-obejrzał.-powiedział przytulając go delikatnie i zaraz marszcząc nos.-Paliłeś?-bardziej stwierdził niż spytał.
-Może jednak ci pomogę?-spytał stając obok niego.
-okay!-powiedział wesoło.-więc pójdziemy na coś taniego i pysznego.-dodał pokazując mu uniesiony kciuk w górę.-zobaczysz że ci się spodoba.-powiedział łapiąc go za rękę i wręcz ciągnąc do wyjścia.
-To będzie pierwszy raz kiedy będziemy tak daleko od siebie...-powiedział cicho a kiedy Shuji zjadł pozwolił mu prowadzić wózek do szpitala. Trochę się obawiał takiej rozłąki z bratem.
-Ja to co innego Ryu...-westchnął tylko Jun.-Powiedz mi tylko czemu zapaliłeś. Coś cię trapi?-spytał próbując zupy.-smaczna.-uśmiechnął się lekko do chłopaka.
-odpoczywaj.-powiedział zabierając się za gotowanie.
-ale...możemy iść tam tak ubrani? Nie ma jakiegoś dress-code'u albo coś?-spytał patrząc na starszego.
-daj spokój...w świetle prawa jeszcze nie jesteśmy.-wywrócił oczyma. Od sam nie czuł się jeszcze dorosły. Nawet jeśli musieli szybko dorosnąć przez śmierć rodziców on chciał jeszcze zostać dzieckiem.
-oj dobrze wiesz o co mi chodzi Ryu.-powiedział patrząc na niego. Rozmawiali już o tym nie raz o on nie chciał się kłócić. Zajął się więc spokojnie jedzeniem obiadu.
-Idź. Ja się zajmę resztą i zawołam cię jak będzie gotowe.-uśmiechnął się do niego.
-Nie, nie, nie!-odpowiedział szybko.-Wtedy musiałbym kupować jakiś odpowiedni strój. Co to, to nie. Samo zwiedzanie mi wystarczy.-zapewnił go.
-Przestań to ciągle powtarzać.-wywrócił oczyma.-To źle że nie chcę stracić tego że jesteśmy ze sobą tak blisko? To źle że boję się że to zniknie jeśli będziemy daleko od siebie? Zachowujesz się jakbyś zupełnie mnie nie rozumiał.
[chyba się nie zrozumieli XD] -dobrze. Dzisiaj nie było nic ciekawego.-wzruszył ramionami.-poza tym że jedna dziewczyna zwymiotowała kiedy pokazywałem zdjęcia z wypadków.-westchnął.-jest na drugim roku więc chyba juz powinno do niej dotrzeć z takimi przypadkami będzie się spotykała.
Hiroki spokojnie zajął się gotowaniem od czasu do czasu zerkając na psiaki kręcące się pod jego nogami.
-Wcisnąłeś mi jeden na siłę jak jechaliśmy na ślub twojego brata. Jeden mi starczy.-wywrócił oczyma.-Nawet nie chcę wiedzieć ile na niego wydałeś...szyty na miarę.-aż przeszły go ciarki.-Zaprosiłeś już Takano?
-Po prostu się boję, ok? Nie wiem jak to będzie więc się boję...Tak po prostu.-westchnął patrząc na brata.-Nie ważne jakie ma to plusy...na razie się boję...
-to nie jest robota dla delikatnych Ryu...wiesz to.-powiedział opierając się i wcinając sajgonkę.-Nie możesz odmówić bo robi ci się nie dobrze.-wywrócił oczyma.
-Nie musisz. Ale może podać swój numer telefonu ludziom z biura. Przywieś go do swojego laptopa obok tej kartki z ostrzeżeniem.-zaśmiał się.
-Mowy nie ma!-pogroził mu palcem przed nosem.-Nie pozwolę ci znowu wydać na mnie tylu pieniędzy. Ten jeden mi starczy. W zupełności mi wystarczy.-powtórzył żeby mieć pewność że mężczyzna zrozumiał.-Ale skoro już jest dobrze to możesz mu powiedzieć.
-Tego nie możesz wiedzieć.-zauważył.-Wszystko się okaże jak już ukończymy szkołę...
-ale nie na początku Ryu. Czasem dostaje się całe wypadki.-przypomniał mu.-porozmawiam. Umówiłem się z nią na rozmowę jutro przed zajęciami.
-dobrze. To zajmiesz się tym w poniedziałek powiedział i wrócił do gotowania.
-Ren proszę cię...-westchnął chłopak.-Ja na prawdę tego nie potrzebuję. Zgodziłem się na ten jeden ale drugiego na prawdę nie potrzebuję.-powtórzył jeszcze raz.-Na pewno wpadnie. W końcu to twój wielki dzień.-zauważył.
Yuji tylko wywrócił oczyma nie chcąc na razie o tym myśleć. -pójdę się najpierw przebrać.-powiedział kiedy wjechali do szpitala.
Jun wzruszył ramionami.-porozmawiam z nią. Nie lubię niszczyć czyichś marzeń ale ona najwidoczniej się nie nadaje.
-Mam. Są mi czasem potrzebne kiedy zbieramy świadków.
-Po prostu jeden garnitur mi starczy Ren. Nie przerabiamy tego pierwszy raz...cały czas ci powtarzam, że nie lubię kiedy wydajesz na mnie tyle pieniędzy...-westchnął ciężko.
-będzie lepiej.-poklepał go po kolanie po czym wstał żeby pomóc bratu przy rehabilitacji. Yuji od razu chciał się wziąć za ćwiczenia.
-wymasuje. Mialem to zrobić wczoraj. Przepraszam.-ucałował delikatnie jego usta.-a jak ci poszły zdjęcia?
-lez. Boli cie więc powinieneś leżeć. Chciałem cie dzisiaj porozpieszczac a wyszło jak wyszło wiec...daj mi zrobić co chciałem chociaż przez te druga połowę dnia.-poprosił.
Kaneki zmruzyl oczy I spojrzał na niego podejrzliwie. -i na pewno nie pójdziemy do sklepu w którym za jedną marynarkę mógłbym jeść przez miesiąc?-spytał celujac w niego palcem.-zgoda...ten jeden raz ci pozwolę.-zgodził się.-aż tak przeszkadza ci to jak się ubieram?
-przecież się skupiam...-mruknął starając się zrobić drugi krok.
-chętnie zobaczę. Ale nie będą źli ze tak zrobiłeś? W końcu nie o to cie prosili.-zauważył jedząc sajgonek i obejmując delikatnie chłopaka.
-no I tak ma być.-uśmiechnął się I już wrócił do gotowania. Kiedy skończył rozłożył dwie porcje na stole i zawołał chłopaka.
-ok. Na to mogę pozwolić.-powiedział juz uśmiechając się wesoło.-nie chodzę na bankiety aż tak często poza tym rysuje komedie...czy to masz takie znaczenie jak wygladam?
-wcale nie...-wymamrotal rumieniac się okropnie.-nie rozpraszaj mnie tylko pomagaj.-dodał cały czas próbując zrobić krok.
-odwioze spokojnie. Niczym się nie przejmuj.-zapewnił go.-potem po ciebie przyjadę. I pojedziemy jutro razem na uczelnie.-uśmiechnął sie.-a na razie pokaż mi te zdjęcia.
-Ja musiałem tylko skończyć.-zaśmiał się.-ala masz rację. Wyszło -zgodził się jedząc ze smakiem.
-ech no dobra...poszliśmy na kompromis i jeśli ciebie ucieszy ubranie mnie to ok.-uśmiechnął sie I umilkl kiedy weszli do opery.-wow...
-rozpraszasz mnie swoim gadaniem.-wywrocil oczyma. Uśmiechnął się kursy w końcu udało mu się zrobić krok.-Shuji? Myślisz ze ja mu się podobam? Że on o mnie tak myśli...?
-oj no dobrze.-powiedział a kiedy film się skończył pocałował go w policzek.-teraz zdjęcia.-zdecydował wesoło.
-najważniejsze że jest smaczne.-powiedział I juz się nie odzywal jedząc obiad ze smakiem.
-niesamowita...-zgodził się robiąc zdjęcia. Myślał o wykorzystaniu tego w swojej mandze.
-nie wiem...ale ciesze się że nie pozwolili. Bo wyglądam bezsilnie...cieszę się że nie takiego nie ogląda.-powiedział ogadajac na kolana. Potrzebował odpoczynku.
-dobrze.-powiedział a potem pomachał wchodzącemu do domu Kokiemu.-już spakowani?-spytał z uśmiechem.
-tylko dla ciebie.-powiedział całkowicie poważnie. Dla innych był tym samym sobą.-Może powinieneś zadzwonić do brata i pogadać z nim o siostrze?-zaproponował.
-głupi.-westchnął odbierając od niego aparat.-zadziwiające że to akurat ty się nie wstydzisz tak w publicznych miejscach.-dodał wieszając sobie aparat na szyi.
-no chyba że padnę.-powiedział wstając i znów zaczynając od pierwszego kroku.
-w takim razie jesteś pewien że powinniście jutro lecieć? Może lepiej to przeczekać?-spytał Jun trochę jednak zmartwiony.
-Naoki...-Hiroki złapał go łagodnie za dłoń.-rozumiem że nie chcesz tutaj siostry ale twój brat na prawdę wydawał się chcieć naprawić relację między wami.
-sądzę że moje mangi dotarły też tutaj.-zaśmiał się i odsunął trochę.-chodźmy dalej.
Yuji wywrócił oczyma i skupił się na pierwszym kroku.
-Możecie zostać. Jest gdzie spać więc przecież nie ma problemu. Poza tym jestem pewny że wy dla nas zrobilibyście to samo.-powiedział uśmiechając się do niego. Odkaszlnął zdając sobie sprawę że wczorajszy wielki krok z Ryu miał miejsce kiedy nie byli w domu sami.
-Dobrze Naoki...nie namawiam się..nie płacz.-pociągnął go do siebie na kolana i przytulił mocno.-Już dobrze. Mówię tylko że widzę różnicę między twoim bratem a siostrą. Rozumiem że nie chcesz teraz bo czujesz się przytłoczony.-pogłaskał go po włosach.-Nawet jeśli byłeś to już nie jesteś.-ucałował go w policzek.-na pewno nie dla swojego brata więc powinieneś dać mu szansę, ok? Bardzo nam pomógł przy ratowaniu ciebie.
-może.-wywrócił oczyma młodszy i zerknął na zegarek.-a teraz zjemy obiad w moim stylu. I masz nie narzekać dopóki nie spróbujesz.-wycelował w niego palcem.
-aj cicho! Rozpraszasz mnie!-krzyknął na chwilę stając bez ruchu i biorąc głęboki oddech.
-nie mam czego ci wybaczać. Daj spokój.-wywrócił oczyma.-Jesteście naszymi przyjaciółmi.-dodał dziękując Ryu za kawę.-no i mam dzisiaj dobry humor więc się nie przejmuj.
-spokojnie. Rozumiem.-zapewnił go.-Po prostu gdyby nie twój brat mogłoby nam się nie udać więc wiem że chce naprawić waszą relacje.
Kaneki wyszczerzył się do niego i zaprowadził go do małej rodzinnej restauracji. Poczytał trochę i wiedział że jest w niej tanio i bardzo smacznie. Ilość ludzi wewnątrz tylko to potwierdzała.
Yuji tylko wywrócił oczyma a kiedy znów uparł tym razem ze łzami w oczach uderzył pięścią w matę.
-ok, ale za wiele i tak ci nie powiem.-powiedział pokazując mu język. Wstając ucałował Ryu w czółko i zgarnął paczkę papierosów ze stołu. Skierował swoje kroki na balkon.
-to nic. Nie dziwię ci się.-zapewnił go.-chciałbym jednak żeby powoli było lepiej.
-Bądź trochę bardziej pozytywny.-wywrócił oczyma.-Coś dobrego. Poradziłem się Tomo bo on już tutaj był z twoim bratem więc nie musisz się martwić.
-nie...po prostu chciałbym już...-westchnął zaraz pijąc wodę i znów się podnosząc. Znów zaczął spokojnie od pierwszego kroku.
-niby nic takiego.-powiedział zapalając.-co nie zmienia faktu że się ciesze.-dodał powoli zaciągając się papierosem i wypuszczając dym.-Ot zrobiliśmy sobie dobrze rączką.-pomachał dłonią.-jestem niesamowicie szczęśliwy bo po prawie dwóch latach dał się dotknąć.-wyznał szczerze.
-jestem i będę.-zaśmiał się.-o to się nawet nie musisz martwić. I zawsze cię obronię.-dodał kończąc w końcu swój obiad.
-widzę i słyszę.-wywrócił oczyma. Kiedy młoda kelnerka przyniosła ich zamówienie uśmiechnął się wesoło.-no to smacznego.-powiedział biorąc się za jedzenie.
Yuji ostrożnie postawił drugi krok po czym mocno złapał się poręczy. Tym razem musiało mu się udać.
-przecież wiem.-zaśmiał się.-nie miałem zamiaru inaczej. Po prostu się ciesze, wiesz?-wyszczerzył się.-na prawdę. Zaskoczył mnie wczoraj...więc cieszę się że nic nie usłyszeliście.-zaśmiał się.
-miałeś leżeć.-zauważył wywracając oczyma.
-a widzisz? Można zjeść smacznie i tanio.-powiedział na prawdę szczęśliwy i ze smakiem jedząc swoją porcję.
-Shuji! Udało się!-krzyknął za którymś podejściem z rzędu kiedy w końcu zrobił trzeci krok.
-to dobrze. Źle bym się czuł gdyby się okazało że słyszeliście.-przyznał szczerze.-Ja też sie cieszę. Bo to oznacza że Ryu też lepiej się czuję. I mniej się boli. To dużo znaczy.-powiedział z uśmiechem.
-Odpoczywaj. Wybierz nam jakiś film.-powiedział i zabrał się za sprzątanie po obiedzie.
-smakuje?-spytał wesoło. Na prawdę się cieszył widząc go takiego.-Teraz dasz się czasem wyciągnąć na ramen?
-oj no weź!-krzyknął dopóki brat do niego nie podszedł. Uwiesił się na nim trochę.-udało mi się...pójdziemy jeszcze raz na lody?-spytał cicho. -więc na dzisiaj koniec.-zdecydował lekarz.-powinniśmy skończyć dobre pół godziny temu ale byłeś uparty.
-cóż...tak robię cały czas.-zaciągnął się ostatni raz i zgasił papierosa.-a wiem że się poprawi.-dodał i już wszedł do środka.-Ryu? Może pomasuję ci nogi zanim pojedziemy? Jest jeszcze dość jasno.
-ok. Obejrzymy cokolwiek.-zaśmiał się i przytulił do siebie.
-trzymam cię za słowo.-powiedział wesoło Kaneki. Ta jedna obietnica na prawdę go ucieszyła.-ja płacę.-zaznaczył zaraz kiedy zjedli.
-no tak...-zgodził się. On sam nie czuł tego mijającego czasu.-a ty się pewnie wynudziłeś.
Jun skinął głową i zaczął go masować.-mów gdybyś chciał coś zmienić. Żeby było mocniej albo słabiej albo cokolwiek.-poprosił masując we wskazanym miejscu.
-będę.-zapewnił go wesoło i skupił się na tym co akurat leciało bo zaczynało go ciekawić.
-Ren....daj mi czasem płacić, ok? Ja też zarabiam i nie mam zamiaru być twoim utrzymankiem albo coś w tym rodzaju.-wywrócił oczyma i zaraz poprosił o rachunek.
-wcale aż tak nie marudzę.-zaśmiał się. Potem pojechał się przebrać a kiedy wyjeżdzali dał prowadzić bratu.-Shuji? Dziękuję że dzisiaj tutaj ze mną przyjechałeś.
-sądzę że to dobrze. Znaczy...wolałbym żeby cię nie bolało ale trzeba się cieszyć ze je czujesz.-powiedział starając się być bardziej delikatnym.-bardzo boli?
-rozumiem.-ucałował go w policzek. Wiedział ze chłopak miał od czego uciekać.-miałeś jakiś przyjaciół z którymi oglądałeś?
-wiem Ren...-powoedzial wstajac i lapiac go za rękę kiedy wychodzili.-wiem...i wiem ze się starasz. I to nie jest nic złego ze chcesz dla mnie jak najlepiej ale...nie chce żebyś ciągle za mnie płacił. Wiem ze myślisz ze tak jest lepiej bo masz więcej pieniędzy niż ja ale...wtedy czuje ssię jakbym był twoim utrzymankiem...
Yuji uśmiechnął sie do niego. -dziękuję. To faktycznie dużo.-zgodził się z nim.
-to mała przerwa. Przepraszam...Obiecuje ze będę bardzo delikatny. Obiecuje.-zapewnił go I na chwile zabwrdzo ręce.
-rozumiem. To smutne ze nie mogłeś nikogo do siebie zaprosić.-powiedział szczerze.-a chodziłes chociaż do znajomych? Wiesz na jakieś wieczorki filmowe?
-wiem Ren. Wiem.-uśmiechnął się do niego.-gdzie teraz?
-to nie takie proste. Ale się postaram.-zapewnił go unosząc kciuk do góry.
-dobrze. Będę bardzo delikatny ale jak coś to mów.-poprosił i znów zaczął masować mu nogi.
-okay, okay.-zgodził się i zmierzwił mu włosy.-W takim razie najlepsza będzie noc z horrorami.
-no bo...ja też się martwiłem, wiesz?-zerknął na starszego.-Też chciałem być pewien że wszystko będzie dobrze i...trochę się bałem sam zostawać.-przyznał szczerze.
-oj nie ważne.-zaśmiał się i zaraz ziewnął.-po lodach od razu wracamy, nie?
-tak jest dobrze?-spytał po chwili. Chciał mu pomóc i nie sprawiać dodatkowego bólu.
-aż tak? Nie no jeśli się boisz to możemy zrobić wieczór głupich komedii.-pokazał mu język.-z horrorami zawsze jest fajniej ale nie gwarantuję że moi znajomi nie zaczną straszyć.
-przecież mówiłem żebyś tego nie robił na środku drogi.-westchnął uderzając go lekko w ramię. Był cały czerwony na twarzy.
-więc na lody!-zaśmiał się. Po lodach kiedy już wracali Yuji przysnął w autobusie. Był na prawdę zmęczony po rehabilitacji.
-to dobrze. A druga noga?-spytał bo na razie rozmasowywał mu jedną.
-Lubisz ale jak masz obok misia do tulenia?-spytał śmiejąc się cicho.-ale wiesz...może ja też cię trochę postraszę?
-głupi...-burknął wywracając oczyma.-a to ty powinieneś się wstydzić bardziej niż ja.
Yuji obudził się w nocy żeby pójść do łazienki a kiedy zobaczył brata śpiącego na kanapie westchnął i podjechał bliżej. -Shuji wstawaj...przeziębisz się głupku...
-to dobrze. A druga noga?-spytał bo na razie rozmasowywał mu jedną.
-Lubisz ale jak masz obok misia do tulenia?-spytał śmiejąc się cicho.-ale wiesz...może ja też cię trochę postraszę?
-głupi...-burknął wywracając oczyma.-a to ty powinieneś się wstydzić bardziej niż ja.
Yuji obudził się w nocy żeby pójść do łazienki a kiedy zobaczył brata śpiącego na kanapie westchnął i podjechał bliżej. -Shuji wstawaj...przeziębisz się głupku...
[ok! ^^ ja mam sesję więc generalnie też rzadko teraz wchodzę]
-Nie wiem Ryu.-odpowiedział szczerze.-ale obiecuję że będe delikatny. Musimy obie nogi. Wiem że nie dajesz się lekarzom...a musisz mieć obie rozmasowane.
-ale jak cię będę straszył to nie będe misiem.-zaśmiał się cicho.
-Ren!-fuknął trochę na starszego. Złapał go za rękę i pociągnął w stronę wejścia do oceanarium.
-chodź do łóżka.-westchnął znów nim potrząsając.-coś się stało?
[dzięki przyda się XD a za pocztówkę dziękuję, ale nie trzeba]
-Wiem Ryu. Dlatego poprosili mnie.-przyznał szczerze.-Będę bardzo delikatny.-ucałował go w czółko.-Jasne że możesz się położyć.
-to kiepski układ.-zaśmiał się żartując.-Możesz się tulić.-dodał już całkiem poważnie.
-No już przestań.-zaśmiał się. Zaraz jednak umilkł zachwycając się pływającymi w akwariach kolorowymi rybami.
-ech...na pewno wszystko jest dobrze. Może dostał nocną zmianę albo coś...-zaproponował chłopak. Zaraz jednak przyszedł sms od Kenty. 'Z pracy zgarnęli mnie rodzice. Dopiero udało mi się dostać do telefonu. Jutro przyjeżdżamy do was po moje rzeczy. Przepraszam.'
-pójdziemy moje dzielne kochanie.-zaśmiał się i ucałował go w policzek. Pomógł mu przesiąść się na wózek.-leć sprzęt.-poklepal go po ramieniu.
-wiem miasiaku. Ale tak cały czas przy moich znajomych to wiesz...-zaśmiał się I musnal jego usta swoimi.
-co jeszcze można tu zobaczyć?-spytał wesoło. -chce zobaczyć jak najwięcej. A potem już wrócimy do szpitala, tak?
-ej...przeciez nie zrobią mu nic złego, będzie dobrze.-przytulił brata a po chwili przyszła wiadomość. 'Jest ok. pogadalismy i przyznali ze przesadzili i mogę iść studiować co chce. Nie martw się. Długo rozmawialiśmy I dlatego dopiero miałem okazję napisać ci co się stało.'
-dobrze kochanie więc dzisiaj ty prowadzisz.-powiedział pokazując mu język. Kiedy siedzieli już w samochodzie uruchomił GPS.-masz tam jakąś nazwę? Bo inaczej na prawdę będziesz musiał mnie nawigować.
-No cóż...ale jak będziesz się bał to siłą rzeczy zobaczą.-zaśmiał się.
-niestety...ale są bardzo silni.-zauważył chłopak.-Ren? Zawsze byłeś tak blisko z bratem?-spytał bo zdał sobie sprawę że nie rozmawiali wiele o takich rzeczach.
-wiem. Rozumiem cię.-zapewnił go.-Rano przyjadą to wszystko się wyjaśni. A teraz chodźmy do łóżka, ok?
-ok. Liczę na ciebie.-ucałował go w policzek i powoli ruszył. Najpierw jadąc w stronę lotniska tak jak mówił chłopak.
-Włączę ogrzewanie.-zdecydował wstając. Zamknął okno i włączył ogrzewanie. Skoczył jeszcze do kuchni i wrócił do salonu z dwoma kubkami gorącej herbaty.-Napij się.-Podał mu jeden i usiadł na kanapie.
-oj na pewno nie tylko nasza.-zaśmiał się.-A co na przykład robiliście?-spytał na prawdę ciekawy.
-daj spokój Shuji to nic nie da. Chodź. Pośpisz ze mną.-pociągnął lekko brata.-no chooooodź.-zamarudził mu trochę.
-ok.-tak już trafił bez problemu i zaparkował.-to tutaj? Czy chcesz żebym gdzieś podjechał? Dalej dojdziemy?-zasypał go pytaniami bo nie wiedział czego chłopak oczekuje.
-wiesz co? Cieszę się że ja jestem tym kimś.-powiedział tuląc go do siebie.-mów gdybyś czegoś potrzebował.
-oj daj spokój...opowiedz. Chcę wiedzieć jaki byłeś...wtedy będę wiedział jak bardzo się zmieniłeś i jak bardzo poprawiły się twoje stosunki z bratem.-powiedział wesoło.-opoooowiedz...
-dobranoc.-powiedział jeszcze Yuji i pojechał do swojego pokoju.
-jasne.-Ucałował go w policzek i wyszedł z samochodu. Wyjął wózek z bagażnika i potem pomógł chłopakowi na nim usiąść. Podał mu cały sprzęt i jak już zamknął samochód zaczął go prowadzić w stronę punktu widokowego.
-na prawdę.-zapewnił go i przytulił mocno do siebie.
-ech...to na prawdę byłeś okropnym bratem.-szturchnął go w ramię.-Musiało być mu ciężko.-zauważył.-Ale teraz jest już o wiele lepiej...cieszysz się, że tak jest?
Yuji wstał pierwszy i westchnął widząc że jego brat nadal jest na kanapie. Poszedł do kuchni zrobić śniadanie.
-już.-Jun podniósł się i wziął chłopaka na ręce. Po chwili już leżeli oboje na kocu.-Tak jest wygodniej patrzeć.
-zawsze jestem. Poza tym nie pracujesz po to żebym był ciebie dumny.-ucałował go w policzek.
-och...na prawdę byłeś okropnym bratem.-wywrócił oczyma.-wiesz co? Ja też się cieszę że już jest między wami lepiej. Inaczej byłoby strasznie mieć chłopaka ze złymi kontaktami z rodziną.
-Bo byłeś wczoraj przybity i pomyślałem że zrobię ci dobre śniadanie.-powiedział wesoło.
-wrócimy.-obiecał mu.-ja ciebie też kocham.-oddał pocałunek.-a na razie patrz na gwiazdy, ok? Nie ma śniegu ale jest zimni więc niedługo będziemy się zwijać.
-no tak.-zaśmiał się.-ale nie powinieneś tego robić zbyt często. Co jeśli nie będę mógł się skupić na pracy?
-Czemu? Wydają się bardzo mili...-powiedział przyglądając się mężczyźnie.-Znaczy...byli tacy an ślubie twojego brata. Nie poznałem tam tylko twojej mamy.
-nie. Przecież zapraszam go tylko na obiad.-wywrócił oczyma.-nie rozumiem czemu miałbyś się zmywać.
-ale tylko chwilę.-powiedział znów go przytulając.-Nie mów. Na pewno się spełni.-zapewnił go.-na pewno. Musisz w to wierzyć.-powiedział z uśmiechem.
-cóż...słyszałem że nasza siostrzyczka zwaliła ci się na głowę. Dzwonię żeby spytać czy sobie radzisz i czy nie przyjechać ci pomóc.-powiedział spokojnie.
-a no tak masz siostrę. Więc nie spotkałem twojej mamy i siostry.-pokiwał głową.
-no niby tak...ale to możemy wszyscy.-wywrócił oczyma.-chcę żebyśmy wszyscy razem zjedli obiad. Zrobię coś pysznego.
-no to idziemy.-Posadził go z powrotem na wózek który poprowadził w stronę samochodu.-masz już wszystkie odpowiednie zdjęcia?
-na pewno? Jakby coś to przyjadę i ci pomogę.-powiedział martwiąc się że mogła coś nagadać młodszemu bratu.-Nie będę ci już przeszkadzał ale jakby coś to dzwoń.
-powinienem się tego bać?-spytał a przed oceanarium wpadli na Takano i Tomo.
-ale po co tu romantyzm?-spytał nie bardzo rozumiejąc o co chodzi bratu.-Ja tylko chcę żeby zjadł z nami obiad bo zrobię coś dobrego.
-przecież wiesz że zawsze możesz mi robić zdjęcia.-zaśmiał sie.-pewnie lepiej by wyszło w jaśniejszym miejscu ale i tak ładnie.-powiedział otwierając samochód.
-ok, rozumiem. Potrzebujesz czasu.-powiedział spokojnie.-nie przyjadę na razie ale jakby coś to dzwoń.-poprosił.
-był grzeczny.-dodał zaraz Takano który cieszył się z tak spędzonego dnia.-a jak wasza randka? Może razem pójdziemy na jakiś deser?-zaproponował.
-i tak miało być curry bo Kazu bardzo je lubi.-pokazał mu język.-a na razie jedz szybko bo twój facet ma przyjść z rodzicami po swoje rzeczy.
-dobrze. Wtedy będę mógł się przytulić do mojego misia.-powiedział zerkając na chłopaka.
-zrozumiałbym.-przytaknął głaszcząc go po włosach.-chodźmy na spacer.-zaproponował widząc jak pieski się kręcą.
-Tomo ale jak jesteś zmęczony to nie musimy.-powiedział Takano trochę zaczynając się martwić.
Kobieta poprosiła o herbatę a mężczyzna o kawę. -ja zrobię.-zaoferował się Yuji i wrócił do kuchni. Kobieta za to podeszła do półki ze zdjęciami. -gdzie są wasi rodzice?-spytała tak jakby chciała z nimi porozmawiać.
-zrobię.-odpowiedział spokojnie.-Ty się będziesz mył a ja zrobię ci herbatę. Rozgrzewająca kąpiel też ci się przyda.-powiedział z uśmiechem.
-hmmm w sumie myślę że możemy tam zajść. Ale to kawałek stąd. Nie przeszkadza ci to?-spytał zerkając na niego.
-no dobrze. To zrobimy sobie na lodach.-obiecał mu i zaczął prowadzić wózek.
-Mieszkacie całkiem sami?-kobieta podeszła do chłopaka i objęła go delikatnie.-Jak sobie radzicie? Kto wam gotuje?-spytała. -ja.-odpowiedział wesoło Yuji wjeżdżając do salonu z tacką na kolanach. Miał na niej dwa kubki z gorącymi napojami które następnie położył na stoliku.
-jakiej?-spytał wesoło.-Cieszysz się, że nie będziesz mnie już potrzebował?-spytał zerkając na niego. Jechał spokojnie autostradą.
-mhm...No to pójdziemy.-zgodził się.-bardzo często się tam bawiłem z Yasu i innymi. Nawet jak trochę podrośliśmy.-powiedział na razie nie zdradzając mu za wiele.
-No kochanie treningu to mi akurat nie brakuje. Ciągle tylko cię noszę.-pokazał mu język.-Jeśli komuś za dużo piwa to chyba tobie braciszku.-poklepał wesoło starszego.-Kaneki pewnie potwierdzi.
-Kenta?-kobieta spojrzała na swojego syna. -Bardzo nam tutaj pomagał.-dodał nieśmiało Yuji. Chciał trochę wesprzeć brata bo widział że teraz starszy bardziej się boi.
-głuptasie...oczywiście że to nic złego. Ja też się ciesze że możesz być bardziej samodzielny. Jestem w tedy spokojniejszy i się aż tak nie martwię.-przyznał szczerze.
-Nie. W sumie już dawno tam nie byłem.-przyznał ze śmiechem.-Przejdziemy plażą.-powiedział puszczając psiaki żeby chociaż chwilę same pobiegały.
-wiem wiem.-zaśmiał się Takano.-Tak tylko się śmieję. Że mi dokazuje a sam staruszek tyje.-pokazał język bratu. tak na prawdę tylko żartował. Brakowało mu tego za dzieciaka i cieszył się że w końcu ma okazję.
Yuji pociągnął brata na kolana. Nie chciał się za bardzo mieszać. Zerknął więc na Kentę żeby ten przejął inicjatywę. Przecież oni nie mieli pojęcia jak się sprawy mają.
-dobrze. W razie czego przyjdę.-obiecał mu i zwolnił kiedy wjechali do miasta.
-widzę. Ale idź nadal ostrożnie.-poprosił zerkając na chłopaka.-Ja też się cieszę.-dodał obserwując biegająe pieski.
-chowaj ten tłuszcz.-zaśmiał się Takano. A kiedy w końcu dojechali do lodziarni zajął stolik.
Yuji westchnął ciężko. Poklepał brata po plecach żeby ten poszedł pomóc chłopakowi. Shuji wstał i poszedł za Kentą do swojego pokoju. -więc? Co się stało?-spytał kiedy byli sami.
-oczywiście że przyjadę.-zapewnił go.-to jutro mam się spotkać z Chrisem czy dopiero w poniedziałek?-spytał parkując w końcu przed ich blokiem.
-hmmmm...myślę że tak.-zgodził się i skinął głową. W pewnym momencie zawołał psiaki i z powrotem wziął je na smycz.-teraz pójdziemy w górę tymi schodami.-wskazał na kamienne stopnie.
-jakieś czekoladowe.-powiedział chłopak. Takano wstał i poszedł zamówić dla wszystkich po deserze lodowym z wybranymi przez nich smakami.
-na prawde? To wszystko?-spytał pomagając mu z pakowaniem.-więc czemu tutaj przyjechali? Mogłeś przecież sam wziąć swoje rzeczy...
-to nic skarbie. Poza tym masz jeszcze czas.-obszedł samochód i jak już wyjął wózek podszedł do chłopaka i pocałował go delikatnie.-Masz całe trzy dni. A nawet jak wszystkiego nie zrobisz to już i tak zrobiłeś dużo. Nie popędzaj się.-poprosił.
-My znajdywaliśmy je jak byliśmy dziećmi.-przyznał szczerze.-Tutaj mało osób przychodzi.-dodał idąc dalej.
-no dobrze...ale gdyby coś się działo to dzwoń.-poprosił go. Nachylił się żeby zrobić im zdjęcie po czym wrócił do jedzenia.
-zaraz, zaraz...wróć...-chłopak potrzebował chwili żeby przetrawić to zdanie.-POWIEDZIAŁEŚ IM O NAS!?-krzyknął nie mogąc w to uwierzyć.
-tak.-zmierzwił mu włosy i podał cały sprzęt. Potem już poprowadził wózek do domu.
-i wiele więcej.-zaśmiał się niczego mu nie zdradzając. Kiedy w końcu doszli na samą górą dotarli do opuszczonej starej świątyni.-bawiłem się tutaj jak byłem młodszy. Wiesz, testy odwagi, opowieści o duchach.-zaśmiał się.
-Musisz spróbować wymysłów Takano.-powiedział ren klepiąc brata po ramieniu. Młodszy nie wiedział jak zareagować. Pierwszy raz został tak pochwalony przez brata.
-ale...to za szybko.-powiedział trochę się jednak obawiając.-Poza tym mogłeś mnie uprzedzić. Wiesz...pierwszy wrażenie i inne takie.-wymamrotał-a tak o...patrz jak wyszło...
-dobrze...-Jun postawił przed nim kubek gorącej herbaty i wrócił do kuchni. Zrobił drugą herbatę, tym razem gorzką i poszedł do łazienki.-zostajecie.-oznajmij nawet nie chcąc słuchać marudzenia.
-pudło słoneczko. To znaczy, przyznaję że udawałem że nim mnie nie rusza ale ja to wszystko wymyślałem. Przychodziliśmy tutaj spać pod namiotami jak byliśmy trochę starsi.
-wiem wiem.-zaśmiał się.-Ren? Dzięki.-uśmiechnął się jeszcze do brata i wrócił do swoich lodów.
-wiem...ale co mówili jak mi powiedziałeś.-westchnął patrząc na niego.
-i tak go zabierz.-poprosił.-i niech się napije herbaty. Wołaj jakby coś.-powiedział i wrócił do salonu.
-ja nic.-zaśmiał się.-wszystko opierało się na tutejszych legendach. O duchu mnicha który się powiesił.-powiedział.-rozpalaliśmy ale dopiero jak wszyscy wykonali zadanie.
-tak jakoś.-wzruszył ramionami bo sam nie wiedział jak to wyjaśnić.-ok...skoro to nic poważnego.-uśmiechnął się.
-na prawdę?-wstał z łóżka i się przeciągnął.-to wracajmy bo Yuji będzie na mnie potem zły że go tak zostawiłem.-powiedział i wyszedł z pokoju.
-spokojnie.-pogłaskał chłopaka po włosach. Chwilę później Koki wyszedł z Keiichiro na rękach.-widzisz? Zdaje się że chwilowo mu przeszło. Idź się umyć.
-nie każdemu się udawało.-przyznał wesoło.-A zadanie polegało na przyniesieniu zapałek leżących pod zawieszonym na suficie sznurem.
-Już wracamy.-powiedział i poprowadził wózek do szpitala. Kiedy dotarli ułożył chłopaka w łóżku i odwrócił się do brata.-o czym chciałeś porozmawiać?
Shuji usiadł z powrotem na kolanach brata i zapadła dość niezręczna cisza. Zupełnie nie wiedział co powinien zrobić.
-jasne leć. Zajmę się nim.-powiedział poganiając go ruchem dłoni.
-spokojnie? Jak chcesz to zostaniemy aż się ściemni. I już nie będzie tak spokojnie.-powiedział śmiejąc się cicho.
-chodzimy. Poszliśmy przed ślubem żeby mieć pewność że wszystko jest dobrze.-zapewnił go. Zaraz odebrał zaproszenie od brata.-Gratulacje!-powiedział czytając wszystko dokładnie.-jasne że wpadniemy.-uniósł kciuk do góry.-dzięki za zaproszenie...
-dostałem się na sportową uczelnię w Kioto...mam zamiar tam trenować piłkę nożną...-wyznał szczerze.
-widzę skarbie.-idź pierwszy do łóżka, ok? Ja zerknę co z Keiichiro i poczekam aż Koki wróci.-powiedział i poszedł do pokoju gościnnego.-kiedy okazało się że wszystko gra wrócił do salonu.
-nie zostawię.-zaśmiał się.-jak się boisz to możemy iść. Nie chcę cię straszyć.-powiedział przytulając go do siebie.-Mogę cię tylko zapewnić że przez te wszystkie lata żadnemu z nas nic się nie stało. Ducha też nie widzieliśmy.
-Jasne. Obgadam to jeszcze z Tomo.-zapewnił go.-serio gratuluję. Mój starszy brat został kimś tak ważnym.
-tak wyszło.-Shuji zerknął na Kentę a potem znów na kobietę.-Przyjechali zobaczyć jak gram i dostałem stypendium.
-nie ma sprawy.-poklepał go po ramieniu i poszedł się umyć. Westchnął kiedy wszedł do sypialni i zobaczył śpiącego chłopaka. Zapisał wszystkie zmiany i odłożył laptopa na bok. Ułożył chłopaka wygodniej i położył się obok obejmując go delikatnie.
-Dlatego mówię że nie musimy zostawać.-powiedział obejmując go mocniej.-Ja cały czas będę przy tobie.
-Będzie dobrze. Oboje macie czasochłonną pracę ale jestem pewny że sobie poradzicie.-uniósł kciuk do góry.
Shuji pokręcił energicznie głową. -ja nie mogę. Treningi zaczynają się z samego rana, potem mam zajęcia a potem znów trening do wieczora...-wyjaśnił.-Mam przydzielony pokój w akademiku. Mamy tam taki specjalny.
Jun otworzył oczy kiedy poczuł na sobie ciężar. Nie budził jednak chłopaka tylko objął go ramieniem i wrócił do snu z uśmiechem na ustach.
-dobrze dobrze.-zgodził się i pogłaskał psiaki.-a na razie patrz jaki ładny zachód mamy.-wskazał ręką w stronę morza.
-Jak to jak? Ren...to nie tak że w ogóle nie będziecie mieli dla siebie czasu. Na początku będzie go mniej to oczywiste ale z czasem kiedy już spokojnie będziesz ogarniał co i jak w pracy będziecie mieli czas dla siebie.
-no tak...-chłopak zamilkł a potem znów się odezwał bo coś nie dawało mu spokoju.-Mogę zadać jedno pytanie? Dlaczego chciała Pani żebyśmy razem mieszkali.
-hej.-Jun roześmiał się cicho i przytulił go mocno do siebie nie pozwalając zejść.-wygodnie się spało?
-ciesze się że ci się podoba.-powiedział mierzwiąc mu włosy.
-głupi...-wywrócił oczyma.-On przecież wie i rozumie że będziesz miał mniej czasu. I na pewno się cieszy z twojego awansu. Poza tym słuchaj co się do ciebie mówi. To nie tak że cały czas będzie tak mało tego czasu. Nie rzuci cię. Spokojnie.-poklepał brata po ramieniu.
-Łatwiej nam będzie...? Co?-spytał nie bardzo rozumiejąc czemu Kenta przerwał swojej mamie.-W każdym razie...nie będziemy aż tak daleko więc będziemy się odwiedzać jeśli nie będę miał treningów...
-spokojnie kochanie. Może nie skończyłem tego co zacząłeś ale zapisałem ci wszystkie zmiany.-zapewnił go.-Nie panikuj.
-cóż...to nie tak że ich nie lubię. Raczej mam do nich neutralny stosunek. Są piekne ale to nie tak że je uwielbiam.-przyznał wesoło.
-Całą cysternę ci postawię.-zaśmiał się.-Nie martw się serią...Nawet jeśli miałby cię rzucić to nie przez brak czasu więc o to się nie martw.-wziął łyk kawy.
W tym momencie obaj bracia nie bardzo wiedzieli jak zareagować i z trudem powstrzymywali śmiech. -Yuji obiecał mnie uczyć...-zaczął starszy.-poza tym tam mamy stołówkę. I już mi przekazali że muszę na nią chodzić...i mam zjeść wszystko co mi nałożą. A ponoć mają tam ogromne porcje...
-a tak mi fajnie...ale faktycznie trzeba wstać.-westchnął puszczając chłopaka.-W koncu dzisiaj mam rozmowę z tą uczennicą i muszę być trochę wcześniej.-przypomniał sobie i usiadł.
-Z tobą wszystko.-powiedział i ucałował go w policzek.
-Ale wiesz że samo nic się nie robi, prawda? Wiem że pewnie to wiesz ale...musisz się starać mieć ten czas. I zabieraj go od czasu do czasu na randki. Ale takie zwykłe. Spacer jakiś, kino.
-ale na prawdę nie trzeba...-powiedział Shuji bo wiedział że nie tylko on czuje się z tym nieswojo. -ja umiem gotować. Gotuję nam już dobre 6 lat...radzimy sobie.-dodał Yuji wystawiając głowę zza ramienia brata.
-dzisiaj nie. Przepraszam kochanie.-ucałował go w policzek. wstał z łóżka i podszedł do szafy.
-jasne. Coś lekkiego i pysznego. Co być chciał?-spytał głaszcząc trochę pieski.
-NORMALNE braciszku.-powtórzył Takano naciskając mocno na to słowo.-NORMALNE. Czyli jakieś KINO, spacer, oceanarium, basen i inne ZWYKŁE rzeczy. Możesz kupić jakieś dwa kawałki ciasta z cukierni na zwieńczenie randki deserem w domu.-wyjaśnił mu spokojnie.-I wybij sobie z głowy opery, mega drogie restauracje i bale. Bale zwłaszcza. Nie męcz chłopaka, co?
-Moja przyszła kto?-Shuji patrzył na niego szeroko otwartymi oczyma a Yuji roześmiał się wesoło. -chyba nie mamy wyjścia braciszku.-zaśmiał się młodszy.-I lepiej jeśli będziemy chodzili obaj. Żeby mogła nas rozpoznawać jak już zejdę z tego wózka.
-jasne. Szykujcie się a ja was zawiozę.-powiedział kończąc jeść śniadanie.-nie musisz się też zbytnio śpieszyć.-dodał widząc jak zestresowany jest mężczyzna.-wszystko będzie dobrze.-poklepał go po ramieniu.
-chcesz wracać? Nie musimy tutaj siedzieć.-powiedział widząc jak chłopak się trzęsie.
-Wiem Ren. Znam to i wiem jak ciężko jest się przestawić ale to jest właśnie kilka takich rzeczy które musisz zapamiętać. Wtedy będzie ci trochę łatwiej.
Obaj bracia nie zdążyli nic odpowiedzieć. Spojrzeli tylko zdezorientowanym wzrokiem na Kentę.
-a nie mówiłem? Zostańcie ile będzie potrzeba.-powiedział i otworzył im drzwi. Potem zawiózł ich prosto do szpitala.-Jakby coś to dzwoń.-powiedział jeszcze do Kokiego i pojechał na uczelnie. Spóźniony był zaledwie 10 minut.
-Co odważniejsi.-zaśmiał się.-Ja nigdy nie wierzyłem w duchy więc dla mnie to nic takiego.
-wiem...widzę.-uśmiechnął się lekko i wziął łyk kawy.-zmieniłeś się też względem mnie...
-I co teraz Shuji? Wszystko twoja wina.-zaśmiał się młodszy trochę łaskocząc brata. -wcale nie moja!-odburknął starszy schodząc z kolan brata -twoja. Więc pomożesz mi zrobić curry.-pokazał mu język i ruszył do kuchni.
Jun odpisał mu że nic się nie stało i najwyżej potem pokaże mu prezentacje po czym zaczął prowadzić zajęcia. Kiedy się skończyły skoczył po chłopaka do kawiarni. -Ja też już skończyłem więc mogę cię zawieźć na rehabilitacje.-powiedział zatrzymując się przy jego stoliku.
-Jasne.-Hiroki wziął smysze w jedna rękę a drugą cały czas trzymał dłoń chłopaka. Zaczął spokojnie schodzić ze schodów.-ale uważaj i patrz pod nogi.-poprosił. Objął go ramieniem dopiero kiedy byli już na plaży.
-Cóż...przyleciałeś nim tutaj więc i tak nie mamy wyjścia.-zauważył ze śmiechem.-ja nie mam nic przeciwko. Sądzę że Tomo wyjątkowo też nie będzie miał.
Yuji zabrał się za te bardziej skomplikowane czynności. -To było dziwne prawda?-spytał zerkając na brata.-Kiedy nas tak przytuliła...
-oj nic się nie stało. Przecież moje nie są jakoś bardzo obowiązkowe dla ciebie.-powiedzial i machnął ręką.-zawiozę cię i od razu sprawdzę co u Keiichiro.
-oj...ale zawsze obronię to moje strachadło.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.
-Spokojnie. On i tak się pewnie domyśla jak będziemy wracać.-zaśmiał się.-Myślę że Tomo już się przyzwyczaił że czasem jest trochę bardziej bogato.
-Mhm...tak ciepło.-uśmiechnął się. Kiedy Shuji skończył z krojeniem Yuji wrzucił wszystko do garnka i zaczął doprawiać.
-sprawdzę nie martw się.-obiecał mu z uśmiechem.-A potem przyjdę do ciebie.
-twój twój.-zgodził się poprawiając go sobie na plecach.-zmęczony?
-no nie było.-zgodził się.już idę.-Wstał i szybko poszedł do sali Tomo. Kiedy tylko wszedł od razu podszedł do łózka.-Co się stało skarbie?-spytał zmartwiony.
-wiem...dla mnie też.-uśmiechnął się lekko. Dał się gotować curry i napisał smsa do Kazuo żeby wpał na obiad.
-mhm...no jeśli tak chcesz.-stanął na światłach.-ale na pewno nie możesz się poddać. Musisz walczyć kochanie.-powiedział zerkając nie niego póki stali.
-no czasem tak.-zaśmiał się i postawił chłopaka na ziemi kiedy doszli do końca plaży. Zawołał pieski żeby znów założyć im smycze.
-Ja ciebie też.-ucałował go w policzek.-A to był tylko sen. Nic więcej.-dodał spokojnie.
Otworzył mu Shuji i wpuścił go do środka. -obiad zaraz będzie.-poinformował.
-cóż...po rozmawiałem z nią i powiedziała ze to przemyśli. Nie chciałem niszczyć jej marzeń ale musi sobie zdawać sprawę z tego jak wygląda rzeczywistość. Potem podeszła do mnie na początku zajęć i powiedziała ze rezygnuje.
-ale dzisiaj możesz. Dzisiaj miałeś ciężki dzień.-uśmiechnął sie do niego.
-zrobię. Jakiś tematyczny wymyślimy.-zaproponował z uśmiechem.-jakiś mózg albo coś.-zaśmiał się.
-spokojnie on tylko pomagał. Ja gotowałem.-zapewnił go Yuji i zawołał brata żeby ten pomógł mu z nakładaniem. Na wózku byłk to jednak dość ciężkie.
-nie będę jej do niczego zmuszał. Czasem w trakcie studiów po prostu ludzie zdają sobie sprawę ze to nie dla nich. Nas zostało ledwo 5. I to nie tak ze tamci odpadli przez egzaminy. Uznali ze to nie dla nich.-powiedział a zaraz zaparkował pod szpitalem.
-jasne. W nocy I ja lubię mieć swojego misia.-ucałował go ukradkiem w policzek.
-ze skalpelem i innymi przyzadami. Myślę że to byłoby fajne.-ucałował go.-I jak zwykle będziesz moim krytykiem projektów.
Yuji razem z bratem nałożył porcje dla każdego. Juz po chwili siedzieli przy stole z parujacymi talezami curry. -smacznego.-uśmiechnął sie Yuji.
Jun odprowadził go do sali rehabilitacyjnej a potem poszedł sprawdzić co z Keiichiro. -i jak?-spytał Kokiego.
-no cóż kochanie...nie wiem czy w takim wypadku na samej kąpieli się skończy.-pocałował go w usta.-a przecież jutro praca...-uśmiechnął sie łobuzersko.
-wiem ze mogę liczyć na mojego krytyka.-zaśmiał się I pogłaskał go po policzku.
-um....cieszę się że ci smakuje.-uśmiechnął sie słodko I wrócił do jedzenia.
-na pewno będzie dobrze.-powtórzył jeszcze.-na pewno będzie. Gorączka juz mu spada wiec na pewno będzie lepiej. Po rehabilitacji Ryu wpadniemy tutaj razem. Przekażę mu tez jak się tutaj sprawy mają.-zapewnił go.
-mhm...obiecuje ze zrobimy to tylko raz i ze będę delikatny. Wszystko po to żebyś jutro dał radę w pracy.-obiecał mu I przytulił do siebie.-zimno? To chyba pora na coś gorącego w gorącej kąpieli.-pocałował go namiętnie.
-ale gdyby coś to dzwoń...-poprosił go jeszcze i ucałował w czoło.-przynajmniej z tobą porozmawiam.-uśmiechnął sie. Chciał byc dla niego wsparciem zawsze.
-um...no juz dobrze.-zaśmiał się jedząc swoją porcje.-jakbyś chciał to jest dokładka bo u gotowałem dużo.
-na pewno. Bądź cierpliwy i wierz w niego. Na pewno będzie lepiej.-poklepał go jeszcze po ramieniu i wyszedł żeby za bardzo im nie przeszkadzać. Poszedł prosto do sali rehabilitacyjnej.
-Mhmmmm.-Hiroki trzymał go delikatnie za dłoń.-chcesz kąpiel z jakąś pachnącą pianą?-spytał kiedy chłopak otwierał drzwi o łazienki.
-Jeśli będę miał jakiś zły sen to zadzwonię.-obiecał mu.-W końcu to ma działać w dwie strony, prawda skarbie?
--nie prawda!-zaśmiał się wesoło.-po prostu...um...po prostu ci mówię że jakbyś jeszcze chciał to jest. I no...wiem jak to lubisz i...i po prostu chcę żebyś dobrze jadł...-wymamrotał cicho.
Jun zatrzymał się w drzwiach widząc tę scenę. Nie był pewny czy chłopak na pewno chce żeby on tu był. Wziął głęboki wdech i jednak podszedł bliżej. -Keiichiro spada gorączka. Koki nadal się martwi ale możemy ich odwiedzić jak skończysz rehabilitację.-poinformował go.
-Ja też.-przyznał z uśmiechem. Wlał do wody trochę kokosowego płynu do kąpieli który zaczął tworzyć pachnącą pianę. Odsunął się wtedy od wanny i zdjął bluzkę.
-dobranoc.-Takano ucałował go w policzek i posiedział przy nim jeszcze chwilę. Wyszedł z sali kiedy był pewny że chłopak spokojnie śpi.
-No bo...musisz jeść żeby mieć siłę na rehabilitację i w ogóle...
-spokojnie...tobie też na pewno niedługo się poprawi.-powiedział obejmując go delikatnie.-więc spokojnie. Może spróbujesz jakiś innych ćwiczeń?
-Oj...przy tobie nie jestem aż takim.-zaśmiał się i oddał pocałunek. Kiedy wody było dostatecznie dużo zakręcił ją. Przeciągnął się lekko i zdjął bokserki. Wszedł do wanny i oparł się o jedną ze ścianek.-czekam kochanie.-powiedział wodząc za nim wzrokiem.
Mężczyzna zaśmiał się cicho. Kiedy skończył jeść śniadanie przygotował coś lekkiego dla swojego męża. Z zapakowanym jedzeniem poszedł do szpitala i z uśmiechem wszedł do sali partnera. -aż takie niedobre dostajesz tu jedzenie?-spytał podając mu coś o wiele lepszego.
-oj spokojnie. To na pewno ci nie grozi.-zaśmiał się wesoło.
-odpocznij chwilkę.-poprosił go.-Może najpierw spróbuj coś żeby te nogi ruszyć?-zaproponował.-wiesz...jeśli chcesz to poszlibyśmy na basen. Żeby wodą ci je pomasować. Takie jakuzzi.-zaproponował. Nie mogli tego zrobić u siebie na balkonie bo było za zimno.
-oj ale ty bardziej.-pokazał mu język śmiejąc się wesoło. Przytulił do siebie chłopaka i wziął głęboki wdech. Tyle było mu potrzeba do szczęści.
-wygląda okropnie.-mruknął patrząc podejrzliwie na papkę i niespecjalnie mając ochotę ją próbować.-cóż...zrobiłem ci coś lekkiego żeby się nie czepiali.-powiedział całując go jeszcze w policzek.-dla mojego kochanego męża wszystko.
-ale się nie przemienisz.-pokazał mu język.-przecież od czasu do czasu możesz tak zjeść...
-Wiem Ryu-chan...ale przecież nie będzie całkiem nagi. Będziesz w kąpielówkach.-zauważył.-przemyśl to jeszcze. Nie będę cię do niczego zmuszał.-zapewnił go.-Pomyślałem po prostu że to mogłoby ci pomóc.
-ja też się cieszę.-Powiedział też się odprężając. Chwilę tak tylko siedział tuląc do siebie chłopaka i chłonąc chwilę.
-dlatego przynoszę ci coś od siebie.-powiedział patrząc na niego z uśmiechem.-smakuje?
-Oj nie przesadzaj.-wywrócił oczyma.-zaprosiłem cię i jeszcze marudzisz.-pokazał mu język śmiejąc się cicho.
-wiem że się martwisz.-powiedział obejmując go delikatnie.-Ale cały czas będę przy tobie.-zapewnił go.-niestety nie mogę tutaj nam załatwić takiej prywatnej przestrzeni jak zrobiłem to w onsen.-dodał.
-Mhm...ja ciebie też kocham...-powiedział całując jego kark i ramiona.
-cieszę się.-uśmiechnął się.-Ren zaakceptował więc nie ma problemu.-powiedział wesoło.
-oj to już mi nie marudź.-zaśmiał się i skończył jeść. Wziął łyk wody.
-prawda. Jeśli będziesz się bał albo czuł nieswojo to po prostu wyjdziemy.-zapewnił go.-I pójdziemy kiedy będziesz chciał. A na razie spokojnie wracaj do ćwiczeń.
Hiroki uśmiechnął sie lekko. Czuł przyjemne mrowienie. Zaczal dłońmi jeździć po torsie partnera. W pewnym momencie zaczął bawić się jego sutkami.
-jeśli chcesz to mogę.-uśmiechnął sie podając mu tez herbatę.-ale ja ciebie mocniej kocham.-zaśmiał się całując go w policzek.
-nie!-zaprotestował.-no przecież jesteś gościem...-powiedział zbierając talerze. -Yuji.-starszy z braci poszedł za młodszy i mu pomógł.-Kenta mi napisał ze chce się przejść wiec zostawię was chwile samych.-pokaż mu język.-słyszałes Kazuo!?-krzyknął wesoło.
Jun odsunął sie żeby nie przeszkadzać rehabilitantowi. Dopingować jednak Ryu żeby dodać mu energii.
Hiroki zamruczal czując coraz większe podniecenie. Całował go po karku i ramionach. Dłonią zjechal nizej do penisa chlopka i zaczal go masowac.
-hm.....wiesz myślę że możemy nawet wyjść do ogrodu. O ile oczywiście dobrze się czujesz.-powiedział z uśmiechem.
-a co? Zastanawiasz się ile masz czasu?-spytał starszy śmiejąc się cicho.-a tak poważnie to nie wiem. Obawiam się ze skończymy w jego domu a jego rodzice znów zasypią mnie pytaniami.-przyznał szczerze.
Jun podszedł bliżej i stanął za chłopakiem. -Ryu? Spokojnie. Jestem za tobą i jak coś do cię złapię. Więc nie bój się, ok? Spokojnie i powoli.
Hiroki uśmiechnął się i polizał chłopaka po uszku by zaraz do niego szepnąć. -Jakbyś chciał dzisiaj to zrobić?-spytał jednocześnie przesuwając dłonią po całej długości penisa chłopaka a drugą masując jego jądra. Od ruchów chłopaka czuł narastające podniecenie.
-Mhm...więc jak odpoczniesz to pójdziemy.-obiecał mu.-będziesz siedział cały czas na wózku więc nie powinno być problemu.-zauważył z uśmiechem.
-um...mamy...-Yuji zarumienił się okropnie i skończył myć naczynia. Shuji wtedy ubrał buty i wyszedł z mieszkania.
-powoli, powoli.-powiedział przechodząc jednak do przodu.-tak będzie mi łatwiej ciebie łapać.-wyjaśnił z uśmiechem.
-mhmm...-ucałował go w uszko nie chcąc się przyznawać że to i jego pierwszy raz.-no to może od tyłu skarbie? Tak powinno być wygodnie.-zaproponował nie przestając go pieścić.
-tulenia bardzo. Brakuje mi mojego misia.-przyznał przysuwając bliżej krzesło.-ale mnie nie kopiesz więc nie ma problemu.-pokazał mu język.
-um...ja ciebie też...-powiedział rumieniąc się okropnie i kładąc dłonie na dłoniach chłopaka.-może w coś pogramy?-spytał wskazując na konsolę.
-wiem Ryu...ale spokojnie. Spróbuj i się nie bój bo ja na pewno cię złapię.-powiedział uśmiechając się do niego zachęcająco.-powoli i spokojnie. Nie musisz się śpieszyć.-powiedział lekko wyciągając dłonie w jego stronę.
-dobrze.-powiedział z uśmiechem. Przesunął jedną dłoń na pośladki chłopaka i ścisnął jeden delikatnie. Potem wsunął w niego jeden palec i zaczął nim poruszać. Drugą dłonią wciąż masował jego męskość.-już na prawdę jesteś twardy skarbie.-zauważył całują go po szyi.
-uwielbiam z tobą spać.-zapewnił go wesoło.-ale nie kopiesz mnie przecież jak śpimy razem mój misiu.-powiedział trzymając go za rękę.-potulimy sie jak już wyjdziesz z tego szpitalnego łóżka.-obiecał mu.
-um...więc chcę usiąść przodem do ciebie. Ja też chcę się przytulić.-powiedział cicho.
-nie przepraszaj mnie głuptasie.-powiedział przytulając go do siebie.-przecież wiadomo że nie uda się od razu.-zauważył głaszcząc go po włosach.-powoli i spokojnie a w końcu się uda. A na razie, jeśli jesteś zmęczony to lepiej skończyć na dziś.-dodał.
-mhm już dobrze.-powiedział wyjmując palec.-więc oprzyj się ładnie rączkami a tamtą ściankę wanny i możemy zaczynać.
-Wiem kochanie wiem...-pogłaskał go po dłoni.-Ren powiedział że jak wyjdziesz to od razu wracamy do japonii. Co prawda mówił żebyśmy zostali z dwa, trzy dni w Tokio i dopiero potem wrócili do Yukan. Chce żebyś odpoczął po locie przed kolejną podróżą.
-mou...nie rób mi tak.-wymamrotał zaraz mocno się do niego przytulając.-Shuji będzie się nabijał...
-Ryu....wiem jak się czujesz, ale spokojnie. Dopiero zacząłeś probe ustania na nogach. Daj sobie trochę czasu,dobrze? Nie załamuje się. Wszystko będzie dobrze.-zapewnił go I przytulił delikatnie do siebie.-wyplacz się jeśli potrzebujesz. Jestem przy tobie i zawsze będę. Dlatego nie masz się czego bać.
Hiroki podnosząc się przejechał dłońmi po udach chłopaka na końcu ściskając jego wypiete pośladki. W końcu nakierowal swojego penisa na jego wejście i zaczął powoli wchodzić.
-I tak Ci przynosze wiec nie masz co marudzić.-zaśmiał się cicho.-ale masz rację...ja tez juz chce do domu. Trochę szkoda ze nie udało nam się zwiedzić Australii, ale jeszcze to nadrobimy. Wtedy znów oddam ci pałeczkę bo na prawdę cieszyłem się na podróż w twoim stylu. Wiesz...nigdy tego nie robiłem.
-um...-chłopak patrzył na niego chwile dość niepewnie by po chwili uśmiechnąć się wesoło.-masz rację.-powoedzial tulac się do niego. Odsunął jego włosy z szyi i zrobił mu malinke za uchem.
-juz, już...-pogłaskał go po włosach i juz tylko tulił do siebie. Pozwolił mu płakać. Chciał żeby chłopak to wszystko z siebie wyrzucił. Uznał ze wtedy może poczuć się lepiej.
Hiroki dał mu lekkiego klapsa. -zniecierpliwiony jesteś.-zaśmiał się I zaczął się w nim szybko poruszać. Dłońmi piescil jego męskość.
-oj jak mozesz narzekać to już czujesz się lepiej.-zaśmiał sięiI pogłaskał go po policzku.-i wyglądasz lepiej. Ciesze się.
-um...czemu nie możesz...? Komu nie możesz?-spytał tulac się do niego.-ci co nas znają to wiedząc że jesteśmy razem...-zauważył z rumianymi policzkami.
-jasne.-Jun wziął go na ręce i posadził na wózku. Podał mu tez chusteczki.-lepiej(-spytał ocierajac mu łzy z policzków
Hiroki starał się dawać partnerowi jak najwięcej przyjemności. Jedna ręke przesunął na tors chłopaka i zaczął bawić się jego lewym sutkiem. Sam oddychal juz dość szybko i czuł coraz większe podniecenie.
-no dobrze. Ale nie za długi bo mnie Ren zabije.-zaśmiał się I pomógł mu przesiąść się na wózek. Okryl jego nogi kocem.
-mhm no tak...-zgodził się.-ale będę dopytywac...przepraszam. Nie powinienem jej robić.-powiedział dotykając palcami wykonana przez siebie malinke.
-jest lepiej. Ale z reszta sam zobaczysz.-powiedział wjeżdżając do windy i wciskajac guzik z odpowiednim numerem piętra.-gorączka mu spadła.-dodał kiedy jechali w góre.
-mhm...pierwszy raz robiliśmy to w tej pozycji wiec...było.-zgodził się nadal starając się unormowac oddech.-i tk byl tez moj pierwszy raz w wannie.-przyznał się.-ale mam nadzieje ze nie ostatni.
-jeśli będziesz chciał. Ale potem, dobrze?-powiedział na razie spacerując z nim parkiem.
-co? Ja...um...bo...no bo...um...tak jakoś...-zajakal się I okropnie zarumienil by zaraz schować twarz w torsie chłopaka.
-wszystko dlatego ze jesteś takim uparciuchem. Odpoczniesz I będzie dobrze.-zapewnił go. Wszedł z wózkiem do sali Keiia i przywitał się z Koim uśmiechem.
-po prostu się starałem żeby było ci dobrze.-wyjaśnił całując go w policzek. Nałożył toche mydła na gąbkę i zaczął myć chłopaka.-drugim razem na pewno będzie jeszcze lepiej.
-myślisz? Trochę jednak balbym się go zabierać. Oczywiście zabierzemy go na Hawaje di willi mojego ojca albo drugi raz do Francji. Ale tutaj chciałbym przyjechać tylko z tobą.-wyznał szczerze.
-I śmiejesz się ze mnie....-wymamrotal cicho.-a mnie zawsze wiele odwagi kosztuje każdy bardziej intymny krok w naszym związku...-powiedział wciskajac się w niego jeszcze bardziej.-ja ciebie tez kocham...
-lepiej. Gorączka juz prawie całkowicie mu spadła i spokojniej śpi.-odpowiedział Koki.-ciesze się ze leki zaczynają działac...-dodał z wyraźną ulgąw głosie.
-ciesze się kochanie. Na prawdę.-powiedział dając mu się umyć. Kiedy chłopak skończył ucałował go namiętnie.-dziekuje za wspaniala kapial.-powoedzial i wyszedl z wanny.
-jasne ze tak skarbie. Uciadziemy sobie może na jednej z laweczek? Tak kolo fontanny.-wskazał ręką o co mu chodzi.
-ja ciebie tez kocham. I kocham cie do ciebie tulić. I uwielbiam jak ty mnie tulisz.-przysuwajac się bliżej do niego.
-z tobą tez będzie nie martw się.-Koki uśmiechnął sie do niego.-pewnie najpierw j kilka dni spędzimy u was. Nie chce go męczyć obiedzie?-przepraszam ze snów wam wchodzimy na głowę.-powiedział patrząc w ich stronę.
-dobranoc.-Hiroki przytulił go i zamknął oczy od razu zasypiając. To było dla niego idealne zakończenia dnia.
-mogłeś powiedzieć. Przynioslbym ci w termosie albo coś.-powiedział przytulając go do siebie.-przynieść ci potem? Jako deser po obiedzie?-zaproponował i ucałował go w policzek.
-musimy.-zgodził się wesoło.-i wiesz co jeszcze lubię? Jak mnie całujesz. Ale jak jesteśmy sami a nie jak wszyscy patrzą.
-To może lepiej już wracajmy, co?-spytał Ryu i nie czekając na odpowiedz zwrócił się do Kokiego.-jutro was Odwiedzimy trochę bardziej żywi. Potrzebujecie czegoś?-uśmiechnął się do mężczyzny.
-wlasnie czuje.-powiedział leniwie otwierając oczy. Przecież nie musiałeś przynosić do łóżka. Będzie bałagan potem.-zaśmiał się I usiadł dając mu buziaka.
-na pewno pozwoli. -powiedział tuląc go do siebie.-znowu schudłes przez ten szpital.-zauważył głaszczac go po plecach.-i znowu włoski i zgolili...
-um...przecież wiesz ze z tobą...to chyba każde...-powiedział zarumieniony zaraz chowając twarz w dłoniach.
-To może lepiej już wracajmy, co?-spytał Ryu i nie czekając na odpowiedz zwrócił się do Kokiego.-jutro was Odwiedzimy trochę bardziej żywi. Potrzebujecie czegoś?-uśmiechnął się do mężczyzny.
-wlasnie czuje.-powiedział leniwie otwierając oczy. Przecież nie musiałeś przynosić do łóżka. Będzie bałagan potem.-zaśmiał się I usiadł dając mu buziaka.
-na pewno pozwoli. -powiedział tuląc go do siebie.-znowu schudłes przez ten szpital.-zauważył głaszczac go po plecach.-i znowu włoski i zgolili...
-um...przecież wiesz ze z tobą...to chyba każde...-powiedział zarumieniony zaraz chowając twarz w dłoniach.
-ok. Jak coś jestem pod telefonem.-odpowiedział Jun I wyprowadził wózek. Poprowadził go prosto to samochodu.-Ryu? Jutro moja obiecana przez ciebie randka, prawda?-spytał pomagając mu wejść do samochodu.
-dobrze.-uśmiechnął sie I wziął się za jedzenie.-a potem będziemy musieli szybko się wyszykowac do pracy.
-wiem ze odrosną mój przystojniaku.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-no i nie przesadzaj z ta kuchnia...przecież mamy zbilansowane posiłki.-dodal.
Yuji oddał pocałunek. Obejmował go przy tym rękoma. Kiedy w końcu się od siebie odsuneli oparl czoło o jego ramię. Pod sobą poczuł ze jego chłopak ma mały problem. -um...czy ja...um...pomoc ci?-wyjąkał w końcu.
-jasne. Wrócimy do domku, zjemy coś lekkiego i od razu położymy się spać. Wiem że jesteś zmęczony.-powiedział odjeżdżając.
-mhm...-zgodził się i wziął łyk herbaty zaraz jedząc dalej.-mmm jak zawsze przepysznie.
-wcale nie...-zaśmiał się i ucałował go w policzek.-wiem, też tak sądzę. Jeszcze kilka dni tutaj posiedzisz w szpitalu, nie więcej. Wiesz ja też się bardzo martwię. Nie chce żeby coś się stało z powodu lotu samolotem...
-um to...ja tobie...a ty potem...mi?-spytał cichutko i zszedł z jego kolan klękając przed nim. Rozpiął jego spodnie a potem zaczął masować jego męskość przez materiał bokserek.
-jasne. Ja cie pomasuje a ty zjesz kaszke.-powiedział podając mu miskę bo akurat zrobił jedzenie. Zaraz wziął się za masowanie mu nóg.
Hiroki zaśmiał się I szybko skończył jeść. Ucałował go jeszcze w policzek I wstał z łóżka. Poszedł do szafy wybierając ubrania.
-przyniosę.-obiecał tulac go do siebie.-bardzo cie bolą? Może chcesz się przejść do okulisty jak juz będziemy w Japonii?-spytał głaszczac go po ramieniu.
-nie długo. Akurat dojechaliśmy I zzdążyłem zrobić kaszke a się obudziłes. Nic się nie stało. Wiem ze byłeś bardzo zmęczony. Nadal widać ze jesteś.-powiedział patrząc na niego.
-to dobrze. Wyszedł z mieszkania po nim i zamknął drzwi. Potem jak razem zeszli na dol otworzył samochód.-mam nadzieję że dzisiaj będzie spokojny dzień.
-no tak...to ja tu jestem ślepy.-zaśmiał się cicho.-jak wrócimy zajde do okulisty po soczewki. Od tych bolą mnie już oczy i chyba nie powinienem ich już nosic.
Yuji nadal trochę się stresowal. Na prawdę się żeby jego chłopakowi było przyjemnie. W końcu wyjął jego penisa z bokserek i wziął go do buzi. Piescil go językiem i ssal jego główkę.
-mhm no dobrze. Ale z łóżku. Tak będzie lepiej bo od razu sobie będziesz spał jeśli zasniesz.-powiedział teraz zaczynajac masować mu druga nogę.
-no mam nadzieje. To mała miejscowość wiec nie powinno się aż tyle dziać.-ruszył powoli spokojnie jadąc do pracy. Nie musiał się spieszyć bo dobrze wyjechali.
-będziemy w Tokio to pójdę. Zostaniesz wtedy z Reem i Kanekim jeśli chcesz. Bo nie musisz ze mną iść.-powiedział zamykając na chwile oczy.
Yuji nieśmiało położył dłonie na jądrach partnera. Przejechał językiem po całej długości jego męskości by zaraz znów possac jego główkę. Jednocześnie czuł ze w spodniach robi mu się coraz ciasniej.
-to dobrze.-uśmiechnął się i objał go delikatnie.-więc teraz idź się ładnie umyj. Przyda ci się ciepła kąpiel.
-oczywiście. Nie dam się zabić.-zapewnił go i zaparkował przy komendzie. Pocałował go jeszcze i dopiero wtedy wyszedł z samochodu.
-ok. Pogadasz sobie z Kanekim albo coś.-dodał całując go w policzek.-na pewno nie będzie ci przeszkadzało zostanie z nimi?-spytał jeszcze żeby się upewnić.
-oj nie bądź taki niezadowolony.-zaśmiał się.-gorąca kąpiel dobrze ci zrobi na mięśnie.-powiedział i zaczął sprzątać po kolacji.
Hiroki poszedł do swojego biura. Skoro nic się nie działo wraz z resztą drużyny wziął się za segregowanie papierów. Ostatnio nie często mieli na to czas.
-oj głuptasie...po pierwsze jesteś spocony po rehabilitacji.-wywrócił oczyma.-a po drugie to przecież nie będzie taki brudny biegał.-dodał i wstał żeby też się umyć. Wziął szybki prysznic i już po chwili wracał do sypialni.
-jak ci mija dzień?-spytał Hiroki podając mu bento.
-oczywiście że wrócę. Pójdę przecież tylko na badanie kontrolne i soczewki. Ani się obejrzysz a ja już wrócę.-zapewnił go.
-przecież się umylem. Wziąłem prysznic.-powiedzkał pokazując mu ze ma mokre włosy. Położył się do łóżka i sięgnął po laptopa. Włączył go. Na tapecie miał ich wspólne zdjęcie zrobione na początku studiów chłopaka.
-no a my tu sprzątamy. W końcu mamy czas.-powiedział I przeciągnąl się lekko. Wziął się za jedzenie.-mmmm...pyszne.-uśmiechnął sie.
-ja ciebie tez skarbie. Myślisz ze juz będzie dobrze.-spytał poprawiając mu czapkę.
-zacząłem nowy serial. Nie masz nic przeciwko, że będzie leciał?-spytał włączając sobie następny odc. Wiedział że chłopak i tak zapewne niedługo zaśnie.
-nie szkodzi. Możesz się tym spokojnie zająć.-powiedział biorąc łyk herbaty. -jak to zabawnie widzieć Frosta tak ciepłego.-odezwał się jeden z jego drużyny zaraz śmiejąc się z resztą.
-W końcu już jest zdecydowanie lepiej.-powiedział sadzając go na wózku i zaczynając go prowadzić w stronę szpitala.
Jun obejrzał film do końca po czym wyłączył laptopa i ułożył się wygodniej. Starał się zrobić do ostrożnie żeby nie budzić chłopaka. Zasnął z uśmiechem na ustach ciesząc się że znów mogą być tak blisko siebie.
-niekoniecznie.-zaśmiał się Yasu.-ja nie bardzo mam czego. -ty to ty.-wywrócił oczyma Hiroki uśmiechając się prz tym. -a jak dla mnie to jak się uśmiecha jest jeszcze bardziej przerażający.-skomentował jeden udając że przechodzą go ciarki.
-jeśli chcesz. Ja nie mam ochoty na kawę więc może wezmę coś innego.-powiedział kierując się w stronę kawiarni.
Jun obudziły dopiero pyszne zapachy dochodzące z kuchni. Zerknął na zegarek i z powrotem opadł na poduszki. Była sobotę i chciał się trochę polenić w łóżku ze swoim chłopakiem. Pech chciał ze jego wybrane był rannym ptaszkiem. Po dobrych dziesięciu minutach wygramolil się w końcu z łóżka. Pocieszala go jedynie myśl randki z chłopakiem.
Hiroki i reszta jego drużyny stali w drzwiach. W kamizelkachwili kuloodpornych I z bronią wycelowana w napastników. Kiedy zobaczył nadbiegajacego chłopaka mało nie krzyknął. 'GŁUPI! skoro już się ukrył to mógł tam siedzieć.' Pomyślał trochę wściekły. Musiał zapamiętać zeby powiedzieć chłopakowi ze takie bezmyślne wychodzenie z kryjówki jest bez sensowne, bez względu na to jak bardzo by się nie martwił.
-powiedze. I wezmęsobie ccoś to picia. Tylko nie będzie to kawa.-powiedział idąc spokojnie.
-ty tez mogłeś.-zauważył z uśmiechem.-obudziły mnie takie pyszności i juz nie mogłem spać dalej.-dodał zaraz domagając się porządnego buziaka na dzień dobry. Taki w policzek go nie zadowolil.
Hiroki poczuł się spokojniejszy kiedy wiedział ze chłopak jest za nim i może go bronić. Musieli to jakoś szybko rozwiązać. Nie mieli za wiele czasu. Nie mogli też zrobić narady ani obmyslic planu. Musieli działac I sobie zaufać. Hiroki nie panikowal. Zachował zimna krew I pewnie trzymał broń. Zerknął porozumiewawczo na Yasu.
Takano wziął sobie herbatę i usiadł przy stoliku na przeciwko chłopaka. -potem nie będziesz mógł spać po tej kawie.-powiedział zartujac.
-no wiesz ty co...a ja miałam nadzieję na poleniuchowanie z tobą w łóżeczku.-zaśmiał się i pocałował go trochę bardziej namiętnie.-jestem z ciebie dumny. Śniadanie wygląda przepysznie i na pewno tak samo dobrze smakuje.
Hiroki wyszedł razem z nim. Atakowali nogi i ręce od razu odkopując rzuconą przez napastników broń. Reszta od razu zakuwała ich w kajdanki. Kiedy było po wszystkim Hiroki i Yasu opadli na podłogę. Mimo wszystko to ich zmęczyło. -trzeba zadzwonić na pogotowie.-powiedział nie mogąc znaleźć telefonu. Żaden z nich nie został postrzelony jednak kilka osób zostało rannych.
-wiem wiem.-zaśmiał się.-ale do tego czasu mogłeś się zdrzemnąć.-zauważył biorąc łyk herbaty.-bo jak już wrócimy do japonii to na pewno nie będziesz chciał leżeć.
-oj...ale czasem lubię tak poleżeć dłużej...tuląc ciebie i w ogóle.-powiedział siadając po drugiej stronie stołu.-smacznego.-odpowiedział i od razu wziął się za jedzenie.-mmmm...tak jak myślałem. Mój chłopak robi najlepsze śniadanka na świecie.
Hiroki skinął głową przyjmując do wiadomości że pogotowie zostało już poinformowane. Kiedy Naoki do niego przyszedł objął go mocno do siebie. -już dobrze. Jesteś bezpieczny.-zapewnił go. Postanowił że później go upomni. Na razie musiał go uspokoić.-Nie jesteś nigdzie ranny?-spytał kontrolnie.
-wiem wiem. Nie lubisz ciągle leżeć.-zaśmiał się.-Ale jak wrócimy jeszcze przez jakiś czas będziesz musiał więcej odpoczywać. Musisz zregenerować siły.
-wyszło.-zgodził się z uśmiechem.-chociaż pewnie trudno było ci znaleźć tutaj składniki, prawda?-spytał jedząc ze smakiem. Stesknil się za takim typowym japońskim śniadaniem.
Hiroki wyszedł za nim. Nie chciał go teraz zostawiać samego. Objął go ramieniem. -juz dobrze. Jeśli chcesz to możesz pójść do psychologa. Wiem ze to musiało być dla ciebie ciężkie...ale wiesz ze masz moje wsparcie, prawda?
-wiem wiem. Ale wiesz ze musisz, prawda?-spytał łapiąc go za dłoń. Wziął łyk swojej herbaty.
-naprawdę? I nic mi nie powiedziałeś?-zaśmiał się cicho.-jakbym wiedział to bym poprosił o parę rzeczy.-przyznał szczerze.-Ryu-chan? Za tydzień w piątek są walentynki. Dasz się zaprosić na randkę?
-wiem skarbie. To musiało być dla ciebie bardzo ciężkie...-przytulił go do siebie.-ale będzie dobrze. Będę przy tobie...i pamketaj zebys sie nie obwinial. To nie byla twoja wina. Nic nie mogłeś zrobić.-pogłaskał go po włosach.-i pamiętaj jeszcze o tym ze następnym razem jak się schowasz...to zostań tam gdzie się schowales. Nie wychodź...
-wiem.-powiedział głaszczac go po dłoni.-cieszy mnie to. Nawet bardzo.-powiedział z uśmiechem.
-dziękuję. Podoba mi się taka niespodzianka.-powiedział z uśmiechem.-ciesze się. Um...a może być taka bardziej...wyjazdowa randka?-spytał bo chciał go zabrać do Nowego Jorku.
-o mnie się nie martw, dobrze? Zaufaj mi po prostu...wątpię że dalbys rade mi pomóc wiec po prostu grzecznie siedź ukryty, ok? Rozumiem ze nie chciałeś zostać przy trupie...ale następnym razem nie ryzykuj wychodząc, ok? Ciesze się ze żadnemu z nas nic się nie stało. To najważniejsze.
-ja ciebie tez kocham.-powiedział cały czas trzymając go za rękę.-bardzo cie kocham.-dopił do końca herbatę.
-cóż...bardzo chciałeś jechać do Nowego Jorku więc...po prostu pomyślałem że cię tam zabiorę.-przyznał szczerze.-ale jeśli nie chcesz to możemy pójść gdzieś tutaj.-dodał nie chcąc do niczego zmuszać chłopaka.
-myślisz że miałbyś na to czas? Skoro postrzelili by mnie to wtedy i ciebie. Musisz siedzieć ukryty Naoki...musisz mi to obiecać.-powiedział przytulając go mocno do siebie.-proszę...
Takano nie mógł powstrzymać cichego śmiechu. -skoro tak mówisz. Nie będe się kłócił.
-w końcu się roześmiałeś.-powiedział ucieszony widząc go takiego.-więc pojedziemy. Możesz zrobić listę co byś chciał zobaczyć.
-Rozumiem to bardzo dobrze. Ale chcę żebyś zrozumiał że ja też martwiłem się o ciebie. Jak wyszedłeś serca na moment mi się zatrzymało. Myślałem że już po tobie. To było bardzo niebezpieczne. Proszę...zrozum to.
-ok. Wracajmy już do twojej sali.-powiedział widząc że chłopak skończył pić.
-cóż...skoro to piątek to myślałem żeby pojechać po zajęciach i wrócić w niedzielę.-przyznał szczerze i wstał zbierając naczynia.-pomogę. Mogę nawet się sam tym zająć skoro ty gotowałeś.-zapewnił go z uśmiechem.
-Nao-chan...rozumiem czemu tak chcesz ale obawiam się że to niewykonalna. Skoro mamy ich zamkniętych i opatrzonych od razu bierzemy się za przesłuchiwanie. Nie będzie nas w gabinecie. Ech...ale myślę że mógłbyś siedzeć w oszklonym pomieszczeniu przy pokoju przesłuchań gdzie jest wszystko nagrywane. Nie będą cię tam widzieli i w ogóle...a ty będziesz widział mnie.
-posiedzę jeszcze chwilę z tobą a potem wrócę do hotelu żeby zrobić czekoladę i jakiś smaczny obiadek dla ciebie.
-co nie do końca?-spytał wycierając ręce. Zerkał na niego kątem oka.
-każdy tak reaguje za pierwszy razem. Spokojnie.-powiedział głaszcząc go jeszcze po włosach.-nie musisz mnie za nic przepraszać. Dobrze będzie jeśli spotkasz się z psychologiem.
-ze wszystkim czego potrzebujesz.-zapewnił go.-o okularach pamiętam. Nie musisz mi przypominać.-zaśmiał się.
-miło słyszeć.-powiedział całując go jeszcze raz.-a co zaplanowałeś na naszą dzisiejszą randkę?-spytał chociaż wiedział że pewnie jest to niespodzianka.
-no dobrze.-powiedział wprowadzając go do środka.-najlepiej będzie jeśli na chwilę usiądziesz...
-spokojna głowa. Pamiętam.-pomógł mu wejść do łózka i ucałował go w policzek.
-plan brzmi świetnie. Już nie mogę się doczekać.-przyznał szczerze.-ech...wiem skarbie że w tej części kraju śnieg nie leży ale nadal jest chłodnawo. Martwię się że możesz się przeziębić i wtedy nie zaliczymy Nowego Jorku.-przyznał szczerze.-Zobaczymy, ok?
-Możesz. Tam sobie usiądziesz.-powiedział a kiedy weszli od razu poszli do sali przesłuchać. Hiroki i Yasu zostali w środku a reszta wraz z Naokim przeszli do pomieszczenia ze sprzętem do nagrywania.
Hiroki pogłaskał go po policzku. -Jak już wrócisz do zdrowia to ci wynagrodzę te dni kiedy za mną tęskniłeś.-zapewnił go.-a na razie to będzie tylko kilka godzin. Możesz się przespać i zanim się obejrzysz ja już wrócę.
-wiem. Nie namawiam cię.-powiedział mierzwiąc mu włosy.-ale zastanowimy się nad tym jakuzzi. Jest chłodnawo i nie chcę żebyś się przeziębił.-powiedział przeciągając się lekko.-kiedy wychodzimy?
Skończyli dopiero po paru godzinach. Hiroki wziął wtedy chłopaka na ręce i zaniósł ostrożnie do swojego gabinetu gdzie położył go na kanapie.
Takano pomachał mu i wyszedł. Po drodze do hotelu zaszedł po składniki. Kiedy wszedł do pokoju uśmiechnął się do brata. -zjemy wszyscy razem?-spytał.-pojedziesz potem ze mną do szpitala? Chciałbym żebyś sprawdził kiedy możemy już wracać.
-mhm, dobrze.-z uśmiechem złapał go za rękę i poszedł do salonu gdzie usiadł na kanapie.
-jutro to ja nie wiem czy w ogóle przyjdziesz. Sądzę że lepiej będzie jeśli zostaniesz w domu. Albo pojedziesz do psychologa. Wyglądasz strasznie...wiem ze się to na tobie odbiło wiec nie mów ze jest ok.-powiedział Hiroki pomagając mu usiąść.
Takano skinął głową przyjmując to do wiadomości. Był na prawdę wdzięczny bratu. -cóż moje kochanie jakoś będzie musiało przeżyć ten prywatny samolot.
-mhm...wiem.-uśmiechnął się do niego i pogłaskał go po policzku.-ja ciebie też...wiesz o tym?
-oczywiście. Musisz mi bardziej ufać w takich sprawach.-powiedział powoli ruszając.-i nie przejmuj się, ok? Każdy tak reaguje za pierwszym razem. Ja po prostu już się chyba przyzwyczaiłem...
-poza tym tata coś mówił?-spytał wyciągając z szafek wszystko co potrzebne.-I w ogóle...co mówi na temat ciebie i Kanekiego?
-ok. Ja pójdę po tobie.-powiedział siadając wygodniej.-ale spokojnie, nie musisz się spieszyć.
Hirki zerknął na niego kątem oka. Otworzył trochę okna i dalej skupił się na jeździe. Uznał że lepiej jeśli zostaną w domu.
-postaram się ale nie obiecam że nie wybuchnę. Wiesz...ostatnio jak tak kombinował to wyszło że uważa Tomo za problem. Wiesz stracił wtedy czucie w nogach i w ogóle. Nie podoba mi się kiedy się tak miesza.-westchnął ciężko.
-no no...-Jun spojrzał na niego niczym krytyk i chwilę tylko milczał. Potem wstał z kanapy i podszedł do chłopaka.-mam na prawdę przystojnego mężczyznę.-powiedział kładąc mu dłoń na ramieniu.-Od czasu kiedy zaczęliśmy się spotykać na prawdę dojrzałeś.-dodał z uśmiechem.
-przytulę. I zrobię ci ciepłej herbaty.-dodał pomagając mu wstać.-na prawde chyba będzie lepiej jeśli zostaniesz jutro w domu.
-wiesz...obawiam się że nie będę miał możliwości się odezwać bo on znów jak ostatnio wyskoczy z tymi swoimi pomysłami mówiąc że on już wszystko załatwił.-wywrócił oczyma.
-zauważyłem wcześniej. Ale teraz postanowiłem powiedzieć to na głos.-zaśmiał się i przysunął go bliżej siebie. Pocałował go i poszedł się przebrać.
-możesz. Ale wiesz że ja jutro muszę iść do pracy, prawda? Wiec jak już zostaniesz w domu to niestety sam.-powiedział.
-Ale podzwonił Ren...nie mówiąc nam nic. I zadzwonił do ciebie a nie do nas.-westchnął ciężko.-ty? to ma być smaczne a nie spalone.-wywrócił oczyma.-ale twój facet może mi pomóc.
-ok, już możemy iść.-powiedział jeszcze ubierając buty i kurtkę.-prowadź kochanie.-dodał kiedy już wyszli z budynku.
-to nic złego...na prawdę większość osób tak reaguje. Ja, Yasu i reszta po prostu już się przyzwyczailiśmy.-powtórzył jeszcze raz kiedy wchodzili do bloku.-nie musisz udawać...
-czemu nie mógł? Coś się stało?-spytał zaraz zmartwiony.
-pomogę. Od razu możesz mówić.-powiedział na razie idąc obok niego.-w końcu na prawdę nie chcę żebyś mi padł ze zmęczenia w połowie randki.
Hiroki poszedł zrobić mu herbatę po czym wrócił do salonu. Okrył chłopaka kocem i podał mu kubek gorącego płynu.
-dobrze że ma faceta lekarza.-powiedział na chwilę przerywając to co robił żeby sprawdzić zawartość szafki.-szkoda tylko że ten facet nic mu do jedzenia nie zrobi.-wywrócił oczyma.-Zrobię mu potem coś lekkiego żeby nie nadwyrężyć żołądka.
Jun korzystając z okazji ze stoją, poszedł bliżej i położył chłopakowi dłoń na ramieniu.-mhm...wierzysz w ty?-spytal nie mając nic złego na myśli. Uznał ze jeśli chłopak chce to mogę to zrobić. On sam wierzył ze nawet bez takich rzeczy będą ze sobą na zawsze.
-nie ma za co.-powiedział obejmując chłopaka.-ja ciebie tez kocham...i dlatego pomyślałem ze może lepiej by było gdybys zmienił prace na jakąś mniej stresująca i niebezpieczna.
-kanapki nie są dla niego teraz dobre.-wywrocil oczyma.-cóż..nie zrobię mu kliku ryżowego bo nie mam składników ale zrobię mu kaszke. Mam jedna ze sobą. Wziąłem tak w razie czego gdyby Tomo miał słabszy dzień. Wtedy też lepiej jak robie mu coś lekkiego.-wyjaśnił.
-nie zaszkodzi.-zgodził się i uśmiechnął lekko. Nie miał nic przeciwko.-i już zawsze będziemy razem.-dodał wesoło kiedy moneta wpadła do wody.
-ech...no dobrze to była tylko propozycja.-powiedział nie zmuszając go do niczego. Nie zmieniało to jednak faktu że się martwił.-oj nic się nie stało. Po pierwsze dzisiaj i tak nikt nic nie zrobił a po drugie i ta byś nie miał siły na pracę.
Takano uderzył głową o szafkę. -żartujesz? Matko Ren...kup sobie jakąś książę kucharską dla początkujących i gotuj dokładnie trzymając się przepisu. Każdy tak zaczyna...
-w końcu jesteśmy na randce wiec nie chce się kłócić.-dodał wchodząc z nim do lokalu.
-inaczej nie mógłbym zdobić.-powiedział tuląc go jeszcze.-no a teraz wypij do końca herbatkę i idź weź ciepłą kapiek.
Takank wywrocil tylko oczyma i zaśmiał się pod nosem. -ty tez jesteś. I na prawdę się ciesze ze zaczynamy się dogatywac. W końcu do tej pory to był tylko Koyuki.
-mi wez to samo.-poprosił I stanął za nim. Kiedy złożyli zamówienie zajęli stolik żeby poczekać aż dostaną swoje desery.-możesz robić zdjęcia. Przecież wiesz.
-mhm. Potem spać.-zgodził się.-i będę cię tulił caałą noc.-dodał muskajac jego usta.-i może w najbliższy wolny weekend gdzieś pojedziemy?
-wracaj do łóżka Kaneki. Ja ci zrobię coś do jedzenia.-powiedział Takano I przerwał na chwile robienie obiadu żeby zrobić kaszke.
Jun uśmiechnął się do zdjęcia a potem usiadł wygodniej. -spokojnie przecież to tylko zdjęcia.-wzruszył ramionami.-to nie tak że mogną obrucić przeciwko nam.-zaśmiał się.
-zaraz do ciebie dołączę.-obiecał i poszedł wziąć prysznic. Nie zeszło mu to długo więc już po chwili kładł się obok chłopaka.
-żaden kłopot.-zapewnił go Takano. Szybko zrobił kaszkę i poszedł z nią do Kanekiego.-smacznego.
-wiem....ale przecież możemy to nadrobić w mieszkaniu.-powiedział jedząc zaraz lody ze smakiem.-wiec spokojnie. W kinie będę mógł cie przynajmniej za rękę trzymac. Będzie ciemno i nikt nas nie zauważy, prawda?-uśmiechnął się.
-rozumiem. Ale jestem tutaj przy tobie wiec chociaż spróbuj ok?-pprzytulił go do siebie.
-niestety nie mogę.-zaśmiał się.-wiesz...my lubimy mieszkać w Yukan. Ale obiecuję ze zrobię mu książkę kucharka. Taka wiesz...specialness dla Rena I jego marnych zdolności. Opisana jak dla takiego jak on...
-ok. Chcesz najpierw sam z nim pogadać a ja potem dołączę czy mam być od początku?-spytał jeszcze.-wiesz, chciałbym wiedzieć jak rozplanować sobie dzień.-wyjaśnił z uśmiechem.
Hiroki od razu wstał i poszedł do kuchni. Kiedy chłopak wrócił do sypialni podał mu kubek gorącej i gorzkiej herbaty. -napij się. Nie idziesz jutro do pracy tylko do psychologa.-poinformował go.
-możesz być spokojny.-zapewnił go i wrócił do kuchni zostawiając ich samych.
-ok.-zgodził się z uśmiechem i wrócił do jedzenia swojego deseru.-na prawdę pyszny.-skomentował.
-jakoś tego nie widzę Naoki. Już ci mówiłem żebyś nie grał twardziela, tak? Potrzebujesz psychologa.
-Jasne.-Ren ukołysał chłopaka do snu a potem poszedł do kuchni żeby poprzeszkadzać trochę bratu. Nie zdążył jednak bo obiad leżał już na stole. -smacznego.-odezwał się Takano siedząc już przy stole.
-a potrafiłbyś zrobić taki w domu?-spytał wesoło. Dalej jadł deser ze smakiem. Drugą ręką trzymał dłoń chłopaka.
-tak, właśnie to. Od tego są spotkania z psychologiem.-wywrócił oczyma.-Poza tym czy ci się to podoba czy nie takie są procedury. Jutro i tak wszyscy będą musieli pójść na spotkanie.
-Poważnie. Z miarkami też. Przyda ci się bo w takie dni jak ten powinieneś umieć coś ugotować. To aż niemożliwe że przez tyle lat mieszkałeś sam i jeszcze się nie nauczyłeś gotować...albo nie umarłeś.
-oj po prostu nie chcę żebyś musiał na mnie długo czekać.-powiedział jednak jedząc wolniej.
Hiroki westchnął tylko i nic więcej na ten temat nie powiedział Wiedział ze chłopak jest wystraszony i sfrustrowany.-Nie będe szedł spać kiedy ty mi tutaj cierpisz.
-musi wyjść.-wywrócił oczyma.-a jak nie wyjdzie to zrobisz jeszcze raz. B inaczej to nigdy się nie nauczysz.
-cóż skarbie...to wiele wyjasnia.-powiedział wstając.-możemy już iść.-dodał z uśmiechem.-w końcu nie chcemy się spóźnić na film.
Hiroki okryl go kołdrą I położył się obok. Miał nadzieję że nie będzie już żadnych pobudek. Nie wiedział tez jak będzie wyglądało ich jutrzejsze wstanie do pracy.
-nie żebym nie wieżyl w twojego faceta ale ja na pewno dam rade. Póki będziemy tutaj i przez ten krótki czas w Tokio spróbuję cie pouczyć.-zdecydował.
-no dobrze. Ale potem ty mi odpowiesz.-powiedział I popatrzył na niego.-oczywiście ze będę cię kochal. Przecież to się nie zmieni tylko dlatego ze będziemy starsi. Mogę co najwyżej kochać cie bardziej.
Hiroki niechętnie podniósł głowę. -dzień dobry.-przywitał się z nim i przyjął śniadanie.
-ok. Dzięki Ren.-powiedzkał z uśmiechem i wrócił do jedzenia.-ile czasu mi dajesz? Bo obiecałem Tomo obiad i czekoladę.
-o tego jestem pewny. Coś wymyślisz.-zaśmiał się mierzwiac mu włosy.-a ja na pewno ci pomogę.-dodal wesoło I wszedł z nim do kina.-a na razie wracam do randki.
-nie miałem zamiaru...bo cierpiales.-powpowiedział wypijajac kawę.-a zrobisz mi jeszcze jedna kawkę skarbie?-spytał głaszczac go po policzku.
-ok. Ja tutaj posprzątam.-powiedział z uśmiechem przyglądając się bratu.-ciesze się ze go masz. Te wszystkie twoje wcześniejsze laski były okropne. Miałeś szczęście trafiając na niego.
-no kochanie...jeszcze mam na tyle siły żeby cię nosić.-zaśmiał się I kiedy weszli do sali odsunął wózek na bok żeby nikomu nie przeszkadzał i wziął chłopaka na ręce.-pokażesz mi które miejsca, ok?
-dziękuję skarbie.-ucałował go w policzek. Wziął łyk kawy i wrócił do jedzenia.-jest przepyszne. Gdzie chciałbyś poje hac na weekend? Odpoczelibysmy...
-no poszczescilo ci się.-zaśmiał się.-chociaż nie wiem co on może w tobie widzieć.-zazartowal.
-No uwaga, a co jak ktoś nas zauważy.-zaśmiał się I posadził go na miejscu zaraz siadając obok niego.-nie chciałem popcornu, czy coś?-spytał zerkajac na niego.
-hmmm...onsen brzmi świetnie.-zgodził się.-znów chcesz prywatne źródło czy tym razem do wspólnej łaźni?
-no właśnie...jesteś pracocholikiem...nie umiesz gotować...dopiero się uczysz wiec pojęcia nie mam jak sobie radzisz w łóżku.-wywrocil oczyma.-no nie wiem...
-no nie wiem czy takie trudno. Wiesz...mogą nas wywalić. Wtedy nie będzie fajnie.-powoedzial trzymając go jednak za rękę.
-cóż...nam chyba fajniej w prywatnej, co?-spytał śmiejąc się cicho.-ale ok, możemy i w publicznej.-wzruszył ramionami.-w prywatnej będzie też ciszej, prawda? Łatwiej odpocząć.
-cóż...-ocenił go krytycznie wzrokiem.-można powiedzieć że jestes.-pokazał mu język.-cokolwiek w tobie nie widzi...ciesz się.
Jun tylko wywrócił oczyma. Wiedział że szybko ale nie sądził że na tyle szybko żeby powiedzieć że niedługo.
-tym razem ja zapłacę.-powiedział głaszcząc go po włosach.-więc się nie przejmuj.
Takano skinał głową i wrócił do gotowania. Kiedy skończył spakował jedzenie i czekoladę do torby razem z okularami o które prosił chłopak. Sam również zdjął soczewki zastępując je okularami po czym wyszedł do szpitala.
-ja ciebie tez. Podobał ci się film.-spytał trzymając go jeszcze ukradkiem za rękę. Uznał ze poczeka aż wszyscy inni zejdą i dopiero potem bezpiecznie zniesie go na dol.
-mhm...rozumiem.-skinął głową.-tyle razy byłem już z reszta drużyny w publicznych onsenach i jakoś dawałem rade się zrelaksować wiec myślę że i tym razem dam rade. Żaden problem.-uśmiechnął sie I skończył jeść.
-niespodzianka. Ale Renown smakowało.-powiedział podając mu pudełko z jedzeniem.-Kaneki się źle czuje wiec niestety ale spędzisz noc tylko z Reem bo ktoś musi z nim zostać.-poinformował go.-a...I będę uczył Rena gotować...przecież on nawet kaszki dla swojego chorego chłopaka nie umiał zrobić...
-Mhm...ja tez się z tego cieszyłem.-przyznał i w końcu wziął go na ręce. Kiedy z zeszli na dol posadził go na wózku i wyprowadził z kina.-co teraz?
-no dobrze.-przytaknal I dopił druga kawę.-no może będę żył.-westchnął czując się trochę bardziej rozbudzony.
-Wiem ze jesteś.-zaśmiał się.-ale jakby Ren zaczął swirowac to dzwon.-poprosił.-no serio. Zupełnie nic nie umie. Wiec zrobię mu specjalna książkę kucharska, kupię mu miarki i nauczę gotować.
-możemy.-zgodził się z uśmiechem.-wiesz...pomyślałem że skoro to nasza taka dość wyjątkowa randka, bo pierwsza od jakiegoś czasu taka prawdziwa, to moglibyśmy kupić szampana bezalkoholowego albo coś.-zaproponował.
-przyganiał kocioł garnkowi.-wywrócił oczyma.-lepiej jak po rozmowie z psychologiem obaj wrócimy do domu.-powiedział wstając w końcu z łóżka.
-tak? A o czym z nim rozmawiasz?-spytał wesoło.-Ja też sobie tego nie wyobrażam więc na pewno go trochę nauczę. Dlatego zostaniemy kilka dni w Tokio. Ale tylko kilka, obiecuje.
-no skoro tak to myślę że możemy wziąć i normalnego.-zgodził się spokojnie.-po prostu wiesz...jednak nadal bierzesz leki i nadal trochę się o to martwię.-przyznał się szczerze do swoich myśli. Schylil się żeby go ucałowac.-no to idziemy.
-będziesz Naoki. Takie są procedury a ty tego potrzebujesz.-powiedział biorąc go za rękę.-możesz brak prace do domu ale nie mów to tak jakbym był tym złym.
-no jest.-zgodził się.-ja tez staram się mu pomagać.-powiedział podając chłopakowi termos z gorącą czekolada.-cóż...o tym jaki byłem wiesz.-zaśmiał się.-dobrze. Pomóc ci?
-dobrze. Wiec zajdziemy do sklepu po szampana i składniki na deser.-powiedz idąc i zaczynajac spokojnie prowadzić wózek.-Ryu? Nadal masz ten nieśmiertelnik który Ci dałem?-spytał.
-jak chcesz uparciuchu...ale to ci nie pomoże.-powiedział tylko I nic więcej już nie mówił. Kiedy dojechali zaparkował i wziął głęboki wdech.-dojechaliśmy.-oznajmił wysiadając.
-ok rozumiem. Po pilnuje drzwi.-zgodził się przeciągając się lekko.-ale jak coś to wołaj.-poprosił.
-ale nie nosisz go na szyi.-powiedział patrząc przed siebie.-ja noszę go cały czas.
-zdaje się że tak.-westchną ciężko.-ta cała sytuacja bardzo się na nim odbiła ale jest uparty i nie chce rozmawiać z psychologiem. Wymiotował całą noc...
-jesteś kochany.-powiedział z uśmiechem. szedł spokojnie przez park.-a jak tłumaczyłeś dane?-spytał bo go to ciekawiło.
-ech może masz rację.-zgodził się. Poszedł za nim i nachylił się nad biurkiem chłopaka.-chcesz się wyładować?-spytał patrząc na niego.-i tak dzisiaj nic nie robimy po trzeba czekać na swoją kolej więc...jak coś zjesz to mogę cię zaprowadzić do naszej siłowni.
-oj...mógłbyś chociaż część powiedzieć.-zamarudził jeszcze trochę.-obojętnie. Chyba najlepiej będzie jeśli pójdziemy do jakiegoś niedaleko mieszkania.-powiedział przejmując stery nad wózkiem.
-czasem. Jak mam wolną chwilę do tak. Kiedyś ćwiczyłem częściej. Na przykład kiedy miałem ciężkie dni z moją byłą to spędzałem czas tutaj a potem mówiłem że zatrzymali mnie w pracy. To było niedługo przed tym jak ją przyłapałem i wzięliśmy rozwód.-opowiedział.-chcesz się w coś przebrać?
-mhm...ale to działa w dwie strony. My za nim też tęsknimy.-powiedział tuląc chłopaka do siebie.-ale myślę że bez ciebie nie wytrzymałbym aż tak długo.
-na pewno dasz sobie radę. Miałeś już okazje pracować pod okiem dwóch fotografów. Z jednym nadal pracujesz. Na pewno dasz radę Ryu.-powiedział z uśmiechem.-ale nic od razu. Nadal się uczysz.-dodał spokojnie.
-Mogę ci coś pożyczyć.-powiedział wskazując na szatnie.-Na pewno się spocisz więc coś na zmianę ci się przyda. Zawsze mam kilka zestawów w szafce.
-więcej niż tydzień bym nie wytrzymał. Od razu bym wsiadł w samolot i wrócił do ciebie.-przyznał szczerze.-brakowałoby mi ciebie za bardzo. No bo...kto by mnie przytulał?
-um...cieszę się.-chłopak zarumieniony oddał pocałunek.-a...ja sobie sam czy...pomożesz?-spytał bardzo nieśmiało wskazując na wybrzuszenie w swoich spodniach.
-nie ma czym. Będzie dobrze.-zapewnił go kiedy szli tak spokojnie.-Nie przejmuj się tym teraz i skup się na nauce, dobrze?-pogłaskał go po włosach.-Ryu? Myślę że niedługo będziesz mógł spróbować zrobić mi te akty. Prosiłeś już o to tyle razy i za każdym razem coś stało na przeszkodzie...
-nie ma za co.-powiedział biorać drugi zestaw na który składała się bokserka i krótsze spodnie po czym się przebrał.
-nie dałbym rady. Miesiąc bez ciebie? Mowy nie ma.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.
Kiedy Kazuo skończył Yuji zapiął spodnie i z powrotem usiadł chłopakowi na kolana żeby się przytulić. -To może teraz w coś pogramy?-spytał cicho.
-spokojna głowa. Przecież bylibyśmy w mieszkaniu nie na dworze.-zauważył kiedy wchodzili do sklepu.-ale ok. Przecież nie mówię że już, teraz.
Hiroki w tym czasie również zrobił sobie rozgrzewkę a potem zaczął się podciągać. -wyładowałeś się?-spytał widząc że chłopak odpoczywa. Podszedł do niego bliżej.
-Zobaczymy.-Zgodził się ciesząc się że mogą się tak tulić.-na razie możemy być razem.
-możesz wybrać jedną z gier. Tam leżą.-wskazał na stosik leżący obok konsoli. Cieszył się że wujek zostawił im ten sprzęt.
-Możemy jeśli chcesz.-zgodził się Jun i pojechał do odpowiedniego działu. Kiedy mieli już wszystko poprowadził wózek do kasy.
-usiądź na chwilę.-poprosił go a sam zaczął walić w worek. Sam też chciał wyładować swoje nerwy pomimo zachowywania pokerowej twarzy.
-zrobię.-pocałował go jeszcze i wyszedł z łóżka.-ok. Za chwilę powinien do ciebie przyjść Ren. Bądź grzeczny i daj mu parę rad odnośnie Kanekieko.-pokazał mu język i wyszedł.
Yuji skinął głową i przesiadł się na wózek. Uruchomił wszystko i podał chłopakowi drugiego pada. -wujek nam zostawił jak wyjeżdżał. Z Shujim zabijaliśmy tak nudne wieczory.-wyjaśnił wesoło.
-cóż...ty zapraszałeś mnie na randkę więc nie będzie się kłócił o to kto płaci.-wzruszył ramionami.-ja ciebie też kocham skarbie.-zapewnił go pomagając mu w pakowaniu zakupów.
-głupi...już dość poćwiczyłeś. Zaraz wracamy do biura i coś zjesz.-oznajmij na prawdę zmartwiony.
Takano wrócił do hotelu a Ren już po chwili był w szpitalu. -jeśli wszystko będzie grało już za dwa dni będziemy wracać.-poinformował go zaczynając go badać.
-nie chcę się kłócić zwłaszcza kiedy zaprosiłeś mnie na randkę.-zaśmiał się.-no i...na prawdę się cieszę że wszystko powoli zaczyna się układać. Ja wiem że jeszcze długa droga przed nami...ale się cieszę.-przyznał szczerze zaczynając pchać wózek w stronę wyjścia.-Zaczynam też mniej palić...same pozytywy.
Hiroki od razu go podtrzymał. -najpierw się przebierzemy a potem od razu idziemy na biura.
-powinien. Ale skoro nadal kręci ci się w głowie to chyba lepiej będzie jeśli zostaniemy trochę dłużej.-powiedział zapisując wyniki.
-przecież jeździsz.-zaśmiał się.-o wiele lepiej.-dodał. Pamiętał jak chłopak zabrał go do kina samochodowego i pod namiot. Miał nadzieję że kiedyś znów się tak wybiorą.
-Wiem Ryu. I na prawdę mnie to cieszy. Każdy, nawet mały krok do przodu mnie cieszy.-zapewnił go idąc juz w stronę ich bloku.-i to ostatnio jak w końcu dales mi się dotknąć...na prawdę się ucieszyłem.-pogłaskał go po włosach.-jakby...myślę że oboje zaczynamy się czuć o wiele swobodniej. Przez długi czas bałem się ze jak zrobię coś nie tak to mnie zostawisz.-przyznał się do swoich lęków.
-ja tez cie kocham. I tez nie chce cię stracic.-powiedział przytulając go do siebie.-dlatego pójdź ładnie do psychologa i z nim porozmawiaj, dobrze? Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
-pomyślimy jeszcze, ok? Rozumiem ze bardzo chcesz wracać.-powiedział kończąc go badać i siadając na krzesle.-zobaczymy jak minie noc, ok? Potem podejmę decyzję. Biorę pod uwagę to ze w w samolocie mam cały potrzebny sprzęt ale wolałabym uniknąć jego używania.
-mhm...będzie.-zgodził się Yuji i uśmiechnął się do swojego chłopaka.-na pewno zdasz. W końcu już umiesz jeździć.-zauważył całując go w policzek.-ja tez w końcu powinienem się zapisać...chociaż myślę że I tak taniej wyjdzie mi jeżdżenie do ciebie pociągiem.
-przytule skarbie.-zapewnił go z uśmiechem i wjechał do windy.-Ryu? Z nogami tez niedługo będzie dobrze. W końcu nie byłeś sparaliżowany tylko osłabiony. Juz niedługo powinno być dobrze.-powiedział I ucałował go w policzek.
-przestań być taki uparty.-westchnął I pomógł mu wrócić do biura. Podał mu miseczkę ryżu i herbatę.
Ren jeszcze raz go obejrzał. -jest dobrze. Powinno przestać boleć.-zapewnił go.-ale rano ci powiem kiedy wracamy, dobrze? Jednak musimy na pierwszym stopniu stawiać twoje zdrowie.
-wiem. Ale jednak...tak głupio nie mieć.-powiedział spokojnie jadąc.-Kazu? Będziemy się często odwiedzać, prawda?-spytał zerkajac na niego.-i nie będziesz mnie tam zdzdradzał, co?-zazartowal zaraz.
-ale się nie podlamuj Ryu. Na prawde wszystko będzie dobrze. Jak się potulimy to pomasuje ci nogi.-obiecał mu I zaraz wjechał do mieszkania. Ale na razie pyszna kolacja, prawda?
-przespij się też trochę.-poprosił okrywajac go kocem i wychodząc z biura bo nadeszła jego kolej na spotkanie z psychologiem.
-dobra.-zaśmiał się Ren i wyjął sobie książkę żeby czymś zająć czas.
-nie wiem czy się dostane. Znaczy...fajnie by było mieszkać razem w Tokio.-uśmiechnął sie na samą myśl.-ale jak się nie dostane to nie będzie mi przeszkadzało jeśli tylko będziemy mogli się odwiedzać.
-no dobrze. W takim razie zajmę się sobą w salonie.-zaśmiał się i ucałował go jeszcze w policzek po czym poszedł na kanapę. Rozsiadł się wygodnie i włączył telewizor.
Hiroki wszedł do biura cicho otwierając drzwi. -Naoki?-zaczął zauważając, że chłopak nie śpi.-twoja kolei.-powiedział podchodząc bliżej.
Ren zbadał go jeszcze raz i dał mu leki przeciwbólowe. -miałem nadzieję że już nie będziesz ich potrzebował.
-Ale czemu?-spytał nie bardzo rozumiejąc.-przecież byśmy się odwiedzali i w ogóle. Znaczy...fajnie byłoby razem mieszkać, mógłbym ci gotować i...na pewno byłoby fajnie...
-mmmm...brzmi I pachnie przepysznie.-powiedzial całując go w policzek. Otworzył szampana i rozlal go do dwóch kieliszków. Potem usiadł do stołu.-na prawdę się napracowaleś...-powiedział patrząc na potrawy.
Psycholog podał mu kubek z herbata i otworzył swój notes. Jako że chłopak był u niego pierwszy raz najpierw chciał go trochę poznać
-wiem I nie musisz mnie przepraszać. Czasem po prostu tak się dzieje i nic się na to nie poradzi.-powiedział wracając na krzesło.
-a czemu byś chciał? Znaczy...no ja też bo byłoby fajnie. I...miałbym pewność ze z nikim mnie nie zdradzasz.-zaśmiał się.-ok. Jeszcze raz.
-za nas.-powtórzył łagodnie Jun i stuknal się z nim kieliszkiem. Upil łyk i spróbował jedzenia.-mmmm jest przepyszne. Mam najwspanialszego chłopaka na świecie.
Mężczyzna chwile czekał aż chłopak sam się odezwie a kiedy to nie nastąpiło wziął łyk swojej herbaty. -wiec niedawno zacząłeś się u.awiac z naszym Frostym?-zagadal.
-nie daje mu szpitalnego żarcia...-obruszyl się.-jeśli Takano mnie nauczy to będę serwowal Kanekim lepsze jedzenie...cóż...w ogóle jakie będę mu serwowal.-zaśmiał się.
-bonusy?-uniósł lekko brew i chwile skupił sje na grze.-ale tego ze będę twój przecież możesz być pewny. To nie tak ze nagle w innym mieście zaczną się mną interesować.-zaśmiał się.-co innego ty...przecież nawet miałeś swój fanclub.
-jest pyszne kochanie. Nie musisz się bać.-powiedział jedząc ze smakiem.-chcesz potem jakiś film obejrzeć? Mogę w tym czasie pomasować ci nóżki.
-To bardzo dobrze. Wszyscy się cieszymy widząc go tak szczęśliwego. Miło mi też poznać osobę dzięki której przyszedł do mnie i nawet nie musiałem go ciągnąć tutaj siłą.
-Napiszę do Takano żeby ci coś przyniósł.-powiedział bo i on nie tknąłby tej papki.-Obiecuję też że zacznę coś gotować dla Kanekiego.
-mou...-Yuji zarumienił się okropnie przez co stracił koncentrację na grze.-bo przecież nie mam...i zdecydowanie prędzej poderwą ciebie.
-myślę że tak. Pobudzi krążenie i w ogóle. Poza tym rozmawiałem z twoim lekarzem i polecił mi żeby ci je pasować więc...-wzruszył ramionami. Chciał wierzyć że to pomoże.
-Wpadł. I nawet grzecznie rozmawiał.-Przyznał szczerze.-To samo chciałby uzyskać od ciebie Naoki. Jeśli nie powiem mi co cię trapi, a widzę że coś takiego jest, nie będę mógł ci pomóc.
-Zanim cokolwiek mu dam sam tego spróbuję.-zapewnił go.-cóż..wiem że mój braciszek ma smykałkę do gotowania. Chował się w kuchni przed moją mamą.
-no nie wiem Kazu.-wywrócił oczyma chłopak.-Przecież wiesz że to głównie mój brat wzbudzał zainteresowanie.-zaśmiał się.-Chociaż większość z tym lasek i tak nie widziała różnicy.-wzruszył ramionami.
-pamiętam.-zapewnił go wesoło. Dokończył jedzenia i wstał od stołu.-ja mogę pozmywać jeśli ty nie masz ochoty.-powiedział od razu.
Mężczyzna pokręcił tylko głową. -Nie każ mi się powtarzać Naoki.-powiedział spokojnie.-Nie będę mógł ci pomóc jeśli nic mi nie powiesz. A uwierz mi...czasem nawet wygadanie się pomaga.
-my nie mogliśmy. Ale nie mówiliśmy mamie że się tam chowa. To znaczy...ja bym pewnie powiedział ale Koyuki zawsze mnie powstrzymywał.-przyznał trochę się tego wstydząc. Napisał wiadomość do Takano i zaraz uśmiechnął się do Tomo.-Mój brat będzie za 10 minut z czymś pysznym do jedzenia dla ciebie.
-a przy okazji potykam się o własne nogi.-zauważył zerkając na niego.-Co prawda znajdywałem liściki w swojej szafce ale były zaadresowane do Shujiego. Wiesz...raczej bym zauważył że komuś się podobam.-zaśmiał się.
-widzę że już zrobiłeś plany na ten wieczór.-powiedział z uśmiechem i skinął głową.-w takim razie jutro się pozmywa.-zgodził się.
-takie coś mogę sobie robić weterani. Ty takowym nie jesteś.-odparł również całkowicie szczerze.-Pracujesz tutaj od niedawna i była to pierwsza taka sytuacja. Nie uwierzę że nic ci nie jest i sam sobie poradzisz.
-aż tak bardzo? Cóż...myślę że możemy. W samolocie mam cały sprzęt.-powiedział spokojnie.
-ale taka jest prawda.-wzruszył ramionami.-No chyba że ty zauważyłeś żeby ktoś do mnie wzdychał.
4 687 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2201 – 2400 z 4687 Nowsze› Najnowsze»-obejrzał.-powiedział przytulając go delikatnie i zaraz marszcząc nos.-Paliłeś?-bardziej stwierdził niż spytał.
-Może jednak ci pomogę?-spytał stając obok niego.
-okay!-powiedział wesoło.-więc pójdziemy na coś taniego i pysznego.-dodał pokazując mu uniesiony kciuk w górę.-zobaczysz że ci się spodoba.-powiedział łapiąc go za rękę i wręcz ciągnąc do wyjścia.
-To będzie pierwszy raz kiedy będziemy tak daleko od siebie...-powiedział cicho a kiedy Shuji zjadł pozwolił mu prowadzić wózek do szpitala. Trochę się obawiał takiej rozłąki z bratem.
-Ja to co innego Ryu...-westchnął tylko Jun.-Powiedz mi tylko czemu zapaliłeś. Coś cię trapi?-spytał próbując zupy.-smaczna.-uśmiechnął się lekko do chłopaka.
-odpoczywaj.-powiedział zabierając się za gotowanie.
-ale...możemy iść tam tak ubrani? Nie ma jakiegoś dress-code'u albo coś?-spytał patrząc na starszego.
-daj spokój...w świetle prawa jeszcze nie jesteśmy.-wywrócił oczyma. Od sam nie czuł się jeszcze dorosły. Nawet jeśli musieli szybko dorosnąć przez śmierć rodziców on chciał jeszcze zostać dzieckiem.
-oj dobrze wiesz o co mi chodzi Ryu.-powiedział patrząc na niego. Rozmawiali już o tym nie raz o on nie chciał się kłócić. Zajął się więc spokojnie jedzeniem obiadu.
-Idź. Ja się zajmę resztą i zawołam cię jak będzie gotowe.-uśmiechnął się do niego.
-Nie, nie, nie!-odpowiedział szybko.-Wtedy musiałbym kupować jakiś odpowiedni strój. Co to, to nie. Samo zwiedzanie mi wystarczy.-zapewnił go.
-Przestań to ciągle powtarzać.-wywrócił oczyma.-To źle że nie chcę stracić tego że jesteśmy ze sobą tak blisko? To źle że boję się że to zniknie jeśli będziemy daleko od siebie? Zachowujesz się jakbyś zupełnie mnie nie rozumiał.
[chyba się nie zrozumieli XD]
-dobrze. Dzisiaj nie było nic ciekawego.-wzruszył ramionami.-poza tym że jedna dziewczyna zwymiotowała kiedy pokazywałem zdjęcia z wypadków.-westchnął.-jest na drugim roku więc chyba juz powinno do niej dotrzeć z takimi przypadkami będzie się spotykała.
Hiroki spokojnie zajął się gotowaniem od czasu do czasu zerkając na psiaki kręcące się pod jego nogami.
-Wcisnąłeś mi jeden na siłę jak jechaliśmy na ślub twojego brata. Jeden mi starczy.-wywrócił oczyma.-Nawet nie chcę wiedzieć ile na niego wydałeś...szyty na miarę.-aż przeszły go ciarki.-Zaprosiłeś już Takano?
-Po prostu się boję, ok? Nie wiem jak to będzie więc się boję...Tak po prostu.-westchnął patrząc na brata.-Nie ważne jakie ma to plusy...na razie się boję...
-to nie jest robota dla delikatnych Ryu...wiesz to.-powiedział opierając się i wcinając sajgonkę.-Nie możesz odmówić bo robi ci się nie dobrze.-wywrócił oczyma.
-Nie musisz. Ale może podać swój numer telefonu ludziom z biura. Przywieś go do swojego laptopa obok tej kartki z ostrzeżeniem.-zaśmiał się.
-Mowy nie ma!-pogroził mu palcem przed nosem.-Nie pozwolę ci znowu wydać na mnie tylu pieniędzy. Ten jeden mi starczy. W zupełności mi wystarczy.-powtórzył żeby mieć pewność że mężczyzna zrozumiał.-Ale skoro już jest dobrze to możesz mu powiedzieć.
-Tego nie możesz wiedzieć.-zauważył.-Wszystko się okaże jak już ukończymy szkołę...
-ale nie na początku Ryu. Czasem dostaje się całe wypadki.-przypomniał mu.-porozmawiam. Umówiłem się z nią na rozmowę jutro przed zajęciami.
-dobrze. To zajmiesz się tym w poniedziałek powiedział i wrócił do gotowania.
-Ren proszę cię...-westchnął chłopak.-Ja na prawdę tego nie potrzebuję. Zgodziłem się na ten jeden ale drugiego na prawdę nie potrzebuję.-powtórzył jeszcze raz.-Na pewno wpadnie. W końcu to twój wielki dzień.-zauważył.
Yuji tylko wywrócił oczyma nie chcąc na razie o tym myśleć.
-pójdę się najpierw przebrać.-powiedział kiedy wjechali do szpitala.
Jun wzruszył ramionami.-porozmawiam z nią. Nie lubię niszczyć czyichś marzeń ale ona najwidoczniej się nie nadaje.
-Mam. Są mi czasem potrzebne kiedy zbieramy świadków.
-Po prostu jeden garnitur mi starczy Ren. Nie przerabiamy tego pierwszy raz...cały czas ci powtarzam, że nie lubię kiedy wydajesz na mnie tyle pieniędzy...-westchnął ciężko.
-będzie lepiej.-poklepał go po kolanie po czym wstał żeby pomóc bratu przy rehabilitacji. Yuji od razu chciał się wziąć za ćwiczenia.
-nie wiem. Porozmawiam z nią to wszystko się okaże.-powiedział i wziął ostatnią sajgonkę.-wyszły przepyszne.
-potem ci dam.-obiecał bo teraz był zbyt zajęty gotowaniem.
-mam taką. Tylko tobie się nie podoba bo jest tania i nie szyta na miarę.-wywrócił oczyma.-jesteś strasznie uparty.-dodał wzdychając.
Yuji pomachał mu i gdyby nie Shuji pewnie by się wywrócił. Szybko stanął na nogi i wrócił do ćwiczeń.
-wymasuje. Mialem to zrobić wczoraj. Przepraszam.-ucałował delikatnie jego usta.-a jak ci poszły zdjęcia?
-lez. Boli cie więc powinieneś leżeć. Chciałem cie dzisiaj porozpieszczac a wyszło jak wyszło wiec...daj mi zrobić co chciałem chociaż przez te druga połowę dnia.-poprosił.
Kaneki zmruzyl oczy I spojrzał na niego podejrzliwie.
-i na pewno nie pójdziemy do sklepu w którym za jedną marynarkę mógłbym jeść przez miesiąc?-spytał celujac w niego palcem.-zgoda...ten jeden raz ci pozwolę.-zgodził się.-aż tak przeszkadza ci to jak się ubieram?
-przecież się skupiam...-mruknął starając się zrobić drugi krok.
-chętnie zobaczę. Ale nie będą źli ze tak zrobiłeś? W końcu nie o to cie prosili.-zauważył jedząc sajgonek i obejmując delikatnie chłopaka.
-no I tak ma być.-uśmiechnął się I już wrócił do gotowania. Kiedy skończył rozłożył dwie porcje na stole i zawołał chłopaka.
-ok. Na to mogę pozwolić.-powiedział juz uśmiechając się wesoło.-nie chodzę na bankiety aż tak często poza tym rysuje komedie...czy to masz takie znaczenie jak wygladam?
-wcale nie...-wymamrotal rumieniac się okropnie.-nie rozpraszaj mnie tylko pomagaj.-dodał cały czas próbując zrobić krok.
-odwioze spokojnie. Niczym się nie przejmuj.-zapewnił go.-potem po ciebie przyjadę. I pojedziemy jutro razem na uczelnie.-uśmiechnął sie.-a na razie pokaż mi te zdjęcia.
-Ja musiałem tylko skończyć.-zaśmiał się.-ala masz rację. Wyszło -zgodził się jedząc ze smakiem.
-ech no dobra...poszliśmy na kompromis i jeśli ciebie ucieszy ubranie mnie to ok.-uśmiechnął sie I umilkl kiedy weszli do opery.-wow...
-rozpraszasz mnie swoim gadaniem.-wywrocil oczyma. Uśmiechnął się kursy w końcu udało mu się zrobić krok.-Shuji? Myślisz ze ja mu się podobam? Że on o mnie tak myśli...?
-oj no dobrze.-powiedział a kiedy film się skończył pocałował go w policzek.-teraz zdjęcia.-zdecydował wesoło.
-najważniejsze że jest smaczne.-powiedział I juz się nie odzywal jedząc obiad ze smakiem.
-niesamowita...-zgodził się robiąc zdjęcia. Myślał o wykorzystaniu tego w swojej mandze.
-nie wiem...ale ciesze się że nie pozwolili. Bo wyglądam bezsilnie...cieszę się że nie takiego nie ogląda.-powiedział ogadajac na kolana. Potrzebował odpoczynku.
Jun z uśmiechem oglądał zdjęcia.
-cóż...nadal uważam ze wyszedłbym lepiej.-zaśmiał się.
-ja ciebie tez gluptasie.-zmierzwil mu włosy.-twoja siostra sobie poradzi w tym trochę opuszczonym mieszkaniu?-spytał zaraz.
-WOW! Wygląda niesamowicie!-powiedział nie wiedząc na co patrzeć.-Ren, zróbmy sobie zdjęcie.
-nie mogę zrobić tego trzeciego kroku...od razu upadam...-westchnął pijąc wodę.
-jasne. Dawno nie widzieliśmy takiego gwieździstego nieba.-zauważył z uśmiechem.-brakuje mi tego widoku z Yukan.-wyznał szczerze.
-i tak jej chyba zostało. Powinna się cieszyć że i tak trzymałem język za zębami.-powiedział biorąc łyk soku.
-Selfie. Ale ty robisz bo masz dłuższe ręce.-powiedział wesoło podając mu aparat.
-tylko dwa...-wymamrotał chłopak. Wziął jeszcze kilka łyków wody po czym oddał butelkę bratu.
-dobrze.-powiedział a potem pomachał wchodzącemu do domu Kokiemu.-już spakowani?-spytał z uśmiechem.
-tylko dla ciebie.-powiedział całkowicie poważnie. Dla innych był tym samym sobą.-Może powinieneś zadzwonić do brata i pogadać z nim o siostrze?-zaproponował.
-głupi.-westchnął odbierając od niego aparat.-zadziwiające że to akurat ty się nie wstydzisz tak w publicznych miejscach.-dodał wieszając sobie aparat na szyi.
-no chyba że padnę.-powiedział wstając i znów zaczynając od pierwszego kroku.
-w takim razie jesteś pewien że powinniście jutro lecieć? Może lepiej to przeczekać?-spytał Jun trochę jednak zmartwiony.
-Naoki...-Hiroki złapał go łagodnie za dłoń.-rozumiem że nie chcesz tutaj siostry ale twój brat na prawdę wydawał się chcieć naprawić relację między wami.
-sądzę że moje mangi dotarły też tutaj.-zaśmiał się i odsunął trochę.-chodźmy dalej.
Yuji wywrócił oczyma i skupił się na pierwszym kroku.
-Możecie zostać. Jest gdzie spać więc przecież nie ma problemu. Poza tym jestem pewny że wy dla nas zrobilibyście to samo.-powiedział uśmiechając się do niego. Odkaszlnął zdając sobie sprawę że wczorajszy wielki krok z Ryu miał miejsce kiedy nie byli w domu sami.
-Dobrze Naoki...nie namawiam się..nie płacz.-pociągnął go do siebie na kolana i przytulił mocno.-Już dobrze. Mówię tylko że widzę różnicę między twoim bratem a siostrą. Rozumiem że nie chcesz teraz bo czujesz się przytłoczony.-pogłaskał go po włosach.-Nawet jeśli byłeś to już nie jesteś.-ucałował go w policzek.-na pewno nie dla swojego brata więc powinieneś dać mu szansę, ok? Bardzo nam pomógł przy ratowaniu ciebie.
-może.-wywrócił oczyma młodszy i zerknął na zegarek.-a teraz zjemy obiad w moim stylu. I masz nie narzekać dopóki nie spróbujesz.-wycelował w niego palcem.
-aj cicho! Rozpraszasz mnie!-krzyknął na chwilę stając bez ruchu i biorąc głęboki oddech.
-nie mam czego ci wybaczać. Daj spokój.-wywrócił oczyma.-Jesteście naszymi przyjaciółmi.-dodał dziękując Ryu za kawę.-no i mam dzisiaj dobry humor więc się nie przejmuj.
-spokojnie. Rozumiem.-zapewnił go.-Po prostu gdyby nie twój brat mogłoby nam się nie udać więc wiem że chce naprawić waszą relacje.
Kaneki wyszczerzył się do niego i zaprowadził go do małej rodzinnej restauracji. Poczytał trochę i wiedział że jest w niej tanio i bardzo smacznie. Ilość ludzi wewnątrz tylko to potwierdzała.
Yuji tylko wywrócił oczyma a kiedy znów uparł tym razem ze łzami w oczach uderzył pięścią w matę.
-tajemnica.-powiedział śmiejąc się i tuląc do siebie Ryu.-nasza słodka tajemnica.-powtórzył biorąc łyk kawy.
-dobrze. Zaprosisz kiedy będziesz gotowy.-powiedział tuląc go jeszcze chwilę.
-prawda? I mamy fajne miejsce.-powiedział bo dostali stolik akurat przy oknie. Cieszył się że starszemu póki co się podoba.
-Ale nadal...to nadal mało.-wymamrotał.-podasz mi wody?
-ok, ale za wiele i tak ci nie powiem.-powiedział pokazując mu język. Wstając ucałował Ryu w czółko i zgarnął paczkę papierosów ze stołu. Skierował swoje kroki na balkon.
-to nic. Nie dziwię ci się.-zapewnił go.-chciałbym jednak żeby powoli było lepiej.
-Bądź trochę bardziej pozytywny.-wywrócił oczyma.-Coś dobrego. Poradziłem się Tomo bo on już tutaj był z twoim bratem więc nie musisz się martwić.
-nie...po prostu chciałbym już...-westchnął zaraz pijąc wodę i znów się podnosząc. Znów zaczął spokojnie od pierwszego kroku.
-niby nic takiego.-powiedział zapalając.-co nie zmienia faktu że się ciesze.-dodał powoli zaciągając się papierosem i wypuszczając dym.-Ot zrobiliśmy sobie dobrze rączką.-pomachał dłonią.-jestem niesamowicie szczęśliwy bo po prawie dwóch latach dał się dotknąć.-wyznał szczerze.
-jestem i będę.-zaśmiał się.-o to się nawet nie musisz martwić. I zawsze cię obronię.-dodał kończąc w końcu swój obiad.
-widzę i słyszę.-wywrócił oczyma. Kiedy młoda kelnerka przyniosła ich zamówienie uśmiechnął się wesoło.-no to smacznego.-powiedział biorąc się za jedzenie.
Yuji ostrożnie postawił drugi krok po czym mocno złapał się poręczy. Tym razem musiało mu się udać.
-przecież wiem.-zaśmiał się.-nie miałem zamiaru inaczej. Po prostu się ciesze, wiesz?-wyszczerzył się.-na prawdę. Zaskoczył mnie wczoraj...więc cieszę się że nic nie usłyszeliście.-zaśmiał się.
-miałeś leżeć.-zauważył wywracając oczyma.
-a widzisz? Można zjeść smacznie i tanio.-powiedział na prawdę szczęśliwy i ze smakiem jedząc swoją porcję.
-Shuji! Udało się!-krzyknął za którymś podejściem z rzędu kiedy w końcu zrobił trzeci krok.
-to dobrze. Źle bym się czuł gdyby się okazało że słyszeliście.-przyznał szczerze.-Ja też sie cieszę. Bo to oznacza że Ryu też lepiej się czuję. I mniej się boli. To dużo znaczy.-powiedział z uśmiechem.
-Odpoczywaj. Wybierz nam jakiś film.-powiedział i zabrał się za sprzątanie po obiedzie.
-smakuje?-spytał wesoło. Na prawdę się cieszył widząc go takiego.-Teraz dasz się czasem wyciągnąć na ramen?
-oj no weź!-krzyknął dopóki brat do niego nie podszedł. Uwiesił się na nim trochę.-udało mi się...pójdziemy jeszcze raz na lody?-spytał cicho.
-więc na dzisiaj koniec.-zdecydował lekarz.-powinniśmy skończyć dobre pół godziny temu ale byłeś uparty.
-ech jest...-przyznał Jun.-Ale wierzę że będzie dobrze. Potrzebuje tylko czasu.-powiedział opierając sie o barierkę.
-Może być cokolwiek.-powiedział wracając do salonu z sokiem i szklankami. Usiadł na kanapie.
-bo takiego z budki nie jadłeś. One są lepsze.-wywrócił oczyma.-Musisz ze mną pójść.
-A potem już wrócimy do domu. Kazuo pewnie już wrócił, nie?
-cóż...tak robię cały czas.-zaciągnął się ostatni raz i zgasił papierosa.-a wiem że się poprawi.-dodał i już wszedł do środka.-Ryu? Może pomasuję ci nogi zanim pojedziemy? Jest jeszcze dość jasno.
-ok. Obejrzymy cokolwiek.-zaśmiał się i przytulił do siebie.
-trzymam cię za słowo.-powiedział wesoło Kaneki. Ta jedna obietnica na prawdę go ucieszyła.-ja płacę.-zaznaczył zaraz kiedy zjedli.
-no tak...-zgodził się. On sam nie czuł tego mijającego czasu.-a ty się pewnie wynudziłeś.
Jun skinął głową i zaczął go masować.-mów gdybyś chciał coś zmienić. Żeby było mocniej albo słabiej albo cokolwiek.-poprosił masując we wskazanym miejscu.
-będę.-zapewnił go wesoło i skupił się na tym co akurat leciało bo zaczynało go ciekawić.
-Ren....daj mi czasem płacić, ok? Ja też zarabiam i nie mam zamiaru być twoim utrzymankiem albo coś w tym rodzaju.-wywrócił oczyma i zaraz poprosił o rachunek.
-wcale aż tak nie marudzę.-zaśmiał się. Potem pojechał się przebrać a kiedy wyjeżdzali dał prowadzić bratu.-Shuji? Dziękuję że dzisiaj tutaj ze mną przyjechałeś.
-przyjadę.-przytaknął spokojnie masując całe jego nogi. Starał się robić to dokładnie i w miarę delikatnie.
-jak byłem młodszy.-przytaknął.-ale to raczej tak jak każdy dzieciak.-dodał bo nie sądził żeby oglądał często.-a ty?
-dam...cały czas daję.-powiedział po czym zapłacił.-tylko...ja na prawdę nie chcę żebyś traktował mnie jak utrzymanka. Nie jestem nim i nie chcę być.
-tak. Skoro w końcu się udało to zrobię sobie nagrode.-zaśmiał się.
-sądzę że to dobrze. Znaczy...wolałbym żeby cię nie bolało ale trzeba się cieszyć ze je czujesz.-powiedział starając się być bardziej delikatnym.-bardzo boli?
-rozumiem.-ucałował go w policzek. Wiedział ze chłopak miał od czego uciekać.-miałeś jakiś przyjaciół z którymi oglądałeś?
-wiem Ren...-powoedzial wstajac i lapiac go za rękę kiedy wychodzili.-wiem...i wiem ze się starasz. I to nie jest nic złego ze chcesz dla mnie jak najlepiej ale...nie chce żebyś ciągle za mnie płacił. Wiem ze myślisz ze tak jest lepiej bo masz więcej pieniędzy niż ja ale...wtedy czuje ssię jakbym był twoim utrzymankiem...
Yuji uśmiechnął sie do niego.
-dziękuję. To faktycznie dużo.-zgodził się z nim.
-to mała przerwa. Przepraszam...Obiecuje ze będę bardzo delikatny. Obiecuje.-zapewnił go I na chwile zabwrdzo ręce.
-rozumiem. To smutne ze nie mogłeś nikogo do siebie zaprosić.-powiedział szczerze.-a chodziłes chociaż do znajomych? Wiesz na jakieś wieczorki filmowe?
-wiem Ren. Wiem.-uśmiechnął się do niego.-gdzie teraz?
-to nie takie proste. Ale się postaram.-zapewnił go unosząc kciuk do góry.
-ja ciebie też skarbie.-przytulił go do siebie mocno.-wszystko będzie dobrze.
-ech no tak...głuptasek.-zmierzwił mu włosy.-ale już jest dobrze. Możemy sobie kiedyś zrobić taką nockę filmową. Nie będzie spania.-pokazał mu jezyk.
-oceanarium może być jak najbardziej.-uniósł kciuk w górę.
-to w ogóle nie jest proste. Zwłaszcza jak tak to ująłeś.-zaśmiał się.
-dobrze. Będę bardzo delikatny ale jak coś to mów.-poprosił i znów zaczął masować mu nogi.
-okay, okay.-zgodził się i zmierzwił mu włosy.-W takim razie najlepsza będzie noc z horrorami.
-no bo...ja też się martwiłem, wiesz?-zerknął na starszego.-Też chciałem być pewien że wszystko będzie dobrze i...trochę się bałem sam zostawać.-przyznał szczerze.
-oj nie ważne.-zaśmiał się i zaraz ziewnął.-po lodach od razu wracamy, nie?
-tak jest dobrze?-spytał po chwili. Chciał mu pomóc i nie sprawiać dodatkowego bólu.
-aż tak? Nie no jeśli się boisz to możemy zrobić wieczór głupich komedii.-pokazał mu język.-z horrorami zawsze jest fajniej ale nie gwarantuję że moi znajomi nie zaczną straszyć.
-przecież mówiłem żebyś tego nie robił na środku drogi.-westchnął uderzając go lekko w ramię. Był cały czerwony na twarzy.
-więc na lody!-zaśmiał się. Po lodach kiedy już wracali Yuji przysnął w autobusie. Był na prawdę zmęczony po rehabilitacji.
-to dobrze. A druga noga?-spytał bo na razie rozmasowywał mu jedną.
-Lubisz ale jak masz obok misia do tulenia?-spytał śmiejąc się cicho.-ale wiesz...może ja też cię trochę postraszę?
-głupi...-burknął wywracając oczyma.-a to ty powinieneś się wstydzić bardziej niż ja.
Yuji obudził się w nocy żeby pójść do łazienki a kiedy zobaczył brata śpiącego na kanapie westchnął i podjechał bliżej.
-Shuji wstawaj...przeziębisz się głupku...
-to dobrze. A druga noga?-spytał bo na razie rozmasowywał mu jedną.
-Lubisz ale jak masz obok misia do tulenia?-spytał śmiejąc się cicho.-ale wiesz...może ja też cię trochę postraszę?
-głupi...-burknął wywracając oczyma.-a to ty powinieneś się wstydzić bardziej niż ja.
Yuji obudził się w nocy żeby pójść do łazienki a kiedy zobaczył brata śpiącego na kanapie westchnął i podjechał bliżej.
-Shuji wstawaj...przeziębisz się głupku...
[ok! ^^ ja mam sesję więc generalnie też rzadko teraz wchodzę]
-Nie wiem Ryu.-odpowiedział szczerze.-ale obiecuję że będe delikatny. Musimy obie nogi. Wiem że nie dajesz się lekarzom...a musisz mieć obie rozmasowane.
-ale jak cię będę straszył to nie będe misiem.-zaśmiał się cicho.
-Ren!-fuknął trochę na starszego. Złapał go za rękę i pociągnął w stronę wejścia do oceanarium.
-chodź do łóżka.-westchnął znów nim potrząsając.-coś się stało?
[dzięki przyda się XD a za pocztówkę dziękuję, ale nie trzeba]
-Wiem Ryu. Dlatego poprosili mnie.-przyznał szczerze.-Będę bardzo delikatny.-ucałował go w czółko.-Jasne że możesz się położyć.
-to kiepski układ.-zaśmiał się żartując.-Możesz się tulić.-dodał już całkiem poważnie.
-No już przestań.-zaśmiał się. Zaraz jednak umilkł zachwycając się pływającymi w akwariach kolorowymi rybami.
-ech...na pewno wszystko jest dobrze. Może dostał nocną zmianę albo coś...-zaproponował chłopak. Zaraz jednak przyszedł sms od Kenty. 'Z pracy zgarnęli mnie rodzice. Dopiero udało mi się dostać do telefonu. Jutro przyjeżdżamy do was po moje rzeczy. Przepraszam.'
-pójdziemy moje dzielne kochanie.-zaśmiał się i ucałował go w policzek. Pomógł mu przesiąść się na wózek.-leć sprzęt.-poklepal go po ramieniu.
-wiem miasiaku. Ale tak cały czas przy moich znajomych to wiesz...-zaśmiał się I musnal jego usta swoimi.
-co jeszcze można tu zobaczyć?-spytał wesoło. -chce zobaczyć jak najwięcej. A potem już wrócimy do szpitala, tak?
-ej...przeciez nie zrobią mu nic złego, będzie dobrze.-przytulił brata a po chwili przyszła wiadomość. 'Jest ok. pogadalismy i przyznali ze przesadzili i mogę iść studiować co chce. Nie martw się. Długo rozmawialiśmy I dlatego dopiero miałem okazję napisać ci co się stało.'
-no to lecimy.-Jun wstał i poszedł ubrać buty. Zgarnął po drodze kluczyki do samochodu i papierosy.
-no...a myślisz że powinni?-spytał mierzwiąc mu włosy.
-ok. Też się o nich martwisz, co?-spytał idąc w stronę rekinów.
-wiem Shuji. Ale napisał ci że wszystko gra, prawda?-przytulił brata.
-dobrze kochanie więc dzisiaj ty prowadzisz.-powiedział pokazując mu język. Kiedy siedzieli już w samochodzie uruchomił GPS.-masz tam jakąś nazwę? Bo inaczej na prawdę będziesz musiał mnie nawigować.
-No cóż...ale jak będziesz się bał to siłą rzeczy zobaczą.-zaśmiał się.
-niestety...ale są bardzo silni.-zauważył chłopak.-Ren? Zawsze byłeś tak blisko z bratem?-spytał bo zdał sobie sprawę że nie rozmawiali wiele o takich rzeczach.
-wiem. Rozumiem cię.-zapewnił go.-Rano przyjadą to wszystko się wyjaśni. A teraz chodźmy do łóżka, ok?
-ok. Liczę na ciebie.-ucałował go w policzek i powoli ruszył. Najpierw jadąc w stronę lotniska tak jak mówił chłopak.
-Włączę ogrzewanie.-zdecydował wstając. Zamknął okno i włączył ogrzewanie. Skoczył jeszcze do kuchni i wrócił do salonu z dwoma kubkami gorącej herbaty.-Napij się.-Podał mu jeden i usiadł na kanapie.
-oj na pewno nie tylko nasza.-zaśmiał się.-A co na przykład robiliście?-spytał na prawdę ciekawy.
-daj spokój Shuji to nic nie da. Chodź. Pośpisz ze mną.-pociągnął lekko brata.-no chooooodź.-zamarudził mu trochę.
Jun skinął głową i spokojnie pojechał według instrukcji chłopaka.
-daleko jeszcze?-spytał zerkając na niego.
-aż tak?-spytał uśmiechając się do niego.-Już ci trochę cieplej?
-mhm...-chłopak pokiwał głową i zamyślił się na chwilę.-a robiłeś mu jakieś psikusy? No opowiedz mi jakieś historie...-poprosił chcąc posłuchac o tym.
-mhm no dobrze...-powiedział cicho chłopak bo myślał że jego brat potrzebuje teraz wsparcia.-ale jak coś to możesz do mnie przyjść.-uśmiechnął się.
-ok.-tak już trafił bez problemu i zaparkował.-to tutaj? Czy chcesz żebym gdzieś podjechał? Dalej dojdziemy?-zasypał go pytaniami bo nie wiedział czego chłopak oczekuje.
-wiesz co? Cieszę się że ja jestem tym kimś.-powiedział tuląc go do siebie.-mów gdybyś czegoś potrzebował.
-oj daj spokój...opowiedz. Chcę wiedzieć jaki byłeś...wtedy będę wiedział jak bardzo się zmieniłeś i jak bardzo poprawiły się twoje stosunki z bratem.-powiedział wesoło.-opoooowiedz...
-dobranoc.-powiedział jeszcze Yuji i pojechał do swojego pokoju.
-jasne.-Ucałował go w policzek i wyszedł z samochodu. Wyjął wózek z bagażnika i potem pomógł chłopakowi na nim usiąść. Podał mu cały sprzęt i jak już zamknął samochód zaczął go prowadzić w stronę punktu widokowego.
-na prawdę.-zapewnił go i przytulił mocno do siebie.
-ech...to na prawdę byłeś okropnym bratem.-szturchnął go w ramię.-Musiało być mu ciężko.-zauważył.-Ale teraz jest już o wiele lepiej...cieszysz się, że tak jest?
Yuji wstał pierwszy i westchnął widząc że jego brat nadal jest na kanapie. Poszedł do kuchni zrobić śniadanie.
-cóż...nie jest tak pięknie jak u nas ale też mi się podoba.-powiedział rozkładając koc i siadając.-jak już zrobisz zdjęcia to chodź do mnie.
-nie trzeba głuptasku.-zaśmiał się.-jutro wraca też Yasu więc o ile nie będzie jakiejś sprawy to będzie spokojnie.
-żałujesz że nie było tak na początku?-spytał zerkając na niego.-I...był jakiś powód dla którego tak się zachowywałeś względem niego?
-hej. wstawaj na śniadanie.-powiedział zapraszając go do stołu.-zrobiłem same twoje ulubione rzeczy więc chodź.
-już.-Jun podniósł się i wziął chłopaka na ręce. Po chwili już leżeli oboje na kocu.-Tak jest wygodniej patrzeć.
-zawsze jestem. Poza tym nie pracujesz po to żebym był ciebie dumny.-ucałował go w policzek.
-och...na prawdę byłeś okropnym bratem.-wywrócił oczyma.-wiesz co? Ja też się cieszę że już jest między wami lepiej. Inaczej byłoby strasznie mieć chłopaka ze złymi kontaktami z rodziną.
-Bo byłeś wczoraj przybity i pomyślałem że zrobię ci dobre śniadanie.-powiedział wesoło.
-ja też się cieszę mój nawigatorze.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.-Cieszę się że tak dobrze widać gwiazdy.
-no i jesteś blisko. W końcu pracujemy razem.-powiedział mierzwiąc mu włosy.
-hmmmm...nie sądzę.-wzruszył ramionami.-Tacie nie podoba się moja praca jako mangaki więc średnio utrzymuję z nimi kontakt.
-w niedzielę?-uniósł lekko brew.-Dzisiaj myślałem o tym żeby zadzwonić do Kazu i zaprosić go na obiad.
-wrócimy.-obiecał mu.-ja ciebie też kocham.-oddał pocałunek.-a na razie patrz na gwiazdy, ok? Nie ma śniegu ale jest zimni więc niedługo będziemy się zwijać.
-no tak.-zaśmiał się.-ale nie powinieneś tego robić zbyt często. Co jeśli nie będę mógł się skupić na pracy?
-Czemu? Wydają się bardzo mili...-powiedział przyglądając się mężczyźnie.-Znaczy...byli tacy an ślubie twojego brata. Nie poznałem tam tylko twojej mamy.
-nie. Przecież zapraszam go tylko na obiad.-wywrócił oczyma.-nie rozumiem czemu miałbyś się zmywać.
-głupi...-zaśmiał się tuląc go do siebie.-dobrze czy nie zaraz się musimy zwijać.-powiedział siadając.-nie chcę żebyś mi się przeziębił.
-wiem, wiem.-powiedział i aż podskoczył na dźwięk telefonu chłopaka. Podał mu go z uśmiechem.-zdaje się że twój brat.
-oj nie aż tak wyjątkowa.-zaśmiał się.-No i twój brat cały czas jest miły.
-daj spokój Shuji...-wywrócił oczyma młodszy.-Nawet jeśli to on pewnie i tak by nie chciał...-wzruszył ramionami.
-ale tylko chwilę.-powiedział znów go przytulając.-Nie mów. Na pewno się spełni.-zapewnił go.-na pewno. Musisz w to wierzyć.-powiedział z uśmiechem.
-cóż...słyszałem że nasza siostrzyczka zwaliła ci się na głowę. Dzwonię żeby spytać czy sobie radzisz i czy nie przyjechać ci pomóc.-powiedział spokojnie.
-a no tak masz siostrę. Więc nie spotkałem twojej mamy i siostry.-pokiwał głową.
-no niby tak...ale to możemy wszyscy.-wywrócił oczyma.-chcę żebyśmy wszyscy razem zjedli obiad. Zrobię coś pysznego.
-no to idziemy.-Posadził go z powrotem na wózek który poprowadził w stronę samochodu.-masz już wszystkie odpowiednie zdjęcia?
-na pewno? Jakby coś to przyjadę i ci pomogę.-powiedział martwiąc się że mogła coś nagadać młodszemu bratu.-Nie będę ci już przeszkadzał ale jakby coś to dzwoń.
-powinienem się tego bać?-spytał a przed oceanarium wpadli na Takano i Tomo.
-ale po co tu romantyzm?-spytał nie bardzo rozumiejąc o co chodzi bratu.-Ja tylko chcę żeby zjadł z nami obiad bo zrobię coś dobrego.
-przecież wiesz że zawsze możesz mi robić zdjęcia.-zaśmiał sie.-pewnie lepiej by wyszło w jaśniejszym miejscu ale i tak ładnie.-powiedział otwierając samochód.
-ok, rozumiem. Potrzebujesz czasu.-powiedział spokojnie.-nie przyjadę na razie ale jakby coś to dzwoń.-poprosił.
-był grzeczny.-dodał zaraz Takano który cieszył się z tak spędzonego dnia.-a jak wasza randka? Może razem pójdziemy na jakiś deser?-zaproponował.
-i tak miało być curry bo Kazu bardzo je lubi.-pokazał mu język.-a na razie jedz szybko bo twój facet ma przyjść z rodzicami po swoje rzeczy.
-wyszło, wyszło.-zgodził się i posadził go na siedzeniu pasażera.-ale nie mamy razem zdjęcia.-zauważył.
-nie przesadzaj. Nie aż tak.-pogłaskał go po włosach.-nie jesteś gotowy, to wszystko.
-nie wierze...kim jesteś i co zrobiłeś z moim bratem.-zaśmiał się Takano.
Yuji pozmywał bo już był ubrany. Akurat kiedy skończył usłyszał dzwonek do drzwi.
-wrócimy.-zgodził się Jun i powoli ruszył. Teraz już mogli jechać z GPSem.-dasz te zdjęcia jutro na zaliczenie tego zadania?
-na pewno nie. Jest od ciebie straszy i na pewno rozumie czemu nie chcesz żeby przyjeżdżał.-powiedział tuląc go do siebie.
-to niech śpi dalej.-zaśmiał się Takano.-może pójdziemy na lody? Jest tak gorąco.-zaproponował zaraz teatralnie wachlując się ręką.
-będzie. Będzie więc już idź i otwórz te drzwi.-powiedział machając ręką.
-dobrze. Wtedy będę mógł się przytulić do mojego misia.-powiedział zerkając na chłopaka.
-zrozumiałbym.-przytaknął głaszcząc go po włosach.-chodźmy na spacer.-zaproponował widząc jak pieski się kręcą.
-Tomo ale jak jesteś zmęczony to nie musimy.-powiedział Takano trochę zaczynając się martwić.
Kobieta poprosiła o herbatę a mężczyzna o kawę.
-ja zrobię.-zaoferował się Yuji i wrócił do kuchni. Kobieta za to podeszła do półki ze zdjęciami.
-gdzie są wasi rodzice?-spytała tak jakby chciała z nimi porozmawiać.
-zrobię.-odpowiedział spokojnie.-Ty się będziesz mył a ja zrobię ci herbatę. Rozgrzewająca kąpiel też ci się przyda.-powiedział z uśmiechem.
-hmmm w sumie myślę że możemy tam zajść. Ale to kawałek stąd. Nie przeszkadza ci to?-spytał zerkając na niego.
-no dobrze. To zrobimy sobie na lodach.-obiecał mu i zaczął prowadzić wózek.
-Mieszkacie całkiem sami?-kobieta podeszła do chłopaka i objęła go delikatnie.-Jak sobie radzicie? Kto wam gotuje?-spytała.
-ja.-odpowiedział wesoło Yuji wjeżdżając do salonu z tacką na kolanach. Miał na niej dwa kubki z gorącymi napojami które następnie położył na stoliku.
-jakiej?-spytał wesoło.-Cieszysz się, że nie będziesz mnie już potrzebował?-spytał zerkając na niego. Jechał spokojnie autostradą.
-mhm...No to pójdziemy.-zgodził się.-bardzo często się tam bawiłem z Yasu i innymi. Nawet jak trochę podrośliśmy.-powiedział na razie nie zdradzając mu za wiele.
-No kochanie treningu to mi akurat nie brakuje. Ciągle tylko cię noszę.-pokazał mu język.-Jeśli komuś za dużo piwa to chyba tobie braciszku.-poklepał wesoło starszego.-Kaneki pewnie potwierdzi.
-Kenta?-kobieta spojrzała na swojego syna.
-Bardzo nam tutaj pomagał.-dodał nieśmiało Yuji. Chciał trochę wesprzeć brata bo widział że teraz starszy bardziej się boi.
-głuptasie...oczywiście że to nic złego. Ja też się ciesze że możesz być bardziej samodzielny. Jestem w tedy spokojniejszy i się aż tak nie martwię.-przyznał szczerze.
-Nie. W sumie już dawno tam nie byłem.-przyznał ze śmiechem.-Przejdziemy plażą.-powiedział puszczając psiaki żeby chociaż chwilę same pobiegały.
-wiem wiem.-zaśmiał się Takano.-Tak tylko się śmieję. Że mi dokazuje a sam staruszek tyje.-pokazał język bratu. tak na prawdę tylko żartował. Brakowało mu tego za dzieciaka i cieszył się że w końcu ma okazję.
Yuji pociągnął brata na kolana. Nie chciał się za bardzo mieszać. Zerknął więc na Kentę żeby ten przejął inicjatywę. Przecież oni nie mieli pojęcia jak się sprawy mają.
-dobrze. W razie czego przyjdę.-obiecał mu i zwolnił kiedy wjechali do miasta.
-widzę. Ale idź nadal ostrożnie.-poprosił zerkając na chłopaka.-Ja też się cieszę.-dodał obserwując biegająe pieski.
-chowaj ten tłuszcz.-zaśmiał się Takano. A kiedy w końcu dojechali do lodziarni zajął stolik.
Yuji westchnął ciężko. Poklepał brata po plecach żeby ten poszedł pomóc chłopakowi. Shuji wstał i poszedł za Kentą do swojego pokoju.
-więc? Co się stało?-spytał kiedy byli sami.
-oczywiście że przyjadę.-zapewnił go.-to jutro mam się spotkać z Chrisem czy dopiero w poniedziałek?-spytał parkując w końcu przed ich blokiem.
-hmmmm...myślę że tak.-zgodził się i skinął głową. W pewnym momencie zawołał psiaki i z powrotem wziął je na smycz.-teraz pójdziemy w górę tymi schodami.-wskazał na kamienne stopnie.
-jakieś czekoladowe.-powiedział chłopak. Takano wstał i poszedł zamówić dla wszystkich po deserze lodowym z wybranymi przez nich smakami.
-na prawde? To wszystko?-spytał pomagając mu z pakowaniem.-więc czemu tutaj przyjechali? Mogłeś przecież sam wziąć swoje rzeczy...
-to nic skarbie. Poza tym masz jeszcze czas.-obszedł samochód i jak już wyjął wózek podszedł do chłopaka i pocałował go delikatnie.-Masz całe trzy dni. A nawet jak wszystkiego nie zrobisz to już i tak zrobiłeś dużo. Nie popędzaj się.-poprosił.
-My znajdywaliśmy je jak byliśmy dziećmi.-przyznał szczerze.-Tutaj mało osób przychodzi.-dodał idąc dalej.
-no dobrze...ale gdyby coś się działo to dzwoń.-poprosił go. Nachylił się żeby zrobić im zdjęcie po czym wrócił do jedzenia.
-zaraz, zaraz...wróć...-chłopak potrzebował chwili żeby przetrawić to zdanie.-POWIEDZIAŁEŚ IM O NAS!?-krzyknął nie mogąc w to uwierzyć.
-tak.-zmierzwił mu włosy i podał cały sprzęt. Potem już poprowadził wózek do domu.
-i wiele więcej.-zaśmiał się niczego mu nie zdradzając. Kiedy w końcu doszli na samą górą dotarli do opuszczonej starej świątyni.-bawiłem się tutaj jak byłem młodszy. Wiesz, testy odwagi, opowieści o duchach.-zaśmiał się.
-Musisz spróbować wymysłów Takano.-powiedział ren klepiąc brata po ramieniu. Młodszy nie wiedział jak zareagować. Pierwszy raz został tak pochwalony przez brata.
-ale...to za szybko.-powiedział trochę się jednak obawiając.-Poza tym mogłeś mnie uprzedzić. Wiesz...pierwszy wrażenie i inne takie.-wymamrotał-a tak o...patrz jak wyszło...
-przytulę skarbie. A na razie idź wziąć kąpiel.-powiedział kiedy wjechali do mieszkania. Jun zdjął buty i poszedł zanieść sprzęt chłopaka na miejsce.
-A jak myślisz?-spytał patrząc na niego i siadając na starej ławce.
-kiedy spróbuję.-Zaśmiał się Kaneki a Takano ucałował Tomo w policzek.
-mój największy krytyk...
-daj spokój...spanikowałem.-westchnął pomagając mu a kiedy skończyli usiadł na łóżku.-co powiedzieli?
-dobrze...-Jun postawił przed nim kubek gorącej herbaty i wrócił do kuchni. Zrobił drugą herbatę, tym razem gorzką i poszedł do łazienki.-zostajecie.-oznajmij nawet nie chcąc słuchać marudzenia.
-pudło słoneczko. To znaczy, przyznaję że udawałem że nim mnie nie rusza ale ja to wszystko wymyślałem. Przychodziliśmy tutaj spać pod namiotami jak byliśmy trochę starsi.
-wiem wiem.-zaśmiał się.-Ren? Dzięki.-uśmiechnął się jeszcze do brata i wrócił do swoich lodów.
-wiem...ale co mówili jak mi powiedziałeś.-westchnął patrząc na niego.
-i tak go zabierz.-poprosił.-i niech się napije herbaty. Wołaj jakby coś.-powiedział i wrócił do salonu.
-ja nic.-zaśmiał się.-wszystko opierało się na tutejszych legendach. O duchu mnicha który się powiesił.-powiedział.-rozpalaliśmy ale dopiero jak wszyscy wykonali zadanie.
-tak jakoś.-wzruszył ramionami bo sam nie wiedział jak to wyjaśnić.-ok...skoro to nic poważnego.-uśmiechnął się.
-na prawdę?-wstał z łóżka i się przeciągnął.-to wracajmy bo Yuji będzie na mnie potem zły że go tak zostawiłem.-powiedział i wyszedł z pokoju.
-spokojnie.-pogłaskał chłopaka po włosach. Chwilę później Koki wyszedł z Keiichiro na rękach.-widzisz? Zdaje się że chwilowo mu przeszło. Idź się umyć.
-nie każdemu się udawało.-przyznał wesoło.-A zadanie polegało na przyniesieniu zapałek leżących pod zawieszonym na suficie sznurem.
-Już wracamy.-powiedział i poprowadził wózek do szpitala. Kiedy dotarli ułożył chłopaka w łóżku i odwrócił się do brata.-o czym chciałeś porozmawiać?
Shuji usiadł z powrotem na kolanach brata i zapadła dość niezręczna cisza. Zupełnie nie wiedział co powinien zrobić.
-jasne leć. Zajmę się nim.-powiedział poganiając go ruchem dłoni.
-spokojnie? Jak chcesz to zostaniemy aż się ściemni. I już nie będzie tak spokojnie.-powiedział śmiejąc się cicho.
-chodzimy. Poszliśmy przed ślubem żeby mieć pewność że wszystko jest dobrze.-zapewnił go. Zaraz odebrał zaproszenie od brata.-Gratulacje!-powiedział czytając wszystko dokładnie.-jasne że wpadniemy.-uniósł kciuk do góry.-dzięki za zaproszenie...
-dostałem się na sportową uczelnię w Kioto...mam zamiar tam trenować piłkę nożną...-wyznał szczerze.
-widzę skarbie.-idź pierwszy do łóżka, ok? Ja zerknę co z Keiichiro i poczekam aż Koki wróci.-powiedział i poszedł do pokoju gościnnego.-kiedy okazało się że wszystko gra wrócił do salonu.
-nie zostawię.-zaśmiał się.-jak się boisz to możemy iść. Nie chcę cię straszyć.-powiedział przytulając go do siebie.-Mogę cię tylko zapewnić że przez te wszystkie lata żadnemu z nas nic się nie stało. Ducha też nie widzieliśmy.
-Jasne. Obgadam to jeszcze z Tomo.-zapewnił go.-serio gratuluję. Mój starszy brat został kimś tak ważnym.
-tak wyszło.-Shuji zerknął na Kentę a potem znów na kobietę.-Przyjechali zobaczyć jak gram i dostałem stypendium.
-nie ma sprawy.-poklepał go po ramieniu i poszedł się umyć. Westchnął kiedy wszedł do sypialni i zobaczył śpiącego chłopaka. Zapisał wszystkie zmiany i odłożył laptopa na bok. Ułożył chłopaka wygodniej i położył się obok obejmując go delikatnie.
-Dlatego mówię że nie musimy zostawać.-powiedział obejmując go mocniej.-Ja cały czas będę przy tobie.
-Będzie dobrze. Oboje macie czasochłonną pracę ale jestem pewny że sobie poradzicie.-uniósł kciuk do góry.
Shuji pokręcił energicznie głową.
-ja nie mogę. Treningi zaczynają się z samego rana, potem mam zajęcia a potem znów trening do wieczora...-wyjaśnił.-Mam przydzielony pokój w akademiku. Mamy tam taki specjalny.
Jun otworzył oczy kiedy poczuł na sobie ciężar. Nie budził jednak chłopaka tylko objął go ramieniem i wrócił do snu z uśmiechem na ustach.
-dobrze dobrze.-zgodził się i pogłaskał psiaki.-a na razie patrz jaki ładny zachód mamy.-wskazał ręką w stronę morza.
-Jak to jak? Ren...to nie tak że w ogóle nie będziecie mieli dla siebie czasu. Na początku będzie go mniej to oczywiste ale z czasem kiedy już spokojnie będziesz ogarniał co i jak w pracy będziecie mieli czas dla siebie.
-no tak...-chłopak zamilkł a potem znów się odezwał bo coś nie dawało mu spokoju.-Mogę zadać jedno pytanie? Dlaczego chciała Pani żebyśmy razem mieszkali.
-hej.-Jun roześmiał się cicho i przytulił go mocno do siebie nie pozwalając zejść.-wygodnie się spało?
-ciesze się że ci się podoba.-powiedział mierzwiąc mu włosy.
-głupi...-wywrócił oczyma.-On przecież wie i rozumie że będziesz miał mniej czasu. I na pewno się cieszy z twojego awansu. Poza tym słuchaj co się do ciebie mówi. To nie tak że cały czas będzie tak mało tego czasu. Nie rzuci cię. Spokojnie.-poklepał brata po ramieniu.
-Łatwiej nam będzie...? Co?-spytał nie bardzo rozumiejąc czemu Kenta przerwał swojej mamie.-W każdym razie...nie będziemy aż tak daleko więc będziemy się odwiedzać jeśli nie będę miał treningów...
-spokojnie kochanie. Może nie skończyłem tego co zacząłeś ale zapisałem ci wszystkie zmiany.-zapewnił go.-Nie panikuj.
-cóż...to nie tak że ich nie lubię. Raczej mam do nich neutralny stosunek. Są piekne ale to nie tak że je uwielbiam.-przyznał wesoło.
-Całą cysternę ci postawię.-zaśmiał się.-Nie martw się serią...Nawet jeśli miałby cię rzucić to nie przez brak czasu więc o to się nie martw.-wziął łyk kawy.
W tym momencie obaj bracia nie bardzo wiedzieli jak zareagować i z trudem powstrzymywali śmiech.
-Yuji obiecał mnie uczyć...-zaczął starszy.-poza tym tam mamy stołówkę. I już mi przekazali że muszę na nią chodzić...i mam zjeść wszystko co mi nałożą. A ponoć mają tam ogromne porcje...
-a tak mi fajnie...ale faktycznie trzeba wstać.-westchnął puszczając chłopaka.-W koncu dzisiaj mam rozmowę z tą uczennicą i muszę być trochę wcześniej.-przypomniał sobie i usiadł.
-Z tobą wszystko.-powiedział i ucałował go w policzek.
-Ale wiesz że samo nic się nie robi, prawda? Wiem że pewnie to wiesz ale...musisz się starać mieć ten czas. I zabieraj go od czasu do czasu na randki. Ale takie zwykłe. Spacer jakiś, kino.
-ale na prawdę nie trzeba...-powiedział Shuji bo wiedział że nie tylko on czuje się z tym nieswojo.
-ja umiem gotować. Gotuję nam już dobre 6 lat...radzimy sobie.-dodał Yuji wystawiając głowę zza ramienia brata.
-dzisiaj nie. Przepraszam kochanie.-ucałował go w policzek. wstał z łóżka i podszedł do szafy.
-jasne. Coś lekkiego i pysznego. Co być chciał?-spytał głaszcząc trochę pieski.
-NORMALNE braciszku.-powtórzył Takano naciskając mocno na to słowo.-NORMALNE. Czyli jakieś KINO, spacer, oceanarium, basen i inne ZWYKŁE rzeczy. Możesz kupić jakieś dwa kawałki ciasta z cukierni na zwieńczenie randki deserem w domu.-wyjaśnił mu spokojnie.-I wybij sobie z głowy opery, mega drogie restauracje i bale. Bale zwłaszcza. Nie męcz chłopaka, co?
-Moja przyszła kto?-Shuji patrzył na niego szeroko otwartymi oczyma a Yuji roześmiał się wesoło.
-chyba nie mamy wyjścia braciszku.-zaśmiał się młodszy.-I lepiej jeśli będziemy chodzili obaj. Żeby mogła nas rozpoznawać jak już zejdę z tego wózka.
-jasne. Szykujcie się a ja was zawiozę.-powiedział kończąc jeść śniadanie.-nie musisz się też zbytnio śpieszyć.-dodał widząc jak zestresowany jest mężczyzna.-wszystko będzie dobrze.-poklepał go po ramieniu.
-chcesz wracać? Nie musimy tutaj siedzieć.-powiedział widząc jak chłopak się trzęsie.
-Wiem Ren. Znam to i wiem jak ciężko jest się przestawić ale to jest właśnie kilka takich rzeczy które musisz zapamiętać. Wtedy będzie ci trochę łatwiej.
Obaj bracia nie zdążyli nic odpowiedzieć. Spojrzeli tylko zdezorientowanym wzrokiem na Kentę.
-a nie mówiłem? Zostańcie ile będzie potrzeba.-powiedział i otworzył im drzwi. Potem zawiózł ich prosto do szpitala.-Jakby coś to dzwoń.-powiedział jeszcze do Kokiego i pojechał na uczelnie. Spóźniony był zaledwie 10 minut.
-Co odważniejsi.-zaśmiał się.-Ja nigdy nie wierzyłem w duchy więc dla mnie to nic takiego.
-wiem...widzę.-uśmiechnął się lekko i wziął łyk kawy.-zmieniłeś się też względem mnie...
-I co teraz Shuji? Wszystko twoja wina.-zaśmiał się młodszy trochę łaskocząc brata.
-wcale nie moja!-odburknął starszy schodząc z kolan brata
-twoja. Więc pomożesz mi zrobić curry.-pokazał mu język i ruszył do kuchni.
Jun odpisał mu że nic się nie stało i najwyżej potem pokaże mu prezentacje po czym zaczął prowadzić zajęcia. Kiedy się skończyły skoczył po chłopaka do kawiarni.
-Ja też już skończyłem więc mogę cię zawieźć na rehabilitacje.-powiedział zatrzymując się przy jego stoliku.
-Jasne.-Hiroki wziął smysze w jedna rękę a drugą cały czas trzymał dłoń chłopaka. Zaczął spokojnie schodzić ze schodów.-ale uważaj i patrz pod nogi.-poprosił. Objął go ramieniem dopiero kiedy byli już na plaży.
-Cóż...przyleciałeś nim tutaj więc i tak nie mamy wyjścia.-zauważył ze śmiechem.-ja nie mam nic przeciwko. Sądzę że Tomo wyjątkowo też nie będzie miał.
Yuji zabrał się za te bardziej skomplikowane czynności.
-To było dziwne prawda?-spytał zerkając na brata.-Kiedy nas tak przytuliła...
-oj nic się nie stało. Przecież moje nie są jakoś bardzo obowiązkowe dla ciebie.-powiedzial i machnął ręką.-zawiozę cię i od razu sprawdzę co u Keiichiro.
-oj...ale zawsze obronię to moje strachadło.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.
-Spokojnie. On i tak się pewnie domyśla jak będziemy wracać.-zaśmiał się.-Myślę że Tomo już się przyzwyczaił że czasem jest trochę bardziej bogato.
-Mhm...tak ciepło.-uśmiechnął się. Kiedy Shuji skończył z krojeniem Yuji wrzucił wszystko do garnka i zaczął doprawiać.
-jeśli mogę to zostanę.-uśmiechnął się.-Pójdę ci pokibicować.-powiedział wesoło.-więc chodźmy już do samochodu.
-wiem wiem.-zaśmiał się. Puścił jeszcze raz pieski żeby trochę bardziej się wybiegały.
-ech...bo za bardzo go męczysz. I nie dajesz się zabrać na jego pomysły. Idź czasem na kompromis. On też pójdzie. Wiem jak to u nas wyglądało.
-ale na razie jest dobrze, prawda? więc się nie martw.-powiedział mieszając sos.
-sprawdzę nie martw się.-obiecał mu z uśmiechem.-A potem przyjdę do ciebie.
-twój twój.-zgodził się poprawiając go sobie na plecach.-zmęczony?
-no nie było.-zgodził się.już idę.-Wstał i szybko poszedł do sali Tomo. Kiedy tylko wszedł od razu podszedł do łózka.-Co się stało skarbie?-spytał zmartwiony.
-wiem...dla mnie też.-uśmiechnął się lekko. Dał się gotować curry i napisał smsa do Kazuo żeby wpał na obiad.
-to dobrze. Co dzisiaj będziesz robił na rehabilitacji?-spytał odjeżdżając z parkingu.
-dzisiaj taki misiek z ciebie.-zaśmiał się.-ale spokojnie. To nie tak ze mi to przeszkadza.-zapewnił go.
-Już dobrze.-objął go łagodnie.-jestem cały i zdrowy. Niczym nie musisz się martwić.
-Kazuo będzie.-uśmiechnął się do brata. Spróbował sosu i potem dał posmakować bratu.-dobre?
-mhm...no jeśli tak chcesz.-stanął na światłach.-ale na pewno nie możesz się poddać. Musisz walczyć kochanie.-powiedział zerkając nie niego póki stali.
-no czasem tak.-zaśmiał się i postawił chłopaka na ziemi kiedy doszli do końca plaży. Zawołał pieski żeby znów założyć im smycze.
-Ja ciebie też.-ucałował go w policzek.-A to był tylko sen. Nic więcej.-dodał spokojnie.
Otworzył mu Shuji i wpuścił go do środka.
-obiad zaraz będzie.-poinformował.
-Wiem.-uśmiechnął sie do niego.-wiem I to rozumiem. Dzisiaj będę ci kibicował.-zapewnił go I ruszył bo w końcu mieli zielone.
-ale nie za często misiu.-zaśmiał się I objął go ramieniem. Powoli kierował się w stronę mieszkania.
-Wszystko będzie dobrze kochanie.-okryl go delikatnie kołdrą.-mamy zaproszenie od Rena. Dostał awans I będzie kierował szpitalem.
-nie. Ty dzisiaj jesteś gościem wiec usiądź spokojnie. Shuji pomaga.-uśmiechnął sie do niego.
-cóż...po rozmawiałem z nią i powiedziała ze to przemyśli. Nie chciałem niszczyć jej marzeń ale musi sobie zdawać sprawę z tego jak wygląda rzeczywistość. Potem podeszła do mnie na początku zajęć i powiedziała ze rezygnuje.
-ale dzisiaj możesz. Dzisiaj miałeś ciężki dzień.-uśmiechnął sie do niego.
-zrobię. Jakiś tematyczny wymyślimy.-zaproponował z uśmiechem.-jakiś mózg albo coś.-zaśmiał się.
-spokojnie on tylko pomagał. Ja gotowałem.-zapewnił go Yuji i zawołał brata żeby ten pomógł mu z nakładaniem. Na wózku byłk to jednak dość ciężkie.
-nie będę jej do niczego zmuszał. Czasem w trakcie studiów po prostu ludzie zdają sobie sprawę ze to nie dla nich. Nas zostało ledwo 5. I to nie tak ze tamci odpadli przez egzaminy. Uznali ze to nie dla nich.-powiedział a zaraz zaparkował pod szpitalem.
-jasne. W nocy I ja lubię mieć swojego misia.-ucałował go ukradkiem w policzek.
-ze skalpelem i innymi przyzadami. Myślę że to byłoby fajne.-ucałował go.-I jak zwykle będziesz moim krytykiem projektów.
Yuji razem z bratem nałożył porcje dla każdego. Juz po chwili siedzieli przy stole z parujacymi talezami curry.
-smacznego.-uśmiechnął sie Yuji.
Jun odprowadził go do sali rehabilitacyjnej a potem poszedł sprawdzić co z Keiichiro.
-i jak?-spytał Kokiego.
-no cóż kochanie...nie wiem czy w takim wypadku na samej kąpieli się skończy.-pocałował go w usta.-a przecież jutro praca...-uśmiechnął sie łobuzersko.
-wiem ze mogę liczyć na mojego krytyka.-zaśmiał się I pogłaskał go po policzku.
-um....cieszę się że ci smakuje.-uśmiechnął sie słodko I wrócił do jedzenia.
-będzie dobrze. Teraz zajmują się nim lekarze więc wszytsko będzie dobrze.-poklepał go po ramieniu.-Skoro gorączka spadła to już jest lepiej.
-myślisz? Najważniejsze żebyś ty dał radę.-zauważył ze śmiechem. Objął go ramieniem kiedy wchodzili do mieszkania.
-Zawsze jesteś.-uśmiechnął się.-ufam ci kochanie.-ucałował go w policzek.
-mou...-odsunął go śmiejąc się cicho.-jedz.
-będzie dobrze. Możecie zostać ile chcecie. A z nim na pewno będzie lepiej.-powiedział chcąc go pocieszyć. Mówił to też bo na prawdę tak myślał.
-no postaram się nie przesadzić.-powiedział klepiąc go delikatnie w pośladki a potem otworzył drzwi od mieszkania.
-Dobrze. Rano znów do ciebie przyjdę. Jak coś to dzwoń.-powiedział całując go w policzek na dobranoc.
-um...nie taki zaraz najlepszy...-powiedział rumieniąc się okropnie.
-będzie dobrze. Możecie zostać ile chcecie. A z nim na pewno będzie lepiej.-powiedział chcąc go pocieszyć. Mówił to też bo na prawdę tak myślał.
-no postaram się nie przesadzić.-powiedział klepiąc go delikatnie w pośladki a potem otworzył drzwi od mieszkania.
-Dobrze. Rano znów do ciebie przyjdę. Jak coś to dzwoń.-powiedział całując go w policzek na dobranoc.
-um...nie taki zaraz najlepszy...-powiedział rumieniąc się okropnie.
-będzie dobrze. Możecie zostać ile chcecie. A z nim na pewno będzie lepiej.-powiedział chcąc go pocieszyć. Mówił to też bo na prawdę tak myślał.
-no postaram się nie przesadzić.-powiedział klepiąc go delikatnie w pośladki a potem otworzył drzwi od mieszkania.
-Dobrze. Rano znów do ciebie przyjdę. Jak coś to dzwoń.-powiedział całując go w policzek na dobranoc.
-um...nie taki zaraz najlepszy...-powiedział rumieniąc się okropnie.
-na pewno będzie dobrze.-powtórzył jeszcze.-na pewno będzie. Gorączka juz mu spada wiec na pewno będzie lepiej. Po rehabilitacji Ryu wpadniemy tutaj razem. Przekażę mu tez jak się tutaj sprawy mają.-zapewnił go.
-mhm...obiecuje ze zrobimy to tylko raz i ze będę delikatny. Wszystko po to żebyś jutro dał radę w pracy.-obiecał mu I przytulił do siebie.-zimno? To chyba pora na coś gorącego w gorącej kąpieli.-pocałował go namiętnie.
-ale gdyby coś to dzwoń...-poprosił go jeszcze i ucałował w czoło.-przynajmniej z tobą porozmawiam.-uśmiechnął sie. Chciał byc dla niego wsparciem zawsze.
-um...no juz dobrze.-zaśmiał się jedząc swoją porcje.-jakbyś chciał to jest dokładka bo u gotowałem dużo.
-na pewno. Bądź cierpliwy i wierz w niego. Na pewno będzie lepiej.-poklepał go jeszcze po ramieniu i wyszedł żeby za bardzo im nie przeszkadzać. Poszedł prosto do sali rehabilitacyjnej.
-Mhmmmm.-Hiroki trzymał go delikatnie za dłoń.-chcesz kąpiel z jakąś pachnącą pianą?-spytał kiedy chłopak otwierał drzwi o łazienki.
-Jeśli będę miał jakiś zły sen to zadzwonię.-obiecał mu.-W końcu to ma działać w dwie strony, prawda skarbie?
--nie prawda!-zaśmiał się wesoło.-po prostu...um...po prostu ci mówię że jakbyś jeszcze chciał to jest. I no...wiem jak to lubisz i...i po prostu chcę żebyś dobrze jadł...-wymamrotał cicho.
Jun zatrzymał się w drzwiach widząc tę scenę. Nie był pewny czy chłopak na pewno chce żeby on tu był. Wziął głęboki wdech i jednak podszedł bliżej.
-Keiichiro spada gorączka. Koki nadal się martwi ale możemy ich odwiedzić jak skończysz rehabilitację.-poinformował go.
-Ja też.-przyznał z uśmiechem. Wlał do wody trochę kokosowego płynu do kąpieli który zaczął tworzyć pachnącą pianę. Odsunął się wtedy od wanny i zdjął bluzkę.
-dobranoc.-Takano ucałował go w policzek i posiedział przy nim jeszcze chwilę. Wyszedł z sali kiedy był pewny że chłopak spokojnie śpi.
-No bo...musisz jeść żeby mieć siłę na rehabilitację i w ogóle...
-spokojnie...tobie też na pewno niedługo się poprawi.-powiedział obejmując go delikatnie.-więc spokojnie. Może spróbujesz jakiś innych ćwiczeń?
-Oj...przy tobie nie jestem aż takim.-zaśmiał się i oddał pocałunek. Kiedy wody było dostatecznie dużo zakręcił ją. Przeciągnął się lekko i zdjął bokserki. Wszedł do wanny i oparł się o jedną ze ścianek.-czekam kochanie.-powiedział wodząc za nim wzrokiem.
Mężczyzna zaśmiał się cicho. Kiedy skończył jeść śniadanie przygotował coś lekkiego dla swojego męża. Z zapakowanym jedzeniem poszedł do szpitala i z uśmiechem wszedł do sali partnera.
-aż takie niedobre dostajesz tu jedzenie?-spytał podając mu coś o wiele lepszego.
-oj spokojnie. To na pewno ci nie grozi.-zaśmiał się wesoło.
-odpocznij chwilkę.-poprosił go.-Może najpierw spróbuj coś żeby te nogi ruszyć?-zaproponował.-wiesz...jeśli chcesz to poszlibyśmy na basen. Żeby wodą ci je pomasować. Takie jakuzzi.-zaproponował. Nie mogli tego zrobić u siebie na balkonie bo było za zimno.
-oj ale ty bardziej.-pokazał mu język śmiejąc się wesoło. Przytulił do siebie chłopaka i wziął głęboki wdech. Tyle było mu potrzeba do szczęści.
-wygląda okropnie.-mruknął patrząc podejrzliwie na papkę i niespecjalnie mając ochotę ją próbować.-cóż...zrobiłem ci coś lekkiego żeby się nie czepiali.-powiedział całując go jeszcze w policzek.-dla mojego kochanego męża wszystko.
-ale się nie przemienisz.-pokazał mu język.-przecież od czasu do czasu możesz tak zjeść...
-Wiem Ryu-chan...ale przecież nie będzie całkiem nagi. Będziesz w kąpielówkach.-zauważył.-przemyśl to jeszcze. Nie będę cię do niczego zmuszał.-zapewnił go.-Pomyślałem po prostu że to mogłoby ci pomóc.
-ja też się cieszę.-Powiedział też się odprężając. Chwilę tak tylko siedział tuląc do siebie chłopaka i chłonąc chwilę.
-dlatego przynoszę ci coś od siebie.-powiedział patrząc na niego z uśmiechem.-smakuje?
-Oj nie przesadzaj.-wywrócił oczyma.-zaprosiłem cię i jeszcze marudzisz.-pokazał mu język śmiejąc się cicho.
-wiem że się martwisz.-powiedział obejmując go delikatnie.-Ale cały czas będę przy tobie.-zapewnił go.-niestety nie mogę tutaj nam załatwić takiej prywatnej przestrzeni jak zrobiłem to w onsen.-dodał.
-Mhm...ja ciebie też kocham...-powiedział całując jego kark i ramiona.
-cieszę się.-uśmiechnął się.-Ren zaakceptował więc nie ma problemu.-powiedział wesoło.
-oj to już mi nie marudź.-zaśmiał się i skończył jeść. Wziął łyk wody.
-prawda. Jeśli będziesz się bał albo czuł nieswojo to po prostu wyjdziemy.-zapewnił go.-I pójdziemy kiedy będziesz chciał. A na razie spokojnie wracaj do ćwiczeń.
Hiroki uśmiechnął sie lekko. Czuł przyjemne mrowienie. Zaczal dłońmi jeździć po torsie partnera. W pewnym momencie zaczął bawić się jego sutkami.
-jeśli chcesz to mogę.-uśmiechnął sie podając mu tez herbatę.-ale ja ciebie mocniej kocham.-zaśmiał się całując go w policzek.
-nie!-zaprotestował.-no przecież jesteś gościem...-powiedział zbierając talerze.
-Yuji.-starszy z braci poszedł za młodszy i mu pomógł.-Kenta mi napisał ze chce się przejść wiec zostawię was chwile samych.-pokaż mu język.-słyszałes Kazuo!?-krzyknął wesoło.
Jun odsunął sie żeby nie przeszkadzać rehabilitantowi. Dopingować jednak Ryu żeby dodać mu energii.
Hiroki zamruczal czując coraz większe podniecenie. Całował go po karku i ramionach. Dłonią zjechal nizej do penisa chlopka i zaczal go masowac.
-hm.....wiesz myślę że możemy nawet wyjść do ogrodu. O ile oczywiście dobrze się czujesz.-powiedział z uśmiechem.
-a co? Zastanawiasz się ile masz czasu?-spytał starszy śmiejąc się cicho.-a tak poważnie to nie wiem. Obawiam się ze skończymy w jego domu a jego rodzice znów zasypią mnie pytaniami.-przyznał szczerze.
Jun podszedł bliżej i stanął za chłopakiem.
-Ryu? Spokojnie. Jestem za tobą i jak coś do cię złapię. Więc nie bój się, ok? Spokojnie i powoli.
Hiroki uśmiechnął się i polizał chłopaka po uszku by zaraz do niego szepnąć.
-Jakbyś chciał dzisiaj to zrobić?-spytał jednocześnie przesuwając dłonią po całej długości penisa chłopaka a drugą masując jego jądra. Od ruchów chłopaka czuł narastające podniecenie.
-Mhm...więc jak odpoczniesz to pójdziemy.-obiecał mu.-będziesz siedział cały czas na wózku więc nie powinno być problemu.-zauważył z uśmiechem.
-um...mamy...-Yuji zarumienił się okropnie i skończył myć naczynia. Shuji wtedy ubrał buty i wyszedł z mieszkania.
-powoli, powoli.-powiedział przechodząc jednak do przodu.-tak będzie mi łatwiej ciebie łapać.-wyjaśnił z uśmiechem.
-mhmm...-ucałował go w uszko nie chcąc się przyznawać że to i jego pierwszy raz.-no to może od tyłu skarbie? Tak powinno być wygodnie.-zaproponował nie przestając go pieścić.
-tulenia bardzo. Brakuje mi mojego misia.-przyznał przysuwając bliżej krzesło.-ale mnie nie kopiesz więc nie ma problemu.-pokazał mu język.
-um...ja ciebie też...-powiedział rumieniąc się okropnie i kładąc dłonie na dłoniach chłopaka.-może w coś pogramy?-spytał wskazując na konsolę.
-wiem Ryu...ale spokojnie. Spróbuj i się nie bój bo ja na pewno cię złapię.-powiedział uśmiechając się do niego zachęcająco.-powoli i spokojnie. Nie musisz się śpieszyć.-powiedział lekko wyciągając dłonie w jego stronę.
-dobrze.-powiedział z uśmiechem. Przesunął jedną dłoń na pośladki chłopaka i ścisnął jeden delikatnie. Potem wsunął w niego jeden palec i zaczął nim poruszać. Drugą dłonią wciąż masował jego męskość.-już na prawdę jesteś twardy skarbie.-zauważył całują go po szyi.
-uwielbiam z tobą spać.-zapewnił go wesoło.-ale nie kopiesz mnie przecież jak śpimy razem mój misiu.-powiedział trzymając go za rękę.-potulimy sie jak już wyjdziesz z tego szpitalnego łóżka.-obiecał mu.
-um...więc chcę usiąść przodem do ciebie. Ja też chcę się przytulić.-powiedział cicho.
-nie przepraszaj mnie głuptasie.-powiedział przytulając go do siebie.-przecież wiadomo że nie uda się od razu.-zauważył głaszcząc go po włosach.-powoli i spokojnie a w końcu się uda. A na razie, jeśli jesteś zmęczony to lepiej skończyć na dziś.-dodał.
-mhm już dobrze.-powiedział wyjmując palec.-więc oprzyj się ładnie rączkami a tamtą ściankę wanny i możemy zaczynać.
-Wiem kochanie wiem...-pogłaskał go po dłoni.-Ren powiedział że jak wyjdziesz to od razu wracamy do japonii. Co prawda mówił żebyśmy zostali z dwa, trzy dni w Tokio i dopiero potem wrócili do Yukan. Chce żebyś odpoczął po locie przed kolejną podróżą.
-mou...nie rób mi tak.-wymamrotał zaraz mocno się do niego przytulając.-Shuji będzie się nabijał...
-Ryu....wiem jak się czujesz, ale spokojnie. Dopiero zacząłeś probe ustania na nogach. Daj sobie trochę czasu,dobrze? Nie załamuje się. Wszystko będzie dobrze.-zapewnił go I przytulił delikatnie do siebie.-wyplacz się jeśli potrzebujesz. Jestem przy tobie i zawsze będę. Dlatego nie masz się czego bać.
Hiroki podnosząc się przejechał dłońmi po udach chłopaka na końcu ściskając jego wypiete pośladki. W końcu nakierowal swojego penisa na jego wejście i zaczął powoli wchodzić.
-I tak Ci przynosze wiec nie masz co marudzić.-zaśmiał się cicho.-ale masz rację...ja tez juz chce do domu. Trochę szkoda ze nie udało nam się zwiedzić Australii, ale jeszcze to nadrobimy. Wtedy znów oddam ci pałeczkę bo na prawdę cieszyłem się na podróż w twoim stylu. Wiesz...nigdy tego nie robiłem.
-um...-chłopak patrzył na niego chwile dość niepewnie by po chwili uśmiechnąć się wesoło.-masz rację.-powoedzial tulac się do niego. Odsunął jego włosy z szyi i zrobił mu malinke za uchem.
-juz, już...-pogłaskał go po włosach i juz tylko tulił do siebie. Pozwolił mu płakać. Chciał żeby chłopak to wszystko z siebie wyrzucił. Uznał ze wtedy może poczuć się lepiej.
Hiroki dał mu lekkiego klapsa.
-zniecierpliwiony jesteś.-zaśmiał się I zaczął się w nim szybko poruszać. Dłońmi piescil jego męskość.
-oj jak mozesz narzekać to już czujesz się lepiej.-zaśmiał sięiI pogłaskał go po policzku.-i wyglądasz lepiej. Ciesze się.
-um...czemu nie możesz...? Komu nie możesz?-spytał tulac się do niego.-ci co nas znają to wiedząc że jesteśmy razem...-zauważył z rumianymi policzkami.
-jasne.-Jun wziął go na ręce i posadził na wózku. Podał mu tez chusteczki.-lepiej(-spytał ocierajac mu łzy z policzków
Hiroki starał się dawać partnerowi jak najwięcej przyjemności. Jedna ręke przesunął na tors chłopaka i zaczął bawić się jego lewym sutkiem. Sam oddychal juz dość szybko i czuł coraz większe podniecenie.
-no dobrze. Ale nie za długi bo mnie Ren zabije.-zaśmiał się I pomógł mu przesiąść się na wózek. Okryl jego nogi kocem.
-mhm no tak...-zgodził się.-ale będę dopytywac...przepraszam. Nie powinienem jej robić.-powiedział dotykając palcami wykonana przez siebie malinke.
-nie masz za co dziękować skarbie.-zapewnił go I zmierzwil mu włoski.-na dzisiaj chyba koniec, co? Odwiedzimy Keiia.
Hiroki doszedł równo z nim czując nagly ścisk. Wyszedł z niego i objął go delikatnie.
-no no...a gdzie się podział mój bóg seksu?-spytał żartobliwie.
Takano poprowadził wózek najpierw do windy a potem do ogrodu otaczającego szpital.-ale przynajmniej tutaj jest całkiem ładnie, prawda?
-um...masz rację.-roześmiał się I w przypływie chwili pocałował go tak bardziej namiętnie.
-jest lepiej. Ale z reszta sam zobaczysz.-powiedział wjeżdżając do windy i wciskajac guzik z odpowiednim numerem piętra.-gorączka mu spadła.-dodał kiedy jechali w góre.
-mhm...pierwszy raz robiliśmy to w tej pozycji wiec...było.-zgodził się nadal starając się unormowac oddech.-i tk byl tez moj pierwszy raz w wannie.-przyznał się.-ale mam nadzieje ze nie ostatni.
-jeśli będziesz chciał. Ale potem, dobrze?-powiedział na razie spacerując z nim parkiem.
-co? Ja...um...bo...no bo...um...tak jakoś...-zajakal się I okropnie zarumienil by zaraz schować twarz w torsie chłopaka.
-wszystko dlatego ze jesteś takim uparciuchem. Odpoczniesz I będzie dobrze.-zapewnił go. Wszedł z wózkiem do sali Keiia i przywitał się z Koim uśmiechem.
-po prostu się starałem żeby było ci dobrze.-wyjaśnił całując go w policzek. Nałożył toche mydła na gąbkę i zaczął myć chłopaka.-drugim razem na pewno będzie jeszcze lepiej.
-myślisz? Trochę jednak balbym się go zabierać. Oczywiście zabierzemy go na Hawaje di willi mojego ojca albo drugi raz do Francji. Ale tutaj chciałbym przyjechać tylko z tobą.-wyznał szczerze.
-I śmiejesz się ze mnie....-wymamrotal cicho.-a mnie zawsze wiele odwagi kosztuje każdy bardziej intymny krok w naszym związku...-powiedział wciskajac się w niego jeszcze bardziej.-ja ciebie tez kocham...
-lepiej. Gorączka juz prawie całkowicie mu spadła i spokojniej śpi.-odpowiedział Koki.-ciesze się ze leki zaczynają działac...-dodał z wyraźną ulgąw głosie.
-ciesze się kochanie. Na prawdę.-powiedział dając mu się umyć. Kiedy chłopak skończył ucałował go namiętnie.-dziekuje za wspaniala kapial.-powoedzial i wyszedl z wanny.
-jasne ze tak skarbie. Uciadziemy sobie może na jednej z laweczek? Tak kolo fontanny.-wskazał ręką o co mu chodzi.
-ja ciebie tez kocham. I kocham cie do ciebie tulić. I uwielbiam jak ty mnie tulisz.-przysuwajac się bliżej do niego.
-z tobą tez będzie nie martw się.-Koki uśmiechnął sie do niego.-pewnie najpierw j
kilka dni spędzimy u was. Nie chce go męczyć obiedzie?-przepraszam ze snów wam wchodzimy na głowę.-powiedział patrząc w ich stronę.
-dobranoc.-Hiroki przytulił go i zamknął oczy od razu zasypiając. To było dla niego idealne zakończenia dnia.
-mogłeś powiedzieć. Przynioslbym ci w termosie albo coś.-powiedział przytulając go do siebie.-przynieść ci potem? Jako deser po obiedzie?-zaproponował i ucałował go w policzek.
-musimy.-zgodził się wesoło.-i wiesz co jeszcze lubię? Jak mnie całujesz. Ale jak jesteśmy sami a nie jak wszyscy patrzą.
-To może lepiej już wracajmy, co?-spytał Ryu i nie czekając na odpowiedz zwrócił się do Kokiego.-jutro was Odwiedzimy trochę bardziej żywi. Potrzebujecie czegoś?-uśmiechnął się do mężczyzny.
-wlasnie czuje.-powiedział leniwie otwierając oczy. Przecież nie musiałeś przynosić do łóżka. Będzie bałagan potem.-zaśmiał się I usiadł dając mu buziaka.
-na pewno pozwoli. -powiedział tuląc go do siebie.-znowu schudłes przez ten szpital.-zauważył głaszczac go po plecach.-i znowu włoski i zgolili...
-um...przecież wiesz ze z tobą...to chyba każde...-powiedział zarumieniony zaraz chowając twarz w dłoniach.
-To może lepiej już wracajmy, co?-spytał Ryu i nie czekając na odpowiedz zwrócił się do Kokiego.-jutro was Odwiedzimy trochę bardziej żywi. Potrzebujecie czegoś?-uśmiechnął się do mężczyzny.
-wlasnie czuje.-powiedział leniwie otwierając oczy. Przecież nie musiałeś przynosić do łóżka. Będzie bałagan potem.-zaśmiał się I usiadł dając mu buziaka.
-na pewno pozwoli. -powiedział tuląc go do siebie.-znowu schudłes przez ten szpital.-zauważył głaszczac go po plecach.-i znowu włoski i zgolili...
-um...przecież wiesz ze z tobą...to chyba każde...-powiedział zarumieniony zaraz chowając twarz w dłoniach.
-ok. Jak coś jestem pod telefonem.-odpowiedział Jun I wyprowadził wózek. Poprowadził go prosto to samochodu.-Ryu? Jutro moja obiecana przez ciebie randka, prawda?-spytał pomagając mu wejść do samochodu.
-dobrze.-uśmiechnął sie I wziął się za jedzenie.-a potem będziemy musieli szybko się wyszykowac do pracy.
-wiem ze odrosną mój przystojniaku.-zaśmiał się I ucałował go w policzek.-no i nie przesadzaj z ta kuchnia...przecież mamy zbilansowane posiłki.-dodal.
Yuji oddał pocałunek. Obejmował go przy tym rękoma. Kiedy w końcu się od siebie odsuneli oparl czoło o jego ramię. Pod sobą poczuł ze jego chłopak ma mały problem.
-um...czy ja...um...pomoc ci?-wyjąkał w końcu.
-jasne. Wrócimy do domku, zjemy coś lekkiego i od razu położymy się spać. Wiem że jesteś zmęczony.-powiedział odjeżdżając.
-mhm...-zgodził się i wziął łyk herbaty zaraz jedząc dalej.-mmm jak zawsze przepysznie.
-wcale nie...-zaśmiał się i ucałował go w policzek.-wiem, też tak sądzę. Jeszcze kilka dni tutaj posiedzisz w szpitalu, nie więcej. Wiesz ja też się bardzo martwię. Nie chce żeby coś się stało z powodu lotu samolotem...
-um to...ja tobie...a ty potem...mi?-spytał cichutko i zszedł z jego kolan klękając przed nim. Rozpiął jego spodnie a potem zaczął masować jego męskość przez materiał bokserek.
-jasne. Ja cie pomasuje a ty zjesz kaszke.-powiedział podając mu miskę bo akurat zrobił jedzenie. Zaraz wziął się za masowanie mu nóg.
Hiroki zaśmiał się I szybko skończył jeść. Ucałował go jeszcze w policzek I wstał z łóżka. Poszedł do szafy wybierając ubrania.
-przyniosę.-obiecał tulac go do siebie.-bardzo cie bolą? Może chcesz się przejść do okulisty jak juz będziemy w Japonii?-spytał głaszczac go po ramieniu.
[To poczekaj na wene XD]
-nie długo. Akurat dojechaliśmy I zzdążyłem zrobić kaszke a się obudziłes. Nic się nie stało. Wiem ze byłeś bardzo zmęczony. Nadal widać ze jesteś.-powiedział patrząc na niego.
-to dobrze. Wyszedł z mieszkania po nim i zamknął drzwi. Potem jak razem zeszli na dol otworzył samochód.-mam nadzieję że dzisiaj będzie spokojny dzień.
-no tak...to ja tu jestem ślepy.-zaśmiał się cicho.-jak wrócimy zajde do okulisty po soczewki. Od tych bolą mnie już oczy i chyba nie powinienem ich już nosic.
Yuji nadal trochę się stresowal. Na prawdę się żeby jego chłopakowi było przyjemnie. W końcu wyjął jego penisa z bokserek i wziął go do buzi. Piescil go językiem i ssal jego główkę.
-mhm no dobrze. Ale z łóżku. Tak będzie lepiej bo od razu sobie będziesz spał jeśli zasniesz.-powiedział teraz zaczynajac masować mu druga nogę.
-no mam nadzieje. To mała miejscowość wiec nie powinno się aż tyle dziać.-ruszył powoli spokojnie jadąc do pracy. Nie musiał się spieszyć bo dobrze wyjechali.
-będziemy w Tokio to pójdę. Zostaniesz wtedy z Reem i Kanekim jeśli chcesz. Bo nie musisz ze mną iść.-powiedział zamykając na chwile oczy.
Yuji nieśmiało położył dłonie na jądrach partnera. Przejechał językiem po całej długości jego męskości by zaraz znów possac jego główkę. Jednocześnie czuł ze w spodniach robi mu się coraz ciasniej.
-to dobrze.-uśmiechnął się i objał go delikatnie.-więc teraz idź się ładnie umyj. Przyda ci się ciepła kąpiel.
-oczywiście. Nie dam się zabić.-zapewnił go i zaparkował przy komendzie. Pocałował go jeszcze i dopiero wtedy wyszedł z samochodu.
-ok. Pogadasz sobie z Kanekim albo coś.-dodał całując go w policzek.-na pewno nie będzie ci przeszkadzało zostanie z nimi?-spytał jeszcze żeby się upewnić.
-oj nie bądź taki niezadowolony.-zaśmiał się.-gorąca kąpiel dobrze ci zrobi na mięśnie.-powiedział i zaczął sprzątać po kolacji.
Hiroki poszedł do swojego biura. Skoro nic się nie działo wraz z resztą drużyny wziął się za segregowanie papierów. Ostatnio nie często mieli na to czas.
-to dobrze. Cieszę się.-powiedział z uśmiechem.
[nadal brak weny na Kazu i Yujiego? XD]
-oj głuptasie...po pierwsze jesteś spocony po rehabilitacji.-wywrócił oczyma.-a po drugie to przecież nie będzie taki brudny biegał.-dodał i wstał żeby też się umyć. Wziął szybki prysznic i już po chwili wracał do sypialni.
-jak ci mija dzień?-spytał Hiroki podając mu bento.
-oczywiście że wrócę. Pójdę przecież tylko na badanie kontrolne i soczewki. Ani się obejrzysz a ja już wrócę.-zapewnił go.
[ahjo...to smutno]
-przecież się umylem. Wziąłem prysznic.-powiedzkał pokazując mu ze ma mokre włosy. Położył się do łóżka i sięgnął po laptopa. Włączył go. Na tapecie miał ich wspólne zdjęcie zrobione na początku studiów chłopaka.
-no a my tu sprzątamy. W końcu mamy czas.-powiedział I przeciągnąl się lekko. Wziął się za jedzenie.-mmmm...pyszne.-uśmiechnął sie.
-ja ciebie tez skarbie. Myślisz ze juz będzie dobrze.-spytał poprawiając mu czapkę.
[no ale to już nie długo ^^ i wena tez wróci XD]
-zacząłem nowy serial. Nie masz nic przeciwko, że będzie leciał?-spytał włączając sobie następny odc. Wiedział że chłopak i tak zapewne niedługo zaśnie.
-nie szkodzi. Możesz się tym spokojnie zająć.-powiedział biorąc łyk herbaty.
-jak to zabawnie widzieć Frosta tak ciepłego.-odezwał się jeden z jego drużyny zaraz śmiejąc się z resztą.
-W końcu już jest zdecydowanie lepiej.-powiedział sadzając go na wózku i zaczynając go prowadzić w stronę szpitala.
Jun obejrzał film do końca po czym wyłączył laptopa i ułożył się wygodniej. Starał się zrobić do ostrożnie żeby nie budzić chłopaka. Zasnął z uśmiechem na ustach ciesząc się że znów mogą być tak blisko siebie.
-niekoniecznie.-zaśmiał się Yasu.-ja nie bardzo mam czego.
-ty to ty.-wywrócił oczyma Hiroki uśmiechając się prz tym.
-a jak dla mnie to jak się uśmiecha jest jeszcze bardziej przerażający.-skomentował jeden udając że przechodzą go ciarki.
-jeśli chcesz. Ja nie mam ochoty na kawę więc może wezmę coś innego.-powiedział kierując się w stronę kawiarni.
Jun obudziły dopiero pyszne zapachy dochodzące z kuchni. Zerknął na zegarek i z powrotem opadł na poduszki. Była sobotę i chciał się trochę polenić w łóżku ze swoim chłopakiem. Pech chciał ze jego wybrane był rannym ptaszkiem. Po dobrych dziesięciu minutach wygramolil się w końcu z łóżka. Pocieszala go jedynie myśl randki z chłopakiem.
Hiroki i reszta jego drużyny stali w drzwiach. W kamizelkachwili kuloodpornych I z bronią wycelowana w napastników. Kiedy zobaczył nadbiegajacego chłopaka mało nie krzyknął. 'GŁUPI! skoro już się ukrył to mógł tam siedzieć.' Pomyślał trochę wściekły. Musiał zapamiętać zeby powiedzieć chłopakowi ze takie bezmyślne wychodzenie z kryjówki jest bez sensowne, bez względu na to jak bardzo by się nie martwił.
-powiedze. I wezmęsobie ccoś to picia. Tylko nie będzie to kawa.-powiedział idąc spokojnie.
-ty tez mogłeś.-zauważył z uśmiechem.-obudziły mnie takie pyszności i juz nie mogłem spać dalej.-dodał zaraz domagając się porządnego buziaka na dzień dobry. Taki w policzek go nie zadowolil.
Hiroki poczuł się spokojniejszy kiedy wiedział ze chłopak jest za nim i może go bronić. Musieli to jakoś szybko rozwiązać. Nie mieli za wiele czasu. Nie mogli też zrobić narady ani obmyslic planu. Musieli działac I sobie zaufać. Hiroki nie panikowal. Zachował zimna krew I pewnie trzymał broń. Zerknął porozumiewawczo na Yasu.
Takano wziął sobie herbatę i usiadł przy stoliku na przeciwko chłopaka.
-potem nie będziesz mógł spać po tej kawie.-powiedział zartujac.
-no wiesz ty co...a ja miałam nadzieję na poleniuchowanie z tobą w łóżeczku.-zaśmiał się i pocałował go trochę bardziej namiętnie.-jestem z ciebie dumny. Śniadanie wygląda przepysznie i na pewno tak samo dobrze smakuje.
Hiroki wyszedł razem z nim. Atakowali nogi i ręce od razu odkopując rzuconą przez napastników broń. Reszta od razu zakuwała ich w kajdanki. Kiedy było po wszystkim Hiroki i Yasu opadli na podłogę. Mimo wszystko to ich zmęczyło.
-trzeba zadzwonić na pogotowie.-powiedział nie mogąc znaleźć telefonu. Żaden z nich nie został postrzelony jednak kilka osób zostało rannych.
-wiem wiem.-zaśmiał się.-ale do tego czasu mogłeś się zdrzemnąć.-zauważył biorąc łyk herbaty.-bo jak już wrócimy do japonii to na pewno nie będziesz chciał leżeć.
-oj...ale czasem lubię tak poleżeć dłużej...tuląc ciebie i w ogóle.-powiedział siadając po drugiej stronie stołu.-smacznego.-odpowiedział i od razu wziął się za jedzenie.-mmmm...tak jak myślałem. Mój chłopak robi najlepsze śniadanka na świecie.
Hiroki skinął głową przyjmując do wiadomości że pogotowie zostało już poinformowane. Kiedy Naoki do niego przyszedł objął go mocno do siebie.
-już dobrze. Jesteś bezpieczny.-zapewnił go. Postanowił że później go upomni. Na razie musiał go uspokoić.-Nie jesteś nigdzie ranny?-spytał kontrolnie.
-wiem wiem. Nie lubisz ciągle leżeć.-zaśmiał się.-Ale jak wrócimy jeszcze przez jakiś czas będziesz musiał więcej odpoczywać. Musisz zregenerować siły.
-wyszło.-zgodził się z uśmiechem.-chociaż pewnie trudno było ci znaleźć tutaj składniki, prawda?-spytał jedząc ze smakiem. Stesknil się za takim typowym japońskim śniadaniem.
Hiroki wyszedł za nim. Nie chciał go teraz zostawiać samego. Objął go ramieniem.
-juz dobrze. Jeśli chcesz to możesz pójść do psychologa. Wiem ze to musiało być dla ciebie ciężkie...ale wiesz ze masz moje wsparcie, prawda?
-wiem wiem. Ale wiesz ze musisz, prawda?-spytał łapiąc go za dłoń. Wziął łyk swojej herbaty.
-naprawdę? I nic mi nie powiedziałeś?-zaśmiał się cicho.-jakbym wiedział to bym poprosił o parę rzeczy.-przyznał szczerze.-Ryu-chan? Za tydzień w piątek są walentynki. Dasz się zaprosić na randkę?
-wiem skarbie. To musiało być dla ciebie bardzo ciężkie...-przytulił go do siebie.-ale będzie dobrze. Będę przy tobie...i pamketaj zebys sie nie obwinial. To nie byla twoja wina. Nic nie mogłeś zrobić.-pogłaskał go po włosach.-i pamiętaj jeszcze o tym ze następnym razem jak się schowasz...to zostań tam gdzie się schowales. Nie wychodź...
-wiem.-powiedział głaszczac go po dłoni.-cieszy mnie to. Nawet bardzo.-powiedział z uśmiechem.
-dziękuję. Podoba mi się taka niespodzianka.-powiedział z uśmiechem.-ciesze się. Um...a może być taka bardziej...wyjazdowa randka?-spytał bo chciał go zabrać do Nowego Jorku.
-o mnie się nie martw, dobrze? Zaufaj mi po prostu...wątpię że dalbys rade mi pomóc wiec po prostu grzecznie siedź ukryty, ok? Rozumiem ze nie chciałeś zostać przy trupie...ale następnym razem nie ryzykuj wychodząc, ok? Ciesze się ze żadnemu z nas nic się nie stało. To najważniejsze.
-ja ciebie tez kocham.-powiedział cały czas trzymając go za rękę.-bardzo cie kocham.-dopił do końca herbatę.
-cóż...bardzo chciałeś jechać do Nowego Jorku więc...po prostu pomyślałem że cię tam zabiorę.-przyznał szczerze.-ale jeśli nie chcesz to możemy pójść gdzieś tutaj.-dodał nie chcąc do niczego zmuszać chłopaka.
-myślisz że miałbyś na to czas? Skoro postrzelili by mnie to wtedy i ciebie. Musisz siedzieć ukryty Naoki...musisz mi to obiecać.-powiedział przytulając go mocno do siebie.-proszę...
Takano nie mógł powstrzymać cichego śmiechu.
-skoro tak mówisz. Nie będe się kłócił.
-w końcu się roześmiałeś.-powiedział ucieszony widząc go takiego.-więc pojedziemy. Możesz zrobić listę co byś chciał zobaczyć.
-Rozumiem to bardzo dobrze. Ale chcę żebyś zrozumiał że ja też martwiłem się o ciebie. Jak wyszedłeś serca na moment mi się zatrzymało. Myślałem że już po tobie. To było bardzo niebezpieczne. Proszę...zrozum to.
-ok. Wracajmy już do twojej sali.-powiedział widząc że chłopak skończył pić.
-cóż...skoro to piątek to myślałem żeby pojechać po zajęciach i wrócić w niedzielę.-przyznał szczerze i wstał zbierając naczynia.-pomogę. Mogę nawet się sam tym zająć skoro ty gotowałeś.-zapewnił go z uśmiechem.
-Nao-chan...rozumiem czemu tak chcesz ale obawiam się że to niewykonalna. Skoro mamy ich zamkniętych i opatrzonych od razu bierzemy się za przesłuchiwanie. Nie będzie nas w gabinecie. Ech...ale myślę że mógłbyś siedzeć w oszklonym pomieszczeniu przy pokoju przesłuchań gdzie jest wszystko nagrywane. Nie będą cię tam widzieli i w ogóle...a ty będziesz widział mnie.
-posiedzę jeszcze chwilę z tobą a potem wrócę do hotelu żeby zrobić czekoladę i jakiś smaczny obiadek dla ciebie.
-oczywiście że tak.-zapewnił go i kiedy skończył zmywać nachylił się żeby go ucałować.-co mi się tak przyglądasz z uśmiechem?
-teraz wszyscy będą sprzątać. Jest tam niezły bałagan.-powiedział nadal go tuląc.-cały drżysz...na prawdę możesz iść z nami.
-no dobrze. Jak byś coś potrzebował to dzwoń.-poprosił wchodząc z nim do windy.
-co nie do końca?-spytał wycierając ręce. Zerkał na niego kątem oka.
-każdy tak reaguje za pierwszy razem. Spokojnie.-powiedział głaszcząc go jeszcze po włosach.-nie musisz mnie za nic przepraszać. Dobrze będzie jeśli spotkasz się z psychologiem.
-ze wszystkim czego potrzebujesz.-zapewnił go.-o okularach pamiętam. Nie musisz mi przypominać.-zaśmiał się.
-miło słyszeć.-powiedział całując go jeszcze raz.-a co zaplanowałeś na naszą dzisiejszą randkę?-spytał chociaż wiedział że pewnie jest to niespodzianka.
-no dobrze.-powiedział wprowadzając go do środka.-najlepiej będzie jeśli na chwilę usiądziesz...
-spokojna głowa. Pamiętam.-pomógł mu wejść do łózka i ucałował go w policzek.
-plan brzmi świetnie. Już nie mogę się doczekać.-przyznał szczerze.-ech...wiem skarbie że w tej części kraju śnieg nie leży ale nadal jest chłodnawo. Martwię się że możesz się przeziębić i wtedy nie zaliczymy Nowego Jorku.-przyznał szczerze.-Zobaczymy, ok?
-Możesz. Tam sobie usiądziesz.-powiedział a kiedy weszli od razu poszli do sali przesłuchać. Hiroki i Yasu zostali w środku a reszta wraz z Naokim przeszli do pomieszczenia ze sprzętem do nagrywania.
Hiroki pogłaskał go po policzku.
-Jak już wrócisz do zdrowia to ci wynagrodzę te dni kiedy za mną tęskniłeś.-zapewnił go.-a na razie to będzie tylko kilka godzin. Możesz się przespać i zanim się obejrzysz ja już wrócę.
-wiem. Nie namawiam cię.-powiedział mierzwiąc mu włosy.-ale zastanowimy się nad tym jakuzzi. Jest chłodnawo i nie chcę żebyś się przeziębił.-powiedział przeciągając się lekko.-kiedy wychodzimy?
Skończyli dopiero po paru godzinach. Hiroki wziął wtedy chłopaka na ręce i zaniósł ostrożnie do swojego gabinetu gdzie położył go na kanapie.
Takano pomachał mu i wyszedł. Po drodze do hotelu zaszedł po składniki. Kiedy wszedł do pokoju uśmiechnął się do brata.
-zjemy wszyscy razem?-spytał.-pojedziesz potem ze mną do szpitala? Chciałbym żebyś sprawdził kiedy możemy już wracać.
-mhm, dobrze.-z uśmiechem złapał go za rękę i poszedł do salonu gdzie usiadł na kanapie.
-jutro to ja nie wiem czy w ogóle przyjdziesz. Sądzę że lepiej będzie jeśli zostaniesz w domu. Albo pojedziesz do psychologa. Wyglądasz strasznie...wiem ze się to na tobie odbiło wiec nie mów ze jest ok.-powiedział Hiroki pomagając mu usiąść.
Takano skinął głową przyjmując to do wiadomości. Był na prawdę wdzięczny bratu.
-cóż moje kochanie jakoś będzie musiało przeżyć ten prywatny samolot.
-ja tez to lubię.-przyznał szczerze. Pogłaskał go po włoskach.-lubię kiedy jesteś tak blisko.-dodał jeszcze I musnal ustami jego szyję.-mój kochany.
-możemy pójść. O ile będziesz na siłach bo póki co widać ze cały stres z ciebie schodzi.-pomógł mu wstać i wyjść z komendy.-coś cie boli?
-wiem. Dziękuje Ren. Nie wiem jak ci się odwdzięcze.-poklepal go po ramieniu i poszedł do kuchni.
-jesteś kochany. Lubie jak tak robisz.-powiedział tuląc go do siebie jeszcze mocniej.-mój.-pogłaskał go po włosach.
-ech...no zobaczymy czy się przejdziemy. Ale myślę że świeże powietrze dobrze ci zrobi.-powiedzkał prowadzac go do samochodu.
-ok, dzięki ze mi mówisz. Przekażę to potem Tomo.-powoedzial biorąc się już za gotowanie.
-mhm...wiem.-uśmiechnął się do niego i pogłaskał go po policzku.-ja ciebie też...wiesz o tym?
-oczywiście. Musisz mi bardziej ufać w takich sprawach.-powiedział powoli ruszając.-i nie przejmuj się, ok? Każdy tak reaguje za pierwszym razem. Ja po prostu już się chyba przyzwyczaiłem...
-poza tym tata coś mówił?-spytał wyciągając z szafek wszystko co potrzebne.-I w ogóle...co mówi na temat ciebie i Kanekiego?
-ok. Ja pójdę po tobie.-powiedział siadając wygodniej.-ale spokojnie, nie musisz się spieszyć.
Hirki zerknął na niego kątem oka. Otworzył trochę okna i dalej skupił się na jeździe. Uznał że lepiej jeśli zostaną w domu.
-postaram się ale nie obiecam że nie wybuchnę. Wiesz...ostatnio jak tak kombinował to wyszło że uważa Tomo za problem. Wiesz stracił wtedy czucie w nogach i w ogóle. Nie podoba mi się kiedy się tak miesza.-westchnął ciężko.
-no no...-Jun spojrzał na niego niczym krytyk i chwilę tylko milczał. Potem wstał z kanapy i podszedł do chłopaka.-mam na prawdę przystojnego mężczyznę.-powiedział kładąc mu dłoń na ramieniu.-Od czasu kiedy zaczęliśmy się spotykać na prawdę dojrzałeś.-dodał z uśmiechem.
-przytulę. I zrobię ci ciepłej herbaty.-dodał pomagając mu wstać.-na prawde chyba będzie lepiej jeśli zostaniesz jutro w domu.
-wiesz...obawiam się że nie będę miał możliwości się odezwać bo on znów jak ostatnio wyskoczy z tymi swoimi pomysłami mówiąc że on już wszystko załatwił.-wywrócił oczyma.
-zauważyłem wcześniej. Ale teraz postanowiłem powiedzieć to na głos.-zaśmiał się i przysunął go bliżej siebie. Pocałował go i poszedł się przebrać.
-możesz. Ale wiesz że ja jutro muszę iść do pracy, prawda? Wiec jak już zostaniesz w domu to niestety sam.-powiedział.
-Ale podzwonił Ren...nie mówiąc nam nic. I zadzwonił do ciebie a nie do nas.-westchnął ciężko.-ty? to ma być smaczne a nie spalone.-wywrócił oczyma.-ale twój facet może mi pomóc.
-ok, już możemy iść.-powiedział jeszcze ubierając buty i kurtkę.-prowadź kochanie.-dodał kiedy już wyszli z budynku.
-to nic złego...na prawdę większość osób tak reaguje. Ja, Yasu i reszta po prostu już się przyzwyczailiśmy.-powtórzył jeszcze raz kiedy wchodzili do bloku.-nie musisz udawać...
-czemu nie mógł? Coś się stało?-spytał zaraz zmartwiony.
-pomogę. Od razu możesz mówić.-powiedział na razie idąc obok niego.-w końcu na prawdę nie chcę żebyś mi padł ze zmęczenia w połowie randki.
Hiroki poszedł zrobić mu herbatę po czym wrócił do salonu. Okrył chłopaka kocem i podał mu kubek gorącego płynu.
-dobrze że ma faceta lekarza.-powiedział na chwilę przerywając to co robił żeby sprawdzić zawartość szafki.-szkoda tylko że ten facet nic mu do jedzenia nie zrobi.-wywrócił oczyma.-Zrobię mu potem coś lekkiego żeby nie nadwyrężyć żołądka.
Jun korzystając z okazji ze stoją, poszedł bliżej i położył chłopakowi dłoń na ramieniu.-mhm...wierzysz w ty?-spytal nie mając nic złego na myśli. Uznał ze jeśli chłopak chce to mogę to zrobić. On sam wierzył ze nawet bez takich rzeczy będą ze sobą na zawsze.
-nie ma za co.-powiedział obejmując chłopaka.-ja ciebie tez kocham...i dlatego pomyślałem ze może lepiej by było gdybys zmienił prace na jakąś mniej stresująca i niebezpieczna.
-kanapki nie są dla niego teraz dobre.-wywrocil oczyma.-cóż..nie zrobię mu kliku ryżowego bo nie mam składników ale zrobię mu kaszke. Mam jedna ze sobą. Wziąłem tak w razie czego gdyby Tomo miał słabszy dzień. Wtedy też lepiej jak robie mu coś lekkiego.-wyjaśnił.
-nie zaszkodzi.-zgodził się i uśmiechnął lekko. Nie miał nic przeciwko.-i już zawsze będziemy razem.-dodał wesoło kiedy moneta wpadła do wody.
-ech...no dobrze to była tylko propozycja.-powiedział nie zmuszając go do niczego. Nie zmieniało to jednak faktu że się martwił.-oj nic się nie stało. Po pierwsze dzisiaj i tak nikt nic nie zrobił a po drugie i ta byś nie miał siły na pracę.
Takano uderzył głową o szafkę.
-żartujesz? Matko Ren...kup sobie jakąś książę kucharską dla początkujących i gotuj dokładnie trzymając się przepisu. Każdy tak zaczyna...
-możemy iść.-zgodził się.-cóż...ty mnie zaprosiłeś na randkę więc nie mam jak się kłócić o to.-zaśmiał się idąc za nim.
-dobrze...więc możesz pojechać po papiery a potem wrócić. A na razie nie myśl o pracy, ok? odpocznij.-powiedział tuląc go do siebie.
-to niemożliwe.-westchnął.-Sam ci zrobię książkę.-stwierdził w końcu.-nie jestem orłem...sam się ciągle uczę i popełniam błędy.
-w końcu jesteśmy na randce wiec nie chce się kłócić.-dodał wchodząc z nim do lokalu.
-inaczej nie mógłbym zdobić.-powiedział tuląc go jeszcze.-no a teraz wypij do końca herbatkę i idź weź ciepłą kapiek.
Takank wywrocil tylko oczyma i zaśmiał się pod nosem.
-ty tez jesteś. I na prawdę się ciesze ze zaczynamy się dogatywac. W końcu do tej pory to był tylko Koyuki.
-mi wez to samo.-poprosił I stanął za nim. Kiedy złożyli zamówienie zajęli stolik żeby poczekać aż dostaną swoje desery.-możesz robić zdjęcia. Przecież wiesz.
-mhm. Potem spać.-zgodził się.-i będę cię tulił caałą noc.-dodał muskajac jego usta.-i może w najbliższy wolny weekend gdzieś pojedziemy?
-wracaj do łóżka Kaneki. Ja ci zrobię coś do jedzenia.-powiedział Takano I przerwał na chwile robienie obiadu żeby zrobić kaszke.
Jun uśmiechnął się do zdjęcia a potem usiadł wygodniej.
-spokojnie przecież to tylko zdjęcia.-wzruszył ramionami.-to nie tak że mogną obrucić przeciwko nam.-zaśmiał się.
-zaraz do ciebie dołączę.-obiecał i poszedł wziąć prysznic. Nie zeszło mu to długo więc już po chwili kładł się obok chłopaka.
-żaden kłopot.-zapewnił go Takano. Szybko zrobił kaszkę i poszedł z nią do Kanekiego.-smacznego.
-wiem....ale przecież możemy to nadrobić w mieszkaniu.-powiedział jedząc zaraz lody ze smakiem.-wiec spokojnie. W kinie będę mógł cie przynajmniej za rękę trzymac. Będzie ciemno i nikt nas nie zauważy, prawda?-uśmiechnął się.
-rozumiem. Ale jestem tutaj przy tobie wiec chociaż spróbuj ok?-pprzytulił go do siebie.
-niestety nie mogę.-zaśmiał się.-wiesz...my lubimy mieszkać w Yukan. Ale obiecuję ze zrobię mu książkę kucharka. Taka wiesz...specialness dla Rena I jego marnych zdolności. Opisana jak dla takiego jak on...
-ja ciebie też.-zapewnił go.-w ten poniedziałek mam się spotkać z Chrisem, prawda?-spytał żeby się upewnić i na pewno mieć ten wieczór wolny.
Hiroki zasnął pół snem. Chciał być w gotowości gdyby chłopak się obudził.
-kupię mu miarki żeby przypadkiem nie wziął większego kubka.-zaśmiał się.-Z tym nawet on powinien sobie poradzić.
-ok. Chcesz najpierw sam z nim pogadać a ja potem dołączę czy mam być od początku?-spytał jeszcze.-wiesz, chciałbym wiedzieć jak rozplanować sobie dzień.-wyjaśnił z uśmiechem.
Hiroki od razu wstał i poszedł do kuchni. Kiedy chłopak wrócił do sypialni podał mu kubek gorącej i gorzkiej herbaty.
-napij się. Nie idziesz jutro do pracy tylko do psychologa.-poinformował go.
-możesz być spokojny.-zapewnił go i wrócił do kuchni zostawiając ich samych.
-ok.-zgodził się z uśmiechem i wrócił do jedzenia swojego deseru.-na prawdę pyszny.-skomentował.
-jakoś tego nie widzę Naoki. Już ci mówiłem żebyś nie grał twardziela, tak? Potrzebujesz psychologa.
-Jasne.-Ren ukołysał chłopaka do snu a potem poszedł do kuchni żeby poprzeszkadzać trochę bratu. Nie zdążył jednak bo obiad leżał już na stole.
-smacznego.-odezwał się Takano siedząc już przy stole.
-a potrafiłbyś zrobić taki w domu?-spytał wesoło. Dalej jadł deser ze smakiem. Drugą ręką trzymał dłoń chłopaka.
-tak, właśnie to. Od tego są spotkania z psychologiem.-wywrócił oczyma.-Poza tym czy ci się to podoba czy nie takie są procedury. Jutro i tak wszyscy będą musieli pójść na spotkanie.
-Poważnie. Z miarkami też. Przyda ci się bo w takie dni jak ten powinieneś umieć coś ugotować. To aż niemożliwe że przez tyle lat mieszkałeś sam i jeszcze się nie nauczyłeś gotować...albo nie umarłeś.
-to zrobisz mi następnym razem.-powiedział z uśmiechem.-zapisz sobie szybko w telefonie.
Hiroki poszedł za nim z kubkiem herbaty.
-ale ja nie mam koszmarów Naoki.-wywrócił oczyma.
-no właśnie.-Masz szczeście że wyjątkowo ja tu jestem.-zaśmiał się.
-ok. Daj mi tylko skończyć.-powiedział jedząc trochę szybciej.-aj...aż mi mózg zmroziło....
-ech...przemyślisz to rano.-westchnął nie chcąc się kłócić.-na razie się nie denerwuj i napij się herbaty.
-następnym razem sam mu ugotujesz.-wywrócił oczyma jedząc swoją porcję.
-oj po prostu nie chcę żebyś musiał na mnie długo czekać.-powiedział jednak jedząc wolniej.
Hiroki westchnął tylko i nic więcej na ten temat nie powiedział Wiedział ze chłopak jest wystraszony i sfrustrowany.-Nie będe szedł spać kiedy ty mi tutaj cierpisz.
-musi wyjść.-wywrócił oczyma.-a jak nie wyjdzie to zrobisz jeszcze raz. B inaczej to nigdy się nie nauczysz.
-mhm...no tak ty się możesz cieszyć.-zaśmiał się I po chwili skończył jeść.-ja nie wiem jak to się stało ze zjadłem pierwszy.-powiedział wesoło.
-to nie jest teraz ważne.-powiedział głaszczac go po plecach.-przecież nie mogę cię zostawić samego.
-jeśli będziesz pilnował garnków na ogniu to nie spalisz. Pouczylbym cie ale nie bardzo mam na to czas.-przyznał szczerze.
-cóż skarbie...to wiele wyjasnia.-powiedział wstając.-możemy już iść.-dodał z uśmiechem.-w końcu nie chcemy się spóźnić na film.
Hiroki okryl go kołdrą I położył się obok. Miał nadzieję że nie będzie już żadnych pobudek. Nie wiedział tez jak będzie wyglądało ich jutrzejsze wstanie do pracy.
-nie żebym nie wieżyl w twojego faceta ale ja na pewno dam rade. Póki będziemy tutaj i przez ten krótki czas w Tokio spróbuję cie pouczyć.-zdecydował.
[Nadal brat weny na najmłodszych? XD]
[no cóż bywa XD]
-cóż...będe miał wtedy 50 więc to raczej ja powinienem zadawać to pytanie.-powiedział śmiejąc się cicho.
Hiroki trochę zły wyłączył budzik i zakrył głowę poduszką. Nie sądził że będzie aż tak niewyspany.
-ech...no cóż, w takim razie ja posiedzę z Naokim. Ktoś powinien z nim zostać skoro jest aż tak osłabiony.
-no dobrze. Ale potem ty mi odpowiesz.-powiedział I popatrzył na niego.-oczywiście ze będę cię kochal. Przecież to się nie zmieni tylko dlatego ze będziemy starsi. Mogę co najwyżej kochać cie bardziej.
Hiroki niechętnie podniósł głowę.
-dzień dobry.-przywitał się z nim i przyjął śniadanie.
-ok. Dzięki Ren.-powiedzkał z uśmiechem i wrócił do jedzenia.-ile czasu mi dajesz? Bo obiecałem Tomo obiad i czekoladę.
-No cóż...stanie się to na pewno wcześniej niż u ciebie. Ty jeszcze będziesz młody i pewny sił.-zaśmiał się trochę niby to marudzac.
-jak mógłbym cie zostawić.-mruknął pijąc kawę żeby jakoś się obudzić.-przecież cie kocham...-przypomniał całując go w policzek.
-dzięki Ren.-zaśmiał się wesoło.-ano wiesz...lata praktyki.-wzruszył ramionamI bo nie wiedział jak to wyjaśnić..
-o tego jestem pewny. Coś wymyślisz.-zaśmiał się mierzwiac mu włosy.-a ja na pewno ci pomogę.-dodal wesoło I wszedł z nim do kina.-a na razie wracam do randki.
-nie miałem zamiaru...bo cierpiales.-powpowiedział wypijajac kawę.-a zrobisz mi jeszcze jedna kawkę skarbie?-spytał głaszczac go po policzku.
-ok. Ja tutaj posprzątam.-powiedział z uśmiechem przyglądając się bratu.-ciesze się ze go masz. Te wszystkie twoje wcześniejsze laski były okropne. Miałeś szczęście trafiając na niego.
-no kochanie...jeszcze mam na tyle siły żeby cię nosić.-zaśmiał się I kiedy weszli do sali odsunął wózek na bok żeby nikomu nie przeszkadzał i wziął chłopaka na ręce.-pokażesz mi które miejsca, ok?
-dziękuję skarbie.-ucałował go w policzek. Wziął łyk kawy i wrócił do jedzenia.-jest przepyszne. Gdzie chciałbyś poje hac na weekend? Odpoczelibysmy...
-no poszczescilo ci się.-zaśmiał się.-chociaż nie wiem co on może w tobie widzieć.-zazartowal.
-No uwaga, a co jak ktoś nas zauważy.-zaśmiał się I posadził go na miejscu zaraz siadając obok niego.-nie chciałem popcornu, czy coś?-spytał zerkajac na niego.
-hmmm...onsen brzmi świetnie.-zgodził się.-znów chcesz prywatne źródło czy tym razem do wspólnej łaźni?
-no właśnie...jesteś pracocholikiem...nie umiesz gotować...dopiero się uczysz wiec pojęcia nie mam jak sobie radzisz w łóżku.-wywrocil oczyma.-no nie wiem...
-no nie wiem czy takie trudno. Wiesz...mogą nas wywalić. Wtedy nie będzie fajnie.-powoedzial trzymając go jednak za rękę.
-cóż...nam chyba fajniej w prywatnej, co?-spytał śmiejąc się cicho.-ale ok, możemy i w publicznej.-wzruszył ramionami.-w prywatnej będzie też ciszej, prawda? Łatwiej odpocząć.
-cóż...-ocenił go krytycznie wzrokiem.-można powiedzieć że jestes.-pokazał mu język.-cokolwiek w tobie nie widzi...ciesz się.
-jakie niedługo? Jeszcze jakieś 4 miesiące jak nie więcej.-zauważył śmiejąc się wesoło. Ucichł jednak kiedy zaczęły gasnąć światła.
-Wydajesz się jakbyś jednak wolał iść do publicznej.-powiedział głaszcząc go po policzku.-jeśli tak jest to po prostu powiedz.
-no nie każdy.-pokazał mu język i kiedy już popakował porcję dla Tomo do pudełeczka wziął się za robienie gorącej czekolady.
Jun tylko wywrócił oczyma. Wiedział że szybko ale nie sądził że na tyle szybko żeby powiedzieć że niedługo.
-tym razem ja zapłacę.-powiedział głaszcząc go po włosach.-więc się nie przejmuj.
Takano skinał głową i wrócił do gotowania. Kiedy skończył spakował jedzenie i czekoladę do torby razem z okularami o które prosił chłopak. Sam również zdjął soczewki zastępując je okularami po czym wyszedł do szpitala.
-ja ciebie tez. Podobał ci się film.-spytał trzymając go jeszcze ukradkiem za rękę. Uznał ze poczeka aż wszyscy inni zejdą i dopiero potem bezpiecznie zniesie go na dol.
-mhm...rozumiem.-skinął głową.-tyle razy byłem już z reszta drużyny w publicznych onsenach i jakoś dawałem rade się zrelaksować wiec myślę że i tym razem dam rade. Żaden problem.-uśmiechnął sie I skończył jeść.
-niespodzianka. Ale Renown smakowało.-powiedział podając mu pudełko z jedzeniem.-Kaneki się źle czuje wiec niestety ale spędzisz noc tylko z Reem bo ktoś musi z nim zostać.-poinformował go.-a...I będę uczył Rena gotować...przecież on nawet kaszki dla swojego chorego chłopaka nie umiał zrobić...
-Mhm...ja tez się z tego cieszyłem.-przyznał i w końcu wziął go na ręce. Kiedy z zeszli na dol posadził go na wózku i wyprowadził z kina.-co teraz?
-no dobrze.-przytaknal I dopił druga kawę.-no może będę żył.-westchnął czując się trochę bardziej rozbudzony.
-Wiem ze jesteś.-zaśmiał się.-ale jakby Ren zaczął swirowac to dzwon.-poprosił.-no serio. Zupełnie nic nie umie. Wiec zrobię mu specjalna książkę kucharska, kupię mu miarki i nauczę gotować.
-możemy.-zgodził się z uśmiechem.-wiesz...pomyślałem że skoro to nasza taka dość wyjątkowa randka, bo pierwsza od jakiegoś czasu taka prawdziwa, to moglibyśmy kupić szampana bezalkoholowego albo coś.-zaproponował.
-przyganiał kocioł garnkowi.-wywrócił oczyma.-lepiej jak po rozmowie z psychologiem obaj wrócimy do domu.-powiedział wstając w końcu z łóżka.
-tak? A o czym z nim rozmawiasz?-spytał wesoło.-Ja też sobie tego nie wyobrażam więc na pewno go trochę nauczę. Dlatego zostaniemy kilka dni w Tokio. Ale tylko kilka, obiecuje.
-no skoro tak to myślę że możemy wziąć i normalnego.-zgodził się spokojnie.-po prostu wiesz...jednak nadal bierzesz leki i nadal trochę się o to martwię.-przyznał się szczerze do swoich myśli. Schylil się żeby go ucałowac.-no to idziemy.
-będziesz Naoki. Takie są procedury a ty tego potrzebujesz.-powiedział biorąc go za rękę.-możesz brak prace do domu ale nie mów to tak jakbym był tym złym.
-no jest.-zgodził się.-ja tez staram się mu pomagać.-powiedział podając chłopakowi termos z gorącą czekolada.-cóż...o tym jaki byłem wiesz.-zaśmiał się.-dobrze. Pomóc ci?
-dobrze. Wiec zajdziemy do sklepu po szampana i składniki na deser.-powiedz idąc i zaczynajac spokojnie prowadzić wózek.-Ryu? Nadal masz ten nieśmiertelnik który Ci dałem?-spytał.
-jak chcesz uparciuchu...ale to ci nie pomoże.-powiedział tylko I nic więcej już nie mówił. Kiedy dojechali zaparkował i wziął głęboki wdech.-dojechaliśmy.-oznajmił wysiadając.
-ok rozumiem. Po pilnuje drzwi.-zgodził się przeciągając się lekko.-ale jak coś to wołaj.-poprosił.
[Jak tam wena na najmlodszych?]
[to możemy zrobić skip to momentu po XD]
-ale nie nosisz go na szyi.-powiedział patrząc przed siebie.-ja noszę go cały czas.
-zdaje się że tak.-westchną ciężko.-ta cała sytuacja bardzo się na nim odbiła ale jest uparty i nie chce rozmawiać z psychologiem. Wymiotował całą noc...
-ok, ok.-zaśmiał się i odprowadził go wzrokiem.
-ale możesz schować pod koszulką. Ja tak robię.-wzruszył ramionami. Chował i jeszcze nikt go nie spytał o to.-a jak cię tak pytali to co odpowiadałeś?
-nikogo nie ominie. Ale on uznał że i tak nic nie powie.-westchnął.-nawet nie wiem jak mu pomóc. O z resztą nie chce dać sobie pomóc.
-To dobrze.-ucałował go w policzek.-To teraz możesz spokojnie wypić czekoladę póki jest jeszcze ciepła.-powiedział z uśmiechem.
-jesteś kochany.-powiedział z uśmiechem. szedł spokojnie przez park.-a jak tłumaczyłeś dane?-spytał bo go to ciekawiło.
-ech może masz rację.-zgodził się. Poszedł za nim i nachylił się nad biurkiem chłopaka.-chcesz się wyładować?-spytał patrząc na niego.-i tak dzisiaj nic nie robimy po trzeba czekać na swoją kolej więc...jak coś zjesz to mogę cię zaprowadzić do naszej siłowni.
-a nie będzie za ciasno?-spytał unosząc brwi.
-co się tak rumienisz? No powiedz...teraz jestem jeszcze bardziej ciekawy.-powiedział zatrzymując się zeby na niego spojrzeć.
-ale padniesz mi jak nic nie zjesz...-westchnął.-coś lekkiego byłoby najlepsze...może kisiel?-zaproponował.
Takano wywrócił oczyma i siadł za nim obejmując go delikatnie.
-pasuje?
-oj proszę. powiedz.-poprosił na prawdę będąc ciekawym co też jego chłopak odpowiadał.-To aż tak wstydliwe?
Hiroki podziękował przyjacielowi skinieniem głowy.
-zjedz ile chcesz.-dopowiedział jeszcze.
-Tomo? Wiesz że Yuya przyjedzie się z nami spotkać w Tokio?-spytał całując go w policzek.
-oj no ale co takiego...-zrobił smutną minkę.-tak się zarumieniłeś że jeszcze bardziej rozbudziłeś moją ciekawość.
-ech...tylko nie zemdlej.-poprosił.-potem jeszcze coś zjesz.-dodał prowadząc go do siłowni.
-on za nami też bardzo tęskni.-powiedział tuląc do siebie chłopaka.
-oj...mógłbyś chociaż część powiedzieć.-zamarudził jeszcze trochę.-obojętnie. Chyba najlepiej będzie jeśli pójdziemy do jakiegoś niedaleko mieszkania.-powiedział przejmując stery nad wózkiem.
-czasem. Jak mam wolną chwilę do tak. Kiedyś ćwiczyłem częściej. Na przykład kiedy miałem ciężkie dni z moją byłą to spędzałem czas tutaj a potem mówiłem że zatrzymali mnie w pracy. To było niedługo przed tym jak ją przyłapałem i wzięliśmy rozwód.-opowiedział.-chcesz się w coś przebrać?
-mhm...ale to działa w dwie strony. My za nim też tęsknimy.-powiedział tuląc chłopaka do siebie.-ale myślę że bez ciebie nie wytrzymałbym aż tak długo.
-na pewno dasz sobie radę. Miałeś już okazje pracować pod okiem dwóch fotografów. Z jednym nadal pracujesz. Na pewno dasz radę Ryu.-powiedział z uśmiechem.-ale nic od razu. Nadal się uczysz.-dodał spokojnie.
-Mogę ci coś pożyczyć.-powiedział wskazując na szatnie.-Na pewno się spocisz więc coś na zmianę ci się przyda. Zawsze mam kilka zestawów w szafce.
-więcej niż tydzień bym nie wytrzymał. Od razu bym wsiadł w samolot i wrócił do ciebie.-przyznał szczerze.-brakowałoby mi ciebie za bardzo. No bo...kto by mnie przytulał?
-um...cieszę się.-chłopak zarumieniony oddał pocałunek.-a...ja sobie sam czy...pomożesz?-spytał bardzo nieśmiało wskazując na wybrzuszenie w swoich spodniach.
-nie ma czym. Będzie dobrze.-zapewnił go kiedy szli tak spokojnie.-Nie przejmuj się tym teraz i skup się na nauce, dobrze?-pogłaskał go po włosach.-Ryu? Myślę że niedługo będziesz mógł spróbować zrobić mi te akty. Prosiłeś już o to tyle razy i za każdym razem coś stało na przeszkodzie...
-nie ma za co.-powiedział biorać drugi zestaw na który składała się bokserka i krótsze spodnie po czym się przebrał.
-nie dałbym rady. Miesiąc bez ciebie? Mowy nie ma.-zaśmiał się i ucałował go w policzek.
Kiedy Kazuo skończył Yuji zapiął spodnie i z powrotem usiadł chłopakowi na kolana żeby się przytulić.
-To może teraz w coś pogramy?-spytał cicho.
[no i jest po XD]
-spokojna głowa. Przecież bylibyśmy w mieszkaniu nie na dworze.-zauważył kiedy wchodzili do sklepu.-ale ok. Przecież nie mówię że już, teraz.
Hiroki w tym czasie również zrobił sobie rozgrzewkę a potem zaczął się podciągać.
-wyładowałeś się?-spytał widząc że chłopak odpoczywa. Podszedł do niego bliżej.
-Zobaczymy.-Zgodził się ciesząc się że mogą się tak tulić.-na razie możemy być razem.
-możesz wybrać jedną z gier. Tam leżą.-wskazał na stosik leżący obok konsoli. Cieszył się że wujek zostawił im ten sprzęt.
-Możemy jeśli chcesz.-zgodził się Jun i pojechał do odpowiedniego działu. Kiedy mieli już wszystko poprowadził wózek do kasy.
-usiądź na chwilę.-poprosił go a sam zaczął walić w worek. Sam też chciał wyładować swoje nerwy pomimo zachowywania pokerowej twarzy.
-zrobię.-pocałował go jeszcze i wyszedł z łóżka.-ok. Za chwilę powinien do ciebie przyjść Ren. Bądź grzeczny i daj mu parę rad odnośnie Kanekieko.-pokazał mu język i wyszedł.
Yuji skinął głową i przesiadł się na wózek. Uruchomił wszystko i podał chłopakowi drugiego pada.
-wujek nam zostawił jak wyjeżdżał. Z Shujim zabijaliśmy tak nudne wieczory.-wyjaśnił wesoło.
-cóż...ty zapraszałeś mnie na randkę więc nie będzie się kłócił o to kto płaci.-wzruszył ramionami.-ja ciebie też kocham skarbie.-zapewnił go pomagając mu w pakowaniu zakupów.
-głupi...już dość poćwiczyłeś. Zaraz wracamy do biura i coś zjesz.-oznajmij na prawdę zmartwiony.
Takano wrócił do hotelu a Ren już po chwili był w szpitalu.
-jeśli wszystko będzie grało już za dwa dni będziemy wracać.-poinformował go zaczynając go badać.
-dam ci fory.-obiecał ze śmiechem młodszy.
-nie chcę się kłócić zwłaszcza kiedy zaprosiłeś mnie na randkę.-zaśmiał się.-no i...na prawdę się cieszę że wszystko powoli zaczyna się układać. Ja wiem że jeszcze długa droga przed nami...ale się cieszę.-przyznał szczerze zaczynając pchać wózek w stronę wyjścia.-Zaczynam też mniej palić...same pozytywy.
Hiroki od razu go podtrzymał.
-najpierw się przebierzemy a potem od razu idziemy na biura.
-powinien. Ale skoro nadal kręci ci się w głowie to chyba lepiej będzie jeśli zostaniemy trochę dłużej.-powiedział zapisując wyniki.
-przecież jeździsz.-zaśmiał się.-o wiele lepiej.-dodał. Pamiętał jak chłopak zabrał go do kina samochodowego i pod namiot. Miał nadzieję że kiedyś znów się tak wybiorą.
-Wiem Ryu. I na prawdę mnie to cieszy. Każdy, nawet mały krok do przodu mnie cieszy.-zapewnił go idąc juz w stronę ich bloku.-i to ostatnio jak w końcu dales mi się dotknąć...na prawdę się ucieszyłem.-pogłaskał go po włosach.-jakby...myślę że oboje zaczynamy się czuć o wiele swobodniej. Przez długi czas bałem się ze jak zrobię coś nie tak to mnie zostawisz.-przyznał się do swoich lęków.
-ja tez cie kocham. I tez nie chce cię stracic.-powiedział przytulając go do siebie.-dlatego pójdź ładnie do psychologa i z nim porozmawiaj, dobrze? Zobaczysz, wszystko będzie dobrze.
-pomyślimy jeszcze, ok? Rozumiem ze bardzo chcesz wracać.-powiedział kończąc go badać i siadając na krzesle.-zobaczymy jak minie noc, ok? Potem podejmę decyzję. Biorę pod uwagę to ze w
w samolocie mam cały potrzebny sprzęt ale wolałabym uniknąć jego używania.
-mhm...będzie.-zgodził się Yuji i uśmiechnął się do swojego chłopaka.-na pewno zdasz. W końcu już umiesz jeździć.-zauważył całując go w policzek.-ja tez w końcu powinienem się zapisać...chociaż myślę że I tak taniej wyjdzie mi jeżdżenie do ciebie pociągiem.
-przytule skarbie.-zapewnił go z uśmiechem i wjechał do windy.-Ryu? Z nogami tez niedługo będzie dobrze. W końcu nie byłeś sparaliżowany tylko osłabiony. Juz niedługo powinno być dobrze.-powiedział I ucałował go w policzek.
-przestań być taki uparty.-westchnął I pomógł mu wrócić do biura. Podał mu miseczkę ryżu i herbatę.
Ren jeszcze raz go obejrzał.
-jest dobrze. Powinno przestać boleć.-zapewnił go.-ale rano ci powiem kiedy wracamy, dobrze? Jednak musimy na pierwszym stopniu stawiać twoje zdrowie.
-wiem. Ale jednak...tak głupio nie mieć.-powiedział spokojnie jadąc.-Kazu? Będziemy się często odwiedzać, prawda?-spytał zerkajac na niego.-i nie będziesz mnie tam zdzdradzał, co?-zazartowal zaraz.
-ale się nie podlamuj Ryu. Na prawde wszystko będzie dobrze. Jak się potulimy to pomasuje ci nogi.-obiecał mu I zaraz wjechał do mieszkania. Ale na razie pyszna kolacja, prawda?
-przespij się też trochę.-poprosił okrywajac go kocem i wychodząc z biura bo nadeszła jego kolej na spotkanie z psychologiem.
-dobra.-zaśmiał się Ren i wyjął sobie książkę żeby czymś zająć czas.
-nie wiem czy się dostane. Znaczy...fajnie by było mieszkać razem w Tokio.-uśmiechnął sie na samą myśl.-ale jak się nie dostane to nie będzie mi przeszkadzało jeśli tylko będziemy mogli się odwiedzać.
-no dobrze. W takim razie zajmę się sobą w salonie.-zaśmiał się i ucałował go jeszcze w policzek po czym poszedł na kanapę. Rozsiadł się wygodnie i włączył telewizor.
Hiroki wszedł do biura cicho otwierając drzwi.
-Naoki?-zaczął zauważając, że chłopak nie śpi.-twoja kolei.-powiedział podchodząc bliżej.
Ren zbadał go jeszcze raz i dał mu leki przeciwbólowe.
-miałem nadzieję że już nie będziesz ich potrzebował.
-Ale czemu?-spytał nie bardzo rozumiejąc.-przecież byśmy się odwiedzali i w ogóle. Znaczy...fajnie byłoby razem mieszkać, mógłbym ci gotować i...na pewno byłoby fajnie...
-mmmm...brzmi I pachnie przepysznie.-powiedzial całując go w policzek. Otworzył szampana i rozlal go do dwóch kieliszków. Potem usiadł do stołu.-na prawdę się napracowaleś...-powiedział patrząc na potrawy.
Psycholog podał mu kubek z herbata i otworzył swój notes. Jako że chłopak był u niego pierwszy raz najpierw chciał go trochę poznać
-wiem I nie musisz mnie przepraszać. Czasem po prostu tak się dzieje i nic się na to nie poradzi.-powiedział wracając na krzesło.
-a czemu byś chciał? Znaczy...no ja też bo byłoby fajnie. I...miałbym pewność ze z nikim mnie nie zdradzasz.-zaśmiał się.-ok. Jeszcze raz.
-za nas.-powtórzył łagodnie Jun i stuknal się z nim kieliszkiem. Upil łyk i spróbował jedzenia.-mmmm jest przepyszne. Mam najwspanialszego chłopaka na świecie.
Mężczyzna chwile czekał aż chłopak sam się odezwie a kiedy to nie nastąpiło wziął łyk swojej herbaty.
-wiec niedawno zacząłeś się u.awiac z naszym Frostym?-zagadal.
-nie daje mu szpitalnego żarcia...-obruszyl się.-jeśli Takano mnie nauczy to będę serwowal Kanekim lepsze jedzenie...cóż...w ogóle jakie będę mu serwowal.-zaśmiał się.
-bonusy?-uniósł lekko brew i chwile skupił sje na grze.-ale tego ze będę twój przecież możesz być pewny. To nie tak ze nagle w innym mieście zaczną się mną interesować.-zaśmiał się.-co innego ty...przecież nawet miałeś swój fanclub.
-jest pyszne kochanie. Nie musisz się bać.-powiedział jedząc ze smakiem.-chcesz potem jakiś film obejrzeć? Mogę w tym czasie pomasować ci nóżki.
-To bardzo dobrze. Wszyscy się cieszymy widząc go tak szczęśliwego. Miło mi też poznać osobę dzięki której przyszedł do mnie i nawet nie musiałem go ciągnąć tutaj siłą.
-Napiszę do Takano żeby ci coś przyniósł.-powiedział bo i on nie tknąłby tej papki.-Obiecuję też że zacznę coś gotować dla Kanekiego.
-mou...-Yuji zarumienił się okropnie przez co stracił koncentrację na grze.-bo przecież nie mam...i zdecydowanie prędzej poderwą ciebie.
-myślę że tak. Pobudzi krążenie i w ogóle. Poza tym rozmawiałem z twoim lekarzem i polecił mi żeby ci je pasować więc...-wzruszył ramionami. Chciał wierzyć że to pomoże.
-Wpadł. I nawet grzecznie rozmawiał.-Przyznał szczerze.-To samo chciałby uzyskać od ciebie Naoki. Jeśli nie powiem mi co cię trapi, a widzę że coś takiego jest, nie będę mógł ci pomóc.
-Zanim cokolwiek mu dam sam tego spróbuję.-zapewnił go.-cóż..wiem że mój braciszek ma smykałkę do gotowania. Chował się w kuchni przed moją mamą.
-no nie wiem Kazu.-wywrócił oczyma chłopak.-Przecież wiesz że to głównie mój brat wzbudzał zainteresowanie.-zaśmiał się.-Chociaż większość z tym lasek i tak nie widziała różnicy.-wzruszył ramionami.
-pamiętam.-zapewnił go wesoło. Dokończył jedzenia i wstał od stołu.-ja mogę pozmywać jeśli ty nie masz ochoty.-powiedział od razu.
Mężczyzna pokręcił tylko głową.
-Nie każ mi się powtarzać Naoki.-powiedział spokojnie.-Nie będę mógł ci pomóc jeśli nic mi nie powiesz. A uwierz mi...czasem nawet wygadanie się pomaga.
-my nie mogliśmy. Ale nie mówiliśmy mamie że się tam chowa. To znaczy...ja bym pewnie powiedział ale Koyuki zawsze mnie powstrzymywał.-przyznał trochę się tego wstydząc. Napisał wiadomość do Takano i zaraz uśmiechnął się do Tomo.-Mój brat będzie za 10 minut z czymś pysznym do jedzenia dla ciebie.
-a przy okazji potykam się o własne nogi.-zauważył zerkając na niego.-Co prawda znajdywałem liściki w swojej szafce ale były zaadresowane do Shujiego. Wiesz...raczej bym zauważył że komuś się podobam.-zaśmiał się.
-widzę że już zrobiłeś plany na ten wieczór.-powiedział z uśmiechem i skinął głową.-w takim razie jutro się pozmywa.-zgodził się.
-takie coś mogę sobie robić weterani. Ty takowym nie jesteś.-odparł również całkowicie szczerze.-Pracujesz tutaj od niedawna i była to pierwsza taka sytuacja. Nie uwierzę że nic ci nie jest i sam sobie poradzisz.
-aż tak bardzo? Cóż...myślę że możemy. W samolocie mam cały sprzęt.-powiedział spokojnie.
-ale taka jest prawda.-wzruszył ramionami.-No chyba że ty zauważyłeś żeby ktoś do mnie wzdychał.
Prześlij komentarz