- O... to dobrze, że mówisz. Przecież musze spakować leki, baka - wywrócił oczyma Tomo, po czym uśmiechnął się lekko i tylko poszedł po leki. Schował je w mały worek i podał Takano, by ten zapakował do ich plecaka.
- Dzięki - Kazuo uśmiechnął się do niego delikatnie. - Bo ja... nie czytałem tej lektury - westchnął cicho, przyznając się do tego bez bicia. Przejrzał swoje notatki z zeszłego roku i położył je na środku. - Może... coś się przyda.
- Ach, no dobrze... - odniósł leki do lodówki i wsunął buty. - Możemy iść, jestem gotowy - zapewnił go wesoło.
Kazuo również pochylił się nad tematem, od czasu do czasu rzucając jakimś wnioskiem, który mu się nasuwał, ale raczej trzymał się wytycznych Yujiego. Nie chciał być bezużyteczny.
- Zdaję się na twoje wybory. Będziesz mnie trzymał w metrze? - zapytał go zaraz kiedy wsiedli do zatłoczonego pojazdu. Ktoś go popchnął i wylądował dość mocno na Takano. Zaraz więc objął go mocno ramionami, wtulając głowę w jego pierś. - Ładnie pachniesz - szepnął.
- A o której są? No bo nie będzie mnie na pierwszych 4 lekcjach. Mam rehabilitację... musze na nią chodzić - wyznał szczerze. - Hikaru-san mnie zawozi. Ale potem już będę - dodał zaraz.
- Przyznaj się, specjalnie wybrałeś metro - zaśmiał się cicho. Mimo tłoku, czuł się bezpiecznie w ramionach Takano i nawet nie panikował. Nadal czuł niepokój ale mógł z tym żyć.
- Uhm... ale tak dzisiaj? Ja muszę zapytać... jeszcze, jeszcze nie wiem co mogę a czego nie... nie chcę mu uhm no wiesz - speszył się trochę.
Tomo nie sprzeciwiał się. Pozwolił mu się poprowadzić przyspieszając tylko odrobinę, a kiedy znaleźli się przed uniwersytetem zagwizdał nieco. - Wygląda imponująco - przyznał szczerze.
- Wiem, Yu-chan... Shuji mówił, że przyszedłby z Kentą... ale uhm no ja musze zapytać po prostu - szepnął przepraszająco. Nie czuł się tam jeszcze jak u siebie w domu, nie znał zasad tam panujących.
- O wszystko zadbałeś. Jesteś kochany - Tomo ucałował go lekko w policzek i pozwolił mu się oprowadzać. Chłonął wiedzę niczym gąbka. - Ne, ne... a którego profesora lubiłes najbardziej? Dlaczego?
- Jakie? - zainteresował się Kazuo. - Ale dzisiaj możemy zjeść w klasie? - zapytał go zaraz. Wątpił w swoje siły.
- Un, a którego nie lubiłeś? - zapytał jeszcze, ale zaraz stracił zainteresowanie i wpadł Takano w ramiona. - Naprawdę? Super! - ucieszył się całując go mocno. - Kocham cię! Będę słuchał uważnie, sensei!
Kazuo poczuł, że nieco palą go policzki więc schylił się pod ławkę, by złapać Yujiego za podbrudek i ucałować go z całych sił. - Dziękuję, jest cudne - ucałował go znów, po czym rozpoczął szamanie. - Itadakimasu!
- A będziemy mogli go sobie zatrzymać? I zjeść? Tylko się nie śmiej z moich koślawych ozdób - poprosił go trzymając się instrukcji, ale nie mogąc się też powstrzymać i nieco smakując tego kremu. - Niezły jest - stwierdził zaskoczony.
- I jest wyjątkowe i smakuje mi baaardzo - zapewnił go wyszczerzając się nieco i wcinając ryż wraz ze smakołykami obok niego. - Słyszałem, że mamy test z chemii i matematyki dziś - dodał zaraz nieco pochmurnie. - Z matmą dam radę, ale chemia...
- Okay... - Tomo spojrzał na torcik i ucieszył się szczerze, że torcik był już przecięty. Wziął więc szpatułkę do ręki i zaczął nakładać dość pokaźną warstwę kremu na pierwszy czekoladowy biszkopcik. - Tyle starczy? - zapytał Takano, wygładzając nieco krem.
- Ale ja nie chcę pomocy - Kazuo pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się lekko. - Myślę tylko na głos Yu-chan... może poproszę senseia co by mnie zapytał za parę dni - zaproponował takie rozwiązanie, choć ten nauczyciel go nie znosił.
Tomo złączył torcik i wygładził brzeg odrobinę, po czym zabrał się za robienie drugiego kremu. - Kochanie? Od dziś pomagam ci w robieniu torcików urodzinowych dla naszego synka - zapewnił go wesoło.
- Yu-chan, ale ja tyle nie zjem - jęknął, dzieląc się z Yujim ciasteczkami. - Są pyszne, ale za dużo tego kochany.
- Cieszę się - Tomo ucałował go znów, po czym wrócił do robienia kremiku by niczego nie pomylić. Po zrobieniu go przełożył nim torcik, wcześniej dając Takano posmakować trochę kremiku.
- Nie, to nie jest złe - zapewnił go chłopak. - Po prostu uhm tez chciałbym ci coś dać...
- Uhm Taka-chan? Ale jak ja mam je zrobić? - zapytał nieco przerażony. - Np. Gwiazdki i różyczki? - zaproponował. - Albo takie fajne zawijasy - uśmiechnął się lekko, ciesząc się bliskością mężczyzny.
- Mhm... i zrobiłeś, tylko za dużo, baka - pstryknął go palcem w nos.
[ A dziękuję :P I jak tam? Impreza powitalna jest?]
Tomo skupił się maksymalnie na wykonywaniu wyrobow czekoladowych, korzystając z możliwości i prowadzących go rąk Takano. W końcu zrobił swoją pierwszą, nieco rozpadająca się różę i udekorował nią wierzch tortu. Resztę postawił na łatwiejsze gwiazdki i finezyjne zawijasy. Tort wyszedł jako-tako. - Uhm no do twoich się nie umywa - westchnął cicho. - Ale... starałem się - zapewnił go.
- Nie marudzę, tylko się dzielę - wyjaśnił Kazuo, dzieląc się z nim ciasteczkami.
Tomo uśmiechnął się szeroko, po czym wtulił się mocno w Takano całując go lekko. - Dzięki, że nie krytykujesz mnie aż tak - szepnął obejmując go mocno za szyję i wtulając się w niego jeszcze trochę. - Schowamy do pudełeczka i zabierzemy ze sobą? - zapytał go.
Kazuo usiadł prosto, kiedy tylko wszedł nauczyciel. Uniósł dłoń w górę, ale mężczyzna jakby go nie zauważył. - Wyciągamy karteczki - oznajmił twardo, roznosząc testy. - Wszyscy - rzucił patrząc na Kazuo, który westchnął cicho i rozpoczął pisanie.
Tomo obserwował Takano. Jego sprawne ręce, które pakowały ich torcik. - Zjemy razem z Marciem - zdecydował zaraz, przytulając się do pleców mężczyzny. - Fajnie było sensei, myślę że wiele z tego wyniosę - puścił do niego oczko.
Kazuo pochylił się nad zadaniami, ale te jakby zaczęły mu się rozmywać przed oczyma. Napisał definicje, które były potrzebne w pierwszych dwóch zadaniach, ale z resztą miał większy problem. W końcu pogodził się z kolejną pałą z tego przedmiotu. Odłożył długopis i zapatrzył się przez okno, zastanawiając się od kiedy zaczęło mu zależeć na lepszych ocenach. Prychnął cicho, a potem potarł oczy dłońmi. Nie pomogło to wcale z rozmywającym się obrazem. Poczuł falę nadchodzącego ciepła i wstał z ławki. - Yamanaka-kun, jeśli teraz wyjdziesz, to możesz tu już nie wracać - rzucił chłodno nauczyciel. - Sensei, źle się czuję - mruknął Kazuo, opierając się mocniej o blat swojej ławki by utrzymać równowagę. Nieco na oślep chwycił kule. - Yamanaka-kun, nie napierzesz mnie na to po raz kolejny - odparował mężczyzna podchodząc do chłopaka. Kazuo zamrugał kilkakrotnie starając się odróżnić plamy przed oczyma. Zaklął cicho, kiedy poczuł że leci do przodu. Nauczyciel złapał go mocno pod ramiona, po czym położył na ziemi unosząc nogi do góry. - Otwórzcie okno - rzucił tylko. Kazuo był przytomny i oddychał równomiernie. Kolory zaczęły wracać mu na twarz. - Nie za szybko przychodzisz do szkoły? - zapytał go mężczyzna. - Może powinieneś jeszcze odpocząć w domu - mruknął. Było nie było, jako nauczyciel musiał zachować zimną krew. Nie mógł też zignorować stanu swojego ucznia. - Nie chcę siedzieć w domu - odparł cicho chłopak, po czym po kilku minutach usiadł. Zawroty głowy minęły, a on znów czuł się dobrze. - W takim razie chociaż dłuższe przerwy spędzać będziesz w gabinecie lekarki. Musisz wypoczywać - mężczyzna trzepnął ucznia przez głupi łeb. - Wracajcie do testu - rzucił chłodno, pomagając Kazuo usiąść w ławce.
Tomo uśmichnął się do niego i ucałował go mocno. - Ty mnie znasz najlepiej. Mnie i moje podniebienie. Jestem pewien, że wybierzesz to co najlepsze dla mnie - ucałował go znowu, biorąc go za rękę. - Prowadź.
- Nic mi nie jest. Chyba faktycznie jestem trochę osłabiony - przyznał szczerze, oddając swoją niemalże pustą kartkę nauczycielowi. - Yamanaka, przygotuj się na kolejne zajęcia, napiszesz jeszcze raz - mruknął tylko mężczyzna, oddając mu kartkę.
Tomo tylko skinął głową i poszedł z Takano, a w jego ulubionej restauracji szczęka mu opadła. Raz z wystroju i dwa z cen, ale obiecał się tym nie przejmować. - Co polecasz? Chciałbym zjeść twoje ulubione danie - wyznał szczerze Tomo.
- Un... pomożesz mi z materiałem? - zapytał go cicho.
- Mhm no to jest nas dwóch - Tomo wzmocnił uchwyt dłoni i uśmiechnął się delikatnie. - Twoje usta też kocham - dodał ze śmiechem.
- No dobrze... żebyś się nie martwił, pójdziemy. I wychowawczą spędzę w wyrku - westchnął Kazuo wstając i kuśtykając o kulach ruszył powoli do wyjścia.
[No ale pismo możesz przeboleć :) Zazwyczaj nie każdego profesorka się lubi :P]
- Mhm no to na co czekasz kochanie? - Tomo przysunął się trochę do niego by dać mu szansę na buziaka. - Dziękuję, że zabierasz mnie w takie miejsca - szepnął całując go samemu.
- O nie, nie będziesz przeze mnie tracił swojego perfekcyjnego udziału w lekcjach - dźgnął go lekko w policzek. - Grzecznie poczekam na ciebie i na kolejnej przerwie mnie odbierzesz.
[No ale się na pewno przyzwyczaisz i będzie lepiej :)]
Tomo wtulił się w niego, a kiedy otrzymali swoje porcje od razu zaczął jeść swoją, choć najpierw zdziwił go finezyjnie wystrojony talerz. - Sugoi... wygląda cudnie - wyszczerzył się do Takano.
- Nie ma takiej opcji. Jak zostaniesz to się obrażę - burknął Kazuo. I tak miał wyrzuty sumienia, że Yuji tyle kursował przez te 3 tygodnie. Nie chciał by jeszcze dodatkowo tracił lekcje przez niego.
[ Nie odpadniesz. Nawet tak nie myśl, bo to gwóźdź do trumny!]
- Naprawdę? Lepsze niż twoje potrawy? - zapytał go zaraz na razie jeszcze bojąc się ruszyć to arcydzieło. Trzymał długą chwilę widelec i nóz nieruchomo. - Sumimasen... - wyszeptał jeszcze do jedzenia i zaczął zajadać. - Wo... to jest nieziemskie!
- Ale jednak. Nie chcę żebyś ze mną zostawał - szepnął tylko, kładąc się na łóżku i krzywiąc się lekko. - To żebra, nie zrosły się jeszcze dobrze...
[ Wiem, wiem. Po prostu muszą postraszyć trochę. Taki typ czlowieka :P]
- Rozumiem cię doskonale... sam też bym tu przychodził, gdyby nie te ceny - wymamrotał zapominając się ugryźć w język. Zaraz jednak roześmiał się serdecznie. - Ne, wypróbowałeś wszystko z karty?
- Pójdziesz na lekcje, bo na serio się obrażę - fuknął na niego Kazuo. - Nie masz przeze mnie tracić żadnych lekcji. ŻADNYCH.
- Mhm bo jest niezwykłe - zgodził się z nim jedząc powoli, by mieć wystarczająco dużo czasu na delektowanie się nim.
Kazuo skinął głową, a kiedy tylko Yuji wyszedł, przysnął odrobinę. Obudził się niedługo przed dzwonkiem na przerwę i westchnąl cicho. Jeszcze matematyka i zawody Yujiego.
- Ja też nie mogę się doczekać - szepnął Tomo, odkładając na chwilę sztućce. - Ale jeszcze bardziej twoich ramion i ust - przyznał bez bicia.
- Przyjdę - zaprzeczył szybko Kazuo. - Chciałbym przyjść - przyznał szczerze wstając i z eskortującym go Yujim kuśtykając do sali. - Niedługo szkolny festiwal, co nie?
- Wiem kochanie, wiem... chociaż na tulenie to nie aż tak długo - zaśmiał się zaraz, jedząc dalej i upijając trochę wody. - Na Taka-chan, a czemu akurat woda jest podawana?
- To nie za dobrze... - wymamrotał Kazuo. - Przecież nie miałeś niczego odpuszczać... teraz to dopiero mam wyrzuty sumienia - wymamrotał niezadowolony, zajmując swoje miejsce.
- Rozumiem - Tomo już nie dodał, że przecież Takano mógł je wypić jeśli chciał. Upił znów trochę wody. - Mam wspaniałego męża - mruknął pod nosem. - Jedynego w swoim rodzaju i mojego...
Kazuo wywrócił oczyma. - Ty może nie, ale co z naszą klasą? Na pewno coś przygotowujemy - pstryknął go w nos. - Co opowiadali na godzinie wychowawczej?
- Naprawdę? - Tomo zarumienił się trochę. - Uhm wiesz... właśnie mam pomysł na piosenkę - zagryzł wargę i wyciągnął notatnik z kieszeni kurtki oraz długopis. Zapisał w nim kilka słów i nut, po czym schował go z powrotem. - Zawsze noszę w razie wypadków - usprawiedliwił się.
- No i właśnie pytam cię co robi nasza klasa... bo może ty nie chcesz brać udziału w festynie, ale ja na pewno wezmę - uśmiechnął się szeroko. - To świetna zabawa.
- Piosenka? Mhm... o pewnym słonecznym dniu w Paryżu - puścił do niego oczko. - O tym jak to fajnie i jakie radosne uczucia mi towarzyszą - dodał wesoło.
- Oj no wiesz... nawet nie wiesz jak bardzo się nadajesz - zachichotał Kazuo. - Kocham cię wiesz?
Tomo wrócił pięć minut później. - Gotowy do dalszego zwiedzania - oznajmił wesoło całując go zaraz. - Uwielbiam tak z tobą chodzić.
Kazuo życzył mu tylko powodzenia. Mimo że jako pierwszy skończył test z matmy, nie oddał go aż do dzwonka. Nie chciał wyjść na geniusza. Potem pokuśtykał do sali gimnastycznej gdzie miały odbyć się zawody.
- Ale tak już? Bez zwiedzania? Od razu po obiadku? - zdziwił się trochę Tomo, ale nic nie powiedział więcej tylko podążył za nim co i rusz zadając mu jakieś pytania dotyczące miejsc w których byli.
Kazuo obserwował go zafascynowany. Wystarczyło kilka ciosów, by położyć jednego z przeciwników na łopatki. Dopiero podczas 5 rundy, Yuji musiał się trochę namęczyć. Kazuo tymczasem oparł głowę o ramię Shujiego. - Wybacz, trochę mi słabo - mruknął tylko dalej oglądając mecz i szczerze kibicując Yujiemu. Pod koniec 7 przeciwnika cofnął się pod ścianę, by się o nią oprzeć i nieco wygodniej przetrwać do końca ostatniej rundy.
- Długi kawałek? - zapytał go zaraz Tomo, po czym przystanął na chwilę by pooddychać świeżym powietrzem. - Kochanie tu nawet powietrze jest jakieś inne - zauważył mocniej przylegając do boku Takano. - Tak jakby... bardziej romantyczne - zarumienił się.
Kazuo wyszczerzył się do niego i mocno go objął, wtulając w siebie. - Byłeś genialny. Niepokonany i jedyny - zapewnił go wesoło. - Widziałem. Ładnym ciosem go zdjąłeś na samym końcu. W ogole się tego nie spodziewał.
- A bardzo cię męczyli na tych praktykach? - zainteresował się Tomo, wtulając się w niego mocniej, po czym ucałował go nieco. - Lubiłeś je? - zanim skończył drugie zdanie, przylgnął do Takano nieco mocniej widząc na horyzoncie byłego Takano. Strach mu nie minął. - Możemy... możemy gdzieś tu skręcić?
- Gdzie chciałbyś pójść? - Kazuo dźwignął się na nogi i wsparł mocno na kulach. - Tylko proszę... wybierz coś niedalekiego. Bądź łaskaw dla kaleki - zażartował.
- Jaki był twój pierwszy wyrób, który został sprzedany w takiej cukierni? - zainteresował się. - Na pewno to pamiętasz - dodał z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Może być. Ja stawiam mistrzowi - wyszczerzył się do niego Kazuo, idąc za Yujim, by ten go poprowadził.
- No dobrze... to ja standardowo poproszę o gorącą czekoladę i torcik bezowy - wyszczerzył się do niego, wtulając się nieco w jego pierś. - I jeszcze specjał szefa kuchni...
- Dobrze - zgodził się znów Kazuo. - Pójdziemy na randkę, gdzie będziesz chciał - ucałował go w policzek.
Tomo przysłuchiwał się ich rozmowie z delikatnym uśmiechem, a kiedy przyszło do przedstawiania go, sam to zrobił i potrząsnął dłoń mężczyzny. - Nie mówię dobrze po francusku - usprawiedliwił się zaraz. Bardziej słyszał niż mówił. - Jaki był Takano na praktykach?
- Un... ale do tego jeszcze trochę... nie wiem kiedy mi pozwolą zrezygnować z kul - westchnął ciężko Kazuo.
- Mhm... a miał jakąś wtopę? - zainteresowałsię zaraz Tomo. - Taką... no nie wiem, że coś nie wyszło albo coś, no bo przecież nie mógł być aż tak perfekcyjny, prawda? - upewnił się całując Takano w usta.
- Uhm nijak - wymamrotał cicho. - Nie czuję się jak w domu... no wiesz... uhm mimo tego jacy są moi rodzice... to tam czułem się swobodniej, a teraz? Unikam senseia... byle się z nim nie spotkać w łazience czy kuchni - przyznał śmiejąc się nieco.
- No bo nie jesteś takim perfekcjonistą jak mi się zdawało. Dobrze wiedzieć, że masz ludzką twarz - ucałował go znowu.
- Yu-chan... nie wiem, na razie jest dziwnie i wcale mi się nie podoba - powtórzył tylko. - I nie mogę widywać się z siostrami, jak próbowałem to mnie babcia pogoniła... - dodał jeszcze. - Nie chcę teraz o tym rozmawiać - rzucił jeszcze.
Tomo podziękował właścicielowi, łapiąc Takano za rękę i wtulając się w jego ramię. - Tylko musimy skoczyć po drodze do naszego Hotelu - oznajmił cicho. - Bo muszę leki wziąć - przypomniał mu cicho.
- UHm ale potrzebuję trochę czasu żeby dojść do siebie - szepnął z uśmiechem. - Musisz być cierpliwy - poprosił go.
[Hej, jak Ci na studiach idzie? Dajesz radę? Kiedy pierwsze kolokwia?
Tomo skinął lekko głową, po czym wtulił się mocno w ramię Takano. Szedł tak z nim aż do samego placu Pigala. Zachwycony całą atmosferą Paryża, zrobił masę zdjęć po drodze i na samym placu, gdzie złapał nawet Takano by go mocno ucałować. - Wiesz co kotku? Chciałbym by ta nasza podróż trwała całe życie - oznajmił wesoło. - Kocham cię Takano. Ja'teime.
Kazuo skinął głową, dźwigając się na nogi i ruszając przed siebie. Nieco chwiał się na nogach ale dawał radę przy pomocy kuli. - A nie będą ci przypadkiem proponować imprezy za zwycięstwo? - zapytał go zaraz. - No bo przecież... kochanie... jesteś mistrzem.
[ależ ci zazdroszczę tego rozplanowywania czasu... ja to nigdy nie wykonam tego co sobie zakładam. Leniwiec ze mnie wielki :)Jak ty to robisz? Ustawiasz sobie budzik czy cu?]
Tomo spalił trochę buraka ale zaraz się rozweselił. - Oj tam oj tam, dawno nie używałem tego języka - pokazał mu język i mocniej splatając ich palce poszedł wraz z nim do Mulin Rouge.
- Mhm rozumiem - Kazuo nie zamierzał go dłużej namawiać powoli ruszył za nim w stronę cukierni, przystając co kawałek by złapać kilka potężniejszych oddechów. - Gomen, za szybko nie chodzę.
[Hej, chcę Ci się do czegoś przyznać. Strasznie mi głupio, ale uhm te wszystkie 4 postacie piszę ja - Martyna. Nigdy nie było Mariusza. Ja uciekłam przed problemami w świat wirtualny, gdzie bałam się przyznać że jestem dziewczyną. Lepiej mi było udawać faceta, bo wówczas mogłam śmiało wypowiadać swoje opinie. Byłam nieśmiałą osobą strasznie nieśmiałą, choć zresztą wciąż nią jestem. Szczerze mówiąc nie wiem co we mnie wstąpiło. Tak było mi łatwiej. Miałam tylko przez siebie wyimaginowaną osłonę. Uważam siebie za nudną osobę, która nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Choć nie... uważałam. Teraz piszę swojego bloga - ekspresem-przez-zycie.blogspot.com - tam mówię śmiało co sądzę i co myślę, pod moim własnym imieniem i zdjęciem. Dawno już chciałam się przyznać, ale nie starczało mi odwagi. Wiem, że to głupie. Przepraszam. Przepraszam Cię. Przepraszam za wszystko. Mam cichą nadzieję, że mi to wybaczysz kiedyś. Może kiedyś. ]
[Przepraszam raz jeszcze i dzięki, że jeszcze się odzywasz. Głupotę zrobiłam, że w ogóle w to brnęłam i że nie przyznałam się dużo wcześniej. Może i nie miała luk, ale nie powinno jej być. Przepraszam i dziękuję :*]
- Dlaczego? - Tomo spojrzał na niego totalnie zaskoczony, oglądając zdjęcia tancerek i uśmiechając się pod nosem. - Czyżbyś się bał, że któraś ci mnie zabierze?
- Naprawdę? Jak zamierzasz walczyć z nieśmiałością? - zainteresował się zaraz chłopak.
[Wiem i będę przepraszać tak długo jak się da, bo jestem okropna. Mimo to dziękuję, że masz takie wielkie serducho :) Jesteś wielka kochana (i wcale nie taka niewinna...).]
- Jesteś okropny - Tomo dźgnął go łokciem w brzuch. - Czy ty insynuujesz, żę jestem taki straszny, iż żadna mnie nie zaspokoi? - uniósł lekko brew. - Ale kiedyś weźmiesz mnie do Mulin Rouge? Na przedstawienie? - zapytał go zaraz.
- Uhm no tak... bo przecież to nic złego że chcę cię przytulić, prawda? - upewnił się cicho. - Smutno mi się zrobiło że ty tego nie chcesz.
[Wcale nie przeze mnie... ja tylko pisałam co mi ślina na język przyniosła. No i z czasem sama sobie uwierzyłam. Ech ale nie będę w to wchodzić bardziej, bo teraz widzę jaka głupia byłam. Coś o twardej dupie też mi wiadomo... zazwyczaj na nią spadam. Przepraszam, że Cię zraniłam. Nie chciałam tego.]
- Czemu nie chcesz? Nie lubisz takich przedstawień? - zainteresował się Tomo, wtulając się w jego ramiona. - No bo takiś niechętny...
- Rozumiem Yu-chan. Po prostu chciałbym czasem móc się potulić do mojego faceta w szkole - ucałował go ukradkiem w policzek.
- No tak, zobaczyłem - zgodził się Tomo wzdychając nieco bo chciał trochę zobaczyć jak cały lokal wygląda w środku, choćby i bez tancerek. Zamiast jednak tego złapał Takano za rękę i uśmiechnął się do niego lekko. - Więc co teraz mamy w programie, kochanie?
- Nie, nie... ja cię odprowadzę i pójdę - odparł zaraz Kazuo. - To moja działka, odprowadzić mojego chłopaka, a nie twoja - rzucił wesoło zajmując miejsce przy najbliższym stoliku.
- Znaczy to nie tak, że mi się nie podoba... po prostu skoro już tu jestem chciałbym zobaczyć jak to wygląda w środku, w końcu tyle się o Mulin Rouge słyszało - wyjaśnił spokojnie, wtulając się w bok swojego mężczyzny i idąc z nim w stronę sex shopu. - Ile ma pięter? - zapytał go zaraz.
- Niby tak, ale przecież nie musisz mnie odprowadzać, to tylko niepotrzebny kłopot - bąknął zażenowany Kazuo, chowając się trochę za kartą dań. - Ja wezmę... suflet, bo nie wiem co to jest i... herbatkę.
- Czyli od razu pójdziemy do tematu nas interesującego? - zainteresował się Tomo. - No wiesz bo sztuczne cipki i cycki, jakoś nas nie bawią nie? - zaśmiał się cicho, trzymając Takano mocniej za rękę, jakby trochę się obawiając że zostanie tu sam.
- Nie traktuję cię jak dziewczyny, po prostu nie chcę byś wracał sam - wyjaśnił tylko. - No bo jesteś taki mały i niewinny... czyha na ciebie mnóstwo niebezpieczeństwa!
- Nie boję się - bąknął chłopak, jeszcze mocniej łapiąc Takano za rękę i wciskając twarz w jego ramię. - Po prostu nieswojo mi tu - zachichotał. - No i trochę się podnieciłem - dodał przygryzając wargę. - Dobrze by ci było w stroju policjantki...
- Ależ tu o renomę chodzi... kendo jest fajne i wygrałeś, ale nie masz przy sobie miecza Yu-chan - wymamrotał Kazuo. - A ja mam kule i nie zawaham się ich użyć.
- No właśnie, a ja ciebie nigdy... pozostaje mi tylko wyobraźnia - wymamrotał cichutko. - A wyobraźnię mam bogatą i mówię ci, że wyglądasz w niej bajecznie - uśmiechnął się szeroko. - Ten strój ci pasuje.
- Tylko ja nie idę do domu - odparł z westchnieniem Kazuo. - Idę do pani psycholog - mruknął niezadowolony, że musi się do tego przyznawać.
- Wiem kochanie, dlatego weźmiemy wersję z krótkimi szortami lateksowymi - puścił do niego oczko. - Raz możesz mi zrobić przyjemność, skoro i tak na dole nie chcesz być - pstryknął go w nosek i objął go za szyję całując go z całych sił. - Mhm myślisz, że kamera dziś działa?
- Uhm to odprowadzisz mnie na przystanek autobusowy - zgodził się w końcu Kazuo zamawiając dla nich to co chcieli. - Ale ja dziś stawiam, dobrze? - upewnił się. - Ty postawisz następnym razem - dodał z uśmiechem.
[Wiem, ale nie chcę już kłamać. WIem, że robiłam głupotę i coś czego nie powinnam. Wiem, że oszukałam i ciągnęłam to długo. Ja to wszystko wiem i mogę tylko przepraszać. Bałam się przyznać, chciałam już dawno ale bałam się. Czego? Nawet nie wiem teraz... zaczęłam to dawno temu. Kiedyś prowadziłam swojego bloga z opowiadaniem i któryś z czytelników nazwał mnie chłopakiem. Nie wyprowadziłam go z błędu i potem zabrnęłam w to za daleko. Nie potrafiłam przestać, bo wreszcie mogłam mówić otwarcie co myślę. Tak, taka głupia byłam. Bo sama, jako ja, podpisując się swoim imieniem, nie mogłam powiedzieć co myślę. Tak sądziłam. Nie będę się już usprawiedliwiać, bo nie ma czego. Po prostu zrobiłam coś durnego. Przepraszam i mogę tylko przepraszać, ale to zrozumiałe, że już nie chcesz utrzymywać ze mną kontaktu. Więc przeproszę jeszcze ostatni raz... ]
[Uhm po prostu nie chcę Cię dłużej oszukiwać. Jesteś mi dość bliską osobą, a tak przynajmniej zawsze Cię postrzegałam, choć może wydać Ci się to dziwne. I no chciałabym się kiedyś z Tobą spotkać, a jeśli chcę to zrobić na poważnie, to nie chcę Cię oszukiwać. ]
- Mou... ale przebierzesz się dla mnie w domku? Tak tylko raz... na moje urodziny - poprosił go całując go mocno, po czym wychodząc z nim na odpowiednim piętrze. - O kurcze... ale tu towaru...
- Nie wiem - Kazuo wzruszył ramionami. - Póki co nawet o tym nie myślę. Chciałbym tylko móc dobrze chodzić i normalnie ćwiczyć na w-fach...
- Jesteś okropny. Na nic mi nie pozwalasz... na dole nie chcesz być, teraz nie chcesz się przebrać... zero z tobą zabawy i przyjemności - wymamrotał niezadowolony, po czym z westchnieniem poszedł oglądać różne półki.
- Wiem Yu-chan, ale nie chcę na razie pomocy. Ja sam sobie radzę - uśmiechnął się pochylając się nad swoim sufletem.
Tomo nic mu już nie powiedział tylko w milczeniu obserwował coraz to różniejsze gadżety. W końcu nie zdecyował się na rzadny. - Napatrzyłem się - zapewnił go. - A ty?
- Wiem, wiem... ale nie chcę pomocy - wyjaśnił znów Kazuo. - Tak jest dobrze, Yu-chan.
- Nie, jest mi tylko trochę przykro - wzruszył lekko ramionami idąc znów do windy. - Nie chcę niczego Taka-chan - dodał jeszcze, puszczając go w tej windzie i odsuwając się trochę od niego. - Naprawdę jest imponująco wielki.
- Wiem - wywrócił oczyma. - Ale skończ już z tym zapewnianiem mnie - poprosił go.
Tomo skinął tylko głową, czekając aż zjadą do parteru, a kiedy wyszli na świeże powietrze przeciągnął się lekko, oddychając chwilkę i dopiero wówczas obrócił się na pięcie. - Znasz miejsc, gdzie możemy zjeść takie kręcone lody spacerując jakimiś małymi uliczkami Paryża? - zapytał go zaraz.
- Nic mi nie jest - powtórzył z delikatnym uśmiechem. - Mam się dobrze, tylko tęsknie za swoim domem - wzruszył lekko ramionami. - Wiem, że był okoropny według wszystkich... ale tęsknie za nim.
- Nie ma sprawy, dostosuję się - zapewnił go Tomo ruszając z nim w stronę tego miejsca z lodami. - Możemy potem spacerkiem do hotelu... albo do metra.
- Yu-chan, to nieistotne - pokręcił przecząco głową Kazuo, po czym uśmiechnął się lekko. - Czemu non stop mówimy o mnie? Ty jesteś dzisiaj gwiazdą przecież - zauważył.
- No to jak wygląda to mieszkanko? Miałeś swój własny pokój? - zainteresował się zaraz. - Drewniane podłogi, kuchnia i salon... z półścianką do kuchni i ogroooomniasty balkon? - wyobraził sobie mieszkanko Takano.
- I widzisz? O mnie też nie warto - zauważył rezolutnie Kazuo. - Więc będziemy milczeć - dodał jeszcze wesoło.
- Waniliowy z polewą czekoladową - odparł Tomo przystając obok niego i wtulając się w jego ramię. Jakoś nie mógł się natulić. Zamknął oczy spokojnie oddychając. - Masz gołe babki na suficie?
- Nie warto i już - Kazuo zabrał się za jedzenie już nie komentując nic więcej. - Przygotowany do kolejnych testów? Jeśli zdobędziesz pierwsz miejsce w szkole to dostaniesz stypendium i polecenie do Toudai - przypomniał mu. - Świetna sprawa.
- Ach no tak... wolałeś facetów. No to gołych facetów na suficie? - zapytał znowu śmiejąc się lekko z jego miny i zajadając się lodem. - Co miałeś w pokoju? No bo Marc pewnie Ci go przemeblował.
- Oj tam, na mnie nie patrz - poradził mu Kazuo. - Ja tam jestem nic nie wartym człowiekiem. Jak pójdziesz do Toudai to ja... pewnie skończę gdzieś w Tokio w robocie - wyszczerzył się do niego. - A jeśli nie to trudno. Będziemy widywać się od czasu do czasu, póki nie znajdziesz sobie innego faceta. Bardziej do ciebie pasującego.
Tuż po przekroczeniu progu mieszkania Marca, Tomo ruszył zwiedzać. Marc natomiast zaśmiał się cicho widząc to. - Widze że nic mu nie zdradziłeś - zachichotał wręczając Takano klucze. - My dzisiaj znikamy, udostępniamy Wam mieszkanie na dobre - uśmiechnął się serdecznie.
- Nie, nie potrzebuję studiów. NIe każdy musi je zrobić - powtórzył spokojnie. - Nic mnie dobrego nie spotkało od ludzi ze studiami.
- Więc dzisiejszy wieczór poświęcicie tylko sobie w twoim studenckim mieszkanku, a jutro po zwiedzaniu z nami - uśmiechnął się lekko. - No weź... Theo ma dla mnie dziś niespodziankę - dodał z delikatnym uśmiechem na ustach. - Nie daj mu jej zepsuć.
- To ty nie rozumiesz. Uparłeś się na to bym szedł na studia. Nie chcę iść, zrozum to w końcu - burknął niezadowolony. - Ty chcesz, to twoje marzenie i ja to rozumiem. Ja nie chcę.
- Powodzenia - Marc jeszcze poklepał go po plecach i wyszedł. Tomo w tym czasie odnalazł pokój Takano i wszedł do środka dość dziarskim krokiem, by zaraz rozdziawić usta. No tak, już zdążył zapomnieć, że jego mężczyzna był wówczas zadufanym w sobie bogatym studencikiem. - A jednak miał męskie świerszczyki - zachichotał widząc plik pornosów wystający spod łóżka.
- Pójdę i co? Zmarnuję 5 lat, żeby zrobić ci tym przyjemność, Yuji - odparł spokojnie Kazuo. - 5 lat, kiedy móglbym już spokojnie pracować. Będziesz mi kazał przechodzić przez 5-cioletnie piekło. Wybacz, że się z tego wypisuję.
- No już tak ich nie chowaj - zaśmiał się szczerze Tomo, podchodząc do niego i całując go mocno. - Przecież to naturalne, hormony i te sprawy - roześmiał się serdecznie, po czym podszedł do wspomnianego okna, by poobserwować zapadającą nad Paryżem noc. - Mhm przepięknie, brakuje tylko kieliszka dobrego wina i bagietki czosnknowej - rozmarzył się.
- Bo przez bite 5 lat będę stawał się własnym ojcem. Nie chcę iść na studia - powtórzył chłodno. - Czas będziemy mieć, mniej niż teraz ale będzie.
- Chcę - Tomo oparł się o niego i zamknął oczy przez moment delektując się jego dotykiem i chwilą. - Ale za chwilkę. Obejrzyjmy do końca zachód słońca - poprosił go tylko.
- To nie zmienia faktu, że na studia nie pójdę - mruknął kończąc jedzenia. - Chodźmy już.
- Bardzo, obfitował w zwiedzanie - uśmiechnął się do niego. - I co najważniejsze, był z tobą - dodał zaraz, głaszcząc go po dłoniach. - Mój skarb najlepszy.
- Więc nie próbuj - poradził mu tylko Kazuo, płacąc za ich jedzonko i dźwigając się na kulach.
- Zdarzyło się wam spalić piekarnik? - zapytał go z delikatnym uśmiechem na twarzy wzrokiem wiodąc po przestronnym salonie. - Matko... wielkie to mieszkanie... jak 3 nasze - uśmiechnął się lekko. - Lubisz takie duże pomieszczenia? Wolałbyś byśmy mieli większe mieszkanko?
Kazuo pokręcił przecząco głową. - Nie ma nic takiego o czym bym marzył. Budowa wydaje się fajną sprawą. Wysiłek fizyczny i nie musisz za dużo myśleć. Coś dla mnie odpowiedniego - dodał z uśmiechem.
- Mhm to dobrze - uśmiechnął się lekko Tomo, wtulając się w niego mocno. - A gdzie sprowadzałeś swoich kochanków? - zainteresował się zaraz.
- Pozwól mi robić to co chcę - wybuchnął w końcu chłopak obracając się w jego stronę i wspierając nieco mocniej na kulach. - Nic ci nie da marudzenie o tym co mam robić...
- No dobrze - Tomo skinął lekko głową, a po zwiedzaniu usiadł w salonie na kanapie, oddychając głęboko. - Kochanie? Mogę położyć się z głową na twoich udach? Troszkę mi słabo - szepnął spoglądając na niego. - Marc dziś nie wraca z Theo? Szkoda...
- I niczego nie marnuję. Robię to co chcę zrobić - odparł tylko. - Zrozum wreszcie, że nie każdemu marzą się studia.
- Dzwonię zapytać jak wam idzie - odparł spokojnie mężczyzna, ale zaraz jednak westchnął ciężko. - Takano, nie wiem jak się zabrać za randkę z romantyczną kolacją dla faceta... - burknął całkiem czerwony i ciesząc się jednocześnie, że Takano go nie widzi. - Co przygotować? Ech no bo padło na mnie... mój chłopak zaprotestował i powiedział, że więcej nie będzie wymyślał randek, bo mi nie zależy najwyraźniej... no bo ja nie wiem jak!
- To niech przestanie ci być przykro, bo to nic takiego - odparł z lekkim uśmiechem Kazuo. - Poza tym wyleczę się i w końcu wrócę do odpowiedniej formy by móc pracować na budowie.
- Chciałbym żeby było wyjątkowo... ale nie wiem jak tego dokonać - wymamrotał cicho Ren. - No i przecież w każdej chwili moga mnie wezwać do szpitala, a wowczas czar pryśnie... Onsen odpada niestety. Ostatnio byliśmy i moje słońce się przegrzało - wymamrotał niezadowolony. - Takano... a znasz takie restauracje, ktore cenowo nie przerażają? Ja nie znam...
- Bo podoba mi się wizja pracy na budowie. Nie musisz za dużo myśleć, zdrowo się męczysz, utrzymujesz przy tym formę. Żyć nie umierać - uśmiechnął się szeroko.
- Mhm dzięki za kilka pomysłów. Postaram się nie spierdolić - westchnął załamany Ren i jeszcze chwilę pobiadolił przez telefon zanim się rozłączył. To wówczas Tomo wybuchnął cichym śmiechem. - Mój kochany doradca od spraw gejowskich - zachichotał. - A czekoladowej fontanny jeszcze nigdy u nas nie było - dźgnął go palcem w bok.
- Ale nie musisz widzieć kochanie. To nie ty będziesz tam pracował - ucałował go lekko w usta. - Okay, wsiadam do autobusu i jade do pani psycholog... widzimy się jutro w szkole - ucałował go mocniej.
- Oj ma, ma... ale co zrobić. Jesteś jedynym doświadczonym w te klocki bratem - roześmiał się serdecznie. - No prawda, były truskawki... ale rzadko jest w domu - dodał zaraz. - Mou rzadko chcesz wyjątkowość - zrobił smutną minkę, zaraz jednak uśmiechając się do niego. - dziś było wyjątkowo... zjemy ten torcik co go zrobiliśmy? - zapytał go zaraz
Kazuo pojawił się znów w szkole dopiero kolejnego tygodnia, chodząc już o jednej kuli. Pokiwał do Yujiego, kiedy go zobaczył, po czym usiadł na swoim miejscu, na moment oddychając głęboko. - Rehabilitację miałem - wyjaśnił cicho. - No i lekarz dał mi zwolnienie... kazał jeszcze odpoczywać trochę - westchnął teatralnie. - Muszę znów sobie telefon załatwić... stary umarł.
- Tylko się cieszyć możesz. Pomagasz bratu - zaśmiał się znowu. - Okay - Tomo usiadł i chwilę potem robił już herbatę, a na stole widniał torcik, nóż i dwa talerze. - Uhm nie wyszedł tak źle, prawda? - upewnił się cicho.
- Przepraszam - uśmiechnął się do niego. - zło mi cakiem ńęźle. Pozbyłem się jednej kuli - dodał dumnie.
- Wiem kochanie. Ren jest słodki z tymi zwoimi problemami i niezwykle poprawia tym humor - zaśmiał się Tomo pozwalając sobie nałożyć kawałek torciku. Posmakował go nieco i skinął głową. - Całkiem niezły - ucałował Takano w policzek.
- Dzięki - Kazuo wyszczerzył się do niego lekko. - Niedługo będe chodził bez kul - dodał wesoło. - Wtedy pójdziemy na jakąś prawdziwą randkę.
- Oj ty na pewno też miałeś takie problemy - przypomniał mu Tomo, siadając mu teraz na kolanach i wtulając się w niego mocno. - Po prostu zagryź ząbki i pomagaj niedoświadczonemu staremu facetowi.
- A nie jesteś na to zbyt niedoświadczony? - zapytał go szeptem Kazuo śmiejąc się pod nosem. Zapatrzył się zaraz przez okno nie bardzo słuchając nauczyciela. Jakoś nie potrafił się skupić na jego słowach.
- No wiesz... skoro zawsze było się bogatym paniczykiem to zniżanie się do poziomu Kanekiego czy mnie... to wyzwanie godne potężnego umysłu - wyszczerzył się lekko, po czym usiadł okrakiem na Takano całując go mocno. - Ale tobie się udało. Gratuluję - szepnął mu do uszka.
- Mhm... dobrze, spróbujemy - obiecał mu z lekkim uśmiechem, wstając z ławki, gdy nauczyciel wywołał go do tablicy. Jak zwykle zrobił z siebie błazna, po czym rozwiązał zadanie, wywołując szok na twarzach swoich kolegów z klasy oraz nauczyciela. Ukłonił się wszystkim wracając do ławki. Po zajęciach nauczyciel przystanął przy jego ławce. - Yamanaka, potrzebuję trzeciego zawodnika do drużyny reprezentującej naszą szkołę na olimpiadzie matematycznej. Zostałeś... - Nie dziękuję... - Ale ja cię nie proszę o pozwolenie - uśmiechnął się mężczyzna. - Informuję cię, że zostałeś do niej wytypowany - wyjaśnił spokojnie. - Oblejesz jak się na niej nie pojawisz - dodał jeszcze z satysfakcją obserwując grymas niedowierzania na twarzy ucznia. - Miłego dnia, spotykamy się codziennie po piątej. Wnioskuję z twej miny, że dziś się pojawisz - dodał jeszcze wychodząc.
- Mhm jesteś moim ideałem, wiesz? - zapytał go cicho całując go teraz po szyi i wsuwając dłonie pod jego koszulkę. - Chciałbym dzisiaj pod prysznicem - szepnął mu do ucha. - Da się zrobić?
- Nie lubię takich sytuacji - wymamrotał niezadowolony chłopak, opadając na ławkę i marudząc pod nosem na wszystkie niesprawiedliwości świata jakie go spotykają. - Przeież to nie mój styl kompletnie - wywrócił oczyma.
- Cieszę się - uśmiechnął się do niego szeroko, po czym pocałował go znów i wrócił do jedzenia swojego kawałka ciasta.
- Lubię, ale nie lubię z taka presją - wymamrotał, wstając z miejsca i spoglądając na zegarek. - Chodźmy na dach. Potulimy się i zjemy dobre śniadanko.
- ZNaczy ten przepych trochę mnie przeraża, ale przyzwyczaiłem się trochę... znaczy spodziewałem się tego - ucałował go w policzek. - Kocham cię całkiem mocno, wiesz?
- Nigdy nie miałem takich zakus. Ci geniusze latali mi koło nosa, bo im tylko nauka zostaje - objął go ramieniem idąc wraz z nim na dach. - Ty chciałeś? Brałeś udziały w takich konkursach?
- Ja też się cieszę - uśmiechnął się lekko Tomo, siadając mu na kolanach już na amen. - Jesteś mój i jedyny i już nigdy cię nie oddam... nikomu!
- Oj daj spokój. To będzie męka przez udrękę - wywrócił oczyma siadając na dachu i biorąc Yujiego na kolana. Przytulił się do niego mocno. - Pogram tylko idiotę dziś o 17... i profesor zwolni mnie z tego przykrego obowiązku.
Tomo odsunął się od Takano i roześmiał serdecznie, po czym wstał zostawiając ich samych, by sobie porozmawiali. Poszedł na balkon pooglądać sobie z niego Paryż, a kiedy Takano do niego dołączył oparł się o niego lekko. - Tylko kochanie... miałeś być cierpliwy - zauważył.
- Mhm no zwolnią mnie po dzisiejszym. Powiem że tak mnie nauczyłeś że przypadkowo umiałem - wyjaśnił, opierając głowę o jego ramię i całując go raz za razem po szyi
- Nie... jeszcze nie dzwonił - odparł wesoło, pokazując mu swój telefon. - Yuya tylko dzwonił wczoraj. Swoją drogą, Yuya dzwoni rzadziej niż Ren - zachichotał obracając się w jego ramionach i całując go lekko. - Bądź cierpliwy kotku - wsunął mu dłonie we włosach.
- Nie - Kazuo pokręcił przecząco głową, wtulając się w niego mocniej. - Kocham cię słonko, ale nie zmuszaj mnie...
- Oj no już nie przesadzaj. Podczas seksu wyłączysz telefon i po sprawie. Ja swojego nie wyłączę, żeby Yuya w razie czego mógł się do nas dodzwonić - ucałował go mocno. - Nie, nie jest mi zimno. Chcę się napawać widokiem - wyjaśnił mu.
- Nie jestem, po prostu nie lubię takich rzeczy - wymamrotał w odpowiedzi, po czym otworzył swoje pudełko. - Sensei poczuł sie w obowiązku i zrobił mi bento...
- Nie, ale oddzwonie zaraz po pierwszej rundzie - pokazał mu język i wtulił się mocniej w jego ramiona. - Przecież to nasz mały synek. Rzadko dzwoni, więc niech wie, że jeśli zadzwoni to odbierzemy.
- Chcesz trochę? - podsunął mu pod nos bento. - Bo jak ja to zjem, to obiadu już nie... za dużo mi robi...
- A jak będzie miał wakacje to pojedziemy z nim na krótką wycieczkę - zdecydował zaraz Tomo, opierając się o niego trochę mocniej. - WIesz co tak lubię w twoich ramionach? Że zawsze mnie tulą i są cieplutkie...
- Lekarz mi mówił, że mam nie przesadzać z jedzeniem bo pęknę - wyjaśnił. - Poza tym nie ćwiczę... więc muszę jakoś linię trzymać.
- Dziękuję. Wygląda cudownie - ogrzał dłonie o kubek i poszedł z nim do salonu siadając tym razem na dużym fotelu, gdzie niemal się zatopił. - Ale wielki... kochanie? Ten fotel jest genialny... kupisz mi taki do domu? Na święta? Zamknę oczy i będę udawał że nie był drogi.
- Oj ale dzisiaj długi dzień. Zdążę zjeść to cało bento.
- Tak, kup, kup... będę tam przesiadywał dniami i nocami - wyszczerzył się do niego przytulając lekko. - Wiem kochanie, ale nie lubię tak wielgachnych sum pieniędzy wydawać - przyznał szczerze. - Ale od czasu do czasu mogę, co nie?
- Przecież nigdy bym mu nie powiedział - zauważył cicho Kazuo.
- Un więc będę ci mówił. Taki fotel bym chciał - ucałował go mocno i przytulił się do niego mocniej i upił duży łyk czekolady, oblizując usta z bitej śmietany. - Yuya oszaleje jak ten fotel się u nas pojawi - wyszczerzył się do niego.
- Oj przestań. Oddałbym komuś, podzieliłbym się, ale nie wyrzucił - pstryknął go palcami w czoło, po czym wstał, opierając się mocno na kuli i wzdychając ciężko. - Okay kochany, wracajmy. Za pięć minut zajęcia a ja długo chodzę...
- Wiec brakuje Ci takiego rzucania pomysłami z rękawa - uśmiechnął się lekko. - Da się zrobić - zapewnił go zaraz wyszczerzając się do niego. - Będę ci nimi rzucał - ucałował go w policzek.
- Tak - odparł Kazuo bez względnego marudzenia i kłamania że tak nie jest. - Lekarz mówi że jest lepiej - dodał jeszcze. - Ale czasem wymiotuję po rehabilitacji... - przyznał mu. - No bo jak mówię, że już nie daję rady, oni twierdzą że się obijam.
- Rozumiem. Ale to fajnie tu miałeś... - przyznał szczerze, dopijając swoją czekoladę i jeszcze chwilę mocno się w niego wtulając. - Możemy iść się kąpać kochanie.
- Staram się tylko nikogo nie zawieść - wyjaśnił cicho chłopak otwierając zeszyt.
- Jest bardzo obszerna - uśmiechnął się lekko, stając już na nogi i wtulając się. - Mógłbym się w niej pogubić - zażartował.
Kazuo westchnął ciężko wstając i idąc na to przeklęte kółko. - No wreszcie jesteś, Akira, Marie, to nasz nowy członek załogi. - Pan chyba żartuje... ten tępak? - Akira... - Widzi pan, panie psorze? Lepiej będzie dla wszystkich jak stąd pójdę - wycofał się od razu Kazuo. - DOkładnie - rzuciła Marie. - Okay... zrobimy tak... masz 30 minut na rozwiązanie tych zadań - podał Kazuo kartkę z zadaniami różnymi. Łatwiejszymi i trudniejszymi. - Jeśli rozwiążesz je poprawnie zostajesz.
- Kocham cię 0 powtórzył tylko Tomo całując go po torsie i szyi. Nie zostawiał jednak malinek. - Kocham i cieszę się... że uhm mnie namówiłeś na ślub - dotknął palcem jego obrączki.
Kazuo westchnął ciężko. - Panie profesorze... ja naprawdę... - Kazuo, jeśli je rozwiążesz w pół godziny, zwolnię cię z obowiązku chodzenia na moje zajęcia. Będziesz mógł pojawiać się tylko na sprawdziany - oznajmił swobodnie mężczyzna biorąc chłopaka pod włos. - Okay... spróbuję - zdecydował w końcu biorąc kartkę do ręki i rozpoczynając rozwiązywanie, kiedy nauczyciel dał mu znać. Pierwsze 10 zadań rozwiązał w 10 minut, a na kolejne przeznaczył sobie pozostałą część czasu. Minutę przed końcem odniósł kartkę nauczycielowi. - To mogę już iść?
- Ale wyszedłeś... i poczekałeś tak długo aż do tej decyzji dorosłem - szepnął. - I byłeś ze mną cały czas i nawet jak się kłócimy to i tak wiem że mnie kochasz - szepnął jeszcze całując go mocno. - Jesteś najlepszy wiesz?
- Za co? - Kazuo uniósł lekko brew, stukając palcami o blat biurka. - Teraz już mogę iść? Ja naprawdę nie chcę brać udziału w tym konkursie... nie potrzebuję tego - wyjaśnił zwracając się do nauczyciela.
- Un - Tomo skinął lekko głową i uśmiechnął się do niego szeroko, po czym ucałował w brodę. - Okay kąpiel i małe barabara z moim kochaniem.
- A można ten indeks komuś przekazać? - zainteresował się. - Bo szczerze mówiąc to mi ten indeks do niczego nie jest potrzebny. Nie zamierzam studiować - przyznał tylko. - I w tym konkursie tez nie chciałbym brać udziału.
- A co jest w moim stylU/ Pobrykamy/ - zapął go śmiejąc się serdecznie. Kiedy już stanął pod prysznicem zaczal go całować, teraz już nie pilnując się ani trochę.
- To znajdźcie sobie kogoś innego. Serio, ędę kulą u nogi... a indeksu nie chcę. Nie będę miał motywacji. Jak jej nie mam to mi się nie chce - wyjaśnił spokojnie. - Matematyka jest fajna. Po prostu lubię rozwiązywać zadania, ale nie kiedy ciązy na mnie presja.
Chłopak jęknął cicho z przyjemności. Wtulił się w mężczyznę, pocierając biodrami o jego przyrodzenie. - No kochanie. Jesteś już twardy - zauważył lekko zaskoczony.
- A co w tym złego, że lubię je rozwiązywać? - zapytał go Kazuo nieco trzęsąc się już na kuli. Był zmęczony staniem w bezruchu, toteż klapnął na moment na ławkę. Odetchnął głęboko. - Poszukajcie sobie kogoś innego. Jest wielu kujonów w tej szkole. Dajcie mi spokój - poprosił.
- Bo tak było - Tomo zarumienił się okropnie, po czym oparł mocniej o ściankę prysznicową oddychając głęboko. - Po prostu już we mnie wejdź. Tak już teraz... bez przygotowania - poprosił go.
Kazuo dmuchnął sobie w grzywkę i westchnął ciężko. - Szczerze? Mam gdzieś ten pieprzony konkurs - odparował przenosząc wzrok z Akiry na nauczyciela. - Jesteście geniuszami więc do Toudai i tak się dostaniecie, jeśli będzie wam dostatecznie zależało - wywrócił oczyma. - Mój talent, moja sprawa i co z nim robię nikogo nie powinno obchodzić - oznajmił trzęsąc się przy tym porządnie. Zanim poczuł łzy w oczach zdołał wstać i wykuśtykać z sali, dopiero tam opadając na ziemię. - Pieprzone geniuszki.
- Mou ale ja chcę już, teraz - Tomo zrobił smutną minkę niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Oddychał coraz szybciej i naprawdę chciał już poczuć mężczyznę w sobie.
- Nic się nie stało. Nic... - wymamrotał, siadając powoli i obejmując mocno Yujiego, by wtulić w niego Rozpłakał się nieco mocniej. - Nic mi nie jest, zaraz mi przejdzie. Nie chcę byś mnie takiego oglądał.
- Mou nie zadośćuczyni - wymamrotał uparcie naburmuszony tym wszystkim. W końcu obrócił się przodem do ściany i pozwolił Takano wejść, żałując że nigdy nie może być tak jakby tego naprawdę chciał.
[Nie ma to jak kochać się z takimi myślami xD]
- Nic się nie stało - powtórzył głucho między jedną falą łez a drugą. Nabrał kilka szybkich oddechów. - Tylko... tylko tak bardzo się starałem, by nie wyróżniać się w szkole... ojciec zawsze mi powtarzał, że nie wolno... nie podobało mi się jak miałem za dobre oceny - wydusił z siebie. - Nie chcę teraz... ja nie chcę teraz jak królik iść do tego króliczego królestwa i... i sprzedawać siebie za jakiś debilny indeks... nie potrzebuję indeksu, a nie mogę go dostać dla ciebie... więc nie chcę brać udziału.
- Czasem mógłbyś dać mi odrobinę szaleństwa po prostu. Przecież rzadko o to proszę - wymamrotał opierając się mocniej o ścianę. Oddychał coraz szybciej, wciskając głowę swoje przedramiona, które ułożył odpowiednio na ścianie.
- Nie chcę w tym brać udziału - odparł cicho. - Nie mówiłem o tobie tylko o tych wszystkich geniuszach - wywrócił oczyma. - Zrobią wszystko by dostać ten cholerny indeks, a jak ja go dostanę to zwrócę go równie szybko. Yuji, nie chcę w tym brać udziału. Nie chcę nawet im pomagać - wymamrotał. - Jedyny plus że nie muszę już pojawiać się na matmie - zaśmiał się przez łzy. - Tylko na testach.
- Kocham - wymamrotał tylko zamykając nieco oczy i zaciskając pięści. - Nie przestanę cię kochać przez coś takiego... ale smutno mi - przyznał zaraz oddychając głębiej.
- Nie chcę - uparł się chłopak. - Nie chcę i koniec dyskusji.
Tomo doszedł razem z nim po czym pozwolił mu się przytulić ale potrząsnął przecząco głową słysząc jego zapewnienie. - Nie obiecuj, bo i tak tego nie dopełnisz - poklepał go lekko po policzku i wzruszył lekko ramionami. Co jak co, ale już na tyle Takano znał. Musiał po prostu przestawić się całkowicie na tę łagodną formę seksu i przestać tęsknić za poprzednią. Bułka z masłem. Niewielka cena. Ukucnął przed nim i wziął jego przyrodzenie w usta.
- To idź - puścił go opierając się o ścianę. - Ja tu sobie jeszcze posiedzę.
Tomo mu nie odpowiedział, bo jakoś już w to nie wierzył. Zamiast tego wzmożył ruch języka i swych ust chcąc zapewnić Takano trochę przyjemności. - Wystarczy mi że jesteś - odparował szczerze, kiedy połknął jego spermę. - Seks jest tylko dodatkiem - ucałował go lekko w usta, po czym przytulił się nieco do niego.
Kazuo zamknął oczy oddychając tylko. Czuł się kiepsko i choć nie chciał pokazywać tego Yujiemu to było to czymś nieuniknionym. W końcu więc wybrał numer do swego opiekuna. - Sensei? Przyjechałbyś do szkoły po mnie i Yujiego? Źle się czuję - oznajmił przez telefon. - Bardzo źle - dodał zaraz, a kiedy usłyszał że nie ma problemu rozłączył się.
- Bo nie chcę by na seksie opierało się nasze małżeństwo - wyjaśnił spokojnie, po czym odsunął się od niego i wziął gąbkę by zacząć go myć. - W porządku, kiedyś tak - mruknął już tylko.
- Bo nie chciałem iść do gabinetu pielęgniarki i nie chciałem leżeć. Kręci mi się tylko w głowie i robi mi się bardzo słabo. Nic wielkiego - wyjaśnił.
- Okay - uśmiechnął się szeroko zadowolony z tego dnia. Wskoczył Takano na plecy kiedy ten był już brany. - Albo tulenie w twoim królestwie - zdecydował zaraz.
- WIem - odparł tylko Kazuo odpoczywając na póółpiętrze i przyjmując pomoc od swego opiekuna, który właśnie do nich dotarł.
- Buu szkoooda - chłopak zrobił smutną minkę ale zaraz uśmiechnął się spoglądając na Paryz za oknem. - Rysowałeś stąd? Paryż> - zapytał go zaraz. - Mogę dostać taki rysunek?
- Więc zawiozę cię do domu, ty zjesz z bratem obiad, a potem razem przyjdziecie na kolację na 7 - oznajmił mężczyzna. - Przyjdźcie - poprosił go Kazuo.
- No tak, ale myślałem że może próbowałeś - wzruszył ramionami chłopak. Wtulił się w nigo mocno, zamykając oczy. - No bo po pijaku wszystko możliwe - zażartował.
- Nie pamiętam - wymamrota Tomo wciskając głowę w jego ramię i oddychając już nieco szybciej. - Coś z tobą... - dodał zaraz.
- Troszkę tak, ale nie wstanę jeszcze. Przepraszam - wyszeptał Kazuo. - Un, myślę że możesz. Będziesz spał u mnie w łóżku - dodał z uśmiechem. - Ale żadneych kosmatych myśli - poprosił go.
- Un okay - Tomo wstał z łóżka i skrzywił się, a po zrobieniu dwóch kroków wylądował w ramionach Takano. - Coś kręci mi się w głowie - wymamrotał cicho, wtulając sie mocniej w jego ramiona.
- Ano na kolację, na obiad i jeszcze na jutro zostanie - zachichotał Kazuo. - Sensei przecenił nasze możliwości i ugotował za dużo.
- Uhm ale może polepszy - uśmiechnął się do niego okrywając mocno kołderką. - Ja poleżę z moim kochaniem i zjem pyszną kolację to na pewno się polepszy.
- Dobrze - Tomo skinął lekko głową, mimo wszystko czując się nieco winny temu że psuje im dzień. - Uhm to prześpie się trochę - uśmiechnął się do niego lekko. - Już dziękuję - połknął leki i oddał mu resztę jedzonka.
Tomo uśmiechnął się do niego i przymknął zaraz oczy zasypiając. Kiedy obudził się znów, była dwunasta. To wówczas wstał i przebrał się tylko, idąc do salonu. - Hej - uśmiechnął się lekko do Juna. - Trochę mi jeszcze słabo, ale nic już mnie nie boli.
- Zrób... czekoladę - poprosił go całując lekko jego usta. - I nie chcę na razie do łóżka... - uśmiechnął się do reszty. - Obejrzeć chcę te filmy - dodał z uśmiechem.
[nie zmuszam się, tylko staram się zrobić lekcję na jutro... i mam jakieś zacięcie...]
- A teraz już nie wyobrażacie sobie życia bez siebie - dokończył Tomo uśmiechając się lekko. Byli słodcy ale nie zamierzał im tego mówić, bo jeszcze śmieliby się obrazić. - Kiedy możemy spodziewać się ślubu?
- Hm... tak do końca to nie wiem jak to wyjaśnić. Za sprawką Jolie - zaśmiał się cicho. - Była z Takano na spacerze i ruszyła w moim kierunku. Nie szczekała na mnie tylko dała się pogłaskać. Takano mocno się zdziwił, ale powiedział o tym mi później - dodał lekko. - Potem jego siostra próbowała nas spiknąć, a ja byłem ostrym krytykiem potraw Takano, co mu się nie podobało. No i nie chciałem aktu dać sobie zrobić...
- Ale one nie były negatywne... spędzaliśmy razem czas i dogryzaliśmy sobie i jakoś tak nas ciągnęło - uśmiechnął się. - Jego siostra wymyśliła sobie projekt cukierni, którą Takano miał dostać na własność na mojej ziemi, ale potem... w sumie nie wiem jak... ale do tego tak nie doszło. Znaczy projekt cukierni i domu zrobiła, ale jakoś tak... i ja tam mam udziały - wzruszył ramionami. - Ach no i zachorowałem raz, a Taka-chan się mną zajął i potem już... yliśmy razem.
- No wiem... ale no bo dużo się działo... - Tomo zaśmiał się lekko. - No i Taka-chan przyzwyczaił się do mojej krytyki - dodał jeszcze siadając by zrobić miejsce swojemu mężczyźnie i przytulić się do jego ramienia chwilę później.
- Zanim mniwe pokochałeś - dał m kuksańca w bok i ogrzał łapki o czekoladę. - Uwielbiam tę normalną - wyszczerzył się, cały czas się do niego tuląc. - Jeszcze daję radę ale czasem mam go dość - zaśmiał się Theo.
- W pracy to jeszcze jako tako się zachowuje, ale w domu... w domu to jest kapilica. Taki syf zostawia... - Nieprawda!- Marc się nieco oburzył i rozpoczął łaskotanie chłopaka. - WYpluj to.
- Theo postanowił otworzyć własny biznes. Wynajęliśmy małą kawiarenkę i póki co działamy na małym polu i jedynie w weekendy - uśmiechnął się Marc. - Jest dobrym zarządzającym. - Uhm staram się tylko... no i staram się nie zawieźć mojego mistrza - zachichotał chłopak czerwieniąc się trochę.
- Wolałbym zostać i chciałbym kiedyś wrócić do zawodu... albo spróbować swych sił jako muzyk - przyznał szczerze, kończąc powoli czekolade. - Przepraszam, że tak mało się odzywam. Słucham was, ale ciężko mi dziś dobierać słowa po francusku - przyznał szczerze.
- Gram na gitarze i układam swoją muzykę - uśmiechnął się lekko. Odstawił szklankę na stolik. - Ale nie mam jej ze sobą, więc nie zagram nic - usprawiedliwił się szybko. - No i mam manię wpadania w pracoholizm... - dodał jeszcze, śmiejąc się szczerze.
- Un w domu jest najlepiej. Mam swoje własne studio. Takie małe - odparł lekko, przymykając na moment oczy. - Musicie koniecznie nas odwiedzić - dołączył się do Takano.
[no problemo :)]
Kazuo również był nieco zdenerwowany ale zachował pełną powagę i po prostu przyszedł o czasie, jeszcze zapalając papierosa, a potem odświeżając się i biorąc gumę do ust. Odchrząknął parę razy i dopiero wówczas zadzwonił do drzwi, wsuwając dłonie w kieszenie.
- Dziękuję - Tomo przeniósł się na kanapę ciągnąc ze sobą Takano, by móc poleżeć na jego kolanach. Wtulił się w niego mocno okrywając się kołdrą. - Ale nie musicie być cicho, mnie nie przeszkadza rozmowa zwykła - zapewnił ich zaraz.
Kazuo zaśmiał się słysząc tę wymianę zdań i uśmiechnął lekko. - Yu-chan! Spóźnimy się na film! - zawołał by go pospieszyć odrobinę.
Tomo przysnął pięć minut później, a Theo zaczerwienił się. - Poszliśmy do hotelu... i ja uhm... - Otrzymałem taniec na rurze z rozbieraniem się - Marc wypiął dumnie pierś i przytulił swojego mężczyznę do siebie. - A potem... domyśl się. Upojny seks był.
Kazuo gwizdnął z podziwem gdy tylko go zobaczył. - Wyglądasz obłędnie - ucałował go mocno, po czym splótł ich palce razem. - Chodźmy - uśmiechnął się szerzej.
- No to nie dziwota że ci zasłabł rumaku - zażartował Marc. - Często go tak wykańczasz? - zainteresował się cały czas śmiejąc się pod nosem. Theo pacnął go przez łeb. - A właśnie... posmakujecie mojego nowego deseru? - zainteresował się chłopak. - Zaraz go zrobię - klasnął w dłonie i pobiegł do kuchni. - No i mi przepadł...
Kazuo objął go lekko ramieniem i wyprowadził z mieszkania kiwając pozostałej dwójce na pożegnanie. - Może najpierw skoczymy sobie po lody a wraz z nimi pójdziemy na przystanek, co? - zaproponował.
- Czyli nie tak źle. Jutro będzie lepiej - wyszczerzył się do niego. - A my mamy szczęście bo możemy dłużej z wami posiedzieć - dodał zaraz. - Mam coś dla ciebie - dodał jeszcze idąc do półki. - Poprosiłem naszych kumpli o to... stworzyliśmy ci album samych dobrych wspomnień zza czasów studiów - podał mu go. - Spokojnie. Pozbyłem się okresu twoich boyfriendów.
- Do tamtej też możemy zajść - zgodził się Kazuo. - A tę tylko po jednej gałce - dodał jeszcze.
- Oj nie przesadzaj. Aż tak ci ich nie wypominam - przypomniał z lekkim uśmmiechem na twarzy. - Jesteś w końcu moim przyjacielem.
- No to chodźmy tutaj na gałkę a po kinie na drugą - ucałował go znów, po czym skręcił do lodziarni. Kupił im dwa lody jden wręczając Yujiemu. - A teraz spacerkiem na przystanek.
Marc roześmiał się serdecznie. - Ależ możesz mi je przypominać. To teraz nawet fajne wspomnienia - zauważył wesoło. - Twój telefon - dodał zaraz wskazując na jego grający telefon. Tym razem dzwonił Yuya. - Tatuś kocham cię. Co robisz? Ja jestem z wujkiem i ciocią na plaży. Ale nie pływam bo się boję. Graliśmy w piłkę.
- No dobrze, a co z kolacją? Zapraszam cię do restauracji na kolację - ucałował znów jego policzek i zaraz czapnął trochę jego loda.
- Dobrze tatusiu - Yuya uśmiechnął się lekko. - Spróbuję, ale boję się tatuś i chciałbym z tobą najpierw - przyznał tylko cicho. - Ale, ale może spróbuję - dodał zaraz.
Kazuo też lekko się zaśmiał znów całując go w usta. - Ma być perfekcyjnie to i kolacja będzie kochanie.
Marc uśmiechał się słysząc tę wymianę zdań. - Jesteś jak prawdziwy tata - wyszczerzył się do niego. - Nigdy bym cię o to nie posądził... a tu proszę...
- Wie, że nie wracam do domu... co robi i jak nie wie - uśmiechnął się szczerze. - Więc sie o nic nie martw.
- Ach daj spokój. Nauczyłem go podstw, a on mi się rozbrykał. Teraz sam tworzy i to całkiem nieźle - przyznał wzdychając lekko. - A ty swojego uczysz? - Opornie mu to idzie - wymamrotał Tomo ziewając lekko i obracając się na drugi bok, tten w stronę Marca. - Nie chce mnie uczyć - dodał zaraz.
Kazuo objął go wówczas ramieniem pozwalając mu się tulić. - Jak często bywasz na randkach?
- Trochę piekę, ale fakt... rzadko masz dla nas czas - wymamrotał cicho roiąc nieco naburmuszoną minkę. - Musimy z Yuyą przychodzić na gorącą czekoladę do kawiarni... bo inaczej lipa - zażartował. - Oj Takano... nie tak powinieneś traktować swojego księcia - pokręcił głową Marc.
- Mhm... no to mam nadzieję, że dobrze ją zapamiętasz - uśmiechnął się szeroko.
Tomo ucałował go w policzek a potem znów opadł na podusie. - Ale twoje przepisy są trzymane w sekretniku pod wysokim napięciem i głupio mi brać - wyznał szczerze. - Nie chcę cię zezłościć, że wziąłem bez pytania - wzruszył ramionami.
- Od czasu do czasu - przyznał szczerze chłopak. - Nie często ale laski lubiły mnie zapraszać więc korzystałem z ich dobroci...
- Ale moje są w poszarpanym zeszycie jeszcze z zapiskami mojego taty... a twoje w ładnie oprawionym segregatorz - wymamrotał. - Ale nie popsuj mi zeszytu ok? Uhm no bo to jednak... po tacie - głównie o to mu chodziło. Wtulił więc głowę mocniej w jego brzuszek.
- Oj tam oj tam. Bez przesady. NIe chodziłem raz w tygodniu. Może dwa razy na 3 miesiące - wyjaśnił machając lekceważąco ręką.
- Po prostu nie chcę ich poplamić - wyjaśnił cicho, siadając, kiedy Theo przyniósł im deser. Każdy otrzymał swój. Jeszcze gorący. - Dzisiaj serwuję maliny zapieczone w cieście kruszonce, polane kokosowa bitą śmietaną z dodatkiem kawałków czekolady dla łasuchów - wyszczerzył się lekko. - Mam nadzieję, że posmakuje... - dodał jeszcze siadając obok swojego mężczyzny.
- Na pewno zapamiętam ją, Yu-chan - zapewnił go chłopak mocniej go obejmując i przytulając do siebie. - Bo jestem z kimś, kogo kocham.
Theo odetchnął z ulgą słysząc to zapewnienie z ust takiego cukiernika. Uśmiechnął się szeroko wtulając mocniej w Marca. - Wybacz kochanie, ale twoje słowa nie zawsze są prawdziwe... najczęściej chcesz mi przyjemność zrobić - usprawiedliwił swą radość.
- Chodź, nasz przystanek - uśmiechnął się do niego szeroko i pociągnął w stronę wyjścia. - Kocham cię.
- Dam później, dam - uśmiechnął się Theo, a Tomo w milczeniu posmakował deseru. - Ale ciasto chyba trochę za ciężkie - odparł cicho, jakoś tak zapominając że nie wytyka błędów Takano. - Poza tym deser bez skazy - dodał.
- W dobrym towarzystwie zawsze szybko mija - ucałował go mocno w usta.
- Przepraszam - zreflektował się szybko chłopak. - Przyzwyczaiłem się, ze Taka-chan chce szczere opinie - uśmiechnął się, a Marc zaśmiał się lekko. - Mogę sobie wyobrazić jaki szok Takano przeżył, kiedy pierwszy raz go skrytykowałeś - zachichotał. - Bóg cukiernictwa został wyświechtany przez amatora.
- Dobrze dobrze - Kazuo zaśmiał się lekko, nie wspominając już czyja to wina, że musieli się spieszyć.
- Oj tam, oj tam... nie można cię ciągle po główce głaskać... bo wtedy osiadasz na laurach i koniec - wywrócił oczyma Tomo. - Najlepsza to jest twoja czekolada. Zawsze mamy składniki na nią w domku.
- Nie przepraszaj, głupi - ucałował go mocno w policzek. - Mój kochany.
- Mhm a ja uwielbiam, że mamy zawsze na nią składniki - uśmiechnął się do niego szeroko. - Kocham cię - ucałował go jeszcze lekko w usta po czym spojrzał na Marca. - To co? Oglądamy? Filmiki?
- Kochany i głuptasek. Taki misz masz ogromny - wyszczerzył się do niego.
- Ooo świetnie - ucieszył się Tomo wtulając się w ramiona Takano i spoglądając na pierwszą stronę, na której szczurek jeszcze Takano szczerzył się w za dużym stroju kucharza i opadającej czapce na oczy.
Kazuo nie powiedział nic więcej tylko objął Yujiego oglądając z nim film.
Tomo zaśmiał się, kiedy na kolejnym zdjęciu znów penis Takano był wyraźnie widoczny, a zaraz przytulił się mocniej do niego kiedy spostrzegł na jednym ze zdjęć swój mały koszmar. Rozpogodził się jednak wraz z kolejnym zdjęciem, gdzie jego mężczyzna oblewał się piwem. - Kochanie, kiedy robimy jakąś dziką imprezę? - zainteresował się.
Kazuo ucałował mocno swojego mężczyznę małego kiedy pojawiła się końcowa scena filmu. - Gratulacje, wytrwałeś - zażartował.
- Wiesz ja wówczas bardzo trzeźwy to też tak znowu nie byłem - usprawiedliwił się szybko Marc, a Tomo wybuchnął cichym śmiechem na kolejne zdjęcie. - No właśnie... obaj wackami świeciliśmy - zauważył wesoło.
- Następnym razem ty wybierzesz kochanie - ucałował go w policzek i złapał za rękę chichocząc wciąż pod nosem, bo Yuji nieco się dąsał.
- I połowa tego roku nie pamięta na żywo co się działo - zauważył Marc, a Theo wybuchnął gromkim śmiechem. - Dobrze, że już się uspokoiliście - skomentował.
- Teraz będzie kolacja w dobrej knajpce z okonomiyaki. Stworzę ci najlepsze okonomiyaki jakie jadłes dotychczas... a przynajmniej mam taką nadzieję - objął go mocno ramieniem.
- Na filmiku pożegnalnym? Też go dziś zobaczymy? - zapytał go zaraz Tomo całkiem zaciekawiony. - No wiesz... mi nie chcesz zatańczyć, rozbierając się przede mną to chociaż na filmiku zobacze te twoje kocie ruchy - dodał wesoło, a Marc wybuchnął gromkim śmiechem. - Jak to nie robisz mu striptizu? Ja dla Theo już robiłem... - ... po pijaku, ale nie zaprzeczam, był nieziemski - przyznał szczerze chłopak.
- Uff... nie wiedziałem czy lubisz takie rzeczy - przyznał szczerze. - No i potem jeszcze przekąska dango i spacer.
- Ale jakbym zrobił to twojej i tak bym się nie doczekał - zauważył Tomo wydymając nieco policzki. - Ach, no tak - przypomniał sobie i znów zaśmiał odrobinę, a Marc włączył pierwszą płytę. - W odcinku pierwszym poznamy nasze pierwsze próby z wypiekami... mizerne - zapewnił ich Marc.
- A czego nie lubisz? - zapytał go zaraz z ciekawości.
Tomo świetnie się bawił słuchając komentarzy obu przyjaciół i oglądając śmieszne nagrania. Żałował nawet, gdy się skończyły. - Mieliście fajne studenckie życie - oznajmił wesoło. - Też bym takie chciał...
- Oj no weeeź, na pewno coś takiego masz - spojrzał na niego niemal błagalne.
- Taki misz masz? - Tomo uniósł lekko brew, a zaraz już zanosił się ze śmiechu widząc jak obaj śpiewają, tylko jeden robi to po francuzku, a drugi japońsku. Potem Takano niesie Marca ale i tak chwieje sie na nogach, kłótliwe duo i parę innych. Chłopak śmiał się aż mu tchu zabrakło.
- Mhm a widzisz... jednak masz coś takiego. Dobrze, więc żadnego natto nie dostaniesz - zapewnił go. - Zapamiętam - uśmiechnął się szeroko. - Ja nie przepadam za... tofu... wiem, że to głupie.
Tomo przeciągnął się lekko siadając Takano zaraz na kolanach i wtulając się w niego. - Kochanie, cieszę się, że miałeś takiego przyjaciela - przyznał szczerze.
- Będę wdzięczny - uśmiechnął się Kazuo wprowadzając już chłopaka do knajpki z okonomiyaki. Zamówił dwa zestawy, a kiedy wszystko im przynieśli postanowił czynić honory i sam posmażyć im placki.
- No przepraszam bardzo, a skąd miałem wiedzieć, czy się ze mnie nie nabijasz w tym swoim czarownym języku. Poza tym gdy rozsiadłeś się na kanapie taksując mnie morderczym spojrzeniem, od razu wiedziałem, że spędzę parę czaaaaruuujących lat - roześmiał się Marc. - Nadal nie wiem jak to się stało, że się lubimy.
- Mam nadzieję, że ci posmakuje - chłopak przełożył placek na talerz Yujiego i pozwolił mu polać go jakim tylko chciał sosem. - Wiesz, już dawno chciałem cię tu zabrać. Często się tu ukrywałem prze tatą - przyznał szczerze.
- Hahaha nic dziwnego że nie pamiętam - zażartował Marc, obejmując mocniej Theo i wtulając twarz w jego kark. - Ale teraz mam swoje kochanie i nie zamierzam nikogo do niego dopuszczać. - Tylko nie zamień się w psychopatę - poradził mu Tomo.
- Un... czasem dostawałem jedzonko za darmo. Pani właścicielka bardzo się o mnie martwiła - wyznał szczerze. - Ale to nic, tak mnie na wpomnienia naszło - uśmiechnął się.
- Mogę sobie to wyobrażać... dla mnie to czarna magia... ten wasz francuski - przyznał szczerze Tomo. - Muszę wytężać się by was zrozumieć - wywrócił oczyma.
- Cieszę się, że ci smakuje - uśmiechnął się do niego lekko, jedząc swojego placka.
- Uhm byłoby łatwiej z angielskim - przyznał szczerze chłopak, zamykając na moment oczy. - Ale położę się - przyznał zaraz wstając i nieco chwiejnie jeszcze idąc tym razem w stronę sypialni.
Kazuo wyszczerzył się nieco, robiąc sobie dokładkę i tym razem pozwalając Yujiemu na doprawienie obu placków. - Też masz swoje ulubione miejsca tu w mieście? Jakie są?
- Oj przestań. My się cieszymy, że jesteście - odparł Marc, a Theo pokiwał energicznie głową. - Tylko szkoda, że Tomo dziś taki niedysponowany trochę - przyznał cicho.
- Okay, bardzo chętnie ją odwiedzę - przyznał szczerze Kazuo.
- Chciałem trochę z nim porozmawiać - przyznał szczerze chłopak. - Ale może jutro rano mi się uda z nim zamienić parę słów - dodał zaraz z lekkim uśmiechem. - Porwę go na godzinkę, a wy popiszecie się mistrzowskim śniadaniem dla nas - dodał wesoło.
- Pasuje mi taki układ - Kazuo nachylił się nad stołem by ucałować słodkie usta Yujiego.
Theo spalił kompletnego buraka i bąknął coś niewyraźnie pod nosem, po czym zniknął w kuchni by zrobić im lekką kolację. Marc natomiast rozsiadł się wygodniej na fotelu. - Myślimy - przyznał szczerze. - Ale to nie są nawet jeszcze plany. Najpierw oświadczyny.
Kazuo uśmiechnął się pod nosem również kończąc swoje jedzonko. - No to co? Mały spacer, dango na patyku i do domu? - zapytał go.
- Nie spierdolę, nie ma mowy. Ja już wiem, że to ten jedyny - zapewnił go Marc. - Ale dzięki, będę pamiętał o wsparciu. Przyda się pewnie nie raz - uśmiechnął się lekko. - Zaskoczyła mnie informacja o twoim bracie i tym małym Kaneki. Byłem pewien, że Ren to zatwardziały hetero...
- Oczywiście że będzie miejsce - zapewnił go chłopak.
- Wiem, wiem. Nie wypuszczę go już ze swoich łapek - zapewnił go chłopak śmiejąc się lekko. - Marc? Pomóż mi trochę - poprosił go Theo z kuchni, a ten od razu zerwał się ze swojego miejsca. - Zaraz wracam - uprzedził Takano.
- Co się stało, Theo? W czym pomóc? - zapytal go mężczyzna wchodząc do kuchni. - Oblałem się wrzątkiem - odpowiedział mu chłopak mocząc dłoń pod zimną wodą. - Herbata mi nieco wyleciała spod kontroli - przyznał się cicho. - Ale kanapki już gotowe - wskazał tą zdrową ręką na talerz pełen kanapek.
Kazuo objął go ramieniem gdy tylko wyszli z knajpki. Ucałował jego policzek i chwilę tak z nim spacerował, w poszukiwaniu dobrego miejsca z dango. - Tutaj kupimy - zdecydował w końcu płacąc zaraz za dwa patyczki z dango. Jeden podał Yujiemu drugi wziął sobie.
- Bardziej szczypie niż boli - odparł spokojnie Theo, choć kiedy podał mu dłoń poczuł łzy w oczach przy dotknięciu jej ze skórą Marca. - Jednak boli też - zaśmiał się cicho. - Ale nic mi nie będzie. Tylko się oparzyłem. Fajtłapa ze mnie - wzruszył ramionami.
- Owszem - Kazuo odruchowo poczochrał go po głowie. - Mój kochany, mój i tylko mój!
1 477 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 1477 Nowsze› Najnowsze»- O... to dobrze, że mówisz. Przecież musze spakować leki, baka - wywrócił oczyma Tomo, po czym uśmiechnął się lekko i tylko poszedł po leki. Schował je w mały worek i podał Takano, by ten zapakował do ich plecaka.
- Dzięki - Kazuo uśmiechnął się do niego delikatnie. - Bo ja... nie czytałem tej lektury - westchnął cicho, przyznając się do tego bez bicia. Przejrzał swoje notatki z zeszłego roku i położył je na środku. - Może... coś się przyda.
- Ach, no dobrze... - odniósł leki do lodówki i wsunął buty. - Możemy iść, jestem gotowy - zapewnił go wesoło.
Kazuo również pochylił się nad tematem, od czasu do czasu rzucając jakimś wnioskiem, który mu się nasuwał, ale raczej trzymał się wytycznych Yujiego. Nie chciał być bezużyteczny.
- Zdaję się na twoje wybory. Będziesz mnie trzymał w metrze? - zapytał go zaraz kiedy wsiedli do zatłoczonego pojazdu. Ktoś go popchnął i wylądował dość mocno na Takano. Zaraz więc objął go mocno ramionami, wtulając głowę w jego pierś. - Ładnie pachniesz - szepnął.
- A o której są? No bo nie będzie mnie na pierwszych 4 lekcjach. Mam rehabilitację... musze na nią chodzić - wyznał szczerze. - Hikaru-san mnie zawozi. Ale potem już będę - dodał zaraz.
- Przyznaj się, specjalnie wybrałeś metro - zaśmiał się cicho. Mimo tłoku, czuł się bezpiecznie w ramionach Takano i nawet nie panikował. Nadal czuł niepokój ale mógł z tym żyć.
- Uhm... ale tak dzisiaj? Ja muszę zapytać... jeszcze, jeszcze nie wiem co mogę a czego nie... nie chcę mu uhm no wiesz - speszył się trochę.
Tomo nie sprzeciwiał się. Pozwolił mu się poprowadzić przyspieszając tylko odrobinę, a kiedy znaleźli się przed uniwersytetem zagwizdał nieco.
- Wygląda imponująco - przyznał szczerze.
- Wiem, Yu-chan... Shuji mówił, że przyszedłby z Kentą... ale uhm no ja musze zapytać po prostu - szepnął przepraszająco. Nie czuł się tam jeszcze jak u siebie w domu, nie znał zasad tam panujących.
- O wszystko zadbałeś. Jesteś kochany - Tomo ucałował go lekko w policzek i pozwolił mu się oprowadzać. Chłonął wiedzę niczym gąbka. - Ne, ne... a którego profesora lubiłes najbardziej? Dlaczego?
- Jakie? - zainteresował się Kazuo. - Ale dzisiaj możemy zjeść w klasie? - zapytał go zaraz. Wątpił w swoje siły.
- Un, a którego nie lubiłeś? - zapytał jeszcze, ale zaraz stracił zainteresowanie i wpadł Takano w ramiona. - Naprawdę? Super! - ucieszył się całując go mocno. - Kocham cię! Będę słuchał uważnie, sensei!
Kazuo poczuł, że nieco palą go policzki więc schylił się pod ławkę, by złapać Yujiego za podbrudek i ucałować go z całych sił.
- Dziękuję, jest cudne - ucałował go znów, po czym rozpoczął szamanie. - Itadakimasu!
- A będziemy mogli go sobie zatrzymać? I zjeść? Tylko się nie śmiej z moich koślawych ozdób - poprosił go trzymając się instrukcji, ale nie mogąc się też powstrzymać i nieco smakując tego kremu. - Niezły jest - stwierdził zaskoczony.
- I jest wyjątkowe i smakuje mi baaardzo - zapewnił go wyszczerzając się nieco i wcinając ryż wraz ze smakołykami obok niego. - Słyszałem, że mamy test z chemii i matematyki dziś - dodał zaraz nieco pochmurnie. - Z matmą dam radę, ale chemia...
- Okay... - Tomo spojrzał na torcik i ucieszył się szczerze, że torcik był już przecięty. Wziął więc szpatułkę do ręki i zaczął nakładać dość pokaźną warstwę kremu na pierwszy czekoladowy biszkopcik. - Tyle starczy? - zapytał Takano, wygładzając nieco krem.
- Ale ja nie chcę pomocy - Kazuo pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się lekko. - Myślę tylko na głos Yu-chan... może poproszę senseia co by mnie zapytał za parę dni - zaproponował takie rozwiązanie, choć ten nauczyciel go nie znosił.
Tomo złączył torcik i wygładził brzeg odrobinę, po czym zabrał się za robienie drugiego kremu.
- Kochanie? Od dziś pomagam ci w robieniu torcików urodzinowych dla naszego synka - zapewnił go wesoło.
- Yu-chan, ale ja tyle nie zjem - jęknął, dzieląc się z Yujim ciasteczkami. - Są pyszne, ale za dużo tego kochany.
- Cieszę się - Tomo ucałował go znów, po czym wrócił do robienia kremiku by niczego nie pomylić. Po zrobieniu go przełożył nim torcik, wcześniej dając Takano posmakować trochę kremiku.
- Nie, to nie jest złe - zapewnił go chłopak. - Po prostu uhm tez chciałbym ci coś dać...
- Uhm Taka-chan? Ale jak ja mam je zrobić? - zapytał nieco przerażony. - Np. Gwiazdki i różyczki? - zaproponował. - Albo takie fajne zawijasy - uśmiechnął się lekko, ciesząc się bliskością mężczyzny.
- Mhm... i zrobiłeś, tylko za dużo, baka - pstryknął go palcem w nos.
[ A dziękuję :P I jak tam? Impreza powitalna jest?]
Tomo skupił się maksymalnie na wykonywaniu wyrobow czekoladowych, korzystając z możliwości i prowadzących go rąk Takano. W końcu zrobił swoją pierwszą, nieco rozpadająca się różę i udekorował nią wierzch tortu. Resztę postawił na łatwiejsze gwiazdki i finezyjne zawijasy. Tort wyszedł jako-tako.
- Uhm no do twoich się nie umywa - westchnął cicho. - Ale... starałem się - zapewnił go.
- Nie marudzę, tylko się dzielę - wyjaśnił Kazuo, dzieląc się z nim ciasteczkami.
Tomo uśmiechnął się szeroko, po czym wtulił się mocno w Takano całując go lekko.
- Dzięki, że nie krytykujesz mnie aż tak - szepnął obejmując go mocno za szyję i wtulając się w niego jeszcze trochę. - Schowamy do pudełeczka i zabierzemy ze sobą? - zapytał go.
Kazuo usiadł prosto, kiedy tylko wszedł nauczyciel. Uniósł dłoń w górę, ale mężczyzna jakby go nie zauważył.
- Wyciągamy karteczki - oznajmił twardo, roznosząc testy. - Wszyscy - rzucił patrząc na Kazuo, który westchnął cicho i rozpoczął pisanie.
Tomo obserwował Takano. Jego sprawne ręce, które pakowały ich torcik.
- Zjemy razem z Marciem - zdecydował zaraz, przytulając się do pleców mężczyzny. - Fajnie było sensei, myślę że wiele z tego wyniosę - puścił do niego oczko.
Kazuo pochylił się nad zadaniami, ale te jakby zaczęły mu się rozmywać przed oczyma. Napisał definicje, które były potrzebne w pierwszych dwóch zadaniach, ale z resztą miał większy problem. W końcu pogodził się z kolejną pałą z tego przedmiotu. Odłożył długopis i zapatrzył się przez okno, zastanawiając się od kiedy zaczęło mu zależeć na lepszych ocenach. Prychnął cicho, a potem potarł oczy dłońmi. Nie pomogło to wcale z rozmywającym się obrazem. Poczuł falę nadchodzącego ciepła i wstał z ławki.
- Yamanaka-kun, jeśli teraz wyjdziesz, to możesz tu już nie wracać - rzucił chłodno nauczyciel.
- Sensei, źle się czuję - mruknął Kazuo, opierając się mocniej o blat swojej ławki by utrzymać równowagę. Nieco na oślep chwycił kule.
- Yamanaka-kun, nie napierzesz mnie na to po raz kolejny - odparował mężczyzna podchodząc do chłopaka. Kazuo zamrugał kilkakrotnie starając się odróżnić plamy przed oczyma. Zaklął cicho, kiedy poczuł że leci do przodu. Nauczyciel złapał go mocno pod ramiona, po czym położył na ziemi unosząc nogi do góry. - Otwórzcie okno - rzucił tylko. Kazuo był przytomny i oddychał równomiernie. Kolory zaczęły wracać mu na twarz.
- Nie za szybko przychodzisz do szkoły? - zapytał go mężczyzna. - Może powinieneś jeszcze odpocząć w domu - mruknął. Było nie było, jako nauczyciel musiał zachować zimną krew. Nie mógł też zignorować stanu swojego ucznia.
- Nie chcę siedzieć w domu - odparł cicho chłopak, po czym po kilku minutach usiadł. Zawroty głowy minęły, a on znów czuł się dobrze.
- W takim razie chociaż dłuższe przerwy spędzać będziesz w gabinecie lekarki. Musisz wypoczywać - mężczyzna trzepnął ucznia przez głupi łeb. - Wracajcie do testu - rzucił chłodno, pomagając Kazuo usiąść w ławce.
Tomo uśmichnął się do niego i ucałował go mocno.
- Ty mnie znasz najlepiej. Mnie i moje podniebienie. Jestem pewien, że wybierzesz to co najlepsze dla mnie - ucałował go znowu, biorąc go za rękę. - Prowadź.
- Nic mi nie jest. Chyba faktycznie jestem trochę osłabiony - przyznał szczerze, oddając swoją niemalże pustą kartkę nauczycielowi.
- Yamanaka, przygotuj się na kolejne zajęcia, napiszesz jeszcze raz - mruknął tylko mężczyzna, oddając mu kartkę.
Tomo tylko skinął głową i poszedł z Takano, a w jego ulubionej restauracji szczęka mu opadła. Raz z wystroju i dwa z cen, ale obiecał się tym nie przejmować.
- Co polecasz? Chciałbym zjeść twoje ulubione danie - wyznał szczerze Tomo.
- Un... pomożesz mi z materiałem? - zapytał go cicho.
[Jak tam pierwsze zajęcia? Kiedy mnie zaczynasz uczyć? :D]
Tomo wpatrywał się tylko w oczy Takano.
- Wiesz... masz takie czarujące tęczówki - oznajmił w końcu. - Wciągają mnie i nie chcą puścić...
- Ale tak żebym jakieś C dostał okay? Więcej mi z chemii nie trzeba - poczochrał się po włosach.
[Wow... zazdroszczę Ci!!!]
- Mhm no to jest nas dwóch - Tomo wzmocnił uchwyt dłoni i uśmiechnął się delikatnie. - Twoje usta też kocham - dodał ze śmiechem.
- No dobrze... żebyś się nie martwił, pójdziemy. I wychowawczą spędzę w wyrku - westchnął Kazuo wstając i kuśtykając o kulach ruszył powoli do wyjścia.
[No ale pismo możesz przeboleć :) Zazwyczaj nie każdego profesorka się lubi :P]
- Mhm no to na co czekasz kochanie? - Tomo przysunął się trochę do niego by dać mu szansę na buziaka. - Dziękuję, że zabierasz mnie w takie miejsca - szepnął całując go samemu.
- O nie, nie będziesz przeze mnie tracił swojego perfekcyjnego udziału w lekcjach - dźgnął go lekko w policzek. - Grzecznie poczekam na ciebie i na kolejnej przerwie mnie odbierzesz.
[No ale się na pewno przyzwyczaisz i będzie lepiej :)]
Tomo wtulił się w niego, a kiedy otrzymali swoje porcje od razu zaczął jeść swoją, choć najpierw zdziwił go finezyjnie wystrojony talerz.
- Sugoi... wygląda cudnie - wyszczerzył się do Takano.
- Nie ma takiej opcji. Jak zostaniesz to się obrażę - burknął Kazuo. I tak miał wyrzuty sumienia, że Yuji tyle kursował przez te 3 tygodnie. Nie chciał by jeszcze dodatkowo tracił lekcje przez niego.
[ Nie odpadniesz. Nawet tak nie myśl, bo to gwóźdź do trumny!]
- Naprawdę? Lepsze niż twoje potrawy? - zapytał go zaraz na razie jeszcze bojąc się ruszyć to arcydzieło. Trzymał długą chwilę widelec i nóz nieruchomo. - Sumimasen... - wyszeptał jeszcze do jedzenia i zaczął zajadać. - Wo... to jest nieziemskie!
- Ale jednak. Nie chcę żebyś ze mną zostawał - szepnął tylko, kładąc się na łóżku i krzywiąc się lekko. - To żebra, nie zrosły się jeszcze dobrze...
[ Wiem, wiem. Po prostu muszą postraszyć trochę. Taki typ czlowieka :P]
- Rozumiem cię doskonale... sam też bym tu przychodził, gdyby nie te ceny - wymamrotał zapominając się ugryźć w język. Zaraz jednak roześmiał się serdecznie. - Ne, wypróbowałeś wszystko z karty?
- Pójdziesz na lekcje, bo na serio się obrażę - fuknął na niego Kazuo. - Nie masz przeze mnie tracić żadnych lekcji. ŻADNYCH.
[ Wierzę :D Ale wiem, że dasz radę!]
- Mhm bo jest niezwykłe - zgodził się z nim jedząc powoli, by mieć wystarczająco dużo czasu na delektowanie się nim.
Kazuo skinął głową, a kiedy tylko Yuji wyszedł, przysnął odrobinę. Obudził się niedługo przed dzwonkiem na przerwę i westchnąl cicho. Jeszcze matematyka i zawody Yujiego.
[I przyciśniesz na pewno. No boś ambitna jest!]
- Ja też nie mogę się doczekać - szepnął Tomo, odkładając na chwilę sztućce. - Ale jeszcze bardziej twoich ramion i ust - przyznał bez bicia.
- Przyjdę - zaprzeczył szybko Kazuo. - Chciałbym przyjść - przyznał szczerze wstając i z eskortującym go Yujim kuśtykając do sali. - Niedługo szkolny festiwal, co nie?
[No już przestań z tym pesymizmem...]
- Wiem kochanie, wiem... chociaż na tulenie to nie aż tak długo - zaśmiał się zaraz, jedząc dalej i upijając trochę wody. - Na Taka-chan, a czemu akurat woda jest podawana?
- To nie za dobrze... - wymamrotał Kazuo. - Przecież nie miałeś niczego odpuszczać... teraz to dopiero mam wyrzuty sumienia - wymamrotał niezadowolony, zajmując swoje miejsce.
[ No to zaatakuj go optymizmem! xD]
- Rozumiem - Tomo już nie dodał, że przecież Takano mógł je wypić jeśli chciał. Upił znów trochę wody. - Mam wspaniałego męża - mruknął pod nosem. - Jedynego w swoim rodzaju i mojego...
Kazuo wywrócił oczyma.
- Ty może nie, ale co z naszą klasą? Na pewno coś przygotowujemy - pstryknął go w nos. - Co opowiadali na godzinie wychowawczej?
[Oj no weź, na pewno się da :)]
- Naprawdę? - Tomo zarumienił się trochę. - Uhm wiesz... właśnie mam pomysł na piosenkę - zagryzł wargę i wyciągnął notatnik z kieszeni kurtki oraz długopis. Zapisał w nim kilka słów i nut, po czym schował go z powrotem. - Zawsze noszę w razie wypadków - usprawiedliwił się.
- No i właśnie pytam cię co robi nasza klasa... bo może ty nie chcesz brać udziału w festynie, ale ja na pewno wezmę - uśmiechnął się szeroko. - To świetna zabawa.
- Piosenka? Mhm... o pewnym słonecznym dniu w Paryżu - puścił do niego oczko. - O tym jak to fajnie i jakie radosne uczucia mi towarzyszą - dodał wesoło.
- Oj no wiesz... nawet nie wiesz jak bardzo się nadajesz - zachichotał Kazuo. - Kocham cię wiesz?
- No wiem kochanie, wiem - Tomo ucałował go mocno, po czym skończył jeść. - Jeszcze do łazienki skoczę, okay?
- No to w takim razie pomogę klubowi baseballowymi. Robią pokazowy trening - uśmiechnął się lekko. - Mogę być sędzią.
Tomo wrócił pięć minut później.
- Gotowy do dalszego zwiedzania - oznajmił wesoło całując go zaraz. - Uwielbiam tak z tobą chodzić.
Kazuo życzył mu tylko powodzenia. Mimo że jako pierwszy skończył test z matmy, nie oddał go aż do dzwonka. Nie chciał wyjść na geniusza. Potem pokuśtykał do sali gimnastycznej gdzie miały odbyć się zawody.
- Ale tak już? Bez zwiedzania? Od razu po obiadku? - zdziwił się trochę Tomo, ale nic nie powiedział więcej tylko podążył za nim co i rusz zadając mu jakieś pytania dotyczące miejsc w których byli.
Kazuo obserwował go zafascynowany. Wystarczyło kilka ciosów, by położyć jednego z przeciwników na łopatki. Dopiero podczas 5 rundy, Yuji musiał się trochę namęczyć. Kazuo tymczasem oparł głowę o ramię Shujiego.
- Wybacz, trochę mi słabo - mruknął tylko dalej oglądając mecz i szczerze kibicując Yujiemu. Pod koniec 7 przeciwnika cofnął się pod ścianę, by się o nią oprzeć i nieco wygodniej przetrwać do końca ostatniej rundy.
- Długi kawałek? - zapytał go zaraz Tomo, po czym przystanął na chwilę by pooddychać świeżym powietrzem. - Kochanie tu nawet powietrze jest jakieś inne - zauważył mocniej przylegając do boku Takano. - Tak jakby... bardziej romantyczne - zarumienił się.
Kazuo wyszczerzył się do niego i mocno go objął, wtulając w siebie.
- Byłeś genialny. Niepokonany i jedyny - zapewnił go wesoło. - Widziałem. Ładnym ciosem go zdjąłeś na samym końcu. W ogole się tego nie spodziewał.
- Może... takie wyjątkowe w takim razie. Bo z tobą - powtórzył tylko cały czas się do niego tak tuląc. - I wiesz co? Lubię być takim misiem.
- Spędzimy - zgodził się Kazuo, choć niezbyt pewien swych słów, w końcu ledwie trzymał się na nogach i był nieco zmęczony. - Idź się myć.
- A bardzo cię męczyli na tych praktykach? - zainteresował się Tomo, wtulając się w niego mocniej, po czym ucałował go nieco. - Lubiłeś je? - zanim skończył drugie zdanie, przylgnął do Takano nieco mocniej widząc na horyzoncie byłego Takano. Strach mu nie minął. - Możemy... możemy gdzieś tu skręcić?
- Gdzie chciałbyś pójść? - Kazuo dźwignął się na nogi i wsparł mocno na kulach. - Tylko proszę... wybierz coś niedalekiego. Bądź łaskaw dla kaleki - zażartował.
- Jaki był twój pierwszy wyrób, który został sprzedany w takiej cukierni? - zainteresował się. - Na pewno to pamiętasz - dodał z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Może być. Ja stawiam mistrzowi - wyszczerzył się do niego Kazuo, idąc za Yujim, by ten go poprowadził.
- Dobry był? - zapytał go siadając mu na moment na kolanach. - Uhm nie musimy. Chciałem tylko... przestraszyłem się - szepnął zażenowany.
- Pewnie że pójdziemy - zgodził się Kazuo. - A co byś chciał wypić? Kawkę i jakiś deser?
- No dobrze... to ja standardowo poproszę o gorącą czekoladę i torcik bezowy - wyszczerzył się do niego, wtulając się nieco w jego pierś. - I jeszcze specjał szefa kuchni...
- Dobrze - zgodził się znów Kazuo. - Pójdziemy na randkę, gdzie będziesz chciał - ucałował go w policzek.
Tomo przysłuchiwał się ich rozmowie z delikatnym uśmiechem, a kiedy przyszło do przedstawiania go, sam to zrobił i potrząsnął dłoń mężczyzny.
- Nie mówię dobrze po francusku - usprawiedliwił się zaraz. Bardziej słyszał niż mówił. - Jaki był Takano na praktykach?
- Un... ale do tego jeszcze trochę... nie wiem kiedy mi pozwolą zrezygnować z kul - westchnął ciężko Kazuo.
- Mhm... a miał jakąś wtopę? - zainteresowałsię zaraz Tomo. - Taką... no nie wiem, że coś nie wyszło albo coś, no bo przecież nie mógł być aż tak perfekcyjny, prawda? - upewnił się całując Takano w usta.
- Uhm nijak - wymamrotał cicho. - Nie czuję się jak w domu... no wiesz... uhm mimo tego jacy są moi rodzice... to tam czułem się swobodniej, a teraz? Unikam senseia... byle się z nim nie spotkać w łazience czy kuchni - przyznał śmiejąc się nieco.
- O ja cię... czyli nie zawsze byłeś ideałem - Tomo dał swojemu mężusiowi kuksańca w bok. - Kocham cię teraz jeszcze mocniej - zachichotał.
- Może - Kazuo wzruszył ramionami. - Nie wiem Yuji, może masz rację... ale nie wiem czy to prawda - dodał z lekkim grymasem na twarzy.
- No bo nie jesteś takim perfekcjonistą jak mi się zdawało. Dobrze wiedzieć, że masz ludzką twarz - ucałował go znowu.
- Yu-chan... nie wiem, na razie jest dziwnie i wcale mi się nie podoba - powtórzył tylko. - I nie mogę widywać się z siostrami, jak próbowałem to mnie babcia pogoniła... - dodał jeszcze. - Nie chcę teraz o tym rozmawiać - rzucił jeszcze.
- Kocham cię mój nieidealny ideale - uśmiechnął się do niego lekko, siadając mu na kolana i całując go jeszcze lekko. - Możemy już iść kochanie.
- To nie jest twoja wina - odparł cicho Kazuo.
Tomo podziękował właścicielowi, łapiąc Takano za rękę i wtulając się w jego ramię.
- Tylko musimy skoczyć po drodze do naszego Hotelu - oznajmił cicho. - Bo muszę leki wziąć - przypomniał mu cicho.
- UHm ale potrzebuję trochę czasu żeby dojść do siebie - szepnął z uśmiechem. - Musisz być cierpliwy - poprosił go.
[Hej, jak Ci na studiach idzie? Dajesz radę? Kiedy pierwsze kolokwia?
Tomo skinął lekko głową, po czym wtulił się mocno w ramię Takano. Szedł tak z nim aż do samego placu Pigala. Zachwycony całą atmosferą Paryża, zrobił masę zdjęć po drodze i na samym placu, gdzie złapał nawet Takano by go mocno ucałować.
- Wiesz co kotku? Chciałbym by ta nasza podróż trwała całe życie - oznajmił wesoło. - Kocham cię Takano. Ja'teime.
Kazuo skinął głową, dźwigając się na nogi i ruszając przed siebie. Nieco chwiał się na nogach ale dawał radę przy pomocy kuli.
- A nie będą ci przypadkiem proponować imprezy za zwycięstwo? - zapytał go zaraz. - No bo przecież... kochanie... jesteś mistrzem.
[ależ ci zazdroszczę tego rozplanowywania czasu... ja to nigdy nie wykonam tego co sobie zakładam. Leniwiec ze mnie wielki :)Jak ty to robisz? Ustawiasz sobie budzik czy cu?]
Tomo spalił trochę buraka ale zaraz się rozweselił.
- Oj tam oj tam, dawno nie używałem tego języka - pokazał mu język i mocniej splatając ich palce poszedł wraz z nim do Mulin Rouge.
- Mhm rozumiem - Kazuo nie zamierzał go dłużej namawiać powoli ruszył za nim w stronę cukierni, przystając co kawałek by złapać kilka potężniejszych oddechów. - Gomen, za szybko nie chodzę.
[Hej, chcę Ci się do czegoś przyznać. Strasznie mi głupio, ale uhm te wszystkie 4 postacie piszę ja - Martyna. Nigdy nie było Mariusza. Ja uciekłam przed problemami w świat wirtualny, gdzie bałam się przyznać że jestem dziewczyną. Lepiej mi było udawać faceta, bo wówczas mogłam śmiało wypowiadać swoje opinie. Byłam nieśmiałą osobą strasznie nieśmiałą, choć zresztą wciąż nią jestem. Szczerze mówiąc nie wiem co we mnie wstąpiło. Tak było mi łatwiej. Miałam tylko przez siebie wyimaginowaną osłonę. Uważam siebie za nudną osobę, która nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Choć nie... uważałam. Teraz piszę swojego bloga - ekspresem-przez-zycie.blogspot.com - tam mówię śmiało co sądzę i co myślę, pod moim własnym imieniem i zdjęciem. Dawno już chciałam się przyznać, ale nie starczało mi odwagi. Wiem, że to głupie. Przepraszam. Przepraszam Cię. Przepraszam za wszystko. Mam cichą nadzieję, że mi to wybaczysz kiedyś. Może kiedyś. ]
[Przepraszam raz jeszcze i dzięki, że jeszcze się odzywasz. Głupotę zrobiłam, że w ogóle w to brnęłam i że nie przyznałam się dużo wcześniej. Może i nie miała luk, ale nie powinno jej być. Przepraszam i dziękuję :*]
- Dlaczego? - Tomo spojrzał na niego totalnie zaskoczony, oglądając zdjęcia tancerek i uśmiechając się pod nosem. - Czyżbyś się bał, że któraś ci mnie zabierze?
- Naprawdę? Jak zamierzasz walczyć z nieśmiałością? - zainteresował się zaraz chłopak.
[Wiem i będę przepraszać tak długo jak się da, bo jestem okropna. Mimo to dziękuję, że masz takie wielkie serducho :) Jesteś wielka kochana (i wcale nie taka niewinna...).]
- Jesteś okropny - Tomo dźgnął go łokciem w brzuch. - Czy ty insynuujesz, żę jestem taki straszny, iż żadna mnie nie zaspokoi? - uniósł lekko brew. - Ale kiedyś weźmiesz mnie do Mulin Rouge? Na przedstawienie? - zapytał go zaraz.
- Uhm no tak... bo przecież to nic złego że chcę cię przytulić, prawda? - upewnił się cicho. - Smutno mi się zrobiło że ty tego nie chcesz.
[Wcale nie przeze mnie... ja tylko pisałam co mi ślina na język przyniosła. No i z czasem sama sobie uwierzyłam. Ech ale nie będę w to wchodzić bardziej, bo teraz widzę jaka głupia byłam. Coś o twardej dupie też mi wiadomo... zazwyczaj na nią spadam. Przepraszam, że Cię zraniłam. Nie chciałam tego.]
- Czemu nie chcesz? Nie lubisz takich przedstawień? - zainteresował się Tomo, wtulając się w jego ramiona. - No bo takiś niechętny...
- Rozumiem Yu-chan. Po prostu chciałbym czasem móc się potulić do mojego faceta w szkole - ucałował go ukradkiem w policzek.
[Ok :) ]
- No tak, zobaczyłem - zgodził się Tomo wzdychając nieco bo chciał trochę zobaczyć jak cały lokal wygląda w środku, choćby i bez tancerek. Zamiast jednak tego złapał Takano za rękę i uśmiechnął się do niego lekko. - Więc co teraz mamy w programie, kochanie?
- Nie, nie... ja cię odprowadzę i pójdę - odparł zaraz Kazuo. - To moja działka, odprowadzić mojego chłopaka, a nie twoja - rzucił wesoło zajmując miejsce przy najbliższym stoliku.
- Znaczy to nie tak, że mi się nie podoba... po prostu skoro już tu jestem chciałbym zobaczyć jak to wygląda w środku, w końcu tyle się o Mulin Rouge słyszało - wyjaśnił spokojnie, wtulając się w bok swojego mężczyzny i idąc z nim w stronę sex shopu. - Ile ma pięter? - zapytał go zaraz.
- Niby tak, ale przecież nie musisz mnie odprowadzać, to tylko niepotrzebny kłopot - bąknął zażenowany Kazuo, chowając się trochę za kartą dań. - Ja wezmę... suflet, bo nie wiem co to jest i... herbatkę.
- Czyli od razu pójdziemy do tematu nas interesującego? - zainteresował się Tomo. - No wiesz bo sztuczne cipki i cycki, jakoś nas nie bawią nie? - zaśmiał się cicho, trzymając Takano mocniej za rękę, jakby trochę się obawiając że zostanie tu sam.
- Nie traktuję cię jak dziewczyny, po prostu nie chcę byś wracał sam - wyjaśnił tylko. - No bo jesteś taki mały i niewinny... czyha na ciebie mnóstwo niebezpieczeństwa!
- Nie boję się - bąknął chłopak, jeszcze mocniej łapiąc Takano za rękę i wciskając twarz w jego ramię. - Po prostu nieswojo mi tu - zachichotał. - No i trochę się podnieciłem - dodał przygryzając wargę. - Dobrze by ci było w stroju policjantki...
- Ależ tu o renomę chodzi... kendo jest fajne i wygrałeś, ale nie masz przy sobie miecza Yu-chan - wymamrotał Kazuo. - A ja mam kule i nie zawaham się ich użyć.
- No właśnie, a ja ciebie nigdy... pozostaje mi tylko wyobraźnia - wymamrotał cichutko. - A wyobraźnię mam bogatą i mówię ci, że wyglądasz w niej bajecznie - uśmiechnął się szeroko. - Ten strój ci pasuje.
- Tylko ja nie idę do domu - odparł z westchnieniem Kazuo. - Idę do pani psycholog - mruknął niezadowolony, że musi się do tego przyznawać.
- Wiem kochanie, dlatego weźmiemy wersję z krótkimi szortami lateksowymi - puścił do niego oczko. - Raz możesz mi zrobić przyjemność, skoro i tak na dole nie chcesz być - pstryknął go w nosek i objął go za szyję całując go z całych sił. - Mhm myślisz, że kamera dziś działa?
- Uhm to odprowadzisz mnie na przystanek autobusowy - zgodził się w końcu Kazuo zamawiając dla nich to co chcieli. - Ale ja dziś stawiam, dobrze? - upewnił się. - Ty postawisz następnym razem - dodał z uśmiechem.
[Wiem, ale nie chcę już kłamać. WIem, że robiłam głupotę i coś czego nie powinnam. Wiem, że oszukałam i ciągnęłam to długo. Ja to wszystko wiem i mogę tylko przepraszać. Bałam się przyznać, chciałam już dawno ale bałam się. Czego? Nawet nie wiem teraz... zaczęłam to dawno temu. Kiedyś prowadziłam swojego bloga z opowiadaniem i któryś z czytelników nazwał mnie chłopakiem. Nie wyprowadziłam go z błędu i potem zabrnęłam w to za daleko. Nie potrafiłam przestać, bo wreszcie mogłam mówić otwarcie co myślę. Tak, taka głupia byłam. Bo sama, jako ja, podpisując się swoim imieniem, nie mogłam powiedzieć co myślę. Tak sądziłam. Nie będę się już usprawiedliwiać, bo nie ma czego. Po prostu zrobiłam coś durnego. Przepraszam i mogę tylko przepraszać, ale to zrozumiałe, że już nie chcesz utrzymywać ze mną kontaktu. Więc przeproszę jeszcze ostatni raz... ]
[Uhm po prostu nie chcę Cię dłużej oszukiwać. Jesteś mi dość bliską osobą, a tak przynajmniej zawsze Cię postrzegałam, choć może wydać Ci się to dziwne. I no chciałabym się kiedyś z Tobą spotkać, a jeśli chcę to zrobić na poważnie, to nie chcę Cię oszukiwać. ]
[I know, nie lubię Cię w Takie sposób, you know? Okay... już nic więcej nie mówię]
[Przepraszam :* I dzięki :) ]
- Mou... ale przebierzesz się dla mnie w domku? Tak tylko raz... na moje urodziny - poprosił go całując go mocno, po czym wychodząc z nim na odpowiednim piętrze. - O kurcze... ale tu towaru...
- Nie wiem - Kazuo wzruszył ramionami. - Póki co nawet o tym nie myślę. Chciałbym tylko móc dobrze chodzić i normalnie ćwiczyć na w-fach...
- Jesteś okropny. Na nic mi nie pozwalasz... na dole nie chcesz być, teraz nie chcesz się przebrać... zero z tobą zabawy i przyjemności - wymamrotał niezadowolony, po czym z westchnieniem poszedł oglądać różne półki.
- Wiem Yu-chan, ale nie chcę na razie pomocy. Ja sam sobie radzę - uśmiechnął się pochylając się nad swoim sufletem.
Tomo nic mu już nie powiedział tylko w milczeniu obserwował coraz to różniejsze gadżety. W końcu nie zdecyował się na rzadny.
- Napatrzyłem się - zapewnił go. - A ty?
- Wiem, wiem... ale nie chcę pomocy - wyjaśnił znów Kazuo. - Tak jest dobrze, Yu-chan.
- Nie, jest mi tylko trochę przykro - wzruszył lekko ramionami idąc znów do windy. - Nie chcę niczego Taka-chan - dodał jeszcze, puszczając go w tej windzie i odsuwając się trochę od niego. - Naprawdę jest imponująco wielki.
- Wiem - wywrócił oczyma. - Ale skończ już z tym zapewnianiem mnie - poprosił go.
Tomo skinął tylko głową, czekając aż zjadą do parteru, a kiedy wyszli na świeże powietrze przeciągnął się lekko, oddychając chwilkę i dopiero wówczas obrócił się na pięcie.
- Znasz miejsc, gdzie możemy zjeść takie kręcone lody spacerując jakimiś małymi uliczkami Paryża? - zapytał go zaraz.
- Nic mi nie jest - powtórzył z delikatnym uśmiechem. - Mam się dobrze, tylko tęsknie za swoim domem - wzruszył lekko ramionami. - Wiem, że był okoropny według wszystkich... ale tęsknie za nim.
- Nie ma sprawy, dostosuję się - zapewnił go Tomo ruszając z nim w stronę tego miejsca z lodami. - Możemy potem spacerkiem do hotelu... albo do metra.
- Yu-chan, to nieistotne - pokręcił przecząco głową Kazuo, po czym uśmiechnął się lekko. - Czemu non stop mówimy o mnie? Ty jesteś dzisiaj gwiazdą przecież - zauważył.
- No to jak wygląda to mieszkanko? Miałeś swój własny pokój? - zainteresował się zaraz. - Drewniane podłogi, kuchnia i salon... z półścianką do kuchni i ogroooomniasty balkon? - wyobraził sobie mieszkanko Takano.
- I widzisz? O mnie też nie warto - zauważył rezolutnie Kazuo. - Więc będziemy milczeć - dodał jeszcze wesoło.
- Waniliowy z polewą czekoladową - odparł Tomo przystając obok niego i wtulając się w jego ramię. Jakoś nie mógł się natulić. Zamknął oczy spokojnie oddychając. - Masz gołe babki na suficie?
- Nie warto i już - Kazuo zabrał się za jedzenie już nie komentując nic więcej. - Przygotowany do kolejnych testów? Jeśli zdobędziesz pierwsz miejsce w szkole to dostaniesz stypendium i polecenie do Toudai - przypomniał mu. - Świetna sprawa.
- Ach no tak... wolałeś facetów. No to gołych facetów na suficie? - zapytał znowu śmiejąc się lekko z jego miny i zajadając się lodem. - Co miałeś w pokoju? No bo Marc pewnie Ci go przemeblował.
- Oj tam, na mnie nie patrz - poradził mu Kazuo. - Ja tam jestem nic nie wartym człowiekiem. Jak pójdziesz do Toudai to ja... pewnie skończę gdzieś w Tokio w robocie - wyszczerzył się do niego. - A jeśli nie to trudno. Będziemy widywać się od czasu do czasu, póki nie znajdziesz sobie innego faceta. Bardziej do ciebie pasującego.
- Czyli będą plakaty? - zapytał uparcie śmiejąc się radośnie z grymasu twarzy Takano.
- Nie uzależniaj swych planów od moich Yuji - odparł spokojnie Kazuo. - Ja nie zamierzam studiować, więc na uczelni będziesz męczył się sam.
- Mhm, no to pooglądam twoje rysunki - uśmiechnął się lekko Tomo kończąc jeść swojego loda.
- Już to rozważyłem. Nie każdy musi studiować - mruknął spokojnie.
- Ale najpierw nasz hotel - przypomniał mu jeszcze. Mimo wszystko chciał mu pokazać, że jest odpowiedzialny i o siebie dba.
- Zaciągnę się do pracy, na budowie albo w warsztacie samochodowym - uśmiechnął się lekko. - To nie jest taka zła fucha.
Tuż po przekroczeniu progu mieszkania Marca, Tomo ruszył zwiedzać. Marc natomiast zaśmiał się cicho widząc to.
- Widze że nic mu nie zdradziłeś - zachichotał wręczając Takano klucze. - My dzisiaj znikamy, udostępniamy Wam mieszkanie na dobre - uśmiechnął się serdecznie.
- Nie, nie potrzebuję studiów. NIe każdy musi je zrobić - powtórzył spokojnie. - Nic mnie dobrego nie spotkało od ludzi ze studiami.
- Porozmawiamy sobie ładnie jutro - uśmiechnął się do niego Marc. - Całą czwórką. Zostaniecie na drugą noc, co ty na to?
- Nie miałeś ode mnie swych planów uzależniać - przypomniał mu tylko.
- Więc dzisiejszy wieczór poświęcicie tylko sobie w twoim studenckim mieszkanku, a jutro po zwiedzaniu z nami - uśmiechnął się lekko. - No weź... Theo ma dla mnie dziś niespodziankę - dodał z delikatnym uśmiechem na ustach. - Nie daj mu jej zepsuć.
- To ty nie rozumiesz. Uparłeś się na to bym szedł na studia. Nie chcę iść, zrozum to w końcu - burknął niezadowolony. - Ty chcesz, to twoje marzenie i ja to rozumiem. Ja nie chcę.
- Powodzenia - Marc jeszcze poklepał go po plecach i wyszedł. Tomo w tym czasie odnalazł pokój Takano i wszedł do środka dość dziarskim krokiem, by zaraz rozdziawić usta. No tak, już zdążył zapomnieć, że jego mężczyzna był wówczas zadufanym w sobie bogatym studencikiem.
- A jednak miał męskie świerszczyki - zachichotał widząc plik pornosów wystający spod łóżka.
- Pójdę i co? Zmarnuję 5 lat, żeby zrobić ci tym przyjemność, Yuji - odparł spokojnie Kazuo. - 5 lat, kiedy móglbym już spokojnie pracować. Będziesz mi kazał przechodzić przez 5-cioletnie piekło. Wybacz, że się z tego wypisuję.
- No już tak ich nie chowaj - zaśmiał się szczerze Tomo, podchodząc do niego i całując go mocno. - Przecież to naturalne, hormony i te sprawy - roześmiał się serdecznie, po czym podszedł do wspomnianego okna, by poobserwować zapadającą nad Paryżem noc. - Mhm przepięknie, brakuje tylko kieliszka dobrego wina i bagietki czosnknowej - rozmarzył się.
- Bo przez bite 5 lat będę stawał się własnym ojcem. Nie chcę iść na studia - powtórzył chłodno. - Czas będziemy mieć, mniej niż teraz ale będzie.
- Chcę - Tomo oparł się o niego i zamknął oczy przez moment delektując się jego dotykiem i chwilą. - Ale za chwilkę. Obejrzyjmy do końca zachód słońca - poprosił go tylko.
- To nie zmienia faktu, że na studia nie pójdę - mruknął kończąc jedzenia. - Chodźmy już.
- Bardzo, obfitował w zwiedzanie - uśmiechnął się do niego. - I co najważniejsze, był z tobą - dodał zaraz, głaszcząc go po dłoniach. - Mój skarb najlepszy.
- Więc nie próbuj - poradził mu tylko Kazuo, płacąc za ich jedzonko i dźwigając się na kulach.
- Na pewno będzie wspaniały - zapewnił go Tomo. - Kocham cię - ucałował go w policzek. - Oprowadź, oprowadź.
- Nie potrzebuję jakiejś super ekstra pracy, Yu-chan - wywrócił oczyma Kazuo.
- Zdarzyło się wam spalić piekarnik? - zapytał go z delikatnym uśmiechem na twarzy wzrokiem wiodąc po przestronnym salonie. - Matko... wielkie to mieszkanie... jak 3 nasze - uśmiechnął się lekko. - Lubisz takie duże pomieszczenia? Wolałbyś byśmy mieli większe mieszkanko?
Kazuo pokręcił przecząco głową. - Nie ma nic takiego o czym bym marzył. Budowa wydaje się fajną sprawą. Wysiłek fizyczny i nie musisz za dużo myśleć. Coś dla mnie odpowiedniego - dodał z uśmiechem.
- Mhm to dobrze - uśmiechnął się lekko Tomo, wtulając się w niego mocno. - A gdzie sprowadzałeś swoich kochanków? - zainteresował się zaraz.
- Pozwól mi robić to co chcę - wybuchnął w końcu chłopak obracając się w jego stronę i wspierając nieco mocniej na kulach. - Nic ci nie da marudzenie o tym co mam robić...
- No dobrze - Tomo skinął lekko głową, a po zwiedzaniu usiadł w salonie na kanapie, oddychając głęboko. - Kochanie? Mogę położyć się z głową na twoich udach? Troszkę mi słabo - szepnął spoglądając na niego. - Marc dziś nie wraca z Theo? Szkoda...
- I niczego nie marnuję. Robię to co chcę zrobić - odparł tylko. - Zrozum wreszcie, że nie każdemu marzą się studia.
- Dzwonię zapytać jak wam idzie - odparł spokojnie mężczyzna, ale zaraz jednak westchnął ciężko. - Takano, nie wiem jak się zabrać za randkę z romantyczną kolacją dla faceta... - burknął całkiem czerwony i ciesząc się jednocześnie, że Takano go nie widzi. - Co przygotować? Ech no bo padło na mnie... mój chłopak zaprotestował i powiedział, że więcej nie będzie wymyślał randek, bo mi nie zależy najwyraźniej... no bo ja nie wiem jak!
- To niech przestanie ci być przykro, bo to nic takiego - odparł z lekkim uśmiechem Kazuo. - Poza tym wyleczę się i w końcu wrócę do odpowiedniej formy by móc pracować na budowie.
- Chciałbym żeby było wyjątkowo... ale nie wiem jak tego dokonać - wymamrotał cicho Ren. - No i przecież w każdej chwili moga mnie wezwać do szpitala, a wowczas czar pryśnie... Onsen odpada niestety. Ostatnio byliśmy i moje słońce się przegrzało - wymamrotał niezadowolony. - Takano... a znasz takie restauracje, ktore cenowo nie przerażają? Ja nie znam...
- Bo podoba mi się wizja pracy na budowie. Nie musisz za dużo myśleć, zdrowo się męczysz, utrzymujesz przy tym formę. Żyć nie umierać - uśmiechnął się szeroko.
- Mhm dzięki za kilka pomysłów. Postaram się nie spierdolić - westchnął załamany Ren i jeszcze chwilę pobiadolił przez telefon zanim się rozłączył. To wówczas Tomo wybuchnął cichym śmiechem.
- Mój kochany doradca od spraw gejowskich - zachichotał. - A czekoladowej fontanny jeszcze nigdy u nas nie było - dźgnął go palcem w bok.
- Ale nie musisz widzieć kochanie. To nie ty będziesz tam pracował - ucałował go lekko w usta. - Okay, wsiadam do autobusu i jade do pani psycholog... widzimy się jutro w szkole - ucałował go mocniej.
- Oj ma, ma... ale co zrobić. Jesteś jedynym doświadczonym w te klocki bratem - roześmiał się serdecznie. - No prawda, były truskawki... ale rzadko jest w domu - dodał zaraz. - Mou rzadko chcesz wyjątkowość - zrobił smutną minkę, zaraz jednak uśmiechając się do niego. - dziś było wyjątkowo... zjemy ten torcik co go zrobiliśmy? - zapytał go zaraz
Kazuo pojawił się znów w szkole dopiero kolejnego tygodnia, chodząc już o jednej kuli. Pokiwał do Yujiego, kiedy go zobaczył, po czym usiadł na swoim miejscu, na moment oddychając głęboko.
- Rehabilitację miałem - wyjaśnił cicho. - No i lekarz dał mi zwolnienie... kazał jeszcze odpoczywać trochę - westchnął teatralnie. - Muszę znów sobie telefon załatwić... stary umarł.
- Tylko się cieszyć możesz. Pomagasz bratu - zaśmiał się znowu. - Okay - Tomo usiadł i chwilę potem robił już herbatę, a na stole widniał torcik, nóż i dwa talerze. - Uhm nie wyszedł tak źle, prawda? - upewnił się cicho.
- Przepraszam - uśmiechnął się do niego. - zło mi cakiem ńęźle. Pozbyłem się jednej kuli - dodał dumnie.
- Wiem kochanie. Ren jest słodki z tymi zwoimi problemami i niezwykle poprawia tym humor - zaśmiał się Tomo pozwalając sobie nałożyć kawałek torciku. Posmakował go nieco i skinął głową. - Całkiem niezły - ucałował Takano w policzek.
- Dzięki - Kazuo wyszczerzył się do niego lekko. - Niedługo będe chodził bez kul - dodał wesoło. - Wtedy pójdziemy na jakąś prawdziwą randkę.
- Oj ty na pewno też miałeś takie problemy - przypomniał mu Tomo, siadając mu teraz na kolanach i wtulając się w niego mocno. - Po prostu zagryź ząbki i pomagaj niedoświadczonemu staremu facetowi.
- A nie jesteś na to zbyt niedoświadczony? - zapytał go szeptem Kazuo śmiejąc się pod nosem. Zapatrzył się zaraz przez okno nie bardzo słuchając nauczyciela. Jakoś nie potrafił się skupić na jego słowach.
- No wiesz... skoro zawsze było się bogatym paniczykiem to zniżanie się do poziomu Kanekiego czy mnie... to wyzwanie godne potężnego umysłu - wyszczerzył się lekko, po czym usiadł okrakiem na Takano całując go mocno. - Ale tobie się udało. Gratuluję - szepnął mu do uszka.
- Mhm... dobrze, spróbujemy - obiecał mu z lekkim uśmiechem, wstając z ławki, gdy nauczyciel wywołał go do tablicy. Jak zwykle zrobił z siebie błazna, po czym rozwiązał zadanie, wywołując szok na twarzach swoich kolegów z klasy oraz nauczyciela. Ukłonił się wszystkim wracając do ławki. Po zajęciach nauczyciel przystanął przy jego ławce.
- Yamanaka, potrzebuję trzeciego zawodnika do drużyny reprezentującej naszą szkołę na olimpiadzie matematycznej. Zostałeś...
- Nie dziękuję...
- Ale ja cię nie proszę o pozwolenie - uśmiechnął się mężczyzna. - Informuję cię, że zostałeś do niej wytypowany - wyjaśnił spokojnie. - Oblejesz jak się na niej nie pojawisz - dodał jeszcze z satysfakcją obserwując grymas niedowierzania na twarzy ucznia. - Miłego dnia, spotykamy się codziennie po piątej. Wnioskuję z twej miny, że dziś się pojawisz - dodał jeszcze wychodząc.
- Mhm jesteś moim ideałem, wiesz? - zapytał go cicho całując go teraz po szyi i wsuwając dłonie pod jego koszulkę. - Chciałbym dzisiaj pod prysznicem - szepnął mu do ucha. - Da się zrobić?
- Nie lubię takich sytuacji - wymamrotał niezadowolony chłopak, opadając na ławkę i marudząc pod nosem na wszystkie niesprawiedliwości świata jakie go spotykają. - Przeież to nie mój styl kompletnie - wywrócił oczyma.
- Cieszę się - uśmiechnął się do niego szeroko, po czym pocałował go znów i wrócił do jedzenia swojego kawałka ciasta.
- Lubię, ale nie lubię z taka presją - wymamrotał, wstając z miejsca i spoglądając na zegarek. - Chodźmy na dach. Potulimy się i zjemy dobre śniadanko.
Tomo nabrał ciacha na łyżeczkę i podał mu ją cały czas się do niego przytulając ze wszyskich sił. - Podoba mi się twój domek.
- Ech już daj spokój. Dlatego właśnie nienawidzę szkoły. Zmuszają cię do bezużytecznych rzeczy.
- ZNaczy ten przepych trochę mnie przeraża, ale przyzwyczaiłem się trochę... znaczy spodziewałem się tego - ucałował go w policzek. - Kocham cię całkiem mocno, wiesz?
- Nigdy nie miałem takich zakus. Ci geniusze latali mi koło nosa, bo im tylko nauka zostaje - objął go ramieniem idąc wraz z nim na dach. - Ty chciałeś? Brałeś udziały w takich konkursach?
- Ja też się cieszę - uśmiechnął się lekko Tomo, siadając mu na kolanach już na amen. - Jesteś mój i jedyny i już nigdy cię nie oddam... nikomu!
- Oj daj spokój. To będzie męka przez udrękę - wywrócił oczyma siadając na dachu i biorąc Yujiego na kolana. Przytulił się do niego mocno. - Pogram tylko idiotę dziś o 17... i profesor zwolni mnie z tego przykrego obowiązku.
Tomo odsunął się od Takano i roześmiał serdecznie, po czym wstał zostawiając ich samych, by sobie porozmawiali. Poszedł na balkon pooglądać sobie z niego Paryż, a kiedy Takano do niego dołączył oparł się o niego lekko.
- Tylko kochanie... miałeś być cierpliwy - zauważył.
- Mhm no zwolnią mnie po dzisiejszym. Powiem że tak mnie nauczyłeś że przypadkowo umiałem - wyjaśnił, opierając głowę o jego ramię i całując go raz za razem po szyi
- Nie... jeszcze nie dzwonił - odparł wesoło, pokazując mu swój telefon. - Yuya tylko dzwonił wczoraj. Swoją drogą, Yuya dzwoni rzadziej niż Ren - zachichotał obracając się w jego ramionach i całując go lekko. - Bądź cierpliwy kotku - wsunął mu dłonie we włosach.
- Nie - Kazuo pokręcił przecząco głową, wtulając się w niego mocniej. - Kocham cię słonko, ale nie zmuszaj mnie...
- Mhm bo ma brata, który jest mu guru - uśmiechnął się delikatnie. - Powinieneś się cieszyć.
- Bo nie chcę... potem będą mnie tu w szkole nazywać geniuszem czy coś. Bez sensu. Nie chcę tego... - wymamrotał po prostu.
[Lecę biegać :) ]
- Oj no już nie przesadzaj. Podczas seksu wyłączysz telefon i po sprawie. Ja swojego nie wyłączę, żeby Yuya w razie czego mógł się do nas dodzwonić - ucałował go mocno. - Nie, nie jest mi zimno. Chcę się napawać widokiem - wyjaśnił mu.
- Nie jestem, po prostu nie lubię takich rzeczy - wymamrotał w odpowiedzi, po czym otworzył swoje pudełko. - Sensei poczuł sie w obowiązku i zrobił mi bento...
- Nie, ale oddzwonie zaraz po pierwszej rundzie - pokazał mu język i wtulił się mocniej w jego ramiona. - Przecież to nasz mały synek. Rzadko dzwoni, więc niech wie, że jeśli zadzwoni to odbierzemy.
- Chcesz trochę? - podsunął mu pod nos bento. - Bo jak ja to zjem, to obiadu już nie... za dużo mi robi...
- A jak będzie miał wakacje to pojedziemy z nim na krótką wycieczkę - zdecydował zaraz Tomo, opierając się o niego trochę mocniej. - WIesz co tak lubię w twoich ramionach? Że zawsze mnie tulą i są cieplutkie...
- Lekarz mi mówił, że mam nie przesadzać z jedzeniem bo pęknę - wyjaśnił. - Poza tym nie ćwiczę... więc muszę jakoś linię trzymać.
- Okay - zgodził się z nim, łapiąc go za rękę i wracając do środka. - Zrobisz mi gorącą czekoladę na rozgrzanie? - zainteresował się zaraz.
- Mhm... trudna decyzja. Każde jest inne - odparł spokojnie. - Ale do bananowego chlebka im daleko - poskarżył sie, zaraz śmiejąc się z miny Yujiego.
- No pewnie... taki prysznic będzie cudowny - zgodził się chłopak, siadając na blacie i podpatrując pracę Takano. - Ale sobie też zrob - poprosił go.
Kazuo roześmiał się serdecznie, po czym nachylił się i skradł buziaka chłopakowi.
- No cóż poradzić... z chlebkiem nikt nie wygra.
- Zwykłą, dodatek to ja już mam. Ciebie kochanie - odparował wesoło Tomo uśmiechając się szeroko. - Żaden inny dodatek mi tak nie smakuje jak ty.
- Mou... jesteś moją paskudą - Kazuo raz jeszcze ucałował chłopaka i wyciągnął sobie chlebek. - Smacznego.
- Dziękuję. Wygląda cudownie - ogrzał dłonie o kubek i poszedł z nim do salonu siadając tym razem na dużym fotelu, gdzie niemal się zatopił. - Ale wielki... kochanie? Ten fotel jest genialny... kupisz mi taki do domu? Na święta? Zamknę oczy i będę udawał że nie był drogi.
- Oj ale dzisiaj długi dzień. Zdążę zjeść to cało bento.
- Tak, kup, kup... będę tam przesiadywał dniami i nocami - wyszczerzył się do niego przytulając lekko. - Wiem kochanie, ale nie lubię tak wielgachnych sum pieniędzy wydawać - przyznał szczerze. - Ale od czasu do czasu mogę, co nie?
- Przecież nigdy bym mu nie powiedział - zauważył cicho Kazuo.
- Un więc będę ci mówił. Taki fotel bym chciał - ucałował go mocno i przytulił się do niego mocniej i upił duży łyk czekolady, oblizując usta z bitej śmietany. - Yuya oszaleje jak ten fotel się u nas pojawi - wyszczerzył się do niego.
- Oj przestań. Oddałbym komuś, podzieliłbym się, ale nie wyrzucił - pstryknął go palcami w czoło, po czym wstał, opierając się mocno na kuli i wzdychając ciężko. - Okay kochany, wracajmy. Za pięć minut zajęcia a ja długo chodzę...
- Nie dam mu - zaśmiał się lekko. - Mhm czyli dodawał ci plus 10 do kreatywności, co? - uśmiechnął się zaraz. - Nie brakowało ci go?
Kazuo skinął głową zadowolony po czym poszedł do klasy, opadając ciężko na krzeesło.
- Wiec brakuje Ci takiego rzucania pomysłami z rękawa - uśmiechnął się lekko. - Da się zrobić - zapewnił go zaraz wyszczerzając się do niego. - Będę ci nimi rzucał - ucałował go w policzek.
- Tak - odparł Kazuo bez względnego marudzenia i kłamania że tak nie jest. - Lekarz mówi że jest lepiej - dodał jeszcze. - Ale czasem wymiotuję po rehabilitacji... - przyznał mu. - No bo jak mówię, że już nie daję rady, oni twierdzą że się obijam.
- Rozumiem. Ale to fajnie tu miałeś... - przyznał szczerze, dopijając swoją czekoladę i jeszcze chwilę mocno się w niego wtulając. - Możemy iść się kąpać kochanie.
- Staram się tylko nikogo nie zawieść - wyjaśnił cicho chłopak otwierając zeszyt.
[Nie przeszpraszaj, nic się nie stało. Jak było na orzęsinach?]
- Nie mów hop kochanie - chłopak wtulił się w niego i ucałował go mocno. - Jeseś najlepszy wiesz?
Kazuo skinął tylko głową, słuchając już nauczyciela.
- Jest bardzo obszerna - uśmiechnął się lekko, stając już na nogi i wtulając się. - Mógłbym się w niej pogubić - zażartował.
Kazuo westchnął ciężko wstając i idąc na to przeklęte kółko.
- No wreszcie jesteś, Akira, Marie, to nasz nowy członek załogi.
- Pan chyba żartuje... ten tępak?
- Akira...
- Widzi pan, panie psorze? Lepiej będzie dla wszystkich jak stąd pójdę - wycofał się od razu Kazuo.
- DOkładnie - rzuciła Marie.
- Okay... zrobimy tak... masz 30 minut na rozwiązanie tych zadań - podał Kazuo kartkę z zadaniami różnymi. Łatwiejszymi i trudniejszymi. - Jeśli rozwiążesz je poprawnie zostajesz.
- Kocham cię 0 powtórzył tylko Tomo całując go po torsie i szyi. Nie zostawiał jednak malinek. - Kocham i cieszę się... że uhm mnie namówiłeś na ślub - dotknął palcem jego obrączki.
Kazuo westchnął ciężko.
- Panie profesorze... ja naprawdę...
- Kazuo, jeśli je rozwiążesz w pół godziny, zwolnię cię z obowiązku chodzenia na moje zajęcia. Będziesz mógł pojawiać się tylko na sprawdziany - oznajmił swobodnie mężczyzna biorąc chłopaka pod włos.
- Okay... spróbuję - zdecydował w końcu biorąc kartkę do ręki i rozpoczynając rozwiązywanie, kiedy nauczyciel dał mu znać. Pierwsze 10 zadań rozwiązał w 10 minut, a na kolejne przeznaczył sobie pozostałą część czasu. Minutę przed końcem odniósł kartkę nauczycielowi. - To mogę już iść?
- Ale wyszedłeś... i poczekałeś tak długo aż do tej decyzji dorosłem - szepnął. - I byłeś ze mną cały czas i nawet jak się kłócimy to i tak wiem że mnie kochasz - szepnął jeszcze całując go mocno. - Jesteś najlepszy wiesz?
- Za co? - Kazuo uniósł lekko brew, stukając palcami o blat biurka. - Teraz już mogę iść? Ja naprawdę nie chcę brać udziału w tym konkursie... nie potrzebuję tego - wyjaśnił zwracając się do nauczyciela.
- Un - Tomo skinął lekko głową i uśmiechnął się do niego szeroko, po czym ucałował w brodę. - Okay kąpiel i małe barabara z moim kochaniem.
- A można ten indeks komuś przekazać? - zainteresował się. - Bo szczerze mówiąc to mi ten indeks do niczego nie jest potrzebny. Nie zamierzam studiować - przyznał tylko. - I w tym konkursie tez nie chciałbym brać udziału.
- Tylko ja - pokazał mu język chłopak całując go zaraz mocniej. - Oddaję się dziś w twoje ręce.
- To nie chcę brać udziału - odparował szczerze. - Nie chcę iść na studia i zabrałbym tym indeksem miejsce komuś, komu zależy.
- A co jest w moim stylU/ Pobrykamy/ - zapął go śmiejąc się serdecznie. Kiedy już stanął pod prysznicem zaczal go całować, teraz już nie pilnując się ani trochę.
- To znajdźcie sobie kogoś innego. Serio, ędę kulą u nogi... a indeksu nie chcę. Nie będę miał motywacji. Jak jej nie mam to mi się nie chce - wyjaśnił spokojnie. - Matematyka jest fajna. Po prostu lubię rozwiązywać zadania, ale nie kiedy ciązy na mnie presja.
Chłopak jęknął cicho z przyjemności. Wtulił się w mężczyznę, pocierając biodrami o jego przyrodzenie.
- No kochanie. Jesteś już twardy - zauważył lekko zaskoczony.
- A co w tym złego, że lubię je rozwiązywać? - zapytał go Kazuo nieco trzęsąc się już na kuli. Był zmęczony staniem w bezruchu, toteż klapnął na moment na ławkę. Odetchnął głęboko. - Poszukajcie sobie kogoś innego. Jest wielu kujonów w tej szkole. Dajcie mi spokój - poprosił.
- Bo tak było - Tomo zarumienił się okropnie, po czym oparł mocniej o ściankę prysznicową oddychając głęboko. - Po prostu już we mnie wejdź. Tak już teraz... bez przygotowania - poprosił go.
Kazuo dmuchnął sobie w grzywkę i westchnął ciężko.
- Szczerze? Mam gdzieś ten pieprzony konkurs - odparował przenosząc wzrok z Akiry na nauczyciela. - Jesteście geniuszami więc do Toudai i tak się dostaniecie, jeśli będzie wam dostatecznie zależało - wywrócił oczyma. - Mój talent, moja sprawa i co z nim robię nikogo nie powinno obchodzić - oznajmił trzęsąc się przy tym porządnie. Zanim poczuł łzy w oczach zdołał wstać i wykuśtykać z sali, dopiero tam opadając na ziemię. - Pieprzone geniuszki.
- Mou ale ja chcę już, teraz - Tomo zrobił smutną minkę niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Oddychał coraz szybciej i naprawdę chciał już poczuć mężczyznę w sobie.
- Nic się nie stało. Nic... - wymamrotał, siadając powoli i obejmując mocno Yujiego, by wtulić w niego Rozpłakał się nieco mocniej. - Nic mi nie jest, zaraz mi przejdzie. Nie chcę byś mnie takiego oglądał.
- Mou nie zadośćuczyni - wymamrotał uparcie naburmuszony tym wszystkim. W końcu obrócił się przodem do ściany i pozwolił Takano wejść, żałując że nigdy nie może być tak jakby tego naprawdę chciał.
[Nie ma to jak kochać się z takimi myślami xD]
- Nic się nie stało - powtórzył głucho między jedną falą łez a drugą. Nabrał kilka szybkich oddechów. - Tylko... tylko tak bardzo się starałem, by nie wyróżniać się w szkole... ojciec zawsze mi powtarzał, że nie wolno... nie podobało mi się jak miałem za dobre oceny - wydusił z siebie. - Nie chcę teraz... ja nie chcę teraz jak królik iść do tego króliczego królestwa i... i sprzedawać siebie za jakiś debilny indeks... nie potrzebuję indeksu, a nie mogę go dostać dla ciebie... więc nie chcę brać udziału.
- Czasem mógłbyś dać mi odrobinę szaleństwa po prostu. Przecież rzadko o to proszę - wymamrotał opierając się mocniej o ścianę. Oddychał coraz szybciej, wciskając głowę swoje przedramiona, które ułożył odpowiednio na ścianie.
- Nie chcę w tym brać udziału - odparł cicho. - Nie mówiłem o tobie tylko o tych wszystkich geniuszach - wywrócił oczyma. - Zrobią wszystko by dostać ten cholerny indeks, a jak ja go dostanę to zwrócę go równie szybko. Yuji, nie chcę w tym brać udziału. Nie chcę nawet im pomagać - wymamrotał. - Jedyny plus że nie muszę już pojawiać się na matmie - zaśmiał się przez łzy. - Tylko na testach.
- Kocham - wymamrotał tylko zamykając nieco oczy i zaciskając pięści. - Nie przestanę cię kochać przez coś takiego... ale smutno mi - przyznał zaraz oddychając głębiej.
- Nie chcę - uparł się chłopak. - Nie chcę i koniec dyskusji.
Tomo doszedł razem z nim po czym pozwolił mu się przytulić ale potrząsnął przecząco głową słysząc jego zapewnienie.
- Nie obiecuj, bo i tak tego nie dopełnisz - poklepał go lekko po policzku i wzruszył lekko ramionami. Co jak co, ale już na tyle Takano znał. Musiał po prostu przestawić się całkowicie na tę łagodną formę seksu i przestać tęsknić za poprzednią. Bułka z masłem. Niewielka cena.
Ukucnął przed nim i wziął jego przyrodzenie w usta.
- To idź - puścił go opierając się o ścianę. - Ja tu sobie jeszcze posiedzę.
Tomo mu nie odpowiedział, bo jakoś już w to nie wierzył. Zamiast tego wzmożył ruch języka i swych ust chcąc zapewnić Takano trochę przyjemności.
- Wystarczy mi że jesteś - odparował szczerze, kiedy połknął jego spermę. - Seks jest tylko dodatkiem - ucałował go lekko w usta, po czym przytulił się nieco do niego.
Kazuo zamknął oczy oddychając tylko. Czuł się kiepsko i choć nie chciał pokazywać tego Yujiemu to było to czymś nieuniknionym. W końcu więc wybrał numer do swego opiekuna.
- Sensei? Przyjechałbyś do szkoły po mnie i Yujiego? Źle się czuję - oznajmił przez telefon. - Bardzo źle - dodał zaraz, a kiedy usłyszał że nie ma problemu rozłączył się.
- Bo nie chcę by na seksie opierało się nasze małżeństwo - wyjaśnił spokojnie, po czym odsunął się od niego i wziął gąbkę by zacząć go myć. - W porządku, kiedyś tak - mruknął już tylko.
- Bo nie chciałem iść do gabinetu pielęgniarki i nie chciałem leżeć. Kręci mi się tylko w głowie i robi mi się bardzo słabo. Nic wielkiego - wyjaśnił.
- Wiem kochanie i już nie jestem smutny - zapewnił go wracając do mycia go gąbką.
- I właśnie dlatego nie chciałem byś tu zostawał....
- Naprawdę? Na cały dzień? - zapytał go z uśmiechem i zaraz wyszczerzył się do niego. - Kocham cię i wiem że ty mnie też.
- Nie, żebyś nie prawił kazań - poprawił go przyjmując wodę z wdzięcznością i upijając łyk.
- Super,posłucham hisorii z waszych sudiów - wyszczerzył się chłopak, obracając się by i jemu namydlić włosy.
- I nie powtórzy - dźwignął się na nogi i ruszył do wyjścia powoli.
- Un ale pomożesz mi prawda? Z francuskim? - upewnił się tylko trochę się bojąc że się zbłaźni. - Kocham cię najmocniej na świecie.
- Poczekam na niego, ale przed szkołą. Nie musi fatygować się do gory - zauważył tylko.
- Dziękuję - ucałował go w policzek i okręcił ręcznikiem w biodrach. - To co jeszcze tulenie na twojej kanapie?
- Ale dam radę zejść - zapewnił go chłopak, powoli schodząc po schodach. - Nie martw się tak o mnie - poprosił go.
- Okay - uśmiechnął się szeroko zadowolony z tego dnia. Wskoczył Takano na plecy kiedy ten był już brany. - Albo tulenie w twoim królestwie - zdecydował zaraz.
- WIem - odparł tylko Kazuo odpoczywając na póółpiętrze i przyjmując pomoc od swego opiekuna, który właśnie do nich dotarł.
- Bardzo mi się podobało. A świerszczyki chciałbym obejrzeć - dodał szczerze, śmiejąc się głośno z miny mężczyzny. - Uwielbiam cię.
- Ależ przestań. Odwieziemy cię. Wskakuj do tyłu - odparł spokojnie nauczyciel. - Może wpadniesz na kolację? - zaproponował zaraz.
- Buu szkoooda - chłopak zrobił smutną minkę ale zaraz uśmiechnął się spoglądając na Paryz za oknem. - Rysowałeś stąd? Paryż> - zapytał go zaraz. - Mogę dostać taki rysunek?
- Więc zawiozę cię do domu, ty zjesz z bratem obiad, a potem razem przyjdziecie na kolację na 7 - oznajmił mężczyzna.
- Przyjdźcie - poprosił go Kazuo.
- No tak, ale myślałem że może próbowałeś - wzruszył ramionami chłopak. Wtulił się w nigo mocno, zamykając oczy. - No bo po pijaku wszystko możliwe - zażartował.
- No to wtedy wpadnij sam - odaprł mężczyzna.
- Przeżyję jakoś. Będzie ciężko ale dam radę - zapewnił go z uśmiechem na twarzy. - Dobranoc kochanie - szepnął jeszcze zasypiając w jego ramionach.
- Okay, to jesteśmy umówieni - ucieszył się mężczyzna a Kazuo uśmiechnął się do Yujiego.
Tomo jęknął głośno budząc się, kiedy poczuł dotyk dłoni Takano na swoim penisie.
- Uhm co robisz? - zapytał go tylko lekko nieprzytomny.
Kazuo leżał na kanapie kiedy przyszedł Yuji. Odpoczywał i nie chciał wstawać jeszcze. Uśmiechnął się lekko.
- Nie pamiętam - wymamrota Tomo wciskając głowę w jego ramię i oddychając już nieco szybciej. - Coś z tobą... - dodał zaraz.
- Troszkę tak, ale nie wstanę jeszcze. Przepraszam - wyszeptał Kazuo. - Un, myślę że możesz. Będziesz spał u mnie w łóżku - dodał z uśmiechem. - Ale żadneych kosmatych myśli - poprosił go.
- Miałeś ten strój... policjantki - wyjaśnił czerwieniąc się całkiem i zakrywając swe oczy dłońmi. - Ugh... Taka-chan... ja zaraz...
- No ja tam nie wiem - zaśmiał się cicho chłopak, ciągnąc go do siebie i całując mocno. - Dzisiaj mamy curry.
- Un okay - Tomo wstał z łóżka i skrzywił się, a po zrobieniu dwóch kroków wylądował w ramionach Takano. - Coś kręci mi się w głowie - wymamrotał cicho, wtulając sie mocniej w jego ramiona.
- Ano na kolację, na obiad i jeszcze na jutro zostanie - zachichotał Kazuo. - Sensei przecenił nasze możliwości i ugotował za dużo.
- Uhm ale może polepszy - uśmiechnął się do niego okrywając mocno kołderką. - Ja poleżę z moim kochaniem i zjem pyszną kolację to na pewno się polepszy.
- Cieszę się - Kazuo poczochrał go po włosach.
- Oj no pochrzaniło mi się - zaśmiał się lekko, siadając i krzywiąc się nieco. - Pysznie pachnie - oznajmił najpierw upijając ciepłą kawę.
- Mhm dla mnie za spokojnie - wzruszył lekko ramionami.
- Dobrze - Tomo skinął lekko głową, mimo wszystko czując się nieco winny temu że psuje im dzień. - Uhm to prześpie się trochę - uśmiechnął się do niego lekko. - Już dziękuję - połknął leki i oddał mu resztę jedzonka.
Tomo uśmiechnął się do niego i przymknął zaraz oczy zasypiając. Kiedy obudził się znów, była dwunasta. To wówczas wstał i przebrał się tylko, idąc do salonu.
- Hej - uśmiechnął się lekko do Juna. - Trochę mi jeszcze słabo, ale nic już mnie nie boli.
- Hej - przywitał się z nimi siadając obok Takano i wtulił się mocno.
[Oj bo skupić się nie mogę... sorki... ]
- Zrób... czekoladę - poprosił go całując lekko jego usta. - I nie chcę na razie do łóżka... - uśmiechnął się do reszty. - Obejrzeć chcę te filmy - dodał z uśmiechem.
[nie zmuszam się, tylko staram się zrobić lekcję na jutro... i mam jakieś zacięcie...]
Tomo uśmiechnął się do Takano, po czym przykrył się mocniej kocykiem.
- Uhm... jak się poznaliście? - zapytał żeby jakoś nie wyjść na głupola.
[dobrze ci :) ja japońskiego nie ruszyłam od września... ]
- A teraz już nie wyobrażacie sobie życia bez siebie - dokończył Tomo uśmiechając się lekko. Byli słodcy ale nie zamierzał im tego mówić, bo jeszcze śmieliby się obrazić. - Kiedy możemy spodziewać się ślubu?
[wiem, wiem :P]
- Hm... tak do końca to nie wiem jak to wyjaśnić. Za sprawką Jolie - zaśmiał się cicho. - Była z Takano na spacerze i ruszyła w moim kierunku. Nie szczekała na mnie tylko dała się pogłaskać. Takano mocno się zdziwił, ale powiedział o tym mi później - dodał lekko. - Potem jego siostra próbowała nas spiknąć, a ja byłem ostrym krytykiem potraw Takano, co mu się nie podobało. No i nie chciałem aktu dać sobie zrobić...
- Ale one nie były negatywne... spędzaliśmy razem czas i dogryzaliśmy sobie i jakoś tak nas ciągnęło - uśmiechnął się. - Jego siostra wymyśliła sobie projekt cukierni, którą Takano miał dostać na własność na mojej ziemi, ale potem... w sumie nie wiem jak... ale do tego tak nie doszło. Znaczy projekt cukierni i domu zrobiła, ale jakoś tak... i ja tam mam udziały - wzruszył ramionami. - Ach no i zachorowałem raz, a Taka-chan się mną zajął i potem już... yliśmy razem.
- No wiem... ale no bo dużo się działo... - Tomo zaśmiał się lekko. - No i Taka-chan przyzwyczaił się do mojej krytyki - dodał jeszcze siadając by zrobić miejsce swojemu mężczyźnie i przytulić się do jego ramienia chwilę później.
- Zanim mniwe pokochałeś - dał m kuksańca w bok i ogrzał łapki o czekoladę. - Uwielbiam tę normalną - wyszczerzył się, cały czas się do niego tuląc.
- Jeszcze daję radę ale czasem mam go dość - zaśmiał się Theo.
- W pracy to jeszcze jako tako się zachowuje, ale w domu... w domu to jest kapilica. Taki syf zostawia...
- Nieprawda!- Marc się nieco oburzył i rozpoczął łaskotanie chłopaka. - WYpluj to.
- Theo postanowił otworzyć własny biznes. Wynajęliśmy małą kawiarenkę i póki co działamy na małym polu i jedynie w weekendy - uśmiechnął się Marc. - Jest dobrym zarządzającym.
- Uhm staram się tylko... no i staram się nie zawieźć mojego mistrza - zachichotał chłopak czerwieniąc się trochę.
- Studenciaki dają wkość ale bez przesady - uśmiechnął się Marc.- A jak wasza piekarnia i cukiernia działa? Planujecie rozszerzyć działalność?
- Wolałbym zostać i chciałbym kiedyś wrócić do zawodu... albo spróbować swych sił jako muzyk - przyznał szczerze, kończąc powoli czekolade. - Przepraszam, że tak mało się odzywam. Słucham was, ale ciężko mi dziś dobierać słowa po francusku - przyznał szczerze.
- Gram na gitarze i układam swoją muzykę - uśmiechnął się lekko. Odstawił szklankę na stolik. - Ale nie mam jej ze sobą, więc nie zagram nic - usprawiedliwił się szybko. - No i mam manię wpadania w pracoholizm... - dodał jeszcze, śmiejąc się szczerze.
- Un w domu jest najlepiej. Mam swoje własne studio. Takie małe - odparł lekko, przymykając na moment oczy. - Musicie koniecznie nas odwiedzić - dołączył się do Takano.
[no problemo :)]
Kazuo również był nieco zdenerwowany ale zachował pełną powagę i po prostu przyszedł o czasie, jeszcze zapalając papierosa, a potem odświeżając się i biorąc gumę do ust. Odchrząknął parę razy i dopiero wówczas zadzwonił do drzwi, wsuwając dłonie w kieszenie.
- Uhm ale ja nie chciałbym sam... nie mogę pospać tutaj? Tylko trochę. Przepraszam was - wyszeptał. - Kocham cię - ucałowal mocno Takano.
- Dzięki - zachichotał, siadając na kanapie i spokojnie czekając. - Jakieś rady dla początkujących? - zainteresował się.
- Dziękuję - Tomo przeniósł się na kanapę ciągnąc ze sobą Takano, by móc poleżeć na jego kolanach. Wtulił się w niego mocno okrywając się kołdrą. - Ale nie musicie być cicho, mnie nie przeszkadza rozmowa zwykła - zapewnił ich zaraz.
Kazuo zaśmiał się słysząc tę wymianę zdań i uśmiechnął lekko.
- Yu-chan! Spóźnimy się na film! - zawołał by go pospieszyć odrobinę.
Tomo przysnął pięć minut później, a Theo zaczerwienił się.
- Poszliśmy do hotelu... i ja uhm...
- Otrzymałem taniec na rurze z rozbieraniem się - Marc wypiął dumnie pierś i przytulił swojego mężczyznę do siebie. - A potem... domyśl się. Upojny seks był.
Kazuo gwizdnął z podziwem gdy tylko go zobaczył.
- Wyglądasz obłędnie - ucałował go mocno, po czym splótł ich palce razem. - Chodźmy - uśmiechnął się szerzej.
[Zapomniałam dodać, że fajne z niego chuchro... nie obraziłabym się gdyby mnie polubił :P]
- No to nie dziwota że ci zasłabł rumaku - zażartował Marc. - Często go tak wykańczasz? - zainteresował się cały czas śmiejąc się pod nosem. Theo pacnął go przez łeb.
- A właśnie... posmakujecie mojego nowego deseru? - zainteresował się chłopak. - Zaraz go zrobię - klasnął w dłonie i pobiegł do kuchni.
- No i mi przepadł...
Kazuo objął go lekko ramieniem i wyprowadził z mieszkania kiwając pozostałej dwójce na pożegnanie. - Może najpierw skoczymy sobie po lody a wraz z nimi pójdziemy na przystanek, co? - zaproponował.
- Czyli nie tak źle. Jutro będzie lepiej - wyszczerzył się do niego. - A my mamy szczęście bo możemy dłużej z wami posiedzieć - dodał zaraz. - Mam coś dla ciebie - dodał jeszcze idąc do półki. - Poprosiłem naszych kumpli o to... stworzyliśmy ci album samych dobrych wspomnień zza czasów studiów - podał mu go. - Spokojnie. Pozbyłem się okresu twoich boyfriendów.
- Do tamtej też możemy zajść - zgodził się Kazuo. - A tę tylko po jednej gałce - dodał jeszcze.
- Oj nie przesadzaj. Aż tak ci ich nie wypominam - przypomniał z lekkim uśmmiechem na twarzy. - Jesteś w końcu moim przyjacielem.
- No to chodźmy tutaj na gałkę a po kinie na drugą - ucałował go znów, po czym skręcił do lodziarni. Kupił im dwa lody jden wręczając Yujiemu. - A teraz spacerkiem na przystanek.
Marc roześmiał się serdecznie.
- Ależ możesz mi je przypominać. To teraz nawet fajne wspomnienia - zauważył wesoło. - Twój telefon - dodał zaraz wskazując na jego grający telefon. Tym razem dzwonił Yuya.
- Tatuś kocham cię. Co robisz? Ja jestem z wujkiem i ciocią na plaży. Ale nie pływam bo się boję. Graliśmy w piłkę.
- No dobrze, a co z kolacją? Zapraszam cię do restauracji na kolację - ucałował znów jego policzek i zaraz czapnął trochę jego loda.
- Dobrze tatusiu - Yuya uśmiechnął się lekko. - Spróbuję, ale boję się tatuś i chciałbym z tobą najpierw - przyznał tylko cicho. - Ale, ale może spróbuję - dodał zaraz.
Kazuo też lekko się zaśmiał znów całując go w usta.
- Ma być perfekcyjnie to i kolacja będzie kochanie.
Marc uśmiechał się słysząc tę wymianę zdań.
- Jesteś jak prawdziwy tata - wyszczerzył się do niego. - Nigdy bym cię o to nie posądził... a tu proszę...
- Wie, że nie wracam do domu... co robi i jak nie wie - uśmiechnął się szczerze. - Więc sie o nic nie martw.
- Będzie dobrze, bo jesteście razem, a wasz synek to zrozumie - uśmiechnął się lekko marc.
- Masz rację, to rzeczywiście super.
[Znikam na pełen dzień wrażeń...]
- Ach daj spokój. Nauczyłem go podstw, a on mi się rozbrykał. Teraz sam tworzy i to całkiem nieźle - przyznał wzdychając lekko. - A ty swojego uczysz?
- Opornie mu to idzie - wymamrotał Tomo ziewając lekko i obracając się na drugi bok, tten w stronę Marca. - Nie chce mnie uczyć - dodał zaraz.
Kazuo objął go wówczas ramieniem pozwalając mu się tulić.
- Jak często bywasz na randkach?
- Trochę piekę, ale fakt... rzadko masz dla nas czas - wymamrotał cicho roiąc nieco naburmuszoną minkę. - Musimy z Yuyą przychodzić na gorącą czekoladę do kawiarni... bo inaczej lipa - zażartował.
- Oj Takano... nie tak powinieneś traktować swojego księcia - pokręcił głową Marc.
- Mhm... no to mam nadzieję, że dobrze ją zapamiętasz - uśmiechnął się szeroko.
Tomo ucałował go w policzek a potem znów opadł na podusie.
- Ale twoje przepisy są trzymane w sekretniku pod wysokim napięciem i głupio mi brać - wyznał szczerze. - Nie chcę cię zezłościć, że wziąłem bez pytania - wzruszył ramionami.
- Od czasu do czasu - przyznał szczerze chłopak. - Nie często ale laski lubiły mnie zapraszać więc korzystałem z ich dobroci...
- Ale moje są w poszarpanym zeszycie jeszcze z zapiskami mojego taty... a twoje w ładnie oprawionym segregatorz - wymamrotał. - Ale nie popsuj mi zeszytu ok? Uhm no bo to jednak... po tacie - głównie o to mu chodziło. Wtulił więc głowę mocniej w jego brzuszek.
- Oj tam oj tam. Bez przesady. NIe chodziłem raz w tygodniu. Może dwa razy na 3 miesiące - wyjaśnił machając lekceważąco ręką.
- Po prostu nie chcę ich poplamić - wyjaśnił cicho, siadając, kiedy Theo przyniósł im deser. Każdy otrzymał swój. Jeszcze gorący.
- Dzisiaj serwuję maliny zapieczone w cieście kruszonce, polane kokosowa bitą śmietaną z dodatkiem kawałków czekolady dla łasuchów - wyszczerzył się lekko. - Mam nadzieję, że posmakuje... - dodał jeszcze siadając obok swojego mężczyzny.
- Na pewno zapamiętam ją, Yu-chan - zapewnił go chłopak mocniej go obejmując i przytulając do siebie. - Bo jestem z kimś, kogo kocham.
Theo odetchnął z ulgą słysząc to zapewnienie z ust takiego cukiernika. Uśmiechnął się szeroko wtulając mocniej w Marca.
- Wybacz kochanie, ale twoje słowa nie zawsze są prawdziwe... najczęściej chcesz mi przyjemność zrobić - usprawiedliwił swą radość.
- Chodź, nasz przystanek - uśmiechnął się do niego szeroko i pociągnął w stronę wyjścia. - Kocham cię.
- Dam później, dam - uśmiechnął się Theo, a Tomo w milczeniu posmakował deseru.
- Ale ciasto chyba trochę za ciężkie - odparł cicho, jakoś tak zapominając że nie wytyka błędów Takano. - Poza tym deser bez skazy - dodał.
- W dobrym towarzystwie zawsze szybko mija - ucałował go mocno w usta.
- Przepraszam - zreflektował się szybko chłopak. - Przyzwyczaiłem się, ze Taka-chan chce szczere opinie - uśmiechnął się, a Marc zaśmiał się lekko.
- Mogę sobie wyobrazić jaki szok Takano przeżył, kiedy pierwszy raz go skrytykowałeś - zachichotał. - Bóg cukiernictwa został wyświechtany przez amatora.
- Dobrze dobrze - Kazuo zaśmiał się lekko, nie wspominając już czyja to wina, że musieli się spieszyć.
- Oj tam, oj tam... nie można cię ciągle po główce głaskać... bo wtedy osiadasz na laurach i koniec - wywrócił oczyma Tomo. - Najlepsza to jest twoja czekolada. Zawsze mamy składniki na nią w domku.
- Nie przepraszaj, głupi - ucałował go mocno w policzek. - Mój kochany.
- Mhm a ja uwielbiam, że mamy zawsze na nią składniki - uśmiechnął się do niego szeroko. - Kocham cię - ucałował go jeszcze lekko w usta po czym spojrzał na Marca. - To co? Oglądamy? Filmiki?
- Kochany i głuptasek. Taki misz masz ogromny - wyszczerzył się do niego.
- Ooo świetnie - ucieszył się Tomo wtulając się w ramiona Takano i spoglądając na pierwszą stronę, na której szczurek jeszcze Takano szczerzył się w za dużym stroju kucharza i opadającej czapce na oczy.
Kazuo nie powiedział nic więcej tylko objął Yujiego oglądając z nim film.
Tomo zaśmiał się, kiedy na kolejnym zdjęciu znów penis Takano był wyraźnie widoczny, a zaraz przytulił się mocniej do niego kiedy spostrzegł na jednym ze zdjęć swój mały koszmar. Rozpogodził się jednak wraz z kolejnym zdjęciem, gdzie jego mężczyzna oblewał się piwem.
- Kochanie, kiedy robimy jakąś dziką imprezę? - zainteresował się.
Kazuo ucałował mocno swojego mężczyznę małego kiedy pojawiła się końcowa scena filmu.
- Gratulacje, wytrwałeś - zażartował.
- Wiesz ja wówczas bardzo trzeźwy to też tak znowu nie byłem - usprawiedliwił się szybko Marc, a Tomo wybuchnął cichym śmiechem na kolejne zdjęcie.
- No właśnie... obaj wackami świeciliśmy - zauważył wesoło.
- Następnym razem ty wybierzesz kochanie - ucałował go w policzek i złapał za rękę chichocząc wciąż pod nosem, bo Yuji nieco się dąsał.
- I połowa tego roku nie pamięta na żywo co się działo - zauważył Marc, a Theo wybuchnął gromkim śmiechem.
- Dobrze, że już się uspokoiliście - skomentował.
- Teraz będzie kolacja w dobrej knajpce z okonomiyaki. Stworzę ci najlepsze okonomiyaki jakie jadłes dotychczas... a przynajmniej mam taką nadzieję - objął go mocno ramieniem.
- Na filmiku pożegnalnym? Też go dziś zobaczymy? - zapytał go zaraz Tomo całkiem zaciekawiony. - No wiesz... mi nie chcesz zatańczyć, rozbierając się przede mną to chociaż na filmiku zobacze te twoje kocie ruchy - dodał wesoło, a Marc wybuchnął gromkim śmiechem.
- Jak to nie robisz mu striptizu? Ja dla Theo już robiłem...
- ... po pijaku, ale nie zaprzeczam, był nieziemski - przyznał szczerze chłopak.
- Uff... nie wiedziałem czy lubisz takie rzeczy - przyznał szczerze. - No i potem jeszcze przekąska dango i spacer.
- Ale jakbym zrobił to twojej i tak bym się nie doczekał - zauważył Tomo wydymając nieco policzki. - Ach, no tak - przypomniał sobie i znów zaśmiał odrobinę, a Marc włączył pierwszą płytę.
- W odcinku pierwszym poznamy nasze pierwsze próby z wypiekami... mizerne - zapewnił ich Marc.
- A czego nie lubisz? - zapytał go zaraz z ciekawości.
Tomo świetnie się bawił słuchając komentarzy obu przyjaciół i oglądając śmieszne nagrania. Żałował nawet, gdy się skończyły.
- Mieliście fajne studenckie życie - oznajmił wesoło. - Też bym takie chciał...
- Oj no weeeź, na pewno coś takiego masz - spojrzał na niego niemal błagalne.
- Taki misz masz? - Tomo uniósł lekko brew, a zaraz już zanosił się ze śmiechu widząc jak obaj śpiewają, tylko jeden robi to po francuzku, a drugi japońsku. Potem Takano niesie Marca ale i tak chwieje sie na nogach, kłótliwe duo i parę innych. Chłopak śmiał się aż mu tchu zabrakło.
- Mhm a widzisz... jednak masz coś takiego. Dobrze, więc żadnego natto nie dostaniesz - zapewnił go. - Zapamiętam - uśmiechnął się szeroko. - Ja nie przepadam za... tofu... wiem, że to głupie.
Tomo przeciągnął się lekko siadając Takano zaraz na kolanach i wtulając się w niego.
- Kochanie, cieszę się, że miałeś takiego przyjaciela - przyznał szczerze.
- Będę wdzięczny - uśmiechnął się Kazuo wprowadzając już chłopaka do knajpki z okonomiyaki. Zamówił dwa zestawy, a kiedy wszystko im przynieśli postanowił czynić honory i sam posmażyć im placki.
- Dlaczego? Wolałeś mieszkać sam? We dwóch jest raźniej - Tomo spojrzał na niego zdziwiony.
- Oj to był taki dupek z niego że sobie nie wyobrażasz!
- No przepraszam bardzo, a skąd miałem wiedzieć, czy się ze mnie nie nabijasz w tym swoim czarownym języku. Poza tym gdy rozsiadłeś się na kanapie taksując mnie morderczym spojrzeniem, od razu wiedziałem, że spędzę parę czaaaaruuujących lat - roześmiał się Marc. - Nadal nie wiem jak to się stało, że się lubimy.
- Mam nadzieję, że ci posmakuje - chłopak przełożył placek na talerz Yujiego i pozwolił mu polać go jakim tylko chciał sosem. - Wiesz, już dawno chciałem cię tu zabrać. Często się tu ukrywałem prze tatą - przyznał szczerze.
- Hahaha nic dziwnego że nie pamiętam - zażartował Marc, obejmując mocniej Theo i wtulając twarz w jego kark. - Ale teraz mam swoje kochanie i nie zamierzam nikogo do niego dopuszczać.
- Tylko nie zamień się w psychopatę - poradził mu Tomo.
- Un... czasem dostawałem jedzonko za darmo. Pani właścicielka bardzo się o mnie martwiła - wyznał szczerze. - Ale to nic, tak mnie na wpomnienia naszło - uśmiechnął się.
- Mogę sobie to wyobrażać... dla mnie to czarna magia... ten wasz francuski - przyznał szczerze Tomo. - Muszę wytężać się by was zrozumieć - wywrócił oczyma.
- Cieszę się, że ci smakuje - uśmiechnął się do niego lekko, jedząc swojego placka.
- Uhm byłoby łatwiej z angielskim - przyznał szczerze chłopak, zamykając na moment oczy. - Ale położę się - przyznał zaraz wstając i nieco chwiejnie jeszcze idąc tym razem w stronę sypialni.
Kazuo wyszczerzył się nieco, robiąc sobie dokładkę i tym razem pozwalając Yujiemu na doprawienie obu placków.
- Też masz swoje ulubione miejsca tu w mieście? Jakie są?
- Oj przestań. My się cieszymy, że jesteście - odparł Marc, a Theo pokiwał energicznie głową.
- Tylko szkoda, że Tomo dziś taki niedysponowany trochę - przyznał cicho.
- Okay, bardzo chętnie ją odwiedzę - przyznał szczerze Kazuo.
- Chciałem trochę z nim porozmawiać - przyznał szczerze chłopak. - Ale może jutro rano mi się uda z nim zamienić parę słów - dodał zaraz z lekkim uśmiechem. - Porwę go na godzinkę, a wy popiszecie się mistrzowskim śniadaniem dla nas - dodał wesoło.
- Pasuje mi taki układ - Kazuo nachylił się nad stołem by ucałować słodkie usta Yujiego.
Theo spalił kompletnego buraka i bąknął coś niewyraźnie pod nosem, po czym zniknął w kuchni by zrobić im lekką kolację. Marc natomiast rozsiadł się wygodniej na fotelu.
- Myślimy - przyznał szczerze. - Ale to nie są nawet jeszcze plany. Najpierw oświadczyny.
Kazuo uśmiechnął się pod nosem również kończąc swoje jedzonko.
- No to co? Mały spacer, dango na patyku i do domu? - zapytał go.
- Nie spierdolę, nie ma mowy. Ja już wiem, że to ten jedyny - zapewnił go Marc. - Ale dzięki, będę pamiętał o wsparciu. Przyda się pewnie nie raz - uśmiechnął się lekko. - Zaskoczyła mnie informacja o twoim bracie i tym małym Kaneki. Byłem pewien, że Ren to zatwardziały hetero...
- Oczywiście że będzie miejsce - zapewnił go chłopak.
- Wiem, wiem. Nie wypuszczę go już ze swoich łapek - zapewnił go chłopak śmiejąc się lekko.
- Marc? Pomóż mi trochę - poprosił go Theo z kuchni, a ten od razu zerwał się ze swojego miejsca.
- Zaraz wracam - uprzedził Takano.
- Tak jest, szefie.
- Co się stało, Theo? W czym pomóc? - zapytal go mężczyzna wchodząc do kuchni.
- Oblałem się wrzątkiem - odpowiedział mu chłopak mocząc dłoń pod zimną wodą. - Herbata mi nieco wyleciała spod kontroli - przyznał się cicho. - Ale kanapki już gotowe - wskazał tą zdrową ręką na talerz pełen kanapek.
Kazuo objął go ramieniem gdy tylko wyszli z knajpki. Ucałował jego policzek i chwilę tak z nim spacerował, w poszukiwaniu dobrego miejsca z dango.
- Tutaj kupimy - zdecydował w końcu płacąc zaraz za dwa patyczki z dango. Jeden podał Yujiemu drugi wziął sobie.
- Bardziej szczypie niż boli - odparł spokojnie Theo, choć kiedy podał mu dłoń poczuł łzy w oczach przy dotknięciu jej ze skórą Marca. - Jednak boli też - zaśmiał się cicho. - Ale nic mi nie będzie. Tylko się oparzyłem. Fajtłapa ze mnie - wzruszył ramionami.
- Owszem - Kazuo odruchowo poczochrał go po głowie. - Mój kochany, mój i tylko mój!
Prześlij komentarz