Jun obudził się kiedy wyczuł brak chłopaka w łóżku. Leżał jednak jeszcze chwile mając nadzieję że chłopak po prostu poszedł do toalety. Kiedy ten jednak nie wrócił do łóżka Jun usiadł i zerknął na chłopaka siedzącego w fotelu. -Ryu-chan? Coś się stało? Miałeś zły sen?-sspytał szeptem.
-przecież celowo się nie obudziłem.-powiedział tylko. Nie wiedział co tym razem zrobił źle. Sądzil ze chęć pomocy kiedy ukochaną osoba ma koszmary jest naturalna. Dłuższa chwile wpatrywał się tylko w drzwi. W końcu przesiadł się na wózek i wyjechał na balkon żeby odetchnąć chłodnym powietrzem. Najchętniej by zapalił ale obiecał Ryu ze więcej tego nie zrobi.
-mhm...smacznego.-Jun odpowiedział również z lekkim uśmiechem. Zajął się za jedzenie śniadania. Pochwalił chłopaka uśmiechem I skinieniem głowy. Jak zwykle mu smakowało.
-przyjadę. Jun po mnie zadzwoni i przyjadę.-odparł Kei a Jun tylko skinął głową. Nie widział problemu a przecież nie będzie się kłócić ze przecież może prowadzić. Dopiero wyszedł ze szpitala i nie chciał ryzykować.
-plany? Poza robieniem prezentacji nic. Ale to mogę zrobić wieczorem. Wiec mogę z tobą jechać.-wzruszył ramionami I zaczął się powoli ubierać.-Kei? Ryu często ma koszmary?
-A nie wiesz co mu się śni? Mi nie chciał powiedzieć. Nawet przytulic się nie chciał. Po prostu wyszedł.-westchnął kończąc się ubierać.-chciałbym mu pomóc...
-rozumiem go ale...przecież jakoś trzeba sobie z tym poradzić. Na sile go tulić nie będę bo będzie tylko gorzej. I znów jesteśmy kilka kroków do tylu. Znów bardziej się boi...a wszystko przeze mnie.-Zacisnąl dłonie w pięści.-Kei...ja juz nie chce żeby on tak cierpiał.
-przez to ze bylem w szpitalu i nie było mnie w domu ma te koszmary. A teraz nic nie mogę zrobić żeby mu pomóc. Nic.-westchnął cicho.-na pprawdę chciałbym żeby już tak nie cierpiał...
-Ale znów jest gorzej Kei. Nawet nie wiesz jak się ciesze kiedy jest trochę lepiej. Ale teraz znów jest źle.-westchnął.-poradzę sobie.-przesiadł się na wózek I wziął laptopa na kolana.-zadzwonię jak skończę zajęcia.
Jun ustawił się z wózkiem tak żeby wszystkich widzieć. Westchnął ciężko widząc jak mało osób zostało. -hej...widzę że tylko tylu z was przetrwało. Słowem wstępu chciałbym was przeprosić za zaistniała sytuacje...wiem ze wiele sie wydarzylo przez ten miesiac. Od razu powiem ze nie będę brał go pod uwagę. W ogóle. Po prostu zaczniemy tam gdzie skończyliśmy. Będziemy trochę w plecy ale myślę że damy sobie radę. Możecie to przkazac kolegom i koleżankom którzy się wylamali. Co do zajęć praktycznych...w moich planach miały być przeprowadzane na żelowych rękach bądź nogach. Puszcze wam ankietę i sami mi powiecie czy chcecie je mieć czy nie.-uśmiechnął sie lekko I podjechał do pierwszej ławki podając pierwszej osobie plik kartek.-oddajcie mi je wypełnione jak będziecie wychodzić.-powiedział jeszcze I wrócił na swoje miejsce.
Jun uśmiechnął się do niego lekko i zabrał się za odpowiadanie na pytanie. -to dość proste. Zacznijmy od tego ze zanim balsamista zabiera się za cięcie czy szycie zamienia krew na mieszankę substancji ogólnie nazywana cieczą balsamiczna. Barwiona na czerwono żeby ciało nabrało koloru. Wtedy od razu unikamy rozlewu krwi.-odpowiedzial spokojnie.
-bardzo prosto pod ciśnieniem.-przerzucił na kolejne zdjęcia gdzie był pokazany sprzet.-w jednym baniaku jest ciecz balsamiczna która pod ciśnieniem jest wpuszczane do ciała. W ttm samym czasie do drugiego baniaka jest wsysana krew. Potem jest ona neutralizowana. Taka wymiana sprawia że ciało może dłużej stać oraz zmniejsza ryzyko zarażenia czymś w trakcie szycia. -wyjaśnił spokojnie.
-mogę wam pokazać nagrania. Aktualnie jak widzicie jestem na wózku i trochę zajmie zanim swobodnie będę mógł chodzic. Ale na nagraniach tez dokładnie zobaczycie na czym to polega i jak to wygląda.-zapewnił ich spokojnie.
Jun uśmiechnął się lekko. -może kiedyś. Jeśli będą zajęcia praktyczne to będę wam pokazywał jak co się robi.-powiedział jeszcze. Kiedy w sali został tylko Ryu, Jun podjechał do niego.-dobrze. Te zajęcia wyglądają trochę inaczej od waszych. To czwarty rok wiec teorii juz w sumie nie mają...
-ok. Nie powiem ze nic się nie stało..ale ok. Rozumiem. Jeśli będziesz chciał żebym ci pomógł to sam do mnie przyjdziesz. Wiem to. Wiec nie będę się wtracal.-powiedział spokojnie.-no I...cieszę się że go nosisz.-wskazał na nieśmiertelnik który mu dał.-mam dużo pracy wiec pewnie i tak wyjdzie ze poczekam.-zaśmiał się cicho.
Jun martwil sie tym ze Ryu nie wraca. W końcu przekonał Keia ze powinni po niego pojechać. Kiedy nie było go w sali w której powinien być zaczął go wołać. -Ryu!
-Ryu!-krzyknął glosniej.-Kei dzwon po straż pożarna. Juz.-polecił mu I podjechał bliżej windy.-Ryu! Jestem tu! Zaraz cie uwolnić! Powiedz gdzie zatrzymała się winda!-krzyknął mając nadzieję że chłopak go usłyszy.
-Ryu!-krzyknął glosniej.-Kei dzwon po straż pożarna. Juz.-polecił mu I podjechał bliżej windy.-Ryu! Jestem tu! Zaraz cie uwolnić! Powiedz gdzie zatrzymała się winda!-krzyknął mając nadzieję że chłopak go usłyszy.
-nigdzie nie idę skarbie!-zapewnił go.-jestem tu!-krzyknął a Kei właśnie się rozlaczyl kiedy wszytsko wyjaśnił.-pomoc jest w drodze! Wytrzymaj jeszcze trochę.-krzyknął zaraz Jun.
Kiedy Ryu został w końcu wypuszczony Jun od razu podjechał bliżej i przytulił go delikatnie. -Jun dobrze kochanie. Juz dobrze. Jestem tuż przy tobie. Juz dobrze.
-pomogę ci Ryu. Zaraz wrócimy do domku i Kei ci opatrzy ręce...a ja ci na pewno pomogę. Zawsze będę przy tobie zeby cie wspierać.-zapewnił go spokojnie. Cały czas go tulił.-jeśli chcesz to możesz pójść do psychologa...-dał zaraz.
-poradzę sobie. Schowaj po prostu wózek.-ppowiedział siadając wygodniej i patrząc na śpiącego Ryu. Chciał mu pomóc. Nie lubił patrzeć jak chłopak cierpi.-Kei? Co powinniśmy zrobić?
-Wiem Kei...wiem to. Ale ja juz nie mogę patrzeć jak on cierpi. Juz rok...-westchnął otwierając drzwi. Poczekał aż Kei wystawi mu wózek i się na niego przesiadł.
-na pewno by nie chciał.-zgodził się. Kiedy dojechali na odpowiednie piętro on sam odetchnąl z ulgą. W.końcu gdyby Ryu się obudził w trakcie jazdy byłby problem. W mieszkaniu położył go na kanapie.-szkoda ze ja nie mogę z nim jutro zostać.
-teraz nie opłaca mi się iść spać...na dwie godziny.-wywrocil oczyma.-w końcu zaraz będę musiał iść na uczelnie.-przypomniał mu.-Kei z tobą zostanie. A ja wrócę najszybciej jak się da. To znaczy...nie będę zostawal po zajęciach ani nic.
-oj daj spokój. Gdybym wie teraz położył byłbym bardziej niewyspany. Juz spokojnie kochanie. Pospalem trochę jak przyszedłem z zajęć.-objął go delikatnie.-a ten wywiad do dzisiaj czy jutro?-spytał bo nie pamiętał.
-mhm wiem...nawet jeśli jest ciężko to wiem ze mnie kochasz. I ja ciebie tez.-uśmiechnął sie lekko.-I to jest najważniejsze, prawda? Ze pomimo trudności nadal się kochamy.
-już dobrze braciszku. Jestem.-zapewnił go spokojnie.-załatwiłem ci dobrego psychologa.-dodał uznając że najlepiej jak poinformuje o tym brata od razu.
-nie masz za co przepraszać Ryu. Kazdy tak by miał w twojej sytuacji.-powiedział jeszcze go tuląc.-Jun z tobą pójdzie. Jutro masz pierwszą sesję.-zapewnił go spokojnie.
-nie masz umówionej konkretnej godziny. Na jutro masz zarezerwowany cały dzień więc możesz pójść kiedy będziesz razem z Junem miał czas. Wtedy umówisz się na następną wizytę.-wyjaśnił mu spokojnie.
-może po prostu nie ma ku temu powodów? Albo wyplakal juz wszystkie swoje łzy? Albo może chce byś dla ciebie oparciem?-zaproponował kilka możliwości.-nie musisz się wstydzić przy nim płakać. On pewnie też nie raz płakał u tensswojej psycholog.
-po prostu nie wstydz się przy Junie. On tam będzie zeby cie wesprzeć i żebyś czuł się swobodniej.-powiedział I zaraz objął brata delikatnie.
Jun w tym czasie skończył zajęcia i teraz tylko czekał w swojej sali na wywiad. Uśmiechnął się do wchodzących dziewczyn wskazując ręka żeby usiadły gdzie chcą.
-dzień dobry.-odparł z lekkim uśmiechem.-moje hobby...uwielbiam biegać i pływać ale to chwilowo będzie musiało poczekać.-poklepal wózek.-cóż...moja mama zmarła w wypadku samochodowym i kiedy zobaczyłem ja zaraz po nim...a potem na pogrzebie pomyślałem ze to coś niesamowitego i sam chciałbym tak potrafić.-odpowiedział spokojnie.
Jun zaśmiał się cicho bo przecież miało nie być takich pytań ale szybko się opanował i odpowiedział. -jestem. Ale to z kim jestem pozostanie moja słodka tajemnica.-odpowiedział cały czas się uśmiechając.
Jun wjechał swobodnie do mieszkania i od razu poszedł przywitać się z Ryu.-hej kochanie.-uśmiechnął sie lekko.-mówiłeś ze nie będzie pytań o prywatne życie a jednak spytały czy jestem zajęty.
-no i nie męczyły.-Uśmiechnął sie lekko.-Poza tym na ostatnie pytanie odpowiedziałem ze kogoś mam ale kogo to już moja tajemnica.-wzruszył ramionami i nalał sobie soku.-to nic. Lubie twoje naleśniki.
-wiem ze umówił. Pójdę z tobą skarbie i w ogóle nie będę zły jeśli będziesz płakał. To normalne że sje płacze. Spytaj Miki ile razy ja u niej płakałem. To normalne...I w sumie pomaga.
-cóż...bo ja jakos tak...albo akurat nie jestem w nastroju albo musze być silny zeby ciebie wspierać. Ale kilka razy płakałem. Na przykład jak odwiedzalismy grób mojej mamy.-zauważył.-jasne juz biorę.-dodał podjezdzajac do lodówki.
Jun przywitał się z mężczyzną delikatnym skinieniem głowy. Nic nie mówil bo w końcu miał być jedynie towarzyszem i wsparciem. Uśmiechnął się lekko kiedy mężczyzna zaczął terapię. Podobało mu się to jak zaczął. Wiedział ze to pomaga w oswojeniu się z psychologiem. Przesiadł się tylko na kanape żeby było mu wygodniej i zeby być bliżej Ryu.
Jun juz otwierał usta żeby spytać skąd mężczyzna wie o jego profesji. W końcu wpotkali się pierwszy raz. Zamknął je jednak równie szybko nie zadając nurtującego go pytanią. Po krótkiej chwili jednak nie wytrzymał. -jeśli mogę spytać...skąd wiesz czym się zajmuje?-spytał patrząc na niego.
-dobrze. Co prawda tęsknię za gwiazdami które było idealnie widać w Yukan. Poza tym jest dobrze. Praca jest ok...nawet w szpitalu nie było aż tak źle i niewygodnie.-wzruszył ramionami. Uśmiechnął się lekko zerkajac na Ryu.
-dzięki...-Zerknął na tytuł i schował bilety do kieszeni. Dawno nie byli na randce wiec faktycznie może im się przyda taka chwila relaksu. Kiedy chłopak mówił za czym tęskni objął go łagodnie. Wiedział o tym. Dlatego nie był pozytywnie nastawiony do zostawali kolejny rok w Ameryce.
-mou...przecież cały czas ci powtarzam ze to nie tak. Lubie ja. I zajmowałem się nią jak byłeś na studiach. I mieszkała ze mną.-powiedział bo szczerze polubił psinke.-a na początku...no jak warczala na mnie za każdym razem jak chciałem zapalić....-powiedział trochę zły na ta niesprawiedliwość.-ale rzuciłem. Ona nie warczy I jest dobrze Ryu. Na prawdę.-zapewnił go.-ale nie możemy jej sprowadzić bo...no musiałaby lecieć samolotem. A to ciężkie dla psa.-powiedzkał szczerze.
-Ryu...bardzo chętnie serio. Ale pomyśl...zostajemy tu jeszcze tylko do końca roku akademickiego...co potem zrobimy z tym zsierzaczkiem? Będzie się męczył w samolocie...a Kiara będzie zazdrosna.-powiedział spokojnie.-kupując czy adpotujac zwierzaka trzeba myśleć odpowiedzialnie.-zauważyl.-ale hmmm...możemy na swieta polecieć do domu zamiast do Kanady.-zaproponował z uśmiechem.
Jun odsunął się delikatnie trochę zaskoczony. W końcu zanim wyjechali Ryu normalnie przesiadywal w domu. Nie było z tym problemu. -ok Ryu...wiec kanada...może poprosisz Keiichiro żeby zabrał ze sobą Kiare jak będą do nas przyjeżdżać?-zaproponował szybko. Wiedział ze chłopak bardzo za nią tęskni.
Jun zareagował bardzo szybko. Odsunął mężczyznę informując go tym ze teraz będzie lepiej jeśli zajmiessię tym sam.ZZłapał Ryu za dłoń i łagodnie pogłaskał po włosach. Przeszedł na japoński żeby było im wygodnie. -juz dobrze. Jestem tu. Tuż przy tobie. Juz dobrze. Oddychaj spokojnie. Skup się na tym Ryu. Na tym ze tu jestem i na swoim oddechu. Juz dobrze.-szeptal.
-nie ma go Ryu. Jestem ja, wiec jesteś już bezpieczny. Juz dobrze. Juz dobrze.-powtarzał głaszczac go po włosach i trzymając go za rękę. Otarl mu łzy I znów zaczął głaskać po włosach. Zaraz jednak przytulił go do siebie.-juz dobrze. Po prostu oddychaj tak jak ja.
Jun tulił go do siebie cierpliwie. Nie był to pierwszy raz kiedy tak uspokajal chłopaka. Cieszył się kiedy chłopak unormowal oddech nadal go jednak nie puszczał. Wiedział ze Ryu nadal płacze i nadal się boi. W końcu odsunął się od niego nieznacznie i odsunął mu dłonie od uszu. spójrz na mnie Ryu. Jestem tu ja. Nie on. Juz jest dobrze.
Ok razu go objął i pogłaskał po włosach. -juz dobrze. Juz dobrze.-powtarzał szeptem. Mówił cały czas mając nadzieję że tym zagłuszy krzyki ojca które słyszał Ryu.
-jasne skarbie.-Jun przesiadł się na wózek a potem pozwolił chłopakowi usiąść mu na kolanach. Skinął głową w stronęChrisa. -widzimy się za dwa dni Ryu. Pamiętaj o zdjęciach i bawcie się dobrze w kinie.-powiedział mężczyzna machając im na pożegnanie.
-ok. Wiec będą duże i smaczne lody.-zgodził się jadąc spokojnie do wyjścia. Cieszył się ze psycholog ma biuro na samym dole i nie muszą jechać winda.-no I jasne ze możesz. To żaden problem.
-jasne skarbie. Zajdziemy do łodziani iI zjemy pyszny deser lodowy.-powiedział z uśmiechem. Cmoknal go w policzek i spokojni jechał w stronę upatrzonej łodziani.
-posiedzimy.-zgodził się nie widząc problemu.-zdzwonimy po Keia kiedy skończymy.-dodał z uśmiechem wjeżdżając do łodziani. Podjechał do wolnego stolika.-możesz wziąć co chcesz.
-jasne skarbie. Ile tylko będziesz chciał. Nawet całą terapię. Będę przy tobie.-zapewnił go.-a teraz jak wrócimy do mieszkanka skupisz się na zadaniu które dał ci Chris.
-nie będę. Ale jak będziesz chciał mnie 'użyć' to po prostu powiedz.-uśmiechnął się obejmując go delikatnie.-cóż...myślę że nigdy nie zaszkodzi spróbować. Może akurat pomoże? Fajnie że podszedł do ciebie indywidualnie.
-ok. Od razu pójdziemy spać. To normalne że jesteś zmęczony.-zapewnił go I przytulił go siebie.-trzymaj się mocno. Wyjadę juz na zewnątrz.-zapłaciłiI zaczął jechać w stronę drzwi.
-Ech...jak jesteś zmęczony to idź spać Ryu...-wywrocil oczyma.-cóż...na moje oko było ok. Ale lepiej żeby Ryu ci powiedział jak było. W ogóle...ile ty mu nagadales Kei?
-I był. Zaczął dość delikatnie...i skupił się na jego hobby. Tak żeby najpierw go wyczuc. To dobre posunięcie. Tylko potem rozmowa zeszła na inne tory i wpadł w panikę. To w sumie trochę moja wina ale nie sądziłem ze tak zareaguje. Wcześniej tego nie było.-westchnął.-zaproponowałem żebyśmy na swieta pojechali do Yukan skoro tęskni za rodzina i za Kiara...i wtedy wpadł w panikę...
-wiem...ale wcześniej nie było problemów z domem. Przesiadywal tam normalnie...-zauważył przygryzajac dolną warge.-Mam nadzieję że te terapie mu pomogą.
-ah...rozumiem. nie powiedział mi tego. Gdybym wiedział pewnie bym tego nie zaproponował.-powiedział cicho. Zerknął na chłopaka.-wiec spędzimy swieta w domku w Kanadzie razem z Keiichiro i Kokim.-wzruszył ramionami.
-cóż...myślę nad tym. Ryu za nią tęskni ale ja na prawdę nie chce jej męczyć samolotem.-ppowiedział I również się skrzywil.-cały czas będę przy tobie Ryu. Usiądziesz mi na kolanach.
Jun podjechał bliżej niego i złapał go za dłoń. Kiedy winda dojechała na ich piętro a drzwi się otworzyły uśmiechnął się lekko do chłopaka. -i jesteśmy na miejscu.
-mhm...no dobrze kochanie.-skinął nie chcąc go zmuszać do windy. Pozwolił Keiowi pchać wózek a w mieszkaniu juz samo zawiózł chłopaka na kanapę.-położę się z tobą spać. Tez jestem juz trochę zmęczony.
Jun obudził się dopiero jak wyczuł zapachy oznajmujace ze śniadanie jest już gotowe. Przeniósł się wtedy na wózek i pojechał do kuchni. -co dobrego mamy na śniadanie?
-cóż...skoro na zewnątrz niczego nie widać to szukajcie wewnątrz.-zaproponował takie rozwiązanie.-no I...szukajcie uważnie bo to nawet może nie być związane z wypadkiem.
-dzisiaj do kina i robisz zdjęcia o które prosił Chris. No I restauracja.-uśmiechnął sie I zabrał się za jedzenie.-dzisiaj mam tylko trzy zajęcia. Wiec szybko wrócę do domu.
-ah no tak...wybacz wyleciało mi to z głowy.-powiedział przepraszajaco.-bilety do kina mamy na 18 wiec spokojnie zdążymy. A skoro ja wrócę wcześniej to poszukam jakiejś restauracji.
-Ale nie jesteś. Serio. Przecież zawsze swobodnie cie nosiłem.-wywrocil oczyma I przesiadł się na wózek.-mogę cię nosic tak samo jak wcześniej.-mruknął i ruszył.-widzimy się w domu.
Jun pokręcił głową bo na terenie kampusu powinni powstrzymać się od jakiegokolwiek okazywania sobie uczuć. Ktoś mógł ich zobaczyć. Westchnął i spokojnie ruszył w stronę swojej sali wykładowej.
-u mnie? Hmmm...jesteśmy miesiąc do tyłu więc w sumie sam nie wiem. Z wami nie muszę aż tak gonić bo to przedmiot nieobowiązkowy ale z resztą...-zamyślił się na chwilę.-pewnie najpierw zrobię spotkanie ze wszystkimi starostami żeby to ustalić. W koncu to moja wina że nie było zajęć.
-serio? Ale wiesz...będzie trochę inaczej niż kiedy ci pokazywałem w trakcie pracy. Dostaniecie żelusiowe modele różnych części ciała, z różnymi ranami i będziecie je szyli. Każdy jedną część sobie wybierze.
-no zwłaszcza że wiesz co masz robić.-zaśmiał się i przysunął go bliżej siebie.-ale jeszcze raz wam wszystko wyjaśnię. Mam nadzieję że wszystkim się spodoba.
-um no dobrze. Nie musisz mi ich pokazywać wcześniej jeśli nie chcesz.-powiedział tylko bo przecież nie chciał do niczego zmuszać chłopaka. Pomyślał po prostu że skoro miał przedstawić tak jakby ich związek to nie będzie to nic złego.
-jasne kochanie. Ale nie musisz mi ich teraz pokazywać jeśli nie chcesz.-powiedział bo wiedział że i tak pewnie zobaczy je u Chrisa.-Nie chcę cię do niczego zmuszać.
-będe przy tobie cały czas skarbie.-zapewnił go.-możesz mi siedzieć na kolanach. To będzie tylko chwila.-zapewnił go.-a co do zdjęć...nie zmuszaj się. Nie musisz mi pokazywać jeśli nie chcesz. Chcę żebyśmy się czuli przy sobie swobodnie a nie się zmuszali do czegokolwiek.
-oj kochanie...ale ty na oprawdę możesz być czasem trochę egoista. Ja wiem ze mnie kochasz. A to ze czasem...po prostu się boisz coś powiedzieć albo pokazać. Albo po prostu nie chcesz. To normalne.-zapewnił go o delikatnie ucałował.-idziemy.-dodał ruszając.
-ok. Spokojnie.-przytulił go do siebie.-jak w końcu nie będę musiał jeździć na wózku to winda nie będzie potrzebna.-kiedy dojechali powoli wyjechał z windy.
-no tak i rozumiem też twój punkt widzenia. Jeśli chodzisz po schodach to potrzebujesz odpoczynku.-Zerknął na niego.-po prostu następnym razem się nie spoznij...a jeśli wiesz ze jesteś spóźniony to lepiej w ogóle nie wchodź na zajęcia.
-oj...ale do mnie możesz. W końcu jesteś moim ukochanym.-uśmiechnął sie do niego. Cieszył się ze Chwil pomyślał o miejscach dla nich. Były na samym dole i tak ze Jun spokojnie mógł zostać na schodach.
-myślałem ze popcorn jest do filmu.-zaśmiał się.-kochanie? A zamiast kuchni wloskiej może być tajska? Maja tam na prawdę dobrego kurczaka w panierce slodko kwaśnej z ryżem. No i przyjemna romantyczna atmosfera.
-wiesz kochanie...nawet pomimo tych przeciwności to były dla mnie bardzo szczęśliwe ponad dwa lata spędzone z tobą. I na prawdę mam nadzieje ze czujesz to samo.
Jun pokręcił przecząco głową. -tamte tez za wyjątkowe. Każda chwila z toba jest. Ale ta jest taka...no nie wiem jak to wyjaśnić. Po prostu tak dawno tego nie mieliśmy ze ta wydaje sie bardziej wyjatkowa.-wzruszył ramionami.
-z wielką chęcią ale...praktyki są kawałek od uczelni i od naszego mieszkania a to ty będziesz miał samochód. Chyba lepiej będzie jak po prostu po mnie zajedziesz, nie?
-myślę że tak.-skinął głową.-ale nie chciałbym tak już od razu iść. Fajnie mi się siedzi z tobą tutaj. Jest tak miło. A jak wrócimy do mieszkania to będzie to oznaczało koniec randki.
-hmmm...jasne.-uśmiechnął sie oglądając zdjęcia z zaciekawieniem.-chyba te są najładniejsze.-powedzial kiedy byli w połowie.-chociaż najbardziej lubię twoje zdjęcia.
Jun zgrzytnal zębami i złapał chłopaka za rękę. -ciesze się ze zdobywasz nowe umiejętności ale nie dawaj się tak obmacywac, ok? Nie podoba mi się to...
-no jak to jak...normalnie. jak cie objął i szeptal do ucha. Ugh...-burknął jakby chciał powiedzieć ze tylko on tak może.-ech...wiem ze się bardzo cieszysz Ryu. A ja się cieszę widząc twój uśmiech.
-och...-Jun trochę zaskoczony wziął do rąk zdjęcia i zaczął je uważnie oglądać.-powiesimy je sobie?-spytał zaraz z uśmiechem.-to zdjęcie jest takie szczere. Podoba mi się.
-będę. Patrzę na wszystkie nasze wspólne zdjęcia. Kiedy nie ma cie przy mnie bardzo lubię na nie patrzeć.-uucałował go w policzek.-chyba nie ma w tym niczego dziwnego.
-mhm...-Jun pokiwał tylko głową.-mnie wytykali palcami jak zacząłem przychodzić do szkoły pobity. Czasem w ogóle nie przychodziłem bo nie byłem w stanie. Więc wiem jak to jest kiedy wytykają palcami. Nic miłego.
Jun swobodnie się na niego przesiadł i pozwolił chłopakowi pchać wózek. -Ryu? Pomyślałem że...oczywiście jak już skończysz studia i w ogóle jeśli będziesz chciał...że fajnie by było mieć taki ślub jak Tomo i Takano. No wiesz...w ameryce z ceremonią i ze wszystkim...
-wiem Ryu...wiem. pomyślałem tylko ze było fajnie...i że ja bym chciał. Ale do tego musisz chcieć tez ty a ja nie będę cię do niczego zmuszał wiec...-wzruszył ramionami.-z reszta do tego jeszcze mamy czas.
-wiem Ryu. I rozumiem. Ja w twoim wieku tez o tym nie myślałem. Ale teraz myślę. Wiec podzieliłem się tylko z tobą tym co myślę i co czuje. Nie ma w tym nic złego, prawda?-zerknął na niego.
-wiem Ryu. Przecież nie mowie ze mamy iść do ołtarza juz teraz. Powiedziałem ze najpierw twoje studia i w ogóle. Mamy dużo czasu.-powiedział siadając I zapinając pasy.
Jun uśmiechnął się do chłopaka i poklepal miejsce obok siebie. -przynioslem ci juz tutaj laptopa i aparat.-powiedział bo uznał ze chłopak pewnie będzie zmęczony a tak wszystko będzie miał już w salonie.
-no...nie będziemy się przenosić skoro je lubisz. Na tez je lubię...-powiedział spokojnie.-wiec mam nadzieje ze szybko uporamy się z lekiem przed winda...żebyś nie musiał się męczyć schodami. Bo wiem ze nie szedłes szybko. Ale z meczu les się tak czy owak.
-na pewno niedługo będą...i dowiemy się w czym problem. Na razie staraj sie jeść normalnie i mimo wszystko się nie przemeczac.-poprosił obejmując go delikatnie.
Jun miał na późniejsza godzinę wiec spokojnie się wyszykowal. Kei zawiózł go na uczelnie a on sam od razu zabrał się za prowadzeniu wykładów. Kiedy przyszła kolej na zajęcia praktyczne z grupą Ryu poprawił się na wózku. Trochę się stresowal.
Jun odpowiedział uśmiechem i zaczął przygotowywać swoje biurko. Ułożył na nim gumowa rękę z rana,igły oraz nici. Ustawił również kamery które miały pokazywać na ekranie to co robi.
-tak. Najpierw wam pokaże jak to robić a potem będziecie losować.-odpowiedział z uśmiechem. Kiedy skończył usiadł wygodniej.-ech...dawno tego nie robiłem.-zaśmiał się.
-no trochę...-przyznał a kiedy wszyscy się zebrali uśmiechnął się lekko.-dzisiaj tak jak obiecałem będą zajęcia praktyczne. Najpierw wam pokaże na czym polega szycie.-dłonią wskazał na biurka z kamerą i reszta rzeczy które przyszykowal.-a potem będziecie losować części ciała ze skrzyni i samo spróbujcie swoich sił. W razie czego możecie mnie prosić o pomoc. Macie teraz jakieś pytania?
-wszystkie sąna jednym poziomie. Spokojnie.-uspokoił ich i włączył kamerkę. Na ekranie pojawiło się jego biurko a konkretnie poważna rana na zelowej ręce. Nawlekl igłę I zarpoczal sprawne szycie. Spokojnie wyjaśniał co robi a jego zwinne palce zszywaly ranę.
Jun nie mógł powstrzymać uśmiechu kiedy usłyszal to 'profesorze' od swojego chłopaka. Podjechał do niego i na spokojnie zaczął go instruowac jak powinien zakończyć.
Jun tak jak ostatnim razem przywitał się z mężczyzną skinieniem głowy i przesiadł się na kanapę. Miał zamiar być wsparciem dla Ryu wiec tym razem postanowił się pilnować i nie powiedzieć niczego co by mogło wystraszyć chłopaka.
-I jeszcze poszliśmy na spacer.-dodał Jun obejmjąc delikatnie Ryu. Zerknął na zdjęcia i uśmiechnął się widząc rozgwiezdzone niebo. Znaczyło ono dla nich obu dość dużo.
Jun uśmiechnął się słysząc ile pozytywnychcesz rzeczy spotkało dzisiaj Ryu. -gratuluję konfrontacji z windą.-powiedział próbując ciasta i biorąc łyk herbaty.-i tych zdjęć tez. A jeśli chodzi o moje zajęcia to...po prostu byłeś najlepszy.
Jun przytulił go wtedy mocniej do siebie. On też się trochę bał. -spokojnie...nie denerwujmy się dopóki nie dostaniemy wyników.-powiedział cicho. W końcu wciąż na nie czekali. Nie wiedział czemu to zajmuje aż tyle czasu. Wiedział ze chłopak musi się teraz czuć przytłoczony tym wszystkim.
-rozumiem Ryu...ale wierzę że będzie dobrze.-powiedział tuląc go cały czas.-to możesz teraz opowiesz o tych drugich zdjęciach?-zaproponował chcąc go jakoś odciągnąć od tych negatywnych myśli.
Jun nie protestował i pozwolił mu sje odsunąć. -wiec może opowiesz o nich coś więcej? Skoro są pozytywne...-zaproponował zaraz I zerknął na Chrisa. Chciał wiedzieć czy nie robi czegoś nie tak.
Jun musiał się skupić żeby cofnąć się do tamtego dnia. Do było przecież tak dawno temu. -a....pamiętam. Bylem szczerze zaskoczony ze ktoś w ogóle tam zszedł. Ledwo cie znałem a ty nadawales jak najety. Nie mogłem się skupić.-zaśmiał się.-ale...jakoś tak się ucieszyłem z tej babeczki. No i przyniosles sobie wtedy stołek...i go już tam zostawiłem. Cały czas tam stał dla ciebie.
-Oj bo...bo tak jakoś po cichu liczyłem ze znów przyjdziesz mi poprzeszkadzac.-zaśmiał się cicho.-no I przyzwyczaiłem się do babeczek.-dla równie wesoło.-taki zeszyt tto dobry pomysł.
-mhm...teraz juz rozumiem.-pokiwał głową I przytulił go mocniej do siebie.-mi rozgwiezdzone niebo zawsze poprawia humor. Od razu przenosi mnie do tamtego dnia.
-cóż...wierzę na słowo skoro nie dales mi spróbować.-zaśmiał się. Nie miał mu tego za złe. Wziął łyk czekolady i skinął głową.-pyszna.-przyznał I wziął gryza ciasteczka.
-rozumiem. nie musi być szybciej możemy tu tak razem posiedzieć w końcu nie cZe sto mamy ku temu okazję.-zauważył.-Ryu? A...podobały ci się moje dzisiejsze zajęcia? Powinienem coś poprawić? Twoi koledzy coś mówili?
4 687 komentarzy:
«Najstarsze ‹Starsze 201 – 400 z 4687 Nowsze› Najnowsze»Jun obudził się kiedy wyczuł brak chłopaka w łóżku. Leżał jednak jeszcze chwile mając nadzieję że chłopak po prostu poszedł do toalety. Kiedy ten jednak nie wrócił do łóżka Jun usiadł i zerknął na chłopaka siedzącego w fotelu.
-Ryu-chan? Coś się stało? Miałeś zły sen?-sspytał szeptem.
-um...ale skoro jestem w domu to chciałbym Ci jakoś pomoc.-powiedział nadal się nie kładąc.-teraz i tak nie zasnę.-mrukmruknął.
-przecież celowo się nie obudziłem.-powiedział tylko. Nie wiedział co tym razem zrobił źle. Sądzil ze chęć pomocy kiedy ukochaną osoba ma koszmary jest naturalna. Dłuższa chwile wpatrywał się tylko w drzwi. W końcu przesiadł się na wózek i wyjechał na balkon żeby odetchnąć chłodnym powietrzem. Najchętniej by zapalił ale obiecał Ryu ze więcej tego nie zrobi.
-mhm...smacznego.-Jun odpowiedział również z lekkim uśmiechem. Zajął się za jedzenie śniadania. Pochwalił chłopaka uśmiechem I skinieniem głowy. Jak zwykle mu smakowało.
-przyjadę. Jun po mnie zadzwoni i przyjadę.-odparł Kei a Jun tylko skinął głową. Nie widział problemu a przecież nie będzie się kłócić ze przecież może prowadzić. Dopiero wyszedł ze szpitala i nie chciał ryzykować.
-mhm dobrze. Miłego dnia.-powiedział tylko I pomachal mu.-ok...ubiore się I możemy jechać.-ppowiedział do Keia i odjechał od stołu.
-plany? Poza robieniem prezentacji nic. Ale to mogę zrobić wieczorem. Wiec mogę z tobą jechać.-wzruszył ramionami I zaczął się powoli ubierać.-Kei? Ryu często ma koszmary?
-A nie wiesz co mu się śni? Mi nie chciał powiedzieć. Nawet przytulic się nie chciał. Po prostu wyszedł.-westchnął kończąc się ubierać.-chciałbym mu pomóc...
-rozumiem go ale...przecież jakoś trzeba sobie z tym poradzić. Na sile go tulić nie będę bo będzie tylko gorzej. I znów jesteśmy kilka kroków do tylu. Znów bardziej się boi...a wszystko przeze mnie.-Zacisnąl dłonie w pięści.-Kei...ja juz nie chce żeby on tak cierpiał.
-przez to ze bylem w szpitalu i nie było mnie w domu ma te koszmary. A teraz nic nie mogę zrobić żeby mu pomóc. Nic.-westchnął cicho.-na pprawdę chciałbym żeby już tak nie cierpiał...
-Ale znów jest gorzej Kei. Nawet nie wiesz jak się ciesze kiedy jest trochę lepiej. Ale teraz znów jest źle.-westchnął.-poradzę sobie.-przesiadł się na wózek I wziął laptopa na kolana.-zadzwonię jak skończę zajęcia.
Jun ustawił się z wózkiem tak żeby wszystkich widzieć. Westchnął ciężko widząc jak mało osób zostało.
-hej...widzę że tylko tylu z was przetrwało. Słowem wstępu chciałbym was przeprosić za zaistniała sytuacje...wiem ze wiele sie wydarzylo przez ten miesiac. Od razu powiem ze nie będę brał go pod uwagę. W ogóle. Po prostu zaczniemy tam gdzie skończyliśmy. Będziemy trochę w plecy ale myślę że damy sobie radę. Możecie to przkazac kolegom i koleżankom którzy się wylamali. Co do zajęć praktycznych...w moich planach miały być przeprowadzane na żelowych rękach bądź nogach. Puszcze wam ankietę i sami mi powiecie czy chcecie je mieć czy nie.-uśmiechnął sie lekko I podjechał do pierwszej ławki podając pierwszej osobie plik kartek.-oddajcie mi je wypełnione jak będziecie wychodzić.-powiedział jeszcze I wrócił na swoje miejsce.
Jun uśmiechnął się do niego lekko i zabrał się za odpowiadanie na pytanie.
-to dość proste. Zacznijmy od tego ze zanim balsamista zabiera się za cięcie czy szycie zamienia krew na mieszankę substancji ogólnie nazywana cieczą balsamiczna. Barwiona na czerwono żeby ciało nabrało koloru. Wtedy od razu unikamy rozlewu krwi.-odpowiedzial spokojnie.
-bardzo prosto pod ciśnieniem.-przerzucił na kolejne zdjęcia gdzie był pokazany sprzet.-w jednym baniaku jest ciecz balsamiczna która pod ciśnieniem jest wpuszczane do ciała. W ttm samym czasie do drugiego baniaka jest wsysana krew. Potem jest ona neutralizowana. Taka wymiana sprawia że ciało może dłużej stać oraz zmniejsza ryzyko zarażenia czymś w trakcie szycia. -wyjaśnił spokojnie.
-mogę wam pokazać nagrania. Aktualnie jak widzicie jestem na wózku i trochę zajmie zanim swobodnie będę mógł chodzic. Ale na nagraniach tez dokładnie zobaczycie na czym to polega i jak to wygląda.-zapewnił ich spokojnie.
Jun uśmiechnął się lekko.
-może kiedyś. Jeśli będą zajęcia praktyczne to będę wam pokazywał jak co się robi.-powiedział jeszcze. Kiedy w sali został tylko Ryu, Jun podjechał do niego.-dobrze. Te zajęcia wyglądają trochę inaczej od waszych. To czwarty rok wiec teorii juz w sumie nie mają...
-ok. Nie powiem ze nic się nie stało..ale ok. Rozumiem. Jeśli będziesz chciał żebym ci pomógł to sam do mnie przyjdziesz. Wiem to. Wiec nie będę się wtracal.-powiedział spokojnie.-no I...cieszę się że go nosisz.-wskazał na nieśmiertelnik który mu dał.-mam dużo pracy wiec pewnie i tak wyjdzie ze poczekam.-zaśmiał się cicho.
Jun martwil sie tym ze Ryu nie wraca. W końcu przekonał Keia ze powinni po niego pojechać. Kiedy nie było go w sali w której powinien być zaczął go wołać.
-Ryu!
-Ryu!-krzyknął glosniej.-Kei dzwon po straż pożarna. Juz.-polecił mu I podjechał bliżej windy.-Ryu! Jestem tu! Zaraz cie uwolnić! Powiedz gdzie zatrzymała się winda!-krzyknął mając nadzieję że chłopak go usłyszy.
-Ryu!-krzyknął glosniej.-Kei dzwon po straż pożarna. Juz.-polecił mu I podjechał bliżej windy.-Ryu! Jestem tu! Zaraz cie uwolnić! Powiedz gdzie zatrzymała się winda!-krzyknął mając nadzieję że chłopak go usłyszy.
-nigdzie nie idę skarbie!-zapewnił go.-jestem tu!-krzyknął a Kei właśnie się rozlaczyl kiedy wszytsko wyjaśnił.-pomoc jest w drodze! Wytrzymaj jeszcze trochę.-krzyknął zaraz Jun.
Kiedy Ryu został w końcu wypuszczony Jun od razu podjechał bliżej i przytulił go delikatnie.
-Jun dobrze kochanie. Juz dobrze. Jestem tuż przy tobie. Juz dobrze.
-pomogę ci Ryu. Zaraz wrócimy do domku i Kei ci opatrzy ręce...a ja ci na pewno pomogę. Zawsze będę przy tobie zeby cie wspierać.-zapewnił go spokojnie. Cały czas go tulił.-jeśli chcesz to możesz pójść do psychologa...-dał zaraz.
-poradzę sobie. Schowaj po prostu wózek.-ppowiedział siadając wygodniej i patrząc na śpiącego Ryu. Chciał mu pomóc. Nie lubił patrzeć jak chłopak cierpi.-Kei? Co powinniśmy zrobić?
-Wiem Kei...wiem to. Ale ja juz nie mogę patrzeć jak on cierpi. Juz rok...-westchnął otwierając drzwi. Poczekał aż Kei wystawi mu wózek i się na niego przesiadł.
-Ufam ci Kei. Mam nadzieje ze kogoś znajdziesz. Niestety Mika tym razem jest za daleko.-objął Ryu mocniej.-ok. A ja dzisiaj będę jego misiem.
-na pewno by nie chciał.-zgodził się. Kiedy dojechali na odpowiednie piętro on sam odetchnąl z ulgą. W.końcu gdyby Ryu się obudził w trakcie jazdy byłby problem. W mieszkaniu położył go na kanapie.-szkoda ze ja nie mogę z nim jutro zostać.
-wrócę. Spokojnie.-zapewnił go Jun i pogłaskał Ryu po włosach.-ech...mój biedny. Mam nadzieje ze juz będzie lepiej.
Jun akurat się kapal a kiedy wyszedł od razu poszedł do salonu. Widząc obudzonego chłopaka uśmiechnął się lekko.
-głodny?-spytał podjezdzajac bliżej.
-nie nie spokojnie.-roześmiał się wesoło.-ja juz jadłem. To było przygotowane dla ciebie. Jedz spokojnie.-powiedział przenosząc się na kanapę.
-teraz nie opłaca mi się iść spać...na dwie godziny.-wywrocil oczyma.-w końcu zaraz będę musiał iść na uczelnie.-przypomniał mu.-Kei z tobą zostanie. A ja wrócę najszybciej jak się da. To znaczy...nie będę zostawal po zajęciach ani nic.
-oj daj spokój. Gdybym wie teraz położył byłbym bardziej niewyspany. Juz spokojnie kochanie. Pospalem trochę jak przyszedłem z zajęć.-objął go delikatnie.-a ten wywiad do dzisiaj czy jutro?-spytał bo nie pamiętał.
-mhm to dobrze. Jak wrócę to powiem Ci jak było i czy bardzo mne wymeczyli.-zaśmiał się cicho. Ucałował go w policzek.
-mhm wiem...nawet jeśli jest ciężko to wiem ze mnie kochasz. I ja ciebie tez.-uśmiechnął sie lekko.-I to jest najważniejsze, prawda? Ze pomimo trudności nadal się kochamy.
-mogą być kochanie. Nie przejmuj się mną tak bardzo i po prostu zrób to na co masz ochotę.-powiedział głaszczac go po włosach.-będzie dobrze, nie?
-dobranoc kochanie.-powiedział I wziął jeszcze laptopa zeby dopracować prezentacje.
-już dobrze braciszku. Jestem.-zapewnił go spokojnie.-załatwiłem ci dobrego psychologa.-dodał uznając że najlepiej jak poinformuje o tym brata od razu.
-nie masz za co przepraszać Ryu. Kazdy tak by miał w twojej sytuacji.-powiedział jeszcze go tuląc.-Jun z tobą pójdzie. Jutro masz pierwszą sesję.-zapewnił go spokojnie.
-nie masz umówionej konkretnej godziny. Na jutro masz zarezerwowany cały dzień więc możesz pójść kiedy będziesz razem z Junem miał czas. Wtedy umówisz się na następną wizytę.-wyjaśnił mu spokojnie.
-Ryu...to nic złego jeśli ją przepłaczesz. To normalne. Jun na pewno to zrozumie. Wstydzisz się przy nim płakać?-spytał głaszcząc brata po włosach.
-może po prostu nie ma ku temu powodów? Albo wyplakal juz wszystkie swoje łzy? Albo może chce byś dla ciebie oparciem?-zaproponował kilka możliwości.-nie musisz się wstydzić przy nim płakać. On pewnie też nie raz płakał u tensswojej psycholog.
-po prostu nie wstydz się przy Junie. On tam będzie zeby cie wesprzeć i żebyś czuł się swobodniej.-powiedział I zaraz objął brata delikatnie.
Jun w tym czasie skończył zajęcia i teraz tylko czekał w swojej sali na wywiad. Uśmiechnął się do wchodzących dziewczyn wskazując ręka żeby usiadły gdzie chcą.
-dzień dobry.-odparł z lekkim uśmiechem.-moje hobby...uwielbiam biegać i pływać ale to chwilowo będzie musiało poczekać.-poklepal wózek.-cóż...moja mama zmarła w wypadku samochodowym i kiedy zobaczyłem ja zaraz po nim...a potem na pogrzebie pomyślałem ze to coś niesamowitego i sam chciałbym tak potrafić.-odpowiedział spokojnie.
Jun zaśmiał się cicho bo przecież miało nie być takich pytań ale szybko się opanował i odpowiedział.
-jestem. Ale to z kim jestem pozostanie moja słodka tajemnica.-odpowiedział cały czas się uśmiechając.
Mężczyzna przeciągnąl się lekko i napisał wiadomość do Keia ze wywiad się skończył i może po niego przyjechać.
Jun wjechał swobodnie do mieszkania i od razu poszedł przywitać się z Ryu.-hej kochanie.-uśmiechnął sie lekko.-mówiłeś ze nie będzie pytań o prywatne życie a jednak spytały czy jestem zajęty.
-no i nie męczyły.-Uśmiechnął sie lekko.-Poza tym na ostatnie pytanie odpowiedziałem ze kogoś mam ale kogo to już moja tajemnica.-wzruszył ramionami i nalał sobie soku.-to nic. Lubie twoje naleśniki.
-wiem ze umówił. Pójdę z tobą skarbie i w ogóle nie będę zły jeśli będziesz płakał. To normalne że sje płacze. Spytaj Miki ile razy ja u niej płakałem. To normalne...I w sumie pomaga.
-cóż...bo ja jakos tak...albo akurat nie jestem w nastroju albo musze być silny zeby ciebie wspierać. Ale kilka razy płakałem. Na przykład jak odwiedzalismy grób mojej mamy.-zauważył.-jasne juz biorę.-dodał podjezdzajac do lodówki.
-oj no...ja juz po prostu swoje wyplakalem.-wyjaśnił spokojnie. Podjechał bliżej stolika I zabrał się za jedzenie.
Jun przywitał się z mężczyzną delikatnym skinieniem głowy. Nic nie mówil bo w końcu miał być jedynie towarzyszem i wsparciem. Uśmiechnął się lekko kiedy mężczyzna zaczął terapię. Podobało mu się to jak zaczął. Wiedział ze to pomaga w oswojeniu się z psychologiem. Przesiadł się tylko na kanape żeby było mu wygodniej i zeby być bliżej Ryu.
Jun juz otwierał usta żeby spytać skąd mężczyzna wie o jego profesji. W końcu wpotkali się pierwszy raz. Zamknął je jednak równie szybko nie zadając nurtującego go pytanią. Po krótkiej chwili jednak nie wytrzymał.
-jeśli mogę spytać...skąd wiesz czym się zajmuje?-spytał patrząc na niego.
-dobrze. Co prawda tęsknię za gwiazdami które było idealnie widać w Yukan. Poza tym jest dobrze. Praca jest ok...nawet w szpitalu nie było aż tak źle i niewygodnie.-wzruszył ramionami. Uśmiechnął się lekko zerkajac na Ryu.
-dzięki...-Zerknął na tytuł i schował bilety do kieszeni. Dawno nie byli na randce wiec faktycznie może im się przyda taka chwila relaksu. Kiedy chłopak mówił za czym tęskni objął go łagodnie. Wiedział o tym. Dlatego nie był pozytywnie nastawiony do zostawali kolejny rok w Ameryce.
-mou...przecież cały czas ci powtarzam ze to nie tak. Lubie ja. I zajmowałem się nią jak byłeś na studiach. I mieszkała ze mną.-powiedział bo szczerze polubił psinke.-a na początku...no jak warczala na mnie za każdym razem jak chciałem zapalić....-powiedział trochę zły na ta niesprawiedliwość.-ale rzuciłem. Ona nie warczy I jest dobrze Ryu. Na prawdę.-zapewnił go.-ale nie możemy jej sprowadzić bo...no musiałaby lecieć samolotem. A to ciężkie dla psa.-powiedzkał szczerze.
-Ryu...bardzo chętnie serio. Ale pomyśl...zostajemy tu jeszcze tylko do końca roku akademickiego...co potem zrobimy z tym zsierzaczkiem? Będzie się męczył w samolocie...a Kiara będzie zazdrosna.-powiedział spokojnie.-kupując czy adpotujac zwierzaka trzeba myśleć odpowiedzialnie.-zauważyl.-ale hmmm...możemy na swieta polecieć do domu zamiast do Kanady.-zaproponował z uśmiechem.
Jun odsunął się delikatnie trochę zaskoczony. W końcu zanim wyjechali Ryu normalnie przesiadywal w domu. Nie było z tym problemu.
-ok Ryu...wiec kanada...może poprosisz Keiichiro żeby zabrał ze sobą Kiare jak będą do nas przyjeżdżać?-zaproponował szybko. Wiedział ze chłopak bardzo za nią tęskni.
Jun zareagował bardzo szybko. Odsunął mężczyznę informując go tym ze teraz będzie lepiej jeśli zajmiessię tym sam.ZZłapał Ryu za dłoń i łagodnie pogłaskał po włosach. Przeszedł na japoński żeby było im wygodnie.
-juz dobrze. Jestem tu. Tuż przy tobie. Juz dobrze. Oddychaj spokojnie. Skup się na tym Ryu. Na tym ze tu jestem i na swoim oddechu. Juz dobrze.-szeptal.
-nie ma go Ryu. Jestem ja, wiec jesteś już bezpieczny. Juz dobrze. Juz dobrze.-powtarzał głaszczac go po włosach i trzymając go za rękę. Otarl mu łzy I znów zaczął głaskać po włosach. Zaraz jednak przytulił go do siebie.-juz dobrze. Po prostu oddychaj tak jak ja.
Jun tulił go do siebie cierpliwie. Nie był to pierwszy raz kiedy tak uspokajal chłopaka. Cieszył się kiedy chłopak unormowal oddech nadal go jednak nie puszczał. Wiedział ze Ryu nadal płacze i nadal się boi. W końcu odsunął się od niego nieznacznie i odsunął mu dłonie od uszu.
spójrz na mnie Ryu. Jestem tu ja. Nie on. Juz jest dobrze.
Ok razu go objął i pogłaskał po włosach.
-juz dobrze. Juz dobrze.-powtarzał szeptem. Mówił cały czas mając nadzieję że tym zagłuszy krzyki ojca które słyszał Ryu.
-juz dobrze.-zgodził się Jun i skinął głową. Cieszył się ze chłopak juz się uspokoił.-idziemy już?
-jasne skarbie.-Jun przesiadł się na wózek a potem pozwolił chłopakowi usiąść mu na kolanach. Skinął głową w stronęChrisa.
-widzimy się za dwa dni Ryu. Pamiętaj o zdjęciach i bawcie się dobrze w kinie.-powiedział mężczyzna machając im na pożegnanie.
-Ryu może chciałbyś pójść po drodze na lody albo ciasto?-zaproponował bo pomyślał że może to by trochę pomogło mu oderwac się od nastroju sesji.
-ok. Wiec będą duże i smaczne lody.-zgodził się jadąc spokojnie do wyjścia. Cieszył się ze psycholog ma biuro na samym dole i nie muszą jechać winda.-no I jasne ze możesz. To żaden problem.
-jasne skarbie. Zajdziemy do łodziani iI zjemy pyszny deser lodowy.-powiedział z uśmiechem. Cmoknal go w policzek i spokojni jechał w stronę upatrzonej łodziani.
-posiedzimy.-zgodził się nie widząc problemu.-zdzwonimy po Keia kiedy skończymy.-dodał z uśmiechem wjeżdżając do łodziani. Podjechał do wolnego stolika.-możesz wziąć co chcesz.
-lodowy deser czekoladowy.-zdecydował z uśmiechem. Kiedy złożyli zamówienie zerknął na chłopaka l. Pokazał mu bilety.-jutro idziemy do kina.
-w jakiejś dobrej restauracji.-zgodził się z uśmiechem.-juz dawno nie byliśmy na randce...przez ten moj wypadek i w ogóle.-powiedział smutno.
-mhm...taka mala.-zgodził się iI również zaczął jeść swój deser.-a chciałbyś pójśćdo jjakiejś konkretnej restauracji? Co chciałbyś zjeść?
-wiec niech będzie coś włoskiego. Poszukam czegoś.-uśmiechnął sie do niego lekko. Jadł spokojnie swój deser.-chcesz spróbować?
-jasne.-wziął trochę jego deseru na swoją łyżeczkę i uśmiechnął się lekko.-pyszny. Na prawdę.-powiedział i wrócił do swojego deseru.
-mhmmmm...wiodłeś tu całkiem ciekawe życie, co? To był twój pierwszy raz kiedy nie byłeś na utrzymaniu rodziców?
-jasne skarbie. Ile tylko będziesz chciał. Nawet całą terapię. Będę przy tobie.-zapewnił go.-a teraz jak wrócimy do mieszkanka skupisz się na zadaniu które dał ci Chris.
-nie będę. Ale jak będziesz chciał mnie 'użyć' to po prostu powiedz.-uśmiechnął się obejmując go delikatnie.-cóż...myślę że nigdy nie zaszkodzi spróbować. Może akurat pomoże? Fajnie że podszedł do ciebie indywidualnie.
-juz do niego napisałem. Jest w drodze.-powiedział odgarniajac mu włosy z twarzy.-za chwile będzie i wrócimy do domu.
-ok. Od razu pójdziemy spać. To normalne że jesteś zmęczony.-zapewnił go I przytulił go siebie.-trzymaj się mocno. Wyjadę juz na zewnątrz.-zapłaciłiI zaczął jechać w stronę drzwi.
-wszystko mam już zrobione. Zrobiłem wcześniej żeby mieć czas dla ciebie.-wyjasnil i uśmiechnął się do Keia który podjechał.
-Ech...jak jesteś zmęczony to idź spać Ryu...-wywrocil oczyma.-cóż...na moje oko było ok. Ale lepiej żeby Ryu ci powiedział jak było. W ogóle...ile ty mu nagadales Kei?
-I był. Zaczął dość delikatnie...i skupił się na jego hobby. Tak żeby najpierw go wyczuc. To dobre posunięcie. Tylko potem rozmowa zeszła na inne tory i wpadł w panikę. To w sumie trochę moja wina ale nie sądziłem ze tak zareaguje. Wcześniej tego nie było.-westchnął.-zaproponowałem żebyśmy na swieta pojechali do Yukan skoro tęskni za rodzina i za Kiara...i wtedy wpadł w panikę...
-wiem...ale wcześniej nie było problemów z domem. Przesiadywal tam normalnie...-zauważył przygryzajac dolną warge.-Mam nadzieję że te terapie mu pomogą.
-ah...rozumiem. nie powiedział mi tego. Gdybym wiedział pewnie bym tego nie zaproponował.-powiedział cicho. Zerknął na chłopaka.-wiec spędzimy swieta w domku w Kanadzie razem z Keiichiro i Kokim.-wzruszył ramionami.
-cóż...myślę nad tym. Ryu za nią tęskni ale ja na prawdę nie chce jej męczyć samolotem.-ppowiedział I również się skrzywil.-cały czas będę przy tobie Ryu. Usiądziesz mi na kolanach.
Jun podjechał bliżej niego i złapał go za dłoń. Kiedy winda dojechała na ich piętro a drzwi się otworzyły uśmiechnął się lekko do chłopaka.
-i jesteśmy na miejscu.
-mhm...no dobrze kochanie.-skinął nie chcąc go zmuszać do windy. Pozwolił Keiowi pchać wózek a w mieszkaniu juz samo zawiózł chłopaka na kanapę.-położę się z tobą spać. Tez jestem juz trochę zmęczony.
Jun obudził go tylko na kolacje a kiedy zjedli pojechał z nim do łóżka. Przebral się w wygodny dresik i położył obok niego.
Jun obudził się dopiero jak wyczuł zapachy oznajmujace ze śniadanie jest już gotowe. Przeniósł się wtedy na wózek i pojechał do kuchni.
-co dobrego mamy na śniadanie?
-mhm...brzmi smakowicie.-skomentował. Nalał sobie soku i podjechał do Keia żeby nie przeszkadzać gotujacemu Ryu.
-co się stało?-spytał Jun i poklepal go po ramieniu.-wiecie co mu jest czy nawet tego nie możecie ustalić?
-cóż...skoro na zewnątrz niczego nie widać to szukajcie wewnątrz.-zaproponował takie rozwiązanie.-no I...szukajcie uważnie bo to nawet może nie być związane z wypadkiem.
Jun westchnął ciężko i z nie małym problemem przewiozl Keia na kanapę. Okryl go kocem i wrócił do kuchni.
-jak ci się spało?-spytał Ryu.
-dzisiaj do kina i robisz zdjęcia o które prosił Chris. No I restauracja.-uśmiechnął sie I zabrał się za jedzenie.-dzisiaj mam tylko trzy zajęcia. Wiec szybko wrócę do domu.
-ah no tak...wybacz wyleciało mi to z głowy.-powiedział przepraszajaco.-bilety do kina mamy na 18 wiec spokojnie zdążymy. A skoro ja wrócę wcześniej to poszukam jakiejś restauracji.
-oczywiście. Będzie miło i przytulnie.-zapewnił go bo on tez o czymś takim myślał.
Jun mu pomachal z delikatnym uśmiechem. Spokojnie skończył śniadanko i poszedł się ubrać. Zjechał winda akurat jak chłopak odpalal samochód.
-wiem. Nawet go nie budzilem.-powiedział przenosząc się z wózka na fotel.-na Ryu...schował wózek?-spytał chociaż na prawdęggłupio mu było o to prosić.
-ok...juz niegludo nie będzie trzeba o tym pamiętać. Po domu chodzę juz coraz lepiej więc...juz niedługo pozbędziemy się wózka.-uśmiechnął sie lekko.
-a bez wózka mogę cię nosić. Żaden problem.-wywrocil oczyma.
-Ale nie jesteś. Serio. Przecież zawsze swobodnie cie nosiłem.-wywrocil oczyma I przesiadł się na wózek.-mogę cię nosic tak samo jak wcześniej.-mruknął i ruszył.-widzimy się w domu.
-hmmmm...zadzwonię po Keia. Myślę że wtedy już się wyśpi i będzie mógł po mnie przyjechać. A jak nie to pojadę taksówką.
Jun pokręcił głową bo na terenie kampusu powinni powstrzymać się od jakiegokolwiek okazywania sobie uczuć. Ktoś mógł ich zobaczyć. Westchnął i spokojnie ruszył w stronę swojej sali wykładowej.
-moje biedactwo. Dużo nauki?-usiadł obok niego na kanapie i objął go ramieniem.
-u mnie? Hmmm...jesteśmy miesiąc do tyłu więc w sumie sam nie wiem. Z wami nie muszę aż tak gonić bo to przedmiot nieobowiązkowy ale z resztą...-zamyślił się na chwilę.-pewnie najpierw zrobię spotkanie ze wszystkimi starostami żeby to ustalić. W koncu to moja wina że nie było zajęć.
-serio? Ale wiesz...będzie trochę inaczej niż kiedy ci pokazywałem w trakcie pracy. Dostaniecie żelusiowe modele różnych części ciała, z różnymi ranami i będziecie je szyli. Każdy jedną część sobie wybierze.
-no zwłaszcza że wiesz co masz robić.-zaśmiał się i przysunął go bliżej siebie.-ale jeszcze raz wam wszystko wyjaśnię. Mam nadzieję że wszystkim się spodoba.
-mhm...ok kochanie.-ucałował go w policzek.-idź. Ja poczekam.-dodał spokojnie.-Ryu? A będę mógł zobaczyć te zdjęcia?-spytał zanim chłopak wyszedł.
-um no dobrze. Nie musisz mi ich pokazywać wcześniej jeśli nie chcesz.-powiedział tylko bo przecież nie chciał do niczego zmuszać chłopaka. Pomyślał po prostu że skoro miał przedstawić tak jakby ich związek to nie będzie to nic złego.
-jasne kochanie. Ale nie musisz mi ich teraz pokazywać jeśli nie chcesz.-powiedział bo wiedział że i tak pewnie zobaczy je u Chrisa.-Nie chcę cię do niczego zmuszać.
-będe przy tobie cały czas skarbie.-zapewnił go.-możesz mi siedzieć na kolanach. To będzie tylko chwila.-zapewnił go.-a co do zdjęć...nie zmuszaj się. Nie musisz mi pokazywać jeśli nie chcesz. Chcę żebyśmy się czuli przy sobie swobodnie a nie się zmuszali do czegokolwiek.
-oj kochanie...ale ty na oprawdę możesz być czasem trochę egoista. Ja wiem ze mnie kochasz. A to ze czasem...po prostu się boisz coś powiedzieć albo pokazać. Albo po prostu nie chcesz. To normalne.-zapewnił go o delikatnie ucałował.-idziemy.-dodał ruszając.
-ok. Spokojnie.-przytulił go do siebie.-jak w końcu nie będę musiał jeździć na wózku to winda nie będzie potrzebna.-kiedy dojechali powoli wyjechał z windy.
-ok kochanie. A na na pewno będę cię w tym wspierać.-zapewnił go. Podjechał do saKoch od u i ucałował go w nosek.-ale dasz rade prowadzić, prawda?
-ok. Dam Ci tyle czasu ile chcesz. Mówiłem Ci ze mamy czas.-ucałował go w policzek.
-mhm to dobrze. Możemy ruszać. Potem powiem ci do jakiej restauracji idziemy. Wybrałem taka dobra I przytulną.-powiedział zapinając pasy.
Jun skinął spokojnie głową.
-ze wszystkim. Tak żebyśmy mogli się potulic i smacznie zjeść.
-cóż...w sumie to rozumiem czemu cie wyprosili. Bo no wiesz...kiedy się spóźniasz to przerywasz w wykładzie.-wyjaśnił.-coś jeszcze się działo?
-no tak i rozumiem też twój punkt widzenia. Jeśli chodzisz po schodach to potrzebujesz odpoczynku.-Zerknął na niego.-po prostu następnym razem się nie spoznij...a jeśli wiesz ze jesteś spóźniony to lepiej w ogóle nie wchodź na zajęcia.
-do mnie możesz kochanie.-zaśmiał się cicho. Przesiadł się na wózek kiedy chłopak go podstawil.-dziękuję.-uśmiechnął sie I przekazał mu bilety.
-oj...ale do mnie możesz. W końcu jesteś moim ukochanym.-uśmiechnął sie do niego. Cieszył się ze Chwil pomyślał o miejscach dla nich. Były na samym dole i tak ze Jun spokojnie mógł zostać na schodach.
-ok rozumiem.-zaśmiał się. Zjadł kilka ziarnek I westchnął cicho.-i teraz jak zwykle będziemy czekać aż przeleca reklamy...
-myślałem ze popcorn jest do filmu.-zaśmiał się.-kochanie? A zamiast kuchni wloskiej może być tajska? Maja tam na prawdę dobrego kurczaka w panierce slodko kwaśnej z ryżem. No i przyjemna romantyczna atmosfera.
-to dobrze. Ciesze się.-uśmiechnął sie I skupił na filmie który właśnie się zaczynał.
-no...dobry film nam dał do obejrzenia.-zgodził się z uśmiechem.-teraz restauracja to niedaleko stąd. Możemy się przejść jeśli ci to nie przeszkadza.
-mhm...wiesz ja wierzę że my też byśmy do siebie wrócili. Juz tyle razem przeżyliśmy ze nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej. Bardzo cie kocham.
-wiesz kochanie...nawet pomimo tych przeciwności to były dla mnie bardzo szczęśliwe ponad dwa lata spędzone z tobą. I na prawdę mam nadzieje ze czujesz to samo.
-szukałem właśnie czegoś takiego.-powiedział podjezdzajac do najbardziej ukrytego stolik gdzie usiadł na kanapie.-chodź.
-ciesze się ze ci się podoba.-ucałował go w policzek. Podsunął mu menu.-wybieraj skarbie.
-ok. Ja wezmę to samo bo akurat na tego kurczaka mam ochotę.-uśmiechnął sie. Złożył zamówienie I wrócił do obejmowania chłopaka.
-ja ciebie tez.-zapewnił go z uśmiechem.-dawno nie byliśmy na randce wiec ta wyjątkowo mi się podoba.
Jun pokręcił przecząco głową.
-tamte tez za wyjątkowe. Każda chwila z toba jest. Ale ta jest taka...no nie wiem jak to wyjaśnić. Po prostu tak dawno tego nie mieliśmy ze ta wydaje sie bardziej wyjatkowa.-wzruszył ramionami.
-dobrze ze ci smakuje słodziaku.-zaśmiał się. Sam również zabrał się za jedzenie.-wiec jutro po zajęciach od razu idziemy do Chrisa?
-wybacz skarbie...zapomniałem że masz je jutro.-powiedział i ucałował go w policzek.-wiec po praktykach. Wtedy pójdziemy.
-z wielką chęcią ale...praktyki są kawałek od uczelni i od naszego mieszkania a to ty będziesz miał samochód. Chyba lepiej będzie jak po prostu po mnie zajedziesz, nie?
-wiem kochanie. Jeśli poczujesz ze juz dasz rade sam to wystarczy ze mi powiesz.-powiedział jedząc swoją porcje ze smakiem.
-spokojnie mamy czas.-uśmiechnął sie do niego.-Ryu-chan? Chciałbyś częściej chodzić na takie randki?
-oj...ale raz na jamiś czas na pewno znajdziemy czas.-wywrocil oczyma. Wierzył ze tak może być.-wiem...ale możesz mówić mi to częściej.
-myślę że tak.-skinął głową.-ale nie chciałbym tak już od razu iść. Fajnie mi się siedzi z tobą tutaj. Jest tak miło. A jak wrócimy do mieszkania to będzie to oznaczało koniec randki.
-no skoro tak...to bierzemy na wynos i idziemy. Spacer brzmi fajnie. Co prawda będę na wózku...ale i tak ok.
-jasne ze wpadniemy kochanie.-Zerknął na niego.-gdzie tylko chcesz skarbie.-dodał patrząc juz przed siebie.
-hmmm...jasne.-uśmiechnął sie oglądając zdjęcia z zaciekawieniem.-chyba te są najładniejsze.-powedzial kiedy byli w połowie.-chociaż najbardziej lubię twoje zdjęcia.
-poeksperymentować zawsze możesz kochanie. Pobaw się tym.-uśmiechnął sie jadąc dalej.-tu jest fajna perspektywa-wskazał na jedno zdjęcie.
Jun zgrzytnal zębami i złapał chłopaka za rękę.
-ciesze się ze zdobywasz nowe umiejętności ale nie dawaj się tak obmacywac, ok? Nie podoba mi się to...
-no jak to jak...normalnie. jak cie objął i szeptal do ucha. Ugh...-burknął jakby chciał powiedzieć ze tylko on tak może.-ech...wiem ze się bardzo cieszysz Ryu. A ja się cieszę widząc twój uśmiech.
-och...-Jun trochę zaskoczony wziął do rąk zdjęcia i zaczął je uważnie oglądać.-powiesimy je sobie?-spytał zaraz z uśmiechem.-to zdjęcie jest takie szczere. Podoba mi się.
-Wiec jak wrócimy do mieszkania to powiesimy.-zdecydował I ruszył w stronę parku. Powoli i spokojnie ale ruszył.
-będę. Patrzę na wszystkie nasze wspólne zdjęcia. Kiedy nie ma cie przy mnie bardzo lubię na nie patrzeć.-uucałował go w policzek.-chyba nie ma w tym niczego dziwnego.
-no nie wiem kochanie...ja chyba już na to jestem za stary.-zaśmiał się.
-tylko raz. Dla ciebie.-zgodził się podnosząc się z wózka.
-czemu cię wytykały palcami?-spytał trochę zaskoczony. Zerknął na niego i zaraz spojrzał przed siebie.
-mhm...-Jun pokiwał tylko głową.-mnie wytykali palcami jak zacząłem przychodzić do szkoły pobity. Czasem w ogóle nie przychodziłem bo nie byłem w stanie. Więc wiem jak to jest kiedy wytykają palcami. Nic miłego.
-masz rację. Nie wytykają ani mnie ani ciebie. I możemy być tak szczęśliwi.-zatrzymał się i uśmiechnął się do chłopaka.-kocham cię.
Jun swobodnie się na niego przesiadł i pozwolił chłopakowi pchać wózek.
-Ryu? Pomyślałem że...oczywiście jak już skończysz studia i w ogóle jeśli będziesz chciał...że fajnie by było mieć taki ślub jak Tomo i Takano. No wiesz...w ameryce z ceremonią i ze wszystkim...
-wiem Ryu...wiem. pomyślałem tylko ze było fajnie...i że ja bym chciał. Ale do tego musisz chcieć tez ty a ja nie będę cię do niczego zmuszał wiec...-wzruszył ramionami.-z reszta do tego jeszcze mamy czas.
-wiem Ryu. I rozumiem. Ja w twoim wieku tez o tym nie myślałem. Ale teraz myślę. Wiec podzieliłem się tylko z tobą tym co myślę i co czuje. Nie ma w tym nic złego, prawda?-zerknął na niego.
-wiem Ryu. Przecież nie mowie ze mamy iść do ołtarza juz teraz. Powiedziałem ze najpierw twoje studia i w ogóle. Mamy dużo czasu.-powiedział siadając I zapinając pasy.
-jasne. Możemy zajechać gdzie jeszcze chcesz.-powiedział z uśmiechem. Dzięki randce miał dobry chumor.
Jun przesiadł się na wózek i poklepal się po udach.
-to chodź na kolana kochanie. Tak sobie odpoczniesz.
-ok kochanie. Wiec chwile tak posiedzimy.-objął go I ucałował w policzek.-w końcu nigdzie nam się nie spieszy.
-w takim razie idziemy po bułeczki.-uśmiechnął sie I zaczął jechać w stronę piekarni.
-mogę zrobić.-zgodzil się. Ale chyba nie mamy mozzarelli a domu. Trzeba będzie kupic...-powedzial dając chłopakowi działać.
-ok skarbie. To od razu pomidorki bo chyba tez nie ma.-powiedział z uśmiechem.-a jutro się zrobi większe zakupy.
Jun uśmiechnął się lekko.
-ciesze się. Wstanę wczesnej i ci je zrobię.-obiecał zerkajac na niego.
Kiedy wyjechali ze sklepu Jun wziął zakupy na kolana.
-ok...obejrzymy w domku jakieś film? Czy od razu idziemy spać?
-rozumiem...wiec ja może tez zajmę się praca. W końcu jutro wasze zajęcia praktyczne.-uśmiechnął sie lekko.
-mhm no dobrze. Tak też może być.-zgodził się a kiedy dojechali do samochodu podał chłopakowi torby i zaczął wchodzić do samochodu.
-oh...no tak. Jeszcze się gubię.-zaśmiał się z powrotem biorąc torby na kolana.-idziemy wiec do domu.
-no dobrze...wiec widzimy się na górze.-ucałował go I wjechał do windy.
Jun uśmiechnął się do chłopaka i poklepal miejsce obok siebie.
-przynioslem ci juz tutaj laptopa i aparat.-powiedział bo uznał ze chłopak pewnie będzie zmęczony a tak wszystko będzie miał już w salonie.
-ok. Ale może najpierw usiądź na chwile i wypij herbatę? Kei juz ja robi.-powiedział patrząc na niego uważnie.
-Ech...jednak powinniśmy wybrać jakieś mieszkanie które mieści się niżej, co?-objął go delikatnie ramieniem.
-no...nie będziemy się przenosić skoro je lubisz. Na tez je lubię...-powiedział spokojnie.-wiec mam nadzieje ze szybko uporamy się z lekiem przed winda...żebyś nie musiał się męczyć schodami. Bo wiem ze nie szedłes szybko. Ale z meczu les się tak czy owak.
-na pewno niedługo będą...i dowiemy się w czym problem. Na razie staraj sie jeść normalnie i mimo wszystko się nie przemeczac.-poprosił obejmując go delikatnie.
-ok.-ucałował go w policzek i wrócił wzrokiem do filmu.
Jun zerknął na chłopaka a potem znów wrócił do filmu. Kiedy ten się skończył ucałował Ryu w policzek I poszedł się umyć a potem spać.
Jun odnalazł go w nocy przez sen i delikatnie go objął.
-Ryu....kocham cie...-wymamrotal przez sen dalej już nic nie mówiąc.
Jun miał na późniejsza godzinę wiec spokojnie się wyszykowal. Kei zawiózł go na uczelnie a on sam od razu zabrał się za prowadzeniu wykładów. Kiedy przyszła kolej na zajęcia praktyczne z grupą Ryu poprawił się na wózku. Trochę się stresowal.
Jun odpowiedział uśmiechem i zaczął przygotowywać swoje biurko. Ułożył na nim gumowa rękę z rana,igły oraz nici. Ustawił również kamery które miały pokazywać na ekranie to co robi.
-tak. Najpierw wam pokaże jak to robić a potem będziecie losować.-odpowiedział z uśmiechem. Kiedy skończył usiadł wygodniej.-ech...dawno tego nie robiłem.-zaśmiał się.
-no trochę...-przyznał a kiedy wszyscy się zebrali uśmiechnął się lekko.-dzisiaj tak jak obiecałem będą zajęcia praktyczne. Najpierw wam pokaże na czym polega szycie.-dłonią wskazał na biurka z kamerą i reszta rzeczy które przyszykowal.-a potem będziecie losować części ciała ze skrzyni i samo spróbujcie swoich sił. W razie czego możecie mnie prosić o pomoc. Macie teraz jakieś pytania?
-wszystkie sąna jednym poziomie. Spokojnie.-uspokoił ich i włączył kamerkę. Na ekranie pojawiło się jego biurko a konkretnie poważna rana na zelowej ręce. Nawlekl igłę I zarpoczal sprawne szycie. Spokojnie wyjaśniał co robi a jego zwinne palce zszywaly ranę.
Kiedy wszyscy już mieli swoje przypadki na ławkach, igły oraz nici zjechał na dol żeby kontrolować ich pracę i wraz czego być blisko.
Jun nie mógł powstrzymać uśmiechu kiedy usłyszal to 'profesorze' od swojego chłopaka. Podjechał do niego i na spokojnie zaczął go instruowac jak powinien zakończyć.
-świetnie ci poszło Amakusa.-pochwalił go z uśmiechem i zaczął znów jeździć po sali i kontrolować prace innych.
Jun tak jak ostatnim razem przywitał się z mężczyzną skinieniem głowy i przesiadł się na kanapę. Miał zamiar być wsparciem dla Ryu wiec tym razem postanowił się pilnować i nie powiedzieć niczego co by mogło wystraszyć chłopaka.
-I jeszcze poszliśmy na spacer.-dodał Jun obejmjąc delikatnie Ryu. Zerknął na zdjęcia i uśmiechnął się widząc rozgwiezdzone niebo. Znaczyło ono dla nich obu dość dużo.
Jun uśmiechnął się słysząc ile pozytywnychcesz rzeczy spotkało dzisiaj Ryu.
-gratuluję konfrontacji z windą.-powiedział próbując ciasta i biorąc łyk herbaty.-i tych zdjęć tez. A jeśli chodzi o moje zajęcia to...po prostu byłeś najlepszy.
Jun przytulił go wtedy mocniej do siebie. On też się trochę bał.
-spokojnie...nie denerwujmy się dopóki nie dostaniemy wyników.-powiedział cicho. W końcu wciąż na nie czekali. Nie wiedział czemu to zajmuje aż tyle czasu. Wiedział ze chłopak musi się teraz czuć przytłoczony tym wszystkim.
[Neeeeeee co ty kombinujesz?]
[Wiec odbijasz Ryu...coraz bardziej...]
-rozumiem Ryu...ale wierzę że będzie dobrze.-powiedział tuląc go cały czas.-to możesz teraz opowiesz o tych drugich zdjęciach?-zaproponował chcąc go jakoś odciągnąć od tych negatywnych myśli.
Jun nie protestował i pozwolił mu sje odsunąć.
-wiec może opowiesz o nich coś więcej? Skoro są pozytywne...-zaproponował zaraz I zerknął na Chrisa. Chciał wiedzieć czy nie robi czegoś nie tak.
Jun musiał się skupić żeby cofnąć się do tamtego dnia. Do było przecież tak dawno temu.
-a....pamiętam. Bylem szczerze zaskoczony ze ktoś w ogóle tam zszedł. Ledwo cie znałem a ty nadawales jak najety. Nie mogłem się skupić.-zaśmiał się.-ale...jakoś tak się ucieszyłem z tej babeczki. No i przyniosles sobie wtedy stołek...i go już tam zostawiłem. Cały czas tam stał dla ciebie.
-Oj bo...bo tak jakoś po cichu liczyłem ze znów przyjdziesz mi poprzeszkadzac.-zaśmiał się cicho.-no I przyzwyczaiłem się do babeczek.-dla równie wesoło.-taki zeszyt tto dobry pomysł.
-och...ale ja...-Jun chciał juz protestować ale w końcu zrezygnował i tylko skinął głową przyjmując zeszyt.-same pozytywy.
-czasem...niektóre.-zgodził się z uśmiechem.-ale o ile ty odwdzięczysz się tym samym.-dodał zaraz wesoło.-mmmm...a gdzie pójdziemy?
-jasne. Tylko te które będziesz chciał mi pokazać.-zapewnił go. Przytulił go do siebie.-a resztę zachowujemy dla siebie. Takie nasze wspomnienia.
Jun intensywnie wpatrywał się w menu.
-a ja wezmę gorąca czekoladę...gorzką...a do tego ciasteczka korzenne.-zdecydowal z uśmiechem.
-ja ciebie tez.-zapewnił go.-Ryu? Widziałem ze zrobiłeś zdjęcie rozgwiezdzonego nieba. To nawiązanie do naszej pierwszej randki?
-mhm...ok. nie bardzo rozumiem to porównanie ale ok. Ważne ze ty wiesz.-powiedział obejmując go delikatnie.-mój kochany...
-mhm...teraz juz rozumiem.-pokiwał głową I przytulił go mocniej do siebie.-mi rozgwiezdzone niebo zawsze poprawia humor. Od razu przenosi mnie do tamtego dnia.
-cóż...wierzę na słowo skoro nie dales mi spróbować.-zaśmiał się. Nie miał mu tego za złe. Wziął łyk czekolady i skinął głową.-pyszna.-przyznał I wziął gryza ciasteczka.
-nie będę cię objął kochanie. Ja tu mam swoją czekoladę.-znowu upil kilka łyków i zjadł ciasteczko.-Kei po nas przyjedzie?
-rozumiem. nie musi być szybciej możemy tu tak razem posiedzieć w końcu nie cZe sto mamy ku temu okazję.-zauważył.-Ryu? A...podobały ci się moje dzisiejsze zajęcia? Powinienem coś poprawić? Twoi koledzy coś mówili?
Prześlij komentarz