- To może poszlibyśmy do kina jutro? Jak będę się dobrze czuł? Nie będzie wiele chodzenia - zauważył z uśmiechem, siadając i nalewając sobie jeszcze trochę coli.
- No to nie poczytam książki... - Ryu wziął laptopa i odpalił skypa, biorąc go na słuchawki. Niemal odd razu połączył się z bratem uśmiechając się do niego szeroko. - Co? Ni, wszystko gra. Żyję.
- Nie pomieszano. DOstałem te same co zwykle, nie było żadnej reakcji alergicznej. Nic mi nie jest no... jestem tylko trochę zmęczony, a mój nowy lekarz to gbur i cham... - wywrócił oczyma. - Nazwał mnie problematycznym pacjentem, a byłem tam pierwszy raz...
Naoki skinął lekko głową i uśmiechnął się szeroko. CHwilę nic nie mówił, jedynie słuchał szumu fal i śpiewających ptaków, a także spokojnego oddechu Hirokiego. Tak, zdecydowanie tego mu było trzeba.
- Nieprawda. Nie jestem - burknął Ryu. - To był pierwszy raz dopiero - wywrócił oczyma. - I tylko na jeden dzień byłem w szpitalu. Zazwyczaj trzymają mnie dłużej - dodał spokojnie. - A kiedy chcesz? Możesz wpadać kiedy chcesz.
- Okay - Ryu skinął głową i uśmiechnął się do Juna. - Ja umyję się zaraz po tobie - zapewnił go, po czym wyłączył komputer i zabrał się za czytanie, kiedy mężczyzna siedział w łazience.
- Skończę rodział i lecę się umyć - zapewnił go jeszcze chwilę czytając. Zamknął w końcu książkę i poszedł się umyć. Wziął szybki prysznic, po czym zakładając swój dres wrócił do salonu. - Śpimy.
Ryu obudził się na dźwięk telefonu Juna. Nieopacznie go odebrał, a kiedy usłyszał w nim głos dziekana, zmroziło go. - Dzień dobry panie Mikami. U nas na uczelni panuje tradycja, iż całą załogą wykładowczą schodzimy się dzisiaj do pana na imprezę powitalną. Normalnie nie informuje się o tym samego zainteresowanego, ale w związku z tym że mamy inne kultury postanowiłem dać panu chwilę na przygotowanie. Będziemy tam wszyscy o 5 po południu. Proszę się niczym nie martwić. Jedzenie i napoje przyniesiemy ze sobą. - Jun... mamy problem - jęknął Ryu, podając mu telefon, kiedy dziekan był w połowie.
- Uhm zadzwonię do Marca i się z nim umówię... może robi jakąś imprezę to tam spędzę noc - zaproponował po prostu wstając z łóżka i się nieco przeciągając. - No przecież nic nie poradzimy... to tradycja - ucalował go mocno. - Nic się nie martw.
- Nie chcę zostawać sam. Posiedzę sobie z boku na kanapie jak będą pili. Nie martw się. Nie wezmę ani łyczka - obiecał mu cicho, siadając mu na kolanach i mocno całując. - Nie martw się. Jak się źle poczuję napiszę ci esa.
- No to zbieramy się za sprzątanie i wybywam z domu po obiadku - ucałował go raz jeszcze wstając troszkę zbyt szybko. - Zrobię szybkie śniadanko - zdecydował zanim Jun zdołał się zorientować, że ten chwieje się trochę na nogach.
- Ale ja nie potrafię. Wolę myśleć o tobie w pierwszej kolejności i serce podpowiada mi, że nie mogę tu zostać. Nie ważne co sobie myślisz - usiadł do stołu i zaczął powoli zajadać się śniadankiem. - Pomogę ci posprzątać.
- Ja też sobie poradzę. Zaraz wyjdę i nie będziesz wiedział, gdzie idę. Jestem dorosły. Mogę o sobie decydować sam - zagroził mu trochę, po czym odetchnął głęboko. - Martwisz się o mnie tak samo jak ja o ciebie. Zrozum to. Nie masz martwienia na wyłączność.
- W tym rzecz, że traktujesz mnie jak dziecko i przestaje mi się to podobać. Każdemu mogło się zdarzyć omdlenie. Wyjaśniłem ci czemu tak się stało, a ty nadal jesteś bardziej jak ojciec niż chłopak - wyrzucił to z siebie, oddychając głęboko. Zamknął na moment oczy żeby się uspokoić. - Tak, wiem. Zawiniłem. Nie pierwszy raz i jestem chory. Prawda - fuknął. - Ale to nie powód by traktować mnie jak swoje dziecko... ja mam już ojca. Niezbyt dobrego, ale jednak i mi go nie zastąpisz. Nie tego od ciebie chcę. Chciałbym być po prostu twoim partnerem... dlatego tak nalegam na podzielność finansową, bo chociaż na tym obszarze mogę być ci równy, choć i tak tak nie jest. Bo ty najchętniej wszystko zwaliłbyś na siebie - powiedział to wszystko na jednym wydechu i teraz musiał odkaszlnąć. Skończył swoje śniadanie i posprzątał po posiłku. - Dziękuję, było smaczne - rzucił zgodnie z prawdą. - Idę się teraz zdrzemnąć, by dostosować się do zaleceń lekarza.
- Nie. Zdrowie jest ważne, ale dla mnie jest też parę innych spraw równie ważnych. Może byłoby lepiej gdybyśmy naprawdę mieszkali osobno. Wówczas musiałbym dbać o siebie samego pod każdym aspektem, a tak wyręczasz mnie niemal we wszystkim, a finanse to po prostu wisienka na torcie - wymamrotał cicho. - Dlatego nie, nie zgadzam się byś za mnie płacił.
- Ale żyję - zauważył szeptem, idąc już do sypialni, żeby się położyć. Naprawdę nie potrafił zrozumieć dlaczego się tak wścieka. Zatrzasnął za sobą drzwi i położyl się na łóżku. Dla niego to nie było nic nowego. CHoroba zawsze mu towarzyszyła.
Ryu przysnął na kilka chwil, a potem spakował się w mały plecak. - Będę u Marca - podał mu adres do chłopaka. - W razie wypadku zadzwonię i przyjadę taksówką - dodał spokojnie. - Do jutra, baw się dobrze.
Ryu przysnął na kilka chwil, a potem spakował się w mały plecak. - Będę u Marca - podał mu adres do chłopaka. - W razie wypadku zadzwonię i przyjadę taksówką - dodał spokojnie. - Do jutra, baw się dobrze.
Ryu spędził przyjemny wieczór w gronie kilkorga znajomych. Nie było mocnej popijawy, tylko kulturalna nasiadówa. On sam odpadł najwcześniej, a kiedy się obudził był okryty mocno kołdrą i leżał na kanapie. - Ugh sorry - westchnął siadając i patrząc na Marca, który właśnie nakładał mu jajka na bekon. - Ale za co ty mnie przepraszasz stary? Wszyscy wiedzą, żeś wyszedł dopiero z umieralni - pstryknął chłopaka w nos i podał mu talerz ze śniadaniem. - Nie znoszę szpitali... dla mnie to umieralnia - wzruszył ramionami. - Mhm... coś w tym jest - zgodził się z nim Ryu, rozmasowując swój nos, po czym zabrał się za jedzenie. - Ale tam spędzam połowę swojego życia... w tej twojej umieralni i jeszcze jakoś dycham.
[Ale to nie cytat ^^ z głowy pisane... i jakoś mi pasowało do nich]
Ryu nie odpisał mu do dwunastej, zwyczajnie zapodziewając telefon gdzieś pomiędzy fałdami kołdry. Kiedy o wreszcie odnalazł zbierał się już do domu, dziękując Marcowi za nocleg. "Będę za godzinę" odpisał Junowi postanawiając, że jednak się przespaceruje oddychając świeżym powietrzem.
[Trochę bardzo xD Bo Ryu dorasta, poznał więcej świata i zaczyna widzieć inną rzeczywistość poza małym Yukan... wszystko moja wina, wieeem xD]
"Wracam do domu spacerem" odpisał mu tylko, chowając już telefon. Przeciągnął się mocno, oddychając chłodnym powietrzem i uśmiechnął się szeroko, obserwując tętniące życiem miasto. Żałował tylko braku swojego apartatu.
Ryu dotarł do domu po godzince i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. - Tadaima - mruknął przynosząc chińskie makarony na obiad. - Jakbyło? NIe mogło być aż tak źle - rzucił spokojnie.
- No bo jesteś strasznie atrakcyjny - odparł szczerze Ryu, podając mu kubek z chińszczyzną i pałeczki. - Ja spedziłem miły wieczór. Pogadaliśmy o uczelni, poplotkowaliśmy o wykładowcach, oni trochę popili, ale było kulturalnie - uśmiechnął się, wyciągając swój telefon i pokazując mu parę zdjęć jakie sobie zrobili.
- Nie, tylko tyle że jesteś extremely hot i wszystkie laski na ciebie lecą. Jedna rzuciła mojego kumpla bo chce być z tobą - ucałował jego usta. - Jest na nią zły i trochę przygnębiony - wskazał odpowiedniego osobnika na zdjęciu.
- Jakoś tak wypadło - Ryu zaśmiał się lekko i rozpoczął wcinanie swojego makaronu. - Twoja seksowność to dla mnie codzienność - pokazał mu język. Jakby nie patrzeć ciągle go widział i tak się do tego przyzwyczaił, że czasem nie wiedział skąd ten zachwyt.
- To nie tak, że ja tego nie widzę. Widzę, tylko... jakoś tak nie wiem jak to wyjaśnić - wzruszył ramionami milknąc. Miał wrażenie, że zaraz znowu się pokłócą. Odetchnął głęboko. - Wychodzę na moment na balkon - poinformował go. Musiał zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie rozumiał tego co się z nim działo. Czemu wciąż i wciąż jest taki zirytowany.
Ryu oparł się o barierkę i zerknął w niebo oddychając tylko spokojnie. Założył słuchawki na uszy by odciąć się od wszystkiego. Westchnął cicho zastanawiając się co ze sobą począć i jak długo może być na dworze bez alarmowania niepotrzebnie zmartwionego Juna. Jakoś nie miał ochoty wracać do domu. - Kei? - połączył się z bratem na telefonie. - Ja chyba mam jakiś kryzys. Kompletnie nie wiem dlaczego... kiedy przyjedziesz?
[No mogę... jakoś zerwał się ze smyczy i żyje własnym życiem T^T ]
- Nic się nie stało - odparł uspokajając go trochę. - Po prostu jakoś tak... nie mam ochoty być teraz w domu z Junem... nie wiem czemu. Nic mi nie zrobił. Jest tak samo kochany jak zawsze, a ja... ja nie wiem. Irytuje mnie to wszystko. Coś jest ze mną nie tak - zagryzł lekko wargi.
[Tobie się to nigdy nie zdarza? xD Mnie często postacie się buntują...]
- Uhm... Kei? Ale ja go teraz ranię - mruknął cicho, patrząc przed siebie i ocierając łzy z oczu. - A nie chcę tego robić. Już nie wiem co zrobić. On ma inne potrzeby. Kompletnie inne.
- Kocham go, tylko powiedziałem mu dziś, że jego seksowność jest dla mnie już codziennością. Bo tak jest. Wiem niby czym się ludzie zachwycają, ale no on jest mój i śpię spokojnie i uhm nie muszę się chyba tak samo zachwycać nie? - mruknął cicho. - Po prostu przyjedź... proszę - usiadł na kafelkach.
- Uhm... ale on nie robi nic złego, więc go nie ochrzaniaj za nic, ok? To tylko ja... ja mam problem ze sobą - wymamrotał do słuchawki. - Uhm dziękuję i przepraszam ze dzwonię nad ranem... - westchnął ciężko. - Postaram się więcej tego nie robić.
- Uhm dzięki - Ryu uśmiechnął się lekko, po czym pożegnał z nim i wrócił do domu, bo zrobiło się nieco chłodniej. Przez chwilę nie wiedział co ze sobą zrobić, po czym w końcu przycupnął na kanapie obok Juna, zaciskając mocno szczękę. - Kocham cię - powiedział całkiem szczerze wciąż nieco ze sobą walcząc. - Nie jestem dobry w okazywaniu uczuć i w wypowiadaniu ich - mruknął zaraz. - Ale ja... nie zachwycam się tak jak inni, bo ja wiem że jesteś mój i wiem, że nikt mi cię nie ukradnie... no bo po prostu ci ufam. To źle? - zapytał go cicho. - Kei powiedział, że to nie jest źle... uhm jutro przyleci.
- Uhm przyleci - uśmiechnął się lekko chłopak, siadając wygodniej na kanapie i podciągając nogi pod kolana. Włączył jakiś program w TV i przeskoczył po parę kanałów, w końcu zatrzymując się na muzycznym.
- Ale wczoraj nie było takie złe. Nawet fajnie było - uśmiechnął się chłopak, wciągając na siebie bluzę i wychodząc z domu. Poczekał na niego przy windzie.
- Bardzo miło - uśmiechnął się szerzej. - Spodobało mi się. Było naprawdę kulturalnie i no chciałbym to powtórzyć - przyznal szczerze, wciskając się w jego pierś.
Keiowi trochę to zaszło, bo zatrzymał go wypadek staruszki. Straciła przytomnośc na pokładzie samolotu i Kei reanimował ją. Poczuwał się w obowiązku by zostać z nią do przyjazdu karetki, toteż wyszedł z bramki ostatni. Pokiwał Junowi i z wielkim uśmiechem podszedł do niego. - Jo! - przywitał się z nim, przerzucając swój plecak przez ramię. - Jak tam w tej Ameryce Ci idzie?
- Miałem i drugą... ale zgubili mi bagaż. Zostawiłem już na siebie namiary. Będą dzwonić jak się znajdzie - westchnął ciężko, po czym poczochrał się po głowie. - No to dobrze, że chociaż w pracy dobrze. Miałeś już okazję pozwiedzać miasto?
Kei skinął lekko głową. - Jeszcze z nim dobrze nie rozmawiałem, ale jestem pewien że się dogadacie. No wiesz, on dorasta i wchodzi w taki wiek... powinien już dawno to przejść, ale przez te jego szpitale trochę mu się zegar biologiczny przestawił - wysunął swoją hipotezę. - Ale jednego jestem pewien. Kocha cię całym swoim sercem.
- Mhm... porozmawiam z nim dzisiaj albo jutro. Wyjdę z nim gdzieś, spędzimy razem dzień i myślę, że się wszystko ułoży. Myślę, że on ma mętlik w głowie. Nie wie co zrobić. Jest dziwny wiem.
- No mętlik. Jest w nowym miejscu, nowa sytuacja, nowy dom, uczelnia, praktyki i na domiar wszystkiego chłopak i problemy sercowe - uśmiechnął się krzywo. - Pewnie go to wszystko trochę przerasta, ale jak z nim wczoraj rozmawiałem nie było aż tak tragicznie. Powiedział mi że cię kocha, ale nie umie tego wyrazić.
- Może obaj się trochę zmieniliście - zaproponował. - Może rzeczywiście trochę przesadzasz z matkowaniem mu, a on też trochę przesadza z odbiorem tego twojego matkowania? - zaproponował spokojnie. - No nic, nie będziemy tu przecież gdybać, co nie?
- Hej, ale ja cię nie oskarżam o nic... Ja tylko gdybałem - wyjaśnił spokojnie, przyglądając się mu uważnie. - Macie razem zajęcia? Myślałem, że fotografia ma neiwiele wspólnego z twoim zawodem - zauważył spokojnie, nieco zaskoczony. Czyżby Ryu zmienił zainteresowania?
- Poprosił mnie o przyjazd. Brzmiał na dość zdesperowanego - przyznał cicho. - Przestraszyłem się nieco - przyznał szczerze. - Nie zrozum mnie źle. Wiedziałem że nic mu nie zrobiłeś, ale to jednak mój mały braciszek...
- Wiem Jun. Cieszę się, że jeszcze z nim wytrzymujesz - szepnął Kei, a chwilę później zobaczył jak ciężarówka daje mocno po hamulcach. Uderzyła w nich z wielkim impetem. Ich samochod cofnęło tak, że został wgnieciony w mur. Poczuł blachę wgniatająca mu się w brzuch i zanim stracił przytomność zerknął na Juna. Nie było dobrze. Mężczyzna zamarł za kierownicą.
[A bo marudziłaś swego czasu, że nic się Junowi nie dzieje, ale nie chcę go na długo w szpitalu xD Niech tylko poczuje co to znaczy matkowanie xD]
Ryu czekał na nich oboje w domu wraz z kolacją, toteż gdy dostał wiadomość o wypadku, serce mu zamarło. Mógł stracić ich oboje. Nie zważając na swój stan zamknął drzwi i puścił się biegiem do pobliskiego szpitala. Dopadł do recepcji porządnie już sapiąc. Serce mu podchodziło do gardła. - Gdzie leży Jun Mikami i Kei Amakusa? - zapytał szybko, podtrzymując się blatu stołu by nie paść.
- Uhm dziękuję - chłopak podtrzymywał się trochę ściany. Dotarł do sali brata i usiadł na krześle obok niego, orientując się wcześniej że operacja Juna jeszcze potrwa ze 4 do 5 godzin. Musiał odczekać swoje, więc złapał brata za rękę. - Przepraszam to moja wina... przyjechałeś bo cię poprosiłem i o... leżysz w szpitalu - poczuł porządne ukłucie serca i skrzywił się z bólu.
- Uhm przestraszyłem się. Myślałem, że umrzecie... musiałem tu przyjść jak najszybciej - wyjaśnił Ryu, puszczając jego rękę i siadając na podłodze. Wsunął głowę między nogi ciężko oddychając. - To mi przejdzie. Nie pierwszy raz się zdarza... ale nic ci nie będzie, prawda? Kei-chan... nie może. Nie chcę cię stracić.
Ryu przeszedł do jego sali gdzieś nad ranem, kiedy już uspokoił się całkowicie i kolory wróciły mu na twarz. Usiadł przy Junie i złapał jego dłoń w obie swoje, intensywnie wpatrując się w jego twarz. - Kocham cię, wiesz? Może jestem upierdliwy i często się kłócimy, ale kocham cię. Bardzo... więc jak wrócisz do mnie to poczujesz żądło w tyłku. Pokażę ci jak bardzo mogę być upierdliwy. Jak bardzo mogę być jak twoja mama... zobaczysz co ja przechodzę non stop z tobą i zmienisz to... mam nadzieję - zacisnął lekko wargi. - Tylko do mnie wróć...
Ryu westchnął cicho, puszczając jego dłoń. Usiadł znów na podłodze, opierając się o szafkę i przymknął oczy, nieco zmęczony tym wszystkim i strasznie głodny. Uznał że musi się trochę przespać, bo inaczej nic z tego nie będzie.
- Jun? - Ryu został wyrwany z letargu i zaraz wstał, przytulając go lekko. - Już dobrze. Jesteś w szpitalu. Miałeś wypadek. Żyjesz... Ile palców widzisz? - pokazał mu 4 palce. - Kiedy masz urodziny? Kim jestem? - zadał mu kilka prostych pytań.
- Uhm więc z pamięcią chyba nie będzie problemów - Ryu odetchnął z ulgą i ucałował go w czoło. - Zawołam lekarza i zajrzę do Keia, a potem wrócę - obiecał mu idąc po lekarza.
- Kei jest na innej sali. Mieliście wypadek. Oberwałeś mocniej niż Kei - szepnął chłopak, łapiąc go mocniej za rękę. - Jemu nic nie będzie. Po prostu musi wypocząć. Jutro odłączą go od kabelków to do ciebie przyjedzie na wózku - obiecał mu.
- Ale nie masz za co - odparł spokojnie chłopak, po czym poczekał trochę i znów poszedł do brata. Padał już z nóg bo niespał całe dwa dni, ale wolał przy nich teraz czuwać.
- Przestań zachowywać się lekarz. Jesteś teraz pacjentem - przypomniał mu chłopak, siadając tuż obok niego i starając się brzmieć przekonująco. - Kiepsko. Ale obudził się i nie grozi mu nic... i pamięta wszystko... znaczy nie pamięta wypadku, ale wszystko inne tak.
- To posiedzę tutaj, a potem pójdę do Juna jeszcze - zdecydował chłopak, uśmiechając się do brata. - Kocham was... nie mogę was stracić. No i musisz ze mną iść na długi spacer. Pokażę ci gdzie studiuję i gdzie mam praktyki. Nie widziałeś też naszego mieszkania...
Ryu westchnął cicho, spoglądając na brata, a dobrą godzinę później przeniósł się do Juna i spędził tam całą noc, zmieniając mu okłady na rozpalone czoło. Nie zamierzał ich zostawiać ani na sekundę.
- Odpoczywam przy tobie. Przecież tylko sobie siedzę - chłopak uśmiechnął się do niego lekko i ucałował go w policzek. - Jesteś cały rozpalony - zmartwił się znów zmieniając mu okład.
Ryu pokręcił przecząco głową. Nie czuł już zmęczenia. Teraz chciał z nim spędzić czas nie martwiąc się o nic. - Przynieść ci coś? Kawę? Herbatę? Wodę? - zapytał spokojnie. - A może wolisz coś do poczytania? Mogę ci poczytać - zaoferował się.
- To dobrze, powinieneś dużo spać i odpoczywać - szepnął chłopak podając mu wodę i pomagając mu się napić, po czym zaczął mu cicho czytać książkę, którą ze sobą przyniósł.
- Mówiłem mu... osiem razy - Kei podjechał do łóżka Juna i wziął śpiącego Ryu na kolana, okrywając go lekko kocem. - Przynajmniej śpi... a ty już nie narzekaj. Jak nie przychodził było źle, jak siedzi cały czas jest jeszcze gorzej.
- Zabraniają... ale on się ugadał z tym swoim lekarzem... - wzruszył lekko ramionami Kei. - Poza tym bardzo cię kocha i wcale nie uważa cię za żałosnego - wywrócił oczyma mężczyzna, patrząc na śpiącego brata. - Wezmę go do siebie i położę do łóżka.
Kei wybuchnął cichym śmiechem, bo miał wrażenie jakby widział sytuację lustrzaną wcześniej. Z tymże to Ryu czuł się beznadziejnie i nie chciał by Jun go oglądał, a Jun i tak przychodził. Postanowił mu tego jednak nie mówić. Zabrał brata do siebie i położył go na swoim łóżku samemu kładąc się obok. Objął go lekko ramieniem, krzywiąc się gdy poczuł jego gorące czoło. Jednak Ryu obudził się niemal natychmiast. - Uhm... Jun? - zamrugał kilkakrotnie i napotkał wzrok Keia. - Uhm pójdę już do Juna.
- Nie zanidbuję się. Przecież jem... śniadanie... - wymamrotał jakoś nie mogąc sobie jednak przypomnieć kiedy je zjadł. Znów spróbował się podnieść, ale Kei był silniejszy, a jego wzrok strzelał piorunami. - Martwię się tylko...
- Naprawdę nie mogę tu z tobą zostać? - zapytał go cicho chłopak, mimo wszystko przytulając się do brata i zamykając oczy. - Chciałbym, żebyś już wyszedł ze szpitala. Ten dom jest straszny, kiedy nikogo tam nie ma...
- Uhm... jest strasznie - powtórzył wstając i wychodząc z jego sali, pogrążony w głębokiej depresji. Olał lekarza i wyszedł na zewnątrz. Długo szedł do domu, a jeszcze dłużej zastanawiał się nad otwarciem drzwi. W końcu to zrobił. Sprawdził każdy kąt mieszkania, po czym zabrał z sypialni poduszki i kołdrę i poszedł na kanapę, kładąc się na niej i zakrywając się całkiem kołdrą. - Idź sobie. Nie jesteś prawdziwy. To tylko moja paranoja. Kei i Jun niedługo wrócą. Ty znikniesz - zagryzł wargi starając się siebie przekonać, że ojca nie ma w tym mieszkaniu. Nie za wiele mu to dawało.
- Jun-chan? Kiedy wrócisz do domu? Wróć szybko... proszę, wróć - chłopak niby pamiętał o szpitalu ale pragnął tylko by jego chłopak przy nim był. Nic innego. - On tu jest, ja wiem... wiem że go nie ma, ale jest. Wszędzie gdzie spojrzę. Śmieje się ze mnie... i... wróć szybko.
- Powiedz Keiowi, że go nienawidzę - poprosił go cicho płacząc w słuchawkę i wyłączając się. Niby jak miał teraz spać. Zacisnął poduszę mocniej na głowę, ale nic nie pomagało.
- Nie mogę. Kei mi tego zabronił. Mam nie przychodzić do ciebie przez dwa dni - wymamrotał czując że przeżyje tu istne piekło. - Śpij już. Podobno sobie radzisz sam. Przepraszam że budziłem. Nic mi nie jest - wymamrotał, teraz już na amen wyłączając telefon. Wstał wówczas i ciągnąc za sobą kołdrę i poduszkę poszedł na taras. Ułożył się delikatnie na fotelu, okrywając mocno kołdrą. - Tu nie wejdziesz...
Ryu przyszedł do szpitala dwa dni później cały roztrzęsiony. Nie poszedł jednak odwiedzić Juna, by go nie martwić. Poszedł do Keia. - Kei-chan...on tam ze mną jest cały czas - zacisnął mocno wargi. - Wiem, że to niemożliwe, ale jest... znika tylko jak się skaleczę - bąknął, pokazując mu obandażowane przedramię. - Nie mogę być sam... nie mogę - zatrząsł się lekko. - Myślałem że potrafię ale nie...
- Chciałem sobie poradzić, ale... to jest silniejsze Kei-chan. Jak ja mam się go pozbyć? - zapytał go szeptem, wtulając się w niego mocno, bo nie miał już w tej chwili żadnej siły. - Mogę się tu przespać? - zapytał go zaraz, bo teraz to już zwyczajnie padał na twarz i ledwie co mógł na niego patrzeć.
- A może to być twoja sala? - zapytał go Ryu. - Juna będę odwiedzał, ale on mnie nie chciał 24 na dobę - zauważył ciężko wzdychając. - Ne, Kei-chan? Pójdę kupić coś do jedzenia... też chcesz?
- Uhm... - Ryu skinął lekko głową i złapał wózek brata pchając go do przodu. - Myślisz, że powinienem pobyć sam? No bo jak jestem z Junem, tobą czy kimkolwiek... to taty ze mną nie ma. Pojawia się gdy jestem zupełnie sam... czemu? Czemu nie mogę tego przejść?
- Ale jak jestem sam w szpitalu to go nie ma... bo odwiedzał mnie sporadycznie... uhm Kei-chan? A kiedy będę wiedział, że to już? Skoro... nigdy nie zostanę sam? - zapytał go cicho, wchodząc z nim do windy.
- Uhm może... martwi mnie to... ale nie mów Junowi. Powiem, że wszystko było ok po jego telefonie - uśmiechnął się lekko po czym wybrał sobie kawę i bułkę.
Ryu pokręcił przecząco głową. - Jak on się dowie, to znów będzie mi matkował za bardzo. Będzie chciał wszędzie ze mną łazić i nie da mi żyć - wymamrotał. - Ja rozumiem... rozumiem to że się martwi, ale chcę normalnie żyć... to źle?
- Uhm ale pierwszy raz mi się zdarzyło - szepnął wypychając brata z windy i prowadząc go do kawiarenki i zamawiając dwie kawy. Zapłacił za nie i wraz ze swoim jedzonkiem usiadł na miękkim fotelu. - Bo jak jestem sam... ale wiem że Jun wróci...to tego nie było. Naprawdę.
- Może - zgodził się cicho, wpatrując się w swoją kawę. - Przepraszam... bałem się. Ja nie wiem jak z tym walczyć - zacisnął lekko wargi, upijając kawę i zjadając trochę słodkiej bułki. - Jest pyszna - uśmiechnął się lekko. - Chcesz też?
- Ale Jun jest już zniecierpliwiony - wymamrotał. - Chciałby już seksu, ale ja... nie brak mi tego. Mam blokadę... - szepnął. - On wie i czeka, ale wiem że już nie długo...
- Ale ja nie chcę by czekał w nieskończoność - wydusił z siebie chłopak. - Chciałem przyspieszyć, starałem się, ale potem zobaczyłem tatę i... wszystko poszło w diabli... - szybko otarł łzy i odetchnął głęboko, po czym uśmiechnął się do niego. - Jestem głupi i już.
- Uhm ale Jun miał gorzej w życiu i uhm chyba nas porównuje i... nie chcę być taki okropny - westchnął ciężko, uderzając lekko głową w stół. - Beznadzieja. Mogłem się nie rodzić... byłoby łatwiej wszystkim.
- Sam dam radę tak dojść - wywrócił oczyma Ryu. - Jedź już na rehabilitację. Stąd masz bliżej - zauważył, po czym poszedł na drugie piętro i zapukał do sali Juna. - Można? - zapytał go wchodząc do środka.
- Ja poprosiłem lekarza o zwolnienie. Ale za tydzień już pójdę na uczelnię - zapewnił go z delikatnym uśmiechem. - Nie martw się. Będzie dobrze - ucałował jego usta. - Ale czujesz nogi prawda?
- No właśnie i jeszcze wystąpimy o kasiorkę z ubezpieczenia twojego. Trzeba łapać takie rzeczy - uśmiechnął się do niego, zaraz jednak zabierając rękę i odsuwając się od niego. - Nic mi nie jest - zacisnął lekko wargi. - Ja tylko... nie mogłem się go pozbyć i niechcący zauważyłem, że jak się zranię to on odchodzi - wyjaśnił szeptem. - Nie było go wtedy ze mną - wymamrotał. - Ale już jest ok. Ja będę spał u Keia w sali. Na dodatkowym łóżku.
- Uhm nie wiem czemu on się pojawił - Ryu zsunął buty i delikatnie wsunął mu się do łóżka. - Ale byłem sam w domu i nie przychodziłeś. Wiedziałem że nie przyjdziesz... tak strasznie się go bałem. Nie mogłem spać ani jeść... - szepnął, wtulając się w niego lekko. - Przepraszam.
- Nie chciałem cię martwić... i nie chcę też żebyś teraz był wszędzie gdzie ja... bo ja uhm chcę być samodzielny - wyjaśnił mu cicho. - Kocham cię i cieszę się, że mnie wspierasz... tylko nie wspieraj mnie zbyt bardzo...
- Kocham cię - szepnął mu i ucałował w brodę, a potem wyszedł z jego łóżka by miał więcej miejsca. Usiadł tuż obok niego znów łapiąc go za rękę. - Zjadłem już słodką bułkę - zapewnił go.
- Dbam o siebie... dbam, tylko miałem słabsze dni - wymamrotał, chwilę trzymając go za rękę, po czym puszczając go i biorąc sobie trochę wody. - Chcesz też?
- Un jasne - Ryu sięgnął po książkę i zaczął czytać. Skończył dopiero kiedy zauważył, że Jun już śpi. Wówczas poszedł do sali Keia i położył się na wolnym łóżku przysypiając troche.
- Hej - Ryu ucałował go lekko w usta. - Pójdziemy na kawę? Nie jadłem obiadu jeszcze, może zjemy tu coś razem? - zaproponował prowadząc Juna do kawiarenki szpitalnej, która o dziwo miała całkiem niezłe jedzonko. - Muszę ci się pochwalić - podał mu kolorowy magazyn. - Znjadziesz w nim moje zdjęcia - uśmiechnął się szeroko.
- Dobrze. To jutro przyniosę ci pyszną tortillę mojej roboty. Robimy sobie na kolację dziś z Keiem, zrobię więcej i przyniosę ci ją jutro dobrze? - zaproponował. - Od razu będziesz miał więcej apetytu - dodał wesoło. - Jeszcze nie pozwiedzaliśmy, Kei trochę pracuje, pomaga swojemu zespołowi w trudnych do zdiagnozowania przypadkach - wyjaśnił. - Powiedział że zostaje z nami dwa miesiące. Ne... a przyszło coś do ciebie - podał mu kopertę i zarumienił się. - Przepraszam, otworzyłem bo myślałem, że to coś pilnego... proponują ci przedłużenie kontraktu.
- Un, ale może przedłuże pobyt. Przecież rok, czy dwa... to nie jest duża różnica - uśmiechnął się lekko. - Uhm jasne, nagadam... ale nie będzie ci przeszkadzało że tyle z nami mieszka? - zapytał go cicho.
- Uhm nie śpi - uśmiechnął się lekko, po czym wzruszył ramionami. - Nie wiem Jun-chan. Krótko jesteśmy... powiem ci za dwa trzy miesiące - ucałował go lekko i podał mu tosty, a sobie wziął zapiekankę.
- ROzumiem... znaczy będę miał więcej czasu z bratem - uśmiechnął się szeroko. - W piątek mnie nie będzie i w sobotkę też nie - poinformował go. - W piątek mam długie praktyki, a w sobotę po pracy idę z Keiem pozwiedzać miasto trochę.
- Pewnie, że możesz zadzwonić - uśmiechnął się delikatnie. - Przecież od tego mamy telefony - wywrócił oczyma i zaśmiał się lekko. - Tylko ci mówię, żebyś wiedział - dodał zaraz.
[Mam, ale na drugim kompie, którego aktualnie nie używam... ]
[nie pamiętam go dobrze, ale chyba jest - mara_jade89 - sprawdzę później i Ci powiem. Po prostu używam tego komputera od czasu do czasu jak jestem w domku :) Mam też fejsa]
- Jutro jeszcze będę tylko potem nie wpadnę. Znaczy pewnie znalazłbym czas, ale kazałeś mi się sobą zajmować, więc wytyczam sobie 6 godzin snu codziennie - wyszczerzył się do niego.
- Okay, ale i tak uważam że głupio robisz - wymamrotał nie dając za wygraną. - I nie przekonasz mnie. Ja ciebie też nie, wiem to, ale trudno. Życie. Zacznę łamać przepisy. Masz to jak w banku. Nie jestem dobrym chłopcem - westchnął ciężko, czesząc palcami swoje włosy.
- Nie będę, bo mam napięty program. Siedzę do późna nad zajęciami - wyjaśnił spokojnie. - 6 godzin, a w weekendy śpię 7 do 8. Nie potrafię dłużej - westchnął. - O i zobacz - pokazał mu swoją rękę. - Ładnie się goi... ale będzie blizn trochę - wymamrotał. - Oj tak! Razem się kąpaliśmy z lampką wina. Było przyjemnie.
- Wrócisz to posiedzimy tam we troje, a potem we dwoje - obiecał mu, całując go lekko. - Wiem, że dojdą... ten facet na zastępstwie jest tragiczny - westchnął przeciągle. - Nikt go nie słucha.
[Martyna Ślebioda, 25 lat (26 już niedługo), Toruń - i "Zaklinaczka Kolei" jeśli spojrzysz na stronę główną ^^"]
- Ostatnio szyliśmy rękę trupa - odparł cicho. - Część osób wybiegła z płaczem, bo facet ich ochrzanił że źle to robią. Nawet nie pokazał jak szyć... nie podał żadnej teorii. Nie pokazał na przykładzie a potem nie dawał zaliczenia. No i nie było rękawiczek. Trochę się bałem, bo przecież mam rękę w kawałkach i mogło się wdać zakażenie, ale udało się. Dostałem 4... ale nie lubię jego zajęć. Choć z tobą pewnie by mi się podobało szycie - uśmiechnął się lekko.
- Nic nie mieliśmy - pokręcił przecząco głową. - Ale część osób się zniechęciła i atmosfera nie jest już fajna - westchnął cicho. - Pyta z rzeczy, których nie omawiał. Przez to mam pare dwój już - wzruszył ramionami. - Chyba nie zaliczę twojego przedmiotu - zaśmiał się.
- Ale to nie tak, że oni się nie starają. Starają się. W bibliotece siedzą i uczą się wszystkiego, ale on zadaje jakieś pytania z kosmosu. Na przykład jakiej substancji używać do konserwacji ciała... wyłożyłem się na tym pytaniu. Nie mam pojęcia... bo przecież nigdy nikt nam tego nie powiedział - wymamrotał. - Pamiętam że miałeś parę buteleczek, ale nie zwróciłem uwagi na nazwy...
- Wiem, wiem... tylko mówię jak jest - ucałował go znowu. - Będę dzisiaj już szedł - zerknął na zegarek i mocno go przytulił po czym poszedł do domu.
~.~
W następną środę znowu spotkał Juna na wózku i ucałował go w policzek. - Coś słabo się dziś czuję - przyznał mu, czując lekkie zawroty głowy. Usiadł mu na kolanach bez ostrzeżenia. Zwyczajnie już nie wytrzymał na chwiejnych nogach. - Dzisiaj wyszedłem z twoich zajęć... bo obryzgała mnie krew - wskazał plamę na koszulce. - Nie wrócę tam - wymamrotał, oddychając głęboko. - Przyniosłem ci parę naleśników.
- Mogę tak chwilę posiedzieć? - zapytał go Ryu, wracając mu na kolana i przytulając się do jego piersi. - Naprawdę trochę mi słabo. Potrzebuję chwili by dojść do siebie - nabrał kilka głębokich oddechów. - Wyszedłem w połowie. Bałem się trochę, bo widziałem jak Tomo-chan... jak jemu się coś stało jak się skaleczył. A ja przecież... mam słabą odporność.
- Moja koleżanka trafiła do szpitala dzisiaj. Właśnie po zajęciach. Tutaj gdzieś jest. Coś się tam jej stało - wyjaśnił pozwalając mu prowadzić wózek. Wciąż trzymał zamknięte oczy odpoczywając. - Przyniosłem ci naleśniki. Zjemy razem? Kupimy tylko coś do picia? - zaproponował.
- Uhm ale byliśmy w dziekanacie, ale dziekan nie ma pojęcia z czym się je twoje zajęcia... i uznał że opowiadamy głupoty - uśmiechnął się lekko zadowolony z jego odpowiedzi. - Ty dzisiaj stawiasz mi kawę.
- Wiem i rozumiem kochanie. Przynosze ci dlatego co i rusz jakiś smakołyk - ukroił sobie naleśnika i popił kawy. - Zostanę - obiecał też. Nie chciał iść w takim stanie. - Dzisiaj mam wolne, bo mój szef jest na wyjeździe.
- Pomyślałem żeby zaprosić ich w okolicach świąt... spędzilibyśmy je we czworo. No wiesz, najpierw sami 24 grudnia a potem mogliby przyjechać tak 26 czy coś. Bo wtedy są wolne dni na uczelni w Japonii też - uśmiechnął się lekko.
- Byłoby fajnie - przyznał z uśmiechem. - Spędzimy takie fajne, wesołe święta - dodał zaraz, po czym skrzywił się lekko. - Pójdę chyba do mojego lekarza skoro tu jestem - szepnął. - Troszkę kłuje mnie serducho. Ale to potem - machnął ręką. - Jak ci idzie na rehabilitacji?
- Dobrze - zgodził się chłopak, po czym usiadł Junowi na kolanach, pozwalając mu kierować do gabinetu lekarza. - Sam wejdę, ok? - upewnił się tylko i wszedł do gabinetu. - Dzień dobry - przywitał się z nim siadając na stołku. - Strasznie kłuje mnie w piersi. Serce skacze jak oszalałe - wyjaśnił z czym przychodzi.
Ryu wyszedł do niego z nowym pudełkiem leków, po czym usiadł mu na kolanach. - Wszystko w normie. Mam po prostu słabszy dzień - uśmiechnął się szeroko.
- Kochanie, wiem jak sobie radzić z moją chorobą, a poza tym mam teraz w domu osobistego lekarza. Myślę że dobrze sobie z nią poradzę - ucałował go w policzek schodząc mu z kolan kiedy dotarli do sali rehabilitacyjnej.
- Wiem, wiem - uśmiechnął się lekko, po czym stanął po drugiej stronie drabinek i kiedy Jun do niego dotarł ucałował go mocno w usta w nagrodę i poszedł z powrotem, czekając na niego od nowa.
- Ależ nie ma za co - Ryu ucałował go raz jeszcze, nieco mocniej. - Ne, spróbujesz jeszcze raz? - zapytał go widząc jak trzęsą mu się nogi. - Ale spokojnie i powoli.
Ryu szczerze go dopingował i choć Jun miał trochę problemów, musiał parę razy przystanąc, nabrać głębokich oddechów w końcu dotarł do końca. Chłopak podsunął mu wózek i pomógł usiąść samemu ładując mu się na kolana i teraz całując go już namiętnie i długo. - Jestem z ciebie dumny. Zrobiłeś dzisiaj 50 metrów o własnych siłach - uśmiechnął się szeroko. - To już dużo! To już 20 razy do łazienki i z powrotem od naszej sypialni - puścił do niego oczko.
Ryu wrócił do domu i wtulił się w brata. - Dzisiaj nie pójdziemy nigdzie - oznajmił mu. - Źle się czuję, ale już jestem zbadany i mam leki - uśmiechnął się do niego. - Jutro będę jak nowo narodzony - obiecał mu.
- W porządku. Robi postępy na rehabilitacji. Dzisiaj przeszedł trzy długości - uśmiechnął się, kładąc do łóżka i okrywając kołdrą. - Uhm martwię się trochę o niego.
- No bo nie chcę żeby mu się pogorszyło - szepnął okrywając się kołdrą po sam nos. - Czuję się lepiej teraz, kiedy uhm mmogę bardziej decydować o sobie... bo on mi nie matkuje. Ale nie chcę go skrzywdzić i mu tego mówić... bo źle to odbierze, na pewno.
- Martwi się, ja wiem że się martwi... powtarza mi ciągle że mam o siebie dbać. Jak się słabo poczułem od razu do lekarza chciał mnie wieść - wymamrotał. - Ale no uhm nie martwi się 24 na dobę, znaczy ja tego nie odczuwam...
- Wiem, ale martwienie to jedno, a mówienie konkretnie co masz zrobić co chwila to drugie - wymamrotał. - To tak jakbym ci zaczął ciągle mówić "to połóż się, musisz odpocząć" a potem "zjedz coś" i jak nie chcę czegoś zrobić to robi taką smutną minę że i tak to robię, wbrew sobie - wywrócił oczyma. - No i ty mieszkałeś trochę czasu sam bez swojej żony, ja nie mogę tego robić. Mieszkałem na studiach, ile? Pół roku. Strasznie dużo.
- Ale ja wiem, kiedy powinienem się położyć a kiedy mogę trochę dłużej wytrzymać - mruknął niezadowolony. - No i jak tak ma być zawsze to ja już bym wolał, żeby on ne pamiętał że jestem chory.
Ryu westchnął cicho, chowając się pod kołdrą. - Nie chcę już czekać - odparł szczerze. - Chce być trochę egoistą... - dodał zaraz. - Kei-chan... schudłem przez miesiąc 6 kg - mruknął patrząc mu prosto w oczy. - Jem normalnie, nawet więcej niż zwykle i schudłem. Myślisz że to normalne?
- Jutro nie... pójdę potem - obiecał mu. - W środę będę miał trochę czasu to pójdę na badania - dodał wyznaczając konkretny termin. Po prostu nie chciał psuć im dwóch dni jakimiś tam badaniami.
Ryu obudził się rano i zrobił królewskie śniadanie dla siebie i brata, po czym poszedł pod prysznic i kiedy wrócił przywitął się z Keiem uśmiechem. - Dzień dobry.
[Nie wiem jeszcze, jeszcze nie zdecydowałam. W którymś momencie na pewno, ale moze jeszcze nie teraz xD]
- Ktoś musiał. Inaczej byśmy nie przeżyli - zażartował chłopak. - Poza tym tata... - na moment ugryzł się w język. - Tata mówił, że gotuję jak mama... był wtedy ze mnie zadowolony - uśmiechnął się krzywo.
- Cieszę się - przyznał mu chłopak z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Bardzo się cieszę... mogę wtedy zrobić to co chcę, ale czasem jak nabrudzi w kuchni to mi żyłka pęka...
- Nie - potrząsnął przecząco głową. - To nie jest jakaś tam cecha, która szczególnie mnie denerwuje... to po prostu takie moje zboczenie. Bo potem wchodze do kuchni i przez pół godziny szukam... bo nic nie leży na swoim miejscu. Przyzwyczaiłem się, że kuchnia jest tylko moim miejscem i teraz się odzwyczajam.
Kei wszedł do niego do sali z wielkim uśmiechem. - Yo - przywitał się z nim, zakładając mu czapkę na głowę i owijając szyję szalikiem. Tak po prostu, trochę dla jaj. - Ryu przedłużyło się na praktykach więc spacerkiem pójdziemy po niego. On ma samochód, więc taki mamy plan - uśmiechnął się lekko.
- No właśnie... jakoś - Kei westchnął ciężko, po czym wzruszył ramionami. - Hormony w nim skaczą jak nienaturalne, schudł 6 kg w ostatnim miesiącu - dodał wzdychając ciężko. - Tylko nie wydaj się, że wiesz. Mówię ci to bo nie wiem czy poszedł z tym do lekarza. Obiecał, że pójdzie ale cholera wie - wywrócił oczyma. - Dzisiaj na kolację jest curry - uśmiechnął się. - Ryu zrobił, powiedział że je lubisz i że będą robione tak jak lubisz - poprowadził go pod miejsce pracy Ryu i usiadł na ławce czekając na chłopaka. - Napisał, że będzie za 10 minut. Kończą właśnie ostatnią sesję.
- Może być wiele powodów. Jednym z nich może być stres, bo on je normalnie. Znaczy no jak królik, ale trochę częściej niż kiedy byliśmy w Japonii. Więc je więcej - odparł cicho. - Innym może być kolejna fala białaczki, ale właśnie dlatego prosiłem go by zrobił badania - wyjaśnił. - Sam tego nie sprawdzę. Nie mam sprzętu - westchnął, po czym pokiwał do wychodzącego z budynku Ryu. Chłopak miał na sobie czarny płaszcz i owinął szyję czerwonym szalem. Upychał własnie aparat do torby, a kiedy zobaczył Juna rozpromienił się mocno. - Hej - przywitał się z nim, całując go lekko w usta. - Dobrze cię widzieć na zewnątrz - odnalazł kluczyki w spodniach. - Ja dzisiaj prowadzę.
- Curry, a na deser czekolada na gorąco z gałką lodów w środku - dodał jeszcze pomagając Junowi wsiąść do auta, a kiedy Kei usiadł z tyłu ruszył do domu. - Jakieś specjalne życzenia? Gdzieś chcecie stanąć?
- Ale ja mam jedno - odparł szczerze Kei. - Wstąpmy do supermarketu - poprosił. - Nasza lodówka jest pusta... - Nie jest, zrobiłem zakupyu jak miałem przerwę. Są w bagażniku - uśmiechnął się Ryu. - Jest wszystko co potrzebne na parę dni. Trzeba tylko wejść do piekarni po świeży chlebek, ale piekarnię mamy pod domem.
- Lekarze szprycują ją różnymi lekami, ale póki co nie mogą odnaleźć rozwiązania - wyjaśnił, zaciskając nieco mocniej dłonie na kierownicy. - Idę ją odwiedzić w poniedziałek po zajęciach - uśmiechnął się lekko.
Ryu skinął lekko głową, stawiając mu zakupy na kolanach. - Możesz - odparł cicho, po czym uśmiechnął się do niego lekko. Kiedy winda przybiła do ich piętra wyprowadził z niej Juna i zsunął zaraz buty wchodząc do środka. - Zrobię obiad.
Kei pomógł z resztą, a potem RYu wygonił ich z kuchni miotłą, twierdząc że tylko mu plątają się pod nogami. Kei zaśmiał się cicho i wyprowadził Juna zanim i ten oberwał miotłą. - Chodź, chodź. Jego królestwo wystarczająco zabrudziliśmy - zaśmiał się, siadając na kanapie dość wygodnie.
- Mieszkanko jest niezwykle przytulnie, jakuzzi wspaniałe i pozwalające się odprężyć. Natomiast wasze łóżko nieco za miękkie. Wolę kanapę - przyznał szczerze. - Ja też ją wolę! - krzyknął Ryu z kuchni. - Albo podłogę - dodał jeszcze wesoło. - Ale jak jestem padnięty wszystko mi jedno - zakończył już im się nie wtrącając do rozmowy.
- Oczywiście że wchodzę - wywrócił oczyma Kei. - Wejdę jeszcze przed wami - pokazał mu język, a potem się umyję i pójdę poskajpować z moją lubą - dodał z uśmiechem.
- Nie przepraszaj - Kei machnął tylko ręką. - Nic mi się nie stało... miałem połamanych kilka żeber. Wciąz się zrastają, ale poza tym jestem zdrów jak ryba. Każdemu mogło się stać - uśmiechnął się do niego, a chwilę później Ryu przyniósł im potężne porcje curry, sobie rezerwując najmniejszą. - Smacznego.
- Cieszę się, że ci smakuje - wyszczerzył się do niego Ryu nieco rozpromieniony, samemu też jedząc ze swojej miseczki. - Mhm nawet niezłe wyszło - przyznał mu szczerze.
- Może dlatego masz taki sentyment do tego? - zaproponował z uśmiechem Ryu, jedząc dalej i biorąc kawałek chleba by wysprzątać miseczkę, kiedy curry mu się skończyło. - Zostanie jeszcze na jutro, bo za dużo zrobiłem - przeprosił ich.
Kiedy Ryu do niego wrócił, usiadł mu na kolanach i przytulił się lekko, chowając głowę w zagłębienie jego szyi i zamykając na trochę oczy. - Dzisiaj miałem ciężki dzień - powiedział mu cicho, widząc jak Kei idzie do jakuzzi, by wziąć relaksująca kąpiel na koniec dnia. - Szef mnie ochrzanił parę razy, bo popełniłem parę karygodnych błędów - westchnął. - Ale potem powiedział, że już wszystko gra i mam się nie przejmować... bo każdemu zdarza się słabszy dzień.
- No tak, ale nie powinno ich być aż tak dużo... przeze mnie musieliśmy przedłużyć pracę - zagryzł nieco wargę i odetchnął głęboko. - Uhm wiem, że to się zdarza, ale wszystko mi z rąk leciało...
- No wiem, wiem... - szepnął odsuwając się od niego. - Byłem u lekarza wiesz? - zapytał go retorycznie. - No bo się trochę martwię, bo schudłem dużo - wyjaśnił. - Ale nie ma jeszcze wyników badań. Lekarz kazał mi się obserwować.
- Coś tam mówił - odparł spokojnie. - Ale póki nie znam wyników zachowam to dla siebie, ok? - odetchnął głęboko. - Powiem ci jak je dostanę - obiecał, całując go lekko w usta. Cieszył się, że udało mu się odważyć, by tyle powiedzieć Junowi. W końcu mógł to wszystko zachować dla siebie.
- Robię - odparł spokojnie Ryu wstając wreszcie z jego kolan. - Pójdę się przebrać. Niewygodnie mi w jeansach - uśmiechnął się szerzej. - Zobaczysz moje zdjęcia? - podał mu swojego laptopa. - W folderze z wczorajszą datą - poradził mu. - Wybierz te najlepsze, proszę!
Ryu wrócił po kwadransie, całkiem odświeżony i przebrany. Usiadł na kanapie z mangą jeszcze na moment. Potrzebował chwili tylko dla siebie, bo przecież Jun miał trochę zdjęć do przejrzenia.
- Dziękuję - Ryu odłożył mangę na bok i odebrał od niego laptopa. - Teraz musze wybrać trzy i skończyć wydanie wydziałowej gazety - uśmiechnął się lekko, zakładając okulary na nos. - Za godzinkę będę miał fajrant.
- Um to dobrze - uśmiechnął się do niego, pracując nad swoimi zdjęciami i odpowiednio je opisując. W końcu miał gotowy efekt końcowy. Odetchnął głęboko, zsuwając okulary i masując sobie skronie. Ziewnął nieco.
- Już, już... uhm ok - Ryu otworzył odpowiedni plik, pokazując mu wydanie czekające do druku. - Zastępuję redaktora naczelnego na razie... jak wróci mogę wrócić do moich zdjęć - uśmiechnął się lekko.
- Nom, będzie można w CV wpisać - uśmiechnął się szeroko, zapisując plik i wysyłając go jeszcze sobie na maila, po czym schował laptopa do swojej torby, przygotowanej na kolejny dzień zmagań. Zaczynał twierdzić, że nosi więcej toreb niż nie jedna laska. Laptop plus jeden zeszyt a do tego torba z aparatem. Czasem dochodziła do tego dodatkowa torba ze statywem. Żyć nie umierać. - To pójdę się umyć i widzimy się w jakuzzi? - zapytał go spokojnie.
- To ja wtedy zrobię kawę mrożoną, którą wypijemy w jakuzzi, okay? - zaproponował z uśmiechem i ucałował jego usta, po czym poszedł pod prysznic, a Kei pojawił się znów w salonie. Tym razem to on miał laptopa.
1 115 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 201 – 400 z 1115 Nowsze› Najnowsze»- To może poszlibyśmy do kina jutro? Jak będę się dobrze czuł? Nie będzie wiele chodzenia - zauważył z uśmiechem, siadając i nalewając sobie jeszcze trochę coli.
- No to jutro kino i dobra kolacja w drodze do domu - uśmiechnął się lekko i przytulił do niego.
- Czyli krótko, bo ja nie lubię aż tak długo spać - roześmiał się serdecznie, całując go lekko w usta. - Przytulisz mnie tak mocno?
- To sobie pośpisz, a ja poczytam książkę albo popracuję nad zdjęciami, albo pooglądam telewizję - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Wiem - Ryu ucałował go w nosek i odsunął się od niego. - Mogę trochę poczytać książki, czy będziesz zły?
- No to nie poczytam książki... - Ryu wziął laptopa i odpalił skypa, biorąc go na słuchawki. Niemal odd razu połączył się z bratem uśmiechając się do niego szeroko. - Co? Ni, wszystko gra. Żyję.
- Nie pomieszano. DOstałem te same co zwykle, nie było żadnej reakcji alergicznej. Nic mi nie jest no... jestem tylko trochę zmęczony, a mój nowy lekarz to gbur i cham... - wywrócił oczyma. - Nazwał mnie problematycznym pacjentem, a byłem tam pierwszy raz...
Naoki skinął lekko głową i uśmiechnął się szeroko. CHwilę nic nie mówił, jedynie słuchał szumu fal i śpiewających ptaków, a także spokojnego oddechu Hirokiego. Tak, zdecydowanie tego mu było trzeba.
- Nieprawda. Nie jestem - burknął Ryu. - To był pierwszy raz dopiero - wywrócił oczyma. - I tylko na jeden dzień byłem w szpitalu. Zazwyczaj trzymają mnie dłużej - dodał spokojnie. - A kiedy chcesz? Możesz wpadać kiedy chcesz.
- Okay - Ryu skinął głową i uśmiechnął się do Juna. - Ja umyję się zaraz po tobie - zapewnił go, po czym wyłączył komputer i zabrał się za czytanie, kiedy mężczyzna siedział w łazience.
- Skończę rodział i lecę się umyć - zapewnił go jeszcze chwilę czytając. Zamknął w końcu książkę i poszedł się umyć. Wziął szybki prysznic, po czym zakładając swój dres wrócił do salonu. - Śpimy.
- Uhm okay - Ryu położył się obok niego, po chwili wpadając mu w ramiona. Zamknął oczy i zasnął.
Ryu obudził się na dźwięk telefonu Juna. Nieopacznie go odebrał, a kiedy usłyszał w nim głos dziekana, zmroziło go.
- Dzień dobry panie Mikami. U nas na uczelni panuje tradycja, iż całą załogą wykładowczą schodzimy się dzisiaj do pana na imprezę powitalną. Normalnie nie informuje się o tym samego zainteresowanego, ale w związku z tym że mamy inne kultury postanowiłem dać panu chwilę na przygotowanie. Będziemy tam wszyscy o 5 po południu. Proszę się niczym nie martwić. Jedzenie i napoje przyniesiemy ze sobą.
- Jun... mamy problem - jęknął Ryu, podając mu telefon, kiedy dziekan był w połowie.
- Uhm zadzwonię do Marca i się z nim umówię... może robi jakąś imprezę to tam spędzę noc - zaproponował po prostu wstając z łóżka i się nieco przeciągając. - No przecież nic nie poradzimy... to tradycja - ucalował go mocno. - Nic się nie martw.
- Nie chcę zostawać sam. Posiedzę sobie z boku na kanapie jak będą pili. Nie martw się. Nie wezmę ani łyczka - obiecał mu cicho, siadając mu na kolanach i mocno całując. - Nie martw się. Jak się źle poczuję napiszę ci esa.
- Ale co mi może się stać? Najwyżej im tam zemdleję - chłopak wzruszył ramionami i uśmiechnął się zaraz. - Nic mi nie będzie. Będę na siebie uważał.
- No to zbieramy się za sprzątanie i wybywam z domu po obiadku - ucałował go raz jeszcze wstając troszkę zbyt szybko. - Zrobię szybkie śniadanko - zdecydował zanim Jun zdołał się zorientować, że ten chwieje się trochę na nogach.
- Ech nic mi nie będzie - burknął chłopak. - DO po południa będę czuł się lepiej - obiecał mu. - Wstałem tylko za szybko.
- Ale ja nie potrafię. Wolę myśleć o tobie w pierwszej kolejności i serce podpowiada mi, że nie mogę tu zostać. Nie ważne co sobie myślisz - usiadł do stołu i zaczął powoli zajadać się śniadankiem. - Pomogę ci posprzątać.
- Ja też sobie poradzę. Zaraz wyjdę i nie będziesz wiedział, gdzie idę. Jestem dorosły. Mogę o sobie decydować sam - zagroził mu trochę, po czym odetchnął głęboko. - Martwisz się o mnie tak samo jak ja o ciebie. Zrozum to. Nie masz martwienia na wyłączność.
- W tym rzecz, że traktujesz mnie jak dziecko i przestaje mi się to podobać. Każdemu mogło się zdarzyć omdlenie. Wyjaśniłem ci czemu tak się stało, a ty nadal jesteś bardziej jak ojciec niż chłopak - wyrzucił to z siebie, oddychając głęboko. Zamknął na moment oczy żeby się uspokoić. - Tak, wiem. Zawiniłem. Nie pierwszy raz i jestem chory. Prawda - fuknął. - Ale to nie powód by traktować mnie jak swoje dziecko... ja mam już ojca. Niezbyt dobrego, ale jednak i mi go nie zastąpisz. Nie tego od ciebie chcę. Chciałbym być po prostu twoim partnerem... dlatego tak nalegam na podzielność finansową, bo chociaż na tym obszarze mogę być ci równy, choć i tak tak nie jest. Bo ty najchętniej wszystko zwaliłbyś na siebie - powiedział to wszystko na jednym wydechu i teraz musiał odkaszlnąć. Skończył swoje śniadanie i posprzątał po posiłku. - Dziękuję, było smaczne - rzucił zgodnie z prawdą. - Idę się teraz zdrzemnąć, by dostosować się do zaleceń lekarza.
- Nie. Zdrowie jest ważne, ale dla mnie jest też parę innych spraw równie ważnych. Może byłoby lepiej gdybyśmy naprawdę mieszkali osobno. Wówczas musiałbym dbać o siebie samego pod każdym aspektem, a tak wyręczasz mnie niemal we wszystkim, a finanse to po prostu wisienka na torcie - wymamrotał cicho. - Dlatego nie, nie zgadzam się byś za mnie płacił.
- Ale żyję - zauważył szeptem, idąc już do sypialni, żeby się położyć. Naprawdę nie potrafił zrozumieć dlaczego się tak wścieka. Zatrzasnął za sobą drzwi i położyl się na łóżku. Dla niego to nie było nic nowego. CHoroba zawsze mu towarzyszyła.
Ryu przysnął na kilka chwil, a potem spakował się w mały plecak.
- Będę u Marca - podał mu adres do chłopaka. - W razie wypadku zadzwonię i przyjadę taksówką - dodał spokojnie. - Do jutra, baw się dobrze.
Ryu przysnął na kilka chwil, a potem spakował się w mały plecak.
- Będę u Marca - podał mu adres do chłopaka. - W razie wypadku zadzwonię i przyjadę taksówką - dodał spokojnie. - Do jutra, baw się dobrze.
Ryu spędził przyjemny wieczór w gronie kilkorga znajomych. Nie było mocnej popijawy, tylko kulturalna nasiadówa. On sam odpadł najwcześniej, a kiedy się obudził był okryty mocno kołdrą i leżał na kanapie.
- Ugh sorry - westchnął siadając i patrząc na Marca, który właśnie nakładał mu jajka na bekon.
- Ale za co ty mnie przepraszasz stary? Wszyscy wiedzą, żeś wyszedł dopiero z umieralni - pstryknął chłopaka w nos i podał mu talerz ze śniadaniem. - Nie znoszę szpitali... dla mnie to umieralnia - wzruszył ramionami.
- Mhm... coś w tym jest - zgodził się z nim Ryu, rozmasowując swój nos, po czym zabrał się za jedzenie. - Ale tam spędzam połowę swojego życia... w tej twojej umieralni i jeszcze jakoś dycham.
[Ale to nie cytat ^^ z głowy pisane... i jakoś mi pasowało do nich]
Ryu nie odpisał mu do dwunastej, zwyczajnie zapodziewając telefon gdzieś pomiędzy fałdami kołdry. Kiedy o wreszcie odnalazł zbierał się już do domu, dziękując Marcowi za nocleg.
"Będę za godzinę" odpisał Junowi postanawiając, że jednak się przespaceruje oddychając świeżym powietrzem.
[Trochę bardzo xD Bo Ryu dorasta, poznał więcej świata i zaczyna widzieć inną rzeczywistość poza małym Yukan... wszystko moja wina, wieeem xD]
"Wracam do domu spacerem" odpisał mu tylko, chowając już telefon. Przeciągnął się mocno, oddychając chłodnym powietrzem i uśmiechnął się szeroko, obserwując tętniące życiem miasto. Żałował tylko braku swojego apartatu.
Ryu dotarł do domu po godzince i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi.
- Tadaima - mruknął przynosząc chińskie makarony na obiad. - Jakbyło? NIe mogło być aż tak źle - rzucił spokojnie.
- No bo jesteś strasznie atrakcyjny - odparł szczerze Ryu, podając mu kubek z chińszczyzną i pałeczki. - Ja spedziłem miły wieczór. Pogadaliśmy o uczelni, poplotkowaliśmy o wykładowcach, oni trochę popili, ale było kulturalnie - uśmiechnął się, wyciągając swój telefon i pokazując mu parę zdjęć jakie sobie zrobili.
- Nie, tylko tyle że jesteś extremely hot i wszystkie laski na ciebie lecą. Jedna rzuciła mojego kumpla bo chce być z tobą - ucałował jego usta. - Jest na nią zły i trochę przygnębiony - wskazał odpowiedniego osobnika na zdjęciu.
- Jakoś tak wypadło - Ryu zaśmiał się lekko i rozpoczął wcinanie swojego makaronu. - Twoja seksowność to dla mnie codzienność - pokazał mu język. Jakby nie patrzeć ciągle go widział i tak się do tego przyzwyczaił, że czasem nie wiedział skąd ten zachwyt.
- To nie tak, że ja tego nie widzę. Widzę, tylko... jakoś tak nie wiem jak to wyjaśnić - wzruszył ramionami milknąc. Miał wrażenie, że zaraz znowu się pokłócą. Odetchnął głęboko. - Wychodzę na moment na balkon - poinformował go. Musiał zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie rozumiał tego co się z nim działo. Czemu wciąż i wciąż jest taki zirytowany.
[Nie wiem, nie rozumiem mojej postaci o_O ]
Ryu oparł się o barierkę i zerknął w niebo oddychając tylko spokojnie. Założył słuchawki na uszy by odciąć się od wszystkiego. Westchnął cicho zastanawiając się co ze sobą począć i jak długo może być na dworze bez alarmowania niepotrzebnie zmartwionego Juna. Jakoś nie miał ochoty wracać do domu.
- Kei? - połączył się z bratem na telefonie. - Ja chyba mam jakiś kryzys. Kompletnie nie wiem dlaczego... kiedy przyjedziesz?
[No mogę... jakoś zerwał się ze smyczy i żyje własnym życiem T^T ]
- Nic się nie stało - odparł uspokajając go trochę. - Po prostu jakoś tak... nie mam ochoty być teraz w domu z Junem... nie wiem czemu. Nic mi nie zrobił. Jest tak samo kochany jak zawsze, a ja... ja nie wiem. Irytuje mnie to wszystko. Coś jest ze mną nie tak - zagryzł lekko wargi.
[Tobie się to nigdy nie zdarza? xD Mnie często postacie się buntują...]
- Uhm... Kei? Ale ja go teraz ranię - mruknął cicho, patrząc przed siebie i ocierając łzy z oczu. - A nie chcę tego robić. Już nie wiem co zrobić. On ma inne potrzeby. Kompletnie inne.
- Kocham go, tylko powiedziałem mu dziś, że jego seksowność jest dla mnie już codziennością. Bo tak jest. Wiem niby czym się ludzie zachwycają, ale no on jest mój i śpię spokojnie i uhm nie muszę się chyba tak samo zachwycać nie? - mruknął cicho. - Po prostu przyjedź... proszę - usiadł na kafelkach.
- Nie powiedziałem, bo pomyślałem że nie zrozumie... - wymamrotał cicho, oddychając głęboko. - I że go zranię jeszcze bardziej.
- Uhm... ale on nie robi nic złego, więc go nie ochrzaniaj za nic, ok? To tylko ja... ja mam problem ze sobą - wymamrotał do słuchawki. - Uhm dziękuję i przepraszam ze dzwonię nad ranem... - westchnął ciężko. - Postaram się więcej tego nie robić.
- Uhm dzięki - Ryu uśmiechnął się lekko, po czym pożegnał z nim i wrócił do domu, bo zrobiło się nieco chłodniej. Przez chwilę nie wiedział co ze sobą zrobić, po czym w końcu przycupnął na kanapie obok Juna, zaciskając mocno szczękę. - Kocham cię - powiedział całkiem szczerze wciąż nieco ze sobą walcząc. - Nie jestem dobry w okazywaniu uczuć i w wypowiadaniu ich - mruknął zaraz. - Ale ja... nie zachwycam się tak jak inni, bo ja wiem że jesteś mój i wiem, że nikt mi cię nie ukradnie... no bo po prostu ci ufam. To źle? - zapytał go cicho. - Kei powiedział, że to nie jest źle... uhm jutro przyleci.
- Uhm przyleci - uśmiechnął się lekko chłopak, siadając wygodniej na kanapie i podciągając nogi pod kolana. Włączył jakiś program w TV i przeskoczył po parę kanałów, w końcu zatrzymując się na muzycznym.
- Możemy pójść - zgodził się spokojnie. - Kupimy kfc żeby sobie coś zjeść podczas oglądania - zaproponował jeszcze.
- Ale wczoraj nie było takie złe. Nawet fajnie było - uśmiechnął się chłopak, wciągając na siebie bluzę i wychodząc z domu. Poczekał na niego przy windzie.
- Bardzo miło - uśmiechnął się szerzej. - Spodobało mi się. Było naprawdę kulturalnie i no chciałbym to powtórzyć - przyznal szczerze, wciskając się w jego pierś.
- To dobrze, może też sobie znajdziesz tu przyjaciół - chłopak wtulił się trochę w Juna, przymykając oczy. - Na jaki film idziemy?
- Byłoby dobrze gdyyś z jednego czy dwóch takich miał - szepnął, siadając do auta. - Okay, pasuje. Ale KFC bierzemy na wynos tak?
- Mix kubełek. Największy jaki mają i frytki z colą - uśmiechnął się szeroko, zsuwając buty i prostując nieco nogi.
[gorzej, spieklam sie na sloncu i glowa trochę mnie boli... leżę w łóżeczku teraz. ]
Ryu podjadł sobie w drodze kilka frytek, po czym już będąc na miejscu, usiadł wygodniej odpinając pasy. - Możemy zostać w środku?
- Nawet samochód mamy pierwsza klasa - wywrócił oczyma Ryu, po czym uśmiechnął się nieco, biorąc sobie trochę jedzonka. - smacznego.
- Mhm ok - Ryu zwrócił już swój wzrok na ekran i skupił się na filmie od czasu do czasu chrupiąc sobie kawałek kurczaka.
Ryu wtulił się w niego lekko i wziął sobie jeszcze kurczaka. Nie opierał się, ale nie robił też nic więcej.
- Podobało, poprawiło mi humorek - zapewnił go z usmiechem, nieco zaraz ziewając. - Pójdziemy jeszcze na krótki spacer? Taki krótki? Dziesięć minut?
Keiowi trochę to zaszło, bo zatrzymał go wypadek staruszki. Straciła przytomnośc na pokładzie samolotu i Kei reanimował ją. Poczuwał się w obowiązku by zostać z nią do przyjazdu karetki, toteż wyszedł z bramki ostatni. Pokiwał Junowi i z wielkim uśmiechem podszedł do niego.
- Jo! - przywitał się z nim, przerzucając swój plecak przez ramię. - Jak tam w tej Ameryce Ci idzie?
- Miałem i drugą... ale zgubili mi bagaż. Zostawiłem już na siebie namiary. Będą dzwonić jak się znajdzie - westchnął ciężko, po czym poczochrał się po głowie. - No to dobrze, że chociaż w pracy dobrze. Miałeś już okazję pozwiedzać miasto?
Kei skinął lekko głową.
- Jeszcze z nim dobrze nie rozmawiałem, ale jestem pewien że się dogadacie. No wiesz, on dorasta i wchodzi w taki wiek... powinien już dawno to przejść, ale przez te jego szpitale trochę mu się zegar biologiczny przestawił - wysunął swoją hipotezę. - Ale jednego jestem pewien. Kocha cię całym swoim sercem.
- Mhm... porozmawiam z nim dzisiaj albo jutro. Wyjdę z nim gdzieś, spędzimy razem dzień i myślę, że się wszystko ułoży. Myślę, że on ma mętlik w głowie. Nie wie co zrobić. Jest dziwny wiem.
- No mętlik. Jest w nowym miejscu, nowa sytuacja, nowy dom, uczelnia, praktyki i na domiar wszystkiego chłopak i problemy sercowe - uśmiechnął się krzywo. - Pewnie go to wszystko trochę przerasta, ale jak z nim wczoraj rozmawiałem nie było aż tak tragicznie. Powiedział mi że cię kocha, ale nie umie tego wyrazić.
- Może obaj się trochę zmieniliście - zaproponował. - Może rzeczywiście trochę przesadzasz z matkowaniem mu, a on też trochę przesadza z odbiorem tego twojego matkowania? - zaproponował spokojnie. - No nic, nie będziemy tu przecież gdybać, co nie?
- Hej, ale ja cię nie oskarżam o nic... Ja tylko gdybałem - wyjaśnił spokojnie, przyglądając się mu uważnie. - Macie razem zajęcia? Myślałem, że fotografia ma neiwiele wspólnego z twoim zawodem - zauważył spokojnie, nieco zaskoczony. Czyżby Ryu zmienił zainteresowania?
- Poprosił mnie o przyjazd. Brzmiał na dość zdesperowanego - przyznał cicho. - Przestraszyłem się nieco - przyznał szczerze. - Nie zrozum mnie źle. Wiedziałem że nic mu nie zrobiłeś, ale to jednak mój mały braciszek...
- Wiem Jun. Cieszę się, że jeszcze z nim wytrzymujesz - szepnął Kei, a chwilę później zobaczył jak ciężarówka daje mocno po hamulcach. Uderzyła w nich z wielkim impetem. Ich samochod cofnęło tak, że został wgnieciony w mur. Poczuł blachę wgniatająca mu się w brzuch i zanim stracił przytomność zerknął na Juna. Nie było dobrze. Mężczyzna zamarł za kierownicą.
[Kabum... ]
[A bo marudziłaś swego czasu, że nic się Junowi nie dzieje, ale nie chcę go na długo w szpitalu xD Niech tylko poczuje co to znaczy matkowanie xD]
Ryu czekał na nich oboje w domu wraz z kolacją, toteż gdy dostał wiadomość o wypadku, serce mu zamarło. Mógł stracić ich oboje. Nie zważając na swój stan zamknął drzwi i puścił się biegiem do pobliskiego szpitala. Dopadł do recepcji porządnie już sapiąc. Serce mu podchodziło do gardła.
- Gdzie leży Jun Mikami i Kei Amakusa? - zapytał szybko, podtrzymując się blatu stołu by nie paść.
[Tym razem go odwiedzi xD Jun zobaczy poprawę :P]
- Uhm dziękuję - chłopak podtrzymywał się trochę ściany. Dotarł do sali brata i usiadł na krześle obok niego, orientując się wcześniej że operacja Juna jeszcze potrwa ze 4 do 5 godzin. Musiał odczekać swoje, więc złapał brata za rękę. - Przepraszam to moja wina... przyjechałeś bo cię poprosiłem i o... leżysz w szpitalu - poczuł porządne ukłucie serca i skrzywił się z bólu.
- Uhm przestraszyłem się. Myślałem, że umrzecie... musiałem tu przyjść jak najszybciej - wyjaśnił Ryu, puszczając jego rękę i siadając na podłodze. Wsunął głowę między nogi ciężko oddychając. - To mi przejdzie. Nie pierwszy raz się zdarza... ale nic ci nie będzie, prawda? Kei-chan... nie może. Nie chcę cię stracić.
Ryu przeszedł do jego sali gdzieś nad ranem, kiedy już uspokoił się całkowicie i kolory wróciły mu na twarz. Usiadł przy Junie i złapał jego dłoń w obie swoje, intensywnie wpatrując się w jego twarz.
- Kocham cię, wiesz? Może jestem upierdliwy i często się kłócimy, ale kocham cię. Bardzo... więc jak wrócisz do mnie to poczujesz żądło w tyłku. Pokażę ci jak bardzo mogę być upierdliwy. Jak bardzo mogę być jak twoja mama... zobaczysz co ja przechodzę non stop z tobą i zmienisz to... mam nadzieję - zacisnął lekko wargi. - Tylko do mnie wróć...
[hahaha xD ale Jun śpi nadal i mu nie odpowie xD]
Ryu westchnął cicho, puszczając jego dłoń. Usiadł znów na podłodze, opierając się o szafkę i przymknął oczy, nieco zmęczony tym wszystkim i strasznie głodny. Uznał że musi się trochę przespać, bo inaczej nic z tego nie będzie.
- Jun? - Ryu został wyrwany z letargu i zaraz wstał, przytulając go lekko. - Już dobrze. Jesteś w szpitalu. Miałeś wypadek. Żyjesz... Ile palców widzisz? - pokazał mu 4 palce. - Kiedy masz urodziny? Kim jestem? - zadał mu kilka prostych pytań.
- Uhm więc z pamięcią chyba nie będzie problemów - Ryu odetchnął z ulgą i ucałował go w czoło. - Zawołam lekarza i zajrzę do Keia, a potem wrócę - obiecał mu idąc po lekarza.
- Kei jest na innej sali. Mieliście wypadek. Oberwałeś mocniej niż Kei - szepnął chłopak, łapiąc go mocniej za rękę. - Jemu nic nie będzie. Po prostu musi wypocząć. Jutro odłączą go od kabelków to do ciebie przyjedzie na wózku - obiecał mu.
- Ale nie masz za co - odparł spokojnie chłopak, po czym poczekał trochę i znów poszedł do brata. Padał już z nóg bo niespał całe dwa dni, ale wolał przy nich teraz czuwać.
- Przestań zachowywać się lekarz. Jesteś teraz pacjentem - przypomniał mu chłopak, siadając tuż obok niego i starając się brzmieć przekonująco. - Kiepsko. Ale obudził się i nie grozi mu nic... i pamięta wszystko... znaczy nie pamięta wypadku, ale wszystko inne tak.
- To posiedzę tutaj, a potem pójdę do Juna jeszcze - zdecydował chłopak, uśmiechając się do brata. - Kocham was... nie mogę was stracić. No i musisz ze mną iść na długi spacer. Pokażę ci gdzie studiuję i gdzie mam praktyki. Nie widziałeś też naszego mieszkania...
Ryu westchnął cicho, spoglądając na brata, a dobrą godzinę później przeniósł się do Juna i spędził tam całą noc, zmieniając mu okłady na rozpalone czoło. Nie zamierzał ich zostawiać ani na sekundę.
- Odpoczywam przy tobie. Przecież tylko sobie siedzę - chłopak uśmiechnął się do niego lekko i ucałował go w policzek. - Jesteś cały rozpalony - zmartwił się znów zmieniając mu okład.
- Wiem kochanie, wiem... ale żadnych sztuczek. Masz być grzeczny - powtórzył niezłomnie.
Ryu pokręcił przecząco głową. Nie czuł już zmęczenia. Teraz chciał z nim spędzić czas nie martwiąc się o nic.
- Przynieść ci coś? Kawę? Herbatę? Wodę? - zapytał spokojnie. - A może wolisz coś do poczytania? Mogę ci poczytać - zaoferował się.
- To dobrze, powinieneś dużo spać i odpoczywać - szepnął chłopak podając mu wodę i pomagając mu się napić, po czym zaczął mu cicho czytać książkę, którą ze sobą przyniósł.
- Mówiłem mu... osiem razy - Kei podjechał do łóżka Juna i wziął śpiącego Ryu na kolana, okrywając go lekko kocem. - Przynajmniej śpi... a ty już nie narzekaj. Jak nie przychodził było źle, jak siedzi cały czas jest jeszcze gorzej.
- Zabraniają... ale on się ugadał z tym swoim lekarzem... - wzruszył lekko ramionami Kei. - Poza tym bardzo cię kocha i wcale nie uważa cię za żałosnego - wywrócił oczyma mężczyzna, patrząc na śpiącego brata. - Wezmę go do siebie i położę do łóżka.
Kei wybuchnął cichym śmiechem, bo miał wrażenie jakby widział sytuację lustrzaną wcześniej. Z tymże to Ryu czuł się beznadziejnie i nie chciał by Jun go oglądał, a Jun i tak przychodził. Postanowił mu tego jednak nie mówić. Zabrał brata do siebie i położył go na swoim łóżku samemu kładąc się obok. Objął go lekko ramieniem, krzywiąc się gdy poczuł jego gorące czoło. Jednak Ryu obudził się niemal natychmiast.
- Uhm... Jun? - zamrugał kilkakrotnie i napotkał wzrok Keia. - Uhm pójdę już do Juna.
- Nie zanidbuję się. Przecież jem... śniadanie... - wymamrotał jakoś nie mogąc sobie jednak przypomnieć kiedy je zjadł. Znów spróbował się podnieść, ale Kei był silniejszy, a jego wzrok strzelał piorunami. - Martwię się tylko...
- Naprawdę nie mogę tu z tobą zostać? - zapytał go cicho chłopak, mimo wszystko przytulając się do brata i zamykając oczy. - Chciałbym, żebyś już wyszedł ze szpitala. Ten dom jest straszny, kiedy nikogo tam nie ma...
- Uhm... jest strasznie - powtórzył wstając i wychodząc z jego sali, pogrążony w głębokiej depresji. Olał lekarza i wyszedł na zewnątrz. Długo szedł do domu, a jeszcze dłużej zastanawiał się nad otwarciem drzwi. W końcu to zrobił. Sprawdził każdy kąt mieszkania, po czym zabrał z sypialni poduszki i kołdrę i poszedł na kanapę, kładąc się na niej i zakrywając się całkiem kołdrą.
- Idź sobie. Nie jesteś prawdziwy. To tylko moja paranoja. Kei i Jun niedługo wrócą. Ty znikniesz - zagryzł wargi starając się siebie przekonać, że ojca nie ma w tym mieszkaniu. Nie za wiele mu to dawało.
- Jun-chan? Kiedy wrócisz do domu? Wróć szybko... proszę, wróć - chłopak niby pamiętał o szpitalu ale pragnął tylko by jego chłopak przy nim był. Nic innego. - On tu jest, ja wiem... wiem że go nie ma, ale jest. Wszędzie gdzie spojrzę. Śmieje się ze mnie... i... wróć szybko.
- Powiedz Keiowi, że go nienawidzę - poprosił go cicho płacząc w słuchawkę i wyłączając się. Niby jak miał teraz spać. Zacisnął poduszę mocniej na głowę, ale nic nie pomagało.
- Nie mogę. Kei mi tego zabronił. Mam nie przychodzić do ciebie przez dwa dni - wymamrotał czując że przeżyje tu istne piekło. - Śpij już. Podobno sobie radzisz sam. Przepraszam że budziłem. Nic mi nie jest - wymamrotał, teraz już na amen wyłączając telefon. Wstał wówczas i ciągnąc za sobą kołdrę i poduszkę poszedł na taras. Ułożył się delikatnie na fotelu, okrywając mocno kołdrą. - Tu nie wejdziesz...
Ryu przyszedł do szpitala dwa dni później cały roztrzęsiony. Nie poszedł jednak odwiedzić Juna, by go nie martwić. Poszedł do Keia.
- Kei-chan...on tam ze mną jest cały czas - zacisnął mocno wargi. - Wiem, że to niemożliwe, ale jest... znika tylko jak się skaleczę - bąknął, pokazując mu obandażowane przedramię. - Nie mogę być sam... nie mogę - zatrząsł się lekko. - Myślałem że potrafię ale nie...
- Chciałem sobie poradzić, ale... to jest silniejsze Kei-chan. Jak ja mam się go pozbyć? - zapytał go szeptem, wtulając się w niego mocno, bo nie miał już w tej chwili żadnej siły. - Mogę się tu przespać? - zapytał go zaraz, bo teraz to już zwyczajnie padał na twarz i ledwie co mógł na niego patrzeć.
Nie trzeba było mu tego powtarzać dwa razy. Chłopak po prostu padł, wtulając się w poduszkę. Przespał tak cały dzień.
- A może to być twoja sala? - zapytał go Ryu. - Juna będę odwiedzał, ale on mnie nie chciał 24 na dobę - zauważył ciężko wzdychając. - Ne, Kei-chan? Pójdę kupić coś do jedzenia... też chcesz?
- Uhm... - Ryu skinął lekko głową i złapał wózek brata pchając go do przodu. - Myślisz, że powinienem pobyć sam? No bo jak jestem z Junem, tobą czy kimkolwiek... to taty ze mną nie ma. Pojawia się gdy jestem zupełnie sam... czemu? Czemu nie mogę tego przejść?
- Ale jak jestem sam w szpitalu to go nie ma... bo odwiedzał mnie sporadycznie... uhm Kei-chan? A kiedy będę wiedział, że to już? Skoro... nigdy nie zostanę sam? - zapytał go cicho, wchodząc z nim do windy.
- Uhm może... martwi mnie to... ale nie mów Junowi. Powiem, że wszystko było ok po jego telefonie - uśmiechnął się lekko po czym wybrał sobie kawę i bułkę.
{dobranoc'
Ryu pokręcił przecząco głową.
- Jak on się dowie, to znów będzie mi matkował za bardzo. Będzie chciał wszędzie ze mną łazić i nie da mi żyć - wymamrotał. - Ja rozumiem... rozumiem to że się martwi, ale chcę normalnie żyć... to źle?
- Uhm ale pierwszy raz mi się zdarzyło - szepnął wypychając brata z windy i prowadząc go do kawiarenki i zamawiając dwie kawy. Zapłacił za nie i wraz ze swoim jedzonkiem usiadł na miękkim fotelu. - Bo jak jestem sam... ale wiem że Jun wróci...to tego nie było. Naprawdę.
- Może - zgodził się cicho, wpatrując się w swoją kawę. - Przepraszam... bałem się. Ja nie wiem jak z tym walczyć - zacisnął lekko wargi, upijając kawę i zjadając trochę słodkiej bułki. - Jest pyszna - uśmiechnął się lekko. - Chcesz też?
- Uhm ale nie chcę mu mówić - westchnął chłopak. - Przecież miało być lepiej. Starałem się przecież... - wzdrygnął się nieco. - Starałem i nic.
- Ale Jun jest już zniecierpliwiony - wymamrotał. - Chciałby już seksu, ale ja... nie brak mi tego. Mam blokadę... - szepnął. - On wie i czeka, ale wiem że już nie długo...
- Ale ja nie chcę by czekał w nieskończoność - wydusił z siebie chłopak. - Chciałem przyspieszyć, starałem się, ale potem zobaczyłem tatę i... wszystko poszło w diabli... - szybko otarł łzy i odetchnął głęboko, po czym uśmiechnął się do niego. - Jestem głupi i już.
- Uhm ale Jun miał gorzej w życiu i uhm chyba nas porównuje i... nie chcę być taki okropny - westchnął ciężko, uderzając lekko głową w stół. - Beznadzieja. Mogłem się nie rodzić... byłoby łatwiej wszystkim.
- Co mnie bijesz, głupi bracie - wymamrotał oburzony siadając już prosto by nie miał okazji tak łatwo go sięgnąć. - Po prostu jestem fatalny...
- Uhm - Ryu niepewnie skinął głową kończąc swoją bułkę i powoli dopijając kawę. - Zostaniesz tutaj trochę? - zapytał go z nadzieją.
- Odwiedzę go - zgodził się spokojnie. - Chyba mnie nie okrzyczy za to, że go odwiedzam - dodał nieco weselej.
- Uhm, ok - westchnął cicho wstając. - Ale zająłem ci łóżko. Przepraszam.
- Sam dam radę tak dojść - wywrócił oczyma Ryu. - Jedź już na rehabilitację. Stąd masz bliżej - zauważył, po czym poszedł na drugie piętro i zapukał do sali Juna. - Można? - zapytał go wchodząc do środka.
- Jak się czujesz? - chłopak usiadł tuż obok niego i pogłaskał go po dłoni.
- Ja poprosiłem lekarza o zwolnienie. Ale za tydzień już pójdę na uczelnię - zapewnił go z delikatnym uśmiechem. - Nie martw się. Będzie dobrze - ucałował jego usta. - Ale czujesz nogi prawda?
- Uhm... to oddamy, przecież to najmniejszy problem Jun-chan - Ryu złapał go lekko za rękę. - Nie przejmuj się pieniędzmi.
- No właśnie i jeszcze wystąpimy o kasiorkę z ubezpieczenia twojego. Trzeba łapać takie rzeczy - uśmiechnął się do niego, zaraz jednak zabierając rękę i odsuwając się od niego. - Nic mi nie jest - zacisnął lekko wargi. - Ja tylko... nie mogłem się go pozbyć i niechcący zauważyłem, że jak się zranię to on odchodzi - wyjaśnił szeptem. - Nie było go wtedy ze mną - wymamrotał. - Ale już jest ok. Ja będę spał u Keia w sali. Na dodatkowym łóżku.
- Uhm nie wiem czemu on się pojawił - Ryu zsunął buty i delikatnie wsunął mu się do łóżka. - Ale byłem sam w domu i nie przychodziłeś. Wiedziałem że nie przyjdziesz... tak strasznie się go bałem. Nie mogłem spać ani jeść... - szepnął, wtulając się w niego lekko. - Przepraszam.
- Nie chciałem cię martwić... i nie chcę też żebyś teraz był wszędzie gdzie ja... bo ja uhm chcę być samodzielny - wyjaśnił mu cicho. - Kocham cię i cieszę się, że mnie wspierasz... tylko nie wspieraj mnie zbyt bardzo...
- Dzwoniłem - przypomniał mu. - Ale potem... potem nie chciałem już ci przeszkadzać...
- Kocham cię - szepnął mu i ucałował w brodę, a potem wyszedł z jego łóżka by miał więcej miejsca. Usiadł tuż obok niego znów łapiąc go za rękę. - Zjadłem już słodką bułkę - zapewnił go.
- Dbam o siebie... dbam, tylko miałem słabsze dni - wymamrotał, chwilę trzymając go za rękę, po czym puszczając go i biorąc sobie trochę wody. - Chcesz też?
- Un jasne - Ryu sięgnął po książkę i zaczął czytać. Skończył dopiero kiedy zauważył, że Jun już śpi. Wówczas poszedł do sali Keia i położył się na wolnym łóżku przysypiając troche.
Ryu chodził na uczelnię, po niej do Juna, a potem praktyki i domek.
- Hej - Ryu ucałował go lekko w usta. - Pójdziemy na kawę? Nie jadłem obiadu jeszcze, może zjemy tu coś razem? - zaproponował prowadząc Juna do kawiarenki szpitalnej, która o dziwo miała całkiem niezłe jedzonko. - Muszę ci się pochwalić - podał mu kolorowy magazyn. - Znjadziesz w nim moje zdjęcia - uśmiechnął się szeroko.
- Dobrze. To jutro przyniosę ci pyszną tortillę mojej roboty. Robimy sobie na kolację dziś z Keiem, zrobię więcej i przyniosę ci ją jutro dobrze? - zaproponował. - Od razu będziesz miał więcej apetytu - dodał wesoło. - Jeszcze nie pozwiedzaliśmy, Kei trochę pracuje, pomaga swojemu zespołowi w trudnych do zdiagnozowania przypadkach - wyjaśnił. - Powiedział że zostaje z nami dwa miesiące. Ne... a przyszło coś do ciebie - podał mu kopertę i zarumienił się. - Przepraszam, otworzyłem bo myślałem, że to coś pilnego... proponują ci przedłużenie kontraktu.
- Un, ale może przedłuże pobyt. Przecież rok, czy dwa... to nie jest duża różnica - uśmiechnął się lekko. - Uhm jasne, nagadam... ale nie będzie ci przeszkadzało że tyle z nami mieszka? - zapytał go cicho.
- Uhm nie śpi - uśmiechnął się lekko, po czym wzruszył ramionami. - Nie wiem Jun-chan. Krótko jesteśmy... powiem ci za dwa trzy miesiące - ucałował go lekko i podał mu tosty, a sobie wziął zapiekankę.
- W porządku - zgodził się spokojnie, jedząc swoją zapiekankę. - A co u ciebie? Co mówi lekarz? Ale prawdę powiedz, bo i tak się dowiem - ostrzegł go.
- Jasne - Naoki skinął głową i zabrał się za zmywanie. W końcu Hiroki był jeszcze osłabiony.
- ROzumiem... znaczy będę miał więcej czasu z bratem - uśmiechnął się szeroko. - W piątek mnie nie będzie i w sobotkę też nie - poinformował go. - W piątek mam długie praktyki, a w sobotę po pracy idę z Keiem pozwiedzać miasto trochę.
- Pewnie, że możesz zadzwonić - uśmiechnął się delikatnie. - Przecież od tego mamy telefony - wywrócił oczyma i zaśmiał się lekko. - Tylko ci mówię, żebyś wiedział - dodał zaraz.
[Mam, ale na drugim kompie, którego aktualnie nie używam... ]
[nie pamiętam go dobrze, ale chyba jest - mara_jade89 - sprawdzę później i Ci powiem. Po prostu używam tego komputera od czasu do czasu jak jestem w domku :) Mam też fejsa]
- Jutro jeszcze będę tylko potem nie wpadnę. Znaczy pewnie znalazłbym czas, ale kazałeś mi się sobą zajmować, więc wytyczam sobie 6 godzin snu codziennie - wyszczerzył się do niego.
- Okay, ale i tak uważam że głupio robisz - wymamrotał nie dając za wygraną. - I nie przekonasz mnie. Ja ciebie też nie, wiem to, ale trudno. Życie. Zacznę łamać przepisy. Masz to jak w banku. Nie jestem dobrym chłopcem - westchnął ciężko, czesząc palcami swoje włosy.
- Nie będę, bo mam napięty program. Siedzę do późna nad zajęciami - wyjaśnił spokojnie. - 6 godzin, a w weekendy śpię 7 do 8. Nie potrafię dłużej - westchnął. - O i zobacz - pokazał mu swoją rękę. - Ładnie się goi... ale będzie blizn trochę - wymamrotał. - Oj tak! Razem się kąpaliśmy z lampką wina. Było przyjemnie.
- Wrócisz to posiedzimy tam we troje, a potem we dwoje - obiecał mu, całując go lekko. - Wiem, że dojdą... ten facet na zastępstwie jest tragiczny - westchnął przeciągle. - Nikt go nie słucha.
[Martyna Ślebioda, 25 lat (26 już niedługo), Toruń - i "Zaklinaczka Kolei" jeśli spojrzysz na stronę główną ^^"]
- Ostatnio szyliśmy rękę trupa - odparł cicho. - Część osób wybiegła z płaczem, bo facet ich ochrzanił że źle to robią. Nawet nie pokazał jak szyć... nie podał żadnej teorii. Nie pokazał na przykładzie a potem nie dawał zaliczenia. No i nie było rękawiczek. Trochę się bałem, bo przecież mam rękę w kawałkach i mogło się wdać zakażenie, ale udało się. Dostałem 4... ale nie lubię jego zajęć. Choć z tobą pewnie by mi się podobało szycie - uśmiechnął się lekko.
[Okay :) ]
- Nic nie mieliśmy - pokręcił przecząco głową. - Ale część osób się zniechęciła i atmosfera nie jest już fajna - westchnął cicho. - Pyta z rzeczy, których nie omawiał. Przez to mam pare dwój już - wzruszył ramionami. - Chyba nie zaliczę twojego przedmiotu - zaśmiał się.
- Ale to nie tak, że oni się nie starają. Starają się. W bibliotece siedzą i uczą się wszystkiego, ale on zadaje jakieś pytania z kosmosu. Na przykład jakiej substancji używać do konserwacji ciała... wyłożyłem się na tym pytaniu. Nie mam pojęcia... bo przecież nigdy nikt nam tego nie powiedział - wymamrotał. - Pamiętam że miałeś parę buteleczek, ale nie zwróciłem uwagi na nazwy...
- No wiem... po prostu musisz szybko wrócić - ucałował go znowu. - Bo inaczej cały rok obleje...
- Wiem, wiem... tylko mówię jak jest - ucałował go znowu. - Będę dzisiaj już szedł - zerknął na zegarek i mocno go przytulił po czym poszedł do domu.
~.~
W następną środę znowu spotkał Juna na wózku i ucałował go w policzek.
- Coś słabo się dziś czuję - przyznał mu, czując lekkie zawroty głowy. Usiadł mu na kolanach bez ostrzeżenia. Zwyczajnie już nie wytrzymał na chwiejnych nogach. - Dzisiaj wyszedłem z twoich zajęć... bo obryzgała mnie krew - wskazał plamę na koszulce. - Nie wrócę tam - wymamrotał, oddychając głęboko. - Przyniosłem ci parę naleśników.
- Mogę tak chwilę posiedzieć? - zapytał go Ryu, wracając mu na kolana i przytulając się do jego piersi. - Naprawdę trochę mi słabo. Potrzebuję chwili by dojść do siebie - nabrał kilka głębokich oddechów. - Wyszedłem w połowie. Bałem się trochę, bo widziałem jak Tomo-chan... jak jemu się coś stało jak się skaleczył. A ja przecież... mam słabą odporność.
[Wrocę za 20 min... piesek czeka]
- Moja koleżanka trafiła do szpitala dzisiaj. Właśnie po zajęciach. Tutaj gdzieś jest. Coś się tam jej stało - wyjaśnił pozwalając mu prowadzić wózek. Wciąż trzymał zamknięte oczy odpoczywając. - Przyniosłem ci naleśniki. Zjemy razem? Kupimy tylko coś do picia? - zaproponował.
- Uhm ale byliśmy w dziekanacie, ale dziekan nie ma pojęcia z czym się je twoje zajęcia... i uznał że opowiadamy głupoty - uśmiechnął się lekko zadowolony z jego odpowiedzi. - Ty dzisiaj stawiasz mi kawę.
- Dobrze - Ryu oparł się wygodniej o fotel i uśmiechnął lekko. Zawroty głowy powoli mu mijały, z czego się cieszył.
Ryu pokiwał lekko głową. - Czuję się lepiej, zawroty głowy powoli mijają - uśmiechnął się lekko. - Trochę jeszcze mi słabo.
- Wiem i rozumiem kochanie. Przynosze ci dlatego co i rusz jakiś smakołyk - ukroił sobie naleśnika i popił kawy. - Zostanę - obiecał też. Nie chciał iść w takim stanie. - Dzisiaj mam wolne, bo mój szef jest na wyjeździe.
- Nie rozmawiałem z nimi długo - przyznał szczerze chłopak, odkładając na moment swoje sztućce. - Nie mogę ich złapać. Nie mam więc pojęcia.
- Staram się, ale nie mogę złapać. Napisałem za to do niego maila. Jeszcze nie odpisał - uśmiechnął się lekko, upijając znów trochę kawy.
- Pomyślałem żeby zaprosić ich w okolicach świąt... spędzilibyśmy je we czworo. No wiesz, najpierw sami 24 grudnia a potem mogliby przyjechać tak 26 czy coś. Bo wtedy są wolne dni na uczelni w Japonii też - uśmiechnął się lekko.
- Byłoby fajnie - przyznał z uśmiechem. - Spędzimy takie fajne, wesołe święta - dodał zaraz, po czym skrzywił się lekko. - Pójdę chyba do mojego lekarza skoro tu jestem - szepnął. - Troszkę kłuje mnie serducho. Ale to potem - machnął ręką. - Jak ci idzie na rehabilitacji?
- Ale jeszcze nawet nie wypiłem swojej kawy - zrobił smutną minę. - Nie boli tak mocno... daj mi ją wypić - poprosił.
- A mogę potem obejrzeć twoją rehabilitację? - zapytał go z uśmiechem, powoli pijąc swoją kawę. - Chciałbym ci na niej potowarzyszyć.
- Nie szkodzi. Podopinguję cię trochę - uśmiechnął się do niego szeroko, powoli dopijając swoją kawę. - No bo mam trochę czasu dzisiaj - dodał zaraz.
- Dobrze - zgodził się chłopak, po czym usiadł Junowi na kolanach, pozwalając mu kierować do gabinetu lekarza. - Sam wejdę, ok? - upewnił się tylko i wszedł do gabinetu. - Dzień dobry - przywitał się z nim siadając na stołku. - Strasznie kłuje mnie w piersi. Serce skacze jak oszalałe - wyjaśnił z czym przychodzi.
Ryu wyszedł do niego z nowym pudełkiem leków, po czym usiadł mu na kolanach.
- Wszystko w normie. Mam po prostu słabszy dzień - uśmiechnął się szeroko.
- Kochanie, wiem jak sobie radzić z moją chorobą, a poza tym mam teraz w domu osobistego lekarza. Myślę że dobrze sobie z nią poradzę - ucałował go w policzek schodząc mu z kolan kiedy dotarli do sali rehabilitacyjnej.
- Wiem, wiem - uśmiechnął się lekko, po czym stanął po drugiej stronie drabinek i kiedy Jun do niego dotarł ucałował go mocno w usta w nagrodę i poszedł z powrotem, czekając na niego od nowa.
- Ależ nie ma za co - Ryu ucałował go raz jeszcze, nieco mocniej. - Ne, spróbujesz jeszcze raz? - zapytał go widząc jak trzęsą mu się nogi. - Ale spokojnie i powoli.
Ryu szczerze go dopingował i choć Jun miał trochę problemów, musiał parę razy przystanąc, nabrać głębokich oddechów w końcu dotarł do końca. Chłopak podsunął mu wózek i pomógł usiąść samemu ładując mu się na kolana i teraz całując go już namiętnie i długo.
- Jestem z ciebie dumny. Zrobiłeś dzisiaj 50 metrów o własnych siłach - uśmiechnął się szeroko. - To już dużo! To już 20 razy do łazienki i z powrotem od naszej sypialni - puścił do niego oczko.
- Kocham cię - odparł na to Ryu, po czym ucałował go znowu i uśmiechnął się lekko. - Pójdę teraz. Widzimy się w niedzielę - ucałował go jeszcze.
Ryu wrócił do domu i wtulił się w brata.
- Dzisiaj nie pójdziemy nigdzie - oznajmił mu. - Źle się czuję, ale już jestem zbadany i mam leki - uśmiechnął się do niego. - Jutro będę jak nowo narodzony - obiecał mu.
- W porządku. Robi postępy na rehabilitacji. Dzisiaj przeszedł trzy długości - uśmiechnął się, kładąc do łóżka i okrywając kołdrą. - Uhm martwię się trochę o niego.
- No bo nie chcę żeby mu się pogorszyło - szepnął okrywając się kołdrą po sam nos. - Czuję się lepiej teraz, kiedy uhm mmogę bardziej decydować o sobie... bo on mi nie matkuje. Ale nie chcę go skrzywdzić i mu tego mówić... bo źle to odbierze, na pewno.
- Uhm... ja przecież nie mówię, że to złe że się martwi... tylko chciałbym żeby traktował mnie jak dorosłego, a nie jak dziecko - wymamrotał cicho.
- Uhm ale on musi przestać mnie tak traktować, bo uhm inaczej nie będzie dobrze z nami - wyszeptał. - Bo ja nie dam rady...
- Martwi się, ja wiem że się martwi... powtarza mi ciągle że mam o siebie dbać. Jak się słabo poczułem od razu do lekarza chciał mnie wieść - wymamrotał. - Ale no uhm nie martwi się 24 na dobę, znaczy ja tego nie odczuwam...
- Wiem, ale martwienie to jedno, a mówienie konkretnie co masz zrobić co chwila to drugie - wymamrotał. - To tak jakbym ci zaczął ciągle mówić "to połóż się, musisz odpocząć" a potem "zjedz coś" i jak nie chcę czegoś zrobić to robi taką smutną minę że i tak to robię, wbrew sobie - wywrócił oczyma. - No i ty mieszkałeś trochę czasu sam bez swojej żony, ja nie mogę tego robić. Mieszkałem na studiach, ile? Pół roku. Strasznie dużo.
- Ale ja wiem, kiedy powinienem się położyć a kiedy mogę trochę dłużej wytrzymać - mruknął niezadowolony. - No i jak tak ma być zawsze to ja już bym wolał, żeby on ne pamiętał że jestem chory.
Ryu westchnął cicho, chowając się pod kołdrą.
- Nie chcę już czekać - odparł szczerze. - Chce być trochę egoistą... - dodał zaraz. - Kei-chan... schudłem przez miesiąc 6 kg - mruknął patrząc mu prosto w oczy. - Jem normalnie, nawet więcej niż zwykle i schudłem. Myślisz że to normalne?
- Jutro nie... pójdę potem - obiecał mu. - W środę będę miał trochę czasu to pójdę na badania - dodał wyznaczając konkretny termin. Po prostu nie chciał psuć im dwóch dni jakimiś tam badaniami.
- Un, na pewno - uśmiechnął się do niego szeroko, po czym przymknął oczy zasypiając. Przecież nie mógł mieć aż tak wielkiego pecha.
[Ale Jun wyjdzie niedługo :P]
Ryu obudził się rano i zrobił królewskie śniadanie dla siebie i brata, po czym poszedł pod prysznic i kiedy wrócił przywitął się z Keiem uśmiechem.
- Dzień dobry.
[Póki co odpuszczę, znaczy Ryu nie powie Keiowi jakie były wyniki badań. Postanowi sobie sam z tym poradzić xD ]
- Oj już przestań. Normalne śniadanko - zaśmiał się chłopak, jedząc swoją porcję.
[Nie wiem jeszcze, jeszcze nie zdecydowałam. W którymś momencie na pewno, ale moze jeszcze nie teraz xD]
- Ktoś musiał. Inaczej byśmy nie przeżyli - zażartował chłopak. - Poza tym tata... - na moment ugryzł się w język. - Tata mówił, że gotuję jak mama... był wtedy ze mnie zadowolony - uśmiechnął się krzywo.
[...on młody jest, jeszcze sie od Juna nie wyprowadził przecież xD]
- Oj tam, to przecież nic wielkiego - chłopak przewrócił oczyma nieco się czerwieniąc. - To tylko jedzenie...
[Oj no weź... już przecież jest lepiej xD Nie może być za kolorowo xD]
- No mówi, często - przyznał szczerze. - Ale nauczył sie gotować takie proste potrawy i czasem mi coś fajnego serwuje - uśmiechnął isę lekko.
- Cieszę się - przyznał mu chłopak z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Bardzo się cieszę... mogę wtedy zrobić to co chcę, ale czasem jak nabrudzi w kuchni to mi żyłka pęka...
- Nie - potrząsnął przecząco głową. - To nie jest jakaś tam cecha, która szczególnie mnie denerwuje... to po prostu takie moje zboczenie. Bo potem wchodze do kuchni i przez pół godziny szukam... bo nic nie leży na swoim miejscu. Przyzwyczaiłem się, że kuchnia jest tylko moim miejscem i teraz się odzwyczajam.
Kei wszedł do niego do sali z wielkim uśmiechem.
- Yo - przywitał się z nim, zakładając mu czapkę na głowę i owijając szyję szalikiem. Tak po prostu, trochę dla jaj. - Ryu przedłużyło się na praktykach więc spacerkiem pójdziemy po niego. On ma samochód, więc taki mamy plan - uśmiechnął się lekko.
- No właśnie... jakoś - Kei westchnął ciężko, po czym wzruszył ramionami. - Hormony w nim skaczą jak nienaturalne, schudł 6 kg w ostatnim miesiącu - dodał wzdychając ciężko. - Tylko nie wydaj się, że wiesz. Mówię ci to bo nie wiem czy poszedł z tym do lekarza. Obiecał, że pójdzie ale cholera wie - wywrócił oczyma. - Dzisiaj na kolację jest curry - uśmiechnął się. - Ryu zrobił, powiedział że je lubisz i że będą robione tak jak lubisz - poprowadził go pod miejsce pracy Ryu i usiadł na ławce czekając na chłopaka. - Napisał, że będzie za 10 minut. Kończą właśnie ostatnią sesję.
- Może być wiele powodów. Jednym z nich może być stres, bo on je normalnie. Znaczy no jak królik, ale trochę częściej niż kiedy byliśmy w Japonii. Więc je więcej - odparł cicho. - Innym może być kolejna fala białaczki, ale właśnie dlatego prosiłem go by zrobił badania - wyjaśnił. - Sam tego nie sprawdzę. Nie mam sprzętu - westchnął, po czym pokiwał do wychodzącego z budynku Ryu. Chłopak miał na sobie czarny płaszcz i owinął szyję czerwonym szalem. Upychał własnie aparat do torby, a kiedy zobaczył Juna rozpromienił się mocno.
- Hej - przywitał się z nim, całując go lekko w usta. - Dobrze cię widzieć na zewnątrz - odnalazł kluczyki w spodniach. - Ja dzisiaj prowadzę.
- Curry, a na deser czekolada na gorąco z gałką lodów w środku - dodał jeszcze pomagając Junowi wsiąść do auta, a kiedy Kei usiadł z tyłu ruszył do domu. - Jakieś specjalne życzenia? Gdzieś chcecie stanąć?
- Ale ja mam jedno - odparł szczerze Kei. - Wstąpmy do supermarketu - poprosił. - Nasza lodówka jest pusta...
- Nie jest, zrobiłem zakupyu jak miałem przerwę. Są w bagażniku - uśmiechnął się Ryu. - Jest wszystko co potrzebne na parę dni. Trzeba tylko wejść do piekarni po świeży chlebek, ale piekarnię mamy pod domem.
- Lekarze szprycują ją różnymi lekami, ale póki co nie mogą odnaleźć rozwiązania - wyjaśnił, zaciskając nieco mocniej dłonie na kierownicy. - Idę ją odwiedzić w poniedziałek po zajęciach - uśmiechnął się lekko.
- Możesz - odparł tylko Ryu, parkując przed domem.
Ryu skinął lekko głową, stawiając mu zakupy na kolanach.
- Możesz - odparł cicho, po czym uśmiechnął się do niego lekko. Kiedy winda przybiła do ich piętra wyprowadził z niej Juna i zsunął zaraz buty wchodząc do środka. - Zrobię obiad.
Kei pomógł z resztą, a potem RYu wygonił ich z kuchni miotłą, twierdząc że tylko mu plątają się pod nogami. Kei zaśmiał się cicho i wyprowadził Juna zanim i ten oberwał miotłą.
- Chodź, chodź. Jego królestwo wystarczająco zabrudziliśmy - zaśmiał się, siadając na kanapie dość wygodnie.
- Mieszkanko jest niezwykle przytulnie, jakuzzi wspaniałe i pozwalające się odprężyć. Natomiast wasze łóżko nieco za miękkie. Wolę kanapę - przyznał szczerze.
- Ja też ją wolę! - krzyknął Ryu z kuchni. - Albo podłogę - dodał jeszcze wesoło. - Ale jak jestem padnięty wszystko mi jedno - zakończył już im się nie wtrącając do rozmowy.
- Oczywiście że wchodzę - wywrócił oczyma Kei. - Wejdę jeszcze przed wami - pokazał mu język, a potem się umyję i pójdę poskajpować z moją lubą - dodał z uśmiechem.
- Jakiej przyzwoitki Jun... - Kei wywrócił oczyma. - Nie siedze z wami. Nawet nie zamierzam. Za kogo ty mnie masz - westchnął ciężko, obrażony.
- Nie przepraszaj - Kei machnął tylko ręką. - Nic mi się nie stało... miałem połamanych kilka żeber. Wciąz się zrastają, ale poza tym jestem zdrów jak ryba. Każdemu mogło się stać - uśmiechnął się do niego, a chwilę później Ryu przyniósł im potężne porcje curry, sobie rezerwując najmniejszą.
- Smacznego.
- Cieszę się, że ci smakuje - wyszczerzył się do niego Ryu nieco rozpromieniony, samemu też jedząc ze swojej miseczki. - Mhm nawet niezłe wyszło - przyznał mu szczerze.
- Może dlatego masz taki sentyment do tego? - zaproponował z uśmiechem Ryu, jedząc dalej i biorąc kawałek chleba by wysprzątać miseczkę, kiedy curry mu się skończyło. - Zostanie jeszcze na jutro, bo za dużo zrobiłem - przeprosił ich.
- Oj no przestań. Obaj przestańcie - poprosił ich. - Wcale nie gotuję tak dobrze - zasłonił się swoją miseczką i uciekł do kuchni żeby pozmywać.
Kiedy Ryu do niego wrócił, usiadł mu na kolanach i przytulił się lekko, chowając głowę w zagłębienie jego szyi i zamykając na trochę oczy.
- Dzisiaj miałem ciężki dzień - powiedział mu cicho, widząc jak Kei idzie do jakuzzi, by wziąć relaksująca kąpiel na koniec dnia. - Szef mnie ochrzanił parę razy, bo popełniłem parę karygodnych błędów - westchnął. - Ale potem powiedział, że już wszystko gra i mam się nie przejmować... bo każdemu zdarza się słabszy dzień.
- No tak, ale nie powinno ich być aż tak dużo... przeze mnie musieliśmy przedłużyć pracę - zagryzł nieco wargę i odetchnął głęboko. - Uhm wiem, że to się zdarza, ale wszystko mi z rąk leciało...
- No wiem, wiem... - szepnął odsuwając się od niego. - Byłem u lekarza wiesz? - zapytał go retorycznie. - No bo się trochę martwię, bo schudłem dużo - wyjaśnił. - Ale nie ma jeszcze wyników badań. Lekarz kazał mi się obserwować.
- Coś tam mówił - odparł spokojnie. - Ale póki nie znam wyników zachowam to dla siebie, ok? - odetchnął głęboko. - Powiem ci jak je dostanę - obiecał, całując go lekko w usta. Cieszył się, że udało mu się odważyć, by tyle powiedzieć Junowi. W końcu mógł to wszystko zachować dla siebie.
- Robię - odparł spokojnie Ryu wstając wreszcie z jego kolan. - Pójdę się przebrać. Niewygodnie mi w jeansach - uśmiechnął się szerzej. - Zobaczysz moje zdjęcia? - podał mu swojego laptopa. - W folderze z wczorajszą datą - poradził mu. - Wybierz te najlepsze, proszę!
Ryu wrócił po kwadransie, całkiem odświeżony i przebrany. Usiadł na kanapie z mangą jeszcze na moment. Potrzebował chwili tylko dla siebie, bo przecież Jun miał trochę zdjęć do przejrzenia.
- Dziękuję - Ryu odłożył mangę na bok i odebrał od niego laptopa. - Teraz musze wybrać trzy i skończyć wydanie wydziałowej gazety - uśmiechnął się lekko, zakładając okulary na nos. - Za godzinkę będę miał fajrant.
- Uhm ale nie będziesz brał pod uwagę tego miesiąca, prawda? - upewnił się tylko Ryu. Wpadło mu kilka dwój i czuł, że się z tego nie wygrzebie.
- Um to dobrze - uśmiechnął się do niego, pracując nad swoimi zdjęciami i odpowiednio je opisując. W końcu miał gotowy efekt końcowy. Odetchnął głęboko, zsuwając okulary i masując sobie skronie. Ziewnął nieco.
- Już, już... uhm ok - Ryu otworzył odpowiedni plik, pokazując mu wydanie czekające do druku. - Zastępuję redaktora naczelnego na razie... jak wróci mogę wrócić do moich zdjęć - uśmiechnął się lekko.
- Nom, będzie można w CV wpisać - uśmiechnął się szeroko, zapisując plik i wysyłając go jeszcze sobie na maila, po czym schował laptopa do swojej torby, przygotowanej na kolejny dzień zmagań. Zaczynał twierdzić, że nosi więcej toreb niż nie jedna laska. Laptop plus jeden zeszyt a do tego torba z aparatem. Czasem dochodziła do tego dodatkowa torba ze statywem. Żyć nie umierać. - To pójdę się umyć i widzimy się w jakuzzi? - zapytał go spokojnie.
- To ja wtedy zrobię kawę mrożoną, którą wypijemy w jakuzzi, okay? - zaproponował z uśmiechem i ucałował jego usta, po czym poszedł pod prysznic, a Kei pojawił się znów w salonie. Tym razem to on miał laptopa.
- Dopiero będę gadał - odparł z uśmiechem. - Póki co posiedziałem sobie w waszym jakuzzi. Odprężyłem się tam. Było fajnie - puścił mu oczko.
Prześlij komentarz