- Wiem - uśmiechnął się szeroko. - Ale dziś zero seksu dobrze? - upewnił się że będzie tak jak miało być. - Dzisiaj się ładnie tulimy.
- Nie denerwuję się, tylko no wiesz... walczę o prawa ludzkie? Rozmawiasz z niedoszłym prawnikiem... mam nawet aplikacje skończone, znam prawo - westchnął stukając palcem w głowę.-Nie tak łatwo zapomnieć,kiedy mi wyskakuje taki i taki paragraf z taką i taką klauzurą we łbie jak widzę coś nie sprawiedliwego.
- coś czuję, że na wyspie czeka mnie szalony seks - zaśmiał się cicho Tomo przymykając oczy i wtulając się w niego mocniej. - Ale wiesz? Strasznie lubię te twoje ramiona. Wygodnie w nich i bezpiecznie.
Gdzieś nad ranem ktoś wreszcie krzyknął radośnie. - Mamy go - oznajmił pokazując bazę danych i podając ją Hirokiemu pod nos.
- Brzmi idealnie - Tomo go ucałował i poszedł napuszczać wodę do wanny. Przygotował tylko dużo piany i dwa ręczniki, po czym rozebrał się i wszedł do środka czekając na Takano.
Yasu nie zerwał się na nogi, tylko odetchnął głęboko. - Przepraszam chłopaki - oznajmił w końcu. - Nie pojadę z wami. Moja żona właśnie wylądowała w szpitalu. Chciałbym przy niej być - spojrzał Hirokiemu prosto w oczy.
- Ooo... ale afront... żeby ze mną nie chcieć się wykąpać - Tomo się naburmuszył i schował kompletnie pod wodą przez dłuższą chwilę licząc sekundy, zanim się wynurzył i zabrał za mycie się.
- Wiem, wybaczcie mi - westchnął uśmiechając się do Hirokiego. - Następnym razem na pewno dołączę - obiecał mu
- Do galerii handlowej. Chcę kupić takie same bluzy nam - uśmiechnął się szeroko. - Jedną zieloną a drugą czerwoną. Będziemy elfami - pokazał mu język śmiejąc się nieco.
- Tak jest szefie - popilnował jego placka i podał mu perfekcyjnie wypieczony.
- No dobrze, masz wybaczone - uśmiechnął się do niego Tomo, dokładnie się myjąc, a kiedy już był pachnący to wstał i ubrał swój dresik, wskakując Taakano na plecy. - Mój miś - oznajmił mocno go ściskając.
- Okaeri - szepnął cicho Naoki, wtulając się w niego mocno i oddychając zdecydowanie łagodniej teraz.
- No bo je lubię... - Ryu odwrócił wzrok. - CO w tym złego? - zapytał go zaraz. Nawet teraz miał na sobie bluzę Juna. - Ciepło mi w nich... ale tak na serduszku.
- Nie ma za co - zasalutował mu Kazuo i zabrał się za swojego przypieczonego. - Już nie mogę się doczekać kiedy wrócisz...
- Ja myślę. Po to je robiłem przecież - zażartował. - Dzisiaj coś co lubisz oglądamy - zdecydował całując go w uszko. - Z moim misiem. Przytulę się mocno.
Naoki przytulił się tylko do niego. - Kocham cię. Dziękuję, że wróciłeś do mnie cały i zdrowy - szepnął mu na uszko.
[ Wesołych Świąt kochana. Spełnienia marzeń i mnóstwo energii uzbieraj na swoją pierwszą sesję oraz cały rok :)]
- Uhm... postaram się zabierać ci mniej bluz - obiecał szybko. - Po prostu lubię czasem te długie, które sięgają mi prawie do kolan - przyznał szczerze.
- No ja myślę Yu-chan. Nasz nowy w-fista, jeśli już jest w szkole... to daje nam nieźle popalić - przyznał szczerze. - Niedługo idziemy na strzelnicę.
[Btw... niedawno chciałam sobie odświeżyć szybkich i wściekłych...]
- Dobrze - Tomo ułożył się wygodniej na brzuchu, by móc wtulić się potem w swojego mężczyznę. - Maraton robimy? Dzisiaj jedynkę, a jutro dwójkę? - zaproponował.
Naoki ucałował go jeszcze w policzek zanim i on poszedł spać. Spali długo i spaliby jeszcze, gdyby psiaki nie wskoczyły im do łóżka domagając się toalety porannej.
- Ale w domku możesz je nosić - zauważył z uśmiechem. - Jun, a odwiedzimy też Nowy Jork? - zapytał go zaraz. - Chciałbym porobić tam zdjęcia... to takie marzenie małe moje - przyznał z lekkimi rumieńcami. - No i chciałbym już wrócić na staż niedługo... szef do mnie dzwonił wczoraj, że wszyscy za mną tęsknią - uśmiechnął się lekko. - Pewnie chciał mnie tylko pocieszyć, ale miło mi się zrobiło.
- Oczywiście że jest - uśmiechnął się. - Tylko nie ma z nami zajęć. Zajął się głównie sekcją kendo.
Tomo skinął tylko głową i dzielnie obejrzał cały film od czasu do czasu komentując go Takano w tych lepszych momentach. Dopiero na napisać po prostu padł.
- Przepraszam - westchnął cicho Naoki. - Jak już uhm będzie mi lepiej wychodziło chodzenie to sam z nimi połażę - obiecał mu.
Ryu uśmiechnął się lekko, choć on nie sądził, by za nim warto było tęsknić. Rozumiał jednak Juna, bo wiedział że i on tęskniłby za Junem. - Jun-chan, rozmawiałem z Chrisem - oznajmił kiedy już siedział na wózku. - I uhm ja będę próbował powoli by spać pod jedną kołdrą z tobą - dodał cicho. - Tylko uhm, jeszcze nie dziś dobrze? Ale będę, obiecuję.
- Dziwny, trochę szalony ale nie taki zły - uśmiechnął się lekko. - Dość dużo wymaga, ale jak ktoś czegoś nie może zrobić, bo się boi... to nie namawia go. Pomaga przezwyciężyć strach, ale jak nadal nie idzie to nie zmusza - uśmiechnął się.
Tomo obudził się całkiem spocony o 3 nad ranem i poszedł szybko do łazienki, gdzie zwymiotował. Następnie wziął kocyk i zrobił sobie gorzką herbatę. Usiadł na kanapie sącząc ją sobie i uspokajając się. Koszmar był dość silny, ale nie pamięta za dużo z niego.
- Kocham cię - ucałował go w policzek Naoki mocno się do niego przytulając i pozwalając mu dalej spać.
- Uhm bardzo zły - przyznał mu Tomo opierając głowę o ramię mężczyzny i upijając łyk ciepłego napoju. - Widziałem jak ja... was morduję tak uhm taka masakra - odparł cicho trzęsąc się trochę. - Potrzebuję chwili...
- Wiem kochanie - Naoki uśmiechnął się do niego lekko po czym zamknął oczy.
Tomo skinął lekko głową zaraz mocniej się do niego przytulając. - Przestraszyłem się - szepnął dalej pijąc herbatę. Oddychał już coraz lepiej. - Zaraz, zaraz wrócę do łóżka - obiecał mu.
Naoki ucałował go wówczas mocno. - No to zmieniamy mi opatrunek i robimy pyszności - zdecydował.
Tomo ucałował go w policzek, a dziesięć minut później poszedł wraz z nim do łóżka. Wtulił się w niego mocno, oddychając głęboko. - Spróbuję zasnąć - obiecał mu.
- To dobrze, musi się ładnie zagoić - odparł z uśmiechem Naoki. - Jeszcze dziś nie będę dużo chodził, ale jutro już zacznę choć trochę o kulach dobrze? - zapytał Hirokiego.
Ryu pokiwał energicznie głową. - WYglądasz świetnie - przyznał szczerze. - Bierzemy - dodał zaraz z wielkim uśmiechem.
- Uhm... no nie jest źle. No i Shuji z nami też mieszka - przypomniał mu. - Testuje na nas swoja kuchnie. Robi już naprawdę dobre kulki ryżowe, a teraz walczy z dango.
Tomo również zamknął oczy i spróbował zasnąć, a kiedy się obudził Takano przynosił mu pyszne śniadanko do łóżka. Chłopak od razu się rozweselił, a kiedy poczuł zapach gorącej czekolady od razu złapał za kubek. - Dziękuję kochanie - uśmiechnął się do niego.
- No pewnie. Będę biegał i wspinał się już niedługo - uśmiechnął się do niego Naoki. - Nie ma problemu.
- Mogłeś mnie obudzić. Zjedlibyśmy razem - Tomo zrobił smutną minkę zaraz jednak upijając trochę gorącej czekolady i biorąc się za kawałek chleba z masłem. - Dziękuję.
Naoki skinął lekko głową. - Dam się zagoić i nie będę szarżował dopóki się nie zagoi - obiecał mu..
- Pewnie że tak - Ryu uśmiechnął się szeroko, jadąc do windy. - Ale na jakąś pyszną - dodał zaraz.
- Wiem, wiem, Yu-chan - Kazuo uśmiechnął się do niego lekko. - Mimo to jak wyjdziesz to daj mi się porozpieszczać jeszcze trochę - poprosił go. - Żebyś sobie odpoczął w domowym zaciszu.
- Okay, brzmi super. Ja bym chciał taką ekstra - poprosił go z uśmiechem. - Ach, w drodze do domu możemy na moment wstąpić do mojej pracy? - zapytał go zaraz. - Szef mnie prosił.
- Nikomu na głowę nie będziesz wchodził - zapewnił go Kazuo. - Będę cię przytulał całe dnie.
Tomo skończył jeść śniadanko i dopił jeszcze czekoladę wtulając się zaraz w Takano. - Jeszcze pięć minut, żeby się wszystko mi w brzusiu ułożyło i możemy jechać - ucałował jego wargi.
- Uhm a mogę zrobić ciacho sam? - zapytał go zaraz. - Będzie pyszne, obiecuję - ucałował go jeszcze.
- Ja też tęsknię - odparł zaraz Yuya. - Jestem u babci i dziadzi teraz, bo ciocia spadła ze schodów i jest w szpitalu. Jeszcze się nie obudziła. Wujek z Tokio przyjechał by pomóc - dodał zaraz. - Ale tatuś zadzwoń do wuja - poprosił go. - Bo wujek chyba bardzo smutny jest.
- A co na kolację sobie zrobimy? - zainteresował się Naoki. - Co normalnie jadłeś w taki dzień z mamą?
- Dziadzia mówi, że to nie jest nic poważnego i ciocia szybko wróci na nogi - dodał szybko chłopiec. - Ale zadzwoń tatuś - dodał zaraz. - Bardzo, bardzo was kocham. Nie spadajcie ze schodków czy coś - poprosił ich.
- Truskawkowe, ok. a robiliście je razem? - zainteresował się.
[wiem wiem xD ale moja kuzynka ktora do 5 klasy chodzi zachowuje sie jak dziecior jeszcze xD tylko telefonu komórkowego używa często xD]
- To jeszcze gorzej tato - Yuya burknął w telefon. - A jak spadniecie? Nie będzie czego zbierać... - pociągnął noskiem. - Ne, ne... muszę kończyć Toya przyszedł. Pa tatuś. Zadzwoń kiedyś.
- Hahaha naprawdę? - zapytał go ze śmiechm. - No dobrze, to właśnie tak będzie.
[no mówię ci xD aż ją obserwowałam, co by realia dobrze wgrać xD]
- Mary (dobrze mowie?) spadła ze schodów w domu. Twojej Jolie nie zauważyła i spadła - odparł cicho mężczyzna. - Ale uhm podobno nic jej nie będzie. Ma złamaną nogę i uderzyła się w głowie, ale Ren (ja i imiona...) mówi, że powinna się niedługo obudzić - wyznał. - Zostawiłem dzieci pod opieką taty i mamy Tomo, wybacz... wiem że nie chciałeś, by tata się nim zajmował, ale... uhm chcę przy niej być na razie...
- Taki urwis z ciebie był - roześmiał się serdecznie Naoki, siadając na łóżku i podciągając się na kulach by się przetelepać do salonu. - To teraz też ci dam do wylizania całą miskę - ucałował nosek Hirokiego.
- Zadzwonię - obiecał mu Kouyuki. - Bawcie się dobrze, Takano. Nie przejmuj się. Nic nam nie będzie. Ach psiaki też są u taty - poinformował go jeszcze. - Nie chciały Yuyi samego zostawić... straszne psiska.
- Taak, chcę je zobaczyć. Poopowiadasz mi tochę o sobie. O tym sobie, którego jeszcze nie znam - poprosił go opadając wreszcie na kanapę w salonie. - DO 28 na pewno będę już żwawy - obiecał mu ponownie.
- Uhm... wszystko się może zdarzyć i nie mamy na to wpływu niestety - szepnął Tomo, wtulając się w niego mocno i na moment przymykając oczy. - Kouyuki dobrze wszystko zaaranżował i dzieci też są bezpieczne - ucałował go lekko. - Będę trzymać kciuki za Mary. Obudzi się i na pewno wróci do siebie.
- Chętnie ci je pokażę... tylko musiałbym je z domu wziąć najpierw - przyznał szczerze, biorąc album i wtulając się odruchowo w ramiona Hirokiego. Otworzył na pierwszej stronie. Mały Hiroki uśmiechał się szeroko będąc w ramionach kobiety.
- Nic dziwnego kochanie. To twoja... uhm nasza... rodzina - zauważył nieco się czerwieniąc, kiedy już wstał i dopakował swoje rzeczy, biorąc jeszcze leki. - To dobrze, ze się martwisz - ucałował go w policzek. - I dobrze, że Kou nie jest sam.
Naoki zaśmiał się cicho, po czym ucałował go lekko przerzucając parę stron aż natrafił na małego Hirokiego wśród śmiejących się kolegów. Wszyscy byli obłoceni i mieli na sobie stroje baseballowe. - Wygraliście puchar? - zapytał zaraz.
- Nic dziwnego kochanie. To twoja... uhm nasza... rodzina - zauważył nieco się czerwieniąc, kiedy już wstał i dopakował swoje rzeczy, biorąc jeszcze leki. - To dobrze, ze się martwisz - ucałował go w policzek. - I dobrze, że Kou nie jest sam.
Naoki zaśmiał się cicho, po czym ucałował go lekko przerzucając parę stron aż natrafił na małego Hirokiego wśród śmiejących się kolegów. Wszyscy byli obłoceni i mieli na sobie stroje baseballowe. - Wygraliście puchar? - zapytał zaraz.
- Ja dziś prowadzę pilocie mój - Tomo wyszczerzył się do niego machając mu przed nosem kluczykami. Połknął jeszcze leki i wsiadł zaraz do auta. - Okay panie pilocie, dokąd?
- Jakie profity? - zainteresował się Naoki wciąż patrząc na uśmiechniętego Hirokiego. - Dostałeś jakiegoś buziaka? Bento? Czekoladki?
- Brzmi dobbrze. Zróbmy tak - uśmiechnął się do niego, zarazmocniej go chwytając.
- Spróbuję - uśmiechnął się, po czym skinął głową od razu wstając i idąc do kuchni. - Co dzisiaj robimy?
Tomo uśmiechnął się do niego zaraz nurkując i odpływając kawałek.
- Wszystko jest dobrze złożone. Miałem prześwietlenie robione - odparł tylko. NIe był zły tylko zaczynało go mocniej boleć co wcale mu się nie widziało.
- No tak, ale strach jednak zostaje - przyznał cicho chłopak i zaraz przesiadł się na wózek, gdy ten pojawił się w zasięgu jego rąk. - Tylko przy tobie mi lepiej - dodał zaraz.
- Pewnie tak - zgodził się z nim znowu Tomo kończąc powoli swoją mrożoną kawę (aż poszłam ją sobie dzisiaj zrobić... xD). - Możemy wracać za chwilkę - przytulił się jeszcze mocno do niego.
Naoki otworzył jedno oko i lekko westchnął. - Ja posprzątam potem, Hiro-chan. Pośpij sobie jeszcze - poprosił go. - Potem chodzisz taki zmęczony...
- Po prostu skup się na swoich rehabilitacjach, Yu-chan - poprosił go Kazuo.
- No to do samochodu - zgodził się z nim, uśmiechając się delikatnie i biorąc sobie znowu torbę na kolana. - Jak wyzdrowieję to będę prowadził autko, ok? Caaaały czas.
Tomo skinął lekko głową i złapał mocniej dłoń Takano. Jednak w połowie drogi gwałtownie przystanął ciągnąc za sobą chłopaka. Zamknął oczy, skupiając się na swym oddechu. - Nie dam rady, Taka-chan. Troi mi się przed oczyma - przyznał cicho. - Podtrzymasz mnie mocniej?
Naoki uśmiechnął się do niego, po czym pokuśtykał za nim do kuchni. - Ja pozmywam - zaoferował się, bo chciał choć w czymś mu pomóc. - A potem... posiedzimy z dobrym sokiem na balkonie? - zaproponował. - I czekoladą czy czymś...
- Nie zabraniam ci nie martwić się o mnie. Sensei nie będzie do mnie jechał. Nie chciałem tego - odparł szczerze Kazuo. - Poza tym jak tylko zejdziem temperatura przyjeżdżam do naszego szpitala - dodał jeszcze.
- Tak zaczynam, ale nie będziesz jej oglądał - pogroził mu palcem przed nosem. - Przynajmniej nie pierwsze dni - uśmiechnął się słabo.
Tomo nawet mu nie zaprotestował, tylko przytulił się mocniej, muskając ustami jego szyję. Nie otwierał już oczu jakoś czując się lepiej z zamkniętymi. - Kocham cię, wiesz?
- Oj ale Hirooo-chaaaan - Naoki zaprotestował słabo, ale zaraz usiadł na krześle, by chociaż sobie posiedzieć.
- No dobrze, kochanie. Zgadzam się na taką inszość. Nie chcę tu zostać.
- No to na pewno poproszę o przywożenie mnie do domku - uśmiechnął się lekko. - No bo tak ustawiłem, że po uczelni mam czas na przejazd spokojny do szpitala, ale potem mogę być już mocno zmęczony - przyznał szczerze. - Będziesz po mnie przyjeżdżał? - poprosił go.
- W porządku - Tomo znów mu nie odmówił racji. Zamiast tego, tylko mocniej się do niego przytulił. - Chyba trochę mnie siekło... za mocno - westchnął jeszcze.
- No to posiedzę sobie grzecznie - położył nogi na drugim krześle. - Zgoda? Nie chcę ciągle leżeć - zrobił smutną minkę.
- Nie - Kazuo nie zamierzał ustąpić. - Nie chcę tutaj, ok? Sam mówiłeś, że jestem za daleko, więc teraz mi tu nie marudź...
- Dobrze - zgodził się Ryu. - Ustalimy godzinę i przyjedziesz po mnie - zgodził się zaraz z nim, po czym skupił się na jeździe. - McDonald i kawka do tego... tak mi się marzy - wyszczerzył się do mężczyzny.
- Przebiorę się - Tomo wstał z łóżka i nieco podtrzymując się go sięgnął do swojej torby. Przebrał się dość szybko i wrócił do wyrka, okrywając się kocem. Wtulił głowę w poduszkę. - A ty przyjdziesz do mnie na trochę? - zapytał go jeszcze.
- Kawa mrożona brzmi cudownie - zgodził się z nim Naoki. - Zrób jakąś wypasioną - poprosił go zaraz.
- Wolę u nas - powtórzył cicho chłopak. - To moje życie i moja ręka.
Ryu od razu zgodził się na taki plan i kiedy tylko znaleźli się na lotnisku, przeciągnął się mocno i usiadł na wózku, stawiając torbę na swoich kolanach. Pozwolił Junowi prowadzić swój wózek, bo sam miałby problem wśród tylu ludzi. - Jak dolecimy do domu, wskoczymy po sok?
Tomo już go nie usłyszał, bo zasnął wcześniej. Głowa strasznie mu dudniła i nie chciał już dłużej marudzić.
- Mhm pachnie cudnie, a to co z nią wyprawiasz tylko mi apetytu robi - uśmiechnął się Naoki, obserwując Hirokiego z uśmiechem. - Często sobie taką robisz?
- Nudno jest - roześmiał się chłopak. - Rozwiązałem już wszystkie krzyżówki i zagadki matematyczne, przeczytałem wszystkie mangi - przyznał. - Ale niedługo wyjdą nowe to sobie kupię. Sam jestem. Mój współlokator wczoraj poszedł do domu.
Ryu zamówił sobie tam dwie grzanki i dobrą kawę. Potem już z zadowoleniem wcinał jedzonko. - Pycha, wiesz? - uśmiechnął się do niego, wesoło stukając palcami o blat stołu.
Tomo spał do dwunastej rano, a kiedy się obudził czuł się wciąż nieco obolały. Odetchnął głęboko, dźwigając się by usiąść i znów kiedy mu się już to udało. - Hej Taka-chan - przywitał siedzącego już Takano.
- Więc teraz się szkolisz, żeby mi uprzyjemnić picie kawy - uśmiechnął się do niego, upijając łyk płynu. - Super... wyszło ci - zaskoczony popatrzył na swój kubek. - Wow takiej jeszcze nie piłem.
- No weź przestań. To ja za dużo czytam głupi - wywrócił oczyma Kazuo. - Poza tym dokupię sobie - dodał z uśmiechem.
- To dobrze - zgodził się z nim Ryu spokojnie wcinając swoje śniadanie. - Tylko mnie ładnie trzymaj w samolocie - poprosił go raz jeszcze i upił trochę kawy.
Tomo odetchnął głęboko, biorąc się za śniadanie. - Aż tak fatalnie wyglądam? - zapytał go cicho, biorąc sobie kanapkę i popijając ją ciepłym kakao.
- Wyszła i to jak - uśmiechnął się szeroko do niego, po czym upił kolejny łyk kawy. - Ja też ci będę gotował. Tylko jak już pozwolisz mi się ruszać - zażartował.
- Nie, masaży nie mam. Ale mam różne ćwiczenia - odparł spokojnie. - Zajmij się swoimi nogami najpierw, bo cię wyprzedzę z mą ręką - zażartował.
- Koki i Keiichiro są. Wyjeżdżają za tydzień dopiero - uśmiechnął się Ryu. - Kupimy im coś? W bezcłowym? - zaproponował zaraz.
- Okay - Tomo wzruszył ramionami kończąc jeść i leki popijając kakao. Opadł wówczas znów na poduszki. - Uhm ale nie musisz cały czas obok mnie siedzieć - oznajmił zaraz.
- No przepraszam... nie robię tego specjalnie - naburmuszył się trochę. - Jesteś okropny, wiesz? - westchnął.
- Nie trzeba. Jakoś nie czuję potrzeby masaży. One zawsze bolały - szepnął chłopak.
- No bo tak wzruszyłeś ramionami... pomyślałem, że coś cię zezłościło - przyznał szczerze, kończąc swoje grzanki i oddając mu swoje frytki by trochę sobie je poskubać.
Tomo przytulił się do niego jeszcze mocniej. Trochę trzęsąc się podczas snu. - Taka-chan boli mnie głowa - westchnął po jakimś czasie.
- Oj no nie robię tego specjalnie, baka. Postaram się, ale nie obiecuję. To nigdy nie wiadomo - wzruszył ramionami.
- Chętnie - uśmiechnął się do słuchawki. - Ale nie planujmy na razie, bo tylko się na tym przejedziamy.
- To dobrze, bo nie lubię jak jesteś na mnie zły - odparł szczerze, biorąc jeszcze pare frytek i popijając je kawą. - W domu pobawię się naszymi zdjęciami - dodał zaraz z uśmiechem.
- Chyba tak, mocno boli - przyznał szczerze, jeszcze moment się w niego mocniej wtulając, a potem pozwolił mu wstać po te tabletki. Sam w tym czasie poszedł do łazienki za potrzebą. Kiedy wrócił usiadł na łóżku i pomasował sobie skronie, starając się zaczarować głowę.
- Postarać się mogę - zgodził się Naoki, znów upijając trochę kawy. - Ale to ciebie też dotyczy - dodał zaraz. - Może teraz ja trochę się pomęczyłem, ale to ty masz bardziej niebezpieczną pracę...
- Dobrze, ale najpierw stań na nogi... potem zacznie się ci studenckie życie - uśmiechnął się lekko. - Będziesz miał sporo czasu na imprezy.
- Nie wiem - przyznał szczerze. - Ale już wiem, że tego nie lubię - dodał zaraz uśmiechając się do niego. - Pewnie, że wywołamy, ale wybiorę jakieś super i dam ci do selekcji - wyszczerzył się do niego.
- Odpoczywam przecież - westchnął Tomo, znów otulając się mocno kołdrą. - Odpoczywam cały czas... boję się trochę - dodał zaraz, łapiąc go za rękę.
- Wiem, Hiro-chan... ale zawsze chciałem to powiedzieć i już - napomknął tylko kończąc swoją kawkę i oddając mu kubek. - Tak po prostu... lubię mieć kogoś, o kogo mogę się martwić.
- Wiem, wiem... ale wierzę w ciebie - wyszczerzył się. - W końcu masz swoje marzenia.
- Będa wisiały - zgodził się z nim Ryu, kończąc swoją kawę i przeciągając się lekko. - Ne... pomożesz mi na chwilę wstać. Trochę boli mnie kręgosłup... ścierpłem...
- Ale trwa za długo - zamarudził mu Tomo, zaraz znów wstając i biegnąc do łazienki. Wrócił kwadrans później całkiem blady. Padł na łóżko bez życia i wtulił głowę w pierś swojego męża by w ciszy poprzełykać gorzkie łzy.\
- I tego się trzymajmy - zgodził się z nim Naoki.
- Ale na pewno odnajdziesz to co chcesz robić - zapewnił go chłopak, a potem opadł na poduszki, czując że temperatura mu wraca.
Ryu przytulił się do niego mocno, odczuwając ulgę. Ból minął dość szybko i pięć minut później chłopak opadł z powrotem na wózek. - Już mi lepiej - zapewnił go wesoło. - Teraz jeszcze mały prezent dla naszych gości i z głowy.
- Zwymiotowałem, tabletkę chyba też - odparł cicho Tomo, nie odrywając się od piersi Takano nawet na moment. - Zadzwonisz? - zapytał go zaraz, obejmując go mocniej i jeszcze chwilę walcząc z łzami.
- Jaką? - zapytał go zaraz ciekawy. - Masz coś w planach? Czy pojedziemy sobie gdzieś?
Kazuo skinął głową, zapominając że Yuji go nie widzi i rozłączył się oddychając tylko głęboko. Lekarza nie musiał wołać bo chwilę później wkroczył do pomieszczenia.
- Hm... może jakiś magnes? Albo coś do picia? Lokalne słodycze? - rzucił pomysłami pozwalając mu się prowadzić.
- Nie chciałbym tu do szpitala - odparł cicho Tomo, zaciskając nieco dłonie na obu stronach swojej głowy. Bolało i to dość mocno. - Taka-chan? Kocham cię - spróbował się nieco odciąć od bólu.
- Okay, to ja tez pomyślę - obiecał mu to zaraz i pociągnął do siebie by dać mu buziaka.
- Nam też wezmę - zdecydował zaraz chłopak, wybierając dwie paczuszki z lokalnymi przysmakami.
Ren wysłuchał go spokojnie. - Zrób mu ciepłą herbatę i uspokój go. Ma temperaturę? - zapytał tylko. - Nie dawaj mu więcej leków przeciwbólowych bo nie masz pewności czy zwrócił tabletkę. Jak ból nie zelżeje za godzinę, jedź do szpitala. Nie można tego ignorować.
- Film będzie dobrą opcją zgodził się Naoki. - Ale tym razem tulisz mnie mocno - poprosił go.
Kazuo czekał na nich w sali rehabilitacyjnej, gdzie próbował rozruszać rękę. Nadal nie wychodziło mu to dobrze. Jedyne co osiągnął to zmniejszył ból kiedy podnosił ją do góry.
Ryu nie miał nic przeciwko temu i kiedy już za wszystko zapłacili udali się do kolejki do samolotu. - Zjemy sobie do kawy - zdecydował. - W domku - dodał zaraz z uśmiechem.
- I co? Musimy do szpitala? - zapytał go zaraz cicho Tomo, mocniej go teraz tuląc. - Boję się trochę...
- Ja? No cóż... ciebie, kochanie - oblizał łapczywie wargi. - Ciebie bym sobie najchętniej pooglądał.
Chłopak pokiwał mu zdrową ręką, ale na moment jeszcze nie przerywał ćwiczeń, bo zostało mu jedyne pięć minut. - Och daj spokój - zażartował. -0 To był tylko tydzień - pokazał mu język.
- Wszystko im poopowiadam - zapewnił go Ryu z wielkim uśmiechem. - A z Keii-chanem pójdę na ploty o - zażartował.
- Uhm mam nadzieję, że minie - odparł szczerze Tomo, czując zbierające mu się łzy w oczach, które zaraz otarł dłonią. - Miętową poproszę... a jak nie to czarną...
- Oj tam, oj tam - Naoki zarumienił się trochę. - Bo mi brakuje ciepła - pokazał mu język.
- Krótki... przespałem połowę, a drugą ćwiczyłem - zachichotał.
- Jeszcze nie. Mam zadzwonić jak wrócę... ale chciałbym ze dwa dni odpocząć, zanim do niego zadzwonię - przyznał szczerze. - Nadrobię trochę uczelni i zacznę rehabilitację i wtedy - uśmiechnął się do niego.
Tomo zezował ciąglę na miskę, az w końcu ze zrezygnowaniem z niej skorzystał, ponownie kładąc się zaraz na łóżku. Liczył barany żeby się trochę uspokoić, a gdy to nie pomogło, przeszedł do wyobrażeń spokojnego morza.
- ALe twoja kolej na wybór. Ja wybrałem ostatni - pstryknął go palcami w ramię.
Kazuo skończył swoje ćwiczenia i odetchnął głęboko, kucając przed Yujim i mocno go całując. Nie zwykł za dużo mówić o swoich uczuciach, bo zwyczajnie było mu głupio. - Spakowałem się już, tylko się przebiorę i możemy iść.
- Pamiętam. Staram się Jun-chan - ucałował go w policzek i zaraz zamknął mocno oczy oczekując na start. - Naprawdę czuję się przy tobie swobodniej - zapewnił go.
- Dzięki - Tomo upił trochę herbaty, a potem jeszcze trochę i gdy już nie było jej pół kubka, to skapitulował i oddał ją Takano. - Będzie lepiej teraz - oznajmił mając na to szczerą nadzieję.
- Pewnie, bardzo chętnie - zgodził się ochoczo Naoki, siadając wygodniej na kanapie.
- Za dużo czasu by to zajęło - machnął lekceważąco dłonią Kazuo i ruszył powoli w stronę swojej sali. - Kupiłem ci coś - dodał zaraz. - Bo dostałem pół dnia poza szpitalem - uśmiechnął się. - Nic takiego... taki mały breloczek do kluczy.
- Jun-chan... trzymaj mnie mocno - pisnął chłopak przez zęby podczas startu, mocniej chwytając jego dłoń i wtulając twarz w jego ramię. Dopiero gdy dźwięk oznaczający odpinanie pasów pojawił się w samolocie, Ryu odetchnął z ulgą. - Teraz już jest ok - zapewnił mężczyznę.
- Powiem, jak będzie gorzej albo nie będzie lepiej - zapewnił go cicho, wtulając się w poduszki.
- Mhm... będą jakieś wasze wygłupy? - przytulił się do niego delikatnie.
- Po prostu o tobie pomyślałem jak go zobaczyłem - wzruszył ramionami. - Jest tak słodkim misiem, jak ty...
[Kochana, wiem że już mi to mówiłaś... ale kto gra Juna? Szukam czegoś na odstresowanie ale niezbyt głupiego... moja magisterka wisi na włosku]
- Nie obrażę się - zapewnił go Ryu, całując go w policzek. - Możesz spać - poklepał się po ramieniu by zapewnić go, że może z niego skorzystać. Sam natomiast sięgnął sobie po książkę.
- Herbatkę - poprosił go. - Ale już chyba nieco lepiej - uśmiechnął się do niego. - Nadal boli ale już mniej.
- Daj mi chwilkę... tylko do wyjazdu ze szpitala - ucałował go w policzek. - Proooszę.
Ryu obudził go dopiero na moment lądowania, kiedy to poczuł jak żołądek mu podchodzi do gardła. - Jun-chan? - potrząsnął nim lekko, chwytając go mocniej za rękę. - Teraz musisz być przytomny - poprosił go.
Tomo powoli usiadł, opierając się mocniej o ścianę i biorąc herbatę w dłonie. Upił spory łyk i odetchnął lekko. - Pogramy w jakieś karty?
- No tak... trzeba było się napocić by uzyskać to cudo - poklepał go ze śmiechem po brzuszku. - To dobrze. Nie byłeś idealny - dodał wesoło. - A co tu się dzieje? - zdziwił się widząc jak chlapią się w błocie.
- Wiem, Yu-chan - odparł szczerze Kazuo ale nie chciał mu nawet na moment puszczać. - Ale ciesze się, że cię mam...
- Uhm to dobrze - Ryu, wbił palce drugiej dłoni w swoje udo i uspokoił swój oddech.
- Nie... nie... nic - Kaneki uśmiechnął się lekko obserwując swoją poparzoną dłoń. - Skończyła się maść na oparzenia i bandaże - dodał jeszcze. - Nie ma się czym przejmować.
- Ale czemu? Przecież mogłoby być fajnie i śmiesznie - zauważył śmiejąc się przy tym tylko i wtulił się w niego.
Kazuo usiadł z tyłu i zaraz położył się wygodnie, z głową na kolanach Yujiego. - Będę się musiał do szpitala zgłosić jak przyjedziemy.
- Nie lubię tych momentów - Ryu spojrzał na Juna i zacisnął mocniej powieki gdy samolot podskoczył. - Bo nie mogę się przytulić do ciebie - dodał zaraz.
- Ren nie, ja... oparzyłem się. Dość mocno. Bąble mam i boli strasznie, ale Ren-kun mi pomoże - zapewnił go, a Tomo oparł się o niego wygodniej sącząc swoją herbatę. - Ale będę musiał przestać rysować na trochę...
- Dość skromnie, ale po męsku - uśmiechnął się z uwagą przyglądając się jego pokoikowi. - Bardzo ładnie.
- Może nie... bo jeszcze mnie tam zatrzymają i co wtedy? - zapytał go cicho, spoglądając mu w oczy.
- Całe szczęście - Ryu odetchnął z ulgą i wtulił się w niego mocniej. - Bo co by Kiara zrobiła gdybyśmy obaj zginęli? - zapytał go cicho.
- Nic takiego - odparł szczerze. - Wylałem gorącą herbate bo Ren mnie przestraszył - wymamrotał czerwieniąc się. - O już wraca - dodał zaraz idąc do drzwi. - Takano dzwoni - podał mu słuchawkę, ale dało się słyszeć, że Ren zagania go do pokoju, a potem bierze jeszcze miskę z wodą. - Tak? - odezwał się dopiero siadając przy Kanekim.
- Najważniejsze, że było fajnie - zauważył Naoki przełykając nieco ślinę. - I że znalazłeś przyjaciół.
- Mhm wolałbym żeby tego nie zrobili - przyznał szczerze chłopak.
Ryu odetchnął pełną piersią gdy już byli poza samolotem. - Strachadło ze mnie - uśmiechnął się lekko. - Ale trudno - wzruszył ramionami.
Ren wywrócił oczyma - Zaszedłem go od tyłu żeby go przytulić. Nic wielkiego, a ten wpadł w panikę - trzepnął Kanekiego w łeb pieszczotliwie i zabrał się za opatrywanie dłoni chłopaka. - Takano, trudno mi postawić diagnozę na odległość - przyznał szczerze. - Tomo ma temperaturę? - powtórzył pytanie. - Przyspieszony oddech? Boli go serce? - dopytywał dalej. - Jest blady i ma drżące dłonie? - zapytał jeszcze. - Na twoim miejscu nie ryzykowałbym. Ta głowa trochę długo go boli - skrzywił się widząc popękaną skórę w niektórych miejscach u Kanekiego. - Dam cię na głośnomówiący ok? - zapytał i zaraz to zrobił, by mieć obie dłonie wolne. - Nie ryzykowałbym, bo dobrze wiesz jaki stan zdrowia ma twój mąż - uśmiechnął się lekko, przemywając dłoń Kanekiego i zabierając się za maść. - Lepiej nie kusić losu. Teraz już możesz podać tabletkę, tylko ech no myślę, że lepiej by zbadał go lekarz. Jeśli jednak dasz mu tabletkę to jutro też odpoczywajcie. Nie forsuj jego organizmu. [multitasking... a podobno tylko kobiety tak mogą xD]
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Tylko zaschło mi w gardle trochę.
- Yhm... - Kazuo westchnął jeszcze i obrócił się tak by wtulić się w brzuch chłopaka. - Kocham cię.
- Jak było? - zainteresował się odbierając od nich torbę i podając Junowi klucze od mieszkania. - Kei-chan czeka w domu. Trochę słabszy ma dzień, ale nic poważnego - zapewnił ich od razu. - Było super - ożywił się Ryu. - Zjeżdżaliśmy nawet z górki. Fajna zabawa - dodał szczerząc się do niego.
- To nie ryzykuj - Ren poczochrał Kanekiego po włosach zakładając mu jeszcze bandaż i zaraz mocno go do siebie przytulając. - Jedźcie do szpitala - poradził im. - Ok - Tomo nie bardzo miał siły protestować, więc tylko mocniej wtulił się w Takano. - Ale ja nie chcę tam zostać sam...
- Cięzko było? - zapytał go zaraz Naoki dość ciekawy tego jak to wyglądało. Upił trochę soku i od razu zrobiło mu się lepiej.
- Mou... - Kazuo potrząsnął głową. - Tak jest dobrze - oznajmił. - Mnie to nie przeszkadza - dodał zaraz nauczyciel.
- I jedliśmy dużo fajnych rzeczy i wjechaliśmy wyciągiem na górę. Niesamowity widok z niej był - odparł wesoło Ryu. - Pokażę wam zdjęcia - zaoferował się zaraz. - Koniecznie - Koki uśmiechnął się do niego, po czym spojrzał na Juna, który usiadł obok niego. - Nic mu nie jest. Tylko trochę słabo mu było rano i woleliśmy nie ryzykować - uśmiechnął się. - Leży sobie na kanapie i ogląda filmy, sącząc smoothie. Przygotował dla was kolację.
Tomo chciał zaprotestować bo przecież mógł chodzić, ale poczuł że strasznie kręci mu się w głowie. Wtulił się więc tylko w Takano, ukradkiem ocierając łzy. - Przepraszam, nie chciałem żeby tak się skończyło...
- Nieźle - wyszczerzył się do niego. - Ale z ciebie flirciarz - dodał, kiedy zobaczył jak Hiroki puszcza oczko do jednej, zaraz pokazując drugiej jak powinno się serwować. Nie omieszkał przy tym musnął dłonią jej uda. - Zaliczyłeś tego dnia? - zainteresował się.
- Dobrze mi tak - Kazuo pstryknął go w nos i pogłaskał go zaraz po policzku. Przymknął oczy oddychając chwilę w ciszy. - Nie musiałeś takiego kawału drogi jechać - dodał zaraz.
Ryu przysnął w samochodzie, więc ich więcej nie słuchał. Jednak podróż go trochę zmęczyła. Stres związany z lądowaniem tym bardziej.
- Uhm, ok - Tomo uśmiechnął się do niego słabo, zapinając pasy i pokazując mu adres szpitala, co by mógł sobie wklepać do gpsa. - Zamknę oczy, ok? - poinformował go, bo nie lubił widzieć potrójnie. Oparł głowę o szybę samochodu i przymknął oczy.
- Ojej mój biedaku - Naoki pocałował go mocno, zaraz wtulając się w niego. - Pewnie miała chłopaka - zaśmiał się zaraz. - Wytrzymałeś do końca imprezy? Czy padłeś wcześniej?
- Cieszę się, ale mi głupio że taki kawał po mnie jechałeś - przyznał szczerze, zaraz uśmiechając się do niego pogodnie. - Wygodnie mi na twoich udach... chyba się zdrzemnę.
- Nie - Koki uśmiechnął się lekko do niego. - Poszło jakoś bokiem. Porozmawialiśmy i już jest dobrze. Wiesz... Kei-chan jest nieco delikatny, trochę przesadziłem. - zapewnił go. - Preferujesz mieszkanie czy jeszcze jakiś sklep?
Tomo obudził się dopiero podczas badania. Powiedział gdzie go boli i jak się czuje, a potem jeszcze poprosil, żeby Takano mógł z nim zostać. Nie chciał zostawać sam w szpitalu. Bał się. To nie był jego szpital.
- No to dobra impreza była, skoro nic nie pamiętasz - Naoki usiadł mu na kolanach czując, że teraz właśnie tego potrzebuje. - Ne, Hiro-chan? Zakochałeś się na studiach?
- Że z ręką Kazu jest nieciekawie. Może nie odzyskać pełnej sprawności. Na pewno nie wróci już do baseballu. Kazuo to wie. Powiedzieli mu - odparł mężczyzna.
- Będziesz go budził? - Koki zerknął w lusterko na śpiącego chłopaka, ale mimo to obrał drogę do sklepu. - Ach,... no i zaręczyłem się - oznajmił jakby to było nigdy nic ale zaraz poczuł że czerwienieje.
Tomo mocno go chwycił, bojąc się że jak go puści to Takano go tu zostawi. - Długo muszę tu poleżeć? - zapytał go cicho. - Jutro mnie wypiszą?
- Hm... ja też miałem parę przygód i dwie dziewczyny ale nie chciałem z nimi być. W sumie byłem z nimi dla zabawy - przyznał wzruszając ramionami.
- Tak, ale Akademia Policyjna też stoi pod znakiem zapytania.
- Dzięki - Koki uśmiechnął się do niego. - Ze ślubem poczekamy trochę. Keichiro też jest młody i chciałby skończyć studia i zacząć pracę zanim zdecydujemy się kompletnie sfinalizować nasz związek - wzruszył ramionami. - Po prostu w ten sposób czujemy się pewniej. On jest mój a ja jego.
- Uhm no dobrze - zgodził się cicho chłopak, po czym przytulił głowę do poduszki i przysnął. - Kocham cię - szepnął jeszcze zanim to zrobił.
- Tak, czekałem na ciebie - zgodził się z jego definicją. - Nie mogłem trafić lepiej - dodał jeszcze.
- Naprawdę, bo w niej trzeba wykazać się sprawnością fizyczną dość wymagającą - odparł mężczyzna. - O tym też Kazuo wie - żachnął się. - Znasz go, pewnie już dawno się poddał...
- Pogratuluj, ucieszy się - odparł wesoło mężczyzna, parkując przed sklepem. - Może ja z nim tu zostanę? - wskazał na śpiącego chłopaka, który teraz wymamrotał coś przez sen i ani mu isę chciało obudzić.
Tomo natomiast obudził się dopiero rano i od razu odszukał dłoni Takano, oddychając z ulgą gdy jednak tam był. Leki zaczęły działać i czuł się dużo lepiej.
- Fajne masz te filmy - mocno go objął przytulając się nieco. - Położymy się już?
- Wiem - nauczyciel wzruszył ramionami. - Ale znasz go - powtórzył tylko zerkając w lusterko. - Ten typ tak ma.
- Wezmę, wezmę - uśmiechnął się delikatnie, wyciągając wózek z bagażnika i biorąc ich torbę i zakupy. Ryu przetarł zmęczone oczy gdy Jun wziął go na ręce. - Już nie śpię - zaprotestował ziewając nieco. - Gome jakoś mnie zmogło...
- Czemu do mnie nie dołączyłeś do łóżka? - zapytał go widząc jaki Takano jest zmęczony. - Wybacz... nie śpij tak drugiej nocy - westchnął.
- A nie moglibyśmy razem? - zaproponował dość odważnie, oblizując nieco wargi. - Bez żadnych harców. Obiecuję.
Kazuo przespał całą drogę. Tak mu było przyjemnie przy Yujim. Uśmiechnął się widząc że chłopak też jeszcze sobie śpi, po czym podciągnął i ucałował jego usta. - Kocham cię - szepnął mu do ucha, siadając już prosto.
- Tak? Dziękuje - złapał go mocniej za rękę i przyciągnął do siebie by go ucałować.
- Nie umiem się nie przejmować - przyznał szczerze Tomo, przecierając zmęczone oczy i zaraz siadając by lekarz mógł go zbadać. Po oględzinach dostał wiadomość, że zostaje na jeszcze jedną noc. Na wszelki wypadek.
- Nie zamierzałem cię kusić - odparł szczerze Naoki. - Pomyślałem tylko, że byłoby miło - westchnął wchodząc samemu do wanny. - Ale nie, to nie - wzruszył ramionami.
- Tak, już jesteśmy - zapewnił go Kazuo, całując go raz jeszcze. - Dobrze mi się spało przy tobie.
- Oj mam, bo ja bez pomarańczowego soku śniadania sobie nie wyobrażam - przyznał szczerze, śmiejąc się przy tym.
- Dobrze, kochanie. Możesz nawet na dłużej wyjść - zapewnił go Tomo czując się nieco lepiej, miał siłę do ucieczki w razie wypadku.
- Oj tam, zdarza mi się - uśmiechnął się Naoki, myjąc sobie włosy. - Ale ja tego nie robię specjalnie - zapewnił go zaraz.
- To dobrze - poczochrał chłopaka po włosach i wysiadł z samochodu by odetchnąć głęboko. - Najpierw pójdziemy na plażę - zdecydował pomagając Yujiemu usiąść na wózku.
Keiichiro przywitał ich od progu od razu lądując Ryu na kolanach i mocno go ściskając. - Już mi nieco lepiej - rzucił do Kokiego. - Tylko osłabiony jestem - wzruszył ramionami. - Pokażesz mi zdjęcia? - Pokażę, pewnie, że tak - wyszczerzył się do niego Ryu. - I wszystko poopowiadam.
- Nie przepraszaj, jesteś zmęczony - złaał go za rękę. - Idź coś zjeść i wypij dobrą kawę albo herbatkę - zaproponował.
- Czepiasz się, a sam robisz to samo... ociekasz seksem - wywrócił oczyma chłopak.
- Nie będzie sprawne - chłopak wzruszył ramionami. - A to będzie dobre ćwiczenie dla niego - dodał zaraz.
- Ale ja jedzonko już zrobiłem. Wystarczy podgrzać - wyjaśnił Keiichiro, po czym pchnął wózek Ryu do salonu i pomógł mu usadowić się na kanapie zanim zaczęli rozmawiać.
- Dzięki - Tomo go ucałował, opadając zaraz na poduszki i przeciągając się nieco.
- Jaaaaasne - Naoki zaśmiał się serdecznie. - Przecież ty mi to robisz na okrągło - skończył się myć i sięgnął po ręcznik, po czym wypuścił wodę.
Kazuo nie odpowiedział tylko ponownie wzruszył ramionami. - No to chodźmy na tę plażę - ponowił zaproszenie, a potem już ruszył w stronę morza.
- Oj już się pochwaliłeś? - Keiichiro spalił buraka i spojrzał na swojego chłopaka z lekkim zalem, bo przecież on też chciał się pochwalić. - Uhm dziękuję - dodał jednak już po chwili rozpromieniony. Ryu uściskał go mocno, zaraz każąc mu wszystko opowiadać.
- Lepiej. Głowa nie boli, ale serducho kłuje - przyznał szczerze. - Nic mi nie trzeba - uśmiechnął się lekko. - Odpocznij sobie troszkę - poprosił go.
- Wystarczy, że jesteś - zauważył Naoki wstając i siadając na brzegu by się ubrać.
Kazuo kucnął przed nim, kiedy znaleźli się tuż przy plaży. - Łap się mocno - poradził chcąc go ponieść na plecach.
Ryu wysłuchał Keiichiro a potem poopowiadał mu co oni robili podczas tych kilku dni, a potem tylko przytulił nagle przyjaciela, mocno go obejmując. - Cieszę się z tobą!
- Uhm może twoją bluzę jakąś - poprosił go z delikatnym uśmiechem. - I coś słodkiego...
Naoki wciągnął na siebie spodnie od dresu i bluzę, by zakryć swoje wdzięki, co by nie kusić losu. - No już... możesz mi pomóc - westchnął ciężko, powoli idąc w jego stronie.
- Nie nadwyrężam ramienia, tylko swoją szyje. Wskakuj - powtórzył.
- Tak - Ryu skinął lekko głową, przesiadając się zaraz na wózek i podjeżdżając do stołu. - Ale zgłodniałem a tu tak pięknie pachnie - przyznał szczerze.
- Oj bo nie lubię gdy mnie traktujesz jak niepełnosprawnego, kiedy nic mi nie jest - westchnął wtulając się jednak w niego ze wszystkich sił.
- Jesteś lekki jak piórko i nie pójdziemy daleko - żachnął się Kazuo, trzymając go już pewnie i powoli idąc z nim wgłąb plaży. Po dziesięciu minutach usiadł na piasku, zaraz zajmując miejsce za Yujim i objął go mocno ramionami wdychając świeże powietrze. - Tęskniłem za tym.
- Pychota - pochwalił Keiichiro. - Już wiem, kto będzie gotował na moim ślubie - zażartował patrząc na przyjaciela, a ten tylko się roześmiał. - Jakąś promocję mi dasz czy coś... - Pomyślimy - obiecał Keiichiro.
- Ok... ale odpocznij trochę - poprosił go jeszcze i mu pokiwał, gdy ten wychodził. On sam zjadł śniadanko i potem przysnął na trochę.
- Wiem, ale daje jej odpocząć - wymamrotał ziewając jeszcze. - Dobranoc.
- Odprowadzę, nic się nie martw - obiecał mu jeszcze mocniej go przytulając.
Ryu poklepał go wówczas po plecach by pomóc mu z przełknięciem i wrócił do jedzenia co chwila jeszcze rozmawiając z Keiichiro. Koki zaśmiał się pod nosem widząc minę swego kumpla.
Tomo jeszcze spał, gdy Takano znów się obok niego pojawił. Obudził się dopiero chwilę później i przeciągnął się lekko. - Taka-chan? A weźmiesz mnie na spacer? Lekarz mówił, że możesz... na taki mały - uśmiechnął się lekko.
Naoki obudził się wraz z dźwiękiem budzika Hirokiego, masując sobie serce dłonią. - Hiro-chan? Dałoby radę zmienić budzik na nieco łagodniejszy? - zapytał go ziewając. - Serce mi skacze jak go słyszę...
- Wiem - ucałował go w policzek. - Ale nie dawaj mi notatek jeszcze. Nie wracam do szkoły w tym tygodniu. Mam zwolnienie do końca tygodnia - przyznał szczerze.
- WYbacz - Koki nie był wstanie się powstrzymać. Kontynuował tę czynnośc jeszcze przez dłuższą chwilę zanim wrócił do jedzenia. - Twoja mina była bezcenna - zapewnił go.
- Nie wiem... ale moge wziąć wózek - wskazał na wózek stojący obok, po czym usiadł i oparł się o poduszki. - Chciałbym z tobą pospacerować, a nie... siedzieć w szpitalu - przyznał szczerze.
- Nie - pokręcił przecząco głową, bo rzeczywiście w tej chwili go nie bolała. - Goi się ładnie - zapewnił go.
- Dzisiaj nie chcę myśleć o szkole - szepnął mu do uszka. - Tylko o tobie.
- Mimo wszystko... dałes czadu stary - roześmiał się znów Koki, teraz go kopiując, by pokazać Keiichiro o co chodzi. Chłopak zawtórował mu śmiechem.
Tomo podparł się na Takano, przesiadając się na wózek i okrył się kocem, wcześniej zakładając tez bluzę swojego męża. - Możemy ruszać - chciał przejąć stery.
- Dobrze szefciu, ukarzesz mnie w razie czego - puścił do niego oczko i pokuśtykał się ubrać.
Kazuo natomiast mocniej go przytulił i ucałował w policzek, zaraz opierając brodę o jego ramię. Zapatrzył się przed siebie.
- Oj po prostu przyznaj, że cię chłopak zaskoczył - zachichotał Koki. - Ale czemu? Co? - Ryu zamrugał kilkakrotnie bo nie bardzo rozumiał co się działo, czym wywołał kolejną salwę śmiechu wśród zgromadzonych. - No bardzo śmieszne... też chciałbym się pośmiać...
- Okay - Tomo posłusznie ułożył dłonie na swoich kolanach. - To na krótki spacerek zakończony lodami - poprosił go Tomo. - Podobno tu jest dobra lodziarnia. Pan z pokoju obok mi ją polecił - podał mu karteczkę z adresem.
- Wolę nie ryzykowac stawanie na nią pełnym ciężarem - odparł tylko, gotowy do wyjścia.
- Naprawdę? Ale ciebie nie podrywa, co nie? - zapytał go zaraz, mocniej przytulając. - Bo będę zazdrosny...
- Uhm ok - Ryu uśmiechnął się do niego delikatnie, po czym przytulił mocno. - Jesteś najlepszy, wiesz? - ucałował go w policzek wracając do jedzenia.
- Zjadliwe, ale u nas lepsze - przyznał szczerze. - Nie zjadłem dużo - dodał zaraz. - Lekarz mnie za to ochrzanił, ale zwymiotowałbym gdybym zjadł więcej...
- Dobrze, poproszę też kawę - Naoki usiadł na krześle i popatrzył na psiaki. - Znów zostajecie same - pogłaskał je po łebkach.
- A ty tez go nie podrywasz, co nie? - uniósł lekko brew pytając go pół żartem, pół serio.
- To już wiesz - poklepał go po udzie kończąc jedzenie. Przeciągnął się zaraz lekko. - Poprzerzucam zdjęcia i wam wszystko pokażę - klasnął w dłonie odjeżdżając od stołu.
- Dam radę. Zrobiłem sobie miejsce na lody - zerknął na niego z uśmiechem.
- Wiem, są dzielne - pochwalił psiaki, jedząc swoją kanapkę. - Dadzą sobie radę.
- No ja myślę - ucałował go mocno znów tuląc do siebie.
Ryu zajął się szybką obórbką zdjęć i po godzinie wyświetlił je na komputerze opowiadając co i jak. Zaraz jednak wymienił się z Kokim, który z kolei pokazał ich weekend. Równie emocjonujący.
- Treściwo też będę jadł ale to po lodach - pokazał mu język. - Kocham cię wiesz?
Naoki w tym czasie skończył śniadanko, pozmywał i ubrał wygodne addidasy, by noga mu trochę odpoczywała. Czekał na Hirokiego na krześle.
- I oby tak zostało - zaśmiał się szczerze Kazuo jeszcze chwilkę z nim tak siedząc, zanim zdecydował że czas wracać.
- Oj i to jak - potwierdził Koki. - Było przesympatycznie. - To dobrze - ucieszył się Ryu. - Ne... ja dziś śpię z Keiem - wyszczerzył się, a Keiichiro potwierdził skinieniem głowy.
- Bardzo, szkoda że nie jesteśmy już dalej. To dobra pogoda na naukę surfowania - przyznał szczerze.
- No to jedziemy - zgodził się z nim Naoki, wsiadając do auta i zapinając pasy.
- Zabiłbym... tego kogoś - burknął, po czym odetchnął głęboko. - A już napewno porachował mu zęby.
- Możecie przecież spać razem - Ryu uśmiechnął się do Juna lekko. - Przecież wam ufamy i nie będziecie baraszkować - puścił do niego oczko śmiejąc się pod nosem.
- Niby tak - zgodził się, łapiąc go za rękę strasznie żałował że tak się stało i musieli przedłużyć pobyt w Sydney ze względu na jego stan zdrowia.
- Nie przeszkadza mi... tylko prosze zmień budzik - poprosił go. - Naprawdę się dziś przestraszyłem...
- A skąd mam wiedzieć? To już twoja działka, Yu-chan - zaśmiał się Kazuo, sadzając go na wózku.
- Mamy trochę do obgadania - odparł tylko Keiichiro. - Przegadamy pół nocy - dodał zaraz.
Tomo skinął lekko głową, a potem usiadł mu na kolanach, mocno się w niego wtulając. - Dziękuję - szepnął mu, obejmując go ramionami. - Bo jesteś najlepszym mężem na świecie - dodał z uśmiechem.
- Dzięki - odetchnął z ulgą. - W razie co, będę cię budził - obiecał mu zaraz.
- Dałbym ci wolną rękę, Yu-chan - powtórzył Kazuo. - To twoja robota, nie?
Ryu przegadał pół nocy z Keiichiro a rano był pierwszy na nogach. W końcu miał zacząć uczelnię tego dnia i trochę się denerwował. Przygotował więc wszystkim kanapki, a sam umył się i ubrał.
- Może - zgodził się z nim wzdychając lekko. - Po prostu chciałbym ci tego nie robić - wyjaśnił.
Naoki wysiadł pierwszy i powoli pokuśtykał do pracy, meldując się w środku. Przygotował poranną kawę dla zespołu Hirokiego i położył im na biurku materiały dotyczące sprawy, a potem usiadł przy swoim biurku, pilnując by telefon mieć zawsze obok siebie.
- Hm nie wiem. Mnie raczej nikt nie podrywa - odparł idąc tuż obok niego.
- Hejka, jak się spało? - zapytał go z uśmiechem. - To nic takiego, proste śniadanko - przyznał szczerze. - Podwieziesz mnie na zajęcia... a potem przyjedziesz po rehabilitacji do szpitala? - poprosił go zaraz.
Tomo ucałował go mocno tylko się wtulając mocniej. - Lekarz mówił, że mam uważać - oznajmił zaraz. - Za dużo wrażeń chyba miałem...
Naoki przyszedł do nich na dłuższej przerwie z nowymi aktami. - Ano... Hiroki, mogę skorzystać z waszej kanapy? - zapytał go zaraz.
- Fanklub? Udaję że gop nie ma. Nie interesuje mnie on - wzruszył ramionami. - Chyba że zagraża tobie, wtedy inna inszość. Akademia? Nie pójdę tam. Nie mogę z tym ramieniem.
- Oj biedaku - Ryu ucałował go lekko, po czym skończył swoją kanapkę. - Dzięki - ucałował go znowu.
- Uhm tak zrobimy - zgodził się z nim. - Ale dziki park z Koalami zobaczymy - zastrzegł sobie, bo mu na tym zależało. Oparł głowę o jego ramię wdychając jego zapach. - Lubię jak przy mnie jesteś.
Naoki podziękował mu i położył się na chwilę. Zdrzemnął się na pół godziny, a potem wrócił do pracy bez marudzenia.
Ryu został bardzo ciepło przyjęty przez swoich kolegów, a Mark nie odstępował go na krok, pomagając mu z wózkiem jak tylko mógł. Nawet na warsztatach sobie poradził, bo profesorowie nie robili problemu i pomagali mu z nadrabianiem zaległości. W końcu nadeszły zajęcia Juna. Tym razem miały być dość praktyczne. Chłopak trochę się denerwował, bo dużo przegapił i nawet żołądek mu się skręcił ze stresu, mimo iż były to zajęcia jego chłopaka, więc kiedy mu szew nie wychodził podniósł dłoń do góry. - Uhm mógłby mi pan pokazać jeszcze raz? - dziwnie mu się było zwracać per pan do Juna, ale nie zamierzał narobić mu niepotrzebnych problemów.
- Trochę jeszcze kłuje mnie serce i głowa pobolewa. No i słabo mi trochę - przyznał szczerze, łyżeczką wyjadając swoje lody. - Ale jest dużo lepiej niż wczoraj - zapewnił go zaraz z uśmiechem. - Nie martw się, przejdzie mi - dodał jeszcze. - Uhm ale chciałbym żebyś posszedł ze mną do lekarza na omówienie mych wyników. Coś tam gorzej jest niż było - zacisnął lekko wargi.
- Bo wolno chodzę i kuśtykam - wyjaśnił mu, wspierając się trochę na nim. - Pizza brzmi cudownie. Głodny jestem - zaburczało mu w brzuchu.
Kazuo ucałował go jeszcze mocno przy ich mieszkanku i pokiwał mu na dowidzenia. - Widzimy się jutro w szpitalu - uśmiechnął się szeroko.
- Chyba tak... - Ryu zrobił przy nim jeszcze parę ruchów, co jakiś czas patrząc w jego oczy. - Tak? - zapytał, by się upewnić, kiedy szew w końcu mu wyszedł. Uśmiechnął się szeroko, łapiąc odpowiedni rytm.
- A potem pojedziemy zobaczyć samochody? Nie muszę kupić już, ale chciałbym je pooglądac - wyjaśnił zaraz siadając na swoje miejsce w samochodzie.
- Ja też - przyznał szczerze. - Trochę się martwię, dlatego nie chcę być sam przy rozmowie - dodał zaraz.
Kazuo czekał na Yujiego przed szpitalem i gdy tylko go zobaczył doskoczył do niego z uśmiechem. - Po rehabilitacji idziemy na pizze - zdecydował wesoło. - Sensei po nas wpadnie dopiero wieczorem.
Ryu skończył swoje szwy jako jeden z ostatnich i odetchnął głęboko, na moment zamykając oczy. Zmęczył się i to dość bardzo. Zajęcia go wykończyły. Mimo to wyjechał z sali i upił wodę, którą wcześniej sobie zakupił. Spojrzał na zegarek a potem ruszył w stronę szpitala.
Ryu siedział jeszcze w sali rehabilitacyjnej, całkiem skupiony na swym zadaniu. Siedział na zwykłej ławeczce i próbował przesunąć jedną nogę w stronę piłki leżącej parę centymetrów od niego. Niestety nie szło mu za dobrze i tylko przyprawiało go to o frustrację. W końcu jego lekarz zabrał piłkę i podziękował mu za pracę, widząc jak chłopak sapie całkiem wypompowany. Był nieźle spocony i zrezygnowany jednoczesnie.
- No nie wiem... - wymamrotał Naoki. - Mam wrażenie, że specjalnie nie chcesz mi pozwolić na samochód - dodał zaraz robiąc obrażoną minę.
- Uhm tego się będę trzymał - zgodził się z nim wesoło jedząc dalej.
Kazuo obserwował go z uśmiechem, samemu ściskając tylko mocno piłkę i puszczając ją. Krzywił się niemal przy każdym ruchu.
- Na uczelni było fajnie, ale wymagająco... wybacz za dzisiaj, nie do końca wiedziałem jak ten szew robić... - przerwał na moment swą wypowiedź by złapać oddech. - A tu było fatalnie - wymamrotał. - Nie przesunąłem nogi nawet milimetr... a co dopiero te 5 cm żeby piłkę dotknąć - otarł szybko łzy z oczu i rozmasował sobie serce.
- To ja nie chcę żadnych udziwnień - odparł zaraz Naoki. - Nie lubię pizzy z owocami morza... - dodał jeszcze.
- Dobrze - skinął głową Tomo, również zbliżając się ku końcowi swoich lodów.
Kazuo przeprosił mężczyznę i obrócił się od Yujiego, co by ten go nie rozpraszał.
- Niby tak, ale wolałbym inny pierwszy dzień... z małym sukcesem czy coś - przyznał szczerze, wciągając na siebie bluzę. - Idziemy na lody? Albo gorącą czekoladę?
- Całkiem fajne miejsce - Naoki usiadł przy jednym ze stolików. W lokalu było klimatycznie. Wszystko z drewna i do tego całkiem dobra muzyka w tle.
- Jestem za i zadzwonić do Yuyi możemy - przypomniał jeszcze z uśmiechem, odkładając już pustą miseczkę.
Kazuo jeszcze chwilę został, po czym z westchnieniem wyszedł z sali by znaleźć tam Yujiego. - Gratuluję - ucałował go w policzek. - Udało ci się!
1 115 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1001 – 1115 z 1115- Wiem - uśmiechnął się szeroko. - Ale dziś zero seksu dobrze? - upewnił się że będzie tak jak miało być. - Dzisiaj się ładnie tulimy.
- Nie denerwuję się, tylko no wiesz... walczę o prawa ludzkie? Rozmawiasz z niedoszłym prawnikiem... mam nawet aplikacje skończone, znam prawo - westchnął stukając palcem w głowę.-Nie tak łatwo zapomnieć,kiedy mi wyskakuje taki i taki paragraf z taką i taką klauzurą we łbie jak widzę coś nie sprawiedliwego.
- Ale ja nie lubię -westchnął cicho Ryu,ubierając się zaraz, a kiedy był już gotowy oddał Junowi pałeczkę i pozwolił mu prowadzić wózek.
- Nyślałem - przyznał tylko. - Ale nic nie wymyśliłem. Nie ma o czym mówić - wzruszył ramionami, chowając formularz do kieszeni.
- Film to doby pomysl- uśmiechnął się chłopak, wtulając się w niego mocno. - Kocham cię wiesz?
- Mhm ok... niech wam będzie - wywrócił oczyma Naoki, ponownie kładąc się na łóżku bo już go zaczynałomocniejboleć.
- Ok,ja też lubię, gdy się rumienisz - pokazał mu język Ryu, odbijając trochę pałeczkę. - Wyglądasz wtedy słodko, taki do tulenia - dodał zaraz.
- Uhm rozmawiałem - odparł wzdychając ciężko. - Ale nie wiem jeszcze... uhm nie wiem co zrobię- wzruszył ramionami. - Chciałem do pracy od razu.
- coś czuję, że na wyspie czeka mnie szalony seks - zaśmiał się cicho Tomo przymykając oczy i wtulając się w niego mocniej. - Ale wiesz? Strasznie lubię te twoje ramiona. Wygodnie w nich i bezpiecznie.
Gdzieś nad ranem ktoś wreszcie krzyknął radośnie.
- Mamy go - oznajmił pokazując bazę danych i podając ją Hirokiemu pod nos.
- Brzmi idealnie - Tomo go ucałował i poszedł napuszczać wodę do wanny. Przygotował tylko dużo piany i dwa ręczniki, po czym rozebrał się i wszedł do środka czekając na Takano.
Yasu nie zerwał się na nogi, tylko odetchnął głęboko.
- Przepraszam chłopaki - oznajmił w końcu. - Nie pojadę z wami. Moja żona właśnie wylądowała w szpitalu. Chciałbym przy niej być - spojrzał Hirokiemu prosto w oczy.
- Uwielbiam to - oznajmił radośnie, samemu przesiadając się do samochodu i zapinając pasy. - A jeszcze bardziej twoje usta - dodał zaraz.
Kazuo od razuzsunął okonomijaki na swój talerz i przygotował drugie dla Yujiego.
- Ja lubię te bardziej przypieczone - oznajmił radośnie.
- Ooo... ale afront... żeby ze mną nie chcieć się wykąpać - Tomo się naburmuszył i schował kompletnie pod wodą przez dłuższą chwilę licząc sekundy, zanim się wynurzył i zabrał za mycie się.
- Wiem, wybaczcie mi - westchnął uśmiechając się do Hirokiego. - Następnym razem na pewno dołączę - obiecał mu
- Do galerii handlowej. Chcę kupić takie same bluzy nam - uśmiechnął się szeroko. - Jedną zieloną a drugą czerwoną. Będziemy elfami - pokazał mu język śmiejąc się nieco.
- Tak jest szefie - popilnował jego placka i podał mu perfekcyjnie wypieczony.
- No dobrze, masz wybaczone - uśmiechnął się do niego Tomo, dokładnie się myjąc, a kiedy już był pachnący to wstał i ubrał swój dresik, wskakując Taakano na plecy. - Mój miś - oznajmił mocno go ściskając.
- Okaeri - szepnął cicho Naoki, wtulając się w niego mocno i oddychając zdecydowanie łagodniej teraz.
- No bo je lubię... - Ryu odwrócił wzrok. - CO w tym złego? - zapytał go zaraz. Nawet teraz miał na sobie bluzę Juna. - Ciepło mi w nich... ale tak na serduszku.
- Nie ma za co - zasalutował mu Kazuo i zabrał się za swojego przypieczonego. - Już nie mogę się doczekać kiedy wrócisz...
- Ja myślę. Po to je robiłem przecież - zażartował. - Dzisiaj coś co lubisz oglądamy - zdecydował całując go w uszko. - Z moim misiem. Przytulę się mocno.
Naoki przytulił się tylko do niego.
- Kocham cię. Dziękuję, że wróciłeś do mnie cały i zdrowy - szepnął mu na uszko.
[ Wesołych Świąt kochana. Spełnienia marzeń i mnóstwo energii uzbieraj na swoją pierwszą sesję oraz cały rok :)]
- Uhm... postaram się zabierać ci mniej bluz - obiecał szybko. - Po prostu lubię czasem te długie, które sięgają mi prawie do kolan - przyznał szczerze.
- No ja myślę Yu-chan. Nasz nowy w-fista, jeśli już jest w szkole... to daje nam nieźle popalić - przyznał szczerze. - Niedługo idziemy na strzelnicę.
[Btw... niedawno chciałam sobie odświeżyć szybkich i wściekłych...]
- Dobrze - Tomo ułożył się wygodniej na brzuchu, by móc wtulić się potem w swojego mężczyznę. - Maraton robimy? Dzisiaj jedynkę, a jutro dwójkę? - zaproponował.
Naoki ucałował go jeszcze w policzek zanim i on poszedł spać. Spali długo i spaliby jeszcze, gdyby psiaki nie wskoczyły im do łóżka domagając się toalety porannej.
- Ale w domku możesz je nosić - zauważył z uśmiechem. - Jun, a odwiedzimy też Nowy Jork? - zapytał go zaraz. - Chciałbym porobić tam zdjęcia... to takie marzenie małe moje - przyznał z lekkimi rumieńcami. - No i chciałbym już wrócić na staż niedługo... szef do mnie dzwonił wczoraj, że wszyscy za mną tęsknią - uśmiechnął się lekko. - Pewnie chciał mnie tylko pocieszyć, ale miło mi się zrobiło.
- Oczywiście że jest - uśmiechnął się. - Tylko nie ma z nami zajęć. Zajął się głównie sekcją kendo.
[ Ja też :) Wpada w ucho i nie chce wylecieć xD]
Tomo skinął tylko głową i dzielnie obejrzał cały film od czasu do czasu komentując go Takano w tych lepszych momentach. Dopiero na napisać po prostu padł.
- Przepraszam - westchnął cicho Naoki. - Jak już uhm będzie mi lepiej wychodziło chodzenie to sam z nimi połażę - obiecał mu.
Ryu uśmiechnął się lekko, choć on nie sądził, by za nim warto było tęsknić. Rozumiał jednak Juna, bo wiedział że i on tęskniłby za Junem.
- Jun-chan, rozmawiałem z Chrisem - oznajmił kiedy już siedział na wózku. - I uhm ja będę próbował powoli by spać pod jedną kołdrą z tobą - dodał cicho. - Tylko uhm, jeszcze nie dziś dobrze? Ale będę, obiecuję.
- Dziwny, trochę szalony ale nie taki zły - uśmiechnął się lekko. - Dość dużo wymaga, ale jak ktoś czegoś nie może zrobić, bo się boi... to nie namawia go. Pomaga przezwyciężyć strach, ale jak nadal nie idzie to nie zmusza - uśmiechnął się.
Tomo obudził się całkiem spocony o 3 nad ranem i poszedł szybko do łazienki, gdzie zwymiotował. Następnie wziął kocyk i zrobił sobie gorzką herbatę. Usiadł na kanapie sącząc ją sobie i uspokajając się. Koszmar był dość silny, ale nie pamięta za dużo z niego.
- Kocham cię - ucałował go w policzek Naoki mocno się do niego przytulając i pozwalając mu dalej spać.
- Uhm bardzo zły - przyznał mu Tomo opierając głowę o ramię mężczyzny i upijając łyk ciepłego napoju. - Widziałem jak ja... was morduję tak uhm taka masakra - odparł cicho trzęsąc się trochę. - Potrzebuję chwili...
- Wiem kochanie - Naoki uśmiechnął się do niego lekko po czym zamknął oczy.
- Na drugim piętrze - pokierował go do odpowiedniego sklepu i pokazał mu obie bluzy jedną samemu przymierzając. - I jak? - zapytał go zaraz.
- Bardzo dobrze - zgodził się z nim Kazuo.
Tomo skinął lekko głową zaraz mocniej się do niego przytulając.
- Przestraszyłem się - szepnął dalej pijąc herbatę. Oddychał już coraz lepiej. - Zaraz, zaraz wrócę do łóżka - obiecał mu.
Naoki ucałował go wówczas mocno.
- No to zmieniamy mi opatrunek i robimy pyszności - zdecydował.
Tomo ucałował go w policzek, a dziesięć minut później poszedł wraz z nim do łóżka. Wtulił się w niego mocno, oddychając głęboko.
- Spróbuję zasnąć - obiecał mu.
- To dobrze, musi się ładnie zagoić - odparł z uśmiechem Naoki. - Jeszcze dziś nie będę dużo chodził, ale jutro już zacznę choć trochę o kulach dobrze? - zapytał Hirokiego.
Ryu pokiwał energicznie głową.
- WYglądasz świetnie - przyznał szczerze. - Bierzemy - dodał zaraz z wielkim uśmiechem.
- Uhm... no nie jest źle. No i Shuji z nami też mieszka - przypomniał mu. - Testuje na nas swoja kuchnie. Robi już naprawdę dobre kulki ryżowe, a teraz walczy z dango.
Tomo również zamknął oczy i spróbował zasnąć, a kiedy się obudził Takano przynosił mu pyszne śniadanko do łóżka. Chłopak od razu się rozweselił, a kiedy poczuł zapach gorącej czekolady od razu złapał za kubek.
- Dziękuję kochanie - uśmiechnął się do niego.
- No pewnie. Będę biegał i wspinał się już niedługo - uśmiechnął się do niego Naoki. - Nie ma problemu.
- Teraz kasy - odparł Ryu. - A potem co tylko będziesz chciał - dodał jeszcze.
- Mhm... najpierw wyzdrowiej Yu-chan. Potem myśl o gotowaniu.
- Mogłeś mnie obudzić. Zjedlibyśmy razem - Tomo zrobił smutną minkę zaraz jednak upijając trochę gorącej czekolady i biorąc się za kawałek chleba z masłem. - Dziękuję.
Naoki skinął lekko głową.
- Dam się zagoić i nie będę szarżował dopóki się nie zagoi - obiecał mu..
- Pewnie że tak - Ryu uśmiechnął się szeroko, jadąc do windy. - Ale na jakąś pyszną - dodał zaraz.
- Wiem, wiem, Yu-chan - Kazuo uśmiechnął się do niego lekko. - Mimo to jak wyjdziesz to daj mi się porozpieszczać jeszcze trochę - poprosił go. - Żebyś sobie odpoczął w domowym zaciszu.
- Ale przeze mnie i ty słabo spałeś - westchnął cicho Tomo już zaraz jedząc śniadanko i jakoś tak przytulając się do Takano. - Jesteś najlepszy.
- A widzisz? A nagrodę dostanę? Za to że jestem taki grzeczny? - zapytał go Naoki.
- Okay, brzmi super. Ja bym chciał taką ekstra - poprosił go z uśmiechem. - Ach, w drodze do domu możemy na moment wstąpić do mojej pracy? - zapytał go zaraz. - Szef mnie prosił.
- Nikomu na głowę nie będziesz wchodził - zapewnił go Kazuo. - Będę cię przytulał całe dnie.
- Tak jest kochanie, ale nie będę jadł tak szybko - odparł cicho, bo nie chciał żeby coś mu się stało.
- Taka jest lepsza niż każda inna - uśmiechnął się szeroko, wtulając ię w Hiroto.
- To ja poproszę tę. Ma fajną nazwę. Potrójne szaleństwo - odparł pokazując Junowi odpowiednią pozycję.
- No to ustalone - chłopak wyszczerzył się do niego.
Tomo skończył jeść śniadanko i dopił jeszcze czekoladę wtulając się zaraz w Takano.
- Jeszcze pięć minut, żeby się wszystko mi w brzusiu ułożyło i możemy jechać - ucałował jego wargi.
- Uhm a mogę zrobić ciacho sam? - zapytał go zaraz. - Będzie pyszne, obiecuję - ucałował go jeszcze.
- Ooo powiedz mu, że bardzo go kocham - uśmiechnął się lekko.
- OKay więc będzie pyszne ciacho.
- Ja też tęsknię - odparł zaraz Yuya. - Jestem u babci i dziadzi teraz, bo ciocia spadła ze schodów i jest w szpitalu. Jeszcze się nie obudziła. Wujek z Tokio przyjechał by pomóc - dodał zaraz. - Ale tatuś zadzwoń do wuja - poprosił go. - Bo wujek chyba bardzo smutny jest.
- A co na kolację sobie zrobimy? - zainteresował się Naoki. - Co normalnie jadłeś w taki dzień z mamą?
- Dziadzia mówi, że to nie jest nic poważnego i ciocia szybko wróci na nogi - dodał szybko chłopiec. - Ale zadzwoń tatuś - dodał zaraz. - Bardzo, bardzo was kocham. Nie spadajcie ze schodków czy coś - poprosił ich.
- Truskawkowe, ok. a robiliście je razem? - zainteresował się.
[wiem wiem xD ale moja kuzynka ktora do 5 klasy chodzi zachowuje sie jak dziecior jeszcze xD tylko telefonu komórkowego używa często xD]
- To jeszcze gorzej tato - Yuya burknął w telefon. - A jak spadniecie? Nie będzie czego zbierać... - pociągnął noskiem. - Ne, ne... muszę kończyć Toya przyszedł. Pa tatuś. Zadzwoń kiedyś.
- Hahaha naprawdę? - zapytał go ze śmiechm. - No dobrze, to właśnie tak będzie.
[no mówię ci xD aż ją obserwowałam, co by realia dobrze wgrać xD]
- Mary (dobrze mowie?) spadła ze schodów w domu. Twojej Jolie nie zauważyła i spadła - odparł cicho mężczyzna. - Ale uhm podobno nic jej nie będzie. Ma złamaną nogę i uderzyła się w głowie, ale Ren (ja i imiona...) mówi, że powinna się niedługo obudzić - wyznał. - Zostawiłem dzieci pod opieką taty i mamy Tomo, wybacz... wiem że nie chciałeś, by tata się nim zajmował, ale... uhm chcę przy niej być na razie...
- Taki urwis z ciebie był - roześmiał się serdecznie Naoki, siadając na łóżku i podciągając się na kulach by się przetelepać do salonu. - To teraz też ci dam do wylizania całą miskę - ucałował nosek Hirokiego.
- Zadzwonię - obiecał mu Kouyuki. - Bawcie się dobrze, Takano. Nie przejmuj się. Nic nam nie będzie. Ach psiaki też są u taty - poinformował go jeszcze. - Nie chciały Yuyi samego zostawić... straszne psiska.
- Taak, chcę je zobaczyć. Poopowiadasz mi tochę o sobie. O tym sobie, którego jeszcze nie znam - poprosił go opadając wreszcie na kanapę w salonie. - DO 28 na pewno będę już żwawy - obiecał mu ponownie.
- Uhm... wszystko się może zdarzyć i nie mamy na to wpływu niestety - szepnął Tomo, wtulając się w niego mocno i na moment przymykając oczy. - Kouyuki dobrze wszystko zaaranżował i dzieci też są bezpieczne - ucałował go lekko. - Będę trzymać kciuki za Mary. Obudzi się i na pewno wróci do siebie.
- Chętnie ci je pokażę... tylko musiałbym je z domu wziąć najpierw - przyznał szczerze, biorąc album i wtulając się odruchowo w ramiona Hirokiego. Otworzył na pierwszej stronie. Mały Hiroki uśmiechał się szeroko będąc w ramionach kobiety.
- Nic dziwnego kochanie. To twoja... uhm nasza... rodzina - zauważył nieco się czerwieniąc, kiedy już wstał i dopakował swoje rzeczy, biorąc jeszcze leki. - To dobrze, ze się martwisz - ucałował go w policzek. - I dobrze, że Kou nie jest sam.
Naoki zaśmiał się cicho, po czym ucałował go lekko przerzucając parę stron aż natrafił na małego Hirokiego wśród śmiejących się kolegów. Wszyscy byli obłoceni i mieli na sobie stroje baseballowe.
- Wygraliście puchar? - zapytał zaraz.
- Nic dziwnego kochanie. To twoja... uhm nasza... rodzina - zauważył nieco się czerwieniąc, kiedy już wstał i dopakował swoje rzeczy, biorąc jeszcze leki. - To dobrze, ze się martwisz - ucałował go w policzek. - I dobrze, że Kou nie jest sam.
Naoki zaśmiał się cicho, po czym ucałował go lekko przerzucając parę stron aż natrafił na małego Hirokiego wśród śmiejących się kolegów. Wszyscy byli obłoceni i mieli na sobie stroje baseballowe.
- Wygraliście puchar? - zapytał zaraz.
- Ja dziś prowadzę pilocie mój - Tomo wyszczerzył się do niego machając mu przed nosem kluczykami. Połknął jeszcze leki i wsiadł zaraz do auta. - Okay panie pilocie, dokąd?
- Jakie profity? - zainteresował się Naoki wciąż patrząc na uśmiechniętego Hirokiego. - Dostałeś jakiegoś buziaka? Bento? Czekoladki?
- Brzmi dobbrze. Zróbmy tak - uśmiechnął się do niego, zarazmocniej go chwytając.
- Spróbuję - uśmiechnął się, po czym skinął głową od razu wstając i idąc do kuchni. - Co dzisiaj robimy?
Tomo uśmiechnął się do niego zaraz nurkując i odpływając kawałek.
- Wszystko jest dobrze złożone. Miałem prześwietlenie robione - odparł tylko. NIe był zły tylko zaczynało go mocniej boleć co wcale mu się nie widziało.
- No tak, ale strach jednak zostaje - przyznał cicho chłopak i zaraz przesiadł się na wózek, gdy ten pojawił się w zasięgu jego rąk. - Tylko przy tobie mi lepiej - dodał zaraz.
- Pewnie tak - zgodził się z nim znowu Tomo kończąc powoli swoją mrożoną kawę (aż poszłam ją sobie dzisiaj zrobić... xD). - Możemy wracać za chwilkę - przytulił się jeszcze mocno do niego.
Naoki otworzył jedno oko i lekko westchnął.
- Ja posprzątam potem, Hiro-chan. Pośpij sobie jeszcze - poprosił go. - Potem chodzisz taki zmęczony...
- Po prostu skup się na swoich rehabilitacjach, Yu-chan - poprosił go Kazuo.
- No to do samochodu - zgodził się z nim, uśmiechając się delikatnie i biorąc sobie znowu torbę na kolana. - Jak wyzdrowieję to będę prowadził autko, ok? Caaaały czas.
Tomo skinął lekko głową i złapał mocniej dłoń Takano. Jednak w połowie drogi gwałtownie przystanął ciągnąc za sobą chłopaka. Zamknął oczy, skupiając się na swym oddechu.
- Nie dam rady, Taka-chan. Troi mi się przed oczyma - przyznał cicho. - Podtrzymasz mnie mocniej?
Naoki uśmiechnął się do niego, po czym pokuśtykał za nim do kuchni.
- Ja pozmywam - zaoferował się, bo chciał choć w czymś mu pomóc. - A potem... posiedzimy z dobrym sokiem na balkonie? - zaproponował. - I czekoladą czy czymś...
- Nie zabraniam ci nie martwić się o mnie. Sensei nie będzie do mnie jechał. Nie chciałem tego - odparł szczerze Kazuo. - Poza tym jak tylko zejdziem temperatura przyjeżdżam do naszego szpitala - dodał jeszcze.
- Tak zaczynam, ale nie będziesz jej oglądał - pogroził mu palcem przed nosem. - Przynajmniej nie pierwsze dni - uśmiechnął się słabo.
Tomo nawet mu nie zaprotestował, tylko przytulił się mocniej, muskając ustami jego szyję. Nie otwierał już oczu jakoś czując się lepiej z zamkniętymi. - Kocham cię, wiesz?
- Oj ale Hirooo-chaaaan - Naoki zaprotestował słabo, ale zaraz usiadł na krześle, by chociaż sobie posiedzieć.
- No dobrze, kochanie. Zgadzam się na taką inszość. Nie chcę tu zostać.
- No to na pewno poproszę o przywożenie mnie do domku - uśmiechnął się lekko. - No bo tak ustawiłem, że po uczelni mam czas na przejazd spokojny do szpitala, ale potem mogę być już mocno zmęczony - przyznał szczerze. - Będziesz po mnie przyjeżdżał? - poprosił go.
- W porządku - Tomo znów mu nie odmówił racji. Zamiast tego, tylko mocniej się do niego przytulił. - Chyba trochę mnie siekło... za mocno - westchnął jeszcze.
- No to posiedzę sobie grzecznie - położył nogi na drugim krześle. - Zgoda? Nie chcę ciągle leżeć - zrobił smutną minkę.
- Nie - Kazuo nie zamierzał ustąpić. - Nie chcę tutaj, ok? Sam mówiłeś, że jestem za daleko, więc teraz mi tu nie marudź...
- Dobrze - zgodził się Ryu. - Ustalimy godzinę i przyjedziesz po mnie - zgodził się zaraz z nim, po czym skupił się na jeździe. - McDonald i kawka do tego... tak mi się marzy - wyszczerzył się do mężczyzny.
- Przebiorę się - Tomo wstał z łóżka i nieco podtrzymując się go sięgnął do swojej torby. Przebrał się dość szybko i wrócił do wyrka, okrywając się kocem. Wtulił głowę w poduszkę. - A ty przyjdziesz do mnie na trochę? - zapytał go jeszcze.
- Kawa mrożona brzmi cudownie - zgodził się z nim Naoki. - Zrób jakąś wypasioną - poprosił go zaraz.
- Wolę u nas - powtórzył cicho chłopak. - To moje życie i moja ręka.
Ryu od razu zgodził się na taki plan i kiedy tylko znaleźli się na lotnisku, przeciągnął się mocno i usiadł na wózku, stawiając torbę na swoich kolanach. Pozwolił Junowi prowadzić swój wózek, bo sam miałby problem wśród tylu ludzi.
- Jak dolecimy do domu, wskoczymy po sok?
Tomo już go nie usłyszał, bo zasnął wcześniej. Głowa strasznie mu dudniła i nie chciał już dłużej marudzić.
- Mhm pachnie cudnie, a to co z nią wyprawiasz tylko mi apetytu robi - uśmiechnął się Naoki, obserwując Hirokiego z uśmiechem. - Często sobie taką robisz?
- Nudno jest - roześmiał się chłopak. - Rozwiązałem już wszystkie krzyżówki i zagadki matematyczne, przeczytałem wszystkie mangi - przyznał. - Ale niedługo wyjdą nowe to sobie kupię. Sam jestem. Mój współlokator wczoraj poszedł do domu.
Ryu zamówił sobie tam dwie grzanki i dobrą kawę. Potem już z zadowoleniem wcinał jedzonko.
- Pycha, wiesz? - uśmiechnął się do niego, wesoło stukając palcami o blat stołu.
Tomo spał do dwunastej rano, a kiedy się obudził czuł się wciąż nieco obolały. Odetchnął głęboko, dźwigając się by usiąść i znów kiedy mu się już to udało.
- Hej Taka-chan - przywitał siedzącego już Takano.
- Więc teraz się szkolisz, żeby mi uprzyjemnić picie kawy - uśmiechnął się do niego, upijając łyk płynu. - Super... wyszło ci - zaskoczony popatrzył na swój kubek. - Wow takiej jeszcze nie piłem.
- No weź przestań. To ja za dużo czytam głupi - wywrócił oczyma Kazuo. - Poza tym dokupię sobie - dodał z uśmiechem.
- To dobrze - zgodził się z nim Ryu spokojnie wcinając swoje śniadanie. - Tylko mnie ładnie trzymaj w samolocie - poprosił go raz jeszcze i upił trochę kawy.
Tomo odetchnął głęboko, biorąc się za śniadanie.
- Aż tak fatalnie wyglądam? - zapytał go cicho, biorąc sobie kanapkę i popijając ją ciepłym kakao.
- Wyszła i to jak - uśmiechnął się szeroko do niego, po czym upił kolejny łyk kawy. - Ja też ci będę gotował. Tylko jak już pozwolisz mi się ruszać - zażartował.
- Nie, masaży nie mam. Ale mam różne ćwiczenia - odparł spokojnie. - Zajmij się swoimi nogami najpierw, bo cię wyprzedzę z mą ręką - zażartował.
- Koki i Keiichiro są. Wyjeżdżają za tydzień dopiero - uśmiechnął się Ryu. - Kupimy im coś? W bezcłowym? - zaproponował zaraz.
- Okay - Tomo wzruszył ramionami kończąc jeść i leki popijając kakao. Opadł wówczas znów na poduszki. - Uhm ale nie musisz cały czas obok mnie siedzieć - oznajmił zaraz.
- No przepraszam... nie robię tego specjalnie - naburmuszył się trochę. - Jesteś okropny, wiesz? - westchnął.
- Nie trzeba. Jakoś nie czuję potrzeby masaży. One zawsze bolały - szepnął chłopak.
- Hej... jesteś na mnie zły? - zapytał go zaraz chłopak. - No bo jeśli tak, to przepraszam...
Tomo nie zasnął jednak tak szybko. Dopiero kiedy Takano do niego wrócił i mógl się w niego wtulić, odpłynął do krainy Morfeusza.
- Mhm... ale nie jest to naumyślnie - powtórzył Naoki ze śmiechem.
- Oj przestań mnie przepraszać w końcu - westchnął Kazuo. - To męczące wiesz? Jakbyś przepraszał za to, że żyjesz...
- No bo tak wzruszyłeś ramionami... pomyślałem, że coś cię zezłościło - przyznał szczerze, kończąc swoje grzanki i oddając mu swoje frytki by trochę sobie je poskubać.
Tomo przytulił się do niego jeszcze mocniej. Trochę trzęsąc się podczas snu.
- Taka-chan boli mnie głowa - westchnął po jakimś czasie.
- Oj no nie robię tego specjalnie, baka. Postaram się, ale nie obiecuję. To nigdy nie wiadomo - wzruszył ramionami.
- Chętnie - uśmiechnął się do słuchawki. - Ale nie planujmy na razie, bo tylko się na tym przejedziamy.
- To dobrze, bo nie lubię jak jesteś na mnie zły - odparł szczerze, biorąc jeszcze pare frytek i popijając je kawą. - W domu pobawię się naszymi zdjęciami - dodał zaraz z uśmiechem.
- Chyba tak, mocno boli - przyznał szczerze, jeszcze moment się w niego mocniej wtulając, a potem pozwolił mu wstać po te tabletki. Sam w tym czasie poszedł do łazienki za potrzebą. Kiedy wrócił usiadł na łóżku i pomasował sobie skronie, starając się zaczarować głowę.
- Postarać się mogę - zgodził się Naoki, znów upijając trochę kawy. - Ale to ciebie też dotyczy - dodał zaraz. - Może teraz ja trochę się pomęczyłem, ale to ty masz bardziej niebezpieczną pracę...
- Dobrze, ale najpierw stań na nogi... potem zacznie się ci studenckie życie - uśmiechnął się lekko. - Będziesz miał sporo czasu na imprezy.
- Nie wiem - przyznał szczerze. - Ale już wiem, że tego nie lubię - dodał zaraz uśmiechając się do niego. - Pewnie, że wywołamy, ale wybiorę jakieś super i dam ci do selekcji - wyszczerzył się do niego.
- Odpoczywam przecież - westchnął Tomo, znów otulając się mocno kołdrą. - Odpoczywam cały czas... boję się trochę - dodał zaraz, łapiąc go za rękę.
- Wiem, Hiro-chan... ale zawsze chciałem to powiedzieć i już - napomknął tylko kończąc swoją kawkę i oddając mu kubek. - Tak po prostu... lubię mieć kogoś, o kogo mogę się martwić.
- Wiem, wiem... ale wierzę w ciebie - wyszczerzył się. - W końcu masz swoje marzenia.
- Będa wisiały - zgodził się z nim Ryu, kończąc swoją kawę i przeciągając się lekko. - Ne... pomożesz mi na chwilę wstać. Trochę boli mnie kręgosłup... ścierpłem...
- Ale trwa za długo - zamarudził mu Tomo, zaraz znów wstając i biegnąc do łazienki. Wrócił kwadrans później całkiem blady. Padł na łóżko bez życia i wtulił głowę w pierś swojego męża by w ciszy poprzełykać gorzkie łzy.\
- I tego się trzymajmy - zgodził się z nim Naoki.
- Ale na pewno odnajdziesz to co chcesz robić - zapewnił go chłopak, a potem opadł na poduszki, czując że temperatura mu wraca.
Ryu przytulił się do niego mocno, odczuwając ulgę. Ból minął dość szybko i pięć minut później chłopak opadł z powrotem na wózek. - Już mi lepiej - zapewnił go wesoło. - Teraz jeszcze mały prezent dla naszych gości i z głowy.
- Zwymiotowałem, tabletkę chyba też - odparł cicho Tomo, nie odrywając się od piersi Takano nawet na moment. - Zadzwonisz? - zapytał go zaraz, obejmując go mocniej i jeszcze chwilę walcząc z łzami.
- Jaką? - zapytał go zaraz ciekawy. - Masz coś w planach? Czy pojedziemy sobie gdzieś?
Kazuo skinął głową, zapominając że Yuji go nie widzi i rozłączył się oddychając tylko głęboko. Lekarza nie musiał wołać bo chwilę później wkroczył do pomieszczenia.
- Hm... może jakiś magnes? Albo coś do picia? Lokalne słodycze? - rzucił pomysłami pozwalając mu się prowadzić.
- Nie chciałbym tu do szpitala - odparł cicho Tomo, zaciskając nieco dłonie na obu stronach swojej głowy. Bolało i to dość mocno. - Taka-chan? Kocham cię - spróbował się nieco odciąć od bólu.
- Okay, to ja tez pomyślę - obiecał mu to zaraz i pociągnął do siebie by dać mu buziaka.
Kazuo przespał całe popołudnie.
- Nam też wezmę - zdecydował zaraz chłopak, wybierając dwie paczuszki z lokalnymi przysmakami.
Ren wysłuchał go spokojnie.
- Zrób mu ciepłą herbatę i uspokój go. Ma temperaturę? - zapytał tylko. - Nie dawaj mu więcej leków przeciwbólowych bo nie masz pewności czy zwrócił tabletkę. Jak ból nie zelżeje za godzinę, jedź do szpitala. Nie można tego ignorować.
- Film będzie dobrą opcją zgodził się Naoki. - Ale tym razem tulisz mnie mocno - poprosił go.
Kazuo czekał na nich w sali rehabilitacyjnej, gdzie próbował rozruszać rękę. Nadal nie wychodziło mu to dobrze. Jedyne co osiągnął to zmniejszył ból kiedy podnosił ją do góry.
Ryu nie miał nic przeciwko temu i kiedy już za wszystko zapłacili udali się do kolejki do samolotu. - Zjemy sobie do kawy - zdecydował. - W domku - dodał zaraz z uśmiechem.
- I co? Musimy do szpitala? - zapytał go zaraz cicho Tomo, mocniej go teraz tuląc. - Boję się trochę...
- Ja? No cóż... ciebie, kochanie - oblizał łapczywie wargi. - Ciebie bym sobie najchętniej pooglądał.
Chłopak pokiwał mu zdrową ręką, ale na moment jeszcze nie przerywał ćwiczeń, bo zostało mu jedyne pięć minut. - Och daj spokój - zażartował. -0 To był tylko tydzień - pokazał mu język.
- Wszystko im poopowiadam - zapewnił go Ryu z wielkim uśmiechem. - A z Keii-chanem pójdę na ploty o - zażartował.
- Uhm mam nadzieję, że minie - odparł szczerze Tomo, czując zbierające mu się łzy w oczach, które zaraz otarł dłonią. - Miętową poproszę... a jak nie to czarną...
- Oj tam, oj tam - Naoki zarumienił się trochę. - Bo mi brakuje ciepła - pokazał mu język.
- Krótki... przespałem połowę, a drugą ćwiczyłem - zachichotał.
- Jeszcze nie. Mam zadzwonić jak wrócę... ale chciałbym ze dwa dni odpocząć, zanim do niego zadzwonię - przyznał szczerze. - Nadrobię trochę uczelni i zacznę rehabilitację i wtedy - uśmiechnął się do niego.
Tomo zezował ciąglę na miskę, az w końcu ze zrezygnowaniem z niej skorzystał, ponownie kładąc się zaraz na łóżku. Liczył barany żeby się trochę uspokoić, a gdy to nie pomogło, przeszedł do wyobrażeń spokojnego morza.
- ALe twoja kolej na wybór. Ja wybrałem ostatni - pstryknął go palcami w ramię.
Kazuo skończył swoje ćwiczenia i odetchnął głęboko, kucając przed Yujim i mocno go całując. Nie zwykł za dużo mówić o swoich uczuciach, bo zwyczajnie było mu głupio.
- Spakowałem się już, tylko się przebiorę i możemy iść.
- Pamiętam. Staram się Jun-chan - ucałował go w policzek i zaraz zamknął mocno oczy oczekując na start. - Naprawdę czuję się przy tobie swobodniej - zapewnił go.
- Dzięki - Tomo upił trochę herbaty, a potem jeszcze trochę i gdy już nie było jej pół kubka, to skapitulował i oddał ją Takano. - Będzie lepiej teraz - oznajmił mając na to szczerą nadzieję.
- Pewnie, bardzo chętnie - zgodził się ochoczo Naoki, siadając wygodniej na kanapie.
- Za dużo czasu by to zajęło - machnął lekceważąco dłonią Kazuo i ruszył powoli w stronę swojej sali. - Kupiłem ci coś - dodał zaraz. - Bo dostałem pół dnia poza szpitalem - uśmiechnął się. - Nic takiego... taki mały breloczek do kluczy.
- Jun-chan... trzymaj mnie mocno - pisnął chłopak przez zęby podczas startu, mocniej chwytając jego dłoń i wtulając twarz w jego ramię. Dopiero gdy dźwięk oznaczający odpinanie pasów pojawił się w samolocie, Ryu odetchnął z ulgą. - Teraz już jest ok - zapewnił mężczyznę.
- Powiem, jak będzie gorzej albo nie będzie lepiej - zapewnił go cicho, wtulając się w poduszki.
- Mhm... będą jakieś wasze wygłupy? - przytulił się do niego delikatnie.
- Po prostu o tobie pomyślałem jak go zobaczyłem - wzruszył ramionami. - Jest tak słodkim misiem, jak ty...
- Ja się boję tylko startów i lądowań - sprostował Ryu. - Teraz już jest ok - uśmiechnął się do niego. - No i jesteś obok mnie, więc daję radę.
- Pośpisz obok mnie? - zapytał go tylko czując piasek pod oczyma. - Kocham cię.
- No to nie mogę się już doczekać - zapewnił go chłopak, mocniej przytulając się do jego ramienia. - To Yasu? O ja cie... jaki wymoczek...
- Tylko trochę - przyznał mu Kazuo, zabierając swoje torby. - Możemy już iść.
- Nie jestem zmęczony. Lubię patrzyć na chmury - wyjął aparat i zrobił kilka ujęć. - To wszystko wygląda magicznie - uśmiechnął się lekko.
Tomo zaraz zasnął mocno się do niego przytulając i kiedy teraz się obudził poczuł się nieco lepiej. Głowa nadal bolała ale nieco mniej.
- Zawsze byłeś taki przystojny? - spojrzął na niego szczerze zaskoczony. - Ale kaloryferka jeszcze nie miałeś - zaśmiał się zaraz.
Kazuo nie opierał się choć jakoś mu to przeszkadzało. Zamiast tego zaczął powoli pchać Yujiego. - Tylko trochę - obiecał mu zaraz.
[Kochana, wiem że już mi to mówiłaś... ale kto gra Juna? Szukam czegoś na odstresowanie ale niezbyt głupiego... moja magisterka wisi na włosku]
- Nie obrażę się - zapewnił go Ryu, całując go w policzek. - Możesz spać - poklepał się po ramieniu by zapewnić go, że może z niego skorzystać. Sam natomiast sięgnął sobie po książkę.
- Herbatkę - poprosił go. - Ale już chyba nieco lepiej - uśmiechnął się do niego. - Nadal boli ale już mniej.
- Daj mi chwilkę... tylko do wyjazdu ze szpitala - ucałował go w policzek. - Proooszę.
[ Dzięki! ]
Ryu obudził go dopiero na moment lądowania, kiedy to poczuł jak żołądek mu podchodzi do gardła. - Jun-chan? - potrząsnął nim lekko, chwytając go mocniej za rękę. - Teraz musisz być przytomny - poprosił go.
Tomo powoli usiadł, opierając się mocniej o ścianę i biorąc herbatę w dłonie. Upił spory łyk i odetchnął lekko. - Pogramy w jakieś karty?
- No tak... trzeba było się napocić by uzyskać to cudo - poklepał go ze śmiechem po brzuszku. - To dobrze. Nie byłeś idealny - dodał wesoło. - A co tu się dzieje? - zdziwił się widząc jak chlapią się w błocie.
- Wiem, Yu-chan - odparł szczerze Kazuo ale nie chciał mu nawet na moment puszczać. - Ale ciesze się, że cię mam...
- Un niby wiem, ale i tak się boję - szepnął chłopak, bojąc się wydobyć głos nieco głośniej.
Kaneki odebrał po kilku sygnałach.
- Ren-kun zaraz będzie, poszedł do apteki - wyjaśnił Takano. - Mogę jakoś pomóc?
- Mam pomysł na kolejną randkę - roześmiał się Naoki. - Powalczymy w kisielu - klasnął w dłonie.
Kazuo wywrócił oczyma ale go nie puścił. Dopiero przy wyjściu odpuścił sobie prowadzenie go.
- Uhm to dobrze - Ryu, wbił palce drugiej dłoni w swoje udo i uspokoił swój oddech.
- Nie... nie... nic - Kaneki uśmiechnął się lekko obserwując swoją poparzoną dłoń. - Skończyła się maść na oparzenia i bandaże - dodał jeszcze. - Nie ma się czym przejmować.
- Ale czemu? Przecież mogłoby być fajnie i śmiesznie - zauważył śmiejąc się przy tym tylko i wtulił się w niego.
Kazuo usiadł z tyłu i zaraz położył się wygodnie, z głową na kolanach Yujiego.
- Będę się musiał do szpitala zgłosić jak przyjedziemy.
- Nie lubię tych momentów - Ryu spojrzał na Juna i zacisnął mocniej powieki gdy samolot podskoczył. - Bo nie mogę się przytulić do ciebie - dodał zaraz.
- Ren nie, ja... oparzyłem się. Dość mocno. Bąble mam i boli strasznie, ale Ren-kun mi pomoże - zapewnił go, a Tomo oparł się o niego wygodniej sącząc swoją herbatę. - Ale będę musiał przestać rysować na trochę...
- Dość skromnie, ale po męsku - uśmiechnął się z uwagą przyglądając się jego pokoikowi. - Bardzo ładnie.
- Może nie... bo jeszcze mnie tam zatrzymają i co wtedy? - zapytał go cicho, spoglądając mu w oczy.
- Całe szczęście - Ryu odetchnął z ulgą i wtulił się w niego mocniej. - Bo co by Kiara zrobiła gdybyśmy obaj zginęli? - zapytał go cicho.
- Nic takiego - odparł szczerze. - Wylałem gorącą herbate bo Ren mnie przestraszył - wymamrotał czerwieniąc się. - O już wraca - dodał zaraz idąc do drzwi. - Takano dzwoni - podał mu słuchawkę, ale dało się słyszeć, że Ren zagania go do pokoju, a potem bierze jeszcze miskę z wodą.
- Tak? - odezwał się dopiero siadając przy Kanekim.
- Najważniejsze, że było fajnie - zauważył Naoki przełykając nieco ślinę. - I że znalazłeś przyjaciół.
- Mhm wolałbym żeby tego nie zrobili - przyznał szczerze chłopak.
Ryu odetchnął pełną piersią gdy już byli poza samolotem.
- Strachadło ze mnie - uśmiechnął się lekko. - Ale trudno - wzruszył ramionami.
Ren wywrócił oczyma
- Zaszedłem go od tyłu żeby go przytulić. Nic wielkiego, a ten wpadł w panikę - trzepnął Kanekiego w łeb pieszczotliwie i zabrał się za opatrywanie dłoni chłopaka. - Takano, trudno mi postawić diagnozę na odległość - przyznał szczerze. - Tomo ma temperaturę? - powtórzył pytanie. - Przyspieszony oddech? Boli go serce? - dopytywał dalej. - Jest blady i ma drżące dłonie? - zapytał jeszcze. - Na twoim miejscu nie ryzykowałbym. Ta głowa trochę długo go boli - skrzywił się widząc popękaną skórę w niektórych miejscach u Kanekiego. - Dam cię na głośnomówiący ok? - zapytał i zaraz to zrobił, by mieć obie dłonie wolne. - Nie ryzykowałbym, bo dobrze wiesz jaki stan zdrowia ma twój mąż - uśmiechnął się lekko, przemywając dłoń Kanekiego i zabierając się za maść. - Lepiej nie kusić losu. Teraz już możesz podać tabletkę, tylko ech no myślę, że lepiej by zbadał go lekarz. Jeśli jednak dasz mu tabletkę to jutro też odpoczywajcie. Nie forsuj jego organizmu. [multitasking... a podobno tylko kobiety tak mogą xD]
- Nie - pokręcił przecząco głową. - Tylko zaschło mi w gardle trochę.
- Yhm... - Kazuo westchnął jeszcze i obrócił się tak by wtulić się w brzuch chłopaka. - Kocham cię.
- Jak było? - zainteresował się odbierając od nich torbę i podając Junowi klucze od mieszkania. - Kei-chan czeka w domu. Trochę słabszy ma dzień, ale nic poważnego - zapewnił ich od razu.
- Było super - ożywił się Ryu. - Zjeżdżaliśmy nawet z górki. Fajna zabawa - dodał szczerząc się do niego.
- To nie ryzykuj - Ren poczochrał Kanekiego po włosach zakładając mu jeszcze bandaż i zaraz mocno go do siebie przytulając. - Jedźcie do szpitala - poradził im.
- Ok - Tomo nie bardzo miał siły protestować, więc tylko mocniej wtulił się w Takano. - Ale ja nie chcę tam zostać sam...
- Cięzko było? - zapytał go zaraz Naoki dość ciekawy tego jak to wyglądało. Upił trochę soku i od razu zrobiło mu się lepiej.
- Mou... - Kazuo potrząsnął głową. - Tak jest dobrze - oznajmił.
- Mnie to nie przeszkadza - dodał zaraz nauczyciel.
- I jedliśmy dużo fajnych rzeczy i wjechaliśmy wyciągiem na górę. Niesamowity widok z niej był - odparł wesoło Ryu. - Pokażę wam zdjęcia - zaoferował się zaraz.
- Koniecznie - Koki uśmiechnął się do niego, po czym spojrzał na Juna, który usiadł obok niego. - Nic mu nie jest. Tylko trochę słabo mu było rano i woleliśmy nie ryzykować - uśmiechnął się. - Leży sobie na kanapie i ogląda filmy, sącząc smoothie. Przygotował dla was kolację.
Tomo chciał zaprotestować bo przecież mógł chodzić, ale poczuł że strasznie kręci mu się w głowie. Wtulił się więc tylko w Takano, ukradkiem ocierając łzy.
- Przepraszam, nie chciałem żeby tak się skończyło...
- Nieźle - wyszczerzył się do niego. - Ale z ciebie flirciarz - dodał, kiedy zobaczył jak Hiroki puszcza oczko do jednej, zaraz pokazując drugiej jak powinno się serwować. Nie omieszkał przy tym musnął dłonią jej uda. - Zaliczyłeś tego dnia? - zainteresował się.
- Dobrze mi tak - Kazuo pstryknął go w nos i pogłaskał go zaraz po policzku. Przymknął oczy oddychając chwilę w ciszy. - Nie musiałeś takiego kawału drogi jechać - dodał zaraz.
Ryu przysnął w samochodzie, więc ich więcej nie słuchał. Jednak podróż go trochę zmęczyła. Stres związany z lądowaniem tym bardziej.
- Uhm, ok - Tomo uśmiechnął się do niego słabo, zapinając pasy i pokazując mu adres szpitala, co by mógł sobie wklepać do gpsa. - Zamknę oczy, ok? - poinformował go, bo nie lubił widzieć potrójnie. Oparł głowę o szybę samochodu i przymknął oczy.
- Ojej mój biedaku - Naoki pocałował go mocno, zaraz wtulając się w niego. - Pewnie miała chłopaka - zaśmiał się zaraz. - Wytrzymałeś do końca imprezy? Czy padłeś wcześniej?
- Cieszę się, ale mi głupio że taki kawał po mnie jechałeś - przyznał szczerze, zaraz uśmiechając się do niego pogodnie. - Wygodnie mi na twoich udach... chyba się zdrzemnę.
- Miło - odparł Koki. - Dużo spacerowaliśmy, zwiedziliśmy trochę miejsc. Też mamy zdjęcia - zapewnił go. - Ale w mieszkaniu wam nie zapaskudziliśmy.
Tomo nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Zasnął niemalże natychmiast.
- No prosze, jaki szalony byłeś - roześmiał się szczerze Naoki, widząc Hirokiego tańczącego z Yasu na stole i obracającego nim niczym lalką.
Kazuo uśmiechnął się jeszcze do niego i zamknął oczy powoli zasypiając.
- Nie - Koki uśmiechnął się lekko do niego. - Poszło jakoś bokiem. Porozmawialiśmy i już jest dobrze. Wiesz... Kei-chan jest nieco delikatny, trochę przesadziłem. - zapewnił go. - Preferujesz mieszkanie czy jeszcze jakiś sklep?
Tomo obudził się dopiero podczas badania. Powiedział gdzie go boli i jak się czuje, a potem jeszcze poprosil, żeby Takano mógł z nim zostać. Nie chciał zostawać sam w szpitalu. Bał się. To nie był jego szpital.
- No to dobra impreza była, skoro nic nie pamiętasz - Naoki usiadł mu na kolanach czując, że teraz właśnie tego potrzebuje. - Ne, Hiro-chan? Zakochałeś się na studiach?
- Że z ręką Kazu jest nieciekawie. Może nie odzyskać pełnej sprawności. Na pewno nie wróci już do baseballu. Kazuo to wie. Powiedzieli mu - odparł mężczyzna.
- Będziesz go budził? - Koki zerknął w lusterko na śpiącego chłopaka, ale mimo to obrał drogę do sklepu. - Ach,... no i zaręczyłem się - oznajmił jakby to było nigdy nic ale zaraz poczuł że czerwienieje.
Tomo mocno go chwycił, bojąc się że jak go puści to Takano go tu zostawi.
- Długo muszę tu poleżeć? - zapytał go cicho. - Jutro mnie wypiszą?
- Hm... ja też miałem parę przygód i dwie dziewczyny ale nie chciałem z nimi być. W sumie byłem z nimi dla zabawy - przyznał wzruszając ramionami.
- Tak, ale Akademia Policyjna też stoi pod znakiem zapytania.
- Dzięki - Koki uśmiechnął się do niego. - Ze ślubem poczekamy trochę. Keichiro też jest młody i chciałby skończyć studia i zacząć pracę zanim zdecydujemy się kompletnie sfinalizować nasz związek - wzruszył ramionami. - Po prostu w ten sposób czujemy się pewniej. On jest mój a ja jego.
- Uhm no dobrze - zgodził się cicho chłopak, po czym przytulił głowę do poduszki i przysnął. - Kocham cię - szepnął jeszcze zanim to zrobił.
- Tak, czekałem na ciebie - zgodził się z jego definicją. - Nie mogłem trafić lepiej - dodał jeszcze.
- Naprawdę, bo w niej trzeba wykazać się sprawnością fizyczną dość wymagającą - odparł mężczyzna. - O tym też Kazuo wie - żachnął się. - Znasz go, pewnie już dawno się poddał...
- Pogratuluj, ucieszy się - odparł wesoło mężczyzna, parkując przed sklepem. - Może ja z nim tu zostanę? - wskazał na śpiącego chłopaka, który teraz wymamrotał coś przez sen i ani mu isę chciało obudzić.
Tomo natomiast obudził się dopiero rano i od razu odszukał dłoni Takano, oddychając z ulgą gdy jednak tam był. Leki zaczęły działać i czuł się dużo lepiej.
- Fajne masz te filmy - mocno go objął przytulając się nieco. - Położymy się już?
- Wiem - nauczyciel wzruszył ramionami. - Ale znasz go - powtórzył tylko zerkając w lusterko. - Ten typ tak ma.
- No to jedziemy do domu - stwierdził Koki, który zdążył okryć Ryu kocem, leżącym zawsze w bagażniku. - Sypialni wam nie ruszaliśmy - zapewnił go.
- Lepiej - uśmiechnął się do niego nie siadając jeszcze. - Głowa przestaje boleć, ale trochę mi słabo jeszcze.
- Okay - Naoki zamknął oczy całując go w szyję i zaraz objął go ramionami.
- Pogadaj, a teraz może też się zdrzemnij - zaproponował mu tylko.
- Wezmę, wezmę - uśmiechnął się delikatnie, wyciągając wózek z bagażnika i biorąc ich torbę i zakupy. Ryu przetarł zmęczone oczy gdy Jun wziął go na ręce.
- Już nie śpię - zaprotestował ziewając nieco. - Gome jakoś mnie zmogło...
- Czemu do mnie nie dołączyłeś do łóżka? - zapytał go widząc jaki Takano jest zmęczony. - Wybacz... nie śpij tak drugiej nocy - westchnął.
- A nie moglibyśmy razem? - zaproponował dość odważnie, oblizując nieco wargi. - Bez żadnych harców. Obiecuję.
Kazuo przespał całą drogę. Tak mu było przyjemnie przy Yujim. Uśmiechnął się widząc że chłopak też jeszcze sobie śpi, po czym podciągnął i ucałował jego usta. - Kocham cię - szepnął mu do ucha, siadając już prosto.
- Tak? Dziękuje - złapał go mocniej za rękę i przyciągnął do siebie by go ucałować.
- Nie umiem się nie przejmować - przyznał szczerze Tomo, przecierając zmęczone oczy i zaraz siadając by lekarz mógł go zbadać. Po oględzinach dostał wiadomość, że zostaje na jeszcze jedną noc. Na wszelki wypadek.
- Nie zamierzałem cię kusić - odparł szczerze Naoki. - Pomyślałem tylko, że byłoby miło - westchnął wchodząc samemu do wanny. - Ale nie, to nie - wzruszył ramionami.
- Tak, już jesteśmy - zapewnił go Kazuo, całując go raz jeszcze. - Dobrze mi się spało przy tobie.
- Oj mam, bo ja bez pomarańczowego soku śniadania sobie nie wyobrażam - przyznał szczerze, śmiejąc się przy tym.
- Dobrze, kochanie. Możesz nawet na dłużej wyjść - zapewnił go Tomo czując się nieco lepiej, miał siłę do ucieczki w razie wypadku.
- Oj tam, zdarza mi się - uśmiechnął się Naoki, myjąc sobie włosy. - Ale ja tego nie robię specjalnie - zapewnił go zaraz.
- To dobrze - poczochrał chłopaka po włosach i wysiadł z samochodu by odetchnąć głęboko. - Najpierw pójdziemy na plażę - zdecydował pomagając Yujiemu usiąść na wózku.
Keiichiro przywitał ich od progu od razu lądując Ryu na kolanach i mocno go ściskając.
- Już mi nieco lepiej - rzucił do Kokiego. - Tylko osłabiony jestem - wzruszył ramionami. - Pokażesz mi zdjęcia?
- Pokażę, pewnie, że tak - wyszczerzył się do niego Ryu. - I wszystko poopowiadam.
- Nie przepraszaj, jesteś zmęczony - złaał go za rękę. - Idź coś zjeść i wypij dobrą kawę albo herbatkę - zaproponował.
- Czepiasz się, a sam robisz to samo... ociekasz seksem - wywrócił oczyma chłopak.
- Nie będzie sprawne - chłopak wzruszył ramionami. - A to będzie dobre ćwiczenie dla niego - dodał zaraz.
- Ale ja jedzonko już zrobiłem. Wystarczy podgrzać - wyjaśnił Keiichiro, po czym pchnął wózek Ryu do salonu i pomógł mu usadowić się na kanapie zanim zaczęli rozmawiać.
- Dzięki - Tomo go ucałował, opadając zaraz na poduszki i przeciągając się nieco.
- Jaaaaasne - Naoki zaśmiał się serdecznie. - Przecież ty mi to robisz na okrągło - skończył się myć i sięgnął po ręcznik, po czym wypuścił wodę.
Kazuo nie odpowiedział tylko ponownie wzruszył ramionami.
- No to chodźmy na tę plażę - ponowił zaproszenie, a potem już ruszył w stronę morza.
- Oj już się pochwaliłeś? - Keiichiro spalił buraka i spojrzał na swojego chłopaka z lekkim zalem, bo przecież on też chciał się pochwalić. - Uhm dziękuję - dodał jednak już po chwili rozpromieniony. Ryu uściskał go mocno, zaraz każąc mu wszystko opowiadać.
- Lepiej. Głowa nie boli, ale serducho kłuje - przyznał szczerze. - Nic mi nie trzeba - uśmiechnął się lekko. - Odpocznij sobie troszkę - poprosił go.
- Wystarczy, że jesteś - zauważył Naoki wstając i siadając na brzegu by się ubrać.
Kazuo kucnął przed nim, kiedy znaleźli się tuż przy plaży.
- Łap się mocno - poradził chcąc go ponieść na plecach.
Ryu wysłuchał Keiichiro a potem poopowiadał mu co oni robili podczas tych kilku dni, a potem tylko przytulił nagle przyjaciela, mocno go obejmując.
- Cieszę się z tobą!
- Uhm może twoją bluzę jakąś - poprosił go z delikatnym uśmiechem. - I coś słodkiego...
Naoki wciągnął na siebie spodnie od dresu i bluzę, by zakryć swoje wdzięki, co by nie kusić losu. - No już... możesz mi pomóc - westchnął ciężko, powoli idąc w jego stronie.
- Nie nadwyrężam ramienia, tylko swoją szyje. Wskakuj - powtórzył.
- Tak - Ryu skinął lekko głową, przesiadając się zaraz na wózek i podjeżdżając do stołu. - Ale zgłodniałem a tu tak pięknie pachnie - przyznał szczerze.
- Karty teżź - zgodził się zaraz. - Pogramy - dodał wesoło. - Kocham cię.
- Oj bo nie lubię gdy mnie traktujesz jak niepełnosprawnego, kiedy nic mi nie jest - westchnął wtulając się jednak w niego ze wszystkich sił.
- Jesteś lekki jak piórko i nie pójdziemy daleko - żachnął się Kazuo, trzymając go już pewnie i powoli idąc z nim wgłąb plaży. Po dziesięciu minutach usiadł na piasku, zaraz zajmując miejsce za Yujim i objął go mocno ramionami wdychając świeże powietrze. - Tęskniłem za tym.
- Pychota - pochwalił Keiichiro. - Już wiem, kto będzie gotował na moim ślubie - zażartował patrząc na przyjaciela, a ten tylko się roześmiał. - Jakąś promocję mi dasz czy coś...
- Pomyślimy - obiecał Keiichiro.
- Ok... ale odpocznij trochę - poprosił go jeszcze i mu pokiwał, gdy ten wychodził. On sam zjadł śniadanko i potem przysnął na trochę.
- Wiem, ale daje jej odpocząć - wymamrotał ziewając jeszcze. - Dobranoc.
- Odprowadzę, nic się nie martw - obiecał mu jeszcze mocniej go przytulając.
Ryu poklepał go wówczas po plecach by pomóc mu z przełknięciem i wrócił do jedzenia co chwila jeszcze rozmawiając z Keiichiro. Koki zaśmiał się pod nosem widząc minę swego kumpla.
Tomo jeszcze spał, gdy Takano znów się obok niego pojawił. Obudził się dopiero chwilę później i przeciągnął się lekko.
- Taka-chan? A weźmiesz mnie na spacer? Lekarz mówił, że możesz... na taki mały - uśmiechnął się lekko.
Naoki obudził się wraz z dźwiękiem budzika Hirokiego, masując sobie serce dłonią.
- Hiro-chan? Dałoby radę zmienić budzik na nieco łagodniejszy? - zapytał go ziewając. - Serce mi skacze jak go słyszę...
- Wiem - ucałował go w policzek. - Ale nie dawaj mi notatek jeszcze. Nie wracam do szkoły w tym tygodniu. Mam zwolnienie do końca tygodnia - przyznał szczerze.
- WYbacz - Koki nie był wstanie się powstrzymać. Kontynuował tę czynnośc jeszcze przez dłuższą chwilę zanim wrócił do jedzenia. - Twoja mina była bezcenna - zapewnił go.
- Nie wiem... ale moge wziąć wózek - wskazał na wózek stojący obok, po czym usiadł i oparł się o poduszki. - Chciałbym z tobą pospacerować, a nie... siedzieć w szpitalu - przyznał szczerze.
- Nie - pokręcił przecząco głową, bo rzeczywiście w tej chwili go nie bolała. - Goi się ładnie - zapewnił go.
- Dzisiaj nie chcę myśleć o szkole - szepnął mu do uszka. - Tylko o tobie.
- Mimo wszystko... dałes czadu stary - roześmiał się znów Koki, teraz go kopiując, by pokazać Keiichiro o co chodzi. Chłopak zawtórował mu śmiechem.
Tomo podparł się na Takano, przesiadając się na wózek i okrył się kocem, wcześniej zakładając tez bluzę swojego męża. - Możemy ruszać - chciał przejąć stery.
- Dobrze szefciu, ukarzesz mnie w razie czego - puścił do niego oczko i pokuśtykał się ubrać.
Kazuo natomiast mocniej go przytulił i ucałował w policzek, zaraz opierając brodę o jego ramię. Zapatrzył się przed siebie.
- Oj po prostu przyznaj, że cię chłopak zaskoczył - zachichotał Koki.
- Ale czemu? Co? - Ryu zamrugał kilkakrotnie bo nie bardzo rozumiał co się działo, czym wywołał kolejną salwę śmiechu wśród zgromadzonych. - No bardzo śmieszne... też chciałbym się pośmiać...
- Okay - Tomo posłusznie ułożył dłonie na swoich kolanach. - To na krótki spacerek zakończony lodami - poprosił go Tomo. - Podobno tu jest dobra lodziarnia. Pan z pokoju obok mi ją polecił - podał mu karteczkę z adresem.
- Wolę nie ryzykowac stawanie na nią pełnym ciężarem - odparł tylko, gotowy do wyjścia.
- Naprawdę? Ale ciebie nie podrywa, co nie? - zapytał go zaraz, mocniej przytulając. - Bo będę zazdrosny...
- Uhm ok - Ryu uśmiechnął się do niego delikatnie, po czym przytulił mocno. - Jesteś najlepszy, wiesz? - ucałował go w policzek wracając do jedzenia.
- Zjadliwe, ale u nas lepsze - przyznał szczerze. - Nie zjadłem dużo - dodał zaraz. - Lekarz mnie za to ochrzanił, ale zwymiotowałbym gdybym zjadł więcej...
- Dobrze, poproszę też kawę - Naoki usiadł na krześle i popatrzył na psiaki. - Znów zostajecie same - pogłaskał je po łebkach.
- A ty tez go nie podrywasz, co nie? - uniósł lekko brew pytając go pół żartem, pół serio.
- To już wiesz - poklepał go po udzie kończąc jedzenie. Przeciągnął się zaraz lekko. - Poprzerzucam zdjęcia i wam wszystko pokażę - klasnął w dłonie odjeżdżając od stołu.
- Dam radę. Zrobiłem sobie miejsce na lody - zerknął na niego z uśmiechem.
- Wiem, są dzielne - pochwalił psiaki, jedząc swoją kanapkę. - Dadzą sobie radę.
- No ja myślę - ucałował go mocno znów tuląc do siebie.
Ryu zajął się szybką obórbką zdjęć i po godzinie wyświetlił je na komputerze opowiadając co i jak. Zaraz jednak wymienił się z Kokim, który z kolei pokazał ich weekend. Równie emocjonujący.
- Treściwo też będę jadł ale to po lodach - pokazał mu język. - Kocham cię wiesz?
Naoki w tym czasie skończył śniadanko, pozmywał i ubrał wygodne addidasy, by noga mu trochę odpoczywała. Czekał na Hirokiego na krześle.
- I oby tak zostało - zaśmiał się szczerze Kazuo jeszcze chwilkę z nim tak siedząc, zanim zdecydował że czas wracać.
- Oj i to jak - potwierdził Koki. - Było przesympatycznie.
- To dobrze - ucieszył się Ryu. - Ne... ja dziś śpię z Keiem - wyszczerzył się, a Keiichiro potwierdził skinieniem głowy.
- Bardzo, szkoda że nie jesteśmy już dalej. To dobra pogoda na naukę surfowania - przyznał szczerze.
- No to jedziemy - zgodził się z nim Naoki, wsiadając do auta i zapinając pasy.
- Zabiłbym... tego kogoś - burknął, po czym odetchnął głęboko. - A już napewno porachował mu zęby.
- Możecie przecież spać razem - Ryu uśmiechnął się do Juna lekko. - Przecież wam ufamy i nie będziecie baraszkować - puścił do niego oczko śmiejąc się pod nosem.
- Niby tak - zgodził się, łapiąc go za rękę strasznie żałował że tak się stało i musieli przedłużyć pobyt w Sydney ze względu na jego stan zdrowia.
- Nie przeszkadza mi... tylko prosze zmień budzik - poprosił go. - Naprawdę się dziś przestraszyłem...
- A skąd mam wiedzieć? To już twoja działka, Yu-chan - zaśmiał się Kazuo, sadzając go na wózku.
- Mamy trochę do obgadania - odparł tylko Keiichiro. - Przegadamy pół nocy - dodał zaraz.
Tomo skinął lekko głową, a potem usiadł mu na kolanach, mocno się w niego wtulając.
- Dziękuję - szepnął mu, obejmując go ramionami. - Bo jesteś najlepszym mężem na świecie - dodał z uśmiechem.
- Dzięki - odetchnął z ulgą. - W razie co, będę cię budził - obiecał mu zaraz.
- Dałbym ci wolną rękę, Yu-chan - powtórzył Kazuo. - To twoja robota, nie?
Ryu przegadał pół nocy z Keiichiro a rano był pierwszy na nogach. W końcu miał zacząć uczelnię tego dnia i trochę się denerwował. Przygotował więc wszystkim kanapki, a sam umył się i ubrał.
- Może - zgodził się z nim wzdychając lekko. - Po prostu chciałbym ci tego nie robić - wyjaśnił.
Naoki wysiadł pierwszy i powoli pokuśtykał do pracy, meldując się w środku. Przygotował poranną kawę dla zespołu Hirokiego i położył im na biurku materiały dotyczące sprawy, a potem usiadł przy swoim biurku, pilnując by telefon mieć zawsze obok siebie.
- Hm nie wiem. Mnie raczej nikt nie podrywa - odparł idąc tuż obok niego.
- Hejka, jak się spało? - zapytał go z uśmiechem. - To nic takiego, proste śniadanko - przyznał szczerze. - Podwieziesz mnie na zajęcia... a potem przyjedziesz po rehabilitacji do szpitala? - poprosił go zaraz.
Tomo ucałował go mocno tylko się wtulając mocniej.
- Lekarz mówił, że mam uważać - oznajmił zaraz. - Za dużo wrażeń chyba miałem...
Naoki przyszedł do nich na dłuższej przerwie z nowymi aktami.
- Ano... Hiroki, mogę skorzystać z waszej kanapy? - zapytał go zaraz.
- Fanklub? Udaję że gop nie ma. Nie interesuje mnie on - wzruszył ramionami. - Chyba że zagraża tobie, wtedy inna inszość. Akademia? Nie pójdę tam. Nie mogę z tym ramieniem.
- Oj biedaku - Ryu ucałował go lekko, po czym skończył swoją kanapkę. - Dzięki - ucałował go znowu.
- Uhm tak zrobimy - zgodził się z nim. - Ale dziki park z Koalami zobaczymy - zastrzegł sobie, bo mu na tym zależało. Oparł głowę o jego ramię wdychając jego zapach. - Lubię jak przy mnie jesteś.
Naoki podziękował mu i położył się na chwilę. Zdrzemnął się na pół godziny, a potem wrócił do pracy bez marudzenia.
- Mhm, zobaczy się - machnął lekceważąco dłonią.
- Możemy, jestem gotowy - powiesił sobie swój plecak z tyłu na wózku i założył rękawiczki, wyjeżdżając z domu.
- Więc go zobaczymy - ucieszył się i nieco rozpogodził. - To teraz na lody, zanim lekarz nie stwierdzi, że za długo na dworze jestem...
Naoki pomagał im jak mógł, a kiedy nadszedł koniec pracy przeciągnął się lekko, powoli kuśtykając do wyjścia, co by Hiroki nie musiał na niego czekać.
- Yu-chan, zobaczy się. Policja nie była moim wielkim marzeniem - zauważył tylko.
- Pamiętam - uśmiechnął się do niego i mu pokiwał, a potem już pojechał na swoje zajęcia.
Tomo nie protestował, by potem wybrać sobie śmietankowe lody i polewę czekoladową, swoim zwyczajem.
- Ale nie chciałem byś mi marudził - odparł ze śmiechem. - Chętnie. Coś pysznego zjem.
- Co ma być to będzie - skomentował i ruszył znów stronę domu Yujiego.
Ryu został bardzo ciepło przyjęty przez swoich kolegów, a Mark nie odstępował go na krok, pomagając mu z wózkiem jak tylko mógł. Nawet na warsztatach sobie poradził, bo profesorowie nie robili problemu i pomagali mu z nadrabianiem zaległości. W końcu nadeszły zajęcia Juna. Tym razem miały być dość praktyczne. Chłopak trochę się denerwował, bo dużo przegapił i nawet żołądek mu się skręcił ze stresu, mimo iż były to zajęcia jego chłopaka, więc kiedy mu szew nie wychodził podniósł dłoń do góry.
- Uhm mógłby mi pan pokazać jeszcze raz? - dziwnie mu się było zwracać per pan do Juna, ale nie zamierzał narobić mu niepotrzebnych problemów.
- Trochę jeszcze kłuje mnie serce i głowa pobolewa. No i słabo mi trochę - przyznał szczerze, łyżeczką wyjadając swoje lody. - Ale jest dużo lepiej niż wczoraj - zapewnił go zaraz z uśmiechem. - Nie martw się, przejdzie mi - dodał jeszcze. - Uhm ale chciałbym żebyś posszedł ze mną do lekarza na omówienie mych wyników. Coś tam gorzej jest niż było - zacisnął lekko wargi.
- Bo wolno chodzę i kuśtykam - wyjaśnił mu, wspierając się trochę na nim. - Pizza brzmi cudownie. Głodny jestem - zaburczało mu w brzuchu.
Kazuo ucałował go jeszcze mocno przy ich mieszkanku i pokiwał mu na dowidzenia.
- Widzimy się jutro w szpitalu - uśmiechnął się szeroko.
- Chyba tak... - Ryu zrobił przy nim jeszcze parę ruchów, co jakiś czas patrząc w jego oczy. - Tak? - zapytał, by się upewnić, kiedy szew w końcu mu wyszedł. Uśmiechnął się szeroko, łapiąc odpowiedni rytm.
- A potem pojedziemy zobaczyć samochody? Nie muszę kupić już, ale chciałbym je pooglądac - wyjaśnił zaraz siadając na swoje miejsce w samochodzie.
- Ja też - przyznał szczerze. - Trochę się martwię, dlatego nie chcę być sam przy rozmowie - dodał zaraz.
Kazuo czekał na Yujiego przed szpitalem i gdy tylko go zobaczył doskoczył do niego z uśmiechem. - Po rehabilitacji idziemy na pizze - zdecydował wesoło. - Sensei po nas wpadnie dopiero wieczorem.
Ryu skończył swoje szwy jako jeden z ostatnich i odetchnął głęboko, na moment zamykając oczy. Zmęczył się i to dość bardzo. Zajęcia go wykończyły. Mimo to wyjechał z sali i upił wodę, którą wcześniej sobie zakupił. Spojrzał na zegarek a potem ruszył w stronę szpitala.
- Pewnie tak - westchnął cicho. - Szkoda - przyznał szczerze.
- Może masz rację - uśmiechnął się lekko jedząc dalej swoje lody. - Pewnie tak - zgodził się łapiąc go mocniej za rękę.
Kazuo puścił go pierwszego, samemu idąc do swojego rehabilitanta.
Ryu siedział jeszcze w sali rehabilitacyjnej, całkiem skupiony na swym zadaniu. Siedział na zwykłej ławeczce i próbował przesunąć jedną nogę w stronę piłki leżącej parę centymetrów od niego. Niestety nie szło mu za dobrze i tylko przyprawiało go to o frustrację. W końcu jego lekarz zabrał piłkę i podziękował mu za pracę, widząc jak chłopak sapie całkiem wypompowany. Był nieźle spocony i zrezygnowany jednoczesnie.
- No nie wiem... - wymamrotał Naoki. - Mam wrażenie, że specjalnie nie chcesz mi pozwolić na samochód - dodał zaraz robiąc obrażoną minę.
- Uhm tego się będę trzymał - zgodził się z nim wesoło jedząc dalej.
Kazuo obserwował go z uśmiechem, samemu ściskając tylko mocno piłkę i puszczając ją. Krzywił się niemal przy każdym ruchu.
Ryu w końcu do niego wyjechał już przebrany.
- Jun-chan... poprowadzisz wozek? Zmęczyłem się - nie próbował nawet udawać, że jest inaczej.
Naoki mu nie odpowiedział, tylko wyglądał przez szybę.
- Jaką pizzę weźmiemy? - zapytał mężczyzny.
- Jak lekarz zawoła - wzruszył ramionami. - To oni wyznaczają spotkania, nie ja.
Kazuo trzymał za niego kciuki, cały czas go obserwując i nieco zaniedbując przez to swe własne ćwiczenia.
- Na uczelni było fajnie, ale wymagająco... wybacz za dzisiaj, nie do końca wiedziałem jak ten szew robić... - przerwał na moment swą wypowiedź by złapać oddech. - A tu było fatalnie - wymamrotał. - Nie przesunąłem nogi nawet milimetr... a co dopiero te 5 cm żeby piłkę dotknąć - otarł szybko łzy z oczu i rozmasował sobie serce.
- To ja nie chcę żadnych udziwnień - odparł zaraz Naoki. - Nie lubię pizzy z owocami morza... - dodał jeszcze.
- Dobrze - skinął głową Tomo, również zbliżając się ku końcowi swoich lodów.
Kazuo przeprosił mężczyznę i obrócił się od Yujiego, co by ten go nie rozpraszał.
- Niby tak, ale wolałbym inny pierwszy dzień... z małym sukcesem czy coś - przyznał szczerze, wciągając na siebie bluzę. - Idziemy na lody? Albo gorącą czekoladę?
- Całkiem fajne miejsce - Naoki usiadł przy jednym ze stolików. W lokalu było klimatycznie. Wszystko z drewna i do tego całkiem dobra muzyka w tle.
- Jestem za i zadzwonić do Yuyi możemy - przypomniał jeszcze z uśmiechem, odkładając już pustą miseczkę.
Kazuo jeszcze chwilę został, po czym z westchnieniem wyszedł z sali by znaleźć tam Yujiego. - Gratuluję - ucałował go w policzek. - Udało ci się!
Prześlij komentarz