-niespodzianka.-powiedział biorąc go na ręce. Zaniósł go do łazienki.-podoba się?-spytał pozwalając mu już stanąć na nogach a ich rzeczy położył na szafce. Zdjął bokserki i wszedł do wody czekając na Tomo.
-mam nadzieję że szybko cie wybudza...żeby mozabylo wszystko załatwić.-powiedział. Po siedział przy nim jeszcze pół godziny po czym ucałował go w policzek I wyszedł.
-jasne kochanie. Będzie od czasu do czasu i będzie wyjątkowo.-obiecał mu.-a...jak ci się podoba Paryż?
-wiec lez. Lekarze powiedzieli ze masz odpoczywać i leżeć grzecznie w łóżku.-powiedział przytrzymując go łagodnie ręką.-wiec I ja nie zabawie tutaj długo. Chciałem się upewnić ze nic poważnego się nie stało.
-to i tak dobrze kochanie. Ciesze się ze ci się podoba. A na pewno spodoba ci się jeszcze bardziej.-musnal jego usta swoimi. Potem wziął na palec trochę piany i pusnal ja nosek chłopaka.-mój słodziak.
-żeby Ci pomóc Kazuo. Chce ci pomóc. Chce żebyś wiódł spokojne, bezpieczne i szczęśliwe życie. Tak po prostu...nie sadze zeby byl potrzebny jakis inny powod.-odpowiedział szczerze. W tej krótkiej odpowiedzi zawierało się wiele.-juz teraz opłaca szpital. Ale wiem ze to za mało. Mogę zrobić więcej.
-spokojnie. Pilnuje żebyś się nie zmęczyć za bardzo i robie przystanki. Będzie dobrze.-zapewnił go. Tulił go do siebie delikatnie
-Kazuo...nie przejmuj się tym. To jest mój wybór. Nie musisz mi niczego oddawać.-zapewnił go szybko.-nic a nic nie musisz mi oddawać. Powiem więcej...nie chce żebyś mi oddawał. Nie przyjmę żadnych pieniędzy od ciebie.-powiedział jakoś tak zaczynajac go głaskać po włosach.-i nie myśl o żadnej pracy. Jak wyjdziesz ze szpitala to wracasz do szkoły. -wywrocil oczyma.-na prawdę chciałbym żebyś dokładnie przemyslal moja propozycje.
-jasne coś tam mogę ci opowiedzieć.-zgodził się wesoło.-co prawda nie wiem co...ale na pewno coś sobie przypomnę.-obiecał.-bardzo cie kocham, wiesz? Bardzo.
-po szkole powinieneśdalej kkontynuować naukę. Wyrwać się stąd. Nie jesteś przecież głupi Kazuo.-zauważyl.-spokojnie...Oddychaj powoli.-polecił mu.-nie pójdzieszdo domu dziecka. Nawet jak mnie wybierzesz to na pewno będziesz mógł widywać siostry. Nawet jeśli nie u babci to możesz w szkole, prawda? Przemysł to na spokojnie Kazuo. I pomyśl o sobie.
-mogłeś mi powiedzieć...jeśli się bales to mogłem coś zrobić się żebyś się nie bał...-pogłaskał go po policzku.-cóż...ale to dobrze ze juz boisz się mniej. Co prawda...nie dobrze ze nadal się boisz ale...-przytulił go do siebie.-jestem przy tobie więc nie masz się czego bać.
-spokojnie Kazuo. Lekarz juz jest w drodze. Spokojnie.-poprosił wkładając jego rękę pod kołdrę.
-I tyle wystarczy kochanie. Bo czeka nas z nim to samo co bez niego. Ja nadal będę cię kochal a ty mnie.-ucałował go.-chce być z tobą szczęśliwy juz zawsze.
-taki on jak i ty. Brak ci argumentów ze od razu używasz przemocy?-uniósł brew I podniósł poduszkę z podłogi.-ty byłaś tak jakby ciebie nie było więc na jedno wychodzi.-dodał wzruszając ramionami.
[No I...ha!? Czy ty sugerujesz ze jaśnie sensei wciąż bez imienia jest ojcem Kazuo?]
Takano uśmiechnął się i wyszedł zaraz po nim. Wytral się, ubrał luźne bokserki i wziął się za mycie zębów.
[No to mógł być bratem jego matki XD widzę takim o którym jego ojciec nie wiedział XD]
-nie udaje. W przeciwieństwie do ciebie ja chce mu pomóc. Pójdzie czy nie to będzie jego decyzja. Mam nadzieje ze jednak ze mną pójdzie. Kazuo nie jest głupi. Na pewno widzi ze nic dla ciebie nie znaczy.-wstał żeby odłożyć poduszkę.-ja cie zostawiłem? A myślisz ze kto co miesiąc wysyłał pieniądze na Kazuo które twój durny mąż i tak przepijał?
-dobrze skarbie. Popatrzymy.-zgodził się kiedy skończył myć żeby. Poszedł z nim do sypialni a tam na mały balkon. Objął go ramieniem.-gam byliśmy dzisiaj.-wskazał na wieżę Eiffla.
[Ale ja wpadłam XD wiec jest jej bratem XD]
-pewnie by jej tyle nie odpuszczał jakbyś coś zrobiła z bijącym go ojcem.-odciął się.-jest mądry. Na prawdę. Mógłby iść gdzieś dalej, wystarczy dać mu ku temu szanse i możliwości. A ja mu to mogę dać. Wiec dopilnuje żeby poszedł ze mną.
-dla ciebie zawsze i wszystko skarbie.-ucałował go w policzek.-a tam będziemy jutro.-najpierw wskazał w stronę uczelni w potem w odwrotnym kierunku w stronę Moulin Rouge.-zobaczysz, będzie fajnie.
-nie traktujesz go jak swoje dziecko.-powiedział odciągnąć ja od łóżka chłopaka. Tak w razie czego.-on niczym nie zawinił. Sama jesteś sobie winna.
-ja tez się ciesze. Zwiedzamy i spędzamy razem czas. Jest na prawdę fajnie bo mogę ci pokazać .iasto w którym się uczyłem.-przytulił go mocniej do siebie.
-przestań zwalać wine na innych. To ze bylem z nim w jednej drużynie wiec poznałaś go przeze mnie wcale nie oznacza ze pchalem cie w związek z nim.-wywrocil oczyma.-i dla twojej informacji chciałem skończyć w szkole.
-Nie wszystkie...z resztą możesz się domyślić biorąc pod uwagę moich byłych. Ale większość wspomnień jest dobra. Te z uczelni i te z imprez z Marciem...i z mieszkania. Mam wiele dobrych wspomnień.-uśmiechnął sie.-chodzmy juz do łóżka.
Mezczyzna nic już na to nie odpowiedział a Yuji trochę wystraszony wszedł do sali. -z Kazuo wszystko dobrze? Widziałem jak jego mama wychodziła...
-mhm no dobrze.-Takano objął go delikatnie i zaczął mu opowiadać historie z studiów. Głównie wydarzenia które miały miejsce na uczelni takie jak konkursy.
-um dobrze...-chłopak skinął głową i usiadł przy łóżku chłopaka. Złapał go łagodnie za rękę.-będzie dobrze Kazu...
Takano obudził się wcześnie. Leżał jednak tylko i patrzył na śpiącego chłopaka.
Yuji tworzył powoli oczy i uśmiechnal się do chłopaka. -hej...przepraszam usnalem...-powiedział podnosząc się i przecierać zmęczone oczy.-miałem dzisiaj d ciężki dzień.
-to twoja wina...-powiedział jeszcze i zamknął oczy żeby w pełni oddać się tej przyjemności.-Tomo-chan...-szepnął i doszedł.
-nie zawsze.-zaprotestował szybko.-to tak wyjątkowo bo to trochę moja wina. Zawsze uczyliśmy się razem i trochę go zaniedbałem więc...no ale teraz już jest lepiej. Już się uczymy razem a jak będziesz się czuł lepiej to będziemy się też uczyli z tobą. Żebyś nie miał dużych zaległości.-uśmiechnął się.-ja ciebie też...-odpowiedział rumieniąc się lekko.
-widzę że na prawdę było ci wczoraj za mało.-zauważył spinając się lekko. Dłońmi zaczął pieścić jego penisa i ściskać jego jądra.
Chłopak pokręcił przecząco głową. -jest ok. Na prawdę. No i na pewno będzie lepiej.-powiedział i pogłaskał go po włosach.-a jak boli cię głowa to powiedz...zawołam lekarzy.
-ok. Ale nie będzie to nic wyjątkowego.-ucałował go I poszedł wziąć prysznic. Czysty i ubrany zaczął robić śniadanie. Najpieruw zszedl do sklepu na dole po croissanty a juz w kuchni posmarować je dżemem.
-ok. Na pewno będę.-obiecał mu z uśmiechem.-a tym masz słuchać lekarzy, odpoczywać...i dzwonić do mnie jakby bhlo ci ciezko.-usmiechnal się lekko.
-to takie proste i zwykle..wiec mam nadzieje ze ci posmakuje.-powiedział z uśmiechem. I zabrał się za jedzenie.
Yuji uśmiechnął sie lekko zarumieniony. -um...i zdrowiej szybko. Tak smutno jest mi bez ciebie w szkole. Lubie to jak wspólnie jemy bento...-powiedział rumieniac się coraz bardziej.
-potem na obiad, potem na spacer który zakończy się deresem. Potem na plac pigal gdzie zobaczysz Moulin Rouge i ten największy sex shop. Tak jak ci obiecałem. Potem spacer bo pobliskim parku i wizyta u Marca i Theo.
-zawołać lekarza? Lez i...może spróbuj się przespać?-powiedział martwiąc się o niego.
-oj spokojnie. Nic nam nie ucieka.-zapewnik go i poszedł ubrać buty.-na wszystko mamy czas skarbie. No i...dzisiaj śpimy u Marca.
Yuji nie mógł opanować radość. Kazuo był w szkole co oznaczało ze znów będą razem się uczyć i jeść. Kiedy wylądowali razem w grupie uśmiechnął się do niego. -pomogę ci.-zapewnił go.
-ale my się wrócimy tutaj po rzeczy. W końcu musimy wziąć jakieś ciuchy na zmianę.-wywrocil oczyma.-najpierw przyjdzie my tutaj, potem spacerek przez park do Marca.-wyjaśnił spokojnie.
-ok. Pomogę ci wszytsko nadrobić. Dam Ci swoje notatki.-uśmiechnął sie do niego po czym zanotował temat ich pracy w grupie.-na razie skupmy się na naszym zadaniu.
-idziemy.-objął go ramieniem I ruszył do windy. Kiedy zjechali na dol skierował się prosto do stacji metra.-tak będzie szybciej i lepiej niż samochodem.-wyjasnil.
Yuji podniósł rękę kiedy skończyli a gdy nauczyciel zaliczył im zadanie przeciągnąl się lekko. -jutro mam zawody...przyjdziesz?-spytał patrząc na Kazuo.
-użyłem dzisiaj tych twoich ulubionych perfum.-wyjaśnił obejmując go mocno.-bo wiedziałem ze dzisiaj będziesz bardzo blisko mnie.
-po zajęciach.-powiedział uśmiechając się lekko.-wiem ze musisz. Trzymam kciuki.-dodał nadal się uśmiechając.-um...pouczymy się razem? Przyszedlbym z Shujim...i pomógł ci wszystko nadrobić.
-nie z tego powodu. Po prostu uznałem ze tak będzie szybciej. Nie będę musiał szukać miejsca do zaparkowania...-wzruszył ramionami. Kiedy dojechali na odpowiednią stacje wysiadł i mocno złapał chlopaka za rękę.-żebyś mi się nie zgubił.
-um...no to może spytaj i wtedy mi powiesz?-zaproponował.-chciałbym ci pomóc w nadrobieniu...ale nie mogę też zostawić Shujiego.
-oj nie aż tak...ale mamy ładny kampus. Oprowadze cie. Mam pozwolenie wiec nie musisz się o nic martwić-ppowiedział wprowadzać go do środka.
-ok. Przecież powiedziałem ze możesz najpierw spytać.-przypomniał mu z uśmiechem.-um...dzisiaj przygotowałem dla ciebie wyjątkowe bento...z okazji twojego powrotu.-powiedział kiedy zadzwonił dzwonek.
-przecież wiesz...tego który był na moim ślubie. Po prostu był jaki był. Lubie to jak uczyl.-wzruszył ramionami.-a za tymi drzwiami ostatnia sala.-otworzył drzwi i uśmiechnął się lekko.-dzisiaj nauczę cie dekorowac tort. Ciasto jest upieczone. Wystarczy zrobić krem.
-jasne ze możemy.-zgodził się I wyciągnął bento z plecaka. Było w nim kilka radzajow jedzonko a ryż ułożony był w serduszko. Chłopak zarumienil się okropnie kiedy podawał bento Kazuo. Szybko się schylil żeby wyjąć swoje.
-ni to chodź.-wprowadził go do sali i od razu zaczął go instruowac w robieniu pierwszego kremu do przełożenia kawałków ciasta.-będzie pyszne czekoladowy mini torcik.-powiedział z uśmiechem.
-um...-Yuji zrobił się cały czerwony ja twarzy.-um...cieszę się że ci się podoba. Chciałem żeby było wyjątkowe...-powiedział jedząc swoje bento.
-ni będę się śmial bo będziesz ładnie robił to co ci mowie.-powiedział zaraz podając mu ciasto i szpatulke.-no to teraz przełoz ciasto kremem. Potem zrobimy drugi krem na wierzch i trzeci gesty do ozdób.
-um...cieszę się...bardzo..-powiedział nadal się rumieniac.-no mamy...ale...nie wiem jak ci pomóc...
-starczy.-skinął głową przygotowując mu już składniki na drugi krem.
W możesz spróbować...w końcu nie było Ciętak długo.-zgodził się chłopak. Wziął łyk soku i wyjął z torby jeszcze jedno pudełko w którym były ciasteczka z kawałkami czekolady.-um...i to tez dla ciebie...
-ok...a teraz robimy tak.-stanął za nim i wziął go za ręce demonstruje mu jak powinien oblozyc wierzch tortu kremem.-a teraz dekoracje. Tutaj masz płynna czekoladę, i kawałki czekolady w różnych krztaltach.
-przecież jeszcze będziesz miał okazję. Na razie ja po prostu chciałem dać ci coś wyjątkowego skoro wyszedles ze szpitala.
[cóż...część fajna, Mamy przemiłą nauczycielkę, japonkę i super gościa od japonologii...ale koleś od pisma jest przerażający a przy tym mnie usypia XD]
-a ja nie mogę przestać patrzeć się w twoje oczy. I uwielbiam kiedy ci się tak wesoło błyszczą.-uśmiechnął się i złapał go za rękę.
-ok. Pomogę ci.-uśmiechnął się zapewniając go że jest ok.-A teraz może pójdziemy do pielęgniarki? Wyglądasz blado...
-mhm...jest.-przytaknął Takano jedząc powoli swoją porcję i popijając ją wodą.-wiesz...tak bardzo nie mogę się doczekać kiedy wszystko ci pokażę.
Yuji po dzwonku przyszedł do niego i pomógł mu usiąść. -Um...jak nie dasz rady przyjść mi kibicować to zrozumiem...w końcu dopiero wyszedłeś ze szpitala...
Takano wywrócił oczyma i również uśmiechnął się lekko. -Ale to potem skarbie. Nie teraz.
-um tak...ale ja nie biorę w niczym udziału bo ciągle odwiedzałem cię w szpitalu i no...sensei mnie zwolnił.-uśmiechnął się do niego lekko.-Ale zaraz po moich zawodach idziesz do łóżka.
-tak po prostu. Bo woda pasuje o większości dań. Jest podawana kiedy ktoś nie chce wina. A skoro piliśmy wczoraj to nie chciałem tak znów.-wyjaśnił spokojnie i wziął łyk wody.
-oj...na wszystkich lekcjach byłem. Tylko na tych spotkaniach związanych z festynem nie.-wzruszył ramionami.-To nic takiego Kazu więc już nic nie mów.
-oczywiście skarbie. Ja mam najbardziej kochanego męża na świcie. I tylko on potrafi sprawić że jestem na prawdę szczęśliwy.-uśmiechnął się i wrócił do jedzenia.
-oj właśnie głównie o festynie. Więc mogłem z tobą posiedzieć.-wzruszył ramionami.
-jasne że na prawdę. A jak w ogóle mogłoby być inaczej?-ucałował go w policzek.-O czym będzie ta piosenka?-spytał zaraz zaciekawiony.
-robią host club.-wzruszył ramionami.-A ja sie nie nadaję. Więc mam to z głowy.-dodał spokojnie.-więc...ja mogę brać udział ale nie w organizacji ani nic...tak o przyjść to ok..
-Mhm...rozumiem.-pokiwał głową i uśmiechnął się lekko. Skończył jeść i wziął kilka łyków wody. -no a część atrakcji jeszcze przed nami.-przypomniał mu.
-no w ogóle.-wywrocił oczyma a zaraz zarumienił się okropnie.-um...ja ciebie też kocham Kazu..-powedział i zaraz usiadł do swojej ławki bo wszedł nauczyciel.
-ok.-odprowadził go wzrokiem i poprosił o rachunek. Zapłacił i usiadł wygodniej czekając aż chłopak wróci.
-no dobrze.-Yuji wzruszył ramionami i już skupił się na zajęciach. Kiedy się skończyły od razu wyszedł z klasy. Musiał być w sali kendo szybciej żeby się wyszykować.
-ok. Więc lecimy dalej.-złapał go za rekę i wyprowadził z budynku.-a teraz pora na deserek.-uśmiechnął się i zaczął go prowadzić do swojej ulubionej cukierni.-to kawałeczek spacerkiem.
Yuji czekał już wyszykowany na swoją kolej. Uśmiechnął się widząc Kazuo i swojego brata. Wyszedł na matę i stanął na przeciwko przeciwnika.
-teraz mamy zwiedzanie okolicy kochanie. Mówiłem że to kawałek stąd.-przypomniał mu. Opowiadał po kolei gdzie i jak spędzał czas.
Yuji najwięcej problemów miał z ostatnim przeciwnikiem więc kiedy wygrał na prawdę szczerze się ucieszył. Ukłonił się, odebrał nagrodę po czym zdjął ochraniacze i podbiegł do Kazuo. -udało mi się! Widziałeś? Udało...
-a tak...już.-wszedł z nim szybko do cukierni w której miał praktyki. poszedł na sam jej koniec i zajął ukryty stolik.-lubiłem. zawsze była miła atmosfera. lubiłem jak klienci cieszyli się jedząc moje wypieki.
-umn...może być do tej kawiarni niedaleko szkoły?-spytał uśmiechając sie lekko.
-jest ok kochanie...możemy tu zostać. Tu jest miło i na prawdę smacznie. Tutaj też często przebywałem i jadłem.-uśmiechnął się a zaraz wesoło pomachał do mężczyzny za ladą u którego miał praktyki.
-um...gorącą czekoladę.-powiedział cicho.-ne Kazu? A na randkę chciałbym żebyśmy poszli do kina...
-ok skarbie.-Takano skinął głową a kiedy mężczyzna zza lady do nich podszedł złożył zamówienie biorąc dwa razy to samo i zamówił z nim kilka słów. Francuz był ciekaw jak się Takano powodzi.
-i...Ja zrobię coś pysznego do zjedzenia więc przyszedłbyś do mnie i...i mógłbyś zostać...-powiedział rumieniąc się lekko.
-Takano? Nie było z nim kłopotów. Zostawał po godzinach jeśli było trzeba i klienci go lubili.-odpowiedział mężczyzna. i jego i jego wypieki. Zdecydowanie był jednym z lepszych jakich tutaj miałem na praktykach.
-wiem...tak tylko chciałem się spytać czy ze mną pójdziesz na randkę. bo ja bym chciał pójść z tobą. Tak po prostu...-powiedział wchodząc do cukierni i zajmując miejsce.-um...a jak ci się mieszka z senseiem?
-cóż...pierwszego dnia był tłok więc niosąc torcik to stolika wpadł na klienta...no i raz mu beza opadła...to chyba tyle.-wzruszył ramionami.-Zaraz przyniosę wasze zamówienie. Muszę wracać do pracy. A tobie gratuluję Takano.-poklepał go po ramieniu i odszedł.
-mou...bo to taki początek. Zawsze tak jest kiedy kogoś dobrze nie znasz. Ale myślę że z czasem będzie lepiej Kazuo...i poczujesz się jak w domu.-uśmiechnął się.-A jak chcesz to zawsze możesz mnie odwiedzać. Zawsze cię przyjmę.-dodał lekko zarumieniony.
-mou...no przecież to oczywiste że czasem popełniałem błędy na początku nauki.-wywrócił oczyma.-Ale czemu teraz kochasz mnie jeszcze bardziej?
-oj prawda. Wiem bo też przez jakiś czas z nim mieszkałem. To znaczy ja i Shuji. I na poczatku się unikaliśmy a potem było tylko lepiej. Po prostu...nie unikaj go tak cały czas. Myślę że wtedy poczujesz się swobodniej i bardziej jak w domu.-uśmiechnął się.
-mój głuptasek.-zaśmiał się i ucałował go lekko.-Jasne że mam. Mówiłem ci nie raz że nie jestem ideałem.
-um...a nie możesz ich odwiedzać w szkole? Um...przeprasza...czuję że to moja wina ale ja na prawdę...bardzo chciałem ci pomóc...przepraszam...-zwiesił głowę.
-mój głuptasek.-zaśmiał się i ucałował go lekko.-Jasne że mam. Mówiłem ci nie raz że nie jestem ideałem.
-um...a nie możesz ich odwiedzać w szkole? Um...przeprasza...czuję że to moja wina ale ja na prawdę...bardzo chciałem ci pomóc...przepraszam...-zwiesił głowę.
-mój głuptasek.-zaśmiał się i ucałował go lekko.-Jasne że mam. Mówiłem ci nie raz że nie jestem ideałem.
-um...a nie możesz ich odwiedzać w szkole? Um...przeprasza...czuję że to moja wina ale ja na prawdę...bardzo chciałem ci pomóc...przepraszam...-zwiesił głowę.
-jasne skarbie. Idziemy bo mamy napięty grafik. W końcu został jeszcze plac pigal. Potem może jakiś obiadek i będziemy się zbierać do Marca. Zgodził się żebyśmy u niego spali.-powiedział wstając I idąc zapłacić. -daj spokój Takano...dzisiaj na mój koszt.-właściciel poklepal go po ramieniu.
-ale...ale gdybym wtedy...ja...um...przepraszam...-przytulił się do niego.-bardzo przepraszam...kocham cie i ciesze sie ze w moncmu mozemy być razem...bezpiecznie i...i że nie jesteś bity i ze wszystko może się zagoić...
-jasne. zajdziemy do hotelu po leki i po ciuchy. Ale najpierw plac pigal wiec idziemy do metra.-objął go ramieniem i wesoło poprowadził go do metra. W środku znów przytulił go do siebie.
-wiem....będę cierpliwy. Po prostu już się ciesze.-uśmiechnął sie do niego I wstał.-to chodzmy do cukierni. chcialbym z tobą poświętować moje zwycięstwo.
[idzie dobrze, jest trudno ale nadal mi się podoba i jest fajnie ^^ jestem w stanie tak sobie wszystko rozplanować że mam na wszystko czas ^^ jeszcze nie wiem jak z kolokwiami...]
Takano objął go wtedy mocno i pocałował namiętnie. -je t'aime Tomo-chan...je t'aime...-szepnął mu zaraz na ucho. Puścił go dopiero po dłuższej chwili.-Tam jest Moulin Rouge. Wejdziemy tylko na korytarz.-poinformował go.
-chcę spędzić ten czas z moim chłopakiem.-powiedział dość pewnym głosem.-podziękowałem już senseiowi...i powiedział że mogę iść do ciebie.-uśmiechnął się słodko.
[szczerze podejrzewałam że tak jest ale miałam cichą nadzieję że jednak się mylę więc się nie odzywałam XD (wiem że źle to brzmi ale no...) Kilka razy już miałam mówić o tym ale milczałam. Chyba sama wolałam myśleć że jest inaczej. Kilka razy w to wierzyłam. I jak długo 'go' nie było to martwiłam się że kopnął w kalendarz XD był dość zaplanowaną 'postacią' O.O serio! bo nawet jak podejrzewałam że ty jesteś nim to nadal wierzyłam że on jest...myślę że jest mi łatwiej puścić to w zapomnienie skoro już podejrzewałam prawdę. No i...kurde! Poza GG i paroma komentarzami nie z tego konta nie było ani jednej luki w jego osobie! Za to masz gratki :P powinnam pewnie tupnąć nogą i się obrazić i (gome!) trochę mi smutno że moje przypuszczenia jednak okazały się prawdziwe ale tak też jest ok. tak sądzę...]
Takano wprowadził go do korytarzyka gdzie były wywieszone zdjęcia z występów oraz samych tancerek.-to musi ci wystarczyć.-zaśmiał się cicho.
Yuji pokręcił przecząco głową. -nie spieszy nam się. Mamy czas.-powiedział zwalniając żeby iść przy chłopaku.-Kazu? Um...wiesz...postanowiłem postarać się nie być już taki nieśmiały, wiesz?
[miała malutkie więc podejrzewałam wszystko dzięki mojemu instynktowi Sherlocka Holmesa...XD ale masz rację powinnaś powiedzieć wcześniej...albo w ogóle tego nie zaczynać. Jednak lepiej późno niż wcale :P Najdziwniejsze jest to że wszystko na prawdę trzymało się kupy...fakt czuję się z tym źle że jednak na prawdę zostałam oszukana...oszukałaś niewinne małe dziecko! XD ale ok...puśćmy to w niepamięć]
-coś ty...nigdy.-zaśmiał się obejmując go od tyłu.-raczej wątpię żeby którakolwiek była w stanie cię zadowolić.-dodał nadal cicho się śmiejąc.
-um...no...ja po prostu chcę ci pozwalać na trzymanie się za ręce albo tulenie w szkole. Takie rzeczy bo...bo się raz złościłeś że ci nie pozwalam...
[wtedy a i owszem, byłam niewinna. A to że stan rzeczy się zmienił, nie będę pokazywać palcem przez kogo, to już inna sprawa XD no wiem...ale jak ktoś ma miękkie serce to musi mieć twardą dupę...]
-ał...to bolało...-jęknął rozmasowując brzuch.-oj...nie powiedziałem że jesteś straszny.-wywrócił oczyma i znów go objął.-nie wiem...może kiedyś. Na razie to musi ci wystarczyć.
-to nie tak że nie chcę. Chcę bo...um...bo cię kocham. Ale to tak dziwnie się obejmować jak wszyscy się patrzą. Po prostu...tak jakoś.-powiedział nie wiedząc jak to wyjaśnić.
[nah wyszło jak wyszło. Nie było to mądre ale jak mówiłam podejrzewałam jak jest so...nie będe w to wchodzić bardziej.]
-nie przepadam za nimi.-przyznał szczerze.-Jakoś tak po prostu.-wzruszył ramionami.-nie widzę w nich nic ciekawego.-dodał jeszcze. Ucałował go w policzek i przeciągnął się lekko.-zobaczyłeś już wszystkie zdjęcia?
-um...no wiem...ja też bym czasem chciał.-skinął głową i wszedł do cukierni.-a potem cię odprowadzę do domu i pójdę do siebie.
-Raczej ci się nie podoba ze nie zobaczysz więcej, co?-spytał splatając ich palce razem.-Ale następny jest największy sex shop we Francji więc sądzę że ci to wynagradzam.-ucałował go w policzek i wyszedł na ulicę.
Yuji uparcie pokręcił głową. -nie jestem dziewczyną...a ty ledwo chodzisz. Mamy takie same prawo co do tego żeby się odprowadzać. Następnym razem mnie odprowadzisz, jak już będziesz swobodnie chodził.-powiedział zaraz przeglądając menu.
-hmmm....z 4 chyba. Ale już nie pamiętam tak dobrze.-powiedział prowadząc go do piętrowego budynku.-no i o ilę się nie mylę wszystko jest ułożone tematycznie.-powiedział wchodząc do środka.
-um ale chcę...daj mi to zrobić. Przecież nie jestem dziewczyną i nie chcę żebyś mnie tak traktował...-powiedział również chowając się za swoją kartą dań.-Ja wezmę torcik truskawkowy...i gorącą czekoladę.
-Raczej tak chyba że chcesz pozwiedzać.-zaśmiał się jednak od razu kierując się w stronę windy. Nie było sensu przechodzić przez te piętra które mało ich interesowały.-No i nie bój się...nie zostawię cię tu samego. Będzie dobrze.
Yuji popatrzył na niego trochę zły. -Ale nie jestem bezbronny, wiesz? Właśnie przed chwilą wygrałem turniej kendo...-burknął.-Ty jesteś teraz bardziej bezbronny niż ja.-dodał .
-tobie byłoby lepiej. Masz lepszą figurę.-powiedział obejmując go w pasie i wchodząc do windy.-już nie raz mi pokazałeś jak wyglądasz w tego typu strojach.
-oj a mało to patyków po drodze? Poza tym uczyłeś mnie samoobrony Kazuo. Ledwo stoisz bez tych kul...daj spokój...chcę cię odprowadzić.
-nie będę nosił spódnic.-wywrócił tylko oczyma i wcisnął odpowiedni guzik w windzie. Zaśmiał się cicho czytając kartkę wywieszoną na jednej ze ścian: "W windzie jest MONITORING. Uprzejmie uprasza się o zaczekanie z użyciem zabawek aż dotrze się do własnego domu.' A po drugiej stronie czerwonymi literami: 'NO SEX IN ELEVATOR'.
-um...nie wiedziałem że...-urwał na moment.-To do niej cię odprowadzę.-zdecydował zaraz troche się rozpromieniając.
Takano wywrócił oczyma. Raczej nie specjalnie uśmiechały mu się przebieranki. -pewnie jest włączona. Z resztą zobacz, świeci się.-wskazał na kamerę.
-um...no dobrze...niech ci będzie.-zgodził się w końcu i uśmiechnął się lekko.-następnym razem ja. Um Kazu? Myślisz że będziesz mógł wrócić na boisko?
[wiesz co boli mnie najbardziej? Że ciągnęłaś to pewnie od sakuranu więc w moim przypadku...ponad 5 lat...praktycznie pisałam wyłącznie z tobą i cóż...to że zostałam oszukana...tak to zdecydowanie boli najbardziej]
[it's not like that...czuję się oszukana i to boli bo nie jest to pierwsza sytuacja jak tak się czuję XD ale jakoś nie jestem zła...zawiedziona albo kopnięta to tak. Ale nie zła. Było wiele sytuacji kiedy miało się wrażenie że on jest. Zwłaszcza na sakuranie XD. Tak więc well...mam teraz mały mindfuck po prostu XD a prima aprilis już dawno był]
-pomyślę, ale raczej nie.-wywrócił oczyma i złapał go mocno za rękę.-no...-zgodził się kiwając głową.
-um rozumiem...-Yuji skinął głową i uśmiechnął się do niego delikatnie.-um będę trzymał kciuki i...i bardzo chciałbym ci pomóc, wiesz? Więc śmiało możesz mnie prosić o pomoc.
-oj...-Takano wywrocil oczyma i poszedł za nim. Wiedział ze jest w tym trochę niesprawiedliwy ale on po prostu nie lubił zakładać tych wszystkich strojów. Złapał chlopaka za rękę zeby się nie zgubili.
-um wiem ale...chce ci jakoś pomoc. Wiem ze gdybym to ja był na twoim miejscu a ty na moim to tez byś chciał mi pomóc.-powiedział biorąc się za jedzenie twojego torcika.
-przepraszam. Ale po prostu...nie czuje się komfortowo z przebieraniem się. Nie chciałem żeby było ci przykro. Przepraszam.-powiedział nie narzucają się jednak z przytulaniem go.-wiec...może powiedzmy ze się zastanowię, co? Czy zrobię ci niespodziankę na urodziny czy nie.
-um no dobrze.-skinął głową I juz skupił się na jedzeniu ciasta.
-nie przemeblował więc będziesz mógł go zobaczyć w stanie nienaruszonym.-zapewnił go i wywrócił oczyma.
-nawet tak nie mów. Nie chcę innego już to mówiłem. Chcę tylko ciebie...ty do mnie pasujesz...-burknął patrząc na niego trochę zdenerwowany.-chcę pójść z tobą studiować...
-wiem. Pamiętam o nim.-zapewnił go z uśmiechem. Objął go ramieniem i poprowadził do metra. Wysiedli na odpowiednim przystanku i po tym jak zabrali wszystko z hotelu ruszyli do Marca przez park.
-serio? Ale miałem nadzieję że razem posiedzimy i pogadamy.-powiedział szczerze zaskoczony.-w końcu cholernie dawno nie mieliśmy na to okazji.-wywrócił oczyma.
-um...więc pewnie jak ja pójdę na studia to też nic dobrego cię przeze mnie nie spotka? W takim razie nie pójdę na studia...
-no nie wiem Marc...dzisiejszy wieczór myślałem żeby poświęcić właśnie na takie gadanie z tobą i z Theo. Bo w Paryżu zostajemy do końca tygodnia bo chcę Tomo pokazać jeszcze inne rejony Francji.
Yuji nadął policzki i spojrzał w bok. -ty w ogóle nie rozumiesz.
-dobra...bawcie się dobrze.-wywrócił oczyma i wyszczerzył się do przyjaciela.-a teraz idę do mojego wścibskiego męża zanim rozwali mi cały pokój.-poklepał go po ramieniu i wszedł wgłąb mieszkania.
-Ja prostu chcę żebyśmy gdzieś poszli razem...i nie chcę żebyś przez to chwytał się jakiejkolwiek roboty...-powiedział patrząc w końcu na niego.
-Nie wiesz że nie ładnie wchodzić od tak do czyjegoś pokoju...-wymamrotał wbiegając do pokoju i wkopując wszystko pod łóżko.-tak więc...oto mój pokój. W pełni wyposażony, poobklejany pracami i z niesamowitym widokiem.-powiedział wskazując dłonią w stronę okna.
-dlaczego uważasz że byłoby to dla ciebie piekło?-spytał zaskoczony.-no i...ja się trochę boję Kazuo...że nie będziemy mieli dla siebie czasu...
-znając Marca wino znajdę.-zaśmiał się podchodząc do chłopaka i obejmując go od tyłu.-ale wolałbym je sobie jednak odpuścić. Chcesz dalej pozwiedzać mieszkanie?
-nie staniesz się nim. Niby czemu miałbyś się nim stać Kazuo? Nie jesteś nim i nigdy nie będziesz...
-następny pewnie będzie mnie obfitował w zwiedzanie ale mam nadzieje ze mimo wszytsko ci się spodoba.-powiedziałccałując go w policzek. Kiedy zachód się skończyl puścił go i złapał go tylko za rękę.-chodź. Oprowadze cie po mieszkaniu.
-ale...nie chce żebyś miał byle jaka prace. No bo wiem ze jesteś mądry i mógłbyś robić co tylko chcesz...-powiedział cicho I również wstał.
-ja ciebie też.-odpowiedział i zaczął go oprowadzać.-no więc tu jest salon. Zwykle tutaj się uczyliśmy bo jest połączony z kuchnią. Specjalnie są dwa piekarniki i w ogóle...żeby było nam łatwiej.
-um no...-urwał nie wiedząc jak ubrać w myśli swoje słowa.-ale czemu nie potrzebujesz? Nie ma czegoś co chciałbyś robić?
-nigdy nic nie spaliliśmy.-wywrócił oczyma.-cóż...kiedyś zdecydowanie wolałem przestrzeń...ale teraz nie przeszkadza mi nasze małe mieszkanie. Podoba mi się.
-nie prawda Kazuo...-pokręcił przecząco głową.-jeżeli będziesz miał siłę żeby pracować na budowie to już lepiej żebyś grał..
-zazwyczaj to ja spędzałem czas u nich...ale nie chcę rozmawiać o tych mniej przyjemnych rzeczach.-powiedział tuląc go trochę do siebie. Potem pokazał mu jeszcze łazienkę a na koniec balkon.
-wiem...przepraszam Kazuo...-powiedział spuszczając wzrok.-przepraszam...nie chciałem żeby to tak zabrzmiało...ja...nie chcę żebyś zmarnował sobie przyszłość. To wszystko...
Takano pozwolił mu się położyć. Zaczął go spokojnie głaskać po włosach. -nie wracają. Marc powiedział że Theo ma dla niego jakąś niespodziankę.-odpowiedział a zaraz po tym zadzwonił jego telefon. Zerknął na wyświetlacz i westchnął ciężko. -To Ren...-wyjaśnił widząc pytające spojrzenie chłopaka. Odebrał połączenie i przyłożył telefon do ucha.-co jest tak ważnego bracie że dzwonisz w trakcie mojego romantycznego wyjazdu?
-um ale...na pewno? Jesteś pewien? Zwłaszcza teraz po tym wypadku chyba nie powinieneś sie brać za ciężką pracę fizyczną. No i...przepraszam.-wymamrotał mocno się do niego przytulając i chowając twarz w jego torsie.-tak mi smutno że nigdy więcej nie zobaczę jak grasz...
-Z tobą gorzej jak z dzieckiem wiesz? Przecież ja pojęcia nie mam co twój facet lubi.-wywrócił oczyma.-Ale po prostu możesz go zabrać na spacer albo do wesołego miasteczka. No a na kolację możesz po prostu przygotować to co lubi...chociaż nie! Z twoimi zdolnościami kulinarnymi lepiej trzymaj się z dala od kuchni. Zabierz go do jakieś restauracji. Poszukaj czegoś gdzie jest smacznie no i tak żeby się nie przestraszył z cenami. Albo nie wiem...onsen? To zawsze fajne miejsce na rankę. Od razu ruszycie jak jeszcze tego nie zrobiliście.-powiedział śmiejąc się pod nosem.
-to nie jest nic takiego Kazuo...bardzo się cieszyłeś grając i...i ja się cieszyłem mogąc cię oglądać. A teraz co? Mówisz tylko o tej budowie...
-no..normalnie Ren. Takie rzeczy robisz naturalnie. Zabierz go do wesołego miasteczka a potem...nie wiem Ren. To twój facet. Ja jak chcę żeby było wyjątkowo to sam gotuję. Robie ciasto i wyjmuję czekoladową fontannę. Myślę że cokolwiek nie wymyślisz twój facet się ucieszy bo coś wymyśliłeś. A jeśli chcesz żeby serio było wyjątkowo to tego nie spierdol pracą. Weź wolny weekend i zabierz go...o! na mały rejs.
-mou...ja tego tak nie widzę.-burknął wydymając policzki.
-zdecydowanie za czesto do mnie dzwoni...Kaneki ma z nim istne urwanie głowy.-wywrócił oczyma.-była! na walentynki była. I jeszcze kilka razy. Była i były truskawki.-zaprotestował.
-um...papa.-pomachał mu i ruszył spokojnie do domu. Tam od razu zabrał się za robienie obiadu.
-wyszedł śliczny głuptasku.-zaśmiał się. Objął go ramieniem i ucałował go w policzek.-oj...no wiem Tomo...ale jakoś nie bardzo nie mogę się z niego śmiać. Sam czasami widzisz jaki jest zabawny.
-właśnie widzę.-uśmiechnął się słodko.-gratuluję Kazu. Na prawdę...ani się obejrzysz a będziesz normalnie chodził.
-ale czasem aż głupie ma te problemy...jak z tym teraz że nie wie jak przygotować randkę.-wywrócił oczyma.-Wiem że obiecałem mu ze wszystkim pomóc ale...czasem po prostu nie wiem jak.-dodał i również spróbował.
-um chciałbym...-przyznał z lekkim uśmiechem.-i chciałbym wtedy też...no wiesz...-urwał zarumieniony kiedy do klasy wszedł nauczyciel i juz nie skończył mówić.
-u mnie? Dobrze kochanie. Dopiero wczoraj wróciłem do domu i jesszczę nie prowadziłem zajęć. Dopiero jutro będę.-powiedział uśmiechając się lekko.-a Keiichiro na pewno nie jest zły.
-nie jesteś ciężarem! I wcale nie jesteś winny tego bałaganu. Daj juz spokój...-wywrocil oczyma.-to moja wina ze cie porwali wiec juz przestań się obwiniać.
-no...udało mi się. Bo bardzo cie kocham. -pocałował go I uśmiechnął się.-i jemu też się uda. Bo kocha Kanekiego. Tylko czasem robi głupoty. Ja tez robiłem.-zaśmiał się.
Yuji złapał go delikatnie za dłoń. -wiem ze jesteś niezadowolony ale...ja jestem z ciebie dumny. Pokaż im jaki jesteś mądry. Ten jeden raz, ok? Pokaż...
-myślę że się da kochanie.-zaśmiał się I ucałował go namiętnie.-na pewno się da.-dodał przytulając go do siebie.
-mou...ale postaraj się.-poprosił klepiac go lekko po plecach.-postaraj...przecież lubisz rozwiązywać zadania matematyczne i jesteś w tym dobry. No i...to nie są studia ani nic więc...możesz to uznać za rodzaj wyzwania, nie? Zmierzysz sie z innymi. A jak wygrasz...to na pewno pójdziemy na super randkę...w końcu się odwdzięcze za te twoje nagrody dla mnie za moje wygrane.
-ciesze się. Martwiłem się że uznasz że jest za duży..albo za duży tutaj przepych. Ale jak sam widzisz jest skromnie i miło. Są ładne widoki i wszystko inne co potrzebują studenci cukiernictwa.
-oj daj spokój, będzie fajnie. Sprawdzisz się.-uśmiechnął się do niego i poszedł z nim na dach.-nigdy nie chciałeś zobaczyć jak wypadasz na tle innych jeśli się postarasz? Na tle takich geniuszy i w ogóle...a nie na tle naszej klasy...
-oj...ale tu na prawdę nie jest aż taki przepych.-wywrócił oczyma i znienacka ucałował go w usta.-ja ciebie też kocham. Bardzo. I cieszę się że mogę ci pokazać jak żyłem na studiach i w ogóle.
-um...czasem brałem. To fajne uczucie kiedy się tak wygra, wiesz? Zwłaszcza kiedy nikt się nie spodziewa że to właśnie ty wygrasz.-uśmiechnął się.-więc...spróbuj się tym cieszyć i dać z siebie wszystko, ok?
-ja ciebie też nie oddam. I już na zawsze przy tobie zostanę...-pocałował go namiętnie. Potem uśmiechnął się do niego lekko.-bo jesteś moim najwspanialszym...-urwał trochę zirytowany bo zarejestrował dzwoniący telefon.-Co znowu Ren?-spytał wzdychając. -oj, przeszkadzam? -tak trochę...ale dobra mów. W czym znów masz problem? -a no bo wiesz...jutro idziemy na randkę i pomyślałem że potem byśmy coś ruszyli...w końcu. No i się zastanawiam co i w ogóle gdzie kupić żeby no... -żeby co? Wykrztuś to z siebie Ren... -żeby go nawilżyć i w ogóle...-wymamrotał starszy a Takano zacisnął dłoń na telefonie. -Po pierwsze Ren...czy w takim razie nie mogłeś zadzwonić no nie wiem...JUTRO?! A po drugie przecież ci kupiłem...specjalnie żebyś mi tym dupy nie zawracał jak się w końcu zdecydujesz. -oj no wiem...ale jesteśmy w stanach nadal...jutro ostatni dzień. A tamto zostało w Tokio... -Bracie ja wiem że się stresujesz i twój mózg nie działa prawidłowo ale jesteś lekarzem, ok? Rusz głową, pójdź do apteki i kup wazelinę. Poza tym daj mi spędzać mój miesiąc miodowy...
-oj na pewno nie. Po prostu przesadzasz. Jesteś dobry z matmy, rozwiązujesz zadania na poziomie uniwersyteckim. Taki konkurs to dla ciebie nic.-wywrócił oczyma.-ten jeden raz, co? Jeden...-zrobił minkę proszącego szczeniaczka.
-oj jestem...ale jak będzie tak do mnie dzwonił z każdą pierdołą to nigdy się nie nauczy...-ucałował go w policzek.-a ja nie będę miał życia bo ciągle będę wisiał na telefonie.-dodał tuląc go do siebie.-Kaneki do ciebie nie dzwoni? Pewnie też potrzebuje trochę pomocy...-powiedział już po dłuższej chwili.
-Mou...Nie Kazuo...jeden konkurs. Skoro nie idziesz na studia...to chociaż ten konkurs, co? I nagrodę dostaniesz ode mnie.
-ech...ja już nie wiek Tomo. Ja t wszystko sam musiałem rozkminiać. A on jest lekarzem. Jak może do mnie dzwonić z takim problemem który powinien rozwiązać sam.-wywrócił oczyma.
-mou...ale czemu nie?-spytał cicho.-przecież to tylko jeden konkurs.-zaburczało mu w brzuchu więc odsunął się od niego żeby zacząć jeść.
-oj Tomo...nie wiem jak mam się cieszyć kiedy on ciągle dzwoni w najmniej odpowiednich momentach.-zaśmiał się i przytulił go mocno do siebie.-nie jest ci zimno?
-mou...nie będą. Nie bądź do tego tak negatywnie nastawiony.-powiedział wkładając mu do buzi trochę ryżu.
-i co, jak zadzwoni a my będziemy w trakcie to też odbierzesz?-spytał unosząc brwi.-no to jeszcze chwilę zostańmy.-zgodził się swobodnie.
-serio? To bardzo miłe z jego strony.-uśmiechnął się wesoło.-cieszę się że w końcu normalnie jesz...wszystkie posiłki i w ogóle.-ucałował go w policzek.-no i pysznie wygląda. smacznego.
-mhm...Myślę że on też za bardzo nie chce nam przeszkadzać i chce żebyśmy dobrze się bawili. Chcę go po powrocie zabrać do wesołego miasteczka.-powiedział patrząc na Paryż. Przytulił Tomo mocniej do siebie.
-oj przecież to normalna porcja.-zaśmiał się jednak trochę próbując.-i jest smacznego...powinieneś się cieszyć. A nie marudzisz że za dużo. Musisz teraz dużo jeść żeby odzyskać siły.
-jasne że pojedziemy. Dostaliśmy te klucze na wyspę taty więc możemy go tam zabrać.-powiedział trochę kołysząc go w swoich ramionach.-i już zawsze tak będę. I na prawdę lepiej już wracajmy do środka do zaczynasz drżeć.
-chodzisz na rehabilitację.-przypomniał mu.-to też jakieś ćwiczenia.-zauważył i wrócił do swojego bento.-a które bento ci bardziej smakuje?
-cóż...mogę zrobić.-zgodził się.-a potem rozgrzewający prysznic, pasuje?-spytał idąc do kuchni żeby zobaczyć czy mają składniki. Uśmiechnął się widząc wszystko co potrzebuje i od razu zabrał się za robienie gorącej czekolady.
-no wiesz? To ja się staram...robię ci bento i piekę ciasteczka a ty i tak wolisz chlebek bananowy.--pociągnął nosem.-nie dostaniesz ciasteczek za karę.
-zrobię, zrobię.-wywrócił oczyma spokojnie przygotowując gorącą czekoladę.-chcesz z jakimś dodatkiem smakowym czy zwykłą?-spytał zerkając na niego z uśmiechem.
-już nigdy ci nic nie upiekę.-burknął kończąc swoje bento. Wyjął sobie ciasteczka z kawałkami czekolady.
-Oj ale ja będę potem...a czekolada jest teraz.-zaśmiał się I ucałował go w policzek. Rozlal czekoladę do kubków i dał na wierzch bita śmietanę.-proszę skarbie.
-mou...baka! Sensei zrobił ci bento a ty jesz chlebek? Kazuo...w ten sposób na pewno nie odzyskasz sił.-westchnął.
-na pewni?-zaśmiał się wesoło i usiadł obok niego.-jeśli chcesz to kupię.-dodał. Wziął łyk czekolady i ucałował chłopaka w policzek.-wiesz że dla ciebie wszystko.
-trzymam cię za słowo Kazuo. Powinieneś dbać o siebie...poza tym senseiowi pewnie zrobi się przykro jak nie zjesz.
-no wiem że nie lubisz...ale mi to nie przeszkadza więc po prostu pytaj skarbie.-znów go ucałował i zabrał się za delektowanie się czekoladą.
-oj ale przecież by zauważył, nie? No bo co...wyrzuciłbyś? Jeszcze gorzej, baka.-burknął a kiedy zjadł przytulił się do niego.-kocham cię...nawet jeśli czasem jesteś taki trochę głupi...
-na pewno polubi go tak samo jak ty. I ci go nie odda.-zaśmiał się cicho.-wiesz...zawsze siedziałem w tym fotelu kiedy rysowałem nowe projekty wypieków.
-um...dobrze.-zgodził się chociaż dość niechętnie. Przytulił go jeszcze i pocałował.-teraz możemy wracać.-uśmiechnął się słodko.
-oj ale mi nie o to chodziło. Po prostu chciałem ci powiedzieć jak tutaj żyłem.-wywrocil oczyma.-i jak spędziłem czas.-dodał kończąc pic czekoladę.
-mou...ale nie zmusza się Kazuo. Fajnie ze jest lepiej ale jak już nie dajesz rady to po prostu uparcie mów ze masz dosyć. Jeśli będziesz się przemeczac to może być gorzej.-powiedzkał smutno.
-fajnie bo miałem przyjaciela.-wzruszył ramionami. Zaraz wstał I wziął go na ręce.-jasne ze idziemy. Tam na pewno nikt nam nie przerwie głupim telefonem.
-Kazuo...nikogo nie zawiedziesz jeśli trochę odpoczniesz i bedzisz o siebie dbał. Nie przemeczaj sie...proszę.-powiedział jeszcze I tez otworzył zeszyt.
[Ano...przepraszam ze wczoraj tak późno odpisałam ale byłam na otrzesinach]
-oj..wcale nie jestem.-wywrócił oczyma.-ja po prostu bardzo cię kocham i staram się żebyś był ze mną szczęśliwy.-powiedział całując go delikatnie i wchodząc z nim do łazienki.-a jak ci się podoba łazienka?
Po lekcjach Yuji uśmiechnął się do chłopaka.-powodzenia na zajęciach. Daj z siebie wszystko mój wspaniały chłopaku.-powiedział i kiedy nikt nie patrzył ucałował go w policzek.
-oj daj spokój. Nie jest aż taka duża.-wywrócił oczyma. Puścił go i zaczął rozpinać swoją koszulę.
-phi.-Akira odwrócił się na pięcie.-nie ma szans żeby je rozwiązał w pół godziny. Nawet ja miałem z nimi problem...siedziałem godzinę a i tak części nie zrobiłem.-mruknął do dziewczyny która ochoczo pokiwała głową.
-skarbie...ale ja cie przecież nie namawiałem. Ode mnie wyszła propozycja, to ty podjąłes decyzję żebyśmy wzięli ślub.-powiedział muskajac jego usta swoimi.-i ciesze się ze się zgodziles.-dodał zdejmując z niego bluzkę.
-poczekaj. Najpierw muszę je sprawdzić.-powiedział siadając przy biurku.-świetnie! Wszystko rozwiązałes dobrze Kazuo...i to przed czasem.-pokiwal głową z uznaniem. -ale ale...-Akira zajakal się nie wiedząc co powiedzieć.-sorry Yamanaka...-mruknął w końcu dość niechętnie.
-oj wcale nie jestem, już ci to przecież mówiłem.-zaśmiał się cicho.-ja po prostu bardzo cię kocham. To wszystko. Bardzo mocno kocham mojego męża.-Przytulił go mocno do siebie.
-cóż...nie mogę cię zmusić Kazuo. Nie zmienia to jednak faktu że bardzo byś nam pomógł. Bez ciebie nie będziemy mogli nawet wziąć udziału bo potrzebne są trzy osoby. -wygraną jest indeks na Toudai...każdy z zespołu go otrzyma...-powiedziała cicho dziewczyna. -ale oczywiście nie będziesz musiał z niego skorzystać.-powiedział szybko nauczyciel.
-to więcej tak nie mów...bo to brzmi głupio skarbie. Zupełnie nie w twoim stylu.-zaśmiał się a kiedy obaj się rozebrali wziął go na ręce i wszedł z nim pod prysznic.
-nam zależy. A nam się nie uda...nie mówiąc już o tym że nie będziemy mieli okazji jeśli nie weźmiesz udziału.-powiedział Akira dość niechętnie przyznając się do faktów.
Takano już mu nie odpowiedział. Puścił wodę i zaczął oddawać pocałunki. Dłońmi od razu zaczął pieścić sutki partnera.
-Nikogo innego na pewno nie znajdziemy.-dziewczyna znów cicho sie odezwała. -Po prostu lubisz rozwiązywać zadania? Masz cholerny talent Kazuo...-dzięki tobie mogłoby nam się udać.
-przyganiał kocioł garnkowi.-zaśmiał się zjeżdżając dłonią niżej i macając jego już twardego penisa.-sam się dzisiaj szybko podnieciłeś. Zupełnie jakbyś tylko czekał aż w końcu wejdziemy pod prysznic.-pocałował go namiętnie i zaraz wsunął w niego jeden palec.
-nie ma nikogo innego. Myślisz że nie szukaliśmy? Nikt nie był w stanie rozwiązać tych zadań.-wywrócił oczyma Akira.-Nie ma w tym nic złego Kazuo...tylko masz cholerny talent i w ogóle go nie wykorzystujesz. Rozumiesz że nie chcesz iść na studia, przecież cie nie namawiam. Prosimy tylko o pomoc przy konkursie.
Takano uparcie pokręcił głową. -nie. Jutro chcę cię gdzieś zabrać...i nie chcę żeby cię bolało.-powiedział zaraz wsuwając drugi palec.-bądź cierpliwy. Ja jestem.-dodał całując go namiętnie.
Yuji skończył trening i postanowił poczekać na Kazuo. Widząc go leżącego na korytarzu podbiegł do niego szybko. -Kazu! Co się stało?-ułożył go szybko w pozycji bocznej.-co się stało?-spytał jeszcze raz widząc że chłopak płacze.-przepraszam...nie powinienem był cię namawiać...
-oj no nie rób takiej miny...-wywrócił oczyma poruszając już trzema palcami.-jeśli ci to zadośćuczyni to zrobimy to dwa razy...więc już się nie dąsaj.-pocałował go i wyjął palce. Wszedł w niego i od razu zaczął się w nim poruszać. Dłonią masował jego penisa.
-baka...przecież to nic złego. Poza tym jeśli płaczesz to na pewno coś się stało...-powiedział obejmując go lekko.
-przepraszam...ale wiesz że ja nie chcę żeby ciebie bolało. Przepraszam że nie jestem idealny.-powiedział raz po raz całując jego ramiona. Poruszał się w nim rytmicznie chcąc mimo wszystko dać chłopakowi jak najwięcej przyjemności.
-Kazu...-zaskoczony przytulił go mocniej do siebie.-to nic złego jeśli masz dobre oceny...na prawdę. To nawet bardzo dobrze. No i..myślę że czasem wyróżniasz się bardziej mając złe oceny.-powiedział głaszcząc go trochę po włosach.-um...wiem że zdanie ojca nadal ma dla ciebie znaczenie ale...ja myślę że on się mylił.-dodał chwilę milcząc.-uważasz że jestem taki królikiem? To źle że jestem prawda? Tak uważasz...ne? Ja też nie potrzebuję indeksu...um...przecież wiesz o tym stypendium co mogę je dostać...i pewnie dostanę.-powiedział nagle jakoś z tego niezadowolony.-ale...ale myślę że jakbyś dostał indeks...to to jest na prawdę fajna sprawa. Ale nie będę cię już namawiał do studiowania. Wiem że bardzo nie chcesz...chcę to uszanować.
-wiem...przepraszam.-powtórzył czując się trochę źle z tym że go nie posłuchał.-ale kochasz mnie jeszcze, co?-spytał figlarnie trącając palcami jego sutki.
-ale ja też zrobię wszystko żeby dostać się na wymarzoną uczelnie. Wiec chyba nie różnie się od nich tak bardzo, co?-uniósł lekko brwi.-ale ok...nie musisz w tym brać udziału jeśli tak bardzo nie chcesz.
-rozumiem...-powiedział nic więcej nie mówiąc. Smutno mu było że go zasmucił. Poruszał się w nim coraz szybciej. Oddychał ciężko czując narastające podniecenie. Kiedy obaj doszli przytulił go mocno do siebie.-przepraszam. Kiedyś ci to wynagrodzę.
-przecież cię nie namawiam...nie mów tego w ten sposób.-potulił go jeszcze trochę.-um...Kazu? Może już chodźmy, co?
-przestań...jeśli mówię że to zrobię to zrobię.-wywrócił oczyma. Oparł się o szybę i zacisnął dłonie w pięści.-czuję się źle z tym że nie zaspokajam cie w 100%.
-mou...-usiadł przy nim i przytulił się do niego.-zostanę z tobą...-powiedział lekko się rumieniąc.
-Ciągle to powtarzasz Tomo...ale wiem że jesteś smutny i niezadowolony kiedy nie robimy tego tak jak ty chcesz. Więc w końcu zrobimy. Na prawdę...-objął go mocno.-bo to też nie tak że nigdy nie kochaliśmy się trochę ostrzej...i to też nie tak że mi się to nie podobało.
-czemu nie mówiłeś że źle się czujesz? Poszlibyśmy do gabinetu pielęgniarki...przecież wiesz że mam klucz...-westchnął Yuji.
-oj ja tez nie chce. Ale nie lubię kiedy jesteś smutny w trakcie stosunku.-zatrzymał jego rękę żeby go pocałować.-no I nie wydajesz się przekonany...ale ja mówię serio Tomo. I nawet nie będziesz wiedział kiedy.
-to jest coś wielkiego Kazuo...powinieneś leżeć. I powinieneś się napić wody...-westchnął. Wyjal z plecaka butelkę z wodą i podał ja chłopakowi.-a przecież prosiłem żebyś o siebie dbał...
-nie widać.-znów go pocałował. Obdarowywał go takimi lekkimi pocałunkami dopóki chłopak się nie zaśmiał.-bardzo cię kocham.-Zabrał mu gąbkę i zaczął go myć.-a jutro zabieram cie do Disney landu.-powiedział wesoło.
-czemu? Żebym nie mógł ci pomóc? Czasem zupełnie cię nie rozumiem Kazuo...- pokręcił głową i podsunął mu butelkę z wodą do ust.-po prostu się napij...
-na prawdę, na cały dzień.-przytaknął z uśmiechem.-a wieczorem znów tu przyjdziemy bo umówiłem się z Marciem że jutro spędzimy razem. Nie przeszkadza ci to?-spytał zaczynając mu namydlać włosy.
-nie prawię...-wywrócił oczyma.-po prostu się o ciebie martwię. Na prawdę byłeś w opłakanym stanie i...i ja nie chcę żeby to się powtórzyło...
-jasne, jeśli chcesz to nie ma sprawy.-zgodził się zaczynając się wycierać.-Marc i Theo pewnie wrócą rano...
-oj...jak niby mam się nie martwić?-wywrócił oczyma cały czas go pilnując że jak chłopak się potknie to żeby go złapać.-też byś się pewnie martwił.-burknął.
-ok, więc potulimy się już w łóżku.-zdecydował idąc z nim do swojej starej sypialni. Położył chłopaka na łóżku i okrył go kołdrą samemu też pod nią wchodząc.-podobało ci się dzisiaj?
-więc nie mów że mam się o ciebie nie martwić bo też ci tak kiedyś powiem.-powiedział. Potem już nic na ten temat nie mówił i spokojnie szedł za Kazuo i nauczycielem.-um...ja pójdę spokojnie do siebie...-powiedział kiedy dotarli do samochodu.
-ja ciebie też kocham.-powiedział śmiejąc się pod nosem.-ale żadnego oglądania. Już dawno powinienem je wyrzucić.-wywrócił oczyma.
-um...nie chcę się narzucać...poza tym Shuji sam sobie nic nie ugotuje i...i ja na prawdę nie chcę się narzucać. Już i tak źle się czuję z tym że tak długo u Pana mieszkaliśmy...
-dobranoc.-ucałował go I również zasnal. Rano obudził się dość wcześnie. Oblizal się widząc ze chłopak obdzil się z namiotem. Wsunal mu rękę za gumkę spodni.
Yuji od wzajemnil uśmiecha kiedy dojechali do jego domu pożegnał się i obiecał przyjść po czym wyszedł.
-to raczej ja powinienem spytać co masz za sny ze ci staje.-powiedział nie przestając go masować. Ucałował go w policzek.
-hej Kazu...juz lepiej się czujesz?-spytał podchodząc bliżej.-um...mogę dzisiaj zostać? Wiesz...Kenta przyszedł do Shujiego i postanowili dzisiaj zostać u nas skoro ja wychodzę...i nie chcieli zrozumieć ze ja wrócę...
Takano wywrócił tylko oczyma i połknął jego spermę. usiadł i oblizał usta. -a coś więcej jutro. Bo dzisiaj wieczorem spotykamy się z Marciem.-powiedział przeciągając się lekko.
-mou...sensei mógł...-zarumienił się jeszcze bardziej na myśl że nauczyciel mógł ich zobaczyć. -curry? Na kolację?-zaskoczył się trochę.-my dzisiaj mieliśmy tempurę...
-na prawdę? To może wracaj do łóżka. Zaraz przyniosę ci śniadanie i leki. Jeśli ci się nie polepszy zostajesz w łóżku...Disney land zaliczymy jutro po prostu.-powiedział biorąc go na ręce i kładąc go na łóżku.
-no skoro tak...to wam trochę pomogę.-zaśmiał się. Usiadł na podłodze przy kanapie.
-kolację? A może najpierw śniadanie co?-zaśmiał się już idąc do kuchni. Zrobił im lekkie śniadanko i zaniósł je na tacy razem z lekami.-już...smacznego skarbie.
-um...-Yuji poprawił sobie włosy i uśmiechnął się lekko.-spokojnie tu masz. To fajnie.
-zjedz ile możesz a potem łyknij leki.-powiedział też trochę jedząc.-I niczym się nie przejmuj. Pośpij sobie jeszcze jeśli ci słabo.-powiedział wiedząc że pewnie właśnie mają jeden ze słabszych dni.
-oj...przyzwyczaisz się Kazu. I jeszcze to polubisz. i pewnie będzie mniej spokojnie jak staniesz na nogach.-powiedział z uśmiechem.-będziemy chodzić na randki i w ogóle. Zobaczysz.
-odpocznij i o nic się nie obwiniaj. Przecież mówiłem ci że mam plan na słabszy dzień, prawda? Jak już poczujesz się lepiej to go zrealizuję.-ucałował go i wyszedł żeby pozmywać.
-Hej.-Takano uśmiechnął się do chłopaka. Akurat rozmawiał z Marciem i Theo. Poklepał miejsce obok siebie na fotelu. -Dzisiaj pooglądasz trochę filmików z naszych studiów.-odezwał się Marc zanim Takano zdążył. -ja też się z tego cieszę bo nigdy ich nie widziałem.-dodał Theo.
-to ja też chcę!-Marc od razu się zapowiedział.-na twoją czekoladę zawsze mam ochotę.-pokazał mu język. -czekolada? To ja też...jeśli można...-Theo powiedział dość nieśmiało. -ok zrobię dla wszystkich.-Takano wywrócił oczyma i poszedł do kuchni.
-cóż...w pracy. Nie wiem czy Takano ci mówił ale pracuję na uniwersytecie. Prowadzę zajęcia praktyczne. A Theo... -byłem praktykantem a teraz jestem jego zastępcą.-dokończył młodszy.-Na początku w ogóle nie byłem nim zainteresowany...poza tym był zbyt nachalny. Jak jakiś desperat.-zaśmiał się chłopak. Ale...zauważyłem że mi go brakuje jak zaczął się odsuwać i...-odkaszlnął żeby ukryć zażenowanie co nie bardzo mu wyszło.-tak jakoś wyszło.
-raczej nie w najbliższej przyszłości.-wzruszył ramionami Theo. -nie spieszy nam się bo nie znamy się tak długo.-dokończył Marc. -A ty i Takano? Jak się poznaliście?-spytał młodszy.
Marc nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. -czyli próbował na ciebie wszystkiego a ty się nie dawałeś.-streścił jego wypowiedź śmiejąc się dalej. -no więc jak to się stało że w końcu skończyliście razem? Jak na razie powiedziałeś wiele negatywnych rzeczy.-powiedział Theo.
-zupełnie nie rozumiem co tam było pozytywnego.-pokręcił głową chłopak.-może dlatego że opowiadasz strasznie chaotycznie.-pomyślał na głos.-Ale jeśli to wszystko was do siebie zbliżyło to dobrze...tak sądzę.-uśmiechnął się.
-no co?-pogłaskał chłopaka widząc jak ten się do niego tuli. Podał mu czekoladę resztę kładąc na stoliku.-proszę kochanie. Dzisiaj zwykła.-powiedział wesoło.-jak tam Theo? Wytrzymujesz z Marciem?
-jeszcze? A co takiego robi że masz go dość? W pracy daje popalić?-spytał zaraz sięgając po koc i okrywając chłopaka. Nie chciał żeby mu się przeziębił.
-skąd ja to znam...-zaśmiał sie Takano.-musiałem go ganiać żeby po sobie sprzątał.-zachichotał i przytulił Tomo mocniej do siebie.-A tak poza tym? Marc opowiadaj...na prawdę dawno tak nie rozmawialiśmy...
-serio? Mmmmm zjadłbym jakieś wasze ciacho. Na razie trochę się porządziłem w kuchni przygotowując czekoladę dla nas wszystkich.-powiedział z uśmiechem.-a uczelnia jak?
-działa tak jak działała. Na małym polu i jedyne co większe to robię torty na zamówienie.-wzruszył ramionami.-Raczej niczego większego nie planuję. Nie chcę się przeprowadzać. W Yukan mi dobrze...Myślę że Tomo też woli żeby zostało tak jak jest...tak skarbie? Czy masz jednak inne zdanie?-spytał zaraz chłopaka żeby się upewnić czy myślą podobnie.
-myślę że chciałbym cię zobaczyć na scenie...-powiedział Takano i ucałował go w policzek. Nie musisz mówić skarbie...po prostu odpoczywaj.-dodał ale zaraz odezwał się Theo. -muzyk? grasz na czymś?-spytał entuzjastycznie.
-dlatego baaaardzo muszę go pilnować.-Takano zaśmiał sie i znów ucałował Tomo. -wooo na gitarze? Chciałbym kiedyś posłuchać. -w takim razie musicie nas kiedyś odwiedzić.-rzucił od razu Takano.
Dobre trzy tygodnie później, kiedy Kazuo chodził już normalnie i odzyskał większość sił Yuji wprost nie mógł się doczekać ich pierwszej prawdziwej randki. Tego dni wygonił brata z domu, posprzątał całe mieszkanie i upiekł ciasteczka. Kazuo miał po niego przyjść za pół godziny i mieli razem pojechać do kina. Ale Yuji nadal nie był gotowy. Zupełnie nie wiedział w co się ubrać a Shuji wcale mu nie pomagał. Tylko sie nabijał.
-zmęczony? Tomo...może lepiej wracaj do łóżka...-powiedział widząc jak chłopak osuwa się w jego ramionach.-prześpij się jeszcze a potem obejrzymy te filmiki.-zaproponował takie rozwiązanie.
Otworzył mu Kenta. -twój kochany jeszcze nie gotowy.-pokazał mu język bo przecież jakiś czas wcześniej byli w odwrotnej sytuacji.-Shuji mu pomaga. Wejdź i poczekaj. My dzisiaj idziemy do mnie.
-oj...-zaczął ale nie dokończył bo przyjaciel mu przerwał. -Kanapa jest twoja Tomo.-powiedział i wstał a Theo zrobił to samo.-będziemy cicho żebyś mógł spokojnie spać.
-rady? Zależy w jakim zakresie.-zaśmiał się i usiadł obok niego.-Po prostu bądź sobą i nie rób nic na siłę. Głupio wychodzi i dobrą zabawę trafia szlag.-wzruszył ramionami. Zaraz zaśmiał się słysząc krzyki dobiegające z pokoju Yujiego. -Shuji! Na prawdę nie wiem w co mam się ubrać...-powiedział płaczliwie.
-spokojnie skarbie. ty sobie pp prostu śpij.-powiedział okrywając go kocem i głaszcząc po włosach.-A wy dalej możecie opowiadać o swoim ciekawym wspólnym życiu. Gdzie wczoraj byliście? Marc mówił że miałeś dla niego jakąś niespodziankę.-zwrócił się do Theo.
-Kazuo!?-Yuji półnagi wystawił głowę zza drzwi i zaraz przerażony wrócił do pokoju. Shuji westchnął ciężko i podszedł do brata. Objął go łagodnie ramieniem. -ok braciszku...ja wiem że bardzo się stresujesz. W końcu to wasza pierwsza randka. Ale spokojnie, ok? Weż głęboki wdech i zaraz cie w coś ubierzemy. W końcu nie chcesz opuścić randki z tak błahego powodu, prawda?-powiedział a młodszy skinął niepewnie głową.-ok...w takim razie...-starszy po raz kolejny zajrzał do szafy brata.-jest chłodno więc może sweter? Masz ich tutaj pełno...-w koncu rzucił w niego brązowym swetrem który Yuji szybko ubrał. Odsłaniał on delikatnie jego obojczyki i sięgał do 1/3 długości uda. -jesteś pewien?-Yuji spytał niepewnie brata. -tak, tak. A teraz wypad na randkę.-poklepał go po ramieniu i wypchnął za drzwi.
Takano zagwizdał i uśmiechnął się wesoło. -czyli następną niespodziankę ty powinieneś przygotować, co?-zaśmiał się. Theo spojrzał na Marca wyczekująco ten jednak udał że nie usłyszał. -a wy co porabialiście? -my? siedzieliśmy na fotelu, rozmawialiśmy...zadzwonił mój brat i musiałem mu doradzić. Poszliśmy na balkon i Ren znów zadzwonił.-wywrócił oczyma.-no a potem wypiliśmy czekoladę...i...domyśl się.-zaśmiał się cicho.
Yuji zarumienił się okropnie kiedy Kazuo go pocałował a za sobą usłyszał gwizd brata. Zaczął nerwowo miętolić dół swetra. -um...ty też...-odpowiedział dość cicho i nieśmiało.-um...tak...chodźmy...
-A...jasne...-odpowiedział kiedy Theo już wychodził. Zaraz potem wrócił do przerwanej rozmowy.-to nie przez to, ok?-wywrócił oczyma.-byłem delikatny jak zwykle...za co on się trochę obraził.-mruknął wzruszając ramionami.-dzisiaj ma słabszy dzień i tak jakoś wyszło...a czy często to cóż...mamy miesiąc miodowy więc sam sobie odpowiedz.-pokazał mu język.
-um...ale się nie spóźnimy? Myślę że na lody możemy pójść w mieście...przy kinie jest taka dobra lodziarnia.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-dzięki.-wyszczerzył się i szybko przejrzał album. Nie obeszło się bez paru zdjęć z imprez ale i tak był szczęśliwy.-jak Tomo się obudzi to dokładnie go obejrzę, razem z nim.-powiedział odkładając album na stolik.-ale te moje błędy będziesz mi chyba do końca życia wypominał...
-oj...zajdźmy do jednej...nie przesadzajmy.-zaśmiał się cicho i przytulił się do jego ramienia. Uznał że mogą tak iść skoro są na randce.-ale jeśli się nie spóźnimy to możemy zajść to tej tutaj...
-czyli rozumiem że mógłbyś bardziej...-wywrócił oczyma.-ja ci twoich wybryków nie wypominam. Takich jak kiedy uciekliśmy z wycieczki bo ty koniecznie chciałeś zajść do tej wampirzej cukierni...albo z drugiej wycieczki bo chciałeś zaliczyć kąpiel w winie a kurort był niedaleko...albo jak co drugą imprezę niosłem cię do domu.
-um...po kinie będą ciasteczka...upiekłem ciasteczka, wiesz?-powiedział cicho próbując swojego loda. Ruszył za chłopakiem.
-hej Yuyuś. Jestem u przyjaciela a Tomo śpi.-odpowiedział.-graliście w piłkę, mówisz? A wiesz...nawet jeśli się boisz to myślę że jak poprosisz wujka to z tobą popływa tak blisko brzegu.-uśmiechnął się.-No i zbuduj duży zamek i potem wyślij mi zdjęcie. Pokażę Tomo kiedy się obudzi.
-jeśli nie chcesz to nic na siłę Yuyuś...po prostu zbuduj zamek, ok? I pamiętaj żeby zrobić zdjęcie i nam wysłać.-powiedział wesoło. Życzył mu jeszcze miłej zabawy, podziękował za telefon i obiecał ze jutro to oni zadzwonią po czym się rozłączył.
-um no tak...perfekcyjnie.-zgodził się zaraz kończąc swojego loda. Cały czas miał lekko rumiane policzki.-perfekcyjnie więc dzisiaj śpisz u mnie? Sensei wie?
-Cóż...zostałem trochę zmuszony przez sytuacje. Ale ciesze się ze tak wyszło. Co prawda trochę się boje jak zareaguje na mnie i Tomo kiedy dorośnie.-powiedział głaszczac Tomo po włosach.
-um...ok.-uśmiechnął sie.-cieszę się że możesz teraz spokojnie u mnie zostać i za bardzo nie pilnować godzin.
1 711 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1401 – 1600 z 1711 Nowsze› Najnowsze»-niespodzianka.-powiedział biorąc go na ręce. Zaniósł go do łazienki.-podoba się?-spytał pozwalając mu już stanąć na nogach a ich rzeczy położył na szafce. Zdjął bokserki i wszedł do wody czekając na Tomo.
-mam nadzieję że szybko cie wybudza...żeby mozabylo wszystko załatwić.-powiedział. Po siedział przy nim jeszcze pół godziny po czym ucałował go w policzek I wyszedł.
-dla ciebie wszystko skarbie. Ciesze się ze ci się podoba.-powiedział obejmując go i przysuwajac bliżej siebie.-mogę robić tak częściej jeśli chcesz.
Chłopak tylko skinął głową i wsiadł do samochodu razem z bratem.
-ja przyjadę po szkole.-powiedział tylko.
-jasne kochanie. Będzie od czasu do czasu i będzie wyjątkowo.-obiecał mu.-a...jak ci się podoba Paryż?
-wiec lez. Lekarze powiedzieli ze masz odpoczywać i leżeć grzecznie w łóżku.-powiedział przytrzymując go łagodnie ręką.-wiec I ja nie zabawie tutaj długo. Chciałem się upewnić ze nic poważnego się nie stało.
-to i tak dobrze kochanie. Ciesze się ze ci się podoba. A na pewno spodoba ci się jeszcze bardziej.-musnal jego usta swoimi. Potem wziął na palec trochę piany i pusnal ja nosek chłopaka.-mój słodziak.
-żeby Ci pomóc Kazuo. Chce ci pomóc. Chce żebyś wiódł spokojne, bezpieczne i szczęśliwe życie. Tak po prostu...nie sadze zeby byl potrzebny jakis inny powod.-odpowiedział szczerze. W tej krótkiej odpowiedzi zawierało się wiele.-juz teraz opłaca szpital. Ale wiem ze to za mało. Mogę zrobić więcej.
-spokojnie. Pilnuje żebyś się nie zmęczyć za bardzo i robie przystanki. Będzie dobrze.-zapewnił go. Tulił go do siebie delikatnie
-Kazuo...nie przejmuj się tym. To jest mój wybór. Nie musisz mi niczego oddawać.-zapewnił go szybko.-nic a nic nie musisz mi oddawać. Powiem więcej...nie chce żebyś mi oddawał. Nie przyjmę żadnych pieniędzy od ciebie.-powiedział jakoś tak zaczynajac go głaskać po włosach.-i nie myśl o żadnej pracy. Jak wyjdziesz ze szpitala to wracasz do szkoły. -wywrocil oczyma.-na prawdę chciałbym żebyś dokładnie przemyslal moja propozycje.
-jasne coś tam mogę ci opowiedzieć.-zgodził się wesoło.-co prawda nie wiem co...ale na pewno coś sobie przypomnę.-obiecał.-bardzo cie kocham, wiesz? Bardzo.
-po szkole powinieneśdalej kkontynuować naukę. Wyrwać się stąd. Nie jesteś przecież głupi Kazuo.-zauważyl.-spokojnie...Oddychaj powoli.-polecił mu.-nie pójdzieszdo domu dziecka. Nawet jak mnie wybierzesz to na pewno będziesz mógł widywać siostry. Nawet jeśli nie u babci to możesz w szkole, prawda? Przemysł to na spokojnie Kazuo. I pomyśl o sobie.
-Mhm...no dobrze.-zgodził się I zaczął się myć.
-pozwolą.-powiedział I wcisnąć guzik wołający lekarza.-nie będziesz musiał. Oczywiście ze nie. Będziesz mógł na mnie mówi tak jak bedziwesz chciał.
-mogłeś mi powiedzieć...jeśli się bales to mogłem coś zrobić się żebyś się nie bał...-pogłaskał go po policzku.-cóż...ale to dobrze ze juz boisz się mniej. Co prawda...nie dobrze ze nadal się boisz ale...-przytulił go do siebie.-jestem przy tobie więc nie masz się czego bać.
-spokojnie Kazuo. Lekarz juz jest w drodze. Spokojnie.-poprosił wkładając jego rękę pod kołdrę.
-I tyle wystarczy kochanie. Bo czeka nas z nim to samo co bez niego. Ja nadal będę cię kochal a ty mnie.-ucałował go.-chce być z tobą szczęśliwy juz zawsze.
-taki on jak i ty. Brak ci argumentów ze od razu używasz przemocy?-uniósł brew I podniósł poduszkę z podłogi.-ty byłaś tak jakby ciebie nie było więc na jedno wychodzi.-dodał wzruszając ramionami.
[No I...ha!? Czy ty sugerujesz ze jaśnie sensei wciąż bez imienia jest ojcem Kazuo?]
Takano uśmiechnął się i wyszedł zaraz po nim. Wytral się, ubrał luźne bokserki i wziął się za mycie zębów.
[No to mógł być bratem jego matki XD widzę takim o którym jego ojciec nie wiedział XD]
-nie udaje. W przeciwieństwie do ciebie ja chce mu pomóc. Pójdzie czy nie to będzie jego decyzja. Mam nadzieje ze jednak ze mną pójdzie. Kazuo nie jest głupi. Na pewno widzi ze nic dla ciebie nie znaczy.-wstał żeby odłożyć poduszkę.-ja cie zostawiłem? A myślisz ze kto co miesiąc wysyłał pieniądze na Kazuo które twój durny mąż i tak przepijał?
-dobrze skarbie. Popatrzymy.-zgodził się kiedy skończył myć żeby. Poszedł z nim do sypialni a tam na mały balkon. Objął go ramieniem.-gam byliśmy dzisiaj.-wskazał na wieżę Eiffla.
[Ale ja wpadłam XD wiec jest jej bratem XD]
-pewnie by jej tyle nie odpuszczał jakbyś coś zrobiła z bijącym go ojcem.-odciął się.-jest mądry. Na prawdę. Mógłby iść gdzieś dalej, wystarczy dać mu ku temu szanse i możliwości. A ja mu to mogę dać. Wiec dopilnuje żeby poszedł ze mną.
-dla ciebie zawsze i wszystko skarbie.-ucałował go w policzek.-a tam będziemy jutro.-najpierw wskazał w stronę uczelni w potem w odwrotnym kierunku w stronę Moulin Rouge.-zobaczysz, będzie fajnie.
-nie traktujesz go jak swoje dziecko.-powiedział odciągnąć ja od łóżka chłopaka. Tak w razie czego.-on niczym nie zawinił. Sama jesteś sobie winna.
-ja tez się ciesze. Zwiedzamy i spędzamy razem czas. Jest na prawdę fajnie bo mogę ci pokazać .iasto w którym się uczyłem.-przytulił go mocniej do siebie.
-przestań zwalać wine na innych. To ze bylem z nim w jednej drużynie wiec poznałaś go przeze mnie wcale nie oznacza ze pchalem cie w związek z nim.-wywrocil oczyma.-i dla twojej informacji chciałem skończyć w szkole.
-to super. Nic ci nie przepadnie.-szczerze się ucieszył i mocno przytulił.-na prawdę się ciesze. A jak zajęcia przez Skype?
-Nie wszystkie...z resztą możesz się domyślić biorąc pod uwagę moich byłych. Ale większość wspomnień jest dobra. Te z uczelni i te z imprez z Marciem...i z mieszkania. Mam wiele dobrych wspomnień.-uśmiechnął sie.-chodzmy juz do łóżka.
Mezczyzna nic już na to nie odpowiedział a Yuji trochę wystraszony wszedł do sali.
-z Kazuo wszystko dobrze? Widziałem jak jego mama wychodziła...
-mhm no dobrze.-Takano objął go delikatnie i zaczął mu opowiadać historie z studiów. Głównie wydarzenia które miały miejsce na uczelni takie jak konkursy.
-um dobrze...-chłopak skinął głową i usiadł przy łóżku chłopaka. Złapał go łagodnie za rękę.-będzie dobrze Kazu...
Takano obudził się wcześnie. Leżał jednak tylko i patrzył na śpiącego chłopaka.
Yuji tworzył powoli oczy i uśmiechnal się do chłopaka.
-hej...przepraszam usnalem...-powiedział podnosząc się i przecierać zmęczone oczy.-miałem dzisiaj d
ciężki dzień.
-to możesz wziąć moją drugą. I będziesz miał na zmianę.-zaśmiał się.-ale oczywiście sweterek też kupimy. I co tam jeszcze będziesz chciał.
-kotek...czyżbyś czuł niedosyt po wczoraj?-spytał dość szybko się podniecając dzięki ruchom chłopaka.
-leż Kazu...-poprosił cicho.-a...zwykła podmianka z Shujim.-wzruszył ramionami.-ale nie mów nikomu. To sekret.
-to twoja wina...-powiedział jeszcze i zamknął oczy żeby w pełni oddać się tej przyjemności.-Tomo-chan...-szepnął i doszedł.
-nie zawsze.-zaprotestował szybko.-to tak wyjątkowo bo to trochę moja wina. Zawsze uczyliśmy się razem i trochę go zaniedbałem więc...no ale teraz już jest lepiej. Już się uczymy razem a jak będziesz się czuł lepiej to będziemy się też uczyli z tobą. Żebyś nie miał dużych zaległości.-uśmiechnął się.-ja ciebie też...-odpowiedział rumieniąc się lekko.
-widzę że na prawdę było ci wczoraj za mało.-zauważył spinając się lekko. Dłońmi zaczął pieścić jego penisa i ściskać jego jądra.
Chłopak pokręcił przecząco głową.
-jest ok. Na prawdę. No i na pewno będzie lepiej.-powiedział i pogłaskał go po włosach.-a jak boli cię głowa to powiedz...zawołam lekarzy.
-oczywiście kochanie.-zaśmiał się i przytulił go do siebie.-ucałował go w policzek.-ok kochanie...prysznic i śniadanko. Na co masz ochotę?
-um...ale ja nie chcę żeby cię bolało...kocham cie...-powiedział łapiąc go za dłoń.
-ok. Ale nie będzie to nic wyjątkowego.-ucałował go I poszedł wziąć prysznic. Czysty i ubrany zaczął robić śniadanie. Najpieruw zszedl do sklepu na dole po croissanty a juz w kuchni posmarować je dżemem.
-ok. Na pewno będę.-obiecał mu z uśmiechem.-a tym masz słuchać lekarzy, odpoczywać...i dzwonić do mnie jakby bhlo ci ciezko.-usmiechnal się lekko.
-to takie proste i zwykle..wiec mam nadzieje ze ci posmakuje.-powiedział z uśmiechem. I zabrał się za jedzenie.
Yuji uśmiechnął sie lekko zarumieniony.
-um...i zdrowiej szybko. Tak smutno jest mi bez ciebie w szkole. Lubie to jak wspólnie jemy bento...-powiedział rumieniac się coraz bardziej.
-masz rację. Czasem jest.-zgodził się jedzą swoją porcje i popijając ja herbata.-pierwszy punkt wycieczki dzisiaj to moja uczelnia.
-jasne ze tak. Razem z Shujim przyjdzie my do szpitala. A jak dostaniesz wypis to możesz do nas przyjść.
-potem na obiad, potem na spacer który zakończy się deresem. Potem na plac pigal gdzie zobaczysz Moulin Rouge i ten największy sex shop. Tak jak ci obiecałem. Potem spacer bo pobliskim parku i wizyta u Marca i Theo.
-zawołać lekarza? Lez i...może spróbuj się przespać?-powiedział martwiąc się o niego.
-mhm...no to zaraz idziemy. Pora ruszać.-powiedzial wstając od stołu żeby posprzątać po śniadaniu.
-nie siedzę niepotrzebnie...ale dobrze pójdę.-ucałował go delikatnie w usta.-um...śpij dobrze.
-No dobrze kochanie.-zaśmiał się.-wiec ja poczekam.-powiedział wracając na miejsce.
-ok.-posiedzieć jeszcze chwile po czym wstał i wyszedł z sali.
-oj spokojnie. Nic nam nie ucieka.-zapewnik go i poszedł ubrać buty.-na wszystko mamy czas skarbie. No i...dzisiaj śpimy u Marca.
Yuji nie mógł opanować radość. Kazuo był w szkole co oznaczało ze znów będą razem się uczyć i jeść. Kiedy wylądowali razem w grupie uśmiechnął się do niego.
-pomogę ci.-zapewnił go.
-ale my się wrócimy tutaj po rzeczy. W końcu musimy wziąć jakieś ciuchy na zmianę.-wywrocil oczyma.-najpierw przyjdzie my tutaj, potem spacerek przez park do Marca.-wyjaśnił spokojnie.
-ok. Pomogę ci wszytsko nadrobić. Dam Ci swoje notatki.-uśmiechnął sie do niego po czym zanotował temat ich pracy w grupie.-na razie skupmy się na naszym zadaniu.
-idziemy.-objął go ramieniem I ruszył do windy. Kiedy zjechali na dol skierował się prosto do stacji metra.-tak będzie szybciej i lepiej niż samochodem.-wyjasnil.
Yuji podniósł rękę kiedy skończyli a gdy nauczyciel zaliczył im zadanie przeciągnąl się lekko.
-jutro mam zawody...przyjdziesz?-spytał patrząc na Kazuo.
-użyłem dzisiaj tych twoich ulubionych perfum.-wyjaśnił obejmując go mocno.-bo wiedziałem ze dzisiaj będziesz bardzo blisko mnie.
-po zajęciach.-powiedział uśmiechając się lekko.-wiem ze musisz. Trzymam kciuki.-dodał nadal się uśmiechając.-um...pouczymy się razem? Przyszedlbym z Shujim...i pomógł ci wszystko nadrobić.
-nie z tego powodu. Po prostu uznałem ze tak będzie szybciej. Nie będę musiał szukać miejsca do zaparkowania...-wzruszył ramionami. Kiedy dojechali na odpowiednią stacje wysiadł i mocno złapał chlopaka za rękę.-żebyś mi się nie zgubił.
-um...no to może spytaj i wtedy mi powiesz?-zaproponował.-chciałbym ci pomóc w nadrobieniu...ale nie mogę też zostawić Shujiego.
-oj nie aż tak...ale mamy ładny kampus. Oprowadze cie. Mam pozwolenie wiec nie musisz się o nic martwić-ppowiedział wprowadzać go do środka.
-ok. Przecież powiedziałem ze możesz najpierw spytać.-przypomniał mu z uśmiechem.-um...dzisiaj przygotowałem dla ciebie wyjątkowe bento...z okazji twojego powrotu.-powiedział kiedy zadzwonił dzwonek.
-przecież wiesz...tego który był na moim ślubie. Po prostu był jaki był. Lubie to jak uczyl.-wzruszył ramionami.-a za tymi drzwiami ostatnia sala.-otworzył drzwi i uśmiechnął się lekko.-dzisiaj nauczę cie dekorowac tort. Ciasto jest upieczone. Wystarczy zrobić krem.
-jasne ze możemy.-zgodził się I wyciągnął bento z plecaka. Było w nim kilka radzajow jedzonko a ryż ułożony był w serduszko. Chłopak zarumienil się okropnie kiedy podawał bento Kazuo. Szybko się schylil żeby wyjąć swoje.
-ni to chodź.-wprowadził go do sali i od razu zaczął go instruowac w robieniu pierwszego kremu do przełożenia kawałków ciasta.-będzie pyszne czekoladowy mini torcik.-powiedział z uśmiechem.
-um...-Yuji zrobił się cały czerwony ja twarzy.-um...cieszę się że ci się podoba. Chciałem żeby było wyjątkowe...-powiedział jedząc swoje bento.
-ni będę się śmial bo będziesz ładnie robił to co ci mowie.-powiedział zaraz podając mu ciasto i szpatulke.-no to teraz przełoz ciasto kremem. Potem zrobimy drugi krem na wierzch i trzeci gesty do ozdób.
-um...cieszę się...bardzo..-powiedział nadal się rumieniac.-no mamy...ale...nie wiem jak ci pomóc...
-starczy.-skinął głową przygotowując mu już składniki na drugi krem.
W możesz spróbować...w końcu nie było Ciętak długo.-zgodził się chłopak. Wziął łyk soku i wyjął z torby jeszcze jedno pudełko w którym były ciasteczka z kawałkami czekolady.-um...i to tez dla ciebie...
-ok. Nie mam nic przeciwko.-zgodził się I zaczął go instruowac przy robieniu drugiego kremu.
-oj...ale nie musisz zjeść wszystkiego teraz. Zabierz do domu.-powiedział z lekkim uśmiechem.-po prostu chciałem je dla ciebie zrobić...to źle?
-ok...a teraz robimy tak.-stanął za nim i wziął go za ręce demonstruje mu jak powinien oblozyc wierzch tortu kremem.-a teraz dekoracje. Tutaj masz płynna czekoladę, i kawałki czekolady w różnych krztaltach.
-przecież jeszcze będziesz miał okazję. Na razie ja po prostu chciałem dać ci coś wyjątkowego skoro wyszedles ze szpitala.
-mhm...zrobimy to tak.-zaczął delikatnie prowadzić jego ręce.
-no to możesz zabrać do domu a nie marudzić.-mruknął naburmuszony
[Wszystkiego najlepszego z okazji dnia chłopaka! Sorry ze tak późno ale migrowalam na studia XD]
[A tylko u znajomych byłam wczoraj dlatego dzisiaj odpisuje XD]
-jest śliczny skarbie.-zapewnik go Takano.-I na pewno jest pyszny a to najważniejsze.-ucalowal go w policzek.
-ok ok.-powiedział I zaraz przytulił się do jego ramienia.-kocham cie...
-Mhm...-powiedział wyjmując pudełko odpowiedniej wielkości.-schowamy i lecimy dalej.
Yuji już miał zamiar protestować ale nauczyciel i na niego popatrzył ostro. Westchnął więc i zaczął pisać. Chciał jakoś pomóc Kazuo.
-mhm...może być u niego.-zgodził się I pogłaskał go po dłoniach.-a teraz idziemy na obiad bo akurat jest na to pora. Mam nadzieje ze ci posmakuje.
Yuji zmartwiony patrzył na chłopaka a kiedy skoczył pisać podszedł do niego.
-wszystko dobrze Kazuo? Chcesz iść do gabinetu pielęgniarki?
-ok, idziemy skarbie.-ucałował go i wyprowadził z budynku.-więc zjemy w jednej z moich ulubionych restauracji. Czasem jadałem tam obiad.
-um...a ja ci trochę pomogę.-uśmiechnął się do niego.
-mhm...no ok. W takim razie...-poprosił kelnera i zamówił im dwa razy to samo.-chwilkę poczekamy.-uśmiechnął się do chłopaka.
-jasne skarbie.-uśmiechnął się lekko.
[cóż...część fajna, Mamy przemiłą nauczycielkę, japonkę i super gościa od japonologii...ale koleś od pisma jest przerażający a przy tym mnie usypia XD]
-a ja nie mogę przestać patrzeć się w twoje oczy. I uwielbiam kiedy ci się tak wesoło błyszczą.-uśmiechnął się i złapał go za rękę.
-ok. Pomogę ci.-uśmiechnął się zapewniając go że jest ok.-A teraz może pójdziemy do pielęgniarki? Wyglądasz blado...
[znaczy no...większość jest fajna ale dla mnie pismo będzie najtrudniejsze a mamy gościa który no...ciężko bedzie...]
-mhm...uwielbiam jak się uśmiechasz i uwielbiam cię całować.-zgodził się z uśmiechem.
-Mhm...a ja posiedzę przy tobie. Kenta potem nam przekaże co było.-zdecydował.
[z pismem będę miała największy problem a to dość ważny element nauki tego jezyka...]
-na nic kochanie.-zaśmiał się cicho. Przytulił go do siebie i tak czekał aż kelner przyniesie ich porcje.
-to tylko godzina wychowawcza. Posiedzę z toba. Sensei zrozumie.-zdecydował cały czas z nim idąc.
[albo odpadne jak to zapowiada owy psorek -.-]
-fakt. Na prawdę ładnie podają dania. Ale głównie chodzi o smak a jest nieziemski.-powiedział wesoło i zaczął jeść.
-mou...ale to przecież nic takiego...-burknął kiedy dotarli do gabinetu pielęgniarki.
[jasne jasne...ale wiesz jak nas na wstępie straszą i skreślają mentalnie no to wiesz...]
-Mówiłem?-zaśmiał się i zabrał się za jedzenie. Cieszył się ze chłopakowi smakuje.-lubiłem tutaj jeść.
-więc tutaj zostanę.-zdecydował siadając na krzesełku.-głupi...więc powinieneś zostać w szpitalu albo przynajmniej leżeć w domu...-westchnął.
[ale to zniechęca no! XD]
-oj ceny ceny...-machnął n a to ręką bo teraz nie to było ważne.-większość. Ale nie wszystko.-wzruszył ramionami.-a najbardziej zapamiętałem to danie.
-ugh...głupi uparciuch.-burknął i wstał.-ale masz odpoczywać. Bo inaczej ja się obrażę.-ucałował go i wyszedł.
[no...jak się przycisnę w domu...]
-mhm...jest.-przytaknął Takano jedząc powoli swoją porcję i popijając ją wodą.-wiesz...tak bardzo nie mogę się doczekać kiedy wszystko ci pokażę.
Yuji po dzwonku przyszedł do niego i pomógł mu usiąść.
-Um...jak nie dasz rady przyjść mi kibicować to zrozumiem...w końcu dopiero wyszedłeś ze szpitala...
[muszę bo inaczej obleje rok i dupa]
-dobrze kochanie.-zapewnił go z uśmiechem.-A na święta będziesz w domu i zobaczysz jak fajnie będzie.
[no na pewno...]
Takano wywrócił oczyma i również uśmiechnął się lekko.
-Ale to potem skarbie. Nie teraz.
-um tak...ale ja nie biorę w niczym udziału bo ciągle odwiedzałem cię w szpitalu i no...sensei mnie zwolnił.-uśmiechnął się do niego lekko.-Ale zaraz po moich zawodach idziesz do łóżka.
[to wina profesorka XD]
-tak po prostu. Bo woda pasuje o większości dań. Jest podawana kiedy ktoś nie chce wina. A skoro piliśmy wczoraj to nie chciałem tak znów.-wyjaśnił spokojnie i wziął łyk wody.
-oj...na wszystkich lekcjach byłem. Tylko na tych spotkaniach związanych z festynem nie.-wzruszył ramionami.-To nic takiego Kazu więc już nic nie mów.
[się nie da XD]
-oczywiście skarbie. Ja mam najbardziej kochanego męża na świcie. I tylko on potrafi sprawić że jestem na prawdę szczęśliwy.-uśmiechnął się i wrócił do jedzenia.
-oj właśnie głównie o festynie. Więc mogłem z tobą posiedzieć.-wzruszył ramionami.
-jasne że na prawdę. A jak w ogóle mogłoby być inaczej?-ucałował go w policzek.-O czym będzie ta piosenka?-spytał zaraz zaciekawiony.
-robią host club.-wzruszył ramionami.-A ja sie nie nadaję. Więc mam to z głowy.-dodał spokojnie.-więc...ja mogę brać udział ale nie w organizacji ani nic...tak o przyjść to ok..
-Mhm...rozumiem.-pokiwał głową i uśmiechnął się lekko. Skończył jeść i wziął kilka łyków wody. -no a część atrakcji jeszcze przed nami.-przypomniał mu.
-no w ogóle.-wywrocił oczyma a zaraz zarumienił się okropnie.-um...ja ciebie też kocham Kazu..-powedział i zaraz usiadł do swojej ławki bo wszedł nauczyciel.
-ok.-odprowadził go wzrokiem i poprosił o rachunek. Zapłacił i usiadł wygodniej czekając aż chłopak wróci.
-no dobrze.-Yuji wzruszył ramionami i już skupił się na zajęciach. Kiedy się skończyły od razu wyszedł z klasy. Musiał być w sali kendo szybciej żeby się wyszykować.
-ok. Więc lecimy dalej.-złapał go za rekę i wyprowadził z budynku.-a teraz pora na deserek.-uśmiechnął się i zaczął go prowadzić do swojej ulubionej cukierni.-to kawałeczek spacerkiem.
Yuji czekał już wyszykowany na swoją kolej. Uśmiechnął się widząc Kazuo i swojego brata. Wyszedł na matę i stanął na przeciwko przeciwnika.
-teraz mamy zwiedzanie okolicy kochanie. Mówiłem że to kawałek stąd.-przypomniał mu. Opowiadał po kolei gdzie i jak spędzał czas.
Yuji najwięcej problemów miał z ostatnim przeciwnikiem więc kiedy wygrał na prawdę szczerze się ucieszył. Ukłonił się, odebrał nagrodę po czym zdjął ochraniacze i podbiegł do Kazuo.
-udało mi się! Widziałeś? Udało...
-tak sądzisz?-spytał obejmując go ramieniem.- Nigdy tego nie wyczułem. Może jest takie bo jesteśmy razem?-wzruszył ramionami.
-Um...to spędzimy dzisiaj resztę dnia skoro wygrałem?-spytał z nadzieją.-tylko się umyję i przebiorę.
-a ja lubię takiego mojego misia.-zaśmiał się cicho.-a tutaj miałem praktyki.-wskazał na odpowiedni budynek.
-ok.-przytulił go jeszcze i poszedł się umyć. Wrócił do Kazuo po dobrych 20 minutach.
-a tak...już.-wszedł z nim szybko do cukierni w której miał praktyki. poszedł na sam jej koniec i zajął ukryty stolik.-lubiłem. zawsze była miła atmosfera. lubiłem jak klienci cieszyli się jedząc moje wypieki.
-umn...może być do tej kawiarni niedaleko szkoły?-spytał uśmiechając sie lekko.
-hmmm...chyba torcik bezowy.-powiedział przytulając go delikatnie.-Możemy tutaj zostać jeśli chcesz.-dodał podając mu kartę deserów leżącą na stoliku.
-um...-chłopak skinął głową i uśmiechnął się do niego lekko.-ne...Kazu? A jak już nie będziesz potrzebował kul i w ogóle...to pójdziemy na randkę?
-jest ok kochanie...możemy tu zostać. Tu jest miło i na prawdę smacznie. Tutaj też często przebywałem i jadłem.-uśmiechnął się a zaraz wesoło pomachał do mężczyzny za ladą u którego miał praktyki.
-um...gorącą czekoladę.-powiedział cicho.-ne Kazu? A na randkę chciałbym żebyśmy poszli do kina...
-ok skarbie.-Takano skinął głową a kiedy mężczyzna zza lady do nich podszedł złożył zamówienie biorąc dwa razy to samo i zamówił z nim kilka słów. Francuz był ciekaw jak się Takano powodzi.
-i...Ja zrobię coś pysznego do zjedzenia więc przyszedłbyś do mnie i...i mógłbyś zostać...-powiedział rumieniąc się lekko.
-Takano? Nie było z nim kłopotów. Zostawał po godzinach jeśli było trzeba i klienci go lubili.-odpowiedział mężczyzna. i jego i jego wypieki. Zdecydowanie był jednym z lepszych jakich tutaj miałem na praktykach.
-wiem...tak tylko chciałem się spytać czy ze mną pójdziesz na randkę. bo ja bym chciał pójść z tobą. Tak po prostu...-powiedział wchodząc do cukierni i zajmując miejsce.-um...a jak ci się mieszka z senseiem?
-cóż...pierwszego dnia był tłok więc niosąc torcik to stolika wpadł na klienta...no i raz mu beza opadła...to chyba tyle.-wzruszył ramionami.-Zaraz przyniosę wasze zamówienie. Muszę wracać do pracy. A tobie gratuluję Takano.-poklepał go po ramieniu i odszedł.
-mou...bo to taki początek. Zawsze tak jest kiedy kogoś dobrze nie znasz. Ale myślę że z czasem będzie lepiej Kazuo...i poczujesz się jak w domu.-uśmiechnął się.-A jak chcesz to zawsze możesz mnie odwiedzać. Zawsze cię przyjmę.-dodał lekko zarumieniony.
-mou...no przecież to oczywiste że czasem popełniałem błędy na początku nauki.-wywrócił oczyma.-Ale czemu teraz kochasz mnie jeszcze bardziej?
-oj prawda. Wiem bo też przez jakiś czas z nim mieszkałem. To znaczy ja i Shuji. I na poczatku się unikaliśmy a potem było tylko lepiej. Po prostu...nie unikaj go tak cały czas. Myślę że wtedy poczujesz się swobodniej i bardziej jak w domu.-uśmiechnął się.
-mój głuptasek.-zaśmiał się i ucałował go lekko.-Jasne że mam. Mówiłem ci nie raz że nie jestem ideałem.
-um...a nie możesz ich odwiedzać w szkole? Um...przeprasza...czuję że to moja wina ale ja na prawdę...bardzo chciałem ci pomóc...przepraszam...-zwiesił głowę.
-mój głuptasek.-zaśmiał się i ucałował go lekko.-Jasne że mam. Mówiłem ci nie raz że nie jestem ideałem.
-um...a nie możesz ich odwiedzać w szkole? Um...przeprasza...czuję że to moja wina ale ja na prawdę...bardzo chciałem ci pomóc...przepraszam...-zwiesił głowę.
-mój głuptasek.-zaśmiał się i ucałował go lekko.-Jasne że mam. Mówiłem ci nie raz że nie jestem ideałem.
-um...a nie możesz ich odwiedzać w szkole? Um...przeprasza...czuję że to moja wina ale ja na prawdę...bardzo chciałem ci pomóc...przepraszam...-zwiesił głowę.
-jasne skarbie. Idziemy bo mamy napięty grafik. W końcu został jeszcze plac pigal. Potem może jakiś obiadek i będziemy się zbierać do Marca. Zgodził się żebyśmy u niego spali.-powiedział wstając I idąc zapłacić.
-daj spokój Takano...dzisiaj na mój koszt.-właściciel poklepal go po ramieniu.
-ale...ale gdybym wtedy...ja...um...przepraszam...-przytulił się do niego.-bardzo przepraszam...kocham cie i ciesze sie ze w moncmu mozemy być razem...bezpiecznie i...i że nie jesteś bity i ze wszystko może się zagoić...
-jasne. zajdziemy do hotelu po leki i po ciuchy. Ale najpierw plac pigal wiec idziemy do metra.-objął go ramieniem i wesoło poprowadził go do metra. W środku znów przytulił go do siebie.
-wiem....będę cierpliwy. Po prostu już się ciesze.-uśmiechnął sie do niego I wstał.-to chodzmy do cukierni. chcialbym z tobą poświętować moje zwycięstwo.
[idzie dobrze, jest trudno ale nadal mi się podoba i jest fajnie ^^ jestem w stanie tak sobie wszystko rozplanować że mam na wszystko czas ^^ jeszcze nie wiem jak z kolokwiami...]
Takano objął go wtedy mocno i pocałował namiętnie.
-je t'aime Tomo-chan...je t'aime...-szepnął mu zaraz na ucho. Puścił go dopiero po dłuższej chwili.-Tam jest Moulin Rouge. Wejdziemy tylko na korytarz.-poinformował go.
-chcę spędzić ten czas z moim chłopakiem.-powiedział dość pewnym głosem.-podziękowałem już senseiowi...i powiedział że mogę iść do ciebie.-uśmiechnął się słodko.
[szczerze podejrzewałam że tak jest ale miałam cichą nadzieję że jednak się mylę więc się nie odzywałam XD (wiem że źle to brzmi ale no...) Kilka razy już miałam mówić o tym ale milczałam. Chyba sama wolałam myśleć że jest inaczej. Kilka razy w to wierzyłam. I jak długo 'go' nie było to martwiłam się że kopnął w kalendarz XD był dość zaplanowaną 'postacią' O.O serio! bo nawet jak podejrzewałam że ty jesteś nim to nadal wierzyłam że on jest...myślę że jest mi łatwiej puścić to w zapomnienie skoro już podejrzewałam prawdę. No i...kurde! Poza GG i paroma komentarzami nie z tego konta nie było ani jednej luki w jego osobie! Za to masz gratki :P powinnam pewnie tupnąć nogą i się obrazić i (gome!) trochę mi smutno że moje przypuszczenia jednak okazały się prawdziwe ale tak też jest ok. tak sądzę...]
Takano wprowadził go do korytarzyka gdzie były wywieszone zdjęcia z występów oraz samych tancerek.-to musi ci wystarczyć.-zaśmiał się cicho.
Yuji pokręcił przecząco głową.
-nie spieszy nam się. Mamy czas.-powiedział zwalniając żeby iść przy chłopaku.-Kazu? Um...wiesz...postanowiłem postarać się nie być już taki nieśmiały, wiesz?
[miała malutkie więc podejrzewałam wszystko dzięki mojemu instynktowi Sherlocka Holmesa...XD ale masz rację powinnaś powiedzieć wcześniej...albo w ogóle tego nie zaczynać. Jednak lepiej późno niż wcale :P Najdziwniejsze jest to że wszystko na prawdę trzymało się kupy...fakt czuję się z tym źle że jednak na prawdę zostałam oszukana...oszukałaś niewinne małe dziecko! XD ale ok...puśćmy to w niepamięć]
-coś ty...nigdy.-zaśmiał się obejmując go od tyłu.-raczej wątpię żeby którakolwiek była w stanie cię zadowolić.-dodał nadal cicho się śmiejąc.
-um...no...ja po prostu chcę ci pozwalać na trzymanie się za ręce albo tulenie w szkole. Takie rzeczy bo...bo się raz złościłeś że ci nie pozwalam...
[wtedy a i owszem, byłam niewinna. A to że stan rzeczy się zmienił, nie będę pokazywać palcem przez kogo, to już inna sprawa XD no wiem...ale jak ktoś ma miękkie serce to musi mieć twardą dupę...]
-ał...to bolało...-jęknął rozmasowując brzuch.-oj...nie powiedziałem że jesteś straszny.-wywrócił oczyma i znów go objął.-nie wiem...może kiedyś. Na razie to musi ci wystarczyć.
-to nie tak że nie chcę. Chcę bo...um...bo cię kocham. Ale to tak dziwnie się obejmować jak wszyscy się patrzą. Po prostu...tak jakoś.-powiedział nie wiedząc jak to wyjaśnić.
[nah wyszło jak wyszło. Nie było to mądre ale jak mówiłam podejrzewałam jak jest so...nie będe w to wchodzić bardziej.]
-nie przepadam za nimi.-przyznał szczerze.-Jakoś tak po prostu.-wzruszył ramionami.-nie widzę w nich nic ciekawego.-dodał jeszcze. Ucałował go w policzek i przeciągnął się lekko.-zobaczyłeś już wszystkie zdjęcia?
-um...no wiem...ja też bym czasem chciał.-skinął głową i wszedł do cukierni.-a potem cię odprowadzę do domu i pójdę do siebie.
-Raczej ci się nie podoba ze nie zobaczysz więcej, co?-spytał splatając ich palce razem.-Ale następny jest największy sex shop we Francji więc sądzę że ci to wynagradzam.-ucałował go w policzek i wyszedł na ulicę.
Yuji uparcie pokręcił głową.
-nie jestem dziewczyną...a ty ledwo chodzisz. Mamy takie same prawo co do tego żeby się odprowadzać. Następnym razem mnie odprowadzisz, jak już będziesz swobodnie chodził.-powiedział zaraz przeglądając menu.
-hmmm....z 4 chyba. Ale już nie pamiętam tak dobrze.-powiedział prowadząc go do piętrowego budynku.-no i o ilę się nie mylę wszystko jest ułożone tematycznie.-powiedział wchodząc do środka.
-um ale chcę...daj mi to zrobić. Przecież nie jestem dziewczyną i nie chcę żebyś mnie tak traktował...-powiedział również chowając się za swoją kartą dań.-Ja wezmę torcik truskawkowy...i gorącą czekoladę.
-Raczej tak chyba że chcesz pozwiedzać.-zaśmiał się jednak od razu kierując się w stronę windy. Nie było sensu przechodzić przez te piętra które mało ich interesowały.-No i nie bój się...nie zostawię cię tu samego. Będzie dobrze.
Yuji popatrzył na niego trochę zły.
-Ale nie jestem bezbronny, wiesz? Właśnie przed chwilą wygrałem turniej kendo...-burknął.-Ty jesteś teraz bardziej bezbronny niż ja.-dodał .
-tobie byłoby lepiej. Masz lepszą figurę.-powiedział obejmując go w pasie i wchodząc do windy.-już nie raz mi pokazałeś jak wyglądasz w tego typu strojach.
-oj a mało to patyków po drodze? Poza tym uczyłeś mnie samoobrony Kazuo. Ledwo stoisz bez tych kul...daj spokój...chcę cię odprowadzić.
-nie będę nosił spódnic.-wywrócił tylko oczyma i wcisnął odpowiedni guzik w windzie. Zaśmiał się cicho czytając kartkę wywieszoną na jednej ze ścian: "W windzie jest MONITORING. Uprzejmie uprasza się o zaczekanie z użyciem zabawek aż dotrze się do własnego domu.' A po drugiej stronie czerwonymi literami: 'NO SEX IN ELEVATOR'.
-um...nie wiedziałem że...-urwał na moment.-To do niej cię odprowadzę.-zdecydował zaraz troche się rozpromieniając.
Takano wywrócił oczyma. Raczej nie specjalnie uśmiechały mu się przebieranki.
-pewnie jest włączona. Z resztą zobacz, świeci się.-wskazał na kamerę.
-um...no dobrze...niech ci będzie.-zgodził się w końcu i uśmiechnął się lekko.-następnym razem ja. Um Kazu? Myślisz że będziesz mógł wrócić na boisko?
[wiesz co boli mnie najbardziej? Że ciągnęłaś to pewnie od sakuranu więc w moim przypadku...ponad 5 lat...praktycznie pisałam wyłącznie z tobą i cóż...to że zostałam oszukana...tak to zdecydowanie boli najbardziej]
[it's not like that...czuję się oszukana i to boli bo nie jest to pierwsza sytuacja jak tak się czuję XD ale jakoś nie jestem zła...zawiedziona albo kopnięta to tak. Ale nie zła. Było wiele sytuacji kiedy miało się wrażenie że on jest. Zwłaszcza na sakuranie XD. Tak więc well...mam teraz mały mindfuck po prostu XD a prima aprilis już dawno był]
[I like boys ya know!? XD i no rychło w czas ale well...]
[i know, just kidding XD to po prostu zabrzmiało tak poważnie O.O]
-pomyślę, ale raczej nie.-wywrócił oczyma i złapał go mocno za rękę.-no...-zgodził się kiwając głową.
-um rozumiem...-Yuji skinął głową i uśmiechnął się do niego delikatnie.-um będę trzymał kciuki i...i bardzo chciałbym ci pomóc, wiesz? Więc śmiało możesz mnie prosić o pomoc.
-oj...-Takano wywrocil oczyma i poszedł za nim. Wiedział ze jest w tym trochę niesprawiedliwy ale on po prostu nie lubił zakładać tych wszystkich strojów. Złapał chlopaka za rękę zeby się nie zgubili.
-um wiem ale...chce ci jakoś pomoc. Wiem ze gdybym to ja był na twoim miejscu a ty na moim to tez byś chciał mi pomóc.-powiedział biorąc się za jedzenie twojego torcika.
-przepraszam. Ale po prostu...nie czuje się komfortowo z przebieraniem się. Nie chciałem żeby było ci przykro. Przepraszam.-powiedział nie narzucają się jednak z przytulaniem go.-wiec...może powiedzmy ze się zastanowię, co? Czy zrobię ci niespodziankę na urodziny czy nie.
-um no dobrze.-skinął głową I juz skupił się na jedzeniu ciasta.
-hmmm...znam ale kawałek dalej.-powiedział biorąc go za rękę.-wiec musimy się przejść. A potem zaraz do hotelu i do Marca.
-um...no przepraszam jeszcze raz Kazu. Ja...chciałbym ci jakoś z tym pomóc. Za czyn tesknisz najbardziej?
-jeszcze o tym pomyślimy kochanie.-powiedział idąc wesoło w stronę lodziani.-ale wiesz...nie mogę się jeszcze doczekać aż pokaże ci jak mieszkalem.
-istotne...bardzo istotne. Bo chce żeby Ci było dobrze.-powiedział smutny.-ale o mnie nie warto rozmawiać...
-oj zobaczysz...ale tak miałem własny pokój. Marc mówił ze będziemy mogli w nim spać.-powiedział podchodząc do budki z lodami.-jakiego chcesz?
-mou...właśnie ze o tobie warto.-zaprotestował.-bi chce żebyś czuł się lepiej w swoim nowym życiu...
Takano wziął dla nich lody a kiedy je dostali odszedł kawałek.
-nie mam. Niby po co miałbym być?-wywrocil oczyma.
-może I tak...ale nie będę wtedy z tobą. A ja tak nie chce.-mruknął patrząc w swój talerz.
-nie przemeblował więc będziesz mógł go zobaczyć w stanie nienaruszonym.-zapewnił go i wywrócił oczyma.
-nawet tak nie mów. Nie chcę innego już to mówiłem. Chcę tylko ciebie...ty do mnie pasujesz...-burknął patrząc na niego trochę zdenerwowany.-chcę pójść z tobą studiować...
-nie będzie żadnych plakatów ale będą moje rysunki.-wywrócił oczyma.-i nie, nie nagich facetów.-dodał zanim Tomo zdążył spytać.
-nie uzależniam...ja tylko bym chciał żebyś chociaż rozważył opcję studiowania. Mógłbyś wtedy dalej grać...
-Jasne.-skinął głową i również skończył jeść.-ok idziemy.-zerknął na zegarek.-Marc pewnie już tylko czeka...
-kiedy to rozważałeś Kazuo?-spytał cicho chłopak. Nie chciał się znów z nim pokłócić.-rozważałeś już co chciałbyś robić po szkole?
-wiem. Pamiętam o nim.-zapewnił go z uśmiechem. Objął go ramieniem i poprowadził do metra. Wysiedli na odpowiednim przystanku i po tym jak zabrali wszystko z hotelu ruszyli do Marca przez park.
-mou...baka.-bruknął cicho chłopak.-dlaczego Kazu? Dlaczego nie chcesz zrobić czegoś węcej? Przecież jesteś mądry...
-serio? Ale miałem nadzieję że razem posiedzimy i pogadamy.-powiedział szczerze zaskoczony.-w końcu cholernie dawno nie mieliśmy na to okazji.-wywrócił oczyma.
-um...więc pewnie jak ja pójdę na studia to też nic dobrego cię przeze mnie nie spotka? W takim razie nie pójdę na studia...
-no nie wiem Marc...dzisiejszy wieczór myślałem żeby poświęcić właśnie na takie gadanie z tobą i z Theo. Bo w Paryżu zostajemy do końca tygodnia bo chcę Tomo pokazać jeszcze inne rejony Francji.
Yuji nadął policzki i spojrzał w bok.
-ty w ogóle nie rozumiesz.
-dobra...bawcie się dobrze.-wywrócił oczyma i wyszczerzył się do przyjaciela.-a teraz idę do mojego wścibskiego męża zanim rozwali mi cały pokój.-poklepał go po ramieniu i wszedł wgłąb mieszkania.
-Ja prostu chcę żebyśmy gdzieś poszli razem...i nie chcę żebyś przez to chwytał się jakiejkolwiek roboty...-powiedział patrząc w końcu na niego.
-Nie wiesz że nie ładnie wchodzić od tak do czyjegoś pokoju...-wymamrotał wbiegając do pokoju i wkopując wszystko pod łóżko.-tak więc...oto mój pokój. W pełni wyposażony, poobklejany pracami i z niesamowitym widokiem.-powiedział wskazując dłonią w stronę okna.
-dlaczego uważasz że byłoby to dla ciebie piekło?-spytał zaskoczony.-no i...ja się trochę boję Kazuo...że nie będziemy mieli dla siebie czasu...
-znając Marca wino znajdę.-zaśmiał się podchodząc do chłopaka i obejmując go od tyłu.-ale wolałbym je sobie jednak odpuścić. Chcesz dalej pozwiedzać mieszkanie?
-nie staniesz się nim. Niby czemu miałbyś się nim stać Kazuo? Nie jesteś nim i nigdy nie będziesz...
-dobrze. Możemy obejrzeć.-zgodził się tuląc go tak i patrząc na zachodzące słońce.-podobał ci się dzisiejszy dzień?
-wiem że raczej cię nie przekonam...-dodał kończąc jeszcze swoją gorącą czekoladę.
-następny pewnie będzie mnie obfitował w zwiedzanie ale mam nadzieje ze mimo wszytsko ci się spodoba.-powiedziałccałując go w policzek. Kiedy zachód się skończyl puścił go i złapał go tylko za rękę.-chodź. Oprowadze cie po mieszkaniu.
-ale...nie chce żebyś miał byle jaka prace. No bo wiem ze jesteś mądry i mógłbyś robić co tylko chcesz...-powiedział cicho I również wstał.
-ja ciebie też.-odpowiedział i zaczął go oprowadzać.-no więc tu jest salon. Zwykle tutaj się uczyliśmy bo jest połączony z kuchnią. Specjalnie są dwa piekarniki i w ogóle...żeby było nam łatwiej.
-um no...-urwał nie wiedząc jak ubrać w myśli swoje słowa.-ale czemu nie potrzebujesz? Nie ma czegoś co chciałbyś robić?
-nigdy nic nie spaliliśmy.-wywrócił oczyma.-cóż...kiedyś zdecydowanie wolałem przestrzeń...ale teraz nie przeszkadza mi nasze małe mieszkanie. Podoba mi się.
-nie prawda Kazuo...-pokręcił przecząco głową.-jeżeli będziesz miał siłę żeby pracować na budowie to już lepiej żebyś grał..
-zazwyczaj to ja spędzałem czas u nich...ale nie chcę rozmawiać o tych mniej przyjemnych rzeczach.-powiedział tuląc go trochę do siebie. Potem pokazał mu jeszcze łazienkę a na koniec balkon.
-wiem...przepraszam Kazuo...-powiedział spuszczając wzrok.-przepraszam...nie chciałem żeby to tak zabrzmiało...ja...nie chcę żebyś zmarnował sobie przyszłość. To wszystko...
Takano pozwolił mu się położyć. Zaczął go spokojnie głaskać po włosach.
-nie wracają. Marc powiedział że Theo ma dla niego jakąś niespodziankę.-odpowiedział a zaraz po tym zadzwonił jego telefon. Zerknął na wyświetlacz i westchnął ciężko.
-To Ren...-wyjaśnił widząc pytające spojrzenie chłopaka. Odebrał połączenie i przyłożył telefon do ucha.-co jest tak ważnego bracie że dzwonisz w trakcie mojego romantycznego wyjazdu?
-um ale...na pewno? Jesteś pewien? Zwłaszcza teraz po tym wypadku chyba nie powinieneś sie brać za ciężką pracę fizyczną. No i...przepraszam.-wymamrotał mocno się do niego przytulając i chowając twarz w jego torsie.-tak mi smutno że nigdy więcej nie zobaczę jak grasz...
-Z tobą gorzej jak z dzieckiem wiesz? Przecież ja pojęcia nie mam co twój facet lubi.-wywrócił oczyma.-Ale po prostu możesz go zabrać na spacer albo do wesołego miasteczka. No a na kolację możesz po prostu przygotować to co lubi...chociaż nie! Z twoimi zdolnościami kulinarnymi lepiej trzymaj się z dala od kuchni. Zabierz go do jakieś restauracji. Poszukaj czegoś gdzie jest smacznie no i tak żeby się nie przestraszył z cenami. Albo nie wiem...onsen? To zawsze fajne miejsce na rankę. Od razu ruszycie jak jeszcze tego nie zrobiliście.-powiedział śmiejąc się pod nosem.
-to nie jest nic takiego Kazuo...bardzo się cieszyłeś grając i...i ja się cieszyłem mogąc cię oglądać. A teraz co? Mówisz tylko o tej budowie...
-no..normalnie Ren. Takie rzeczy robisz naturalnie. Zabierz go do wesołego miasteczka a potem...nie wiem Ren. To twój facet. Ja jak chcę żeby było wyjątkowo to sam gotuję. Robie ciasto i wyjmuję czekoladową fontannę. Myślę że cokolwiek nie wymyślisz twój facet się ucieszy bo coś wymyśliłeś. A jeśli chcesz żeby serio było wyjątkowo to tego nie spierdol pracą. Weź wolny weekend i zabierz go...o! na mały rejs.
-mou...ja tego tak nie widzę.-burknął wydymając policzki.
-zdecydowanie za czesto do mnie dzwoni...Kaneki ma z nim istne urwanie głowy.-wywrócił oczyma.-była! na walentynki była. I jeszcze kilka razy. Była i były truskawki.-zaprotestował.
-um...papa.-pomachał mu i ruszył spokojnie do domu. Tam od razu zabrał się za robienie obiadu.
-no właśnie...i to on ma teraz łatwiej.-burknął trochę z tego faktu niezadowolony.-ok, możemy zjeść.-zgodził się.
-i jak ci szło na rehabilitacji? Mogłeś dać jakikolwiek znak...strasznie się martwiłem...-powiedział łapiąc go od razu za rękę.
-wyszedł śliczny głuptasku.-zaśmiał się. Objął go ramieniem i ucałował go w policzek.-oj...no wiem Tomo...ale jakoś nie bardzo nie mogę się z niego śmiać. Sam czasami widzisz jaki jest zabawny.
-właśnie widzę.-uśmiechnął się słodko.-gratuluję Kazu. Na prawdę...ani się obejrzysz a będziesz normalnie chodził.
-ale czasem aż głupie ma te problemy...jak z tym teraz że nie wie jak przygotować randkę.-wywrócił oczyma.-Wiem że obiecałem mu ze wszystkim pomóc ale...czasem po prostu nie wiem jak.-dodał i również spróbował.
-um chciałbym...-przyznał z lekkim uśmiechem.-i chciałbym wtedy też...no wiesz...-urwał zarumieniony kiedy do klasy wszedł nauczyciel i juz nie skończył mówić.
-Nie miałem...-zaprotestował.-a na pewno nie z organizacją randek.-dodał tulac go delikatnie.-no bo niby co w tym trudnego?
-a musze być? Przecież wiesz jak jest a ja chcę spróbować...zaufać ci. To ty jesteś bardziej doświadczony...wiec mnie poprowadzisz...prawda?
-u mnie? Dobrze kochanie. Dopiero wczoraj wróciłem do domu i jesszczę nie prowadziłem zajęć. Dopiero jutro będę.-powiedział uśmiechając się lekko.-a Keiichiro na pewno nie jest zły.
-nie jesteś ciężarem! I wcale nie jesteś winny tego bałaganu. Daj juz spokój...-wywrocil oczyma.-to moja wina ze cie porwali wiec juz przestań się obwiniać.
-no...udało mi się. Bo bardzo cie kocham. -pocałował go I uśmiechnął się.-i jemu też się uda. Bo kocha Kanekiego. Tylko czasem robi głupoty. Ja tez robiłem.-zaśmiał się.
Yuji złapał go delikatnie za dłoń.
-wiem ze jesteś niezadowolony ale...ja jestem z ciebie dumny. Pokaż im jaki jesteś mądry. Ten jeden raz, ok? Pokaż...
-myślę że się da kochanie.-zaśmiał się I ucałował go namiętnie.-na pewno się da.-dodał przytulając go do siebie.
-mou...ale postaraj się.-poprosił klepiac go lekko po plecach.-postaraj...przecież lubisz rozwiązywać zadania matematyczne i jesteś w tym dobry. No i...to nie są studia ani nic więc...możesz to uznać za rodzaj wyzwania, nie? Zmierzysz sie z innymi. A jak wygrasz...to na pewno pójdziemy na super randkę...w końcu się odwdzięcze za te twoje nagrody dla mnie za moje wygrane.
-ciesze się ze się cieszysz.-zaśmiał się I zmierzwil mu włoski.-wiec daj mi trochę ciasta.-dodał otwierając buzię.
-um wiec...pomysł o tym jak o wyzwaniu i daj z siebie wszystko.-powiedział z uśmiechem i wstał zabierając bento.-możemy iść.-dodał wesoło.
-ciesze się. Martwiłem się że uznasz że jest za duży..albo za duży tutaj przepych. Ale jak sam widzisz jest skromnie i miło. Są ładne widoki i wszystko inne co potrzebują studenci cukiernictwa.
-oj daj spokój, będzie fajnie. Sprawdzisz się.-uśmiechnął się do niego i poszedł z nim na dach.-nigdy nie chciałeś zobaczyć jak wypadasz na tle innych jeśli się postarasz? Na tle takich geniuszy i w ogóle...a nie na tle naszej klasy...
-oj...ale tu na prawdę nie jest aż taki przepych.-wywrócił oczyma i znienacka ucałował go w usta.-ja ciebie też kocham. Bardzo. I cieszę się że mogę ci pokazać jak żyłem na studiach i w ogóle.
-um...czasem brałem. To fajne uczucie kiedy się tak wygra, wiesz? Zwłaszcza kiedy nikt się nie spodziewa że to właśnie ty wygrasz.-uśmiechnął się.-więc...spróbuj się tym cieszyć i dać z siebie wszystko, ok?
-ja ciebie też nie oddam. I już na zawsze przy tobie zostanę...-pocałował go namiętnie. Potem uśmiechnął się do niego lekko.-bo jesteś moim najwspanialszym...-urwał trochę zirytowany bo zarejestrował dzwoniący telefon.-Co znowu Ren?-spytał wzdychając.
-oj, przeszkadzam?
-tak trochę...ale dobra mów. W czym znów masz problem?
-a no bo wiesz...jutro idziemy na randkę i pomyślałem że potem byśmy coś ruszyli...w końcu. No i się zastanawiam co i w ogóle gdzie kupić żeby no...
-żeby co? Wykrztuś to z siebie Ren...
-żeby go nawilżyć i w ogóle...-wymamrotał starszy a Takano zacisnął dłoń na telefonie.
-Po pierwsze Ren...czy w takim razie nie mogłeś zadzwonić no nie wiem...JUTRO?! A po drugie przecież ci kupiłem...specjalnie żebyś mi tym dupy nie zawracał jak się w końcu zdecydujesz.
-oj no wiem...ale jesteśmy w stanach nadal...jutro ostatni dzień. A tamto zostało w Tokio...
-Bracie ja wiem że się stresujesz i twój mózg nie działa prawidłowo ale jesteś lekarzem, ok? Rusz głową, pójdź do apteki i kup wazelinę. Poza tym daj mi spędzać mój miesiąc miodowy...
-oj na pewno nie. Po prostu przesadzasz. Jesteś dobry z matmy, rozwiązujesz zadania na poziomie uniwersyteckim. Taki konkurs to dla ciebie nic.-wywrócił oczyma.-ten jeden raz, co? Jeden...-zrobił minkę proszącego szczeniaczka.
-oj jestem...ale jak będzie tak do mnie dzwonił z każdą pierdołą to nigdy się nie nauczy...-ucałował go w policzek.-a ja nie będę miał życia bo ciągle będę wisiał na telefonie.-dodał tuląc go do siebie.-Kaneki do ciebie nie dzwoni? Pewnie też potrzebuje trochę pomocy...-powiedział już po dłuższej chwili.
-Mou...Nie Kazuo...jeden konkurs. Skoro nie idziesz na studia...to chociaż ten konkurs, co? I nagrodę dostaniesz ode mnie.
-ech...ja już nie wiek Tomo. Ja t wszystko sam musiałem rozkminiać. A on jest lekarzem. Jak może do mnie dzwonić z takim problemem który powinien rozwiązać sam.-wywrócił oczyma.
-mou...ale czemu nie?-spytał cicho.-przecież to tylko jeden konkurs.-zaburczało mu w brzuchu więc odsunął się od niego żeby zacząć jeść.
-oj Tomo...nie wiem jak mam się cieszyć kiedy on ciągle dzwoni w najmniej odpowiednich momentach.-zaśmiał się i przytulił go mocno do siebie.-nie jest ci zimno?
-mou...nie będą. Nie bądź do tego tak negatywnie nastawiony.-powiedział wkładając mu do buzi trochę ryżu.
-i co, jak zadzwoni a my będziemy w trakcie to też odbierzesz?-spytał unosząc brwi.-no to jeszcze chwilę zostańmy.-zgodził się swobodnie.
-serio? To bardzo miłe z jego strony.-uśmiechnął się wesoło.-cieszę się że w końcu normalnie jesz...wszystkie posiłki i w ogóle.-ucałował go w policzek.-no i pysznie wygląda. smacznego.
-mhm...Myślę że on też za bardzo nie chce nam przeszkadzać i chce żebyśmy dobrze się bawili. Chcę go po powrocie zabrać do wesołego miasteczka.-powiedział patrząc na Paryż. Przytulił Tomo mocniej do siebie.
-oj przecież to normalna porcja.-zaśmiał się jednak trochę próbując.-i jest smacznego...powinieneś się cieszyć. A nie marudzisz że za dużo. Musisz teraz dużo jeść żeby odzyskać siły.
-jasne że pojedziemy. Dostaliśmy te klucze na wyspę taty więc możemy go tam zabrać.-powiedział trochę kołysząc go w swoich ramionach.-i już zawsze tak będę. I na prawdę lepiej już wracajmy do środka do zaczynasz drżeć.
-chodzisz na rehabilitację.-przypomniał mu.-to też jakieś ćwiczenia.-zauważył i wrócił do swojego bento.-a które bento ci bardziej smakuje?
-cóż...mogę zrobić.-zgodził się.-a potem rozgrzewający prysznic, pasuje?-spytał idąc do kuchni żeby zobaczyć czy mają składniki. Uśmiechnął się widząc wszystko co potrzebuje i od razu zabrał się za robienie gorącej czekolady.
-no wiesz? To ja się staram...robię ci bento i piekę ciasteczka a ty i tak wolisz chlebek bananowy.--pociągnął nosem.-nie dostaniesz ciasteczek za karę.
-zrobię, zrobię.-wywrócił oczyma spokojnie przygotowując gorącą czekoladę.-chcesz z jakimś dodatkiem smakowym czy zwykłą?-spytał zerkając na niego z uśmiechem.
-już nigdy ci nic nie upiekę.-burknął kończąc swoje bento. Wyjął sobie ciasteczka z kawałkami czekolady.
-Oj ale ja będę potem...a czekolada jest teraz.-zaśmiał się I ucałował go w policzek. Rozlal czekoladę do kubków i dał na wierzch bita śmietanę.-proszę skarbie.
-mou...baka! Sensei zrobił ci bento a ty jesz chlebek? Kazuo...w ten sposób na pewno nie odzyskasz sił.-westchnął.
-na pewni?-zaśmiał się wesoło i usiadł obok niego.-jeśli chcesz to kupię.-dodał. Wziął łyk czekolady i ucałował chłopaka w policzek.-wiesz że dla ciebie wszystko.
-trzymam cię za słowo Kazuo. Powinieneś dbać o siebie...poza tym senseiowi pewnie zrobi się przykro jak nie zjesz.
-no wiem że nie lubisz...ale mi to nie przeszkadza więc po prostu pytaj skarbie.-znów go ucałował i zabrał się za delektowanie się czekoladą.
-oj ale przecież by zauważył, nie? No bo co...wyrzuciłbyś? Jeszcze gorzej, baka.-burknął a kiedy zjadł przytulił się do niego.-kocham cię...nawet jeśli czasem jesteś taki trochę głupi...
-na pewno polubi go tak samo jak ty. I ci go nie odda.-zaśmiał się cicho.-wiesz...zawsze siedziałem w tym fotelu kiedy rysowałem nowe projekty wypieków.
-um...dobrze.-zgodził się chociaż dość niechętnie. Przytulił go jeszcze i pocałował.-teraz możemy wracać.-uśmiechnął się słodko.
-cóż jest wygodny i mogłem usiąść jak chciałem.-zaśmiał się.-Marc wtedy chodził po całym salonie i rzucał pomysłami.
-bardzo męczy cię takie chodzenie?-spytał go trochę zmartwiony.
-oj ale mi nie o to chodziło. Po prostu chciałem ci powiedzieć jak tutaj żyłem.-wywrocil oczyma.-i jak spędziłem czas.-dodał kończąc pic czekoladę.
-mou...ale nie zmusza się Kazuo. Fajnie ze jest lepiej ale jak już nie dajesz rady to po prostu uparcie mów ze masz dosyć. Jeśli będziesz się przemeczac to może być gorzej.-powiedzkał smutno.
-fajnie bo miałem przyjaciela.-wzruszył ramionami. Zaraz wstał I wziął go na ręce.-jasne ze idziemy. Tam na pewno nikt nam nie przerwie głupim telefonem.
-Kazuo...nikogo nie zawiedziesz jeśli trochę odpoczniesz i bedzisz o siebie dbał. Nie przemeczaj sie...proszę.-powiedział jeszcze I tez otworzył zeszyt.
[Ano...przepraszam ze wczoraj tak późno odpisałam ale byłam na otrzesinach]
[było fajnie ^^ porozmawiałam z ludźmi i wgl]
-oj..wcale nie jestem.-wywrócił oczyma.-ja po prostu bardzo cię kocham i staram się żebyś był ze mną szczęśliwy.-powiedział całując go delikatnie i wchodząc z nim do łazienki.-a jak ci się podoba łazienka?
Po lekcjach Yuji uśmiechnął się do chłopaka.-powodzenia na zajęciach. Daj z siebie wszystko mój wspaniały chłopaku.-powiedział i kiedy nikt nie patrzył ucałował go w policzek.
-oj daj spokój. Nie jest aż taka duża.-wywrócił oczyma. Puścił go i zaczął rozpinać swoją koszulę.
-phi.-Akira odwrócił się na pięcie.-nie ma szans żeby je rozwiązał w pół godziny. Nawet ja miałem z nimi problem...siedziałem godzinę a i tak części nie zrobiłem.-mruknął do dziewczyny która ochoczo pokiwała głową.
-skarbie...ale ja cie przecież nie namawiałem. Ode mnie wyszła propozycja, to ty podjąłes decyzję żebyśmy wzięli ślub.-powiedział muskajac jego usta swoimi.-i ciesze się ze się zgodziles.-dodał zdejmując z niego bluzkę.
-poczekaj. Najpierw muszę je sprawdzić.-powiedział siadając przy biurku.-świetnie! Wszystko rozwiązałes dobrze Kazuo...i to przed czasem.-pokiwal głową z uznaniem.
-ale ale...-Akira zajakal się nie wiedząc co powiedzieć.-sorry Yamanaka...-mruknął w końcu dość niechętnie.
-oj wcale nie jestem, już ci to przecież mówiłem.-zaśmiał się cicho.-ja po prostu bardzo cię kocham. To wszystko. Bardzo mocno kocham mojego męża.-Przytulił go mocno do siebie.
-cóż...nie mogę cię zmusić Kazuo. Nie zmienia to jednak faktu że bardzo byś nam pomógł. Bez ciebie nie będziemy mogli nawet wziąć udziału bo potrzebne są trzy osoby.
-wygraną jest indeks na Toudai...każdy z zespołu go otrzyma...-powiedziała cicho dziewczyna.
-ale oczywiście nie będziesz musiał z niego skorzystać.-powiedział szybko nauczyciel.
-kto tak jeszcze mówi skarbie?-zaśmiał się cicho. Ucałował go I wrócił do zdejmowania z siebie ciuchów.
-będzie z nazwiskiem ale nie będziesz musiał go użyć tak jak już powiedziałem.-odparł nauczyciel.-nie będe cie zmuszał Kazuo...to tylko prosba.
-to więcej tak nie mów...bo to brzmi głupio skarbie. Zupełnie nie w twoim stylu.-zaśmiał się a kiedy obaj się rozebrali wziął go na ręce i wszedł z nim pod prysznic.
-nam zależy. A nam się nie uda...nie mówiąc już o tym że nie będziemy mieli okazji jeśli nie weźmiesz udziału.-powiedział Akira dość niechętnie przyznając się do faktów.
Takano już mu nie odpowiedział. Puścił wodę i zaczął oddawać pocałunki. Dłońmi od razu zaczął pieścić sutki partnera.
-Nikogo innego na pewno nie znajdziemy.-dziewczyna znów cicho sie odezwała.
-Po prostu lubisz rozwiązywać zadania? Masz cholerny talent Kazuo...-dzięki tobie mogłoby nam się udać.
-przyganiał kocioł garnkowi.-zaśmiał się zjeżdżając dłonią niżej i macając jego już twardego penisa.-sam się dzisiaj szybko podnieciłeś. Zupełnie jakbyś tylko czekał aż w końcu wejdziemy pod prysznic.-pocałował go namiętnie i zaraz wsunął w niego jeden palec.
-nie ma nikogo innego. Myślisz że nie szukaliśmy? Nikt nie był w stanie rozwiązać tych zadań.-wywrócił oczyma Akira.-Nie ma w tym nic złego Kazuo...tylko masz cholerny talent i w ogóle go nie wykorzystujesz. Rozumiesz że nie chcesz iść na studia, przecież cie nie namawiam. Prosimy tylko o pomoc przy konkursie.
Takano uparcie pokręcił głową.
-nie. Jutro chcę cię gdzieś zabrać...i nie chcę żeby cię bolało.-powiedział zaraz wsuwając drugi palec.-bądź cierpliwy. Ja jestem.-dodał całując go namiętnie.
Yuji skończył trening i postanowił poczekać na Kazuo. Widząc go leżącego na korytarzu podbiegł do niego szybko.
-Kazu! Co się stało?-ułożył go szybko w pozycji bocznej.-co się stało?-spytał jeszcze raz widząc że chłopak płacze.-przepraszam...nie powinienem był cię namawiać...
-oj no nie rób takiej miny...-wywrócił oczyma poruszając już trzema palcami.-jeśli ci to zadośćuczyni to zrobimy to dwa razy...więc już się nie dąsaj.-pocałował go i wyjął palce. Wszedł w niego i od razu zaczął się w nim poruszać. Dłonią masował jego penisa.
-baka...przecież to nic złego. Poza tym jeśli płaczesz to na pewno coś się stało...-powiedział obejmując go lekko.
-przepraszam...ale wiesz że ja nie chcę żeby ciebie bolało. Przepraszam że nie jestem idealny.-powiedział raz po raz całując jego ramiona. Poruszał się w nim rytmicznie chcąc mimo wszystko dać chłopakowi jak najwięcej przyjemności.
-Kazu...-zaskoczony przytulił go mocniej do siebie.-to nic złego jeśli masz dobre oceny...na prawdę. To nawet bardzo dobrze. No i..myślę że czasem wyróżniasz się bardziej mając złe oceny.-powiedział głaszcząc go trochę po włosach.-um...wiem że zdanie ojca nadal ma dla ciebie znaczenie ale...ja myślę że on się mylił.-dodał chwilę milcząc.-uważasz że jestem taki królikiem? To źle że jestem prawda? Tak uważasz...ne? Ja też nie potrzebuję indeksu...um...przecież wiesz o tym stypendium co mogę je dostać...i pewnie dostanę.-powiedział nagle jakoś z tego niezadowolony.-ale...ale myślę że jakbyś dostał indeks...to to jest na prawdę fajna sprawa. Ale nie będę cię już namawiał do studiowania. Wiem że bardzo nie chcesz...chcę to uszanować.
-wiem...przepraszam.-powtórzył czując się trochę źle z tym że go nie posłuchał.-ale kochasz mnie jeszcze, co?-spytał figlarnie trącając palcami jego sutki.
-ale ja też zrobię wszystko żeby dostać się na wymarzoną uczelnie. Wiec chyba nie różnie się od nich tak bardzo, co?-uniósł lekko brwi.-ale ok...nie musisz w tym brać udziału jeśli tak bardzo nie chcesz.
-rozumiem...-powiedział nic więcej nie mówiąc. Smutno mu było że go zasmucił. Poruszał się w nim coraz szybciej. Oddychał ciężko czując narastające podniecenie. Kiedy obaj doszli przytulił go mocno do siebie.-przepraszam. Kiedyś ci to wynagrodzę.
-przecież cię nie namawiam...nie mów tego w ten sposób.-potulił go jeszcze trochę.-um...Kazu? Może już chodźmy, co?
-przestań...jeśli mówię że to zrobię to zrobię.-wywrócił oczyma. Oparł się o szybę i zacisnął dłonie w pięści.-czuję się źle z tym że nie zaspokajam cie w 100%.
-mou...-usiadł przy nim i przytulił się do niego.-zostanę z tobą...-powiedział lekko się rumieniąc.
-Ciągle to powtarzasz Tomo...ale wiem że jesteś smutny i niezadowolony kiedy nie robimy tego tak jak ty chcesz. Więc w końcu zrobimy. Na prawdę...-objął go mocno.-bo to też nie tak że nigdy nie kochaliśmy się trochę ostrzej...i to też nie tak że mi się to nie podobało.
-czemu nie mówiłeś że źle się czujesz? Poszlibyśmy do gabinetu pielęgniarki...przecież wiesz że mam klucz...-westchnął Yuji.
-oj ja tez nie chce. Ale nie lubię kiedy jesteś smutny w trakcie stosunku.-zatrzymał jego rękę żeby go pocałować.-no I nie wydajesz się przekonany...ale ja mówię serio Tomo. I nawet nie będziesz wiedział kiedy.
-to jest coś wielkiego Kazuo...powinieneś leżeć. I powinieneś się napić wody...-westchnął. Wyjal z plecaka butelkę z wodą i podał ja chłopakowi.-a przecież prosiłem żebyś o siebie dbał...
-nie widać.-znów go pocałował. Obdarowywał go takimi lekkimi pocałunkami dopóki chłopak się nie zaśmiał.-bardzo cię kocham.-Zabrał mu gąbkę i zaczął go myć.-a jutro zabieram cie do Disney landu.-powiedział wesoło.
-czemu? Żebym nie mógł ci pomóc? Czasem zupełnie cię nie rozumiem Kazuo...- pokręcił głową i podsunął mu butelkę z wodą do ust.-po prostu się napij...
-na prawdę, na cały dzień.-przytaknął z uśmiechem.-a wieczorem znów tu przyjdziemy bo umówiłem się z Marciem że jutro spędzimy razem. Nie przeszkadza ci to?-spytał zaczynając mu namydlać włosy.
-nie prawię...-wywrócił oczyma.-po prostu się o ciebie martwię. Na prawdę byłeś w opłakanym stanie i...i ja nie chcę żeby to się powtórzyło...
-mhm...i będziesz mógł pogadać z Theo.-uśmiechnął sie. Dał mu umyć sobie włosy a potem znów go pocałował.-bardzo cie kocham.
-Kazuo...lepiej poczekajmy na senseia...-powiedział idąc za nim żeby trochę mu pomóc.
-oj...ale twoi francuski jest dobry.-wywrocil oczyma. Zakręcil wodę I wyszedł spod prysznica.-ale jak coś to pomogę.-dodał z uśmiechem.
-Kazuo...przecież ty ledwo chodzisz...-powiedział chcąc mu jakoś pomóc.
-jasne, jeśli chcesz to nie ma sprawy.-zgodził się zaczynając się wycierać.-Marc i Theo pewnie wrócą rano...
-oj...jak niby mam się nie martwić?-wywrócił oczyma cały czas go pilnując że jak chłopak się potknie to żeby go złapać.-też byś się pewnie martwił.-burknął.
-ok, więc potulimy się już w łóżku.-zdecydował idąc z nim do swojej starej sypialni. Położył chłopaka na łóżku i okrył go kołdrą samemu też pod nią wchodząc.-podobało ci się dzisiaj?
-więc nie mów że mam się o ciebie nie martwić bo też ci tak kiedyś powiem.-powiedział. Potem już nic na ten temat nie mówił i spokojnie szedł za Kazuo i nauczycielem.-um...ja pójdę spokojnie do siebie...-powiedział kiedy dotarli do samochodu.
-ja ciebie też kocham.-powiedział śmiejąc się pod nosem.-ale żadnego oglądania. Już dawno powinienem je wyrzucić.-wywrócił oczyma.
-um...nie chcę się narzucać...poza tym Shuji sam sobie nic nie ugotuje i...i ja na prawdę nie chcę się narzucać. Już i tak źle się czuję z tym że tak długo u Pana mieszkaliśmy...
-Nie rysowałem. Ja po prostu nie rysował krajobrazów...-wzruszył ramionami.-przecież nie raz już Ci to mówiłem.
-um..no dobrze. Ale nie wiem czy Shuji nie spotyka się dzisiaj z Kenta...-powiedział cicho.
-Oj...ale nie rysowałem. Musisz to przeżyć skarbie.-zaśmiał się I ucałował go w usta.-kocham cie skarbie. Bardzo.
-um no dobrze...-zgodził się w końcu chłopak.
-dobranoc.-ucałował go I również zasnal. Rano obudził się dość wcześnie. Oblizal się widząc ze chłopak obdzil się z namiotem. Wsunal mu rękę za gumkę spodni.
Yuji od wzajemnil uśmiecha kiedy dojechali do jego domu pożegnał się i obiecał przyjść po czym wyszedł.
-to raczej ja powinienem spytać co masz za sny ze ci staje.-powiedział nie przestając go masować. Ucałował go w policzek.
-hej Kazu...juz lepiej się czujesz?-spytał podchodząc bliżej.-um...mogę dzisiaj zostać? Wiesz...Kenta przyszedł do Shujiego i postanowili dzisiaj zostać u nas skoro ja wychodzę...i nie chcieli zrozumieć ze ja wrócę...
-mhm...a co ze mną? Przypomnij sobie...-powiedział zaraz biorąc go w usta. Sprawnie operował językiem na całym członku chłopaka.
-mou...o co ty mnie posądzasz...-burknął rumieniąc się okropnie.-ja nic...nic takiego nawet nie pomyślałem...-dodał ukrywając twarz w dłoniach.
Takano wywrócił tylko oczyma i połknął jego spermę. usiadł i oblizał usta.
-a coś więcej jutro. Bo dzisiaj wieczorem spotykamy się z Marciem.-powiedział przeciągając się lekko.
-mou...sensei mógł...-zarumienił się jeszcze bardziej na myśl że nauczyciel mógł ich zobaczyć. -curry? Na kolację?-zaskoczył się trochę.-my dzisiaj mieliśmy tempurę...
-na prawdę? To może wracaj do łóżka. Zaraz przyniosę ci śniadanie i leki. Jeśli ci się nie polepszy zostajesz w łóżku...Disney land zaliczymy jutro po prostu.-powiedział biorąc go na ręce i kładąc go na łóżku.
-no skoro tak...to wam trochę pomogę.-zaśmiał się. Usiadł na podłodze przy kanapie.
-kolację? A może najpierw śniadanie co?-zaśmiał się już idąc do kuchni. Zrobił im lekkie śniadanko i zaniósł je na tacy razem z lekami.-już...smacznego skarbie.
-um...-Yuji poprawił sobie włosy i uśmiechnął się lekko.-spokojnie tu masz. To fajnie.
-zjedz ile możesz a potem łyknij leki.-powiedział też trochę jedząc.-I niczym się nie przejmuj. Pośpij sobie jeszcze jeśli ci słabo.-powiedział wiedząc że pewnie właśnie mają jeden ze słabszych dni.
-oj...przyzwyczaisz się Kazu. I jeszcze to polubisz. i pewnie będzie mniej spokojnie jak staniesz na nogach.-powiedział z uśmiechem.-będziemy chodzić na randki i w ogóle. Zobaczysz.
-odpocznij i o nic się nie obwiniaj. Przecież mówiłem ci że mam plan na słabszy dzień, prawda? Jak już poczujesz się lepiej to go zrealizuję.-ucałował go i wyszedł żeby pozmywać.
[do Juna? are you sure? XD]
-Hej.-Takano uśmiechnął się do chłopaka. Akurat rozmawiał z Marciem i Theo. Poklepał miejsce obok siebie na fotelu.
-Dzisiaj pooglądasz trochę filmików z naszych studiów.-odezwał się Marc zanim Takano zdążył.
-ja też się z tego cieszę bo nigdy ich nie widziałem.-dodał Theo.
[a biedny Yuji czuje się opuszczony...]
[no to po co się zmuszać do pisania XD]
-nie wyglądasz najlepiej Tomo...może lepiej będzie jeśli wrócisz do łóżka? A może zrobić ci coś do picia?
[ja już się pouczyłam]
-to ja też chcę!-Marc od razu się zapowiedział.-na twoją czekoladę zawsze mam ochotę.-pokazał mu język.
-czekolada? To ja też...jeśli można...-Theo powiedział dość nieśmiało.
-ok zrobię dla wszystkich.-Takano wywrócił oczyma i poszedł do kuchni.
[ja nie moge nie ruszyć XD]
-cóż...w pracy. Nie wiem czy Takano ci mówił ale pracuję na uniwersytecie. Prowadzę zajęcia praktyczne. A Theo...
-byłem praktykantem a teraz jestem jego zastępcą.-dokończył młodszy.-Na początku w ogóle nie byłem nim zainteresowany...poza tym był zbyt nachalny. Jak jakiś desperat.-zaśmiał się chłopak. Ale...zauważyłem że mi go brakuje jak zaczął się odsuwać i...-odkaszlnął żeby ukryć zażenowanie co nie bardzo mu wyszło.-tak jakoś wyszło.
-raczej nie w najbliższej przyszłości.-wzruszył ramionami Theo.
-nie spieszy nam się bo nie znamy się tak długo.-dokończył Marc.
-A ty i Takano? Jak się poznaliście?-spytał młodszy.
Marc nie mógł powstrzymać cichego śmiechu.
-czyli próbował na ciebie wszystkiego a ty się nie dawałeś.-streścił jego wypowiedź śmiejąc się dalej.
-no więc jak to się stało że w końcu skończyliście razem? Jak na razie powiedziałeś wiele negatywnych rzeczy.-powiedział Theo.
-zupełnie nie rozumiem co tam było pozytywnego.-pokręcił głową chłopak.-może dlatego że opowiadasz strasznie chaotycznie.-pomyślał na głos.-Ale jeśli to wszystko was do siebie zbliżyło to dobrze...tak sądzę.-uśmiechnął się.
-no co?-pogłaskał chłopaka widząc jak ten się do niego tuli. Podał mu czekoladę resztę kładąc na stoliku.-proszę kochanie. Dzisiaj zwykła.-powiedział wesoło.-jak tam Theo? Wytrzymujesz z Marciem?
-jeszcze? A co takiego robi że masz go dość? W pracy daje popalić?-spytał zaraz sięgając po koc i okrywając chłopaka. Nie chciał żeby mu się przeziębił.
-skąd ja to znam...-zaśmiał sie Takano.-musiałem go ganiać żeby po sobie sprzątał.-zachichotał i przytulił Tomo mocniej do siebie.-A tak poza tym? Marc opowiadaj...na prawdę dawno tak nie rozmawialiśmy...
-serio? Mmmmm zjadłbym jakieś wasze ciacho. Na razie trochę się porządziłem w kuchni przygotowując czekoladę dla nas wszystkich.-powiedział z uśmiechem.-a uczelnia jak?
-działa tak jak działała. Na małym polu i jedyne co większe to robię torty na zamówienie.-wzruszył ramionami.-Raczej niczego większego nie planuję. Nie chcę się przeprowadzać. W Yukan mi dobrze...Myślę że Tomo też woli żeby zostało tak jak jest...tak skarbie? Czy masz jednak inne zdanie?-spytał zaraz chłopaka żeby się upewnić czy myślą podobnie.
-myślę że chciałbym cię zobaczyć na scenie...-powiedział Takano i ucałował go w policzek. Nie musisz mówić skarbie...po prostu odpoczywaj.-dodał ale zaraz odezwał się Theo.
-muzyk? grasz na czymś?-spytał entuzjastycznie.
-dlatego baaaardzo muszę go pilnować.-Takano zaśmiał sie i znów ucałował Tomo.
-wooo na gitarze? Chciałbym kiedyś posłuchać.
-w takim razie musicie nas kiedyś odwiedzić.-rzucił od razu Takano.
Dobre trzy tygodnie później, kiedy Kazuo chodził już normalnie i odzyskał większość sił Yuji wprost nie mógł się doczekać ich pierwszej prawdziwej randki. Tego dni wygonił brata z domu, posprzątał całe mieszkanie i upiekł ciasteczka. Kazuo miał po niego przyjść za pół godziny i mieli razem pojechać do kina. Ale Yuji nadal nie był gotowy. Zupełnie nie wiedział w co się ubrać a Shuji wcale mu nie pomagał. Tylko sie nabijał.
[sorry, skip, bo zaraz po tym chcę zrobić dym XD]
-zmęczony? Tomo...może lepiej wracaj do łóżka...-powiedział widząc jak chłopak osuwa się w jego ramionach.-prześpij się jeszcze a potem obejrzymy te filmiki.-zaproponował takie rozwiązanie.
Otworzył mu Kenta.
-twój kochany jeszcze nie gotowy.-pokazał mu język bo przecież jakiś czas wcześniej byli w odwrotnej sytuacji.-Shuji mu pomaga. Wejdź i poczekaj. My dzisiaj idziemy do mnie.
-oj...-zaczął ale nie dokończył bo przyjaciel mu przerwał.
-Kanapa jest twoja Tomo.-powiedział i wstał a Theo zrobił to samo.-będziemy cicho żebyś mógł spokojnie spać.
-rady? Zależy w jakim zakresie.-zaśmiał się i usiadł obok niego.-Po prostu bądź sobą i nie rób nic na siłę. Głupio wychodzi i dobrą zabawę trafia szlag.-wzruszył ramionami. Zaraz zaśmiał się słysząc krzyki dobiegające z pokoju Yujiego.
-Shuji! Na prawdę nie wiem w co mam się ubrać...-powiedział płaczliwie.
-spokojnie skarbie. ty sobie pp prostu śpij.-powiedział okrywając go kocem i głaszcząc po włosach.-A wy dalej możecie opowiadać o swoim ciekawym wspólnym życiu. Gdzie wczoraj byliście? Marc mówił że miałeś dla niego jakąś niespodziankę.-zwrócił się do Theo.
-Kazuo!?-Yuji półnagi wystawił głowę zza drzwi i zaraz przerażony wrócił do pokoju. Shuji westchnął ciężko i podszedł do brata. Objął go łagodnie ramieniem.
-ok braciszku...ja wiem że bardzo się stresujesz. W końcu to wasza pierwsza randka. Ale spokojnie, ok? Weż głęboki wdech i zaraz cie w coś ubierzemy. W końcu nie chcesz opuścić randki z tak błahego powodu, prawda?-powiedział a młodszy skinął niepewnie głową.-ok...w takim razie...-starszy po raz kolejny zajrzał do szafy brata.-jest chłodno więc może sweter? Masz ich tutaj pełno...-w koncu rzucił w niego brązowym swetrem który Yuji szybko ubrał. Odsłaniał on delikatnie jego obojczyki i sięgał do 1/3 długości uda.
-jesteś pewien?-Yuji spytał niepewnie brata.
-tak, tak. A teraz wypad na randkę.-poklepał go po ramieniu i wypchnął za drzwi.
[a propos półnagiego Yujiego... https://41.media.tumblr.com/efb6bb7c0c3c98f8f96eaf6f42c30c92/tumblr_neh81pxJeL1spxinto1_500.jpg XD chuchro takie...XD]
Takano zagwizdał i uśmiechnął się wesoło.
-czyli następną niespodziankę ty powinieneś przygotować, co?-zaśmiał się. Theo spojrzał na Marca wyczekująco ten jednak udał że nie usłyszał.
-a wy co porabialiście?
-my? siedzieliśmy na fotelu, rozmawialiśmy...zadzwonił mój brat i musiałem mu doradzić. Poszliśmy na balkon i Ren znów zadzwonił.-wywrócił oczyma.-no a potem wypiliśmy czekoladę...i...domyśl się.-zaśmiał się cicho.
Yuji zarumienił się okropnie kiedy Kazuo go pocałował a za sobą usłyszał gwizd brata. Zaczął nerwowo miętolić dół swetra.
-um...ty też...-odpowiedział dość cicho i nieśmiało.-um...tak...chodźmy...
-A...jasne...-odpowiedział kiedy Theo już wychodził. Zaraz potem wrócił do przerwanej rozmowy.-to nie przez to, ok?-wywrócił oczyma.-byłem delikatny jak zwykle...za co on się trochę obraził.-mruknął wzruszając ramionami.-dzisiaj ma słabszy dzień i tak jakoś wyszło...a czy często to cóż...mamy miesiąc miodowy więc sam sobie odpowiedz.-pokazał mu język.
-um...ale się nie spóźnimy? Myślę że na lody możemy pójść w mieście...przy kinie jest taka dobra lodziarnia.-powiedział z lekkim uśmiechem.
-dzięki.-wyszczerzył się i szybko przejrzał album. Nie obeszło się bez paru zdjęć z imprez ale i tak był szczęśliwy.-jak Tomo się obudzi to dokładnie go obejrzę, razem z nim.-powiedział odkładając album na stolik.-ale te moje błędy będziesz mi chyba do końca życia wypominał...
-oj...zajdźmy do jednej...nie przesadzajmy.-zaśmiał się cicho i przytulił się do jego ramienia. Uznał że mogą tak iść skoro są na randce.-ale jeśli się nie spóźnimy to możemy zajść to tej tutaj...
-czyli rozumiem że mógłbyś bardziej...-wywrócił oczyma.-ja ci twoich wybryków nie wypominam. Takich jak kiedy uciekliśmy z wycieczki bo ty koniecznie chciałeś zajść do tej wampirzej cukierni...albo z drugiej wycieczki bo chciałeś zaliczyć kąpiel w winie a kurort był niedaleko...albo jak co drugą imprezę niosłem cię do domu.
-um...po kinie będą ciasteczka...upiekłem ciasteczka, wiesz?-powiedział cicho próbując swojego loda. Ruszył za chłopakiem.
-hej Yuyuś. Jestem u przyjaciela a Tomo śpi.-odpowiedział.-graliście w piłkę, mówisz? A wiesz...nawet jeśli się boisz to myślę że jak poprosisz wujka to z tobą popływa tak blisko brzegu.-uśmiechnął się.-No i zbuduj duży zamek i potem wyślij mi zdjęcie. Pokażę Tomo kiedy się obudzi.
-oj...do restauracji?-powiedział trochę zaskoczony.-mój lód...-wymamrotał zaraz jednak wesoło zjadając trochę gałki Kazuo.
-jeśli nie chcesz to nic na siłę Yuyuś...po prostu zbuduj zamek, ok? I pamiętaj żeby zrobić zdjęcie i nam wysłać.-powiedział wesoło. Życzył mu jeszcze miłej zabawy, podziękował za telefon i obiecał ze jutro to oni zadzwonią po czym się rozłączył.
-um no tak...perfekcyjnie.-zgodził się zaraz kończąc swojego loda. Cały czas miał lekko rumiane policzki.-perfekcyjnie więc dzisiaj śpisz u mnie? Sensei wie?
-Cóż...zostałem trochę zmuszony przez sytuacje. Ale ciesze się ze tak wyszło. Co prawda trochę się boje jak zareaguje na mnie i Tomo kiedy dorośnie.-powiedział głaszczac Tomo po włosach.
-um...ok.-uśmiechnął sie.-cieszę się że możesz teraz spokojnie u mnie zostać i za bardzo nie pilnować godzin.
Prześlij komentarz