Wziął od niego talerzyk i zabrał się za jedzenie. -dobrze. Ale pamiętaj żeby wszytsko notować. I jak będę jakieś informacje o wycieczce do dopytaj o najważniejsze rzeczy.-popoprosił zaraz.
-dobrze więc w drogę powrotną.-zgodził sięz uuśmiechem idąc powoli obok niego.-wiem ze jeszcze nie odzyskałes pełni sił...dlatego możesz mi mówic kiedy jest ci słabo.-powiedział I ucałował go ukradkiem w policzek.
-dobrze kochanie. Ja tylko mówię że jakby coś to zebyś od razu mi powiedział.-wyjaśnił z uśmiechem.-Yuya, powoli!-krzyknął jeszcze do malucha żeby nie zgubić go z pola widzenia.
Takano puścił Jolie która grzecznie położyła się przy dziadku a potem wszedł z Tomo do szkoły.-trochę się zaskoczyłem kiedy zaproponowałes żebyśmy tu przyszli. Sądziłem ze nie lubiłes szkoły.-powiedział obejmując go ramieniem.
-mhm...-uśmiechnal się I usiadł na ławce. Pogłaskał go po włosach.-tez tu zawsze siedziałem. W sensie w ostatniej ławce przy oknach.-wyjaśnił wesoło.-fajnie ze miałeś wsparcie...a w stroju uczennicy wyglądałes uroczo.
-wiem. I rozumiem kochanie.-zapewnił go z uśmiechem.-organizowaliscie tutaj takie noce filmowe? U mnie były...pyszczalismy różne filmy z rzutnika. Było dość wesoło.-powiedział rozglądając się po klasie.
-cóż...my robiliśmy trochę większe akcesoria ze straszeniem. Wiesz jak dziewczyny szły do toalety to robiliśmy atmosferę jak w horrorach. Było zabawnie.-stanął za nim i objął delikatnie.
-a no wiesz...nagle wylaczalismy prąd...rozlewalismy sztuczna krew. Raz nawet udawaliwmy wisielcow i kabinach.-zaśmiał się.-nie rodzice, brat. Przecież wiesz ze rodzice nie za bardzo się mną interesowali.-powiedział I ucałował go w policzek.
-mój biedny...-powiedział nachylajac się żeby go pocałować ale zamiast tego stuknal się z nim nosami.-budziłes duże zainteresowanie? Powinienem być zazdrosny i bardzo żałować ze nie chodziliśmy razem do szkoły?
-um tez tak sądzę...i tez był wolał mieć pierwszy raz z tobą...i żeby twój był ze mną.-ucałował go.-nawet jeśli byłby bolesny i w ogóle. Bo bylibyśmy głupi i niedoswiadczeni.-przytulił go I znów ucałował.-kocham cie.
-mhm...i zamieszkalibysmy razem...i dalej się spotykali. Nie wpadłbyś w alkoholizm i narkotyki...i uczylibysmy się razem...a w liceum bym ci pomagał z lekcjami...-musnal jego usta.
-to tez prawda. A my mimo wszystko jesteśmy razem wiec...sądzę że to najważniejsze. Nawet jeśli byłoby fajnie jakbyśmy zaczęli się spotykać w młodszym wieku...-zauważył wesoło I znów go pocałował.
-w takim razie na pewno by cię zaakceptowała. W końcu ja cie kocham wiec..jak mogłaby ciebie nie zaakceptować?-spytał unosząc brwi obejmując go ramieniem.-chciałbym ją poznać...moc usłyszeć jej głos. Przecież ja jej w ogóle nie pamiętam...
-mam nadzieję.-powiedział I ucałował go w policzek.-ale patrz...nic nam się nie dzieje wiec...sądzę że to akceptuje...nas związek I w ogóle.-uśmiechnął się podchodząc w końcu do nagrobka.
-z nim tak nie podskakiwalem...-wyjaśnił wesoło.-nie zwymiotowal ale zawsze opowiadał ciekawe historie. Albo spał. Albo się wiercil I o mało się nie wywrocilismy.
-oj no...to raz tak było ze tańczyłem nago na barze...-wywrocil oczyma.-no I zanim nie pojechałem do Paryża to po pijaku mówiłem po japońsku.-wzruszył ramionami.-nie mogłem aż tak narozrabiac...
-oj zaraz przypadkowy...-mruknął poprawiając go sobie na plecach. -ty mi juz obiecałeś taniec i jeszcze go nie dostałem. Wiec cóż...powiedzmy ze się zastanowię.
-nie zwalaj tego teraz na mnie.-zasmiał się wesoło.-najpierw mi obiecujesz a teraz co? A ja się zastanowię czy zatańcze. W końcu na miesiąc miodowy obiecałem ci jeden dzień gdzie będę robił wszytsko co chesz.
-przepraszam.-powiedział i ucałował go w policzek.-ale będzieszczerze mnie mógł o to poprosić na miesiącu miodowym...wtedy zatańcze...ale ty dla mnie tez.
Takano skupiał się bardziej na Tomo niż na filmie który znał prawie na pamięć. Uśmiechał się widząc jak chłopak śmieje się wesoło i zajada pizza. Podobało mu się to i sprawiało ze był na prawdę szczęśliwy.
Takano zaśmiał się wesoło i skończył sprzątanie a kiedy łazienka się zwolniła poszedł się szybko umyć. Juz nie mógł się doczekać żeby posłuchać jak chłopak mu śpiewa.
Pogłaskał go lekko po włosach i wytarl łzy ciesząc się ze chłopak go takiego nie widzi. Podziękował tez w myślach mamie za przyzwolenie które usłyszał w swoim śnie. Dopiero wtedy znów spokojnie zasnął.
-twój...-zgodził się już obudz ony ale nadal nie otwierając oczu.-Snila mi się mama...-poinformował go.-mówiła ze mnie kocha i jest ze mnie dumna. Powiedziała tez ze masz jej błogosławieństwo.-musnal jego usta swoimi.
-ale Yuyuś...musisz iść do szkoły...na prawdę załatwię wszystko z panią dyrektor.-zapewnił go jeszcze raz i spojrzał błagania na Tomo potrzebując pomocy.
-oj jakie problemiki? Przecież teraz nic takiego nie ma. Zawsze możesz do nas przyjść z problemem a my ci pomożemy. Zawsze.-zapewnił go I wziął łyk herbaty.
-mhm...i przyjdź na czekoladę tak jak chciałeś.-powje dział jeszcze i złapał Yuye za rękę.-a ty dostaniesz po obiadku na deser.-obiecal I juz pojechał z nim do szkoły.
-ok, wiec na obiad zrobię coś pysznego.-powiedział z uśmiechem i poszedł do kuchni. Przyniósł mu zamówienie I na chwile się do niego dosiadl korzystając z małego ruchu.
-rozumiem kochanie. Wiec idź I grzecznie przejdź przez te kontrolę.-powiedział z uśmiechem.-dobrze. Dyrektorka się wszystkim zajmie. Powiedziała ze cieszy się ze jej powiedzieliśmy i może szybko zareagować.
-Okairi....ale właśnie dlatego nie lubię kiedy bierzesz nocne zmiany...-powoedział tulac go do siebie.-połóż się na kanapie. Zaraz dam ci herbatkę.-obiecał.
-wiec taki zmęczony będziesz jechał na badania?-spytał zmartwiony. Usiadł obok niego I objął delikatnie.-postaraj się nie zameczac...śpij sobie jutro. Ja zrobię śniadanie i zawioze Yuye do szkoły.
-ja ciebie tez. Na prawdę.-powiedział z uśmiechem czekając aż chłopak zje. Sam był już umyty z jeszcze lekko wilgotnym włosami.-nauczycielka została zwolniona. W jej zastępstwo dostali jakąś miła młoda nauczycielkę.
-wszystko dostaniesz.-zapewnił go I położył na łóżku. Podał mu dres a kiedy chłopak się już przebral, zgasł światło i wskoczył do łóżka zdejmując okulary.-chodź do mnie kochanie.-uśmiechnął sie rozkładają ramiona.
Uśmiechnął się lekko czując jak chłopak się w niego wtula i słysząc jego spokojny oddech. Uwielbiał ten moment kiedy spali tak przytuleni i zawsze kiedy spał sam ciężko było mu zasnąć bez swojego kochanego misia. A tak od razu zasnął jak tylko zamknął oczy.
Czując ból obudził się od razu. Rozeznal się w sytuacji a potem delikatnie odsunął jego paznokcie od swoich ramion. Przytulił go mocniej i zaczął głaskać po włosach mając nadzieję że to pomoże. Nie chciał go budzić.
Kiedy przywiózł Yuye zjedli obiad ze smakiem. Takano był trochę smutny ze Tomo znów z nimi nie je obiadu. Zostawił mu za to grzankę z kolacji i znów poczekał na niego w salonie.
-to rób sobie malutka przerwę na obiad. Będę ci robił bento jeśli chcesz...-powiedział głaszczac go po włosach.-chce żeby mój przyszły mąż nie wylądował w szpitalu tuż przed ślubem.
-ok, rozumiem, nie umiem robić ładnych bento.-westchnął już trochę rozdrażniony. Mimo wszystko miał na tym punkcie małą obsesje bo z czekolady potrafił wyrzeźbić wszystko a z bento mu jakoś nie szło.
Takano zapewnił chłopca ze nic się nie stał a kiedy został sam z Tomo westchnął cicho. -nie wiem.-przyznał szczerze.-to chyba taki mój słaby punkt...i każda taka rozmowa o tym trochę mnie irytuje...ale nie wiem do końca czemu.-powiedział powoli odjeżdżając.
-będziesz mógł, w domu jakimś kremem ci te rece posmaruje.-obiecał powoli ruszając.-pokaż, a jutro pokażesz wujkowi.-dodał z uśmiechem.-dobrze ze smakowało, ciesze się.
Kiedy dojechali zrobił szybki obiad a kiedy go zjedli pomógł chłopcu z lekcjami. Zobaczył czego Yuya się nauczył na kendo a kiedy maluch poszedł spać ułożył się na kanapie czekając na swoje kochanie.
-dobrze. Podobało mu się I jutro pewnie ci pokaże czego się nauczył.-powiedział wesoło.-ok przyniosę ci je i coś lekkiego do jedzenia.-mówiąc to wstał i poszedł do kuchni. Wrócił z sałatka z kolacji, herbata i lekami.
-rozu...-urwał znowu kaszląc.-rozumiem.-dokończył padając ciężko na poduszki.-co ci strzeliło do głowy żeby zakuwać mnie w kajdanki?-spytał patrząc na niego uważnie.
-ok kochanie. Mogę też tutaj zostać. Mi to obojętne, serio. A jak zostanę tutaj to nie będę roznosił choroby po całym domu.-powiedział z uśmiechem i znów schował się trochę pod kołdrę żeby się wykaszleć.
Takano obudził się dopiero kiedy przyjechała mama Tomo wraz z Yuya. Kobieta ledwo weszła do domu a mężczyzna biegł do łazienki żeby zwymiotowac. Nienawidził chorować.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4601 – 4800 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-ok, ale daj się jeszcze chwilkę potulić.-poprosił tuląc go jeszcze trochę.-ja zrobię kawy, ty pokrój ciasto.-powiedział puszczając go w końcu.
-a potem zawołaj Yuyę.-powiedział robiąc dla nich kawę a dla chłopca kakao.
-pójdziemy.-zgodził sie wesoło zalewając kawy wodą a kakao gorącym mlekiem.
Po chwili dołączył do nich Takano z kawą i kakaem. Położył kubki na stole i usiadł obok Tomo na kanapie.
Takano z uśmiechem podał wszystkim po kawałku tarty i spróbował jako pierwszy.
-pyszna jest. Taka słodziutka.-powiedział delektować się jej smakiem.
-wyszła pyszna. Trochę więcej wiary w siebie kochanie.-zaśmiał się jedząc powoli swoj kawałek.-mmmm pyszna.
-prawda? Tomo-chan robi słodkie i pyszne ciasta.-powiedział i kiedy skoczył kawalek przytulił go do siebie.
-jesteśmy szczęśliwi. A ty zawsze jesteś pomocny.-powiedział z uśmiechem.-mogę dojesc twój kawałek?
Wziął od niego talerzyk i zabrał się za jedzenie.
-dobrze. Ale pamiętaj żeby wszytsko notować. I jak będę jakieś informacje o wycieczce do dopytaj o najważniejsze rzeczy.-popoprosił zaraz.
-a...ja po prostu mam w tym juz wprawę...-mruknął.-I nie zwracaj uwagi na to co będę mówiły matki...-poprosił go jeszcze szeptem.
-nie za ciemno i za zimno na to?-spytał również wstając. Dopilnuje kawę i pozbieral ze stołu.
-a właśnie ze tak.-jeknal idąc włożyć na siebie coś cieplejszego. Potem poszedł założyć psiakom smycze.
-chętnie zobaczę. Pokaż mi swoje swoje ulubione miejsca i w ogóle.-poprosił z uśmiechem.-ja tobie pokaże moja uczelnie bardzo dokładnie.-dodał wesoło.
-pójdę z tobą. Może chcesz zebym wziął cie na plecy?-zaproponował wyciągając w jego stronę rękę. Czekał na niego i nie miał zamiaru zostawić.
-dobrze więc w drogę powrotną.-zgodził sięz uuśmiechem idąc powoli obok niego.-wiem ze jeszcze nie odzyskałes pełni sił...dlatego możesz mi mówic kiedy jest ci słabo.-powiedział I ucałował go ukradkiem w policzek.
-dobrze kochanie. Ja tylko mówię że jakby coś to zebyś od razu mi powiedział.-wyjaśnił z uśmiechem.-Yuya, powoli!-krzyknął jeszcze do malucha żeby nie zgubić go z pola widzenia.
-mhm...nie złościsz się? Za to ze się martwię?-spytał zerkajac na niego.
-znaczy ze uczę się na własnych błędach.-zaśmiał się wesoło.-chcesz chwile odpocząć? A może jednak wezmę cie na barana? Żeby maluch nie czekał.
-ok. Poczekam.-powiedział trzymając go za rękę. Krzyknął jeszcze do Yuyi żeby się zatrzymał i na niech poczekał.-w takim razie odpocznij chwile.
-najważniejsze że dotarliśmy.-powiedział Takano I ruszył w stronę szkoły cały czas trtrzymając Tomo za rękę.
-nie biegaj!-upomnial go jeszcze i westchnął ciężko. On sam szedł dalej powoli przy Tomo.-to gdzie najpierw?
Takano puścił Jolie która grzecznie położyła się przy dziadku a potem wszedł z Tomo do szkoły.-trochę się zaskoczyłem kiedy zaproponowałes żebyśmy tu przyszli. Sądziłem ze nie lubiłes szkoły.-powiedział obejmując go ramieniem.
-mhm...-uśmiechnal się I usiadł na ławce. Pogłaskał go po włosach.-tez tu zawsze siedziałem. W sensie w ostatniej ławce przy oknach.-wyjaśnił wesoło.-fajnie ze miałeś wsparcie...a w stroju uczennicy wyglądałes uroczo.
-wiem. I rozumiem kochanie.-zapewnił go z uśmiechem.-organizowaliscie tutaj takie noce filmowe? U mnie były...pyszczalismy różne filmy z rzutnika. Było dość wesoło.-powiedział rozglądając się po klasie.
-wiesz co? Jakos mnie juz nie dziwi ze ty coś takiego odwaliles.-zaśmiał się.-my oglądaliśmy głównie horrory, a potem straszylismy dziewczyny.
-cóż...my robiliśmy trochę większe akcesoria ze straszeniem. Wiesz jak dziewczyny szły do toalety to robiliśmy atmosferę jak w horrorach. Było zabawnie.-stanął za nim i objął delikatnie.
-a no wiesz...nagle wylaczalismy prąd...rozlewalismy sztuczna krew. Raz nawet udawaliwmy wisielcow i kabinach.-zaśmiał się.-nie rodzice, brat. Przecież wiesz ze rodzice nie za bardzo się mną interesowali.-powiedział I ucałował go w policzek.
-Mhm...sam uwielbiałem siedzieć na dachu. Chodziliśmy tutaj jeść obiad...a ja dość często sobie ucinalem drzemki.-powiedział wesoło I usiadł sobie.
-nawet bardzo.-powiedział obejmując go ramieniem.-dziękuję ze mi tak opowiadasz o sobie. Zawsze miło jest wiedzieć więcej.
-mój biedny...-powiedział nachylajac się żeby go pocałować ale zamiast tego stuknal się z nim nosami.-budziłes duże zainteresowanie? Powinienem być zazdrosny i bardzo żałować ze nie chodziliśmy razem do szkoły?
-mhm...i myślisz ze wtedy też byśmy byli razem?-spytał patrząc na niego.-dałbys się mi poderwać?
-um tez tak sądzę...i tez był wolał mieć pierwszy raz z tobą...i żeby twój był ze mną.-ucałował go.-nawet jeśli byłby bolesny i w ogóle. Bo bylibyśmy głupi i niedoswiadczeni.-przytulił go I znów ucałował.-kocham cie.
-wiem...byłbyś moim słodkim kouhaiem i pewnie dostalbys guzik z mojego mundurka zanim pojechałabym na studia.
-mhm...i zamieszkalibysmy razem...i dalej się spotykali. Nie wpadłbyś w alkoholizm i narkotyki...i uczylibysmy się razem...a w liceum bym ci pomagał z lekcjami...-musnal jego usta.
-to tez prawda. A my mimo wszystko jesteśmy razem wiec...sądzę że to najważniejsze. Nawet jeśli byłoby fajnie jakbyśmy zaczęli się spotykać w młodszym wieku...-zauważył wesoło I znów go pocałował.
-wiem. Fajnie tak czasem pomarzyć...i pogdybać.-powiedział równiez wstając.-ok, idziemy.-powoedział łapiąc go za rękę.
Pograli trochę a kiedy skończyli Takano założył smycz Jolie.
-Tomo-chan? Pójdę odwiedzić moja mamę ok?
-nie przeszkadza...ale co z Yuyą?-spytał zerkajac na niego i głaszczac Jolie.
-ok.-zgodzil się Takano i złapał Tomo za rękę.-no to idziemy.-powiedział I ruszył powoli.-może zajdziemy po samochód? Bo go jednak jest kawałek...
-ok niech będzie.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-ne...myślisz ze moja mama serio zaakceptowała by to ze jestem gejem i w ogóle?
-w takim razie na pewno by cię zaakceptowała. W końcu ja cie kocham wiec..jak mogłaby ciebie nie zaakceptować?-spytał unosząc brwi obejmując go ramieniem.-chciałbym ją poznać...moc usłyszeć jej głos. Przecież ja jej w ogóle nie pamiętam...
-mam nadzieję.-powiedział I ucałował go w policzek.-ale patrz...nic nam się nie dzieje wiec...sądzę że to akceptuje...nas związek I w ogóle.-uśmiechnął się podchodząc w końcu do nagrobka.
-Mhm...-skinął siadając obok niego żeby się w niego wtulić.-dziękuję...-powiedział. Po rozmawiał z mama po czym wstał.-ok możemy iść.
-jasne.-powiedział i ukucnal przed nim.-wskakuj kochanie.
-ja ciebie tez.-odparł wesoło trochę podskakujac.-tak się ciesze ze jesteśmy razem.
-dla mnie leciutki. Mógłbym cie tak nosić nawet cały dzień.-uśmiechna się wesoło.-wiec ani mi się waż chudnąć, ok?
-na razie ile ważysz?-spytał idąc spokojnie do domu dziadka.-tak z ciekawości pytam.
-to mało kochanie. Biorąc pod uwagę twój wzrost to mało. Ale ok. I tak jestem dumny i szczęśliwy.-powiedział wesoło.
-zawsze.-przyznał spokojnie.- a ty? Będziesz mnie juz zawsze tak mocno kochał?-zapytał poprawiając go sobie na plecach.
-i będziemy już zawsze szczęśliwi.-powiedział znów wesoło podskakujac.-a wiesz ze zawsze tak nosiłem pijanego Soujiro?
-z nim tak nie podskakiwalem...-wyjaśnił wesoło.-nie zwymiotowal ale zawsze opowiadał ciekawe historie. Albo spał. Albo się wiercil I o mało się nie wywrocilismy.
-różnie. Czasem to on nosił mnie. Mówił ze wtedy było ciekawie. Ale nigdy mi nie powiedział co takiego robiłem.-odparł ze śmiechem.
-oj no...to raz tak było ze tańczyłem nago na barze...-wywrocil oczyma.-no I zanim nie pojechałem do Paryża to po pijaku mówiłem po japońsku.-wzruszył ramionami.-nie mogłem aż tak narozrabiac...
-oj zaraz przypadkowy...-mruknął poprawiając go sobie na plecach. -ty mi juz obiecałeś taniec i jeszcze go nie dostałem. Wiec cóż...powiedzmy ze się zastanowię.
-nie zwalaj tego teraz na mnie.-zasmiał się wesoło.-najpierw mi obiecujesz a teraz co? A ja się zastanowię czy zatańcze. W końcu na miesiąc miodowy obiecałem ci jeden dzień gdzie będę robił wszytsko co chesz.
-przepraszam.-powiedział i ucałował go w policzek.-ale będzieszczerze mnie mógł o to poprosić na miesiącu miodowym...wtedy zatańcze...ale ty dla mnie tez.
-hej maluszku.-przywitał się wesoło Takano.-wracamy do domku?-spytał mierzwiac mu włosy.
-tak jak było obiecane.-powiedział wesoło zabierając juz pieski.
Kiedy doszli Takano zamówił pizze i usiadł na kanapie.
-a bajka zajmujecie się wy.-oznajmił patrząc na swoich dwóch mężczyzn.
-no to puszczajcie.-powiedział wesoło. Kiedy pizza przyszła zapłacił i położył pudełko na stoliku.-smacznego.
Takano skupiał się bardziej na Tomo niż na filmie który znał prawie na pamięć. Uśmiechał się widząc jak chłopak śmieje się wesoło i zajada pizza. Podobało mu się to i sprawiało ze był na prawdę szczęśliwy.
-dojem. Możesz wziąć.-powiedział I wesoło.poklepal go po brzuszku.
-nie ma za co kochanie.-zapewnił go wesoło.
-po filmie chętnie posłucham.-odparł I ucałował go w policzek.
-mmm jak miło...wiec pewnie będę miał na prawdę fajne sny.-powiedział i zwrócił wzrok w stronę telewizora.
Przeciągnąl się lekko kiedy film się skończył.
-ja posprzątam a wy sie umyjcie.-powiedział I wstał.
Takano zaśmiał się wesoło i skończył sprzątanie a kiedy łazienka się zwolniła poszedł się szybko umyć. Juz nie mógł się doczekać żeby posłuchać jak chłopak mu śpiewa.
-żadnych. Zaśpiewaj mi coś miłego.-poprosił tylko I zdjął okulary.
Takano zasnął dość szybko ukolysany jego głosem. Obudził się dopiero około 2 w nocy ze łzami w oczach. Snila mu się mama.
Pogłaskał go lekko po włosach i wytarl łzy ciesząc się ze chłopak go takiego nie widzi. Podziękował tez w myślach mamie za przyzwolenie które usłyszał w swoim śnie. Dopiero wtedy znów spokojnie zasnął.
-mmmm....-zamruczal tylko przez sen i uśmiechnął się lekko.-Tomo-chan...
-twój...-zgodził się już obudz ony ale nadal nie otwierając oczu.-Snila mi się mama...-poinformował go.-mówiła ze mnie kocha i jest ze mnie dumna. Powiedziała tez ze masz jej błogosławieństwo.-musnal jego usta swoimi.
-Mhm...na prawdę.-potwierdził I znów na ślepo go ucałował tym razem trafiając w nosek.-kocham cie, wiesz?
-dobrze.-skinął głową. Ubrał okulary i poszedł obudzić Yuye.
-brzuszek?-spytał zaraz odkrywając go trochę.-a gdzie dokładnie cie boli?-spytał wołając jeszcze Tomo.
-mhm...-Takano spojrzał na minę Tomo i uśmiechal się lekko.-to pewnie ta pizza...chyba już nie będziemy zamawiać skoro boli cie brzuszek...
-Yuya czy coś się stało w szkole ze nie chcesz jechać?-spytał głaszczac go po włoskach.
-tak już czasem jest ze nauczyciele się zmieniają...ale powiedz, ta nowa pani zrobiła coś złego ze nie chcesz iść do szkoły?
-pani nie może was bić...pójdę dzisiaj z tobą do pani dyrektor, ok? Załatwimy wszytsko.-obiecal z uśmiechem.-a wiesz czemu pani się zmieniła?
-rozumiem...no ale ta nowa pani nie może was bić. Pójdziemy do pani dyrektor wiec nie kłam więcej i mów od razu o co chodzi, dobrze?
-ale Yuyuś...musisz iść do szkoły...na prawdę załatwię wszystko z panią dyrektor.-zapewnił go jeszcze raz i spojrzał błagania na Tomo potrzebując pomocy.
-i nie bój się bo my cie zawsze obronimy.-powoedział I przytulił mocno chłopca.-a teraz ładnie szykuj się do szkoły.
-Będzie dobrze maluchu.-zmierzwil mu włoski I wstał z jego łóżka.-no I wujek na pewno zrobił ci juz pyszne bento.
-Yuya nie ufasz nam?-spytał widząc jego minę.-obiecuje ze się tym zajmę...nie dam ciebie skrzywdzić...
-I właśnie dlatego od razu powinniście pójść z tym do pani dyrektor.-powiedział wzdychajac ciężko.-tak na prawde nie może być.
-mhm, przecież masz rodziców którzy zawsze cie obrona.-przypomniał wesoło I wrócił do jedzenia.
-oj jakie problemiki? Przecież teraz nic takiego nie ma. Zawsze możesz do nas przyjść z problemem a my ci pomożemy. Zawsze.-zapewnił go I wziął łyk herbaty.
-nawet głupim. Jak każdym to każdym, prawda?-zaśmiał się wesoło i skończył jeść.-dawaj Yuyuś bo się spóźnimy.
-aj dobrze...tylko szybko.-prosil I również pobiegł się ubrać.
-nie bije kobiet i mam zamiar załatwić to pokojowo...-powiedział I ucałował go w policzek.-pogadam z dyrektorka. Mam nadzieje ze to wystarczy.
-nie mam zamiaru nikogo bić...ale ok, zapamiętam.-powiedział I przytulił go jeszcze na chwilę.
-mhm...i przyjdź na czekoladę tak jak chciałeś.-powje dział jeszcze i złapał Yuye za rękę.-a ty dostaniesz po obiadku na deser.-obiecal I juz pojechał z nim do szkoły.
-to nic. O takich rzeczach powinieneś mówić.-powiedział I wyszedł z samochodu. Wziął go za rączkę i wszedł do szkoły od razu idąc do pani dyrektor.
Załatwił wszytsko z dyrektorka a potem zaprowadził chłopca do klasy.
-będzie dobrze.-przytulił go jeszcze na trochę.
-przyjadę. A teraz już ładnie idź na lekcje.-powiedział puszczając go i mierzwiac mu włoski.-nie bój się.
Takano wrócił do Yukan i od razu poszedł do pracy bo był już trochę spóźniony.
-mhm dobrze. Ale przecież w te niedziele miała przyjechać do nas na obiad twoja mama.-zauważył spokojnie.-co ci podać?
-ok, wiec na obiad zrobię coś pysznego.-powiedział z uśmiechem i poszedł do kuchni. Przyniósł mu zamówienie I na chwile się do niego dosiadl korzystając z małego ruchu.
-rozumiem kochanie. Wiec idź I grzecznie przejdź przez te kontrolę.-powiedział z uśmiechem.-dobrze. Dyrektorka się wszystkim zajmie. Powiedziała ze cieszy się ze jej powiedzieliśmy i może szybko zareagować.
-dziękuję. Staram się żeby smakowało.-powiedział z uśmiechem.
-dziękuję.-powiedział wesoło patrząc na niego z uśmiechem.-mój kochany. Mam nadzieje ze wyniki będą dobre...i nie będziesz musiał zostać dłużej.
-masz rację...będą dobre.-zgodził się I zajął ciastem.-a jak wrócisz to będzie czekał pyszny obiadek.
-Nie ma za co kochanie. Dla ciebie zawsze.-powiedział wesoło.
-mhm, już chyba tak.-powiedział. Zebrał jego naczynia i wrócił do kuchni.
Takano przeciągnąl się lekko kiedy skończył prace i od razu pojechał po Yuye do szkoły.
-Okairi....ale właśnie dlatego nie lubię kiedy bierzesz nocne zmiany...-powoedział tulac go do siebie.-połóż się na kanapie. Zaraz dam ci herbatkę.-obiecał.
-bo wracasz późno i zmęczony.-odparł I poszedł do kuchni. Zaraz przyniósł mu herbatę i mała lekka kanapkę.-proszę kochanie.
-wiec taki zmęczony będziesz jechał na badania?-spytał zmartwiony. Usiadł obok niego I objął delikatnie.-postaraj się nie zameczac...śpij sobie jutro. Ja zrobię śniadanie i zawioze Yuye do szkoły.
-potule skarbie. Ale najpierw zjedz i się przebierz. Umyjesz się jutro przed praca.-ucałował go w policzek cały czas delikatnie tulac.
-ja ciebie tez. Na prawdę.-powiedział z uśmiechem czekając aż chłopak zje. Sam był już umyty z jeszcze lekko wilgotnym włosami.-nauczycielka została zwolniona. W jej zastępstwo dostali jakąś miła młoda nauczycielkę.
-mały miał już z nią lekcje i mówi że było fajnie.-powoedział i wziął go na ręce.-a ty chodź juz do łóżka. Ciągle ziewasz.
-wszystko dostaniesz.-zapewnił go I położył na łóżku. Podał mu dres a kiedy chłopak się już przebral, zgasł światło i wskoczył do łóżka zdejmując okulary.-chodź do mnie kochanie.-uśmiechnął sie rozkładają ramiona.
Uśmiechnął się lekko czując jak chłopak się w niego wtula i słysząc jego spokojny oddech. Uwielbiał ten moment kiedy spali tak przytuleni i zawsze kiedy spał sam ciężko było mu zasnąć bez swojego kochanego misia. A tak od razu zasnął jak tylko zamknął oczy.
Czując ból obudził się od razu. Rozeznal się w sytuacji a potem delikatnie odsunął jego paznokcie od swoich ramion. Przytulił go mocniej i zaczął głaskać po włosach mając nadzieję że to pomoże. Nie chciał go budzić.
-ohayou. Śpij jeszcze.-powedzial I podszedł żeby go ucalowac.-zostawiłem ci śniadanie do podgrzania.-dodal jeszcze.
- będę uważal. Zawsze uważam.-zapewnił go I juz wyszedł. Zawiózł Yuye do szkoły a potem pojechał do pracy.
Kiedy przywiózł Yuye zjedli obiad ze smakiem. Takano był trochę smutny ze Tomo znów z nimi nie je obiadu. Zostawił mu za to grzankę z kolacji i znów poczekał na niego w salonie.
-oj...co się stało kochanie? -spytał całując go w paluszek.-zaraz przyniosę apteczke.
-mój biedny...-powiedział naklejajac mu plaster na zdezynfekowana ranę.-jadłes coś? Zostawiłem ci kolacje...
-ale chcę.-powoedział zaraz przynosząc mu grzankę i herbatkę.-ale nie odpowiedziałeś czy coś jadłes...
-malutko...musisz jest normalny obiad...-powoedział przytulając go do siebie.-wiesz o tym prawda?
-to rób sobie malutka przerwę na obiad. Będę ci robił bento jeśli chcesz...-powiedział głaszczac go po włosach.-chce żeby mój przyszły mąż nie wylądował w szpitalu tuż przed ślubem.
-wiec będę ci robił.-obiecał wesoło.-wypij herbatkę a potem idź sje umyj.-poprosił I ucałował go w policzek.
Posprzątał szybko po czym poszedł do łóżka. Nie zasnął czekając aż chłopak do niego dołączy.
-ok...wiec teraz już śpij, ok? Musisz się wyspać.-powiedział I ucałował go na dobranoc.-słodkich snów kochanie.
-mhm...dobranoc...-powiedział przytulając go do siebie mocno.-mój misiaczek....
-hej...jak ci się spało? Nie wyglądasz na wypoczetego...-powiedział całując go na dzień dobry.
-to może jedz później? Zdrzemniesz się odrobinkę...-powiedział głaszczac go po włosach.-padniesz w pracy...
-na pewno? Obiecujesz?-spytał trochę zmartwiony.-mogę poczekać przed cmentarzem i odwiezc cie do domu. To żaden problem.
-nie spóźnię.-zapewnił go i ucałował w nosek.-poleż trochę a ja zrobię śniadanie.
Takano zrobił śniadanie i bento po czym poszedł obudzić Yuyę.
-wstawaj maluszku, czas do szkoły.
-to zadzwonisz po mnie, ok?-powiedział i zmierzwił mu włosy. Zawołał jeszcze Tomo i usiadł do stołu żeby na nich poczekać.
-Potem nam opowiesz jak było, ok? I uważaj na siebie.-poprosił i zabrał się za jedzenie.
-Tomo ma racje. Będziesz mógł ale zajęcia dodatkowe nie mogą odbywać się kosztem nauki.-powiedział z uśmiechem.
-zadzwoń jak lekcja się skończy to po ciebie przyjade.-poprosił jeszcze Takano po czym zaczął spokojnie pić herbatę.
-Mhm.-skinął.-a co?-spytał zaraz odkladając pusty kubek.
-przepraszam, ale dzisiaj masz z totoro.-zapewnił go i zmierzwił włoski.
-tak też, a co?-spytał teraz patrząc na Tomo. Wstał i zaczął sprzątać po śniadaniu.
-też mi powód...już się ze mnie nie nabijaj.-zaśmiał się i pstryknął go w nos.
Uśmiechnął się w odpowiedzi i włożył naczynia do zmywarki.
-Tomo? Nauczysz mnie robić też oś innego?-spytał patrząc na niego kiedy skończył.
-a nie wiem...coś łatwego.-zaśmiał się.-może pandę?
-ok. Będe wam wtedy robił coś innego a nie ciągle totoro.-zaśmiał się i poszedł już ubrać buty.
-pójdę.-odparł tylko z uśmiechem.-Jeśli chcesz i nie będe przeszkadzał do chętnie pójdę.-dodał spokojnie i w stał żeby założyć kurtkę.
-ok.-skinął głową i wyszedł chwilę po nim.-o co się kłócicie?-spytał otwierając samochód.
-oba wyglądają identycznie.-mruknął Takano wywracając oczyma. Ruszył powoli w stronę miasta.
-ok, rozumiem, nie umiem robić ładnych bento.-westchnął już trochę rozdrażniony. Mimo wszystko miał na tym punkcie małą obsesje bo z czekolady potrafił wyrzeźbić wszystko a z bento mu jakoś nie szło.
-ok...zaluzmy ze tak jest.-mruknął juz jakiś nie chcąc o tym rozmawiać.
Takano zapewnił chłopca ze nic się nie stał a kiedy został sam z Tomo westchnął cicho.
-nie wiem.-przyznał szczerze.-to chyba taki mój słaby punkt...i każda taka rozmowa o tym trochę mnie irytuje...ale nie wiem do końca czemu.-powiedział powoli odjeżdżając.
Po wysłuchaniu go uśmiechnął się lekko.
-dzisiaj spakowalem mu też trochę czekoladek w krztalcie miecza do kendo.-powiedział stając na światłach.
-ty tez dostałeś czekoladki...tylko ze serduszka.-powiedział miejsc się wesoło. Zamknął samochód I złapał go za rękę.
-przecież to nic nadzwyczajnego.-powiedział wzruszając ramionami. Szedł spokojnie za nim a kiedy doszli do grobu skłonił się lekko.
Takano usiadł obok niego cierpliwie czekając aż chłopak skończy.
-ok.-wstał i wziął go za rękę. Ruszył powoli do samochodu.-porozmawiales?
-dlatego powiedziałem ze mogę poczekać w samochodzie.-powiedział zerkajac na niego.-czułem ze jednak trochę przeszkadzam...
-przecież mówiłem ze mamy czas. Cukiernie otwieram zazwyczaj o 10.-powoedział I otworzył samochód.-idź się prześpij ok? Chociaż trochę.
Kiedy dojechali zaniósł go do łóżka i poszedł do pracy. Miał nadzieję że chłopak chociaż trochę się wyspi zanim pójdzie pracować.
Takano skończył prace jak zadzwonił po niego Yuya. Pojechał po chłopca i z uśmiechem zmierzwil mu włoski.
-jak było?
-będziesz mógł, w domu jakimś kremem ci te rece posmaruje.-obiecał powoli ruszając.-pokaż, a jutro pokażesz wujkowi.-dodał z uśmiechem.-dobrze ze smakowało, ciesze się.
-zrobimy. I takie latwiejsze tez, żebyś sobie wszytsko przepomnial.-powiedział uśmiechając się do niego.
Kiedy dojechali zrobił szybki obiad a kiedy go zjedli pomógł chłopcu z lekcjami. Zobaczył czego Yuya się nauczył na kendo a kiedy maluch poszedł spać ułożył się na kanapie czekając na swoje kochanie.
Przybiegł od razu.
-co się stało?-spytał zmartwiony patrząc na chłopaka.
-bo się w ogóle nie wyspales. Zjadłes chociaż?-spytał podchodząc do niego i biorąc na ręce. Skinął Tanace ze może juz iść do domu.
-no dobrze...chociaż tyle.-powiedział I wrócił z nim do domu. Położył na kanapie.-przyniosę ci kolacje i herbatę.
Skinął tylko i usiadł przy nim na podłodze.
-juz dobrz kochanie. Ale nie możesz się tak przepracowywac.-powiedział odgarniajac mu włosy z twarzy.
-no dobrze...-zgodził się z uśmiechem. Zaczął delikatnie masować go w okolicach serce.-a jak z lekami?
-dobrze. Podobało mu się I jutro pewnie ci pokaże czego się nauczył.-powiedział wesoło.-ok przyniosę ci je i coś lekkiego do jedzenia.-mówiąc to wstał i poszedł do kuchni. Wrócił z sałatka z kolacji, herbata i lekami.
-posiedzę kochanie. Jedz juz ładnie.-poprosił siadając przy nim. Objął go lekko ramieniem.
-jeśli tego chcesz,-powiedział tuląc go jeszcze trochę do siebie.-ale taką małą. A potem idziesz do spania.
-taką malutką.-ucałował go w policzek.-weź leki a ja zaraz wrócę z czekoladą.-zapewnił go i puścił wstając z kanapy.
Wrócił do niego szybko z kubkiem gorącej czekolady. Podał mu ją i znów przytulił lekko.
-Już lepiej skarbie?
-dla ciebie zawsze kochanie.-powiedział wesoło.-dobrze, że już lepiej. Na prawdę się zmartwiłem. bardzo.
-dla mnie było.-mruknął ze smutną minką.-Zawsze się martwię kiedy coś takiego się dzieje...
-wiem. I to mnie baaaardzo cieszy.-powiedział i musnął jego usta.-Bardzo. Mój kochany...
-juz idziemy.-Wziął go na ręce i zaniósł do łóżka.
-ja ciebie tez mój skarbie.-ucałował go zamknął oczy.
Kiedy się obudził szarpnął rękoma próbując wstać.
-Co do cholery? Tomo!?-krzyknął zaraz kaszląc.
-muszę zawieźć Yuyę do szkoły.-zaprotestował.-i weź mnie rozkuj bo musze do toalety.-znów się lekko rozkaszlał.
-obiecuję. tylko na siebie uważajcie.-powiedział wzdychając ciężko.-no rozkuj mnie juuuuż.
-nic mi nie jest. To zwykłe przeziębienie.-mruknął idąc do łazienki i wracając po chwili. Padł na łóżko i znów się rozkasłał.
-rozu...-urwał znowu kaszląc.-rozumiem.-dokończył padając ciężko na poduszki.-co ci strzeliło do głowy żeby zakuwać mnie w kajdanki?-spytał patrząc na niego uważnie.
-wystarczyłoby to przedyskutować. Nie jestem taki uparty jak ty. Jak jestem chory to trzymam się z dala od robienia jedzenia.-wywrócił oczyma.
-dobrze.-skinął głową i usiadł. Położył tacę na kolana i zaczął powoli jeść jajecznicę popijając herbatą.
-już wróciłeś?-spytał nie otwierając oczu.-zjadłem i wziąłem leki...-dodał chowając się trochę pod kołdrą żeby nie kaszleć na chłopaka.
-ciepły kisielek. Nic więcej.-powiedział z lekkim uśmiechem.-kocham cię. Dziękuję że ze mną zostajesz.
-w sumie...to chyba pierwszy raz mnie tak choroba rozłożyła odkąd zaczęliśmy się spotykać.-zaśmiał się obracając się na bok.-truskawkowy poproszę.
-ok kochanie. Mogę też tutaj zostać. Mi to obojętne, serio. A jak zostanę tutaj to nie będę roznosił choroby po całym domu.-powiedział z uśmiechem i znów schował się trochę pod kołdrę żeby się wykaszleć.
-dobrze.-odparł I obrócił się na drugi bok żeby trochę się przespać zanim dostanie jeść. Zaraz jednak wstał i pobiegł do łazienki żeby zwymiotowac.
-poradzę sobie...-zapewnił go nie chcąc żeby chłopak się zaraził. Wstał kiedy skończył i podszedł do umywalki żeby opłukać usta.
-dobrze.-poczlapal do sypialni od razu kładąc się do łóżka. Wypił trochę herbaty i zamknął oczy.
-dziękuję. Ciesze się ze jakieś ci się spodobały.-powiedział podoła jedząc kisiel.-pokażesz mi potem.
-wiem wiem...bardzo nie lubisz garniturów. Ale ciesze cie ze niektóre chociaż trochę ci się spodobały.-powiedzial biorąc kolejna łyżkę kisielu.
-ok. Nie chce cię zarazić.-powiedział znów biorąc łyżkę kisielu.-jutro juz na pewno będzie lepiej.
-ja ciebie tez.-odparł z lekkim uśmiechem. Kiedy skończył jeść położył się znów wygodnie na poduszkach.
-Mhm.-odparł tylko juz trochę przysypiajac zmozony temperatura.
Takano obudził się dopiero kiedy przyjechała mama Tomo wraz z Yuya. Kobieta ledwo weszła do domu a mężczyzna biegł do łazienki żeby zwymiotowac. Nienawidził chorować.
Wyszedł z łazienki kiedy przeplukal usta.
-um dzień dobry...-przywitał się z kobietą i od razu poczlapal do łóżka. Miał wrażenie ze umiera.
-przecież leżę...-jeknal opadające na poduszki. Kiedy był chory robił się strasznie marudny.
-dziękuję...-odparł praktycznie od razu zasypiajac. Jego organizm odmawiał posłuszeństwa i ciągle był zmęczony.
-ja ciebie tez ale wyjdź bo się zarazisz.-powiedział zmęczonym głosem.
-dobrze. Ja zjem sobie tutaj wiec juz idź. Nie chce was pozarazac...-powoedział siadając.
Prześlij komentarz