-oho...jak rozumiem im dalej tym ciekawiej.-zaśmiał się myśląc że jeszcze chwila i zignoruje grę. Oparł się jednak wygodnie i pozwolił partnerowi działać.
-bawisz się moimi czułym punktami...-mruknął pociągając bokserki.-ok, moja kolej.-powiedział turlajac kostkami. Postawił pionek na ostatnim polu z napisem 'SEX'. Uśmiechnął sie I spojrzał na chłopaka figlarnie.-no kochanie wiesz co to znaczy, prawda?-spytał unosząc brwi i przybliżając się do niego.
-to oznaczą ze skoro przegrałes to oddajesz mi się całkowicie i....-przejechał dłońmi po jego udach na koniec ściskając lekko jego pośladki.-ze teraz zacznie się prawdziwa zabawa.-dodał oblizujac usta.
-mhm cały...-zgodził się wesoło i ucałował go w szyję.-cały...-powtórzył tył razem tobą mu malinke na obojczyku.-cały I tylko mój.-dodał zsuwajac z niego bokserki. Zaczął jeździć dłonią po jego przyrodzeniu.
-Bo nie mieliśmy kiedy się pobawić...-powiedział I dał mu lekkiego klapsa.-nie było ani jednej okazji aż do teraz...-powiedział ściskając trochę mocniej jego penisa.-ja ciebie tez kocham.-zamruczal mu do uszka które po chwili przygryzl.
-jesteś podniecony od dłuższego czasu.-zauważył wesoło.-długo wytrzymujesz.-dodał zjeżdżając pocałunkami coraz niżej. Zaczął spokojnie ssać jego sutek.
-Oj kochanie...to nic. Dojsc zawsze możesz drugi raz. A jak teraz dojdziesz to zacznę cie przygotowywać na dalszą część zabawy.-szepnął mu do uszka.-na prawdę mnie wyposciles kochanie...bardzo...-powiedział z uśmiechem i zaczął tak poruszać ręką żeby bardziej go podniecić.-to jak skarbie?-spytał z figlarnym uśmiechem.
-nic się nie stało.-zaśmiał się oblizujac dłoń.-nic a nic skarbie.-zapewnił go I zjechał dłońmi w dół po jego plecach.-nie rób takiej minki...uśmiechnij się.-Ucałował go I powoli wsunal w niego jeden palec.
Takano czuł jak robi mu się goręcej i jak podnieca się coraz bardziej od samych zabaw partera i jego jęków. Zachęcony tym wsunal w niego drugi palec poruszając nimi śmielej.
-co? Możesz powtórzyć?-spytał trochę szybciej ruszając palcami. Trochę się zaskoczył mimo że wiedział ze jego kochanie jest z natury dość niecierpliwe.
-ale skarbie...to dopiero dwa palce. Za ciasny jeszcze jesteś.-powiedział przepraszajaco słysząc jego proszący ton głosu. Wsunął trzeci palec żeby poszło trochę szybciej.
-och...-zamrugal zaskoczony I otarł brodę z jego spermy.-chcesz przestać czy nie masz nic przeciwko dojściu trzeci raz i będę mógł wejść?-spytał trochę zmartwiony.
-um...przepraszam. Nie sądziłem ze...podniecisz się aż tak od samych palców..-powiedział jeszcze przepraszajaco. Ucałował go I po tym jak ruszył jeszcze kilka razu palcami położył go i podał mu poduszkę pod głowę.
-mhm...-pokiwał spokojnie głową.-w takim razie ciesze się ze mnie porzadasz.-powiedział z uśmiechem. Uniósł delikatnie jego biodra i zaczął w niego powoli wchodzić.
-jest ok...to nic.-pogłaskał go trochę po włosach.-zaniosę. Zajmę się tobą kochanie. Przygotuje nam gorąca i pachnąca kąpiel. Na pewno poczujesz się troszkę lepiej...a ja następnym razem będę delikatniejszy.-zapewnił na koniec.
-ja chyba też cie trochę przecenilem...-przyznał patrząc mu w oczy.-ok. Ale na początek nie będziemy biegać długo...no i zaczniemy jak będzie cieplej.-zgodził się wesoło.
-może na początek pół godzinki? I powoli będziemy zwiększać.-zaproponował I wstał zaraz biorąc go na ręce.-ok. Przyniosę jak tylko ciebie zaniosę.-obiecał wesoło.
-na prawdę?-spytał ucieszony.-ciesze się...ze ci się podobało. Starałem się ale sądziłem ze pod koniec wszytsko popsułem...-wyznał wchodząc z nim do łazienki.
-ciesze się. Bo mi się tez bardzo podobało.-przyznał i wsadził go do wanny. Ustawił wodę i zatkal wylot korkiem. Wlal płynu i ucałował chłopaka.-pójdę po winko.
-nadal jest miło.-zauważył zakładając okulary.-Dokończysz.-zapewnił go wesoło i wszedł do wanny siadając za nim. Zakrecil wodę i objął go delikatnie.-kocham cie.-szepnął mu do uszka.
Oddał pocałunek i przytulił go do siebie. -najmocniej.-przyznał spokojnie.-ale ciesze się ze mieliśmy dzisiaj chwile dla siebie.-dodał sięgając po kieliszek i upijajac łyk wina.
-ale wiesz ze tak miało być? Ale potem szpital albo jakieś większe zamówienia...i tak wyszło ze się o tym zapomniało. Ale sądzę że możnaby to wznowić. I jak zrobi się cieplej to moglibyśmy chodzić na spacery i na pikniki...-uśmiechnął sie I odłożył dopil wino.
-wiem...przepraszam za to.-powiedział obejmując go od tyłu.-ale załatwiłem ze jutro też Yuya jest u dziadka...wiec mamy cały dzien na odpoczynek, posprzątanie....-ucałował go w policzek.
-bardzo się z nim żyłes co?-spytał z uśmiechem.-ja tez...ale jednak czasem potrzebuje takiej chwili tylko dla nas.-powiedział kończąc mu myć plecki.-cóż...nie ustalalem tego dokładnie.
-mhm wiem...na kolacje wróci.-zgodził się spokojnie. Ucałował go w nosek.-skarbie? To źle ze tak czasem, jak dzisiaj, dajemy go do dziadka?-spytał zerkajac na niego.
-ja ciebie tez kochanie. Jesteś szczęśliwy...ze jesteśmy razem.-ucałował go.-no I skoro ja zaplanowałem walentynki...to tobie zostawiam nasza pierwsza noc poślubna.
-Ech...na prawdę nie jestem przekonany co do tego samochodu. Nie dość że tam jest dość...dziwny ruch to jeszcze jeździ się po drugiej stronie niż u nas.-powiedział biora go na ręce.-coś...powiedzmy ze zabiorę cie do mojego ulubionego. Wybierzesz sobie jakieś zabawki.-ucałował go.
-nie tylko?-spytał wychodząc z łazienki.-no cóż...ale pierwszego dnia ja będę jachal. Żebyś zobaczył jak to wygląda. Potem ty, ok?-spytał siadając z nim na kanapie i podając mu torcik.-ale tu syf....
-dla mnie? To może po prostu dla nas do zabawy?-zaproponował wesoło przytulając go do siebie.-Ufam. Po prostu wiem jak mi na początku było ciężko i jaki byłem zdezorientowany.-wyjaśnił.
-hmm...cóż...tanie nie jest. Ale wybitnie drogie tez nie. -wzruszył ramionami.-poszedłem kilka razy na studiach. Tańczące dziewczyny w kusych strojach.-znów wzruszył ramionami.
-czy ja wiem czy zaraz podobało...szedłem tam albo z okazji urodzin którego z kumpli albo przez nich namowiony.-wzruszył ramionami.-czasem było ok ale wiesz...jakoś bardziej przepadam za mężczyznami.-zaśmiał się.
-ej! To ze miałem pecha to już inna sprawa. Trafiałem na takich po prostu. No ale to nie wszyscy byli tacy...tylko niektórzy. I obiecuje ze juz więcej na żadnego nie tracimy.-ucałował go.
-nie będziesz musiał. Żadnego juz więcej nie spotkasz.-zapewnił go.-poza tym najgorsze za nami...bardziej nie normalnych nie miałem.-ucałował go.-nasz miesiąc miodowy będzie wspaniały. Ale w Nowym Jorku nie zostaniemy długo. Weekend maksymalnie. Tak samo na wyspie.
-cóż...możemy tak zrobić.-zgodził się z uśmiechem.-Yuya trochę z nami pozwiedza.-dodał wesoło I ucałował go w policzek.-Kochanie? W przyszłym miesiącu chciałbym juz jechać załatwić garnitury.-powiedział tuląc go do siebie mocno.
-wiem, przepraszam.-powiedział całując go w policzek.-ale to tez twoja wina. Jesteś zbyt seksowny. I tak sie powstrzymywalem.-znów go ucałował i wstał biorąc go na ręce.-idziemy spać.
-to nic. W sumie byłem zaskoczony ale hej...skoro wytrysnales od samych palców to musze na prawdę na ciebie działać.-zaśmiał się I pogłaskał go po włosach.-śpij...odpocznij.
Takano obudził się nad ranem z zaskoczeniem zauważając chłopaka na podłodze. Położył go delikatnie znów na łóżku i ułożył się obok uznając ze mogą jeszcze trochę pospać jako ze chłopak się nie obudził. Pomyślał że mogę przewracal się na bok i dlatego Tomo spadł.
-mój gluptasek. Dzisiaj nie jesteś bezsilny. Z mojej winy cie boli. Wiec będę cię nosił.-oznajmił wesoło.-a po śniadaniu wezmę się za sprzątanie...trochę tego jest. Musze umyć podłogę...na kanapę chyba tez kapnelo...-westchnął.
-nie trzeba. Ja przygotowywałem wiec ja posprzątam. Nie sądziłem po prostu ze aż tak nabrudzimy.-wyjaśnił ze śmiechem.-ty sobie odpocznij a jak masz wene to pograj.
-ej! Bo zaraz ja cie zagonie i nie będzie ze boli!-powiedział trochę obrażony.-to w końcu przez ciebie podłoga w salonie jest brudna.-mmruknął niezadowolony i podszedł do szafy.
-na pewno będzie świetnie.-powiedział wesoło.-nie mogę się doczekać. Zwłaszcza takiego wędrowanie I spania gdzieś jedna noc i ruszania dalej. Nigdy tego nie robiłem i chciałbym spróbować.
Takano nie czuł się komfortowo z odsłoniętymi bliznami wiec wolałby siedzieć zanurzony w wodzie ale po walce z samym sobą postanowił ze jednak zostanie z nimi i pomoże maluchowi.
-oboje czujemy się świetnie, prawda?-spytał malucha który już siedział wesoło razem z nimi po ramiona w wodzie. -zjeżdżalnia jest super wujku! Musisz też zjechać.-powiedział tuląc się zaraz do niego.
Odprowadził ich wzrokiem i z uśmiechem na nich czekał. Po chwili jednak dosiadly się do niego dwie dziewczyny i usiadł po jego dwóch bokach żeby poflirtowac. Westchnął ciężko I przesiadł sje na drugą stronę.
Odtracil ja od razu z kolejnym westchnieciem. -jest zaręczony I nie zainteresowany wami.-powiedział prosto z mostu trochę nimi zirytowany. Zerknął w stronę slizgawki i zobaczył jak Yuya znów ciągnie Tomo w stronę schodów żeby zjechać jeszcze raz.
-jakieś dwie się przystawialy...-mruknął wywracajac oczyma.-no juz...nie publicznie...zwłaszcza jak jest z nami Yuya.-poprosił I zmierzwil mu włosy -tatuś, wujek.-chłopiec Pociągnął ich za ręce żeby już z nimi szli.
Takano poszedł razem z nim. Kiedy się ubrali poszli coś zjeść tak jak obiecał im Tomo. -Yuyuś jak się bawiles?-spytał chłopca kiedy już siedzieli przy stoliku.
-było super.-powiedział jedząc swoje lody Takano.-świetnie sobie radziles maluchu. I na pewno będzie jeszcze lepiej.-zmierzwil mu włoski.-a ty? Jak sje bawiles?-spytał Tomo.
-no pyszne było. A miejsce na obiadek będzie?-spytał mierzwiac mu włosy. Zauważył ze dziewczyny które się do niego przystawialy usiadly przy stoliku obok.
No to kiedyś pojedziemy.-obiecał im wesoło.-a na razie, Tomo dostałem katalog ze wzorami garniturów i chciałbym żebyśmy razem coś wybrali -powiedział obejmując go lekko.
-ja wiem że on garnitur uważa za zło konieczne...ale właśnie dlatego chcę żebyśmy wybrali coś razem. Przeglądnąłem na szybko katalog i nie wszystkie są sztywne. Sądzę że jeśli razem do tego usiądziemy to wybierzemy coś idealnego.-wyjaśnił jak on to widzi i usiadł przy stole.
-wtedy brałeś ten który ci kupiłem na kolację z moimi rodzicami. A i tak potem pobiegłeś się przebrać.-wywrócił oczyma.-Zobaczysz, an pewno znajdziemy taki który ci się spodoba.
-W sumie to dopiero załatwiamy. Jak na razie mam załatwione wszystko na połowę miesiąca miodowego i tort. Niedługo będę dzwonił w sprawie ceremonii i sali. Raczej nic nie trzeba pomóc.-zapewnił ją z uśmiechem.
Takano zakrztusił się akurat pitym sokiem. Nie spodziewał się takiego pytania. -Nie pójdziesz. Zostaniesz albo z moim bratem albo z babcią. Nie będzie nas tylko miesiąc...
-to się połóż kochanie.-poprosił I zaraz zaniósł go na kanape. Usiadł obok na podłodze i złapał go za rękę.-będziemy do niego dzwonić i pisać...powysylamy mu tez zdjęcia.-uśmiechnął sie lekko.
-coraz rzadziej. Ostatnio miał tak tydzień przed walentynkami. Nie ma jakiejś reguły co do tego...po walentynkach był pelen energii a dzisiaj jest zmęczony.-wzruszył ramionami i wziął łyk herbaty.
-zdarzają się coraz rzadziej. Jeden dzień polezysz w łóżku a potem jest pełen życia.-zaśmiał się cicho.-nie lubi leżeć...ale już przynajmniej na to aż tak nie marudzi.
Uśmiechnął się lekko. Na prawdę się cieszył kiedy chłopak byl tak blisko niego. Kiedy mieli takie spokojne wieczory, jedli kolacje i oglądali jakiś film.
Takano śmial się wesoło z filmu jednak po chwili spojrzał na wciąż patrzącego się na niego chłopaka. Uśmiechnął się do niego kiedy ich oczy się spotkały.
-ale to musi być jutro? Przecież mówiłem ze taki mini kurs będziesz miał w czasie miesiąca miodowego.-powedzial jedząc zupkę.-nie wiem czy umiem kogoś nauczyć...
-Ech no nie wiem kochanie...oboje przeciez mamy prace.-zauważył biorąc kawałek kurczaka. -na wiosnę chyba a wujku.-odparł chłopiec.-jeszcze nic nam nie mówili.
5 000 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 4401 – 4600 z 5000 Nowsze› Najnowsze»-Cieszę się.-powiedział kiedy skończył i ucałował go delikatnie.-Twoja kolej.-dodał podając mu kości.
-oho...jak rozumiem im dalej tym ciekawiej.-zaśmiał się myśląc że jeszcze chwila i zignoruje grę. Oparł się jednak wygodnie i pozwolił partnerowi działać.
Przymknąl oczy i odchylil lekko głowe oddając się przyjmnosci.
-kochanie chyba za dobrze mnie znasz...-jeknal przygryzajac dolna warge.
-bawisz się moimi czułym punktami...-mruknął pociągając bokserki.-ok, moja kolej.-powiedział turlajac kostkami. Postawił pionek na ostatnim polu z napisem 'SEX'. Uśmiechnął sie I spojrzał na chłopaka figlarnie.-no kochanie wiesz co to znaczy, prawda?-spytał unosząc brwi i przybliżając się do niego.
-to oznaczą ze skoro przegrałes to oddajesz mi się całkowicie i....-przejechał dłońmi po jego udach na koniec ściskając lekko jego pośladki.-ze teraz zacznie się prawdziwa zabawa.-dodał oblizujac usta.
-mhm cały...-zgodził się wesoło i ucałował go w szyję.-cały...-powtórzył tył razem tobą mu malinke na obojczyku.-cały I tylko mój.-dodał zsuwajac z niego bokserki. Zaczął jeździć dłonią po jego przyrodzeniu.
-Bo nie mieliśmy kiedy się pobawić...-powiedział I dał mu lekkiego klapsa.-nie było ani jednej okazji aż do teraz...-powiedział ściskając trochę mocniej jego penisa.-ja ciebie tez kocham.-zamruczal mu do uszka które po chwili przygryzl.
-jesteś podniecony od dłuższego czasu.-zauważył wesoło.-długo wytrzymujesz.-dodał zjeżdżając pocałunkami coraz niżej. Zaczął spokojnie ssać jego sutek.
-Oj kochanie...to nic. Dojsc zawsze możesz drugi raz. A jak teraz dojdziesz to zacznę cie przygotowywać na dalszą część zabawy.-szepnął mu do uszka.-na prawdę mnie wyposciles kochanie...bardzo...-powiedział z uśmiechem i zaczął tak poruszać ręką żeby bardziej go podniecić.-to jak skarbie?-spytał z figlarnym uśmiechem.
-nic się nie stało.-zaśmiał się oblizujac dłoń.-nic a nic skarbie.-zapewnił go I zjechał dłońmi w dół po jego plecach.-nie rób takiej minki...uśmiechnij się.-Ucałował go I powoli wsunal w niego jeden palec.
-No kochanie w końcu się rozluzniles.-powiedział poruszając palcem. Cieszył się jego pocałunkami i bliskością.
Takano czuł jak robi mu się goręcej i jak podnieca się coraz bardziej od samych zabaw partera i jego jęków. Zachęcony tym wsunal w niego drugi palec poruszając nimi śmielej.
-co? Możesz powtórzyć?-spytał trochę szybciej ruszając palcami. Trochę się zaskoczył mimo że wiedział ze jego kochanie jest z natury dość niecierpliwe.
-ale skarbie...to dopiero dwa palce. Za ciasny jeszcze jesteś.-powiedział przepraszajaco słysząc jego proszący ton głosu. Wsunął trzeci palec żeby poszło trochę szybciej.
-och...-zamrugal zaskoczony I otarł brodę z jego spermy.-chcesz przestać czy nie masz nic przeciwko dojściu trzeci raz i będę mógł wejść?-spytał trochę zmartwiony.
-mój mój...-powiedział głaszczac go po plecach. Nie wyjął jednak palców bo wiedział ze jeszcze trochę musi go przygotować.
-um...przepraszam. Nie sądziłem ze...podniecisz się aż tak od samych palców..-powiedział jeszcze przepraszajaco. Ucałował go I po tym jak ruszył jeszcze kilka razu palcami położył go i podał mu poduszkę pod głowę.
-mhm...-pokiwał spokojnie głową.-w takim razie ciesze się ze mnie porzadasz.-powiedział z uśmiechem. Uniósł delikatnie jego biodra i zaczął w niego powoli wchodzić.
-um dobrze...-odgarnął mu włosy z twarzy.-kochanie jeśli nie dasz rady zrozumiem i wyjdę. To nie ma sensu jeśli będziesz cierpiał...-powiedział cicho.
-un...ok. sam długo pewnie jeszcze nie wytrzymam.-powiedział. Ucałował go jeszcze I dopiero wtedy ruszył powoli żeby chłopak mógł się przyzwyczaić.
Wyszedł z niego od razu i położył się obok niego.
-juz...juz dobrze...-powiedział głaszczac go po policzku.-przepraszam...
-jest ok...to nic.-pogłaskał go trochę po włosach.-zaniosę. Zajmę się tobą kochanie. Przygotuje nam gorąca i pachnąca kąpiel. Na pewno poczujesz się troszkę lepiej...a ja następnym razem będę delikatniejszy.-zapewnił na koniec.
-ja chyba też cie trochę przecenilem...-przyznał patrząc mu w oczy.-ok. Ale na początek nie będziemy biegać długo...no i zaczniemy jak będzie cieplej.-zgodził się wesoło.
-może na początek pół godzinki? I powoli będziemy zwiększać.-zaproponował I wstał zaraz biorąc go na ręce.-ok. Przyniosę jak tylko ciebie zaniosę.-obiecał wesoło.
-na prawdę?-spytał ucieszony.-ciesze się...ze ci się podobało. Starałem się ale sądziłem ze pod koniec wszytsko popsułem...-wyznał wchodząc z nim do łazienki.
-ciesze się. Bo mi się tez bardzo podobało.-przyznał i wsadził go do wanny. Ustawił wodę i zatkal wylot korkiem. Wlal płynu i ucałował chłopaka.-pójdę po winko.
-o czym myślisz ze się tak uśmiechasz?-spytał go kiedy wrócił z kieliszkami z winem. Postawił je na półce przy wannie po czym poszedł zdjąć soczewki.
-nadal jest miło.-zauważył zakładając okulary.-Dokończysz.-zapewnił go wesoło i wszedł do wanny siadając za nim. Zakrecil wodę i objął go delikatnie.-kocham cie.-szepnął mu do uszka.
Oddał pocałunek i przytulił go do siebie.
-najmocniej.-przyznał spokojnie.-ale ciesze się ze mieliśmy dzisiaj chwile dla siebie.-dodał sięgając po kieliszek i upijajac łyk wina.
-ciesze się. -powiedział obejmując go jedna ręką.-bardzo. Mój kochany.-powiedział spokojnie pijąc swoje winko.
-ale wiesz ze tak miało być? Ale potem szpital albo jakieś większe zamówienia...i tak wyszło ze się o tym zapomniało. Ale sądzę że możnaby to wznowić. I jak zrobi się cieplej to moglibyśmy chodzić na spacery i na pikniki...-uśmiechnął sie I odłożył dopil wino.
-i będziemy kochanie. Taki dzień dla naszej kochanej rodzinki.-zapewnił go I zaczął mu myć plecki.
-wiem...przepraszam za to.-powiedział obejmując go od tyłu.-ale załatwiłem ze jutro też Yuya jest u dziadka...wiec mamy cały dzien na odpoczynek, posprzątanie....-ucałował go w policzek.
-bardzo się z nim żyłes co?-spytał z uśmiechem.-ja tez...ale jednak czasem potrzebuje takiej chwili tylko dla nas.-powiedział kończąc mu myć plecki.-cóż...nie ustalalem tego dokładnie.
-mhm wiem...na kolacje wróci.-zgodził się spokojnie. Ucałował go w nosek.-skarbie? To źle ze tak czasem, jak dzisiaj, dajemy go do dziadka?-spytał zerkajac na niego.
-mhm wiem. Za często nie.-zgodził się.-wybawimy się na miesiącu miodowym.-ucałował to w policzek I podał mu szampon a sobie wziął gąbkę żeby się umyć.
-ja ciebie tez kochanie. Jesteś szczęśliwy...ze jesteśmy razem.-ucałował go.-no I skoro ja zaplanowałem walentynki...to tobie zostawiam nasza pierwsza noc poślubna.
-i o nasz pokój chodzi kochanie.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-a co w nowym Jorku to możesz sprawdzić w internecie.
-amerykańskie lody?-spytał znacząco unosząc brwi.-juz wychodzimy.-powiedział kończą się myć. Wyszedł z wanny i pomógł wyjść partnerowi.
-wiem wiem.-powiedział pomagając mu stać. Wytarl go I pomógł się ubrać.-coś wyszukasz. Pierwsza noc poślubna jest twoja.
-usiądź na chwile a ja się ubiore.-poprosił.-wiem. Żadnych kajdanek I żadnych puszek.-skinął głową zaczynajac się wycierać.-jeszcze jakieś nie?
-Ok kochanie. To mi powiedz jakby coś bo myślę żeby cię zabrać do sex shopu w Paryżu.-poinformował i Nałożył luźne bokserki.
-Ech...na prawdę nie jestem przekonany co do tego samochodu. Nie dość że tam jest dość...dziwny ruch to jeszcze jeździ się po drugiej stronie niż u nas.-powiedział biora go na ręce.-coś...powiedzmy ze zabiorę cie do mojego ulubionego. Wybierzesz sobie jakieś zabawki.-ucałował go.
-nie tylko?-spytał wychodząc z łazienki.-no cóż...ale pierwszego dnia ja będę jachal. Żebyś zobaczył jak to wygląda. Potem ty, ok?-spytał siadając z nim na kanapie i podając mu torcik.-ale tu syf....
-dla mnie? To może po prostu dla nas do zabawy?-zaproponował wesoło przytulając go do siebie.-Ufam. Po prostu wiem jak mi na początku było ciężko i jaki byłem zdezorientowany.-wyjaśnił.
-ok ok...wiem ze nie jesteś.-powiedział podjadajac mu trochę tortu.-ale jak coś to od razu masz powiedzieć ok? Zamienimy się wtedy.
-ej no!-krzyknął i wytarl nos.-będzie fajnie, zobaczysz.-zapewnił go.-chciałbyś zobaczyć jeden z występów w Moulin Rouge?
-hmm...cóż...tanie nie jest. Ale wybitnie drogie tez nie. -wzruszył ramionami.-poszedłem kilka razy na studiach. Tańczące dziewczyny w kusych strojach.-znów wzruszył ramionami.
-czy ja wiem czy zaraz podobało...szedłem tam albo z okazji urodzin którego z kumpli albo przez nich namowiony.-wzruszył ramionami.-czasem było ok ale wiesz...jakoś bardziej przepadam za mężczyznami.-zaśmiał się.
-ej! To ze miałem pecha to już inna sprawa. Trafiałem na takich po prostu. No ale to nie wszyscy byli tacy...tylko niektórzy. I obiecuje ze juz więcej na żadnego nie tracimy.-ucałował go.
-nie będziesz musiał. Żadnego juz więcej nie spotkasz.-zapewnił go.-poza tym najgorsze za nami...bardziej nie normalnych nie miałem.-ucałował go.-nasz miesiąc miodowy będzie wspaniały. Ale w Nowym Jorku nie zostaniemy długo. Weekend maksymalnie. Tak samo na wyspie.
-cóż...możemy tak zrobić.-zgodził się z uśmiechem.-Yuya trochę z nami pozwiedza.-dodał wesoło I ucałował go w policzek.-Kochanie? W przyszłym miesiącu chciałbym juz jechać załatwić garnitury.-powiedział tuląc go do siebie mocno.
-wiem wiem...wybierzemy jakieś razem.-zapewnił go.-wiec się nie martw ok? To ma byc nasz wyjątkowy dzień.
-wiem, przepraszam.-powiedział całując go w policzek.-ale to tez twoja wina. Jesteś zbyt seksowny. I tak sie powstrzymywalem.-znów go ucałował i wstał biorąc go na ręce.-idziemy spać.
-słodki jesteś jak się tak rumienisz.-zaśmiał się cichutko.-ale nie ma za co dziękować. Nie chciałem zeby ci bolało...
-Tomo...przecież widziałem jak się krzywisz z bólu...-powiedział kładąc się przy nim. Okryl ich kołdrą i zdjął okulary.
-jesli tak uważasz...ale nie kłam ze nie bolało.-poprosił I zamknął oczy.-dobranoc. Kocham cie.-ucałował go jeszcze.
-to nic. W sumie byłem zaskoczony ale hej...skoro wytrysnales od samych palców to musze na prawdę na ciebie działać.-zaśmiał się I pogłaskał go po włosach.-śpij...odpocznij.
Takano również praktycznie od razu zasnął.
Takano obudził się nad ranem z zaskoczeniem zauważając chłopaka na podłodze. Położył go delikatnie znów na łóżku i ułożył się obok uznając ze mogą jeszcze trochę pospać jako ze chłopak się nie obudził. Pomyślał że mogę przewracal się na bok i dlatego Tomo spadł.
-dzień dobry kochanie.-przywitał się z nim z uśmiechem na ustach.-jak się spało?-spytał całując go na dzień dobry.
-um przepraszam...-powiedział skruszony.-ale będę cię dzisiaj nosił. Zajmę się tobą.-zapewnił go z uśmiechem.
-nie musze ale chcem. Chce ci pomóc. To moja wina ze boli...-powiedział I pogłaskał go po policzku.-nie lubisz jak cie noszę?
-mój gluptasek. Dzisiaj nie jesteś bezsilny. Z mojej winy cie boli. Wiec będę cię nosił.-oznajmił wesoło.-a po śniadaniu wezmę się za sprzątanie...trochę tego jest. Musze umyć podłogę...na kanapę chyba tez kapnelo...-westchnął.
-Ech...ok. Ja posprzątam. A po obiedzie może obejrzymy jakiś film?-zaproponował I musnal jego usta swoimi.
-nie trzeba. Ja przygotowywałem wiec ja posprzątam. Nie sądziłem po prostu ze aż tak nabrudzimy.-wyjaśnił ze śmiechem.-ty sobie odpocznij a jak masz wene to pograj.
-no proszę jaki jesteś szczęśliwy.-zaśmiał się I przeciągnąl lekko.-moje kochanie...
-ej! Bo zaraz ja cie zagonie i nie będzie ze boli!-powiedział trochę obrażony.-to w końcu przez ciebie podłoga w salonie jest brudna.-mmruknął niezadowolony i podszedł do szafy.
-no...I to twój ostatni panicznu.-mruknął chowając kuponik do kieszeni. Poszedł do kuchni żeby zrobić jakies szybkie śniadanie.
Przyniósł mu tosty oraz kiełbaskę na gorąco.
-smacznego kochanie.-powiedział podając mu wszytsko na tacy.
Uśmiechnął się i usiadł na podłodze jedząc swoją porcje.
Widząc jego zawstydzona minę wstał i usiadł na łóżku.
-myślałeś juz co chcesz zebyśmy porobili w Australii?
-mhm...wiec najpierw będzie kawałek mojego a potem twojego? Juz nie mogę się doczekać.-powiedział z uśmiechem.
-jestem na prawdę ciekaw tego jak spędzimy czas w Australii.-powiedział I juz zajął się jedzeniem.
-na pewno będzie świetnie.-powiedział wesoło.-nie mogę się doczekać. Zwłaszcza takiego wędrowanie I spania gdzieś jedna noc i ruszania dalej. Nigdy tego nie robiłem i chciałbym spróbować.
-mhm...wiem. -skinął głową. -tak długo jak z tobą to wiem ze będzie fajnie.-powiedział wesoło.
Takano nie czuł się komfortowo z odsłoniętymi bliznami wiec wolałby siedzieć zanurzony w wodzie ale po walce z samym sobą postanowił ze jednak zostanie z nimi i pomoże maluchowi.
-mhm. Masz nasze wsparcie.-zapewnił go.-a może spróbujesz popłynąć na plecach? Podtrzymam cie.-zapewnił go od razu.
-nie puszcze.-obiecał. Pomógł chłopcu położyć się na wodzie i calu czas podtrzymywal go za plecy.-no I macha nóżkami.-poprosił.
Uśmiechnął się do niego i kiedy trochę przepłyjęli z.powrotem podał mu deskę.
-I jak?
-oczywiście.-powiedział wesoło.-a teraz znów na desce spróbujemy? Tak spokojnie?-zaproponował.-będę cię trzymał.-obiecał od razu.
Popływali tak jeszcze trochę po czym zjechali kilka razy na slizgawce. Potem dołączyli do Tomo.
-oboje czujemy się świetnie, prawda?-spytał malucha który już siedział wesoło razem z nimi po ramiona w wodzie.
-zjeżdżalnia jest super wujku! Musisz też zjechać.-powiedział tuląc się zaraz do niego.
-Zjade z tobą wujku. A tatuś poczeka, ok? Ok?-spytał juz stojąc na podłodze.-chodź wujku. Będzie super!
-Zjade z tobą wujku. A tatuś poczeka, ok? Ok?-spytał juz stojąc na podłodze.-chodź wujku. Będzie super!
Odprowadził ich wzrokiem i z uśmiechem na nich czekał. Po chwili jednak dosiadly się do niego dwie dziewczyny i usiadł po jego dwóch bokach żeby poflirtowac. Westchnął ciężko I przesiadł sje na drugą stronę.
Odtracil ja od razu z kolejnym westchnieciem.
-jest zaręczony I nie zainteresowany wami.-powiedział prosto z mostu trochę nimi zirytowany. Zerknął w stronę slizgawki i zobaczył jak Yuya znów ciągnie Tomo w stronę schodów żeby zjechać jeszcze raz.
-Nie sądzę.-odparł tylko nie mając zamiaru wdawać się w dyskusję. Kiedy chłopiec go zawołał wstał i spokojnie do nich podszedł.
-jakieś dwie się przystawialy...-mruknął wywracajac oczyma.-no juz...nie publicznie...zwłaszcza jak jest z nami Yuya.-poprosił I zmierzwil mu włosy
-tatuś, wujek.-chłopiec Pociągnął ich za ręce żeby już z nimi szli.
-nie wstydzę.-mruknął idąc juz za nimi.-on po prostu nie chciał żeby maluchowi było ciężko. Wszedł z nimi na górę.
Zjechał tuż za nimi ze śmiechem lądując w baseniku.
-ok, chyba już powinniśmy wychodzić.-powiedział patrząc na zegarek.
-ok, ostatni raz. Ale powoli i nie biegaj.-powiedział wesoło idąc za nim.
Ostatnim razem zjechali wszyscy razem a potem poszli do szatni. Takano otworzył Yuyi szafkę i podał.mu ręcznik i ciuchy.
Takano poszedł razem z nim. Kiedy się ubrali poszli coś zjeść tak jak obiecał im Tomo.
-Yuyuś jak się bawiles?-spytał chłopca kiedy już siedzieli przy stoliku.
-było super.-powiedział jedząc swoje lody Takano.-świetnie sobie radziles maluchu. I na pewno będzie jeszcze lepiej.-zmierzwil mu włoski.-a ty? Jak sje bawiles?-spytał Tomo.
-no to fajnie. Potem coś jeszcze robimy czy juz do domku?-spytał wesoło.
-O domowe jedzonko...uwielbiam.-zaśmiał się wesoło.-lubię jedzenie twojej mamy.
-oj maluchu...brudasie ty mój.-westchnął zaraz sięgając bo chusteczkę i wycierajac mu buzię.
-to super. Ale to nie znaczy ze musisz być taki ubrudzony.-powiedział ze śmiechem i kontynuował wycierania go.
-nie, nie. Czysciutki będziesz fajniejszy.-powiedział wesoło.
-no pyszne było. A miejsce na obiadek będzie?-spytał mierzwiac mu włosy. Zauważył ze dziewczyny które się do niego przystawialy usiadly przy stoliku obok.
[W sumie nie wiem...chyba nic...po prostu nie mam humoru....]
-cóż...bo ty to jesteś niejadek.-zaśmiał się Takano.-zwijamy się?
[Siedzę na własnej studniówce i mam ochotę wyjść. Chyba nie nadaje sje na takie zabawy XD no i mój tata uznał ze nie umiem tańczyć...]
-nie czepiam.-zaśmiał się ale grzecznie wyszedł za nim.-to teraz na pyszny obiadek do twojej mamy.
-dzień dobry.-przywitał się z kobietą z szerokim uśmiechem. Podobał mu się zapach rozchodzący się po mieszkaniu.
-maluch trochę mniej się boi, wiec raczej dobrze.-odparł z uśmiechem.-a Tomo zajął jacuzzi.-dodał wesoło.
-no chodź Tomo. Usiądziemy.-powiedział łapiąc go za rękę. Poszedł z nim do salonu i usiadł na kanapie.
Przytulił go do siebie bez słowa. Głaskał go po ramieniu nie przeszkadzając mu w nuceniu I słuchając go z uśmiechem.
-wiem, ale lubię kiedy mi to mówisz.-pogłaskał go po włosach.-ja ciebie tez kocham.-dodał wesoło. Puścił go i z uśmiechem patrzył jak budując zamek.
-super!-ucieszył się oglądając ich konstrukcje.-chciałbyś pojeździć na koniu?
-mhm...no to będę pamiętał żeby kiedyś cie zabrać.-powiedział wesoło.
-na pewno.-Powiedział wesoło. Zmierzwil mu włoski I przytulił mocno.
-jeśli będzie chciał to na pewno.-Powiedział wesoło. Puścił maluszka żeby wrócił do zabawy.
No to kiedyś pojedziemy.-obiecał im wesoło.-a na razie, Tomo dostałem katalog ze wzorami garniturów i chciałbym żebyśmy razem coś wybrali -powiedział obejmując go lekko.
-sądzę że na modelu w magazynie wygląda lepiej. A my najpierw wybieramy a potem jedziemy do Tokio na przymiarki.-wyjaśnił spokojnie.
-aż do Tokio.-skinął.-mou...chce żebyśmy wybierali razem...-powiedział I ucałował go w policzek.
-ja wiem że on garnitur uważa za zło konieczne...ale właśnie dlatego chcę żebyśmy wybrali coś razem. Przeglądnąłem na szybko katalog i nie wszystkie są sztywne. Sądzę że jeśli razem do tego usiądziemy to wybierzemy coś idealnego.-wyjaśnił jak on to widzi i usiadł przy stole.
-nawet 50 nie ma. Nie bądź nastawiony aż tak negatywnie.-poprosił spokojnie.
-wtedy brałeś ten który ci kupiłem na kolację z moimi rodzicami. A i tak potem pobiegłeś się przebrać.-wywrócił oczyma.-Zobaczysz, an pewno znajdziemy taki który ci się spodoba.
-Tomo proszę cię...myśl chociaż odrobinę pozytywnie dopóki ich nie zobaczysz, ok?
-W sumie to dopiero załatwiamy. Jak na razie mam załatwione wszystko na połowę miesiąca miodowego i tort. Niedługo będę dzwonił w sprawie ceremonii i sali. Raczej nic nie trzeba pomóc.-zapewnił ją z uśmiechem.
-wiem.-skinął głową Takano.-żadnego przemęczania. Jesteśmy grzeczni.-zaśmiał się wesoło.-planujemy wszystko raczej spokojnie.
-jeden dzień dla rodzinki.-przytaknął Takano.-No i ja go pilnuje. Jesteśmy grzeczni bo Tomo musi odzyskać siły żeby je mieć na zwiedzanie.
Takano zakrztusił się akurat pitym sokiem. Nie spodziewał się takiego pytania.
-Nie pójdziesz. Zostaniesz albo z moim bratem albo z babcią. Nie będzie nas tylko miesiąc...
-nigdy cię nie zostawimy. Z każdego miejsca jakie odwiedzimy przywieziemy ci pełno pamiątek.-Takano przytulił ich obu.-Jesteś naszą rodziną.
-nie zostawimy cię.-ale wiesz...po ślubie, para młoda zawsze odbywa taką miesięczną wycieczkę. I my po miesiącu na pewno do ciebie wrócimy.
-i ty wybierzesz gdzie jedziemy.-zmierzwil mu włoski I juz wrócił do jedzenia.
-A mój brat zapewnił ze z chęcią się tobą zajmie przez ten miesiąc.-dodał wesoło Takano.-jesteś wśród rodziny. Niczym nie musisz się martwić.
-Tatuś robi inne rzeczy. A klopsika będą babci.-zmierzwil maluchowi włosy i wrócił do jedzenia.
-są pyszne...ale na po prostu nigdy wcześniej nie miałem takiego obiadu przygotowanego przez mamę...-mruknął dość niechętnie.
-dziękuję ze mogłem go zjeść.-odparł poprawiając sobie włosy.
-zajedziemy. Możesz nas prosić kiedy chcesz.-zmierzwil maluchowi włosy.-a potem już do domku.
-nadal trochę się wstydzi nas pytać.-zauważył pijąc jeszcze sok.
-wiem ale...pomyślał ze chcemy go zostawić. Na prawdę mnie tym zaskoczył...-powiedział biorąc sobie jedno z przyniesionych przez kobietę ciasteczek.
-mhm...-skinął głową I uśmiechnął się lekko do kobiety.-ale przez chwile pomyślałem ze źle robimy jadąc na ten miesiąc miodowy...
-to się połóż kochanie.-poprosił I zaraz zaniósł go na kanape. Usiadł obok na podłodze i złapał go za rękę.-będziemy do niego dzwonić i pisać...powysylamy mu tez zdjęcia.-uśmiechnął sie lekko.
-jest częścią naszej zwariowanej rodzinki.-przyznał spokojnie i pogłaskał Tomo po policzku.
-nie będę. Ale obudze cie jak będziemy wychodzić, ok?-spytał odgarniajac mu włosy z twarzy.-śpij spokojnie.
-coraz rzadziej. Ostatnio miał tak tydzień przed walentynkami. Nie ma jakiejś reguły co do tego...po walentynkach był pelen energii a dzisiaj jest zmęczony.-wzruszył ramionami i wziął łyk herbaty.
-zdarzają się coraz rzadziej. Jeden dzień polezysz w łóżku a potem jest pełen życia.-zaśmiał się cicho.-nie lubi leżeć...ale już przynajmniej na to aż tak nie marudzi.
-racja. Wie ze musi odpocząć. Rozpieszczam go tez wtedy trochę.-zaśmiał się.
-bardzo.-przyznał wesoło.-ale.to tylko dlatego ze chce żeby mu nie było aż tak ciężko jak odpoczywa...żeby trochę to polubił.-wyjaśnił.
-obrazilby się jakbyśmy poszli bez niego.-powiedział wesoło.-on taki jest...
-uparciuch taki z niego. Ale na prawdę go kocham.-powiedział patrząc na śpiącego chłopaka. Wziął łyk herbaty.
Uśmiechnął się lekko patrząc na swoje kochanie. Ucałował go w policzek I wziął łyk herbaty.
-wiem maluchu. Ja fobie tez bardzo kocham. Jesteś moim kochanym synkiem.-powiedział przytulając go do sobie ramieniem.
Tulił go do siebie i głaskał po włosach.
-mój, mój.-uśmiechnął sie.
-poproszę.-uśmiechnął sie Takano.-Yuyuś a może obejrzymy w domku jakąś bajkę?-zaproponował wesoło.
-jasne maluszku. Wybierzesz nam coś.-powiedział a potem podziękował kobiecie za kawałek sernika i puścił chłopca jednak wciąż trzymał Tomo za rękę.
-twoja mama upiekla sernik. Chcesz trochę?-spytał z uśmiechem. -jak ci się spało?
-oj...masz pół mojego kawałka.-powiedział podając mu talerzyk.
-nie ma za co. Jeszcze chwile posiedzimy i pojedziemy z Yuya na cmentarz. Obiecałem mu tez ze obejrzymy bajkę.
-na prawdę przepyszny. Ma taki słodki, domowy smak.-zgodził się Takano. Usiadł obok Tomo I objął go delikatnie.
-oj, ale nie ma potrzeby.-powiedział wesoło.-sernik jest na prawdę pyszny...
-wtedy my ugotujemy coś dobrego.-powiedział Takano z uśmiechem.
-Niedziela byłaby najlepsza.-powiedział wesoło Takano.-zrobie jakieś dobre ciasto.
-co tylko będziesz chciał maluchu.-zaśmiał się Takano.
-ał.-jęknął kiedy chłopiec na niego wskoczył.-my ciebie też...-odparł zaraz wesoło.
-Jedziemy.-powiedział Takano wstając. Pomógł jeszcze kobiecie poznosić wszystko i dopiero potem poszedł ubrać buty.
-jasne, chętnie zjem.-powiedział z uśmiechem i powoli ruszył pod cmentarz.
-ok. A ja bardzo chętnie zjem. A na obiad co?-spytał zerkając na niego kiedy stanęli na światłach.
-mhm...możesz zrobić.-zgodził się.-wybacz, mam zamówienie, na mały tort ale muszę poświęcić trochę czasu.
-Zdążę po niego pojechać, tylko obiadek nam zrób.-powiedział wesoło i zaparkował przy cmentarzu.
-oj kochanie...jest jeszcze trochę za zimno na motor. Ja pojadę a ty zrób nam pyszny obiad.-ucałował go w policzek I wyszedł z samochodu.
-pojadę. Maluch zostanie z Mary.-powiedział I złapał go za rękę. Zamknął samochód i druga ręką złapał malucha.
-nie ma za co.-odszepnal a kiedy doszli podał Yuyi kupione po drodze kwiaty i kadzidełka.
Takano bez słowa zapalił kadzidełka i ullonik się lekko.
-ok.-złapał go za rączkę.-Tomo tez chcesz zajść do swojej rodziny?
Skinął tylko nie chcąc naciskać i ruszył powoli w stronę wyjścia.
-potrzebujesz czegoś z miasta?
--to super. A tatuś?-spytał uśmiechając się do niego.
-i będą cię wspierać i pilnować żeby nic złego ci się nie stało.-powiedział I zmierzwil mu włoski.
Skinął głową u znów wesoło zmierzwil mu włoski. Kiedy już doszli do samochodu otworzył go i usiadł za kierownicą.
-no kupimy. Zajedziemy do księgarni.-powiedział ruszając.
Dojechali spokojnie do księgarni a potem już prosto do domu. Kiedy zaparkował pod domem przeciągnąl się lekko.
-zrobię, zrobię. A wy wybierzcie jakaś bajkę.-powiedział I poszedł do kuchni.
-ej ej! Ale poczekajcie na mnie!-krzyknął biegnąc do nich z taca tostow z serem. Postawił ja na stole i usiadł na fotelu.
Przesiadł się na kanapę i wziął do ręki jednego tosta zaraz skupiając się na bajce.
Uśmiechnął się lekko. Na prawdę się cieszył kiedy chłopak byl tak blisko niego. Kiedy mieli takie spokojne wieczory, jedli kolacje i oglądali jakiś film.
Takano śmial się wesoło z filmu jednak po chwili spojrzał na wciąż patrzącego się na niego chłopaka. Uśmiechnął się do niego kiedy ich oczy się spotkały.
Takano zjadł razem z Yuya śniadanie a potem zawiózł go do szkoły. Kiedy wrócił od razu poszedł do pracy po drodze witając się z Tomo.
-mozemy.-zgodził się i wziął sobie jedną bułeczke zaraz idąc na górę żeby otworzyć.
Takano siedział nad torem dodatkowo wciąż przyjmując klientów. Przyszedł do domu dopiero kiedy odebrał Yuye.
-Tadaima.-krzyknął wesoło.
-ok.-ucałował go jeszcze I dopiero wtedy usiadł do stołu.-jak ci minął dzień?-spytał zabierając się za zupkę.
-mi bardzo męcząco i pracowicie.-powiedział wzdychajac.
-a ja dostałem piątkę z Japońskiego.-powiedział pokazując im klasowkę.
-wyszedł. Klient był zadowolony.-powiedział z uśmiechem i pokazał mu zdjęcie.
-ale to musi być jutro? Przecież mówiłem ze taki mini kurs będziesz miał w czasie miesiąca miodowego.-powedzial jedząc zupkę.-nie wiem czy umiem kogoś nauczyć...
-Ech no nie wiem kochanie...oboje przeciez mamy prace.-zauważył biorąc kawałek kurczaka.
-na wiosnę chyba a wujku.-odparł chłopiec.-jeszcze nic nam nie mówili.
-kotek...jest za zimno na motor. A po pracy nie będę miał sił żeby cię uczyć. Nie możemy na weekend?
- o skoro autobusem to ok.-zgodził się spokojnie.-przepraszam...ale na prawdę nie będę miał już sił. Najlepiej na weekend. Wtedy będzie miło i wesoło.
-to w niedziele. A w sobotę? Ja mam wolne.-powiedział patrząc na niego z uśmiechem.
-a w niedziele rano? Przecież twoja mama przychodzi na obiad. Od razu byśmy zrobili mały torcik na deser.-zaproponował z uśmiechem.
Chłopiec pokiwał energii nie głową.
-na dobranoc? Poczytasz wujku?-spytał szczęśliwy.
-A po spacerku kolacja. Będzie pizza bo wujek ma ochotę.-dodał wesoło jedząc kurczaka i śmiejąc się.-a deser jakiś mamy?
-mhm...wujek się dzisiaj postarał i zrobię masę pysznych rzeczy. Wychodzę za świetnego kucharza.-powiedział wesoło.
-ale ja już to wiem...ze na pewno będzie pyszna. Możesz sobie zaprzeczać ale dla mnie masz talent...świetnie gotujesz.-powiedział tuląc go do siebie.
-nie kłócisz się już?-zaśmiał się I ucałował lekko.-to aż dziwne. Zawsze się kłóciles, że wcale nie jesteś taki dobry.-dodał wesoło.
-mhm ja też wiem swoje.-odparł wesoło.
-i ja tez! Wujek pyszne jedzonko robi. I tatuś tez.-powiedział chłopiec z pełną buzia.
-dobrze wujku.-chłopiec wstał od stołu i grzecznie pobiegł to swojego pokoju. Takano zaś pomógł Tomo posprzątać.
-mhm...ja ciebie tez...-powiedział obejmując go od tyłu i całując w kawałek odkrytego ramienia.-i ciesze się ze dzisiaj już lepiej się czujesz.
-w takim razie chętnie zjem.-powiedział całując go w policzek I wciąż tulac.
-ok. Zrobię co pyszna. Tylko przynieś mi dobra bułeczke.-poprosił wesoło.
Prześlij komentarz