Imię: Hiroki
Nazwisko: Moriyama
Urodzony: 02.01.1987
Wzrost: 180 cm
Waga: 63 kg
Historia
Urodził się w piękny zimowy poranek. Bez żadnych komplikacji wiódł szczęśliwe dzieciństwo wychowywany przez swoją samotną matkę. Ojciec niestety zmarł jeszcze przed jego narodzinami.
Był dość dobrym uczniem, zawsze miał pewien zmysł detektywistyczny i poczucie sprawiedliwości tak więc niewiele myśląc po skończeniu liceum poszedł do akademii policyjnej a następnie zatrudnił się w policji w miasteczku nieopodal Yukan, bo w samej wiosce nie było komendy policji.
Z życia bardziej prywatnego jego matka zmarła w skutek choroby kiedy miał 20 lat i najbardziej tęskni za jej domowymi posiłkami. W wieku 23 lat ożenił się z przyjaciółką z dzieciństwa-Shoko. Rozwiedli się po roku. Kobieta wyjechała do ameryki z jego najlepszym przyjacielem a sam Hiroki uznał że nigdy do końca nie był nią zainteresowany.
Aktualnie pracuje w wydzale dochodzeniowym w policji chociaż z braku ludzi pracuje też w drogówce. Nieprzespanie kilku nocy z rzędu to praktycznie codzienność. Mieszka sam z Yukan i codziennie dojeżdża do pracy.
Charakter
Jako dziecko był dość wesołym i pogodnym chłopcem. Z wiekiem jednak niektóre jego cechy zostały za mgłą. Po śmierci matki nie obeszło się przecież bez załamania a męczące małżeństwo trwające zaledwie rok ugasiło w nim większość z dawnej życzliwości i zapału. Przestał wierzyć w miłość. Stał się dość cyniczny i sarkastyczny a szczery uśmiech gości na jego twarzy od czasu do czasu kiedy zje coś nadzwyczaj dobrego. Zaś kiedy się zdenerwuje po tym jak się wykrzyczy jest oziębły i tak też rozwiązuje większość spraw.
Wygląd
Wysoki, szczupły, umięśniony. W tych trzech słowach można opisać ciało Hirokiego. Na jego twarzy poza maską chłodnego, złego gliny często pojawiają się też inne emocje. Duże wyraziste oczy które zdradzają tylko tyle ile chce ich właściciel. Włosy układa w taki sposób na jaki akurat ma ochotę, lub na jaki pozwala mu czas. Raz zaczesuje ją do góry a raz pozwala by swobodnie opadała na jego przystojną twarz. Nie można też zapomnieć o rozbrajającym uśmiechu który mimo że pojawia się rzadko przyprawia o szybsze bicie serca sporą część współpracownic które liczą na to że rozwodnik spojrzy na nie łaskawym okiem.
Ciekawostki
- jest najlepszym strzelcem na komendzie
- od rozwodu z nikim się nie spotykał i całkowicie oddał się pracy
- Mieszka samotnie w małym mieszkaniu blisko morza
- Mimo że nie jakoś wybitnie to potrafi gotować przynajmniej te prostsze japońskie dania
- Kiedy ma chwilę lubi sobie wypić szklankę whisky z lodem
- dziennie wypija od 5 do 7 filiżanek kawy
- dzięki swojemu chłodnemu zachowaniu w pracy w swojej drużynie zyskał przydomek 'Jack Frost'
- Jako że pracuje w policji zna judo i ma czarny pas
- ma wiecznie chłodne ręce










4 706 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3601 – 3800 z 4706 Nowsze› Najnowsze»- Dopiero? Jak im poszło? - zapytał go zaraz, zakopując się pod kocykiem. - Udało się zdać chociaż połowie? - spojrzał mu w oczy z figlarnymi ognikami w nich. - No bo wiesz, mój chłopak robi truuudne egzaminy - zapewnił go.
- Właśnie widzę jak to lubisz - uśmiechnął się do niego szeroko. Sam również nie miał nic przeciwko takim kąpielom.
Tomo ucałował go w policzek a potem zabrał się już za swoje lody.
- Obiecałem Yuyi, że jutro staniemy po drodze w McDonaldzie. Dawno tam nie byliśmy, a mały chciałby zjeść cheeseburgera i frytki.
- No proszę, cóż za zaskoczenie - uśmiechnął się szeroko. - Mój szanowany profesor - ucałował go w policzek. - Jesteś najlepszy - objął go ramionami.
- Niesamowite - zerknął na wschód słońca. - Uwielbiam je oglądać - przyznał szczerze, obserwując teraz uważnie.
Chłopak skinął głową zadowolony, że nie ma sprzeciwu zbyt dużego i oparł się o niego wygodniej. - Taka-chan? Jakoś taki senny jestem - przyznał szczerze.
- Twój chłopak znowu takim najlepszym studentem nie jest - zaśmiał się nieco. - Ale najgorszym też nie - dodał zaraz.
- Tak jakoś magicznie... a jeszcze lepiej bo mogę to oglądać razem z tobą - szepnął.
- Uhm tak, wolałbym wracać - przyznał szczerze, przymykając na trochę oczy. - Przepraszam, ale chyba nic ze mnie więcej dziś nie będzie - przyznał nieco smutno.
- No dobrze, tu się mogę zgodzić - roześmiał się serdecznie Ryu. - Skończyłeś juuuż? - zapytał go zaraz. - Bo potrzebuję twojego ciepła noo. Tulenia i buziaków.
- Możemy tu kiedyś wrócić - Naoki przytulił się do niego delikatnie. - Na pewno wrócimy - dodał jeszcze.
- Dziękuję za pyszne curry - Tomo wstał i uściskał mężczyznę mocno. - Yuya wraca z wami? - zapytał zaraz Mary.
- No wreszcie - usiadł mu na kolanach i uśmiechnął się do niego szeroko. - Dostanę buziaka?
- Tak, jeszcze na chwilkę. Trochę zmęczony jestem, wiesz? - zapytał go ze śmiechem. - A gorąca woda jeszcze usypia...
Tomo poszedł jeszcze dać znać Yuyi i zaraz był na dole, łapiąc Takano za rękę i wtulając się w jego ramię. - Spacerkiem - oznajmił od razu. - Żadnej taxi... jak się zmęczę to mnie weźmiesz na barana - ucałował go w policzek.
- Starczy - odparł chłopak, spoglądając mu prosto w oczy. - Jak ci minął dzień? - przeszedł zaraz na inny temat, by nie dać Junowi zamarudzić. - Co robiłeś jak mnie nie było? Żadnego porno nie oglądałeś, nie?
- Świetnie, będę się mógł przytulić i pospać z moim ukochanym - założył na siebie Yukatę i przytrzymał się trochę Hirokiego. - Znów mam miękkie nogi. Jak ty to robisz, że ich nie masz?
- Taka-chan? Nie bój się mnie przytulać - poprosił go cicho. - Zrobiłem coś nie tak, że tego nie robisz?
- Będę zazdrosny, że oglądałeś je beze mnie - odparł z rozbrajającym uśmiechem na twarzy. Ucałował go jeszcze i już tylko się do niego przytulał. - Ja miałem pracowity dzień. Najpierw rehabilitacja, na której sporo chodziłem, ale pod koniec nie mogłem nawet podnieść się z materaca. Potem u Chrisa trochę... poczęstował mnie herbatą i ciastkiem. Potem z Markiem i jeszcze praca na koniec. Jeszcze muszę powtórzyć do egzaminu. Jutro mam poprawę - przymknął na moment oczy.
- Mhm mam nadzieję, że mi też kiedyś przyjdzie taki nawyk - uśmiechnął się do niego jednocześnie dziękując za pomoc.
- Uhm dobrze. Nie będę cię zmuszał - obiecał zaraz. - Po prostu chcę żebyś wiedział, że bardzo cię kocham. I nie przestanę, wiesz?
- A dlaczego nie? To mogłoby być niezłe doświadczenie - uśmiechnął się do niego Ryu. - Ano... ale odpocznę trochę jeszcze, zgoda? - ucałował go znów. - I po poprawie jutro idziemy do kina - klasnął w dłonie. - Na jakiś film sensacyjny, który nam wybierzesz. Ja stawiam.
- Spaać - zgodził się Naoki od razu wtulając się mocno w swojego chłopaka. - Jesteś najlepszy.
- Wiesz, że nie chcesz i wiem że nie chciałeś. I wiesz? Nie boję się ciebie, tylko chcę żebyś był blisko mnie - szepnął.
- Brzmi świetnie. Jestem za - zgodził się z nim, uśmiechając się lekko. - A potem pójdziemy gdzieś na obiadek i do domu. Taka mała randka wypadowa - dodał zaraz.
- Mhm ale co ja ci poradzę - szepnął jeszcze, zasypiając powoli. Obudził się dwie godziny później i przeciągnął mocno jeszcze raz ziewając.
- Hm... drugą dzisiaj czekoladę? To już rozpusta, ale chętnie się jej poddam - przyznał szczerze, wyszczerzając się do niego. - Tylko może bez bitej śmietany już, co? - zaproponował.
- To dobrze - ucałował go i zsunął się z jego kolan. - Poproszę. Herbatka się przyda do nauki... i może jedno ciacho. Bo zostało jeszcze nie? - uśmiechnął się.
- Hej, hej... ale mi się dobrze spało wiesz? Bo przy tobie - ucałował go i wstał przeciągając się mocno.
- Oj bez... ja lubię takie zwykłe... - odparł wesoło Tomo.
- Tak jest szefie - Ryu pojechał do pokoju po materiały a potem wrócił i rozłożył się z nimi na podłodze.
- Oj na pewno. Nie ma bata. Musimy powtórzyć - zgodził się z nim i przebrał już w swoje ciuchy. - Pospacerujemy jeszcze po okolicy zanim pojedziemy do domu, dobrze? - zaproponował.
- Dziękuję - Tomo usiadł na kanapie i przykrył się trochę kocem. - Mieliśmy ciężki dzień, co nie? - uśmiechnął się do niego, wyciągając swój zeszyt i zapisując w nim parę słów. - Ale są i plusy... mam pomysł na piosenkę - przyznał szczerze.
Ryu długo siedział nad notatkami, popijając do tego herbatkę i przegryzając ją ciastem. W końcu odłożył notatki i położył się wygodniej na podłodze. Przymknął oczy czując łzy na policzkach. Bał się tego, że znów nie zdąży z pisaniem.
- Dobrze kochanie - Naoki pomógł mu ze sprzątaniem i zaraz wychodzili z pokoju. Oddali klucze, jeszcze tylko zostając na śniadanku.
- Nie pytaj - poprosił. - Zaśpiewam ci ją jak skończę, a nie skończę tutaj, bo nie mam gitary - uśmiechnął się do niego.
- Nie płaczę - burknął chłopak, zakrywając zaraz oczy ramieniem. - Nic mi nie jest, Jun-chan - zapewnił go zaraz.
- Bardzo. Mam nowe siły na ten mały sprawdzian co go zapowiedziałeś na poniedziałek. Chcę wygrać główną nagrodę - wyszczerzył się do niego.
- Ale będzie bardziej rockowa - dodał zaraz Tomo bo chciał spróbować trochę się pobawić stylami. - I wiesz co? Kocham cię strasznie mocno - zapewnił go zaraz.
- Nie udaję, nie płaczę - zmarkotniał jeszcze bardziej. Naprawdę nie lubił gdy ktoś go takiego widział. - To tylko głupi egzamin - wzruszył ramionami, nadal jednak nie zsuwając ręki z twarzy.
- Okay, trzymam cię za słowo - uśmiechnął się lekko i przeciągnął przy tym. - Ale nie wymyśliłeś jakiegoś super, ekstra, morderczego testu? Yuuta twierdzi że tylko takie wymyślasz - spojrzał na niego uważnie.
- To dobrze - Tomo ucałował go w policzek i zabrał się za swoją czekoladę. - Mhm pychotka, najlepsza w całym wszechświecie.
Ryu pokręcił przecząco głową. Naprawdę nie czuł się najlepiej. Zacisnął mocniej zęby i powoli otarł łzy z twarzy. - Już nie płaczę - spojrzał na niego. - Jun-chan nic mi nie jest. To tylko emocje - zapewnił go cicho.
- Mhm to dobrze - ucałował go znów i już do samego domu mu nie przeszkadzał, dopiero gdy wysiedli z samochodu objął go mocno ramionami i zaczął całować. - Mam dziś na ciebie ochotę... i wiem że wczoraj też miałem, ale dziś mam taką że nie wytrzymam chyba - zarumienił się trochę.
- Pójdziesz ze mną na spacer jak już będziemy w domu? Na plażę - zaproponował szeptem.
Chłopak westchnął ciężko, ale powoli dźwignął się na nogi i wstał. Usiadł Junowi na kolanach, wtulając się w jego ramiona. - Nic mi nie jest - powtórzył spokojnie.
- Mhm... myślę że taką chwilkę to dam radę, ale będzie ciężko - zastrzegł szybko z figlarnym uśmiechem błądzącym mu po ustach. - Wezmę naszą torbę - rzucił zaraz wesoło i kręcąc seksownie tyłkiem ruszył w stronę mieszkania, przerzucając sobie torbę przez ramię.
- To dobrze... a jak będę chciał sam na spacer to też wyjdę - wtulił się w jego pierś, zareaz upijając trochę czekolady.
- Uhm a jak nie zdam to co? Wywalą mnie ze studiów - zacisnął pięści, wciskając głowę w koszulę swojego chłopaka. - Bo nie piszę szybko... albo bo robię błędy gramatyczne - wydusił z siebie.
- Dałeś mi zalążek do dalszej zabawy - uśmiechnął się do niego zalotnie zsuwając buty od samego progu i obejmując go ramionami. Zaczął łapczywie obsypywać go pocałunkami, zsuwając się ustami po jego szyi i zębami odpinając pierwszy guzik w jego koszuli.
Tomo ziewnął nieco i zamknął oczy, dopijając do końca czekoladę. - Położysz się ze mną? Chcę zasnąć w twych ramionach - przyznał cicho.
- Nie jest łatwo podejść do tego spokojnie - wymamrotał trochę mu marudząc. - Bo dochodzi stres przecież...
Naoki nie protestował ani razu. Oddawał pocałunki i oplótł go nogami, kiedy już leżał na łóżku. Całował go dalej, teraz wpijając się w jego usta mocno i przestając go całować dopiero gdy zabrakło mu oddechu.
- Kocham cię - wyszeptał.
- Doobrze - ucałował go w policzek i przebrał się w swój dresik wchodząc pod kołderkę. Teraz tylko na niego poczekał i mocno się przytulił.
- Uhm - chłopak tylko skinął głową, dalej się w niego wtulając. - Ja tylko jeszcze nigdy nie miałem poprawki - wymamrotał. - Boję się tego... to znaczy że jestem słabym studentem, co nie?
Naoki zamruczał tylko i wyprężył się trochę, by otrzeć się biodrami o jego przyrodzenie. Zaraz też udało mu się zmienić ich miejscami i językiem zaznaczył sobie drogę od jego szyi, przez obojczyki (które swoją drogą uwielbiał), po jego brzuch. Ucałował go w sam pępek, wdzierając się tam językiem i przez moment tylko go tak przygotowując. Dopiero wówczas sięgnął po krawat, którym związał jego ręce i uśmiechnął się delikatnie.
- No kochanie, zastosowałem węzeł których nas uczyłeś na zajęciach - uśmiechnął się lekko dobierając się do jego bokserek. - Kocham cię - szepnął wreszcie zębami zsuwając je z niego i przesuwając językiem po jego przyrodzeniu.
Tomo natomiast wtulił się w niego i zasnął bez przeszkód. Mimo niepewności, ufał Takano. Ufał mu ze wszystkich sił, więc teraz kurczowo trzymał go za koszulę śpiąc z uśmiechem na twarzy.
- Postaram się, ale co jeśli mi nie wyjdzie? Nie będziesz już chciał być z takim nieudacznikiem, prawda? - szepnął cicho.
Naoki uśmiechnął się szeroko, ciesząc się z pochwały i jednocześnie wziął jego penisa w swoje usta. Pragnął go postawić całkowicie, zanim go dosiądzie. Operował ustami i językiem, poznając swego partnera od tej nowej strony, ściskał lekko jego jądra i całował główkę penisa. Kiedy z tej zaczęła wyciekać delikatna strużka spermy, usiadł na niego, nie przygotowując się do tego wcześniej. Jęknął nieco z bólu i swej głupoty. Przygryzł nieco policzek, ale zaraz poczuł przyjemność, więc znów odchylił głowę do tyłu oddychając urywanie.
- Zaczynam - szepnął unosząc się i opadając na swoim chłopaku w jak najszybszym tempie. Pragnął dać mu przyjemność i nie ograniczyć się tylko do niej.
Tomo obudził się o 10 rano, nieco zaskoczony. Musiał być mocno zmęczony fizycznie i psychicznie, skoro przespał ponad 12 godzin. Ucałował lekko Takano w policzek i położył się na nim.
- Dzień dobry kochanie - szepnął mu do uszka.
- Uhm ok...na pewno? Nie zostawisz? - spojrzał mu prosto w oczy. Nie wiedział skąd mu się wziął taki strach, ale wziął się i nie mógł na to poradzić.
Naoki jęknał z przyjemności, gdy ten zaczął go masować. Poruszał się coraz szybciej i szybciej, by w końcu poczuć jak Hiroki wypręża się niczym struna, dochodząc w jego wnętrzu. Sam również doszedł i opadł na jego klatkę piersiową dysząc ciężko.
- Ja ciebie też... bardzo kocham - wydyszał śmiejąc się zaraz radośnie. - Wow...
- Wyspałem, było przyjemnie i żadnych koszmarów - zapewnił go spokojnie. - Naprawdę było warto.
- To dobrze - odetchnął z wyraźną ulgą i ostatecznie otarł łzy z oczu. Uśmiechnął się nawet lekko do niego jeszcze trochę go przytulając.
- Myślę, że mam - zapewnił go. - Ale twoja kolej. Nie dam chyba rady drugi raz cię ujeżdżać - przyznał nieco zawstydzony, pomagając mu z więzami.
- Chyba nie... nie pamiętam - uśmiechnął się. - Zwykły spokojny sen - ucałował go lekko już z niego schodząc. - Pójdę pod prysznic ok?
- Twój, twój, zmęczony, ale kochany - przyzba k szczerze uśmiechając się do niego.
- Hiro-chan... uwielbiam cię takiego. Dobrze wiesz... gdzie nacisnąć - jęknął z przyjemności Naoki, oddając się jej całkowicie. Oddychał szybko ale jeszcze niezbyt urywanie. Coraz bardziej się podniecał.
Yuya wpadł do niego chwilę później i mocno go uściskał.
- Cześć tatuś - uśmiechnął się szeroko, wtulając się w niego. - Tatuś bo my musimy porozmawiać o dziewczynach - zarumienił się trochę. - Jak zaprosić na randkę?
- Nie, już nie. Mam dość książek - przyznał szczerze. - Posprzątałem je już - dodał pokazując mu poukładaną na ziemi kupkę nieszczęścia.
- Mhm tak na mnie działasz... nie dziw się - jęknął przeciągle czując jak mu już porządnie twardnieje i rośnie w oczach. Odchylił nieco głowę oddychając nieco urywanie. - Mhm dziś niewiele mi trzeba...
- Uhm a pomożesz mi z babeczką tatuś? - zapytał go zaraz chłopiec, wylegując się wygodnie w łóżku z tatą. - Zapisałem się do klubu baseballa... i podoba mi się tam - dodał zaraz wesoło. - Tylko rękawicę muszę kupić... ale odłożyłem już połowę pieniążków - zapewnił go zaraz.
- Nie chcę spać jeszcze. Chciałbym tak zasnąć oglądając coś z tobą - szepnął opierając się o jego ramię.
Naoki skrzywił się lekko ale szybko się przyzwyczaił i poruszył biodrami chcąc mu dać znać, że już można się poruszać.
- Naprawdę? Dziękuję tatuś! - chłopiec mocno się do niego przytulił. - Ja już moge w domku z wami być? Bo stęskniłem się... - wymamrotał.
[Wesołych świąt ! Spokoju życzę i udanego roku 2017, choć prawie 1/3 już za nami :) ]
- Hm coś niewymagającego dużego myślenia - poprosił. - Może stary Powrót do przyszłości? - zaproponował zaraz, przytulając się do niego lekko. - Zrobię nam herbatki - dodał zaraz.
Naoki zagryzł delikatnie wargi. Takie teksty tylko bardziej go nakręcały. Objął więc Hirokiego ramionami i zaczął go mocno całować, jakby chcąc wziąć od niego wszystko co tylko może. Wszystko co najlepsze.
- Dobrze tatuś - chłopiec przytulił się do niego mocno. - A potem przyjdziesz zobaczyć na mecz baseballa, jak będę grał? - zapytał go zaraz. - Ale jeszcze nie... bo dopiero się uczę - dodał czerwieniąc się trochę i wstając zaraz z łóżka by przytulić się do wchodzącego Tomo.
- Albo "Szybcy i wściekli" - rzucił jeszcze, jadąc do kuchni i wstawiając wodę na herbatę. Wrócił z prawdziwą zielonę herbatką i ciasteczkiem. Samemu położył się od razu wygodnie zamiast poduszki mając uda swojego chłopaka.
Naoki zacisnął mocno powieki i nie wytrzymał dużo dłużej. Doszedł z cichym krzykiem.
- O ja kochanie... dzisiaj jest dobrze, baaardzo dobrze - pocałował Hirokiego.
- Idź, idź - uśmiechnął się do niego, po czym zagonił Yuyę do pakowania. Razem spakowali torby a potem poszli na śniadanko, które przygotowała Mary.
- Jak sobie zasnę to mnie zaniesiesz do łóżka? - zapytał go zaraz Ryu trochę ziewając zanim wziął łyk swojej herbatki.
- Mhm w porządku - zgodził się Naoki wciąż oddychając trochę szybciej.
- Jakieś dwie godzinki po waszym wyjściu. Yuya i mała byli już zmęczeni - wyjaśnił Koyuki zabierając się za bułeczkę z masełkiem.
Ryu również znał ten film ale mimo to oglądał go z zainteresowaniem. Dopiero pod koniec zasnął przytulony do swojego mężczyzny.
Naoki zaczął od razu nad nim pracować, starając się jak tylko mógł by dać mu jak najwięcej przyjemności.
- A my wróciliśmy spacerkiem i chwilę jeszcze pogadaliśmy, a potem nie pamiętam nawet kiedy zasnąłem - przyznał spokojnie Tomo. - Dobrze mi się spało.
Ryu w tym czasie zabrał jego poduszkę by się do niej mocno przytulić. Objął ją ramionami i smacznie spał dalej.
Naoki nie zastanawiał się nad tym co robi. Delikatnie ssał jądra Hirokiego, dłonią pracując najd jego przyrodzeniem, by po chwili zamienić czynność. Teraz to ssał i pracował nad jądrami.
- Un chyba byłem - zgodził się z uśmiechem. - Ale jestem wyspany i pełen energii. I prowadzę dziś autko - wyszczerzył się.
Chłopak zmarszczył nieco brwi niezadowolony ze sie mu zabiera podusię, ale zaraz wtulił się w Juna i uśmiechnął szeroko.
Chłopak jęknął przeciągle i przestał na moment ssać główkę penisa Hirokiego. Zwyczajnie bał się że niechcący go ugryzie. Zamiast tego zaczął pracować nad nim palcami czując coraz większe podniecenie. Nim się spostrzegł wystrzelił wprost w usta Hirokiego.
- Okay - uśmiechnął się szeroko, ciesząc się jak małe dziecko z darowanej mu zabawki.
Ryu wstał nieco później i korzystając z nieobecności Juna pojechał sobie na balkon trochę pooddychać. Zadzwonił tez do brata pogadać.
Naoki powstarał się trochę przyspieszyć, ale specjalnie nie musiał tego robić. Dość szybko poczuł słonawy smak w ustach i oblizał je delikatnie.
- Mhm kochanie ale starczy na dziś - poprosił go z uśmiechem.
- Ano... sam nie wiem - zaśmiał się Tomo. - Ale cieszę się i już - usiadł mu na kolanach.
- Hej, hej - chłopak położył mu palec na ustach. - Mhm ja też tęsknię - odparł do słuchawki. - Bardzo, ale chyba najbardziej za Kiarą - zażartował i roześmiał się serdecznie. - Ok, ok. Lecę bo dziś ten nieszczęsny egzamin. Trzymajcie się - rozłaczył się i zerknął na Juna. - Znów biegałeś?
- Hahaha cieszę się, że w czym się przydałem - puścił do niego oczko, wtulając się teraz w niego. - Było cudownie, baaardzo cudownie.
- No ja myślę, bo spróbowałbyś nie być - pogroził mu palcem przed noskiem.
- Nie lubię jak wychodzisz z domu kiedy jeszcze śpię - odparł tylko Ryu. - I jestem zazdrosny, że możesz sobie biegać, a ja nie... - westchnął, ale zaraz uśmiechnął się do niego i ucałował go w policzek na dzień dobry.
- Chcę - Naoki dźwignął się z futonu i chwiejnie wstał na nogi. - Okay, to do kąpieli czas.
- To dobrze - Tomo skradł mu buziaka i zajął się swoim jedzonkiem.
- Uhm... chcę żebyś przestał wychodzić z domu kiedy jeszcze śpię. Budzę się wtedy niespokojny - wymamrotał spoglądając mu prosto w oczy. - Jakoś przeżyję to, że jeszcze biegać nie mogę - wzruszył ramionami. - Bardzo dobrze się spało, dziękuję.
Naoki zaśmiał się cicho obejmując go ramionami.
- Ostatnio lubię jak mnie nosisz - przyznał bez bicia.
Chłopak potrzebował 15 minut do dokończenia śniadania i kolejnych pięciu by dopić herbatkę. - Pycha Mary - oznajmił po wszystkim. - Takie lekkie było mi dziś potrzebne.
- To nie tak, że nie lubię. Ja ci po prostu zazdroszczę, że możesz - odparł cicho. - Jakbym mógł to też bym pobiegał, a nigdy nie mogłem... zawsze wszystkim tego zazdrościłem, biegania, basenu, baseballa, piłki nożnej, wszystkiego.
- To znaczy, że musimy częściej taki seks uprawiać? - wysunął odpowiedni wniosek i roześmiał się serdecznie. - Kocham cię - ucałował go w policzek.
- No pewnie ciociu. Gotujesz super! - oznajmił Yuya, a Tomo przytulił chłopca mocno do siebie.
- Ano i chociaż jeden porządny posiłek dziś zjesz - trzepnął go przez łęb.
- No niby tak, ale nadal ci zazdroszczę, bo to zaraz to nie jest już - wzruszył ramionami, po czym już wrócił do domu. - Kei-nii cię pozdrawia - rzucił wesoło, wstawiając ryż, by zrobić im śniadanko.
- Ja chyba też nie - zgodził się z nim. - Bo ty po prostu tak na mnie działasz - uśmiechnął się zaraz.
- Ach to tak... bawcie się dobrze w McDonaldzie - rzuciła wesoło Mary.
- Nie tak głośno - jęknął Kou, a jego córka wgramoliła mu się na kolana.
- Tatuś, a czemu Yuya może, a nie ja? Ja też chcę do McDonalda!
- Proszę cię, zostaw już ten temat - Ryu zwinnie obrócił się na wózku i zerknął na niego. - To serio nie jest mój ulubiony temat - mruknął. - Więc po prostu biegaj sobie wieczorem, albo po południu, albo obudź mnie rano jak wychodzisz - wymamrotał. - I nie poruszaj tego tematu, proszę - wrócił do wcześniej wykonywanych przez siebie czynności.
- Cieszę się, że cię znalazłem - wymamrotał Naoki dając mu się umyć i odwdzięczając się tym samym.
- No tak, bo on wie do kogo uderzyć - zgodził się Tomo. - Zresztą ja też czasem lubię zjeść coś niezdrowego.
- Yhm dzięki - Ryu wyłożył wszystko na stół, dokładając do tego jeszcze herbatę. - Smacznego - uśmiechnął się do niego.
- To akurat wielkie szczęście, bo ja z zasady nie odbijałem żonatych - wyznał szczerze, śmiejąc się przy tym nieco. - Choć może dla ciebie zrobiłbym wyjątek - puścił do niego oczko.
- Dokładnie - Tomo wstał mu z kolan i przeciągnął się jeszcze lekko. - Już nas spakowaliśmy kochanie, więc jak tylko będziesz gotowy, możemy ruszać - dodał zaraz.
- To dobrze, chciałem żeby dziś było domowo - przyznał szczerze, jedząc trochę swojego ryżu.
- Dziękuję, że tak mówisz - ucałował go w policzek i już umyty wstał i od razu się wysuszył wskakując w dresik. - Co zjemy na obiadek? - zapytał go siadając na sedesie i spoglądając na niego uważnie.
- Och dajcie spokój - Koyuki zatrzymał go w połowie. - My posprzątamy i jak dojedziemy do Yukan oddam ci klucze - obiecał zaraz.
- Możemy, czemu nie - zgodził się chłopak, odkładając pałeczki i upijając trochę herbatki. - Ale do weekendu jeszcze długa droga - westchnął ciężko.
- Jestem absolutnie za. Będę się przytulał i spędze całe popołudnie w ramionach mojego ukochanego. Nic więcej mi nie trzeba - zapewnił go Naoki wstając i obejmując go ramionami. - Kocham cię.
Tomo pomógł mu znosić naczynia i uśmiechnął się do Koyukiego.
- Nie zmieniłem. Pokazałem tylko, że czasem bycie miłym się opłaca - wtulił się w Takano. - I że nie wszystko co drogie jest super... albo może, że tanie tez może być super - poprawił się.
- To umów się z nim wreszcie kochanie. Ja chętnie spędzę sobie wieczór w domku - zapewnił go spokojnie, kończąc jedzenie. - Nie patrz ciągle na mnie, tylko zorganizuj też sobie czas - poprosił go.
- Gyozę? Ramen? Pizza? - zaproponował trzy różne rozwiązania. - Cokolwiek, byle do domku - puścił go i poszedł do salonu, przygotować dla nich kanapę. Ułożył wygodnie poduszki i obok dodał kocyk na wszelki wypadek.
- E tam, gdyby nie chciał to by tego nie zrobił. To tylko i wyłącznie jego zasługa - odparł uparcie Tomo.
- Pewnie - zgodził się. - A skoro niedziela jest na wspólne gotowanie, to albo piątek albo sobota - uśmiechnął się do niego, dopijając swoją herbatkę.
- Pasuje, dawno pizzy nie jadłem - Naoki zerknął w kartę. - Może tą, dużo mięska i trochę warzyw? Z podwójnym serem - uśmiechnął się szeroko.
Tomo pomógł mu wszystko wysuszyć a potem przytulił go mocno.
- Moje, najlepsze kochanie - uśmiechnął się.
- Podwiózł byś mnie dziś na egzamin? - zapytał go zaraz. Bardzo się denerwował i wolał by ktoś go powspierał choćby i samą obecnością. - Proszę?
- Zgoda, dziś ty wybierasz - podsunął mu swojego laptopa. - Tylko żadnych pornosów proszę - ucałował go mocno wtulając w jego pierś.
- Już jedziemy, jedziemy - uśmiechnął się do Koyukiego, zabierając kluczyki od Takano. - Jedziecie z nami? Bo my robimy przystanek po drodze - przypomniał mu.
- Okay, dziękuję - Ryu uśmiechnął się do niego, a potem pojechał się ubrać i jeszcze raz przejrzeć notatki. Westchnął ciężko, uznając że raczej wszystko umie.
- Mi pasuje - skinął głową Naoki wstając zaraz by oderbać pizzę. - Pachnie cudownie - oznajmił przynosząc ją na stół i otwierając pudełko. - W pazury bierzemy, co nie?
Tomo cieszył się że wreszcie może być za kółkiem. Prowadził z rozsądną prędkością czasem nieco przyspieszając. Tak mu się dobrze jechało, że przystanął dopiero gdzieś 40 km od Yukan. W przydrożnym McDonaldzie.
- Ja poproszę nową bułkę - zastrzegł sobie zaraz, wychodząc z auta i chowając kluczyki do kieszeni. Pierwsze trzy kroki trochę utykał, ale potem rozchodził nogę.
- Tylko nie za mocno - poprosił go zaraz chłopak. - Nie chcę mieć potem wyrzutów sumienia, że zmarnowałem twoje kciuki - wyjaśnił uśmiechając się do niego słabo. Naprawdę denerwował się tą poprawką. Aż za bardzo.
Naoki cieszył się, że może się przytulać, jeść niezdrowe jedzonko i oglądać film razem ze swoim chłopakiem. Więcej mu nie było trzeba. Zerknął na Hirokiego i uśmiechnął się do niego szeroko
- Nie boli, zdrętwiała mi trochę - odparł spokojnie. - Chcę dalej prowadzić - dodał jeszcze, zaraz pokazując mu o którą kanapkę mu chodzi. - Z frytkami i colą poproszę.
- A ja tatuś chcę HappyMeala z zabawką numer 5.
- Dam - Ryu uśmiechnął się do niego i przejął stery nad wózkiem. - Ale jak nie wyjdzie to mnie przytulisz trochę?
- A nic... lubię się uśmiechać do ciebie - ucałował go w brodę. - Nie mogę uwierzyć, że cię mam i spędzamy taki spokojny czas...
Tomo od razu podsunął mu swoją colę.
- Pijemy na pół - uśmiechnął się do niego, zaczynając od frytek.
Ryu pokiwał mu jeszcze, a potem pojechał na uczelnię, czując jak dłonie ślizgają mu się na poręczach kół. Tak był zdenerwowany po prostu. Usiadł gdzieś w ostatnim rzędzie jakby chcąc się schować i poczuł że żołądek podchodzi mu do gardła widząc kartkę. 10 zadań i wszystkie opisowe.
Naoki pomisiał go noskiem po szyi i ucałował lekko, samemu wtulając się w niego mocniej i biorąc sobie kolejny kawałek pizzy.
- Dobrą wybrałem - zaśmiał się teraz już patrząc na film.
Yuya strasznie cieszył się z takiej głupotki, bo była to zabawka z jego ulubionego filmu. Odstawił ją jednak gdy zobaczył wzrok Takano i zajął się swoimi frytkami. Tomo upił łyk coli i dziabnął Takano palcem w policzek.
- Co tak paczysz? - zapytał
Ryu napisał do niego dobrę 1,5 godziny później i zam ruszył w stronę kawiarni. Spotkał Juna w połowie drogi. - Uhm... nie wiem Jun-chan... napisałem 8 zadań i dwa ostatnie... napisałem po Japońsku - skrzywił się nieco. - Myślisz, że 8 na 10 mi starczy?
Naokiemu również się podobało, choć film już znał. Jakoś nigdy mu się nie nudził. Zawsze odkrywał nowe śmieszne żarty, a teraz do tego mógł przytulać się do Hirokiego i śmiać razem z nim. Po zakończeniu usiadł mu na kolanach i ucałował mocno.
- Ja też - zgodził się Tomo.
- I ja tatuś - dodał zaraz Yuya.
- Uhm pewnie nie zaliczy tych dwóch, ale miałem tylko pięć minut i spanikowałem - wymamrotał wzdychając ciężko. Pozwolił mu poprowadzić wózek, a potem usiadł na swoim miejscu w aucie. - Jutro pójdziemy na basen? - zapytał go zaraz.
- Pewnie, że tak. Przecież nie zawsze musimy oglądać coś poważnego - zauważył spokojnie. - Komedie też są spoko.
Tomo skończył ostatni, jeszcze oddając trochę frytek swojemu mężowi. Oparł głowę o jego ramię. - Jeszcze chwilka i możemy jechać - obiecał im obu.
- Tak - uśmiechnął się do niego Ryu troszkę tylko zmęczony egzaminem. - A możemy ją zacząć od kawiarni? Potrzebuję mocnej kawki - przyznał szczerze.
- Co jeszcze lubisz oglądać? - zainteresował się Naoki siadając tuż obok niego. - Wyjdę zaraz z psiakami. Idziesz z nami?
- Mam zrobione tatuś - zapewnił go zaraz Yuya. - Wszystkie - uśmiechnął się szeroko. - Zrobiłem zanim poszedłem do wujka Kou.
- Po drodze musimy wstąpić do mamy po psiaki - przypomniał sobie Tomo.
Ryu zamówił sobie Latte bez cukru i już po chwili miał swą ulubioną kawę przed sobą.
- Wiesz, że jeśli dziś się udało to mam 1,5 tygodnia bez studiów? Praca jest, ale od studiów wolne - uśmiechnął się szeroko.
- Horrory? O to nie wiem czy ze mną pooglądasz - przyznał szczerze. - Ja się na nich zawsze boję i mocno wtulam się w poduszkę albo czyjąś pierś - przyznał z delikatnym uśmiechem. - Czasem nachodzi ochota na horror ale zdarza mi się potem nie móc zasnąć, po jakimś dobrym horrorze oczywiście... - oblizał lekko wargi. - Un, myślę że dam radę na spacerze, a jeśli będziesz obok to już w ogóle.
- No tak, ale ja sobie dopiero teraz o tym przypomniałem - pstryknął go w nos. - Więc mi przypominaj kochanie, bo przejadę miasteczko i dupa... mama się wkurzy.
- Będę i będę mialo też czas by zrobić nam pyszne obiadki, więc na co masz ochotę? - zainteresował się zaraz. - Chciałbym zrobić coś co baardzo lubisz.
- Mhm ok, ale ja czasem lubię obejrzeć. Może jakieś movie night u nas to dam radę - zapewnił go. - Lubię filmy akcji, thrillery, sci-fiction, fantasy, no i czasem komedie, ale wolę te mniej głupawe - przyznał szczerze. - Ted był spoko - zapewnił go zaraz.
- Dziękuję wam serdecznie. Tego zapewnienia potrzebowałem - zapewnił ich z uśmiechem. - Kocham was mocno.
Ryu zapisał sobie wszystko w telefonie.
- A ja bym chciał jeszcze omuricu - przyznał szczerze, też sobie zapisując potrawę, by o niczym nie zapomnieć.
- Dobrze. Obejrzymy wtedy... "American Pie", albo jakiś thriller - uśmiechnął się do niego wstając mu wreszcie z kolan. - Ok, spacer z psiakami - przeciągnął się mocno.
- No dobrze, możemy jechać - Tomo dopił swoją colę. - Najpierw łazienka, a potem samochodzik - uśmiechnął się do nich.
- Dobrze,coś wymyślę. Może nie tak każdego dnia ale w większości - obiecał powoli kończąc swoją kawę i nieco się rozbudzając. - Od razu lepiej - poinformował wesoło Juna.
- Dobra - Naoki tylko nałożył na siebie buty i kurtkę i zapiął smycze pieskom, jedną podając zaraz Hirokiemu i przytulając się do jego boku. - Tak jest fajno.
Do domu dojechali dopiero wieczorem. Głodni i maksymalnie zmęczeni. Tomo dotrzymał jednak swojego i prowadził do samego końca.
- Wyjdę z psiakami - zdecydował jeszcze choć noga trochę odmawiała mu posłuszeństwa. Chciał je zabrać, ale Yuya odebrał mu smycz.
- Wujek, ja pójdę. Aya mi napisała że też idzie z pieskami. Mogę iść? - poprosił ich obu. - Proszę! Proszę!
- Chyba możesz... prawda Taka-chan? Ale nie na 5 godzin... pół godzinki, ok?
- Dobrze wujku - chłopiec od razu puścuł się biegiem, trochę ciągnąc za sobą zwierzaki.
- Ano - skinął głową, odstawiając szklankę. - Do kina, a potem do domku na dobre jedzonko - uśmiechnął się nieco, znów siadając na wózku.
- Cieszę się, że jestem tutaj razem z tobą - szepnął cicho, trzymając mocniej smycz jednego psiaka.
- Musi - zgodził się Tomo. - Fajnie widzieć jak dorasta - wziął swój plecak i wsparł się nieco na Takano. - Musze trochę odpocząć i będę jak nowonarodzony - ucałował go w policzek.
- No na ten basen chcę z tobą pójść i może mała wycieczka? - zaproponował mu. - Ale nie wiem dokąd, gdzieś blisko - uśmiechnął się do niego. - Na jedną lub dwie nocki.
- Uhm w Yukan też - szepnął trochę niepewnie, bo nadal bał się powrotu. W końcu jego ojciec znał to miejsce. Przytulił się do niego nieco na razie nie chcąc o tym myśleć.
- Hm czekolada? Kusisz mnie kochanie - uśmiechnął się do niego Tomo powoli maszerując do domku. - Trochę zmęczony - przyznal. - Ale i szczęśliwy, bo prowadziłem całą drogę i jestem już w domku, z moją rodzinką - uścisnął mocniej jego dłoń.
- Okay, trzymam za słowo - uśmiechnął się do niego. - Chciałem też iść na imprezę do klubu... Mark mnie zapraszał, wiesz? Robimy taką całą grupą - wyjaśnił. - Ale to za tydzień w środę...
- Mhm - skinął tylko głową, bo przecież nie bał się o samego siebie, tylko właśnie o nich najbardziej. Uśmiechnął się do niego lekko. - Nie ważne - onajmił zaraz puszczając jego dłoń i przeciągając się lekko. - Zobacz! Huśtawki z opon zrobione - zajął jedną i rozhuśtał się trochę.
- A poprawisz mi potem bandaż? - zapytał go Tomo mocząc sobie nogi w gorącej wodzie z mydłem, by odprężyć tą bolącą. - Bo ja chyba zabandażowałem ją za mocno - mruknął widząc jak poszkodowana powoli odzyskuje swoje kolory.
- Dam radę, ten pub jest przystosowany do potrzeb niepełnosprawnych... - mruknął nieco zawstydzony. - Moja grupa specjalnie takiego szukała - westchnął ciężko, bo nie lubił robić problemów, a niestety ciągle je im przysparzał.
- Ty mnie też nie, więc jesteśmy kwita, nie? - uśmiechnął się do niego Naoki, trochę się huśtając, ale nie dużo. - Wiesz, jak byłem mały to uciekałem na taką huśtawkę - uśmiechnąl się. - I udawałem że jestem biedny żeby się z dzieciakami pobawić - dodał wesoło. - O dziwo działało. Dobry ze mnie aktor był - roześmiał się serdecznie.
- To dobrze, dziękuję - posmakował swojej czekolady i odstawił ją na stolik. Wytarł nogi, odstawiając miskę na bok i przytulił się do Takano. Dopiero wtedy sięgnął po swoją czekoladę. - Było fajnie, ale cieszę się, że już jesteśmy w domku.
- Tak - zgodził się wsiadając do samochodu. - No to kino teraz - uśmiechnął się całując go w policzek. - Kocham cię, bardzo mocno - szepnął.
- Nie, ja czułem się źle kiedy miałem pieniądze - wzruszył ramionami. - Dziwne dziecko byłem...
- Pewnie, że nie. Chyba że coś zaplanowałeś na wycieczkę Yuyi, bo ta randka jest twoja - przypomniał mu wesoło.
- Szybcy i wściekli 8 - odparł spokojnie. - Niewymagający film, bo potrzebujemy oboje się wyluzować po egzaminach - powiedział wesoło. - Myślę, że to dobry plan.
- No niby tak. Ja po prostu chciałem być normalny. Jak te dzieci z rodzicami w parku spacerujące - wzruszył ramionami, odbijając się od ziemi nieco mocniej i bujając się pełną parą.
- Dobrze, dobrze. Nie dopytuję mój tajemniczy mężusiu - ucałował go w usta, po czym zajął się już swą czekoladą.
- Pewnie, że tak - uśmiechnął się szeroko. - Ale tylko jeśli zjesz go ze mną - dodał zaraz, bo przecież sam nie zje całego popcornu. - I wodę do picia też - zdecydował.
- Zapamiętam Hiro-chan - uśmiechnął się do niego. - Zobaczymy kto wyżej się rozbuja? - zapytał go zaraz gotowy do konkurencji.
- Wiem kochanie i cieszę się na tę niespodziankę - zapewnił go zaraz Tomo. - Oj bardzo dobrze się prowadziło. Nawet nie wiedziałem kiedy to minęło...
- Dobrze - Ryu odebrał od niego popcorn i pozwolił mu pchać wózek. - Może tam? - pokazał wolną kanapę, co by Jun mógłby sobie na niej usiąść.
- W Yukan? - zapytał go zaraz. - Gdzie ją powiesiliście? Jeszcze tam wisi? - zainteresował się, choć wątpił że tak jest. - Wspinałeś się też na drzewa?
Tomo uśmiechnął się w odpowiedzi i dokończył czekoladę.
- Teraz będę mógł zawozić Yuyę i cię trochę odciążę - zauważył spokojnie.
- Tak, tato - mruknął. - Ale nie możesz i też mi jest przykro, ale nie możesz. Poza tym zaczynam się zastanawiać czy nie byłbyś przyzwoitką cały czas. Marudził o alkoholu i nie dał zapalić - pokazał mu język.
- Poszukamy - zgodził się zaraz wesoło zatrzymując swą huśtawkę i wstając by przytulić mocno Hirokiego. Ucałował go delikatnie. - I z klifu też bym chętnie skoczył - przyznał wesoło.
- Mhm wróci - uśmiechnął się. - No chyba że stracił poczucie czasu. Wiesz jak jest, kiedy ma sie ukochaną osobę obok nie?
- Uhm może pójdziemy razem jak już będzie po azkończeniu roku? - zaproponował. - No i w Japonii, jak wrócę na studia - uśmiechnął się lekko. - Też bym chciał żebyś przyszedł - przyznał szczerze. - Ale czasem się martwię, że się z nami zanudzisz... albo uznasz że moi znajomi są głupawi...
- Mhm - zgodził się tylko, znów łapiąc go za rękę i idąc z nim w stronę domu. - Oprowadzisz mnie po Yukan pokazując swoje dziecinne strony? No bo jeszcze nie miałem okazji ich zobaczyć - zauważył.
- Przyjdzie. Jest rozsądnym chłopcem - zapewnił go Tomo, po czym ucałował go jeszcze. - Zabandażujesz mi? - podał mu bandaż i odsunął nieco by mężczyzna miał wolne pole do popisu. Yuya zjawił się 10 minut później.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedział cicho, bo wiedział że przyszedł 5 minut po czasie. - Ale uhm odprowadziłem Ayę do domu... przepraszam - powtórzył zaraz.
- Chyba zmienia, bo przecież już nie będziesz tu pracował, więc możemy powiedzieć że dopiero cię wyrwałem - puścił do niego oczko i zaśmiał się cicho. - Mogłoby być ciekawie - poczęstował się pop cornem.
- Brzmi świetnie - uśmiechnąl się i zaraz psiknął porządnie. - Przepraszam - mruknął, wydmuchując nos w chusteczkę. - Chyba czas do domku po gorącą herbatę.
- Widzisz, mówiłem że jest rozsądny - Tomo przytulił się lekko do Takano, a potem wstał i poczochrał po włosach Yuyę. - Idź się wykąpać kochanie. Już późno, a jutro szkoła.
- Pewnie - zgodził się tylko. - Uhm a zaniesiesz mnie? - zapytał zaraz cicho, bo przecież miejsca mieli nieco wyżej, a on sam nie czuł się na siłach by przejść pieszo taki kawał.
- Ja też nie chcę - zapewnił go, wtulając się w jego ramię. - Więc będziesz musiał mnie mocno tulić - dodał jeszcze.
- Dobrze kochanie. Będę drugi, a potem ty - poklepał go po ramieniu, zabierając kubki i idąc je umyć.
Film zaczął się chwilę później, a Ryu oparł głowę o ramię Juna, bo tak było mu wygodniej. Podjadał trochę popcornu i śledził wydarzenia z zapałem. - Ach, aż żal tych pięknych aut - skomentował gdzieś w połowie.
- To dobrze Naoki uśmiechnął się do niego szeroko i nieco przyspieszył odrobinę kichając jeszcze po drodze.
Yuya kąpał się pół godziny, a potem poszedł od razu do łóżka, dając jeszcze buziaka Takano i Tomo na dobranoc. Tomo zajęło to jedynie 15 minut i leżał w wyrku, ale nie doczekał już Takano, zasypiając.
- Ooo ja też. Nawet chętnie - przyznał szczerze Ryu. - Może kiedyś weźmiesz mnie na taką przejażdżkę - uśmiechnął się do niego, popijając trochę wody.
Naoki zaraz się przebrał w dresik i okrył kocykiem, czując że trochę mu zimno.
- Hiro-chan musisz być moim grzejnikiem dzisiaj - rzucił swobodnie.
Tomo wstał nad ranem i przygotował śniadanko, a potem rzucił się w wir pracy w piekarni. Chciał nadrobić swą nieobecność jak szybko tylko mógl.
Ryu nieco się zarumienił, kiedy ten złapał go za rękę, ale nie puścił jej tylko ścisnął mocniej opierając się o niego wygodniej. Uwielbiał te ich momenty, kiedy nikt nie patrzył.
- Tak jest, szefie - upił porządny łyk herbaty, rozsmakowując się w cieple rozlewającym go od środka i zaraz przytulił się mocniej do Hirokiego. - Od razu lepiej - przyznał szczerze.
- Hej, hej - Tomo uśmiechnął się do niego i mimo tego, że był w trakcie robienia drożdżówek i całkiem umorosany mąką, podszedł do Takano by dać mu buziaka na dzień dobry. - Śniadanko zjedliście? - zapytał go zaraz. - A bento znalazłeś dla siebie?
- Mi też, bardzo - zgodził się z nim. - Lubię też takie filmy - dokończył pić swą wodę. - Poczekamy aż ludzie zejdą? - zapytał go zaraz, bo nie chciał by Jun musiał się pchać niosąc go na rękach.
- Uważam na siebie, Hiro-chan... - wymamrotał cicho, popijając trochę herbatki. - Przecież powiedziałem ci że czas do domku, bo zimno - zauważył.
- Wziąłem - pokazał mu leżące na półce pudełeczko. - Wracam do pracy - dodał zaraz jeszcze raz dając mu buziaka.
Ryu skinął lekko głową. - Bo wybrałem odpowiedni film, odpowiednią porę i odpowiednie kino - zażartował, przejmując panowanie nad wózkiem. - Wszystko poszło zgodnie z planem.
- Rozumiem kochanie. Nie złoszczę się na ciebie - zapewnił go całując go w policzek. - Jak wypiję pójdę do wyrka, dobrze? Chyba czas odpocząć.
Tomo skinął głową, ale potem wpadł w wir pracy tak duży, że zanim się obejrzał była 18-nasta. Zamrugał wówczas kilkakrotnie klnąc pod nosem i opadł na krzesło masując bolącą głowę.
- Takano mnie ochrzani jak nic - westchnął widząc niezjedzone bento, które postanowił jakoś ukryć. Może się nie wyda.
- Do domku kochanie - uśmiechnął się do niego. - Zrobiłem nam mus czekoladowy i chciałem z tobą go zjeść, a potem do kąpieli i spać - przyznał z uśmiechem.
- Super, będę miał mojego miśka przy sobie - uśmiechnął się szeroko Naoki całując go jeszcze a potem już idąc do łóżka.
Tomo aż podskoczył słysząc jego głos i odruchowo schował pudełko z bento za plecami.
- Ale podjadałem podczas robienia - wyjaśnił cicho, choć była to kiepska wymówka. Widział to po minie Takano. Westchnął cicho i wstał z miejca. - Nic mi nie jest, tylko trochę zmęczony jestem - wyjaśnił.
- to dobrze, mam ndzieję że ci zasmakuje - odparł szczerze chłopak i ucałował go w policzek w windzie. - Kocham cię.
Naoki obudził się wraz z budzikiem i wstał szybciej od Hirokiego. Umył się i przygotował śniadanko, czując że ma zapchany nos. Świetnie, po prostu bosko.
- Ohayou - przywitał się jednak z Hirokim i ucałował go w nos. - Śniadanko zaraz bedzie.
- Przecież odpocznę i będzie ok - odparł cicho Tomo pozwalając mu się objąć. - No i staram się, a nie zawsze wychodzi...
Ryu przygotował dla nich mus wraz z bitą śmietaną.
- Smacznego. Mam nadzieję, że posmakuje.
- Mhm, mam pełny nos - przyznał spokojnie, wydmuchując go zaraz. - Ale reszta chyba w porządku - dotknął swojego czoła.
- Teraz coś zjem - odparł cicho Tomo, bo przecież mleko się już rozlało i nie mógł na to nic poradzić. - Poza tym... mogłeś po mnie wpaść...
- Uff, bałem się, że ci nie posmakuje - przyznał szczerze chłopak, po czym uśmiechnął się szeroko samemu jedząc swoją porcję. - Mhm nawet wyszło uśmiechnął się szeroko.
- No dobrze... ale nie będzie to faworyzowanie? - zapytał go zaraz. - No bo nie chcę opuszczać zajęć z powodu głupiego przeziębienia - wyjaśnił spokojnie. ROzumiał jego troskę i sam chętnie zostałby w domu, ale bał się, że reszta kursantów uzna to za faworyzowanie.
Tomo skinął głową, wtulając się w niego mocno.
- Ja też przepraszam, wiem że nie powinienem tak się zachowywać - przyznał cicho już się nie usprawiedliwiając. On po prostu wciąż musiał się z jedzeniem pilnować. Zwłaszcza jak wchodził w wir pracy. - A kupiliście już tę rękawicę do baseballu? - zapytał go zaraz.
- Dobrze, a ja posprzątam - Ryu zebrał naczynka i zrobił im jeszcze po herbacie, a kiedy Jun wrócił siedział na kanapie pod kocykiem popijając ciepły płyn. - Jeszcze chciałem się napić - usprawiedliwił się.
- Dobrze, zostanę, wygrzeję się w łóżku - obiecał mu, siadając z nim do śniadanka. - A jak wrócisz to mi opowiesz co robiliście? - zapytał go zaraz.
- Dobrze, to pogram z Yuyą w catch the ball potem - wyjaśnił z uśmiechem. - Długo będziesz pracował? - zamknął piekarnię i złapal Takano za rękę, żeby się utrzymać w pionie.
- Gotowy, ale trochę się boję, wiesz? Jestem odważny tylko w gębie - zasmiał się cicho, przytulając do Juna mocniej. - Wiem, że będziesz ze mną i dlatego w ogóle się odważę... ale czuję strach... że utonę, albo że się będą ze mnie śmiać...
Naoki skinął głową i odwrócił się trochę, by wydmuchać nos.
- Kupisz mi jakieś leki? - zapytał go zaraz, wracając do jedzenia. Chciał zjeść i wrócić pod ciepłą kołderkę.
- Ok, ok... odpocznę - Tomo nie protestował zbyt długo. - Mhm w porządku, poczekać na ciebie? - zapytał go zaraz.
- To dobrze. Dobrze, że tam będziesz - ucałował go mocno. - Bo ja sam chyba nie dałbym rady... - wstał i przeniósł się na wózek a potem pojechał już do łazienki.
- Coś przeciwbólowego i na zbicie temperatury. Może jakiś lek w proszku... do rozrobienia w wodzie? - zaproponował, bo przecież nie wzięli ze sobą leków. - Więcej mi nie trzeba. herbatkę sobie zrobię i będzie dobrze.
- To się nie zamęcz - poprosił go, choć nie był odpowiednią osobą do takiej rozmowy. - Po prostu wróć żeby mnie przytulić.
Ryu wziął szybki prysznic i za chwilę był już w łóżku, wtulając się w swojego chłopaka.
- Dziękuję za dziś. Było super i tak normalnie - zauważył wesoło. - Kocham cię.
- Dziękuje - Naoki uśmiechnął się do niego i skończył swoją porcję, po czym upił trochę herbaty. - Zrobię nam obiadek, więc się nie martw - poprosił go zaraz.
- Dobrze, dobrze - Tomo usiadł na swoim miejscu masując sobie zmęczone skronie. - Jestem trochę głodny - przyznał bez bicia.
- Super, ale będziesz musiał przyjeżdżać czasem do mnie na uczelnię. Wyjdziemy wtedy na piwo z moimi znajomymi ok? - zaproponował z uśmiechem, kładąc się teraz na nim i przymykając oczy. - Chcę byś był częścią mojego życia - szepnął. - Ale tak w pełni... dogłębnie.
- Tak jest, spędzę cały dzień w łóżku - skapitulował, po czym pozbierał po śniadaniu. Uzupełnił zmywarkę i poszedł do ich sypialni, w której okrył się porządnie kołdrą. O dziwo nie doczekał powrotu Hirokiego, bo sen szybciej go zmógł.
- Pachnie cudownie - mruknął Tomo zabierając się za jedzenie. W połowie okonomiyaki zwolnił trochę, ale nie przestał jeść. Popił trochę wody i odetchnął głęboko. - Od razu mi lepiej - przyznał cicho.
Ryu już mu nie odpowiedział. Został ululany rytmem bicia serca Juna. Zasnął tylko mocniej chwytając się koszulki mężczyzny.
Naoki obudził się około 12-nastej. Wypił kubek herbaty i połknął leki, a potem wrócił do spania. Ponownie obudził się dopiero, kiedy psiaki zaczęły szczekać oświadczając mu powrót Hirokiego. Opatulił się wówczas kocem i wyszedł na korytarz.
- Hej, jak było? - zapytał nieco ochrypniętym głosem. - Przepsałem pół dnia... byłem posłuszny - uśmiechnął się do niego.
Tomo więcej już nie powiedział, tylko spokojnie dokończył jedzenie.
- Pójdę jeszcze z psiakami i położę się na trochę - zdecydował dość wesoło.
Rano chłopak obudził się wraz z Junem i ucałował go mocno, zanim wyszedł z łóżka.
- Dziś będzie sałatka owocowa na śniadanie - stwierdził wesoło. - Coś lekkiego, bo potem zjemy więcej.
- Mhm to dobrze - uśmiechnął się do niego wracając do łóżka i wypijając jeszcze trochę herbaty.
- Odpocznę - obiecał i zamierzał tego dotrzymać. - Pomogę ci Yuyuś jakby co - dodał jeszcze do chłopca.
- Nie... jakoś mam ochotę na tę sałatkę - wyjaśnił mu. - Może zrobię też chlebek do tego - dodał zaraz. - I kakao... a tobie herbatę, nie?
Naoki skinął lekko głową.
- Chyba tak, ale nadal mi zimno - przyznał szczerze. - Zostaniesz już dziś ze mną w domku? - zapytał go zaraz, unosząc się trochę na łokciach by na niego spojrzeć.
- Dobrze kochanie - Tomo ucałował go też i pomachał mu na dowidzenia, a potem wyszedł z psiakami. Po powrocie jeszcze pomógł Yuyi z dwoma problemami, by położyć się do wyrka i zasnąć niemal natychmiast.
Ryu skinął lekko głową zgadzając się na to bez problemu. Od razu zabrał się za robienie sałatki. Wstawił też mleko na kakao.
- Trochę się boję tego basenu - przyznał szczerze. - Ale będziesz obok i mi pomożesz ze wszystkim, prawda? - upewnił się jeszcze.
- Ok, to dam mu tylko znać, by nie czekał - odparł spokojnie Naoki, wybierając numer do psychologa. Chwilkę z nim pogadał, po czym odłożył telefon. - Może lepiej żebyś mnie nie tulił, co? Zarazisz się jeszcze...
Tomo odsunął się od niego chwilę później.
- Zostaw mnie - jęknął przez sen. - Tylko Taka-chan może... zostaw - zacisnął mocniej pięści.
- Nie trzeba, siadaj z dupskiem na krześle - zarządził chłopak, doskonale radząc sobie samemu. Zrobił parę tostów, które zaraz podał Junowi na stół i postawił obok sałatkę owocową. Zwieńczył to wszystko kubkiem gorącego kakao. - Idealnie - stwierdził siadając obok mężczyzny. - Smacznego.
- Już idę - chłopak nasunął na siebie ciepłą bluzę Hirokiego, bo akurat taka leżała na podłodze i poszedł do salonu, siadając przy stole. - Pachnie pewnie cudownie - uśmiechnął się, bo ciężko było coś wyczuć zatkanym nosem.
- Zostaw - powtórzył cicho Tomo, - Zostaw - zatrząsł się cały, a dwie łzy spłynęły mu po policzkach. To wówczas obudził się od razu siadając i z trudem łapiąc oddech. - Cholera - mruknął ocierając łzy z policzków i zerkając na Takano. - Wybacz... - wstał z łóżka, by pójść do kuchni po szklankę zimnej wody.
- To dobrze, lubię jak ci smakuje - zapewnił go z uśmiechem chłopak, samemu zajmując się swoją porcją. - Co powinienem wziąć na basen? Nigdy tam nie byłem... - przyznał się z lekkim zawstydzeniem.
- Oj daj spokój. Jeest dobrze. Nie musisz być mistrzem kuchni kochanie - zapewnił go Naoki. - Ja przespałem prawie cały czas jak ciebie nie było...
- Mhm koszmar - odparł krotko Tomo, po czym odwrocił się do niego i przytulił go mocno. - Wybacz... możesz mnie tak potrzymać?
- Czepka nie mam - odparł nieco przestraszony tym faktem. - Na pewno będzie można kupić na basenie? - upewnił się patrząc mu prosto w oczy.
- Wziąłem sobie twoje rady do serca - uśmiechnął się szerzej, jedząc jeszcze trochę zupki. - Fajnie rozgrzewa od środka - zauważył.
- Mhm straszny - przyznał, wtulając twarz w jego pierś. - Ale mam tu ciebie, więc... nic już straszne nie jest - szepnął przymykając oczy i mocno obejmując go ramionami. Nie chciał go puścić za nic w świecie.
- Ale na pewno, na pewno? - zapytał go raz jeszcze, po czym wrócił do jedzenia, by jakoś uśpić swe zdenerwowanie.
- Tak jest, szefie - zasalutował mu i powoli skończył zupkę. Oddał mu talerz. - Przyniosę sobie kocyk i posiedze z tobą w salonie - zdecydował idąc do sypialni.
- Nie chcę opowiadać - wyszeptał. - Nie chcę - powtórzył jeszcze chwilę tak mocno go trzymając. - Już mi lepiej... możemy iść spać - dodał zaraz, odsuwając się od niego.
- No dobrze, ufam ci - popatrzył na niego podejrzliwie, kończąc jedzonko. - To ja idę się ubierać - dodał zaraz, wypijając swoje kakao.
- Ale bez ciebie to tak nie chcę - odparł wyglądając z sypialni ze smutną minką. - Chcę być przylepa...
Tomo pozwolił mu się zaprowadzić do sypialni. Położył się na łóżku od razu przytulając się mocno do Takano. - Potrzymasz mnie tak w nocy, nie? - szepnął tylko zamykając oczy.
Ryu spakował to wszystko o czym mówił Jun i jeszcze przyjechał do salonu, by mu to pokazać. Serio się denerwował. Pierwszy raz na basenie to było coś... zwłaszcza będąc w jego wieku. Stary a głupi.
- Juhu! - Naoki przytulił się do niego szczęśliwy. - Brakowało mi znajomego ciepełka w łóżeczku - wyjaśnił mu.
Chłopak obudził się dość późno i jeszcze ziewnął nieco zerkając na śpiącego obok Takano. Tak mu się wstawać nie chciało, że wtulił się mocniej w swojego męża, jeszcze raz przymykając oczy.
Ryu nie odezwał się do niego aż do basenu. Taki był zestresowany, że nie bardzo wiedział co mówić. Pozwolił przejąć Junowi pałeczkę w tym wypadku.
- Co tam tylko wybierzesz - odparł Naoki, czując że on za bardzo nie skupi się na filmie. Wtulił się w niego mocno i więcej mu nie było trzeba. - Serio, ty mi wystarczysz do szczęścia - mruknął, a potem zatkał usta dłońmi. Nie chciał tego mówić na głos.
- Ja ciebie też bardzo mocno kocham - odparł mu chłopak, mocno go przytulając. - Jesteś moim najlepszym mężem.
- Uhm mam nadzieję - szepnął chłopak, tak już zdenerwowany, że nawet nie próbował przejąć sterowania nad wózkiem. Miał nawet ochotę poprosić Juna by zawrócili, ale przełamał się i odetchnął głęboko starając się przetrwać najgorsze. Widząc jednak, żę nie on jeden jest na wózku nieco się rozluźnił.
- Mhm dla mnie to duże wymagania... - odparł cicho Naoki. - Bo ty jesteś tylko jeden na tym świecie i jak cię zabraknie to nie wiem co pocznę - szepnął zerkając trochę na film, ale bardziej delektując się chwilą.
- Mhm bo może mam wielu, a ty nic o tym nie wiesz - zaproponował z lekkim uśmiechem, choć wciąż na wpół przytomnie. - Chciałbyś poznać resztę mojego haremu?
- Un no dobrze, w domu założyłem kąpielówki - wyjaśnił kiedy zaczęli się przebierać. Trochę mu ulżyło, kiedy poza nim było wielu w jego sytuacji albo i gorszej. Uznał, że nie będzie najgorzej.
Naoki uśmiechnął się szeroko, a niedługo później zasnął trochę znużony temperaturą i słabym samopoczuciem.
- To dobrze - ucałował go w nosek. - Nie musze mojego haremu tu sprowadzać - zażartował teraz już wstając z miejsca.
- Troszkę tak - uśmiechnął się lekko, po czym posłuchał instruktora który zaczął od przedstawienia się, a słysząc, że to pierwszy raz w ogóle na basenie dla Ryu uśmiechnął się lekko. Poinstruował Juna jak się zachowywać, a potem zaprowadził ich do wjazdu do wody.
Naoki uśmiechnął się lekko przez sen, mocno przytulił go i zacisnął mocniej powieki. Spało mu się tak dobrze, że obudził się nieco przed kolacją.
- Uhm Hiro-chan? Gome... przepraszam cię... zablokowałem ci ruchy - szepnął.
- Mhm to chyba musisz przyjść po mnie w południe na jedzonko - poprosił.
Ryu miał problemy z utrzymaniem się na wodzie, toteż cały czas mocno trzymał się Juna. Dopiero gdzieś w połowie zajęć w miarę się przyzwyczaił do nowego środowiska i zaczął odczuwać radość z pobytu w wodzie.
Naoki poczekał aż jego mężczyzna go zawoła i dopiero wtedy poszedł powoli za nim do salonu. Usiadł na swoim miejscu upijając odrazu spory łyk herbatki.
- Trochę mi lepiej, wiesz? - uśmiechnął się do niego. - Cieszę się, że mogłem z tobą poleżeć.
- Hm myślałem o zwykłych onigiri - przyznał szczerze, bo nie miał ochoty na dłuższe gotowanie. - Mamy też zupkę od wczoraj.
Kiedy dostali trochę wolnego czasu, Ryu pozwolił Junowi wziąć się na nieco głębszą wodę. - Fajnie tu jest - uśmiechnął się do niego. - Przyjdziemy tu jeszcze?
- Jutro już przyjdę na trening. Nie chcę go opuszczać - przyznał, bo nawet mu się podobało na treningu. Czuł się pewniej znając trochę ruchów obronnych.
- Hm... dla mnie zwykłe z ziołami - odparł ze śmiechem. - A jakie ty chcesz? Yuya lubi z tuńczykiem - dodał zaraz.
- Uhm podobało... i chyba nie byłem najgorszy, nie? - zaśmiał się nieco, łapiąc się zaraz Juna nieco mocniej, kiedy trochę stracił równowagę. - Myślisz, ze mi tu pomogą takie zajęcia?
- No ok... - Naoki zmarkotniał trochę. - Uhm bo ja lubię te zajęcia - wyjaśnił cicho. - Nie chcę ich opuszczać.
- Okay, dla Yuyi już część mam. Wczoraj zrobiliśmy... a on mnie pytał czy może jutro zjeść na stołówce bo ma być curry... - wywrócil oczyma i uśmiechnął się lekko.
- Mhm nie do końca. Nie używam nóg i nie wiem jak się na wodzie utrzymać - zauważył nieco zażenowany. - No i ciągle musisz mnie trzymać - zauważył ze śmiechem. - Więc będziesz mnie uczyć - dodał jeszcze wesoło.
- No wiem, ale i tak chciałbym już dołączyć. Nudno tu samemu - wyjaśnił śmiejąc się przy tym nieco i wcinając kolację. - Mam za to okazję próbować twoich bluz. Są ciepłe i dobrze się w nich śpi...
- Oj bo to nie o to curry chodzi, tylko o Ayę, która tam będzie to curry jadła - Tomo spojrzał znacząco na Takano. - Takie tam myki, żeby dłużej z nią porozmawiać i tyle - uśmiechnął się szerzej.
- Uhm dobrze - zgodził się zaraz, chcąc koniecznie wypróbować czegoś nowego. Pozwolił Junowi sobie pomóc i chwilę potem zobaczył te bicze wodne. - Boli jak uderzają? - zapytał, choć wątpił w to i zaraz uznał, że zadał głupie pytanie.
- No co się śmiejesz? Taki ekscytujący dzień miałem, że nawet twa bluza była w nim gwiazdą - zażartował śmiejąc się przy tym nieco.
- A zasłużyłeś na taki wspólny posiłek? - odbił piłeczkę, udając nieprzystępnego. Podobno bardziej seksi, według najnowszych trendów. Nie wytrzymał jednak zbyt długo i skinął głową uśmiechając się lekko. - Oczywiście kochanie - ucałował go w usta.
Ryu popatrzył na niego jakby trochę nie dowierzając, ale gdy poczuł przyjemny masaż uśmiechnął się lekko. - Miałeś rację - przyznał mu, jednocześnie przyznając że nie dawał temu wiary. - Fajnie jest, ale w ogóle ich już nie czuję. Chyba tak mi zmiękły...
- Nie miałem siły na oglądanie - przyznał cicho chłopak, kończąc jedzenie. - Ale jutro idę z tobą... nawet jakbym miał tylko oglądać trening - wyjaśnił.
- Ale ja lubię się z tobą droczyć - Tomo zrobił naburmuszoną minkę i zaraz objął Takano od tyłu, wtulając się w jego plecy z całych sił.
- Nie, chyba nie trzeba - uśmiechnął się lekko. - Tylko z wody mnie wyciągniesz, nie? - poprosił go. - I uhm... jest tu taka przebieralnia że nikt nie będzie patrzył? - zapytał go zaraz. Nie czułby się komfortowo rozbierając przy wszystkich zebranych.
- Tak jest, będę grzecznie siedział - obiecał mu zaraz bo nie chciał przeginać i wiedział, że im szybciej stanie na nogi tym lepiej a trening mógłby mu zaszkodzić.
Tomo zaraz pomógł mu ze wszystkim, wyciągając ryż i dzieląc go na kilka miseczek by zmieszać ze składnikami które przygotowywał Takano. Namoczył też nori, pozwalając Takano działać dalej.
- Możemy - zgodził się, oddychając z wyraźną ulgą na zapewnienie Juna o przebieralni. - Podobało mi się, wiesz? Ale bardzo się bałem - uśmiechnął się, pozwalając mu wziąć się na ręce i posadzić znów na wózku. - Przyjdziemy jeszcze raz, prawda?
- Pójdę, pójdę - westchnął bez większego przekonania. Jakoś nie widział potrzeby chodzenia do psychologa i chodził jedynie by odbębnić swoje. Nie widział widocznej poprawy. - Przecież wiem że muszę. Inaczej szef mnie zwolni - wzruszył ramionami.
- A buzi? - spojrzał na niego zaskoczony. - Najpierw moje poranne czułości - zrobił naburmuszoną minę, krzyżując ręce na piersiach.
- A tobie pewnie nudno było, nie? - spojrzał na niego. - Przepraszasz, musisz wiele przeze mnie znosić - zauważył cicho.
- Wiem, wiem, gadanie o dupie Maryny ma mi pomóc - powtórzył wstając z miejsca i idąc do łazienki, bo żołądek się mu nieco zbuntował. - Co prawda nie mam pojęcia jak, ale dobra tam... chodze bo musze i tyle - mruknął okręcając się kocem, kiedy już wrócił do salonu. - Czemu nie chodzisz na obiady z innymi policjantami? - zainteresował się zaraz, żeby trochę zmienić temat. - No wiesz, po trudnej sprawie czy coś...
- Duuużo lepiej - uśmiechnął się do niego zadowolony, po czym uściskał go mocno i poszedł budzić Yuyę.
- Dziękuję - chłopak od razu pojechał w stronę przebieralni i wjechał do środka, kiedy ta się zwolniła. Odetchnął tam z wyraźną ulgą. Nie musiał przebierać się przy innych ludziach, a to było ważne.
Naoki wtulił się w niego nieco mocniej i zamknął oczy.
- Nie - odparł szczerze. - Nie będę mu opowiadał o tym jak mnie ojciec bił, a ja jak idiota starałem się by mnie pokochał. Nie będę mówił o tym, że boję się że was skrzywdzi, bo on niczego nie zmieni. Strach i zagrożenie nadal będzie. Nie powiem też o klaustrofobii, bo dowiem się, że muszę tylko poćwiczyć i pyk wszystko będzie w porządku... i nie będę o tym wszystkim mówił... bo nie chcę by ktokolwiek się o tym dowiedział - zacisnął mocniej wargi. - Ale powiedziałem mu o sytuacji ze strzelaniną, starałem się - burknął. - No i co z tego? Nadal mam koszmary i nadal budzę się czasami z krzykiem - zauważył. - Uhm przeze mnie? Może chciałbyś częściej wychodzić? Przecież możesz.
Tomo przyszedł chwilę później a zaspany Yuya dołączył do nich 10 minut później.
- Tatuś... do gimnazjum idę tutaj... bo tam za daleko... chcę pospać dłużej - chłopiec zajęczał biorąc sobie jedno onigiri.
Ryu wyszedł z przebieralni kompletnie ubrany i podjechał do Juna, by schować swój strój do torby. - Wiesz co? Jakoś dziwnie mi teraz, taki jestem głodny i zmęczony, a przecież nie robiłem czegoś super wymagającego.
- Trzy. Trzy spotkania i jedno odwołane - odparł chłopak. - Skreślam w kalendarzu... by widzieć jak ich mało jeszcze zostało - mruknął cicho. - Naprawdę? Bo wiesz, ja w Yukan za wiele nie widziałem... nie chodzimy po knajpach to nawet nie wiem kt,óre są dobre.
Chłopiec zarumienił sie trochę.
- Popytam gdzie idzie - zapewnił go szybko. - No bo mieszka tutaj przecież - dodał zaraz.
- Mhm... na ramen - przyznał szczerze. - Ale taki nie robiony przeze mnie - dodał bo nie miał ochoty teraz stać przy garach. Pozwolił mu prowadzić wózek, zerkając na niego raz za razem. - A ty nie jesteś zmęczony? - zapytał go.
- Mhm... bardzo chętnie - zgodził się chłopak całując go lekko w policzek i wracając do przytulania się do niego. - Chciałbym też kiedyś spróbować swych sił w odbijaniu piłek kijem od baseballa... - przyznał szczerze.
- Tatuś? A mogę zaprosić Ayę do domu w sobotkę? - zapytał go zaraz chłopak. - Proszę? Będziemy grzeczni - obiecał zaraz.
- Jestem za - uśmiechnął się do niego, kładąc sobie ich torby na kolanach. - Mhm no to może pizza?
- Same fajne rzeczy robicie - zauważył wesoło Naoki. - Chętnie też spróbuję - przyznał szczerze.
- Tak - chłopiec uśmiechnął się szeroko, bo bardzo cieszył się na wycieczkę.
- Jaką weźmiemy? Dużo mięska i sera to jedyny mój wymóg - zaśmiał się chłopak, zapinając pasy i pozwalając mu prowadzić. - I duuuża, jak nie zjemy to na wynos weźmiemy.
- To jak trafię do drużyny Yasu, to będziesz miał łatwiej. Zestrzelą mnie na samym początku - zaśmiał się chłopak. - Serio, serio. Postaram się trafić do niego - pokazał mu język.
- Jedzie, ale nie będziemy razem w pokoju - zrobił nieco zawiedzioną minę, a Tomo niemal nie wypluł swojego onigiri.
- A chciałbyś? - zapytał go, kiedy już odkaszlnął i przełknął z trudem ryż.
- Tak, bo przecież najlepsze rozmowy są wieczorem - uśmiechnął się szeroko chłopiec.
Ryu dość szybko wybrał pizzę, pokazując numerek Junowi, by ten potwierdził lub zaprzeczył. - I colę - dodał zaraz, odkładając kartę i wpatrując się w swojego mężczyznę dość mocno. - Widziałem jak się rozglądasz po basenie... szukałeś kobietek?
- Mhm w to nie wątpię - uśmiechnął się do niego szeroko, zamykając oczy. - Zawsze mnie bronisz - szepnął. - Ale ja też chciałbym cię obronić - przyznał szczerze, a potem odpłynął w krainę Morfeusza.
- Tatuś... ale ja nie mogę obiecać - zaczerwienił się Yuya. - No bo uhm chłopaki chcą to zrobić i ja nie chcę być tym co będzie dupa w korach - zrobił się całkiem czerwony i skończył jeść. - Pojdę się umyć - wystrzelił od stołu niczym rakieta.
- Mhm no sobrze, skoro tak mówisz to spróbuję ci zaufać - uśmiechnął się trochę się z nim przekomarzając.
Naoki budził się parę razy podczas nocy i biegał do łazienki, bo żołądek go strasznie męczył, ale zawsze potem wtulał się w Hirokiego i zasypiał na nowo spokojny bo miał swojego mężczyznę obok.
- Myślę, że Yuya nam dorasta. Będziemy obserwować samych siebie w nim - zaśmiał się cicho. - Ja podglądałem nauczycieli - uśmiechnął się krzywo. - Ale i dziewczyny się zdarzało.
- Ufam - odparł spokojnie. - Tylko jestem zazdrosny jak cię widze z innymi nauczycielkami czy coś... - wymamrotał. - Nic na to nie poradzę, że wtedy ufam trochę mniej... no bo im nie ufam...
Naoki wstał dopiero w południe. Westchnął ciężko widząc zegarek, ale nie protestował, gdy zachwiał się na nogach. Zamiast tego ubrał się i wraz z psiakami poszedł do pobliskiego lekarza. Uznał, że lepiej jak coś mu przypisze co go szybko na nogi postawi.
- Nie będzie, a i jak będzie to sobie poradzimy - uśmiechnął się do niego Tomo. - Nie musisz ciągle zakładać najgorszego - ucałował go lekko. - Dzisiaj ja zawiozę Yuyę. Zaczynam później. Biorę nocną zmianę - wyjaśnił. - I zrobię Wam pyszny obiadek.
- One mają nogi, a ja nadal z tym walczę... one są szczupłe i seksowne, a ja... może szczupły i jestem, ale flak... zero seksu - burknął cicho, zaraz jednak wgryzając się w pizzę. - Więc zazdroszczę i już...
- Hej - odchrypiał mu Naoki. - Czekam w kolejce do lekarza, bo nie było lepiej - dodał zaraz. - Uznałem, że no wiesz, jakiś antybiotyk czy cuś... postawi mnie na nogi - uśmiechnął się lekko.
- Wiem, że nie lubisz... staram się nie brać ich dużo - pogłaskał go po policzku. - Ale czasem muszę.
- Ale wtedy nie kręciły się wokół ciebie seksowne kobiety - zauważył Ryu odbijając pałeczkę. W tamtym okresie Jun miał przy sobie gamę kobiet Yukan, w większości zajęte i umarlaki. Nie było mowy o zazdrości.
- Mhm nie, raczej dam radę. W razie czego zadzwonię. Mam ze sobą psiaki. Czekają na zewnątrz - szepnął do słuchawki. - Pracuj ładnie - poprosił go.
- Na razie - Tomo pokiwał mu jeszcze, a potem posprzątał po śniadaniu i zawiózł Yuyę do miasta. Zrobił drugie śniadanko, stawiając na prostotę i przegryzając wafle ryżowe usiadł do kontynuowania swej piosenki.
- Nie wiem, może... po prostu nie lubię jak się wokół ciebie kręcą - odparł szczerze, kończąc pierwszy kawałek pizzy.
Naoki rozłączył się zaraz i poszedł do łazienki by zwrócić zupę, którą zjadł na śniadanie. Pięknie, wprost bombowo. Grypa murowana. Lekarz przypisał mu antybiotyk i dał zwolnienie do końca tygodnia z poleceniem leżenia w łóżku. Jeszcze lepiej. Chłopak trochę zmarkotniał, po czym powoli wracał z psiakami, ale w końcu musiał zrezygnować. To wtedy wysłał Hirokiemu smsa z namiarami na siebie i przykucnął pod jednym z drzew, głaszcząc zwierzaki po łebkach. Kręciło mu się w głowie i nie chciał udawać już silnego.
- Hej kochanie - Tomo przywitał go długim buziakiem, po czym złapał go za rękę i przyprowadził do pokoju. - Na drugie śniadanie serwuję pancakesy - uśmiechnął się do niego, podając mu dwa talerze i zaraz przynosząc z kuchni jedzonko. - Jak ci idzie?
- Uhm ale wokół mnie nie kręcą się kobiety... - wymamrotał cicho, ale zaraz odetchnął głęboko. - No nic na to nie poradzę no...
- To tylko grypa - odparł Naoki, któremu udało się zrobić zakupy i wykupić swoje leki. - Ale mam leżec w łóżku do końca tygodnia... przepraszam - westchnął cicho, podtrzymując się trochę na Hirokim. W głowie mu szumiało i marzył jedynie o łóżku.
- Ale wrócisz jeszcze dziś, prawda? - upewnił się Tomo, któremu udało się wypocząć przez cały ranek. - Bo chciałbym mieć męża pod ręką - ucałował go w policzek a potem zabrał się za jedzenie.
- Uhm no dobra, ale nie przestanę być zazdrosny - wycelił w niego palcem, bo choć przyjął argumenty na klatę to zazdrość i tak gdzieś tam była.
- Nie chciałem cię fatygować, ale tak mi się w głowie kręci że już nie do końca wiedziałem gdzie jestem - przyznał mu kiedy Hiroki otwierał tylne drzwi do auta, by wsadzić tam psiaki.
- Okey, to zrobię jakiś obiadek. Co sobie życzysz kochanie?
- Ufam ci, tylko im nie ufam... i nie wiem co mogą zrobić... - zauważyl cicho. - Jak wtedy, kiedy cię pocałowała... wiem że nie chciałeś, ale i tak bolało - dokończył swój kawałek pizzy. - Ale ufam ci, bardzo - zapewnił go.
- Dziękuję - Naoki uśmiechnął się do niego lekko, odsuwając wyrzuty sumienia daleko od siebie. - Dostałem zwolnienie z pracy, więc ci je dam... - dodał zaraz. - Ale potem będę chciał wszystko nadrobić - zapewnił go.
- Dobrze kochanie, będą okonomiyaki. Ja też będę na obiad, a po obiadku pójdę do pracy - ucałował go lekko, siadając mu na kolanach teraz i nieco się do niego przytulając. - Trochę energii ci przekazuję.
Ryu przez chwilę tylko sączył swoją colę.
- Pojedziemy na jakąś wycieczkę w weekend? Albo następny weekend? - zaproponował.
- Niby nie, ale jakoś tak dla mnie jest - przyznał szczerze Naoki, zamykając oczy bo obraz i tak był rozmyty tuż przed nimi.
- Wiem, że nie lubisz... bo mój mózg działa trochę inaczej i potem nic nie jem - przyznał szczerze, zaraz jednak uśmiechając się mocno i przyjmując podawaną mu energię.
- Faktycznie - zgodził się z nim, bo całkiem wypadło mu to z głowy. - Nie wiem... Waszyngton? Albo... Boston? O może Boston? - zaproponował.
- Dam radę, tylko pieskami się zajmij a ja dam radę - zapewnił go Naoki, powoli wysiadając z auta i zabierając jeszcze torbę z lekami ze sobą. Poszedł do mieszkania otwierając je przed Hirokim. - Położę się, ok? - zsunął buty.
- O... to zostaną na noc, na pewno - uśmiechnął się lekko. - To może zrobimy jakiegoś rodzinnego grila? - zaproponował. - Zaprosimy Keia i Mary... - ucałował go w policzek.
- Poszukam. Zrobię listę. Na pewno chciałbym pojechać tramwajem - zaśmiał się nieco, bo jakiś taki kaprys go naszedł.
Naoki natomiast od razu przebrał się w ciepła bluzę i spodnie dresowe, a potem wszedł pod kołderkę zasypiając. To wówczas Hiroki dostał telefon od Yasu.
- Yo, jak się trzymacie? Naoki nam nie wysyła zdjęć to pomyślałem, że się kłócicie czy coś... - odchrząknął, a w tle dało się słyszeć oddechy reszty drużyny.
- Ano tak, pewnie - uśmiechnął się lekko. - Ale pomysł jest dobry, nie?
- Nie wiem... nigdy nie jeździłem tramwajem - wzruszył ramionami. - I taka mnie ochota naszła...
- Mhm czyli macie się dobrze? - Yasu zaakcentował ostatnie słowo mocniej, przez co reszta odetchnęła z ulgą. - Ok to jak tam jest? Nie wymęczyli cię jeszcze?
- Super to jedna atrakcja już jest - uśmiechnął się szeroko. - Resztę dopiszę jak wejdę w szczegóły - zdecydował zaraz, biorąc jeszcze kawałek pizzy. - A obejrzymy w domu film? Strażników Galaktyki na przykład?
- Nic się nie stało - Yasu wyszedł z pomieszczenia i skierował się na stronę by być sam na sam z Hirokim. - Po prostu cała drużyna się o was martwi - dodał z lekkim uśmiechem na ustach. - No wiesz... po tym co się działo to nic dziwnego, nie?
Tomo przytaknął tylko.
- Przenocujemy ich, żeby nie wracali zaraz zmęczeni do Tokio - zdecydował. Nie chciał przecież by Ren padl gdzieś po drodze i skończyłoby się na wypadku. - Poza tym miło będzie spędzić ten czas troszkę inaczej, nie? - uśmiechnął się do niego.
- Zrobię - obiecał mu odkładając kawałek pizzy i popijając colę. Był pełny i nie był pewien czy da radę coś jeszcze w siebie wepchnąć. - Masakra... chyba zostawię - stwierdził niezadowolony z siebie.
- Uspokoję na pewno - zapewnił go. - Zajmij się nim porządnie. Przytul go czy coś i daj do zrozumienia że jesteś - rzucił bo to pierwsze co przyszło mu do głowy. - Znaleźliśmy haczyk na jego ojca - dodał zaraz. - Przesłałem ci szczegóły na maila, zobacz w wolnym czasie - poprosił go.
- A on nie umie? - zdziwił się trochę. - Przecież to łatwe - uśmiechnął się lekko. - No ale w porządku - ucałował go mocno. - Kocham cię wiesz?
- Mhm, ale myślałem że dam radę - przyznał szczerze, kończąc picie. - Chyba nigyd nie będę jadł tyle co ty - westchnął nieco.
- Mam paru znajomych w Tokio, każdy od nas ma... więc ruszyliśmy siatkę informatorów. Po prostu zerknij do maila. Nie zrobimy nic przed waszym powrotem, ale informacje zebrać można, co nie? - Yasu odpalił papierosa i zaciągnął się nim.
- No wiem, że musisz - ucałował go jeszcze raz. - To mnie tylko poprzytulaj teraz - poprosił go.
- Proszę - Ryu podsunął mu swój talerz z resztą pizzy. - No jesteś większy, jesteś - zgodził się nieco zasmucony że nigdy nie będzie jadł tak dużo...
- I pewnie jeszcze długo bać się będzie. Nie mów mu nie mów - zgodził się z nim Yasu. - Odzywaj się czasem do nas, a nie - dodał zaraz. - Alienujesz się tam strasznie.
- Miłej pracy - pokiwał mu nieco.
- Postaram się nie smucić - obiecał mu z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Będę wiecznie uśmiechnięty - pokazał mu swój najlepszy uśmiech.
- Lepiej się postaraj, nawet pięć minut znaleźć. Ciekawość nas zzera, a ty się nie odzywasz - westchnął przeciągle.
Yuya wsiadł do auta, gdy tylko Takano podjechał pod szkołę.
- Hej tatuś - przywitał się z nim nieco spocony. Chwilę wcześniej skończył trening i był wykończony. - Dostałem 5 z japońskiego i 4 z matematyki - pokazał mu klasówki.
- Mhm dobrze, choć nie wiem czy to takie łatwe. Nie zawsze idzie się nie smucić - zauważył spokojnie chłopak, powoli przechodząc na wózek. - Pojadę do łazienki ok?
- No wiesz, kiedyś Naoki nie zarzucał nas dziennymi informacjami o tym co u ciebie - zauważył rezolutnie Yasu śmiejąc się przy tym nieco. - Fajnie, że z nami pracuje. Jakoś tak mniej nerwowo się zrobiło - dodał zaraz wysuwając swe przypuszczenie. - Hm pewnie, że zrobimy - dodał zaraz. - Nie ma problemu, ale najpierw sprawdzian umiejętności. Szykujemy "napad" na komisariat.
- A mogę takie z kremem waniliowym i bananami? To moje ulubione ostatnio - uśmiechnął się szeroko, chowając klasówki do małej torby i zapinając pasy. - Dobrze tatuś. Będę grał w następnym meczu baseballu bo dobrze mi szło na pozycji pałkarza i jestem szybki - dodał z dumą. - Przyjdziecie na mecz z wujkiem? - zapytał zaraz.
Ryu wrócił po chwili i razem pojechali do domu. Dopiero tam, po przebraniu się usiadł Junowi na kolanach, mocno się w neigo wtulając.
- Chwila relaksu dla mnie - poinformował go wesoło.
- Wiem, zastanawialiśmy się nad tym. Nie będziemy używać broni, nawet zabawkowej - zapewnił go spokojnie. - Poza tym ty będziesz obok niego, co nie? Wracacie razem, więc w razie czego przerwiemy zabawę - dodał zaraz. - Owszem, jesteś zdecydowanie mniej nerwowy i nieco bardziej wyrozumiały.
- Dopiero w sobotę po wycieczce tatuś - odparł chłopiec. - Żeby był czas na przygotowania się - dodał zaraz. - Trochę się denerwuję...
- Podobał. Bardzo mi się podobał - zapewnił go chłopak. - Ale jestem padnięty... ten basen mnie wykończył - zaśmiał się nieco.
- Jasne, pogadamy potem. Muszę kończyć. Sprawy się same nie rozwiążą, co nie? - uśmiechnął się lekko. - Odzywaj się częściej zgredzie wredny - rzucił jeszcze, rozłączając się.
- Że mi nie wyjdzie... że przyjdziecie oglądać, a nie odbiję żadnej piłki - odparł chłopiec, bo właśnie takie obawy miał, mimo że podczas treningów dobrze sobie radził.
- Nie wiem - wzruszył ramionami. - Jesteśmy pod telefonem - dodał zaraz. - Wstępnie na 17-nastą, ale może się coś zmienić bo tata Marka wylądował w szpitalu i on nie wiedział czy przypadkiem nie będzie potrzebny.
Naoki przebudził się wówczas i usiadł, opierając się o ścianę. Poprawił sobie poduszkę, kiedy chłód ściany nieco go przeraził, po czym uśmiechnął się do Hirokiego.
- Dziękuję - odebrał od niego miseczkę i zaczął powoli wcinać. - Odwołałem psychologa - mruknął zaraz. - Nie czuję się na siłach, ale on marudzi, że może wpaść do domu... jakby co jutro się z nim tak umówię, ok?
- Będzie - bąknął chłopiec bo to był kolejny powód do stresu. Jakby mu nie wyszło przecież nie mógłby spojrzeć jej w oczy. - Tatuś, a jak mi coś nie pójdzie na meczu, będziecie bardzo rozczarowani z wujkiem?
- Ja też - uśmiechnął się do niego lekko. - Na pewno tak będzie - dodał zaraz przymykając trochę oczy.
- No dobrze... to jutro się z nim tu umówię - uśmiechnął się do niego słabo. Uznał, że to dobry pomysł bo nie będzie wychodził z domu i będzie mógł się wykurować. - Obejrzysz ze mną jakiś film? Obojętnie jaki, bo i tak pewnie zasnę...
- Kocham cię tato - chłopiec uśmiechnął się do niego lekko, czując się nieco lepiej. Potrzebował takiego zapewnienia i teraz już tylko musiał zbierać siły na mecz, choć do niego trochę czasu zostało.
- To dobrze, bo zamierzam dluuuuuuuuugo spać i oczekuje śniadanka do łóżeczka - zażartował nieco, wtulając się w niego mocno. - I buziaka i przytulanek... i nie wiem, może jakieś gry wideo?
- Zjem, zjem. Dziękuję - uśmiechnął się do niego, przytulając nieco. Potrzebował oparcia w jego ramionach i jakoś tak cieplej mu było kiedy tak go trzymał.
- A wujek z nami zje? - zapytał go zaraz chłopiec.
- Nieprawda, tylko odrobina. Czasem moge być rozpieszczany przez mojego chłopaka, przecież - zauważył wesoło, muskając jego wargi swoimi. - Mój ukochany!
Naoki potrząsnął przecząco głową, choć bardzo chciał żeby Hiroki z nim został. Dzięki temu że był obok czuł się bezpiecznie, a teraz tym bardziej potrzebował tego wsparcia, bo przecież nie dałby rady się obronić.
- Nie, wystarczy że dziś cię fatygowałem... skończyłeś wcześniej przeze mnie - zauważył cicho, kaszląc przy tym trochę i zaraz jedząc jeszcze trochę kaszki.
- Te tatuś - chłopiec pokazał dłonią odpowiednie ciasto. Ostatnio bardzo mu smakowało i w nagrodę za dobre oceny chciał jego kawałek zjeść. - To zjemy wszyscy razem - ucieszył się zaraz.
- No to się rozumie samo przez się - zapewnił go chłopak uśmiechając się szeroko. - Możemy zrobić tak, że raz w tygodniu będziemy chodzić na te zajęcia na basenie? - zapytał go zaraz. Więcej razy na razie nie chciał, bo czuł że mógłby przegiąć z intensywnością.
Naoki skinął lekko głową, zgadzając się na taki układ.
- Ale tylko ten jeden dzień - zastrzegł szybko. - Pozbieram się przecież zaraz - zapewnił go z lekkim uśmiechem kończąc kaszkę i oddając mu miseczkę. - Mogę dostać coś do picia? - zapytał go zaraz. - Leki też wezmę za chwilkę - dodał szybko.
- Okaeri - Tomo przyszedł się z nimi przywitać. Uściskał mocno Yuyę i ucałował Takano. - Skończyłem piosenkę - uśmiechnął się szeroko. - Jutro ją tylko nagram i wyślę do Tokio... - dodał zaraz. - Na obiad mamy okonomiyaki, ale z psiakami będzie trzeba potem wyjść.
- Ja pójdę - zastrzegł szybko Yuya. - Mogę? Umówiłem się z Ayą i Takeshim - dodał zaraz. - Pójdziemy na plażę... mogę tatuś?
- Podziękuję - obiecał mu całując go mocno w usta. - I dziękuję za to, że przy mnie byłeś - dodał z uśmiechem.
- Dziękuję - Naoki upił trochę wody by potem połknąc leki i zapić je znowu wodą. Oddał szklankę Hirokiemu, a kiedy ten wszedł do łóżka, od razu się do niego przytulił. - Stanę na nogi, obiecuję - uśmiechnął się do niego.
- Troszkę - przyznał chłopiec nieco tym fantem zawstydzony. - Ale ja lubię z nią spędzać czas... i z Takeshim też - zapewnił ich szybko wchodząc do domku i siadając przy stole.
- Jestem za. Ale ty wybierasz, ja już nie mam pomysłów - przyznał się, jadąc teraz do kąpieli. Tym razem postawił na dość długą kąpiel, czytając podczas niej książkę.
- Naprawdę - oparł się na łokciu, by na niego spojrzeć i przytulił się lekko. - A mogę tak zasnąć? Będę oglądać z tobą film, ale pewnie szybko zasnę - przyznał cicho.
- Odrobię - zapewnił go chłopiec. - Bo niedługo testy semestralne i jak nie zdam, to nie zagram w meczu - zrobił smutną minę. - Tatuś, wujek... a mogę zaprosić Ayę i Takeshiego żebyśmy się razem pouczyli? - zapytał ich zaraz.
Ryu przyjechał do niego pół godziny później z uśmiechem na twarzy. Czysty i pachnący. - Teraz pod kocyk z moim kochaniem - uśmiechnął się do niego szeroko. - Kocham cię.
Naoki wtulił się w Hirokiego i też oglądał, ale tylko chwilkę. Potem zmógł go sen.
- No pewnie, że się zgadzam - Tomo postawił przed nimi obiadek. - Nawet zrobię dla was coś do jedzenia i lemoniadę - dodał zaraz. - Tylko ładnie się mi uczyć - pogroził z lekkim uśmiechem.
- No nie wiem... - Ryu uśmiechnął się do niego i zaraz jednak puścił go do łazienki. Sam przygotował trochę zdrowych przekąsek i schował się znów pod kocem, czekając na mężczyznę.
Naoki przespał już potem całą noc, nie budząc się ani razu, a kiedy obudził się rano wtulił się mocniej w Hirokiego. Czuł się odrobinę lepiej, choć wciąż nie najlepiej.
- Kocham cię, wiesz? - ucałował go mocno w policzek.
Tomo uśmiechnął się do nich radośnie, po czym zjadł z nimi obiad i jeszcze deser. Zaraz potem pożegnał ich biegnąc do pracy. Takano dostał od niego telefon dopiero koło 23.
- Przyjdziesz do mnie? Szafka przygniotła mi nogę, a pan Takeda jest nieprzytomny. Mieliśmy złodzieja. Zadzwoniłem po karetkę, ale nie mogę się wydostać - mruknął dość spokojnie, bo nie widział sensu w panikowaniu. - Przyjdź proszę...
- Naszykowałem. Mamy soczek i warzywka... i dip śmietanowy z dodatkiem czosnku - pokazał mu wszystko. - I zaraz będę też miał mojego chłopaka, więc będzie idealnie.
Naoki uśmiechnął się szerzej i tylko zamknął jeszcze oczy na chwilę odpływając w jego ramionach. Uwielbiał te leniwe poranki.
- Nie miałem jak. Miał nóż - mruknął cicho. - Wkurzył się jak go pan Takeda chciał złapać i dźgnął go nożem... - wymamrotał. - Mi nic nie jest, tylko noga trochę boli - przyznał i odetchnął z ulgą, gdy Takano już uporał się z tą szafką. Nie wstał jednak, czując że lepiej by się nie ruszał. - Nie miałem jak wcześniej...
Ryu tylko się do niego przytulił od czasu do czasu podjadając.
- Lubię tak siedzieć z tobą - ucałował go w policzek, okrywając się mocniej kocykiem.
Naoki obudził się znowu czując zapachy dochodzące z kuchni. Aż mu zaburczało w brzuchu, ale posłusznie został w wyrku.
- Nic - zapewnił go Tomo, pokazując mu zdrowe ręce i obracając głową. - Tylko noga - uśmiechnął się krzywo. - W lewy bok, chyba niezbyt mocno, ale trochę krwawi...
Ryu też sobie ich trochę wziął i podjadał w trakcie filmu, a na napisach wtulił się mocno w Juna. - Fajne było - przyznał szczerze.
- Dziękuję - Naoki uśmiechnął się do niego szerzej. - Mhm wydaje mi się, że tak. Trochę lepiej - przyznał. - Temperatura chyba mi spadła - pozwolił Hirokiemu przyłożyć sobie dłoń do czoła. - No może nie całkiem, ale spadła.
- Na szczęście tylko jedna - uśmiechnął się lekko. Tak niefortunnie upadł, że jedna ugrzęzła a z drugą nic się nie stało. Karetka przyjechała 5 minut później od razu zabierając się za rannego. Tomo usztywnili nogę i polecili przyjechać do szpitala, co go bardziej cieszyło. Bo nie chciał by Yuya został sam i niechcący obudził się w nocy i spanikował. - Podwieziesz mnie, co nie? - zapytał swojego męża.
- Dobrze, to ja pozmywam, a ty do wyra - pstryknął go palcami w nos chłopak, po czym zabrał naczynia i pojechał do kuchni.
- Ale do łazienki chodzić mogę, co? - uniósł lekko brew po czym uśmiechnął się nieco i zabrał za jedzonko.
- Ale musisz Yuyę powiadomić... nie chcę żeby się obudził i pomyślał, że go zostawiliśmy - odparł cicho Tomo pozwalając się zanieść do samochodu.
- Kotku, ale nie trzeba... nie ma tego wiele przecież - westchnął nieco Ryu, nie rozumiejąc jego chęci pomocy. Przecież sobie z tym poradzi. - Daj mi też dać ci odrobinę ulgi, co? - poprosił.
- Dobrze kochanie, nie ruszę się z łóżeczka - obiecał mu spokojnie. Wiedział, że przez dwa dni wprost umierał i nie chciał teraz zaprzepaścić polepszonego stanu. - Zostajesz dzisiaj ze mną, tak? To dobrze... nie będzie mi się nudziło - uśmiechnął się do niego.
Tomo poczekał aż Takano wrócił i uśmiechnął się do niego słabo.
- Chyba będziemy musieli zainstalować kamery - westchnął cicho. - Nie chcę by to się powtórzyło... mógł kogoś zabić - zagryzł lekko wargi. - A próbował dobrać się do Twojej cukierni wiesz?
- Mhm ale nie zawsze musisz, Jun - Ryu spojrzał na niego z uśmiechem. - Czasem i ja mogę zrobić coś dla ciebie, nie?
- To dobrze - uśmiechnął się do niego Naoki. - A ty nie jesz? - zapytał go zaraz.
- Ano do mnie nie chciał się dobrać - zapewnił go Tomo śmiejąc się pod nosem, choć noga zaczynała mu mocniej dokuczać. - Nie wiem, chyba pieniądze... ale nie jestem pewien. To działo się szybko...
Ryu skinął tylko głową i dość szybko dokończył zmywanie. Po czym uśmiechnął się do Juna.
- No to możemy do łóżka iść - uśmiechnął się do niego lekko.
- No wiesz... czemu mnie nie obudziłeś? - zapytał go zaraz. - Zjedlibyśmy razem... - zrobił smutną minkę, ale już za chwilę zabierał się za jedzonko. Był głodny i to nawet bardzo.
- Mhm trochę boli, ale jeszcze nie mdleję - uśmiechnął się do niego lekko, po czym poprawił nieco na fotelu. - Mam nadzieję, że nie jest złamana... pulsuje mi tak dziwnie... - wymamrotał.
- No wreszcie, dlatego miałeś iść wcześniej, to nie... upiera się - burknął Ryu, już leżąc w łóżeczku. Zdecydowanie wolał kłaść się do wyrka, kiedy Jun już w nim leżał. Miał się od razu do kogo przytulić.
- Mhm to następnym razem mnie budź... lubię jeść razem z tobą - uśmiechnął się trochę i oparł mocniej o ścianę, wcześniej kładąc tam sobie poduszki.
- Uhm nie będzie złamana - mruknął w odpowiedzi, zerkając gdzieś w bok przez szybę na zbliżający się szpital.
- Oj bo zawsze mi to robisz - bąknął chłopak i już zamknął oczy zasypiając.
- Trzymam cię za słowo - Naoki skończył kaszkę i popił ją herbatą, po czym połknął wszystkie tabletki. - Hiro-chan? Jaki jest twój ulubiony film? Muzyka? Sport? - zasypał go pytaniami bo tak jakoś go wzięło.
Tomo przytulił się do niego mocno, pozwalając mu zająć się rejestracją i doprowadzeniem go do pokoju z rentgenem. Okazało się, że kość jest pęknięta ale nie złamana. Dostał usztywnienie i kule, choć tłumaczył że ma w domu swoje. Nic to nie dało, bo skoro matka była dyrektorką to musiał mieć wszystko co najlepsze. Zajęło im to wszystko 3 godziny. Był mocno zmęczony kiedy wreszcie wyszedł z gabinetu o kulach.
- Pęknięcie. Do kontroli za 3 tygodnie - uśmiechnął się do Takano. - Możemy wracać do domu...
Ryu pospał sobie jeszcze dobre 30 minut zanim otworzył oczy i przeciągnął się lekko.
- Hej - przywitał się z Junem, muskając jego usta delikatnie. - Kocham cię mooocno. Zrobię ci śniadanko - dodał zaraz.
- Nie wiem - Naoki wzruszył ramionami śmiejąc się przy tym nieco. - Tak jakoś... same przyszły mi na myśl i postanowiłem od razu je zadać - uśmiechnął się szerzej, opadając teraz na poduszki. - Baseball... naprawdę chcę z tobą pograć - przyznał szczerze. - Na jakiś koncercik też możemy pójść... nawet w takich barach, na żywo czy coś - uśmiechnął się.
- Mhm... mogę sam iśc - zaprotestował nieco. - W domu randka może być... - dodał zaraz robiąc nieco smutną minkę. - Ale może 2 tygodnie wystarczą? - zaproponował. Zanim jednak wsiedli do samochodu, jego mama złapała ich na parkingu.
- Twój brat dzwonił - odparła spokojnie, spoglądając na Takano. - Nie odbieracie telefonów, a wasze dziecko jest teraz u Koyukiego. Przerażone - dodała zaraz. - Pojadę z wami, ok? Podobno ma ranę w ramieniu i stopy obdarte do krwi a nie chce się im dać ruszyć... ten facet napadł na wasz dom - zagryzła mocno wargi. - Yuya twierdzi, że mówił po francusku.
- Hm... a co byś chciał? Myślałem o jajkach... i tostach - przyznał szczerze. Takie małe śniadanko.
- Wiem, wiem. Cieszę się, że tak będzie - uśmiechnął się szeroko już nie mogąc się doczekać tego meczu.
- Bo nie wiedziałem - odparł cicho Tomo, kiedy już siedział w aucie. - Miał na sobie czarną kominiarkę i nic nie powiedział - dodał zaraz. - Skąd mogłem wiedzieć? - spojrzał na niego nieco przerażony. - Jedźmy już... - poprosił go cicho.
- To dobrze, że się cieszysz - uśmiechnął się do niego Ryu i już pojechał do kuchni by zając się śniadankiem.
- Już wziąłem kochanie i grzecznie leżę... zaraz pójde do łazienki. Umyję zęby i załatwię się a potem będę mógł się do ciebie przytulić - uśmiechnął się lekko.
Tomo złapał go za rękę i uścisnął ją lekko.
- Chodź, Yuya nas potrzebuje - ucałował go w policzek. - I... po prostu go przytul - szepnął chcąc mu dać jakieś wsparcie, a nie mówić frazesów typu to nie twoja wina. Takano i tak by ich nie kupił. - Poradzimy sobie razem - uśmiechnął się do niego słabo otwierając drzwi i sięgając po kule by się na nich wesprzeć. Gdy tylko mały ich zobaczył we drzwiach pognał do nich od razu. Wtulając się w nich mocno i niemal nie przewracając przy tym Tomo. Dopiero teraz rozpłakał się mocno wciskając w Takano.
- Tatuś... ja nie wiem gdzie Jolie, Łatek i Ciapek... szczekały mocno i biegły ze mną... ale nie wiem gdzie są - rozpłakał się jeszcze bardziej czując że to jego wina
- Cieszę się - Ryu ucałował go mocno na potwierdzenie swych słów. - Zrobisz herbatkę? Woda się gotuje, a nie mogę odejśc od jajek...
Naoki natomiast poszedł do łazienki, a potem już wrócił do swojego miejsca w łóżeczku i przytulił się do poduszki. Kiedy Hiroki do niego dołączył, od razu wtulił się w niego mocno.
- Puścisz mi jakąś piosenkę z tych swoich ulubionych? - zapytał zaraz.
Chłopiec odetchnął z wyraźną ulga potem już wciskając się mocniej w tatę i nie puszczając go nawet gdy babcia zaczęła opatrywać mu ramię. Bardzo się bał. Tomo natomiast poszedł do Mary i przygotował wraz z nią herbaty.
- Dziękuję - szepnął, bo przecież przyjeli malucha bez gadania i oboje byli na nogach o 3 nad ranem. Koyuki pojechał do nich do domu by otworzyć policjantom i ocenić straty, a ona zajmowała się Yuyą.
- Mhm jakiego stresu? - zapytał go zaraz, nakładając jajecznicę na talerze i dodając do tego tosty. Podał jeden talerz Junowi, drugi kładąc sobie na kolana by dojechać do stołu. - To dobrze, że trochę ci go odeszło - dodał zaraz.
Naoki wsłuchał się w piosenkę, przytulając się mocniej do Hirokiego.
- Mhm dobra jest - przyznał spokojnie, wtulając się w niego mocniej.
Yuya trochę obawiał się zostać sam, ale nie zaprotestował, kiedy Takano obiecał wrócić za chwilkę. Koyuki pokręcił nieco głową.
- Ale powinienem ci przywalić za nie odbieranie telefonu - pogroził mu palcem. - Zawsze masz go przy dupie, a teraz nie wziąłeś - westchnął ciężko. - Yuya dzwonił do ciebie 20 razy - podał mu jego telefon. - Potem zadzwonił do mnie i wyszedłem po niego... nie poznał mnie jak na mnie wpadł i wpadł w histerię. Chwilę mi zajęło uspokojenie małego - zagryzł mocno wargi. - Ale już jest dobrze, zostańcie tu dzisiaj - poradził mu. - Martwię się o was braciszku - poklepał go po ramieniu.
- Przepraszam - szepnął cicho. - To moja wina, ale staram się o poprawę - zapewnił go zaraz, siadając obok niego i łapiąc go za rękę. - Cieszę się, że jest poprawa...
- Hm... mam dużo pytań, ale nie chcę cię straszyć - uśmiechnął się lekko. - Bo to głupie pytania... na przykład o ulubiony kolor, potrawę, piwo... takie głupoty - ucałował go w policzek. - Puść jeszcze coś - poprosił go, by coś leciało w tle.
- Tym bardziej musicie zostać. Jest tu nas dwóch, jak wpadnie jakiś rozwydrzony facet to łatwiej będzie go złapać niż tobie, kiedy masz dwóch rannych. No i Yuya może się bać powrotu... macie wybite szyby. Maluch mówił że wyszedł przez okno. Musicie mu teraz pomóc.
- Oj tam teraz ty przesadzasz - zaśmiał się cicho chłopak. - Zwykłe śniadanko, nic więcej - wzruszył ramionami upijając trochę herbaty.
- Mhm gdzie chciałbyś pojechać na wakacje? Masz jakiś wymarzony kraj? - zapytał go zaraz. - Jakieś takie skryte marzenie z podróżami?
Kouyuki złapał go za ramiona i spojrzał mu prosto w oczy.
- Nie jesteś z tym sam, ok? Nie bierz tego tylko na swoje barki. Pomożemy ci Takano - zapewnił go spokojnie. - Ren przyjeżdża za dwa dni i spędzimy miło czas. A dzisiaj zostajecie tutaj. To przecież twój dom, który nam wypożyczasz, nie? Wasza sypialnia jest tylko lekko zmieniona... dodaliśmy łóżko dla Yuyi... - przyznał szczerze.
- No dobrze niech ci już tam będzie - uśmiechnął się delikatnie chłopak, dalej wcinając swoją porcję. Zauważył, że gdy jadł je razem z Junem było jakieś takie smaczniejsze.
- Kanada? Ciekawy wybór - przyznał z uśmiechem, zastanawiając się chwilę nad nim. - A byłeś kiedyś na Fuji? - zapytał go zaraz. - Bo ja nie - przyznał szczerze, choć może to obciach, ale nigdy nie zdobywał tej góry.
- Ale zawsze jesteś tu mile widziany - uśmiechnął się do niego brat. - Więc się tak o nas nie martw i zrelaksuj się trochę - poprosił go, widząc że Tomo już siedzi obok Yuyi i go lekko przytula do siebie.
- Pewnie - zgodził się zaraz Ryu. - A możemy najpierw wejść do naszego jakuzzi na balkonie? Jest ciepło... i będzie fajnie - zaproponował z uśmiechem. - Weźmiemy truskawki ze sobą...
- Mhm pewnie była, ale ja na niej nie byłem - wzruszył ramionami. - Pojechałbyś tam ze mną? Nie teraz, ale jak będziemy mieć kiedyś wolne? - zapytał go zaraz, przytulając się do niego mocniej.
- Będą nam potrzebne szczegóły, by go złapać - odezwał się do niego partner. - Moglibyśmy zamienić z panami słowo? - zapytał po prostu, nie chcąc być niegrzecznym.
- Okay - uśmiechnął się do niego szeroko. - To za chwilkę - ucałował go w policzek i dokończył jedzonko.
- Nie szkodzi. Na weekend starczy przecież - uśmiechnął się lekko, wtulając się w niego.
- Z panem i pana rodziną. Słyszeliśmy, że mały chłopiec się z nim widział - zauważył spokojnie.
- Pasuje - zgodził się Ryu, pomagając mu tylko znosić i jadąc do łazienki.
- Kocham cię - zapewnił go zaraz Naoki. - Bardzo... - przymknął oczy, bo znów poczuł się nieco słabszy.
- No dobrze - zgodził się dość niechętnie policjant, bo po prostu to Yuya był najważniejszym świadkiem w tej sprawie. Widział go jako ostatni. Tomo zerknął na Takano ale widząc, że wszystko jest w porządku wrócił do malucha i mamy. Przykrył Yuyę mocno kocem i westchnął cicho. Udało mu się go uśpić, ale czuł że będą mieli pobudzki w nocy. Yuya bardzo do przeżył.
- Niee - Ryu pokręcił lekko głową i od razu poklepał miejsce obok siebie. - Wiesz, jak przyjemnie jest? Ciepło, ale nie za ciepło... idealnie - zapewnił go.
- Skąd wiesz, że się gorzej czuję? - Naoki zerknął na niego, unosząc się na łokciu. - Przecież ci tego nie powiedziałem - dźgnął go palcem w pierś.
Przesłuchanie trwało pół godziny, w której to mężczyzna zbierał informacje na temat charakteru poszukiwanego czy powodu, z którego zaatakował ich mieszkanie. Potem podziękował Takano i wyszedł na dwór by zadzwonić. To wtedy Tomo dokuśtykał się do Takano.
- Ne... długo będziemy obserwowani? - zapytał go cicho, siadając mu na kolanach. - Jakoś tak niekomfortowo z nimi tutaj...
- No nie? Czasem mam dobre pomysły - roześmiał się lekko i chlapnął Juna wodą, po czym oparł się o brzeg na łokciach, przymykając trochę oczy.
- Mou... nie rób tych swoich sztuczek na mnie - poprosił go chłopak, znów się do niego przytulając. - Ale ok... prześpię się. Nie chciałbym tylko całego dnia przespać...
- Ech jakoś to zniosę - westchnął ciężko Tomo. - Ale nie obwiniaj się już tak, tylko chodź do nas - poprosił go. - Yuya nam zasnął, a ja nie mogę go przenieść... nie wiem czy to dobry pomysł by go przenosić - dodał zaraz. - Mama dała mu zwolnienie ze szkoły do końca tygodnia... ze względu na nogi. Ma nie chodzić za dużo, bo skóra jest mocno zdarta...
- Po obiadku - odparł chłopak siadając teraz Junowi na kolanach i muskając jego szyję ustami. - Więc mamy trochę czasu dla siebie - dodał zaraz.
- Mhm ale chcę skorzystać z tego, że tu ze mną jesteś - odparł zaraz Naoki, potem już odpływając w krainę snów.
- Mhm jest 5 nad ranem, nie chce mi się spać - odparł zaraz Tomo, głaszcząc go po plecach. - Chcę być teraz przy tobie kochanie...
- Dlaczego? - zapytał go zaraz chłopak, patrząc mu prosto w oczy. - Uhm no bo jest dzień i ja nie chcę... nie czuję się komfortowo jak widzę, a tu nie widzę... - zauważył bo woda spokojnie wszystko zakrywało. Zagryzł lekko wargę. - Przecież nikt nie patrzy - przytulił się do jego piersi. Chciał mu dać trochę przyjemności a wyszło jak zwykle.
Naoki po dłuższej chwili zaczął mu się trochę rzucać na łóżku i zaciskać mocno pięści. Śnił mu się koszmar i nie mógł się obudzić.
- Mhm... no dobrze, jeśli też pójdziesz to ok... - wyszeptał. - Ale zaniesiesz Yuyę do naszej sypialni tu? Nie chcę by się obudził i nas nie znalazł obok - wyjaśnił cicho. Czuł, że mały ich teraz potrzebował.
- Mhm... ale to przeze mnie będziesz musiał gasić światło - wymamrotał chowając twarz w jego pierś, bo myślał że dziś uda mu się to przełamać choć tutaj. - I będzie ci przykro...
Chłopak wtulił się w niego automatycznie, jakby odnajdując schronienie i zmoczył mu koszulkę łzami, budząc się dopiero piętnaście minut później.
- Przepraszam - wychrypiał zawstydzony.
- Ja dokuśtykam, nie martw się - ucałował go lekko i wstał, wspierając się na kulach. - Sprawnie się nimi posługuję - uśmiechnął się szeroko. - Tylko będziesz mi musiał rękawiczki sprawić - dodał zaraz. - Takie rowerowe.
- Uhm no dobrze - chłopak jakoś nie był wybitnie przekonany ale nie chciał drążyć tematu. Przytulił się tylko do Juna zamykając na trochę oczy.
- Tak - skinął głową Naoki. - Ale taki dziwny, był w nim ojciec, potem strzelanina, znów ojciec... i na końcu się wykrwawiałeś - skrzywił się mocno, znów chowając głowę w jego piersi.
- Nie wiem, ale wolę je nosić... mam wtedy pewność, że ręce dłużej wytrzymają - uśmiechnął się lekko.
- To wiem na 200 procent - uśmiechnął się do niego delikatnie. - Wiem - zapewnił go znów, całując go tylko w policzek.
- Wiem, ale nie kontroluję snów - zauważył cicho. - Był straszny po prostu... - objął go delikatnie chcąc jeszcze przez moment czuć go przy sobie. - Mhm poproszę - zgodził się zaraz.
Tomo położył się z drugiej strony i złapał Takano za rękę.
- Dobranoc - szepnął by nie zbudzić malucha.
- Cieszę - skinął głową chłopak. - Pewnie coś tam wypijemy - uśmiechnął się lekko. - Ale nie dużo - obiecał mu zaraz. Nie bardzo miał ochotę na powtórkę z rozrywki, kiedy to Jun musiał po niego przyjeżdżać.
- Mhm straszny sen - powtórzył cicho, a kiedy wyszedł zakrył oczy ramieniem. Nie chciał by kiedykolwiek ten sen się spełnił.
- Niestety jeszcze go nie mamy - odparł jeden z nich, a drugi pokręcił głową.
- Pana brat już nam je zaparzył - wskazał na kubek z parującym płynem. - Widziano Francuza w mieście i tam go szukamy - wyjaśnił zaraz.
- Nie, nie - Ryu potrząsnął głową, patrząc na niego gniewnie. - Nie musisz po mnie nigdzie przyjeżdżać. Idziesz się bawić, bez ograniczeń. Odpuść sobie, ok? - fuknął na niego, odsuwając się od niego i idąc na drugą stronę jakuzzi.
- Dzięki - Naoki też usiadł i ogrzał sobie dłonie kubkiem herbaty. - Mhm tego było mi trzeba - przyznał z lekkim uśmiechem.
- Dziękujemy, poradzimy sobie - uśmiechnął się mężczyzna. Nie byli tu po to by ich objadać, tylko by pracować.
- Muszę, bo znów zamieniasz się w rodzica. Mógłbyś już z tym skończyć - mruknął tylko chłopak podciągając się na rękach by wyjść z jakuzzi.
- Mhm mogę poopowiadać... jeśli masz jakieś pytania - uśmiechnął się Naoki. Nie ma tak lekko, on zadawał pytania to teraz faktycznie może na nie poodpowiadać.
- Tatuś... - Yuya przyszedł do niego ostrożnie stąpając, bo nogi go strasznie bolały. - Tatuś, spóźniłem się do szkoły - wskazał na zegar.
- Właśnie, że tak Jun - fuknął na niego chłopak, siadając już na wózku. - Oj to ja nie wypiję, by po ciebie pojechać... cholera jasna! Szlag mnie z tobą trafi! Nigdzie nie wychodzisz, a jak już wreszcie gdzieś idziesz, walisz takie teksty. Weź się wreszcie ogarnij i wyluzuj bo tego ci chyba właśnie potrzeba - wyrzucił z siebie. - Nie zadzwonię, nawet jak będę umierał. I zapomnij że kiedykolwiek jeszcze ci powiem, że idę pić - warknął zły na niego i na samego siebie, że nie wytrzymał i wyrzucił tyle z siebie. Całkiem niepotrzebnie. Wrócił do domu, żeby się ubrać, a potem uznał, że pojedzie się przewietrzyć.
- Czarny, niebieski i czerwony - odparł z uśmiechem. - Nie wiem, który najbardziej - zaśmiał się nieco. - Potrawa, chyba takoyaki. Lubiłem je robić z szefem kuchni, a potem wcinać - uśmiechnął się nieco na wspomnienie. - A zabawa? Hm berek... zawsze byłem żywym dzieckiem. Lubiłem też bawić się rycerzy biegając po dworze z kijem drewnianym i biłem każde drzewo... twierdząc że to potwór.
- Przepraszam tatuś... - zawstydził się trochę chłopiec tym że rośnie, choć przecież to było naturalne. Zaraz też zaburczało mu w brzuchu, bo przecież nic nie jadł od wieczora. - Co zjemy? - zapytał go zaraz.
Ryu roześmiał się tylko, obracając się trochę by spojrzeć na Juna.
- A czego się spodziewałeś?! Jestem jeszcze gówniarzem - zauważył z krzywym uśmiechem na ustach, po czym pokręcił nieco głową. - Nie przeszkadza mi twoja och jakże zajebista dorosłość - warknął na niego. - Tylko to, że zrobisz wszystko by nie myśleć o sobie! Wychodzę. Będę spać u Marka. Nie musisz się popisywać swą dorosłością.
- No bo były fajne - uśmiechnął się lekko Naoki. - Lubiłem się bawić - przyznał z uśmiechem. - Tylko zawsze po zabawie, trzeba było siąśc do nauki... a tego nie lubiłem - zaśmiał się lekko, upijając nieco herbaty. - Bo to nudne było.
- Dobrze tatuś - chłopiec powoli zszedł z blatu i poszedł na kanapę, żeby za dużo jednak nie chodzić.
- Tak! Właśnie to mi przeszkadza! Że ta twoja przeklęta DOROSŁOŚĆ wszystko ci przesłania! Ja nie mogę iść i się pobawić, bo wiem że czekasz na telefon! Jak coś przegnę to mi głupio że na to musiałeś patrzeć! Nie byłoby tak gdybyśmy razem nie mieszkali! - krzyknął do niego. - No i zawsze jest to samo! Ja i ja i ja! Skończ z tym wreszcie i zacznij żyć! Bo jak mnie zabraknie to co zrobisz?! No co?! - dopakował jeszcze parę ciuchów, czując że za szybko nie wróci do domu.
- Dobrze, że nie tylko ja byłem takim leserem - zaśmiał się cicho. Co prawda potem zamienił się w mola książkowego, ale to już inna inszość była. - Kocham cię, wiesz?
Tomo klepnął go w rękę, jakby chciał odgonić natrętną muchę.
- Nie chce mi się jeść - wymamrotał obracając się na drugi bok. - Smacznego...
Chłopak obrzucił go zimnym spojrzeniem, a potem wstał i uderzył go w twarz.
- Gdybyś umarł, byłbym zdołowany, ale miałbym do kogo zwrócić się o pomoc - oznajmił chłodno. - Gdybyś się mną znudził również, ty nie masz. Bo nie żyjesz swoim życiem. Ciągle odmawiasz, twierdzisz, że tak ci dobrze. Wspaniale, ale dzięki temu odrzucasz potencjalnych przyjaciół - patrzył mu prosto w oczy. Przez chwilę, bo potem usiadł już na wózku. - Dlatego tak mnie wkurzasz, twierdząc że skoro ja pije to ty nie możesz. Możesz kurwa i dlatego przestanę ci mówić kiedy piję. Dziś popełniłem błąd, więcej się to nie powtórzy - fuknął na niego, już teraz nie czekając na odpowiedź. Zatrzasnął za sobą drzwi całkiem wyprowadzony z równowagi.
- No dobrze... a byłeś małym łobuzem? Ciągnąłeś dziewczyny za warkocze? Podglądałeś je w kąpieli na wycieczce? - zainteresował się. - Ja tak - przyznał. - Chodź wolałem przystojnych nauczycieli... i po cichu cieszyłem się, że mogę bezkarnie na nich patrzeć.
- Mhm... 10... - wymamrotał Tomo, obracając się powoli do Takano i wtulając się w jego ramiona.
Ryu natomiast długo spacerował, po czym pojechał do kawiarni na jakiś lunch. Dopiero po nim skontaktował się z Markiem i po pół godzinie był już u niego.
- Cześć - uśmiechnął się do niego lekko. - Przenocujesz mnie dziś? - zpytał prosto z mostu.
- A jednak... co ci się w nich podobało? Duże piersi czy ładne nogi? - zainteresował się tak szczerze. - Ja im zawsze włosów zazdrościłem...
Tomo przysnął jeszcze na te 10 minut, bo tak jakoś mu dobrze było przy Takano.
- Pokłóciłem się z Junem, o to co zwykle... szkoda gadać - odparł spokojnie Ryu, odruchowo zsuwając buty w przedpokoju. - Ach, zdałem poprawkę - uniósł kciuk w górę zadowolony z choć jednego obrotu sprawa.
~.~
Tony niemal od razu go wpuścił. Mieszkał wraz z żoną i synem, którego teraz nie było.
- Hej, mały śpi u dziadków a moja kochana wróci później. Na urodzinach u koleżanki jest. Chata cała nasza - zażartował, bo czasem tego potrzebował.
- Tak, zazdrościłem im że mają takie długie i lśniące włosy... bo to jak poruszały się na wietrze dodawało im czaru, który czarował chłopaków - zachichotał. - Tak, tak... wiem, głupota - dopił swoją herbatkę.
- Yhm... ale jesteś upierdliwy... - jęknął Tomo jednak otwierając oczy. - A tak mi się dobrze śpi...
- Ale co ci na to poradzę, że mnie to wkurza? - zapytał go wzdychając lekko. - Zwłaszcza, kiedy słyszę teksty typu skoro pijesz to ja nie, to cię odbiorę w razie czego. Szlag mnie trafił i tyle... bo przecież to on miał iść na imprezę.
~.~
- Nie pozbywałem się, żonka sama sobie przypomniała o tych urodzinach wczoraj wieczorem... - obruszył się Tony zaraz dziękując za trunek. - Nigdy nie miałem okazji takiego pić... - przyznał szczerze. - Z czego jest zrobiony? - zainteresował się.
- Hm... no nie wiem... - zastanowił się nad wycieczkami. - Raz zabawiać musiałem nauczycieli... bo reszta poszła na zwiady do dziewczyn. Było ciężko, bo w karty trudno było wygrać, dopóki nie wpadłem na pomysł dolania im do herbaty trochę trunku - zaśmiał się cicho. - Potem przez tydzień zostawałem po lekcjach.
- Noga mnie boli - odparł cicho. - No i nie przytulałeś mnie w nocy... i budziłem się co jakiś czas. Maluch się trochę rzucał.
- Kiedy żadne rozmowy nie działają, ile można wałkować ten sam temat - burknął. - No nie musi, ale zamierzał... i nagle zmienia plany - zauważył spokojnie. - A potem zasłania się swą dorosłością... ok, koniec, nie gadamy już na ten temat bo mi ciśnienie rośnie - zażartował trochę.
~.~
- Wstyd się przyznać, ale to jej zasługa - roześmiał się serdecznie Tony. - Mój kącik jest tam - pokazał mu swój gabinet, obwieszony płytami winylowymi, które wprost uwielbiał.
- Aż tak piszczały? - spojrzał na niego i ucałował go w policzek. - A nauczyciele jakoś na to zareagowali?
- Nie przepraszaj, nie twoja wina przecież - uśmiechnął się do niego. - Okay, po śniadaniu pójdę do piekarni - zdecydował powoli dźwigając się z łóżka i łapiąc kule niemal od razu. - I po jakieś ciuchy dla malucha...
- Na basenie było świetnie - przyznał szczerze. - Bardzo mi się podobało... dawałem radę, mimo że nie umiem pływać - przyznał się ze śmiechem. - Na pewno jeszcze tam pójdę... ale po basenie byłem wykończony.
~.~
- Sam - uśmiechnął się lekko. - Mam ich sporą kolekcję... jakbyś chciał coś posłuchać czy pożyczyć to wal śmiało - dodał zaraz. - Napijesz się czegoś?
- Matko... mnie to zawsze ręce odpadały po tych wiadrach - uśmiechnął się szeroko. - Słabizna ze mnie była...
- Jestem...jeszcze pana Tanakę chcę odwiedzić - odparł szczerze Tomo. - Naprawdę Taka-chan... nie dam się mu zastraszyć - ucałował go mocno i wstał z łóżka.
- Pomogłeś. Dzięki - uśmiechnął się do niego chłopak, odstawiając wreszcie plecak i siadając na kanapie. - Często chodzisz na basen? - zainteresował się zaraz.
~.~
- Może coś z bluesa chcesz? - zaproponował pokazując mu kilka płyt i wybierając jedną. - To jedna z mych ulubionych - uśmiechnął się zapraszając go do salonu. Włączył płytę, a potem przyniósł zagrychę i piwo. - Chociaż może wolisz whiskey? - zaproponował.
- No dobra, wierzę... łobuzie ty - zaśmiał się nieco, przytulając do Hirokiego. - A w szkole policyjnej też stawiali was z wiadramia?
- Możesz mnie podwieźć, ale nie musisz mnie pilnować w pracy, wiesz? Poradzę sobie kochanie - uśmiechnął się i pokuśtykał już do salonu. - Poza tym nie zostanę tam długo... chcę tylko sprawdzić czy wszystko działa, bo pan Tanaka w szpitalu, a mnie nie ma... no i trochę się martwię.
- Kilka razy w miesiącu to i tak dużo - zauważył chłopak. - Ja po razie miałem dość - zaśmiał się lekko. - Serio... było trudno potem.
~.~
- Dobra, nie ma sprawy podał mu puszkę piwa i sobie otworzył drugą. - Jak ci się podoba w USA? Za czym tęsknisz? - zainteresował się niemal od razu, by jakoś zagaić rozmowę.
- Mhm czyli im dalej w las tym gorzej - zaśmiał się cicho. - Ale wyrosłeś na odpowiedzialnego detektywa - ucałował go znów w policzek.
- Ale jak będziesz mi przeszkadzał i marudził to cię stamtąd wykopię zdrową nogą - zagroził mu i miał to na myśli.
- Rozumiem. Może mnie kiedyś nauczysz pływać - uśmiechnął się do niego. - Jak już stanę na nogi i może wpadniesz do mnie do Japonii - rzucił to tak jakby taka podróż nie kosztowała prawie nic.
~.~
- Mhm za morzem - powtórzył za nim zastanawiając się jakby to było mieszkać nad morzem. - Pewnie macie tam cicho, co? - uśmiechnął się lekko popijając piwo. - Wcześniej mieszkałem w mniejszej mieścinie - przyznał szczerze. - Czasem tęsknię za takim luzem... bo tu wszystko płynie tak szybko.
- Ooo... mamy chyba inne wyobrażenie o tobie samym - uśmiechnął się lekko Naoki. - Dla mnie jesteś super odpowiedzialny - przyznał szczerze.
Tomo skinął lekko głową i pokuśtykał do salonu, wybierając najbliższe krzesło możliwe. Musiał się przestawić do kul, a ręce trochę go już bolały.
- Hej skarbie - objął lekko Yuyę. - Wyspany?
- Mhm zobaczymy - zgodził się tylko Ryu, siadając obok niego na kanapie i podciągając sobie nogi do góry. - Może się uda, kiedyś - uśmiechnął się lekko.
~.~
- A twój współlokator? - zainteresował się Tony. - Mówiłeś, że mieszkasz z bratem twojego przyjaciela czy coś - przypomniał mu. - Musicie się dobrze dogadywać...i doskonale rozumiem twój punkt widzenia. Im człowiek starszy, tym spokojniejsze miejsca woli - zauważył.
- No ktoś taki musi być w tym naszym związku, a skoro ja jestem ten nieodpowiedzialny to na ciebie spada ta druga rola - zażartował nieco, po czym odkaszlnął. - Mogę założyć twoją bluzę? Trochę mi zimno.
- Wypoczniesz sobie tutaj, a my ci przyniesiemy coś do przebrania - odparł spokojnie Tomo. - Masz jakieś zachcianki? - zapytał go jeszcze pijąc kawę, bo jakoś nie był głodny.
- Dobra, dobra... ale przyznaj, nie bawią cię już wyskoki do clubu na imprezy, co nie? Mnie nie bawią - przyznał szczerze i zaraz się skrzywił. - No dobra, nigdy nie bawiły - przyznał ze śmiechem.
- Nie trzeba - pokręcił przecząco głową chłopak, wciągając na siebie bluzę Hirokiego. Od razu zrobiło mu się cieplej. Zaraz też przytulił się znów do swojego chłopaka. - Mhm jednak ciesze się, że zostałeś - przyznał szczerze. Jakoś tak mu lżej było, kiedy Hiroki był tuż obok.
Chłopiec pokręcił przecząco głową. Jakoś tak nie myślał o jedzeniu, choć onigiri bardzo mu smakowały. Tomo uśmiechnął się lekko.
- Ale czekoladą na gorąco nie pogardzisz, nie? - zauważył wesoło. - A tata i tak będzie mi ją robił - dodał zaraz zerkając z uśmiechem na Takano.
- Cóż... to trochę kłopotliwe - przyznał szczerze. - Nie wiem co bym zrobił na twoim miejscu - dodał zaraz. - Może jakiś kompromis wam pomoże? - zaproponował, bo ostatnio ciągle chodził ze swoją żonką na kompromisy.
- Możemy coś obejrzeć... może jakiś thriller? Albo o... horror możemy - zaproponował, bo było jasno i miał przy sobie swojego misiaka. - Ale będę się mocno tulił...
Tomo dopił swoją kawę i poczochrał malucha po włosach.
- No to możemy iść - zdecydował, bo i oni nie mieli ciuchów na przebranie.
- Nie wiem co ci poradzić... może po prostu przetrwać i nie wracać do tematu? - zaproponował, choć wątpił by to była dobra rada.
- No dobrze... ale nie przeszkadzałby mi horror czy coś - przyznał szczerze, wtulając się w niego mocniej i na moment przymykając oczy.
Tomo westchnął ciężko.
- Raczej wyboru nie mam, nie? - zapytał policjanta, wkładając buty i kuśtykając do samochodu. W ogóle nie podobała mu się ta przeklęta ochrona. Niby rozumiał, ale czuł się jak jakiś zbieg.
- No tak, nigdy nie jest fajnie po kłótni, ale mimo to cieszę się że wpadłeś - odparł mężczyzna. - Mimo, że nie lubisz... to czasem warto się rozerwać - uśmiechnął się nieco.
- Hm... ten - wskazał palcem na jeden z filmów układając się wygodniej na łóżku. - Jak ścierpniesz to daj znać, ok? - poprosił go.
- Nie mam wyjścia - westchnął chłopak wsiadając do samochodu i układając kule obok siebie.
- I to nie raz, nie dwa - zaśmial się Tony. - O różne pierdoły, czasem zdarza nam się do siebie nie odzywać przez 2 do 3 dni... a potem jakoś mija - wzruszył ramionami. - Ale zwykle gdy minie złość, po prostu staramy się porozmawiać i zrozumieć punkt widzenia drugiej osoby - mruknął tylko. - Kwestia praktyki... tak myślę.
- Trzymam cię za słowo - szepnął, całując go w policzek i już dalej skupiając się na filmie.
- Mhm... do szpitala też będziemy mieć towarzystwo? - zapytał zaraz Takano, po czym westchnął ciężko. - Dobra, wiem że tak - wymamrotał, spoglądając przez szybę. Jakoś nie mógł się zmusić do swobodnej rozmowy z Takano, bo obawiał się że każde jego słowo, będzie użyte przeciw niemu.
- No tak, różnica wieku może być problematyczna, ale przecież wszystko jest do przejścia. Wystarczy, że porozmawiacie i zrozumiecie się nawzajem - wyciągnął z kieszeni papierosy. - Palisz, nie? U mnie pali się na balkonie - wskazał na balkon. - Inaczej mam obrazę majestatu bo śmierdzi...
Naoki wtulił się w niego mocniej, kiedy zaczęły się pojawiać straszniejsze momenty filmu i schował się w nim zupełni gdzieś w jego połowie. - O matko... dzisiaj śpimy z zapalonym światłem - zaśmiał się nieco nerwowo, pół żartem pół serio.
- Mhm okay - skinął lekko głową ruszając na zaplecze piekarni i przez moment ignorując policjanta kiedy rozmawiał ze swoimi współpracownikami. Obiecał im dać znać co z panem Tanaką i po godzinie był gotowy do kolejnego punktu w programie.
- Co ty gadasz? - Tony spojrzał na niego zaskoczony. - Przychodzisz na kadrowe spotkania i siadasz obok mnie. Nie musisz w ogóle z Laurą konwersować - klepnął go w ramię i wyszedł z nim na balkon. Odpalił sobie papierosa i podał mu zapalniczkę. - Wystarczy zaalarmować i będę jej pilnował.
- Gome... masz faceta strachadło - wymamrotał zażenowany swoim zachowaniem. Ucałował go zaraz w policzek. - Ale nie masz nic przeciwko, nie?
- Dobrze - uśmiechnął się słabo. Trochę bał się wejść do ich domu. Nie wiedział jakie są straty, ale podążył za Takano. Zagryzł mocno wargi, widząc że drzwi są zdemolowane. - Cholera... Yuya musiał bardzo się bać - wymamrotał idąc dalej. Nie zwrócił nawet uwagi na popsutą gitarę czy telewizor w strzępach. Pokój malucha wyglądał jak pobojowisko, a na pościeli widać było ślady krwi i cięcia nożem. - Taka-chan... on jest chory...
- Ona przyczepia się do każdego nowego - odparł szczerze mężczyzna. - I ma słabość do Azjatów, więc jesteś podwójnie zagrożony - rozesmiał się serdecznie. - Mnie też próbowała uwieść... dopóki moja żona nie dała jej w pysk - przyznał z dumą, bo ileż to się nie odmawiał i nic. W końcu zadziałała zwykła, brutalna siła.
- Dobrze, szefie - ucałował go znów i wybrał komedię z innego folderu. - Ale nadal chcę z wami obejrzeć horror no...
- Uhm... dobrze, dobrze że Yuyi nic się nie stało, poważnego... - szepnął, wtulając się w niego mocniej. Żołądek podszedł mu do gardła kiedy pomyślał o tym co maluch musiał przejść. Odsunął się wówczas od Takano i pokuśtykał do łazienki, zwymiotować. - Przepraszam - wymamrotał, ciesząc się że jednak śniadania nie zjadł i nie bardzo miał co wypróżniać z żołądka.
- To może po prostu powiedz jej, że masz żonę w Japonii - zaproponował spokojnie. - I że u Was nie nosi się obrączek... nikt tego nie sprawdzi przecież... - dodał zaraz, bo to też jakieś rozwiązanie było.
Tym razem wytrwał cały film, śmiejąc się wraz z Hirokim co chwilę. Komedia dobrze poprawiała humor. - Fajny był - uśmiechnął się lekko, wychodząc z łóżka. - Do łazienki idę - usprawiedliwił się zanim Hiroki zdążył go ochrzanić.
- Nie przepraszaj mnie... - wymamrotał chłopak, wreszcie wstając i przez moment podtrzymując się Takano. - Bo ci nakopię... albo znokautuję kulą i nawet osobisty ochroniarz ci nie pomoże - westchnął ciężko i ucałował go mocno. - To nie ty jesteś tym francuzem i nie ty go tu nasłałeś. Też jesteś ofiarą... psychicznie się nad tobą znęca - przytulił go mocno.
- Wiesz... rozwiedziona jest, więc co się dziwisz? Szuka sobie nowego - wyjaśnił spokojnie. - Ona dziwna jest, niewiele osób za nią przepada - przyznał spokojnie.
Naoki skinął lekko głową, po czym poszedł do łazienki. Wrócił posłusznie do łóżka, ale sam czuł że jest dużo lepiej. Miał przynajmniej taką nadzieję. Mimo to nie ściągnął bluzy Hirokiego, bo jakoś tak ciepło mu w niej było.
- Hiro-chan? A może już nie być kaszki? Mam dość kaszek na kolejny rok - wymamrotał wzdychając ciężko.
- Ale skąd mogłeś wiedzieć, że on jest rąbnięty? - zapytał go spokojnie. - Okay... spakuję go. Weźmiemy ciuchy tak do końca tygodnia? - zapytał go zaraz.
- Ano... ale nie przemówisz jej do rozsądku. Wielu próbowało... - westchnął, klepiąc go pokrzepiająco po plecach. - Nie chciałbyś zostać tutaj na dłużej? Kolejny rok czy coś? - zainteresował się zaraz. - Uczniowie cię chwalą...
- Niee... poczytam sobie trochę - sięgnął po swoją książkę i oparł się wygodniej o ścianę. - Wreszcie mogę, bo temperatura tak nie męczy - uśmiechnął się szeroko.
- Okay - Tomo wybrał dla Yuyi pidżamkę i dwie pary spodni. Jedne jeansowe, drugie do biegania po domu. Koszulki i bieliznę. - Jeszcze książki i... co Yuya mówił, że chce? O na pewno ładowarka do telefonu - wrzucił ją do torby.
- Jak zostaniesz, będę przeszczęśliwy - odparł Tony śmiejąc się nieco i upijając trochę alkoholu. - W końcu mam kolegę po fachu na uczelni.
Naoki zabrał się więc za książkę i przerwał czytanie dopiero kiedy Hiroki przyniósł obiad. - Pachnie ładnie - uśmiechnął się do niego. - A ja jestem głodny...
- Dla mnie twoja bluza - wyszczerzył się nieco, po czym pokuśtykał za nim, by dobrać resztę swej garderoby.
- Ja - odparł spokojnie mężczyzna. - Ale miałem za dużo godzin. W ogóle czasu dla rodziny - skrzywił się lekko. - To po prostu nowy kierunek na tej uczelni - wyjaśnił spokojnie.
- Przestań. Na pewno będzie pyszne - zauważył z uśmiechem, podchodząc do stolika, wcześniej ubierając jeszcze skarpety. - Dużo mi lepiej, wiesz? - zauważył ciesząc się że zdrowieje.
- Tak, jedziemy - Tomo pozwolił policjantowi wziąć jedną torbę, bo ciężko mu by było ją nosić i jeszcze chwiać się na kulach. - A... jeszcze rękawiczki - przypomniało mu się w przedpokoju.
- Mój kumpel. Przysługę mi oddał. Potrzebowaliśmy kogoś na gwałtu rety, nie bardzo nadaje się na wykładowcę - uśmiechnął się krzywo. - Ale jakoś tam sobie poradził, co nie?
- Przecież jestem grzeczny - naburmuszył się trochę jedząc swoją porcję i ciesząc się smakiem potrawy. - Zjem leki i położę się spać - obiecał mu zaraz.
Wizyta w szpitalu trwała 30 minut. Tam dowiedzieli się, że mężczyzna będzie mógł z niego wyjść po trzech dniach. Tomo zapewnił go, że praca na niego poczeka i ma wypocząć, a potem wtulił się w Takano, gdy byli już na zewnątrz. Adrenalina z niego zeszła i poczuł się nieco słabo.
- Martwiłem się - wyjaśnił cicho. - Czekolada będzie musiała być - wymamrotał.
- Nie będzie już, nie martw się - zapewnił go zaraz Tony i również zgasił papierosa, niedopałek wyrzucając do słoiczka z wodą. - To jakie plany na wakacje masz? - zapytał go od tak. - My jedziemy do Grecji. Chcieliśmy od dawna ją zobaczyć - przyznał szczerze. - Oszczędzaliśmy i voila... będzie na to szansa.
- Na pewno - zgodził się Naoki powoli kończąc jeść i uśmiechając się do mężczyzny szeroko. - Ne, Hiro-chan? Za co mnie tak kochasz? - zapytał go, patrząc mu prosto w oczy.
- Do sklepu. Obowiązkowo. W końcu musisz mieć składniki - uśmiechnął się do niego. - Po gitarę przyjedziemy kiedy indziej, ok? - poprosił go zaraz. Nie wziął portfela a nie chciał znów korzystać z kasy Takano.
- To pewnie i tak miło skoro tak z rodziną i dawno nie widzieliście się z nimi - zauważył z uśmiechem. - Oj zaczynam zazdrościć ci tego morza...
- Mhm a ja kocham cię za siłę, za twoje oczy które wciąż mnie czarują, za humor i za wszystko. Za to że jesteś i ze mną wytrzymujesz też - uśmiechnął się szczerze.
- Uhm... kupmy też składniki na tiramisu, ok? Zrobię po południu. Mam ochotę na słodkie - przyznał szczerze, kuśtykając za nimi do samochodu. Radził sobie dobrze o kulach.
- Serfujesz? Zawsze chciałem się tego nauczyć - przyznał z uśmiechem. - Nawet kiedyś brałem nauki... ale fale mnie pokonały. Kompletny brak równowagi na desce doprawił jeszcze - zaśmiał się lekko. - Nawet mam piękny film w którym wstaje na deskę i padam do wody zanim zdołam się wyprostować...
- Cieszę się tym bardziej - usiadł mu na kolanach, gdy Hiroki skończył jeść. - A jak wydobrzeję to spróbuję tej ścianki znowu - uśmiechnął się lekko. - Przyjdę przed naszymi zajęciami, zrobię sobie rozgrzewce na wspinaczce - dodał zaraz.
- Uhm a Kei nie będzie miał nic przeciwko, że spędzimy u nich trochę czasu? No wiesz, tak wbijamy im na chatę... może mieli jakieś plany? - zapytał go zaraz Tomo, wkładając co nieco do wózka.
- Niewiele przyjaciół? No... jakoś mnie to nie dziwi - przyznał szczerze mężczyzna. Może niedługo go znał, ale zdołał się zorientować że Jun nie jest zbyt rozmownym typem. - Musisz mnie kiedyś nauczyć... to kolejne niespełnione marzenie me - przyznał ze śmiechem.
- Dobrze, szefie - Naoki uśmiechnął się do niego, zapewniając go że wyzdrowieje zanim wróci na ściankę wspinaczkową. - Ale dziś już dużo lepiej ze mną - dodał uśmiechając się nieco i wtulając w niego głowę. - Bo mam mojego opiekuna... najlepszego na świecie.
- Mhm to dobrze - Tomo dokończył dokładanie produktów do koszyka. - Możemy jechać do Koyukiego? Zrobisz nam czekoladę... i spędzimy czas razem - uśmiechnął się do niego.
Prześlij komentarz