-nie przeszkadza mi to.-zaśmiał się i pomógł mu z naczyniami. Potem usiadł wygodnie na kanapie czekając aż chłopak do niego dołączy.
Mężczyzna skinął głową rozumiejąc jego powody. -Ale przed Hirokim możesz się otworzyć prawda? Duszenie tego w sobie na pewno ci nie pomoże.
-tak, możliwe że zatrzymacie się u mnie a nie w mieszkaniu Takano. Będę miał cię na oku.
-3 chłopaków?!-spytał akurat tym najbardziej zaskoczony. Zaraz jednak wzruszył ramionami.-Ale skoro tego nie widzą to chyba nie ma problemu, prawda? Na studiach też bym tego nie widział więc nawet jak byśmy byli w osobnych miastach to nie dałbym się poderwać.
Jun objął go ramionami również ciesząc się boskością chłopaka. -kocham cię, wiesz?-spytał odsuwajac go trochę żeby spojrzeć mu w oczy.
-uważasz to za mało istotne?-spytał unosząc brwi.
-cóż...na początku myślałem żeby cię dać do szpitala ale nie sądzę żeby to było potrzebne. Wyglądasz juz o wiele lepiej ale zobaczymy jeszcze jak będziesz się czuł po locie. Możliwe ze posiedzisz w szpitalu z dwa dni.
-przecież bym sobie poradził.-wywrocil oczyma.-umiem odmówić, wiesz? Powiedziałbym ze mam wspaniałego chłopaka i nie jestem zainteresowany.-wzruszył ramionami.-poza tym nawet jeśli obaj będziemy w Tokio to na innych wydziałach. Nie będziesz mógł być przy mnie cały czas.
Jun wplutl palce we włosy chłopaka oddając namiętnie pocałunki. Cieszył się ta chwila.
-możesz być ranny tutaj.-zauważył wtulajac się palcem w skron.-a wtedy na jedno wychodzi.
-zobaczymy jak się będziesz czuł.-powiedział podając mu wody a chwile później do sali wszedł Takano. -przepraszam ze tak długo.-powiedział podając chłopakowi pojemniczku z jedzeniem. Drugi dał bratu.-ty pewnie też jesteś głodny.
-ale w czym miałbyś mi pomagać? Przecież to nie tak ze mnie skrzywdza.-wywrocil oczyma.
-mhm to dobrze. To najważniejsze, wiesz? Ze jesteś zadowolony.-powiedzial z uśmiechem.-a dowiem się co było tymi zadaniami? Jutro?
-lepiej żebyś odpoczal. Ledwo trzymasz się na nogach.-powiedział wzdychajac. Nie lubił takich sytuacji zwłaszcza ze widział ze wczorajsza sytuacja musiała się odbić na chłopaku.
Takano skinął głową na znak że wszystko zrozumiał. -będę mógł cie w tym czasie pouczyć.-powiedział z uśmiechem a Tomo pogłaskał po policzku.-starałem się specjalnie dla ciebie.-powiedział I zaraz znów zwrócił się do brata.-Kaneki czucie się już lepiej ale zrobiłem mu kaszke. Tym razem dodałem trochę owoców i nie zwymiotowal.
-wcale nie!-zaśmiał się.-a nawet jeśli to ja mam powody. No bo ty jesteś w stanie zauważyć czy się komuś podobasz. I co jeśli uznasz ze ta osoba tez ci się podoba?-spytał unosząc brwi.
-ja ciebie tez kocham.-ucałował go jeszcze raz po czym już poszedł do kuchni. Szybko zrobił dwie porcje deseru i wrócił do salonu. Podał miseczkę chłopakowi.
Jesteś zmęczony. Lepiej jeśli ja pójdę. Ty się połóz.-powiedział odbierajac od niego smycze.-proszę...-powiedział zaraz przytulając go delikatnie.
-nie będę.-zaśmiał się.-Nauczę go gotować a ty będziesz mógł pogadać z Kanekim. Poznamy go tez lepiej...wiem ze Ren jest poważny i chciałby lepiej poznać jego wybranka.-przyznał szczerze.
-wiec skoro mi ufasz no chyba nie ma problemu jeśli będziemy studiować w innych miastach.-pokazał mu język.
-oj wcale nie aż tak.-zaśmiał się.-przecież zrobiłem tylko prosty deser.-powiedział wesoło. Zjadł trochę swojej porcji.
Hiroki wrócił dośc szybko i westchnął widząc chłopaka w papierach. -miałeś odpoczywać a nie pracować.-zauważył.-co byś zjadł na obiad.-spytał zaraz.
-Mhm...-Takano zgodził się skinieniem głowy.-działa też dobrze na Rena. Znaczy...mój brat wydaje się o wiele szczęśliwszy.-powiedział z uśmiechem.
-ale sam mówiłeś że chcesz tam iść skoro akademia policyjna odpadła.-zauważył.-no ale dobrze. Nie mówię przecież że nie złożę tam papierów tylko że mogę się nie dostać.-wzruszył ramionami i ucałował go w policzek.-Ale wiesz? Cieszę się myśląc o wspólnym mieszkaniu z tobą.
-cieszę się skarbie, że tak o mnie myślisz.-ucałował go w policzek.-dla mnie ty też jesteś najlepszym chłopakiem na swiecie.-zapewnił go.
-skoro nie chcesz żołądka nadwyrężać to kawa też odpada. Zrobię ci kaszki i herbaty.-zdecydował i poszedł do kuchni. Sobie natomiast zrobił prosty omurice.
-ja ciebie też nie chce. Dlatego boję się za każdym razem jak lądujesz w szpitalu.-powiedział patrząc mu w oczy.-i masz rację...tak powinien działać związek. Dlatego cieszę się szczęściem Rena.
-cóż...w takim razie mam nadzieję że będziemy razem na jednej uczelni.-przyznał szczerze.-Daj. Rozmasuje.-powiedział widząc że chłopaka boli.
-i nie musisz.-powiedział całując do delikatnie.-Połóż się a ja ci pomasuję nogi.-dodał mierzwiąc mu włosy.
Hiroki szybko przyniósł mu kaszkę i herbatę a sam usiadł z makaronem na fotelu.-smacznego.
-Wiem Tomo. Nie musisz mnie przepraszać.-powiedział tuląc go do siebie.-Ale stało się jak się stało i nic na to nie poradzimy. Już jestem spokojniejszy.
Yuji rozmasował mu ramię a kiedy skończył ucałował go w policzek. -już lepiej?-spytał zmartwiony patrząc mu w oczy.
Jun dokładnie i delikatnie rozmasowywał jego nogi. -możesz się swobodnie odprężyć.-zapewnił go.
-Mogę po ciebie pojechać albo zostać dłużej w pracy co pewnie i tak będzie miało miejsce.-powiedział zerkając na niego. Trochę się o niego bał.
-na prawdę nie lubisz tego szpitala, co?-spytał patrząc na zostawione przez chłopaka jedzenie.
-um...nie ma za co.-powiedział chłopak oblewając się rumieńcem. Zaraz usłyszeli dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza i do domu wszedł Shuji. -WRÓCIŁEM! Odsunąć się na bezpieczną odległość gołąbeczki.-zaśmiał się wchodząc do salonu i siadając na fotelu.-ech wiesz co, Yuji? Chyba wolałem kiedy to było tajemnicą. Czuję się jakiś taki...przytłoczony tym wszystkim. Wiesz jego rodzice są mili i w ogóle...ale zadają koszmarnie dużo pytań i wyobraź sobie że oni na prawdę zaczęli szukać tego mieszkania w pomiędzy miejscowościami w których będziemy studiować. W ogóle nie słuchają tego co mówię.-zamarudził.-jedna lekcja gotowania z jego mamą wystarczyła żebym zwariował. Pouczysz mnie? Poratuj brata...proooooosze.-złączył dłonie patrząc na brata prosząco. -no...myśle że mogę cię pouczyć.-zgodził się w koncu widząc że starszemu nie odpowiada aktualna sytuacja. -patrz ile razy ja...-zaczął ale przerwał mrugając oczyma zaskoczony.-zgodziłeś się!? SERIO?-wyskoczył z fotela i objął mocno brata.
-podobała.-zgodził się.-Było na prawdę miło i nadal jest. Wcale nie potrzebujemy czegoś wielkiego żeby razem miło spędzić czas.-powiedział patrząc na niego z uśmiechem.
-no dobrze. Ale jak chcesz to nawet mogę ci zostawić samochód.-dodał zaraz.-Wrócę z Yasu albo coś.-wzruszył ramionami.
-jestem tutaj obok ciebie.-zapewnił go Takano który siedział na fotelu blisko łóżka. Chciał być przy nim bo wiedział że chłopak trochę się boi.
-Już?-spojrzał na niego trochę smutny. Skinął jednak głową i odprowadził go do drzwi.
-ja ciebie tez kocham. Bardzo. Bardzo.-zapewnił go oddając pocałunki. Objął chłopaka w pasie ale nie zrobił nic więcej.
-oj daj spokój. To przecież nie byłaby twoja wina. I nie jest powiedziane ze akurat będzie trzęsienie.-wywrocil oczyma.
-rozumiem. Ale nie musisz.-uśmiechnął sie do niego. Patrzyl na chłopaka przez cały czas jak się wznosili a potem wstał i usiadł na brzegu łóżka.-widzisz? Nie było tak strasznie.
-dobrze. Papa.-pomachal mu I zamknął drzwi a potem wrócił do salonu i przesiadł się z wózka na kanapę.
Jun również patrzył mu w oczy uśmiechając się delikatnie. -uwielbiam te twoje oczy.-przyznał szczerze. Patrząc w jego oczy zapomniał o całym świecie.
-przesadzasz Naoki.-wywrocil oczyma ale więcej nie powiedział. Zjadł swój makaron i odniósł talerz do kuchni. Kiedy wrócił do salonu usiadł za chłopakiem i objął go delikatnie.-kocham cie, wiesz?-spytał opierając czoło o jego ramię. Czuł ze od tej sytuacji na posterunku jest miedzy nimi napieta atmosfera i nie chcial tego.
-no juz...jest dobrze.-zapewnił go I pogłaskał go plecach.-nie ma się czego bać.-zapewnił go jeszcze raz.-lez juz grzecznie.
-pomożesz mi przygotować kolacje.-pokazał mu język.-będę ci mówił co masz robić.-zapewnił go jeszcze.
-cóż kochanie...i co widzisz w moich oczach?-spytał głaszcząc go po plecach.-ja z tobą też lubię.-dodał odchylając lekko głowę.
-Nie ukrywaj tego co czujesz.-powiedział Hiroki widząc jego reakcję.-Przecież wiem że nie ciężko...chcę żebyś mógł na mnie polegać i mógł się mi zwierzyć...przecież na tym polega związek, prawda?
Zerknął na brata a kiedy ten skinął głową położył się obok chłopaka. -tak pasuje?-spytał wesoło.
-niczego nie obiecują.-zaśmiał się.-ale będę ci wszystko tłumaczył.
-coś się stało skarbie?-spytał zmartwiony widząc jak chłopak się speszyl. Położył swoje dłonie na jego przez materiał koszulki.tak nagle się cofnąłes.-powiedział patrząc mu w oczy.
Hiroki oparl się o kanapę i westchnął ciężko. Zacisnąl pięść I uderzył nią w podłogę. -nie podoba mi się ze tak mówisz. Przecież wiem ze nie jest ok. A jeśli nie chcesz rozmawiać...nie możesz po prostu się przytulic i wyplakac? Chciałbym być dla ciebie wsparciem Naoki...
-to dobrze. Ale jak będziemy ładować to będę musiał wrócić na swoje miejsce.-zaśmiał się i pogłaskał go po policzku.
-będę. Nie pozwolę ci rozwalić mi kuchni.-zaśmiał się wesoło.-aż tak źle było u niego?
-dlaczego Ryu-chan? Przecież wiesz ze możesz mnie dotykać...-zauważył patrząc mu w oczy.-wiem ze nie chcesz jeszcze pełnego seksu...nie próbowałbym nawet wiec nie musisz się bać.-zapewnił go zaraz.
Hiroki dłuższą chwilę oszołomiony ale kiedy chłopak miał już wychodzić złapał go za rękę. -nie odchodz. Skoro mi ufasz to zostań. Ech...wiem ze nie miałeś na kim polegać ale teraz masz. Masz mnie...-przytulił go mocno do siebie.
-mogę.-zgodził się całując go w policzek.-cieszysz się zw juz wracamy, co? Może jakiś onsen jak juz będziesz się czuł lepiej.
-mhm...rozumiem.-przytulił brata.-przyzwyczaisz się może...no bo to chyba dobrze ze cie zaakceptowali, prawda?
-oj kochanie...-przytulił go do siebie.-nie musimy nic robić jeśli nie chcesz. Ale wolałbyś żebym nie reagował?-spytał tak tylko go tulac.-no I...nie musisz się wstydzić...ja się cieszę kiedy znajdujesz w sobie odwagę. Bardzo się ciesze.
-szszsz...nie musisz nic mowic ani rozdrapywac ran...po prostu tak bądźmy. To przecież wystarczy.-powiedzial tulac go tylko do siebie i juz wievej nic nie mowiac. Glaskal go lagodnie po wlosach.
-mhm no dobrze. Wiec po prostu będziemy odpoczywać w domku.-zgodził się.-i skoro jeszcze jest ciepło to pójdziemy razem wszyscy na plażę.
-rozumiem. Przyzwyczaisz się.-powiedział klepiąć go po ramieniu.
-więc wolałbyś żebym po prostu siedział jak kłoda i nie drgnął nawet palcem?-spytał mimo wszystko trochę z tego powodu smutny.-a teraz? Mogę cię przytulić?
chciał żeby chłopak po prostu się wypłakał. Sądził ze to najlepiej mu zrobi teraz.
-Może uda nam się spędzić jakieś małe wakacje z Yuyą.-powiedział i zerknął na brata który siedział z Kanekim na kolanach pzreglądając jakąś nową mangę chłopaka.
-wiem. Ale to nadal lepsze od tego jakby kazali ci wam zerwać.
-aaa rozumiem.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy.-więc co powinienem wtedy zrobić.-spytał ciekawy. Chciał też wiedzieć jak powinien się zachować następnym razem.
-Naoki...-wymamrotał mężczyzna i opadł na podłogę. Mocno uderzył pięścią w ścianę i dalej leżał. Zupełnie nie mógł zrozumieć zachowania chłopaka.
-na pewno coś wymyślisz.-zapewnił go Ren a Takano uśmiechnął się widząc ten obrazek.
Yuji wywrócił oczyma śmiejąc się cicho.-jak już stanę na nogi to ci pomogę.-zaśmiał się wesoło.
-nic nie szkodzi kochanie. Następnym razem udam że niczego nie zauważyłem.-obiecał mu i przytulił go delikatnie.-nic się nie stało.
Hiroki skinął tylko głową i wziął łyk kawy. Kiedy Naoki wyszedł Yasu nie mógł się powstrzymać i od razu usiał obok przyjaciela. -nooooo? Kłopoty w raju?-spytał wesoło. Cała ekipa zwróciła na nich wzrok. -powiedzmy.-mruknął Hiroki i wziął kolejny łyk kawy.
-jasne.Pytaj o co chcesz.-odpowiedział starszy. -jesteście uroczy.-skomentował Takano.
-nie zginiesz.-zaśmiał się młodszy.-a teraz wstawaj. Idziemy gotować.
-ja ciebie też skarbie.-zapewnił go i ucałował go w nosek. Potem zerknął na zegarek.-oj...już tak późno...-mruknął zaskoczony.-lepiej jak pójdziemy już spać. Jutro mamy rano zajęcia.
-ano cały czas. Widzę że mu ciężko ale on nie chce mojej pomocy i ech...wczoraj wrócił do siebie.-wzruszył ramionami.
-przecież nie zrobiłem nic złego. Na prawdę jesteście uroczy...ale to nic złego, serio. Przecież wiesz że ja cię cieszę twoim szczęściem. Miziaj się ile chcesz.-pokazał mu język.
Yuji tylko wywrócił oczyma i kiedy wrócili do kuchni zaczął wszystko po kolei tłumaczyć bratu.
-zrobię.-Przytaknął i wstał z kanapy. W czasie kiedy chłopak się mył posprzątał po kolacji i zrobił herbatę.
-mam nadzieję że nie więc lepiej to wypluj.-odburknął od razu i wziął kilka łyków kawy.
-ale...-Kaneki się zawahał. -dobra dobra...zamykam oczy i już mnie nie ma. Tylko mnie obudźcie jak będziemy lądować.-zaśmiał się Takano i dopiero wtedy Kaneki przytu;ił się do Rena.
-jesteś beznadziejny, wiesz?-jęknął Yuji wybierając skorupki z jajek.
Jun obudził się równo z budzikiem i ucałował Ryu żeby go obudzić. -wstawaj skarbie.-powiedział zaraz wychodząc z łóżka żeby zrobić dla nich śniadanie.
-jasne. Chyba sam zasiedziałem się w pracy. Jak poszedłeś dostarczyli nam nowe papiery i tak jakoś wyszło. Gdzie jesteś? Zaraz tam będę.-powiedział zamykają biuro z żegnają się z policjantami z nocnej zmiany.
-jedziemy prosto do ciebie?-spytał brata siadając na swoim miejscu i zapinając pasy.
-mhmm...podobał ci się ten sen?-spytał jednak jeszcze na chwilę siadając na brzegu łóżka. Ucałował go w usta.
-nie ma za co. To na prawdę blisko więc za chwilę tam będę.-zapewnił go i wsiadł w samochód. Tak jak powiedział już po paru minutach był pod przystankiem. Pomachał do chłopaka.
-No dobrze. Skoro Yuya aż tak się stęsknił że aż przychodzi na lotnisko to damy wam chwilę na ogarnięcie mieszkania.-zaśmiał się.-no nie wiem Ren co ty być zrobił bez Kanekiego.
-No właśnie widzę jak sobie poradziłeś.-wywrócił oczyma.
-ja też. Ale mamy wcześnie zajęcia.-przytulił go delikatnie.-możesz jeszcze poleżeć jeśli chcesz. Ja nam zrobię śniadanie.-powiedział całując go w policzek.
-to nie dobrze...W sumie ja tak samo. Dostaliśmy sprawę zaginienia i mamy nadzieję szybko ją rozwiązać. Jutro cały dzień nie będzie mnie na komisariacie bo idziemy w teren.
-na pewno będzie chciał. Na prawdę musiał się stęsknić. My za nim też więc jeśli to nie przeszkadza fajnie będzie jeśli będzie mógł być z nami.-przyznał szczerze.
-ech...zrobimy taki trochę bardziej wypasiony ten omlet więc pokrój szczypiorek i ser...-poprosił.
-No cóż...ja inaczej zrozumiałbym ten temat ale jeśli ludzie w kostnicy się zgodzą to raczej będziecie mogli.-wzruszył ramionami.-rozmowa z Chrisem zaraz po zajęciach?
-nie zostawię cie teraz Naoki.-powoedzial jadąc spokojnie.-żyje. Nie musisz się o mnie martwić. Na prawdę...-Zerknął na niego.
-dolecielismy.-przytaknal sadzajac go na wózku kiedy wyszli z samolotu.-w końcu.-dodał w uśmiechem.
-dokładnie. I daj tylko troszkę oleju.-polecił mu cały czas pilnując brata.
-myślę że tak...no wiesz material nie ożywiona to na przykład...stół.-powiedział swoje pierwszy skojarzenia.-a trup no wiesz...to kiedyś był żywy człowiek.-powiedział szczerze co uważa.-dobrze. Mam zajęcia o godzinę dłużej niż ty wiec spotkamy się na miejscu.
-Naoki...-zaczął łagodnie.-pomagasz mi. Tylko chyba trochę inaczej niż bys chciał. I może nawet nie uważasz tego za pomoc ale...pomagasz. Dzięki tobie na prawdę zacząłem być szczęśliwy.
-ciesze się ze się cieszysz.-powiedział i juz po chwili odbierali bagaże. Zaraz zobaczyli wesoło biegnącego w ich stronę Yuye a za nim ojca Takano.
-tak. Rozetrzyj to i włącz ogień pod patelnia. Jak się nagrzeje to wylej masę.
-możemy pójść.-zgodził się z uśmiechem. Szybko skończył jeść i wstał od stołu żeby schować naczynia do zmywarki. Potem poszedł się wyszykować.
-Naoki to tylko sen. Nic takiego nie miało i nie będzie miało miejsca. O to możesz być spokojny.-powiedział w końcu parkując pod swoim blokiem i łapiąc chłopaka za dłoń.-spokojnie.
-hej maluchu.-zaśmiał się Takano tuląc go do siebie. Potem spokojnie poprowadził wózek w stronę wyjścia zostawiając bagaże z Renem.-Może pójdziemy na lody?-zaproponował.
Już po chwili mieli omlet na talerzach. Yuji spróbował go i uśmiechnął się do brata. -no...jak na pierwszy raz i te wypadki po drodze jest dobry.
-to chyba ja powinienem to mówić.-zaśmiał się.-jestem profesorem, nawet jakbym chciał to nie mogę.-pokazał mu język I wyszedł z samochodu.-powodzenia na zajęciach.-powiedział I poszedł do swojej sali.
Hiroki wziął głęboki wdech zanim wyszedł żeby ni krzyknąć. -Naoki...przecież nic mi nie jest. I wtedy tez nie było. Nawet ranny nie byłem, nad wszystkim mieliśmy kontrolę. Rozumiem ze się przestraszyłes bo upadł obok ciebie trup ale to nie byłem ja tylko jakaś sekretarka.
-ok...no to gdzie jedziemy? Do mieszkania dziadka?-spytał Takano spytał idąc w stronę zostawionego wcześniej samochodu.
-w domu Kent tez tak nabroiles?-spytał patrząc na brata.
Dzisiaj wyjątkowo mieli wykład żeby być przygotowanym na wypad do kostnicy.
-wiem Naoki. I poszedł bym na jej pogrzeb ale mieliśmy zadanie. Zaginął czyjś syn. Zdecydowaliśmy się ratować czuje życie niż iść na pogrzeb. I nam się udało.-powiedział dotykając swojego policzka.
-my za tobą tez.-zapewnił go I wziął na ręce. Postawił go dopiero kiedy doszli do samochodu.-wskakuj.-powiedzkał a sam pomógł Tomo.
-przepraszam...-zawstydził się młodszy.-pierwszy raz to ja ciebie czegoś uczyłem i nie potrafiłem być spokojniejszy. Poprawie się.-obiecał bratu.
Jun kiedy skończył prezentacje zwrócił się do studentów. -jeśli ktoś nie czuje się na siłach żeby za tydzień pójść do kostnicy niech podniesie rękę.-poprosił.
-właśnie dlatego wolałabym żebyś został. Chce być dla ciebie wsparciem Naoki. Proszę...
-oczywiście ze możesz.-zaśmiał się Takano.-no wiesz co Tomo? Przecież zawsze chwile potrawy zrobione orzeźwiający twoje mamę.-zauważył.
-dasz rade. Wiesz...ja się uczyłem sam. A ty masz mnie.-zauważył z uśmiechem.
-no dobrze. Za dużo odpoczynku miałeś najwidoczniej.-spojrzał na zegarek.-dobra, zbieraj się już na następne zajęcia.
Hiroki przytulił go mocno do siebie. -na prawdę cie kocham...
-a z wujkiem Koyukim dobrze się bawiles?-spytał zatrzymując się na światłach.-jak juz będziemy u Rena to pokażemy Ci wszystkie pamiątki jakie dla ciebie mamy.
-cały czas to robie. Zobacz. Kazuo jeszcze tego nie widział.-odjechał kawałek i wstał z wózka. Powoli i na jeszcze drzacych nogach podszedł do brata i oparl się o niego.
Jun pojechał do szpitala kiedy skończył swoje zajęcia. Zaparkował samochód i poszedł pod gabinet Chrisa gdzie umówił się z Ryu.
-Naoki!-mężczyzna złapał go od razu. Westchnął widząc w jakim stanie jest chłopak. Wziął go na ręce i zaniósł do mieszkania gdzie od razu położył go do łóżka. Przebrał go w dres i okrył kołdrą.
-za długo?-spytał zerkając na Tomo. W końcu byliby dłużej gdyby chłopak nie zachorował.-a zobaczysz później.-zaśmiał się.
-ćwiczyłem...na prawdę chcę już stanąć na nogi.-powiedział z pomocą brata wracając na wózek.
-dobrze.-powiedział uśmiechając się lekko.-na prawdę się skarżył? Starałem się spędzać z nim jak najwięcej czasu pomimo tego.-powiedział zerkając na chłopaka.
Hiroki podał mu tackę na której była miseczka z kaszką. Obok leżały tabletki przeciwbólowe w kubeczku. Mężczyzna postawił też na szafce nocnej wodę i herbatę.-potrzebujesz czegoś jeszcze?
-dobrze, dobrze.-zgodził się Takano i wprowadził wózek z Tomo do windy.
-staram się noooo.-zaśmiał się.-ale lekarz trochę krzyczy że przesadzam...
Jun zakrztusił się herbatą i odłożył ją na stolik. -tak. Z kołdrą nie ma problemów i Ryu się tuli.-odpowiedział spokojnie i z lekkim uśmiechem. Każda poprawa przecież go cieszyła.
Hiroki zebrał naczynia i zaniósł je do kuchni. Po szybkim prysznicu położył się do łóżka.
-Gdybym tylko ja marudził to byś nie posłuchał.-zaśmiał się Takano zdejmując buty.-coś pysznie pachnie.-dodał wesoło.
-wiesz...staram się.-wzruszył ramionami.-Jestem zmęczony...rano pomożesz mi z bento.
-Poszliśmy.-Przytaknął Jun.-Nie wtrącałem się i Ryu szykował wszystko sam. Poszliśmy na spacer, do kina a w domu dostałem pyszną kolację.-opowiedział.-trochę jest.-zgodził się. W końcu były to bardziej prywatne rejony ich związku.-ale wiem że chcesz nam pomóc więc nie marudzę.-zaśmiał się.-Z tuleniem nie ma żadnych problemów a co do całowania ostatnio zaczęliśmy to robić bardziej...namiętnie.-odpowiedział nie wiedząc jakiego słowa powinien użyć.
-dzień dobry. Jak zjesz to wracaj do łóżka. Nigdzie dzisiaj nie idziesz.-powiedział zerkając na chłopaka.
-wszystko brzmi pysznie i już nie mogę się doczekać.-przyznał szczerze.
Tym razem to Jun oblał się rumieńcem. Cieszył się że odłożył herbatę bo pewnie znów by się nią zakrztusił. -prawda.-przytaknął zaraz zerkając na chłopaka.
-nie wysypiasz się. Wczoraj straciłeś przytomność. Nie chcę żeby to się powtórzyło.-powiedział wzdychając ciężko.
Takano poprowadził Tomo do salonu i posadził go obok siebie na kanapie. -Yuya był grzeczny?-spytał wesoło brata.
-no ok.-zgodził się chociaż dość niechętnie a potem pojechał do łazienki.
-to ostatnie pytanie było najbardziej krępujące.-przyznał szczerze mężczyzna.-Ja też się cieszę i...-zerknął na chłopaka.-oboje bardzo ci dziękujemy za pomoc.-powiedział z uśmiechem.-bardzo nam pomogłeś.-powiedział w końcu pijąc swoją herbatę.
-ech...raczej i tak cię nie przekonam. Ale jeśli zauważę że coś jest nie tak, od razu jedziemy do domu. I proszę...skończ dzisiaj wcześniej.
-to dobrze.-powiedział z uśmiechem. -No Tomo, poza wylądowaniem w szpitalu, jak się podobał miesiąc miodowy? Takano pokazał ci Paryż?
Yuji przyszedł do niego około drugiej w nocy obudzony koszmarem. Wgramolił mu się do łóżka. -przepraszam...koszmar...
-a w ten weekend czeka nas jeszcze walentynkowy wyjazd.-zdradził ich Jun. -o! Gdzie się wybieracie? na naszym następnym spotkaniu opowiesz mi jak było.-Chris zwrócił się do Ryu.
-dobrze. I weekend oboje mamy wolny. Idziemy odpoczywać.-zaznaczył.
-a no tak wyspa.-zaśmiał się Koyuki.-robiliście zdjęcia? Koniecznie musicie nam je pokazać. Może po obiedzie?
Yuji zasnął niemal od razu czując się bezpiecznie.
-koniecznie pozwiedzajcie w takim razie i bawcie się dobrze.-powiedział Chris.-polecam tez jakiś spacerek wieczorem. Po prostu spędzcie miło czas.-dodał.-zgodziłes się bez problemu, Ryu?
-są.-zaśmiał się Takano.-kiedy lezales w szpitalu to miałem czas żeby je przeniesc na laptopa i posegregowac.-dodał całując chłopaka w policzek. -oj no weź...WSZYSYKIE chce zobaczyć.-odezwał się Koyuki.
-no dobrze.-zgodził się ubierając buty i tez wychodząc.
Yuji trochę niepewnie spróbował omlet ale zaraz uśmiechnął się do brata. -dobre. I nawet nie ma żadnych skorupę w środku.
-dlaczego boisz się tych rzeczy?-Chris zareagował od razu.-czego takiego boisz się w podróżach z Junem?-sprecyzowal pytanie. -oczywiście to bardzo dobrze ze si zgodziłes.-dodał zaraz.
-a czemu? Co tam macie za zdjęcia? W ten sposób tylko rozbudzasz moja ciekawość.-powiedział wesoło Koyuki. Takano za to przytulił Tomo do siebie. -spokojnie. Wszystkim I'm nie pokażemy. Ale potem samo sobie obejrzymy.
Grupa Hirokiego wróciła chwile później na razie bez żadnego rozwiązania. -Naoki? Coś ci się stalo?-spytał mężczyzna podchodząc bliżej.
No to gratuluję ci braciszku. Na prawdę ci wyszedł.
-nie jest głupie.-zapewnił go szybko Chris.-Normalne że się boisz. Ale musisz pamiętać ze miejsce nie ma nic do rzeczy. Najważniejsze jest to ze będziecie tam razem i będziecie się dobrze bawić.-dodał zaraz.
-nie dla dzieci? Czyżby kilka nagich zdjęć?-zaciekawił się jeszcze bardziej.-widzę ze dobrze się bawiles braciszku.
-Naoki chyba zapominasz ze ja profesjonalnie przesłuchuje ludzi. Widzę kiedy ktoś kłamie. Co się na prawdę stało?-spytał unosząc brwi.
Yuji nie ryzykował i nie jechał za nim. Usiadł sobie za to na kanapie żeby poczekać na Kazuo.
-spokojnie. Nie musisz mnie zapewniać. Rozumiem ze się boisz.-powiedział Jun I upil herbaty. -no dobrze. Ciesze się ze się zgodziłes i spędzcie miły weekend w Nowym Jorku. -Chris uśmiechnął sie do chłopaka.-gdyby coś się stało zawsze możesz dzwonić ale mam nadzieje ze nie będzie takiej potrzeby.
-no...było lepiej niż zwykle.-zgodził się Takano. W końcu Tomo nie wybiegł a jego tata nie powiedział niczego nie na miejscu. -no właśnie. Wiec co tam mówiłeś o tych prezentach, Tomo?-zagadal zaraz starszy z braci. -Koyuki!-młodszy wywrocil oczyma. -ok, ok. A jak tam wrażenia z mieszkania Takano?-zmienił temat.
-chodź, polozysz się. Wyglądasz strasznie słabo. To ci dobrze nie robi...na prawdę się martwię Naoki. Nie kłam mi, dobrze? Wtedy tylko martwię się bardziej.
-spokojnie, przecież mamy czas.-zaśmiał się patrząc na zegarek.-jak ci się spało?
-ok. Chociaż już możemy się umówić na poniedziałek zaraz po waszym powrocie.-powiedział wyjmując swój notes.-pasuje?
-o proszę. Przede mną bardziej chował swoje pisemka.-zaśmiał się Koyuki i zaraz umilkl pod wzrokiem Takano.-no nic. A fotel na prawdę fajny. Takano strasznie marudzil ze nie może go zabrać ze sobą.-zaśmiał się.
-ale musisz...jak nie będziesz spać to mi umrzesz.-przytulił go mocno do siebie.-chodź. Chociaż spróbujesz...jeśli się nie uda to pojedziemy do szpitala.
-aż tak źle? To może lepiej by było gdyby pojechał do szpitala? No wiesz...skoro to potężna grypa. I powinieneś z nim zostać...
-ok. Cały czas będę pod telefonem.-zapewnił go Chris.-bawcie się dobrze.-dodał juz więcej ich nie zatrzymując. Jun wyszedł z gabinetu zaraz za Ryu.
-sądzę że on po prostu slebiej szukał od ciebie.-zaśmiał się Takano.-W końcu to była pierwsza rzecz jaką zrobiłeś po wejściu do mojego pokoju.-zauważył.
-Naoki...twoje zdrowie jest najważniejsze, zrozum to wreszcie.-westchnął ciężko.-na prawdę może się stać coś złego jeśli nie będziesz spał...nie chce cię stracic.-powiedział prowadząc go do swojego gabinetu.
-rozumiem. Wracaj jak najszybciej. Może ci w czymś pomoc?-spytał zerkajac na niego.-sensei widział się z lekarzem? Na prawdę powinien....
-Nic się przecież nie stało gluptasie. Ja się zawsze ciesze kiedy mogę ci pomóc. Zawsze. A to ze odpowiedziałem na kilka krępujacych pytań to jeszcze nie koniec świata. Wiec mnie nie przepraszaj za coś takiego.-ucałował go w policzek I poprowadził wózek do wyjścia.-a teraz pójdziemy na lody.
-nigdy nie mówiłem ze jest inaczej.-zaśmiał się Koyuki. Takano zaś mocno przytulił do siebie Yuye i wziął go na kolana.-my za tobą tez.
-twoje zdrowie jest dla mnie ważniejsze. Chociaż spróbuj zasnąć. Będę cały czas przy tobie...spróbuj. nie chce żebyś mi padł z braku snu.
-chodziło mi o pomoc przu senseiu.-zaśmiał się.-ale ramię tez ci rozmasuje.
-Ale przecież nie zrobiłem nic wielkiego.-zauważył.-może zanim lody to odwiedzimy Keiichiro skoro jesteśmy w szpitalu? Koki do mnie dzwonił i mówił ze juz wszytko gra.-zaproponował wesoło.
-będziesz mógł.-zgodził się bez problemu Takano.-my tez bardzo za tobą tesknilismy, prawda Tomo?
-w ogóle nie próbowałeś...-westchnął Hiroki ale już nie zdążył go zatrzymać.-Yasu co mam zrobić?-piętnaście minut później zwrócił się do przyjaciela.-jak tak dalej pójdzie to mi umrze z braku snu...
-na pewno?-spytał jeszcze żeby się upewnić.-ale jakby co to powiedz...chętnie ci pomogę.-uśmiechnął sie do chłopaka.-um...potem chciałbym ci coś pokazać.-dodał kiedy dojechali do szkoły.
-pogadaj. Masz przecież wiele rzeczy do opowiedzenia.-zauważył wesoło I wprowadził wózek do windy. Juz po chwili byli w sali w której leżał Keiichiro.
Takano jeszcze trochę tulił do siebie chłopca a potem posadził go na kolana Tomo. -pójdę po laptopa do samochodu bo Koyuki mnie zabije tym swoim wzrokiem.-wyjaśnił I wyszedł.
-myślisz ze zgodzi się na taką opcję?-uniósł brew.-wiesz...rozumiem ze może tak chcieć ale...ja na prawdę nie chce go stracić a on w ogóle nie chce mnie słuchać...juz nie wiem jak mam z nim rozmawiać.
Chłopak skinął głową. -to nic zboczonego.-dodał zaraz celujac w niego palcem.-na dach? Ale...ja nie dam rady na wózku...
-przecież już nie raz mówiłem że możecie zostać ile chcecie. My jedziemy w piątek więc zostawię ci klucze. Będziecie mieli spokój więc sobie odpoczniecie.-poklepał go po ramieniu.
-i następnym razem pojedziemy razem? Bo ja bym bardzo chciał.-powiedział chłopiec. Chwilę później Takano wrócił z laptopem żeby po obiedzie mogli spokojnie obejrzeć zdjęcia.
-na pewno by wkurzyło.-westchnął Hiroki.-rozmawiałem z nim wczoraj i wiem że ciągle ma koszmary że mu umieram. A on nie jest w stanie mi pomóc. I dlatego się boi. I nie wiem co z tym fantem zrobić.-przyznał szczerze.-mam mu dać się zajechać do końca rozprawy i potem zaciągnąć do szpitala?
-ale...przecież twoje ramie...-zauważył nieśmiało ale więcej nic nie mówił. Wjechał do klasy bo specjalnie dla niego przenieśli zajęcia do gabinetu na samym dole.
-cóż...sądzę że mają. Zaprosił mnie na randkę i spędziliśmy miło czas. No i jesteśmy już umówieni na walentynki.-wyszczerzył się.-Skoro w piątek go wypisują to akurat możesz coś dla swojego kochania zorganizować.-dodał wesoło.
-i nie musisz dłużej czekać bo curry już gotowe. Zapraszam do stołu.-zawołała kobieta zapraszając wszystkich do jadalni. Takano pomógł Tomo przenieść się na wózek a potem poprowadził go do stołu.
-na nic więcej mi nie pozwoli.-westchnął.-wrócę za jakiś czas. Wy szukajcie dalej.-powiedział i zrobił to co poradził mu przyjaciel. Poszedł do Naokiego z herbatą i kanapką.
Chłopak dość niepewnie podjechał na tablicy. Przykład był za wysoko żeby rozwiązać go na siedząco więc wstał i rozwiązał przykład najszybciej jak umiał. Potem wrócił na swoje miejsce.
-najlepsze pewnie będzie oglądanie filmów w domu i jakaś miła kolacyjka. Wiesz to nie musi być nic wielkiego.-zauważył wesoło.
Takano przytaknął. -jest na prawdę pyszne. Już wiem po kim Tomo to ma.-powiedział wesoło. Uwielbiał ten smak domowego curry.
-to nic takiego.-powiedział głaszcząc chłopaka po włosach.-nie musisz mi dziękować.-dodał zaraz.-Naoki? Czy możemy pójść na kompromis? Tasz mały wyjazd do onsen poczeka i zaraz po rozprawie pójdziesz do szpitala,ok?
Yuji zarumieniony wrócił do swojej ławki. W ogóle nie miał już siły i czuł że nie będzie mógł pokazać Kazuo że radzi sobie z chodzeniem. Nie rozumiał czemu nauczyciel tak się na niego uwziął. Zanim chłopak wrócił położył mu na ławce karteczkę na której napisał tylko proste 'dziękuję'.
-deser brzmi świetnie.-zgodził się z nim.-możecie korzystać z czego chcecie.-zaśmiał się zaraz. Na prawdę mu to nie przeszkadzało bo im ufał.
-lepiej żebyś ty opowiadał. W końcu to ty widziałeś to wszystko pierwszy raz.-zauważył włączając pierwsze zdjęcia z ich drogi do hotelu.
-tak tak...i na prawdę postaraj się chociaż trochę spać. Przecież cały czas będę przy tobie więc nie musisz się bać.
Yuji nie bardzo wiedział co zrobić. Nauczyciel nadal patrzył na niego wyczekująco więc wykierował wózkiem i podjechał do tablicy. Wstał i zaczął rozwiązywać zadanie ale już w połowie nie wytrzymał i opadł na kolana.
-ale na wakacje wracasz przecież. No i będziemy rozmawiać na skypie. Muszę wiedzieć jak sobie radzisz. Ze wszystkimi szczegółami.-powiedział wesoło chłopak.
Niedługo potem doszli do ich zdjęć na wierzy Eiffla gdzie Takano trochę poopowiadał żeby Tomo miał przerwę. A zaraz po tym do zdjęć z byłego mieszkania Takano. -Marc nam je udostępnił i poszedł na randkę z Theo.-wyjaśnił.
-będę cię odwiedzał. Ale nie mogę zostać na noc.-powiedział tuląc go do siebie.-jak będzie wszystko dobrze to cię wypuszczą.
-Kazuo...przecież nic się nie stało.-powiedział Yuji ale nie dokończył zadania. Wrócił na swoje miejsce i z ulgą przyjął koniec lekcji.
-na prawdę się ciesze z tego powodu. W końcu wszystko zaczyna wam się układać i w ogóle wyglądasz na szczesliwszego. I tak jakbyś miał więcej energii.-przyznał wesoło.
-niemożliwe, on cię oczyl?-powiedział zaskoczony Koyuki. Takano tylko wywrocil oczyma. Oczywiście ze uczył, w końcu mu to obiecał. Potem pojawiło się też kilka zdjęć z ich wycieczki po reszcie Francji.
-juz mi obiecałeś ze pójdziesz. Naoki...ja po prostu nie jestem w stanie sam ci pomóc...
-um...ale spokojnie.-Yuji złapał go za rękę.-przecież nic takiego się nie stało...-powiedział uśmiechając się do niego delikatnie.
-wiesz...tak jakby za wiele nie mogę zrobić.-zaśmiał się.-czuje się lepiej ale nadal jestem słaby. Nawet nic mu nie ugotuje...-dodał trochę smutny.
-no proszę braciszku.-zaśmiał się Koyuki. -było na prawdę wesoło.-zgodził się.-a tutaj juz jesteśmy na wyspie. Ale większości zdjęć wam nie pokażemy.-zaśmiał się Takano.
-wątpię że mogę. Spytam lekarzy czy nie będę mógł zostać na noc. Ale tak to ja mam prace...-westchnął. Bardzo chciałmu ppomóc.
-to nic...mogło być gorzej. Przecież nie zemdlalem.-wyjął z plecaka sok i wziął kilka łyków. -jest dobrze...ale nie wiem czemu się tak na mnie uwzial...
-na więcej chyba nie będzie mnie stać.-zaśmiał się.-a ty masz coś dla Juna? W końcu to już w piątek.
-no właśnie...nie byliśmy znaczy na wyspie może trochę...ale jak już Tomo był w szpitalu to byliśmy grzeczni.-zaprotestował.
-dobrze. Zadzwoń jak skończysz. I gdyby coś się stało.-poprosił I juz go nie zatrzymywał.
-tylko trochę...to dzięki twoim notatkom. Nudziłem się w szpitalu wiec wszystko czytałem.-zaśmiał się.-mam nadzieję Ze teraz do przerwy będę spokojne lekcje.
-na pewno się ucieszy.-powiedział wesoło.-zazdroszczę ci tego wyjazdu...-westchnął.-no i daj znać ile czekoladek dostaniesz na uczelni.-pokazał mu język.
-po prostu się starałem zeby wyjazd był miły. Ale na prawdę chciałem doświadczyć podróżowania w twoim stylu. Uda mi się jeszcze?-spytał calując go w policzek. -wow jakie fajne łóżko.-wyrwało się Kanekiemu kiedy zobaczyl ich selfi na materacu wiszacym nad woda.
Hiroki też wrócił do swojej pracy. W końcu mieli masę roboty.
-ale cieszyłem się ze są takie dobre...bo lepiej rozumiem.-powiedział lekko się rumieniac. Wyprostowal się kiedy weszła nauczycielka.
-oj daj spokój...na pewno jakaś dostaniesz. Na 100% wpadłes chociaż jednej osobie w oko.-roześmiał się.-przywieź. I zrób dużo zdjęć bo chce je później obejrzeć.
-liczę na to. Może być taka podróż nawet tylko po Japonii.-powiedział zaraz. Bo na prawdę miał na takie coś ochotę. -na prawdę było? Jej...chciałbym kiedyś spróbować. Spaliscie na nim?-Kaneki był na prawdę ciekawy.
-podjechać po ciebie? Akurat wracamy z terenu. Yasu wraca z chłopakiem którego udało nam się znaleźć...na szczęście tylko uciekał z domu.-wywrocil oczyma.
Yuji spokojnie dotrwal do przerwy obiadowej bo obeszło się bez podchodzenia do tablicy. Kiedy lekcja się skończyła klepnal Kazuo w plecy. -idziemy coś zjeść?-spytał wesoło.
-ej, ja sobie zastrzegam prawo do zobaczenia wszystkich.-zaśmiał się.-przecież kiedy nie zobacze wszystkich może mnie wiele ominąć.-zauważył kładąc się wygodniej.
-bo noce tam są chłodne.-wywrocil oczyma Takano.-ale za dnia lezelismy ile tylko chciałeś.-zauważył.-jeśli tak ci się to podoba Kaneki to mogę udostępnić wyspę Renown na trochę.-dodał zaraz.
-no dobrze...widzimy się na posterunku.-rozlaczyl się a kiedy dojechali od razu podszedł do chłopaka.-nic ci nie jest? Poczekasz na mnie jeszcze chwile? Musimy się zająć tym dzieciakiem...-wskazał na nastolatka, którego wprowadzał Yasu.
-na pewno zaskakuje...wygląda pysznie.-uśmiechnął sie.-a dla siebie coś zrobiłeś?-spytał próbując jedzenia.-pyszne jest. Mozesz mi takie robic czesciej.-pokazal mu język.
-dobra, te zdjęcia ci wybacze.-wywrocil oczyma.-ale chcę wiedzieć wszystko co się działo. Ze szczegółami.-wyszczerzyl się.
-wcale nie. Mój kochany brat ma za.miesiąc urodziny wiec to będzie mój prezent dla niego. Pojedziecie i odpoczniecie. Trochę zabawy dobrze wam zrobi.-powiedział wesoło Takano.
Yasu zamyslil się trochę. -cóż...nie jednoznaczne ale musiałyby go obarcza chociaż jako podejrzanego. Nie tylko zeznanie, chyba że bardzo silne ale też jakieś zdjęcie albo nagranie. Nie możemy kogoś zamknąć bez dowodów.
-smakuje. Jest pyszne.-powiedział jedząc ze smakiem. Zjadł szybko bo Brzeziny te wszystkie lekcje trochę zglodnial.-a dlaczego chciałeś akurat na dach?
Chłopak nie mógł powstrzymać wesołego śmiechu. -ale jak jego nie będzie to już się nie bedziesz rumienil?-spytał dalej się śmiejąc.-ech baw się dobrze Ryu. Żebyś miał co mi opowiadać.
-dlatego przyda wam się odpoczynek. Nie będę was namawiał. Tomo na początku nie był przekonany co do tego naszego wypadu na wyspę ale potem chciał zostać dłużej.
-Naoki? Co się stało?-Yasu zareagował od razu. Przeniósł chłopaka na kanapę.
-no jest miło...-zgodził się chłopak.-myślisz...ze możemy tu zostać i nie pójść na wf skoro i tak nie ćwiczymy?-spytał cicho.
-na pewno się jeszcze spotkamy zanim wyjadą. Wrócimy z Nowego Jorku w niedziele wieczorem wiec spokojnie.-zapewnił go.-cieszysz się ze miałeś tak długo tutaj swojego przyjaciela?-spytał wesoło.
-ależ my nie siedzimy na nim.-zaprotestował Koyuki robiąc im jeszcze jedno zdjęcie. -tylko na tobie.-zawtorowal mu Takano. -ale nie martw się...to wszystko dlatego ze się cieszymy. Mój drugi młodszy braciszek w końcu przestał rozrabiac i znalazł sobie kogos kto go pokochał z wszystkimi wadami.
-nie widać.-wywrocil oczyma Yasu.-cóż...jeśli dobrze widać kto to to powinno wystarczyć.-skinął głową odpowiadając na jego pytanie.
-wcale nie. Nigdy nie dałem ci się namówić.-pokazał mu język.-ale...pomyślałem ze ten jeden raz byśmy mogli...ale jeśli nie chcesz to nie.
-no rozumiem skarbie. Odwiedzimy ich jak wrócimy do domu.-zapewnił go I wszedł do lodziarni.-ale tutaj masz kolegów, prawda? I mówiłem Ci ze możesz ich zaprosić jeśli chcesz. Ja się wyniósł do hotelu na ten czas.-zaśmiał się.-a Mark wie ze się spotykamy wiec jego możesz zaprosić kiedy chcesz.
-oj masz masz...-zaśmiał się Takano. -na przykład jesteś największym burzujem z nas wszystkich. I jesteś pracocholikiem. A na dodatek w ogóle nie umiesz gotować.-zaczął wymieniać Koyuki.-o czymś zapomniałem?
-na pewno? Pojedziemy juz do domu.-powiedział przytulając go do siebie.-ja ciebie tez kocham. Bardzo.
Spojrzał na niego nie bardzo rozumiejąc po co byłaby im pielęgniarka gdyby taka sytuacja w ogóle miała miejsce.
-oj na prawdę nie byłoby aż tak źle. Dałbym sobie jakoś rade.-zapewnił go.-ale dobrze...jeśli tak właśnie zdecydowałes to nie bedę cię namawiał. Ale Marka możesz zaprosić kiedy chcesz skoro o nas wie. Miej chociaż jednego takiego przyjaciela.
-nie jest tylko moja. Jest jeszcze trójki moich przyjaciół.-zaprotestował.-no i nie będę pokazywał palcem kto, ale ja nie kazalem mojemu chłopakowi brać najdroższe danie z karty.-wytknal mu.-wiec tak, jesteś największym burzujem.
-dzięki Yasu. Będziemy czekać.-powiedział z uśmiechem Hiroki i zaprowadził Naokiego do samochodu zaraz pomagając mu usiąść.
-um...ja ciebie tez.-powoedzial z nieśmiałym uśmiechem.
-pomyśl. Przecież nawet jak przyjdzie to nie będę cały czas z wami siedział.-powiedział zatrzymując się i wychodząc z lodziarni.-Możemy tak zrobić, nie ma problemu. Ale coś się stało że nagle zmieniłeś zdanie?
-dobra dobra...ale mentalnie jednak ty jesteś większym burżujem.-Takano pokazał mu język.-Ale Kaneki to naprawia więc jest dobrze.-dodał wesoło.
-Zrobię nam coś dobrego. Ty w tym czasie będziesz mógł się położyć.-powiedział jadąc spokojnie.
-um...stan tam.-poprosił a kiedy Kazuo stał już w odpowiednim miejscu podniósł się z koca i powoli zaczął iść w stronę chłopaka.
-dobrze, mi też to pasuje.-zapewnił go wesoło i pomógł mu wejść do samochodu. Potem pojechał prosto do sklepu blisko ich mieszkania.-na jakiś lody masz ochotę?
-ale się czuje.-zauważył z lekkim uśmiechem.-i nawet nie wiesz jak się ciesze ze tak jest.-pogłaskał Tomo po włosach.-jest mi smutno tylko ze jego zdrowie znów zostało zachwiane....
-możesz nawet zasnąć. Zaniosę cie do mieszkania jeśli będzie taka potrzeba.-zapewnił go.
-ciesze się, wiesz?-uśmiechnął się i objął to ramionami.-kocham cie. Jak juz normalnie będę chodził to ja cie zaproszenie na randkę.-dodał wesoło.
-zrobię.-zapewnił go I ruszył w stronę lodówek.-może być. Jakikolwiek film marvela będzie ok.-zapewnił go wesoło.
-nie ufalem tamtym lekarzom.-przyznał szczerze.-ale dość juz o tym. Może za jakiś czas byście wpadli do nas na ognisko albo grilla.-zaproponował braciom zaraz sam zaskoczony swoją śmiałością.
-dobrze. Jak wyjdziesz z łazienki to kolacja będzie akurat gotowa.-powiedział spokojnie gotując.
Yuji był z tego powodu trochę niezadowolony bo ten jeden raz miał ochotę powagarowac. Pojechał jednak grzecznie razem z reszta do sali gimnastycznej i podjechał wózkiem do jednej ze ścian gdzie miał zamiar spędzić resztę zajęć.
Jun wyprostowal się trzymając w dłoniach dwa pudełka z lodami. Spojrzał na chłopaka łagodnie. -dlaczego miałbym się z ciebie śmiać?-spytał go trochę zaskoczony.-ja tez chciałbym spędzić z tobą całe życie. Bardzo cie kocham.
-wow...nieźle sobie poczynasz Koyuki...-powiedział szczerze zaskoczony Takano. W ogóle się tego nie spodziewał.-gratuluję wam.-dodał zaraz widząc ze jego brat jest szczęśliwy.
-pójdę ja. A zaraz po rozprawie pojedziemy do szpitala.-odpowiedział krótko. Uśmiechnął się i wrócił do jedzenia.
-obrażony.-pokazał.mu język ale zaraz roześmiał się i usiadł obok niego na materacu. Zaczął mu masować ramię.
-nic mi nie brakuje. Możemy iść.-powiedział i spokojnie zaczął prowadzić wózek do kasy. Zapłacili i już po chwili jechali windą do mieszkania.
-mhm dobrze...ale nadal masz być na wózku.-przypomniał mu jeszcze.-cóż...je za trzy osoby więc chyba też nie powinna zbytnio sobie odmawiać.-zauważył wesoło Takano.
Hiroki dołączył do niego po krótkiej chwili. Wszedł pod kołdrę i przytulił chłopaka do siebie. -dobranoc.-szepnął i ucałował go w czółko.
-spokojnie, nie musimy jak nie chcesz.-zapewnił go mierzwiąc mu włosy. Kiedy dojechali na swoje piętro wyprowadził wózek z windy i wprowadził wprost do ich mieszkania.
-na prawdę? No proszę...pilnowały cię.-zaśmiał się Takano oglądając zdjęcia.
-wcale nie muszę...ale wiesz że zawsze możesz mi się wygadać, prawda?-spytał wyciągając do niego ręce.
-a jaka różnica?-spytał nie bardzo rozumiejąc co ma jedno do drugiego.
-no to teraz możesz nadrobić.-powiedział przytulając go do siebie. Zaraz podał mu pucharek z lodami i wziął swój.-smacznego.
-to dobrze.-zaśmiał się.-ale były spokojne?-spytał zaraz.
-na prawdę powinieneś zostać w domu i spróbować spać...-westchnął Hiroki widząc zaspanego chłopaka.-Wiem że nic mi nie da namawianie ciebie..a skoro dzisiaj jest rozprawa to od jutra masz wolne.-pocałował go w policzek i wyszedł z łóżka.
-i właśnie dlatego sobie teraz idziesz narzucać...-westchnął chłopak.-i zostawiasz mnie tu samego...
Jun po filmie obrócił chłopaka przodem do do siebie i przytulił go mocno. -kocham cię, wiesz? I już nie mogę się doczekać naszego walentynkowego wyjazdu.
-no to dobrze że nie zadzwoniłeś.-zaśmiał się Takano. Później zjedli lody i jeszcze chwilę porozmawiali. Nie siedzieli jednak zbyt długo i już godzinę później byli w mieszkaniu Rena.
-nie wiem. Wszystko pewnie będzie zależało od poprawy.-powiedział bo na prawdę nie miał pojęcia. Potem zabrał się za robienie śniadania.
-oj no...-Yuji wzruszył ramionami.-nie bujam w obłokach tylko jestem trochę obrażony. Bo mogliśmy zostać na dachu a nie przychodzić tutaj żeby nic nie robić.
-i na pewno taki będzie.-powiedział całując delikatnie jego usta.-I mam nadzieję że jak już wrócimy to nie będziesz żałował. I że przywieziemy dużo zdjęć i miłych wspomnień.-dodał obejmując go w pasie.
-Dzięki. Co prawda mamy nadzieję nie zostawać zbyt długo ale wszystko zależy od Rena.-powiedział i ziewnął.
-Mam taką nadzieję.-powiedział zaraz stawiając na stole śniadanie.-Zjedz ile możesz.
-ale kto tu mówi o robieniu czegoś więcej.-wywrócił oczyma.-Ja tylko chciałem z nim tam posiedzieć i pogadać.
-przytulę.-powiedział patrząc mu w oczy.-i nie muszę wiedzieć czemu tęsknisz. Cieszy mnie fakt że tak jest.-pocałował go namiętnie a potem zmierzwił mu włosy.-ok. Pora iść spać.
Takano skinął głową a potem sam również położył się spać. I dla niego był to dość męczący dzień.
-Naoki? Odłóż prace na czas jedzenia.-poprosił go mężczyzna.-Będzie jeszcze gorzej jak będziesz się bardziej stresował. Zobaczysz...Wszystko pójdzie dobrze.
-wcale nie mogę...bardziej się wstydzę.-burknął.-w skoro coś cię wzięło to nie lepiej jakbyś został w domu?
-jasne. Ja pozmywam i pójdę po tobie.-powiedział zabierając od niego naczynia. Kiedy chłopak wyszedł z łazienki wziął szybki prysznic. Westchnął orientując się że zapomniał piżamy. Obwiązał się w pasie ręcznikiem i tak poszedł do sypialni wziąć jakieś ciuchy.
Takano obudził się godzinę później. Poszedł się czegoś napić a potem usiadł na podłodze przy kanapie. -zmarzniesz jeśli będziesz tutaj tak leżał.-szepnął żeby nikogo nie obudzić.
-będę. Przecież już ci to obiecałem.-przypomniał mu i wrócił do jedzenia.
-aż tak źle? Shuji wie?-spytał zerkając na niego.-ale pójdź przynajmniej do lekarza...
-wybacz! Na prawdę nie zrobiłem tego specjalnie!-wykrzyknął łapiąc pierwsze lepsze bokserki i koszulkę i wybiegając z sypialni. Ubrał się szybko a poszedł jeszcze na chwilę na balkon żeby zapalić i dać chłopakowi chwilę.
-no trochę.-przyznał śmiejąc się cicho. Przecież on sam został skopany.
-ok.-Hiroki skinął głową. Kiedy zjadł pozmywał i też poszedł się ubrać.
-ech...dobra nie powiem mu.-wywrócił oczyma.-Ale pojedź do lekarza i wyleż to na weekend.
-przepraszam...i za to i za tamto...-powiedział przytulając go delikatnie.-mam coś zrobić z tym zapachem? Myłem drugi raz zęby...ale to chyba za mało.-zaśmiał się.
-mój biedny...ale znalazłeś drogę potem?-spytał siadając obok i obejmując go delikatnie.-dajmy innym pospać. Może wrócimy jeszcze na chwilę do łóżka?
Hiroki znalazł się przed nim pierwszy. Tuż przed tym jak mężczyzna zaatakował. Szybko zdjął marynarkę i rzucił nią w napastnika chwilowo go zaskakując i oślepiając. Wybił mu z dłoni nóż i obezwładnił zaraz zakładając mu kajdanki. Przekazał go w ręce strażników i odwrócił się do Naokiego. -Czy został Pan ranny?-spytał spokojnie, wyprostowany. W końcu był tutaj służbowo i tylko oczy zdradzały że się zmartwił.
-inaczej powiem Shujiemu.-ostrzegł go i położył się na materacach.
Jun obudził się przed chłopakiem i budzikiem. Nie chciało mu się jednak wstawać więc tylko przytulił Ryu mocniej do siebie i zamknął oczy.
-czemu?-Takano ucałował go w policzek.-znaczy...wiem że pewnie będziesz cały dzień leżał i w ogóle...-dodał spokojnie.-Ale Yuya będzie smutny jak się obudzi a nas przy nim nie będzie.
-już...już po wszystkim.-zapewnił go Hiroki.-Już jedziemy do szpitala.-dodał.
Yuji oglądał go z błyszczącymi oczyma, myśląc o tym jak wspaniałego ma chłopaka.
-no proszę...zaczynam dzień od słodkości.-powiedział zaraz zjadając jedną czekoladkę.-mmm pyszne.-powiedział i sięgnął ręką żeby wyłączyć budzik.-ok. pora wstawać na uczelnię.
Takano pogłaskał go wtedy po włoskach. Potem ponad chłopcem złapał Tomo za rękę i uśmiechnął się do niego.
Hiroki ustalał wszystko z lekarzami i po chwili wszedł do sali z kawą w ręku. -o...obudziłeś się.-powiedział z wyraźną ulgą w głosie.-zawołam lekarza.
-najpierw muszę stanąć na nogi.-pokazał mu język.-no i...nie chcę żebyś tak nadwyrężał ramię.
-dobrze.-zgodził się z nim i pocałował go jeszcze namiętnie.-a dostanę pyszne śniadanko?-spytał również wstając z łóżka i przeciągając się mocno.
-hej maluchu.-przywitał się i przytulił ich obu do siebie.-dzisiaj będziemy uczyć wujka Rena robić śniadanie.-dodał wesoło.
-cóż...nie tak źle jak myśleliśmy. Co nie zmienia faktu że masz wyczerpany organizm i ech...nic na to nie poradzę ale będzie się musiał spotkać ze szpitalnym psychologiem. Pewnie tutaj przyjdzie jak mnie nie będzie. Lekarze uznali że musisz.
-dobrze że nie używałeś. Musisz ją oszczędzać.-powiedział siadając i przeciągając się lekko.
-mmmm...brzmi pysznie.-powiedział przystając przy szafie.-jasne. Mamy jeszcze czas do zajęć.-dodał wybierając ciuchy i część pakując do torby na wyjazd.
-no to zrobimy wujkowi listę i wujek zrobi zakupy, ok?-zaproponował wesoło Takano. Wysłał chłopca po kartkę i długopis a sam usiadł na brzegu łóżka.-na co masz ochotę na śniadanie?-spytał swojego męża.-czego powinienem nauczyć brata?
-wiem że nie wiesz...mówię ci tylko jak wygląda sytuacja. Wiem że możesz się czuć niepewnie i w ogóle...a na prawdę chcemy ci pomóc.-powiedział biorąc łyk kawy.-cóż...cały dzień, całą noc i jeszcze jeden cały dzień.-wzruszył ramionami.-nie musisz mi dziękować. Zareagowałem instynktownie.
-i właśnie dlatego niosłeś mnie na dach.-Yuji wywrócił oczyma i zaśmiał się cicho.
-zapakuj po prostu jakieś ładne i wygodne ciuchy.-powiedział dopakowując jeszcze jedną bluzkę. Potem poszedł do łazienki się wyszykować.
-hmmm...no to może na początek proste, tradycyjne japońskie śniadanie? Więc będzie miso, tamagoyaki, ryż..i może coś jeszcze. A następne potrawy pózniej.-zdecydował robiąc listę zakupów.
-jesteś w szpitalu. Nie myśl teraz ani o samochodzie ani o pracy. Straciłeś przytomność Naoki...proszę, przestań się zachowywać jakby nic ci nie było. Leż spokojnie i odpoczywaj.
-no ćwiczenia masz na rehabilitacji.-zauważył wesoło i przesiadł się na wózek kiedy reszta ich klasy zaczęła się zbierać do szatni.
Jun wyszedł z łazienki po kwadransie i od razu poszedł do kuchni. -zrobię herbatę.-zaproponował I zerknął na chłopaka.-coś się stało?-spytał zmartwiony widząc za iane w jego zachowaniu.
-kupie. Chciałbyś taka zwykła czy może jakaś specjalna-spytał głaszczac go po policzku.-mogę też dopisać składniki Renown i zrobić ci czekoladę po śniadaniu.
-nie masz się czego bać.-zapewnił go trzymając go za dłoń.-przecież nie zrobią ci tutaj nic złego i mozes z być spokojny.
-jest z w innej klasie przecież. Mamy inaczej zajęcia wiec to normalne.-wzruszył ramionami.-na pewno widział się z Kenta bo robił mu rano bento.
-cóż...zawsze mówisz żebym nie traktował cie jak dziecko wiec uznałem ze sam sobie poradzisz z doborem ciuchów.-przyznał szczerze.-ale mogę ci pomóc jeśli chcesz. Chociaż na pprawdę wystarczy jeśli weźmiesz jakieś ładne i wygodne ciuchy. Będziemy dużo chodzić I zwiedzać...I pójdziemy na jakąś romantyczna kolacje.
-no to zapisze Renowi na liście zakupów składniki.-zdecydował dopisujac wszystko co potrzebne.-i potem ci zrobię czekoladę.-ucałował go w czółko.
-oj na pewno nie będa robić więcej niż muszą. Nie bój się. Będę tutaj tak długo jak mogę ale...sam też muszę odpocząć.-westchnął I pogłaskał go po włosach.
-no bo pewnie gdzieś poszedł z Kenta.-wzrużył ramionami.-ja go widziałem jak poszedłem do toalety. A czemu pytasz?
-oj...jakoś dalbysmy rade.-zaśmiał się I wrócił do jedzenia.-kocham cie wiesz? I bardzo się ciesze ze razem jedziemy. I nie daj się dzisiaj nikomu poderwać, ok?-spytał wesoło, pół żartem.
-oczywiście ze możesz. Dam Ci tam poduszkę I koc żeby Ci bylo ciepło i wygodnie -powiedział głaszczac go po policzku.-spytam. Chciałbym moc tam być.
-zostane. I dzisiaj chyba przespie się na kanapie w swoim biurze wiec jak coś to dzwon.
-hm? O co chodzi?-spytał patrząc na niego uważnie i zauważając te lekkie rumience.-mam być zazdrosny?-dodał.-ok, idziemy.
-hm? Nie Słyszałem tych komentarzy...ale obiecuje nie dać się poderwać. Przecież wiesz ze jestem tylko twój...nie musisz być zazdrosny.-powiedział łapiąc go za rękę.-odmówić jak będą dawać mi czekoladki?-spytał wesoło.-czy zabrać nam prowiant na drogę?
-tak sądzisz? No to pójdę z nim. Ale tylko ten jeden raz. Jest dorosły, musi sobie radzic.-zaśmiał się iI wstał w końcu z łóżka żeby się ubrać.
-przyniosę. Co byś chciał? Tylko nic związanego z pracą.-zaznaczył.
-no dobrze. Wiec odmowie.-przytaknal.-ale ty tez musisz. Sam możesz tak nie uważać ale ja jestem pewny ze jakieś dziwnewczyny do ciebie podejdź z czkoladkami.-pstryknal go w nosek.
Takano skinął głową i juz po chwili wychodził z bratem na zakupy. -proszę, tutaj masz listę zakupów. Ja jestem tutaj tylko do pomocy w razie czego.
-dobrze. Przyniosę ci coś z domu. I dango tez.-przytaknal i pogłaskał go łagodnie po włosach.
-ale...przecież wyglądamy tak samo.-zauważył I wzruszył ramionami.-chciałeś z nim pogadać ze o niego pytałes?
-ok. ja posprzątam.-powiedział dopijając swoją herbatę a potem zmywając naczynia.
Takano sam dobrał produkty na czekoladę. -tego cię nie będę uczył.-pokazał mu język.-Ale skoro z tobą poszedłem to wybierzemy też coś na obiad. Na co masz ochotę?
-trochę. Nie więcej niż zwykle.-zapewnił go.
-skoro tak mówisz.-zaśmiał się zostając na wózku.-dziękuję.-uśmiechnął się do niego.
Dla Juna był do dość męczący dzień bo po każdych zajęciach musiał odmawiać zbierającej się przed jego biurkiem grupce dziewczyn. Zaraz po zajęciach pojechał do szpitala. -gratuluję...ale słuchaj lekarza, dobrze?-poprosił głaszcząc go po włosach kiedy chłopak siedział już na wózku.
-głuchy jesteś? Przecież pytałem na co masz ochotę. I przy okazji czego chcesz się nauczyć. Więc wybierz coś łatwego, ok?-zaśmiał się.-to? na gorącą czekoladę. Tomo mówił że ma ochotę.-powiedział dorzucając jeszcze bitą śmietanę. Słysząc pytanie brata wzruszył ramionami.-To zależy tylko od ciebie Ren...ale chciałbym żeby ci się udało.
Hiroki wrócił na komendę gdzie chwilę jeszcz popracował a potem zasnął na kanapie.
-no dobrze. Ale mnie nie otruj, ok?-zaśmiał się pokazując mu język.
-nie będę głuptasie. Możesz spać ile chcesz.-zaśmiał się. Zaprowadził wózek do szatni.-Ryu...?Pomóc ci?-spytał dość nieśmiało ale widział że chłopak jest wyczerpany.
-hmmm...najlepsze curry robi Tomo. Ale niestety będzie ci musiało wystarczyć moje.-wzruszył ramionami. Wymienił wszystko co będzie im potrzebne i uśmiechnął się do brata.-Szukaj składników bracie.
-cóż...to dobrze że lepiej się czujesz...poczekaj chwilę.-odsunął telefon od ucha.-Yasu możesz przejrzeć te dokumenty? Ja na chwilę wyjdę.-wstał i wyszedł z biura na dwór.-już jestem. Przyjdę. Potrzebujesz czegoś?
Yuji zaśmiał się tylko cicho. Smakowało mu to bento. Dyskretnie podsunął Kazuo jeszcze jedną przyprawę. -wtedy wychodzą smaczniejsze.-wyszeptał.
-oj...-Jun podszedł do niego od razu i posadził go na wózku.-Wszystko?-spytał podając mu torbę.
Takano pokręcił głową nie mogąc powstrzymać śmiechu. -ok głupi bracie...pora na lekcję. Nie do wiary że jestem młodszy a muszę ci pomagać w tylu sprawach. związki, seks, gotowanie...powinno być na odwrót, wiesz?-spytał podchodząc bliżej i zdejmując kilka różnych past.-będziemy studiować skład.-oznajmił.
-za dużo o tym myślisz Naoki...-powiedział trochę się jednak martwiąc.-nie, nie przywiozę ci tutaj żadnej pracy. Masz odpoczywać.
-dlaczego mielibyśmy?-spytał zaskoczony.-Przecież fajnie będzie tak razem gotować...-powiedział próbując okonomiyaki.-mmmmm dobre.
-widziałem. I na prawdę jestem z ciebie dumny.-powiedział mierzwiąc mu włoski.-Ale już nie będziesz się przemęczał, prawda?
Takano jeszcze raz wszystko przejrzał i skinął głową. -wszystko. Możemy jechać do kasy chyba że potrzebujesz czegoś poza tym co już kupiliśmy.-powiedział prowadząc wózek.
-rozumiem...ale przywiozę ci jakieś książki i będziesz się nudził mniej.-powiedział spokojnie.-Na prawdę chcę żebyś odpoczął...potrzebujesz tego Naoki.
-Oj...nadal uważam że możemy się przy tym dobrze bawić.-zaprotestował.
-postaraj się. Na prawdę nie lubię jak się aż tak przemęczasz. Wiem że już chciałbyś tak szybko wszystko...ale musisz być cierpliwy.-powiedział głaszcząc go po włosach i wyjeżdżając ze szpitala.
Takano uderzył go otwartą ręką w głowę kiedy już spakowali zakupy do samochodu. -głupi. Zawieziesz mu curry które sam zrobisz.-wycelował w niego palcem.
-słucham. A ty mógłbyś posłuchać lekarzy a nie być takim upartym. Nie wrócisz do pracy w takim stanie.-powiedział zaciskając dłoń w pięść.-Zrobimy sobie wakacje jak już wyjdziesz ze szpitala ale masz mi się sam nie wypisywać.
-ale to tylko przy nim...-zaprotestował.-przecież ty umiesz gotować więc będzie miło razem...
-wiem Ryu...wiem. ale musisz uważać bo zrobisz sobie krzywdę jak będziesz się przemeczal. Wiec słuchaj lekarza, ok?-ucałował go w policzek I poszedł schować wózek i juz po chwili siedział za kierownicą.-wziąłeś aparat? Możemy już ruszać w drogę?
-przecież curry zrobisz w domu, pod moim okiem. Zaniesiesz mu gotowe danie.-wywrocil oczyma.-wiec nie marudz. Nie będziesz mu nosil chemii.-wywrocil oczyma I zapiął pasy
-papa. Odpoczywaj.-poprosił jescze I wrócił do pracy.
-po prostu powiedz ze nie chcesz.-zasmucil się trochę.
-ok. No to ruszamy.-powiedział zapinajac pasy.-jesienią chcesz sie położyć na tylnych siedzeniach to powiedz.-poprosił jeszcze I ruszył.
-nie chcesz się mu pochwalić jeśli ci wyjdzie?-spytał biorąc cześć zakupów.
Hiroki odwiedził go wieczorem kiedy skończył prace. Zabrał mu książki I cos slodkiego. -hej Naoki...przepraszam ze się tak musisz wynudzic...ale potem zaliczymy onsen. Obiecuje.
-um...po prostu pomyślałem ze moglibyśmy tak miło spędzić czas.-powiedział I wrócił do jedzenia.
-nic nie przyjąłem. Chociaż jedna dziewczyna zrobiła ciasto czekoladowe które pysznie pachniało. Mam nadzieję że mi to jakoś wynagrodzisz.-zaśmiał się wesoło.-No i...to było strasznie męczące. Po każdych zajęciach przychodziły i przekrzykiwały siebie nawzajem...a ja za każdym razem mówiłem że przepraszam ale mam już kogoś i nie mogę tego przyjąć.-zerknął na chłopaka.-a wolałbym spędzić ten czas z tobą.
-Przy mnie musi ci wyjść.-wywrócił oczyma.-wypakuj to co będziemy używać do śniadania na blat a resztę schowaj do szafek i do lodówki.-polecił mu i uśmiechnął się do chłopca.-postaramy się być cicho.-obiecał mu i poszedł jeszcze na chwilę do sypialni po jedną rzecz.
-ech Naoki...ale nadal lecisz na lekach usypiających, prawda? Nie chcę żeby tak musiało być...na prawdę chciałbym żeby już wszystko było dobrze.-powiedział głaszcząc go po policzku.-więc proszę...
-zawiozę.-chłopak wywrócił oczyma i ruszył powoli w stronę gabinetu pielęgniarki.-bardzo cię boli?-spytał kiedy już jechali korytarzem.
-na prawdę zrobisz?-spytał szczęśliwy.-wiem że nie możemy ale to ciasto naprawi wszystko.-wyszczerzył się.-dziewczyny były smutne jak im odmawiałeś?
-jeju...nie stresuj się tak Ren...-poklepał go po ramieniu.-Mam coś dla ciebie...zanim zaczniemy.-podał mu gruby zeszyt z zakładkami zamieniony na książkę kucharską.-masz tam już kilka przepisów wpisanych. Reszte musisz dopisywać sam.
-Musisz odpocząć od pracy Naoki...I przestań w końcu bagatelizować swój stan.-westchnął.
-to dobrze.-uśmiechnął się.-Ale...pielęgniarki już nie ma. Więc ja ci to obejrzę.
-mhm rozumiem.-uśmiechnął się do niego.-Dobrze. Nie będę wchodził. Zajmę się czymś innym.
-Będzie dobrze. Na prawdę chcę ci pomóc.-zapewnił go i zaczął go instruować samemu na razie nie robiąc nic.
-radzimy sobie Naoki. Na dodatek nie ma na razie niczego poważnego.-zapewnił go.
-czemu? Przecież to nic poważnego.-wywrócił oczyma.-Gdzie polała cię tym wrzątkiem? Rozbierz się.-poprosił podjeżdżając do apteczki i trochę się rumieniąc.
-pójdziemy. Masz na coś specjalnego ochotę? Chciałbym żebyśmy oboje decydowali o tym wyjedzie.-powiedział zerkając na chłopaka.
Takano podszedł do niego bliżej i zaczął mu dawać dokładniejsze instrukcje.
-źle zrozumiałeś. Aktualnie sobie radzimy bo nic się nie dzieje. Więc proszę...odpocznij i wylecz się. Proszę.-objął go delikatnie.-praca nie jest teraz ważna.
-Kazuo...ja widziałem juz twoje plecy. To że zobaczę je zagojone niczego nie zmieni więc proszę...rozbierz się i daj mi cię opatrzyć.
-ok, możemy iść na coś takiego.-zgodził się wesoło.-możesz się przespać. Będziesz miał więcej energii później.
-zaraz wszystko będzie gotowe.-zapewnił go Takano I wrócił do instruowania brata.-ok. Teraz spróbuj czy dobre.
-rozumiem...ale jutro weekend wiec mogę zostać z tobą tutaj.-pocieszylo go.
-możesz przestać Kazuo? Widziałem już twoje plecy. I to w gorszym stanie. Teraz to tylko blizny.-wywrocil oczyma.-i co? Jak będziemy chcieli się kochać to tez nie zdejmiesą koszulki? Co to to nie. Nie zgodzę się na cośtakiego.-wycelowal w niego palcem.-wiec przestań się tak zachowywać i daj sobie pomóc.
-dobrze obudze.-obiecał mu I juz spokojnie jechał dalej. Zjechał na postój jakoś w połowie drogi i wtedy go obudził.
-skoro dobra to możesz już nakładać cztery porcje.-uśmiechnął sie do brata I przytulił Tomo.-ja tez, ja też.-zapewnił go.
-oj...ale na razie będę przy tobie...-powiedział tuląc go do siebie i dając się wyplakac.-wszytko będzie dobrze...
-oj przestań się wyglupiac Kazuo...dotknął jego policzka i ucałował go w usta.-to ze zobaczę twoje plecy niczego nie zmieni. Możesz być I to spokojny. A jak będziesz grzeczny to dostaniesz nagrodę.
-nie przejmuj się mną. Nie jestem aż tak zmęczony.-zaśmiał się.-Ale możemy chwilę odpocząć. To nam nie zaszkodzi.-zgodził się.
-oj...przecież twój stres się jeszcze nie skończył.-zaśmiał się Takano.-pora na naszą szczerą opinię.-pokazał mu język.-smacznego.-dodał na koniec i zaczął jeść.
-cóż...na malutki spacer chyba możemy iść...-zgodził się.-Ale lepiej jeśli wcześniej spytam lekarzy.
Yuji najpierw je obejrzał a potem spryskał pianką chłodzącą. -damy się jej wchłonąć.-wyjaśnił i uśmiechnął się do chłopaka.-widzisz? Nie jest tak strasznie.
-no dobrze-zaśmiał się i poszedł za nim żeby w razie czego pomóc.-gdzie chciałbyś usiąść?-spytał kiedy chłopak skończył zamawiać.
-spokojnie, czuwałem.-zaśmiał się Takano i spojrzał na brata dopiero kiedy spróbował wszystkiego.-ja się wypowiem ostatni. Najlepiej żeby na początek wypowiedział się mój krytyk japońskiego jedzonka.-powiedział puszczając oczko do Tomo.
-Jak coś znajdę to ci przyniosę. Może ci kupić sudoku?-zaproponował zaraz.
-oj nie jest...-odsunął delikatnie jego dłonie żeby go pocałować. Kiedy byli sami trochę mniej się wstydził.
-ok, może być tam.-zgodził się i ruszył w tamtą stronę.-odwiedziłeś Keia przed rehabilitacją? W końcu skończyłeś zajęcia dość wcześnie.
-Widzisz Ren, nie jest źle. Tak bałeś się że dasz za dużo przypraw że dałeś za mało.-poklepał go po ramieniu.-następnym razem wyjdzie lepiej. Bo jest ok.-powiedział i wrócił do jedzenia.
-mhm...poszukam czegoś ale wątpię żeby coś się zachowało.-obiecał mu zaraz.-Wiem Naoki..ale nie mogę cały czas tutaj z tobą siedzieć...
-no dobrze Kazuo...ale ja nie widzę w tym nic strasznego.-to przecież tylko blizny...
-rozumiem. To dobrze że już się lepiej czuje.-powiedział z uśmiechem i wziął od niego pączka.
-ok nie będzie w salonie.-zgodził się Ren. -a ja w końcu pójdę do okulisty bo mam dość okularów i jak wrócę to zajmiemy się curry.-powiedział Takano poprawiając okulary i wracać do jedzenia.
-wybacz...nie jestem zbyt gadatliwym typem.-powiedział głaszcząc go po policzku.
-wiem Kazu...wiem.-chłopak jeszcze raz zerknął na jego plecy kiedy pianka się wchłonęła.-ok, wygląda to dobrze. Skóra nie ucierpiała ani nic więc możesz już nie ubrac.
-bardzo dobrze. Ja też się cieszę że nie pojechali.-powiedział z uśmiechem.-więc nie musimy się już martwić. Odpocznie i dopiero wtedy wrócą do japonii.-dodał i wziął łyk herbaty.
-cóż...możesz ze mną iść ale wizyta i okulisty trochę zajmie.-powiedział spokojnie.-No i skoro kolega ma to ty też musisz mieć?-spytał unosząc lekko brew.
-to dobrze.-uśmiechnął się całując go delikatnie.-Przepraszam że nie jestem ideałem. Przychodzę i za wiele nie mówię...ale na prawdę bardzo chciałbym ci pomóc...
Yuji zerknął na zegarek i wzruszył ramionami. -zajęcia i tak zaraz się kończą.
-ok. I na pewno zawieziesz mnie gdzie będę chciał?-spytał wesoło.-hmmmm...no to chyba powinienem się zastanawiać gdzie chce pojechać.-zamyslil się na chwilę.
-mhmmm...no zobaczymy.-Takano zmierzwil mu włosy i wstał od stołu. Poszedł sprawdzić jak tam Tomo z kroplowka.
-ale nie bój się...-Hiroki złapał go łagodnie za rękę.-one przecież nic złego ci nie zrobią.-uśmiechnął sie do niego.-załatwiłem juz sobie wolne jak wyjdziesz ze szpitala...wiec pojedziemy do onsen na randkę i w końcu się wyluzujemy.
-ok. Wpadnę.-chłopak uśmiechnął sie słodko.-na pewno wpadnę.-dodał przytulając się trochę do niego.
-cóż...tego nie mogę obiecać. Nic nie mogę poradzić na to że się martwię.-powiedział zaraz biorąc łyk herbaty.-ale postaram się mniej.-zapewnił go zaraz.
-wiem Tomo...wiem...-Takano przytulił go do siebie. Nie lubił wracać do tego tematu bo wiedział że jest on ciężki dla chłopaka.-Ale już dobrze. To tylko lekarstwa. Nic strasznego.
-oczywiście że będę. Znalazłem takie fajne onsen niedaleko. Będziemy się mogli tam zatrzymać na noc i co tylko będziesz chciał.-zapewnił go.
-ok. Już nie mogę się doczekać. To będzie chyba pierwszy raz jak będę jadł twoje curry.
-wiem. Ufam ci.-zapewnił go z uśmiechem.-będzie tulenie i co tylko chcesz.-dodał ściskając jego dłoń i dopijając herbatę.-Możemy już się zbierać.
-Nie ma w tym nic złego że się boisz. Wiem przecież czemu tak jest.-dodał i też go ucałował.-Potrzebujesz czegoś ze sklepu?
-ja ciebie też kocham. I chce tego samego.-zapewnił go i pogłaskał go po policzku.-więc wytrzymaj jeszcze trochę w szpitalu, ok?
Yuji pokręcił przecząco głową. -na pewno jest pyszne więc się nie przejmuj.-zerknął na zegarek i odsunął się od chłopaka.-Zajęcia zaraz się skończą więc chodźmy zabrać swoje rzeczy.
-na pewno, na pewno.-zapewnił go i wstał.-nie jestem zmęczony i nie zostało nam aż tak dużo drogi. Nie martw się.-dodał i zaczął spokojnie prowadzić wózek w stronę samochodu.
-ok. Postaram się wrócić jak najszybciej.-zapewnił go i ucałował w policzek.-a jak Ren cię będzie męczył to od razu dzwoń.-dodał śmiejąc się cicho.
-dasz radę. No i dzisiaj z tobą zostanę więc na pewno dasz.
-um Kazu? A...mogę przyjść? Znaczy...sensei nie ma nic przeciwko?-spytał bo nagle sobie o tym przypomniał.
-dobrze, dobrze. Odpoczne I potulie mojego ukochanego chłopaka.-uśmiechnął sie do niego I powoli ruszył dalej w drogę.-wiesz...cieszę się że przez ten rok nie miałem żadnych napadów chłodu od balsamowania. Było mi ciężko kiedy musiałem pracować a ty byłeś daleko.-przyznał szczerze.-ale teraz jesteś blisko mnie i jesteśmy szczęśliwi.
-jasne. Przespij się a jak się obudzi są będzie na ciebie czekać gorąca czekolada.-ucałował go I wstał. Zaraz szybko się ubrał i wyszedł do okulisty.
-jasne.-Hiroki zdjął buty i położył sje obok niego. Zaraz objął go delikatnie.
-ok. Wiec nie ma problemu.-wyszczerzyl się I zabrał swoje rzeczy.-wiec widzimy się wieczorem.
-ja tez się bardzo cieszę.-zapewnił go jadąc spokojnie.-i wierzę że jak wrócimy do Japonii juz wszystko będzie dobrze. I spędzimy miło nasza rocznicę...oglądając gwiazdy...
-cóż...ciężko było mu odmówić.-zaśmiał się I podał mu czekoladę.-cóż...trochę gorzej. Ale tylko trochę. Kupiłem soczewki ale jeszcze jakiś czas mam ich nie nosić bo mam wysuszone oczy.-poprawił okulary.-tylko tyle powiedział. Jest dobrze.
-ja tez to lubię.-przyznał szczerze I pogłaskał go po włosach.-czuje się spokojniejszy przy tobie.
-ok. Zadzwonię do ciebie jak juz będę. Bo chyba nie dam rady z wózkiem po schodach.-uśmiechnął sie.
-widzę, widzę.-zaśmiał się wesoło.-ale muszę się skupić na drodze więc jutro wszystko zobaczę za dnia.-dodał wesoło bo przecież teraz musiał ich bezpiecznie dowieźć do hotelu.
-oj spokojnie...będę je nosił pewnie przez jakiś miesiąc ja nie dłużej. A przynajmniej tak polecił mi lekarz.-wzruszył ramionami.-więc na pewno zdążysz wyzdrowieć.-powiedział całując go w policzek.
Hiroki cieszył się że chłopak przysnął. Leżał więc obok niego nie chcąc go budzić.
Chłopak nawet nie zdążył zaprotestować i powiedzieć że dałby radę wejść. -ech...już i tak dużo nadwyrężałeś dzisiaj ramię...-powiedział kiedy Kazuo w końcu wrócił.
-jeśli będziesz chciał to przed snem możemy iść na spacer. I tak planowałem wyjść żebyśmy coś zjedli.-powiedział patrząc na światła i tylko zerkajac na chłopaka.
-dobrze nie będę.-zapewnił go I pogłaskał go po policzku.-szkła kontaktowe są jednak wygodniejsze.-westchnął znów poprawiając sobie okulary. Zdarzył się odzwyczaic.
-ok. Już nie mogę się doczekać.-powiedział wesoło i zaparkował z ulgą kiedy dojechali do hotelu.-jesteśmy na miejscu.-poinformował chłopaka i przeciągnął się lekko.
-wiem, wiem. Ale ja muszę je nosić cały czas.-zauważył wesoło.-inaczej nie będę widział ani ciebie ani niczego innego.
-możemy pójść.-zgodził się od razu wychodząc z łóżka chłopaka i rozciągając zastałe mięśnie.
-ale...mój brat to jedno a sensei?-spytał trochę zmartwiony.
-nie zmęczony tylko ścierpnięty. To różnica.-zaśmiał się cicho i wziął ich torby. Najpierw podszedł do recepcji żeby się zameldować a potem prosto do windy.
-mhm...w takim razie się cieszę. Byłoby nie fajnie jakbym ci się nie podobał w okularach.-zaśmiał się i przytulił go do siebie.-dla ciebie zawsze będę robił pyszne czekolady.
-jak nie masz siły to mogę cię tak nieść.-zapewnił go zaraz oceniając kondycję chłopaka.
-nie pytałeś? Kazuo tak nie można...-jęknął chłopak.-um...smacznego.-przytaknął i wziął się za jedzenie.-mmm pyszne...
-oj no...obiecuje ze Odpoczne I dam ci spokojnie robić deser.-obiecał jeszcze raz i kiedy winda zatrzymałq się na ich piętrze wyprowadził wózek.-dużo ludzi, co?-powiedział idąc dalej w w stronę ich pokoju.
-dobrze. Ale dzisiaj już chciałem zostać z tobą...zwłaszcza ze po obiedzie Ren wychodzi do Kanekiego. Ma mu zanieść trochę curry.-wyjasnil cały czas głaszczac go po włosach.
-a jednak jesteś jeszcze bardzo słaby uparciuchu.-westchnął przystajac i obracając się do niego tyłem.lekko przykucnal.-wskakuj.
-mhm no dobrze...skoro tak to już nic nie mowie.-odparł z lekkim uśmiechem i wrócił do jedzenie.-jest na prawdę pyszne.
-ale daliśmy radę.-powiedział i otworzył pokój.-ok, nasze lokum na ten weekend.-powiedział wchodząc z chłopakiem do środka.
-nic nie szkodzi, rozumiem. Ufam Renowi i wiem że niedługo wrócisz do zdrowia.-pogłaskał go po policzku.-wszystko będzie dobrze...wiem jak nie lubisz był kuty...
-nie ma za co.-zapewnił go i ruszył w stronę kawiarni.-jesteś leciutki.-zaśmiał się.
-um...wyszło ci na prawdę pyszne. Shuji lubi ostre więc takie zawsze robię...te jest trochę bardziej łagodne ale dobre.
-nie aż tak...po prostu chciałem żeby było nam wygodnie. No i żeby była kuchnia i w ogóle...więc tylko to wchodziło w grę.-wzruszył ramionami.-ok, odpoczywam. Więc wezmę sobie prysznic bo jestem cały spocony po drodze.-zdecydował.
-wiem że nie chcesz. Trochę cierpliwości.-uśmiechnął się do niego lekko.-mhm...cieszę się że znalazł sobie kogoś takiego. I rozumiem że się martwi i właśnie dlatego pójdzie do niego ze zrobionym curry.-dodał wesoło.-ale...na prawdę nigdy się nie spodziewałem ze mój brat okaże się gejem...
-nawet jak byłbyś cięższy to dałbym radę.-zapewnił go wchodząc do windy.
-miał.-poprawił go Yuji.-teraz musi bo się uczy. Robił obiad pod moim okiem i Kenta przyszedł skoro ja miałem iść do ciebie. Spróbowałem tylko trochę.
-mhm, dobrze.-oddał pocałunek i wyjął z torby ciuchy na zmianę po czym poszedł do łazienki. Wziął szybki prysznic i kiedy już wyszedł ubrany położył się na kanapie.
-wiem wiem...Ale na razie jest z Kanekim więc...no wiesz.-zaśmiał się.-Nie jest źle. Najważniejsze że jest szczęśliwy...to czy jestem z tym sam czy nie, nie bardzo ma dla mnie znaczenie ale dla niego chyba tak. Miał się kogo pytać o rady i w ogóle.
-nie aż tak silnym.-uśmiechnął się lekko cały czas go lekko trzymając.-ale z tobą sobie poradzę.
-wiem. Dziękuję.-uśmiechnął się i skończył jeść.-Cieszę się że Shujiemu idzie coraz lepiej gotowanie.
-mogę ci je nawet teraz rozmasować.-zapewnił go.-i...może jednak jeszcze trochę odpoczniemy, co? Troszeczkę.-obiecał mu tuląc go do siebie.-najpierw dzień na uczelni, potem podróż...a są walentynki i chciałbym poprzytulać się z moim chłopakiem.
-no wiem.-zaśmiał się i ucałował go w czółko. Zaraz zerknął na zegarek.-ech...tak długo mi zeszło u tego okulisty że zaraz trzeba zacząć robić obiad...
-pamiętam.-wywrócił oczyma. Zamówił im dwie kawy i po kawałku ciasta po czym usiadł na przeciwko.-musimy chwilę zaczekać.
Jun oddał pocałunek i zaraz przytulił go do siebie. Po prostu cieszył się bliskością chłopaka i tym że mogą się swobodnie przytulać. -nie masz żadnych projektów do zrobienia na zajęcia?
-oj...ale ty to miałeś odpoczywać.-wywrócił oczyma chociaż wiedział że chłopak spał jak on sam przyszedł.-ok...więc połowa roboty za nami.
-aż tyle nie będziemy musieli.-zapewnił go z uśmiechem i złapał za dłoń.
Yuji trochę się spiął i zasłonił zarumienioną twarz dłońmi. -Kazu...przecież sensei jest...
-wiem.-powiedział wesoło.-ale to będą nasze pamiątkowe zdjęcia.-powiedział ciesząc się z tego powodu.-i pamiętaj że na kilku musimy być razem...chcę jakieś powiesić na ścianie.
-wiem, dziękuję.-powiedział przytrzymując jego dłoń przy swoim policzku.-no i że pomogłeś Renowi. Jak sobie radził?
-ja? Nic konkretnego.-wzruszył ramionami bo od lat się nad tym nie zastanawiał.-cokolwiek mi dasz będzie ok. Serio.
-To nie jest nic Kazu...-wymamrotał.-może i nie...ale się zachowujesz jakbyś chciał...
Jun uśmiechnął się po pocałunku i spojrzał chłopakowi w oczy. -ja też to bardzo lubię.-przytaknął.-Jest na prawdę miło i spokojnie. Czuję się szczęśliwy.-powiedział przytulając go do siebie.
-to dobrze.-powiedział i przeciągnął się lekko.-ok, więc ty sobie odpoczywaj jeszcze a ja już pójdę zrobić z Renem obiad.
-ok.-zgodził się szczęśliwy.-W takim razie postaram się wrócić wcześniej z pracy tego dnia.
-ale jak mnie podniecisz to będziesz musiał...a ja nie chce.-wymamrotał.-nie chcę kiedy sensei jest w mieszkaniu...przepraszam...
-nawet tak nie mów...już zawsze chciałbym być z tobą.-powiedział opierając czoło o jego ramię.-cóż...jak jesteśmy sami to możemy się tulić do woli.
-i nie stresuj się.-Takano poklepał brata po ramieniu.-zjedzcie razem. Próbowaliśmy i wyszło pyszne więc na pewno będzie mu smakowało.
-mhm...w takim razie chyba nawet nie mogę się tego doczekać.-powiedział biorąc łyk kawy.-bo to będą moje pierwsze obchodzone urodziny od paru lat.
-um, ok...-chłopak skinął głową patrząc jak Kazuo idzie w stronę szafy.-przepraszam...um...to nie tak że ja bym nie chciał, wiesz? Chciałbym ale...ale jak będziemy sami.-czuł potrzebę powiedzenia tego.
-pomogę.-zgodził się ochoczo.-Kładź się wygodnie a ja cię pomasuje.-zapewnił go.-skoro to lubisz. Ja też to lubię ale to chyba dziwnie brzmi.
-musisz tylko je podgrzać. Powodzenia.-pożegnał brata i kiedy wrócił do salonu uśmiechnął się do Tomo.-jasne. Właśnie miałem nam nakładać.
-serio. Siedziałem w pracy i Yasu przynosił tort.-wzruszył ramionami.-ale z tobą mogę świętować.
-um...-chłopak przyjął od niego ręcznik i za pewne za dużą na niego piżamę i zanim usiadł na wózek przytulił się do chłopaka.-ok...skoro tak mówisz to ci wierzę.-uśmiechnął się do niego.
-to nie jest mój fetysz.-zaprotestowal i zaśmiał się wesoło.-po prostu lubię ci pomagać. Więc już się kładz.-poczekal aż chłopak się wygodnie ułoży i zaczął mu masować nogi.
-hmmm...możemy pójść. Ale najpierw spytaj Rena, ok?-postawił przed nim porcje curry i zawołał jeszcze Yuye na obiad.
-mmmm...wiesz co? Pierwszy raz od dawna nie mogę się doczekać moich urodzin.-zaśmiał się.
-ja ciebie tez.-zapewnił go chłopak chociaż nadal czuł się trochę winny. Pojechał do łazienki. Umył się dokładnie a potem wszedł do wanny trochę się rozluzniajac.
-to nie jest mój fetysz.-zaprotestowal i zaśmiał się wesoło.-po prostu lubię ci pomagać. Więc już się kładz.-poczekal aż chłopak się wygodnie ułoży i zaczął mu masować nogi.
-hmmm...możemy pójść. Ale najpierw spytaj Rena, ok?-postawił przed nim porcje curry i zawołał jeszcze Yuye na obiad.
-mmmm...wiesz co? Pierwszy raz od dawna nie mogę się doczekać moich urodzin.-zaśmiał się.
-ja ciebie tez.-zapewnił go chłopak chociaż nadal czuł się trochę winny. Pojechał do łazienki. Umył się dokładnie a potem wszedł do wanny trochę się rozluzniajac.
-mhm...rozumiem.-pokiwał spokojnie głową i wrócił do masowania mu nóg.-pośladki...i brzuch.-odparł po dłuższej chwili milczenia i było widać że lekko się rumieni. To nie był dla niego swobodny temat do rozmowy.
Chłopiec skinął ochoczo głowa i wrócił do jedzenia. Takano w tym czasie zerknął na telefon. -Ren pisze że dzisiaj nie wróci.
-ale zanim to...to ja przygotuję nasz wyjazd do onsen.
-nie, nie...nic mi nie jest. Nic mnie nawet nie boli...-wymamrotał całkowicie czerwony na twarzy.-widzisz? Nie ma nawet siniaka...
Jun spojrzał na niego. -nie musisz...właśnie mówiłem o twoim brzuchu...-mruknął zaraz odwracając wzrok.-jeszcze w naszym mieszkaniu w japonii zasnąłeś na kanapie i koszulka cię się podwinęła do góry i...-nie skończył spinając się kiedy chłopak ucałował go za uchem.-uszy tak?-spytał trochę zaskoczony i poruszył nimi chwaląc się swoim małym talentem.
-chętnie ale wątpię żeby Ren coś tutaj miał...-powiedział Takano zbierając naczynia.
Hiroki odpowiedział mu uśmiechem i wrócił do kawy i ciasta. -całkiem dobre.-skomentował.
-na pewno...-wymamrotał zakrywając się ręcznikiem.-nic mi nie jest. Po prostu...w domu jeszcze pomaga mi Shuji bo nogi nadal wydają mi się być strasznie ciężkie. Teraz już sam sobie poradzę.
-hmm...nie spodziewalbym się czegoś takiego jak uszy...-przyznał. Glaszczac go po policzku.-skoro już lepiej to możemy się powoli szykować do wyjścia.-powiedział. Uśmiechając się do niego.
-a potem poszukamy czy Ren ma jakieś gry.-dodał Takano i po tym jak pozmywal podlaczyl laptopa do tewizora i włączył zdjęcia. Zaczęło się od ich selfie w nowym Jorku.
-mhm...-Hiroki przytaknal bo akurat miał pełna buzię.
-byłem pewny że sobie poradzę...no i po tym jak mnie zaciągnąles do łóżka to nie chciałem żebyś mnie widział nago.-przyznał szczerze a kiedy byli już w pokoju chłopaka wstać i przeszedł na łóżko. Piżama była na niego dużo za duża i musiał podtrzymywać spodnie żeby mu nie spadły.
-i nie musisz. Chyba powinienem się cieszyć że tak jest.-zaśmiał się i również przyszykował się do wyjścia.-jasne. Niedaleko jest park więc tam się przejdziemy a potem zjemy w hotelowej restauracji bo słyszałem że jest bardzo dobra.
-kiedyś pojedziemy wszyscy razem.-obiecał mu i zmierzwił mu włosy. Dalej przewinęło się kilka zdjęć z ich spotkania z Markiem i Theo.
-postaram się.-obiecał mu i dopił kawę.-Na dzisiaj ubłagałem to zostanie na noc i lekarze powiedzieli że odzyskujesz siły więc wytrzymaj jeszcze trochę...i nigdy więcej nie doprowadzaj się do takiego stanu.
-to może jutro, co? Dzisiaj wolałbym ten lekki spacer, obiadokolację i miło spędzony czas w pokoju. Może jakiś film?-zaproponował kierując wózek do windy.
Takano przerzucił zdjęcia dalej aż dotarł do łóżka o którym mówił Tomo. Zatrzymał się na chwilę.
-wiem po prostu...martwię się.-powiedział łapiąc go za dłoń.
-jasne że możesz.-uśmiechnął się i kiedy w końcu leżał w łóżku poprawił piżamę.-mou...następnym razem powiedz mi że chcesz żebym został to wezmę swoje ciuchy...te są za duże...
-pamiętam, pamiętam. Jutro na pewno go zobaczysz.-zapewnił go. W windzie stanął blisko niego i złapał go za rękę. Już po chili byli na samym dole i wychodzili z hotelu.
-podoba ci się?-Spytał Takano widząc jego reakcję.-Tam też się kiedyś wszyscy razem wybierzemy.
-mhm, dobrze.-Hiroki uśmiechnął się lekko i usiadł wygodniej.
-um, no wiem...-powiedział bo przecież Kazuo już mu o tym mówił. Przytulił się do niego.-ty nie idziesz się umyć?-spytał po chwili.
-możemy zajść.-zgodził się na taki pomysł.-ale to też jutro. Dzisiaj po prostu cieszmy się nocnym miastem.-zaproponował prowadzać wózek przez oświetlone ulice ze spacerującymi parami.
-zobaczysz. Kiedyś na pewno się wybierzemy.-obiecał i pokazał następne zdjęcia
-odebrałem. Jest zaparkowane pod komisariatem.-powiedział ściskając jego dłoń.
-mhm...rozumiem.-powiedział z uśmiechem. Pocałował go i wtulił się w niego mocniej.
Jun odjechał na bok i na chwilę zatrzymał wózek. -to mów od razu...jak chcesz żebym stanął?-spytał wesoło. Lubił mu pozować.
-Prosze.-Takano podał mu torebkę z pamiątkami z miejsc które odwiedzili.
-jasne że może.-zapewnił go.-tym akurat nie musisz się martwić.
-um...dobranoc.-odpowiedział mu Yuji i zamknął oczy od razu zasypiając. W środku nocy obrócił się na drugi bok, teraz leżąc tyłem do chłopaka ale nadal będąc w jego ramionach.
-ok, obejrzymy je potem razem. Też chcę zobaczyć jak wyszedłem.-powiedział znów prowadząc wózek.-jak będziesz chciał mi zrobić zjęcie to mów. Zatrzymamy się.-dodał wesoło.
-kiedyś zabierzemy go ze sobą.-powiedział Takano przytulajac do siebie chłopaka.
-serio? Ale dobrze sie czuję.-wzruszył ramionami.-ale skoro tak uważasz to koniecznie musimy pojechać do onsen i się wyluzować.
Yuji obudził się pierwszy bo było mu już trochę ciasno. -im Kazu...? Boli...nie ściskaj mnie tak mocno...-wyszeptał.
-ok.jun podszedł do wskazanego przez chłopaka miejsca i na chwilę przejął jego aparat. Zrobił im zdjęcia i wstał oddając własność Ryu w jego ręce.-a wiesz...nadal czekam na te obiecane akty.-zaśmiał się.
-chcesz kocyk?-spytał sięgając po niego i nawet nie czekając na odpowiedź. Opatulił chłopaka a potem nadal tulił go do siebie.
-jasne. Już mam wszystko zaplanowane. Tylko czekać aż wyjdziesz ze szpitala.
-j...nie musisz puszczać. Tylko poluzuj.-powedział odwracając się do niego przodem i całując go na dzieńdobry.
-spokojnie. Mówię że cały czas o nich pamiętam. Jeśli będziesz chciał i będziesz się czuł na siłach to zawsze mogę ci pozować. Chcę ci pomóc w ćwiczeniu umiejętności.-wyjaśnił spokojnie prowadząc wózek dalej.
-po prostu nie chcę żebyś marznął.-wyjaśnił siadając wzdłuż kanapy i sadzajać chłopaka przed sobą między swoimi nogami. Przytulił go do siebie mocno.-tak jest wygodniej. Jak Yuya wróci może włączymy jakiś film?
-Wiesz nie było dużo do planowania...-zauważył wzruszając ramionami.-ale zarezerwowałem nam pokój i...jednak chciałbym żebyśmy mieli trochę prywatności więc ma on własne wanny. Nie jest do domek i wanny są dość małe ale będziemy sami.-wyjaśnił.
-ale jeszcze nie chcę wstawać.-powiedział przeciągajac się lekko.-tak miło mi się leży...aż nie mogę się doczekać wspólnego mieszkania.
-czemu? Ja właśnie chcę ci pomagać.-zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.-ale dobrze...Jeśli ty tego nie chcesz i od razu chciałbyś zrobić to porządnie, to rozumiem.
-nie wiem...możemy dać Yuyi zadecydować.-wzruszył ramionami.-oj nie będzie...jeśli zaśniesz to potem zaniosę cię do łóżka.
-będzie. O to się nie martw. Po prostu się wyluzujemy...taki jest cel wyjazdu.
-wcale nie...wtedy będę wstawał.-zaprotestował nadymając policzki.-ale wiesz...chciałbym żebyśmy złączyli łóżka żeby było nam wygodniej...i wtedy najbardziej lubiłbym weekendy kiedy możemy sobie dłużej poleżeć i się poprzytulać...-zarumienił się lekko.
-dobrze. Skoro tak uważasz to poczekać aż uznasz że masz odpowiednie umiejętności.-powiedział idąc w stronę fontanny.-tu też chcesz mi zrobić zdjęcia? Zrobimy jedno razem?
-ja też.-ucałował go w policzek a kiedy Yuya do nich wrócił spytał go jaki film chciałby obejrzeć.
-cieszę się. I już nie mogę się tego doczekać. [może skip?]
-um no wiem...ale miło mi się tak leży.-powiedział całując go jeszcze raz.
Jun ucałował go do jednego zdjęcia a potem oddał mu aparat. -powoli robi się zimno więc będziemy wracać, co?-zaproponował.
Takano szybko włączył film i wrócił na swoje miejsce. Cały film tulił do siebie twojego męża.
-mamy trochę ruchome przerwy.-Yasu zdecydował się bronić przyjaciela ale z ulgą przyjął kawę. -czemu nie zadzwoniłeś? Przyjechałbym po ciebie...-Hiroki objął chłopaka. Cieszył się że ten już wyszedł ze szpitala.
-um...no dobrze.-Yuji odsunął się od niego dość niechętnie i wstał z łóżka podtrzymując spodnie. Miał wrażenie że spadną mu jak tylko je puści.
-ja też...może to właśnie to powiesimy?-spytał prowadząc wózek w stronę hotelu.-podoba mi się twój uśmiech...-przyznał szczerze.
-dobrze. Ale uważaj.-poprosił go jeszcze Takano.-było fajnie ale dobrze już być w domu, prawda? Mark dzwonił i się pytał czy wróciliśmy szczęśliwie. Jak już będziesz się lepiej czuł to chcieliby nas odwiedzić.
-nie marudź Tsukasa.-wywrócił oczyma Hiroki popijając swoją kawę.-I w weekend mnie nie ma więc zostajecie sami z tą górą papierów.-przypomniał mu.
-no właśnie dlatego się stanie...wtedy to już w ogóle nie pójdziemy na zajęcia.-zaśmiał się i opadł na wózek.
-wiem. I nawet nie wiesz jak się cieszę że tak jest.-powiedział mierzwiąc mu włosy.-no no...słodki obiad?-zaśmiał sie wesoło i przyspieszył trochę kroku.
-chciałbym ich wtedy zabrać do onsen i pokazac kawałek japonii. Moze wybralibyśmy się na małą wycieczkę?-zaproponował.-wiem wiem...nic na ten temat nie mówię.-ucałował go w policzek.-tylko tyle żebyś się nie przemęczał.
-przecież nie ja je tutaj donoszę a skoro nie mamy żadnych spraw naszym zadaniem jest je posegregować.-wzruszył ramionami. Wiedział że Tsukasa woli pracę w terenie.-dobrze.-Hiroki skrzywił się słysząc gwizd współpracowników kiedy chłopak go ucałował.-uważaj na siebie.
Yuji posłał mu przepraszający uśmiech a kiedy wyszedł z łazienki był już wyszykowany.
-mhm...dobrze.-kiedy dotarli do hotelu najpierw zanieśli kurtki do pokoju a potem zjechali do restauracji. Jun zapatrzył się w menu.
-to będzie ich pierwszy raz w Japonii...i chcę się odwdzięczyć Markowi za pokazanie mi Paryża.-wyjaśnił jeszcze.-jeśli jesteś zmęczony to śpij. Mną się nie przejmuj.
Hiroki skończył pracę dość wcześnie i uśmiechnął się do chłopaka podając mu kluczyki do jego samochodu.
-za jaką karę.-Yuji wywrócił oczyma ale przygotował ładnie śniadanie i odłożył trochę dla nauczyciela.
-Ze mną ale wiesz...nie zrobiłem nic wielkiego.-zauważył z uśmiechem i zabrał się za swoją porcję.-wiec...potem jakiś film?
-mmmm...wygląda pysznie.-Takano zatarł ręce i usiadł prosto.
-jutro jedziemy do onsen.-zauważył nie wsiadajac jeszcze.-tyle czasu w szpitalu i już zapomniałeś jaki mamy dzień?-spytał wesoło.-pojadę swoim żebyśmy mieli czym jutro jechać.-uśmiechnął się do chłopaka.
-um...cieszę się że ci smakuje.-uśmiechnął się.-odłożyłem trochę dla nauczyciela...[któremu przydałoby się imię XD]-dodał biorąc się za jedzenie.
-ech...i tak nie brałem laptopa więc zobaczymy co leci w telewizji.-zdecydował nie mając lepszego pomysłu.
Chłopiec się zasmucił bo zrobił tylko tyle i więcej nie miał składników. -ale następnym razem zrobię więcej.-obiecał cicho.
-moglibyśmy ale ja chcę prowadzić a swojego mi nie dasz.-zaśmiał się i zamknął drzwi. Sam nie jechał szybko. Był zmęczony pracą więc włączył swoją ulubioną płytę i spokojnie dojechał do domu.-nie za szybko Pan jechał?-spytał żartem Naokiego kiedy już zaparkował i wyszedł z samochodu.
-czemu mam wrażenie że cały czas się ze mnie nabijasz jak tak mówisz?-spytał zjadając szybko.
-oj...ale przeciez wybiorę z tego co leci w telewizji.-zaśmiał się.-mhm...każdy czasem lubi.-zauważył kończąc swojego naleśnika.
-nie zapomnę.-zapewnił chłopiec a Takano uśmiechnął się widząc ten obrazek.
-no w ogóle...i jak tu cię przywołać do porządku?-powiedział nadal trochę żartując. Pomyślał że warto by dodać jeszcze jeden punkt do ich jutrzejszej wycieczki.
-nie lubię tego. Jak się ze mnie nabijasz.-mruknął chłopak i pojechał ubrać buty.
-idealny.-zgodził się z nim i zapłacił za posiłek. Wstał i zajął się prowadzeniem wózka do ich pokoju.
Takano przeczytał chłopcu bajkę a kiedy sam się umył również położył się spać.
-na pewno posmakuje.-powiedział również wchodząc do mieszkania.-a jak będzie gotować to wezmę prysznic.-zdecydował całując chłopaka w policzek i idąc do łazienki.
-nie obrażam. się.-powiedział i kiedy zszedł na dół usiadł na wózek.-po prostu...chcę sobie sam poradzić skoro już mogę. I nie chcę nadwyrężać twojego ramienia.
-gotowy.-zaśmiał się i otworzył pokój. Wprowadził wózek do środka i od razu poszedł szukać jakiegoś filmu.-ech...same komedie romantyczne...jakoś musimy to przeżyć.-powiedział zostawiając jedna która dopiero się zaczynała.
Kiedy mieli wyjść na festyn Takano odkrył jeszcze Tomów kocem. -wiem że jeszcze nie jest aż tak zimno...ale Ren mówił żebyś był ciepło ubrany...
Hiroki wziął długi i gorący prysznic. Wyszedł w luźnych bokserkach i z ręcznikiem na ramionach. Tak ubrany poszedł położyć się na kanapie.
-um...ale może już niedługo przeniosę się na kule...
-mi też. A skoro jest przerwa to przyniosę nam coś do picia. Została jeszcze cola z drogi.-zauważył i na chwilę poszedł do kuchni. Wrócił z dwoma szklankami napoju które postawił na stoliku i usiadł na kanapie biorąc chłopaka znów na swoje kolana.
-dobrze...przepraszam.-powiedział chłopiec. Po prostu bardzo się cieszył na ten festyn.
-wolisz żebym się ubrał?-spytał widząc jego minę. Usiadł prosto i zerknął na przyniesione jedzenie.-mmm wygląda pysznie.
Yuji również się zatrzymał i zerknął na niego. -a jak ja chciałem to ty nie...co mamy pierwsze?
-nie musimy oglądać tego filmu do końca.-zapewnił go.-Skoro przysypiasz to idź się umyj.-dodał całując go w czółko.-Ja pójdę zaraz po tobie.
Za którymś razem Takano złapał go za ramię. -Yuya nie biegaj tak...rozumiem że chcesz wszystko zobaczyć ale to nie jest Yukan że spokojnie trafisz do domu. Nie chcę żebyś se zgubił a nie mam oczu dookoła głowy więc proszę...wróć do Tomo na kolana, ok?
-jest super.-zapewnił go jeszcze raz i wrócił do jedzenia. Był na prawdę głodny więc szybko zjadł swoją porcję.
-nie wydajesz się zadowolony z tego powodu.-zaśmiał się chłopak.
-dlaczego miałbym się złościć? Mamy cały weekend dla siebie.-zaśmiał się i go puścił. Sam położył się na kanapie czekając na zwolnienie się łazienki.
-wiem i rozumiem Yuya...na prawdę. I postaramy się zobaczyć jak najwięcej rzeczy się da. Ale bez gubienia się.-powiedział Takano na prawdę się martwiąc.
-nie, nie. Wystarczy mi.-odpowiedział biorąc kilka łyków wody.-zostawię to sobie na jutrzejsze śniadanie.
-bez przesady.-zaśmiał się chłopak.-One tylko zmuszają cię do chodzenia na zajęcia.
-dobrze. Wezmę szybki prysznic.-zapewnił go i zanim poszedł do łazienki wyjął z torby piżamę. Odprężył się pod prysznicem ale tak jak obiecał wyszedł dość szybko i już po chwili szedł do sypialni gasząc po drodze światła.
Takano zgodził się z nim wesoło i skierował wózek w stronę stoiska wskazanego przez Tomo. -Yuya jeśli zauważysz coś co cię zaciekawi to powiedz. Podejdziemy tam.-zapewnił jeszcze chłopca.
-na pewno powinieneś składać mi takie propozycje zaraz po wyjściu ze szpitala?-spytał leżąc na kanapie i patrząc jak chłopak się szykuje do wyjścia.-Uważaj na siebie i wracaj szybko.-poprosił.
-nie ładnie tak...no i sam tam nie wejdziesz.-zauważył a wątpił żeby pielęgniarka była w tych godzinach.
-musiało być ciężko...ale ze mną się nie musisz kłócić.-powiedział tulac go do siebie.-damy radę podzielić się kołdra...i częściej ty mnie kopiesz niż ja ciebie.
-my będziemy ci kibicować więc złow jakąś ładną rybkę.-powiedział wesoło Takano. Mocniej złapał rękę Tomo i cały czas pilnował Yuyi.
-i zawsze będę...bo też lubię cię mieć blisko.-zapewnił obejmując go ramionami.-coś się stało kiedy byłeś na spacerze?-spytał glaszczac go po włosach.
-jak wchodzisz do gabinetu?-spytał ciekawy. On sam miał swój klucz ale wątpil żeby i Kazuo go miał.
-domyślam się.-zapewnił go.-często spałes tak z bratem?-spytał glaszczac go po włosach.
-no na prawdę zdolny jesteś. Mi się rzadko udawało.-przyznał wesoło i poprowadził wózek dalej.-mówcie jeśli zauważycie coś ciekawego.
-ja też tęsknilem.-powiedział całujac go namiętnie.-skoro już się myles to możesz się przebrać i pójdziemy do łóżka. Jutro po śniadaniu jedziemy do onsen.
-nie powinieneś tak robić. -zauważył ale nic więcej nie mówił. Kazuo był bardzo dobry z matematyki więc nie było sensu go zatrzymywać.
-mhm...teraz też się boisz burzy?-spytał całujac go delikatnie w czoło.
-nie umiem wszystkiego.-zaprotestowal Takano i podjechał do wskazanego przez chłopca stoiska. Udało mu się wygrać nowa planszowke.
-jasne że możesz.-zapewnił go i przytulil mocno do siebie.-hmmm myślę że nie musimy jakoś bardzo wcześnie. Może około 10? Chciałbym po drodze jeszcze gdzieś zajechac.
-możesz mi mówić...-mruknął trochę niezadowolony że chłopak mówi to tak jakby chciał go bezsensownie chronić.-ok.-chłopak spokojnie wjechał do klasy i zajął swoje miejsce.
-jasne.-Jun wziął do ręki kubek z herbatą i objął chłopaka wolnym ramieniem.-od razu powiesz co byś chciał tak najbardziej zobaczyć.
-ok no to mamy plan.-Takano skończył swoje takoyaki i odłożył papierowy talerzyk na stolik.
-okonomiyaki.-odpowiedział wesoło i również wstał z łóżka.-Wyprowadzę pieski i od razu zaprowadzę je do Yasu. Mieszka niedaleko a ja muszę zaliczyć poranny jogging.-powiedział podchodząc do szafy.
-ok. Zerkniemy na to razem.-obiecał mu i ucałował go w policzek.
-oj...zdecyduj się na jedno.-zaśmiał się mężczyzna i poszedł wyrzucić talerzyki. Potem już zajął się prowadzeniem wózka.-to gdzie?
-oj...wynagrodzę ci tą moją krótką nieobecność.-zapewnił całując go delikatnie w potem już wyjmując ciuchy z szafy.-ale nie śpiesz się z gotowaniem.-poprosił przebierając się w strój do biegania.-spakuj nas spokojnie.-dodał.
-aż tak?-spytał zaraz machając bratu który wszedł do ich klasy.
-no coś ty...nigdy nie zacznie mi przeszkadzać.-wywrócił oczyma i poszedł do łazienki się wyszykować. Potem zajęli się mapą.
Takano włożył nagrodę do reszty która była w torbie zawierzonej na oparciu wózka.-teraz dango.
Kiedy Hiroki wrócił okonomiyaki jeszcze nie były zrobione. Poszedł do kuchni i pocałował chłopaka. -wezmę szybki prysznic bo śmierdzę.-stwierdził wesoło.
-nie dał się?-spytał Shuji za co został kopnięty przez brata.-au...zapomniałem że możesz już nimi ruszać...-wymamrotał.
-na wszystko będzie czas.-zapewnił go Jun i wyprowadził wózek kierując go do windy.-mamy plan więc damy radę.
-wszyscy pójdziemy maluchu. Już mówiłem że nie chcę żebyś się nam tutaj zgubił.-powiedział wesoło Takano. Cały czas rozglądał się za stoiskiem z dango.
-dokładnie. No i pieski są w dobrych rękach.-zapewnił chłopaka.
-niestety...jako że mamy dzisiaj zajęcia to musiał wrócić do domu. Ojciec nawet po niego przyszedł.-wzruszył ramionami.
-mhm...ja ciebie też.-pogłaskał go po włosach. Kiedy dotarli do jednej z atrakcji zatrzymał się na chwilę.-Powiedz jeśli będziesz chciał zrobić zdjęcie, ok?
-oj...to niedobrze...-powiedział Takano bo szczerze się tego obawiał.-Yuya, nie dąsaj się.-dodał już wesoło.-po prostu nie chcemy żebyś się zgubił w tym tłumie.
-ok, zerknę na to.-obiecał jedząc swoją porcję ze smakiem i szybko ją kończąc.
Bliźniacy roześmiali się wesoło. -najwidoczniej twoi rodzice uznali że skoro mnie nie ma to na pewno nie będziecie sie uczyć.-dodał Yuji nadal sie śmiejąc.
-ale jesteś.-Jun stanął za wózkiem żeby chłopak mógł swobodnie wszystko sfotografować.
-wiem że jesteś, nie mówię że nie. Ale Tokio też jest duże. I tłum też jest duży.-zauważył.-to nie tak że ci nie ufamy...ale nie znasz tego miejsca i możesz nam się zgubić...nie wiem co byśmy zrobili gdyby tak się stało.
Hiroki skinął głową i poszedł sprawdzić torby. Przebrał się od razu i już ba bagażem poszedł do przedpokoju ubrać buty.
Yuji wzruszył tylko ramionami bo nie było sensu zaprzeczać. Nawet jak był to potrafili całą noc grać na konsoli. Albo dopóki całą trójką nie padli ze zmęczenia. -jest rozdrażniony bo jego ojciec przyszedł akurat jak brałem prysznic.-Wyjaśnił Shuji szepcząc bratu na ucho.
-no to właśnie chciałbym mieć z tobą zdjęcie przy każdym punkcie naszej wycieczki.-powtórzył jeszcze raz i zaczął prowadzić wózek dalej.-w końcu musimy mieć jakąś taką pamiątkę.
-jasne.-Takano od razu mu ją podał.-mogłeś mówić wcześniej. Od razu bym ci ja podał...
-no mam nadzieje ze Ci się spodoba.-przyznał szczerze.-mhm...przyda nam się chwilą takiego relaksu. Sądzę że właśnie tego obaj potrzebujemy.
-mou...teraz go nie dostaniesz. Później.-powiedział chłopak bo dalej nie przepadal za pocalunkami kiedy każdy mógł ich zobaczyć.
-mhm...oczywiście że takie rzeczy też kupimy. Ale jednak zdjęcia to co innego.-powiedział idąc dalej. Niedługo po południu dotarli do statuly wolności.
-pewnie tak.-przytaknal i złapał go za dłoń. Cały czas śledził wzrokiem chłopca żeby go nie zgubić.
-wcale nie...-mruknął chłopak i szybko ukradkiem pocałował go w policzek.
-może pójdziemy po obiedzie?-zaproponował stając w kolejce żeby kupić bilet. W końcu nie mogli opuścić wjazdu na Statue Wolności.-porob zdjęcia. Ja się zajmę biletami.
-ale tu jest taki tłum...Na prawdę nie chce żeby się zgubił.-powiedział szczerze zmartwiony.-no i martwię się tym jego okresem buntu.-dodał już trochę weselej.
-tęsknilem.-odpowiedział zerkajac na niego.-Cieszę się że wracasz.-dodał. Szczerze.-i to nic takiego ze.mi usiadles...
Yuji tylko wywrocil oczyma. A Shuji zaśmiał się wesoło. -dobra wracam do swojej klasy.-poklepal brata po ramieniu i wstał.
4 687 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 2401 – 2600 z 4687 Nowsze› Najnowsze»-nie przeszkadza mi to.-zaśmiał się i pomógł mu z naczyniami. Potem usiadł wygodnie na kanapie czekając aż chłopak do niego dołączy.
Mężczyzna skinął głową rozumiejąc jego powody.
-Ale przed Hirokim możesz się otworzyć prawda? Duszenie tego w sobie na pewno ci nie pomoże.
-tak, możliwe że zatrzymacie się u mnie a nie w mieszkaniu Takano. Będę miał cię na oku.
-3 chłopaków?!-spytał akurat tym najbardziej zaskoczony. Zaraz jednak wzruszył ramionami.-Ale skoro tego nie widzą to chyba nie ma problemu, prawda? Na studiach też bym tego nie widział więc nawet jak byśmy byli w osobnych miastach to nie dałbym się poderwać.
Jun objął go ramionami również ciesząc się boskością chłopaka.
-kocham cię, wiesz?-spytał odsuwajac go trochę żeby spojrzeć mu w oczy.
-uważasz to za mało istotne?-spytał unosząc brwi.
-cóż...na początku myślałem żeby cię dać do szpitala ale nie sądzę żeby to było potrzebne. Wyglądasz juz o wiele lepiej ale zobaczymy jeszcze jak będziesz się czuł po locie. Możliwe ze posiedzisz w szpitalu z dwa dni.
-przecież bym sobie poradził.-wywrocil oczyma.-umiem odmówić, wiesz? Powiedziałbym ze mam wspaniałego chłopaka i nie jestem zainteresowany.-wzruszył ramionami.-poza tym nawet jeśli obaj będziemy w Tokio to na innych wydziałach. Nie będziesz mógł być przy mnie cały czas.
Jun wplutl palce we włosy chłopaka oddając namiętnie pocałunki. Cieszył się ta chwila.
-możesz być ranny tutaj.-zauważył wtulajac się palcem w skron.-a wtedy na jedno wychodzi.
-zobaczymy jak się będziesz czuł.-powiedział podając mu wody a chwile później do sali wszedł Takano.
-przepraszam ze tak długo.-powiedział podając chłopakowi pojemniczku z jedzeniem. Drugi dał bratu.-ty pewnie też jesteś głodny.
-ale w czym miałbyś mi pomagać? Przecież to nie tak ze mnie skrzywdza.-wywrocil oczyma.
-mój kochany.-powiedział tuląc go do siebie.-a jak tam zadania od Chrisa? Wszystkie zrobiłeś?-spytał.-bo to w tej sprawie mam jutro być, prawda?
Mężczyzna tylko pokręcił głową.
-to nie do końca tak działa. Ale nie będę się w tobą kłócil ani pomagał na sile.
-juz za dwa? Wiec juz wszystko dobrze? Tomo lepiej się czuje?-spytał siadając sobie na krzesle.
-ja ciebie tez kocham.-zaśmiał się.-ale wydaje mi się ze jesteś trochę przewrazliwiony, zazdrośniku.
-mhm to dobrze. To najważniejsze, wiesz? Ze jesteś zadowolony.-powiedzial z uśmiechem.-a dowiem się co było tymi zadaniami? Jutro?
-lepiej żebyś odpoczal. Ledwo trzymasz się na nogach.-powiedział wzdychajac. Nie lubił takich sytuacji zwłaszcza ze widział ze wczorajsza sytuacja musiała się odbić na chłopaku.
Takano skinął głową na znak że wszystko zrozumiał.
-będę mógł cie w tym czasie pouczyć.-powiedział z uśmiechem a Tomo pogłaskał po policzku.-starałem się specjalnie dla ciebie.-powiedział I zaraz znów zwrócił się do brata.-Kaneki czucie się już lepiej ale zrobiłem mu kaszke. Tym razem dodałem trochę owoców i nie zwymiotowal.
-wcale nie!-zaśmiał się.-a nawet jeśli to ja mam powody. No bo ty jesteś w stanie zauważyć czy się komuś podobasz. I co jeśli uznasz ze ta osoba tez ci się podoba?-spytał unosząc brwi.
-no więc jutro. Jakoś wytrzymam.-zaśmiał się I pocałował go jeszcze raz.-zrobię.-Posadził go obok siebie i wstał.
-skończyłem.-odpowiedział skinieniem głowy i pochwal jeszcze ostatnie papiery. Zgarnął swoje teczkę I poszedł z chłopakiem do samochodu.
-jasne, idź do niego.-zaśmiał się i pomachal bratu.-nie zmęczyl cie?-spytał zaraz Tomo.
-ja tez nie robie.-odburknal.-I nie sądzę żebym dawał ci powody do zazdrości wiec ty tez tego nie rób.
-ja ciebie tez kocham.-ucałował go jeszcze raz po czym już poszedł do kuchni. Szybko zrobił dwie porcje deseru i wrócił do salonu. Podał miseczkę chłopakowi.
Jesteś zmęczony. Lepiej jeśli ja pójdę. Ty się połóz.-powiedział odbierajac od niego smycze.-proszę...-powiedział zaraz przytulając go delikatnie.
-nie będę.-zaśmiał się.-Nauczę go gotować a ty będziesz mógł pogadać z Kanekim. Poznamy go tez lepiej...wiem ze Ren jest poważny i chciałby lepiej poznać jego wybranka.-przyznał szczerze.
-wiec skoro mi ufasz no chyba nie ma problemu jeśli będziemy studiować w innych miastach.-pokazał mu język.
-oj wcale nie aż tak.-zaśmiał się.-przecież zrobiłem tylko prosty deser.-powiedział wesoło. Zjadł trochę swojej porcji.
Hiroki wrócił dośc szybko i westchnął widząc chłopaka w papierach.
-miałeś odpoczywać a nie pracować.-zauważył.-co byś zjadł na obiad.-spytał zaraz.
-Mhm...-Takano zgodził się skinieniem głowy.-działa też dobrze na Rena. Znaczy...mój brat wydaje się o wiele szczęśliwszy.-powiedział z uśmiechem.
-ale sam mówiłeś że chcesz tam iść skoro akademia policyjna odpadła.-zauważył.-no ale dobrze. Nie mówię przecież że nie złożę tam papierów tylko że mogę się nie dostać.-wzruszył ramionami i ucałował go w policzek.-Ale wiesz? Cieszę się myśląc o wspólnym mieszkaniu z tobą.
-cieszę się skarbie, że tak o mnie myślisz.-ucałował go w policzek.-dla mnie ty też jesteś najlepszym chłopakiem na swiecie.-zapewnił go.
-skoro nie chcesz żołądka nadwyrężać to kawa też odpada. Zrobię ci kaszki i herbaty.-zdecydował i poszedł do kuchni. Sobie natomiast zrobił prosty omurice.
-ja ciebie też nie chce. Dlatego boję się za każdym razem jak lądujesz w szpitalu.-powiedział patrząc mu w oczy.-i masz rację...tak powinien działać związek. Dlatego cieszę się szczęściem Rena.
-cóż...w takim razie mam nadzieję że będziemy razem na jednej uczelni.-przyznał szczerze.-Daj. Rozmasuje.-powiedział widząc że chłopaka boli.
-i nie musisz.-powiedział całując do delikatnie.-Połóż się a ja ci pomasuję nogi.-dodał mierzwiąc mu włosy.
Hiroki szybko przyniósł mu kaszkę i herbatę a sam usiadł z makaronem na fotelu.-smacznego.
-Wiem Tomo. Nie musisz mnie przepraszać.-powiedział tuląc go do siebie.-Ale stało się jak się stało i nic na to nie poradzimy. Już jestem spokojniejszy.
Yuji rozmasował mu ramię a kiedy skończył ucałował go w policzek.
-już lepiej?-spytał zmartwiony patrząc mu w oczy.
Jun dokładnie i delikatnie rozmasowywał jego nogi.
-możesz się swobodnie odprężyć.-zapewnił go.
-Mogę po ciebie pojechać albo zostać dłużej w pracy co pewnie i tak będzie miało miejsce.-powiedział zerkając na niego. Trochę się o niego bał.
-na prawdę nie lubisz tego szpitala, co?-spytał patrząc na zostawione przez chłopaka jedzenie.
-um...nie ma za co.-powiedział chłopak oblewając się rumieńcem. Zaraz usłyszeli dźwięk przekręcanego w drzwiach klucza i do domu wszedł Shuji.
-WRÓCIŁEM! Odsunąć się na bezpieczną odległość gołąbeczki.-zaśmiał się wchodząc do salonu i siadając na fotelu.-ech wiesz co, Yuji? Chyba wolałem kiedy to było tajemnicą. Czuję się jakiś taki...przytłoczony tym wszystkim. Wiesz jego rodzice są mili i w ogóle...ale zadają koszmarnie dużo pytań i wyobraź sobie że oni na prawdę zaczęli szukać tego mieszkania w pomiędzy miejscowościami w których będziemy studiować. W ogóle nie słuchają tego co mówię.-zamarudził.-jedna lekcja gotowania z jego mamą wystarczyła żebym zwariował. Pouczysz mnie? Poratuj brata...proooooosze.-złączył dłonie patrząc na brata prosząco.
-no...myśle że mogę cię pouczyć.-zgodził się w koncu widząc że starszemu nie odpowiada aktualna sytuacja.
-patrz ile razy ja...-zaczął ale przerwał mrugając oczyma zaskoczony.-zgodziłeś się!? SERIO?-wyskoczył z fotela i objął mocno brata.
-podobała.-zgodził się.-Było na prawdę miło i nadal jest. Wcale nie potrzebujemy czegoś wielkiego żeby razem miło spędzić czas.-powiedział patrząc na niego z uśmiechem.
-no dobrze. Ale jak chcesz to nawet mogę ci zostawić samochód.-dodał zaraz.-Wrócę z Yasu albo coś.-wzruszył ramionami.
-jestem tutaj obok ciebie.-zapewnił go Takano który siedział na fotelu blisko łóżka. Chciał być przy nim bo wiedział że chłopak trochę się boi.
-Już?-spojrzał na niego trochę smutny. Skinął jednak głową i odprowadził go do drzwi.
-ja ciebie tez kocham. Bardzo. Bardzo.-zapewnił go oddając pocałunki. Objął chłopaka w pasie ale nie zrobił nic więcej.
-oj daj spokój. To przecież nie byłaby twoja wina. I nie jest powiedziane ze akurat będzie trzęsienie.-wywrocil oczyma.
-rozumiem. Ale nie musisz.-uśmiechnął sie do niego. Patrzyl na chłopaka przez cały czas jak się wznosili a potem wstał i usiadł na brzegu łóżka.-widzisz? Nie było tak strasznie.
-dobrze. Papa.-pomachal mu I zamknął drzwi a potem wrócił do salonu i przesiadł się z wózka na kanapę.
Jun również patrzył mu w oczy uśmiechając się delikatnie.
-uwielbiam te twoje oczy.-przyznał szczerze. Patrząc w jego oczy zapomniał o całym świecie.
-przesadzasz Naoki.-wywrocil oczyma ale więcej nie powiedział. Zjadł swój makaron i odniósł talerz do kuchni. Kiedy wrócił do salonu usiadł za chłopakiem i objął go delikatnie.-kocham cie, wiesz?-spytał opierając czoło o jego ramię. Czuł ze od tej sytuacji na posterunku jest miedzy nimi napieta atmosfera i nie chcial tego.
-no juz...jest dobrze.-zapewnił go I pogłaskał go plecach.-nie ma się czego bać.-zapewnił go jeszcze raz.-lez juz grzecznie.
-pomożesz mi przygotować kolacje.-pokazał mu język.-będę ci mówił co masz robić.-zapewnił go jeszcze.
-cóż kochanie...i co widzisz w moich oczach?-spytał głaszcząc go po plecach.-ja z tobą też lubię.-dodał odchylając lekko głowę.
-Nie ukrywaj tego co czujesz.-powiedział Hiroki widząc jego reakcję.-Przecież wiem że nie ciężko...chcę żebyś mógł na mnie polegać i mógł się mi zwierzyć...przecież na tym polega związek, prawda?
Zerknął na brata a kiedy ten skinął głową położył się obok chłopaka.
-tak pasuje?-spytał wesoło.
-niczego nie obiecują.-zaśmiał się.-ale będę ci wszystko tłumaczył.
-coś się stało skarbie?-spytał zmartwiony widząc jak chłopak się speszyl. Położył swoje dłonie na jego przez materiał koszulki.tak nagle się cofnąłes.-powiedział patrząc mu w oczy.
Hiroki oparl się o kanapę i westchnął ciężko. Zacisnąl pięść I uderzył nią w podłogę.
-nie podoba mi się ze tak mówisz. Przecież wiem ze nie jest ok. A jeśli nie chcesz rozmawiać...nie możesz po prostu się przytulic i wyplakac? Chciałbym być dla ciebie wsparciem Naoki...
-to dobrze. Ale jak będziemy ładować to będę musiał wrócić na swoje miejsce.-zaśmiał się i pogłaskał go po policzku.
-będę. Nie pozwolę ci rozwalić mi kuchni.-zaśmiał się wesoło.-aż tak źle było u niego?
-dlaczego Ryu-chan? Przecież wiesz ze możesz mnie dotykać...-zauważył patrząc mu w oczy.-wiem ze nie chcesz jeszcze pełnego seksu...nie próbowałbym nawet wiec nie musisz się bać.-zapewnił go zaraz.
Hiroki dłuższą chwilę oszołomiony ale kiedy chłopak miał już wychodzić złapał go za rękę.
-nie odchodz. Skoro mi ufasz to zostań. Ech...wiem ze nie miałeś na kim polegać ale teraz masz. Masz mnie...-przytulił go mocno do siebie.
-mogę.-zgodził się całując go w policzek.-cieszysz się zw juz wracamy, co? Może jakiś onsen jak juz będziesz się czuł lepiej.
-mhm...rozumiem.-przytulił brata.-przyzwyczaisz się może...no bo to chyba dobrze ze cie zaakceptowali, prawda?
-oj kochanie...-przytulił go do siebie.-nie musimy nic robić jeśli nie chcesz. Ale wolałbyś żebym nie reagował?-spytał tak tylko go tulac.-no I...nie musisz się wstydzić...ja się cieszę kiedy znajdujesz w sobie odwagę. Bardzo się ciesze.
-szszsz...nie musisz nic mowic ani rozdrapywac ran...po prostu tak bądźmy. To przecież wystarczy.-powiedzial tulac go tylko do siebie i juz wievej nic nie mowiac. Glaskal go lagodnie po wlosach.
-mhm no dobrze. Wiec po prostu będziemy odpoczywać w domku.-zgodził się.-i skoro jeszcze jest ciepło to pójdziemy razem wszyscy na plażę.
-rozumiem. Przyzwyczaisz się.-powiedział klepiąć go po ramieniu.
-więc wolałbyś żebym po prostu siedział jak kłoda i nie drgnął nawet palcem?-spytał mimo wszystko trochę z tego powodu smutny.-a teraz? Mogę cię przytulić?
chciał żeby chłopak po prostu się wypłakał. Sądził ze to najlepiej mu zrobi teraz.
-Może uda nam się spędzić jakieś małe wakacje z Yuyą.-powiedział i zerknął na brata który siedział z Kanekim na kolanach pzreglądając jakąś nową mangę chłopaka.
-wiem. Ale to nadal lepsze od tego jakby kazali ci wam zerwać.
-aaa rozumiem.-zaśmiał się mierzwiąc mu włosy.-więc co powinienem wtedy zrobić.-spytał ciekawy. Chciał też wiedzieć jak powinien się zachować następnym razem.
-Naoki...-wymamrotał mężczyzna i opadł na podłogę. Mocno uderzył pięścią w ścianę i dalej leżał. Zupełnie nie mógł zrozumieć zachowania chłopaka.
-na pewno coś wymyślisz.-zapewnił go Ren a Takano uśmiechnął się widząc ten obrazek.
Yuji wywrócił oczyma śmiejąc się cicho.-jak już stanę na nogi to ci pomogę.-zaśmiał się wesoło.
-nic nie szkodzi kochanie. Następnym razem udam że niczego nie zauważyłem.-obiecał mu i przytulił go delikatnie.-nic się nie stało.
Hiroki skinął tylko głową i wziął łyk kawy. Kiedy Naoki wyszedł Yasu nie mógł się powstrzymać i od razu usiał obok przyjaciela.
-nooooo? Kłopoty w raju?-spytał wesoło. Cała ekipa zwróciła na nich wzrok.
-powiedzmy.-mruknął Hiroki i wziął kolejny łyk kawy.
-jasne.Pytaj o co chcesz.-odpowiedział starszy.
-jesteście uroczy.-skomentował Takano.
-nie zginiesz.-zaśmiał się młodszy.-a teraz wstawaj. Idziemy gotować.
-ja ciebie też skarbie.-zapewnił go i ucałował go w nosek. Potem zerknął na zegarek.-oj...już tak późno...-mruknął zaskoczony.-lepiej jak pójdziemy już spać. Jutro mamy rano zajęcia.
-ano cały czas. Widzę że mu ciężko ale on nie chce mojej pomocy i ech...wczoraj wrócił do siebie.-wzruszył ramionami.
-przecież nie zrobiłem nic złego. Na prawdę jesteście uroczy...ale to nic złego, serio. Przecież wiesz że ja cię cieszę twoim szczęściem. Miziaj się ile chcesz.-pokazał mu język.
Yuji tylko wywrócił oczyma i kiedy wrócili do kuchni zaczął wszystko po kolei tłumaczyć bratu.
-zrobię.-Przytaknął i wstał z kanapy. W czasie kiedy chłopak się mył posprzątał po kolacji i zrobił herbatę.
-mam nadzieję że nie więc lepiej to wypluj.-odburknął od razu i wziął kilka łyków kawy.
-ale...-Kaneki się zawahał.
-dobra dobra...zamykam oczy i już mnie nie ma. Tylko mnie obudźcie jak będziemy lądować.-zaśmiał się Takano i dopiero wtedy Kaneki przytu;ił się do Rena.
-jesteś beznadziejny, wiesz?-jęknął Yuji wybierając skorupki z jajek.
Jun obudził się równo z budzikiem i ucałował Ryu żeby go obudzić.
-wstawaj skarbie.-powiedział zaraz wychodząc z łóżka żeby zrobić dla nich śniadanie.
-jasne. Chyba sam zasiedziałem się w pracy. Jak poszedłeś dostarczyli nam nowe papiery i tak jakoś wyszło. Gdzie jesteś? Zaraz tam będę.-powiedział zamykają biuro z żegnają się z policjantami z nocnej zmiany.
-jedziemy prosto do ciebie?-spytał brata siadając na swoim miejscu i zapinając pasy.
-sprzątnij mąkę.-mruknął poganiając go.
-mhmm...podobał ci się ten sen?-spytał jednak jeszcze na chwilę siadając na brzegu łóżka. Ucałował go w usta.
-nie ma za co. To na prawdę blisko więc za chwilę tam będę.-zapewnił go i wsiadł w samochód. Tak jak powiedział już po paru minutach był pod przystankiem. Pomachał do chłopaka.
-No dobrze. Skoro Yuya aż tak się stęsknił że aż przychodzi na lotnisko to damy wam chwilę na ogarnięcie mieszkania.-zaśmiał się.-no nie wiem Ren co ty być zrobił bez Kanekiego.
-No właśnie widzę jak sobie poradziłeś.-wywrócił oczyma.
-ja też. Ale mamy wcześnie zajęcia.-przytulił go delikatnie.-możesz jeszcze poleżeć jeśli chcesz. Ja nam zrobię śniadanie.-powiedział całując go w policzek.
-to nie dobrze...W sumie ja tak samo. Dostaliśmy sprawę zaginienia i mamy nadzieję szybko ją rozwiązać. Jutro cały dzień nie będzie mnie na komisariacie bo idziemy w teren.
-na pewno będzie chciał. Na prawdę musiał się stęsknić. My za nim też więc jeśli to nie przeszkadza fajnie będzie jeśli będzie mógł być z nami.-przyznał szczerze.
-ech...zrobimy taki trochę bardziej wypasiony ten omlet więc pokrój szczypiorek i ser...-poprosił.
-mhm, dokładnie.-powiedział wesoło i wstał z łóżka. Od razu poszedł do kuchni i zabrał się za robienie jajecznicy.
-cały dzień. Niestety ale tak to wygląda.-powiedział spokojnie jadąc do domu.-Po prostu zajmij się swoimi sprawami. Jak coś to będziemy dzwonić.
-cóż...wiesz że nie mogę tego obiecać.-zaśmiał się.-ale jak z nim porozmawiamy to na pewno zrozumie.
-ok, a teraz po prostu dolej trochę wody, soli, pieprzu i wszystko wymieszaj.
-dziękuję skarbie.-powiedział z uśmiechem i wziął się za jedzenie.-dzisiaj masz też ze mną zajęcia , prawda?-spytał zerkajac na niego.
-o mnie?-spytał zaskoczony.-przecież nie ma żadnego powodu żebyś się o mnie martwił. To raczej ja...martwię się o ciebie.
Wylądowali spokojnie a wtedy Takano wstał I przeciągnąl się lekko.-nareszcie w Japonii.-westchnął szczęśliwy.
-no...troszkę. tak może z dwa, trzy sypniecia. To tylko do smaku.-wywrocil oczyma.
-No cóż...ja inaczej zrozumiałbym ten temat ale jeśli ludzie w kostnicy się zgodzą to raczej będziecie mogli.-wzruszył ramionami.-rozmowa z Chrisem zaraz po zajęciach?
-nie zostawię cie teraz Naoki.-powoedzial jadąc spokojnie.-żyje. Nie musisz się o mnie martwić. Na prawdę...-Zerknął na niego.
-dolecielismy.-przytaknal sadzajac go na wózku kiedy wyszli z samolotu.-w końcu.-dodał w uśmiechem.
-dokładnie. I daj tylko troszkę oleju.-polecił mu cały czas pilnując brata.
-myślę że tak...no wiesz material nie ożywiona to na przykład...stół.-powiedział swoje pierwszy skojarzenia.-a trup no wiesz...to kiedyś był żywy człowiek.-powiedział szczerze co uważa.-dobrze. Mam zajęcia o godzinę dłużej niż ty wiec spotkamy się na miejscu.
-Naoki...-zaczął łagodnie.-pomagasz mi. Tylko chyba trochę inaczej niż bys chciał. I może nawet nie uważasz tego za pomoc ale...pomagasz. Dzięki tobie na prawdę zacząłem być szczęśliwy.
-ciesze się ze się cieszysz.-powiedział i juz po chwili odbierali bagaże. Zaraz zobaczyli wesoło biegnącego w ich stronę Yuye a za nim ojca Takano.
-tak. Rozetrzyj to i włącz ogień pod patelnia. Jak się nagrzeje to wylej masę.
-możemy pójść.-zgodził się z uśmiechem. Szybko skończył jeść i wstał od stołu żeby schować naczynia do zmywarki. Potem poszedł się wyszykować.
-Naoki to tylko sen. Nic takiego nie miało i nie będzie miało miejsca. O to możesz być spokojny.-powiedział w końcu parkując pod swoim blokiem i łapiąc chłopaka za dłoń.-spokojnie.
-hej maluchu.-zaśmiał się Takano tuląc go do siebie. Potem spokojnie poprowadził wózek w stronę wyjścia zostawiając bagaże z Renem.-Może pójdziemy na lody?-zaproponował.
Już po chwili mieli omlet na talerzach. Yuji spróbował go i uśmiechnął się do brata.
-no...jak na pierwszy raz i te wypadki po drodze jest dobry.
-to chyba ja powinienem to mówić.-zaśmiał się.-jestem profesorem, nawet jakbym chciał to nie mogę.-pokazał mu język I wyszedł z samochodu.-powodzenia na zajęciach.-powiedział I poszedł do swojej sali.
Hiroki wziął głęboki wdech zanim wyszedł żeby ni krzyknąć.
-Naoki...przecież nic mi nie jest. I wtedy tez nie było. Nawet ranny nie byłem, nad wszystkim mieliśmy kontrolę. Rozumiem ze się przestraszyłes bo upadł obok ciebie trup ale to nie byłem ja tylko jakaś sekretarka.
-ok...no to gdzie jedziemy? Do mieszkania dziadka?-spytał Takano spytał idąc w stronę zostawionego wcześniej samochodu.
-w domu Kent tez tak nabroiles?-spytał patrząc na brata.
Dzisiaj wyjątkowo mieli wykład żeby być przygotowanym na wypad do kostnicy.
-wiem Naoki. I poszedł bym na jej pogrzeb ale mieliśmy zadanie. Zaginął czyjś syn. Zdecydowaliśmy się ratować czuje życie niż iść na pogrzeb. I nam się udało.-powiedział dotykając swojego policzka.
-my za tobą tez.-zapewnił go I wziął na ręce. Postawił go dopiero kiedy doszli do samochodu.-wskakuj.-powiedzkał a sam pomógł Tomo.
-przepraszam...-zawstydził się młodszy.-pierwszy raz to ja ciebie czegoś uczyłem i nie potrafiłem być spokojniejszy. Poprawie się.-obiecał bratu.
-nie zamarza. Poza tym już prawie na samym początku zamieniamy ja na substancje konserwują.-odpowiedział I wrócił do kontynuowania prezentacji.
-zostań...- poprosił go i załapał go za dłoń.-dlaczego nie chcesz już ze mną mieszkać?-spytał cicho.
-tak. Ren prosił tylko o chwile na ogarnięcie mieszkania.-powoedzial powoli ruszając.-mówił żebyśmy poszli na lody czy coś.
-ok. Na prawdę chce ci pomóc żebyś jakoś dał radę ne studiach.-powiedział szczerze.
Jun kiedy skończył prezentacje zwrócił się do studentów.
-jeśli ktoś nie czuje się na siłach żeby za tydzień pójść do kostnicy niech podniesie rękę.-poprosił.
-właśnie dlatego wolałabym żebyś został. Chce być dla ciebie wsparciem Naoki. Proszę...
-oczywiście ze możesz.-zaśmiał się Takano.-no wiesz co Tomo? Przecież zawsze chwile potrawy zrobione orzeźwiający twoje mamę.-zauważył.
-dasz rade. Wiesz...ja się uczyłem sam. A ty masz mnie.-zauważył z uśmiechem.
Jun zauwazyl to i podszedł do niego jak juz wszyscy wyszli.
-wszystko w porządku? Słabo ci?-spytał trochę zmartwiony.
-praca nie jest teraz najważniejsza, rozumiesz? Traktuje nasz związek poważnie, jesteś ważniejszy od pracy.-powiedział spokojnie.
-oj daj spokój, i co niby miałoby się zmienić?-spytał wywracajac oczyma.-Yuyuś? A co dobrego babcia zrobiła na obiadek?
-wcale nie...-zaśmiał się zawstydzony i skończył szybko jeść.-ale wiesz dobrze by było jakbyś gdzieś notował sobie przepisy.
-na pewno tylko to? Jeśli tak to odpocznij trochę.-poprosił go.-nic się nie stało, możesz pytać.-zaśmiał się.-to nie było trudne pytanie.
-Naoki...nie skończę tak jak ona. Na pewno. Nie zostawię cię.-powoedzial łapiąc go za dłoń.
-no to faktycznie dużo.-zgodził się.-cieszysz się ze nas tyle będzie?-spytał wesoło.
-to dobrze. Dzisiejszy przepis tez zapisz. Myślę że jak stane na nogi to będzie mi łatwiej ci pomagać. Chciałbym juz móc chodzić.
-no dobrze. Za dużo odpoczynku miałeś najwidoczniej.-spojrzał na zegarek.-dobra, zbieraj się już na następne zajęcia.
Hiroki przytulił go mocno do siebie.
-na prawdę cie kocham...
-a z wujkiem Koyukim dobrze się bawiles?-spytał zatrzymując się na światłach.-jak juz będziemy u Rena to pokażemy Ci wszystkie pamiątki jakie dla ciebie mamy.
-cały czas to robie. Zobacz. Kazuo jeszcze tego nie widział.-odjechał kawałek i wstał z wózka. Powoli i na jeszcze drzacych nogach podszedł do brata i oparl się o niego.
Jun pojechał do szpitala kiedy skończył swoje zajęcia. Zaparkował samochód i poszedł pod gabinet Chrisa gdzie umówił się z Ryu.
-Naoki!-mężczyzna złapał go od razu. Westchnął widząc w jakim stanie jest chłopak. Wziął go na ręce i zaniósł do mieszkania gdzie od razu położył go do łóżka. Przebrał go w dres i okrył kołdrą.
-za długo?-spytał zerkając na Tomo. W końcu byliby dłużej gdyby chłopak nie zachorował.-a zobaczysz później.-zaśmiał się.
-ćwiczyłem...na prawdę chcę już stanąć na nogi.-powiedział z pomocą brata wracając na wózek.
-cóż...herbatę.-powiedział siadając sobie wygodnie w fotelu.
Hiroki od razu do niego zajrzał.
-leż. Zrobię ci kaszki.-powiedział tylko i poszedł do kuchni.
-koniecznie pokaż. I pójdziemy na basen jak Tomo poczuje się lepiej.-powiedział parkując przy mieszkaniu swojego taty.
-mam nadzieję.-przyznał szczerze.
-dobrze.-powiedział uśmiechając się lekko.-na prawdę się skarżył? Starałem się spędzać z nim jak najwięcej czasu pomimo tego.-powiedział zerkając na chłopaka.
Hiroki podał mu tackę na której była miseczka z kaszką. Obok leżały tabletki przeciwbólowe w kubeczku. Mężczyzna postawił też na szafce nocnej wodę i herbatę.-potrzebujesz czegoś jeszcze?
-dobrze, dobrze.-zgodził się Takano i wprowadził wózek z Tomo do windy.
-staram się noooo.-zaśmiał się.-ale lekarz trochę krzyczy że przesadzam...
Jun zakrztusił się herbatą i odłożył ją na stolik.
-tak. Z kołdrą nie ma problemów i Ryu się tuli.-odpowiedział spokojnie i z lekkim uśmiechem. Każda poprawa przecież go cieszyła.
Hiroki zebrał naczynia i zaniósł je do kuchni. Po szybkim prysznicu położył się do łóżka.
-Gdybym tylko ja marudził to byś nie posłuchał.-zaśmiał się Takano zdejmując buty.-coś pysznie pachnie.-dodał wesoło.
-wiesz...staram się.-wzruszył ramionami.-Jestem zmęczony...rano pomożesz mi z bento.
-Poszliśmy.-Przytaknął Jun.-Nie wtrącałem się i Ryu szykował wszystko sam. Poszliśmy na spacer, do kina a w domu dostałem pyszną kolację.-opowiedział.-trochę jest.-zgodził się. W końcu były to bardziej prywatne rejony ich związku.-ale wiem że chcesz nam pomóc więc nie marudzę.-zaśmiał się.-Z tuleniem nie ma żadnych problemów a co do całowania ostatnio zaczęliśmy to robić bardziej...namiętnie.-odpowiedział nie wiedząc jakiego słowa powinien użyć.
-dzień dobry. Jak zjesz to wracaj do łóżka. Nigdzie dzisiaj nie idziesz.-powiedział zerkając na chłopaka.
-wszystko brzmi pysznie i już nie mogę się doczekać.-przyznał szczerze.
-a serio? no dobrze...ale co z bentem dla ciebie?
Tym razem to Jun oblał się rumieńcem. Cieszył się że odłożył herbatę bo pewnie znów by się nią zakrztusił.
-prawda.-przytaknął zaraz zerkając na chłopaka.
-nie wysypiasz się. Wczoraj straciłeś przytomność. Nie chcę żeby to się powtórzyło.-powiedział wzdychając ciężko.
Takano poprowadził Tomo do salonu i posadził go obok siebie na kanapie.
-Yuya był grzeczny?-spytał wesoło brata.
-no ok.-zgodził się chociaż dość niechętnie a potem pojechał do łazienki.
-to ostatnie pytanie było najbardziej krępujące.-przyznał szczerze mężczyzna.-Ja też się cieszę i...-zerknął na chłopaka.-oboje bardzo ci dziękujemy za pomoc.-powiedział z uśmiechem.-bardzo nam pomogłeś.-powiedział w końcu pijąc swoją herbatę.
-ech...raczej i tak cię nie przekonam. Ale jeśli zauważę że coś jest nie tak, od razu jedziemy do domu. I proszę...skończ dzisiaj wcześniej.
-to dobrze.-powiedział z uśmiechem.
-No Tomo, poza wylądowaniem w szpitalu, jak się podobał miesiąc miodowy? Takano pokazał ci Paryż?
Yuji przyszedł do niego około drugiej w nocy obudzony koszmarem. Wgramolił mu się do łóżka.
-przepraszam...koszmar...
-a w ten weekend czeka nas jeszcze walentynkowy wyjazd.-zdradził ich Jun.
-o! Gdzie się wybieracie? na naszym następnym spotkaniu opowiesz mi jak było.-Chris zwrócił się do Ryu.
-dobrze. I weekend oboje mamy wolny. Idziemy odpoczywać.-zaznaczył.
-a no tak wyspa.-zaśmiał się Koyuki.-robiliście zdjęcia? Koniecznie musicie nam je pokazać. Może po obiedzie?
Yuji zasnął niemal od razu czując się bezpiecznie.
-koniecznie pozwiedzajcie w takim razie i bawcie się dobrze.-powiedział Chris.-polecam tez jakiś spacerek wieczorem. Po prostu spędzcie miło czas.-dodał.-zgodziłes się bez problemu, Ryu?
-są.-zaśmiał się Takano.-kiedy lezales w szpitalu to miałem czas żeby je przeniesc na laptopa i posegregowac.-dodał całując chłopaka w policzek.
-oj no weź...WSZYSYKIE chce zobaczyć.-odezwał się Koyuki.
-no dobrze.-zgodził się ubierając buty i tez wychodząc.
Yuji trochę niepewnie spróbował omlet ale zaraz uśmiechnął się do brata.
-dobre. I nawet nie ma żadnych skorupę w środku.
-dlaczego boisz się tych rzeczy?-Chris zareagował od razu.-czego takiego boisz się w podróżach z Junem?-sprecyzowal pytanie. -oczywiście to bardzo dobrze ze si zgodziłes.-dodał zaraz.
-a czemu? Co tam macie za zdjęcia? W ten sposób tylko rozbudzasz moja ciekawość.-powiedział wesoło Koyuki. Takano za to przytulił Tomo do siebie.
-spokojnie. Wszystkim I'm nie pokażemy. Ale potem samo sobie obejrzymy.
Grupa Hirokiego wróciła chwile później na razie bez żadnego rozwiązania.
-Naoki? Coś ci się stalo?-spytał mężczyzna podchodząc bliżej.
No to gratuluję ci braciszku. Na prawdę ci wyszedł.
-nie jest głupie.-zapewnił go szybko Chris.-Normalne że się boisz. Ale musisz pamiętać ze miejsce nie ma nic do rzeczy. Najważniejsze jest to ze będziecie tam razem i będziecie się dobrze bawić.-dodał zaraz.
-nie dla dzieci? Czyżby kilka nagich zdjęć?-zaciekawił się jeszcze bardziej.-widzę ze dobrze się bawiles braciszku.
-Naoki chyba zapominasz ze ja profesjonalnie przesłuchuje ludzi. Widzę kiedy ktoś kłamie. Co się na prawdę stało?-spytał unosząc brwi.
Yuji nie ryzykował i nie jechał za nim. Usiadł sobie za to na kanapie żeby poczekać na Kazuo.
-spokojnie. Nie musisz mnie zapewniać. Rozumiem ze się boisz.-powiedział Jun I upil herbaty.
-no dobrze. Ciesze się ze się zgodziłes i spędzcie miły weekend w Nowym Jorku. -Chris uśmiechnął sie do chłopaka.-gdyby coś się stało zawsze możesz dzwonić ale mam nadzieje ze nie będzie takiej potrzeby.
-no...było lepiej niż zwykle.-zgodził się Takano. W końcu Tomo nie wybiegł a jego tata nie powiedział niczego nie na miejscu.
-no właśnie. Wiec co tam mówiłeś o tych prezentach, Tomo?-zagadal zaraz starszy z braci.
-Koyuki!-młodszy wywrocil oczyma.
-ok, ok. A jak tam wrażenia z mieszkania Takano?-zmienił temat.
-chodź, polozysz się. Wyglądasz strasznie słabo. To ci dobrze nie robi...na prawdę się martwię Naoki. Nie kłam mi, dobrze? Wtedy tylko martwię się bardziej.
-spokojnie, przecież mamy czas.-zaśmiał się patrząc na zegarek.-jak ci się spało?
-ok. Chociaż już możemy się umówić na poniedziałek zaraz po waszym powrocie.-powiedział wyjmując swój notes.-pasuje?
-o proszę. Przede mną bardziej chował swoje pisemka.-zaśmiał się Koyuki i zaraz umilkl pod wzrokiem Takano.-no nic. A fotel na prawdę fajny. Takano strasznie marudzil ze nie może go zabrać ze sobą.-zaśmiał się.
-ale musisz...jak nie będziesz spać to mi umrzesz.-przytulił go mocno do siebie.-chodź. Chociaż spróbujesz...jeśli się nie uda to pojedziemy do szpitala.
-aż tak źle? To może lepiej by było gdyby pojechał do szpitala? No wiesz...skoro to potężna grypa. I powinieneś z nim zostać...
-ok. Cały czas będę pod telefonem.-zapewnił go Chris.-bawcie się dobrze.-dodał juz więcej ich nie zatrzymując. Jun wyszedł z gabinetu zaraz za Ryu.
-sądzę że on po prostu slebiej szukał od ciebie.-zaśmiał się Takano.-W końcu to była pierwsza rzecz jaką zrobiłeś po wejściu do mojego pokoju.-zauważył.
-Naoki...twoje zdrowie jest najważniejsze, zrozum to wreszcie.-westchnął ciężko.-na prawdę może się stać coś złego jeśli nie będziesz spał...nie chce cię stracic.-powiedział prowadząc go do swojego gabinetu.
-rozumiem. Wracaj jak najszybciej. Może ci w czymś pomoc?-spytał zerkajac na niego.-sensei widział się z lekarzem? Na prawdę powinien....
-Nic się przecież nie stało gluptasie. Ja się zawsze ciesze kiedy mogę ci pomóc. Zawsze. A to ze odpowiedziałem na kilka krępujacych pytań to jeszcze nie koniec świata. Wiec mnie nie przepraszaj za coś takiego.-ucałował go w policzek I poprowadził wózek do wyjścia.-a teraz pójdziemy na lody.
-nigdy nie mówiłem ze jest inaczej.-zaśmiał się Koyuki. Takano zaś mocno przytulił do siebie Yuye i wziął go na kolana.-my za tobą tez.
-twoje zdrowie jest dla mnie ważniejsze. Chociaż spróbuj zasnąć. Będę cały czas przy tobie...spróbuj. nie chce żebyś mi padł z braku snu.
-chodziło mi o pomoc przu senseiu.-zaśmiał się.-ale ramię tez ci rozmasuje.
-Ale przecież nie zrobiłem nic wielkiego.-zauważył.-może zanim lody to odwiedzimy Keiichiro skoro jesteśmy w szpitalu? Koki do mnie dzwonił i mówił ze juz wszytko gra.-zaproponował wesoło.
-będziesz mógł.-zgodził się bez problemu Takano.-my tez bardzo za tobą tesknilismy, prawda Tomo?
-w ogóle nie próbowałeś...-westchnął Hiroki ale już nie zdążył go zatrzymać.-Yasu co mam zrobić?-piętnaście minut później zwrócił się do przyjaciela.-jak tak dalej pójdzie to mi umrze z braku snu...
-na pewno?-spytał jeszcze żeby się upewnić.-ale jakby co to powiedz...chętnie ci pomogę.-uśmiechnął sie do chłopaka.-um...potem chciałbym ci coś pokazać.-dodał kiedy dojechali do szkoły.
-pogadaj. Masz przecież wiele rzeczy do opowiedzenia.-zauważył wesoło I wprowadził wózek do windy. Juz po chwili byli w sali w której leżał Keiichiro.
Takano jeszcze trochę tulił do siebie chłopca a potem posadził go na kolana Tomo.
-pójdę po laptopa do samochodu bo Koyuki mnie zabije tym swoim wzrokiem.-wyjaśnił I wyszedł.
-myślisz ze zgodzi się na taką opcję?-uniósł brew.-wiesz...rozumiem ze może tak chcieć ale...ja na prawdę nie chce go stracić a on w ogóle nie chce mnie słuchać...juz nie wiem jak mam z nim rozmawiać.
Chłopak skinął głową.
-to nic zboczonego.-dodał zaraz celujac w niego palcem.-na dach? Ale...ja nie dam rady na wózku...
-przecież już nie raz mówiłem że możecie zostać ile chcecie. My jedziemy w piątek więc zostawię ci klucze. Będziecie mieli spokój więc sobie odpoczniecie.-poklepał go po ramieniu.
-i następnym razem pojedziemy razem? Bo ja bym bardzo chciał.-powiedział chłopiec. Chwilę później Takano wrócił z laptopem żeby po obiedzie mogli spokojnie obejrzeć zdjęcia.
-na pewno by wkurzyło.-westchnął Hiroki.-rozmawiałem z nim wczoraj i wiem że ciągle ma koszmary że mu umieram. A on nie jest w stanie mi pomóc. I dlatego się boi. I nie wiem co z tym fantem zrobić.-przyznał szczerze.-mam mu dać się zajechać do końca rozprawy i potem zaciągnąć do szpitala?
-ale...przecież twoje ramie...-zauważył nieśmiało ale więcej nic nie mówił. Wjechał do klasy bo specjalnie dla niego przenieśli zajęcia do gabinetu na samym dole.
-cóż...sądzę że mają. Zaprosił mnie na randkę i spędziliśmy miło czas. No i jesteśmy już umówieni na walentynki.-wyszczerzył się.-Skoro w piątek go wypisują to akurat możesz coś dla swojego kochania zorganizować.-dodał wesoło.
-i nie musisz dłużej czekać bo curry już gotowe. Zapraszam do stołu.-zawołała kobieta zapraszając wszystkich do jadalni. Takano pomógł Tomo przenieść się na wózek a potem poprowadził go do stołu.
-na nic więcej mi nie pozwoli.-westchnął.-wrócę za jakiś czas. Wy szukajcie dalej.-powiedział i zrobił to co poradził mu przyjaciel. Poszedł do Naokiego z herbatą i kanapką.
Chłopak dość niepewnie podjechał na tablicy. Przykład był za wysoko żeby rozwiązać go na siedząco więc wstał i rozwiązał przykład najszybciej jak umiał. Potem wrócił na swoje miejsce.
-najlepsze pewnie będzie oglądanie filmów w domu i jakaś miła kolacyjka. Wiesz to nie musi być nic wielkiego.-zauważył wesoło.
Takano przytaknął.
-jest na prawdę pyszne. Już wiem po kim Tomo to ma.-powiedział wesoło. Uwielbiał ten smak domowego curry.
-to nic takiego.-powiedział głaszcząc chłopaka po włosach.-nie musisz mi dziękować.-dodał zaraz.-Naoki? Czy możemy pójść na kompromis? Tasz mały wyjazd do onsen poczeka i zaraz po rozprawie pójdziesz do szpitala,ok?
Yuji zarumieniony wrócił do swojej ławki. W ogóle nie miał już siły i czuł że nie będzie mógł pokazać Kazuo że radzi sobie z chodzeniem. Nie rozumiał czemu nauczyciel tak się na niego uwziął. Zanim chłopak wrócił położył mu na ławce karteczkę na której napisał tylko proste 'dziękuję'.
-deser brzmi świetnie.-zgodził się z nim.-możecie korzystać z czego chcecie.-zaśmiał się zaraz. Na prawdę mu to nie przeszkadzało bo im ufał.
-lepiej żebyś ty opowiadał. W końcu to ty widziałeś to wszystko pierwszy raz.-zauważył włączając pierwsze zdjęcia z ich drogi do hotelu.
-tak tak...i na prawdę postaraj się chociaż trochę spać. Przecież cały czas będę przy tobie więc nie musisz się bać.
Yuji nie bardzo wiedział co zrobić. Nauczyciel nadal patrzył na niego wyczekująco więc wykierował wózkiem i podjechał do tablicy. Wstał i zaczął rozwiązywać zadanie ale już w połowie nie wytrzymał i opadł na kolana.
-ale na wakacje wracasz przecież. No i będziemy rozmawiać na skypie. Muszę wiedzieć jak sobie radzisz. Ze wszystkimi szczegółami.-powiedział wesoło chłopak.
Niedługo potem doszli do ich zdjęć na wierzy Eiffla gdzie Takano trochę poopowiadał żeby Tomo miał przerwę. A zaraz po tym do zdjęć z byłego mieszkania Takano.
-Marc nam je udostępnił i poszedł na randkę z Theo.-wyjaśnił.
-będę cię odwiedzał. Ale nie mogę zostać na noc.-powiedział tuląc go do siebie.-jak będzie wszystko dobrze to cię wypuszczą.
-Kazuo...przecież nic się nie stało.-powiedział Yuji ale nie dokończył zadania. Wrócił na swoje miejsce i z ulgą przyjął koniec lekcji.
-na prawdę się ciesze z tego powodu. W końcu wszystko zaczyna wam się układać i w ogóle wyglądasz na szczesliwszego. I tak jakbyś miał więcej energii.-przyznał wesoło.
-niemożliwe, on cię oczyl?-powiedział zaskoczony Koyuki. Takano tylko wywrocil oczyma. Oczywiście ze uczył, w końcu mu to obiecał. Potem pojawiło się też kilka zdjęć z ich wycieczki po reszcie Francji.
-juz mi obiecałeś ze pójdziesz. Naoki...ja po prostu nie jestem w stanie sam ci pomóc...
-um...ale spokojnie.-Yuji złapał go za rękę.-przecież nic takiego się nie stało...-powiedział uśmiechając się do niego delikatnie.
-wiesz...tak jakby za wiele nie mogę zrobić.-zaśmiał się.-czuje się lepiej ale nadal jestem słaby. Nawet nic mu nie ugotuje...-dodał trochę smutny.
-no proszę braciszku.-zaśmiał się Koyuki.
-było na prawdę wesoło.-zgodził się.-a tutaj juz jesteśmy na wyspie. Ale większości zdjęć wam nie pokażemy.-zaśmiał się Takano.
-wątpię że mogę. Spytam lekarzy czy nie będę mógł zostać na noc. Ale tak to ja mam prace...-westchnął. Bardzo chciałmu ppomóc.
-to nic...mogło być gorzej. Przecież nie zemdlalem.-wyjął z plecaka sok i wziął kilka łyków. -jest dobrze...ale nie wiem czemu się tak na mnie uwzial...
-na więcej chyba nie będzie mnie stać.-zaśmiał się.-a ty masz coś dla Juna? W końcu to już w piątek.
-no właśnie...nie byliśmy znaczy na wyspie może trochę...ale jak już Tomo był w szpitalu to byliśmy grzeczni.-zaprotestował.
-dobrze. Zadzwoń jak skończysz. I gdyby coś się stało.-poprosił I juz go nie zatrzymywał.
-tylko trochę...to dzięki twoim notatkom. Nudziłem się w szpitalu wiec wszystko czytałem.-zaśmiał się.-mam nadzieję Ze teraz do przerwy będę spokojne lekcje.
-na pewno się ucieszy.-powiedział wesoło.-zazdroszczę ci tego wyjazdu...-westchnął.-no i daj znać ile czekoladek dostaniesz na uczelni.-pokazał mu język.
-po prostu się starałem zeby wyjazd był miły. Ale na prawdę chciałem doświadczyć podróżowania w twoim stylu. Uda mi się jeszcze?-spytał calując go w policzek.
-wow jakie fajne łóżko.-wyrwało się Kanekiemu kiedy zobaczyl ich selfi na materacu wiszacym nad woda.
Hiroki też wrócił do swojej pracy. W końcu mieli masę roboty.
-ale cieszyłem się ze są takie dobre...bo lepiej rozumiem.-powiedział lekko się rumieniac. Wyprostowal się kiedy weszła nauczycielka.
-oj daj spokój...na pewno jakaś dostaniesz. Na 100% wpadłes chociaż jednej osobie w oko.-roześmiał się.-przywieź. I zrób dużo zdjęć bo chce je później obejrzeć.
-liczę na to. Może być taka podróż nawet tylko po Japonii.-powiedział zaraz. Bo na prawdę miał na takie coś ochotę.
-na prawdę było? Jej...chciałbym kiedyś spróbować. Spaliscie na nim?-Kaneki był na prawdę ciekawy.
-podjechać po ciebie? Akurat wracamy z terenu. Yasu wraca z chłopakiem którego udało nam się znaleźć...na szczęście tylko uciekał z domu.-wywrocil oczyma.
Yuji spokojnie dotrwal do przerwy obiadowej bo obeszło się bez podchodzenia do tablicy. Kiedy lekcja się skończyła klepnal Kazuo w plecy.
-idziemy coś zjeść?-spytał wesoło.
-ej, ja sobie zastrzegam prawo do zobaczenia wszystkich.-zaśmiał się.-przecież kiedy nie zobacze wszystkich może mnie wiele ominąć.-zauważył kładąc się wygodniej.
-bo noce tam są chłodne.-wywrocil oczyma Takano.-ale za dnia lezelismy ile tylko chciałeś.-zauważył.-jeśli tak ci się to podoba Kaneki to mogę udostępnić wyspę Renown na trochę.-dodał zaraz.
-no dobrze...widzimy się na posterunku.-rozlaczyl się a kiedy dojechali od razu podszedł do chłopaka.-nic ci nie jest? Poczekasz na mnie jeszcze chwile? Musimy się zająć tym dzieciakiem...-wskazał na nastolatka, którego wprowadzał Yasu.
-na pewno zaskakuje...wygląda pysznie.-uśmiechnął sie.-a dla siebie coś zrobiłeś?-spytał próbując jedzenia.-pyszne jest. Mozesz mi takie robic czesciej.-pokazal mu język.
-dobra, te zdjęcia ci wybacze.-wywrocil oczyma.-ale chcę wiedzieć wszystko co się działo. Ze szczegółami.-wyszczerzyl się.
-wcale nie. Mój kochany brat ma za.miesiąc urodziny wiec to będzie mój prezent dla niego. Pojedziecie i odpoczniecie. Trochę zabawy dobrze wam zrobi.-powiedział wesoło Takano.
Yasu zamyslil się trochę.
-cóż...nie jednoznaczne ale musiałyby go obarcza chociaż jako podejrzanego. Nie tylko zeznanie, chyba że bardzo silne ale też jakieś zdjęcie albo nagranie. Nie możemy kogoś zamknąć bez dowodów.
-smakuje. Jest pyszne.-powiedział jedząc ze smakiem. Zjadł szybko bo Brzeziny te wszystkie lekcje trochę zglodnial.-a dlaczego chciałeś akurat na dach?
Chłopak nie mógł powstrzymać wesołego śmiechu.
-ale jak jego nie będzie to już się nie bedziesz rumienil?-spytał dalej się śmiejąc.-ech baw się dobrze Ryu. Żebyś miał co mi opowiadać.
-dlatego przyda wam się odpoczynek. Nie będę was namawiał. Tomo na początku nie był przekonany co do tego naszego wypadu na wyspę ale potem chciał zostać dłużej.
-Naoki? Co się stało?-Yasu zareagował od razu. Przeniósł chłopaka na kanapę.
-no jest miło...-zgodził się chłopak.-myślisz...ze możemy tu zostać i nie pójść na wf skoro i tak nie ćwiczymy?-spytał cicho.
-Ok. To teraz na lody.-powiedzkał wesoło Jun i poprowadził wózek do wyjścia.-pogadales sobie?-spytał zerkajac na niego.
-no widać.-zaśmiał się Takano a Koyuki zrobił im zdjęcie.
-będę miał do nagrania jak się zdecydujecie na ślub.-pokazał język bratu.
-wracaj na kanapę i się połóż.-polecił mu Yasu.-zawroty głowy to nic dobrego.
-um...no skoro tak mówisz...-powiedział trochę smutny. Sądził ze raz mogę skoro na sali i tak nie będą nic robić.
-na pewno się jeszcze spotkamy zanim wyjadą. Wrócimy z Nowego Jorku w niedziele wieczorem wiec spokojnie.-zapewnił go.-cieszysz się ze miałeś tak długo tutaj swojego przyjaciela?-spytał wesoło.
-ależ my nie siedzimy na nim.-zaprotestował Koyuki robiąc im jeszcze jedno zdjęcie.
-tylko na tobie.-zawtorowal mu Takano.
-ale nie martw się...to wszystko dlatego ze się cieszymy. Mój drugi młodszy braciszek w końcu przestał rozrabiac i znalazł sobie kogos kto go pokochał z wszystkimi wadami.
-nie widać.-wywrocil oczyma Yasu.-cóż...jeśli dobrze widać kto to to powinno wystarczyć.-skinął głową odpowiadając na jego pytanie.
-wcale nie. Nigdy nie dałem ci się namówić.-pokazał mu język.-ale...pomyślałem ze ten jeden raz byśmy mogli...ale jeśli nie chcesz to nie.
-no rozumiem skarbie. Odwiedzimy ich jak wrócimy do domu.-zapewnił go I wszedł do lodziarni.-ale tutaj masz kolegów, prawda? I mówiłem Ci ze możesz ich zaprosić jeśli chcesz. Ja się wyniósł do hotelu na ten czas.-zaśmiał się.-a Mark wie ze się spotykamy wiec jego możesz zaprosić kiedy chcesz.
-oj masz masz...-zaśmiał się Takano.
-na przykład jesteś największym burzujem z nas wszystkich. I jesteś pracocholikiem. A na dodatek w ogóle nie umiesz gotować.-zaczął wymieniać Koyuki.-o czymś zapomniałem?
-na pewno? Pojedziemy juz do domu.-powiedział przytulając go do siebie.-ja ciebie tez kocham. Bardzo.
Spojrzał na niego nie bardzo rozumiejąc po co byłaby im pielęgniarka gdyby taka sytuacja w ogóle miała miejsce.
-oj na prawdę nie byłoby aż tak źle. Dałbym sobie jakoś rade.-zapewnił go.-ale dobrze...jeśli tak właśnie zdecydowałes to nie bedę cię namawiał. Ale Marka możesz zaprosić kiedy chcesz skoro o nas wie. Miej chociaż jednego takiego przyjaciela.
-nie jest tylko moja. Jest jeszcze trójki moich przyjaciół.-zaprotestował.-no i nie będę pokazywał palcem kto, ale ja nie kazalem mojemu chłopakowi brać najdroższe danie z karty.-wytknal mu.-wiec tak, jesteś największym burzujem.
-dzięki Yasu. Będziemy czekać.-powiedział z uśmiechem Hiroki i zaprowadził Naokiego do samochodu zaraz pomagając mu usiąść.
-um...ja ciebie tez.-powoedzial z nieśmiałym uśmiechem.
-pomyśl. Przecież nawet jak przyjdzie to nie będę cały czas z wami siedział.-powiedział zatrzymując się i wychodząc z lodziarni.-Możemy tak zrobić, nie ma problemu. Ale coś się stało że nagle zmieniłeś zdanie?
-dobra dobra...ale mentalnie jednak ty jesteś większym burżujem.-Takano pokazał mu język.-Ale Kaneki to naprawia więc jest dobrze.-dodał wesoło.
-Zrobię nam coś dobrego. Ty w tym czasie będziesz mógł się położyć.-powiedział jadąc spokojnie.
-um...stan tam.-poprosił a kiedy Kazuo stał już w odpowiednim miejscu podniósł się z koca i powoli zaczął iść w stronę chłopaka.
-dobrze, mi też to pasuje.-zapewnił go wesoło i pomógł mu wejść do samochodu. Potem pojechał prosto do sklepu blisko ich mieszkania.-na jakiś lody masz ochotę?
-ale się czuje.-zauważył z lekkim uśmiechem.-i nawet nie wiesz jak się ciesze ze tak jest.-pogłaskał Tomo po włosach.-jest mi smutno tylko ze jego zdrowie znów zostało zachwiane....
-możesz nawet zasnąć. Zaniosę cie do mieszkania jeśli będzie taka potrzeba.-zapewnił go.
-ciesze się, wiesz?-uśmiechnął się i objął to ramionami.-kocham cie. Jak juz normalnie będę chodził to ja cie zaproszenie na randkę.-dodał wesoło.
-czekoladowe z kawałkami czekolady...-powiedział trochę rozmarzony.-możemy wziąć dwa rodzaje.-dodał zaraz.-waniliowe I czekoladowe.
-wiem...ale to nie zmienia faktu że nadal się o niego martwie.-dodał I pokręcił głową.-ale dzięki tobie jest lepiej. Jeszcze raz dziękuję Ren.
Kiedy dojechali wysiadł z samochodu i widząc ze chłopak usnal wziął go na ręce.
-a teraz już wracajmy skoro nie chcesz wagarowac...-powiedział wtulajac się w niego jeszcze.
-zrobię.-zapewnił go I ruszył w stronę lodówek.-może być. Jakikolwiek film marvela będzie ok.-zapewnił go wesoło.
-nie ufalem tamtym lekarzom.-przyznał szczerze.-ale dość juz o tym. Może za jakiś czas byście wpadli do nas na ognisko albo grilla.-zaproponował braciom zaraz sam zaskoczony swoją śmiałością.
-dobrze. Jak wyjdziesz z łazienki to kolacja będzie akurat gotowa.-powiedział spokojnie gotując.
Yuji był z tego powodu trochę niezadowolony bo ten jeden raz miał ochotę powagarowac. Pojechał jednak grzecznie razem z reszta do sali gimnastycznej i podjechał wózkiem do jednej ze ścian gdzie miał zamiar spędzić resztę zajęć.
Jun wyprostowal się trzymając w dłoniach dwa pudełka z lodami. Spojrzał na chłopaka łagodnie.
-dlaczego miałbym się z ciebie śmiać?-spytał go trochę zaskoczony.-ja tez chciałbym spędzić z tobą całe życie. Bardzo cie kocham.
-wow...nieźle sobie poczynasz Koyuki...-powiedział szczerze zaskoczony Takano. W ogóle się tego nie spodziewał.-gratuluję wam.-dodał zaraz widząc ze jego brat jest szczęśliwy.
-pójdę ja. A zaraz po rozprawie pojedziemy do szpitala.-odpowiedział krótko. Uśmiechnął się i wrócił do jedzenia.
-obrażony.-pokazał.mu język ale zaraz roześmiał się i usiadł obok niego na materacu. Zaczął mu masować ramię.
Jun spokojnie skierował się w stronę następnych półek.
-a chcesz do tego coś jeszcze? jakieś owoce, posypki?-spytał sięgając po bitą śmietanę.
-będziecie mieli jeszcze weselej w domu.-dodał Takano.-Mary się cieszy?
-nie ma za co.-zapewnił go Hiroki.
Yuji wywrócił tylko oczyma i zaczął masować mu ramię.
-nic mi nie brakuje. Możemy iść.-powiedział i spokojnie zaczął prowadzić wózek do kasy. Zapłacili i już po chwili jechali windą do mieszkania.
-mhm dobrze...ale nadal masz być na wózku.-przypomniał mu jeszcze.-cóż...je za trzy osoby więc chyba też nie powinna zbytnio sobie odmawiać.-zauważył wesoło Takano.
Hiroki dołączył do niego po krótkiej chwili. Wszedł pod kołdrę i przytulił chłopaka do siebie.
-dobranoc.-szepnął i ucałował go w czółko.
-Lepiej?-spytał Yuji po kwadransie masowania.
-kiedyś możemy ten sen spełnić.-powiedział uśmiechając się.-Oczywiście jeśli będziesz chciał.-dodał zaraz szybko.-Cieszę się że masz takie miłe sny...
-no cóż...najważniejsze żebyście oboje byli szczęśliwi.-skwitował Takano.
Hiroki przebudził się ale nie otwierał oczu.
-chcesz pogadać?-spytał trochę sennie.
-mhm...to dobrze. Ale nadal sądzę że fajniej by było na wagarach.-powiedział trochę się jeszcze dąsając.
-spokojnie, nie musimy jak nie chcesz.-zapewnił go mierzwiąc mu włosy. Kiedy dojechali na swoje piętro wyprowadził wózek z windy i wprowadził wprost do ich mieszkania.
-na prawdę? No proszę...pilnowały cię.-zaśmiał się Takano oglądając zdjęcia.
-wcale nie muszę...ale wiesz że zawsze możesz mi się wygadać, prawda?-spytał wyciągając do niego ręce.
-a jaka różnica?-spytał nie bardzo rozumiejąc co ma jedno do drugiego.
-mhm dobrze. Ja zrobię lody.-zdecydował i poszedł do kuchni. Kiedy zrobił oba desery poszedł do salonu i usiadł na kanapie.
-tego się nie spodziewałem.-przyznał szczerze Takano.-ale za nią też się stęskniłem. Chciałbym ją już zobaczyć...
-spokojnie...jestem tuż przy tobie.-zapewnił go i przytulił go do siebie.-pomyśl o czymś miłym.
-niby co takiego? Na prawdę nie widzę związku między jednym a drugim.
-no to teraz możesz nadrobić.-powiedział przytulając go do siebie. Zaraz podał mu pucharek z lodami i wziął swój.-smacznego.
-to dobrze.-zaśmiał się.-ale były spokojne?-spytał zaraz.
-na prawdę powinieneś zostać w domu i spróbować spać...-westchnął Hiroki widząc zaspanego chłopaka.-Wiem że nic mi nie da namawianie ciebie..a skoro dzisiaj jest rozprawa to od jutra masz wolne.-pocałował go w policzek i wyszedł z łóżka.
-i właśnie dlatego sobie teraz idziesz narzucać...-westchnął chłopak.-i zostawiasz mnie tu samego...
-jest bardzo miło.-przyznał mu rację.-Ty, ja...coś pysznego i film. Idealny wieczór.-pocałował go w policzek i wrócił do lodów.
-Jakoś bardziej ufne są do dzieci.-wzruszył ramionami.-ale dość szybko się do was przyzwyczaiły, to dobrze.
-Zrób tak żeby było ci wygodnie. Od razu spakujesz się do szpitala.-powiedział.-zrobię jakieś ciepłe śniadanie.
Yuji oblał się rumieńcem.
-wybacz...Zazwyczaj pamięta o tobie mój brat.-pokazał mu język.
Jun po filmie obrócił chłopaka przodem do do siebie i przytulił go mocno.
-kocham cię, wiesz? I już nie mogę się doczekać naszego walentynkowego wyjazdu.
-no to dobrze że nie zadzwoniłeś.-zaśmiał się Takano. Później zjedli lody i jeszcze chwilę porozmawiali. Nie siedzieli jednak zbyt długo i już godzinę później byli w mieszkaniu Rena.
-nie wiem. Wszystko pewnie będzie zależało od poprawy.-powiedział bo na prawdę nie miał pojęcia. Potem zabrał się za robienie śniadania.
-oj no...-Yuji wzruszył ramionami.-nie bujam w obłokach tylko jestem trochę obrażony. Bo mogliśmy zostać na dachu a nie przychodzić tutaj żeby nic nie robić.
-i na pewno taki będzie.-powiedział całując delikatnie jego usta.-I mam nadzieję że jak już wrócimy to nie będziesz żałował. I że przywieziemy dużo zdjęć i miłych wspomnień.-dodał obejmując go w pasie.
-Dzięki. Co prawda mamy nadzieję nie zostawać zbyt długo ale wszystko zależy od Rena.-powiedział i ziewnął.
-Mam taką nadzieję.-powiedział zaraz stawiając na stole śniadanie.-Zjedz ile możesz.
-ale kto tu mówi o robieniu czegoś więcej.-wywrócił oczyma.-Ja tylko chciałem z nim tam posiedzieć i pogadać.
-przytulę.-powiedział patrząc mu w oczy.-i nie muszę wiedzieć czemu tęsknisz. Cieszy mnie fakt że tak jest.-pocałował go namiętnie a potem zmierzwił mu włosy.-ok. Pora iść spać.
Takano skinął głową a potem sam również położył się spać. I dla niego był to dość męczący dzień.
-Naoki? Odłóż prace na czas jedzenia.-poprosił go mężczyzna.-Będzie jeszcze gorzej jak będziesz się bardziej stresował. Zobaczysz...Wszystko pójdzie dobrze.
-wcale nie mogę...bardziej się wstydzę.-burknął.-w skoro coś cię wzięło to nie lepiej jakbyś został w domu?
-jasne. Ja pozmywam i pójdę po tobie.-powiedział zabierając od niego naczynia. Kiedy chłopak wyszedł z łazienki wziął szybki prysznic. Westchnął orientując się że zapomniał piżamy. Obwiązał się w pasie ręcznikiem i tak poszedł do sypialni wziąć jakieś ciuchy.
Takano obudził się godzinę później. Poszedł się czegoś napić a potem usiadł na podłodze przy kanapie.
-zmarzniesz jeśli będziesz tutaj tak leżał.-szepnął żeby nikogo nie obudzić.
-będę. Przecież już ci to obiecałem.-przypomniał mu i wrócił do jedzenia.
-aż tak źle? Shuji wie?-spytał zerkając na niego.-ale pójdź przynajmniej do lekarza...
-wybacz! Na prawdę nie zrobiłem tego specjalnie!-wykrzyknął łapiąc pierwsze lepsze bokserki i koszulkę i wybiegając z sypialni. Ubrał się szybko a poszedł jeszcze na chwilę na balkon żeby zapalić i dać chłopakowi chwilę.
-no trochę.-przyznał śmiejąc się cicho. Przecież on sam został skopany.
-ok.-Hiroki skinął głową. Kiedy zjadł pozmywał i też poszedł się ubrać.
-ech...dobra nie powiem mu.-wywrócił oczyma.-Ale pojedź do lekarza i wyleż to na weekend.
-przepraszam...i za to i za tamto...-powiedział przytulając go delikatnie.-mam coś zrobić z tym zapachem? Myłem drugi raz zęby...ale to chyba za mało.-zaśmiał się.
-mój biedny...ale znalazłeś drogę potem?-spytał siadając obok i obejmując go delikatnie.-dajmy innym pospać. Może wrócimy jeszcze na chwilę do łóżka?
Hiroki znalazł się przed nim pierwszy. Tuż przed tym jak mężczyzna zaatakował. Szybko zdjął marynarkę i rzucił nią w napastnika chwilowo go zaskakując i oślepiając. Wybił mu z dłoni nóż i obezwładnił zaraz zakładając mu kajdanki. Przekazał go w ręce strażników i odwrócił się do Naokiego.
-Czy został Pan ranny?-spytał spokojnie, wyprostowany. W końcu był tutaj służbowo i tylko oczy zdradzały że się zmartwił.
-inaczej powiem Shujiemu.-ostrzegł go i położył się na materacach.
-mhm...cieszę cię. Dobranoc skarbie.-przytulił go mocno do siebie i zasnął. Cieszył się mogąc być tak blisko chłopaka.
-Ale możemy poleżeć w łóżku i się potulić.-zauważył.-Cóż...muszę iść...ale szybko wrócę.-obiecał poprawiając okulary.
Hiroki skłonił się i wrócił na swoje miejsce gdzie spędził resztę rozprawy.
Yuji położył się na boku i przyglądał się Kazuo.
Jun obudził się przed chłopakiem i budzikiem. Nie chciało mu się jednak wstawać więc tylko przytulił Ryu mocniej do siebie i zamknął oczy.
-czemu?-Takano ucałował go w policzek.-znaczy...wiem że pewnie będziesz cały dzień leżał i w ogóle...-dodał spokojnie.-Ale Yuya będzie smutny jak się obudzi a nas przy nim nie będzie.
-już...już po wszystkim.-zapewnił go Hiroki.-Już jedziemy do szpitala.-dodał.
Yuji oglądał go z błyszczącymi oczyma, myśląc o tym jak wspaniałego ma chłopaka.
-jasne ze możesz.-odpowiedział Jun I pogłaskał go po włosach.-wesołych walentynek.-dodał całując go w czółko.
-otworze.-zaśmiał sie cicho. W sypialni otworzył okno i położył się do łóżka.
Hiroki od razu wziął go na ręce i zaniósł do samochodu. Pojechał prosto do szpitala.
-mhm...ja ciebie tez.-przyznał Yuji.-a teraz śmierdzisz...bo jesteś cały spocony.-pokazał mu język.
-no proszę...zaczynam dzień od słodkości.-powiedział zaraz zjadając jedną czekoladkę.-mmm pyszne.-powiedział i sięgnął ręką żeby wyłączyć budzik.-ok. pora wstawać na uczelnię.
Takano pogłaskał go wtedy po włoskach. Potem ponad chłopcem złapał Tomo za rękę i uśmiechnął się do niego.
Hiroki ustalał wszystko z lekarzami i po chwili wszedł do sali z kawą w ręku.
-o...obudziłeś się.-powiedział z wyraźną ulgą w głosie.-zawołam lekarza.
-najpierw muszę stanąć na nogi.-pokazał mu język.-no i...nie chcę żebyś tak nadwyrężał ramię.
-dobrze.-zgodził się z nim i pocałował go jeszcze namiętnie.-a dostanę pyszne śniadanko?-spytał również wstając z łóżka i przeciągając się mocno.
-hej maluchu.-przywitał się i przytulił ich obu do siebie.-dzisiaj będziemy uczyć wujka Rena robić śniadanie.-dodał wesoło.
-cóż...nie tak źle jak myśleliśmy. Co nie zmienia faktu że masz wyczerpany organizm i ech...nic na to nie poradzę ale będzie się musiał spotkać ze szpitalnym psychologiem. Pewnie tutaj przyjdzie jak mnie nie będzie. Lekarze uznali że musisz.
-dobrze że nie używałeś. Musisz ją oszczędzać.-powiedział siadając i przeciągając się lekko.
-mmmm...brzmi pysznie.-powiedział przystając przy szafie.-jasne. Mamy jeszcze czas do zajęć.-dodał wybierając ciuchy i część pakując do torby na wyjazd.
-no to zrobimy wujkowi listę i wujek zrobi zakupy, ok?-zaproponował wesoło Takano. Wysłał chłopca po kartkę i długopis a sam usiadł na brzegu łóżka.-na co masz ochotę na śniadanie?-spytał swojego męża.-czego powinienem nauczyć brata?
-wiem że nie wiesz...mówię ci tylko jak wygląda sytuacja. Wiem że możesz się czuć niepewnie i w ogóle...a na prawdę chcemy ci pomóc.-powiedział biorąc łyk kawy.-cóż...cały dzień, całą noc i jeszcze jeden cały dzień.-wzruszył ramionami.-nie musisz mi dziękować. Zareagowałem instynktownie.
-i właśnie dlatego niosłeś mnie na dach.-Yuji wywrócił oczyma i zaśmiał się cicho.
-zapakuj po prostu jakieś ładne i wygodne ciuchy.-powiedział dopakowując jeszcze jedną bluzkę. Potem poszedł do łazienki się wyszykować.
-hmmm...no to może na początek proste, tradycyjne japońskie śniadanie? Więc będzie miso, tamagoyaki, ryż..i może coś jeszcze. A następne potrawy pózniej.-zdecydował robiąc listę zakupów.
-jesteś w szpitalu. Nie myśl teraz ani o samochodzie ani o pracy. Straciłeś przytomność Naoki...proszę, przestań się zachowywać jakby nic ci nie było. Leż spokojnie i odpoczywaj.
-no ćwiczenia masz na rehabilitacji.-zauważył wesoło i przesiadł się na wózek kiedy reszta ich klasy zaczęła się zbierać do szatni.
Jun wyszedł z łazienki po kwadransie i od razu poszedł do kuchni.
-zrobię herbatę.-zaproponował I zerknął na chłopaka.-coś się stało?-spytał zmartwiony widząc za
iane w jego zachowaniu.
-kupie. Chciałbyś taka zwykła czy może jakaś specjalna-spytał głaszczac go po policzku.-mogę też dopisać składniki Renown i zrobić ci czekoladę po śniadaniu.
-nie masz się czego bać.-zapewnił go trzymając go za dłoń.-przecież nie zrobią ci tutaj nic złego i mozes z być spokojny.
-jest z w innej klasie przecież. Mamy inaczej zajęcia wiec to normalne.-wzruszył ramionami.-na pewno widział się z Kenta bo robił mu rano bento.
-cóż...zawsze mówisz żebym nie traktował cie jak dziecko wiec uznałem ze sam sobie poradzisz z doborem ciuchów.-przyznał szczerze.-ale mogę ci pomóc jeśli chcesz. Chociaż na pprawdę wystarczy jeśli weźmiesz jakieś ładne i wygodne ciuchy. Będziemy dużo chodzić I zwiedzać...I pójdziemy na jakąś romantyczna kolacje.
-no to zapisze Renowi na liście zakupów składniki.-zdecydował dopisujac wszystko co potrzebne.-i potem ci zrobię czekoladę.-ucałował go w czółko.
-oj na pewno nie będa robić więcej niż muszą. Nie bój się. Będę tutaj tak długo jak mogę ale...sam też muszę odpocząć.-westchnął I pogłaskał go po włosach.
-no bo pewnie gdzieś poszedł z Kenta.-wzrużył ramionami.-ja go widziałem jak poszedłem do toalety. A czemu pytasz?
-oj...jakoś dalbysmy rade.-zaśmiał się I wrócił do jedzenia.-kocham cie wiesz? I bardzo się ciesze ze razem jedziemy. I nie daj się dzisiaj nikomu poderwać, ok?-spytał wesoło, pół żartem.
-oczywiście ze możesz. Dam Ci tam poduszkę I koc żeby Ci bylo ciepło i wygodnie -powiedział głaszczac go po policzku.-spytam. Chciałbym moc tam być.
-zostane. I dzisiaj chyba przespie się na kanapie w swoim biurze wiec jak coś to dzwon.
-hm? O co chodzi?-spytał patrząc na niego uważnie i zauważając te lekkie rumience.-mam być zazdrosny?-dodał.-ok, idziemy.
-hm? Nie Słyszałem tych komentarzy...ale obiecuje nie dać się poderwać. Przecież wiesz ze jestem tylko twój...nie musisz być zazdrosny.-powiedział łapiąc go za rękę.-odmówić jak będą dawać mi czekoladki?-spytał wesoło.-czy zabrać nam prowiant na drogę?
-tak sądzisz? No to pójdę z nim. Ale tylko ten jeden raz. Jest dorosły, musi sobie radzic.-zaśmiał się iI wstał w końcu z łóżka żeby się ubrać.
-przyniosę. Co byś chciał? Tylko nic związanego z pracą.-zaznaczył.
-na pewno?-spytał juz wesoło wjeżdżając za nim.
-no dobrze. Wiec odmowie.-przytaknal.-ale ty tez musisz. Sam możesz tak nie uważać ale ja jestem pewny ze jakieś dziwnewczyny do ciebie podejdź z czkoladkami.-pstryknal go w nosek.
Takano skinął głową i juz po chwili wychodził z bratem na zakupy.
-proszę, tutaj masz listę zakupów. Ja jestem tutaj tylko do pomocy w razie czego.
-dobrze. Przyniosę ci coś z domu. I dango tez.-przytaknal i pogłaskał go łagodnie po włosach.
-ale...przecież wyglądamy tak samo.-zauważył I wzruszył ramionami.-chciałeś z nim pogadać ze o niego pytałes?
-ok. ja posprzątam.-powiedział dopijając swoją herbatę a potem zmywając naczynia.
Takano sam dobrał produkty na czekoladę.
-tego cię nie będę uczył.-pokazał mu język.-Ale skoro z tobą poszedłem to wybierzemy też coś na obiad. Na co masz ochotę?
-trochę. Nie więcej niż zwykle.-zapewnił go.
-skoro tak mówisz.-zaśmiał się zostając na wózku.-dziękuję.-uśmiechnął się do niego.
Dla Juna był do dość męczący dzień bo po każdych zajęciach musiał odmawiać zbierającej się przed jego biurkiem grupce dziewczyn. Zaraz po zajęciach pojechał do szpitala.
-gratuluję...ale słuchaj lekarza, dobrze?-poprosił głaszcząc go po włosach kiedy chłopak siedział już na wózku.
-głuchy jesteś? Przecież pytałem na co masz ochotę. I przy okazji czego chcesz się nauczyć. Więc wybierz coś łatwego, ok?-zaśmiał się.-to? na gorącą czekoladę. Tomo mówił że ma ochotę.-powiedział dorzucając jeszcze bitą śmietanę. Słysząc pytanie brata wzruszył ramionami.-To zależy tylko od ciebie Ren...ale chciałbym żeby ci się udało.
Hiroki wrócił na komendę gdzie chwilę jeszcz popracował a potem zasnął na kanapie.
-no dobrze. Ale mnie nie otruj, ok?-zaśmiał się pokazując mu język.
-nie będę głuptasie. Możesz spać ile chcesz.-zaśmiał się. Zaprowadził wózek do szatni.-Ryu...?Pomóc ci?-spytał dość nieśmiało ale widział że chłopak jest wyczerpany.
-hmmm...najlepsze curry robi Tomo. Ale niestety będzie ci musiało wystarczyć moje.-wzruszył ramionami. Wymienił wszystko co będzie im potrzebne i uśmiechnął się do brata.-Szukaj składników bracie.
-cóż...to dobrze że lepiej się czujesz...poczekaj chwilę.-odsunął telefon od ucha.-Yasu możesz przejrzeć te dokumenty? Ja na chwilę wyjdę.-wstał i wyszedł z biura na dwór.-już jestem. Przyjdę. Potrzebujesz czegoś?
Yuji zaśmiał się tylko cicho. Smakowało mu to bento. Dyskretnie podsunął Kazuo jeszcze jedną przyprawę.
-wtedy wychodzą smaczniejsze.-wyszeptał.
-poczekam. Zawołaj mnie jak będziesz jednak potrzebował pomocy.-poprosił i usiadł na stojącej przy drzwiach ławce.
-przeczytaj skład.-poradził mu Takano.-to nie tak że musisz brać najtańsze czy coś. Nawet Tomo tak nie robi.-wywrócił oczyma.
-ok. Przywiozę.-obiecał zapamiętując wszystko.-oj...na pewno nie torturują tylko chcą dla ciebie dobrze.-wywrócił oczyma.
-już nie mogę się doczekać.-przyznał szczerze.-i chciałbym też gotować z tobą razem...
-oj...-Jun podszedł do niego od razu i posadził go na wózku.-Wszystko?-spytał podając mu torbę.
Takano pokręcił głową nie mogąc powstrzymać śmiechu.
-ok głupi bracie...pora na lekcję. Nie do wiary że jestem młodszy a muszę ci pomagać w tylu sprawach. związki, seks, gotowanie...powinno być na odwrót, wiesz?-spytał podchodząc bliżej i zdejmując kilka różnych past.-będziemy studiować skład.-oznajmił.
-za dużo o tym myślisz Naoki...-powiedział trochę się jednak martwiąc.-nie, nie przywiozę ci tutaj żadnej pracy. Masz odpoczywać.
-dlaczego mielibyśmy?-spytał zaskoczony.-Przecież fajnie będzie tak razem gotować...-powiedział próbując okonomiyaki.-mmmmm dobre.
-widziałem. I na prawdę jestem z ciebie dumny.-powiedział mierzwiąc mu włoski.-Ale już nie będziesz się przemęczał, prawda?
Takano jeszcze raz wszystko przejrzał i skinął głową.
-wszystko. Możemy jechać do kasy chyba że potrzebujesz czegoś poza tym co już kupiliśmy.-powiedział prowadząc wózek.
-rozumiem...ale przywiozę ci jakieś książki i będziesz się nudził mniej.-powiedział spokojnie.-Na prawdę chcę żebyś odpoczął...potrzebujesz tego Naoki.
-Oj...nadal uważam że możemy się przy tym dobrze bawić.-zaprotestował.
-postaraj się. Na prawdę nie lubię jak się aż tak przemęczasz. Wiem że już chciałbyś tak szybko wszystko...ale musisz być cierpliwy.-powiedział głaszcząc go po włosach i wyjeżdżając ze szpitala.
Takano uderzył go otwartą ręką w głowę kiedy już spakowali zakupy do samochodu.
-głupi. Zawieziesz mu curry które sam zrobisz.-wycelował w niego palcem.
-słucham. A ty mógłbyś posłuchać lekarzy a nie być takim upartym. Nie wrócisz do pracy w takim stanie.-powiedział zaciskając dłoń w pięść.-Zrobimy sobie wakacje jak już wyjdziesz ze szpitala ale masz mi się sam nie wypisywać.
-ale to tylko przy nim...-zaprotestował.-przecież ty umiesz gotować więc będzie miło razem...
-wiem Ryu...wiem. ale musisz uważać bo zrobisz sobie krzywdę jak będziesz się przemeczal. Wiec słuchaj lekarza, ok?-ucałował go w policzek I poszedł schować wózek i juz po chwili siedział za kierownicą.-wziąłeś aparat? Możemy już ruszać w drogę?
-przecież curry zrobisz w domu, pod moim okiem. Zaniesiesz mu gotowe danie.-wywrocil oczyma.-wiec nie marudz. Nie będziesz mu nosil chemii.-wywrocil oczyma I zapiął pasy
-papa. Odpoczywaj.-poprosił jescze I wrócił do pracy.
-po prostu powiedz ze nie chcesz.-zasmucil się trochę.
-ok. No to ruszamy.-powiedział zapinajac pasy.-jesienią chcesz sie położyć na tylnych siedzeniach to powiedz.-poprosił jeszcze I ruszył.
-nie chcesz się mu pochwalić jeśli ci wyjdzie?-spytał biorąc cześć zakupów.
Hiroki odwiedził go wieczorem kiedy skończył prace. Zabrał mu książki I cos slodkiego.
-hej Naoki...przepraszam ze się tak musisz wynudzic...ale potem zaliczymy onsen. Obiecuje.
-um...po prostu pomyślałem ze moglibyśmy tak miło spędzić czas.-powiedział I wrócił do jedzenia.
-nic nie przyjąłem. Chociaż jedna dziewczyna zrobiła ciasto czekoladowe które pysznie pachniało. Mam nadzieję że mi to jakoś wynagrodzisz.-zaśmiał się wesoło.-No i...to było strasznie męczące. Po każdych zajęciach przychodziły i przekrzykiwały siebie nawzajem...a ja za każdym razem mówiłem że przepraszam ale mam już kogoś i nie mogę tego przyjąć.-zerknął na chłopaka.-a wolałbym spędzić ten czas z tobą.
-Przy mnie musi ci wyjść.-wywrócił oczyma.-wypakuj to co będziemy używać do śniadania na blat a resztę schowaj do szafek i do lodówki.-polecił mu i uśmiechnął się do chłopca.-postaramy się być cicho.-obiecał mu i poszedł jeszcze na chwilę do sypialni po jedną rzecz.
-ech Naoki...ale nadal lecisz na lekach usypiających, prawda? Nie chcę żeby tak musiało być...na prawdę chciałbym żeby już wszystko było dobrze.-powiedział głaszcząc go po policzku.-więc proszę...
-zawiozę.-chłopak wywrócił oczyma i ruszył powoli w stronę gabinetu pielęgniarki.-bardzo cię boli?-spytał kiedy już jechali korytarzem.
-na prawdę zrobisz?-spytał szczęśliwy.-wiem że nie możemy ale to ciasto naprawi wszystko.-wyszczerzył się.-dziewczyny były smutne jak im odmawiałeś?
-jeju...nie stresuj się tak Ren...-poklepał go po ramieniu.-Mam coś dla ciebie...zanim zaczniemy.-podał mu gruby zeszyt z zakładkami zamieniony na książkę kucharską.-masz tam już kilka przepisów wpisanych. Reszte musisz dopisywać sam.
-Musisz odpocząć od pracy Naoki...I przestań w końcu bagatelizować swój stan.-westchnął.
-to dobrze.-uśmiechnął się.-Ale...pielęgniarki już nie ma. Więc ja ci to obejrzę.
-mhm rozumiem.-uśmiechnął się do niego.-Dobrze. Nie będę wchodził. Zajmę się czymś innym.
-Będzie dobrze. Na prawdę chcę ci pomóc.-zapewnił go i zaczął go instruować samemu na razie nie robiąc nic.
-radzimy sobie Naoki. Na dodatek nie ma na razie niczego poważnego.-zapewnił go.
-czemu? Przecież to nic poważnego.-wywrócił oczyma.-Gdzie polała cię tym wrzątkiem? Rozbierz się.-poprosił podjeżdżając do apteczki i trochę się rumieniąc.
-pójdziemy. Masz na coś specjalnego ochotę? Chciałbym żebyśmy oboje decydowali o tym wyjedzie.-powiedział zerkając na chłopaka.
Takano podszedł do niego bliżej i zaczął mu dawać dokładniejsze instrukcje.
-źle zrozumiałeś. Aktualnie sobie radzimy bo nic się nie dzieje. Więc proszę...odpocznij i wylecz się. Proszę.-objął go delikatnie.-praca nie jest teraz ważna.
-Kazuo...ja widziałem juz twoje plecy. To że zobaczę je zagojone niczego nie zmieni więc proszę...rozbierz się i daj mi cię opatrzyć.
-ok, możemy iść na coś takiego.-zgodził się wesoło.-możesz się przespać. Będziesz miał więcej energii później.
-zaraz wszystko będzie gotowe.-zapewnił go Takano I wrócił do instruowania brata.-ok. Teraz spróbuj czy dobre.
-rozumiem...ale jutro weekend wiec mogę zostać z tobą tutaj.-pocieszylo go.
-możesz przestać Kazuo? Widziałem już twoje plecy. I to w gorszym stanie. Teraz to tylko blizny.-wywrocil oczyma.-i co? Jak będziemy chcieli się kochać to tez nie zdejmiesą koszulki? Co to to nie. Nie zgodzę się na cośtakiego.-wycelowal w niego palcem.-wiec przestań się tak zachowywać i daj sobie pomóc.
-dobrze obudze.-obiecał mu I juz spokojnie jechał dalej. Zjechał na postój jakoś w połowie drogi i wtedy go obudził.
-skoro dobra to możesz już nakładać cztery porcje.-uśmiechnął sie do brata I przytulił Tomo.-ja tez, ja też.-zapewnił go.
-oj...ale na razie będę przy tobie...-powiedział tuląc go do siebie i dając się wyplakac.-wszytko będzie dobrze...
-oj przestań się wyglupiac Kazuo...dotknął jego policzka i ucałował go w usta.-to ze zobaczę twoje plecy niczego nie zmieni. Możesz być I to spokojny. A jak będziesz grzeczny to dostaniesz nagrodę.
-nie przejmuj się mną. Nie jestem aż tak zmęczony.-zaśmiał się.-Ale możemy chwilę odpocząć. To nam nie zaszkodzi.-zgodził się.
-oj...przecież twój stres się jeszcze nie skończył.-zaśmiał się Takano.-pora na naszą szczerą opinię.-pokazał mu język.-smacznego.-dodał na koniec i zaczął jeść.
-cóż...na malutki spacer chyba możemy iść...-zgodził się.-Ale lepiej jeśli wcześniej spytam lekarzy.
Yuji najpierw je obejrzał a potem spryskał pianką chłodzącą.
-damy się jej wchłonąć.-wyjaśnił i uśmiechnął się do chłopaka.-widzisz? Nie jest tak strasznie.
-no dobrze-zaśmiał się i poszedł za nim żeby w razie czego pomóc.-gdzie chciałbyś usiąść?-spytał kiedy chłopak skończył zamawiać.
-spokojnie, czuwałem.-zaśmiał się Takano i spojrzał na brata dopiero kiedy spróbował wszystkiego.-ja się wypowiem ostatni. Najlepiej żeby na początek wypowiedział się mój krytyk japońskiego jedzonka.-powiedział puszczając oczko do Tomo.
-Jak coś znajdę to ci przyniosę. Może ci kupić sudoku?-zaproponował zaraz.
-oj nie jest...-odsunął delikatnie jego dłonie żeby go pocałować. Kiedy byli sami trochę mniej się wstydził.
-ok, może być tam.-zgodził się i ruszył w tamtą stronę.-odwiedziłeś Keia przed rehabilitacją? W końcu skończyłeś zajęcia dość wcześnie.
-Widzisz Ren, nie jest źle. Tak bałeś się że dasz za dużo przypraw że dałeś za mało.-poklepał go po ramieniu.-następnym razem wyjdzie lepiej. Bo jest ok.-powiedział i wrócił do jedzenia.
-mhm...poszukam czegoś ale wątpię żeby coś się zachowało.-obiecał mu zaraz.-Wiem Naoki..ale nie mogę cały czas tutaj z tobą siedzieć...
-no dobrze Kazuo...ale ja nie widzę w tym nic strasznego.-to przecież tylko blizny...
-rozumiem. To dobrze że już się lepiej czuje.-powiedział z uśmiechem i wziął od niego pączka.
-ok nie będzie w salonie.-zgodził się Ren.
-a ja w końcu pójdę do okulisty bo mam dość okularów i jak wrócę to zajmiemy się curry.-powiedział Takano poprawiając okulary i wracać do jedzenia.
-wybacz...nie jestem zbyt gadatliwym typem.-powiedział głaszcząc go po policzku.
-wiem Kazu...wiem.-chłopak jeszcze raz zerknął na jego plecy kiedy pianka się wchłonęła.-ok, wygląda to dobrze. Skóra nie ucierpiała ani nic więc możesz już nie ubrac.
-bardzo dobrze. Ja też się cieszę że nie pojechali.-powiedział z uśmiechem.-więc nie musimy się już martwić. Odpocznie i dopiero wtedy wrócą do japonii.-dodał i wziął łyk herbaty.
-cóż...możesz ze mną iść ale wizyta i okulisty trochę zajmie.-powiedział spokojnie.-No i skoro kolega ma to ty też musisz mieć?-spytał unosząc lekko brew.
-to dobrze.-uśmiechnął się całując go delikatnie.-Przepraszam że nie jestem ideałem. Przychodzę i za wiele nie mówię...ale na prawdę bardzo chciałbym ci pomóc...
Yuji zerknął na zegarek i wzruszył ramionami.
-zajęcia i tak zaraz się kończą.
-ok. I na pewno zawieziesz mnie gdzie będę chciał?-spytał wesoło.-hmmmm...no to chyba powinienem się zastanawiać gdzie chce pojechać.-zamyslil się na chwilę.
-mhmmm...no zobaczymy.-Takano zmierzwil mu włosy i wstał od stołu. Poszedł sprawdzić jak tam Tomo z kroplowka.
-ale nie bój się...-Hiroki złapał go łagodnie za rękę.-one przecież nic złego ci nie zrobią.-uśmiechnął sie do niego.-załatwiłem juz sobie wolne jak wyjdziesz ze szpitala...wiec pojedziemy do onsen na randkę i w końcu się wyluzujemy.
-ok. Wpadnę.-chłopak uśmiechnął sie słodko.-na pewno wpadnę.-dodał przytulając się trochę do niego.
-cóż...tego nie mogę obiecać. Nic nie mogę poradzić na to że się martwię.-powiedział zaraz biorąc łyk herbaty.-ale postaram się mniej.-zapewnił go zaraz.
-wiem Tomo...wiem...-Takano przytulił go do siebie. Nie lubił wracać do tego tematu bo wiedział że jest on ciężki dla chłopaka.-Ale już dobrze. To tylko lekarstwa. Nic strasznego.
-oczywiście że będę. Znalazłem takie fajne onsen niedaleko. Będziemy się mogli tam zatrzymać na noc i co tylko będziesz chciał.-zapewnił go.
-ok. Już nie mogę się doczekać. To będzie chyba pierwszy raz jak będę jadł twoje curry.
-wiem. Ufam ci.-zapewnił go z uśmiechem.-będzie tulenie i co tylko chcesz.-dodał ściskając jego dłoń i dopijając herbatę.-Możemy już się zbierać.
-Nie ma w tym nic złego że się boisz. Wiem przecież czemu tak jest.-dodał i też go ucałował.-Potrzebujesz czegoś ze sklepu?
-ja ciebie też kocham. I chce tego samego.-zapewnił go i pogłaskał go po policzku.-więc wytrzymaj jeszcze trochę w szpitalu, ok?
Yuji pokręcił przecząco głową.
-na pewno jest pyszne więc się nie przejmuj.-zerknął na zegarek i odsunął się od chłopaka.-Zajęcia zaraz się skończą więc chodźmy zabrać swoje rzeczy.
-na pewno, na pewno.-zapewnił go i wstał.-nie jestem zmęczony i nie zostało nam aż tak dużo drogi. Nie martw się.-dodał i zaczął spokojnie prowadzić wózek w stronę samochodu.
-ok. Postaram się wrócić jak najszybciej.-zapewnił go i ucałował w policzek.-a jak Ren cię będzie męczył to od razu dzwoń.-dodał śmiejąc się cicho.
-dasz radę. No i dzisiaj z tobą zostanę więc na pewno dasz.
-um Kazu? A...mogę przyjść? Znaczy...sensei nie ma nic przeciwko?-spytał bo nagle sobie o tym przypomniał.
-dobrze, dobrze. Odpoczne I potulie mojego ukochanego chłopaka.-uśmiechnął sie do niego I powoli ruszył dalej w drogę.-wiesz...cieszę się że przez ten rok nie miałem żadnych napadów chłodu od balsamowania. Było mi ciężko kiedy musiałem pracować a ty byłeś daleko.-przyznał szczerze.-ale teraz jesteś blisko mnie i jesteśmy szczęśliwi.
-jasne. Przespij się a jak się obudzi są będzie na ciebie czekać gorąca czekolada.-ucałował go I wstał. Zaraz szybko się ubrał i wyszedł do okulisty.
-jasne.-Hiroki zdjął buty i położył sje obok niego. Zaraz objął go delikatnie.
-ok. Wiec nie ma problemu.-wyszczerzyl się I zabrał swoje rzeczy.-wiec widzimy się wieczorem.
-ja tez się bardzo cieszę.-zapewnił go jadąc spokojnie.-i wierzę że jak wrócimy do Japonii juz wszystko będzie dobrze. I spędzimy miło nasza rocznicę...oglądając gwiazdy...
-cóż...ciężko było mu odmówić.-zaśmiał się I podał mu czekoladę.-cóż...trochę gorzej. Ale tylko trochę. Kupiłem soczewki ale jeszcze jakiś czas mam ich nie nosić bo mam wysuszone oczy.-poprawił okulary.-tylko tyle powiedział. Jest dobrze.
-ja tez to lubię.-przyznał szczerze I pogłaskał go po włosach.-czuje się spokojniejszy przy tobie.
-ok. Zadzwonię do ciebie jak juz będę. Bo chyba nie dam rady z wózkiem po schodach.-uśmiechnął sie.
Jun zerknął na niego kątem oka i uśmiechnął się na widok zafascynowanego chłopaka. Zwolnił więc żeby Ryu mógł spokojnie oglądać to co mijali.
-nie jest źle tylko...na prawdę nie lubię nosić okularów.-westchnął znów je poprawiając.
-mhm...zawsze będę cię wspierał.-obiecał mu. Tulił go tak do siebie i głaskał po włosach.
Yuji wieczorem spokojnie pojechał do Kazuo i wysłał mu smsa kiedy był na miejscu. Cieszył się na to spotkanie.
-widzę, widzę.-zaśmiał się wesoło.-ale muszę się skupić na drodze więc jutro wszystko zobaczę za dnia.-dodał wesoło bo przecież teraz musiał ich bezpiecznie dowieźć do hotelu.
-oj spokojnie...będę je nosił pewnie przez jakiś miesiąc ja nie dłużej. A przynajmniej tak polecił mi lekarz.-wzruszył ramionami.-więc na pewno zdążysz wyzdrowieć.-powiedział całując go w policzek.
Hiroki cieszył się że chłopak przysnął. Leżał więc obok niego nie chcąc go budzić.
Chłopak nawet nie zdążył zaprotestować i powiedzieć że dałby radę wejść.
-ech...już i tak dużo nadwyrężałeś dzisiaj ramię...-powiedział kiedy Kazuo w końcu wrócił.
-jeśli będziesz chciał to przed snem możemy iść na spacer. I tak planowałem wyjść żebyśmy coś zjedli.-powiedział patrząc na światła i tylko zerkajac na chłopaka.
-dobrze nie będę.-zapewnił go I pogłaskał go po policzku.-szkła kontaktowe są jednak wygodniejsze.-westchnął znów poprawiając sobie okulary. Zdarzył się odzwyczaic.
-jak się spało?-spytał cicho tulac go do siebie.
-co?-spytał szczerze zaskoczony.-ale...mogłeś.mi coś powiedzieć...-wymamrotal zarumieniony.
-ok. Już nie mogę się doczekać.-powiedział wesoło i zaparkował z ulgą kiedy dojechali do hotelu.-jesteśmy na miejscu.-poinformował chłopaka i przeciągnął się lekko.
-wiem, wiem. Ale ja muszę je nosić cały czas.-zauważył wesoło.-inaczej nie będę widział ani ciebie ani niczego innego.
-możemy pójść.-zgodził się od razu wychodząc z łóżka chłopaka i rozciągając zastałe mięśnie.
-ale...mój brat to jedno a sensei?-spytał trochę zmartwiony.
-nie zmęczony tylko ścierpnięty. To różnica.-zaśmiał się cicho i wziął ich torby. Najpierw podszedł do recepcji żeby się zameldować a potem prosto do windy.
-mhm...w takim razie się cieszę. Byłoby nie fajnie jakbym ci się nie podobał w okularach.-zaśmiał się i przytulił go do siebie.-dla ciebie zawsze będę robił pyszne czekolady.
-jak nie masz siły to mogę cię tak nieść.-zapewnił go zaraz oceniając kondycję chłopaka.
-nie pytałeś? Kazuo tak nie można...-jęknął chłopak.-um...smacznego.-przytaknął i wziął się za jedzenie.-mmm pyszne...
-oj na prawdę nie jestem...-westchnął.-ale odpocznę jak będziesz robił deser.-obiecał zaraz.
-oj, oj...już mi tak nie słodź.-zaśmiał się i pogłaskał go łagodnie po włosach.
-mhm, no dobrze. To idziemy.-powiedział powoli ruszając w stronę windy.
-um...no dobrze. Ale na pewno chciałby wiedzieć kiedy ktoś jest...zwłaszcza teraz kiedy jest przeziębiony.-zauważył jedząc spokojnie.
-oj no...obiecuje ze Odpoczne I dam ci spokojnie robić deser.-obiecał jeszcze raz i kiedy winda zatrzymałq się na ich piętrze wyprowadził wózek.-dużo ludzi, co?-powiedział idąc dalej w w stronę ich pokoju.
-dobrze. Ale dzisiaj już chciałem zostać z tobą...zwłaszcza ze po obiedzie Ren wychodzi do Kanekiego. Ma mu zanieść trochę curry.-wyjasnil cały czas głaszczac go po włosach.
-a jednak jesteś jeszcze bardzo słaby uparciuchu.-westchnął przystajac i obracając się do niego tyłem.lekko przykucnal.-wskakuj.
-mhm no dobrze...skoro tak to już nic nie mowie.-odparł z lekkim uśmiechem i wrócił do jedzenie.-jest na prawdę pyszne.
-ale daliśmy radę.-powiedział i otworzył pokój.-ok, nasze lokum na ten weekend.-powiedział wchodząc z chłopakiem do środka.
-nic nie szkodzi, rozumiem. Ufam Renowi i wiem że niedługo wrócisz do zdrowia.-pogłaskał go po policzku.-wszystko będzie dobrze...wiem jak nie lubisz był kuty...
-nie ma za co.-zapewnił go i ruszył w stronę kawiarni.-jesteś leciutki.-zaśmiał się.
-um...wyszło ci na prawdę pyszne. Shuji lubi ostre więc takie zawsze robię...te jest trochę bardziej łagodne ale dobre.
-nie aż tak...po prostu chciałem żeby było nam wygodnie. No i żeby była kuchnia i w ogóle...więc tylko to wchodziło w grę.-wzruszył ramionami.-ok, odpoczywam. Więc wezmę sobie prysznic bo jestem cały spocony po drodze.-zdecydował.
-wiem że nie chcesz. Trochę cierpliwości.-uśmiechnął się do niego lekko.-mhm...cieszę się że znalazł sobie kogoś takiego. I rozumiem że się martwi i właśnie dlatego pójdzie do niego ze zrobionym curry.-dodał wesoło.-ale...na prawdę nigdy się nie spodziewałem ze mój brat okaże się gejem...
-nawet jak byłbyś cięższy to dałbym radę.-zapewnił go wchodząc do windy.
-miał.-poprawił go Yuji.-teraz musi bo się uczy. Robił obiad pod moim okiem i Kenta przyszedł skoro ja miałem iść do ciebie. Spróbowałem tylko trochę.
-mhm, dobrze.-oddał pocałunek i wyjął z torby ciuchy na zmianę po czym poszedł do łazienki. Wziął szybki prysznic i kiedy już wyszedł ubrany położył się na kanapie.
-wiem wiem...Ale na razie jest z Kanekim więc...no wiesz.-zaśmiał się.-Nie jest źle. Najważniejsze że jest szczęśliwy...to czy jestem z tym sam czy nie, nie bardzo ma dla mnie znaczenie ale dla niego chyba tak. Miał się kogo pytać o rady i w ogóle.
-nie aż tak silnym.-uśmiechnął się lekko cały czas go lekko trzymając.-ale z tobą sobie poradzę.
-wiem. Dziękuję.-uśmiechnął się i skończył jeść.-Cieszę się że Shujiemu idzie coraz lepiej gotowanie.
-mmmm...pachnie i wygląda pysznie.-powiedział siadając i robiąc od razu miejsce chłopakowi. Odebrał od niego talerzyk i spróbował deseru.-mmmm...
-oj...przecież nie tylko w tym mu pomagam.-wywrócił oczyma ale zaraz też się zaśmiał.
-ech...i właśnie dlatego musisz odpoczywać i odzyskać siły.-powiedział znów biorac go na barana kiedy widna dojechała na ich piętro.
-idzie.-odpowiedział z uśmiechem.-um...pomogę ci pozmywać.-zdecydował zbierając talerze.
-oj głupi...oczywiście że ci wyszło...innych opcji nie ma.-zaśmiał się i ucalowal go w policzek zaraz wracając do jedzenie.
-nie tylko.-wywrocil oczyma i ucalowal go delikatnie.-zawsze Ci pomagam. Zawsze.
-pamiętam. -powiedział i wszedł do kawiarni.-ok jesteśmy. Co bierzemy.
-ale...chciałbym Ci pomóc...-wymamrotal.
-mogę ci je nawet teraz rozmasować.-zapewnił go.-i...może jednak jeszcze trochę odpoczniemy, co? Troszeczkę.-obiecał mu tuląc go do siebie.-najpierw dzień na uczelni, potem podróż...a są walentynki i chciałbym poprzytulać się z moim chłopakiem.
-no wiem.-zaśmiał się i ucałował go w czółko. Zaraz zerknął na zegarek.-ech...tak długo mi zeszło u tego okulisty że zaraz trzeba zacząć robić obiad...
-pamiętam.-wywrócił oczyma. Zamówił im dwie kawy i po kawałku ciasta po czym usiadł na przeciwko.-musimy chwilę zaczekać.
-um...no dobra.-zgodził się i ziewnął.
Jun oddał pocałunek i zaraz przytulił go do siebie. Po prostu cieszył się bliskością chłopaka i tym że mogą się swobodnie przytulać.
-nie masz żadnych projektów do zrobienia na zajęcia?
-oj...ale ty to miałeś odpoczywać.-wywrócił oczyma chociaż wiedział że chłopak spał jak on sam przyszedł.-ok...więc połowa roboty za nami.
-aż tyle nie będziemy musieli.-zapewnił go z uśmiechem i złapał za dłoń.
Yuji trochę się spiął i zasłonił zarumienioną twarz dłońmi.
-Kazu...przecież sensei jest...
-wiem.-powiedział wesoło.-ale to będą nasze pamiątkowe zdjęcia.-powiedział ciesząc się z tego powodu.-i pamiętaj że na kilku musimy być razem...chcę jakieś powiesić na ścianie.
-wiem, dziękuję.-powiedział przytrzymując jego dłoń przy swoim policzku.-no i że pomogłeś Renowi. Jak sobie radził?
-ja? Nic konkretnego.-wzruszył ramionami bo od lat się nad tym nie zastanawiał.-cokolwiek mi dasz będzie ok. Serio.
-To nie jest nic Kazu...-wymamrotał.-może i nie...ale się zachowujesz jakbyś chciał...
Jun uśmiechnął się po pocałunku i spojrzał chłopakowi w oczy.
-ja też to bardzo lubię.-przytaknął.-Jest na prawdę miło i spokojnie. Czuję się szczęśliwy.-powiedział przytulając go do siebie.
-to dobrze.-powiedział i przeciągnął się lekko.-ok, więc ty sobie odpoczywaj jeszcze a ja już pójdę zrobić z Renem obiad.
-ok.-zgodził się szczęśliwy.-W takim razie postaram się wrócić wcześniej z pracy tego dnia.
-ale jak mnie podniecisz to będziesz musiał...a ja nie chce.-wymamrotał.-nie chcę kiedy sensei jest w mieszkaniu...przepraszam...
-nawet tak nie mów...już zawsze chciałbym być z tobą.-powiedział opierając czoło o jego ramię.-cóż...jak jesteśmy sami to możemy się tulić do woli.
-i nie stresuj się.-Takano poklepał brata po ramieniu.-zjedzcie razem. Próbowaliśmy i wyszło pyszne więc na pewno będzie mu smakowało.
-mhm...w takim razie chyba nawet nie mogę się tego doczekać.-powiedział biorąc łyk kawy.-bo to będą moje pierwsze obchodzone urodziny od paru lat.
-um, ok...-chłopak skinął głową patrząc jak Kazuo idzie w stronę szafy.-przepraszam...um...to nie tak że ja bym nie chciał, wiesz? Chciałbym ale...ale jak będziemy sami.-czuł potrzebę powiedzenia tego.
-pomogę.-zgodził się ochoczo.-Kładź się wygodnie a ja cię pomasuje.-zapewnił go.-skoro to lubisz. Ja też to lubię ale to chyba dziwnie brzmi.
-musisz tylko je podgrzać. Powodzenia.-pożegnał brata i kiedy wrócił do salonu uśmiechnął się do Tomo.-jasne. Właśnie miałem nam nakładać.
-serio. Siedziałem w pracy i Yasu przynosił tort.-wzruszył ramionami.-ale z tobą mogę świętować.
-um...-chłopak przyjął od niego ręcznik i za pewne za dużą na niego piżamę i zanim usiadł na wózek przytulił się do chłopaka.-ok...skoro tak mówisz to ci wierzę.-uśmiechnął się do niego.
-to nie jest mój fetysz.-zaprotestowal i zaśmiał się wesoło.-po prostu lubię ci pomagać. Więc już się kładz.-poczekal aż chłopak się wygodnie ułoży i zaczął mu masować nogi.
-hmmm...możemy pójść. Ale najpierw spytaj Rena, ok?-postawił przed nim porcje curry i zawołał jeszcze Yuye na obiad.
-mmmm...wiesz co? Pierwszy raz od dawna nie mogę się doczekać moich urodzin.-zaśmiał się.
-ja ciebie tez.-zapewnił go chłopak chociaż nadal czuł się trochę winny. Pojechał do łazienki. Umył się dokładnie a potem wszedł do wanny trochę się rozluzniajac.
-to nie jest mój fetysz.-zaprotestowal i zaśmiał się wesoło.-po prostu lubię ci pomagać. Więc już się kładz.-poczekal aż chłopak się wygodnie ułoży i zaczął mu masować nogi.
-hmmm...możemy pójść. Ale najpierw spytaj Rena, ok?-postawił przed nim porcje curry i zawołał jeszcze Yuye na obiad.
-mmmm...wiesz co? Pierwszy raz od dawna nie mogę się doczekać moich urodzin.-zaśmiał się.
-ja ciebie tez.-zapewnił go chłopak chociaż nadal czuł się trochę winny. Pojechał do łazienki. Umył się dokładnie a potem wszedł do wanny trochę się rozluzniajac.
-hm? czemu pytasz?-spytał trochę zaskoczony tym pytaniem. Skupił się dokładniej na punkcie wskazanym przez chłopaka.
Takano zaśmiał sie cicho widząc minę Tomo. Sam wiedział że to które zrobili nie było idealne ale był dumny z brata.
-cokolwiek mi nie przygotujesz na pewno mnie nie zawiedziesz.-zapewnił go i wziął się w końcu za jedzenie ciasta.
Yuji wychodząc z wanny potknął się i wywrócił czemu towarzyszył dość głośny huk.
-mhm...rozumiem.-pokiwał spokojnie głową i wrócił do masowania mu nóg.-pośladki...i brzuch.-odparł po dłuższej chwili milczenia i było widać że lekko się rumieni. To nie był dla niego swobodny temat do rozmowy.
Chłopiec skinął ochoczo głowa i wrócił do jedzenia. Takano w tym czasie zerknął na telefon.
-Ren pisze że dzisiaj nie wróci.
-ale zanim to...to ja przygotuję nasz wyjazd do onsen.
-nie, nie...nic mi nie jest. Nic mnie nawet nie boli...-wymamrotał całkowicie czerwony na twarzy.-widzisz? Nie ma nawet siniaka...
Jun spojrzał na niego.
-nie musisz...właśnie mówiłem o twoim brzuchu...-mruknął zaraz odwracając wzrok.-jeszcze w naszym mieszkaniu w japonii zasnąłeś na kanapie i koszulka cię się podwinęła do góry i...-nie skończył spinając się kiedy chłopak ucałował go za uchem.-uszy tak?-spytał trochę zaskoczony i poruszył nimi chwaląc się swoim małym talentem.
-chętnie ale wątpię żeby Ren coś tutaj miał...-powiedział Takano zbierając naczynia.
Hiroki odpowiedział mu uśmiechem i wrócił do kawy i ciasta.
-całkiem dobre.-skomentował.
-na pewno...-wymamrotał zakrywając się ręcznikiem.-nic mi nie jest. Po prostu...w domu jeszcze pomaga mi Shuji bo nogi nadal wydają mi się być strasznie ciężkie. Teraz już sam sobie poradzę.
-hmm...nie spodziewalbym się czegoś takiego jak uszy...-przyznał. Glaszczac go po policzku.-skoro już lepiej to możemy się powoli szykować do wyjścia.-powiedział. Uśmiechając się do niego.
-a potem poszukamy czy Ren ma jakieś gry.-dodał Takano i po tym jak pozmywal podlaczyl laptopa do tewizora i włączył zdjęcia. Zaczęło się od ich selfie w nowym Jorku.
-mhm...-Hiroki przytaknal bo akurat miał pełna buzię.
-byłem pewny że sobie poradzę...no i po tym jak mnie zaciągnąles do łóżka to nie chciałem żebyś mnie widział nago.-przyznał szczerze a kiedy byli już w pokoju chłopaka wstać i przeszedł na łóżko. Piżama była na niego dużo za duża i musiał podtrzymywać spodnie żeby mu nie spadły.
-i nie musisz. Chyba powinienem się cieszyć że tak jest.-zaśmiał się i również przyszykował się do wyjścia.-jasne. Niedaleko jest park więc tam się przejdziemy a potem zjemy w hotelowej restauracji bo słyszałem że jest bardzo dobra.
-kiedyś pojedziemy wszyscy razem.-obiecał mu i zmierzwił mu włosy. Dalej przewinęło się kilka zdjęć z ich spotkania z Markiem i Theo.
-postaram się.-obiecał mu i dopił kawę.-Na dzisiaj ubłagałem to zostanie na noc i lekarze powiedzieli że odzyskujesz siły więc wytrzymaj jeszcze trochę...i nigdy więcej nie doprowadzaj się do takiego stanu.
-to może jutro, co? Dzisiaj wolałbym ten lekki spacer, obiadokolację i miło spędzony czas w pokoju. Może jakiś film?-zaproponował kierując wózek do windy.
Takano przerzucił zdjęcia dalej aż dotarł do łóżka o którym mówił Tomo. Zatrzymał się na chwilę.
-wiem po prostu...martwię się.-powiedział łapiąc go za dłoń.
-jasne że możesz.-uśmiechnął się i kiedy w końcu leżał w łóżku poprawił piżamę.-mou...następnym razem powiedz mi że chcesz żebym został to wezmę swoje ciuchy...te są za duże...
-pamiętam, pamiętam. Jutro na pewno go zobaczysz.-zapewnił go. W windzie stanął blisko niego i złapał go za rękę. Już po chili byli na samym dole i wychodzili z hotelu.
-podoba ci się?-Spytał Takano widząc jego reakcję.-Tam też się kiedyś wszyscy razem wybierzemy.
-mhm, dobrze.-Hiroki uśmiechnął się lekko i usiadł wygodniej.
-um, no wiem...-powiedział bo przecież Kazuo już mu o tym mówił. Przytulił się do niego.-ty nie idziesz się umyć?-spytał po chwili.
-możemy zajść.-zgodził się na taki pomysł.-ale to też jutro. Dzisiaj po prostu cieszmy się nocnym miastem.-zaproponował prowadzać wózek przez oświetlone ulice ze spacerującymi parami.
-zobaczysz. Kiedyś na pewno się wybierzemy.-obiecał i pokazał następne zdjęcia
-odebrałem. Jest zaparkowane pod komisariatem.-powiedział ściskając jego dłoń.
-mhm...rozumiem.-powiedział z uśmiechem. Pocałował go i wtulił się w niego mocniej.
Jun odjechał na bok i na chwilę zatrzymał wózek.
-to mów od razu...jak chcesz żebym stanął?-spytał wesoło. Lubił mu pozować.
-Prosze.-Takano podał mu torebkę z pamiątkami z miejsc które odwiedzili.
-jasne że może.-zapewnił go.-tym akurat nie musisz się martwić.
-um...dobranoc.-odpowiedział mu Yuji i zamknął oczy od razu zasypiając. W środku nocy obrócił się na drugi bok, teraz leżąc tyłem do chłopaka ale nadal będąc w jego ramionach.
-ok, obejrzymy je potem razem. Też chcę zobaczyć jak wyszedłem.-powiedział znów prowadząc wózek.-jak będziesz chciał mi zrobić zjęcie to mów. Zatrzymamy się.-dodał wesoło.
-kiedyś zabierzemy go ze sobą.-powiedział Takano przytulajac do siebie chłopaka.
-serio? Ale dobrze sie czuję.-wzruszył ramionami.-ale skoro tak uważasz to koniecznie musimy pojechać do onsen i się wyluzować.
Yuji obudził się pierwszy bo było mu już trochę ciasno.
-im Kazu...? Boli...nie ściskaj mnie tak mocno...-wyszeptał.
-ok.jun podszedł do wskazanego przez chłopaka miejsca i na chwilę przejął jego aparat. Zrobił im zdjęcia i wstał oddając własność Ryu w jego ręce.-a wiesz...nadal czekam na te obiecane akty.-zaśmiał się.
-chcesz kocyk?-spytał sięgając po niego i nawet nie czekając na odpowiedź. Opatulił chłopaka a potem nadal tulił go do siebie.
-jasne. Już mam wszystko zaplanowane. Tylko czekać aż wyjdziesz ze szpitala.
-j...nie musisz puszczać. Tylko poluzuj.-powedział odwracając się do niego przodem i całując go na dzieńdobry.
-spokojnie. Mówię że cały czas o nich pamiętam. Jeśli będziesz chciał i będziesz się czuł na siłach to zawsze mogę ci pozować. Chcę ci pomóc w ćwiczeniu umiejętności.-wyjaśnił spokojnie prowadząc wózek dalej.
-po prostu nie chcę żebyś marznął.-wyjaśnił siadając wzdłuż kanapy i sadzajać chłopaka przed sobą między swoimi nogami. Przytulił go do siebie mocno.-tak jest wygodniej. Jak Yuya wróci może włączymy jakiś film?
-Wiesz nie było dużo do planowania...-zauważył wzruszając ramionami.-ale zarezerwowałem nam pokój i...jednak chciałbym żebyśmy mieli trochę prywatności więc ma on własne wanny. Nie jest do domek i wanny są dość małe ale będziemy sami.-wyjaśnił.
-ale jeszcze nie chcę wstawać.-powiedział przeciągajac się lekko.-tak miło mi się leży...aż nie mogę się doczekać wspólnego mieszkania.
-czemu? Ja właśnie chcę ci pomagać.-zaśmiał się i zmierzwił mu włosy.-ale dobrze...Jeśli ty tego nie chcesz i od razu chciałbyś zrobić to porządnie, to rozumiem.
-nie wiem...możemy dać Yuyi zadecydować.-wzruszył ramionami.-oj nie będzie...jeśli zaśniesz to potem zaniosę cię do łóżka.
-będzie. O to się nie martw. Po prostu się wyluzujemy...taki jest cel wyjazdu.
-wcale nie...wtedy będę wstawał.-zaprotestował nadymając policzki.-ale wiesz...chciałbym żebyśmy złączyli łóżka żeby było nam wygodniej...i wtedy najbardziej lubiłbym weekendy kiedy możemy sobie dłużej poleżeć i się poprzytulać...-zarumienił się lekko.
-dobrze. Skoro tak uważasz to poczekać aż uznasz że masz odpowiednie umiejętności.-powiedział idąc w stronę fontanny.-tu też chcesz mi zrobić zdjęcia? Zrobimy jedno razem?
-ja też.-ucałował go w policzek a kiedy Yuya do nich wrócił spytał go jaki film chciałby obejrzeć.
-cieszę się. I już nie mogę się tego doczekać. [może skip?]
-um no wiem...ale miło mi się tak leży.-powiedział całując go jeszcze raz.
Jun ucałował go do jednego zdjęcia a potem oddał mu aparat.
-powoli robi się zimno więc będziemy wracać, co?-zaproponował.
Takano szybko włączył film i wrócił na swoje miejsce. Cały film tulił do siebie twojego męża.
-mamy trochę ruchome przerwy.-Yasu zdecydował się bronić przyjaciela ale z ulgą przyjął kawę.
-czemu nie zadzwoniłeś? Przyjechałbym po ciebie...-Hiroki objął chłopaka. Cieszył się że ten już wyszedł ze szpitala.
-um...no dobrze.-Yuji odsunął się od niego dość niechętnie i wstał z łóżka podtrzymując spodnie. Miał wrażenie że spadną mu jak tylko je puści.
-ja też...może to właśnie to powiesimy?-spytał prowadząc wózek w stronę hotelu.-podoba mi się twój uśmiech...-przyznał szczerze.
-dobrze. Ale uważaj.-poprosił go jeszcze Takano.-było fajnie ale dobrze już być w domu, prawda? Mark dzwonił i się pytał czy wróciliśmy szczęśliwie. Jak już będziesz się lepiej czuł to chcieliby nas odwiedzić.
-nie marudź Tsukasa.-wywrócił oczyma Hiroki popijając swoją kawę.-I w weekend mnie nie ma więc zostajecie sami z tą górą papierów.-przypomniał mu.
-no właśnie dlatego się stanie...wtedy to już w ogóle nie pójdziemy na zajęcia.-zaśmiał się i opadł na wózek.
-wiem. I nawet nie wiesz jak się cieszę że tak jest.-powiedział mierzwiąc mu włosy.-no no...słodki obiad?-zaśmiał sie wesoło i przyspieszył trochę kroku.
-chciałbym ich wtedy zabrać do onsen i pokazac kawałek japonii. Moze wybralibyśmy się na małą wycieczkę?-zaproponował.-wiem wiem...nic na ten temat nie mówię.-ucałował go w policzek.-tylko tyle żebyś się nie przemęczał.
-przecież nie ja je tutaj donoszę a skoro nie mamy żadnych spraw naszym zadaniem jest je posegregować.-wzruszył ramionami. Wiedział że Tsukasa woli pracę w terenie.-dobrze.-Hiroki skrzywił się słysząc gwizd współpracowników kiedy chłopak go ucałował.-uważaj na siebie.
Yuji posłał mu przepraszający uśmiech a kiedy wyszedł z łazienki był już wyszykowany.
-mhm...dobrze.-kiedy dotarli do hotelu najpierw zanieśli kurtki do pokoju a potem zjechali do restauracji. Jun zapatrzył się w menu.
-to będzie ich pierwszy raz w Japonii...i chcę się odwdzięczyć Markowi za pokazanie mi Paryża.-wyjaśnił jeszcze.-jeśli jesteś zmęczony to śpij. Mną się nie przejmuj.
Hiroki skończył pracę dość wcześnie i uśmiechnął się do chłopaka podając mu kluczyki do jego samochodu.
-za jaką karę.-Yuji wywrócił oczyma ale przygotował ładnie śniadanie i odłożył trochę dla nauczyciela.
-ok. Jun wziął sobie naleśnika ale na ostro oraz sok a kiedy złożyli zamówienie złapał chłopaka za dłoń.-podobają ci się takie walentynki?
-hmmm...myślę że tak.-zgodził się głaszcząc go po włosach i już więcej nic nie mówiąc żeby chłopak się zdrzemnął.
-nie aż tak.-wzruszył ramionami wyszedł z budynku.-chcesz jechać sam, czy żebyśmy jechali razem?-spytał zerkając na niego.
-nie wiem co w twojej głowie siedzi.-pokazał mu język i usiadł do stołu.-proste śniadanie. zrobiłem ten bento.
-Ze mną ale wiesz...nie zrobiłem nic wielkiego.-zauważył z uśmiechem i zabrał się za swoją porcję.-wiec...potem jakiś film?
-mmmm...wygląda pysznie.-Takano zatarł ręce i usiadł prosto.
-jutro jedziemy do onsen.-zauważył nie wsiadajac jeszcze.-tyle czasu w szpitalu i już zapomniałeś jaki mamy dzień?-spytał wesoło.-pojadę swoim żebyśmy mieli czym jutro jechać.-uśmiechnął się do chłopaka.
-um...cieszę się że ci smakuje.-uśmiechnął się.-odłożyłem trochę dla nauczyciela...[któremu przydałoby się imię XD]-dodał biorąc się za jedzenie.
-ech...i tak nie brałem laptopa więc zobaczymy co leci w telewizji.-zdecydował nie mając lepszego pomysłu.
Chłopiec się zasmucił bo zrobił tylko tyle i więcej nie miał składników.
-ale następnym razem zrobię więcej.-obiecał cicho.
-moglibyśmy ale ja chcę prowadzić a swojego mi nie dasz.-zaśmiał się i zamknął drzwi. Sam nie jechał szybko. Był zmęczony pracą więc włączył swoją ulubioną płytę i spokojnie dojechał do domu.-nie za szybko Pan jechał?-spytał żartem Naokiego kiedy już zaparkował i wyszedł z samochodu.
-czemu mam wrażenie że cały czas się ze mnie nabijasz jak tak mówisz?-spytał zjadając szybko.
-oj...ale przeciez wybiorę z tego co leci w telewizji.-zaśmiał się.-mhm...każdy czasem lubi.-zauważył kończąc swojego naleśnika.
-nie zapomnę.-zapewnił chłopiec a Takano uśmiechnął się widząc ten obrazek.
-no w ogóle...i jak tu cię przywołać do porządku?-powiedział nadal trochę żartując. Pomyślał że warto by dodać jeszcze jeden punkt do ich jutrzejszej wycieczki.
-nie lubię tego. Jak się ze mnie nabijasz.-mruknął chłopak i pojechał ubrać buty.
-nie próbuję.-zaśmiał się.-no może trochę. Żaden z nas nie lubi wybierać.-zauważył pijąc swoją herbatę.
-poczytam. Ale najpierw się umyj szybko, dobrze?-powiedział mierzwiąc mu włoski.
-mmmm...już dawno ich nie jadłem.-powiedział idąc za nim do mieszkania.
-poradzę sobie. po prostu weź wózek.-poprosił go i zaczął powoli schodzić po schodach.
-idealny.-zgodził się z nim i zapłacił za posiłek. Wstał i zajął się prowadzeniem wózka do ich pokoju.
Takano przeczytał chłopcu bajkę a kiedy sam się umył również położył się spać.
-na pewno posmakuje.-powiedział również wchodząc do mieszkania.-a jak będzie gotować to wezmę prysznic.-zdecydował całując chłopaka w policzek i idąc do łazienki.
-nie obrażam. się.-powiedział i kiedy zszedł na dół usiadł na wózek.-po prostu...chcę sobie sam poradzić skoro już mogę. I nie chcę nadwyrężać twojego ramienia.
-gotowy.-zaśmiał się i otworzył pokój. Wprowadził wózek do środka i od razu poszedł szukać jakiegoś filmu.-ech...same komedie romantyczne...jakoś musimy to przeżyć.-powiedział zostawiając jedna która dopiero się zaczynała.
Kiedy mieli wyjść na festyn Takano odkrył jeszcze Tomów kocem.
-wiem że jeszcze nie jest aż tak zimno...ale Ren mówił żebyś był ciepło ubrany...
Hiroki wziął długi i gorący prysznic. Wyszedł w luźnych bokserkach i z ręcznikiem na ramionach. Tak ubrany poszedł położyć się na kanapie.
-um...ale może już niedługo przeniosę się na kule...
-mi też. A skoro jest przerwa to przyniosę nam coś do picia. Została jeszcze cola z drogi.-zauważył i na chwilę poszedł do kuchni. Wrócił z dwoma szklankami napoju które postawił na stoliku i usiadł na kanapie biorąc chłopaka znów na swoje kolana.
-dobrze...przepraszam.-powiedział chłopiec. Po prostu bardzo się cieszył na ten festyn.
-wolisz żebym się ubrał?-spytał widząc jego minę. Usiadł prosto i zerknął na przyniesione jedzenie.-mmm wygląda pysznie.
Yuji również się zatrzymał i zerknął na niego.
-a jak ja chciałem to ty nie...co mamy pierwsze?
-już nie uciekam. Jestem cały twój.-Obiecał mu i przytulił go mocno do siebie. Kiedy reklamy minęły ponownie zwrócił wzrok w stronę telewizora.
-cóż...jeśli do ich czasu przesiedzimy w jakiejś kawiarni to sądzę że tak.-odpowiedział kiedy już wychodzili na świeże powietrze.
-mhm...w takim razie mogę tak zostać. To dobrze bo tak jest mi najwygodniej.-powiedział biorąc się za jedzenie.-jest pyszne.
-rozumiem. W takim razie idziemy na zajęcia.-powiedział ruszając dalej.
-nie musimy oglądać tego filmu do końca.-zapewnił go.-Skoro przysypiasz to idź się umyj.-dodał całując go w czółko.-Ja pójdę zaraz po tobie.
Za którymś razem Takano złapał go za ramię.
-Yuya nie biegaj tak...rozumiem że chcesz wszystko zobaczyć ale to nie jest Yukan że spokojnie trafisz do domu. Nie chcę żebyś se zgubił a nie mam oczu dookoła głowy więc proszę...wróć do Tomo na kolana, ok?
-jest super.-zapewnił go jeszcze raz i wrócił do jedzenia. Był na prawdę głodny więc szybko zjadł swoją porcję.
-nie wydajesz się zadowolony z tego powodu.-zaśmiał się chłopak.
-dlaczego miałbym się złościć? Mamy cały weekend dla siebie.-zaśmiał się i go puścił. Sam położył się na kanapie czekając na zwolnienie się łazienki.
-wiem i rozumiem Yuya...na prawdę. I postaramy się zobaczyć jak najwięcej rzeczy się da. Ale bez gubienia się.-powiedział Takano na prawdę się martwiąc.
-nie, nie. Wystarczy mi.-odpowiedział biorąc kilka łyków wody.-zostawię to sobie na jutrzejsze śniadanie.
-bez przesady.-zaśmiał się chłopak.-One tylko zmuszają cię do chodzenia na zajęcia.
-dobrze. Wezmę szybki prysznic.-zapewnił go i zanim poszedł do łazienki wyjął z torby piżamę. Odprężył się pod prysznicem ale tak jak obiecał wyszedł dość szybko i już po chwili szedł do sypialni gasząc po drodze światła.
Takano zgodził się z nim wesoło i skierował wózek w stronę stoiska wskazanego przez Tomo.
-Yuya jeśli zauważysz coś co cię zaciekawi to powiedz. Podejdziemy tam.-zapewnił jeszcze chłopca.
-na pewno powinieneś składać mi takie propozycje zaraz po wyjściu ze szpitala?-spytał leżąc na kanapie i patrząc jak chłopak się szykuje do wyjścia.-Uważaj na siebie i wracaj szybko.-poprosił.
-nie ładnie tak...no i sam tam nie wejdziesz.-zauważył a wątpił żeby pielęgniarka była w tych godzinach.
-musiało być ciężko...ale ze mną się nie musisz kłócić.-powiedział tulac go do siebie.-damy radę podzielić się kołdra...i częściej ty mnie kopiesz niż ja ciebie.
-my będziemy ci kibicować więc złow jakąś ładną rybkę.-powiedział wesoło Takano. Mocniej złapał rękę Tomo i cały czas pilnował Yuyi.
-i zawsze będę...bo też lubię cię mieć blisko.-zapewnił obejmując go ramionami.-coś się stało kiedy byłeś na spacerze?-spytał glaszczac go po włosach.
-jak wchodzisz do gabinetu?-spytał ciekawy. On sam miał swój klucz ale wątpil żeby i Kazuo go miał.
-domyślam się.-zapewnił go.-często spałes tak z bratem?-spytał glaszczac go po włosach.
-no na prawdę zdolny jesteś. Mi się rzadko udawało.-przyznał wesoło i poprowadził wózek dalej.-mówcie jeśli zauważycie coś ciekawego.
-ja też tęsknilem.-powiedział całujac go namiętnie.-skoro już się myles to możesz się przebrać i pójdziemy do łóżka. Jutro po śniadaniu jedziemy do onsen.
-nie powinieneś tak robić. -zauważył ale nic więcej nie mówił. Kazuo był bardzo dobry z matematyki więc nie było sensu go zatrzymywać.
-mhm...teraz też się boisz burzy?-spytał całujac go delikatnie w czoło.
-nie umiem wszystkiego.-zaprotestowal Takano i podjechał do wskazanego przez chłopca stoiska. Udało mu się wygrać nowa planszowke.
-jasne że możesz.-zapewnił go i przytulil mocno do siebie.-hmmm myślę że nie musimy jakoś bardzo wcześnie. Może około 10? Chciałbym po drodze jeszcze gdzieś zajechac.
-możesz mi mówić...-mruknął trochę niezadowolony że chłopak mówi to tak jakby chciał go bezsensownie chronić.-ok.-chłopak spokojnie wjechał do klasy i zajął swoje miejsce.
-mhm...kiedyś na pewno ci się uda.-zapewnił go i pocałował w policzek a potem w usta.-a jak będzie taka duża to będę przy tobie.
-ok. Zagramy.-zgodził się wesoło i pojechał dalej.-a może teraz coś zjemy?
-ok idziemy.-wstał z kanapy i przeciągnął się lekko i tak poszedł do sypialni.
-Kazuo...nie mogę się skupić.-wyszeptal kursu mieli robić jakieś zadanie sami.
-słodkich snów.-odpowiedział mu tylko Jun i również po chwili zasnął spokojnym snem.
-mi? No dobrze.-Takano szedł przed siebie cały czas się zastanawiając.-może takoyaki?-zaproponował kiedy zauważył stoisko.
Hiroki obudził się dość wcześnie. Nie nastawiał budzika żeby nie budzić chłopaka i tylko leżał czekając aż ten się obudzi.
-ale muszę...-powiedział bo w końcu była to biologia która była dla niego ważna.
-już?-Jun dość niechętnie usiadł na łóżku ale zanim przyjął śniadanie ucałował chłopaka.-w takim razie dzień dobry. Jak się spało?
-dobrze, potem będą dango.-zgodził się i poszedł po takoyaki. Wziął dla każdego po porcji i wrócił.
-dobrze. Mogłem cię tulić całą noc.-powiedział w końcu siadając.
Kiedy lekcja się skończyła Yuji rozbił jego fort i puknął go palcem w czubek głowy.
-mhm no dobrze. Rozumiem, że chcesz zobaczyć jak najwięcej.-powiedział całując go w policzek i biorąc się za jedzenie.-mm...pyszne jak zwykle.
-hmmm...myślę że możesz spróbować. W razie czego mogę cię asekurować.-powiedział chcąc żeby każdy dobrze się bawił.
-mhm...w takim razie na prawdę się cieszę.-powiedział nachylając się nad nim i całując go namiętnie na dzieńdobry.
-zemsta.-powiedział wesoło Yuji pokazując mu język.-nie spałeś w nocy że śpisz teraz?
-no...dużo tego tutaj masz.-zauważył czytając punkty.-Może zaznaczymy to na mapie i zobaczymy jaka trasa będzie najbardziej korzystna.-zaproponował.\
-a jak postrzelasz to możemy poszukać dango.-dodał zaraz.
-a będziesz się czuł jeszcze lepiej.-zapewnił go Hiroki kiedy przerwali pocałunek.
-um...a ja się nawet nie obudziłem. Powinienem ci jakoś pomóc skoro u ciebie byłem...-wymamrotał.
-jasne.-Jun wziął do ręki kubek z herbatą i objął chłopaka wolnym ramieniem.-od razu powiesz co byś chciał tak najbardziej zobaczyć.
-ok no to mamy plan.-Takano skończył swoje takoyaki i odłożył papierowy talerzyk na stolik.
-okonomiyaki.-odpowiedział wesoło i również wstał z łóżka.-Wyprowadzę pieski i od razu zaprowadzę je do Yasu. Mieszka niedaleko a ja muszę zaliczyć poranny jogging.-powiedział podchodząc do szafy.
Yuji zakrył policzki dłońmi.
-przesadzasz...
-ok. Zerkniemy na to razem.-obiecał mu i ucałował go w policzek.
-oj...zdecyduj się na jedno.-zaśmiał się mężczyzna i poszedł wyrzucić talerzyki. Potem już zajął się prowadzeniem wózka.-to gdzie?
-oj...wynagrodzę ci tą moją krótką nieobecność.-zapewnił całując go delikatnie w potem już wyjmując ciuchy z szafy.-ale nie śpiesz się z gotowaniem.-poprosił przebierając się w strój do biegania.-spakuj nas spokojnie.-dodał.
-aż tak?-spytał zaraz machając bratu który wszedł do ich klasy.
-ok, przecież wiesz że mi to nie przeszkadza.-powiedział również wstając z łóżka i podchodząc to torby po ciuchy.
-ok.-Takano zgodził się i właśnie tam podszedł.
-spokojnie. Nie będę dłużej niż to konieczne.-obiecał mu i wybiegł razem z pieskami.
-przestań już...-wymamrotał kiedy Shuji się do nich przysiadł.
-jak tam noc?-spytał wesoło Kazuo.
-no coś ty...nigdy nie zacznie mi przeszkadzać.-wywrócił oczyma i poszedł do łazienki się wyszykować. Potem zajęli się mapą.
Takano włożył nagrodę do reszty która była w torbie zawierzonej na oparciu wózka.-teraz dango.
Kiedy Hiroki wrócił okonomiyaki jeszcze nie były zrobione. Poszedł do kuchni i pocałował chłopaka.
-wezmę szybki prysznic bo śmierdzę.-stwierdził wesoło.
-nie dał się?-spytał Shuji za co został kopnięty przez brata.-au...zapomniałem że możesz już nimi ruszać...-wymamrotał.
-ok no to mamy plan.-powiedział Jun robiąc zdjęcia mapy telefonem żeby mieć ją w mniejszym formacie i poszedł ubrać buty.
-bardzo fajny.-zgodził się Takano.-już dawno nie spędzaliśmy tak rodzinnie czasu.-zauważył.
-w sumie to nic. Jego żona ma jeszcze dużo czasu do porodu.-wzruszył ramionami i wziął się za jedzenie.
-narobiłeś sobie chęci a tu takie coś...-Shuji poklepał Kazuo po ramieniu i odsunął nogi zanim brat zdążył go kopnąć.
-możemy o tym nie rozmawiać?
-na wszystko będzie czas.-zapewnił go Jun i wyprowadził wózek kierując go do windy.-mamy plan więc damy radę.
-wszyscy pójdziemy maluchu. Już mówiłem że nie chcę żebyś się nam tutaj zgubił.-powiedział wesoło Takano. Cały czas rozglądał się za stoiskiem z dango.
-dokładnie. No i pieski są w dobrych rękach.-zapewnił chłopaka.
-niestety...jako że mamy dzisiaj zajęcia to musiał wrócić do domu. Ojciec nawet po niego przyszedł.-wzruszył ramionami.
-mhm...ja ciebie też.-pogłaskał go po włosach. Kiedy dotarli do jednej z atrakcji zatrzymał się na chwilę.-Powiedz jeśli będziesz chciał zrobić zdjęcie, ok?
-oj...to niedobrze...-powiedział Takano bo szczerze się tego obawiał.-Yuya, nie dąsaj się.-dodał już wesoło.-po prostu nie chcemy żebyś się zgubił w tym tłumie.
-ok, zerknę na to.-obiecał jedząc swoją porcję ze smakiem i szybko ją kończąc.
Bliźniacy roześmiali się wesoło.
-najwidoczniej twoi rodzice uznali że skoro mnie nie ma to na pewno nie będziecie sie uczyć.-dodał Yuji nadal sie śmiejąc.
-ale jesteś.-Jun stanął za wózkiem żeby chłopak mógł swobodnie wszystko sfotografować.
-wiem że jesteś, nie mówię że nie. Ale Tokio też jest duże. I tłum też jest duży.-zauważył.-to nie tak że ci nie ufamy...ale nie znasz tego miejsca i możesz nam się zgubić...nie wiem co byśmy zrobili gdyby tak się stało.
Hiroki skinął głową i poszedł sprawdzić torby. Przebrał się od razu i już ba bagażem poszedł do przedpokoju ubrać buty.
Yuji wzruszył tylko ramionami bo nie było sensu zaprzeczać. Nawet jak był to potrafili całą noc grać na konsoli. Albo dopóki całą trójką nie padli ze zmęczenia.
-jest rozdrażniony bo jego ojciec przyszedł akurat jak brałem prysznic.-Wyjaśnił Shuji szepcząc bratu na ucho.
-jeszcze nie.-powiedział i ustawił ich do wspólnego zdjęcia. Zrobił im selfie i dopiero wtedy ruszył dalej.
Takano zmierzwil mu włoski i też wziął się za jedzenia deseru. Musiał zapamiętać żeby potem porozmawiać o tym z Tomo...i może jeszcze z jego mama.
-ja ciebie tez.-zapewnił go i wziął bagaż.-zejdę pierwszy. Zamknie drzwi
-poprosił całujac go w policzek i schodząc do samochodu.
-przecież dałem ci spać na zajęciach.-zauważył Yuji wywracajac oczyma.
-nie musimy jak nie chcesz.-powiedział trochę zawstydzony.-po prostu pomyślałem że będzie miło tak mieć wspólne zdjęcia też.
-możemy. Przecież powiedziałem że obejrzymy.-zapewnił chłopca i poprowadził wózek do stoiska z kukielkami.
-zaczniemy od niespodzianki. Trochę zboczymy z drogi ale mam nadzieję że ci się spodoba.-powiedział ruszając.
-oj nie przesadzaj. Lekko dotknąłem cie palcem.-zaśmiał się wesoło.
-nie musimy jak nie chcesz.-powiedział trochę zawstydzony.-po prostu pomyślałem że będzie miło tak mieć wspólne zdjęcia też.
-możemy. Przecież powiedziałem że obejrzymy.-zapewnił chłopca i poprowadził wózek do stoiska z kukielkami.
-zaczniemy od niespodzianki. Trochę zboczymy z drogi ale mam nadzieję że ci się spodoba.-powiedział ruszając.
-oj nie przesadzaj. Lekko dotknąłem cie palcem.-zaśmiał się wesoło.
-no to właśnie chciałbym mieć z tobą zdjęcie przy każdym punkcie naszej wycieczki.-powtórzył jeszcze raz i zaczął prowadzić wózek dalej.-w końcu musimy mieć jakąś taką pamiątkę.
-jasne.-Takano od razu mu ją podał.-mogłeś mówić wcześniej. Od razu bym ci ja podał...
-no mam nadzieje ze Ci się spodoba.-przyznał szczerze.-mhm...przyda nam się chwilą takiego relaksu. Sądzę że właśnie tego obaj potrzebujemy.
-mou...teraz go nie dostaniesz. Później.-powiedział chłopak bo dalej nie przepadal za pocalunkami kiedy każdy mógł ich zobaczyć.
-mhm...oczywiście że takie rzeczy też kupimy. Ale jednak zdjęcia to co innego.-powiedział idąc dalej. Niedługo po południu dotarli do statuly wolności.
-pewnie tak.-przytaknal i złapał go za dłoń. Cały czas śledził wzrokiem chłopca żeby go nie zgubić.
-wcale nie...-mruknął chłopak i szybko ukradkiem pocałował go w policzek.
-może pójdziemy po obiedzie?-zaproponował stając w kolejce żeby kupić bilet. W końcu nie mogli opuścić wjazdu na Statue Wolności.-porob zdjęcia. Ja się zajmę biletami.
-ale tu jest taki tłum...Na prawdę nie chce żeby się zgubił.-powiedział szczerze zmartwiony.-no i martwię się tym jego okresem buntu.-dodał już trochę weselej.
-tęsknilem.-odpowiedział zerkajac na niego.-Cieszę się że wracasz.-dodał. Szczerze.-i to nic takiego ze.mi usiadles...
Yuji tylko wywrocil oczyma. A Shuji zaśmiał się wesoło.
-dobra wracam do swojej klasy.-poklepal brata po ramieniu i wstał.
Prześlij komentarz