Skinął głową i wziął chłopakowi to co ten chciał sobie biorąc tosty i kawę. Niosąc to wszytsko na tacy podszedł to stolika gdzie wszystko położył. Poczekał aż chłopak tez usiądzie i wziął łyk kawy. -o...Ren I Kaneki tez zeszli na śniadanie.-uśmiechnął sie zauważając ze jego brat siedzi kilka stolików dalej.
-jeśli chcesz to ja nie widzę przeciwwskazań.-uśmiechnął sie I wstał przenosząc ich śniadanie do stolika przy którym siedział Ren.-cześć braciszku, Hej Kaneki.-przywitał się wesoło. -hej...a ty co w takim dobrym humorze? Noc poślubną się udała? -w sumie to oboje padlismy...tak po prostu jestem szczęśliwy.-wzruszył ramionami.
--mhm to dobrze.-Takano poklepal brata po ramieniu.-myślę że Ren wie ze jak paline znów taka głupotę to się nam narazi.-zaśmiał się.-a tak już na poważnie to nie bój się z nim czasem poklocic. Przyda mu się... -a co tobie się przydało?-odgryzł się starszy. -nie zaprzecze...
-oj no bez przesady skarbie. Ty też już jesteś trochę bardziej ugodowy.-zaśmiał się I zaczął jeść. -Tomo-san? Takano-san dal mi twój numer telefonu...to nie będzie problemem jeśli czasem to pana zadzwonię?-spytal niesmialo Kaneki.
-dziękuję Tomo...-powiedział uśmiechając się niepewnie.-sądzę że będę potrzebował rad...biorąc pod uwagę ze to praktycznie mój pierwszy taki związek...-powiedział konspiracyjnym szeptem.-oh to mi nie przeszkadza. Ciesze się z każdego fana.-powiedział śmiejąc się przy tym. -no braciszku...masz na prawdę miłego chłopaka...nie sknoc tego.-Takano powiedział mu na ucho.
-nic mi nie mów...tyle razy co jak tak się czułem...juz nawet nie liczę. Po którymś razie zaczynasz reagować jak rasowy lekarz...ze stockim spokojem. No bynajmniej na zewnątrz bo tak to przecież się i tak martwi...-westchnął.-no i mogę się założyć ze ty wcale od Kanekiego lepszy nie jesteś i nadal bierzesz nadgodziny i się przeprscowujesz. Lekarz od siedmiu boleści którego trzeba leczyć.-wywrocil oczyma nie patrząc na brata który piorunnowal go wzrokiem.
-oboje trzymamy.-powiedział wesoło Takano zaraz obejmując brata ramieniem.-co wy na to żeby wpaść do nad na ognisko jak juz wrócimy do Japonii? Pogadamy sobie szczerze...odpocznie cie obaj i w ogóle. Miejsce do spania tez na pewno się znajdzie.-dodał zaraz biorąc łyk swojej kawy.
-Oj no...bo juz wiem o co chodzi no.-westchnął Takano.-wiec wpadnijcie...miejsce do spania na pewno się znajdzie. Koyuki zajmuje wille ale pokój na pewno się znajdzie. Przyzwyczajaj się Ren...tak to będzie teraz wyglądało. Mam nadzieje ze pod wpływem Kanekiego się zmienisz.-zaśmiał się.-wiec jak widzisz Kaneki...jeśli on będzie Xie znów tak piorunowal wzrokiem to mu wyjaśnij jak to ma wyglądać.-Takano wyszczerzyl się do niego a Ren westchnął. -ok zrozumiałem...w sumie to nawet fajnie.
-no to statua wolności tak jak chciałeś. A jak po drodze zobaczymy jakiś sklep muzyczny to wchodzimy żeby kupić ci kostkę.-uśmiechnął sie wesoło I wyszedł z hotelu.-no to teraz...-Rozejrzał się I ruszył w odpowiednim kierunku.
-jasne ze wejdziemy kochanie. I zrobimy dużo zdjęć.-zapewnił go wesoło i ucałował w policzek.-zaliczymy każda atrakcje turystyczna na jakiej ci zależy.-obiecał z uśmiechem.
-I zapewniam cię ze tez chce.-powiedział I ucałował go w policzek.-tez chce. Pierwszy raz jestem w nowym Jorku wiec jestem ciekaw jak wygląda z wysoka.-zapewnił go idąc spokojnie w stronę ich pierwszego punktu wycieczki.-o zobacz, sklep muzyczny.-wskazał na dość spory budynek.
-to wszystko co byś chciał?-spytał rozglądając się dookoła. Sklep był na prawdę duży i trochę przytłaczala go ilość sprzętów się w nim znajdujących.-tylko kostki? Spytał żeby się upewnić.
-ja ciebie tez.-uśmiechnął sie szczęśliwy.-skarbie jeśli podobał ci się tamten mikrofon to ci go kupie. Widziałem ze byłeś zadowolony a w domowym studiu faktycznie przydałby się nowy.-powiedział I pogłaskał go po policzku.-to co? Jaka decyzja?
-no dobrze kochanie...chociaż bagaż to akurat nie problem.-zaśmiał się.-weź kostki do kasy. Zapłacimy i idziemy dalej.-powiedział trzymając go za rękę i idąc w stronę kas.-stąd juz widziałe statue wolności wiec jesteśmy coraz bliżej.
-jak kupimy po drodze składniki to zrobię. Tylko pamiętaj żeby mi o tym przypomina o taki jestem dzisiaj szczęśliwy ze o wszystkim zapominaj. I pamiętaj też o pamiątkacharakterze dla Yuyi.-poprosił.-no...jesteśmy u celu.
-chyba tak skarbie. Ja uwielbiam twoje więc to ok, prawda?-objął go mocno. Nic innego się nie liczyło.-więcej będzie jak wrócimy do hotelu. Na razie wejdźmy na statuę wolności.
-jasne skarbie. Przecież schodami to byś się zamęczył nie tylko ty.-zaśmiał się i ruszył w kierunku wind a kiedy w końcu siedzieli w jednej z nich objął go ramieniem.
-będzie na prawdę fajnie. Pokażę ci Paryż oraz okolice i to co warto zobaczyć. skorzystamy z prezentu od Rena i odwiedzimy ten kurort przy winnicy. No a potem weekend a wyspie gdzie po prostu się zrelaksujemy a na końcu Australia gdzie spędzimy mile czas. Wspaniały miesiąc.
-będziemy też dobrze się bawić.-ucałował go w policzek.-naprawdę się cieszę na ten wspólnie spędzony czas. I na to że będziesz tak blisko mnie.-przysunął go do siebie bliżej.
-Ja ciebie tez.-powiedział tuląc go i głaszczac po włosach.-spokojnie kochanie. Jeszcze trochę i będziemy na miejscu.-zapewnił go. Starał się jak mógł żeby chłopaka nikt inny nie dotykał w tym ścisku. Kiedy w końcu dojechali uśmiechnął się.-widzisz? Mówiłem ze jeszcze tylko trochę.
-Wiem kochanie...dlatego starałem się trzymać cie jak najbliżej siebie żeby nikt inny cie nie dotykał.-powiedział z uśmiechem i spojrzał na widok za oknem.-z góry wygląda to zupełnie inaczej, prawda?
-mhm...ale to obejrzymy z naszego balkonu kiedy będziesz pił czekoladę.-uśmiechnął sje I złapał go za rękę.-na razie mamy okazję obejrzeć je w dzień.-powiedział I otworzył menu chcąc sobie wybrać coś do picia.
-Mhm...usiądziemy sobie wygodnie i poobserwujemy miasto, tak na zwieńczenie dnia.-uśmiechnął sie I złożył zamówienie sobie też biorąc czarna kawę.-no...a już po tym pójdziemy do łóżka.-złapał go za rękę i musnal palcami obrączkę na palcu chłopaka.-tak się ciesze...
-nudno? Z tobą?-spojrzał na niego szczerze zaskoczony.-z tobą po prostu nie może być nudno kochanie. Kłopoty się po prostu nas trzymają, no i mamy Yuye...nigdy nie będzie nudno kotku.-zapewnił go I druga ręką pogłaskał go po policzku.
-ej...powiedziałem ze kłopoty się nas trzymają. Nie tylko ciebie.-wywrocil oczyma I puknal go palcem w nosek.-ja nigdy nie stwierdze ze z tobą jest nudno. Jestem po prostu pewny ze jeszcze nie raz mnie zaskoczysz nawet jak juz będziemy starzy i pomarszczeni.-zaśmiał się. -ale co jak jak się znudze tobie?
-wiec widzisz kochanie...ja po prostu tez za bardzo cie kocham. -upil łyk kawy i spojrzał przez okno dłuższą chwilę milcząc.-wiesz co?-zaczął śmiejąc się cicho po nosem.-jakoś nie umiem sobie nas wyobrazić jako staruszków.-
Odpowiedział wesołym śmiechem. -ja tez nie chce o tym myśleć.-przyznał szczerze wciąż się śmiejąc.-wtedy pozostanie nam biegać do apteki po niebieskie tabletki.-pokazal mu język I skończył pic kawę.
-nigdy nie sądziłem ze tak się uciesze z brata lekarza...a tu proszę.-zaśmiał się wesoło.-no chodź. Chwilę jeszcze tu posiedzimy i ruszymy dalej, co?-uśmiechnął się czekając aż chłopak to niego podejdzie.
-mhm...na prawdę niesamowity.-zgodził się obejmując chłopaka i patrząc na widok za oknem.-ciesze się ze spędzamy tutaj dzień. Warto skorzystać z okazji ze tu jesteśmy. Kaneki ma trochę lepiej...Ren studiował w stanach wiec pewnie ma mu wiele do pokazania.
-kiedyś na pewno. Może za rok na rocznicę? Ale wtedy nie na miesiąc...tylko może na tydzień?-pogłaskał go po włosach. -a na razie spokojnie pozwiedzamy Paryż i trochę Francji a potem Australię.-ucałował go w czółko.
-tez dobry pomysł. Będzie jeszcze wiele okazji żeby pozwiedzać.-zapewnił go wesoło.-to będą świetne wakacje. A jak wrócimy to trochę odpoczniemy a potem pojedziemy z Yuya na Hawaje.-odgarnął mu włosy z twarzy.-to co? Kupimy Yuyi jakaś pamiątkę i lecimy dalej?
-ok.-zgodził się chwilę jeszcze go tulac. Potem go puścił żeby chłopak spokojnie poszedł do łazienki a sam zapłacił za ich kawę. Potem stanął w kolejce do sklepiku zżeby kupić te pamiątkę dla Yuyi.
-mhm...-zgodził się skinieniem głowy. Schowal figurkę do plecaka który zabrał Tomo i objął go w pasie.-na pewno się ucieszy.-dodał I ruszył w kierunku windy. Kiedy do niej weszli objął go jeszcze mocniej.-to teraz central park i jakiś obiadek?
-mhm, jasne ze możemy. Wiec po obiadku lody i przespacerujemy się z nimi do Time Square. A na samym końcu wrócimy do hotelu. Jako że będzie juz późno to proponuje skorzystać z taksówki.-powiedział z ulgą rejestrując ze winda się zatrzymała. Wyszedł z niej i przeciągnąl się lekko zaraz znów łapiąc za rękę chłopaka.
-większość takich teraz będzie. W Paryżu tez będziemy się lenic. Zwiedzać spokojnie i chodzić po mieście.-powiedział z uśmiechem. Również pomachal bratu. Cieszył się jego szczęściem.-no...a teraz w która stronę skarbie?-spytał wesoło rozglądając sje dookoła.
-ok, no to idziemy.-uśmiechnął sie wesoło I ruszył do central parku trzymając Tomo za rękę.-kochanie? Jak już będziemy w Paryżu to poza moim uniwerkiem i moim mieszkaniem jest coś jeszcze co chciałbyś zobaczyć z tych miejsc które często odwiedzałem?
-Moulin Rouge na pewno zobaczymy. Do klubu tez zajdziemy.-skinął głową.-hm...no więc mam tam swoją ulubioną cukiernie...i park blisko mieszkania w którym uczyliśmy się z Marciem. No i Disney land...zabrałem tak wiele dziewczyn na randkę.-wzruszył ramionami.-o! I w tym parku co mówiłem...to wieczorem przychodzą muzycy...możemy pójść I posłuchać jeśli będziesz chciał.
-no to fajnie. Na pewno będzie fajnie. Ten park ładnie wygląda nocą...jest miła atmosfera. Chodziłem tam z Jolie na spacer.-powiedział I ukradkiem ucałował go w policzek.
-na rolki?-uniósł brwi i uważnie mu się przyjrzał.-cóż...raczej nie widzę żadnych przeszkód. Ty planujesz nasz pobyt w Australii wiec po prostu oddaje się w twoje ręce.-powiedział I ucałował go w czółko.-usiądziemy na chwile na ławce?
-wierze ze będzie. Za każdym razem jak próbuję trochę twojego świata to jest świetnie.-powiedział śmiejąc się wesoło. Usiadł na ławce i poklepal swoje kolana.-siadaj. Chce cię potulic.
-wąchać? Zawsze mnie to dziwi wiesz? Czy ja na prawdę aż tak dobrze pachne?-spytał tulac go do siebie. -bo wiesz...cały czas powtarzasz jak to lubisz mnie wąchać...
-rozumiem...cóż w takim razie ciesze się ze podoba ci się mój zapach...tak sądzę.-zaśmiał się tulac go do siebie. Chwilę siedział tylko głaszczac go po włosach.-wiesz co? Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak to będzie kiedy Yuya dorośnie...-zaczął spokojnie.-czy nadal będzie nas tak kochał? I co jeśli pozna jakaś dziewczynę z którą będzie szczęśliwy a ona i jej rodzina nie będą akceptować jego rodziny? Zacząłem się tego trochę bać...
-ja tez wolałbym uniknąć takich sytuacji ale...to jest możliwe dlatego się boje. Nie chce zeby nas znienawidzil.-powiedział tuląc go mocniej do siebie.-no I to będzie ciężkie prawda? Na razie jest jeszcze dzieckiem...ale niedługo będzie nastolatkiem...i zaczną się pytania. Dużo pytań.-zaśmiał się.
-no nie wiem kochanie...pamiętam jaki ja byłem uciążliwy jako nastolatek. Tylko spytaj moich braci.-zaśmiał się.-wiec chyba tego okresu boje się najbardziej u Yuyi. Bo wiem ze potem będzie lepiej. Wiec cieszmy się póki jest jeszcze kochanym dzieckiem.-ucałował go i znów mocno przytulił.
-nigdy nic nie wiadomo.-zaśmiał się. Odsunął go od siebie na moment żeby spojrzeć mu w oczy.-wiem tylko ze tak długo jak jesteś przy mnie to dam sobie radę ze wszytskim.-powiedział i pocałował go delikatnie.
-no....wtedy też będzie ciężko.-przyznał wzdychajac.-ale będziemy razem. Co by się nie działo będziemy razem go wspierać i mu pomagać.-pogłaskał go po policzku.mam tylko nadzieje ze nas nie odtraci...
-Wiem.-ucałował go lekko.-masz rację. Będziemy się tym wszytskim martwić jak zacznie dorastać Na razie jest naszym kochanym maluchem.-pprzytulił go mocno do siebie.-ciesze się ze cie mam.
-ja ciebie tez bardzo kocham.-odparł z uśmiechem. Cieszył się jego bliskością.-na prawdę chcesz to wiedzieć skarbie?-spytał unosząc brwi.-bo dałem dużo...i w sumie na informacja powinna być wystarczająca.-zachichotal.
-no aż tak dużo to nie.-zaśmiał się.-ale cenowo górna półka jeśli chodzi o biżuterie.-wyjaśnil spokojnie.-no I chciałem żeby były wyjątkowe...wiec od wewnątrz jest grawer. Napis 'forever' ułożony w znak nieskończoności.-ucałował go w czółko.
-myślałem ze sam zauważysz.-zaśmiał się.-ciesze się ze ci się podoba.-pogłaskał go po włosach.-to co? Wstajemy, idziemy się przejść i przy okazji rozglądamy się za jakąś restauracja.-ucałował go jeszcze raz.
-no rozumiem skarbie.ale teraz już wiesz i ciesze się ze ci się podoba i ze ja nosisz.-uśmiechnal się. Wstał i złapał go za rękę idąc spokojnie przez park.-a po obiadku obiecane lody.-wyszczerzyl się.
-właśnie...tak jakoś ciesze się ze nosisz na palcu.-zaśmiał się.-ja ciebie tez.-powiedział zaraz obdarzajac go promiennym uśmiechem.-o może tam zjemy?-wskazał ręką na szyld jednego z budynków.-Ren mówił ze maja tam dobre jedzenie.
-rozumiem kochanie. Na razie po prostu jakoś wszystko mnie cieszy.-zzaśmiał się cicho i ruszył powoli w stronę wspomnianej restauracji.-tylko wiesz...nie marudz za bardzo na ceny bo wiem czego można się spodziewać znając mojego brata...
-ok ok.-uśmiechnął sie szczęśliwy.-wyjaśnię wszystko...chociaż chyba nie będzie potrzeby bo to restauracja azjatycka. No wiesz...dania z różnych krajów. Z tego co mówił Ren mają tam kucharza z każdej narodowości który jest za swój krai odpowiedzialny. Ja mam ochotę na coś tajskiego...
-hmmm...może kurczaka pieczonego w ziołach i miodzie.-wzruszył ramionami bo jeszcze nie był pewien.-weź co chcesz kochanie. Masz wolna rękę wiec po prostu sobie wybierzesz co będziesz chciał. Nie patrz na ceny.-ucałował go w policzek i stanął przed pasami bo akurat mieli czerwone światło.
-wino do chińskiej kuchni? To chyba nie bardzo pasuje skarbie. A nie lepiej jak sobie w hotelu na balkonie wypijemy?-zaproponował ściskając mocniej jego rękę i przechodząc na drugą stronę.
-oj...ale możesz wypić po czekoladzie...albo zrobię ci taka dobra czekoladę z winem. To na prawdę nie jest psucie smaku.-zaśmiał się.-Wien na razie bez winka, ok? Wino potem...dobrze?-spytał stając przed wejściem do restauracji.-bo chciałbym dzisiaj tak romantycznie na balkonie wypić...nie do obiadu.
-jestem zawodowym cukiernikiem i robiłem najróżniejsze warianty smakowe gorącej czekolady. Na zimowe wieczory robiłem sobie i Marcowi z różnymi alkoholami na rozgrzanie i smakowała wyśmienicie. Zaufaj mi.-zaśmiał się I wszedł do środka trzymając chłopaka cały czas za rękę.
-oj no...mówię ci ze z winem jest pyszna...-westchnął zajmując stolik i prosząc kelnera o menu.-nie będę eksperymentowal. Robiłem taka czekoladę setki razy. Z Marciem sprzedawalismy ja zima na naszej uczelni.-wywrocil oczyma.
-Ech...jak ci nie posmakuje to zrobię ci zwykła.-obiecał.-tutaj z tego co widzę win nie mają.-dodał przerzucająć strony żeby znaleźć kuchnie tajska.-ja wiem kochanie...ale obiecałeś dzisiaj nie patrzeć na ceny.-zaśmiał się.-po prostu wybierz to na co masz ochotę.
-Mogę kochanie...tylko tak chciałeś to wino ze myślałem ze ci dogodze.-zaśmiał się.-no ale ok, będzie zwykła czekolada.-wzruszył ramionami. Zdecydował się jednak zamówić tego kurczaka pieczonego w ziołach I miodzie po czyn spojrzał na chłopaka.-i na co się zdecydowałeś?
-cóż...ja nigdy nie lubiłem tak ryzykować.-zaśmiał się.-wiec cóż...chyba najbardziej zadowolony będę ze swojego kurczaka.-dodał wesoło.-chociaż jestem tez ciekawy co tobie przyniosą.
-dziękuję kochanie. Ja tez dam ci spróbować swojego.-powiedział z uśmiechem.-ładnie urządzona restauracja, prawda? Ren pewnie zabierze tutaj Kanekiego.
-cóż kochanie...takie przytulne restauracje pokaże ci we Francji.-obiecał mu z uśmiechem.-wiec spokojnie...wiem ze to nowość i wiem ze nie lubisz.-dodał biorąc łyk wody.-ale te bardziej wytrawne tez chce ci pokazać.
-mhm...w każdym razie nie będziemy tylko po takich chodzić. Cóż...w Paryżu więcej jest tych dużych ale jak będziemy jeździć po Francji to pozachodzimy do tych rodzinnych restauracji serwujacych regionalne potrawy. Taki plan się podoba?
-I będzie kochanie. Zobaczysz jak żyłem na studiach...pokaże ci ze moje życie było zróżnicowane...lubiłem chodzić po różnych restauracjach i próbować. Jeździłem dużo z Marciem.-przyznał z uśmiechem a po chwili podziękował kelnerów skinieniem głowy.
-oj daj spokój skarbie...ilekroć pokazujesz mi kawałek swojego życia to jest fajnie.-zaśmiał się.-ty możesz się zawieść moim...w końcu do studenckie było dość normalne. Bez przepychu i w ogóle.-wzruszył ramionami jedząc swojego kurczaka.-mmmm...pyszny.
-raczej tutaj nie podają.-zaśmiał się.-wiesz...w Azji jeszcze mógłbyś na coś takiego natrafić...ale w tutaj raczej nie.-uśmiechnął sie I wrócił do jedzenie.
[Nadal na te co miałam w planach. UAM w Poznaniu i UJ w Krakowie. Mam nadzieje ze uratuje mnie rozszerzony polski który zdalam na 90% XD no zdarza się a tak w ogóle po co tam pojechales? Praca?]
[Dzięki, przyda się XD no 10 lipca będę albo płakać albo skakać z radości XD]
-cóż...wybraliśmy stolik na uboczu wiec raczej tak.-uśmiechnął sie do niego.- a lodami pójdziemy na Time Square...bo to tez chciales zobaczyc, prawda?-spytal odsuwajac się lekko od stołu żeby chłopak mógł mu usiąść na kolanach.
-wczoraj wszystko działo się tak szybko...nawet nie wiem kiedy to tak minęło.-zaśmiał sie i objął go mocno.-ja ciebie tez kocham skarbie. Mój kochany i wspaniały mąż...najwspanialszy.
-I tak do końca życia kochanie. A przez nadchodzący miesiąc to już w ogóle.-powiedział tuląc go do siebie na prawdę szczęśliwy.-będziesz blisko mnie i będę cię tulił. Będziemy się relaksować we dwoje. Na prawdę mi się te plany podobają.-ucałował go w czółko.-co powiesz na to żeby po powrocie do hotelu obejrzeć ten drugi filmik od Koyukiego?
-nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie, uważam że wyglądasz uroczo jak się rumienisz. To urocze.-pogłaskał go po policzku.-będziesz coś jeszcze chciał czy prosimy o rachunek?
-na loda zawsze, co?-roześmiał się wesoło i poprosił o rachunek. Kiedy zapłacił przeciągnąl się lekko.-to co idziemy?-spytał jeszcze chwile głaszczac go po włosach.
-jak to pierwsza? A te w Tokio? Chodziliśmy po mieście i do restauracji...przecież były prawdziwe.-zaśmiał się I objął go ramieniem kiedy wychodzili.-no chyba ze uważasz ze nie były prawdziwe...
-jakie makabryczne?-spytał nie bardzo wiedzac o co chodzi.-Kochanie...dzisiaj wszytsko będzie idealne. I już zawsze będzie.-ucałował go w policzek I zaczął iść w stronę budki z lodami.
-oj...czasem tylko miałeś koszmarek. Ale już na pewno wszystko będzie dobrze. Jeszcze wiele będziemy mieli takich idealnych randek. Nawet po powrocie do Yukan będziemy chodzić od czasu do czasu na takie randki.-obiecał mu to i wziął dla nich po porcji lodów.
-jasne ze będziemy kochanie.-zapewnił go wesoło. Zerknął na niego i ucałował delikatnie.-no to teraz Time Square.-powiedział zajadając się swoim lodem.-mmmm...pyszny.
-jasne że spacerkiem. Mamy czas, nigdzie nam się nie spieszy.-uśmiechnął sie I kiedy skończył jeść loda objął go ramieniem.-jutro w południe mamy samolot do Paryża...wiec przed południem musimy wstać.-ucałował go w policzek.
-jasne ze będę. Potule cie i będzie mógł się przespać spokojnie. Ja tez pewnie będę spał bo zawsze ciężko znoszę lot.-powiedział z uśmiechem.-ciesze się ze ci smakuje. No i ze randka ci się podoba. No a to jeszcze nie koniec.
-calusienki twój.-przyznał z uśmiechem.-ale najpierw usiądziemy na balkonie, wypijemy spokojnie czekoladę. Dopiero potem reszta deserku-zaśmiał się wesoło.-nawet nie wiesz jak bardzo jestem teraz szczęśliwy.
-cóż...i to i to.-zachichotal ale zaraz przytulił go mocniej.-a tak poważnie, to dlatego że jesteśmy i będziemy razem. Tak po prostu mnie to cieszy.-wzruszył ramionami. Po prostu był szczęśliwy.-samo twoja obecność przy moim boku sprawia żejestem sszczęśliwy.
-Yamanaka stój. Ja jeszcze nic nie zobaczyłem. A chyba wypadałoby zaprosić nauczyciela na herbatkę?-mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie. Zaraz za nim pojawił się Yuji. -a ja przynioslem ci lekcje.-powiedział bardzo cicho.-dzisiaj mnie wpuscisz?
[a gdzie noc poślubna XD]
-ale jest ok kochanie. Serio. Poza tym to dopiero początek a dzisiaj mamy dzień pełen wrażeń. W końcu to dopiero poranek. A czeka nas luwr, wieża i rejs po sekwanie. A potem spacerek po parku. Mark mówi ze możemy wpaść kiedy chcemy tylko żebyśmy wcześniej go o tym poinformowali.
-nie mogę. Tym bardziej nie moge Yamanaka. Tak nie może być. Kiedy ostatnio coś jadłes? Słuchaj...nie masz tutaj zapewnionych warunków do życia i krztalcenia się...chce ci pomóc Kazuo. Tylko musisz mi na to pozwolić.-powiedział nauczyciel. Yuji siedział tylko cicho. Podsunął torbę w stronę Kazuo. -tu są lekcje i bento...-szepnal bardzo cicho i zaraz znów umilkl. Skupił się na tym żeby się nie rozplakac.
-tylko powylegiwac?-objął go w pasie i przysunal bliżej siebie. Ucałował go I zaśmiał się cicho.-a teraz idziemy do naszego apartamentu żeby zrobić śniadanko. Potem wyjdziemy zwiedzać. OK?
Yuji pokręcił przecząco głową i podsunął w jego stronę torbę. -nie mów tak Kazu. Przecież nie potrzebuje nakazu żeby odwiedzić swojego chłopaka, prawda? Ja też sie o ciebie martwię, wiesz? Chce ci pomóc.-powiedział cicho chlopak -i możemy ci pomóc Kazuo. Nie rezygnuj ze szkoły i daj sobie pomóc.-poprosił nauczyciel.
-Ja ciebie tez Naoki. A teraz skarbie lepiej wracaj do łóżka. Zaraz przyniosę ci kaszke i leki. I ciepła herbatkę. Zaopiekuje się tobą wiec idź się położyć.-powiedział robiąc mu kaszke.
Yuji zatrząsł się ze strachu. Nigdy czegoś takiego nie widział. Wymknal sie nie zauważony do pokoju w którym leżał nieprzytomny Kazuo. Razem ze swoją torba w której miał apteczke. Sprawdził mu puls I zaczął opatrywac. Nauczyciel był na tyle przytomny żeby nagrać cala akcje a następnie szybko schował telefon. -Kazuo...jest dobrym uczniem.-powiedział mężczyzna nie chcąc powiedzieć czegoś źle żeby chłopak nie oberwal bardziej.
Yuji wychylil głowę zza drzwi. Cały się trzasl ze strachu. Jednocześnie chciał coś zrobić. Nie mógł tak zostawić Kazuo. Wrócił do pokoju wycofując się w kat. Drzacymi dłońmi dłońmi wyjął telefon i zadzwonił do szpitala. Kiedy już się rozlaczyl po wyjaśnieniu całej sytuacji skulil się w sobie. Usilnie myślał co zrobić żeby ojca Kazuo juz nie było. Przypomniał sobie rozmowę z ich nowym wuefistą. Dostał od niego numer do zaufanego policjanta któremu miał zaufać gdyby kiedykolwiek miał jakieś problemy. Pospiesznie wybrał jego numer. -Hiroki-san? Proszę tu szybko przyjechać. Proszę...-powiedział cicho placzliwym głosem. -kto dzwoni? Gdzie mam przyjechać?-spytał od razu starszy mężczyzna wyczuwają ze sprawą.jest poważna. Yuji się przedstawił i wyjasnil cala sytuacje mowiac tez gdzie mezczyzna powinien przyjechac. Hiroki akurat byl na przymusowym urlopie jednak wzial odznake, kajdanki i wskoczyl w samochod. Przyjechał na miejsce chwile przed karetka. Wpadł do domu i powstrzymał ojca Kazuo przed zadaniem kolejnego ciosu łapiąc go za rękę. Wystarczyła chwila zeby ocenił sytuacje. Nie potrzebował dużo siły żeby zakuc mężczyznę w kajdanki. -Panie Yamanaka, jest pan aresztowany za znęcanie się nad nieletnim i pobicie. Ma Pan prawo do adwokata i do zachowania milczenia.-wygłosił spokojnie.-mamy jakieś dowody poza zeznanie świadków?-spytał nauczyciela. -mam nagranie...-powiedział klepiac się po.kieszeni w której miał telefon. Policjant skinął głową i akurat wtedy podjechala karetka a Yuji wyszedł z pokoju.
-mhm...a kończy na czymś innym.-zachichotal cicho. Trzymając go za rękę szedł do ich apartamentu. Był szczęśliwy ze ma przy sobie swojego ukochanego męża i ze spędzają tak zaraz czas.
Chłopak rozplakal się dopiero kiedy Kazuo zabrali sanitariusze. Pokiwał tylko głową I napisał wiadomość do brata. Potem Poszedł pakować Kazuo. -a gdzie go pan da? Ja...on może u mnie pomieszać jakiś czas...-zaoferował się chłopak pakujące wszystkie rzeczy Yamanaki.-ale mamy dowody wiec...wiec tym razem będzie dobrze, prawda?-spytał żeby się upewnić.
-cóż...nie przeszkadza.-przytaknal szedł z nim chwile a.kiedy chłopak zadał.mu pytania pocałował go namiętnie.-zawsze. Zawsze kochanie.-zapewnił go.
-Kazu będzie się bał...i pewnie będzie kłamał. Jak go odwiedzę w szpitalu to z nim pogadam.-szepnął.-a...jak zamieszka u pana to będę mógł go odwiedzać? A to na pewno ok żeby u pana zostal?-spytał chłopak odsuwajac się i kończąc go pakować.-skończyłem. Jedzmy juz do szpitala. Martwie się o Kazu.
-um...dobrze...-chłopak skinął głową nieśmiało.-ale Kazuo może się nie zgodzić. On się bardzo boi...-powiedział bardzo cicho. Wsiadł do samochodu i zapiął pasy.-operacje? Jest aż tak źle?-spytał zmartwiony.-sensei ja muszę przy nim być. Musze. Ja się o niego martwie...bardzo...
-to może jutro romantyczny spacerek?-zaproponował.
-wiem...wiem ze przechodził. Wiem dlatego chce mu pomóc sensei.-powiedział chłopak I spojrzał na nauczyciela.-sensei...ale gdybyśmy nie poszli to ten koszmar trwałby dalej. Teraz mamy szansę go zakończyć i uratować Kazu. Wierzę że nam się uda sensei. W końcu mamy nagranie...i nasze zeznania. A ja go jakoś przekonam ze to się uda. Bo...bo on się boi. Bo kiedyś już udało mu się wsadzić ojca do więzienia ale...po roku go wyciągnęli bo był potrzebny w policji. Teraz trzeba zrobić tak żeby nie wyszedł sensei. Nie może....
-oczywiście skarbie. I dzisiaj zwiedzamy turystyczny Paryż. A jutro pokaże ci mój. Moja uczelnie, moje ulubione restauracje i miejsca w których lubiłem przebywać.-ucałował go I objął ramieniem.
Yuji wtulil się w brata. -nic mi nie jest Shuji. Uciekłem do pokoju Kazuo zeby nic mi nie zrobił jego ojciec. Kazu ma operacje. Jest bardzo źle Shuji. Martwie się o niego...ale już będzie dobrze. Jego ojciec jest zatrzymany. Juz będzie dobrze.-wtulil się w niego mocno.
-będziemy mieli chwile. Porysuje cie.-obiecał mu a kiedy winda dojechała wszedł do apartamentu.-no odpocznij sobie a ja zrobię śniadanie.
-mhm...ale martwię się o niego Shuji. Bardzo. No i on pewnie będzie uparty i w ogóle będzie się bał i nie będzie chciał zeznawać albo będzie kłamał. A wtedy nie mamy jak mu pomóc. Co ja mam zrobić?-zwiesil głowę zmartwiony.
-ja ciebie tez kocham mój seksowny mężu.-oddał pocałunek i objął go w pasie.-a może dzisiaj basen po zwiedzaniu?-zaproponował.
-um normalne ale wiesz...bez niego jego ojciec będzie mógł powiedzieć co będzie chciał a Kazu ne będzie miał nawet szansy się sprzeciwić.-powiedział cicho.-a co jak się ni obudzi?-spytał nagle zmartwiony ze może tak się stać.
-możesz. Ale male co nieco może być też w basenie. Skoro mamy taki prywatny na ogromnym balkonie.-pocałował go I wrócił do robienia sniadania. Kiedy skończył położył ich talerze na stoliku w jadalni i usiadł na krzesle.-smacznego skarbie.
Yuji siedział przy Kazuo a po którymś pytaniu matki chłopaka nie wytrzymał i wstał podchodząc do niej. -co z nim? CO Z NIM?-popatrzył na nią ze łzami w oczach.-a nie widzisz ze leży pobity przez twojego powalonego męża? Mogłaś coś zrobić. Mogłaś temu zapobiec. Ale nie zrobiłaś kurwa nic.-spojrzał na Kazuo i otarł łzy. Zagryzł dolną warge.-ja go kocham. Ale nie wiem czy pani tez.
Yuji rozmasowal bolacy policzek. -nie obchodzi mnie to. Mogła coś robić a tylko ignorowala problem. Teraz to zauważyła. Dopiero jak z Kazu jest na prawde źle.-burknal. Zaraz jednak zatrząsł się lekko.-ja po prostu się o niego martwie. Zirytowala mnie...i nie wytrzymalem.
-I na kawusie i na ciacho.-zapewnił go z uśmiechem. Zaraz pocałował go delikatnie.-spokojnie. Mam zaplanowane to tak zebysmy sie nie zmaczyli.
-nie wiem...ale chciałbym żeby mógł. Kazu jest niesamowity na boisku. Na prawdę. Mógłby dostać stypendium I uciec. Wyjechać.-uśmiechnął sie lekko ale tylko na chwilę.-wiec mam nadzieje ze będzie mógł.-spojrzał z nadzieją na brata.-poczekam aż ona wyjdzie. Chce przy nim posiedzieć.
-no chciałbym. Ale to tak jak pewnie ty z Australią. Na pewno będziesz chciał pokazać mi wszytsko z jak najlepszej strony.-uśmiechnął sie lekko.-wtedy ja oddam się w twoje ręce.
Yuji odczekał jeszcze chwile po czym poszedł do sali Kazuo. Usiadł przy nim i złapał go łagodnie za dłoń. Trochę przeraził go jej chłód. -hej Kazu...jestem juz przy tobie. Wszystko będzie dobrze. Juz będziesz bezpieczny. A jak wyjdziesz ze szpitala to...to zrobię ci najlepsze urodziny jakie kiedykolwiek miałeś. Wiec obudź się szybko...kocham cie...-otarł łzy.
-oj...jedyne co to no wiesz...moje punkty. Tam gdzie najczęściej przebywałem.-wzruszył ramionami.-no I jeszcze zabawa na wyspie.-puknal go palcem w nosek.
-lez. Do żadnego domu Kazu.-łagodnie go położył i nasunal mu na twarz maskę tlenowa.-juz dobrze. Juz jesteś bezpieczny. Jesteś teraz w szpitalu wiec lez grzecznie, dobrze?-uśmiechnął się do niego lekko. Nacisnąć guziczek wołający lekarza i znów wrócił wzrokiem do chłopaka.
-no...znam Paryż lepiej niz ty Australię.-zgodził się i powiódł za nim wzrokiem.-mam seksownego męża.
Chłopak trochę spanikowal widząc jak Kazuo się wyrywa. Spojrzał na lekarza i skinął smutno głową. Zerknął tylko jeszcze na chorego. -Kazu spokojnie. Juz jesteś bezpieczny. I ja i ty. Nic mi nie jest. Nic mi nie zrobił. Myśl teraz o sobie.-powiedział szybko I wyszedł. Bardzo się o niego martwił wiec cały roztrzesiony usiadł obok brata.
-oj kochanie nie rób tak. Dzień się przecież dopiero zaczął.-zachichotal cicho nadal wodząc za nim wzrokiem.
-ale on się boi. A jak znów się obudzi i spanikuje? Ja musze przy nim być.-powiedział odsuwajac się od brata I wstając.Starał się być silny. Chciał być wsparciem dla Kazuo.
-dostałeś nawet kilka. A taka kara to nie kara.-zauważył spinajac się lekko kiedy chłopak trafił na jego czuły punkt.
-nie chce. Ty tego nie zrozumiesz. On jest przerażony a ja muszę przy nim być.- powiedział ciągle ocierajac łzy.-i tak nie zasnę. Za bardzo się o niego martwie. Chce przy nim być i zapewnił go ze wszytsko jest ok.
-jakie gotowe kochanie. Jeszcze nie.-powiedział Ciągnął go bliżej siebie i całując go namiętnie.-jeszcze nie koniec. Skończ co zacząłeś kochanie.-znów go pocałował.
-um...-chłopak chciał jeszcze protestować ale sądził ze nie miałby siły się kłócić. Poszedł wiec tylko grzeczne za bratem i wsiadł do samochodu.-sensei...ja myślę że jego mama nie pozwoli panu go zabrać...
-I żadnych więcej takich kar.-wywrocil oczyma I zapiął spodnie. Znów go ucałował I lekko klepnal w pośladki.-bo następnym razem się odwdzięcze taka sama kara.-pokazał mu język.
Chłopak zarumienil się okropnie. -nie uciekłbym.-zaprotestował słabo.-sensei...ale jak się nie uda? A jak się nie uda i znów wypuszcza jego tatę? I on go znajdzie i zrobi mu krzywdę...-zatrząsł się lekko.-Kazu...Kazu bardzo się boi...
Takano wzrosły ramionami I przytulił go delikatnie.-dobra kotuś. Idziemy na miasto. Dzisiaj jesteśmy turystami.
Chłopak skinął niepewnie głową. Wcale nie był przkonany czy się uda. Poszedł jednak wziąć prysznic a potem położył się do łóżka. Nie mógł zasnąć. Czuł się wykończony a jednak za bądź się martwił żeby spać.
-idziemy.-wesoło poprowadził go do windy a stamtąd prosto do luwru.-podoba ci się Paryż?-spytał kiedy stali w kolejce.
-spokojnie.-mężczyzna złapał go za ramiona żeby utrzymać go w pionie.-spokojnie.-powtórzył widząc jak chłopak się trzęsie i wpada w panikę.-Nazywam się Moriyama Hiroki. Jestem tutaj po to żeby Ci pomóc.-powiedział a widząc ze chłopak wcale się nie uspokoił mówił dalej.-to ja aresztowałem twojego ojca. Zadzwonil po mnie twój przyjaciel. Nic mu nie jest więc możesz być spokojny. Chce ci pomóc wiec możeszmi zaufać Kazuo. Na początek wróćmy do twojej sali, dobrze?
Takano uśmiechnął się lekko i objął go ramieniem. -jasne kochanie. Przy wieży jest wiele kawiarni. Coś dla siebie znajdziemy.-zapewnił go a kiedy weszli do środka luwru złapał go za rękę i pokazał mu mapkę.-co najpierw chciałbyś zobaczyć?
-jedyne co teraz musisz to wrócic do łóżka w swojej sali. Jesteś już bezpieczny Kazuo. Twój ojciec jest w areszcie a ja osobiście dopilnuje żeby tym razem tam pozostał. Wiec teraz mmożesz się skupić na odzyskiwanie zdrowia. Zaufaj mi dobrze?-dojechał do sali chłopaka i pomógł mu położyć się do łóżka.-nie będę zbierał twoich zeznań dopóki nie będziesz się czuł na siłach wiec możesz być spokojny Kazuo. Juz nic ci nie grozi. Nic a nic.-mężczyzna mówił powoli i spokojnie.
-nie pod rząd. Ale często tu bywałem. Na randkach albo żeby poszukać inspiracji. Wiesz...w duecie ja i Marc to ja zajmowałem się wyglądem naszych wypieków. Wiec przebywałem tu dosyć często.-przyznał swobodnie.
-Kazuo-kun...nie wiem kto go wypuścił ale tak jak mówiłem osobiście dopilnuje żeby to się nie powtórzyło. Twoje zeznania będą tajne i przedtawione w sądzie jako dowód. Nic więcej. Nie będziesz musiał stawiać się w sądzie.-zapewnił go spokojnie.-jesteś już bezpieczny.-powtórzył. Starał się uspokoić chłopaka.
-pokaże skarbie. Pokaże ci gdzie lubiłem rysować i w ogóle...wszystko.-powiedział z uśmiechem.-często przesiadywalem w salach w kktórych były rzeźby.
-Kazuo...rozumiem ze możesz mi nie ufać ale bez twojej pomocy nie wsadzić go za kratki. A koszmar zacznie się od nowa. Ja chcę ci pomóc i go zakończyć.-powedzial spokojnie.-nie wiem jak mam Cię przekonać ze możesz mi zaufać.
-mogłem je rysować z różnych stron i pod różnymi kątami. Tak jakoś to lubiłem.-wzruszył ramionami.
-właśnie tego chce uniknąć Kazuo-kun. Wiec spokojnie, dobrze? Oddychaj.-polecił mu cicho. Siedział przy nim dopóki oddech chłopaka się nie uspokoił. Dopiero wtedy wstał.-przyjdę jutro Kazuo. Rozumiem ze mi nie ufasz...ale na prawdę juz juz jesteś bezpieczny. Wyszedł z sali a zaraz potem wszedł Yuji. -Kazu...-uśmiechnął sie lekko I usiadł przy łóżku.
-cóż...nie miałem ulubionego.-wzruszył ramionami.-tak jakoś...wszystkiego po trochu.
-hej hej...spokojnie...-złapał go za rękę i uśmiechnął się delikatnie.-jem...musze gotować bo inaczej Shuji padnie.-przypomniał mu.-cóż...chodzę do szkoły. Nie mogę zawalić. Ale ty tez nie wiec czekam aż wrócisz. Bez ciebie to już nie to samo...-pogłaskał go po dłoni.-um kendo...dostałem się I trenuje. Ale chcę żebyś to zobaczył. Bardzo. Ale nie ja teraz jestem ważny. Tylko ty. Masz słuchać lekarza, jasne? I odpoczywać. I nie uciekać.-wycelowal w niego palcem.-bo juz jest dobrze. Jesteś bezpieczny. Mi chyba ufasz, co nie?
-nie ma za co kochanie. To taki...turystyczny punkt wycieczki. Nic wielkiego. Ciesze się jednak ze ci się podoba.-objął go mocno.
-ja mu ufam. Polecił mi go ten nowy wuefista...i no...jak na razie na prawdę pomaga.-uśmiechnął sie lekko.-daj spokój. Martwilem się jak nie przychodziłes do szkoły. Teraz może być już tylko lepiej.-nachylił się I ucałował go w policzek.-um...wiec no...odpoczywaj i dbaj o siebie, dobrze? Obiecaj mi ze będziesz słuchał lekarzy.
-ciesze się. Na prawdę.-uśmiechnął sie I poprowadził go dalej. Co i rusz opowiadał mu jak spędzał wolne chwile i jak różne rzeczy go inspirowały.
Chłopak pokręcił głową. -ale jest ok. Serio. No i przez to ze nie mam już ze swoim trenerem mam trochę więcej luzu. Z resztą zobaczysz jak wrócisz. Lekcje są przyjemne. Poza tym koleś podbił serca wszystkim dziewczynom.-zaśmiał się cicho.
-cóż...na początku trochę się bałem. Ze no wiesz...ze mnie nie zrozumieją i nie polubia. Ale potem było coraz lepiej i bałem się coraz mniej.-wzruszył ramionami.
-nie podrywam.-wywrocil oczyma śmiejąc się cicho.-oj...jest najlepszy Kazu. Ja tylko czekam aż wyzdrowiejesz.-ucałował go w policzek.-nie będę zły. Śpij.-pogłaskał go po włosach.
-nie każdy się na to decyduje. Ale teraz masz okazję ze mną to wszytsko pozwiedzać.-potulil go tak jeszcze po czym wyszli z luwru.-teraz mój ukochany wieża Eiffla. Obejrzymy Paryż z góry.
-ja ciebie tez.-szepnął. Potem poszedł po lekarza który obejrzał śpiącego chłopaka i dał mu leki. Yuji siedział przy Kazuo jeszcze dłuższą chwilę. Chciał przy nim być dopóki mógł i cieszył siuważasz?karze pozwalają mu przy nim siedzieć.
-widok z niej też jest lepszy.-przyznał swobodnie.-ale z balkonu tez mamy niezły widok. Zobaczysz dzisiaj jak wrócimy. A na razie wieża.-ucalowal go ukradkiem w policzek.-najlepsz? Czemu tak uważasz?
Yuji upadł ciężko na podłogę. Skrzywil się z bólu kiedy uderzył ręką o szafkę. Wstał i obrzucil kobietę spojrzeniem. Zaraz spojrzał na Kazuo I uśmiechnął się lekko. -będę już szedł Kazu. Do jutra. I pamiętaj ze masz odpoczywać. Spytam się pielęgniarek. A jak będziesz ggrzeczny to dostaniesz nagrodę.-powiedział uznając ze zrobi mu ci stacza i wyszedł z sali.
-no jest niesamowity. Będziemy razem czekac ale mam nadzieje ze pójdę szybko.-uśmiechnął sie delikatnie.-myślę że tak spokojnie wszystko zdążę ci pokazać i spędzimy miło czas.
-bo chce żebyś mi zaufał i dał sobie pomóc. A na razie nie widzę innego sposobu jak tylko przychodzić codziennie i z tobą rozmawiać. -wyjaśnił spokojnie.-wiec...jak się czujesz?-spytał ale nie zdążył uzyskać odpowiedzi bo do sali wszedł Yuji. Mężczyzna wstał skłonił się Kazuo a potem jego dopiero przybylemu gościowi i wyszedł. Chłopak zajął jego miejcie. -jak się czujesz? Byłeś grzeczny? Zasłużyłes na nagrodę?-spytał łapiąc go za dłoń.
-słabo ci?-spytał zmartwiony i od razu wziął go na ręce niczym księżniczkę. Ustawił się tak żeby ochronić go przed słońcem.-tak lepiej?-zadał kolejne pytanie. Nie chciał rezygnować z tego czas spędzonego w kolejce by zacząć wszystko od nowa. Z drugiej strony martwił się o niego wiec gdyby nie było lepiej to po prostu zabrał by go do kawiarni.
-um dobrze. Wiec jutro nie przyjdę.-zwiesil trochę głowę bo nie chciał tak jeden dzień nie przychodzić.-ale nie przepraszaj. To nie twoja wina.-pokręcił głową i wyjął ciasteczka.-jak byłeś grzeczny to mam dla ciebie nagrodę. Sam piekłem.-uśmiechnął sie.
-mhm to dobrze. Bo przed nami jeszcze tylko pięć osób wiec za chwile będziemy wjeżdżać na górę.-ucałował go w nosek i uśmiechnął się lekko.
-ciesze się. Zostawię je tutaj ale możesz je jeść tylko jak bedziez grzeczny.-wycelowal w niego palcem.-a jak wyjdziesz ze szpitala to będę ci znów robił pyszne bento i inne pyszności. I...I...I będziemy jeść razem, prawda?-przyłożył jego dłoń do swojego policzka.
-ja ciebie tez skarbie. Bardzo bardzo bardzo bardzo mocno. Ciesze się ze wzięliśmy ten ślub i teraz razem spędzamy miło czas.-wyznał szczerze. Trzymając go w ramionach czuł jakby trzymał cały swój świat. Zrobil krok do przodu kiedy kolejka die ruszyła.
Yuji pokręcił przecząco głową. -przestanę się zamartwiac kiedy już na prawdę wszytsko będzie dobrze. Na razie jesteś cały poobijany, połamany i osłabiony. Kocham cie. To normalne że się martwię.-ucałował jego dłoń.-wiec nie mów ze mam tego nie robić. Jesteś bezpieczny ale wciąż musisz się wyleczyć. A jeśli...jeśli się boisz to do mnie dzwon. Wtedy przy tobie posiedzę i zapewnie ze jest dobrze.
-a ty moim.-zapewnił go. Kiedy weszli do windy postawił chłopaka cały czas jednak trzymając go blisko siebie.-jak się czujesz? Jest dobrze?-spytał uśmiechając się do niego lekko.
-Kazuo...nie przepraszaj. To ja przepraszam ze nie mogłem wiele zrobić. Ale um...ja u Shuji teraz mieszkamy u naszego wychowawcy. Uznał ze musi mnie pilnować bo w ogóle nie dbalbym o siebie...ale...um...jak wyjdziesz ze szpitala to ty zajmiesz nasze miejsce. Żebyś na pewno był bezpieczny. Staramy się o to wiesz? Spakowalem i zabrałem twoje rzeczy kiedy...no...to się stało. Sensei sam to zaproponował. Martwi się o ciebie wiesz? Wiec...Zaufaj nam dobrze? Mi senseiowi i Panu Moriyamie...-ucałował go bardzo delikatnie w usta.-czuje ze się uda.
-to dobrze. Mam nadzieje ze nie będzie ci się kręcić od wysokości.-pogłaskał go po włosach.
-Kazuo...?-zmartwiony chłopak usiadł na łóżku i bardzo delikatnie go przytulił.-ufasz mi prawda? Będzie dobrze Kazu. Juz jesteś bezpieczny. Juz oboje jesteśmy. Wiec juz się nie bój. Juz będzie dobrze.-szeptal mu na ucho.
-mhm no dobrze.-Cały czas go obejmując wyszedł z windy kiedy dojechali. Poprowadził go w stronę jednej z barierek. Objal go od ttlu i pokazal palcem w strone wiekszego z budynkow.-tam jest nasz hotel.
[Wcześniej odpisywałam wolno bo byłam na obozie integracyjnym XD a teraz to już wróciłam XD wyjeżdżam jakoś na koniec września albo na początku października. Strasznie się ciesze ale i denerwuje...]
-Rozumiem ale...-urwał uznając ze teraz najważniejsze to uspokoić Kazuo a nie się z nim kłócić.-nie zostawię bo cię kocham gluptasku. Wystarczy ze będziesz mi ufał a ja zajmę się cała reszta. Chce żeby mój chłopak był bezpieczny. Chce żebyśmy razem byli szczęśliwi.-pogłaskał go po włosach.
-jest wspaniały, prawda? A to przecież tylko jedna strona. Obejdzie dookoła...oczywiście jeśli chcesz.-cmoknal go w policzek.
[Fajnie ^^ poznałam fajnych ludzi i nawet dziewczynę która jest na moim roku ^^]
-jakbyś sam się tym zajmował to w końcu byś umarł albo został morderca. A ja tego nie chce. Daj sobie pomóc.-powiedział jeszcze I wrócił na krzesełko. Złapał go za dłoń chcąc jeszcze przy nim posiedzieć. Nie podobało mu się to ze znów się klocili z powodu ojca Kazuo. Sądził ze teraz będzie juz lepiej.
-ciesze się ze ci się podoba kochanie.-powiedział z uśmiechem. W pewnym miejscu się zatrzymał i znów go objął delikatnie.-a tam jest moja uczelnia. Jutro zobaczysz ja z bliska.
-to dobrze.-mężczyzna usiadł na krzesełku.-przyjaciel odwiedza cie codziennie? To on zadzwonil. Po karetkę I po mnie. Mówię po mnie bo nie dzwonił na policje a na mój prywatny numer.-wyjaśnił.-I udzielił ci pierwszej pomocy. Taki przyjaciel to skarb.-uśmiechnął sie lekko.
-tamten budynek. Ten niższy między tamtym wysokimi.-wyjaśnił pokazując mu odpowiedni kierunek.
-ale nic mu się nie stało, a to chyba najważniejsze, co?-uniósł lekko brew.-na dodatek cie uratował. Wiec wszystko jest dobrze.-dodał spokojnie.-nie pracuje. Jesteśmy z kompletnie różnych zespołów. Nie współpracujemy ze sobą.-odparł nie chcąc żeby zaszło jakieś nieporozumienie.-nie będę się wypowiadał. Jako policjant cóż...nie zauważyłem żeby był nadzwyczajnie dobry.-wzruszył ramionami.-a po twoich ranch I strachu w oczach wnioskuję ze ojcem dobrym raczej nie był.-dodal spokojnie.
-wcale nie. Większość to biura. Na samym dole kawiarnio cukiernia. No I wiesz...muszą być miejsca na kuchnie. Wszystko zobaczysz jutro.-ucałował go delikatnie.
Hiroki milczał cały czas. Sam nie miał ojca wiec zawsze wyobrażał sobie jak to jest to mieć. A w takich chwilach cieszył się ze go nie miał. Bo mógł mieć właśnie takiego. Odezwał się dopiero po dlozejszej chwili. -nie jesteś nic nie warty Kazuo. Nikt nie jest. Każdy coś znaczy. I niektórzy te swoją wartość tylko powiększają.-znów na chwile zamilkł zastanawiając się co powiedzieć dalej.-nie sądzę żebyś aktualnie czuł się przy nim bezpiecznie. A stres nie tłumaczy tego co ci robi. Za to już dawno powinien stracic prace i skończyć za kratkami. I o to właśnie staram się wraz ze swoim zespołem.-uśmiechnął sie gorzko.-wiem ze wyniszcza. To nic dobrego.-przyznał mu rację.
-tam?-przyjrzał się miejscu które wskazuje chłopak.-tam...czerwona dzielnica. No wiesz...sex shopy, kluby, kabarety a w tym i Moulin Rouge.-odpowiedział tulac go do siebie.
-Kazuo...to nie jest twoja wina i nigdy nie była. On nie miał żadnego prawa cie bić. Nie miał.-Hiroki podał mu chusteczki.-nie płacz juz. Na prawdę wszystkim się zajmiemy. Pomożemy tobie i twoim siostrom.-zapewnił go mężczyzna.-myślisz ze było by lepiej gdybyś nadal robił za worek treningowy? Kazuo...mogłeś tam umrzeć. Dobrze się stało tak jak się stało. Uwierz w to. Teraz juz będzie dobrze. Zaufaj mi.
[Bo nie mogę kurde swojego dymu zrobić XD]
-cóż...na pewno pojedziemy zobaczyć Moulin Rouge. To jest w planach.-ucałował go w policzek.-a jeśli chcesz to i do sex shopu zajdziemy. Chociaż mamy jeszcze prezenty od Marca.
[Dymu u Yujiego XD i teraz musze czekać aż Kazuo się pozbiera...fizycznie i psychicznie XD]
-Kazuo...-mężczyzna zostawił całappaczkę chusteczek na szafce chłopaka.-czy to teraz jest takie ważne? A nie to ze w końcu nikt cię nie bije i możesz spokojnie zacząć zdrowiec? Pomyśl o tym przez chwile.-poprosił mężczyzna.-twój ojciec i tak będzie miał proces. Tym razem wewnętrzny co wiąże się z utratą jego pracy oraz odznaki. Może dostać nawet dożywocie. Przemysł to. Twoje zeznania bardzo by pomogły.
-ok ok...zajdziemy.-obiecał mu to wesoło. Tulił go tak do siebie dłuższą chwilę.-a mają tam cóż...wiele ciekawych rzeczy.-zaśmiał się I ucałował go namiętnie.
Yuji niechcący to podsłuchał. Chciał zrobić chłopakowi niespodziankę i przyjść ze zrobionym bento. Wcześniej wypytal lekarzy czy może. Zacisnąl dłonie w pięści słysząc jak kobieta na niego krzyczy. Przecież tak nie powinno być. Długo walczyl sam ze soba a w koncu wszedl do srodka. -Kazuo jest chory. Nie powinna pani na niego krzyczeć. To źle wpływa na jego zdrowie...-powiedział ostatnie zdanie wypowiadając nieco cieszej. Chcą jeszcze powiedzieć że nie powinna go błagać żeby szedł do pracy bo to rola rodzica jest utrzymywać dziecko póki się uczy a nie na odwrót jednak się powstrzymał.
-źle myślałeś.-puknal go w nosek.-bylem. To był główny punt wycieczki po Paryżu z Marciem.-zaśmiał się.-wiec pewnietam kupował prezenty dla nas.-dodał obejmując go w pasie.
-um wiem ale chciałem ci zrobić niespodziankę. I...I dzisiaj miałem trening i pokonałem senseia wiec chciałem. Ci się pochwalić. I...tęsknilem...-powiedział cicho patrząc na niego z nieśmiałym uśmiechem.-no I wiem ze to jedzenie w szpitalu nie jest dobre wiec przywiózłem ci coś pysznego...-dodał równie cicho.
-wiec pojdziemy.-zgodzil się. Ucałował go w policzek I wyjął aparat. Wyprostowal rękę i znów pocałował go w policzek robiąc im takie zdjęcie.-i jeszcze jedno które wyślemy Yuyi.-uśmiechnął sie.
-chyba sobie jaja robisz...-wymamrotal Yuji. Przecież widać było gołym okiem ze Kazuo nie da rady nawet wstać z łóżka.-Kazu...ja...-poszedł bliżej łóżka i usiadł.-pogadam dzisiaj z senseiem. Nie martw się. Jeśli lekarz ma chociaż trochę oleju w głowie nie pozwoli cie wypisać.-powiedział I pokazał mu bento.-chciałem wpaść tylko na chwilę...myślałem ze jej już nie będzie. Przepraszam.-uśmiechnął sie przepraszajaco.
-mou....umiem się obronić Kazuo.-zaśmiał się I pogłaskał go po włosach.-za miesiąc. Ciężko trenuje żeby wygrać. Wiec trzymaj za mnie kciuki. Jeśli już cie wypuszcza to chciałbym żebyś przyszedł mi kibicować tak jak ostatnio...to było strasznie mile, wiesz?-zarumienil się lekko.
-ok ok.-schował aparat i znów go pocałował.-a teraz pora na kawiarenkę. Potem rejs po sekwanie. A potem możemy już wracać do hotelu.-złapał go za rękę.
-to działa w dwie strony Kazuo. Ja tez nie chce żeby coś ci się działo.-przytulił go bardzo delikatnie.-mowy nie ma żeby cię wypisali. Juz mówiłem ze się tym zajmę. Pogadam z senseiem I coś wymyślimy...coś...-zapewnił go cicho.po prostu nie mogą cię wypisać. Kazu to widać gołym okiem ze nie jesteś w stanie wstać z łóżka. Pewnie nawet nie pozwalają ci iść do toalety.-wywrocil oczyma.
-dokładnie skarbie.-skinął głową obejmując go mocniej kiedy wzięli do windy. Ucałował go w policzek.-z zabawkami czy bez?-spytał szepczac mu do uszka.
Yuji głaskał go uspokajająco po włosach. Wierzył ze uda mu się pomóc. -jasne.-ucałował go w policzek I poszedł po wózek. Pomógł mu się na niego przenieść a potem poprowadził go w stronę łazienki.
-nie zdecydowany jesteś kochanie. Ale ok.-zaśmiał się cicho. Resztę drogi w dół tylko tulił go tak do siebie. Kiedy zjechali od razu poprowadził go w stronę kawiarenki stojącej dalej od wieży. Wiedział ze to właśnie tam są najlepsze słodkości.-co byś zjadł?
-idź juz może spać, ok?-okryl go kołdrą.-ja juz pójdę...musze jeszcze pogadać z senseiem.-ucałował go bardzo delikatnie.-dobranoc.-uśmiechnął sie I wyszedł zostawiając bento. Uznał ze chłopak zje później. Autobusem wrócił do Yukan a potem poszedł prosto do mieszkania ich wychowawcy.-Sensei! Mamy problem.-powiedział od progu i wyjaśnił cała sprawę z mama Kazuo która załatwiła wcześniejszy wypis ze szpitala.
-to chyba kolacji nie zjemy.-zaśmiał się. Sobie wziął tylko torcik czekoladowy i kawę.-no I obiecalismy zadzwonić do Yuyi.-przypomniał mu.
-nie może.-zgodził się chłopak.-dlatego się martwię. Ona chce go wypisać żeby Kazu poszedł do pracy. Tak nie może być sensei. Trzeba jak najszybciej załatwić te papiery i w ogóle wszystko...bo jego mama go wykończy sensei...
-no dobrze kochanie. Niech Ci będzie.-wywrocil oczyma. Wziął łyk kawy i kawałek torciku.-obok mojej uczelni są lepsze kawiarenki i cukiernie...ale to jutro zobaczysz.
-ale nie można powoli sensei...bo...bo ona już za tydzień chce go wypisać. I co wtedy? Kazuo jest za ssłaby. On nie da rady...-szepnął cicho. Nie wiedział co ma zrobić. Martwił się o niego.
-no dobra...-przyznał mu rację.-ale chyba nie lepsza od mojej, co?-spytał unosząc brwi i śmiejąc się cicho.
-ale ja się martwię sensei...-powiedział słabo chłopak. Przez to dużo nie spał. Zwyczajnie nie mógł zasnąć a teraz po prostu padł.oczy same mu się zamknely I usnal.
-no ja myślę kochanie.-zachichotal I wziął łyk swojej kawy. Pojadł trochę swojego torciku.
Yuji spal bardzo niespokojnie. W końcu cały czas się martwił i w snach widział ciągle jak Kazuo mu umiera. Obudził się rano z zamierajacym krzykiem na ustach co obudziło również Shujiego który spał obok niego. Przytulił brata a potem wstał z łóżka. Bez względu na wszystko musieli chodzić do szkoły. Chociaż Yuji najchętniej znów poszedł by do szpitala.
-dobrze...może zacznij wiec notować te desery które mam ci zrobić w domu?-zaproponował wesoło. Dojadę torcik I zajął się piciem kawy.
-nie dotykaj...-mruknął cicho. Usiadł i wziął od niego bento.-czuje się okropnie. Ale nie mam czasu myśleć o sobie. Za bardzo martwię się o Kazuo. Matka chce go wypisać. Przecież on nawet sam iść nie może! Tak po prostu nie może być. Juz nie wiem co robić. W ogóle...
Kiedy zjedli Takano zapłacił i wstał. Poprowadził go nad sekwane gdzie weszli na łódkę. Było już ciemno a wieża Eiffla była pięknie oświetlona. -teraz jest najpiekniej.-szepnął mu na ucho.-było widać również luwr a z oddali katedrę Notre Dame.
-ale mi się nie podoba to ze nie mogę nic więcej zrobić. Chciałbym mu pomóc. Zwłaszcza że jego matka go zajedzie.-westchnął jedząc trochę.-no I wiesz jaki on jest uparty...
-ciesze się ze ci się podoba. A będzie więcej takich miejsc. W końcu to dopiero początek miesiąca.-uśmiechnął sie delikatnie. Cały czas go obejmował. Wziął tez aparat żeby zrobić zdjęcia.-w końcu musimy mieć co pokazywać Yuyi, prawda?
-staram się Yabu. Serio. Odwiedzam go I przynoszą słodkości...ale co z tego skoro potem przychodzi jego mama i na niego krzyczy...albo mówi żeby wyszedł bo musi zacząć pracować. To nie ma sensu Yabu...to nie tak powinno wyglądać.-pokręcił głową.-na razie nie chce poruszać tematu psychologa żeby się nie złościl...
-um...dobra...-zgodził się trochę niepewnie.-um wiem. I wiem ze on kocha mnie. Yabu...ja wierzę że teraz już będzie lepiej. Ze uda mu się uwolnić i...ze będzie nam łatwiej.-powiedział cicho.
-zdzwonimy.-zgodził się obejmując go mocniej. Kiedy zeszli ze statku cały czas obejmował go ramieniem.-zlapiemy taksówkę I pojedziemy do hotelu.-zdecydował. W ten sposób szybko dostali się na miejsce i juz po chwili wchodzili do apartamentu.
-cóż...może być. Ale ja bento mam. Codziennie rano robie dla siebie i Shujiego. Bo on sam sobie nie zrobi.-wzruszył ramionami.-ale dzięki. Ucz się dalej.-poklepal go zachęcająco po ramieniu.-Yabu? Myślisz ze on przestanie się bać?
-oj gluptasku...ja się cieszę że mi mówisz ze razem możemy coś na to poradzić.-wywrocil oczyma.-no I oczywiście ze będę cię wspierał. Innych opcji nie ma.-oddał pocałunek obejmując go mocniej.-a jak będziesz potrzebował chwili dla siebie to tez ja dostaniesz. A teraz zrobię herbatkę to się rozgrzejesz. I zdzwonimy do Yuyi.
-ja sobie je przynosiłem tylko...potem zawozilem je Kazu...-zarumienil się okropnie.-um wiem...i chce mu jakoś pomóc. Cały czas go zapewniam że już jest bezpieczny...ale wiem ze trochę minie zanim w to uwierzy.-powiedział cicho.
-wiem. Tez to miałem bardzo długo. Ale potem się przestawilem i ściągam w środku.-zaśmiał się. Poszedł za nim I usiadł na kanapie czekając aż Tomo wszytsko uruchomi.-to może na kolacje zrobię zwykle kanapki?-zaproponował zerkajac na niego.
-jem obiady i kolacje...-zaprotestował.-ech...dobra. tylko mnie nie otruj...-wywrocil oczyma I wziął łyk soku.-a tak w ogóle...to czemu? W sensie...skąd nagle ci się wzięło żeby pilnować czy o siebie dbam?
-hej. My też tęsknimy.-zapewnił go Takano.-zaraz wyślemy ci zjecia. A ty w tym czasie nam ładnie opowiesz co tam u ciebie.-ppowiedział wesoło się do niego uśmiechając.
-um...-chłopak skinął głową. Nadal to w nim siedziało chociaż trochę mniej. Przy Kazuo juz się tak nie bał.-tylko juz więcej tak nie rób. Nikomu...-szepnął.
-bardzo. Oby tak dalej Yuyuś. Jak poprosisz wujka to na pewno pójdzie z tobą na basen i cie pouczy pływać.-dodał Takano. Przesłał mu zdjęcia z dzisiejszego dnia.
-Wiem ze jest w dobrych rękach. Ale no wiesz...ta sprawa zjego mama i w ogóle.-zwiesil głowę.-jak znów na nią wpadnę to tym razem chyba serio mnie uderzy.
-kiedyś na pewno razem wszyscy tutaj przyjedziemy. A na razie.-sięgnął po figurkę wieży Eiffla która kupili po drodze i pokazał ja chłopcu.-a na razie przywieziemy ci taka mini wersje.-uśmiechnął sie do niego.
Chłopak zarumienil się okropnie. -Ale...-mruknął chcąc jeszcze coś powiedzieć ale zrezygnował.-dobrze. Ale jak przychodzę to ona szybciej sobie idzie...tak jest lepiej. Bo Kazu nie wysłuchuje jej krzyków...-powiedział cicho I wypił do końca swój sok.
-jestem grzeczny wujku!-zapewnił go chłopiec wesoło.-wujek Koyuki powiedział ze jutro pojedziemy na rowerki.-ddodał.jeszcze. -no proszę...ze mną tez jeździł.-uśmiechnął sie Takank na to wspomnienie.
-a właśnie ze grozi. Matka chce go wypisać. Kości mu się jeszcze nie zrosly a rany nie zagoily. Jak go wpisze to...-umilkl zagryzł jąć warge. Doskonale wiedział ze wtedy za dobrze nie będzie.-no i...ja na prawdę się staram o siebie dbać ale...za bardzo się martwię żeby zasnąć.
-na prawdę. Nie zabił. Wiec możesz spokojnie jechać i dobrze się bawić.-uśmiechnął sie do niego.-a jutro nam wszystko opowiesz. I my tobie też. Zrób zdjęcia.
-nie wpadam w paranoję Yabu. Znam się na tym trochę i czasem zaglądam do karty która wisi przy jego łóżku. Jego stan jest stabilny ale odniósł na prawdę poważne rany i...jego stan może się pogorszyć. Zwłaszcza że Kazuo wychodził z łóżka przez pierwsze dni co wcale nie pomoglo.-powiedział patrząc na swoje ręce.-a ja na prawdę się o niego martwie. Jest osłabiony. Bardzo.
-ok. Papa. Baw się dobrze.-Takank pomachal mu wesoło i się rozlaczyl.-ciesze się ze spędza miło czas i ze mój brat się nim zajmuje.
-pewnie tęskni...ale nie chce żebyśmy wiedzieli.-oddał pocałunek I spojrzał na niego z lekkim uśmiechem..-juz kochanie. Tylko mnie puść. Z tobą na kolanach kolacji nie zrobie.-znów go pocałował.
Yuji poszedł na dach i westchnął ciężko. -Kazu...powinieneś lleżeć jeszcze w łóżku. Co tutaj robisz?-spytał podchodząc do niego. Od razu go przytulił.-jak sie dzisiaj czujesz?
-ok kochanie.-ucałował go jeszcze I poszedł do kuchni. Siedział tam dobre pół godziny przygotowując dla nich kolacje. Do salonu wrócił juz z gotowymi grzankami z pomidorkiem i mozarella oraz winem i kieliszkami.-może być? Czy zamiast wina mój wspaniały mąż wolałby herbatę?-spytal rozkładają wszystko na stoliku.
-mhm...no ok.-uśmiechnął sie.-za godzinę przyjdzie sensei. Powiedział ze dzisiaj po mnie przyjedzie. I że chciałby z tobą porozmawiać.
-specjalnie dla ciebie takie wybrałem.-uśmiechnął sie. Upil łyk I wziął gryza grzanki.
Yuji długi nie mówił nic tylko powstrzymując łzy. -dobrze ze nie skoczyłeś.-powiedział w końcu. Obrócił się I mocno go przytulił. Nienawidził tej kobiety. Nie powiedział jednak nic. Zaraz miał przyjść sensei a życie Kazuo miało się poprawić. W to wierzył
Takank pokazał mu butelkę z etykietka I ucałował go delikatnie. -dostaliśmy je w prezencie. Pomyslalem ze fajnie byloby się go napić.-wyjaśnił ponownie unosząc kieliszek do ust.
-dbam o siebie. Dbam. Jem obiady I kolacje. I bento w szkole tez juz jem. I to swoje. Bo jeszcze jeden eksperyment Yabu i na prawdę zacząłbym myśleć ze chce mnie otruc.-uśmiechnął sie słodko.-i nie schudlem. Wydaje ci sie.
-mhm wiem. Prosiłeś go o to prawda? Żeby mnie przypilnowal? Ale już jest dobrze. Dbam o siebie Kazu...wiec ty tez musisz. Słuchaj lekarzy, jedz i odpoczywaj.-powiedział przytrzymując jego dłoń przy swoim policzku.
-mhm. Zobaczysz moja uczelnie i wszystkie inne miejsca które lubiłem odwiedzać. Będzie na prawdę fajnie.-ucałował go.-I jutro odwiedzamy Marca i Theo. Czyli zobaczysz jak mieszkalem na studiach.
-nic mi nie jest. O sobie myśl gluptasku.-zarumienil się I ucałował go delikatnie.-a jak będziesz grzeczny i stad wyjdziesz to...um...zaprosze cie na randkę...
-jasne. Myślę że będziesz mógł z nim pogadać jeśli będziesz chciał.-objął go I pocałował.-ale to wszystko jutro. Na razie mamy dzisiaj które jeszcze się nie skończylo.-zauważył z uśmiechem.
-juz jedziemy.-Yuji od razu zszedł z jego kolan i zaczął pchać wózek do windy.-sensei juz pewnie czeka. Ale skoro ci słabo to może lepiej poczekać z rozmowa...
-na pewno...ale na razie mamy dzisiaj.-pocałował go namiętnie. Odsunął się od niego dopiero po dłuższej chwili kiedy zabrakło mu oddechu. Podał mu kieliszek I wziął swój.-toast za naszą wspólną przyszłość?
-a ja miałem nadzieję na spokojne wspólne życie. Bez szpitali i kłopotów.-Upil trochę wina i odłożył kieliszek.-ja tez juz zawsze będę cię kochał. Zawsze.-przytulił go mocno do siebie.-nie mogę się tobą nacieszyć.
Nauczyciel przyszedł spóźniony dopiero po godzinie. Yuji wstał i skłonił się lekko. -Kazuo zasnął. Dzisiaj...przyszła jego mama i...I on chciał się zabić sensei...-powiedział bardzo cicho tak żeby tylko mężczyzna usłyszał.-ona mu powkedziala ze lepiej by było gdyby się nie urodził.-dodał równie cicho. Cieszył się ze Kazuo śpi i może zdać relacje mężczyźnie.
Takano dał się pochłonąć temu pasjonującemu pocałunkowi. Tulił go do siebie. I znów odsunął się od niego dopiero kiedy zabrało mu tchu. -kocham cie.-szepnął z uśmiechem.-bardzo, bardzo, najbardziej. Po prostu cie kocham.
-ale co to za rodzina która mówi mu żeby nie żył?-powiedział wpatrując się w Kazuo.-um...rozumiem...-chłopak skinął głową.-wiec wyjdę jak Kazu się obudzi...
-ok. Możemy się pobawić tylko w łóżeczku.-zgodził się swobodnie. Nie przeszkadzało mu to.-nie musisz się tego tak wstydzić. Przecież normalne.-wywrocil oczyma.
-um...powiedział ze nie skoczył bo mnie zobaczył. Powiedział ze wtedy po prostu nie mógł tego zrobić...-powiedział bardzo cicho.-ale można go uwolnić od jego mamy, prawda? Można go przekonać? Um...chciałbym żeby już był szczęśliwy.
-oj daj spokój. Nie zepsujesz mi zabawy tym ze nie pobawimy się w basenie.-wywrocil oczyma i musnal jego usta swoimi.-będziemy mieć świetna zabawę w łóżku.
-juz jest dobrze Kazuo. Juz dobrze.-Yuji złapał go za dłoń. Ucałował go w policzek I uśmiechnął się lekko.-um...to ja wyjdę na chwile. Musze do toalety. Przy okazji przynose coś do picia.-powiedział wychodząc z sali zeby nie przeszkadzać w rozmowie.
-a co? Sądzisz że nie będziemy się dobrze bawić?-spytał unosząc brwi.-ja nigdy nie wątpię.-pocałował go i dopił do końca zawartość swojego kieliszka.
-nie masz za co przepraszać. Jesteś jeszcze dzieckiem. Możesz się tak zachowywać.-zauważył mężczyzna. -wiec nie przepraszaj Kazuo. Nic zlego nie zrobiles.
Takano juz miał coś odpowiedział ale nie zdołał po prostu tonac w ustach ukochanego. Wstał i trzymając go na rękach ruszył w stronę sypialni.
-nie będzie problemu Kazuo. Nie będziesz miał aż takich zaległości. Spokojnie wszystko nadrobisz. sądzę ze nie tylko ja ale i Yuji ci pomoże wszystko nadrobić.-zapewnił go.-wiec juz nie przepraszaj.-powtórzył.-Kazuo mam dla ciebie propozycje. Papiery są juz przygotowane, wystarczy podpisać. Moja propozycja to zebyś zakieszkal ze mną. Miałbyś miejsce i warunki do nauki i spokojnego życia. Tylko od ciebie zależy czy ja przyjmiesz.
Takano pozwolił mu na to przez chwile. Dopiero potem zamienił ich miejscami i zdjął z chłopak koszulkę. Zaczął ssać jego prawy sutek. Lewym bawił się palcami.
-nie mowie ze bezwarunkowa miłość jest zła Kazuo...ale przemysl to. Przez chwile bądź egoistą i pomysł o sobie. Gdzie będzie ci lepiej? Gdzie będziesz czuł się bezpieczniej? Pomyśl o takich rzeczach.
Takano uśmiechnął się lekko wiedząc że chłopakowi się podoba. Dłonią zaczął robrajac jego pasek od spodni, zamek i guzik.
-no juz no juz...-Shuji postanowił pograć brata. Teraz najważniejsze było żeby Kazuo się uspokoił a nie zaczął biegać po szpitalu w poszukiwaniu Yujiego.-jesteś bezpieczny, pamiętasz? Juz dobrze...nie bój się. Może to nie duża pomoc ale jestem przy tobie.
-Nie aż tak bardzo.-ucałował go i nachylił się do jego ucha.-jeśli dzisiaj zabawkami to sięgnij pod poduszkę.-powiedział dłonią pieszczac jego przyrodzenie.
-Kazuo!-Shuji podbiegł do chłopaka i odepchnal kobietę.-pojebalo cie babo? Tak się zachowuje matka? Pcha własne dziecko żeby dostać pieniądze? Od mógł umrzeć!-krzyknął zaraz wołając lekarza. Brat by jego zabił jakby coś się stało Kazuo. Tak się złożyło ze Yuji akurat przechodził. -c...co się stało?-spytał czując łzy na policzkach.
-ja ciebie tez skarbie. Ja ciebie tez.-odparł z uśmiechem i wziął od niego kuleczki.-ale nie będziemy się dużo bawić żebyś miał jutro siły na spacer.
-juz idę...-Yuji od razu odbiegl. -oj zamknij ske juz kobieto.-mruknął Shuji jakoś mając jej dość.-a ty lez. Lekarz zaraz będzie....o sensei... -co tu się dzieje?-spytal podchodząc bliżej.
-oj...ktoś tu niecierpliwy.-zaśmiał się I zaraz wyjął palce. Zaczął powoli w niego wsuwać kuleczki.
-nic mu nie będzie?-Yuji spytał cicho ale nie uzyskał odpowiedzi. Shuji poklepal go po ramieniu. -będzie dobrze braciszku. Myślę że da juz sobie pomóc. Sam powiedział ze jej nie chce. Głową do góry.-powiedział I zerknął na nauczyciela.-prawda sensei?
-potem. Nie razem z kuleczkami. Spokojnie.-pocałował go delikatnie. Kiedy włożył juz kilka kuleczek odsunął się żeby się rozebrać.
-widziałem. W końcu zrobiła to tuż przed moim nosem.-mruknął.-no i fakt są kamery. Będzie dobrze Yuji.-poklepal go po ramieniu. -um...no skoro tak...to możemy już do niego iść, prawda? Możemy? Martwie się...
-oj lez...i daj mi się do końca rozebrać.-ucałował jego usta. Zdał spodnie i bokserki po czym zabrał się za robie ie loda partnerowi. A tym samym czasie zaczął wyjmować z niego kuleczki.
-jak mam być spokojny kiedy jak tylko na chwilę go zostawiam jego matka robi mu krzywdę?-spytał obierania łzy.-
Takano wywrocil oczyma i uniósł jego biodra. Zaczął w niego powoli wchodzić.
-nie. Nie mam ci tego za złe Shuji. Ale jemu tez nie. Martwie się o niego. Bardzo. I chciałbym żeby te papiery były już załatwione. Żeby był bezpieczny...-mruknął.
Takano cieszyl się jego ustami. Poruszał się w nim szybko i rytmicznie. -kocham cie.-szepnął mu na ucho.
-mou...głupi brat...-westchnął przytulając go do siebie.-przepraszam ze cie zaniedbalem. Ale martwię się o Kazuo. Juz znów będziemy robić razem lekcje.-obiecał mu.-I ten ostatni raz zrobimy podmiankę na sprawdziany.-obiecał mu szeptem.
-jeszcze troszkę kochanie.-szepnął I po kilku ruchach doszedł razem z nim. Opadł na łóżko i przytuli go do siebie.-mój mój kochany.
-to dobry pomysł Shuji.-skinął głową I uśmiechnął się lekko.-i wiesz...tego dnia kiedy ty masz test z matmy ja mam zaliczenie ze skoku przez kozła. Jesteś w tym ode mnie lepszy wiec...liczę na ciebie braciszku.
Takano wstał i wsunal na siebie bokserki. Poszedł do łazienki i napięcie wody do dość dużej okrągłej wanny. Wlal płynu żeby zrobić pianę a na wierzch wysypał płatki róż tak ze było ich tam pełno. Pozapalał dookoła masę świeczek tak ze dawały wystarczająco dużo światła po zgaszeniu lampy. Dopiero wtedy poszedł po Tomo. -mój wspaniały mąż gotowy?-spytał opierając się o framuge.
-ok ok...-zgodził się idąc do sali chłopaka i siadając przy jego łóżku. Złapał go łagodnie za rękę.-juz dobrze...jestem przy tobie.-szepnął.
1 711 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1201 – 1400 z 1711 Nowsze› Najnowsze»Skinął głową i wziął chłopakowi to co ten chciał sobie biorąc tosty i kawę. Niosąc to wszytsko na tacy podszedł to stolika gdzie wszystko położył. Poczekał aż chłopak tez usiądzie i wziął łyk kawy.
-o...Ren I Kaneki tez zeszli na śniadanie.-uśmiechnął sie zauważając ze jego brat siedzi kilka stolików dalej.
-jeśli chcesz to ja nie widzę przeciwwskazań.-uśmiechnął sie I wstał przenosząc ich śniadanie do stolika przy którym siedział Ren.-cześć braciszku, Hej Kaneki.-przywitał się wesoło.
-hej...a ty co w takim dobrym humorze? Noc poślubną się udała?
-w sumie to oboje padlismy...tak po prostu jestem szczęśliwy.-wzruszył ramionami.
--mhm to dobrze.-Takano poklepal brata po ramieniu.-myślę że Ren wie ze jak paline znów taka głupotę to się nam narazi.-zaśmiał się.-a tak już na poważnie to nie bój się z nim czasem poklocic. Przyda mu się...
-a co tobie się przydało?-odgryzł się starszy.
-nie zaprzecze...
-oj no bez przesady skarbie. Ty też już jesteś trochę bardziej ugodowy.-zaśmiał się I zaczął jeść.
-Tomo-san? Takano-san dal mi twój numer telefonu...to nie będzie problemem jeśli czasem to pana zadzwonię?-spytal niesmialo Kaneki.
-dziękuję Tomo...-powiedział uśmiechając się niepewnie.-sądzę że będę potrzebował rad...biorąc pod uwagę ze to praktycznie mój pierwszy taki związek...-powiedział konspiracyjnym szeptem.-oh to mi nie przeszkadza. Ciesze się z każdego fana.-powiedział śmiejąc się przy tym.
-no braciszku...masz na prawdę miłego chłopaka...nie sknoc tego.-Takano powiedział mu na ucho.
-nic mi nie mów...tyle razy co jak tak się czułem...juz nawet nie liczę. Po którymś razie zaczynasz reagować jak rasowy lekarz...ze stockim spokojem. No bynajmniej na zewnątrz bo tak to przecież się i tak martwi...-westchnął.-no i mogę się założyć ze ty wcale od Kanekiego lepszy nie jesteś i nadal bierzesz nadgodziny i się przeprscowujesz. Lekarz od siedmiu boleści którego trzeba leczyć.-wywrocil oczyma nie patrząc na brata który piorunnowal go wzrokiem.
-oboje trzymamy.-powiedział wesoło Takano zaraz obejmując brata ramieniem.-co wy na to żeby wpaść do nad na ognisko jak juz wrócimy do Japonii? Pogadamy sobie szczerze...odpocznie cie obaj i w ogóle. Miejsce do spania tez na pewno się znajdzie.-dodał zaraz biorąc łyk swojej kawy.
-Oj no...bo juz wiem o co chodzi no.-westchnął Takano.-wiec wpadnijcie...miejsce do spania na pewno się znajdzie. Koyuki zajmuje wille ale pokój na pewno się znajdzie. Przyzwyczajaj się Ren...tak to będzie teraz wyglądało. Mam nadzieje ze pod wpływem Kanekiego się zmienisz.-zaśmiał się.-wiec jak widzisz Kaneki...jeśli on będzie Xie znów tak piorunowal wzrokiem to mu wyjaśnij jak to ma wyglądać.-Takano wyszczerzyl się do niego a Ren westchnął.
-ok zrozumiałem...w sumie to nawet fajnie.
-a jak nie wpadniemy to zobaczymy się za miesiąc na ognisku.-wyszczerzyl się Takano o skończył jeść swoje śniadanie.
-no to statua wolności tak jak chciałeś. A jak po drodze zobaczymy jakiś sklep muzyczny to wchodzimy żeby kupić ci kostkę.-uśmiechnął sie wesoło I wyszedł z hotelu.-no to teraz...-Rozejrzał się I ruszył w odpowiednim kierunku.
-jasne ze wejdziemy kochanie. I zrobimy dużo zdjęć.-zapewnił go wesoło i ucałował w policzek.-zaliczymy każda atrakcje turystyczna na jakiej ci zależy.-obiecał z uśmiechem.
-I zapewniam cię ze tez chce.-powiedział I ucałował go w policzek.-tez chce. Pierwszy raz jestem w nowym Jorku wiec jestem ciekaw jak wygląda z wysoka.-zapewnił go idąc spokojnie w stronę ich pierwszego punktu wycieczki.-o zobacz, sklep muzyczny.-wskazał na dość spory budynek.
-to wszystko co byś chciał?-spytał rozglądając się dookoła. Sklep był na prawdę duży i trochę przytłaczala go ilość sprzętów się w nim znajdujących.-tylko kostki? Spytał żeby się upewnić.
-ja ciebie tez.-uśmiechnął sie szczęśliwy.-skarbie jeśli podobał ci się tamten mikrofon to ci go kupie. Widziałem ze byłeś zadowolony a w domowym studiu faktycznie przydałby się nowy.-powiedział I pogłaskał go po policzku.-to co? Jaka decyzja?
-no dobrze kochanie...chociaż bagaż to akurat nie problem.-zaśmiał się.-weź kostki do kasy. Zapłacimy i idziemy dalej.-powiedział trzymając go za rękę i idąc w stronę kas.-stąd juz widziałe statue wolności wiec jesteśmy coraz bliżej.
-wypijemy kawe, zrobimy zdjęcia i skierujemy sje w stronę Central Parku. Możliwe ze gdzieś niedaleko znajdziemy jakąś restauracje i zjemy obiad.
-jak kupimy po drodze składniki to zrobię. Tylko pamiętaj żeby mi o tym przypomina o taki jestem dzisiaj szczęśliwy ze o wszystkim zapominaj. I pamiętaj też o pamiątkacharakterze dla Yuyi.-poprosił.-no...jesteśmy u celu.
-ok ok.-zaśmiał się I najpierw ucałował go w policzek a potem w usta.-kocham cie mój najwspanialszy na świecie mężu.-ucałował jego usta jeszcze raz.
-chyba tak skarbie. Ja uwielbiam twoje więc to ok, prawda?-objął go mocno. Nic innego się nie liczyło.-więcej będzie jak wrócimy do hotelu. Na razie wejdźmy na statuę wolności.
-jasne skarbie. Przecież schodami to byś się zamęczył nie tylko ty.-zaśmiał się i ruszył w kierunku wind a kiedy w końcu siedzieli w jednej z nich objął go ramieniem.
-będzie na prawdę fajnie. Pokażę ci Paryż oraz okolice i to co warto zobaczyć. skorzystamy z prezentu od Rena i odwiedzimy ten kurort przy winnicy. No a potem weekend a wyspie gdzie po prostu się zrelaksujemy a na końcu Australia gdzie spędzimy mile czas. Wspaniały miesiąc.
-będziemy też dobrze się bawić.-ucałował go w policzek.-naprawdę się cieszę na ten wspólnie spędzony czas. I na to że będziesz tak blisko mnie.-przysunął go do siebie bliżej.
-Ja ciebie tez.-powiedział tuląc go i głaszczac po włosach.-spokojnie kochanie. Jeszcze trochę i będziemy na miejscu.-zapewnił go. Starał się jak mógł żeby chłopaka nikt inny nie dotykał w tym ścisku. Kiedy w końcu dojechali uśmiechnął się.-widzisz? Mówiłem ze jeszcze tylko trochę.
-Wiem kochanie...dlatego starałem się trzymać cie jak najbliżej siebie żeby nikt inny cie nie dotykał.-powiedział z uśmiechem i spojrzał na widok za oknem.-z góry wygląda to zupełnie inaczej, prawda?
-mhm...ale to obejrzymy z naszego balkonu kiedy będziesz pił czekoladę.-uśmiechnął sje I złapał go za rękę.-na razie mamy okazję obejrzeć je w dzień.-powiedział I otworzył menu chcąc sobie wybrać coś do picia.
-Mhm...usiądziemy sobie wygodnie i poobserwujemy miasto, tak na zwieńczenie dnia.-uśmiechnął sie I złożył zamówienie sobie też biorąc czarna kawę.-no...a już po tym pójdziemy do łóżka.-złapał go za rękę i musnal palcami obrączkę na palcu chłopaka.-tak się ciesze...
-to się nigdy nie zmieni skarbie. Zawsze tak będzie. Zawsze będę cię kochał.-zapewnił go z lekkim uśmiechem na ustach.-jak mogłoby być inaczej?
-nudno? Z tobą?-spojrzał na niego szczerze zaskoczony.-z tobą po prostu nie może być nudno kochanie. Kłopoty się po prostu nas trzymają, no i mamy Yuye...nigdy nie będzie nudno kotku.-zapewnił go I druga ręką pogłaskał go po policzku.
-ej...powiedziałem ze kłopoty się nas trzymają. Nie tylko ciebie.-wywrocil oczyma I puknal go palcem w nosek.-ja nigdy nie stwierdze ze z tobą jest nudno. Jestem po prostu pewny ze jeszcze nie raz mnie zaskoczysz nawet jak juz będziemy starzy i pomarszczeni.-zaśmiał się. -ale co jak jak się znudze tobie?
-wiec widzisz kochanie...ja po prostu tez za bardzo cie kocham. -upil łyk kawy i spojrzał przez okno dłuższą chwilę milcząc.-wiesz co?-zaczął śmiejąc się cicho po nosem.-jakoś nie umiem sobie nas wyobrazić jako staruszków.-
Odpowiedział wesołym śmiechem.
-ja tez nie chce o tym myśleć.-przyznał szczerze wciąż się śmiejąc.-wtedy pozostanie nam biegać do apteki po niebieskie tabletki.-pokazal mu język I skończył pic kawę.
-nigdy nie sądziłem ze tak się uciesze z brata lekarza...a tu proszę.-zaśmiał się wesoło.-no chodź. Chwilę jeszcze tu posiedzimy i ruszymy dalej, co?-uśmiechnął się czekając aż chłopak to niego podejdzie.
-mhm...na prawdę niesamowity.-zgodził się obejmując chłopaka i patrząc na widok za oknem.-ciesze się ze spędzamy tutaj dzień. Warto skorzystać z okazji ze tu jesteśmy. Kaneki ma trochę lepiej...Ren studiował w stanach wiec pewnie ma mu wiele do pokazania.
-kiedyś na pewno. Może za rok na rocznicę? Ale wtedy nie na miesiąc...tylko może na tydzień?-pogłaskał go po włosach. -a na razie spokojnie pozwiedzamy Paryż i trochę Francji a potem Australię.-ucałował go w czółko.
-tez dobry pomysł. Będzie jeszcze wiele okazji żeby pozwiedzać.-zapewnił go wesoło.-to będą świetne wakacje. A jak wrócimy to trochę odpoczniemy a potem pojedziemy z Yuya na Hawaje.-odgarnął mu włosy z twarzy.-to co? Kupimy Yuyi jakaś pamiątkę i lecimy dalej?
-ok.-zgodził się chwilę jeszcze go tulac. Potem go puścił żeby chłopak spokojnie poszedł do łazienki a sam zapłacił za ich kawę. Potem stanął w kolejce do sklepiku zżeby kupić te pamiątkę dla Yuyi.
-mhm...-zgodził się skinieniem głowy. Schowal figurkę do plecaka który zabrał Tomo i objął go w pasie.-na pewno się ucieszy.-dodał I ruszył w kierunku windy. Kiedy do niej weszli objął go jeszcze mocniej.-to teraz central park i jakiś obiadek?
-mhm, jasne ze możemy. Wiec po obiadku lody i przespacerujemy się z nimi do Time Square. A na samym końcu wrócimy do hotelu. Jako że będzie juz późno to proponuje skorzystać z taksówki.-powiedział z ulgą rejestrując ze winda się zatrzymała. Wyszedł z niej i przeciągnąl się lekko zaraz znów łapiąc za rękę chłopaka.
-większość takich teraz będzie. W Paryżu tez będziemy się lenic. Zwiedzać spokojnie i chodzić po mieście.-powiedział z uśmiechem. Również pomachal bratu. Cieszył się jego szczęściem.-no...a teraz w która stronę skarbie?-spytał wesoło rozglądając sje dookoła.
-ok, no to idziemy.-uśmiechnął sie wesoło I ruszył do central parku trzymając Tomo za rękę.-kochanie? Jak już będziemy w Paryżu to poza moim uniwerkiem i moim mieszkaniem jest coś jeszcze co chciałbyś zobaczyć z tych miejsc które często odwiedzałem?
-Moulin Rouge na pewno zobaczymy. Do klubu tez zajdziemy.-skinął głową.-hm...no więc mam tam swoją ulubioną cukiernie...i park blisko mieszkania w którym uczyliśmy się z Marciem. No i Disney land...zabrałem tak wiele dziewczyn na randkę.-wzruszył ramionami.-o! I w tym parku co mówiłem...to wieczorem przychodzą muzycy...możemy pójść I posłuchać jeśli będziesz chciał.
-no to fajnie. Na pewno będzie fajnie. Ten park ładnie wygląda nocą...jest miła atmosfera. Chodziłem tam z Jolie na spacer.-powiedział I ukradkiem ucałował go w policzek.
-ja tez. Ale już wiem że będzie wapaniale.-powiedział z uśmiechem.-bo będziemy razem.-dodał idąc spokojnie i cały czas się rozglądając.
-na rolki?-uniósł brwi i uważnie mu się przyjrzał.-cóż...raczej nie widzę żadnych przeszkód. Ty planujesz nasz pobyt w Australii wiec po prostu oddaje się w twoje ręce.-powiedział I ucałował go w czółko.-usiądziemy na chwile na ławce?
-wierze ze będzie. Za każdym razem jak próbuję trochę twojego świata to jest świetnie.-powiedział śmiejąc się wesoło. Usiadł na ławce i poklepal swoje kolana.-siadaj. Chce cię potulic.
-wąchać? Zawsze mnie to dziwi wiesz? Czy ja na prawdę aż tak dobrze pachne?-spytał tulac go do siebie. -bo wiesz...cały czas powtarzasz jak to lubisz mnie wąchać...
-rozumiem...cóż w takim razie ciesze się ze podoba ci się mój zapach...tak sądzę.-zaśmiał się tulac go do siebie. Chwilę siedział tylko głaszczac go po włosach.-wiesz co? Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak to będzie kiedy Yuya dorośnie...-zaczął spokojnie.-czy nadal będzie nas tak kochał? I co jeśli pozna jakaś dziewczynę z którą będzie szczęśliwy a ona i jej rodzina nie będą akceptować jego rodziny? Zacząłem się tego trochę bać...
-ja tez wolałbym uniknąć takich sytuacji ale...to jest możliwe dlatego się boje. Nie chce zeby nas znienawidzil.-powiedział tuląc go mocniej do siebie.-no I to będzie ciężkie prawda? Na razie jest jeszcze dzieckiem...ale niedługo będzie nastolatkiem...i zaczną się pytania. Dużo pytań.-zaśmiał się.
-no nie wiem kochanie...pamiętam jaki ja byłem uciążliwy jako nastolatek. Tylko spytaj moich braci.-zaśmiał się.-wiec chyba tego okresu boje się najbardziej u Yuyi. Bo wiem ze potem będzie lepiej. Wiec cieszmy się póki jest jeszcze kochanym dzieckiem.-ucałował go i znów mocno przytulił.
-nigdy nic nie wiadomo.-zaśmiał się. Odsunął go od siebie na moment żeby spojrzeć mu w oczy.-wiem tylko ze tak długo jak jesteś przy mnie to dam sobie radę ze wszytskim.-powiedział i pocałował go delikatnie.
-no....wtedy też będzie ciężko.-przyznał wzdychajac.-ale będziemy razem. Co by się nie działo będziemy razem go wspierać i mu pomagać.-pogłaskał go po policzku.mam tylko nadzieje ze nas nie odtraci...
-Wiem.-ucałował go lekko.-masz rację. Będziemy się tym wszytskim martwić jak zacznie dorastać Na razie jest naszym kochanym maluchem.-pprzytulił go mocno do siebie.-ciesze się ze cie mam.
-ja ciebie tez bardzo kocham.-odparł z uśmiechem. Cieszył się jego bliskością.-na prawdę chcesz to wiedzieć skarbie?-spytał unosząc brwi.-bo dałem dużo...i w sumie na informacja powinna być wystarczająca.-zachichotal.
-no aż tak dużo to nie.-zaśmiał się.-ale cenowo górna półka jeśli chodzi o biżuterie.-wyjaśnil spokojnie.-no I chciałem żeby były wyjątkowe...wiec od wewnątrz jest grawer. Napis 'forever' ułożony w znak nieskończoności.-ucałował go w czółko.
-myślałem ze sam zauważysz.-zaśmiał się.-ciesze się ze ci się podoba.-pogłaskał go po włosach.-to co? Wstajemy, idziemy się przejść i przy okazji rozglądamy się za jakąś restauracja.-ucałował go jeszcze raz.
-no rozumiem skarbie.ale teraz już wiesz i ciesze się ze ci się podoba i ze ja nosisz.-uśmiechnal się. Wstał i złapał go za rękę idąc spokojnie przez park.-a po obiadku obiecane lody.-wyszczerzyl się.
-właśnie...tak jakoś ciesze się ze nosisz na palcu.-zaśmiał się.-ja ciebie tez.-powiedział zaraz obdarzajac go promiennym uśmiechem.-o może tam zjemy?-wskazał ręką na szyld jednego z budynków.-Ren mówił ze maja tam dobre jedzenie.
-rozumiem kochanie. Na razie po prostu jakoś wszystko mnie cieszy.-zzaśmiał się cicho i ruszył powoli w stronę wspomnianej restauracji.-tylko wiesz...nie marudz za bardzo na ceny bo wiem czego można się spodziewać znając mojego brata...
-ok ok.-uśmiechnął sie szczęśliwy.-wyjaśnię wszystko...chociaż chyba nie będzie potrzeby bo to restauracja azjatycka. No wiesz...dania z różnych krajów. Z tego co mówił Ren mają tam kucharza z każdej narodowości który jest za swój krai odpowiedzialny. Ja mam ochotę na coś tajskiego...
-hmmm...może kurczaka pieczonego w ziołach i miodzie.-wzruszył ramionami bo jeszcze nie był pewien.-weź co chcesz kochanie. Masz wolna rękę wiec po prostu sobie wybierzesz co będziesz chciał. Nie patrz na ceny.-ucałował go w policzek i stanął przed pasami bo akurat mieli czerwone światło.
-wino do chińskiej kuchni? To chyba nie bardzo pasuje skarbie. A nie lepiej jak sobie w hotelu na balkonie wypijemy?-zaproponował ściskając mocniej jego rękę i przechodząc na drugą stronę.
-oj...ale możesz wypić po czekoladzie...albo zrobię ci taka dobra czekoladę z winem. To na prawdę nie jest psucie smaku.-zaśmiał się.-Wien na razie bez winka, ok? Wino potem...dobrze?-spytał stając przed wejściem do restauracji.-bo chciałbym dzisiaj tak romantycznie na balkonie wypić...nie do obiadu.
-jestem zawodowym cukiernikiem i robiłem najróżniejsze warianty smakowe gorącej czekolady. Na zimowe wieczory robiłem sobie i Marcowi z różnymi alkoholami na rozgrzanie i smakowała wyśmienicie. Zaufaj mi.-zaśmiał się I wszedł do środka trzymając chłopaka cały czas za rękę.
-oj no...mówię ci ze z winem jest pyszna...-westchnął zajmując stolik i prosząc kelnera o menu.-nie będę eksperymentowal. Robiłem taka czekoladę setki razy. Z Marciem sprzedawalismy ja zima na naszej uczelni.-wywrocil oczyma.
-Ech...jak ci nie posmakuje to zrobię ci zwykła.-obiecał.-tutaj z tego co widzę win nie mają.-dodał przerzucająć strony żeby znaleźć kuchnie tajska.-ja wiem kochanie...ale obiecałeś dzisiaj nie patrzeć na ceny.-zaśmiał się.-po prostu wybierz to na co masz ochotę.
-Mogę kochanie...tylko tak chciałeś to wino ze myślałem ze ci dogodze.-zaśmiał się.-no ale ok, będzie zwykła czekolada.-wzruszył ramionami. Zdecydował się jednak zamówić tego kurczaka pieczonego w ziołach I miodzie po czyn spojrzał na chłopaka.-i na co się zdecydowałeś?
-cóż...ja nigdy nie lubiłem tak ryzykować.-zaśmiał się.-wiec cóż...chyba najbardziej zadowolony będę ze swojego kurczaka.-dodał wesoło.-chociaż jestem tez ciekawy co tobie przyniosą.
-dziękuję kochanie. Ja tez dam ci spróbować swojego.-powiedział z uśmiechem.-ładnie urządzona restauracja, prawda? Ren pewnie zabierze tutaj Kanekiego.
-cóż kochanie...takie przytulne restauracje pokaże ci we Francji.-obiecał mu z uśmiechem.-wiec spokojnie...wiem ze to nowość i wiem ze nie lubisz.-dodał biorąc łyk wody.-ale te bardziej wytrawne tez chce ci pokazać.
-mhm...w każdym razie nie będziemy tylko po takich chodzić. Cóż...w Paryżu więcej jest tych dużych ale jak będziemy jeździć po Francji to pozachodzimy do tych rodzinnych restauracji serwujacych regionalne potrawy. Taki plan się podoba?
-I będzie kochanie. Zobaczysz jak żyłem na studiach...pokaże ci ze moje życie było zróżnicowane...lubiłem chodzić po różnych restauracjach i próbować. Jeździłem dużo z Marciem.-przyznał z uśmiechem a po chwili podziękował kelnerów skinieniem głowy.
-oj daj spokój skarbie...ilekroć pokazujesz mi kawałek swojego życia to jest fajnie.-zaśmiał się.-ty możesz się zawieść moim...w końcu do studenckie było dość normalne. Bez przepychu i w ogóle.-wzruszył ramionami jedząc swojego kurczaka.-mmmm...pyszny.
[Oki doki ^^ szczęśliwej podróży]
-mhm. Lubie to danie. Zwłaszcza kiedy jest dobrze przyprawione.-uśmiechnął sie.-a jak tam Twoje zamówienie? Smakuje ci?
[Ale przynajmniej masz internet XD]
-raczej tutaj nie podają.-zaśmiał się.-wiesz...w Azji jeszcze mógłbyś na coś takiego natrafić...ale w tutaj raczej nie.-uśmiechnął sie I wrócił do jedzenie.
[No to bieda...a ładowarki kontaktu nie masz?]
-mmm...ale dobre jest.-uśmiechnął sie. Popijal swoje danie woda a kiedy skończył uśmiechnął sie do chłopaka.-a na deser chciałeś lody, prawda?
[Wyniki z matury przyszły. Podstawowy angielski napisałam na 92% ale rozszerzenie słabo mi poszło...zaledwie 68%...]
[Nadal na te co miałam w planach. UAM w Poznaniu i UJ w Krakowie. Mam nadzieje ze uratuje mnie rozszerzony polski który zdalam na 90% XD no zdarza się a tak w ogóle po co tam pojechales? Praca?]
[Dzięki przyda się każdy trzymany kciuk XD no to biedny tam jesteś...dzieci dają popalić? XD]
[No to niezły bałagan...powodzenia w takim razie bo i tobie się przyda XD długo tam zostajesz?]
[Jeju no to długo...powodzenia, na pewno dasz rade i nie padniesz ^^]
[Dzięki, przyda się XD no 10 lipca będę albo płakać albo skakać z radości XD]
-cóż...wybraliśmy stolik na uboczu wiec raczej tak.-uśmiechnął sie do niego.- a lodami pójdziemy na Time Square...bo to tez chciales zobaczyc, prawda?-spytal odsuwajac się lekko od stołu żeby chłopak mógł mu usiąść na kolanach.
[No nie wiem...mam prawie 9 osób na miejsce...]
-wczoraj wszystko działo się tak szybko...nawet nie wiem kiedy to tak minęło.-zaśmiał sie i objął go mocno.-ja ciebie tez kocham skarbie. Mój kochany i wspaniały mąż...najwspanialszy.
-I tak do końca życia kochanie. A przez nadchodzący miesiąc to już w ogóle.-powiedział tuląc go do siebie na prawdę szczęśliwy.-będziesz blisko mnie i będę cię tulił. Będziemy się relaksować we dwoje. Na prawdę mi się te plany podobają.-ucałował go w czółko.-co powiesz na to żeby po powrocie do hotelu obejrzeć ten drugi filmik od Koyukiego?
-nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie, uważam że wyglądasz uroczo jak się rumienisz. To urocze.-pogłaskał go po policzku.-będziesz coś jeszcze chciał czy prosimy o rachunek?
-na loda zawsze, co?-roześmiał się wesoło i poprosił o rachunek. Kiedy zapłacił przeciągnąl się lekko.-to co idziemy?-spytał jeszcze chwile głaszczac go po włosach.
-jak to pierwsza? A te w Tokio? Chodziliśmy po mieście i do restauracji...przecież były prawdziwe.-zaśmiał się I objął go ramieniem kiedy wychodzili.-no chyba ze uważasz ze nie były prawdziwe...
-jakie makabryczne?-spytał nie bardzo wiedzac o co chodzi.-Kochanie...dzisiaj wszytsko będzie idealne. I już zawsze będzie.-ucałował go w policzek I zaczął iść w stronę budki z lodami.
-oj...czasem tylko miałeś koszmarek. Ale już na pewno wszystko będzie dobrze. Jeszcze wiele będziemy mieli takich idealnych randek. Nawet po powrocie do Yukan będziemy chodzić od czasu do czasu na takie randki.-obiecał mu to i wziął dla nich po porcji lodów.
-jasne ze będziemy kochanie.-zapewnił go wesoło. Zerknął na niego i ucałował delikatnie.-no to teraz Time Square.-powiedział zajadając się swoim lodem.-mmmm...pyszny.
-jasne że spacerkiem. Mamy czas, nigdzie nam się nie spieszy.-uśmiechnął sie I kiedy skończył jeść loda objął go ramieniem.-jutro w południe mamy samolot do Paryża...wiec przed południem musimy wstać.-ucałował go w policzek.
-jasne ze będę. Potule cie i będzie mógł się przespać spokojnie. Ja tez pewnie będę spał bo zawsze ciężko znoszę lot.-powiedział z uśmiechem.-ciesze się ze ci smakuje. No i ze randka ci się podoba. No a to jeszcze nie koniec.
-calusienki twój.-przyznał z uśmiechem.-ale najpierw usiądziemy na balkonie, wypijemy spokojnie czekoladę. Dopiero potem reszta deserku-zaśmiał się wesoło.-nawet nie wiesz jak bardzo jestem teraz szczęśliwy.
-cóż...i to i to.-zachichotal ale zaraz przytulił go mocniej.-a tak poważnie, to dlatego że jesteśmy i będziemy razem. Tak po prostu mnie to cieszy.-wzruszył ramionami. Po prostu był szczęśliwy.-samo twoja obecność przy moim boku sprawia żejestem sszczęśliwy.
[No i do poznania się nie dostałam. Jestem 100 na liście rankingowej...;^;]
[do Krakowa też się nie dostałam...]
[Zapomniałam wspomnieć ale no...DOSTAŁAM SIĘ NA UMK DO TORUNIA!!! W październiku zaczynam studia ^^]
-Yamanaka stój. Ja jeszcze nic nie zobaczyłem. A chyba wypadałoby zaprosić nauczyciela na herbatkę?-mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie. Zaraz za nim pojawił się Yuji.
-a ja przynioslem ci lekcje.-powiedział bardzo cicho.-dzisiaj mnie wpuscisz?
[a gdzie noc poślubna XD]
-ale jest ok kochanie. Serio. Poza tym to dopiero początek a dzisiaj mamy dzień pełen wrażeń. W końcu to dopiero poranek. A czeka nas luwr, wieża i rejs po sekwanie. A potem spacerek po parku. Mark mówi ze możemy wpaść kiedy chcemy tylko żebyśmy wcześniej go o tym poinformowali.
-nie mogę. Tym bardziej nie moge Yamanaka. Tak nie może być. Kiedy ostatnio coś jadłes? Słuchaj...nie masz tutaj zapewnionych warunków do życia i krztalcenia się...chce ci pomóc Kazuo. Tylko musisz mi na to pozwolić.-powiedział nauczyciel. Yuji siedział tylko cicho. Podsunął torbę w stronę Kazuo.
-tu są lekcje i bento...-szepnal bardzo cicho i zaraz znów umilkl. Skupił się na tym żeby się nie rozplakac.
-tylko powylegiwac?-objął go w pasie i przysunal bliżej siebie. Ucałował go I zaśmiał się cicho.-a teraz idziemy do naszego apartamentu żeby zrobić śniadanko. Potem wyjdziemy zwiedzać. OK?
Yuji pokręcił przecząco głową i podsunął w jego stronę torbę.
-nie mów tak Kazu. Przecież nie potrzebuje nakazu żeby odwiedzić swojego chłopaka, prawda? Ja też sie o ciebie martwię, wiesz? Chce ci pomóc.-powiedział cicho chlopak
-i możemy ci pomóc Kazuo. Nie rezygnuj ze szkoły i daj sobie pomóc.-poprosił nauczyciel.
-Ja ciebie tez Naoki. A teraz skarbie lepiej wracaj do łóżka. Zaraz przyniosę ci kaszke i leki. I ciepła herbatkę. Zaopiekuje się tobą wiec idź się położyć.-powiedział robiąc mu kaszke.
Yuji zatrząsł się ze strachu. Nigdy czegoś takiego nie widział. Wymknal sie nie zauważony do pokoju w którym leżał nieprzytomny Kazuo. Razem ze swoją torba w której miał apteczke. Sprawdził mu puls I zaczął opatrywac. Nauczyciel był na tyle przytomny żeby nagrać cala akcje a następnie szybko schował telefon.
-Kazuo...jest dobrym uczniem.-powiedział mężczyzna nie chcąc powiedzieć czegoś źle żeby chłopak nie oberwal bardziej.
Yuji wychylil głowę zza drzwi. Cały się trzasl ze strachu. Jednocześnie chciał coś zrobić. Nie mógł tak zostawić Kazuo. Wrócił do pokoju wycofując się w kat. Drzacymi dłońmi dłońmi wyjął telefon i zadzwonił do szpitala. Kiedy już się rozlaczyl po wyjaśnieniu całej sytuacji skulil się w sobie. Usilnie myślał co zrobić żeby ojca Kazuo juz nie było. Przypomniał sobie rozmowę z ich nowym wuefistą. Dostał od niego numer do zaufanego policjanta któremu miał zaufać gdyby kiedykolwiek miał jakieś problemy. Pospiesznie wybrał jego numer.
-Hiroki-san? Proszę tu szybko przyjechać. Proszę...-powiedział cicho placzliwym głosem.
-kto dzwoni? Gdzie mam przyjechać?-spytał od razu starszy mężczyzna wyczuwają ze sprawą.jest poważna. Yuji się przedstawił i wyjasnil cala sytuacje mowiac tez gdzie mezczyzna powinien przyjechac. Hiroki akurat byl na przymusowym urlopie jednak wzial odznake, kajdanki i wskoczyl w samochod. Przyjechał na miejsce chwile przed karetka. Wpadł do domu i powstrzymał ojca Kazuo przed zadaniem kolejnego ciosu łapiąc go za rękę. Wystarczyła chwila zeby ocenił sytuacje. Nie potrzebował dużo siły żeby zakuc mężczyznę w kajdanki.
-Panie Yamanaka, jest pan aresztowany za znęcanie się nad nieletnim i pobicie. Ma Pan prawo do adwokata i do zachowania milczenia.-wygłosił spokojnie.-mamy jakieś dowody poza zeznanie świadków?-spytał nauczyciela.
-mam nagranie...-powiedział klepiac się po.kieszeni w której miał telefon. Policjant skinął głową i akurat wtedy podjechala karetka a Yuji wyszedł z pokoju.
-mhm...a kończy na czymś innym.-zachichotal cicho. Trzymając go za rękę szedł do ich apartamentu. Był szczęśliwy ze ma przy sobie swojego ukochanego męża i ze spędzają tak zaraz czas.
Chłopak rozplakal się dopiero kiedy Kazuo zabrali sanitariusze. Pokiwał tylko głową I napisał wiadomość do brata. Potem Poszedł pakować Kazuo.
-a gdzie go pan da? Ja...on może u mnie pomieszać jakiś czas...-zaoferował się chłopak pakujące wszystkie rzeczy Yamanaki.-ale mamy dowody wiec...wiec tym razem będzie dobrze, prawda?-spytał żeby się upewnić.
-cóż...nie przeszkadza.-przytaknal szedł z nim chwile a.kiedy chłopak zadał.mu pytania pocałował go namiętnie.-zawsze. Zawsze kochanie.-zapewnił go.
-Kazu będzie się bał...i pewnie będzie kłamał. Jak go odwiedzę w szpitalu to z nim pogadam.-szepnął.-a...jak zamieszka u pana to będę mógł go odwiedzać? A to na pewno ok żeby u pana zostal?-spytał chłopak odsuwajac się i kończąc go pakować.-skończyłem. Jedzmy juz do szpitala. Martwie się o Kazu.
-um...dobrze...-chłopak skinął głową nieśmiało.-ale Kazuo może się nie zgodzić. On się bardzo boi...-powiedział bardzo cicho. Wsiadł do samochodu i zapiął pasy.-operacje? Jest aż tak źle?-spytał zmartwiony.-sensei ja muszę przy nim być. Musze. Ja się o niego martwie...bardzo...
-to może jutro romantyczny spacerek?-zaproponował.
-wiem...wiem ze przechodził. Wiem dlatego chce mu pomóc sensei.-powiedział chłopak I spojrzał na nauczyciela.-sensei...ale gdybyśmy nie poszli to ten koszmar trwałby dalej. Teraz mamy szansę go zakończyć i uratować Kazu. Wierzę że nam się uda sensei. W końcu mamy nagranie...i nasze zeznania. A ja go jakoś przekonam ze to się uda. Bo...bo on się boi. Bo kiedyś już udało mu się wsadzić ojca do więzienia ale...po roku go wyciągnęli bo był potrzebny w policji. Teraz trzeba zrobić tak żeby nie wyszedł sensei. Nie może....
-oczywiście skarbie. I dzisiaj zwiedzamy turystyczny Paryż. A jutro pokaże ci mój. Moja uczelnie, moje ulubione restauracje i miejsca w których lubiłem przebywać.-ucałował go I objął ramieniem.
Yuji wtulil się w brata.
-nic mi nie jest Shuji. Uciekłem do pokoju Kazuo zeby nic mi nie zrobił jego ojciec. Kazu ma operacje. Jest bardzo źle Shuji. Martwie się o niego...ale już będzie dobrze. Jego ojciec jest zatrzymany. Juz będzie dobrze.-wtulil się w niego mocno.
-będziemy mieli chwile. Porysuje cie.-obiecał mu a kiedy winda dojechała wszedł do apartamentu.-no odpocznij sobie a ja zrobię śniadanie.
-um wiem. Wiem ze musze. Musze go wspierać.-przyznał spokojnie. Odsunął się od brata i otarł łzy.-będę silny. Dla Kazu.-wyszczerzyl się I usiadł.
-Nie raz i nie dwa...ale lubię jak to mówisz.-zaśmiał się przygotowując im proste śniadanie.
-mhm...ale martwię się o niego Shuji. Bardzo. No i on pewnie będzie uparty i w ogóle będzie się bał i nie będzie chciał zeznawać albo będzie kłamał. A wtedy nie mamy jak mu pomóc. Co ja mam zrobić?-zwiesil głowę zmartwiony.
-ja ciebie tez kocham mój seksowny mężu.-oddał pocałunek i objął go w pasie.-a może dzisiaj basen po zwiedzaniu?-zaproponował.
-um normalne ale wiesz...bez niego jego ojciec będzie mógł powiedzieć co będzie chciał a Kazu ne będzie miał nawet szansy się sprzeciwić.-powiedział cicho.-a co jak się ni obudzi?-spytał nagle zmartwiony ze może tak się stać.
-możesz. Ale male co nieco może być też w basenie. Skoro mamy taki prywatny na ogromnym balkonie.-pocałował go I wrócił do robienia sniadania. Kiedy skończył położył ich talerze na stoliku w jadalni i usiadł na krzesle.-smacznego skarbie.
Yuji siedział przy Kazuo a po którymś pytaniu matki chłopaka nie wytrzymał i wstał podchodząc do niej.
-co z nim? CO Z NIM?-popatrzył na nią ze łzami w oczach.-a nie widzisz ze leży pobity przez twojego powalonego męża? Mogłaś coś zrobić. Mogłaś temu zapobiec. Ale nie zrobiłaś kurwa nic.-spojrzał na Kazuo i otarł łzy. Zagryzł dolną warge.-ja go kocham. Ale nie wiem czy pani tez.
-dziękuję.-ucałował go I wrócił do jedzenia.
Yuji rozmasowal bolacy policzek.
-nie obchodzi mnie to. Mogła coś robić a tylko ignorowala problem. Teraz to zauważyła. Dopiero jak z Kazu jest na prawde źle.-burknal. Zaraz jednak zatrząsł się lekko.-ja po prostu się o niego martwie. Zirytowala mnie...i nie wytrzymalem.
-I na kawusie i na ciacho.-zapewnił go z uśmiechem. Zaraz pocałował go delikatnie.-spokojnie. Mam zaplanowane to tak zebysmy sie nie zmaczyli.
-nie wiem...ale chciałbym żeby mógł. Kazu jest niesamowity na boisku. Na prawdę. Mógłby dostać stypendium I uciec. Wyjechać.-uśmiechnął sie lekko ale tylko na chwilę.-wiec mam nadzieje ze będzie mógł.-spojrzał z nadzieją na brata.-poczekam aż ona wyjdzie. Chce przy nim posiedzieć.
-no chciałbym. Ale to tak jak pewnie ty z Australią. Na pewno będziesz chciał pokazać mi wszytsko z jak najlepszej strony.-uśmiechnął sie lekko.-wtedy ja oddam się w twoje ręce.
Yuji odczekał jeszcze chwile po czym poszedł do sali Kazuo. Usiadł przy nim i złapał go łagodnie za dłoń. Trochę przeraził go jej chłód.
-hej Kazu...jestem juz przy tobie. Wszystko będzie dobrze. Juz będziesz bezpieczny. A jak wyjdziesz ze szpitala to...to zrobię ci najlepsze urodziny jakie kiedykolwiek miałeś. Wiec obudź się szybko...kocham cie...-otarł łzy.
-oj...jedyne co to no wiesz...moje punkty. Tam gdzie najczęściej przebywałem.-wzruszył ramionami.-no I jeszcze zabawa na wyspie.-puknal go palcem w nosek.
-lez. Do żadnego domu Kazu.-łagodnie go położył i nasunal mu na twarz maskę tlenowa.-juz dobrze. Juz jesteś bezpieczny. Jesteś teraz w szpitalu wiec lez grzecznie, dobrze?-uśmiechnął się do niego lekko. Nacisnąć guziczek wołający lekarza i znów wrócił wzrokiem do chłopaka.
-no...znam Paryż lepiej niz ty Australię.-zgodził się i powiódł za nim wzrokiem.-mam seksownego męża.
Chłopak trochę spanikowal widząc jak Kazuo się wyrywa. Spojrzał na lekarza i skinął smutno głową. Zerknął tylko jeszcze na chorego.
-Kazu spokojnie. Juz jesteś bezpieczny. I ja i ty. Nic mi nie jest. Nic mi nie zrobił. Myśl teraz o sobie.-powiedział szybko I wyszedł. Bardzo się o niego martwił wiec cały roztrzesiony usiadł obok brata.
-oj kochanie nie rób tak. Dzień się przecież dopiero zaczął.-zachichotal cicho nadal wodząc za nim wzrokiem.
-ale on się boi. A jak znów się obudzi i spanikuje? Ja musze przy nim być.-powiedział odsuwajac się od brata I wstając.Starał się być silny. Chciał być wsparciem dla Kazuo.
-dostałeś nawet kilka. A taka kara to nie kara.-zauważył spinajac się lekko kiedy chłopak trafił na jego czuły punkt.
-nie chce. Ty tego nie zrozumiesz. On jest przerażony a ja muszę przy nim być.- powiedział ciągle ocierajac łzy.-i tak nie zasnę. Za bardzo się o niego martwie. Chce przy nim być i zapewnił go ze wszytsko jest ok.
-jakie gotowe kochanie. Jeszcze nie.-powiedział Ciągnął go bliżej siebie i całując go namiętnie.-jeszcze nie koniec. Skończ co zacząłeś kochanie.-znów go pocałował.
-um...-chłopak chciał jeszcze protestować ale sądził ze nie miałby siły się kłócić. Poszedł wiec tylko grzeczne za bratem i wsiadł do samochodu.-sensei...ja myślę że jego mama nie pozwoli panu go zabrać...
-I żadnych więcej takich kar.-wywrocil oczyma I zapiął spodnie. Znów go ucałował I lekko klepnal w pośladki.-bo następnym razem się odwdzięcze taka sama kara.-pokazał mu język.
Chłopak zarumienil się okropnie.
-nie uciekłbym.-zaprotestował słabo.-sensei...ale jak się nie uda? A jak się nie uda i znów wypuszcza jego tatę? I on go znajdzie i zrobi mu krzywdę...-zatrząsł się lekko.-Kazu...Kazu bardzo się boi...
Takano wzrosły ramionami I przytulił go delikatnie.-dobra kotuś. Idziemy na miasto. Dzisiaj jesteśmy turystami.
Chłopak skinął niepewnie głową. Wcale nie był przkonany czy się uda. Poszedł jednak wziąć prysznic a potem położył się do łóżka. Nie mógł zasnąć. Czuł się wykończony a jednak za bądź się martwił żeby spać.
-idziemy.-wesoło poprowadził go do windy a stamtąd prosto do luwru.-podoba ci się Paryż?-spytał kiedy stali w kolejce.
-spokojnie.-mężczyzna złapał go za ramiona żeby utrzymać go w pionie.-spokojnie.-powtórzył widząc jak chłopak się trzęsie i wpada w panikę.-Nazywam się Moriyama Hiroki. Jestem tutaj po to żeby Ci pomóc.-powiedział a widząc ze chłopak wcale się nie uspokoił mówił dalej.-to ja aresztowałem twojego ojca. Zadzwonil po mnie twój przyjaciel. Nic mu nie jest więc możesz być spokojny. Chce ci pomóc wiec możeszmi zaufać Kazuo. Na początek wróćmy do twojej sali, dobrze?
Takano uśmiechnął się lekko i objął go ramieniem.
-jasne kochanie. Przy wieży jest wiele kawiarni. Coś dla siebie znajdziemy.-zapewnił go a kiedy weszli do środka luwru złapał go za rękę i pokazał mu mapkę.-co najpierw chciałbyś zobaczyć?
-jedyne co teraz musisz to wrócic do łóżka w swojej sali. Jesteś już bezpieczny Kazuo. Twój ojciec jest w areszcie a ja osobiście dopilnuje żeby tym razem tam pozostał. Wiec teraz mmożesz się skupić na odzyskiwanie zdrowia. Zaufaj mi dobrze?-dojechał do sali chłopaka i pomógł mu położyć się do łóżka.-nie będę zbierał twoich zeznań dopóki nie będziesz się czuł na siłach wiec możesz być spokojny Kazuo. Juz nic ci nie grozi. Nic a nic.-mężczyzna mówił powoli i spokojnie.
-nie pod rząd. Ale często tu bywałem. Na randkach albo żeby poszukać inspiracji. Wiesz...w duecie ja i Marc to ja zajmowałem się wyglądem naszych wypieków. Wiec przebywałem tu dosyć często.-przyznał swobodnie.
-Kazuo-kun...nie wiem kto go wypuścił ale tak jak mówiłem osobiście dopilnuje żeby to się nie powtórzyło. Twoje zeznania będą tajne i przedtawione w sądzie jako dowód. Nic więcej. Nie będziesz musiał stawiać się w sądzie.-zapewnił go spokojnie.-jesteś już bezpieczny.-powtórzył. Starał się uspokoić chłopaka.
-pokaże skarbie. Pokaże ci gdzie lubiłem rysować i w ogóle...wszystko.-powiedział z uśmiechem.-często przesiadywalem w salach w kktórych były rzeźby.
-Kazuo...rozumiem ze możesz mi nie ufać ale bez twojej pomocy nie wsadzić go za kratki. A koszmar zacznie się od nowa. Ja chcę ci pomóc i go zakończyć.-powedzial spokojnie.-nie wiem jak mam Cię przekonać ze możesz mi zaufać.
-mogłem je rysować z różnych stron i pod różnymi kątami. Tak jakoś to lubiłem.-wzruszył ramionami.
-właśnie tego chce uniknąć Kazuo-kun. Wiec spokojnie, dobrze? Oddychaj.-polecił mu cicho. Siedział przy nim dopóki oddech chłopaka się nie uspokoił. Dopiero wtedy wstał.-przyjdę jutro Kazuo. Rozumiem ze mi nie ufasz...ale na prawdę juz juz jesteś bezpieczny. Wyszedł z sali a zaraz potem wszedł Yuji.
-Kazu...-uśmiechnął sie lekko I usiadł przy łóżku.
-cóż...nie miałem ulubionego.-wzruszył ramionami.-tak jakoś...wszystkiego po trochu.
-hej hej...spokojnie...-złapał go za rękę i uśmiechnął się delikatnie.-jem...musze gotować bo inaczej Shuji padnie.-przypomniał mu.-cóż...chodzę do szkoły. Nie mogę zawalić. Ale ty tez nie wiec czekam aż wrócisz. Bez ciebie to już nie to samo...-pogłaskał go po dłoni.-um kendo...dostałem się I trenuje. Ale chcę żebyś to zobaczył. Bardzo. Ale nie ja teraz jestem ważny. Tylko ty. Masz słuchać lekarza, jasne? I odpoczywać. I nie uciekać.-wycelowal w niego palcem.-bo juz jest dobrze. Jesteś bezpieczny. Mi chyba ufasz, co nie?
-nie ma za co kochanie. To taki...turystyczny punkt wycieczki. Nic wielkiego. Ciesze się jednak ze ci się podoba.-objął go mocno.
-ja mu ufam. Polecił mi go ten nowy wuefista...i no...jak na razie na prawdę pomaga.-uśmiechnął sie lekko.-daj spokój. Martwilem się jak nie przychodziłes do szkoły. Teraz może być już tylko lepiej.-nachylił się I ucałował go w policzek.-um...wiec no...odpoczywaj i dbaj o siebie, dobrze? Obiecaj mi ze będziesz słuchał lekarzy.
-ciesze się. Na prawdę.-uśmiechnął sie I poprowadził go dalej. Co i rusz opowiadał mu jak spędzał wolne chwile i jak różne rzeczy go inspirowały.
Chłopak pokręcił głową.
-ale jest ok. Serio. No i przez to ze nie mam już ze swoim trenerem mam trochę więcej luzu. Z resztą zobaczysz jak wrócisz. Lekcje są przyjemne. Poza tym koleś podbił serca wszystkim dziewczynom.-zaśmiał się cicho.
-cóż...na początku trochę się bałem. Ze no wiesz...ze mnie nie zrozumieją i nie polubia. Ale potem było coraz lepiej i bałem się coraz mniej.-wzruszył ramionami.
-nie podrywam.-wywrocil oczyma śmiejąc się cicho.-oj...jest najlepszy Kazu. Ja tylko czekam aż wyzdrowiejesz.-ucałował go w policzek.-nie będę zły. Śpij.-pogłaskał go po włosach.
-nie każdy się na to decyduje. Ale teraz masz okazję ze mną to wszytsko pozwiedzać.-potulil go tak jeszcze po czym wyszli z luwru.-teraz mój ukochany wieża Eiffla. Obejrzymy Paryż z góry.
-ja ciebie tez.-szepnął. Potem poszedł po lekarza który obejrzał śpiącego chłopaka i dał mu leki. Yuji siedział przy Kazuo jeszcze dłuższą chwilę. Chciał przy nim być dopóki mógł i cieszył siuważasz?karze pozwalają mu przy nim siedzieć.
-widok z niej też jest lepszy.-przyznał swobodnie.-ale z balkonu tez mamy niezły widok. Zobaczysz dzisiaj jak wrócimy. A na razie wieża.-ucalowal go ukradkiem w policzek.-najlepsz? Czemu tak uważasz?
Yuji upadł ciężko na podłogę. Skrzywil się z bólu kiedy uderzył ręką o szafkę. Wstał i obrzucil kobietę spojrzeniem. Zaraz spojrzał na Kazuo I uśmiechnął się lekko.
-będę już szedł Kazu. Do jutra. I pamiętaj ze masz odpoczywać. Spytam się pielęgniarek. A jak będziesz ggrzeczny to dostaniesz nagrodę.-powiedział uznając ze zrobi mu ci stacza i wyszedł z sali.
-no jest niesamowity. Będziemy razem czekac ale mam nadzieje ze pójdę szybko.-uśmiechnął sie delikatnie.-myślę że tak spokojnie wszystko zdążę ci pokazać i spędzimy miło czas.
-bo chce żebyś mi zaufał i dał sobie pomóc. A na razie nie widzę innego sposobu jak tylko przychodzić codziennie i z tobą rozmawiać. -wyjaśnił spokojnie.-wiec...jak się czujesz?-spytał ale nie zdążył uzyskać odpowiedzi bo do sali wszedł Yuji. Mężczyzna wstał skłonił się Kazuo a potem jego dopiero przybylemu gościowi i wyszedł. Chłopak zajął jego miejcie.
-jak się czujesz? Byłeś grzeczny? Zasłużyłes na nagrodę?-spytał łapiąc go za dłoń.
-słabo ci?-spytał zmartwiony i od razu wziął go na ręce niczym księżniczkę. Ustawił się tak żeby ochronić go przed słońcem.-tak lepiej?-zadał kolejne pytanie. Nie chciał rezygnować z tego czas spędzonego w kolejce by zacząć wszystko od nowa. Z drugiej strony martwił się o niego wiec gdyby nie było lepiej to po prostu zabrał by go do kawiarni.
-um dobrze. Wiec jutro nie przyjdę.-zwiesil trochę głowę bo nie chciał tak jeden dzień nie przychodzić.-ale nie przepraszaj. To nie twoja wina.-pokręcił głową i wyjął ciasteczka.-jak byłeś grzeczny to mam dla ciebie nagrodę. Sam piekłem.-uśmiechnął sie.
-mhm to dobrze. Bo przed nami jeszcze tylko pięć osób wiec za chwile będziemy wjeżdżać na górę.-ucałował go w nosek i uśmiechnął się lekko.
-ciesze się. Zostawię je tutaj ale możesz je jeść tylko jak bedziez grzeczny.-wycelowal w niego palcem.-a jak wyjdziesz ze szpitala to będę ci znów robił pyszne bento i inne pyszności. I...I...I będziemy jeść razem, prawda?-przyłożył jego dłoń do swojego policzka.
-ja ciebie tez skarbie. Bardzo bardzo bardzo bardzo mocno. Ciesze się ze wzięliśmy ten ślub i teraz razem spędzamy miło czas.-wyznał szczerze. Trzymając go w ramionach czuł jakby trzymał cały swój świat. Zrobil krok do przodu kiedy kolejka die ruszyła.
Yuji pokręcił przecząco głową.
-przestanę się zamartwiac kiedy już na prawdę wszytsko będzie dobrze. Na razie jesteś cały poobijany, połamany i osłabiony. Kocham cie. To normalne że się martwię.-ucałował jego dłoń.-wiec nie mów ze mam tego nie robić. Jesteś bezpieczny ale wciąż musisz się wyleczyć. A jeśli...jeśli się boisz to do mnie dzwon. Wtedy przy tobie posiedzę i zapewnie ze jest dobrze.
-a ty moim.-zapewnił go. Kiedy weszli do windy postawił chłopaka cały czas jednak trzymając go blisko siebie.-jak się czujesz? Jest dobrze?-spytał uśmiechając się do niego lekko.
-Kazuo...nie przepraszaj. To ja przepraszam ze nie mogłem wiele zrobić. Ale um...ja u Shuji teraz mieszkamy u naszego wychowawcy. Uznał ze musi mnie pilnować bo w ogóle nie dbalbym o siebie...ale...um...jak wyjdziesz ze szpitala to ty zajmiesz nasze miejsce. Żebyś na pewno był bezpieczny. Staramy się o to wiesz? Spakowalem i zabrałem twoje rzeczy kiedy...no...to się stało. Sensei sam to zaproponował. Martwi się o ciebie wiesz? Wiec...Zaufaj nam dobrze? Mi senseiowi i Panu Moriyamie...-ucałował go bardzo delikatnie w usta.-czuje ze się uda.
-to dobrze. Mam nadzieje ze nie będzie ci się kręcić od wysokości.-pogłaskał go po włosach.
-Kazuo...?-zmartwiony chłopak usiadł na łóżku i bardzo delikatnie go przytulił.-ufasz mi prawda? Będzie dobrze Kazu. Juz jesteś bezpieczny. Juz oboje jesteśmy. Wiec juz się nie bój. Juz będzie dobrze.-szeptal mu na ucho.
-mhm no dobrze.-Cały czas go obejmując wyszedł z windy kiedy dojechali. Poprowadził go w stronę jednej z barierek. Objal go od ttlu i pokazal palcem w strone wiekszego z budynkow.-tam jest nasz hotel.
[Wcześniej odpisywałam wolno bo byłam na obozie integracyjnym XD a teraz to już wróciłam XD wyjeżdżam jakoś na koniec września albo na początku października. Strasznie się ciesze ale i denerwuje...]
-Rozumiem ale...-urwał uznając ze teraz najważniejsze to uspokoić Kazuo a nie się z nim kłócić.-nie zostawię bo cię kocham gluptasku. Wystarczy ze będziesz mi ufał a ja zajmę się cała reszta. Chce żeby mój chłopak był bezpieczny. Chce żebyśmy razem byli szczęśliwi.-pogłaskał go po włosach.
-jest wspaniały, prawda? A to przecież tylko jedna strona. Obejdzie dookoła...oczywiście jeśli chcesz.-cmoknal go w policzek.
[Fajnie ^^ poznałam fajnych ludzi i nawet dziewczynę która jest na moim roku ^^]
-jakbyś sam się tym zajmował to w końcu byś umarł albo został morderca. A ja tego nie chce. Daj sobie pomóc.-powiedział jeszcze I wrócił na krzesełko. Złapał go za dłoń chcąc jeszcze przy nim posiedzieć. Nie podobało mu się to ze znów się klocili z powodu ojca Kazuo. Sądził ze teraz będzie juz lepiej.
-ciesze się ze ci się podoba kochanie.-powiedział z uśmiechem. W pewnym miejscu się zatrzymał i znów go objął delikatnie.-a tam jest moja uczelnia. Jutro zobaczysz ja z bliska.
[Była ale ja nie piłam XD]
-to dobrze.-mężczyzna usiadł na krzesełku.-przyjaciel odwiedza cie codziennie? To on zadzwonil. Po karetkę I po mnie. Mówię po mnie bo nie dzwonił na policje a na mój prywatny numer.-wyjaśnił.-I udzielił ci pierwszej pomocy. Taki przyjaciel to skarb.-uśmiechnął sie lekko.
-tamten budynek. Ten niższy między tamtym wysokimi.-wyjaśnił pokazując mu odpowiedni kierunek.
-ale nic mu się nie stało, a to chyba najważniejsze, co?-uniósł lekko brew.-na dodatek cie uratował. Wiec wszystko jest dobrze.-dodał spokojnie.-nie pracuje. Jesteśmy z kompletnie różnych zespołów. Nie współpracujemy ze sobą.-odparł nie chcąc żeby zaszło jakieś nieporozumienie.-nie będę się wypowiadał. Jako policjant cóż...nie zauważyłem żeby był nadzwyczajnie dobry.-wzruszył ramionami.-a po twoich ranch I strachu w oczach wnioskuję ze ojcem dobrym raczej nie był.-dodal spokojnie.
-wcale nie. Większość to biura. Na samym dole kawiarnio cukiernia. No I wiesz...muszą być miejsca na kuchnie. Wszystko zobaczysz jutro.-ucałował go delikatnie.
Hiroki milczał cały czas. Sam nie miał ojca wiec zawsze wyobrażał sobie jak to jest to mieć. A w takich chwilach cieszył się ze go nie miał. Bo mógł mieć właśnie takiego. Odezwał się dopiero po dlozejszej chwili.
-nie jesteś nic nie warty Kazuo. Nikt nie jest. Każdy coś znaczy. I niektórzy te swoją wartość tylko powiększają.-znów na chwile zamilkł zastanawiając się co powiedzieć dalej.-nie sądzę żebyś aktualnie czuł się przy nim bezpiecznie. A stres nie tłumaczy tego co ci robi. Za to już dawno powinien stracic prace i skończyć za kratkami. I o to właśnie staram się wraz ze swoim zespołem.-uśmiechnął sie gorzko.-wiem ze wyniszcza. To nic dobrego.-przyznał mu rację.
-tam?-przyjrzał się miejscu które wskazuje chłopak.-tam...czerwona dzielnica. No wiesz...sex shopy, kluby, kabarety a w tym i Moulin Rouge.-odpowiedział tulac go do siebie.
-Kazuo...to nie jest twoja wina i nigdy nie była. On nie miał żadnego prawa cie bić. Nie miał.-Hiroki podał mu chusteczki.-nie płacz juz. Na prawdę wszystkim się zajmiemy. Pomożemy tobie i twoim siostrom.-zapewnił go mężczyzna.-myślisz ze było by lepiej gdybyś nadal robił za worek treningowy? Kazuo...mogłeś tam umrzeć. Dobrze się stało tak jak się stało. Uwierz w to. Teraz juz będzie dobrze. Zaufaj mi.
[Bo nie mogę kurde swojego dymu zrobić XD]
-cóż...na pewno pojedziemy zobaczyć Moulin Rouge. To jest w planach.-ucałował go w policzek.-a jeśli chcesz to i do sex shopu zajdziemy. Chociaż mamy jeszcze prezenty od Marca.
[Dymu u Yujiego XD i teraz musze czekać aż Kazuo się pozbiera...fizycznie i psychicznie XD]
-Kazuo...-mężczyzna zostawił całappaczkę chusteczek na szafce chłopaka.-czy to teraz jest takie ważne? A nie to ze w końcu nikt cię nie bije i możesz spokojnie zacząć zdrowiec? Pomyśl o tym przez chwile.-poprosił mężczyzna.-twój ojciec i tak będzie miał proces. Tym razem wewnętrzny co wiąże się z utratą jego pracy oraz odznaki. Może dostać nawet dożywocie. Przemysł to. Twoje zeznania bardzo by pomogły.
-ok ok...zajdziemy.-obiecał mu to wesoło. Tulił go tak do siebie dłuższą chwilę.-a mają tam cóż...wiele ciekawych rzeczy.-zaśmiał się I ucałował go namiętnie.
[No ja myślę XD]
Yuji niechcący to podsłuchał. Chciał zrobić chłopakowi niespodziankę i przyjść ze zrobionym bento. Wcześniej wypytal lekarzy czy może. Zacisnąl dłonie w pięści słysząc jak kobieta na niego krzyczy. Przecież tak nie powinno być. Długo walczyl sam ze soba a w koncu wszedl do srodka.
-Kazuo jest chory. Nie powinna pani na niego krzyczeć. To źle wpływa na jego zdrowie...-powiedział ostatnie zdanie wypowiadając nieco cieszej. Chcą jeszcze powiedzieć że nie powinna go błagać żeby szedł do pracy bo to rola rodzica jest utrzymywać dziecko póki się uczy a nie na odwrót jednak się powstrzymał.
-źle myślałeś.-puknal go w nosek.-bylem. To był główny punt wycieczki po Paryżu z Marciem.-zaśmiał się.-wiec pewnietam kupował prezenty dla nas.-dodał obejmując go w pasie.
-um wiem ale chciałem ci zrobić niespodziankę. I...I dzisiaj miałem trening i pokonałem senseia wiec chciałem. Ci się pochwalić. I...tęsknilem...-powiedział cicho patrząc na niego z nieśmiałym uśmiechem.-no I wiem ze to jedzenie w szpitalu nie jest dobre wiec przywiózłem ci coś pysznego...-dodał równie cicho.
-wiec pojdziemy.-zgodzil się. Ucałował go w policzek I wyjął aparat. Wyprostowal rękę i znów pocałował go w policzek robiąc im takie zdjęcie.-i jeszcze jedno które wyślemy Yuyi.-uśmiechnął sie.
-chyba sobie jaja robisz...-wymamrotal Yuji. Przecież widać było gołym okiem ze Kazuo nie da rady nawet wstać z łóżka.-Kazu...ja...-poszedł bliżej łóżka i usiadł.-pogadam dzisiaj z senseiem. Nie martw się. Jeśli lekarz ma chociaż trochę oleju w głowie nie pozwoli cie wypisać.-powiedział I pokazał mu bento.-chciałem wpaść tylko na chwilę...myślałem ze jej już nie będzie. Przepraszam.-uśmiechnął sie przepraszajaco.
-mou....umiem się obronić Kazuo.-zaśmiał się I pogłaskał go po włosach.-za miesiąc. Ciężko trenuje żeby wygrać. Wiec trzymaj za mnie kciuki. Jeśli już cie wypuszcza to chciałbym żebyś przyszedł mi kibicować tak jak ostatnio...to było strasznie mile, wiesz?-zarumienil się lekko.
-ok ok.-schował aparat i znów go pocałował.-a teraz pora na kawiarenkę. Potem rejs po sekwanie. A potem możemy już wracać do hotelu.-złapał go za rękę.
-to działa w dwie strony Kazuo. Ja tez nie chce żeby coś ci się działo.-przytulił go bardzo delikatnie.-mowy nie ma żeby cię wypisali. Juz mówiłem ze się tym zajmę. Pogadam z senseiem I coś wymyślimy...coś...-zapewnił go cicho.po prostu nie mogą cię wypisać. Kazu to widać gołym okiem ze nie jesteś w stanie wstać z łóżka. Pewnie nawet nie pozwalają ci iść do toalety.-wywrocil oczyma.
-dokładnie skarbie.-skinął głową obejmując go mocniej kiedy wzięli do windy. Ucałował go w policzek.-z zabawkami czy bez?-spytał szepczac mu do uszka.
Yuji głaskał go uspokajająco po włosach. Wierzył ze uda mu się pomóc.
-jasne.-ucałował go w policzek I poszedł po wózek. Pomógł mu się na niego przenieść a potem poprowadził go w stronę łazienki.
-nie zdecydowany jesteś kochanie. Ale ok.-zaśmiał się cicho. Resztę drogi w dół tylko tulił go tak do siebie. Kiedy zjechali od razu poprowadził go w stronę kawiarenki stojącej dalej od wieży. Wiedział ze to właśnie tam są najlepsze słodkości.-co byś zjadł?
-idź juz może spać, ok?-okryl go kołdrą.-ja juz pójdę...musze jeszcze pogadać z senseiem.-ucałował go bardzo delikatnie.-dobranoc.-uśmiechnął sie I wyszedł zostawiając bento. Uznał ze chłopak zje później. Autobusem wrócił do Yukan a potem poszedł prosto do mieszkania ich wychowawcy.-Sensei! Mamy problem.-powiedział od progu i wyjaśnił cała sprawę z mama Kazuo która załatwiła wcześniejszy wypis ze szpitala.
-to chyba kolacji nie zjemy.-zaśmiał się. Sobie wziął tylko torcik czekoladowy i kawę.-no I obiecalismy zadzwonić do Yuyi.-przypomniał mu.
-nie może.-zgodził się chłopak.-dlatego się martwię. Ona chce go wypisać żeby Kazu poszedł do pracy. Tak nie może być sensei. Trzeba jak najszybciej załatwić te papiery i w ogóle wszystko...bo jego mama go wykończy sensei...
-no dobrze kochanie. Niech Ci będzie.-wywrocil oczyma. Wziął łyk kawy i kawałek torciku.-obok mojej uczelni są lepsze kawiarenki i cukiernie...ale to jutro zobaczysz.
-ale nie można powoli sensei...bo...bo ona już za tydzień chce go wypisać. I co wtedy? Kazuo jest za ssłaby. On nie da rady...-szepnął cicho. Nie wiedział co ma zrobić. Martwił się o niego.
-no dobra...-przyznał mu rację.-ale chyba nie lepsza od mojej, co?-spytał unosząc brwi i śmiejąc się cicho.
-ale ja się martwię sensei...-powiedział słabo chłopak. Przez to dużo nie spał. Zwyczajnie nie mógł zasnąć a teraz po prostu padł.oczy same mu się zamknely I usnal.
-no ja myślę kochanie.-zachichotal I wziął łyk swojej kawy. Pojadł trochę swojego torciku.
Yuji spal bardzo niespokojnie. W końcu cały czas się martwił i w snach widział ciągle jak Kazuo mu umiera. Obudził się rano z zamierajacym krzykiem na ustach co obudziło również Shujiego który spał obok niego. Przytulił brata a potem wstał z łóżka. Bez względu na wszystko musieli chodzić do szkoły. Chociaż Yuji najchętniej znów poszedł by do szpitala.
-dobrze...może zacznij wiec notować te desery które mam ci zrobić w domu?-zaproponował wesoło. Dojadę torcik I zajął się piciem kawy.
-nie dotykaj...-mruknął cicho. Usiadł i wziął od niego bento.-czuje się okropnie. Ale nie mam czasu myśleć o sobie. Za bardzo martwię się o Kazuo. Matka chce go wypisać. Przecież on nawet sam iść nie może! Tak po prostu nie może być. Juz nie wiem co robić. W ogóle...
Kiedy zjedli Takano zapłacił i wstał. Poprowadził go nad sekwane gdzie weszli na łódkę. Było już ciemno a wieża Eiffla była pięknie oświetlona.
-teraz jest najpiekniej.-szepnął mu na ucho.-było widać również luwr a z oddali katedrę Notre Dame.
-ale mi się nie podoba to ze nie mogę nic więcej zrobić. Chciałbym mu pomóc. Zwłaszcza że jego matka go zajedzie.-westchnął jedząc trochę.-no I wiesz jaki on jest uparty...
-ciesze się ze ci się podoba. A będzie więcej takich miejsc. W końcu to dopiero początek miesiąca.-uśmiechnął sie delikatnie. Cały czas go obejmował. Wziął tez aparat żeby zrobić zdjęcia.-w końcu musimy mieć co pokazywać Yuyi, prawda?
-staram się Yabu. Serio. Odwiedzam go I przynoszą słodkości...ale co z tego skoro potem przychodzi jego mama i na niego krzyczy...albo mówi żeby wyszedł bo musi zacząć pracować. To nie ma sensu Yabu...to nie tak powinno wyglądać.-pokręcił głową.-na razie nie chce poruszać tematu psychologa żeby się nie złościl...
-um...dobra...-zgodził się trochę niepewnie.-um wiem. I wiem ze on kocha mnie. Yabu...ja wierzę że teraz już będzie lepiej. Ze uda mu się uwolnić i...ze będzie nam łatwiej.-powiedział cicho.
-zdzwonimy.-zgodził się obejmując go mocniej. Kiedy zeszli ze statku cały czas obejmował go ramieniem.-zlapiemy taksówkę I pojedziemy do hotelu.-zdecydował. W ten sposób szybko dostali się na miejsce i juz po chwili wchodzili do apartamentu.
-cóż...może być. Ale ja bento mam. Codziennie rano robie dla siebie i Shujiego. Bo on sam sobie nie zrobi.-wzruszył ramionami.-ale dzięki. Ucz się dalej.-poklepal go zachęcająco po ramieniu.-Yabu? Myślisz ze on przestanie się bać?
-oj gluptasku...ja się cieszę że mi mówisz ze razem możemy coś na to poradzić.-wywrocil oczyma.-no I oczywiście ze będę cię wspierał. Innych opcji nie ma.-oddał pocałunek obejmując go mocniej.-a jak będziesz potrzebował chwili dla siebie to tez ja dostaniesz. A teraz zrobię herbatkę to się rozgrzejesz. I zdzwonimy do Yuyi.
-ja sobie je przynosiłem tylko...potem zawozilem je Kazu...-zarumienil się okropnie.-um wiem...i chce mu jakoś pomóc. Cały czas go zapewniam że już jest bezpieczny...ale wiem ze trochę minie zanim w to uwierzy.-powiedział cicho.
-wiem. Tez to miałem bardzo długo. Ale potem się przestawilem i ściągam w środku.-zaśmiał się. Poszedł za nim I usiadł na kanapie czekając aż Tomo wszytsko uruchomi.-to może na kolacje zrobię zwykle kanapki?-zaproponował zerkajac na niego.
-jem obiady i kolacje...-zaprotestował.-ech...dobra. tylko mnie nie otruj...-wywrocil oczyma I wziął łyk soku.-a tak w ogóle...to czemu? W sensie...skąd nagle ci się wzięło żeby pilnować czy o siebie dbam?
-hej. My też tęsknimy.-zapewnił go Takano.-zaraz wyślemy ci zjecia. A ty w tym czasie nam ładnie opowiesz co tam u ciebie.-ppowiedział wesoło się do niego uśmiechając.
-um...-chłopak skinął głową. Nadal to w nim siedziało chociaż trochę mniej. Przy Kazuo juz się tak nie bał.-tylko juz więcej tak nie rób. Nikomu...-szepnął.
-bardzo. Oby tak dalej Yuyuś. Jak poprosisz wujka to na pewno pójdzie z tobą na basen i cie pouczy pływać.-dodał Takano. Przesłał mu zdjęcia z dzisiejszego dnia.
-Wiem ze jest w dobrych rękach. Ale no wiesz...ta sprawa zjego mama i w ogóle.-zwiesil głowę.-jak znów na nią wpadnę to tym razem chyba serio mnie uderzy.
-kiedyś na pewno razem wszyscy tutaj przyjedziemy. A na razie.-sięgnął po figurkę wieży Eiffla która kupili po drodze i pokazał ja chłopcu.-a na razie przywieziemy ci taka mini wersje.-uśmiechnął sie do niego.
Chłopak zarumienil się okropnie.
-Ale...-mruknął chcąc jeszcze coś powiedzieć ale zrezygnował.-dobrze. Ale jak przychodzę to ona szybciej sobie idzie...tak jest lepiej. Bo Kazu nie wysłuchuje jej krzyków...-powiedział cicho I wypił do końca swój sok.
-jestem grzeczny wujku!-zapewnił go chłopiec wesoło.-wujek Koyuki powiedział ze jutro pojedziemy na rowerki.-ddodał.jeszcze.
-no proszę...ze mną tez jeździł.-uśmiechnął sie Takank na to wspomnienie.
-a właśnie ze grozi. Matka chce go wypisać. Kości mu się jeszcze nie zrosly a rany nie zagoily. Jak go wpisze to...-umilkl zagryzł jąć warge. Doskonale wiedział ze wtedy za dobrze nie będzie.-no i...ja na prawdę się staram o siebie dbać ale...za bardzo się martwię żeby zasnąć.
-na prawdę. Nie zabił. Wiec możesz spokojnie jechać i dobrze się bawić.-uśmiechnął sie do niego.-a jutro nam wszystko opowiesz. I my tobie też. Zrób zdjęcia.
-nie wpadam w paranoję Yabu. Znam się na tym trochę i czasem zaglądam do karty która wisi przy jego łóżku. Jego stan jest stabilny ale odniósł na prawdę poważne rany i...jego stan może się pogorszyć. Zwłaszcza że Kazuo wychodził z łóżka przez pierwsze dni co wcale nie pomoglo.-powiedział patrząc na swoje ręce.-a ja na prawdę się o niego martwie. Jest osłabiony. Bardzo.
-ok. Papa. Baw się dobrze.-Takank pomachal mu wesoło i się rozlaczyl.-ciesze się ze spędza miło czas i ze mój brat się nim zajmuje.
-pewnie tęskni...ale nie chce żebyśmy wiedzieli.-oddał pocałunek I spojrzał na niego z lekkim uśmiechem..-juz kochanie. Tylko mnie puść. Z tobą na kolanach kolacji nie zrobie.-znów go pocałował.
Yuji poszedł na dach i westchnął ciężko.
-Kazu...powinieneś lleżeć jeszcze w łóżku. Co tutaj robisz?-spytał podchodząc do niego. Od razu go przytulił.-jak sie dzisiaj czujesz?
-ok kochanie.-ucałował go jeszcze I poszedł do kuchni. Siedział tam dobre pół godziny przygotowując dla nich kolacje. Do salonu wrócił juz z gotowymi grzankami z pomidorkiem i mozarella oraz winem i kieliszkami.-może być? Czy zamiast wina mój wspaniały mąż wolałby herbatę?-spytal rozkładają wszystko na stoliku.
-mhm...no ok.-uśmiechnął sie.-za godzinę przyjdzie sensei. Powiedział ze dzisiaj po mnie przyjedzie. I że chciałby z tobą porozmawiać.
-wiec jeden toast za nasze wspólne życie.-ucałował go i zabrał się za jedzenie kolacji.-a potem basen,tak?
-jasne. Ile chcesz Kazu...-powiedział głaszczac go po dłoniach.
-specjalnie dla ciebie takie wybrałem.-uśmiechnął sie. Upil łyk I wziął gryza grzanki.
Yuji długi nie mówił nic tylko powstrzymując łzy.
-dobrze ze nie skoczyłeś.-powiedział w końcu. Obrócił się I mocno go przytulił. Nienawidził tej kobiety. Nie powiedział jednak nic. Zaraz miał przyjść sensei a życie Kazuo miało się poprawić. W to wierzył
Takank pokazał mu butelkę z etykietka I ucałował go delikatnie.
-dostaliśmy je w prezencie. Pomyslalem ze fajnie byloby się go napić.-wyjaśnił ponownie unosząc kieliszek do ust.
-dbam o siebie. Dbam. Jem obiady I kolacje. I bento w szkole tez juz jem. I to swoje. Bo jeszcze jeden eksperyment Yabu i na prawdę zacząłbym myśleć ze chce mnie otruc.-uśmiechnął sie słodko.-i nie schudlem. Wydaje ci sie.
-cóż...myślę że pół kieliszka ci nie zaszkodzi. W końcu nie pijemy codziennie.-uśmiechnął sie upijajac wina.-Ufam ci I wiem ze tyle ci nie zaszkodzi.
-mhm wiem. Prosiłeś go o to prawda? Żeby mnie przypilnowal? Ale już jest dobrze. Dbam o siebie Kazu...wiec ty tez musisz. Słuchaj lekarzy, jedz i odpoczywaj.-powiedział przytrzymując jego dłoń przy swoim policzku.
-mhm. Zobaczysz moja uczelnie i wszystkie inne miejsca które lubiłem odwiedzać. Będzie na prawdę fajnie.-ucałował go.-I jutro odwiedzamy Marca i Theo. Czyli zobaczysz jak mieszkalem na studiach.
-nic mi nie jest. O sobie myśl gluptasku.-zarumienil się I ucałował go delikatnie.-a jak będziesz grzeczny i stad wyjdziesz to...um...zaprosze cie na randkę...
-jasne. Myślę że będziesz mógł z nim pogadać jeśli będziesz chciał.-objął go I pocałował.-ale to wszystko jutro. Na razie mamy dzisiaj które jeszcze się nie skończylo.-zauważył z uśmiechem.
-juz jedziemy.-Yuji od razu zszedł z jego kolan i zaczął pchać wózek do windy.-sensei juz pewnie czeka. Ale skoro ci słabo to może lepiej poczekać z rozmowa...
-na pewno...ale na razie mamy dzisiaj.-pocałował go namiętnie. Odsunął się od niego dopiero po dłuższej chwili kiedy zabrakło mu oddechu. Podał mu kieliszek I wziął swój.-toast za naszą wspólną przyszłość?
-dobrze.-do sali dojechali dość szybko a nauczyciela jeszcze nie było. Yuji pomógł Kazuo położyć się do łóżka i okryl go kołdrą.-odpoczywaj.
-a ja miałem nadzieję na spokojne wspólne życie. Bez szpitali i kłopotów.-Upil trochę wina i odłożył kieliszek.-ja tez juz zawsze będę cię kochał. Zawsze.-przytulił go mocno do siebie.-nie mogę się tobą nacieszyć.
Nauczyciel przyszedł spóźniony dopiero po godzinie. Yuji wstał i skłonił się lekko.
-Kazuo zasnął. Dzisiaj...przyszła jego mama i...I on chciał się zabić sensei...-powiedział bardzo cicho tak żeby tylko mężczyzna usłyszał.-ona mu powkedziala ze lepiej by było gdyby się nie urodził.-dodał równie cicho. Cieszył się ze Kazuo śpi i może zdać relacje mężczyźnie.
Takano dał się pochłonąć temu pasjonującemu pocałunkowi. Tulił go do siebie. I znów odsunął się od niego dopiero kiedy zabrało mu tchu.
-kocham cie.-szepnął z uśmiechem.-bardzo, bardzo, najbardziej. Po prostu cie kocham.
-ale co to za rodzina która mówi mu żeby nie żył?-powiedział wpatrując się w Kazuo.-um...rozumiem...-chłopak skinął głową.-wiec wyjdę jak Kazu się obudzi...
-ok. Możemy się pobawić tylko w łóżeczku.-zgodził się swobodnie. Nie przeszkadzało mu to.-nie musisz się tego tak wstydzić. Przecież normalne.-wywrocil oczyma.
-um...powiedział ze nie skoczył bo mnie zobaczył. Powiedział ze wtedy po prostu nie mógł tego zrobić...-powiedział bardzo cicho.-ale można go uwolnić od jego mamy, prawda? Można go przekonać? Um...chciałbym żeby już był szczęśliwy.
-oj daj spokój. Nie zepsujesz mi zabawy tym ze nie pobawimy się w basenie.-wywrocil oczyma i musnal jego usta swoimi.-będziemy mieć świetna zabawę w łóżku.
-juz jest dobrze Kazuo. Juz dobrze.-Yuji złapał go za dłoń. Ucałował go w policzek I uśmiechnął się lekko.-um...to ja wyjdę na chwile. Musze do toalety. Przy okazji przynose coś do picia.-powiedział wychodząc z sali zeby nie przeszkadzać w rozmowie.
-a co? Sądzisz że nie będziemy się dobrze bawić?-spytał unosząc brwi.-ja nigdy nie wątpię.-pocałował go i dopił do końca zawartość swojego kieliszka.
-nie masz za co przepraszać. Jesteś jeszcze dzieckiem. Możesz się tak zachowywać.-zauważył mężczyzna. -wiec nie przepraszaj Kazuo. Nic zlego nie zrobiles.
Takano juz miał coś odpowiedział ale nie zdołał po prostu tonac w ustach ukochanego. Wstał i trzymając go na rękach ruszył w stronę sypialni.
-nie będzie problemu Kazuo. Nie będziesz miał aż takich zaległości. Spokojnie wszystko nadrobisz. sądzę ze nie tylko ja ale i Yuji ci pomoże wszystko nadrobić.-zapewnił go.-wiec juz nie przepraszaj.-powtórzył.-Kazuo mam dla ciebie propozycje. Papiery są juz przygotowane, wystarczy podpisać. Moja propozycja to zebyś zakieszkal ze mną. Miałbyś miejsce i warunki do nauki i spokojnego życia. Tylko od ciebie zależy czy ja przyjmiesz.
Takano pozwolił mu na to przez chwile. Dopiero potem zamienił ich miejscami i zdjął z chłopak koszulkę. Zaczął ssać jego prawy sutek. Lewym bawił się palcami.
-nie mowie ze bezwarunkowa miłość jest zła Kazuo...ale przemysl to. Przez chwile bądź egoistą i pomysł o sobie. Gdzie będzie ci lepiej? Gdzie będziesz czuł się bezpieczniej? Pomyśl o takich rzeczach.
Takano uśmiechnął się lekko wiedząc że chłopakowi się podoba. Dłonią zaczął robrajac jego pasek od spodni, zamek i guzik.
-no juz no juz...-Shuji postanowił pograć brata. Teraz najważniejsze było żeby Kazuo się uspokoił a nie zaczął biegać po szpitalu w poszukiwaniu Yujiego.-jesteś bezpieczny, pamiętasz? Juz dobrze...nie bój się. Może to nie duża pomoc ale jestem przy tobie.
-Nie aż tak bardzo.-ucałował go i nachylił się do jego ucha.-jeśli dzisiaj zabawkami to sięgnij pod poduszkę.-powiedział dłonią pieszczac jego przyrodzenie.
-Kazuo!-Shuji podbiegł do chłopaka i odepchnal kobietę.-pojebalo cie babo? Tak się zachowuje matka? Pcha własne dziecko żeby dostać pieniądze? Od mógł umrzeć!-krzyknął zaraz wołając lekarza. Brat by jego zabił jakby coś się stało Kazuo. Tak się złożyło ze Yuji akurat przechodził.
-c...co się stało?-spytał czując łzy na policzkach.
-ja ciebie tez skarbie. Ja ciebie tez.-odparł z uśmiechem i wziął od niego kuleczki.-ale nie będziemy się dużo bawić żebyś miał jutro siły na spacer.
-juz idę...-Yuji od razu odbiegl.
-oj zamknij ske juz kobieto.-mruknął Shuji jakoś mając jej dość.-a ty lez. Lekarz zaraz będzie....o sensei...
-co tu się dzieje?-spytal podchodząc bliżej.
-oj...ktoś tu niecierpliwy.-zaśmiał się I zaraz wyjął palce. Zaczął powoli w niego wsuwać kuleczki.
-nic mu nie będzie?-Yuji spytał cicho ale nie uzyskał odpowiedzi. Shuji poklepal go po ramieniu.
-będzie dobrze braciszku. Myślę że da juz sobie pomóc. Sam powiedział ze jej nie chce. Głową do góry.-powiedział I zerknął na nauczyciela.-prawda sensei?
-potem. Nie razem z kuleczkami. Spokojnie.-pocałował go delikatnie. Kiedy włożył juz kilka kuleczek odsunął się żeby się rozebrać.
-widziałem. W końcu zrobiła to tuż przed moim nosem.-mruknął.-no i fakt są kamery. Będzie dobrze Yuji.-poklepal go po ramieniu.
-um...no skoro tak...to możemy już do niego iść, prawda? Możemy? Martwie się...
-oj lez...i daj mi się do końca rozebrać.-ucałował jego usta. Zdał spodnie i bokserki po czym zabrał się za robie ie loda partnerowi. A tym samym czasie zaczął wyjmować z niego kuleczki.
-jak mam być spokojny kiedy jak tylko na chwilę go zostawiam jego matka robi mu krzywdę?-spytał obierania łzy.-
Kiedy wyjął juz wszystkie oblizał lekko usta.
-mogę wejść kochanie?-spytał głaszczac go po brzuszku.
-a właśnie ze bym uchronił. Gdybym był w sali to po prostu bym go przytulił i by nie uciekł.-mruknął.-a ty mu dales nas pomylic.-zauważył wzdychajac.
Takano wywrocil oczyma i uniósł jego biodra. Zaczął w niego powoli wchodzić.
-nie. Nie mam ci tego za złe Shuji. Ale jemu tez nie. Martwie się o niego. Bardzo. I chciałbym żeby te papiery były już załatwione. Żeby był bezpieczny...-mruknął.
-ok...juz.-zaczął się w nim poruszać a dłońmi piescil jego przyrodzenie. Czuł jak mu dobrze, jak przyspiesza mi serce i oddech.
-Shuji...-chłopak wywrocil oczyma.-jakbyś się uczył to by tego nie było. Co ci się stało? Nigdy nie miałeś problemów ze stopniami.-zauważył.
Takano cieszyl się jego ustami. Poruszał się w nim szybko i rytmicznie.
-kocham cie.-szepnął mu na ucho.
-mou...głupi brat...-westchnął przytulając go do siebie.-przepraszam ze cie zaniedbalem. Ale martwię się o Kazuo. Juz znów będziemy robić razem lekcje.-obiecał mu.-I ten ostatni raz zrobimy podmiankę na sprawdziany.-obiecał mu szeptem.
-jeszcze troszkę kochanie.-szepnął I po kilku ruchach doszedł razem z nim. Opadł na łóżko i przytuli go do siebie.-mój mój kochany.
-to dobry pomysł Shuji.-skinął głową I uśmiechnął się lekko.-i wiesz...tego dnia kiedy ty masz test z matmy ja mam zaliczenie ze skoku przez kozła. Jesteś w tym ode mnie lepszy wiec...liczę na ciebie braciszku.
-mhmmm...wyjąłes mi to z ust.-powiedział tuląc go do siebie.-to co...romantyczna kąpiel? Polezysz a ja nią przygotuje.-zaproponował.
-spokojnie. Najlepszej oceny nie będziesz miał żeby się nie skapneli...ale będzie dobrze.-obiecał mu.-um...a teraz możemy już iść do Kazu?
Takano wstał i wsunal na siebie bokserki. Poszedł do łazienki i napięcie wody do dość dużej okrągłej wanny. Wlal płynu żeby zrobić pianę a na wierzch wysypał płatki róż tak ze było ich tam pełno. Pozapalał dookoła masę świeczek tak ze dawały wystarczająco dużo światła po zgaszeniu lampy. Dopiero wtedy poszedł po Tomo.
-mój wspaniały mąż gotowy?-spytał opierając się o framuge.
-ok ok...-zgodził się idąc do sali chłopaka i siadając przy jego łóżku. Złapał go łagodnie za rękę.-juz dobrze...jestem przy tobie.-szepnął.
Prześlij komentarz