Imię: Hiroki
Nazwisko: Moriyama
Urodzony: 02.01.1987
Wzrost: 180 cm
Waga: 63 kg
Historia
Urodził się w piękny zimowy poranek. Bez żadnych komplikacji wiódł szczęśliwe dzieciństwo wychowywany przez swoją samotną matkę. Ojciec niestety zmarł jeszcze przed jego narodzinami.
Był dość dobrym uczniem, zawsze miał pewien zmysł detektywistyczny i poczucie sprawiedliwości tak więc niewiele myśląc po skończeniu liceum poszedł do akademii policyjnej a następnie zatrudnił się w policji w miasteczku nieopodal Yukan, bo w samej wiosce nie było komendy policji.
Z życia bardziej prywatnego jego matka zmarła w skutek choroby kiedy miał 20 lat i najbardziej tęskni za jej domowymi posiłkami. W wieku 23 lat ożenił się z przyjaciółką z dzieciństwa-Shoko. Rozwiedli się po roku. Kobieta wyjechała do ameryki z jego najlepszym przyjacielem a sam Hiroki uznał że nigdy do końca nie był nią zainteresowany.
Aktualnie pracuje w wydzale dochodzeniowym w policji chociaż z braku ludzi pracuje też w drogówce. Nieprzespanie kilku nocy z rzędu to praktycznie codzienność. Mieszka sam z Yukan i codziennie dojeżdża do pracy.
Charakter
Jako dziecko był dość wesołym i pogodnym chłopcem. Z wiekiem jednak niektóre jego cechy zostały za mgłą. Po śmierci matki nie obeszło się przecież bez załamania a męczące małżeństwo trwające zaledwie rok ugasiło w nim większość z dawnej życzliwości i zapału. Przestał wierzyć w miłość. Stał się dość cyniczny i sarkastyczny a szczery uśmiech gości na jego twarzy od czasu do czasu kiedy zje coś nadzwyczaj dobrego. Zaś kiedy się zdenerwuje po tym jak się wykrzyczy jest oziębły i tak też rozwiązuje większość spraw.
Wygląd
Wysoki, szczupły, umięśniony. W tych trzech słowach można opisać ciało Hirokiego. Na jego twarzy poza maską chłodnego, złego gliny często pojawiają się też inne emocje. Duże wyraziste oczy które zdradzają tylko tyle ile chce ich właściciel. Włosy układa w taki sposób na jaki akurat ma ochotę, lub na jaki pozwala mu czas. Raz zaczesuje ją do góry a raz pozwala by swobodnie opadała na jego przystojną twarz. Nie można też zapomnieć o rozbrajającym uśmiechu który mimo że pojawia się rzadko przyprawia o szybsze bicie serca sporą część współpracownic które liczą na to że rozwodnik spojrzy na nie łaskawym okiem.
Ciekawostki
- jest najlepszym strzelcem na komendzie
- od rozwodu z nikim się nie spotykał i całkowicie oddał się pracy
- Mieszka samotnie w małym mieszkaniu blisko morza
- Mimo że nie jakoś wybitnie to potrafi gotować przynajmniej te prostsze japońskie dania
- Kiedy ma chwilę lubi sobie wypić szklankę whisky z lodem
- dziennie wypija od 5 do 7 filiżanek kawy
- dzięki swojemu chłodnemu zachowaniu w pracy w swojej drużynie zyskał przydomek 'Jack Frost'
- Jako że pracuje w policji zna judo i ma czarny pas
- ma wiecznie chłodne ręce










4 706 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 3401 – 3600 z 4706 Nowsze› Najnowsze»- Zawsze tak jest jak ktoś inny robi - Ryu uśmiechnął się nieco i wywrócił oczyma. - Ja też lubię moje gotowanei, ale jakoś bardziej smakują mi potrawy zrobione przez kogoś - przyznał szczerze.
Chłopak ucieszył się, że jest w tej drugiej grupie, ale mimo wszystko stanął do kolejki podczas trzeciej próby niektórych. Chciał się upewnić, że poprzednim razem nie miał po prostu farta.
- Staram się nie jeść ich dużo. Czasem wolę się pomęczyć z bólem głowy niż brać leki - dodał spokojnie. - Dzisiaj jednak wezmę - usiadł mu na kolana i zjadł kulkę ryżową. - Kochanie z czym je zrobiłeś? Bo mają taki inny smak. Są pycha, ale jestem ciekaw...
- Rozumiem, rozumiem... ale nie myśl sobie, że podlizywaniem się coś wskórasz - zażartował, wtulając się w niego na trochę ale zaraz go puszczając i nieco się odsuwając, tak w razie czego. Popił jeszcze trochę kawki, po czym oparł się o oparcie kanapy. - A ty co wziąłeś? - zapytał go.
Naoki został sparowany z jeszcze innym chłopakiem, który miał jednak żelazny chwyt. Z wielkim trudem udało mu się wykonać to o czym mówił Hiroki, ale męczył się z tym 10 minut, a potem to on był napastnikiem. Chłopak jednak wyswobodził się dość szybko, na dodatek kopiąc bruneta w brzuch. Odruchowo. Zaskoczony Naoki z głuchym jękiem upadł na plecy, a jego partner od razu znalazł się tuż przy nim.
- Cholera, nie chciałem - zapewnił go gorąca. - Wszystko gra?
- Tak, tak... zaraz przejdzie... na pewno...
- Serio? A smakują jakoś lepiej - przyznał szczerze, biorąc sobie jeszcze jedną.
- Tylko? Nie chciałeś nic więcej? - zdziwił się trochę Ryu. - To się podzielę z tobą - zdecydował jedząc jeszcze trochę waniliowego loda i podając resztę Hirokiemu.
Naoki bardzo chciał mu odpowiedzieć, że tak i nawet spróbował, obracając się na bok i próbując wstać, ale ból przygwoździł go do podłogi.
- Nie, nie gra - skapitulował w końcu, pozwalając Hirokiemu podwinąć sobie koszulkę. Nic nie miał złamanego, to wiedział na pewno, bo oddychało się mu dobrze. Bolało go jednak miejsce gdzie niedawno miał szwy. - Mogę chwilę odpocząć? - zapytał go, bo przecież nie mógł pozbierać się z materaca.
- Oj tam zaraz dobrego. Takiego se - pokazał mu język. - Ale faktycznie zdolny z ciebie uczeń - pogłaskał go pieszczotliwie po włosach. - Wiesz co pomyślałem? Że mógłbyś mnie zabrać na randkę samochodową. Jeść w samochodzie, oglądać zachód śłońca i zwieńczyć dzień gorącym seksem w samochodzie - ucałował go w policzek.
- Ach no dobrze. W takim razie reszta moja - ucieszył się chłopak wracaając do swojego ciastka.
Naoki potrzebował dobrego kwadransa do dojścia do siebie, a potem wrócił do ćwiczeń, by zbyt dużo nie tracić. Na koniec jak zwykle ustawili się w kolejkę by poćwiczyć z Hirokim. Tym razem trafił do tych, którzy musieli to ćwiczenie powtórzyć. I znów i jeszcze raz. W końcu był jedynym, któremu się nie udało. Cóż, nie we wszystkim można było być dobrym, nie?
- Pewnie, że ci dam... ja tylko podsuwam inne pomysły póki nie wypadną mi z głowy... bo jak wypadną to kaplica, a przecież co dwie głowy i pamięci to nie jedna - pstryknął go w nosek.
- No ba... tak się postarałem to mogę teraz zjeść i delektować się smakiem - zgodził się chłopak. - A potem księgarnia, a w domku jakiś soczek, owocki i film z moim kochaniem - uśmiechnął się szeroko.
- Nie usprawiedliwiaj mnie Hiro-chan - poprosił go Naoki, starając się rozciągnąć na tyle, by kolejnego dnia nie mieć zakwasów. - Nie szło mi, ale uhm nie szło mi też przed uderzeniem. Dziesięć minut mi zajęło zanim wyswobodziłem się z jego uchwytu - wyjaśnił. - To frustrujące - westchnął. - Nie wiem jak wam to idzie tak gładko - przyznał szczerze, dotykając dłonią brzucha. - No i zaskoczył mnie tym kopnięciem... ale on nie chciał. To był odruch - westchnął ciężko. - Naprawdę nie mogłem się podnieść przez chwilę... pewnie rozwaliłem ci zajęcia. Wybacz.
- Ale ta nie jest zboczona - Tomo zrobił smutną minkę. - Przecież... miałem na myśli bardziej romantyczną niż zboczoną...
- Uhm jakiś taki bardzo ugodowy dzisiaj jesteś - zauważył chłopak zerkając na niego z ukosa. -Coś się stało? - zapytał go zaraz.
- Uhm, ok... ale w domu... naprawdę coś mi nie idzie to ćwiczenie - szepnął. - No widziałem jak się zdenerwowałeś... - przytulił go do siebie lekko.
- O kino samochodzowe brzmi świetnie, a troszkę zboczony być mogę - ucałował go znów.
- No skoro tak mówisz - chłopak wreszcie dokończył swoje ciacho i upił trochę kawy. - Zostało mi pół kubka kawy i możemy iść dalej - oparł głowę o jego ramię.
- Hiro-chan? Jak mi jedno nie będzie szło to nie będzie aż tak źle, prawda? - upewnił się cicho. - Bo uhm... nie czuję się komfortowo jak mi ktoś trzyma z tyłu ręce - szepnął.
- Uff... ulżyło mi teraz - wyszczerzył się do niego.
- To może pójdziemy na te zajęcia na basenie po jutrze? - zaproponował cicho, bo naprawdę chciał tego spróbować.
- Poćwiczę... przecież się staram. Na zajęciach też. Jak przestało boleć to wróciłem do ćwiczeń - zauważył, po czym zerknął na Hirokiego. - Uhm ale musisz pilnować emocje... widziałem jak przestraszony byłeś, że coś mi się stało.
- Oooo będą. Zobaczysz. Zrobimy sobie i takie - uśmiechnął się Tomo. - Dla chcącego nie ma nic trudnego.
- Okay - chłopak skończył kawkę i usiadł znów na wózku. - Możemy jechać.
- Nie szkodzi. Przecież rozumiem - uśmiechnął się szeroko. - W nagrodę w domku poproszę o słodki deser - ucałował go lekko i już wstał. - Pójdę się umyć i przebrać... a potem pójdę robić swoje... z prawnikami.
- Jasne, jasne - zgodził się zaraz Tomo kończąc herbatkę i wstając mu z kolan.
- Nie mam - zaśmiał się nieco. - Ale chciałem tobie jakąś kupić - przyznał szczerze. - Tak bez okazji...
- Dobrze, zjem - obiecał mu i pokiwał nieco, po czym poszedł się umyć.
- Nie chcę już - położył sobie podusię na przednim miejscu i usiadł na niej.
- No wiem... ale tutaj mają też płyty cd i w ogóle... chciałbym żebyś coś sobie wybrał, no bo tyle dostałem od Keia że mi smutno, że ty tak nie wiele. A poza tym bardzo cię kocham i czasem chcę ci coś sprezentować... a że dostałem premię za ostatnią pracę to chciałbym ci coś dać - wymamrotał.
Naoki został zakopany w papierach i niemal wybuchnął płaczem widząc ten burdel. Ku przestrodze więc zrobił im zdjęcie i wysłał na wspólniego chata z ludźmi z Yukan. "Jeśli tak będzie za miesiąc to osobiście Was wszystkich pozabijam" ostrzegł ich wracając do pracy. Postarał się ignorowac ten syf i skupić na tym co opowiadali młodzi prawnicy.
- No dobrze... skoro tak mówisz to ok - zgodził się Tomo zapinając pasy i pozwalając Takano prowadzić. - Zajedziemy do ciebie najpierw? Chciałbym się przebrać...
- No chcę... nie musi być książka, czy muzyka... może być cokolwiek co chcesz - wyjaśnił, łapiąc go lekko za rękę.
- No wreszcie - usłyszał głos Yasu w słuchawce. - Jak tam w zimnicy? - zainteresował się. - Twoja grupa daje radę? Naoki od niej za bardzo nie odstaje? - zainteresował się. - No i jak ci się tam żyje? Nie myślisz chyba o zostaniu tam na stałe co? - zapytał go zaraz.
- Dobrze - uśmiechnął się Tomo. - To jest wyśmienity plan - wyszczerzył się do niego.
Ryu też wjechał miedzy książki i dla siebie również coś wybrał.
- Jun-chan? Ja chcę ci czasem coś dawać... nie chcę być jedynym, który dostaje prezenty - wyjaśnił mu.
- To dobrze. Nawet mi nie myśl o zmianie zdania - burknął jeszcze mężczyzna. - My też sobie radzimy. Dostaliśmy nowy trop jeśli chodzi o yakuzę, więc niedługo powinniśmy się z tym uporać - uśmiechnął się, opierając nieco o ścianę. - Przekaż Naokiemu, że ma nie marudzić na ćwiczeniach i bardziej się starać, bo po powrocie będzie musiał pokazać co umie - rzucił pół żartem, a pół serio.
Tomo wyszedł z samochodu i wskoczył mu na plecy, wtulając się w niego zaraz.
- Kocham cię wiesz? - szepnął mu do ucha.
- Będe mógł poczytać kiedyś jakąś z twoich książek? - zapytał go zaraz Ryu idąc wraz z nim do kasy. - Wiesz co bym jeszcze chciał? Chciałbym kupić takie same koszulki... - przyznał z lekkim rumieńcem.
- Jasne. W razie co dam ci znać - obiecał mu to, a zaraz słuchając o Naokim westchnął nieco w słuchawkę. - Nie martw się tak... Jak będzie potrzebował to niech odpoczywa. Zdrowie przede wszystkim, tylko go przypilnuj z psychologiem - poradził mu spokojnie. - No i przywieźcie nam jakieś omiyage, co nie? - zaśmiał się nieco.
Tomo przytulił się do niego mocniej.
- Wiesz co? Jednak chyba nie wezmę tej tabletki. Czuje się dużo lepiej - uśmiechnął się
- Okay to poczytam - zapewnił go wesoło płacąc za książki i pakując je do plecaka. - Ano teraz... - uśmiechnął się szeroko. - No wiem, ale po domu możemy... to może pidżamy takie same - klasnął w dłonie, po czym zaśmiał się widząc minę Juna. - Ok, ok... nie musimy - zapewnił go.
- Hm no moja żonka już mi coś tam wspominała. Prześlę ci listę... podobno tam są jakieś składniki, których tutaj trudno dostać czy coś. Oczywiście oddam ci za nie pieniądze - zapewnił szybko.
- Powiem ci powiem - obiecał z uśmiechem. - O serio? To fajnie. To ja prowadzę auto, co byś mógł sobie wypić trochę - zdecydował zaraz. - Dobrze, daj mi się tylko odświeżyć. Kwadrans potrzebuję.
- Pewnie, czemu nie - wyszczerzył się do niego. - To zakupy pidżamowe teraz - klasnął radośnie w dłonie.
- Za dwa tygodnie rodzi - odparł radośnie. - Chciałem cię poprosić o bycie ojcem chrzestnym jeśli nie masz nic przeciwko - dodał zaraz. - Będę miał bliźniaki... - uśmiechnął się. - Wiesz? Cieszę się, ale i boję trochę. No bo ojcostwo to przecież duży obowiązek...
Tomo wziął szybki prysznic, a potem wyszedł i wybrał sobie czarne rurki, dobrze opinające mu nogi, czerwony t-shirt i beżowy, rozpinany sweter. Założył jeszcze łańcuszek z obrączką, bo obawiał się, że może ją zgubić w ferworze zabawy.
- No to nie wiem... może gdzieś do galerii i tam znajdziemy? - zaproponował mu.
- Skąd... moje kochanie, powiedziało, że jak nie przyjmiesz tej fuchy to zrobi nam rozwód - odchrząknął. - Tj... tobie i mnie - podrapał się po głowie.
- Mhm... a skąd? - ucałował go mocno. - Ja po prostu chcę cię trochę popodniecać - szepnął mu do ucha. - No i mogę się ubrać jak chce na rodzinną imprezę, nie? - wyszczerzył się. - Poza tym... ty też widze poszalałeś - skomentował jego ubiór.
- Dam radę kochanie. Dam dam... mam przecież korepetytora w razie czego - zauważył wesoło.
- No mówię ci... ale dobrze mi się szefuje - dodał zaraz. - Nie wiem czy się funkcją nie zamienimy - zażartował.
- No a mi się w takim stroju podobasz najbardziej - ucałował go znów. - A tam... przeżyję i to... pokuszę cię ale nic zrobić nie dam - puścił do niego oczko.
Chłopak skinął głową a potem już zaparkowali przed galerią. Ryu przeciągnął Juna po niemal całej pokazując mu tu i ówdzie gadżety kuchenne czy papiernicze czy technologiczne nowinki.
- Jasne, zawsze uważam - zapewnił go. - Nie martw się za bardzo. Po całej akcji dam znać, co byś wiedział, że nic na nie jest... chłopaki zostali po godzinach sprzątać papiery... - dodał ze śmiechem.
- Chodźmy, chodźmy - zgodził się łapiąc swojego męża za rękę i idąc z nim do auta. - Wziąłem tabletkę do kieszeni na wszelki wypadek - poinformował go.
- Dobrze, dobrze - chłopak wjechał do odpowiedniego sklepu i znalazł kilka pidżamek, które były stworzone dla par i nie były różowe. - Które? - zapytał Juna.
- Ano trochę się przestraszyli - przyznał szczerze. - No wiesz, pamiętają ile się namęczył by zrobić porządek po swoim poprzedniku... a teraz kiedy ma swój system, oni mu go rozwalą - zaśmiał się nieco. - Dlatego postanowili zgodnie, że będzie porządek.
- No tak... zapomniałem, że on jest lekarzem - przyznał szczerze chłopak.
- Też na tą patrzyłem, podoba mi się tez ta z napisami jesteś mój i strzałkami w odpowiednią stronę - wskazał na drugą pidżamę.
- Trzymam cię za słowo, a teraz znikam, jeszcze do pracy na chwile jadę - przyznał szvczerze.
Tomo był pierwszym w progach i od razu objął mocno Rena, by trochę Takano sobie pozazdrościł. - Jak tam? Sałatka gotowa? - zainteresował się.
- Hm... ok, weźmy obie - zgodził się z nim, podjeżdżając do kasy i płacąc za pidżamki. - No to co? Czas do domku? - zapytał go zaraz.
Naoki wrócił koło 18. Zsunął buty, a potem wszedł do salonu i usiadł Hirokiemu na kolanach, wtulając się w niego. - Są okropni... nic nie potrafią - wyjaśnił cicho, przymykając oczy.
- Hm... coś by się znalazło - zapewnił go ze śmiechem idąc do kuchni i po drodze witając się z Kanekim. Zakasał rękawy sweterka i zabrał się za krojenie składników.
- Mamy... zawsze robię na dwa lub trzy dni - odparł szczerze. - Po obiadku się pouczę, a potem mnie przytulisz - ucałował go w policzek gdy siedzieli już w samochodzie.
- Nie byłem - odparł szczerze. - Poszedłem, ale nie mogłem wejść do środka. Zmroziło mnie przed wejściem - zagryzł mocno wargi. - I uciekłem...
- Chciałbym ci pomóc kochanie - odparł spokojnie Tomo. - Widziałem, że Ren skończył jedną sałatkę - dodał wskazując palcem lodówkę.
- Ja też, bo mogliśmy spokojnie przeżyć cały dzień. Było fajnie - przyznał Ryu, zapinając już pasy. - A tulenie po nauce... będziesz mnie rozpraszał inaczej.
- Uhm... ok, spróbuję - westchnął cicho, przytulając się do Hirokiego. - Ale zjemy najpierw, ok? Jestem głodny... zjadłem bento ale mimo wszystko zgłodniałem...
- Pewnie, Ren się postarał. Kaneki też wygląda już dobrze. Kolorki mu na twarz wróciły - uśmiechnął się Tomo, wrzucając resztę do michy i pozwalając Takano dokończyć.
- No tak... jak będziesz tulił podczas nauki... nic się nie nauczę wtedy - zauważył.
- Super, marzyłem o curry - przyznał szczerze Naoki, schodząc mu z kolan i siadając wygodniej na kanapie.
- Ano... niedługo będzie można na nim polegać - Tomo umył ręce i poszedł na kanapę. Usiadł obok Kanekiego. - Jak tam? Mniej boli?
- No bo będę myślał o twych ramionach kochanie, a nie o tym co mam w notatkach - pokazał mu język.
- Dziękuję - Naoki aż oblizał wargi kiedy zapach doleciał do jego nozdrzy. - Mhm już sam zapach zachęca - przyznał szczerze.
- Ja wziąłem lek rano - odparl szczerze. - Dużo mi lepiej, ale ja jestem przyzwyczajony - uśmiechnął się. - No i Taka-chan ciągle przeprasza, a mnie to zawsze wkurza - zauważył.
Ryu ucałował go w policzek a pół godziny później siedział już z nosem w notatkach. Zamknął się w sypialni i tam też zrobił sobie pokój do nauki.
- Naprawdę? No i bardzo dobrze... nie może być syfu ogromnego - uśmiechnął się nieco podniesiony na duchu. - Uhm tam czuję się jak w domu... lubię tych ludzi i chcę z wami pracować - przytulił głowę do jego ramienia.
- No jak to czemu? - Tomo zamrugał trochę nie rozumiejąc. - Podobało ci się? - zapytał Kanekiego. - Chciałeś więcej? Jak powiedziałeś dość, Ren skończył? U mnie tak jest, więc jak potem boli to nasza wspólna wina. Moja, bo za późno powiedziałem stop i jego bo nie zauważył, że już dość. Czasem jest tak dobrze, że aż chce się dalej... wbrew rozumowi - uśmiechnął się nieco.
- Przyjdę za chwilę. Skończę tylko coś - odparł chłopak, bo nie lubił odrywać się w połowie czytanej kartki. Powtórzył sobie raz jeszcze materiał, a potem usiadł na wózek i pojechał do salonu by usiąść obok Juna.
- Mam nadzieję - uśmiechnął się do niego Naoki kończąc swoje curry i wtulając się w niego mocniej.
- Na pewno nie żałuje samego zbliżenia - zapewnił go Tomo. - Ale cieszę się, że rozumiesz... dlatego zawsze powtarzam Takano że ma przestać przepraszać, a ja nie przestaje to grożę mu brakiem seksu... od razu zmienia płytę - zaśmiał się cicho.
- Powoli... ale przecież dopiero zacząłem - uśmiechnął się wcinając trochę obiadu. - I mi przerwałeś... - pogroził mu palcem.
- Uhm ok - Naoki niemal poczuł łzy w oczach. Jakoś tak bardzo bał się tej wizyty u psychologa.
- No... trochę - przyznał Tomo z uśmiechem. - Ale wam to też zaczyna grozić - zażartował.
- No dobrze, niech ci będzie - ucałował go w policzek, wracając do jedzenia. - Pokażesz mi jeszcze raz ten szew? - zapytał go zaraz, w telefonie pokazując mu o co mu chodzi.
Naoki mu nie odpowiedział. Ubrał się tylko i poszedł z nim do samochodu. - Ne, Hiro-chan? Jesteś bardzo zły, że dobrze dogaduję się z twoim zespołem?
- Ale na pewno do tego dojdziecie - Tomo przytulił lekko Kanekiego do siebie. - Ale opowiadaj, jak ci się podobała wczorajsza randka?
- Dziękuję - Ryu uśmiechnął się do niego, kiedy ten wrócił z modelem. Odniósł pusty talerz do kuchni, a potem wrócił do salonu siadając obok niego. - Mogę ci pokazać jak mi wychodzi, a ty powiesz mi co robię źle? - zaproponował takie rozwiązanie.
- To dobrze... bo nie chciałbym ci rozwalać atmosfery w grupie - wyjaśnił cicho.
- Ooo to świetnie. Ren jestem z ciebie dumny - Tomo uniósł kciuk do góry i wyszczerzył się do mężczyzny, który spłonął rumieńcem mamrocząc coś niezrozumiałego pod nosem.
- Uhm no i zobacz? Krzywo jak diabli - westchnął zerkając na swoje dzieło. - Znaczy ja wiem, że nie będzie tak jak ty... bo to niemożliwe, ale chciałbym by choć trochę to przypominało - przyznał szczerze.
- Schował się gdzieś przed czarnym widmem, zwanym psychologiem - uśmiechnął się nieco Naoki. - Kiedyś się odnajdzie - obiecał mu, zerkając przez szybę. - Poza tym... tamtemu mnie... nie zależało jeszcze na tobie - odchrząknął. - Nie chciałem wiązać się na amen... a teraz po prostu mi zależy... aż za bardzo czasami chyba..
- Tak jest - wywrócił oczyma Ren wpuszczając zaraz gości, a Yuya od razu poleciał do Takano.
- Tatuś? Mogę dziś spać u dziadka? Mogę, mogę, mogę? - zapytał go zaraz. - Dziadek się zgodził, ale tylko jeśli ty się zgodzisz...
- Chcę - skinął głową chłopak. - No ja wiem... ale chcę żeby nie było tak krzywo aź - wymamrotał. - Poprowadzisz mi ręce? - zapytał.
- Uhm a co on może pomóc? Przecież to obca osoba, której w ogóle nie ufam - westchnął ciężko.
- Dobrze tatuś - chłopiec dał mu buziaka i szybko pobiegł do Tomo wtulić się w niego ze wszystkich sił.
- Mhm ok, już chyba wiem, gdzie błąd robiłem... za daleko szwy stawiałem - uśmiechnął się do niego, jeszcze raz próbując samemu i potem uśmiechając się szeroko. - Chyba jest lepiej - zauważył
- Nie wiem Hiro-chan... po prostu nie wiem - westchnął wysiadając z samochodu. Nie był przekonany czy to dobry pomysł.
- Pewnie, że możesz kochanie - Tomo przytulił synka mocno i ucałował go. - Ale wracasz do domku z nami, dobrze?
- Resztę raczej umiem - zapewnił go, całując go lekko w usta. - Pójdę się douczyć teorii ok? Mogę zająć sypialnię? Nie będzie ci przeszkadzać, nie?
- Nie wiem czy się uda - odparł szczerze niechętnie wchodząc do budynku i porządnie blednąc przed gabinetem mężczyzny. Nawet dotknął dłonią klamki, ale nic nie mógł zrobić dalej.
Ren zaraz usiadł obok Kanekiego i mocno go przytulił.
- Kocham cię wiesz? - szepnął mu na ucho. - I nie zamieniłbym na żadnego innego - zapewnił go gorąco.
Tak też zrobił. Uczył się dobre dwie godziny, zanim nie przysnął budząc się z policzkiem w notatkach. Skrzywił się nieco i ziewając wyjechał z sypialni, uprzednio sprzątając papiery.
- Nie wiem czemu tak jest, ale niezależnie od tego czego się uczę... zasypiam - wymamrotał wzdychając. - Zawsze...
- Zawsze trafiałem na głupich... wszyscy mówili, że nie powinienem robić żadnych problemów, bo mam przecież dobre życie - uśmiechnął się słabo, czując jak ręka ślizga się mu na klamce. Omal nie zszedł na zawał, gdy drzwi się otworzyły a z drugiej strony stanął mężczyzna.
- Zapraszam - uśmiechnął się przyjaźnie.
- Potrzebujesz pomocy z wniesieniem? - Ren wstał niemalże od razu, bo nie chciał brata z tym zostawiać.
- Ano... zrobię sobie jakąś kanapkę jeszcze... chcesz też? - zapytał go zaraz. - A potem umyję się po tobie - obiecał. - I ubiorę naszą nową pidżamkę.
Naoki zacisnął nieco powieki ale nie miał już wyjścia. Wszedł do środka i zajął wskazane przez mężczyznę miejsce. - Nie lubię psychologów - zaznaczył na początku. - Nie cierpię ich...
- Mówiłem ci, że jego rodzina nie jest zadowolona z jego wyborów. Odcięli go od siebie, nawet się nie odezwali jak dzwonił by ich zaprosić - westchnął ciężko Ren. - A jego dwóch kumpli będzie trochę później - dodał z uśmiechem. - Pracują do późna.
- Tą z krótkim - pokazał mu którą chce założyć. - Będziemy śmiesznie wyglądać - zaśmiał się nieco, po czym pojechał do kuchni by zrobić sobie kanapkę.
- Herbata... kofeiny już za dużo dzisiaj było - odparł szczerze, wciąż jednak zaciskając mocno pięści i próbując uspokoić swój organizm. - Yhm... - trochę nie dowierzał mu, bo przecież ta cała gadka mogła być tylko gadaniną psychologa.
- Wiem Takano... ach jeszcze jego menadżer wpadnie na chwilę. Przyjazny i zakręcony gość. Nie martw się... ja się nim zajmę, staram się by nie czuł się samotny...
- No bo będziemy - odparł wesoło. - Ale o to mi chodziło, żeby się trochę pośmiać i przytulić mocno do mojego kochanego chłopaka.
- Nie dziękuję - odparł spokojnie. - To po co jesteś psychologiem? Jak się czegoś nie lubi to lepiej to zmienić i już - wzruszył ramionami.
- Wow... niezły ci wyszedł - zagwizdał z podziwem Ren pomagając mu z drziami.
- Jun-chan... kocham cię - Ryu właśnie kończył jeść kanapkę, kiedy ten przyszedł w swojej pidżamce. - Bardzo mocno - zapewnił go.
- Nie wiem czy starczy nam na to spotkań, za miesiąc wracam do Yukan - odparł cicho Naoki, któremu ten powrót był nawet na rękę. Mniej tortur w tym gabinecie. Zamknął oczy i upił trochę swojej kawy.
- Nie wiem czy Kaneki będzie chciał go kroić - Ren skomentował jeszcze z uśmiechem, po czym otworzył ostatnie drzwi i pozwolił Takano wnieść jego dzieło.
- Wiem - Ryu ucałował go lekko, po czym przeniósł się na wózek. - Idę się umyć - oznajmił jeszcze, jadąc do łazienki.
- Często... - westchnął tylko chłopak, skubiąc nieco poręcz kanapy. - Ech ok... raczej nie mam wyjścia, Hiroki i nasz szef... mnie uduszą, jeśli na to nie pójdę - zerknął gdzieś w bok, szukając wybawienia, które jakoś nie nadchodziło. - No dobra to jestem Naoki, co pewnie już wiesz... mam brata i siostrę i wychowałem się w Tokio. Skończyłem Toudai i z wykrztałcenia jestem prawnikiem... ponoć dobrym - wzruszył ramionami. - Zwiedziłem też Australię i uczyłem dzieci w szkole w-fu... uwielbiam wspinaczkę górską, ale ostatnio nie mogę jej uprawiać. Miałem kontuzję i ręka wciąż dochodzi do siebie - wzruszył ramionami, bo nie bardzo wiedział co o sobie mówić.
Kaneki zaniemówił. Spojrzał na tort zbliżając się nieco do niego i oglądając wszystkie detale.
- Sugoi - wyrwało mu się. - Mogę zrobić mu zdjęcie? - zapytał ich wszystkich, rozśmieszając ich przy tym trochę. - No co? Nigdy nie widziałem... takiego tortu...
Ryu wrócił do niego pół godziny później w swojej pidżamce. Usiadł jeszcze na kanapie, przytulając się do niego lekko. - Kocham cię strasznie mocno, wiesz? - szepnął cicho.
Naoki zerknął na zdjęcia, a potem wrócił do niego wzrokiem.
- Nie tęsknisz za Sydney? - zapytał go, znów odruchowo kierując rozmowę na osobę Nowakiego. - Tam jest jakoś kolorowiej... i spokojniej.
- Bardzo podoba - zapewnił go chłopak kucając przed ciastem i oglądając go jeszcze raz. - Wow... ja mam go pokroić? - spojrzał na nich bezradnie. - A nie mogę sobie go jakoś ususzyć czy coś?
- Jeszcze chwila... nie natuliłem się jeszcze - chłopak zrobił smutną minkę zerkając na niego, a potem pakując mu się na kolana. - Cieszę się z tych naszych pidżamek - uśmiechnął się jeszcze.
- Dobrze, dobrze mi się tu żyje - zapewnił go zaraz Naoki, może trochę zbyt szybko. - Mam tu chłopaka i pracę, jest dobrze - uśmiechnął się, po czym upił trochę herbaty. - Mam samochód i psy... - dodał jeszcze.
- Ale najpierw świeczki - zdecydował Ren, ostrożnie wkładając świeczki w odpowiednie miejsca, ku przerażeniu Kanekiego.
- Zepsujesz go - jęknął.
- Dziękuję. Myślę, że nam obu pasuje - ucałował go i przytulił zaraz, by posłuchać jego bicia serca. - Jak się kładziemy to nie to samo... bo ty zaraz mówisz dobranoc - dodał jeszcze.
- Uhm... lubię Yukan - przyznał tylko. - I Hokkaido też mi się zaczyna podobać, bo nikt mnie tu nie zna - dodał znów chowając się trochę za szklanką.
- Jestem pewien, że tak - zgodził się Kaneki. - Ale to jak dzieło sztuki... - wymamrotał, a Tomo przytulił głowę do piersi Takano.
- Wiem co czujesz - przyznał szczerze. - Mnie też jest żal tych wszystkich ciast... które potem niszczymy - zaśmiał się nieco.
Ryu skinął lekko głową tylko tak siedząc przez dłuższą chwilkę. Czasem tylko przytulał się mocniej. - Mhm idealne zakończenie szalonego dnia - uśmiechnął się.
- Onsen mamy w planach, a narty... no nie wiem - odparł szczerze. - Po treningach samoobrony na nic sił nie ma - dodał zaraz.
- No dobrze - Kaneki jeszcze raz zerknąłna swojego torta i spojrzał na Takano. - Dziękuję, jest piękny - zapewnił go, a potem pomyślał życzenie i zdmuchnął świeczki z niemałym trudem.
- Naprawdę? To muszę częściej tak siadać - rzucił wesoło. - Bo ja lubię jak ty mnie tak trzymasz - zapewnił go.
- Trochę daje... ale idzie przeżyć - przyznał spokojnie. - Hiroki powoli zwiększa trudność, bo niedawno miałem ściągane szwy i się o mnie martwi, czasem aż za bardzo - dodał. - Jaki chwyt sprawiał ci trudność?
- Poproszę - Kaneki ukroił pierwszy kawałek, a potem oddał pałeczkę, by usiąść Renowi na kolanach i przytulić się do niego mocniej.
- To dobrze, mielibyśmy konflikt interesów, gdyby było inaczej - zażartował i ucałował go w nos. - Mhm zaniesiesz mnie do sypialni? - poprosił go zaraz, nie chcąc już siadać na wózku.
- Raczej przeze mnie - poprawił go. - Nie chcę by reszta coś traciła przeze mnie... ale rozmawiałem już o tym z Hirokim i oznajmił, że będzie zwiększał trudność stopniowo - mruknął. - Tych dwóch ostatnich nie znam... ale ten pierwszy, byłem jedynym któremu się nie udało...
- Taka-chan? - Tomo ucałował go w policzek. - Ja tak dużego nie zjem - szepnął nieco przerażony. - Jest pyszny, ale porcją mnie zabiłeś...
- I widzisz? Zgaszone światła mówią nam dobranoc - Ryu westchnął cicho, zara jednak uśmiechając się nieco.
- No właśnie słabo mi idzie. Nie wyszło mi to ani razu - wzruszył ramionami. - Chcę - dodał zaraz - Lubię wyzwania.
- Ja ci pomogę wujek - oznajmił radośnie Yuya, któremu tort tak smakował, że aż się uszy trzęsły. Tomo natomiast trzepnł Takano przez łeb i wrócił do swojego tortu.
- Ja ci dam królika - zażartował.
Ryu westchnął cicho w odpowiedzi i zamknął zaraz oczy. Zasnął niedługo potem.
- No i żeby Hiroki już za bardzo się o mnie nie martwił - dodał jeszcze i odsunął ciasteczka w jego stronę. - Serio nie chcę. W domu czeka na mnie słodki deser, co za dużo to nie zdrowo.
- Baka - Tomo złapał rumieńca, a Kaneki wyciągnął widelec w górę.
- To ja spróbuję odgadnąć smaki - zdecydował. - Hm na pewno czuć tu malinę, wanilię oraz orzechy. Zaryzykuję, że jest też czekolada lub praliny - oblizał lekko wargi.
- Tatuś? A mogę tę figurkę z czekolady zjeść? - Yuya pokazał o co mu chodzi.
Ryu obudził się nieco później i przeciągnął się mocno na łóżku. Przeczytał kartkę i z westchnieniem zauważył brak wózka. Postanowił jednak zaryzykować. Wygramolił się z wyrka i powoli, bardzo powoli, chwiejąc się przy każdym kroku zaczął się przemieszczać do wyjścia z sypialni. W końcu dopadł szafki stojącej w salonie tuż przy drzwiach do ich pokoju i dysząc ciężko oparł się o niej. Spocił się bardziej niż po intensywnym treningu, a wózek został przy kanapie. Jeszcze taki długi odcinek...
- Jest gliniarzem... ma wielu wrogów w końcu - zauważył.
Kaneki uśmiechnął się szeroko.
- Uwielbiam maliny - zauważył wesoło, dalej wcinając torcik. - I chyba poproszę o dokładkę - dodał zaraz.
- Nic się nie stało - zapewnił go chłopak, łapiąc go jednak by złapać równowagę, zanim usiadł na wózku. - Mogłem poczekać, ale nie wiedziałem ile... i chciałem do łazienki - przyznał szczerze. - Już prawie dotarłem - uśmiechnął się, jeszcze trochę sapiąc i łapiąc oddech. - Dlatego ja pierwszy zajmuję łazienkę - zaznaczył mu jeszcze nieco weselej.
- Niby tak, ale ja raczej robię w papierach... i jestem chłopcem na posyłki. Podaj kawę i posprzątaj. Znajdź taki i taki numer, sporządź raport i takie tam - wzruszył ramionami. - Zero obcowania z bronią czy coś... czasem biorę też jedną czy drugą sprawę w sądzie, bo lubię bronić biednych... których nie stać na prawnika. Takie dziwne hobby.
- Mhm dobrze się spisałeś Ren - Kaneki ucałował go mocno i zaraz nieco zarumienił. - Pewnie, że możesz - wstał by nałożyć chłopcu proszoną czekoladkę. - Jedz śmiało - poczochrał go po włosakch.
- Tak. Za karę - pogroził mu palcem i pojechał do łazienki żeby się umyć. Wrócił już po 20 minutach spokojnie siadając sobie na kanapie. - Wykończyłeś mnie - zaśmial się nieco.
- No zdarza się - przyznał ostrożnie. - Ale rzadko. To Yukan, mała mieścina w końcu - uśmiechnął się. - Jest naprawdę bezpiecznie... póki się komuś nie narazisz.
- Un wolałbym poczekać. Powinni być za chwilę - dodał z uśmiechem. - Dali znać, że są w drodze.
- Ale siebie masz prawo - zażartował Ryu, przez chwilę kładąc się na kanapę i zamykając oczy.
- Zdarzyło się. Raz - odparł tylko. - Porwali mnie wtedy i starałem się współpracować jakoś tam z policją ale było strasznie.
- Dla mnie drink - zdecydował w końcu Kaneki i wstał otworzyć reszcie gości. - To Tooru, Seki oraz pan Aoyama - przedstawił ich wszystkim i zaprosił do środka, kiedy już wszystkie uprzejmości zostały wymienione.
Ryu oddychał miarowo, czując każdy mięsień w nogach. Westchnął cicho w końcu siadając na wózek i podjeżdżając na śniadanko. - Wszystko mnie boli - poskarżył się mu. - Po wczorajszej rehabilitacji i dzisiejszym załatwieniu się...
- Ano... ale szybko mnie wyratowali - uśmiechnął się, kończąc wreszcie swoją herbatę. - Są nieprzyjemne sytuacje, ale jakoś tam dajemy sobie radę - dodał zaraz.
- Poproszę - Tomo podał mu swoją butelkę i szklanke i po chwili trzymał już swoje piwo w dłoniach i bardzo powoli tończył swój kawałek torcika. Zagadał też nowoprzybyłych by poczuli się swobodniej.
- Zwariowałeś zupełni - Ryu klepnął go w dłoń. - Zakwasy to nie choroba - zauważył tylko. - Nie chcę takich ulg profesorze, tylko dlatego, że z tobą mieszkam i mnie kochasz - burknął biorąc się za jedzenie.
Naoki zerknął na niego i wzruszył ramionami.
- Nic na to nie poradzę - odparł tylko. - Jak nie ufam to się nie otwieram. Przykro mi - mruknął tylko. - Za herbatę podziękuję, nie sądzę bym dzisiaj cokolwiek jeszcze powiedział - dodał zaraz zerkając na zegarek. - Kiedy teraz mam wpaść? - wyciągnął kalendarz by pozapisywać daty.
- No dobrze - Kaneki nie przepadał za bardzo za zbyt wielką uwagą więc poczuł się niezręcznie z tymi prezentami naookoło.
- Dziękuję, będzie mi potrzebne - upił trochę herbaty i skończył jedzonko. - Przygotuję się i wychodzę. Mark będzie czekał na mnie na dole.
- Ok. No to 18 w środę - odparł spokojnie, notując sobie w kalendarzu i wzdychając nieco. - Pójdę już - zdecydował, zabierając swoją torbę ze sobą i zaraz wychodząc z gabinetu. Dopiero tam odetchnął z wyraźną ulgą.
- Dziękuję - wyszczerzył się Kaneki. - Obejrzę wieczorem, a Ren nabrał głębokiego oddechu.
- Może cenzurę powinienem najpierw co? - zaproponował.
- Kaneki? Mogę z tobą obejrzeć - Tomo zaraz znalazł się obok niego. - A jak wpadniecie do nas, to ci pokażę moją o Takano - klasnął w dłonie.
- Tak - skinął głową, kiedy już miał ze sobą swój plecak. - Idziemy na kawę i na uczelnię... bo zaczynam za 2 godziny - uśmiechnął się. - To na razie - podjechał jeszcze dać mu buziaka.
- Możemy już jechać - Naoki od razu wtulił się w Hirokiego. - Mam ochotę na ten deser - szepnął mu do ucha.
- Nie no... naszych wspólnych zdjęć nie. Tylko płytkę z twoimi wygłupami - Tomo posłał mu buziaka w powietrzu. - No wiesz.. tymi ze studiów co dostałem - zaśmiał się nieco. - I tą od Kou... też.
Ryu spotkał się ze swoim przyjacielem i poszedł z nim na kawę. Dopiero po niej obaj ruszyli w stronę uczelni jeszcze powtarzając materiał. Nie spóźnili się ani chwili.
W domu Naoki wreszcie odetchnął pełną piersią. Przebrał się szybko i usiadł na kanapie czekając na Hirokiego i deser.
- Poćwiczysz jeszcze ze mną ten chwyt? Tak na spokojnie? - zapytał go zaraz.
- Nie tą - pokręcił przecząco głową chłopak, a Kou wyszczerzył się do Takano.
- Nie martw się bracie, zaopatrzyłem twojego chłopaka w jeszcze jedną. Specjalną edycję z dzieciństwem mojego ukochanego, najmłodszego braciszka - puścił do niego oczko.
Mark zaczął kręcić się niespokojnie gdzieś w połowie egzaminu. Wszystko wyleciało mu z głowy i płakać mu się zachciało. Ryu natomiast spokojnie skrobał swój egzamin. Obok niego siedział zawodowy ściągacz, ale miał pecha, bo nic nie rozumiał.
- Dobrze, dziękuję - Naoki przytulił się trochę do niego, a potem zabrał się za jedzonko. - Pyszne kochanie.
- Ale nie trzeba było... przecież tort był wystarczającym prezentem - jęknął Kaneki, zaraz pokazując przybyłym zdjęcia jego tortu.
- Wow... świetny musiał być, bo smakował wyśmienicie - uśmiechnął się Seki.
Ryu zaciął się dopiero na ostatnich dwóch pytaniach. Chwilę musiał sobie przypominać odpowiedzi, ale jakoś z nich wybrnął. Był jednym z ostatnich oddających kartki, więc musiał czekać w długiej kolejce by podejść do praktycznej części egzaminu. Mark stanął tuż za nim.
- Ech chyba zawaliłem... odpowiedziałem na połowę pytań - westchnął ciężko.
- Oj... to najwyżej powtórzysz - uśmiechnął się do niego Ryu. - Ale może jak teraz pójdzie ci dobrze, to Jun cię przepuści - wzruszył ramionami. - Tak myślę...
- Mogłeś tego nie mówić - zaśmiał się Naoki. - Ale dobrze, szczerego chłopaka mam - roześmiał się serdecznie.
- Od nas trzech - poprawił go Tomo. - Nie zapominaj o naszej pociesze... która namalowała piękną laurkę - dał mu kuksańca w ramię, a Kaneki zabrał się za otwieranie. W środku znalazł przybory do rysowania. Akurat te, które mu się pokończyły.
- Dziękuję - uśmiechnął się szeroko. - I za laurkę też - dodał. - Powieszę na lodówce - przytulił malucha do siebie.
Mark od razu zabrał się do pracy, a Ryu odczekał chwilę by przypomnieć sobie wczorajsze ćwiczenia. W końcu jednak zaczął i postarał się by nie było mocno krzywo. Skończył przed Markiem i był zadowolony z efektu.
- No dobrze, czyli twoje są obiadki, a moje desery - zrozumiał co Hiroki chciał mu przekazać i oblizał łyżeczkę by zaraz nabrać nią jeszcze trochę deseru.
Kaneki z lekką obawą zerknął do środka, ale tam znalazł tylko klucze. Zamrugał nieco, a ich ojciec tylko się uśmiechnął.
- To klucze do mojego mieszkania we Włoszech. Możecie tam razem pojechać i spędzić miło czas, kiedy będziecie chcieli - dodał.
- Uff nie było tak źle - Mark odetchnął z ulgą gdy byli już poza salą. Praktyczna część poszła mu lepiej. - Mam szanse na 3 z minusem... - popchnął wózek Ryu do wyjścia z uczelni. - A jak nie wyjdzie to przyjdę na poprawkę... pustkę w głowie miałem - wyznał.
- Spoko, ja też mam jedną poprawkę. Pamiętasz ten poprzedni egzamin? Nie zdałem... - uśmiechnął się krzywo. - Nie dałem rady wszystkiego napisać po angielsku...
- Pasuje mi ten układ - odłożył już pusty talerz i położył się z głową na udach Hirokiego. Przytulił się do niego lekko. - Jutro też dasz nam wycisk?
- No tego nie sprzedałem - odparł mężczyzna. - No ale przecież nie daję na własność, udostępniam tylko klucze by mogli sobie na wakacje pojechać, no... przeloty i jedzenie zapewniacie sami. Tylko mieszkanie będzie - naburmuszył się trochę, bo przecież tak się starał, by nie przesadzić, a tu takie wyrzuty.
- A można się nauczyć szybciej pisać? - zapytał go zerkając zaraz na niego. - Ech bo ja serio wiedziałem dużo...
- Raczej dam - uśmiechnął się do niego. - Przecież wiesz, że się staram dawać radę - dodał zaraz.
- Okay - Kaneki od razu się za nie zabrał. Od swojego menadżera dostał bilety do kina oraz zestaw ołówków, a od przyjaciół wódkę, wibrator i kluki analne... przez co zaczerwienił się okropnie i rzucił im mordercze spojrzenie.
- To pewnie jak z angielskim. Praktyka. Piszę te znaczki od małego - odparł ze śmiechem. - To jak? Idziemy na jakiś sok? - zaproponował. - Dam ci znać czy zdałeś. Poproszę Juna by mi o tym powiedział - uśmiechnął się do niego.
- Wiem kochanie. Jakby co to ci powiem że schodzę na chwilę - obiecał mu zaraz.
- No ok, ok - Tomo ucałował go lekko pakując mu się na kolana. - Ale dobrze że nie kupiliśmy, bo byśmy jeszcze się powtórzyli - przyznał szczerze, po czym zerknął na ojca swojego męża. - Tato... - oblizał lekko wargi. - ...jutro pójdziemy razem na zakupy. Nauczę cię trochę co kupować, żeby nie urazić - uśmiechnął się. - Ale ta willa we włoszech... my też możemy tam pojechać? - zapytał go zaraz.
- Myslę, że tak. Przecież wszystko umiałeś jak sobie powtarzaliśmy - zauważył wesoło. - Nie mogło ci pójść aż tak źle...
- Dobrze, postaram się nie zapominać - złapał go za rękę i przytrzymał ją sobie koło swojego policzka. - Kocham cię.
- Super - ucieszył się chłopak. - Ale nie ma z tym pośpiechu. Na razie nigdzie się nie wybieramy - zapewnił go zaraz i jeszcze raz ucałowal Takano. - Pójdę pogadać z mary.
- Przepraszam - speszył się trochę. - Mogłeś mnie kopnąć czy coś... - dodał zaraz.
- Cieszę się, że tak jest - uśmiechnął się do niego. - Baaardzo - dodał zaraz.
Tomo natomiast usiadł wówczas Takano na kolanach i tylko mocno się do niego przytulił.
- Oj to wyciągnąłbym inną kartkę, wszystko było do zrobienia - zauważył spokojnie, po czym uśmiechnął się nieco. - No a w razie czego zdasz w drugim terminie - zapewnił go.
- Okay, myślę, że możemy spróbować - zgodził się zaraz, powoli zbierając się z jego kolan i przechodząc na ziemię.
- Nic, nic. Dobrze mi się przytula do mojego skarba - odparł szczerze, a potem pokręcił przecząco głową. - Dzięki, ale wypiję sobie jakiegoś soku zaraz - dodał wesoło. - Jaką grę?
- Wiem, widziałem - zaśmiał się lekko. - Ale jego mi nie żal - dodał śmiejąc się nieco. - Musiał mocno się zdziwić...
- Tak? - zapytał, kiedy złapał ręce Hirokiego w dość mocnym uścisku.
- Mi pasuje butelka - zgodził się ochoczo Kaneki. - Ale bez żadnych "biegaj nago" ok? - poprosił zaraz.
- Pewnie, że mogę. Przynajmniej spróbuję - zapewnił go Ryu. - A ty naucvzysz mnie szybciej pisać po angielsku - zaproponował.
- No wszystko pięknie, ale ja nie potrafię tego - zauważył cicho Naoki.
- Pewnie, że tak. Czemu nie? - zapytał go Tomo biorąc sobie soku pomarańczowego.
- Nie wiem czy na taki poziom się uda - roześmiał się serdecznie Ryu. - Ale spróbujemy - zgodził się. - To co? Jutro zapraszam do mnie na lekcję - dodał zaraz.
- Okay - zgodził się choć trochę niepewnie. - Ale da się tą rękę potem odkleić tak? - upewnił się, powoli kładąc się na podłodze.
- Pytanie? - Kaneki uniósł lekko brew, a wśród grających przebiegł jęk zawodu. - No dobrze... - chwilę umilkł zastanawiając się nad pytaniem. - Ok, jaki był twój najlepszy seks w życiu? - wypalił w końcu.
- Na pewno nie. Z tego co wiem, to Jun jutro pracuje do 17 - odparł spokojnie. - A my mamy wolne, więc nie ma żadnego problemu. Poza tym Jun cię lubi, serio - zapewnił go wesoło przejmując sterowanie nad wózkiem i wjeżdżając do studenckiego baru. - Dzisiaj mnie załatwił. Poszedl biegać i nie podstawił mi wózka... rano miałem wycisk - zachichotał. - Bolą mnie wszystkie mięśnie.
- Chyba tak - odparł spokojnie. - Mogę spróbować z twoim przytrzymywaniem? - zapytał go zaraz.
- No ale pytanie nie było z kim i kiedy... tylko jaki - zauważył Kaneki. - Poproszę o detale - uśmiechnął się szeroko.
- Nie trzeba, to przecież tylko zakwasy - zauważył z uśmiechem chłopak. - Nie potrzeba na nie tabletek, nie? - uśmiechnął się nieco szerzej.
Naoki walczył z nim 10 minut zanim udało mu się przewrócić.
- Ech, chyba nigdy nie będę dobry w te klocki - westchnął ciężko nieco sapiąc. Trochę musiał się wysilić by to zrobić.
- W stroju uczennicy? Kręcą was takie przebieranki? - Ren spojrzał na nich zaskoczony, a Tomo ukrył twarz w dłoniach.
- Kręć już tą butelką - poprosił Takano.
- Tak, bo wczoraj miałem rehabilitację i też chodziłem na niej... więc dwa dni z rzędu miałem wysiłek fizyczny - mruknął z ciężkim westchnieniem. - Mówię ci... masakra.
- Dobrze - przyciągnął go mocniej do siebie przytulając go zaraz, by schować twarz w jego ramieniu i powoli uspokajając oddech. - Jutro też będziemy musieli to zrobić? - zapytał cicho.
Padło na Kouyukiego, który zerknął na Takano i westchnął ciężko.
- Ren, zrób mi jednak tego drinka - poprosił zaraz. - Pytanie - rzucił do brata.
- To zależy od dnia, ale już powoli spaceruję bez trzymanki... krótkie odcinki i strasznie powoli ale jednak - odparł spokojnie. - Mam nadzieję, że się uda - przyznał szczerze. - Lekarz też mówi, że będzie dobrze...
- No dobrze, ale ech jeśli planowałeś to znów przećwiczyć to nie zmieniaj zdania, bo ja nie umiem, ok? - poprosił go zaraz się od niego odsuwając już oddychając normalnie. - Wykąpiesz się dziś ze mną? - zapytał go zaraz.
- Dla mnie wyzwanie - odparł Ren upijając porządny łyk piwa. Zdecydował, że woli nie ryzykować pytaniem, kiedy pytającym miał być Koyuki. Sądząc po tym co dał na urodziny Kanekiego, to zdecydowanie nie było dobrym pomysłem.
- Postaram się trochę pospieszyć ze stawaniem na nogi. Chętnie pojechałbym na typową, studencką, amerykańską wyprawę - zaśmiał się nieco i upił trochę swojego soku.
- Super - ucieszył się i powoli wstał, by pójść po pidżamę. - No to chodźmy do wanny, a potem do łóżka. Padam dzisiaj - ziewnął nieco.
- No wiesz? Przecież wiesz, żę nie umiem tańczyć. Sztywny jestem jak cholera - próbował bronić się Ren, ale Kaneki trzepnął go przez łeb i zmroził spojrzeniem więc wstał i zaczął powoli kołysać się w rytm melodii.
- O nie... nie musi wszędzie ze mną jeździć - burknął Ryu. - Serio... jest fajnie i świetnie... ale czasem chciałbym też porobić coś sam - przyznał szczerze.
Naoki wskoczył do wanny niemal natychmiast, a gdy Hiroki do niego dołączył od razu się do niego przytulił. - Wiesz, że lubię te nasze wieczory? - zapytał go z uśmiechem.
- Dla mnie też wyzwanie - zdecydował Tomo otwierając sobie piwo bezalkoholowe i upijając go trochę. - Tylko bez większego wysiłku fizycznego poproszę.
Ryu spędził z Markiem jeszcze dobrą godzinę, zanim pojechał do domu. To wówczas padł na kanapę zasypiając, porządnie wymęczony dniem, mimo że nie było nawet 4.
- Ano - zgodził się Naoki, namydlając się powoli. - Ale nie mogę się doczekać naszej randki w onsen - przyznał zaraz.
- Ok, to łatwe - Tomo uśmiechnął się lekko i odchrząknął parę razy. - I believe I can fly, I believe I can touch the skyyy - zaczął rozśmieszając przy tym gromadkę.
Chłopak pospał jeszcze dobrą godzinkę, budząc się kiedy Jun go nieco szturknął by zaprosić na obiad. - Hej - ucałował go lekko. - Jak mi poszło na egzaminie? - zainteresował się zaraz.
- Posunę się trochę - rzucił zaraz chłopak zginając nogi w kolanach i przysuwając się do przodu, czemu towarzyszyło chlupnięcie wody.
- No ale po co, skoro akurat ta oddaje co czuję? - zapytał ich biorąc znów łyka i kręcąc butelką. - No proszę... kochanie moje - spojrzał na Takano. - Wyzwanie oczywiście, tak?
- To dobrze - Ryu odetchnął trochę z ulgą. - Bo Mark mówił, że miał czarną dziurę w głowie na egzaminie, a przed wszystko wiedział. Powtarzaliśmy to wiem - dodał zaraz. - Ale mówił, że jak się nie uda to trudno. Da radę na poprawce - uśmiechnął się nieco.
- Poproszę - podał mu gąbkę i pozwolił mu namydlić sobie plecki.
- Coś lekkiego - zdecydował Tomo. - Zrób masaż Sekiemu, szepcząc mu czułe słówka do ucha - ucałował go mocno.
- Oj bo mięśnie mnie bolały - odparł szczerze. - A teraz już jest lepiej - usiadł na wózku i pojechał do stołu. - Jutro Mark wpadnie do mnie rano. Będę go uczył japońskiego trochę - poinformował go.
- Jasne - Naoki przekręcił się w wannie i zaczął go dokładnie myć. - Mhm jak ty to robisz, że wyglądasz tak dobrze?
Kiedy Takano skończył, Tomo mocno go objął i schował twarz w jego pierś.
- Wiesz, jednak jestem zazdrosny - przyznał szczerze. - Baaardzo zazdrosny - dodał zaraz. - Kocham cię.
- Bo chce mnie odwiedzić w Japonii i uznał, że warto by było coś tam umieć - odparł szczerze Ryu wzruszając ramionami. - Mam jedną poprawkę - dodal zaraz. - Tam gdzie nie udało mi się uhm skończyć pisać - wyjaśnił.
- Poważnie? Niemożliwe... na pewno robisz coś więcej - ucałował go w pierś, zanim wrócił do mycia.
- Hm... pytanie - poprosił Tooru.
- Nie, nie. Poradzę sobie - zapewnił go spokojnie. - Przecież umiem, a poprawka to nie koniec świata - zauważył.
- No dobrze, niech ci będzie - przytulił się mocno do jego pleców, a potem już zaczął go myć.
- Zajęty - uśmiechnął się szeroko chłopak. - I dziewczęta - pokręcił butelką i padło na Kanekiego. - Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie - odparł zaraz Kaneki.
- Oke... poprosimy o półminutowy pocałunek z twoim wybrankiem - puścił do niego oczko, a Kaneki spłonął rumieńcem.
- Nie uda się. To zasadniczy mężczyzna. On mi powiedział, że jedynie pisemnie - wzruszył ramionami. - Dam radę, więc w nic mi się tam nie wtrącaj - poprosił go.
- Bo mi się podobasz i też chciałbym taką klatę mieć - odparł szczerze, nieco się rumieniąc.
- Ehm... nie wiem - odparł szczerze Ren. - No bo nigdy o tym nie myślałem i nie umiem sobie ciebie w tym stroju wyobrazić kochanie, ale chętnie bym spróbował - przyznał szczerze.
- Dam, dam - Ryu wreszcie zabrał się za jedzenie zapiekanki. - Pychotka. Dałeś radę - zapewnił go po kilku kęsach.
- Cieszę się, że tak jest kochanie, ale chciałbym dla siebie ją trochę wyrobić - ucałował go delikatnie.
- To może pytanie - zdecydował chłopak patrząc na Rena i czekając na pytanko.
- Uhm Jun-chan? A jak sprawdzisz test Marka to mi powiesz czy zdał? - zapytał go zaraz. - Bo on trochę zestresowany był...
- Wiem, wiem. Zdrowie i te sprawy - wywrócił oczyma i zaczął go obmywać wodą. - Przytulę cię dziś moooocno - zapewnił go.
- To jest dobre pytanie... Kaneki to raczej grzeczny dzieciak był... za grzeczny - westchnął chłopak. - Choć raz na wycieczce szkolnej latał z gołym tyłkiem... bo przegrał zakład.
- Tak, po proszę - ucałował go mocno. - Znaczy mój powinien być w porządku. Nawet mi poszło - uśmiechnął się szeroko.
- Ja też się cieszę, bo dzięki tobie staję się lepszym człowiekiem - przyznał szczerze. - I cieszę się, że mogłem ci pomóc - ucałował go, a potem już wstał by okręcić się ręcznikiem.
- Wyzwanie? - Seki zamrugał zaskoczony. - A ja pytanie miałem - westchnął ciężko. - No nic... wyjdź na balkon i oświadcz całemu światu jak bardzo kochasz swojego męża - wymyślił na prędko, a Koyuki od razu przyszykował kamerę.
Ryu powoli dokończył swoją porcję i pojechał z talerzem do kuchni by pozmywać po sobie.
- Ale wiesz... może będę trochę chamski, ale cieszę się, że ten obok mnie nie mógł ściągać. On się ciągle ślizga na zajęciach - przyznał szczerze.
- Tylko już bardziej się nie roztopiaj. Taki jesteś najlepszy - ucałowal go mocno, a potem już ubrał w pidżamkę.
Tomo poczuł wpływające rumieńce na twarz i otworzył sobie kolejne piwo bezalkoholowe.
- Hej Ren... masz coś przeciwbólowego? - zapytał go bo obawiał się, że to co ze sobą wziął może być zbyt mocne.
- Chcę i ciasteczko do tego - dodał widząc, że Jun kupił paczkę ciastek z czekoladą. - Posiedzę obok ciebie i popatrzę jak sprawdzasz - zaśmiał się nieco. - A tak w ogóle to musze ci powiedzieć, że strasznie seksowny dziś byłeś - dodał zaraz. - Przez chwilę się na ciebie gapiłem na egzaminie...
- Zrobię sobie jeszcze herbaty - zdecydował Naoki. - I posiedzę chwilę z książką, ok? - ucałował go raz jeszcze, zaraz wtulając się w jego ramiona.
- Trochę boli... wiesz na ziemi jest dość twardo - wyjaśnił, uśmiechając się do niego. - Un coś lekkiego - potwierdził Renowi. - Nie chcę brać tej co wziąłem ze sobą, za mocna jest - dodał do Takano.
- No wiem... ale jakoś tak dobrze mi się na ciebie patrzyło - uśmiechnął się wracając do salonu i siadając znów na kanapie. Okrył się kocykiem. - To źle?
- Chciałem, ale kąpiel trochę mnie rozbudziła - przyznał z uśmiechem.
Tym razem padło na Tomo.
- Wyzwanie poproszę - Tomo uśmiechnął się do niego szeroko.
- No wiem, wiem. Nie rozproszyłeś mnie - zapewnił go zaraz chłopak. - Po prostu tak mocno cię kocham, wiesz? - uśmiechnął się do niego.
- No dobrze... to bez herbatki - wtulił się w niego. - Ale z długimi przytulasami.
- No dobrze... - Tomo odchrząknął. - Zacznę od solenizanta. Kaneki zazdroszczę ci tyłka i oczu - oznajmił spokojnie, przenosząc wzrok na menagera. - Nie znamy się za bardzo, ale uwielbiam pana śmiech. Seki, masz świetne poczucie humoru. Tooru ty jesteś cholernie przystojny. Kou...hm... cóż chciałbym mieć takiego brata. Rozsądnego i dojrzałego jak ty - uśmiechnął się lekko. - Ren, uwielbiam twą nieporadność. No i Taka-chan... w tobie kocham wszystko, ale chyba najbardziej twoje wielkie serce.
- To dobrze - Ryu zabrał się za herbatkę i zaczął przegryzać ją ciasteczkiem, już nie przeszkadzając Junowi w sprawdzaniu.
Naoki wtulił się w niego jeszcze mocniej, gdy tylko znalazł się w łóżeczku razem z nim. Ucałował go przy tym mocno. - A w weekend onsen - uśmiechnął się szeroko.
- Ja tylko dałem ci wskazówki, a ty zrobiłeś resztę kochanie - Tomo poczuł nieco piekące policzki, ale zaraz uśmiechnął się lekko. - Uhm... dziękuję - szepnął patrząc na Kou i zakręcił butelką. Padło na Kanekiego. - Pytanie czy wyzwanie?
Ryu klasnął radośnie w dłonie.
- Uff to dobrze - ucieszył się, zaraz dając znać Markowi. - Dziękuję - ucałował go w policzek.
- Dobranoc - szepnął Naoki zasypiając.
- Pytanie... - powtórzył Tomo z wyraźnym zawodem. - No dobra, więc... jaką seksualną zabawę chciałbyś wypróbować z Renem?
- Mark bardzo ci dziękuje - Ryu posłusznie przekazał wiadomość, biorąc sobie jeszcze jedno ciasteczko. Uznał że te czekoladowe doskonale pasowały do herbatki. Pychotki.
Naoki przekręcił się na bok, a jego dłoń zaczęła szukać swojego kochania. Kiedy na niego natrafił uśmiechnął się i wtulił mocno, wciąż jednak śpiąc.
- Ooo Love Hotel... na to jeszcze nie wpadłem - przyznał szczerze Tomo. - Ale fakt... byłobyh fajnie - klasnął w dłonie, zerkając ukosem na swoje kochanie. - Mnie jeszcze nigdy nie zniewoliłeś - zauważył.
- Najłatwiejszy nie był - przyznał szczerze. - Ale mi to nie przeszkadzało. Egzamin nie może być zbyt łatwy - zauważył spokojnie. - Po prostu niektórym nie chciało się uczyć - wzruszył ramionami.
Chłopak jeszcze dłuższą chwilę tak spał, a potem leniwie otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko lądując na Hirokim. - Dzień dobry - przywitał go pocałunkiem. - Ale mi się dziś baaardzo dobrze spało.
- Chciałbym, czemu nie - przyznał wesoło. - Hm... no może odrobinę - dodał zaraz. - Ale nie wszystko na raz kochanie, taki normalny też uwielbiam - zapewnił go.
- No raczej był. Przecież zdałem i nawet Markowi się udało, mimo że spieprzył to - zauważył spokojnie. - Nie martw się aż tak głupi...
- Mhm... no dobrze... czemu mnie nie obudziłeś kochanie? - zapytał go zaraz, wtulając się w niego jeszcze i chwilę słuchając jego oddechu. - Uwielbiam takie poranki.
- Okay - Tomo ucałował go jeszcze i kiedy zobaczył, że butelka znów na niego padła zrobił naburmuszoną minkę. - Pójdzie zemsta... pytanie - poprosił.
- Może nie rób łatwiejszego, ale daj część zadań które były na tym? - zaproponował. - No wiesz, co by chociaż na 3 mogli zdać z zadań tych samych?
- Okay, to dziś ja robię śniadanko - zdacydował. - Będą jajka na bekonie i tosty - uśmiechnął się do niego.
- Ok... więc ten najlepszy to chyba wczorajszy... z przebierankami - przyznał szczerze. - Choć w sumie my dużo cudownych mieliśmy... trudno wybrać... chciałbym spróbować grę z pokojówką - dodał zaraz. - I w samochodzie, ale to już Taka-chan wie...
- Jun-chan? A z mojego wyniku jesteś zadowolony? - zapytał zaraz chłopak, przytulając się do jego ramienia. Ucałował go też w policzek zanim wrócił do ciastek.
- Dobrze, dobrze. Odpowiada mi to - wyszczerzył się do niego Naoki całując go zaraz mocno. - Jest baaardzo miło i przyjemnie.
- Jak ci wypadnę z butelki to odpowiem - Koyuki pokazał mu język, a Tomo zakręcił butelką. Padło na Rena.
- O jakie szczęście mam - zatarł ręce z uciechy. - Wyzwanie?
- To dobrze - Ryu odetchnął z ulgą. - Zasłużyłem na nagrodę - klasnął w dłonie. - Pomasujesz mi nogi?
- No ba... ale słońce ładnie zagląda przez okno. Będzie piękny dzień - dodał radośnie.
- Oke - Tomo wstał z miejsca i poszedł do lodówki, skąd wyciągnął bitą śmietanę w sprayu. - Kaneki, będziesz mi manekinem - oznajmił wesoło, po czym kazał mu zamknąć oczy i przyozdobił twarz i szyję chłopaka śmietaną. - Smaczego Ren - poklepał mężczyznę po ramieniu, zanim wrócił do siebie.
- No nareszcie - zażartował chłopak, kładąc się wygodnie na kanapie i pozwalając mu działać. - Trochę je wymęczyłem i ... ała! - krzyknął, kiedy Jun dotknął jego łydek. - Bolą tu.
- Pewnie, wiesz że ja lubię naturę... a spacery z tobą jeszcze bardziej - zauważył Naoki. - Brzmi cudownie. Zrobimy trochę zdjęć - zdecydował. - A potem zrelaksujemy się i zjemy coś dobrego.
- Ha, bo ja wiem jakie wyzwania dawać - pokazał kciuk w górę, a potem już zaczął klaskać Renowi. - Dobrze! - entuzjastycznie zaklaskał, gdy ten w końcu zabrał się na poważnie za wyzwanie.
-Wiem Jun-chan, ale jakoś tak mocno zabolało - przyznał cicho.
- Dokładnie - ucałował go raz jeszcze i jeszcze wtulił się w niego mocniej. - Mogę tak jeszcze chwilę poleżeć?
- Powiem ci jak trafisz na mnie butelką - puścił do niego oczko Koyuki, a Ren odetchnął głęboko.
- To był mój pierwszy raz - wymamrotał, na co Kaneki wstał z miejsca i całkiem czerwony pobiegł do łazienki, by się umyć. Spodobało mu się to, więc kiedy wrócił mocno ucałował swojego chłopaka.
- Będziesz tak częściej robił? - zapytał go z nadzieją w głosie.
- Lepiej - odparł spokojnie. - Dużo lepiej. Przestają boleć.
Naoki uśmiechnął się szeroko i pogłaskał go po piersi.
- Ja ciebie też, bardzo mocno...
- Mhm... i co ja mam ci zadać, co? - Ren westchnął przeciągle. - Przecież wy już wszystko przećwiczyliście...
- Dziękuję - Ryu przytulił się do niego, kiedyu masaż dobiegł końca, a nogi przestały boleć.
- Najmocniej - przytaknął Naoki. - Najmocniej na świecie - ucałował go mocno.
- Może nie - poprosił zaraz Tomo, bojąc się że wpadnie im w klaustrofobię. - Wszystko tylko nie ciasne pomieszczenia - poprosił, łapiąc Takano mocniej za rękę.
- Ech... nie mam pomysłu na zemstę, więc... - podszedł do barku i zrobił Takano drinka ze wszystkich alkoholi jakie miał. - Do dna braciszku - poczochrał go po włosach.
- To dobrze - ucałował go w nos. - Zagramy może w scrabble? - zapytał go zaraz. - Tak dla urozmaicenia dnia.
- Ale już skończ z tym dziękowaniem... gdybyś nie dał się poderwać to nic by z tego nie wyszło - zauważył rezolutnie. - Cieszę się, że się dałeś.
- Ooo... czyli ja prowadzę do Yukan, tak? - zapytał go jeszcze i mocno ucałował. - A Kou pomożesz mi dziś zaprowadzić go do domu, nie? - upewnił się.
- Oke - Ryu od razu wybrał się do sypialni i chwilę później wrócił z grą, którą zaraz rozłożył na stole, nalewając sobie soku do szklanki.
- Trochę już ugrzeczniony buntownik jestem - poklepał go po piersi. - Twoja wina - pokazał mu język.
- Wszedłem do odpowiedniego sklepu i jak zobaczyłem ten strój to pomyślałem o twoim mężu. Nic wielkiego - wzruszył ramionami.
- Okay - Ryu długo główkował, zanim wpadł na słowo "pies" bo akurat takie literki dostał. - Nic lepszego nie wymyślę - przyznał szczerze.
- Jaasne - odparł tylko Naoki przewracając nieco oczyma. - Kocham cię kochanie moje - dodał jeszcze, wreszcie wstając.
- Normalnie - wzruszył ramionami. - Wszedłem by kupić prezent mojej żonce... i kupiłem - zapewnił go zaraz. - A twój mąż mi przyszedł na myśl bo rozmawialiśmy o przebierankach wcześniej - mruknął.
- Ale wiesz? Podobał mi się ten twój egzamin. Tak na spokojnie go pisałem - przyznał szczerze. Wykładając parę liter i układając "kłoda". - Zgarniam premię - pokazał mu odpowiedni kwadracik na planszy.
Naoki poszedł do kuchni i włączył sobie muzykę. Podśpiewując pod nosem zaczął przygotowywać śniadanko.
- Wtedy jeszcze nie byłem twoim mężem - odpowiedział mu Tomo, ale po japońsku, bo mimo że rozumiał to bez praktyki nie umiał już odpowiadać w tym samym języku. - Tak trochę - odparł zaraz, spoglądając na Kanekiego. - Ren, Kou i Taka-chan uczyli mnie francuskiego trochę.
- Ej no... zabrałeś mi to "a" - chłopak zrobił naburmuszoną minkę i zaczął dalej kombinować ze swoimi literkami. - O ja ale cienko będzie... - wymienił sobie jedną. - Ok... "mak" mam.
Śniadanko przyszło do niego na tacy pięć minut później, a Naoki usiadł obok niego, wraz ze swoim.
- Wyzwanie, jakieś trudne. Wszystko na klatę wezmę - zapewnił go chłopak.
Ryu o mało nie zadławił się herbatą, kiedy wybuchnął śmiechem i jeszcze długo się śmiał, zanim udało mu się uspokoić.
- To ja tu się staram by takich słów nie układać - roześmiał się znów. - Uwielbiam cię.
- Mam nadzieję, że ci wszystko posmakuje - przyznał Naoki zabierając się za swoje jajka na bekonie. - A kawa... jak kawa... normalna - ucałował go w policzek.
- Okey - Tomo oblizał lekko wargi, po czym zabrał się za zlizywanie. Zaczął od twarzy, powoli przesuwając się w dół a przy sutkach niepostrzeżenie zatrzymując się na nieco dłużej.
- Okay - zerknął na słówka. - Skoro tak gramy to... ok... - oblizał lekko wargi układając "suka" na planszy.
- No ja tam nie wiem... na początku twierdziłeś że za mocna - zauważył ze śmiechem.
Tomo westchnął cicho i odsunął się od swojego męża jeszcze oblizując wargi z reszty śmietany. - Dziękuję za posiłek - uśmiechnął się.
Grali tak jeszcze dobrą godzinę wymyślając coraz to nowsze słowa i coraz to bardziej niepoprawne bawiąc się pzy tym świetnie. W końcu podliczyli punkty.
- Fajnie było - zauważył wesoło, dopijając swój sok do końca.
- Skoro tak, to świetnie. Chociaż kawę w pracy dobrą pijesz - zaśmiał się nieco.
Tomo pogłaskał go po głowie, a potem wysłał go do łazienki by się umył.
- Ja spasuję - oddał butelkę Kanekiemu. - Potrzebuję czegoś słonego do jedzenia - wstał by zerknąć co zostało na stole.
- Wiem, wiem. Ciągle mi to powtarzasz - Ryu pstryknął go w nosek i pomógł mu sprzątać grę.
- No dobrze... cieszę się, że tak myślisz - ucałował go mocno.
- Ano... zasłodziłem - przyznał nabierając sobie trochę sałatki na swój talerz i siadając na kanapie. - Nie chcę - bąknął nieco czerwieniejąc.
- Nie przeszkadza. Lubię jak to mówisz - zapewnił go chłopak siadając mu na kolana.
- Ej no... ty zawsze mnie załatwisz - baknął Naoki. - Przecież ja bym posprzątał i popakował nas - zauważył.
- Lepiej będzie jak nie zobaczy - zaczerwienił się nieco. - No chyba że tworzysz mu urodzinową płytkę...
- Zrobiłbyś wtedy ustny i dałbym radę zdać - zaśmiał się obejmując go mocno ramionami. - Ale nie chciałem nie zdać u ciebie. Traktuję twój przedmiot poważnie - wyjaśnił.
- Dobrze - zasalutował mu i skończył jeść, a potem szybko posprzątał po śniadanku. - A dasz mi się ubrać kochanie? - zapytał go ze śmiechem.
- Mhm... ja ciebie też je t'aime - zapewnił go Tomo klepiąc go po udzie. - Bardzo - dodał jeszcze całując go mocno.
- Nie mogłoby być inaczej przecież - uśmiechnął się do niego. - Lubię na niego chodzić, trochę odsapnąć i posłuchać twojego głosu.
- No to świetnie. Pięć minut i jestem gotowy - zapewnił go Naoki, wybierając sobie ciuchy. Postawił na wygodę więc ubrał czerwone rurki, czarny t-shirt i na to rozpinaną bluzę. - Gotowy - ucałował Hirokiego.
- Dokładnie, lepiej już jedźmy - Tomo wstał z miejsca i wyciągnął z kieszeni Takano kluczyki od samochodu, po czym podszedł do Kanekiego i mocno go przytulił.
- Ale w domu to za mało. To na uczelni tęsknię, więc jak mogę sobie na ciebie popatrzeć i posłuchać przez chwile, to od razu jakoś lepiej - zauważyl wesoło. - A ja jakoś nie nerwuję... przecież nie robię nic by nas wydać.
- A skąd... musze wyglądac ładnie dla mojego przystojniaka - zauważył wesoło Naoki.
Tomo zgarnął go w końcu do samochodu wraz z plastikową torebką w razie wypadku. Do domu jechali 25 minut, z 3 przystankami na wymioty, a tam już tylko położyli takano do łózka i tak się zmachali, że padli zmęczeni. Tomo obudziło uczucie paniki. Nie mógł nabrać oddechu. Kiedy już otworzył oczy, zobaczył Takano zaciskającego rękę mu na gardle prawdopodobnie myśląc że to jego ręka. Spanikował trochę, kiedy ten nie chciał jej zabrać i uderzył parę razy w ścianę, budząc przy tym Koyukiego. Pomoc przyszła natychmiast.
- Dzięki - odkaszlnął chłopak schodząc jednak z łóżka. - Nie śpię już z nim - wymamrotał, rozmasowując sobie gardło.
- Staram się dla ciebie - przyznał szczerze. - Ne... a mógłbym porobić trochę zdjęć w kostnicy? Uhm mam pracę na zaliczenie i chciałbym wybrać to miejsce.
- No ba... ty też wyglądasz znakomicie - szepnął zapinając jeszcze kurtkę i wychodząc z nim z mieszkania.
- Nie wiem Kou... obudził mnie brak oddechu i no on zaciskał mi dłoń na gardle - westchnął ciężko. - I nie chciał puścić - mruknął już ostatecznie uspokajając oddech i idąc do łazienki by przytrzymać Takano nad sedesem. - Mogłeś odmówić takiemu wyzwaniu, baka - burknął niezadowolony.
- To po jutrze - zaproponował. - Jutro ucze Marka japońskiego, a potem mam rehabilitację i Chrisa - wyjaśnił. - No i do pracy też musze skoczyć - dodał zaraz. - Hm chciałbym po prostu zrobić zdjęcia miejsca pracy. Gdzie leża narzędzia, gdzie są lodówki, gdzie pracuje balsamista i tak dalej - wyjaśnił. - Bo temat projektu to "zaskakująca praca" - wzruszył ramionami.
Naoki całą drogę się uśmiechał, czując się coraz lepiej z każdą chwilą.
- Wiesz chyba potrzebowałem takiego weekendu...
- Wiem Kou - Tomo uśmiechnął się lekko do niego, a potem spojrzał na Takano. - Po prostu mnie przestraszyłeś - potarł dłonią szyi. - Chodź do łóżka - poprosił go.
- Na pewno chcę wziąć twoją i tak zapozuj jak możesz. No i wywiad będę musiał z tobą przeprowadzić, ale najpierw pytania wymyślę, ok? - ucałował go mocno. - Tylko dotyczący pracy, nic z życia prywatnego.
- No pewnie i uda się - zapewnił go. - W końcu spędzimy go razem - ucałował go w policzek i już nie przeszkadzał dalej.
Tomo wziął sobie koc i poduszkę i przeniósł je na kanapę a potem poszedł do sypialni by usiąść przy łóżku.
- Wybacz kochanie, ale dziś pośpię już na kanapie, ok? Trochę się boję powtórki... ale zostanę aż zaśniesz. Nic się nie martw, ok? Kocham cię mocno - zapewnił go zaraz, całując go w czoło i łapiąc go za rękę.
- Dobrze - zgodził się ochoczo chłopak. - A zrobisz mi dzisiaj ten fajny deser? Z truskawkami? - zapytał go zaraz bo miał na niego wielką ochotę.
Naoki zostawił w środku torbę i wtulił się w Hirokiego.
- Bierzemy aparat i idziemy na dłuuugi spacer - zdecydował wesoło.
Tomo nie protestował, bo wolał już teraz się z nim nie kłócić o kanapę. Zamiast tego poszedł z nim do salonu.
- Zrobisz mi po południu czekoladę i będziemy kwita - zapewnił go jeszcze raz go całując. - Kocham cię, naprawdę.
- Okay, no to chodźmy - Ryu usiadł znów na wózek. - Bo naprawdę mam na niego ochotę - przyznał szczerze.
Naoki złapał go za rękę, kiedy tak szli w dół kamiennymi schodkami. Widok przed nimi zapierał dech w piersiach.
- Okay - Tomo jeszcze chwilę przy nim posiedział zanim poszedł do łóżka. Przysnął jeszcze na chwilę, budząc się przed budzikiem, by wszystkim zrobić śniadanko. Dla Takano postawił na zupę miso, by postawić go troche na nogi.
- A potem obejrzymy sobie coś i potulimy jedząc deser - zdecydował na taki wieczór.
- No... - Naoki przystanął przy barierce opierając się o nią odrobinę. - Idealnie - ułapał odpowiednie ujęcie aparatem i zaraz zrobił drugie telefonem, by wysłać na czat z Yukan. - Zrobimy sobie zdjęcie? - zapytał go zaraz.
- Dobrze mi się spało kochanie - zapewnił go Tomo. - Wybacz, że nie chciałem z tobą... trochę mnie przestraszyłeś - wyjaśnił mu cicho. - Wiesz... chyba pójdę na jakieś lekcje samoobrony - zacisnął nieco wargi. - Bo bić się umiem, ale miałeś za dużo siły i nie mogłem cię zrzucić - westchnął, wtulając się w niego. - Robię dla ciebie miso, zdechlaku,
Ryu pozwolił mu prowadzić.
- Nie bierzemy dziś auta - rzucił zaraz. - Sklep jest niedaleko - dodał spokojnie.
- Wstawię - zapewnił go. - Muszą widzieć, ze nam tu dobrze - ucałował go w policzek. - Ale i wywołamy parę zdjęć potem... może powiesimy na ścianę czy coś - zaproponował.
- Już dobrze. Nic się nie stało - uśmiechnął się lekko. - Po śniadanku znikam, bo idę z twoim tatą i Yuyą na zakupy - dodał zaraz. - Więc się nie martw o nas - ucałował go mocno. - Pójdziesz ze mną na tą samoobronę - dodał zaraz. - Musze mieć partnera przecież - pokazał mu język.
- jAKĄ pogodę najbardziej lubisz? - zapytał go zaraz Ryu, wdychając powietrze i udając, że spalin tam wcale nie ma.
- Pokaż - poprosił i wyszczerzył się zaraz. - Dobrze wyszliśmy - zauważył.
- Nie, dziękuję - pokręcił przecząco głową. - Nie potrzebuję wkurzającego się na ojca mężczyzny, bo ten nie potrafi czegoś zrozumieć - wyjaśnił śmiejąc się nieco i stawiając na stół śniadanko. - Serio, lepiej jak nie pójdziesz.
- Ale nie jakoś super gorąco co nie? - zauważył chłopak. - Ja tez lubię jak jest cieplutko... ale lubię też jak jest śnieg - dodał wesoło.
- Oj tam, przesadzasz troszkę - pokazał mu język.
- Mhm ok to oczywiście, że chcę - jeszcze na moment się w niego wtulił. - Wiń siebie kochanie, mogłeś odmówić - zauważył.
- Hahaha rozumiem - zaśmiał się Ryu. - Ale ja tam zimę i tak lubię - zapewnił go wesoło.
- Nadal wiem... ale przy tobie mogę się schować - puścił do niego oczko.
- No dobrze, dobrze... więc nikogo nie zabijaj. Wina leży po obu stronach - klepnął go w pośladki i przywitał się zaraz z Mary i Koyukim.
- Tylko deser, nic innego mi nie potrzeba - zapewnił go wesoło. - Serio, tylko deser - przejął panowanie nad wózkiem kiedy byli już w sklepie.
- Aj tam, po prostu cię kocham i już - pociągnął go na nieco wyższe wzniesienie wspinając się powoli i ostrożnie uważając by się nie poślizgnąć. - Wow... stąd widać wodospad - pokazał mu dłonią.
- Kacyk dopisuje? - zapytał go brat, kiedy Tommo doniósł im herbatę.
- Super - ucieszył się chłopak. - Ja poprowadzę wózek - stwierdził zaraz. - Wiesz, nawet takie spacery mnie ciesza... krótkie ale z tobą.
- Dobrze, że tu przyjechaliśmy - oparł się o barierkę wdychając świeże powietrze. - Już czuję się zrelaksowany - zauważył.
- Pomogłem, ale to naturalne. Nie ma co dziękować - machnął ręką Koyuki. - Tylko więcej tak nie rób. Naprawdę się przestraszyliśmy braciszku.
Tony jakby wyczytał atmosferę i tylko wysłał Junowi smska, z przypomnieniem o zaproszeniu na piwo. Dodał również, że jeśli Jun je zignoruje to zrobi mu najazd na mieszkanie bo doskonale wie, gdzie Jun mieszka.
- Ooo sanki brzmią świetnie - zaśmiał się zacierając łapki. - Ale może następnym razem. Nie wszystko na raz - ucałował go i złapał za rękę. - Pójdziemy naokoło tego stawiku?
- A jeśli już to tylko jeśli ktoś będzie w domu... - dodał zaraz Koyuki, a Tomo westchnął ciężko.
- Nic się nie stało - mruknął tylko.
- Ale sińce masz na szyi - zauważył Koyuki.
- Znikną niedługo. Nic mi nie jest - usiadł Takano na kolanach. - Wiem, że on mnie baaardzo kocha i ja go też - poczochrał go po włosach.
- No i dobrze. Powiedz kiedy, to sprzątne nasze zdjęcia i wyprawię imprezę dla kumpli - oznajmił wesoło. - No wiesz... oni mnie zapraszają to chciałbym się kiedyś odwdzięczyć - przyznał szczerze.
- Bałwana możemy ulepić - klasnąl w dłonie Naoki. - Nawet zaraz... i porzucać się śnieżkami też - nabrał trochę śniegu i wsadził mu go za kołnierz śmiejąc się zaraz.
- Uhm dokładnie Taka-chan. Kocham cię i nie przestanę. Musisz mi tylko wybaczyć, że potem chciałem spać sam - zacisnął mocno wargi. - Trochę się bałem, że no wiesz - wtulił się w niego mocniej.
- Na pewno nic się mieszkanku nie stanie - obiecał mu to wesoło, ciesząc się że może ich zaprosić. - Ne, Jun-chan? Ciesze się, że nieco częściej wychodzisz. Nie lubię jak jesteś taki sam... uhm wiem, że to lubisz ale jakoś mi tak dziwnie... no bo w Yukan to masz Tomo i on cię odwiedza, a tu? Nikogo - mruknął cicho.
- Ooo to az o wojnę się prosi - Naokiemu nie udało się odskoczyć przed atakiem i aż wzdrygnął się z zimna, ale zaraz nabrał w dłonie śniegu, robiąc z niego kulki, którymi obrzucał Hirokiego.
- No i dostanę czekoladę... Mary musisz ją spróbować. Zakochasz się - zapewnił kobietę, mocno całując przy tym Takano. - Ok, kończę jedzonko, ubieram się i lecę. Zajmiecie się moim głupim mężusiem? - spytał Koyukiego.
- To dobrze - Ryu zerknął na niego kiedy wjeżdżali do windy. Zamknął na moment oczy wciąż nieco obawiając się jazdy tym pojazdem. - Mou będę musiał się uczyć do egzaminu jeszcze - jęknął z zawodem.
Naoki śmiał się głośno i przytulał mocno Hirokiego, starając się znaleźć na górze. Zapasy w śniegu strasznie mu odpowiadały.
- Dziękuję - Tomo posłał im uśmiech, kończąc jedzenie. Ucałował jeszcze Takano w policzek, po czym poszedł się ubrać.
- Nie nie nie, jutro egzaminu nie mam. Mam go za 3 dni - wyjaśnił. - Dziś nie muszę się uczyć, ale dołuje mnie to że muszę się uczyć... - burknął.
- Mhm... kocham cię - Naoki spojrzał mu prosto w oczy i mocno się w niego wtulił. - Bardzo - zapewnił go z pasją oddając mu namiętny pocałunek.
- Ech głupi bracie... - Koyuki westchnął ciężko zerkając na niego. - Będziesz chciał zobaczyć część twojego prezentu urodzinowego?
- Już bym nie musiał, gdyby nie ta cholerna poprawka - westchnął chłopak. - Niesprawiedliwość ludzka... fatalnie - wyjechał z windy i otworzył drzwi od ich mieszkania. - Okay... to może dziś postawimy na "Doctor Strange"? - zaproponował.
- Mhm chyba tak. Czas ruszać - zgodził się chłopak wstając i otrzepując się ze śniegu. Złapał go zaraz pod ramię z uśmiechem.
Koyuki nie odpowiedział na to, tylko odczekał aż Tomo wyjdzie, by puścić Takano filmik z chłopakiem zlizującym bitą śmietanę z niego.
- Postaram - Ryu odszukał film na laptopie i podłączył go do telewizora, wszystko przygotowując, a potem już usiadł na kanapie z kocykiem, czekając aż Jun dołączy. Chciał usiąść między jego nogami i wtulić się w niego mocno.
- Teraz gorąca i relaksująca kąpiel, a potem jedzonko - ucałował go w policzek. - Kocham cię strasznie mocno, mój przystojny glino.
- Tomo mówił, że stwardniałeś - puścił do niego oczko Koyuki i zamknął nagranie. - Koniec, reszta jest ściśle tajna do twych urodzin - poklepał go po głowie.
- Dziękuję - Ryu puścił film i przytulił się trochę do Juna, biorąc się za swój deser. - Mhm... uwielbiam go, mimoże jest taki prosty - uśmiechnął się do niego, po czym już skupił wzrok na filmie.
- I bardzo dobrze. Przynajmniej nie mamy konfliktu interesów - roześmiał się serdecznie wchodząc już do środka. - Ależ ciepło - zauważył, czując jak czerwone od zimna policzki jeszcze przybrały na kolorze.
- Jak to czemu? Nie zrozumiał co do niego po francusku powiedziałeś, więc poprosił o tłumacza - wywrócił oczyma. - A mówiłeś, żeby cię za mocno nie miział po klatce bo ci stanie... i Tomo się wymsknęło, że faktycznie stwardniałeś - wyjaśnił całą sytuację. - Nie puszczę na przyjęciu. Dam ci płytkę w prezencie.
Ryu tym razem nie przysnął na filmie. Zamiast tego obejrzał całość, palcem starając się wyczyścić swój pucharek do perfekcji. W końcu go odstawił i zajął się swą herbatką, nieco wygodniej usadawiając się między nogami Juna. Uśmiechnął się szeroko mogąc posłuchać jego serca.
- O, super - ucieszył się. - Wiesz, że nigdy w takich nie byłem? - zapytał go zaraz. - Będziesz mnie musiał nauczyć - dodał zaraz.
- No pewnie, że słyszeli - Koyuki zaniósł kamerę do siebie. - Tak zrobię braciszku, zrobię co będę chciał - dodał wesoło.
- Bardzo. Lubię jak mnie tak przytulasz - przyznał szczerze. - Cieplutko i jakoś tak miło - szepnął. - Ale tobie nie jest za wygodnie, nie?
- No ok, skoro tak mówisz to powinienem sobie poradzić - uniósł kciuk w górę i wybrał sobie szlafrok.
- Poznikały. Nie chciałbym umrzeć z ręki twojego męża - przyznał szczerze. - Ale nie martw się. Już ja materiał sobie znajdę - zapewnił go.
- Podobał. Lubię takie filmy - przyznał szczerze. - Takie po prostu na rozluźnienie - zauważył.
Naoki przebrał się szybko i odebrał od niego swój ręcznik, a potem poszedł za nim do łaźni. Od samego progu można było usłyszeć cichy gwar.
- Sam będziesz oglądał, więc już mi nie marudź - poprosił go Koyuki, siadając przy kawie, którą dostał od Mary.
- Mhm to dobrze - Ryu ucałował go w policzek. - Ne mogę tak sobie przysnąć? Jestem trochę zmęczony - przyznał szczerze.
- Raczej nie - zapewnił go Naoki. - Chcę doświadczyć coś nowego - dodał zaraz kopiując Hirokiego i zakładając ręcznik wokół swojego pasa. - Poza tym będziesz obok, więc nic mi przeszkadzać nie będzie.
- Dobranoc - rzuciła mmu Mary.
- Mhm... szkoooda - zrobił smutną minkę powoli przenosząc się na wózek. - No to sobie idę. Nie dołączaj do mnie - mruknął tylko.
- Pomogę ci z plecami - zaoferował Naoki siadając tuż za nim i biorąc szczotkę by umyć mu plecy. - Wiesz, dziwnie mi tak... pierwszy raz jesteśmy razem w publicznym onsenie. Wow...
Gdy się obudzil zobaczył przy sobie Yuyę.
- Tatuś, wujek pobił się z takim panem, który chciał mnie uderzyć... i musieliśmy pojechać na policję, ale dzięki dziadzi wujek nie zostanie zatrzymany. No i jeszcze kamwery pokazały że to wina tamtego pana... ale tatus, wujek potrzebuje czekolady. Jest smutny i musi trzymać lód przy oku - oznajmił mu na wstępie.
Ryu wziął szybki prysznic, a potem poszedł od razu dołóżka. Zasnął zanim dotknął poduszki. Taki był padnięty.
- Dziwnie, ale fajnie - zapewnił go zaraz Naoki. - No ja nie chodziłem... nawet w prywatnym byłem tylko kilka razy, więc to wszystko takie nowe dla mnie i jestem podekscytowany - zarumienił się trochę.
- Nic mi nie jest, to on ma złamany nos - odparł Tomo, pokazując mu zwycięstwo. - Boli oko i trochę kostka, bo jak uderzył to upadłem na nią niefortunnie. Ale nie jest napuchnięta - zapewnił go. - Rozumiesz to? Ten pajac nie uważał jak idzie i wszedł w Yuyę, a potem miał czelność na niego nakrzyczeć i podnieść rękę - fuknął całkiem podburzony. - No i nie wytrzymałem...
Ryu pospał jednak trochę dłużej, budząc się dopiero, kiedy Jun wrócił z biegów.
- Co ci się stało, że tak szybko chodzisz biegać?
- Czemu? - zainteresował się chłopak, relaksując się podczas mycia. - Nie lubisz tłumów?
- No co ty? To tylko śliwka na oku i nieco boląca kostka... - zauważył spokojnie. - nie uderzyłem nigdzie głową czy coś - dodał spokojnie. - No i tata mi pomógł - dodał jeszcze. - Ech dobrze, że Yuyi się nic nie stało. Powinieneś być ze mnie dumny. Zwyciężyłem na polu bitwy.
- Najpierw rehabilitacja i Chris, a potem Mark - odparł spokojnie. -Mark mnie odbiera od Chrisa i przyjeżdżamy tutaj - uśmiechnął się. - Dobry plan, co nie? A potem idziemy do pracy.
- Rozumiem - Naoki wszedł do środka pierwszy i znalazł sobie wygodne miejsce z widokiem na wodospad. - Mhm przepięknie - zauważył klepiąc obok siebie wodę, by Hiroki dołączył.
- Ech... dla twojego świętego spokoju, zadzwoń - wywrócił oczyma Tomo, uważając, że ten nieco przesadza. - Tata wkurzył się na posterunku policji i stwierdził, że zamkną mnie po jego trupie... dostarczył dowodów i świadka zamieszania i obyło się pouczeniem o przemocy i tak dalej - wzruszył ramionami. - Naprawdę mi pomógł - uśmiechnął się lekko. - Nic mu się nie stało.
- Nie dziękuję. Poradzę sobie. Rehabilitację zaczynam później niż ty zajęcia - wyjaśnił wesoło. - Zamierzam się trochę polenić - dodał wesoło.
- Podoba mi się tu Hiroki... przyjdziemy jeszcze kiedyś? - zapytał go, cały czas nie odrywając wzroku od okolicy.
- Zrób, zrób - Tomo zsunął skarpetkę z lewej nogi i pokazał mu ją lepiej. - Boli trochę jak przekręcam. Jest zbita po prostu - uśmiechnął się. - Nic poważnego.
- Kochanie, jestem dużym chłopcem i naprawdę poradzę sobie sam - zauważył spokojnie. - Nie raz i nie dwa sam jechałem do szpitala. Weź się już tak nie martw - burknął.
- To dobrze, przytulił głowę do jego ramienia i przymknął oczy wsłuchując się w cichy gwar. Nawet przyjemne były te rozmowy.
- Dziękuję - Tomo poklepał miejsce obok siebie i zabrał się za jedzenie swojej czekolady - Mhm brakowało mi jej.
Ryu odprowadził go wzrokiem i jeszcze opadł na podusie przeciągając się mocno i ziewając trochę.
- Mhm możemy, ale możemy odwiedzić inne i potem wrócić do swych ulubionych - zaproponował taką opcję. - Bo to ma świetne widoki... - dodał spokojnie. - Takie zapierające dech...
- Oj wiem - zapewnił go Tomo siadając mu na kolanach, kiedy wszyscy się zebrali. Yuya usiadł po jego drugiej stronie.
- Tatuś nie nakrzyczał na ciebie wujek? - zapytał go zaraz.
- Nie nakrzyczał, a co?
- Wujek... a czemu na mnie tata krzyczy jak się pobiję? - zapytał go zaraz, na co Koyuki przysunął się bliżej by posłuchać odpowiedzi.
- Jemy razem - zgodził się. - Ale ja zjem w pidżamce - dodał zaraz z uśmiechem. - Zgoda?
Naoki został na powierzchni by jeszcze chwilę poobserwować rozciągający się przed nim widok. Akurat zachodziło słońce, więc gama kolorów była cudowna.
- Ale ja was też bronię - oburzył się chłopiec, na co Tomo poczochrał go po włosach.
- My to wiem, Yuyuś - zapewnił go spokojnie. - Ale jesteś jeszcze mały i tata jest zły bo się o ciebie martwi. Nie chce by po kolejnej bójce ktoś się na ciebie uwziął i zrobił ci krzywdę - wyjaśnił mu spokojnie.
- Ooo ale ładnie pachnie - chłopak podjechał do kuchni i przez chwilę przypatrywał się jego ruchom. - Mhm... już się doczekać nie mogę - przyznał szczerze.
- To dobrze - ucałował go ukradkiem w policzek, gdy nikt nie patrzył. - Ćwiczę też moją rękę, wiesz? Już z nią coraz lepiej - przyznał wesoło.
- Oj no już nie przesadzaj. Nie zawsze muszę lądować w szpitalu - pstryknął go w nosek i zajął się swoją czekoladą.
- Mi to jak najbardziej odpowiada - uśmiechnął się do niego Ryu i zabrał szklanki do salonu.
- Mhm pewnie, że tak - zgodził się z nim wesoło. - Jeszcze będę najlepszy w klasie - zaśmiał się nieco.
- Ale w większości nie z mojej winy - zauważył, siadając już obok niego i podciągając nogi do góry. - Pomasujesz mi tę kostkę? - zapytał go zaraz.
- Dziękuję, na pewno będzie smaczne - zapewnił go wesoło oblewając swoje pancakes sosem klonowym i czekoladą - Mhm takie lubie najbardziej - zapewnił go.
Naoki zarumienił się trochę i obiecał sobie, że sprosta tym wygórowanym oczekiwaniom, choćby miał wyzionąć ducha. - Ok, ja będę wychodził... bo zaczyna mi się kręcić w głowie - przyznał szczerze.
- O tu boli - mruknął czując, że Takano trafił na czuły punkt. Upił jeszcze trochę czekolady. - Pojedziemy jutro rano, co? - zapytał go zaraz. - Ja chcę poprowadzić - dodał zaraz.
- Nie, nie. Ni potrzebuje - zapewnił go Ryu. - Powiem ci jakby potrzebował - wyjaśnił spokojnie.
Naoki poszedł prosto do pokoju, tam siadając na tarasie i przez moment tylko oglądając gwiazdy. - Są tu tak niesamowite jak w Yukan - zauważył cicho.
- Kostka ma się dobrze, dziękuję - klepnął go lekko w ramię. - Nawet nie utykam - dodał zaraz. - Więc chcę prowadzić.
- Oj raz chciał żebyś przyszedł i teraz ciągle do tego się przyczepiasz - jęknął Ryu. - No przepraszam. Więcej razów nie będzie - ukroił sobie trochę swojego naleśnika.
- Lubię, bardzo lubię - przyznał szczerze. - Mhm dobrze, możemy iść - zgodził się zaraz. - Po prostu potrzebowałem trochę powietrza zimnego.
- Musisz mi sprowadzić to auto co dostałem na nasz ślub... bo zaczynasz mnie denerwować ze swoim "ja prowadzę" - burknął Tomo. - Ne, Kou... jak można takie auto sprowadzić? Jak to się robi? Ile to trwa?
- Nie wcale... - Ryu wywrócił oczyma i wziął duży łyk herbaty. - Długo dzisiaj masz? - zapytal go zaraz.
- Komuś w brzuchu zaburczało - zaśmiał się Naoki wracając do pokoju i na moment wtulając się w swojego mężczyznę. - No to chodźmy na jedzonko.
- Naprawdę? - zerknął na niego by upewnić się, że ten nie żartuje. - To dobrze, będę miał czym jeździć bez marudzenia twojego - dodał zaraz dopijając swą czekoladę. - Pycha, była cudowna.
- Mhm to szybko wrócisz - zauważył spokojnie. - Może mnie w domu nie być, bo idę do pracy dzisiaj - dodał zaraz. - Więc się nie martw.
- Jak myśli, co będzie na kolacje? - zapytał go z czystej ciekawości, bo sam nie poczytał o onsenie, a wiedział że Hiroki się tym interesował.
- Ale mówię ci że nie boli mocno - zauważył spokojnie. - No i nie jest spuchnięta czy coś - dodal zaraz.
- Tak, przychodzi po mnie i będziemy w domku uczyć się japońskiego i syzbszego pisania po angielsku - wyjaśnił wesoło.
- Smacznego - odpowiedział mu Naoki siadając naprzeciw niego i rozpoczynając ucztę. - Mhm takiej zupy miso jeszcze nie jadłem - przyznał wesoło. - Pycha.
- Bo w tą stronę jechałeś w całosci. Ja też chcę jechać w całości - skrzyżował ręce na piersiach nieco naburmuszony. - A! Tata zaprasza nas wszystkich na kolację - przypomniało mu się.
- Powodzenia - uśmiechnął się do niego łapiąc go jeszcze za rękę. - Nie bądź zbyt surowy - poradził mu.
- Robił, ale inaczej smakowały - odparł szczerze. - No bo zwykle jadłem obiad sam - uśmiechnął się krzywo.
- No to idź do wyra i go wyleczysz - Tomo pogłaskał go po włosach.
Chwilę po jego wyjściu, Ryu ubrał się i wyjechał z domu. Rehabilitacja poszła mu dobrze, a u Chrisa spędził 2 godzinki. Pokiwał więc Markowi przy wyjeździe ze szpitala.
- Gotowy na lekcje? - zapytał go ze śmiechem.
- Wiesz, że jest dużo milej jeśli ma się z kimś zjeść? - zapytał go z uśmiechem.
- Baka... - Tomo westchnął cicho i przykrył go kocem, na razie pozwalając mu na sobie spać. Oddał też worek z lodem Koyukiemu. - Już powinno być lepiej.
- Dobrze, dzisiaj udało mi się przejść spory kawałek - uśmiechnął się. - Tylko jeszcze szybko się męczę. Mój rehabilitant mówi, że niedługo przejdziemy z wózka na kule - dodał zaraz.
- To dobrze, ciesze się że też tak czujesz - uśmiechnął się do niego i wrócił do jedzonka.
Tomo włączył sobie telewizję by jakoś zabićczas, cały czas głaszcząc swojego chłopaka po włosach.
- Na pewno będę na początku - skinął głową chłopak. - Ale wiesz... to zawsze jakiś postęp. Chodzić o własnych siłach, a nie na wózku - uśmiechnął się, siadając na wózek i przejmując nad nim stery.
Naoki skończył nieco później i jeszcze delektował się herbatą.
- Myślisz, że możemy poprosić o herbatkę do pokoju? - zapytał zaraz Hirokiego.
- Hej, jak tam kacyk? - zainteresował się, wreszcie prostując się na łóżku. - Ścierpłem troszkę ucałował go w czoło.
- Na początek zwroty podstawowe i może żebyś potrafił coś zamówić w sklepie czy knajpce - zaproponował taka opcje robiąc im jeszcze herbatę i wyciągając materiały dla Marka. - Okay no i jeszcze alfabety hiragana i katakana. No wiesz... warto wiedzieć co jest napisane tu czy tam... no są jeszcze kanji ale skupmy się na podstawach - zaproponował.
- Okay to zapytam - Naoki wstał i podszedł do obsługi. Chwilę później wrócił do Hirokiego. - Nie ma problemu. Przyniosą nam do pokoju - uśmiechnął się lekko.
- Oj tam, tak sobie grzecznie spałeś, że żal było budzić - zapewnił go wstając z miejsca i trochę się rozciągając. - Pójdę się przebrać i pójdziemy do taty ok? On naprawdę sporo się dziś nauczył - uśmiechnął się szeroko.
- Okay, nie ma sprawy - uśmiechnął się do niego, odstawiając na moment japoński i biorąc czystą kartkę.
Naoki skinął głową i poszedł za Hirokim do pokoju. Dopiero tam mocno się do niego przytulił. - Kocham cię najmocniej na świecie - zapewnił go.
- Jasne - ucałował go lekko i pomógł Koyukiemu umyć naczynia, a potem tylko przebrał bluzkę na wygodniejszą bluzę. Yuya już był gotowy więc czekali tylko na Takano.
- Ok - chłopak trochę się zawstydził ale powoli rozpoczął pisanie tekstu podanego mu przez Marka. Jeden paragraf zajął mu dobre 5 minut. Westchnął cicho sprawdzając go raz jeszcze. - Uhm... gorzej jest jak już zaczynam zastanawiać się nad gramatyką...
Naoki usiadł pod kocykiem, bo zrobiło mu się trochę chłodniej, ale zaraz zaprosił pod niego Hirokiego i przytulił się do niego. - Uwielbiam takie dni - szepnął.
Koyuki usiadł za kierownicą i zabrał się za prowadzenie, a Tomo wziął sobie Yuyę na kolana.
- Ale znaki to nie to samo - wymamrotał chłopak. - Ty od dziecka stawiasz te litery, a ja znaki... więc to inna inszość - zauważyl nieco. - Tutaj czasem nie wiem jak ubrać w słowa to co chce wyrazić i potrzebuję chwili by się zastanowić... a potem i tak nie wyjdzie...
- Bardzo, bardzo? - zapytał go zaraz, wtulając się w niego i biorąc sobie herbatkę. - Bo mi jeszcze bardziej.
- Kolację i raczej nic więcej. Zaprosił wszystkich synów swoich z rodzinami - wyjaśnił. - Ma być curry.
- Okay... mogę spróbować - skinął głową, biorąc kolejną kartkę i skupiając się na niej. - Beznadziejny w tym jestem, co nie>?
- Trochę przeszkadzało... ale to było dobre doświadczenie i miałem ciebie obok więc nie było tak źle - zapewnił go. - Miałem wsparcie i po chwili nie wiedziałem już że jestem w publicznej łaźni...
- Oj ale jest też Kouyuki, Mary, ja i dzieci. Też należymy do rodziny, kaca nie mamy, więc zjeść możemy nie? - zauważył. - A twój tata był taki dumny z tego curry... sam je zrobił i mówił że dobre wyszło, że trudno było odmówić - uśmiechnął się. - Wziąłem trochę zupy miso dla ciebie kochanie - ucałował go w policzek.
Ryu konwersował potem z Markiem przez rozmowę przez co zatracił poczucie czasu i nie wiedząc kiedy minęły dwie godziny.
- Chyba dość na dzisiaj co? - ręce mu już odpadały od tego pisania. - Robię błędy gramatyczne, jeśli to robię...
- Było lepiej niż ok, kochanie. Po prostu nie przyzwyczajony jestem do takich gorących źródeł - Naoki ułożył się teraz na ziemi głowę opierając na jego nogach. - Ale za to lubię próbować nowych rzeczy - dodał zaraz. - A ta herbatka jest genialna...
- Dobrze, myślę, że to dobry plan - przyznał z uśmiechem Tomo, czochrając zaraz Yuyę po głowie. - Jak będziemy chcieli dostaniemy dokładkę bo tata nie je - zauważył, a chłopak uśmiechnął się szeroko.
- Jupi! Uwielbiam curry!
- myślisz, że mi odpuszczą te błędy? - zapytał go zaraz podając mu ksero z hiraganą i katakaną a także to z podstawowymi zwrotami po japońsku. - Od tego zaczniemy, a na kolejnej lekcji przepytam cię ze znajomosci alfabetów - uśmiechnął się szeroko.
- Ne, Hiro-chan co Yasu mial na myśli pisząc, że zrobią mi test umiejętności jak wrócę? Powinienem się tego bać? - zerknął na niego.
- Nie musisz przepraszać, Yuya chętnie zajmie się twą porcją - zapewnił go Tomo, a potem uścisnął mocno swojego teścia, który raz jeszcze zerknął na niego.
- Na pewno wszystko gra?
- Tak, tak. kostka troszkę pulsuje, ale wszystko jest ok - zapewnił go. - I strasznie zglodniałem od tego wszystkiego.
- No dobra, to jeden do kolejnej lekcji, ale będę surowo oceniał - zapewnił go i potem pokazywał kolejne znaki, wyjaśniając jak je pisać i mówiąc je na głos. Tylko raz nie udało mu się powstrzymać śmiechu, gdy Mark próbował wymówić "n". - Twój akcent nie jest zły - zapewnił go zaraz. - Przepraszam, pierwszy raz jestem nauczycielem.
- Uhm i ja też jestem już w tej rodzinie? - zapytał go z lekką nadzieją w głosie ale i strachem, no bo obawiał się swojego ojca i to bardzo. Złapał go dłonią za policzek i lekko go po nim pogłaskał. - Mój ukochany.
Tomo usiadł obok Takano i schylił się by pomasować kostkę, a gdy Ren pojawił się na horyzoncie jednak pokazał mu nogę. Mężczyzna kucnął tuż przy nim delikatnie sprawdzając nogę i w końcu stwierdzając, że to tylko zwichnięcie.
- Ale mimo tego, usztywnimy ją trochę. Łatwiej ci się będzie chodziło i nie będzie tak bolało - założył mu na nogę bandaż elastyczny i pozwolił założyć na neigo skarpetkę - I jak?
Tomo wstał by zrobić parę kroków.
- Un, faktycznie nieco lepiej. Dzięki - uśmiechnął się.
- Wiem, wiem, przepraszam - uśmiechnął się do niego. - Hm ok... "pan" na przykład - zaproponował, a potem podał jeszcze parę przykładów i wyjaśnił co oznaczają. - Dobrze ci idzie - zapewnił go zaraz.
- Uhm mówiłeś - zgodził się z uśmiechem. - Ale ja się boję o tę rodzinę - przyznał szczerze.
- Trzeba było go nie brać - burknął Tomo, trzepiąc chłopaka przez łeb, a Ren wzruszył ramionami.
- Dużo witaminy C i długi sen. To najlepsze lekarstwo - odparł.
- Oj czepiasz się mnie - zaśmiał się nieco. - Przecież ja się bardzo staram - uśmiechnął się, a potem usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. - Okaeri! - krzyknął w stronę Juna.
- Uhm ok - uśmiechnął się do ninego szeroko i usiadł odstawiając szklaneczkę. - Kocham cię - przytulił się do niego mocno.
Tomo objął go wtedy ramionami i uśmiechnął się szeroko.
- Nie jesteś chory kochanie, tylko głupol.
- Tadaima mówimy jak wracamy do domu. Takie pozdrowienie. A Okaeri oznacza coś na kształt "witaj wdomu, witaj z powrotem" - spróbował to jakoś przetłumaczyć. - Wchodzi w nawyk i tak już wyszło...
- Będziesz mnie dziś mocno przytulał? A wymasujesz mnie też? - zapytał go zaraz.
- Kaneki zaprotestował i został w domu. Śpi... ma większego kaca niż ty. Wymiotował mi pół nocy - przyznał szczerze.
- A tutaj mamy podstawowe zwroty, takie jak dzień dobry, dowidzenia - pokazał mu inną kartkę i pozwolił mu poćwiczyć czytanie znaków, oczywiście posługując się tabelą. - Dobrze, serio. Poszło dużo lepiej - zauważył wesoło.
- To poproszę o masaż, kochanie - ucałował go mocno, przytulając się jeszcze na chwilę.
- Coś się stało? - zapytał zaraz Ren.
- Nie, wszystko było ok. Taka-chan przesadza - odparł szybko Tomo serio nie chcąc wchodzić na te tematy. - Pójdę pomóc w roznoszeniu talerzy...
- Nigdzie cię nie chcę, Tomo - odkrzyknął z kuchni starszy mężczyzna. - Mam już wnuka. Starczy pomocników.
- Bardzo dobrze - poprawił go jeszcze tylko przy jednym ze słów. - Jest dobrze, Mark - zapewnił go. - Jak na pierwszą lekcje to bardzo dobrze.
Naoki posłusznie położył się na futonie, wcześniej zsuwając yukatę do pasa, by Hiroki miał co masować.
- Mhm czyli jak zwykle po popijawie - uśmiechnął się szeroko Ren. - Dałeś czadu... nie sądziłem że zgodzisz się to wypić.
- Mhm jasne, będę bardziej surowy od kolejnych zajęć - zapewnił go. - Napijesz się jeszcze czegoś? - zapytał go zaraz.
- Mhm dobrze mi tak - szepnął cicho chłopak, odprężając się zupełnie. - Ne Hiro-chan? Masz dziś ochotę? - zapytał go spokojnie.
- Aż tak? Nie wierzę, że przestaniesz pić na dłuższą metę - odparł szczerze jego brat, a Koyuki trzepnął go przez łeb.
- Ren-chan, nasz młodszy braciszek podjął decyzję więc go w tym wspieraj - oznajmił spokojnie.
- Rooger - wywrócił oczyma Ren. - Trzymam kciuki.
- Okay, zaraz zaparzę - Ryu pojechał do kuchni i uśmiechnął się do Juna - Jak było? Jakoś im poszło? BYłeś bardzo ostry?
- Mhm no dobrze - Naoki nie protestował za długo pozwolił mu obsypywać się pocałunkami i cieszył się tą chwilą.
Tomo usiadł przy stole, gdy tylko tata ustawił na nim wszystkie talerze. Dla Takano stawiając talerz z miso. Wszyscy usiedli do stołu i zaczęli wcinać.
- No, no... faktycznie dobre wyszło - pochwalił go Tomo.
- Tak, jasne... zawsze jesteś ostry - ucałował go w policzek i zabrał dwa kubki z powrotem do salonu. - Proszę - podał Markowi jeden.
- Ja? - zerknął na niego i uśmiechnął się lekko. - Ja też - zapewnił go tylko.
Po obiadku usiedli jeszcze na kanapie i ukołysali Tomo swoimi rozmowami. Chłopak przysnął, a jego głowa opadła swobodnie na ramię Takano.
- Okay to jeszcze poćwiczymy trochę pisanie i na dzisiaj tyle, ok? Nie można za dużo, bo się zniechęcisz - uśmiechnął się do przyjaciela upijając trochę kawy ze swojego kubka.
Naoki oblizał nieco wargi czując że już zaczyna się podniecać.
- Ne... na pewno mamy zamknięte drzwi? - zapytał go jeszcze przytomnie.
- Szybko ci mąż pada - zauważył Ren, kiedy ich ojciec przyniósł wszystkim ciepłe napoje i lody dla tych którzy chcieli.
- Przyniosę koc - rzucił jeszcze zerkając na Tomo. - Nie chcesz go położyć do łóżka?
Ryu zaczął od samogłosek, wyjaśniając po kolei jak stawiać kreski. Na początku miał z tym problem, bo sam robił to już machinalnie, ale udało mu się i spokojnie instruował Marka. - Koślawo, ale dobrze - zapewnił go zerkając na jego znak. - Ja też takie robiłem, gdy się uczyłem - zapewnił go.
- To dobrze - chłopak podniósł się na łokciach i oblizał lekko wargi. - Ociekasz seksem, wiesz- szepnął.
- I poranek też - dodał jego tata, mając na myśli zdarzenie w supermarkecie. Okrył chłopaka kocem i sam usiadł obok synów i swej synowej. - Właściwie to chciałem skorzystać z okazji i powiedzieć wam... że się z kimś spotykam - przyznał szczerze.
- Oj tam, każdy kiedyś zaczyna - zaśmiał się nieco upijając trochę kawy i pokazując mu teraz kolejny rządek sylab "ka, ki, ku, ke, ko".
Naoki uklęknął trochę i gdy Hiroki się do niego zbliżył wziął jego penisa w usta.
- Chciałem tylko oficjalnie wam powiedzieć - wyjaśnił spokojnie. - Takano już ją widział, bo to mama Tomo - przyznał szczerze. - Naprawdę dobrze nam się dogaduje...
- O zaczynasz łapać o co w tym chodzi, no to co? Jeszcze jeden rządek? - zaproponował pokazując mu i rozpisując znaki na kreski i kolejne ruchy.
Chłopak dzielnie pracował nad jego przyrodzeniem, starając się go brać po samą jego końcówkę, co nie było takie łatwe.
- Naprawdę? - mężczyzna trochę się zdziwił, ale zaraz uśmiechnął się lekko. - To dobrze, dziękuję - skinął lekko głową.
- No te wyszły ci najlepiej - pochwalił go Ryu, pokazując jego kartkę tez Junowi. - Co nie? Dobrze idzie - zapewnił go.
Naoki przełknął jego spermę i uśmiechnął się do niego lekko. - Jesteś najlepszy wiesz? Nawet smakujesz całkiem nieźle - pokazał mu język.
- No tak, ale chciałem wam o tym powiedzieć - odparł szczerze. - No i ona twierdziła, że lepiej powiedzieć... uczę się nowych zachowań - zaśmiał się nieco. - Stary i głupi.
- Naprawdę? - Mark był trochę zaskoczony pochwałą ze strony Juna ale zaraz zasłonił się kawą i upił trochę. - Będę ćwiczył. Do kolejnych zajęć mam spoooro nauki - zauważył wesoło.
Naoki objął go za szyję i wpił usta w jego potem zjeżdżając nimi niżej, na szyję.
Męzczyzna skinął lekko głową, a Tomo przekręcił się trochę na łóżku tak, że niemal spadał z niego.
- Tak - uśmiechnął się lekko Mark, powoli dopijając swą kawę.
- Nic się nie martw, zrobisz szybkie postępy - zapewnił go Ryu.
- Mhm... wyrabiam go specjalnie dla ciebie - zaśmiał się chłopak całując go znów mocno w usta. - Nie może być inaczej, skoro takiego faceta mam.
Tomo zamarudził coś przez sen ale nie obudził się. Wtulił się zaraz w poduszkę na łóżku i spokojnie spał dalej. Koyuki wówczas usiadł obok brata na kanapie i objął go ramieniem.
- Co tam braciszku?
- To prawda, ale z drugiej strony lepiej powoli i do przodu, niż w ogóle - zauważył wesoło, zerkając na zegarek. - Okay, chyba musimy się zbierać do pracy - zauważył.
- Wiem, że nie muszę, ale chcę - zapewnił go spokojnie, obejmując go ramionami i przyciągając mocniej do siebie, by trochę go poczuć.
- Jego też to gryzie. Widać, że czasem odruchowo dotyka szyi - zauważył Koyuki. - Ale wiem też że bardzo ci ufa, więc na pewno sobie poradzicie Takano... tylko nie pij już tak dużo - poczochrał go po włosach.
Ryu spakował swoje rzeczy i podjechał jeszcze do Juna.
- Kocham cię, na razie - ucałował go lekko i dołączył do Marka, ubierając buty.
- Mhm... - Naoki zagryzł wargi czując przyjemne mrowienie i odetchnął głęboko zanurzając się w przyjemności.
- To dobrze, że nie będziesz - objął go ramieniem i przytulił do siebie. - Nie chciałeś tego - zauważył cicho. - I Tomo to wie - dodał cicho.
Ryu poczuł się porządnie wykończony pod koniec dnia. Ledwie patrzył na oczy, ale dzielnie wrócił do domku. - Tadaima - rzucił od progu ziewając zaraz. - Jun-chan? Mamy coś do jedzonka?
Chłopak nie potrzebował wiele. Czując język Hirokiego który tak sprawnie operował, wystarczyła chwila i już szczytował. Zawstydzony ukrył twarz w dłoniach.
- Wiem Takano. Nic tego nie ukryje, ale przecież go kochasz i chcesz z nim być - zauważył spokojnie. - Więc bądź, opiekuj się i pokazuj na każdym kroku jak go kochasz - objął go mocniej.
- Dziękuję - Ryu pojechał za nim do kuchni i odetchnął głęboko. - Bardzo męcząco. Ustawiałem lampy na stojąco... i pomagałem zdjęcia obrabiać. No i szef mnie zaczął bardziej wykorzystywać, ale to podobno dobrze... bo to znaczy ze ufa...
- Mhm ja też uwierzę na słowo - bąknął czerwony na twarzy chłopak i zaraz uśmiechnął się do niego. - Dzisiaj dużo żelu nie trzeba - zapewnił go.
- Nie zachowywałbyś się tak, gdyby tylko o to chodziło, ale ok... - westchnął Ren
- No wiem - zgodzil się tylko zaczynając jeść. - Ale wiesz? NIedługo muszę kupić kule - dodał zaraz. - Bo lekarz mówił że spróbujemy na nie przejść - uśmiechnął się do niego.
Naoki spiął się nieco, ale zaraz poruszał się na jego palcach.
- Hiro-chan? Możesz już wchodzić - oznajmił przymykając oczy.
- No dobrze, to wasza sprawa - westchnął cicho Ren trochę czując zazdrość, że wszyscy wiedzą tylko nie on.
- No jeszcze nie. Sensei na razie tylko o nich wspomniał - uśmiechnął się szczerze. - Po prostu chciałem się pochwalić - wzruszył ramionami upijając zaraz trochę soku.
- Oczywiście - zacisnął mocno wargi, gdy ten w niego wszedł i stłumił jęk, który niemal od razu przerodził się w ten związany z przyjemnością.
Tomo dołączył do niego kwadrans później, obejmując go w pasie od tyłu i przytulając się mocno do jego pleców.
- Potrzebuję dziś dużo czułości - poinformował go cicho. - Dlatego... możemy tak zostać? - zapytał go zaraz.
- Tak, u Chrisa też - zapewnił go. - Chris kazał złożyć ci gratulacje - bąknął, choć nie do końca wiedział po co. - Mówił, że będziesz wiedział czemu...
- No już bardziej cicho nie będę - jęknął czamykając oczy i odchylając nieco głowę, by spokojnie oddychać w rytm pchnięć partnera.
Tomo potrząsnął przecząco głową.
- Koszmary mnie męczą - przyznał szczerze, nieco mocniej go obejmując. - Ale dobrze mi się spało przez chwilę... potem jakby wszystko się zepsuło...
- Podziękuję - wywrócił oczyma i wrócił do jedzenia. - Nie chcę wiedzieć za co, ok? Nawet nie mów - poprosił go. Wolał żyć w niewiedzy.
- Ja ciebie też - odszepnął mu Naoki, obejmując go mocniej ramionami. - Baardzo - zachłannie wpił się w jego usta.
- Nie... chyba nie - odparł szczerze. - Śnił mi się ten uhm twój były... i to że ciebie nie było, nie było ratunku - wymamrotał czując łzy w oczach, więc wtulił mocniej twarz w jego plecy. - Więc nie możesz mnie zostawić. Jak mnie zostawisz to cię znienawidzę. Nie będzie powrotu - pogroził mu trochę.
- Bardzo - zapewnił go wesoło, kończąc jedzonko. - Mam ochotę na dokładkę - przyznał nieco zawstydzony swą zachłannością.
Naoki oddawał pocałunki niemalże doprowadzony do granic możliwości. Oddychał coraz szybciej i głośniej, aż w końcu doszedł z cichym jękiem. - Mhm dałeś czadu - szepnął oddychając głośno.
- Obiecaj - poprosił go teraz wtulając się mocno w jego pierś. - Obiecaj - powtórzył nieco ciszej.
- Bardzo mi smakuje. Chyba bardziej niż te moje potrawy. Pewnie dlatego że nie musiałem gotować - uśmiechnął się szeroko, biorąc się za jedzenie dodatkowej porcji.
- Mhm obaj daliśmy - zgodził się szeptem, wtulając się w niego mocno i przymykając oczy. - I nasze mycie poszło w diabły - dodał zaraz ze śmiechem.
- To dobrze, bo ja nie chcę żyć bez ciebie - zapewnił go szybko, wciąż się wtulając w jego pierś. - I uhm... przepraszam. Rozmawiałem z Junem... o wczoraj i on powiedział, że jak wróci to weźmie cię na rozmowę - szepnął cicho. - Przepraszam, to mój najlepszy przyjaciel... jak brat. I potrzebowałem rozmowy - wyznał szczerze, mocniej go obejmując.
- Mhm ale inaczej się je coś czego się nie zrobiło, a co powstało z rąk ukochanej osoby - zauważył rezolutnie chłopak całując go w policzek.
- Zgoda - odparł szeptem, okrywając ich kołdrą i lepiej wtulając się w swojego chłopaka. - Dobranoc - szepnął.
- Przepraszam, że mu to powiedziałem - powtórzył tylko Tomo, nie puszczając go ani na moment, tylko mocno się tuląc chcąc poczuć to znajome bezpieczeństwo od niego płynące. - Kocham cię najmocniej na świecie...
- Tak, bardzo dobrze. Przyjechał po mnie do szpitala, a potem poćwiczyliśmy pisanie po angielsku i pouczyłem go trochę Japońskiego. Nie jest łatwo, ale on sporo zapamiętuje i widać że chce - uśmiechnął się lekko.
- Mhm... pięć minut - jęknął chłopak przez sen, wtulając się w niego mocniej. Tak mu dobrze było że jeszcze by pospał, ale zaraz otworzył leniwie oczy. - Ohayou - przywitał się z Hirokim.
- Uhm dziękuję i przepraszam... po prostu potrzebowałem rozmowy - przyznał szczerze. - A on jest mi najbliższy... no poza tobą - uśmiechnął się dotykając jego policzka i ścierając łzy z jego oczu. - Potulisz mnie dziś mocno? Nie puścisz ani na chwilkę?
- Uhm robię dużo błędów... ale Mark mówił, że mam się nie przejmować bo ważne żeby mnie zrozumieli tylko - wymamrotał dłubiąc łyżką w jedzeniu. - Ale ja nie chcę robić błędów... jak szybko piszę - wymamrotał.
- Pospać mogę po kąpieli - uśmiechnął się do niego, jeszcze trochę wylegując się z nim w futonie. - Ok? Pośpimy potem chwilkę?
- To dobrze, bo ja już nie chcę takich koszmarów - szepnął przytulając się jeszcze do niego i biorąc go za rękę. - Chodź do środka. Są lody... dla mnie, bo przysnąłem jak mogliście je skosztować - uśmiechnął się szeroko.
- Tak zrobię... na egzaminie, ale tylko na egzaminie - uparł się trochę, kończąc jedzenie. - Dziękuję, było pyszne - zapewnił go.
Naoki podążył w jego ślady, zaraz ubierając yukatę i idąc z nim do łaźni. Zastali ją całkowicie pustą. - Wow... teraz jest zupełnie inny klimat - zauważył szeptem, jakby bojąc się przerwać ciszę.
Tomo przytulił się do jego boku z pucharkiem lodów w dłoniach. - Waniliowe, moje ulubione - uśmiechnął się do taty Takano.
- Spróbuję... zawsze jestem dla siebie surowy - zauważył cicho, dopijając swój sok i przeciągając się lekko.
- Dokładnie. Fajnie zobaczyć inne oblicze onsen - szepnął siadając na swoim stołku i również się obmywając. Tym razem trochę mniej, bo przecież nie był aż taki brudny.
Tomo uśmiechnął się szeroko i zerknął na Takano, a potem usiadł mu na kolanach bokiem do towarzystwa i bokiem do swojego kochania.
- Pamiętasz że w tym tygodniu jedziemy do szkoły Yuyi w piątek nie? Jest dzień sportu - zauważył.
- Pewnie nie, ale już taki jestem - wzruszył ramionami chłopak jadąc do sypialni, żeby się przebrać. Miał takiego lenia, że aż pojechał do łazienki, wskoczył pod prysznic i dopiero w dresie do spania wrócił do salonu by usiąść sobie wygodnie na kanapie. - O... tak jest najlepiej - wyszczerzył się do niego.
Naoki trochę się jednak guzdrał z opłukiwaniem się, ale zaraz do niego dołączył od razu przechodząc do miejsca, które odkrył jeszcze wieczorem. Z przepięknym widokiem. Oparł się o ściankę i obserwował świat wdychając świeże powietrze.
- To dobrze, że pamiętasz - ucałował go lekko w usta. - Bo przecież bierzemmy udział w tym dniu sportów... biegniesz z nim w trój nogim wyścigu, a potem przeciąganie liny rodzinne - przymmknął oczy. - Będzie fajnie.
Prześlij komentarz