[To rób ją ;D Albo wpadaj tu - http://och-drugie-pokolenie.blogspot.co.uk/ - ja tu siedzę... i teoretycznie piszę... ale póki co to mało co się dzieje xD w końcu pewnie i tak padnę wracając do Yukan :P]
Ryu tymczasem doczytał mangę, po czym obrócil się na bok i zaraz usiadł obciągając bluzę Juna trochę bardziej niż powinien. - Ne, Jun-chan? - zerknął na niego, zaglądając mu trochę bezczelnie przez ramię na jego pracę. - Czemu tak rzadko się śmiejesz? - zapytał go wprost.
[Okay, to zrobię sexy uke xD Właśnie surfuje bo Sakuranie szukając karty Hiro... btw wciąż mam dostęp xD]
- Przepraszam to moja wina - uśmiechnął się słabo Ryu, odsuwając się od niego trochę ale nie był to odruch. Po prostu wstał i poszedł na chwilę do kuchni, żeby zrobić im kanapki. - A będziesz ze mną chodził po paru galeriach z fotografiami? Tylko paru...
[Szukam dobrego wizerunku, koreańczyka bym chciała... xD dobrze, postaram się mu dać te... 25 czy chociaż 23 :P]
- Kocham cię - postawił mu kanapki na stole, sobie biorąc jedną i siadając mu na kolana. - Lubię to miejsce. Mogę posłuchać twojegoserduszka i jestem bezpieczny.
[Ja mam tylko pyszczek i wiem ze bedzie troublemakerem... xD masz wiecej info :P I ze bedzie dziki seks w celi xD]
Ryu wrócił do jego ust, wpijając się w nie gwałtownie, a jego dłoń powędrowała na pierś mężczyzny. Wsunął ją pod jego bluzę i zaczął go masować. Nie wiedział, co przechodzi przez głowę Juna. Chciał tylko by ten się wyluzował i może nawet by udało mu się dojść. W końcu dał mu do zrozumienia, że tego potrzebuje.
[https://www.youtube.com/watch?v=bRWVMPnByzo&feature=share - pośmiej się :P]
Chłopak trochę się spiął, czując na sobie jego ręce ale nie odepchnął go. Pozwolił mu przejąć kontrolę, wciąż widząc przed sobą swojego ukochanego. - Wiem - odparł zaciskając nieco wargi. Wsunął dłonie pod bluzę mężczyzny wciąż głaszcząc jego gorące już ciało.
- Wiem - powtórzył nieco słabiej Ryu, opuszczając dłonie. Zamknął na moment oczy i przełknął lekko ślinę. - Kocham cię - oznajmił tylko patrząc znów na niego. - Kocham - szepnął, dotykając dłonią jego policzka.
Ryu skinął lekko głową. Pozwolił Junowi całować się po torsie, samemu głaszcząc go po plecach i całując jego spragnione usta. Zatrzymał jednak jego rękę, kiedy ten dotknął paska spodni chłopaka. Czuł, że nie będzie ciekawie jeśli mu na to pozwoli. Wolał więc nie dopuścić do cofania się o mile w tył.
- Uhm ok - Ryu skinął głową, patrząc za nim. Odetchnął głęboko, ponownie nasuwając na siebie jego bluzę i kładąc się na kanapie. Widział to skrzywdzone spojrzenie. Zacisnął mocniej wargi i wtulił się w poduszkę. Był beznadziejny.
- Nie boję się ciebie. Jestem zły na siebie - mruknął chłopak siadając, żeby przytulić się mocno do Juna. - Bo ci nie pozwoliłem więcej, ale... ale jak położyłeś tam dłoń, to widziałem już tatę i spanikowałem. Bałem się, że tylko się cofniemy - wyjaśnił mu cicho. - Przepraszam.
[btw ja też zacznę ale będziesz musiała troszku poczekać na pomysły... bo poki co Lee Young Suk moze zostac jedynie drug dealerem... bo tak pracuje ma łepetyna xD a tego nie chcemy... więc potrzebuję czasu xD]
[Tak ale muszę skonfrontować to z możliwościami Yukan.... xD i uznaje ze będzie parał się pracami różnymi, wrócił z roku w Australii, a teraz aktualnie pracuje jako kelner w jedynym barze Yukan, dodatkowo rozwożąc gazety co rano. Po nocach bierze udział w wyścigach samochodowych, lub siedzi na izbie wytrzeźwień podrywając Twojego xD]
- Ale dzisiaj nie było na siłę - przsiągł mu. - Tylko trochę... za dużo - dodał biorąc jeszcze kosteczkę czekolady. Usiadł mu na kolanach, żeby lepiej mu się tuliło.
- UHm no bo nie wiedziałem, ale... ale cieszę się, bo... już nie boję się takiego trochę bardziej erotycznego całowania się - uśmiechnął się delikatnie. - Myślę, że możemy to powtórzyć uhm... ale tylko tyle na razie - zacisnął wargi.
- Stanął mi, ale opadł potem zaraz bo zobaczyłem tatę i spanikowałem - wyjaśnił mu zażenowany, chowając czerwoną twarz w dłoniach. - Mou co ty każesz mi opowiadać!
Ryu wziął szybki prysznic, po czym pobiegł od razu do łóżeczka, żeby się w nim zakopać zanim Jun do niego dołączy. - Pierwszy - wyszczerzył się do mężczyzny, czekając na silne jego ramiona, w które to mógłby się wtulić.
[nie denerwuj mnie... moja karta ma jednego gifa, jedno zdjęcie i podstawowe info xD właśnie piszę o tym z jakim beznadziejny faciem chcesz się związać xD]
Ryu natomiast zmarszczył nos i obrócił się na drugi bok, odganiając się od niego jak od natrętnej muchy. - Dziesięć minut - wymamrotał.
- Upierdliwy jesteś - fuknął na niego Ryu, znów atakując go poduszką i zakrywając się całkiem kołdrą. - To dziesięć minut i zrobię śniadanie - burknął.
- Nie spóźnimy się no, depniemy na gaziku - uśmiechnął się pod kołdrą zasypiając jeszcze na chwilkę i po dziesięciu minutach wstając i przecierając zmęczone oczy idąc do kuchni. - Jakie śniadanko pan sobie życzy? - zapytał Juna.
- Da się zrobić - Ryu wstawił ryż i rozpoczął zabawę z jajkiem. Potem usmażył jeszcze kiełbaski w kształcie ośmiornicy. Dodał do tego trochę ryby i wyciągnął z lodówki resztę zupy miso, która im została z wczorajszego dnia. - Boję się trochę długiego lotu - powiedział cicho.
- Ale i tak się trochę boję - uśmiechnął się lekko Ryu, stawiając przed nim pokaźne śniadanie a sobie biorąc tylko miseczkę ryżu. - Nie chcę zwrócić... a żołądek mam ściśnięty ze strachu - zachichotał.
- Dzięki - odwzajemnił uśmiech, kończąc jeść swoją miseczkę pełną ryżu i zmywając naczynia. - Będę tęsknił za mieszkankiem i za Kiarą - oznajmił smutno. Rok bez Kiary... coś strasznego!
- Un na pewno - zgodził się z uśmiechem, po czym poszedł się ubrać w wygodne ciuchy na czas lotu. - Jun? A będę mógł się do ciebie przytulać podczas lotu?
Musiał chwilę poczekać na Ryu, ale kiedy ten zszedł na dół i usiadł na siedzeniu pasażera tuż obok kierowcy, mógł spokojnie ruszać. - W USA czeka nas wspaniała przygoda - wyszczerzył się do niego Ryu.
- To dobrze - uśmiechnął się chłopak trochę przysypiając. Obudził się dopiero, gdy Jun zaparkował na lotnisku. Przetarł zmęczone oczy i pomógł mu z walizkami, biorąc dwie i ciągnąc je za sobą w stronę odprawy.
- Co zrobimy zaraz po przyjeździe do USA? Pójdziemy na hamburgera? - zapytał go Ryu, chcąc jeszcze trochę podtrzymać rozmowę. Póki jeszcze ciutkę się bał wolał rozmawiać.
- Bardzo pasuje - uśmiechnął się szeroko. - Będę musiał jeszcze iść do szpitala. Tzn... z moją historią choroby i takimi szmerami bajerami. Obiecałem lekarzowi że to zrobię. Formalności - mruknął, noskiem trącając szyję Juna.
- Mhm tak jest, zero miziania - obiecał mu Ryu już go nie trącając noskiem. Ucałował tylko lekko jego wargi i przymkną oczy usypiając. W ramionach Juna spało mu się bardzo wygodnie, acz Jun miał z pewnością inne o tym zdanie.
- Jakie od czasu do czasu... raz ty, raz ja - pogroził mu palcem przed nosem i ucałował go w policzek, po czym zsunął buty i usiadł wygodniej, opierając nogi na przedniej szybie. - No to mogę się zrelaksować.
- No przecież ci pomogę - odparł wesoło chłopak, robiąc jednak kilka zdjęć okolicy, bo nie mógł się powstrzymać. Zabrał dwie torby i poszedł za Junem wprost do windy. - Jaki luksus... mamy windę - zaśmiał się, ciesząc się z tego bo podczas słabszych dni będzie mógł po prostu wjechać na odpowiednie piętro. - Jun-chan? Na spacerze zrobimy zakupy okay?
- Pospieszasz... nieświadomie - mruknął sobie pod nosem Ryu, idąc za nim i wchodząc do ich pięknego mieszkanka z tarasem oraz jakuzzi na świeżym powietrzu. Zagwizdał z podziwem, od razu wychodząc na taras. Odetchnął głęboko przeciągając się. Czuł, że to będzie niesamowity rok.
- Takie dziecinne trochę... ale, ale na pewno tak będę robił - zapewnił go wskakując mu tera na plecy by mocno się w niego wtulić. - Cieszę się, że tu jesteśmy. Razem.
- No to chodź, zwiedzimy okolicę i zaniosę papiery do szpitala - uśmiechnął się do niego zeskakując z jego pleców i idąc do podręcznego bagażu po odpowiednią teczkę. Bardzo chciał mieć już formalności za sobą.
Ryu natomiast już na niego czekał, całkiem podekscytowany tym nowym miejscem. chciałby wszystko zrobić na raz, ale wiedział, że tak się nigdy nie uda. Postanowił więc nie przeginać ze spacerkami.
- Tak jest - Ryu złapał go delikatnie za rękę, splatając ich palce ze sobą nieco czerwony. Onieśmielił się swoją śmiałością. - Czytałem że tutaj... to nie robi wrażenia i chciałem... spróbować - wyjaśnił mu swoje zachowanie.
- Jak widać? - Naoki zrównał się z nim, żeby na niego spojrzeć. Chciał wiedzieć jak to wygląda z boku. Należał raczej do tych ciekawskich osób, które próbowały problem rozłożyć na cząsteczki. Nie zaprzeczył mu, ale i nie potwierdził. Wolał nie wdawać się głębiej w ten temat. W końcu i tak był już stracony. - No, no... jednak masz kondychę - zauważył wesoło, kiedy Hiroki przyspieszył, jakby chcąc trochę porywalizować.
- Ale ja mówię o moich rumieńcach, a nie o trzymaniu się za ręce, baka - Ryu pokazał mu język śmiejąc się lekko. - Nie lubię rumieńców bo to takie wstydliwe uczucie.
- Żadna prawda... twoja prawda to nie moja prawda - zapewnił go chichocząc, po czym pociągnął go na ławkę w parku i przytulił się do jego boku. - Chwila przerwy.
- Potem umyć i do łóżka z dobrą herbatką albo z czeoladą - zdecydował wesoło. - A jutro pozwiedzamy, a za dwa dni będę musał pokazać się u fotografa. No wiesz... obgadać szczegóły pracy.
- Pójdę sam - uśmiechnął się do niego. - A jak będę cię potrzebował to zadzwonię, ale raczej dam sobie radę - zapewnił go z uśmiechem. - Wiem... niewygodnie ci ze mną było.
- Oj no bo ja doceniam, ale też chciałbym żeby ci wygodnie było - zrobił smutną minkę i wstał zaraz. Przeciągnął się mocno, po czym uśmiechnął się do niego lekko. - Kupię nam lody i możemy lecieć - oznajmił.
- A już znasz tu okolice? - zapytał go z ciekawości, przytulając głowę do jego boku. - Jestem jak najbardziej za - uśmiechnął się szeroko i zamówił dwa pokaźne lody. - Proszę - podał mu jeden, samemu zabierając się za drugiego.
- Plan bardzo mi odpowiada kochanie. Zdaje się więc na ciebie - uśmiechnął się delikatnie, zajadając się dalej słodyczem. - A rano się rozpakujemy - zdecydował zaraz.
- Nie widziałem jeszcze... zachwycałem się tarasem - pstryknął go w nosek i skończył swojego loda tuż przed szpitalem. - Sam załatwię formalności - zdecydował wchodząc do środka i podchodząc do biurka by zapytać gdzie powinien się udać.
Ryu trochę zabawił w szpitalu. Kiedy dołączył do Juna zauważył, że minęło już 20 minut. - Wybacz... przekitrali mnie przez cały szpital od jednego punktu do drugiego. Zmachałem się trochę - westchnął siadając obok niego i nabierając głębokie oddechy.
- A co dobrego nam zaserwujesz? - zainteresował się zaraz Ryu dochodząc do siebie i już w pełni sił wstając miejsca. - Możemy ruszać kochanie - zapewnił go z uśmiechem. - W razie co wskoczę ci na plecy.
- Pewnie, już mi burczy w brzuszku. Na samą myśl ślinka cieknie - zapewnił go ze śmiechem, ściskając mocniej jego dłoń i wciąż rumieniąc się delikatnie.
- Jak się zgubię w mieszkanku to będę krzyczeć - zapewnił go muskając jego wwargi ustami i lecąc potestować materac w sypialni. Wielkie łoże go trochę przeraziło. Mogli się na nim gonić, a oszklona ściana dawała cudowny widok na miasto zapadające w ciemności. Uśmiechnął się delikatnie czując że to będzie niesamowity rok.
- Jest straaasznie wielkie i straaasznie miękkie. To takie pierwsze wrażenie... no i czujesz się jakbyś spał na wodzie. Tak lecisz od strony do strony - zachichotał, siadając przy stole.
- Nieźle - skomentował tylko Naoki wybierając sobie czerwony samochód. Nie chciał dłużej drążyć tematu choć go korciło. - Dobrym jesteś kierowcą? - zainteresował się tylko ruszając dość ostro do przodu i całkiem nieźle sobie radząc na torze. Od czasu do czastu obrywał to w bok to z przodu od innego szaleńca. Przyszło mu do glowy, że gokarty można też zaliczyć.
- No właśnie... zgubię się w łóżku i nie będę miał się do kogo przytulić - zrobił smutną minkę Ryu zajadając się grzankami aż mu się uszy trzęsły. - Pychota... mogę jeszcze jedną? - zapytał go kiedy skończył pierwszą.
- Nie chce wyjść na żarłoka, ale one są przepyszne - powtórzył zachwycony biorąc sobie kolejną grzankę i smakując ją z błogim wyrazem twarzy. - Odprężymy się dziś razem w jakuzzi? Ale z bokserkami na sobie... ale razem? - zapytał go zaraz.
- Albo na podłodze - odparł spokojnie. - Nie przejmuj się. Poradzę sobie - zapewnił go z wielkim uśmiechem na ustach, po czym wstał i złapał za aparat żeby sfotografować zachodzące słońce na tarasie.
- Nie przez rok, tylko dopóki się nie przyzwyczaję - wywrócił oczyma Ryu. - Przestań się tak mnie czepiać. CO nie mówię to odzywa się pan czepialski - dziabnął go palcem w pierś i zaraz zrobił mu zdjęcie, by powrócić do kadrowania krajobrazu.
- Już, już. Jeszcze tylko chwilka - zapewnił go Ryu robiąc ostatnie zdjęcia i zanosząc aparat do domu. Przebrał się szybko i wrócił do Juna, wchodząc do środka i wtulając się nieco w niego. - Mhm... to będzie niezły relaks po całym męczącym dniu.
Ryu udało się już pierwszego dnia zdobyć kilku kumpli, a przynajmniej nawiązać znajomości. Spodobało mu się to, że wszyscy tutaj byli tacy otwarci. Nikt nie oceniał po okładce, a przynajmniej tak to na razie wyglądało. Zbiegł na dół do odpowiedniego wydziału by poczekać na Juna, a oblężenie go przez kobietki przyjął za sukces. Zwalił to na urok lekcji mężczyzny, choć nie spodobało mu się to ich zbliżenie. Postanowił jednak póki co nic nie robić, nawet gdy jedna z dziewczyn wyraźnie nachyliła się by pokazać Junowi swoje piersi. Zgrzytnął zębami i oparł się o ścianę cierpliwie czekając. Stukał palcami w ścianę.
Ryu jeszcze chwilę ponadymał policzki, po czym wypuścił powietrze i uśmiechnął się lekko. - Bardzo dobrze - oznajmił wesoło. - Poznałem parę innych osób. Mark zaprosił mnie na imprezę w piątek... i chyba pójdę, no bo nie chciałbym być wyrzutkiem - przyznał szczerze. - Jeszcze mu nie odpowiedziałem - dodał zaraz. Nie chciał przecież zostawiać Juna samego. - A, i zapisałem się na fakultety na twoje zajęcia - dodał jeszcze szczerząc się do niego. - Bo w drugim semestrze będę mógł wybrać sobie kierunek... no i jako że myślę o pracy w policji, twój wykład będzie odpowiednim wprowadzeniem.
- Ale miałeś udawać, że nic nas nie łączy - przypomniał mu pokazując mu język. - Takie mierzwienie włosów chyba nie jest zbyt stosowne proszę pana - zauważył śmiejąc się pod nosem, po czym przeciągnął się lekko. - Mhm no to pójdę, ale to dopiero w piątek - dodał zaraz przeciągając się lekko. - Zaraz mam zajęcia praktyczne, a potem wpadam na fakultet do ciebie.
- No tak w planie mam - pokazał mu rozpiskę. - Kazali mi się zapisać już pierwszego dnia. W przeciągu miesiąca mogę jeszcze zmienić na coś innego - uśmiechnął się lekko. - Ale nie ma nic ciekawszego... - zerknął na rozpiskę z dostępnymi zajęciami. - A jak coś jest, to mi nie pasuje. Bo koliduje z zajęciami obowiązkowymi - wzruszył ramionami. - Tak więc utknąłeś ze mną na zajęciach - wyszczerzył się do niego.
- Lunch masz zarezerwowany - wyszczerzył się do niego, po czym już go zostawił. Przyszedł dopiero na zajęcia z Junem, siadając w ostatnim rzędzie i przeciągając się lekko. Zbieranina ludzi, którzy się tu znalazła była bardziej kolorowa niż mógł się tego spodziewać. Byli muzycy, damusie z sekcji dziennikarstwa, trochę sportowców i na szarym końcu jacyś informatycy. Wszyscy szukali łatwego do zaliczenia fakultetu.
- A zdarzają się ciała bez kończyn? - jedna z dziewczyn uniosła rękę by zadać to pytania. - Czy wszystko da się poskładać? - dodała kolejne. Ryu natomiast skupił się na wyświetlanych zdjęciach chcąc wyciągnąć z tego również coś dla siebie. Notował sobie co jakiś czas ważniejszą informacje.
- A ciała bez penisów? - zainteresował się jeden z informatyków, głównie by rozśmieszyć całą salę co wyszło mu idealnie. Ryu mimo wszystko ukrył twarz za zeszytem. Nie podobało mu się to pytanie, ale jednocześnie nie potrafił ukryć uśmiechu widząc stojącego Juna i mrugającego raz za razem, nie do końca wiedząc jak odnieść się do pytania.
- I udało się? - zapytał ktoś inny, teraz już całkiem zaciekawiony tematem. - Wow to jest lepsze niż chirurgia - zauważył będąc pod wrażeniem. - A co jeśli ciało jest już przegniłe? Czytałam, że wtedy łatwo sprowadzić na siebie śmierć. wystarczy małe skaleczenie... tu na zdjęciu ciało już gnije, widać to po muchach - zainteresowana dziewczyna wróciła wszystkich do tematu.
- Można odratować każdy przypadek? - zapytał go Ryu. - Dlaczego więc nie zostać chirurgiem? Możnaby wtedy uratować życie, a nie usprawnić umarlaka... - rzucił, by zaraz ugryźć się w język. Nie musiał nic mówić. Podrapał się po głowie, chowając się za zeszytem, kiedy większość oczu zwróciła się na niego.
- Wystarczająca - bąknął tylko chłopak, czując się teraz niczym maleńki robak, zgnieciony przez wielkiego człowieka. Wypuścił ze świstem powietrze z płuc i nie odezwał się już do końca zajęć, grzecznie notując to co najważniejsze.
- Dobrze - chłopak uśmiechnął się do niego szeroko, pakując swoje rzeczy do plecaka i wychodząc z sali. Poczekał na niego tuż przed nią. - CO będziemy dziś jeść?
- Mhm no to zjedzmy coś włoskiego. Jakieś makarony - zdecydował chłopak wychodząc z uczelni. Dmuchnął sobie w grzywkę i uśmiechnął lekko. - Nie oskarżałem cię o nic - odparł spokojnie. - Po prostu wypowiedziałem głośno swoje myśli... przyszło mi to do głowy w trakcie zajęć, że gdyby było tylu profesjonalnych chirurgów to więcej ludzi by żyło - wyjaśnił spokojnie. - Więc powiedziałem to na głos... ale przecież sobie poradziłeś. Zgniotłeś mnie jak płotkę - zaśmiał się lekko.
- Mhm, po prostu tak mi się nasunęło na myśl - wyjaśnił znowu i uśmiechnął się lekko. - A zobaczysz. Znalazłem fajną knajpkę - uśmiechnął się do niego szerzej i skręcił za róg by w końcu pokazać mu małe, urocze miejsce z włoskim klimatem który można było poczuć od samego początku.
- Nande? Lubię zadawać pytania i nie zamierzam z tego rezygnować - pokazał mu język, po czym skinął głową odpowiadając tym samym na drugie pytanie. - Kumpel mi poradził, że to najlepszee miejsce na krotką randkę - uśmiechnął się szeroko. - Po lunchu mam zajęcia praktyczne, potem mam teorię a potem pędzę na staż.
- Wow... fakultety też zabierzesz kiedyś do kostnicy? - zainteresował się. Oni mieli zajęcia tylko dwa razy w tygodniu, więc mogło się skończyć tylko na teorii, ale on liczył na coś więcej. - To jutro nie zjemy razem? - zasmusił się trochę.
- Byłem, ale zajęcia są zawsze fajniejsze jak można dotknąć, powąchać i poczuć na własnej skórze. Sama teoria po pewnym czasie nudzi, choćby była prowadzona najfajniej na świecie - wyszczerzył się do niego w końcu wybierając sobie odpowiedni makaron. - Szkoda... no nic, coś sobie zorganizuję.
- Mhm... no to chociaż popatrzeć - wywrócił oczyma ze śmiechem. - Ja dotykałem - zauważył wesoło. - Nawet szyłem - dodał zaraz śmiejąc się lekko. - No to zjemy wieczorem dobrą kolację i odprężymy się w yakuzzi - ucałował go lekko w nosek.
- Mhm no nic... szkoooda. Zabierz nas kiedyś do pracowni, albo nie wiem... jakaś żabka na rekonstrukcję? - zapropoował wesoło, ale nie chciał naciskać, więc zaraz zmienił temat. - Znalazłem sobie pracę - uśmiechnął się szeroko. - Na sobotę i niedzielę. Nie wymagająca. Praca w bibliotece do drugiej i potem wolne.
- No to frytki i... kebab... ze sklepu? - zaproponował kończąc swoje jedzonko, płacąc i wstając. - Albo coś pysznego do frytek... i pomidorka z mozarella!
- Nie, czemu? Jeszcze nikogo takiego nie zauważyłem - przytulił się na moment do jego ramienia. - Póki co są zafascynowani faktem, że jestem japończykiem i że mówię dobrze po angielsku. Zadają dużo pytań o tym jak to jest w Japonii.
Ryu wrócił do domu po swoim stażu i odłożył buty zanim wszedł do mieszkania. - Tadaima - krzyknął od progu idąc do salonu i pokazując Junowi kilka zdjęć ktore zrobił. - Pan Andrew powiedział, że pozwoli je opublikować w gazecie z moim nazwiskiem - wyszczerzył się do niego.
- Udało mi się po prostu - wruszyl ramionami samemu ciesząc się z osiągnięcia. wtulił się mocno w Juna. - Ale to nie będzie zdarać się codziennie - zapewnił go ze śmiechem na ustach. Mimo wszystko bardzo się cieszył.
- Baaardzo. Padam dzisiaj. Nie miałem chwili odpoczynku dzisiaj - przyznał szczerze. - Będę musiał porozmawiać i przyznać się, że jestem chory jak tak dalej pójdzie - jęknął akurat z tego powodu niezbyt zadowolony. - No, a tobie jak poszło dziś? Jacyś wkurzjący studenci? Poza mną?
- Powiem o tym, powiem... chciałem tylko raz zostać potraktowany jak normalny człowiek, a nie człowiek z chorobą - wyjaśnił z uśmiechem. - Ale nie dam rady na dłuższą metę. Czuję że to fatalny pomysł - dodał szczerze jedząc trochę frytek. - Pycha - zapewnił go. - No... chciałbym na praktyczne zajęcia do ciebie przyjść... mogę raz?
- No to... wiem! Opuszczę jakieś zajęcia i będziesz mi je kazał odrobić w ten sposób - wyszczerzył się, po czym westchnął cicho dłubiąc widelcem w swoim kebabie. - Po prostu chciałbym kiedyś spróbować tego co ty robisz... ale tak nie na prawdziwym ciele, tylko tak jak uczniowie to robią.
- Moja? - uniósł lekko brew i zaczął go łaskotać. - Nie trzeba było mnie tak zgniatać od razu - roześmiał się serdecznie. - I jeszcze to "panie Amakusa"... myślałem że ze wstydu się spalę...
- Czepiasz się - wymamrotał Ryu. - Każdemu wykładowcy zadaję dziwne pytania - zauważył z uśmiechem. - Ale do ciebie mam specjalne pytania. Takie, które mnie interesują najbardziej - ucałował go mocno. - Czuj się wyróżniony - roześmiał się.
- Możesz mnie tulić nawet bardziej - zapewnił go Ryu, wchodząc do wody i siadając mu na kolanach. Pragnął go mieć blisko siebie tego dnia. - Zobacz... miasto jest cudowne... takie oświetlone.
- Jestem pewien, że chcę spróbować... trochę się boję, ale chciałbym... no wiesz powoli przełamać strach... tylko boję się też że cię zranię, jeśli powiem nie w trakcie - westchnął ciężko.
- Wiem, że mnie kochasz. Wiem to - zapewnił go Ryu, w końcu odrywając się od niego by obejrzeć miasto zapadające w sen. Odetchnął głęboko, przymykając na trochę oczy.
- Będziemy! Co trzeci weekend mam wolny i no przecież mamy wolne na uczelni między semestrami i parę innych świąt - zauważył wesoło. - Weźmiemy udział w prawdziwym Halloween - dodał jeszcze nie mogąc się doczekać.
- Znajdziemy czas i wszystkich pozapraszamy - uśmiechnął się lekko. - Keii-chan czuje się ostatnio lepiej. Mówił mi, że wychodzą codziennie na godzinny spacer i może już chodzić o własnych siłach. Jest z tego powodu dumny - dodał patrząc na swoje dłonie. - Cieszę się, że tak jest... wiem jak to jest nie móc tego robić. Paskudne uczucie...
- Jak to czym? Uczelnią - wyszczerzył się do niego, po czym szybko się przebrał i wskoczył pod kołderkę czekając na Juna, a kiedy ten przyszedł, wtulił się w niego mocno. - Kocham cię.
Ryu obrócił się na drugi bok, uderzając Juna w nos i mrucząc pod nosem jak bardzo go kocha i jak bardzo tęskni za Kiarą w tym samym zdaniu. - Pocałuj...mnie - wymamrotał jeszcze wciąż śpiąc.
- Mou... -chłopak zmarszczył z niezadowoleniem nos i skulał się z Juna zwijając się teraz w kłębek. - Ale takiego porządnego buziaka - zamamrotał znów, wyzywając Juna teraz od okropny paskudnych obłudników.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i złapał go za szyję, wtulając się w jego pierś. W ten sposób dospał do samego budzika, budząc się dopiero na jego dźwięk. Ziewnął szeroko, przeciągając się.
- Mhm a jak mnie pan profesor ukara - zapytał go chłopak, łapiąc go za krawat i mocno całując, po czym przytulił się do niego. - Strasznie mi się nie chce panie psorze - szepnął mu do uszka.
- Nie dziękuję, sok mi wystarczy. Co chcesz zjeść? Ja biorę płatki - oznajmił leniwie. Czasem i on miał dni, w których nie chciało mu się nic robić. - Kocham cię.
- Kolacja będzie, coś wymyślę - obiecał mu z uśmiechem, nie kończąc płatków i dopijając swój sok. Poszedł się ubrać i spędził chwilę w łazience, po czym wziął jeszcze garść leków. - Okay, możemy iść - oznajmił.
- Jak wymagający - wywrócił oczyma i zamknął za sobą drzwi, po czym dołączył do Juna i wraz z nim dotarł do samochodu. - Dziś ja prowadzę - oznajmił wesoło biorąc kluczyki i wsiadając za kółko.
- Zrobię ci dzisiaj kolację - stwierdził z uśmiechem Naoki, zapinając tylko pasy. - Będzie zapiekanka z mozarrellą, pomidorami i pieczarkami - oznajmił zaraz z wielkim uśmiechem. - Pokropiona bazylią i ziołami - wyszczerzył się do niego. - Może być?
- Pff, nie gadaj tak, bo nic nie dostaniesz - pokazał mu język, śmiejąc się przy tym lekko, po czym ruszył prosto do uczelni. Pożegnał się z nim tylko i pobiegł na swoje zajęcia. Wrócił do domu kompletnie wypompowany. Pierwsze co zrobił to wziął krótki prysznic i dopiero potem zabrał się za robienie kolacji. Postawił na tortillę z kurczakiem i warzywami, do tego lampka wina i dobry film. Uśmiechnął się lekko stawiając wszystko na stole i wybrał odpowiedni film akcji.
Kiedy film się skończył Ryu wstał i poszedł pozmywać naczynia, po czym wrócił i usiadł Junowi na kolanach, wtulając się w niego mocno. - Jak ci minął dzień? Studenci bardzo dali ci w kość?
- No ale taka twoja rola panie profesorze - Ryu pstryknął go w nosek i ucałował w brodę, po czym uśmiechnął się szeroko. - U mnie też męcząco. Byliśmy w plenerze, robić zdjęcia budynkom, teraz mamy je podrasować i wywołać na ocenę - wyjaśnił spokojnie. - A potem byłem w pracy. Dużo biegania. Myślałem że nie dam rady... - westchnął. - Ale się udało. I potem robiłem kolację - ucałował go znów.
- Dobrze, dobrze - ucałował go znowu wstając i otwierając laptopa. - Muszę jeszcze wybrać te zdjęcia i no wiesz... przerobić je. Jutro będę je wywoływał - uśmiechnął się zakładając okulary i rozpoczynając pracę.
- Mam, mam... mam osobny folder ze zdjęciami twojej pracy - chłopak przełożył odpowiednie zdjęcia na pendriva i podał go Junowi. - Proszę. Wybierz jakie chcesz - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Ja chyba też. Zapisuję ostatnie zdjęcie. Nie jestem z nich zadowolony - przyznał wzdychając ciężko i masując sobie skronie. Odłożył laptopa i położył obok niego okulary, po czym przeciągnął się mocno.
- Nie muszę być wszędzie geniuszem - zgodził się. - Ale chciałbym być chociaż dobry w tych innych obszarach, a nie beznadziejny - westchnął ciężko, wtulając się w niego i przecierając zmęczone oczy. - Już nie poprawiam... bolą mnie oczy - stwierdził tylko.
- Mhm... tylko że chcę dostać stypendium, więc się staram dostawać dobre oceny - wyjaśnił mu spokojnie. Miał ambitne plany. W kkońcu ze stypendium mógłby olać pracę w bibliotece i kasiorki by starczyło. - Okay, łóżeczko?
- Mou no dobrze, to leć - ucałował go mocno w usta. - Dołączyłbym, ale już się kąpałem. Pachnę czystością - zamrugał wesoło i ziewając poszedł do sypialni, gdzie od razu padł zmęczony.
Ryu obrócił się nieco kładąc się na nim, po czym uśmiechnął się przez sen, obejmując go mocniej ramionami. Rano znalazł się na podłodze i nie wiedział jak to się stało. Ostatnio mocno rzucał się na łóżku. Przetarł zmęczone oczy i westchnął cicho idąc się ubrać. Zrobił szybkie śniadanie. Kanapki oraz kanapki na uczelnię, po czym zaparzył kawy i poszedł obudzić Juna. - Dzień dobry - ucałował go mocno w usta. - Jest 7.30, śniadanko gotowe.
- Nic mi się chyba nie śni. Wydaje mi się, że to będzie przestawienie się. No bo w Japonii teraz jest noc, a my mamy dzień... - wzruszył ramionami. - Ale to na pewno przejdzie - uśmiechnął się lekko.
- Nie musisz mnie pilnować, kiedy śpisz... to całkiem nielogiczne... pilnować mnie wówczas - wywrócił oczyma i zaśmiał się cicho. - Kocham cię... i prepraszam za kopanie.
- Ja dziś zaczynam stażem, a potem mam 2 wykłady i twoje zajęcia - poinformował go, pokazując mu swój rozkład jazdy. - Podwieziesz mnie na staż? - zapytał zaraz, dopijając swoją kawę.
- To znów wrócisz późno do domku - szepnął cicho Ryu, po czym już gotowy czekał na Juna, a potem pierwszy dopadł do auta. Usiadł na swoim miejscu i sprawdził sprzęt. - Wszystko mam, możemy jechać - zapewnił go.
- A co byś chciał na kolację? - zapytał go chłopak zapinając pasy. - Zrobię jakieś zakupy po drodze do domu - uśmiechnął się lekko, po czym roześmiał się słysząc jego wyznanie. Przecież już ich nie masz. Tych kamer.
- No wiesz... ja tam się nie obrażę, jeśli coś takiego zrobi - przyznał ze śmiechem i wybuchnął dźwięcznym śmiechem na widok miny Juna. - Kocham cię, na żywo jesteś fajniejszy.
- Na potrzeby prywatne... nie zawsze jesteś w domu - pokazał mu język i ucałował go w policzek, gdy dojechali. - Widzimy się na twoich zajęciach - wyszczerzył się do niego i zaraz dołączył do swojego kumpla, który właśnie szedł w stronę studia.
- A musisz mnie szpiegować? - zapytał go Ryu unosząc lekko brew i uśmiechając się szeroko. - Nie wiem czy mogę ci powiedzieć, jeszcze rozniesiesz plotki i mnie wydalą z uczelni - wzruszył ramionami wchodząc do studia i od razu kupując sobie kawę.
- Ale to przecież nic takiego... Jun jest przyjacielem mojego brata. Przyjechaliśmy tutaj razem - wyjaśnił, bo najpierw musiał się skontaktować z Junem, zanim mógł wyznać prawdę. Nie chciał by mężczyzna miał problemy na uczelni. - No i wynajmujemy razem mieszkanie.
Ryu uśmiechnął się tylko i wzruszył lekko ramionami, po czym upił łyk swojej kawy. - Może kiedyś do nas wpadniesz, to cię mu przedstawię - wyszczerzył się do Marca, po czym poszedł już na swoje stanowisko, by się przygotować do pracy. Pamiętał, by porozmawiać z szefem, ale zrobił to dopiero po zakończeniu dnia pracy. Wcześniej nie było ku temu czasu. Zmęczony powlókł się z Marciem na zajęcia, ciesząc się że ostatnie ma z Junem. Ustawił przed sobą zeszyt i położył się na ławce nieco przysypiając. Dopiero trzask zeszytu tuż obok jego ucha go rozbudził. Usiadł prosto i przetarł zmęczone oczy. - Przepraszam - bąknął niezadowolony, że Jun zwraca na niego uwagę. - Mógłby pan powtórzyć pytanie? - zapytał zaraz wstając z miejsca.
Chłopak zwrócił swój wzrok w stronę prezentacji i chwilę się zastanowił, co by nie popełnić jakiegoś błędu. Wyobraził sobie Juna w pracy, po czym uśmiechnął się lekko. - Brzuch da radę zszyć, choć będzie to trudne i tylko sprawny balsamista da radę to zrobić. Trzeba będzie zrekonstruować twarz dziewczyny, bo szwy mogłyby tu ją zniekształcić jeszcze bardziej. Myślę też, że... - chłopak zamrugał kilkakrotnie kiedy pociemniało mu przed oczyma i następne co pamiętał to zderzenie z podłogą, a przynajmniej wydawało mu się że tak było. stracił przytomność, ale Marc złapał go zanim chłopak uderzył o podłogę. - Panie profesorze... nagły przypadek - rzucił szybko, układając Ryu na podłodze i unosząc mu nogi do góry tak jak tego wymagała pierwsza pomoc.
Ryu obudził się w szpitalnym łóżku z maską tlenową na buzi. Skrzywił się nieco i od razu zsunął maskę, ale lekarz go zatrzymał ponownie układając go na łóżku i poprawiając wszystko. - Twój lekarz prowadzący ostrzegł mnie, że jesteś strasznie upierdliwym pacjentem, ale nie sądziłem że aż tak - oznajmił mężczyzna. - Nazywam się McKinnley i będę twoim opiekunem podczas twojego pobytu w USA - przedstawił się nie pozwalając chłopakowi dojść do głosu. - Chciałem ci pogratulować. Trafiłeś do szpitala w niecały tydzień po przybyciu. Twój organizm jest skrajnie wykończony, a serce do teraz ci biegnie - wskazał na maszynę monitorującą rytm jego serca. - Dzisiaj zostajesz tu na obserwacji i to nie ulega wątpliwości, a jutro będziesz mógł pójść do domu. Przez weekend zostajesz w swoim mieszkaniu, a twój chłopak tego dopilnuje - wyjaśnił mu plan działania. - To by było na tyle. Pan Mikami zaraz tu wróci. Poszedł tylko po kawę.
Ryu dłuższą chwilę przetrawiał słowa Juna, po czym potrząsnął przecząco głową. Nie zamierzał z niczego rezygnować, kiedy wreszcie zaczynał czuć że żyje. - Rozmawiałem już z szefem, tylko że po zakończeniu pracy dziś. Szef powiedział, że będzie miał to na uwadze - wyjaśnił krótko. - Z biblioteki nie zrezygnuję... to nie jest wymagająca praca. Nie biegam w niej - naburmuszył się trochę. - Przepraszam za spanie na twoich zajęciach. Następnym razem postaram się mdleć na innych - obiecał mu zaraz wcale nie chcąc brzmieć sarkastycznie, choć wyszło jak wyszło.
- Powiedz, że zachowałeś się profesjonalnie i wysłałeś ze mną jakiegoś studenta... nie spanikowałeś, nie? - upewnił się mierząc go długim spojrzeniem, po czym westchnął ciężko. - Spanikowałeś... muszę zmienić zajęcia znaczy się - burknął, obracając się na drugi bok. - Pani w bibliotece wie od początku. Przestań już. Uważam na siebie. Chciałem tylko spróbować dobrze się bawić. Bez ograniczeń.
Ryu nie odpowiedział mu już, tylko zamknął mocno oczy, spokojnie oddychając parokrotnie. - Nie musisz się tak zamartwiać. Nie pierwszy raz mdleje - zauważył w końcu, patrząc mu prosto w oczy. - Jedź już do domu. Ja zostaję na noc, musisz się wyspać. Jutro masz zajęcia.
Ryu wtulił się w podusię i spał ze smakiem, budząc się dopiero pół godziny później. Usiadł wówczas na łóżku przecierając oczy dłonią i uśmiechnął się do Juna. - Możemy iść? Co ci zdrajca nagadał? Poprosiłem go, żeby nic ci nie mówił, ale już go nie lubię. Wolę Aizawę - zauważył wzruszając ramionami.
- Tak i lampka winka? - zaproponował jeszcze, a kiedy już znaleźli się w domu poszedł od razu przebrać się w wygodny dresik. - Powiedziałem Marcowi że jesteś przyjacielem mojego brata i że wynajmujemy razem mieszkanie. Nie chciałem... no wiesz... narobić ci problemu.
- Pewnie bym się zmartwił - zgodził się. - Ale teraz musisz uważać i postąpić tak z każdym innym przypadkiem omdlenia - pokazał mu język. - Będę zazdrosny - dodał jeszcze. - Wiem że nie jest łatwe, ale oficjalnie dla ludzi, jesteś przyjacielem mojego brata. Możesz udawać, że jak nie będziesz taki grzeczny to cię zleje.
- Może, nie wiem... po prostu narobiłeś bigosu - zaśmiałsię lekko, po czym odetchnął głęboko. - Będę mdlał na innych zajęciach. Przepraszam, że cię nie słuchałem na nich... widziałem twoją minę.
- Nie zanudziłeś... byłem wykończony. Padłem kiedy zacząłeś prezentację, ale nie dlatego że nudziłeś... - ucałował go lekko. - Tylko... po prostu padłem - szepnął.
- Nie wiem - Ryu zarumienił się trochę, po czym wstał i poszedł sobie po colę do lodówki. Przyniósł całą butelkę i dwie szklanki. - Jakoś tak... nie muszę mieć powodu prawda?
Ryu po jednym kawałku pizzy wrócił na kanapę, kładąc się na niej i przymykając oczy. Odetchnął głęboko, wtulając się w poduszkę. - co dzisiaj robiłeś na zajęciach?
- No, ale to ich pierwszy raz... będziee lepiej jak się za nich zabierzesz - chłopak sięgnął sobie po mniejszy kawałek pizzy i ze smakiem go zjadł, po czym odetchnął głęboko. - Mnie też by nie szło.
- Ne, Jun? A co jutro porobimy? Pójdziemy na jakiś spacer, czy cuś? Wycieczka? - zapytał go spokojnie, pijąc dalej swoją colę. Dolał sobie jej jeszcze. - Nie chcę całego dnia w domu spędzać...
1 115 komentarzy:
1 – 200 z 1115 Nowsze› Najnowsze»...
[To rób ją ;D Albo wpadaj tu - http://och-drugie-pokolenie.blogspot.co.uk/ - ja tu siedzę... i teoretycznie piszę... ale póki co to mało co się dzieje xD w końcu pewnie i tak padnę wracając do Yukan :P]
Ryu tymczasem doczytał mangę, po czym obrócil się na bok i zaraz usiadł obciągając bluzę Juna trochę bardziej niż powinien.
- Ne, Jun-chan? - zerknął na niego, zaglądając mu trochę bezczelnie przez ramię na jego pracę. - Czemu tak rzadko się śmiejesz? - zapytał go wprost.
[Okay, to zrobię sexy uke xD Właśnie surfuje bo Sakuranie szukając karty Hiro... btw wciąż mam dostęp xD]
- Przepraszam to moja wina - uśmiechnął się słabo Ryu, odsuwając się od niego trochę ale nie był to odruch. Po prostu wstał i poszedł na chwilę do kuchni, żeby zrobić im kanapki. - A będziesz ze mną chodził po paru galeriach z fotografiami? Tylko paru...
[Ej ale ja miałam tylko Ryu i Sawade Shina xDD Zrobie coś na podobę Shina :P Jakiś troublemaker czy cuś co by to pan policjant mógł go w celi brać xD]
[Szukam dobrego wizerunku, koreańczyka bym chciała... xD dobrze, postaram się mu dać te... 25 czy chociaż 23 :P]
- Kocham cię - postawił mu kanapki na stole, sobie biorąc jedną i siadając mu na kolana. - Lubię to miejsce. Mogę posłuchać twojegoserduszka i jestem bezpieczny.
[Właśnie go miałam na myśli - jedyny z jakim dramy koreańskie trawię xD Zakochałam się w paru z nich :P]
- A tam, to tylko kanapka - wywrócił oczyma chłopak z uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Słyszałem jak ci w brzusiu burczy...
[No jest... tylko nie mogę znaleźć dobrych obrazków :(]
- Cieszę się - zapewnił go Ryu, siadając na nim okrakiem i obejmując ramionami za szyję. Zaczął powoli całować jego wargi. Delikatnie i z rozmysłem.
[Na tumblrze szukam... xD ]
- Taki malutki - wyszczerzył się do niego Ryu, zaraz czerwieniejąc trochę i opierając czoło o jego ramię. - Bo cię kocham.
[Pinteresta nie lubię jakoś tak... :( no nic poszukam jeszcze xD dużo gifów jest]
- To dobrze - Ryu znów ucałował jego wargi, a potem przesunął się na jego szczękę. - Mogę? - zapytał tylko i rozpoczął całowanie
[No to ide na pinterest xD Ale jeszcze nie wiem kim bedzie...]
Ryu uśmiechnął się lekko delikatnie schodząc w dół. Całował jego szcczękę, po czym przeniósł się na szyję, robiąc na niej parę malinek.
[Ja mam tylko pyszczek i wiem ze bedzie troublemakerem... xD masz wiecej info :P I ze bedzie dziki seks w celi xD]
Ryu wrócił do jego ust, wpijając się w nie gwałtownie, a jego dłoń powędrowała na pierś mężczyzny. Wsunął ją pod jego bluzę i zaczął go masować. Nie wiedział, co przechodzi przez głowę Juna. Chciał tylko by ten się wyluzował i może nawet by udało mu się dojść. W końcu dał mu do zrozumienia, że tego potrzebuje.
[https://www.youtube.com/watch?v=bRWVMPnByzo&feature=share - pośmiej się :P]
Chłopak trochę się spiął, czując na sobie jego ręce ale nie odepchnął go. Pozwolił mu przejąć kontrolę, wciąż widząc przed sobą swojego ukochanego.
- Wiem - odparł zaciskając nieco wargi. Wsunął dłonie pod bluzę mężczyzny wciąż głaszcząc jego gorące już ciało.
- Wiem - powtórzył nieco słabiej Ryu, opuszczając dłonie. Zamknął na moment oczy i przełknął lekko ślinę. - Kocham cię - oznajmił tylko patrząc znów na niego. - Kocham - szepnął, dotykając dłonią jego policzka.
[Dajesz więcej takich!! :D ]
Ryu skinął lekko głową. Pozwolił Junowi całować się po torsie, samemu głaszcząc go po plecach i całując jego spragnione usta. Zatrzymał jednak jego rękę, kiedy ten dotknął paska spodni chłopaka. Czuł, że nie będzie ciekawie jeśli mu na to pozwoli. Wolał więc nie dopuścić do cofania się o mile w tył.
- Uhm ok - Ryu skinął głową, patrząc za nim. Odetchnął głęboko, ponownie nasuwając na siebie jego bluzę i kładąc się na kanapie. Widział to skrzywdzone spojrzenie. Zacisnął mocniej wargi i wtulił się w poduszkę. Był beznadziejny.
- Nie boję się ciebie. Jestem zły na siebie - mruknął chłopak siadając, żeby przytulić się mocno do Juna. - Bo ci nie pozwoliłem więcej, ale... ale jak położyłeś tam dłoń, to widziałem już tatę i spanikowałem. Bałem się, że tylko się cofniemy - wyjaśnił mu cicho. - Przepraszam.
- Uhm - Ryu skinał lekko głową i wtulając się w niego ułamał sobie kawałek czekolady. - Ja ciebie też bardzo kocham - zapewnił go.
[btw ja też zacznę ale będziesz musiała troszku poczekać na pomysły... bo poki co Lee Young Suk moze zostac jedynie drug dealerem... bo tak pracuje ma łepetyna xD a tego nie chcemy... więc potrzebuję czasu xD]
[Tak ale muszę skonfrontować to z możliwościami Yukan.... xD i uznaje ze będzie parał się pracami różnymi, wrócił z roku w Australii, a teraz aktualnie pracuje jako kelner w jedynym barze Yukan, dodatkowo rozwożąc gazety co rano. Po nocach bierze udział w wyścigach samochodowych, lub siedzi na izbie wytrzeźwień podrywając Twojego xD]
- Ale dzisiaj nie było na siłę - przsiągł mu. - Tylko trochę... za dużo - dodał biorąc jeszcze kosteczkę czekolady. Usiadł mu na kolanach, żeby lepiej mu się tuliło.
[boję się zapytać ale... jaki to początek? xD]
- UHm no bo nie wiedziałem, ale... ale cieszę się, bo... już nie boję się takiego trochę bardziej erotycznego całowania się - uśmiechnął się delikatnie. - Myślę, że możemy to powtórzyć uhm... ale tylko tyle na razie - zacisnął wargi.
[Nieźle xD może być :D]
- Stanął mi, ale opadł potem zaraz bo zobaczyłem tatę i spanikowałem - wyjaśnił mu zażenowany, chowając czerwoną twarz w dłoniach. - Mou co ty każesz mi opowiadać!
- Działasz aż za bardzo - wymamrotał Ryu, uśmiechając się do niego szerzej.
[super :D zaczelabym karte... ale utknelam na... imie i nazwisko xD]
[mhm mnie żadne do głowy nie przyszło xD ale coś tam mam xD]
- Un okay - zgodził się chłopak wstając zaraz. - To ja wezmę prysznic - zdecydował idąc do łazienki.
Ryu wziął szybki prysznic, po czym pobiegł od razu do łóżeczka, żeby się w nim zakopać zanim Jun do niego dołączy.
- Pierwszy - wyszczerzył się do mężczyzny, czekając na silne jego ramiona, w które to mógłby się wtulić.
- Dobranoc - uśmiechnął się do niego chłopak, usypiając jak za pociągnięciem magicznej różdżki.
[okay bawie sie kartą]
[nie denerwuj mnie... moja karta ma jednego gifa, jedno zdjęcie i podstawowe info xD właśnie piszę o tym z jakim beznadziejny faciem chcesz się związać xD]
Ryu natomiast zmarszczył nos i obrócił się na drugi bok, odganiając się od niego jak od natrętnej muchy.
- Dziesięć minut - wymamrotał.
[sprawdź czy moja może tak zostać? pliiis]
- No eeeej! - Ryu uderzył go na oślep podusią i roześmiał się serdecznie. - Pięć minut panikaro - poprosił, znów zamykając oczy.
[Naoki da się mu przekonać do odwyku bo przecież sam już próbował ale nie było motywacji potem więc wracał :P Damy radę xD]
- No to zrób śniadanko a ja pośpię pięć minut noo - jęknął chłopak caałkiem wypluty i zestresowany wyjazdem.
- Upierdliwy jesteś - fuknął na niego Ryu, znów atakując go poduszką i zakrywając się całkiem kołdrą. - To dziesięć minut i zrobię śniadanie - burknął.
- Nie spóźnimy się no, depniemy na gaziku - uśmiechnął się pod kołdrą zasypiając jeszcze na chwilkę i po dziesięciu minutach wstając i przecierając zmęczone oczy idąc do kuchni. - Jakie śniadanko pan sobie życzy? - zapytał Juna.
- Da się zrobić - Ryu wstawił ryż i rozpoczął zabawę z jajkiem. Potem usmażył jeszcze kiełbaski w kształcie ośmiornicy. Dodał do tego trochę ryby i wyciągnął z lodówki resztę zupy miso, która im została z wczorajszego dnia. - Boję się trochę długiego lotu - powiedział cicho.
[proszę, więcej nie zmieniam]
- Ale i tak się trochę boję - uśmiechnął się lekko Ryu, stawiając przed nim pokaźne śniadanie a sobie biorąc tylko miseczkę ryżu. - Nie chcę zwrócić... a żołądek mam ściśnięty ze strachu - zachichotał.
- Dzięki - odwzajemnił uśmiech, kończąc jeść swoją miseczkę pełną ryżu i zmywając naczynia. - Będę tęsknił za mieszkankiem i za Kiarą - oznajmił smutno. Rok bez Kiary... coś strasznego!
- Un na pewno - zgodził się z uśmiechem, po czym poszedł się ubrać w wygodne ciuchy na czas lotu. - Jun? A będę mógł się do ciebie przytulać podczas lotu?
Musiał chwilę poczekać na Ryu, ale kiedy ten zszedł na dół i usiadł na siedzeniu pasażera tuż obok kierowcy, mógł spokojnie ruszać.
- W USA czeka nas wspaniała przygoda - wyszczerzył się do niego Ryu.
- To dobrze - uśmiechnął się chłopak trochę przysypiając. Obudził się dopiero, gdy Jun zaparkował na lotnisku. Przetarł zmęczone oczy i pomógł mu z walizkami, biorąc dwie i ciągnąc je za sobą w stronę odprawy.
- Co zrobimy zaraz po przyjeździe do USA? Pójdziemy na hamburgera? - zapytał go Ryu, chcąc jeszcze trochę podtrzymać rozmowę. Póki jeszcze ciutkę się bał wolał rozmawiać.
- Bardzo pasuje - uśmiechnął się szeroko. - Będę musiał jeszcze iść do szpitala. Tzn... z moją historią choroby i takimi szmerami bajerami. Obiecałem lekarzowi że to zrobię. Formalności - mruknął, noskiem trącając szyję Juna.
- Mhm tak jest, zero miziania - obiecał mu Ryu już go nie trącając noskiem. Ucałował tylko lekko jego wargi i przymkną oczy usypiając. W ramionach Juna spało mu się bardzo wygodnie, acz Jun miał z pewnością inne o tym zdanie.
[Woo... od 14 to mnie nie będzie niestety... idę do pracy i wracam koło 19 - 20 :) Odezwę się :D]
Ryu zapiął swoje pasy i z zainteresowaniem śledził zbliżającą się ziemię. Już od samego początku widział, że jest inaczej niż w Japonii.
- Nie było - zgodził się z promiennym uśmiechem, oddychając głęboko i przeciągając się nieco. - Wynajmujemy samochód? - zapytał go zaraz.
- Wow... nawet auto nam załatwiłeś... jesteś niesamowity - oznajmił z podziwem Ryu, pomagając mu z walizkami.
- Też będę mógł poprowadzić potem? Znaczy nie dziś, ale w ogóle? - zapytał go z uśmiechem. Nie chciał zapomnieć jak to robić przez ten rok.
- Jakie od czasu do czasu... raz ty, raz ja - pogroził mu palcem przed nosem i ucałował go w policzek, po czym zsunął buty i usiadł wygodniej, opierając nogi na przedniej szybie. - No to mogę się zrelaksować.
- No przecież ci pomogę - odparł wesoło chłopak, robiąc jednak kilka zdjęć okolicy, bo nie mógł się powstrzymać. Zabrał dwie torby i poszedł za Junem wprost do windy. - Jaki luksus... mamy windę - zaśmiał się, ciesząc się z tego bo podczas słabszych dni będzie mógł po prostu wjechać na odpowiednie piętro. - Jun-chan? Na spacerze zrobimy zakupy okay?
- Tylko mnie nie pospieszaj... ja naprawdę się staram - wymamrotał chłopak, wtulając się mocno w Juna. - Bardzo cię kocham. Baaaardzo.
- Pospieszasz... nieświadomie - mruknął sobie pod nosem Ryu, idąc za nim i wchodząc do ich pięknego mieszkanka z tarasem oraz jakuzzi na świeżym powietrzu. Zagwizdał z podziwem, od razu wychodząc na taras. Odetchnął głęboko przeciągając się. Czuł, że to będzie niesamowity rok.
- Noo, będę codziennie pić tu poranną kawę zagryzając ją rogalikiem - wtulil się ze wszysstkich sił w Juna.
- Takie dziecinne trochę... ale, ale na pewno tak będę robił - zapewnił go wskakując mu tera na plecy by mocno się w niego wtulić. - Cieszę się, że tu jesteśmy. Razem.
- No to chodź, zwiedzimy okolicę i zaniosę papiery do szpitala - uśmiechnął się do niego zeskakując z jego pleców i idąc do podręcznego bagażu po odpowiednią teczkę. Bardzo chciał mieć już formalności za sobą.
Ryu natomiast już na niego czekał, całkiem podekscytowany tym nowym miejscem. chciałby wszystko zrobić na raz, ale wiedział, że tak się nigdy nie uda. Postanowił więc nie przeginać ze spacerkami.
- Tak jest - Ryu złapał go delikatnie za rękę, splatając ich palce ze sobą nieco czerwony. Onieśmielił się swoją śmiałością. - Czytałem że tutaj... to nie robi wrażenia i chciałem... spróbować - wyjaśnił mu swoje zachowanie.
- Jak widać? - Naoki zrównał się z nim, żeby na niego spojrzeć. Chciał wiedzieć jak to wygląda z boku. Należał raczej do tych ciekawskich osób, które próbowały problem rozłożyć na cząsteczki. Nie zaprzeczył mu, ale i nie potwierdził. Wolał nie wdawać się głębiej w ten temat. W końcu i tak był już stracony. - No, no... jednak masz kondychę - zauważył wesoło, kiedy Hiroki przyspieszył, jakby chcąc trochę porywalizować.
- Ale ja mówię o moich rumieńcach, a nie o trzymaniu się za ręce, baka - Ryu pokazał mu język śmiejąc się lekko. - Nie lubię rumieńców bo to takie wstydliwe uczucie.
- Na pewno - parsknął Ryu. - Po prostu ih nie lubię. Ty swoich też nie lubisz - przypomniał mu wesoło.
- Nikt nie jest na to za stary - dał mu kuksańca w bok i westchnął ciężko. - Nie usprawiedliwiaj się - poradził mu.
- Żadna prawda... twoja prawda to nie moja prawda - zapewnił go chichocząc, po czym pociągnął go na ławkę w parku i przytulił się do jego boku. - Chwila przerwy.
-A w drodze powrotnej do supermarketu... musimy uzupełnić lodówkę - dodał kreując im plan działania. - Kocham cię.
- Potem umyć i do łóżka z dobrą herbatką albo z czeoladą - zdecydował wesoło. - A jutro pozwiedzamy, a za dwa dni będę musał pokazać się u fotografa. No wiesz... obgadać szczegóły pracy.
- Pójdę sam - uśmiechnął się do niego. - A jak będę cię potrzebował to zadzwonię, ale raczej dam sobie radę - zapewnił go z uśmiechem. - Wiem... niewygodnie ci ze mną było.
- Okay, a potem przyjedziesz po mnie i pojedziemy na dobrą kolację - stwierdził z uśmiechem. - Mogłeś mnie obudzić no... okropny z ciebie facet.
- Oj no bo ja doceniam, ale też chciałbym żeby ci wygodnie było - zrobił smutną minkę i wstał zaraz. Przeciągnął się mocno, po czym uśmiechnął się do niego lekko. - Kupię nam lody i możemy lecieć - oznajmił.
- A już znasz tu okolice? - zapytał go z ciekawości, przytulając głowę do jego boku. - Jestem jak najbardziej za - uśmiechnął się szeroko i zamówił dwa pokaźne lody. - Proszę - podał mu jeden, samemu zabierając się za drugiego.
- Plan bardzo mi odpowiada kochanie. Zdaje się więc na ciebie - uśmiechnął się delikatnie, zajadając się dalej słodyczem. - A rano się rozpakujemy - zdecydował zaraz.
- Hahaha a co tam jeszcze takiego luksusowego? - zapytał go ze śmiechem. - Wiesz czego będzie mi brakowało? Mojej ciemni - przyznał szczerze.
- Nie widziałem jeszcze... zachwycałem się tarasem - pstryknął go w nosek i skończył swojego loda tuż przed szpitalem. - Sam załatwię formalności - zdecydował wchodząc do środka i podchodząc do biurka by zapytać gdzie powinien się udać.
Ryu trochę zabawił w szpitalu. Kiedy dołączył do Juna zauważył, że minęło już 20 minut.
- Wybacz... przekitrali mnie przez cały szpital od jednego punktu do drugiego. Zmachałem się trochę - westchnął siadając obok niego i nabierając głębokie oddechy.
- Pamiętaj, że w lodówce mamy tylko światło - zaśmiał się chłopak opierając głowę o klatkę piersiową Juna i zamykając na moment oczy. - Kocham cię.
- A co dobrego nam zaserwujesz? - zainteresował się zaraz Ryu dochodząc do siebie i już w pełni sił wstając miejsca. - Możemy ruszać kochanie - zapewnił go z uśmiechem. - W razie co wskoczę ci na plecy.
- Pewnie, już mi burczy w brzuszku. Na samą myśl ślinka cieknie - zapewnił go ze śmiechem, ściskając mocniej jego dłoń i wciąż rumieniąc się delikatnie.
- Jak się zgubię w mieszkanku to będę krzyczeć - zapewnił go muskając jego wwargi ustami i lecąc potestować materac w sypialni. Wielkie łoże go trochę przeraziło. Mogli się na nim gonić, a oszklona ściana dawała cudowny widok na miasto zapadające w ciemności. Uśmiechnął się delikatnie czując że to będzie niesamowity rok.
- Chwila, musze wygrzebać się z łóżka! - krzyknął ze śmiechem spadając zaraz z wyrka i przychodząc do kuchni.
- Jest straaasznie wielkie i straaasznie miękkie. To takie pierwsze wrażenie... no i czujesz się jakbyś spał na wodzie. Tak lecisz od strony do strony - zachichotał, siadając przy stole.
- Nieźle - skomentował tylko Naoki wybierając sobie czerwony samochód. Nie chciał dłużej drążyć tematu choć go korciło. - Dobrym jesteś kierowcą? - zainteresował się tylko ruszając dość ostro do przodu i całkiem nieźle sobie radząc na torze. Od czasu do czastu obrywał to w bok to z przodu od innego szaleńca. Przyszło mu do glowy, że gokarty można też zaliczyć.
- No właśnie... zgubię się w łóżku i nie będę miał się do kogo przytulić - zrobił smutną minkę Ryu zajadając się grzankami aż mu się uszy trzęsły. - Pychota... mogę jeszcze jedną? - zapytał go kiedy skończył pierwszą.
- Nie chce wyjść na żarłoka, ale one są przepyszne - powtórzył zachwycony biorąc sobie kolejną grzankę i smakując ją z błogim wyrazem twarzy. - Odprężymy się dziś razem w jakuzzi? Ale z bokserkami na sobie... ale razem? - zapytał go zaraz.
- Super... z jakimś udawanym szampanem - zaśmiał się zaraz, nachylając się nad stołem by go ucałować.
- Tylko nie za blisko, bo jak będzie za miękko to znikam na podłogę - pokazał mu język.
- Albo na podłodze - odparł spokojnie. - Nie przejmuj się. Poradzę sobie - zapewnił go z wielkim uśmiechem na ustach, po czym wstał i złapał za aparat żeby sfotografować zachodzące słońce na tarasie.
- Nie przez rok, tylko dopóki się nie przyzwyczaję - wywrócił oczyma Ryu. - Przestań się tak mnie czepiać. CO nie mówię to odzywa się pan czepialski - dziabnął go palcem w pierś i zaraz zrobił mu zdjęcie, by powrócić do kadrowania krajobrazu.
- Już, już. Jeszcze tylko chwilka - zapewnił go Ryu robiąc ostatnie zdjęcia i zanosząc aparat do domu. Przebrał się szybko i wrócił do Juna, wchodząc do środka i wtulając się nieco w niego. - Mhm... to będzie niezły relaks po całym męczącym dniu.
- Un, bo mam ciebie - ucałował jego szczękę i przymknął oczy, pozwalając bąbelkom czynić magię.
- Pewnie, czuję że to będzie mój ulubiony punkt naszego mieszkania - wyszczerzył się do niego.
[Wow ale wena... i'm impressed!!!]
Ryu udało się już pierwszego dnia zdobyć kilku kumpli, a przynajmniej nawiązać znajomości. Spodobało mu się to, że wszyscy tutaj byli tacy otwarci. Nikt nie oceniał po okładce, a przynajmniej tak to na razie wyglądało.
Zbiegł na dół do odpowiedniego wydziału by poczekać na Juna, a oblężenie go przez kobietki przyjął za sukces. Zwalił to na urok lekcji mężczyzny, choć nie spodobało mu się to ich zbliżenie. Postanowił jednak póki co nic nie robić, nawet gdy jedna z dziewczyn wyraźnie nachyliła się by pokazać Junowi swoje piersi.
Zgrzytnął zębami i oparł się o ścianę cierpliwie czekając. Stukał palcami w ścianę.
Ryu jeszcze chwilę ponadymał policzki, po czym wypuścił powietrze i uśmiechnął się lekko.
- Bardzo dobrze - oznajmił wesoło. - Poznałem parę innych osób. Mark zaprosił mnie na imprezę w piątek... i chyba pójdę, no bo nie chciałbym być wyrzutkiem - przyznał szczerze. - Jeszcze mu nie odpowiedziałem - dodał zaraz. Nie chciał przecież zostawiać Juna samego. - A, i zapisałem się na fakultety na twoje zajęcia - dodał jeszcze szczerząc się do niego. - Bo w drugim semestrze będę mógł wybrać sobie kierunek... no i jako że myślę o pracy w policji, twój wykład będzie odpowiednim wprowadzeniem.
- Ale miałeś udawać, że nic nas nie łączy - przypomniał mu pokazując mu język. - Takie mierzwienie włosów chyba nie jest zbyt stosowne proszę pana - zauważył śmiejąc się pod nosem, po czym przeciągnął się lekko. - Mhm no to pójdę, ale to dopiero w piątek - dodał zaraz przeciągając się lekko. - Zaraz mam zajęcia praktyczne, a potem wpadam na fakultet do ciebie.
- No tak w planie mam - pokazał mu rozpiskę. - Kazali mi się zapisać już pierwszego dnia. W przeciągu miesiąca mogę jeszcze zmienić na coś innego - uśmiechnął się lekko. - Ale nie ma nic ciekawszego... - zerknął na rozpiskę z dostępnymi zajęciami. - A jak coś jest, to mi nie pasuje. Bo koliduje z zajęciami obowiązkowymi - wzruszył ramionami. - Tak więc utknąłeś ze mną na zajęciach - wyszczerzył się do niego.
- Lunch masz zarezerwowany - wyszczerzył się do niego, po czym już go zostawił. Przyszedł dopiero na zajęcia z Junem, siadając w ostatnim rzędzie i przeciągając się lekko. Zbieranina ludzi, którzy się tu znalazła była bardziej kolorowa niż mógł się tego spodziewać. Byli muzycy, damusie z sekcji dziennikarstwa, trochę sportowców i na szarym końcu jacyś informatycy. Wszyscy szukali łatwego do zaliczenia fakultetu.
- A zdarzają się ciała bez kończyn? - jedna z dziewczyn uniosła rękę by zadać to pytania. - Czy wszystko da się poskładać? - dodała kolejne. Ryu natomiast skupił się na wyświetlanych zdjęciach chcąc wyciągnąć z tego również coś dla siebie. Notował sobie co jakiś czas ważniejszą informacje.
- A ciała bez penisów? - zainteresował się jeden z informatyków, głównie by rozśmieszyć całą salę co wyszło mu idealnie. Ryu mimo wszystko ukrył twarz za zeszytem. Nie podobało mu się to pytanie, ale jednocześnie nie potrafił ukryć uśmiechu widząc stojącego Juna i mrugającego raz za razem, nie do końca wiedząc jak odnieść się do pytania.
- I udało się? - zapytał ktoś inny, teraz już całkiem zaciekawiony tematem. - Wow to jest lepsze niż chirurgia - zauważył będąc pod wrażeniem.
- A co jeśli ciało jest już przegniłe? Czytałam, że wtedy łatwo sprowadzić na siebie śmierć. wystarczy małe skaleczenie... tu na zdjęciu ciało już gnije, widać to po muchach - zainteresowana dziewczyna wróciła wszystkich do tematu.
- Można odratować każdy przypadek? - zapytał go Ryu. - Dlaczego więc nie zostać chirurgiem? Możnaby wtedy uratować życie, a nie usprawnić umarlaka... - rzucił, by zaraz ugryźć się w język. Nie musiał nic mówić. Podrapał się po głowie, chowając się za zeszytem, kiedy większość oczu zwróciła się na niego.
- Wystarczająca - bąknął tylko chłopak, czując się teraz niczym maleńki robak, zgnieciony przez wielkiego człowieka. Wypuścił ze świstem powietrze z płuc i nie odezwał się już do końca zajęć, grzecznie notując to co najważniejsze.
- Dobrze - chłopak uśmiechnął się do niego szeroko, pakując swoje rzeczy do plecaka i wychodząc z sali. Poczekał na niego tuż przed nią. - CO będziemy dziś jeść?
- Mhm no to zjedzmy coś włoskiego. Jakieś makarony - zdecydował chłopak wychodząc z uczelni. Dmuchnął sobie w grzywkę i uśmiechnął lekko. - Nie oskarżałem cię o nic - odparł spokojnie. - Po prostu wypowiedziałem głośno swoje myśli... przyszło mi to do głowy w trakcie zajęć, że gdyby było tylu profesjonalnych chirurgów to więcej ludzi by żyło - wyjaśnił spokojnie. - Więc powiedziałem to na głos... ale przecież sobie poradziłeś. Zgniotłeś mnie jak płotkę - zaśmiał się lekko.
- Mhm, po prostu tak mi się nasunęło na myśl - wyjaśnił znowu i uśmiechnął się lekko. - A zobaczysz. Znalazłem fajną knajpkę - uśmiechnął się do niego szerzej i skręcił za róg by w końcu pokazać mu małe, urocze miejsce z włoskim klimatem który można było poczuć od samego początku.
- Nande? Lubię zadawać pytania i nie zamierzam z tego rezygnować - pokazał mu język, po czym skinął głową odpowiadając tym samym na drugie pytanie. - Kumpel mi poradził, że to najlepszee miejsce na krotką randkę - uśmiechnął się szeroko. - Po lunchu mam zajęcia praktyczne, potem mam teorię a potem pędzę na staż.
- Wow... fakultety też zabierzesz kiedyś do kostnicy? - zainteresował się. Oni mieli zajęcia tylko dwa razy w tygodniu, więc mogło się skończyć tylko na teorii, ale on liczył na coś więcej. - To jutro nie zjemy razem? - zasmusił się trochę.
- Byłem, ale zajęcia są zawsze fajniejsze jak można dotknąć, powąchać i poczuć na własnej skórze. Sama teoria po pewnym czasie nudzi, choćby była prowadzona najfajniej na świecie - wyszczerzył się do niego w końcu wybierając sobie odpowiedni makaron. - Szkoda... no nic, coś sobie zorganizuję.
- Mhm... no to chociaż popatrzeć - wywrócił oczyma ze śmiechem. - Ja dotykałem - zauważył wesoło. - Nawet szyłem - dodał zaraz śmiejąc się lekko. - No to zjemy wieczorem dobrą kolację i odprężymy się w yakuzzi - ucałował go lekko w nosek.
- Mhm no nic... szkoooda. Zabierz nas kiedyś do pracowni, albo nie wiem... jakaś żabka na rekonstrukcję? - zapropoował wesoło, ale nie chciał naciskać, więc zaraz zmienił temat. - Znalazłem sobie pracę - uśmiechnął się szeroko. - Na sobotę i niedzielę. Nie wymagająca. Praca w bibliotece do drugiej i potem wolne.
- Do szóstej dzisiaj - odparł spokojnie. - Mhm przepraszam... chciałbym trochę pozarabiać i dołożyć się do wydatków, a kasa ze stażu jest nijaka...
- Kebab... ręcznej roboty - strzelił palcami Ryu zadowolony ze swojej zachcianki. - I frytki.
- No to frytki i... kebab... ze sklepu? - zaproponował kończąc swoje jedzonko, płacąc i wstając. - Albo coś pysznego do frytek... i pomidorka z mozarella!
- Nie, czemu? Jeszcze nikogo takiego nie zauważyłem - przytulił się na moment do jego ramienia. - Póki co są zafascynowani faktem, że jestem japończykiem i że mówię dobrze po angielsku. Zadają dużo pytań o tym jak to jest w Japonii.
- Zauważyłem te ich słodkie oczka i w ogóle - naburmuszył się. - Ale grzecznie się od nich opędziłeś, więc nie robię awantury - zachichotał.
Ryu wrócił do domu po swoim stażu i odłożył buty zanim wszedł do mieszkania.
- Tadaima - krzyknął od progu idąc do salonu i pokazując Junowi kilka zdjęć ktore zrobił. - Pan Andrew powiedział, że pozwoli je opublikować w gazecie z moim nazwiskiem - wyszczerzył się do niego.
- Udało mi się po prostu - wruszyl ramionami samemu ciesząc się z osiągnięcia. wtulił się mocno w Juna. - Ale to nie będzie zdarać się codziennie - zapewnił go ze śmiechem na ustach. Mimo wszystko bardzo się cieszył.
- e tam zaraz geniusza... ale jestem baaardzo głodny - zapewnił go wesoło idąc do salonu. Usiadł i od razu zabrał się za jedzenie.
- Baaardzo. Padam dzisiaj. Nie miałem chwili odpoczynku dzisiaj - przyznał szczerze. - Będę musiał porozmawiać i przyznać się, że jestem chory jak tak dalej pójdzie - jęknął akurat z tego powodu niezbyt zadowolony. - No, a tobie jak poszło dziś? Jacyś wkurzjący studenci? Poza mną?
- Powiem o tym, powiem... chciałem tylko raz zostać potraktowany jak normalny człowiek, a nie człowiek z chorobą - wyjaśnił z uśmiechem. - Ale nie dam rady na dłuższą metę. Czuję że to fatalny pomysł - dodał szczerze jedząc trochę frytek. - Pycha - zapewnił go. - No... chciałbym na praktyczne zajęcia do ciebie przyjść... mogę raz?
- No to... wiem! Opuszczę jakieś zajęcia i będziesz mi je kazał odrobić w ten sposób - wyszczerzył się, po czym westchnął cicho dłubiąc widelcem w swoim kebabie. - Po prostu chciałbym kiedyś spróbować tego co ty robisz... ale tak nie na prawdziwym ciele, tylko tak jak uczniowie to robią.
- Naprawdę? Byłoby super! Jestem pewien, że Max odtworzy penisa - roześmiał się serdecznie, zajadając się już kebabem z nieco większym zapałem.
- No co? Był pierwszy do zadawania takich pytań to pewnie pierwszy na to wpadnie - wyszczerzył się siadając Junowi na kolana, kiedy skończył jeść.
- A widzisz? Nie wypadłeś źle... tylko jak mnie tak zgniotłeś to ludzie zaczęli bać się zadawać pytania - roześmiał się serdecznie.
- Moja? - uniósł lekko brew i zaczął go łaskotać. - Nie trzeba było mnie tak zgniatać od razu - roześmiał się serdecznie. - I jeszcze to "panie Amakusa"... myślałem że ze wstydu się spalę...
- Czepiasz się - wymamrotał Ryu. - Każdemu wykładowcy zadaję dziwne pytania - zauważył z uśmiechem. - Ale do ciebie mam specjalne pytania. Takie, które mnie interesują najbardziej - ucałował go mocno. - Czuj się wyróżniony - roześmiał się.
- Hahaha nie będę przychodził na twój wydział często, to będzie mniejsza pokusa dla ciebie - uśmiechnął się sszeroko, wtulając się w niego beztrosko.
- To mnie chyba w domu udusisz ze szczęścia - wyszczerzył się do niego Ryu wyswobadzając się z jego objęć. - Chodź. Czas na jakuzzi.
- Możesz mnie tulić nawet bardziej - zapewnił go Ryu, wchodząc do wody i siadając mu na kolanach. Pragnął go mieć blisko siebie tego dnia. - Zobacz... miasto jest cudowne... takie oświetlone.
- Przecież ja już mam moje ciasteczko i jak ono będzie grzeczne to nikomu się nie dam poderwać - zapewnił go ze śmiechem. - Kocham cię tak po prostu.
- Uhm możemy dziś spróbować... seksu oralnego? - zapytał cicho, wtulając się lekko w jego pierś. Trochę się tego bał, ale chciał spróbować.
- Jestem pewien, że chcę spróbować... trochę się boję, ale chciałbym... no wiesz powoli przełamać strach... tylko boję się też że cię zranię, jeśli powiem nie w trakcie - westchnął ciężko.
- Uhm okay... kocham cię - zapewnił go chłopak, wtulając się w niego mocniej.
- Wiem, że mnie kochasz. Wiem to - zapewnił go Ryu, w końcu odrywając się od niego by obejrzeć miasto zapadające w sen. Odetchnął głęboko, przymykając na trochę oczy.
- Mam nadzieję - uśmiechnął się do niego lekko. - Obiecuję że będę znajdował czas dla nas... naprawdę - usiadł mu znów na kolanach.
- Będziemy! Co trzeci weekend mam wolny i no przecież mamy wolne na uczelni między semestrami i parę innych świąt - zauważył wesoło. - Weźmiemy udział w prawdziwym Halloween - dodał jeszcze nie mogąc się doczekać.
- Znajdziemy czas i wszystkich pozapraszamy - uśmiechnął się lekko. - Keii-chan czuje się ostatnio lepiej. Mówił mi, że wychodzą codziennie na godzinny spacer i może już chodzić o własnych siłach. Jest z tego powodu dumny - dodał patrząc na swoje dłonie. - Cieszę się, że tak jest... wiem jak to jest nie móc tego robić. Paskudne uczucie...
- Nic mi nie jest, tylko za szybko wstałem - objął go za szyję ramionami, ciesząc się jednak że ma tak silnego mężczyznę i czasem może być noszony.
- Do łóżka - ucałował go w policzek. - Zmęczyłem się troszkę...
- Jak to czym? Uczelnią - wyszczerzył się do niego, po czym szybko się przebrał i wskoczył pod kołderkę czekając na Juna, a kiedy ten przyszedł, wtulił się w niego mocno. - Kocham cię.
- Gome... jutro będę miał więcej siły i zrobimy to przez wyczerpującym jakuzzi - wymamrotał dość niewyraźnie, zasypiając niemal natychmiast.
Ale Ryu nie uciekl. Zamiast tego rozwalił się na łóżku, tak że głowę miał na brzuchu Juna, a resztę ciała przerzuconą w poprzek łóżka.
Ryu obrócił się na drugi bok, uderzając Juna w nos i mrucząc pod nosem jak bardzo go kocha i jak bardzo tęskni za Kiarą w tym samym zdaniu.
- Pocałuj...mnie - wymamrotał jeszcze wciąż śpiąc.
- Mou... -chłopak zmarszczył z niezadowoleniem nos i skulał się z Juna zwijając się teraz w kłębek. - Ale takiego porządnego buziaka - zamamrotał znów, wyzywając Juna teraz od okropny paskudnych obłudników.
Chłopak uśmiechnął się szeroko i złapał go za szyję, wtulając się w jego pierś. W ten sposób dospał do samego budzika, budząc się dopiero na jego dźwięk. Ziewnął szeroko, przeciągając się.
Ryu zarumienił się porządnie i schował głowę w poduszce.
- Mou... to przecież oczywiste. Kocham cię najmocniej na świecie - zauważył z uśmiechem.
- Ja jeszcze nie - oznajmił okrywając się znów kołdrą. - Rezygnuję z pierwszego wykładu - ziewnął przeciągle.
- Mou ale nie chce mi się dzisiaj iść - szepnął z delikatnym uśmiechem. - Zmuś mnie - poprosił go ruszając lekko brwiami. - Kocham cię.
- Mhm a jak mnie pan profesor ukara - zapytał go chłopak, łapiąc go za krawat i mocno całując, po czym przytulił się do niego. - Strasznie mi się nie chce panie psorze - szepnął mu do uszka.
- Mhm...ale nie ma śniadanka jeszcze - zamarudził podnosząc się jednak z łóżka i przecierając oczy dłońmi. - Masakra.
- Nieprawda... twoja - rzucił w niego poduszką wstając wreszcie i ziewając przeciągle powlókł się do kuchni, by postawić na płatki i sok pomarańczowy.
- Nie dziękuję, sok mi wystarczy. Co chcesz zjeść? Ja biorę płatki - oznajmił leniwie. Czasem i on miał dni, w których nie chciało mu się nic robić. - Kocham cię.
- Kolacja będzie, coś wymyślę - obiecał mu z uśmiechem, nie kończąc płatków i dopijając swój sok. Poszedł się ubrać i spędził chwilę w łazience, po czym wziął jeszcze garść leków. - Okay, możemy iść - oznajmił.
- Jak wymagający - wywrócił oczyma i zamknął za sobą drzwi, po czym dołączył do Juna i wraz z nim dotarł do samochodu. - Dziś ja prowadzę - oznajmił wesoło biorąc kluczyki i wsiadając za kółko.
- Zrobię ci dzisiaj kolację - stwierdził z uśmiechem Naoki, zapinając tylko pasy. - Będzie zapiekanka z mozarrellą, pomidorami i pieczarkami - oznajmił zaraz z wielkim uśmiechem. - Pokropiona bazylią i ziołami - wyszczerzył się do niego. - Może być?
- Pff, nie gadaj tak, bo nic nie dostaniesz - pokazał mu język, śmiejąc się przy tym lekko, po czym ruszył prosto do uczelni. Pożegnał się z nim tylko i pobiegł na swoje zajęcia. Wrócił do domu kompletnie wypompowany. Pierwsze co zrobił to wziął krótki prysznic i dopiero potem zabrał się za robienie kolacji. Postawił na tortillę z kurczakiem i warzywami, do tego lampka wina i dobry film. Uśmiechnął się lekko stawiając wszystko na stole i wybrał odpowiedni film akcji.
[No ba xD Bo mi się przypomniało że Jun komedii romantycznych nie lubi xD]
- Chodź i sam zobacz - odparł wesoło Ryu, czekając na niego w salonie i całując go mocno w usta na powitanie. - Może być? - zapytał go zaraz.
[No przecież ciągle chce oglądać filmy akcji i thrillery... xDDD ]
- Mhm i film do tego, ale żeby nas nie przesłodzić, będzie to film akcji - pokazał mu język wpuszczając płytę dvd i zabierając się za swoją tortillę.
[No serio... przecież sama tak pisałaś xD]
- Mhm nie zawstydzaj mnie tak - bąknąłchłopak jedząc swoją porcję. - Nie zawsze pysznie jest.
- No weź, już przestań tak - poprosił go chłopak, czerwieniąc się okropnie i chowając twarz za tortillą.
Kiedy film się skończył Ryu wstał i poszedł pozmywać naczynia, po czym wrócił i usiadł Junowi na kolanach, wtulając się w niego mocno. - Jak ci minął dzień? Studenci bardzo dali ci w kość?
- No ale taka twoja rola panie profesorze - Ryu pstryknął go w nosek i ucałował w brodę, po czym uśmiechnął się szeroko. - U mnie też męcząco. Byliśmy w plenerze, robić zdjęcia budynkom, teraz mamy je podrasować i wywołać na ocenę - wyjaśnił spokojnie. - A potem byłem w pracy. Dużo biegania. Myślałem że nie dam rady... - westchnął. - Ale się udało. I potem robiłem kolację - ucałował go znów.
- Dobrze, dobrze - ucałował go znowu wstając i otwierając laptopa. - Muszę jeszcze wybrać te zdjęcia i no wiesz... przerobić je. Jutro będę je wywoływał - uśmiechnął się zakładając okulary i rozpoczynając pracę.
- Mam, mam... mam osobny folder ze zdjęciami twojej pracy - chłopak przełożył odpowiednie zdjęcia na pendriva i podał go Junowi. - Proszę. Wybierz jakie chcesz - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Ja chyba też. Zapisuję ostatnie zdjęcie. Nie jestem z nich zadowolony - przyznał wzdychając ciężko i masując sobie skronie. Odłożył laptopa i położył obok niego okulary, po czym przeciągnął się mocno.
- No zobacz... ich kompozycja jest kiepska... - westchnął ciężko, pokazując mu o co chodzi. - Spieprzyłem je... powinienem je lepiej wyostrzyć.
- Nie muszę być wszędzie geniuszem - zgodził się. - Ale chciałbym być chociaż dobry w tych innych obszarach, a nie beznadziejny - westchnął ciężko, wtulając się w niego i przecierając zmęczone oczy. - Już nie poprawiam... bolą mnie oczy - stwierdził tylko.
- Mhm... tylko że chcę dostać stypendium, więc się staram dostawać dobre oceny - wyjaśnił mu spokojnie. Miał ambitne plany. W kkońcu ze stypendium mógłby olać pracę w bibliotece i kasiorki by starczyło. - Okay, łóżeczko?
- Mou no dobrze, to leć - ucałował go mocno w usta. - Dołączyłbym, ale już się kąpałem. Pachnę czystością - zamrugał wesoło i ziewając poszedł do sypialni, gdzie od razu padł zmęczony.
Ryu obrócił się nieco kładąc się na nim, po czym uśmiechnął się przez sen, obejmując go mocniej ramionami. Rano znalazł się na podłodze i nie wiedział jak to się stało. Ostatnio mocno rzucał się na łóżku. Przetarł zmęczone oczy i westchnął cicho idąc się ubrać. Zrobił szybkie śniadanie. Kanapki oraz kanapki na uczelnię, po czym zaparzył kawy i poszedł obudzić Juna.
- Dzień dobry - ucałował go mocno w usta. - Jest 7.30, śniadanko gotowe.
- Nie wiem Jun-chan... jakoś tak niezbyt dobrze mi się śpi. Ciągle zmęczony jestem - wzruszył ramionami, po czym usiadł i zaczął jeść śniadanie.
- Nic mi się chyba nie śni. Wydaje mi się, że to będzie przestawienie się. No bo w Japonii teraz jest noc, a my mamy dzień... - wzruszył ramionami. - Ale to na pewno przejdzie - uśmiechnął się lekko.
- Nie musisz mnie pilnować, kiedy śpisz... to całkiem nielogiczne... pilnować mnie wówczas - wywrócił oczyma i zaśmiał się cicho. - Kocham cię... i prepraszam za kopanie.
- Ja dziś zaczynam stażem, a potem mam 2 wykłady i twoje zajęcia - poinformował go, pokazując mu swój rozkład jazdy. - Podwieziesz mnie na staż? - zapytał zaraz, dopijając swoją kawę.
- To znów wrócisz późno do domku - szepnął cicho Ryu, po czym już gotowy czekał na Juna, a potem pierwszy dopadł do auta. Usiadł na swoim miejscu i sprawdził sprzęt. - Wszystko mam, możemy jechać - zapewnił go.
- A co byś chciał na kolację? - zapytał go chłopak zapinając pasy. - Zrobię jakieś zakupy po drodze do domu - uśmiechnął się lekko, po czym roześmiał się słysząc jego wyznanie. Przecież już ich nie masz. Tych kamer.
- No wiesz... ja tam się nie obrażę, jeśli coś takiego zrobi - przyznał ze śmiechem i wybuchnął dźwięcznym śmiechem na widok miny Juna. - Kocham cię, na żywo jesteś fajniejszy.
- Na potrzeby prywatne... nie zawsze jesteś w domu - pokazał mu język i ucałował go w policzek, gdy dojechali. - Widzimy się na twoich zajęciach - wyszczerzył się do niego i zaraz dołączył do swojego kumpla, który właśnie szedł w stronę studia.
- A musisz mnie szpiegować? - zapytał go Ryu unosząc lekko brew i uśmiechając się szeroko. - Nie wiem czy mogę ci powiedzieć, jeszcze rozniesiesz plotki i mnie wydalą z uczelni - wzruszył ramionami wchodząc do studia i od razu kupując sobie kawę.
- Ale to przecież nic takiego... Jun jest przyjacielem mojego brata. Przyjechaliśmy tutaj razem - wyjaśnił, bo najpierw musiał się skontaktować z Junem, zanim mógł wyznać prawdę. Nie chciał by mężczyzna miał problemy na uczelni. - No i wynajmujemy razem mieszkanie.
Ryu uśmiechnął się tylko i wzruszył lekko ramionami, po czym upił łyk swojej kawy.
- Może kiedyś do nas wpadniesz, to cię mu przedstawię - wyszczerzył się do Marca, po czym poszedł już na swoje stanowisko, by się przygotować do pracy. Pamiętał, by porozmawiać z szefem, ale zrobił to dopiero po zakończeniu dnia pracy. Wcześniej nie było ku temu czasu. Zmęczony powlókł się z Marciem na zajęcia, ciesząc się że ostatnie ma z Junem. Ustawił przed sobą zeszyt i położył się na ławce nieco przysypiając. Dopiero trzask zeszytu tuż obok jego ucha go rozbudził. Usiadł prosto i przetarł zmęczone oczy.
- Przepraszam - bąknął niezadowolony, że Jun zwraca na niego uwagę. - Mógłby pan powtórzyć pytanie? - zapytał zaraz wstając z miejsca.
Chłopak zwrócił swój wzrok w stronę prezentacji i chwilę się zastanowił, co by nie popełnić jakiegoś błędu. Wyobraził sobie Juna w pracy, po czym uśmiechnął się lekko.
- Brzuch da radę zszyć, choć będzie to trudne i tylko sprawny balsamista da radę to zrobić. Trzeba będzie zrekonstruować twarz dziewczyny, bo szwy mogłyby tu ją zniekształcić jeszcze bardziej. Myślę też, że... - chłopak zamrugał kilkakrotnie kiedy pociemniało mu przed oczyma i następne co pamiętał to zderzenie z podłogą, a przynajmniej wydawało mu się że tak było. stracił przytomność, ale Marc złapał go zanim chłopak uderzył o podłogę.
- Panie profesorze... nagły przypadek - rzucił szybko, układając Ryu na podłodze i unosząc mu nogi do góry tak jak tego wymagała pierwsza pomoc.
Ryu obudził się w szpitalnym łóżku z maską tlenową na buzi. Skrzywił się nieco i od razu zsunął maskę, ale lekarz go zatrzymał ponownie układając go na łóżku i poprawiając wszystko.
- Twój lekarz prowadzący ostrzegł mnie, że jesteś strasznie upierdliwym pacjentem, ale nie sądziłem że aż tak - oznajmił mężczyzna. - Nazywam się McKinnley i będę twoim opiekunem podczas twojego pobytu w USA - przedstawił się nie pozwalając chłopakowi dojść do głosu. - Chciałem ci pogratulować. Trafiłeś do szpitala w niecały tydzień po przybyciu. Twój organizm jest skrajnie wykończony, a serce do teraz ci biegnie - wskazał na maszynę monitorującą rytm jego serca. - Dzisiaj zostajesz tu na obserwacji i to nie ulega wątpliwości, a jutro będziesz mógł pójść do domu. Przez weekend zostajesz w swoim mieszkaniu, a twój chłopak tego dopilnuje - wyjaśnił mu plan działania. - To by było na tyle. Pan Mikami zaraz tu wróci. Poszedł tylko po kawę.
Ryu dłuższą chwilę przetrawiał słowa Juna, po czym potrząsnął przecząco głową. Nie zamierzał z niczego rezygnować, kiedy wreszcie zaczynał czuć że żyje.
- Rozmawiałem już z szefem, tylko że po zakończeniu pracy dziś. Szef powiedział, że będzie miał to na uwadze - wyjaśnił krótko. - Z biblioteki nie zrezygnuję... to nie jest wymagająca praca. Nie biegam w niej - naburmuszył się trochę. - Przepraszam za spanie na twoich zajęciach. Następnym razem postaram się mdleć na innych - obiecał mu zaraz wcale nie chcąc brzmieć sarkastycznie, choć wyszło jak wyszło.
- Powiedz, że zachowałeś się profesjonalnie i wysłałeś ze mną jakiegoś studenta... nie spanikowałeś, nie? - upewnił się mierząc go długim spojrzeniem, po czym westchnął ciężko. - Spanikowałeś... muszę zmienić zajęcia znaczy się - burknął, obracając się na drugi bok. - Pani w bibliotece wie od początku. Przestań już. Uważam na siebie. Chciałem tylko spróbować dobrze się bawić. Bez ograniczeń.
Ryu nie odpowiedział mu już, tylko zamknął mocno oczy, spokojnie oddychając parokrotnie.
- Nie musisz się tak zamartwiać. Nie pierwszy raz mdleje - zauważył w końcu, patrząc mu prosto w oczy. - Jedź już do domu. Ja zostaję na noc, musisz się wyspać. Jutro masz zajęcia.
- I pojedziemy zjeść dobrą kolację - uśmiechnął się do niego słabo i pomachał mu na dowidzenia, po czym okręcił się mocniej kołdrą zasypiając.
Ryu wtulił się w podusię i spał ze smakiem, budząc się dopiero pół godziny później. Usiadł wówczas na łóżku przecierając oczy dłonią i uśmiechnął się do Juna.
- Możemy iść? Co ci zdrajca nagadał? Poprosiłem go, żeby nic ci nie mówił, ale już go nie lubię. Wolę Aizawę - zauważył wzruszając ramionami.
- Wiem że mam odpoczywać - wywrócił oczyma. - Lepiej, już jestem gotowy - zapewnił go wstając i się ubierając. - Pojedziemy gdzieś na kolacje?
- Pizza brzmi świetnie - zgodził się ochoczo Ryu, po czym wszedł Junowi na plecy, wtulając się w niego. - Kocham cię.
- No dobrze, mnie pasuje - uśmiechnął się szerzej Ryu. - A przytulisz mnie też mocno?
- Dobrze, ale ty wybierasz jaki - uśmiechnął się do niego. - Ja pewnie zasnę w trakcie...
- Ale ja chcę... tylko... - ziewnął nieco. - Nie moglibyśmy go obejrzeć leżąc w łóżku? No bo jak mi się zaśnie to nie będziesz miał problemu...
- Tak i lampka winka? - zaproponował jeszcze, a kiedy już znaleźli się w domu poszedł od razu przebrać się w wygodny dresik. - Powiedziałem Marcowi że jesteś przyjacielem mojego brata i że wynajmujemy razem mieszkanie. Nie chciałem... no wiesz... narobić ci problemu.
- Więc zachowuj się na uczelni jak mój profesor a nie facet - pstryknął go palcami w nosek i położył się na kanapie, przykrywając się kołdrą.
- Pewnie bym się zmartwił - zgodził się. - Ale teraz musisz uważać i postąpić tak z każdym innym przypadkiem omdlenia - pokazał mu język. - Będę zazdrosny - dodał jeszcze. - Wiem że nie jest łatwe, ale oficjalnie dla ludzi, jesteś przyjacielem mojego brata. Możesz udawać, że jak nie będziesz taki grzeczny to cię zleje.
- Może, nie wiem... po prostu narobiłeś bigosu - zaśmiałsię lekko, po czym odetchnął głęboko. - Będę mdlał na innych zajęciach. Przepraszam, że cię nie słuchałem na nich... widziałem twoją minę.
- Nie zanudziłeś... byłem wykończony. Padłem kiedy zacząłeś prezentację, ale nie dlatego że nudziłeś... - ucałował go lekko. - Tylko... po prostu padłem - szepnął.
- Un kocham cię - ucałował go znów. - Mogę się dziś napić coli do pizzy? Mam ochotę na niezdrowy wieczór - przyznał ze śmiechem.
- Wiem, że nie muszę. Lubię pytać - uśmiechnął się szeroko, wtulając się w niego mocno. - Kocham cię.
- Nie wiem - Ryu zarumienił się trochę, po czym wstał i poszedł sobie po colę do lodówki. Przyniósł całą butelkę i dwie szklanki. - Jakoś tak... nie muszę mieć powodu prawda?
- Naleję - wywrócił oczyma, nalewając im coli, po czym podał szklankę Junowi, samemu częstując się pizzą. - Pycha.
Ryu po jednym kawałku pizzy wrócił na kanapę, kładąc się na niej i przymykając oczy. Odetchnął głęboko, wtulając się w poduszkę.
- co dzisiaj robiłeś na zajęciach?
- I jak im szło? Udało się? - zainteresował się upijając znów trochę coli.
- No, ale to ich pierwszy raz... będziee lepiej jak się za nich zabierzesz - chłopak sięgnął sobie po mniejszy kawałek pizzy i ze smakiem go zjadł, po czym odetchnął głęboko. - Mnie też by nie szło.
- Ale później. Troszkę kręci mi się w głowie jeszcze. Nie chcę teraz wstawać.
- Ne, Jun? A co jutro porobimy? Pójdziemy na jakiś spacer, czy cuś? Wycieczka? - zapytał go spokojnie, pijąc dalej swoją colę. Dolał sobie jej jeszcze. - Nie chcę całego dnia w domu spędzać...
Prześlij komentarz