A właśnie, mój tata przez miesiąc będzie mieszkał u twojej mamy...-poinformował go jedząc spokojnie mus.-pyszny jest.
-cos tez tak czuję.-zaśmiał się cicho.-Mój tata chyba już ma dość pracy i w ogóle...miał więcej pomysłów kiedy ja i moi bracia byliśmy młodsi.-dodał spokojnie jedząc.
-nic. Ojciec wie że żadne z jego dzieci nie chce się za to brać. Rozpoczęliśmy swoje życie, swoje zawody, dość dalekie od tego cym on się zajmował. Już dawno nic nowego nie wypuścił. Sądzę że przygotowywał się do zamknięcia....
-cóż...może trochę. Ale wiem że to nie dla mnie.-uśmiechnął się.
-Dobrze wujku. Dzisiaj mieliśmy test z matematyki i wszystko wiedziałem.-pochwalił się wesoło.-um...-na pytanie o dziewczynę się speszylł.-Ai-chan jest ładna i razem na konkursy chodzimy...-odparł cichutko.
-ale wujku ja nie wiem...bo Ai-chan podoba się wielu moim kolegom...-odparł cichutko.
-mhm...-przytaknął jakoś nie do końca przekonany.
-spokojnie Yuyuś masz jeszcze czas.-Takano zmierzwił mu włoski.
-Jasne że możesz...co nie Tomo? Jeszcze musisz się dziadka spytać czy możesz go odwiedzić.-uśmiechnął się do chłopca kończąc swój mus.
-Dobrze kochanie. W przyszłym tygodniu twoja mama wpadnie na kontrolę. Zbada ciebie i mnie.-poinformował go jeszcze. Zebrał brudne naczynia zaraz potem idąc pozmywać.
-Yuya zrobisz zemną obiad? Na co masz ochotę?-spytał chłopca kiedy już pozmywał.
-oj...ale grilla nie zrobimy. Tylko dla nas gotujemy maluchu bo wujek je kaszki.-wyjaśnił.-co powiesz na omurice?
-za tydzień. Jedziemy na ślub mojego przyjaciela do Korei i zostaniemy tam trochę.-odparł uśmiechając się do chłopca.
-oczywiście. I pójdziemy do wesołego miasteczka i będziemy się dobrze bawić.-zapewnił go krojąc składniki i od razu wrzucając je na patelnie.
-no oczywiście! Jako mój znawca od japońskiej kuchni musisz mi powiedzieć czego jeszcze dodać.-zaśmiał się dając mu trochę do spróbowania.
-więc pieprzu.-powtórzył cicho zaraz doprawiając danie.-co ja bym zrobił bez mojego synka.-zaśmiał sie mierzwiąc mu włosy. Cieszył się że go ma nawet jeśli wciąż dziwnie się czuł jako ojciec.
-pewnie by było ale nie tak dobre.-odparł wesoło wykładając obiad na talerze.-pójdziesz do wujka się spytać czy jest głodny?
-no cóż...tak troszeczkę możesz dostać. Po prostu nie chcę żebyś znów wymiotował...-uśmiechnął się dając mu na talerz trochę swojej porcji.
-Gdyby nie ty to by mi nie wyszło...wujek jest najlepszy. I robi najwspanialsze curry.-roześmiał się.
-oj no nikt nie jest idealny...ale to co ugotujesz już tak.-zaśmiał się zbierając naczynia.-Zrobię herbatę.-oznajmił bo jakoś miał ochotę na coś ciepłego do picia.
-Tomo-chan? Chcesz herbaty?-spytał gotując wodę na herbatę. Wyjął dla siebie kubek i czekał na odpowiedź.
-nadal? Ech...choroba na prawdę cie wykańcza.-westchnął podając mu kubek.-jak wypijesz to idź się połóż...
-wiem że nie masz. Musisz po prostu odpocząć.-uśmiechnął się obejmując go lekko.-zawsze tak masz jak chorujesz.
-więc widzisz kochanie, wystarczy że trochę odpoczniesz po chorobie i będzie ok. Na wyjeździe będziemy się dobrze bawić.
-ech, głuptas...-ostawił jego kubek na stolik i wziął go na ręce.-do łóżka śpiochu.-mruknał idąc z nim do sypialni.
-Jasne, poczytamy.-poklepał miejsce obok siebie i wziął od niego książkę.-To zaczynam.-uśmiechnął się zaczynając czytać.
-cóż maluchu...chyba już trochę za późno na spacer. Idź się umyj i potem możesz sobie pooglądać bajki.-zdecydował po czym wstał żeby sprawdzić co u Tomo.
-polezec chwile. Yuya sie myje. Potem ty, potem ja...i wtedy już pójdę spać.-wyjaśnił kolejność.-wybacz...obiecałem ze będę cały twój jak już będę w domu.-szepnął tulac go do siebie lekko
-no wiem kochanie.-ucałował go lekko.-Pośpiewam.-obiecał.-ale pózniej. Jak już będziemy umyci, ok?
-wiem misiu...najwieksza cześć mnie przypada oczywiście tobie.-zapewnił go z uśmiechem.-ja sie tobą tez moge podzielić z Yuya i pieskami. Tak to jesteś mój.
-myślisz? A może ja cie jeszcze bardziej kocham? Wtedy da sie bardziej, prawda?-spytal ze śmiechem.
-Yuya już wyszedł?-spytał bo nie słyszał żeby ktoś wychodził z łazienki.-No nic...obiecałem mu ze może pooglądać bajki...
-idź się umyć.-odparł tylko i wstał z łóżka. Poszedł do salonu gdzie chłopiec oglądał bajki.-Co leci?
-ta disneya?-spytał oglądając razem z nim.
-no to oglądamy.-powiedział nakazując tym samym ciszę. Z zainteresowaniem oglądał bajkę. Nie pamiętał kiedy ostatnio jakaś oglądał.
-Tomo-chan mam być zazdrosny o narysowana postać?-spytał go szeptem zaraz śmiejąc sie wesoło. Oglądając bajkę głaskał go po włosach przysluchujac sie jak śpiewa. Lubił jego głos.
-o zesz ty...niech mi sie tylko kara skończy.-zasmial sie trochę mierzwiac mi mokre włosy.-obejrzymy. Jutro sobie zrobimy taki mały seans.-obiecał mu.
-domyśl sie słońce ty moje.-zasmial sie cicho.-i z popcornem. A teraz skoro bajka sie skończyła to idź do spania.-zmierzwil chłopcu włoski.
-a co chcica? Zrozumiałeś ze sam siebie tym pokazares?-spytał ze śmiechem.-czy czeka cie kara? Może...pokaże ci ze jestem jedynym którego mozesz kochać.-ucałował go lekko uśmiechając sie delikatnie.
-nie ma? Czyżbym był aż tak mało pociągający?-spytał unosząc brwi.-a czemu miałbym nie wytrzymać? Od czego ma sie ręce.-wzruszył ramionami.-wytrzymam. Ale potem cie z łóżka nie wypuszcze.-zachichotal.-będę musiał jakoś odrobić ten stracony czas.
-jakbyś nie robił takiej długiej kary to pewnie mniej by bolał-wzruszył ramionami.-obiecalbym ze będę delikatny ale nie wiem czy będę w stanie sie hamować.-dodał nachylajac sie żeby go pocałować.-nie lubię kiedy cie coś boli.
-wiec to moja wina, tak? A co ja mam powiedzieć?-westchnął cieżko.-jakoś wytrzymasz. Moja kara obowiązuje a w domu jest Yuya.-zauważył idąc do łazienki.
-no oczywiście.-zasmial sie wchodząc do łazienki. Wziął szybki prysznic i poszedł do łazienki ubrany standardowo w luźne bokserki.-wziąłeś leki?
-zaraz przyniose wodę.-odparł idąc do kuchni. Nalal wody do szklanki a wracając do sypialni pogasil wszystkie światła. Podał chłopakowi wodę i wszedł pod kołdrę.
-ja ciebie tez kocham. Dobranoc.-.Zaknknal oczy il praktycznie od razu zasnął.
Oddychał cieżko i hrapliwie i obudził do dopiero jak dostał od chłopaka w twarz. Odsunął sie od niego przerażony.
-przepraszam...zły sen...-mruknął cicho nie patrząc na niego.
-ale...nie zrobiłem ci krzywdy, prawda?-spytał niepewnie.-przepraszam. Po prostu...to było...ten dzień kiedy porwał mnie twój wujek. Przepraszam.-zlapal jego ręce.
-wiec zrobiłem. Przepraszam. Kochanie przepraszam.-był wdzięczny ze chłopak go tuli.-przepraszam. Zrobiłem ci krzywdę. To już sie nie powtórzy.
-jak to nic? Uderzylem cie...-westchnął smutno. Posadził go sobie na kolanach i mocno przytulił.-przepraszam. Tak bardzo cie kocham. Bardzo.-oparł głowę o jego ramie.-głupi sen...
-przepraszam. Kocham cie. Nigdy cie nie udeze. Nigdy. To już sie nie powtórzy. Walnij mnie jak znów będę tak odwalal.-ucałował go w obojczyk.-dziękuje ze mi wybaczasz...ale jeśli kiedykolwiek zrobię to celowo to odejdź. Nie chce trzymać cie na sile nawet jeśli nie chce cie stracić. Ty jesteś najważniejszy.
-nie uderze. Za bardzo cie kocham.-ucałował go w policzek.-um...coś cie boli? Bardzo?
-to nic skarbie. Obudziles mnie tym.-ucałował go w policzek a potem w nadgarstek.-zwichniety? Przepraszam. Moja wina. Skrzywdziłem cie.-wciąż był przygaszony.
-na pewno?-spytał zmartwiony.-to chodz zrobię ci oklad. Tak cicho żeby Yuyi nie obudzić.-oddał podcinał.-teraz czekoladę?
-no już...a teraz wracajmy do łóżka. Pospijmy trochę a po śniadaniu dostaniesz najlepsza czekoladę.-obiecali od razu.
Objął go lekko przymykajac oczy.
-te piosenkę która dla mnie napisałeś. Te która tak lubię.-poprosił na chwile zerkajac na niego.-ale cichutko żeby Yuya sie nie obudził, ok?
Zasnął momentalnie już uspokojony. Oddychał mianował lekko przytulając chłopaka.
-kocham cie...-wymamrotal przez sen.
Wstał rano przed wszystkimi i zaczął robić typowe japońskie śniadanko korzystając z przepisów Tomo.
-Hej...nie spałeś później?-spytał zmartwiony. Od razu nałożył mu ciepłą porcyjkę ryżu.
Takano spuścił wzrok bo nadal siedziała w nim nocna akcja.
-bardzo cię boli jeszcze? Twoja mama ma dzisiaj wpaść to może od razu ją obejrzy?-zaproponował.
-na pewno?-spytał jeszcze raz dla pewności.-Poradzisz sobie z jedzeniem? Może ci pomóc?-popatrzył na niego wyraźnie zmartwiony.
-no tak...-zasmial sie cichutko.-wybacz, po prostu sie martwię...-wyjaśnił wracając do jedzenia.-Yuyuś zadzwoniłem już do szkoły i sprawiedliwilem ci ten tydzień kiedy będziemy na wycieczce-uśmiechnął sie do chłopca.
-no dobrze możemy iść na rower. Tomo ale zadzwoń kiedy twoja mama przyjedzie. Miał tez przyjechać mój tata a muszę z nim pogadać.-poprosił go.-zrobię wujkowi czekoladę i możemy jechać.
-nie będziemy aż tak długo. Twoja mama miała przyjechać przed obiadem wiec może na nim zostaną?-wzruszył ramionami idąc robić obiecana czekoladę.
-dobrze już dobrze. Nie zachowuj sie jak mamusia.-zasmial sie.-wrócimy przed obiadem. Przecież nie będziesz gotował z ta ręka.-zauważył spokojnie robiąc mu czekoladę i pochwali wlewajac do wysokiego kubka i dodając wszystkie bajery.
-oj no...przecież nie będziemy częstowali naszych rodziców nalesnikami skoro tak rzadko bywają. Przyjadę wcześniej i coś ugotujemy. Razem.-ucałował go w policzek.-nie będziemy długo jeździć przecież.
-pojezdzimy, spokojnie. Mam czas wiec na pewno pojezdzimy.-zapewnił go.-i mochi ci kupimy. A ty spokojnie wypij czekoladę.-uśmiechnął sie i poszedł ubrać buty i wyjąc rowery.
-ok.-zanotował w telefonie i wsiadł na rower.-prowadz maluchu. Tylko ostrożnie.-uśmiechnął sie ruszając obok niego.
-może być taki plan.-podał chłopcu jabłko.-zjemy, zajedziemy po mochi i do domu.-uśmiechnął sie siadajac przy rowerze.
-pojedziemy. Wujek wyzdrowieje ,wrócimy z Korei i pójdziemy na rowery.-obiecał mu. Szybko zjadł swoje jabłko o tylko czekał aż chlpiec tez zje.
-bardzo ładnie jeździsz.-odparł z uśmiechem.-podpisze. Przecież kartę rowerowa musisz miec.-dodał ruszając obok niego.
-no już, wskakuj na rower i wracamy.-zmierzwil mu włosy wsiadł na rower czekając na niego.
-weźmiemy po kilka.-zdecydował kupując te które o które prosił Tomo i kilka dla siebie. Jak tylko zapłacił szybko wrócili do domu.-daj wujkowi mochi a ja schowam rowery.
-tadaima!-krzyknął wchodząc do domu. Walnął sie na kanapie i ucałował swojego mężczyznę. Wziął jedno mochi.-co robimy na obiad?
-ale dzisiaj wujek potrzebuje mojej pomocy. Obiecuje ze będę dokładnie wykonywał twoje polecenia.-uśmiechnął sie do niego i ucałował lekko.
-ni zepsuje. Uwierz w swojego tatusia.-zasmial sie idąc za Tomo do kuchni.-co pomoc? Tak żebyś uważał na rękę.
-ok.-wziął wszystkie potrzebne składniki i zaczął je obierać i kroić.-dasz radę wstawić ryż?
-no wiem, wiem...ale ta ręka to moja wina i się martwię po prostu.-mruknął spokojnie krojąc dalej.
-wybacz...na prawdę przepraszam. Następnym razem od razu mi przywal żebym sie obudził.-uśmiechnął się przepraszająco.
-ech...przecież nic nie mogłeś zrobić. Ja jestem winny. Zostawmy ten temat.-poprosił cicho.
-Ale nie jesteś...-westchnął ciężko.-po prostu zostawmy ten temat. Tylko o to proszę.
-Aj idź...zostaw ja pozbieram to szkło.-powiedział odciągając go na bok i zmiotką sprzątając szczątki szklanki.
-Chwytałeś ją lewą ręką, prawda? To pewnie dlatego...-mruknął wyrzucając szkło.-pomóc coś jeszcze?
-ok...-mruknął cicho. Po chwili poszedł otworzyć drzwi bo akurat przyjechali ich rodzice.
-nie ma za co...zrobiliśmy więcej.-odparł.-hej mamo.-pomógł jej zdjąć płaszcz i powiesił go na wieszaku.
-ja jestem zdrowy, obejrzyj swojego syna.-mruknął tylko. Naszykowal do stołu a późno poszedł do kuchni.-nakładać?-spytał chłopaka.
-ech ok...chodź mamo.-mruknął wychodząc z nią do salonu i pozwalając jej sie zbadać.
-nic mi nie bedzie, nie mam czasu chorować.-odparł cicho i dał sie jej przytulić.-stało. Skrzywdziłem go, miałem koszmar i kiedy Tomo próbował mnie obudzić mocno scisnalem jego nadgarstka. Lewy ma zwichniety. Nawet mimo tego ze mnie zapewnia ze to nic...to mnie to ciagle gryzie.-zwierzyl sie jej.
-nie boi, a nawet jeśli to nie daje tego po sobie poznać.-uśmiechnął sie do kobiety.-nie zrobię. Przez głupi sen go skrzywdziłem. Pewnie tez wystraszyłem.-westchnął.-dziękuje ze mnie wysłuchalas.
-uhm tak...coz lepiej pomogę Tomo w kuchni bo mój kochany tatuś tam poszedł.-uśmiechnął sie do kobiety jeszcze raz dziękując mu za rozmowę.-tato daj to...Tomo je mniej.-jeknal widząc już nałożone porcje.
-wiem tato, chciałeś pomoc.-skinal. Kiedy chłopak sie w niego wtulił objął go mocno.-potule ile będziesz chciał. Przecież wiesz ze ja jestem chętny na wszystko dzieki czemu jestem bliżej ciebie.-zasmial sie.
-nie będę. Tata nałożył dużo a ja na prawdę nie chce żebyś potem wymiotował bo za dużo zjadłeś.-odpowiedział obejmując go mocno.-kocham cie. Jak smakowala czekolada ze wszystkimi bajerami?-spytał przy okazji.
-Wiem...ale chyba pierwszy raz robiłem ci taką ze wszystkimi dodatkami...musiała być strasznie słodka.-zauważył biorąc talerze na tackę i zanosząc je do salonu.
-Jak na ciebie to nawet nie tak długo.-zaśmiał się.-smacznego.-powiedział i zabrał się za jedzenie swojej ukochanej potrawy.
-Nie licz na to tato...nawet z przepisem nigdy nie wyjdzie tak samo pyszne.-zaś miał się bo przecież próbował.
-A co? Tato przecież nie popiszesz się czymś w czym nie masz talentu...zupełnie.-zauważył spokojnie.
-Jasne tato...jasne.-zachichotał cicho.-przecież już cię uczyłem...obaj stwierdziliśmy że do tego nie wrócimy, więc nie wracajmy.
-no bez jaj że kucharzy też zwolniłeś...przecież ty bez nich nawet dnia byś nie przeżył...-westchnął bo jednak swojego ojca znał.-co spróbować? Prawie zginąłem jak go uczyłem...fartuch nie przetrwał.
-Ech tato...No nic jak na ciebie to i tak dużo...-mruknął wzruszając ramionami. Wrócił do jedzenia curry.
-nie. Mam traumę po ostatnich próbach nauczenia ciebie czegokolwiek. Siebie prawie pociąles a mnie popatrzyłes.-pokręcił głowa.
-Takano...przecież nie było tak źle.-zaprotestował.-nie ma problemu, zostań ile będziesz chciał. Od razu może mnie nauczysz gotować?-zaproponował.
-ale zanim pojedziesz do Tokio to jedziemy do Korei.-objął Tomo ramieniem.
-na ślub Shoujiro?-dopytał jego ojciec.-zając sie Yuya?
-tak na jego ślub. Yuya jedzie z nami tato, kiedy indziej sie nim zajmiesz.-odparł ze śmiechem.
-no Yuya chodź tu do mnie.-poprosił chłopca który od razu do niego podszedł i mocno przytulił.
-babcia jest zła na wujka?-spytał zmartwiony.
-nie...myśle ze babcia sie martwi.-odparł tulac chłopca. Wiedział jak ten sie bal kłótni wiec starał sie ich unikać.
-na pewno nie. Babcia sie tylko o wujka martwi. To normalne dla rodziców. -zapewnił chłopca tulac go do siebie mocno.-na tez chce żebyś był bezpieczny.-dodał.
-ja nie lubię krzyczeć. No i nie chce cie wystraszyć. Spokojnie babcia nic wujkowi nie zrobi.-zapewnił malucha.-chces żebym poszedł sprawdzić?
-jasne idź.-uśmiechanal sie rownież wstajac. Poszedł n taras i objął go ramieniem.-co kochanie? Dasz bucha?
-na pewno wszystko w porządku?-spytał wyciągając z kieszeni papierosy.-no ale skoro tak mówisz to ci wierze.-dodał bo przecież nie chci sie mu narzucać.
-hej...bardzo chcesz zostać teraz sam?-spytał cicho.-jeśli tak to pójdę.-dodał chociaż wolałby zostać.
-hej...bardzo chcesz zostać teraz sam?-spytał cicho.-jeśli tak to pójdę.-dodał chociaż wolałby zostać.
-jasne. Pójdę do Jolie. Zawołaj kiedy poczujesz ze chcesz sie wygadać.-powiedział i odszedł do swojej suni.
Po tej czwartej fajce podszedł do chłopaka i kucnął przed nim opierając sie o jego kolana.
-dużo masz zamiar jeszcze wypalić?-spytał patrząc mu w oczy.-powiedz...o czym rozmawiałeś z mama?
-ja ci ufam. Wiem ze sie starasz i nie chcesz wrócić do nałogów. Wiem tez ze z tego powodu chciałeś zatrzymać sie u mojeo taty.-uśmiechnął sie lekko do niego.-i nawet jeśli czułbym sie pewniej jadąc z tobą...to wiem ze dasz sobie rade.
-nie jestem zły. Przestań uważać ze jestem za wszystko zły. Kocham cie i zawsze staram sie ciebie zrozumieć. Kocham cie.-ucałował go szybko.
-spokojni. Ja nie.-znów go ucałował.-jesteśmy parą, przecież nie będziemy sie na siebie zloscili bez powodu. Ty jesteś na mnie zły tylko jak masz porządny powód, prawda?
-no tak...ale coraz mniej podpadam wiec tego nie liczę.-zasmial sie obejmując go lekko.-z czasem jak cie poznaje popelniam mniej błędów.
-oj skarbie...ona sie tylko o ciebie martwi.-odparł szybko.-powiedziała ci coś złego? Zabroniła jechać?-spytał glaszczac go po włosach.
-no tak, to na pewno boli kochanie. Moge cie jedynie pocieszyć tym ze ja ci ufam. Pamiętną imprezę po koncertowa przetrwalbys bez szwanku gdyby ktoś ci nie dosypal...-zachwiał sie trochę bo wciąż kucał.-jestem spokojny bo wiem ze potrafisz powiedzieć nie.
-wiem kochanie. Wiem to bardzo dobrze...chciałeś sie po prostu dobrze bawić.-uśmiechnął sie siadajac obok niego.-pamietam ze wtedy spanikowalem...gdyby nie twój kolega pewnie bym sobie nie poradził.-powiedział cicho.
-coz chyba gorzej było kiedy narkotyki przestały działać...ale ja i tak wtedy spanikowalem. Nie wiedziałem co robić i w ogóle. Ale dostałem szczegółowe rady i jakoś sobie poradziłem.
-może i było ale już jest dobrze i na pewno nie wróci.-uśmiechnął sie i wstał z ławki.-jasne już wracamy.-objął go lekko ramieniem i zawołał Yuye.
-um...dobrze wujku.-odłożył gitarę na miejsce.-ale długo pospiewasz?
Po pół godzinie słuchania przytulił go mocno.
-dziękuję wujku, jesteś super!-oznajmił wesoło.
-Bo ja chciałem wujka posłuchać!-odparł pewny siebie.
-No moi kochani, zrobiłem wam czekoladę.-odezwał się stojący w drzwiach Takano.-Nasi rodzice już poszli.
-chcieli sie wymknąć cichaczem.-odparł ze śmiechem.-ze wszystkimi bajerami. Syrenkę tez obejrzymy.-dodał idąc za nimi.
[bylam pewna ze odpisalam ;.; upominaj sie bo telefon mnie nie lubi...]
-no coz i znów najpierw spytałes dziadka a pózniej nas informujesz. Yuya pamiętaj żeby najpierw sie nas pytać, ok? Bo jeszcze raz najpierw załatwisz sprawy z dziadkiem a nie z nami i bede zmuszony nie pozwolić ci iść.-powiedział mierzwiac mu włoski.
-ach no tak wczoraj pytałeś. Zupełnie zapomniałem. Za dużo mam ostatnio na głowie, przepraszam.-przytulił go mocno.-to co, włączamy bajkę?-spytał uśmiechając sie do niego lekko
-ok...-włączył bajkę i usiadł na kanapie.-no dzięki...usiedli na fotelu i samego mnie zostawili.-pociągnął teatralnie nosem.
-ah i rozumiem ze ja z tego dnia zostałem wykluczony?-znów pociągnął nosem i sięgnął po leżące na stole paluszki uznając je za swoje jedyne pocieszenie.
Wzruszył tylko ramionami i skupił sie na lecącej bajce wcinając paluszki które popijał colą. W połowie rozłożył sie na kanapie korzystając z tego ze ma ja cała dla siebie.
-niecierpliwiec...-westchnął pomiędzy pocałunkami od razu przysuwajac go bliżej siebie.-jak rozumiem kara anulowana?-zasmial sie bo według umowy miał ja miec jeszcze dobre trzy miesiące.
-hmmm czyli nagroda. Po tak długiej przerwie...bedzie smakować jeszcze lepiej.-oblizal usta zaraz całując go zachłannie. Powoli zaczął rozpinac bluzę którą miał na sobie chłopak.
-ja ciebie tez...dlatego nie chce więcej takich przerw. Sam widzisz jak sie wtedy szybko podniecam...i moge stracić panowanie nad sobą.-odparł szybko żeby zaraz wrócić do ust chłopaka. Zdjął z niego bluzę i wziął na ręce żeby przenieść ich w bardziej dogodne miejsce niż korytarz.
-twój twój...ale bez przerw na prawdę może sie obejść.-zachichotal idąc z nim do sypialni. Położył go łagodnie na łóżku i zdjął z siebie koszulkę. Uśmiechnął sie zadziornie i zaczął go rozbierać. Całował go i lizał wszędzie gdzie tylko zauważył kawałek jego skóry.
-coś za grzeczny dzisiaj jesteś.-stwierdził kiedy całował go po forsie zostawiając gdzieniegdzie mocne malinki. Przyssal sie to jego sutka ręka masując jego przytoczenie przez spodnie. Druga ręką rozbrajał pasek chłopaka.
-coz kochanie.-na chwile odsunął usta od jego ciała.-w końcu to już prawie rok jak jesteśmy razem. Miałem czas żeby cie poznać.-zauważył w końcu zdejmując z niego spodnie i bokserki.
[branoc ^^]
-czy to nie oczywiste? Nie jestem jakimś tam pierwszym lepszym Japończykiem.-złapał jego twarz w dłonie.-a skoro jestem pierwszym z którym jesteś tak długo...to nasza rocznica musi być wyjątkowa.-stwierdził od razu ze nie odpuści świętowania tego dnia i pocalowal go namiętnie.
-ja ciebie tez.-zsunął sie pocałunkami niżej aż w końcu zaczął sie zajmować jego przyrodzeniem. Od razu zaczął go przygotowywać do swojego wejścia.
Uśmiechnął sie w duchu ciesząc sie z reakcji chłopaka. Odsunął sie od niego dopiero kiedy uznał ze chłopak jest gotowy i od razy zaczął w niego wchodzić
Takano w ogóle się nie powstrzymywał, nie chciał się hamować. Tęsknił, pragnął, pożądał. Narzucił szybkie i mocne tempo dodatkowo wciąż pieszcząc męskość partnera. Nachylił się żeby go pocałować.
-Mówiłem kochanie...dzisiaj cię tak szybko nie puszczę.-powiedział zaraz to wracając do całowania chłopaka. Ręce rozbiegły mu się po całym ciele partnera jakby się bał że może ominąć kawałek jego ciała.
[ale w sensie, że co?]
-to dobrze że zdajesz sobie z tego sprawę.-uśmiechnął się zadziornie zaraz dochodząc w chłopaku ale ani myśląc wychodzić czy przerywać chociaż na moment.
[rozjaśnij mi trochę o co chodzi XD co operują?]
-mój kochany...-szepnął ciesząc się bliskością partnera. Sprawnymi palcami bawił się sutkami chłopaka.
[jeju...a co takiego zrobiła że aż wojnę rozpętała? XD]
-wiem, że tutaj lubisz...-zachichotał dalej się bawiąc.-ale nie można mieć wszystkiego od razu...lepiej jak trochę poczekasz.
[no to faktycznie nie zrobiła nic złego...dziwni admini. Idę na dodatkowy angielski wiec nie bedzie mnie tak do 19:30 ]
-zaraz okrutnik...przecież w ogólnym rozrachunku jest ci przyjemnie.-odparł wesoło.-ja ciebie tez. Bardzo mocno.-oznajmił trochę mocniej ściskając jego sutki.
-chciałem żebyś trochę odpoczal.-odparł zaraz momentalnie przyspieszając.-no ale skoro nie to nie bede zwalniał póki sam nie powiesz ze masz dość.-dodał jeszcze.
-bez urazy kochanie ale mam więcej sił niż ty.-zachichotal zaraz pchając mocniej.
-naturalnie ze tak jest kochanie.-odparł dłońmi przejeżdżając po jego pośladkach i udach.-z góry przepraszam za bolacy tyłek.-puścił mu oczko a dłońmi wrócił na czułe punkty partnera.
-dla mnie noszenie ciebie to sama przyjmnosc.-odparł zaraz stwierdzając ze dość gadania i usta zajął calowaniem chłopaka. Jedną dłonią piescil męskość partnera a druga jego sutem. W końcu żeby jego ukochany odczuwał jak najwiecej przyjemności.
-um, dobrze ze powiedziałeś. Nie bedzie czwartego razu.-cmoknal go w policzek i wyszedł z niego.-ale dziękuje...moge sie czuć spełniony.
-nie lubię kiedy cie boli...wole kiedy jest przyjemnie.-odparł z uśmiechem.-no tak...bedzie czwarty.-przygryzl lekko wargę.
-jasne...dawno tego nie robiliśmy.-odpowiedział tulac go do siebie.-dziękuje ze sie mną zająłes. Kocham cie...-ucałował go delikatnie.-bardzo cie kocham. Chodźmy sie umyć.
-może i nie muszę...ale lubię jak sie mną zajmujesz.-wstał z łóżka i wziął go na ręce.-poniosę. Przecież to oczywiste. A co do słodkiego to nawet jeśli nie mamy moge coś na szybko zrobić. Dla mojego mężczyzny wszystko.
-coś dla ciebie wymyślę. Coś pysznego.-ucałował go i włożył do wanny i zaraz nalal do niej wody i płynu żeby była piana.
-już wchodzę mój słodki mężczyźno. -zasmial sie wchodząc do wanny. Usiadł za chłopakiem i po dłuższej chwili zakręcił wodę.
-ja tez sie cieszę. Lubię miec cie tak blisko.-powiedział obejmując go jakiś czas. Odczekal chwile po czym wziął od chłopaka gąbkę.-umyje ci plecy.
-tak. Włoski tez ci umyje.-ucałował go w policzek i sięgnął po szampon.-nie wiesz o której Yuya jutro wraca -spytał zerkajac na jego malinki.
- mhm...czyli zdążymy sie wyspać i ogarnąć zanim wróci. To dobrze.-spłukał mu pianę z włosów i zabr sie za mycie siebie.
- jasne kotus. Pracuj sobie nad nią spokojnie. Ja coś porobie w domu.-uśmiechnął sie kończąc sie myć i mocno obejmując chłopaka.- A za tydzień spędzimy miły tydzien w Korei. Już sie cieszę.
-no jasne ze będziemy. Ze mną nie będziesz sie nudził. Koyuki i Mary zaproponowali że wezmą Yuye na jeden dzień żebyśmy mogli gdzieś pójść sami.
-nie bedzie. Mozesz polezec a ja. Oś dobrego do jedzenia robię.-zdecydował rownież wychodząc z wanny.-mozesz stać? Nogi ci sie trzęsą.
-a mówiłem ze jestem silniejszy od ciebie. Przepraszam ze wymęczylem aż tak. Ale nie zaprzeczysz ze było fajnie i przyjemnie, nie?-ucałował go i wziął na ręce.-zaraz ci przyniose jakieś ciuchy.
-jak zwykle przesadzasz. Nic sie takiego nie stało. Poza tym był czwarty raz tylko trochę inaczej.-wywrócił oczyma.-najważniejsze ze było przyjemnie.-dodał kładąc go na kanapie.-zaraz przyniose ubrania.
-bede aż będziesz miał mnie dosyć.-zasmial sie bandazujac jego dłoń.-idę zrobić ci coś słodkiego. Włącz telewizor albo coś.
Takano dość szybko przygotował puszysty czekoladowy krem na który dał bita śmietanę i kawałki truskawek. Zaniósł do to salonu i jedna miseczkę podał chłopakowi.-smacznego. Czekoladowa chmurka dla mojego kochania.
-chciałeś coś słodkiego i dostałeś. Nie ma za co dziękować. Od czasu do czasu moge cie porozpkesczac.-uśmiechnął sie jedząc swoją porcje.-ja dostałem co chciałem wiem ty tez mozesz.
Ucałował go szybko.
-reszta jak zjesz.-zasmial sie.-przestań sie już tak pytać. Jak chcesz sie potulic to po prostu sie przytul. Nie musisz pytać. Przecież jestem twój.-wskazał na malinki które zdobiły jego szyje.
-gluptasku...zawsze mam ochotę na twoja bliskość.-zasmial sie i ucałował go lekko w policzek.-kocham cie gluptasku.
-wiem...ale potrafię to spokojnie przeczekać. Wtedy tulisz sie jeszcze bardziej. Moja przylepa kochana.-zasmial sie całując go lekko.-jakbyś był chory to bym pewnie nie chciał seksu.
-bede robił jak zasluzysz i ładnie poprosisz.-uśmiechnął sie i musnal lekko jego usta.-mój śliczny.
-pojedziemy kiedyś. Miesiąc miodowy bedzie długi to możemy cześć niego spędzi w Australii
-kocham. Bardzo mocno.-odpowiedział trochę zaskoczony tuląc go mocniej do siebie.-skąd to pytanie?
-Oczywiście, że będę...skąd te pytania kochanie?-spytał patrząc na niego trochę podejrzliwie. Poszedł za nim i usiadł na krzesełku i wziął od niego tekst.-ok...
-nie oczekuj wiele po tym jak zadajesz mi takie pytania...poza tym pierwszy raz widzę ten tekst, daj mi się oswoić.-zaśmiał się cicho.
-dobrze słonko.-powiedział spokojnie. Druga próba wyszła zdecydowanie lepiej.
-nie wiem kochanie...ja się chyba nie nadaję na płytę.-odparł obejmując go lekko.
-dobrze. Nie chcę psuć twojej płyty.-ucałował go lekko.-ale lubię z tobą śpiewać. To sprawia mi przyjemność...
-wiem, że możemy misiu...ale wiesz, bardziej lubię słuchać jak ty śpiewasz.-musnął jego usta.-um...a możemy przez jakiś czas nie organizować ognisk...ani grilla...
-nie chodzi o osoby skarbie...chodzi o...ogień.-odparł cicho tuląc go do siebie mocniej.-Myślałem że jest ok, ale po ostatnim śnie nie jestem tego taki pewny.
Pokręcił przecząco głową.
-Nie trzeba. Było przecież ok, nie wiem co się stało że nagle miałem ten sen. Samo nagle przyszło więc pewnie samo pójdzie.-zdecydował wzruszając ramionami.
-wiem kochanie...na prawdę nie potrzebny mi psycholog. Radzę sobie. Po prostu chcę się trzymać z dala od ognia przez jakiś czas. Tylko tyle.-powiedział całując go namiętnie.-dam sobie radę.
-jest późno...nie lepiej byłoby pójść spać? Jeśli chcesz poczytać to nie będę cię zatrzymywał ale ja bym chciał zmienić pościel i iść spać.
-ok.-zdjął chłopaka ze swoich kolan i poszedł do sypialni od razu biorąc się za pościel.
-kotek? ale możesz czytać w sypialni. Ty będziesz czytał a ja się do ciebie potulę.-uśmiechnął się lekko.-Światło nie będzie mi przeszkadzało.
-nie będzie. Chcę się do ciebie potulić, mogę prawda?-spytał żeby się upewnić. Położył się do łóżka i wtulił w brzuszek chłopaka.
-dobranoc mój misiu...miłej lektury.-przymknął oczy starając się zasnąć.
Takano do tej trzeciej mamrotał co chwilę przez sen jak to go kocha. Kiedy chłopak się położył przytulił go mocniej.
-dla mojego kochania wszystko.-uśmiechnął sie stawiając przed nim talerz.-nic cie nie boli?-spytał robiąc jeszcze herbatę.
-jak nie będziesz robił takich przerw to nie będzie bolało.-zaśmiał się chociaż nie bardzo w to wierzył.-smacznego.
Prześlij komentarz