Imię: Hiroki
Nazwisko: Moriyama
Urodzony: 02.01.1987
Wzrost: 180 cm
Waga: 63 kg
Historia
Urodził się w piękny zimowy poranek. Bez żadnych komplikacji wiódł szczęśliwe dzieciństwo wychowywany przez swoją samotną matkę. Ojciec niestety zmarł jeszcze przed jego narodzinami.
Był dość dobrym uczniem, zawsze miał pewien zmysł detektywistyczny i poczucie sprawiedliwości tak więc niewiele myśląc po skończeniu liceum poszedł do akademii policyjnej a następnie zatrudnił się w policji w miasteczku nieopodal Yukan, bo w samej wiosce nie było komendy policji.
Z życia bardziej prywatnego jego matka zmarła w skutek choroby kiedy miał 20 lat i najbardziej tęskni za jej domowymi posiłkami. W wieku 23 lat ożenił się z przyjaciółką z dzieciństwa-Shoko. Rozwiedli się po roku. Kobieta wyjechała do ameryki z jego najlepszym przyjacielem a sam Hiroki uznał że nigdy do końca nie był nią zainteresowany.
Aktualnie pracuje w wydzale dochodzeniowym w policji chociaż z braku ludzi pracuje też w drogówce. Nieprzespanie kilku nocy z rzędu to praktycznie codzienność. Mieszka sam z Yukan i codziennie dojeżdża do pracy.
Charakter
Jako dziecko był dość wesołym i pogodnym chłopcem. Z wiekiem jednak niektóre jego cechy zostały za mgłą. Po śmierci matki nie obeszło się przecież bez załamania a męczące małżeństwo trwające zaledwie rok ugasiło w nim większość z dawnej życzliwości i zapału. Przestał wierzyć w miłość. Stał się dość cyniczny i sarkastyczny a szczery uśmiech gości na jego twarzy od czasu do czasu kiedy zje coś nadzwyczaj dobrego. Zaś kiedy się zdenerwuje po tym jak się wykrzyczy jest oziębły i tak też rozwiązuje większość spraw.
Wygląd
Wysoki, szczupły, umięśniony. W tych trzech słowach można opisać ciało Hirokiego. Na jego twarzy poza maską chłodnego, złego gliny często pojawiają się też inne emocje. Duże wyraziste oczy które zdradzają tylko tyle ile chce ich właściciel. Włosy układa w taki sposób na jaki akurat ma ochotę, lub na jaki pozwala mu czas. Raz zaczesuje ją do góry a raz pozwala by swobodnie opadała na jego przystojną twarz. Nie można też zapomnieć o rozbrajającym uśmiechu który mimo że pojawia się rzadko przyprawia o szybsze bicie serca sporą część współpracownic które liczą na to że rozwodnik spojrzy na nie łaskawym okiem.
Ciekawostki
- jest najlepszym strzelcem na komendzie
- od rozwodu z nikim się nie spotykał i całkowicie oddał się pracy
- Mieszka samotnie w małym mieszkaniu blisko morza
- Mimo że nie jakoś wybitnie to potrafi gotować przynajmniej te prostsze japońskie dania
- Kiedy ma chwilę lubi sobie wypić szklankę whisky z lodem
- dziennie wypija od 5 do 7 filiżanek kawy
- dzięki swojemu chłodnemu zachowaniu w pracy w swojej drużynie zyskał przydomek 'Jack Frost'
- Jako że pracuje w policji zna judo i ma czarny pas
- ma wiecznie chłodne ręce










4 706 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 1601 – 1800 z 4706 Nowsze› Najnowsze»[No weź... na pewno nie. Ogarnisz, spokojnie. To tylko cztery zdania (razem 12... co to dla ciebie!) :D ja smaruję 4 eseje w tym tygodniu i mam jutro egzamin xD]
Ryu poprawił sobie zakupy na kolanach i pozwolił Junowi pchać wózek. Zmęczył się trochę, choć w życiu by się mu nie przyznał.
Naoki jęknął cicho czując jego język na swoim ciele. Czuł jak pęcznieje w ustach Hirokiego i zarumienił się okropnie. Było mu tak dobrze, jak jeszcze nigdy.
[No to co tu jeszcze robisz? Go do nauki :)]
- Nic nie upuszczę - uniósł kciuk do góry. - Nie, nie jest, tylko trochę zmęczony jestem - przyznał bez bicia.
- Już spełniłeś wystarczająco dużo - odparł szczerze, uśmiechając się przy tym delikatnie. - Jesteś najlepszym co mnie spotkało.
- Dobrze - zgodził się ochoczo chłopak, ciesząc się błogim lenistwem. - Ale poleżę na kanapie, ok?
- Mam, ale nie chcę dzisiaj Hiro-chan - odparł szczerze. - Mam teraz ochotę na łagodną milość z moim chłopakiem.
- Plan wyśmienity. I zjemy czekoladę - wyszczerzył się do niego.
- Oj ale ja wiem że taka okazja się przytrafi... kocham cię i po prostu wiem - jęknął zaraz wyginając się trochę.
[Spróbuję, pokaż je :) ]
Ryu gdy tylko weszli do domu poszedł na kanapę. Położył się z wyraźną ulgą. Jednak nie znosił poczucia, że jest tak słabiutki.
Naoki skinął ochoczo głowo, a gdy ten w niego w szedł na moment zacisnął oczy oddychając szybciej. Dośc krótko to trwało i zaraz już dawał mu znać by zaczynał. Miał na niego wielką ochotę.
[ Ikura desuka? Nanji o cośtam gurai cośtam benkyoshimasu ikura desuka? coś kojarzę i coś dzwoni ale nie w tym kościele co trzeba, ale te polskie tłumaczenia trochę nie po polskiemu :P
1. How many hours do you usually study? (w angielskim raczej nie dodaje się "około")
2. I study about 5 hours per day (Uczę się około 5 godzin dziennie) - możesz skipnąć per day
3. In the evening, I go to the gym and do some exercises for about an hour. (Wieczorem chodzę do siłowni i ćwiczę około godziny).
4. Then I am reading some newspapers and magazines and some others to 7 PM. (między innymi też jakoś się nie bardzo tu pasuje - among others...)]
Ryu przytaknął tylko zaraz biorąc sobie kawałek czekolady i pozwalając jej się rozpuścić na języku. Zadowolenie przyszło niemal od razu. Otulił się kocykiem i przytulił głowę do podusi. - Już mi dobrze - zapewnił go.
Naoki czuł się jak w niebie. Czuł się kochany i chciał tylko więcej i więcej. W końcu doszli razem, z czego był niezwykle rad. Dopiero wtedy objął Hirokiego ramionami wtulając się w niego.
- Wiesz... to moje najlepsze urodziny. Nigdy ich nie zapomnę.
[Kręcisz... Present simple używamy do czegoś co się powtarza, nasze przyzwyczajenia itp itd - I usually wake up at 6 AM. I always eat bananas at the breakfast.
Present continuous - używamy do czegoś co dzieje się w momencie mówienia, albo np I'm writing a book - jestem w procesie.
I tu zrobiłam błąd w ostatnim zdaniu: Them I read some newspapers and magazines (...) - sorki za to, moja głowa pełna jest dat związanym z Kanadą, jutro mam egzamin, a pociąg o 6.25 :P]
- Na twój ulubiony film - uśmiechnął się do niego biorąc sobie łyczek herbaty.
- I jest, bardzo przyjemnie - zapewnił go chłopak, całując go mocno w usta. - Jest i z tobą już zawsze będzie - ucałował go raz po raz.
[Uwaga rzucam ich w czasie i robie dym... xD ]
Naoki westchnął ciężko czytając smsa od Hirokiego. Ten znów miał zostać parę dni w pracy, bez przyjeżdżania nawet na moment do domu. To był już jego 3 dzień "na wygnaniu". Chłopak westchnął ciężko i schował telefon do kieszeni skupiając się na swojej pracy. Kiedy skończył uznał, że jednak pojedzie tam i przywiezie Hirokiemu chociaż dobre jedzonko. Wyszedł ze szkoły z nową siłą, by zderzyć się z facetem w garniaku i czarnych okularach.
- Paniczu, musi mi panicz wybaczyć, działam z polecenia pańskiego ojca - oznajmił rzeczowo mężczyzna, w tym czasie wstrzykując podejrzany płyn chłopakowi w żyłę i wyłączając mu telefon. Naoki zarejestrował jeszcze tylko czarny samochód i jego rzeczy w środku zanim osunął się nieprzytomny w ramiona mężczyzny.
- Wszystko gotowe? Zostawiliście wiadomość dla tego... eh... dla mężczyzny panicza?
- Tak szefie. Zerwał z nim - wyjaśnił spokojnie, wyciągając jeszcze klucze od domu Hirokiego z kieszeni spodni chłopaka i zanosząc do ich mieszkania. Położył na stole w dużym pokoju wraz z karteczką z informacją iż Naoki nie chce już mieć z nim nic wspólnego oraz podpisem specjalnie spreparowanym by wyglądało na pismo chłopaka. Zrobili tylko jeden błąd. Zostawili psy myśląc że należą do mężczyzny. Wszystkie pozostałe rzeczy chłopaka zniknęły.
***
Naoki obudził się dopiero w Tokio. Poruszył się niespokojnie na łóżku i pociągnął dłonie, ale te były przykute do łóżka kajdankami. Obok niego zauważył swojego ojca.
- Koniec zabawy, Naoki. Czas spoważnieć - oznajmił mężczyzna widząc wściekłe spojrzenie syna. - Potrzebuję cię - wyjaśnił zdawkowo.
- Nie będę ci usługiwał - warknął chłopak, pociągając mocniej za kajdanki. - Nie tak traktuje się swoje dzieci, wiesz? Nawet te niegrzeczne - fuknął na niego czując łzy gromadzące się mu w oczach.
- Inne sposoby na ciebie nie działały - odparł jego ojciec wzruszając lekko ramionami i łapiąc go mocno za włosy, splunął mu w twarz. - Wieczorem pogadamy inaczej - zapewnił go chłodno, zostawiając go w spokoju.
***
Dwa dni później chłopak został zmuszony do wystąpienia publicznego u boku swojego ojca, który z radością oświadczał wszystkim, że Naoki wraca do swojego zawodu. Musiał powstrzymać grymas bólu kiedy ojciec klepnął go znacząco w plecy. Żałował, że się złamał, ale zdecydowanie wolał przeżyć. Zwłaszcza iż występowali przed kamermai, więc istniała szansa iż Hiroki go zobaczy. Dobry makijaż zrobił swoje. Zatuszował wszelkie sińce i bladość jego cery, a także temperaturę z którą walczył.
[Ja też nie, ale teraz jej uczę xDDD i sama się podszkalam przy okazji :P]
- A ja nie lubię jak ty na mnie zwalasz. Jesteśmy kwita - pokazał mu język, przytulając się do niego mocniej.
- Jasne, ale z tego co widać, Naoki jest ze swoim ojcem. Nawet jeśli dostaną nagranie, bez zeznania Naokiego nic nie zrobią - zauważył Yasu. - W końcu ma prawo przebywać z ojcem - westchnął mimo wszystko opisując plik i wyjaśniając w nim całą sprawę. - Pojedziemy - dodał zaraz widząc wzrok przyjaciela.
***
Naoki opadł ciężko na krzesło w swoim pokoju i przetarł dłońmi twarz zastanawiając się jak może się stąd wyrwać. Ojciec zamykał go w pokoju a na dworze roiło się od jego eskorty. Skrzywił się lekko uznając, że nawet Hiroki się tu nie przedrze. Na domiar złego był jedynie o wodzie i chlebie, bo nie mógł zjeść niczego z pieprzem, a jego ulubiony kucharz został zwolniony już po pierwszej próbie przemycenia chłopakowi czegoś ciepłego.
- Dobrze się spisałeś - pochwalił go jego ojciec, wchodząc do pokoju i czochrając go po głowie niczym małe dziecko. Ot zmiana o 180 stopni, bo jakżeby inaczej. - Jestem z ciebie dumny.
- To może jakaś nagroda? - zaproponował chłopak spoglądając na niego i unosząc brew do góry. - Oddałbyś mi telefon - dodał nieco śmielej, ale kiedy zauważył wchodzącą złość na twarz mężczyzny, oblizał lekko wargi. - Albo chociaż pozwolił wykonać jeden telefon - skapitulował.
- Jeden telefon - rzucił chłodno mężczyzna podając mu swoją komórkę. - Pięć minut i jeśli usłyszę cokolwiek...
- Wiem, będę grzeczny - westchnął ciężko Naoki wykręcając numer Hirokiego i czekając trzysygnały modląc się by jednak odebrał. - Hej, to ja. Wszystko gra. Przepraszam, że cię martwiłem.
- No dobra, niech ci będzie - westchnął przeciągle Ryu. - Albo będziemy oglądac to co w telewizji akurat leci - zażartował.
- Uhm, zrezygnowałem - odparł mu Naoki oddychając głęboko. - Dzieciaki w szkole zaczynały mnie już denerwować i no wiesz, tata akurat wpadł z propozycją - zacisnął mocno zęby przełykając łzy, bo jakoś nie mógł teraz utrzymać grę. - Pamiętasz o tym mordercy? - zapytał go zaraz cicho. - Jutro go bronię znowu - wyszczerzył się do ojca. - Głośna sprawa - uśmiechnął się. - Na pewno o mnie...
- Koniec - mężczyzna zabrał mu telefon i rozłączył się, a chłopak westchnął tylko.
- Nawet pochwalić się nie mogę? - zapytał go.
- Nie potrzeba więcej szumu. Ci którzy mają przyjść, przyjdą - wyjaśnił wychodząc z jego pokoju.
- Coś wybiorę - obiecał muskając jego paluszek i skupiając wzrok na filmie. Podjadał od czasu do czasu czekoladę i popijał ją herbatą.
- Nigdy nie zapytałeś go o adres? - uniósł lekko brew Yasu, ale zaraz skinął głową zjeżdżając z autostrady wprost na obrzeża Tokio. Kierując się mapą zaznaczonego obszaru podjechał do najbliżej położonego komisariatu i zaparkował.
***
Telefon znów zabrzęczał w kieszeni Hirokiego.
- Jesteś w Tokio? - zapytał go rzeczowo Shu, brat Naokiego. - Chciałbym porozmawiać - dodał zaraz. - Mogę cię wprowadzić do mieszkania - zacisnął lekko wargi, bo za dużo zrobić też nie mógł. Ojciec już mu nie ufał i nie dopuszczał go nawet na 10 metrów do Naokiego bez eskorty.
Ryu przysnął mu w trakcie wyraźnie zmęczony wszystkim. Wtulił się jednak mocniej w Juna.
- Tak, ten starszy i bezsilny - odparował szczerze, wychodząc zza rogu bo akurat był w okolicy. - Mogę cię wprowadzić do willi - powtórzył. - Udasz pomocnika kucharza - zaproponował zaraz masując sobie skronie. - Tylko oni mają dostęp do pokoju Naokiego. Straż zostaje przed nim kiedy jedzenie wchodzi - wyjaśnił, zagryzając lekko wargi. - Powstrzymaj naszego ojca - dodał zaraz jakby trochę mniej pewnie.
Chłopak nieświadomie złączył ich palce dłoni razem, wtulając się w niego jeszcze mocniej. Spał spokojnie i nic nie zapowiadało tego by coś mogło go przebudzić. Śnił same dobre rzeczy.
Shu pojawił się na komisariacie pół godziny później, przedstawiając od razu sprawę i widząc Hirokiego, skinął mu lekko głową. Usiadł na fotelu gdy tylko mu na to pozwolono i popijał nerwowo kawę z automatu.
Kei wyszczerzył się tylko do niego, siadając z Kokim na fotelu i częstując się czekoladą. Skupili się na filmie rozumiejąc o co chodzi.
- Spróbuję - obiecał Shu, rysując plan domu. Zagryzł palec, pisząc przy odpowiednim pomieszczeniu N, by zaznaczyć, że tam jest pokój brata. - Ojciec ma 10 dryblasów na zewnątrz - rozrysował ich rozstawienie, mniej więcej. - I koło 30 kręcącą się w domu. Od zamachów na jego życie nie pozbywa się ich - wymamrotał. - Naokiego pilnuje trzech i jeden zazwyczaj jest z nim w pokoju - wyjaśnił. - Jest też monitoring - rozrysował gdzie mniej więcej są kamery. - Uhm on nie jest bezpieczny. Dwa dni temu, ojciec zamknął go w szafie na noc. Nao-chan ma klaustrofobię. Rano go tam znalazłem, nie mógł się uspokoić do południa a i potem histeryzował jak chcieli go zamknąć w pokoju - wymamrotał. - Próbowałem go wyciągnąć, ale ojciec nie ufa mi na tyle by zostawić z nim samego - westchnął. - No i ta sprawa jutro... nie wiem czy to dobry pomysł wyciągać go, zanim ją wygra... ten mężczyzna, może go potem ścigać.
Ryu złapał go za rękaw koszuli tak mocno, że ten nie miał wyboru jak położyć się obok. Chłopak uśmiechnął się radośnie i wtulił łepek w Juna.
Shu skinął głową więcej się już nie odzywając. Słuchał ich planu od czasu do czasu go korygując wtrącając to co wiedział.
- Nao-chan potrafił się wymknąć kamerom jak był mały - żachnął się, bo właśnie mu się przypomniało. - Mnie nigdy się to nie udawało, ale on znajdował ścieżkę między martwymi polami - wymamrotał. - Może nadal może to zrobić? - poddał taką opcję.
Ryu przespał tak spokojnie całą noc, nie puszczając Juna nawet na moment, a kiedy się obudził odsunął się od niego nieco zakłopotany. Obrócił się na bok i jeszcze na moment przymknął oczy.
- Nakaz? A do czego? Naoki dobrowolnie wszystko robi - westchnął Shu. - Ojciec go wmanipulował - wyjaśnił. - No chyba że wymyślicie coś innego niż porwanie własnego syna...
- Uhm przepraszam - Ryu zacisnął lekko wargi i odetchnął głęboko, zanim jednak wrócił w ramiona mężczyzny. - Kocham cię.
- Nie wiem - Shu zacisnął lekko wargi. - Może... ech, może broń? Ale to były wojskowy i ma na nią pozwolenie - pokręcił przecząco głową. - Ale na narkotyki chyba nie ma - zastanowił się. - W piwnicy znalazłem biały proszek... ale to było dobre 3 lata temu, teraz może już go nie być.
- Nie pamiętam kochanie - odparł szczerze chłopak, zamykając znów oczy. - ALe było miło - przyznał.
- Wolałbym pozostać anonimowym - Shu zacisnął nieco wargi. Było nie było i on bał się ich ojca. Nie było łatwo się mu przeciwstawiać po latach terroru.
- Uhm ok - Ryu zacisnął mocno powieki i chwilę potem spał znowu. Odsypiał tym samym poprzednią noc.
Ojciec Naokiego warknął siarczyście słysząc syreny. Natychmiast powiązał to ze swoim najmłodszym synem. Szturmem wszedł do jego pokoju i złapał go za włosy, uderzając mocno w twarz.
- Jak powiadomiłeś gliny? - zapytał go ostro, po czym pokręcił głową z dezaprobatą i zamknął go w szafie, przekręcając ją na klucz. - Siedź cicho - fuknął do niego, chowając kluczyk do kieszeni od spodni. Zszedł dostojnie na dół i otworzył glinom. - Co panowie tutaj robią? Herbaty? - zaproponował.
- Ej no śpiochy, wstawać - Kei był tym który ich obudził kolejne dwie godziny później. - Idziemy zwiedzać to wasze miasto tutaj. No hej... obiecaliście nam - burknął.
- Oczywiście, nie mam nic do ukrycia - wywrócił oczyma mężczyzna, czytając nakaz. Już dawno skończył z przemytem, więc doskonale wiedział, że niczego nie znajdą.
- Jaki czas? Za cztery dni sobie jedziecie, a potem co? Dwa dni z nami i my wracamy do Japonii - zaprzeczył Kei, pomagając Ryu przesiąść się na wózek. - Śniadanko już na stole - zapewnił ich.
Naoki zacisnął mocno powieki starając się być maksymalnie cicho. Jednak dłonią drapał drzwi co by zrobić sobie dziurę w drewnie. Oddychało mu się coraz gorzej i powoli wizualizacje otwartych przestrzeni przestawały pomagać. Mimo to zamarł słysząc czyjeśc kroki w jego pokoju. Raz... dwa... dwie osoby. Zamknął mocno usta, by nie narazić się na gniew ojca, ale kiedy usłyszał głos Hirokiego, jego dłoń mimowolnie znów zaczęła drapać drzwi.
- Mnie nie pytaj, ja tu tylko podaję - odparł ze śmiechem Koki. - Ale z tego co widzę do quische - dodał zaraz. - Z miękiem i warzywkami.
- ALe krewetek nie braliście? upewnił się RYu.
- Skąd, twoje składniki na sajgonki są bezpieczne - zapewnił go Kei.
Yasu szybko poradził sobie z mężczyzną i po chwili otwierał drzwi. Naoki wciąż jeszcze zaciskał powieki i oddychał bardzo ciężko, jakby nadal przeżywając koszmar.
- Hiroki, zabierz go na zewnątrz. On tego potrzebuje - mruknął spoglądając na ojca chłopaka wymownie.
- To co robię w moim domu z moimi dziećmi to moja sprawa - odparł chłodno mężczyzna. - Naoki zasłużył na karę - warknął.
- Żadne dziecko... nawet to najbardziej nieznośne nie zasługuje na coś takiego - ośmielił się skomentować Yasu.
- Oj stary, najlepsza randka świata. Mówię ci, nie przebijecie tego - odparł ze śmiechem Koki. - Byliśmy w kinie 5D, potem na kursie kucharskim gdzie w parach trzeba było w zawodach wziąć udział, wygraliśmy nagrodę publiczności - zaśmiał się. - I na kolacji.
Naoki oparł swe ciepłe czoło o klatkę piersiową Hirokiego, wciąż nie otwierając oczu i ledwie sobie radząc z oddychaniem. Drżącymi dłońmi, pozbawionymi naskórka, z drzazgami w palcach, złapał jego kurtkę po obu stronach i zacisnął je na niej kurczowo, nie chcąc by to okaząło się snem. Starał się doprowadzić swój oddech do porządku.
- Pff też mi coś. My lecimy do Nowego Jorku - Koki odparł z pełną powagą dopiero po dłuższej chwili wybuchając głośnym śmiechem. - A tak na poważnie to mam nadzieję,ze wam się uda, randka z prawdziwego zdarzenia!
Naoki tylko zacisnął mocniej ręce na jego kurtce, tak że aż zbielały mu kosteczki. Po dobrych 20 minutach, wciąż nie otwierając oczu odetchnął głęboko, prawie normując swój oddech.
- Nie zerwałem - wychrypiał, bo to przyszło mu pierwsze do głowy. - Nie zerwałem... jakby... to tylko w cztery oczy - dodał zaraz, znów skupiając się chwilę na oddechu. - Wybacz... muszę wyglądać...patetycznie... - wymamrotał niezadowolony.
- I dużo przytulania - dodał jeszcze Ryu, wtrącając się tylko odrobinę, ale zaraz wracając do wypytywania Keia jak zrobił potrawę bo sam chciał ją kiedyś zrobić.
- Nie chcę - Naoki odsunął się wreszcie od niego i uśmiechnął nieco krzywo, bo wszystko go bolało i wciąż cały dygotał z przerażenia. - Nie chcę do szpitala, jedźmy do domu - poprosił go. - Od razu - zacisnął mocno wargi. - Do domu - powtórzył czując wyraźną ulgę, że to jednak nie jest sen.
- Okay - ucieszył się Kei. - Jun prowadzi, a ja prowadze Ryu - zdecydował wesoło.
- Nie chcę, Hiro-chan. Nie chcę do szpitala - powtórzył tylko Naoki. - Nic mi... nic mi nie jest - zapewnił go. - Tylko... trochę zimno - zdał sobie sprawę, że przechodzą go zimne dreszcze.
Kei za to bawił się znakomicie, raz za razem przyspieszając i wskakując trochę na wózek.
- Ej Ryu, niezły masz pojazd - stwierdził w końcu.
- Oj przestań, to nie jest śmieszne - odparł chłopak, hamując gwałtownie, co by nie spadli ze schodów. - Uważaj trochę poprosił go - patrząc na swoje czerwone ręce. Potrzebował sporo siły by to zrobić.
- Gome, gome - przeprosił go szybko Kei, teraz już nieco uważając.
- Nie chcę - powtórzył jeszcze chłopak, a będąc w samochodzie znów poczuł się nieco w zamknięciu. Zbyt szybko się tam znalazł. Jednak Hiroki opuścił szybę jakby nieco przeczuwając co się dzieje co pozwoliło Naokiemu nie wpaść w panikę.
- No już uważam - fuknął chłopak. - Nie zauważyłem tych schodów - przyznał szczerze. - Nikogo nie zabiję - obiecał Junowi.
Brunet zasnął mu na kolanach nieco niespokojnie, budząc się dopiero przy szpitalu.
- Nie chcę tu - zamarudził mu znowu, przez co Yasu wybuchnął śmiechem.
- Ne, ne, Jun - Kei zrównał z nim kroku dalej prowadząc Ryu. - Gdzie pójdziemy? - zainteresował się, wreszcie mogąc spędzić czas z przyjaciółmi był przeszczęśliwy.
Naoki nie był szczególnie szczęśliwy bo wciąz uważał że nic mu nie jest, a nikt nie chciał go słuchać. Ledwie utrzymał się na nogach kiedy Hiroto puścił go w szpitalu.
- Ja chcę do domu, nie chcę tu Hiro-chan... czemu mnie tak katujesz? - zapytał go opadając na kozetkę i patrząc na brata, ale nie bardzo go widząc.
- Ale są urokliwe miejsca - zauważył Ryu. - Jest fajna kawiarnia - dodał zaraz.
Naoki niechętnie zsunął swój t-shirt pokazując bratu rany na plecach. Zacisnął zęby kiedy ten zaczął zakładać opatrunki.
- Pokaż jeszcze żebra - poprosił go, badając je palcami i krzywiąc się nieco. - Zostawiłbym cię w szpitalu - oznajmił szczerze. - Ale wiem jak tego nie lubisz - dodał jeszcze, głaszcząc go po włosach. - Więc... uhm Hiroki-san, tydzień leżenia i drugi w domu - oznajmił twardo. - Dostaniesz leki przeciwbólowe i na zbicie temperatury. - Jedziecie już dziś?
- Yhm... ja chcę do domu już - szepnął Naoki. - Gome...
- To leżeć w samochodzie, pod ciepłym kocem. I Nao-chan... idź do psychologa. Zrób coś ze swoją klaustrofobią.
- Ano tylko czuć że to nie Japonia. Nie wiem jak to wyjaśnić. Po prostu czuć - uśmiechnął się chłopak. - Ludzie są jacyś inni.
- I jeszcze jedno... ciepły posiłek zanim wyjedziecie - dodał Shu na moment przytulając do siebie brata i zaraz go puszczając. - On musi zjeść coś porządniejszego i ciepłego - westchnął.
- Widzisz? Mówiłem ci, że nic mi nie jest, to mi nie wierzysz - wymamrotał Naoki wstając i podtrzymując się brata, kiedy ten jeszcze kończył opatrywać jego palce. - Serio... jutro już będę biegał.
- Fajnie tu jest - odparł wesoło Kei, oddając teraz prowadzenie wózka Ryu Junowi, a sam złapał Kokiego za rękę.
- Uhm... nie mam żadnych ciuchów ani niczego - zauważył cicho. - Twoje klucze też zgubiłem... - dodał opierając znów czoło o jego ramię. - Ale bransoletkę mam - pokazał mu swój obtarty nadgarstek z bransoletą na nim.
- Może naszą kawiarnię, ratusz i ten widok z mostu - zaproponował chłopak z delikatnym uśmiechem. - Niekoniecznie w tej kolejności - dodał zaraz.
- Uhm... ja go nie napisałem - szepnął, a potem nogi odmówiły mu posłuszeństwa i Hiroki musiał go wziąć na ręce. - Weźmiesz dwa dni wolnego? - poprosił go cicho. - Nie dużo, tylko dwa...
Przy każdym obiekcie odbyła się sesja zdjęciowa i w końcu Kei wylądował na kolanach Ryu, przysypiając trochę zmęczony emocjonującym dniem.
- Un dziękuję - odparł cicho Naoki, wtulając się w niego trochę mocniej. Teraz już był bezpieczny i nikt tego nie mógł zmienić. - Psiaki pewnie tęsknią...
- Ja nie zamierzałem zasypiać - pstryknął go w nos chłopak, patrząc na wykończonego Keiichiro. Koki trzymał go na kolanach, mimo wszystko sprawdzając jego oddech.
- Roger - Yasu odpalił samochód i powoli włączył się do ruchu, zerkając w lusterko wsteczne na Naokiego. - Naprawdę potrafiłeś odnaleźć martwe punkty w systemie twojego ojca? - zapytał go.
- Częściowo... reszta to tylko umiejętność dogadania się ze strażnikami. Chętnie mi pomagali. Nie jestem jakimś super agentem. - odparł tylko patrząc w sufit. - Uhm możemy trochę otworzyć okno? - zapytał ich zaraz. - Może być odrobinę tylko.
[druga para]
Tomo ucałował go wówczas mocno i skończył rozmawiać z Yuyą.
- Nasz malec ma się dobrze. Pozdrawia mocno i przekazuje że uczy się grać w baseball więc masz wracać, bo chce pograć w catch ball z tobą - zaśmiał się.
- Może trochę - odparł tylko chłopak, opadając już na ławkę i czekając na nudne zajęcia z literatury.
- Wcale się nie wykręcam, baka - Ryu objął Keiichiro ramionami, kiedy Koki mu go posadził na kolanach.
- Ja lecę jeszcze do sklepu - oznajmił mężczyzna. - Jakieś potrzeby? - zapytał.
- Gumę do żucia - poprosił zaraz Ryu.
- To nie tak... straciłem swój dziecięcy urok i już nie działało - wymamrotał, zakrywając oczy ramieniem. - I poddałem się - poprawił go. - Pozwoliłem mu zrobić co chciał przecież - uśmiechnął się krzywo. - Bo bałem się, że jak dalej będzie bił to mnie zabije... a ja chciałem żyć.
- Tak jest skarbie - Tomo poszedł się przebrać i gotowy do zwiedzania wrócił do pokoju. - Możemy iść.
Kazuo przysnął na zajęciach, budząc się dopiero gdy rozbrzmiał dzwonek.
- Bardzo mi się podobał. Moglibyśmy wieczorem wypić po piwku razem - zaproponował jeszcze nieśmiało dość, dźwigając się z wózka i siadając na kanapie wygodniej.
Naoki odwrócił tylko głowę, co by nikt nie zobaczył jego łez i potrząsnął przecząco głową. - Yhm - wymamrotał tylko pod nosem chwilę się nie odzywając. Kwadrans później zasnął im w samochodzie, a Yasu spojrzał na Hirokiego.
- Co teraz? Jaki masz plan? - zapytał go spokojnie.
- Dużo do zrobienia znaczy się - wyszczerzył się Tomo radośnie. - Jestem za wszystkim a nawet i więcej!
Kazuo popchał jego wózek gdy tylko znaleźli się na drodze do domu.
- Odprowadzę cię i lecę do pracy - westchnął cicho bo tak mu się tego dnia nie chciało. Jeden dzień z Yujim i już łapał lenia. Też coś!
- Sam dzisiaj urzęduję w kuchni - pstryknął go palcami w nosek. - Jak będę cie potrzebował to zawołam, ale w innym wypadku prosze się nie wtrącać, jasne? - upewnił się, że wszystko jest zrozumiałe.
- Zjadę do najbliższego zajazdu. 30 km stąd - wskazał na znak. - Wtedy go obudzisz, leków też nie może wziąć na pusty żołądek - zauważył spokojnie, dalej prowadząc równo i dość szybko. - Najpierw będziesz mu musiał pomóc znaleźć pracę - zauważył wzdychając nieco. - Przecież "zwolnił się" ze szkoły - dodał hamując nieco, gdy jakiś idiota zajechał mu drogę. - I wygrzebać z tego lekkiego dołka, ale z tym sobie poradzisz. Kilka przytulanek i dobry seks działa cuda - pokazał mu język śmiejąc się lekko. - Zmień zamki w domu, nie mamy pewności czy skurwiel nie dorobił sobie twoich kluczy.
- Dawno w żadnym nie byliśmy zauważył z użmiechem Tomo, łapiąc Takano mocniej za rękę.
- Mam jeszcze bento. Nie bój nic. Zjem jak wrócę, więc zrób pyszne - poczochrał go po włosach.
- Nie będzie problemu - burknął jadąc do kuchni i rozpoczynając zabawę od włączenia sobie radia. Uwielbiał gotować, więc nie stanowiło to dla niego dużego problemu. Uśmiechnął się szeroko.
- Kogoś mu znajdziemy. Spokojnie - Yasu skinął lekko głową. - Przecież sam mówiłes że był silny. To jego drugie porwanie, przeżył też 3 postrzały... i jeszcze z tobą jest. To niesamowite - uśmiechnął się pod nosem.
- Uhm ale ja się ich trochę boję - Tomo odsunął się od akwarium o krok, jakby nie bardzo wierząc, że rekin go nie użre. - Ty dotkniesz?
- Ech wrócę więc już mnie tak nie męcz - puknął go lekko w głowę.
Koki mu odkiwał, po czym poszedł do kuchni zanieść piwo, które Ryu kazał mu jeszcze dokupić. Został też wygoniony z niej migusiem i zaraz siedział na fotelu.
- Masz terror w kuchni większy niż ja - zażartował.
- On też ma swoje za uszami - żachnął się Yasu, nie chcąc by przyjaciel mu brał wszystko na siebie. - Zaproponuj mu lekcje samoobrony. Mógłby przychodzić do nas, przecież mamy salkę, w której chodzimy się rozruszać - zauważył spokojnie, uznając że to dobre rozwiązanie. Naoki mógłby wówczas wracać do domu z Hirokim, a wcześniej trochę poćwiczyć. Więcej pewności siebie podczas stresujących sytuacji.
- Uhm - Tomo skinął lekko głową, odruchowo chowając ręce za plecami. Był większym boidudkiem niż te dzieciaki. - Uhm a zrobisz to ze mną? - zapytał go zaraz.
- Przestań Yuji - odparł zaraz Kazuo. - Cieszę się, że tak mnie kochasz - dodał zaraz nie chcąc zostać źle zrozumianym. - Ale twoje życie nie powinno kręcić się wokół mnie, baka. Masz dużo nadrabiania zaległości teraz. Ja ci do tego potrzebny nie jestem - puknął go lekko w głupią łepetynę.
- Wspólne gotowanie jest najlepsze - zgodził się zaraz Koki siadając obok niego i podając mu ich aparat. - Mam tu parę waszych zdjęć, zainteresowany? - zapytał dodając jeszcze kabel USB. - Z dzisiaj głównie.
- Możemy się zatrzymać? - Naoki spojrzał w ich stronę nieco pobladły na twarzy. - Kręci mi się w głowie - wyjaśnił im szybko, a Yasu skinął lekko głową.
- 5 minut i jesteśmy w zajeździe. Wytrzymasz? - zapytał go spokojnie.
- Pewnie - chłopak uśmiechnął się lekko, po czym zasłonił oczy ramieniem skupiając się na swym oddechu i nie myśląc o podchodzącym mu do gardła żołądku.
Tomo powoli podszedł z nim do akwarium i wyciągnął w jego stronę rękę, upewniając się, że Takano mocno go trzyma. Bał się i czuł walące w piersi serce, ale z Takano obok było lepiej.
- Nic, ale nie liczysz się z tym że niestety ale ja też mam swoje życie - wprowadził go do domu i pomógł mu przesiąść się na wózek domowy. - Co w tym złego? - sparafrazował go. - Spędzimy czas razem i dobrze o tym wiesz. W szkole spędzamy czas razem, wieczorami i w weekendy.
- Narzekałeś, że macie niewiele wspólnych zdjęć, więc teraz macie ich więcej - pokaał mu palcem swoje ulubione, na którym Jun miał brudny nos od loda, a Ryu śmiał się z niego wesoło.
- Wiem, wiem - Naoki pokazał mu uniesiony kciuk w górę. - Nie jestem małym dzieckiem, wytrzymam - zapewnił go.
Tomo uśmiechnął się lekko oddychając jednak z wyraźną ulgą, kiedy skończyli głaskać rekina. - Nie było - zgodził się. - Ale sam tego nie zrobię - dodał jeszcze, wtulając się w jego pierś.
- Najpierw musze znać dokładne daty zanim zacznę gadać - pstryknął go w nos. - To ja lecę - ucałował go w policzek i wyszedł z mieszkania.
- To naturalne, pewnie nie lubi siebie na zdjęciach - roześmiał się serdecznie mężczyzna, po czym pokazał mu jeszcze kilka niezłych zdjęć. - Powinniście zacząć w albumie składować.
Naoki odetchnął głęboko czując świeże powietrze, po czym przymknął oczy kiedy już głowa mu się uspokoiła. Nie trwało to długo, więc zaraz uśmiechnął się do Hirokiego. - Już jest dużo lepiej - zapewnił go cicho. - Nie kręci się - dodał.
- Tak, chodźmy. Chciałbym zobaczyć ten szkielet... pewnie jest imponujący - rzucił z uśmiechem łapiąc go za rękę i pozwalając mu prowadzić.
Kazuo wrócił przed dwudziestą, co by zjeść jeszcze obiad zanim pójdą trenować. Był nieco zmęczony ale uśmiechnął się szeroko widząc radosnego Yujiego.
- No to co na obiadek wymyśliłeś?
Koki skinął lekko głową oglądając teraz ich wiszące zdjęcia.
- My raczej stawiamy na albumy. Tylko parę wisi - żachnął się zaraz.
- Un ale nie dużo - poprosił go chłopak, kiedy już siedział na krześle. Czuł się dość słabo i najchętniej znów by się położył. Przejrzał kartę i wybrał zupę, choć trochę się obawiał, że specjalnie dla niego przecież nie zrobią porcji bez pieprzu.
- Wow, jest wielki - Tomo stanął tuż pod szkieletem z uśmiechem na twarzy go obserwując . - Wiedziałem, że wieloryby są duże, ale widząc to... wow. Zmiażdzyłyby nas.
- Uwielbiam curry - uśmiechnął się chłopak siadając przy stole i czekając na swoją porcję. - Pysznie pachnie.
- Może i tak, ale i tak je lubimy - uśmiechnął się Koki.
- Długo będziemy jechać? - Naoki zagadnął Yasu, nie chcąc milczeć z nim przy stole. - Przepraszam - dodał jeszcze. - Hiroki cię wszędzie ciąga...
- Piorunująca różnica - zgodził się Tomo. - A zobacz tu... szkielet raka przy wielorybie wygląda niczym miniaturka - uśmiechnął się.
- Dziękuję - Kazuo zabrał się za zajadanie, nic więcej nie mówiąc.
- Nie ma za co, dobrze się przy tym bawiliśmy - odparł spokojnie mężczyzna. - Za dobrze... młody mi padł - zauważył ze śmiechem.
- Uhm ok - Naoki uśmiechnął się tylko starając się siedzieć prosto. W końcu jednak zgarbił się czując delikatny ból przeszywający jego plecy. - Dziękuję - mruknął cicho.
- Ne Taka-chan? Chciałbyś kiedyś popływać z delfinami? - zapytał w końcu Tomo oglądając pokaz ze zwierzakami w roli głównej. - Ja bym chciał - przyznał klaszcząc, kiedy te zrobiły akrobację w powietrzu.
- Bo jak takie dobre to nie sposób nie jeść - odparł wesoło upijając trochę wody.
[nie wiem xD nigdy nie byłam xxDDD]
- Szybko - skinął głową Koki. - Ale to nic, w końcu przejdzie - dodał z uśmiechem. - Jasne, obudzę. Tylko niech jeszcze trochę pośpi - dodał zaraz. - No i wiesz, nie może przeginać. Raz przegiął, dość mocno i wylądował mi w szpitalu. Dość poważna sprawa, ale udało się i teraz już bardziej uważa.
- Dzięki - Naoki oparł głowę o jego ramię, zamykając oczy. Był zmęczony, dość bardzo a temperatura nie ułatwiała mi sprawy. - Hiro-chan? Dziękuję, że we mnie wierzyłeś.
- No tak - przypomniał sobie. - Ale popływałbym kiedyś jeszcze raz - dodał zaraz ze śmiechem. - Ale nie dziś - żachnął się jeszcze. - Chodźmy dalej.
Kazuo zamilkł już teraz tylko jedząc i biorąc sobie dokładkę.
- Pójdziesz ze mną na trening? - zapytał go zaraz. - Tylko z kocykiem na nogach i w ciepłej kurtce i termosem z herbatą. Będziesz naszym menagerem - zażartował.
- Wiem i wierzę w to - uśmiechnął się szeroko Koki. - Wiem, że tak będzie - dodał jeszcze, nalewając sobie trochę soku do szklanki. - Ciesze się, że i tobie i Ryu się powoli układa.
- Uhm - Naoki skinął głową, nadal ją opierając o jego ramię. - Zadzwoniłem... bo chciałem usłyszeć twój głos... - wyjaśnił cicho. Chciał sobie tak dodać odwagi. - Potrzebowałem tego... o... muszę kupić nowy telefon - pstryknął palcami. - I iść do banku wyrobić dokumenty i odzyskać swoje konta... - westchnął ciężko. - Może Shu... by coś odzyskał z domu - wymamrotał.
Tomo słuchał go zafascynowany, od czasu do czasu zadając dodatkowe pytania gdy coś go zainteresowało. Promenada pozwoliła mu oczarowac się swoim wyglądem, a Takano był na niej dodatkowym dodatkiem.
- Super - ucieszył się Kazuo, dalej wcinając curry. - Możesz robić takie częściej - rzucił jeszcze swobodnie.
- To zawsze jakiś postęp - zgodził się lekko. - Może róbcie tak póki co? Niech zasypia na kanapie z tobą, a potem idźcie spać. Może to mu pomoże? - zaproponował takie rozwiązanie.
- Ne... Jun-chan? Pomożesz mi ze smażeniem? - zapytał go Ryu, wyjeżdżając z kuchni. - Kuchenka jest za wysoko - wymamrotał.
- Dam radę, bezproblemowo - zapewnił go Naoki, starając się złapac wygodniejszą pozycję na krześle i biorąc pierwszą łyżkę zupy. - Uhm... pycha - wyszeptał, czując coś ciepłego w gardle po raz pierwszy od kilku dni. Uśmiechnął się delikatnie dalej jedząc dość powoli.
- Kochanie to był świetny dzień. Bardzo mi się podobało, ale troszkę padam z nóg teraz - uśmiechnął się szeroko Tomo. - Więc legnę do łóżka i pewnie zasnę natychmiastowo.
Kazuo też poszedł się przebrać w wygodniejszy dres i gdy byli już gotowi, wyprowadził Yujiego z domu. - Shuji z Kentą już są na miejscu.
- Dziękuję - Ryu podał mu gotowe sajgonki sprzątając zaraz blat stołu. - Nie dosięgam do niego - wyjaśnił mu tylko, wstawiając ryż do maszynki i nastawiając ją na odpowiednią ilość minut.
- Uhm ale ty też jedz. Nie musisz mnie trzymać. Dam radę - uśmiechnął się do niego. - Jak nie będe mógł już to ci powiem - dodał jeszcze. - Po prostu żebra mnie bolą - wyznał spokojnie.
- Roger - Tomo ucałował go jeszcze mocno, a potem poszedł pod prysznic. Kiedy wyszedł rzucił się na sam środek łóżka i zasnął tak jak się położył.
- Puszczam je mimo uszu. Kłócą się, a godzinę później całują - uśmiechnąl się Kazuo, przystając nagle i krzywiąc się lekko. - Chwilka... - usiadł Yujiemu na kolana. - Trochę się zasapałem - zaśmiał się nieco.
- Wiem, wiem, dlatego wołałem - uśmiechnął się do niego chłopak.
- Straszny z ciebie uparciuch - wymamrotał Naoki ale się nie opierał, bo z jego pomocą było mu nieco wygodniej i nawet oddychał swobodniej. - Ne, zrobisz mi naleśniki w domu? Jutro? - zapytał go zaraz.
Tomo obudził się dość wcześnie, ale pozwolił sobie na błogie lenistwo więc wtulił się mocniej w Takano, tylko obserwując jego śpiącą figurę.
- Dzięki, jak będzie ci za ciężko to powiedz - Kazuo ucałował go w policzek.
- Tak, jutro. Chris wpadnie po obiadku naszym. Koło 5... - odparł spokojnie. - Ale uhm nie musisz nigdzie chodzić, może... może po prostu utniesz drzemkę czy coś... albo... no bo nie chcę byś musiał na zimnie chodzić - zrobił naburmuszoną minkę trochę.
- Ok, a potem będzie twoja kolej na chorowanie - Naoki odłożył łyżkę w połowie dania i pokręcił przecząco głową. Więcej nie zmieści. Żołądek miał wystarczająco pełny. - Mogę na kolana? Zaczyna mnie mocniej rwać - wyznał nie chcąc im marudzić.
- Okay, już się zbieram. Tylko jeszcze poranny buziak - ucałował go mocno.
- Albo i nie - zachichotał Kazuo wstając już z jego kolan i łapiąc za wózek. - Odzyskałem siły panie komendancie.
- No dobrze, ale jakby co to wracaj - poprosił go Ryu, łapiąc delikatnie za rękę.
Naoki posłusznie połknął leki popijając je wodą, a potem już zamknął oczy nieco mocniej opierając się o Hirokiego.
- Kocham cię - oznajmił cicho. - Bardzo.
- Dobrze, to ja nas spakuje, a ty idź się umyć - ucałował go jeszcze i wyskoczył z łóżeczka.
Kazuo w końcu dotarł na boisko gdzie już czekała pozostała dwójka.
- A ja mu dotrzymam towarzystwa - rzucił wesoło Koki. - Zrobimy sobie przyjacielskie pogaduchy - dodał z uśmiechem, a Ryu skinął lekko głową szczęśliwy że Jun nie będzie sam.
Yasu wstał od razu by zapłacić za wszystkich i odwiedził jeszcze łazienkę przed dalszą podróżą. Pomachał im kluczykami i poszedł do samochodu by już go otworzyć i nieco rozgrzać. Naoki pozwolił Hirokiemu się zanieść do auta, bo czuł że sam nie dałby rady. Niemal od razu zasnął, co Yasu przyjął z ulgą.
- Lepiej żeby spał, bo inaczej będziemy się co chwila zatrzymywać - zauważył spokojnie.
Tomo spakował ich szybko i przebrał się w czyste ciuchy, a potem poszedł do łazienki by umyć twarz i zęby. - Gotowy? - zagadnął swojego mężczyznę.
Kazuo stanął na górce, a Shuji biorąc kij baseballowy wycelował nim w niego.
- Dziś odbiję twoje wszystkie - zapewnił go i... pierwsze trzy przepuścił. - To była rozgrzewka.
- Już budzę - Koki od razu poszedł do sypialni, a Ryu w tym czasie nałożył ryżu do miseczek. - Dziękuję za pomoc - uśmiechnął się do Juna.
Do Yukan dojechali na wieczór. Naoki przespał całą drogę, a gdy się obudził ze zdziwieniem stwierdził, że leży już w dobrze znanym sobie łóżku. Odetchnął z wyraźną ulgą zaraz słysząc wesołe szczekanie psiaków, które wskoczyły do łóżka żeby się przywitać.
- Hej - chłopak pogłaskał je po łebkach. - Ja też tęskniłem.
- Mój osobisty bóg seksu - skomentował chłopak całując Takano mocno w ustach. - Jesteśmy spakowani, ja gotowy, czas na śniadanko.
W połowie treningu, zrobili sobie przerwę i to wtedy Kazuo podszedł do Yujiego podając mu rękawicę.
- Zagramy w catch-ball - uśmiechnął się do niego. - Wystarczy że będziesz piłkę łapał i mi ją odrzucał - ucałował jego usta.
- Wiem - Ryu postawił resztę misek na tackę i tą na swoje kolana po czym pojechał z tym do salonu gdzie popodawał je na stół. - Smacznego - życzył wszystkim, widząc przecierającego oczy Keia.
- Ciebie... przytulania i ciepłej herbatki - odparł szczerze Naoki łapiąc Hirokiego za rękę, co by na pewno nigdzie mu nie poszedł.
- Tak szefie. Sprawdziłem wszystko i wszystko jest - zapewnił go. - Leki też. Muszę tylko je wziąć po śniadanku.
Kazuo rzucił mu pierwszą wprost do rękawicy.
- Prawą ręką nie lubię narzucać - oznajmił z delikatnym uśmiechem. - Ale robi się coraz lepsza - dodał zaraz. - Zresztą widziałeś, nie? Coraz częściej trafiam w pole i jest szybsza niż na początku naszych spotkań.
- To dobrze, byłoby kiepsko gdybyś nie lubił - zażartował Ryu biorąc sobie sajgonkę.
- Un ok - Naoki puścił jego dłoń pozwalając mu iść do kuchni a sam wtulił się na moment w psiaki.
- Zabawki też posprzątane - pokazał mu język.
- Dzięki - uśmiechnął się łapiąc piłkę i znów do niego rzucając. - Nie za zimno ci?
- WIem i zawsze cieszę się z tego powodu - przyznał szczerze chłopak. - Bo mogę zobaczyć twój szczery uśmiech jak się zajadasz. Uwielbiam go.
Naoki wypił od razu połowę ciepłego płynu, po czym opadł z powrotem na poduszki.
- Potulisz mnie? - zapytał go spokojnie. - Bardzo za tobą tęskniłem - przyznał rumieniąc się okropnie. - Bardzo.
Tomo pozwolił mu tym razem prowadzić, a godzinę później siedzieli już na statku i płyneli na wyspę. Chłopak stał na dworze oglądając widoki.
- Oj tam... musze mieć. Przecież narzucam - zacichotał Kazuo idąc trochę w bok by złapać piłkę od Yujiego i znów mu ją odrzucając. - Jak wstaniesz z wózka to zrobimy sobie taki mini meczyk w czwórkę - zaproponował wesoło. - Będzie cieplej to i przyjemniej.
Ryu patrzył na niego z zadowoleniem i sam wziął sobie jedną sajgonkę, co by jej posmakować. Po kilku gryzach uznał, że nawet mu wyszła więc uśmiechnął się do niego szeroko.
- Mhm dobrze, że cię mam - oznajmił tylko.
Naoki przytulił się do niego mocniej, okrywając się kołdrą i zamknął oczy chwilę tylko słuchając jego głosu. Jakoś tak czuł się wyjątkowo spokojny u jego boku.
- Przepraszam, że masz tak beznadziejnego partnera - westchnął w końcu. - Następnym razem, i nie mów, że go nie będzie... nie dam się tak łatwo porwać - obiecał mu z delikatnym uśmiechem.
[*.* Ja chcę na takie łóżko!]
Tomo od razu wgramolił się do jednego z wiszących łóżek i zamknął oczy pozwalając słońcu i bryzie go pieścić delikatnie. Pełen relaks. Odetchnął głęboko spoglądając na Takano.
- Chodź do mnie. Potem się rozpakujemy - poprosił go.
- Więc ustalone - Kazuo pokazał mu znak pokoju. Porzucali tak jeszcze chwilę, po czym Kenta zawołał go na drugą rundę. Chłopak ucałował więc Yujiego i pobiegł na górkę.
- Dobrze - zgodził się ochoczo Ryu i kiedy już posprzątał po jedzeniu pojechał do łazienki żeby się umyć. Wrócił dopiero godzinkę później bo postanowił wziąć sobie całkiem sporą kąpiel.
- Chętnie - zgodził się Naoki, przytulając się do niego mocniej. - Ale będziesz cierpliwy jeśli nie będę pojętnym uczniem? - zapytał wzdychając nieco bo wcale nie był pewny czy sobie poradzi.
- Bardzo przyjemnie - zgodził się z nim Tomo lekko łapiąc go za rękę. - I powietrze tu jest niesamowite i ten szum fal też...
Skończyli trening pół godziny później, bo Kazuo ich zaalarmował, że zaczyna boleć go ramię. Wówczas to siadł na kolanach Yujiego, a Shuji, który przegrał zakład i nie odbił 15 piłeczek, tylko 10 zaczął ich pchać w stronę domu rzucając pod nosem wyzwiska.
Ryu skinął głową a potem natrudził się 10 minut, zanim postawił na Gwiezdne Wojny (bo mam na nie fazę). Przygotował też kocyk i herbatki, a gdy Jun do niego dołączył wtulił się w niego, kładąc się na wyrku.
- Oczywiście sensei. Ma być ciężko, tylko o cierpliwość pana prosze - ucałował go lekko w usta. - Brakowało mi ciebie, baaardzo.
- Jasne, chętnie. Tylko wskoczę w portki do pływania - wyszczerzył się do niego.
- Nie, moja kara. Dopiero pod domem puszczę - burknął Shuji, a Kenta pomógł mu trochę pchać. Kazuo uśmiechnął się lekko czochrając Yujiego po włosach.
- Jesteś najlepszy.
- Jun-chan? Znasz wszystkie teksty z filmu? - zapytał go zaraz Ryu. - Ja znam, ale to mój pierwszy raz kiedy oglądam go w oryginale bez napisów - uśmiechnął się szerzej.
Naoki ucałował go mocno i zamknął oczy, a chwilę później już spał. W ramionach mężczyzny wszystko jakoś łatwiej mu przychodziło. Wtulił się nawet w niego mocniej, trzymając jednak kurczowo jego koszulki. Mimo wszystko bał się, że to sen.
- A potem zjemy coś dobrego i pokażesz mi tę pokaźną willę - uśmiechnął się do niego Tomo po czym przekulał się tak by leżeć na Takano. Ucałował jego nosek i usta. - Moje kochane.
- Nie musisz nic robić by być najlepszym - zachicotał Kazuo całując go mocno, po czym zszedł mu wreszcie z kolan, co by Shujiemu było nieco lżej.
- Mhm no to nie jestem sam - zaśmiał się nieco, wtulając w niego głowę. - Kocham cię.
Naoki obudził się dopiero rano i ziewnął szeroko, siadając z lekkim jękiem. Przetarł oczy po czym wyszedł z łóżka.
- Ohayo - przywitał się z Hirokim. - Idę do łazienki, mówię zanim krzykniesz że mam wracać do wyra...
- Ten plan mi odpowiada.
Kazuo dołączy ł do Kenty rozmawiając z nim o baseballu, a Shuji w milczeniu dopchał wózek do domu.
Ryu nie zasnął tym razem, ale pod koniec filmu był na tyle padnięty że poprosił Juna, by ten go przeniósł do łóżka. Nie miałby siły poprowadzić wózka.
Naoki skinął głową i popędził do łazienki, a potem grzecznie wrócił do łóżka, bo nie czuł się jeszcze super dobrze. Pogłaskał psiaki na dzień dobry, a potem z wielkim uśmiechem przyjął śniadanko do łóżka.
- Rozpieszczasz mnie - zauważył całując swojego mężczyznę na dzień dobry.
- Na pewno - zapewnił go chłopak wtulając się w niego mocno. - Bo jestem z tobą. Nie ma innej opcji.
Kazuo zostawił ich samych, bo przypomniało mu się, że jest esej do napisania na literaturę i z miną męczennika zaczął go skrobać.
Ryu skinął lekko głową i nieco odsunął się od Juna, powoli zasypiając.
- Nie jesteś winny - odparował Naoki patrząc na niego nieco gniewnie. - Nic a nic. Przecież to normalne że nie ma cię w domu tyle dni - burknął wgryzając się w kawałek chleba i popijając go ciepłą herbatą. - Poza tym oni mnie zaskoczyli kawałek od szkoły. Nie miałem szans.
- No dobrze mój ty fałszywy leniwcu - zażartował chłopak, po czym wstał i poszedł wraz z Takano.
Kazuo skończył esej koło pierwszej w nocy i po krótkiej kąpieli po cichu wszedł do łóżka. Przytulił sę do Yujiego od razu zasypiając.
W nocy chłopak przytulił się do Juna, ale kiedy rano się obudził natychmiast wyszedł z łóżka. Zły sen trochę go rozgoryczył. Pojechał do kuchni po wodę do picia i został już potem w salonie, ubrany w swój ulubiony dresik.
- Uhm nie kłóć. Już jest okay - odparł chłopak odkładając pustą szklankę i talerz na szafkę i mocno się przytulając do Hirokiego. - Dzisiaj ze mną zostajesz? - upewnił się tylko.
- Nic nic - Tomo machnął lekko ręką i ruszył za nim chłonąc widoki całym sobą. - Rekinów tu nie macie, nie? - upewnił się.
Kazuo objął go mocniej głaszcząc lekko po plecach. Obudził się tylko gdy poczuł mocny uścisk Yujiego.
- Co jest? - zapytał go szeptem. - Rozmasować? - zapytał zaraz.
- Troszkę zły - przyznał mu Ryu. - Tylko nie pamiętam o czym, ale obudziłem się taki niespokojny - uśmiechnął się do niego słabo.
- Uhm... ale będziesz wracał na noc, prawda? - zapytał go tylko, bo jeszcze nie chciał spędzać samotnych nocy.
- To dobrze, w takim wypadku z tobą popływam - uśmiechnął się do niego szeroko.
- Nic się nie martw - Kazuo ucałował chłopaka w usta, po czym zaczął masować jego nogi, starając się rozmasować skurcze. - Pić mi teraz sok pomidorowy musisz.
- No nie wiem. Chyba wolałbym wiedzieć z czym mam problem - odparł szczerze, wzdychając ciężko. - A tak tylko obudziłem się w panice... serce mi waliło strasznie - wyznał. - Ale już jest ok.
- Uhm ale nie zostawaj na noc - powtórzył tylko, łapiąc go mocno za rękę. Nie wiedział, że aż tak się boi ale teraz mu to wszystko wychodziło.
Tomo skinął głową. Doskonale rozumiał ich rodziców. Przytulił się do niego mocniej wdychając świeże powietrze.
- Może... zrezygnujemy z Australii a zostaniemy tutaj? - zaproponował jakoś tak w przypływie chwili.
- To zamkniesz oczy, zatkasz nosek i polubisz - zaśmiał się lekko Kazuo, machając lekceważąco dłonią. - Nic się nie stało.
Ryu skinął tylko głową, po czym spojrzał na niego unosząc lekko brew.
- A tobie jakie koszmary się śnią? - zainteresował się zaraz.
- Ok - Naoki zacisnął mocniej dłoń na jego nadgarstku, opadając na poduszki całkiem już wykończony. - Dużo ze mnie pożytku dziś nie będzie - westchnął zażenowany. - Prześpię cały dzień...
- Dobrze - Tomo skinął lekko głową wtulając się w niego mocniej.
Kazuo uśmiechnął się pod nosem, a czując że skurcz ustępuje, opadł na poduszki przymykając oczy.
- Ne... Yu-chan... kiedy rehabilitację zaczynasz?
Ryu westchnął cicho słysząc jego odpowiedź ale nie drążył. Sam w końcu rzadko kiedy opowiadał mu o swoich koszmarach. Zamiast tego ucałował go w usta i usiadł na wózku.
- Pójdę do sklepu - oznajmił spokojnie, bo chciał iść na mały spacer by przewietrzyć głupią łepetynę. - Do tego na drugim końcu parku - dodał jeszcze. - Jakby co to zadzwonię - ucałował go.
- A na obiadek zjem naleśnika - dodał z uśmiechem, a chwilę potem zasnął spokojnie wtulony w poduszki, z ręką wciąż zaciśniętą na nadgarstku Hirokiego.
- Mhm ty się wspinałeś? Myślałem, że taki paniczyk to nawet na to by nie wpadł - zażartował nieco zgryźliwie po czym ucałował Takano. - Potem się powspinamy co by zobaczyć wyspę z innej perspektywy.
Następnego dnia w szkole, Kazuo poczuł się nieco osaczony. Na każdej lekcji, nauczyciel coś od niego chciał, a w końcu skończył pomagając mu kserować dokumenty i testy dla innej klasy. Nie miał nawet minutki dla Yujiego i był już nieźle wściekły, więc gdy nauczyciel poprosił go o pozostanie po lekcji, trzasnął plecakiem o swoją ławkę, którą potem kopnął w stronę ściany.
- Mam dość - fuknął, wsuwając dłonie w kieszenie i wychodząc z klasy. Nie zatrzymał się nawet na moment, gdy nauczyciel krzyczał, grożąc że za takie zachowanie go nie przepuści. Nie odpowiedział jednak, ani nie zrobił żadnego nieprzyjaznego gestu. Zamiast tego poszedł na dach i zapalił papierosa nieźle poirytowany. Chciał zwyczajnie się uspokoić.
Ryu wywrócił tylko oczyma i poszedł się dobrze ubrać, a potem ruszył na dwór. Chwilę jeździł po parku napawając się jego ciszą, po czym pojechał do sklepu. Kupił czekoladę, bo znów miał na nią ochotę i już wracając zjadł pierwszy pasek. Zatrzymał się na trochę w parku i uśmiechnął do samego siebie. Wrażenie z koszmarem odeszło.
Naoki przyszedł do salonu gdy tylko poczuł zapach naleśników i położył się na kanapie oddychając głęboko. Na moment też zasłonił oczy ramieniem czując piekące w nich łzy, ale kiedy nie dało się powstrzymać, po prostu pozwolił im płynąć.
- Ne, Hiro-chan? Kocham cię, wiesz? - zapytał go.
- Mhm a mieliście tu gdzieś sekretną bazę? - zainteresował się zaraz.
Kazuo dołączył do klasy dopiero na drugiej godzinie w-f, a jako że mieli grać w baseball, wyciągnął Yujiego z ławki i podał mu rękawicę.
- Pomożesz mi się rozgrzać trochę? - zapytał z uśmiechem. - Rzucaj w różne strony, bylem tylko zdążył dobiec - ucałował go w czoło.
Ryu wykręcił numer do Juna i kiedy ten odebrał zaśmiał się cicho.
- Widze cię paskudo - oznajmił. - Palisz znowu - wymamrotał z dezaprobatą. - A ja cię czekolada poczęstować chciałem - dodał jeszcze, bo stał już po drugiej stronie ulicy i dokładnie widział Juna.
- Pachną ładnie - Naoki usiadł wreszcie i wtulił się w Hirokiego. - Zjem co najmniej dwa - zapewnił go z uśmiechem.
- To ma sens - zgodził się z nim chłopak.
Kazuo wzruszył lekko ramionami.
- Tylko żadnych forów - pogroził mu palcem.
- Un okay - Ryu nie zamierzał się z nim kłócić. - Ne... wyjdziesz do windy? Trochę się już trzęsę. Zmęczyłem się - przyznał tylko, rozłączając się, gdy zapaliło się zielone światło. Z lekkim trudem przejechał na drugą stronę i przystanął oddychając głęboko. Jeszcze parę metrów i będzie w windzie.
- Na pewno - zapewnił go chłopak, ównież smarując naleśnika dżemikiem i zjadając go ze smakiem. Drugiego natomiast potraktował sukrem pudrem. - Pyszne są.
- A macie tu jakąś fajną jaskinię? - zapytał go zaraz Tomo, rozglądając się po okolicy.
Kazuo bez problemu ją złapał i odrzucił w stronę Yujiego. Chłopak rozkręcił się przy trzeciej i po 30 Kazuo opadł przy nim na podłogę oddychając głęboko.
- Aż taki dobry nie jestem, baka - pstryknął go w nosek.
- Un mogłeś inaczej powiedzieć, a nie chować się jak małe dziecko - zauważył spokojnie Ryu. - Ale ok... nie jestem zły - dodał zaraz choć trochę był. Nie chciał teraz się nad tym roztrząsać. - Chris wpada za dwie godzinki - dodał jeszcze.
- Ale najesz się takimi lekkimi? - zapytał go Naoki. - Bo skoro do pracy jedziesz to musisz mieć dużo siły - uśmiechnął się lekko.
- Okay okay i tak jest fajna - zapewnił go.
- Serio? No to już niedługo do nas dołączysz - ucałował go lekko w usta. - Będziesz śmigał... - dodał jeszcze, prowadząc go do swojej drużyny baseballa. - To nasz dowódca - przedstawił go połowie klasy. - Będzie brał czas i dawał wskazówki.
- Trochę mi smutno, że mi nie powiedziałeś - przyznał Ryu, zaraz jednak biorąc głęboki wdech. - Ale wiem, że i ja nie wszystko ci mówię od razu - dodał zaraz uśmiechając się do niego lekko. - Więc nie złoszczę się - zapewnił go spokojnie, przenosząc się na kanapę i kładąc się na niej. - Muszę trochę odpocząć...
- No dobrze, ale w razie co zrób sobie coś z mięskiem czy coś - poprosił go z delikatnym uśmiechem.
- Głupol, podoba mi się - ucałował go w nosek. - A pokażesz mi swoją ulubioną część wyspy? Poza tym łóżkiem na którym leżeliśmy - uśmiechnął się szeroko.
Wszyscy się zgodzili i przyrzekli sobie słuchać poleceń Yujiego. Wybijanie piłek rozpoczynał zespół przeciwny, więc Kazuo poszedł od razu na górkę.
- Wygramy z nimi - zapewnił Yujiego Kenta, lecąc na swoją pozycję co by w razie czego piłki łapać.
- Uhm więc jak zacznę palić kieeedyś to nie będziesz zły? - zapytał go z delikatnym uśmiechem. Całkiem hipotetycznie bo przecież widział ile palą ludzie u niego w pracy.
- Uhm obejrzymy razem jakiś film? Potulisz mnie mocno? - zapytał go zaraz Naoki. - Uhm i wybacz że dałem Shu twój numer... zapytał o niego w razie czego - wyjaśnił cicho.
- Rozumiem. Pokaż mi teraz wasz domek - poprosił go chłopak.
Kazuo wrócił na ławkę gdy tylko wykosili trzech z rzędu, a Kenta od razu obłożył mu ramię lodem, tak w razie czego.
- Teraz nasza kolej na odbijanie - wyszczerzył się do Yujiego. - Jakieś słowa otuchy?
- Mhm... no trudno. Będziesz musiał to wtedy przeżyć - wzruszył lekko ramionami Ryu. Sięgnął sobie po kanapkę i z powrotem opadł na kanapę przymykając oczy. Jeszcze dobrze się dzień nie zaczął, a on już padał z nóg.
Naoki spędził cudowne dwa dni wraz z Hirokim, a przez kolejny tydzień Hiroki przyjeżdżał do domu na wieczór, więc chłopak cieszył się że nie jest sam w nocy. Temperatura zniknęła czwartego dnia, a rany zaczęły się ładnie goić. W następnym tygodniu Naoki odważył się już wstać z łóżka. Poszedł przed klatkę z psiakami, a kiedy te załatwiły swą potrzebę wrócił do domu i usiadł na fotelu, masując sobie skronie.
- Coś słabo z moją kondycją - westchnął do samego siebie dotykając dłonią jeszcze bolących żebrer. - Będzie trzeba poodpoczywać.
- I gdzie masz swój pokój? Założę się, że jest z najlepszym widokiem, jaki może być!
Mecz przebiegł pomyślnie i drużyna Yujiego zwyciężyła 3 punktami.
- Trenerze, świetny byłeś - zaśmiał się Kazuo prowadząc go do szatni, by sam mógł się przebrać.
- Dziękuję - uśmiechnął się do niego. - A zrobisz Chrisowi też? - zapytał go zaraz. - No wiesz... on mnie zawsze częstuje to pomyślałem, że ja też mogę nie? - dodał zaraz, obracając się na bok i kończąc kanapkę.
- Tak, ale robię krótkie spacerki, bo bolą mnie żebra - odparł szczerze Naoki. - Z psiakami na dół, siadam na ławeczce, one biegają i z powrotem do góry - dodał z uśmiechem. - Zrobiłem kanapki... bo pewnie głodny jesteś. Jak było w pracy? - zainteresował się.
- W co graliście? Jak wygrałeś? - zapytał zaraz spoglądając na bogato umeblowany salon i kuchnię ze wszystkimi możliwymi sprzętami świata.
- Dziś będę rozmawiał o tym z szefem - odparł szczerze Kazuo. - Jak będę znał odpowiedź to dam ci znać - ucałował go lekko, po czym już zajął się przebieraniem.
- Dobrze, zadzwonię - obiecał mu chłopak, dźwigając się na kanapie, by normalnie porozmawiać z Chrisem. Wziął sobie herbatkę i uśmiechnął do mężczyzny. - Jedziemy do Kanady jutro - wyjaśnił szybko. - Uhm i staramyu się spać pod jedną kołdrą... ale różnie wychodzi...
- Un to dobrze... bo przyjeżdżasz na noc do domku - odparł szczerze Naoki, patrząc na swoje ręce. - Boję się jeszcze sam...w nocy.
- Szczęściarz... powinieneś grać w loterię - wyszczerzył się do niego delikatnie. - Kocham cię.
- Un ja też./
- Na dwa albo trzy dni. Na weekend tylko, ale jedziemy tylko we dwoje - uśmiechnął się nieco. - Taka większa randka, ale boję się że wszystko popsuję - przyznał szczerze. - Uhm niby tak... ale uhm jak zasnę na kanapie i mnie Jun przeniesie to wszystko gra, a jak zasypiam przy nim... to już nie - dodał jeszcze.
- Czekam, zawsze czekam... i tęsknię caaałe dnie - wymamrotał uśmiechając się zaraz szeroko.
- Widok jest niezwykły - przyznał Tomo przystając przy oszklonej ścianie. - No i królewskie łoże, a jakże - zachichotał.
Kazuo dołączył do niego na kolejnej lekcji, kiedy już wziął prysznic.
- Dzisiaj jestem długo w pracy, więc nie czekaj na mnie - poprosił go.
- No bo będę chciał na przyklad coś więcej i potem się przestraszę i go skrzywdzę - wymamrotał. - Uhm myślisz, że kiedyś mi to wszystko minie? Martwię się, że nie...
- Baaardzo - zapewnił go Naoki, spoglądając na niego z uśmiechem. - Nudzę... zwłaszcza, kiedy nie mogę z domu wyjść bo boli....
- Nie, nic nie mówię takiego. Wolę spać na twardszych kanapach, ale... na miękkich też czasem lubię.
- Nie trzeba, zjem coś w pracy - ucałował go w policzek.
- No i tu mam problem - przyznał szczerze chłopak, zaciskając mocno usta. - No bo ja mu bardzo mocno ufam, a gdy przychodzi co do czego widzę tatę... tak strasznie się wtedy boję... -zacisnął pięści. - Mówię sobie że to Jun, powtarzam to przysięgam, ale póki co pozwala mi to tylko na nie wpadnięcie w większą panikę...
- Wiem... ale i tak się nudzę. Wiesz, nie jestem typem, który siedzi w domu... mnie więcej nie ma niż jestem więc teraz zwyczajnie się nuuuuuuuuuudzę - zaśmiał się cicho. - Ale nie mogę daleko chodzić. Bolą mnie żebra. Fatalnie jest...
- Tak jest. Pójdę się przebrać tylko - zdecydował Tomo otwierając torbę i szukając w nich swych kąpielówek.
Kazuo wrócił do domu późno i był tak padnięty, że przysnął na fotelu z kubkiem herbaty w dłoniach. Kubkiem, którego zawartość wylądowała na podłodze. Obudził się dopiero rano, kiedy w salonie zaczęło kręcić się więcej ludzi. Ziewnął szeroko i przetarł oczy dłonią.
- Hej - uśmiechnął się do Yujiego.
- Dlaczego? - Ryu uniósl lekko brew. - Jak to mam większą na kanapie? Bo jest mniejsza? Uhm no bo przecież jak mnie potem niesie to ja tego nie rejestruje... - wymamrotał.
- Wziąłem kochanie, ale ktoś musi mi pomóc ze zmianą opatrunku. Coś plecy zaczynają mnie mocniej pobolewać, więc chyba czas - przyznał siadając teraz i nieco krzywiąc się z bólu. - Pomożesz mi, prawda?
Tomo już gotowy wskoczył Takano na plecy mocno się w niego wtulając. - Dzisiaj cię podtopię kochanie - ostrzegł go ze śmiechem.
- Wybacz, ale mówiłem że późno wrócę - zauważył cicho, sprzątając po sobie tę kanapę. - Do końca tygodnia mam takie kosmiczne zmiany, a potem mam wolne az do wycieczki i dwa dni po wycieczce - dodał zaraz wesoło.
- Uhm to zależy od dnia... czasem jest Kei albo Koki, a czasem gra telewizor - przyznał szczerze. - I jakoś tak dobrze mi się wtedy zasypia - dodał jeszcze.
- To dobrze - Naoki uśmiechnął się lekko. - Ale jeszcze trochę boli - skrzywił się. - O tu... - dodał nieco mocniej się prostując, gdy Hiroki dotknął szczególnie bolącego miejsca. - Wiem, że niedługo przejdzie - dodał jeszcze.
- Przynajmniej cię ostrzegam - zachichotał Tomo, całując go w policzek. - Możesz się przygotować na podtapianie, chlapanie i inne wodne szaleństwa.
- No bo zasnąłem jak tu usiadłem... i byłem... o 2 w domu byłem.
- Uhm niby tak, ale jakoś nie czuję się zwycięzcą - przyznał cicho chłopak, patrząc teraz w kubek herbaty. - Może jestem dla siebie zbyt ostry... ale przez to wszystko Jun pali...
Naoki ledwie skinął głową, a znów zagryzał mocno wargi, niemalże do krwi, kiedy Hiroki zaczął smarować mu okolice krzyża. Nie chciał okazać się dzieciaki, więc ukradkiem ścierał łzy dłonią, a kiedy Hiroki skończył niemal odetchnął z ulgą.
- Przepraszam, nie jestem zbyt odporny na ból - przyznał czerwony ze wstydu. - Ale do postrzałów się przyzwyczajam - zapewnił go zaraz.
- Jaka? - zainteresował się chłopak, mocniej przytrzymując się go, co by nie zlecieć przypadkiem. - Jaka? Jaka?
- Un będę wdzięczny - przyznał chłopak, idąc na śniadanko.
- Staram sie - odparł tylko chłopak. - Uhm i zgodziłem się na ten wyjazd - dodał zaraz. - No bo chcę z nim spędzić trochę czasu. Sam na sam... tylko boję się tego, że coś głupiego zobię czy coś...
- Uhm przytulisz mnie potem? - zapytał go cicho, a kiedy Hiroki skończył sam się w niego wtulił mocząc mu koszulkę kilkoma ciepłymi łzami. - Boli trochę - wyjaśnił mu.
- Mou... tyle czekania - zażartował Tomo po czym zabrał się do akcji. Ochlapał Takano i uciekł przed jego zemstą, następnie przewracając go do wody.
- Mhm twoje śniadanka są najlepsze - uśmiechnął się do niego Kazuo.
- Nie wiem... zrazić go do siebie - zacisnął nieco pięści. - Albo wpaść w panikę i go wystraszyć...
- Tak, już tak... tylko pójdę z psiakami jeszcze - szepnął.
Tomo roześmiał się serdecznie wcale się nie poddając. Szybko podniósł się i wskoczył na Takano. Tym razem z przodu. Ucałował go mocno, jednocześnie opadając z nim do wody. Roześmiał się znów.
- Mhm... no skoro tak - Kazuo wzruszył ramionami. - W takim razie nie mogę doczekać się tych bento.
- Spróbuję - odparł z uśmiechem Ryu. - Na pewno spróbuję za dużo nie myśleć...
- Dobrze kochanie - Naoki skinął lekko głową i powoli poszedł do łóżka. Zakopał się pod kołdrą, ale nie zgasił światła póki Hiroki do niego nie dołączył. - Mam najlepszego chłopaka pod słońcem.
- Ja ciebie tez kochanie, ja ciebie też - zapewnił go chłopak, całując raz jeszcze, po czym odpłynął od neigo bo miał ochotę na pływanie.
- Ach jakoś tak... - Kazuo wzruszył lekko ramionami. - Chyba odpuszczę sobie dzisiaj szkołę.
- Uhm a jak coś mi nie pójdzie... mogę zadzwonić wtedy? - zapytał go zaraz, chcąc uzyskać pewność, że wszystko będzie ok. - No bo uhm przydadzą mi się konsultacje...
- Mam, mam - Naoki patrzył jak Hiroki zasypia, zanim sam zamknął oczy i zasnął.
Tomo nawet tego nie zauważył. Za cel postanowił sobie dopłynięcie do ochronnego muru i z powrotem. Kiedy dotknął nogami ściany i zawrócił dostrzegł Takano. Pokiwał mu i podpłynął nieco bliżej. To wtedy złapał go skurcz. Skrzywił się lekko, na moment idąc pod wodę. Zaraz jednak wynurzył się i położył na wodzie, choć noga pulsowała mu bólem.
- Jestem zmęczony a wczoraj belfry mnie powkurzały... nie chce mi się isć po prostu - wzruszył ramionami.
- Dziękuję - Ryu uśmiechnął się do niego, dopijając swoją herbatę. - Dziękuję, że mi pomagasz - dodał zaraz.
Naoki pospał jeszcze trochę, budząc się dopiero kiedy Hiroki ubierał się do pracy.
- Hej - przywitał się z nim. - Miłej pracy - życzył mu trochę na siebie zły, że tak długo śpi.
- Uhm złapał mnie skurcz w lewej łydce. Boli - odparł mu Tomo spokojnie. - Nic takiego, nie utopię się - uśmiechnął się do niego. - Muszę tylko ją rozmasować.
- Kocham cię Yu-chan - Kazuo dał mu buziaka.
- Un - Ryu skinął głową i odetchnął głęboko przesiadając się na wózek. - Dziękuję za dziś. Czuję się troszkę pewniej i będę dalej się starał - obiecał mu.
- Jesteś najseksowniejszym policjantem na dzielni - zażartował chłopak, wtulając się mocniej w podusie. - Zjem śniadanko potem - obiecał mu.
- Nie na plażę... na kanapę - poprosił go starając się rozciągnąć mięsień.
Kazuo odprowadził go wzrokiem zanim ziewnął szeroko. Tak zdecydowanie potrzebował wagarów.
Ryu odprowadził mężczyznę do drzwi a potem poszedł do kuchni. Wziął sobie soku i wyjechał na balkon, by poobserwować park. To wówczas zadzwonił do Juna.
- Chris już poszedł - poinformował go. - Ne... wejdziesz dziś ze mną do jakuzzi? - zapytał go zaraz.
- Mou... nawet mnie tak nie strasz. Jestem uwiązany do tego domu teraz, a ty mówisz że mi ci ktoś zabierze - zrobił smutną minkę, ale po buziaku rozchmurzył się nieco. - Do wieczora - uśmiechnął się do niego.
Tomo usiadł i zaczął rozciągać nogę. Ból ustąpił szybko i chłopak wtulał się już w swojego męża.
- Pokaż co tam nabazgrałeś - poprosił wskazując palcem na jego notes.
[bla bla blu bla bli blu... tutaj rozeszli sie do szkoly i spać xD]
- Tak, ale w kąpielówkach - dodał zaraz. - I nie na kolanach, żeby cię nie kusić - dodał jeszcze zagryzając lekko wargę. - Zgoda? - zapytał go. - Chciałbym pooglądać gwiazdy z tobą...
Naoki wytrzymał do wieczora, raz wychodząc z psiakami. Hiroki znalazł go w łazience wymiotującego. Fajtłapa wielka spadła z kanapy bo jej się przysnęło i zmaltretowała sobie żebra.
- To ja? Niemożliwe... aż taki przystojny to ja nie jestem - pstryknął go w nosek.
[pasuje :D]
- Nie jest, tylko dwadzieścia minut, a potem do łóżeczka - uśmiechnął się szeroko. - Kocham cię - dodał jeszcze.
- Spadłem z kanapy - wyjaśnił mu opierając się mocno o niego. - Trochę zabolało... no dobra, bardzo zabolało... - westchnął.
- Mou po prostu za mocno mnie idealizujesz - zaśmiał się Tomo już się z nim nie kłócąc.
Ryu wówczas wyjechał z balkonu. Zamknął okno i pojechał do kuchni. Słysząc otwierane drzwi uśmiechnął się lekko.
- Zrobimy dzisiaj gyozę? - zaproponował mu spokojnie.
- No wiem, ale ech... przysnąłem sobie - odparł szczerze. - Nie planowałem tego - dodał jeszcze, łapiąc się go mocniej by wstać. Skrzywił się bo wymagało to od niego nieco wysiłku. - Zmienić... i zrobić pyszną kolację. Przepraszam, nie zrobiłem - westchnął.
- No dobrze. Po prostu tak mnie kochasz - Tomo przytulił się do niego mocniej. - Ne... myślisz że po tej ścianie tam - wskazał palcem. - Możnaby iść? Wiesz, tak jakbyśmy po wodzie chodzili? Taka iluzja...?
- Dobrze - uśmiechnął się do niego. - Powiedział, że mam za dużo nie myśleć - zachichotał. - Ale wiesz... nie wiem czy tak się da - przyznał szczerze, jadąc za nim i łapiąc go mocno za rękę. - I że powoli... i że może tak uhm z tym zasypianiem na kanapie to nie taki zły pomysł na początek. No i że to duży krok, że pod jedną kołdrą śpimy, nawet jak czasem nie wychodzi - streścił mu rozmowę.
- Ale nie chciałem... bo to tak daleko od ciebie by było i nie odwiedzałbyś mnie czesto i jeszcze tata pewnie by wpadał - zagryzł mocno wargi kiedy ten zmieniał mu opatrunek. - Bolą mnie żebra. Bardzo - przyznał mu. - Ciężko mi się oddycha...
- Próbowałeś tam chodzić? - zapytał go jeszcze. - Zachód słońca obejrzymy stąd dobrze? Potem zjemy coś pysznego - uśmiechnął się, a potem wezmę bluzę i tu wrócimy na wieczór i magiczne gwiazdy - wtulił się w niego.
- Un... ale przytul mnie trochę... Jun-chan... przyszedłeś i zero miłości - zrobił nieco naburmuszoną minkę.
- Aż tak źle nie jest - uśmiechnął się, bo bardzo chciał uniknąć szpitala. - Jak do jutra mi nie przejdzie to zadzwonię i pojedziemy do szpitala - skapitulował jednak, widząc jego zatroskaną minę. Nie chciał mu dokładać kłopotów.
- Ach no tak... kara - Tomo zaśmiał się cicho. - Mhm taka na dworze? Wow... będę krzyczał i nikt mnie nie usłyszy tu - zachichotał.
- Un tak trochę. Dzisiaj jestem misio - zgodził się z nim Ryu, obejmując go mocniej ramionami i wtulając w niego głowę. - Tęskniłem troszkę za tym...
- Ale co on zrobi? - westchnął ciężko Naoki. - Hej Shu, ciężko mi się oddycha... i co? Wskoczy w pociąg i przyjedzie? - uniósł lekko brew. - Tylko go tym zdenerwuję. Nie mogę tak, przecież - wymamrotał, opadając delikatnie na poduszki i okrywając się kocem. Jednak już chwilę później siadał, bo jeszcze krótsze oddechy nabierał. - Co mam mu powiedzieć? nie jestem lekarzem, Hiro-chan...
- Mhm możemy - ucałował go mocno. - Nie powiedziałem że nie chce.
- Wiem, wiem... ale uhm mogę mieć takie dni z większą ilością tulenia, prawda? - spojrzał mu w oczy i ucałował lekko w usta. - Okay... już możesz się przebrać - zażartował władczym głosem, puszczając go. - Masz pozwolenie od micha.
- Ech - Naoki westchnął ciężko i wybrał numer do Shu. Dzwonił trzy razy zanim brat odebrał. - Hej Shu, przeszkadzam pewnie... co? Nie to nic takiego - zapewnił go szybko. - Hiroki tylko wariuje - wywrócił oczyma. - Ach bo spadłem z kanapy... - zacisnął mocno wargi. - I gorzej mi się oddycha. Nie mogę nabrać głębokiego oddechu bo strasznie boli. Nie... nie mam świszczącego oddechu.
- Tomo obrócił się tylko na brzuch i uniósł na łokciach by swobodnie obserwować zachód. - Ano najlepszy... - zgodził się. - Piękny.
Ryu pojechał w tym czasie do kuchni i dołączył do Keia pomagając mu robić gyozę. Koki natomiast poprowadził Juna na balkon.
- Zapalisz ze mną? - zapytał tak po prostu. - Ja też czasem potrzebuję fajki - uśmiechnął się.
- Okay - Naoki nie ryzykował kładzenia się póki co. - Ne, Hiro-chan... uhm czy Shu będzie mógł się przekimać na kanapie? Ech wpadnie jutro... i przywiezie mi moje rzeczy... i albumy ze zdjęciami które znalazł.
- Un nawet w Yukan jest inny - zgodził się. - Ale równie piękny.
- Ech pokłóciliśmy się - odparł szczerze. - Kei uważa że jestem staromodny... no i dzisiaj próbowaliśmy no wiesz... się kochać - przyznał cicho zaciągając się papierosem. - Zapaliłem światło, małą lampkę w trakcie... spłoszył się i nie dał się więcej dotknąć. Płakał mi pół nocy.
- Wiem, wiem... jesteś nadopiekuńczy po prostu - podsumował go z uśmiechem.
- Tak jest szefie, ty rządzisz - uśmiechnął się do neigo Tomo, schodząc na plażę i wtulając się w Takano. - Coś pysznego poproszę.
- Un... jeszcze dwie minutki - poprosił go Kazuo a jego głowa znów opadła na ramię Yujiego. Dobrze mu się z nim spało.
[gratki za zdanie egzaminu :) i trzymam kciuki za resztę!]
- Może i masz rację, ale po prostu chciałem zobaczyć jego twarz - westchnął cicho. - A potem się odsunął i nie chciał rozmawiać... do teraz nie rozmawia ze mną...
- Bo spadłem z kanapy po prostu - westchnął Naoki, ale nie chcąc się już kłócić na ten temat ziewnął nieco. - Późno wróciłeś...
Tomo też się przebrał, a potem dołączył w kuchni.
- I koktajl też poproszę, owocowy szefie - uśmiechnął się do niego.
- Nie lubię cię już poduszko... uciekasz mi - burknął Kazuo siadając prosto i przyklejając zaraz policzek do szyby. Kenta zaśmiał się zaraz.
- Daj, ja ci pomogę - zaoferował się.
- Przeproszę - skinął lekko głową i westchnął ciężko spalając papierosa. - Słyszałem że będziecie dziś w jakuzzi się bawić - uśmiechnął się do niego zaraz.
- Uhm... po prostu mnie przytul - poprosił go Naoki, bo tego mu brakowało.
- Dziękuję - Tomo odebrał od niego koktajl z fikuśną słomką i upił duży łyk. - Pycha... wow! - ucałował go mocno. - To będzie mój ulubiony napój letni - zapewnił go.
Kazuo obudził się gdy tylko się zatrzymali i widząc Yujiego na baranach Shujiego wstał idąc za nimi.
- Komuś coś do picia? - zapytał tylko.
- Ale to zawsze coś - odparł wesoło Koki. - Miłe posiedzenie w jakuzzi... może do was dołączymy po godzince - dodał zaraz puszczając do niego zadziornie okno.
- Już dobrze... po prostu tęsknię za tobą - przyznał cicho zamykając oczy. Przysnął tak przy nim nieco zmęczony.
- Smacznego - powtórzył Tomo.
Kazuo wzruszył lekko ramionami.
- No bo się zatrzymaliśmy - odparował.
- No dobra, żartuę tylko - uśmiechnął się koki, wyrzucając niedopałek i przeciągając się lekko. - Okay, wracajmy.
Naoki obudził go o 7 rano nie mogąc dobrze nabrać oddechu. Łzy stanęły mu w oczach ale dzielnie walczył.
- Hiro-chan - wyszeptał. - Nie mogę... oddychać - zacisnął dłonie na jego nadgarstku wbijając w niego paznokcie, by go obudzić. - Hiro-chan...
- Wszystko wezmę, ale najpierw leki wezmę, okay? - upewnił się salutując mu i biorąc leki. Potem poszedł po bluzę i kocyk i wtulił się znów w Takano. - Gwiazdy pewnie też są tu świetne.
Kazuo uniósł lekko brew i spojrzał na niego wymownie.
- Zejdź ze mnie, co? - odparował tylko. - Obudziłem się, wystarczyło chwilę poczekać. Jeszcze autokar nie stał - zauważył. - Spędzimy ze sobą trochę czasu... poza tym po szkole będzie go jeszcze mniej i ludzie jakoś sobie radzą.
- Ostatnią porcję robimy - odparł z uśmiechem Ryu. - Ale nie ma już soku - dodał jeszcze. - Skoczycie do sklepu? proszę - poprosił go.
Naoki słuchał jego instrukcji, powoli normując oddech. Wciąż był płytki, ale regularny. Oparł się ciężko o Hirokiego nic nie mówiąc tylko oddychając.
- Boję się położyć - przyznał mu po dłuższej chwili.
- Nie potrzebuję życzenia. Moje marzenia już się spełniły kochanie - odparł cicho Tomo.
- A co ty tu robisz? To nasz autokar... twoja klasa jedzie innym - zauważył jeszcze Kazuo.
Ryu odprowadził ich do drzwi, po czym wrócił do Keia.
- No i jesteśmy sami. Mówiłem ci że gładko pójdzie - uśmiechnął się do niego.
Chłopak był mu wdzięczny za to podtrzymywanie. Ledwie tam siedział, czując że chyba będzie musiał się poddać. Sam zadecydował kiedy chce się położyć. Zrobił to gdy usłyszeli dźwięk dzwonka do drzwi.
- Już okay, oddycham - zapewnił cicho Hirokiego.
Tomo od razu się do niego przytulił naciągając na nich mocniej kocyk.
- Nie przychodzi mi nic do głowy póki co - uśmiechnął się do niego. - Mam najwspanialszą rodzinę na świecie i dobrze mi tak... - przyznał bez bicia.
- No to tym bardziej się na coś przydaj - Kazuo pokazał mu język i poszedł do sklepu kupić coś słodkiego do jedzenia.
- Nie ma za co, ale uhm wybacz mu Kei-chan. On po prostu tak mocno cię kocha - odparł cicho Ryu, bo przecież on się teraz bardzo starał by nawet jeśli się trochę boi to nie odrzucać Juna. - Bardzo... jak na ciebie patrzy to jakby nie widział świata poza tobą.
- Wsiadłem do samochodu jak tylko skończyłem zmianę - odparł Shu zza pudeł, które wręczył Hirokiemu. - Tu są rzeczy Naokiego. Mam ich więcej w samochodzie, ale nie miałem jak wnieść. Potem pójdziemy - zaproponował spokojnie, zsuwając buty. - Obejrzę go, ok? Trochę się martwię.
- Un, ale niestety czasu nie cofniemy... [a może wrzucimy ich w alternatywną rzeczywistość xDDD] - odparł Tomo całując go w policzek. - No i mimo tylu nieszczęść... no wiesz, ja poznałem fajne osoby na studiach. Juna na przykład - zauważył z uśmiechem. - Nie wszystko było złe.
Kazuo dołączył do nich wraz z ciasteczkami i chlebkiem bananowym dla siebie.
- Uhm... po prostu go chociaż wysłuchaj, jak będzie przepraszał - poradził mu tylko Ryu. - I daj mu powiedzieć wszystko... zanim na niego znów krzykniesz, baka.
- Dobrze - Shu skinął głową i usiadł obok Naokiego uśmiechając się do niego lekko. Podwinął mu koszulkę, po czym delikatnie badał jego żebra, reagując na każde syknięcie brata. - Nie obejdzie się bez szpitala - oznajmił w końcu. - Wybacz Nao-chan, ale ten twój upadek wczoraj prawdopodobnie naruszył ci płuco. Dlatego ciężko ci się oddycha - wyjaśnił. - Lepiej będzie jak od razu pojedziemy. Pogadamy z lekarzami by nie zostawiali cię tam długo. Dwa dni wystarczą.
- Pewnie uratowałbyś mnie przed jakimiś gnębiącymi mnie uczniami - odparł ze śmiechem. - A ja byłbym ci tak wdzięczny, że zaproponowałbym ci byś wpadł do mnie po lekcjach.
- Pewnie, najmilej na świecie - zgodził się z nim Kazuo całując go w czółko.
- Bo cię kocha i dla niego nie liczy się jak wyglądasz, on cię kocha ze wszystkim - Ryu zacisnął nieco wargi bo czuł że nie jest odpowiednią osobą, by mu coś takiego mówić. - Po prostu go wysłuchaj... oboje sie wysłuchajcie.
- Hiro-chan... ale ja nie chcę - szepnął Naoki, ale przestał marudzić kiedy znów poczuł nieprzyjemne uczucie w klatce piersiowej. - Nie chcę zostawać długo w szpitalu - poprawił się.
- No co ty.... - Tomo popukał się lekko w czoło palcem. - Aż taki łatwy to nie byłem... Dostałbyś drożdżówkę taty i pewnie odrobiłbym za ciebie zadanie domowe, bo w tym byłem dobry - wzruszył ramionami wybuchając nieco śmiechem.
- Oj... no weź się nie odsuwaj - Kazuo puścił słowa dziewczyn mimo uszu i przytulił Yujiego mocniej do siebie, po czym wziął go na ręce. - Nie wstydź się, że ze mną jesteś - ucałował go mocno i pokazał środkowy palec dziewczynom. - Poza tym... dlaczego niby my mamy się z tym nie obnosić, skoro one kleją się do każdego faceta i to niby ok?
- Nie poddaję się - uśmiechnął się Ryu. - Bardzo dobrze się trzymam... i staram się przecież - zauważył cicho.
- Uhm - Naoki wtulił głowę w jego ramię przymykając oczy, a Shu przytaknął szybko, siadając za kółkiem.
- Najpierw musiałbyś czymś chwycić za me serce paskudo - ucałował go znów.
- Więc się wstydzisz - pstryknął go w czółko.
- Uhm ok, postaram się, ale w Kanadzie nie będziemy robić jakichś kroków... tylko dobrze się bawić - uśmiechnął się lekko.
- Ale masz dzisiaj wolne... i spędzisz je w szpitalu. Super, ekstra, nie ma co - westchnął.
- Mhm nie pamiętam jak podrywałem będąc w liceum... znaczy raczej tego nie robiłem - wzruszył ramionami. - Byłoby dziwnie na pewno... pewnie spotkalibyśmy się na jakiejś szalonej imprezie... lubiłem tańczyć.
- Nie odjadą bez nas, nie bój żaby - Kazuo wywrócił oczyma i wszedł do autokaru.
- Ty też się dobrze baw. W końcu będziecie mieć całe mieszkanie dla siebie - Ryu pociągnął Keia na kolana i objął go mocno. - Cieszę się że przyjechaliście - uśmiechnął się do niego. - Obiad zaraz będzie - poinformował Juna z delikatnym uśmiechem.
Naoki skinął tylko głową, zasypiając zaraz. Shu zaparkował przed szpitalem i poszedł z Hirokim do środka, wszystko tłumacząc po drodze. Chłopak został od razu zabrany na zabieg i po godzinie leżał w sali jeszcze pod narkozą. Oddychał samodzielnie.
- Uhm pewnie zakumplowałbym się z tobą na początku, wiesz... wdzięczny, nie wiem... pewnie pokazałbym ci moją gitarę i może pograłbym ci coś, bo lubiłem na dachu siedzieć i grać i olewać zajęcia - zaśmiał się cicho. - Może zobaczyłbyś mnie na desce surfingowej... - dodał jeszcze.
Kazuo objął go ramionami i oparł głowę o siedzenie nieco mocniej.
- Mhm jak ścierpnę to cię zrzucę grubasku - zażartował.
[Jaką chętkę ma młody xD]
- Nie trzeba, poradzimy tu sobie - zapewnił go Ryu, puszczając zaraz przyjaciela i pomagając mu nakładać gyozę. Po pięciu minutach wszystko było już na stole. - Smacznego - Ryu przesiadł się na krzesło.
- Nic mu nie będzie. To się czasem zdarza, wiesz? Ech żebro dobrze się nie zrosło, był upadek i przesunęło się. Przebiło płuco - zagryzł nieco wargę. - Ale będzie wszystko grać.
- Może... pewnie tak - uśmiechnął się. - Kręciłbym się koło ciebie, wyciągał do miasta, na kręgle, na rower... no wiesz. Tak normalnie - ucałował go mocno. - Może nawet spróbowałbym zrobić pierwszy krok... pocałować cię kiedyś.
- Skoro proponujesz - polizał go po noskiem, zaraz go w niego całując. - Tylko nie za wiele, żeby mi nitka z grubaska nie została.
- Uff, staraliśmy się - odparł Ryu. - Kei-chan dobrze je doprawił - dodał zaraz.
- Na pewno. Nie martw się. Nao-chan będzie zdrów jak ryba - zapewnił go Shu, po czym ziewnął trochę bo nie spał już dwa dni plus część nocy był w podróży. - Przywiozłem jego wszystkie rzeczy... Tata protestował, ale heh... Naoki ma teraz nowy dom.
- Mhm no nie byłoby dużo, ale mnie wiele czasu nie potrzeba... a poza tym jakbyś był z Yukan to z całą pewnością znalibyśmy się wcześniej. No wiesz podstawówkę też mamy jedną - zaśmiał się, pozwalając mu na wszystko.
- No tak... dobrze, będziesz siedział - zapewnił go Kazuo.
Ryu zaśmiał się cicho widząc Kokiego z pełną buzią. Sam zjadł jeszcze trochę i usiadł na kolana Junowi.
- Dzisiaj mam dzień Misia - przypomniał mu, wtulając się w niego mocno. - Twoim obowiązkiem jest mi zapewnić tyle Misiowatości ile zdołasz - zasmiał się.
- Wszystko. Książki też - przyznał drapiąc się po głowie. - Wybacz... nie bardzo wiedziałem co zostawić.
- A ile niby było mi potrzeba? Dwa spotkania i już jadłeś mi z ręki - ucałował go znów, przygryzając wargę kiedy poczuł jego dotyk na swojej skórze.
- Nie musisz mi niczego wynagradzać, kotku. Wystarczy mi że jesteś - szepnął mu do uszka, mocniej go przytulając.
- No i tak ma być - uśmiechnął się szeroko Ryu, wtulając sie w niego ze wszystkich swoich sił. - Kocham cię.
- Nie wiem - Shu westchnął cicho. - Myślę, że na razie da spokój, ale nie odpuści - przyznał po chwili. - Tylko eh następnym razem jak go zaprosi... to jedźcie razem. Ojciec raczej nic nie robi przy kimś obcym.
- Nie wierzysz w moje umiejętności? - Tomo uniósł brew, wsuwając dłonie w jego włosy i masując mu skronie, jednocześnie oddychając coraz głośniej.
- Kocham cię - odpowiedział mu tylko.
[Oj weź... zdasz. Nie nastawiaj się tak. Na pewno się uda!]
- Pójdziemy do kina?- zaproponował mu nagle. - Grają nowy film Tarantino - dodał zaraz. - Chodźmy...
- No tak, ale drugi raz szybko tego nie zrobi - zacisnął mocno wargi Shu. - Nie jest aż tak głupi - dodał jeszcze.
- O to się nie martw - Tomo wciągnął mocno powietrze i odetchnął głęboko, kiedy poczuł nadchodzącą przyjemność. - Kochanie... doprowadzasz mnie do białej gorączki - szepnął mu do uszka.
- Głupi jesteś. Mnie twoje nogi w niczym nie przeszkadzają - zapewnił go, czochrając go po włosach. - Jesteś mój po prostu.
[No dobra, to zmienia postać rzeczy... ale jest jeszcze poprawka więc spoko :)]
- Nie zmieniłem zdania, ale jest 3... pójdziemy do kina na 4, a potem jak wrócimy to do jakuzzi - odparował Ryu.
Shu skinął lekko głową, siadając wygodniej na stołku pod ścianą.
- Cieszę się, że Nao-chan się ustatkował. Tak powoli to robi - oznajmił nagle.
Kazuo posadził go na siedzeniu obok i skrzyżował ręce na piersiach.
- Nie obrażaj mnie - burknął. - Dla mnie nie liczy się wygląd ani to czy ktoś jest pełnosprawny czy nie... tylko wnętrze.
[Oj nauczysz się jeszcze że to tak jakbyś normalny zdała :D Nie martw się. Zdasz :) Szkoda, to prawda, ale nie łamiemy się :)]
- Ekstra - Ryu ucałował go mocno i przeniósł się na wózek. - Pójdę się ubrać i możemy iść - zdecydował.
- Znajdzie coś sobie. Zawsze był... przedsiębiorczy - odparł ze śmiechem. - Jak był mały sprzedawał swoje zabawki...
[Bo mu tak dobrze... że to słów nie potrzeba xD]
Tomo złapał Takano za szyję i przekręcił się z nim, mocno go całując. Zanim mężczyzna się zorientował, miał już dłonie pod jego koszulą badając palcami jego brzusio.
Kazuo spojrzał tylko przez szybę nie komentując już tego. [Nie pamiętam tego... xD]
Ryu był gotowy po 15 minutach. Wrócił wówczas do kuchni i wziął sobie jeszcze soku pomarańczowego. - Ne... ale pomożesz mi trochę z wózkiem, nie? - zapytał jeszcze JUna.
Naoki obudził się dopiero późną nocą. Ani Hirokiego ani Shu przy nim nie było. Zerknął więc tylko na zegarek i obrócił się na drugi bok trochę się bojąc. Nie za dużo jednak, gdyż sen szybko powrócił, a podczas następnej pobudki zobaczył przy sobie Hirokiego.
- Hej - ucieszył się łapiąc go mocno za rękę.
- Czasem możesz mi dać się bawić - ucałował go mocno, wsuwając dłoń za pasek spodni mężczyzny i odszukując nią jego klejnoty. Ściskał je raz po raz, całując go po brzuchu.
- Jak człowiek jest zmęczony to ani on ani jego ciało nie myśli o seksie czy kochaniu się i podniecaniu - odburknął tylko Kazuo. - Przestajemy spać razem. Nie podobają mi się te twoje myśli.
- Dobrze, szefie - chłopak uśmiechnął się lekko, zaraz ubierając buty, kurtkę i rękawiczki na ręce co by mu się lepiej wózek prowadziło. - Iddziemy pieszo? Kino jest za parkiem... tak będzie fajniej - zdecydował.
- Fajnie że jesteś - Naoki uśmiechnął isę do niego szerzej. - Shu cię nie zamęczył? - zapytał zaraz, bo gdyby tylko męczył to zamierzał brata ochrzanić.
- Mhm zobaczymy - szepnął mu do ucha Tomo zaraz je przygryzając i oblizując łapczywie swoje usta. Jeszcze trochę go pomęczył zanim wziął w usta jego przyrodzenie.
- To mi nie marudź i skończ z takimi myślami - westchnął Kazuo.
Ryu wjechał do windy i wcisnął odpowiedni guzik.
- Jak się zmęczę to ci powiem - obiecał mu z delikatnym uśmiechem. - Jun-chan lubisz takie filmy? Tarantino to jest?
- No nie wiem, swoim gadulstwem... - wymamrotał. - On potrafi - uśmiechnął się lekko. - Uhm... pewnie zagraciłem ci mieszkanie... wyrzucę połowę tego co przywiózł - obiecał mu zaraz.
Tomo uśmiechnął się pod nosem czując jego nasienie w swoich ustach. Oblizał się sugestywnie, po czym zaczął się o niego ocierać, całując go mocno. - Moje kochane - wymamrotał.
- Dziękuję - Kazuo uśmiechnął się do niego zjadając trochę jajka, które znalazło się w jego bento.
- To dobrze, nawet bardzo dobrze, że wybredny nie jesteś - odparł wesoło chłopak, samemu jadąc przez park. - Ale czasem i ty będziesz wybierał film w kinie - ostrzegł go ze śmiechem.
- Uhm... pewnie opowiedział ci same okropne rzeczy - wyszeptał, chowając twarz w dłoniach. - Jak ja ci teraz w oczy mam spojrzeć?
Tomo poczekał aż ten znów napęcznieje, zanim naprowadził go na swoje wejście i jednym ruchem wsunął go w siebie. Zagryzł przy tym mocno wargę, zanim zaczął go ujeżdżać.
- Oj przecież często się uśmiecham - zaśmiał się Kazuo, chowając resztę bento do plecaka.
- Zgoda - uśmiechnął się Ryu, jadąc przez park.
- Un to dobrze, sam chcę ci poopowiadać - szepnął z uśmiechem.
Tomo skinął głową ale nie prestał zaciskać warg. Potrzebował dłuższej chwili by się do niego przyzwyczaić. - To... przyzwyczajenie - szepnął.
- Mhm możesz... boli mnie lewe, a nie prawe - zaśmiał się, obejmując go zaraz ramieniem.
- Seans mamy o 16 - odparł zerkając na zegarek. Wciąż mieli trochę czasu. - Może na jakąś pyszną kawę i ciacho? - zaproponował zaraz. - Po seansie - dodał zaraz z wielkim uśmiechem. - Pasuje?
- Lepiej mi się oddycha - przyznał chłopak uśmiechając się do niego szczerze. - Dużo lepiej. Nie kłuje mnie każdy oddech - dodał. - Ale nie siadam jeszcze, bo się trochę boję że jak się ruszę to szlag trafi oddychanie - zaśmiał się.
- Wiem Taka-chan... - chłopak jęknął przeciągle gdy Takano dotknął jego przyrodzenia. - Ale uhm jakoś mi głupio - przyznał z rumieńcami na policzkach.
- Może - zgodził się z nim. - Ale lekarz mi tego nie przypisał - wzruszył ramionami, opierając głowę o jego.
- Uhm brzmi nieźle - odparł Ryu, przystając na chwilkę. - Teraz potrzebuję pomocy - przyznał.
- I o moich treningach z tobą - przypomniał mu z uśmiechem. - Przyjdziesz po pracy też?
- Un już ok - zgodził się, ruszając się na nim nieco mocniej.
- Jak nie będę wtedy pracował to pewnie - zgodził się.
- Pogadałem, ale niewiele pomogłem. No wiesz... nie jestem super odpowiednią osobą by pomagać pod tym względem - zauważył cicho. - Powiedziałem mu co myślę, ale to tyle...
- To dobrze - ucieszył się i złapał go mocniej za rękę przytulając ją do siebie. - Chciałbym się przytulić, ale lekarze nie bardzo mi pozwalają się ruszać.
Tomo doszedł z cichym jękiem, który wyszedł z jego ust i opadł na Takano wciąż się jednak poruszając. - Gome - przygryzł mu uszko.
- Ono nie boli ciągle... ono boli po większym wysiłku - wyjaśnił mu spokojnie.
- No tak, ale nie mam prawa dać rady bo nie jestem w tym wiarygodny. No wiesz, zawsze może rzucić tekstem, też tak zrobiłeś więc się nie odzywaj - odparł szczerze. - Ale obiecał wysłuchać Kokiego i dać mu szansę wytłumaczenia się. Był naprawdę zraniony.
- Dobrze kochanie, pewnie sobie pośpię trochę - uśmiechnął się Naoki. - Jak się znów obudzę to znów cię spotkam - zażartował.
- Za to, że tak szybko dochodzę - wyznał szczerze Tomo. - Po prostu aż tak mi dobrze.
- No pewnie, ze możesz. Obudzę - obiecał mu Kazuo.
- Uhm tak - odparł szczerze chłopak. - Bo gdybym ci zaufał i pozwolił na zbliżenie, a ty zapaliłbyś wtedy światło... to nie wiem czy potrafiłbym ci łatwo wybaczyć. Bo to tak, jakbyś uhm no miał gdzieś moje zdanie. Znaczy rozumiem Kokiego, bo on kocha ze wszystkimi wadami i zaletami, ale... uhm no nie wiem jak to wyjaśnić lepiej - wzruszył ramionami.
Naoki wyszedł ze szpitala dopiero po czterech dniach, ale za to pozwolono mu już swobodnie chodzić. Nic go nie kłuło a żebra dobrze się zrastały. Chłopak nie mówił Hirokiemu kiedy wyjdzie ze szpitala, totez teraz od razu poszedł na komisariat.
- Jest Hiro-chan... uhm Hiroki? Jack Frost? - wymienił wszystkie możliwe tytuły mężczyzny, a młody policjant klasnął w dłonie.
- Oh! Jacky? Jest! - skinął głową. - Ale nie przyjmuje teraz interesantów - dodał zaraz.
- Ok, poczekam - Naoki uśmiechnął się lekko siadając w poczekalni.
- No to dobrze - ucałował go znów, po czym sturlał się z niego oddychając głęboko. - Gomen potrzebuję chwilki do drugiej rundy.
Kazuo też przysnął ale obudził się gdy wjeżdżali do Tokio. Udało im się zarezerwować cały hotelik dla wszystkich klas, więc teraz autobus do niego zmierzał.
- Uhm ale mam nadzieję, że nie będziesz musiał - spojrzał mu prosto w oczy i uśmiechnął się lekko. - Nie jestem już tak strasznie chudy - dodał po krótkiej chwili. - Jun-chan... - Ryu zatrzymał wózek, łapiąc go i przejmując na moment stery. Obrócił się nim tak by móc spojrzeć Junowi w oczy. - Na naszym wypadzie... nie próbujmy niczego nowego - poprosił go. - Nie chciałbym go zepsuć niechcący - wyznał szczerze. - Dobrze?
Naoki gwizdnął cicho widząc to wszystko i zaśmiał się cicho pod nosem, kiedy ten chłód rozprzestrzenił się po całym pomieszczeniu, a wszyscy wrócili do pracy ze zdwojoną siłą. Chłopak poczęstował się kawą i pączkiem, które leżały na biurku jednego z nich. Oczywiście za ich zgodą, a widząc trzęsąca się ze strachu policjantkę, która najwyraźniej miała zakłócić rozmowy w pokoju gdzie był Hiroki, poprzez wniesienie kawy, podszedł do niej.
- Może wyręczę? - zaproponował odbierając tacę i pewnym krokiem wchodząc do środka. Cały zespół Hirokiego siedział przy jednym dużym stole. Na jego czele był Hiroki, spisujący wszystko co wiedzieli na tablicy. Na stole piętrzyły się papiery oraz kubki po kawie. Naoki postawił dwa talerze z pączkami wśród tego wszystkiego, po czym zaczął roznosić nowy parujący napój i zbierać puste kubki.
Tomo wyszczerzył się do niego.
- A widzisz? Jestem pełen niespodzianek - zażartował.
- Yu-chan? Wstawaj. Jesteśmy - Kazuo ucałował go mocno w usta na powitanie.
- Uhm to dobrze, bo ja... to nie tak że ja nie chce, tylko się boję że coś popsuję - objął go mocno żeby się do niego przytulić.
- Świadka jeszcze nie ma - odparł od razu Naoki, zabierając ostatni kubek i stawiając kawę przed Hirokim. - Dzwonią namiętnie i posłali już patrol do mieszkania mężczyzny, bo nie ma od niego żadnej odpowiedzi - dodał rzeczowo z tego co zasłyszał czekając na Hirokiego. - Dostałem wypis - oblizał lekko wargi i ucałował Hirokiego w usta. - Już znikam, pracujcie ładnie - dodał zaraz i wyszedł z pomieszczenia. - Zróbcie coś z tym świadkiem, bo tam w histerię popadają - uśmiechnął się do roztrzęsionej kobietki.
- Prosze bardzo. O niczym innym nie marzę - zachichotał Tomo. - Kocham cię.
- No weź... nie rób się taki nieśmiały teraz - ucałował go raz jeszcze i wziął na ręce. - Wychodzimy.
- Wiem - Ryu wtulił się w niego jeszcze trochę, zanim pozwolił mu znów prowadzić wózek. - Dziękuję.
- Ja? Uhm... bo z nim trzeba rzeczowo - uśmiechnął się nieco pomagając jej zmywać kubki. - Miej uszy i oczy szeroko otwarte. Zapytał o świadka, więc powiedziałem mu że wciąż nie ma od niego odezwu, ale już patrol wysłany a wy wciąż dzwonicie - wzruszył ramionami. - Nic więcej zrobić nie możecie, chyba że macie jakieś magiczne moce - wyszczerzył się do niej. - Jackowi zabrakło argumentów - oblizał lekko wargi. - A tak poza tym to jestem jego chłopakiem, więc pewnie zapunktowałem samą swoją osobą - pokazał jej język.
- Troszkę przeszkadza - przyznał Tomo. - W głowie zaczyna mi się kręcić - zaśmiał się. - Ale tak mi dobrze było że nie chciałem o tym wspominać.
- Nikt nas nie widział, baka. Jesteśmy na samym szarym końcu autobusu. Czasem będe cię tak całował, przyzwyczajaj się - poczochral go po włosach.
- Ok, no to teraz tylko film i kawa - uśmiechnął się gdy dotarli do kina.
- Całkiem normalnie - Naoki wzruszył ramionami, wycierając umyte kubki. - Trzeba tylko uważać na postrzały i innych szaleńców, ale przyzwyczajam się do tego rodzaju bólu - uśmiechnął się nieco. - Jakby coś jeszcze trzeba było pomóc to ja chętnie - dodał salutując jej i idąc do młodego policjanta, co to miał problemy z dokumentacją. Pomógł mu ją ułożyć w odpowiedniej kolejności i na wierzch dołączył karteczkę z legendą co gdzie można znaleźć. Prosty sposób ułatwiania pracy tym za drzwiami, wypróbowany przez niego samego podczas różnych spraw. - Nie przejmuj się krzykiem - poradził tylko nie chcąc już wchodzić, by nie zrobić zbyt dużej sensacji.
- Może tak... na plażę teraz - zaproponował Tomo, bo kręcenie nie ustepowało. - Wybacz.
- Prawie wszyscy znajomi. Twój brat, Kenta, Ayaka i Marie. Przecież to sami swoi baka - puknął go w nosek i jeszcze raz pocałował. - Teraz możesz się wściekać. Widzieli nas nawet przechodzący ludzie - zaśmiał się z jego miny i zaczął prowadzić jego wózek.
Ryu po dłuższej chwili debatowania z samym sobą, usiadł Junowi na kolanach.
- Tak wolę, bo mogę się tulić - wyjaśnił.
Naoki przysnął na siedząco na kanapie, nieco wykończony. Nie obudził się nawet gdy ktoś go przykrył. Obudził go dopiero Hiroki, bioracy go na ręce.
- Sam mogę iść - zaprotestował wówczas przecierając zmęczone oczy. - Gome - westchnął chowając twarz w jego szyję.
Kiedy Tomo zgramolił się z wiszącej kanapy zagwizdał z wrażenia.
- O kurczę... jest świetnie... jesteś kocahny!
- Dzięki za komplement - Kazuo poczochrał go po włosach.
- Jestem, potrzeba mi takich misiowych dni - zaśmiał się a potem już skupił na filmie, cały czas mocno wtulając się w Juna. Od czasu do czasu ściskał jego dłoń, głaszcząc go po niej.
- No co ty... fajnie było odkryć tę gorszą twą stronę - zażartował Naoki, zapinając pasy w samochodzie. - Mógłbyś być odrobinkę milszy. Oni się starają, ale jak krzyczysz to za każdym razem idzie coraz gorzej. Jedna kobietka się rozpłakała jak miała wejść - westchnął tylko.
- Oj kochanie, nie musisz mi tego dwa razy powtarzać - wyszczerzył się Tomo i zaraz leżał w objęciach Takano ciesząc się ciemnym niebem i swoim ukochanym przy boku. - Jest jak w filmie.
- Dostaliśmy dwójkę na parterze, tuż przy łaźni z gorącymi źródłami. Tam też pójdziemy wieczorem - podał mu klucze.
- Na kawę i ciacho - zgodził się Ryu. - Tarantino jak zwykle nie zawiódł - dodał zaraz bo film całkiem mu się podobał.
- Wiem, chciałem cię zaskoczyć - przyznał Naoki z wielkim uśmiechem. - No wiesz, taką małą niespodziankę ci zrobić, zastrzyk energii - dodał wesoło. - Udało mi się, co nie?
- A bo ja wiem? Jakimś romansidle czy coś... takim spokojnym. No wiesz, bezludna wyspa, noc, dwoje ludzi. Coś niesamowitego - szepnął mu do uszka.
- A Shuji to Shuji. Ze swoją klasą będzie na piętrze. Kenta się tam wkręcił - odparł Kazuo.
- Ja poproszę czekoladowe - wybrał od razu. - I cappuccino - dodał jeszcze.
- Nie szkodzi kochanie. Pójdziemy spać od razu - odparł z uśmiechem. - A jutro pójdziemy na zakupy i na spacer i spędzimy miło dzień - dodał zaraz.
- Gotowy - odparł ze znaczącym uśmieszkiem na ustach. - Zdecydowanie tak.
- Nie jest znowu strasznie daleko. Daj bratu odetchnąć - poradził mu spokojnie.
- Lubię takie małe wypady - odparł Ryu, wtulając głowę w jego bok, zadowolony że może się tak tulić bez żadnych przeszkód.
- Wyjdę tylko z psiakami na moment i wracam i możemy spać - uśmiechnął się Naoki, całując go raz jeszcze w usta. - Tęskniłem za naszym domkiem...
Tomo od samego początku był nieźle podniecony. Każdy ruch Takano wzmagał to w nim i wyginał się na kocyku. - Strasznie mnie podniecasz.
- To co zostawiamy swoje rzeczy, idziemy na obiad, a potem mamy wycieczkę z przewodnikiem. Po kolacji czas wolny, a w hostelu mamy się zjawić do 23.
- Dobrze, ale jeszcze kąpiel w yakuzzi - przypomniał mu z uśmiechem. - I wtedy możemy iść spać.
Naoki ubrał swój dres i również do niego dołączył. Przytulił się do mężczyzny lekko, po czym zasnał już po kilku minutach. Obudził się jednak słysząc przekleństwo Hirokiego i upadające garnki.
- Co się stało? - zapytał przychodząc natychmiast do kuchni.
- Jesteś niesamowity - jęknął Tomo wciągając zaraz mocno powietrze w płuca i wydmuchując je ze świstem. - Kochanie... ja zaraz... jesteś za dobry!
- No nie wiem... ja tam lubię nocne wypady, a Tokio jest do nich idealne - Kazuo oblizał lekko wargi.
- Na pewno - skinął głową chłopak.
- Ale może ci pomogę? - zaproponował zaraz nieco ziewając. To mu jednak nie przeszkodziło w skradnięciu buziaka od mężczyzny.
- Uhm czasem lubię być niegrzeczny - puścił do niego oczko, zaraz zaciskając ręce na kocyku.
- I właśnie dlatego powinniśmy skorzystać z tego wypadu na całego - wyjaśnił spokojnie Kazuo, wzdychając ciężko. - No nic, najwyżej cię odprowadzę, a po twojej kąpieli wymknę się znów - zdecydował. - Coś się wymyśli.
- Pamiętam, no i przecież tylko posiedzimy obok siebie - zauważył cicho jedząc już swoje ciacho. - Nie będzie źle.
- No dobrze... - Naoki ucałował go raz jeszcze, a potem wrócił do łóżka, okrywając się mocno kołdrą i jeszcze trochę się leniąc.
Tomo przysunął go mocniej do siebie głaszcząc go po plecach, a z mocniejszymi ruchami mężczyzny zbijając w niego lekko paznokcie.
- No dobrze, ale jutro zostajemy do końca - puknął go w nosek. - A ty przestajesz bać się łaźni publicznych.
- Tylko już nie bądź taki nadopiekuńczy. Dobrze wiem jak długo mogę być no wiesz... w wodzie - przypomniał mu tylko upijając łyk kawy.
- Tak jest, szefie - chłopak wstał znów z łóżka i złapał go za rękę by razem z nim udać się do kuchni. - Pachnie znakomicie.
Tomo doszedł po raz kolejny niemal krzycząc od odczuwanej przyjemności. Strasznie mu się podobało i chciał jeszcze.
- Nie - odparł szczerze chłopak. - To faceci hetero, co najwyżej ty możesz mieć na co popatrzeć, a nie oni - wzruszył ramionami. - Poza tym będę cię nosił, każdy widzi czyj jesteś i nikt nie odważy się podejść.
- To się nie martw, baka - Ryu podkradł mu trochę gorącej czekolady i poczęstował swoją kawą. - Jestem już duży i potrafię się o siebie zadbać - dodał zaraz.
- Dobrze - Naoki uśmiechnął się lekko do niego. - Jeszcze trochę tak sztywno... ale nie boli mnie nic i dobrze mi się oddycha - ucałował go w policzek. - Jajecznica pachnie cudownie!
- Un, jeszcze raz... a potem jeszcze - wyszeptał.
- To wtedy ci pomogę - zaśmiał się. - Pójdziemy na stronę i ci pomogę z problemem.
- Yhm... po prostu zachowuj czasem takie uwagi dla siebie, bo mam wrażenie jakbyś traktował mnie jak małe dziecko, bo jestem tyle od ciebie młodszy - mruknął tylko Ryu, pijąc dalej swoją kawę.
- I pamiętaj o spacerze i zakupach na obiad - dodał zaraz Naoki. - Taki normalny dzień.
- Mhm nic na to nie poradzę, że czasem jestem nienasycony - szepnął mu do ucha, mocno go obejmując ramionami i zaraz oddając się całkiem, naweracającej przyjemności.
- Da się da... a nawet jak zauważą... to nic takiego - ucałował go mocno idąc tuż przy nim. - Poza tym nie zakładaj że ci stanie...
- To ja muszę ci coś ekstra wykombinować - klasnął w dłonie chłopak już snując plany dotyczące urodzin mężczyzny.
- Ciesze się, że jestem już w domku - Naoki ucałował Hirokiego w policzek i skończył swoje śniadanko. - Że cię mam i że jesteśmy tak blisko.
Tomo doszedł z głośnym westchnieniem, czując jak nasienie Takano go wypełnia.
- Chodzi mi o to, że jesteś tak zestresowany kąpielą, że nie ma możliwości by ci stanął - pstryknął go palcami w nosek, po czym zostawił go przy stoliku samemu idąc zagadać do paru kumpli.
- Ale ja chcę - naburmuszył się chłopak. - Urodziny sa po to by je świętować, baka.
- Lepszego domu nigdy nie miałem - przyznał cicho Naoki, dopijając swoją herbatę i siadając Hirokiemu na kolana. - Chwila tulenia teraz.
- Un... nie wiem, czy dam radę jeszcze raz - przyznał nieco się rumieniąc. - Bardzo bym chciał, ale boli...
- Dokładnie, więc mój scenariusz też jest możliwy - Kazuo wrócił do stolika z dwoma talerzami curry. - Podobno najlepsze w Tokio.
- Nie odpuszczę - odparł tylko Ryu ucinając temat. Bo co to miało być? Jun miał mieć całe pole do popisu na jego urodziny, a on miał się odwalić? Co to, to nie. - Ciacho mają tutaj wyśmienite - zmienił temat.
- Uhm no dobrze... ale może najpierw pokażesz mi gdzie pochowaliście moje rzeczy? - poprosił go, bo chciał poruszać się swobodnie po tym mieszkanku i nie pytać za wiele.
- Bardzo, baaardzo mnie zaspokoiłeś - ucałował go mocno. - Przepraszam, że taki słaby jestem i nie wytrzymam jeszcze. Trochę się boję, że jutro mogłbym nie wstać...
- Dziś tak, jutro olewamy godzinę zero - Kazuo wzruszył ramionami. - A jeśli nie chcesz, to podstawię cię Shujiemu. Kochanie, nigdy nie byłem wzorem do naśladowania, a wycieczki są po to by z nich korzystać do maksa.
- Niektore lepsze od moich wypieków - dodał jeszcze wzdychając ciężko. - Ale nie przestanę przez to gotować - zapewnił go.
Naoki powoli wszystko sobie w łebku poukładał, po czym wziął wreszcie jeden z albumów.
- Przejrzę sobie rzeczy jak będziesz w pracy - zdecydował. - Bo wyrzucę trochę - dodał zaraz, siadając mu znów na kolanach.
- I wstanę - zapewnił go wkładając swoje bokserki. - Kąpiel w oceanie? - zaproponował dźwigając się na miękkie nogi.
Kazuo westchnął ciężko czując że jego życie robi się po prostu zbyt grzeczne i wcale mu się to nie podobało.
- Nie musimy całego czasu spędzać razem - przypomniał mu tylko, smakując curry. Nie byli przecież związani ani przyczepieni do siebie.
- To dobrze, bo nie zamierzam przestawać gotować - wyszczerzył się do niego Ryu dopijając kawkę i kończac swoje ciacho.
- Bo z niektórymi mam złe wspomnienia - odparł szczerze. - No i zagraciłem ci cały regał książkami - przypomniał mu i westchnął ciężko. - Gome - ucałował go mocno otwierając album. - Tutaj nie ma co oglądać... jesteśmy całą trójką, ja to ten najmłodszy z buzią umorusaną czekoladą.
- No dobrze - Tomo wtulił się w niego mocno ciesząc się jego bliskością.
- No jasne, na trzy imprezy, jedna po drugiej - sarknął patrząc na niego całkiem wściekle. - A dla twojej wiadomości, Shuji nie spędza z Kentą 24 godzin na dobę teraz - dodał nieco chłodniej niż zamierzał. - Proponowałem ci wspólne nocne wyjście, nie chcesz, ok, szanuję to, ale to nie zmienia faktu że sam pójdę. Umówię się z Yabu czy coś - wzruszył ramionami.
Ryu pozwolił tym razem zapłacić Junowi, a sam przesiadł się tylko na wózek i opatulił szalikiem. - Możemy ruszać - zdecydował.
- Tylko trochę - uśmiechnął się chłopak, pokazując mu dalej zdjęcia. Na wielu był tym najbardziej brudnym i nawet w małym garniturze wyglądał okropnie. - Potem mi się dostało za bawienie się w błocie - przyznał.
- Jakuzzi, rozpieszczasz mnie - ucałował go w policzek.
- Nie porównuję cię do brata, poza tym sam zacząłeś - wypomniał mu. - Ja tylko poszedłem dalej twoim tokiem myślenia - burknął odkładając sztućce bo jakoś odechciało mu się jeść. - Nigdy mi nie przeszkadzasz i nie zamierzałem chodzić po żadnych imprezach - westchnął ciężko, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. - idę zapalić.
- Pewnie, że możemy. Tak troszkę spontanicznie, a jak fajnie - zgodził się chłopak. - Mogę? - zapytał przejmując trochę stery. - Nabrałem sił i dam radę do domu - zapewnił go.
- Dzięki - Naoki przytulił się mocniej do niego. - O... a to nasz lokaj - wskazał mężczyznę, który nosił go na baranach. - Zawsze się ze mną bawił. Tata go nie lubił, bo twierdził że nas rozpieszcza... to z nim szliśmy do wesołego miasteczka czy na lody - uśmiechnął się lekko.
- Ustoję, ustoję. Jeszcze tak nie padłem - wyszczerzył się.
[Ach bo same z nimi kłopoty xDD]
Kazuo schował się za rogiem, przyciskając się nieco mocniej do muru, co by go nikt nie zobaczył. O ile część nauczycieli po prostu przymykała oczy na palenie, o tyle nie bardzo miał ochotę na pogawędkę. Westchnął cicho, przesuwając dłonią po twarzy. Związki były fajne ale do dupy./
- Nie jestem samosią... po prostu... tobie nikt nie pomaga chodzić, mnie też nie musi - uśmiechnął się do niego prowadząc wózek spokojnie przez park.
- No tak... potem już nie chodziłem brudny - zapewnił go śmiejąc się nieco i pokazując mu zdjęcia ze szkoły, gdzie zazwyczaj był sam. Nienagannie czysty. - Tu wygrałem jakiś konkurs, ale tylko szkolny etap - oznajmił po chwili. - Była pełna sala rodziców, a moich nie było. Ale pan Takeshi zabrał mnie potem na pizzę - dodał z wielkim uśmiechem, pokazujac kolejne zdjęcie. - W nagrodę.
Tomo wszedł do niego od razu się odprężając i zamknął oczy.
- Dobrze mi tak z tobą.
- Chciałem z tobą połazić po Tokio. Zajrzeć do paru oświetlonych kawiarni nocnych, pooglądać nocne Tokio kiedy nie jest aż tak zatłoczone - odparł szczerze. - Znaleźć budynek dość wysoki i wejść na górę... - uśmiechnął się jeszcze. - Zrobić to co zwykle robię na wycieczkach.
Ryu dał radę dojechać do samego domu, gdzie weszli do windy. Odetchnął głęboko rozmasowując sobie ręce. - Muszę ćwiczyć, bo chcę na uczelnie wrócić - przyznał szczerze. - I do pracy też.
- Poprawił, a ja się przyzwyczaiłem potem. No wiesz... dla 7-latka brak rodziców na sali to wielki szok, potem już jest łatwiej. Nie było go nigdy, na żadnym dniu ojca czy coś - uśmiechnął sę. - Przychodził tylko na wywiadówki, jeśli było to konieczne - wzruszył ramionami. - O a to mój pierwszy rower - pokazał mu kolejne zdjęcie. - Shu uczył mnie jeździć i ciągle się ze mnie nabijał bo nie wychodziło.
- Jasne, relaks też jest potrzebny - zgodził się z nim, siadając nieco wygodniej, wtulając się w Takano. - Ale tylko z tobą.
- To akurat jest proste - odparł spokojnie Kazuo. - Będziemy tu podczas sprawdzania, a wózek zaparkujemy na zewnątrz - uśmiechnął się lekko. - Po sprawdzeniu obecności, odczekamy aż nauczyciele pójdą sprawdzać pierwsze piętro i sie wymkniemy. Powrót też będzie ok. A jak złapią? To co? Dadzą jakieś sprzątanie łazienek czy coś. Nic wielkiego.
- Przperaszam że mam tak długo wolne - westchnął Ryu. - Wcale go nie chciałem - przypomniał mu wzdychając lekko. - Nie będzie za dużo... a jak padne to padnę, trudno - pokazał mu język.
- Mama zmarła - odparł cicho chłopak. - Zanim poszedłem do szkoły - dodał zaraz. - Mama była ok, łagodziła sytuację, zawsze się za nami wstawiała - uśmiechnął się. - Ale zmarła.
- To jak zasnę zły nie będziesz? - zażartował chłopak.
- Dobrze więc jutro i po jutrze po po jutrze - Kazuo ucałował go mocno.
- Nie będę już więcej w szpitalu - zapewnił go chłopak, wyjeżdżając tuż po nim. Zanim dotarli do mieszkania drzwi otworzyły się, a stanął w nich Koki z Keiichiro na rękach.
- Zawieziesz nas do szpitala? Stracił mi przytomność i ciężko oddycha - wyjaśnił szybko patrząc na Juna.
- Nie szkodzi, to już przeszłość - ucałował go mocno, wtulając się w niego. - A to... taka impreza na basenie. Shu mnie wrobił. Powiedział że dzisiaj pływamy na golasa... byłem jedyny nago - podrapał się po głowie. - Głupi brat.
- No dobrze, to nie zasnę - ucałował go lekko.
- Un ale mówiłem serio o tym, że nie musimy spędzać ciągle czasu ze sobą. Możemy się raz czy dwa rozdzielić - zauważył bo czuł że będzie tego potrzebował.
[Serio? Nie ma za co xD Cieszę się, że coś pomogło xDDD]
- Nie, będę was tylko opóźniał. Dajcie tylko znać co i jak - poprosił przepuszczając go w drodze do windy. Pokiwał mu jeszcze i wszedł do domu.
- Dałem, byłem mały... naiwny i głupi - przyznał wzdychając ciężko. Przesunął znów kilka stron i widząc jedno zdjęcie znów przesunął stronę. - Tutaj byliśmy na wycieczce szkolnej w gimnazjum... (ich middle school nie?). Pierwsza wycieczka klasowa na którą mogłem jechać.
- Postaram się - obiecał mu cicho ziewając trochę i samemu zabierając sie za mydlenie.
Kazuo poszedł tuż za nim. Dolączyli się do klasy akurat kiedy nauczyciel rozdawał bilety do metra.
[A ile musisz umieć? 20? ]
- Rozmawaliśmy i w pewnej chwili Keii-chan powiedział, że strasznie mu gorąco. Złapał mi się za serce. Pobladł - zacisnął szczękę Koki. - Przytuliłem go wtedy i uspokajałem ale nie pomogło. Stracił przytomność i cały czas zaciska rękę na sercu... martwię się.
- Po prostu nie chcę rozmawiać o smutnych rzeczach dzisiaj - Naoki wrócił stronę wcześniej i pokazał zdjęcie. - Wcześniej tego dnia tata mnie zbił i choć nie widać, naprawdę trudno mi było ustać na tym przyjęciu - wyjaśnił, wracając do szkolnej wycieczki. - Różnie bywało, dwa razy byłem chory, potem ojciec nas zabrał na wypad rodzinny, potem nie byłem w stanie, potem jakiś szlaban i jakoś tak dotrwało do ostatniej klasy gimnazjum - uśmiechnął się lekko. - Byliśmy w gorących źródłach i zwiedzaliśmy Kioto - wyjaśnił z uśmiechem.
- Jestem... - przyznał się bez bicia. - Padnę w łóżeczku.
- Jasna sprawa, cały czas będę blisko - obiecał mu.
[100 to nie tak źle, bardziej bym się martwiła o te 600 złożeń ^^" powodzenia w takim razie... ja umiem 50 aktualnie i może 2 złożenia... na sensei i na watashi xD]
- Na pewno - zgodził się z nim cicho, wsiadając do auta i przytulając Keiia mocniej do siebie. - Pewnie po prostu spanikowałem - dodał cicho. - Ale sam rozumiesz...
- Bardzo fajnie - wyszczerzył się do niego Naoki. - Świetnie się bawiłem, pierwszy raz mogłem robić to co chciałem w wolnym czasie. To była nowość. Serio... na początku nie wiedziałem co z tym czasem zrobić - zaśmiał się ze swojej głupoty.
- A ty mnie potulisz - Tomo wyszedł z wody, gdy Takano się już wytarł i zaczął się wycierać. Włosy tylko otarł swoim zwyczajem zostawiając je mokre na noc.
- Nie ma za co - ucałował go ukradkiem w policzek i zaczął go pchać do wyjścia, kiedy to ruszyli na podbój Tokio.
[No to znam 51 znaków :) ]
- Un dzięki - Koki wniósł chłopaka do szpitala i łamanym angielskim wyjaśnił co i jak. Keiichiro od razu został zabrany na zabiegówkę i dogłębnie zbadany. Okazało się, że pomylił opakowania leków. Wziął leki Ryu i organizm mu zaprotestował.
- Naprawdę? Ty? Taki porządny? - zaśmiał się nie mogąc w to uwierzyć. - Widzę, że też swoje za uszami miałeś - uśmiechnął się lekko.
- Jutro leniuchujemy, zrobimy pyszne śniadanko i gorącą czekoladę wieczorem - uśmiechnął się do niego nieco sennie Tomo.
- Skąd, my się po prostu docieraliśmy - uśmiechnął się lekko Kazuo.
- Pomylił leki - odparł cicho Koki. - Jak się obudzi i wszystko będzie ok to będziemy mogli wrócić do domu - uśmiechnął się zaraz. - Wszystko będzie ok. Dzięki że z nami przyjechałeś - poklepał przyjaciela po plecach. - I wybacz... popsułem wam wieczór.
- Rozumiem kochanie - Naoki ucałował go lekko. - Myślisz że twoja mama, by mnie zaakceptowała? - zapytał zaraz.
- Un dobrze - Tomo ucałował znów Takano i wtulił się w niego mocno. - Dobranoc - szepnął jeszcze zasypiając.
Kazuo usiadł Yujiemu na kolana, kiedy byli już w metrze.
- W ten sposób zareaguje jakby coś się działo i mogę sobie wygodnie siedzieć - wyszczerzył się do niego. - Wjedziemy na Tokio Tower też razem - zapewnił go.
[z rozmachu chciałam kolejnemu odpisywać... xDDD]
- Dzięki - uśmiechnął się jeszcze. - Nie musisz tu ze mną czekać. Mogę wrócić z nim taksówką - zaproponował zaraz głaszcząc śpiącego chłopaka po rozpalonym policzku. - Strasznie się martwiłem, ale już jest ok. Jest dobrze.
- Dziękuję - ucałował go lekko w policzek. - To wiele dla mnie znaczy - dodał cicho.
Tomo obudził się dopiero pół godziny później i przeciągnął się mocno zerkając na Takano.
- Dzień dobry - ucałował go lekko. - Czas wstawać. Nie ma co tracić tak pięknego dnia.
- Un... - Kazuo skinął lekko głową. - Jak pójdziesz na studia to też tak będzie - zauważył cicho. - Będziemy się mijali.
Kiedy wrócił czekała na niego gorąca kawa, a Ryu dopijał swoją.
- Pojedziesz po nich? - zapytał zaraz. - Wykupisz mi wtedy leki? - poprosił podając mu opakowania swoich, które się skończyły.
Naoki skinął lekko głową i zaczął dalej mu pokazywać.
- To dzień kiedy poszedłem do prywatnego liceum. Miałem fajną klasę - uśmiechnął się.
- No to poleniuchujmy już ubrani - poprosił go Tomo wygrzebując się z łóżka i przez moment podtrzymując szafki. - Na świeżym powietrzu ze smothie.
Kazuo westchnął ciężko.
- Nic tam nie wpisałem. Rozmawiałem z naszym wychowawcą i powiedziałem mu że nic jeszcze nie wiem - wyjaśnił. - I że na Todai mogę iść w przeciągu 5 lat, bo tyle ważny jest ten indeks... więc nie ma strachu... a uhm jeśli zdecyduję się na Akademię Policyjną, to Hiroki-san obiecał mnie zarekomendować.
- Dzięki - ucałował go lekko w usta. - Bo wolę być przygotowany - uśmiechnął się zaraz.
- No tak... chodziłem z każdą - przyznał nieco zażenowany. - No wiesz.. .to był okres buntu i alkoholu... chodziłem zalany często... ale pilnowałem ocen. No bo wiesz... wolałem nie narażać się ojcu - wzruszył ramionami.
- Nie, zakręciło mi się tylko w głowie troszkę, ale już jest ok - zapewnił go, wtulając sę w jego ramiona.
- Wspominałem ci o tym - burknął, łapiąc go za nosek. - Jak pokazywałem ci zmiętą kartkę... mówiłem że rozmawiałem o tym z Hirokim... i że nie wiem jeszcze.
- Uhm no moje są mocniejsze, więc pewnie go mocno siekło - westchnął cicho Ryu, siadając teraz Junowi na kolana. - Jeszcze trochę tulenia poproszę - uśmiechnął się do niego.
- Z chłopakami tez spałem... ale nie każdy chciał. Było paru gejów w klasie - pokazał mu palcem paru. - Wyczuli - odparł szczerze. - Ale wiesz jak jest... tata był wpływowy, sporo sponsorował szkole, więc przymykano oczy póki byłem w miarę trzeźwy i oceny były na poziomie - wzruszył ramionami. - Taka szkoła stawia na pieniądze. Uczniowie to tylko maszynki do ich powielania. Wszystkich się przepuszcza, żeby rodzice nie mieli ale, a jeśli uczeń źle sobie radzi z jakiegoś przedmiotu to zwalnia się nauczyciela.
- Kochanie, gdybym się fatalnie czuł to bym ci powiedział. Czuję się dobrze - zapewnił go znowu. - Po prostu wstając zrobiłem to zbyt szybko - zauważył.
- No właśnie. Odwiedzimy Toudai jutro - wskazał na plan wycieczki. - To zobaczymy czy warto.
- Masz rację - Ryu wtulił głowę w jego ramiona wdychając spokojnie jego zapach. - Mój ukochany - szepnął. - Nici z jakuzzi dzisiaj... ale to nic - zapewnił go.
- No trochę... ale to nie znaczy że każdy z nas był głąbem - zaprzeczył szybko. - No wiesz... jak ktoś chciał się uczyć to nauczyciele zawsze się znaleźli by mu pomóc.
Tomo również się ubrał a potem poszedł do kuchni by pokibicować Takano w przyrządzaniu śniadanka.
- Ech ale serio... nie patrz na mnie - pstryknął go palcami w nosek.
- Będziesz musiał - zaśmiał się chłopak już siadając na wózku i jadąc sobie po książkę.
- Uhm mojemu sempaiowi... - odparł cicho. - Miał praktyki u nas, a ja byłem w nim zakochany...
- Mnie to pasuje, jak najbardziej - zapewnił go chłopak.
- O to chodzi... tylko nie oatrz na mnie.
Ryu zaczytał się w książce i nawet nie wiedział kiedy minęła godzina. Koki zadzwonił wówczas do Juna i przeprosił za wszystko oraz poprosił o podwiezienie.
- Zrobię łóżko Keiowi - stwierdził od razu Ryu.
- Nie - odparł wesoło Naoki śmiejąc się przy tym. - Dał mi kosza, a teraz ma żonę i 2-letnie dziecko, Marikę - dodał zaraz ze śmiechem. - Sprawa się rypła, a ja go sobie odpuściłem po koszu.
- A skąd. Takie dni też są potrzebne - uśmiechnął sido niego.
[Zaraz znów się pożrą... xD]
Kazuo wywrócił oczyma.
- Więc poczekam na twoją decyzję i wybiorę tak by być daleko - wzruszył ramionami. - Bo o ile rozumiem słowa, że nie lubisz tak wielkich miast, to fakt o odległości między nami wcale a wcale mnie nie przekonuje - wyjaśnił spokojnie. - Mimo odległości można przecież się spotykać, jeśli tylko sę tego chce - wstał od razu by wyprowadzić Yujiego z metra.
Koki wyszedł po minucie, trzymając Keiichiro na rękach. Chłopak wyglądał strasznie blado, ale był przytomny.
- Zalecenie lekarza, będziesz leżał 3 dni, plackiem - pogroził mu palcem przed oczyma mężczyzna.
- Oczywiście, że nie. Trafiłem jeszcze lepiej - zapewnił go wesoło się uśmiechając. - A tu już na studiach - pokazał mu kolejne zdjęcia. - Byłem wybitnym uczniem - westchnął jakoś niezbyt zadowolony. - Wiele kancelarii mnie chciało...
- A dziękuję na pewno smakować będzie - zapewnił go Tomo jedząc już jedną kanapkę. - Uwielbiam takie proste śniadanka.
- Nie wiem, nie pytałem i nie było tam dnia otwartego jeszcze - przyznał szczerze Kazuo. - Jak cie poderwą, to cię odbiję - pokazał mu język.
- Dzięki - Koki sięgnął po koc, zanim Keii zdołał zaprotestować i otulił chłopaka nim, mocno go przytulając. - Przepraszam kochanie, po prostu bardzo się martwię.
- Million razy lepiej - zapewnił go całując go mocno i namiętnie jednocześnie. - Uhm pewnie tak, ale nie przepadam za nimi - przyznał szczerze.
- I prawidłowo! - uśmiechnął się.
- To ty mnie odbijesz - puścił do niego oczko. - Un chciałbym, ale nie wiem czy będzie i czy będe miał czas iść.
Ryu tymczasem robiąc łóżko wywinął orła do tyłu. Przez moment zabrakło mu tch, ale upewniwszy się, że tylko się poobijał zaczął walkę o wyswobodzenie z wózka. Długo mu zajęło samo wyczołganie się z niego na plecach. Zaraz potem położył się na brzuchu i doczołgał do szafy. Oddychał już dość ciężko. Wysiłek trochę go zabił. Słysząc domofon zagryzł wargi licząc jednak na to, że Jun wziął klucze. Złapał się szafki i podciągnął, ale ręce puściły w połowie drogi do pionu. Warknął pod nosem, czując łzy bezsilności i wściekłości na policzkach.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknął, kiedy usłyszał że ktoś wchodzi do domu. - Ja sam... sam dam radę - wymamrotał pod nosem, nabierając głębokiego oddechu i znów próbując swych sił. Bezskutecznie.
- To nie ten album kochany - roześmiał się. - Wiesz mam 3 albumy... jeden taki... drugi imprezowy i trzeci na Australię - uśmiechnął się. - Planuję założyć też czwarty na Yukan... ale nie wiem czy będziesz chcał mieć ze mną zdjęcia.
- No bo jestem na paradajskiej wyspie, z moim ukochanym, jem pyszne i kolorowe kanapki, na dworze świeci słońce... czego chcieć więcej?
- Sam byś musiał trochę łebkiem pokombinować - ucałował go mocno. - Yu-chan nie rozmawiajmy o tym teraz... jeśli się uda pojechać i zobaczyć to fajnie, nie uda to trudno.
- Nic, przewróciłem się - odparł tylko, po raz kolejny podciągając się na rękach, co by ustać, ale te znów mu puściły. Zacisnął mocniej pięść i uderzył nią o podłogę. Czuł że sobie nie poradzi choć nie chciał się przyznawać. Spuścił wzrok i westchnął ciężko, cały czas przełykając łzy. - Nie dam rady sam...
- Już? Kolejny? Serio? - zaśmiał się lekko Naoki. - Chwila przerwy - poprosił go dając mu buziaka i idąc do łazienki. Kiedy wrócił wtulił się w niego mocno.
- Zrób zrób... - poradził mu zbierając naczynia i zmywając je od razu. - Wiesz... kocham cię najmocniej na świecie.
- Auć. Chyba dam się komuś specjalnie poderwać - puścił do niego oczko. - Przećwiczysz wtedy odbijanie.
- Poza zranioną dumą, upokorzeniem i paroma otarciami, to nic. Zupełnie nic - wymamrotał nawet nie patrząc na Juna. Wzrok wzbił w swoje kolana zacisnął na nich pięści. - Gome, chciałem wam zrobić łóżko - rzucił jeszcze do Kokiego, też na niego nie patrząc.
- No dobra - uśmiechnął się nieco, otwierając album. - Ale tu są tylko z imprez. Często byłem zalany... nie pamiętam tego.
- Ja poproszę pomarańczę i mango - poprosił go wybierając sobie owoce i mu je podając.
- Tak? - uniósł lekko brew. - Ale co jeśli? Nie postarasz się? - zapytał go zaraz.
Ryu mu nie odpowiedział, wciąż przełykając łzy.
- Pójdę do łóżka już - oznajmił w końcu przejmując sterowanie nad wózkiem i jadąc powoli do sypialni. Zamknął za sobą drzwi, a potem jedynie schował się całkiem pod kołdrą.
- Pamiętam swoją pierwszą imprezę - pokazał zdjęcie, gdzie miał może z 13 lat. - Wypiłem sporo piwa, a potem skakałem na główke do basenu - wskazał drugie zdjęcie. - Głupie, ale nic mi się nie stało.
- Tak jest, rozumiem. Tajna receptura, nie wolno podglądać - wywrócił oczyma i poszedł na dwór. Ułożył się na leżaku, nasuwając okulary przeciwsłoneczne na oczy.
- Ja? Pewnie bym cię odbił przez ponowne rozkochanie ciebie w sobie, pewnie byłbym na ciebie zły ale i na siebie, że pozwoliłem ci odejść - uśmiechnął się, acz już nie dopowiedział, że to trochę smutne iż Yuji od razu założył iż byłaby to jego wina, że dał się poderwać.
Ryu wypłakał się porządnie, po czym już tylko czekał aż Jun do niego dołączy. Nie był na niego zły, tylko na samego siebie.
- Uhm no byłem... chciałem, żeby tata mnie zauważył - wymamrotał. - Głupi byłem.
- A dziękuję, sprawdzę czy dobry - zaśmiał się lekko.
[Yujiego xDD]
- No nie wiem czy bym cię kochał - pokazał mu język. - No nie wiem, nie wiem...
- Możesz wejść - odparł cicho chłopak, a gdy Jun wszedł do łóżka wtulił się w niego znowu cicho płacząc. - Jestem beznadziejny, Jun-chan... jak się przewrócę w domu... a ciebie nie będzie, bo będziesz na uczelni to ja sobie nie poradze - zacisnął zęby czując czerwone ze wstydu policzki. - Nie chcę tak... to takie upokarzaj ące.
- Tutaj jest pierwsza impreza na której... no cóż... poruchałem. Miałem 15 lat - pokazał kolejne zdjęcia. - Z tymi dwoma... było dziwnie...
- No kochanie... wczoraj był lepszy - pokazał mu język. - Ale może to połączenie.
[No jak to jak... nie starał się skoro tak łatwo mu go odebrano xD]
- No właśnie, zadałeś głupie pytanie. Sam sobie na nie odpowiedziałeś. - szepnął mu do ucha, całując je zaraz.
- Wiem, ale nie mogę czekać na rehabilitację... chcę być na tyle mobilny, że uda mi się wejść na wózek i go ustawić, nawet jeśli się wywrócę - odparł cicho. - Nie chcę polegać na tobie non stop... ja cieszę się, że mi pomagasz i w ogóle ale chcę móc poradzić sobie sam w tej sytuacji... - wydusił z siebie wciskając głowę mocniej w jego pierś. - Chcę potrafić sobie poradzić, a nie... być taką masą ciemną, niemotą życiową.
- Un... - przesunął szybko stronę w albumie. - To nie jest dobry pomysł... oglądanie tych zdjęć - wymamrotał. - Bo tam jest tego więcej... o tu na przykład Shu tak mnie schlał, że potem mi nie robiło ile razów na tyłek dostałem... a potem tydzień leżałem w domu z gorączką wyjąc z bólu - wymamrotał. - A tu... uhm ten... to widać. Orgia na imprezie...
- Jaki zrobisz? - zapytał go zaraz. - Ale, ale pomarańcz musi być bo to moja ulubiona i zero jabłek. Nie lubię ich w postaci soku - wyjaśnił mu.
[czepiasz się xD]
- Oj tam, oj tam... mapę mam - zachichotał.
- Nie rozumiesz - wymamrotał Ryu. - Ja chcę chociaż tyle... to nie dużo. Po prostu nie chcę czuć się tak beznadziejnie... bo co? Czekać będę 8 godzin na podłodze, bo będziesz na Uczelni? Nie chcę tak.
- Chcę - odparł cicho Naoki, zamykając album. - Przypomina mi o tym jaki głupi byłem - dodał zaraz. - No i jest częścią mnie samego... nie mogę jej wyrzucić - dodał zaraz, chowając twarz w jego piersi. - Po prostu nie chcę... boję się że jak to zrobić to zapomnę i znów to zrobię.
- Nie... - Tomo spojrzał na niego unosząc lekko brew. - Ale to musałeś dodać tylko ociupinkę... ja naprawdę nie lubię jabłek w takiej postaci...
- To ich znajdziemy - wyszczerzył się do niego.
- To sam będę ćwiczył - wymamrotał bo innej możliwości nie widział. Nie chciał się już tak czuć.
- Uhm pewnie nie - szepnął wtulając się w niego mocno. - Dużo milsze - uśmiechnął się lekko, otwierając ostatni album. - Najpierw pracowałem w rezerwacie ze zwierzakami - pokazał mu zdjęcia z koalami i innymi zwierzami. - Wieczorami pływaliśmy, surfowaliśmy, albo chodziliśmy na jedno, dwa piwa - dodał wskazując zdjęcia ze swoimi przyjaciółmi z różnych stron świata. - Billie uwielbiał stroić mi żarty - wskazał na murzyna, malującego go pastą do zębów. - I nazywał mnie zakręconym kurczakiem... od żółtej cery - wywrócił oczyma. - On był mleczną czekoladą... więc byliśmy kwita.
- Ugh i tak nie lubię jabłek - burknął na niego sącząc dalej swój koktajl.
- Nie zgubimy, nie bój żaby.
- Może - Ryu wzruszył lekko ramionami, bo nic nie przeszkadzało w krótkich ćwiczeniach wieczorami. - Dobranoc - westchnął i odsunął się wówczas od niego.
- Oj przestań - Naoki dał mu kuksańca w bok. - O tutaj są... em... wyścigi w Sydney. Było nieźle i wygrałem całkiem niezłą sumkę - wyszczerzył się do niego, w duchu dodając, że trochę mu tego brakuje.
Tomo pozostał na swoim miejscu, delektując się koktajlem.
- Taka-chan? Tęsknię za twoimi ustami - oznajmił po krótkiej chwili.
Kazuo poszedł wtedy na chwilę do Yabu żeby z nim trochę poplotkować.
Ryu obudził się wcześniej niż Jun. Przesiadł się powoli na wózek i pojechał się umyć, a potem przebrał się, spakował i zrobił lekkie śniadanie. Nie budził jednak Juna, chcąc by ten sobie pospał.
- Un byłem dobry - przyznał Naoki. - I brakuje - dodał jeszcze. - Ale nie zrezygnowałem, bo jesteś policjantem. Mam to gdzieś. Jakbym chciał to znalazłbym takie miejsce, które twojego rejonu nie dotyczy - wzruszył ramionami. - Zrezygnowałem bo cię kocham, a ty nie lubisz takich rzeczy. Żałuję tylko że już się nie pościgam i nie poczuje tej fajnej adrenaliny...
Chłopak nie czekał dłużej na zaproszenie. Od razu odłożył koktajl i zbliżył się do swojego mężczyzny obejmując go z tyłu ramionami. Złączył ich usta w gorącym uścisku.
- Mhm... tak lubię - szepnął mu do uszka.
- To może z nimi zostań - zaproponował zaraz Shuji, choć mówił to z ciężkim sercem.
- Czemu aż tyle palisz? - zapytał go po prostu Ryu, podając mu kawę i tosty. Sam wziął sobie jednego i już go kończył.
- Jak będę chciał to do tego wrócę - zapewnił go Naoki, po czym przerzucił stronę w albumie. - To mój jeep. Kupiłem go tam sobie - wskazał na auto. - Ale potem zostawiłem w jednym z wolontariatów bo był im potrzebny - wzruszył ramionami. - A tu masz kangury, straszne szkodniki.
- No pewnie że tak, ale nic więcej dzisiaj nie robisz. Taki zakaz - ucałował go znów, wesoło chlapiąc nogami wodę.
Kazuo dołączył do nich kiedy przewodnik skończył biadolić.
- To jak? Idziemy? - zapytał pchając wózek z dwoma bliźniakami.
- Ale nie paliłeś aż tyle 2 dni temu - zauważył cicho chłopak biorąc jeszcze jednego tosta i wcinając go ze smakiem. - Spakowałem ci już bieliznę, dwie bluzy i kosmetyki i ręczniki... ale nie wiedziałem co chcesz jeszcze, więc zostawiłem - uśmiechnął się do niego.
- Niby tak, też tak myślałem - przyznał Naoki. - Póki wypadku mi nie spowodowały - pokazał mu swoje zdjęcie w szpitalu z bandażem na głowie, sińcami na rękach ale wciąż uśmiechniętego.
- No... bo trochę mnie boli jeszcze i nie chcę przesadzać - ucałował go znów.
- Nic mi nie jest, jak zacznie dokuczać, albo zrobi się ciężej to wtedy Shuji zniknie - dodał zaraz, czochrając Yujiego po głowie.
- Uhm... przepraszam - odparł tylko dopijając swoją herbatkę.
- Nic takiego. Byłem trzeźwy - zaznaczył zaraz. - W Australii często byłem trzeźwy - dodał drapiąc się lekko po głowie. - Wracałem z jednego z wyścigów po ciemku. No i kangury wpadły mi pod koła. Zahamowałem tak ostro, że dachowałem... i tak, nie miałem zapiętych pasów.
- Popływamy - uśmiechnął się szeroko, obejmując go mocno ramionami. - Ok, to ja poczekam - dodał zaraz i usiadł obok.
- To nie jest głupia opcja - przyznał wesoło Kazuo.
- Bo to ewidentne moja wina. Jestem przyczyną twojego nałogu. Dlatego przepraszam - wyjaśnił spokojnie, po czym pozbierał już naczynia i poszedł pozmywać.
- Tak, nie piłem dużo. Nie czułem tam takiej potrzeby - wymamrotał. - O tu kolejna impreza. Zakończenie zbiorów. Wino domowej roboty, każdy gotował swoje ulubione danie. Tańczyliśmy do białego rana.
Tomo był pierwszy na materacu, pozwalając Takano na niego wejść po dłuższej chwili bo tak mu z nim uciekal ze śmiechem.
- Z calą pewnością - roześmiał się Kazuo, wymieniając się z Kentą bo pod górkę nie chciał ryzykować ze swom ramieniem.
- Uhm kocham cię Jun-chan i wczoraj... nie byłem na ciebie zły - wyjaśnił mu cicho. - Tylko na siebie i na swoją beznadziejność... ja naprawdę chcę potrafić sobie poradzić sam w takich sytuacjach. No bo nie będę czekał 8 godzin na podłodze aż wrócisz - zauważył cicho.
- No tak... z Kelly - wskazał na blondynkę. - Uprawialiśmy seks bez zobowiązań - wzruszył ramionami.
- Nie dziwię ci się ani trochę. Fajnie jest tak podryfować trochę - przyznał z wielkim uśmechem.
Wjechali windą do kawiarni, a tam Kazuo zafundował Yujiemu pyszny koktajl i usiadł mu na kolanach by obserwować Tokio.
- Wszystko tu widać... a nocą to musi być niesamowity widok.
Ryu skinął głową, biorąc swoje leki i dopakowując je do plecaka. Teraz już miał wszystko.
- Trzymam cię za słowo - pstryknął go w nosek, pokazując mu jeszcze trochę zdjęć ze wspinaczek i wycieczek po Australii, a potem zamknął album. - To mój ulubiony album - przyznał szczerze.
- Hahaha aż tak cię zrzucali? - zapytał go ze śmiechem i wtulił się w niego mocno. - Jak spadniemy to razem - pokazał mu język.
- To prawda - zgodził się z nim Kazuo. - O zobacz... tam jest nasz hotel - wskazał dłonią odpowiedni kierunek.
Ryu sięgnął po leki, ale zaraz westchnął cicho.
- Jun-chan? Brakuje mi tych nowych leków, a są za wysoko w lodówce... nie sięgnę - rzucił w stronę mężczyzny.
- Un, ale ten nowy też będzie wspaniały - zapewnił go Naoki z wielkim uśmiechem. - Bo będą z tobą - szepnął chowając się w jego ramionach. - Strasznie cię kocham.
- A robili tak? - zapytał spychając Takano do wody i śmiejąc się radośnie, kiedy ten wypłynął z miną rządnego zemsty. Chwycił się mocniej materaca, jakby chcąc przekazać swojemu mężowi że prędzej umrze niż da się zrzucić.
- O tam - powtórzył Kazuo schodząc mu z kolan i pokazując dłonią na obszar z drzewami i wystający z nich czerwony dach.
- Teraz już wszystko - uśmiechnął się do niego chłopak, pakując je do podręcznego plecaka, by mieć je zawsze pod ręką. - Jestem gotów - zapewnił go, bo był już ubrany.
- Przecież się skupiam, nie marudziłem że miałem być 2 dni w szpitalu a byłem aż 4 - przypomniał mu ze śmiechem. - Ne... myślisz, że przyjęliby mnie na pomocnika biurowego w twoim komisariacie? - zainteresował się zaraz. - No wiesz, takiego od podaj, przynieś, pozamiataj i postaraj się nie umrzeć od krzyku Jacka? - zaśmiał się lekko, całując jego usta.
Tomo z pluskiem wpadł do wody, a wypłynął z niej wesoło się śmiejąc.
- Oj jakoś te twoje kary mało straszne są - pokazał mu język.
- Ano... - Kazuo oderwał wzrok od Tokio i spojrzał na kłódki. - Po co ludzie je tak zawieszają? - zapytał go.
- Wiem, wiem. Jestem już gotowy. Czekam tylko na ciebie - zauważył pokazując mu język.
- Nie wiem. Mógłbym spróbować - uśmiechnął się lekko. - Miałbym cię na oku i w ogóle. Może byłoby fajnie, a jeśli mi się nie spodoba to mogę zrezygnować - zauważył cicho. - Wiem, że ty nie przyjmujesz nikogo, ale pytam tylko czy jest taka możliwość.
- Oj tam i tak ci nie wierzę - roześmiał się serdecznie, oddając mu z równym zapałem.
- Serio? - Kazuo spojrzał na Yujiego zaskoczony, bo pierwszy raz o czymś takim słyszał. - I taka kłódka pomaga?
Ryu wsiadł do samochodu i zapiął pasy.
- Jun-chan? Jak długo się leci stąd do Kanady? - zapytał go.
- Ale nie miałbyś nic przeciwko, gdybym tam pracował? - zapytał go jeszcze bo nie chciał mu się wcinać niepotrzebnie do pracy. - Zapytam, ale tylko jeśli naprawdę nie będziesz miał nic przeciwko.
- Oooo... dobra - Tomo skrzyżował ręce na piersiach. - Zobaczymy czy wytrzymasz - puścił do niego oczko.
Kazuo pokiwał lekko głową.
- Chciałbyś spróbować? - zreflektował się.
- No dobrze - chłopak skinął głową, zaraz opierając ją o szybę. - Kocham cię, Jun-chan.
- O ile nie będziesz na mnie krzyczał, nie będę cię zmieniał - zapewnił go wesoło. - Tego drugiego nie mogę obiecać... jako prawnik... cóż jestem zwyczajnym człowiekiem. Ciekawość czasem bierze górę - puścił do niego oczko.
- Podczas seksu też się przytulamy - zauważył rezolutnie śmiejąc się pod nosem.
Chłopak nachylił się i ucałował go mocno.
- Nie trzeba - zgodził się. - Jesteśmy razem, to starczy.
Ryu roześmiał się serdecznie.
- Cieszę się, że siebie samego kochasz. To ważne - chichotał tak jeszcze dłuższą chwilę. - Troszkę tak... - przyznał szczerze.
- No ciekawości nie powstrzymam - zaśmiał sę Naoki, po czym go ucałował. - Ale wtrącać się nie będę - obiecał.
- Oho... no dobra, przyjmuję wyzwanie - wyszczerzył się do niego.
- Oj tam, oj tam. Zapomniało mi się - pokazał mu język.
[wiem xD ale śmieszna xD]
- Wiem, ale ostatnio też kiepsko mi się leciało - przyznał szczerze. - Po prostu obawa zostaje.
- A co ja mam powiedzieć - pstryknął go w nos. - Chyba zacznę potajemnie się ścigać - dodał zaraz pół żartem, pół serio. - Zrobię nam kawy - wstał i poszedł do kuchni.
Tomo zmarszczył nos patrząc na niego spode łba.
- Baaaka - chlapnął go w nos.
- Do twarzy ci z rumieńcami - Kazuo nie powstrzymał się od komentarza. - Takiego cię to tylko tulić.
- Oj wiem - westchnął Ryu. - To nie tak, że bardzo się boję. Po prostu, troszeczkę.
- Nie ciebie - wywrócił oczyma Naoki, więcej już nie mówiąc, zaparzył im kawy i podał jeden kubek Hirokiemu. - Wiesz szybkie samochody, niebezpieczne tereny, wielkie wygrane, widowiskowe triki - wymienił po kolei.
- Bo już się bojowo nastawiam, a ty mnie w jajo robisz - wgramolił się do niego na materac.
- Tak jest szefie, idziemy! - uśmiechnął się.
- Okay - zgodził się w końcu. - Trzymam cię za słowo - dodał zaraz, ściskając torbę trochę mocniej. - A jak przetransportujemy wózek? - zapytał go znowu.
- Tak, ale mi marudzisz o tym że nie chcesz bym się narażał na niebezpieczeństwo... a ja też tego nie chcę, ale o tobie. Tylko że nie bardzo mam wyjście - wymamrotał. - Więc jak się wkurzę, albo stracę cierpliwość bo coś ci się ciągle będzie działo i będę się martwił za każdą twoją akcję, to w końcu pójdę się ścigać by odreagować.
- No właśnie. Mam prawo do tulenia 24 na dobę - wtulił się w niego mocno z szerokim uśmiechem na twarzy.
- To dobrze - uśmiechnął się do niego. - Możesz mnie trochę pouczyć co jest romantyczne a co nie... bo lekko się nie znam.
Ryu skinął lekko głową nieco spokojniejszy, ale mimo to wciąż niepewny.
- Przytulisz mnie w samolocie? - upewnił się.
- Wiem i nie mówię byś zaraz rezygnował z pracy - odparł szczerze. - Mówię tylko jak jest, jak wyjdę z siebie ze zmartwienia to pójdę się ścigać... albo jak nie przestaniesz marudzić o moim bezpieczeństwu - ucałował go mocno.
- Zdrajcun - burknął Tomo mając na myśli bezczelne pozostawienie go na materacu. Zaraz jednak położył się wygodniej i zamknął oczy po prostu dryfując.
- No wiesz, książki i filmy... na pewno w tobie jest więcej romantyzmu niż we mnie.
- Nie ma czego - zgodził się, mimo wszystko mocno trzymając jego dłoń. Odetchnął dopiero, kiedy samolot wzbił się bez przeszkód w powietrze.
- Już go mamy... ja naprawdę czuję się szczęśliwy przy tobie - szepnął chłopak, wtulając się w niego. - To źle?
- Twój - odparł cicho Tomo obracając się na materacu by na niego spojrzeć. - Tylko twój...
- No dobra, może coś tam potrafię - zgodził się - ale to nie dużo.
- Uhm - Ryu skinął głową, a gdy już można było się rozpiąc usiadł Junowi na kolanach, przytulając się do niego. - Dobrze, trochę mi słabo, ale to dlatego że trochę się boję.
- Zapytam - uśmiechnął się. - Jutro z tobą pojadę - dodał jeszcze.
- Nawet Yuyi? - zainteresował się zaraz.
- Pamiętam, pytam po prostu bo może masz inne wyobrażenie o związku czy coś... - wymamrotał zawstydzony.
- Możemy - zgodził się zaraz Ry, wciąż się do niego przytulając. Z każdą chwilą czuł się coraz lepiej. - Ten - wskazał palcem na odpowiedni tytuł.
- No pewnie, że tak. Przynajmniej do zapytania - uśmiechnął się szeroko. - Poza tym nie chcę już siedzieć sam w domu...
- Mhm rozumiem - wyszczerzył się do niego. - Po prostu za mocno mnie kochasz by mnie komukolwiek oddać.
- No dobrze - Kazuo zatrzymał się nagle. - Kochanie, możesz trochę sam poprowadzić wózek? Rwie mnie ramię - przyznał mu się.
Ryu przysnął mu w połowie filmu, wtulając sę nawet mocniej w mężczyznę i obudził się dopiero kiedy usłyszał głos kapitana. Usiadł wówczas na swoim miejscu, zapinając pasy.
- Lubiłem, ale jestem tu spalony - odparł cicho. - On podał się za mnie, dali im pismo z rezygnacją... więc nie ma co wracać - przyznał szczerze.
- Serio? - Tomo uniósł lekko brew, spoglądając na niego - To chyba czas wskoczyć do wody - stwierdził wesoło i sturlał się z materaca, wprost w ramiona Takano.
- Przepraszam - Kazuo rzucił to w stronę Shujiego, zwalniając trochę i próbując sobie rozmasować ramię.
Prześlij komentarz